•  

    Kobiety to jednak dziwne są czasami... Rozmawiam sobie dziś z koleżanką, ta mi opowiada jak to była na randce z naszym wspólnym kolegą i że on się jej pyta, co i gdzie by chciała zjeść, a ta że #sushi tu i tu. No to ja się jej pytam, czy tak lubi to japońskie arcydzieło sztuki kulinarnej, a ona na to: No tak nie za bardzo lubię, ale wiesz, po pierwsze chciałam sprawdzić, czy nie będzie sknerą i zapłaci 3 stówy za kolację, a po drugie na #instagram wrzucę i koleżanki zazdro, że w takiej drogiej "suszarni" sobie jem. Dla mnie trochę dziwne jeść coś, za czym się nie przepada, zamiast czegoś, co się naprawdę lubi, tylko po to, żeby jakieś śmieszne testy "kwalifikacyjne" robić albo lansować się przed znajomymi. A może januszem się już staję i nie ogarniam, kto wie... ( ͡° ʖ̯ ͡°) #rozowepaski #logikarozowychpaskow #niebieskiepaski #randka #kuchnia pokaż całość

    •  

      Kobiety to jednak dziwne są czasami...

      czasami czyli zawsze gdy manipulują?

      No tak nie za bardzo lubię, ale wiesz, po pierwsze chciałam sprawdzić, czy nie będzie sknerą i zapłaci 3 stówy za kolację

      shit-test. stworz prowokacje i zmus do dzialania

      a po drugie na #instagram wrzucę i koleżanki zazdro, że w takiej drogiej "suszarni" sobie jem

      czyli leczenie kompleksow sztucznością i wywoływaniem w innych zazdrosci. tez manipulacja i tez narcyzm:)

      ludzie sie dziwią, a red pill wie wszystko o kobietach
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (29)

  •  

    Wiatjcie Mirki i Mirabelki. Jestem tu nowa, ale dziś to się wkurwiłam i chcę wylać swoje #gorzkiezale napiszę o tym to mi ulży. Chodzi o moje współlokatorki. Mieszkam sobie w #lublin, mam wynajęty pokój dla siebie. W drugim, większym pokoju, mieszkaja dwie laski z #licbaza Ja na I roku studiów, one w I klasie. I ja rozumiem, że poczatki mieszkania poza domem sa trudne, bo też mnie w tym wieku posłali do liceum daleko od domu i musiałam sobie radzić na stancji, ale KURWA. Zasady czystości i uszanowania innych lokatorów to nie jest coś nie do pojęcia. Jednak one tego najwyraźniej nie ogarniaja. Siedza całe popołudnie w tym pokoju, ale dopiero o 21 przypomina im się, żeby zrobić pranie i pralka nie raz chodzi do północy. Zostawienie zlewu zajebanego ich naczyniami na weekend jak jada do domu? Żaden problem. Czasem nawet parę dni brudne naczynia leża tam, gdzie je zostawiły, bo włożyć do zlewu to za wiele. Tak samo usunięcie zapsutego jedzenia z lodówki to nie jest konieczność dopóki nie jebie tak, że nie ma na to słów. Kuchenka może czekać ponad tydzień ujebana po ich gotowaniu, żeby im w końcu przyszło do głowy, żeby ja wyczyścić. Chociaż jedna z nich to przynajmniej coś posprzata, kiedy jest ich kolej na ogarnianie części wspólnych (ale łazienki nie sprzataja NIGDY. Legit, tylko ja czyszczę muszlę, wannę, umywalkę itd., one nawet po kapielach nie zmywaja po sobie wanny). Ale ta druga to... słów brak. Syfiara taka, że poratuj nas panie. Dzisiaj np. jak wychodziła do szkoły, to najwyraźniej wyszła do łazienki w butach na dwór, bo teraz wszędzie na kafelkach jest błoto, wysuszyła sobie włosy I poszła do szkoły. Nie przyszło jej do głowy by to zamieść. Raz obie zostawiły kilka pełnych worków ze śmieciami w korytarzu, żeby wynieść. Zrobiłam aksperyment i uparcie nie wynosiłam, żeby zobaczyć, na ile one moga to tak zostawić. Śmieci leżały w korytarzu TYDZIEŃ, a jak już za bardzo jebały to postawiłam worki przed drzwiami do mieszkania i dopiero wtedy pojęły aluzję. Kurwa, czasem aż nie wierzę. Wiem, że to nie sa też jakieś współlokatorki z piekła rodem, ale i tak sa chujowe. A Wy macie podobne doświadczenia? Pochwalcie się swoimi #chujowiwspolokatorzy ( ͡° ͜ʖ ͡°) #rozowepaski #logikarozowychpaskow #jakzyc pokaż całość

  •  

    #depresja to kurwa.

