Na zawsze punk!

  •  

    7 grzechów głównych wersja 2.0

    1. Pycha: Linkedin

    2. Chciwość: Allegro

    3. Nieczystość: Pornhub

    4. Łakomstwo: Pyszne

    5. Zazdrość: Instagram

    6. Gniew: Facebook/Twitter

    7. Lenistwo: Netflix

    #oswiadczenie #spoleczenstwo #heheszki #humor

  •  

    Pa jebnie ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #nieboperfekcjonistow #bmw #samochody

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1593667743197.jpg

  •  

    Śniadanie godne Boga, takiego jak ja.

    Z dedykacją dla @DzikiChleb

    #czosndog

    źródło: JPEG_20200630_081717_3148045371395853875.jpg

  •  

    Dobra Mirki, wezwijcie śmieciarkę #urodziny

    źródło: 1593497941446.jpg

  •  

    W lidlu kupiłem parówki w stylu spurdo ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°). #memy #heheszki #spurdo #rozrywka

    źródło: wiebrzowe spurdo.jpg

  •  

    Ktoś ma pomysł dlaczego Total Commander nie pokazuje mi wszystkich ikon które są na pulpicie?

    źródło: screen.png

  •  

    SEKS NIE JEST TWOIM OBOWIĄZKIEM
    NAJPIĘKNIEJSZE SŁOWO W ŁÓŻKU? NIE. CZYLI SŁÓW KILKA O ASERTYWNOŚCI
    #zrozumiecseks
    Treść wpisu jest z książki Warsztaty Intymności Agnieszki Szeżyńskiej.

    Do kogo należy twoje ciało?
    Odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista – twoje ciało należy przecież do ciebie. To ciebie „nosi”, to ty masz z nim najbliższy kontakt, to tobie umożliwia interakcję ze światem, to twoje potrzeby pomaga spełniać, to ty masz nad nim kontrolę, to ty o nim decydujesz.
    Czy na pewno?
    Sprawa robi się nieco skomplikowana, gdy zaczynamy się zastanawiać, kto inny ma kontakt w twoim ciałem. Kto poza tobą chce spełniać z jego pomocą swoje potrzeby? Czyje potrzeby ty chcesz spełniać z pomocą swojego ciała? Kto oprócz ciebie decyduje, co dzieje się z twoim ciałem?

    DAJ BUZIAKA CIOCI
    Jednym z filarów bycia asertywną/asertywnym w seksie jest poczucie autonomii cielesnej – świadomość tego, że twoje ciało należy do ciebie i to ty o nim decydujesz. Proces budowania autonomii cielesnej trwa od najwcześniejszych etapów życia, a jego przebieg kształtują wszystkie twoje cielesne doświadczenia – również te zupełnie nieseksualne.
    Przez pierwsze miesiące i lata życia twoje ciało (i jego przetrwanie) jest zależne od dobrej woli osób, które cie otaczają. Małe ciało na potrafi samo poruszać się po świecie ani zdobywać pożywienia. Jako ludzie wszyscy zaczynamy od stanu silnego uzależnienia od innych ciał. Nasz przetrwanie zależy od tego, czy będą one gotowe spełniać nasze potrzeby.

    W procesie rozwoju zaczynamy postrzegać swoje ciała jako odrębne od całej reszty świata i uczymy się, ze mamy nad nimi pewną kontrolę (na przykład motoryczną, gdy sięgamy po przedmioty, których chcemy dotknąć). Uczymy się, że są sytuacje, w których my same/sami musimy kontrolować swoje ciała (choćby załatwianie się). Uczymy się, że są aspekty, w których nasze ciała pozostają uzależnione od woli innych ludzi (np. musimy włożyć na swoje ciało te, a nie inne spodenki i pójść „swoim ciałem” do szkoły teraz, a nie później). Niestety wśród tych aspektów cielesnego uzależnienia pojawia się też często dotyk. Przykłady:
    W odwiedziny do domu małej Kasi przychodzą ciocia i wujek.
    Kasia chowa się za nogą mamy. Mama mówi: „Kasiu, daj cioci buziaka na dzień dobry”. Kasia nie reaguje. Mama mówi: „No nie bądź taka, chodź, przywitaj się” - i kieruje ciałem Kasi, stawiając ją przed ciocią. Ciocia nachyla się i z uśmiechem daje Kasi buziaka w policzek. Niby nic wielkiego. Ale mała Kasia właśnie nauczyła się, że innym ludziom wolno poruszać jej ciałem i całować ją wbrew jej życzeniu. Ta nauka może utrudnić dużej Kasi bycie asertywną w seksie oraz akceptowanie asertywności innych osób.
    Mały Jaś wraca z przedszkola do domu.
    Tata wita się z nim i pyta: „Przytulisz się do taty?”. Mały Jaś miał zły dzień i jest w kiepskim humorze, odpowiada więc, że nie chce, na co słyszy: „No co, nie kochasz już taty?”. Mały Jaś właśnie nauczył się, że dotyk jest koniecznym dowodem miłości. Ta nauka może utrudnić dużemu Jasiowi bycie asertywnym w seksie oraz akceptowanie asertywności innych.

