•  

    Scena z kopalni węgla, Ukraina lata 70. XX wieku.

    #starszezwoje - blog ze starymi grafikami, miedziorytami, rysunkami z muzeów oraz fotografiami

    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #fotohistoria #konie #myrmekochoria pokaż całość

    źródło: kon.jpg

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Najgorsze w tym jest to, że jak nam nie uda się jeszcze spotkać w wakacje to pomimo, że nawzajem czujemy coś do siebie to gdy wrócimy do szkoły będziemy się mijać jak gdyby nigdy nic i ograniczymy się do powiedzenia sobie cześć. ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #gorzkiezale #zalesie

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: TheMan
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    Rok 2018.
    Na samochodach niemieckiej produkcji możemy znaleźć znak Polski Walczącej.
    Quo vadis, Polsko?

    #polska #wojsko #swietowojskapolskiego #bekazprawakow #heheszki

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Zauważyłem ciekawą rzecz na wykopie.
    Starsze pokolenia bagatelizowały zawsze chorobę, jaką jest depresja. Teksty, uznawane przez nas za śmieszne i memiczne, padały kiedyś regularnie: "przestań być smutny", "wyjdź do ludzi", "idź pobiegaj" i wiele, wiele innych. Może nie dosłownie w takiej formie, ale intencje były dokładnie takie - nic Ci nie jest, ogarnij się. Od jakiegoś czasu na wykopie, w społeczeństwie również, ludzie przestają śmiać się z depresji jako wymysłu, a zaczynają ją traktować poważnie. Co miało na to wpływ? Wiele czynników, popularyzacja tej choroby, uświadamianie ludzi o jej istnieniu, stanowisko różnych środowisk medycznych i wszystkich podobnych. Coś by się jeszcze do tej listy znalazło. Wszyscy zaczęli to traktować poważnie, rozumieć (przynajmniej częściowo) na czym polega i że nie należy tego wyśmiewać ani szkalować. Co robią ludzie, którzy z depresji wyszli? Pomagają innym, których dotknął ten sam problem, wspierają, uświadamiają społeczeństwo, czasami pozostają neutralni.
    Czemu to wszystko piszę? Dzisiaj w gorących pojawił się wpis jednej różowej, w którym pisze że brzydzi się grubasami. W komentarzach pojawiło się wiele głosów jak to grubasy są obleśne, gardzicie nimi. Co ciekawe, wiele plusów zdobyły komentarze o treści "mam to samo, byłem gruby, już nie jestem, gardzę grubasami". To chyba wy najbardziej powinniście rozumieć, jak męczące to jest, jak wiele rzeczy jest wtedy trudniejszych, jak ciężko jest zacząć i potem utrzymać zupełnie inny tryb życia, niż przez ostatnie lata. Pojawiło się również kilka głosów "idź pobiegaj", "wystarczy mniej żreć i pobiegać" itp. Przecież to jest dokładnie takie samo rozumowanie, jakie panuje wśród starszych pokoleń na temat depresji - zwykły zaścianek mentalny i brak próby zrozumienia problemu.
    Odnosząc się jeszcze do wpisu różowej i kilku komentujących. Byliście grubi i teraz gardzicie grubasami których widzicie? Skąd wiecie że oni nie są teraz na etapie odchudzania? W przypadku osób mocno zapuszczonych to może trwać latami. Nie wiem również skąd przekonanie że jeżdżenie po takich osobach ich do czegoś zmotywuje? Przecież to działa zupełnie odwrotnie. "Chudnę już rok, dieta, sport, mnóstwo czasu i wyrzeczeń, a nadal jestem nazywany wstrętnym grubasem, po co mi to wszystko było?" Takie myślenie pojawiało się i u mnie, gdy schodziłem ze swojej wagi. Zaczynałem od 125kg, zbiłem do 78 i w tych okolicach utrzymuję się już ponad 4 lata. Kiedy pojawiały się momenty, w których miałem ochotę pieprznąć wszystko i mieć gdzieś? Właśnie jak słyszałem takie głosy. "idź pobiegaj"... Przecież biegam kur** od roku! (no dobra, pływam)
    Ciekawym zjawiskiem jest również pomijanie procesu stawania się otyłą osobą. Jeśli ktoś był gruby od dziecka, nie zależało to od niego, tylko od głupiego podejścia rodziców. Dziecko do czasu gimnazjum nie jest jeszcze w pełni świadome konsekwencji otyłości. Potem w okresie gimnazjum-liceum nie zawsze jest w stanie zaprzeć się i schudnąć - w tym wieku dopiero kształtujemy silną wolę, uczymy się dyscypliny i pojawiają się pierwsze poważne wyrzeczenia. To jest czas, w którym nadal dojrzewamy i rozwijamy się, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie/mentalnie. Oczywiście istnieje wiele innych przyczyn otyłości, problemy psychiczne, społeczne, rodzinne, często popychają ludzi do jedzenia. Po prostu, masz ochotę się nażreć, bo tylko wtedy czujesz chwilę przyjemności. Kilka procent to oczywiście choroby, ale o tym chyba nie trzeba nawet wspominać.
    Przypominam, że otyłość jest uznawana prze WHO za chorobę. Z tym nawet nie polemizujcie.
    Dlaczego w takim razie jedną chorobą pogardzacie, a nad drugą się litujecie i pochylacie? Czemu na szkalowanie jednej pozwalacie, a drugiej już nie?
    Do osób z historią podobną do mojej (w tym OPka tamtego wpisu oraz ochoczo komentujący): jeśli udało wam się wyjść z tej trudnej sytuacji, jaką jest niewątpliwie otyłość, pomóżcie innym. Jeśli macie znajomego, który boryka się z podobnymi problemami, zaproponujcie mu dobrego dietetyka, podrzućcie jakieś smaczne posiłki z dobrym makro, zróbcie cokolwiek. Nie mówię o włażeniu z butami w czyjeś życie i uszczęśliwianiu go na siłe. Moja droga do prawidłowego BMI rozpoczęła się przez zwykłą rozmowę z kumplem (zrzucił wtedy ponad 20 kg) przy piwie i pizzy. Rozmowa była o najlepszej pizzeri w mieście i jakimś cudem dostałem od niego przepis na twarogowy spód do pizzy. Od tego się zaczęło. Zrozumiałem że zdrowe może też być smaczne. Potem już sam zacząłem szukać jakichś zdrowszych produktów zastępczych. Nigdy nie chodziłem głodny, jadłem tyle samo, tylko o wiele zdrowiej i mniej kalorycznie. Nie tym sposobem? To innym. Jak już wyżej wspominałem, otyłość mogła powstać z powodów psychicznych, może poradzić rozmowę z psychologiem? Znam jedną osobę, która zaczęła się odchudzać właśnie przez terapię.
    Do wszystkich "ulańców": jestem z wami, bo wiem jakie to gówno potrafi być męczące.
    Nie wiem jak to otagować... #zalesie #gorzkiezale #otylosc #dieta #dietetyka #pomocy

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania

      Przypominam, że otyłość jest uznawana prze WHO za chorobę
      Jest uznana za chorobę, bo duża nadwaga stanowi zagrożenie życia. Samo obżarstwo w większości przypadków chorobą nie jest.
      Oczywiście są choroby, które powodują tycie bez obżarstwa, ale bądźmy szczerzy, to tylko niewielki procent ulańców. Nie powiesz mi, że wraz z rozpowszechnieniem się dostępu do taniej, bezwartościowej wysoko przetworzonej żywności nagle przypadkiem wzrósł odsetek tych chorób w społeczeństwie.

      Miałem kiedyś dużą nadwagę, ok. 30 BMI, teraz mam 22 i od lat nie przekracza normy. Wystarczyło zrewidować swoją dietę, odstawić wszechobecne słodycze i nawet nie musiałem się za dużo ruszać, bo za siłownią nie przepadam.
      Wiem, że jakbym zaczął wpierdalać chipsy, czekolady itp. to znów bym powrócił do formy kuli sprzed lat (zwłaszcza, że u mnie cała rodzina miała nadwagę*, jako jedyny jestem "chudzielcem") dlatego kontroluję to, co jem i niektóre produkty po prostu dla mnie nie istnieją.

      Jeżeli dorosły człowiek nie jest w stanie panować nad swoimi życiowymi wyborami w tak podstawowej kwestii jak odżywianie, to czemu mam się nad nim litować i mu współczuć?
      Jak widzę o 8 rano w tramwaju człowieka ok. 30-35 lat zalanego tłuszczem z wielkim bębnem, który wpycha sobie prażynki do ust garściami, i który nie może się powstrzymać nawet na chwilę, żeby złapać się poręczy przy hamowaniu, bo musi stale dostarczać paszę do gardzieli, to jedyne co czuję to obrzydzenie.

      Cześć mnie na pewno za to zjedzie, ale nic na to nie poradzę.

      *Ojciec (tuż przed 70) całe życie miał sporą nadwagę, za namową mamy poszedł do dietetyka i schudł 20 kg, trzymając dietę.
      pokaż całość

    •  

      @Konkol

      jeśli nie chce to jego sprawa ¯_(ツ)_/¯
      Jak samobójca chce się zabić, to teoretycznie też jego sprawa, a jednak się ich ratuje.
      Jak ktoś pije alkohol w parku to też teoretycznie jego sprawa, a jest zakaz i dostanie mandat.

      Rozprzestrzenianie się fali otyłości powoduje, że coraz więcej jest grubych w przestrzeni publicznej, przez co można odnieść wrażenie (zwłaszcza dzieci), że to nieszkodliwa norma. A ile razy spotkałem się z tekstami "zjedz coś, bo mizernie wyglądasz" do szczupłej osoby z BMI w normie i ludzie z takim podejściem często wychowują dzieci tucząc je jak prosiaki, bo jak zaokrąglony to zdrowy i odżywiony. pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Lewaki rysują kredkami na chodnikach - Co za głąby, myślą, że tak coś zmienią, debile XDXDXD
    Lewaki z Antify pałują prawaków - Ała, tak nie można, mamusiu oni mnie biją, jakim prawem?

    #polityka #neuropa #bekazprawakow #takaprawda

  •  

    Jedyny oprócz własnej ręki, wersalki i kaloryfera partner seksualny stulejarza. Jednocześnie świadczy o desperackich próbach zaspokojenia popędu płciowego.

    Wykład na temat dewiacji seksualnych z wałami z kołdry

    Witam Państwa. Na dzisiejszym wykładzie omówimy sobie w skrócie niektóre z dewiacji występujących u osób utrzymujących kontakty seksualne z wałami z kołdry. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nieprawdą jest jakoby samo spółkowanie z wałem było już dewiacją. Jest ono całkowicie naturalnym sposobem na udane życie seksualne dopóki nie przyjmie jakiejś wynaturzonej formy. Poniżej przedstawię Państwu zachowania, które z różnych przyczyn wykraczają poza ramy tradycyjnego współżycia z wałem z kołdry.

