Siemanko, robię w systemach zabezpieczeń. Na wypoku zbijam baki :) Jak trzeba to jestem poważny :)

  •  

    Siema miał ktos zirh skincare starter kit? Bo troche zamówiłem w ciemno a słyszałem, ze poprawia dobrze kondycje skóry.
    https://www.youtube.com/watch?v=qACaPRkEBIs + klejnot nilu używa takiego samego ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #kosmetyki #pomocy

    źródło: 99perfume.com

    +: lwonly
  •  

    Ukradli mi portfel, czekam na komisariacie. Napisz ktoś, bo mi smutno. #chcepogadac #gownowpis

  •  

    Hahahahah beeekaaaa. Jerry dawaj jeszcze jakiś kawał o chłopie przebranym za babę to nie wiem czy do meczu sie pozbieramy hehe
    #pilkanozna #reprezentacja #mecz

  •  

    Mireczki, taka sytuacja. Moja mama jakiś czas temu zauważyła lekkie otarcie na samochodzie. Niestety nie wiedziała skąd się wzięło i kiedy powstało, więc pogodziła się że szkodą i tyle.
    Dzisiaj dzwoniła policja i okazało się, że ktoś złożył zeznanie, że będąc na spacerze słyszał trzask, a później zauważył, że auta mamy nie ma na parkingu. Założył więc, że to pewnie ona zahaczyła przy wyjeżdżaniu. Nie wiadomo jeszcze, czy "poszkodowany" i świadek to tam sama osoba. Za tydzień konfrontacja.
    Policja uważa, że druga strona jest bardziej wiarygodna, bo zgłosiła zdarzenie.
    Macie jakieś doświadczenia w takich sytuacjach? Jest szansa udowodnić swoją niewinność, czy sprawa jest przegrana?
    Policja twierdzi, że jeśli sprawa trafi do sądu, to rzeczoznawca jest po szkodach w stanie określić, który z pojazdów był w ruchu w trakcie zdarzenia. Myślicie, że to realne? Jakieś mi się to niewiarygodne wydaje...
    #zalesie #motoryzacja #prawo #policja #sasiedzi
    pokaż całość

  •  

    Borek: Szwajcaria fajnie w dwa lata wymieniła zespół i gra fajną piłkę

    Borek za 2 minuty: Szwajcaria gra tak samo jak na EURO '16 bo trudno żeby grała inaczej

    xD

    Co ten Mati

    #pilkanozna

  •  

    Jak idę na rozmowę o pracę to o co pytać?

    #pracbaza

  •  
    Teufell

    +2

    jedzie mtm na nocniku 120 na liczniku
    na zakrecie dodal gazu wyladowal na cmentarzu

  •  

    Brodka to kiedyś to była świetna dupeczka.

    źródło: youtube.com

    +: slaper
  •  

    Kolejna nieprzespana noc. Kolejny energetyk. Kolejny egzamin. Kolejny dzień. Kolejny...

  •  

    Czy Hitman 2 wyszedł na pc w pudełku? Albo dopiero ma wyjść? Szukam wszędzie ale nie widzę w żadnym sklepie. #pcmasterrace #hitman

    +: lwonly
  •  

    Ej ty #niebieskiepaski w jakim wieku wyprowadziłeś się od rodziców, ale by mieszkać sam i to nie na wynajętym pokoju (wynajęte mieszkanie może być)

    #pytanie

  •  

    #niewiemjaktootagowac
    Ale mam dziś rozrywkę ( ͡º ͜ʖ͡º)( ͡º ͜ʖ͡º)( ͡º ͜ʖ͡º)

  •  

    gdzies wyczytalem ze liquidy o mocy 0mg a nawet 3mg nie sa szkodliwe dla zdrowia a nikotyna w takiej ilosc nie szkodzi czy moglby ktos to potwierdzic? I drugie pytanie- czy odczuje roznice pomiedzy 0 a 3mg?
    #epapierosy #epapieros

  •  

    Mireczki w #poznan kierowcy #ztm wylapuja najlepsze sztuki na #tinder tnac przez miasto. A tak serio kierowca 63 dzisiaj wieczorem, moge go jakos zglosic bo to kurwa troche niepowazne #zalesie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: streamable.com

  •  

    @Kszysiek_S: Miały BYĆ strimy piatek sobota niedziela a Uszatek sciemnia i kłamie ze nie ma czasu A sie kuffa spinerem bawi I te pozdro jak zamyka i JUŻ nie Bedzie to po huj robi znów on gada to co wymyśli i noe rozumie słow które wypowiada on naprawde jest pośledzony za pszeproszeniem TEGO TYPU #bonzo #patostreamy

    źródło: Aaa211121q1.png

  •  

    Załóżmy, że urodziłem się we Wrocławiu, w szpitalu na placu 1 maja. Załóżmy, że od urodzenia mieszkałem w mieszkaniu w bloku na osiedlu Różanka. Załóżmy również, że blok ten pięter posiadał dziesięć i pięć schodowych klatek, połączonych korytarzem na pietrze ostatnim. Przyszedłem na świat jeszcze w latach osiemdziesiątych, chwilę po tym, jak generał w ciemnych okularach pozabierał z ulic swoje żołnierzyki, metalowe samochodziki i czołgi. Nie byłem pierworodnym synem swojego ojca. Nie byłem, w przeciwieństwie do mojego brata dzieckiem planowanym. Od małego wypominała mi to babcia oraz jej córka, Irena, czyli moja matka. Babcia, do szpiku kości czerwony babsztyl, niemal całe swoje Zycie przewalała jakieś papiery w nikomu nie potrzebnej instytucji i podbijała nań pieczątki. Przemiany systemu zweryfikowały sens istnienia zarówno jej stanowiska, jak i całej instytucji. Babełe przeszła na emeryturę. Moja mame, niska kobieta o wielkim zadzie, baloniastych cycach i wiecznie zimnych, wilgotnych serdelkach zamiast palców nie pracowała chyba nigdy.

