•  

    Sens życia według #pasta #tldr

    Pomimo że jestem urodzonym mieszczuchem i betonowa dżungla jest moim naturalnym środowiskiem, to miewam czasem potrzebę żeby pojechać na wieś. Tak ogólnie zwolnić od tego zapierdalania za wszystkim, poodychać wonią krowich placków, popatrzeć jak ta kurwa dzięcielina pała i takie tam wsiowe akcje.
    Pomaga mi to się trochę wyciszyć, zebrać siły na walkę w miejskiej dżungli, jakoś tak wewnętrznie oczyścić.
    Na wsi odwiedzam Ciocię Jadzię. Mieszka sama, odkąd jej dzieci wydłubały z gumiaków ostatnie źdbła słomy, wyskrobały spod paznokci czarnoziem i zaczęły zgrywać w Londynie światowców na zmywaku i zapomniały trochę o kochanej mamusi, tak jak zapominają polskiego języka, gdy wysiądą z Rayanera na ojczystej ziemi. Najgorszy gatunek. Podludzie choć kuzyni.
    Tak więc odwiedzam ciocię Jadzię, bo to dobra kobieta i tak jakoś mi lepiej jak jej pomogę, coś dla niej zrobię, jakiś nawet drobny dobry uczynek. Skoro codziennie w mieście jestem chujem, to na wsi jako gość dobro od święta czynię i twarz ma nabiera ludzkiego kolorytu. Nawet ciocia mówi, że jestem dobry chłopak i dobrze mi z oczu patrzy. Ona trochę nie dowidzi, ale to miłe.
    Uwielbiam jedzenie na wsi. Te na słono i na słodko. Ciocia mnie rozpieszcza i gotuje różne przysmaki. Nie to że przyjeżdżam i wbijam harpuna w lodówkę. Nie, nie. Robię zakupy, kupuję produkty, których Ciocia na wsi tradycyjnymi sposobami nie jest w stanie uzyskać. Proszę tylko o listę sprawunków, którą muszę zrealizować w lokalnym sklepie. W zasadzie w dwóch. Bo na tej wsi są o dziwo dwa sklepy. Wydawało mi się, że nie ma aż takiego zapotrzebowania, na takiej wsi wystarczyłby chyba jeden sklep. A są dwa i zawsze się koło nich ktoś kręci. Ktoś wchodzi, ktoś wychodzi. Każdy ma tę swoją ławeczkę, na której można skosztować jakiś Cień Samuraja czy inny Czar Teściowej, w towarzystwie miejscowych beneficjentów systemu opieki socjalnej.
    Żeby w pełni zrealizować listę sprawunków, muszę odwiedzić oba sklepy. Wszystko na prośbę Cioci, żeby zaoszczędzić te kilka złotych, które osobiście mam w dupie, ale muszę w domu pochwalić Ciocię za to jak zna lokalny rynek, ceny, bo te faktycznie różnią się przy niektórych produktach dość mocno.
    Ruszam więc, odwiedzam pierwszy sklep - "U Jarka". W sklepie mała kolejeczka, taka zrodzona bardziej z pogadanek, a nie realizacji konkretnych konsumpcyjnych potrzeb. Znam to i z miasta. Jakaś stara kurwa niby po trzy bułeczki, ale się nagada tyle, że w sumie to zdążyłaby je chyba upiec.
    -No u Pana Jarka to jajka jakie duże i tanie, bo tam u Grześka 5 gr droższe!

    Jarek za ladą, z uczynnego ekspedienta, na sam dźwięk imienia Grzesiek nabrał koloru tartego buraka i wybauszył oczy w
    niewytłumaczalnym dla człowieka zakresie.
    -TEN CHUJ TO BY GÓWNO SPOD SIEBIE ZJADŁ! OSTATNIĄ KOSZULĘ BY Z CZŁOWIEKA ZDARŁ PADALEC JEBANY! Z BIEDRY KUPUJE, MYJE CYFRY DENATURATEM I ŻE NIBY JEGO KUROM WYSZŁY Z DUPY. TO KAWAŁ SKURWYSYNA JEST I NIC WIĘCEJ!

    Miałem wrażenie, że Jarek za moment pierdolenie na serce, albo dostanie jakiegoś udaru. Kobita roześmiana kładzie swoją pomarszczoną dłoń na jego pulchnej jak bochen łapie i uspokaja słowami;
    -Spokojnie Panie Jareczku kochany. Ja wszystko wiem, ja po jajeczka zawsze do Pana!

    Zapakowała swoje bambetle i odeszła uradowana. Pan Jarek trochę ostygł, ale wulkan ekspresji podsycił kolejny kolejkowicz ;

    -Jareczku, u Ciebie to winko zawsze dobrze chłodne i przyjemnie się popija. Grzesiek nie ma winka z lodóweczki.

    Jarek uruchamia się ponownie. Znowu przybiera tę wyłupiastość przekrwionych ocznych gałek, niepodobną przedstawicielowi homo sapiens.
    -TA KURWA KRADNIE PRĄD! NA LICZNIKI MAGNESÓW NAJEBAŁ I CHOWA JAK KONTROLERY JADO! A LUDZIOM CHŁODNEGO WINA ŻAŁUJE. NIECH GO KURWA JAMA ZAWALI!

    -To pewnie piwo chłodzi tym kradzionym, bo piwo ma jednak zimne!

    Klient uradowany erupcją ekspedienta wychodzi ze swoją schłodzoną butelką.
    Przychodzi wreszcie moja kolej i recytuję listę zakupów, tych które mam kupić "U Jarka", tak jak zaznaczyła Ciocia. Pan Jarek ostygł na dobre, jest uśmiechnięty do momentu, w którym mówię, że chcę zapłacić kartą. Szybko uspokajam, że mam też gotówkę, ale troszkę go podkurwiłem. Czyni to każdy z klientów, ja nie wychodzę z konwencji.
    Reszta zakupów w sklepie
    "U Grzesia". To niedaleko, bo jakieś 100 metrów od Jarkowego sklepu. Położenie dwóch punktów handlowych w takiej odległości od siebie, na takim zadupiu, to jest jakieś zaprzeczenie praw popytu i podaży (taki mały Radom) ale to się dzieje naprawdę i jest namacalne jak klamka sklepowych drzwi, którą właśnie naciskam.
    Sklep Grzesia od Jarkowego różni się nieznacznie, gdy nie wysłucha się porównań i uwag rzucanych przez klientów, którzy stoją w kolejce. A jest i ta starucha co wytykała u Jarka drożyznę Grzesiowych jaj, jest i smakosz win, zdegustowany nieodpowiednią temperaturą ich serwowania.

    -Panie Grzesiu, a Jarek mówił, że tu w sklepie jaja denaturatem myte, żeby nie było że z markietu podane? - powtórzyła niemal słowo w słowo, co jej Jarek w sklepie o praktykach Grzesia powiedział.
    Grzegorz nie potrafił tak wytrzeszczać przekrwionych gał jak Jarek, ale na twarzy robił się ze złości niemal fioletowy, bijąc barwą krwistą czerwień jarkowego, wzburzonego lica.

    -PANI, ON LEKI JAKIEŚ NA TEN PUSTY ŁEB POWINIEN BRAĆ. ON W ŻYCIU JAJKA OD KURY NIE WIDZIAŁ, TO TAK PIERDOLI JAK POTŁUCZONY! TO JEMU BABY JAJA MYTE Z MARKETU PRZYWOŻĄ, DLATEGO MA TAŃSZE. PANI PATRZY CO JEST NA JAKACH U MNIE! WIDIZI PANI? GÓWNO!!! KURZE GÓWNO!!! TO OD KURY JAJA NIE OD MARKETU!!!

    Zacietrzewienie i coraz ciemniejszy koloryt twarzy Grzesia wywoływał na facjacie czytelne zadowolenie, żeby nie powiedzieć błogostan.
    Uśmiechnięta powiedziała tylko ;
    -Ja wiem panie Grzesiu, ja wiem - i wyszła uradowana z siateczkami z zakupami z obu sklepów.
    Miejscowy Somelier położył na ladę wymiętolony banknot z Mieszkiem I i dziarskim tonem zakrzyknął;

    -Podaj Grzesiu tego piwka, co jak to Jarek mówi, kradzionym prądem chłodzisz.

    -JA W ŻYCIU NIC KURWA NIE UKRADŁEM, ON POJEBANY JEST, NIE UMIE LUDZIOM PODAĆ DOBREGO PIWKA JAK TRZEBA, SAM KURWA SIĘ POD INSTALACJĘ PODPINAŁ, AŻ KRAJALNICĘ DO WĘDLIN POPALIŁ I MÓWIŁ WSZYSTKIM, ŻE W KAWAŁKU DŁUŻEJ LEŻY. WSZYSTKO MACIUKOWA MÓWIŁA. TO JEST KURWA WARIAT, CO SIĘ NA PORZĄDNEGO CZŁOWIEKA UWZIĄŁ!