    Autowałolizm - Osoba dotknięta tym zboczeniem utożsamia się ze swoim wałem z kołdry do tego stopnia, że nie jest w stanie rozpoznać granic między kołdrą a własnym ciałem. Odczucia wała przenosi na siebie zastępując nimi własne. Pierwszymi objawami są mimowolne "kobiece" pojękiwania wydawane podczas stounku z wałem jak również próby rozmawiania ze sobą w rodzaju: "Jaki duży!" "Bądź dla mnie delikatny.", "Cudowny z ciebie facet." W następnym stadium chory może zachowywać się jak swoja wyimaginowana partnerka także poza łóżkiem. Autowałolizm może być sygnałem, iż dana osoba ma również skłonność do zachorowania na schizofrenię paranoidalną.

    Pasywałolizm - osiąganie satysfakcji poprzez bycie stroną pasywną w stosunku z wałem z kołdry. Zachowanie takie nie jest traktowane jako zboczenie, dopóki nie zmieni się w trwałą i jedyną formę kontaktów seksualnych.

    Spermowałofilia - dewiacja, w której do uczucia pełnej satysfakcji niezbędna jest ejakulacja bezpośrednio na kołdrę. Widok własnego nasienia na pościeli pobudza taką osobę do odbycia następnego stosunku, wskutek czego spółkowanie z wałem zamienia się w wielogodzinny seans, kończący się w momencie całkowitego opróżnienia nasieniowodów. Dewiacja ta dawniej była uznawana za niebezpieczną dla zdrowia, ze względu na wyraźne osłabienie organizmu. Obecnie uważa się ją za szkodliwą jedynie w skrajnych przypadkach. Należy jednak pamiętać, że w wielu domach praktyki takie są surowo zabronione w celu ochrony pościeli przed niepotrzebnymi zabrudzeniami.

    Nihiwałofilia - zboczenie związane z zaawanasowanym spłyceniem uczuciowości. Osoba cierpiąca na to zaburzenie nie traktuje wała z kołdry jak partnerkę, lecz wyłącznie jako przedmiot służący mechanicznemu zaspokojeniu seksualnemu. Można powiedzieć, że rola wała z kołdry ogranicza się do zapewnienia odpowiedniego podłoża pod członek użytkownika.

    Pedowałofilia - skłonność do wałów o niewielkich rozmiarach, delikatnej fakturze oraz dziecięcych kołderek. Podczas stosunku pedowałofil fantazjuje o kontaktach seksualnych z nieletnimi. Odmianą tej parafilii jest upodobanie do wałów kręconych ze świeżo zakupionej, a więc jeszcze dziewiczej kołderki. Należy tu zaznaczyć, że polskie prawo nie penalizuje zachowań pedowałofilnych, mimo iż budzą powszechne społeczne obrzydzenie.

    Autopornowałofilia - zachowanie dewiacyjne polega na onanizowaniu się podczas oglądania zdjęć lub filmów, na których został utrwalony własny stosunek z wałem z kołdry. Osoba taka dozanaje silnego podnieca się widząc samą siebie w żenującej sytuacji. Tradycyjne onanizowanie się jest w tej sytuacji ważniejsze od wcześniejszego stosunku. Z dewiacją tą wiążą się często próby prezentowania przygotowanych przez siebie pornograficznych materiałów w Internecie.

    Larwałofilia - dość rzadko spotykana dewiacja. Osoba cierpiąca na to zaburzenie owija się ciasno kołdrą tworząc wał wokół siebie i w takiej pozycji dokonuje aktu zaspokojenia płciowego. Niejednokrotnie kołdra jest zastępowana przez szczelnie zapięty śpiwór. Przyczyn takiego zachowania upatruje się w chęci powrotu do okresu wczesnego dzieciństwa lub wręcz okresu płodowego. W zaawansowanym stadium dewiant wypełza w swoim wale w miejsca publiczne udając ogromną gąsiennicę.

    Retrostulejaryzm - zachowanie patologiczne, gdzie dorosła osoba, pomimo utrzymywania regularnych kontaktów seksualnych z ludźmi powraca do seksu z wałem z kołdry. Przyczyn takiego zachowania należy upatrywać w pozornej dojrzałości uczuciowej i społecznej jak również w zbyt wygórowanych oczekiwaniach od partnerki. Retrostulejaryzm jest często odbierany jako zdrada i z tego powodu przyczynia się do rozpadu wielu małżeństw.

    #f23 #stulejacontent #przegryw #gimbynieznajo #pdk
    pokaż całość

  •  

    Śniło mi się, że poszedłem z kumplem z pracy na wódę do jakiejś knajpy. Na początku ja postawiłem kilka kolejek, wypiliśmy, pogadaliśmy i fajnie. Później patrzę, kumpel kupuje 9 kieliszków. Myślę, fajnie, odwdzięcza się za te co ja postawiłem. Gdy nagle patrz a ten wypija wszystkie sam przy barze i jakby nigdy nic wraca do stolika.

    I teraz pytanie jak tu mu spojrzeć w oczy dzisiaj w pracy. Niby sen ale niesmak pozostał...

    #sen #niewiemjaktootagowac
    pokaż całość

  •  

    To ja gdy mama poprosi mnie zebym wzial zakupy z samochodu a ja je biore na raz

    #pudzian #humor #humorobrazkowy #zakupy

  •  

    #dieta #gotujzwykopem to jest zycie. Szejk z domowych malin, ktorych nie musialem zbierac

  •  

    która?

    • 13 głosów (2.50%)
      1.
    • 150 głosów (28.90%)
      2.
    • 113 głosy (21.77%)
      3.
    • 217 głosów (41.81%)
      4.
    • 10 głosów (1.93%)
      5.
    • 16 głosów (3.08%)
      6.
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Zanim mnie zjecie w komentarzach, napiszę, że ten tekst można odnieść też do wielu kobiet, ale pisać będę o mężczyznach, bo to z nimi się umawiam.

    Jestem zadbaną różową, ćwiczę, staram się zdrowo odżywiać, inwestuję w ładny ubiór czy dobrego fryzjera (inb4 - wygląd i pieróg to nie wszystko co mam do zaoferowania). Miałam trochę przerwy od związków, bo nie chciałam z jednej relacji przeskakiwać od razu w drugą, ale ostatnio zaczęłam się rozglądać za niebieskimi. Bez ciśnienia, po prostu chętnie bym się przeszła na jakąś randkę, poznała kogoś ciekawego. I w sumie takich ciekawych, sympatycznych facetów jest całkiem sporo, ale niestety odnoszę wrażenie, że wielu z nich ma wywalone na swój wygląd.

    Na wykopie jest mnóstwo płaczu o brak atencji od różowych, że przegryw level 25+ „nietrzymający”. Przykre to, ale jak tak patrzę po niektórych panach, to niestety wcale się nie dziwię... Nadwaga, ubiór jak z 2005 roku, fryzura na jeżyka. I to często nieźle zarabiający kolesie, którzy mogliby trochę zainwestować w swój wygląd. Może stylówa to nie jest najważniejsza rzecz na świecie, ale dużo zmienia. Naprawdę dużo. Tak jak ruch i przygotowywane przez siebie jedzenie zamiast regularnego maka i czipsów.

    Nie chodzi mi o to, że na ciuchy trzeba wydawać majątek, ale come on. Warto mieć więcej niż jedną parę butów noszoną do wszystkiego, kilka dopasowanych koszul, koszulek polo, spodni, które nie wyglądają jak z gimnazjalisty zdjęte. Jak ktoś nosi brodę, to niech zadba o to, żeby była estetyczna, a nie służyła wyłącznie jako odwracacz uwagi od nadwagi.
    Można być zupełnym przeciętniakiem z twarzy, ale przy pomocy tego minimum wysiłku włożonego w dbałość o siebie zyskać kilka punktów atrakcyjności. Powiem szczerze, wolę być chyba sama niż z kimś, kto wygląda jak zapuszczony misiek.

    Żeby nie było. Są i panowie, którzy świetnie o siebie dbają, umieją się ubrać i strój dopasować do okazji, a na fryzjera czy barbera nie skąpią. Jak jeszcze uprawiają jakąś aktywność fizyczną, to już w ogóle mogę ich stawiać za wzór. Oby więcej takich ludzi.

    Wygląd to nie wszystko, ale wiele mówi o człowieku. Grubaski w starych czy zmiętych ciuchach niestety kojarzą się z lenistwem i choćbym chciała są dla mnie (i dla innych różowych) aseksualni.

    Nadwaga nie jest fajna u żadnej z płci, a jest coraz powszechniejsza. Doceniam, że ktoś inwestuje swój czas w czytanie książek i rozwijanie pasji, ale trzeba znaleźć tę równowagę pomiędzy dbaniem o fizyczność a dbaniem o wnętrze. To znaczy nie trzeba, ale proszę się nie dziwić, że płeć przeciwna Cię ignoruje, jeśli nie przyciągasz wyglądem. Do pożądania nikt się nie zmusi. Jako kuc-klucha w sztruksowych spodniach i butach na rzepy możesz być co najwyżej fajnym kolegą, a nie facetem, z którym chciałoby się uprawiać seks czy pokazywać publicznie.

    #przemysleniazdupy #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow #seks #zwiazki #uroda

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

  •  

    #rozowepaski #pytanie
    Witam, moja znajoma napisała mi coś dziwnego nie ukrywam trochę się podnieciłem, bo dorodna z niej samica i jest słodziutka troszkę przez to jak zmieniła swój wygląd w trzeciej klasie gimnazjum... Popisałem z nią wczoraj troszeczkę i w międzyczasie wymieniałem się z botem (chodzi o steam), gdy ona coś do mnie pisała (wiem dzieciak jeszcze trochę ze mnie) napisałem jej, że zaraz wracam. Potem, gdy skończyłem wymianę napisałem, że się wymieniałem... Ona niedługo po tym odpowiedziała "aaa luzik" po czym zapytała "a robiłeś coś ciekawego?" co miała na myśli i co kryje się pod tym pytaniem? ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

  •  

    Byliście kiedyś tak zakochani, że aż Was to bolało w środku?

  •  

    Wsiadam do tramwaju, chcę kupić bilet i! Brakuje 20 groszy. Nagle słyszę za sobą: Dzień dobry, bilety do kontroli!
    Mówię do pana "kanara", że się przyznaję, że nie mam biletu, bo mi drobnych zabrakło. Dał mi 20 groszy! I sobie poszedł. Mega miłe! I człowiek jakby mniej zmęczony po pracy...

    Ps. Nie mogłam zapłacić ani "papierem" ani kartą, bo niestety brak takiej opcji w warszawskich tramwajach.

