•  

    Zenit, część 1/3 - Z1 #lacunafabularniestarwars #lacunafabularnieczarnolisto

    -----------------------------------------------------------------------

    Mimo nienajlepszego momentu na połączenie Fruthiv wyciągnął komunikator. Na hologramie pojawił się mistrz Tyraust.

    - Dlaczego jesteś jeszcze na Yavinie 4? Nie mamy czasu do stracenia.
    - Długa historia - powiedział zgodnie z prawdą Fruthiv. - Porozmawiamy na Coruscancie.
    - Na Coruscancie? Przecież nie tak... - hologram zniknął w kieszeni wraz z komunikatorem.
    - Szybciej Fruthiv, mistrz Izaelo czeka już na pokładzie! - krzyknął Kyle.

    Mistrz skinął głową i wbiegł na rampę, prowadzącą do promu. Statek wystartował, pozostawiając zaintrygowanych padawanów. Noxalia popatrzyła chwilę w punkt na niebie, na którym zniknął statek mistrza Izaelo. W pewnej chwili otworzyła szeroko oczy, zakryła dłonią twarz i pobiegła w kierunku najbliższego terminala.

    * * *

    Stukot palca Naviana o pulpit zakłócał ciszę na mostku. Baalar łypał na Najemnika, ale nie komentował jego zachowania. Maarazm z kolei przygryzał wargi z nerwów. W pewnym momencie wypalił.

    - Przestać bębnić tymi pieprzonymi palcami!
    - O co ci znowu chodzi? - obruszył się Navian
    - O ten idiotyczny pomysł o którym wstyd mi nawet wspominać! Wystawiasz nas wszystkich na pośmiewisko admirale od siedmiu boleści!
    - Przecież to nie był mój pomysł, ja tylko transport organizowałem...
    - Dość.

    Głos Ordo-Karra, wchodzącego na mostek wyprostował wszystkich na fotelach. Wszystkich z wyjątkiem Baalara, który tylko westchnął ciężko i wstał, wykonując lekkie skinienie głowy w kierunku Sitha.

    - Namierzyliśmy statek Rady, lecący z Coruscanta na Yavin 4. Kody pokładowe zgadzają się z tym, co dostarczył nam Redav.
    - Dobrze, dobrze - uśmiechnął się Ordo-Karr. - Jazda na myśliwce i bądźcie gotowi do startu.

    Baalar obrócił się na pięcie i gwizdnął w kierunku Naviana i Dziewiątki. Trzej Najemnicy pobiegli w stronę wind i zniknęli z mostka.

    - Maarazm, Redav, wy też bądźcie gotowi - powiedział poważnie Ordo-Karr. - Na pokładzie może być Spektrum. Jeżeli plotki o Maduku żyjącym w przestrzeni kosmicznej były prawdziwe, to nie możemy sobie pozwolić nawet na minimalne ryzyko.
    - Wdrożenie planu B to chwila moment - potwierdził Maarazm, Redav dodał cicho
    - Plan ucieczki również...

    Na wielkim ekranie wyświetlił się mały, pulsujący czerwony punkt. Redav podbiegł do konsoli i wydał rozkaz odpalenia silników Najemnikom.

    * * *

    Statek wyszedł z nadprzestrzeni. Kabina zatrzęsła się, a jej wnętrze zapłonęło czerwonym światłem. Przerażeni piloci próbowali przywrócić hipernapęd, ale najwyraźniej został wcześniej zaprogramowany na wyjście w połowie drogi. Niedługo później przez szyby piloci dostrzegli wychodzącą z nadprzestrzeni Lekką Fregatę. Młodej pilotce ręce dygotały z nerwów. Do kabiny wszedł zrelaksowany mistrz Stah-Schek, trzymający przy twarzy komunikator.

    - Już tu są - powiedział, po czym podszedł do pani pilot, gładząc jej przerażoną twarz i bawiąc się kosmykami jej kasztanowych włosów. - Spokojnie panienko, wszystko będzie dobrze.
    - M... mistrzu - wystękała sparaliżowana ze strachu kobieta. - K... komunikator...

