Lubię: konkrety, rozsądek, wolność, statystykę i liberalizm Nie lubię: radykalizmu, populizmu, Frondy, PiS

  •  

    Opinia "eksperta" na temat głosowania młodych ludzi, Holecką zatkało XDDDDD
    #wybory #tvpis #bekazpisu

    źródło: streamable.com

  •  

    Wiecie co jest najgorsze? Że to były ostatnie wybory w Polsce, w których młodzi ludzie mieli jeszcze coś do powiedzenia. Za pięć lat i później liczba starych będzie tak przewyższała liczbę młodych, że przysłowiowe stare baby wybiorą sobie kogo chcą, nawet jeśliby ten zawodnik obiecał ZUS na poziomie 5 tys. na miesiąc żeby tym starym babom rozdać 15 emeryturę.

    Według wyników exit poll poparcie w grupach wiekowych kształtuje się tak:
    18-29 RT 64,4 AD 35,6
    30-39 RT 55,4 AD 44,6
    40-49 RT 55,2 AD 44,8
    50-59 RT 40,9 AD 59,1
    60+ RT 38,3 AD 61,7

    W tym roku liczba ludności wg wieku wygląda tak:
    18-29 5,1 mln
    30-39 6 mln
    40-49 5,8 mln
    50-59 4,6 mln
    60+ 9,9 mln (!) - samych 60-latków jest 5,2 mln

    Za 5 lat będzie tak:
    18-29 4,5 mln (-0,6 mln)
    30-39 4,6 mln (-1,4 mln)
    40-49 6,2 mln (+0,4 mln)
    50-59 4,9 mln (+0,3 mln)
    60+ 10,4 mln (!) (+0,5 mln)

    Zróbmy symulację. Załóżmy, że za 5 lat będzie podobna walka z podobną frekwencją (68%) i takimi samymi wynikami. Wtedy RT ma 48,5% głosów, a AD 51,5%. Nawet gdyby do urn poszli WSZYSCY poniżej 40 roku życia, Andrzej Duda dalej wygrywa 30 tys. głosów z RT (zakładając, że poparcie dla kandydatów w tej grupie wiekowej się nie zmienia).

    Pogratulujcie swoim babciom, dziadkom i rodzicom. Za 5 lat na jednego emeryta będzie 1,5 osoby pracującej, a dodatkowo ten emeryt będzie głosował przeciw waszym interesom, a wy nie będziecie mieli szans go przegłosować.

    #polityka #wybory #bekazpisu #dobrazmiana #andrzejduda #pis #neuropa #4konserwy
    pokaż całość

  •  

    MIKROBLOG Z USA - JAK SIĘ GŁOSUJE W OJCZYŹNIE DEMOKRACJI?

    #ameryka #usa #polityka #neuropa #4konserwy #wybory + nowy hashtag do obserwowania: #slonzokwameryce :)

    Dzisiaj głosowanie w wyborach na prezydenta RP (w USA Polonia głosowała już wczoraj, z powodu różnicy czasu). Z powodu terminu wakacyjnego oraz pandemii koronawirusa głosowanie to jest inne niż zwykle. Przede wszystkim pojawiły się problemy z kartami do głosowania za granicą oraz w miejscowościach turystycznych oraz wprowadzono nowe zasady, zgodnie z którymi osoby starsze, niepełnosprawne i kobiety w ciąży mają mieć pierwszeństwo przy głosowaniu. Wielu komentatorów i internautów zauważyło, że oba te zjawiska uderzają najbardziej w kandydata opozycji. Pierwszeństwo wg nowych zasad ma bowiem połowa (!) wyborców i to ta połowa, która jest bardziej skłonna głosować na urzędującego prezydenta. Z kolei za granicą, np. w USA, dziwnym trafem dopuszczono głosowanie bezpośrednie w komisjach, gdzie wygrywa Andrzej Duda (Chicago i Nowy Jork), a komisje głosujące na Rafała Trzaskowskiego (Los Angeles, Houston, Waszyngton) mogą to robić tylko korespondencyjnie.

