Strzelałem do Mareczka. Kibic Górnika i Borussii Mönchengladbach, sympatyk Liverpoolu, Lazio, Kaiserslautern oraz Unionu Berlin.

  •  

    MK997 nr 289 - emisja 23 sierpnia 2001

    1. Zabójstwo 26-letniego mężczyzny z Bogdańca (woj. zachodniopomorskie) w dniu 14 kwietnia 2000 r.

    14 kwietnia 2000 roku gospodarz jednego z domów jednorodzinnych w Dębnie usłyszał strzały. Po chwili znalazł na schodach zwłoki młodego mężczyzny. Wezwana policja szybko ustaliła, kim jest zamordowany. Był to 26-letni mieszkaniec Bogdańca - Maciej. Ustalono również, że zabójstwa dokonano najprawdopodobniej przez pomyłkę.

    Pech zamordowanego młodego człowieka polegał na tym, że miał niewłaściwych kolegów. Maciej kolegował się z rówieśnikami, którzy byli członkami, tzw. "żołnierzami", dobrze zorganizowanej grupy przestępczej. Sam do niej nie należał ale bez wątpienia musiał wiedzieć, czym zajmują się jego kumple. A zajmowali się rzeczami nieciekawymi - przynajmniej z punktu widzenia ich ofiar. Były to wymuszenia haraczu, zastraszenia, kradzieże samochodów, a nawet porwania. Szefem bandy był niejaki Mamut, a fakt, że poszkodowani na ogół nie zgłaszali swoich krzywd na policji sprawiał, że banda działała bezkarnie. Maciej nie musiał detalicznie wiedzieć "w czym robili" jego koledzy, na pewno jednak wiedział o kradzionych samochodach, bowiem pomagał czasem w ich ukrywaniu, udając że nie wie, skąd pochodzą.

    Najprawdopodobniej zabójstwo Macieja miało związek z pewną transakcją sprzedaży kradzionego samochodu. W tej transakcji żołnierze Mamuta chcieli przechytrzyć swego szefa i jego rosyjskiego kontrahenta, bowiem powtórnie ukradli już raz ukradzione i sprzedane mu auto. To ciekawe, że w takich sprawach gangsterzy rzadko wykazują poczucie humoru. Ukraść komuś auto to ubaw po pachy, ale jak auto ukradną gangsterowi... brr!

    Bandytów nie udało się ustalić.

    Dane dotyczące ofiary: Maciej, lat 26, mieszkaniec Bogdańca (rys. 1)
    Dane dotyczące sprawcy: nie znany

    2. Powrót do sprawy zabójstwa Małgorzaty Grabińskiej w Warszawie 7 maja 1985 r.

    Do tej sprawy sprzed 16-tu lat powracamy na prośbę warszawskiej policji. Jest to bowiem jedna z najbardziej tajemniczych zbrodni w Warszawie, nie wyjaśniona do tej pory.

    Na ulicy Szczucińskiej 6 w Warszawie mieszkał Aleksander Grabiński i jego żona - Małgorzata Grabińska. Byli zgodnym, przykładnym małżeństwem. Pani Małgorzata była tłumaczem języka angielskiego. Pracowała w domu.

    7 maja 1985 roku pan Grabiński poprosił jednego ze swoich kolegów o pomoc w pomalowaniu krat w oknach. Kolega poszukując malarza skierował swoje kroki do spółdzielni "Zjednoczona". Tak się akurat zdarzyło, że tego samego dnia w spółdzielni pojawił się młody człowiek szukający pracy. Mężczyzna miał miłą powierzchowność, więc pracownice spółdzielni zleciły mu pracę u Grabińskich. Zatelefonował do nich do domu, ale kiedy dowiedział się, że czeka go malowanie krat, zrezygnował ze zlecenia. Wygląda jednak, że się rozmyślił, bowiem dwa dni później, około 9.30, przyszedł do domu Grabińskich. Pan Aleksander był o tej porze w pracy. Przybysz, pod pretekstem umówionego spotkania z mężem wchodzi do środka. Mówi, że przyniósł lakiery. Pani Małgorzata dzwoni do męża, ten jednak jest zajęty podejmowaniem delegacji z RFN. Nie może rozmawiać, oddzwania po trzech minutach. Nie ma czasu na rozmowę, śpieszy się. Nieznajomy mówi, że zostawi lakiery i na tym rozmowa się kończy. Chwilę później zaczyna się horror. Mężczyzna o miłej powierzchowności przeistacza się w bezwzględnego mordercę. Najpierw sznurkiem dusi panią Małgorzatę, a następnie nożem, wziętym z kuchni, zadaje jej kilka ciosów. Po zamordowaniu kobiety plądruje mieszkanie, ale zabiera z niego jakieś drobiazgi i przedmioty nie mające większej wartości. Zabiera również elementy damskiej bielizny. Czyżby był fetyszystą? Mąż wraca do domu około 17-tej...

    Mężczyzna, którego poszukuje policja, miał w roku 1985 około 25 lat. Wzrost około 175 cm. Był szczupły, o delikatnym wyglądzie, wzbudzającym zaufanie - jak twierdziły pracownice spółdzielni. Niedługo sprawa przedawni się. Wtedy morderca - nawet ujęty - nie odpowie za swój uczynek.

    Dane dotyczące ofiary: Małgorzata Grabińska, zamieszkała w Warszawie przy ul. Szczucińskiej 6
    Dane dotyczące sprawcy: mężczyzna wzrostu około 175 cm., obecnie (2001 r.) w wieku około 40 ÷ 42 lat

    3. Zabójstwo mieszkańca Łodzi Zdzisława K. w miejscowości Stróża k./Łodzi w styczniu 2000 r.

    W niedzielny, zimowy dzień 30 stycznia 2000 r. mieszkaniec podłódzkiej miejscowości Stróża zauważył w lesie na śniegu ślady krwi. Sądził, że to ranna zwierzyna. Okropny widok, jaki za chwilę przedstawił się jego oczom, wstrząsnął nim do głębi. Na śniegu leżały poćwiartowane zwłoki. Wezwana policja nie była w stanie zidentyfikować ofiary tego bestialskiego mordu. W wyniku żmudnych prac laboratoryjnych udało się komputerowo odtworzyć wygląd mężczyzny. Na prośbę policji w telewizji i miejscowej prasie zamieszczono komunikaty z prośbą o identyfikację zamordowanego na podstawie komputerowego portretu. Policyjni specjaliści dobrze wykonali swoją pracę. Telewizyjny komunikat oglądała matka zamordowanego i ona to rozpoznała swego syna.

    Zamordowanym okazał się 41-letni Zdzisław K. Był rozwiedziony. Wraz ze swymi rodzicami mieszkał w Łodzi, przy ulicy Słowackiego. Od kilku lat był na rencie. Nigdzie nie pracował. Pewne ślady wskazują, że utrzymywał kontakty ze światem przestępczym. Ponoć "dorabiał" sobie do renty wynajmując swojego "Poloneza", którego używano podczas włamań. Nie można wykluczyć, że K. zwyczajnie nie wiedział, do czego wykorzystywany był jego wehikuł. Samochód policja odnalazła 2 lutego w Łasku, na ulicy 9-go Maja - kilkadziesiąt kilometrów od miejsca znalezienia zwłok. Badania kryminalistyczne wykazały, że ślady krwi odnalezione w pojeździe, to krew zamordowanego.

    Pan Zdzisław utrzymywał bliskie kontakty z niejakim Adamem - recydywistą, odsiadującym wyrok 15 lat więzienia, ale często wypuszczanym na przepustki za dobre sprawowanie. Przesłuchiwany Adam przyznał, że Zdzisław K. gościł u niego w domu 24 stycznia. Jego zdaniem, zamordowano go, bo za dużo wiedział lub był świadkiem jakiegoś przestępstwa. Inną hipotezę przedstawiono w programie, gdzie założono, że to Adam mógł być zabójcą. Ale kto wie, jak było naprawdę?...

    Dane dotyczące ofiary: Zdzisław K., lat 41, zamieszkały w Łodzi (rys. 2)
    Dane dotyczące sprawcy: nie znany

    pokaż spoiler Żadnej sprawy nie wyjaśniono

    #archiwum997
    pokaż całość

  •  

    MK997 nr 84 - emisja luty 1992

    **1. Zabójstwo Cezarego Łosia - kasjera z kantoru w Zgorzelcu - w dniu 21 stycznia 1992 r.

    W centrum Zgorzelca, w Domu Handlowym przy ul. Okrzei mieści się kantor wymiany walut. Właściciel zatrudniał w nim dwie osoby: kasjera – Cezarego Łosia – i kasjerkę.

    Opisywane w programie wydarzenia miały miejsce 21 stycznia 1992 roku, w Dzień Babci. Tego dnia właściciel przyjechał do firmy przed zamknięciem kantoru. Około 17.45 wyszła kasjerka. Mężczyźni wkrótce potem zamknęli kantor i wyszli na podwórko, za domem handlowym, gdzie zawsze zostawiali samochody. Pieniądze i dewizy mieli zapakowane w dużej, brązowej torbie.

    Na podwórku czekało na nich dwóch bandytów. Napastnicy byli uzbrojeni. Jeden z nich zabił kasjera. Drugi strzelił z ostrej broni w kierunku uchylających się drzwi na zapleczu pawilonu. Następnie bandyci uciekli w podwórze ulicy Bohaterów Getta i przebiegli przez bramę na ul. Langiewicza 2. Tam ślad się urwał. Właściciel kantoru próbował ich gonić, jednak bezskutecznie.

