O mnie się nie martw, ja sobie radę dam. Bywa że nie jestem szczery. Czasem zwyczajnie kłamię. Jestem próżny, pazerny, dbam tylko o swoje cztery litery. Bywam małostkowy, cyniczny i bezduszny - osądzam bez litości, bez serca i miłości. Miewam nieczyste intencje, łamię własne zasady... etc :)

  •  

    CORNELIA FUNKE

    Atramentowa trylogia #3atramentowa smierc

    Moze to tesknota wiaze ze soba wszystkie rzeczy.Dla Rolfa, zawsze - nie ma lepszej rzeczy niz poslubienie Smolipalucha.

    Dla Ileen, doswiadczonej w cierpieniu, ktora byla zawsze przy mnie, rozumiejac i kojac moj bol.

    Dla Andrew, Angie, Antonii, Cama i Jamesa, Caroline, Feliksa, Mikki oraz - nie mniej waznych Lionela i Olivera za swiatlo, cieplo i przyjazn, ktorymi opromieniali mroczne dni.

    A takze dla Miasta Aniolow, ktore karmilo mnie dzikim pieknem i poczuciem, ze wreszcie odnalazlam swoj Atramentowy Swiat.

    A to jest w nim?

    Atramentowe serce

    Meggie

    Corka Mo i Resy; podobnie jak ojciec potrafi, czytajac ksiazke na gtos,

    ozywiac jej postacie. Od blisko roku Meggie mieszka z rodzicami u Elinor,

    ciotki Resy. Od czasu przygod w wiosce Capricorna Meggie pragnie jednego: pisac tak jak Fenoglio, aby mogla nie tylko sprowadzac do realnego swiata postacie z ksiazek, ale tez odsylac je z powrotem za pomoca odpowiednio dobranych slow.

    Mortimer Folchart, zwany Mo lub Czarodziejski Jezyk

    Introligator, "lekarz ksiazek", jak nazywa go corka. Potrafi on, jak mowi Meggie, "samym tylko glosem malowac obrazy w powietrzu". Mo przywolal z pewnej ksiazki postacie Capricorna, Basty i Smolipalucha, ale wtedy zniknela w tej samej ksiazce jego zona Resa. Od tego czasu unika czytania na glos.

    Resa (Teresa)

    Zona Mo, matka Meggie i ulubiona siostrzenica Elinor. Spedzila wiele lat w Atramentowym Swiecie. Dariusz sprowadzil ja znow do naszego swiata, ale stracila przy tym glos. Po "powrocie" przez kilka lat byla sluzaca Mortoli i Capricorna; tam poznala Smolipalucha i nauczyla go czytac i pisac.

    Elinor Loredan

    Ciotka Resy; bibliofilka, zwana tez zlosliwie pozeraczka ksiazek. Przez wiele lat wolala towarzystwo ksiazek niz ludzi. Jednak po przygodach w wiosce Capricorna w jej domu zamieszkali nie tylko Meggie, Mo i Resa, ale takze lektor Dariusz oraz cala gromada wrozek, gnomow i szklanych ludzikow.

    Fenoglio

    Poeta i pisarz; to on napisal ksiazke, wokol ktorej wszystko sie kreci, pod tytulem Atramentowe serce, i stworzyl opisany tam Atramentowy Swiat. Z tej wlasnie ksiazki pochodza Basta, Smolipaluch i Capricorn; Fenoglio napisal rowniez slowa, ktore zabily Capricorna i za pomoca ktorych Meggie sprowadzila z Atramentowego serca Cien. W zamian za to tej samej nocy autor zostal przeniesiony do wlasnej historii.

    Smolipaluch

    Zwany takze polykaczem ognia, przez dziesiec lat mieszkal wbrew wlasnej woli w naszym swiecie, kiedy Mo sprowadzil go z jego historii. Trzy dlugie blizny na twarzy to slady noza Basty. Smolipaluch nie rozstaje sie z oswojona kuna imieniem Gwin. Na koncu kradnie Mo egzemplarz Atramentowego serca, ksiazki, z ktorej pochodzi i do ktorej rozpaczliwie probuje powrocic. Aby spelnic swe marzenie,

    Smolipaluch sprzymierzy! sie nawet z Capricornem, zdradzajac Mo i Meggie. Ponadto zatail przed Mo miejsce pobytu jego zony Resy, jej zas nie powiedzial nic o Meggie i Mo. Uczynil to z zemsty za to, ze Mo wyrwal go z jego ukochanego swiata.

    Gwin

    Kuna z rozkami towarzyszaca Smolipaluchowi. W pierwotnej wersji Atramentowego serca Smolipaluch mial zginac przy probie ratowania Gwina przed ludzmi Capricorna.

    Farid

    Tego arabskiego chlopca Mo przez pomylke sprowadzil z Basni z tysiaca i jednej nocy; jest on biegly w podkradaniu sie, kradziezach, szpiegowaniu, petaniu wiezniow i innych zbojeckich sztuczkach. W naszym swiecie staje sie jednak pilnym uczniem Smolipalucha i jest mu slepo oddany.

    Capricorn

    Herszt bandy podpalaczy i szantazystow, ktorego Mo ozywil, czytajac Atramentowe serce. Przez blisko dziesiec lat polowal na Mo, chcac, by ten swoja sztuka pomnozyl jego potege i bogactwo. Postanowil tez spalic wszystkie egzemplarze Atramentowego serca, aby nigdy juz zaden lektor nie mogl go odeslac z powrotem do swiata, ktory opuscil. Uwiezil Meggie i zmusil ja, by sprowadzila Cien - jego dawnego krwiozerczego sluge. Ostatecznie Capricorn poniosl smierc za sprawa Cienia, slow Fenoglia i glosu Meggie.

    Mortola

    Zwana inaczej Sroka. Matka Capricorna, trucicielka. Resa, matka Meggie, przez kilka lat byla jej sluzaca. Capricorn utrzymywal, ze jest jego gospodynia, wstydzil sie bowiem jej (i wlasnego) niskiego pochodzenia. Mortola jest inteligentniejsza - a zarazem gorsza - od niejednego lotra na tronie wystepujacego w tej historii.

    Basta

    Jeden z najbardziej oddanych pomocnikow Capricorna. Bardzo przesadny i zakochany w swoim nozu, bez ktorego nie rusza sie nawet na krok. Wiele lat temu Basta pokaleczyl nozem twarz Smolipalucha. Wlasciwie z woli Capricorna mial zostac zabity przez Cien, gdyz pozwolil umknac Smolipaluchowi. Ale smierc Capricorna uratowala mu zycie. Uchronil sie nawet przed slowami Fenoglia, ktore sprawily, ze wielu ludzi Capricorna zginelo wraz ze swym panem. Stalo sie tak byc moze dlatego, ze kiedy Cien sial zniszczenie wsrod podpalaczy, Basta byl akurat uwieziony przez swego pana. On sam jednak twierdzi, ze to jego historia zachowala go przy zyciu, bo tak bardzo za nim tesknila.

    Dariusz

    Dawny lektor Capricorna, przez Baste zwany Jakala. Pomaga Elinor w bibliotece. Poniewaz podczas glosnej lektury czesto bardzo sie bal, postacie, ktore sprowadzal z ksiazek, zjawialy sie z reguly okaleczone (na przyklad Resa stracila mowe). fi

    Atramentowa krew

    Dodatkowo w drugiej czesci trylogii o Atramentowym Swiecie wystepuja:

    Z naszego Swiata

    Orfeusz - poeta i lektor, przez Farida nazywany Swiecaca Geba. Cerber - pies Orfeusza. Cukier - osilek, inaczej czlowiek-szafa; sluzy Mortoli, a pozniej Orfeuszowi.

    Z Atramentowego Swiata

    Waganci (kuglarska brac). Podniebny Tancerz - dawniej linoskoczek, obecnie poslaniec; przyjaciel Smolipalucha. Czarny Ksiaze - mistrz w rzucaniu nozami, krol wagantow, najlepszy przyjaciel Smolipalucha; zawsze towarzyszy mu wierny niedzwiedz. Niedzwiedz - czarny niedzwiedz, ktorego Czarny Ksiaze uratowal od niedoli tanczacego niedzwiedzia. Kopec - polykacz ognia. Baptysta - aktor, tworca masek dla aktorow, o twarzy oszpeconej ospa. Silacz - potrafi zginac zelazne sztaby i podnosic do gory kilku mezczyzn naraz.

    W Nieprzebytym Lesie

    Rusalki - zyja w sadzawkach i stawach w Nieprzebytym Lesie. Blekitne wrozki - to za nimi tak bardzo tesknil Smolipaluch, przebywajac na wygnaniu w naszym swiecie.

    Ogniste elfy - robia miod, ktory daje zdolnosc rozumienia jezyka ognia. Biale damy -pomocnice smierci. Sojka - wymyslony przez Fenoglia-legendarny dobry zbojca, ktory, jak niegdys Robin Hood, msci sie na moznych i pomaga prostemu ludowi.

    W Ombrze

    Minerwa - gospodyni Fenoglia.

    Despina - corka Minerwy.

    Iwo - syn Minerwy.

    Krysztalek - szklany ludzik Fenoglia.

    Na zamku w Ombrze

    Tlusty Ksiaze - pan zamku i miasta Ombra; od smierci syna zwany takze Smutnym Ksieciem. Cosimo - zwany rowniez Pieknym Cosimem; zmarly syn Tlustego Ksiecia. Tulio -paz Tlustego Ksiecia o twarzy poroslej sierscia.

    Wiolanta - zwana inaczej Brzydka Wiolanta; corka Zmijoglowego i wdowa po Pieknym Cosimie. Jacopo - syn Cosima i Wiolanty. Balbulus - iluminator; Wiolanta przywiozla go do Ombry jako "posag". Brianna - sluzy u Wiolanty; corka Roksany i Smolipalucha. Anselmo - straznik.

    W zagrodzie Roksany

    Roksana - zona Smolipalucha; dawniej wagantka, potem porzucila wedrowny tryb zycia; uprawia ziola lecznicze, jest ceniona zielarka. Jehan - syn Roksany z drugiego

    malzenstwa; jego ojciec, maz Roksany, od dawna nie zyje. Skoczek - kuna z rozkami. Rosanna - mlodsza niezyjaca corka Smolipalucha i Roksany.

    W TAJNYM obozie Dwupalcy - wagant, dobrze gra na flecie, chociaz ma u jednej reki tylko dwa palce.

    Krzywopalca - stara wagantka; jest przeciwna temu, by waganci ukrywali Mo i Rese w Tajnym Obozie. Benedykta - niedowidzaca wagantka. Mina - ciezarna wagantka. Pokrzywa - zielarka.

    w gospodzie na skraju Nieprzebytego Lasu

    Karczmarz - znany z kiepskiej kuchni. Mszanka - "lesna kobieta", zielarka.

    W Mysim Mlynie

    Mlynarz - odziedziczyl mlyn po poprzednim mlynarzu, ktory byl wrogiem Zmijoglowego. Syn mlynarza - blady ze strachu; ciekawe dlaczego?

    W PRZYTULKU DLA CHORYCH Puszczyk - cyrulik; opiekowal sie Smolipaluchem, kiedy ten byl jeszcze dzieckiem.

    Bella - stara zielarka, zna Smolipalucha prawie tak samo dlugo jak Puszczyk. Carla -mala poslugaczka.

