Kiedyś byłem bordowy...

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Nie spodziewałem się wczoraj że mój wpis https://www.wykop.pl/wpis/28502969/ Wywoła takie poruszenie.
    Jestem zaskoczony i jednocześnie przerażony z tego jak się to potoczyło i jaką dyskusję wywołało. Komentarzy i wiadomości dostałem co niemiara i jest tego tak dużo, że postanowiłem zamieścić to w innym wpisie, bo mój komentarz tam zaginie i nic nie wniesie.

    Po pierwsze dziękuje wszystkim wam za miłe słowa, jest mi trochę lepiej, mimo że nadal czuję się źle, bo wrzuciłem moje #gorzkiezale Nie wiem dlaczego, po prostu czuję że nie powinienem był, może ktoś mi to wytłumaczy?

    Wpis będzie tl;dr, ale zanim odpuścisz, chcę abyś przeczytał/a chociaż ten akapit, to ważne:

    Mówicie że życzycie śmierci moim rodzicom. Że powinienem się zemścić, ukarać ich za to co zrobili, lecz ja tego nie zrobię i was też proszę. Współczujecie mi, chociaż tak naprawdę to współczujecie małemu Mirkowi jakim byłem, jaki był skulony i bezbronny wobec okropnych dorosłych, ale nie mi. Większość z was gdyby mnie poznała w prawdziwym świecie, uznałaby by że jestem zjebem, przegrywem, idiotą, ciamajdą, śmieciem. Gdyby nie historia, którą wam opowiedziałem byłbym tak postrzegany przez was. Wiele ta historia zmieniła prawda? Poszlibyście przytulili to dziecko, powiedzieli że wszystko będzie dobrze, ale dorosły ja, współczucia już nie wzbudzam, co najwyżej żałość, złość i wstręt i nie mówcie że nie. Za dużo razy dostawałem po dupie od osób, które chciały mi pomóc...
    A teraz wyobraźcie sobie, że to mój ojciec jest bohaterem takiej historii:
    W dzieciństwie bity i poniżany przez swojego ojca alkoholika, który płacze i kuli się w sobie, ma niewyobrażalne pokłady agresjii, którą w sobie tłamsi, krzyk i wyzwiska są na porządku dziennym. Uwalnia się od ojca patusa mając 18 lat idzie do pracy i sam zaczyna normalnie żyć. Nie zasługuje na współczucie? Nie przytulilibyście tego dziecka i nie powiedzieli mu że wszystko będzie dobrze?
    Zastanówcie się chwilę...
    Potem ten sam dzieciak zakłada rodzinę i postanawia, że nigdy nie będzie jak swój ojciec, że nie będzie pił, że będzie lepszym człowiekiem, jego dzieci będą miały lepszą przyszłość. A koniec końców, sprawia że jego żona staje się przewrażliwiona, ma nerwicę i sama staje sie jego ofiarą. Potem razem tworzą historię jak wyżej, z tą różnicą, że nie piją alkoholu i tutaj skutkiem ich wychowania jestem ja.

    Rozumiem moich rodziców, ale nie akceptuję tego co się stało.

    Rozumiem że chcieli dobrze... Rozumiem że sami też mieli kuku w głowie. Rozumiem...

    Ale tego nie akceptuję.

    Nie zasługują jednak na śmierć, karę ani nic z tych rzeczy jakie napisaliście, oni już zostali ukarani. I jest mi ich żal.

    Chciałbym też powiedzieć, że nie było u mnie aż takiej patologi, żeby łamać ręcę i nogi jak to któryś miras napisał.
    Klapsy były na porządku dziennym i w sumie w mojej rodzinie bliższej i dalszej to było coś normalnego dać po dupie dziecku jak nie chciało słuchać.
    Czasy się zmieniają, a to wszystko było ponad 8lat temu.

    @LeviathanTM twój wpis idealnie oddaje to co mam w głowie. Nie wiecie jak to jest

    miec calkowita fobie spoleczna od lat szkoly podstatwowej? Bac sie wydusic z siebie slowo na forum klasy przy np odpowiedzi? Powodowane ciosem w tyl gowy, az Twoj nos ladowal w pierdolonym zeszycie gdy sleczales nad nim, siedzac przy biurku i podales zla odpoweidz w domu? Wiecie jak to jest uslyszec: "Nie placz wiecej albo jeszcze raz Ci przypierdole"? Czy znacie to uczucie gdy Twoja pierwsza dziewczyna pyta sie czy te pregi i slady po krwiakach wygladajace jak biale paski (czyt. blizny) na biodrach, udach i dupie to rozstepy, chociaz od malego byles wysoki i chudy jak szczapa? Wiecie jak to jest rozsypac sobie kilka pierwszych zwiazkow przez swoje niekontrolowane wybuchy gniewu i brak zaufania do kogokolwiek?

