Uzupelnilem.

  •  

    48DWR & 49DWR & 50DWR / 5 km ~ Zamieszki

    265 483+5 = 265 488

    Kolejnego dnia gdy odespałem nocne przygody próbowałem rano opuścić hostel. Niestety policjant siedzący w recepcji kategorycznie odmówił mojego wyjścia z hotelu "bo niebezpiecznie", "to dla twojego bezpieczeństwa". 

    Spróbowałem ponownie za kilka godzin wyjść i tym razem miałem odrobinę szczęścia, policjanta nie było. Ale…i tak nie mogłem zdać klucza w recepcji bo Panie ostro protestowały i zabraniały opuścić budynek.

    Po 25 minutach translatorowych przepychanek, wkurzyłem się, krzyknąłem że jadę do Japonii, rzuciłem klucz na ladę, i nie zważając na krzyki kobiet ruszyłem do wyjścia. 

    Wolnością nie nacieszyłem się jednak za długo bo za mną schodami pobiegła pani z ochrony, na dole dosiadła elektrycznego rumaka.. i tak miałem jeżdżące wszędzie za mną moto-komando.

    Musicie jednak wiedzieć że wydajność tych skuterów już po chwili w upale drastycznie spada tak więc po 30 minutach mogą rozwijać max prędkość 10 km/h. Wykorzystałem więc sytuację, uliczka w lewo, prawo, lewo, prawo, zaparkowałem rower w środku skuterów, sam schowałem się w bocznej uliczce i udało się! Moto-komando zgubione!

    Pozostał jednak jeszcze problem opuszczenia miasta, bo w każdym kierunku za maksymalnie 1 km miałem bramki kontrolne. Gdy tak siedziałem i planowałem ucieczkę, z restauracji po przeciwnej stronie ulicy podeszła do mnie właścicielka, wręczyła mi torbę z napojem i hamburgerami mówiąc że to prezent i bym się nie martwił ;) chyba wiedzieli coś o sytuacji. 

    Po posiłku postanowiłem że wykorzystam znajomości z dnia poprzedniego i poprosiłem o pomoc nowe koleżanki. Zjawiły się po pracy, mieliśmy wyjść niezauważeni z centrum ale niestety uszliśmy może z 500 metrów gdy zatrzymał się obok nas oddział policji, koleżanki uciekły, a ja musiałem przejść standardowy zestawy translatorowych pytań.

    Policjanci z 15 minut gdzieś dzwonili by potem powiadomić mnie że nie mogę dłużej pozostać w Xinjiang z powodu zamieszek, a co za tym idzie muszę jeszcze dzisiaj opuścić region.

    Mnie słuchać nie chcieli, a że ciężko dyskutować z oddziałem policji uzbrojonym po zęby to musiałem przystać na ich "prośbę". Proponowali mi powrót do Kazachstanu autobusem z Hami czy opuszczenie Chin samolotem do Polski lub innego kraju. Na szczęście po tym jak wyjaśniłem że kocham Chiny ;>, jadę rowerem do Qingdao i chciałbym wykorzystać wizę do końca znaleźli jeszcze jedno rozwiązanie czyli pociąg do jakiegoś tam miasta, które według nich miałem po drodze ale nie byłem w stanie zrozumieć co wymawiają czy gdzie jest na mapie. 

    Jako że było to najlepsze co mogłem zrobić zgodziłem się i ruszyliśmy w asyście na dworzec. Tutaj dopiero zaczęła się zabawa. W Chinach nie można przewozić rowerów pociągiem więc najpierw dostarczyli mnie do miejsca obok dworca gdzie musiałem przecisnąć rower przez maszynkę do skanowania i nadać. Rowerów się tu nie pakuje bo mają "bezpieczny" transport.

    Potem musieliśmy się wrócić i poddać szczegółowej kontroli. Sprawdzali dokładnie wszystko, co mam w skarpetkach, kieszeniach koszulki rowerowej, co jest w każdej chusteczce higienicznej czy pod gąbeczkami wewnątrz kasku.