    Dane dotyczące ofiary: Cezary Łoś, kasjer kantoru przy ul. Okrzei w Zgorzelcu
    Dane dotyczące sprawców:
    mężczyzna pierwszy: wiek z wyglądu 30 ÷ 35 lat, wzrost 170 ÷ 175 cm, szatyn z brodą. Ubrany był w jasną, ocieplaną kurtkę. (rys. 1a)
    Mężczyzna drugi: wiek ok. 40 lat, wzrost 180 cm, twarz owalna. Ubrany był w ciemną skórzaną kurtkę do bioder i ciemne spodnie. Na głowie miał wełniany beret z daszkiem. (rys. 1b)

    2. Napad na ekspozyturę PKO w Opocznie w dniu 11 grudnia 1991 r.

    W Opocznie, przy ul. Westerplatte 13 otwarto w 1991 roku ekspozyturę banku PKO. Na placówkę tę dokonano napadu w dniu 11 grudnia 1991 r. Było to około 19.45. W banku nie było już klientów, jedynie kasjerka i pracownik ochrony. Kasjerka pakowała banknoty w koperty. Wtedy to pod budynek podjechał samochód nieznanej marki. Wszystko odbyło się błyskawicznie; napad nie trwał nawet minutę. Rabusie zabrali kilkadziesiąt milionów starych złotych i zbiegli. Kiedy przyjechała policja, zaalarmowana uruchomieniem się systemu alarmowego, po napastnikach nie było już śladu.

    Dane dotyczące sprawców: nie znani, Policja poszukuje mężczyzny którego portret pamięciowy zamieszczamy obok (rys. 2)

    3. Zaginięcie 23-letniego Piotra Wrzoska z Sandomierza w dniu 23 kwietnia 1990 r.

    Piotr Wrzosek miał 23 lata. Mieszkał wraz z rodzicami w bloku przy ul. Szabańskiego. Na co dzień pracował w Iglopolu Dwikozy.

    W niedzielę, 22 kwietnia 1990 r., Piotr bawił się. Od rodziców pożyczył samochód - fiata combi - i nim jeździł. W końcu około 23-ej combi, z wesołą kompanią, dotarł do dyskoteki w Gorzyczanach. Piotr i jego towarzysze bawili tam do pierwszej w nocy. Kiedy wychodzili, wszyscy byli pod wpływem alkoholu. Jednak młodym ludziom wyraźnie to nie przeszkadzało. Najpierw Piotr odwiózł jednego ze znajomych do Zajezierza. Wracając do Sandomierza, miał podrzucić drugiego znajomego do miejscowości Złota, jednak na zakręcie samochód wypadł z trasy. Szczęśliwie, nic się nikomu nie stało. Pechowcy dotarli do miejscowości Szewce. Stamtąd jeden z kolegów Piotra odwiózł go swoim samochodem do domu. Była trzecia nad ranem, 23 kwietnia 1990 r. Chociaż Piotr wysiadł przed domem, do środka nie wszedł. Los jego jest nieznany.

    Dane dotyczące zaginionego: Piotr Wrzosek, lat 23, zamieszkały w Sandomierzu na ul. Szabańskiego (rys. 3)

    4. Zabójstwo Stanisława Foltyna w Łobocie k./Lwówka Śląskiego w dniu 17 października 1991 r.

    We wsi Łobota, nieopodal Lwówka Śląskiego, w "bliźniaku" mieszkali państwo Stanisław i Ewa Foltynowie. Stanisław Foltyn pracował w miejscowych Zakładach Przemysłu Drzewnego. Często wyjeżdżał do Niemiec, aby dorobić do niewielkiej pensji. Pani Ewa zajmowała się wychowywaniem dzieci. Małżeństwo w oczach sąsiadów uchodziło za wzór rodziny. Foltynowie byli bezkonfliktowi, nie mieli wrogów. Zupełnie nie wiadomo, co było przyczyną tragicznych zdarzeń, które miały miejsce w dniu 17 października 1991 r.

    Tego dnia, około 22-ej, w domu państwa Foltynów zjawili się nieproszeni goście. Z gospodarzem obeszli się w sposób bestialski. Dosłownie zmasakrowali go. Następnie opuścili dom, niczego nie zabierając. Brat pana Stanisława zawiadomił policję i pogotowie ratunkowe. Niestety, w drodze do szpitala Stanisław Foltyn umiera.

    Policja poszukuje bandytów. Okazało się, że ktoś jednak miał powody nie lubić pana Stanisława – a ten o tym wiedział. Kilkanaście miesięcy przed zabójstwem zdarzyło się coś z pozoru błahego, co dowodzi, że Foltyn jednak czegoś się obawiał. Otóż jadąc swoim Polonezem Caro, pan Stanisław natrafił na leżące w poprzek drogi drzewo. Nie wiadomo dlaczego, przestraszył się i zawrócił. Kilka miesięcy później miało miejsce wydarzenie znacznie poważniejsze. 6 grudnia 1990 roku ktoś do Foltyna strzelał. Kto i dlaczego? – tego nie udało się ustalić.

    Dane dotyczące ofiary: Stanisław Foltyn, zamieszkały we wsi Łobota k./Lwówka Śląskiego (rys. 4)
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    5. Uprowadzenie cysterny ze spirytusem w pobliżu Warszawy w dniu 14 stycznia 1992 r.

    W Józefowie k./Błonia mieści się zakład Mazowieckiej Wytwórni Wódek i Drożdży. W dniu 14 stycznia 1992 r., około 10-ej rano, do zakładowej cysterny zatankowano 18 tysięcy litrów spirytusu. Transport przeznaczony był dla Podlaskiej Wytwórni Wódek w Siedlcach. Jeszcze tylko ostatnia kontrola – i cysterna wyruszyła w drogę.

    Podróż trwała tym razem znacznie krócej, niż planowano. Już na drodze Józefów - Rokitno nieznani sprawcy zatrzymali cysternę. Kierowcę wyciągnięto z kabiny i wepchnięto do samochodu m-ki Skoda. Do cysterny wsiadł jeden z porywaczy i odjechał nią w stronę Rokitna.

    Pechowego kierowcę cysterny uwolniono po dziesięciu godzinach. Okazją dojechał on do stacji benzynowej w Starej Miłosnej. Stamtąd powiadomił o porwaniu policję. Ta podjęła poszukiwania. Już następnego dnia rano odnaleziono cysternę, stojącą przed głównym wejściem na cmentarz na Wólce Węglowej w Warszawie. Jak łatwo się domyślić – cysterna była pusta...

    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    pokaż spoiler Dopiero w październiku ubiegłego roku wyjaśniono sprawę morderstwa Stanisława Foltyna. Morderstwo było zaplanowane przez żonę i jej kochanka, Waldemara K. Obecnie czekają w areszcie na proces. Reszta spraw nie wyjaśniona.


    #archiwum997
    pokaż całość

    źródło: luty1992.jpg

  •  

    MK997 nr 117 - emisja 26 marzec 1997

    1. Zabójstwo Elżbiety i Henryka Pieczyńskich w Gdańsku w dniu 11 stycznia 1995 r.

    Państwo Elżbieta i Henryk Pieczyńscy mieszkali samotnie w Gdańsku, w "bliźniaku" przy ul. Mozarta. Trójka ich dzieci przebywała za granicą. Pieczyńscy nie byli jednak zamożni. Utrzymywali się ze skromnych emerytur.

    Małżonków zamordowano 11 stycznia 1995 r. Jeszcze w godzinach rannych w tym dniu sąsiedzi widzieli ich żywych. Później próbowała się do nich dodzwonić córka, mieszkająca w Kanadzie. Aparat był jednak ciagle zajęty.

    Następnego dnia rano sąsiadów zaniepokoiły palące się w mieszkaniu Pieczyńskich światła, a także grający telewizor. Postanowili sprawdzić, co się dzieje. Drzwi od wejścia do piwnicy były otwarte. Pani Elżbieta i pan Henryk leżeli w kuchni. Zostali zamordowani ciosami w głowę tępym narzędziem. Bezpośrednią przyczyną zgonu było jednak uduszenie. Sprawcy przeszukali później mieszkanie, nie pozostawiając bałaganu. Nie ustalono, aby cokolwiek z domu zginęło.

    Policja przypuszcza, że mordercy dostali się do domu przez piwnicę od strony ogrodu. Najprawdopodobniej wcześniej obserwowali swoje ofiary.

    Dane dotyczące ofiary: Elżbieta i Henryk Pieczyńscy, zamieszkali w Gdańsku przy ul. Mozarta.
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    **2. Napad na hurtownię Romex w Jasiniu w dniu 18 lutego 1997 r. **

    18 lutego 1997 r. w Jasiniu, w woj. wielkopolskim, usiłowano dokonać napadu na hurtownię papierosów »Romex«. Trzej mężczyźni, którzy przyjechali skradzionym wcześniej samochodem Fiat Ducato o numerze rej. PWI 0199, weszli na teren hurtowni pod pretekstem dokonania zakupów. Wewnątrz, grożąc użyciem broni palnej, domagali się wydania pieniędzy. Zostali spłoszeni przez właścicielkę, która przyjechała z kierowcą.

    Pomimo policyjnej blokady dróg, nie udało się zatrzymać rabusiów.

    Ustalono rysopisy dwóch spośród trzech napastników: Mężczyzna w wieku 22 ÷ 24 lata, wzrost 185 ÷ 190 cm, twarzpociągła, wystające kości policzkowe, nos wydłużony prosty. Ubrany był w jasną kurtkę z materiału do bioder i jasne dżinsy. Na głowie miał niebiesko - białą czapkę wełnianą z napisem "LECH". (rys. 1a).
    Mężczyzna w wieku 18 ÷ 19 lat, około 170 cm wzrostu, prawidłowej budowy ciała, twarz okrągła. Włosy krótkie, ciemne proste. Przednie zęby spróchniałe. Ubrany był w czarną kurtkę ze skóry lub skaju, ciemne szare dżinsy i buty traperki. (rys. 1b)

    3. Komunikat Sądu Rejonowego w Gliwicach

    W dniu 5 kwietnia 1994 r., około godz. 23-ej, na przystanku autobusowym przy ul. Nowy Świat w Gliwicach, do białego lub jasnego samochodu zagranicznej marki wsiadła kobieta. Samochód miał automatycznie zamykane drzwi. Kierowca wywiózł ją poza teren Gliwic i zgwałcił. Dziewczyna wybiła przednią szybę od strony pasażera i urwała klamkę od wewnątrz prawych drzwi. Opisany przez nią kierowca samochodu był w wieku ok. 40 lat. Miał łysinę czołową.