    Stah-Schek spojrzał na nią ze zdziwieniem, potem na komunikator. Nie rozumiał co pilot miała na myśli. Dziewczyna zebrała w sobie odwagę, odtrąciła napastliwą rękę mistrza, włączyła komunikator w jego ręku i krzyknęła.

    - Zamachowcy przybyli!

    Trzy myśliwce nadlatywały już do statku Rady i zasypały go gradem plazmy. Transportowiec zatrząsł się, a mistrz Stah-Schek chwycił panią pilot za kibić, chroniąc ją przed upadkiem. Chwilę później jego twarz spoważniała i puścił zmieszaną kobietę, podchodząc do szyby i obserwując zbliżającą się Lekką Fregatę.

    - Na Fregacie są Xsis i Spock - powiedział do komunikatora. - Mną się nie przejmujcie, nie możecie im pozwolić uciec.

    Statek po raz kolejny się zatrząsł od następnej serii plazmy. Wyświetlacz pokazywał poważne uszkodzenie osłon i awarię hipernapędu. Znajdujący się po drugiej stronie komunikatora mistrz Jett-Dari nie skomentował ostatniego zdania Stah-Schka. Pancernik wyszedł z nadprzestrzeni.

    - Zniszczyć Lekką Fregatę i wszystkich na pokładzie - rozkazał senator Tanken Nuruodo. - Wyślijcie myśliwce do ochrony statku Rady.

    Przestrzeń kosmiczna zaroiła się od myśliwców. Ordo-Karr zmierzał już w stronę statków przygotowanych do ucieczki. Najemnicy również zorientowali się co się wydarzyło.

    - Zdążymy we trzech dobić statek Jedi? - zapytał K9.
    - Skaczemy teraz, to samobójstwo! - krzyknął Navian, programując skok w nadprzestrzeń.
    - Dwa razy nie musisz mnie namawiać - odparł Baalar. - Dziewiątka?
    - Dziewiątka?
    - ...

    K9 wpatrywał się tępo w ekran radaru. Obserwował chmarę myśliwców zmierzających w ich stronę i ustawiający się do strzału Pancernik. Na jego celowniku był jego nowy mistrz.

    - Ordo-Karr... - powiedział cicho
    - Popieprzyło cię?! - krzyczał Navian, podczas gdy Baalar znikał już w nadprzestrzeni. - Będzie inna okazja!
    - A co jak nie będzie?
    - To wyrównasz rachunki w piekle, skacz!

    K9 otrząsnął się z krótkiego szoku i kiwnął do siebie głową. Oba myśliwce również zniknęły w nieznanym kierunku. Pancernik przymierzył wszystkimi działami i posłał w kierunku Fregaty ogromną wiązkę plazmy z działa, które jeszcze niedawno bombardowało planety. Cel rozpadł się na miliony kawałków, widowiskowo przy tym eksplodując. Z płomieni wyłonily się trzy myśliwce. Senator Tanken krzyknął na cały mostek.

    - ZABIĆ SITHÓW!

    Komandorzy przekazali dalej rozkaz. Jett-Dari zacisnął palce na krześle, o które z nerwów się opierał. Pot spływał z pomarszczonego czoła Tar'va. Kruul i Spektrum milczeli.

    Ordo-Karr, Maarazm i Darth Redav w pośpiechu szukali dostępnego skoku. Na ich ogonie pojawiłą się chmara myśliwców. Przestrzeń wypełniła się plazmą. Zaprogramowanie trasy przy ciągłych unikach było niemożliwe. Jedna z wiązek dosięgnęła statek Ordo-Karra i poważnie zatrzęsła nim.

    - Mistrzu, jest tylko jeden sposób abyś mógł uciec - powiedział przez komunikator Maarazm.

    Uczeń zmienił kurs i zaczął się kierować w stronę statku mistrza Stah-Schka. Włączył jego namierzanie mimo bycia poza jego zasięgiem - wszystko po to, aby ich przeciwnicy dostrzegli jego manewr.