    #warszawa #kanary #ztm #milo #ciekawostki
    pokaż całość

    •  

      @adriszy
      @sito83
      Ja ostatnio miałem taką sytuację, że jadę sobie autobusem niczym szef, czytam książkę i na widok kanarów niespiesznie sięgam do torby po portfel z karta miejską. Gdy nie mogłem go zlokalizować, zacząłem już trochę bardziej nerwowo go szukać, ale jak na złość nie chciał się znaleźć. Został w domu. Po raz pierwszy od lat zapomniałem portfela.
      Mówię kanarowi, że nie mam biletu, bo zostawiłem portfel w domu, poprosił mnie o wyjście na przystanku. Tam mówię, że mam ważną kartę miejską, ale została razem z portfelem, nie mam też żadnych dokumentów, ani pieniędzy.
      Stał tak chwilę zastanawiając się co zrobić. Mówię "jedyne co mogę ewentualnie teraz zrobić to kupić bilet przez telefon" (nie zrobiłem tego w autobusie, bo byłem przekonany, że jednak mam tę kartę, a potem już było za późno). Powiedział "dobra, niech pan kupi i jedzie" i się pożegnaliśmy (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (46)

  •  

    #przyroda #modliszka

    Czy modliszki udają, że są martwe? Przed chwilą jedna mi do mieszkania wlazła, w centrum #warszawa, skitrałem ją do kubeczka delikatnie i postawiłem na parapecie, nie ruszała się przez dłuższą chwilę, ale w końcu się odwróciła i spadła jebana xD.

  •  

    Inflacja SPI w 2018 roku wyniosła ponad 12% #ekonomia #ciekawostki

    Według najnowszych badań oficjalna inflacja rzędu 1,5% obliczana przez Główny Urząd Statystyczny to mrzonka. Koszyk SPI (Spierdon Price Index) to realna miara inflacji dla przeciętnego człowieka. Składa się on z dwóch kluczowych produktów spożywczych tj. Coli Orignal 2l oraz czipsów Lays Strong Ostre Chilli 165 g, które można kupić pewnej popularnej sieci dyskontów. Jeszcze rok temu te produkty można było kupić za łączną kwotę 6,04 PLN, natomiast dziś jest to już wydatek rzędu 6,78 PLN. Taki wzrost cen (ponad 12%) przez niektórych ekspertów został uznany za "niepokojący". Czy czekają nas znaczące podwyżki stóp procentowych? pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mój (teraz już były) przyjaciel zmanipulowal dziewczynę, z którą byłem od miesiąca do pójścia z nim do łóżka masą kłamstw, więc postanowiłem jej wybaczyć, gdy zrozumiałem cała sytuację, ale ciągle mnie męczy ta sytuacja I nie mogę poradzić sobie z ciągłymi wspomnieniami o sytuacji, kora się wydarzyła. Dziewczyna ma depresję, ale ja jestem bardzo wesoły, więc się w niej zakochałem przez kontrast osbowoscosci. Jak poradzić sobie z tymi myślami? Bardzo mi na niej zależy, ale nie wiem jak przeżyć z krzywda, która mi wyrządziła i ciągle mnie to męczy

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

    +: benjas
  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Ja to ogólnie jestem spierdolony na maksa. Zawsze miałem problemy z dziewczynami ale nie na tyle aby nie mieć żadnej koleżanki czy nawet przyjaciółki. Zawsze gdy pojawiala sie ta jedna, ciekawa, z którą fajnie spędzało się czas jakoś nie potrafiłem przeobrazoic tego w związek. Bałem się powiedzieć za duzo, probowalem zachowywac pozory, ta spierdolona cecha pozostala do dzisiaj. Juz noe wspominając o tym ze jestem monotonny i moze potrafię pogadac na luzie z jedną kobietą na 10. Po kilku niepowodzeniach przechodzilem ze skrajnosci w skrajność próbując na zasadzie ryzyk-fizyk dzialac bardziej odwaznie ale nie raz sie kompromitowalem. Po przeprowadzce do innego miasta czulem sie samotny więc zaczalem sie spotykac ale bez powodzenia. Nie wiem nawet jak się zachowywac by pokazać że chce czegoś więc ale tym samym nie wyjść na desperata. Latam jak pojeb od roku za jedną dziewczyną która zawróciła mi w glowie chociaz wiem ze to nie ma sensu. O ile na poczatku swirowalem ze nie wychodzi teraz jest to luźna relacja na ktorej wciaz mega mi zalezy. Nawet wziałem się za siebie i od roku mocno ćwiczę, przeszedłem na dietę żeby trochę przybrac na masie o efekty sa zadawalajace tak bardzo ze ciagle slysze od starych znajomych jak bardzo sie zmienilem, zmiebile też cała garderobę i wydalem pare tysiecy zlotych na rozne ubrania, kurtki, buty etc. Chcialem aby mnie to podbudowało bo pewnego dnia uswiadomilem sobie ze wyglad jest najwazniejszy ale nic kompletnie mi to nie dalo. Jest mi kurwa cholerbie smutno. Wiem ze to siedzi we mnie ale kazde niepowodzenie mnie dobija i czasami sam godzę sie z tym ze zadnej nie znajde przez co nie staram się gdy pojawia sie jakas nowa ciekawa znajomosc

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania

      Zawsze gdy pojawiala sie ta jedna, ciekawa, z którą fajnie spędzało się czas jakoś nie potrafiłem przeobrazoic tego w związek. Bałem się powiedzieć za duzo, probowalem zachowywac pozory
      Zawsze to lepsze niż wyznawanie miłości od czapy po paru miesiącach znajomości na czysto koleżeńskiej stopie, po czym oczywiście lądowałem w friendzonie i to parokrotnie.

      Nawet wziałem się za siebie i od roku mocno ćwiczę, przeszedłem na dietę żeby trochę przybrac na masie o efekty sa zadawalajace tak bardzo ze ciagle slysze od starych znajomych jak bardzo sie zmienilem, zmiebile też cała garderobę i wydalem pare tysiecy zlotych na rozne ubrania, kurtki, buty etc. Chcialem aby mnie to podbudowało bo pewnego dnia uswiadomilem sobie ze wyglad jest najwazniejszy ale nic kompletnie mi to nie dalo.
      Kolejny... ( ͡° ͜ʖ ͡°) ja wiem, że teraz są takie czasy, że dba się o swój wizerunek bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, ale jak mówi stare porzekadło "nie szata zdobi człowieka".
      Znałem już niejednego takiego, który myślał, że siłownia i modne ciuchy pozwolą im pozbyć się depresji, zyskać atencję różowych i być lepszymi ludźmi, a skończyło się na tym, że dalej są w depresji, tylko lepiej zbudowani, ubrani i z atencją, której nawet nie chcą.
      Zewnętrzna otoczka ci nie pomoże, jak nie zaakceptujesz sam siebie wewnątrz, ale to jest trudniejsze niż założenie modnego ciucha czy dźwiganie żelastwa.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    To nie do końca #bekazkatoli, a #truestory z mojego #licbaza. Otóż pan katecheta w klasie gdzie było 28 #rozowepaski bez skrępowania twierdził, że jeśli kobieta podczas porodu odczuwa ból, to znaczy, że nie jest gotowa na dziecko, a samo dziecko prawdopodobnie zostało stworzone z grzechu ¯\_(ツ)_/¯. Chłop twierdził też, że podczas przeszczepu serca człowiek pobiera emocje i cechy charakteru dawcy. I dziwić się, że młodsze pokolenia są zrażone do kk, a tym samym do religii w ogóle jak takich idiotów wpuszcza się do szkół.
    W programie nauczania mieliśmy 2 godziny religii w tygodniu przez 3 lata liceum. To więcej niż biologii, chemii czy fizyki.
    pokaż całość

    •  

      @WujekLogan u mnie w liceum ksiądz twierdził, że choroby typu rak, AIDS itp. biorą się z tego, że ludzie nie wierzą w Boga. Koniec końców już tylko garstka najbardziej zatwardziałych owieczek chodziła na jego lekcje.
      Z kolei jego poprzednik był bardzo spoko, potrafił rozmawiać z młodzieżą, jeździł na motorze i wszyscy chętnie do niego chodzili, a gdy odchodził ze szkoły to większość uczniów szczerze żegnała go z żalem, przygotowując dla niego upominki. To nie było żadne oficjalna szkolna uroczystość, tylko uczniowie sami się skrzyknęli. pokaż całość

    • więcej komentarzy (24)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    W nawiązaniu do wpisu "Dlaczego ateiści często chrzczą swoje dzieci".

    Jako ateista, wziąłem ślub kościelny. Nie ze względu na rodzinę czy księdza, lecz zwyczajnie, bo tak nam się z żoną podobało!

    Zamiast pobrać się w ciasnej i dusznej salce Urzędu Cywilnego, wybraliśmy piękny kościół i zamówiliśmy mszę z pełną oprawą. Ksiądz wziął 700 PLN do podziału z organistą, do tego coś około 200 PLN na kwiaty i przystrojenie kościoła.

    Ceremonia była piękna i byliśmy w 100% zadowoleni z wykonanej usługi.

    Czy wypowiedzieliśmy słowa przysięgi? Oczywiście! Czy czujemy się jak hipokryci? Ani trochę! Dla nas nie miało większego znaczenia w jakiej oprawie weźmiemy ślub.

    Gdybyśmy mieli możliwość wybrać oprawę rodem z Westeros, być może przysięgalibyśmy przed Czardrzewem na Starych i Nowych bogów (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    Gdyby ktoś oferował śluby na modłę Gwiezdnych Wojen, albo Śródziemia, przysięgalibyśmy przed Mistrzem Yodą albo Gandalfem (。◕‿‿◕。)

    Ważne, żeby osoba udzielająca ślubu, miała uprawnienia urzędnika stanu cywilnego - to jest istotne, reszta to folklor.

    #bekazkatoli #gimboateizm #ateizm #katolicyzm

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    #niebieskiepaski #rozowepaski
    Mirki i Mirabelki,
    mam sprawę.
    Żona mi rodzi, a nie mamy jeszcze wybranego imienia xD
    Korzystam z aplikacji mobilnej i nie mogę zrobić ankiety ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    Wpiszę w komentarzach 5 imion i prosiłbym o plusowanie tego, które wam się najbardziej podoba :)
    Liczę na was (ʘ‿ʘ)

  •  

    Znowu ul. Powstańców. Czyżby ten sam właściciel co Citroena BL 11 Sprzed kilku dni?

    #carspotting #katowice #klasykimotoryzacji prawie #zolteblachy #samochody #motoryzacja

    źródło: embed.jpg

  •  

    spojrzałam na paragon tylko dlatego, że się zastanawiałam, czemu terminal nie chciał pinu, inaczej by pewnie wylądował w śmieciach ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler zjemy i idziemy to odkręcić, bo chłopak się problemów nabawi :D

    #cinemacity #heheszki #cebula

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20180807_190059.jpg

  •  

    Drożdże w mieszance do chleba nie zadziałały, prawdopodobnie przez za zimną wodę i mleko, czy jest sens to jeszcze wkładać do pieca czy wyjebać do kosza?