    Każdy, kto może znać właściciela takiego samochodu z opisanymi uszkodzeniami szyby i klamki, proszony jest o kontakt z najbliższą jednostką policji.

    4. Zabójstwo Erwina Curyłło - policjanta z Katowic - w styczniu 1996 r.

    Erwin Curyłło był policjantem od 1982 r. Do jego zadań należała m.in. penetracja środowiska homoseksualistów, zbierających się na dworcu PKP w Katowicach. Był kawalerem. Mieszkał samotnie w Katowicach, na ul. Przedwiośnie. Został zamordowany we własnym mieszkaniu w dniu 24 stycznia 1996 r. Zadano mu kilka ciosów nożem.

    W ostatnim dniu swego życia policjant przebywał w komisariacie do godz. 15.40. Godzinę później dotarł do sklepu swoich rodziców przy ul. Hallera, aby pomóc im zabezpieczyć utarg. Nie ma wątpliwości, że tego dnia był również na dworcu PKP. Fakt ten potwierdziło kilku miejscowych homoseksualistów. Na dworcu Curyłło spotkał się z nieznanym im mężczyzną. Najprawdopodobniej mężczyzna ten odwiedził policjanta w jego mieszkaniu, bowiem obu mężczyzn widziano przed blokiem na ul. Przedwiośnie. Wtedy musiało dojść do zabójstwa.

    Dane dotyczące ofiary: Erwin Curyłło, policjant z Katowic (rys. 2a)
    Dane dotyczące sprawcy: Mężczyzna, z którym spotkał się Erwin Curyłło na dworcu, był w wieku 20 ÷ 25 lat. Miał ok. 176 cm wzrostu, średnia budowa ciała. Ciemny blondyn. Ubrany był w dżinsową kurtkę. Na niej nosił spraną ortalionową kurtkę typu "Flayers", czarne dżinsy i buty typu "Puma". (rys. 2b)

    pokaż spoiler Morderca Erwina Curyłły został aresztowany w listopadzie 2004 w Żorach. W dniu morderstwa był na przepustce z więzienia. Błąkając się po Katowicach, spotkał na dworcu Curyłłę. Policjant postanowił go nakarmić i ogrzać w swoim mieszkaniu. Skończyło się tragicznie. W chwili aresztowania morderca miał 31 lat. Reszta spraw - nie wyjaśniona.

    #archiwum997
    pokaż całość

    źródło: marzec1997.jpg

    •  

      @zawadiakanarewirze: Ten zamordowany policjant był gejem. Co ciekawe w mk997 przedstawili tę sprawę jako zabójstwo policjanta, który sprowadził do domu informatora, od którego chciał uzyskać informacje ws. środowiska pedałków z dworca, a w TBS jako zabójstwo geja, który sprowadził sobie niebezpiecznego "przyjaciela" do domu.

  •  

    MK997 nr 130 - emisja 25 luty 1998

    1. Zabójstwo Tadeusza Biernata w Chłopinach (woj. gorzowskie) w dniu 30 października 1996 r.

    W Chłopinach, w domu o numerze 28 mieszkał Tadeusz Biernat. Nie miał stałego źródła utrzymania. Pracował dorywczo m.in. przy wywożeniu drzewa z lasu. Był mężczyzną małomównym i bezkonfliktowym. Jego jedyną słabością był pociąg do kieliszka. Na wódkę wydawał większość zarobionych pieniędzy.

    30 października 1996 roku Biernat odwiedził swoich kolegów. razem wypili kilka piw. Do domu wrócił wieczorem. Następnego dnia, około 10-tej rano przyjechał do niego kolega, z którym pracował w lesie. Znalazł zwłoki gospodarza, wiszące na strychu. Dom był splądrowany.

    Policja stwierdziła, że mężczyznę zamordowano. Przed śmiercią skatowano go, a samobójstwo zostało upozorowane. Przypuszcza się, że napastników musiało być co najmniej dwóch napastników, bowiem Tadeusz Biernat był potężnym mężczyzną, któremu jeden napastnik nie dałby rady.

    Dane dotyczące ofiary: Tadeusz Biernat, lat 41, zam. Chłopiny 28, woj. gorzowskie
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    2. Zabójstwo Ukraińca - Piotra Poliszczuka - w Lublinie w dniu 9 listopada 1997 r.

    Piotr Poliszczuk - obywatel Ukrainy - przyjechał do Polski w poszukiwaniu pracy 19 sierpnia 1997 roku. Trudnił się drobnym handlem na lubelskim rynku. Jakiś czas po przyjeździe udało mu się znaleźć pracę na budowie, później jeszcze inne zajęcie. Nocował na prywatnych kwaterach w cieszącej się złą sławą dzielnicy "za cukrownią", przy ulicy Dzierżawnej.

    8 listopada 1997 roku, około 18-tej Piotr Poliszczuk pojawił się na ulicy Krochmalnej. Mniej więcej w tym samym czasie do sklepu naprzeciwko hotelu "Kryształ" wszedł nieznany mężczyzna. Świadkowie zdarzenia twierdzą, że Poliszczuk ukradł mu piwo. Mężczyzna, niczego nie zauważywszy, wyszedł ze sklepu i przeszedł na drugą stronę jezdni. Ukrainiec podążył za nim. Gdy zaczepił nieznajomego, tamten zaatakował go nożem. Ranny Poliszczuk przebiegł kilkadziesiąt metrów i upadł. Przechodnie wezwali policję. Na pomoc jednak było już za późno.

    Dane dotyczące ofiary: Piotr Poliszczuk, lat 35, zamieszkały w Chmielnickiej Obłosti na Ukrainie. W Polsce mieszkał na kwaterze na osiedlu "za cukrownią", przy ul. Dzierżawnej (rys. 1a)
    Dane dotyczące sprawców: wiek ok. 42 ÷ 50 lat, krępa budowa ciała, wzrost ok. 172 ÷ 175 cm. Ubrany był w jasną kurtkę i ciemne spodnie. (rys. 1b)

    pokaż spoiler Żadna sprawa nie doczekała się finału


    #archiwum997
    pokaż całość

    źródło: 25luty1998.jpg

  •  

    MK997 nr 141 - emisja 05 sierpnia 1998

    1. Zaginięcie Zdzisława Krawczuna z Gubinka (woj. zielonogórskie) w dniu 8 kwietnia 1994 r.
    Zdzisław Krawczun mieszkał z rodzicami w niewielkim gospodarstwie we wsi Gubinek, niedaleko Gubina. Utrzymywał się z dorywczych prac. Miał skłonności do nadużywania alkoholu. 8 kwietnia 1994 roku Krawczuna odwiedzili dwaj bracia z sąsiedniej wsi. Przed południem cała trójka wypiła kilka win w okolicach ruin kościoła w Gubinie. Libację kontynuowali dalej u dwóch braci w Gubinie. Po jakimś czasie gospodarze zabrali nieprzytomnego Krawczuna i wywieźli do Gubinka wyrzucając go po drodze na skraju miasteczka. Po południu leżącego na trawie Krawczuna widziały dwie mieszkanki wsi. Później zniknął. Jego rodzina po kilku dniach zgłosiła zaginięcie. Poszukiwania policji nie przyniosły rezultatu.

    W jednej z wielu hipotez przyjęto, że Krawczun mógł być świadkiem jakiegoś przestępstwa i w związku z tym mógł zostać zamordowany.

    Dane dotyczące ofiary: Zdzisław Krawczun ur. 21.01.1962 r. w Węgorzewie, zam. Gubinek nr 10 gm. Gubin. (rys. 1)
    Rysopis: wiek z wyglądu 32-35 lat, wzrost 182 cm. Włosy ciemne, krótko przystrzyżone, twarz pociągła, cera śniada, budowa ciała krępa, oczy zielone. Znaki szczególne: znamię na lewym policzku. Ubrany był w czarną kurtkę z kreszu w poprzeczne fioletowe pasy, dżinsowe spodnie i czarne skórzane półbuty z zamkami po bokach.

    2. Poszukiwania oszustki Elżbiety Straszewska, wielokrotnej przestępczyni z woj. katowickiego.

    Elżbieta Straszewska ma dzisiaj 39 lat. Po raz pierwszy trafiła do więzienia w roku 1980 - wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Legnicy została skazana na 3 lata pozbawienia wolności za kradzieże. Po warunkowym zwolnieniu nie powróciła do rodziny i zaczęła wieść włóczęgowskie życie. W tym czasie dopuściła się kolejnych przestępstw, m.in. kradzieży dokumentów, wyłudzeń w hotelach, kradzieży. W 1991r. poszukiwana już była przez policję w całej Polsce.

    W marcu 1993 roku wydawało się, że jej szczęśliwa gwiazda wreszcie zgasła - została zatrzymana i osadzona w areszcie śledczym w Opolu. Jednak, niczym w romansach Dumasa, udało się jej nawiązać romans z porucznikiem więziennictwa - Czesławem F. Z jego pomocą w grudniu 1993 r. opuszcza areszt. Następne dwa lata "pracują" wspólnie, dokonując wielu przestępstw i ścigani listem gończym przez policję.

    W latach 1995 -97 Elżbieta Straszewska była kilkakrotnie zatrzymywana i osadzana w wielu aresztach śledczych. Przedziwnym zbiegiem okoliczności zawsze udało się jej uniknąć sprawiedliwości. Od września 97r., wraz z Robertem Jasińskim ze Świebodzina (poszukiwany jako zaginiony) dokonywała przestępstw wyłudzeń i kradzieży. Ostatnie znane nam przestępstwo miało miejsce w listopadzie 97 r., kiedy to do Komendy Rejonowej Policji w Będzinie wpłynęła informacja, że poszukiwani dokonali wyłudzenia w hotelu w Mrągowie.

    Od 1991 roku Elżbieta Straszewska nie posiada stałego miejsca zamieszkania.