    - Nie wydurniaj się Maarazm! - krzyknął Ordo-Karr
    - Mistrzu... otworzyłeś mi oczy na Moc i dałeś mi drugie życie. Pozwól mi spłacić dług, który zaciągnąłem na U02.

    Na mostku Pancernika zapanowało poruszenie. Wszyscy zebrani również dostrzegli samobójczą próbę wyeliminowania mistrza Stah-Schka przez Maarazma. Z głośników popłynął spokojny głos Stah-Schka.

    - Dopadnijcie ich wszystkich, mną się nie przejmujcie...
    - Protestuję! - krzyknął Jett-Dari i zwrócił się do komandorów Tankena - Chrońcie mistrza za wszelką cenę!

    Tanken widząc zdeterminowaną twarz mistrza Tyrausta i pytające spojrzenie komandorów kiwnął głową. Chmara myśliwców zmieniła kurs i podążyła za Maarazmem. Ordo-Karr i Darth Redav skoczyli w nadprzestrzeń. Maarazm dostrzegł na radarze dziesiątki myśliwców na swoim ogonie.

    - Dziękuję ci, mistrzu - powiedział do siebie Maarazm i zamknął oczy.

    Myśliwce zasypały jego statek wiązkami plazmy, niszcząc go zanim znalazł się w zasięgu statku Jedi. Wszyscy na mostku odetchnęli z ulgą.

    - Nie wiemy jaki jest kolejny krok Sithów, musimy się rozdzielić - powiedział Kruul. - Wracam na Yavin 4, muszę chronić Akademii. Najlepiej nie sam, na miejscu jest tylko Aqumulus.
    - Będziesz nam potrzebny na Coruscancie - powiedział zdecydowanie Jett-Dari. - Nie możemy się teraz rozdzielać, tylko razem pokonamy zło.
    - Ale Kruul ma rację - powiedział Spektrum. - Jeżeli Sithowie polecą na Yavin, życie wszystkich padawanów będzie w niebezpieczeństwie. Tam przecież wysłaliśmy wszystkich Jedi jako Rada. Musimy podjąć ciężar tej decyzji. Polecę na Yavin, z Aqumulusem obronimy Akademii.
    - W takim razie lecę z na Coruscant - odparł Kruul. - Mamy po swojej stronie Stah-Schka.

    Stah-Schek kichnął, po czym zwrócił się z uśmiechem do pani pilot.

    - No to chyba sobie trochę tutaj razem posiedzimy. Zanim kogoś po nas wyślą, minie...
    - Mistrzu, transportowiec senatora Nuruodo w zasięgu - powiedział drugi z pilotów.
    - No szkoda, szkoda...

    * * *

    Izaelo wkroczył wraz z Kylem i Fruthivem do Świątyni Jedi na Coruscancie. Opuszczona przez większość Jedi i cywilów w niczym nie przypominała tętniącej życiem stolicy Mocy. Mistrz Archil wszedł do komnaty narad Rady, w której znajdował się mistrz Zaarbald.

    - Izaelo, nie miałeś być z pozostałymi na Yavinie 4?
    - Plany się nieco zmieniły, mistrzu - powiedział Izaelo. - Chwilę po naszej rozmowie Rada Jedi zostanie zniszczona przez Ordo-Karra, nie chciałem znaleźć się w ogniu krzyżowym.
    - Skąd właściwie o tym wiesz? - zapytał Zaarbald - Pomińmy fakt, że zadaję oczywiste pytania.
    - Oj niezbyt oczywiste, Zaarbaldzie - uśmiechnął się Izaelo. - Starałem się jak mogłem, aby ukrywać wszelkie ślady. Jak widać skutecznie, bo oberwało się nawet Kruulowi. Widzę, że wraca ci powoli pamięć.
    - Teraz już tak... - potwierdził Zaarbald. - Powiedz mi jedno Izaelo. Ja, A'Drabalah, wszystko rozumiem, przeszkody na drodze do władzy. Ale dlaczego Reina?
    - Źle zadane pytanie mistrzu - powiedział poważnie mistrz Archil. - Reina i A'Drabalah byli nic nieznaczącymi pionkami, nadającymi się co najwyżej do ochrony durniów przewodzących Republice. To zabicie ciebie było najtrudniejszą rzeczą, nie tylko z technicznego punktu widzenia.

