•  

    Codziennie czuje się zmęczony . Brainfog, senność, ciężko się myśli, zero motywacji, ogólne zniechęcenie, zero ambicji. Mega mi to przeszkadza na studiach bo z jednej strony chciałbym je skończyć a z drugiej stałem się obojętny. Wiem ze mam się uczyć a tego nie robię a jak już się zmuszę to i tak nie mogę się skoncentrować, ziewam. Co robic jak jestem ciagle zmęczony obojętny? Do tego czuje się samotny, gdy wiem ze nie jestem bo mam wsparcie przyjaciół, potrafię przeleżeć cały dzień w łóżku, stres mnie zjada od środka, biorę sie za naukę gdy mam noz na gardle a wtedy stres uniemożliwia mi efektywna nauka a gdy mam czas na spokojna naukę odkładam ją na później. Czy powiniem wybrać się do psychologa, psychiatry? Czego to mogą być objawy?
    #zmeczenie #depresja #psychologia #psychiatria #studbaza #studia #przegryw
    pokaż całość

  •  

    przypomniało mi się jak ktoś w podstawówce nasrał na podłogę na środku toalety XDD uśmiałem się do łez teraz. Wszyscy chłopcy biegli do toalety zobaczyć kloca i jeszcze ktoś rzucił w to koszem na śmieci i rozmazał po podłodze XDDD kiedyś to było
    #przegryw #gownowpis #heheszki #szkola

  •  

    Ej mircy, rozmowa przybrała nieoczekiwany obrót, w sensie że #rozowypasek odpisała a już nie wiem co odpisać, pomocy!

    Pierwszy dzień w Warszawie

    #przegryw #tinder #depresja #logikaniebieskichpaskow

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20220115_190444.jpg

  •  

    Jak stać się częścią potrawy świątecznej? - Zagrajmy w: Granny, odc. 16

    #rennegat #gry #grypc #grykomputerowe #reklama #wykop #polska #granny #survival #horror #youtube #rozrywka pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Czy jest to dziwne, że rozważam pójście do więzienia jako alternatywę na przyszłość? Jak sobie pomyślę znowu o pracy w jakimś kołchozie, to siedzenie sobie w więzieniu bez żadnych obowiązków wydaje się ciekawą alternatywą...
    #neet #przegryw #wiezienie #spierdolenie

    źródło: preview.redd.it

  •  

    #smiecizglowy epizdo 67

    Co jest nie tak waszymi radami? Dlaczego fora społecznościowe typu wykop są okropnym miejscem do wylewania swoich żali? Dlaczego ludzie z problemami się w nich pogrążają? Dlaczego nie można wyjść z kiepskich sytuacji? Dlaczego filozofia blackpill ciągnie zamiast odpychać?

    Dawno temu czytałem dużo wpisów ludzi, którzy tkwili w depresji, albo narzekali na swój przegryw. Utożsamiałem się z nimi oraz widziałem podobieństwa. Zanim sam zacząłem się wypowiadać, minęły lata.

    To co było charakterystyczne dla tych wpisów to ciągły marazm, topienie się we wspomnieniach oraz wszechogarniający ból i niemoc. Większość osób, która się udzielała robiła to, ponieważ nie miała nikogo komu mogłaby się zwierzyć, albo została zraniona. Różnie to bywało. Posty i komentarze ciągle kręciły się wokół tego samego, a każdy jeden wstawiał historię podobną do poprzedniej. Nigdy nie nudziło mi się tego czytać. Zawsze było coś, z czym mogłem się zgodzić i podejrzewam, że wielu, których utkwiło w tym błędnym kole, też to widzieli.

    Najróżniejsze historie. Setki ludzi i ciągłe odczuwanie bólu, który czułem ja, ty, oni. Nic to nie dawało, ale przynosiło ulgę, bo nie byłem w tym sam. Mimo, że siedziałem sam przed monitorem, albo w ekranie telefonu to czułem więź z tym człowiekiem.

    Do zachowań toksycznych i poglądów, które wielu z was się nie podobają przejdę później. Bo ci, którzy przestali komentować te wpisy, albo przestali w ogóle je czytać, wiedzą o czym mówię.

    Osoby spoza kręgu ludzi chorych, albo te, które z tego wyszły dawały rady. Idź pobiegaj czy coś, zmień pracę, idź do barbera, zmień dietę etc. Rady same w sobie nie były złe i każdy kto wydostał się z tego, wie że ma to olbrzymi wpływ na nasze samopoczucie, jednak coś było nie tak z nimi i nie chcieli ich przyjmować, albo podawali kontrargumenty. Idź pobiegaj czy coś stało się formą mema i teraz jest wyśmiewane, jednak geneza tej rady jest trochę głębsza i cały sens się zatracił przez powtarzalność. Chodziło w tym o coś więcej.