    Następnie policjant kupił mi bilet i kazał poczekać do 22 na pociąg. Policja mnie opuściła, pewnie dlatego że i tak nie mogłem wyjść z dworca bez ponownej kontroli.

    Zorganizowałem na szybko cokolwiek do jedzenia i udałem się na właściwy peron, gdzie mimo iż miałem jeszcze kilka godzin do odjazdu pociągu dwukrotnie mnie i tylko mnie kontrolowano i sprawdzano bilet. Chyba nie spodziewali się tutaj białego człowieka ;-)

    Sam przejazd pociągiem to aż 27 godzin z czego udało mi się ustalić że mój rower jedzie do tego samego miejsca ale innym pociągiem, który zjawi się maksymalnie do dnia po moim przyjeździe. Średnio mi się ten pomysł podobał ale cóż na to poradzić. 

    Miejsce w pociągu to krzesełko na 27h siedzenia w przepełnionym chińczykami wagonie, którzy nigdy nie śpią, tylko się kłócą i nieustannie biwakują. Sam siedziałem w towarzystwie 4 Pań, które mnie cały czas dokarmiały i nie przyjmowały odmowy :) 

    W pociągu nie przebijał się żaden sygnał, więc nie miałem gpsa czy internetu aby sprawdzić gdzie jestem. Jechaliśmy jednak okrężną drogą przez wysokie góry, godzinami przez długie tunele.

    Temperatura w nocy spadła na zewnątrz do 6C (jedyna informacja na wyświetlaczu jaką byłem w stanie odczytać :) ), a że sytuacja tak szybko się tego dnia rozwinęła to siedziałem na krótko bez dostępu do swoich rzeczy i nieźle wymarzłem - to jednak spory przeskok z 40C ;) 

    Do celu swojej podróży czyli miasta Zhengzhou dotarłem w środku nocy około 2. Na szybko wynająłem miejsce do spania w chińskiej aplikacji i udałem się z odzyskanymi sakwami do wyjścia. 

    Średnio mi się uśmiechało iść kilka kilometrów z sakwami przez miasto do hotelu ale na szczęście od razu jak wyszedłem z budynku zaatakował mnie korpulentny chińczyk oferując podwózkę taksówką. Na zaproponowaną cenę 30 rmb odpowiedziałem że to blisko i mogę zaoferować maksymalnie 10 rmb. O dziwo kierowca się zgodził, wyrwał mi sakwy z rąk i zaczął prowadzić do swojej taksówki.. czyli elektrycznego skutera. Nie wiem jak się zamieściliśmy z moimi 60 litrowymi sakwami ale wcisnął je jakoś między nogi i pojechaliśmy.

    Pod hotelem gdy przyszło do płacenia wybuchła mała awantura. Kierowca nie chciał przyjąć 10 rmb i krzyczał coś o dolarach. Na szczęście po tym jak podeszliśmy do hotelowej recepcji wszystko się wyjaśniło. Skuterowy taksiarz myślał że zaproponowałem 10 usd ale na jego nieszczęście aplikacja do tłumaczenia głosu w jego telefonie przechowywała historie gdzie miał czarno na białym wypisane 10 rmb. Ze spuszczoną głową, paląc papierosa odjechał w ciemności. 

    Ja poszedłem szybko spać tak aby rano jak tylko wstanę udać się ponownie na dworzec i dowiedzieć się gdzie jest mój rower, co udało mi się załatwić kolejnego dnia z pomocą recepcji. 

    Nie mam jednak pojęcia jak oni transportowali mój rower ale został w wielu miejscach paskudnie odrapany. Chciałem nawet zgłosić reklamację ale znajomi z Chin doradzili aby odpuścić bo to podobno temat za trudny nawet dla chińczyka. Całe szczęście że sprzęt był sprawny i ucierpiał jedynie wygląd. 

