•  

    Rigby wyszedł przed drewnianą chatkę i przeciągnął się. Poranne słońce ogrzewało zmarznięte bobry nad brzegiem rzeki, zbierające gałązki na budowę kolejnej tamy. Kawałek dalej wędkę zarzucał Conan.
    - Howdy, biorą? - zapytał Beaverson, podchodząc.
    - Dzień bobry, sąsiędzie. - Beaverian dotknął kapelusza na przywitanie, nie odrywając wzroku od wody. - Biorą, biorą.
    Mężczyzni postali w milczeniu chwilę, wpatrując się w pióra służące za prosty spławik.
    - Może nazbieram trochę bobrów w lesie i Dorotka nam narobi zupy bobrowej?
    - Może.
    Conan ostrożnie podniósł wędkę gdy pióra na wodzie zaczęły drgać i szybko zaciął. Chwilę poszarpał się ze zdobyczą i w końcu wyciągnał pięknego bobra.
    - Ooo, duży. - pochwalił Rigby.
    - Dziękuję, bóbr też wyrośnięty. - Beaverian wrzucił bobra do wiaderka na bobry i znów zarzucił wędkę.
    Beaverson wrócił wolnym krokiem do chatki, ciesząc się piękną pogodą. Zabrał koszyk, nożyk i poszedł do lasu zbierać bobry. W lesie obrodziło bobrami, rzeka pełna bobrów, w kopalni odkryli nową żyłę bobrów. Zapowiada się wspaniały sezon.
    #kilofyirewolwery
    pokaż całość

  •  

    #lacunafabularnie #lacunafabularniefantasy #lacunafabularnieczarnolisto
    Yrvhan zwany Krakers

    Całym portem zatrzęsło, gdy fale uderzyły o najbardziej wysunięte budynki. Ludzie ze strachem popatrzyli w stronę morza, gdzie po środku zaczął tworzyć się wir, od którego odchodziły coraz większe fale. Niektórzy w rosnącej panice zaczęli krzyczeć i rzucać się do ratowania swojego dobytku, inni tylko patrzyli w ponurym milczeniu. Niewysłowiona groza objęła trwogą serca najdzielniejszych, gdy z wiru zaczęła wysuwać się gargantuiczna istota, której nigdy nikt nie widział, ale o której wszyscy słyszeli w opowieściach przekazywanych sobie szeptem w karczmach i na pokładach statków. Łysa głowa, po której ściekała woda odbijała światła piorunów, które grzmiały wysoko ponad nią. Kosmyki długiej brody wysunęły się z morza i rozpierzchły na boki niczym macki ogromnego stworzenia. W oczach największego i najgroźniejszego krasnoluda, jakiego widział świat płonął żywy ogień.
    - Oto ja, Kraken, wasz nowy bóg! - krzyknął, a ludzie w porcie zatkali rękami uszy, nie mogąc wytrzymać straszliwego brzmienia jego głosu. Uniósł pięść do góry i zaczął zgniatać zadokowane statki, siejąc zniszczenie.
    - Haha, i jeb w miasteczko! - podniósł inny statek by rzucić nim w budynki i poczuł ból w żebrach. Aż go wygięło gdy ból sie powtórzył.
    - Niedługo odpływamy, zbieraj dupę - powiedział ktoś przy jego uchu, zbierając się do kolejnego kopnięcia, ale krasnolud otworzył oczy. Leżał w bocznej uliczce, wśród resztek swojej wczorajszej kolacji. Delikatny szum fal nieodległego morza przypomniał mu, gdzie jest.
    - Mam nadzieję, że pamiętasz naszą wczorajszą umowę? - elf stał wysoko nad nim z lekko drwiącym uśmiechem - "Ja, Kraken, wypiję więcej niż ten śmieszny szyszkojad albo przez rok będę dla niego pracować!" wołałeś na całą karczmę, dodając jeszcze kilka określeń siebie, coś o największej bestii na tym wybrzeżu, mniejsza z tym.
    Krasnolud podniósł się z ziemi i otrzepał. Chwilę mu zajął powrót do właściwej gęstości, ogarnięcie jak się nazywa i co mówi ten śmieszny szyszkojad. Powoli przypominał mu się wczorajszy wieczór, siłowanie się na rękę z jakimś człowiekiem, duże ilości alkoholu, elfa szukającego ludzi do pracy, większe ilości alkoholu, dużo krzyków o tym, jaki jest potężny...
    - Byłeś w takim stanie, że wolałem mieć to na papierze - elf wyciągnął spisane słowa umowy z dwoma podpisami - "My, niżej podpisani, bla blabla, rok na statku, blablabla, owocowe środy, zniżki w Elfowiźnie, blabla" i są tu podpisy, proszę bardzo, Lave i Krakers.
    - Kraken. - odburknął krasnolud i spojrzał na papier. Rzeczywiście był tam jego podpis, chociaż trochę brzydko zapisany. Elf założył kapitański kapelusz na głowę i odwrócił się, rzucając jeszcze raz okiem na umowę.
    - Ja tu widzę "Krakers" - elf mruknął do siebie i wzruszył ramionami. - Nie marnujmy czasu! Chodźmy na statek i wszystkiego się dowiesz.
    Dopiero teraz do krasnoluda zaczęło docierać, w co się wpakował. Rok na statku, bez ziemi pod nogami. Przecież nikt tego nie wytrzyma! Jednak potruchtał za elfem, w końcu umowa to umowa. Ale żeby jakiś śmieszny szyszkojad go przepił?