    - Chciał dzieci to niech robi

    Zwykła mówić do swojej matki. Spróchniała baba oczywiście przytakiwała. Babcia od kiedy pamiętam przesiadywała u nas w mieszkaniu. Dzień w dzień, od rana do czasu, kiedy ojciec nie wracał do domu z roboty, jak zwykł nazywać swoją pracę. Bo on przecież nie pracuje, on robi, pracują ludzie po robienie kupy z dupy do kiblach przesuwając ołówki od lewej do prawej strony biurka i tak dalej. Ojciec, prawdziwy tytan pracy, z gęstym, sumiastym wąsem, szpakowatą grzywą, gdzie nie gdzie przerzedzoną srebrnymi nićmi starości, nigdy w mojej obecności nie nazwał pracy inaczej niż robota. Robił od rana do popołudnia na zakładzie. Bo przecież nie w zakładzie, w fabryce. On robił na fabryce, na hali, na urządzeniu. Co robił? Oczywiście niezwykle skomplikowane rzeczy, bo przecież to on był najważniejszy i niezastąpiony. Ojciec pracował przy nitownicy. Tak anonki, mój stary, który uważna siebie za alfę i omegę wpieprzał nity w kawałki stali, które ktoś wcześniej powycinał, czy tam powykuwał. Stuk, puk i przesuwamy dalej. Stuk, puk i przesuwamy. I tak od rana do popołudnia. Skomplikowane jak cholera. Po powrocie z pracy ojciec zawsze od przedpokoju darł się, że już jest i obiad ma być na stole, bo jest głodny. Obiadu ojciec nie jadł, bo jedzą ludzie, on zupę siorbał, łyżkę dzierżąc niemal jak miecz, pochylając się nad talerzem, żeby nie pochlapać ceraty. Kotletów mielonych prawie nie przeżuwał, tylko je połykał, podobnie z ziemniakami, które zawsze musiały być ubite z masłem, ponieważ on nie prosie i całych żarł nie będzie. Po opierdoleniu koryta ojciec zapalał papierosa, wypijał zalewaną kawę w szklance i szedł do mojego brata, z którym sklejał modele, chodził grac w gała, strzelać z wiatrówki. Ja zostawałem w domu, bo za mały, bo ja to chudy jak baba, on mnie na świat nie prosił i tak dalej.
    Co zatem robiłem? Siedziałem z babcią i matką, oglądałem telewizję, pomagałem w kuchni albo przesiadywałem w moim pokoiku. Celowo nie pisze tutaj pokoju, ponieważ, kiedy będąc trochę starszym, na początku podbazy poznałem Sebę z bloku obok i zobaczyłem, że u nich ten pokoik jest czymś w rodzaju składziku/przedsionka oddzielającego jeden z pokoi od przedpokoju ;_; Nie muszę dodawać, że brat pokój miał spory, z oknem na to wszystko. Rodzice spali na wersalce w salonie. A ja? Ja miałem rozkładany fotel w przedsionku przed pokojem brata. Super mieszkanie.

    Pierwszy dzień szkoły wspominam okropnie. Ubrany w najgorsze szmaty, z różowym plecakiem z czegoś w rodzaju tektury z PCV babcia zaprowadziła mnie pod klasę, gdzie czekała na mnie, kiedy wyszedłem, zwilżoną własną śliną chusteczką przetarła mi policzek

    - Masz tu coś Maciek…o tu, już nie ma. Ubieraj tornister i do domu.

    Od dnia pierwszego podbazy do dnia ostatniego klasy 8 babcia prowadzała mnie rano do szkoły i ze szkoły mnie odbierała. Poza przypadkami, kiedy nie było ostatniej lekcji i udało mi się wracać samemu. W związku z tym faktem, przez całą podbazę byłem wyśmiewany przez Sebastianów i Kariny, często przy babci podbiegali do mnie krzycząc
    Maciek, dawaj to piwo z plecaka
    Maciek idziesz zapalić?

    Babcia za każdym razem robiła mi scenę, próbowała zerwać ze mnie plecak, celem jego przeszukania, ku uciesze rozbawionej gawiedzi. Pamiętam jak kiedyś Seby wpadły na pomysł, żeby przynieść mąkę w woreczku do szkoły, włożyć mi do plecaka i przy babci napomnieć, ze mam narkotyki ;_;

    - Maciek, co to jest? Ty ćpunie cholerny! Ojciec z tobą porozmawia!

    Wydzierała się stara kurwa szarpiąc 13 latka za chujową bluzę. Ojciec oczywiście z bratem wiedział co się święci i tylko ze mnie dworował, że jestem ciotą, daje się srać i gówno ze mnie wyrośnie i pewnie jestem pedałem. Matka tylko przytakiwała temu wszystkiemu, jakby nie widząc łez, spływających powoli po moich policzkach.

    Zawsze uczylem sie lepiej od mojego starszego brata, ale to jego swiadectwa starzy mieli w gablotce, która urzadzili w meblach ze sklejki za blyszczaca szyba. Jego laurki, jego dyplomy za gala i skok w dal. Co z tego, ze umialem ladniej rysowac, lepiej liczylem i ogólem lubilem czytac, uczyc sie. Chociaz moze uciekalem w ksiazki bo nie mialem za bardzo alternatywy. Nie mniej jednak, kiedy brat po podstawówce dostal sie do liceum stary zaplacil mu za prawko i pozwalal jezdzic swoim fiatem 125p. Kiedy ja zdalem do najlepszego liceum w miescie, stary mial wyjebane, matka tez, stwierdzila, ze jakis Kajetan dostal wyróznienie i sowe na koniec szkoly, a nie ja, wiec wcale taki dobry nie bylem, bo co to miec czerwony pasek (brat nigdy paska nie mial). Kiedy ja konczylem podstbaze, bratele konczyl liceum i byl na najlepszej drodze, aby zostac nowodefekentem PWr

    - Synek, inzynier! INZYNIER to jest zycie!

    Darl sie ojciec na caly dom, kiedy brat wrócil po maturze do domu i oznajmil, ze chce isc na mechanike.
    U mnie na zakladzie inzynier to ma tak!

    Ojciec gestykulowal przesuwajac palcem wskazujacym po czole, po czym otworzyl flaszke i zaprosil sasiadów. Byl caly pakiet, kanapki, salatki z majonezem, pokrojonymi ziemniakami, ogórkiem i sledziem i cala reszta oprawy. Nikt nie zapytal, czy chce sie dolaczyc, bo przeciez synek zdal mature i bedzie inzynierem. W liceum uczylem sie równie dobrze, jak w podstawówce. O dziwo w szkole bylo wiecej stulejarzy, mojego pokroju, którzy mieli wyjebane na wszystko, albo nie mieli jak nie miec wyjebane, bo nikt ich nie zaprosil na ognisko, piwko nad Odra czy inne rozrywki. Nauczyciele chwalili za osiagniecia, za olimpiady i konkursy. Matka nadal znajdowala kogos, kto mial 6 kiedy ja mialem 5, albo wygral final, kiedy ja tylko sie do niego dostalem. Zaczalem sie interesowac komputerami, programowaniem. Mielismy lebskiego faceta od informatyki, który podrzucil mi ksiazki do Visual basica i Pascala. Wszystko robilem na sucho, na papierze, a potem wklepywalem w szkole do komputera. Kilkakrotnie prosilem rodziców, zeby kupili mi komputer, bo chcialem z tym wiazac moja przyszlosc
    Komputer? Na cholere ci komputer? Czy ja wygladam na milionera? Komputera mu sie zachcialo! A boazerie to za co wymienimy? Wykladziny kupimy?

