•  

    Zmusiliście mnie plusami, czego się nie spodziewałem, to macie. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    W nazwiązaniu do (+tl;dr):
    https://www.wykop.pl/wpis/36711965/bywam-na-wykopie-od-ponad-6-lat-i-troche-sie-tu-go/

    Z perspektywy czasu czuję się teraz jak debil i ciężko będzie Wam skomentować to w sposób, w który bym już o tym nie pomyślał. Co prawda nie uważam siebie za skończonego kretyna, ale przez tę pieprzoną chemię mam wodę z mózgu i niektóre decyzje może nie były racjonalne, choć takie się wtedy wydawały.
    Mam 23 lata. Ona, nazwijmy ją, Ewa, ma obecnie 20. Poznaliśmy się ponad dwa lata temu (czyli ona miała ~18, ja ~21), w sierpniu 2016 przez internet. Ta część nie jest istotna, istotny jest fakt, że dzieli nas od siebie ponad 500 kilometrów w obrębie Polski. Dla mnie ta kwestia była jak najbardziej do przeskoczenia, mam prawko, miałem wolny czas do dyspozycji... ale zacznijmy od początku.

    Może najlepiej od samego faktu, że wtedy byłem jeszcze przed rozpoczęciem swoich studiów, wyjechałem ze swojego rodzinnego miasta, nie miałem kontaktów ze znajomymi z liceum i jestem typem raczej introwertyka, czy tam aspołecznika jak wolicie, mało piję, więc rzadko bywam w większym gronie ludzi gdzieś na imprezach, chociaż nie stronię całkiem od grup czy wyjść na miasto. Nie miałem też dziewczyny, bo nigdy nie zależało mi na zaliczeniu którejkolwiek laski i zwyczajnie nie trafiłem na nikogo w swoim typie.

    Do czasu...

    Sierpień 2016.
    Wpadliśmy na siebie przypadkiem. Było już po północy, koło drugiej. Pisaliśmy do wschodu przez kilka godzin. Było przyjemnie. Rozmowa szybko nabierała tempa kiedy znajdowaliśmy między sobą co raz więcej podobieństw, ale nie było to absolutnie nic co zwiastowałoby znajomość dłuższą niż typową dla takiej formy poznawania ludzi - kilka dni, góra tygodni.
    Czasami pisaliśmy przez większość dnia, czasami nie odzywaliśmy się do siebie przez kolejnych kilka zajęci swoimi sprawami.
    Pierwszy raz poczułem większą ciekawość gdzieś w listopadzie. Wtedy pierwszy raz przeszła mi przez głowę myśl, żeby się może spotkać. No ale, że zaczęły się studia a ona chodziła do szkoły, też nie chciałem tak na wariata wszystkiego robić, zaraz święta, pomyślałem, że poczekam i zaproponuję po nowym roku, może na ferie zimowe, nie wiem, nie myślałem nad tym wtedy tak dokładnie, cieszyłem się samym faktem, że mieliśmy dobry kontakt.

    Styczeń 2017
    Zaproponowałem spotkanie. Pół żartem, pół serio. Coś przebąknęła, nie było entuzjazmu. Pomyślałem, ok. Poczekam.

    Luty 2017
    Przyznała się, że poznała kogoś w sylwestra i się z nim spotyka od dwóch miesięcy. Załamałem się. Znaliśmy się dobre 5 miesięcy, pisaliśmy niemal dzień w dzień od dłuższego czasu, byłem zły, że nie przyznała się od razu, akurat kiedy od początku roku zacząłem intensywnie myśleć o planach spotkania i jakoś się tak po prostu w to wszystko zaangażowałem. Argumentowała to tym, że nie chciała stracić ze mną kontaktu, ale skoro zacząłem proponować jej spotkanie, to zrozumiała, że czas najwyższy sytuację wyprostować. Ok. Zrozumiałem.

    Tylko, że dla mnie było za późno. Tu był największy błąd jaki popełniłem, bo mogłem odpuścić i o niej zapomnieć, ale chciałem zawalczyć. Powiedziałem sobie, że choć ten jeden raz nie odpuszczę i zobaczę co dalej, że będę wytrwały do samego końca. Wciąż mieliśmy świetny kontakt, ona była bardzo ucieszona z faktu, że dalej ze sobą piszemy. Jasno zacząłem dawać jej do zrozumienia, żeby podjęła decyzję i przedstawiła mi sytuację jasno, bo nie wiem co mam robić a nie chcę, żeby "została moją przyjaciółką". Nie chciałem naciskać, mimo, że groziłem zerwaniem kontaktu, ale zbyt uwielbiałem z nią pisać, więc czas mijał.

