Nadrzędnym przejawem wolności, jest możliwość decydowania o sobie, Eutanazja, zamiast samobójstwa.

  •  

    #lilzgon

    Siedzę na skarpie i patrzę w nicość, tak jak bym spojrzał sam w głębie siebie, na swoje życie. Patrzę na to morze, na Skandynawię w oddali, prawię jak na Amerykę i moje niemożliwe do zrealizowania marzenia.

  •  

    #lilzgon

    13.08.2018
    17.08.2018
    27.08.2018
    19.09.2018
    26.09.2018
    17.10.2018
    31.10.2018 - nie poszedłem ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Na tym kończę przygodę z psychologiem. Tylko 6 w Lotto, albo 7 w EuroJackpot mi pomoże. 30 lat czekam na cud, bo tylko cud może zmienić moje położenie. Życie to nie przymus i nikt nie ma prawa mnie zmuszać żebym dalej cierpiał i kontynuował tą egzystencję.

    Tam jeszcze było jedno spotkanie w jakiś poniedziałek. Ogólnie dużo pitolenia, żeby nie powiedzieć, pierdolenia. Wcześniejsze wpisy już o ten temat zahaczały. Dla kogo jest psycholog? Nie mam pojęcia. Tak samo jak nie wiem dla kogo jest psychiatra, telefon zaufania i inne takie rzeczy. Dla mnie jest hajs, ale ja najwidoczniej nie jestem dla niego.

    Szczerze powiedziawszy nie polecam, nie warto chodzić do takich miejsc, ani osób, bo i nie ma po co. Grajcie w Lotto, tylko pieniądze są w stanie cokolwiek zmienić.
    pokaż całość

  •  

    #depresja

    @janek_kenaj dzięki za wrzutę, jednakże nie żyjemy w Matrix'ie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: comment_IAyWU48aGkw9Ujg1s0UkGRaG0ap64BMr.jpg

  •  

    #kielce Przygnębiają wizja miasta, ale też i kraju, gdyż niemal każde wybory od lat wyglądają tak samo. Szkoda strzępić ryja. 30 lat i kto mógł to już dawno stąd zwiał, wracają na święta i inne okazje. Wcale im się nie dziwie. Mnie tylko zastanawia kto to k...a jest ten Wenta i co on ma wspólnego z Kielcami? Oczywiście Google mi odpowiedziało na to pytanie i to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest niewłaściwa osoba, na niewłaściwym miejscu. W, czy L, jeden wuj. pokaż całość

    +: lubie-sernik, d.....d +11 innych
  •  

    #lilost Whiskey Jameson, tak zamierzam przeżyć kolejne dni. Jak się skończy to inna butla. W E'Leclerc słaby wybór alkoholi tego typu, za to wódki sporo. Ja akurat w niej nie gustuję. Online też nie opłaca się kupować, gdyż cenowo wychodzi drożej, a do tego wysyłka na poziomie 1/3 flaszki. Benc, benc! Albo wygrana w Lotto, albo flaszka! Haha.

    +: m............a, Cronox
  •  

    #lilzgon

    Jeszcze żyję.

    Koszmary ustały, odczuwam błogi spokój. Pokój zostawię w stanie optymalnym, wszelkie sprawy zamknięte. Dysk niemal wyczyszczony, potem leci historia i ulubione, różności spakowane, zabezpieczone hasłem i spieprzam, tylko z Kielc nic nie leci o sensownej godzinie nigdzie, a wieczorową porą.

    Nie mam nawet ochoty nic dodawać, dlatego nic się ostatnio nie pojawia i nie będzie.

    Miałem się jeszcze pobawić, wydać trochę złotówek, a może szczęście by się do mnie uśmiechnęło.

    Dawno, dawno temu był wpis o moich snach i wszystkim tym co się z tym wiąże. Kiedyś wziąłem los do Euro Jackpot, miesiące temu, nawet nie wiem kiedy. Odnalazłem go kilka dni temu, ale odstawiłem na bok. Chyba cenowo było 14 zł za puszczenie. Z racji tego, że zdarza mi się wyśnić różne rzeczy, to i tym razem chciałem tak postąpić zanim zagram.

    Dokładnie teraz naszła mnie ochota, żeby w końcu to zrobić. Wchodzę sobie w Google, aby sprawdzić koszt i ile płacą... no i co widzę, to co przedstawia załączone zdjęcie.

    Przypał, wyśniło mi się to dnia następnego, no i jeszcze kwota możliwej wygranej, to tylko 83,10 zł.

    Ogólnie lipa, bo tak naprawdę to żaden dowód i niczego nie udowadnia.

    Źle mi się śpi ostatnio.

    Ciąg liczb był dłuższy, ale reszty już nie zapamiętałem. Wstałem i od razu zapisałem. Co gorsze, to co jakiś czas mi się to śni, ale to olewam, czasem puszczam, ale więcej jak 4 trafień nie jestem w stanie przebić.

    Teraz nie mam zbytnio pomysłu co zrobić z lotkiem

    Jeszcze taka ciekawostka. Wyniki Dużego Lotka z 29.09.2018 to 07, 13, 25, 28, 34, 45, czyli jak bym puścił to by wpadły 2 trafienia, za to niestety nic nie ma. Kolejny problem, często tak mam, że śni mi się 8, a losują 7.

    Niestety jedyne sensowne wygrane to 6/6 w Lotto, w Euro Lotto nawet takie 4/5-2/2 dobrze wygląda. Najbardziej by się Ekstra Pensja przydała. Nałogowo nigdy nie grałem, ale pieniążki to jedyna rzecz jaka by mnie na tym świecie zatrzymała.

    Pora iść po losy i puścić.
    pokaż całość

    źródło: DSC03088.JPG

  •  

    #lilzgon #depresja #psychologia #samobojstwo

    Dodając te wszystkie wpisy, w zamyśle było, że ktoś wyciągnie z nich jakieś wnioski, albo coś. Tak w końcu powinno być. Jedna osoba coś przechodzi, dzieli się swoimi doświadczeniami, kolejne osoby dzięki temu zmieniają swoje podejście. Wiedzą co działa i jak, czego unikać.

    Minęło już 8 miesięcy od pamiętnego 13 grudnia. Co mi dała obecność tutaj? Kompletnie nic, żeby nie powiedzieć, że sprawia, iż ogólnie czuję się jeszcze gorzej.

    Czy liczyłem na jakiś odzew, owszem, zawsze się na to liczy.

    Ja najwidoczniej nie potrafię się przebić, ani sprzedać. Nie jestem dobrą kurwą. Dodaję sobie wpisy i tyle. Do tego niebieski pasek nie daje żadnych bonusów, a wręcz przeciwnie.

    5 wizyta u psychologa była wczoraj. Załatwiona przez wykop'ka.

    Chciałoby się pisać i pisać. Tylko dla kogo ja to robię? Nie ma dostępu do statystyk, nie ma wiadomości, nie ma +, nie wiem czy to ginie, czy do kogoś dociera.

    Wpis oczywiście skierowany do niebieskich, bo królewny dostają wystarczająco uwagi, + i wszystkiego. Nawet jedną zaczepiłem, może mnie pamięta. Dodawała swoje gównowpis'y i ponad 600+ było, reszty pewnie też sporo.

    To jest chyba najgorsze w tym wszystkim. Musicie sobie uzmysłowić, że wszyscy mają na was wyjebane. Nikogo nie obchodzicie, nikt się wami nie zainteresuje. Czy jest to wasza wina? Zdecydowanie nie, macie po prostu pecha być mężczyzną.

    Obecnie na głównej zbieranie hajsu dla różowej, czyli festiwal spierdolenia kołem się toczy.

    Niby 5 wizyt, ale padły tam bardzo trafne słowa, które musicie sobie wziąć do serca. "Jeśli zabije się dziecko, rodzice zostaną pociągnięci do odpowiedzialność, jeśli zabije się 30 latek, nikt za to nie odpowie". To oczywiście do mnie, bo ja mam 30, a wy? Szczerze powiedziawszy to nie ma zbytnio znaczenia, tak długo jak macie 18+. Nigdy nie chciałem dawać złudniej nadziei, dodawać wpisów fałszywych, motywacyjnych, bo wiemy jak jest. W mediach propaganda sukcesu, bogactwo, zdrowie, uśmiechnięte mordy.

    Wydawało mi się, że potrzeba tutaj czegoś takiego, realnego. Prawdziwy człowiek, prawdziwe doświadczenia i historia.

    Osobiście czytam co jakiś czas wpisy różne, rzadziej się udzielam, coraz rzadziej. Myślałem, żeby to wszystko zostawić, ale jak widzę, że niebiescy tutaj są jak gówno zaschnięte na podeszwie, to zaczynam się zastanawiać jaki jest sens bycia tutaj, skoro na każdym kroku czuję się niechciany.

    Mój najlepszy wpis ma 26+. Różowa na głównej na chwilę obecną ma 3618 wykop'ów. Dla mnie to jest 3618 osób które pluje mi w twarz.

    Jak żyć?

    Ból fizyczny ma to do siebie, że przemija. Psychiczny nigdy nas nie opuszcza, przy tym zawsze o sobie przypomina. Do czego zmierzam, ignorancja krzywdzi najbardziej.

    Jak zobaczyłem to znalezisko na głównej, to mi zły poleciały, dosłownie.

    Wykop ma spory zasięg. Zastanawiam się ilu użytkowników popełniło samobójstwo na przestrzeni tych 8 miesięcy. Ilu z nich dodawało jakieś wpisy, które przeszły bez echa. Nie bez powodu mężczyźni skutecznie się eliminują, a kobiety na pokaz.

    Za każdym razem jak widzę znalezisko o samobójstwach, to coś we mnie odżywa. Czytam sporo dobrych, trafnych komentarzy.

    Nie potrafię tego pojąć i też nigdy nie dostałem żadnej odpowiedzi na zadawane przeze mnie pytanie.

    Dlaczego ja i inni jesteśmy ignorowani, a przychodzi jakiś ojciec i robi z córki gwiazdę, dla której znajdują się pieniądze i cała ta reszta.

    Już się nauczyłem, że ładnej bardziej szkoda i inne tego typu, ale to mnie zastanawia, czym kieruje się ten motłoch?

    Co sprawia, że do jednej osoby warto wyciągnąć dłoń, a innej nie?

    Tak to wszystko wygląda.

    Podsumowując ten wpis. Szpital wam nie pomoże, psychiatra wam nie pomoże, psycholog wam nie pomoże. Ten ostatni co najwyżej powie wam, skrócając moje 5 wizyt, "zaakceptuj rzeczywistość taką jaka jest i siebie, skup się na tym co możesz robić".

    Siedzenie i pierdolenie głupot na wykop'ie nic nie zmieni ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Musicie zaakceptować rzeczywistość, żyć dla siebie, ewentualnie skończyć z tym.

    No chyba, że jesteście różowym, to już jest wygryw.

    Różnica samobójstw w stosunku mężczyzna/kobieta, nie bierze się znikąd. Kobiety wynosi się na piedestały.

    Ja pomimo wszystkiego życzę wam powodzenia, niezależnie od wyboru, dalszego życia, czy wręcz przeciwnie.
    pokaż całość

  •  

    #depresja #samobojstwo

    Co prawda temat niekoniecznie powiązany, ale jednak. Znów różowy wynoszony na piedestały, pisałem to wcześniej i napiszę ponownie, mężczyzn spisuje się na straty i ogólnie olewa, dlatego przodują w dokonanych udanych samobójstwach. Jak ja coś napiszę, to jedyna odpowiedź jaką otrzymuję "pieniądze nie dają szczęścia", a w tym przypadku, jak widać dają. Czemu ona nie może sobie wyjść pobiegać, znaleźć pasji, zastosować wszystkich tych wspaniałych rad jakie dane mi, czy nam jest usłyszeć? Jak by ktoś chciał wiedzieć, to tak mam ból dupy, bo do mnie przez 30 lat nikt w takiej formie, ani w sumie żadnej nie wyciągnął ręki, nawet krwa 1 grosza nie dostałem, przez to właśnie, że jestem niebieskim. Japrdole, ledwie co wstałem i już dzień zjebany.

    https://www.wykop.pl/link/4539499/trollsky-wspiera-chora-na-stwardnienie-rozsiane-mirabelke/

    Stulejarze prześcigają się w licytowaniu.