    Nie dostalem komputera. Stary wylozyl przedpokój i kuchnie drewnem, co by nam bylo tak milusio jak w góralskiej chacie pod Zakopanem. W kazdym pokoju pojawily sie nowe wykladziny. Komputera jednak nie dostalem. Zeby bylo zabawniej bratel, który po drugim roku poprosil o komputer, dostal go miesiac pózniej. Polowe rodziny sprosili, zeby patrzyla jak podlacza ten cud techniki, na który stary sie zakredytowal. Stary powiedzial mi wtedy, ze jak bede musial cos do matury robic na nim, to jak brat sie zgodzi to moge usiasc ale mam nie zepsuc ;_; Najsmutniejsze bylo to, ze mój bratel kompa potrzebowal tylko poto, zeby go miec, zeby odpalic na nim Wolfensteina 3d, Duke Dukem czy inna gre, bo przeciez po co mu komputer. Koledzy maja, to on tez musial. Brat mój byl typowym Seba z polibudy. Polary, plecak, adidasy i jeansy albo sztruksowe spodnie. Cóz, ja bylem ubrany podobnie, tyle, ze moje polary, nieco za duze spodnie i plecak byly nieco sfatygowane, bo przeciez kupia nowe jemu, ja moge nosic po nim, co ma sie marnowac. Przeciez w zyciu nic nie moze sie zmarnowac.
    Wszystko troche sie polepszylo, kiedy brat znalazl sobie jakas przyglupia Karine, która defekowala pedagogike i mieszkala w sraczu. Coraz rzadziej wracal na noc, bo jak mniemam wkladal swojego fiutka w swoja loszke i pil piwko, zabawiajac swoich kolegów opowiesciami o spierdolonym bracie, którego poniewiera. Ojciec z matka chodzili po mieszkaniu dumni niczym pawie. Synowa to, synowa tamto. Mi to wszystko zwisalo, bo w koncu moglem zajac sie programowaniem i spedzac noce przed komputerem. Szczescie jednak nie trwa wiecznie, zycie predzej czy pózniej wybije nam z twarzy usmiech wielkim mlotem, zeby nie bylo zbyt milo, bo radosc nie jest do niczego potrzebna komus takiemu jak ja. Po niespelna roku brat przyszedl z wódka do ojca, zeby mu powiedziec, ze Karina bedzie miala bachora. Zeby sie staremu spod wasa swiecily w usmiechu, bo przeciez bedzie dziadkiem, bo przeciez kazdy mezczyzna w zyciu musi zalozyc rodzine, splodzic syna i dostac wnuka. Jak sie mozna domyslec, dziewczyny dzieci nie rodza w sraczach, w bursach równiez ich sie ich nie wychowuje. Tak wiec na chwile przed matura mieszkalem w mieszkaniu z matka, ojcem, bratem i jego loszka, która w swoim brzuchu nosila owoc jego kutacza ;_;

    Matura nie stanowila problemu, egzaminy wstepne takze, dostalem sie zarówno na informatyke na UWr jak i na polibude. Wybralem to drugie, poniewaz zawsze preferowalem podejscie praktyczne do zagadnienia informatyki, nizeli teoretyczne, wrecz nauczycielskie, które wiodlo prym na uniwerku. Brzuch Kariny zdawal sie peczniec z kazdym dniem. Jej jeki i ciagle narzekanie nie pozwalaly mi spac.

    - Edek, za zimna ta woda na kapiel!
    - Za goraca herbata! Za malo cukru!

    Jazgotala w kólko, co tylko ja zdawalem sie zauwazac. Seba uslugiwal jej, niczym lokaj szkolony w porzadnej londynskiej szkole lokajów w XIX wieku, za rada ojca, rzecz jasna.
    Synek, do porodu Karinie pomagaj, bo jestes mezczyzna. Potem pójdziesz do roboty i ona bedzie dziecko bawic, domem oporzadzac.

    Bratel rzecz jasna nie oponowal. Nie oponowal równiez, kiedy ojciec nakazal mu przerwac robienie kupy z dupy do kibla po zrobieniu inzyniera, bo magister przeciez nie jest potrzebny, a swiezo upieczony ojciec nie moze byc na garnuszku rodziców. Logicznym nastepstwem wypelzniecia malej Justyny z macicy niedoszlej pani pedagog bylo stwierdzenie moich rodziców, ze de facto jestem osoba dorosla, moje robienie kupy z dupy do kibla to fanaberia i powinienem znalezc sobie prace i wyniesc sie, bo przeciez bede przeszkadzal Edkowi, jego przyszlej zonie i ich wnuczce. Wyrok zapadl. Nie bylo mozliwosci apelowac, ubiegac sie o prawo laski. Nie w tym domu. Cala noc nie moglem spac, przewracalem sie z boku na bok, wyginajac sprezyny w wysluzonym juz fotelu rozkladanym, który cale zycie sluzyl mi za lózko, a tej feralnej nocy przygrywal zalosnie mój marsz pozegnalny. Nie wiedzialem co mam zrobic, dokad sie udac, rodzice tatele mieszkali w Kieleckim, a emerytowana biurwa, zwana przez moja rodzicielke mama miala kawalerke po dziadku. Nazajutrz postanowilem do niej zadzwonic, zapytac, czy nie przenocuje mnie chociaz przez jakis czas.
    Mam jeden pokój, jak ty sobie to Maciek wyobrazasz? Nie masz kolegów? Studenci powinni mieszkac w sraczach!

