•  

    9 listopada 1965 Nowy Jork. Awaria zasilania która objęła obszar około 207 tys. km² w granicach stanów Connecticut, Massachusetts, New Hampshire, New Jersey, Nowy Jork, Pensylwania, Rhode Island, Vermont oraz kanadyjską prowincję Ontario. Przyczyną był wadliwie działający przekaźnik systemu zabezpieczeń w kanadyjskiej hydroelektrowni. Usunięto ją po ok. 30 godzinach.
    yt
    #fotohistoria #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #energetyka
    pokaż całość

    źródło: i.kinja-img.com

  •  

    8 maja 1941 - Port lotniczy Nowy Jork-LaGuardia. Mechanicy i inspektorzy Trans World Airlines podczas prac remontowych samolotów transportowych.
    #fotohistoria #lotnictwo #samoloty #gruparatowaniapoziomu

  •  

    @w_gs: 1946 - Wrak niemieckiego myśliwca Focke-Wulf Fw 190A-8 w pobliżu Norymbergi.
    #fotohistoria #iiwojnaswiatowa #samoloty

  •  

    @w_gs: 20 maja 1945 Belsen - autor: George Rodger.
    Niemiecki chłopiec idzie drogą przy której leżą ofiary obozu w Bergen-Belsen.
    #fotohistoria #iiwojnaswiatowa #gruparatowaniapoziomu #obozykoncentracyjne