    Grzesiu daje wykład o niezrównoważeniu konkurenta, przy akompaniamencie śmiechu zebranej w sklepie klienteli. Pan od winka rzucił tylko;
    - Prądu ni mosz chyba darmo, bo wino masz ciepłe na sklepie, ale piwko chłodne pryma sort zawsze Grzesiu. Zawsze.

    Moja kolej. Podobnie jak "U Jarka" szybkie zakupy, żarcik z kartą dla podtrzymania ciśnienia, podziękowanie i zapowiedź ponownej wizyty, znaczy do widzenia.
    Stoję sobie tak gdzieś w połowie drogi między sklepami, palę papierosa i patrzę. Patrzę jak Ci co byli za mną w kolejce "U Grzesia" roześmiani idą do Jarka, a stamtąd wychodzą jeszcze bardziej rozbawieni. Jeszcze kilku klientów odbyło wizytę w obu sklepach, wszystko przy akompaniamencie krzyków i złorzeczeń właścicieli, tłumionych przez ceglane ściany ich sklepików.
    Palę drugiego papierosa i tak patrzę, jak klienci cieszą się tymi nerwami, tym, jadem, tą nienawiścią, które wypływają z tych przybytków tak gęstym strumieniem, że chyba czuję jak chlupią mi w butach. Co kurwa siedzi w tych wieśniakach, że tak się pastwią nad tymi facetami, tak grają na nerwach, pociągają na najcieńszych strunach. Przecież są chyba wystarczająco wkurwieni bliskością konkurencji i utratą zysków, walką o utrzymanie. Po chuj im dokładają? To jest chore wiejskie gówno. Pstrykam niedopałkiem, pobieram odstawione na czas palenia siatki i uciekam do Cioci. Zaraz Cioteczka zrobi jakieś kulinarne cudo, które zamaluje obraz tej pojebanej wsi.

    -Ciociu, tu masz wszystko, wszystko kupiłem. Ale tam nerwowo w tych sklepach. Oni tak zawsze?

    -Oj Adaś. Boga się nie boją. Tylko się modlić za nich. Tylko modlić.

    ***

    Już w mieście. W moje dżungli. Gęstwinie znieczulenia i pozorów.
    Idę do najlepszego w mieście sushi baru. Tam dzisiaj mają takie promo, że płacisz 100 zł i możesz wpierdalać w opór jak dobra świnia.
    Zapisy na ten festiwal zapychania się tym co najsłabiej schodzi są miesiąc wcześniej i wolne miejsca kończą się w oka mgnieniu.
    Nie przychodzę tam tylko się nawpierdalać, ale ze szwedzkiego sushi stołu kompletuję różne zestawy i je fotografuję, tak żeby mieć całą galerię zdjęć. Mogę potem wrzucać zdjęcia niemal codziennie, jak to ja bywam na sushi lunchach, jaką mam pozycję wśród reszty drapieżników. Nie muszą wiedzieć, że karmię się głównie tym co Ciocia Jadzia zapakuje do słoików. Tak cykam fotki rolkom, a kiedy już mam pełną galerię, zabieram swoje koryto i szukam sobie miejsca do samotnej konsumpcji. Wzrokiem szukam gdzie przycupnąć i przez przepierzenienie z koralików widzę wolną miejscówkę w cichym kąciku. Wchodzę przez gąszcz paciorków i zasiadam do stołu, a tam... no nie. No kurwa, no nie. Przy stoliku siedzą sobie zagryzając krewetki w tempurze i popijając zimnym Asahi, nie kto inny jak... JAREK i kurwa GRZESIEK we własnej osobie. Jedzą, piją, szkoda że jeszcze kurwa lulków nie palą, śmieją się i klepią po plecach. Wstaję od stolika, podchodzę do nich i pytam zmieszany z dozą lekkiej konsternacji, co tu się w ogóle do chuja jasnego odpierdala.
    Popatrzyli zdziwieni, minęło kilka krótkich mrugnięć powiekami, żeby poznali we mnie tego młodzieńca od Jadźki Stasiukowej, co w co drugi weekend robi u nich sprawunki. Padli na kolana, zaczęli prosić i błagać, błagać i prosić, żebym się zlitował, nikomu nie mówił, po rękach całują.
    Aż jakaś parka chciała sobie ze mną selfie robić tak na wszelki wypadek, ale przegnani poszli w chuj.

    Powtórzyłem przynajmniej 3 razy, że nic nie powiem nikomu i że tajemnica, aż przebiłem się ze zdaniem - Panowie! Od początku!

    Historia zaczyna się tak, że Jarek postawił sklep, jedyny w Zapizdowie, duma go rozpiera, wyrwał się z kalendarza zasiewów i zbiorów, został prywaciarzem pełną gębą. Jedyny sklep na wiosce, do innego przynajmniej dwie godziny konno. To te zawistne ludzie, furmankami jeździli do innej wsi, żeby się ich ziomek nie bogacił. Jarek już miał się zawijać z interesem, kiedy do głowy przyszedł mu pomysł bez żadnego ekonomicznego uzasadnienia, otworzył drugi sklep i obsadził w roli właściciela, swojego serdecznego kolegę Grześka. Żeby plan się powiódł, zaaranżowali konflikt, taki na śmierć i życie, wojnę dwóch handlarzy, taką z wyzwiskami nie oszczędzającymi najbliższej rodziny, groźbami karalnymi, próbami pobić i podpaleń. Cała wiocha to łyknęła i mieli swoje zapizdowskie reality show, a żeby śledzić je na bieżąco, należy w sklepie jednym i drugim bywać, przychodząc do niego po coś. Cokolwiek kupić. I to był strzał w dziesiątkę. Wszyscy we wsi byli na bieżąco z plotami i aktualnymi wskazaniami hejtometru, przy okazji robiąc zakupy, gdzie ceny towarów były tak rozłożone, że bilans obu sklepów wychodził in plus. Jeżeli coś nie schodziło, to było przenoszone do drugiego sklepu UWAGA! kurwa podkopem. Tak podkopem. Chłopaki zrobili podkop i jak coś nie szło, np droższe o 5 gr jajka, to po drugiej stronie tunelu schodziły jako 5 groszy tańsze.
    Na dwóch sklepach był w zasadzie ten sam towar, a ludzie go rozróżniali i wyrokowali co w danym sklepie jest lepsze niż u konkurenta. No kurwa jajca jak berety i to nie z marketu. Wszyscy niemal podpuszczali na siebie właścicieli i karmili się tą ich nienawiścią i prześcigali się wymyślaniu co to nie jest na drugim sklepie, albo co jeden na drugiego za ladą opowiada. Oni potem przy piwku, w tunelu, opowiadali sobie te wszystkie historie i szczali ze śmiechu do butelek. Szczęka opadła mi coraz niżej, a opadła mi już z zawiasów do końca, gdy Grzesiek z Jarkiem pokazali jak w sekundę osiągają te swoje niespotykane kolory na twarzy, ten wytrzeszcz, by po chwili uśmiechem to gasić. Jaki to teatralny kunszt, wyćwiczony przy żądnych przedstawienia wieśniakach, łaknących ludzkiego wkurwienia. Cierpi na tym wszystkim ich przyjaźń, bo rzadko się widzą poza tunelem. Czasem spotykają się w mieście, w miejscach gdzie nie ma pierogów i schabowego z kapustą, żeby żaden cham wioskowy ich nie spotkał. Jak choćby ten sushi bar, vege restauracje i pijalnie kawy po 20 zł za filiżankę. Tam byli bezpieczni.

    Byłem na tyle mocno zszokowany, że w sumie odechciało mi się jeść. Zapewniłem raz nasty, że to tajemnica, że między nami, że do grobu. Obiecałem, że w sklepach jak będę nie dam po sobie poznać, że nie wydam, że dalej będę wkurwił tym płaceniem kartą i wszystko po staremu, jakbym nigdy nie wiedział. Przysięgałem na prochy przodków, bo ci goście gotowi mnie odjebać w tym barze i może chodziło im to po łbie.
    Pożegnałem się z zapewnieniem rozumienia ich sytuacji i wyrazami podziwu dla całej operacji i wyszedłem z baru na ruchliwą ulicę.

