•  

    w związku z zamknięciem wszystkich Bibliotek Miejskich w #lodz zostały uruchomione kody do Legimi - może ktoś siedzi w domu i się nudzi i ma ochotę trochę poczytać

    https://biblioteka.lodz.pl/aktualnosci/jak-zaczac-korzystac-z-legimi-i-pobrac-kod

    Jak działa Legimi?

    Czytelnik otrzymuje 1 kod miesięcznie. Ważne, aby kod aktywować nie później niż ostatniego dnia miesiąca, w którym się go otrzymało – w przeciwnym wypadku straci ważność. Aktywowany kod zapewnia dostęp do Legimi przez 30 dni.

    Jak uruchomić Legimi:

    A. Jeśli jesteś czytelnikiem BMwŁ:

    Wyślij e-mail o temacie KOD LEGIMI na adres legimi@biblioteka.lodz.pl
    W treści wiadomości wpisz swoje imię, nazwisko i numer karty bibliotecznej. Kod zostanie wysłany do Ciebie najpóźniej następnego dnia.
    B. Jeśli nie jesteś czytelnikiem i nie masz karty bibliotecznej:


    Kliknij w kafelek KATALOG na naszej stronie www.
    W prawym górnym rogu wybierz ikonę z ludzikiem.
    Kiedy pojawi się ramka, wybierz REJESTRACJA, a następnie ZAŁÓŻ KONTO.
    Na Twoją skrzynkę mailową przyjdzie e-mail – odbierz go i aktywuj konto.
    Postępuj zgodnie z instrukcją ze schematu A, z jednym wyjątkiem: w treści maila wystarczy podać imię i nazwisko.


    UWAGA. Kody wysyłane są jedynie drogą elektroniczną. Nie ma możliwości przekazania ich telefonicznie.
    pokaż całość

  •  

    ktoś chętny na jakieś spokojne #100km w najbliższy poniedziałek?
    najlepiej tak z rana co by na obiad wrócić do domu
    #rowerowalodz #ruszlodz

    +: m......h, sim_co +1 inny
  •  

    279730 + 4 + 240 + 4 = 279978

    niedzielna trasa potwierdziła, że zbieranie gmin do #zaliczgmine to oddzielna kategoria wycieczek rowerowych wymagająca wielu poświęceń. Pobudka przed 4 rano - na szczęście dzięki zmianie czasu udaje się dłużej pospać. Szybkie śniadanie, szybkie pakowanie i o 4.30 ruszam na dworzec Łódź Kaliska. Wiadomo, że najlepiej zaczynać jak najwcześniej, więc dużego wyboru w rozkładzie nie mam - wybór pada na pierwszy pociąg w kierunku Wrocławia: kurs obsługiwany przed dolnośląski oddział Polregio EN57 w oryginalnej postaci. Ludzi w pociągu tyle, że każdy mógłby podróżować w swoim członie. Jednak może komfort podróży znikomy, ale przynajmniej było punktualnie. Zgodnie z rozkładem docieram do Ostrowa Wielkopolskiego skąd ruszam i planuję dojechać do Sieradza - skąd planuję powrót pociągiem. Postanawiam czas potrzebny na drogę z Sieradza poświęcić na zwiedzanie nieznanych mi okolic - drogą z Sieradza jechałem już wielokrotnie w różnych wariantach. Dodatkowo fajnie by było nie jechać zbyt długo po ciemku.

    Na początek ruszam na zachód, pod wiatr, DK36. Po 5 km odbijam na chwilę na północ po gminę i trafiam na pierwszy dzisiejszego dnia odcinek piaskowy - na szczęście dość krótki. Wracam na krajówkę i po kolejnych 7 kilometrach znowu odbijam po gminę - tym razem na południe. I tym razem trafiam 3 km polną drogą. Później zaczyna się kluczenie po wielkopolskie gminy drogami których większości nie ma na Street View, ale nie dziwię się, że nie pchał się tam kierowca samochodu Googla - drogi w większości są tragiczne, a silny wiatr nie uprzyjemnia podróży. Ale co chwila wpada jakaś gmina więc chociaż to na plus. Po 70 km trafiam do województwa dolnośląskiego i stan drogi jeszcze się pogorszył - do tego stopnia, że odpada mi z podsiodłówki lampka. Na szczęście ruch samochodów na tych drogach był znikomy i usłyszałem, że coś mi upadło. Na szczęście po chwili zmieniam kierunek jazdy na przyjemniejszy, wschodni z wiatrem i o dziwo od razu poprawia się stan asfaltu - przepraszam dolnośląskie ;) Docieram do Międzyborza gdzie spotykam pierwszą stację benzynową od wyjechania z Ostrowa. Około półgodzinna przerwa na Orlenie: klasycznie hot-dog + kawa. Jest też już na tyle ciepło, że można się rozebrać i dalej jechać na krótko.

    Następne ponad 60 kilometrów jadę DK, a później drogami wojewódzkimi, do tego wiatr sprzyja i udaje się nadrobić sporo, straconego na wcześniejszych dziurach, czasu. Przy okazji wracam do swojego województwa i przystępuje do wykonania właściwego zadania: zaliczenia wszystkich niezdobytych łódzkich gmin w tej części województwa - znowu zaczyna się kluczenie, zmienianie kierunków, jazda pod wiatr i jazda niekoniecznie po asfaltach. Na 190 km robię postój pod sklepem w miejscowości Łagiewniki - niestety po okolicach którymi jadę nie ma szans na jakąś markową stację benzynową. Szybkie zakupy i po 10 minutach ruszam dalej. Lokalni panowie - miłośniki alkoholi mają awanturę z żoną jednego z nich, która postanowiła go sprowadzić do domu. Reszta panów swoją uwagę przenosi na mnie, a nie mam zbytnio ochoty na rozmowy z nimi. Dodatkowo sprawdzam rozkład pociągów i okazuje się, że jest szansa na zdążyć na wcześniejszy niż zakładałem pociąg: ŁKA o 18:12 albo IC o 18:26. Więc ruszam dalej. Jadę teraz w większości w kierunku północnym, ale mam wrażenie, że nie tylko ja zmieniłem kierunek. Wiatr też się obrócił i wieje bardzo mocno z boku, a czasami w twarz. Nie jedzie się zbyt fajnie, a dodatkowo po chwili zaczyna padać mżawka - czas założyć ultralighta. Jakby tego było mało trafiam znowu na polną drogą, która po jakimś czasie okazuje się piaszczystą drogą przez las - fajnie się prowadzi rower przez 3 km, w szarówce, w deszczu przez las.

    Ostatnie 30 km jadę już głównymi drogami. Najpierw DK45 do Złoczewa. Niestety słabo się jedzie bo ruch duży, ciemno, a dodatkowo coraz mocniej pada. Ale udaje się dojechać do Złoczewa i później już do końca jadę drogą 482. Ruch na niej już mniejszy, ale sił coraz mniej, a wiatr mam wrażenie, że wieje coraz mocniej. Tempo mocno spada, ale nie ma sensu robić już jakichś przerw, trzeba się jakoś dotoczyć do Sieradza. Na dworcu melduję się chwilę po 18. Niestety okazuje się, że pociąg ŁKA jeździ z powodu remontu torowiska tylko do Łasku, a pociąg IC ma 70 minut opóźnienia z powodu wypadku na przejeździe gdzieś pod Wrocławiem. Postanawiam zatem kupić bilet na pociąg REGIO na 19:46, którym planowałem pierwotnie wrócić. Miałem jeszcze pomysł, żeby jechać na kołach do Łodzi, ale deszcz mnie zniechęcił do tego pomysłu.
    Ostatecznie spędzam prawie 2 godziny na dworcu, gdzie nie ma nic czynnego poza kasą. I okazuje się, że wracam do Łodzi tym samym starym kiblem, ale znowu bez większego opóźnienia przynajmniej.

    Dodatkowo wracając z dworca przed samym domem łapię kapcia. I tak dziwne, że nie wcześniej biorąc pod uwagę po czym jeździłem wcześniej. Ostatecznie gminne łowy wypadły okazale, bo wpadło aż 27 nowych gmin, a dodatkowo coraz mniej kilometrów brakuje do założonych na ten rok 10.000 km.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #100km #200km (nr 6) #zaliczgmine (+27)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20191027_124620_2.jpg

  •  

    274528 + 352 = 274880

    Sezon na długie dystanse powoli dobiega do końca, a że pogoda ostatnim czasem jest dość łaskawa, wypadało zaakcentować ten koniec. Na początku tygodnia sprawdzam wstępne prognozy pogody: ma nie padać, temperatury w miarę, ale ma wiać z południa. W planach od dłuższego czasu był Olsztyn, który pasuje do kierunku wiatru idealnie, więc nie pozostaje nic innego jak zacząć układać trasę i znaleźć chętnych na wspólny wyjazd.

    Z Łodzi startuje ze mną @sim_co i planujemy się spotkać około 8 rano w Nowym Dworze Mazowieckim z ekipą mazowiecką: @edicsson i @fenter. Ja znając swoje możliwości proponuję wyjazd z Łodzi o 2 rano, ale @sim_co twierdzi, że jak wyjedziemy o 3 rano to spokojnie wystarczy. Ostatecznie ruszamy z Placu Wolności z małym, 15 minutowym opóźnieniem. Na szczęście udaje się sprawnie wydostać z Łodzi, ruch zerowy i większość świateł wyłączonych. Jeszcze kawałek za Łodzią jedziemy głównie koło siebie gadając, ale później tempo jest na tyle wysokie, że skupiam się na trzymaniu koła. Jedzie się bardzo dobrze krajówką do Łowicza - dobry asfalt i większość trasy z szerokim poboczem. Za Łowiczem zjeżdżamy na boczne drogi, ale w większości nie ma tragedii jeżeli chodzi o ich jakość, ale niestety pojawia się coraz gęstsza mgła i czym bardziej zbliżamy się do Wisły tym bardziej spada temperatura w pewnym momencie osiąga 3-4 stopnie i już do samego Nowego Dworu nie chce wzrosnąć. @sim_co przez większą część trasy nadaje tempo i ostatecznie pod McDonaldem meldujemy się chwilę po 8 ze średnią prawie 30 km/h i zrobionymi 135 km z dwoma krótkimi parominutowymi przerwami. Na miejscu czeka już @edicsson i @fenter. Czas zjeść śniadanie i trochę się ugrzać. Za oknem mimo tego, że słońce już pojawiło się na niebie, temperatura zbytnio nie wzrosła, więc jakoś nikomu nie spieszyło się z opuszczaniem ciepłego lokalu. Ostatecznie ruszamy chwilę przed 9.