    źródło: 04504.jpg 18+

  •  

    24 ROCZNICA WYPADKU ŚMIGŁOWCA TOPR

    1 sierpnia 1994 roku turyści przebywający w rejonie Nosala zobaczyli przelatujący nad Doliną Olczyską ratowniczy śmigłowiec Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Śmigłowiec leci szybko i dość nisko w stronę Zakopanego. Nagle łopaty wirnika zwalniają, śmigłowiec obraca się, odpada od niego fragment ogona i kolejne części. Maszyna zaczyna dymić. Spada na las. Wszystko trwa sekundy. Przypadkowi turyści byli świadkami największej w historii katastrofy lotniczej TOPR. Na pokładzie znajdowały się 4 osoby: 2 ratowników TOPR i 2 pilotów. Wszyscy zginęli.
    Z komunikatu TOPR: W dniu 11 sierpnia 1994 roku o godz. 13.17 miało miejsce najtragiczniejsze zdarzenie w historii polskiego ratownictwa górskiego. W czasie pełnienia czynności ratowniczych w katastrofie śmigłowca Sokół w Dolinie Olczyskiej śmierć ponieśli ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego: Janusz Kubica i Stanisław Mateja oraz piloci: Bogusław Arendarczyk i Janusz Rybicki.
    Był piękny letni dzień i nic nie zapowiadało katastrofy. Rano nad Tatrami przeszła niewielka burza, później wypogodziło się. Panowała piękna słoneczna pogoda. Typowy letni dzień w Tatrach, wielu turystów na szlakach. Zgłoszenie, jakie dotarło na centralę TOPR o wypadku dwóch turystek ze Szwecji, było jednym z wielu, jakie ratownicy otrzymują w czasie wakacji.
    Informowano o złamaniach nóg, w tym jednym dość skomplikowanym, z przemieszczeniem odłamków kości. Zgłoszenie nadeszło o godzinie 12.45 drogą radiową od żołnierzy straży granicznej z Kasprowego Wierchu oraz ratownika dyżurnego z Hali Gąsienicowej. Kontuzjowane turystki znajdowały się w Kotle Gąsienicowym poniżej Kasprowego Wierchu.Tego dnia za wyprawy odpowiedzialny był Janusz Kubica. Urodzony w 1948 roku, doświadczony ratownik o wieloletnim stażu, instruktor taternictwa i ratownictwa. "Z podobnym zapałem, solidnością i głęboką wiedzą, jak taterników, szkolił narybek ratowniczy. Wymagał dużo od innych, ale najwięcej chyba od siebie" - czytamy w informacji TOPR.
    Tuż po przyjęciu zawiadomienia o wypadku Janusz Kubica wraz z zespołem ratowników, tzw. "grupą szturmową" w składzie: Mieczysław Ziach, Roman Kubin, Rafał Mikiewicz oraz Robert Janik (lekarz) ruszyli samochodem na lądowisko. O godzinie 13.09 wystartowali w rejon Kasprowego Wierchu.
    Załogę śmigłowca stanowili piloci: Bogusław Arendarczyk i Janusz Rybicki oraz ratownik pokładowy Stanisław Mateja. Była to solidna i doświadczona grupa.
    Bogusław Arendarczyk z Rabki, urodzony w 1962 roku, "był wyróżniającym się pracownikiem młodego pokolenia, cieszył się dużym uznaniem u przełożonych i dużą sympatią u kolegów. Był człowiekiem, który obowiązki zawodowe traktował bardzo poważnie i odpowiedzialnie, zawsze opanowany...".
    Janusz Rybicki, urodzony w Skarżysku Kamiennej w 1953 roku, "pilot samolotów i śmigłowców (…) brał udział w licznych akcjach ratowniczych na terenie całego kraju. Pełniąc dyżury w Zakopanem uczestniczył w wielu akcjach ratowniczych o dużym stopniu trudności".
    W końcu Stanisław Mateja z Kościeliska, rocznik 1943, "wszechstronnie wyszkolony, niezwykle aktywny i solidny. Równie dobrze radził sobie w jaskiniach, skalnych ścianach i na nartach. Szkolił psy lawinowe ze swoim Czadem na czele. Spokojnie i pewnie współpracował także z pilotami śmigłowca przy skomplikowanych akcjach z powietrza. Brał udział w blisko 250 wyprawach ratunkowych. Idealny model ratownika opracował przed laty Mariusz Zaruski. To chyba Staszek byłby najbliższy charakterologicznie temu ideałowi" (źródło: www.topr.pl).
    - Wystartowaliśmy z dwiema parami noszy. Wydawało się, że to będzie łatwa wyprawa. Lot przebiegał spokojnie - wspomina Mieczysław Ziach, zastępca naczelnika TOPR, zawodowy ratownik TOPR, uczestnik tragicznej wyprawy. - W górnej części Kotła Gąsienicowego, na takim niewielkim wypłaszczeniu obok szlaku, wyskoczyliśmy ze śmigłowca, który pozostał w niskim zawisie. Najpierw chyba Janusz Kubica, który w pewnym momencie zaczął naprowadzać śmigłowiec. Potem Robert Janik i pozostali ratownicy. Ja wyskoczyłem ostatni, odbierałem sprzęt podawany przez Staszka Mateję z pokładu. W pewnym momencie zauważyłem, że Janusz Kubica leży obok śmigłowca nieprzytomny.Okazało się, że ratownik ma bardzo poważną ranę głowy. Ratownicy natychmiast wciągnęli go na pokład. Ostatni meldunek nadany ze śmigłowca, który na dużej prędkości ruszył w stronę Zakopanego, brzmiał: "lądujemy za 3 minuty, potrzebna karetka R".