    Dane dotyczące sprawcy:Elżbieta Straszewska, lat 39, oszustka posługuje się fałszywymi dokumentami na nazwisko ZONTEK i DE VIJON, obecnie bez stałego miejsca zamieszkania (rys. 2).

    pokaż spoiler Elżbieta Straszewska została zatrzymana trzy tygodnie po emisji programu w Augustowie. Jej dalsze losy są nie znane. Zwłoki Zdzisława Krawczuna zostały znalezione 23 października 2000 r. w jeziorze Borek k. Kosarzyna (ok. 15 km na północ od Gubinka) przez trenujących nurków straży pożarnej. Do nóg miał przywiązany worek z cegłami. Padł ofiarą morderstwa, najprawdopodobniej zabili go przemytnicy. Sprawy do dzisiaj nie wyjaśniono.


    #archiwum997
    pokaż całość

  •  

    MK997 nr 169 - emisja 13 marzec 1999 (od mniej więcej spisów z 1998 nie wczytują mi się na webarchive zdjęcia, przepraszam za to)

    1. Poszukiwania sprawców napadu na hurtownię papierosów w Jasienicy k./Bielska Białej w dniu 8 marca 1998 r.

    W Jasienicy (ok. 10 km od Bielska) przy ul.. Strumieńskiej znajduje się hurtownia papierosów “Carmen”. W dniu 8 marca 1998 roku ok. godz. 23.00 pracownik ochrony rozpoczął rutynowy obchód terenu hurtowni, gdy nagle został zaatakowany przez pięciu uzbrojonych mężczyzn. Podczas wymiany ognia ochroniarz oddał w kierunku sprawców 7 strzałów z broni ostrej a napastnicy strzelili raz z pistoletu gazowego. Nikt jednak nie został ranny. Napastnicy pobili i skuli kajdankami ochroniarza, po czym włamali się do hurtowni. Ich łupem padły znacznej wartości papierosy a także mała kasa pancerna, jak się później okazało - pusta. Następnie załadowali skradziony towar do mikrobusa, którym przyjechali oraz na samochód marki Lublin, należący do hurtowni. Z niewiadomych powodów skradzionego Lublina porzucili na parkingu pod zajazdem “Ondraszek” w odległości ok. 10 km od miejsca napadu. Tam też ślad się urwał, gdyż prawdopodobnie napastnicy rozdzielili się.

    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    2. Zabójstwo w pobliżu Poznania bułgarskiej prostytutki Antuanetty Stoyanowej - w dniu 29 listopada 1998 r.

    29 listopada 1998 roku do swarzędzkiej stacji pogotowia ratunkowego przywieziono postrzeloną kobietę. Zamordowaną okazała się Antuanetta Stoyanowa - bułgarska prostytutka. Wraz z koleżankami “urzędowała” na trasie Poznań - Gniezno, przy przystanku PKS Uzarzewo. Dziewczyny pracowały po kilkanaście godzin dziennie, dostając niewielką część zarobionych pieniędzy. Resztę zabierał ich polski “alfons”, który codziennie podwoził dziewczyny na miejsce pracy. Prostytutki obsługiwały klientów w lasku przyległym do przystanku PKS.

    Istotnym dla sprawy może być fakt, iż przed wykonaniem usługi dziewczyny oddawały całą sumę swojemu opiekunowi. Ok. dwóch dni przed zabójstwem widziano mężczyznę, który kilkakrotnie przejeżdżał obok przystanku PKS przyglądając się dziewczynom. Poruszał się czerwonym Fiatem 125p.

    29 listopada 1998r. najprawdopodobniej ten sam mężczyzna pojawił się w towarzystwie dwóch innych. Po dobiciu targu jedna z dziewczyn odniosła pieniądze opiekunowi, dwie pozostałe czekały z trójką klientów. Wśród nich był również poszukiwany przez policję.

    Po odbyciu stosunku dwie pary powróciły do szosy, a pomiędzy trzecią wywiązała się awantura. W pewnym momencie mężczyźni zaatakowali prostytutki. Padły strzały. Postrzelona Antuanetta Stoyanowa zmarła w drodze na pogotowie.

    Rysopis mężczyzny z czerwonego FIATa: wiek 20 - 25 lat, wzrost ok. 180 cm, szatyn ubrany był w czerwoną kurtkę, czarne dżinsy, miał na głowie czarną, wełnianą czapkę.
    Rysopis drugiego mężczyzny: Wiek ok. 17 lat, wzrost 165 cm, szczupłej budowy ciała. Ubrany był w czarną kurtkę, jasne dżinsowe spodnie i czarną wełnianą czapkę.

    3. Poszukiwanie oszusta - Roberta Romanowicza

    Policja warszwska poszukuje od 1994 roku mężczyzny posługującego się sfałszowanym dowodem osobistym na nazwisko Robert Romanowicz. Przedstawiając się jako właściciel auto - komisu Roma Motors, przyjmował do sprzedaży samochody, które sprzedawał nie oddając za nie pieniędzy. W ten sposób oszukał wiele osób. Nagroda 1000 zł

    Dane dotyczące sprawcy: Oszust posługuje się dowodem osobistym na nazwisko Robert Romanowicz. Czy ktoś z Państwa zna prawdziwe personalia tego mężczyzny?

    4. Komunikat Policji w Krefeld k./Kolonii (Niemcy)

    8 grudnia 1996 roku w żwirowni w Rheurdt Schaephuysen znaleziono zwłoki mężczyzny prezentowanego na zdjęciu. Dużo wcześniej został on zamordowany, a jego ciało tam podrzucono. Nagroda w pomocy w identyfikacji ofiary wynosiła 3000 DM (wedle ówczesnego kurs ok. 6 tysięcy złotych).

    Dane dotyczące ofiary: wiek około 40 lat, wzrost 170 cm, waga 76 kg, przednie zęby uszkodzone.

    pokaż spoiler Finału doczekała się sprawa morderstwa bułgarskiej prostytutki. Sprawcy morderstwa zostali aresztowani najprawdopodobniej na przełomie 1999 i 2000 r. W 2001 ogłoszono wyroki. Morderca, Jan K. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności. Dwójka kompanów, bracia Henryk i Paweł D. dostali 3 i 4 lata więzienia za rozbój. Reszta spraw w dalszym ciągu nie wyjaśniona.

    #archiwum997
    pokaż całość

  •  

    MK997 nr 115 - emisja 27 styczeń 1997

    1. Zabójstwo Pawła Langanki, rolnika ze wsi Wójtowo k./Olsztyna, w dniu 21 grudnia 1995 r.

    W niewielkiej wsi Wójtowo koło Olsztyna gospodarzył Paweł Langanka. Był człowiekiem samotnym. Nic więc dziwnego, że jego gospodarstwo, nastawione na hodowlę bydła, było mocno zaniedbane.

    Langankę ostatni raz widziano w dniu 20 grudnia 1995 r. Tego dnia był u niego znajomy. Trzy dni później odwiedził go ponownie, jednak gospodarza nie było. Zaniepokojenie mężczyzny zbudziły głodne, ryczace zwierzęta. Zgłosił więc na policji zaginięcie pana Pawła. Poszukiwania rozpoczęto jednak dopiero 16 stycznia 1996 r. Spenetrowano okolicę, ale zaginionego mężczyzny nie odnaleziono.

    Nie wiadomo, kiedy sprawa zaginięcia Pawła Langanki ruszyłaby z miejsca, gdyby nie przedziwne zdarzenie. Otóż 29 maja 1996 r. do obydwu sióstr zaginionego, mieszkających w okolicy Olsztyna, przyszedł anonim tej samej treści, w którym nieznany autor wskazywał dokładnie miejsce ukrycia zwłok ich brata na drodze z Wójtowa do Klebarka Wielkiego. Do listu dołączony był plan sytuacyjny. Zwłoki odnaleziono w miejscu wskazanym w liście. Denat miał liczne obrażenia czaszki.

    Do dziś nie udało się ustalić motywów tej zbrodni. Wiadomo jedynie, że gospodarza zamordowano w jego domu, a sprawca (lub sprawcy) przetransportowali ciało do lasku odległego 4 kilometry od Wójtowa i tam ukryli.

    Dane dotyczące ofiary: Paweł Langanka, rolnik ze wsi Wójtowo k./Olszytan
    Dane dotyczące sprawcy: nie znany

    2. Zabójstwo Andrzeja Wilczaka - taksówkarza z Żar - w dniu 27 sierpnia 1996 r.

    Andrzej Wilczak mieszkał wraz z rodziną w niewielkiej kamienicy w centrum Żar. Był taksówkarzem. Jak wielu taksówkarzy, pracujących w rejonie nadgranicznym, miał klientów o mocno podejrzanej reputacji. Woził przemytników, prostytutki, ludzi zamieszanych w kradzieże na terenie Niemiec. Bardzo często z jego samochodu korzystali Bułgarzy, podróżujący na trasie Żary - Łęknica - Słubice. Jego taksówka - bordowy Opel Omega o numerze rejestracyjnym ZEI 2536, z numerem bocznym 119 - była charakterystyczna, bowiem na tylnej szybie miała napisy: »Andrzej 119« i »Dyskoteka«.

    27 sierpnia 1996 r. pan Andrzej miał pracowity dzień. Kurs za kursem, po Żarach i okolicy. Krótko po 20-ej widziany był w miejscowości Bronowice k./ Łęknicy. W jego samochodzie siedzieli pasażerowie. Ich rysopisów nie udało się ustalić. Wilczak wszedł wtedy na moment do miejscowego baru. Podobno powiedział, że musi odwieźć do Drozdowa dwóch mężczyzn.

    Rano, następnego dnia, zaniepokojony syn zgłosił na policji zaginięcie taksówkarza, gdy ten nie wrócił na noc do domu. Rozpoczęto poszukiwania. 30 sierpnia ze stawu koło Drozdowa, przy skrzyżowaniu dróg Żary - Przewóz z autostradą Wrocław - Olszyna, wyłowiono jego zwłoki. Bezpośrednią przyczyną zgonu było utonięcie, jednak wcześniej mężczyznę pobito.

    Policja założyła, że zabójstwa dokonano aby taksówkarza obrabować. Mogły to być również porachunki na tle rozliczeń finansowych. Szkoda, że nie udało się ustalić, kim byli mężczyźni, których Wilczak wiózł z Bronowic do Drozdowa...