    ***

    Wkrótce stanęli przed statkiem. Mała kupiecka łajba, ale na twarzy kapitana widać było dumę.
    - Witam na "Perełce"! - kapitan teatralnie ukłonił się przed krasnoludem i wszedł po trapie na statek - Załoga, mamy tu nowego! Nazywają go Krakers i zna się na czarowaniu, podobno. Popływa trochę z nami.
    Kilka głów odwróciło się w jego stronę, mieszanka praktycznie wszystkich ras z każdego zakątka kontynentu. Niektórzy rzucili coś pod nosem, kilku podeszło bliżej żeby się przywitać, jakiś Aranid doskoczył do niego i chwycił go za ręce.
    - Łał, magia żywiołów! Runa ognia a tu runa ziemi! Co prawda za bardzo się tu nam nie przydadzą na morzu... - entuzjastyczny młodzieniec przyglądał się różnym tatuażom na jego ciele, stanowczo naruszając jego strefę komfortu - A gdzie masz runę wody i wiatru? Będziemy teraz zawsze mieli wiatr w żaglach i spokojne fale!
    - Hehe, głupia sprawa...
    pokaż całość

  •  

    #lacunafabularniestarwars #lacunafabularnieczarnolisto

    - Widzę w tobie naprawdę duży potencjał - powiedział Mistrz Izaelo Archil do Jett-Dariego, stając koło niego w sali treningowej. Pewnie mówił to każdemu, ale dla nastoletniego padawana nie miało to znaczenia, powiedział to teraz własnie do niego. Młody uczeń był dumny z siebie ale jednocześnie wiedział, że przed nim jeszcze kilka lat treningów. Popatrzył w twarz mistrza i uśmiechnął się. Z takimi nauczycielami miał szansę zostać naprawdę kimś. Izaelo odpowiedział uśmiechem i klepnął go w ramię.
    - Wracaj na trening.
    Pełen zapału Jett-Dari pobiegł w stronę grupy innych padawanów i odpalił swój miecz...

    ...stojąc przed Sithami w gabinecie Kanclerz. "Byliśmy ślepi." pomyślał patrząc na wszystkie czerwone miecze w pomieszczeniu. "Ślepi i głupi". Przejechał wzrokiem po wszystkich i zatrzymał się na Lorisasie, który właśnie patrzył na niego i uśmiechnął się...

    ...Jett-Dari również uśmiechnął się do Mistrza Xsisa, wchodząc do jego pokoju w budynku senatu.
    - Ach, jesteś wreszcie! Witam w senacie, mów mi po prostu Lorisas. - Mistrz uścisnął rękę ucznia i oprowadził go po budynku. "Lecisz na miesiąc na Coruscant jako pomoc dla Mistrza Lorisasa Xsisa. Wykorzystaj dobrze ten czas by nauczyć się jak najwięcej o trudnej sztuce dyplomacji." Akademia na Yavinie często wysyłała padawanów na krótki staż w senacie, który teoretycznie miał im pomóc w szkoleniu, ale każdy wiedział, że to po prostu odwalanie papierkowej roboty za Mistrza Xsisa. Jett-Dari słyszał o surowości mistrza, ale wykonywał sumiennie swoje obowiązki i nie odczuł jej tak bardzo. Wypełniał protokoły, przynosił kawę i ciastka, stał za Lorisasem w trakcie rozmów dyplomatycznych i chłonął wiedzę. Spodziewał się, że w tych rozmowach są wykorzystywane jakieś sztuczki Jedi, ale Mistrz Xsis był po prostu zręcznym dyplomatą, podchodzącym do wszystkich spraw z rozwagą. W wolnej chwili udało im się nawet wyjść na mały sparing na miecze świetlne, gdzie Lorisas pokazał swój kunszt...