    W Mrocznym Zamku

    Zmijoglowy - zwany takze Srebrnym Ksieciem, najokrutniejszy ksiaze w Atramentowym Swiecie. Piata zona Zmijoglowego - urodzila juz dwie corki, jest znow w ciazy; Zmijoglowy ma nadzieje, ze tym razem urodzi mu sie wreszcie syn. Rozpruwacz -jeden z podpalaczy Capricorna; pracuje teraz dla Zmijoglowego.

    Piszczalka - zwany tez Srebrnym Nosem; dawniej grajek Capricorna, obecnie spiewa swoje ponure piosenki dla ksiecia Mrocznego Zamku. Podpalacz - nastepca Capricorna, obecnie herold Zmijoglowego. Taddeo - bibliotekarz. Pancerni - rycerze Zmijoglowego.

    W Borsuczej Jamie

    Drab - zbojca, sojusznik Czarnego Ksiecia.

    Atramentowa smierc

    Dodatkowo w trzeciej czesci trylogii o Atramentowym Swiecie

    wystepuja:

    Blyszczek - szklany ludzik Orfeusza,

    starszy brat Jaspisa; zarozumialy i zly, slepo oddany swemu panu; na kazdym kroku dokucza bratu.

    Cieleca Glowa - patrz: Orfeusz.

    Czarnobrody - zbojca, zwolennik

    Draba.

    Doria - zbojnik; mlodszy brat Silacza; przyjaciel Luca; zakochany w Meggie. Gekon -zbojca, najblizszy kompan Draba.

    Gora Miesa - znany takze jako Oss - ochroniarz Orfeusza; wyjatkowo tepy i okrutny; zneca sie nad Faridem, kiedy ten przejsciowo przystaje na sluzbe u Orfeusza. Jaspis - szklany ludzik Orfeusza, mlodszy brat Blyszczka, dobry, dreczony przez Blyszczka; pozniej przylacza sie do Smolipalucha. Jedwabnik - zbojca. Jez - zbojca.

    Kretacz - zbojca, zwolennik Draba. Kuternoga - zbojca, zwolennik Draba. Paluch -ochroniarz Zmijoglowego, okropny typ, znany z wymyslnych tortur, jakie zadaje swoim ofiarom. Podwojnooki - patrz: Orfeusz z drugiej czesci trylogii.

    Postrach Elfow - zbojca, zwolennik Draba.

    Slony Ksiaze - dziadek Wiolanty ze strony matki; rozczarowany ludzmi, odgrodzil swoje corki od swiata, nie wypuszczajac ich z Zamku na Jeziorze, gdzie mamil je rajskimi widokami wymalowanymi na murach i scianach. Smolarz - zbojca. Szczapa - szwagier Zmijoglowego; namiestnik Ombry; czlowiek nieudolny, pyszalkowaty i tchorzliwy, okrutny dla swoich poddanych. Szpon - zbojca, zwolennik Draba. Wloczega - zbojca, zwolennik Draba. Zamek na Jeziorze - ojczyzna matki Wiolanty; opuszczona, niedostepna twierdza posrodku jeziora zamieszkanego przez ogromne, drapiezne ryby; tylko nieliczni znaja tajne podwodne przejscie prowadzace wprost na dziedziniec zamkowy; miejsce ostatniej, decydujacej rozprawy.

    Zamek Szkieletow - miejsce przebywania umarlych.

    Jestem piesnia, ktora spiewa ptaka. Jestem lisciem, ktory stwarza las. Jestem przyplywem, co sciaga ksiezyc. Jestem nurtem, co ujarzmia piach. Jestem chmura tchnaca wiatru powiew; ziemia, ktora daje sloncu blask; jestem iskra, ktora krzesze krzemien. Dzwiekiem, ktory ksztalt formuje rak. Slowem, co czlowieka wypowiada.

    Charles Causley, Jestem piesnia

    Rozdzial 1

    Zwyczajna kartka papieru i pies

    Sluchaj - krok nocy milknie w bezmiernej ciszy; lampa ma niby swierszcz cwierka, ze ledwie slyszysz.

    Zlocisty blask pelgajacy na ksiegach zalsni - to przesla mostow wiodacych w kraine basni.

    Rainer Maria Rilke, Larom w ofierze

    Swiatlo ksiezyca padalo na szlafrok Elinor narzucony na nocna koszule, na jej gole nogi - i na psa lezacego u jej stop. Psa Orfeusza. Jak on na nia patrzyl tymi wiecznie smutnymi oczami! Jakby pytal, dlaczego, na wszystkie intrygujace zapachy swiata, ta kobieta w srodku nocy siedzi w bibliotece w otoczeniu milczacych ksiag, gapiac sie w pustke.

    -Wlasnie, dlaczego? - rozlegl sie w ciszy glos Elinor. - Dlatego ze nie moge spac, ty glupi zwierzaku!

    Te opryskliwe slowa nie przeszkodzily jej poglaskac psa.

    "Do tego juz doszlo, Elinor - myslala, podnoszac sie ciezko z fotela - ze spedzasz noce na rozmowach z psem. A na dodatek nie lubisz psow, zwlaszcza tego tutaj, ktory halasliwym zlajaniem przypomina ci swojego obrzydliwego pana!".

    Zatrzymala go mimo bolesnych wspomnien, jakie w niej budzil, podobnie jak fotel, w ktorym kiedys siedziala Sroka. Mortola... Za kazdym razem gdy wchodzila do pograzonej w ciszy biblioteki, zdawalo jej sie, ze slyszy jej glos, ze widzi Mortimera i Rese rozmawiajacych miedzy regalami albo Meggie siedzaca na parapecie z ksiazka na kolanach, z jasnymi wlosami opadajacymi na twarz... Wspomnienia - to wszystko, co jej pozostalo. Rownie nieuchwytne jak obrazy zaklete na kartach ksiag. A co bedzie, kiedy nawet wspomnienia zatra sie w pamieci? Wowczas bedzie ostatecznie skazana na sama siebie, na cisze i pustke w swym sercu. I na tego szkaradnego psa.

    Jak staro wygladaly w swietle ksiezyca jej gole nogi.

    "Swiatlo ksiezyca!" - pomyslala z gorycza, poruszajac palcami stop. Ilez to znala opowiesci o magicznej mocy ksiezycowej poswiaty. Wszystko to klamstwa. Glowe miala wypchana drukowanymi klamstwami. Nawet na ksiezyc nie potrafila spojrzec inaczej niz przez zaslone ze slow. Ach, gdyby mozna wymazac z pamieci i serca te wszystkie slowa i choc jeden raz spojrzec na swiat wlasnymi oczami!

    "Boze, Elinor, nastroj masz jak zwykle fantastyczny! - myslala, czlapiac w kierunku witryny, gdzie przechowywala to, co procz psa pozostawil w jej domu Orfeusz. - Po prostu plawisz sie w sentymentalnych uczuciach, tak jak ten glupi pies tarza sie w kazdej napotkanej kaluzy".

    Kartka papieru lezaca za szklem witryny wygladala niepozornie, ot, zwykla kartka w linie gesto zapisana niebieskim atramentem. Zupelne zero w porownaniu z bogato iluminowanymi folialami rozlozonymi w pozostalych gablotach, chociaz kazda literka na kartce zdawala sie swiadczyc o wysokim mniemaniu, jakie Orfeusz mial o sobie.

    "Mam nadzieje, ze ogniste elfy dawno wypalily mu ten zarozumialy usmieszek wiecznie przyklejony do warg! - myslala Elinor, otwierajac gablotke. - Mam nadzieje, ze

    pancerni nadziali go na swoje spisy... albo jeszcze lepiej - ze sczezl gdzies z glodu w Nieprzebytym Lesie i ze konal powoli".

    Nie pierwszy to juz raz z rozkosza wyobrazala sobie zalosny koniec Orfeusza w Atramentowym Swiecie. Obrazy te koily bol jej samotnego serca jak najlepszy lek.

    Kartka zaczynala juz zolknac. Tani papier, wszystko tandeta! Slowa zapisane na kartce doprawdy niczym nie zdradzaly, ze przeniosly swego autora w inny swiat, i to na oczach Elinor. Obok kartki lezaly trzy zdjecia, jedno Meggie i dwa Resy - pierwsze pochodzilo z dziecinstwa, a na drugim, zrobionym zaledwie kilka miesiecy temu, byla w towarzystwie Mortimera. Oboje usmiechnieci, szczesliwi. Kazdej nocy Elinor wciaz na nowo ogladala te fotografie. Teraz juz przynajmniej nie plakala, ale lzy czaily sie gdzies na dnie serca. Gorzkie lzy. Po brzegi wypelnialy jej serce. Paskudne uczucie.

    Zaginieni.

    Meggie.

    Resa.

    Mortimer.

    Minely juz prawie trzy miesiace, od kiedy znikneli. A Meggie nawet kilka dni wczesniej...

    Pies przeciagnal sie, przyczlapal do niej zaspany i wsunal pysk do kieszeni jej szlafroka, dobrze wiedzac, ze znajdzie tam ulubione przysmaki.

    -No, juz dobrze - mruknela Elinor, wsuwajac mu do pyska smierdzacego suchara. -

    Gdzie sie podziewa twoj pan, co?

    Podsunela mu pod nos kartke, a zwierze obwachiwalo ja, jakby przez litery wyczuwalo wlasciciela.

    Wpatrujac sie w kartke, Elinor zaczela czytac, starannie formujac slowa wargami: Waliczkach Ombry... Ilez to razy w ciagu ostatnich miesiecy, tak jak dzis, stala noca posrod ksiazek, ktore nic juz dla niej nie znaczyly, od kiedy byla z nimi sama. Oskarzaly ja wymownym milczeniem, jakby wiedzialy, ze oddalaby je wszystkie bez wyjatku za te trojke ludzi, ktorych utracila. Zaginieni w ksiazce.

    -Naucze sie, do licha! - wykrzyknela tonem krnabrnego dziecka. - Naucze sie je tak

    czytac, aby i mnie polknely, na pewno sie naucze!

    Pies patrzyl na nia tak, jak gdyby wierzyl w kazde jej slowo, w przeciwienstwie do Elinor, ktora w ogole sobie nie wierzyla. O nie. Nie byla Czarodziejskim Jezykiem. Chocby meczyla sie przez dziesiec i wiecej lat, slowa nigdy nie beda dzwieczec, kiedy ona je

    wypowiada. Nie beda dla niej spiewac. Tak jak dla Meggie i Mortimera czy chocby dla tego po trzykroc przekletego Orfeusza. A przeciez tak je kochala przez cale zycie.

    Kartka w jej rece poczela drzec, kiedy Elinor sie rozplakala. Znowu te lzy, ktore az dotad udawalo jej sie powstrzymywac, a ktore wypelnialy jej serce po brzegi. Po prostu czara sie przelala. Glosny szloch Elinor sprawil, ze pies skulil sie ze strachu u jej stop. Co to za absurd, zeby czlowiekowi ciekla z oczu woda, kiedy odczuwa bol w sercu. Bohaterki tragiczne w ksiazkach byly zawsze bardzo piekne, ani slowa o podpuchnietych oczach lub czerwonym nosie.

    "A ja zawsze mam czerwony nos, kiedy sie rozbecze - myslala Elinor. - Nie moglabym wystepowac w zadnej z tych ksiazek".

    -Elinor?

    Elinor odwrocila sie gwaltownie, ocierajac lzy z twarzy. W drzwiach stal Dariusz w

    zbyt obszernym szlafroku, ktory podarowala mu na urodziny.

