•  

    Zdarzyło się wam kiedyś otrzymać te mityczne KOMPLEMENTY od zupełnie obcych i przypadkowych osób za to jak pachniecie? xD

    #perfumy

  •  

    Chętnie kupię odlewkę 10ml cdni woman - najlepiej z przesyłką olx

    #perfumy

  •  

    #perfumy #150perfum 427/150
    Creed Silver Mountain Water (1995)

    Niesamowite jest to, że te perfumy są z 1995 roku bo ich aromat zupełnie nie przypomina tego co wtedy było na topie. Świetny zapach, który doczekał się setek klonów.

    Połowa lat 90 to czasy chemicznych bomb, morskich, generycznych aromatów, więc taki Creed musiał robić wtedy kosmiczne wrażenie. Dla mnie na pewno nie to jest to zapach morski, bardziej cytrusowo-zielony. Od lat słyszę tu o nucie atramentu ale sam nic takiego nie czuje. Głównie wyczuwam tu natomiast zieloną herbatę, cytrusy i porzeczkę na mlecznej, piżmowo-drzewnej bazie. Nie pachnie to jakoś mega naturalnie ale zajebiście przyjemnie i jakościowo, więc jak ktoś mówi, że jakiś ich klon wali chemią to faktycznie musi być mega generyczny. W skrócie jest bardzo odświeżająco, ale nie ma efektu lodu, może przez właśnie tą kremową, ciepłą bazę.

    Klonów trochę się nawąchałem, Od Al Wisam Day czy drogiego, bardziej morskiego Mefisto Xejoffa, przez Derby House po jakieś tanie Al Rehaby czy inne dziwadła typu Rasasi Entebaa, no i jest jest jeden zapach, który miażdży SMW na każdej płaszczyźnie – Rasasi Al Wisam Day. Kupiłem je w ciemno, zanim jeszcze miałem okazje przetestować Creeda i mając je u siebie w kolekcji tak na prawdę nie widzę sensu płacić kupy siana za Silver Mountain Water. AWD pachnie jak stuningowany Creed, głównie dzięki róży. Sam jest też odrobinę słodszy i ma wyraz bardziej kwiatowy. Ma też na mnie bardzo dobre parametry czego nie mogę powiedzieć o Creedzie, ale o tym za chwilę. Nie ma sensu też nazywać Al Wisam Day klonem bo to jednak perfumy mocno nawiązujące do oryginału ale idące jednak swoją własną ścieżką, coś jak Escada pour Homme Silver Light.

    Ostrzegano mnie, że obecne wypusty SMW to woda z kranu, ale Dottore pomyślał, że zrobi tak jak z Aventusem, 15 strzałów i po kłopocie. Otóż nie tym razem Dottore Amore! Projekcja jest słaba i krótka nawet przy 15 chmurach, gdzie Al Wisam Day przy takiej ilości zostawia za mną długi ogon. Trwałosć na skórze około 6 godzin.

    Dobre perfumy o wysokiej jakości, których pomnik został trochę zniszczony przez wydawane seryjnie tanie alternatywy, do tego reformulacje i kastracje im też niespecjalnie pomogły. Są alternatywy więc raczej nie ma sensu się bawić w wydawanie 700+ zł za flaszkę mając gwarancje słabych parametrów. Nie ma też sensu dopłacać do jakiegoś Xerjoffa, który pachnie jak mix z dezodoranetem i ma równie chujowe parametry

    zapach: 7,5/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 4,0/10
    cena: Testery bywają w cenie koło 700 zł za 100 ml, teraz widzę, że jest to 850 zł.
    pokaż całość

    źródło: sylwer.jpg

  •  

    #sotd #perfumy

    Piątek, piateczek. Czas go spierdolic komuś w biurze ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    A co tam u Was?

    źródło: fraguru.com

  •  

    Ma ktoś może ToyBoy'a z ubytkiem na zbyciu? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #perfumy

  •  

    Miraski ʕ•ᴥ•ʔ Co dziś narzuciliście na ten wietrzny dzień?

    Dziś wiatr, więc idealnie komponują się w tym perfumy Love Love o mlodziezowo-kwietnym zapachu z kilkusetmetrowym ogonem (。◕‿‿◕。)

    Niektórzy twierdzą, że tak potężny ogon jest dowodem na to, że Bóg nas kocha i chce byśmy wszyscy dzielili się dobrem w perfumowej postaci 乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ

    #perfumy

    źródło: Perfumy-Damskie-Moschino-I-Love-Love-100-Ml.jpeg

  •  

    Co dziś Mirasy narzuciliście? ʕ•ᴥ•ʔ

    U mnie Moschino UOMO. Balsamiczny klasyk. Po nałożeniu pachnie nieco mdle, ale z biegiem czasu uwalnia mydlane nuty. Można sobie to wyobrazić tak, jakbyś mieszkał obok fabryki kosmetyków do kąpieli, a z każdym powiewem wiatru okolica skąpana byłaby w ich zapachu (。◕‿‿◕。)

    Ocena 8/10

    #perfumy

    źródło: perfumeriawarszawa.pl

  •  

    Shout out to @Milburn - polecam bardzo tego mireczka! (ʘ‿ʘ) Świetnie zabezpieczona przesyłka, myślę, że nawet jakby jakiegoś kuriera kusiło, żeby pograć w prowizoryczny futbol kartonem, to prawdopodobnie dekantom nic by się nie stało.

