Nie napiszę nic o sobie i nie uzupełnię danych w profilu.

  •  

    148530 - 100 = 148430

    Mała setka przed pracą. Będąc jeszcze na świeżo po Laskowej (900 m, 19%), podjechałem dla porównania Chrobaczą Łąkę (1,8 km, 12%). No nie robi już takiego wrażenia, jak wcześniej ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rowerowyrownik #100km (nr 23)

  •  

    149031 - 351 = 148680

    O trzy dni przyśpieszona trasa urodzinowa.

    Pierwotnie planowana na środę 16 maja, ale raz, że @metaxy oddaje wtedy rower do serwisu przed wyprawą (a jechanie takiej trasy na starym BH z pękniętą rama raczej nie byłoby zbyt mądre), a dwa, że prognozy pogody na ten tydzień nie zapowiadają się optymistycznie. Plusem też niewątpliwie był skład, bo zamiast we dwóch, jechaliśmy w sześciu.

    Tak więc pobudka o 4.00 nad ranem, ale niespecjalnie mnie to ruszyło, bo i tak przez cały tydzień wstawałem o podobnej godzinie do pracy. Kawa, nieśpieszne śniadanie i o 5.30 wyjeżdżam. Aż do Skawiny lecę DK 44. Normalnie bym się na to nie zdecydował, ale o tej porze ruch jest znikomy. Ekipę #rowerowykrakow spotykam w Świątnikach Górnych, a jadą w składzie: @metaxy, @Cymerek, @38kemor, @ToroToro i Radek.

    @38kemor niestety dosyć szybko się z nami żegna, bo czas pozwala mu tylko na setkę. Przez kolejne 60 km jedziemy więc w pięciu. W Tymowej z kolei opuszcza nas Radek, który powrót zaplanował sobie północną stroną, a my rozpoczynamy bardzo fajny podjazd składający się z kilkunastu serpentyn. Na mapie wygląda niczym naciągnięta sprężynka.

    Zapora na jeziorze Rożnowskim była obowiązkowym punktem programy tej trasy. Robimy fotki i można ruszać na poszukiwania otwartego sklepu, bo w bidonach zaczyna już wysychać, a i jakaś cola z lodzikiem też by siadły.

    Jeszcze tylko jeden większy podjazd i już jesteśmy w Nowym Sączu, gdzie od razu kierujemy się do naszej ulubionej jadłodajni. Niedawno widziałem na głównej wysoko plusowany komentarz, że jedzenie z McD wcale nie jest gorszej jakości niż to z marketów, a może i nawet lepsze, bo używają najwyższej jakości składników. Uspokojony tym faktem zjadłem trzy cheeseburgery i dwie porcje frytek.

    Wyjeżdżając z miasta zahaczamy jeszcze o rynek, a przez następne 45 km mentalnie przygotowujemy się już na podjazd w Laskowej, uznawany za jeden z najtrudniejszych w Polsce i chyba najbardziej stromy. Niecałe 900 metrów ze średnim nachyleniem 19% mówi samo za siebie.
    @metaxy i @Cymerek byli tam w zeszłym roku, więc wiedzieli czego się spodziewać. Podjazd już w zasadzie od pierwszych metrów atakuje tak mocnymi procentami, że trzeba wręcz leżeć na kierownicy, żeby nie podniosło przedniego koła. Dzielnie walczyłem na przełożeniu 34x28, trzymając się zaraz za Rafałem, ale musiałem poddać ostatnie 200 metrów po tym jak kadencja spadła mi poniżej 40 obrotów i po prostu nie dałem rady już tego przepchnąć. A samo pchanie roweru pod taką górę też jest niezłym wyzwaniem i nawet nie było dużo wolniej niż jazda :D
    Zdecydowanie trzeba tam następnym razem pojechać zaopatrzonym w kasetę 32t i bardziej na świeżo, a nie z 220 km w nogach.

    Kawałek za Tymbarkiem zarządzamy sobie ostatnią przerwę na tankowanie i colę. Żegnamy się w Myślenicach. Krakusy na północ, a ja na zachód przez Lanckoronę (nowy asfalt na serpentynach!) i Wadowice. Choć nogi nie kręciły już tak ochoczo na podjazdach, to i tak wracało się nieźle z lekkim wiatrem w plecy.

    350 km i 4200 metrów przewyższeń, czyli w cyferkach trasa bardzo podobna do maratonu Tour de Silesia, w którym będę startował za 2 tygodnie. Jeśli uda się go przejechać w mniej więcej takim samym czasie, to będę bardzo zadowolony.