    Dane dotyczące ofiary: Andrzej Wilczak, taksówkarz z Żar (rys. 1)
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    3. Zabójstwo Sławomira Czarneckiego - barmana w klubie Mistral w Gdańsku w dniu 8 marca 1996 r.

    Nie wiadomo, kto mógłby być mordercą Sławomira Czarneckiego, który pracował jako barman w gdańskim klubie rozrywkowym »Mistral«, w piwnicach przy ul. Chodowieckiego 7. Sam Czarnecki cieszył się dobrą opinią i nie wiadomo nam, aby miał wrogów.

    7 marca 1996 r. Czarnecki otworzył lokal około 12-ej. Wieczorem klub był pełen gości, ale koło 23-ej goście się już rozeszli. Prawdopodobnie tuż przed zamknięciem lokalu zjawili się mordercy (lub morderca). Barmanowi zadano kilkanaście ciosów nożem. Następnie związano go przewodami elektrycznymi. Zabójcy zabrali utarg i kilka butelek alkoholu.

    Zwłoki Czarneckiego znalazła rano sprzataczka.

    Dane dotyczące ofiary: Sławomir Czarnecki, barman w klubie Mistral w Gdańsku
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    4. Komunikat Policji w Żarach

    W dniu 17 grudnia 1996 roku w stawie koło miejscowości Kamienica, gm. Trzebiel, przy trasie Żary - Łęknica, ok. 12 km od Bronowic-Łęknicy, znaleziono zwłoki obywatela Niemiec - Dietera Behlinga (rys. 2) - zamieszkałego w Niemczech, w miejscowości Frost.

    RYSOPIS:
    Wiek 54 lata, wysoki, dobrze zbudowany, siwe włosy, ubrany na czarno, w skórzaną kurtkę i spodnie z materiału. Na nogach miał kozaki.

    Dieter Behling przyjeżdżał do Polski bardzo często, utrzymując kontakty przede wszystkim z kobietami w średnim wieku. Znajomi mówili do niego "Tito". Podczas ostatniego przyjazdu został zamordowany. Przyczyną jego zgonu były obrażenia głowy, spowodowane ciosami zadanymi przez nieznaną osobę. Z ustaleń policji wynika, że Behling wjechał do Polski 3 lub 4 grudnia 1996 r. Poruszał się trzydrzwiowym samochodem Opel Kadett GL 1600, w kolorze szary metalik, nr rej. SPN-HB 84. Pojazdu tego nie odnaleziono.

    5. Powrót do sprawy zabójstwa Witolda Dziuba w Zielonej Górze w dniu 17 kwietnia 1992 r.

    Sprawa emitowana w grudniu 1992 i styczniu 1997

    Witold Dziub miał 63 lata. Był rencistą. Mieszkał w Zielonej Górze, w dwupokojowym mieszkaniu w jednym z wieżowców przy ul. Krzywoustego, w pobliżu dworca PKP. To, że tam mieszkał, absolutnie nie podobało się jego sąsiadom. Pan Dziub lubił bowiem wypić, gdy zaś pił, czynił to w nader hałaśliwym towarzystwie.

    Od pewnego czasu pan Dziub miał sublokatora, który podzielał jego zamiłowania do mocnych trunków. Ten to sublokator, pan Zdzisław, wróciwszy 17 kwietnia 1992 r. do domu, zastał gospodarza śpiącego w fotelu. Gdy próbował go obudzić, mężczyzna osunął się na ziemię. Nie żył. Pan Zdzisław nie był tym zaskoczony, bowiem Dziub od lat chorował na astmę, a alkohol miał fatalny wpływ na jego chorobę. I - być może - taką przyczynę "zejścia" Witolda Dziuba wpisanoby na akcie zgonu, gdyby na zlecenie prokuratury nie dokonano sekcji zwłok. I wtedy się okazało, że schorowany rencista nie opuścił ziemskiego padołu w sposób naturalny, ale że został uduszony.

    Rozpoczęło się policyjne dochodzenie. Najpierw szukano sprawcy wśród kompanów od kieliszka, szybko jednak ich wykluczono. Taki przypadek nie pasował do zwyczajów pana Dziuba, który koło 8-ej rano w pobliskim supersamie kupował jedno lub dwa wina. Gdy zeszli się koledzy i pogoda była ładna, alkohol wypijali na świeżym powietrzu. Gdy było brzydko, przenosili się do mieszkania pana Witolda. Ekspedientki z SAM-u przypomniały sobie, że w dniu zabójstwa emeryt także kupił dwie butelki trunku. Pamiętały także, że potem zaczepił go młody mężczyzna w ciemnej kurtce z kapturem. Potem obaj panowie weszli do klatki, w której mieszkał Dziub. Prawdopodobnie to ten osobnik, w trakcie szarpaniny, udusił gospodarza.

    Dane dotyczące ofiary: Witold Dziub, lat 63, rencista z Zielonej Góry (rys. 3)
    Dane dotyczące sprawcy: mężczyzna, wiek ok. 25 lat, wzrost 170 cm, twarz owalna, cera jasna, zniszczona, włosy ciemny blond, proste, grzywka bardzo krótka. Widoczna blizna pooperacyjna na czole pod grzywką.

    pokaż spoiler Morderca Witolda Dziuba po emisji MK997 w styczniu 1997 r., sam zgłosił się na policję. Reszta spraw nie wyjaśniona.

    #archiwum997
    pokaż całość

    źródło: styczen1997.jpg

    +: Droper
  •  

    Witam po miesiącu przerwy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Nie wiem co napisać więc wrzucam obrazek z /sg/.

    #syria #ruskiagentcontent

  •  

    teraz odcinki będą lecieć losowo

    MK997 nr 111 - emisja 30 wrzesień 1996

    1. Zabójstwo 19-letniej Darii Relugi z Gdańskia w dniu 4 sierpnia 1995

    W Oliwie, przy ul. Bobrowej 7, mieszkała 19-letnia Daria Reluga. Była studentką pierwszego roku Politechniki Gdańskiej. Lubiła biegać. Często można ją było spotkać, jak pędem pokonywała ścieżki sopockiego parku krajobrazowego.

    Rankiem 4 sierpnia 1995 roku, około 7.15, wybrała się na codzienny trening. Kilku świadków widziało ją, gdy biegała po lesie. Jednak po treningu do domu nie wróciła. Zaniepokojona matka zgłosiła się na policję. Dopiero nazajutrz odnaleziono dziewczynę. Została uduszona 1700 metrów od domu. Przed śmiercią zgwałcono ją.

    Podczas śledztwa ustalono, że w pobliżu miejsca zdarzenia widziano trzech młodych mężczyzn. Świadek widział dwóch z nich, jak wybiegali z Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego i wsiedli do autobusu nr 169. Jechali tym autobusem jeden przystanek i wysiedli przy ul. Grunwaldzkiej. Inny świadek widział jednego mężczyznę. Sporządzone portrety pamięciowe zamieszczamy poniżej.

    Dane dotyczące ofiary: Daria Reluga, lat 19, zamieszkała w Oliwie przy ul. Bobrowej 7 (rys. 1a)
    Dane dotyczące sprawców: O dokonanie tej zbrodni podejrzani są trzej młodzi mężczyźni (rys. 1b-1d)

    2. Uprowadzenie Mariana Zakrzewskiego z Tychów w dniu 25 lipca 1995 r.

    Zapewne interesy, jakie prowadził, ściągnęły nieszczęście na głowę Mariana Zakrzewskiego z Tych. Były to różnorakie przedsięwzięcia, najczęściej w branży spożywczej i odzieżowej - chociaż pan Marian zajmował się też handlem używanymi samochodami, walutą i diabli wiedzą, czym jeszcze. Od kilku lat był szefem firmy "Petrol", która w jego zamierzeniach miała sprowadzać do kraju paliwo. Trzeba uczciwie przyznać, że pomimo tak szerokich zainteresowań ostatnimi czasy Zakrzewskiemu wiodło się nieszczególnie. Ustalono, że popadł w długi.

    No i stało się... 24 lipca 1995 r., około godz. 22-ej, pan Marian został uprowadzony. Dokonało tego trzech mężczyzn, których personaliów nie udało się ustalić. Dwóch z nich było umundurowanych, jeden po cywilnemu. Policja nie ma wątpliwości, że porwanie to związane było z interesami, jakie porwany prowadził.

    Mariana Zakrzewskiego dotychczas nie odnaleziono.

    Dane dotyczące porwanego: Marian Zakrzewski, mieszkaniec Tychów (rys. 2a)
    Dane dotyczące sprawców: Sporządzono portret pamięciowy jednego ze sprawców uprowadzenia Mariana Zakrzewskiego (rys. 2b)

    3. Znalezienie w Gorzowie Wlkp. nad Wartą zwłok nieznanej kobiety w dniu 22 lipca 1996 r.

    22 lipca 1996 r. powiadomiono gorzowską policję o zwłokach młodej kobiety, leżących nad Wartą w okolicach miejscowości Polichno. Przeprowadzone przez policję śledztwo nie doprowadziło do ustalenia, kim była denatka. Najprawdopodobniej była to uczestniczka biesiady, jaka miała miejsce tego dnia nad rzeką.

    Według zeznań świadków, między 12-tą a 13-tą nad Wartę zajechały dwa samochody. Były to granatowy Opel Omega i seledynowy Renault Clio, prawdopodobnie z niemieckimi numerami rejestracyjnymi. Z samochodów wysiadło trzech mężczyzn i trzy kobiety. Była wśród nich dziewczyna, którą później odnaleziono martwą. Towarzystwo urządziło sobie nad wodą piknik. Być może, kobieta ta poszła się kąpać i utonęła, a jej znajomi tego nie zauważyli. Jednak świadkowie twierdzą, że w pewnej chwili bawiące się towarzystwo bardzo szybko zniknęło.

    Policja ma nadzieję, że są jeszcze inni świadkowie tego wydarzenia. Kartka, znaleziona przy zwłokach denatki sugeruje, że dziewczyna mogła pochodzić z Ukrainy, bowiem był na niej ukraiński numer telefonu. Instytucji...