    Jeżeli twoja dziecięce „nie” nie było respektowane, jeżeli jako dziecko nauczyłaś/nauczyłeś się, ze to inni mają większe niż ty prawo decydować o tym, kto i jak wchodzi w interakcję z twoim ciałem, wzmacnianie twojej asertywności w seksie będzie nie tylko procesem nauki, ale też procesem oduczenia się krzywdzących wzorców przekazanych ci w przeszłości. Ponieważ wiele osób właśnie z takimi wzorcami wchodzi w dorosłe życie, często kierują one też życie seksualnym dorosłych.

    „OBOWIĄZEK MAŁŻEŃSKI”
    Od swoich klientek i klientów wielokrotnie słyszałam, że „obowiązek małżeński” to przestarzała filozofia związkowa, która w dzisiejszym świecie nie ma już racji bytu. Wszyscy wiedzą przecież, że seks należy uprawiać tylko wtedy, kiedy się tego chce.
    Jednocześnie połowie osób będących w stałych relacjach zdarzyło się uprawiać z partnerem bądź partnerką seks, mimo że nie mieli na to ochoty. Ta statystyka nie wskazuje oczywiście, że seks odbył się bez zgody. O ile jedna i druga strona podejmuje aktywność seksualną w zgodzie i harmonii z samym sobą i ze sobą nawzajem, to, że w danej chwili nie czują takiego samego pożądania, samo w sobie nie przesądza o wartości seksualnej interakcji.
    Kluczowe jest tu zezwalanie na dostęp do swojego ciała w zgodzie z samą/samym sobą. Nie trzeba samej/samemu odczuwać danej potrzeby, by godzić się na wzięcie w czymś udziału i spełnienia potrzeby drugiej osoby. Zgoda ta jednak musi być szczera. „Żeby już mieć z głowy”, „żeby nie było kłótni”, „bo trzeba dać dowód miłości”, „dla świętego spokoju”, „bo nie można tak bez końca odmawiać” - to nie są źródła szczerej zgody, wyrażanej w harmonii z samą/samym sobą. Te powody to pokłosie „obowiązku małżeńskiego”.

    Dość często spotykam się z pytaniem o to dlaczego brak chęci jednej osoby miałby być ważniejszy niż chęć drugiej osoby. Dlaczego w stałej relacji „nie” miałoby być ważniejsze niż „tak”?
    Istnieje przekonanie, że skoro obiecaliśmy sobie, że z nikim innym nie będziemy załatwiać swoich seksualnych zachcianek, to coś nam się od naszej drugiej połówki należy. Nie mamy możliwości pójść gdzie indziej i jest to wynik istnienia w naszym życiu drugiej osoby i naszego wzajemnego zobowiązania – ma ona więc wziąć współodpowiedzialność za nasze potrzeby. Tam, gdzie jest związek, są dwie osoby, których potrzeby powinny być traktowane równorzędnie.
    To podejście zawiera w sobie poważny błąd logiczny. Opiera się bowiem na założeniu, że mamy takie samo prawo do cudzego ciała, jak do własnego. A to jest po prostu nieprawda.

    „Obowiązek małżeński” to pojęcie łączące dwie sprzężone ze sobą (oraz błędne) koncepcje.
    Po pierwsze – jak wynika z wczesnych doświadczeń wielu osób – ludzie mają prawo wymagać od siebie kontaktu cielesnego pomimo niechęci jednej z nich.
    Po drugie – ponieważ będąc w związku monogamicznym, dobrowolnie rezygnuje się z kontaktów seksualnych z innymi ludźmi, stały partner/stała partnerka ma przejąć pełną odpowiedzialność za spełnianie potrzeb drugiej strony. Przecież obiecaliśmy sobie, że nie będziemy spełniać się seksualnie z pomocą innych ciał, wybór dokonuje się więc pomiędzy „twoje ciało spełni moje potrzeby” a „sprawisz, że będę nieszczęśliwa/nieszczęśliwy”.

