Mogę wszystko

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    W nawiązaniu do tego wpisu. https://www.wykop.pl/wpis/32845783/anonimowemirkowyznania-w-nawiazaniu-do-tego-wpisu-/
    Część trzecia, miejmy nadzieję ostatnia.
    Wołam plusujących.
    @Centuri0n, @kiciapysia, @Prospero88, @m1ke, @wieniu, @danielolbrychski, @Niedobry, @golip, @Jasiu780, @Pawelvk, @hortu, @Pan_Robal, @Sehee, @Djodak, @KrzLis, @jumbson, @zeus92, @JudaszowyBudyn, @Gosiamator, @nexarr, @kacper0803, @utlv_, @Po_Prostu_Ona, @koczoroski, @Doughnut, @RR_Woda, @Tuptol, @Corkess, @copychef, @ni-hu-ja, @leset, @Janusz_w_sandalach, @Dirrack, @Niedotykalna, @Lutek92, @keton22, @arcadio_morales, @xDyzio, @skybot, @jrihebhsf

    Przypomnienie: zapomniała kluczy więc nie miała jak odebrać, rzeczy, zażądała, że mam się zaraz po pracy stawić w domu, mimo że jadę coś koło półtorej godziny. Powiedziałem, że dziś mamy w biurze strefę kibica i sobie będę oglądał mecz z kolegami. Stwierdziła że mam być o 20:00.

    Oczywiście nie ogarniała, że mecz jest o 17:00 jak by miała tę podstawową wiedzę i odrobinę rozumu to by wiedziała, że się nie wyrobię prosta matematyka. 17:00 +90 min meczu +15 minut przerwy to 18:45 plus dojazd 90 minut to 20:15 więc w porywach 20:30 w domu będę.
    Podjeżdżam pod blok, wychodzę z samochodu i za plecami już słyszę: O której miałeś być ? Odwracam się i widzę, że się odjebała, czerwona obcisła sukienka profesjonalnie narysowany ryj i dekolt z cyckami krzyczącymi "ściskaj nas". Zagranie w stylu patrz co straciłeś. Nie ze mną te numery, ładne opakowanie z gruzem w środku to nadal tylko gruz.

    Zaraz za nią materializuje się jej mityczny kolega, obcisły podkoszulek podkreślający, że dieta i siłownia to jego drugie imię. Krótkie spodenki i tatuaże na rękach. Włoski w irokeza wycięte i lustruje mnie, biednego korposzczura w wymiętej koszuli i wymiętych spodniach z marynarką pod pachą i torbą z laptopem firmowym. Nawet mi go nie przedstawiła, kolega którego pierwszy raz na oczy widzę też niemy, ręki nie podał nie przedstawił się nic.

    No to poszliśmy, ekipa spierdolenia po jej rzeczy do mojego mieszkania, otwieram drzwi ona wchodzi do mieszkania on się pakuje za nią.
    -chwila chwila, kolego, ja cię zupełnie nie znam, a ta pani też już tutaj praktycznie nie mieszka więc bądź tak uprzejmy i poczekaj na korytarzu -powiedziałem. Kolega popatrzył na moją byłą ta mu skinęła głową a ten posłusznie wyszedł z mieszkania i ku..a stoi w otwartych drzwiach na korytarzu, ale progu nie przekroczy bo ma zakaz. Pole siłowe zostało uruchomione.

    Do czego się będziesz pakować? Pytam byłą, bo widzę, że nic nie przywiozła ze sobą. Nawet jednorazówki nie ma.
    Była pyta się mnie, czy nie możemy najpierw porozmawiać, zanim podejmiemy kroki których oboje będziemy żałować. Ale mi ciśnienie podniosła.
    Pytam się więc, po co te wszystkie szopki, skoro chce rozmowy. Oczywiście jej standardowe, ona nie ma pojęcia o czym ja mówię. Bo wcale nie widać, że od wczoraj odpierdala przedstawienie.
    Łapie mnie za rękę i mówi, że wszyscy popełniają błędy, ja popełniam, jej też się zdarza, ale przecież na dłuższa metę nic takiego się nie stało co mogłoby przekreślić wszystko co zbudowaliśmy. Ona wie jak dla mnie ważny jest samochód, wtedy nie miała głowy i zupełnie zapomniała o tym. Rozumie już swój błąd, wie gdzie go zrobiła.

    Mamy to, iskra tli się w jej głowie, czyżby rozum został odkryty?

    Mówię więc, że to ostatnia godzina szczerości, jakie błędy ja popełniałem?
    No jednym najważniejszym jest to, że o wszystko się czepiałem. I czasem nie było ze mną dyskusji jak się nad czymś uparłem to byłem przy tym do końca i często musiała ustępować. Że wprowadzałem, nastrój braku dialogu w związku brak kompromisów.
    To moje czepianie się i brak kompromisów to w jej mniemaniu dokładnie odzwierciedlenie sytuacji z samochodem. Czepiałem się bo nie raczyła mnie poinformować o czymś ważnym dla mnie nie widziała w tym swojej winy olała moje potrzeby i jak doszło do konfrontacji i nie chciałem ustąpić bo wina była ewidentnie jej, to to jest brak kompromisów a nie ważna lekcja poszanowania potrzeb partnera w związku. W jej mniemaniu, czepiałem się mimo, że miałem alternatywę w postaci pociągu. Jeśli post nie będzie za długi to wam dam kilka smaczków z naszego życia które się tak nawarstwiały.

    Odbijam więc piłeczkę i mówię jej, że czepiałem się bo popełniała pełno błędów i chciałem, żeby wyciągnęła z nich lekcję i jakieś refleksje. Przerwała mi pytaniem, jakie to NIBY ona błędy popełniała? Mam ci je tutaj teraz wymieniać? Spytałem, a już widzę, że na jej narysowanej twarzy zaczyna się generować roszczenie i oburzenie.
    No nie ale skoro ty nadal widzisz we mnie wady to chyba nie mamy o czym rozmawiać, znów brak dialogu i kompromisu. Powiedziała i poszła do łazienki, zaczęła od kosmetyków bo słyszę jak je przekłada. Wraca z perfumami Dior Dune, wciska mi je do ręki i mówi, że prezenty mogę sobie zatrzymać. No szkopuł w tym, że to nie były najdroższe perfumy które ode mnie dostała, te droższe jednak zabiera. Kolejna szopka, zacząłem się zastanawiać, czy ona ma mnie za idiotę czy na prawdę nie widzi, że to jest aż komiczne. Tym swoim zachowaniem tylko mnie utrwaliła w przekonaniu, że to nie ma sensu, że ona tak całe życie będzie grać.

    Wychodzi z łazienki z torbą płócienna która schła akurat po praniu, brzęczą w niej kosmetyki, przekazuje je koledze i mówi mu, że może je odnieść. Ten posłusznie znika w korytarzu. Kiedy kolega znika w windzie mówi już głośniejszym tonem, zastanów się jeszcze. Jeszcze żadne z nas nie potwierdziło definitywnego końca tego związku.
    Ty cały czas grasz, mówię, cały czas robisz przedstawienie, myślisz, że ja tego nie widzę? Wywaliła na mnie oczy, Ja robię przedstawienie? Spytała. Jakie niby przedstawienie? Wiesz co nie bądź dziecinny.

