Inteligencja jest jak nogi: masz za dużo, to się potkniesz.

  •  

    I znów BNT na głównej i znow ból dupy ze powinien placic. XD
    Placi, spokojnie.
    Jesli chodzi o mnie to wolalbym zeby hajs z moich podatkow szedl na akcje z Banotem niż na patusów i ich bombelki.

    #bnt

  •  

    Napiszę z perspektywy wielkomiejskiego mieszkańca, dlaczego nie posiadam samochodu i jak wygląda moje życie bez niego.

    - od dziecka żyjąc i wychowując się w dużym mieście ze sprawnie działającą komunikacją miejską, jestem do niej przyzwyczajony. Wychodzę z mieszkania, idę te 5 minut na przystanek, czekam na tramwaj/autobus, siadam i jadę do konkretnego miejsca - proste i naturalne
    - w latach 90-tych jeżdżenie autem, pomijając stan nawierzchni ówczesnego #wroclaw było łatwe i przyjemne. Autem można było wjechać wszędzie i wszędzie zaparkować (za darmo), choćby na Rynku. - dziś sytuacja diametralnie się zmieniła, jazda autem po mieście jest czasochłonna (w przeciwieństwie do lat 90-tych, gdy kilkukrotnie zwiększyła się ilość samochodów w mieście) stresująca i droga
    - to jeden z głównych argumentów - koszty posiadania auta - kilkukrotnie już pisałem, że większość Polaków na auto NIE stać. Zobaczmy na przykładzie 10 letniego Golfa 6, który kosztuje 25 tys zł ile miesięcznie na niego wydajemy:
    1. koszt paliwa - 350zł
    2. koszt ubezpieczenia - 150zł
    3. koszt parkingów - 150zł
    4. koszt remontów/części wymiennych - 150zł
    5. koszt utraty wartości - 200zł

    Sumując, miesięcznie wychodzi 1000zł

    - jestem estetą, który nie chce taniego samochodu, bo wstyd mi jeździć po dużym mieście jakimś tanim autem, więc pewnie musiałbym wydać minimum te 70 tysięcy za auto, a to jeszcze by tylko powiększyło utratę wartości
    - pewnie się dziwicie, ale tak to już jest w dużym mieście, że są ludzie majętni i udający majętnych, ci drudzy mają auto w leasingu, nowe piękne auta jak volvo czy toyota, ja mam już swoje lata, 35 lat i nie mając odpowiedniego auta daje kobietom i znajomym obraz człowieka, któremu się nie udało
    - jeżdzę więc tramwajem, albo uberem, a ten 1000zl który wydawałbym na auto zostaje w moim portfelu.
    Wybieliłem sobie zęby u stomatologa, chodzę co 2 tygodnie do dobrego barbera, inwestuję w trendy modowe, kupuję w drogich sieciach jak Zara czy Levis coraz to nowsze ubrania, kupiłem sobie nawet vansy, by wyglądać młodziej i znalazłem swoją zapomnianą bluzę FuBu, więc mogę flirtować z 20 letnimi dziewczynami na Wyspie Słodowej.
    - wracając do auta, pamiętajmy, że mamy dobry transport międzymiastowy, coraz lepiej działają koleje, przewozy autobusowe. Gdy myślę o wakacjach, kupuję bilet Ryanair i lecę pod palmę na urlop za te kilkaset złotych, czyli koszt dwóch tygodni posiadania auta.
    - gdy kończę pracę, mam chandrę, bo akurat nie udało mi się podbić do dziewczyny, mogę kupić sobie piwo w sklepie, wypić na rozluźnienie i nie muszę myśleć o samochodzie, że nie mogę jechać bo jestem akurat wypity. Relaksuje mnie więc to piwo, wsiadam do autobusu, gdzieś z tyłu i otwieram tam sobie kolejną puszkę, trzymam ją między udami, żeby nikt nie widział i jadę do domu coraz bardziej zadowolony, zdarza się się mam szczęście i siedzi koło mnie jakaś dziewczyna, zagaduję ją, opowiadam o swoich planach, trochę o psychologii, czaruję ją swoją elokwencją, uśmiecham się bielusieńkimi ząbkami, opowiadam o perfumach, które dziś użyłem, pytam czy pani czuje, jak nie, to niech pani powącha bliżej, z kurtki czuć lepiej.

    #motoryzacja #oswiadczenie #takaprawda
    pokaż całość

    źródło: 62CA7C4D-B97C-4A98-A116-FCB84855E796.jpeg

  •  

    #krakow #usuwajo

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20210615-120806.png

  •  

    Ustąpiłem dzisiaj przed zwężeniem miejsca motocykliście, który jako już mnie minął, to wykonal takie kopnięcie prawą nogą, że aż się przestraszyłem ze mi się przewróci przed maską xD Zdjął z podnóżka, wyprostował w kolanie i pojechał dalej.

    Ale tak potem pomyślałem czy to nie jakaś alternatywna wersja podziękowania, że zamiast machać ręką, również robi to nogą?

    Spotkaliście się z czymś takim?

    #motocykle #obyczaje
    pokaż całość

  •  

    "Jak najdalej stąd" dawno nie widziałem tak dobrego mocnego życiowego filmu i to polskiego. Powinien dostać Oscara, albo chociaż nominację do niego.
    #film #netflix

    źródło: 1623569189225.4.jpg

    •  

      @Grooveer: ogólnie fajny i wart obejrzenia. Wciąga, ma ciężki klimat i masz wrażenie, że to jest coś konkretnego, a nie następna nijaka papka.

      Problem jest taki, że fabuła jest tak naciągana, że aż trzeszczy, postacie przerysowane na maksa, a cała podróż głównej buhaterki to zbieg okoliczności na zbiegu okoliczności. Przypadkiem spotyka tego, przypadkiem dowiaduje się tamtego - brak jakiegoś powiązania zdarzeń na zasadzie rozwoju i konsekwencji, czegoś wynikającego z poprzednich działań, tylko wszystko na pałę, "przypadkiem na siebie wpadli", Polska szkoła kinematografii. 7/10, polecam. pokaż całość

    •  

      @Grooveer: właśnie w tym sztuka, żeby tak scenariusz napisać, by jednocześnie był logiczny, ależ też nie nudny. Inaczej zamiast jednej całości, wychodzi szereg (choćby i ciekawych) pojedynczych scen.
      A powiązanie ich metodą "szli ulicą i na siebie wpadli" to pójście po linii najmniejszego oporu.

    • więcej komentarzy (63)

  •  

    Gdyby te pare godzin które zajmuje bait poświęcić na siłownie/psychologa od razu by urośli te 10-15cm i byliby mega atrakcyjni!
    #przegryw #blackpill

    źródło: IMG_4591.PNG

    +: golemsolaris, pinkfloyd12 +399 innych
  •  

    Mircy, boicie się kobiet 4s? xDDDD

    #heheszki #logikarozowychpaskow

    źródło: Przechwytywanie.PNG

  •  

    1038 + 1 = 1039

    Tytuł: Baśnie barda Beedle’a
    Autor: J. K. Rowling
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★☆☆☆☆☆☆☆☆☆

    Nie mogę niestety ze szczerym sumieniem powiedzieć, że książka mi się podobała. Styl jest w stylu książek typu Hary Poter, czyli prosty, bez fajerwerków, za to w sam raz dla niewymagających i niewyrobionych czytelników. Podobnie jest z fabułą: nie spodziewajcie się, że książka odkryje przed Wami coś nowego, że przedstawi cokolwiek kontrowersyjnego. Każde z króciutkich opowiadań to poruszanie się w tych samych bezpiecznych, oklepanych schematach - bez żadnego niebezpieczeństwa, że docelowemu odbiorcy coś się nie spodoba. Dodajmy do tego kiczowatą otoczkę, wmawiającą autentyczność baśni względem świata przedstawionego, a otrzymacie doskonałą książkę dla małych dzieci. Młodzież może więcej już wymagać, a wykrzesanie czegokolwiek z tej mdłej, naiwnej i w gruncie rzeczy nudnej książki, byłoby prawdziwą magią.