    Izaelo zaczął chodzić w tę i z powrotem po pomieszczeniu. Kyle i Fruthiv przyglądali się scenie w milczeniu.

    - Zawsze cię podziwiałem, ponieważ osiągnąłeś niezwykła siłę. Byłeś na pewno silniejszy od Veeli, a może nawet i równy Spektrumowi. Nawet po twojej śmierci byłeś w stanie nauczyć mnie nowych rzeczy o Mocy. Mnie, wielkiego mistrza Sith, który niemal przez całe swoje dorosłe życie zgłębiał mądrości większych od nas, większych nawet od Maduka. Bo Maduk był ślepcem, nie widział prawdziwej siły płynącej z Ciemnej Strony Mocy. Nie to co Spektrum, ale Spektrum w ostatnich latach zaniedbał rozwój.
    - Mimo to nadal pozostaje najsilniejszym żyjącym Jedi - zauważył Zaarbald. - Jak masz zamiar go pokonać, jeżeli przeżyje twój nieudany zamach na transporter Jedi?
    - Jak to nieudany?

    * * *

    Aurora i Reina patrzyły na siebie podejrzliwie. Kolejne rundy w pazaaka nie przynosiły zdecydowanej faworytki, a aktualnie trwająca znów przybliżała obie do remisu. A'Drabalah z Tesiliusem żartowali z ostatniego wystąpienia senatora Korwinixa, a Lorisas z Zaarbaldem spierali się o system egzaminowania nowych mistrzów w Akademii. Sielską atmosferę przerwał komunikat o wyjściu z nadświetlnej i pojawieniu się na orbicie czerwonej planety w sektorze U02. Po wylądowaniu cała szóstka opuściła pokład i wsiadła na ścigacze.

    - Zaarbaldzie, pojedziesz z panią Kanclerz i Tesiliusem na wschód nad kanion - zarządził Lorisas. - Ja, Reina i A'Drabalah sprawdzimy tamten szczyt.

    Wszyscy potwierdzili komunikat i rozjechali się w dwie strony. Gdy drużyna Lorisasa dojechała na szczyt, trójka Jedi zaczęła rozkładać sprzęt pomiarowy. Mistrz Xsis później obserwował drużynę Zaarbalda przez binokular, podając go po chwili A'Drabalahowi. Ich ekipa zatrzymała się przed czymś, co z daleka wyglądała jak sylwetka zakapturzonego mężczyzny.

    Kanclerz wzdrygnęła się i pobiegła za plecy Zaarbalda i Tesiliusa. Pierwszy Mistrz podszedł do nieznajomego.

    - Kim jesteś? - zapytał spokojnie - Zbłądziłeś wędrowcze?
    - Och nie - powiedział głos. - Jestem tam gdzie chciałem. Chociaż... widziec ciebie Zaarbaldzie tutaj to... niespodzianka, z pewnością, ale pożądana. Miło też widzieć z tobą Tesiliusa.

    Jedi wyciągnął miecz, który zapłonął zielonym światłem. Zaarbald gestem ręki próbował powstrzymać świeżo upieczonego mistrza.

    - Lubisz być pomiatanym od małego, prawda Tesiliusie? Jedi mówiący ci w kółko co masz robić = to zawsze było twoim marzeniem, prawda?
    - Zamknij się! - krzyknął Tesilius
    - Ależ tak, czuję tę nienawiść w tobie nawet teraz. Teraz, gdy płaszczeniem się doczłapałeś do zaszczytnego miejsca z którego nadal nic nie możesz zrobić. Pojawia się przed tobą życiowa okazja. Możesz dalej pozostać podnóżkiem ludzi takich jak Zaarbald i Pryde, albo możesz dołączyć do mnie i poznać prawdziwą siłę, płynącą z Mocy.
    - Kim jesteś?! - krzyknął Zaarbald
    - Epilogiem w twojej historii - odparł nieznajomy, a jego miecz zapłonął czerwonym ostrzem.