    Zalamany poszedlem na uczelnie, popytalem kolesi, czy nie maja wolnego pokoju, albo miejsca w pokoju na stancji, ale wszyscy twierdzili, ze nie maja, ze ciasno, ze kawalek podlogi sie nie znajdzie. Oznajmili mi równiez, ze dopóki sie ucze mój stary musi mi placic forse albo pozwolic mieszkac w domu, w przeciwnym wypadku sad nakaze mu placic mi 50% zasadzonej kwoty na utrzymanie, pozostala polowe dostane z jego ZUSu. Wrócilem zatem do domu i powiedzialem ojcu, ze owszem, wynosze sie, ale równiez ide do sadu, po to, co mi sie nalezy, jak psu buda z miska.
    Maciek, synek, no przeciez mozesz tu na fotelu spac

    Tatel próbowal sie nawet usmiechnac. Kiedy oznajmilem, ze sie wyprowadzam a on za to zaplaci zaczal mnie wyzywac od najgorszych chujów, niewdzieczników i skurwieli. Powiedzial, ze przegram w sadzie i wyladuje pod mostem. Wygralem. Dziewiecset zlotych, czterysta piecdziesiat od ojca, drugie tyle z ZUSu. Wynajalem pokój za grosze przy ulicy Pomorskiej. Dlaczego pokój byl taki tani dowiedzialem sie dopiero pózniej, kiedy zobaczylem jaka to okolica, ale o tym ludziom z Wroclawia mówic nie trzeba. Chodzilem do studbazy, zatrudnilem sie na pól etatu do skrecania zestawów komputerowych w piwnicy pod sklepem z tymze sprzetem na ulicy Olawskiej. Po obronie popracowalem chwile we Wroclawiu to w serwisach to w sklepach z komputerami, caly czas szukajac pracy jako programista.
    Od kilku lat mieszkam w Poznaniu. Pracuje, splacam swoja mala piwnice. Jeden pokój z aneksem kuchennym, lazienka i mikroskopijna loggia. Wielka plyta. Osiedle. Jest tutaj równie pieknie, jak na Rózance za mojego dziecinstwa. Nowe elewacje, swiezo pomalowane hustawki, zielone skwerki pomiedzy blokami i czyste piaskownice, takie jak te, które ogladalem z okna, kiedy ojciec w najlepsze bawil sie z Edkiem. Podwórko mego dziecinstwa pelne jest teraz zmeczonych, przezartych przez rdze hustawek i zasikanych przez kundle piaskownic i trawników. Dzialajace niegdys latarnie strasza popekanymi czerepami, pozbawionymi mózgów. Od lat nikt nie kwapil sie, by je pochowac, czy naprawic. Moja rodzina, tak jak to podwórko, pozostala gdzies daleko na cmentarzysku mojego spierdolenia.
    pokaż całość

  •  

    Anony, przegrałem, jestem zwykłą pizdą, powiem wam co mnie dzisiaj spotkało i co
    ostatecznie zakończy moje i tak już spierdolone życie...

    Kilka słów o mnie: nigdy nie miałem kolegów, odkąd pamiętam byłem obiektem drwin, ale zdążyłem
    się już z tym pogodzić, za chwilę piszę maturę i częściej mnie nie ma w szkole niż jestem, więc nie
    muszę utrzymywać kontaktu z ludźmi z klasy, dla których na zawsze pozostanę ofiarą z której można
    kpić publicznie, a nawet dopuszczać się przemocy fizycznej (ale zakłady kto mi mocniej wbije długopis
    w głowę na lekcji w tym słynnym bardzo dobrym liceum najlepsze).

    Wcześniej bym tego nie przyznał, ale teraz chyba czas spojrzeć prawdzie w oczy - sam jestem
    sobie winien. Jestem straszną pizdą; nie mam nadwagi, ale za to mam obrzydliwe ciało, które nawet
    pod ciuchami sprawia odpychające wrażenie; tłuszcz zalegający na biodrach, ginekomastia, rozstępy
    na plecach i zwisająca skóra na przedramionach (super odchudzanie kurwo). Ogólnie wasz
    stereotypowy przygruby piwniczanin.

    Całości zjebania dopełnia nic innego jak piękny rzadki kuc (to nie troll, Seba, po prostu
    potrzebowałem takiego wstrząsu, żeby krytycznie na siebie spojrzeć), chociaż akurat tego nie
    uważam za jakiś powód przegrywu. Mam kuca, bo wydaje, a może wydawało mi się, że w długich
    włosach wyglądam mniej żałośnie (każdy kuc spierdolina potwierdzi, że nie potrafi sobie nawet
    wyobrazić jak wyglądałby w normalnych męskich włosach), poza tym nie jestem jakimś tam metalem
    czy korwinistą.

    Na koniec hit, czyli jak się ubieram - ja pierdolę, jak można być takim śmieciem bezkrytycznym jak ja,
    to ja nawet nie. Jestem brzydki, mam opryszczoną kurwa mordę, noszę okulary i coś, co ma sprawiać
    wrażenie zarostu i ubieram kurwa płaszcz (inb4 fa, tak bardzo kurwa chciałbym) i noszę, a już teraz
    raczej nosiłem zjebany atencyjny kapelusz jak JJJoker. Czy można wyglądać bardziej komicznie? No
    chyba kurwa nie.

    W mojej klasie (mat-fiz) nie mam kolegów jak już wspominałem, nie jestem nawet dobry z
    przedmiotów ścisłych, ot zwykły przeciętniak, ale wyróżnia mnie jedna zasadnicza rzecz - przyjaźnię
    się (tak, kurwo, to słynne FZ) z jedną z najładniejszych dziewczyn w szkole. Ania - tak ją będę nazywał,
    jest moją rówieśniczką i chodzi do klasy biol-chem. Jest w anonkowej skali 10/10 - śliczna, wybitnie
    inteligentna, skromna, a do tego ma naturę cichej myszki. Znamy się przez naszych rodziców i jak
    nietrudno się domyślić, jestem w niej zakochany od kilku lat, specjalnie nawet poszedłem do tego
    samego liceum co ona, oczywiście oficjalnie przez przypadek.

    Wiem, że nigdy nie miała chłopaka, bo często rozmawiamy, traktuje mnie jak swojego brata, nie
    wstydzi się znajomości ze mną nawet przed swoimi fajnymi kolegami, często stawała w mojej
    obronie, jak na korytarzu robiło się gorąco. Gdyby tylko wiedziała, że co wieczór fantazjuję o
    powolnym rozbieraniu jej do bielizny i wspólnym oglądaniu filmów... Przez to, że nasza relacja ma taki
    charakter, mogę rozmawiać z nią na każdej przerwie (oczywiście zdarzają się docinki, że jestem
    602zakochany w Ani i pojękiwania kolegów z klasy, ale ona zawsze chłodno na to odpowiada i jak
    kontynuujemy rozmowę to mówi, żebym się nie przejmował, że oni tylko żartują i wszyscy wiedzą, że
    jesteśmy przyjaciółmi...).

