Протестую! – горячо воскликнул Бегемот. – Достоевский бессмертен!

  •  

    298 + 1 = 299

    Tytuł: Informacja zwrotna
    Autor: Jakub Żulczyk
    Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
    Ocena: ★★★★★★★★★☆
    ISBN: 9788381398688
    Wydawnictwo: Świat Książki
    Liczba stron: 528

    Historia o alkoholiku, ojcu, którego syn znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Jest ostatnią osobą która go widziała, niestety zapił i nic nie pamięta.

    Bardzo ciekawa historia pokazująca destrukcyjną stronę alkoholizmu, w tle afera reprywatyzacyjna. Od Żulczyka czytałem jeszcze „Ślepnąc od świateł”, „Informacja zwrotna” jest w mojej ocenie zdecydowanie lepszą pozycją, w pewien sposób identyfikuję się z wydarzeniami z tej książki, być może dlatego tak wysoko ją oceniam. Dość zaskakujące zakończenie, chociaż pod koniec można wyczuć w którym kierunku to zmierza. W każdym razie bawiłem się świetnie, jest to mój powrót do czytania i ta pozycja była dobrym wyborem.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #zulczyk #kryminalbookmeter #sensacjabookmeter #thrillerbookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    A co jeśli ten sezon nie będzie TYM sezonem dla Ferrari?!
    #f1

    źródło: Screenshot_20220117-2120452.png

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Chcę wstawić sobie druty w zęby. Ma być ładny uśmiech. Obecnie nie ma jednej dójki, a druga jest taka chuda i wygląda jakby to było połowę zęba.
    Na wstępnej konsultacji, baba mówiła że trzeba zrobić miejsce pod implant, i to będzie trwać dwa lata.
    Można to jakoś przyspieszyć. Musiałbym się stawiać co miesiąc na podkręcanie drutów.
    Są jakieś metody na które warto zwrócić uwagę? Czy zaufać specjaliście?

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    ID: #61e616cff7bdff000a9291c5
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: LeVentLeCri
    Doceń mój czas włożony w projekt i przekaż darowiznę
    pokaż całość

  •  

    Oh my lord! Alex by nigdy czegoś takiego nie zrobił!
    #f1

    źródło: Screenshot_20220115-0449022.png

  •  

    258 + 1 = 259

    Tytuł: Anomalia
    Autor: Hervé Le Tellier
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆
    ISBN: 9788396126481
    Tłumacz: Beata Geppert
    Wydawnictwo: Filtry
    Liczba stron: 396
    Forma książki: e-book

    Momentami nierówna, momentami nudna i przygadana, ale za to z niezwykle wciągającym pomysłem na fabułę.

    Poznajemy historie kilku bohaterów, których z początku nic nie łączy, ba nawet jeden z nich popełnia samobójstwo, więc pewnie go już więcej nie spotkamy? I tu się mylicie. Fabularnie zapowiada się super, w trakcie lotu z Paryża do Nowego Yorku samolot trafia w sam środek ogromnej chmury burzowej, a jego piloci nie tylko tracą kontrolę nad sterami, ale również kontakt z naziemną kontrolą lotów. Samolot ląduje, wszystko wygląda ok, ale przy opuszczaniu płyty lotniska jego pasażerowie zostają zatrzymani przez służby i zamknięci w hangarze, gdzie po kolei zostają przesłuchani. Dlaczego? Bo ten samolot, z tymi samymi pasażerami już wylądował i to kilka miesięcy wcześniej. Służby starają się ustalić co się stało, dlaczego ten sam lot lądował 2 razy, co się stało w trakcie burzy i czy pasażerowie mają jakieś podejrzenia.

    I ten pomysł na fabułę bardzo mnie zachęcił do jej przeczytania. Jest to jednak bardzo nierówna książka, po pierwszych kilkudziesięciu stronach pomyślałem, to będzie książka na dychę, po kolejnych kilkudziesięciu już obniżyłem jej ocenę do 8/10 bo nudziłem się momentami strasznie. A jak już pojawiła się akcja, która na prawdę mi się podobała, to autor w ją przerywał w najlepszych momentach. Jestem trochę zawiedziony, bo zapowiadało się dużo lepiej. Czytając ją można odnieść wrażenie, że była to książka napisana na 600 stron, z której później wydawca zaczął wyrywać poszczególne kartki, żeby tylko zamknąć się w granicach średniej długości książki - około 400 stron. Do tego motyw pisania książki o tym samym tytule w książce, średnio mi się spodobał. To książka, którą też najdłużej czytałem w tym roku, bo zacząłem zaraz po weekendzie noworocznym, a skończyłem dziś w nocy, więc prawie 2 tygodnie. Jest tu sporo fizyki, włącznie z paradoksem Fermiego i zakrzywianiem czasoprzestrzeni, więc jeśli ktoś lubi takie elementy w książkach fabularnych, to polecam.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    131/128
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    222 + 1 = 223