    Jedziemy dobrym tempem nadawanym przez @sim_co i @fenter głównie bocznymi drogami co by po drodze pozbierać jak najwięcej gmin do #zaliczgmine. Na szczęście stan dróg jest w większości bardzo dobry więc jedzie się przyjemnie, dodatkowo robi się coraz cieplej. W połowie drogi do Ciechanowa szybka przerwa, żeby zdjąć część ubrań. W Ciechanowie szybka wizyta pod zamkiem i udajemy się na hot-doga na stację. Na słoneczku siedzi się całkiem przyjemnie i przerwa trochę się przedłuża - ostatecznie ruszamy około 13 i planujemy następną przerwę w Mławie. I znowu jedziemy bocznymi drogami zwiedzając wioski i zbierając gminy. Niestety na jednym ze skrzyżowań @edicsson zalicza wywrotkę przez rozsypany na drodze szuter. Wyglądało to bardzo źle, ale że to twarda dziewczyna po chwili postanawia dojechać 30 km do Mławy na pociąg o własnych siłach. W Mławie stajemy na stacji benzynowej na przerwę - @sim_co wyjmuje z podsiodłówki magiczną maść, która w połączeniu z tabletkami przeciwbólowymi sprawia, że @edicsson postanawia jechać jednak do końca.

    Ruszamy DK7, a później drogami wzdłuż S7 w kierunku Nidzicy, gdzie czeka na nas @Twierdziel - kolega zapraszał nas w swoje okolice, więc przyjechaliśmy. Trochę już pewnie nie wierzył, że damy radę zrobić to jeszcze w tym roku, ale się udało. Z czasem nie jest już tak dobrze, więc musimy odpuścić wszystkie proponowane przez niego atrakcje - może innym razem się uda. Powoli zachodzi słońce i czuć, że robi się chłodniej, szczególnie, że drogi przebiegają głównie przez lasy. Robimy jeszcze szybką przerwę na założenie czegoś cieplejszego i jedziemy dalej. Gdy docieramy do Olsztyna jest już ciemno, więc odpuszczamy sobie zwiedzanie - skupiamy się na zaspokojeniu głodu przed długą podróżą pociągiem - czyli odwiedzamy McDonalda. Na szczęście mamy świetnego przewodnika - na przejazd przez miasto traci się mnóstwo czasu, gdy się go nie zna. Dzięki @Twierdziel do McDonalda, który jest obok dworca docieramy błyskawicznie i mamy jeszcze czas by zjeść spokojnie na miejscu. Średnia prędkość wyszła całkiem przyjemna - 29,2 km/h. Później już tylko na dworzec, gdzie już czeka pociąg - fajnie się złożyło, że wszyscy jechaliśmy w jednym wagonie. Ostatecznie w domu pojawiam się około północy.

    Dzięki wszystkim za towarzystwo, @Twierdziel fajnie było poznać - pewnie Cię jeszcze odwiedzimy ;)

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km #200km #300km (nr 5) #zaliczgmine (+31)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20191020_122435.jpg

    •  

      Najważniejsze, żeby każdy jeździł jak mu odpowiada i z czego czerpie przyjemność.

      @radoslaw-szalkowski: Zgadza się, nie było moim celem przekonywać, że moja jazda jest bardziej słuszna ;) U was to raczej opcjonalny dodatek do roweru, u mnie to mam wrażenie, że czasami robi się odwrotnie i to rower jest dodatkiem do eksploracji xD

      Czasami zastanawia mnie jednak mimo wszystko jak to jest, że jedziecie przez pół Polski w fajne nowe tereny, z reguły tymi głównymi, nudniejszymi drogami, tempo wyśrubowane, bo szkoda czasu, a potem w takim przykładowym, ciekawym Olsztynie na mecie odhaczony jedynie Mcdonalds i dworzec główny ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    •  

      @SnikerS89

      Hmm - tam kilka komentarzy wyżej było to wyjaśnione...

      No ale to może jeszcze raz - jak to wygląda np z mojej perspektywy:

      Trasa jest ułożona pod kątem jakości dróg, ruchu na nich, punktów na odpoczynek, atrakcji i pewnie brane są pod uwagę gminy - dla tych którzy zbierają - ja np nie zbieram, ale nie przeszkadza mi to. Tu pewnie @radoslaw-szalkowski jeszcze może coś dodać, bo to on zazwyczaj trasę ustala.

      Druga rzecz, to plany planami, a proza życia swoje. Czyli można sobie planować, żeby zobaczyć to, czy tamto, pojechać tu, czy tam, ale kiedy masz 'niedoczas' i wykupione bilety na pociąg powrotny, to sorry trzeba obcinać plan. Rodzina, praca, takie czy inne obowiązki. Ja w wakacje nie zdążyłem na pociąg powrotny z Gdyni do Łodzi i zamiast bezpośredniego połączenia miałem 2 przesiadki. Zamiast być w domu w okolicach północy, to byłem o 7 rano. Serdecznie nie polecam.

      Podsumowując - jeśli ktoś chce się tłuc na szosówce po dziurach, szutrach i często zatrzymywać się, oglądać atrakcje te, czy inne - w razie obsuwy czasowej wrócić następnego dnia, czy jeszcze później - w porządku - jak najbardziej rozumiem, szanuję... ale to już bez mojego udziału.

      Mnie bardziej interesuje ten aspekt sportowy wyprawy - cel, sama przygoda, liczby, mniej ciekawostki na trasie. Ale na pewno są osoby, które mają wskazówkę przechyloną w drugą stronę, co nie przeszkadza nam jechać razem. Może mnie coś ominęło, kilka takich tripów już było, ale nie słyszałem, żeby ktoś narzekał - i o to w gruncie rzeczy chyba chodzi ;)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    252 798 + 114 = 252 912

    Wietrzna niedziela z #rowerowalodz wraz @solimoes, @Zelazko_MPM, @sargento, @do_porzygu oraz niemirkująca koleżanka w kierunku pomnika samolotu w dłutowskim lesie.
    Udało się wyrównać rekord frekwencji #rowerowalodz z wiosny, a może nawet poprawić bo na wiosnę jechała @edicsson, która co prawda nie jest z Łodzi, ale jest ukrytą miłośniczką łódzkiego ;)

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km (nr 16)
    pokaż całość

    źródło: oś.jpg

  •  

    249 613 + 209 = 249 822

    Małe pożegnanie lata wraz @edicsson oraz @fenter przez sady do Mińska.
    Miłe towarzystwo, super pogada i nie najgorsze drogi sprawiły, że tempo było całkiem przyjemne - szkoda, że to już koniec lata :(

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #100km #200km (nr 5) #zaliczgmine (+2) pokaż całość

    źródło: czersk.jpg

  •  

    219 311 + 133 + 219 +3 = 219 666

    Ostatni weekend sierpnia już od trzech lat stoi pod znakiem Rajdu Wokół Tatr.
    Tym razem trochę inaczej, bo na miejsce pojechałem bez rodziny, a co za tym idzie musiałem dotrzeć bez samochodu.
    Start wyprawy w sobotę przed 6 rano z Fabrycznego, gdzie startuję pociągiem do Krakowa. Podróż bez przygód i na szczęście bez opóźnień. Na dworcu wpadam na pomysł, że jak można być w Krakowie i nie być na Starym Runku, więc obieram odpowiedni kierunek - i w sumie trochę słabo jeździ się po mieście, którego się nie zna bez wcześniej zaplanowanej trasy. Ogólnie wydostanie z Krakowa zajmuje mi zdecydowanie za dużo czasu.
    Jadę trasą, którą dostałem od @Cymerek i @metaxy zmodyfikowaną pod kątem #zaliczgmine - wszystko fajnie, ale zjechanie z głównej drogi w moich okolicach nie skutkuje od razu podjazdem 15 czy 20% co tu mi się parę razy zdarzyło - planowałem jechać spokojnie co by nie męczyć nogi przed niedzielą a tu się takie kwiatki trafiały, a podjazdy z rowerem z bagażami ważącymi prawie tyle co rower nie są zbyt fajne. No ale wpadło 10 gmin i była mała rozgrzewka przed imprezą właściwą. Dojeżdżam do Nowego Targu i postanawiam jechać na rynek na lody - punkt obowiązkowy każdej wizyty w tym mieście - i poszukać ekipy #rowerowykrakow. Udało się połączyć oba punkty bo chłopaki siedzieli akurat w pizzerii obok lodziarni. Później odbiór pakietów i do @Cymerek na grilla i do spania - przy okazji dzięki za przenocowanie.

    Rano w niedzielę pobudka około 6, szybkie śniadanie i ruszamy liczną grupą o 7 w kierunku Nowego Targu. Docieramy do biura zawodów, ustawiamy się na starcie i chwilę przed 8 ruszamy. Poranna mgła opadła, wyszło słońce i zaczyna się robić ciepło. Jedziemy grupą do pierwszych górek - niestety tutaj następują podziały i później już w większości albo jedziemy w mniejszych grupach albo mijamy się tylko na bufetach. Na szczęście RwT ma tylu uczestników, że zawsze znajdzie się ktoś z kim można pojechał kawałek trasy. O samym jechaniu nie ma co pisać - pod górkę męczarnia, a później radość ze zjazdów. I tak się jedzie od bufetu do bufetu. Pogoda była rewelacyjna do mojego trzeciego bufetu - chwile po stracie z niego zaczęło kropić, a później błyskać się w oddali, ale spowodowało to tylko wzrost średniej prędkości. Na mecie obiad, jeszcze chwila na pogadanie, szybki prysznic i czas wracać - udało mi się zabrać z kolegą poznanym na stravie i tak po prawie 7 godzinach w samochodzie (ach te remonty i korki) melduję się około północy w domu.

    Jak zawsze pochwały dla organizatorów rajdu: świetna impreza ze świetną trasą, za naprawdę niewielkie pieniądze w porównaniu do konkurencji dostajemy koszulkę w pakiecie startowym, rewelacyjne bufety, bardzo dobrze oznaczoną trasę i wsparcie na trasie. Jak ktoś chce spróbować jazdy w górach to naprawdę warto zacząć od tej imprezy.