    ... a jedyne, co zostało Mistrzowi Tyraustowi to rozpaczliwa obrona. Z początku odbijał ciosy czerwonego miecza, czekając na błąd Ordo-Karra który mógłby jakoś wykorzystać, ale szybko zdał sobie sprawę, że jego jedyną nadzieją jest wytrzymanie jak najdłużej i pomoc ze strony kogoś innego. Pchnięty w pewnym momencie na ścianę, spojrzał w bok gdzie docisnięty do ziemi ciężarem bionicznych ramion siedział Mistrz Spock...

    ...- Morda Spock. - po raz kolejny jego mistrz musiał go poprawiać. Niedawno przydzielono go jako padawana Jamesa Spocka i jeszcze nie był przyzwyczajony do zwracania się inaczej niż "Mistrzu". Atmosfera na treningach była luźna, ale treningi i tak były wymagające. Wspólnie z Auronem Jorem i Jelodanem Kazaxem prowadzili między sobą zdrową rywalizację o bycie najlepszym padawanem Spocka. W dzień każdy chciał być lepszy od reszty, a wieczorami wspólnie pili w jaskinio-melinie. Przypomniał sobie jak któregoś dnia Jelodan powiedział im, że Spock ma urodziny i trzeba się wybrać do niego zamiast do meliny. Nie wiedzieli czy Morda ich nie wyrzuci jak pojawią sie u niego z flaszką, ale skończyło się na wspólnym waleniu wódy do oporu. Na drugi dzień padawani ledwo się ruszali, a Spock jak młody bóg stał na placu treningowym i czekał na nich z mieczem w dłoni.
    - Co jest chłopaki, nie dajecie rady? Wszyscy na mnie, dawajcie!
    - Ale Mordo... .
    - No co jest, głowa boli? Wyciągąć miecze, przecież mnie nie zabijecie! - dźwięk odpalanych mieczy był wtedy bardzo głośny, ale i Jett-Dari w końcu uruchomił swój...

    ... trzymając go przy samym sercu nieruchomego Spocka. Nie miał czasu na efektowane odcinanie kończyn, jakieś przemowy czy proszenie Jamesa żeby zawrócił ze swojej drogi. Zakończył to tu i teraz, chociaż nie spodziewał się, że to będzie tak wyglądało. Gdzieś obok upadł Auron, a Lorisas zaczął ponownie napierać. Coraz trudniej było unikać i parować kolejnych ciosów, a krzyk umierającego w cierpieniach Kruula wytrącił go całkiem z równowagi. Ordo-Karr tylko na to czekał.

    ... Jett-Dari patrzył na całą salę Kanclerz z góry, a Moc przepływała przez niego jak nigdy. Widział trupy swoich przyjaciół, widział zdrajców Zakonu, widział spóźnione wsparcie od Volesusa, ale czuł jedynie spokój. Obok niego pojawiła się dobrze mu znana twarz, lekko drgająca na powietrzu.
    - Pora umierać. - powiedział Mistrz Zaarbald swoim uspokajającym, niemal ojcowskim tonem głosu. Jett-Dari kiwnął głową i pozwolił, by Moc zabrała go ze sobą.
    pokaż całość

  •  

    Mistrz Jett-Dari Tyraust siedział przed wielką szybą w jednej z pustych sal szkoleniowych na Yavinie 4. Mistrz. Jeszcze do niedawna padawan, teraz członek Rady. Odpowiedzialny za najważniejsze decyzje podejmowane dla dobra całego Zakonu i dla Republiki. Tej samej, której od lat służyli i która teraz chce wdeptać ich w ziemię, wymazać ze swojej historii.
    Nie, nie może tak myśleć. To nie Republika. To prywatne interesy senatorów i zewnętrznych wrogów, którzy dążą do jej zniszczenia. Jedi wiele zawdzięczają Republice i Zakon wiele musi od siebie dać.