    -Od wczoraj grasz ten spektakl, myślisz, że nie zorientowałem się po co się odstrzeliłaś i po co kolega? Żebym był zazdrosny.
    -Chyba kpisz, lubię tę sukienkę a potem idziemy do klubu wiesz?
    -Czyli to twój nowy chłopak?
    -Nie bądź głupi to kolega.
    -A ha a kiedy go zdążyłaś poznać, bo mi robiłaś awantury o koleżanki.
    -Nie twój interes, po za tym nie miałam problemu o koleżanki a tylko o te co się do ciebie przystawiały.
    -Czyli wszystkie kobiety świata, łącznie z garbatymi i szczerbatymi staruchami.
    -Tak to my nie będziemy rozmawiać - powiedziała.
    Poszła do sypialni z szuflad wyjmować rzeczy.

    W tym czasie znów pojawił się jej kolega, poszedłem do drzwi. Wiesz co kolego ja te drzwi zamknę bo to nie jest stodoła jak coś będziesz chciał zapukaj i zamknąłem mu drzwi przed nosem. Został tam na korytarzu jak piesek mojej byłej,jak kurwa minion jakiś. Ona jeszcze jakieś torby wygrzebała z szafy a potem chodziła po mieszkaniu szlochając Jeszcze jej powiedziałem, że swoich kluczy już nie dostanie do ręki i jak będzie chciała coś pozbierać to zapraszam jutro po 19:00. Przedstawienie trwało do 23 potem tylko trzasnęły drzwi i nastała cisza.

    Jeszcze po 6 dostałem sms-a "świetnie się wczoraj bawiłam w klubie dzięki ! :* :* :*" a za chwilę : "Sorki, to nie do Ciebie"

    Jak będziecie chcieli to wrzucę jeszcze smaczki z naszego życia: Jak rozjebała drona za 5k, jak porysowała samochód, zalała mieszkanie, rozjebała mi służbowego laptopa, robiła nagonkę na mnie u rodziny bo nie chciałem się przeprowadzić 40km bliżej jej rodziców a 40km dalej od swojej pracy. Rozjebała dwie patelnie teflonowe z czego jedną dzień po zakupie. Odstawiła pod dom osrany przez ptaki (dosłownie jak by miały sraczkę) samochód i takim musiałem do firmy jechać bo standardowo rano się zorientowałem dopiero. Notorycznie rozbijała telefony. Miała ból dupy, że gram na konsoli. Przejebała kluczyki w zaspie w zimie- wtedy pierwszy raz pociągiem do pracy jechałem. Bez pytania o zgodę zrobiła bibę z koleżankami w naszym mieszkaniu gdzie ja rano do pracy musiałem wstawać a jedna jej koleżanek się do mnie przystawiała. Podejrzewam, że to był jakiś test wierności. Zatrzasnęła kluczyki w samochodzie. I wiele wieeeeele więcej. Tak, że codziennie żyłem w stresie, co ona znów odwali. I najlepiej, gdybym żadnej z tych sytuacji nie skomentował, bo inaczej to jest czepianie się.

    #zwiazki #zalesie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Hej. Mam problem z moj #rozowypasek. Chodzi o to ze jakieś dwa lata temu oboje paliliśmy papierosy. Ja i żona każde około paczki dziennie. W końcu postanowiliśmy razem, że rzucamy palenie i każdy zaoszczędzone pieniądze odkłada do swojej skarbonki, żeby po czasie uzbierać sobie na coś fajnego. Postanowiłem wrzucać dziennie do puszki 15zł bo tyle praktycznie dziennie wypalałem, żona także. Nie palę do tego czasu a ona wytrzymała miesiąc i wróciła do nałogu- stwierdziła, że za bardzo to lubi.
    Oboje pracujemy- ja zarabiam jakieś 6 tys przy dobrym miesiącu, czasem zdarzy sie 4,5. Żona pracuje na pół etatu zarabia ok 900 zł. Nie chce iść na cały bo twierdzi że nie bedzie miała czasu a ja zarabiam wystarczająco. Całość swoich pieniedzy ma dla siebie czasem dorzuce jej ze swoich. Opłaty i na życie płacimy z moich zarobkow ona swoje pieniadze przeznacza na swoje przyjemnosci. Domem zajmujemy sie wspolnie nie mamy dzieci.
    Cała afera zaczeła sie bo po dwoch latach odłozyłem 10 tys zł w swojej puszcze. Postanowiłem kupic sobie motocykl bo zawsze o nim marzyłem. No i zaczeło sie hurr durr- że jestem egoistą, że pieniadze powinnismy na jakis wspolny cel przeznaczyc np. wycieczke za granice. Powiedziałem ze nie mam mowy, to sa MOJE pieniadze bo dwa lata nie paliłem i dlatego teraz należy mi sie bo sobie je odłożyłem. Oczywiscie zona zaraz do mamusi zadzwoniła i teraz juz połowa rodziny gada do mnie, że oszczednosci na swoje zachcianki chce rozwalic. Tlumacze zonie ze ma 900 zl dla siebie co miesiac na zachcianki i z tego połowę przepali wiec jakby zrezygnowala z nalogu to moglaby sobie jeszcze wiecej odlozyc a jakby poszla na pelny etat do pracy to jeszcze wiecej ode mnie by uzbierała bo wydatki ja nie obchodza a pieniadze i tak wydaje wszystkie ktore zarobi. Stwierdziła ze jak kupie motocykl to wiecej sie do mnie nie odezwie. I teraz zastanawiam sie czy ustapic dla swietego spokoju bo afera jest juz na całą rodzine. Z drugiej strony troche mi szkoda bo dwa lata zbieralem a pierwsze pol roku bez fajek to byla prawdziwa mordega, wiec uwazam ze nalezy mi sie nagroda.
    #logikarozowychpaskow #gownoburza #zalesie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    Po ilu dniach od rozmowy kwalifikacyjnej dostaliście pozytywną odpowiedź? Miałem wczoraj rozmowę, ostatni etap, średniej wielkości firma. Standardowo usłyszałem, że "odezwiemy się w ciągu 2 tygodni", ale po cichu liczyłem, że skoro to jest średnia firma, to dokładnie wiedzą czego chcą i zależy im na tym, by szybko kogoś znaleźć. No i jeśli bym im odpowiadał, to może nawet dzisiaj bym już dostał info, że są zainteresowani i mogę w poniedziałek podpisywać papiery. Oczywiście nikt do mnie dzisiaj nie dzwonił. To tak nie działa, czy raczej dobrze myślę i nie mam się co spodziewać pozytywnej odpowiedzi?

    Bo znam historię, że jedni dostali pozytywną odpowiedź nawet kilka tygodni/miesięcy później, a inni jeszcze tego samego dnia, lub następnego.

    #praca #pracbaza #pytanie
    pokaż całość

  •  

    Tajemnicza śmierć Elisy Lam

    Film z windy, na którym po raz ostatni widać Elisę Lam żywą, można zobaczyć w większości zestawień na temat tajemniczych i paranormalnych nagrań. Mówi się wtedy o nawiedzeniu, duchach czy opętaniu. Jednak czy rzeczywiście tak było?