    Maj 2017
    Powiedziała, że idzie z nim zerwać. Pamiętam, że wtedy autentycznie pojawiły mi się łzy w oczach, pierwszy raz od czasów kiedy dostawałem po dupie od ojca. Opłaciło się tkwić. Dałem radę. Teraz już z górki.

    Tu tego wszystkiego nie streszczę, ale wszystko o czym pisaliśmy, to z jakim zaangażowaniem odpowiadała, jak dokładnie wychwytywała każdy detal moich wypowiedzi, to jak czuła była, jak zachwycała się najmniejszymi drobnostkami... do dzisiaj jak o tym myślę zastanawiam się, czy kiedykolwiek poznam jeszcze kogoś takiego jak ona. Bardzo często pisaliśmy do 3-4 nad ranem kiedy następnego dnia musiała wstać na zajęcia. Wracając...

    Powiedziała, że z nim zerwie. Kilka dni później była wolna. Od tej pory cały czas proponowałem spotkania. Najpierw nie miała czasu, bo szkoła, egzaminy, poprawki, no ok.

    Lipiec 2017
    Okazało się, że jej rodzice mieli wgląd w nasze wiadomości (potwierdzone rozmową jej z nimi, którą mi wysłała, czyli nie żadna ściema). Pokłóciła się z nimi. Sytuacja chora, ale temat jej rodziców to zupełnie inna sprawa. Nie wnikam, ludzie są różni. Ich rodzice to najmniejszy kłopot, przecież chcę być z Ewą, nie z jej rodzicami, ale dobra. Zacząłem się wkurzać. Dalej było tylko gorzej. Ja nie miałem zamiaru przyjeżdżać do niej i nocować w jakimś hotelu tylko dlatego, że ma dziwnych rodziców. Ona nie mogła przyjechać do mnie, bo rodzice nie chcieli jej puścić. Sytuacja patowa.

    Wtedy trochę zeszło mi ciśnienie i stwierdziłem p####olę. Jak chce to niech przyjeżdża, bo już i tak mi numer wywinęła ze swoim chłopakiem. I znowu postawiłem jej ultimatum. Powiedziałem, że jeśli jej na mnie zależy, to niech do mnie przyjedzie. Kombinowała jak mogła, szukała tras pociągów, wysyłała mi nagrania głosowe rozmów ze swoimi rodzicami, żeby ich przekonać na przyjazd... a czas mijał.

    W międzyczasie okazało się, że się po prostu uzależniłem od kontaktu z nią. Nawet jak stwierdzaliśmy, że dajemy sobie spokój, wracałem po tygodniach licząc na poprawę sytuacji. To w pełni mój błąd. W kółko dawałem jej kolejne szanse. Sytuacja pogarszała się z miesiąca na miesiąc. Nic nie zapowiadało na to, żebyśmy się spotkali, przestałem wierzyć w jej obietnice na to, że na pewno się u mnie pojawi. Byłem na siebie zły, że nie potrafię tego zakończyć. Nie chciałem jej stracić. Naprawdę tego nie chciałem.

    Luty 2018
    Było źle. Ciągle się kłóciliśmy, czasami tylko pojawiały się dni, w których było 'jak dawniej'. Cholernie przyjemne momenty.

    I nagle przyznała się, że kłamała. Wcale z nim nie zerwała. Cały czas była w związku. Skłamała, bo wiedziała, że w innym przypadku odejdę. Chociaż to taka najbardziej oficjalna wersja. Powtarzała, że to wszystko było dla niej 'zbyt wiele', że nigdy by się nie spodziewała takiego związania z kimś poznanym online. Ja też.
    W życiu nie miałem takiej mieszanki uczuć jak wtedy. Byłem akurat w domu, ale nawet nie miałem jak się na nią wydrzeć. Zlał mnie zimny pot, bo zdałem sobie sprawę, że przez 14 miesięcy pieprzyła się z innym gościem podczas gdy ja siedziałem po nocach pisząc jej te wszystkie pieprzone tekściki, żeby było jej miło. 14 miesięcy, podczas których odmawiałem chodzenia na randki z innymi, w których ona spędzała sobie z nim czas w najlepsze.