    #bookmeter #ksiazki #ksiazka #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Czy to prawda, że w ubraniach "house" można chodzić tylko po domu?

    Chodzi o to, że siara, czy należy mieć na zmianę z napisem outside, albo work?

    Pic rel niezdecydowany przed wyjściem.

    #house #pytaniedoeksperta #heheszki #modameska

    źródło: comment_1623203017CLvm8o1mhJhFoMjTZlxoKB.jpg

  •  

    NIEDZIELA

    Nie jestem nawet pewien, dla­czego piszę to na kartce papieru zamiast na kom­pu­te­rze. Chyba dla­tego, że zauwa­żam dziwne rze­czy. To nie tak, że nie ufam kom­pu­te­rom… po pro­stu… muszę zebrać myśli. Muszę spi­sać wszyst­kie szcze­góły gdzieś, gdzie mam pew­ność, że to, co zapi­szę nie zosta­nie ska­so­wane lub… zmie­nione… nie to, żeby się już tak kie­dyś stało. Po pro­stu… wszystko się zlewa, a mgła w pamięci nadaje róż­nym spra­wom dziwny wyraz…

    Zaczy­nam odczu­wać cia­snotę w tym małym miesz­ka­niu. Może to jest pro­ble­mem. Byłem zmu­szony wybrać naj­tań­sze, co mieli i to w dodatku w piw­nicy. Brak okien powo­duje, że dni i noce mijają nie­zau­wa­żal­nie. Nie wycho­dzi­łem już od kilku dni, bo inten­syw­nie pra­co­wa­łem nad pro­jek­tem pro­gra­mi­stycz­nym. Przy­pusz­czam, że chcia­łem mieć to z głowy jak naj­prę­dzej. Godziny prze­sia­dy­wa­nia i wpa­try­wa­nia się w moni­tor u każ­dego spo­wo­dują takie odczu­cia, wiem o tym, ale jed­nak nie wydaje mi się, żeby to to było przyczyną.

    Nie jestem pewien kiedy po raz pierw­szy zorien­to­wa­łem się, że coś jest nie w porządku. Nie umiem tego zde­fi­nio­wać. Może to tylko efekt tego, że od jakie­goś czasu już z nikim nie roz­ma­wia­łem. To pierw­sze, co przy­szło mi do głowy. Wszy­scy, z któ­rym zazwy­czaj roz­ma­wiam online pod­czas pro­gra­mo­wa­nia nie odpi­sy­wali lub po pro­stu nie byli nawet zalo­go­wani. Moje wia­do­mo­ści na komu­ni­ka­to­rze pozo­stały bez odpo­wie­dzi. Ostatni e-mail, który dosta­łem od kogo­kol­wiek pocho­dził od zna­jo­mego, który napi­sał, że poga­damy, kiedy wróci ze sklepu, a było to wczo­raj. Zadzwo­nił bym do niego z mojej komórki, ale nie mam tutaj zasięgu. O wła­śnie. Chyba muszę po pro­stu z kimś poroz­ma­wiać przez tele­fon, zadzwo­nić do kogoś. Wyjdę na zewnątrz.

    ---

    No cóż, to chyba nie był naj­lep­szy pomysł. To deli­katne mro­wie­nie stra­chu zanika, a ja czuję się nie­do­rzecz­nie, że w ogóle się prze­stra­szy­łem. Spoj­rza­łem w lustro przed wyj­ściem, ale że nie goli­łem się od dwóch dni, to nieco zaro­słem. A co tam, prze­cież wycho­dzę wyko­nać tylko jeden, krótki tele­fon. Zmie­ni­łem jed­nak koszulkę, bo była to pora lun­chu i mogłem wpaść na przy­naj­mniej jed­nego zna­jo­mego. Tak się nie stało. Szkoda.

    Wycho­dząc otwo­rzy­łem powoli drzwi do mojego małego miesz­kanka. Uczu­cie małego lęku z nie­wia­do­mego powodu zaprząt­nęło moją głowę. Zwa­li­łem to na brak roz­mów z kim­kol­wiek innym niż ja przez ostatni dzień lub dwa. Rozej­rza­łem się po obskur­nym, sza­rym kory­ta­rzu, który wyda­wał się jesz­cze obskur­niej­szy przez fakt, że to ja byłem w tym kory­ta­rzu. Na jed­nym końcu znaj­do­wały się duże, żela­zne drzwi pro­wa­dzące do kotłowni. Zamknięte, oczy­wi­ście. Stały przy nich dwa ponure auto­maty z napo­jami; kupi­łem colę w jed­nym z nich pierw­szego dnia po wpro­wa­dze­niu się tutaj, ale była już dwa lata prze­ter­mi­no­wana. Jestem pewien, że nikt nawet nie wie, że one tu stoją, ewen­tu­al­nie skąpa wła­ści­cielka ma je głę­boko i nie ma zamiaru ich uzupełnić.

    Zamkną­łem ostroż­nie moje drzwi, posze­dłem w prze­ciw­nym kie­runku sta­ra­jąc się nie hała­so­wać. Nie mam poję­cia czemu to zro­bi­łem, ale było nawet zabaw­nie sta­rać się nie zagłu­szyć bucze­nia auto­ma­tów z napo­jami, przy­naj­mniej przez moment. Dotar­łem do klatki scho­do­wej, uda­łem się ku górze, w kie­runku drzwi wyj­ścio­wych. Spoj­rza­łem przez małe okienko cięż­kich drzwi i zosta­łem poważ­nie zasko­czony: to defi­ni­tyw­nie nie był czas lun­chu. Ciężki, miej­ski kli­mat spo­wi­jał ciemną ulicę na zewnątrz, a świa­tła na skrzy­żo­wa­niach pul­so­wały żół­tawo. Mroczne chmury, pur­pu­rowe i czarne od bla­sku mia­sta, leni­wie prze­su­wały się na nie­bie. Na uli­cach zero ruchu, nie licząc tych kilku sma­ga­nych przez wiatr drzew przy chod­ni­kach. Mia­łem dresz­cze, cho­ciaż nie było zimno. Może to przez wiatr na zewnątrz. Ledwo go sły­sza­łem przez te masywne drzwi, ale wie­dzia­łem, że był to spe­cjalny, póź­no­nocny wiatr, który wiał bez ustanku, zimny i cichy, oprócz ryt­micz­nej muzyki, którą two­rzył prze­cho­dząc pomię­dzy nie­wi­docz­nymi liśćmi drzew.

    Jed­nak nie wychodzę.