    Elisa urodziła się 30 kwietnia 1991 roku w rodzinie imigrantów z Hongkongu. Mieszkała w Kanadzie, bardzo lubiła czytać, była aktywna w różnych social mediach i studiowała na Uniwersytecie British Columbia. Dziewczyna cierpiała na zaburzenia afektywne dwubiegunowe oraz depresję, jednak jak podkreślają jej rodzice, nie miała żadnych prób samobójczych. Raz zdarzyło jej się uciec z domu.

    Gdy miała 21 lat postanowiła wybrać się na samotną podróż po zachodnim wybrzeżu USA. Wyruszyła na początku 2013 roku. Elisa codziennie brała leki, jednak rodzice kontrolowali jej stan. Każdego dnia kontaktowali się z nią telefonicznie i gdyby coś się działo, byli w stanie niemal natychmiast do niej przylecieć. Mimo że dziewczyna była bardzo aktywna w Internecie, nie publikowała żadnych zdjęć ze swojej wyprawy.

    26 stycznia 2013 roku Elisa przybyła do Los Angeles i zamieszkała w hotelu Cecil. Sam hotel był dosyć ciekawym wyborem. Budynek ma 600 pokoi, mieści się w nie najlepszej dzielnicy i owiany jest złą sławą. Wydarzyło się w nim mnóstwo morderstw i samobójstw, zatrzymywali się tam seryjni mordercy i podobno to właśnie w nim ostatni raz widziano Czarną Dalię żywą. Krążą plotki, że każdy z 600 pokoi jest nawiedzony. W 2013 roku hotel już trochę podupadał, a właściciele szukali oszczędności gdzie tylko mogli.

    Elisa początkowo została dokwaterowana do kilku nieznajomych dziewczyn. Te jednak szybko uznały, Lam zachowuje się dziwnie (nie wyjaśniły co znaczy „dziwnie”) i już po jednej nocy została przeniesiona do pokoju jednoosobowego.

    Przez kolejnych kilka dni zwiedzała miasto i często chodziła do księgarni. 31 stycznia powinna wyjechać do Santa Cruz. Tego dnia nie zadzwoniła do rodziców i nie odbierała od nich telefonów. Zaniepokojone małżeństwo zgłosiło zaginięcie na policję i jak najszybciej przyleciało do Los Angeles. Śledczy przeszukali hotel na tyle dokładnie, na ile było to możliwe (nie mogli wchodzić do wynajętych pokoi), co jednak nie przyniosło żadnych skutków. Psy również nie podjęły tropu. Obsługa ostatni raz widziała Elisę 31 stycznia, gdy wracała sama do pokoju. Tego dnia widziała ją także sprzedawczyni w księgarni, która wspominała, że dziewczyna była bardzo przyjazna i ożywiona. Szukała pamiątek dla rodziny, a także zastanawiała się, czy książka, którą chce kupić nie jest zbyt ciężka, żeby z nią podróżować.

    6 lutego informacja o zaginięciu ukazała się w social mediach, a 14 lutego opublikowano film z zepsutej windy, na którym ostatni raz widać Elisę. Nagranie jest bardzo niepokojące. Dziewczyna wchodziła i wychodziła z windy, naciskała przypadkowe guziki, wyglądała jakby z kimś rozmawiała, jednak nie widać nikogo poza nią. Niektórzy twierdzą że wyglądała na przestraszoną albo jakby się przed kimś ukrywała. Jednak psychologowie przeanalizowali jej mowę ciała i uważają, że była zrelaksowana i wyglądała jakby się z kimś bawiła. Najprawdopodobniej jej choroba nasiliła się do tego stopnia, że miała halucynacje. Oznaczenie czasowe na filmie zostało zamazane, a więc pojawiły się teorie, że nagranie jest spowolnione , przyspieszone lub że brakuje jednej minuty, podczas której ktoś był przy niej. Nie ma jednak na to żadnych dowodów.

    W międzyczasie goście hotelu zaczęli narzekać na jakość wody. Skarżyli się, że ma dziwny kolor i smak. 19 lutego postanowiono sprawdzić cztery ogromne zbiorniki wodne na dachu, z których płynęła woda do pokoi. Każdy zbiornik miał dwa metry wysokości, otwieraną, około 10-kilową klapę w pokrywie oraz mieścił 3785 litrów wody. W jednym z nich znaleziono ciało Elisy, już w znacznym stopniu rozkładu. Wszyscy goście natychmiast opuścili hotel.

    Dziewczyna była naga, a jej ubrania zostały wrzucone do zbiornika. Autopsja nie wykazała żadnych śladów walki, stosunków seksualnych, alkoholu ani narkotyków. Wykazała natomiast, że Elisa była pod wpływem pięciu różnych leków przepisanych przez lekarza oraz dwóch , które można kupić bez recepty. Skutkiem ubocznym niektórych z nich mogły być halucynacje, a innych silne myśli samobójcze czy pogłębienie manii. Mimo, że leki zostały przepisane przez lekarza, Elisa nie powinna zażywać ich jednocześnie. To była mieszanka wybuchowa. Dziewczyna zmarła najprawdopodobniej w dzień swojego zaginięcia.

    Samobójstwo czy zabójstwo? Zastanawiano się, czy ktoś nie pomógł Elisie dostać się na dach. Wiodły na niego tylko dwie drogi. Pierwsza, przez okno na bardzo wysoko zawieszone schody przeciwpożarowe w kiepskim stanie. Druga droga prowadziła przez zamykane na klucz drzwi dla obsługi, przy których zamontowany był alarm informujący, gdyby ktoś się z nimi szarpał. Jednak na samym dachu było graffiti, wielokrotnie widywano tam gości hotelowych, a nawet zdarzyło się kilku samobójców skaczących z tego miejsca. Pokrywy zbiorników nie były zabezpieczone żadną kłódką czy zamkiem, teoretycznie każdy mógł je otworzyć.

    Rodzice Elisy oskarżyli hotel o zaniedbania, jednak sąd umorzył tę sprawę. W akcie napisano, że przyczyną śmierci dziewczyny był atak manii i załamanie nerwowe. Najprawdopodobniej chciała popełnić samobójstwo lub z jakiegoś powodu postanowiła wejść do zbiornika (np. żeby popływać) i nie udało jej się wyjść.

    Mimo, że sprawa śmierci Elisy Lam została już wyjaśniona, wciąż istnieje mnóstwo teorii na ten temat. Przedstawię tylko skrótowo najdziwniejsze z nich. Pierwszą jest oczywiście opętanie. Kiedyś w hotelu Cecil zatrzymał się twórca kościoła satanistycznego i napisał wiersz o mężczyźnie, który spalił swoją córkę o imieniu Siela (anagram imienia Elisa), a później narysował ufoludka, którego nazwał Lam, a więc to na pewno jego duch ją opętał. Druga teoria związana jest z creepypastą o windzie. Podobno jeżeli będzie się jeździć windą w górę i w dół, w pewnym momencie wsiądzie kobieta, która też będzie jeździć tą widną, aż w końcu zapyta „na które piętro jedziemy?” i wtedy stanie się coś paranormalnego. Niektórzy twierdzą też, że Elisa była agentem CIA i ją zlikwidowali. Sprawdzono nawet, które guziki naciskała w windzie i okazało się, że w Biblii pod tymi liczbami są cytaty o wodzie. Elisa kiedyś udostępniła na tweeterze link do artykułu o tym, że jakaś firma pracowała nad peleryną niewidką. Lam na pewno dowiedziała się za dużo i ją zabili. Historia ze znalezieniem zwłok w zbiorniku z wodą pojawiła się też w horrorze „Dark water” z 2005 roku, a więc niektórzy przypuszczają, że film zainspirował mordercę.

