•  

    Jak zacząć czytać książki w obcym języku?

    pokaż spoiler To bardzo proste. Po prostu zacząć.


    A tak serio to sprawa jest trochę bardziej skomplikowana.

    Zanim w ogóle zacznie się czytanie w języku obcym książek, to trzeba wyrobić sobie jakąś podstawę.
    W moim przypadku było to czytanie komiksów, bądź oglądanie filmów/seriali z napisami w danym języku.

    Początki są ciężkie, bo czytanie w taki sposób wydaje się być bardzo nienaturalne.

    Z naukowego punktu widzenia potrzeba 60 dni, aby organizm/mózg się przyzwyczaił do nowego środowiska.
    I mi się wydaje to być prawdą.

    Niektórzy z was mogli mieć dany język w szkole, więc na pewno też nauczyliście się czegoś tam na lekcjach niemieckiego, włoskiego, bądź francuskiego, więc jako tako podstawy jakieś powinniście mieć. O angielskim nie wspominając, bo wydaje mi się, że stał się on bardzo powszechny przez internet.

    Ja mimo wszystko po 10 latach nauki angielskiego miałem problemy z przestawieniem się na regularne czytanie w tym języku.

    W 2013 roku dowiedziałem się o istnieniu książki Mastery od Roberta Greene. W tamtym okresie byłem zafascynowany samodoskonaleniem się, dochodzeniem do mistrzostwa, etc. więc chciałem koniecznie ją przeczytać.

    Niestety nie było polskiej wersji... więc po części byłem zmuszony ją przeczytać w wersji angielskiej.

    Początki są ciężkie, ale motywacja była duża, bo jednak bardzo interesujące fakty są w tej książce zawarte.
    Bo jej skończeniu zdałem sobie sprawę, że czytanie po angielsku nie jest wcale takie złe... więc zacząłem od tej pory czytać książki jedynie po angielsku.

    I tym sposobem byłem też w stanie czytać S. Kinga w oryginalnej wersji. Zacząłem od Mr. Mercedes i tak jakoś kolejne książki też łapałem w tym języku.

    Po jakimś roku uznałem, że skoro mogę czytać książki w oryginale, to nie muszę czytać po polsku. Dodatkowym argumentem był fakt, że moje angielskie słownictwo z każdą kolejną książką stawało się lepsze, więc tym sposobem łatwiej mi się czytało kolejne książki.

    Trochę takie błędne koło, gdzie najgorzej jest zacząć, ale jak się zacznie to przez fakt, że stajemy się coraz lepsi, mamy większą motywację robić to dalej.

    I tu byłby koniec historii, ale w 2014 roku wyjechałem do Niemiec.

    Chciałem koniecznie nauczyć się tego języka. Ale moje umiejętności leżały gdzieś pomiędzy niemieckim w gimnazjum i umiejętnością prostej komunikacji.

    Niemiecki jest językiem trudniejszym, niż angielski o jakieś dwa stopnie. Bo nie tyle problemem jest język sam w sobie, a dobranie odpowiednich książek.

    Próbowałem wtedy czytać 1984 Orwella, ale nie dałem rady. Nie rozumiałem co drugiego słowa. Zniesmaczony tym faktem zacząłem czytać komiksy Kaczora Donalda, Mammut (coś jak giganty w Polsce).

    Jak tak sobie pomyślę, to musiało to komicznie wyglądać jak dorosły człowiek w pociągu czyta komiksy dla dzieci, ale wtedy nie byłem w stanie czytać nic innego. Po jakimś okresie 2/3 miesięcy mój język i słownictwo było lepsze, więc mogłem czytać lokalną prasę.

    I pierwszą radę, którą mogę wam dać, to podczas wyboru książki, decydować się na nowsze publikacje.

    W 2016 kupiłem Neuromancera, Williama Gibsona. Książki z lat 70's, 80's, mają inne słownictwo, niż te współczesne, przez co czyta się je ciężej. Niemiecki jako język strasznie wyewoluował i zmienia się dalej, przez co ciężko dla początkującego je zrozumieć.

    3 lata później dalej mam problemy z czytaniem Neuromancera, ale jest lepiej ;)

    Za to współczesne pozycje (opublikowane po 2005 roku) czyta mi się o wiele łatwiej i czytając rozumiem jakieś 95% słów.

    Nie ma tyle archaizmów i słownictwo jest bardziej współczesne, przez to nie mam problemów z łapaniem kolejnych pozycji.

    Szczególnie książki Malcolma Gladwella są bardzo przystępnie napisane.

    Jedyną zauważalną wadą jest w tym wszystkim fakt, że czyta się wolniej.

    No ale motywacją jest umiejętność perfekcyjnie opanowania języka obcego, więc czy nad pozycją spędzimy 2 tygodnie, czy może miesiąc, nie robi aż tak dużej różnicy.

    Pocieszający jest za to fakt, że każda kolejna pozycja jest łatwiejsza w przerobieniu ;)

    Więc jak zacząć czytać książki w obcym języku?

    Jeżeli macie odpowiednio wysoką motywację, to wydaje mi się to być łatwiejsze. Jedyne co trzeba zrobić to się siąść i próbować. Starać się też ograniczać słownika, bo przez to magia czytania ucieka i ciężej jest wejść w "Flow".

    Starać dobierać pozycje odpowiednie do naszych umiejętności i próbować dzień po dniu.