    Nie liczy się cel wędrówki, a droga ku niemu.

    Zaczynam łagodniej, ale gdybym miał opisać wpis tego typu to przerysowałbym go tak:

    OP: Jest mi źle i tragicznie! Mam kiepskie życie i nie wiem co zrobić! (opis sytuacji, życia, zdarzenie)
    Kom1: Mam tak samo. (Okazanie wsparcia i zrozumienia)
    Kom2: Próbowałeś mniej się przejmować? (Kogoś poruszył wpis i próbuje zrobić ,,coś” i nie wie co)
    Kom3: Ogarnij się! Inni mają gorzej! (Najgorszy typ, przez który tylko OP się pogrąża)
    Kom4: Miałem to samo, musisz zrobić to i to. (Może i miał, ale zapomniał swoje początki i nawet gdy to uwzględni to zapomni o wielu czynnikach, które mu w tym pomogły, a nie są w zasięgu OPA)

    Ludzie w depresji zazwyczaj mają wybudowany mur wokół siebie, przez który nie wpuszczają nikogo. Niektórzy mają w nim bramę zamkniętą na cztery spusty i nie wpuszczą żadnego człowieka do środka. Przykre jest, gdy ktoś wrzuca wpisy obnażające jego słabości, uchyla odrobinę bramę, a potem pojawi się ktoś, kto powie, że inni mają gorzej, przestał obwiniać rodziców, że go bili, bo teraz jest dorosły etc. Brama wtedy jest znów zamykana i nie trafia do niego nic. Chociażbyś przekazał mu coś wartościowego i faktycznie mogącego pomóc, to w jednej chwili wszystko trafia szlag, bo powiesz coś, co go dotknie, a wtedy będzie się bronił. Zamknie bramę i nie wpuści nikogo do środka.

    Nie zarzucajcie ludziom w depresji braku empatii, oni mają jej o wiele więcej niż osoby zdrowe, a do tego są bardzo wrażliwi. Wszelkie negatywne komentarze czy to do ludzi w sieci, czy gdybyście znali kogoś takiego w swoim otoczeniu zamkną taką osobę w sobie i nie będzie się czuła przy was swobodnie.

    Frustrujące? Na pewno. Sam nie mam cierpliwości mimo tylu lat tkwienia w takim marazmie. Nie komentuje i nawet już nie przeglądam takich postów z prostego powodu: Nie mam do tego cierpliwości by zbawiać wszystkich ludzi z depresją. To co opisuję to porady dla tych, którzy chcą zrozumieć, albo pomóc komuś w takiej sytuacji.

    Jeśli nie chcesz pomóc w sposób, w którym naprawdę możesz pomóc to tego nie rób wcale. Przez takie gadanie, pouczanie i atakowanie tych osób stworzyła się jedna z najbardziej toksycznych grup jakie znam i odpowiedzialni za nią są osoby, które tych ludzi najbardziej gnoiły i kazały się im ogarnąć.

    Zaraz do tego przejdę, ale żeby lepiej to zrozumieć odniosę się do czegoś innego:

    Poszedłem na terapię grupową i dała mi ona naprawdę dużo. Profesjonaliści mający doświadczenie z takimi jak ja, otoczony grupą podobnych. Mój sceptycyzm nie pozwalał mi wierzyć w skuteczność takiej praktyki, kiedy siedzimy sobie razem w kółku i każdy coś mówi. Bite gadanie 5 godzin przez 5 dni, przez kilka miesięcy. Jednak ten okres wspominam wyjątkowo miło i jako ciekawe doświadczenie.

    Jedną z rzeczy, które robiła ta terapia to burzyła mury, które mieliśmy. Długi czas się otwieraliśmy, gadaliśmy coraz więcej o nas i o naszych uczuciach. Budowaliśmy grupę ludzi, która sobie nawzajem ufała i czuliśmy się bezpieczni. Nikt nas nie krytykował, nikt dla nas nie był niemiły. Tematy były ciężkie, ale jak jedna osoba się przełamała to potem już leciało. Obnażało się swoje najgorsze demony i mury upadały.

    Wtedy był najgorszy okres, bo gdy mury upadły przychodził czas by brutalnie bić po mordach i pokazać co z nami jest nie tak i co z tym zrobić. Wiele osób wymiękło i nie przychodziły nawet kilka dni. Ci, którzy to wszystko przetrwali wyszli zupełnie inni niż gdy tam weszli. Nawet jeśli od nowa zbudowałeś mur to miałeś intruza, który od środka zaczynał ci sabotować jego budowę. Z różnym skutkiem on sobie radził, wszystko zależało od terapeuty, ludzi wokół i ciebie samego.