    Więcej szczegółów tej sprawy można usłyszeć na kanale Jaśmin a na stronie paranormalne są różne rozważania dotyczące teorii spiskowych (mimo, że sprawa jest wyjaśniona, domysły internautów są bardzo ciekawe).

    #historieriley (tag do obserwowania lub czarnolistowania) #ciekawostki #kryminalne
    pokaż całość

    •  

      @riley24 Dla mnie nic paranormalnego. Widać ze laska zaburzona, rozmawia sama ze sobą itd. Dziwi mnie podejście rodziny i wielkie zdziwienie. Powinni jej pilnować skoro leczyła sie na takie zaburzenia. Film wstawiony od polowy, czyli jak sie 10 razy nie zastanowisz to pomyslisz sobie o ch*j tu chodzi... Bez sensu... No ale paranormalne.pl. słynie z wyimaginowanych historyjek ( ͡º ͜ʖ͡º)

      +: bizion
    • więcej komentarzy (94)

  •  
    Soul0Eater

    +1728

    CZY BÓG WYBACZY SIOSTRZE BERNADETCIE

    Uwaga, długie i mocne. Jak jestes wrazliwy to lepiej odpusc czytanie

    Wieczorem 6 lutego 2006 roku Barbara Domaradzka z Rybnika zadzwoniła na policję. Jej syn Mateusz wyszedł poślizgać się na górce zwanej „Depta” i nie wrócił. Rozpoczęto poszukiwania. Policja użyła psów tropiących. Rozesłano komunikaty: 8 lat, 120 cm wzrostu, szczupły, włosy ciemny blond. Sprawdzono wszystkie miejsca, do których chłopiec mógł pójść. Ale nie znaleziono go.

    Policjanci zaczęli obserwować szkołę, do której chodził. Kręcili się koło niej dwaj mężczyźni: 22 letni- Łukasz i jego kuzyn, 25-letni Tomasz. Ustalono, że mogą mieć związek z zaginięciem Mateusza. Uczniowie mówili, że mężczyźni pili alkohol, dawali dzieciom słodycze, zachęcali do wspólnej gry w piłkę. Próbowali też dotykać chłopców i sami się przed nimi obnażali.

    Gdy policja zatrzymała Tomasza, okazało się, że od lat utrzymywał kontakty seksualne z Łukaszem. Początkowo je wymuszał, później Łukasz sam zaczął je inicjować, a także interesował się kontaktami seksualnymi z dziećmi.

    Tomasz przyznał, że znał zaginionego Mateusza. Opowiadał nawet, że chłopiec był bardzo piękny i że się w nim zakochał.

    Obaj mężczyźni zostali oskarżeni o zabójstwo. Sprawa – prowadziła ją gliwicka prokurator Joanna Smorczewska – miała charakter poszlakowy, bo nie było świadków zdarzenia ani ciała. Przeprowadzono więc eksperymenty procesowe. 6 marca 2006 r. policjanci przywożą kukłę odpowiadającą wyglądowi Mateusza. Tomasz opowiada, jak zaprosili chłopca na wspólne ślizganie się. Doszli na górkę. Rozebrali go. „Mieliśmy go tylko przeleciec. Ale mały zaczął się wyrywać. Krzyczał, że o wszystkim powie mamie” – zdradza Tomasz. Zaczęli go bić. W pewnej chwili chłopiec zemdlał. Mężczyźni przykryli go gałęzią. I poszli do sklepu „Balbina”. Wypili wino i dwa piwa. W Rybniku temperatura tej doby wahała się od – 8 do -22,4 stopni C.

    Podczas kolejnego eksperymentu w rybnickim lesie, mężczyźni opowiadają jak po wypiciu wina i piw wzięli z domu łopatę „sztychówkę” i wrócili po ciało chłopca. W obecności kamery pokazują, jak nieśli go aż do mostu kolejowego. Tam Łukasz został na czatach, a Tomasz sam poszedł zakopać ciało. Podczas eksperymentu Tomasz ma napady duszności, przyspieszone tętno. Opowiada jak patrzył na twarz leżącego w dole Mateusza i nie potrafił nasypać na nią ziemi. Wziął kawek ubrania, rzucił na chłopca i dopiero zaczął przysypywać ciało.

    Tomasz i Łukasz przed sądem odwołali wcześniejsze zeznania, mimo to w 2008 roku zostali skazani na 25 lat więzienia za zabójstwo. Sąd uznał, że ich wypowiedzi były tak bardzo zbieżne, że nie mogli ich uzgodnić przebywając w osobnych celach.

    Obszar wskazany przez mężczyzn jako teren pochowania Mateusza, jest zbyt rozległy, by można go przekopać. Ciała chłopca do tej pory nie odnaleziono,

    Ławeczka

    Jeszcze w trakcie procesu o zabójstwo Mateusza, do prokuratury okręgowej w Gliwicach przyszedł list od kolegi z celi Tomasza. Więzień donosił, że Tomasz przyznał się do zabójstwa, a także do gwałtów na dzieciach w Ośrodku Wychowawczym Sióstr Boromeuszek w Zabrzu, w którym mieszkał do osiemnastego roku życia. Jedynym powodem wysłania listu jest to, że sam mam dziecko, pisał autor.

    Na wniosek prokuratury w Gliwicach kolejny eksperyment odbył się w Ośrodku Sióstr Boromeuszek. Funkcjonariusze z dwudziestoletnim stażem pracy mówili potem, że czuli się w ośrodku nieswojo. Po kątach snuły się szare dzieci, wyglądały jak mali dorośli. W domu brakowało hałasu, radości. W pokojach nie było półek, jedynie łóżka przykryte kapą i taborety. W oknach kraty. Wszystko wspólne, nawet szafa z bielizną. Na pytania policjantów dlaczego dzieci nie mają szczoteczek do zębów w oddzielnych kubkach, siostry powiedziały, że dzieci wiedzą, która jest czyja. Ale skąd wiedzą, skoro wszystkie szczoteczki są niebieskie?

    Przed pokojem siostry dyrektor czekała na ławeczce trójka dzieci ze spuszczonymi głowami. Policjanci próbują z nimi porozmawiać, ale dzieci są przerażone. Z pokoju wychodzi siostra Bernadetta. Jeden z funkcjonariuszy opowiadał potem: „Tomasz spojrzał na nią i jakby diabła zobaczył. Jego strach był dziwny, bo siostra była spokojna, delikatna. Bardzo blada, szczupła, około 50 lat, roztaczała pewien czar osoby, która wie co robi”.