    - W ostatnim momencie wyskoczyłem ze śmigłowca, gdy już zaczął się wzbijać. Pomyślałem, że skoro są dwie ranne turystki, to powinienem zostać na miejscu i pomóc. Zajęliśmy się kontuzjowanymi. "Sokół" zniknął za Kopą Królową. Po chwili przez radiotelefon usłyszeliśmy, że śmigłowiec nie doleciał - mówi Mieczysław Ziach.
    Kolejne minuty przyniosły wstrząsającą informację: śmigłowiec rozbił się w Dolinie Olczyskiej. Gdy na miejsce dotarły pierwsze ekipy ratunkowe, okazało się, że cała załoga zginęła. Kadłub był zgnieciony, a części śmigłowca porozrzucane po okolicy. Zakopane było porażone rozmiarami tragedii, na miejsce szli nawet zwykli ludzie, by pomóc w akcji.
    Na amatorskim filmie nakręconym przez turystów znajdujących się w rejonie Nosala widać, że katastrofa zaczyna się już w powietrzu. Łopaty wirnika nagle gwałtownie zwalniają. Słychać charakterystyczny dźwięk wolno obracających się łopat. Maszyna zaczyna rotować, odpada część ogona, inne fragmenty. Rozlatuje się w powietrzu. Dymiąc, spada na las.
    Przyczynę tragedii badała Główna Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Z jej ustaleń wynika, że przyczyną katastrofy była awaria głównej łopaty nośnej wirnika głównego, która nastąpiła w wyniku uderzenia o głowę Janusza Kubicy. Pojawiły się też niezależne opinie, w tym doświadczonego pilota Ryszarda Witkowskiego, z których wynika, że rozwarstwienie płata zaczęło się długo wypadkiem na Hali Gąsienicowej, a Janusz Kubica nie spowodował wypadku uderzając w głowę, a był ofiarą uderzoną przez rozwarstwiający się płat (Jurecki J.:Tragedia Sokoła - 15 lat później. "Tygodnik Podhalański", nr 32/1019, 13 sierpnia 2009).
    Każdego roku 11 sierpnia w kaplicy Sióstr Urszulanek na Borach Zakopanem odprawiana jest msza święta w intencji zmarłych ratowników TOPR i pilotów.
    - Była to jedyna katastrofa śmigłowcowa w Tatrach Polskich, w której życie stracili ludzie, choć zdarzały się sytuacje awaryjne - mówi Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. Zdarzenie takie, nagłośnione przez media, miało miejsce podczas akcji ratowniczej po zejściu lawiny z Rysów, która porwała tyskich licealistów. Było to w styczniu 2003 roku.
    "Sokół" regularnie kursował wówczas pomiędzy Zakopanem i Morskim Okiem, transportując na miejsce tragedii ratowników. Podczas jednego z lotów, nad Morskim Okiem, przestał działać jeden z silników. Pilot Henryk Serda nakazał opuszczenie przez ratowników pokładu i rozpoczął powrotny lot do Zakopanego. Po drodze przestał działać drugi z silników. Pilotowi udało się awaryjnie wylądować w Murzasichlu, częściowo uszkadzając maszynę. Na szczęście sam nie doznał obrażeń.
    Awaryjne lądowanie miało także miejsce 15 sierpnia 2012 roku. Podczas akcji ratowniczej na Kościelcu (transport ratowników do śmiertelnego wypadku) w łopatę wirnika uderzył kamień. Śmigłowiec został posadzony nad Zielonym Stawem Gąsienicowym. Szczęśliwie załodze nic się nie stało.
    Natomiast 25 czerwca 1979 roku w Tatrach Słowackich, w rejonie Doliny Młynickiej, doszło do największej pod względem liczby ofiar śmiertelnej katastrofy ratowniczego śmigłowca. Ofiarami byli ratownicy słowackiej Horskiej Zachrannej Służby. "Runął w dół i eksplodował helikopter Mi-8, spieszący z pomocą lekko rannej niemieckiej turystce. Sześciu ratowników zginęło na miejscu, siódmy zmarł w szpitalu (był to znany himalaista Milan Kriššák). Dwóch ratowników mimo ciężkich obrażeń przeżyło" (Józef Nyka, Tatry Słowackie).
    Żródło - Onet 9.08.2013
    Nagranie archiwalne z ćwiczeń załogi śmigłowca TOPR w dniu 11.08.1994 kilka godzin przed katastrofą
    #tatry #gory #topr #lotnictwo #polska #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Prywatne śledztwo (Polska - 1986)