    #gotujzwykopem #jedzzwykopem #jedzenie #chleb #bezglutenu

    +: tptak
  •  

    Czy most w Białym Dunajcu jest już otwarty?
    Google mapa cały czas pokazywało mi drogę przez Ząb, teraz pokazuje już prosto przez Biały Dunajec, ale chciałbym mieć pewność z pierwszej ręki, bo za parę dni będę jechał do Zakopanego i chcę wiedzieć co mnie czeka.

    #polskiedrogi #zakopane #tatry

  •  

    Potrzebowałbym 32 tysięcy wpisów, żeby opisać tylko wielkie osiągnięcia ZSRR. W latach 1917-1956 zbudowano 32 tysiące wielkich przedsiębiorstw przemysłowych.
    #korwin #jkm #libertarianizm #liberalizm #komunizm #ekonomia #gospodarka #historia #4konserwy #bekazlewactwa #neuropa pokaż całość

  •  

    Mireczki co się odjaniepawliło

    Jestem zastępcą kierownika w sklepie firmowym Nike w jednym z większych miast wojewódzkich.
    Akurat przyszła do nas jakaś karyna na drugi etap rekrutacji.

    Generalnie widziałem, że laska max nierozgarnięta więc powiedziałem, żeby przyszła tylko na 4h, ale to co ona odwalała XD

    1. Miała obsługiwać klientów, a cały czas sała w telefonem w nosie więc jej powiedziałem, że od razu po przyjściu do pracy ma telefon wyłączać i wielkie oburzenie od razu xD
    2. Mimo iż pozostały personel był zajęty doradzaniem i obsługiwaniem klientów to ta głupia pinda cały czas ich zagadaywała jeszcze na głos "A ta kierowniczka to spoko?" "Da rade się urywać po cichu wcześniej z roboty jak nie ma klientów?".
    Tak się wkurzyłem, że powiedziałem jej, że jest kategoryczny zakaz rozmowy pomiędzy personelem tam pracującym za wyjątkiem ewentualnych problemów dotyczących sprzedaży.
    3. Klientka podchodzi do niej i pyta o najnowszy model VaporFly, a ta sobie nagle zaczyna przy niej łapczywie pić wodę z gwinta. Grzecznie poinformowałem ją, że wodę pijemy tylko na przerwie.
    4. Laska nagle se wyszła nie mówiąc nic nikomu, wróciła po 30 minutach i powiedziała, że poszła "coś przekąsić w KFC".
    Mówię jej, że posiłki jadamy tylko na zapleczu i informujemy jeśli wychodzimy
    5. Pyta czy jako pracownik będzie otrzymywać darmowe ciuchy z Nike xDD Powiedziałem, że jeśli chce to musi sobie kupić.
    #pracbaza #truestory #pdk #pasta
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #rozowepaski to jest jednak jakaś masakra.

    - Misu, masz tu kuponik na lodzika. Jak będziesz chciał to mi go dasz a ja już zrobię reszta.
    - Dziękuję kochanie, cmok.

    Dwa dni później daję różowej kuponik i się usadawiam na kanapie.
    Takiego loda na odczepne to jeszcze nikt mi nie robił. Po dwóch minutach stwierdziłem że przeglądanie wykopu będzie ciekawsze.

    Here I'em!

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Zkropkao_Na
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki i mirabelki, piszę tu głownie żeby trochę się wyżalić. #gorzkiezale Nie chodzi mi o pomoc, bo sam nie wiem, co moglibyście mi doradzić i w jaki sposób pomóc. Nie pomoże mi nikt oprócz jednej osoby. Jeśli ktokolwiek jest w stanie jakoś mnie wesprzeć dobrym słowem to byłbym bardzo wdzięczny. Uwaga - wyjdzie długi tekst. Pewnie i tak nikt nie przeczyta.

    PS. Przed zapostowaniem przeczytałem całość i zrobiłem to w 9,5 minuty ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Sprawa dotyczy #zwiazki #rozowepaski. Ale od początku.

    [CZĘŚĆ 1: O mnie]

    Mam 23 lata. Zjawisko które teraz opisuję tyczy się wieku odkąd skończyło się życie gimnazjalne i zaczęły się lata szeroko rozumianej młodości. Mniej więcej od wieku 15 lat. Zawsze byłem nieśmiały w stosunku do nowo-poznanych osób, głównie dziewczyn. To dość często utrudniało mi życie. Jeśli chodzi o osoby, które już znałem dłużej to sytuacja miała się całkowicie inaczej. Przy nich byłem mega otwartym gościem, nawet pozwolę sobie powiedzieć, że przy bliskich znajomych byłem wręcz duszą towarzystwa. Kurcze, nie wiem jak to opisać. Gdy wychodziłem na imprezy, grille, melanże itd z osobami, które znam to byłem na nich głównym śmieszkiem, "gwiazdą" imprezy, pomysłodawcą odjechanych akcji i ogólnie mega otwartą osobą. Przy okazji przez tych najbliższych byłem zawsze uważany za osobę godną zaufania, zawsze myślącą trzeźwo i racjonalnie. Wiele razy pomagałem im w różnego rodzaju problemach. Z kolei idąc na imprezę na której były jakieś osoby, których nie znałem (w tym dziewczyny) to automatycznie stawałem się cichą, szarą myszką. Wstydziłem się odzywać, nie byłem jakoś mega rozmowny nawet z osobami, które znałem. Po prostu obecność obcych mnie krępowała.

    Oczywiście chodzi mi tylko i wyłącznie o właśnie różnego rodzaju wyjścia ze znajomymi. To nie było tak, że wstydziłem się iść do sklepu po czipsy, czy nie rozmawiałem z nikim w klasie w technikum. Z tym nie miałem problemów. Grałem też w piłkę w lokalnej drużynie, amatorsko ale jednak była to jakaś forma zobowiązania bo treningi 3 razy w tygodniu i mecz co weekend sprawiały, że osoby które wcześniej były mi całkowicie obce nagle stały się osobami, które widuję częściej niż przyjaciół. Nie miałem problemu z "wejściem do szatni" a każdy kto grał w piłkę w jakiejś drużynie wie, że szatnia to specyficzne miejsce. I ja się w nim jakoś odnalazłem, potrafiłem tam pogadać z kolegami, porobić sobie jaja, jak nam nie szło i gdy trzeba było kogoś zjebać to potrafiłem w przerwie meczu wyjść na środek szatni i (z uwagi na swoją wysoką pozycje w drużynie) powiedzieć parę cierpkich słów.

    W technikum zaczęły się jeszcze częściej melanże, wyjścia na rynek, ogólnie coraz bardziej zaczynałem żyć towarzysko. Jednak byłem w klasie w której były tylko 3 dziewczyny (które akurat znałem z gimnazjum) a ogólnie w całej szkole było tylko 5 dziewcząt. Więc to był kolejny czynnik, przez który nie miałem jak pokonać swoich lęków co do poznawania nowych osób i nowych dziewczyn. A wtedy zaczęły się lata kiedy powoli każdy już miał osiemnastkę na koncie, więc legalnie można było kupić alkohol i fajki i trochę zachłysnąłem się tym. Z resztą nie tylko ja. W technikum poznałem dwóch kumpli, którzy byli identyczni jak ja pod wieloma względami ( też częściowo byli nieśmiali do dziewczyn) i tak świetnie się dogadywaliśmy, że nie były mi w głowie dziewczyny. Nie zrozumcie mnie źle. Noł homo. Ale wolałem po lekcjach iść na piwo z nimi i pogadać o pierdołach, o których jak się okazywało mieliśmy identyczne poglądy. Nawet pomiędzy trzecią a czwartą klasą w technikum pojechałem z nimi na wakacje nad Polskie morze. Wydawać by się mogło, że to świetna okazja, żeby powyrywać jakieś dupeczki, prawda? A nam wtedy w ogóle to nie było w głowie. Cały tydzień chodziliśmy na bombie i odpierdalaliśmy jakieś jaja, żeby mieć co wspominać.

    W ostatniej klasie technikum dalej się z nimi trzymałem, ale też zacząłem częściej wychodzić ze starymi znajomymi i powoli zaczynałem przełamywać swoje lęki co do dziewczyn. Zacząłem coraz częściej myśleć o jakimś związku. Zadbałem trochę o siebie i stałem się można powiedzieć atrakcyjny. Z tym, że to bardziej było tak, że dziewczyny same do mnie zagadywały albo poznawałem je przez kolegów i jakoś kontakt zostawał. Ale ważne, że coś tam się działo w dobrym kierunku. Pisałem sobie z wieloma laskami na przestrzeni roku, poznawałem nowe. Jednak nie wspomniałem wcześniej - jeśli chodzi o uczucia to (WIEM, ŻE SŁYSZELIŚCIE TO PEWNIE OD CO DRUGIEGO FACETA NA ZIEMII XD) zawsze uważałem i nadal uważam, że ja prawdziwie kocham tylko raz. Jak już w pewnym stopniu przełamałem pierwsze lody w kontatkach z laskami to rozpocząłem poszukiwania tej jedynej. I nawet nie wiecie ile lasek odpaliłem, przez to, że poczułem że to nie jest to. Z jednymi spotykałem się dłużej, z innymi krócej ale zawsze czułem, że to nie jest to. Głupio mi z tym było, bo niektóre z nich miały już wobec mnie różne plany i oczekiwania. Czuje, że je zawiodłem. Ale nie zrozumcie mnie źle, nie bawiłem się nimi tylko po prostu delikatnie badałem teren. To nie tak, że wykorzystywałem je, nie było seksów na pierwszym spotkaniu, nie było od razu buzi buzi. Zawsze byłem ostrożny.

    Szkoła się skończyła, do matury nie podchodziłem od razu tylko dopiero po roku (to też długa historia, w skrócie przez te wspominane wcześniej melanże z koleżkami z technikum zawaliłem frekwencje w szkole i szkoła się na mnie wypięła, dostałem ultimatum - podchodzę do matury i mam 4 nieklasyfikowania czyli siadam na rok albo rezygnuje z matury i mam tylko jedno nieklasyfikowanie które zdałem na lajcie bo głupi nie byłem, oceny miałem znośne, brakowało tylko tych obeności). Później brak tej jednej jedynej zaczął mi doskwierać coraz bardziej, i czasami trzymałem kontakt z niektórymi dziewczynami tylko po to, żeby mieć to poczucie bliskości. Tak jak mówiłem, to nie była zabawa uczuciami ale jednak nie do końca fajne zachowanie z mojej strony, rozumiem to. Po zakończeniu szkoły posiedziałem 3 miesiące na dupie i ruszyłem do pracy. To miała być praca na chwilę, na wakacje. A skończyło się tak, że na początku lipca minął mi drugi rok w tej firmie. Nie jest to praca ciekawa, zwykły magazyn. Ale pracuję na zmiany i często w weekendy. To sprawiało, że miałem jeszcze mniej okazji do poznawania nowych ludzi. Pamiętam jak na początku mojej pracy jeden z kierowników pytał mnie:

    - Młody, masz dziewczynę?
    - Nie
    - To już nie będziesz miał, hehe. Z tą pracą będzie ciężko.