    Zamiast tego unio­słem moją komórkę pod małe okno w drzwiach i spraw­dzi­łem jak z zasię­giem. Był zna­ko­mity, tylko się uśmiech­ną­łem. Czas usły­szeć czyjś głos, pomy­śla­łem z ulgą. To takie dziwne bać się bez powodu. Potrzą­sną­łem głową po cichu śmie­jąc się z sie­bie. Za pomocą szyb­kiego wybie­ra­nia numeru zadzwo­ni­łem do mojej naj­lep­szej przy­ja­ciółki, Amy i przy­ło­ży­łem tele­fon do ucha. Zadzwo­nił raz… i prze­stał. Nic się nie stało. Słu­cha­łem ciszy przez dobre dwa­dzie­ścia sekund, a potem się roz­łą­czy­łem. Zmarsz­czy­łem czoło i ponow­nie spoj­rza­łem na wskaź­nik mocy sygnału – wciąż pełny. Jesz­cze raz wybra­łem jej numer, ale wtedy wła­śnie tele­fon zaczął wibro­wać w mojej dłoni, aż się prze­stra­szy­łem. Przy­ło­ży­łem go do ucha.

    — Halo? — zapy­ta­łem, natych­miast pozby­wa­jąc się małego nie­do­wie­rza­nia, że usły­szę czyjś głos pierw­szy raz od kilku dni. Przy­wy­kłem do bucze­nia w budynku spo­wo­do­wa­nego całą tą maszy­ne­rią, moim kom­pu­te­rem, auto­ma­tami z napo­jami w kory­ta­rzu. Na początku nie było odpo­wie­dzi, ale po chwili usły­sza­łem głos.

    — Hej — powie­dział wyraźny, męski głos, naj­pew­niej nale­żący do stu­denta, jakim ja sam byłem. — Kto mówi?

    — John — odpo­wie­dzia­łem zmie­szany.

    — Prze­pra­szam, pomyłka — odpo­wie­dział i się rozłączył.

    Odsu­ną­łem tele­fon od głowy wol­nym ruchem i opar­łem się o grubą, ceglaną ścianę klatki scho­do­wej. To było dziwne. Zaj­rza­łem na listę ode­bra­nych połą­czeń, ale numer nic mi nie mówił. Zanim mogłem się na tym głę­biej zasta­no­wić, roz­legł się gło­śny dzwo­nek tele­fonu, co znowu mnie wystra­szyło. Spoj­rza­łem kto dzwo­nił, zanim ode­bra­łem. Kolejny nie­znany mi numer. Tym razem przy­ło­ży­łem tele­fon do ucha, ale nie odzy­wa­łem się. Nie sły­sza­łem nic prócz szumu komórki. Wtedy napię­cie prze­rwał zna­jomy głos.

    — John? — zapy­tała Amy jed­nym słowem.

    Ode­tchną­łem z ulgą.

    — O cześć, to ty — odpar­łem.

    — A kogo się spo­dzie­wa­łeś? — odpo­wie­działa. — A tak, numer. Jestem na impre­zie na Sie­dem­na­stej Ulicy, a bate­ria w moim tele­fo­nie padła w momen­cie, kiedy do mnie zadzwo­ni­łeś. Dzwo­nię od kogoś innego jak widać.

    — Nie szko­dzi.

    — Gdzie jesteś? — zapytała.

    Moje oczy powę­dro­wały po całej klatce schodowej

    — W moim bloku — wes­tchną­łem. — Musia­łem wyjść zaczerp­nąć świe­żego powie­trza, a nie wie­dzia­łem, że jest tak późno.

    — Wpad­nij tutaj — powie­działa śmie­jąc się.

    — E tam, nie mam ochoty szwendać tak sam po cie­maku po dziw­nych miej­scach — powie­dzia­łem wyglą­da­jąc przez okno na cichą, wietrzną ulicę, która odro­binkę mnie prze­ra­żała. — Chyba po pro­stu wrócę do pracy albo położę się spać.

    — Co za bzdury! — odpo­wie­działa. — Przyjdę po cie­bie! Twój blok jest nie­da­leko Sie­dem­na­stej Ulicy, no nie?

    — Ile wypi­łaś? — zapy­ta­łem bez­tro­sko. — Wiesz, gdzie miesz­kam.

    — Oczy­wi­ście, że tak — powie­działa szybko. — Chyba nie dam rady tam dojść na pie­chotę, co?

    — Mogła­byś, jeśli masz do zmar­no­wa­nia pół godziny.

    — Dobra. Musze lecieć, powo­dze­nia przy pracy!

    Odło­ży­łem tele­fon spo­glą­da­jąc na zni­ka­jące cyfry po zakoń­cze­niu połą­cze­nia. Wtedy wwier­ca­jąca się w uszy cisza dała się we znaki. Dwa dziwne tele­fony i tajem­ni­czo wyglą­da­jąca ulica na zewnątrz nasi­liły we mnie uczu­cie osa­mot­nie­nia. Może oglą­dam za dużo strasz­nych fil­mów. Naszła mnie nagła, nie­wy­tłu­ma­czalna myśl, że coś może patrzeć na mnie przez to małe okienko w drzwiach, jakaś potworna istota czy­ha­jąca na kra­wę­dzi samot­no­ści, cze­ka­jąca tylko, aby się zakraść do nic nie podej­rze­wa­ją­cych ludzi, któ­rzy odda­lili się zbyt daleko od innych istot ludz­kich. Wie­dzia­łem, że to był irra­cjo­nalny strach, ale nie było nikogo w pobliżu, więc… Czym prę­dzej pobie­głem po scho­dach na dół, a potem kory­ta­rzem do mojego pokoju, zamkną­łem szybko drzwi i zamar­łem w ciszy. Jak już mówi­łem, to tro­chę śmieszne bać się niczego, a strach już minął. Zapi­sy­wa­nie tego bar­dzo pomaga – uświa­da­miam sobie, że nic złego się nie dzieje. Odrzu­cam pół-myśli i stra­chy, a pozo­stają tylko zimne, nie­pod­wa­żalne fakty. Jest późno, mia­łem tele­fon od nie­zna­jo­mego numeru, komórka Amy padła, więc zadzwo­niła z innego numeru. Nic dziw­nego się nie dzieje.

    Wciąż jed­nak coś mi się nie podo­bało w tej roz­mo­wie. Ja wiem, że to mógł być alko­hol… ale wyda­wało mi się, czy nawet ona nie chciała ze mną roz­ma­wiać? Albo może… tak, to było to! Dopiero teraz to sobie uzmy­sło­wi­łem, po zapi­sa­niu tego. Wie­dzia­łem, że to pomoże. Powie­działa, że jest na impre­zie, ale w tle była cisza! Oczy­wi­ście to nie musi nic zna­czyć, bo może wyszła na zewnątrz zadzwo­nić. Nie… to też nie. Nie sły­sza­łem wia­tru! Muszę się prze­ko­nać, czy wciąż wieje!

    PONIEDZIAŁEK

    Zapo­mnia­łem dopi­sać wczo­raj resztę. Nie byłem pewien czego się spo­dzie­wać, kiedy bie­głem po scho­dach na górę, żeby wyj­rzeć przez okno w drzwiach. Czuję się nie­do­rzecz­nie. Strach z poprzed­niego wie­czoru wydaje mi się teraz mętny i zupeł­nie nie­uza­sad­niony. Nie mogę się docze­kać, aż wyjdę na słońce. Spraw­dzę jesz­cze e-mail, ogolę się, umyję i wresz­cie stąd wylezę! Zaraz… chyba coś słyszałem.