    -O co chodzi? - burknela. Gdzie sie znow podziala ta przekleta chustka do nosa?

    Pochlipujac, wyciagnela ja z rekawa i wytarla nos. - Trzy miesiace, juz trzy miesiace, jak ich

    nie ma, Dariuszu! Czy to nie jest powod do lez? Oczywiscie, ze jest! Co sie tak na mnie

    gapisz tymi sowimi oczami? Chocbysmy zgromadzili nie wiem ile ksiazek - szerokim gestem

    wskazala wypelnione po brzegi regaly - kupili, zamienili, ukradli... zadna nie opowie mi tego,

    co chce wiedziec! Tysiace stron, a na zadnej z nich nie ma ani slowa o tych, o ktorych

    chcialabym cos uslyszec. Co mnie obchodza inne ksiazki? Interesuja mnie tylko losy tych

    trzech osob. Co slychac u Meggie? Jak sie miewaja Resa i Mortimer? Czy sa szczesliwi,

    Dariuszu? Czy w ogole jeszcze zyja? Czy ich kiedykolwiek znow zobacze?

    Dariusz ogarnal wzrokiem ksiazki, jakby mial nadzieje, ze w ktorejs z nich znajda sie jednak odpowiedzi na te pytania. Ale milczal, tak samo jak one.

    -Przyniose ci goracego mleka z miodem - powiedzial wreszcie i poszedl do kuchni.

    Elinor znow zostala sama z ksiazkami, ksiezycem i szkaradnym psem Orfeusza.

    Rozdzial 2

    Wioska jak kazda inna

    Wiatr jak potok ciemnosci targal drzewami, Ksiezyc jak galeon-zjawa tkwil w oceanie chmur, Srebrzyla sie wstega szosy na liliowych wrzosowiskach, A zbojca jechal -

    Jechal - jechal - zbojca jechal wytrwale ku drzwiom gospody. Alfred Noyce, Zbojca

    W koronach drzew rozpoczely juz swoje tance wrozki - roje miniaturowych blekitnych istotek. Blask gwiazd posrebrzal ich skrzydelka i Czarny Ksiaze z niepokojem spojrzal w niebo. Bylo wciaz tak czarne jak okoliczne wzgorza, ale wrozki nigdy sie nie mylily. Tylko nadciagajacy swit mogl je wywabic z gniazd, zwlaszcza w tak zimna noc jak dzisiaj, a wioska, ktorej zbiory zbojcy tym razem probowali uratowac, znajdowala sie zbyt blisko Ombry. O swicie musi ich tu juz nie byc.

    Kilkanascie nedznych chalup, malutkie, kamieniste poletka i mur tak niski, ze nie stanowil przeszkody nawet dla dzieci, nie mowiac o zolnierzach - oto cala wioska. Taka jak wiele innych. Trzydziesci kobiet, ani jednego mezczyzny i kilka dziesiatkow dzieci bez ojcow. Dwa dni temu w sasiedniej wiosce zolnierze nowego namiestnika Ombry zabrali chlopom prawie cale zbiory. Wtedy sie spoznili, ale tym razem moglo sie udac. Juz od kilku godzin kopali jamy, pokazywali kobietom, jak ukryc pod ziemia zwierzeta i zapasy...

    Silacz przydzwigal ostatni worek pospiesznie wykopanych ziemniakow. Jego prosta twarz byla czerwona z wysilku. Taki sam kolor przybierala, kiedy walczyl albo sie upijal. Ostroznie spuscili worek do schowka, ktory urzadzili na skraju pol. Na pobliskich wzgorzach zaby czynily taki harmider, jakby chcialy co predzej obudzic dzien. Mo zaslonil wejscie mata spleciona z galezi. Czaty na wzgorzach krecily sie niespokojnie; tam tez zauwazono blekitne wrozki. Najwyzszy czas wyniesc sie stad, wrocic do lasu, gdzie zawsze znajdzie sie jakas kryjowka, chociaz z rozkazu nowego namiestnika coraz wiecej zolnierzy patrolowalo wzgorza. Szczapa, tak go przezwaly wdowy Ombry. Odpowiednie imie dla niepozornego ziecia Zmijoglowego. Jego glod tej odrobiny dobr, ktora posiadali poddani, byl nienasycony.

    Mo otarl pot z czola. Boze, jaki byl zmeczony. Od wielu dni prawie nie sypial. Bylo po prostu zbyt wiele wsi, ktore chcieli uratowac przed zolnierzami.

    -Wygladasz, jakbys wcale nie spal - powiedziala do niego wczoraj Resa, kiedy sie obudzila, nie zdajac sobie sprawy z tego, ze on dopiero co sie polozyl.

    Zbyl ja historyjka, ze mecza go zle sny, ze bezsenne noce spedza nad ksiazka, ktora postanowil zrobic z jej rysunkow wrozek i szklanych ludzikow. Dzisiaj tez mial nadzieje, ze Resa i Meggie beda jeszcze spaly, kiedy wroci do samotnej zagrody, gdzie umiescil ich Czarny Ksiaze - o godzine drogi na wschod od Ombry, daleko od kraju, gdzie wciaz jeszcze rzadzil Zmijo-glowy, ktorego ksiazka stworzona przez Mo uczynila niesmiertelnym.

    "Juz niedlugo - pocieszal sie Mo. - Wkrotce ksiazka przestanie go chronic". Ilez razy juz to powtarzal, a Zmijoglowy wciaz byl niesmiertelny.

    Jakas dziewczynka przypatrywala mu sie z bojazliwa ciekawoscia. Ile mogla miec lat? Szesc? Siedem? Jakze to bylo dawno, kiedy Meggie byla taka mala. Dziecko zatrzymalo sie o krok od niego.

    Z cienia wyszedl Drab i zblizyl sie do dziewczynki.

    -Tak, obejrzyj go sobie dokladnie! - szepnal do malej. - To naprawde on! Sojka!

    Takie mikrusy jak ty zjada garsciami na kolacje.

    Drab uwielbial takie zarciki. Mo nie wypowiedzial slow, ktore cisnely mu sie na usta. Mala miala takie same jasne wlosy jak Meggie.

    -Nie wierz mu! - szepnal, nachylajac sie do dziewczynki. - Dlaczego nie spisz, jak

    inni?

    Mala przygladala mu sie bez slowa. Potem podwinela rekaw jego koszuli, az ukazala sie blizna. Slynna blizna, o ktorej opowiadaly piesni...

    Jej oczy zrobily sie okragle ze zdumienia, patrzyla na niego z ta mieszanina czci i leku, ktora dostrzegal w tylu oczach. Sojka! Dziecko ucieklo do matki, a Mo wyprostowal sie. Za kazdym razem kiedy odczuwal bol w piersiach w miejscu, gdzie zranila go Mortola, myslal, ze to tedy wlasnie ten obcy dostal sie do srodka - ten zbojca, ktorego Fenoglio obdarzyl jego twarza i jego glosem. A moze zawsze byl czescia niego i tylko czekal w uspieniu, aby Fenoglio go zbudzil?

    Czasami, kiedy do glodujacej wsi dostarczali mieso czy pare workow zboza, ktore odebrali poborcom Szczapy, przychodzily do niego kobiety i calowaly go po rekach.

    -Idzcie do Czarnego Ksiecia i jemu podziekujcie - bronil sie Mo. A Czarny Ksiaze tylko sie smial:

    -Spraw sobie niedzwiedzia, to cie zostawia w spokoju. W jednej z chat zaplakalo dziecko. Na niebie pokazala sie zorza, a Mo zdawalo sie, ze

    slyszy stukot konskich kopyt. Jezdzcy, dziesieciu, moze wiecej. Jak szybko uszy uczyly sie rozrozniac odglosy, duzo szybciej niz oczy ucza sie rozpoznawac litery. Wrozki rozpierzchly sie na wszystkie strony. Kobiety z krzykiem rzucily sie do chat, gdzie spaly ich dzieci. Reka Mo powedrowala do rekojesci miecza. Tak jakby nigdy nic innego nie robila. Byl to wciaz ten sam miecz, ktory podniosl wtedy z posadzki w Mrocznym Zamku, miecz, ktory przedtem nalezal do Podpalacza. Switalo.

    Ludzie mowia, ze przychodza zawsze o swicie, bo zorza przypomina im luny pozarow. Mial nadzieje, ze upili sie na jednej z niezliczonych uczt swego pana.

    Czarny Ksiaze skinal na swoich, aby staneli przy murze, lecz coz to bylo? Zaledwie kilka warstw kamieni poukladanych byle jak. Chaty tez nie dawaly schronienia. Niedzwiedz

    parskal i stekal. Po chwili z mroku wylonili sie jezdzcy. Bylo ich co najmniej dziesieciu; na piersiach nosili nowy herb Ombry: bazyliszka na czerwonym tle. Byli zaskoczeni widokiem mezczyzn. Spodziewali sie zastac w wiosce placzace kobiety, wrzeszczace bachory, ale nie mezczyzn, i to w dodatku uzbrojonych. Zdumieni wstrzymali konie.

    Tak, byli pijani. To dobrze, nie beda tacy sprawni.

    Ich wahanie nie trwalo jednak dlugo. Szybko sie zorientowali, ze sa lepiej uzbrojeni od tych obdartusow. W dodatku mieli konie.

    Glupcy! Umra, nim zdaza zrozumiec, ze dobre uzbrojenie to nie wszystko.

    -Sojko! - powiedzial Drab do Mo ochryplym szeptem. - Musimy zabic wszystkich. Mam nadzieje, ze twoje dobre serce wie o tym. Jesli choc jeden z nich wroci do Ombry, jutro cala wies stanie w plomieniach.

    Mo w milczeniu skinal glowa. Tak jakby nie wiedzial! Konie zarzaly donosnie, kiedy jezdzcy dzgneli je ostrogami i ruszyli ku zbojcom. Mo ogarnelo takie samo uczucie jak wtedy na Zmijowej Gorze, kiedy zabil Baste. Uczynil to z zimna krwia. Tak zimna jak szron pod stopami. Nie czul strachu, tylko lek przed samym soba. A potem uslyszal krzyki. Jeki. Zobaczyl krew. Czul bicie wlasnego serca, o wiele za szybkie i za glosne. Kluc, dzgac, wyciagac miecz z ciala innego czlowieka, widziec cudza krew na wlasnym ubraniu, twarze wykrzywione nienawiscia (a moze strachem). Na szczescie pod helmami zolnierzy trudno bylo dostrzec twarze. Byli tacy mlodzi! Poharatane czlonki, poharatane ciala. Uwazaj, za toba! Zabij! Szybko! Zaden nie moze ujsc z zyciem! Sojka.

    Jeden z zolnierzy wyszeptal to imie, nim Mo przebil go mieczem. Moze w ostatniej chwili zdazyl jeszcze pomyslec o srebrze, jakie otrzymalby na zamku w Ombrze za jego zwloki, wiecej srebra, niz zolnierz zdola zrabowac przez cale zycie. Mo wyciagnal miecz z jego piersi. Byli bez pancerzy. Po co pancerze przeciwko kobietom i dzieciom? Jaki chlod ogarnial czlowieka od zabijania, choc skora palila, a krew pulsowala w zylach jak w goraczce.

    Tak, zabili wszystkich. W chatach panowala przerazliwa cisza, kiedy zrzucali trupy w przepasc. Wsrod nich byly ciala ich dwoch towarzyszy, ktorych kosci zmieszaja sie z koscmi wroga. Nie bylo czasu na pochowek.

