•  

    2424 + 1 = 2425

    Tytuł: Wzgórze psów
    Autor: Jakub Żulczyk
    Gatunek: literatura piękna
    ISBN: 9788380313507
    Wydawnictwo: Świat Książki
    Liczba stron: 864
    Forma książki: e-book
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Z Żulczykiem miałem już do czynienia w tym roku - "Ślepnąc od świateł" było jego pierwszą książką, którą przeczytałem, wiedziałem zatem, czego mniej-więcej się spodziewać po "Wzgórzu psów". Do pewnego momentu ta druga wydawała mi się lepsza, jednak ostatecznie trudno byłoby mi wybrać spośród nich faworyta.

    W lekkości pisania i naturalnych, ale jednocześnie ciekawych dialogach czuć "współczesny" warsztat. W dzisiejszych czasach ilość bodźców jest ogromna - przeciętny odbiorca kultury domaga się akcji, trudno jest utrzymać jego uwagę i zyskać zaangażowanie. Żulczyk to rozumie i umiejętnie pisze tak, aby czytelnik wybrał pochłanianie jego książki zamiast kolejnego serialu na Netfliksie. Historia intryguje od początku, a niedopowiedzenia sprawiają, że chce się czytać dalej, jednak nie są to urwane nagle wątki z "trailerowymi" zdaniami na koniec - to naturalna kompozycja fabuły i rozdziałów buduję napięcie. Początek powieści jest niespieszny, jednak pozwala to lepiej poznać i zrozumieć bohaterów, a z czasem akcja nabiera pełnego tempa. Całość jest złożona i wielowątkowa, ale nieprzeładowana.

    Świetnie ujęty jest we "Wzgórzu psów" klimat małego miasteczka bez perspektyw, z którego młodzi masowo wyjeżdżają i które powoli umiera (mocne skojarzenie z utworem "Niewidzialne miasto" Karwela). Postacie są pełne i bogate, ale przy tym zrozumiałe, autentyczne i nieprzerysowane. Nawet ten sam bohater w młodości i jako dorosły, zachowuje spójność, jego rozwój jest naturalny. Na korzyść działa też przeplatanie faktycznych wydarzeń z myślami i wspomnieniami - ujęte jest to tak, jak dzieje się w życiu rzeczywistym.

    Często wykorzystywanym zabiegiem w książkach "z tajemnicą" jest podsuwanie czytelnikowi fałszywych tropów, droczenie się z nim - i tutaj tego nie zabrakło, w dobrym stylu. Suspens miejscami jest przedłużony nieco na siłę i czasami męczy. Cała historia w okolicach 3/4 książki traci trochę rozpęd, przez co również początek zakończenia jest nagły, jakby znikąd, nie jest odpowiednio zbudowany - cały koniec powieści na tym traci, jednak ostatecznie nie rozczarowuje.

    Przemyślenia autora ukazane są w rozważaniach bohaterów oraz po prostu w narracji. Jest tego sporo i choć część jest ciekawa i celna, to dużo jest również balansowania na granicy grafomanii i głupio-mądrych zdań, które z powodzeniem mogłyby stanowić podpis demotywatora, jak na przykład: "Rodzina to zatrzaśnięcie się z obcymi ludźmi w windzie na całe życie". Co do wad - moją uwagę zwróciła również niekonsekwencja w opisie zachowań bohaterów w kontekście wcześniejszych wydarzeń. Co najmniej kilkukrotnie bohater siadał, chociaż wcześniej nie wstał albo przewrócił się na drugi bok, choć przed chwilą usiadł na łóżku. Nie wpływa to mocno ma odbiór książki, ale jednak burzy immersję.

    Całościowo jest to powieść dobra i godna polecenia, jednak pierwsze 70% książki ma potencjał na bycie czymś bardzo dobrym. Ostatecznie - książka jest "tylko" dobra.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazka #ksiazki #zulczyk #literaturapieknabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    2422 + 1 = 2423

    Tytuł: Daredevil: The Man Without Fear
    Autor: Frank Miller, John Romita Jr.
    Gatunek: komiksy
    ISBN: 0785134794
    Wydawnictwo: Marvel Comics
    Liczba stron: 224
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    "The Man Without Fear" to dobre origin story Daredevila ukazane w pięciu zeszytach. W pierwszym i drugim postać jest solidnie zarysowana i zbudowana. Wątek związany z Elektrą mnie osobiście męczył i odstawał od całości, natomiast wprowadzenie Kingpina wyrównało poziom. Poza fragmentami z postacią Elektry całość była spójna, klimatyczna i dojrzała. Kreska trochę się już zestarzała - wolę jednak bardziej nowoczesną, miejscami było wręcz karykaturalnie.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #komiks #komiksy #marvel #daredevil #komiksybookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    2420 + 1 = 2421

    Tytuł: Java concurrency in practice
    Autor: Joshua Bloch, Joseph Bowbeer, Brian Goetz, David Holmes, Doug Lea, Tim Peierls
    Gatunek: informatyka, matematyka
    ISBN: 9780321349606
    Wydawnictwo: Addison - Wesley
    Liczba stron: 384
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Jak to zwykle bywa z książkami technicznymi, czytanie "Concurrency in Practice" zajęło mi sporo czasu. Nie wyobrażam sobie "wciągnięcia" całości na raz. Ostatecznie jednak zapoznałem się z pełną treścią książki i mogę powiedzieć, że była to wartościowa lektura.

    Przede wszystkim - mimo że książka ma swoje lata, to nie czułem, żeby się zestarzała (jak było np. z "Pragmatycznym programistą"). Jednocześnie zwraca to uwagę na to, że API JDK 7 zostało solidnie zaprojektowane i obsługa wielowątkowości już wtedy była dobra. Wspomniane API jest przekrojowo opisane, przedstawione są przykłady wraz ze zwróceniem uwagi na potencjalne pułapki i błędy. Wiele rozwiązań stosowałem intuicyjnie, jednak było też sporo takich, które wymagały dokładniejszej analizy i doczytania w innych źródłach.

    Jeśli chodzi o minusy, to na pewno największym jest brak ogólnodostępnego repozytorium, gdzie łatwo można byłoby przejrzeć lepiej zorganizowany kod, a autorzy mogliby poprawić błędy (których trochę w książce jest - pomaga Stack Overflow). Nie zabrakło kilku niedopowiedzeń, które również można łatwo uzupełnić na podstawie dyskusji w Internecie. W niektórych rozdziałach autorzy odwołują się do koncepcji opisywanych w dalszej części książki, co wprowadza lekkie zamieszanie - przydałoby się w tych miejscach krótkie wprowadzenie dla rozjaśnienia.

    Nie powiedziałbym, że była to dla mnie lektura przełomowa, jednak na pewno sporo z niej wyciągnąłem i jako solidna podstawa nauki programowania współbieżnego, sprawdza się dobrze.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #ksiazka #informatykabookmeter #matematykabookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    2203 + 1 = 2204

    Tytuł: Diuna
    Autor: Frank Herbert
    Gatunek: fantasy, science fiction
    ISBN: 9788381880572
    Tłumacz: Marek Marszał
    Wydawnictwo: Rebis
    Liczba stron: 784
    Forma książki: e-book
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Kiedy pierwszy raz czytałem "Diunę" (choć, jak sie okazało teraz, nie mogę powiedzieć, że "przeczytałem"), mialem około 15 lat - minęło od tego sporo czasu. Na filmie Denisa Villeneuve'a byłem w kinie dwukrotnie. Podobało mi się, zatem stwierdziłem, że pora odświeżyć sobie książkę, szczególnie że nie wspominałem jej wcale jako doskonałej lektury i pamiętam, że trochę się przy czytaniu męczyłem.

    Nie mogę powiedzieć, że tym razem wciągnąłem się od razu i miałem ochotę na rozpoczęcie kolejnych rozdziałów jak najszybciej. Z czasem się tak stało, jednak "Diuna" może swoim złożonym światem początkowo nieco przytłoczyć (w ekranizacji zresztą również jest to wyczuwalne). Sposób pisania Herberta mógłby być lżejszy, jednak kiedy już sytuacja polityczna staje się klarowna i zawiązuje się fabuła, czyta się to naprawdę dobrze.

    Klimat niepewności, możliwej zdrady, nieustannej walki pomiędzy rodami, tragicznej świadomości przyszłości i jednocześnie ciągłej analizy oraz planowania kolejnych kroków jest świetnie przedstawiony, podobnie zresztą jak (na innej płaszczyźnie) klimat planety Arrakis. W kontekście budowania niepokoju (a raczej w tym przypadku - braku tegoż) - nie trafił do mnie zabieg ujawnienia przed czytelnikiem zawczasu zwrotu akcji, który ma nastąpić dalej. Miejscami męczyła mnie nieco rownież przesadna pompatyczność. Postacie są zrozumiałe i spójne, jednak niezbyt wyraziste i dość słabo nakreślone, poza kilkoma wyjątkami (Vladimir, Gurney, Paul w późniejszej części powieści). Przemiana głównego bohatera (w oczywisty sposób konieczna już od pierwszych rozdziałów) w czasie rozwoju fabuły dokonuje się naturalnie i kompletnie, co dało mi dużą satysfakcję.

    Podobało mi się również rozpoczynanie każdego rozdziału cytatem z dzieła historycznego z przyszłości, co pozwalało lepiej zrozumieć przedstawianą sytuację lub postać w szerszym kontekście. Dodatkowo fragmenty te dobrze pasują do całości fabuły. Wyjątkowo trafiły do mnie również rytuały przedstawione w powieści, w szczególności sprawdzian Gom Jabbar, który w pewien sposób zawiera w sobie bardzo lubiany przeze mnie cytat: "Candida pax homines, trux decet ira feras".