    ---

    To grzmot. O słońcu i świe­żym powie­trzu mogłem poma­rzyć. Wsze­dłem na górę i tylko się roz­cza­ro­wa­łem. Prze okienko masyw­nych drzwi ujrza­łem tylko strugi wody, gdy ude­rzył w nie ulewny deszcz. Jedy­nie słabe świa­tło dnia prze­do­sta­wało się przez deszcz, ale przy­naj­mniej wie­dzia­łem, że jest dzień, nawet jeśli to był szary, pochmurny, cho­ler­nie mokry dzień. Spo­glą­da­jąc przez okno ocze­ki­wa­łem bły­ska­wicy, która roz­świe­tli tę sza­rówę, ale deszcz był tak inten­sywny, że nie widzia­łem nic poza kro­plami spły­wa­ją­cymi krę­tymi dro­gami po szy­bie. Roz­cza­ro­wany odwró­ci­łem się, ale nie chcia­łem wra­cać do pokoju. Zamiast tego posze­dłem wyżej scho­dami, na pierw­sze pię­tro, potem na dru­gie. Schody koń­czyły się na trze­cim, ostat­nim pię­trze budynku. Wyj­rza­łem przez szybę na zewnętrz­nej ścia­nie klatki scho­do­wej, ale była tak znie­kształ­cona, że świa­tło ledwo przez nią prze­cho­dziło, cho­ciaż i tak było mało co widać przez ten deszcz.

    Otwo­rzy­łem drzwi i posze­dłem wzdłuż kory­ta­rza. Dzie­sięć lub około tylu gru­bych, drew­nia­nych drzwi, poma­lo­wa­nych na nie­bie­sko dawno temu, wszyst­kie był poza­my­kane. Nasłu­chi­wa­łem, ale był śro­dek dnia, więc nie spo­dzie­wa­łem się usły­szeć cze­goś poza desz­czem dud­nią­cym na zewnątrz. Sta­ną­łem w mrocz­nym kory­ta­rzu i słu­cha­łem desz­czu. Mia­łem dziwne, prze­lotne wra­że­nie, że drzwi przy­po­mi­nają ciche, gra­ni­towe mono­lity wznie­sione przez jakąś sta­ro­żytną cywi­li­za­cję dla jakie­goś, aby strzec cze­goś nie­wia­do­mego. Bły­ska­wica rzu­ciła nieco świa­tła i mógł­bym przy­siąc, że przez chwilę stare, sło­iste, nie­bie­skie drewno wyglą­dało jak twardy kamień. Śmia­łem się z sie­bie, że dałem się ponieść wyobraźni, ale wtedy też dotarło do mnie, że skoro wpa­dło tu świa­tło bły­ska­wicy, to gdzieś w kory­ta­rzu musi być okno. Przy­po­mnia­łem sobie, że na trze­cim pię­trze w poło­wie kory­ta­rza jest wnęka, a w niej okno.

    Pod­eks­cy­to­wany opcją wyj­rze­nia na na deszcz i być może zoba­cze­nia innego czło­wieka, szybko posze­dłem w stronę wnęki, gdzie zna­la­złem naj­więk­sze w budynku szklane okno. Spły­wały po nim strugi desz­czu, tak jak w przy­padku okienka w drzwiach wej­ścio­wych, ale tam­tego nie mogłem otwo­rzyć. Zła­pa­łem ręką za klamkę, ale zawa­ha­łem się. Mia­łem bar­dzo dziwne prze­czu­cie, że jeśli otwo­rzę to okno, to po dru­giej stro­nie ujrzę coś abso­lut­nie potwor­nego. Ostat­nio wszystko jest takie jakieś… więc wymy­śli­łem, że wezmę to, czego mi trzeba i tu wrócę. Nie myśla­łem poważ­nie, że coś z tego wynik­nie, ale nudzi mi się, pada deszcz, więc nie zaszko­dzi posza­leć. Wró­ci­łem do pokoju po kamer inter­ne­tową. Prze­wód nie był dość długi, aby dosię­gnąć na trze­cie pię­tro, toteż zwy­czaj­nie scho­wam ją mię­dzy dwoma auto­ma­tami z napo­jami na ciem­nym końcu mojego piw­nicz­nego kory­ta­rza, prze­wód popro­wa­dzę przy ścia­nie pod moimi drzwiami, a potem przy­kryję go czarną, pla­sti­kową osłoną, która cią­gnie się wzdłuż kory­ta­rza przy ścia­nach. Wiem, że to śmieszne, ale i tak nie mam nic lep­szego do roboty…

    No i nic się nie wyda­rzyło. Zablo­ko­wa­łem otwarte drzwi pomię­dzy kory­ta­rzem a scho­dami, przy­go­to­wa­łem się, sze­roko otwo­rzy­łem drzwi fron­towe i jak opa­rzony pobie­głem na dół do mojego pokoju i zatrza­sną­łem drzwi. Obser­wo­wa­łem obraz z kamery na kom­pu­te­rze, widzia­łem cały kory­tarz i więk­szość klatki scho­do­wej. Nie widzę jed­nak nic cie­ka­wego. Chciał­bym móc ina­czej umie­ścić kamerę, żebym mógł widzieć drzwi wej­ściowe. Hej! Ktoś jest dostępny!

    ---

    Pod­łą­czy­łem starą, mniej funk­cjo­nalną kamerę inter­ne­tową, którą mia­łem w szu­fla­dzie, aby poga­dać ze zna­jo­mym w sieci. Nie mogłem w zasa­dzie mu wyja­śnić, dla­czego chcia­łem poga­dać w ten spo­sób, ale chyba zale­żało mi, aby zoba­czyć czy­jąś twarz. Nie mógł roz­ma­wiać zbyt długo i nie roz­ma­wia­li­śmy też o niczym kon­kret­nym, ale poczu­łem się znacz­nie lepiej. Mój dziwny strach już pra­wie znik­nął. Poczuł­bym się zupeł­nie dobrze, gdyby nie dziwny szcze­gół… w naszej roz­mo­wie… Wiem, cią­gle mówię, że coś jest dziwne, ale wciąż… mówił jakoś nie­ja­sno. Nie przy­po­mnę sobie teraz co dokład­nie powie­dział… żad­nego kon­kret­nego nazwi­ska, miej­sca czy zda­rze­nia… ale popro­sił mnie o mój adres e-mail, żeby pozo­stać ze mną w kon­tak­cie. Chwila, wła­śnie dosta­łem wiadomość.

    Zaraz wycho­dzę. Dosta­łem maila od Amy, chce się ze mną spo­tkać na obie­dzie „tam, gdzie zwy­kle”. Uwiel­biam pizzę, od wielu dni nie jadłem nic kon­kret­nego, więc nie mogę się docze­kać. I znów poczu­łem się śmiesz­nie myśląc o tych kilku poprzed­nich dniach. Powi­nie­nem pozbyć się tego dzien­nika zaraz po powro­cie. O, kolejny mail.