    pokaż spoiler Wilhelmi, Peszek, Trela...

    W wypadku samochodowym ginie żona i dwójka dzieci Rafała Skoneckiego - byłego motocyklisty. Śledztwo milicji nie przynosi efektów i sprawca wypadku pozostaje na wolności. Główny bohater postanawia osobiście odnaleźć winowajcę. Działaniom Skoneckiego towarzyszą zagadkowe morderstwa kierowców ciężarówek. Podejrzenie pada na bohatera...

    #film #filmpolski #motocykle #gimbynieznajo
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    1926 - Der Mensch als Industriepalast
    Fritz Kahn (1888-1968) był niemiecko-żydowskim ginekologiem i autorem prac naukowych, który opracował wyrafinowaną graficzną analogię między anatomią a maszynerią. Jego praca była szeroko rozpowszechniona w Niemczech, dopóki nie została zakazana pod reżimem nazistowskim. Kontynuował publikację, przeprowadzając się do Palestyny i Paryża przed ucieczką do USA z pomocą Alberta Einsteina. W późniejszej pracy z 1943 roku opisuje związek między człowiekiem a maszyną: "wykazują dalekosiężne podobieństwa. Obie czerpią swoją energię ze spalania węgla, który uzyskują z roślin. Człowiek, słabsza maszyna, wykorzystuje do paliwa świeże rośliny, a lokomotywa, mocniejsza maszyna, wykorzystuje skamieniałe rośliny w postaci węgla."
    źródło
    yt

    #gruparatowaniapoziomu #nauka #medycyna #ciekawostki #zainteresowania
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: christies.com