    No i fajnie było ponownie spotkać osoby czy poznać nowe z #rowerowykrakow - nie będę wymieniał wszystkich bo kogoś na pewno pominę i się jeszcze obrazi ;) No i pozdrowienia dla @stamart - dobry był ten pomysł z potokiem ;)

    I jeszcze małe podsumowanie: 2 dni, 350 km i 4300 metrów w górę. Czas brutto rajdu to około 8:10 - dla porównania 2 lata temu 8:55, więc jest progres :)

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #rowerowykrakow #wykoptribanclub #100km (nr 15) #100km #200km (nr 4) #zaliczgmine (+10) #rwt #rajdwokoltatr
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190825_112803.jpg

  •  

    208 088 + 153 + 502 + 41 = 208 784

    Małe podsumowanie kilometrów z urlopu.

    Najpierw mała karkonoska wyrypa. Jako, że byłem z rodziną w Karkonoszach była okazja pojeździć trochę na rowerze przed Rajdem wokół Tatr po górach. Na początku udaję się w kierunku Karpacza w celu zaliczenia gminy, ale okazuje się, że sam podjazd do Karpacza Górnego potrafi już nieźle dać o sobie poczuć - od razu się rozgrzałem. Później kieruje się w kierunku mojego głównego celu - najtrudniejszego podjazdu w Polsce: Przełęczy Karkonoskiej. Muszę przyznać, że z opisu spodziewałem się, że będzie ciężko, ale nie aż tak. Te najbardziej strome fragmenty są masakryczne - jak na mokrym piasku, liściach i innym syfie po nocnej burzy zaczęło mi się okręcać tylne koło i się zatrzymałem to miałem problemy z ruszeniem. Dodatkowo podjechania nie poprawia fatalny asfalt. Jest naprawdę ciężko, a te 10 kilometrów strasznie się dłuży. Ale udało się wczołgać na górę - na liczniku niecałe 40 kilometrów i prawie 1300 metrów przewyższeń - dla osoby z centralnej Polski jakaś abstrakcja :) Czas na nagrody: ładna panorama na góry i zjazd po czeskiej stronie - jakby inny świat: szeroka droga, gładki asfalt. Gdyby jeszcze nie był mokry byłaby rewelacja, tak to zdrowy rozsądek podpowiadał, żeby mocniej hamować przed zakrętami. Później jeszcze trzy mniejsze podjazdy w Czechach i kieruję się w stronę granicy na Przełęcz Okraj. Niestety wraz z przejechaniem dawnego przejścia granicznego sytuacja się ponawia - stan asfaltu po polskiej stronie jest bardzo słaby i odbiera całą przyjemność ze zjazdu. Na szczęście po wjechaniu na drogę wojewódzką 367 trochę się sytuacja poprawia i docieram do Kowar. Zaliczam jeszcze Przełęcz pod Średnicą i docieram na miejsce.
    Był to mój rekordowy przejazd jeżeli chodzi o przewyższenia - ponad 3000 metrów i dodatkowo zaliczyłem największy podjazd.

    Jak już udało się poprawić rekordy przewyższeń przyszedł czas na rekord odległości - okazja ku temu była przednia bo @metaxy zaplanował wyjazd nad morze do Świnoujścia. Umawiam się więc z nimi w okolicach Uniejowa z zamiarem spróbowania dojechania do końca. Dojeżdżają w trzy osobowym składzie: @metaxy @Mortal84 i @MordimerMadderdin
    a po chwili dojeżdża jeszcze jeden reprezentant #rowerowalodz @sim_co . W takim składzie ruszamy w kierunku Koła, gdzie wjeżdżamy na DK92, która udajemy się do Konina w którym robimy przerwę w McDonaldzie. Następnie wracamy na krajówkę i jedziemy w kierunku Poznania by w Strzałkowie odbić na Gniezno. Co prawda planowaliśmy odbić chwilę później, ale starszy pan w kabriolecie, podobno dawny kolarz, postanowił nas chwilę pociągnąć przez co za nami zrobił się kilometrowy korek wnerwionych kierowców. Po drodze na Gniezno obowiązkowa przerwa na zdjęcie z tabliczką miejscowości z jedną z najdziwniejszych nazw: Małachowo Złych Miejsc. Kawałek dalej dołącza do naszej ekipy @byczys - fajnie było poznać osobę której relacje z wypadów tak przyjemnie się zawsze czytało i które inspirowały do jeżdżenia. W Gnieźnie przerwa na Orlenie. Robi się ciemno, więc przy okazji czas na uruchomienie oświetlenia i założenie cieplejszych ubrań. Jedzie się całkiem przyjemnie, średnia prędkość cały czas utrzymuje się w okolicach 30 km/h, co jakieś 60-70 km robimy przerwy na Orlenach bo sytuacja czasowa jest bardzo dobra.

    Niestety kawałek za Wieleniem trafiamy na remont drogi - niestety nie ma zbytnio możliwości objechania tego więc postanawiamy się przebić przez plac budowy. Bardzo fajnie by się tam jechało może na MTB i niekoniecznie w środku nocy. Kolejnym niemiłym zaskoczeniem dla nas jest, że ten remont ciągnie się przez 15 kilometrów, które jedziemy na pewno ponad godzinę. Wszyscy mają dosyć. Ale niestety to nie koniec nieprzyjemności na tej trasie - stan dróg jest fatalny, a trzykilometrowy odcinek przez Drawieński Park Narodowy nie jest dużo lepszy od tego wcześniejszego placy budowy. Jechanie po tych fatalnych drogach daje się bardziej we znaki niż przejechane do tej pory kilometry.
    Kolejny Orlen na trasie zaliczony w Drawnie - mam już przesyt jedzenia hot-dogów więc zadowalam się samą kawą. Gdy mamy już ruszać zaczyna padać. Chwilę czekamy jak trochę przestanie i ruszamy - okazuje się, że kilometr dalej nie ma już śladu po deszczu. W końcu docieramy do Stargardu, gdzie robimy przerwę do McDonalda - dobrze, bo chwilę wcześniej miałem kryzys i do McDonalda docieram samotnie. Do końca już tylko sto kilometrów, więc trzeba się posilić i jechać dalej, zwłaszcza, że prawie wszyscy mają w planach dokręcanie do pełnych dystansów.

    I znowu powrót na złe i jeszcze gorsze drogi. Jeszcze kawałek przed Wolinem krótka przerwa na jakieś nie fastfoodowe jedzenie. Już praktycznie w Wolinie @MordimerMadderdin łapie kapcia, a dodatkowo dołącza do nas @edicsson i powstaje chaos. Dzielimy się na grupy i praktycznie osobno docieramy do Świnoujścia. Jadę razem z @sim_co i gdy robimy zdjęcie przy tabliczce Świnoujście dogania nas @MordimerMadderdin. Już w trójkę udajemy się na plażę zrobić zdjęcie na tle morza. Później w stronę dworca gdzie łapiemy udających się już na pociąg @metaxy i @Mortal84. Siadamy w barze naprzeciwko dworca - mamy jeszcze ponad 2 godziny do pociągu i ochotę zjeść coś normalnego. Uśmiech na twarzy wywołuje pozycja "pierogi" w menu, ale okazuje się, że o tej porze już nie ma - a byłoby to piękne zwieńczenie tej wyprawy. Udaje się jeszcze spotkać z @byczys i pogadać coś więcej o jego wyprawach. Nawet znając go trochę z jego wypraw opisywanych na wykopie, zaskakuje mnie pomysłem noclegu na plaży. Czas mija miło, ale czas udać się na pociąg - na szczęście @sim_co udaję się pojechać mimo tego, że nie miał biletu. W pociągu udaje się trochę zdrzemnąć, ale bardziej można się umęczyć niż odpocząć - mamy fatalne miejsce gdzie nie można nawet nóg wyciągnąć. Na szczęście do Kutna docieramy zgodnie z rozkładem co pozwala złapać przesiadkę na #lka w kierunku Łodzi.

    Jadę tylko do Łęczycy bo muszę wrócić na działkę do Uniejowa. Jeszcze ciemno, zimno, dodatkowo potężna mgła i co za tym idzie mokre asfalty. No i oczywiście wiatr w twarz. Dodatkowo nie wiem czym się kierowałem jadąc dłuższą drogą z gorszym asfaltem. Jakoś udaje się doczłapać na miejsce, ale zdecydowanie brakowało energii - później żałowałem, że nie podjechałem jeszcze na Orlena w Łęczycy.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km (nr 14) #100km #200km #300km #400km #500km (nr 1) #zaliczgmine (+42)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190816_155939.jpg

  •  

    182 701 + 6 + 6 + 6 + 6 + 4 + 109 + 6 = 182 844

    DPD z zeszłego tygodnia oraz etap "wyścigu" Tour de Van Rysel by spod Decathlonu w Łódzi do Decathlona w Płocku

    Brałem już w udział w imprezach zorganizowanych, ale były to raczej rajdy, gdzie głównym celem było tylko przejechanie danej trasy, a organizowany przez Decathlona wyścig był okazją przetestowania się w tego rodzaju imprezach. Ale oczywiście ciężko mówić o jakimś konkretniejszym ściganiu gdy liczba osób startujących w każdym etapie jest ograniczona do 15 osób, a słaba promocja tego cyklu dodatkowo spowodowała, że na starcie etapu z Łodzi do Płocka pojawiło się tylko 5 osób.
    Start zgodnie z planem o 10 i ruszamy grupą przebijając się po DDR-kach przez miasto. Gdy w końcu wjeżdżamy na drogę wyjeżdżam na czoło i nadaję tempo około 35 km/h i okazuje się, że gdy wyjeżdżamy poza granicę Łodzi w mojej grupie zostały tylko 3 osoby, czyli tyle osób ile jest nagród w każdym etapie. A że dodatkowo pierwsze trzy osoby na mecie dostają taką samą nagrodę - kask rowerowy - można powiedzieć, że ściganie się skończyło. Jedziemy 3 osobową grupą na zmiany, dość dobrym tempem, szczególnie biorąc pod uwagę silny wiatr wiejący w twarz przez całą drogę. Jadąc głównie bocznymi drogami docieramy w końcu do Płocka, gdzie przebijamy się przez most na Wiśle. Za mostem zaczyna się jedyny większy podjazd na trasie - późniejszy zwycięzca całego touru przyciska i odjeżdża, ja próbuję go gonić, a trzecia osoba zostaje z tyłu. Trochę za długo zwlekałem z decyzją czy go gonić czy zostać i nie mam szans go dogonić, więc po podjechaniu po górkę postanawiam poczekać na osobę która została i wspólnie z nim dojechać na metę.
    Ostatecznie na całej trasie wyszła średnia prędkość 30 km/h - na pewno było więcej gdyby nie silny wiatr.
    Po dojechaniu krótka rozmowa z dyrektorem Decathlonu Płock i udajemy się do sklepu w celu odebrania nagród - kasków i czekamy na pozostałą startującą dwójkę. Później pakowanie rowerów do busów i powrót do Łodzi.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km (nr 13) #zaliczgmine (+6)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190726_142920.jpg

  •  

    167911 + 320 = 168231

    weekendowa wyprawa pod hasłem, że są takie dni kiedy lepiej nie wychodzić z domu oraz o tym, że pomiędzy uporem a głupotą jest cienka granica

    po ostatnich tygodniach posuchy rowerowej spowodowanej ciężkim okresem w pracy i remontem w domu nadszedł czas, żeby pojechać gdzieś dalej. Plan był, żeby pojechać w nowe dla mnie rejony na dwa dni i wybór padł na trasę Opole -> Wrocław -> Wałbrzych -> Jelenia Góra -> Zielona Góra -> Poznań.