    Reszta dnia to odpoczynek i próba ogarnięcia tego gdzie jestem i jak dalej jechać bo przecież trasy z tego miejsca nie miałem, ale też nadchodzący "golden week" trzeba było uwzględnić. Swoją drogą próbowałem się dowiedzieć co to za zamieszki były w Hami ale udało mi się jedynie ustalić że było spokojnie, a miasto wizytowali politycy w związku z przygotowaniami do 70 rocznicy proklamowania komunistycznej Chińskiej Republiki Ludowej. 

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #pociagi #chiny #azja
    pokaż całość

    źródło: 1570891746624.jpg

  •  

    46DWR & 47DWR / 186 km ~ Piekiełko

    255 485+186 = 255 671

    Dzisiejszy dzień zapowiadał się w iście rekordowym stylu ale niestety jak to w Chinach bywa nigdy niczego nie możemy być pewni...

    Pierwszy rekord tego dnia to mój najdłuższy dystans bez przerwy, udało się wykręcić 90 km zanim się zatrzymałem po raz pierwszy. Szczerze mówiąc zrobiłbym sobie przerwę bardzo chętnie wcześniej ale szukałem pierwszego miejsca z cieniem, które nie chciało się za szybko pojawić… 

    Drugi rekord? Zdecydowanie najwyższa temperatura podczas tegorocznej wyprawy. Pustynia nadal pokazuje pazurki i tego dnia było wyjątkowo gorąco… na liczniku widziałem 40.1C

    Po pewnym czasie usłyszałem dziwny dźwięk i nie były to omamy czy halucynacje związane z temperaturą ;) Zatrzymuje się, a z opony wystaje długi drut. Na szczęście opona cała , a jedynie coś się wbiło co wyglądało jak koniec mojej opony. 

    Tego dnia planowałem jeszcze jeden rekord związany z dziennym dystansem. Chciałem dojechać jednego dnia do Hami aby nie musieć nielegalnie zostać gdzieś w górach czy na pustyni.

    Niestety wielki żółty brat miał inne zdanie na ten temat. Jechałem sobie nocą przez góry po prawie pustej drodze z szerokim poboczem i fleszem kamery co jakiś czas.. Co jest swoją drogą zabawne że jedziesz sam przez pustynię/góry w Chinach, ciemno, pusto, zero oświetlenia aż tu nagle znienacka jakaś kamera robi Ci zdjęcie z fleszem. Całe szczęście że nie robią tych kamer na zjazdach bo byłoby niebezpiecznie.

    Po około 184 km w oddali pojawiły się światła. Zgodnie z mapą miał tam być zajazd z restauracją, publicznymi toaletami itd. Niestety im bliżej byłem tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu że są tam również bramki kontrolne. 

    Mimo wszystko dojeżdżam, wybieram skrajną prawą bramkę gdzie zawsze mogę przejechać bez otwierania szlabanu, wzrok na wprost, światło ograniczone do minimum i jadę bez zatrzymywania… udało się! Nikt mnie chyba nie widział, nikt nie krzyczy, więc jadę nie za szybko prostu mając w planie zjechać za 100 m na restaurację ale po lewej stronie na pasie "zieleni" oddzielającym pasy słyszę jakiś dziwny niepokojący szelest. Nagle z lewej strony na środek mojego pasa wyskakuje chiński ninja czyli ubrany na czarno policjant bez żadnego odblasku, w pełni uzbrojony z przewieszoną przez ramię strzelbą, krzyżuje ręce i każe mi się zatrzymać. No prawie go przejechałem bo wyskoczył w całkowitej ciemności. Swoją drogą musiał mieć niezła kondycję aby mnie dogonić z takim ekwipunkiem…

    Dalej to już standardowo, kierują mnie na posterunek, miliony pytań z użyciem smartfonowego tłumacza "Co robisz", "Dlaczego akurat tutaj" itd. by po godzinie wydać wyrok że jest niebezpiecznie i nie mogę jechać dalej bo szykują dla mnie pomoc. 