    Tytuł: The Lies of Locke Lamora
    Autor: Scott Lynch
    Gatunek: fantasy, science fiction
    Ocena: ★★★★★★★★★☆
    Wydawnictwo: Spectra
    Liczba stron: 752

    Powiadają, że Cierń Camorry to niezwyciężony fechmistrz, złodziej nad złodziejami, duch, który przenika ściany. Pół miasta wierzy, że jest legendarnym bohaterem i obrońcą biedaków; druga połowa uważa, że opowieści o nim to mit dla głupców. Jedni i drudzy się mylą. Drobny i słabo władający rapierem Locke Lamora rzeczywiście jest (ku swemu utrapieniu) Cierniem Camorry. Z pewnością nie cieszy się z plotek towarzyszących jego wyczynom – a specjalizuje się w najbardziej złożonych oszustwach. Istotnie, okrada bogatych (kogóż innego warto okradać?), ale biedni nie oglądają ani grosza z jego zdobyczy. Wszystko, co zdobędzie, przeznacza na użytek swój i swojego nielicznego gangu złodziei: Niecnych Dżentelmenów.

    Książkę kupiłam zachęcona krótką recenzją @KatieWee Dziekuję!

    pokaż spoiler Dodam, że jej cena jest absurdalna, ale po angielsku na amazonie cała trylogia jest po 124 zł :3


    Dlaczego oceniam tak wysoko pomimo paru wad? Bo czytanie tej książki było przyjemnością ;)

    Mamy tu do czynienia z lekturą łatwą, prostą i ze szczyptą magii. Takie zabili go i uciekł (dosłownie i wiele razy xD), ale jest to wręcz urocze, niewymuszone. Bohaterowie są ciekawi, tytułowy suchotnik da się lubić a dialogi skrzą się humorem. Do tego autor posługuje się prostym językiem co jest na plus. Ciekawa jest też sama konstrukcja książki.

    Dla fanów powieści awanturniczych, pojedynków i łotrzyków wszelkiej maści :)

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #fantasybookmeter #sciencefictionbookmeter
    pokaż całość

    źródło: LL.jpg

  •  

    213 + 1 = 214

    Tytuł: Nieistotne wizerunki
    Autor: Paolo Sorrentino
    Gatunek: literatura piękna
    ISBN: 9788380623378
    Tłumacz: Alicja Bruś
    Wydawnictwo: Rebis
    Liczba stron: 328
    Ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆

    Biorąc za punkt wyjścia portrety autorstwa Jacopa Benassiego, Paolo Sorrentino wyobraża sobie historie uwiecznionych na nich osób, nie wiedząc, kim są ani co robią. Z błyskotliwym humorem łączy różne rejestry i treści, w jednym zdaniu przechodząc od cierpienia do śmiechu, od wzruszenia do ironii, snując niesplecione ze sobą opowieści o miłości, samotności i przyjaźni, komedie, melodramaty, tragedie i farsy.

    No nie wiem... niby taka zabawa z dzieciństwa, gdzie dorabiamy sobie historię do widzianej przelotnie osoby (tutaj mamy zdjęcia), ale ani historie nie są porywające, ani mi jakoś szczególnie do tych fotografii nie pasowały. Tekst pełen alegorii, wydumany. Historie są różne, ale mają podobny schemat. Trochę ciężko się przez to brnęło.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    O ludzie, czuję się jak w jakimś the office. Widzę się dzisiaj z dziewczyną, z którą od jakiegoś czasu się spotykam i chciałem jej dzisiaj powiedzieć, że to nie to i ja z tej relacji uciekam. Ale zimno jest, a ja nie chcę się przeziębić, więc wyszedłem z sugestią, że gdzieś siądziemy. Dziewczyna zaproponowała restaurację, a ja wtedy mądrze wypaliłem, że zjemy tam kolację.

    Więc idę na kolację do restauracji, na której oświadczę, że tego nie czuję xD Trzymajcie kciuki.

    #zwiazki #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow #theoffice
    pokaż całość

    +: Ronin223, s..........d +163 innych
  •  

    203 + 1 = 204

    Tytuł: Martwy sad
    Autor: Mieczysław Gorzka
    Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
    ISBN: 9788380742277
    Wydawnictwo: Bukowy Las
    Liczba stron: 416
    Forma książki: e-book
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    Bardzo wciągający kryminał, który niestety nie wnosi nic nowego do tego gatunku. Czytając miałem wrażenie, że większość tych motywów już gdzieś widziałem, nie jest to może ogromna wada, ale na pewno fani kryminałów je wyłapią.

    Historia tajemniczych zaginięć 10 latków na przestrzeni kilkudziesięciu lat (70+) w podobnych okolicach podwrocławskiej wsi, które mają miejsce z niezwykłą regularnością - co 4 lata. Nasz główny bohater - Marcin Zakrzewski, stracił w dzieciństwie brata bliźniaka, został porwany i nigdy się nie odnalazł. Gdy wydarzenia przeszłości łączą się ze zbrodniami z obecnych czasów utworzony zostaje zespół policyjny mający na celu odkryć powiązania tych zbrodni i złapać sprawcę.

