(ง✿﹏✿)ง

  •  

    Obejrzałem materiał Arhona o Mass Effect i tak sobie myślę, co mi się najbardziej w serii nie podobało i dlaczego uważam, że nie jest to gra 10/10, a raczej bliżej 8/10. O oczywistych pozytywach nie będę pisał, raczej napiszę to o czym w żadnej recenzji nie przeczytałem. O trójce nie piszę, bo ona wymaga osobnej recki.

    Najbardziej drażniła mnie naiwność świata, a szczególnie sama wizja obcych ras. Przecież oni wszyscy wyglądają jak ludzie w przebraniach na jakimś Comic-conie, do tego mówią jak ludzie (chyba wszyscy oprócz maszyn żniwiarzy i zwierząt, ras mało inteligentnych) i zachowują się jak ludzie. Zalatuje to infantylnością Star Treka i według mnie psuje to iluzję świata. Wszyscy są równi, nikt się nie wyróżnia. Nie wspominając o tym, że oni się tam rżną między sobą, jedzą w tych samych lokalach, ćpają na tych samych melinach i korzystają ze wspólnych kibli, i jakimś cudem nikt nie przenosi tam zabójczych dla innych ras wirusów i bakterii.

    Nie ma tutaj poczucia ogromu wszechświata który skrywałby tajemnice o których nikt nawet nie śnił i niczego co by wychodziło poza wyobrażenie obcych prezentowane w dziesiątkach filmow SF. Wszystko jest proste, nieskomplikowane i banalne, oparte na tym samym schemacie. Nie ma praktycznie żadnych barier pomiędzy rasami, wszyscy nawet śmieją się z tych samych żartów. Przecież to cyrk. Ta gra to fantasy, tylko zamiast magii jest biotyka. Są też elfy, ogry, źli czarownicy i potwory które chcą zniszczyć świat.

    Gra by zyskała, gdyby była o przełamywaniu niewyobrażalnych barier pomiędzy rasami oraz w komunikacji. I przede wszystkim chociaż spróbowała nakreślić fakt, że inteligentne rasy obcych to raczej nie człekokształtne ludziki w różnych kolorach, a być może nawet istoty niematerialne, cybernetyczne, mikroskopijne albo istniejące w innym wymiarze.

    Domyślam się, że wiele rzeczy musiało zostać spłyconych, aby trafić do amerykańskiego nastoletniego gracza, ale mimo wszystko było w tych grach mnóstwo potencjału który został niewykorzystany. Gra niestety nie działa na wyobraźnię tak jakby mogła i jako sci-fi to nie oferuje absolutnie nic świeżego.

    #masseffect #gry #pcmasterrace
    pokaż całość

    •  

      @niezwornowazony: Częściowo masz rację, ale sporo rzeczy, których wg. Ciebie w grze nie ma, wystąpiło na przestrzenii trylogii "za kulisami". O niektórych rzeczach da się przeczytać jedynie w książkach lub komiksach z uniwersum, inne opisano w kodeksie.

      Tutaj przykładowo kodeks z Bring Down the Sky odnoszący się do zarzutu o zastosowaniu jednego języka:
      Technology: Translation
      Human cultures remain linguistically divided. Some converse in Spanish, others in Mandarin, Arabic, Swahili, etc. Every alien race has their own equally broad panoply of languages and dialects.

      Most individuals know only their mother tongue, and rely on machine translation. Modern portable computers allow anyone with a few hundred credits of equipment to enjoy seamless real-time translation of alien languages, courtesy of handheld PDAs, computers in clothing or jewelry, or sub-dermal implants. Without fast and accurate translation, galactic trade and culture would not exist.

      Governments provide subsidized software, updated through the public extranet "on the fly", often as users approach spaceport customs facilities. Even the batarians, who isolated themselves from galactic society nearly two decades ago, take pains to provide up-to-date glossaries and linguistic rules, though most suspect that this is only so they can continue exporting propaganda.

      It is still considered broad-minded and practical to be able to speak without machine aid. Children often take courses in alien language, and most races can speak the simplified artificial "trade tongue" with little difficulty.