    Po roku, dwóch nawet nie będziecie sobie zdawać sprawy, że czytacie w obcym języku, bo wasz mózg zdołał się do niego przyzwyczaić.

    Powodzenia!

    #ksiazki #czytajzwykopem #niemiecki #niemcy
    pokaż całość

  •  

    Nigdy nie lubiłem czytać.

    Jak nam pani w podstawówce, czy tam gimnazjum kazała coś przeczytać, to albo czytałem byle czytać nie rozumiejąc kontekstu, albo po prostu się przy tym strasznie nudziłem.

    Z takich książek co pamiętam, co choć trochę przeczytałem to był "Ten Obcy", "Dzieci z Bullerbyn" i chyba Robinson Crusoe.

    Wydaje mi się, że było to spowodowane po części przez system szkolnictwa.

    Poszło polecenie "za dwa tygodnie omawiamy w Pustyni i w Puszczy , więc mam nadzieję, że do tej pory wszyscy przeczytają tą książkę". Więc ja, jak to ja siadłem się i próbowałem to przeczytać, ale po godzinie byłem taki senny i zniechęcony, że rzuciłem książką w kąt i uznałem, co za głupotą jest czytać książki.

    Przez 20 stron opisywać jak wygląda krajobraz.

    I to nie był jeden raz. Potem musiałem przeczytać Krzyżaków i Quo Vadis.

    Nienawidziłem jego książek. Jak tylko widziałem przed sobą jedną z jego lektur to miałem w głowie jedno:

    "Sienkiewicz ty ch@j*!"

    Czytanie książek było dla mnie karą samą w sobie. Problemem, który pojawiał się średnio raz w miesiącu, bo właśnie na języku polskim omawialiśmy nową lekturę.

    W gimnazjum odkryłem coś takiego jak streszczenia, a w Technikum brałem streszczenia z internetu i potem już poszło z górki. No prawie... trzeba było przeczytać 20 stron streszczenia Pana Tadeusza, ale nawet streszczenie go nie pomagało.

    Czytanie streszczenia książek Adama Mickiewicza było porównywalne dla mnie z czytaniem opisu składu na domestosie.

    "Tak, tak, rozumiem słowa, ale kontekstu wcale".

    Wielki przełom nastąpił jak wyszedł pierwszy wiedźmin. Ja byłem wtedy jakoś pod koniec gimnazjum.
    Gra mi się bardzo spodobała, a na forum gry-online wszyscy polecali Sagę Wiedźmina i generalnie książki Sapkowskiego.

    Ja miałem już podejścia pod fantastykę. Kiedyś próbowałem przeczytać "Władcę Pierścienia" ale wydawało mi się to strasznie nudne. Podobnie jak Harry Potter, którego dostałem pierwszą część od rodziców na Dzień Dziecka.

    Zacząłem od Krwi Elfów. Pamiętam jak dzisiaj, że nie mogłem pojąć, czemu nie ma rozwoju akcji, tylko po prostu jesteśmy rzuceni w trwającą historię. Wiedźmin był książką, która była inna. Historia ta była ciekawa. A postacie były naprawdę dobrze napisane.

    Pamiętam, że pierwszą część przeczytałem w jakiś tydzień, bądź dwa tygodnie, wracając ze szkoły i całe popołudnie spędzając nad czytaniem. Do Świąt Bożego Narodzenia miałem przeczytaną całą Sagę, a gdy nastąpił Nowy Rok to miałem już przeczytane wszystkie książki, które dotyczyły Geralta z Rivii.

    Czytanie naprawdę mi się podobało.

    Potem zabrałem się za Mroczną Wieżę Stephena Kinga, bo akurat była dostępna w Miejskiej Bibliotece.

    Co prawda była ona strasznie zniszczona i brakowało jej kilku stron, ale nie przeszkadzało to w czytaniu jej i naprawdę czerpania z tego przyjemności.

    Potem doszło setki innych książek. Szczególnie upodobałem sobie S. Kinga, fantastykę i literaturę faktu.

    Potem doszło czytanie po angielsku, niemiecku... ale to może innym razem o tym napiszę, bo wpis już długi się zrobił :)

    Wydając Wiedźmina Sapkowski spowodował, że z osoby, która nienawidziła książek, od dobrych 10 lat czytam średnio 2 godziny dziennie, około 40/60 książek rocznie.

    A dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez książek.

    #ksiazki #ksiazka #wiedzmin #sapkowski #czytajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Impresjoniści to dopiero byli goście.

    Bo wyobarźcie sobie, że chcecie wejść na salony, a salony mówią wam, nie, wasza sztuka jest do kitu, więc postanawiacie założyć swoje własne.

    Wszystko zaczęło się 150 lat temu, gdzieś w paryżu. Grupka ziomków spotykała się w Café Guerbois, aby pić kawę i rozmawiać o sztuce. Kasy nie mieli nic, nie starczało kasy na jedzenie. Jednemu się lepiej wiodło ze sprzedażą sztuki, to pomagał drugiemu. Jak to ziomek ziomkowi.

    Do tej grupy należeli Edouard Manet, Edgar Degas, Paul Cezanne, Claude Monet, Camille Pissarro i kilku innych.

    Jak ktoś uważał na lekcjach Polskiego, malarstwa, czy co tam teraz się w szkołach wykłada, to wiecie, że byli to wielcy malarze impresjoniści i ich sztuka warta jest w dzisiejszych czasach milardy dolarów.