    Autor stara się nam podrzucać co jakiś czas mylne lub trafne wskazówki, niestety dość szybko jesteśmy się w stanie zorientować, które z nich są fałszywe. Niektóre z nich są też dość dobrze ukryte w dialogach i przeglądanych dokumentach, więc w momencie ich wychwycenia mamy pewnego rodzaju satysfakcję, ale też wrażenie, że policjant powinien sam na to wpaść, w końcu na tym jego praca polega. Autor też czasami wyciąga fakty i postacie z kapelusza, które mimo, że są fragmentami przeszłości protagonisty, trochę trudno mu obronić, a jeszcze trudniej pokazać tok rozumowania, który do tego pomysłu doprowadził. Inne z kolei są tak oczywiste, że brakuje tylko ogromnego neonu z napisem - "To tu", a nasi protagoniści i tak je ignorują.

    Jeśli ktoś czytał książki Piotrowskiego o Igorze Brudnym, to będzie się czuł jak w domu, bo jest tu mnóstwo motywów zapożyczonych z książek tego autora. Szkoda, bo moim zdaniem zabrakło tu oryginalności. Wciągająca historia i dość dobrze napisani bohaterowie, to trochę mało, gdy zza pleców zerka na ciebie uczucie deja vu, a przewidywalność historii jest na tyle duża, że wyłapujesz kolejne tropy przed śledczymi.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu
    11/128
    #bookmeter #czytajzwykopem #legimi #kryminalbookmeter #sensacjabookmeter #thrillerbookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    193 + 1 = 194

    Tytuł: Etyka, śmierć i transplantacje
    Autor: Piotr Grzegorz Nowak
    Gatunek: zdrowie, medycyna
    ISBN: 9788323345374
    Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
    Liczba stron: 194
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Piotr Grzegorz Nowak - adiunkt w Zakładzie Badań nad Etyką Zawodową Instytutu Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Bioetycznego. Przedmiotem jego zainteresowań badawczych są problemy etyczne związane z przeszczepianiem i alokacją narządów oraz inne zagadnienia z zakresu etyki stosowanej.

    Polecam. Mi najbardziej spodobały się rozdziały o definicji śmierci i alokacji narządów. W pierwszym autor opisuje sposoby stwierdzenia śmierci oraz podstawy prawne, które je regulują a dalej kontrowersje z tym związane. Czym w ogóle jest śmierć, czy tylko śmierć mózgu = śmierć człowieka? W drugim stawia pytanie kto zasługuje na narządy i jak są (i jak może powinny być) one dystrybuowane. To wszystko podane jest bez emocji, w bardzo uporządkowany sposób, dosyć przystępnym językiem. Autor nie narzuca nam swojego zdania a jedynie przedstawia fakty i swój punkt widzenia, wnioski możemy spróbować wyciągnąć sobie sami.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki #zdrowiebookmeter #medycynabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    191 + 1 = 192

    Tytuł: Nie oświadczam się
    Autor: Wiesław Łuka
    Gatunek: literatura faktu
    ISBN: 9788393811205
    Wydawnictwo: Dowody na Istnienie
    Liczba stron: 288
    Forma książki: książka
    Ocena: 4/10

    Święta Bożego Narodzenia to umowny czas przebaczania i spokoju, o czym w 1976 roku zapomnieli mieszkańcy małej wsi Zrębin. Wiesław Łuka opisał jedną z najgłośniejszych polskich zbrodni, którą wówczas z zapartym tchem śledził cały kraj.

    Sprawa ta odbiła się szerokim echem w mediach i kulturze - na jej podstawie stworzono reportaż, film, powieść, a nawet przedstawienie teatralne.