    Czarny Ksiaze mial paskudna rane na ramieniu. Mo obandazowal je, jak umial, podczas gdy niedzwiedz siedzial zmartwiony obok. Z jednej z chat wybieglo dziecko, ta sama dziewczynka, ktora przedtem podwinela mu rekaw. Z daleka wygladala rzeczywiscie jak Meggie. Meggie, Resa - mial nadzieje, ze po powrocie zastanie je spiace. Inaczej jak by wytlumaczyl te krew? Tyle krwi.

    "Kiedys w koncu noc okryje kirem takze dni, Mortimerze" - pomyslal. Krwawe noce, radosne dni. Cudowne dni, kiedy Meggie pokazywala mu to wszystko, o czym na Zamku Zmijoglowego na Zmijowej Gorze, kiedy zabil Baste. Uczynil to z zimna krwia. Tak zimna jak szron pod stopami. Nie czul strachu, tylko lek przed samym soba. A potem uslyszal krzyki. Jeki. Zobaczyl krew. Czul bicie wlasnego serca, o wiele za szybkie i za glosne. Kluc, dzgac, wyciagac miecz z ciala innego czlowieka, widziec cudza krew na wlasnym ubraniu, twarze wykrzywione nienawiscia (a moze strachem). Na szczescie pod helmami zolnierzy trudno bylo dostrzec twarze. Byli tacy mlodzi! Poharatane czlonki, poharatane ciala. Uwazaj, za toba! Zabij! Szybko! Zaden nie moze ujsc z zyciem! Sojka.

    Jeden z zolnierzy wyszeptal to imie, nim Mo przebil go mieczem. Moze w ostatniej chwili zdazyl jeszcze pomyslec o srebrze, jakie otrzymalby na zamku w Ombrze za jego zwloki, wiecej srebra, niz zolnierz zdola zrabowac przez cale zycie. Mo wyciagnal miecz z jego piersi. Byli bez pancerzy. Po co pancerze przeciwko kobietom i dzieciom? Jaki chlod ogarnial czlowieka od zabijania, choc skora palila, a krew pulsowala w zylach jak w goraczce.

    Tak, zabili wszystkich. W chatach panowala przerazliwa cisza, kiedy zrzucali trupy w przepasc. Wsrod nich byly ciala ich dwoch towarzyszy, ktorych kosci zmieszaja sie z koscmi wroga. Nie bylo czasu na pochowek.

    Czarny Ksiaze mial paskudna rane na ramieniu. Mo obandazowal je, jak umial, podczas gdy niedzwiedz siedzial zmartwiony obok. Z jednej z chat wybieglo dziecko, ta sama dziewczynka, ktora przedtem podwinela mu rekaw. Z daleka wygladala rzeczywiscie jak Meggie. Meggie, Resa - mial nadzieje, ze po powrocie zastanie je spiace. Inaczej jak by wytlumaczyl te krew? Tyle krwi.

    "Kiedys w koncu noc okryje kirem takze dni, Mortimerze" - pomyslal. Krwawe noce, radosne dni. Cudowne dni, kiedy Meggie pokazywala mu to wszystko, o czym na Zamku Zmijoglowego mogla mu tylko opowiadac. Nimfy o skorze pokrytej luskami, mieszkajace w stawach pod woda, po ktorej powierzchni plywaly najpiekniejsze kwiaty, slady stop olbrzymow, ktorzy dawno stad odeszli, kwiaty spiewajace, kiedy sie ich dotknelo, drzewa siegajace niemal nieba, mszanki ukazujace sie miedzy korzeniami, jakby dopiero co wylegly sie z kory... Spokojne dni. Krwawe noce.

    Zabrali konie, a slady walki zatarli, jak sie dalo. W slowach podziekowania, jakimi pozegnaly ich kobiety, wyczuwalo sie lek. Zobaczyly na wlasne oczy, ze ich dobroczyncy potrafia tak samo sprawnie zabijac jak ich przesladowcy.

    Drab powrocil z konmi i wiekszoscia ludzi do obozu. Prawie codziennie zmieniali miejsce noclegu. Teraz rozbili oboz w mrocznym wawozie, tak mrocznym, ze nawet za dnia

    bylo tam prawie tak samo ciemno jak w nocy. Posla po Roksane, zeby opatrzyla rannych. A Mo wroci tam, gdzie spaly Resa i Meggie, do opuszczonej zagrody, ktora wynalazl im Czarny Ksiaze, bo Resa nie chciala nocowac w obozach zbojcow, a i Meggie po tylu tygodniach spedzonych pod golym niebem pragnela miec namiastke domu.

    Czarny Ksiaze towarzyszyl mu, jak to mial w zwyczaju.

    -Jasne - zakpil Drab, kiedy sie rozstawali. - Sojka nie rusza sie nigdzie bez swity!

    Mo, ktoremu serce wciaz jeszcze kolatalo w piersi po tej strasznej rzezi, mial ochote zwalic Draba z konia, ale ksiaze powstrzymal go.

    Wracali piechota. Dla ich zmeczonych nog byla to tortura, ale w ten sposob trudniej bedzie znalezc ich slady, niz gdyby jechali konno. A zagroda musiala pozostac bezpieczna. Bylo tam wszystko, co Mo kochal.

    Dom i na wpol zrujnowane stajnie za kazdym razem pojawialy sie tak znienacka, jakby je ktos zgubil posrod drzew. Po polach, ktore niegdys zywily mieszkancow zagrody, nie pozostal nawet slad. Dawno tez zniknela droga, ktora kiedys musiala prowadzic do najblizszej wsi. Las wszystko pochlonal. Tutaj nie nazywano go Nieprzebytym Lasem, ktore to miano nosil na poludniu. Mial tu tyle nazw, ile wiosek sie w nim miescilo: Las Wrozek, Ciemny Las, Las Mszanek. A ten kawalek, gdzie miescila sie zagroda Sojki, jesli wierzyc Silaczowi, nazywal sie Skowronczym Lasem. Meggie smiala sie z tego.

    "Skowronczy Las? Bzdura. Silacz wszystko nazywa ptasimi imionami! - mowila. - U niego nawet wrozki nosza ptasie imiona, chociaz kazdy wie, ze one nie cierpia ptakow. Baptysta mowi, ze on nosi nazwe Swietlisty Las. To o wiele lepiej do niego pasuje. Czy widziales gdziekolwiek tyle robaczkow swietojanskich i ognistych elfow, nie mowiac juz o tych rojach swiecacych zuczkow w koronach drzew...?".

    Niezaleznie od tego, jak sie las nazywal, Mo za kazdym razem odczuwal posrod jego drzew blogoslawiony spokoj i przypominal sobie, ze takze to, a nie tylko zolnierze Szczapy, stanowi czesc Atramentowego Swiata. Pierwsze promienie slonca przedarly sie miedzy konarami, rzucajac zlote cetki na pobliskie drzewa, a wrozki jak szalone wirowaly w zimnym jesiennym sloncu. Wkrecaly sie niedzwiedziowi w leb, az musial sie od nich opedzac, a Czarny Ksiaze zlapal jedna z nich i z usmiechem przytknal ja sobie do ucha, jakby rozumial jej swarliwy jezyk.

    "Czy w moim swiecie bylo tak samo?" - myslal Mo.

    Dlaczego nie mogl sobie przypomniec? Czy tam zycie rowniez skladalo sie z oszalamiajacych kontrastow - mroku i swiatla, okrucienstwa i piekna, tak oszalamiajacego piekna, ze czul sie jak pijany?

    Czarny Ksiaze kazal swoim ludziom dzien i noc strzec zagrody. Dzisiaj straz trzymal miedzy innymi Gekon. Kiedy ukazali sie zza drzew, Gekon z ponura mina wyszedl z walacej sie stajni. Byl to ruchliwy, niewysoki czlowieczek z wylupiastymi oczami, i stad wzielo sie jego przezwisko. Na ramieniu siedziala mu jedna z jego oswojonych wron. Ksiaze uzywal ich czasem jako poslancow, ale zwykle kradly dla Gekona jedzenie na straganach. Mo za kazdym razem nie mogl wyjsc ze zdziwienia, jaka to zdobycz potrafia przyniesc w dziobach.

    Gekon zbladl na widok ich zakrwawionych ubran. Wygladalo jednak na to, ze cienie Atramentowego Swiata i tej nocy nie dosiegly samotnej zagrody w lesie.

    Mo skierowal sie do studni. Slanial sie na nogach i Czarny Ksiaze podtrzymal go pod ramie, choc sam ze zmeczenia ledwie powloczyl nogami.

    -O maly wlos - powiedzial cicho, jakby jego slowa mogly sploszyc spokoj niby senna

    mare. - Jesli nie bedziemy ostroz-niejsi, w nastepnej wiosce zolnierze juz beda na nas czekac.

    Za cene, jaka Zmija wyznaczyl za twoja glowe, mozna by kupic cala Ombre. Wlasnym

    ludziom juz nie dowierzam, a w okolicznych wioskach rozpoznaja cie nawet dzieci. Moze

    powinienes przez jakis czas pozostac tu w ukryciu?

    Mo odpedzil wrozki, ktorych chmary unosily sie nad studnia, i spuscil do srodka drewniane wiadro.

    -Bzdura. Ciebie tez rozpoznaja.

    Woda w glebinie blyszczala srebrzyscie, jakby to ksiezyc ukryl sie w niej przed

    porankiem.

    "Przypomina studnie przed chata czarownika Merlina - myslal Mo, oplukujac twarz zimna woda i przemywajac rane ponizej lokcia, ktora zadal mu miecz ktoregos z zolnierzy. - Brakuje tylko chatki na kurzej nozce...".

    -Dlaczego sie usmiechasz? - spytal Czarny Ksiaze, opierajac sie o cembrowine.

    Niedzwiedz, pomrukujac, ryl nosem w wilgotnej ziemi.

    -Przypomniala mi sie pewna historia, ktora dawno temu czytalem - odparl Mo,

    podsuwajac niedzwiedziowi wiadro pelne wody. - Kiedys ci ja opowiem. To bardzo piekna

    historia, chociaz zle sie konczy.

    Czarny Ksiaze potrzasnal glowa.

    -Jesli sie zle konczy, to nie chce, zebys mi ja opowiadal - oswiadczyl, ocierajac

    zmeczona twarz.

    Gekon nie byl jedyna osoba pilnujaca uspionej chaty. Mo usmiechnal sie na widok Baptysty, ktory wlasnie wyszedl z rozwalajacej sie szopy. Baptysta nie palil sie do zabijania, ale ze wszystkich zbojcow Mo najbardziej lubil wlasnie jego i Silacza i latwiej mu bylo

    opuszczac noca chate, jesli jeden z nich czuwal nad spokojnym snem Resy i Meggie. Baptysta nadal wystepowal na jarmarkach w charakterze klauna, chociaz malo kto rzucal mu teraz miedziaka. Na drwiny Draba odpowiadal niezmiennie: "Nie chce, zeby zupelnie zapomnieli o smiechu!". Lubil ukrywac znieksztalcona ospa twarz za wlasnorecznie wykonanymi maskami, smiejacymi sie lub placzacymi, zaleznie od jego nastroju. Ale kiedy podszedl do Mo stojacego u studni, podal mu nie maske, lecz tobolek z czarnymi ubraniami.