    Jak jesteście tacy bogaci to się podzielcie.
    pokaż całość

  •  

    #lilzgon #depresja #psychologia #psychiatria

    4 wizyta za mną.

    Teraz większy zasięg, nie bez powodu. Na razie doraźne wizyty, ale tak wygląda [darmowa] rzeczywistość, że chodzi się kiedy można, a nie wtedy kiedy się chce.

    Oczywiście przerabianie wszystkiego, historia, rozmowa na tematy wszelakie, chociaż to bardzo ogólne stwierdzenie, bo to jednak jest coś więcej niż takie gadanie.

    Związki przyczynowo skutkowe, pytania i odpowiedzi, chwila refleksji. Spotkanie godzinne.

    Dziś zagadałem o psychoanalizie i temat zszedł na faktyczną, konkretną terapię. Dla mnie niby zalecane 2 lata [brzmi jak wyrok], wizyta raz w tygodniu. Biorąc pod uwagę, że stawka godzinna waha się w okolicy 100 zł, wychodzi 9600 zł, pozdro ( ͡~ ͜ʖ ͡°). Dla legendarnych programistów 15k taka kwota nic nie znaczy, w sumie z tego co zauważyłem na wykopie prawie sami ludzie sukcesu, więc stać was.

    Powodzenia, im jesteście młodsi, tym lepiej, tylko trzeba mieć to szczęście trafić na właściwą osobę i jeszcze więcej siły, żeby żyć i być częścią czegoś takiego.
    pokaż całość

    •  

      wychodzi 9600 zł

      @lilost: Wolę Ayahuascę w takim razie, do 1000 zł to kosztuje za profesjonalną ceremonię. Można też ogarnąć samemu za ułamek tej ceny. W noc przerobisz dużo więcej materiału niż na takiej samej ilości godzin psychoterapii.

    •  
      S...x via Android

      +1

      @lilost Psychoanaliza na depresję, super pomysł.

      Taniej wyjdzie wyjechać na wakacje, urżnąć się i skorzystać z prostytutki. I pewnie skuteczniej.

      Po co ludzie chodzą na pseudonaukowe nurty?

  •  

    #lilzgon Wizyta u stomatologa. 6, czy tam 7 zębów do robienia i do tego czyszczenie. Dziś jeden. 8 lewa do usunięcia, ale nie chciała się tym zająć. Młodziutka niewiasta. Wcześniej 2, czy tam 3 stomatologów sugerowało, a 1 nawet proponował, że 8 usunie, a jak zaboli, to nic nie policzy.

    Depresja i inne, to nie tylko stan psychiczny, ale też i fizyczny, ja np. nie dbam o siebie ogólnie, od lat, bo i po co? Mało osób ten temat porusza, pewnie ze wstydu, czy coś, ale warto. Z resztą po to są Anonimowe Mirko Wyzwania i multi konta, zielonki, które nie chcą się ujawniać. Jak ja to widzę? Jak masz facjatę niczym gówno zaschnięte na podeszwie, to niezależnie od wszystkiego, zawsze tym gównem będziesz. Z naturalnymi, zdrowymi zębami i odpowiednim zgryzem, czy z moim stanem uzębienia. Taka jest prawda, to są detale. Ja co prawda dosyć często powtarzam, że detale się liczą i osobiście zwracam na nie uwagę, ale to tak pół na pół. Dajmy na to, mamy świnię, czyli obrzydliwą kobietę, może mieć super uzębienie, fryzurę, ubiór, korale na szyi, chodzić do kosmetyczki, ale to nie zmieni kim jest, obrzydliwą świnią. Pojmujecie przekaz?

    Ja osobiście gwarantuję, że mam w sobie najróżniejszą liczbę schorzeń przez te zaniedbania i nawet się nie leczę, nie badam. Niech się to rozwija, trawi mnie od środka, może raka wyhoduję, albo coś, kto wie, przynajmniej będę mieć przyjaciela, który będzie ze mną na dobre i na złe i nigdy mnie nie opuści.
    pokaż całość

    +: Cronox
  •  

    #lilzgon Wszystkie wpisy są ze sobą połączone, wszystko i tak zawsze wraca do punktu wyjścia.

    Rozwinięcie poprzednich myśli z wcześniejszych wpisów.

    Pieniążki, najlepszy antydepresant, nie leki, nie terapia, tylko pieniążki. Dlaczego? Wyłącznie rzeczy namacalne, mają wpływ na rzeczywistość i przy tym na inne. Pieniążki to wolność i nadzieja, spokój. Dlaczego tak często poruszam ten temat i dlaczego cały czas twierdzę, że tylko one mi pomogą? Prosta sprawa. Mając jednego rodzica biedaka, wiadomo, iż nie żyje się na wysokim poziomie. W domu zawsze wszystkiego brakowało, matka musiała pożyczać, nawet i na jedzenie, suchy chleb, czy cokolwiek. Prądu nigdy nie odcięli, ale telefon tak, kablówka z czasem zniknęła, internetu w tych czasach, jak i samego komputera nie było, zbyt luksusowe rzeczy jak dla nas, w sumie żadnego sprzętu, poza pralką/lodówką/kuchenką/telewizorem/telefonem. Zakupy na bazarach. W szkole wiadomo, iż nic się nie ukryje. Były klasowe wyjścia do kina. Ze mną, jedynym, zawsze był problem. Matka, nie będziesz chodził! A wychowawca, że albo wszyscy idą, albo nikt... pieniądze musiały się znaleźć, ale wtedy brakowało ich gdzie indziej. Jako jedyny, ponownie z klasy nie pojechałem na wycieczkę. Jedyne wakacje jakie pamiętam, to podwórko, albo dziadkowie, tudzież ciotka, a matka do roboty za granicę. Jakimś cudem udało jej się kupić M2 i tak do dziś... w kwestii umeblowania nic się w sumie nie zmieniło, co nieco jest zrobione, ale wszystko najtańszym kosztem. Miejsce tej tandety jest na śmietniku. Matka dla mnie jest obcą osobą, nawet miałem taką teorię, iż jestem adoptowany, ale pokazała mi papiery, istnieje jeszcze taka możliwość, że mnie jakoś podmienili, ale nie jestem w stanie tego udowodnić. Nie wierzę w to i nigdy nie uwierzę, iż tak mogłem trafić, to jest niemożliwe. Ja mam gdzieś kochających rodziców, albo mój stan psychiczny osiąga już takie dno, że przekładam swoje majaczenie na pismo. Nigdy nie zaakceptuję takiej rzeczywistości, bo to nie jest moja rzeczywistość, nie czuję się być jej częścią.

    Trudno mówić, iż zostałem wychowany, sam się wykształciłem i jak mówiło wiele osób, ulica była moim domem. Dzieci niechciane, jedyny powód dla którego nie rozwinąłem się w tym towarzystwie, to fakt, że nawet i tam mnie nie chcieli.

    Człowiek wszystko robi z myślą o pieniążkach. Dla mas jest edukacja, czyli dla szaraków. Konkretne kierunki gwarantują jakieś tam zarobki i rozwój. Dla reszty sport, sztuka, show biznes, czyli największe pieniądze, takie które śmiertelnikom takim jak ja nie mieszczą się w głowie.

    Pamiętam jak za młodu, a raczej już niestety jako nastolatek, szukałem kogoś w USA kto by mnie zaadoptował, a później żony dla obywatelstwa. Czego ja nie robiłem ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    Losu, losu i mnie wylosowało, z tym, iż ja już nie mam ochoty tego żywota kontynuować.

    Ludzie gonią za pieniędzmi i robią to świadomie, bo nie dość, że one pomagają, to dodatkowo dają szczęście. Teksty typu "pieniądze nie dają szczęścia", są dla takich życiowych nieudaczników jak ja, tylko nie wiem po co te żałosne gierki.

    Gdybym pieniądze nie były potrzebne, to człowiek dalej byłby w erze kamienia łupanego, taka jest kolej rzeczy i natura, jest postęp i chce się z tego postępu korzystać, chce się mieć pieniądze na zachcianki, na lokum, auto i wszystko inne.

    Co jakiś czas piszą do mnie programiści 15k i chwalą się ile zarabiają, a potem "pieniądze nie dają szczęścia", nie wiem ile razy odpisałem, żeby się podzielili, jeszcze nikt nie odpisał. Za kogo, kuwa wy mnie macie?

    Gdybym miał pieniądze, to w końcu osiągnąłbym komfort psychiczny. Swoje lokum, auto i kasa na koncie gwarantująca spokój. Nie mam tu na myśli nory z aneksem kuchennym, starego Golf'a w gazie i kilku tysięcy.

    Co trzymało mnie przy życiu przez te wszystkie lata? Wizja bogactwa, z resztą Pani psycholog powiedziałem, iż jeśli jest w stanie przewidzieć i powiedzieć, że nic takiego nigdy w moim życiu nie będzie miało miejsca, to od razu się eliminuję. Tak widzę moje życie, albo stanie się cud, albo rozjebię sobie łeb. To życie, to koszmar, który kończy się jedynie kiedy idę spać i potem znów muszę walczyć. Nie chcę tak.

    Nie prosiłem się o takie ciało, o taką rodzinę i wszystko inne. Ja nic nie muszę, mogę.

    Jednakże prawda jest taka, że nie mogę, bo mam 30 lat i 3 tysiące oszczędności, a gówniarze grające w gierki na YT wożą się mercedesami, mustangami i chuj wie czym jeszcze... inne ścierwo z YT/Twitch też na brak pieniędzy nie może narzekać. Niewasty za samo granie, też dostają w chuj pieniędzy, tylko dlatego, iż mają ładną buźkę/bimbały, są kobietami. Pamiętajcie, pieniądze dają szczęście i wszystko robi się z myślą o pieniądzach, mężczyzna ma przejebane w wielu aspektach.

    Tak długo jak depresja i inne nie będą prawidłowo rozpoznane, to będą samobójcy, bo samobójstwo to ucieczka, a pieniądze to jedna z tych rzeczy, która trzyma przy życiu. Pieniążki dają możliwości i pozwalają je realizować. Już rysowałem schemat, ale nigdzie nigdy nie był dodany, u mnie jest potrójne 0, ewentualnie tych 0 może być więcej, zależnie od tego jak wiele zmiennych zostanie uwzględnionych. Same 0. Moje ciało 0, przeszłość 0, teraźniejszość 0, przyszłość 0, fizyczne spełnienie 0, finansowe spełnienie 0, zawodowe spełnienie 0, inne 0. Wszystkie możliwości sprawdziłem, nie istnieje żadna, która byłaby w zasięgu moich rąk. Nie zamierzam żyć, tylko dlatego, że może coś, ktoś, kiedyś tam. Liczy się tylko tu i teraz.

    Depresja nie bierze się znikąd, to jest skutek. Depresja jest problemem, a je rozwiązuje się tak, iż eliminuje się źródło problemu. Jak długo medycyna będzie łgać w oczy ludziom i wciskać kit, tak długo oni będą ginąć.

    Pijąc wodę z nieznanego źródła, można nabawić się sraczki, ewentualnie bólu brzucha, czy czegoś tam. Nie patrzy się na objawy, czyli sraczkę i ból brzucha, nie daje leków żeby minęły. Patrzy się na źródło, to co jest problemem.

    Tak działa właśnie tzw. pomoc psychologiczno-psychiatryczna, każdy ma wyjebane, nie ważne co się stało, kiedy i gdzie, skąd jesteś, co przeszedłeś, działanie zawsze jest takie samo... żryj tabletki i idź pić dalej tą samą wodę.

    Myślę, że taki łopatologiczny przykład komuś uzmysłowi jak to jest. Ja zawsze powtarzałem, że pomóc może tylko namacalna wsparcie, realne, prawdziwe, takie które istnieje. Chcecie pomóc? Dajcie ludziom możliwość życia w normalnych warunkach, pracę i tutaj już się temat zamyka, a tak naprawdę zamyka się zanim się zacznie, bo nikt nikomu nie będzie dawał mieszkania, ani szukał/oferował dobrze płatnej pracy, no chyba, iż jest boskim różowym paskiem i zadaje się z jakimś stulejarzem.