    Wspomnianej nocy na jednej z wiejskich szos zabito chłopca, mężczyznę i kobietę w ciąży. Od początku mieszkańcy Zrębina zawarli pakt milczenia, utrudniający organom śledczym wnikliwe przeanalizowanie dowodów oraz wydarzeń. Sprawa mogłaby się wydawać prosta, ponieważ dość szybko okazało się, że w chwili jej zajścia na miejscu było obecnych kilkudziesięciu świadków. Ale czy więcej oznacza lepiej? Na pewno nie w sytuacji, gdy każdy z kolejnych świadków postanawia wymyślić nową wersję wydarzeń lub kilkukrotnie wycofuje się ze swoich wcześniejszych zaznań. Na domiar złego ich działania okazują się nie być niezależne, a sterowane są przez pewną wpływową rodzinę. Warto sobie w tym miejscu uświadomić, że w sprawę zaangażowana była ludność wiejska, czyli w większości ludzie niewykształceni, zabobonni i skorzy do zemsty. Zaściankowa społeczność charakteryzuje się tym, że nie zapomina, nawet tego, co wydarzyło się przed laty. Takie właśnie było podszycie tej zbrodni - w dalekiej przeszłości doszło do gwałtu i zbrodni, które na lata zwaśniły dwie rodziny. Od tego czasu żyli w niezgodnie, a po latach sytuacja została zaogniona przez kradzież weselnych wędlin. Wyroby mięsne stały się jabłkiem niezgody, w jakiś sposób przyczyniającym się do późniejszej tragedii. Wspomniałam, że podczas zabójstwa obecni byli świadkowie, większość z nich była pod wpływem alkoholu, jednak nie to wpłynęło na ich mgliste zeznania. Prawie każdego człowieka można przekupić, a jak się okazało - mieszkańców Zrębina najłatwiej przekonać pieniędzmi i religią. Wszyscy obecni na miejscu zbrodni zostali opłaceni przez Króla Zrębina, dysponującego dużym majątkiem. Dodatkowo zaaranżował on przysięgę, podczas której świadkowie zbrodni uronili z palca kroplę krwi i pocałowali święty medalik.
    Czy można sprzeniewierzyć się Bogu i mamonie? Co to, to nie - nawet, gdy idzie o ludzkie życie, bo co innego, gdyby chodziło o żywot wiejskiej krowy (jedna z przesłuchiwanych wspomniała, że nie zwróciła uwagi na mordowaną kobietę, ale inaczej zareagowałaby, gdyby to była krowa).

    Tyle o historii, która ze względu na swój charakter jest ciekawa. Jednak sam reportaż w ogóle nie przypadł mi do gustu, a wręcz był niezjadliwy i męczący. Wiem, z czego może to wynikać - Łuka oddaje głos bohaterom, a niektórzy z nich nie skończyli nawet podstawówki, dodatkowo posługują się gwarą, co sprawia, że standardowy język autora miesza się z nacechowanym stylistycznie językiem mieszkańców wsi. Dodatkowo cała historia jest poszatkowana - to z kolei może oddawać chaos, panujący podczas trwania przesłuchań i rozprawy. Czytając, ma się wrażenie, że wątki co chwila mieszają się, potarzają, później znów mieszają i powtarzają - dla mnie jest to mocno niestrawne. Ostatnim elementem utrudniającym skupienie jest dziwny układ tekstu na stronie - pojawia się mnóstwo akapitów, przerw i na domiar złego - co kilka zdań pojawia się wyboldowana czcionka! Te wszystkie wyróżniki powinny być w jakiś sposób wyważone, bo przestają mieć znaczenie.
    Mnie się nie podobało.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #literaturafaktubookmeter
    pokaż całość

    źródło: 890481726.jpeg

  •  

    168 + 1 = 169

    Tytuł: Terror
    Autor: Dan Simmons
    Gatunek: horror
    ISBN: 9788377311776
    Tłumacz: Janusz Ochab
    Wydawnictwo: Vesper
    Liczba stron: 692
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    „Terror” odtwarza przebieg tragicznej w skutkach wyprawy badawczej z maja 1845 roku. Dwa statki – HMS Erebus i HMS Terror – pod dowództwem doświadczonego żeglarza, sir Johna Franklina, wyruszyły ku północnym wybrzeżom Kanady, celem poszukiwania Przejścia Północno-Zachodniego. To ciąg przesmyków pomiędzy wyspami Archipelagu Arktycznego, gdzie od kilkuset już lat, kosztem wielu istnień ludzkich, szukano możliwości opłynięcia Ameryki Północnej, chcąc zaoszczędzić na odległości przemierzanej drogą morską pomiędzy wybrzeżami Atlantyku i Pacyfiku.

    Ni to horror, ni to powieść przygodowa. Początek wciągający, świetny klimat a potem... a potem są dłużyzny, jak i w innych pozycjach tego autora. Bohaterowie sobie idą, idą, idą... sztucznie powiększając objętość książki (podobnie jak powtarzające się opisy odmrożeń, prowiantu czy nazwiska bohaterów). Nie wiem, może Simmons ma płacone od kartki, jednak te niepotrzebne dłużyzny były zbędne i nudne. Zakończenie i samo to co ich tam po kolei zabija? Słabe.

    Na plus: napisana dobrym stylem.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #horrorbookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    169 + 1 = 170

    Tytuł: Forrest Gump
    Autor: Winston Groom
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Przez całą drogę Dan popija sikacza i powtarza, że świat jest do dupy. Może ma rację. Nie wiem. W końcu jestem tylko idiota.

    Kurde flaki, potrzebowałem takiej książki. Lekkiej, ciepłej, zabawnej, ale nie o niczym. Z książek, które znam, więc mam pewność, że się nie zawiodę, Forrest Gump jest w takim przypadku pewniakiem. No to wziąłem i przeczytałem. No i dobra.