    Ilość pośrednio poruszonych tematów już w "Fundacji" Asimova wydawała mi się obszerna, natomiast w "Diunie" jest tego jeszcze więcej (bo i książka kilkukrotnie dłuższa, jakby nie patrzeć). Z najbardziej obecnie aktualnych są to: ekologia i zmiany klimatyczne - dobro człowieka a interesy korporacji, wojny o zasoby (polityczne i zbrojne) oraz granica tego, ile można poświęcić dla rozwoju cywilizacji. Poza tym Herbert nawiązuje również do takich zagadnień jak: feudalizm, imperializm, kolonializm, ustrój monarchiczny, kastowy podział społeczeństw, zderzanie się różnych kultur, religia, tradycja i przesądy, plemienność, Zimna Wojna i potencjalny konflikt atomowy.

    Fabularnie "Diuna" jest interesująca i czuć na każdym kroku ten rozmach, ten majestat planet, ich mieszkańców i rodów. Każdy z nich ma swoją przeszłość, swoje cele i swoją rolę w całej historii. Warto pamiętać, że powieść Herberta powstała w latach sześćdziesiątych i miała duży wpływ na dalsze kształtowanie się science fiction - była inspiracją, dzięki której powstał i rozrósł się choćby świat Gwiezdnych Wojen. I choć faktycznie miejscami ma w moich oczach braki, to całościowo zdecydowanie polecam lekturę - nie tylko wielbicielom fantastyki i futurologii.

    #bookmeter
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

    •  

      Informacje nt. książki z tagu #bookmeter:

      Średnia ocena z Wykopu: ★★★★★★★★☆☆ (8.0 / 10) (14 recenzji)
      Następne podsumowanie tagu: 2022-01-01 12:00 tag z historią podsumowań »
      Kategoria książki: fantasy, science fiction, horror
      Liczba stron książki: 784
      Gatunek książki: powieść

      Ostatnie recenzje tej książki:
      1. 2021-11-29 - Użytkownik Najmilszy_Maf1oso ocenił na: ★★★★★★★★★★ (10.0 / 10) - Wpis »
      2. 2021-11-08 - Użytkownik nastycanasta ocenił na: ★★★★★★★☆☆☆ (7.0 / 10) - Wpis »
      3. 2021-08-16 - Użytkownik r__k ocenił na: ★★★★★★★☆☆☆ (7.0 / 10) - Wpis »
      4. 2020-08-12 - Użytkownik kulfon_wulkanizator ocenił na: ★★★★★★★★★★ (10.0 / 10) - Wpis »
      5. 2018-08-12 - Użytkownik Dziadekmietek ocenił na: ★★★★★★☆☆☆☆ (6.0 / 10) - Wpis »
      ... zobacz resztę fragmentów recenzji (9) na: upolujksiazke.pl

      Podobne książki:
      1. Heretycy Diuny (Frank Herbert) - najnowsza recenzja usera mroz3 ★★★★☆ (8.0 / 10) - Wpis »
      2. Dzieci Diuny (Frank Herbert) - najnowsza recenzja usera Certis ★★★★★ (10.0 / 10) - Wpis »
      3. Mesjasz Diuny (Frank Herbert) - najnowsza recenzja usera MorDrakka ★★★★★ (10.0 / 10) - Wpis »
      4. Kapitularz Diuną (Frank Herbert) - najnowsza recenzja usera mroz3 ★★★★★ (10.0 / 10) - Wpis »
      ... zobacz więcej książek z kategorii fantasy, science fiction, horror na: upolujksiazke.pl

      @zranoI: fragment Twojej recenzji został umieszczony na stronie open-source upolujksiazke.pl jeśli nie chcesz by cytaty z Twoich recenzji widniały na tej stronie to odpisz na ten komentarz lub na PW.

      ---------
      Wygenerowane przez bota książkowego :) Jeśli masz sugestie / pomysły / uwagi / chcesz wspomóc prace nad nim pisz na PW. Github: Kod źródłowy witryny
      pokaż całość

  •  

    2089 + 1 = 2090

    Tytuł: Pewnego razu w Hollywood
    Autor: Quentin Tarantino
    Gatunek: literatura piękna
    Tłumacz: Maciej Potulny
    Wydawnictwo: Marginesy
    Liczba stron: 432
    Forma książki: e-book, audiobook
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Bardzo lubię produkcje kinowe Quentina Tarantino, choć akurat "Pewnego razu... w Hollywood" jeszcze nie widziałem. Kiedy dowiedziałem się, że reżyser napisał też książkę o tym samym tytule, stwierdziłem, że zacznę od lektury, zanim obejrzę film, mając nadzieję, że skoro autor tak dobrze radzi sobie z pisaniem scenariuszy, to i powieść będzie świetna. Niestety - rozczarowałem się.

    Pierwszym, co rzuca się w oczy i przytłacza, jest mnogość tytułów filmów oraz nazwisk aktorów i reżyserów przytaczanych w dialogach oraz wspomnieniach bohaterów. Być może dla osób głębiej zanurzonych w kinematografii i znających wspomniane produkcje byłoby to mniej męczące, jednak mnie takie wymienianie ich oraz kreślenie pewnych zależności między nimi nużyło. A propos kina z perspektywy Tarantino, warto zwrócić uwagę na dużą zaletę, czyli głębsze spojrzenie na reżyserię i grę aktorską. W kilku przedstawionych sytuacjach jest to naprawdę ciekawie pokazane i daje wgląd za kulisy Hollywood.

    Powieść jest napisana dobrze, czyta się to całkiem lekko, jednak oczekiwałem po Tarantino czegoś więcej. Nie ma tu zbyt wielu interesujących dialogów, a postacie są płaskie. Tym, co najbardziej zniechęciło mnie do książki, była ilość dygresji, wspomnień i wątków pobocznych, skakanie z sytuacji na sytuację, dużo zbędnych szczegółów przy jednoczesnym braku większego powiązania z główną historią. To wszystko sprawiło, że gdybym miał przeczytać całość, odpuściłbym sobie. Większość przesłuchałem jednak w formie audiobooka w czasie spacerów i ostatecznie zapoznałem się z całą treścią powieści. Ostatecznie kiedy już udało się zawiązać jakąś fabułę bez przywoływania co chwilę kolejnych wspomnień bohaterów, słuchało się tego naprawdę dobrze. Szkoda, że mniej-więcej połowa książki jest nijaka, nudna, a czasami wręcz męcząca.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #tarantino
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    1969 + 1 = 1970

    Tytuł: Krótka historia filozofii
    Autor: Nigel Warburton
    Gatunek: filozofia, etyka
    ISBN: 9788381513845
    Tłumacz: Sergiusz Lipnicki
    Wydawnictwo: Wydawnictwo RM
    Forma książki: książka
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    "Krótka historia filozofii" to niezły wstęp do przygody z tą nauką. W książce omówiono poglądy wszystkich najważniejszych filozofów w formie czterdziestu krótkich rozdziałów (każdy ma nie więcej niż 6-7 stron). Użyty język jest zrozumiały i przystępny, dzięki czemu mógłbym polecić tę pozycję nawet młodzieży.

    250 stron nie wystarczy oczywiście do dokładnego omówienia każdej myśli. Niektóre spłycono i strywializowano, jest to jednak naturalne w przypadku takiej formuły. W związku z tym, że nie skupiono się stricte na filozofii, a jednak również na historii, często to fakty historyczne i biografie stanowią większą część rozdziałów. Pozwala to na zdobycie pewnego kontekstu, choć trzeba zachować dystans ze względu na sposób opisywania poszczególnych poglądów przez autora - trudno mówić tu o obiektywizmie i podejściu naukowym. Subiektywne spojrzenie miejscami powoduje wypaczenie myśli filozoficznych, czasami przedstawiane są kontrargumenty, a czasami nie - brakuje konsekwencji. Z kolei równy podział każdego z rozdziałów powoduje mocne skondensowanie i przelecenie po łebkach w przypadku bardziej płodnych filozofów (przykład - starożytność), przy jednoczesnym męczącym rozwlekaniu innych (wczesne chrześcijaństwo).

    Brakowało mi też nieco szerszego spojrzenia na każdą z postaci i ich poglądy. Autor zwykle wybiera jedną myśl przewodnią i to na niej się skupia, co jest kolejnym elementem spłycającym. Konsekwencji brakuje niestety również w opisywaniu przyczyn powstawania danej myśli, inspiracji wcześniejszymi pomysłami. Całościowo jednak, jeśli potraktować tę książkę jako typową propedeutykę, powinna sprawdzić się ona dobrze.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    1953 + 1 = 1954

    Tytuł: Billy Summers
    Autor: Stephen King
    Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
    ISBN: 9788382342154
    Tłumacz: Tomasz Wilusz
    Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Po dwóch miesiącach oczekiwania na pojawienie się najnowszej książki Stephena Kinga w abonamencie Legimi, na początku października w końcu mogłem zabrać się do lektury. Podchodziłem do tej powieści bez żadnego nastawienia, nie wiedząc nic o fabule, jednak pomny tego, że książki tego autora w dzisiejszych czasach rzadko bywają horrorami (co nadal dziwi niektórych). Dostałem dokładnie taką wersję nie-strasznego Kinga, jaką lubię.

    Początek jest niespieszny, ale nie nudny - akcja zawiązuje się powoli, co pasuje do klimatu samej fabuły. Jak zwykle bywa u tego autora, książka napisana jest lekko, dzięki czemu czyta się to przyjemnie i ochota na jeszcze jeden rozdział nie znika. Postacie mają charakter i są autentyczne, dzięki czemu też i relacje między nimi, i dialogi wypadają naturalnie. Kiedy całość nabiera tempa, lektura staje się ciekawsza, jednak nie ma tu jakiejś specjalnej jazdy bez trzymanki, niesamowitych zwrotów akcji czy trzymającego napięcia. O dziwo - nie przeszkadza to ani trochę, właśnie dzięki bohaterom z krwi i kości oraz chemii między nimi. "Billy Summers" kojarzył mi sie z "Dallas '63", które również trudno nazwać horrorem, jednak tam, dla odmiany, to akcja i napięcie grały pierwsze skrzypce.

    Podobał mi się wątek "drugoplanowy". Najpierw zgrabnie wprowadzony, następnie gładko zintegrowany z resztą powieści i ciekawie wykorzystany. Doceniam bezpośrednie i pośrednie nawiązania do "Kwiatów dla Algernona" i "Wściekłości i wrzasku" - ładnie wplecione oddanie szacunku i dodatkowy smaczek. A propos smaczków - nie zabrakło też puszczenia oka do wieloletnich fanów Kinga.