    Podniósł się z klęczek, zostawiając gęstą dżunglę za oknem i ruszył mniej uczęszczanymi korytarzami akademii, mijając kolejne sale. W każdej z nich spędził setki dni na treningach. To było główne zajęcie każdego padawana na Yavinie. Największą przyjemność sprawiała mu jednak medytacja. Potrafił nieraz godzinami siedzieć bez ruchu, odcięty od świata zewnętrznego, czasem skupiony na swoich myślach, czasem tych myśli pozbawiony, gdy czuł jedynie Moc przepływająca przez jego ciało, przez jego ducha, przez mury akademii, przez cały księżyc, przez całą galaktykę. Potrafił w doskonałym stopniu wytłumić swoje emocje i pragnienia, pozostawiając puste miejsce, które jak miał nadzieję, wypełni Moc.

    Odkąd jednak dostał się do Rady, czyniąc jedno ze swoich marzeń spełnionym, ciężko mu było osiągnąć podobny stan. Dziesiątki myśli, dziesiątki problemów z którymi musiał się zmagać. Ciągłe informacje i raporty zakłócające jego spokój i nie pozwalające na chociażby jeden cichy dzień. Poczucie utraty czegoś ważnego, gdy zginęli Mistrzowie z Rady, otwierając mu jednocześnie drogę do niej. Poczucie winy, gdy kolejni padawani ginęli na misjach zlecanych przez Radę, przez niego. Wciąż miał przed oczami wspólne treningi z Jelodanem ( @kolorowy_jelonek ) i Auronem ( @Treant ) pod okiem Mordy Spocka ( @gasior22 ). Tego pierwszego już nigdy nie zobaczy i była to też jego wina. Nie mógł wszystkiego przewidzieć, ale jednak wysłał tych padawanów na poszukiwanie groźnego przestępcy. Mordercy. Trzeba było działać szybko, póki mieli potwierdzone informacje o jego lokalizacji, a Jett-Dari był wtedy zupełnie gdzie indziej, ale jednak czuł się winny. Uważał, że znał tych padawanów, że byli gotowi, ale pomylił się.

    Drzwi do hangaru otworzyły się głośno, a Mistrz Tyraust skierował się do jednego ze statków.

    James Spock. Był jego Mistrzem przez wiele lat, a jak pokazały nie tak dawne wydarzenia, wcale go nie znał. Czy to ten jeden konflikt z Radą zepchnął go na taką drogę czy to działo się od już dawna, nie potrafił sobie na to odpowiedzieć. Przy ich ostatnim spotkaniu wcale jednak nie wyglądał na kogoś, kto żałuje swoich czynów. Wręcz przeciwnie. Czy tak szybko emocje zaczęły nad nim panować? Miał nadzieję, że przyprowadzi go przed oblicze Rady i zostanie sprawiedliwie osądzony, a przez gniew Mistrzyni Veeli nie dość, że został straszliwie ranny, to jeszcze im się wymknął. Postawa Veeli również zdziwiła Jett-Dariego, nigdy wcześniej jej takiej nie widział. Ciekawe czy kiedyś on sam zachowa się w taki sposób, że inni Mistrzowie pomyślą "jeszcze go takiego nie widziałem"? Oby nie.

    Wyleciał z hangaru ustawiając cel na Coruscant. Czas wrócić do swojej nowej siedziby, żeby być jeszcze bliżej problemów. Nigdy już od nich nie ucieknie. Może jeszcze uda się dziś usiąść i wyciszyć chociaż na parę minut zanim jego myśli zaleją kolejne obowiązki.

    #lacunafabularnieczarnolisto #lacunafabularniestarwars
    pokaż całość

  •  

    "Najlepsze karty bo jesteś tego warty" awww dziękuje pan Sklep, chociaż ty mi mówisz miłe rzeczy (ʘ‿ʘ)
    #gwint

  •  

    #hots
    Coś powinienem zrobić konkretnego przed tym patchem? Wydać kasę na postacie? Trzymać kasę i nie wydawać? Wbijać 5 level gdzie tylko mogę jak najszybciej? Nie ma znaczenia? Gram tylko szybkie gry od czasu do czasu, niedawno wbity 40 level, taki ze mnie hotsowy casual i nie wiem co teraz robić żeby zgarnąć jak najwięcej skrzynek czy tam czegoś co będą dawać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    +: Cronox
  •  

    Jakieś coś, chyba East India Company które pewnie większość już ma ale bierzcie, częstujcie się.

    625E8-E8KKE-30NWP

    #rozdajosteam #gownianegierkinasteama

    +: c...........m, Cronox

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika praise_it

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)