    Napastnik skoczył w kierunku Zaarbalda, wykonując piruet w powietrzu i zasypał mistrza gradem cięć. Zaarbald bez problemu unikał i zbijał wszystkie te ciosy. Wyciągnięta gwałtownie lewa dłoń odrzuciła do tyłu zaskoczonego przeciwnika.

    - Nie stój tak i mi pomóż! - krzyknął Zaarbald.

    Ale Tesilius patrzył tylko na Zaarbalda, cały czas ściskając w jedynej dłoni włączony miecz świetlny. Bez zapowiedzi skoczył w kierunku mistrza, ale ten był zbyt doświadczonym wojownikiem, aby dać się tak zaskoczyć. Płynnym unikiem zszedł z linii ciosu i szybkim cięciem pozbawił Tesiliusa jedynego ramienia. Następnie Pchnięciem Mocy rzucił nim w stronę pobliskich skał, pozbawiając go przytomności.

    - Co tam się do cholery dzieje? - zapytał A'Drabalah obserwując przez binokular.

    Usłyszał za sobą świst miecza świetlnego i głuchy dźwięk upadającego ciała. Słysząc kolejny świst wyciągnął błyskawicznie swój miecz i zablokował uderzenie Lorisasa. Odskoczyli od siebie, a A'Drabalah spojrzał na odciętą z zaskoczenia głowę Reiny, która zastygła w przerażeniu. Na jego twarzy wymalowała się pogarda.

    - Nigdy nie sądziłem, że możesz być takim szczurem. Miałeś do nas jakiś problem?
    - Poprawka - uśmiechnął się Lorisas. - To Jedi są problemem. My jesteśmy rozwiązaniem.

    Lorisas skoczył inicjując atak. A'Drabalah zwinnie parował wszystkie ciosy, ale nie widział możliwości przejęcia inicjatywy. Żółty miecz Strażnika ciął powietrze, nie mogąc dosięgnąć celu. Lorisas wykorzystał lukę w obronie Strażnika, kopiąc go w nogi i wytrącając z równowagi. Drugą rękę wyciągnął przed siebie, rażąc przeciwnika dziesiątkami błyskawic. A'Drabalah wrzasnął, wypuścił miecz i zaczął się trząść na ziemi. Mistrz Xsis dokończył dzieła, przebijając serce Strażnika, który jęknął tylko cicho i zastygł w bezruchu. Następnie Lorisas wskoczył na ścigacz i popędził w stronę walczącego Zaarbalda z nieznajomym.

    Napastnik z czerwonym mieczem słabł. Zaarbald dawno przejął kontrolę nad walką i nękał przeciwnika szybkimi podcięciami, Pchnięciami Mocy i Rzutami Mieczem, z którymi przeciwnik radził sobie o włos. Robiąc kolejny unik przed rzucaną w jego kierunku przez Zaarbalda ogromną skałą, napastnik stracił równowagę i upadł na plecy. Zaarbald przyciągnął do siebie czerwony miecz pokonanego, który ciężko dysząc cały czas przytrzymywał maskę, zasłaniającą twarz. Lorisas zeskoczył ze ścigacza i wylądował obok Zaarbalda.

    - Już po wszystkim - powiedział Zaarbald. - Zabierzemy go na Coruscant i przesłuchamy. To niezwykły przeciwnik, wie jak operować Mocą.
    - Pokaż mi jego miecz - powiedział zimno Lorisas.