    Historia jest prościutka, wydarzenia następują jedne po drugich w sposób co najmniej nieoczekiwany i zaskakujący. Zwykle jest tak, że coś dzieje się przez przypadek lub w wyniku jakiegoś dziwnego zbiegu okoliczności i już za chwilę ma to swoje następstwa. Te następstwa wyglądają tak, że Forrest najpierw odnajduje się w jakiejś nowej sytuacji a później coś się psuje – zwykle przez jego naiwność albo głupotę. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo za chwilę los podsuwa mu nową szansę. I znów ten sam schemat. Ale to nie przeszkadza. Tak samo jak nie przeszkadza (co zwykle mnie irytuje) trochę błędów logicznych (w samej konstrukcji historii), czy ignorowanie wątków związanych z tłem i otoczeniem.

    Forrest jest idiotą. Jego iloczyn rozumu to 70. Ale Forrest o tym wie i to akceptuje. To, co w tej książce jest tym „nie o niczym” z pierwszego akapitu to, moim zdaniem, ukazanie tego w jaki sposób idiota odnajduje się w przeróżnych poważnych sytuacjach. W świecie, który jest skomplikowany niemal do granic możliwości – przez zawiłości polityczne, ekonomiczne czy prawa rządzące dziwnym rynkiem rozrywkowym. I teraz prosto myślący, kierujący się swoją nieskomplikowaną logiką idiota Forrest Gump wszędzie pasuje i doskonale sobie radzi, przynajmniej do pewnego momentu. Jakieś propozycje wniosków?

    Podobała mi się konstrukcja tej historii. Przypadkowe spotkania, nieplanowane przygody, poznawanie przy ich okazji kolejnych osób. I ta parada wszystkich chyba bohaterów w końcówce opowieści. Konstrukcja prosta, prawie na poziomie idioty. Ale działa i pasuje. Podobało mi się też to, jak książka jest napisana. Pomylone wyrazy, sam styl wypowiedzi, no jak nic opowieść idioty. Podobały mi się refleksje Forresta nad skomplikowaniem i bezsensownością rzeczy i wydarzeń. Coś, co normalni ludzie przyjmują jako oczywiste i skomplikowane z samej swojej natury, bez zastanowienia, idiota będzie rozważał i analizował. I nagle okaże się, że jeśli się nad tym zatrzymać, to całe to skomplikowanie jest niepotrzebne, logika nielogiczna, a sensu czasami brak.

    Podobało mi się jeszcze kilka rzeczy, ale nie będę już o nich pisał, bo muszę kończyć. Chce mi się siku.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    Hannibala se oglądam znów, jest w pyte
    #seriale #dziendobry

    źródło: hiro.pl

  •  

    No i elegancko. Różni kierowcy, różne teamy. Rok 2025 to pewnie ten rok dla Ferrari ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #f1

    źródło: Screenshot_20220110-0735082.png

  •  

    147 + 1 = 148

    Tytuł: Miasto ślepców
    Autor: José Saramago
    Gatunek: literatura piękna
    ISBN: 9788380624269
    Tłumacz: Zofia Stanisławska
    Ocena: ★★☆☆☆☆☆☆☆☆

    Skoro pan mówi, że wszystko jest w porządku, dlaczego jestem ślepy,

    Do widzenia. See you. Auf Wiedersehen_. Tot ziens.
    To pożegnania w kilku językach, które mniej lub więcej znam. Każde odwołuje się do czasownika „widzieć”. Bo wzrok jest ważnym zmysłem. A co będzie, jeśli tego wzroku zabraknie? I to nie jednej osobie, a wszystkim. Taki punkt wyjścia wydaje się być całkiem niezłym pomysłem na fabułę. Tylko sam pomysł to jeszcze nic, pozostaje jeszcze realizacja. Tylko podejmując ten temat można wymienić kilka innych pomysłów: jak rozwinęłaby się (o ile w ogóle) cywilizacja u istot, które dysponują wszystkimi zmysłami poza wzrokiem (tak, wiem: Projekt Hail Mary); opracowanie i wprowadzenie drogiej i mało dostępnej technologii pozwalającej widzieć i wpływ takiego ruchu na jakąś społeczność; inne rozmieszczenie oczu u ludzi.

    W Mieście ślepców autor wymyślił sobie, że ludzie tracą zdolność widzenia. Nagle i nie wiadomo dlaczego. Nie stają się ociemniali w pełnym znaczeniu tego słowa, ale mają wrażenie że otacza ich biel. W zasadzie to bez różnicy, bo efekt jest taki, że tak czy tak nie widzą. Może ta biel to jakiś symbol? Nie mam pojęcia. Autor nie dał mi nic, co pozwalałoby mi tak sądzić. Albo ja tego nie zauważyłem.