    Fotografia dziewczyny która utonęła jest na rys. 3.

    4. Zabójstwo w kantorze w Krajniku w dniu 23 października 1995 r.

    W dniu 23 października 1995 roku powiadomiono policję, że w kantorze w Krajniku leży zakrwawiony mężczyzna. Po przybyciu na miejsce stwierdzono, że ofiary są dwie: 66-letni właściciel kantoru i 35 letni Ukrainiec - pracownik. Obaj zostali zastrzeleni.

    Jak ustalono podczas dochodzenia, rano widziano w tej miejscowości Mercedesa, którym przyjechało trzech mężczyzn i obserwowało kantor. Najprawdopodobniej, około 7-ej rano dwójka z nich pojawiła się w kantorze. Zastrzelili właściciela i jego pracownika i ukradli pieniądze w kwocie ok. 20.000 zł. Po chwili uciekli w kierunku wzgórza, a stamtąd odjechali Mercedesem w kierunku Ognicy.

    Na początku stycznia 1996 roku znaleziono w lesie, odległym od Krajnika o 1 km, pistolet Walter PPK kal. 6,35 mm, przerobiony z gazowego na ostry. Jak się okazało z tej właśnie broni dokonano mordu w kantorze.

    Dane dotyczące sprawców: Portret pamięciowy jednego z uczestników napadu na kantor w Krajniku. (rys. 4)

    pokaż spoiler Żadnej z spraw nie wyjaśniono

    #archiwum997
    pokaż całość

  •  

    Rosenmontag ,koniec karnawału.
    Dziś w ...a miasto sami zgadnijcie

    #ciekawostkizniemiec mój tag o Niemczech
    " Andzi przejdź na ciemną strone mocy !"
    #karnawal #ostatki #niewiemjaktootagowac #heheszki

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    MK997 nr 100 - emisja czerwiec 1993

    1. Zabójstwo staruszki - Leokadii Skibińskiej - w Łodzi, w dniu 16 sierpnia 1992 r.

    Sprawa emitowana w czerwcu 1993 r. i sierpniu 2000 r.

    Tę sprawę w naszym "Magazynie" po raz pierwszy przedstawialiśmy w czerwcu 1993 r. Przypomniana została w sierpniu roku 2000.

    Leokadia Skibińska mieszkała w Łodzi, w kamienicy przy ul. Jaracza 56. Zajmowała czteropokojowe mieszkanie na pierwszym piętrze. Jeden z pokoi wynajmowała studentowi Akademii Medycznej - Jackowi R.

    16 sierpnia 1992 roku, około godziny 17-tej, pani Leokadia krzątała się po kuchni. O tej porze student był w mieszkaniu, uczył się w swoim pokoju. Gdy wszedł do kuchni o 17.15, na podłodze znalazł zwłoki staruszki. Zamordowano ją, podrzynając gardło. Narzędzie zbrodni - nóż - morderca wyrzucił na parterze kamienicy pod drzwiami Klubu Seniora.

    Tuż po zabójstwie podejrzenia skierowano ku studentowi. Początkowo policja nie chciała mu uwierzyć, że siedząc obok kuchni nie słyszał głosu mordowanej staruszki. Nie było także śladów włamania do mieszkania.

    Sytuacja zaczęła wyjaśniać się kilka dni później. Ustalono, że feralnego dnia, tuż po godzinie 17-tej, na klatce schodowej widziano mężczyznę. Do budynku nie wchodził sam. Przyjęto więc hipotezę, że mężczyzn było dwóch. Do mieszkania pani Leokadii dostali się za pomocą dorobionego klucza. W tym czasie student uczył się w swoim pokoju. W tym samym mniej więcej momencie, kiedy sprawcy zaatakowali babcię, Jacek R. włączył telewizor. To spłoszyło morderców, gdyż nie sądzili że ktoś inny może być w domu. Wyłączyli oni prąd sądząc, że ktoś wyjdzie z pokoju. Po chwili uciekli niczego nie zabierając.

    Dane dotyczące ofiary: Leokadia Skibińska, mieszkanka Łodzi
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    2. Napad na kantor "Fabian" w Zawierciu w dniu 23 marca 1993 r.

    W Zawierciu, przy ul. Powstańców Śląskich 7 mieści się kantor wymiany walut "Fabian". 23 marca 1993 roku dokonano na niego napadu.

    Tuż po godzinie 10-ej w pobliżu kantoru widziano kilku kręcących się mężczyzn. Około 10.35 podeszli oni do drzwi. Poczekali aż wyjdą klienci. Wtedy weszli do środka, zamknęli drzwi na zamek, a na nich zawiesili tabliczkę z napisem "kantor zamknięty". Metalową rurką ogłuszyli kasjera, a następnie związali go i zakleili mu usta taśmą samoprzylepną. Następnie obrabowali kasę i uciekli. Tuż pod wiaduktem czekał na nich czerwony Fiat 126p.

    Natychmiast po napadzie kasjer zdołał oswobodzić się z więzów i powiadomił policję. Rabusiów jednak nie udało się zatrzymać. Właściciel kantoru nie ujawnił, ile pieniędzy padło łupem napastników.

    Dane dotyczące sprawców: Portrety pamięciowe mężczyzn, kręcących się w dniu napadu w pobliżu kantoru. (rys. 1a i 1b)

    3. Zabójstwo taksówkarza - Kazimierza Szycha - w Katowicach w dniu 16 marca 1992 r.

    16 marca 1992 r., w centrum Katowic, w alejce w kompleksie leśnym na Muchorcu, przechodząca tamtędy kobieta zauważyła stojącą taksówkę o numerze bocznym 800. Wewnątrz, na tylnym siedzeniu spoczywały zwłoki zastrzelonego mężczyzny. Mężczyzną tym był właściciel taksówki - Kazimierz Szych.

    Pan Kazimierz był taksówkarzem od wielu lat. Zawód taksówkarza uprawiał w specyficzny sposób; jeździł tylko nocą. Pracę zaczynał zazwyczaj około 18-ej. Najczęściej można go było spotkać przed dworcem PKP w Katowicach. Innymi jego ulubionymi miejscami były parkingi w pobliżu hoteli "Katowice" i "Warszawa".

    W ostatnią noc swego życia Kazimierz Szych również był na postoju przy dworcu. Około północy stojący wraz z nim taksówkarze widzieli, jak do jego taksówki wsiadała para młodych ludzi. W jednej z hipotez przyjęto, że ta właśnie para zamordowała pana Kazimierza.

    Dane dotyczące ofiary: Kazimierz Szych, taksówkarz z Katowic (rys. 2a)
    Dane dotyczące sprawców: Portrety pamięciowe młodych ludzi - mężczyzny i kobiety których widziano jak wsiadali do taksówki Kazimierza Szycha (rys. 2b i 2c)

    4. Zabójstwo homoseksualisty z Witkowa - Andrzeja R. - w dniu 15 maja 1992 r.

    W Witkowie, niewielkim garnizonowym miasteczku w woj. konińskim w starej kamienicy przy rynku mieszkał Andrzej R. Jak twierdzą sąsiedzi, utrzymywał on kontakty wyłącznie z mężczyznami. Znajomości z nimi zawierał w Gnieźnie, w parku przyległym do dworca PKP i PKS. Pan Andrzej pracował bowiem w Gnieźnie, w zakładach obuwniczych. Był tam mistrzem. Poznani mężczyźni później odwiedzali go w Witkowie.

    17 maja do Witkowa przyjechał z Kostrzynia pod Poznaniem kuzyn pana Andrzeja. R. miał być u niego na komunii, ale się nie zjawił, więc kuzyn postanowił wyjaśnić co się stało. To właśnie on znalazł zwłoki Andrzeja R. Mężczyzna został uduszony, ale potem jeszcze, zapewne dla pewności, ugodzony nożem w serce. Ofiarę po raz ostatni widziano 15 maja o godz. 13.30. Zakupy, jakich dokonał w tym dniu nie wskazywały, by spodziewał się gości.

    Według policyjnej hipotezy, Andrzeja R. odwiedził ktoś z jego znajomych. W trakcie spotkania musiało pomiędzy mężczyznami dojść do kłótni. Wtedy został zamordowany.

    Dane dotyczące ofiary: Andrzej R., mieszkaniec Witkowa, woj. konińskie
    Dane dotyczące sprawcy: portrety pamięciowe niektórych gości zamordowanego Andrzeja R. (rys. 3)
    Utracone przedmioty:
    - odtwarzacz video Goldstar, nr 103000704
    - kasety, klucze do mieszkania oraz trzy sygnety i krzyżyk. Pierwszy sygnet z białego metalu, w środku kostka z inicjałami A.R. Drugi sygnet w kształcie wypukłego owalu, obrączka szeroka. Trzeci sygnet z bialego metalu przechodzącego w żółty na łańcuszku o dużych oczkach.

    5. Zabójstwo Lidii i Stanisława Gregorowiczów w Wałczu w dniu 15 lutego 1990 r.

    W Wałczu, przy ul. Królowej Jadwigi, w jednorodzinnym domku mieszkał Stanisław Gregorowicz wraz z matką - Lidią. Pan Stanisław od wielu lat był pracownikiem miejscowej stacji Sanepidu. Specjalizował się w dopuszczeniu do użytkowania sieci wodnych, a także obiektów przemysłu rolno - spożywczego.

    15 lutego 1990 roku nieznani sprawcy zamordowali Stanisława Gregorowicza i Lidię Gregorowicz w ich domu. Starsza pani zginęła od uderzenia w głowę, prawdopodobnie butelką. Po zabójstwie sprawcy przeszukali mieszkanie. Wychodząc, nieżyjącego już gospodarza oblali kwasem z akumulatora.

    W tym tragicznym dniu pan Stanisław był w domu do południa. Później, około pierwszej widziano go na targowisku przy Domu Handlowym "Orion". Do domu wrócił około 16-ej. Mordercy musieli zjawić się później...