      Some species must rely on machine translation to interact with the rest of the galaxy. Hanar, for example, cannot reproduce the spoken language of any humanoid species, and other races cannot reproduce hanar bioluminescence without mechanical aid. Newly discovered or obscure races don't have machine translation available until the linguists have had time to study them.

      Jeśli chodzi o inne rasy - a Torian, którego widzimy w ME1? Nie wspominając już o rilou czy rasie cybernetycznej, o której też mozna przeczytać w kodeksie. Z tego, co pamiętam, była to rasa organiczna, która dokonała transferu osobowości do sieci i istniała już tylko w formie cyfrowej, ale nie była AI. Pomijam już fakt, że nikt do końca nie wie, jak naprawdę wyglądają asari, bo każdy gatunek widzi je inaczej - tak, aby były dla niego jak najbardziej atrakcyjnie. :) Mamy też DNA lewo- i prawoskrętne, co daje dwa typy pożywienia (turianie i quarianie nie mogą jeść jedzenia innych ras i na odwrót). Zarazę, która jest groźna dla turian czy batarian, a nie dotyka ludzi, widzimy w ME2 (misja rekrutacyjna Mordina). Jej pochodzenie przypisuje się ludziom (wiemy, że błędnie, ale ze względu na komentarze chorych można założyć, że choroby przenoszące się między gatunkami istnieją i mają się dobrze). Ksenofobia istnieje, a harmonia między rasami to piękna iluzja, co świetnie widać na Omedze - niechęć wobec ludzi, trucie ludzkich klientów, wyzysk quarianina przez elcora.

      Wielu rzeczy nie zaimplementowano ze względu na trudności techniczne, inne pominięto, aby nie zapychać gry nieistotnymi szczegółami, a zamiast tego poświęcić czas na rozwijanie wątków fabularnych. Gra ma swoje problemy, ale żeby w pełni poznać uniwersum i jego głębie warto sięgnąć po więcej niż same gry. :)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Jeśli zastanawiacie się, jak mają się Radysiaki, czyli psy uratowane ze schroniska, o którym było głośno, to temat jest dość ciężki. Mam okazję działać jako wolontariusz i przy okazji robić zdjęcia na warszawskim Paluchu, gdzie trafiło stamtąd 135 psów. Przepaść między psami "lokalnymi", a tymi z Radys jest nie do opisania. Niektóre przesiedziały tam parę lat, nie wychodząc przez ten czas z boksu, w którym znajdowało się kilka innych, często agresywnych psów. Jeśli przyjrzycie się zdjęciu, zobaczycie rozszarpaną wargę i nos. Do tego wszystkiego, przez brak ruchu i wątpliwej jakości jedzenie, mnóstwo z nich zmaga się z dużą nadwagą.

    Na zdjęciu Chałka, która ze strachu nie jest w stanie wyjść z boksu. Umieszczona specjalnie zaraz przy wyjściu ze schroniska, żeby nie narażać ją na stres związany z setkami szczekających po drodze psów, mimo wszystko nie potrafi pokonać tych 10 metrów. Namówienie ją do zrobienia kroku poza boks trwa często dobre 15 minut, a drugie tyle zajmuje przekonywanie jej do pokonania tego dystansu, metr po metrze. Gdy w końcu jej się to udaje, kładzie się na trawie, tuż za bramą.

    Chałka to nie jest odosobniony przypadek, choć należy do tych cięższych. Widząc jednak poświęcenie wolontariuszy, myślę, że damy radę je ogarnąć ʕ•ᴥ•ʔ

    #psy #pies #zwierzeta #fotografia #pokazpsa #warszawa #mojezdjecie #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    źródło: DSC_3754.jpg

  •  

    Jak znaleźć pomoc?