    Nie mam wątpliwości, że gdyby ktoś od razu zastosował terapię szokową to nic by to nie dało, bo póki istnieje mur to nic nie zrobisz.

    Mówienie komuś w depresji, że się użala, wzmacnia mur.
    Mówienie komuś w depresji, że inni mają gorzej, wzmacnia mur.
    Mówienie komuś w depresji, żeby próbował się uśmiechać, wzmacnia mur.

    Co w takim razie osłabia mur? Czas, rozmowy bez wyrzutów, zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa i nienachalne próbowanie wyciągnięcia go z marazmu.

    Nienachalne to kluczowe słowo! Jak nie ma ochoty, to zmuszaniem wzmacniasz mur.

    Denerwujące? Na pewno! Do tego jeszcze wyczują, jak robicie to z przymusu i już was nosi. No tylko złość i agresja wam zostaje. Nie daj boże, żeby spotkało to waszych partnerów, albo najbliższe osoby. Można zgłupieć, a co dopiero mówić o tysiącach takich ludzi.

    Jeszcze wyczują, że musicie się z nim jak z jajkiem obchodzić i czują się jeszcze gorzej. Dlatego polecam przekonać takich ludzi na terapię.

    Wiecie co nie niszczy murów, ale pozwala dostać się do środka? Odpowiedzi na pytania, które tysiące takich ludzi sobie zadaje. Nie te trudne, jakie ja przeżyłem na terapii. Łatwe odpowiedzi, które nie naruszą konstrukcji muru, a nawet go wzmocnią.

    Wiecie co musiałem odkryć na terapii i każdy inny? Obwinialiśmy się za wszystko złe co się wydarzyło, co się dzieje i co będzie się dziać. Branie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich. Szczególnie to było widać u osób z nerwicą, wtedy terapeuta zaczyna nas uświadamiać, że nie jesteśmy za wszystko odpowiedzialni, ale robił to z rezerwą i delikatnie, aby nie popaść w drugą skrajność i nawet się z tym nie krył. Powolne uświadomienie, że dzieciństwo jednak miało wpływ na nasze życie i nie jesteśmy odpowiedzialni za innych ludzi, a niektóre sytuacje po prostu się dzieją i będą dziać. Oprócz tego uświadamiał nas na co mamy wpływ i co możemy robić.

    Ja jeszcze jakimś cudem nie obwiniałem wszystkich wokół i sam brałem na siebie winy. Do terapii to myślałem, że to jest moja wina, że rodzice mnie tłuką, a to wszystko co mnie spotkało to moja wina. Dziś by to nie przeszło jeśli kogoś by stąd zabrać i wpuścić na terapię.

    Pogarda, brak taktu i atakowanie ludzi z tym schorzeniem doprowadziło do tego, że zamknęli się na ludzi, którzy chcieli dla nich dobrze i otworzyli się dla kogoś, kto ich w tym stanie utwierdzał. Głaskał po głowie, mówiąc, że to nie ich wina. Tamci ludzie byli tego potwierdzeniem i powstały wtedy ciekawe ideologie, a raczej stały się bardziej popularne u ludzi uważanych za przegranych.

    Nastąpiło wtedy skupienie całkowite na winę otoczenia, genów, dzieciństwa i praw rządzących naturą. Pozwoliło to ładnie uporządkować świat i doprowadzić do tego, że świat nadal był kiepski, nadal było źle, ale przynajmniej w tym bezmiarze chaosu, bólu i cierpienia wyłonił się porządek, który pozwolił na zrozumienie tego świata.

    Może i nie poprawiło to ich sytuacji, ale zrozumieli dlaczego się tutaj znaleźli oraz mieli winnego. To działa różnie, dla jednych to oznaka by działać, a dla drugich to było usprawiedliwienie, żeby zostać w punkcie, w którym są teraz, bo i tak nie mają na nic wpływu.

    Dlaczego więc artykuły i teksty w internecie odnośnie depresji i jak z niej wyjść etc. nie były dobre? Jest kilka odpowiedzi, ale tutaj zastosuję subiektywną opinię, zamiast tłumaczyć ogół.

    Wertując takie artykuły szukałem rad, pocieszenia, albo ulgi. Rady były nieosiągalne, zamiast ulgi, narastała frustracja, a w wyniku tych dwóch pocieszenia nie znalazłem. Dlaczego? Ponieważ mimo że w Polsce na jedną kobietę zabija się dziesięciu facetów to wszystkie artykuły były napisane lub poświęcone kobietom. Nie znalazłem nic dla mnie, nie znalazłem opisów pasujących do mnie. Siedzę sam w pustym mieszkaniu, chce się zabić, każdy dzień to katorga i próbuję coś z tym zrobić, a czytam kolejny artykuł, w którym się okazuje, że ktoś faktycznie był w depresji. Faktycznie wyszedł z niej, ale zakrawa na ironię czytać, że były potrzebne tylko chęci, kiedy cały opis temu przeczy. Nie twierdzę, że nie były chore i nie umniejszam kobietom w tym, ale zbyt często przewijało się w tym, że mieli wsparcie, kochającą rodzinę, chłopaka, który o nich dbał i pozwolił leżeć i przeżyć tę chorobę. To jest ważne, jednak co ma zrobić samotny facet, odcięty od rodziny?