    I faktycznie ciężko było gdziekolwiek wyjść. A jak już gdzieś wychodziłem, to właśnie ze starymi ekipami. Założyłem nawet badoo, żeby zwiększyć szansę. Poznałem tam trochę dziewczyn, ale dalej to nie było to. A mi było coraz gorzej bo bardzo chciałem mieć osobę, którą naprawdę pokocham. Szukałem, szukałem aż w końcu dałem sobie spokój. Moje życie było całkowicie do dupy. Wtedy czułem się coraz gorzej, i byłem coraz bardziej smutny. Tak ogólnie czułem wewnętrzny smutek, apatie i brak perspektyw na coś lepszego. Pracowałem sobie w spokoju, coś tam sobie potrenowałem, czasami gdzieś wyszedłem, pochlałem ale za każdym razem gdy wracałem do domu czułem się przybity. I wtedy nagle jak grom z jasnego nieba pojawiła się ona, najpiękniejsza istota jaką widziałem. Wspaniały charakter, jeszcze większe serce. Dodatkowo bardzo podobna do mnie w wielu aspektach. Nazwijmy ją Ania. Jeden z kolegów, którego znam od gimnazjum poszedł na studia. Mieliśmy z nim kontakt cały czas, można powiedzieć że to był mój najlepszy przyjaciel. Na studiach poznał się z tą wspaniałą dziewczyną, Anią i właśnie z jej koleżanką, która mieszkała w Tarnowie (my jesteśmy z Krakowa). On zauroczył się w tej dziewczynie z Tarnowa. I pewnego razu pyta mnie czy nie chce się na spontanie przejechać z nim i z Anią do Tarnowa, żeby zrobić tej koleżance niespodziankę. Zgodziłem się chociaż, byłem sceptycznie nastawiony.

    [CZĘŚĆ 2: O nas]

    Było to w grudniu 2016 roku, zaraz po świętach. Pojechaliśmy do tego Tarnowa, okazało się, że tam panowały trochę inne warunki pogodowe. Przyjechaliśmy na miejsce o 21, a tam śniegu po kolana. Posiedzieliśmy chwile, napiliśmy się wódki i stwierdziliśmy że nie wracamy bo warunki były naprawdę niesprzyjające. I zaczęło się naprawdę grubsze chlanie, po którym stawałem się coraz śmielszy. I takim oto sposobem spałem z Anią na jednym łóżku, przytuleni do siebie. Nie było seksu, nie było buzi buzi. Było po prostu spanie w jednym łóżku. Ale było to dla mnie cudowne uczucie, bo można powiedzieć Ania od pierwszego spojrzenia mi się spodobała. Drugi dzień minął całkiem fajnie, wróciliśmy do #krakow i po drodze wziąłem numer od Ani. I odkąd tylko wysiadła z samochodu kolegi zaczęliśmy pisać. I pisaliśmy już codziennie, o totalnych głupotach, o planach na przyszłość, o uczuciach. Udało nam się dwa razy spotkać przed sylwestrem, były to w sumie krótkie spotkania ale rozmawiało się mega miło i zrozumiałem, że jestem zakochany. Nadszedł sylwester, mieliśmy spędzać go osobno i tak się zaczęło. Ja na domówce u kolegi, ona na jakimś grubszym sylwestrze w wynajętej sali gdzieś kawałek pod Krakowem. Koniec końców skończyło się tak, że pisaliśmy ze sobą przez całego sylwestra i po północy wezwała taksówkę, zapłaciła ponad 150 zł i znalazła się u nas. Bardzo mi to zaimponowało.

    Później wszystko się potoczyło bardzo szybko. Ja wiedziałem, że jestem zakochany i czułem że to jest ta jedyna. W końcu pod koniec stycznia jej to powiedziałem. Ona powiedziała, że czuje to samo. Od tego czasu zaczęła się sielanka. Stworzyliśmy związek, który był wspaniały. Pod każdym względem. Byliśmy w siebie zapatrzeni jak w obrazek. Tak było cały czas, do uprzedniego miesiąca. Spędzaliśmy ze sobą tyle czasu, ile się tylko dało. Jak mówiłem wcześniej, mam pracę która zmusza mnie do różnych trybów życia, ale jednak zawsze na pierwszym miejscu stawiałem Anie i robiłem wszystko, żebyśmy spędzali jak najwięcej czasu. Nie wspomniałem chyba wcześniej, ale mimo tego że była do mnie w wielu aspektach podobna to była jednak bardzo rozrywkowa, bardziej niż ja. Miała duuuużo znajomych, wychodziła na miasto duuuużo częściej niż ja, przeżyła ogólnie duuużo więcej niż ja. Jednak odkąd została moją dziewczyną, troszkę się zmieniła. Przestała tak często wychodzić i spotykać się z innymi znajomymi. Ale stało się to naturalnie. To nie tak, że ja jej cokolwiek zabraniałem. Wręcz przeciwnie. Wiele razy namawiałem ją do wyjścia ze znajomymi. Ale nie chciała, bo mówiła, że nie chce wychodzić beze mnie. A jak już raz na miesiąc wyszła z koleżankami na piwo to i tak cały czas pisaliśmy ze sobą i pisała mi, że bardzo by chciała żebym był z nimi. Jeszcze raz powtórzę: nigdy niczego nie zabraniałem, a wręcz sam namawiałem do wyjść ze znajomymi. Jednak to działo się naturalnie, po prostu nie chciała wychodzić bo była mną zafascynowana (tak mi się wydaje). I praktycznie co weekend albo wychodziliśmy gdzieś sami, albo siedzieliśmy w domu. I to nie tylko z mojej winy, czasami pytałem ją "Aniu, może gdzieś sobie wyjdziemy?" a ona wolała zostać ze mną w pokoju, poprzytulać się i pooglądać seriale.

    I tak nam mijały dni, tygodnie, lata. Byliśmy razem półtora roku. To najlepszy czas w moim życiu. Mówiłem jej o wszystkim, nawet o tajemnicach o których nie mówiłem nikomu innemu przez całe życie. Mówiłem o swoich odczuciach, mówiłem o marzeniach i o planach. Powiedziałem jej też kiedyś, że dla mnie słowa są bardzo ważne. Że nigdy nie robię z ust śmietnika i nie wypowiadam pustych słów. I wielokrotnie jej mówiłem, że jest dla mnie tą jedyną. Że nie wyobrażam sobie życia bez niej. Planowaliśmy razem przyszłość, kiedy weźmiemy ślub, ile będziemy mieć dzieci. Obydwoje traktowaliśmy ten związek bardzo poważnie. Obydwoje byliśmy ze sobą najszczęśliwsi na świecie. Ona też mi powiedziała, że słowa są dla niej mega ważne. I też mówiła, że jestem dla niej najważniejszy, że nie wyobraża sobie życia beze mnie.

    Źle to pewnie zabrzmi z moich ust, ale kocham ją bardziej niż swoich rodziców, bardziej niż swoją siostrę. Bardziej niż kogokolwiek innego. Z racji tego, że była dla mnie najbardziej zaufaną osobą na świecie to otwarłem się przed nią całkowicie. Z pełną gamą swoich zachowań i uczuć. I zobaczyłem, że ona mnie rozumie. Że jest przy mnie kiedy jej potrzebuję, że mogę jej wszystko powiedzieć. Kiedy miałem problem zawsze mi pomagała. I wtedy zaczęły się moje problemy z wahaniami nastroju. To nie było tak, że jakoś mega mega zmieniałem swoje zachowanie. Chodzi o to, że z pozoru sytuacja która nie powinna mnie w żaden sposób zasmucić powodowała, że płakałem na jej ramieniu. Wtedy nie do końca to pojmowałem. Rozmawialiśmy o tym, ale myślałem, że ona mnie rozumie. Jednak tak jak mówiłem - zanim mnie poznała była bardzo rozrywkową dziewczyną która w życiu nie zaznała żadnego smutku i po prostu wszystkie sytuacje, w których ja się smuciłem czy nawet płakałem bardzo się na niej obijały. I to był problem. Ja po paru godzinach wracałem do normalności i znów byłem wesoły, a w niej to wszystko się kumulowało, chociaż trochę to ukrywała. Nie spodziewałem się, że to będzie tak brzemienne w skutkach.

    Starałem się z tym walczyć. Wiem, że byłbym w stanie to całkowicie pokonać. Dla niej. Dla niej zmieniłem wiele rzeczy w swoim życiu. Dzięki niej stałem się lepszym człowiekiem. Dla niej rzuciłem palenie z dnia na dzień, bez żadnych tabletek czy preparatów (co prawda udało się dopiero za trzecim razem, ale jednak zrobiłem to). Dzięki niej poprawiłem relacje z rodziną, które były w opłakanym stanie. Naprawdę zmieniała mnie na lepsze. Zrobiłbym dla niej wszystko, z tymi wahaniami też bym sobie poradził, bo psychoterapeuta wskazał mi błędy w myśleniu. Ale o psychoterapeucie za chwilke.

    Te moje smutki były naprawdę bezsensowne, potrafiłem chodzić smutny dlatego, że ona zrobiła sobie kolor włosów który mi się nie podobał. Potrafiłem być smutny bo nie przyjechała do mnie. Teraz to rozumiem, wcześniej nie rozumiałem. Najgorsze jest to, że niby o tym rozmawialiśmy, ale ona nie dała po sobie poznać że aż tak bardzo jej te moje smutki utkwiły w sercu. Mówiła mi, że jej przykro, że ją to boli ale jednak po paru godzinach wracało wszystko do normalności. I ja myślałem, że skoro ja po paru godzinach jestem normalny po takim smutku i o tym zapominam to z nią jest tak samo. Jednak nie było, to była tylko maska, wszystko się kumulowało a ukrywała to pod maską uśmiechu, buziaków i czułych słówek.