    #mortalszosuje - moje relacje z dłuższych przejazdów

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 3)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Rożnów.jpg

  •  

    Player YouTube nie respektuje ekranu zablokowanego w pozycji pionowej. Po obróceniu telefonu, przechodzi do odtwarzania w poziomie. W odwrotnej sytuacji, gdy telefon mamy zablokowany w poziomie, jest ok.
    #owmbugi

  •  

    178322 - 260 = 178062

    Chciałem tę niedzielę przeznaczyć na jakąś płaską trasę, ale znowu coś poszło nie tak. Okazało się, że @Cymerek będzie wracał z domu spod Nowego Targu do Krakowa i szuka chętnych kompanów do towarzystwa. Długo nie trzeba było mnie namawiać. Drugim oczywiście był @metaxy, ale jego to nawet nie trzeba pytać. Wiadomo, że pojedzie.

    W czasie, gdy ja dopiero wstaję i robię kawę, @metaxy już zawczasu kręci kilometry po Krakowie, żeby nie robić tego wieczorem. Wyjeżdżam o 7.30 i obieram kierunek na Bielsko, żeby podjechać Przegibek na rozgrzewkę. Później Żar, bardzo spokojny w godzinach porannych, ale jakieś 3/4 pod wiatr.

    Na drugie śniadanie melduję się w McD w Żywcu chwilę przed 11, więc można już zjeść jakiś normalny zestaw. Punkt wspólny tras mieliśmy wstępnie ustalony w Jeleśni, ale przecież nie będę na nich czekał, aż przyjadą. Spotkałem ich więc na Słowacji, jakieś 10 km od granicy.

    Czas szybko mija w dobrym towarzystwie, a tym bardziej, gdy na trasie jest jeszcze kilka fajnych podjazdów. Tak jak ścianka do Lanckorony, gdzie nawet wpadł mi KOM, pomimo dwustu km w nogach. Po kofibrejku (doprawionym pierogami z mięsem) w Arce żegnamy się, bo tutaj nasze drogi się rozdzielają. @metaxy i @Cymerek na Kraków, a ja do domu przez Wadowice. Cała droga z bocznym wiatrem, ale oni pewnie mieli gorzej, bo musiało im wiać prosto w ryjek.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 6)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    178476 - 102 = 178374

    Sobota przed pracą. Zapora w Porąbce i podjazd na Chrobaczą Łąkę.

    #rowerowyrownik #wykopcanyonclub #100km (nr 21)

    źródło: chrobacza.jpg

  •  

    199056 - 272 = 198784

    3 maja, dzień ustawowo wolny, a jeśli tak, to koniecznie trzeba gdzieś pojechać. Może dla odmiany w góry ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Z okolicznych znajomych tylko @bynon odezwał się z pytaniem co robię. Umówiliśmy się więc w Porąbce i od razu atakujemy przełęcz Targanicką. Drugi w kolejce jest Kocierz. Trochę już zapomniałem, jak to jest być "zwykłym" rowerzystą, dla którego taki podjazd jest wyzwaniem i w połowie drogi musi odpocząć na barierce przy drodze. Jak grupka, która mnie dopingowała, gdy ich mijałem.

    Na zjeździe z Kocierza jest remontowany odcinek, ale można go sprawnie ominąć, zaliczając jedynie sto metrów offroadu. Po małej hopce w Rychwałdku @bynon zauważa pęknięty lakier pośrodku górnej rury w swoim rowerze. Niestety na miejscu nie da się stwierdzić czy to tylko odprysk, czy jednak pękła rama... Mimo wszystko lepiej nie ryzykować dalszej jazdy i Adam skręca na Żywiec w kierunku domu. Coś nam nie wychodzą te wspólne trasy na Słowację ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Deja vu. Niecałe 70 km na liczniku i znów dalej jadę sam. Przez Sopotnię Małą dostaję się do Węgierskiej Górki, a w Milówce skręcam do Nieledwi. Podjazd tamże był jednym z celów tej trasy, bo kilka razy jechałem tam w dół. Następna na rozkładzie Sól-Kiczora i pod górę aż do granicy ze Słowacją. Im wyżej, tym droga węższa i domów mniej. Gdy docieram do szczytu i granicy zarazem, jakież jest moje zdziwienie, że po słowackiej stronie droga jest nagle dwa razy szersza, a asfalt wygląda, jakby położony ledwie wczoraj. Bardzo miło, czuję się, jakbym zjeżdżał po jakiejś specjalnej autostradzie.