    Ale do historii. Ósmego marca w dzień kobiet zaprosiłem ją na spacer. Zgodziła się, bo
    widocznie nie była z nikim umówiona, ucieszyłem się, bo planowałem to już od kilku miesięcy,
    chciałem jej wreszcie powiedzieć co czuję. Już układałem w głowie imiona naszych dzieci i kota.

    Idąc po parku wyglądaliśmy komicznie, ale zdążyłem już do tego przywyknąć. Nikt nawet nie miał
    cienia bólu dupy o to, że taka dziewczyna może mieć takiego chłopaka, bo ja nawet nie sprawiałem
    wrażenia jakobym mógł być jej partnerem.

    Po godzinie chodzenia zaproponowałem, żebyśmy coś zjedli. Zgodziła się od razu, mówiąc że
    jest bardzo głodna. Niedaleko parku jest ładna restauracjo-jadłodajnia, kilka stolików, ale w bardzo
    dobrym guście i co najważniejsze, jest tam bardzo romantycznie, tym bardziej w dzień kobiet,
    wszędzie pełno kwiatów.

    Tak więc doszliśmy do restauracji, ja już nieco spocony pod pachami, ale byłem dobrej myśli. Jak
    bardzo się pomyliłem, miałem się przekonać z chwilą, w której przekroczyliśmy próg. Wszystkie stoliki
    były zajęte, rozejrzałem się po sali, rzeczywiście nie było ani jednego wolnego miejsca, Ania też
    szybko to zauważyła i słodko, niby marudząc, powiedziała że musimy coś wymyślić, bo jest bardzo
    głodna i nigdzie się stąd nie rusza.

    To podziałało jak zaklęcie - od stolika przy samych drzwiach, którego wchodząc żadne z nas nie
    zauważyło, wstał młody chłopak i powiedział, że czeka na obiad, ale je sam i reszta miejsc jest wolna.
    Spojrzał najpierw na nią, później na mnie i dodał:

    - Jeśli to nie randka, to zapraszam, siadajcie.

    KURWA MAĆ, co miałem niby zrobić - jakbym odmówił, to zresztą niczego tutaj nie trzeba tłumaczyć,
    on dobrze wiedział co robi jak to mówił.

    Usiedliśmy, ale zanim to zrobiliśmy, a raczej zanim ja zdążyłem zdjąć ze swojego sadła ten obleśny,
    śmierdzący płaszcz, to on już zdążył odebrać płaszcz Ani i odsunąć jej krzesło tak, żeby siedziała
    naprzeciwko niego. To wszystko trwało mniej niż dziesięć jebanych sekund. Usłyszałem tylko głos Ani:
    - Siadaj, Dominik i zamawiamy, bo jestem bardzo głodna.

    Usiadłem obok niej i zza karty przyjrzałem się chłopakowi. Nie mogło być inaczej - miał wszystko to,
    co ja chciałbym mieć. Nie jestem pedałem, ale szczerze był tak przystojny, że aż mnie zapiekło -
    wystylizowana fryzura, męska twarz, fitująca koszula, widać że ćwiczy (okazało się że żegluje i jest
    instruktorem wspinaczki, no kurwa super, ja sram pod siebie i jestem znawcą chińskich bajek).
    Zamówiliśmy. Chciałem jak najszybciej wyjść, więc wziąłem tylko zupę, ale Ani najwidoczniej
    się nie spieszyło. Aleksander, bo tak miał na imię, szybko nawiązał z nami (na początku wydawało mi
    się że z nami) rozmowę - popytał co robimy, gdzie studiujemy, bo on wpadł na obiad po zajęciach i
    takie tam. Prawie się nie odzywałem, speszonym głosikiem odpowiadałem na pytania, zresztą i tak
    nie słuchał, bo kontakt wzrokowy utrzymywał tylko z Anią.

    Okazało się, że jest studentem drugiego roku medycyny, a jako że Ania też chce to studiować, to
    nagle pojawiło się milion tematów. Przez grzeczność zapytał co ja chcę robić - powiedziałem że nie
    wiem, ale na pewno jakaś politechnika, może informatyka, bo lubię siedzieć przed komputerem
    (SUPER TEKST, SPIERDOLEŃCU, SUPER KURWA TEKST). Od razu zaczął coś nawijać jak to on nie
    mógłby siedzieć przed monitorem, bo aktywny tryb życia i blabla, ona cały czas wpatrzona w niego
    jak w obrazek przytakiwała.Chwilę później dodał, że szybko odnajdę się na polibudzie, bo tam jest dużo takich jak ja. Wyczułem szyderę, po tych wszystkich latach byłem na to wyczulony, ale to, co mnie zabolało najbardziej, to
    chichot Ani.

    Zrobiłem się czerwony na twarzy, poczułem pulsujące pryszcze na brodzie, przeprosiłem i wyszedłem
    do łazienki. Miałem już prawie łzy w oczach.

    Jak wróciłem, oni rozmawiali w najlepsze, on kończył już jeść, więc powoli zaczął się zbierać,
    oczywiście zostawił jej swój numer jakby chciała porozmawiać o studiach i takich tam. Już się nawet
    nie przesiadłem - dokończyłem jeść obok niej, ona cały czas mówiła jaki to mądry chłopak ten
    Aleksander i w ogóle. Myślałem, że się zrzygam. Wspomniała nawet, że mógłbym pość do niego na
    trening na ściankę, bo on taki wspaniały i miły, kurwa mać.

    Wyszliśmy, odprowadziłem ją do domu i wróciłem do piwnicy. Zastanawiam się jak duże
    prawdopodobieństwo, że akurat w ten dzień, akurat kurwa w tym momencie zaistnieje taka sytuacja,
    która zniszczy mi życie.

    Przed chwilą dzwoniłem do niej trzeci raz - zajęte. Chyba nie muszę mówić, że domyślam się z kim
    rozmawia. Chyba też już wiem, kto jej zerwie simlocka.

    Kurwa mać, chcę się zabić, takie gówno jak ja nie ma po co żyć. Anonki, pocieszcie proszę.