    Szedłem przed siebie, zbierałem goniące myśli. Przebiegłość wioskowych handlarzy rozwaliła mnie na kawałki, ale bardziej uderzyło we mnie prawda, która spłynęła na mnie wraz z darem zrozumienia. Nienawiść. Niby niepotrzebna, niby tak teraz wszyscy chcą z nią walczyć, a jaki to motor, jaki napęd. Kurwa. Przecież nasza scena polityczna, to jak te wypisz wymaluj wioskowe sklepy z tunelem. Powiedz mi kurwa że nie. YouTube i streamerzy? Nic tak nie podbija kanału, jak jakiś konflikt z innym kanałem i wymuszenie na widzu, żeby się kurwa jakoś opowiedział. Teraz nawet może się to skończyć walką w klatce, za niegłupią kasę. Słowo klucz? Nienawiść. Patrzcie na tę naszą bieda scenę hip- kurwa- hop. Wszyscy na siebie srają. Dissy, srissy. Wojny i wojenki. Nienawiść.
    Machina napędowa. Jest o czym rapować, gówno portale mają o czym pisać, wygrzebując nikomu nieznane postacie, co się wypowiadają co sądzą. A najlepiej jak jeszcze ktoś na koniec powie że jest remis, to już widzę między wytwórniami raperów tunel, jak dissujący w nim stoją i ze śmiechu szczają do butelek. Jak w Zapizdowie.
    Przysiadłem na ławce i patrzę tępo przed siebie na oplecione szkłem i stalą korporacyjne biura. Z biura szefa jednego działu do szefa innego działu zapierdalają jak klienci zapizdowskich sklepów, te wszystkie korpo szczury. Nakręcają spiralę nienawiści ploteczkami, opowieściami co, kto, o kim, kto na kogo, ten na tamtego, giełda stanowisk, sympatie, antypatie, lizanie dupy, obrabianie dupy. Jeszcze te głodne zawiści wieśniaki robią to z potrzeby rozrywki, bo tam nic się nie dzieje, tutaj to styl życia i na nie sposób.
    Siedzę i smutno mi trochę. Bo ja nie lepszy w tym wszystkim. Okłamuję siebie i Was. Chuja ja lubię tę wieś, ten klimat, jeżdżę do Jadźki po słoiki i obrzydzać jej rodzone dzieci, pokazywaniem co wrzucają na fejsy, insta i snapchaty. Liczę, że jak dobrze pójdzie i ta podlewana kiełkująca nienawiść wyrośnie, a do tego regularnie Ciotce zapełnię węglem drewniany box przy piecu, to przepisze na mnie gospodarkę, a ja ją sprzedam Niemcowi, nawet razem z Jadźką. No chuj ze mnie, jak już mówiłem. Też na nienawiści chcę zarobić, bo tak teraz działa ten nasz globalny kurwidół.

    A Wy co? Lepsi jesteście? Sami dobrze wiecie. Co ja będę Wam mówił.
    pokaż całość

    +: M......z, FireKoffe +3 innych
  •  

    Za każdym razem jak mijasz wychodzisz na balkon
    #iqos

    źródło: somsiad.png

    +: aRonja
  •  

    Ma ktoś jeszcze te zdjęcia z "pięknej" grupy na FB? widziałem jakiś post, że na prośbę były udostępniane PS ale nie mogę znaleźć;/
    #dziewczynybeztabu

  •  

    Mam na swoim komputerze folder nazwany 'zdjęcia martwych dziewczyn'. I chociaż to nie jest do końca to co myślicie, to i tak jest okropne.

    Za każdym razem jak widzę jakiś artykuł o zamordowanej dzieczynie, patrzę na zdjęcia, żeby zobaczyć czy była ładna. Jeśli jest to zapisuję zdjęcie i wrzucam je do mojego folderu.

    I chociaż zazwyczaj są bardzo ładne, to nie ich uroda mnie kręci - kręci mnie ten pokręcony dreszczyk, gdy pomyślę o tym, że prawie nikt o nich nie pamięta - może oprócz paru najbliższych przyjaciół i bliskiej rodziny - i że nawet oni muszą przecież w końcu odpuścić i iść dalej ze swoim życiem.

    Każda z nich popada w niepamięć coraz bardziej u swoich znajomych, przyjaciół, mentorów - wszystkich ludzi których ścieżki kiedyś spotkały się z jej. W momencie jak walę konia do jej zdjęcia, jestem jedną z ostanich osób na całej ziemi, która dalej o niej myśli.

    Pomimo tego wszystkiego, nie wydobywam wspomnienia o nich po to, aby otoczyć je czcią lub świętować ich życie. Nie, robię to po to, żeby je zbescześcić, zdominować, zrobić z tego wszystkiego jakiś pokręcony i zboczony monument oddany strachu i desperacji który musiały czuć chwilę przed tym jak odeszły.
    A potem dochodzę.

    #wiadomosci #pasta #reddit
    pokaż całość

    +: Apollo1993, N..............n +10 innych
  •  

    Cześć wszystkim.
    Mistrz kuchni na dzisiaj przedstawia niesamowicie atrakcyjny sposób podania kurczaka.
    Palce lizać!

    pokaż spoiler Tylko na takie "mięso" możecie liczyć;p

    #przepisy #gotujzwykopem #przegryw

    GIF

    źródło: aZlPp3jq_700wa_0.gif (1.3MB)

  •  

    Pamiętacie taką pastę o ojcu, który pisał grę dla dziecka i był z niej taki dumny, aż znalazł ją na wyprzedaży w koszyku w jakimś markecie? Szukam tego ...
    #szukam #pasta

  •  

    Długie ale warto:

    Równouprawnienie płci to ostatnio nośny temat. Kupa nieudaczników buja się na tym zbijając polityczny kapitał, reszta jest zwyczajnie zjebana i wydaje im się, że o coś walczą. Tak też było u mnie w szkole, gdzie grupa dziewcząt z klasy maturalnej zamiast zająć się nauką, poczuła wiatr feminizmu dujący w żagiel spierdolenia. Ta ich bieda łódź, którą widziały pewnie jako okręt na oceanie równouprawnienia, płynęła po bezmiarze wkurwienia ludzi, którzy o dziwo w tej szkole chcieli się uczyć.