    Kilka km główną drogą, ale na szczęście mam już upatrzoną boczną, lokalną. Oczywiście pod górę. Dalsza trasa przez Słowację w sumie bez większych emocji.
    Odcinek przez Czechy to świetna, pagórkowata ścieżka przez las do wsi Herczawa. Trzeci raz tam jechałem i podobało mi się tak samo, jak wcześniej.
    Już po polskiej stronie robię postój w Jaworzynce na colę i loda. Dalej doliną Krężelki do drogi S1 i serwisówkami z powrotem do Milówki.

    W Żywcu oczywiście McD, bo po 200 km zaczynała mi już świecić rezerwa. Zebrałem się najszybciej jak mogłem, bo zaczęły nadciągać jakieś podejrzanie ciemne chmury. Nie mogłem sobie jednak odmówić powrotu przez Przegibek. W sumie chyba na dobre mi to wyszło, bo przez to ostatnie pół godziny jechałem tylko po mokrym, a chwilę wcześniej w mojej najbliższej okolicy przechodziła krótka nawałnica z gradem. Kilka minut po powrocie do domu znów zaczęło potężnie lać, więc trafiłem idealnie.

    #mortalszosuje - relacje z dłuższych tras. Takich na 30 plusów.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 5)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 3maja.jpg

  •  

    @feelfree, @Kroguc: Myślę, że obrazki w komentarzach pod znaleziskami należałoby wyrównać z linią tekstu. Podobnie jak w komentarzach pod wpisami, bo tak jak teraz to wygląda po prostu źle.
    #otwartywykopmobilny

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Screenshot_20180502-131040.png

    +: vvertoi
  •  

    208863 - 260 = 208603

    Pierwszomajowa wycieczka szlakiem Orlich Gniazd i do Częstochowy z @Arczi-S. Niestety już w Ogrodzieńcu sprawy osobiste zmuszają Arcziego do szybkiego powrotu, więc w dalszą drogę ruszam sam.
    Przyjemnie pagórkowatymi terenami Jury Krakowsko-Częstochowskiej zmierzam w kierunku zamków w Mirowie i Bobolicach. Z racji majówki przy każdym z nich sporo turystów i nawet jakieś zawody biegowe.

    Po zaliczeniu ostatniego z zamków, w Olsztynie, jadę prosto do McD w Częstochowie. Niestety wjazd do miasta przez tereny przemysłowe nie był najlepszym pomysłem. Szkoda, że nie przyjrzałem się wcześniej temu fragmentowi trasy, bo można było go poprowadzić inaczej.

    Po szybkim popasie w światowej sławy "restauracji", przebijam się przez miasto na Jasną Górę. Zdjęcie zrobione, trasa zaliczona. Nie pozostaje nic innego, jak tylko obrać kierunek powrotny. A do domu 100 km w całości pod wiatr. Uśmiecham się jednak tylko pod nosem, bo przecież bywało gorzej (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 4)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Zamki.jpg

  •  

    217576 - 303 = 217273

    Nad jezioro Dobczyckie, bo jeszcze nie byłem.

    Tym razem nie udało mi się załatwić nikogo do towarzystwa, ruszam więc sam chwilę po 7.00 standardową trasą na Wadowice. Tam też pierwsza krótka przerwa na banana i bocznymi drogami (żeby nie pchać się DK52) zmierzam do Lanckorony. Wybieram podjazd w wersji "medium", bo początek standardowy, ale na pierwszym nawrocie można skręcić w ściankę 13%, która wiedzie do samego rynku.

    Na górze druga mała pauza na colę i loda, a później bardzo szybki zjazd do Sułkowic. Zdecydowanie trzeba kiedyś podjechać do Lancko właśnie z tamtej strony. Chwilę później jestem już w Myślenicach i zaczynam trasę wokół jeziora. Niestety widokowo jest fatalnie, bo jeziora w zasadzie nie widać. Było jedno fajne miejsce po południowej stronie, ale akurat na zjeździe, więc nawet się nie zatrzymywałem.

    W Dobczycach podjeżdżam pod zamek, robię zdjęcie z nim i zaporą w tle (trochę zawaliłem sprawę, bo na samą zaporę mogłem podjechać osobno), odpoczywam kilka minut w cieniu i ruszam w dalszą drogę. Będąc z powrotem w Myślenicach, robię postój na Orlenie na hot doga i uzupełnienie bidonów. Dalej drogą serwisową wzdłuż S7 kieruję się do Stróży, gdzie zaczyna się długi, 10-kilometrowy podjazd, a towarzyszy mi w nim mocny, boczny wiatr.