    No ale impresjonizm nie zawsze tak był widziany. Na przełomie 19 i XX wieku impresjonizm przez salony był uważany za gniot. Słaba sztuka, która wygląda jakby ktoś naładowanym pistoletem z farbą strzelał w płótno.

    Kiedyś na propsie były salony. Czym były salony?

    Były to wielkie prestiżowe wystawy z setką obrazów organizowane raz w roku w Paryżu. Od salonów zależało, czy wasza sztuka zostałaby sprzedana. To od nich zaleożało być, albo nie być. Z tego też względu zawód malarza w tamtych czasach był taki ekskluzywny i porównywalny pod względem prestiżu z takimi zawodwami jak prawnik, czy lekarz.

    No ale nie byle jacy malarze byli propsowani. Trzeba było się dostosować pod pewne reguły.

    Trzeba było malować tematy wzniosłe, mitologiczne, bądź historyczne. Warsztat artystyczny stał na pierwszym miejscu.
    Anatomia, perspektywa, forma. To wszystko musiało być na własnym miejscu.

    Impresjoniści uważali to za głupotę, i woleli malować to na co właśnie mają ochotę, a nie to co jest w dobrym smaku.
    Nie chcieli podporządkowywać się pod status quo.

    Z tego względu postanowili zorganizować własną wystawę i własne stowarzyszenie pod nazwą "Société anonyme des artistes peintres, sculpteurs et graveurs".

    I tak jak obrazy które miały być wystawione przez salony najpierw musiały przejść przez tak zwany "casting", gdzie jury wybierało najlepsze obrazy, tak wystawa impresjonistów nie miała zasad jako takich. Każdy mógł wystawić co chciał.

    Może nie byli wtedy tak wielcy jak salony, ale udało im się od czegoś zacząć.

    Ich sztuka była kontrowersyjna, ale to własnie ta kontroweryjność spowodowała, że stawali się coraz popularniejsi.

    Dziś jednak mniej mówi się o akademiźmie, ale impresjonizm? Był przełomem w dziedzinie sztuki.

    A to wszystko dlatego bo kilku ziomkom się nie podobało, że ich sztuka nie była akceptowana przez salony.

    #malarstwo #sztuka #kultura #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    Znajomy mi polecił zagrać w Half Life.

    Mówi, że spoko gierka i jak nigdy nie grałem to mam spróbować.
    Mówi, że gra mimo tego, że ukazała się w 1998 roku to jeżeli się przymknie oko na grafikę, to można spoko grać.

    Obejrzyliśmy 20 minut jak u mnie był gameplaya, on mi trochę naopowiadał o co w niej chodzi i w weekend kupiłem za grosze na Steamie w promocji.

    I powiem wam... w coś tak dobrego już dawno nie grałem.

    Ta gra to designerskie cudo, fabuła to istny majstersztyk. Zaczynam rozumieć, czemu ta gra to klasyka gatunku.

    Grałem w swoim życiu w ponad 500 tytułów gier, ale Half Life jakoś przeszedł mi bokiem.

    W tak bardzo zbalansowaną grę, już dawno nie grałem. Ta gra wie, kiedy będziesz mieć mało życia i rzuci ci apteczkę, bądź amunicję. Jest nawet trudnawa, ale mi to nie przeszkadza ;)

    I tym sposobem gram na kompie za 10k w 20 letnią gierkę. Jak przejdę jedyneczkę to pewnie za dwójeczkę się zabiorę :D

    #gry #halflife
    pokaż całość

  •  

    Czasem się naoglądam prosów i tak patrze jak oni władają i jakie to proste wszystko, ale jak sam coś spróbuję to zupełnie nie łapię :D

    https://www.artstation.com/septicwd

    I potem wychodzi tak abstrakcja.

    Najbardziej mnie zastanawia, jak im się brushem udaje taką formę uzyskać.
    #rysujzwykopem

    źródło: sand.png

  •  

    Pierwszy rysunek po 3 latach przerwy od digitala.

    Najgorzej jest chyba wrocic do tego wszystkiego.
    Próbowałem już kilka razy i za każdym razem po 20 miinutach dochodziłem do wniosku, że słabo to wszystko wygląda i zamykałem program.

    Dziś sobie zdałem sprawę, że nie mogę tego ciągle powtarzać i spróbowałem żółwia narysować.

    Napaćkane to wszystko, muddy colors i nie trafiam w barwę, ale kit.

    Ręka drętwieje od rysika, ale serio chcę do tego wrócić, bo jednak kiedyś mi to dużą frajde sprawiało.

    #rysujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: tortoise.png

  •  

    Sztuczna inteligencja gra w Sonica.

    Po 2 godzinach konfigurowania środowiska Retro z Baselines w końcu się udało wgrać ROM sonica ze Steama :D

    W weekend pewnie zabiorę się za Rainbow DQN.

    Póki co, po 1 milionie stepsów nauki Sonic czasem przechodzi pierwszy etap, ale rzadko.
    Przeważnie zatrzymuje się na pętli.

    Jutro spróbuję 2 miliony stepsów nauki zrobić i zobaczymy co z tego wyjdzie :D

    #machinelearning #programowanie #sztucznainteligencja #gry #retro
    pokaż całość

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    To uczucie gdy po 9h programowania w pracy wracasz do domu i myślisz sobie, żeby dalej swoje rzeczy programistyczne porobić. Po 2h uświadamiasz sobie, że przecież nie możesz ciągle programować, bo się wypalisz.