    Pięć lat męki. Ciągła udręka, przerywana epizodami, w których jako-tako czułam się dobrze i byłam nawet w stanie zdrowo ćwiczyć, czy utrzymywać dobre kontakty ze znajomymi, mieć pasje i po prostu robić coś, co miało dla mnie- o dziwo!- sens.

    Z początku zmagań z depresją wplątane w to były również zaburzenia odżywiania i zaburzenia osobowości. Wspaniały miks. Ćwiczyłam ponad normę- nieraz całą noc, po cichu, żeby rodzice nie usłyszeli, żeby nie słyszeć płaczu matki i drwiącego głosu ojca, który zawsze uważał mnie za spaślaka. Nie wiedziałam kim tak naprawdę jestem. Z jednej strony widziałam, że mam 50 cm w talii, z drugiej strony lustro pokazywało wielkiego grubasa, który nie ma prawa założyć obcisłej koszulki. Nosiłam luźne ciuchy, wstydziłam się każdego milimetra mojego ciała.
    Często doświadczałam depersonalizacji, dziwiłam się że ja jestem w swoim ciele, że ja to ja; bardzo dziwne uczucie - którego również i teraz doświadczam, choć nie tak często jak w tamtym czasie.
    Jako, że miałam 12 lat nikt nie brał na poważnie mojego zachowania. "Hormony, dojrzewasz", od psychiatry słyszałam to samo. Podłamało mnie to, nie widziałam takich zachowań wśród znajomych- byli przebojowi, chodzili na jakieś imprezy organizowane przez miasto, czy to na dyskoteki w szkole. A ja byłam smutna, podejrzliwa. Bałam się krzywdy z każdej strony; byłam przekonana, że nauczycielka mnie chce skrzywdzić. Podejrzewałam każdego o chęć skrzywdzenia mnie. Czułam się coraz gorzej, coraz więcej ćwiczyłam, a mniej jadłam. Moim rekordem było 7 dni niejedzenia. Bardzo byłam z siebie dumna.
    Rok później trafiłam do szpitala psychiatrycznego, po próbie samobójczej i licznych samookaleczeniach. Rodzice przerażeni. Wielkie obietnice ze strony ojca. W ciągu 2 miesięcy dwa razy rozmawiałam z psychologiem. To, co mi powiedział, już totalnie mnie... rozśmieszyło. Kpiłam sobie z nich. Rozumiecie to? Trzynastolatka, która połknęła w cholerę tabletek i pokaleczyła sobie nogi i ręce usłyszała od psychoterapeuty w szpitalu psychiatrycznym, że to nic takiego. Wyrosnę.

    Psychiatrze wprost mówiłam, że znów podejmę się samobójstwa. Paradoksalnie, namówiłam go na wypis przed świętami bożego narodzenia. Równy miesiąc po wielkich obietnicach ojca on je złamał. Przestałam ufać ludziom, znów miałam próbę, jednak matka nie zgodziła się na hospitalizację i tak sobie po woli ciągnęłam marny żywot aż do teraz.

    Mimo, że dużo złych rzeczy się wtedy działo, to przysięgam, że nigdy nie czułam się tak źle, jak teraz. Czuję się pusta. Ciągle zazdrosna o przeszłość partnera. Chciałabym być jego pierwszą, jak i on był moim pierwszym (choć... trochę wieje hipokryzją; często kręciłam z mężczyznami czy nawet kobietami, ale jedynie przez internet), wierzyć w jego zapewnienia, że nigdy nie poznał tak cudownej kobiety. Ale nie potrafię, bo miał inne. Często "one-night stand'y". Boli to bardzo, traktowanie seksu jak zabawę, a nie dowód prawdziwej miłości jest dla mnie nie do zniesienia. Kocham go cholernie, ale to mi utrudnia kontakty z nim. Co ciekawe, przez około rok po tym, jak się nieco dowiedziałam o jego przeszłości, nie przeszkadzało mi to ani trochę. W końcu to mnie pokochał, robi dla mnie wiele, darzy mnie wielkim szacunkiem i co krok mówi mi, że jestem wspaniała. Dopiero teraz zaczęło być to takim kamyczkiem w bucie. Może dlatego, że marzę o śmierci, ale jego obecność mnie odsuwa od samobójstwa, bo nie chcę go zranić, a logicznym byłoby najpierw z nim zerwać, aby mnie znienawidził, a później w spokoju umrzeć?
    Nie pojmuję sama siebie. Nawet dobre zdarzenia powodują myśli, że to czas na śmierć. Boli mnie całe ciało, boli mnie głowa, bolą mnie myśli, gardło, przełyk, brzuch, klatka piersiowa. Nie umiem czytać, choć to kochałam. Nie umiem grać, bo nie sprawia mi to żadnej przyjemności; fabuła gry przestała mieć znaczenie, nauka którą tak kochałam poszła w odstawkę- już kosmos mnie tak nie kręci, angielski stał się nudny, historia mało interesująca a poznawanie matematyki nużące i męczące.