    Również na zjeździe wiatr daje się we znaki, bo trzeba dokręcać, żeby jechać z jakąś sensowną prędkością. Dojeżdżam do mojej ulubionej krajówki, czyli DK28, ale kawałek dalej odbijam na Tarnawę, gdzie kolejny podjazd, tym razem z wiatrem już bardziej od czoła... 20 km, które dzieli Ślemień od Żywca jest w zasadzie cały czas z górki, ale ponownie musiałem walczyć, żeby w ogóle jechać w dół.

    No i w końcu jest, upragniony McD. Tam już czekał na mnie @Arczi-S, z którym byłem wcześniej w kontakcie. Od wyjazdu z domu, aż do tego maka, czyli przez 195 km ani razu nie powiało mi w plecy. Byłem już tak potwornie zmasakrowany tym wiatrem, że miałem dość. Na szczęście jedzonko pomogło zregenerować siły, a od Żywca miało wiać już tylko z tyłu. Co za ulga.

    Klasycznie zatrzymujemy się z Arczim na zdjęcie na zaporze w Porąbce, a tu jedzie @bynon ze swoim bratem. Nie mogło być lepszego miejsca na takie spotkanie :D Chwilę żeśmy pogadali, a Adam poopowiadał o sobotniej wyrypie na Przehybę (zazdro!). Dalej już zwykłą drogą powrotną w kierunku domu, ale tak dobrze się jechało, że postanowiłem dokręcić te 35 km "do równego" ;)

    Przewyższeń jak na taką trasę niewiele, bo 2700 m, ale przez ten wiatr czuję, jakbym miał w nogach ze dwa razy więcej.
    Długiego majowego weekendu niestety nie mam, ale w te dwa dni ustawowo wolne coś tam się oczywiście pojeździ ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #mortalszosuje - relacje z dłuższych tras

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Dobczyce.jpg

  •  

    226336 - 110 = 226226

    Szybka setka po pracy. W sumie taka rozgrzewka, bo trasa właściwa jutro ;)

    #rowerowyrownik #wykopcanyonclub #100km (nr 20)

    źródło: wtr.jpg

  •  

    231959 - 105 = 231854

    Na zaporę do Porąbki przybić piątkę z @Dewastators, @krzysiekdw i @kolkohyt, którzy z Wrocławia przyjechali na kilka dni w Beskidy.

    #rowerowyrownik #wykoptribanclub #wykopcanyonclub #100km (nr 19) pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wro.jpg

  •  

    233888 - 28 = 233860

    Wymieniłem linkę tylnej przerzutki, która dokonała żywota w czasie niedzielnej trasy na Krowiarki. W sumie nic trudnego, nawet z wewnętrznym prowadzeniem, jeśli obejrzy się kilka filmików na YT.
    Po drodze spotkałem kolegę z liceum, którego nie widziałem już od dobrych kilku lat. Zapalony rowerzysta, jak widać na zdjęciu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rowerowyrownik

  •  

    Hej mirki z #rower i #szosa. Ma ktoś doświadczenie z wymianą linki od tylnej przerzutki? Przetarła mi się na mocowaniu w klamkomanetce i chciałbym to sam wymienić. Rower jest z wewnętrznym prowadzeniem, a linka wychodzi z ramy pod suportem. Nie wiem czy to lepiej, czy gorzej niż jakby wychodziła z tyłu koło samej przerzutki.
    Jakieś dobre rady, przydatne triki?

  •  

    237666 - 260 = 237406

    Druga z serii wiosennych, górskich tras. Tym razem na Krowiarki.

    Jak zwykle przed takim wyjazdem dodałem wpis w stravowym klubie Czwartkowej Rundy celem znalezienia kilku chętnych towarzyszy. W sumie nie zdziwiło mnie, że zdecydował się tylko Marcin, który jechał z nami dwa tygodnie wcześniej do Cieszyna. Umówiliśmy się na 7.30 w stałym miejscu. Zjawił się również @Arczi-S, który robił szybką poranną setkę i jakiś drugi ziomek, którego nie znam.

    Jechaliśmy w czterech do Polanki, gdzie @Arczi-S obrał już swój kierunek powrotny, a drugi kolega odłączył się we Wieprzu, stwierdzając, że to jednak za mocne tempo dla niego. W Wadowicach krótki postój na banana i ściąganie rękawków. A stamtąd już tylko rzut beretem do zapory w Świnnej Porębie i nowej drogi do Leśniówki - 1,4 km, śr. 12%. Coś pięknego.