    -Witaj, Sojko - rzekl z glebokim uklonem, jakim pozdrawial publicznosc. -

    Przepraszam, ze tyle zwlekalem z zamowieniem, ale skonczyly mi sie nici. To teraz towar

    deficytowy w Ombrze, jak wszystko inne zreszta, na szczescie Gekon - zlozyl mu taki sam

    uklon - wyslal jedna ze swych czarnych pierzastych przyjaciolek, a ta ukradla kilka szpulek

    jednemu z nielicznych kupcow, ktorzy bogaca sie z laski nowego namiestnika.

    Czarny Ksiaze spojrzal pytajaco na Mo.

    -Czarne ubranie? Po co?

    -Stroj introligatora. To jest przeciez moj prawdziwy zawod, nie pamietasz? Poza tym noca to dobry kamuflaz. A to - dodal, wskazujac na zbroczona krwia koszule - tez powinienem ufar-bowac na czarno, bo inaczej trzeba bedzie ja wyrzucic.

    Ksiaze patrzyl na niego w zamysleniu.

    -Wiem, ze moje zdanie cie nie interesuje, ale powtorze jeszcze raz: zostan przez kilka

    dni tu w lesie. Zapomnij o swiecie, tak jak swiat zapomnial o tej zagrodzie.

    Troska malujaca sie na sniadej twarzy przyjaciela tak bardzo wzruszyla Mo, ze przez chwile wahal sie, czy przyjac zawiniatko, ktore mu przyniosl Baptysta. Ale tylko przez chwile.

    Po odejsciu Czarnego Ksiecia Mo ukryl zakrwawiona koszule i spodnie w dawniejszej piekarni, w ktorej urzadzil sobie warsztat introligatorski, i wlozyl czarne ubranie. Lezalo jak ulal. Tak przyodziany wsliznal sie do domu - wraz z porankiem zagladajacym przez okienka bez szyb.

    Nie zawiodl sie, Meggie i Resa jeszcze spaly. Do izby Meg-gie zaplatala sie samotna wrozka. Mo wabil ja cichym glosem, dopoki nie usiadla mu na rece.

    "Widzieliscie cos takiego? - dziwil sie za kazdym razem Drab. - Nawet wrozki sa zakochane w jego glosie. Chyba tylko ja nie ulegam jego czarowi".

    Mo wypuscil wrozke na dwor, po czym podciagnal Meggie koldre na ramiona, jak czynil to dawniej, kiedy byli tylko we dwoje, i przyjrzal sie jej twarzy. Przez sen wygladala o wiele bardziej dziecinnie niz po przebudzeniu. Wyszeptala czyjes imie. Farid. Czy pierwsze zakochanie oznacza, ze jest sie juz zupelnie doroslym?

    -Gdzie byles?

    Mo drgnal i odwrocil sie. W drzwiach stala Resa, przecierajac zaspane oczy.

    -Ogladalem poranne tany wrozek. Noce sa coraz zimniej-sze. Wkrotce przestana w

    ogole opuszczac gniazda.

    Nie bylo to do konca klamstwo. A rekawy czarnego fartucha byly na tyle dlugie, ze ukrywaly swieza rane.

    -Chodz, bo obudzimy nasza dorosla coreczke. Pociagnal ja za soba do izby, ktora sluzyla im za sypialnie.

    -Co to za ubranie?

    -Stroj introligatora. Baptysta mi go uszyl. Czarne jak atrament. Pasuje, co?

    Poprosilem go, zeby uszyl tez cos dla ciebie i Meggie. Wkrotce bedzie ci potrzebna nowa

    suknia.

    Delikatnie polozyl dlon na jej brzuchu. Jeszcze nic nie bylo znac. Dziecko ich pierwszego swiata - ale spostrzegli sie dopiero w tym swiecie. Resa powiedziala mu o tym zaledwie tydzien temu.

    -Co bys chcial, coreczke czy synka?

    -A moge wybierac? Probowal sobie wtedy wyobrazic, co poczuje, kiedy znow bedzie trzymal w dloni

    drobne paluszki, tak drobne, ze z trudem obejma jego kciuk. W sama pore, bo wkrotce Meggie naprawde przestanie byc dzieckiem.

    -Coraz czesciej mam nudnosci - powiedziala teraz Resa. - Jutro pojade do Roksany, ona na pewno cos na to poradzi.

    -Na pewno - zgodzil sie Mo, obejmujac ja. Radosne dni. Krwawe noce.

    Rozdzial 3 Pisane srebro

    A ze sie w rzeczach mrocznych najbardziej lubowai, Wiec zapuszcza! zaluzje, w pokoju sie chowal, W nagim, tchnacym wilgocia, wysokim pokoju, i w glebokiej zadumie czytal powiesc swoja, Pelna ciezkich nieb rudych, lasow zatopionych i drzew rozroslych gwiezdnie i kwiatow czerwonych.

    Artur Rimbaud, Siedmioletni poeci

    Ma sie rozumiec, ze Orfeusz nie kopal sam. Stal sobie obok w wyszukanym stroju i patrzyl, jak to Farid sie poci. Chlopak wykopal dwa doly i pracowal teraz nad trzecim, ktory siegal mu juz do piersi.

    Ziemia byla mokra i ciezka od padajacych przez kilka dni deszczow, a lopata, o ktora wystaral sie Gora Miesa, okazala sie zupelnie do niczego. I jeszcze ten wisielec nad jego glowa, ktorym wiatr kolysal nieustannie. Powroz byl przegnily i Farid bal sie, ze trup spadnie mu na glowe i pogrzebie go pod gora cuchnacych kosci.

    Na szubienicy stojacej po prawej stronie dolu dyndalo trzech kolejnych skazancow. Nowy namiestnik uwielbial wieszac ludzi. Mieszkancy Ombry szeptali sobie na ucho, ze Szczapa kaze sporzadzac dla siebie peruki z ich wlosow i ze z tego powodu wiele kobiet musialo oddac zycie...

    -Co sie tak grzebiesz? Pospiesz sie, dzien juz blisko! Kop szybciej! - zbesztal go

    Orfeusz, koncem stopy stracajac do dolu ludzka czaszke.

    Walaly sie pod szubienicami niczym jakies koszmarne owoce.

    W istocie nadchodzil swit. Przekleta Swiecaca Geba! Kazal mu kopac cala noc! Farid z rozkosza skrecilby mu ten jego bialy tlusty kark.

    -Szybciej? To moze niech kopie ten twoj wspanialy goryl - odkrzyknal Farid z dolu. -

    Przynajmniej na cos by sie przydal!

    Gora Miesa skrzyzowal na piersi tluste ramiona, usmiechajac sie pogardliwie. Orfeusz znalazl tego osilka na rynku, gdzie uslugiwal jednemu z balwierzy, przytrzymujac pacjentow przy usuwaniu sprochnialych zebow.

    "Co ty znowu wygadujesz? - powiedzial z wyzszoscia Orfeusz, kiedy Farid zapytal go, po co mu jeszcze jeden sluzacy. - W Ombrze nawet handlarze starzyzny maja swoich ochroniarzy z powodu walesajacej sie wszedzie holoty. A przeciez nie moga sie ze mna mierzyc bogactwem!".

    Jesli o to chodzi, to mial calkowita racje. A poniewaz zaproponowal duzo wiecej, niz placil balwierz, Gora Miesa bez slowa poszedl za nimi, zwlaszcza ze uszy go juz bolaly od wrzaskow torturowanych pacjentow. Zwal sie Oss - wyjatkowo krotkie imie jak na tak wielkie chlopisko. Ale z drugiej strony pasowalo do niego, odzywal sie bowiem niezmiernie rzadko, w zwiazku z czym Farid na poczatku podejrzewal, ze w tej szpetnej gebie w ogole nie ma jezyka. Ale za to jadl za czterech i coraz czesciej zdarzalo sie, ze polykal takze porcje Farida przyniesiona przez sluzace Orfeusza. Farid poskarzyl sie, ale od kiedy Oss zaczail sie na niego pod schodami do piwnicy, wolal chodzic spac z pustym zoladkiem lub ukrasc cos na bazarze, niz z nim zadzierac. Gora Miesa ostatecznie obrzydzil mu sluzbe u Orfeusza. To wciskal mu odlamki szkla do siennika, to podstawial mu noge na schodach albo znienacka chwytal za wlosy... Farid musial bez przerwy miec sie przed nim na bacznosci. Tylko noca

    byl bezpieczny, kiedy OsS jak wierny pies kladl sie pod drzwiami sypialni Orfeusza.

    -Ochroniarze nie sa od tego, zeby kopac! - wyjasnil Orfeusz znudzonym tonem, chodzac nerwowo od jednego dolu do drugiego. - A jak bedziesz sie tak slimaczyl, to wkrotce naprawde przyda sie nam ochroniarz, bo w poludnie maja tu wieszac dwoch klusownikow!

    -No prosze! Zawsze ci powtarzam, zebys po prostu umieszczal skarby kolo swojego domu!

    Ale Orfeusz z upodobaniem wybieral miejsca, ktore Farida napawaly lekiem -szubienice, cmentarze, spalone domy. Swiecaca Geba naprawde nie bal sie duchow, to trzeba mu bylo przyznac. Farid otarl pot z czola.

    -Albo moglbys chociaz dokladnie opisac, pod ktora z tych przekletych szubienic ten skarb sie znajduje. I dlaczego, na wszystkie demony swiata, musi byc schowany tak gleboko?!

    -Nie tak gleboko! Kolo mojego domu! - drwil Orfeusz, krzywiac pogardliwie swoje dziewczece wargi. - Bardzo pomyslowe! Wydaje ci sie, ze to pasuje do tej historii? Nawet Fenoglio nie wpadlby na tak niedorzeczny pomysl. Ale po co ja ci to wszystko tlumacze! Nigdy nic z tego nie zrozumiesz.

    -Naprawde? - wykrzyknal Farid, wbijajac lopate w ziemie z taka furia, ze nie mogl jej potem wyciagnac. - Ale przynajmniej to jedno doskonale rozumiem, ze sprowadzasz jeden skarb po drugim, zgrywasz bogatego kupca, najmujesz kolejne sluzace, a Smolipaluch nadal przebywa wsrod umarlych!

    Farid czul, ze znow zbiera mu sie na placz. Bol, jaki przezywal, byl wciaz tak samo dotkliwy jak tamtej nocy, kiedy Smolipaluch umarl za niego. Ach, gdyby tak mogl zapomniec jego zesztywniala twarz! Gdyby mogl go pamietac takim, jaki byl za zycia. Tymczasem widzial go ciagle w tamtej kopalni, jak lezy zimny i milczacy, a jego serce jest kawalkiem lodu.

    -Sprzykrzylo mi sie byc twoim sluzacym! - krzyknal, zadzierajac glowe i

    zapominajac w szale o powieszonych, ktorym na pewno nie podobalo sie, ze ktos wrzeszczy

    na miejscu ich kazni. - Ty tez nie wykonales swojej czesci umowy! Zagrzebales sie w tym

    swiecie jak czerw w sadle, zamiast wreszcie przywrocic Smolipalucha do zycia. Postawiles na

    nim krzyzyk, tak jak wszyscy inni! Fenoglio ma racje: jestes tyle wart co perfumowany

    pecherz swinski! Powiem Meggie, zeby cie odeslala z powrotem! Na pewno mnie poslucha,

    przekonasz sie!

    Oss spojrzal pytajaco na Orfeusza, blagajac go wzrokiem o przyzwolenie, by mogl stluc Farida na kwasne jablko, ale Orfeusz nie zwracal na niego uwagi.