    Kiedy próbujesz, nawet bierzesz te rady do siebie idź pobiegaj czy coś. Dbasz o siebie, rozwijasz się i ogólnie słuchasz tych rad (robiłem to bardzo długo) a one i tak nie dają efektu to dopada cię frustracja i szukasz rzeczy, które do tego doprowadziły. Dlaczego pomimo tego, że robię wszystko tak jak jest tam napisane, tak jak mi proponują ludzie i staram się jak mogę to czuję się tylko gorzej?

    Zazwyczaj jest jedna rzecz, która do tego prowadzi. Mówcie co chcecie o piramidzie Maslowa, jednak jest bardzo ciężko realizować potrzeby wyższej potrzeby, bez zrealizowania tych niższej (albo na odwrót). Piramida bez fundamentów się zawali zawsze. Brak wsparcia i kogoś w prawdziwym życiu kto może ci pomóc jest bardzo uciążliwy i nie potrafię znaleźć przykładów, ani osób, które wyszły z tego pomimo bardzo złych przeżyć same.

    Jak ktoś twierdzi, że terapia nic nie daje i są to przyjaciele za pieniądze i będzie to mówił osobom, którzy mają problemy to jesteście ignorantami, albo bardzo złymi ludźmi, lubiącymi sprawiać innym cierpienie. Terapia daje ,,coś” tak jak ,,coś” da ci przeczytanie tego tekstu. Może spojrzysz na osoby z depresją inaczej, może w końcu ich zrozumiesz. Kiedyś napisałem wpis odnośnie samobójstw dla pewnego użytkownika, który zadał mi na ten temat pytanie. Zrozumiał i zmieniłem jego podejście do tego, tak że na ostatnie pytanie mu już nie odpowiedziałem, bo sam do tego doszedł na podstawie mojej odpowiedzi. Terapia będzie naruszać mur i wpuszczać do środka informacje z pozoru błahe i nic nieznaczące. Na każdego działa coś innego i potrzeba wiele sesji, by odkryć co.

    Tak, terapeuta to przyjaciel za pieniądze i co z tego? Ty zadajesz się z ludźmi bezinteresownie? Utrzymujesz kontakty, których nie chcesz? Jeśli tak to idź do przyjaciela za pieniądze to ci wytłumaczy, że jednak tak nie jest, albo uświadomi ci, że masz jakąś chorobę psychiczną.

    Szkoda, że terapeuta musi istnieć, bo większości ludzi ma brak empatii i zrozumienia na tyle, żeby móc pomóc innym i trzeba chodzić do kogoś, kto rozumie, albo po prostu wie co powiedzieć i jak się zachować i chce ci pomóc. Inkasuje za to pieniądze? I co z tego? Mi było już brak siły na pomaganie wszystkim wokół bezinteresownie, ale gdybym brał za to pieniądze to bardzo bym się w tym spełnił.

    To dlaczego filozofia blackpill tak trafia do tych ludzi? Zastanówcie się nad tym na podstawie tego co opisałem do tej pory.

    Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem sytuacje i nawet jeśli nie bezpośrednio to pośrednio udzieliłem odpowiedzi na pytania. Nie odpowiadam za ogół, ale chciałbym wiedzieć na ile się zgadzacie z tym co napisałem i na ile jest to prawda. Temat był dłuższy niż myślałem i w zależności od pytań może napiszę jeszcze jeden wpis.

    W ogóle pominąłem jeden istotny element, ale to dlatego, że nawet o nim wspominając, mógłbym doprowadzić do całkowitego skupienia na nim i zatracenia całego sensu mojej wypowiedzi.

    To wszystko co tutaj opisałem można odnieść nie tylko do depresji, ale także do fanatyków, którzy są za wszelką cenę przy swoich poglądach politycznych, religijnych, osób uzależnionych, etc. Trzeba zdobyć zaufanie, naruszyć mur i wpuszczać intruza. Wbijanie się z taranem nic wam nie da.

    Następnym razem zastanówcie się czy warto dawać rady, albo kogoś ,,uświadamiać” bo może nie robicie tego dobrze, a poza tym kosztuje was za dużo wysiłku i po co wam to?

    #przegryw #blackpill #fanatyzm #uzaleznienie #depresja
    pokaż całość

    źródło: kontrojanski.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika omowaeomae

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (3)