    Nikomu nie zależy na takich jak ja, bo człowiek jest dobrem zbywalnym. Na świecie jest nas ponad 7 bilionów i łatwo nas zastąpić, poza tym, ciągle powtarzane "pieniądze nie dają szczęścia", a w Afrycie murzyny są szczęśliwe, w Indiach hindusy też. Taka jest prawda, że nikomu nie zależy, bo ludzkości nie opłaca się rozwiązywać takich powodów. Biedni muszą być na świcie, po to, żeby mogli być bogaci, a to, iż ktoś ma przejebane, czy coś... trudno się mówi, żryj tabletki.

    Zawsze gardziłem i będę gardził psychiatrami i psychologami.

    Jak niby za czasów bycia dzieckiem miało to wszystko pomóc, skoro matka dalej się nade mną znęcała, biła mnie, wyzywała? W jaki kurwa sposób?

    Pomóc mogłoby mi jedynie, jeśli ktoś by mnie z tego domu wyprowadził, do innego domu w którym nic takiego nie miałoby miejsca i byłbym otoczony przez ludzi, którzy by mnie kochali i wspierali, mieli jakieś rady, cokolwiek.

    Wy skurwysyny, gdzie byliście jak w majtkach wybiegałem na klatkę i krzyczałem pomocy? Gdzie byliście jak w zimę się włóczyłem po dworze szukać ciepła, miejsca do spania i przy tym jedzenia w śmietnikach? Wodę z kałuży piłem.

    Ścierwa jebane, jakim prawem pierdolicie mi "pieniądze nie dają szczęścia"? Jebał was pies.

    Zawsze powtarzałem, wszyscy są winni, wszyscy macie moją krew na rękach. Teraz mam 30 lat i nic się nie zmieniło, chociażby miliony się zabiły, to i tak nic się nie zmieni. Tak najwidoczniej działa człowiek, ma wyjebane, ewentualnie wydaje mu się, że coś robi, tylko po to, żeby mieć jakieś wytłumaczenie przed samym sobą.

    Leczenie depresji i innych, tabletkami, jest jak kopanie kogoś po mordzie, przy tym podawanie mu tabletek przeciwbólowych, żeby tego bólu nie czuł. Jaki ma to sens?

    Rozumiem, że jest pełno ludzi bez ambicji, bez celu, którzy są zagubieni niczym pierd w gaciach, do roboty, flaszka, meczyk, walenie konia i jakoś leci, ja jestem inny, ja chcę korzystać.
    pokaż całość

  •  

    #mspo #wojsko #militaria #kielce

    Jedna z nielicznych rzeczy która mnie cieszy, mieszkanie w okolicy targów, szczególnie w tym okresie, kiedy zlatują się śmigłowce. Wrażenia dźwiękowe niesamowite, wizualnie nieco gorzej.

    W-3PL, [pewnie ten model] już na miejscu, lecieli w szyku w 3, przed chwilą doleciał Apache, super, że tak blisko... ( ͡° ͜ʖ ͡°). pokaż całość

  •  

    #lilzgon Wczoraj czytałem swój list pożegnalny, 12/12/2017/09:00 przygotowany na dzień przed pamiętnym wyjściem. Wpis na Facebook'u dodany, "żegnaj" dla Klaudii wysłane i do lasu. Nie wiem co mniej bardziej w tym wszystkim smuci? Fakt, że doszło już do tego, iż pewne myśli przerodziły się w czyny i za każdym razem posuwam się dalej, czy pustka jakiej doświadczam. Głównie chodzi mi o te kilkadziesiąt minut wędrówki. Specjalnie wziąłem telefon, liczyłem na to, cokolwiek. List miałem ochotę tutaj dodać w załączniku, w końcu po to coś takiego się przygotowuje, żeby ktoś to przeczytał. Potem czytałem resztę swoich zapisków, je też chciałem dodać, jednak dochodzę do wniosku, że to wszystko jest zbyt abstrakcyjne, aby ktoś był w stanie to zrozumieć. Popłakałem się, jak mogłoby być inaczej? Nawet nie mam ochoty tego modyfikować, zostawię tak jak jest, albo nawet skrócę, zostawię tylko treść odnośnie tego co komu zostawiam, co ze mną zrobić i tyle. Czy jest sens się rozpisywać, kiedy nie ma to najmniejszego znaczenia?

    3 wizyty u Pani psycholog za mną. 13.08, 17.08, 27.08. Nie wiem nawet po co ja tam chodzę. Jutro mam zadzwonić i umówić się na kolejną wizytę, dzisiaj nieobecny na spotkaniu, jak co dzień, ogólnie.

    Przychodzę, mówię, słucham i tyle, wychodzę, wracam do klatki.

    Dużo można by pisać, jak zawsze, tylko po co? Mógłbym też rzucać hasłami, co to da? Niebieski pasek jest skazany na przegraną. Spalcie mnie na stosie ku uciesze gawiedzi, rzucajcie pomidorami.

    Ja siebie nie poznam, bo wiem kim jestem.

    Czy zmieni się mój punkt widzenia, cokolwiek? Nie jestem dzieckiem, żeby wierzyć w bajki. Nie chcę tego co mogę, nie chcę takiej rzeczywistości.

    Prowadzę drugie życie w swojej głowie.

    Las to schronienie, cisza, spełnienie. Las to wolność, spokój, ukojenie. Las to ucieczka, wolność, zniszczenie.

    Wszyscy dobrze wiemy, że to jest jedynie odwlekanie nieuniknionego. Was tu nie ma, jestem sam.

    Mnie szczerze zastanawia, chyba najbardziej, czemu niektórzy do mnie piszą. Mi to obojętnie, bo nie raz już o tym pisałem, że tym gardzę tak naprawdę, odpisuję dziękuję, bo w jakimś tam najmniejszym stopniu doceniam, że komuś chciało się przeczytać wpis i napisać. Tylko czy to cokolwiek zmienia w mojej sytuacji, że jakiś losowy ludek coś do mnie pisze? Kompletnie nic. Ja doceniam jedynie kontakt rzeczywisty, a w ciągu moich 7 miesięcy tutaj, dosłownie 1 niebieski pasek wykazał jakąś faktyczną inicjatywę, chęci i plan. Tyle wpisów, tyle wszystkiego, ja się szczerze powiedziawszy czuję jak małpa w zoo. Ludziki przychodzą popatrzeć na mnie, czyli poczytać, rzucić mi banana, czyli napisać wiadomość/komentarz i znikają, a ja dalej jestem na wybiegu.

    Żadnych konkretów, nic, owszem, było coś w rodzaju, "możemy iść na piwo", no i właśnie, coś pokroju "możemy popisać". Jak ja sobie będę chciał popisać, to wejdę na czat, pozdro. Żadną tajemnicą nie jest nawet z jakiego miasta jestem, kurwa. Najwidoczniej taki mój los już, no, tak chyba jest. 30 lat, czyli za stary na wszystko.

    Zastanawiam się, czy ja faktycznie tak dużo wymagam? Życie. Różowy napisze byle co i lecą setki, tysięcy plusów od stulejarzy i ryczerzy, a niebieski "no to hop, spierdalaj".

    Potem udawane zdziwienie, ale jak to, dlaczego mężczyźni przodują w statystykach udanych samobójstw? Tak, to, właśnie. Jak ma się wyjebane, to tak jest.

    Różowe też piszą, w sumie, to przez ten okres, wszystkie wiadomości od różowych mógłbym policzyć na palcach u jednej dłoni, a powiem szczerze, że 5 palców, to i tak za dużo, tak to wygląda. Już poruszałem ten temat, ale nigdy tak dosłownie. Dla różowych jestem tym, czym żydzi byli dla Niemców, dlatego pewnie nie piszą, po co się z przegrywem zadawać. Pamiętam, że 2 niby chciały się spotkać, ale to jakieś troll'e jebane były, albo fałszywe paski, albo chuj wie co.

    Noc, dzień i tak ileś tam razy.

    LiLost - Mein Kampf ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    pokaż całość

    GIF

    źródło: lz.gif (152KB)

    •  

      @FranklinBezBucikow: Inaczej nie potrafię, taki paradoks, że chcę, ale jednak nie. Gdybym w życiu miał chociaż jedną osobę, która przy mnie była, która mnie wspierała... to bym nie był taki jaki jestem. Każda znajomość czegoś uczy, każde spotkanie. W moim przypadku nie było nigdy pozytywów. Mizoginię można prosto wytłumaczyć, resztę też, nawet i prościej. Osoba > znajomość > negatyw > koniec > wnioski. Nowa osoba > poprzednie wnioski > inne podejście > negatyw > koniec > nowe wnioski. Jak się przerobi ileś tam ludzi i nic z tego nie wynika, to każda kolejna znajomość jest trudniejsza do nawiązania, mniej trwała, bardziej wymagająca. To jest ten paradoks, od każdej nowej osoby oczekuję coraz więcej, nawet od obcej, nie odwrotnie, nie mniej. Ja mam duże wymagania, bo zbyt dużo ludzi mnie skrzywdziło w życiu i dlatego gardzę drobiazgami. Gardzę, bo wiem na ile mnie stać i co jestem w stanie dać, tego też chcę, chcę żeby ktoś chciał i się starał, bo jak ktoś chce mnie uszczęśliwić na siłę, to wolę żeby tego nie robił, to jest chyba tzw. łaska, dziękuję. 30 lat przeżyłem w swoim bólu i cierpieniu, co zmieni w moim życiu możliwość popisania z obcym ludkiem? Do czego mi to jest potrzebne? Do niczego, chyba, że jakimś cudem zaczepi mnie różowy pasek z moich snów, to wtedy jestem na tak. Odpisuję na każdą wiadomość, tylko to raczej nie jest odpowiedź jakiej się spodziewają inni. pokaż całość

    •  

      @lilost: Trochę lepiej rozumiem Twój punkt widzenia.Mam nadzieję,że profesjonalna pomoc,w końcu okaże się pomocna.Nic tylko życzyć powodzenia.

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    #depresja #nerwica #psychiatria #psychologia

    Za każdym j. razem. Oglądam film, "Insidious, the Last Key". Już wcześniej wiedziałem, że to się dobrze nie skończy.

    Wydarzenia z przeszłości zostawiają stałe spustoszenie w psychice, każde podobne, nawet nie skierowane w stronę tej osoby, przypomina jej to co przeszła.

    Łapało mnie kilka razy, ale jakoś byłem w stanie się z tym uporać, aż do tego momentu 1 godzina 29 minut, będzie spoiler dodany, żeby nie pisać co tam się dzieje, dla tych którzy nie oglądali.

    pokaż spoiler W tym momencie, przychodzi matka i ratuje córkę. Od razu hiperwentylacja, uczucie duszenia się, do tego większe oddechy, paraliż może to do końca nie jest, ale strach [?], chęć ucieczki, siedzę na krześle przed kompem, prostuję się, podbieram rękami i w międzyczasie zaczynam płakać, skomleć i przeżywam wszystko na nowo, t.j. te wszystkie lata w ciągu kilku/nastu sekund, nienawiść jakiej doświadczyłem od swojej matki.


    Nigdy, k. nie zapomnę, nigdy, nawet jak bym chciał, nigdy.

    Jak żyć, po co, samotność, bieda, dziadostwo, kto by mnie chciał? Zawsze o tym wspominam, kto by chciał takiego człowieka z bagażem? Nie możesz filmów oglądać, nie może tego, ani tamtego robić, jest cała masa rzeczy, która we mnie wyzwala emocje, negatywne.
    pokaż całość

    +: m............a, Cronox
    •  
      E...................d

      0

      @lilost: to się wszystko sprowadza do siły woli, jak jesteś słaby to będziesz przeżywać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      ale co ja tam wiem, ja nawet teraźniejszości już nie odbieram, co dopiero przeszłość

  •  

    Te Azjatki, zagadują na stronach randkowych i chcą się od razu żenić, białas jest dla nich przepustką do lepszego życia... w teorii, a praktyce różnie, chociaż patrząc na to jak niektórzy tam mają, to faktycznie może to być prawda.