  •  

    Dziś w kalendarzu świąt nieformalnych przypada Wielki Dzień Pszczół.
    Kilka ciekawostek:
    - Kiedy w latach 70. pszczoła użądliła Stanisławę Gierek, zdenerwowany sekretarz partii kazał usunąć wszystkie owady. Ule opuściły więc na jakiś czas warszawskie Łazienki.
    - Na świecie istnieje około 20 000 gatunków pszczół. Większość z nich nie została jeszcze opisana, a więc liczba ta może być dużo większa.
    - Najmniejsze pszczoły miodne to pszczoły karłowate (wschodnioazjatyckie), mają do 0,2 mm. Największe pszczoły to Megachile Pluto, które rosną do 40 mm.
    - Pszczoły miodne żyją w rojach. W jednym roju żyje około dwudziestu tysięcy pszczół choć zdarza się, że nawet do stu tysięcy. Jest wśród nich jedna królowa, setki trutni i tysiące robotnic.
    - Robotnice to samice, ale nie rozmnażają się. Królowa zapewnia potomstwo. Trutnie, to osobniki płci męskiej, nie posiadają żądeł.
    - Pszczoły porozumiewają się za pomocą tańców i wydawania dźwięków.
    - Taniec pszczoły jest zależny od kąta padania światła słonecznego.
    - Podczas lotu pszczoła wykonuje 350-435 ruchów skrzydłami na sekundę, czyli 11 400 razy na minutę.
    - Przeciętny zasięg lotu pszczół wynosi 3 km, a maksymalny może wynieść 10 km i więcej.
    - Pszczoły muszą odwiedzić około 4 milionów kwiatów, aby zebrać nektar na 1 kg miodu.
    - Podczas jednego "kursu" po nektar pszczoła odwiedza 50-100 kwiatów.
    - Pszczoły zbieraczki pobierają nektar z kwiatów, dodają pierwsze enzymy i przynoszą do ula. W ulu przekazują nektar pszczołom ulowym, które wzbogacają świeży nakrop w aminokwasy, kwasy organiczne, dalsze enzymy rozkładające wielocukry na cukry proste i roznoszą nektar po wielu komórkach celem jego zagęszczenia. W miarę gęstnienia, miód przenoszony jest do następnych wyżej położonych komórek, jednocześnie dalej wzbogacany w związki organiczne. Dojrzały gęsty miód jest zasklepiany, komórki plastra zamykane są cienką warstwą wosku.
    - Pszczoła to jedyny owad, którego wytwarzaną dla siebie żywność jada człowiek.
    - Pszczoły wytwarzają miód w ten sam sposób od 150 milionów lat.
    - Miód to: 80% naturalnych cukrów, 18% wody, 2% składników mineralnych, witamin, protein i pyłku.
    - O tym jak wielką rolę spełniają pszczoły przy zapylaniu roślin może świadczyć fakt, że na zebranie 1 kg miodu odwiedzają prawie 8 500 000 kwiatów akacji, 4 200 000 kwiatów eksparcety lub 20 milionów kwiatów koniczyny.
    - W wielu krajach utrzymuje się pasieki wyłącznie w celu zapewnienia odpowiedniego zapylenia upraw. Miód jest bardzo cennym, ale dodatkowych „owocem” pracy pszczół.
    - Niezwykle ważną rolę odgrywają pszczoły w leśnictwie. Ich praca służy zwiększeniu ilości zdrowych i płodnych nasion potrzebnych do odnowienia lasu, pożywienia dla ptactwa, jak i do zwiększenia urodzaju owoców leśnych (poziomek, borówek, czarnych jagód, jeżyn, malin).
    - Obecnie, w okresie coraz silniejszego rozwoju techniki, pszczoły w atmosferze są najczulszym wskaźnikiem stopnia środowiska naturalnego (podobnie jak raki w wodzie).
    - Pszczoła robotnica może wyprodukować w swoim życiu miód w ilości 1/12 łyżeczki od herbaty.
    - Żeby wyprodukować 0,3 kg miodu, pszczoły muszą przelecieć 88 500 km i usiąść na 2 mln kwiatów
    - Przeciętna szybkość pszczoły to tylko 24 kilometry na godzinę.
    - Pszczoły nie rozpoznają koloru czerwonego.
    - Litr miodu waży od 1,38 do 1,45 kg.
    - W słoiku 0,9 l mieści się około 1,25 kg miodu.
    - Na 1 dcm kwadratowym obustronnie mieści się 750 komórek pszczelich.
    - Na 1 dcm obustronnie zasklepionego plastra mieści się 0,3 kg miodu.
    - Na jednej ramce może mieścić się aż 6 500 komórek
    - Do zbudowania 1 kg woszczyzny potrzeba 1,2 mln płytek
    - Pszczoły budują okrągłe cylindry. Dopiero po ogrzaniu do 40°C wosk zaczyna być płynnym i przybiera najbardziej energetycznie oszczędną formę sześciokąta.
    - Królowe pszczoły mogą żyć do 5 lat, składają około 3 000 jaj dziennie
    - Pszczoły są w stanie stwierdzić kiedy umrze królowa, ponieważ przestają wtedy czuć jej feromony. Jeśli królowa umrze przedwcześnie, pszczoły robotnice natychmiast zaczną robić wszystko, aby stworzyć nową królową z istniejących larw. Tak długo jak istnieją larwy, które mają poniżej 3 dni, mogą powstać nowe królowe.
    - Robotnice żyją od 4 do 24 tygodni, pszczoły z końca sierpnia do 6 miesięcy – niektórzy mierzą ilością przelatanych kilometrów; w tym wypadku 850 km jest limitem
    - Trutnie żyją 4-5 tygodni
    - Dojrzałość płciowa: matka 6 dni od wygryzienia, truteń 14 dni od wygryzienia
    - Królowa matka waży 0,17 - 0,2 g, pszczoła waży 0,1 g, a truteń 0, 24 g
    - Gotowe do unasiennienia królowe są zmuszane przez pszczoły do kilkukrotnych lotów godowych (2-5 km), na wys. 15-30 m są unasienniane przez 10-20 trutni. Po stosunku trutnie natychmiast umierają i spadają na ziemię.
    - Rodzina pszczela składa się w 2/3 z pszczół ulowych (młodych) i w 1/3 z pszczół lotnych.
    - Zbieraczki nektaru muszą wykonać aż 20 000 lotów aby zebrać 1 litr słodkiego surowca, z którego powstanie 150 g dojrzałego miodu.
    - Pszczoła lotna wylatuje 7-15 razy dziennie. Przerwy między lotami wynoszą ok. 5 min. Czas trwania lotu to ok. 25-45 min.
    - Pszczoła podczas lotu zużywa 2 mg cukru/1 km.
    - Żeby napełnić wole miodowe (50-60 mm3) pszczoła odwiedza 15-100 kwiatków.
    - Dla wyprodukowania 1 kg miodu pszczoła musi zebrać ok. 3 kg nektaru (60 000 napełnień wola) i przy średniej długości lotu 800 m musi pokonać trasę 40 000 km. (jedno okrążenie kuli ziemskiej).
    - Są dwa rodzaje tańca pszczelego - jeden dotyczy pożytku znajdującego się w odległości do 100 m, a drugi powyżej tej odległości.
    - Pszczoła poza tzw. kompasem zewnętrznym posiada także wewnętrzny, który pokazuje jak daleko w określonym czasie zawędrowało słońce.
    - Gdy słońce jest za chmurą, za punkt orientacyjny służy kawałek niebieskiego nieba.
    - Pszczoła posiada "zegar czasowy", który mówi jej o jakiej porze dana roślina "mioduje".
    - Robotnica waży 0,1 g, wracająca z nektarem jest cięższa o połowę, a z pyłkiem o 1/3 więcej.
    - Ciężar jednej pszczoły niewypełnionej miodem wynosi około 0,1 g, czyli na 1 kg przypada 10000 pszczół.
    - Rój silny to 3 kilogramy pszczół i więcej, średni to około 2 kg, słaby do 1 kg. W jednym kilogramie mieści się 8 500 pszczół wypełnionych miodem.
    - Jeden ładunek pyłku to efekt odwiedzin ok. 100 kwiatów. 20 ładunków wypełnia jedną komórkę plastra.