    Takich zarzutów dotyczących tej książki mam więcej. Przedstawię kilka, każdy poprę jednym przykładem, choć w większości przypadków mógłbym przedstawić więcej.
    Nie podobała mi się nielogiczność i niekonsekwencja.

    pokaż spoiler Pierwszy ślepiec traci wzrok i nie potrafi odnaleźć się we własnym mieszkaniu. Nawet na trzecie piętro, gdzie znajduje się to jego mieszkanie musi odprowadzić go ktoś, kto jeszcze widzi. Jego żona za to, która po kilku dniach zapada na tę „białą chorobę”, jak nazwał ją autor, bez przeszkód wybiega w panice na dwór. Nie jest przeszkodą to, że musi jakoś wydostać się z mieszkania i te kilka pięter pokonać.

    Nie podobał mi się niemal absolutny brak tła.

    pokaż spoiler Bohaterowie w pewnym momencie chodzą po pustym niemal mieście. Jeśli pojawiają się jakieś inne postacie w tle, to wygląda to tak, jakby autor chciał odhaczyć to tło – na przykład scena z pochówkiem sąsiadki dziewczyny w ciemnych okularach i zwabieni dźwiękiem ślepcy wychodzący na balkony (po co?).

    Nie podobał mi się brak logiki w działaniach.

    pokaż spoiler Do tego szpitala psychiatrycznego ktoś tych ludzi odwoził. W karetkach byli jacyś kierowcy. Żołnierze, którzy otaczali budynek byli od chorych izolowani. Kierowcy karetek – heja, niech jadą!

    Narrator, który nie może się zdecydować, czy jest czy nie jest wszechwiedzący.

    pokaż spoiler Z jednej strony zna myśli postaci (w tym psa!), z drugiej nie umie (albo z jakiegoś – tylko jakiego? – powodu nie chce) powiedzieć co dokładnie stało się w czasie kwarantanny (czy i ewentualnie z kim jeszcze spała dziewczyna w ciemnych okularach).

    Nie podobała mi się zbyt duża rola przypadku.

    pokaż spoiler Żona lekarza, która gubi się, siada i płacze dokładnie przed planem miasta, którego początkowo nie zauważa.

    Nie podobała mi się – dla mnie nie do uwierzenia – wybiórcza pamięć bohaterów i przypominanie sobie o czymś dokładnie w momencie, kiedy to było potrzebne.

    pokaż spoiler Poważnie po dłuższym czasie kwarantanny i tylu traumatycznych przeżyciach pamięta się dokładnie, że w domu ma się dwie butelki wody mineralnej, w tym jedną do połowy opróżnioną? Tutaj chyba już bym wolał, żeby je ktoś przez przypadek zauważył.

    Nie podobała mi się płaskość postaci. Nie podobał mi się brak relacji, a może ich pobieżne opisanie, bez jakichś głębszych interakcji. Tutaj bez przykładu, bo to raczej wniosek ogólny.
    Nie podobało mi się zakończenie. Nagłe, zaskakujące, nie wynikające z niczego (tak jak początek, ale moim zdaniem początek rządzi się innymi prawami niż zakończenie). Dla mnie wyglądało to tak, jakby autor miał kontrakt na konkretną długość tekstu i trzeba było już kończyć.

    No i jeszcze język. Autor stosuje własne, dość swobodne zasady interpunkcji. Nie wyróżnia też w tekście dialogów. Myślałem, że ta książka jest tak napisana specjalnie, że to ma na celu spowodować mocniejsze wczucie się czytelnika w ten nastrój niepewności, nowej sytuacji. Że narracja dobrana jest do treści. Pudło! Sprawdziłem i ten typ tak ma. Pan Saramago tak po prostu pisze.

    Sama narracja, dla mnie, prowadzona jest w alchemicznym stylu Paulo Coelho. Te wstawione, krótkie zdania z „prawdami ogólnymi” podsumowujące wydarzenia. Ta piękna, głęboka myśl, włożona w usta (jak określił ją autor) „niewykształconej, prostej kobiety”:

    Każdy z nas nosi w sobie coś, czego nie można nazwać, ale co stanowi prawdę o nas samych.
    Czyż nie brzmi jak „Własna Legenda”?
    I moja ulubiona myśl z całej książki: ludzkość powracająca do „swoich brudnych, prymitywnych źródeł” za sprawą picia wody ze zbiornika spłuczki do sedesu. Nie, to zdecydowanie nie dla mnie.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    Progres McLarena na przestrzeni ostatnich lat w regulacjach z 2017:

    2017 -> 30 points (9th)
    2018 -> 62 points (6th)
    2019 -> 145 points (4th)
    2020 -> 202 points (3rd)
    2021 -> 275 points (4th)

    #f1

    źródło: racedepartment.com

  •  

    Czy ktoś miał kiedyś podobny błąd podczas próby dodania książki za pomocą skryptu? Błąd serwera: [wykopapi]Niepoprawny klucz użytkownika

    #bookmeter

  •  

    145 + 1 = 146

    Tytuł: Łódź Ulissesa
    Autor: Maciej Świerkocki
    Gatunek: językoznawstwo, nauka o literaturze
    ISBN: 9788366511446
    Wydawnictwo: Officyna
    Liczba stron: 416
    Ocena: ★★★★★★★★★★

    Zbiór tego typu komentarzy do jednej książki często określa się w krajach anglojęzycznych terminem „companion”, czyli towarzysz, i „Łódź Ulissesa” zupełnie świadomie takiego właśnie towarzysza trochę przypomina.