    Jestem w stanie zrozumieć klimat sprzeciwu Trumpowi i jego poplecznikom, jednak tego typu nawiązań było moim zdaniem za dużo w tekście i stały się one w pewnym momencie niestrawne. Nie zmienia to jednak faktu, że całość czytało mi się naprawdę dobrze, a zakończenie mnie nie zawiodło.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #king #stephenking
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    1951 + 1 = 1952

    Tytuł: Egzekucja
    Autor: Remigiusz Mróz
    Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
    ISBN: 9788366981027
    Wydawnictwo: Czwarta Strona
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    Tym razem krótko, bo co też błyskotliwego można napisać o czternastej części serii, która przez wielu jest hejtowana, jednak nadal chętnie czytana, choćby jako grzeszna przyjemność? Chemia między głównymi bohaterami jest świetna, dzieje się dużo i nie powiedziałbym, że akcja (w którą książka obfituje, nawet jak na Chyłkę) jest wtórna względem poprzednich części, a jej zwroty są naturalne i przemyślane, nie na siłę. Miejscami odczuwałem inspirację Cyberpunkiem 2077, choć brakowało mi rozwinięcia tego wątku. Pierwsze 2/3 czytało się naprawdę dobrze, końcówka to cienkie dialogi i grafomania. Czy, gdy wyjdzie, rzucę się na część piętnastą? Oczywiście ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #mroz #chylka
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    1950 + 1 = 1951

    Tytuł: Rodzina Corleone
    Autor: Edward Falco, Mario Puzo
    Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
    ISBN: 9788381255028
    Tłumacz: Andrzej Szulc
    Wydawnictwo: Albatros
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    "Ojca chrzestnego" przeczytałem w idealnym dla mnie czasie, dzięki czemu trybiki złożyły się razem w perfekcyjny mechanizm. Dlatego też powieść tę traktuję trochę jako świętość, w oderwaniu od reszty lektur. Nie wykluczam, że kiedyś z dziełem Mario Puzo zapoznam się ponownie i wtedy przejdzie z sacrum do profanum, jednak poza najbardziej znaną książka z serii o nowojorskich mafiozach, są też inne. Jedną z nich jest "Rodzina Corleone", która tymczasowo zaspokoiła mój głód na tego typu literaturę.

    Omawiana powieść to prequel "Ojca chrzestnego", mamy tu zatem całą gamę bohaterów znanych z części pierwszej, w innym niż tam ustawieniu. Wszyscy oni są młodsi, mniej doświadczeni, niedotknięci naturalnymi konsekwencjami gansterskiego życia. Z jednej strony jest to plus - nawet dobrze znane nazwiska nie nużą i potrafią zaskoczyć, z drugiej jednak - autor poświęca sporo czasu na zarysowanie tak osobowości bohaterów, jak i początkowych sytuacji, w jakich ich zastajemy. Moim zdaniem jest to największą wadą książki, obok zbyt szczegółowych opisów w jej pierwszej połowie oraz niewystarczającej dynamiki akcji. Przez początkowe trzydzieści procent powieści przebrnąłem z lekką niechęcią, dodatkowo potęgowaną sztywnymi dialogami - czułem się trochę jak podczas czytania "Wielkiego Gatsbiego".

    Z czasem akcja nabrała rozpędu, a postacie i ich relacje zaczęły pracować jak dobrze naoliwiona maszyna. Lekkość i dynamika właściwe "Ojcu chrzestnemu" i tu zaczęły być wyczuwalne. Większy udział Vito Corleone w opisywanych wydarzeniach dołożył również klimat i to magiczne "coś", co tak porywało w oryginale. Honor, zdrada, zemsta, wybór i poświęcenie - na to wszystko znalazło się tu miejsce. Po nakreśleniu tła, ustawieniu scenografii i aktorów, całość naprawdę mnie wciągnęła i byłem zadowolony z lektury.

    Jak to zwykle z prequelami bywa - nie ma tu za dużo miejsca na suspens. Doskonale znamy dalsze losy głównych bohaterów, zatem wiemy, jak zakończy się historia. Przez to napięcie jest niewielkie i nawet w ramach pojedycznych epizodów mógłbym wskazać maksymalnie dwa, w których punkty kulminacyjne są rzeczywiście ciekawe. Kontrastuje to z "Ojcem chrzestnym", gdyż tam większość fragmentów, na które została podzielona całość historii, prowadziła do ciekawego "zagęszczenia" i rozwiązania akcji. Koniec końców jednak "Rodzina Corleone" dobrze skleja się pod względem fabuły i bohaterów z wątkami zawartymi w oryginale, zatem uznałbym ją za dobry prequel i poprawną książkę. Czytelnicy, którzy nie potrafią utożsamić się z Krzysztofem Jarzyną z "Poranku kojota" w kwestii przeczytanych książek, śmiało mogą odjąć od mojej oceny jedno oczko. Mi się podobało.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #ojciecchrzestny
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    1713 + 1 = 1714

    Tytuł: Ród M
    Autor: Brian Michael Bendis
    Gatunek: komiks
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Spoko kreska - nowoczesna, ale trochę karykaturalna (w inny sposób niż infantylna Cassaday'a, taka "amerykańska" - z kwadratowymi głowami i ostrym cieniowaniem), co miejscami burzy klimat. Fabuła nie jest jakaś zachwycająca, ale ładnie się buduje na przestrzeni kolejnych zeszytów. Nie ma przesadnego przeładowania walką, choć i tej w momentach kulminacyjnych nie brakuje, aczkolwiek nie robią takiego wrażenia jak te z Age of Apocalypse czy z Civil War. Jak to w evencie - postaci jest wiele i są zróżnicowane, jednak brakowało mi osadzenia całości na bardziej lubianych przeze mnie bohaterach (Logan - OK, Emma Frost i Wanda - tak sobie). Dodatkowo, przy tak szerokim ich wachlarzu, nie ma szansy tak naprawdę zobaczyć nikogo w pełniejszym obrazie, ale znowu - taka jest chyba natura tego rodzaju krótkich marvelowych wydarzeń.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #marvel #komiks
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    1708 + 1 = 1709

    Tytuł: Tango
    Autor: Sławomir Mrożek
    Gatunek: dramat
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    Lekcje języka polskiego w liceum zraziły mnie do polskiej literatury jak nic innego. Po latach czas nadrobić zaległości, szczególnie że była ku temu dobra okazja po lekturze "Jak wychować rapera?" Profesora Matczaka, gdzie "Tango" (co prawda Maty, a nie Mrożka) miało swój oddzielny rozdział.

    Pierwszy szok przeżyłem przy zderzeniu z samą formą dramatu, z którą nie miałem do czynienia w tekście od czasów liceum. Po kilkunastu stronach udało mi się odnaleźć, jednak zgadzam się z Krzysztofem Majem (polecam kanał na YouTube) co do tego, że ta forma sztuki powinna być przyswajana jednak jako przedstawienie teatralne. Po każdym akcie włączałem sobie zresztą fragmenty dostępne w Internecie (Adamczyk w roli Artura) i utwierdziłem się w tym przekonaniu.

    Od początku czuć, że jest to sztuka absurdalna i groteskowa. Na przestrzeni trzech aktów autor przedstawia takie motywy i problemy jak na przykład: konflikt międzypokoleniowy (tutaj - na opak), ścieranie się chamstwa i inteligencji, Camusowski bunt i rebelia, ewolucja społeczna zjadająca własny ogon, autorytaryzm.

    Całość podana jest dobrze, ale mnie nie zachwyciła na tyle, żeby ocenić tę książkę jako mocno zapadającą w pamięć, zmieniającego cokolwiek w moim życiu i jego postrzeganiu. Bardzo możliwe, że to kwestia formy - na pewno sprawdzę jeszcze opowiadania Mrożka, szczególnie że widziałem opinie, jakoby "Tango" nie było jego największym dziełem.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    1705 + 1 = 1706

    Tytuł: Jak wychować rapera? Bezradnik
    Autor: Marcin Matczak
    Gatunek: popularnonaukowa
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Lubię muzykę Maty. Szanuję również Profesora Matczaka i regularnie słucham jego podcastów, dlatego kiedy dowiedziałem się o premierze książki "Jak wychować rapera?", stwierdziłem, że... nie złapię się na tak chamski, clickbaitowy marketing i odpuszczę sobie lekturę. Koniec końców dałem się przekonać (jak widać), po zapoznaniu się z jednym z odcinków audycji, który polecam przesłuchać niezdecydowanym ("Czy raper będzie dobrym obywatelem?"). Co do clickbaitu, to sam autor w przedmowie przyznaje, że chciał tym zabiegiem dotrzeć do szerszego grona młodych ludzi - niech będzie, choć w moim przypadku zadziałało to akurat odwrotnie.

    Od razu uspokajam tych, którzy Maty nie znają lub nie lubią - pomimo zbudowania całej struktury książki na dyskografii młodego Matczaka, to starszy Matczak gra tutaj pierwsze skrzypce, przybliżając liczne zagadnienia socjologiczne, filozoficzne i prawne. Odniesienia do utworów mają zwykle sens, choć są i takie rozdziały, gdzie wywód prowadzony jest w oderwaniu od nich, a w niektórych autor nieco nadinterpretuje twórczość swojego syna w celu przygotowania lepszego fundamentu pod merytorykę. Ilość treści bezpośrednio związanej z Matą nie przekracza 1/4 książki i jest to moim zdaniem optimum, które zadowoli fanów, a jednocześnie nie zmęczy tych, którzy sięgną po książkę bez znajomości jego utworów.