    -A, wiec to o to chodzi! - powiedzial Orfeusz, z trudem hamujac gniew. - Niewiarygodna, niedoscigniona Meggie, corka nie mniej slawnego ojca, ktory obecnie przybral imie pewnego ptaszka i ukrywa sie w lesie z banda parszywych zbojcow, a ob-dartusy waganci przescigaja sie w tworzeniu coraz to nowych piesni na jego temat!

    Orfeusz poprawil okulary i spojrzal w niebo takim wzrokiem, jakby chcial sie poskarzyc z powodu tej niezasluzonej chwaly. Lubil przezwisko, jakie zawdzieczal okularom: Podwojnooki. Mieszkancy Ombry wymawiali je ze wstretem i lekiem, ale Orfeusza napawalo to tym wieksza radoscia. A poza tym okulary byly dowodem na prawdziwosc tych wszystkich klamstw, jakich naopowiadal o swoim pochodzeniu: ze przybyl zza morza, z dalekiej krainy, gdzie wszyscy ksiazeta maja podwojne oczy, co pozwala im czytac w myslach poddanych. Ze jest nieslubnym synem tamtejszego krola, ktory musial uciekac przed wlasnym bratem, kiedy zona brata zapalala do niego plomienna miloscia.

    "Na boga ksiag, coz za nedzna historia! - wykrzyknal Fenoglio, kiedy Farid powtorzyl dzieciom Minerwy opowiesc Orfeusza. - Ten czlowiek to prawdziwy tygiel! W jego mozgu nie powstal nigdy zaden oryginalny pomysl. Potrafi tylko przetapiac pomysly innych".

    I coz z tego, skoro Fenoglio trawil dnie i noce na bezplodnym uzalaniu sie nad soba, a tymczasem Orfeusz z calym spokojem pracowal nad tym, by wycisnac na jego historii wlasne pietno. Tej historii, o ktorej zdawal sie wiedziec wiecej niz jej tworca.

    "Czy znasz najgoretsze pragnienie czlowieka, ktory tak pokochal pewna ksiazke, ze czyta ja w kolko i nie moze przestac? - spytal Farida, gdy po raz pierwszy stanal przed brama Ombry. - Nie, jasne, ze nie znasz, skadze bys mogl znac? Jedyna mysl, jaka ksiazka wywoluje w twojej glowie, to ta, ze dobrze sie pali w chlodne noce. Ale mimo to powiem ci. Czlowiek ten pragnie byc czescia jej swiata. Ale oczywiscie nie nedznym nadwornym poeta, te role pozostawiam Fenogliowi, choc Bogiem a prawda nawet w tym jest zalosny!".

    Orfeusz zabral sie do roboty zaraz trzeciej nocy, w brudnej gospodzie tuz pod murami. Wyslal Farida do miasta, zeby wyszabrowal wina i swiec, wyciagnal spod oponczy zatluszczony kawalek papieru i rysik - no i oczywiscie te po trzykroc przekleta ksiazke. Jego palce wedrowaly po stronicach, wyszukujac slowa, tak jak sroki wyszukuja swiecidelka. A Farid w swojej naiwnosci myslal, ze slowa, ktorymi Orfeusz tak pilnie pokrywal kartke papieru, ucisza jego bol i sprowadza Smolipalucha. Ale Orfeuszowi co innego bylo w glowie. Wypedzil Farida, zanim zaczal odczytywac na glos to, co napisal, i jeszcze przed switem

    Farid wykopal dla niego pierwszy skarb na cmentarzu zaraz za przytulkiem. Orfeusz cieszyl sie jak dziecko na widok srebrnych monet. A Farid wodzil oczami po grobach, polykajac lzy.

    Za pieniadze Orfeusz ubral sie dostatnio, wynajal dwie sluzace i kucharke, a takze kupil okazaly dom handlarza jedwabiu. Poprzedni wlasciciel wyruszyl na poszukiwanie synow, ktorzy pociagneli wraz z Cosimem do Nieprzebytego Lasu i od tej pory wszelki sluch po nich zaginal.

    Orfeusz podal sie za kupca spelniajacego najbardziej dziwaczne zyczenia klientow. Wkrotce nawet do Szczapy dotarly plotki, ze obcy o rzadkich jasnych wlosach i skorze tak bladej, jaka zwykle miewaja tylko ksiazeta, potrafi wystarac sie o rozne niezwykle rzeczy: nakrapiane koboldy, wrozki kolorowe jak motyle, ozdoby ze skrzydelek ognistych elfow, pasy wysadzane luskami nimf, pstrokate konie w zlote laty do karoc ksiazecych i inne stwory, jakie mieszkancy Ombry do tej pory znali tylko z bajek. W ksiazce Fenoglia mozna bylo znalezc wlasciwe slowa do wielu rzeczy, trzeba je bylo tylko inaczej pozestawiac. Czasem istota, ktora stworzyl Orfeusz, konczyla zywot, ledwie zdazyla zaczerpnac tchu, lub tez okazywala sie zbyt jadowita (swiadczyly o tym zabandazowane rece Gory Miesa), ale jemu to nie przeszkadzalo. Nie obchodzilo go, ze w lesie umieraly z glodu ogniste elfy, bo nagle odpadaly im skrzydla, ani to, ze pewnego ranka znaleziono w stawie martwe nimfy bez lusek. Wyciagal nic po nici z delikatnej tkaniny starego czlowieka, tworzac wlasne wzory, jakby naszywal latki na wielki dywan Fenoglia, i bogacil sie tym, co jego glos potrafil wydobyc ze slow innego.

    Niech bedzie przeklety. Po tysiackroc i jeden raz przeklety. Dosc tego!

    -Nie bede juz nic dla ciebie robil! Nic, rozumiesz?

    Farid otrzepal rece z lepkiej ziemi i probowal wygramolic sie na powierzchnie, ale

    Oss na dany przez Orfeusza znak stracil go z powrotem do dolu.

    -Kop! - warknal.

    -Sam sobie kop! - wrzasnal Farid, trzesac sie w przepoco-nym ubraniu, nie wiedziec,

    z zimna czy z wscieklosci. - Twoj wytworny pan to hochsztapler! Juz raz siedzial w wiezieniu

    za swoje klamstwa i trafi tam z powrotem!

    Orfeusz zmruzyl oczy. Nie cierpial, gdy przypominano mu o tym rozdziale jego zycia.

    -Jestem pewien, ze nalezales do tych lgarzy, ktorzy wyciagaja starym babciom

    pieniadze z kieszeni. Ale tutaj nadymasz sie jak ropucha, bo nagle twoje klamstwa staja sie

    prawda, wkradasz sie w laski szwagra Zmijoglowego i myslisz, ze jestes sprytniejszy od

    wszystkich! - pieklil sie Farid. - A co ty w ogole potrafisz? Wyczarowac wrozki, ktore

    wygladaja tak, jakby wpadly do kubla farbiarza, skrzynie pelne skarbow, ozdoby z elfich

    skrzydel dla Szczapy. Ale tego, po co cie tu sprowadzilismy, nie potrafisz dokonac. Smolipaluch nie zyje. Nie zyje. Nadal... nie... zyje!

    Znowu te przeklete lzy cisnace sie do oczu. Farid otarl je z policzkow brudnymi palcami. Tymczasem Gora Miesa wlepil w niego spojrzenie bez wyrazu, jak ktos, kto nie rozumie ani slowa. Jakzeby mial rozumiec? Co Oss mogl wiedziec o slowach zbieranych przez Orfeusza, co mogl wiedziec o ksiazce i glosie Orfeusza?

    -Nikt - mnie - nie - sprowadzil! - wyrzekl Orfeusz zduszonym glosem, przechylajac

    sie przez krawedz dolu, jakby chcial plunac tymi slowami w twarz Faridowi. - 1 nie zycze

    sobie, zeby mi przypominal o Smolipaluchu ktos, kto stal sie przyczyna jego smierci! Znalem

    jego imie, kiedy ciebie nie bylo jeszcze na swiecie, i nikt inny, tylko ja jeden sprowadze go z

    powrotem, chociaz tak gruntownie usunales go z tej historii... Ale jak i kiedy to zrobie, zalezy

    tylko ode mnie. A teraz kop. A moze myslisz, ty arabska wyrocznio - smagal slowami Farida,

    ktory mial wrazenie, jakby go krojono na cieniutkie plasterki - ze latwiej mi bedzie pisac,

    kiedy bede musial zwolnic sluzace i sam prac sobie ubrania?

    Przeklety. Niech bedzie przeklety. Farid spuscil glowe, zeby Orfeusz nie zobaczyl jego lez.

    "Kto stal sie przyczyna jego smierci..."

    -A moze mi powiesz, dlaczego wydaje zdobyte z takim trudem srebro, zeby sluchac

    beznadziejnych piosenek wagantow? - perorowal Orfeusz. - Dlatego, ze zapomnialem o

    Smolipaluchu? Nie, dlatego, ze do tej pory nie zdolales sie dowiedziec, gdzie i jak mozna

    porozmawiac z bialymi damami! I dlatego dalej wysluchuje marnych piesni, stercze przy

    umierajacych zebrakach i przekupuje zielarki, zeby mnie wezwaly, jak tylko ktos sie wybiera

    na tamten swiat. Byloby oczywiscie o wiele latwiej, gdybys tak jak twoj mistrz potrafil

    ogniem zwabic biale damy, ale probowalismy juz tego wiele razy bez skutku. Gdyby cie

    chociaz raz odwiedzily, jak to podobno chetnie robia z tymi, ktorych juz raz dotknely. Ale i to

    nie! Nie pomogla takze swieza kurza krew wystawiona w miseczce pod drzwiami ani nawet

    kosci dzieciece, za ktore dalem grabarzom sakiewke srebra, bo straznicy naopowiadali ci

    bzdur, ze wtedy biale damy zleca sie w te pedy!

    Tak, tak! Farid zatkal sobie uszy rekami. Orfeusz mial racje. Wszystkiego juz probowali, ale biale damy sie nie pokazywaly. A nikt inny nie mogl zdradzic Orfeuszowi, w jaki sposob moze wyrwac Smolipalucha z ramion smierci.

    Bez slowa wyciagnal lopate z ziemi i wrocil do kopania. Mial juz bable na palcach, gdy wreszcie lopata uderzyla o drewno. Szkatulka, ktora wydobyl z ziemi, nie byla duza, ale tak jak ostatnia po brzegi wypelniona srebrnymi monetami. Farid podsluchal, jak Orfeusz

    zaklinal ja slowami: Pod szubienicami na Ponurym Wzgorzu, na dlugo przedtem zanim Tlusty Ksiaze kazal sciac deby na trumne dla syna, banda rozbojnikow ukryla szkatule ze srebrem. Potem wybuchla miedzy nimi klotnia. Pozabijali sie nawzajem, lecz srebro do dzis lezy pod ziemia, gdzie bieleja ich kosci.

    Drewno bylo zmurszale i Farid pomyslal tak samo jak poprzednim razem, ze moze szkatula lezala juz w ziemi pod szubienica, zanim jeszcze Orfeusz napisal tamte slowa. Swiecaca Geba zbywal te watpliwosci zarozumialym usmieszkiem, ale Farid nie mial pewnosci, czy zna prawde.

    -No prosze. A nie mowilem? Mysle, ze na miesiac powinno wystarczyc.