    Dodaję krótką recenzję pozbawioną punktacji, bo tak jak Anthony Fantano, nie przepadam za oceny w postaci cyferek, bo obdziera to cały sens recenzji jako opisu.

    Zawartość paczki:
    1. Afnan Supremacy In Heaven

    Bardzo przyjemny zapach, idealny na lato - są nuty zielonej herbaty, są cytrusy, jest świeżo, a jednocześnie naturalnie. Stosunek ceny do jakości jest wyśmienity. Jeśli trwałość jest rzeczywiście taka, jak powiadają to prawdopodobnie wleci cały flakon w przyszłości ʕ•ᴥ•ʔ

    2. Afnan Supremacy Not Only Intense

    Tutaj z kolei zupełnie inaczej - jest mrocznie, czuć mech, gdzieś przebijają się owoce (zielone jabłko? może jakiś słodki cytrus?), ale całość pachnie jak likier ziołowy albo maść, w takim niepewnie pozytywnym sensie. Tutaj również, jak na ten przedział cenowy, zaskakująco naturalnie. Bardzo, bardzo ciekawy zapach, jednak kompletnie odradzałbym jako blind buy.

    3. Dior Homme Sport Very Cool Spray

    Bardzo złożony zapach, a jednak niesamowicie prosty i przyjemny w odbiorze. Jest faktycznie... chłodno. Nie wiem, czy to cała ta marketingowa magia, czy aż schłodziło mi z początku nos. Mnóstwo różnych, gorzkich cytrusów i drzewnych akcentów zmieszanych w równomierną kompozycję, a wszystko podkreślone jakąś słodyczą, chyba wanilią. Prześwietny zapach.

    4. Dior Fahrenheit (2016)

    To jest ten zapach, który sprawia, że po spryskaniu nadgarstka zaczynam się uśmiechać, wręcz śmiać niepewnie i powtarzać: "Ja pierdolę, to jest to"! Skóra, ale mam tutaj na myśli taką bardzo autentyczną skórę, zupełnie jakbyśmy weszli do pracowni kaletnika. Jest też podstawa drzewna. Gdy piszę tę recenzję, to powoli zaczyna wydobywać się ta wspólna nuta z CK Man, czyli fiołek. Niestety nie czuję tej słynnej benzyny. Wydaje mi się, że pomiędzy tym, a współczesnym wypustem Fahrenheita jest pewien krok w tył jeśli chodzi o naturalność składników.

    5. Hmmmm

    Cóż to takiego? Nie mam pojęcia. Pachnie mi mocno wetywerią i drzewem sandałowym, zapach bardzo "oleisty". Otrzymane jako bonus - bardzo chętnie dowiem się, co to takiego ʕ•ᴥ•ʔ
    Niestety, chyba coś było nie tak z gwintem lub samym atomizerem, bo zapach polał mi się na palce (╯︵╰,) Wątpię jednak, żeby to była wina mirka, być może jest to wadliwy dekant.

    #perfumy #stragan
    pokaż całość

    źródło: dekanciki od miraska.jpg

    •  

      @theicecold: Odlewkę rasasi od @why_nott (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
      Tylko Al wisam day do całej kompozycji dodaje jeszcze taką świeżą, zieloną różę.

    •  

      @theicecold: Jest to o tyle ciekawe, że według mnie Afnan Supremacy Not Only Intense jak i In Heaven mają bardzo podobne DNA (oczywiście jedno jest klonem SMW a drugie Aventusa, ale mają bardzo zbliżoną bazę).

      Co do Al Wisam Day, chyba nie jestem odosobniony w tej opinii :) Z całej trójki jako jedyny nie jest to bezpośredni klon, raczej inspiracja. Dla mnie też jest najświeższy i najbardziej naturalny, plus ta róża jest niezwykle przyjemna. Nie jest to jednak kandydat na bezpieczny blind, dlatego polecam odlewkę ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    #perfumyptasznika #perfumy 90 / 50

    Lalique L’insoumis (2016)

    Mówiłem już kiedyś, że gdybym mógł jeszcze raz wymyślić sobie nick, to zamiast ptasznik1000 nazywałbym się ptasznique w hołdzie dla mojego ulubionego perfumowego brandu. Lalique przyzwyczaiło do zajebiście wysokiego poziomu męskich selektywnych kompozycji – od Equusa, przez Liona i linię Encre Noire aż po oba zapachy z serii Hommage.