    Nawet jeśli silnie przeciwstawiasz się filozofii „obowiązku małżeńskiego” lub nie jesteś/nie bywasz w stałych monogamicznych relacjach, te same koncepcje mogą wchodzić ci w paradę w innych sytuacjach. Może objawiają się jako ukłucie poczucia winy zawsze wtedy, gdy twoje ciało nie spełnia potrzeb innych ludzi (np. kiedy odmawiasz komuś seksu). Może objawiają się cierpieniem, gdy stawiasz fizyczny komfort innych ciał ponad swoim (np. siedząc ściśniętą/ściśniętym między ciotką Marią a kuzynem Darkiem podczas rodzinnego obiadu). Może objawiają się złością na to, że drugie ciało, zamiast zajmować się twoimi potrzebami, zajmuje się swoimi lub – co gorsza – jakiejś trzeciej osoby (np. gdy czujesz, że twój partner/partnerka częściej przytula swoja siostrę niż ciebie).
    Obie te bolesne koncepcje opierają się na jednym błędnym założeniu: że inni ludzie mają (co najmniej) takie samo prawo do decydowania o tym, co dzieje się z danym ciałem, jak osoba „posiadająca” ciało. Aby dbać o swoją cielesną autonomię i szanować autonomię cielesną innych osób, aby wykazywać asertywność i umieć ją docenić u partnerów i partnerek, będzie trzeba rozprawić się z tym fundamentalnym błędem i każdej istocie seksualnej przyznać prawo do cielesnego samostanowienia.

    SAMOSTANOWIENIE CIELESNE
    A więc chcesz mieć cielesną autonomię.
    Może chcesz też mieć kontakty cielesne z innymi ludźmi.
    Chcesz używać swojego ciała, by spełniać swoje potrzeby.
    Chcesz używać swojego ciała, by spełniać potrzeby innych ludzi.
    Chcesz, by inni ludzie udostępniali ci swoje ciała do zaspokajania twoich potrzeb.
    Jak pogodzić wszystkie te potrzeby, dbając jednocześnie o granice, i stworzyć przestrzeń dla obustronnej asertywności? Trzeba będzie budować na fundamencie samostanowienia cielesnego.
    W kontekście seksualności samostanowienie cielesne to założenie, że:

    1. Wyłącznie ty masz prawo decydować o tym, co seksualnego dzieje się z twoim ciałem.
    Nikt nie ma większego prawa do twojego ciała niż ty.
    To ty masz prawo decydować o tym, co seksualnego robisz ze swoim ciałem i co mogą robić z nim inne osoby. Możesz dzielić się tym prawem z innymi ludźmi w odrębie własnych chęci i granic, to jednak nie zmienia faktu, że to prawo jest przede wszystkim twoje. Twoje ciało należy do ciebie i to ty o nim decydujesz. Wolno ci dbać o swoje granice i oczekiwać, ze będą one respektowane. Twoje ciało nie musi spełniać potrzeb innych ludzi - nie musi całować na dzień dobry, nie musi przytulać, by dowieść twojego przywiązania czy miłości, nie musi uprawiać seksu tylko dlatego, że nie ma żadnych innych dostępnych ciał. Twoje ciało ma zobowiązanie przede wszystkim wobec siebie i swoich potrzeb, a dopiero w drugiej kolejności – jeśli chcesz – wobec innych ludzi.
    To w poczuciu tego prawa ma korzenie asertywne mówienie „nie”.
    Brzmi dobrze? Teraz pora na następstwa tej filozofii. Bywa, że dla niektórych okazują się trudniejsze do zaakceptowania.

    2. Inni ludzie też mają wyłączne prawo decydowania o tym, co dzieje się z ich ciałami.
    Ty nie masz prawa decydować o tym, co dzieje się z ciałami innych osób. Masz prawo prosić ludzi o udostępnianie ci ich ciał, jednak to do nich należy decyzja, czy ci swoje ciała udostępnią. Masz prawo mieć opinie i emocje dotyczącego tego, co robią inne ciała, nie do ciebie jednak należy decyzja, co mają robić.
    Tak jak twoje seksualne samostanowienie cielesne jest ważniejsze od próśb innych ludzi, tak i ich seksualne samostanowienie cielesne jest ważniejsze od twoich próśb. Masz prawo decydować, co seksualnego robi twoje ciało, ale nie masz prawa wymagać, by inne ciało wbrew sobie robiło z tobą to, czego ty chcesz. To w tym ma korzenie umiejętność przyjmowania asertywnego „nie” drugiej osoby.