    Policjanci oraz prokurator poszli z siostrą do jadalni. Dzieci jadły w ciszy. Tomasz wskazał czworo z nich jako swoje ofiary. Wskazani chłopcy byli bardzo podobni do Mateusza.

    2 lata i 34

    Prokuratura Okręgowa w Gliwicach w 2007 roku rozpoczyna kolejną sprawę, tym razem przeciwko dyrektor Ośrodka Sióstr Boromeuszek Agnieszce F., czyli siostrze Bernadetcie oraz wychowawczyni w grupie chłopców Bogumile Ł., siostrze Franciszce.

    Tomasz opowiedział biegłemu psychologowi, jak w sierocińcu gwałcili go starsi wychowankowie. Nie miał wówczas nawet pięciu lat. Pamiętał, że to „było coś strasznego”. Nie pamiętał, kiedy sam zaczął dotykać innych chłopców.

    Z zeznań wychowanków ośrodka wynikało, że Tomasz wykorzystywał dzieci przez wiele lat. Miał ksywkę „Pantera”, bo skradał się w nocy do łóżek. Wszyscy wychowankowie o tym wiedzieli i twierdzili, że o zachowaniu Tomasza wiedziały także siostry.

    W roku 2007 w ośrodku mieszkało około 60 dzieci, dziewczynek i chłopców w wieku od dwóch do osiemnastu lat.

    Siostry nie starały się o ograniczenie władzy rodzicielskiej rodzicom i znalezienie dzieciom nowej rodziny lub chociaż rodziny zastępczej. Skutek był taki, że po kilkunastoletnim pobycie w ośrodku były odsyłane do tego samego środowiska, z którego przyszły. Nie miały innego.

    Siostry przyznały przed sądem, że niektórzy wychowankowie zostawali w ośrodku dłużej, bo nie mieli w ogóle dokąd wracać. Najstarszy miał 34 lata.

    Do gwałtów dochodziło w grupach chłopców.

    Dzieci opowiadały, że młodsi zamykani są na noc na klucz w pokoju z dwudziestoletnimi mężczyznami. Jedne twierdziły, że to kara za moczenie się do łóżka, inni mówili, że siostra nie tłumaczy, dlaczego muszą spać w danym pokoju. Jeśli dzieci zgłaszały siostrze Bernadetcie, że są dotykane, nie reagowała, nazywała jedynie molestujących zboczeńcami i pedałami, albo karała biciem po twarzy.

    Dzieci mówiły, że siostry biły je prawie codziennie, często do krwi. Nazywały „zboczeńcami, małymi gnojkami, debilami, ułomkami”.

    W ośrodku pracowało osiem sióstr, nie było psychologa. Pozostałe siostry podporządkowały się systemowi kar dyrektorki. Dziewczynkom za karę wkładały mydło do ust, wiązały do słupa lub kaloryfera, myły w zimnej wodzie. „Koleżanka przybiegła do mnie – zeznawał jeden z wychowanków. – Miała opuchnięte ręce, siniaki, płakała. Okazało się, że siostra przykuła ją do kaloryfera i zostawiła”.

    „Pamiętam jak dziewczyny zostały przyłapane na paleniu papierosów – mówiła podczas procesu jedna z sióstr. – Siostra Bernadetta mówiła, że są niemoralne, głupie i stoczą się jak rodzice, bo mają to w genach. Wszyscy milczeliśmy. Siostra dyrektor traktowała nas, nie tylko dzieci, z dużym dystansem, oschle. Jej obowiązki powodowały frustracje i agresywne odzwierciedlanie problemów. Zawsze starała się narzucać swoją wolę, nie można się było jej sprzeciwić”.

    Funkcjonariusze przypomnieli sobie w sądzie troje przerażonych dzieci, które siedziały na ławeczce przed pokojem siostry Bernadetty. Okazało się, że czekały na wymierzenie kary. Dzieci dostawały klapsy na gołą pupę za nierówny szlaczek w zeszycie, urwanie guzika, zgubienie skarpetki. Wychowankowie uważali kary za normalne. Zwłaszcza, jeśli do ośrodka trafili jako dwuletnie dzieci bite i maltretowane w domu.

    Prokuratura ustala, że takie zachowanie sióstr miało miejsce już od lat 70.

    Patologia

    Jak podaje strona parafii św. Andrzeja: działalność Sióstr św. Karola Boromeusza w Zabrzu trwa od 1887 r. Siostry opiekowały się chorymi i biednymi z całego miasta, prowadziły przedszkole oraz kursy robót ręcznych dla dziewcząt. W 1893 r. budynek został przeznaczony na „Dom Dziecka” i ta działalność trwa do dziś.

    Rafał, wychowanek sióstr w latach 1974-1991 roku, tak opisuje teraz lata w ośrodku: „Do dziś mam ślad na głowie, od tego jak siostra Monika uderzyła mnie menażką, bo śmialiśmy się podczas obiadu. Miałem 10 lat. Na jadalni musieliśmy być tak cicho, żeby muchy było słychać. Siostra uderzyła nas wszystkich, ale ja zemdlałem i podobno było dużo krwi. Zawiozły mnie do szpitala. Tłumaczyły, że przewróciłem się na rowerze. Lekarz mówił, że to niemożliwe, bo rana jest zbyt głęboka, ale sprawy nie zgłosił. Inne siostry też biły. Wieszkami, menażkami, chochlami do zupy, pasem, trzepaczkami, kluczami, krzesłami. Najgorzej pobiły Adama, bo miał problemy z mową. Biły go prętami po szyi aż pojawiła się krew. Później kazały mówić dzieciom, że się przeziębił i dlatego nie ma go w szkole przez tyle tygodni.

    Siostra Bernadetta była w ośrodku od 1978 roku, w 1994 została dyrektorem. Byłem zdziwiony jak później się zachowywała, bo wcześniej była spokojna i sama bała się siostry dyrektor Scholastyki. Myślę, że od niej przejęła ten system kar. W ośrodku ceniono rygor i dyscyplinę. Jeśli któraś z wychowawczyń była dla dzieci ciepła, przytulała je lub wykazywała większą troskę, była z ośrodka usuwana.

    Nauczycielka muzyki ze szkoły powiedziała, że ja i mój kolega mamy talent. Poprosiła siostry, bym poszedł do szkoły muzycznej. Lubiłem chodzić do szkoły: grałem na waltorni, fortepianie, miałem kolegów. Siostry zgodziły się nawet, abym śpiewał w chórze, ale później mi zabroniły. Nigdy nie wyjaśniały dlaczego.

    Nie narzekam, bo jako jedyny mogłem się rozwijać. Jak dzieci miały zdolności plastyczne, siostry zabraniały im malować. Za wyrwanie kartki w zeszycie były bite, nawet jeśli chciały zapisać swoje myśli. Gorsze od bicia było absolutne posłuszeństwo i brak prywatności. Jak dostałem zegarek od chrzestnej na komunię, to siostry go zabrały i zwróciły po kilku latach.

    Najbardziej nie lubiłem weekendów i świąt. Na święta dostawaliśmy dary z zagranicy. Widzieliśmy te owoce, ale siostry kazały czekać aż ksiądz poświęci, wiec gniły.