    Nie oceniam, czy zostało to zrobione specjalnie czy nie. Ale jeśli zostało to zrobione specjalnie to ma to swoją nazwę - voter suppression. I w tym wpisie na przykładzie USA pokażę, co to jest i dlaczego jest stosowane.

    [1] Co to jest voter suppression?

    Voter suppression ("tłumienie wyborców") to strategia mająca na celu wpłynięcie na wyniki wyborów przez zniechęcanie lub uniemożliwianie niektórym grupom społecznym głosowania. W zasadzie jest to więc strategia obmyślona na obniżanie frekwencji, ale tylko wybranych grup.

    Historycznie w USA, voter suppression polegała na fizycznym niedopuszczaniu niektórych ludzi (np. czarnych) do lokali wyborczych, albo zastraszaniu ich, jeśli chcą zagłosować. Nieco później proceder zrobił się nieco bardziej wyrafinowany. Do lat 60-tych w południowych stanach USA istniał szereg praw dyskryminujących czarnych poprzez np. podatek od głosowania (biednym białym refundację oferowali stojący w kolejce urzędnicy), testy inteligencji (komisja miała prawo zażądać zdania takiego testu - testy te były zaprojektowane na to, że nie da się ich zdać) czy "grandfather clauses" (w skrócie chodziło o to, żeby odmówić głosowania biednym i analfabetom poprzez nowe prawo, przy czym białych wykluczono na podstawie tego, że przed emancypacją niewolników ich dziadkowie mogli głosować, więc było to ich "prawo nabyte").

    Takie coś jest dzisiaj w USA już nielegalne, ale dalej zostawia to szerokie pole do popisu do innych działań.

    [2] Jakie są przykłady voter suppression dzisiaj?

    Największy obszar działania tego procederu jest obecnie wokół identyfikacji wyborców. W USA nie ma czegoś takiego jak dowód osobisty. Z tego powodu historycznie nie trzeba było przedstawiać żadnego dowodu tożsamości przy głosowaniu - po prostu przychodziło się do lokalu, mówiło się swoje imię, nazwisko i adres i na tej podstawie wydawano karty do głosowania. Dla Europejczyków jest to bez wątpienia dziwne, ale w USA wiele rzeczy dalej załatwia się "na słowo", bez żadnego dowodu.

    Szybko jednak Partia Republikańska (GOP) spostrzegła się, że to doskonałe narzędzie do zastosowania voter suppression. Tutaj pojawia się ciekawa demografia wyborcza USA. Wyborcy GOP to całe spektrum dochodów, ale geograficznie zazwyczaj mieszkają na wsi lub w małych miastach (biedni) oraz na przedmieściach (klasa średnia i bogaci). Wyborcy DEM to też całe spektrum dochodów, ale zazwyczaj mieszkają w miastach (biedni i bardzo bogaci) oraz na przedmieściach (klasa średnia i bogaci). Nie trzeba myśleć specjalnie mocno by domyślić się, że nawet najbiedniejsi wyborcy na wsi mają prawo jazdy, bo muszą jakiś 30-letnim pickupem dojechać do pracy, kiedy równie biedni mieszkańcy miast na tym prawie jazdy i samochodzie zaoszczędzają, bo mają (słaby, ale jednak) transport publiczny. GOP w wielu stanach, w których rządzi, wprowadził więc nowe prawa wymagające dowodu ze zdjęciem przy głosowaniu, bo wie, że wielu wyborców DEM takiego dowodu zwyczajnie nie ma. Nawet gdyby chcieli zrobić prawo jazdy, to nie jest to takie łatwe w USA - czego sam doświadczam, bo jutro wreszcie mam ten test (po pół roku czekania!). Sam test jest tani, ale kolejki są ogromne, a dodatkowo inaczej niż w Polsce, trzeba samemu dostarczyć samochód. Jeśli ktoś nie ma auta w rodzinie to jest to wydatek minimum 150-200 dolarów (zakładając, że nie ma się żadnych jazd!), bo wypożyczalnie nie pozwalają na testy, a tyle kasują szkoły nauki jazdy.