    Warunkiem jechania było to, że najpierw trzeba skończyć remont, a więc dopiero w czwartek było wiadomo, że weekend będzie wolny. No i już tutaj zaczynają się problemy. System rezerwacji biletów nie pozwala zakupić biletu na rower na jedyny bezpośredni pociąg z Łodzi do Opola. Ale podobną sytuację miałem już kilka razy i zawsze udało się zabrać, a później nawet okazywało się, że byłem jedynym rowerzystą w pociągu - ale nikt nie jest w stanie zrozumieć systemu PKP IC. Przy okazji mały protip dla osób podróżujących pociągami z niektórych większych miast - PKP IC ma promocję Bilet Taniomiastowy - w moim przypadku bilet do Opola kosztowałby mnie 55zł, a do Wrocławia do którego było dalej tylko 34,90.

    Dlatego mimo braku biletu postanawiam jechać na dworzec i spróbować się zabrać. O 23 kładę się przespać godzinkę, a po północy jem śniadanie i pakuję się. I tu pierwszy pech tego dnia - przelewam izotonika do bidonów i okazuje się, że mimo tego, że był fabrycznie zamknięty jest skiśnięty. Niestety na dworcu okazuje się, że pociąg dojeżdża zapchany na maksa, wszystkie wieszaki rowerowe zajęte, a nawet na niektórych wiszą po dwa rowery. Pomimo tego, że z kierownikiem pociągu rozmawiało się miło i nawet oprowadził mnie po pociągu w poszukiwaniu wolnego miejsca tym razem nie udało się pojechać. Wracam wnerwiony do domu, ale przecież kierownik pociągu nie powstrzyma mnie przed pojechanie czegoś. Nawet nie rozpakowuje roweru tylko siadam do komputera szukając jakieś alternatywy. Niestety kolejne pomysły upadają wraz ze sprawdzeniem wolnych miejsc na rower. Ostatecznie wybór pada na tą samą trasę co miałem jechać wcześniej, ale ze startem we Wrocławiu. Ogarniam też jakieś noclegi w okolicach Bolesławca - mniej więcej w połowie drogi. Ostatecznie kładę się przed 3 spać, ale nie mogę od razu zasnąć. Pobudka o 5 i niemiła niespodzianka - budzę się z problemami żołądkowymi i dłuższą chwilę spędzam w toalecie. Mimo tego jednak decyduję się na wyjazd: tym razem trochę dalej bo pociąg jedzie z Widzewa.

    Pociąg przyjeżdża o czasie, ale z powodów remontów na trasie, dojeżdża do Wrocławia z 40 minutowym opóźnieniem. Cztery i pół godziny do Wrocławia to lekkie nieporozumienie, zwłaszcza porównując to do tego, że rowerem tę trasę ostatnio zrobiłem w nieco ponad 8 godzin. Ale nic się z tym nie zrobi, trzeba wsiadać i jechać. W miarę sprawnie udaje się wydostać z Wrocławia i czas ruszyć w kierunku Jeleniej Góry. Trasa jest praktycznie cały czas pod górkę, a dodatkowo wiatr mimo tego, że nie jest jakiś bardzo mocny, ale zdecydowanie nie pomaga. Widoki z każdym kilometrem stają się coraz lepsze, jadę głównie bocznymi drogami i kilometry powoli wpadają.

    W okolicach Świdnicy robię przerwę na Orlenie na hot-doga i kawę. Sprawdzam pogodę i okazuję się, że w niedzielę od 5 rano mają być burze. Na drugi dzień w planach miałem trochę ponad 200 kilometrów, a burze mogą utrudnić zdążenie na pociąg do Poznania. Szukam alternatywy i wybór pada na pociąg o 5:34 z Zielonej Góry. Postanawiam zrezygnować z noclegu i zaliczyć nocną jazdę by zdążyć na ten pociąg, co nie wygląda na trudne bo z obliczeń wychodzi, że powinienem mieć z 3 godziny zapasu. Bilet kupiony i można jechać dalej.

    Jadę spokojnym tempem, górki pojawiają się coraz większe. Niestety podjazdy wchodzą gorzej niż się spodziewałem - trzeba będzie wrócić do jeżdżenia po łódzkich pagórkach przed Rajdem wokół Tatr. I nagle pod rozpiętą do połowy koszulkę wpada osa. Na szczęście udało mi się ją zabić zanim zdążyła użądlić. Zatrzymuję się i wyciągam żądło które weszło tylko do połowy. Trochę robi się czerwona skóra wkoło, ale można jechać dalej.

    Około 19.30 docieram do Jeleniej Góry. Kusi trochę najlepsza restauracja dla rowerzystów, ale postanawiam zadowolić się tylko Knoppersem i spróbować przejechać jak najwięcej kilometrów za widoku. Okazuje się, że to dość dobry pomysł bo ostatnia poważna górka ma średnią nawierzchnię i zjazd z niej zdecydowanie bezpieczniejszy jest gdy jest jeszcze jasno. Gdy robi się szarówka docieram do Lwówka Śląskiego, gdzie robię przerwę. Standardowy zestaw kawa + hot-dog i uzupełnienie zapasów picia. Po około pół godziny ruszam dalej. Do końca zostaje mi około 120 kilometrów i trochę ponad 8 godzin, więc sytuacja wygląda bardzo dobrze.

    Jadę drogą wojewódzką 297, która ma dobrą nawierzchnie i jedzie się całkiem przyjemnie mimo nocy. Po kolejnych 60 kilometrach zaczyna się w oddali błyskać, ale jadę dalej mając nadzieję, że może burza przejdzie bokiem. O jak bardzo się myliłem. Z każdym kilometrem jest coraz gorzej, a do najbliższego miasta mam 7 kilometrów. Cisnę ile sił i docieram do Szprotawy - błyska się z każdej strony, wiatr wieje masakrycznie, zaczynają latać gałęzie i śmieci. Skręcam w prawo z głównej drogi bo zauważam znak, że jest tam stacja benzynowa, ale okazuje się, że to mała stacja z gazem LPG i dodatkowo zamknięta. Robi się niebezpiecznie, a ja nie mam się gdzie schować. W ostatniej chwili dostrzegam otwartą klatkę schodową w małym bloku i tam się chowam. Okazuje się, że to nie zwykła mała burza, a cały front burzowy. Piszę wiadomość do Bandy Metaxy czy ktoś na komputerze może sprawdzić jakąś ewentualną możliwość objechania tego, ale ani @metaxy ani @edicsson nie ma dla mnie dobrych informacji. Nie pozostaje nic innego jak przeczekać chociaż burze.

    O 2.15 sytuacja się poprawia i postanawiam startować dalej. Pozostają 52 kilometry i 3 godziny - nadal nie ma tragedii.
    Trochę pada, ale nie jest źle. Zjeżdżam na boczną drogę i klimat staje się trochę jak z horroru: jedyne światło emitują moje lampki, na drodze po burzy pełno piasku, liści, gałęzi, nad asfaltem unosi się mgła z parującego asfaltu, po prawej stronie co chwila niebo się błyska, a za chmur wygląda księżyc. Dodatkowo co chwila dochodzą z lasu odgłosy jakiś zwierząt. Nie polecam osobą ze słabym sercem ;) Ale to jeszcze nie był koniec przygód tego dnia :D

    Na 40 kilometrów przed końcem łapie kapcia. W środku lasu. W zupełnej ciemności. Nigdy jeszcze w takich warunkach nie zmieniałem dętki. Ale nie ma czasu na zastanawia się - trzeba się uwijać bo czasu coraz mniej. Ruszam dalej i po około 4 kilometrach słyszę syczenie - zatrzymuję się i gdy poświeciłem lampką na przednie koło widzę dwa miejsca na mokrej oponie z których wypływają bąbelki powietrza. Nie pozostaje nic innego jak kolejna wymiana dętki w zupełnej ciemności.
    Sytuacja staję się dramatyczna - 35 kilometrów do końca, jest ciemno, jestem pośrodku niczego - nawet nie byłoby kogo poprosić o pomoc, już bez żadnej zapasowej dętki, dodatkowo głodny, bo postój miałem w planach, a burza sprawiła, że nie było już czasu na szukanie jakiejś stacji. Czasu coraz mniej, sił coraz mniej, a pogonić też nie można, bo trzeba uważać, żeby kolejnego kapcia nie złapać.

    Na szczęście udaję się dotrzeć do tabliczki Zielona Góra, ale do dworca jest jeszcze z 12 kilometrów. Jestem padnięty a zaczyna się ostatni większy podjazd. Na sam szczyt ledwo się wdrapuję ostatkiem sił i w tym momencie pierwszy raz załamuję się - zostaje mi 20 minut, 7 kilometrów, przejazd przez miasto, którego zupełnie nie znam i brak sił. Zdaję sobie sprawę, że może się nie udać dojechać i jestem tak padnięty, że rozważam odpuszczenie sobie tej walki. Ale postanawiam jednak zawalczyć i nie wiem skąd wziąłem na to siły, ale udało się przelecieć przez miasto mając prawie cały czas prędkość powyżej 30 km/h. Na pewno pomógł też fakt, że było pusto na drogach, ale udało się dotrzeć na dworzec 5 minut przed odjazdem.

    Wracałem pociągiem TLK gdzie dla roweru wieszaków brak, więc miałem do wyboru albo początek albo koniec składu. Dodatkowo o zjedzeniu czegokolwiek można zapomnieć. Przypinam więc rower, pakuje cenne rzeczy do kieszonek, bo wiem, że nierównej walki ze snem nie wygram tym razem. Wysyłam jeszcze tylko wiadomość do żony, żeby mnie odebrała z dworca w Kole, ustawiam budzik i odpływam... i to koniec przygód na ten długi dzień.