    Więc grasz 5 minut na gitarze. Ale uświadamiasz sobie, że aż tak cie to nie wyzwala.

    Więc rysujesz przez 5 minut, ale wydaje ci się to nudne...

    Koniec końców byś coś poprogramował, ale już programowałeś przez 11h i jutro znowu będziesz programował...

    Choć przyznam, że mam dni, gdzie mi się nie chce programować, więc udaje mi się zmotywować do grania na gitarze, bądź robienia czegoś innego od programowania.

    Znajomi mi mówią, żebym tak nie robił, bo się wypalę. Żebym Hobby sobie znalazł.

    No to mam Hobby. Na siłownię chodzę, ale nie można codziennie na siłkę chodzić... bo się człowiek przetrenuje.

    Więc jak tam u was z tym programowaniem po pracy?
    Myślicie, że można się przez to szybko wypalić czy raczej zależy od człowieka?

    Macie swoje własne projekty po pracy, czy może dajecie sobie na spokój i staracie się odpocząć?

    #programowanie
    pokaż całość

  •  

    2 miliony stepsów uczenia się. Istnieje zasada im więcej tym lepiej, dopóki KI nie dojdzie do granicy, po której po prostu nie będzie stawało się lepsze :D

    Algorytm użyty to wbudowany PPO2

    Obliczanie modela: około 20 minut ;)

    Pong przerobiony, można dalej się bawić.

    #machinelearning #programowanie #sztucznainteligencja pokaż całość

    GIF

    źródło: pongWin.gif (170KB)

  •  

    Po 4 godzinach konfigurowania anacondy i środowiska w końcu się udało!

    300 fps na procesorze vs prawie 2k na karcie graficznej :D

    procesor i7 8700k vs RTX 2080

    Ja myślałem, że może będzie tego z 1000 fps. A tu takie zaskoczenie.

    To teraz można trenować modele (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #machinelearning #programowanie #sztucznainteligencja pokaż całość

    źródło: fps.png

  •  

    Godzina uczenia maszynowego na procesorze i7 8700K.

    Ciągle przegrywam z komputerem xD

    Bym obliczał na karcie graficznej ale nie mogę sterowników CUDA ściągnąć, bo mi błąd mi wyskakuje...

    Dałem teraz na x4 więcej czasu. Może teraz się uda :D

    #machinelearning #programowanie #retrogaming #sztucznainteligencja pokaż całość

    •  

      a widzisz a na linuksie docker sobie śmiga ;)

      @CukrowyWykop: bo powstał na Linuxie i korzysta z mechanizmów wbudowanych w jądro linuxa. Na Windowsie docker domyślnie korzysta z Hyper-V które dostępne jest w Windows 10 Pro i Enterprise. Da się też zdaje się używać wersji razem z VirtualBoxem i być może VMWare. Nie wiem, jakoś nie odczuwam potrzeby używania - odnoszę wrażenie, że docker na Windowsie to straszne druciarstwo jest ale być może nie jestem na bieżąco. pokaż całość

    •  

      odnoszę wrażenie, że docker na Windowsie to straszne druciarstwo jest ale być może nie jestem na bieżąco.

      @uczeniemaszyn: dokładnie tak jest.

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    Od 4 godzin konfiguruję środowisko Gym Retro :D

    Rok temu jak się tym bawiłem, to żeby działający skrypt uzyskać to trwało u mnie to prawie tydzień.

    No ale pierwszy model już się trenuje. Najgorsze jest to, że nie mogłem Sega Classics ze Steama importnąć i nie wiedziałem czemu. A tu się okazało, że Git for WIndows ma jakiś błąd i klasycznie CMD w windowsie załatwiło sprawę.

    Jak ktoś się chce pobawić to tu linki:
    https://github.com/openai/gym
    https://github.com/openai/retro
    https://github.com/openai/baselines
    https://www.videogames.ai/2019/01/29/Setup-OpenAI-baselines-retro.html

    Jak ktoś chce się pouczyć jak to wszystko działa to Sutton daje książkę za darmo :)

    http://incompleteideas.net/book/the-book-2nd.html

    Książka jest ciężka w przerobieniu, ale warto. Najlepszy jest chyba fakt, że AI w obecnych czasach obrało zupełnie złą drogę.
    Koncentrujemy się za bardzo na danych, a za mało na implementacji lepszych algorytmów, więc można powiedzieć, że jest w tej dziedzinie informatyki duże pole do popisu.

    #machinelearning #programowanie #gry #retro
    pokaż całość

  •  

    Miałem kupić Segę Mini, ale koniec końców się rozmyśliłem, po przeczytaniu recenzji w internecie i kupiłem Genesis Classics i Atari Flashback Classics.

    Jedno muszę przyznać. Gry kiedyś były trudniejsze. Co prawda przy Sega Classics jest opcja "cofnięcia" czasu i gry dzięki temu bardzo łatwo jest je przechodzić, ale... sam fakt sprawia duże wrażenie. Grę zapisywać można w dowolnym momencie i wrócić do nich kiedy tylko przyjdzie nam na nie ochota. Gier jest ponad 50 więc naprawdę dużo czasu można spędzić nad tym tytułem.

    Kolejną fajną sprawą jest możliwość grania w wiele tytułów na dwóch padach.