    ---

    O mój boże. Pra­wie pomi­ną­łem tego maila i wysze­dłem. Pra­wie wysze­dłem. Pra­wie wysze­dłem, ale naj­pierw prze­czy­ta­łem maila! Nade­słał go mój zna­jomy, z któ­rym od dawna nie mia­łem kon­taktu, został wysłany do bar­dzo wielu osób, chyba do każ­dego, kogo miał w książce adre­so­wej. Nie było tematu, a treść brzmiała:

    "zobacz na wła­sne oczy nie ufaj im oni"

    Co, do cho­lery, to miało zna­czyć? Te słowa poważ­nie mnie zanie­po­ko­iły, cią­gle krą­żył mi w myślach. Takie roz­pacz­liwy e-mail wysłany jakby… się nic nie stało? Prze­cież widać, że tekst się urywa! Każ­dego innego dnia usu­nął­bym to jako spam, bo to mógł być wirus czy coś, ale te słowa… zobacz na wła­sne oczy! Nic nie pora­dzę, muszę prze­czy­tać ponow­nie ten dzien­nik i pomy­śleć o minio­nych dniach, nie widzia­łem nikogo innego na wła­sne oczy ani nie roz­ma­wia­łem z nikim twa­rzą w twarz. Roz­mowa przez kamerkę ze zna­jo­mym była taka dziwna, tak nie­ja­sna taka… straszna, jeśli się teraz nad tym zasta­no­wić. Była straszna? Czy to tylko strach zama­zu­jący wspo­mnie­nia? Mój umysł bawi się postę­pem wyda­rzeń, które tu opi­sa­łem, wszystko wska­zuje na to, że nie ma tu ani jed­nej rze­czy, która nie byłaby podej­rzana. „Pomyłka” nie wia­domo skąd, pod­czas któ­rej wyja­wi­łem swoje imię, a zaraz potem oddzwa­nia Amy, zna­jomy, który pyta o e-mail… Prze­cież to ja pierw­szy do niego napi­sa­łem, kiedy zoba­czy­łem, że jest dostępny! A potem dosta­łem pierw­szego maila po kilku minu­tach od tej roz­mowy! Mój boże! Ta roz­mowa tele­fo­niczna z Amy! Powie­dzia­łem przez tele­fon – powie­dzia­łem, że jestem pół godziny drogi od Sie­dem­na­stej Ulicy! Wie­dzą, że jestem nie­da­leko! Co jeśli będą chcieli mnie zna­leźć?! Gdzie są wszy­scy inni? Czemu nie widzia­łem nikogo od kilku dni?

    Nie, nie, to głu­pie. Kom­pletna nie­do­rzecz­ność. Muszę się uspo­koić. To sza­leń­stwo musi się skończyć.

    ---

    Nie wiem, co myśleć. Bie­ga­łem wście­kle po miesz­ka­niu i przy­kła­da­łem tele­fon to każ­dego zaka­marka, żeby się upew­nić, czy sygnał na pewno nie dociera przez grube, cięż­kie ściany. W końcu, w małej łazience, w rogu pod sufi­tem, zła­pało jedną kre­skę. Trzy­ma­jąc tam mój tele­fon wysła­łem smsa do każ­dego na liście kon­tak­tów. Nie chcąc się zdra­dzić z moimi bez­pod­staw­nymi oba­wami napi­sa­łem po prostu:

    "Widziałeś/aś się ostat­nio z kimś twa­rzą w twarz?"

    W tej chwili chcia­łem tylko, aby ktoś odpi­sał, obo­jęt­nie co i nie ważne, że mogłem się wygłu­pić. Pró­bo­wa­łem do kogoś zadzwo­nić kil­ku­krot­nie, ale nie mia­łem jak przy­ło­żyć głowy do apa­ratu, był za wysoko, a jeśli opu­ści­łem komórkę choćby o cen­ty­metr, to gubi­łem zasięg. Potem pobie­głem do kom­pu­tera i pisa­łem na komu­ni­ka­to­rze do wszyst­kich będą­cych online. Więk­szość nie reago­wała lub nie było ich przy kom­pu­te­rach. Nikt nie odpi­sał. Z każdą kolejną wia­do­mo­ścią gorącz­ko­wa­łem się coraz bar­dziej, co prze­kła­dało się na ich treść. Zaczą­łem pisać ludziom, gdzie jestem i żeby wpa­dli cho­ciaż na chwilę, bez kon­kret­nego powodu. Nic już mnie nie obcho­dziło. Musia­łem się z kimś zobaczyć!

    Wywró­ci­łem miesz­ka­nie do góry nogami w poszu­ki­wa­niu cze­goś, co mogłem pomi­nąć; jakiś spo­sób, aby się skon­tak­to­wać z czło­wie­kiem bez otwie­ra­nia drzwi. Wiem, to wariac­two. Wiem, że nie mam do tego żad­nych pod­staw, ale co jeśli jed­nak mam? CO WTEDY? Musze się upew­nić! Przy­kle­iłem tele­fon do sufitu taśmą kle­jącą, na wszelki wypadek.

    WTOREK

    TELEFON SIĘ ODEZWAŁ! Wykoń­czony po szale ostat­niej nocy musia­łem zasnąć. Obu­dziło mnie dzwo­nie­nie tele­fonu, pobie­głem do łazienki, sta­ną­łem na muszli klo­ze­to­wej i otwo­rzy­łem tele­fon przy­twier­dzony do sufitu. To była Amy, a ja poczu­łem się o wiele lepiej. Naprawdę się o mnie mar­twiła i naj­wy­raź­niej szu­kała kon­taktu po naszej ostat­niej roz­mo­wie. Była już w dro­dze i, tak, wie­działa gdzie jestem, nawet nie musia­łem jej tego mówić. Tak mi było wstyd. Koniecz­nie muszę wyrzu­cić ten dzien­nik, zanim ktoś inny go zoba­czy. Nawet nie wiem po co nadal to zapi­suję. Może dla­tego, że to jedyna metoda komu­ni­ka­cji, jaka mi została odkąd… Bóg jeden wie od kiedy. Wyglą­dam jak sie­dem nie­szczęść. Spoj­rza­łem w lustro, zanim wysze­dłem z łazienki. Oczy mia­łem zapad­nięte, gruby zarost na twa­rzy i ogól­nie nie­zbyt zdrowo wyglądałem.

    Moje miesz­ka­nie jest zde­mo­lo­wane, ale nie będę sprzą­tał. Chyba ktoś inny musi zoba­czyć przez co prze­sze­dłem. Minione dni NIE były nor­malne. Nie wymy­śli­łem sobie tego. Wiem, że byłem ofiarą nad­zwy­czaj­nego zbiegu oko­licz­no­ści. Pew­nie z tuzin razy prze­ga­pi­łem moż­li­wość zoba­cze­nia się z kimś. Po pro­stu tak się zda­rzało, że wycho­dzi­łem późno w nocy albo w środku dnia, kiedy nikogo nie było. Wszystko już jest w naj­lep­szym porządku, wiem to. No i zna­la­złem w sza­fie coś, co ogrom­nie mi pomo­gło: tele­wi­zor! Pod­łą­czy­łem go chwilę przed napi­sa­niem tego, jest włą­czony. Tele­wi­zja zawsze była dla mnie wyba­wie­niem, przy­po­mina mi, że jest jesz­cze świat za tymi obskur­nymi cegla­nymi ścianami.

    Cie­szę się, że to wła­śnie Amy mi odpo­wie­działa po tym nachal­nym szu­ka­niu kon­taktu z kim­kol­wiek ostat­niej nocy. Od lat była moją naj­lep­szą przy­ja­ciółką. Ona tego nie wie, ale dzień, w któ­rym ją spo­tka­łem, jest jed­nym z naj­szczę­śliw­szych dni w moim życiu. Pamię­tam dokład­nie ten cie­pły, letni dzień. Zupeł­nie jakby inna rze­czy­wi­stość w porów­na­niu z tym mrocz­nym, desz­czo­wym, opusz­czo­nym miej­scem. Roz­ma­wia­jąc z nią lub po pro­stu prze­by­wa­jąc w jej towa­rzy­stwie czu­łem się, jak­bym spę­dzał dni sie­dząc na placu zabaw, będąc już za sta­rym, żeby się bawić. Cza­sem chciał­bym wró­cić do tam­tej chwili, przy­po­mina mi o tym, że to prze­klęte miej­sce nie jest jedy­nym… w końcu, puka­nie do drzwi!