    +: Cronox
  •  

    Badania na boreliozę pozytywne ( ͡° ͜ʖ ͡°)ノ⌐■-■. +Edycja. Pozytywne, stwierdzono obecność, a nie, że pozytywne i jestem czysty.

  •  

    #sport #rower #samotnosc #zdrowie #kielce

    Potrzebę mam napisania.

    Może najpierw od tych bardziej aktualnych, niektóre rzeczy bardziej w skrócie.

    1. Po złamaniu nogi, rower służył do odbudowy. Zbliża się już 2 lata, a może nawet i minęło, kiedy ostatni raz jeździłem. Spadek kondycji, wytrzymałości jest ogromny, ledwie do Kadzielni dojeżdżam i już padam. Dziś miałem bardziej ambitne plany i było podobnie. Niby interwał jest najbardziej skuteczny, czyli wolno/szybko i tak na zmianę... po chwili już na osiedlu nie miałem siły, ale jechałem dalej. Płuca bolały przy każdym wdechu i wydechu, tętno tradycyjne zbyt wysokie. W okolicach mostu na Ul. Żytniej i później, zaczęło się to pogłębiać. Mroczki przed oczami, zawroty głowy, przy Stadionie pojechałem do lasu, na ławeczkę i raz siedziałem, raz stałem nachylając się, czekając na ten moment, kiedy zwymiotuję. Niestety nic nie poleciało, nie mogło, przed wyjściem jadłem tylko jogurt. Kielce mają to do siebie niestety, że centrum miasta ogólnie jest położone niżej niż reszta i mnie to wkurwia, bo z każdej strony właściwie jest zjazd z górki i człowiek się nie męczy [poza drobnymi wyjątkami], ale żeby wrócić, to wszędzie po górkę. Pojechałem na Podkarczówkę, no i prowadziłem rower, tam gdzie urywa się droga, wiadomo. Zajęło mi to wszystko minimum 2 godziny 40 minut. Ja pierniczę, planowałem Na Stok zajechać, Castorama, Telegraf, ogólnie po mieście. Rozumiem ludzi którzy chcą coś ze swoim ciałem zrobić, ledwie się poruszają i czują, to co ja dziś... potem wszystko wraca do punktu wyjścia, niestety. Trzeba by jakoś stopniowo, albo ogólnorozwojowe najpierw w domu, czy coś, a potem rower, nie wiem. Ja niezależnie co robię, to zawsze tak mam, poty, tętno, wymioty, mroczki, zawroty głowy... niby zdrowy, na W-F'ie ćwiczył, kategoria A i wszystko, a jednak coś jest nie tak.

    2. Dzieci starsze i młodsze, można lubić, za szczerość. Na osiedlu jeden małolat powiedział "ładny rower", a potem sporo dalej kolejny "fajny rower". Szkoda, że dziewczęta nie są skore do rozmowy, tylko się patrzą... ( ͡~ ͜ʖ ͡°).

    3. Ostatnio wysłałem wiadomość na Spotted, ale mi nie puścili, szkoda. Jest na osiedlu, piękna niewiasta, którą widuję co kilka/naście miesięcy/lat i ostatnio znów ją widziałem. Krążyłem wokół, żeby od mamy odeszła, ale potem gdzieś się rozpłynęły. Przejeżdżałem dziś obok miejsca w którym chyba mieszka, ale tam domofony bez nazwisk, więc lipa. Chciałbym zagadać, wygarnąć jej to, lżej by mi się zrobiło. Tylko jak ją odnaleźć, głupio by mi było koczować pod blokami 24/7 licząc, że się pojawi ( ͡° ʖ̯ ͡°).

    Oczywiście mogłem wcześniej zagadać, jednakże, jest takie porzekadło "Jeśli kogoś kochasz pozwól mu odejść", może nieco na wyrost, ale to oddaje mój punkt widzenia. Taki ktoś by się tylko przy mnie zmarnował, jest cała masa ludzi sukcesu i innych osób, że tak powiem o nieskazitelnej przeszłości, takich które coś mogą zagwarantować, więc szkoda komuś życie marnować, wystarczy, że moje jest ruiną. Taka filozofia, prosta. Ja sobie w niczym nie radzę, żaden ze mnie "pussy magnet", bardziej Pan Puszkin Pandora.

    Ah kurcze, bym zapomniał. Ona mi się podoba wizualnie, mój ideał [niemal]. Jestem w stanie rozróżnić czy ktoś jest ładny, czy nie, ale wewnętrznie coś się we mnie dzieję, kiedy widzę, konkretne twarze. Zacząłem to ostatnio łączyć w całość, kiedy reaguje w dany sposób, co mi się podoba, no i taki typ mi się podoba najbardziej...

    Twarz owalna z wąską żuchwą, wyższe nieco wystające kości policzkowe, węższe ale za to szersze oczy, mniejsze czoło i wąski prosty nos.

    No i pomyśleć, że taka Dua Lipa mi po osiedlu chodzi gdzieś 乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ.
    pokaż całość

    +: Cronox
  •  

    @paulik88: Kiedy przyjedziesz mnie zakopać? Będę czekać, buziaki! ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    +: T.....2, Cronox
  •  

    YouTube wybrał dla mnie kanał jakiejś 8 latki, czy ile tam ona ma jako "Kanał polecany dla Ciebie" ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    źródło: misio.jpg

  •  

    Znowu usuwają znalezisko, a to całe gówno które pojawia się na głównej zostaje.

    https://www.wykop.pl/link/4229757/mieszkajace-w-wielkiej-brytanii-emigrantki-z-polski-sa-coraz-bardziej-rozwiazle/

    Naruszenie regulaminu - spam

    +: Cronox
    •  
      B.............3

      0

      @mariusz-lange: @lilost: No bo, gdyby wrzucił normalny użytkownik, a nie jakaś zielonka z cyklofrenią (czyli zakłada konto, dodaje znalezisko na jakiś "kontrowersyjny" temat, doda parę komentarzy dla plusików, aby wykopki połechtały swoje ego, a następnie jak gdyby nic usuwa konto), to by problemu wielkiego nie było.

    •  

      Osobiście uważam, że powinna być opcja "zakop za ból dupy"
      6-7 lat temu na tym portalu była masa fajnych wpisów ale ostatnimi czasu to jest własnie gąszcz bólu dupy.
      Bo PiS to bo PO tamto, bo uchodzcy, bo pedały. Bo np się polki w UK puszczają. Mieszkam w UK. widzę, że Polki często z ciapakimi czy innymi podobnymi mają dzieci. Ale mam to w dupie. Moja ex wyszła za cypryjczyka. I co? Mam to gdzies. Mam nadzieję, że jest szczęśliwa

      Dobrze to podsumował jeden wykopek w komentarzu:
      "Niech się ruchają, na zdrowie, tez bym je ruchał gdyby były ładne i gdyby mi dały."

      C'est la vie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    #depresja

    Taki wpis.

    Powoduje ją codzienność i jak pisałem wcześniej, jest skutkiem, wynikiem, tego z czym mamy do czynienia na co dzień.

    Przejrzyj poniższą listę i odpowiedz sobie w ilu punktach jesteś zadowolony, a w ilu nie, oczywiście lista jest subiektywna i głównie odnosi się do tego co ja przeszedłem.

    Państwo -,
    Województwo -,
    Miasto -,
    Lokal -,
    Praca -,
    Zarobki-,
    Spełnienie zawodowe -,
    Spełnienie seksualne -,

    Ja, moje ciało -,

    Świadomość *.

    Na 9 pozycji, mam 9 minusów - ( ͡° ʖ̯ ͡°). Każdy wpis z tej listy mnie przygnębia. Świadomość jest oznaczona * i świadczy głównie o tym, że pewnych rzeczy nie da się zmienić, niezależnie od wszystkiego, na pewne kwestie nie ma się wpływu.

    Taką rozpiskę m.in. przedstawiłem Pani dr, u której byłem 15.12.2017, czyli 2 dni po tym jak poszedłem do lasu w celu zastrzelenia się.

    Tak to widzę. Jeśli na co dzień czuję się źle, jeśli przytłacza mnie to co widzę, jestem jak ten szczur, to ja mak być dobrze? Nie ma żadnych pozytywów, a tą listę, mógłbym tak rozpisać, że z 9 punktów, zrobiłoby się mnóstwo. Dlatego wątpię w terapię i leki, gdyż one nie są w stanie nic zmienić. Faktyczne wpływ na moje życie może mieć np. wygrana iluś tam milionów w Lotto, lub tą nową loterię Euro Millions. Wtedy poza numerem 9 jestem w stanie zmienić wszystko, co w konsekwencji wpływa na resztę, ciąg zdarzeń, domino, perpetuum mobile. Z 9 -, będzie 9+, co prawda świadomość dalej będzie z *, ale akurat po wygranej ma to mniejsze znaczenie, skoro mam możliwości, mam wybór i jestem w stanie coś robić.

    PS.

    Rozumiem, że niektórzy mogą mieć 9+, ale depresję macie z tego, że wam się z dobrobytu w dupie poprzewracało. Dużo osób pisze, że mają tyle pieniędzy ( ͡€ ͜ʖ ͡€), ho ho i jeszcze więcej i nie robi to na nich wrażenia. Dam wam nr konta, ustawcie ciągły miesięczny przelew, na kilkaset zł, albo kilka tysięcy, z chęcią będę walczył z pieniędzmi za was, poświęcę się ( ͡~ ͜ʖ ͡°).
    pokaż całość

  •  

    #depresja

    Na nic człowiek nie ma wpływu, państwo, miasto, płeć, rodzice, płeć, swoje ciało. Najgorsze jest jednak to, że na każdym kroku nas oceniają. Przeglądam sobie oferty i wymagają zdjęć, przejebane to jest, oczywiście, mógłbym zmienić branżę na inną, ale to i tak mnie to wkurwia. Czynniki na które nie miałem wpływu, sprawiają, że ja muszę się dostosować, ukrywać jak jakiś jebany dzwonnik z Notre Dame. Jestem jak by nie patrzeć wykluczony, nie ze swojej winy, a przypadku. Nie dość, że człowiek, który nie wygląda dobrze jest społecznie napiętnowany, towarzysko, to jeszcze zawodowo. Kurwa, coś mi się odwidziało w ciągu tych ostatnich dni i zachciało działać, ale już mam dość. Mniejsza o moją przeszłość, gdybym chociaż urodę miał, to byłby jakiś plus, jakiś bodziec, a tak, łeb zryty, no i ryj paskudny. To jest jeden z powodów dla których w CV zdjęcia nie mam, bo jak ktoś spojrzy, to zaraz mnie przekreśli, a tak, bez niego, istnieje jakaś możliwość, że jak ktoś je przejrzy, to może coś go tam zainteresuje.

    Nigdy nikt mnie nie adorował, nie sypał komplementów, 30 lat i prawiczek, a jebać to wszystko. Całe życie pod górę. W chuju to mam już.

    Cześć.
    pokaż całość

    +: S..........k, sfOwl +2 innych
    •  

      @bornforwhat: A który fragment Cię obraża? W zamyśle pisząc to, niczego takiego nie było. Zawsze czytam wpisy po ileś tam razy przed publikacją. Tylko podsumowałem, że LinkedId nie jest dla każdego, tam nie wchodzisz szukać obsługującego kasę, tylko wykwalifikowanych pracowników, nie najniższego szczebla, tylko średni i wzwyż. Ja Cię oczywiście przepraszam jeśli poczułeś się urażony ( ͡° ͜ʖ ͡°), ale już po samym pierwszym zdaniu powinieneś wywnioskować, co mam na myśli, skoro jest "jak ja, czy Ty", wrzuciłem nas do tego samego wora. 15k, czy inna kwota, to nie ma znaczenia. Podobnie jest z GoldenLine, naszej rodzimej stronie, to też nie jest strona dla nas. Pracuj.pl, tam prędzej. pokaż całość

    •  

      @lilost: Poczułem sie urażony bo nazwałes mnie motlochem. Nie znasz mnie, nie wiesz co potrafie, nie wiesz wogole nic o mnie, wiec narazie

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    #depresja

    Podsumowanie i potem już chyba nic nie będzie, kończę karierę na wykopie (╥﹏╥), tzn będzie wpis o mojej wizycie u dziwki, ale pożegnania nie będzie.