    Wczoraj z kumplem przechodziliśmy Bio-Hazard Battle we dwójkę.

    Gra jest bardzo trudna i po jakiś 30 minutach daliśmy sobie spokój. Może nie tyle, że nam aż tak sprawiała problemy, ale trzeba się praktycznie cały czas koncentrować, bo jeden błąd i mamy zniszczony statek.

    Z gier podobnych do tetrisa, gdzie można grać we dwóch fajny jest Dr. Robotnik's Mean Bean Machine i Columns III.

    Do ogrania jeszcze około 35 tytułów, więc jest w co grać :D

    Ale i tak. Nic nie przebije grania w Tricky Towers. Jeżeli chcecie w coś tetriso podobnego pograć to polecam Tricky Towersy we dwóch :)

    #retrogaming #retro #gry #sega #ps4
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Czemu gry z serii Pokemon osiągnęły taki wielki sukces?

    Tu można się doszukiwać wielu przyczyn, choć wydaje mi się, że rzeczą, która sporo przyczyniła się do sukcesu tego tytułu jest: - Prostota zdefiniowanych celów -

    Bo jeżeli przyjrzeć się sposobowi w jakim reklamowane były Pokemony to zauważycie, że reklamą samo w sobie było podjęcie postawionego nam wyzwania.
    - "Zbierz je wszystkie! (Gonna Catch'Em All).

    To miało być motywacją pośrednią do zakupu gry.
    Cel został zdefiniowany zanim jeszcze nie mieliście zakupionego produktu.

    Po zakupie okazuje się, że poza łapaniem Pokemonów i walką z przeciwnikami za cel otrzymujemy również pokonanie liderów aren. A gdy już ich pokonamy otrzymujemy możliwość walki w lidze.

    Cel jest prosty w definicji. Jednak... problemem jest fakt, że nie jesteście w stanie zebrać wszystkich pokemonów sami (teoretycznie jest to możliwe, ale trzeba mieć 2 konsole i 2 gry). Aby to osiągnąć musicie wymienić się Pokemonami z innymi graczami.

    I tu już mamy element socjalny.

    Jeżeli ja gram w Pokemony i mi się ta gra podoba to mogę zmotywować znajomego, aby też grał. Jeżeli ma inną edycję gry to może się ze mną wymienić na pokemony, których w mojej edycji nie ma.

    Zauważcie, że jest to zawsze wymiana. Nie ma możliwości oferowania pokemona pod postacią prezentu.
    (chyba, że wymienicie się za Magikarpa albo Ratatta :D ).

    Tym sposobem Pokemony były w stanie ten system zastosować tez w innych działach sprzedaży.
    "Zbierz wszystkie karty!", "Zbierz wszystkie figurki!" etc.

    Pamiętam, że podobny system istniał z kapslami, czy kartami Dragon Ball w chipsach.
    Kupowaliśmy je, aby otrzymać prezent i grać nim ze znajomymi. No i przy okazji starać się je wszystkie zebrać.

    Chipsy nie były głównym powodem, dla którego je kupowaliśmy. Koniec końców dla działu sprzedaży nie robiło to różnicy. Ostatecznie liczył się sprzedany produkt.

    Co ciekawe pierwsze trzy generacje pokemonów nie były trudne w zrozumieniu. Pierwszą generację byłem w stanie przejść metodą prób i błędów, gdyż nie znałem języka użytego w grze. Po prostu biegałem i rozmawiałem ze wszystkimi możliwymi osobami.

    I to właśnie poczucie, że jestem w stanie coś osiągnąć, że przechodzę grę dalej powodowało, że grałem dalej. No i oczywiście kupowałem kolejne wersje gier.

    Z tego względu tak ważne jest prostota zdefiniowanych celów. Przykładów jest więcej.

    W pierwszym Mario poruszamy się z lewej na prawo. Aby zrozumieć zasady gry, nie potrzebowaliśmy nawet instrukcji. Uczyliśmy się gry przez porażkę. Gdy osiągnęliśmy metę, oznaczało to, że przeszliśmy plansze. A gdy przejdziemy je wszystkie, wygrywamy grę.

    W grach z otwartym światem mamy znaczniki, które oznaczają misje, bądź zadanie do wykonania. Jest to pomoc. Określenie celu, do którego ma gracz dążyć.

    Bo najgorsze co może gracza spotkać to fakt, że nie ma on jasno zdefiniowanych celów, do których może on dążyć.

    Tu trzeba też wspomnieć, że gry Single Player i MMO trochę się różnią w definicji celów, choć mają też wspólne cechy.

    Gry single player:
    - przejść grę
    - doświadczyć historię
    - zdobyć wszystkie achivmenty
    - prywatnie zdefiniowane cele (np: wbicie pokemonów na level 100).

    Gry MMO:
    - osiągnięcie danego poziomu postaci
    - bycie najlepszym (element rywalizacji)
    - funkcja socjalna (spotykanie się ze znajomymi po szkole w grze, poznawanie nowych ludzi).
    - doświadczenie historii

    Dlatego tez w grach multiplayer tak ważną rolę odgrywają rankingi, poziomy postaci, rangi czy areny. One motywują gracza, aby zostać przy grze na dłużej i grać dalej. I koniec końców. Być najlepszym.

    Techniki grywalizacji są tez stosowane w nauce. Choćby przykładem może być strona hackerrank.com, gdzie rozwiązujemy zadania programistyczne, aby być wyżej w rankingu.