    ---

    Pomy­śla­łem, że to dziwne, że nie widzę jej w kame­rze, którą scho­wa­łem mię­dzy auto­ma­tami z colą. Widocz­nie źle ją usta­wi­łem, tak jak w przy­padku drzwi wej­ścio­wych. Powi­nie­nem był się tego spo­dzie­wać. Gdy skoń­czyła pukać krzyk­ną­łem żar­to­bli­wie zza drzwi, że mam kamerę mię­dzy maszy­nami z napo­jami, bo wsty­dzi­łem się, że moja para­noja posu­nęła się tak daleko. Zaraz po tym zoba­czy­łem ją wcho­dzącą w kadr i spo­glą­da­jącą w dół na kamerę. Uśmiech­nęła się i pomachała.

    — Cześć! — powie­działa pogod­nie do kamery z drwiącą miną.

    — To dość ory­gi­nalne, wiem — powie­dzia­łem do mikro­fonu pod­łą­czo­nego do kom­pu­tera. — Mia­łem kilka dziw­nych dni.

    — Z pew­no­ścią. Otwórz drzwi, John.

    Zawa­ha­łem się. Jaką mia­łem pewność?

    — Hej, zacze­kaj chwilę — powie­dzia­łem przez mikro­fon. — Powiedz mi coś o nas. Chce mieć dowód, że ty to ty.

    Dziw­nie spoj­rzała na kamerę.

    — Eee… no dobra — powie­działa powoli, myśląc nad czymś. — Spo­tka­li­śmy się przy­pad­kiem na placu zabaw, cho­ciaż oboje byli­śmy za sta­rzy, by tam przebywać?

    Ode­tchną­łem z ulgą, powró­cił nor­mal­ność, a strach znik­nął. Boże, to takie głu­pie. Oczy­wi­ście, że to Amy! Nikt poza mną nie mógł wie­dzieć o tam­tym dniu. Nikomu o tym nigdy nie wspo­mi­na­łem, nie ze wstydu, ale mia­łem poczu­cie, że musia­łem tę wyjąt­kową chwilę zacho­wać tylko dla sie­bie, bo będę za tymi dniami tęsk­nił. Jeśli to miała być jakaś nie­znana siła, która pró­bo­wa­łaby mnie oszu­kać, jak się tego oba­wia­łem, to nie ma moż­li­wo­ści, żeby wie­dzieli o tym dniu.

    — Haha, no dobra, wszystko ci wyja­śnię — powie­dzia­łem jej. — Zaraz otwie­ram.

    Pobie­głem do mojej małej łazienki, popra­wi­łem włosy naj­le­piej jak umia­łem. Wyglą­da­łem jak po przej­ściu tor­nada, ale ona zro­zu­mie. Par­sk­ną­łem śmie­chem, gdy pomy­śla­łem o swoim zacho­wa­niu i bur­delu, który tu zro­bi­łem. Pod­sze­dłem do drzwi. Zła­pa­łem za klamkę i spoj­rza­łem jesz­cze raz na ten baj­zel. Co za nie­do­rzecz­ność, pomy­śla­łem. Moje oczy prze­wer­to­wały pokój, było tam nie­do­je­dzone żar­cie leżące na pod­ło­dze, prze­peł­niony kosz na śmieci i łóżko wywró­cone na bok… Bóg jeden wie po co. Pra­wie już otwo­rzy­łem drzwi, ale w oczy rzu­ciła mi jesz­cze jedna rzecz: stara kamera, któ­rej wcze­śniej uży­łem wcze­śniej do roz­mowy ze znajomym.

    Czarna i mil­cząca, przy­pad­kowo prze­krę­cona leżała na boku, a jej obiek­tyw skie­ro­wany był na stół, że odło­ży­łem dzien­nik. Ogar­nęła mnie przy­tła­cza­jąca groza, gdy zda­łem sobie sprawę, że jeśli coś by patrzyło przez kamerę, to widzia­łoby wszystko, co napi­sa­łem i dzi­siej­szym dniu. Zapy­ta­łem ją o cokol­wiek o nas, a ona wybrała aku­rat tę jedną, jedyną na świe­cie rzecz, o któ­rej oni lub to nie mogło wie­dzieć… ale WIEDZIAŁO! WIEDZIAŁO O TYM! MOGŁO NA MNIE PATRZEĆ PRZEZ CAŁY CZAS!

    Nie otwo­rzy­łem drzwi. Krzy­cza­łem. Krzy­cza­łem w nie­kon­tro­lo­wa­nym, panicz­nym stra­chu. Zrzu­ci­łem starą kamerę inter­ne­tową na pod­łogę i zmiaż­dży­łem ją nogą. Drzwi się zatrzę­sły, klamka się obra­cała, ale nie sły­sza­łem za nimi głosu Amy. Może drzwi piw­niczne spe­cjal­nie był takie grube, żeby nie dosta­wali się tu włó­czę­dzy? A może to wcale nie była Amy? Co mogłoby się chcieć tu dostać, jeśli nie ona? Co tam jest, do cho­lery?! Widzia­łem ją przez kamerę na ekra­nie mojego kom­pu­tera, sły­sza­łem ją przez gło­śniki w kame­rze na zewnątrz, ale czy to prawda?! Skąd mam wie­dzieć?! Teraz już jej nie ma – krzy­cza­łem i woła­łem o pomoc! Zaba­ry­ka­do­wa­łem drzwi do miesz­ka­nia wszyst­kim, co miałem.

    #creepypasta #creepy #pasta
    pokaż całość

    źródło: straszne-historie.pl

  •  

    Polecicie jakąś smutną książkem?

    #przegryw #ksiazki

    źródło: flat,750x1000,075,f.u3.jpg

  •  

    #ebooki #ksiazki #czytajzwykopem #czytniki mirki pomocy. skad „infoanarchizujecie ksiazki? (oprocz chomikuj, doci i docera)

  •  

    Jedynym plusem lockdownu było brak korków w mieście. Zamiast 20min jechałem dzisiaj prawie 1.5h do pracy w #poznan (╥﹏╥)

    #korki #lockdown #warszawa #krakow #gdansk #wroclaw #lodz #szczecin #gorzow #rzeszow itd. pokaż całość

    •  

      miałeś też widocznie dobre lokalizacje.
      @Limonene: też prawda, ale właśnie dlatego że celeowo wybierałem zawsze miejsca skomunikowane tramwajami - autobusy to faktycznie żadna alternatywa dla samochodów w większości przypadków (chyba, rzadko jeżdżę to wątpię żeby buspasy mocno pomagały). Ba, jak już szedłem "na swoje" to też zapłaciłem w cenie metra m.in. za odpowiednio dobre skomunikowanie z Poznaniem (bo jednak poznańskie ceny i patodeweloperka mnie odstraszyły od mieszkania w samym mieście).

      Więc o ile ja rozumiem, że są przypadki że trzeba jeździć samochodem, to sądząc po osobach które znam i mogę się na ich temat wypowiedzeć - jeżdżą samochodem z lenistwa, bo wolą "wygodnie" siedzieć w swoim samochodzie, nawet kosztem godzinny dziennie niż iść 300m na przystanek. Robią to świadomie, godzą się na korki, wiedzą że będą czekać. Ale jeśli komuś zależy na czasie i mu się spieszy, a mimo to woli samochód, to moim zdaniem idiotyzm.