    Zaczęło się bardzo niewinnie. Kółko wzajemnej adoracji dziewcząt, z którymi uroda nie spotkała się na oddziale porodowym. W tym stanie to już wypada chyba założyć okulary, żeby chociaż sprawiać wrażenia mądrej. Wzrok popsuty od czytania niby. Dziewczęta wydawały się niegroźne, spotykały się po lekcjach żeby czytać swoje wiersze, dokarmiały zwierzątka, zbierały koce, stare ciuchy i makaron, gdy tylko gdzieś zatrzęsła się ziemia. Na tle koła degustatorów dopalaczy, miłośników metalu, hip hopu, techniawek czy niezrzeszonych próbujących jakoś to wszystko przetrwać, to nasze "dziewczyny" wypadały bardzo dobrze, przynajmniej w ocenie grona pedagogicznego. Całe to grono nie wiedziało, w jakie monstrum przeobrazi się ta grupa podlotków i ile nerwów ich to wszystko będzie kosztowało.
    Dziewczęta w wakacje mocno zaangażowały się politycznie. Skupiły się wokół frakcji, w której każdy jest indywidualnie przynajmniej lekko upośledzony, dlatego wszystko zawsze musieli robić Razem. Kiedy my melanżowaliśmy i byczyliśmy się przed tym trudnym rokiem szkolnym, one pikietowały, paradowały, okupowały, demonstrowały. Wszystko dla równouprawnienia i zmiany otaczającego nas świata, na miejsce wszystkim przyjazne.
    Jak bardzo poprzestawiało się pod kopułami było widać już na rozpoczęciu roku. Ciężko skacowany modlę się o szybkie zakończenie tej żenady, ale żenada dopiero nadchodzi. Wchodzi na salę stadko, w liczbie 8 sztuk kolorowych głów. Każda ma w ręku Konstytucję RP.
    Z miejsca spina, że trzech facetów wnosi sztandar szkoły, symbolizując falliczną dominację nad kobietami.
    Mają swój megafon (tak nam się kurwa kółeczko rozwinęło) i drą mordę o art. 33, o równouprawnieniu przy dostępowaniu do godności publicznych i odznaczeń. Nasz szkolny "ochroniarz" Pan Stefan zaczął zawijać to bydło do wyjścia, żeby ratować powagę inauguracji. Te złapały za telefony, wymachiwały Konstytucją, darły mordę, że tak się w Polsce traktuje młode kobiety i tak się łamie ustawę zasadniczą.
    Jednej Stefanowi nie udało się opanować. Olo, a raczej Olka, która z racji swoich gabarytów miała wśród szkolnej braci męski pseudonim. Szkolna rekordzistka w pchnięciu kulą złamała emerytowanego milicjanta w pół i łamiąc klepki w dawno nie cyklinowanym parkiecie, podbiegła do pocztu sztandarowego i poniosła sztandar razem z trzymającym go kurczowo chłopakiem, na znak że kobieta też potrafi i radzi sobie świetnie. Uwagę zwróciła też jej koszulka z napisem MIAŁAM ABORCJĘ, ale nikt nie uwierzył, że ktoś Ola, a raczej Olkę wyruchał.
    Pewnie sprawa znalazłaby swój finał w tym, że koleżanki zostałyby usunięte ze szkoły na zbity, brzydki pysk, ale sprawą zainteresowały się media. Filmy z telefonów opatrzone odpowiednimi hasztagami królowały po zjebanej stronie internetu, jako wyraz czynnej walki z szowinistyczną rzeczywistością. Pod szkołą pojawiło się kilka transmisyjnych wozów, nasze koleżanki udzielały wywiadów, pokazywały otarcia powstałe w szarpaninie ze szkolnym cieciem, wymachiwały konstytucją odgrażając się, że ich walka o "normalność" w placówkach edukacyjnych dopiero się zaczęła i one nie składają broni.
    Dyrektor szkoły to pierdolony oportunista, który przeobrażał się jak kameleon ze swoim światopoglądem, byle tylko utrzymać stołek, na którym posadził go chyba Gomułka. Jak trzeba było to zapierdalał w pochodach majowych z czerwonym sztandarem, kiedy trzeba dla wizerunku leżeć krzyżem w kościele to leżał. Teraz kiedy pytają go o poszanowanie prawa kobiet w jego placówce i stosunek do młodych aktywistek, to pewnie gdyby tylko mógł, to pokazałby cipę, gdyby tylko ją miał i mógł nią wyrazić prokobiecość i swoje dla niej poparcie. Z braku takich narzędzi pozostało mu pochwalić to bydło i zapewnić o wsparciu dla wszystkich płci (aż kurwa dwóch) i że on stoi na straży równouprawnienia. Na pewno przez dwa lata, które zostały mu do emerytury.
    Tak więc nasze koło paskudnych dziewuch walczących o równość dla wszystkich przez wyróżnienie jednej grupy, zyskało mandat do swobodnej agitacyjnej ofensywy.
    Tak zaczęło się pasmo nieustającego zakłócania przebiegu zajęć lekcyjnych, wtykanie ideologii w każdy aspekt szkolnego życia.
    Lekcje języka polskiego zamieniły się w nieustanne komentowanie motywu kobiety w literaturze. Kobiety upodlonej, zniewolonej, kobiety w kajdanach, przykutej do wyznaczonych przez męskie świnie ról, kobiety przez mężczyzn katowane i uśmiercane. Do porzygu.
    W każdym literackim utworze znalazła się jakaś kobieta, która miała przejebane przez swoją kobiecość. Choćby w domyśle. Motyw kobiety w literaturze był do opisania przynajmniej raz w tygodniu. Tak sobie panią polonistkę Asię urobiły. Trolowałem jak tylko mogłem. Potężna praca o Lady Makbet, jakie to było porypane kurwisko, jak pchała Makbeta do zbrodni, ta przebiegła, chytra szuja.
    To mi wynalazły cytat, jak Lady Makbet wzywa złe moce- "Przybądźcie, o wy duchy, żywiciele zabójczych myśli, z płci mej mię wyzujcie i napełnijcie mię od stóp do głowy nieubłaganym okrucieństwem! (...)”. Czyli że duchy zmieniły jej płeć w męską, bo tylko mężczyźni mają charakter i skłonności do wszelkich okropności. Tak sobie to kurwa wymyśliły. Zjebane, ale oczytane.
    Odgryzałem się na fizyce, bo wskazywane osiągnięcia słabej płci (nic ich nie wkurwiało tak jak to powiedzenie) w dziedzinie realnego postępu nauki i świata poznania, były w porównaniu z męskimi co najwyżej skromne. Ale z jednej strony odpierały słabym dostępem do edukacji akademickiej (nawet dzisiaj!), a z drugiej fizyka, tak jak i matematyka (z całą algebrą, arytmetyką i geometrią), biologia, geografia były... kobietą. Tak, tak. Ze względu na żeński rodzaj. Pewnie tak jak kurwa kiła, malaria i abstrakcja.
    Wszystko były w stanie przypasować. O dziwo żeńska nie była tylko religia, bo to dzieło mężczyzn w ogłupianiu mas.
    Co za absurd. Tak, absurd rodzaj męski.
    Lekcje lekcjami, ale poza nimi koleżanki też dały wszystkim popalić. Z racji że byliśmy rocznikiem demogarficznego wyżu, a budynek szkoły z całym zapleczem nie był zbyt okazały, dokuczała nam wszystkim ciasnota, szczególnie w pomieszczeniach szkolnej szatni. Koniec ostatniej lekcji wiązał się z ciągłą przepychanką i przeciskaniem w wyścigu po zmienne odzienie.
    Najgorliwsi w wyścigu z reguły ci, którym za kilka minut spierdalał ostatni pekaes. W szatni jak w mrowisku, i jedna królowa feministka Asia, która wypięła dupę rozmiarów szafy swarzędzkiej, trzydrzwiowej, z lustrem, z półką na orkiestrę symfoniczną, tak że nie ma możliwości nie trącić jej w pogoni za kurtką, butami i oczekującym dyliżansem. Stasiu, najspokojniejszy stulejarz pod słońcem otarł się o to monstrum i ryk straszny i tumult, bo molestujo!
    Ocierał się o feministkę fallusem, który sterczał mu w spodniach w sposób widoczny. Nie zdążył się chłopak wytłumaczyć, że astmatyk i zgrubienie w kieszeni to tylko inhalator. I dywanik u dyra i rodzice wezwani i pekaes spierdolił. Później wszystkie te pizdy łaziły w koszulkach ME TOO, na znak protestu i solidarności z molestowaną Asią. Nikt już nigdy nie wchodził do szatni, kiedy to towarzystwo się przebierało. Bo i po co problemy. W zasadzie to wszyscy unikali jak ognia, bo wystarczyło spojrzenie i nieszczęście gotowe. Każdy spierdalał od tych poczwar, zwłaszcza płeć męska, jak przed naturalnym wrogiem. Z jednym wyjątkiem. Sebastian. Sebastian przez pierwsze 2 lata w liceum był samcem alfa, z tytułu niezwykle rozwiniętej muskulatury. Sztucznie pędzonej, bo już w młodym wieku zaczął przygodę z anabolikami i to takimi, które miesza w garze w piwnicy jakiś sterydowy Panoramix. Nie był to towar apteczny, w ampułkach, tylko plastikowe pudełka na mocz do analizy z podejrzaną oleistą cieczą, z opisem - Dla Seby. Takich Sebów co ładują to w dupę było pewnie wielu, więc mógł otrzymać coś zupełnie innego, co miał aplikować sobie jakiś inny Seba. Odblok był czymś zupełnie obcym i zbędnym dla naszego kolegi i po okresie rozkwitu i rozrostu przyszło załamanie. Ginekomastia na kształt pokaźnego kobiecego biustu, jądra cofnęły się na tyle mocno, że obijały się o miednicę sprawiając, że Seba był wielką grzechotką. Większość lekcji siedział i ssał kciuk, wybuchając płaczem w najmniej oczekiwanych momentach. Jego gospodarka hormonalna to była Syria. Totalny rozpierdol. Wszyscy kręcili z niego bekę, pchali do plecaka staniki kupione w ciuchlandzie, na tablicy napisy - Seba pokaż cycki! - i takie tam. Nasze koleżanki spod znaku spierdolenia bardzo go lubiły, bo wg ich zapatrywań obiekt z chujem i cycami był warty uwagi, można było demonstrować na nim szacunek do wszelkiej inności, pokazywać płciową różnorodność. No taki ich kurwa talizman.