    Cały czas chcę płakać. Uciec, przestać czuć miłość do partnera i zazdrość która mnie przepełnia, znaleźć sens życia, pasje, zainteresowanie życiem. Przestać się męczyć zwykłymi spotkaniami ze znajomymi, których już wieki nie widziałam. Nie czuć tej bezradności, niewiary w wyleczenie, normalne życie. Wszystko wydaje się być poza zasięgiem moich rąk; nieosiągalne dla mnie to, co mają inni. Żal, spowodowany niedocenianiem choćby tego, że mam chleb- inni tego nie mają. Cierpią bardziej. Choć z drugiej strony wydaje mi się, że mało kto czuje takie cierpienie- rzecz jasna, psychiczne- jak ja. Moje myśli ciągle krążą wokół śmierci, zazdrości, bezradności, bólu, bezsenności na zmianę z hipersomnią, zmęczenia- no tak, debilko, nic nie jesz, bo nie potrafisz nawet tego przełknąć- bezsensu. Nie mam siły. Boże, nawet nie mam komu o tym powiedzieć. Wstydzę się moich myśli, jednak anonimowość pozwoliła mi się przełamać.

    Chcę żyć. Ale bez tego balastu.

    #depresja #zalesie
    pokaż całość

  •  

    Laska zapraszala mnie do siebie i wcześniej pisała, że zrobi kolację.
    Ale jednak mogłem się spodziewać co z niej wyjdzie i wyszło szydło z worka, że chciała mnie naciągnąć na darmowe wino i kolację.

    Kurde taka @Hannahalla by mi ugotowala pyszną kolację XD

    #randkujzwykopem #oswiadczenie #logikarozowychpaskow #zaadoptujfaceta #bekazrozowychpaskow #rozowepaski #truestory #takbylo pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

    •  

      @Rozpustnik: Pomine temat wina, bo zdania są podzielone, ale czy ty jesteś ślepy? Dziewczyna ma ewidentne problemy psychiczne. Bedzie obrażalska, złośliwa, bedzie ci sie kazała domyślać i nie bedzie umiała wprost mówić o swoich potrzebach. Sama o tym napisała. Zwariowana cyniczka z ogromnym sarkazmem na twarzy, na zmianę z nadwrażliwością.

    •  

      @Rozpustnik: Pomine temat wina, bo zdania są podzielone, ale czy ty jesteś ślepy? Dziewczyna ma ewidentne problemy psychiczne. Bedzie obrażalska, złośliwa, nieznośna, bedzie ci sie kazała domyślać i nie bedzie umiała wprost mówić o swoich potrzebach. Sama o tym napisała. Zwariowana nieznosna cyniczka z ogromnym sarkazmem na twarzy, na zmianę z nadwrażliwością.

      https://www.wykop.pl/link/4051269/to-twoja-wina-nie-ruszaj-bo-nie-umiesz-wstyd-czy-masz-narcyzow-w-otoczeniu/

      jeśli chciałeś tylko seksu to mogłeś być filmowy romeo i wino przynieść, korona by z głowy nie spadła. dobrego związku nie wroze bo jak poczytasz ten tekst to zauwazysz ze wiele sie zgadza z ta dziewczyna jak narcyzem.

      wogole kobiety w internecie to najczesciej patola, bo jesli z nimi nic nie jest nie tak to maja latwosc wchodzenia w zwiazki. tylko mowie bys uważał i zebys nie brał do siebie tych ataków, bo widac czego w domu nauczyli. ich chamstwa w slowach, ciebie ze sie niby z pustymi rekami nie idzie w gosci, nawet jak jestes zapraszany na pierwszy raz.

      podam moje sytuacje. jesli zapraszalem kobiety do siebie to zawsze miałem wszystko przygotowane sam. nigdy tez kobieta nic ze soba nie przyniosla. ciekaw jestem czy ludzie tak samo by zjechali taka kobiete, czy by bronili czy podwojne standardy sa, ze miala prawo nie wziac ze soba nic do zapraszajacego ja mezczyzne
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (296)

  •  

    #logikarozowychpaskow wczoraj mój różowy mówi do mnie:
    -chyba mnie zdradzasz
    -dlaczego tak myślisz?
    -bo nie mówisz do mnie po imieniu tylko ciągle: kochanie. Pewnie dlatego żeby nie pomylić imion.
    Ach, te kobiety.

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika wardenga

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.