      Ja np. jak pójdę o 17:00 na zakupy, to nie będę narzekał na kolejki, bo zwyczajnie wiem że o tej godzinie będzie obłożenia na maksa. Jak pojadę z jakiegoś powodu samochodem na rano, to też nic dziwnego że będę o 16:00 godzinę stał przed rondem rataje. Więc i jednego i drugiego unikam, póki co dość skutecznie. A że mniej wygodnie niż samochodem? Cóż, moim zdaniem się opłaca.
      pokaż całość

    •  

      @krolcz: ciasto do pracy jest bez sensu, jak coś to polecam garść płatków owsianych, jedno jajko, trochę wiórkow kokosowych i 20 gramów wpc, całość wymieszać i smażyć jak omlet, baja

    • więcej komentarzy (48)

  •  

    Jak prawidłowo dawkować kreatynę? @patryk2703 zaleca cykle bo kreda go jebie po nerach.
    #mikrokoksy #mirkokoksy #patryk2703

    źródło: streamable.com

  •  

    Szukam smartfona na prezent budżet do 500zł. Najlepiej coś z gwarancją w Polsce, oczywiście wysyłka bez vatu a najlepiej z EU. Są jakieś promocje/ kupony?
    #gearbest #banggood #aliexpress

  •  

    Jak policzyć rosól, chce sobie zrobic taki z piersi z kurczaka. Poprostu wliczyć tą pierś którą zjem a wody nie? + warzywa

    #mikrokoksy

  •  

    Murki zastanawiam się nad zakupem Kindla do nauki. Jak się wam korzysta z niego? Głównie myślałam nad tym by ustawy z pdf przenosić na mobi i na nich sobie podkreślać fragmenty, robić notatki itd bo z tego co czytam na mobi jest taka opcja. Myślę nad kupnem kindle 4 paperwhite.
    #kiciochpyta #pytanie #pytaniedoeksperta #kindle #czytnikebook pokaż całość

  •  

    powiem wam ze mam dosc smieszna budowe ciala - bardzo szerokie barki, troche mniej szeroką miednicę a pod zebrami mam takie wciecie #mirkokoksy #silownia #mikrokoksy

  •  

    Było słuchać Testovirona to by do dzisiaj nagrywał
    #testo #testoviron #usa

    źródło: consent.youtube.com

    •  

      @RichPiana: to nie były próby monetyzacji, bo nie potrzebował tych karluszych okruchów, tylko o praktykowanie zasady że polak jest po to żeby go jebać i nie dla robaka cokolwiek za darmo. Polak ma płacić i chuj, choćby tylko po to żeby te jego wdowie grosze na jego oczach spalić. Bo polak od tego jest.

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    #pytaniedoeksperta #bekazpodludzi #sushi
    Dlaczego ludzie w polsce (albo innych krajach poza Japonią) jedzą sushi pałeczkami! Przecież to jest jakiś głupi debilizm!
    Ludzie w Japoni jedzą pałeczkami, bo tam WSZYSTKO sie je pałeczkami, taki tam jest zwyczaj, ale w polsce używanie odrębnych "narzędzi" do jednego dania (bo niby tak należy jeść) to jakaś patola! Do ramenu czy innych "chińskich" wynalazków to jakoś nikt nie używa pałeczek ale jak wjeżdża sushi to: -Łoooo ZOBACZ KURWA MOJE SKOŚNE OCZY!
    Nawet do tych najpodlejszych zestawów za 8.99zł z lidla muszą je dodadawać bo by sobie polak czy inny ukrainie nie dał bez nich rady zjeść.

    Jeszcze uczą się na siłę używania tych pałeczek żeby bylo tak poprawnie, bo jeszcze ktoś zauważy że nie umieją i całe ich życie popadnie w ruine.
    W ogóle nie rozumiem jakiegoś dziwnego nabożnego szacunku do tego dania, przecież to w 80% zwykły ryż z dodatkami zawinięty w liście!
    Zawsze mnie śmieszy jak ludzie którzy próbują zgrywać wielkich światowców, kompromitują się i robią z siebie pajaców... ʕ•ᴥ•ʔ
    pokaż całość

    źródło: 1622868452693.png

  •  

    Proszę o pomoc. Rower rockrider b twin. Skardziono. Łódź. Wojska Polskiego. #wykopeffect #wykopefekt #kradziez #rower #cyklisci #covid19 #pomocy dzisiaj okolo 13.00 #lodz #baluty

    źródło: embed.jpg

  •  

    #sztuka #art #obrazy #malarstwo
    Gaston Bussière
    Nereidy

    źródło: scontent-frt3-1.xx.fbcdn.net

  •  

    Jest jakaś księgarnia internetowa która sprzedaje wraz z książką papierową ich wersje elektroniczne (najlepiej we wszystkich popularnych formatach)?

    #ksiazki

    •  

      @Piterowsky: nie ma, bo się słabo sprzedaje. Ludzie raczej nie czytają obu wersji jednoczenie, więc po co płacić więcej, za dwie skoro starczy jedna? Zazwyczaj ktoś jest albo fanem papieru i wtedy często aż go trzęsie na myśl i ebooku, albo ktoś woli wersję elektroniczną i po papier sięga tylko gdy już nie ma innego wyjścia (np wydany został tylko papier).

      Jaki widzisz sens takiego dwupaka? W domu czytasz papier, w tramwaju ebooka, wracasz do domu, szukasz odpowiedniejszy strony w książce i lecisz dalej papier, żeby rano szukać ospowwdnego fragmentu na czytniku i tam dalej?
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    #bieganie #rower #zegarki
    Mirki, mam pytanie

    Jakich zegarków używacie na rower i do biegania? I dlaczego właśnie takie wybraliście?

    Mam Apple Watch ale bateria wyklucza np całodniowe jeżdżenie na rowerze. Miałem jakieś modele sportowe od huawei ..ale tam apka na iOS to dramat. Fenixy od Garmina byłyby ok..ale są bardzo duże.
    Szukam w necie.. ale recenzje są często sponsorowane ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Zegarek ma mieć dobrą baterię i dobrze łapać gps/glonas. Budżet do 2k

    Z góry dzięki
    pokaż całość

    •  

      @Dwa_glupie_psy: jak chodził głównie gps, to za 400zl możesz kupić amazfit trex. Pancerne gówno, a gps trzyma ponad dwadzieścia godzin. Algorytmow treningowych na poziomie garmina tu nie znajdziesz, ale do pomiaru odległości i podstawowych parametr ów starcza aż nadto.

      Tylko nie wiem jak tam appka na ios.

    • więcej komentarzy (24)

  •  

    Jaka jest najmocniejsza #yerbamate ? Którą można w łatwy sposób kupić gdzieś na internecie?

    •  

      @colt1911: różnica w działaniu wynika ze sposobu picia, a nie zawartości. Kawa: pijesz filiżankę, dostarczasz dużo kofeiny, która potem tylko spada. W yerbie dostarczasz mniej jednorazowo, bo pijesz wolnej i dłużej (każde kolejne zalanie dostarcza mniej kofeiny, tym samym nie pozwala na gwałtowny spadek jej poziomu w organizmie i "przedłuża" pobudzenie).

      Jeśli masz problemy po zbyt dużej dawce kofeiny (niepokój), to jak strzelisz zbyt mocną yerbe to będzie tak samo, bo osiągniesz ten sam poziom.

      Ta z guaraną ma o prostu więcej kofeiny, efekt będzie podobny jakbyś sobie do przygotowanego suszu przed zalaniem dwie łyżeczki kawy dosypał (tylko smak dużo lepszy, guarana pasuje jako dodatek do yerby, nie pływają żadne ziarenka, czy coś), albo doprawił kofeiną w inny sposób.