    Dlaczego to jest takie niesprawiedliwe, że niektórzy dostają od życia wszystko, a inni kurwa są od
    urodzenia paskudnymi genetycznymi odpadami?
    pokaż całość

    +: Freakz
  •  

    powiem wam, że wróciłam właśnie z Poznania i byłam na najlepszym koncercie mojego życia w najlepszej miejscowce, poznałam tyle ludzi i jeszcze wypatrzylam starych znajomych w tłumie, doznałam takiego duchowego uniesienia i jest mi tak dobrze, że będę zasypiać z bananem na buzi

  •  

    Od małego mam nerwicę żołądka - polega to na tym, że jak się denerwuję to mogę
    zwymiotować. Tak mówił lekarz, ale z tym „MOGĘ” to przesadził - wymiotuję zawsze gdy się
    zdenerwuję.
    Pierwsza sytuacja:
    > Podbaza
    > „Hej, anon, idziesz grać w gałę?” xD
    > „No raczej, a później pogram w Metka”.
    > „To kto wybiera?”.
    > „To może ty, anon!”.
    > „Ech, no nie bardzo...” - źle już się czuję.
    > „WYBIERAJ, KURWAAAAA!” (to było patologiczne dziecko).
    > „No okkkk...” - zwymiotowałem mu na buty.
    > Zajebał mi lepę na twarz, po czym zaczął mnie kopać butem z rzygami po twarzy.
    > „TY KURWO JEBANA, COŚ TY ODJEBAŁ?!”.
    > „Obrzyganiec” od pierwszej do trzeciej klasy codziennie przezwisko.
    Druga sytuacja:
    > Gimbaza.
    > Ogarnąłem wymiotowanie do potęgi over 9000.
    > Poznaj loszkę.
    > „Hehe, fajnyś, anonsu” xD
    > „Ty też jesteś fajna, Kaśka” xD
    > Siedzimy na ławce. Trochę mi niedobrze.
    > Łapie mnie za rękę, a drugą kieruje moimi ustami na swoje.
    > Czuję, że nadchodzi coś niesamowitego jak jebany Bilbo Baggins z Szajer.
    > Zerzygałem się jej na twarz i trochę wpadło jej do buzi. Po tym ona zwymiotowała na mnie.
    > anonfejs.ork
    > „CO TO KURWA BYŁO?!” - pyta Kacha.
    > „Ale o co ci chodzi?” - odparłem ze łzami w oczach i spierdoliłem do pobliskiego lasu, gdzie
    zwaliłem konia i zwymiotowałem do rzeki.
    Trzecia sytuacja:
    > Wejdź do technikum, tysiąc pięćset osób, nikt nie pozna obrzyganego rzygacza.
    > Pierwszy dzień szkoły na wielkiej sali gimnastycznej. Prosi cię dyrektor.
    > „UCZNIOWIE, TO JEST ANON RZYGADEŁKO” (przedstawia sytuację).
    > Uśmieszki tych ludzi mnie strasznie zestresowały.
    > Tak, zrobiłem to, przy jebanych tysiąc pięciuset uczniach na sali gimnastycznej w pierwszy dzień
    szkoły.
    Czwarta sytuacja:
    > Pojedź na hehe wycieczkę (pijani cały wyjazd) szkolną.
    > „Anon, chlej to” xD
    > „Ale Mordix, to jest połówka, nie dam rady”.
    > „Jak nie dasz rady to pizda jesteś”.
    > Zerzygałem się po „nie dasz rady”.
    > Nikt już ze mną później nie chciał się zadawać.
    Wymiotuję od czasu do czasu bez powodu, po prostu żeby zwymiotować. Lekarz mówi, że będę tak
    miał do śmierci.
    Zerzygałem się też na swojej komunii.
    pokaż całość

  •  

    Chyba teraz czas, bym i ja podzielił się z wami doświadczeniami - a raczej ich brakiem - mego
    koncertowo przegranego życia. Mam trzydzieści lat i mieszkam w małym mazowieckim miasteczku
    (nawet nie jest siedzibą powiatu). Mieszkam tylko z mamą i babcią - ojciec nieznany.

    Prawdopodobnie to właśnie ich nadopiekuńczość stała się przyczyną mej klęski...

    Mam około trzydziestu kilogramów nadwagi, to znaczy przy wzroście metr sześćdziesiąt dwa ważę
    dziewięćdziesiąt siedem kilo i zapewniam was, że to nie masa mięśniowa. Mama i babcia zawsze
    mówiły mi, że muszę dużo jeść, by urosnąć dużym i silnym. Słuchałem się ich, więc wpierdalałem na
    potęgę. Myślałem, że wszystko ze mną okej, dopóki nie poszedłem do szkoły (do zerówki mnie nie
    puściły w obawie o me zdrowie). Ta szkoła to był istny koszmar: Grubas, Dynia, Spaślak, Świniak,
    Jebany Tłuścioch, Skurwiała Locha - to były najdelikatniejsze przydomki, którymi z właściwą dla
    młodego wieku delikatnością obdarzali mnie rówieśnicy.

    Za każdym razem gdy to słyszałem, zaczynałem się mazać, co dostarczało im jeszcze większej
    satysfakcji. Musielibyście to zobaczyć – ja, spasły, w wełnianej kamizelce (tak, KAMIZELCE) zrobionej
    przez babcię, z jebanym bałwankiem naszytym na plecach, spocony, mażę się, gluty lecą mi z nosa,
    łzy spływają po grubych okularach, a wokół rozwrzeszczana tłuszcza szturcha mnie, kopie, popycha i
    ulatnia się, gdy tylko widzi nauczyciela.

    Oczywiście mama i babcia interweniowały na wywiadówkach, ale to przynosiło jeszcze gorszy
    efekt, gdyż bachory poinformowane przez rodziców o aferach rozkręcanych przez babcię robiły się
    jeszcze okrutniejsze...

    Mógłbym długo pisać o tym, jak przywiązali mnie po WF-ie (który był moją zmorą) nagiego do drzewa
    na boisku i wszyscy to widzieli, jak dostałem wpierdol marchewkami na zielonej szkole, jak nasrali mi
    do tornistra, jak wybrandzlowali się nad moim zeszytem do polskiego przed lekcją, na której polonica
    sprawdzała zeszyty... Ale pominę to, przechodząc do kolejnej tragedii, jaką przyniósł mi wiek
    dojrzewania.