    Na lekcji z wychowawcą, Marta, reprezentantka koła spierdolin wstała i wskazując na Sebastiana rzekła- Sebastian chce coś powiedzieć.
    Seba miał problem z publicznym wystąpieniem, bo mówić z kciukiem w gębie nie jest przecież łatwo. Coś tam kwilił, coś tam chrząkał, za translator posłużyła Marta.
    -Sebastian czuje się kobietą, nie chce być już parszywym samcem, chce być uznany za kobietę i za taką chce być uważany. To już nie jest Sebastian tylko Sabina!
    W klasie zapadła cisza, która dotknęła także wychowawcę, bo w takiej sytuacji i w dzisiejszych czasach naprawdę chuj wie co ma powiedzieć poza- Dobrze, zaakceptujmy to, że nasz kolega chce być naszą koleżanką, to jest dla nas wszystkich wspaniała lekcja tolerancji. Marta, Seba... Sabina, usiądźcie.
    Ale panie profesorze! - nie mogłem wytrzymać- przecież Seba ma chuja, znaczy penis ma i nie może być Sabiną!
    Marta wydała komendę, wyprzedzając jakikolwiek ruch wychowawcy--Sabina pokaż mu!
    Sebastian rozpiął rozporek i faktycznie siur skurczył się na tyle, że nie było widać go w gąszczu łoniaków, a jądra, jak już mówiłem, cofnęły się do środka. Tak Seba został Sabiną. W geście równouprawnienia wychowawca poprawił imię i nazwisko w liście obecności, tak żeby przy odczycie nikt z nauczycieli nie zranił jego uczuć. Seba, a już właściwie Sabina nie musiał chować biustu w obszernych bluzach i obowiązywać go elastycznym bandażem.
    Nikt się nie dopierdalał, bo jeszcze większa niż dotychczas jazda po tak rozchwianym emocjonalnie człowieku może go pchnąć w stronę sznura, czy tam pomóc z okna wyskoczyć. Każdy wiedział, że te kurwy są w stanie ściągnąć tu nawet CNN i wskazać palcem winnych za zamordowanie kobiety w fazie przemiany płciowej. Wyrok jak malowany. Nie ma żartów. Na zwykłego Sebę, faceta z psychą zoraną przez sterydy pies z kulawym chujem by nie nalał. Operacja zmiany płci bez użycia skalpela zakończona pełnym sukcesem. Tak więc koło spierdolonych urosło do dziewięciu członkiń. Stanowiło to jednak pewien problem, bo Sabina nie miała pary na studniówkę. Pozostałe 8 idzie razem w parach, bo przecież żaden samiec nie jest godny ich zaprosić. Zastrzegły w całej szkole, że nie życzą sobie zaproszeń i próśb od samczego rodu. Tak jakby którykolwiek chciał.
    Sabina mogła iść tylko z dziewczyną, ale tutaj też nie było chętnych. Koleżaneczki wymyśliły że pójdzie z kukłą. Kukła będzie jednym wielkim afiszem z hasłami-Łapy precz od mojej cipki!, Moja cipka moja sprawa!,Okres to nie wyrok!, Jarmuż dla wszystkich!, Adoptuj pszczołę! -i takie tam z podręcznika zrytej cipy. Do tego Sabina miała nauczyć się tańczyć z tym poloneza. Że taki niby performance. Ta kukła, to był jebany koszmar, jakiś przerobiony manekin skuty łańcuchami, śladami sztucznej krwi, fioletem pod oczami, no kurwa pomnik kobiety, która ma w dzisiejszym świecie naprawdę przejebane. Po całym tańcu zerwały z niego łańcuchy i przypięły mu skrzydła anioła, bo taka symbolika, a w zasadzie to chuj ich jasny raczy wiedzieć, o co właściwie poszło w tym wszystkim. Tutaj niemal wszystkie dziewczyny odjebane jak pingwin ma święto Antarktydy, a te wywłoki założyły jakieś łachy i jeszcze taki pokaz. Nikt z kadry nie protestował. Każdy czekał aż to się wszystko skończy i pójdą w chuj i z tego balu i ze szkoły w ogóle.
    Wszyscy jakoś się otrząsnęli i zaczęła się impreza. Niby impreza bez alkoholu, ale wszyscy wiemy jak jest. Pite jest dobrze. Jak grono femipizd stroni od facetów, tak Olo, znaczy Ola, przykleiła się do Emila. Najmniejszy w klasie, taki Emilek. I co raz mu garnucha i bicem niczym u Grażyny z mięsnego przyciska, żeby nie spierdolił. Pomyślałem, że to może zupełnie normalny świąd pizdy i marzy jej się dominacja nad karłem, ruined orgasm, te sprawy. Coś niby na rzeczy bo po jakimś czasie ciągnie go w ustronne miejsce. Zostawiłem dziewczynę i kolegów, bo to mogła być chwila warta uwiecznienia, którą mogłem potem obnażyć słabość femi ruchu, że jednak pragnienie bolca jest silniejsze od wszelakich manifestów. Olo zaciągnęła, a w zasadzie za szyję zaniosła do toalety Emilka, nie zamykając do końca drzwi, przez które mogłem obejrzeć co tam kurwa się.
    Marta z telefonem recytuje przygotowany tekst na okoliczność, w którym mówi, że od wielu lat, kobiety są spijane i wykorzystywane na takich jak ta studniówkach i że pęknięcie samczego zwieracza jest niczym w porównaniu z pęknięciem milionów dziewiczych błon, wskutek męskiej przemocy, dominacji, podstępu. Teraz one pokażą jak to jest, jak ktoś wyrucha z partyzanta po pijaku. Emil już ma spodnie ściągnięte do kostek, oparty o grzejnik, jest mu wyraźnie wszystko jedno, wymiotuje. Olo Sabinie podpina na pasie pokaźnych rozmiarów sztuczną fujarę i w objawie cienia litości dla Emila smaruje ją wazeliną. Sabina ssie kciuk, więc chuj wie czy protestuje, czy powtarza za Martą tekst. Sataniści mordujący na czarnych mszach koty są niczym w porównaniu z obrzędami feministek ruchających karłów na balach studniówkowych. Krótka analiza. Jeżeli podniosę alarm, Olo wypierdoli mi takiego liścia, że głowa potoczy się po posadzce i wyląduje w tym miejscu obok muszli, gdzie zawsze ktoś trafia strumieniem moczu. To raz. Dwa, w zasadzie to mogą zawsze powiedzieć, że Sabina to jednak Sebastian i wzięła nad nim górę idea ruchania wszystkiego co nie spierdala na drzewo (jak to samiec), a Emil w tym stanie nie wjebałby się nawet na kilkuletnią jabłoń. Wykręcą się. Ale właśnie. Alarm. Zbijam szybkę i naciskam guzik informujący nakurwiony oddział OSP, że pali się i trzeba jechać. Towarzycho chowa gadżety i spierdala do wyjścia, zostawiając Emila bez spodni na posadzce. Zbieram kupę ręczników papierowych i srajtaśmy, podpalam, żeby jakiś tam pożar, a przede wszystkim dym jednak był, co usprawiedliwi wezwanie ochotników z sikawkami. Skończyło się to tak, że strożoki zlokalizowały Emila zarzyganego w kiblu, zdiagnozowali przyczynę pożaru i alarmu. Gówniarz chciał pewnie papierola zapalić, a najpewniej skręta, bo leży jebany nieprzytomny. Jeszcze go kurwa przekopali ćpuna jebanego. Emila ze szkoły wyjebali, ale to chyba łatwiej nosić łatkę podpalacza, niż wyruchanego w dupę na studniówce przez faceta z cycami i to sztucznym chujem. Na stojaka. Może teraz cierpi, ale ja go uratowałem. Może kiedyś mu wszystko opowiem i podziękuje.
    Te kurwiska wygrały, bo kto spierdolił wszystkim niezapomniane balety? Wiadomo, samiec, pierdolony egoista, który dla chwili własnej przyjemności spierdolił całą imprezę. Z każdym dniem zbliżał się czas egzaminu dojrzałości, więc przykre wspomnienie zaczęło się lekko zacierać i ustąpiło miejsca huraganom stresu i tsunami niepewności. Każdy stara się w tej loterii trafić odpowiednią kumulację punktów, jak w jakimś Multilotku. Ci co chcą na prawo czy medycynę to już Euro Jackpot. Niektórzy bez numerków, tylko zdrapka, administracja zaocznie i chuj. Styka.
    Nasze koleżanki zapowiedziały, że one zaraz po maturze wyjadą z kraju nietolerancji i ciemnoty, żeby studiować Gender. Ale ciężko zdać maturę, skoro nie można do niej przystąpić, bo upierdolą ci rok z jednego przedmiotu. Wychowanie Fizyczne. Pan Jacek Markowicz zagiął parol na te pizdy i za te wszystkie z nimi zajęcia wystawia pałę z w-f. Przebrnąć może jedynie Olo, bo rekord w pchnięciu kulą, rzut młotem, oszczepem, skok z kozłem przez osła. Dała dziewczyna tej szkole worek medali, Jacek jest uczciwy. Ale reszta? One kurwa nie są niedysponowane, bo okres to nie choroba, skrzep jak ślimak ciągnie się po udzie, a ta kurwa skacze na nowiuśki materac, o który Jacek walczył dobre dwa lata i wyszarpał w końcu dotację z MENu. Na pewno nie robił tego dlatego, żeby taki kurwa kopciuch demonstracyjnie nie zakładał pakunów waty w majty, bo krwawienie z krocza to dla niej normalny stan rzeczy. O nie. Poza tym, to koleżanki chciały być stawiane na równi z samcami i były. Nie chciały niższych norm czasu i odległości dla kobiet, to nie. Wf to było prawdziwe równouprawnienie. Jacek stawiał gola za golem i średnia żadnej nie wyszła poza jeden. Zwolnienie lekarskie nie działa wstecz. Żadna zresztą nie chciała się nim wykpić, bo to oznaka słabości, a one girl power w chuj.