    3. Inni ludzie nie są odpowiedzialni za twoje cielesne potrzeby. *(wytłumaczenie czym jest odpowiedzialność za zaspokajanie potrzeb jest na samym dole wpisu)
    Tak jak inni ludzie (nie ty) odpowiadają za spełnienie swoich potrzeb, tak ty odpowiadasz za spełnianie swoich. To do ciebie należy twoje ciało. Twoje potrzeby się w twoich rękach. Twoje granice są w twoich rękach. Twoja satysfakcja z seksu jest w twoich rękach. Nikt nie ma prawa decydować o tym, czego potrzeba twojemu ciału. Nikt inny nie wie lepiej niż ty, co ono powinno robić. Nikt nie ma prawa wmawiać ci, ze akurat teraz powinno cieszyć się z całowania, a teraz dac się przytulić. Nie oczekuj, że inni ludzie odgadną, czego potrzeba twojemu ciału – jest to przekazywaniem im odpowiedzialności, która do nich nie należy. Jeżeli twoje ciało czegoś potrzebuje, a spełnienie tego wymaga udziału drugiej osoby, poproś ją o to. To w tym korzenie ma umiejętność asertywnego mówienia „tak”.

    TAK I NIE, NIE I TAK
    Asertywność w seksie opiera się więc na przyznaniu sobie i innym prawa do cielesnego samostanowienia. Opiera się na zrozumieniu i zaakceptowaniu, że każda istota seksualna ma wyłączne prawo decydować o własnym ciele i sama odpowiada za spełnianie swoich potrzeb i opiekowanie się swoimi granicami.
    Asertywne mówienie „nie, tego nie chcę” i asertywne mówienie „tak, tego chcę” zbudowane są więc na wspólnym fundamencie. Nauka mówienia „nie” to nauka o tym, że twoja ciało należy do ciebie. Nauka mówienia „tak” to również nauka o tym, że twoje ciało należy do ciebie. Ucząc się mówić „nie” budujesz tę samą umiejętność, co ucząc się mówić „tak”.
    Możliwe jednak, ze kolejność nie jest tutaj przypadkowa. Jeżeli dotychczas zduszałaś/zduszałeś w sobie „nie”, nauka mówienia „tak” może być znacznie utrudniona. Kiedy w cielesnych interakcjach z innymi ludźmi nie znamy lub nie komunikujemy swoich granic, mamy permanentne poczucie zduszenia, wykorzystania. Gdy czujesz, że twoje ciało nie należy do ciebie na tyle, żebyś miała/miał moc, by dbać o jego granice, troszczenie się o jego przyjemność może być przedsięwzięciem, które wydaje się całkowicie nierealne. Aby móc zacząć dbać o swoją seksualną przyjemność, często najpierw trzeba nauczyć się nie pozwalać się krzywdzić. Ustalenie, czego nie chcemy, i nauka komunikowania „nie” pomagają też stworzyć przestrzeń, w której znajdują się te rzeczy, którym możemy chcieć powiedzieć głośne „tak!”.

    UCIECZKA OD ASERTYWNOŚCI
    Kiedy na drodze do asertywności stoją przeszkody, jedną z typowych dróg ucieczki są implikatury.
    Implikatura stanowi ten element znaczenia wypowiedzi, który jest niedosłowny, aluzyjny, którego trzeba się domyślić, bo nie wynika wprost ze znaczeń zakodowanych w użytych wyrazach. Zdanie „Jestem zmęczony”, może nie zawierać implikatury i oznaczać wyłącznie to, że osoba mówiąca jest zmęczona. To samo zdanie wypowiedziane w odpowiedzi na pytanie „Chcesz się ze mną kochać?” zawiera implikaturę – w tym przypadku z dużym prawdopodobieństwem implikatura to „nie”.
    Implikatury nie są z gruntu złe. Używasz ich codziennie wiele razy, ponieważ znacznie usprawniają komunikację. Oto kilka przykładów:
    - Która godzina?
    - Za 15 minut się zacznie.

    - Byłeś na poczcie?
    - Byłem strasznie zajęty.

    Gdzie są ciastka?
    Chciało mi się słodkiego.