    Rangi i punkty mają na celu motywować użytkownika do wykonywania przez niego zadań. Choćby na Wykopie, dodawanie dobrych znalezisk podbija waszą rangę i ostatecznie awansuje nas do wyróżnienia pod postacią bordo odznaczenia.

    To wszystko jest abstrakcją, ale ma podłoże w tym jak funkcjonuje nasz mózg. Bądź w tym jak on się właściwie rozwinął na przestrzeni tysięcy lat.

    To tyle moich przemyśleń na temat motywacji i tworzeniu celów w grach komputerowych.

    Kolejne wpisy będą na temat Flow i gier w kontekście społecznym.

    Wołam, bo chcieli:
    @denis-szwarc @TymRazemNieBedeBordo @Ashelm @iAmTS @Menu @Futsalista_cisowianka @cartsy

    #pokemony #marketing #gry #motywacja #gamedev
    pokaż całość

  •  

    Niedawno zagościł wpis na mikrobologu na temat gier i że gry nie są takie same jak kiedyś, że teraz osoby wyłączają grę po 5 minutach i tak dalej.

    To teraz chciałbym napisać kilka rzeczy na temat, czemu wydaje mi się, że tak jest.

    Szczególnie może to być interesujące dla osób spod tagu #gamedev

    Graczem jestem od dobrych 20 lat. A wszystko zaczęło się od dostania od rodziców na urodziny GameBoya i dołączonej do niej gry Pokemon Gold. Już wcześniej grałem w gry, ale przeważnie na cudzych komputerach.

    Czemu tak bardzo mi się ta gra podobała? Bo dawała coś nowego. Oferowała nowe doświadczenie.
    Podobnie jak bajki dla dzieci oferują rozrywkę. Bo ostatecznie liczy się konsument.

    Gry obecnie są pewną mieszaniną tego co jest sprawdzone. To nie jest zła droga. To jest sprawdzona droga, a sprawdzone drogi obiera się, gdy za produktem stoją duże pieniądze.

    Dlatego filmy Marvela, Disneya czy Avatar są budowane na sprawdzonym schemacie Monomitu:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Monomit
    https://czasnamarketing.pl/wiedza/bohater-o-tysiacu-twarzy-czyli-monomit-w-sluzbie-kontent-marketingu/

    I podobnie ma się sytuacja z grami. Gry obecnie tworzone są przeważnie przez duże studia, za którymi stoją miliony dolarów, więc gra musi oferować przeciętnemu graczowi łatwą luźną rozgrywkę.

    Gracze obecnie są inni, niż 10, 20 lat temu. Dziś graczem zostaje przeciętny Kowalski, który po pracy odpali konsolę
    zagra w Assasins Creed Oddysey i nie ma problemu z wydaniem prawdziwej waluty, aby przejść szybciej grę, bo ma on z nią problemy.

    Podczas, gdy wielkie firmy wydają wielkie pieniądze na tworzenie filmowych gier, na drugiej stronie medalu indie developerzy dalej tworżą gry w małych studiach. Ale o nich nie słyszycie. Czemu? Bo marketing.

    Duże firmy jak Rockstar czy Ubisoft wydają takie ilości kasy na reklamę, że często przekrzykują małe studia.

    Psychologia nasza działa tak, że sięgamy po produkt, który już znamy. Nawet jeżeli tylko o nim raz usłyszeliśmy.

    I często wolimy wybrać produkt, który choć trochę znamy. Z tego względu "odrestaurowywanie" starych gier jest takie modne.
    Mechaniki w grach nie są objętne prawem autorskim, więc często wybiera się stary tytuł, który 10/20 lat temu osiągnął sukces na GameBoyu czy SEGA, oprawia w nową szatę graficzną, dodaje mikrotransakcję, inwestuje w marketing i wydaje na Mobile jako coś nowego.

    Jak to mówią, wszystko jest Remixem:
    https://vimeo.com/14912890

    I bardziej coś jest "obce" a jednocześnie nam znane tym lepiej.

    Wiem paradox. Ale bardziej miałem na myśli fakt, że są elementy w grach, które muszą nam oferować "nowe doświadczenie" a jednocześnie przypominać nam coś co już znamy. Tak jak Undertale, które jest wzorowane na Earthbound:

    https://cdn03.nintendo-europe.com/media/images/10_share_images/games_15/super_nintendo_5/H2x1_SNES_EarthBound_image1600w.jpg

    https://external-preview.redd.it/hbyaOQQ4E8iqOvrGpXblGTzXemgiucvNmf1lyxij9tY.jpg?width=800&auto=webp&s=6284f2d9718b06a6591ba9446cfbc883b276082f

    Więc czemu właściwie wyłączamy grę po 5 minutach?

    Bo gry nie oferują tego samego doświadczenia co kiedyś. Nie są nowością. Sa czymś co już znamy. Szczególnie jeżeli jesteśmy graczami od wielu lat. Wizualnie gry się nie zmieniają tak jak nowością był pierwszy FarCry czy Crisis.
    Nie oferują nowych mechanik i często to włascie "nostalgia" jest tym, która powoduje, że kiedyś gry były lepsze.