    Wcześniej pisałem co i jak, wyrywkowo. Sporo osób pytało dlaczego czuję się tak jak się czuje. W żadnym właściwie wpisie nie ma wytłumaczenia, ani odpowiedzi, tak od A do Z. Teraz będzie więcej i postaram się to wszystko połączyć w całość. Oczywiście najlepiej by było, żebym dodał tutaj swoje notatki, moją niby książkę, którą zacząłem pisać, a potem przepisywać i uzupełniać, ale, mniejsza o to, o nią.

    Do wpisu w sumie skłoniła mnie jedna rzecz, którą tutaj widuję, też mniejsza o to co to jest.

    Wpis będzie przeplatany odnośnikami do moich komentarzy, co sprawi, że będzie to ogólnie łatwiej zrozumieć, mniej więcej w jakiejś hierarchii od rzeczy które wydarzyły się najdalej, do tych najwcześniejszych. Jak ktoś wytrwa to + ode mnie.

    Wpis pierwszy.

    https://www.wykop.pl/wpis/29730239/obejrzalam-na-jutubie-kilka-krotkich-szotow-z-zyci/#comment-105582447

    Wpis drugi.

    https://www.wykop.pl/wpis/29730239/obejrzalam-na-jutubie-kilka-krotkich-szotow-z-zyci/#comment-105587079

    Trzeci wpis.

    https://www.wykop.pl/link/4184941/comment/53021203/#comment-53021203

    Czwarty wpis.

    https://www.wykop.pl/link/4184941/comment/53025305/#comment-53025305

    Piąty wpis.

    https://www.wykop.pl/link/4184941/comment/53029347/#comment-53029347

    Kontynuacja.

    Co się działo potem? Matka mnie biła niemal każdego dnia, o każdej porze dnia i nocy, czasem nie spałem, sińce to norma, krew z nosa, duszenie, głodzenie, zmuszanie do jedzenia jakichś brudów z podłogi. Zmiatała i dawała mi do jedzenia. Plucie w twarz, podczas bicia kazała przed sobą klękać i prosić o to, żeby przestała. To tak w skrócie.

    Ból fizyczny ma to do siebie, że mija, ale psychiczny, nigdy, zawsze wraca, jest ze mną każdego dnia, jest we mnie i ze mną. Śledzi mnie jak cień, a kiedy patrzę w lustro, to znów go widzę.

    Na początku było ciężko, ale z czasem zacząłem się przyzwyczajać, ignorować pewne rzeczy. Matce zawsze sprawiało to przyjemność, ja to wiem, bo to było widać. Później z upływem czasu, ból już nie był taki jak kiedyś, tylko szczypało, a ja przestałem płakać. To był ten moment, kiedy było tego wszystko za dużo. Twarz straciła wyraz, jakiekolwiek emocje.

    Korci mnie żeby wklejać fragmenty, ale nie. Skróty muszą być, i tak, spójrzmy prawdzie w oczy, ten wpis zaginie, a jak ktoś przeczyta, to może przez chwilę pomyśli "no kurwa faktycznie" i tyle.

    Po tym kiedy się wyłączyłem, nie płakałem, krzyczałem przy biciu, tylko dostawałem wpierdol jak jakiś manekin, przyszła pora na Trichotillomanię, depresja, nerwica, natręctwa i inne takie, szkoda pisać.

    Czy zgłaszałem w szkole? Owszem. Czy coś mi to dało, nie. Czy ktoś mi wierzył, pomagał? Nie. W szkole nie zachowywałem się dobrze, nikt, kurwa, nikt nigdy nie pomyślał, że to może przez sytuację w domu. Winne było towarzystwo i tak się ciągnęło. W domu wpierdol, a w szkole odreagowywałem wszystko i poza nią. Powrót do domu, wpierdol i tak leciało. Wszystko zaczęło się jakoś od 4 klasy szkoły podstawowej, wtedy też weszło wyrywanie włosów.

    Myśli samobójcze niedługo potem. Czym jest samobójstwo? Ucieczką. Jeśli człowiek jest sam przeciwko całemu światu, jeśli 24/7 jest zaszczuty, nie ma żadnego poczucia bezpieczeństwa, ani nic, to jak ma być inaczej? Jak bym w tamtych latach miał pistolet, czy sznur, a nie dziś, to wiem, że tego komentarza by nie było, konta, ani mnie tutaj.

    Jedyne co robiłem to ciąłem się, ale nie tak jak niektórzy, czy jakoś na widoku. Jedynie raz żyła poszła, zostawiłem wannę matce, jak woda zeszła, to wanna przybrała kolor czerwony, jak pomalowana.

    Ode mnie to był sygnał w jej stronę, ale czy to coś dało? Nie. Na klatkę też wybiegałem mordę darłem i nikt nie przyszedł mnie uratować, ale tak jest. Ludzi żywych się olewa, a jak by mnie matka zajebała, to pewnie szkoła i sąsiedzi by udawali, "ale jak to, he was a gud boi". Tak to jest. W szkole rozmowy z psychologiem i testy na inteligencję, potem psychiatra i faszerowanie lekami, nikt nigdy mnie nie słuchał, nie chciał usłyszeć mojej historii. Matka była i jest idealnym manipulatorem, podburzała wszystkich przeciwko mnie. Wielokrotnie mnie prowokowała, biła, wyzywała, a jak ja się odezwałem, to np. dzwoniła po policję i wiece co, oni przyjeżdżali. Raz tylko mnie zastali w domu, jak już bylem nastolatkiem i oczywiście, że byli za nią, bo nie dość, że była manipulatorem, to była aktorem. Stała przy oknie i jak ich widziała, to od razu sztuczny płac. A samcy co zrobią? Chcieli się wykazać, to mnie straszyli. Jak bohaterscy policjanci szli, ona wycierała łzy i wszystko wracało do normy, czyli awantury, wyzywanie. W szkole też się żaliła. Wydzwaniała do wszystkich członków rodziny i znajomych, żaliła, jakim ja jestem potworem... czy powiedziała, że to ona mnie prowokuje, bije, niszczy, maltretuje, znęca się, NIGDY! Cały świat, kurwa, przeciwko mnie. Mój stan się pogarszał, załatwiła mi kuratora, ale ona nie dała się nabrać na jej gierki i moją matkę przewidziała, uwierzyła mi, jedna z pierwszych osób. Potem psycholog, terapia domowa, która dzięki matce nie doszła do skutku.

    Raz wezwała pogotowie do mnie, zabrali mnie do szpitala.

    Nastawiona rodzina przeciwko mnie też do mnie przyjechała, grozili i straszyli, odstawili do Chęcin do San Damiano. Byłem 1 dzień. Ogólnie ja, nigdy nie twierdziłem, że nie ma mojej winy, bo jest, tu i tam, ale to było epicentrum, gdzie ja się znajdowałem.

    Jeden rodzic, biedak. Ubieranie się na bazarach w szmaty, nigdy nigdzie nie jeździłem bo i za co, tylko do babki, czy do Warszawy do ciotki, kino, teatr, wszelkie wypady nie dla mnie. Jedyny wyjazd zagraniczny jaki miałem, to do pracy. Żadne zajęcia dodatkowe, tylko włóczenie się po dworze. W domu też dziadostwo, syf i bieda. Jedzenia też często nie było, czasem żebrałem od kolegów żeby mi dali, albo kradłem w sklepach ( ͡° ʖ̯ ͡°), w sumie czego ja nie robiłem. Matka mówiła i nie tylko ona, ze to ulica mnie wychowała i pewnie ma wiele racji, ale jak się nie poświęca uwagi dziecku, nie dba o nie, nie stara żeby coś miał, tylko o wszystko obwinia i ciągle mówi "tego nie potrzebujesz, tego nie musisz mieć, ja tego nie miałam i żyję", "do książki". Brak możliwości rozwoju w czymkolwiek, telefon odcinali, kablówki nie było, pieniądze pożyczane. Ah, jebał to pies.

    Szósty wpis.

    https://www.wykop.pl/link/4171949/comment/52823699/#comment-52823699

    Najkurwabiedniejszy cały cały, najgorszy, na wycieczki szkolne nie jeździłem, jak miałem iść do kina, bo było obowiązkowe, cała klasa, albo nikt, to potem wpierdalałem makaron z wodą w domu, albo inne jedzenie tego pokroju, bo nie było pieniędzy na tak podstawowe rzeczy.

    Dużo osób cały czas mówi, że trzeba się było uczyć, że trzeba było to i owo... ano trzeba było, ale to jeszcze trzeba mieć warunki i pasję, mi by wystarczyła śmierć, wyjechać do USA o czym zawsze marzyłem, do Armii, na wojnę i do trumny i do dziś niewiele się zmieniło. Ja pomimo tego, że w tym samym mieście mieszkam od urodzenia, to znam ledwie kilka ulic i mylą mi się nazwy rzeczy, które np. zaczynają się na tą samą literę, niedorozwinięty nie jestem, ale czuję to, że te doświadczenia spustoszyły mnie mentalnie w pewnych kwestiach, jestem wyprany, kompletnie, ponoć w dużej mierze najgorsi psychopaci to osoby mojego pokroju... to nie jest kwestia, czy, a kiedy. Dlatego nie chcę dziecka i wielu rzeczy, bo wiem, że to ze mnie wyjdzie i wychodzi cały czas.

    W 2017 byłem spotkać się z Klaudią, poznaną w necie i się przy niej rozpłakałem, bo zrobiła coś, co robiła ze mną matka w latach 90. Ja nad tym nie panuje, ja już kurwa mam PTSD i mi odpierdala w określonych momentach, jeśli te momenty mi przypominają to co przeszedłem. Jak żołnierz wraca do domu z frontu i słyszy strzał, to też mu odpierdala i myśli, że to strzały.

    Ludziom wydaje się to łatwe, wyjdź do ludzi, pobiegaj, znajdź sobie dziewczynę, pracę za 15k.

    W internecie pewnego razu znalazłem prawnika, chciałem swoją matkę pozwać, przedstawiłem mu swoją sytuacje i ogólnie opis mojej historii i powiedział, że do tej pory w tym kraju nie padł wyrok tego typu, ale to jest akurat uwarunkowanie społeczne. Tak kurwa jest! Bo w tym kraju zawsze było przyzwolenie na znęcanie się nad innymi! Nad dziećmi, czy każdym innym, a jak się ktoś nie znęcał na Tobą drogi czytelniku na jakimś etapie życia, to jesteś cipa rurkowiec.

    Lata potem sam poszedłem do psychiatry, ale gówno mi to dało.

    Siódmy wpis.

    https://www.wykop.pl/link/4174511/comment/52853245/#comment-52853245

    Ósmy wpis.

    https://www.wykop.pl/wpis/29354921/depresja-samobojstwo-neurologia-psychologia-psychi/

    Dziewiąty wpis.

    https://www.wykop.pl/wpis/29474781/depresja-jak-osiagnac-tutaj-sukces-rozowy-leca-wia/

    Dziesiąty wpis.

    https://www.wykop.pl/link/4174511/comment/52861311/#comment-52861311

    11 wpis.

    https://www.wykop.pl/link/4167087/comment/52744003/#comment-52744003

    Pewnie coś zgubiłem.

    No i to by było na tyle, planuję tylko jeszcze 1 wpis o dziwce, żeby zdać relację i to tyle.

    Tym co mnie zmotywowało do napisanie tego gównowpis, to ciągle pojawiające się inne gównowpisy o treści, biorę leki, już mi lepiej.

    Trzeba być nieźle spierdolonym, żeby myśleć, po przeczytaniu tego, że mi jakieś pierdolone tabletki, terapia, szpital, czy cokolwiek innego pomoże! KURWA!