    Wszystkie odpowiedzi zawierają implikatury – nie odpowiadają na pytania wprost, ale dzięki wspólnemu dla rozmówców kontekstowi ich znaczenie jest dla nich jasne. Zazwyczaj sięgamy po implikatury, ponieważ są najkrótszą drogą do celu.
    Również w sytuacjach, gdy chcemy uniknąć asertywności, a więc komunikowania się jasno i bezpośrednio, implikatury są dogodnym wyborem. Ale komunikacja niebezpośrednia, mglista, wymijająca może sprawić, że implikatura nie zostanie rozpoznana, że nasz przekaz nie zostanie zrozumiany, jak również że osoba, z którą rozmawiamy, poczuje rozdrażnienie, ze utrudniamy jej zrozumienie nas.
    Do ceny, jaką płacimy za implikatury, wrócimy za chwilę. Najpierw zastanówmy się, co jeszcze sprawia, że w nie uciekamy.

    HAMULCE ASERTYWNOŚCI
    Strach przed mówieniem jasno i wyraźnie „nie, nie chcę” i mówienie głośno „tak, chcę” często ma swoje źródło w tych samych blokadach. Do hamulców asertywności, które powodują, że w odniesieniu do seksu wybieramy implikatury, mogą należeć:

    1. Wstyd i przekonanie, że o seksie się nie mówi, tylko się go uprawia.
    Wstyd przed głośnym, asertywnym wypowiadaniem swoich potrzeb i granic w seksie często bierze się z przekazanego nam przez kulturę przekonania, że seks jest „naturalny”, dzieje się „sam” i wobec tego nie powinien wymagać werbalnej komunikacji. Aby sięgnąć po asertywność, trzeba pożegnać się z tym błędnym założeniem.

    2. Bo nie wypada, bo trzeba być miłą/miłym, a nie wulgarnym.
    Tabu nałożone na werbalne wyrażanie seksualności sprawia między innymi, że mówienie szczerze o swoich potrzebach może być postrzegane jako wulgarne. Strach przed taką oceną – dokonaną przez siebie samą/samego lub przez partnera/partnerkę – może skutecznie zepchnąć nas w świat „grzesznych”, acz mglistych implikatur. Bycie miłą/miłym jest wartością wtedy, gdy ma na celu niekrzywdzenie siebie lub drugiej osoby. Jeżeli staje ci na drodze do szczęścia, to czy rzeczywiście pełni zamierzoną funkcję?

    3. Bo romantyzm jest wyższą wartością.
    Idee gry miłosnej, romantyzmu i seksualnej spontaniczności opierają się na podniecających niedomówieniach, tajemnicy, zagadce. To prawda, że to, co ukryte, nas pociąga. Nie warto jednak wylewać dziecka z kąpielą. Jeżeli w imię romantyzmu rezygnujemy z bezpośredniego wyrażenia „tak” lub „nie” i w efekcie dokonujemy sabotażu własnej seksualnej satysfakcji, może warto przemyśleć priorytety. Jeżeli naszym celem jest satysfakcja, rozumiana jako spełnianie potrzeb i chronienie granic, a priorytet, jakim jest dla nas na przykład romantyzm, nam ją utrudnia, warto zamienić je miejscami w naszej seksualnej hierarchii.

    4. Bo boimy się ponieść konsekwencje.
    Jednym z najsilniejszych hamulców asertywności w seksie jest strach przed konsekwencjami: przed negatywną opinią partnera/partnerki, przed odrzuceniem, przed odmową spełnienia naszych potrzeb, przed zranieniem partnera/partnerki, przed wywołaniem konfliktu.
    Jak on/ona zareaguje, jeśli powiem, że seks oralny sprawia mi większą przyjemność niż seks penetracyjny? Co zrobi, jeśli powiem, że nie mam ochoty na seks? Co sobie o mnie pomyśli, jeśli poproszę o klapsy w tyłek? Czy weźmie to do siebie, jeśli poproszę, by coś się w naszym seksie zmieniło? Czy się obrazi? Czy się pokłócimy?
    Nauka asertywności musi iść w parze z nauką przyjmowania asertywności.
    Chcesz nie być oceniana/oceniany za swoje fantazje? Zacznij od nieoceniania za nie innych. Chcesz, by druga osoba nie karała cie za to, że wprost mówisz, iż ci się nie chce? Zacznij od upewnienia się, że ty nie karzesz jej za to samo. Zacznij od siebie. Bądź konsekwentna/konsekwentny i postępuj tak, jak chcesz, aby inni zachowywali się wobec ciebie.