    "Jak wychować rapera?" jest pozycją bardzo bogatą w merytoryczną treść, rozwijaną w kolejnych rozdziałach, składającą się na większą całość. Jednocześnie jest napisana w przystępny, stosunkowo lekki, w porównaniu do poruszanych tematów, sposób. Nie brakuje tu żartów i autoironii, co odświeża lekturę, dzięki czemu nie przytłacza ona po dłuższym czasie. Warto zaznaczyć, że duża część poruszanych tematów i sposobu ich omawiania pokrywa się z tym, co Profesor Matczak zawarł w swoich podcastach - myślę, że jest to około połowa merytorycznych fragmentów. Nie przeszkadzało mi to za bardzo, było formą ponownej analizy i utrwalenia. Jednocześnie przesłuchanie kilku audycji może dać moim zdaniem dobry obraz tego, czym jest ta książka i czy zaciekawi innych potencjalnych czytelników.

    Autor opiera swoje analizy i recepty na dziełach innych twórców, często uznanych filozofów i profesorów, co jeszcze bardziej podkreśla rzeczowość treści książki. Socjologia, filozofia, edukacja i prawo są tu ujmowane współcześnie, często postmodernistycznie, co mi jak najbardziej odpowiadało. Poruszane tematy polityczne, których również jest tu bardzo dużo, są akurat tymi strunami, które we mnie mocno rezonują i myślę, że podobnie jest z dużą częścią społeczeństwa, która nie rozumie działań PiS oraz ich popleczników. Poza diagnozami Profesor Matczak prezentuje również potencjalne rozwiązania, które pomimo swojej nieoczywistości, a czasem wręcz (jak się wydaje) niemożliwej realizacji, intuicyjnie potraktowałem jako właściwe.

    W tej beczce miodu nie może zabraknąć łyżki dziegciu. Jestem świadomy, że nie jest to praca naukowa, będąca obiektywną analizą stanu naszego społeczeństwa i sceny politycznej, niemniej warto zaznaczyć, że argumenty i literatura dobrane są pod wcześniej przygotowane tezy. Nie wiem czy mówiłbym tu o cherry pickingu, ale byłbym w stanie takie zarzuty zrozumieć. Dodatkowo wyczuwalny jest brak konsekwencji, kiedy autor pisze o religii - traktowana jest ona odwrotnie do patriotyzmu, mimo że mogłaby być ujęta z tej samej strony, ponieważ argumenty wydają się zbieżne. Sam autor w post scriptum związanego z tym rozdziału o tym wspomina, jednak wygląda to na wytłumaczenie sklecone na szybko po sugestii zewnętrznej i mnie zupełnie nie przekonuje. Podkreślenie wagi tradycji w kontekście całości treści jak najbardziej do mnie trafia, jednak spojenie jej z religią jest moim zdaniem zbyt daleko idącym subiektywizmem i spłyceniem, który w tak rzeczowej książce zwyczajnie razi.

    Pomimo wymienionych w ostatnim akapicie wad, "Jak wychować rapera?" oceniam bardzo pozytywnie. Jest to lektura o bogatej, merytorycznej treści, która jednocześnie zawiera w sobie ciekawe informacje i analizy związane z synem autora, a dodatkowo, dzięki lekkości pióra i poczuciu humoru Profesora Matczaka, czyta się ją naprawdę przyjemnie. Polecam.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #mata #rap #matczak
    pokaż całość

    źródło: s.lubimyczytac.pl

  •  

    1685 + 1 = 1686

    Tytuł: Blask fantastyczny
    Autor: Terry Pratchett
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    Miałem ochotę na lekką i niezobowiązującą lekturę, a że już od jakiegoś czasu chciałem nadrobić pratchettowe zaległości, wybór padł na "Blask fantastyczny", czyli kontynuację "Koloru magii". Powieść dała mi to, czego chciałem, jednak ostatecznie trochę się na niej zawiodłem.

    Bohaterowie i świat powieści zostali dobrze przedstawieni już w pierwszej części, zatem w "Blasku fantastycznym" autor korzysta z tych podwalin, co z jednej strony jest logiczne i zrozumiałe - z drugiej jednak mniej-więcej w połowie lektury zaczyna nieco nużyć. Pomaga wprowadzenie nowych postaci, jak choćby Cohena Barbarzyńcy (udana parodia znanego Conana), jednak mi to nie wystarczyło. Podobnie jest z fabułą, która nawet w tej pastiszowej formie potrafi zmęczyć. Ostatnią 1/4 część powieści czytałem już niechętnie, z niewielkim zainteresowaniem.

    Nie bohaterowie, fabuła ani nawet świat są jednak w tej książce (i całej serii) najważniejszymi elementami. Kluczowy jest humor, wyśmiewanie świata rzeczywistego i światów fikcyjnych oraz lekkość pisania Pratchetta. Nie jest to ten poziom absurdu co Monty Python czy "Autostopem przez galaktykę", jednak rodzaj humoru jest zbliżony i mi się podoba, choć nie każdemu podejdzie. Brakowało mi jednak, poza tymi zabawnymi sytuacjami i dialogami, czegoś więcej.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #fantasy #fantastyka
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    1661 + 1 = 1662

    Tytuł: Inne pieśni
    Autor: Jacek Dukaj
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Moją relację z "Innymi pieśniami" nazwałbym raczej "walką" niż "lekturą". Do powieści Dukaja podchodziłem cztery razy, czytałem ją w formie papierowej i elektronicznej, a połowę przesłuchałem z audiobooka. Te dwa zdania nie wskazują na to, że książka mi się podobała - skąd zatem ocena 7?

    Ze względu na wolno rozwijającą się akcję, długie fragmenty przybliżające świat przedstawiony oraz liczne neologizmy, trudno było mi wejść w pełni w rytm czytania i wczuć się w klimat "Innych pieśni". Nie nazwałbym lektury łatwą, szybką i (przynajmniej na początku) przesadnie przyjemną. Wszystkie wspomniane elementy służą jednak z góry założonemu celowi faktycznego utworzenia świata fantastycznego, z rozbudowaną historią, układami politycznymi i autentycznymi bohaterami. Dodatkowo mnogość słów związanych ściśle z tymże światem dokłada kolejną cegiełkę do pełni obrazu przygotowanego przez autora. Bajania miejscami nużą i męczą, choć nie można im odmówić barwności i plastyczności. Myślę, że można tu powiedzieć o faktycznym przeroście formy nad treścią.

    Właśnie - forma. Już na początku książki pojawia się cytat z "Ferdydurke" Gombrowicza, a dalej w treści pełno jest gry formą sytuacji, charakterów, miejsc czy rozmów. Te zabiegi to kolejna warstwa, która wzbogaca świat stworzony przez Dukaja, dopełnia go i zaokrągla.

    Fabularnie książka nie powala, ale też nie o akcję w niej chodzi. W całej historii znalazło się kilka istotnych punktów, które główny bohater przeżywa, które zmieniają jego charakter (formę) i ta przemiana jest wyraźna, bardzo dobrze zarysowana. Nie jest to na pewno książka dla osób, które lubią, gdy wciąż coś się dzieje, a fabuła idzie do przodu.

    Muszę przyznać, że były takie fragmenty powieści, kiedy słuchając w czasie spaceru, myślałem sobie: "Gdybym to teraz czytał, to miałbym dość i zakończyłbym lekturę", jednak mimo tego, patrząc na całość z dystansu stwierdzam, że "Inne pieśni" mi się podobały. Mają z pewnością zagorzałych fanów, ale nie jest to książka, którą lekką ręką poleciłbym każdemu, choć z drugiej strony - sobie samemu bym jej nie polecił, a jednak ostatecznie mi się podobała.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #dukaj #fantasy #fantastyka
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    1323 + 1 = 1324

    Tytuł: Przemiana
    Autor: Franz Kafka
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Fanem Kafki nie jestem i raczej już nim nie zostanę. Moje zdanie o "Procesie" jest punktem zapalnym w dyskusjach z czytelnikami w rodzinie i wśród znajomych. "Przemiana" nie poprawia mojego ogólnego zdania o dziełach praskiego autora. Być może spróbuję jeszcze z "Zamkiem", choć raczej nie w najbliższym czasie.

    Pomimo faktu, że "Przemiana" jest krótkim opowiadaniem, męczyłem się z nią dość długo. Styl pisania Kafki ma w sobie coś takiego, co sprawia, że przekazywana treść jest ciężka w odbiorze, ale przy tym taki sposób formułowania tekstu nie dodaje mu klimatu, nie buduje nic poza samą fabułą, nie przenosi ciekawych przemyśleń. Nadaje to utworowi przestarzałą formę, co z pewnością ma swój udział w osadzeniu świata przedstawionego w odpowiednim czasie w przeszłości - to akurat oceniam na plus.

    Zdecydowanie największą zaletą książki jest sam pomysł na przedstawienie nagłej sytuacji, która wywraca rodzinne życie do góry nogami (choroba lub kalectwo jednego z domowników), w formie absurdalnego wydarzenia zamiany w karalucha. Niestety realizacja jest moim zdaniem niezadowalająca. Bohaterowie są nijacy, słabo zarysowani, a relacje między nimi mało naturalne. Główna postać ma wiele cech wspólnych z Józefem K. z "Procesu" - miałki, irytujący, dający sobą pomiatać, jednocześnie przytłoczony problemami człowiek, z którym trudno sympatyzować i którego trudno zrozumieć. Przedstawione w fabule sytuacje są zbyt zdawkowe i mało znaczące, żeby wzbudzić większe emocje. Sam pomysł na motyw przewodni to niestety za mało, żeby po przeczytaniu "Przemiany" nie czuć zawodu - wydaje mi się jednak, że może to być problem z twórczością Kafki ogólnie.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #kafka
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

    •  
      f...-

      0

      Komentarz usunięty przez moderatora

    •  

      @zranoI: ale np. teraz robię 100 podejscie do Procesu, bo jakos zawsze max 30 stron przeczytałem, i od początku, i mam wrażenie, że tutaj ten styl Kafki jest mocno nierowny.

      mialem wrażenie, że sam dopowiadam więcej, niż autor przedstawia

      @zranoI: i to własnie uwielbiam, takie uczucie, przez ktore ja tak przynajmniej mam, że pozniej mysle o tym dniami i nocami, czy aby nie nadinterpretuję tego, co autor chciał przedstawić. A czasem mi się wydaje, że autor wcale nie chciał być głęboki, ale akurat tak wyszło. A czasem, czuję, że jest cos głębokiego w jakims dziele, ale nie umiem tego wyłuskać. Ja np. twierdzę że film Projekt X jest mega głęboki, ale nie umiem wytłumaczyć dlaczego. A znajomi mają ze mnie beke, i choc niektorym film się podobał, to dają 3/10 na filmwebie, bo więcej nie wypada. Ja dalem 10/10 xD pokaż całość

      +: zranoI
    • więcej komentarzy (14)

  •  

    1261 + 1 = 1262

    Tytuł: Cień i kość
    Autor: Leigh Bardugo
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆

    Do przeczytania "Cienia i kości" zachęciły mnie równolegle dwie rzeczy - pojawienie się serialu na podstawie książki na Netfliksie oraz wysokie oceny "Sześciu wron", czyli innej, wydanej później, pierwszej części serii osadzonej w tym samym świecie. Opisywana zresztą w tej recenzji powieść również miała dobre noty, kiedy dodawałem ją sobie na półkę. Teraz zeszła na niższy pułap, co w pełni rozumiem i do czego dokładam niniejszym kolejną cegiełkę.