    Dalej kilka mniejszych podjazdów i lądujemy w Jachówce. A żeby z niej dostać się do Makowa Podhalańskiego, trzeba zmierzyć się z "Rzeźnią pod Makowem" - 1,6 km, śr. 12%. Coś wspaniałego. Udało się poprawić zeszłoroczny czas o ponad minutę, więc w nagrodę robimy sobie postój w Żabce. Otwartej w niedzielę!

    Po przyswojeniu odpowiedniej dawki cukru, atakujemy podjazd w Żarnówce, który kiedyś wypatrzyłem na Street View. Następna w kolejce jest Wielka Polana, którą w zeszłym roku zrobiliśmy z @bynon'em przy okazji nie do końca udanej wyprawy na Słowację. Zjazd do Zubrzycy i dłuuugi (i w sumie dosyć nudny) podjazd na Krowiarki. Na górze obowiązkowe foto z tablicą i zjeżdżamy do Zawoi.

    Żeby z Zawoi przejechać do Stryszawy, niezbędne jest pokonanie przełęczy Przysłop. Na szczęście od jesieni po obu stronach jest nowy asfalt, więc była to czysta przyjemność. Mały postój na stacji na colę i uzupełnienie bidonów, i można podążać w stronę Żywca z jednym jeszcze konkretnym, podjazdowym akcentem w Kurowie.

    Na kilka km przed McD w Żywcu zaczyna mi szwankować tylna przerzutka. Nie mogę zrzucić niżej jak na 7. zębatkę. Już na miejscu udaje się ją nieco podregulować, ale kosztem skrajnych przełożeń. Dziś się temu przyjrzałem i okazuje się, że już prawie urwała się linka przy mocowaniu w klamkomanetce...

    Obżarci hamburgerami i frytkami, kierujemy się przez Tresną na Przegibek. Wiadomo, ukoronowanie dnia. Z Bielska to już w zasadzie jedzie się na autopilocie, bo drogę znamy na pamięć. Pomimo #wmordewind'u utrzymujemy całkiem dobre tempo, jadąc na zmianach.

    Bardzo udana niedziela. Było ciepło, ale nie za ciepło, więc podjazdy wchodziły aż miło. A uzbierało się ich łącznie 3500 metrów, więc śmiało można zaklasyfikować do kategorii "Wyrypa".

    #mortalszosuje - tutaj opisuję jakieś dłuższe trasy

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 3)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: krowiarki.jpg

  •  

    238306 - 101 - 120 - 110 = 237975

    Przedpracowe, dopołudniowe setki z zeszłego tygodnia.

    Środa - Do sklepu rowerowego w Regulicach po nowy napęd do Tribana i kilka drobnych rzeczy.

    Czwartek - #przegibekzawszespoko. A tym bardziej z obu stron.

    Piątek - Kocierz też spoko. Też z obu stron. Przez remont drogi po stronie Żywca można mieć podjazdy niemal wyłącznie dla siebie.

    #rowerowyrownik #wykopcanyonclub #100km (nr 16) #100km (nr 17) #100km (nr 18)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: setki.jpg

  •  

    262405 - 242 = 262163

    Pierwsza wiosenna, górska wyrypa.

    Miała być Góra Św. Anny z @Arczi-S i @Marcin_od_Tribana, ale nie wiedzieć czemu, tak bardzo mnie kusiło pojechać samemu w góry, że tym razem musiałem kolegom podziękować.
    Wyjechałem na spokojnie o 8.00 rano i obrałem kierunek na Ustroń i Równicę. Tradycja każe, żeby raz do roku tam pojechać i poprawić PR-a na podjeździe. Po kilkunastu km odzywa się do mnie @byczys z pytaniem gdzie jadę. Tak się złożyło, że dzień wcześniej nocował w Brennej i właśnie udawał się na śniadanie do McD w Jasienicy, który miałem po drodze do Ustronia. Zgarnąłem go więc stamtąd i dalej jechaliśmy razem.