    Strach przed konsekwencjami asertywności, strach przed głośnym i wyraźnym mówieniem „tak, tego chcę” i „nie, tego nie chcę” to też strach przed wypowiedzeniem oraz dowiedzeniem się prawdy. Może wolimy żyć w przekonaniu, że partnerzy seksualni i partnerki seksualne w pełni akceptują nas takimi, jacy jesteśmy, i nie podawać tego w wątpliwość, odkrywając przed nimi nowe informacje na swój temat? Może dopuszczenie kogoś do całej prawdy o sobie nie wydaje się dobrym pomysłem, bo ktoś kiedyś już wcześniej tej prawdy nie zaakceptował i boimy się powtórki z rozrywki? Może obawiamy się, że jeżeli zaczniemy mówić całą prawdę, okaże się, że druga osoba również do tej pory nie mówiła nam wszystkiego? A może łatwiej nam trwać w przekonaniu, że druga osoba respektuje nasze granice i potrzeby i nie chcemy narażać się na ryzyko skonfrontowania się z faktem, że jest inaczej?
    Pamiętajmy jednak, że choć ponoszenie konsekwencji asertywnego mówienia prawdy o sobie może być wyzwaniem, ucieczka w implikatury niekoniecznie zwalnia nas z ponoszenia konsekwencji.

    KONSEKWENCJE SEKSUALNYCH IMPLIKATUR
    Jedną z najpoważniejszych konsekwencji stosowania implikatur zamiast asertywności seksualnej jest to, że wiele osób doszukuje się implikatur tam, gdzie ich nie ma.
    Bywa, że jesteśmy tak przyzwyczajone i przyzwyczajeni do tego, że o seksie nie mówi się jasno i wprost, że gdy ktoś wykazuje się asertywnością, automatycznie i bezwiednie doszukujemy się się drugiego dna, zakładając, że w seksualnej komunikacji zawsze musi ono być.
    W ten sposób znajdujemy się w sytuacji, w której komunikat „chcę teraz zrobić coś innego” zostaje odebrany jako „to co robiliśmy do tej pory, było dla mnie niewystarczające”. W ten sposób „chcę, żebyś dotykał/dotykała mnie delikatnie” nagle wydaje się oznaczać „wszystkie te razy, gdy dotykałeś/dotykałaś mnie mocno mi się nie podobały, ale ci tego nie mówiłam/mówiłem”.
    Wiele osób powstrzymuje się przed powiedzeniem seksualnego „tak teraz chcę” właśnie w obawie przed tym, że druga osoba „weźmie to do siebie”, czyli wyciągnie pochopne wnioski na własny temat. Założy, że komunikacja opiera się na implikaturach, podczas gdzu komunikacja opiera się na szczerości.
    Strach przed nadinterpretacją wysyłanych komunikatów przez partnera/partnerkę to kolejny hamulec asertywności. I kolejny dobry powód, by zacząć od siebie, czyli samej/samemu ograniczyć stosowanie implikatur, starać się mówić wprost i asertywnie i zadawać pytania, zamiast zakładać ukryte znaczenia i drugie dna.

    PANTA RHEI
    Wyciąganie wniosków o dotychczasowym życiu seksualnym na podstawie asertywnych komunikatów, które sygnalizują potrzebę zmiany czy nowości, opiera się na jednym z najbardziej niszczących mitów dotyczących seksualności.
    Mit ten mówi, że seksualność jest stała i wszystkie podejmowane w jej odrębie wybory są ostateczne i nieodwracalne. Jeżeli teraz masz wielu partnerów/partnerek seksualnych, to po wejściu w relację monogamiczną będziesz zdradzać. Jeżeli raz wyrazisz zgodę na seks analny, już zawsze będziesz musiała/musiał go uprawiać. Jeżeli teraz mówisz, że czegoś potrzebujesz, oznacza to, że zawsze tego potrzebowałaś/potrzebowałeś, tylko tego nie mówiłaś/mówiłeś.
    To bzdura.
    Nie jesteśmy seksualnymi monolitami. Nasza seksualność zmienia się wraz z nami, z relacjami, w które wchodzimy, zmienia się pod wpływem wzrastającej samoświadomości i naszych doświadczeń. Jest przedmiotem naszych wyborów. A wybory – tak jak potrzeby – mogą się zmieniać. To, że raz wspólnie poszliśmy na lody malinowe, nie oznacza, że następnym razem, gdy się spotkamy, też pójdziemy na lody i też będą malinowe. To, że zjedliśmy razem lody malinowe, nie znaczy, że chcemy też wspólnie spałaszować tort czekoladowy.
    Asertywność w seksie opiera się na pojęciu zgody rozumianej jako proces. To, że raz powiesz jakiejś czynności seksualnej „tak” lub „nie” nie oznacza, że ten wybór zostaje wyryty w kamieniu.
    Zawsze wolno ci zmienić zdanie. Zawsze wolno ci dokonać innego wyboru. Drugiej osobie też.
    Bez względu na to, na jakim etapie seksu jesteś, nikt nie ma większego prawa do decydowania o twoim ciele niż ty. Zawsze możesz powiedzieć „nie” i wymagać respektowania tej decyzji. Zawsze możesz powiedzieć „tak” i zaproponować, aby coś się zmieniło. Druga osoba też.
    Asertywność to nie narzucanie komuś swojej woli.
    Asertywność to nie tuptanie nogą.
    Asertywność to nie podpisywanie cyrografu własną krwią.
    Asertywność istnieje w ramach zgody – która jest zawsze możliwym procesem ustalania tego, co w danej chwili sprawi wszystkim zebranym największą radość.