    Tłumacze i pokazuje że droga pusta z szerokim poboczem, że moja lampka może świecić jaśniej niż samochodowa ale to na nic bo policjanci każą mi czekać w środku bo organizują pomoc. 

    Po kolejnej godzinie okazało się że na drodze zatrzymali przypadkowego kierowcę czegoś w rodzaju holownika i zmusili go aby przewiózł mnie na kolejny posterunek, który poinformowali o "sytuacji". Pan kierowca nie był zbyt rozmowny i wcale mu się nie dziwię ale na kolejny posterunek mnie dostarczył.

    Tutaj nowi policjanci poprosili bym pokazał im do jakiego hostelu w Hami jadę i znowu kazali czekać. Po kolejnej godzinie pojawił się mały policyjny pickup do którego wpakowaliśmy rower i ruszyliśmy w świat.

    Jak często wspominam, w regionie Xinjiang z wiadomych powodów są wszędzie kontrole, bramki i bardzo dużo policji. Jednak Hami bije wszelkie rekordy. Do tej pory takie kontrolne bramki były przy wjeździe i wyjeździe z miasta ale w Hami są w środku miasta i to średnio co 500 metrów… myślę że nawet w Korei Północnej nie ma takich ograniczeń.

    Policjanci wysadzili mnie 300 metrów od hostelu i sprawiali wrażenie ekstremalnie przejętych. Dali mi do zrozumienia że nie odejdą dopóki nie zobaczą jak wchodzę do pokoju. Tłumaczę im już pod hostelem że jestem tutaj za wcześnie i muszę zaczekać do 6 rano bo inaczej skasują mnie za 2 doby.. ale nie chcą słuchać. 

    Na szczęście po przeciwnej stronie ulicy spotykam kogoś kto podaje się za współwłaściciela hostelu i zapewnia policję że trafię do środka. Policja spisuje dane, odchodzi, a tymczasem okazuje się że to tylko kuzyni kuzyna, który tam kiedyś pracował, a pomogli bo towarzystwo bardzo chciało się ze mną napić i pokuszać. W związku z czym do pokoju trafiam dopiero o brzasku. 

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #100km #chiny #policja
    pokaż całość

    źródło: 1570630116076.jpg

  •  

    43DWR & 44DWR & 45DWR / 95 km ~ Ostatnia oaza

    244 760+95 = 244 855

    Dzisiejszy dzień to przejazd przez pustynię w upale, pod wiatr, i w dodatku co chwilę wspinaczka na przecinające drogę czerwone góry 火焰山

    Niezłe kombo ale trud wynagradzają genialne widoki, oazy, oraz buddyjskie jaskinie w których chętnie bym odpoczął gdyby nie barierka na drodze.

    W połowie drogi na bramkach kontroluje mnie policjant, który mimo użycia translatora niewiele rozumie z sytuacji "Jak to jedziesz sam rowerem przez pustynię?" Po godzinie dziwnych pytań wreszcie mnie puszcza i nawet zaoferował uzupełnienie bidonów wodą. 

    Na nocleg dojeżdżam już po 95 km do Shanshan... bo jest to ostatnia oaza na mojej drodze i potem około 350 km przez pustynię bez żadnego miasteczka po drodze.

    Zanim jednak ruszę muszę przymusowo stopować w Shanshan przez 2 dni… okazuje się że czerwone góry są kapryśne i coś się zawaliło na drogę blokując przejazd, a jedyna alternatywa to 555 km objazdu raczej nie po asfalcie ;-)

    Pozdrowienia dla miłych pań ETC z Shanshan!

    #rowerowyrownik #wyprawaramenowa #chiny #drogowka #podroze
    pokaż całość

    źródło: 1569055263869.jpg

  •  

    Początek października a tu już przymrozki? A idź pan w chuj

    #gownowpis

    źródło: 1570343992623.jpg

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika sigma

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (5)