    Myliśmy się wszyscy razem. W jednej wannie. Ściągałem majtki, wkładałem takie do kąpieli, na chwilę wchodziłem do wanny, a po mnie te same majtki ubierał inny chłopak i wchodził do tej samej wody. Jak się zagapił, to siostry lały lodowatą wodą. Wycierały nas tym samym ręcznikiem, zmieniały dopiero, gdy woda się z niego lała.

    Budziły nas o 5:30 rano na modlitwę, później śniadanie, szkoła, obiad, odrabianie lekcji. Od 18:00 nie mogliśmy nic pić, jak ktoś był spragniony to próbował z kranu w łazience się napić pod nieuwagę sióstr. Budziły nas o 23:00 i rozkazywały się wysikać, nawet jak nie chciałeś. Najbardziej karane było nasikanie do łóżka. A tam były dzieci z rozbitych rodzin, które dużo przeżyły i często miały kłopoty z moczeniem się.

    Najbardziej jest mi przykro, że siostry kazały mi iść do zawodówki na ślusarza. Nie można było pójść do liceum. Wszystkim wybierały zawód. Mówiły, że jesteśmy upośledzeni. Teraz studiuję pedagogikę. Staram się zrozumieć ich zachowanie i to, dlaczego nikt nie reagował – nauczyciele, lekarze, kuratorium. Przecież dzieci chodziły do szkoły z siniakami, a jak nauczyciel zgłaszał siostrom, że chłopiec był pobity, to tygodniami nie wysyłały go do szkoły.

    To, że ośrodek prowadzony był przez zakonnice uśpiło czujność ludzi. Gdyby nauczycielka wyobraziła sobie, że to jej dziecko jest bite i poniżane, od razu rozpętałaby burzę. Ale dorośli nie myśleli o nas „dzieci” tylko „patologia”.”

    Nie myślę, aby siostra Bernadetta była bardzo religijna. Zresztą my lubiliśmy modlitwy, ale nie było ich dużo.

    Ceniony pedagog

    W trakcie sprawy prokurator Joanna Smorczewska złożyła wniosek do Kongregacji Sióstr Miłosierdzia o odwołanie siostry Bernadetty ze stanowiska dyrektora ośrodka. Na tej podstawie Kongregacja powołała nową dyrektor. Siostra Bernadetta została przeniesiona do Seminarium Duchownego w Opolu.

    Zaledwie kilka lat wcześniej, w 2003 roku siostra Bernadetta otrzymała zabrzańską nagrodę św. Kamila. „Kocham dzieci, serce mi pęka, kiedy widzę, że są opuszczone i smutne, wiem, ile dla nich znaczy uśmiech i ciepłe słowo” – mówiła w wywiadzie dla lokalnej gazety. Z artykułów w zabrzańskiej prasie wynikało, że siostra była cenionym pedagogiem, który poświecił życia dla dobra wychowanków.

    – Do czasu ujawnienia sprawy, z placówki, a także ze szkół, do których chodzą jej podopieczni, nie płynęły niepokojące sygnały, a Agnieszka F. zwana siostrą Bernadettą została nawet wyróżniona przez lokalną społeczność – zapewniał w trakcie procesu rzecznik kuratorium w Katowicach, Piotr Zaczkowski.

    Okazało się też, że do 2007 roku nie było w ośrodku żadnej kontroli z kuratorium.

    Kuratorzy tłumaczyli, że za kontrolę odpowiada tylko zakon. Po sprawdzeniu przepisów, także zapisów konkordatu, prokuratura w Gliwicach potwierdziła, że instytucje świeckie nie mogą ingerować w kontrolę sprawowaną przez zakon nad ośrodkiem.

    Katoliczki i diabeł

    Jednym ze świadków w procesie była nauczycielka Zofia Włodarska ze Szkoły Podstawowej nr 8 w Zabrzu, która jako jedyna zareagowała na prośby wychowanka Pawła, aby zabrać go z ośrodka.

    – Paweł został od nas przeniesiony w 2006 roku ze szkoły nr 13 w Zabrzu. Miał za duże ubranie, był brudny, podenerwowany, dzieci się z niego naśmiewały – opowiada Zofia Włodarska. – Mówił, że siostry zamykają go na noc z dwójką chłopaków, którzy go gwałcą. Powtarzał, że się zabije. Po moim zgłoszeniu został przeniesiony do interwencyjnej placówki wychowawczej – Centrum Wsparcia Kryzysowego Dzieci i Młodzieży. Później okazało się, że wszystko, co mówił było prawdą. Paweł w ciągu następnych kilku lat bardzo się zmienił. Był zadbany, uważny, dzieci go polubiły. To była największa przemiana, jaką do tej pory widziałam.

    Jedna z zabrzańskich nauczycielek opowiada teraz, że – gdy o procesie było już głośno – jej koleżanki z pokoju nauczycielskiego tak komentowały sprawę: „To konflikt wiary. Jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne. Innym też odradzam”.

    „Siostra Bernadetta ma wpływy, była nie do ruszenia przez kilkadziesiąt lat. Na pewno zostanie i dzieci będą miały jeszcze gorzej.”

    „Siostra i tak do więzienia nigdy nie pójdzie. Po co dzieci mają przez to przechodzić.”

    „Nie wiadomo z czym musiały mierzyć się te wychowawczynie. Siostra Bernadetta jest miłą, delikatną osobą. A to są dzieci alkoholików, narkomanów. Przecież w takim dziecku, nawet jak ma trzy lata, może tkwić diabeł.”

    Psychotropy

    Z dokumentacji medycznej Poradni Neurologicznej i Psychologicznej w Zabrzu wynika, że podczas pobytu w Ośrodku Sióstr Boromeuszek Paweł był leczony na zaburzenia zachowania i nadpobudliwość. Siostry podawały mu leki. W 1999 roku doznał zatrucia lekami psychotropowymi i w stanie śpiączki przewieziono go do szpitala. U lekarzy ze szpitala ten fakt nie wzbudził podejrzeń. Siostry nie poinformowały o tym zdarzeniu lekarza, który leczył chłopca w poradni.

    Paweł ma teraz 22 lata, tak opisuje swój pobyt w ośrodku: – Do ośrodka trafiłem po jednej z imprez u rodziców. Miałem 1,5 roku. Siostry mówiły: »twoja stara jest nic nie warta, jesteś debilem, ułomem, gnojem«. Biły za wszystko. Najgorzej jeśli zsikałeś się do łóżka w nocy, albo byłeś głośno. Lubiły bezwzględną ciszę. Czasem prosiły starszych chłopaków o pomoc. »Dajcie im nauczkę” – mówiły. Wtedy prowadzili nas na gwiazdę. Tak mówiliśmy na strych z gwiazdą na podłodze. Chłopcy nas tam rozbierali, bili, do krwi. Siostry patrzyły.