    Na samą Równicę mój kompan nie podjeżdżał, a ja tylko zrobiłem na górze zdjęcia i dogoniłem go w Wiśle pod sklepem. Dalej podjazd na Kubalonkę, ale już zjazd do Koniakowa nie główną drogą, tylko bocznymi, leśnymi ścieżynkami, wyłączonymi z ruchu samochodowego. Piękna sprawa.
    Po drodze trafiło się kilka srogich ścianek, gdzie maksymalne nachylenie sięgało 18%. @byczys stwierdził, że właśnie tego było mu trzeba. Służę uprzejmie i polecam się na przyszłość :D

    Było też trochę "zamulania", podczas którego dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy na temat przygotowań @byczys'a do North Cape 4000, w którym będzie brał udział. Można się zmęczyć od samego słuchania, a co dopiero jechać w taką trasę... Dla mnie na chwilę obecną niewyobrażalne.

    W Żywcu obiadek w McD, skąd @byczys jedzie prostu do Międzybrodzia, a ja lekkim objazdem przez Kocierz i przełęcz Targanicką. W końcu miała być wyrypa, a nie pitu pitu. Spotykamy się na skrzyżowaniu i razem podjeżdżamy Przegibek. Na górze zimna Cola, uzupełnienie bidonów i w dół do Bielska. @byczys na pociąg, a ja z wiatrem w plecy do domu.

    242 km i 3200 m w górę. Jest nieźle jak na pierwszą górską trasę. Jeszcze kilka podobnych i forma na wyprawę będzie w sam raz.

    #mortalszosuje - mój tag

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km #200km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Równica.jpg

  •  

    274722 - 42 = 274680

    Jeszcze w pracy myślałem o setce, ale jak tylko wyjechałem, to wiatr zweryfikował te plany...

    #rowerowyrownik

  •  

    Użycie ikonek pogrubienie, pochylenie itd powoduje zamknięcie się klawiatury. Trochę to irytujące.

    #owmweekly

    +: Spade
  •  

    275863 - 103 - 130 = 275630

    Poniedziałkowy "rozjazd" po weekendowych wojażach i dzisiejsza Czwartkowa Runda z @Arczi-S i kolegami.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km (nr 14) #100km (nr 15) pokaż całość

    źródło: cr.jpg

  •  

    279076 - 301 = 278775

    Niedzielna wycieczka do Cieszyna po zdjęcie z "piniondzem", czyli z banknotem 20-złotowym i Rotundą św. Mikołaja, która widnieje na jego odwrocie.

    Żeby nie być poszkodowanym na kilometrach, bo ode mnie do Cieszyna jest przecież bliżej, wyjeżdżam o tej samej godzinie co #rowerowykrakow. Udaje mi się z nimi spotkać kawałek za Alwernią, a jadą w składzie @metaxy, @bynon, @Cymerek, @trace_error i cztery niewykopowe osoby, w tym Radek Krupa, który jechał z nami dwa tygodnie wcześniej do Warszawy. Po kilku minutach dołącza do nas Pan Kurier - @Hinol.

    Lecimy DW780, wiaterek w plecy, jest przyjemnie i już całkiem ciepło. W Libiążu @trace_error obiera swój kierunek na powrót WTR-em do Krakowa, ale już chwilę później dołącza do nas Marcin, mój znajomy z Czwartkowej Rundy. Jedziemy na Pszczynę, z jednym małym postojem, którego powodem była zgubiona część aparatu @bynon'a. Niestety nie znalazła się... Przed Pszczyną przygarniamy do peletonu @Marcin_od_Tribana i jego "koleżankę" 乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ, którzy jadą do Karwiny, a już w mieście na rynku czeka na nas @emtei. Jego lewy pedał postanowił zacząć żyć własnym życiem, więc kilka minut zajmuje nam znalezienie go i nakłonienie do dalszej współpracy.

    Jedziemy w kierunku południowo-zachodnim i wiatr daje o sobie coraz mocniej znać, wiejąc prosto w twarz. Na rynku w Strumieniu spotykamy @pe__pe (w relacji @metaxy'ego jest błąd, gdzie tam jeszcze do Zebrzydowic), a chwilę później na Orlenie czeka na nas @pjib. Teren coraz mocniej pofałdowany, więc na górkach trzeba czekać na ludków ze słabszą nogą. Kilkunastoosobową grupą dojeżdżamy do czeskiej Karwiny. Fotki na rynku, @Marcin_od_Tribana i "koleżanka" zostają oglądać Czeszki, a parę km za miastem @pe__pe skręca do siebie.

    Odcinek pomiędzy Karwiną, a Czeskim Cieszynem, mimo iż płaski jak stół, był chyba jednym z najtrudniejszych w mojej szosowej karierze. Wiatr tak niesamowicie przybrał na sile, że wręcz zatrzymywał w miejscu. Na stacji przed miastem dołączają do nas tata i brat @bynon'a (brat jeździ na poziomym rowerze). Przejazd przez czeską stronę Cieszyna nie przysparza większych emocji, a zaraz za mostem wjeżdżamy na teren parku zamkowego, gdzie znajduje się główna atrakcja tego dnia. Zdjęcie z banknotem na tle rotundy może i oklepane, ale mieć go trzeba i basta.