    [CZĘŚĆ 3: Czas rozstania]

    Wszystko posypało się lekko ponad miesiąc temu. Pojechała na obóz ze studiów na Mazury. Był to ostatni obóz z tą ekipą i były tam co chwila jakieś melanże, chlanie itd. Ja bardzo za nią tęskniłem, mieliśmy słaby kontakt bo raz że nie miała zasięgu a dwa że w kajaku ciężko odpisywać. Wymienialiśmy dosłownie 5 esemesów dziennie. W któryś dzień jej wyjazdu znów byłem smutny, bo obiecała mi że zadzwoni. A nie zadzwoniła. Tłumaczyła to, że pocieszała koleżankę, bo mama koleżanki chciała się zabić. Innym razem zostawiła telefon w jakiejś knajpie na zapleczu żeby go naładować i też nie mogła zadzwonić. I znów byłem smutny. I tym się chyba pogrzebałem. Bo miała kontrast. Z jednej strony melanż, ognisko, dobra zabawa (zupełnie jak w czasach zanim mnie poznała) a z drugiej strony chłopak, który znów jest smutny i psuje jej nastrój swoim zachowaniem. Wróciła z tego obozu jakaś troszkę obca. Zobaczyliśmy się w dzień jej powrotu. To był piątek, ja pracowałem do 22. Po pracy do niej przyjechałem. Nie była jakaś bardzo rozmowna (tłumaczyła to zmęczeniem) ale chwilę porozmawialiśmy i poszliśmy spać. Rano wstaliśmy, i zacząłem się zbierać, bo w sobotę miałem do pracy na 12 w południe. No i poszedłem do pracy, pisaliśmy tak jak dawniej (czyli esemesy co 5 minut, w nich pełno miłości i czułych słówek). To były akurat wianki. Mieliśmy iść razem na domówkę do jej przyjaciela, z którym urwała kontakt przez związek ze mną. Ale ja jej nie kazałem tego robić, nie zerwała tego kontaktu przez mnie, po prostu obydwoje zaniedbaliśmy przyjaciół bo byliśmy w siebie zapatrzeni. Nie potrafiliśmy oddzielić przyjaciół od ukochanej osoby. Napisała mi w pewnej chwili, że chciałaby iść do tego przyjaciela wcześniej, żeby z nim porozmawiać, przeprosić i odnowić kontakt bo znali się praktycznie od dzieciństwa. Nie do końca podobał mi się ten pomysł, bo chciałem żebyśmy tam poszli razem, jako para. No i koniec końców poszła sama (sam ją do tego namówiłem) a ja nie przyjechałem. Powiedziałem jej, że albo idziemy razem, albo niech idzie sama. No i poszła a ja popełniłem kolejny błąd. Zacząłem robić jej wyrzuty. Bo było mi przykro, że nie poczekała na mnie tej godziny tylko poszła sama. Wtedy odbierałem to jakbym nie był na pierwszym miejscu. Nie wiem czy ktoś mnie rozumie (czy ktoś w ogóle dotarł do tego miejsca w mojej historii?). Mogła iść sama albo ze mną godzinę później. Wybrała, że pójdzie sama. Po prostu było mi przykro. Błędem było to, że tak bardzo okazywałem swój smutek.

    Następnego dnia wymieniliśmy kilka esemesów w nie do końca przyjemnej atmosferze. Później spotkaliśmy się w poniedziałek. Po raz pierwszy w życiu powiedziała mi, że zastanawia się czy to wszystko ma sens. Argumentowała to tym, że przez te moje smutki wszystko się na niej źle odbija. Siedzieliśmy obydwoje nad Wisłą i płakaliśmy. Wtedy po raz pierwszy poddała wątpliwościom nasz związek. Powiedziała, że zaczyna czuć, że to nie jest to. Prosiłem ją o to, żeby nie miała takich myśli. Rozmawialiśmy szczerze. Powiedziała, że musi się zastanowić. Ja chciałem zrobić wszystko, żeby tylko ze mną została. Zgłosiłem się do wspominanego psychoterapeuty w celu zażegnania moich problemów z wahaniami nastroju. Powiedziałem jej o tym i dała mi drugą szansę. Wizytę miałem mieć dopiero w środę 4 lipca. Ale od momentu dania drugiej szansy zachowywała się całkowicie inaczej. Odpisywała raz na 3 godziny (a wcześniej przez 1,5 roku pisaliśmy non stop, dosłownie co 5 minut), przestała mówić czułe słówka. Dosłownie jakbyśmy byli kolegami. Byłem u niej, szykowaliśmy się do jakiegoś wyjścia do galerii, przebierała się i nagle powiedziała do mnie "odwróć się" bo wstydziła się przy mnie ściągnąć koszulkę. No kurwa, tydzień wcześniej spaliśmy razem, uprawialiśmy seks, całowaliśmy się a teraz nagle zaczęła się mnie wstydzić? Starałem się ją zrozumieć bo mówiła, że potrzebuje czasu żeby wszystko wróciło do normalności. Naprawdę się starałem, ale w niektórych momentach nie mogłem wytrzymać tego, że osoba która jest dla mnie najważniejsza traktowała mnie jak obcego. Łzy same napływały mi do oczu kiedy szliśmy ulicą i nie chciała się ze mną trzymać za rękę.

    W kolejną sobotę (dokładnie to był 30 czerwca, czyli 4 dni przed moją terapią i 3 dni po tym jak dała mi drugą szansę) wyszliśmy z jej znajomymi na miasto. Mieliśmy obydwoje się napić, żeby się wyluzować. Miała być domówka i na to byłem przygotowany. A tu nagle zmiany planów, i to od razu kilku. Nagle powiedziała mi, że nie mogę u niej spać bo nie jest na to gotowa. Więc musiałem nie pić, żeby wrócić samochodem. No i jak już tam poszliśmy to wypiłem jedno piwo bo wiedziałem, że do czasu powrotu alkohol zejdzie mi z organizmu. I podczas domówki kolejna zmiana, dziewczyny stwierdziły że chcą na kluby (moja Ania najbardziej była chętna). Nigdy nie przepadałem za klubami bo nie umiem tańczyć i źle się w nich czuję. Ona z kolei kluby uwielbia. Mieliśmy iść razem we dwójkę za tydzień, żebym bez stresu mógł się nauczyć tańczyć. Wiedziała o tym, że nie chcę iść i że mamy iść za tydzień sami, bez znajomych a mimo to bardzo nalegała, żeby iść na kluby. Zgodziłem się, ale byłem małomówny, zły i ogólnie nie w humorze. Bo wszystko to inaczej sobie wyobrażałem. Jednak przemęczyłem się ten wieczór i starałem się dobrze bawić. Cieszyłem się tym, że ona jest szczęśliwa bo robi to co lubi. Naprawdę bardzo mnie to cieszyło, mimo że wyglądałem jakby mi ktoś umarł.

    No i tak sobie leciały te parę dni, aż w końcu nadeszła środa u psychoterapeuty. Poszedłem na spotkanie i pewna mądra kobieta w ciągu godziny wytłumaczyła mi trochę tego i owego. Trochę zmieniła moje myślenie i wiem że to dziwnie zabrzmi ale po jednym spotkaniu już wiedziałem gdzie popełniam błędy i wyciągnąłem wnioski. Miały być kolejne spotkania, ale byłem pewny że sobie ze wszystkim poradzę. Po spotkaniu miałem jeszcze wolną godzinkę przed pracą, i bardzo chciałem spotkać się z dziewczyną, żeby jej opowiedzieć jak poszło na terapii. Powiedziała, że nie może bo jest na uczelni i pożyczyła laptopa koledze i musi czekać, aż skończy. Ja z moim nowym - lepszym - myśleniem zrozumiałem ją, stwierdziłem że okej, dobra, nic nie szkodzi. To porozmawiamy wieczorem. Jestem w 100% pewny, że gdyby podobna sytuacja miała miejsce przed terapią to pewnie robiłbym jej wyrzuty w stylu "Jak to?! kolega ważniejszy ode mnie?! chce z Tobą porozmawiać o ważnej sprawie a Ty wolisz dać lapka koledze?!". Jednak naprawdę zmieniłem myślenie i machnąłem ręką. Wieczorem po pracy wróciłem do domu, otworzyłem sobie piwko, trochę porozmawialiśmy z dziewczyną przez telefon i stwierdziłem, że przysiądę do komputera. A co ważne! Z komputera w ostatnim czasie nie korzystałem w ogóle. Usiadłem do niego pierwszy raz od jakiś dwóch tygodni. I tak czytałem sobie coś o piłce, sprawdzałem kursy u bukmachera i przed snem pomyślałem "a wejdę sobie jeszcze na fejsa luknąć". I okazało się, że u mnie na fejsbuku była zalogowana moja Ania, bo nie wylogowała się ostatnio a ja tego nie zauważyłem bo nie sprawdzałem.

    Akurat pisała z tym przyjacielem z którym była na Wiankach (wtedy kiedy się pokłóciliśmy) i z którym byliśmy na klubach gdy zachowywałem się jak zbity pies. Przypuszczam, że na wiankach jej zrył głowe i poddał pomysł zerwania ze mną. Ja jestem pewny, że on do niej coś czuje, bo sama mi mówiła (nawet kiedy się dopiero poznawaliśmy), że ma takiego przyjaciela który kiedyś się w niej kochał ale ona nigdy z nim nie będzie. Ja też jestem facetem i wiem jak myślą faceci. On ją dalej kocha i teraz wyczuł sytuację, żeby nas rozdzielić. Ona na pewno nigdy z nim nie będzie ale on się łudzi i zrobił to wszystko bo liczył na coś. Bardzo żałuję tego co zrobiłem, ale ciekawość wygrała i przeczytałem ich rozmowę. Tam zobaczyłem, że napisała, że chce ze mną zerwać. Wiem, że to była jej decyzja, ale on na pewno dodał swoje trzy grosze do podjęcia tej decyzji. A podczas tej rozmowy na fejsie, przedstawił mnie jako manipulatora, który manipuluje jej uczuciami, żeby zawsze uzyskać to co chce. Nie zna mnie praktycznie, widział mnie dwa razy na oczy ale mimo wszystko ocenił i przedstawił jej niepochlebną opinie na mój temat. Stwierdził, też że ja pójdę na terapię ale na pewno ona mnie nie zmieni i dalej będę taki sam. A w następnej wiadomości napisał, żeby mnie rzuciła. Że poboli mnie dwa tygodnie i przestanie. No przecież kurwa nawet tutaj zaprzeczył samemu sobie. Skoro uważa, że się nie zmienię a wcześniej miałem myśli samobójcze i ona o tym wiedziała to jak niby po dwóch tygodniach przestanie mnie boleć? No ludzie.

    Jak to przeczytałem to od razu zadzwoniłem po kolegę, wsiedliśmy w samochód i przywiózł mnie do niej. I wtedy zerwała ze mną tak na żywo. Ledwie tydzień po tym jak stwierdziła, że da mi szansę gdy pójdę na terapię. W ten sam dzień w którym byłem na terapii.