    W niektórych stanach zrobili to jeszcze bardziej perfidnie. Wiadomo, że studenci (i ogólnie młodzi ludzie) za Republikanami w USA nie przepadają, ale nawet jeśli nie mają prawa jazdy, to mają legitymację studencką. Co więc zrobili teksańscy Republikanie? Wykluczyli legitymację studencką jaką akceptowalny dowód tożsamości, za to włączyli np. pozwolenie na broń. Na kogo głosują zwolennicy broni też przekonywać chyba nie muszę :)

    Niedawno rząd federalny wprowadził nowe prawo, zgodnie z którym można ubiegać się o tzw. Real ID, czyli coś w rodzaju naszego dowodu osobistego, bez jednoczesnego ubiegania się o prawo jazdy. Pomogłoby to wielu osobom w zdobyciu niezbędnego dowodu tożsamości. Co więc zrobili Republikanie w Teksasie? Zamknęli 87 oddziałów DMV (Department of Motor Vehicles - tam można o te Real ID aplikować), wszystkie w rejonach zamieszkiwanych głównie przez Latynosów lub czarnych. Oczywiście celem było utrudnienie - a w wielu przypadkach uniemożliwienie - zdobycia takiego dowodu tożsamości, a tym samym uniemożliwienie głosowania.

    Inny przykład to zabranianie rejestracji w dniu wyborów, nieotwieranie punktów wyborczych w dzielnicach zamieszkanych przez mniejszości etniczne czy usuwanie ze spisu wyborców na podstawie np. podejrzenia zmiany adresu przez wyborcę. Do tego dochodzi - chociaż nie jest wliczany w voter suppression - gerrymandering, czyli takie wyznaczanie okręgów wyborczych, żeby wpłynąć na ich wyniki.

    [3] Dlaczego to Republikanie stosują voter suppression?

    Na początek trochę zaprzeczę pytaniu w tytule - Demokraci również stosują voter suppression, ale praktycznie tylko wewnątrz własnej partii przy prawyborach. Zazwyczaj zależy im na ograniczeniu liczby głosujących na kandydatów mocno lewicowych takich jak Bernie Sanders czy AOC, więc ograniczają godziny otwarcia lokali tak, żeby ci głosujący nie mogli w nich wziąć udziału (bo są w pracy). Dobrym przykładem były prawybory w Iowa (wygrał mój ulubieniec - centrysta Pete Buttigieg), gdzie godziny otwarcia lokali skutecznie uniemożliwiły wzięcie w nich udziału dla wielu osób zatrudnionych w sektorze usług.

    Z tym wstępem wróćmy jednak do wyborów powszechnych i ogólnokrajowych lub ogólnostanowych. Żeby zrozumieć, czemu to Republikanom zależy na ograniczaniu liczby głosujących trzeba cofnąć się do lat 60-tych. W połowie lat 60-tych Demokraci, który byli wtedy partią białych rasistów i wielkiego biznesu, szczególnie na południu, nagle zmienili strategię i zaczęli wspierać ruch na rzecz praw obywatelskich. W kilka lat zdobyli poparcie z jednej strony Afroamerykanów na południu, a z drugiej robotników w miastach przemysłowej północy. Republikanie nagle musieli zacząć rywalizować o tych samych wyborców, więc zdecydowali się zmienić strategię i zawalczyć o - teraz osieroconych - rasistów z południa. W amerykańskiej polityce nastąpiło niemal idealne przebiegunowienie. Niemal, bo jednak wiele Republikanów na północy pozostało wiernych wcześniejszym ideałom partii. Niemniej jednak, z biegiem lat i rozwojem środków masowego przekazu okazało się, że wyborcom w Kalifornii niekoniecznie podoba się, że głosują na partię, która w Alabamie głosuje za segregacją rasową. Republikanie odkryli jednak, że połączeniem religijności i lekkiego rasizmu mogą wygrywać wybory i zdobywać nowe grupy społeczne, np. katolików w miastach przemysłowej północy.