    Rada pedagogiczna chciała wymóc presję na Jacku, żeby nie odpierdalał, tylko puścił tępe dzidy i niech idą sobie jak najdalej od nich. Dyrektor wywierał presję, kazał się podporządkować, ale Jacek to stara kadra, w szkole tylko dyro jest dłużej od niego. Zawziął się Jaca na te pizdy i nie odpuścił, a miał ponoć kwity na dyrka, że te remonty co to niby były tak często w szkole, pokrywały się z remontami bliźniaka pana dyrektora i szło dużo więcej materiału, niż było do prac właściwych potrzeba. Projektora zakupionego do użytku nauczycieli, też nikt nigdy nie widział, a dyro wyświetlał 2 ligę niemiecką na całą ścianę w salonie. Nikt tego dyrkowi nie wypominał, ale Jacek miał jaja jak arbuzy i mając podobno jeszcze więcej smaczków z podejrzanego prowadzenia placówki nie ugiął się.
    Jedyne wyjście to egzamin komisyjny. Starcie starego wuefisty, w dresie RFN '74, który z dumą nosił każdą porą roku, z grupą głupich pizd, którym się coś wydawało. Mogły sobie mówić o nim męski szowinista, ale skoro chciały równej normy ocen z młodymi facetami, to miały. Jacek był wyjątkowo skrupulatny i dawał każdej gonga, za każdą próbę, dyscyplinę.
    Powiedział im uczciwie, że mogą naturalnie przyjąć opcję kobiecą, z lżejszym progiem czasów i odległości, ale on dobrze wiedział, że przyznanie się do słabości jako płci, to najgorsza obelga jaką musiałyby w dodatku same sobie wymierzyć. Wszystkie ulane tak, że w żeńskiej kategorii najwyżej dostateczny, a chcą konkurować z kipiącymi testosteronem chłopakami na starcie dorosłości.
    Mimo wszystko nie podawały się. Termin komisa wyznaczony, Jacek Markowicz, kolega Jacka z kuratorium i... ja. Jako pomocnik, dla wuefisty podczas egzaminu. Bieg wystartować, przygotować sprzęt. Zgodziłem się bez wahania.
    W wyznaczonym terminie stawiłem się na asystowanie przy egzaminie komisyjnym. Lochy gotowe, miny zupełnie niewzruszone powagą sytuacji, dla nich to kolejna męska represja, z którą muszą się zmierzyć. Nic nowego.
    Rozpoczął się egzamin. Pan Jacek zarządził solidną rozgrzewkę, w trosce o bezpieczeństwo i bezurazowy przebieg. Już po rozgrzewce rzygały jak koty, ku uciesze Jacka i jego kolegi z kuratorium, którzy raczyli się bimbrem z termosu, którym i mnie poczęstowali. Gdy stanęły do biegu na 500 m, wyglądały już jak po maratonie. Huk startera rozpoczął bieg galaretowatych istot, które co chwila potykały się, przewracały, krwawiły z pozdzieranych kolan i dłoni. Jacek z kolegą już dobrze podchmieleni krzyczeli co chwila--Girl power! Cipki do boju!- i zanosili się śmiechem. Zmaltretowane niedorajdy, na mecie zameldowały się z czasem, który nie dawał im kompletnie nic w żadnej kategorii wiekowej czy płciowej. Nie przeszkadzało im to wyzywać i szydzić z wuefisty Jacka, jego leżącego i nieprzytomnego kolegi z kuratorium (bimber + słońce), no i mnie. Kolejne konkurencje toczyły się w tym samym trybie. Nieporadność galaretowatych cip, szyderczy śmiech pijanego bimbrem i tą chwilą wuefisty, wyzwiska i feministyczne hasła. Jacek chcąc przerwać tę parodię sportu i fizycznej sprawności i czując chyba przesyt tym widowiskiem zaproponował, że będą rzucać oszczepem i jeżeli ich zsumowany wynik będzie równy rekordowi województwa który ustanowił Olo/Ola, to puści je w chuj i niech idą w pizdu. Rzucały po kolei, z bardzo marnym rezultatem, nie mając szans do zbliżenia się do wyniku szkolnego babochłopa. Ostatnia rzucała Stefania (ja pierdolę jakie imię, starzy pojebani), która wzięła solidny rozbieg i już miałem odgwizdać spalenie rzutu po przekroczeniu linii, gdy Stefania podbiegła do Jacka Markowicza i... dźgnęła go trzy razy oszczepem!
    —Co ty kurwa robisz głupia pizdo!- krzyknąłem i rzuciłem się podtrzymać osuwającego się wuefistę.
    Stefania trzymała oszczep w górze w geście triumfu i krzyczy, że dość tortur, dość upokorzeń niewinnych kobiet i że dlatego Markowicz musiał zginąć. Jej koleżanki stały jak zamurowane, sparaliżowane sytuacją i tym, że ktoś ich postulaty wziął w końcu aż tak poważnie.
    Wezwałem pogotowie i próbowałem reanimować przytomnego, rzygającego krwią pana Jacka.
    -Zostaw mnie kurwa bo mnie udusisz! - wybełkotał do mnie, wypluwając cenne mililitry krwi.
    -Widzisz młody, zajebią nas, one nas zajebią. Za zwierzyną kurwy by nie pobiegły to byliśmy potrzebni. Teraz można zamówić zakupy w internecie, to już jesteśmy niepotrzebni. Zajebią nas młody. Zajebią. Ekh, Ekh, ehehehe- (jak się kurwa zapisuje przedśmiertny kaszel?) - Młody znajdź moją byłą żonę i powiedz jej, że jej kurwa nienawidzę, że żałuję że jej nie zabiłem, sram jej do mordy i niech teraz ten jej alfons jej płaci alim...
    Jacek zamknął powieki, a ja uciskałem klatkę piersiową tak mocno, że krew z ran tryskała jak z fontanny. Mimo że nie był podłączony do żadnej aparatury, w głowie słyszałem ten jednostajny dźwięk, oznaczający koniec żywota.
    Patrzyłem na mojego bohatera, ostatniego świadomego samca w naszej szkole, aż odciągnęli mnie od niego sanitariusze. Przez łzy widziałem ogromną plamę krwi w kształcie symbolu Venus. Pozostałą po podniesionym ciele Jacka Markowicza. Stefani już nie było, bagiety skutą zawiozły na komendę, a reszta pizd owinięte złotą folią otrzymywało pomoc psychologa.
    Zanim ochłonąłem na dobre, już byłem przesłuchiwany. Powiedziałem prawdę, czyli opowiedziałem od początku, jak feminazistki sterroryzowały całą lokalną społeczność, jak wyprały mózgi kolejnym członkiniom swojej frakcji i jak wielokrotnym powtarzaniem haseł pełnych nienawiści do mężczyzn, pchnęły Stefanię do tej zbrodni.
    Moje słowa przeciwko im, bo kolega śp Jacka z kuratorium nie pamięta nic, ogłuszony mocą samogonu. A one, ze łzami w oczach opowiadały, jak Jacek uwziął się na nie, nienawidzi kobiet od rozwodu, Stefanię gnębił szczególnie i dziewczyna nie wytrzymała, dlatego krzyczała potem dość tortur, co dało się słyszeć jeszcze z zabierającego ją radiowozu.
    Tymczasem w szkole i w miasteczku żałoba. Trumnę wuefisty wystawiono w sali gimnastycznej, żeby wszyscy mogli się pożegnać. Te kurwy zmyły z włosów kolorowe farby, w czarnych strojach, z krzyżami na szyjach płakały najdonośniej, że to przez język nienawiści jaki ciągle słyszała Stefania, że można tego uniknąć i żeby skończyć z hejtem. W dzień pogrzebu śpiewały piosenki, recytowały poematy. Wszystkie kurwa niewinne, choć zatruły jadem wszystko dookoła. Wybieliły się jebane dokumentnie. Świetnie wypadły w telewizji, wszystko zrzucił na chłopa/ów i krzyczały STOP NIENAWIŚCI!
    Mój głos się nie przebił. Z jednej strony dlatego, że jak tylko rzucałem oskarżenia, to dzielnicowy zamykał mnie na 48 za mowę nienawiści, a ciężko było coś zrozumiale przekazać, bo alfons byłej żony Markowicza wyjebał mi jedynkę, gdy przyszedłem do niej przekazać jej ostatnie słowa byłego męża, wypełniając jego ostatnią wolę.
    Wszystkie skończyły szkołę z 5 z wuefu i poszły w świat. Jedna z nich maluje zajebiste obrazy krwią menstruacyjną, podobno rozchwytywane w Kanadzie. Druga oblewa kwasem krocza rozkraczonych w metrze mężczyzn i ma w pizdę wyświetleń na YT. Trzecia łowi mowę nienawiści na fejsbuniu i zawodowo podpierdala wszystkich za wszystko. Olo reprezentuje Katar w podnoszeniu ciężarów.
    Stefania po krótkim leczeniu przeszła operację zmiany płci i została pospolitym przestępcą. Stefanem. Napadał/a na banki i zjechała na bazę na kilka lat. Jestem pewien, że ona/on coś jeszcze odjebie grubego.
    Reszta popuściła szpary, urodziła dzieci, powychodziła za mąż, czyli znormalniała.
    Ja poszedłem na politechnikę i tam też kilka pizd zaczęło walczyć z męską opresją, ale to zupełnie inna historia, którą być może kiedyś opiszę.
    W każdym razie, w mojej mieścinie feminizm się skończył i całe kurwa szczęście.