    #natura #przyroda #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #entomologia #pszczoly #
    pokaż całość

  •  

    Na zdjęciu poniżej możemy zobaczyć jeden z rewersów monety dwufuntowej. W zamyśle projektanta miał on reprezentować rozwój technologiczny od epoki żelaza, przez rewolucję przemysłową, aż do ery cyfrowej. Jeśli się dokładnie przyjrzymy, na rewersie jest 19 zazębionych trybów. Ponieważ użyto nieparzystej liczby, w rzeczywistości taki mechanizm by nie zadziałał.
    #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki pokaż całość

    źródło: coinsbook.net

  •  

    @w_gs: 108 lat temu podczas jednej z najgłośniejszych akcji TOPR zginął Klimek Bachleda.
    Był pierwszym i przez długie lata jedynym ratownikiem, który poniósł śmierć w akcji. Nazywał się Klemens Bachleda, a zapamiętany został pod zdrobniałym imieniem Klimek.
    Wypadek w Jaworowej
    5 sierpnia 1910 roku w Dolinie Jaworowej, w dzisiejszych Tatrach słowackich, rozgrywał się dramat dwóch młodych taterników, studentów Politechniki Lwowskiej, Stanisława Szulakiewicza i Jana Jarzyny, którzy postanowili dokonać pierwszego przejścia północnej ściany Małego Jaworowego Szczytu. Nikt przed nimi nawet nie próbował jej pokonać i być może przecenili własne możliwości, tym bardziej że pogoda od rana była niepewna, a oni poprzednią noc spędzili na biwaku w kosówkach. Asekuracja, jaką stosowali, też była dość iluzoryczna, za pomocą konopnej liny, trzymanej przez towarzysza po prostu… w rękach. Mniej więcej w połowie wysokości ściany prowadzący Jarzyna odpadł od skały, Szulakiewicz nie był w stanie go utrzymać, polecieli obaj. Tylko wyjątkowo szczęśliwym zbiegiem okoliczności lina zaczepiła się o jakiś skalny występ i nie pękła. O dziwo, Jarzyna, który zaliczył dwukrotnie dłuższy lot, wyszedł prawie bez szwanku. Natomiast Szulakiewicz był wprawdzie przytomny, ale nie był w stanie się ruszać. Taternicy próbowali wzywać pomocy, ale nikt tego pochmurnego i dżdżystego dnia nie przechodził doliną. Jarzyna w tej sytuacji podjął jedyną rozsądną decyzję. Zostawił rannemu towarzyszowi całą cieplejszą odzież i resztki jedzenia, a sam ruszył po ratunek. Szanse miał, nawet na uratowanie własnego życia, bardzo niewielkie. Musiał teraz pokonać w zejściu prawie dwieście metrów trudnej i kruchej ściany, bez żadnej asekuracji. A właśnie zaczął padać deszcz i robiło się coraz zimniej. Po dokładnie pięćdziesięciu latach Jan Jarzyna opowiadał Ewie Kossak z "Przekroju": "Dwa razy zjeżdżałem na linie, wbijając haki. I oto nadeszła gradowa burza. Zwały gradowin. Cała ściana zamieniła się w kaskady wody, w szczelinach pełno było lodu z gradu. Woda wlewała się na karku za kołnierz, a wylewała butami. Dwukrotnie leciałem, cudem tylko udało mi się zatrzymać…". A to był przecież dopiero początek. Teraz musiał jeszcze przebyć długą trasę do Morskiego Oka, gdzie był od niedawna jedyny wówczas w Tatrach telefon. Dotarł do schroniska o 10 wieczorem, by w towarzystwie kilku spotkanych tam taterników i przewodników natychmiast… wyruszyć z powrotem pod ścianę, na której zostawił rannego kolegę. Tymczasem zawiadomiony telefonicznie Zaruski, zebrał w Zakopanem kogo się dało i cała grupa wyruszyła góralskimi furkami do Jaworzyny, a stamtąd już pieszo w głąb Doliny Jaworowej.
    "Górski orzeł"
    TOPR liczył wówczas niewiele ponad rok. Starania o utworzenie w Galicji górskiej służby ratowniczej rozpoczęły się znacznie wcześniej, jednak ostateczną decyzję przyspieszyła dopiero śmierć Mieczysława Karłowicza w lutym roku 1909. Jak wiadomo, ten znakomity kompozytor, a zarazem taternik i narciarz, zginął zasypany przez lawinę na ścieżce prowadzącej z Hali Gąsienicowej nad Czarny Staw. Jeszcze jesienią tego samego roku została formalnie powołana do istnienia Straż Ratunkowa TOPR z Mariuszem Zaruskim jako naczelnikiem. Grupa pierwszych ratowników składała się w większości z osiadłych w Zakopanem taterników oraz górali, zawodowych przewodników, którzy od młodych lat prowadzili "panów" po górach. Klemens Bachleda, nie tak już młody, bo dobiegający sześćdziesiątki, był pośród nich jednym z najbardziej doświadczonych. Tradycja głosi nawet, że Mariusz Zaruski chciał, aby Bachleda został pierwszym naczelnikiem pogotowia, ale ten miał odpowiedzieć, że on "ludzkiej duszy na swoje sumienie nie weźmie". Generał mianował go więc swoim zastępcą. Do wszystkiego w życiu doszedł sam. Ojca nie znał. Nazwisko dostał po matce, Zofii Bachledzie Galica, która zresztą szybko go osierociła. Jako dwunastoletni chłopak był już zdany na własne siły. Chwytał się różnych zajęć. Zaczynał jako zwykły parobek u bogatych gazdów. Juhasował