    Przejazd przez miasto lekko komplikują nam przeprowadzane tam tego dnia zawody w miejskim downhillu. Jako że jesteśmy mniej więcej w połowie trasy, wypadałoby coś zjeść. Pomysł z wizytą w normalnej restauracji porzuciliśmy na rzecz sprawdzonej już wielokrotnie "wykwintnej jadłodajni" spod znaku McD. Odpowiednio posileni niezdrowym fastfoodem ruszamy w drogę, która biegnie przez Skoczów w stronę Bielska-Białej. Z racji bliskości Beskidów Śląskiego i Małego, teren znacznie już pagórkowaty i co jakiś czas robimy krótką pauzę, żeby cała grupa się zjechała.

    Nie będę się zbytnio rozpisywał o zakazie handlu w niedziele i jego wpływie na takie rowerowe, długodystansowe wycieczki jak nasza, bo musiałoby tutaj paść sporo niecenzuralnych słów. Jeśli na dystansie kilkudziesięciu kilometrów nie znajdujemy choćby jednego czynnego sklepu i trzeba prosić ludzi o wodę z kranu, to na usta cisną się słowa, że "w Polsce jak w lesie". Albo i ta druga część cytatu...

    Oznaki cywilizacji znajdujemy dopiero na stacji benzynowej niedaleko Energylandii w Zatorze. Gdyby nie ten postój, to miałem już w głowie nieśmiały plan porzucenia dokrętki do trzystu i wrócenia do domu najkrótszą drogą. Na szczęście jak się człowiek napije zimnej Coli i zje coś słodkiego, to głupie pomysły od razu znikają. Jadę więc z krakusami aż do Łączan, gdzie rozdzielamy się każdy w swoją stronę. Od tego momentu aż w zasadzie pod sam dom wieje mi już tylko w plecy. Cóż za cudowna odmiana po całym dniu niesprzyjających okoliczności wiatrowych. Trasę udało mi się wymierzyć idealnie i nie musiałem nic dokręcać, skoro trójka z przodu zagościła na liczniku.

    Wspaniała to była trasa, nie zapomnę jej nigdy. A czego sobie życzę w następnej? Tego samego co w tej. Zwiedziłem nowe miejsca, jeździłem ze znajomymi, których bardzo lubię i przyjemnie się zmęczyłem.

    #mortalszosuje - mój tag z opisami dłuższych przejazdów

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: piniondz.jpg

  •  

    293639 - 103 - 112 - 112 - 105 - 51 = 293156

    Przedpracowe jazdy z tego tygodnia.

    Wtorek - Dookoła Jeziora Goczałkowickiego.

    Środa - Do Wadowic. Kremówek nie było, więc zadowoliłem się drożdżówkami.

    Czwartek - Na Żar, bo jeszcze w tym roku nie byłem.

    Piątek - Klasycznie, na zaporę do Tresnej. Zimno, pochmurno i nieprzyjemnie.

    Sobota - Odpuściłem kolejną setkę, bo za mocno wiało i nie chciałem się zajechać przed jutrzejszą wyprawą do Cieszyna.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km (nr 10) #100km (nr 11) #100km (nr 12) #100km (nr 13)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    302243 - 35 - 31 - 131 = 302046

    Dwa świąteczne drobniaki i śmigusowa stówka do Żywca i na Przegibek. Lemondka bardzo pomaga przy takim wietrzysku, jak dziś.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km (nr 9) pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: migus.jpg

  •  

    309449 - 420 = 309029

    Sezon wycieczek długodystansowych uważam za otwarty, czyli urodzinowa trasa @metaxy'ego.

    Miało być 300 km na 30. urodziny wspomnianego jegomościa, ale wszyscy dobrze wiemy, jak to jest. Trzeba po drodze pozaliczać gminy i nagle robi się 370 km. A tego już nie można tak zostawić, bo co to za liczba. Dołóżmy zatem do równego. Później po drodze jeszcze jakieś objazdy i inne atrakcje, i finalnie wychodzi to co wychodzi. Nie żebym narzekał z tego powodu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Pobudka o północy po całych dwóch godzinach "snu". Trzeba coś zjeść, ogarnąć się, wypić kawę i o 1.00 wyjeżdżam. Początkowo temperatura tylko nieznacznie poniżej zera, lekki wiaterek w plecy, więc jedzie się dobrze. W Trzebini Garmin pokazuje mi już jednak -5.5 st. i wiem, że noc na "ciepłą" się nie zapowiada.