    Ostatecznie wyszło 320 kilometrów oraz 2600 metrów przewyższeń oraz wpadło 30 nowych gmin.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km #200km #300km (nr 4) #zaliczgmine (+30)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190720_164355.jpg

  •  

    167729 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 10 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 = 167841

    DPD z ostatnich 2 tygodni

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190717_083355.jpg

  •  

    149155 + 6 + 6 + 6 + 6 + 12 + 9 + 6 + 12 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 30 = 149314

    DPD z ostatnich 2 tygodni + sobotnie kółko po Łodzi z żoną

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190706_143845.jpg

    •  

      Gdybym tak rowerem do pracy jeździł (40km w jedną stronę), ale bym kilometrów nabił :)
      Tymczasem ciężko się zebrać żeby chociaż raz tak pojechać, bo a to za zimno, a to za gorąco, a to za umiarkowanie

  •  

    139752 + 440 = 140192

    Trochę w żartach rzuciłem, że pojadę rowerem odwiedzić syna na koloniach nad morzem, a on to potraktował tak poważnie, że nie było mowy, żeby go nie odwiedzić - trzeba uważać co się mówi ;) Wyjazd w sobotę rano pociągiem o 5:07. który startuje z 15 minutowym opóźnieniem, a po wyjechaniu z Warszawy ma już ponad pół godziny opóźnienia. Na szczęście do Malborka dociera 2 minuty przed czasem. Szybki przelot do Jantaru z krótką przerwą na zdjęcie z zamkiem, gdzie odnajduję syna na plaży. Niestety kilometrów do domu masa, więc po mile spędzonych 2 godzinach czas na powrót do domu.

    Pierwsze 100 kilometrów to męczarnie z wiatrem, później pojawiają się tragiczne drogi - niestety czym dalej od morza stan dróg jest coraz gorszy, w dobrym stanie są tylko drogi krajowe. I to czego obawiałem się najbardziej, czyli jazda w nocy, okazuje się najprzyjemniejszym fragmentem tej wycieczki: jakość dróg się poprawia, temperatura spada i wiatr się uspokoił. Po przerwie na Orlenie w Wąbrzeźniu trafia się zamknięta droga, przez co musiałem sporo nadłożyć, żeby nie ominąć 2 gmin do #zaliczgmine i dodatkowo trafia się kilku kilometrowy odcinek szutrów - nie ma to jak jeździć po szutrach w środku nocy.
    Po godzinie 2 docieram do DK91, którą już się jedzie przyjemnie - szeroka droga z poboczem i małym ruchem samochodów. Przez Toruń udaje się przejechać bezproblemowo i sprawnie. Przed Włocławkiem zjeżdżam z DK91 i kieruję się w kierunku Uniejowa. Niestety ostatnie 70 km są bardzo ciężkie - znowu daje o sobie znać wiatr, robi się bardzo gorąco i zaczyna o sobie dawać znać brak snu. Ale udaje się dojechać siłą woli dzięki czemu wpada nowa życiówka - poprawiona o 40 kilometrów i 25 gmin do #zaliczgmine.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km #200km #300km #400km (nr 2)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190629_125200.jpg

  •  

    131494 prawidłowa wartość dla następnej osoby
    korekta z powodu dodania w jednym czasie wpisu z @elady1989

    #rowerowyrownik

  •  

    131192 + 125 = 131317

    plan na dzisiaj był prosty - wrócić do południa do domu. Niestety problem pojawił się już przy wstawaniu - obudziłem się i z pół godziny zastanawiałem czy jechać gdzieś, czy iść dalej spać. W końcu się zebrałem z łóżka i chwilę przed 5 ruszyłem w trasę z zamiarem załatania małej dziury na mapie na #zaliczgmine.

    Przy okazji udało się dotrzeć do przystanku przy którymś kiedyś zdjęcie wrzuciła @rdza, a jego lokalizację udało mi się namierzyć we wpisie @ElCidX

    Trasa raczej nie obfitowała w atrakcje turystyczne i jedyne godne polecenia rzeczy to: kościół obronny i ruiny zamku w Inowłodziu. Warta odnotowania jest też ścieżka rowerowa z Inowłodzia do Spały - mimo tego, że szutrowa całkiem przyjemnie jechało się nią szosą, a fakt, że przebiega przez las dodatkowo ochronił mnie przed kropiącym deszczem. Powrót pociągiem z Tomaszowa Mazowieckiego, przy okazji pierwszy przejazd nowym nabytkiem ŁKA - Impulsem 2.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km (nr 12) #przystankiboners
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190620_073524.jpg

    •  

      niebieskie źródła był? Skansen rzeki Pilicy, zalew sulejowski, groty, bunkier w konewce

      @ElCidX: odhaczone wszystko.
      Nie są to jednak aż tak duże atrakcje, że zachwycają na tyle by do nich wracać po kilka razy tak jak na przykład zamki na Szlaku Orlich Gniazd. Ale trzeba się cieszyć z tego co się ma i jak ktoś się wybiera w te rejony to mu coś podrzucam z tego co wymieniłeś - sam planuję wyskoczyć z rodziną na kajaki na Pilicę i pewnie znowu którąś z tych rzeczy znowu odwiedzę.

      Swoją drogą trzeba się też cieszyć z tego, że w końcu ktoś dba o te obiekty - żeby zobaczyć zamek w Inowłodziu nie trzeba się już przedzierać przez krzaki, a groty kilkanaście lat temu robiły za toaletę dla osób jadących nad zalew. I fajnie, że pojawia się też infrastruktura turystyczna, jak na przykład DDR z Tomaszowa do Inowłodzia.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    126619 + 8 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 33 + 112 = 126808

    zeszłotygodniowe DPD oraz niedzielny powrót z działki przez zaporę na Jeziorsku

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km (nr 11)

    źródło: IMG_20190616_170735.jpg

  •  

    119884 + 400 = 120284

    w niedzielę @metaxy wybierał się na mecz Polska - Izrael (swoją drogę pierwszy raz pojawił się na meczu reprezentacji i od razu widać poprawę w grze naszych Orłów - trzeba zrobić zrzutkę na bilet dla niego na mecz ze Słowenia ;) więc postanowiłem mu potowarzyszyć. Opcji dołączenia było wiele - w końcu jakby nie patrzeć z Łodzi nie jest tak daleko do Warszawy - ale skończyło się na przechwyceniu ekipy zaraz po przekroczeniu granicy łódzkiego i takim oto sposobem udało się pobić swoją życiówkę. Moje przywitanie z tagiem #400km - mam nadzieję, że nie ostatni raz używam tego tagu :)

    Przy okazji wpadło 5.000 km w tym roku - połowa zaliczonego celu przejechana :D

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km #200km #300km #400km (nr 1) #zaliczgmine (+7)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190609_200240.jpg

  •  

    115399 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 7 + 6 + 12 + 10 = 115470

    DPD z tego tygodnia + po zdjęcie z jednorożcem

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #lodz

    źródło: IMG_20190607_202114.jpg

    +: m.....a, edicsson +29 innych
  •  

    111556 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 7 + 13 + 220 + 3 = 111829

    DPD z zeszłego tygodnia oraz debiut w Kaszebe Runda - chyba jedynym maratonie rowerowym po którym mimo przejechanych 200 kilometrów ze średnią ponad 30 km/h kończysz z dodatnim bilansem kalorycznym.
    Zaliczone 6 z 7 bufetów ;)

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km #200km (nr 3) #zaliczgmine (+13) #kaszeberunda pokaż całość

    źródło: IMG_20190602_094728.jpg

  •  

    100535 + 6 + 6 + 7 + 6 + 6 + 6 + 6 + 2 + 11 + 105 = 100696

    DPD z zeszłego tyodnia + krótka wizyta w Uniejowie + niedzielny powrót z działki przez zaporę na Jeziorsku
    kolejny słaby tydzień :(

    P.S. @sargento - zdjęcie do oceny ;)

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km (nr 10) pokaż całość

    źródło: IMG_20190525_200334.jpg

  •  

    Hej #rowerowalodz !

    W niedzielę 9 czerwca @metaxy wraz z ekipą wybiera się z Krakowa do Warszawy - wstępnie trasa będzie przebiegać przez Tomaszów Mazowiecki i Rawę Mazowiecką, czyli dość blisko Łodzi. Ktoś jest chętny, żeby złapać ich gdzieś po drodze i pojechać razem z nimi do stolicy?

    Dorzucę jeszcze #rowerowywroclaw - może byście byli zainteresowani dołączeniem?
    Jakby coś pierwszy pociąg macie o 05:14 :)

    Trasa z grubsza będzie wyglądać tak: https://www.strava.com/routes/19023884

    #ruszlodz
    pokaż całość

  •  

    91460 + 230 + 7 = 91697

    Męczył mnie ten Wrocław, bo już dwa razy jechałem do niego i zawsze coś wypadło po drodze, że nie udało się dojechać: raz skończyło się na Kaliszu, drugi raz było bliżej bo na Oleśnicy.

    Niestety nikt z Łodzi nie był chętny na dołączenie, więc po 6 wyruszam samotnie. Ruch praktycznie zerowy więc przejazd przez miasto idzie całkiem sprawnie. Niestety w Pabianicach zaczyna delikatnie kropić deszcz - na szczęście tylko postraszyło i szybko przestało. W Zduńskiej Woli nie mam już takiego szczęścia - co prawda nie pada, ale praktycznie równo z minięciem tabliczki z nazwą miejscowości na ulicach pojawia się stojąca woda - przed chwilą musiało przejść oberwanie chmury, chociaż patrząc na niebo nie wiadomo z czego to się wzięło. Niestety mimo tego, że nie pada mam mokre buty i tyłek. Co ciekawe z minięcie tabliczki kończącej Zduńską Wolę kałuże znikają.

    W Sieradzu robię sobie krótką przerwę na banana i knoppersa i ruszam dalej. Za Brzeźniem robię małe odbicie bocznymi drogami by zaliczyć gminę do #zaliczgmine - na początku asfalt jest tragiczny, który po jakimś czasie przechodzi w drogę szutrową. W sumie dawno tak nie miałem, żeby asfalt był tak tragiczny, że lepiej mi się jechało po szutrach.
    Wracam na drogę wojewódzką i mijam granicę województwa łódzkiego - kilometr po przejechaniu granicy Wielkopolska wita mnie kapciem i znowu przechodzi przez głowę, że może nie udać się dojechać do Wrocławia.