    Od samego początku miałem wrażenie, że książka jest skierowana do dużo młodszego ode mnie odbiorcy. Prosto, wręcz infantylnie napisana, bez skomplikowanych zdań, opisów, z dialogami prostymi, a przez to też nienaturalnymi, sztucznymi, na dłuższą metę męczącymi. Postacie przedstawione również wydają się mało autentyczne, przerysowane, ale jednocześnie na poziomie charakteru i relacji - płaskie i nijakie. Nie wykluczam, że gdybym miał 12-14 lat, tak zaserwowana powieść mogłaby do mnie trafić i nie odczułbym wymienionych wcześniej problemów, także jestem w stanie zrozumieć jej popularność wśród młodzieży.

    Przedstawiony świat, polityczne zależności i "magia" mają duży potencjał, który nie zostaje w książce wykorzystany. Być może serial lepiej sobie z tym radzi - to dopiero sprawdzę. Fabularnie nie jest dramatycznie, czyta się to całkiem dobrze na poziomie samej historii, chociaż jest dość przewidywalna i czerpie garściami z innych serii, choćby z Igrzysk Śmierci. Niestety całość poskładana jest chaotycznie, jakby tylko w celu połączenia początkowo zarysowanych najważniejszych punktów. Wątki uczuciowe to całkowita porażka - cliché goni cliché, a prostota budzi wręcz niesmak. Tłumaczenie też miejscami nie pomaga, w szczególności tytuł "Zmrocza" powoduje raczej uśmiech politowania niż trwogę.

    Zmęczyłem 80% książki, chociaż od mniej-wiecej 1/3 już czułem, że nie ma szans na to, że z tego brzydkiego kaczątka będzie coś więcej. Może zmienia się to w kolejnych częściach, może właśnie w "Szóstce wron". Nie wykluczam sprawdzenia tej powieści, ale dopiero po przerwie od świata griszów.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #fantasy #fantastyka
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

    •  

      @smierdakow: Igrzyska Śmierci też trzymały poziom, a chyba zaliczają się do tej samej kategorii. Czytałam też jednak serię Niezgodna i tam faktycznie było to co napisałeś - banalna fabuła i bohaterowie + kopiuj wklej Igrzyska Śmierci

    •  

      @hoszin nieco ponad 3 odcinki zmęczyłem - moim zdaniem nuda, wątek Aliny podobnie miałki jak w książce, drugi ciekawszy, ale też się rozmywa z czasem; bohaterowie sztuczni, nadęci. Sama kraina, polityka nadal ciekawe, postacie z tego drugiego wątku (z Szóstki wron?) również, ale nie ratuje to całości. Osobiście nie polecam.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    1151 + 1 = 1152

    Tytuł: Migawka
    Autor: Brandon Sanderson
    Gatunek: fantasy
    Ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆

    Sandersona kojarzę z książek z cyklu "Ostatnie Imperium", wkrótce mam zamiar wziąć się też w końcu za "Drogę królów", jednak gdy zobaczyłem, że napisał on krótki policyjny thriller, chciałem to sprawdzić. Krótko mówiąc już na starcie - zawiodłem się.

    Sama idea pary policjantów o charakterach i problemach takich, jak ci z "Migawki" to oklepany standard. Tym, co wyróżnia tę dwójkę spośród innych im podobnych jest fakt, że rozwiązują sprawy kryminalne w sztucznie generowanym świecie odtwarzającym wydarzenia z niedalekiej przeszłości. Próby wyjaśnienia zasady działania mechanizmu migawek i ich historii zajmują jakieś ćwierć książki i rodzą więcej pytań niż dają odpowiedzi, są obszerene, ale mało precyzyjne. Wolałbym być chyba postawiony przed faktem bez dodatkowych tłumaczeń, przy jednoczesnym większym skupieniu autora na fabule, postaciach i dialogach. W tym przypadku wszystkie aspekty pozostawiają wiele do życzenia.

    Jak pisałem wcześniej, bohaterowie są standardowi, a relacja między nimi i ich rozmowy - nijakie, bez charakteru i polotu. Fabularnie też nie ma fajerwerków. Zakończenie mnie zaskoczyło, ale jednocześnie nie spowodowało żadnych emocji, w związku z miałkim zarysowaniem postaci i wątków. "Migawka" jest moim zdaniem powieścią, która nie wie, czym chce być i ostatecznie jest niczym. Przeciętna, lekko napisana książka, o której pewnie zapomnę za kilka tygodni. Wspomnę jeszcze o tłumaczeniu, które wydaje się kulawe i nienaturalne, choć nie miało to raczej dużego wpływu na odbiór powieści przeze mnie.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #sanderson
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    1131 + 1 = 1132

    Tytuł: Ślepnąc od świateł
    Autor: Jakub Żulczyk
    Gatunek: kryminał, sensacja, thriller
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Drugi raz w niedługim czasie podjąłem lekturę książki, której fabułę dobrze znałem wcześniej, choć zwykle tego unikam. W przypadku "Króla" byłem na spektaklu, tutaj - widziałem serial produkcji HBO (który swoją drogą bardzo mi się podobał). Jak duży wpływ na wrażenia z czytania "Ślepnąc od świateł" miał fakt, że całość była zawczasu w jakiejś formie w mojej głowie?

    Przede wszystkim od razu uderza fakt, że serial jest wiernym oddaniem powieści, a ludzie od castingu zrobili dobrą robotę. Wyobrażając sobie większość sytuacji, przed oczami miałem sceny z produkcji telewizyjnej, wraz z wyglądem dużej części bohaterów i jak najbardziej miało to sens. Główna różnica to z pewnością mnogość przemyśleń i obserwacji wplatanych w książce poza dialogami - w początkowych fragmentach jest tego więcej niż samego wątku fabularnego. Miejscami ociera się to o grafomanię, jednak w większości ma ręce i nogi oraz jest dobrze ujęte. Na dłuższą metę ten potok myśli związanych mniej lub bardziej z wydarzeniami wydawał się nieco męczący. Podobnie zresztą jak sny głównego bohatera, które potrafią zachwycić klimatem i ciężarem bijącym z ich plastycznych opisów, jednak po czasie również stają się nieświeże.

    Atmosfera w powieści zachwyca zresztą nie tylko w przypadku snów. Czuć ciężar, ale nie zabrakło miejsca na przełamujące to (i jednocześnie podbijające przez kontrast) humorystyczne akcenty - zdarzyło mi się kilka razy zaśmiać na głos, co jest rzadkością. Akcja wciąga, bohaterowie są dobrze zarysowani i wyraziści, relacje między nimi naprawdę dobrze splecione, a dialogi naturalne i ciekawe. Postać Dario była genialna w serialu, ale w powieści również jest świetna - Frycz dostał solidny materiał, który przekuł w złoto.

    Jestem pewien, że "Ślepnąc od świateł" podobałoby mi się bardziej, gdybym wcześniej nie widział serialu, ale może uda mi się w większym stopniu docenić jakąś inną książkę Żulczyka. Nadal - jest to moim zdaniem lektura solidna, godna polecenia, której w czasie czytania byłem gotowy dać nawet 8 gwiazdek, jednak zmęczenie fragmentami wspomnianymi wcześniej zrobiło swoje. Muszę jeszcze wspomnieć o audiobooku - Skonieczny sprawdził się dobrze jako reżyser i aktor w serialu, a w roli lektora jest świetny.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #zulczyk
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    1094 + 1 = 1095

    Tytuł: Grona gniewu
    Autor: John Steinbeck
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Po "Myszach i ludziach" wiedziałem, że sięgnę po kolejne dzieło Steinbecka raczej szybciej niż później. Powieść, czytałem trochę na raty, z przerwą na "Królestwo", co mogło nieco wpłynąć na mój odbiór książki, jednak mimo to "Grona gniewu" bardzo mi się podobały i niewątpliwie niedługo wezmę się również za "Na wschód od Edenu". Skupmy się jednak na utworze, o którym niniejsza recenzja traktuje.

    "Grona gniewu" snują potencjalnie mało seksowną współcześnie opowieść o rodzinie zmuszonej do migracji i poszukiwania choćby najgorzej płatnej pracy, żeby przeżyć. O ile historia Wielkiego Kryzysu w USA nigdy przesadnie mnie nie interesowała, tak losy rodu Joadów i umiejętność pisania Steinbecka sprawiły, że książkę czytałem chętnie i szybko. Zwykłe, szare problemy przeciętnych ludzi zarysowane przedstawione zostały autentycznie i przejmująco. Myślę, że pewien poziom empatii jest niezbędny, aby w pełni docenić tę powieść. Nie ma tu wartkiej akcji i przekoloryzowywania, ale to właśnie jest jednym z atutów powieści.

    Zabiegiem, który mi się podobał, jest przedstawienie pewnych sytuacji na poziomie ogólnym - krajowym czy stanowym, a następnie zderzenie mniej lub bardziej bezpośrednio głównych bohaterów z analogicznymi wydarzeniami. Pozwala to z jednej strony lepiej zrozumieć zachowania postaci, a z drugiej skupić się faktycznie na samej fabule, kiedy jest już ona przestawiana, bo sam kontekst i pewne związane z nim uczucia już mamy.