    Miejsce spotkania mamy wyznaczone na tankszteli na obwodnicy Olkusza. Docieram tam jako pierwszy. Jestem już dobrze rozgrzany, bo po drodze było kilka podjazdów, a tu trzeba czekać na resztę ekipy. W ciągu 10 minut zjawiają się: @metaxy, @38kemor i krakowski nakurwiacz kilometrów Radek Krupa, a z Andrychowa przyjeżdża @Kuchasz.

    Ponowne doprowadzenie stóp i dłoni do pożądanej ciepłoty zajmuje pół godziny. Jednak dobre tempo i podjazdy wydatnie w tym pomagają. I tak sobie jedziemy, a temperatura spada momentami nawet do -7,5 st, jednak średnio utrzymuje się na -4 st. Pierwszy nieplanowany postój mamy w Sędziszowie, gdzie Strava chciała nas prowadzić na przełaj przez tory kolejowe, a dodatkowo @Kuchasz zauważa, że lekko schodzi mu powietrze z przedniego koła, więc tylko dopompowuje. To już jednak wystarczyło, żeby zabawa z rozgrzewaniem kończyn zaczęła się od nowa...

    Druga podobna sytuacja ma miejsce w Jędrzejowie. Trasa leci drogą S7, więc trzeba wyznaczyć objazd. @Kuchasz znowu pompuje, a mnie znowu marzną stopy i dłonie. Przed Chęcinami fajny podjazd pod zamek. Foto/siku/jedzenie (niepotrzebne skreślić) i ruszamy dalej. Przejazd przez Kielce w zasadzie bezproblemowy pomimo sporych porannych korków. A potem już tylko 30 km i upragnione śniadanie w wykwintnej restauracji McD w Suchedniowie. Schodzi nam tam znacznie dłużej niż byśmy chcieli. @Kuchasz dostaje pracę domową: ćwiczyć szybką wymianę dętek i kupić sobie takie bez wykręcanego zaworka.

    W okolicy Skarżyska-Kamiennej zaczyna się wężykowanie po #zaliczgmine (+24 dla mnie po tej trasie) i tam też opuszcza nas @38kemor, który obawiał się, że może nie podołać takiej czterysetce. Pojechał więc swoją skróconą wersję, a ostatecznie i tak niewiele mu zabrakło.
    W Szydłowcu przypadkowo rozdzielamy się z Radkiem i on też już dalej jedzie po swojemu. Za to w okolicy Radomia dołącza do nas Jacek, znajomek @metaxy'ego z Endomondo. Pojawiają się też atrakcje, z których podobno słynie Mazowsze - "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd". Brakowało tylko tego psa w czapce z mema "I tak się powoli żyje na tej wsi"...

    Gdzieś pomiędzy Białobrzegami a Warką dopada mnie mały kryzys. Zjadam słodycze, które jeszcze mi zostały, ale ogólnie nie jedzie mi się zbyt rewelacyjnie i tylko trzymam koło za chłopakami. Dodatkowo droga od Warki aż do Konstancina jest nuda jak flaki z olejem i ciągnie się bez końca.
    W Kawęczynie spotykamy @oskar1100, który wyjechał nam naprzeciw i później elegancko poprowadził już po samej Warszawie. Trochę dalej dołącza do nas też @piotreeek. Dzięki za fatygę, panowie!

    Jeszcze tylko obowiązkowe zdjęcie z Pałacem Kultury i Nauki, maczek na dworcu, kupić bilety powrotne i fajrant. Pociąg do Bielska-Białej, którym z @Kuchasz wracaliśmy, przyjechał spóźniony o 15 minut. Już nawet nie będę wspominał, że cały dzień jechaliśmy z myślą wracania pociągiem o 18.45, ale "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd" skutecznie pokrzyżowały nasze plany.

    Dzięki wszystkim za wspólną jazdę, miłe towarzystwo i do następnego!

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #rowerowykrakow #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wawa.jpg

  •  

    312813 - 40 - 30 - 50 - 102 = 312591

    Drobniaki z tygodnia i dzisiejsza setka na zaporę z @Kuchasz. A w nocy startujemy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #rowerowyrownik #wykopcanyonclub #100km (nr 8)