    Na szczęście później już jedzie się w miarę tak do 150 kilometra gdy dopada mnie lekki kryzys - czekałem z przerwą na hot-doga i kawę, ale niestety cały czas po trasie nie było żadnej firmowej stacji benzynowej. Tempo spada, ale jakoś dojeżdżam do Sycowa, gdzie w końcu znajduję Shella. Odzyskuję siły i nie pozostaje nic innego jak jechać dalej - tempo jest nawet nie najgorsze jak na mnie i po niecałych 10 godzinach melduję się w centrum Wrocławia. Do pociągu są jeszcze dwie godziny, więc udaję się na chwilę na rynek. Na godzinę przed odjazdem pociągu melduję się przed dworcem i udaję się do kasy, bo znowu nie można kupić biletu przez internet - ciekawe czy kiedyś PKP zrobi coś ze swoim systemem. Później jeszcze szybka wizyta w McDonaldzie i ponad 4 godzinna podróż pociągiem. Na szczęście tym razem obyło się bez większych opóźnień.

    Kolejne miasto wojewódzkie zaliczone :)

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #rowerowywroclaw #100km #200km (nr 2) #zaliczgmine (+12)
    pokaż całość

    źródło: wroclaw.jpg

    +: Beszczebelny, D.......o +37 innych
  •  

    87553 + 9 + 7 + 6 + 6 + 6 + 6 + 8 + 6 + 7 + 6 + 6 = 87626

    DPD z tego tygodnia

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190513_085934.jpg

  •  

    ktoś reflektowałby w niedzielę przejechać się do Wrocławia?
    jest duża szansa, że nie będzie padać i wiatr raczej powinien sprzyjać

    trasa około 220 km z zahaczeniem o Koniec Świata (trasa), pociąg powrotny o 17:33, więc wyjazd wstępnie około 5 rano.

    #rowerowalodz #ruszlodz

  •  

    82409 + 12 + 6 + 9 + 6 + 6 + 6 +6 = 82460

    DPD z tego tygodnia

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190506_083316.jpg

  •  

    82039 + 370 = 82409

    Wzorując się na najlepszych - wzorem @metaxy - postanowiłem w swoje urodziny pojechać jakaś dłuższą trasę.
    Tydzień wcześniej zerknąłem na prognozy pogody i miało nie padać, więc nie pozostało nic innego jak wypisać urlop i zaplanować trasę. Prognozy różniły się co do kierunku wiatru, więc na wszelki wypadek przygotowałem dwa warianty.
    W poniedziałek prognozy wskazywały na środę w większości Polski wiatr z południa, więc nie pozostało nic innego jak jechać nad morze.

    We wtorek normalny dzień w pracy, a wyjazd planowałem około 22-23 by mieć zapas czasu na jedyny bezpośredni pociąg z #gdansk do #lodz więc skończyło się nawet bez krótkiej drzemki. Oczywiście pakowanie na ostatnią chwilę, więc nie do końca przemyślane i jak zawsze zabieram za dużo rzeczy - tak mi się przynajmniej wydawało wtedy.
    Wyruszam ostatecznie o 22.30 i kieruję się w stronę Zgierza, gdzie mam wjechać na DK91 na której spędzę większość ze swojej podróży. Swoją drogą bardzo polecam tę drogę bo po otwarciu autostrady A1 ruch na niej jest stosunkowo mały, szczególnie jak porównać co się na niej działo z 10 lat temu w wakacje, praktycznie cały czas ma szerokie pobocze i poza krótkimi fragmentami nawierzchnia jest bardzo dobrej jakości.

    Już w Łodzi czuć chłód, ale jak wyjeżdżam poza aglomerację łódzką robi się naprawdę zimno i będąc na 20 kilometrze mój licznik zaczął pokazywać temperatury ujemne. I w tym momencie miałem chwilę zwątpienia czy nie zawrócić do domu, bo miałem w perspektywie kolejne 8 godzin jazdy do momentu jak zacznie się robić cieplej. Ale ostatecznie postanawiam dociągnąć do Łęczycy, gdzie zmieniam nogawki na długie spodnie, zakładam ochraniacze na buty i wiatrówkę. Komfort termiczny znacznie się poprawia i jadę dalej. Czasami jednak dobrze zabierać więcej rzeczy.

    Jedzie się całkiem przyjemnie, co prawda jest zimno i wiatr wieje minimalnie w twarz, ale kilometry ładnie wpadają, a ja docieram do Włocławka. Ruch minimalny, większość sygnalizacji wyłączona, więc przejazd przez miasto idzie całkiem sprawnie. Planowałem wstępnie zrobić sobie przerwę w McDonaldzie, ale w tych godzinach czynny jest tylko McDrive, więc postanawiam zatrzymać się na Orlenie na końcu Włocławka, żeby się trochę ogrzać. Niestety okazuje się, że stacja również jest zamknięta i można tylko zrobić zakupy przez okienko. Trudno, zjadam banana i knoppersa zabranego z domu i ruszam dalej w poszukiwaniu jakiejś stacji. Niestety okazuje się, że mniejszy ruch na DK91 po otwarciu autostrady spowodował to, że kolejne stacje benzynowe też są pozamykane i dopiero na wysokości Ciechocinka znajduje czynnego Orlena. Niestety okazuje się, że można wejść do środka, jednak nic na ciepło nie da się zjeść o tej porze, więc zadowalam się kawą i kanapką - przynajmniej jest ciepło w środku, a na zewnątrz zaczyna się robić widno.

    Po krótkiej przerwie jadę dalej i około 6 rano docieram do Torunia. Podobnie jak we Włocławku ruch minimalny, więc sprawnie udaje się dostać do centrum. Najpierw wizyta na platformie widokowej po zdjęcie panoramy starówki, a później już sama starówka. Wyjechać z Torunia również udaje się sprawnie i również nie udaje się zjeść w McDonaldzie ;)
    Jadę dalej DK91 z małym odbiciem na Chełmżę - jeżdżąc kiedyś samochodem nad morze nigdy nie było czasu, żeby zobaczyć to miasteczko, a teraz nadarzyła się okazja. Miasteczko malutkie, ale ma całkiem ładną starówkę z dwoma ładnymi gotyckimi kościołami. Po powrocie na krajówkę wybija 200 km, więc postanawiam sobie zrobić krótką przerwę na Knoppersa, zdjęcie wiatrówki i kolejną fotkę z rzepakiem, a trzeba przyznać, że w tych rejonach pola z rzepakiem są konkretne - ciągną się aż po horyzont. Przed Wisła bardzo fajny zjazd w dół przez kilka kilometrów i odbijam z krajówki na Grudziądz boczną drogą. Pewnym zaskoczeniem jest DDR przy tej drodze - cały czas asfaltowa, co prawda od czasu do czasu zmienia strony, ale nie jest źle.

    Około 25 kilometrów przed Grudziądzem dopada mnie mały kryzys, zaczyna brakować sił i spada tempo. Mijam jakieś małe sklepy, ale postanawiam dociągnąć do McDonalda. Grudziądz wita znakiem zakazu ruch rowerów oraz ścieżkę z całym przekrojem rodzajów kostki. Sił brakuje i robi się ciepło, więc zatrzymuję się, żeby się rozebrać - pozbywam się długich spodni i o ile krótkie spodenki są OK na tą temperaturę to na krótki rękaw się nie decyduję. Ruszam w stronę centrum i docieram do upragnionego McDonalda. I tutaj kolejna niemiła niespodzianka - przez to, że nie spałem i jechałem całą noc odczuwałem, że jest już środek dnia, a tu się załapałem na ofertę śniadaniową - najgorzej, ale trzeba było coś zjeść.

    Po przekroczeniu Wisły odbijam na boczną drogę wzdłuż Wisły i na DK91 wracam w Nowych. Zmienia się znacząco ukształtowanie terenu i zaczynają się całkiem przyjemne podjazdy. Nie ma co narzekać bo lubię takie pagórki, a jazda po nich nie jest taka monotonna jak po płaskim. Jeszcze krótka wizyta w sklepie po kolejne banany, knoppersy i picie i ruszam już praktycznie z górki i dodatkowo z wiatrem w plecy ku Gdańskowi. Tempo zdecydowanie rośnie, ale niestety odkrywam, że padł mi powerbank (chyba przez te niskie temperatury) i telefon już też nie ma za wysokiego poziomu baterii, więc rozpoczynam poszukiwania ładowarki na stacjach benzynowych - niestety na większości mają tylko ładowarki samochodowe. Wjazd do Gdańska również odbywa się w miarę sprawnie - na szczęście DK91 prowadzi pod sam dworzec i nie trzeba marnować czasu na nawigowanie. Udaje się też kupić ładowarkę na BP, więc jest szansa, że nie umrę z nudów podczas powrotu pociągiem. Na dworzec docieram po 16 i mam jeszcze ponad godzinę do pociągu, więc postanawiam się jeszcze udać nad morze, bo co to byłby za wyjazd bez zdjęcia roweru na plaży ;)

    Wracam z powrotem na dworzec i próbuję kupić w kasie bilet - niestety przez internet nie dało się kupić biletu i w sumie całą drogę jechałem z pewną obawą, że może być problem z powrotem, a następnego dnia musiałem być w pracy. Niestety pani w kasie mi nie pomogła, i tu porada dla innych - w kasach korzystają z tego samego systemu co jest w internecie i ogólnie szkoda marnować czasu na stanie w kolejce. Pół godziny do pociągu postanawiam wykorzystać na zjedzenie w McDonaldzie bo czeka mnie ponad 5 godzin w pociągu. Na szczęście pan kierownik pociągu nie widział problemu z zabraniem mnie i roweru i nawet był zdziwiony, że nie można było kupić biletu na rower. Jak się okazało przez całą drogę byłem jedynym rowerzystą, a jechałem praktycznie całą trasę. Ach ten system PKP... gdybym się nie stresował tym pociągiem to zahaczyłbym jeszcze o starówkę w Gdańsku i pewnie skromnie, bo skromnie, ale pobiłbym życiówkę. Ale i tak coś mi mówi, że długo się ona nie utrzyma ;)

    Pod koniec trasy pociąg łapie jeszcze opóźnienie z powodu remontu torów koło Kutna i Łowicza i ostatecznie dociera do Łodzi o 0.15, a ja do domu o godzinie 0.30, więc cała podróż zajęła mi równo 26 godzin. Jestem zadowolony, ale mocno zmęczony, ale głównie z powodu braku snu.
    Ciekawe czy ktoś to w ogóle czyta i czy jest sens się tak rozpisywać :)