    Maciej Świerkocki tłumaczył "Ulissesa" 7 lat i osiemnaście godzin. Ta "skromna" książka jest historią jego potyczek z językiem angielskim, Joyce'm jak i samym Słomczyńskim, który był wybitnym tłumaczem (no dobra, poza Szekspirem xD) i dobrym autorem kryminałów.

    Świetna pozycja w której autor opisuje liczne min. niuanse, podteksty seksualne i idiomy, którymi posługuje się Joyce. Jeśli ktoś czuje, że może nie ogarnął w utworze wszystkiego co się dało, to właśnie Świerkocki stara się nam pewne kwestie wyjaśnić. Tłumaczy się ze swoich decyzji. Dosłownie prowadzi nas przez to dzieło.

    Dla fanów "Ulissesa" i dla osób, które dopiero planują tę książkę przeczytać.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki #jezykoznawstwobookmeter #naukaoliteraturzebookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    140 + 1 = 141

    Tytuł: Miasto ślepców
    Autor: José Saramago
    Gatunek: literatura piękna
    ISBN: 9788375102482
    Tłumacz: Zofia Stanisławska-Kocińska
    Wydawnictwo: Rebis
    Liczba stron: 348
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Pewnego dnia na nienazwane miasto w nienazwanym kraju spada epidemia białej ślepoty. Bez ostrzeżenia dotyka ludzi zajętych zwykłymi, codziennymi sprawami, nie oszczędzając nikogo – starców, dzieci, kobiet, mężczyzn, osób prawych i z prawością mających niewiele wspólnego, słabych i silnych.

    Wiele hałasu o nic.

    O ile pierwsza połowa wciąga, bo akcja jest wartka tak w drugiej wszystko się zesrało z logiką ma czele. Do tego dziwna narracja (co to w ogóle za pomysł, żeby nie zaznaczać dialogów) sprawia, że czytanie idzie jak po grudzie i męczy oczy. Ani to fajne postapo, ani wnikliwa analiza ludzkiej psychiki w obliczu epidemii, bo na to książka jest zbyt przewidywalna. Ogólnie rozczarowanie tego roku a nie mamy nawet połowy stycznia ;)

    Na pewno nie polecam fanom "Dżumy" bo to będą dla nich odgrzewane kotlety niższych lotów. Może dla fanów "Władcy much" bo tam też ciekawe tematy zostały przekazane w nieciekawy sposób.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    Miatka złożona po remoncie. Jak tam wasze passaty w kombi?

    #miata #mx5 #mazda #motoryzacja

    źródło: IMG_20220108_080145.jpg

  •  

    #ksiazki #czytajzwykopem

    Pytanie z lenistwa. Taką książeczkę jak Hrabia Monte Christo to lepiej czytać w tłumaczeniu Łukasiewicza, czy Rogozińskiego?

    Pozwolę sobie też zawołać translatorską marudę, @rassvet do tego pytania.

  •  

    Bity. Przebieg około 5 tys. km. Holender tylko w weekendy nim jeździł. Raz nurkował.
    #f1

    źródło: LH.jpg

  •  

    Bez sensu. Toto pokazuje jak świetnej jakości są ich wyroby.
    #f1

    źródło: Screenshot_20220106-2147212.png

  •  

    kurła kiedyś to było
    #f1

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    61 + 1 = 62

    Tytuł: Strona Guermantów
    Autor: Marcel Proust
    Gatunek: literatura piękna
    ISBN: 9788366511460
    Wydawnictwo: Officyna
    Liczba stron: 640
    Ocena: ★★★★★★★★★★

    Rodzina bohatera zamieszkuje w skrzydle pałacu rodu de Guermantes. Marcel natychmiast zakochuje się w pani domu (a właściwie pani na zamku). Czyni starania, żeby się do niej zbliżyć, wykorzystując jej licznych krewnych i znajomych.

    Jestem pod wrażeniem nowego tłumaczenia dzieła Prousta. Już od pierwszego zdania widać różnicę.

    U Boya-Żeleńskiego 3 tom "W poszukiwaniu straconego czasu" rozpoczyna się:

    Ranny szczebiot ptaków niecierpliwił Franciszkę.

    W przekładzie Jacka Giszczaka mamy:

    Poranny szczebiot ptaków wydawał się Franciszce bezbarwny.