    Kilka miesięcy temu napisałam Wam o swoich pierwszych wrażeniach z terapii. Po tamtym poście napisało do mnie już kilkanaście osób z prośbą o polecenie psychiatry lub psychoterapeuty. Niestety, nie podam Wam żadnych nazwisk, bo to, że ja się dogadałam ze swoim terapeutą, nie znaczy, że każdy to zrobi :) Ale mogę Wam powiedzieć, w jaki sposób szukałam. Nie jestem żadną wyrocznią i na pewno każdy, kto już przeszedł tę drogę, ma swoją historię. Jestem jednak człowiekiem bardzo rozważnym i odczuwam ogromny lęk przed porażką, więc dołożyłam wszelkich starań, by tej porażki nie przeżyć. Poniżej przedstawiam Wam garść wskazówek i załączam dwie infografiki na ten temat w ramach ściągi :)

    PROCES SZUKANIA POMOCY
    0. Najpierw poszłam do psychiatry, aby doradził mi, jaki nurt psychoterapii jest dla mnie najlepszy. Wiecie, ile ich jest? Poznawczo-behawioralny, humanistyczno-społeczny, Gestalt, psychodynamiczny, integracyjny, psychoanalityczny, systemowy… Byłam zagubiona, a ponieważ BARDZO nie chciałam przeżyć porażki, poradziłam się psychiatry. Zarówno psychiatry, jak i terapeuty szukałam wedle poniższych wskazówek.

    1. Szukałam w poradni zdrowia psychicznego. Byłam kiedyś w prywatnym gabinecie i byłam bardzo zawiedziona, do dzisiaj zastanawiam się, kto dał tej babce dyplom. Postawiłam więc na poradnie i centra zdrowia, bo tam specjaliści są pod stałą kontrolą, przechodzą superwizje. Za wikipedią: “Celem superwizji jest pomoc terapeucie w przyjrzeniu się jego własnemu doświadczeniu w pracy z pacjentem, ewentualnym przeszkodom w tym kontakcie leżącym zarówno po stronie samego terapeuty jak i pacjenta, jak również zapewnienie wysokiej jakości świadczonych usług terapeutycznych.”
    Poza tym odnoszę wrażenie, że do takiej poradni, jeśli ma ona renomę, nie zatrudnia się ludzi z ulicy, są to sprawdzeni specjaliści.

    2. Dokładnie wczytałam się w doświadczenie każdego specjalisty. Od kiedy praktykuje, gdzie praktykował, brałam pod uwagę wszelkie staże, kursy, konferencje, prowadzone blogi. Wielu z nich ma wpisane w swoje CV obszary zainteresowań - jedni lekarze/terapeuci opiekują się osobami w depresji, z nerwicami, zaburzeniami odżywiania, inni pisali w tej sekcji o schizofrenikach, zaburzeniach osobowości. Wiecie, każdego kręci coś innego.

    3. Bardzo ważną dla mnie kwestią była znajomość angielskiego, bo to zwiększa szansę (ale nie jest oczywiście jednoznaczne) na zgłębianie najnowszych badań i doniesień naukowych w swojej dziedzinie. Prawdopodobnie większość z tych specjalistów zna angielski, ale jeśli dla kogo jest na tyle ważny, że nie zapomina go wpisać w swoje CV na stronie internetowej pracodawcy, to prawdopodobnie go używa. Tak mi się ubzdurało, ale z terapeutką trafiłam doskonale, bo rzeczywiście czyta książki, słucha podcasty i dokształca się po angielsku.

    4. Po tych krokach miałam co najmniej kilku dobrych specjalistów, więc zaczęłam przyglądać się ich twarzom, zastanawiając się, której bardziej zaufam. Pod uwagę brałam też takie kryteria jak wiek itd. Tu rozważałam wszelkie subiektywne odczucia wobec tych specjalistów (psychiatrów, terapeutów). Płeć może być też ważnym kryterium, bo jeśli ktoś ma jakieś traumy związane z kobietami/mężczyznami, to może być mu trudniej rozmawiać z osobą tej płci. Ale nie musi oczywiście.

    FAQ
    → Jaki to koszt?
    W przypadku prywatnej psychoterapii w Warszawie koszt waha się między 120 a nawet 450 zł za sesję. Wszystko jest uzależnione od doświadczenia czy też tytułu naukowego danego specjalisty. Wiadomo - u profesora zapłacisz odpowiednio więcej niż u magistra.