    Za bardzo to widzę, za bardzo widzę to jaki jestem i że cykl ten będzie trwał nadal, widzę błędy moich rodziców, widzę co mi zrobili, chcę być lepszy, ale wiem że zrobię to samo co dziadek i ojciec. Wiem o tym... Te niekontrolowane wybuchy tylko mi to uzmysławiają i widze w sobie mojego ojca.
    Będę takim samym człowiekiem.

    Tak w ogóle ten komentarz mi uzmysłowił, że to co mam na udach to wcale nie muszą być rozstępy...

    Jeżeli chcecie wiedzieć co było potem to proszę: Poszedłem do liceum i zacząłem trenować bieganie. Nie dlatego że mnie to ciekawiło lub chciałem uprawiać sport, ale dlatego żeby być w domu jak najmniej. Dostałem dofinansowanie, zamieszkałem w internacie i żyłem, biegałem, chodziłem do szkoły. Miałem trenera, swoją grupę, jeździłem na obozy, zawody.
    ,,Sport kształtuje charakter" gówno prawda, byłem tam tak samo gnojony i poniżany jak przez wszystkie lata edukacji, mimo wyników. To kim ludzie mnie widzą ciągnie się za mną jak smród w gaciach, zawsze jestem najniżej w hierarchi, zawsze sam, zawsze z boku. Musiały minąć dwa lata, żebym się normalnie odzywał do paru osób. Po maturze wyjechałem za granicę, mimo że chciałem iść na studia to jednak nie mógłbym znieść tego, że moi rodzice mnie utrzymują...
    Tak w ogóle przed maturami się rozwiedli, ojciec się wyprowadził, a ja mieszkałem z matką. Skończyłem trenować i po skończonej szkole cieszyłem się moimi ostatnimi wakacjami w życiu: grając w gry. To chyba był pierwszy raz kiedy zawierałem jakieś znajomości. Grałem w cs i miałem paru znajomych, z którymi w sumie spędzałem całe dnie online. Od czasu do czasu słuchałem że jestem beznadziejny od mojej mamy, ale trudno.
    Po którejś kłótni zaczęła się na mnie drzeć, że zawiodłem ją, nie dostanę się na żadne studia, jej koleżanki mają wnuki, a ona co? Czym los ją tak pokarał?
    Stwierdziłem wtedy, że się wynoszę, poinformowałem tylko rodzinę że wyjeżdżam i chuj mnie wszystko obchodzi. Jak szukałem ofert pracy za granicą, odezwała się moja rodzinka z UK i powiedzieli, że mnie przyjmą do siebie i że u wujka w robocie szukają ludzi.
    Tydzień później już pracowałem w UK i tak sobie żyję do teraz. Mam mieszkanie, jestem sam, a z rodzicami rozmawiam okazjonalnie i do domu wracam raz na rok.
    Historia jest dłuższa i w sumie też przykra, ale nie mam dziś ochoty rozpamiętywać liceum, treningów, pracy... Mało dobrego, dużo złego.
    Tak w ogóle to później przyszedł do mnie list, że się dostałem.

    Chciałbym też powiedzieć, że moja mama nie podniosła na mnie ręki. Próbowała rozmowy, a raczej monologu, bo w sumie zawsze bałem się odezwać. Za byle co mogłem dostać karę, lub od ojca paskiem. Małe epizody w moim życiu kiedy się do nich otwierałem zawsze wspominam źle, bo potrafili wszystko potem wykorzystać przeciwko mnie, nawet jeśli nie od razu, to w następnym dniu, tygodniu etc. Byli strasznie pamiętliwi.
    Były więc monolgi, krzyki. My chemy dla ciebie dobrze. Nie chcemy byś skończył jak my...
    Przestałem się uczyć, bo miałem dość ich zachowania, bo chciałem zwrócić na siebię uwagę, a oni mi pokazali, że potrafią być jeszcze gorsi.
    Wypomniałem to matce. Stwierdziła, że nie wiedziała o tym że ojciec mnie bił.
    I nie wiem czy ja wymyśliłem to sobie, mama zakłamuje to co się wydarzyło, czy po prostu to jest takie wymuszenie na mnie wyparcia
    Anonimowy Mirek Naga Waga opisał jak to jest u niego:

    Kilka miesięcy temu opisywałam dokładnie to samo. Rodzice tłukli mnie za oceny niższe niż 5. Na szczęście ja miałam jaja i się wyprowadziłam po 16 r.ż. . Ojciec zdechł, matka siedzi sama i mnie co jakiś czas szuka i prosi o pomoc, jakoś sobie nie przypomina żeby mnie biła ale dziwne że jak rozmowa zejdzie na ten temat jakoś się nagle rozłącza. Ja skończyłam studia i pracuje w zawodzie. Szczam na nią teraz, przez nią mam blizny na rękach i nogach i muszę wymyślać idiotyzmy.