    Zaarbald rzucił wyłączony miecz Xsisowi, a ten błyskawicznie rzucił go w kierunku zamaskowanego. Następnie obaj skoczyli w kierunku zaskoczonego Zaarbalda. Mistrz z wielkim wysiłkiem odbijał grad ciosów, jakim zasypywali go przeciwnicy. Jeden z ciosów trafił lewe ramię Zaarbalda, poważnie je raniąc. Mistrz potężnym Pchnięciem Mocy odepchnął od siebie Xsisa i zamaskowanego. Przyłożył rękę do krwawiącej rany i błyskawicznie ją zasklepił. W stronę głowy nieznajomego poleciała wiązka plazmy, którą ten w ostatniej chwili odbił. Odwrócił głowę i zobaczył wycelowany w niego blaster, trzymany przez Aurorę Pryde. Rzucił w jej kierunku obracający się czerwony miecz. Kanclerz zamknęła oczy i poczuła szarpnięcie w prawą stronę. Ostrze świsnęło jej koło ucha. Otworzyła oczy i dostrzegła wyciągniętą w jej kierunku rękę Lorisasa. Miecz wrócił do ręki zamaskowanego i obaj ponowili atak na zmęczonego Zaarbalda. Żaden z ciosów nie został uniknięty, teraz wszystkie starał się blokować mieczem. W pewnym momencie źle wyczuł intencje Lorisasa, który zwodem zmienił kąt cięcia i uciął dłoń Zaarbalda, trzymającą miecz. Mistrz klęknął ze zmęczenia i uniósł głowę w stronę napastników.

    - Co zrobiłeś z A'Drabalahem i Reiną?
    - Wkrótce do nich dołączysz... - odparł jak zwykle chłodno Lorisas.
    - Lorisasie... dlaczego?

    Mistrz Xsis spojrzał w stronę zamaskowanego, który gestem nakazał zgładzenie przeciwnika. Ostrze świsnęło, a głowa Zaarbalda potoczyła się po ziemi. Kanclerz krzyknęła i zaczęła strzelać na oślep w kierunku Lorisasa. Ten bez większego wysiłku odbijał wiązki plazmy, kierując je w górę. Szedł powoli w stronę Aurory, po czym wyciągnął rękę, przyciagając do siebie jej blaster. Aurora zbladła i zamknęła oczy. Gdy po kilku sekundach nic się nie wydarzyło, ostrożnie je otworzyła. Dostrzegła klęczącego przed nią Lorisasa.

    - Twoje życie ponad wszystko Auroro - powiedział, po czym zwrócił się do zamaskowanej postaci. - Jej życie ponad wszystko, to mój jedyny warunek!

    Zamaskowana postać wsiadła na ścigacz Zaarbalda i zniknęła ze sceny.

    - Musimy pomóc Tesiliusowi, jeszcze żyje - powiedział Jedi.

    Podszedł w kierunku nieprzytomnego bezrękiego, ale zatrzymał się po kilku krokach, widząc wciąż zamurowaną Aurorę. Wyciągnął w jej stronę rękę w geście pomocy.

    - Czuję w tobie gniew na Senat, na Republikę. Czuję to samo. Wspólnie będziemy w stanie ją zmienić. Stworzyć z niej silne i wpływowe państwo, jakiego jeszcze w Galaktyce nie było. Do tego potrzebuję ciebie. Proszę, pomóż mi.
    - Nigdy... - zaczęła Aurora. - Nigdy nie słyszałam kogoś, kto tak doskonale potrafiłby określić moje uczucia. Nawet mój nieżyjący małżonek... Pójdę za tobą Lorisasie, gdziekolwiek mi wskażesz.

    * * *

    - Twój czas dobiegł końca, Zaarbaldzie - powiedział Izaelo. - Zostałeś pokonany na Czerwonej Planecie, a Rada Jedi stała się przeszłością. Tym wymiarem zaopiekują się teraz Sithowie. Możesz być pewny, że Galaktyka trafi w dobre ręce.
    - Zapomniałeś o jednym, Izaelo - powiedział Zaarbald, powoli znikając.
    - O czym?
    - Z Republiką jeszcze nikt nigdy nie wygrał...

    W pomieszczeniu pozostały tylko trzy osoby. Izaelo wyciągnął niewielkie pudełko, w którym schowane były soczewki do mieczy świetlnych. Rzucił po jednej Kyle'owi i Fruthivowi.

    - To już czas.