    Mi się wydaje, że nie były. Po prostu bierzemy pod uwagę rozpiętość 4, czy 8 lat grania i wybieramy najlepsze tytuły, które były wtedy na topie. Nie było też tylu form rozrywki co teraz. Jesteśmy też trochę przesyceni i zmęczeni, więc wolimy odpalić Netflixa, niż męczyć się nad przechodzeniem kolejnej gry.

    A czemu gramy i co powoduje, bądź powodowało, że kiedyś tak dużo graliśmy?

    Dwie rzeczy:
    - Flow
    - Cel

    O celach i motywacjach oraz osiąganiu flow napiszę nastepnym razem.
    Ale jak ktoś chce coś o tym poczytać to tutaj książki na ten temat :)

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Przep%C5%82yw_(psychologia)

    Dla każdego kto tworzy gry wydaje mi się pozycją konieczną do przeczytania:
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/66626/przeplyw

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/116364/drive-kompletnie-nowe-spojrzenie-na-motywacje

    #motywacja #gry #nauka #psychologia
    pokaż całość

  •  

    Z takich najbardziej dotkliwych błędów logicznych chyba jest ten:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/B%C5%82%C4%85d_prze%C5%BCywalno%C5%9Bci

    Sam żyłem kiedyś w przekonaniu, że zostanę gwiazdą rocka jak Jimi Hendrix, czy Metallika.
    Na szczęście miałem też inne zainteresowania i koniec końców, aż tak bardzo mnie to nie dotknęło.

    Co prawda spędziłem na graniu na gitarze dobre 4000/5000 godzin, ale nie uważam tego za czas stracony.
    To jest doskonałe Hobby! A patrząc na badania naukowe granie na instrumencie rozwija mózg i polepsza umiejętności motoryczne. Poznałem dzięki temu też dużo ludzi i rozwinąłem umiejętności społeczne. Więc na pewno lepsze było to niż spędzenie czasu na graniu na przykład w World of Warcraft.

    Ale... bo jest też ale. Ja miałem szczęście, że lubiłem poza graniem na gitarze też programować.

    Bo są osoby, które tego szczęścia nie miały i miały nadzieję zostania muzykami, bądź DJeami.
    Dalej pielęgnują swoje Hobby, ale często robią pracę, której nie lubią bo postawili sporo na jedną kartę.

    I to trochę smutne, że wielkie gwiazdy muzyki wołają: "Miejscie marzenia i nie poddawajcie się! Marzenia się spełniają!" podczas gdy one same mogą być wzięte pod uwagę jako błąd statystyczny.

    (staystycznie 2% muzyków zarabia na życie z muzyki, a DJeów jest to 0.01%)

    To samo dotyczy aktorów, malarzy, pisarzy i generalnie rzeczy kreatywnych.

    I na świecie jest od groma muzyków. I to widać szczególnie na YouTube, którzy naprawdę umieją dobrze grać, tańczyć, bądź śpiewać. Ale co zauważyłem, to ciężko jest im to wszystko monetyzować.

    Wydaje mi się, że pierwszą zasadą życia z rzeczy kreatywnych jest umiejętnośc prowadzenia biznesu, a tego osoby kreatywne najczęściej robić nie umieją.

    Więc jak to mój znajomy kiedyś powiedział:
    "Gdyby życie było jak Fallout, to bym wszystkie punkty dał w szczęście."

    I to jest chyba to co rozróżnia osoby, którym się udało, od tych którym się nie udało.
    1. Miały umiejętności.
    2. Były w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie.
    3. Miały znajomości, bądź znały osoby, które im pomogły.
    4. Miały szczęście.

    I czytając Biografie nawet te ludzi z Sillicon Valley o początkach Facebooka, czy Microsoftu, bądź Oracle...

    Ci ludzie osiągneli sukcesu, bo odhaczylil wszystkie powyższe punkty. Nie pamiętam w której książce to było, ale chyba w jednej od Malcolm Gladwell, bodajże Outliers, gdzie było to fajnie opisane.

    Internet na pewno pomaga. Prawdopodobnie niektórzy nie osiągneli by sukcesu bez niego. Bo w sumie każdy może sam wykreować się na gwiazdę YouTube i mieć z tego pieniądze. Ale tak jak w powyższym. Tu działa podobna zasada.

    Dlatego najpewniej jest dążyć do jakiegoś dobrego zawodu, który daje pieniądze i sprawia nam frajdę, a kreatywne rzeczy robić na boku. Pakowanie wszystkich przysłowiowych jaj do jednego koszyka nigdy nie wydawało mi się dobrym pomysłem ;)

    #nauka #logika #fallout #gry #muzyka #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    W weekend grałem u znajomego na SEGA Genesis w Road Rash 2 i jakąś gierkę co się lata helikopterem i robi misję.
    SEGA oryginalna, z oryginalnymi padami. Kupił w sklepie z używanymi rzeczami za jakąś śmieszną cenę.

    I podczas grania naszło mnie jakieś takie pewne uczucie nostalgii.

    Nostalgii której rzecz biorąc nie powinno być, bo za młodu w Polsce miałem tylko pegasusa kupionego przez moich rodziców na hali jako prezent na gwiazdkę. A grać to grałem tylko w contrę, tanki, mario i kaczki... bo więcej gier z tego czasu nie pamiętam.

    Grafika podczas grania, aż tak dużego problemu nie sprawia. Szybko się idzie przyzyczaić. W końcu gra, jak to gra.