    Każdy był bity, ale jeśli kogoś bito wcześniej w domu, to nawet nie myślał, że to coś złego. Co kilkuletnie dziecko może wiedzieć na temat zła? Czasem siostra Bernadetta tak mnie pobiła, że nie mogłem chodzić do szkoły. Raz wzięła drewniany wieszak. Biła po całym ciele. Już nie pamiętam za co. Ale najgorsze były uderzenia w głowę. Tak jakby chciała dostać się do środka. Musieli mi zszyć rany, wiec siostry wzięły mnie do szpitala i tłumaczyły lekarzowi, że się przewróciłem.

    Pierwszy raz przyszli do mnie w nocy jak miałem sześć lat. Spałem i rozebrał mnie starszy chłopak, kazał mi różne rzeczy zrobić. Od razu powiedziałem siostrze Bernadetcie i bardzo się bałem, bo siostra nie zareagowała. Później zaczęli do mnie przychodzić inni wychowankowie. Pytali czy chłopacy już mi to robili. Powiedzieli, że im też. Nikt się tym nie zajął. Więc zajęliśmy się sobą sami. Siostry musiały reagować na nasze próby samobójcze. Nałykałam się najsilniejszych psychotropów, zadzwoniły po karetkę. W szpitalu mówiły później: „myślał, że to cukierki”. Najdziwniejsze, że ich tłumaczenia nie miały sensu, a wszyscy wierzyli.

    Powiedziałem o gwałtach do nauczycielki. Mówiła, że to sprawdzi. A potem zobaczyłam jak rozmawia z siostrą Bernadettą na zebraniu. Śmiały się, żartowały. Czułem się przyparty do muru. Tak jakbym wybierał między śmiercią a życiem w ośrodku.

    Był taki jeden z braci. Silny. On zmuszał wielu. Siostry zamykały mnie z nim i jego bratem w pokoju na klucz. To jest taki strach, że już nie możesz myśleć ani czuć. Prosiłem siostrę Bernadettę, aby mnie przeniosła, bo mnie dotykają. Teraz myślę tylko, że Pan Bóg ma jej dużo do wybaczenia. Bo tego co się tam wydarzyło nie da się opowiedzieć. Próbuję to ubrać w słowa, ale trzeba przeżyć żeby zrozumieć.

    Myślę, że ludzie widzieli tylko habit, a trzeba widzieć serce. Ona go nie ma. Dla mnie to uosobienie zła. Najbardziej się boję, że takich wychowawców może być więcej.

    Na moje prośby zareagowała dopiero pani Zofia Włodarska, gdy w 2006 roku przeniesiono mnie do szkoły nr 8 w Zabrzu. Uwierzyła mi. Zgłosiła sprawę do prokuratury, zostałem zabrany z ośrodka. Tylko dzięki niej żyję. Pytała jak się czuję, co u mnie. Chwaliła. Chciałbym mieć taką matkę.

    Jak już wyszedłem z ośrodka, to sam o sobie nie myślałem dobrze. W nocy wszystkie historie wracały. Kilka lat temu postanowiłem to zakończyć. Stałem na moście. Zauważył mnie pan, który pomyślał, że chcę skoczyć. Chwycił mocno za rękę. Powiedział „Bóg cię kocha”. Rozpłakałem się i opowiedziałem mu wszystko.

    Tego ośrodka się nie da zapomnieć. Nadal chodzę taki skulony. Na razie pracuję jako ochroniarz i z tego się cieszę. Chciałbym kiedyś założyć rodzinę. Ale chciałbym powiedzieć ludziom, żeby nie mieli dzieci dla zasiłku albo becikowego, bo tacy się tutaj zdarzają. Potem dziecko ma dwa latka i ląduje w takim miejscu jak Ośrodek Sióstr Boromeuszek. Niech rodzice się przejdą po tych ośrodkach, poobserwują. To jest piekło, te dzieci nie chcą żyć.

    Proces

    Przed sądem zeznawało 22 wychowanków. Wszyscy, także dzieci, zeznawali w obecności siostry Bernadetty. Sędzia oddalił wniosek prokuratury, by nie było jej wtedy na sali sądowej. Uznał, że nie miałaby pełnego obrazu swojej sytuacji, co mogłoby naruszyć jej prawo do rzetelnej obrony.

    Biegła psycholog wielokrotnie prosiła o usuniecie pytań adwokatów, którzy zadawali je w zbyt skomplikowany sposób lub sugerowali dzieciom, że siostra dyrektor może jeszcze wrócić do ośrodka. Ale dzieci je już słyszały.

    „Podczas składania zeznań przed sądem u większości pokrzywdzonych widać było wysoki poziom napięcia i lęku, szczególnie w czasie odczytywania im wcześniejszych zeznań – napisała w opinii psycholog. – Niektórym stan emocjonalny nie pozwolił na dalszy udział w czynności procesowej i po potwierdzeniu złożonych wcześniej zeznań przestali odpowiadać na pytania bądź rozpłakali się”.

    Sióstr broniło dwóch adwokatów znanych z najwyższych stawek w Gliwicach.

    Siostra Bernadetta odmówiła składania wyjaśnień i nie przyznała się do winy. Nie skierowano jej na badania psychologiczne, ponieważ nie istniały podejrzenia o niepoczytalności. Jej adwokat nie nawiązywał do żadnych wydarzeń w jej życiu osobistym, które mogłyby tłumaczyć jej okrucieństwo.

    Siostra Bernadetta dwukrotnie odmówiła rozmowy do reportażu. „Proszę niech sprawa Zabrza pozostanie w cieniu. Życzę sukcesów w pracy” – napisała.

    Nieoficjalnie jedna z sióstr Kongregacji Sióstr Miłosierdzia w Trzebnicy mówi mi. – Przez kilkadziesiąt lat wszyscy ją w Zabrzu chwalili – nauczyciele, prasa, urzędnicy. W dzisiejszym świecie każdemu można udowodnić, że jest przestępcą.

    Kontrola

    Po procesie w ośrodku w Zabrzu zmniejszono liczbę wychowanków do 36. Zatrudnionych jest 23 pracowników, z tego siedem to siostry zakonne, reszta to świeccy wychowawcy. Zatrudniono psychologa, przeprowadzono remont, sale dwudziestoosobowe zamieniono na pokoje trzy-, czteroosobowe.

    Anna Wietrzyk, rzecznik kuratorium w Katowicach mówi, że obecnie placówka jest kontrolowana, ale kuratorium nadal odpowiada jedynie za poziom pedagogiczny (czyli może kontrolować, czy dzieci mają warunki do odrabiania lekcji i nauki). Za rozwój i bezpieczeństwo wychowanków nadal odpowiada jedynie Kongregacja Sióstr Miłosierdzia Św. Karola Boromeusza w Trzebnicy.

    Kongregacja Sióstr Miłosierdzia informuje, że ośrodek jest kontrolowany, ale siostry odmawiają rozmowy na ten temat.

    Wyrok

    W 2010 roku Sąd Rejonowy w Zabrzu uznał siostrę Bernadettę i siostrę Franciszkę za winne przemocy psychicznej i fizycznej wobec wychowanków, oraz podżegania do aktów pedofilskich na czterech nieletnich wychowankach i nakłanianie starszych wychowanków do przemocy fizycznej wobec młodszych chłopców.