na halach. Potem był górnikiem w tatrzańskich "baniach" rudy żelaza i innych minerałów. Chodził za robotą na ówczesne Węgry. Podczas epidemii cholery w roku 1873 odznaczył się jako opiekun chorych i grabarz umarłych. Później dał się poznać jako jeden z najzdolniejszych cieśli, a Stanisław Witkiewicz zatrudniał go przy realizacji swych utrzymanych w stylu zakopiańskim projektów, m.in. willi Koliba przy Kościeliskiej. Po Tatrach chodził od dziecka, za młodu "za kozami", później praktykował przy starszych przewodnikach, wreszcie sam został w tym fachu mistrzem. Jako pierwszy wszedł na kilka tatrzańskich szczytów, m.in. na Ganek, a zimą na Gerlach. Był też jednym z pionierów tatrzańskiego narciarstwa. Jak wspominał Stanisław Barabasz, "Z górali pierwszy Klimek Bachleda zrozumiał wartość nart, zrobił je sobie sam (…) i nauczył się jeździć". Jako pierwszy tatrzański przewodnik prowadził zimą turystów na nartach, choć sam narciarzem nigdy nie był zbyt dobrym. Przyznawał się do tego szczerze, opowiadając Barabaszowi, że turystki tylko "furkały" na nartach, a on, stary, musiał "poniewierać się po śniegu".
    Klimku, wracajcie!
    Los zetknął "starego" Klemensa Bachledę z osiemnastoletnim Janem Jarzyną pod ścianą Małego Jaworowego. Młody student wykazał nie tylko niecodzienną w tej sytuacji przytomność umysłu, sporządzając dokładny szkic drogi, jaką poprzedniego dnia przebył z Szulakiewiczem, ale i hart ducha. Mimo że padał z nóg ze zmęczenia po wspinaczce i trzydziestokilometrowym forsownym marszu, był gotów wejść z powrotem na ścianę razem z ratownikami. Na to jednak Zaruski się nie zgodził. Jarzyna został na dole i dopóki widoczność na to pozwalała, umówionymi znakami naprowadzał uczestników akcji na właściwą trasę. Niestety, pogoda znów była coraz gorsza. Zaruski zanotował, że w czasie akcji: "Deszcz lał zmieszany z gradem i śniegiem, biły pioruny. Z chłodu i wyczerpania sił z trudem posuwaliśmy się naprzód. (…) Gdy przekonałem się, że dalej iść niepodobna, zdrętwiałym i dygocącym w nieustannej lodowej kąpieli dałem znak powrotu, choć dzieliło nas od Szulakiewicza niecałe 100 metrów…". Klimek Bachleda nie posłuchał naczelnika. Odwiązał się od łączącej go z Zaruskim liny i poszedł dalej. Bohaterstwo? Niesubordynacja? Nadal trudno dać na to jednoznaczną odpowiedź. Do legendy przeszło wołanie Zaruskiego: - Klimku, wracajcie! Nie wrócił. Usłyszeli jedynie we mgle łoskot kamiennej lawiny, ale nikt wówczas jeszcze nie dopuszczał do siebie myśli, że Klimkowi mogło się stać coś złego. Był przecież "orłem górskim", lepiej znającym Tatry i bardziej wytrzymałym od nich wszystkich. Kiedy nie pokazał się do następnego dnia, sądzili, że z jakichś powodów wrócił do Zakopanego. Poszukiwania Stanisława Szulakiewicza trwały jeszcze trzy dni. Takie stwierdzenie w najmniejszym stopniu nie oddaje trudów i niebezpieczeństw, na jakie wystawieni byli w czasie tej akcji ratownicy. Ówczesna odzież słabo chroniła przed deszczem i zimnem, namoknięte konopne liny zacinały się w czasie zjazdów. Błądząc godzinami we mgle po rozległej ścianie, ratownicy łatwo mogli podzielić los ratowanego. Tym bardziej, że pięciu z nich zaskoczyła na ścianie noc, którą spędzili w żlebie, narażonym na spadające kamienie. Wreszcie natrafili na zwłoki. Jak zanotował później Zaruski: "Śmierć nastąpiła prawdopodobnie skutkiem zamarznięcia we śnie mniej więcej na dwie doby przed znalezieniem". To znaczy, że w czasie kiedy Klimek Bachleda nie posłuchał swego naczelnika i ruszył samotnie w dalszą drogę, Szulakiewicz mógł jeszcze żyć. Poświęcenie "starego" górala nie było więc bezsensowne.
    Ostatnia droga
    Kiedy 10 sierpnia, w dniu pogrzebu Szulakiewicza, Klimek wciąż się nie pojawił, nikt nie mógł już mieć wątpliwości, że i jemu przytrafiło się nieszczęście. Do Doliny Jaworowej ruszyła nowa, kilkunastoosobowa ekspedycja. Podzieleni na cztery grupy ratownicy już kilka godzin przeszukiwali grań Jaworowych Turni i opadające z niej ściany, kiedy w końcu dał się słyszeć okrzyk: - Klimek znajdziony! To Józef Wawrytko wypatrzył z góry leżące prawie dwieście metrów niżej ciało. Dotarcie do niego zajęło kolejnych pięć dni, bowiem Tatry znów ogarnęła ulewa. Żleb, w którym leżały zwłoki, zamienił się w rwący wodospad. Wreszcie 15 sierpnia trzej góralscy przewodnicy, po kilkugodzinnej morderczej wspinaczce w strugach wody, dotarli do miejsca, w którym leżało zmasakrowane, odarte z odzienia i przywalone ciężkim głazem ciało ich starszego towarzysza. 17 sierpnia 1910 roku pogrzeb Klimka Bachledy zakończył historię tej jednej z najgłośniejszych w całych dziejach TOPR akcji ratunkowych.
    Gazeta Krakowska