    Co innego można powiedzieć o poziomie perfum od Lalique? Ano to, że nie jest to poziom równy. Pewnie znajdą się tu fani White, które w pewnych kręgach może się bronić, ale za którym ja wybitnie nie przepadam. Są tacy, dla których biały Lalik pachnie sterylną, szpitalną wręcz czystością (i to niekoniecznie musi pozytywne skojarzenie), dla mnie zaś wręcz przeciwnie, kompozycja kojarzy się z brudną i nieświeżą cytryną (i to tym bardziej nie jest nic dobrego). O ile White budzi odczucia ambiwalentne, o tyle L’insoumis Ma Force, czyli flanker omawianego dziś zapachu to już ewidentny wypadek przy pracy w postaci bardzo syntetycznego koszmarku mogącego kojarzyć się z żelem pod prysznic typu Isana. Umówmy się, że to coś raczej niegodnego tak szanującej się marki. Z klasycznym L’insoumis mam jednak zagwozdkę, bo może to nie są złe perfumy, ale jednocześnie określiłbym je jako chyba najmniej dobre spośród wszystkich wymienionych na samym początku. A skoro są najmniej dobre, wniosek nasuwa się sam: to (obok White’a i Ma Force) jeden z najsłabszych męskich Lalików.
    L’insoumis z francuska oznacza „buntownik” i takie też miały być w założeniu te perfumy – idące trochę pod prąd, bo mające nawiązywać do zamierzchłych już lat świetności akordu fougere, a przy tym drapieżne, wręcz dzikie, ziemiste, męskie. Takie przynajmniej skojarzenia budzi kampania reklamowego i key visual tego produktu. Zamysł wydawał się zajebisty, ale niestety – gorzej z wykonaniem.

    Być może to kwestia pory roku albo jakiegoś felernego batcha, bo zapamiętałem te perfumy zupełnie inaczej i wydawały mi się o wiele bardziej złożone niż teraz, gdy kupiłem pełny flakon zamiast odlewki, a może to po prostu mój nos się popsuł i przestałem dostrzegać pewne niuanse. A może poznałem po drodze wiele innych zapachów i podniosły się moje oczekiwania? Kiedyś czułem w nich dużo pieprzu i taką bardzo ostrą, ziołowo i wręcz metaliczną nutę, którą kojarzę z jakimiś szarymi perfumami Beckhama, które nosiłem w liceum. Dziś L’insoumis nie ma mi nic więcej do zaoferowania zbyt wiele więcej niż miks bardzo słodkiego rumu, odrobiny bazylii i szałwii i może odrobiny ziemistości gdzieś między otwarciem a bazą. Są też lawenda, ale gdzieś bardzo daleko w tle oraz mech i drzewne nuty, trochę zbliżone do cedru.
    Nie chcę się jednak nad nimi specjalnie pastwić, bo spokojnie można znaleźć wiele więcej gorszych perfum i to często za cięższy pieniądz. Z całą pewnością w L’insoumis nie ma jednak charakterystycznego dla linii Hommage i Encre Noire oraz dla Equusa niszowego wydźwięku. To porządny zapach, ale – jak na Lalique – tylko „porządny” to zdecydowanie za mało. Osobną kwestią jest jego zaskakująco dobry odbiór przez otoczenie (serio zgarnia komplementy!) oraz bardzo duża projekcja po godzinie od aplikacji. Potem L’insoumis jednak cichnie i słabnie. Dobra trwałość to z jednej strony plus, z drugiej wynika ona z dosyć mocno syntetycznego finiszu.

    Ocena: 6,5 / 10
    Trwałość: 7,5 / 10
    Projekcja: 6,5 / 10

    Cena 90 zł / 100 ml
    Fragrantica
    Parfumo
    pokaż całość

    źródło: 90. Lalique Linsoumis.jpg

    •  

      @ptasznik1000: Moje dotychczasowe doświadczenie z Lalique było bardzo dobre (Equus, wszystkie Encre noire, pearl, l'amour, hommage) jedynie White i właśnie wspomniany Ma Force mnie zawiodły. Ale jak mówisz żeby dać szansę, to jak będzie okazja to wypróbuje, może w jakiejś wąchalni będzie wystawiony.

    •  

      @ptasznik1000: W takim razie bardzo czekam na recenzję NR Bleu Noire. Jest to jedno z najlepszych moich odkryć tego roku. Niestety przetestowałem póki co tylko EDT, a wiem, że EDT Extreme i EDP to kompletnie inne kompozycje. Ostatnio od użytkownika @Drased kupiłem odlewkę Tous 1920 The Origin i to też świetne perfumy w podobnym stylu (jedynie parametry liche).

      +: Drased
    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Tajemnica rozwiązana ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #perfumy

    źródło: 20220507_213759.jpg

    +: Zsieci

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika mingan

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (1)