    Dane dotyczące ofiar: Stanisław Gregorowicz (rys. 4) i Lidia Gregorowicz, zamieszkali w Wałczu przy ul. Królowej Jadwigi
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    pokaż spoiler Żadnej z spraw nie wyjaśniono


    #archiwum997
    pokaż całość

  •  

    MK997 nr 99 - emisja maj 1993

    1. Zabójstwo Edwarda Strapa - parkingowego z Gliwic, w dniu 22 marca 1993 r.

    W centrum Gliwic mieści się ogólnodostępny parking prowadzony przez przedsiębiorstwo "Fox". Od jesieni 1992 roku w charakterze parkingowego zatrudniony był tam Edward Strap. Pracował na zmianę z ojcem: on w nocy, ojciec w dzień. Zajęcie to pan Edward traktował bowiem jako dodatkowe.

    Nieszczęście zdarzyło się w nocy 22 marca 1993 r. Nieznani sprawcy zastrzelili portiera. Po dokonaniu zabójstwa włamali się do Łady typ 2105, która stała na parkingu i zdjęli z niej polskie tablice rejestracyjne. Następnie założyli jej białe tablice rosyjskie. Włamali się także do stojącego na parkingu Fiata, kradnąc z niego towar – buty i odzież – o łącznej wartości ok. 7 tys. nowych zł.

    W dniu zabójstwa jedna z mieszkanek okolicznych domów widziała dwóch mężczyzn, obserwujących wjeżdżające i wyjeżdżające samochody. W trym samym dniu, około 21.10, na parking przyjechała jedna z abonentek. W budce stróża widziała nieznanego jej mężczyznę, który prowadził ożywioną rozmowę z Edwardem Strapem. Znaleziono również mężczyznę, który po raz pierwszy chciał skorzystać z parkingu i przyjechał nań około 22.15. Brama parkingu była zamknięta, po chwili jednak otworzył ją mężczyzna. Nie był to Strap...

    Hipoteza policyjna zakłada, że morderstwa dokonało dwóch obywateli WNP.

    Dane dotyczące ofiary: Edward Strap, parkingowy z Gliwic
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    2. Zabójstwo Tadeusza Stecia - przewodnika górskiego z Jeleniej Góry - w dniu 11 stycznia 1993 r.

    Sprawa emitowana w maju 1993 r. i 20 lipca 2000 r.

    68-letni Tadeusz Steć osiedlił się w Jeleniej Górze tuż po wojnie. Szybko stał się jednym z najpopularniejszych przewodników sudeckich. W regionie uchodził za wielki autorytet z zakresu turystyki Dolnego Śląska. Napisał dziesiątki książek o tematyce turystyczno - krajoznawczej. Przygotował wiele materiałów źródłowych dotyczących historii i zabytków Dolnego Śląska. Był też namiętnym filatelistą. Nikt nie potrafi ocenić wielkości jego zbiorów. Kolekcjonował również przeróżne starocia związane z tamtejszym regionem. Prowadził kursy przewodników górskich, zakładał koła turystyczne na terenie jednostek wojskowych, szkół, domów wczasowych i hoteli.

    Mieszkał w Jeleniej Górze na ulicy Orlej. W życiu prywatnym był bardzo ostrożny. Rzadko wpuszczał do domu osoby postronne. Z sąsiadami rozmawiał przez drzwi. Gośćmi pana Tadeusza byli w większości mężczyźni. Jak twierdzą sąsiedzi, od kobiet stronił.

    Od jakiegoś czasu przewodnik podupadał na zdrowiu. Nie wychodził z domu. Stale opiekował się nim kolega, Bogdan Wróbel. Właśnie ów Bogdan Wróbel pojawił się u Stecia w domu 12 stycznia 1993 roku. Miał go zabrać na badania do szpitala. W pokoju na podłodze znalazł ciało starszego pana. Początkowo sądził, że przyjaciel zasłabł, ponieważ ostatnimi czasy chorował na serce. Po chwili zorientował się jednak, że dokonano morderstwa. Jak ustalono, najprawdopodobniej uderzono go młotkiem.

    Przyjęto hipotezę, że sprawca (bądź sprawcy) dostał się do mieszkania 11 stycznia - a więc dzień wcześniej - przed godziną 22-gą. O tej porze zamykano na klucz drzwi od klatki schodowej. Pan Tadeusz musiał go znać, inaczej nie wpuściłby go do domu.

    Dane dotyczące ofiary: Tadeusz Steć, lat 68, przewodnik sudecki z Jeleniej Góry
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    3. Zabójstwo Wiesława Miusa ze Stopnicy k./Buska w dniu 27 listopada 1992 r.

    Wiesław Mius ze Stopnicy koło Buska Zdroju miał 35 lat. W czasach PRL-u utrzymanie zapewniał mu handel towarami, przywożonymi z zagranicznych wycieczek. Zmienione realia lat 90-tych sprawiły, że pan Wiesław przestawił się na handel walutą. Jego stałym miejscem "pracy" był kielecki bazar, na którym handlował dolarami i markami. Interes najlepiej kręcił się w dni handlowe: wtorki i piątki. W inne dni Mius dokonywał handlowych wyjazdów do Szczecina, Tarnowa lub Dąbrowy Tarnowskiej, gdzie zaopatrywał się w dewizy.

    27 listopada 1992 r. przypadał w piątek. Zbliżały się "andrzejki". Pan Wiesław tego dnia nie mógł przegapić. Na kieleckim bazarze był około 9-ej. Walutą handlował do 11-ej. Później, wraz z innym cinkciarzem, udał się do centrum miasta. W banku PeKaO wpłacił 250 dolarów. Odwiedził też dwa kantory. Na bazarze pojawił się ponownie koło południa, w towarzystwie brata. Walutą handlował do 16.30, z krótką przerwą obiadową około 13-ej.

    Po pracy Wiesław Mius udał się na ulicę Tarnowską. Tam, około 17-ej zatrzymał samochód ciężarowy LIAZ z PKS-u w Busku Zdroju, o numerze KII 984D. Kilkadziesiąt metrów dalej samochód zabrał jeszcze kilku młodych ludzie. Wszyscy wysiedli w Busku przy ul. Objazdowej, tuż po skręcie w kierunku Pińczowa. Była 18-ta. Pan Wiesław udał się w kierunku Buska Zdroju, w kierunku przeciwnym, niż gdyby udawał się do domu. Czy był z kimś umówiony? Tego, niestety nie udało się ustalić.

    Nazajutrz przypadkowa kobieta, przechodząca ulicą Objazdową, zauważyła leżące w rowie zwłoki mężczyzny. Był to Wiesław Mius. Policja przypuszcza, że cinkciarz mógł zginąć w bójce, związanej z rozliczeniami finansowymi.

    Dane dotyczące ofiary: Wiesław Mius, zamieszkały w Stopnicy k./Buska Zdroju, handlujący walutą w Kielcach (rys. 1)
    Dane dotyczące sprawcy: nie znany

    4. Zabójstwo Zenona Jakszuka w Rydułtowach w dniu 27 listopada 1992 r.

    W Rydułtowach jest kopalnia węgla kamiennego. W niej, od 1978 roku, pracował nieprzerwanie pan Zenon Jakszuk. Ćwierć wieku temu przybył on w poszukiwaniu pracy na Śląsk z okolic odległego Elbląga i tutaj pozostał. W pracy miał opinię solidnego pracownika, wśród sąsiadów cieszył się nieskazitelną opinią. Miał mało znajomych, za to takich, na których mógł polegać.

    27 listopada 1992 r. na kopalni była płacona barbórkowa nagroda. Otrzymał ją też pan Zenon. Było tego około 5 milionów starych złotych. Z kopalni, wraz z kolegą, skoczył na piwko do pijalni piwa "Biały Dom". Później wstąpił do sklepu, gdzie kupił dwie butelki wódki. Odprowadził kolegę pod dom i udał się do sklepu spożywczego przy kapliczce w Radoszewach. Miał tam do oddania niewielki dług. I to było ostatnie miejsce, gdzie widziano Jakszuka żywego.

    Kilka dni później, 2 grudnia 1992 r., żona Jakszuka zgłosiła na policji jego zaginięcie. Podjęte poszukiwania nie dały rezultatu. Dopiero w marcu 1994 r. w przykopalnianym stawie Moczydła w Rybniku Chwałowicach znaleziono jutowy worek, a w nim zwłoki Zenona Jaszczuka.

    Dane dotyczące ofiary: Zenon Jakszuk, zamieszkały w Rydułtowach przy ul. Radoszowskiej (rys. 2)
    Dane dotyczące sprawcy: nie znany

    pokaż spoiler Sprawy są nie rozwiązane po dziś dzień.


    #archiwum997
    pokaż całość

    źródło: maj1993.jpg

  •  

    18 sezonów, świetna infrastruktura i trenerzy, to najlepszy wychowanek jaki mi się trafił
    #footballmanager #fm17

    źródło: XDDDD.png

  •  

    MK997 nr 98 - emisja kwiecień 1993

    1. Zabójstwo Eugeniusza Ślosarza - emeryta ze Stanowic k./Rybnika - w dniu 14 grudnia 1992 r.

    W Stanowicach koło Rybnika, w okazałej willi z ogrodem mieszkał wraz z matką Eugeniusz Ślosarz. Pan Eugeniusz był emerytem, jednak znaczne dochody czerpał z handlu. Kilka razy w tygodniu pojawiał się na targu w Rybniku, gdzie kupował towar od Rosjan i Rumunów. Bywało też tak, że rosyjscy handlarze odwiedzali naszego bohatera w domu. Przed dwoma laty właśnie od rosyjskich handlarzy Ślosarz kupił Ładę Samarę i prawdopodobnie Rosjanie pośredniczyli również przy zakupie przez niego kolejnego samochodu - Forda Fiesty.

    Wielką wadą przedsiębiorczego emeryta była nadmierna gadatliwość. Jeśli ktoś głośno chwali się posiadaną gotówką i innymi dobrami, to takie gadanie może jedynie sprowadzić na "gadułę" nieszczęście.