    → Czas trwania terapii
    To sprawa indywidualna. Jeśli mówimy tu o kilku/kilkunastoletnim bagażu złych doświadczeń, to nie da się tego załatwić w pół roku. No, może się da, ale po co dawać sobie deadline? Moja terapia trwa już ponad rok, w komentarzach pod poprzednim wpisem były osoby, które pisały o 3, 4 i 5 latach. Proces zdrowienia psychiki jest długi i czasem nieprzewidywalny. Poszłam do terapeuty z kwestią tylko rodziców, a okazało się, że potrzebuję przepracować też inne kwestie.

    → Praca własna
    Terapia to nie tylko spotkania z terapeutą (czy też farmakoterapia, jeśli jest potrzebna, bo lekarz stwierdza depresję). To też praca własna, np. z różnymi książkami. Polecam, szczególnie te, które się przerabia z ćwiczeniami. To także słuchanie podcastów (polecam na YT: Strefa psyche uniwersytetu SWPS). W poniedziałek polecę Wam pierwszą książkę, pozycję - jak dla mnie - obowiązkową w przypadku problemów z relacją z rodzicami.

    → Zeszyt do terapii
    Prowadzę taki zeszyt od momentu, gdy podjęłam decyzję o leczeniu swojej głowy. Zapisuję tam wrażenia po sesji, pytania czy historie, które chcę powiedzieć na kolejnej sesji. Zapisuję też prace domowe, bo takie na swojej terapii dostaję. Już po roku mogę powiedzieć, że doceniam prowadzenie go, bo widzę progres i to mnie motywuje. Widzę, jaka byłam na początku, gdy przyszłam na terapię, a gdzie jestem teraz i wiem, że cholernie było warto.

    → Czy za X czasu po terapii moje demony przeszłości wrócą?
    To nie jest tak, że to wraca albo nie wraca. Bo to nie jest tak, że nagle staniesz się nowym człowiekiem. Twój rdzeń jest cały czas taki sam, ale uczysz się inaczej patrzeć na życie. To proces, tak jak proces wychowywania w dzieciństwie. Trudno mi powiedzieć, czy to wraca. Musisz sobie wybudować podwaliny pod siebie, musisz zbudować mocne fundamenty swojej samooceny, asertywności itd. Nauczysz się uważności i tego, że zły okres też jest w porządku, jeśli jest tylko jakimś okresem i nie ma co się biczować, nawet gdy złe myśli wracają. Nauczysz się je okiełznać. Ale wydaje mi się - a na pewno chcę w to wierzyć - że po terapii traumy nie wrócą w tej samej postaci. Jeśli wrócą, to mniejsze, bardziej plastyczne i do pokonania, bo poznasz narzędzia, które Ci pomogą w tym.

    → Czy warto się przygotować do pierwszego spotkania?
    Moim zdaniem tak, ale każdy jest inny! Znajomy poradził mi, aby wszystko, co mnie trapi, sobie spisać, bo ze stresu mogę zapomnieć, jak się nazywam. Tak było. Pod gabinetem już prawie zrezygnowałam, bo przecież moje problemy są śmieszne, dajta spokój, co to za problemy. Na szczęście miałam przy sobie zeszyt, w którym przez tydzień pisałam, co mi na duszy leży, co przeszkadza. W pierwszym komentarzu załączam kolejną grafikę o tym, jak się przygotować.

    To by było na tyle, moi drodzy. Zachęcam do zadawania pytań i dzielenia się swoimi doświadczeniami w szukaniu dla siebie pomocy! W weekend dodam również dodatkowy post z zebranymi miejscami, gdzie można się udać po pomoc psychologiczną w chwili kryzysu.

    Dziękuję każdej osobie, która chciała być ostatnio wołana. Bardzo mnie to cieszy! Mam nadzieję, że uda mi się zawołać wszystkich, nigdy tego nie robiłam ;) Ale! Jeśli macie pomysł na hasztag, który chcielibyście obserwować, to dawajcie znać w komentarzach!

    ---------------------------------------------------------------------------------------
    Nie jestem ani lekarzem, ani terapeutą. Informacje zawarte w poście są oparte na moich doświadczeniach.

    #depresja #terapia #psychoterapia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1.png