    Nie macie pojęcia co to depresja, w sumie nie macie pojęcia o niczym. Wyruchacie 5 lasek w tygodniu, zamiast 7 "o kurwa ale mam depresję", kupicie sobie Porshe zamiast Ferrari "ja pierdolę mam depresję", na wakacje jedziecie do Hiszpanii do 4 gwiazdkowego hotelu, zamiast do Francji i 5 gwiazdek "jebać takie życie, mam depresję". Zarabiacie 15k, a w następnym miesiącu 14k "jestem takim biedakiem, mam depresję". Powiem tak, właśnie takie wpisy sprawiły, że spierdoliłem, ale wróciłem i mam już dość. Chciałbym naprawdę mieć takie problemy, nie wiedzieć, czy ubrać czarne, albo szare spodnie na imprezę "depresja". Przeglądam ten tag długo, bardzo długo, anonimowe wyzwania też i chyba 1 wpis na 1000 czy rzadziej, to jakaś konkretna historia, a reszta wypierdalać. W dupę sobie te tabletki wsadźcie.

    Pozdrawiam ¯\_(ツ)_/¯.
    pokaż całość

    •  

      @Szeata_Bydlo: @lilost: podpisuje się pod tym wystarczająco dużo postów tutaj przeczytałem żeby poznać te słuszne.

    •  

      @Szeata_Bydlo: Zdaję sobie z tego sprawę i to jest najgorsze, świadomość, chociaż akurat w moim ogólnie otoczeniu szkolnym to takich jak ja było mało, raptem garstka, reszta jako taka ułożona z rodzicami, którzy stali za swoimi dziećmi murem, a nie byli nim. Moje kolejne przebudzenie, to były praktyki w pogotowiu i potem wolontariat, też w pogotowiu, ale niestety wyjazd się nie udał i porzuciłem to. Te wyjazdy dużo mi dały, ale jedynie w sensie negatywnym, bardziej otworzyły oczy, mi się nie pogorszyło [bo nie może być gorzej], ale uzmysłowiło mi to jak duża skala dziadostwa występuję w społeczeństwie, pozytywów też trochę było. Ze znajomymi podczas lat szkolnych wymienialiśmy się opowieściami co robią z nami rodzicie, czy pokazywaliśmy sobie nawzajem siniaki i inne ślady. Po jakimś czasie w miarę dostania, to minęło, pewnie zaczęło do nas docierać, że nie ma w tym nic śmiesznego. Pewne osoby widuję i nie ma się czym chwalić tak naprawdę, też są w tym samym miejscu co ja, cała masa rozjechała się po świecie, nawet i ci którzy się jakoś wyróżniali, wrócili do szeregu.

      Ty powinienes pisac - swietnie sie Ciebie czyta i nie mowie tak dlatego, ze uooo, chlop w depresji to jebne jakis randomowy komplement. Studiowalam literaturoznawstwo ( nie skonczylam, wiadomo ), duzo w zyciu przeczytalam i potrafie ocenic czyjs talent.

      Jak bym dostawał 1 grosza za każdym razem jak to słyszę, to byłbym milionerem ( ͡€ ͜ʖ ͡€), taki żarcik. Coś w tym musi być. Zaczęło się w szkole podstawowej właśnie, dziwna sprawa. Dyktanda szły mi tragicznie, a nawet i pisanie na pamięć, jak patrzyło się na tablicę i potem na kartkę. Wypracowania, reszta tekstów, podobnie. W sumie ze wszystkim mi w szkole źle szło. Pamiętam zajęcia muzyczne, zawsze miałem trójkąt, a i to źle robiłem. Mam swój życiorys spisany, ale to wymaga wkładu i jeden projekt, który porzuciłem. Chciałbym odpowiedź na CV dostać, to by mnie psychicznie uspokoiło, jakiś punkt zaczepienia by był i można by pisać, coś tam i robić, różne rzeczy, ale przegiąłem z oczekiwaną kwotą netto i ogólnie brutto ( ͡º ͜ʖ͡º), taka kasa to nie tutaj w gównopraca.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #depresja #praca

    Dodam wpis, staram się ograniczać, żeby nie zaśmiecać, albo pisać u siebie na profilu. Cóż ostatnio zrobiłem... wyszedłem trochę z domu, na miasto, do sklepów, byłem u kosmetyczki plecy+ramiona.

    Wahania nastroju, widoczne we wpisach, jednego dnia może być na +, a inne a chuj z tym i -.

    Dziś sobie siedziałem i się poryczałem, od tak, wyszło ze mnie.

    Wysłałem ostatnio w sumie 5 CV, niemal puste, nie ma się czym chwalić, bez zdjęcia, takie jakiego używałem na zachodzie, bez listu motywacyjnego, takie coś można pisać o posadę za 15k, a nie 1,5k. Nie jestem niewolnikiem, jakiś pomiotem, któremu ktoś rzuci kilka zł i będzie podskakiwać. Gównopraca, sklepy takie i inne, w 2 chyba nie było mowy o stawce, wiemy dlaczego, w reszcie był wybór, a nawet i oczekiwana stawka godzinowa i chyba nikt nie myśli, że wybrałem 1.500 zł ( ͡º ͜ʖ͡º), czy wpisałem najniższe kwoty? Za tyle to Ukrainiec, Białorusin [których coraz więcej], za jakiś czas biorąc przykład chociażby z UK będzie pełno Hindusów, albo innych Azjatów. Ewentualnie dla ludzi z jakimś upośledzeniem umysłowym, lub np. wypłata "tego typu" dla uszatego. Tak naprawdę, to ja chyba oszukuję sam siebie, to jest Polska, kraj w którym się trzeba prosić się o pracę, prosić o pieniądze, chyba, że jak z tego mema z małpą, "za naszych czasów..." i ten drugi "będziesz mieć do portfolio", jeszcze ta grupa "było się uczyć" (ง ͠° ͟ل͜ ͡°)ง. Ja się nie łudzę, że ktoś zadzwoni i napisze. Bezrobocie jest duże, to prawdziwe, a nie podawane do publicznej wiadomości. Desperatów sporo, bieda też, chociażby ostatnio w autobusie, jakaś baba się żaliła do kogoś tam przez telefon, że kasy brak i musi pożyczyć. To jest potencjalny pracownik, a nie ja.

    Byłem w UK i wróciłem, 5 lat minęło i żałuję, tam źle, tu źle, ale jednak mniejsze zło, jest lepsze. Teraz się zastanawiam w sumie co robić, czy iść, ten 5 już raz do lasu i próbować się zastrzelić, czy co, w Polsce nie widzę dla siebie miejsca. Gównopraca nie pozwoli mi nawet się wynieść do innego miasta. Patrząc na kwoty wynajmu od 1k, do 2k i wzwyż. Dużych wymagań nie mam, ale też i w piwnicy, czy pokoju z kimś mieszkać nie chcę. Za granicę może, tak się zastanawiam, Islandia, tylko ciota jestem i nie potrafię znaleźć legitnych ogłoszeń, ani nic. UK mi zbrzydło, kurs funta też poleciał. Takie mam jeszcze ostatnie podrygi, jeszcze coś iskrzy w środku, ale to już ostatek sił. Praca kierowcy wydawała mi się w porządku, B udało się zrobić, ale C już niestety nie i przerwałem. Mam kwalifikację na 5 lat, tylko na co mi ona.
    pokaż całość

    +: bamoos, P...u +2 innych
  •  

    Chuj, kurwa. Ledwie 20.02.2018 napisałem komentarz w znalezisku, co wyzwoliło we mnie chwilową euforię, potem plany, zakupy, wczoraj już wiedziałem, że to mija i zaczyna się zejście. Wczoraj również aplikowałem o pracę, wysłałem prawie puste CV, na wzór używany w krajach zachodu. Nie mam pojęcia nawet po co to zrobiłem, zupełnie, wiedząc, że to jest jeden z głównych powodów tego stanu rzeczy, brak pieniędzy. Robota, głodowa wypłata, przedłużenie bezcelowej egzystencji w której na nic nie mogę sobie pozwolić. Nawet przez chwilę miałem ochotę się tym pochwalić, że coś staram się robić i zmienić, ale to minęło, jak zwykle. Realnie, czym się tu chwalić, że właściwie już turlam się po dnie Rowu Mariańskiego? Nastrój tak szybko mi się zmienia, że nie warto nawet wspominać o wielu sprawach, skoro za chwilę będą one już przeszłością i historią. W ciągu ostatnich kilku dni schowałem pistolet, cały czas naładowany. Kupiłem nóż ze stałą głownią, dłuższy, akurat do dźgania i cięcia, 30 metrów paracord'u. Dziś, przed chwilą, wszedłem na YT i ja pierdole, po co. Natrafiłem na jakąś urodziwą niewiastę, ojciec Polak, matka Amerykanka. Dwa języki płynne, tak, że ja różnicy nie słyszę, do tego sobie podróżuje. Czuję się tragicznie, jak flak, dętka, albo fiut po wielogodzinnej masturbacji. Już dawno temu zauważyłem tą zależność. Moje marzenie od czasów małoletnich, wyjazd na stałe do USA i Amerykanka u boku, 30 lat minęło i nic z tego... Zielonej karty też nie udało mi się wylosować. Ja muszę po prostu wypierdolić na bezludną wyspę, bo nie mogę żyć wśród ludzi, chyba, że wszyscy będziemy tacy sami, będziemy lubić to samo, nie lubić tego samego, robić to samo i ogólnie, banda klonów z której nikt się nie będzie wyróżniać. Wkurwia mnie to wszystko. Z TV zrezygnowałem, z wszelkiej prasy drukowanej również, ale ten jebany internet pogarsza mój stan. Kiedyś życie było łatwiejsze mi się wydaje. Ludzie sobie żyli na tej swojej wsi, wiedza ograniczona, nawet i szkoła podstawowa to było aż nadto, proste prace i zajęcia, interesowali się tym co widzieli w zasięgu wzroku i jakoś leciało. Wcześniej o tym wspominałem, że świadomość zabija. Świadomość, że ktoś ma lepiej ode mnie, żyje życiem o jakim ja zawsze marzyłem, ma kobietę o jakiej ja zawsze marzyłem i wszystko inne. Mam ochotę iść się zajebać, znów. Chyba czasem śnię na jawie i coś mi się wydaje, że będzie dobrze, a potem internet, patrzę na tych ludzi wszystkich i to co oni mają, ja nie mam i mieć nie będę. Ostatnio poruszany temat, że depresja jest niezależna od stanu pieniędzy, to czemu pieniądze mnie cieszą, sama myśl posiadania ogromnych sum i te wszystkie możliwości, a bieda wręcz odwrotnie? Do Wina czuję chwilową odrazę, za dużo butelek ostatnio opróżniłem, 3 inne sztuki mocniejszego alkoholu w tamtym tygodniu wyrzuciłem i nie wiem czy nie pora na nowe zakupy i potem na przechadzkę do lasu. Jak ma ma mi niby psychiatra pomóc, leki i terapia? Dejta mnie milionuf, a nie... W lotka też grałem i nic, kilka stów udało mi się tylko wygrać. pokaż całość

    +: Cronox
  •  

    #depresja

    Jak osiągnąć tutaj sukces? Różowy = lecą+, wiadomości, ogólne wsparcie, zainteresowanie, chęć pomocy. Niebieski = idź się zabij atencjuszu.

    2016: 5 405 osób, 4 638 to byli mężczyźni, 767 kobiety.

    Wszyscy macie krew na rękach, bo jesteście niczym innym jak obłudnikami.

    Niestety wykop to odzwierciedlenie społeczności. Królewny wynosi się na piedestały, buduje pomniki, czerwone dywany rozkłada, życie.

    Sugeruje każdemu niebieskiemu założyć nowe zapasowe różowe konto i pisać z niego, bo inaczej wszyscy będą mieli na was wyjebane ( ͡° ͜ʖ ͡°).
    pokaż całość

    +: plusbot4001, J.............y +2 innych
    •  

      @lilost: wykop to festiwal prawiczków i atencyjnych lasek których kreci to że stulejarze dają plusy. Ale ty nie jestes lepszy bo sie spuszczasz nad nimi jakby to cokolwiek miało zmienić.
      Kupiłeś bilet? Oglądaj małpki ale ich nie karm i nie wkładaj rąk do klatki.