    Granie w dwóch graczy w Road Rash ma mniej sensu. To znaczy da się grać, ale mniejszy ekran i jego podzielonie utrudnia grę, bo późno widać przeszkody. Gra ogólnie sprawia frajdę, ale raczej na krótkie posiedzenia.

    Gra z helikopterkiem za to na prawdę fajnie była zrobiona. Co prawda jak tylko zrobicie jakiś błąd to trzeba misje od nowa robić (co trochę męczy). Przypuśćmy, że macie 6 misji do zrobienia. Jak zrobiliście 4 (co trochę trwa) i przy piątym checkpoincie coś zrobicie źle, na przykład zepsujecie lustra, które powinniście helikopterkiem przetransportować na pobliski statek to pokazuje się filmik, że misja nie udana i trzeba wszystko robić od nowa. Po 5 robieniu misji od nowa można się trochę zniesmaczyć, ale ogólnie gra fajna.

    I tak się w to całe retro wciągnąłem, że pewnie na dniach kupię Segę mini z 82 wgranymi grami.
    Co prawda gry są emulowane, ale są kontolery i podpięcie pod HDMI :D

    Z tytułów, które mnie najbardziej ciekawią jest chyba Phantasy Star.
    Nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Wygląda jak Final Fantasy pod względem mechaniki, więc wydaje się być spoko.

    Kiedyś o tych grach i konsolach nie miałem pojęcia, to zawsze to coś nowego.

    Choć prawdziwe retro by było z oryginalną segą, grami i muzyką Vaporwave w tle ;)

    https://www.youtube.com/watch?v=UJsUpeXK6Jo

    Ale na to przyjdzie jeszcze czas.

    #gry #retrogaming #retro #sega
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Ale znalazlem porcje nostalgii.
    Stare czasopisma o grach komputerowych :D

    Sa na przyklad stare CD-Actiony
    https://archive.org/details/CDA0197?q=cd+action

    Ale sa tez magazyny po angielsku na przklad ten:
    https://archive.org/details/GamePro_162_January_2003_U?q=gaming+magazine

    Sonic, Tony Hawk 4, Zelda, Vice City, LOTR, Yu Gi Oh i to wszystko w klasycznej oprawie :D

    #gry #nostalgia # #cdaction #gta
    pokaż całość

  •  

    Ale ta gra jest piekna.

    Mody na texturki, swiatlo i full detale :D

    Przeszedlem juz raz na ps4, ale na pc to jest zupelnie inny poziom :D

    #gry #wiedzmin3

  •  

    Szukam gier, które mają wysokie wymagania sprzętowe.

    Od 2010 przesiadłem się na laptopy, ale niedawno kupiłem składaka z 2080 RTX i zupełnie nie mam pojęcia co kupić.

    Do głowy przychodzi mi jedynie GTA V, Wiedźmin 3 i Fallout 4 (Gry które przeszedłem na PS4), ale czy ma sens ponownie to kupować na PC? Chyba tylko ze względu na mody by się opłaciło?

    Te gry mają juz ponad 3 lata, więc chyba wyszło ostatnio coś wymagającego technicznie? :D

    PS: RDR 2 i DOOM odpada, mam już na ps4 ;)

    #gry
    pokaż całość

  •  

    Nowy post of OpenAi na temat nowego algorytmu ;)

    https://blog.openai.com/reinforcement-learning-with-prediction-based-rewards/

    Tym razem jednak algorytm jest nagradzany za trafne przewidywanie zdarzenia.

    Polega to na tym, że komputer odkrywa nowe tereny dzięki "ciekawości".
    Porównam to z takim przykładem.

    Kiedy dawno temu grałem w gta vice city (choc gta 3 i san andreas też by pasowało) to koniecznie chciałem wiedzieć co się kryje na innych zablokowanych wyspach. Ta ciekawość popychała mnie do tego, aby szybciej przechodzić grę i odblokować te tereny.

    Na podobnej zasadzie działa nowy algorytm.

    Nie jest to żadna nowa metoda, bo było już to wcześniej sprawdzane i wykorzystywane:
    https://arxiv.org/pdf/1808.04355.pdf (2018)

    https://pathak22.github.io/noreward-rl/ (2017)

    http://www.pyoudeyer.com/TICSCuriosity2013.pdf (2013)

    Więc co się zmieniło, że nagle lepiej udało się zdobywać lepsze wyniki?

    Efektywniejsze algorytmy i lepsze maszyny, które szybciej obliczają modele.
    Czyli coś co powoli pcha AI do przodu ;)

    Tutaj papier do poczytania: https://arxiv.org/pdf/1810.12894.pdf

    A jak ktoś ma lepszy komputer to może się pobawić implementacją:
    https://github.com/openai/random-network-distillation

    W załączniku macie film jak komputer gra w Monezumę a we wpisie macie przechodzenie Mario.

    Ciekawy jest również przykład z telewizorem. Jeżeli wrzucimy przykładowy telewizor do naszej gry, to algorytm się zawiesi, gdyż rzecz w tv go bardziej zainteresuje, niż sama gra (w końcu zostaje nagradzany za odkrywanie i oglądanie "nowych" rzeczy, a nie za przejście jej samej w sobie.

    #machinelearning #programowanie #gry #python
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Szukam książek o programistach.

    W sensie, jakaś powieść fabularna czy coś około programistycznego.

    Coś jak Sillicon Valley/Mr Robot ale w wersji czytanej.

    #ksiazki

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika lolhehe

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)