    Farid mial ochote lopata ziemi zetrzec mu z twarzy ten zarozumialy usmiech.,Na

    miesiac! Za pieniadze, ktore wraz z Gora Miesa ladowali do skorzanych worow, mozna bylo przez miesiac napelniac brzuchy glodujacych mieszkancow calej Ombry.

    -Jak dlugo to jeszcze bedzie trwalo? Kat pewnie juz wchodzi na wzgorze ze swieza

    strawa dla szubienic. - Kiedy Orfeusz byl zdenerwowany, jego glos nie brzmial zbyt

    imponujaco.

    Farid bez slowa zawiazal ostatni pekaty worek, zepchnal pusta szkatule do dolu i jeszcze raz spojrzal na dyndajacych wisielcow. Na Ponurym Wzgorzu juz dawniej stawiano szubienice, ale dopiero Szczapa uczynil je glownym miejscem stracen. Fetor rozkladajacych sie cial na szubienicach pod brama miasta docieral czasem az wysoko na zamek, a won ta zupelnie nie pasowala do wykwintnego jadla, jakie spozywal szwagier Zmijoglo-wego, podczas gdy cala Ombra glodowala.

    -Zamowiles wagantow na dzisiejszy wieczor?

    Farid tylko skinal glowa, niosac za Orfeuszem ciezkie worki.

    -Ten wczorajszy wygladal obrzydliwie! - mowil Orfeusz, podczas gdy Gora Miesa

    pomagal mu dosiasc konia. - Jakby ktos ozywil stracha na wroble! A z jego prawie

    bezzebnych ust wydobywaly sie te same co zawsze beznadziejne teksty: piekna ksiezna

    pokochala ubogiego waganta, lalalala, piekny krolewicz pokochal chlopska corke, lalalali...

    Ani slowa o bialych damach.

    Farid sluchal jednym uchem. Nie lubil wagantow, gdyz wiekszosc z nich spiewala i tanczyla dla Szczapy i nie chcieli juz miec Czarnego Ksiecia za krola, poniewaz zbyt otwarcie walczyl z okupantami.

    -Ale z drugiej strony - ciagnal Orfeusz - strach na wroble znal pare nowszych piesni o

    Sojce. Kosztowalo mnie wiele zachodu, zeby je z niego wyciagnac, a spiewal tak cicho, jakby

    Szczapa we wlasnej osobie czail sie pod moim oknem. Jedna z nich uslyszalem po raz pierwszy. Czy jestes pewien, ze Fenoglio nie zaczal znow pisac?

    -Calkiem pewien.

    Farid zalozyl plecak i zagwizdal cicho przez zeby, jak to czynil Smolipaluch. Zza

    szubienicy wypadl Skoczek z mysza w pyszczku. Farid mial teraz tylko mlodsza kune, Gwin zostal z Roksana, jakby chcial byc tam, dokad Smolipaluch najpierw skieruje kroki, gdyby jakims cudem smierc wypuscila go ze swych koscistych objec.

    -A skad jestes taki pewien? - spytal Orfeusz, krzywiac sie z niesmakiem, kiedy

    Skoczek wyladowal na ramieniu Farida i zniknal w plecaku.

    Swiecaca Geba brzydzil sie kuny, ale tolerowal ja prawdopodobnie dlatego, ze niegdys nalezala do Smolipalucha.

    -Szklany ludzik Fenoglia mi powiedzial, a on chyba wie najlepiej.

    Krysztalek nieustannie uskarzal sie na swoj ciezki zywot, od kiedy Fenoglio nie

    mieszkal juz w zamku, tylko znow na poddaszu u Minerwy. Zreszta i Farid przeklinal strome drewniane schody, po ktorych musial sie wdrapywac, kiedy Orfeusz posylal go do Fenoglia z pytaniami, ktorych bylo bez liku. Jakie kraje leza na poludnie od morza, z ktorym granicza posiadlosci Zmijo-glowego? Czy ksiaze rzadzacy na polnoc od Ombry jest spokrewniony z zona Zmijoglowego? Gdzie dokladnie przebywaja olbrzymy lub czy moze zdazyly juz wyginac? Czy ryby drapiezne zyjace w stawach pozeraja takze rusalki?

    Zdarzalo sie, ze Fenoglio w ogole nie wpuszczal Farida do mieszkania, pozostawiajac go na schodach, po ktorych ten wdrapal sie z takim trudem. Ale czasem, gdy byl mocno pijany, ogarniala go wena gawedziarska. Wtedy zalewal chlopca takim potokiem informacji, ze glowa mu pekala, a po powrocie Orfeusz dreczyl go pytaniami, poki wszystkiego z niego nie wyciagnal. Istne wariactwo. Lecz nie bylo wyjscia, bo kiedy tylko ci dwaj probowali ze soba bezposrednio rozmawiac, po kilku minutach wybuchala klotnia.

    -Dobrze, bardzo dobrze! Za bardzo by sie wszystko skomplikowalo, gdyby stary

    znow wolal slowa od wina! Jego ostatnie pomysly spowodowaly beznadziejny chaos. -

    Orfeusz ujal cugle i spojrzal w niebo, probujac ocenic, kiedy znow nadejdzie deszczowy

    dzien, szary i smutny jak twarze mieszkancow Ombry. - Zbojcy w maskach, ksiegi

    niesmiertelnosci, ksiaze powstajacy z martwych! - wyliczal, potrzasajac glowa i kierujac

    konia na sciezke prowadzaca do Ombry. - Kto wie, co by mu jeszcze przyszlo do glowy! Nie,

    nie, lepiej bedzie, jesli Fenoglio utopi w winie resztke rozumu, jaka mu jeszcze zostala. Sam

    sie zajme jego historia. Rozumiem ja duzo lepiej od niego.

    Farid nie sluchal, wyprowadzajac z krzakow swojego osla. Niech Swiecaca Geba gada zdrow. Bylo mu wszystko jedno, ktory z nich dwoch napisze slowa przywracajace Smolipalucha do zycia. Zeby to tylko wreszcie nastapilo! Chocby mieli przy tym diabli wziac cala te przekleta historie.

    Osiol jak zwykle probowal ugryzc Farida, kiedy ten wskakiwal na jego koscisty grzbiet. Orfeusz mial jednego z najpiekniejszych koni w Ombrze - mimo tuszy byl dobrym jezdzcem - ale powodowany skapstwem dla Farida kupil tylko osla, ktory gryzl i mial leb wylinialy ze starosci. Gory Miesa nie udzwignelyby nawet dwa osly, biegl wiec lekkim truchtem obok Orfeusza niby przerosniety pies, z twarza zlana potem, to w gore, to w dol po waskich sciezynkach, ktore wily sie posrod wzgorz otaczajacych miasto.

    -A wiec dobrze, Fenoglio nie pisze - mowil Orfeusz, ktory lubil myslec na glos. Mialo sie wrazenie, ze tylko wtedy potrafi uporzadkowac mysli, kiedy slyszy wlasny glos. - Ale skad sie w takim razie biora te wszystkie opowiesci o Sojce? Opiekuje sie wdowami, podrzuca srebro na progach biedakow, mieso pochodzace z klusownictwa pojawia sie na talerzach polsierot...

    Czy to wszystko jest rzeczywiscie dzielem Mortimera Folcharta, czy tez Fenoglio pomaga mu uczynnymi slowami?

    Z naprzeciwka nadjechal woz i Orfeusz, zlorzeczac, zjechal w bok w cierniste krzaki, a Gora Miesa, usmiechajac sie glupawo, gapil sie na dwoch mlodziencow kleczacych na wozie, z rekami zwiazanymi na plecach powrozem i twarzami pobladlymi i skurczonymi ze strachu. Jeden z nich mial oczy jeszcze jasniejsze niz Meggie, obaj zas byli mniej wiecej w wieku Farida. To zrozumiale, gdyby byli starsi, pociagneliby z Cosimem na wojne i dawno juz by zgineli. Ale tego ranka nie bylo to dla nich pociecha. Z Ombry widac bedzie ich zwloki dyndajace na stryczku - przestroga dla tych, ktorych glod przywodzil do klusownictwa - lecz delikatny nos Szczapy ich nie poczuje.

    "Czy na szubienicy umiera sie tak szybko, ze biale damy nie zdaza sie pojawic?" -pomyslal Farid, dotykajac odruchowo tego miejsca na plecach, gdzie wniknal noz Basty. Do niego tez chyba nie przyszly. W kazdym razie nie przypominal sobie, by je widzial. Nie pamietal nawet bolu, tylko twarz Meggie, gdy sie ocknal, a potem, kiedy sie odwrocil, zobaczyl martwego Smolipalucha...

    "Dlaczego nie napiszesz, zeby zabraly mnie zamiast Smolipalucha?" - spytal kiedys Orfeusza, ale ten tylko sie rozesmial drwiaco.

    "Ciebie? Naprawde wyobrazasz sobie, ze biale damy wymienia Ognistego Tancerza na takiego zlodziejaszka jak ty? O nie, musimy znalezc dla nich lepsza przynete".

    Worki pelne srebra przyczepione do leku siodla zaczely podskakiwac, kiedy Orfeusz dal ostrogi koniowi, a twarz Ossa byla tak czerwona i nabiegla krwia z wysilku, jakby za chwile jego glowa na tlustym karku miala eksplodowac.

    "Przekleta Swiecaca Geba! Meggie powinna go odeslac z powrotem! - myslal Farid, popedzajac osla pietami. - Im szybciej, tym lepiej!". Tylko kto jej napisze slowa? I kto oprocz Orfeusza jest w stanie przywrocic Smolipalucha do zycia?

    "On juz nigdy nie wroci! - szeptal jakis glos w jego duszy. - Smolipaluch nie zyje, Faridzie. Nie zyje".

    "I co z tego? - sprzeciwil sie temu glosowi. - W tym swiecie to nic nie znaczy. Ja tez wrocilem".

    Ach, gdyby byl zapamietal droge!

    Rozdzial 4 Atramentowe szaty

    Pamietam, jakby to bylo wczoraj, wierzylem, ze mam pod skora swiatlo, i jesli naciac skore - rozblysne jasno. Dzis, gdy na drodze zycia upadne - stluke kolano i pokaze sie krew.

    Billy Collins, Dziesieciolatek

    Poranek obudzil Meggie bladym swiatlem padajacym na jej twarz i powietrzem tak swiezym, jakby przed nia nikt nim nie oddychal. Za oknem swiergotaly wrozki niby ptaki, ktore nauczyly sie mowic, a gdzies w oddali rozlegl sie ostry skrzek sojki, tak jej sie przynajmniej wydawalo. Silacz potrafil tak swietnie nasladowac ptaki, jakby mieszkaly w jego piersi, i wszystkie mu ochoczo odpowiadaly: skowronki, drwinniczki, dziecioly, slowiki i oswojone wrony Gekona.

    Mo tez juz nie spal. Slyszala na dworze jego glos oraz glos matki. Moze wreszcie zjawil sie Farid? Zerwala sie z siennika (zupelnie juz zapomniala, jak to jest, kiedy sie spi w prawdziwym lozku) i pobiegla do okna. Juz od wielu dni wygladala Farida, bo obiecal jej, ze przyjdzie. Ale na dworze byli tylko rodzice i Silacz, ktory usmiechnal sie do niej, jak tylko ja zobaczyl w oknie.