    ASERTYWNOŚĆ TO PODARUNEK
    Nauka asertywności często kojarzy się z gotowością do wejścia w konflikt, z komunikowaniem swoich granic rozumianym jako stawianie barier pomiędzy sobą a drugim człowiekiem. Proponuję inną perspektywę.
    Asertywność to szczerość wobec siebie i mówienie prawdy o sobie innym ludziom. Asertywność to dopuszczenie drugiego człowieka do swojego prawdziwego „ja”. To dawanie komuś dostępu do swojego świata. Kiedy nie komunikujesz swojego „nie” jasno i wyraźnie, pozbawiasz drugą osobę informacji o tym, co sprawia ci dyskomfort lub cię nie interesuje. Kiedy nie komunikujesz swojego „tak” jasno i wyraźnie, nie pozwalasz drugiej osobie dowiedzieć się, jakie są twoje potrzeby. Asertywność w seksie to podarunek, dzięki któremu dajesz komuś możliwość poznania ciebie jako istoty seksualnej. Nie masz obowiązku dawania tego podarunku każdemu. Nie masz więc też obowiązku całkowitej, permanentnej asertywności. Jednak fundamentem budowania z kimś więzi – seksualnej, emocjonalnej , intelektualnej – jest dopuszczenie tej osoby do prawdy o sobie.

    Z tej perspektywy asertywne mówienie „tak” i „nie” to akt odwagi, akt otwarcia się, akt zaufania.
    Osoba, która asertywnie komunikuje się z tobą w seksie, mówiąc: „Nie dotykaj mnie po szyi”, „Daj mi klapsa w tyłek”, dopuszcza cie do prawdy o sobie. Doceń ją za to. Ona uważa, że przy tobie może dbać o siebie i swoje potrzeby. Doceń ją za to. I doceń za to siebie.
    Czy chciałabyś/chciałbyś znaleźć się w sytuacji, w której robisz z kimś w seksie coś, czego ta osoba nie chce i nawet o tym nie wiedzieć? Jeżeli taki scenariusz ci się nie podoba, nie serwuj go komuś innemu. Mów „tak” i mów „nie” wtedy, kiedy potrzebujesz. A słysząc asertywne „tak” i „nie” w seksie, doceń drugą osobę. Za to, że dopuściła cię do informacji o tym, czego chce, za to, że zadbała o siebie i o ciebie. Podziękuj jej za powiedzenie „teraz chcę tak”. Podziękuj jej za powiedzenie „tego nie chcę”. Powiedz: „Dziękuję, że o siebie dbasz. Dziękuję, że mówisz mi prawdę o sobie”.

    *ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA ZASPOKAJANIE POTRZEB
    Na kim spoczywa odpowiedzialność za spełnianie potrzeb obu stron?
    Ja spełniam twoje, ty spełniasz moje?
    Każde z nas spełnia swoje?
    Każde z nas spełnia potrzeby i własne i partnera/partnerki?
    Czy odpowiedzialność rozkłada się po równo?