    [CZĘŚĆ 4: Po zerwaniu]

    Ja nie mogę się po tym podnieść. Minął miesiąc. Nie chodzę do pracy. Nie jem, nie śpię. Po prostu nie mogę. Mój świat się zawalił. Z dnia na dzień jest coraz gorzej. Kocham ją najmocniej na świecie, jest dla mnie wszystkim. A teraz kiedy jej brakuje moje życie straciło jakikolwiek sens. Wróciłem do palenia. Palę ponad 1,5 paczki dziennie. Byłem u dwóch lekarzy. Nic nie daje rezultatu. Na mojej rodzinie też się to odbija i niszczy ją od środka bo bardzo się o mnie martwią. Problem w tym, że tak jak wspominałem wcześniej - ją kocham bardziej niż rodzinę. Siostra przeze mnie nie poszła na studia. Ojciec po 16 latach bez papierosa w ustach też wrócił do palenia. Babcię raz wiozłem do szpitala, bo wszystkim się przejmuje i prawie już wykitowała. Próbowałem jeszcze walczyć o nią. Ale w zły sposób. Wiem, że źle robiłem ale naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niej i każdy kolejny dzień jest coraz to większym koszmarem. Mam myśli samobójcze, i to takie bardziej zaawansowane. Chciałbym myśleć na chłodno ale nie mogę. Dwa dni po zerwaniu najebałem się, i do niej w nocy dzwoniłem. Później kontaktowała się z nią moja siostra i mama, chociaż ich o to nie prosiłem. Chciały zapytać jak to wygląda z jej perspektywy. Zadzwoniłem parę dni później bo byłem akurat w okolicy, zapytałem czy wyjdzie na chwile porozmawiać. Nie chciała. Tego samego dnia powiedziałem jej, że chciałbym ze sobą skończyć. Zostawiłem listy pożegnalne do rodziców, do siostry i do niej. Zostawiłem portfel, kluczyki do samochodu, dokumenty, spisane hasła. I poszedłem do pracy, po pracy miałem już nie wrócić. Jednak jak byłem w pracy mama znalazła wszystkie te rzeczy które zostawiłem i ze strachu zadzwoniła po policję i karetkę. Zgarnęli mnie z pracy, ale wypuścili. Rodzice się mną opiekowali, wiem że chcą dobrze ale oni nie mogą mi już w żaden sposób pomóc. Minął kolejny tydzień. Pojechałem na pewien most, chciałem się z nią pożegnać. Nie odbierała. Chyba była gdzieś wtedy na imprezie. Stałem całą noc na moście i dzwoniłem co pół godziny, nie odebrała ani razu. Nie zrobiłem tego bo nie chciałem tego robić bez pożegnania. Nie chciałem, żeby później miała wyrzuty sumienia. Żeby to było świadome. To nie żaden szantaż, ani manipulacja. Po prostu chciałem jej o tym powiedzieć i powiedzieć, że tylko ona może to zmienić. Dzwoniłem całą noc, ale nie odbierała. Po cichu liczyłem, że ona mnie uratuje bo tylko ona może to zrobić. Nie chce umierać, ale jeszcze bardziej nie chcę żyć bez niej. Kolejnego wieczoru znów wyruszyłem na ten sam most. Tym razem przygotowałem się, wziąłem też telefon mamy. Ode mnie nie odbierała, odczekałem chwilę i zadzwoniłem z telefonu matki. Powiedziałem tylko kilka słów i gdy wypowiedziałem zdanie "zaraz sobie odpocznę" usłyszałem tylko "weź Ty się lecz" i rozłączyła się. Znów nie udało mi się pożegnać. Wiem, że gdybym to wtedy zrobił to ona miałaby wyrzuty sumienia dlatego znów tego nie zrobiłem. Ona nie traktuje tego poważnie. Myśli, że ja to wszystko mówię, żeby do mnie wróciła. Myśli, że to kolejna manipulacja z mojej strony. A to nie tak. Dodatkowo zjebałem sprawę na tyle, że uwierzy mi dopiero kiedy zobaczy moje ciało w trumnie. I wiem, że wtedy będzie mieć wyrzuty sumienia a tego nie chcę. Chce, żeby to było dla niej świadome. Mojemu przyjacielowi podobno powiedziała, że "gdyby chciał się już zabić to by się zabił, on tylko chce narobić szumu wokół siebie". Wydaje mi się, że to największy mit jeśli chodzi o samobójców. Każdy tak myśli, a prawda jest taka, że nikt nie chce umrzeć bez pożegnania. A takie pożegnanie jest też swego rodzaju ratunkiem o pomoc. Ja pomoc mogę otrzymać tylko od niej. Tak jak napisałem wcześniej, nie chce umierać ale jeszcze bardziej nie widzę sensu życia bez niej. Dlatego po cichu liczyłem, że gdy będę już stał na tej linii to że ona mnie uratuje. A jeśli tego nie zrobi to wtedy wskoczę. I jak na razie nie dałem jej możliwości uratowania mnie, bo mnie do tego nie dopuściła. Wróciłem więc do domu, parę dni później wyjechałem na jakiś czas, żeby odciąć się całkowicie ale to nie pomogło.

    Nie wiem co będzie w najbliższych paru dniach. Na razie się trochę uspokoiłem, ale naprawdę z dnia na dzień jest gorzej. Do niej nic nie dociera, cały czas myśli o mnie jako o manipulatorze, który mówi że chce się zabić dlatego, żeby do mnie wróciła. Nie ma za bardzo osoby, która do niej dotrze. Jeśli ktoś z moich znajomych będzie jej to próbował wytłumaczyć, to ona pomyśli że ja za tym wszystkim stoje. Jej znajomi w ogóle nie znają tego tematu bo nie mówiła im chyba nic o okolicznościach rozstania, a nawet jak im powiedziała to pewnie znów przedstawiła to jako manipulacje. Moja rodzina też niczego jej nie przetłumaczy, bo ona twierdzi, że rodzina powinna się mną zająć. Nie rozumie tego, że tylko ona może mi pomóc.

    Ja jestem takiego zdania, że wszystko to dałoby się naprawić. Dla niej mógłbym zrobić wszystko. Wszystko zmienić i wyzbyć się wszystkich wad. Czemu wcześniej tego nie zrobiłem? Bo nie wiedziałem, że to ma aż taki wpływ. Teraz wiem co straciłem i teraz naprawde nie popełniłbym już żadnego błędu. I wiem, że w ostatnich dniach w jej oczach stałem się nikim, bo według niej mówiłem to wszystko tylko po to aby wróciła. Ale gdyby ktoś potrafił zmienić jej myślenie to mogłaby mnie uratować. Ona twierdzi, że to co było nie wróci. Jasne, wcale nie musi wracać. Można to wszystko zacząć od nowa. Tylko musi chcieć. A ona jest tak bardzo zaślepiona, że jej nie poznaję. Ona sama siebie nie poznaje. Ani ja, ani nikt inny nie widział jej nigdy żeby odmawiała komuś pomocy. Gdyby widziała, że żul leży na ulicy to podeszłaby do niego i kupiła mu bułkę. Dlatego tak bardzo jestem w szoku, że w obliczu sytuacji gdy moje życie wisi na krawędzi to ona ma to gdzieś bo myśli, że to na pokaz.

    #depresja #samobojstwo

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania teraz tym bardziej jestem przekonany, że potrzebujesz pomocy i terapii. Znam ludzi z depresją, którzy już stali nad sznurem, ale dzięki terapii stali się zupełnie innymi ludźmi.

      Nie tylko ty decydujesz o tym, jak będzie toczyło się twoje życie i im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie. Ona widocznie nie chce, by jej życie toczyło się w taki sposób, jaki ty chcesz. Daj jej żyć po swojemu. Deklaracje, że tylko z nią jesteś szczęśliwy to szantaż emocjonalny. Jak to sobie wyobrażasz, że ona będzie z tobą dla twojego szczęścia nawet jeśli sama nie jest szczęśliwa?
      Daj żyć sobie i daj żyć jej.

      Moje uczucie jest dojrzałe, nawet nie wiesz jak bardzo. To nie była wbrew pozorom szczeniacka miłość.
      Twoje wypowiedzi świadczą o czymś zupełnie przeciwnym, zwłaszcza, że nie pozwalasz jej decydować o sobie. To, że jesteś mocno zakochany, nie oznacza od razu dojrzałości uczucia, to nie na tym polega.
      Gdy "miłość mojego życia" zostawiła mnie dla innego, gdy miałem 20 lat, też myślałem, że to już koniec i moje życie straciło sens. Życie pokazało coś zupełnie innego.
      Depresja depresją, ale nie bądź przy okazji niedojrzałą pi*dą, bo takie myślenie nigdzie cię nie zaprowadzi. Idź do specjalisty.
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania

      W sumie niepotrzebnie to wszystko napisałem. Nikt mnie nie rozumie.
      A czego oczekiwałeś, że wszyscy będą ci przytakiwać i mówić, że masz rację?

      Masz problem i jest ci potrzebna profesjonalna pomoc, a nie przytakiwanie randomów z neta.

    • więcej komentarzy (39)

  •  

    #warszawa widzę będzie płonąć...
    #pogoda

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20180804-035640_Weather.jpg

    •  

      @kaarp opłaty można bez problemu wyliczyć na podstawie zużycia poprzednich lokatorów, ale skąd właściciel ma mieć pewność, że ty też będziesz generował podobne koszta?
      Jak poda koszt za pokój całkowity z opłatami, a ty będziesz kopał bitcoiny albo hodował kwiatki ( ͡° ͜ʖ ͡°) to kto mu zapłaci za nadmierne zużycie i na jakiej podstawie skoro już się umówili na takie opłaty w cenie?

    • więcej komentarzy (40)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Na północ od Siemiatycz, pierwsza połowa lat 90tych.
    Wakacje spędzało się na wsi u dziadków, bo na kolonie stać rodziców i wujków nie było posłać dzieci. To myśmy wszyscy jeździli na wieś i gnieździliśmy się z rodzeństwem i kuzynami na gospodarstwie. Było ekstra, obowiązków mało, a nawet jak były to była frajda: wygonić krowy na paśnik, przygonić krowy z paśnika, pomóc w dojeniu (starsze kuzynki)(ręcznie), podlać warzywa w ogrodzie, no i pomoc na roli, czyli jazda ciągnikiem z przyczepką, przewracanie i zbieranie siana, koszenie zboża snopowiązałką, ustawianie i zbieranie snopków. A po za tym hulaj dusza, piekła nie ma. Zbieranie jagód i grzybów na skup, by mieć kieszonkowe i przepieprzanie kieszonkowego jak rano podjeżdżała mleczarka, bo gościu miał w kabinie zamrażarkę i sprzedawał lody. Sklep był 2 wsie dalej i był wyposażony w przyprawy i ocet asortyment do robienia ogórków kierowany do kobiet i łomże i dojlidy - asortyment kierowany do mężczyzn. Pod koniec sierpnia był odpust i można było kupić petardy na straganach lub wieczorem pójsć do remizy na zabawę. Hehe, byłem za mały żeby mnie wpuscili, ale starsi bracia cioteczni wchodzili. Leciały wtedy hity: mydełko fa, rzeki przepłynąłem, śpiąca królewno, może wiatr podpowie mi gdzie mam ciebie szukać dziś, Ewa odeszła. Ciepłą kąpiel brało się w bajli w sobotę wieczorem, wodę nosiło się ze studni wiadrami i podgrzewało w garach na piecu zwanym węgielką. W tygodniu się myło w zimnej wodzie, albo szło do strugi - takiej małej rzeczki, ale bracia nauczyli się obsługiwać stawidło i gdy zamknąć na noc to się robiło kąpielisko takie do pasa głębokości. Chleb się kupowało 3 razy w tygodniu, gdy podjeżdzał samochód z piekarni. W niedzielę rano do kościoła, po południu patrzyliśmy jak dziadek gra z kumplami w karty pod płotem w cieniu. Każdego wieczora przejście przez wieś było stresujące, bo starzy ludzie siadali sobie zbiorowo na ławkach które były przy płotach, przy furtkach i komentowali nas. Z tymi ławkami dziwna sprawa, bo niektóre były pewniakami, zawsze tam ludzie siedzieli, niektóre cykliczne, a na kilku nigdy nikt nie siadał. Były 3 opuszczone domy. W jednym opędzlowywało się wisienki, w innym zbierało papierówki, a w takim u Kostiuka - był największy rarytas - czerwieniejące gruszki - nazwy nie pamiętam. Tak po za tym wieś tętniła życiem, kupa dzieciaków na co drugim podwórku. Ganialiśmy się, graliśmy w chowanego z rozmachem - pamiętam że ktoś się schował kładąc się na dachu od szopy. Z poziomu ziemi był niewidoczny. Zakładało się bazy na drzewie. Potrafiliśmy siedzieć po 2 godziny na gałęziach i gadać. Albo wujek przywiózł z niemiec coś jak monopolly i graliśmy w to. Pamiętam że miejscowi nie potrafili kopać w piłkę. A poza tym obstrzykiwało się kartofle z kopca i gotowało w parniku dla świń. Dzidek bił świnię przed odpustem, by były świeże wyroby a resztę oddawał rodzicom i ciociom i wujkom.

