•  

    Czytając dzisiejsze doniesienia na temat pomysłów radnych, zacząłem myśleć o polityce naszego miasta. Komu zależy na tym, żeby maksymalnie obrzydzić życie mieszkańcom?

    Beznadziejna, powolna i zapchana komunikacja miejska, którą dowolny przejazd zajmuje przynajmniej 2-3x dłużej niż własnym pojazdem. Największa strefa płatnego parkowania w całym kraju. Jeszcze chcą ją dodatkowo rozszerzać i podnosić opłaty. Praktycznie zero parkingów miejskich na obrzeżach centrum. Brak rozbudowy siatki drogowej, coraz większe korki, jezdnie wyglądają jak poligon testowy dla łazików które zostaną później wysłane na Marsa. Jak mają się przemieszczać mieszkańcy, jetpackami?

    Zawsze starałem się wspierać lokalny biznes, często zlecałem drobne usługi różnym małym firmom bądź robiłem zakupy w małych, rodzinnych sklepikach (np. ciekawsze piekarnie). Przez to, że miasto sukcesywnie utrudnia przemieszczanie się po mieście, robię to coraz rzadziej. Coraz częściej zostawiam pieniądze w ich odpowiednikach w galeriach handlowych lub zamawiam przez internet - mimo, że wolałem dopłacić i odebrać towar osobiście, dając zarobić lokalnemu sklepikarzowi. Główną pracę mam poza Krakowem, drugie biuro na obrzeżach, trzecie w centrum. Dwa pierwsze bajka, zero korków, nie trzeba się pchać do centrum. W tym ostatnim mało kto chce pracować, już kilka osób się zwolniło ze względu na trudności z dojazdem do pracy. Zostali praktycznie sami studenci i stażyści.

    Quo vadis Krakowie? Czy rejony, już w zatrważającym tempie zbliżające się do trzeciej obwodnicy, mają być nieprzyjazne mieszkańcom? Czy centrum ma służyć tylko do tego, aby pojechać się tam nawalić i narzygać, niekoniecznie od alkoholu, tylko od smrodu panującego w tramwaju, którym się tam dojedzie? Ostatnio kilkakrotnie jechałem MPK i było mi niedobrze, bo w pojazdach jebało niczym w tojtojach na międzyjamniczu podczas juwenaliów.

    #krakow
    pokaż całość

    źródło: d-pt.ppstatic.pl

    •  

      @goferek: Masz rację w całej rozciągłości.
      Z jednej strony wielkie hasła o tym, jak to miasto ma być dla mieszkańców, z drugiej kompletne ignorowanie rzeczywistych interesów w jakimś dłuższym horyzoncie.
      Żeby nie było, że hejtuję wszystko, wiele się zmienia w Krakowie na plus, i pamiętam to miasto sprzed 20 lat. Było jak było. Ale brakuje jakiejś wizji w tym wszystkim. Niektóre problemy komunikacyjne są od 20 lat te same. Wystarczy popatrzeć na plan Krakowa, żeby zobaczyć gdzie są braki w układzie komunikacyjnym, a tam się nic nie dzieje. Zresztą to temat rzeka.

      Ale poruszyłeś też ciekawy wątek. Mieszkałem w centrum długi czas i faktycznie, robi się tam pustynia. Jest dużo narzekania, że życie przenosi się do centrów handlowych, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjedzie zrobić zakupów na Karmelicką, Długą czy Dietla. Te ulice kojarzą się z dramatem komunikacyjnym, brudnymi i brudnymi chodnikami. Sytuację ratuje ostatnimi czasy mała gastronomia, powstają fajne, sympatyczne kawiarnie, piekarnie, ale jeżeli ktoś tam ma mieszkać to na samym kapuczino i crosantach długo nie pociągnie. Papier do dupy albo mleko i płatki też gdzieś trzeba kupić.
      Centrum Krakowa, mam wrażenie, dla większości mieszkańców to wielka radioaktywna plama, którą trzeba omijać w codziennej drodze do pracy.

      Polityka ograniczania wjazdu do centrum ma też jeszcze jedną ciekawą stronę. Trochę działałem w zeszłym roku w wykończeniówce w Krakowie i raczej nie zdecyduję się więcej na klienta w centrum. I pewnie odbije się czkawką tym wszystkim, którzy tak rozpaczliwie chcą poszerzenia strefy, w momencie kiedy żaden hydraulik, stolarz czy elektryk powie, że w centrum nie robi. A o fachowca i tak teraz łatwo nie jest. Ciekawe czy jakaś firma kurierska nie przestanie wykonywać usług w centrum :-D
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika pigoku

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)