    I tak przez całą powieść ;) Wielki szacunek dla Boya-Żeleńskiego za zmierzenie się z pięcioma tomami serii Prousta, jednak dopiero porównując tłumaczenia widać, że gdzieniegdzie skracał zdania a niektóre pomijał. I to nie jest tak, że zmieniał sens książki, jednak w nowym tłumaczeniu wydaje mi się ona pełniejsza i bardziej płynna. Do tego książka w przekładzie Jacka Giszczaka ma liczne przypisy, które są bardzo pomocne i tłumacz opatrzył ją posłowiem gdzie pokrótce opisuje swoje zmagania z niuansami języka francuskiego. Sam tytuł książki został zmieniony i już nie kojarzy się z miejscem ;)

    Sama historia jest prosta (śmierć babci, kolejne perypetie Marcela z kobietami, przyjaźni z Robertem, arystokracja i ich portret) jednak opisana jest w typowy dla Prousta błyskotliwy sposób.

    Z tego samego wydawnictwa ukazały się także "W stronę Swanna" (tł. Krystyna Rodowska) i "W cieniu rozkwitających dziewcząt" (tł. Wawrzyniec Brzozowski).

    Dla zainteresowanych: również "Ulisses" Joyce'a doczekał się nowego tłumaczenia :D

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #czytajzwykopem #ksiazki #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    73 + 1 = 74

    Tytuł: Moby Dick. Tom 1
    Autor: Herman Melville
    Gatunek: klasyka
    Tłumacz: Bronisław Zieliński
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    ponieważ jakoś się przyjęło między ludźmi lądu uważać wielorybnictwo za profesję o złej sławie i raczej niepoetyczną, przeto pałam chęcią przekonania was, szczury lądowe, jaką niesprawiedliwość w ten sposób wyrządzacie nam, łowcom wielorybów.

    Książka o wielorybach.

    No nie mogłem zacząć inaczej. Ale: pożartowalim, to teraz trzeba przejść dalej. Długo przymierzałem się do Moby Dicka. Czytałem między innymi, że jest to jedna z najczęściej niekończonych książek świata (też jeszcze jej nie skończyłem, jest jeszcze drugi tom – zobaczymy jak to będzie). Trochę się tej książki bałem. Okazało się jednak, że strach – jak wieloryb – ma wielkie oczy.

    Bohaterem, przynajmniej na początku, jest Izmael. Człek obyty z morzem, który doświadczenia swoje wyniósł ze służby we flocie handlowej. Wielorybnicy do floty handlowej odnoszą się jednak z niejaką pogardą, więc kiedy Izmael rozmawia z Pelegiem, jednym z kapitanów statku na który chce się zaokrętować, okazuje się, że to doświadczenie to wcale nie taki duży plus. Sama ta rozmowa jest świetna, a to tylko jeden z wielu świetnych fragmentów w tym tomie. Żeby nie wymieniać długo, wspomnę tylko jeszcze kazanie ojca Mapple’a.

    Zależy co kto lubi, ale mnie bardzo odpowiada taki niespieszny rodzaj narracji. Płynąłem przez ten tekst łatwo i lekko, czasami tylko trafiając na mielizny, czy jakieś prądy, z którymi miałem pewne trudności. Sztormów nie było. Były za to fragmenty jak stada wielorybów, których pojawienie się u załogantów powodowały wielkie podniecenie i tak samo było u mnie, kiedy takie fragmenty natrafiałem. W tej książce tak naprawdę nie dzieje się prawie nic. Ale nie dzieje się w sposób piękny. Wszystko jest rozwleczone, opisane szczegółowo, rozłożone na czynniki pierwsze. Nie brak odwołań do filozofii, religii, przyrody nie brak analogii. A ja bardzo lubię takie analizy.

    To jest, wydaje mi się, opowieść o ludziach. Każda z postaci, łącznie z drugoplanowymi, jest jakaś. Jest charakterystyczna, wyraźna i prawie każda jest jednowymiarowa. To ostatnie, o dziwo, nie przeszkadzało mi jednak. Może to ta kompozycja prostych w sumie charakterów jest tym, co sprawia, że to wszystko razem pięknie gra. O wielorybach też jest sporo, ale nie aż tyle, ile się spodziewałem.

    Nie sposób nie wspomnieć o języku. To jest książka z gatunku, gdzie czasami nie jest ważne to, co jest napisane, ale jak jest napisane. Duża w tym zasługa tłumacza, pana Bronisława Zielińskiego. Z tym tłumaczeniem związanych jest kilka kontrowersji, o których można przeczytać tutaj. Tyle, że tak sobie myślę, że jakby ono było, powiedzmy: wierniejsze, to pewnie podniosłyby się głosy, że dodatkowo komplikuje odbiór i tak nie najłatwiejszego utworu. Albo jakieś podobne. Niesnaski będą zawsze, tak jak w przypadku przedstawicieli floty handlowej i wielorybników.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #klasykabookmeter
    pokaż całość

    źródło: cloud-cdn.virtualo.pl

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika rassvet

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)