    #feminizm #pasta #bekazpodludzi #bekazfeministek #logikarozowychpaskow #licbaza
    pokaż całość

    •  

      @Manjakus

      Stefania po krótkim leczeniu przeszła operację zmiany płci i została pospolitym przestępcą. Stefanem. Napadał/a na banki i zjechała na bazę na kilka lat. Jestem pewien, że ona/on coś jeszcze odjebie grubego.
      ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

  •  

    ostatnio się ciekawej rzeczy dowiedziałem. Ruchałem się z takim typkiem ze studiów i przez przypadek jak mnie popychał, to się chwycił szafki co była obok i zahaczył o taki wystający kabelek bez odwodu od lamki i go prąd kopnął, ale najlepsze jest, to że jako, że człowiek jest przewodnikiem prądu, to przez jego penisa mi przeszedł taki elektrowstrząs do odbytu, zajebiste uczucie xd potem się śmialiśmy, że jest thorem
    #pasta #metoo
    pokaż całość

  •  

    Napisz książkę fantastyczną z ciekawym światem, ciężkim klimatem i niejednoznacznymi moralnie bohaterami
    Książka staje się bestsellerem w twoim kraju
    Mimo napisania jej w ******* języku tłumaczą ją i wydajają za granicą
    Jeździj po konwentach bądź ulubieńcem fanów
    W końcu jesteś wybitnym pisarzem
    Zacznij pisać inne książki, które też się sprzedają, choć już nie aż tak dobrze
    Pod wpływem sukcesu rzuć stare zajęcie
    Wygryw.odt
    Pewnego dnia zgłasza się do Ciebie małe studio chcąc zaadaptować Twoją książkę na gre
    Gry są dla *****
    Studio nie wydalo dotychczas żadnej gry
    Jest z ********* kraju w Europie w którym nic się nigdy nie udaje
    No i gry są dla ******
    Zgódź się, gra pewnie i tak nie wyjdzie, a dają zaliczkę
    Po pewnym czasie gra jednak wychodzi
    Jebany sukces, robią nawet sequele
    Każdy lepszy od poprzedniego
    Setki tysięcy jeśli nie miliony fanów
    Dobre recenzje
    Nawet sprzedaż książek ci rośnie
    Dostań wkurwa, że wziąłeś tylko marną zaliczkę i mogłeś brać udzial przy jej tworzeniu i zostać milionerem
    Po chwili przypomnij sobie, że nie jestes ******* i te kilka lat temu dokładnie to zrobiłeś biorąc czynny udział przy jej powstaniu
    Bądź spokojny o swoje życie i pisz książki w spokoju


    pokaż spoiler Nazywaj się Dmitry Glukhovsky..


    #pasta #ksiazki
    pokaż całość

  •  

    Jak wygląda umawianie się z ostrymi laskami przez internet
    Sytuacja jest typowa, tfu, przeklęty internet…

    Poznajesz jakąś dziewczynę on-line, albo po prostu piszesz z koleżanką ze studiów na fejsie i po jakimś czasie się zaczyna nakręcanie sprężyny damsko-męskiej błazenady w tej pieprzonej grze pozorów. Zaczyna się niewinnie, kiedy ona pisze ci

    "Wiesz Piotrek, fajny jesteś."

    "Masz świetne podejście do życia Piotrek."

    albo jeszcze to moje ulubione

    "Hi hi hi, zawsze potrafisz mnie rozbawić, naprawdę nie wiem jak Ty to robisz, nikt inny tak na mnie nie działa."

    Drugi stopnień to zawody w potwierdzaniu. Śmieszny trik. Kiedyś raz powiedziałeś na przykład, że podobają ci się gwanako andyjskie, albo że pojechałbyś do Urugwaju i po jakimś czasie ni stąd ni zowąd ona wyskakuje do ciebie z tekstem

    "Wiesz Piotrek, ostatnio byłam w IKEI i widziałam taką śliczną makatkę w gwanako, ale bym ją chciała mieć."

    A ze dwa tygodnie później:

    "Tak sobie myślałam, że strasznie bym chciała pojechać do Urugwaju, pogłaskać sobie takiego gwanako. Uwielbiam Urugwaj, a gwanako są takie słodkie."

    I to nieuchronnie nadciągające

    "Może pojedziemy tam kiedyś razem?"

    Jeśli jesteś już w tym miejscu znajomości, a jeszcze nie zamoczyłeś, to wiedz, że masz już przeje*ane. Zaczyna się oczywiście niewinnie:

    "Lubisz pieseł? O! Ja też! hi hi, je*ać koty, zapchlone szony bez uczuć, hi hi."

    "Wolisz klucze nasadowe od oczkowych? Ja też je uwielbiam Piotrek, hi hi, tyle rzeczy nas łączy."

    Nie wierz w ani jedno słowo - wystarczy, że przejrzysz jej zdjęcia na Instagramie i zobaczysz, że na co drugim zdjęciu jest z kotem z dopiskiem Mój Bulbuleciek kochany, na co trzecim ma w ręku klucz oczkowy, a na co piątym widać, że ma na ścianie makatkę z pieprzonymi lamami, a nie z gwanako! Żeby to chociaż alpaka była, z alpaki można robić fajne koce, ale nie, tfu, pieprzone lamy. It’s a trap! To pułapka! Jeśli tu jesteś to uciekaj póki Mojżesz, Piotrek!

    Trzeci stopień to już bardzo skomplikowany atak na twój mentalny penis, ale nie, nie powie tego normalnie. To wygląda tak, że zacznie w końcu poruszać jakieś tematy, które będą powoli nakierowywać rozmowy na tematy łóżkowe. Będzie robić wszystko, żebyś sobie wyobrażał różne rzeczy. Przy okazji zacznie się reklamować tekstami typu:

    "Wiesz, do tego trzeba mieć, mmm... wyczucie."

    "To trzeba dobrze, rozumisz Piotrek, się rozgrzać i wtedy wszystko można mmm... zrobić."

    "Seks jest bardzo ważny i potrzebny, żeby związek był dobry. Bez dobrego seksu nie ma związku."

    "Oj Piotrek, ale to przecież oczywiste, że trzeba połykać, tak jest zdrowiej, praktyczniej i czyściej."

    WTF!? Co tu się właśnie? Tak! Powiedziała ci, że po skończonym lodziku trzeba połykać. Niby nie powiedziała, że sama by chętnie i że łykałaby twojego zaganiacza gwanako jak arab naftę, ale powiedziała, że trzeba połykać. Twój mózg wchodzi w mindfuck mode. Tysiące pytań bez odpowiedzi! A może to tylko halucynacje z nieporuchania? Co to znaczy?
    Tak, to znaczy, że właśnie ci powiedziała, że połyka. No gratuluję, teraz sobie wyobrażaj pod kocykiem z alpaki to i tamto.
    Czwarty stopień to kolejne potwierdzenie tego co sobie wyobrażasz. Zaczyna się niewinnie. Ona wstawia na swoją tablicę na fejsie rzeczy, które w zasadzie kierowane są TYLKO DO CIEBIE. Zaczęła postować piosenki twoich ulubionych zespołów, twoje ulubione memy "hari pota zwal mi kutas", a do tego najważniejsze - te złote myśli z jakichś fanpejdży typu Suki bez serca, czy W dzień jestem dobrą kobietą, ale nocą rucham się jak szalona w rytmach Behemota.

    To jest coś takiego np. jak

    "Tam, gdzie warto dotrzeć nie ma dróg na skróty"

    No i co Ty sobie masz myśleć o tym? Oczywiście, że myślisz o ruchaniu. Jasne, dobra, nie można tak pochopnie osądzać. Bardzo możliwe, że zdjęcie jest przypadkowe, a tekst to cytat z Karola Wojtyły, jeden z tych słynnych cytatów o chodzeniu po górach.

    Zresztą... w tej chwili nawet autentyk z Wojtyły by Cię nakręcił tak, że penisem przebiłbyś biurko.

    "Droga do celu to nie połowa przyjemności, to cała przyjemność" - K.W.

    Twój mózg dostaje totalnego kociokwiku i, cytując kolejnego klasyka polskiej sceny gangsta-rapu, krzyczy do penisa "Co?", a ten mu odpowiada "Co? Je*ać mi się chce!".

    Stopień piąty tu zaczyna się robić ostro - zaczęliście rozmawiać już o seksie. Ona potwierdza tylko to, czego wcześniej się domyśliłeś - jest naprawdę ostrą laseczką lubiącą porządnie się chędożyć, ale to tak, że nie trzeba pod łóżkiem zamiatać, bo co wieczór różnice ciśnień spowodowane przez ruch materaca powodują wypchnięcie cząsteczek kurzu spod tego szalonego łoża hardkoru. Co ja mówię, co wieczór, co północ i dwa razy na śniadanie. W sypialni, w jadalni, pod prysznicem i w kuchni - jak się do ciebie przeprowadzi to w ogóle nie trzeba będzie odkurzać, co najwyżej wygłuszyć trochę ściany makatkami z IKEI. W tej chwili to już je*ać, mogą być nawet w lamy.

    Umawialiście się w międzyczasie już kilka razy, ale jeszcze bez seksów, więc nawet będąc w towarzystwie ona dawała ci sygnały, puszczała oczko, uchylała usta, przygryzała wargi, układała rękę tak, niby zupełnym przypadkiem akurat w ten sposób, że twój wewnętrzny Szekspirowski Hamlet widział już tam okiem wyobraźni swojego nabrzmiałego pytonga w jej dłoni. Czizys jasny, a w dodatku przecież lubi na ostro i łyka jak Moby Dick (dick, he he, teraz to już wszystko kojarzy ci się z seksem).