    Mo pomagal Resie siodlac jednego z tych koni, ktore juz czekaly w stajni, gdy sie tu sprowadzili. Byly to wspaniale rumaki i musialy nalezec do. jakiegos szlachcica ze swity Szczapy, ale Meggie wolala sie nie zastanawiac - jak przy wszystkim, co dla nich zdobywal Czarny Ksiaze - w jaki sposob wpadly w rece zbojcow. Kochala Czarnego Ksiecia, Baptyste i

    Silacza, ale niektorzy ze zbojcow, tacy jak Drab czy Gekon, napawali ja lekiem, choc byli to ci s
    pokaż całość

  •  

    Drogie mirki i mirabelki! Nadeszła pora, gdy sympatyczne jeże szykują swoje piesze wędrówki. Niestety, bardzo często trasy, którymi sobie beztrosko drepczą, krzyżują się z ruchliwymi autostradami, pełnymi rozpędzonych, niebezpiecznych maszyn. Kierowcy rozjeżdżają te sympatyczne stworzonka na krwawą miazgę. A przecież tak być nie musi, wystarczyłaby odrobina dobrej woli i ,... aj aja ahhh...

  •  

    aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha aha acha pokaż całość

  •  

    jak tak sobie leżę w zielonej pierzynce, pod kołderką, to sobie nimi dojadam, straszne dobre są te małe skurwysyny, smakują jak kurczak

    źródło: dinoanimals.pl

    +: M..............................o
  •  

    O co chodzi z tym, że Bitcoin Diamond (BCD) na coinmarketcap stoi po $4,48 USD, a na Binance prawie 30$??

    https://coinmarketcap.com/currencies/bitcoin-diamond/

    #kryptowaluty #bcd #bitcoin #bitcoindiamond

  •  

    #pasta #coolstory

    Mam nadzieję że większość anonków zna troche historie i słyszała że w Polsce nie było Waffen SS podczas drugiej wojny światowej.
    To kurwa nie prawda xDD
    Mame pracuje jako kucharka w przedszkolu, ja typowa spierdolina po technikum nie umiałem sobie sam znaleźć pracy, błąkałem się po firmach ale z racji mojego spierdolenia
    nikt nie chciał mnie w pracy, wylatywałem po max miesiącu.
    Tak więc zrezygnowany dostałem propozycję: praca w przedszkolu.
    Nie powiem żeby było źle, pilnowałem dzieciaków, siedziałem przy wyjściu i na boisku. W przedszkolu pracowały same dziewczyny 9/10, z racji tego iż miały swoje sprawy zostawiały mi po kilka grup razem i siedziałem z gówniakami w klasie.
    Nie było źle? Może do momentu w którym dostałem gówniaków pod opiekę, śmiali się ze mnie, tylko jeden taki Miłosz siedział zamyślony i patrzył się na mnie smutnym wzrokiem, jakby mi współczuł, wzrok miał orli niczym wielk mistrz 14 i wydawał się za mądry jak na swój podwiek.
    Raz próbowałem się zbuntować, nawet poskarżyłem się mamie ale powiedziała że tak ładnie opiekuje się tymi dziećmi i w ogóle karynom byłoby smutno gdybym podpierdolił je do dyrektorki.
    Miałem jednego kolegę, Ryśka. Rysiek wieczny bezrobotny skręcał długopisy i platał jakieś smycze, czasami mi pomagałem skręcić pare długopisów, podczas jednego z takich posiedzeń podczas picia niesamowite trunku zwanego winem siarkowym wpadłem na TEN pomysł.
    Następnego dnia byłem już w przedszkolu, około godziny 15:00 karyny zostawiły mi grupę około 30 gówniaków, wcześniej wydrukowałem sobie flagę III Rzeszy i wypożyczyłem mundur SS-Mana od jakieś grupy rekonstrukcyjnej, oprócz tego zrobiłem kartonową tabliczkę w kształcie półksiężyca, no kurwa po prostu imitację napisu z bramy obozu w Auschwitz Birkenau.
    Zamieniłem polskie godło na oprawioną w ramkę kartkę z flagą III Rzeszy z majestatyczną swastyką, zdjąłem krzyż z nad drzwi i powiesiłem tabliczkę z napisem ''Arbeit Macht Frei''
    Krzyknąłem na gówniaków, o dziwo poskutkowało, zaraz potem uśmiechnąłem się do nich i powiedziałem że poprawdzę zajęcia, że będą skręcać długopisy.
    Gówniaki ucieszone, rozdałem im w chuj kartonów z częściami które wcześniej załatwiłem u jakieś firmy sprzedającej długopisy, Januszowi skoczył gul i pytał czy nie robie go w chuja, ale jakoś to poszło.
    No i skończył się pierwszy dzień, około godziny 17:00 zdjąłem Arbajt macht fraj, flage III Rzeszy i powiedziałem gówniakom że to koniec na dziś.
    Nie pamiętam dokładnie ile mi skręcili, ale Janusz był wielce zdziwiony, zainkasowałem wtedy około 2300zł i to kurwa za 2 godziny skręcania długopisów przez gówniaków!
    Mój prywatny obóz pracy przynosił nie małe dochody, od jakiegoś czasu taka Grażyna przedszkolanka zaczęła mi podrzucać swoją grupę 4-latków, pomimo swojego wieku byli bardzo produktywni, co przekładało się na obroty.
    Oprócz tego plotli mi bransoletki, smycze do kluczy i inne takie pierdołki, w szczytowym okresie mój przedszkolny obóz pracy przynosił około 3400zł za sesję.
    Do tego dochodziła pensja z przedszkola, 1450zł, żyłem kurwa jak król a w rzeczywistości gówno robiłem, siedziałem z nogami na biurku. Myślałem czy nie kupić moim podopiecznym pasiastych piżam, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego pomysłu.
    Po jakimś czasie dyscyplina zaczęła się rozluźniać, na koncie miałem już odłożone dobre 25 tys. złotych z tych gówniaków, ale wybuchały bunty.
    Jakaś gówniara płakała że nie chce skręcać, to wysyłałem ją na rytmike razem z zerówką, kolejny gnój zrobił tak samo i mój obóz stanął przed widmem niżu demograficznego, nie mogłem na to pozwolić.
    Tutaj wkracza Miłosz, podszedł do mnie i popatrzył na mnie swoimi smutnymi oczami, wskazał na trzech dużych chłopaków którzy bili po głowie inne dzieci.
    Postanowiłem kupić szare kurtki i spodnie, ubrałem w mnie Miłosza wraz z moimi nowo zrekrutowanymi SS-manami, ogarnąłem przepaski na ramię z swastykami oraz kupiłem im pałki teleskopowe, powiedziałem że jeżeli wydadzą mnie z tym niecnym procederem, to będę u nich w domu aby zamienić ich przysznic w dozownik cyklonu B.
    I tak mijały kolejne tygodnie, ss-mani dostawali za swoja pracę słodycze, przyprowadzili też więcej dzieci, czułem się jak nadczłowiek administrując wielkim obozem pracy który przynosił mi po utworzeniu polskiego Waffen-SS około 5000zł dochodu!
    Z Januszem zdążyłem się zaprzyjaźnić, ten debil uwierzył że sam skręcam te długopisy i zapraszał mnie czasem na grilla, na grę w karty. Moje życie nabrało kolorów, żyłem pełnią życia, miałem na wszystko.
    Niestety syjonistyczna część przedszkolaków postanowiła obalić moje rządzy, gówniarze zakwestionowali moją pozycje jako fuhrera pytając czy mogą poukładać klocki zamiast skręcać długopisy - wydałem odpowiednie dyspozycje mojej straży która założyła im gacie na głowę.
    Próbowali jeszcze parę razy, z miernym skutkiem.
    Miałem swój obóz, swoich więźniów i swój oddział penitencjarny, aczkolwiek mi czegoś brakowało.
    Zafascynowany trzecią rzeszą zobaczyłem ogromne parady, kupiłem u jakichś bialapolska18141488 takie jakby sztandary które niosą janusze na boże ciało, takie z ikonami np. matki boskiej, tylko te moje były ze swastykami.
    Urządziłem parade, trzy sztandary a reszta przedszkolaków, przedszkole było praktycznie puste, mama pojechała na miasto po kartofle dla gówniaków, boisko stało więc przedemną otworem.
    Wręczyłem mojej straży przybocznej sztandary, nauczyłem moich podwładnych salutować po rzymsku i tak oto przechadzaliśmy się na około boiska z sztandarami, w dwuszerego jako dumny lud rzeszy przedszkolackiej.
    Byłem w niebie, krzyczałem po niemiecku ''niech żyje zwycięstwo''! Gówniarze mi wtórowali.
    Aczkolwiek każda republika, albo każdy obóz pracy musi kiedyś paść, przyszli Alianci.
    Okazało się że Janusz mieszkający niedaleko przedszkola zadzwonił po policje oraz dyrekcję, usłyszał nazistowskie pozdrowienie i to na boisku przedszkola xDD
    Kiedy tak salutowałem, nagle pochód stanął, obejrzałem się i zobaczyłem stojących w przejściu do budynku policjantów, dyrektorkę oraz moją mame.
    Zrobił sie wielki rumor, policjanci zaczeli mnie bić, dyrektorka wyrywała sztandary ze swastykami Miłoszowi i jego kolegom, nie chcieli oddać, trzeba przyznać że wiedzieli co to wierność ojczyźnie.
    Kiedy już mnie wystarczająco zbili, dobiegli do mojego Wafen-SS, wyrwali im sztandary i powiedzieli że propagowanie nazizmu to zbrodnia wobec bratniej armii czerwonej i całego związku radzieckiego, usłyszawszy tą historyczną nieścisłość podniosłem głowę i uświadomiłem policjantów że ZSRR już nie ma, zaraz po tym dostałem z pały w głowę i obudziłem się w szpitalu.
    Nie ważne co było dalej, ważne że zmieniłem bieg historii i utworzyłem polskie Wafen-SS.
    pokaż całość

  •  

    Jak nazywają się szaty rzymskie typu prześcieradło?

  •  

    pieróg=ban, tak? czy zostali tylko sami swoi? moderacja nie przegląda nocnej? ktoś, coś?

  •  

    Często ludzie żądają pytanie, co było pierwsze: jajko czy kura? Oczywistym jest to, że pierwszym był kogut @CreativeSignal

  •  

    Google Arts & Culture

    Aplikacja dzięki której można znaleźć swojego sobowtóra:
    http://www.komputerswiat.pl/artykuly/redakcyjne/2018/01/znajdz-swojego-sobowtora.aspx

    Udało mi się zainstalować aplikację, lecz niestety nie wyświetla mi się komunikat "Czy w muzeum znajduje się twój portret?". Zamiast tego mam: Przeglądaj według kolorów. From blue in Changall to green in Van Gogh" :(

    Czy ta usługa już nie działa? A może powinienem jej szukać w innym miejscu jej szukać? Ktoś coś??

    #google #selfie #problem #kiciochpyta #culture #art #arts
    pokaż całość

  •  

    Patrz jak leci !!! Już spierdolił w kosmos.. Czy doleci?

    #nasa #crs14 #film #spacex #dragon #iss

    źródło: youtube.com

  •  

    Dla wielu rodzimych użytkowników języka angielskiego naturalnym jest odbieranie słowa "moist" jako budzącego złe konotacje, nieprzyjemnie brzmiącego, zwyczajnie paksudnego. Czy u was również istnieje jakieś słowo w języku polskim na które reagujecie z odrazą? Moim kandydatami są "pieniążki", "szamponetka" i "podśmiechujki".

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika krystian39

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (6)