    Podjęła logiczną decyzję. Znalazła kogoś na miejscu, z kim mogła spędzać czas, bo ja byłem daleko i dla niej nieosiągalny. Rodzice, szkoła, już raz była w związku na odległość, nie chciała spotykać się tylko kilka razy do roku. Jak tłumaczyła, on był dla niej ciałem, ja całą resztą, której nie miała od niego. Im dłużej wstrzymywała się z przyznaniem, tym trudniej było jej to zrobić. Staram się być obiektywny w tej sytuacji, ale dla mnie i tak najgorsze jest to, że wykorzystała jedyną rzecz, którą jej bezgranicznie powierzyłem. Zaufanie. Od początku mówiłem, że najbardziej cenię szczerość i taki też byłem w stosunku do niej. Chociaż przyznaję, że szczegółów z jej życia znam naprawdę, naprawdę wiele. Nie mogę powiedzieć, że nie była wobec mnie otwarta. Ale nie była szczera. Wszystko runęło. Całe życie wszyscy mi mówią, że jestem opanowanym człowiekiem, nikt nigdy nie widział mnie wkurzonego. I wtedy to we mnie pękło.

    Wylałem na nią wiadro pomyj. Złość zbierana przez całe życie wylała się w tym jednym momencie. Zjechałem ją od góry do dołu, za co potem oczywiście przepraszałem. I znowu. I znowu. Puściły mi nerwy, do tego momentu w życiu nawet nie wiedziałem, że jestem w stanie z siebie wyprodukować tak przykre słowa. Wszystko przyjmowała z pokorą. Nigdy nie odwróciła się tyłem, dlatego do dzisiaj nie wiem co o tym myśleć. Mogłem to dalej kontynuować, bo 'podobno' zerwała z nim na dobre w marcu, ale tego się naprawdę nie dowiem, bo nie wierzę w żadne jej słowo. Ale nigdy nie odeszła, dopóki jej o to nie poprosiłem. Mogłem wszystko kontynuować, ale przekroczyła granicę. Dawałem jej niezliczoną ilość szans, mówiłem, że tego, co zrobiła nigdy nie zapomnę, ale mogę wybaczyć. Tylko jeśli mi udowodni, że jest tego warta, jeśli pokaże mi, że faktycznie znaczę dla niej tyle co pisała. Mówiłem - przyjedź. Choć raz. Jednocześnie wiedziałem, że ta sinusoida emocji jest już nie do opanowania. I tak jednego dnia milutki, drugiego znowu wyzywałem ją od wszystkiego co się da. Rozwaliła mnie emocjonalnie. Przepraszała, ale to na nic.

    Koniec końców powiedziałem, żeby mnie zablokowała wszędzie gdzie może, bo nie mam silnej woli i prędzej czy później będę się próbował odezwać. Posłuchała, ale czasami szukam jakiejś drogi kontaktu jak poj*b, bo do dzisiaj mam wahania nastroju.

    W życiu nie spodziewałbym się, że spotka mnie coś tak chorego. Znałem ją dwa lata, a przy moim trybie życia na kolejną babę trafię pewnie za kilka lat. I pewnie i tak mi się nie spodoba. Od kilku miesięcy nie jestem w stanie oderwać od niej myśli. Śni mi się po nocach. Jednocześnie ciągle podnosi mi ciśnienie jak tylko wyobrażę ją sobie w łóżku z tym swoim. I to mnie na szczęście jakoś powstrzymuje. Chociaż słaby jestem, muszę przyznać. Syndrom Sztokholmski?

    Jeśli dotrwałeś do tego miejsca, to zastanów się co robisz ze swoim życiem x) Ale dzięki za czytanie, zdrówko. Wiem, że chaotycznie, pominąłem tutaj masę szczegółów, mniej lub bardziej istotnych, jak ktokolwiek ma pytanie to pytać.

    #gownowpis #rozowepaski #przegryw #historia #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

  •  

    Czy te długie flagi III Rzeszy wywieszane na budynkach miały jakąś swoją nazwę?
    #historia #drugawojnaswiatowa

  •  

    Tak z ciekawości.Jeżeli nauczyciel karze całą klasę za zachowanie kilku uczniów to czy argument z konwencją genewską i odpowiedzialnością zbiorową ma sens?
    #pytanie
    #historia
    #szkola
    #lekcja

  •  

    MŁODZI MĘŻCZYŹNI SĄ MŁODZI I WŚLIZGUJĄ SIĘ W ODBYT JAK WĄŻ !!!!!!!!!
    #gownowpis

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika tactic

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (2)