    Moja się nie rozłącza, a zaczyna na mnie krzyczeć, co jak już mówiłem sprawia że kulę się w sobie i mówię że tak, byle tylko przestała. Nie jest to krzyk i podnoszenie głosu, to jest jak krzyk złości i strachu jednocześnie: nie mam słowa by to opisać: ten krzyk jest straszny i mam wrażenie, że wypiera te wydarzenia, żeby nic nie zakłuciło jej obrazu idealnej rodziny jaki utrwalił się jej w głowie.
    Jakoś dziwnie zawsze wychodziła przypadkiem z domu kiedy to się działo... Pamiętam scenę jak podeszła do ojca i mówiła mu, żeby był cicho, bo sąsiedzi usłyszą. Potem gdy ją o to zapytałem, stwierdziła że chodziło o to by ze mną rozmawiał jak ojciec z synem i żeby nie krzyczał tylko rozmawiał ze mną.
    To już nieważne. A może jednak jest?
    Wyrzucam z siebie wszystko jak leci Mirki, naprawdę źle się czuje.

    Miałem kilka razy szansę na związek.
    Wiecie jak to jest, kiedy spotykacie się z kimś i wiecie że może coś z tego być? Ciągle jednak z tyłu głowy słyszysz że jesteś beznadziejny, że będziesz jak twój ojciec i skrzywdzisz ją prędzej czy później? Bądź jej nie obronisz, gdy ktoś nazywa ją suką, kiedy wiesz że ją zawiedziesz gdy będzie cię potrzebować, kiedy wiesz że nie będziesz nigdy dla niej wsparciem, kiedy wiesz że nie dasz nawet rady jej zaufać w 100%, kiedy wiesz, że ta pełni życia dziewczyna w przyszłości może zostać ofiarą kata?
    Mimo że miałem kilka razy szansę, dawałem sobie spokój, dla ich dobra... Za bardzo ją kochałem, żeby z nią być.
    Czasami o tym myślę, jakim zjebem jestem...
    Nie mam zakładania rodziny w planach, ani teraz, ani nigdy.

    Zerwałem z moim nałogiem Mirki, mam bardzo dużo czasu na myślenie, co się stało, dlaczego taki jestem i czemu mnie to spotkało.
    Parę miesięcy temu wierzyłem że każdy jest kowalem swego losu, tak mi mówiono. Wierzyłem że to moja wina to wszystko co się działo, wierzyłem że to ja zmieniam ludzi w katów, histeryków. Zresztą... może naprawdę tak robię.

    Za parę tygodni idę na terapię. Muszę. Chcę.

    Bo jedyną alternatywą jaką widzę jest śmierć...

    pokaż spoiler Wołam: @stuleja_zlosliwa, @Agent_M, @Pantegram, @OstraSriracha, @Sebgat, @76048470876521966295577666560516548, @Sferor, @3330235, @duloipz, @taragui, @Greensy, @CorniMati, @Kapitalis, @Laiden, @adamm108, @RogaleTV, @DewJan, @bkwas, @apoco88, @Fiszek, @SpokojnyLudzik, @pan_kemyt, @Terorozec, @d4ny, @Siwulek, @Czeresnik

    #depresja #nerwica #przegryw #tfwnogf #patowyznanie

    PS. Nikomu w swoim otoczeniu nigdy o tym nie opowiadałem.
    Nie ufam nikomu

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Asterling
    pokaż całość

    •  

      ma być uszczypliwe pytanie, tylko naprawdę mnie ciekawi jak katolicy rozwiązują ten paradoks wszechmocy Boga i ludzkiej wolnej woli.

      @PyszneBuleczki: nie jestem katolikiem, niektórzy będą mnie nazywali prostestantem. No ale z punktu widzenia Biblii jest to tak:
      Owszem Bóg jest wszechmogący, ale dał w dziedzictwo i panowanie ziemię człowiekowi.
      W I rozdziale Biblii jest tak napisane:
      1:26 Potem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas i NIECH PANUJE nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad bydłem, i nad CAŁĄ ZIEMIĄ, i nad wszelkim płazem pełzającym po ziemi.

      Jezus również mówił do ludzi "jesteście bogami" co oznaczało tę władzę na ziemii.

      Myślę, że jest to dosyć dobrze wyjaśnione w tym artykule, to jeden z moich ulubionych nauczycieli biblijnych :) jeśli angielski to problem, to postaram się znaleźć coś innego (albo sam przejrzyj listę jego artykułów przetłumaczonych na polski http://ibog.pl/andrew-wommack/)
      http://www.awmi.net/reading/teaching-articles/sovereignty_god/
      pokaż całość

    •  

      @SpokojnyLudzik: ponieważ Bóg jest w trzech osobach. Ojciec, Jezus i Duch Święty.

    • więcej komentarzy (51)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika sugr

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.