    Jakby niewiele było nieszczęść, w wieku piętnastu lat dostałem tak kurewskiego trądziku, że
    mój tłusty ryj zaczął wyglądać jak jeden wielki ropny strup. Błagałem mamę i babcię żeby posłały
    mnie do lekarza, ale one chciały mnie leczyć domowymi sposobami, co przynosiło efekt dokładnie
    odwrotny. Do tego doszedł tłusty łupież, egzema i oczywiście permanentny smród potu sprawiający,
    że ludzie odsuwają się ode mnie na pięć metrów...

    Niedostatki fizyczne nie były niestety zrównoważone w moim przypadku jakimkolwiek innym
    talentem. W podstawówce jechałem na trójach i prawie repetowałem ósmą klasę z powodu ZPT - typ
    chciał mnie uwalić, bo gdy mieliśmy robić domki dla ptaszków i trzeba było zbić prosto cztery
    deseczki, najpierw zajebałem sobie młotkiem w czoło (sam nie wiem jak), a następnie przybiłem
    sobie rękę do ławki...

    Oczywiście nie miałem szans na liceum, do technikum się nie dostałem, więc została zawodówka.
    638Koszmar, który tam przeżyłem był po stokroć gorszy od podstawówki: wpierdol prawie
    codziennie, w kiblu zawsze wodnik szuwarek, na WF-ie nauczyciel z prawdziwą przyjemnością znęcał
    się nade mną... Najgorsze były zawsze zaliczenia, na przykład skok przez kozła... Kazał mi powtarzać
    po trzydzieści razy... Wyobraźcie to sobie. Cała klasa siedzi na ławkach w sali gimnastycznej i
    dosłownie zdycha ze śmiechu, a ja - tłusty, zapryszczony, spocony, rozpędzam się, próbując wskoczyć
    na kozła.

    Oczywiście za każdym razem spierdalałem się na mordę lub waliłem moim tłustym kałdunem
    centralnie w kozła, wzbudzając kolejne salwy rechotu...

    Wuefista przestał mnie męczyć jak mu narzygałem na buty po trzydziestym pierwszym skoku...
    Po tym, jak zawlekli mnie do kibla i wsadzili ryj prosto w gówno leżące w muszli i dostałem
    histerii, mama zdecydowała o zakończeniu mojej edukacji. Od tamtej pory wegetuję właściwie bez
    zmian. Wstaję rano (jeśli 14:00 to jest rano), wchodzę na kilka bezpłatnych stronek porno (najbardziej
    lubię te z biciem kobiet - to chyba coś mówi o moich kompleksach), szarpię bagietę (o ile mojego
    kutanga ze stuleją, o długości dziewięciu centymetrów we wzwodzie można określić mianem
    bagiety), potem siedzę na F23 (dopiero dziś odważyłem się coś napisać, po czterech latach), mama
    woła mnie na obiad - jem, znowu F23, bagieta, podwieczorek, F23, bagieta i tak mniej więcej do
    trzeciej rano.

    Oczywiście nigdzie nie pracuję, nie mam żadnego dochodu. Mama płaci za net (Neostrada
    50kb/s - jest taka opcja dla regionów wiejskich).

    Kontaktów z kobietami - ZERO. Psiochę widziałem jedynie na jpg’ach. Nigdy nie odezwałem
    się do dziewczyny. Wstydzę się nawet zagadać na czacie...

    Zarejestrowałem się na forum „dla puszystych” myśląc, że może tam coś wyrwę i zakiszę chociaż w
    jakimś pasztecie, byle miał pizdę, ale odezwał się do mnie jedynie jakiś gej, który lubił grubasów i
    podszywając się pod dziewczynę zaprosił mnie do siebie...

    To miał być najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Ubrałem się w garniak (oczywiście z
    lumpeksu), przyczesałem tłuste kudły - nawet wymyłem pindola i poszedłem do - jak sądziłem
    naiwnie - Donaty.

    Otworzył mi jakiś koleś w rajstopach, powiedział że jest kolegą Donaty i że ona zaraz przyjdzie, a ja się
    mogę czegoś napić. Zaproponował sok, który wychłeptałem momentalnie, nie wiedząc niestety, iż
    Robert (bo tak się przedstawił) wsypał tam tabletkę gwałtu.

    Dalej pamiętam jak przez mgłę - jestem ubrany w rajstopy i klęczę na łóżku, a Robert posuwa mnie w
    dziurę, waląc mnie smyczą po plerach... Robię Robertowi lachę... Znowu anal, bicie po ryju,
    przypalanie owłosienia łonowego zapalniczką, spust Roberta na moje czoło...

    Obudziłem się rano tylko w rajstopach na jakimś polu. Nie pytajcie jak wróciłem do domu. I to
    by było na tyle doświadczeń seksualnych...

    Nie wiem, po co to piszę, może po prostu mam nadzieję, że ktoś mi będzie współczuł... No,
    ale kończę teraz, babcia woła na podwieczorek - zrobiła pyszną goloneczkę - moje ulubione danie.

    Jeśli chodzi o moją opowieść, to niestety jest ona w stu procentach prawdziwa.

    Także w zakresie „spotkania z Robertem”... Miałem wam tego nie mówić, ale co tam... Po tym, jak
    obudziłem się na tym polu, jedynie w rajstopach, z anusem rozciągniętym przez bagietę Roberta,
    najpierw oczywiście się poryczałem... W sumie to musiał być komiczny widok: w szczerym polu leży
    stukilogramowy spaślak odziany jedynie w rajstopy z dziurą na wysokości anusa i płacze rzewnymi
    łzami. Niestety to chyba nie trafiło w poczucie humoru bab wybierających się polną drogą na
    niedzielną sumę. Zaczęły drzeć ryje i pognały przed siebie. Ja w międzyczasie próbowałem się
    wygramolić na drogę, nie wiedząc w sumie gdzie ona prowadzi. Nie minęło dziesięć minut, a na miejsce przyjechała: policja, karetka, straż pożarna no i pismaki z lokalnej gadzinówki. Pominę perypetie w szpitalu - powiem tylko, że babcia, dowiedziawszy się, co się stało, dostała wylewu, a mama spuściła mi gorszy wpierdol niż Robert swoją smyczą.
    Za namową mamy wniosłem o ściganie Roberta za zgwałcenie... Niestety ten chuj jest kuzynem naszego wójta i całej sprawie szybko urwano łeb - najpierw prokurator odmówił wszczęcia postępowania; po złożeniu zażalenia (napisanego przez babcię) wprawdzie zostało wszczęte, ale szybko je umorzono, bo Robert w swoich wyjaśnieniach powiedział, że ja sam chciałem z nim
    uprawiać seks, a potem, gdy nie chciał zapłacić, zacząłem go szantażować - nawet nie postawiono mu
    zarzutów. W moją „pigułkę gwałtu" nikt nie uwierzył.