    Siostra Bernadetta został skazana na dwa lata więzienia w zawieszeniu, natomiast siostra Franciszka – która zdaniem sądu była posłuszna i bezwzględnie przyjęła system kar narzucony przez dyrektor – na osiem miesięcy w zawieszeniu.

    W 2011 roku sąd apelacyjny zaostrzył karę wobec dyrektorki ośrodka. Skazano ją na dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności. Uzasadnienie wyroku zostało utajnione.

    8 lipca 2011 siostra Bernadetta miała zgłosić się do aresztu karnego we Wrocławiu. Nie zgłosiła się. Od trzech lat sąd odracza karę po wnioskach siostry, w których powołuje się ona na zły stan zdrowia oraz podeszły wiek (ma 59 lat).

    W lutym siostra Bernadetta złożyła wniosek o warunkowe zawieszenie kary pozbawienia wolności ze względu na podeszły wiek oraz działalność na rzecz Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza. Posiedzenie sądu w tej sprawie odbędzie się 24 kwietnia 2014 roku.

    Pani Agnieszka

    Tomasz i jego kuzyn Łukasz od 2008 roku przebywają w więzieniu. Z ekspertyz psychologa wynika, że Tomasz nie ma zaburzeń pedofilnych. Boi się natomiast dorosłych kobiet. Według psychologa jego zachowanie prawdopodobnie ukształtował pobyt w ośrodku, szczególnie molestowanie przez starszych wychowanków, gdy był małym dzieckiem.

    Świadek obecny na obu procesach: – Zastanowiło mnie, że siostra ani przez chwilę nie pokazała, że żal jej chłopców. Podczas całego procesu była bardzo spokojna. Mówiła, że dzieci są złe, upośledzone i nie należy im wierzyć. Jedyne uczucia pokazała, gdy prokurator powiedziała do niej imieniem z dowodu „Pani Agnieszko”. Zaczerwieniła się ze złości, krzyczała, by nazywać ją „siostrą dyrektor Bernadettą”.

    http://justynakopinska.pl/instalator/wordpress/?page_id=33

    #neuropa #4konserwy #polska #kryminalistyka
    pokaż całość

    źródło: kkpp.blox.pl

  •  

    Ostatnio kłóciłem się ze znajomym jak się to nazywa. A jak mówią wykopki??
    #glupiewykopowezabawy #pytaniedoeksperta #budownictwo

  •  

    Mirki, co wybrać: #iphone #iphonex czy #huawei #huaweip20pro ?
    Tylko bez gownoburzy, aktualnie śmigam na iPhone6.

  •  

    Hej Murki i Murkinie. Za jakiś miesiąc może 2 planuję przesiąść się z androida na #ios . A dokladniej na #iphonex wiem ze ten telefon nie jest wart swojej ceny, ale ja nie o tym. Chcialabym zebyscie mi wymienili zarówno WADY jak i ZALETY zarowno telefonu jak i systemu. I od razu chciałabym tez zapytac czy telefon się bardzo tłucze. Z tego co oglądałam w internecie to bardziej podatny na uszkodzenia jest tył aniżeli przód i tu moje pytanie jak to u Was wygląda? Czy jesli będę trzymać tel w jakims silikonowym etui czy cos to on nadal przy upadku się z tyłu potłucze czy wtedy nic mu nie grozi strasznego? Ogólnie nie potłukłam jeszcze nigdy zadnego telefonu ani ekranu ale wolę zapytać, bo podobno to szklo które #apple tak zachwala wcale nie jest takie mocne więc proszę Was o mozliwie jak najbardziej konstruktywne wypowiedzi (。◕‿‿◕。) z góry dzięki #kiciochpyta #pytanie pokaż całość

  •  

    Robimy mozaike avatarów! ( ͡° ͜ʖ ͡° )つ──☆*:・゚

    Avatar każdego plusującego znajdzie się w mozaice!

    Efekt może być ciekawy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #glupiewykopowezabawy #cronox #chwdwykopapi #heheszki

  •  

    Mireczki, jak to jest, że wczoraj z kolegami rozmawialiśmy przy śniadaniu o firmie "x", której nigdy wcześniej nie wyszukiwałem, nawet jej nie znałem. A dzisiaj rano patrzę, a w proponowanych reklamach na FB właśnie ta firma...

    #kiciochpyta #oszukujo #szpiegujo

    •  

      @Invisible_Spirit jakos podsluchuja, sprawdzilam to, czasem celowo gadam do niebieskiego: sluchaj musimy kupic to i to co o tym myślisz...? " Itd. i bach, są reklamy. Ostatnio nawet niedawno w sobotę mowie do niego i to akurat było nie specjalnie, ze widzialam jakiegos Sprite z małą ilością cukru i kupiłam go z ciekawosci ale i tak slodki i co patrzę? Reklama sprite z mniejszą iloscia cukru...

    • więcej komentarzy (63)

  •  

    Co to jest?

    • 1664 głosy (51.50%)
      Chola
    • 243 głosy (7.52%)
      Cholka
    • 77 głosów (2.38%)
      Helka
    • 1247 głosów (38.59%)
      Cholechka
  •  

    Ciężki temat, ale czasem nie ma innego wyjścia.

    Krótko mówiąc jestem osobą niepełnosprawną, która ma problem ze znalezieniem pracy. Dlaczego? Bo może to być głównie praca zdalna. Jestem chory na mukowiscydozę. W przypadku tej choroby duże skupiska ludzi nie są dobrym miejscem do przebywania z powodów wszelkiego typu bakterii. Stan mojego zdrowia pogarsza się o wiele wolniej od czasu, kiedy jego większość spędzam w domu. Dodatkowo jasno od lekarzy usłyszałem, że praca w biurze mi nie pomoże.

    Aktywnie szukam pracy, ale nie jest to takie proste jak mi się wydawało i mówiąc szczerze z tego powodu jest mi już bardzo źle. Nie chodzi nawet o samą kasę, ale o poczucie bycia niepotrzebnym. Zerowy odzew od fundacji też nie pomaga.

    Może ktoś z Was szuka kogoś do wykonywania jakiejś pracy zdalnej? Jeśli nie to chociaż proszę o zaplusowanie tego wpisu żeby więcej osób go zobaczyło. Jest mi trochę wstyd to pisać, ale co mi pozostało.

    Jeśli chodzi o moje umiejętności:

    - frontend dev, ale na poziomie juniora - kilkanaście zrealizowanych projektów, mam swoją stronkę więc jakby ktoś był zainteresowany to na priva podeślę,
    - analiza danych - skończyłem ekonomię więc kilka prac z wykorzystaniem tej umiejętności napisałem,
    - pracowałem przez pewien czas przy wprowadzaniu danych i wyszukiwaniu hoteli oraz ocenie ich.

    Jeśli będą jakieś pytania to śmiało, odpowiem.

    #praca #pracazdalna #pracait #szukampracy
    pokaż całość

  •  

    Hej Murki, macie moze na to jakiś pomysł? Mimo ze zezwalam aplikacji eset na dostep do przeglądarki to kilka godzin jest ok a po kilku godzinach pojawia sie komunikat tego typu #xiaomi #redmi5plus #telefony #kiciochpyta #pytanie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

    +: twilpls

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika shnitzel

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (6)