    •  

      @lilost: Nie bierz tego do siebie, ale czy ty naprawdę masz depresję, bo to mi wygląda na jakiś uraz do świata który nie chce zainteresować się twoimi problemami. Przecież ludzie są samolubni i każdy patrzy tylko na siebie. Różowe dostają plusy bo stulejarzom wydaje się że jakimś cudem dzięki temu uda się zaliczyć (jakim, nie wiem). Zresztą takie zachowania są nie tylko na wykopie ale na wielu innych portalach. Poza tym zawsze myślałem że depresja polega na zobojętnieniu wobec świata i w tym stanie nic cię nie cieszy ale też nie jest w stanie cię doprowadzić do rozpaczy. Właściwie to wegetujesz nie mając ochoty na jakikolwiek kontakt ze społeczeństwem przez co ograniczasz go do niezbędnego minimum.
      Co do samobójstwa w depresji to nie rozumiem też jak można odejść z żalem do świata. W moim odczuciu ostatnie chwile powinny być przyjemne: zjeść ulubione danie, napić się dobrego alkoholu, puścić dobrą muzykę, być może nawet wypalić cygaro. Sam moment wg. mnie jest aktem w którym, świadomy tego że osiągnąłeś już wszystko co miałeś osiągnąć, pozbawiasz się życia bez strachu, żalu czy smutku. Aktem w którym cieszysz się że to ty zdecydowałeś kiedy twoje życie się kończy, a nie jakiś czynnik zewnętrzny (choroba, wypadek). Aktem w którym wiesz że nie będzie cię już na tym świecie ale mimo to chcesz to zrobić i robisz to z ochotą.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    #depresja

    Przeglądając szufladę znalazłem paragony.

    Paroxinor, Ranofren [rok 2015]. Lamitrin, Fluanxol [rok 2016]. Depakine, Sulpiryd [2017]. W którymś tam roku jeszcze był Trittico.

    Jak by ktoś pytał jak efekty, nie wiem, przeważnie po kilku łyknięciach przestaje brać, w moim przypadku brak leków nie jest powodem występowania problemów ( ͡° ͜ʖ ͡°), więc branie leków na coś, czego nie mogą zmienić, bo nie istnieje, mija się z celem, ale weź to wytłumacz ludziom... pokaż całość

    +: Cronox
    •  

      @lilost: leki działają,a jak nie to wal na terapię np po mdma lub grzybach.Stary wierze w Ciebie,dasz radę... Trzymam kciuki,jeżeli szukasz pomocy wal na pw.Jestem/bylem w podobnym miejscu, mi się udało Tobie może też... Trzymaj sie

  •  

    #depresja #samobojstwo #neurologia #psychologia #psychiatria #swietokrzyskie #kielce

    Wpis długi, odnoszący się do tego co napisałem przed usunięciem poprzedniego konta jakoś pod koniec października. Powrót czysto spontaniczny, dokładnie to samo co ostatnio robiłem, ale także pokazujący co się ogólnie dzieje z takimi ludźmi jak ja i jak zapatrują się na pewne rzeczy.

    Ostatnio poruszony przeze mnie temat, to testowanie pistoletu czarnoprochowego. Teraz ogólnie będzie więcej informacji. Jakieś 2 tygodnie przed swoimi 30 urodzinami, postanowiłem w końcu sprawdzić czy działa. Wcześniej wszystko zaplanowałem i przygotowałem, jednak jak to u mnie bywa… impuls i wszystko poszło się jebać. Poszedłem, przechodząc obok Dyckerhoff Beton Polska Sp. z o.o., w stronę pobliskich terenów. Wybrałem je głównie dzięki temu, że są w miarę puste, bez ludzi, na skraju osiedla. Trzęsły mi się ręcę, wyjąłem pistolet, nałożyłem kapiszon, strzał. Odrzut znikomy, potem dym, huk poczułem w uchu, echo wystrzału rozeszło się po okolicy, psy zaczęły szczekać. Jeśli ktoś to słyszał, przepraszam, naprawdę, mieszkańców okolicy ul.Malików. Po wszystkim wróciłem do domu, planować kolejne podejście.
    13 grudnia nastał. Bębenek ma miejsce na 6 kul, załadowałem całość i poszedłem, tym razem dalej, oczywiście znów w stronę terenów odległych. Dogodnym miejscem, tak mi się wydawało, okazał się lasek w pobliżu rzeki Sufraganiec. W sumie zajęło mi wszystko z powrotem ponad 2 godziny, z czego po przybyciu na miejscu, po jakiejś chwili zacząłem się śmiać, a potem uklęknąłem i zacząłem płakać. Strzeliłem raz, techniczny problem. Pewna rzecz nie dawała mi spokoju. Wróciłem do domu i kiedy zobaczyłem i usłyszałem swoją matkę, stwierdziłem “powinienem się zajebać”. Tego samego dnia, umówiłem się, ze swoim psychiatrą [Marta Cholewicka]. Pierwszy wolny termin był na 03.01.2018, napisałem w wiadomości co się stało i udało mi się dostać termin na 15.12.2017 o godz. 8.00 [przyjmuje na ul.Wspólna 1/2]. Pojawiłem się, no i niestety zgrzyt. Jednakże, zanim rozwinę ten temat, muszę stwierdzić, iż nie mam najmniejszego pojęcia dlaczego zgłosiłem się na wizytę, skoro każde spotkanie zawsze przebiega tak samo, z równie podobnymi rezultatami. Na miejscu wyszło na to, że ostatni raz byłem 2 lata temu, miałem ze sobą sznur, oddałem go Pani dr, gdyż mi nie był już potrzebny. W żadnym miejscu w którym byłem, nie było odpowiednich drzew na których mógłbym się powiesić. Miałem także ze sobą swoje zapiski i list pożegnalny, które zostawiłem. Pani Marta miała się ze mną skontaktować na początku przyszłego tygodnia i to omówić, jednak nic takiego się nie stało. Zabrałem także buteleczkę z rozdrobnionymi wszystkimi swoimi tabletkami. Teraz powracając do tego, dlaczego moja wizyta okazała się być niewypałem. Wcześniej wizyty były godzinne, ja mam co powiedzieć i po to głównie przychodzę, chcę żeby ktoś mnie wysłuchał. Kurwa, 30 lat czekam i szukam kogoś, kto by chciał mnie wysłuchać, może ktoś by mi coś doradził, albo nie wiem, cokolwiek. Godzinne spotkania zostały skrócone do 30 minut, kilka pytań i recepta, czyli kolejna wyjebka, znowu sugerowanie mi szpitala, po raz kolejny musiałem napisać “nie zgadzam się na pobyt w szpitalu psychiatrycznym + podpis”, potem tradycyjnie leki [teraz padło na: Sulpiryd, Depakine], które w żaden sposób nie zmienią mojej sytuacji, ani nic, sugerowanie terapii. Zapytałem o eutanazję, ale odpowiedź odmowna. W ciągu tych kilkudziesięciu minut udało mi się coś tam powiedzieć, ale to kropla w morzu moich potrzeb. Myślę, a nawet i wiem, że Pani Marta już podchodzi do swoich pacjentów, jak do klientów, a nie ludzi w potrzebie, patrzy na nich przez pryzmat książkowej regułki, szufladkuje. Skończyło się osobiste podejście. Teraz jest “dzień dobry, co się stało, recepta, 100 zł, wypierdalaj”. Źle się po tym poczułem, bardzo, oczywiście wspominałem, że to nie koniec i kwestia czasu zanim znów pójdę do lasu.

    Zrobiłem to w następnym tygodniu. Za każdym razem wybieram inne miejsce, teraz padło na ul.Białogońska i pobliskie tereny. Dzień wcześniej kupiłem sobie wino, a wspomniany wcześniej miks tabletek, zmieszałem w drugiej butelce z resztkami trunku. Szedłem wzdłuż drogi, aż w końcu znalazłem kilka drzew i usiadłem sobie pod jednym z nich. Wyjąłem wino i zacząłem pić. Po jakimś czasie było mi tak zimno, iż zacząłem się trząść, drugą butelkę zostawiłem na miejscu i tak włóczyłem się ok. 6 godzin po Kielcach. Powrót do domu i wtedy się zaczęło, łzawiły mi oczy, katar, kaszel, temperatura, minęło po kilku dniach.

    Powitałem kolejny tydzień, jako wciąż żywy człowiek i nie powinno nikogo dziwić, że znów wyruszyłem do lasu, tym razem po raz 4. Znów ta sama droga, znajome okolice, tradycyjnie jeszcze dalej, w okolice Brusznia. Problem polegał jednak na tym, iż zboczyłem celowo z drogi, aby wejść w głąb lasu i gdzieś tam sobie przycupnąć i się zastrzelić. Natrafiłem jednak na metalowe druciane ogrodzenia, gdzie tylko spojrzeć z wąskim przejściem. W pewnych miejscach były drabinki, nie mam pojęcia po co to wszystko. Trochę pochodziłem, zacząłem myśleć o dziwce, którą sobie upatrzyłem na Roksa.pl, wokół mnie coraz ciemniej, zimniej, aż w końcu wróciłem.

    Za każdym razem jak wychodzę, czuję się świetnie, nastaje błogi spokój i japa sama mi się cieszy, ale na miejscu, czuję co innego. W mojej głowie jest pełno myśli pokroju “a może gdyby”, “jest tyle możliwości, to nie może tak się skończyć”, “muszę jeszcze to zrobić” i inne tego pokroju, ja się nie bronię, to broni się coś w mojej głowie, jeszcze, chociaż za każdym razem posuwam się coraz dalej i wiem, że za którymś razem już tam zostanę. Więc idę do tego kurewskiego lasu, wyjmuję ten pistolet i przykładam sobie go tu i ówdzie, przeważnie do czoła pomiędzy oczami [wcześniej myślałem o sercu] i myślę, ale za chwilę dochodzę do innych wniosków. Wszystko jest takie dziwne. Prawdę powiedziawszy, to ja nawet nie pamiętam dokładnie dat, kiedy wychodziłem. Czuję się jak by od tych wydarzeń minęło już kilka lat, a przecież nie minął nawet i miesiąc. Gdzieś gubię dni i naglę dociera dociera do mnie, że np. jest środa, a mi wydawało się, iż jest poniedziałek. Mój sen się pogorszył, tu również czasem kładąc się, nie mam pojęcia kiedy się budzę, często wstaje, albo leżę bez możliwości zaśnięcia do np. 5, a 8 odpływam, czy budzę się o 15.

    Psychiatra, tradycyjnie drążył w kierunku schizofrenii, jednak jest mi to obce, chociaż ostatnio zacząłem się zastanawiać, czy ja, jestem jeszcze sobą, czy już nie, ile jest mnie we mnie? Co do wielu rzeczy nie ma wątpliwości, dwubiegunowa wygrywa, wahania nastroju, jak nigdy i to właśnie wtedy wychodzę do lasu. Od tak, bez powodu, jakiś impuls i idę, a na miejscu do mnie dociera gdzie jestem i co chciałem zrobić.

    W tym tygodniu przyszła do mnie kurtka w kamuflażu Flecktarn, co prawda za duża o jeden rozmiar, wydawało mi się, że lepiej będzie jak wezmę te kilka cm na zapas, ale wyszło inaczej. Mam w sumie już gotowy zestaw i wkrótce znów idę się przejść, tylko nie wiem zbytnio które okolice teraz wybrać. Na pewno wejdę gdzieś głęboko w las, znajdę sobie jakąś dziurę. Przez ostatnie wichury jest sporo połamanych gałęzi, zbiorę je, przykryję się i zdechnę. W liście pożegnalnym i reszcie moich zapisków oznajmiłem, iż nie chcę pochówku, dla mnie będzie lepiej jak zgniję w lesie. Tym razem nic nie zabiorę poza dokumentami, nie chcę mi się nosić tyle papieru, mieć zajętę ręce, na kompie folder jest już przygotowany, tylko pewnie znów trzeba będzie nieco zmienić treść. Format też zrobiony, dysk zewnętrzny ma trochę zawartości, ale specjalnie zostawiłem na nim pierdoły, wszystko co miało wartość jest usunięte.

    Dzień następny i kolejny jest już za mną. Poprzednio dodawałem mniejsze wpisy w przeciągu kilku dni, teraz ograniczę się do 1 dłuższego, konta nie usunę, zostawię to wszystko.