    W książce nie brakuje przemyśleń socjalistycznych, co może się podobać lub nie, za które sam autor został krytycznie oceniony w połowie XX wieku w USA. Do mnie osobiście to trafiło, co zresztą świadczy o tym, że dobrze dobrałem czas w życiu na przeczytanie tej powieści - jeszcze 5 lat temu z pewnością odebrałbym ją dużo gorzej.

    Akcja "Gron gniewu" osadzona jest niemal sto lat temu, jednak poruszane problemy nadal są aktualne. Co stanie się z milionami ludzi, kiedy automatyzacja i roboty zdominują całe sektory gospodarki, jak w pierwszej połowie XX wieku samochody i maszyny? Czy tak trudno jest odnieść sytuacje opisane w książce do krajów współczesnych, mniej rozwiniętych, które również są częścią ogólnoświatowej gospodarki?

    Kilkukrotnie w czasie lektury uderzyła mnie teatralność w sposobie przedstawiania fabuły - pojawiły się w mojej głowie skojarzenia z dramatem, tragedią. Nadawało to trochę inną dynamikę i urozmaiciło czytanie. Poważny zarzut mam do końcowej części książki. Ostatnia 1/4 to już trochę krążenie w kółko, powielanie tego samego. Sama końcówka również mnie zawiodła - po obszernej powieści, w której nie brakowało przemyśleń i analiz społecznych spodziewałbym się jednak jakiegoś pełnego, dosadnego zakończenia.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #antykapitalizm #steinbeck
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    1043 + 1 = 1044

    Tytuł: Królestwo
    Autor: Szczepan Twardoch
    Gatunek: powieść historyczna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Zacząłem słuchać audiobooka "Królestwo" na próbę, trochę jako odskocznia od "Gron gniewu". Było to moje pierwsze poważne podejście do książek w wersji słuchanej i jestem pewien, że będę korzystał z tego częściej. Sama powieść Twardocha spodobała mi się do tego stopnia, że po przesłuchaniu 1/3 treści, resztę dokończyłem w formie ebooka (Legimi tą elastycznością kupiło mnie już całkowicie) w dwa wieczory.

    Chyba największym problemem, jaki mam z "Królestwem", jest przedstawienie go jako kontynuacji "Króla". Mamy tu kilku tych samych bohaterów, jednak sama powieść, jej klimat, a nawet wspomniane postacie, nie mają de facto wiele wspólnego z częścią pierwszą (przynajmniej na początku). Przemiana, która zaszła w Jakubie, jest moim zdaniem niewystarczająco zarysowana (a raczej - został on inaczej przedstawiony wcześniej), co nieco psuje odbiór książki. Po adaptacji do odmienności "Królestwa" oraz dzięki późniejszym nawiązaniom do wydarzeń z "Króla" było tylko lepiej.

    Głównym atutem pierwszej części byli wyraźni, dobrze zarysowani bohaterowie oraz relacje między nimi. Tutaj Twardoch postawił na przybliżanie sylwetek większości, niemalże każdej, postaci. Myślę, że mogło to mieć na celu nadanie wojnie i cierpieniu realizmu, bliskości. Niestety na kilku stronach nie da się związać czytelnika z bohaterem na tyle, żeby jego śmierć wywołała silniejsze emocje. Z tak postrzępionych kawałków różnych historii przebija również kolejna wada - brak ściśle określonego, pełnego wątku fabularnego z prawdziwego zdarzenia. Główne wydarzenia stanowią mniej niż 3/4 książki, co w moich oczach również jest wadą, ponieważ pozostałe wydają się daremne. Krótki wątek erotyczny trójki przyjaciół u schyłku powieści również wydawał mi się zbędny. Warto wspomnieć mocny koniec książki, który dobrze zamyka całość.

    Powieść jest napisana bardzo ładnym językiem, a przy tym na tyle lekko, że chce się przewrócić stronę, zacząć kolejny rozdział. Plastyczne opisy zachwycają, kiedy trzeba, i brzydzą, kiedy trzeba. Klimat Warszawy podczas wojny w różnych jej stadiach jest dobrze przedstawiony, choć bardziej podobało mi się ujęcie międzywojnia w części poprzedniej. Nie brakuje rozważań filozoficznych (podobnie jak w "Królu" - Kartezjusz, ponadto na przykład solipsyzm), jednak w żadnym stopniu nie jest to grafomańskie czy wymuszone.

    Podobał mi się zabieg wykorzystania narracji pierwsoosobowej przy jednoczesnej uzasadnionej wszechwiedzy Ryfki i Dawida. Sposób używania czasowników sugeruje wspominanie, wraz z jednoczesnym ponownym przeżywaniem opisywanych wydarzeń.

    "Królestwo" z pewnością warto przeczytać, jednak moim zdaniem lepiej podejść do niego bez nastawienia na cokolwiek, po dłuższej przerwie od "Króla". Zacząłem od wspomnienia o audiobooku, więc zakończę krótką opinią o nim samym. Shtur świetnie sprawdza się jako lektor - interesujący, neutralny ton przerywany jest niekiedy dobrze zagranym okrzykiem czy modulacją głosu w dialogach. Grochowska też jest w porządku, ale gorzej się tego słucha, jednak może to wynikać po prostu ze specyfiki wątku Ryfki.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #twardoch
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

    •  

      @Najmilszy_Maf1oso: dziękuję, bardzo mi miło :) Zgadzam się, że ostatni rozdział jest świetny - krótki, dosadny, napisany jak trzeba, w twardochowym stylu.

      Serialu nie oglądałem, bo słyszałem opinie, że jest sztucznie przedłużany i przez to męczący - Twoim zdaniem warto? Ja od siebie polecę spektakl w Teatrze Polskim, o którym pisałem w recenzji "Króla". Jest trochę przerysowany, ale i tak warto, szczególnie znając treść książki. Sam chętnie obejrzałbym go drugi raz, już po przeczytaniu powieści - może na jesieni się uda. pokaż całość

    •  

      @zranoI: scenografia 1/10 zabija cały serial

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    914 + 1 = 915

    Tytuł: Histeria
    Autor: Izabela Janiszewska
    Gatunek: kryminał
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    "Wrzask" czytało mi się dobrze, a przy tym nie czułem, żeby fabuła była zbyt prosta - intryga wiła się i wciągała. W przypadku "Histerii" łatwość lektury pozostała zachowana, jednak całość to banał bez większego polotu, w większości przewidywalny i przez to zwyczajnie nudny.

    Bohaterowie w tej części są dużo bardziej płascy, płytcy. Fabuła jest miałka i zarysowana w dość nijaki, niezbyt wciągający sposób. Wiele przedstawionych wydarzeń jest naciąganych, wplatanych na siłę, szytych grubymi nićmi. Inne z kolei są trywialne, tak oczywiste, że zawodzą, nużą. Brak tu finezji, dłuższego zastanowienia nad możliwymi rozwiązaniami, polotu w snuciu każdego z wątków. Pojawiło się też kilka pseudomądrych truizmów, całkowicie zbędnych i budzących raczej rozbawienie niż zadumę.

    Jeśli chodzi o plusy - relacja dwójki głównych bohaterów wydaje się autentyczna i interesująca, zdecydowanie mogłoby być jej więcej w książce. Osadzenie akcji na Ursynowie, którego ulice nie raz przemierzałem, sprawia, że wydarzenia przedstawione w powieści są mi bliższe, bardziej autentyczne. Całość jest napisana z lekkością, czyta się to dobrze i szybko, a zgrabnie urywane i przełączane wątki zachęcają do kontynuacji lektury.

    Porównałbym spotkanie z "Histerią" do oglądania filmu czy serialu w telewizji, na który trafiło się przypadkiem. Nie budzi to za wiele emocji, nie pozostawia po sobie śladu w pamięci, ale w czasie wykonywania tej czynności przynosi jakąś przyjemność i dopóki czytelnik nie zastanawia się za mocno nad treścią oraz nie oczekuje nadzwyczajnych wrażeń, będzie całkiem w porządku.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #kryminal #thriller
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    676 + 1 = 677

    Tytuł: Król
    Autor: Szczepan Twardoch
    Gatunek: historyczna
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Zwykle staram się unikać zbyt wielu informacji na temat fabuły książek, zanim nie zapoznam się z ich treścią. W przypadku "Króla" siłą rzeczy było inaczej, ponieważ ponad rok temu byłem na spektaklu (bardzo dobrym zresztą) w Teatrze Polskim. Od tego czasu "udało mi się" sporo zapomnieć, więc podchodziłem do powieści częściowo tylko zaznajomiony z wydarzeniami w niej przedstawionymi. Myślę, że doceniłbym ją nawet bardziej bez tej wiedzy.

    "Król" zionie klimatem przedwojennej Warszawy. Książka przesiąknięta jest opisami sprawiającymi, że czuje się bruk stolicy pod stopami i aromat targowisk w nozdrzach. W związku z tym, że głównymi bohaterami są Żydzi, nie zabrakło również licznych nawiązań do ich kultury i obrzędów judaistycznych - autor przybliża to czytelnikowi w interesujący sposób, spójnie z fabułą. Wspomniane postacie są wyraziste, a relacje między nimi pełne i prawdziwe. Sztuka wystawiana w Teatrze Polskim wydawała mi się karykaturalna, tam bohaterowie byli przerysowani. Tu jest tak tylko miejscami, główny nacisk został przez autora położony na gangsterskie działania Jakuba Szapiry i jego towarzyszy. Czyta się to naprawdę dobrze. Powieść bardzo wciąga - również ze względu na fabułę rozwijaną się w sposób ciągły i długie rozdziały. Moc odniesień do wydarzeń i postaci historycznych z lat trzydziestych może nieco przytłoczyć i bez znajomości tychże łatwo się pogubić, mnie jednak dodatkowo zachęciło to do zapoznania się z historią międzywojnia (polecam podcast Lekcja Historii).