    Przy tym natłoku połączonych faktów teraz to mózg krzyczy do penisa "JE, JE, JE, JE*AĆ MI SIĘ CHCE" i już absolutnie wszystko w wykonaniu tej dziewczyny jest seksowne.

    Miałem jedną taką koleżankę w pracy kiedyś. Ja pie*dole, mówię wam, uhhh... jak ona kserowała...

    Na ale oddychaj głęboko - na uspokojenie chciałeś wieczorem usiąść do jakiejś spokojnej lektury, padło akurat na Harrego Pottera, czas dzieciństwa. Niestety, przypomniałeś sobie w ułamku sekundy taką głupią internetową zabawę, żeby za każdym razem zamiast "różdżka" czytać "penis". Otwierasz na chybił-trafił Zakon Feniksa.

    "Różdżka nadal w dżinsach? Oba pośladki jeszcze całe? W porządku, idziemy. Locomotor kufer."

    Ch*j, to może Książę Półkrwi:

    "- Przepraszam, panie profesorze - powiedział Harry, wymawiając z naciskiem dwa ostatnie słowa, po czym schował różdżkę za pazuchę."
    Dobra. Książka to nie był dobry pomysł

    [plimp]

    Dostałeś powiadomienie z mesendżera na telefonie. Twoja łania właśnie ci napisała, że nigdy nie próbowała analu, ale bardzo by chciała.

    Dobra, wróć, książka to jednak nie był taki zły pomysł.

    Lem, Stanisław Lem, tam nie może być nic strasznego, sięgasz po Bajki Robotów:

    "Nauka nie zajmuje się takimi własnościami bytu..."

    Jasne, że przeczytałeś "odbytu". Odkładasz Bajki Robotów i sięgasz po Głos Pana.

    "Najłatwiej jest, dla zachowania czystych rąk, metodą strusi..."

    KUR*A! No nie uwolnisz się już od tego. W Twojej głowie tylko seks, seks, seks, a laseczka jest naprawdę ostra!

    Stopień szósty czyli jesteś już z nią umówiony na wieczór u siebie w domu, więc skaczesz szybko do sklepu po jakieś składniki na kolację. Wracasz do domu, na blat w kuchni kładziesz swoją parcianą torbę na zakupy z nadrukowanym wizerunkiem gwanako i wyciągasz ze środka... szampana i prezerwatywy. No tak, coś ci się popieprzyło z zakupami, ale po chwili stwierdzasz, że to w sumie wystarczy. Dlaczego szampana a nie wino? Bo bąbelki szybciej rozbierają laseczki, dobrze o tym wiesz.

    [dryń] - dzwonek do drzwi

    Pawłow byłby z ciebie w tej chwili dumny, bo na ten dźwięk ci stanął. Przypominasz sobie kawał z przyklejaniem penisa do uda za pomocą taśmy klejącej, więc kiedy ona wchodzi masz na twarzy głupkowatą minę ekstazy, a w spodniach twój Renegat burczy i skacze tam jakby właśnie odpalał z kopa swojego Harleya. On już wie, że za chwilę będzie na tym Harleyu odjeżdżał w stronę zachodzącego słońca wychylającego się szparką zza chmur...

    " Na litość boską, myśl o czymś innym Piotrek!" - mówisz sam do siebie w myślach i patrzysz wzrokiem pożądającym ratunku na swoją półkę z książkami, bingo - Władca Pierścieni - tam nie ma nic, co by się...

    ...no i brawo, teraz Twój mały Renegat odjeżdża w kierunku Oka Saurona. Świetnie.

    Udaje Ci się uspokoić, laseczka wchodzi, zdejmujesz jej płaszcz i odwieszasz na wieszak, z tego wszystkiego chciałeś być tak dżentelmeński, że z rozpędu klęknąłeś, żeby rozwiązać i zdjąć jej też buty. Tak, to było głupie, ale ona się śmieje, więc jest dobrze.

    Siadacie do stołu, po chwili przyjeżdża dostawca z sushi. Nalewasz szampana. Jest trochę niezręcznie, bo w głowie masz te wszystkie hardkorowe rozmowy, które prowadziliście nocami, a teraz jest zupełnie spokojnie, normalnie, zachowawczo i grzecznie, żadnych ostrych podtekstów, żadnego gadania o podróży na Harleyu do Oka Saurona metodą strusi, ale wiecie, że seks ciągle wisi w powietrzu.

    Boże będzie bosko - to przecież najostrzejsza laska z jaką się spotykałeś. Pieprzysz więc tam jakieś farmazony, że koty w sumie też lubisz i nawet klucze oczkowe ostatnio tolerujesz, a lamy jednak też są spoko, a w ogóle, to masz taki kocyk z alpaki w sypialni...

    Bingo! Przeniesienie akcji do sypialni w iście mistrzowskim stylu. W końcu obsypujecie się pocałunkami, rozbieracie się nawzajem, gwanako na makatce jakby odwrócił wzrok, żeby wam nie przeszkadzać. Wskakujecie pod alpakę i nie wiesz nawet od czego zacząć, przez głowę przelatuje Ci wszystko to o czym mówiła ostatnio, że lubi jak ją ktoś mocno trzyma za włosy, że anal, ze do kaloryfera , że biczem, że pejczem, że z zawiązanymi oczami, że odgrywanie ról, że z klemami od akumulatora na sutkach, że z brokatem w cipce, że bez gumki, że w butach. Od czego zacząć!? PANIKUJ STARY!

    Oczywiście, że najlepiej byłoby zacząć od wszystkiego, ale najpierw przystawiasz do jej twarzy swojego małego zaganiacza urugwajskiego bydła i czekasz, aż zacznie go chapać jakby to była jej ostatnia w życiu chwila i jedyna szansa na przyjęcie do ust świętej relikwii i niniejszym odkupienie za wszystkie grzechy poczynione w życiu. Zamykasz więc oczy i odchylasz się do tyłu czekając na to błogie uczucie ust zamykających się na twoim... no dobra, to nie jest kobiece porno, czekasz po prostu aż zacznie ciągnąć.

    Ale nic się nie dzieje.

    Otwierasz oczy i patrzysz na nią, a ona patrzy Ci w oczy, pokazuje palcem na twój nabrzmiały przyrząd i się zaczyna:

    - Hi hi, Piotrek, mam dotknąć twój penis?
    - O taaak, bierz go do buzi.
    - Hi, ale... ja trochę się wstydzę... może zaczniemy od czegoś innego.
    - Dobra.

    Jasne, że przystajesz na propozycję, bo w tej chwili jesteś nabuzowany jak 26. kwietnia 1986 o godzinie 1:23 reaktor numer 4. Tak się rozpędziłeś, że wiesz, że jak w końcu pie*dolniesz swoje grande finale to w ościennych krajach będą o tym w dziennikach pisać, a wpis w encyklopedii na ten temat zajmie ze 3 strony.

    No ale koniec końców każda rzecz jaką próbujesz z nią zrobić, nawet najmniej zboczona i tak soft, że nawet w 5-10-15 by to puścili, kończy się tym "o joj" i zawstydzoną/zdziwioną miną.

    Kurza stopa no! Wczoraj w nocy chciała FLUGENGEKHEIMEN w swoich czekoladowych wrotach, a dziś przy cmoknięciu w cycek oblewa się rumieńcem zawstydzenia.

    No katastrofa, cały nastrój siada.

    Stopień ostatni - najlepsze, że przez internet ona dalej chce wszystkiego tu i teraz, a w rzeczywistości nawet po pół roku się wstydzi porządnie dziabnąć prącie i chwycić za jaja, że wpuszczeniu palca grzebalca nie wspomnę.

    "Ostre" laski z internetów takie są, mówię Wam, zero zaufania, strata czasu, nie polecam 2/10.

    A trzeba było słuchać babci jak mówiła:

    "Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje"
    #pasta #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

  •  

    Wczoraj od sąsiadów dobiegały odgłosy maratonu seksualnego. Te pojękiwania, stękanie i walenie łóżkiem o ścianę... Dzisiaj się dowiedziałem, że to stara i schorowana matka sąsiadki upadła i rozbiła sobie głowę. Stukała laską o ścianę żeby wezwać pomoc.

    pokaż spoiler Trochę mi teraz głupio, że się przy tym masturbowałem


    pokaż spoiler #pasta
    pokaż całość

    +: s..........3, chanoja +4 innych
  •  

    Cześć,
    Potrzebuje komputer do pracy
    Office+bricscad czasami jakiś film,
    Budżet do 2 000, ale jakieś 1500 też było by spoko
    W tym potrzebuje Windowsa 10
    Monitor jest "jakiś"

    #pc #komputery #excel #morele #xkom #bricscad

    +: Cronox

Osiągnięcia (1)