    I tak się stało. 14 grudnia Ślosarz późno wrócił z Rybnika. Dochodziła 22-ga. Zjadł kolację i szykował się do snu, gdy ktoś zapukał do drzwi. Nieopatrznie otworzył drzwi... bandytom. Ci zaatakowali domowników. Gdy matka pana Eugeniusza zaczęła krzyczeć, napastnicy rzucili się do ucieczki. Okazało się, że Ślosarz został przez jednego z bandytów ugodzony nożem. Zmarł w drodze do szpitala.

    Mniej więcej w tym samym czasie w stanowiciej "Oberży" pojawiło się czterech nieznanych mężczyzn. Być może, nie mają oni z tą sprawą związku, jednak policji nie udało się nawiązać z nimi kontaktu. Sporządzono ich portrety pamięciowe.

    Dane dotyczące ofiary: Eugeniusz Ślosarz, mieszkaniec Stanowic k./Rybnika (rys. 1a)
    Dane dotyczące sprawców: nie znani. Obok portrety pamięciowe trzech spośród czterech nieznanych mężczyzn, których w dniu napadu widziano w "oberży" w Stanowicach (rys. 1b-1d)

    2. Zabójstwo Leopolda Smolnika - emerytowanego górnika - w Gierałtowicach w dniu 17 grudnia 1992 r.

    Gierałtowice to niewielka miejscowość w woj. śląskim. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zamożnej. Wiele mieszkających tu osób przyznaje się do niemieckiego rodowodu. W tej to miejscowości, w starym domu z czerwonej cegły, położonym z dala od centrum (ul. Wyzwolenia 4 - przypis zawadiakanarewirze), mieszkał Leopold Smolnik. Miał 67 lat. Był emerytem. Od dziesięciu lat, odkąd zmarł jego ojciec, mieszkał sam. Przed 38 laty rozszedł się z żoną, z którą miał jedno dziecko. Z rodziną nie utrzymywał żadnych kontaktów. Emerytem był od 1988 roku. Sąsiedzi uważali go za dziwaka. Smolnik też nie tęsknił za ich towarzystwem. Był typem samotnika, oszczędnego aż do przesady starego sknery.

    Pomimo dystansu, dzielącego świat pana Smolnika od reszty świata, sąsiedzi nie całkiem postawili krzyżyk na starym dziwaku. Jeden z nich zauważył, że od trzech dni w domu pana Leopolda pali się światło. Oszczędny emeryt nie pozwoliłby sobie na taką rozrzutność. Życzliwy sąsiad zawiadomił więc krewnych Smolnika. Razem udali się do jego domu. Okazało się, że okno do łazienki jest tylko przymknięte. Wewnątrz, w sieni, na ławce przy drzwiach znaleziono zwłoki emeryta. Został zamordowany w bestialski sposób. Otrzymał kilka ciosów nożem i uderzeń metalową kulą inwalidzką. Cały dom nosił ślady walki.

    Zwłoki znaleziono 21 grudnia 1992 r., ostatni zaś raz widziano emeryta 17-go, gdy kupował chleb. Policja założyła więc, że Leopolda Smolnika pozbawiono życia wieczorem 17 grudnia. Nie udało się ustalić, co zabójcy zabrali z domu, lecz ustalono, co zostawili. Była to jasnobrązowa torba skórzana z namalowanymi literami BB lub JB oraz bawełniana koszulka z napisem HAPPY.

    Przeprowadzone dochodzenie wykazało też, iż w dniach 15 ÷ 17 grudnia 1992 r. na terenie Gierałtowic przebywała grupa Rumunów (mężczyzn, kobiet i dzieci), którzy chodzili od domu do domu, prosząc o pomoc finansową i materialną. Wśród rumuńskich chłopców widziano jednego, który miał torbę podobną do znalezionej u zamordowanego. W tym też okresie w okolicy widziano Cyganów, handlujących sweterkami i firankami, a po Gierałtowicach jeździł biały Mercedes, w którym siedzieli Cyganie.

    Policja przypuszcza, że może istnieć związek pomiędzy tym zabójstwem, a prezentowanym wcześniej w tym programie zabójstwem Eugeniusza Ślosarza w Stanowicach.

    Dane dotyczące ofiary: Leopold Smolnik, lat 67, emerytowany górnik z Gierałtowic (rys. 2)
    Dane dotyczące sprawców: nie znani

    3. Zaginięcie Leszka Radko - piekarza ze Świdnika - w Nowy Rok 1990 r.

    Pan Leszek Radko był mieszkańcem Świdnika. Od wielu lat pracował w miejscowej piekarni. Miał żonę i dwójkę dzieci. Wiódł spokojne, ustabilizowane życie, bowiem z natury był człowiekiem rozważnym i bezkonfliktowym. Jego jedyną słabością był pociąg do alkoholu.

    Sylwestrowy wieczór 1989 r. pan Leszek spędzał w domu z rodziną. Już po powitaniu Nowego Roku, około 2-ej w nocy, przyszedł mu do głowy pomysł, aby udać się na plac XXV-lecia. Tradycyjnie w Świdniku mieszkańcy witali tam nadejście Nowego Roku. Ubrał się i wyszedł z domu.

    Od tej pory jego los nie jest znany.

    Dane dotyczące zaginionego: Leszek Radko, piekarz, mieszkaniec Świdnika (rys. 3)

    4. Napad na plebanię w Górze Świętej Małgorzaty w nocy z 21 na 22 grudnia 1991 r.

    Góra Świętej Małgorzaty to niewielka miejscowość w woj. mazowieckim. Tutaj, w nocy z 21 na 22 grudnia 1991 r. doszło do tragicznych zdarzeń. Trzej bandyci napadli na plebanię. Zamordowali gospodynię i ciężko zranili księdza.

    Policji udało się zatrzymać dwóch podejrzanych. Do dziś pozostaje na wolności trzeci z nich.

    5. Zabójstwo Ewy Gansiniec w Raciborzu w dniu 20 sierpnia 1992 r.

    Nocą 20 sierpnia 1992 roku, w Raciborzu, na skrzyżowaniu ulic Dąbrowskiego i Stelmacha znaleziono zwłoki kobiety. Denatką była 43-letnia mieszkanka Raciborza - Ewa Gansiniec. Kobieta była alkoholiczką, stałą bywalczynią najgorszych melin i knajp Raciborza. Tragicznej nocy także była pijana.

    19 sierpnia przed południem kobietę widziano w piwiarni "Bar Staromiejski", gdzie zaczepiała mężczyzn, prosząc o postawienie jej kufla piwa. Większość tych prób kończyła się awanturą. Około południa pani Ewa zmieniła lokal, przenosząc się do "Karczmy Śląskiej". Tu, według relacji personelu piwiarni, znalazła sponsorów. Upiła się i zasnęła, wsparta o stolik. W tym lokalu prawdopodobnie po raz pierwszy spotkała się z mężczyzną z wózkiem. Około 16-ej widziano ich razem w delikatesach w centrum miasta. O północy panią Ewa kręciła się na dworcu PKP. Była sama. Później inny świadek zauważył ją, jak spała na przystanku autobusowym. Gdy się wyspała, ruszyła w kierunku skrzyżowania Dąbrowskiego i Stelmacha. Wtedy znowu w pobliżu pojawił się tajemniczy mężczyzna z wózkiem. Prawdopodobnie zaatakował kobietę w pobliskich krzakach. Nie ulega wątpliwości, że zabójstwa dokonano na tle seksualnym.

    Dane dotyczące ofiary: Ewa Gansiniec, lat 43, mieszkanka Raciborza (rys. nr 4)
    Dane dotyczące sprawcy: nie znany

    pokaż spoiler Sprawy są nie rozwiązane po dziś dzień.


    #mk997 #kryminalistyka (ostatnie wołania tych tagów), #archiwum997 (tag dla opisów spraw w formie tekstowej z MK 997)
    pokaż całość

  •  

    Ci Ukraińcy są już bezczelni.

    Najpierw zabraniają nam prowadzić badań na Ukrainie i wyganiają polskich naukowców ze stanowisk, gdzie odkryto doły śmierci, w których spoczywają szczątki tysięcy Polaków, a zezwolenie na ich powrót uzależniają od odbudowania pomnika UPA w Polsce, a teraz przy okazji ustawy o IPN skomlą o tym, że ta ustawa to cenzura na badania naukowe.

    Cenzura nauki to by była wtedy, gdybyśmy zrobili to co Ukraińcy, czyli zablokowali Izraelowi dostęp do archiwów i stanowisk naukowych przy obozach koncentracyjnych, a teraz jedynie zakazuje się propagowania kłamstw historycznych a'la Gross.

    Widać, że Ukraina nie lubi jak się prowadzi z nią politykę na równych zasadach i woli dyskutować z butem na twarzy, co udowadnia zeszłoroczny, trzydziestoprocentowy wzrost wymiany handlowej między Rosją, a Ukrainą, zarówno w imporcie, jak i eksporcie.

    My widać byliśmy za dobrzy i w nagrodę dostaliśmy embargo na polskie mięso, wprowadzone w tym samym czasie ze strony Ukrainy i Rosji, czy przymusową ukrainizację polskich dzieci na Ukrainie, pod pozorem walki z rusyfikacją.

    #polska #ukraina #geopolityka #historia #ipn #4konserwy #polityka
    pokaż całość

  •  

    Wrzucać relacje tekstowe ze starych MK997 (na webarchive są od 1992 do 2010 archiwa), co jakiś czas (zacząć planuję MK z kwietnia 1993, wtedy była sprawa dosyć mi bliska)?
    #mk997 #kiciochpyta #kryminalistyka

  •  

    Ludzie z czatu która średnia wieku ma 12 lat, no Polak uważaj XDDD
    #patostreamy #gural

  •  

    #footballmanager nadal nie jest realistycznie odwzorowany pod względem finansów w gorszych ligach.
    Grasz przykładowo klubem z ekstraklasy gdzie budżet transferowy wynosi 300 tysięcy euro na początku i jest zgodny z rzeczywistością, to gdy poprosisz zwiększenie środków płacowych, to nagle masz 5 mln euro na koncie.
    #gry

    +: ejrafi

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika zawadiakanarewirze

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.