    Wydarzenia są w książce przestawiane jako forma retrospekcji narratora, równocześnie opisuje on również czasy sobie współczesne. Nagłe skakanie pomiędzy sytuacjami i dygresje podczas opisywania akcji są w zasadzie nagminnie i początkowo wydają się chaotyczne, z czasem jednak nabiera to sensu, nadaje opowieści autentyczności, a umysł czytelnika przyzwyczaja się do dynamicznie zmieniającego się kontekstu fabularnego. Ciekawym zabiegiem autora jest wytworzenie wrażenia pozornej pierwszoplanowości bohatera tożsamego z narratorem - postaci zwyczajnej, miałkiej, bez głębszej historii - i na zasadzie kontrastu wzmocnienie obrazu twardego, męskiego i pełnego tajemnic faktycznego protagonisty.

    Poza samymi opisami akcji, powieść obfituje również w przemyślenia społeczne i filozoficzne. Motyw powtarzający się, niemalże przewodni, umieściłbym w okolicach paradoksu statku Tezeusza, dualizmu kartezjańskiego i tożsamości według Locke'a. Jest to wtórne, jednak spójne z wydarzeniami przedstawionymi w książce, choć miejscami męczące nadmiarem. Na drugim planie pojawiają się również rozważania na temat ateizmu, ugryzione z ciekawej moim zdaniem strony.

    Szczepan Twardoch doskonale przedstawił w "Królu" brud ulic - dosłowny i w przenośni. Bohaterów i ich działania trudno poddać przyporządkowaniu w kategoriach czerni i bieli, wszystko sprowadza się raczej do różnych odcieni szarości. Akcja książki gęstnieje z czasem, tworzy się napięcie, które świetnie podsumowuje bardzo dobre zakończenie powieści. Do twórczości Twardocha z pewnością będę wracał, a "Króla" bez wątpienia polecę znajomym.

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #twardoch
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    633 + 1 = 634

    Tytuł: Afekt
    Autor: Remigiusz Mróz
    Gatunek: kryminał
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Poprzednia książka z serii o Chyłce podobała mi się chyba najbardziej ze wszystkich trzynastu części. Była interesująca od strony prawnej, wątki nie zostały rozwleczone bez sensu, a relacje między bohaterami wydawały się naturalne i angażujące. Nie oczekiwałem utrzymania tego poziomu, jednak nie sądziłem też, że aż tak się na "Afekcie" zawiodę.

    Jedno się nie zmienia - powieści z Chyłką w roli głównej czyta się lekko i szybko. Niestety ta część zalicza się do tych książek Mroza, w których pełno jest "ciekawostek" i złotych myśli przekazywanych ustami bohaterów. Większość takich anegdot powoduje ciarki żenady i wybija z rytmu czytania. "Afekt" byłby również doskonałym przykładem, którym mogliby się posłużyć antyfani autora, zarzucający mu grafomanię. Kolejnym rozdziałom brakuje spójności, a cała fabuła jest poszatkowana. Niektóre fragmenty są naprawdę w porządku, przez część chce się po prostu szybko przejść, reszta zaś jest zwyczajnie przeciętna. Sam wątek główny jest interesujący, jednak dookoła niego wciąż pojawia się mnóstwo rozmywającego go szumu. Wydarzenia są przejaskrawione, bohaterowie karykaturalni, a relacje między nimi nienaturalne - w "Afekcie" jest to moim zdaniem odczuwalne bardziej niż zwykle. Formuła całości nieco się zużyła, a kolejne zwroty akcji stały się przewidywalne.

    Trzynasta część serii zawiera w sobie bardzo dużo nawiązań do postaci i wydarzeń z poprzednich książek, co z jednej strony jest zrozumiałe, z drugiej jednak sprawia, że miejscami można się zagubić albo nie zrozumieć w pełni danej sytuacji. Przydałoby się jakieś zdanie przypomnienia, kontekst wpleciony choćby w dialog. Trudno nie odnieść wrażenia, że "Afekt" jest bardziej odcinaniem kuponów niż faktyczną kontynuacją historii, która powstała naturalnie. Odniosłem wrażenie, że gdyby w połowie książki podmienić ją na inną powieść z Chyłką, to czytelnik mógłby tego nie zauważyć. Następnym razem chciałbym przeczytać coś, co nie jest wtórne i nijakie - taki niestety był "Afekt".

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #kryminal #mroz #remigiuszmroz
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    554 + 1 = 555

    Tytuł: Wrzask
    Autor: Izabela Janiszewska
    Gatunek: thriller
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Pierwsze podejście do "Wrzasku" zakończyło się porzuceniem przeze mnie lektury po kilku stronach. Książka wydawała mi się pretensjonalna i przerysowana. Wziąłem na to poprawkę i wróciłem do niej w bardziej odpowiednim czasie, co poskutkowało tym, że solidnie się wciągnąłem i ukończyłem ją w kilka dni.

    Już po chwili czytania oczywistym jest, że główni bohaterowie to postacie przerysowane. Na tej płaszczyźnie zdecydowanie zabrakło finezji, co mogłoby mi przeszkadzać, gdyby nie fakt, że zwyczajnie lubię całą serię z podobnie karykaturalną mecenas Chyłką. Warto od razu nadmienić, że podobieństwo "Wrzasku" do książek Remigiusza Mroza jest wyraźne, choć moim zdaniem pani Janiszewska poświęca nieco więcej uwagi naturalności relacji między bohaterami i chemii między nimi, co zdecydowanie działa na korzyść powieści. Książkę czyta się naprawdę lekko, a fabuła wciąga. Akcja podzielona jest na kilka równoległych wątków, których przedstawiane czytelnikowi fragmenty są, w moim przekonaniu, optymalnej długości - wystarczające do "wejścia" w sytuację, a przy tym urywane na tyle interesująco, że chce się czytać dalej.

    Im bliżej końca powieści, tym bardziej czuć napięcie i zagęszczenie sytuacji. Problem w tym, że w okolicach środka książki autorka postanowiła wpleść zdarzenie, które wprost podpowiada rozwiązanie zagadki, a przy tym podane jest w tani, płaski sposób. Moje odczucie jest takie, że ta scena mogła zostać dodana do treści później, żeby lepiej złożyć całość i nie narazić się na oskarżenie, że zakończenie nie ma sensu. Osobiście preferowałbym jej pominięcie lub napisanie w inny sposób, mniej wprost. Co do samej końcówki - wydaje się ona bardziej chaotyczna od reszty książki, jakby zabrakło czasu na dopracowanie i "zaokrąglenie" szkicu. Nie przeszkodziło to na szczęście w tym, żeby całość ładnie się spięła i była zadowalająca dla czytelnika.

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #thriller #kryminal
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    519 + 1 = 520

    Tytuł: Później
    Autor: Stephen King
    Gatunek: thriller
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Jeszcze kilka lat temu planowałbym zakup nowej książki Kinga tuż po ogłoszeniu jej premiery, dlatego z zaskoczeniem przyjąłem informację, że na rynku pojawiła się jego nowa powieść, a ja dowiedziałem się o tym już po fakcie. Tak czy inaczej - moja dawna fascynacja twórczością tego autora i jego stosunkowo wysoka niezawodność złożyły się na to, że 4 dni po ukazaniu się "Później", rozpocząłem lekturę.

    Pierwszy rzut oka na wielkość liter i interlinię przywołał mi na myśl "Uniesienie" i stwierdziłem, że jest to kolejny podobny skok na kasę - wydanie czegoś, co powinno być jednym z wielu opowiadań w zbiorze, jako oddzielnej książki. Na szczęście się myliłem - treści jest wystarczająco dużo i nie czułem się oszukany. Pod względem fabularnym "Później" budzi mocne skojarzenia z "Doktorem Sen" i (w mniejszym stopniu) z "Outsiderem". O ile "Lśnienie" bardzo mi się podobało, tak jego kontynuacja mnie zawiodła i nieco zmęczyła, w przeciwieństwie do "Później". Książkę czyta się lekko (jak zazwyczaj u Kinga), trudno ją odłożyć, a gdy już się to zrobi, chce się wracać.

    Opowieść przedstawia losy nieletniego z perspektywy pierwszej osoby i w stylu pisania czuć taką młodzieńczą lekkość, niekiedy naiwność. Nie lubię w książkach, a szczególnie w thrillerach, zapowiadania zdarzeń lub wyjaśnienia wątku w formie zdań typu: "o czym miał się dowiedzieć później" czy "dopiero później okazało się, jak bardzo się mylił". W tej powieści takich zdań jest dużo, ale już na początku (oraz w tytule) czytelnik jest na to przygotowywany, zatem nie razi to aż tak. Fabuła jest wciągająca, jednak nie zapowiada tego, że książka ma coś wspólnego z horrorem (poza kilkukrotnym przypominaniem wprost, że "ta historia to horror"), ot lekki thriller - do czasu. King pośrednio wplata również nieco polityki i własnego spojrzenia na życie ludzi w kapitalizmie. Nie jest to nachalne ani męczące, ale na pewno warte odnotowania, bo "obyczajowa" część powieści jest, jak na tego autora, duża. Całościowo nie powiedziałbym, że książka straszy czy nawet trzyma w napięciu, jednak czyta się ją chętnie i po prostu dobrze.

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #stephenking #thriller #horror
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    514 + 1 = 515

    Tytuł: Profesor Stoner
    Autor: John Williams
    Gatunek: literatura obyczajowa
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    "Profesor Stoner" to książka, której treść określiłbym jako "twarda obyczajówka". Jest to opowieść o tytułowym Williamie Stonerze, który już na początku powieści przedstawiony jest jako postać zupełnie zwyczajna - człowiek, który nie zmienił świata i pozostał po nim ledwie niewielki ślad. Życie tak wprowadzonego bohatera jest nakreślone na kartach książki przede wszystkim w formie opisu codziennych relacji z innymi ludźmi - rodziną i współpracownikami.