    * * *

    - Senatorze Um'Barra, nadal czegoś nie rozumiem - przerwała zirytowana Fimbria Ys - Spełniłam swoją część umowy, Jedi zostali wyeksmitowani z Coruscantu. Dlaczego twierdzi pan, że pana oszukałam?
    - Układ miał dotyczyć wszystkich Jedi i wszystkich Sithów! - grzmiał wściekły umbaranin.
    - Nagrody zostały wystawione za wszystkimi ważniejszymi Jedi i wszystkimi Sithami. Zabójca Spektruma ma otrzymać pański mandat senatorski. Zrobiłam więcej niż ode mnie pan oczekiwał.
    - Nie oczekiwałem przyjęcia w szeregi Rady Bezpieczeństwa cholernego Sitha!
    - Pan Darth Redav nie jest Sithem, jest Najemnikiem. O, o wilku mowa!

    Drzwi do gabinetu się rozstąpiły i do środka wszedł Darth Redav, mistrz Izaelo Archil, mistrz Fruthiv, Strażnik Kyle oraz... Ordo-Karr.

    - Poczekajcie na mnie, też chcę to zobaczyć! - krzyknął Baalar z korytarza, a za nim weszli jeszcze Navian i K9.
    - Co tu się dzieje? - krzyknęła Fimbria - Redav, co tutaj robią ci wszyscy ludzie? Jak tutaj weszli?

    Redav pomachał swoim holoidentyfikatorem. Um'Barra zamarł. Próbował skierować się w stronę wyjścia, ale Ordo-Karr szybkim cięciem miecza pozbawił wysokiego senatora głowy. Fimbria krzyknęła, ale w tej samej chwili złapała się za gardło i poczuła, jak jej stopy odrywają się od podłoża. Izaelo trzymał wyciągniętą przed siebie, jakby od niechcenia dłoń, następnie wykonał gwałtowny gest. Kanclerz wydając z siebie zduszony dźwięk wyleciała przez przeszkloną ścianę gabinetu, spadając z kilkuset metrów prosto na ruchliwe trakty stolicy Coruscantu. Cała ósemka podeszła do okna, obserwując z satysfakcją spadające ciało Fimbrii. Drzwi gabinetu rozstąpiły się ponownie. Do sali wszedł senator Volesus, od progu wołając w stronę stojących przy oknie.

    - Jest Pani aresztowana pod zarzutem...

    Za senatorem weszli mistrz Jett-Dari, Tar'vrven'heq, Auron Jor i mistrz Kruul, który błyskawicznie dobyli swoje miecze, gdy dostrzegli kto znajduje się w pomieszczeniu. Senator Gwardius zawiesił głos, będąc zapewne nie mniej zaskoczony niż ósemka morderców Kanclerz. Korzystając z chwili napięcia wyskoczył z pomieszczenia i zniknął w korytarzach budynku Senatu.

    - Od początku wiedziałem że to ty! - krzyknął Kruul w stronę Izaelo.
    - Gówno wiedziałeś - odparł zimno mistrz Archil.

    Miecz świetlne zapłonęły, Najemnicy dobyli broń. Obie strony patrzyły na siebie w napięciu.

    ciąg dalszy nastąpi

    -----------------------------------------------------------------------

    Maraazm - śmierć ( @Jaqbasd-)
    Um'Barra - śmierć ( @czarnybaran20)
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

    •  

      Kyle
      Kyle medytował w swoim pokoju kiedy nadeszła wiadomość od Mistrza Izaelo,
      A wiec nadszedł czas kiedy decyzji nie można już odkładać pomyślał.
      Pierwszy raz od wielu lat poczuł się rozdarty, nienawidził rady a raczej tego co sobą reprezentowała, ten brak zdecydowanych działań, to ciagle wysyłanie na śmierć padawanów, wszyscy mistrzowie których szanował byli już albo martwi albo nie byli jedi, no może jeden się nie łapał do kategorii ale czy można nazwać ducha żywym?
      Kyle powoli wstał myśląc o tym co musiał zrobić, żal mu było jego towarzyszy broni z którymi nie raz ramie w ramie próbował przeżyć samobójcze misje rady, a potem równie często świętował powrót. Niestety nie ma innej drogi...

      Oby naprawdę uciekli na Yavin - mruknął poczym pobiegł do hangaru.

      #lacunafabularniestarwars
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika krasik01

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.