    pokaż spoiler teraz są zamieszkane może 6 domów na 20, sami starcy zostali i dożywają swych dni, jest 2 gospodarzów ktorzy znacząco powiększyli gospodarki, reszta robi w Belgii


    #podlasie #nostalgia #gimbynieznajo

    czemu nie publikujesz ja się pytam, czemu?!

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

  •  

    CBOS: 57% Polaków popiera dalsze opodatkowywanie "zamożnych" przy czym za zamożnych uznają osoby od 3500 zł /m-c netto. Najwięcej zwolenników wśród: wyborców PiS (74%), mieszkańców wsi (61%), wykształceniem zawodowym (66%) i najniższych dochodach. Jednocześnie zwolennicy podnoszenia "bogatszym" podatków sami chcieliby ich płacić mniej. O połowę. Przeciwko są większościowo: os. z zarobkami > 2500 zł/netto (55%), mieszkańcy największych miast (52%), absolwenci studiów (47%). Przeciw też: wyborcy SLD (52%), PO (53%)

    I jak w tym kraju ma być kurwa dobrze?

    #polska #bekazpodludzi #bekazpisu
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Mirki,

    Mam problem. Za jakieś dwa tygodnie żeni się mój dobry, jak mi się wydawało do tej pory kolega. Znamy się kilkanaście lat, mieliśmy wiele wspólnych spraw, rzadziej się widujemy ale utrzymujemy kontakt. W zaufaniu powierzali sny sobie różne sprawy. Jednak.od czasu gdy mieszkamy z różowymi spotykamy się maksymalnie raz w miesiącu.

    Otóż mój kolega nie zaprosił mnie na swoje huczne wesele. Jako jedynego z grona naszych wspólnych znajomych.
    Nie miałbym o to pretensji, sami wiecie jak kosztowne są wesela, jednak przyjąłbym to na klatę. Problem jest taki że totalnie nie rozmawialiśmy na ten temat, on zachowuje się jakby nigdy nic. Boli mnie to, chyba bardziej niż gdyby poinformował mnie o decyzji wprost.

    Przez myśl mi przeszło że organizując swoje królewskie wesele, po prostu zapomniał o wręczeniu mi zaproszenia. Tylko sam się hajtałem w tym roku ( on był tam zaproszony i przyszedł) i wiem że ciężko jest przeoczyć parę na wesele.

    Nie wiem czy mam z nim o tym wprost porozmawiać, czy po prostu pójść do Kościoła nie złożyć życzenia?

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    +: MrKa, dese
    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania
      Ja miałem podobnie i to dwukrotnie.
      Jeden z, wydawałoby się, dobrych kumpli zaprosił wszystkich z naszej skromnej znającej się od lat paczki, tylko nie mnie. O ślubie dowiedziałem się przypadkiem z rozmów pozostałych kumpli.
      Jakieś 2 tygodnie przed ślubem zadzwonił do mnie uprzejmie zapraszając na ślub i wesele, bo ktoś odpadł i zwolniło się miejsce, no dzięki.
      I tak już miałem zaplanowany wyjazd za granicę, więc nie poszedłem.
      Tłumaczył się niby, że musieli się zmieścić w pewnej liczbie gości i niestety nie mogli zaprosić wszystkich których chcieli, szkoda tylko, że reszcie udało się zmieścić.

      W drugim przypadku było nas trzech kumpli, znających się od podstawówki (zaraz stuknie 25 lat). Porozjeżdżaliśmy się po świecie, ale zawsze kontakt utrzymywaliśmy.
      Jeden z nich brał z rok temu ślub. Drugi został świadkiem, ja nie zostałem w ogóle zaproszony, a o ślubie dowiedziałem się po fakcie. Niby kameralna impreza w gronie rodzinnym, ale niesmak pozostał.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Może ktoś będzie znał znaczenie takiego snu.
    Za bardzo już nie pamiętam ale najważniejsze detale zapamiętałem.
    Byłem sobie w mieszkaniu w kamienicy i nagle coś mnie zaniepokoiło więc zszedłem na dół ale nic nie było. Na dole były 3 schody. Jedne z lewej strony, drugie po środku a trzecie po prawej stronie. Jako że na dole nic nie było to chciałem wrócić do mieszkania ale niestety się nie udało gdyż po lewej stronie było ciemno i bałem się iść, to spróbowałem z prawymi schodami niestety drzwi do nich były zamknięte. Wybrałem środkowe drzwi za którymi były schody oświetlone, szerokie. Wchodząc nimi słyszałem głos ''NIE IDŹ NIMI'' bardzo się wystraszyłem. Była to stara kamienica z białymi ścianami w środku. Jakaś blokada blokowała mnie abym nie mógł wrócić do mieszkania na górę.
    Potem się obudziłem cały zalany potem i w strachu. Co to mogło oznaczać?
    Nigdy nie mieszkałem w kamienicy. Mieszkam w nowym bloku 5 letnim a wcześniej w domu jednorodzinnym.
    Naprawdę nie daje mi to spokoju o co z tym chodzi ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #sen #psychologia #psychiatria #religia #pytanie #cotusieodjebalo

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania nikt ci nie podpowie znaczenia tego snu, bo nie siedzi w twojej podświadomości.

      Jak już jesteśmy przy snach, to swego czasu często pojawiał mi się motyw zepsutej windy - albo zjeżdżała w dół poniżej parteru albo w ogóle nie jeździła i na każdym piętrze były szeroko otwarte drzwi do szybu. Z racji zepsutej windy musiałem korzystać ze schodów i tutaj dochodził jeszcze motyw zniszczonych schodów. Schody były wybrakowane, tak jakby zburzone było kilka schodów i nie dało się przejść dalej nad przepaścią, więc tkwiłem tam bez nadziei.
      Oba motywy przewijały się regularnie przez kilka ładnych lat w moich snach, aż nagle zniknęły i od kilku lat nic takiego mi się nie śniło.
      pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Smutłem Mircy.
    Mam wesele pod koniec sierpnia, a dzisiaj dowiedziałem się że nie przyjdzie mój najlepszy przyjaciel od dzieciństwa. Trochę nam się drogi rozeszły, przeprowadził się zagranicę, kontakt coraz bardziej ograniczał się tylko do wiadomości na FB, ale jednak nie spodziewałem się tej imprezy bez niego. Odmówił ze względu na sprawy dziewczyny. Mniej niż miesiąc do wesela a posypało się więcej ważnych dla mnie osób, mimo że każdy przy zapraszaniu potwierdzał że na 100% będzie. Byłem na weselach wszystkich tych osób, w rok-trzy przyjaźnie tak się rozluźniły że teraz dla mało kogo mój ślub jest wysoko w kolejce planów. Odechciało mi się całej tej imprezy bo spędzę ją ze starymi ciotkami zamiast z nierozerwalną do niedawna ekipą (・へ・) Gdybym to zaplanował 3-4 lata temu byliby tam pewnie wszyscy bez świadomości że łączą nas tylko studia a nie przyjaźń na serio.

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania
      U mnie za to w drugą stronę - nie zostałem w ogóle zaproszony na ślub/wesele dobrych kumpli.

      Z jednym miałem niewielką paczkę znajomych, zostali zaproszeni wszyscy oprócz mnie. Przypadkiem z rozmów dowiedziałem się, że w ogóle ma być ślub. Na jakieś 2 tygodnie przed ślubem zadzwonił do mnie uprzejmie zaprosić mnie, bo ktoś odpadł i zwolniło się miejsce, no dzięki. I tak miałem już zaplanowany wyjazd za granicę.

      W drugim przypadku było nas trzech kumpli, znających się od podstawówki (zaraz stuknie 25 lat). Porozjeżdżaliśmy się po świecie, ale zawsze kontakt utrzymywaliśmy.
      Jeden z nich brał z rok temu ślub. Drugi został świadkiem, ja nie zostałem w ogóle zaproszony, a o ślubie dowiedziałem się po fakcie. Niby kameralna impreza w gronie rodzinnym, ale niesmak pozostał.
      pokaż całość

      +: leoha
    • więcej komentarzy (8)

  •  

    to co w sumie z tym #powstaniewarszawskie ? dlaczego mimo kolejnej rocznicy nie mówi sie w bilansie tego, że tak ogromne straty cywilów vs decyzja o powstaniu ? przecież wojskowi nie moga poświecac dla swoich pomysłów aż tyle ludności cywilnej ?
    #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #polska pokaż całość

  •  

    A co jeśli "make your dreams come true" powinno być brane bardziej dosłownie. Może chodzi o sny - w języku polskim zresztą też mówi się "marzenia senne". Kiedyś oglądałem wykład jakiegoś araba o snach bazowany na Koranie, tylko na tyle dużo dogmy islamskiej tam było i co chwilę cytował coś po arabsku, że ciężko było cokolwiek zrozumieć. Pora założyć dziennik snów, od lat się za to zabieram. Szczególnie, że mam ostatnio bardzo wyraźne sny i dużo podejrzanie szczegółowej i zawiłej symboliki.
    #sny #psychologia
    pokaż całość

  •  

    Kurwa.To co się dzieje w Warszawie i 1 sierpnia to dla mnie jakaś abominacja. Masowe spuszczanie się nad największym wpierdolem jaki dostał nasz naród w swojej historii, po absolutnie idiotycznej z militarnego punktu widzenia decyzji.
    #polska #warszawa #powstaniewarszawskie

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika troglodyta_erudyta

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.