    #gory #tatry #ciekawostkihistoryczne #topr #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: ipsb.nina.gov.pl

  •  

    Latający skorpion czyli Wojsiłka pospolita (Panorpa communis).
    Odwłok u samców zakończony kleszczowatymi wyrostkami (przypomina kolec jadowy skorpiona) służącymi do przytrzymania samicy podczas kopulacji.
    W Polsce gatunek pospolity - można go spotkać w lasach mieszanych, wzdłuż rzek i strumieni. Odżywia się nektarem kwiatów, drobnymi, chorymi lub martwymi owadami.
    #natura #przyroda #ciekawostki #biologia #gruparatowaniapoziomu #owady
    pokaż całość

    źródło: alchetron.com

  •  

    Powstańcze radiostacje
    W czasie powstania pracowały w Warszawie dwie radiostacje foniczne dużej mocy Armii Krajowej "Błyskawica" i "Burza".
    W 1943 r. mieszkający w Częstochowie członek Polskiego Związku Krótkofalowców Antoni Zębik ps. "Biegły", który zbiegł z obozu jenieckiego, rozpoczął gromadzenie części do budowy radiostacji fonicznej większej mocy, która mogłaby nawiązać łączność z Londynem. W maju 1943 r. przedstawiciel Dowództwa Wojsk Łączności AK por. inż. Czesław Brodziak ps. "Adler" uzgodnił z konstruktorem szczegóły techniczne radiostacji. Montaż został przeprowadzony na strychu domu Bolesława Drożdża, który wydatnie pomagał przy konstrukcji urządzenia.
    1 września 1943 r. nadajnik został uruchomiony. Słyszalność była dobra na częstotliwości 7 MHz w kraju i 10 MHz w Anglii. Niemcy polowali na radiostację, ale szczęśliwie udało się ja wywieźć na wozach ze słomą i ukryć w innym miejscu. 31 grudnia 1943 radiostacja została przywieziona do Warszawy i ukryta w warsztacie samochodowym przy ul. Huculskiej na Mokotowie. Pod nazwą "Błyskawica" stanowiła w Powstaniu Warszawskim radiostację foniczną Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK.
    W dniu wybuchu powstania okazało się, że wskutek niewłaściwego przechowywania i zamoczenia elementów radiostacja "Błyskawica" nie nadaje się do pracy i wymaga kilkudniowej konserwacji. W tej sytuacji Inspektor Radiokomunikacji Delegatury Rządu mjr Stanisław Noworolski PS. "Zwora" zlecił młodemu krótkofalowcowi Włodzimierzowi Markowskiemu pilne wykonanie drugiej radiostacji fonicznej o podobnych parametrach. Budowa "Burzy" rozpoczęła się 2 sierpnia 1944 po południu w dwóch pokojach Poczty Głównej przy pl. Napoleona (dziś pl. Powstańców Warszawy). Zostały tam przeniesione podzespoły zgromadzone w mieszkaniu pisarza Juliusza Kaden-Bandrowskiego przy ul. Boduena 4. Markowski z pamięci naszkicował schemat ideowy nadajnika. Za podstawę montażową posłużyła deska wycięta z szafy, do której przykręcono płytę czołową z bakelitu. 3 sierpnia po południu nadajnik był gotowy do pracy. Brakowało tylko anten. Tego dnia wieczorem mjr Noworolski dostarczył odpowiednią linkę i przy użyciu istniejących na budynku dwóch masztów została zawieszona 30 metrowa antena. Około północy rozpoczęto strojenie radiostacji i po dwóch godzinach nadano pierwszą próbną audycję.
    Operatorem technicznym radiostacji, redaktorem programów i spikerem był w jednej osobie Włodzimierz Markowski. Nadawane komunikaty pochodziły z "Biuletynów Informacyjnych" BIiP KG AK. Po 15-30 minutach transmisji biuletynów nadawano kilkunastominutowe komunikaty o aktualnej sytuacji w mieście. Były to komunikaty o poszukiwaniach ludzi, potrzebie udzielenia pomocy, prośby i apele o pomoc zagraniczną dla walczącej Warszawy. "Burza" nadawała komunikaty trzy razy dziennie o 10.00, 14.00 i 17.00. Londyn potwierdził słyszalność audycji.
    W międzyczasie 8 sierpnia 1944 por. inż. Czesław Brodziak "Adler" uruchomił przy pomocy zespołu radiotechników radiostację "Błyskawica". Była ona ulokowana w gmachu PKO przy ul. Świętokrzyskiej r. ul. Jasnej. Wykorzystywało ją również dla swoich audycji Polskie Radio. Programy "Błyskawicy" nadawano cztery razy dziennie o 9.45, 14.00, 19.30 i 22.00 na falach krótkich 32,8 m (9,2 MHz) i 52,1 m (5,8 MHz). Czas trwania audycji zależał od zawartości materiałów i nie przekraczał jednej godziny.
    źródło
    #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #powstaniewarszawskie
    pokaż całość

    źródło: pamiec.pl

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika w_gs

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (4)