    I na koniec podziękowania dla bandy Metaxy'ego za doping na trasie oraz dla @Wyrewolwerowanyrewolwer za wskazówki i porady dotyczące poruszania się po Gdańsku - szkoda tylko, że nie udało się poznać osobiście.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #rowerowetrojmiasto #100km #200km #300km (nr 3) #zaliczgmine (+20)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190508_163440-EFFECTS.jpg

  •  

    81039 + 6 + 6 + 9 + 15 + 8 + 18 + 72 = 81173

    zaległe DPD z zeszłego tygodnia + majówkowe kręcenie z synem + niedzielny wyjazd #rowerowalodz z @mosci_K - niestety tylko w dwójkę, ale pogoda bardziej zimowa niż wiosenna i dodatkowo masakryczny wiatr. Przy okazji kontrola czy palmy przeżyły zimę ;)

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub pokaż całość

    źródło: IMG_20190505_095207.jpg

  •  

    jakby coś to ruszyły zapisy na Rajd Wokół Tatr (strona)
    jak zawsze ostatnia niedziela sierpnia, czyli w tym roku 25 sierpnia, 200 km i 2500 metrów przewyższeń
    zapraszam do drużyny #drozdzowkarze

    podobno pogoda ma być lepsza niż w tamtym roku ;) #pdk

    P.S. warto pojechać dla takiego zdjęcia :)

    #rower #szosa #rajdwokoltatr #rowerowykrakow #rowerowalodz #tatry
    pokaż całość

    źródło: 21246201_1452474648173421_3278113774902601731_o.jpg

  •  

    70812 + 372 + 102 = 71286

    w sobotę dużo był maraton Piękny Wschód, więc postanowiłem zrobić nawiązanie tematyczne i również udałem się na wschód. Plan był na najdłuższą trasę solo, a okazało się, że przez przypadek (a głównie litewskie TIRy na drodze wojewódzkiej przed Łomżą) wpadła życiówka - co prawda pobita skromnie bo raptem o 2 kilometry, ale pobita.

    w niedzielę mały rozjazd na pociąg do Białegostoku z zahaczeniem o zamek w Tykocinie.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #100km #200km #300km (nr 2) #100km (nr 9)
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190427_054409.jpg

  •  

    65476 + 6 + 6 + 6 + 7 + 4 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 15 + 11 = 65561

    DPD z tego tygodnia i niedzielna krótka trasa rodzinna

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz

    źródło: IMG_20190421_143233.jpg

  •  

    53929 + 73 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 +15 + 118 + 9 = 54174

    dawno nie miałem takiego tygodnia :)

    73 km - małe przetestowanie jak noga sobie radzi na podjazdach przed wyprawą w Beskidy do @Mortal84. Nudne kręcenie kółek po Kalonce i podjeżdżanie najcięższych podjazdów po kilka razy - ale co zrobić jak żyje się w centralnej Polsce i górek jak na lekarstwo. Udało się uzbierać ponad 1000 metrów przewyższeń.

    krótkie dystanse to DPD do pracy - niestety w czwartek bliskie spotkanie na DDR-ce z Audi Q5 wyjeżdżającym ze stacji benzynowej. Prędkości były małe, więc skończyło się na delikatnej glebie i zniszczonej owijce, uchwycie do licznika i oponie.

    15 km - wizyta w decathlonie po nową owijkę

    118 km - rekordowa jeżeli chodzi o ilość osób wyprawa #rowerowalodz - w sześcioosobowym składzie: @solimoes, @edicsson, @Zelazko_MPM, @sim_co i @kajetan-goss pojechaliśmy zobaczyć zamek w Łęczycy i kolegiatę w Tumie.
    Całkiem przyjemny wyjazd wyszedł, no może poza masakrycznym wiatrem na powrocie i konkretnej glebie jaką zaliczyłem na około 20 kilometrze. Mam nadzieję, że limit pecha na ten sezon został wyczerpany.

    #rowerowyrownik #100km (nr8) #wykoptribanclub #ruszlodz
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190414_084305.jpg

  •  

    #rowerowalodz zapytam sondażowo - może w niedzielę w końcu pierwsza wspólna setka w tym roku?

    co prawda na tą chwilę prognoza pogody nie jest optymistyczna jeżeli chodzi o temperaturę (5 stopni rano - 12 stopni w ciągu dnia), ale przynajmniej ma nie padać. Zapowiadany wiatr ze wschodu. Ale oczywiście jeszcze może się zmienić i coś pewnego pojawi się dopiero w czwartek/piątek.

    Moja wstępna propozycja, oczywiście do dyskusji, to start w niedzielę z rana około 8.00 z krańcówki na Zdrowiu i trasa przez Aleksandrów do Łęczycy na kawę i diabelsko pyszne lody (podobno). No i zamek przy okazji możemy zobaczyć ;)
    Długość trasy około 45 km.
    Powrót rowerami dla chętnych co by dozbierać do 100 km trasą do ustalenia, ewentualnie dla osób które nie czują się na siłach jechać całego dystansu powrót pociągiem ŁKA - pociągi są o 10:35 i 12:30, koszt biletu łącznie z rowerem 9,90.

    Do Łęczycy tempo spokojne co by wszyscy bez problemu dojechali - widzę parę nowych osób dodaje wpisy pod tagami #rowerowalodz i #ruszlodz, więc serdecznie zapraszam - nie jest tak strasznie i najgorszy jest pierwszy raz ;)

    zawołam osoby które już jeździły z nami: @sargento @Zelazko_MPM @sim_co @mosci_K @wojtek321
    oraz zapraszam nowe osoby @solimoes @pablitto @kirek @Lordon @emagnuski @wojtek656
    zawołam jeszcze @DrPur może oprowadzisz nas po Łęczycy?
    i @bajcik może wpadniesz chociaż na chwilę poznać się?

    #lodz #rowerowalodz #szosowalodz #ruszlodz #leczyca
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190323_071942.jpg

  •  

    31846 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 = 31906

    DPD z tego tygodnia

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190403_084000.jpg

  •  

    37093 + 41 = 37134

    na drugi dzień imieninowego weekendu @metaxy zaplanowany był wielki powrót z Wrocławia do Łodzi, ale rzeczywistość zmieniła plany i ostatecznie do Łodzi dotarł tylko @metaxy wraz z kolegą Mateuszem.

    W Lutomiersku ekipę krakowską przejęli @sargento z @Zelazko_MPM, a ja z powodu innych zajęć dołączyłem dopiero na granicy miasta. Ekipa dotarła najedzona, do pociągu było dużo czasu, więc było trochę czasu na zobaczenie paru ciekawszych miejsc. Robimy więc małe kółeczko po centrum i powoli kierujemy się w stronę Widzewa na pociąg.

    Cieszę się, że Łódź się spodobała i fajnie, że po raz kolejny słyszę, że wartość Łodzi jest trochę zaniżona w słynnej paście.

    To był bardzo dobry marzec - udało się zaliczyć na stravie Distance Challenge, a do Climbing Challenge też niewiele zabrakło. Pierwszy kwartał tego z prawie 2.500 kilometrów sprawia, że realne wydaje się 10.000 kilometrów w tym roku.

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: mini mix.jpg

  •  

    36779 + 307 + 7 = 37093

    świętowanie urodzin Pana Metaxy, czyli może do Wrocławia uda się dojechać za trzecim razem

    jak co roku @metaxy z okazji swoich urodzin planuje jakąś większą wyprawę - w tym roku wybór padł na Wrocław, co bardzo mi odpowiadało bo jeszcze nie miałem okazji być we Wrocławiu rowerem, a dodatkowo ciekawszy kierunek niż kolejna wizyta w Warszawie.

    Start około 2 w nocy, by dojechać na miejsce spotkania z @sim_co w Konstantynowie. Dalej jedziemy krajówkami najpierw do Pabianic, a później do Łasku. Jedzie się całkiem przyjemnie, bo jest dosyć ciepło, wiatr wieje delikatnie w twarz, ale nie przeszkadza tak bardzo i dodatkowo ruch jest znikomy. Szybka przerwa na toaletę na stacji BP w Łasku i odbijamy w kierunku miejsca zbiórki z Krakowem i Warszawą w Działoszynie. Trasa trochę kluczy co by zebrać brakujące gminy do #zaliczgmine i pozbierać trochę kilometrów co by nie było trzeba dokręcać do #300km później we Wrocławiu.

    Wjeżdżamy w okolice dorzecza Grabi i Widawki i temperatura zaczyna odczuwalnie spadać. Niestety czym dalej jedziemy jest coraz gorzej bo dodatkowo pojawia się mgła. W pewnym momencie temperatura osiąga -6 stopni, a my średnio byliśmy przygotowani na takie temperatury co skutki brakiem czucia w nodze i rękach z zimna. Dodatkowo trafiamy na strasznie dziurawy fragment drogi który nas dobija. Na szczęście dłuższa przerwa na kawę na stacji w Osjakowie pozwala się trochę odmrozić i przeczekać najzimniejszą porę. Ruszamy wzdłuż Warty na północ do Krzeczowa w którym odbijamy na Pajęczno w którym odbieramy @edicsson.

    No i w Pajęcznie okazuje się, że ekipa warszawska: @rdza i @theDOG mają solidne opóźnienie i dotarcie do Wrocławia na pociąg o 18 będzie graniczyło z cudem. Już w trójkę robi krótki postój na stacji benzynowej i nawiązujemy kontakt z ekipą krakowską. Co by nie stać bez sensu na stacji postanawiamy wyjechać w ich kierunku do Działoszyna i spotykamy się z nimi w okolicach Orlenu w Działoszynie na którym był wyznaczony pierwotnie punkt zbiórki. Po krótkim postoju pada decyzja, żeby wyjechać po Warszawiaków, więc znowu kierujemy się do Pajęczna w którym w końcu udaje się nam skompletować pełną ekipę - 13 osobową w składzie: solenizant @metaxy, @Mortal84, @bynon, @edicsson, @rdza, @theDOG, @sim_co + parę osób spoza mirko. I jedziemy znowu na Orlen do Działoszyna na przerwę na jedzenie - mina obsługi stacji bezcenna ;) Niestety w tym momencie mamy ponad 2 godziny opóźnienia i na dojechanie do Wrocławia o czasie nie ma już szansy, więc pozostaje opcja złapania pociągu w Oleśnicy.