      W każdym razie z tych wzmacnianych to siłą wynika z zewnętrznego dodatku kofeiny z innego źródła, a nie jakiejś mocy samego krzaczka.
      Generalnie mocniejsze będą yerby bez dodatkow smakowych (owoce, kwiatki itp) bo to po prostu roślina yerby która nie jest "rozcieńczana" innymi rzeczami więc w 100g mieszkanki będzie sama yerba, a w smakowych np 20g to będą dodatki, które nie przecież nie mają kofeiny (zazwyczaj, bo mięta, malina czy coś takiego nie ma, a guarana mieć będzie:)

      I ogólnie mocniejsze będą yerby, które mają więcej pyłu, a mniej patyczków (upraszczając moc siedzi w liściach, nie łodydze:), poczytaj o despalada i elaborada:

      https://zielonytarg.pl/blogi/elaborada-czy-despalada-roznice-co-wybrac

      Z takich normalnych yerb to cruz de malta uchodzi za mocną, despalade jakąś sobie wybierz.

      A ze wzmacnianych taragui energia to klasyk, osobiście polecam też "mate green mass energia guarana", mate green to w ogóle polecam, od paru lat moje ulubione yeby.

      No i pamiętaj, że kołatanie serca itp to po prostu efekt przedawkowania kofeiny, a nie kawy. Równie dobrze możesz ją przedawkować z herbaty, yerby, guarany, energetyków czy tabletki. Wiadomo, że łatwiej będzie to zrobić waląc dwie puszki Tigera w pięć minut, niż pijąc dwa litry yerby w dwie godziny, ale trzeba uważać tak czy inaczej.
      pokaż całość

      +: mxhugo
    •  

      @colt1911: a i jeszcze jedno, w tym artykule co wrzuciłem, to tam gadają o "mateinie", to takie bzdury, nie ma czegoś takiego.

      Ludzie lubią sobie rozróżniać, że kofeina z kawy to... właśnie kofeina, z herbaty teina, a z yerby mateina, a tak naprawdę to jest dokładnie ten sam związek chemiczny i nie ma znaczenia skąd się go weźmie u tak samo działa.

      Wiki:

      Kofeina (łac. coffeinum) – organiczny związek chemiczny, alkaloid purynowy znajdujący się w ziarnach kawy i wielu innych surowcach roślinnych. Może również być otrzymywana syntetycznie. Została odkryta przez niemieckiego chemika Friedricha Ferdinanda Rungego w 1819 roku. W zależności od źródła nazywana jest także teiną (gdy źródłem jest herbata), guaraniną (gdy pochodzi z guarany) i mateiną (gdy pochodzi z yerba mate).
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    #mikrokoksy #silownia
    Naprawdę będąc na sterydach od miesięcy można mieć tak chujowe plecy?
    Naprawdę z tak chujowa sylwetka ktoś sprzedaje diety/plany treningowe?
    Ten cały Kaszana to trojbojarz czy sumita?

    Chciałem spytać się autora, ale ma mnie na czarnej xD

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20210602-174411.jpg

  •  

    Mireczki. Jaki parking polecacie do piątku wieczora w Poznaniu? Bo z tego co się orientuje miejskie to 32 zł na dzień. Da się coś taniej? Rejon gdzieś przy rynku #poznan

  •  

    bądź sadzonką jakiegoś gównokrzaka kurwa kosodrzewiny
    twój stary to typowy modrzew a matka sosna
    w szkółce leśnej rośnij koło największych dębów
    dęby śmiechają z krzaka zamulacza interkorzennego
    zostań posadzony w lesie kurwa na ślunsku
    nigdy nie zapyl bo jemioła mentalna motzno
    #pasta #heheszki #zawszesmieszy #miud

  •  
    jan_porzeczka

    +1

    Dobre jest to Pierwsze prawo Abercrombiego?
    Można to porównać do jakiejś innej serii?
    #ksiazki

  •  

    Newsy książkowe od Whoresbane'a!

    30 czerwca 2021 roku nakładem wydawnictwa MAG ukażą się kolejne dwa tomy wznowienia Malazańskiej Księgi Poległych. "Wspomnienie Lodu" i "Dom Łańcuchów" w twardej oprawie będą liczyć odpowiednio 1056 i 896 stron, przez co cena okładkowa, względem pierwszych dwóch, wzrasta do 59 zł. Następne dwa po wakacjach, a jeszcze w ich trakcie pojawią się dwa zbiory opowiadań o Bauchelainie i Korbalu. Poniżej okładki.

    #ksiazkiwhoresbane'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
    #ksiazki #czytajzwykopem #fantasy #malazanska #malazan #erikson #mag
    pokaż całość

    źródło: 2.jpg

    +: GEKONIK, jan_porzeczka +41 innych
    •  

      @Whoresbane: @DnobezDNA: przeczytałem tylko pierwszą i mi się nie podobało. Chaos, milion postaci, a samej opowieści prawię nic (w sensie, że niesatysfakcjonujące fabularnie). Dużo z tego raczej nie pamiętam - jest to sens czytać dalej? Rozkręca się dopiero później, czy już po pierwszej powinieniem być zajarany i jestem z tą serią po prostu niekompatybilny?

    • więcej komentarzy (34)

  •  

    Przyszła mi chęć na pogranie w jakieś przygodówki. Dajcie jakieś TOP tytuły. Tylko żeby były na PC
    #gry #komputery #gaming

  •  

    Black Shark Phone Cooler Pro w cenie 19.99$ (73.43 zł) | Najniższa cena: 28.99$

    Link i kupon na moim Telegramie, stronie FB, grupie FB (więcej informacji na moim profilu) lub w prywatnej wiadomości

    ---------------

    #chinskacebulakupony - Obserwuj tag, jeśli chcesz widzieć więcej takich promocji.

    Chcesz być wołany do określonego produktu? Napisz w komentarzu przykładowo "@polu7 Chce być wołany do xiaomi mi band 6"
    pokaż całość

    źródło: imgaz.staticbg.com

  •  

    Jakieś konsekwencje może mieć typ który utorował sobie drogę w korytarzu życia i przejechał drogę za pogotowiem? Strasznie mnie to wpieniło
    #prawojazdy #polskiedrogi

  •  

    Węższej skrytki nie dało się zrobić? Ledwo ręka mi się tam wcisnęła. Bo oczywiście paczka nie była na samym skraju tylko bardziej w głębi.
    #paczkomaty

    źródło: 1622631239849.jpg

  •  

    #oszczedzanie #podatki
    Co ja sobie za kupię? Waciki?

    źródło: 1622632195189.jpg

  •  

    Mam pytanie #mikrokoksy jak długo trzeba ćwiczyć żeby zrobić taką formę? I da się ja zrobić bez #silownia?

    źródło: 1622628873898.jpg

  •  

    Studiuje. Właśnie skończyłem odbywać miesięczne praktyki jako pracownik umysłowy w swojej firmie. Teraz wróciłem na hale do pracy jako fizol, odpowiedzcie mi na pytanie, dlaczego pracownik umysłowy ma mieć lepszy papier toaletowy ( biały 3–4 warstwowy) niż pracownik fizyczny. Jak odbywałem te praktyki to aż z miłą chęcią chodziłem do kibla się wysrać. Wróciłem na hale i jak wiedzę to, to już czuje ból mojego odbytu, jakbym papierem ściernym się podcierał. To co fizyczny to jakiś gorszy? #praca #pracbaza #pracazdalna #pracait #kibel pokaż całość

    źródło: IMG_8532.MOV

  •  

    ehh, znowu się zaczęło ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: poffter.png

  •  

    A czy browar Łańcut posiada RiGCZ?

    #heheszki #humorobrazkowy

    źródło: received_678108692685812.jpeg