    Zwykle gdy jest mowa o tym, że ktoś jest „dobrym kochankiem/kochanką” wyrażenie oznacza to, że dana osoba potrafi dobrze zaspokoić seksualnie partnera/partnerkę. Spełnianie potrzeb innych ludzi wydaje się wyznacznikiem tego, jak „dobre”/”dobrzy” jesteśmy w seksie. A gdyby tak bycie „dobrym kochankiem/kochanką” oznaczało również umiejętność dbania o swoje potrzeby (bez popadania w „łóżkowy egoizm”)?
    Skupianie się w kontaktach intymnych przede wszystkim na drugiej stronie i podporządkowywanie jej naszych potrzeb potrzeb może prowadzić do frustracji i konfliktów. Jednocześnie oddawanie komuś całej odpowiedzialności za nasze własne potrzeby sprawia, że nasze intymne szczęście znajduje się całkowicie w rekach drugiej osoby. Może wtedy pojawić się uzależnieniowa dynamika, w której otrzymanie szczęścia jest warunkowe i trzeba sobie na nie jakoś zasłużyć. Niełatwe jest też trzymanie w rękach szczęścia drugiej osoby, gdy ta odpowiedzialność jest nam przekazywana na siłę. „Mam teraz tutaj twoje szczęście i co? Mam ci je wydzielać? Ale ja nie chcę decydować o tym kiedy i na ile będziesz szczęśliwy/szczęśliwa!”. Sprawianie, że druga osoba jest szczęśliwa jest pięknym doświadczeniem – o ile robimy to w zgodzie ze sobą. Wręczając komuś te odpowiedzialność bez pytania i mówiąc: „Masz, uszczęśliwiaj mnie!”, pozbawiamy tę osobę wyboru, a może i możliwości czerpania przyjemności z naszego szczęścia.
    Jako alternatywę proponuję następujący system zarządzania odpowiedzialnością w sytuacjach, gdy spotykają się dwie seksualności:
    1. Każda osoba jest odpowiedzialna przede wszystkim za własne potrzeby i ich spełnianie (z uwzględnieniem granic drugiej osoby).
    2. Druga strona wspiera pierwszą w spełnianiu jej potrzeb (w odrębie własnych granic).

    Z mojej pracy z parami w gabinecie wynika, że najszczęśliwsze intymne relacje to te, w których obie strony są gotowe wspierać drugą osobę w spełnianiu jej potrzeb z zachowaniem własnych granic, ale nie przyjmując na siebie za te potrzeby wyłącznej odpowiedzialności.
    Uświadomienie sobie , że to przede wszystkim ty odpowiadasz za spełnienie swoich potrzeb seksualnych, może sprawić, że łatwiej będzie ci o nich rozmawiać – skoro twoje szczęście jest w twoich rękach, nie ma co czekać na to, że ktoś wyczyta ci w myślach, czego potrzebujesz. To właśnie świadomość siebie i pewnego rodzaju zdrowy egocentryzm pozwalają prawdziwie uwolnić dwu – (lub więcej) osobową dynamikę seksualnej interakcji. Oczekiwanie, że druga osoba weźmie udział w naszym zaspokojeniu, jest jak najbardziej sensowne – nie oddawaj jej jednak odpowiedzialności za swoje intymne szczęście. Poproś ją o wsparcie w dążeniu do niego.

    ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

    Treść wpisu jest z książki Warsztaty Intymności Agnieszki Szeżyńskiej – książka jest dla kobiet i mężczyzn, którzy chcą polepszyć swój seks i żeby czerpać z seksu to co najlepsze. Polecam.

    Mój poprzedni wpis
    https://www.wykop.pl/wpis/50180563/zrozumiecseks-dlaczego-twoja-kobieta-nie-inicjuje-/

    UWAGA! Jeżeli wpis Ci się podobał i chcesz być wołany przeze mnie do innych moich wpisów o tej tematyce obserwuj #zrozumiecseks

    Wszystkie informacje zawarte w moich wpisach pochodzą z książek/blogów/Instagramów seksuologów, psychologów-seksuologów, edukatorów seksualnych, którzy mają odpowiednie wykształcenie.
    pokaż całość

  •  

    Rozglądam się ostatnio za nowym #rower #mtb w cenie około 4k. W oko wpadł mi taki Accent
    https://e-rower.pl/cross-country/5632-rower-peak-29-ta-nx-eagle-2019-ebon-5902175688753.html?fbclid=IwAR28rPK20h5ZHADM_ezIhWfkN19iimpuPNR1XhHoEowZPDJ2yUkhA0nNEYw
    Myślicie, ze w tym budżecie uda się znaleźć coś ciekawszego? Koniecznie z napędem 1x
    pokaż całość

  •  

    ( ͡º ͜ʖ͡º)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1593123541713.jpg

  •  

    #heheszki #humorobrazkowy

    źródło: 104269797_2914372042131904_6547975648824020355_n.jpg

  •  

    łooo kurwa pachałem sobie tak ręką i butelka w drugim końcu pokoju sie wyjebała... chyba mam moc ( ͡º ͜ʖ͡º)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika nalot_1

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.