    Z początku tempo jest całkiem niezłe, ale niestety w okolicach Załęcza @bynon łapie drugą tego dnia gumę, a gdy znowu ruszamy okazuje się, że ekipa warszawska zmęczona próbą nadrobienia opóźnienia zaczyna tracić dystans do grupy. Z czasem jest coraz słabiej i przechwyt pociągu nawet w Oleśnicy zaczyna stawać się zagrożony, a dodatkowo zaczyna się pojawiać ryzyko opóźnienia na późniejsze pociągi do Krakowa i Katowic. Następuję więc podział na dwie grupy: nocującą i wracająca pociągami.

    Tempo zaczyna być coraz wyższe, momentami niestety zbyt wysokie na moje możliwości, a dodatkowo pojawia się ból pleców co na niezbyt dobrych drogach skutkuje tym, że zaczynam mieć problemy z utrzymaniem tempa. Na szczęście krótkie przerwy na szybkie zakupy trochę pomagają, ale niestety tylko na krótki czas. Kawałek przed Namysłowem kolejnego kapcia łapie tym razem @sim_co i powstaje kolejne opóźnienie. Gdy znowu ruszmy chłopaki postanawiają to nadrobić i niestety już całkowicie odpadam i przed samym Namysłowem odpadam od grupy. Z @sim_co postanawiam się zatem odłączyć by nie opóźniać ekipy, a dodatkowo i tak byśmy niedługo odbijali na Oleśnicę. Więc żegnamy się i dalej już tylko w dwójkę zmierzamy w kierunku pociągu zdecydowanie spokojniejszym tempem.

    Później w Oleśnicy trochę pobłądziliśmy i dodatkowo przy nawracaniu na DDR-ce zaliczam glebę - nie wypiąłem się z zatrzasków. Dawno mi się to nie zdarzyło, ale obyło się bez strat materialnych - ucierpiało trochę biodro i duma. Nie zatrzymujemy się już nigdzie z zamiarem zjedzenia czegoś i zrobieniem zakupów na dworcu, ale Oleśnica Rataje okazuje się nie dworcem, a zwykłym przystankiem, gdzie jedynym budynkiem jest wiata. Ale nie chce nam się już nigdzie ruszać, szczególnie, że czasu do pociągu nie pozostaje dużo.

    Powrót pociągiem na szczęście już bez problemów i chwilę po 22 melduję się w domu.
    To był dobry dzień, udało się zaliczyć pierwsze w tym roku #300km, udało się ponownie spotkać ze znajomymi i poznać nowe osoby, wpadło 20 gmin do #zaliczgmine. Oby więcej takich wyjazdów, ale chyba nie będzie z tym problemów bo jest dopiero kwiecień. Pozostaje tylko niedosyt, że po raz drugi nie udało się dojechać do Wrocławia, ale może do trzech razy sztuka;)

    I szczególne podziękowania dla @sim_co za towarzystwo i za koło na ostatnich kilometrach :D

    Do zobaczenia znowu!

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub #100km #200km #300km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: mix mini.jpg

  •  

    36258 + 12 + 6 + 10 + 6 + 10 + 9 + 9 + 6 + 6 + 6 = 36338

    DPD z zeszłego tygodnia

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #ruszlodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190328_084017.jpg

  •  

    W najbliższą sobotę, o ile pogoda nie spłata jakiegoś figla, @metaxy organizuje urodzinową wyprawę z Krakowa do Wrocławia. Może ktoś z #rowerowalodz ma ochotę mu potowarzyszyć i przy okazji zobaczyć Wrocław?
    Wstępna trasa z Łodzi - https://www.strava.com/routes/17618024
    Wyjazd około 3-4 jeszcze do uzgodnienia - planowane spotkanie z ekipą krakowską i warszawską w Działoszynie.
    Jakby ktoś cierpiał na bezsenność i chciał przejechać się kawałek to również zapraszam - jakby było zainteresowanie to można zmodyfikować trasę by była bliżej linii kolejowej pomiędzy Piotrkowem a Częstochową.

    Wołam #rowerowalodz i dodatkowo długodystansowców @sim_co i @mosci_K
    pokaż całość

  •  

    29298 + 6 + 6 + 6 + 6 + 12 + 6 + 6 + 6 + 6 + 3 = 29361

    DPD z tego tygodnia

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190322_174906.jpg

  •  

    29198 + 100 = 29298

    dzisiaj był bardzo ładny dzień, ale poranek nie zapowiadał tego - poranek przywitał mnie przymrozkiem.
    Kieruję się na północ w kierunku Łęczycy, gdzie czeka pierwszy z zaplanowanych do odwiedzenia łódzkich zamków. Kawałek za Łęczycą, po przekroczeniu Bzury kolejna niespodzianka tego poranka - masakryczna mgła, aż zacząłem się poważnie zastanawiać czy jechanie w tej mgle jest bezpieczne, bo widoczność była naprawdę bardzo ograniczona. Ale kieruję się bocznymi drogami w kierunku wsi Besiekiery zaliczając jeszcze po drodze mocno zniszczony pałac w Srebrnej.
    Same ruiny zamku w Besiekierach może nie powalają, ale jest zdecydowanie lepiej niż podczas mojej pierwszej wizyty w tym miejscu ładnych parę lat temu - teren został uprzątnięty, postawiono wiatę gdzie można odpocząć czy schować się przed deszczem, ustawiono ławeczki, zrobiono alejkę wokół zamku czy odnowiono pomost. Biorąc pod uwagę, że w łódzkim zamków jest na lekarstwo na pewno jest to miejsce godne zobaczenia.
    Po krótkiej przerwie ruszam dalej i przekraczam granicę województwa - Wielkopolska wita słońcem i pięknym niebieskim niebem. Niestety po dotarciu do Dąbia zmieniam kierunek jazdy i reszta drogi minie na nierównej walce z #wmordewind.
    I na koniec kolejny zamek - tym razem w Uniejowie. Ale jego nie trzeba przedstawiać, bo po wybudowaniu basenów termalnych Uniejów stał się dość znany nie tylko w łódzkim.

    Zaliczona kolejna setka i dodatkowo już 2.000 km przejechanych w tym roku :)

    #rowerowyrownik #100km (nr 7) #rowerowalodz #wykoptribanclub
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190323_083109.jpg

  •  

    26694 + 102 = 26796

    kolejny wyjazd z serii 100 km przed pracą - czuć wiosnę ;) tylko mogłoby tylko trochę mniej wiać...
    tym razem na północ do Łęczycy po zdjęcie muralu oraz przy okazji odwiedzić zamek w Łęczycy i kolegiatę w Tumie.

    #rowerowyrownik #100km (nr 6) #rowerowalodz #wykoptribanclub pokaż całość

    źródło: IMG_20190321_055646.jpg

  •  

    23178 + 101 = 23279

    inauguracja sezon #rowerowalodz wraz z @Zelazko_MPM i @sim_co
    temperatura przyjemna, ale pod wiatr nie jechało się zbyt fajnie :(

    #rowerowyrownik #100km (nr 5) #wykoptribanclub pokaż całość

    źródło: IMG_20190317_100523.jpg

  •  

    21811 + 6 + 6 + 7 + 6 + 8 + 6 + 7 + 6 = 21863

    DPD z tego tygodnia
    to będzie słaby tydzień jeżeli chodzi o rower :(

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190312_084900.jpg

  •  

    W najbliższą niedziele pora zainaugurować sezon #rower
    Przejazd krótki - w zależności kto skąd jedzie około 75-80 km.
    Plan trasy: https://www.strava.com/routes/12553262
    Start z krańcówki na Zdrowiu około 7.00 lub z Placu Kościuszki w Aleksandrowie około 8.00.
    Tempo raczej nie za szybkie - jak to po zimie ;) Nikogo nie zgubimy po drodze, na każdego zaczekamy :)

    #lodz #rowerowalodz #szosowalodz
    pokaż całość

  •  

    20397 + 6 + 7 + 6 + 6 + 8 + 4 = 20434

    DPD z zeszłego tygodnia

    #rowerowyrownik #rowerowalodz

    źródło: IMG_20190307_224252.jpg

  •  

    18451 + 253 = 18704

    @metaxy'emu tak spodobała się stolica, że już drugi raz w tym tygodniu postanowił odwiedzić Warszawa.
    Wraz z @rdza i @edicsson postanawiamy mu trochę potowarzyszyć w tej wyprawie, więc dojeżdżamy pociągami do Radomska, by go przechwycić na trasie. I tak jadąc 250 km po asfaltach, brukach, kostce, szutrach docieramy do stolicy.
    W nagrodę od @metaxy otrzymujemy zaszczytny tytuł bandy Metaxy'ego :)

    Przy okazji wpadło 8 nowych gmin do #zaliczgmine - jedna gmina wymagała zaryzykowania życia i przeprawy przez drewniany mostek na Pilicy. Ach, to życie na krawędzi ;)

    #rowerowyrownik #200km (nr1) #rowerowalodz #wykoptribanclub
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190307_110215.jpg

  •  

    16856 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 6 + 8 + 6 + 6 + 62 = 16974

    DPD z tego tygodnia + dzisiejsza rundka po pagórkach Parku Wzniesień Łódzkich

    W tym tygodniu to już 219 km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190301_083017-01.jpeg

  •  

    15087 + 101 = 15188

    na palmy jeszcze za zimno, ale na setkę przed pracą już jest OK
    dodatkowo najszybsze Gran Fondo w karierze :)

    #rowerowyrownik #100km (nr 4) #rowerowalodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190301_062403.jpg

  •  

    13755 + 168 = 13923

    reaktywacja po zimie łódzko-mazowieckiej grupy miłośników rowerowych przygód w składzie @edicsson i @rdza.
    Na początek szybkie zwiedzanie Łodzi, później liźnięcie pagórków Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich i obowiązkowa przerwa w McDonaldzie w Skierniewicach. I gdy do końca zostało 16 kilometrów i 2 godziny do pociągu zaczęły się przygody - ale może lepiej nie pisać o nich w internetach ;)
    Dzięki dziewczyny za wspólne kilometry :D

    przy okazji pierwsze zaliczone gminy (+8) w tym roku do #zaliczgmine
    W tym tygodniu to już 258 km!

    #rowerowyrownik #100km (nr 3) #rowerowalodz #wykoptribanclub
    pokaż całość

    źródło: IMG_20190224_133320.jpg

  •  

    12390 + 10 + 6 + 6 + 6 + 11 + 7 + 15 + 6 + 17 + 6 = 12480

    DPD z tego tygodnia
    W tym tygodniu to już 90 km!

    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub

    źródło: IMG_20190222_083659.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika radoslaw-szalkowski

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Popularne tagi radoslaw-szalkowski

Osiągnięcia (5)