    Ta strategia działała świetnie, ale w pewnym momencie amerykańskie społeczeństwo "dogoniło" zachodnią Europę pod kątem braku religijności i zorientowało się, że nieszczególnie odpowiada im partia, która domaga się modlitw w szkołach, zakazu aborcji czy związków homoseksualnych. W tym samym czasie popularność zdobywa Fox News, a Republikanie orientują się, że mają bazę wyborców, którzy zagłosują za nimi "no matter what", a resztę ciężko zdobyć (szczególnie, że coraz więcej z reszty to wyborcy nie-biali, którzy pamiętają im rasistowskie zagrania). Zmienili więc strategię i skupili się na dogadzaniu tej bazie i szykanowaniu wszystkich innych wyborców. Z każdym rokiem jednak ta baza maleje, więc z każdym rokiem tam, gdzie jeszcze mają władzę, coraz bardziej się głowią jak by tu ograniczyć liczbę głosujących na Demokratów.
    pokaż całość

    źródło: trofire.com

  •  

    To się robi coraz mniej normalne. PiS swoją prymitywną propagandą pierze mózgi starszym osobom, które całość informacji o świecie czerpią z telewizji, co zaczęło poważnie odbijać się na mojej rodzinie.

    Babcia jak się dowiedziała, że w pierwszej turze poparłem Hołownię, a w drugiej poprę (z bólem) Trzaskowskiego, to popłakała się i nazwała mnie zdrajcą ojczyzny... ( ಠ_ಠ) Nie powiedziała tego z wyrzutem czy nienawiścią, a autentycznym żalem i przerażeniem.

    Bo jak to, przecież PiS pomaga dzieciom, emerytom, nawet przedsiębiorcom takim jak ja pomógł. Duda to dobry i inteligentny człowiek. A PiS to najlepszy rząd w historii i cały świat nam zazdrości.
    Jprdl :/

    #wybory #polityka #bekazpisu #wkurzylemsie
    pokaż całość

    •  

      @pokustnik: mam niestety bardzo podobne doświadczenia z moją rodziną. Moja rodzina zawsze była pisowska, ale to, co się dzieje w ostatnich latach przechodzi ludzkie pojęcie. Mój tata był za PiS-em (a może inaczej - był przeciw PO), ale potrafił się też z nich śmiać, szczególnie, że mój dziadek był wielkim pisiorem, a mój tata lubi go przedrzeźniać. Ale potem ojciec miał roczną przerwę w pracy, podczas której cały dzień siedział i oglądał telewizję i czytał portale internetowe, i to go kompletnie zmieniło. Teraz jak tylko skrytykujesz PiS od razu rzuca się na ciebie z agresją, oskarża cię o wspieranie "bandytów z PO" itd. Moja matka rzuca przykładami, że zna X albo Y, którzy popierają PO i są niedobrymi ludźmi. A Z to już w ogóle, doktor, przyjmuje prywatnie, a nie wystawia paragonu. Na moje pytanie - to czemu go nie zgłosisz? - odpowiedź brzmi "ta, jasne". Moja babcia z kolei nie ma już normalnych komplementów - kiedyś kupiłem sobie nowe okulary, na co usłyszałem nie żadne "ładnie ci w nich wnusiu", tylko "wyglądasz tak ładnie jak nasz premier Morawiecki".

      Najgorsze jest to, że demografia w Polsce jest taka, że jest znacznie więcej starych niż młodych ludzi, a dodatkowo starzy częściej chodzą do urn. Według mnie są tylko dwie szanse na odsunięcie PiS od władzy. Pierwsza to odwrócenie się od PiS Kościoła. Prawdopodobieństwo oczywiście bliskie zeru, ale starzy ludzie naprawdę słuchają księży i biskupów, więc zrobią cokolwiek ci nie powiedzą. Druga jest bardziej skomplikowana - osoby popierające PiS muszą być dotknięte negatywnymi skutkami ich rządów. Ten błysk zobaczyłem u mojej babci niedawno z okazji koronawirusa. Mieszkamy w miejscowości górniczej, liczba zarażonych rosła, zarażeni zostali pierwsi znajomi czy sąsiedzi, a w TV premier i minister zdrowia mówili, że epidemia jest już opanowana. To był jedyny raz, kiedy słyszałem moją babcię krytykującą rząd. Myślę, że podobnie było w przypadku tego biednego Sebastiana z Seicento, w którego wjechała Beata Szydło. Idę o zakład, że on popierał PiS dopóki nie zderzył się z machiną tej władzy.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (62)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika szyy

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.