    Ta sprawa miała szereg dalszych smutnych konsekwencji... Pismaki zrobili mi zdjęcie w tych
    rajstopach na polu i następnego dnia ukazał się artykuł „Transwestyta z widoczną nadwagą
    znaleziony na polu Iwony G.”. Oczywiście mojej twarzy nikt nie zamazał. Ale nie to było najgorsze...
    Okazało się, że Robert wszystko filmował... Wyobraźcie sobie jak się czułem, gdy szukając porno z
    grubymi laskami, trafiłem na... Ten film... Chciałem się zabić... Nawet przestałem jeść (no może nie
    całkiem - w każdym razie zrezygnowałem z podwieczorka i babcia myślała, że umieram).

    Po tym wszystkim (a było to rok temu) ANI RAZU NIE WYSZEDŁEM Z DOMU - ten film mają wszyscy w
    naszym miasteczku, a wycinki z tego artykułu do tej pory przylepiają gównem do naszych drzwi. W
    każdym razie dalej szukam kobiety, która zaakceptuje mój wygląd i wtajemniczy mnie w świat seksu.
    pokaż całość

  •  

    Widzę że nie ma streama, mama wyłączyła listwe a pezet nie ogarnia, wrócimy dziś tzn w niedzielę, czas który uciekł dodamy. Dziś było za grobo co nie? danielmagical

  •  

    Ruszamy z kolejnym rozdajo.

    Dzisiaj szansa na klucz Steam do Saints Row IV.

    Rozlosuję wśród plusujących ten wpis do jutra, do godz 23:30.

    Odpadają:
    1. Zielonki
    2. Udzielający się pod patostreamami

    PS do 23:30 dnia dzisiejszego trwa inne rozdajo:
    https://www.wykop.pl/wpis/36724883/piatek-wieczor-to-dobry-czas-na-impreze-ale-i-na-r/

    #rozdajo #rozdajosteam #steamrozdajo #steam #gry #zadarmo
    pokaż całość

  •  

    Kojarzycie? Kiedyś dorzucili do CLICK!'a wraz z kalendarzem/notesem, a grę nazwali "SETTLERS 2000". Chyba. Zwykły clicker, waliło się łapą w ludzi i tyle.
    #staregry

  •  

    Które słuchawki na jacka? Do gier bardziej niż słuchania muzyki :) Cena tak do max powyżej 200 trochę
    #pytanie #komputery #pcmasterrace

    Które słuchawki wybrać

    • 0 głosów (0.00%)
      Razer Electra V2
    • 1 głos (10.00%)
      corsair hs50
    • 9 głosów (90.00%)
      Kingston HyperX Cloud Stinger
  •  

    #kierownica #logitech #g29 #ets2

    po uruchomieniu gry po ok 3-5minutach wsyzstkie przypisane klawiesze się rozłączały (mozna było skrecać i pedały wciskac (tylko to co w grze mozna zmienic) reszta klawiszy nie reagowala)
    sterowniki ok, usunałem profil i zroibilem nowy nie dziala wgl (oprócz skrecania i pedałow)

    mial ktos podobny problem? szukam w necie nie moge nigdzie znalesc helpuru
    pokaż całość

  •  

    Uszaty półgłówek za tydzień grabienia liści dostał od swojego szefa, samolociki Air Force Melin. Melin jest już dorosłym ojcem, a nie młodym ojcem jak jakaś ciota. Widzisie jebani fini i wizowie? jak się ma dobrego szefa, to zamiast pieniążków dostaje się bezużyteczne zabawki. A na melinie Kober przygotowała na tę okazję specjalną i honorową półkę.
    #bonzo #patostreamy

  •  

    Ostatnio miałam bardzo poważną kłótnię ze współlokatorem, i było na tyle poważnie, że wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Było tak, że zawsze ja robię pranie, składam i układam do szafek i wubuchła inba, bo "luciditygone, co to do jasnej cholery jest" i wskazuje mi na skarpety. Ja się pytam, o co Ci chodzi gościu a on mówi "jak ty do jasnej cholery składasz te skarpety". Okazało się, że mój sposób jest chory, bo ja wkładam jedną skarpetę w drugą co zajmuje 2 sekundy, a on zwija je w jedną kulkę, co zajmuje znacznie więcej czasu. I teraz #kiciochpyta bo konsultowałam już to z kilkoma osobami i żadna z nich nie słyszała o sposobie składania skarpet w kulkę. Natomiast moja współlokatorka już tak, i razem we dwójkę cisnęli ze mnie bekę, dając mi bana na składanie skarpet w naszym domu. #trudnesprawy #ankieta pokaż całość

    Jak składasz skarpety?

    • 21 głosów (27.27%)
      Wkładam jedną w drugą.
    • 27 głosów (35.06%)
      Zwijam w kulkę.
    • 29 głosów (37.66%)
      Kładę na to jajca i nie składam w ogóle.
  •  

    Bardzo przypał chodzić z takim zegarkiem? XD Mega mi się podoba

    #zegarki

  •  

    Hej mam obiekt, który zapisuję w bazie i ma on dwie listy.
    Na potrzeby tego przykładu powiedzmy, że jedna lista przechowuje karty graficzne (GPU), a druga komputery(w komputerach są również karty graficzne).
    Więc mamy:
    List<GPU> gpuList;
    List<PC> pcList;


    Mam również DTO do tego obiektu, który ma już 3 listy: listę kart, listę komputerów i zsumowaną listę wszystkich kart (tych z komputerów i tych leżących luzem(gpuList)).
    Czyli:
    List<GPU> gpuList;
    List<PC> pcList;
    List<GPU> allGpus


    Teraz mam pytanie czy jest sens za każdym razem konwertując entity na dto obliczać tą trzecią listę, czy lepiej dodać tą trzecią listę do entity i zapisywać ją do bazy, bez bawienia się każdorazowo w obliczanie jej ?

    #java
    pokaż całość

  •  

    Mircy #pytanie #muzyka #nauka #zdrowie dlaczego tak jest ze jak słucham basowych kawałków (poniżej) to pomaga mi to na ból głowy ? Wszyscy tak macie ?

    Na kacu nie działa ale taki regularny ból głowy prawie zawsze się zmniejsza/znika

    https://soundcloud.com/person-ve/emperor-she-said pokaż całość

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika mikasz

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (3)