    Ostatnio często słucham One More Light - Linkin Park, albumu, który swoją drogą nie zachwyca, a wręcz przeciwnie. Kilka utworów jakoś się wybija, ale nie ze względu na aranżację, a tekst, jeśli chodzi o całokształt, to tytułowe One More Light wyciska ze mnie łzy. Przesłuchałem w bieżącym tygodniu całą dyskografię LP, jednak tym razem wsłuchałam się w tekst i szukałem drugiego dna. Osobiście, potrafię się w tym wszystkim odnaleźć. Problem polega jednak na tym, że jako osoba, która ma 30 lat, co jakiś czas przychodzi mi zmierzyć się ze śmiercią kogoś, kogo co prawda realnie nie było mi dane poznać, ale w jakiś sposób był częścią mojego życia. Jeśli zgon wystąpił z przyczyn naturalnych, wtedy mniej mnie to rusza, co innego samobójstwo. Ludzie, którzy można by rzecz mieli wszystko, wybrali takie, a nie inne wyjście. Byli przykładami, nie wiem jak to ująć w słowa, z racji tego, że wychowałem się bez ojca, patrzyłem na pewnych ludzi w określony sposób, iż oni zawsze będą. Okazuje się być inaczej, ich już nie ma, a ja wciąż trwam. Może to jest właśnie powód dla którego wtedy w lesie się rozpłakałem? Wcześniej tego samego dnia, dodałem wpis na Facebook’a, głównie była tam zbieranina ludzi napotkanych gdzieś w internecie, kilka ze świata realnego. Wziąłem ze sobą telefon, z każdym krokiem coraz mniej wierzyłem, że ktokolwiek zadzwoni. Liczyłem na pewną osobę, ale cóż, wyszło inaczej. Do dziś, brak kontaktu z niczyjej strony. I w sumie jest mi tak dobrze. Niech myślą, iż zdechłem. Jeśli ktoś tutaj dotarł, to gratuluję. Wpis nie jest dla “atencji”, chyba. Gdybym chciał uwagi, to przez ostatnie ponad 15 lat nie zamknąłbym się kompletnie na cały świat, co jak pisałem wcześniej na starym koncie, pozwoliło mi oszukać wszystkie osoby z jakimi miałem doczynienia. “Jestem niczym teatralny aktor, przywdziewam maskę i odgrywam swoją rolę.” Taka prawda, ludziom trzeba wiele rzeczy mówić wprost, a ja akurat zawsze działałem odwrotnie. Mówiłem, robiłem, zachowywałem się tak jak oni tego chcieli, dzięki czemu przestali mi pomagać, niektórzy tak to sobie tłumaczyli. Dla mnie było do kompletnie przeciwne odczucie. Nie można kogoś zamykać w szpitalu i mówić, że to dla jego dobra i robić całej masy innych rzeczy, tylko dlatego, iż Tobie wydaje się... . Czy ja jestem jakimś zwierzakiem, czyjąś własnością? Nie chcę nic nikomu mówić, nie chcę iść po pomoc, chciałbym, żeby to mnie ktoś odnalazł i do mnie wyciągnął rękę, zwracam uwagę na detale. Często się wycofuję, nie chcę brać udziału w wyścigu szczurów. Świat rządzi sie jednak pewnymi prawami i jeśli nie biegniesz z motłochem, to kończysz samotnie, nie liczy się kto ma rację, wszystko przestało mieć znaczenie. Presja społeczna również robi swoje. Chciałbym być różowym paskiem, patrzeć na tych wszystkich rycerzy, którzy przybyli pod mój blok chcąc mnie uratować, ale jako niebieski, mogę tylko zasilić policyjną statystykę i być poświewiskiem samców alfa.

    Czasem chciałbym kogoś zranić, chciałbym, żeby ktoś na chwilę mógł być mną, albo przeżyć to co ja. Odnoszę takie wrażenie, że to mnie tutaj trzyma, fakt, iż nikt, dosłownie nie zauważy mojego zniknięcia, nikt nie zapłacze, nie powstrzyma mnie przed tym wszystkim. Wielokrotnie zastanawiałem się, czy nie skończyć gdzieś w miejscu publicznym, specjalnie, tylko po to, żeby ktoś zareagował. To ma sens, chwilowy, a potem co? Deja vu i powrót do rzeczywistości. Wymuszone ludzkie reakcje są nic niewarte, z tego też powodu lepszy jest las. Umrzeć samotnie, tak jak i żyłem samotnie. Co mi po takich ludziach, którzy teraz są, a za chwilę już ich nie będzie? To boli bardziej niż samotność. Przerabiałem już takie relacje. Dokładnie tak samo jest z osobami, które są niby od pomagania. Nie wiem ilu już psychologów i psychiatrów przerobiłem. Zawsze zaczyna się i kończy tak samo. Wizyta raz na ileś tam, siedzisz te 30 minut, czy tam godzinę i tyle, wychodzisz. Człowiek jest pozostawiony sam sobie. Odnośnie Pani Marty Cholewickiej, odradzam jeśli ktoś jest w stanie podobnym do mojego, ale polecam jeśli ktoś ma błahe problemy i żyje w matrix’ie będąc przekonanym, że tabletka to wszystko to czego im potrzeba.

    Kilka dni temu na głównej był wpis o tym, że ludzie w depresji są realistami, natrafiłem też na kilka ciekawych wpisów.
    Sporo osób twierdzi, że z tego co mi dolega łatwo wyjść, przykładów cała masa, chociażby znajdź sobie hobby, zajęcie. Mam, zawsze miałem, tylko nigdy nie byłem w stanie tego realizować, u mnie w mieście niestety tego nie ma. Inne rzeczy owszem, ale przeważnie odbijam się od tego, przez brak pieniędzy. Idąc dalej tym tropem, pewnych rzeczy po prostu mi się nie chce nie robić, bo nie dość, iż są bezcelowe, to nie odczuwam kompletnie nic. Od grudnia, do chyba ostatnich kilku dni nawet konia nie waliłem, ostatni raz tak długą przerwę miałem ponad 15 lat temu. Jeść też mi się nie chce, ani pić, nic. Pewne rzeczy można by zmienić jak bym miał jakieś towarzystwo, tak mi się wydaje, ale to może być błędne założenie. Może ja tylko sobie tak to tłumaczę, a jak by przyszło co do czego, to by się skończyło jak zawsze. Zawsze byłem marzycielem i szukałem perfekcji, gardziłem tym czym nie powinienem, nie korzystając. Patrzyłem gdzieś tam na odległy horyzont, cały czas wmawiając sobie, iż wkrótce tam się znajdę. Teraz niestety wiem, że nie warto patrzeć przed siebie w dal, a prosto pod nogi. Nie wybrzydzać, aż tak, żyć dniem dzisiejszym. W pewnym okresie swojego życia miałem takie podejście, iż nie warto z byle kim, ani byle czym. Potem trafiła się Justyna ze Skarżyska Kamiennego. Nic nas kompletnie nie łączyło. Napisała do mnie na Gadu-Gadu, a ja to dalej pociągnąłem. Kilka spotkań i w sumie tyle. Gorzej mi było z nią, niż samemu. To wszystko sprawiło, że jednak utwierdziłem się w tym, iż nie może być mowy o przypadku w moim życiu i byle jakich wyborach, czego jak widać dzisiaj żałuję. Cały czas uważam, że to podejście dobre, ale w mojej kwestii, kiedy nie ma nic, lepsze jest cokolwiek. Problemy w domu i inne takie, przymusowy wyjazd do Warszawy, ośrodek San Damiano w Chęcinach [Iwony nigdy nie zapomnę]. Justyna była mi najbliższa, co oczywiście nie podobało się nikomu, matka wmawiała mi jakieś rzeczy pokroju, że ona jest chora, nie dla mnie i żebym ją zostawił. Dzwoniła do niej. Najgorszy okres mojego życia to były właśnie te lata. Dużo osób miało przez mnie nieprzyjemności, przez co izolowałem się od nich, żeby nie mieli problemów, aby moja sytuacja w domu im się nie udzielała. Po jakimś czasie skończyłem z Justyną i wygarnąłem jej też prawdę. Po latach kiedyś tam do mnie napisała, iż chce wrócić, oznajmiła nie wiem czemu "już nie jestem dziewicą", jednak dla mnie to był koniec. W sumie poznawałem jakieś tam dziewczyny, zawsze było jakieś ale, zawsze, za każdym razem i tak się skończyło, że mam 30 lat jestem prawiczkiem i umiem konia walić oburącz. Nie warto było, trzeba korzystać, brać to co jest. Teraz rozumiem dlaczego ludzie narkotyki biorą i są alkoholikami, ten świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia, a jak ktoś sobie spierdoli życie, to do końca swoich będzie ponosić tego konsekwencje. Najgorsze w tym wszystkim to, że światem rządzi przypadek. Jeden będzie synem Donald'a Trump'a, a drugi dzikusem biegającym z fiutem na wierzchu, dzidą w łapie, ganiając małpy w lasach Amazonii. Żałuję, że zawsze gardziłem. Powinienem korzystać jak była okazja, jebać, pić, ćpać. Nie mam żadnych wspomnień. Na portalach całe lata byłem zarejestrowany, ostatnio się jakaś niedorozwinięta odezwała, na grupach Facebook wcale nie lepiej. Samotnie matki, czy wiekowo do mnie zbliżone. A jak nawet się kogoś pozna, to co robić. Pytania i inne takie. Z doświadczenia wiem, że kłamstwa kiedyś wyjdą, a jak prawdę powiem, to już na starcie do siebie zniechęcam.

    Zawsze o tym powtarzałem, żyję przeszłością, mam dziurę w rzeczywistości i tego nie da się nadrobić, tych wszystkich lat. Wpadłem w wir. Nie da się ruszyć do przodu.

    Prawdziwa miłość istnieje, Kotwicz i cała masa osób, która kogoś sobie znalazła, ale nie mam już siły szukać, na nic. Chyba tylko z litości ktoś by chciał się ze mną spotkać, albo jak bym płacił.

    Rozważałem nawet udział w "Mirek szuka żony", ale po chwili do chodzi do mnie, że jest cała masa lepszych kandydatów i nie warto w to brnąć.

    Dziś 16.01.2018, kolejny bezdech senny, w ciągu ostatnich dni, to 3 raz, tiki nerwowe podczas snu też się nasiliły, najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam nad tym kontroli, nie panuje nad tym, a wszystko czuję.

    No i to by było na tyle. Zebrało mi się jakoś na podsumowanie.
    pokaż całość

    •  

      @lilost: zaufaj mi podpowiem co Ci pomoze Energia Drzew.....BUK pomaga odzyskać pewność siebie, uspokaja; pozytywnie wpływa też na naszą koncentrację, pobudza krążenie. Jeśli straciliśmy pogodę ducha, kontakt z tym drzewem pozwoli nam ją przywrócić. O przytuleniu się do buka powinni pomyśleć przede wszystkim pesymiści, osoby „po przejściach” oraz ci, którzy nie radzą sobie ze stresem. ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚ BRZOZA uważana za najbardziej przyjazne drzewo człowiekowi – neutralizuje szkodliwe promieniowanie i tak jak buk – uspokaja, napełnia wewnętrznym spokojem. Brzoza może też wzmocnić nasz organizm, zlikwidować napięcia, przyspieszyć gojenie ran. Kontakt z tym drzewem polecany jest szczególnie osobom, które nie mogą pochwalić się dobrym samopoczuciem, i tym, którzy szukają inspiracji twórczej. Iteraz cos w co ja wierze brzoza jest wstanie pochlonac Twoja chorobe ....NIE MUSISZ SIE DO TYCH DRZEW PRZYTULAC WYSTARCZY ZE KILKA MINUT DZIENNIE OPRZESZ SIE O NIE , POSIEDZISZ POD NIM pokaż całość

    •  

      @iwaify: tak, siedzenie w samotności na pewno pomoże osobom w depresji. Weź się rozpędź i uderz głową w lipę - podobno drzewo to znacząco odświeża umysł.

    • więcej komentarzy (9)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika lilost

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)