    Stoner oddaje swoje życie nauce - zostaje wykładowcą i zanurza się w książkach. Uczelniana część jego życia jest główną płaszczyzną powieści. Dodatkowo poznaje kobietę, która zostaje jego żoną - burzliwe kontakty z nią są drugim planem książki. Nie ma tu wartkiej akcji, a większość treści wypełniają codzienne sytuacje, z którymi wielu dorosłych spotyka się w swoim życiu. Pozornie niemrawe prowadzenie fabuły sprawia, że głównego bohatera można lepiej zrozumieć, wczuć się w jego sytuację. Klimat pierwszej połowy XX wieku jest namacalny i wiele przedstawionych sytuacji pozwala docenić czasy nam współczesne na zasadzie porównania. Proza codzienności w rozbudowanych opisach i dość lakonicznych dialogach sprawia, że nie jest to lektura lekka (a miejscami wręcz męcząca), ale mimo wszystko powieść potrafi wciągnąć.

    Kunszt autora można docenić w kilku przedstawionych w książce sytuacjach, kiedy to charaktery bohaterów ścierają się, a czytelnik wciągnięty głęboko w świat przedstawiony, odczuwa zdenerwowanie, niechęć, zawód czy bezsilność. Ukazana w powieści ulotność i stawanie się bardziej statystą niż głównym aktorem we własnym życiu, są naprawdę namacalne i to określiłbym najmocniejszym punktem tej powieści. Przeciętność i żal po czasie są bliskie wielu ludziom na co dzień - książki zwykle są od tego ucieczką, ta powieść jednak tego nie ułatwia. Wątki miłosne o różnym charakterze są istotne (w szczególności również umiłowanie wiedzy), jednak osobiście odebrałem je jako dość przeciętne na tle innych dzieł kultury.

    Wpis dodano za pomocą strony https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    369 + 1 = 370

    Tytuł: Nie wiesz wszystkiego
    Autor: Marcel Moss
    Gatunek: thriller
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    Kiedy wybieram kolejną książkę do czytania, nie sięgam tylko po wielkie dzieła literatury. Świadomie dodaję do biblioteczki również "przeciętne" pozycje - najlepszym tego dowodem niech będzie moja naczelna "grzeszna przyjemność", czyli powieści o Chyłce autorstwa Remigiusza Mroza (posiadam i przeczytałem wszystkie). Rozpoczynając lekturę "Nie wiesz wszystkiego" byłem świadomy tego, na co się piszę i to właśnie dostałem.

    Autor próbuje przedstawić w książce wszystkie możliwe problemy nastolatków, przez co zamiast wyrazistych bohaterów dostajemy szeroki wachlarz miałkich cliche, które ścierają się i przenikają. W tym miejscu należy docenić nieco głębsze podejście do tematu trudności, z którymi musi mierzyć się młodzież, co pozwala łatwiej zrozumieć i wczuć się w sytuację każdej z osób. Zdecydowanie pomaga tu pierwszoosobowa narracja i mówienie oraz "myślenie" wszystkiego wprost - nie ma tu miejsca na subtelności. Ma to niestety również swoje wady - krótkie zdania i sposób ich formułowania sprawiają, że niektóre sytatuacje przypominają nieco paradokumenty w rodzaju "Trudnych Spraw" i niekiedy zakrawa to na śmieszność.

    Książkę czyta się szybko i jest to dość lekka lektura, wyłączając fragmenty skupione na nastoletnich traumach. Nieco irytuje urywanie wątków na końcu większości rozdziałów - często ma to niewiele wspólnego z budowaniem suspensu i jest wyraźnym nadużywaniem tego popularnego w thrillerach zabiegu. A propos rozdziałów - wspomniałem wcześniej, że narracja jest pierwszoosobowa i byłby to naturalny sposób przedstawiania historii, jednak co kilkanaście stron zmienia się czas wydarzeń i bohater je opisujący. Takie skakanie ma zapewne na celu zwiększenie napięcia, a powoduje tylko burzenie immersji. Mnogość postaci i ciągłe zmiany wątków sprawiają, że łatwiej się tu pogubić w bohaterach niż w "Stu latach samotności". Jest to problematyczne do tego stopnia, że autor w pewnym momencie sam myli imiona (sic!).

    Przedstawiona fabuła nie jest specjalnie porywająca, ale na swój sposób intryguje. Nie zaliczyłbym "Nie wiesz wszystkiego" do najlepszych thrillerów, jakie czytałem, szczególnie że końcówka szyta jest grubymi nićmi, ale była to całkiem porządna lektura z gatunku wspomnianych wcześniej "przeciętnych".

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #thriller
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    331 + 1 = 332

    Tytuł: Kwiaty dla Algernona
    Autor: Daniel Keyes
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    "Kwiaty dla Algernona" to powieść kategoryzowana przede wszystkim jako "fantasy" i "science fiction". O ile pod względem definicji jako takich trudno się z tym nie zgodzić, to jednak większość treści wypełniają wydarzenia i rozważania skupione przede wszystkim na relacjach społecznych, psychologii i etyce. Myślę, że może spodobać się nawet ludziom uprzedzonym do fantastyki.

    Książka napisana jest w formie dziennika - opis zdarzeń jest pierwszoosobowy, często wzbogacany o przemyślenia narratora. Głównym bohaterem powieści jest dorosły mężczyzna o ilorazie inteligencji ledwo umożliwiającym mu życie w społeczeństwie. Zostaje on poddany eksperymentowi, który ma zmienić go w geniusza. Kolejne wpisy w dzienniku obrazują jego przemianę, rozwój psychiczny oraz problemy, z którymi się mierzy. Formuła książki została moim zdaniem doskonale dopasowana do jej treści, dzięki czemu łatwiej jest nawiązać więź z bohaterem, w naturalny sposób analizować jego myśli i go zrozumieć. Namacalne wręcz jest poczucie zagubienia w świecie, przytłoczenia nowymi bodźcami i doświadczeniami oraz wewnętrznej ewolucji.

    Pomimo fantastycznonaukowej otoczki zdarzeń, autor bardzo realnie i w wyważony sposób przedstawia zachowania ludzi i relacje osób o przeciętnym IQ z ludźmi niedoskonałymi intelektualnie. Oczywiście zdarzają się skrajności i dzięki formule dziennika jeszcze lepiej można je poczuć niemal na własnej skórze, jednak i tutaj pojawia się dysonans poznawczy, kiedy myśli głównego bohatera zostają zderzone z doświadczeniami i przekonaniami czytelnika. Moim zdaniem autor świetnie przedstawił narratora na każdym stadium jego rozwoju - jest to obraz kompletny i prawdziwy.

    Głównym atutem "Kwiatów dla Algernona" jest zawarcie w powieści wielu sytuacji i rozmów pobudzających rozważania, bez jednoczesnego narzucania konkretnych poglądów przez autora. Czy rozwój umysłowy bez uczuciowego, psychologicznego ma sens? Czy człowiek o wysokiej inteligencji może uznawać swoją moralność za lepszą? Ile warte jest IQ nieosiągalne dla przeciętnego człowieka, jeżeli w życiu brakuje emocji i relacji uczuciowych? W powieści nie brakuje również wątków filozoficznych, jak choćby spojrzenia na sny z epistemiologicznej perspektywy.

    "Kwiaty dla Algernona" miejscami wydawały mi się na siłę przedłużane - dwa czy trzy razy czekałem na zakończenie danej rozmowy lub sytuacji, bo czuć było wypalenie wątku i przeciąganie nieco na siłę, jednak całościowo książkę czyta się lekko i szybko, mimo wspomnianej wcześniej raczej niełatwej tematyki. Wydaje mi się, że powieść spodobałaby mi się jeszcze bardziej, gdybym dużej części poruszanych w niej problemów nie analizował wcześniej sam - z drugiej strony jednak niewykluczone, że dlatego właśnie podobała mi się aż tak.

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #sciencefiction #fantasy
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

    +: Mortadelajestkluczem, G...............r +38 innych
  •  

    274 + 1 = 275

    Tytuł: QualityLandia
    Autor: Marc-Uwe Kling
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    "QualityLandia" to powieść przedstawiająca przyszłość, od której może dzielić nas kilkanaście lat, choć niektóre przedstawione w książce zdarzenia mają miejsce w naszym świecie już dziś. Dominacja korporacji nad państwami i ludźmi, wszechobecna cyfryzacja i robotyzacja oraz podział społeczeństwa na klasy zależne od rankingu punktowego - dla niektórych ta wizja może być przerażąjąca, powoli jednak się urzeczywistnia. Podobne scenariusze nie są niczym nowym w kulturze, czego przykładem może być choćby serial Black Mirror, z którego autor "QualityLandii" czerpie garściami. Czy jakość powieści dorównuje serialowi Netfliksa?

    Moim zdaniem nie. Książka opiera się na filarach w postaci anegdot i ciekawostek mniej lub bardziej związanych z technologią. Są one przybliżane czytelnikowi w dialogach między postaciami jako wspomnienia lub rozwinięcia wątków dyskusji. Problem w tym, że ilość, a także stosunek wspomnianych historii do faktycznej treści rozmów powoduje, że cała fabuła wydaje się być tylko otoczką dodaną po łebkach. Wypowiedzi postaci całkowicie tracą naturalność, kiedy przeistaczają się we fragmenty wpisów z Wikipedii, a dodatkowym problemem w moim przypadku było to (co może dotyczyć dużej ilości młodych czytelników), że większość przytaczanych ciekawostek i anegdot zwyczajnie znałem już z Internetu. Myślę, że osobom, dla których wspomniane fakty będą nowością, powieść może podobać się bardziej, jednak kulejąca fabuła raczej pozostanie problemem.

    Książka podzielona jest na wiele krótkich rozdziałów - chyba żaden nie ma więcej niż 10 stron. Dodaje to lekturze dynamiki, jednak nie pozwala zanurzyć się bardziej w świecie powieści i rozmywa wątek fabularny (który i bez tego nie porywa). Dodatkowo styl pisania autora sprawia, że całość odebrałem trochę jak zbiór szkiców - pomysłów na krótkie skecze. A propos - "QualityLandia" utrzymana jest w humorystycznej, często absurdalnej stylistce i poza wspomnianymi anegdotami, nagminnie pojawiają się nawiązania do literatury, filmu czy wydarzeń bieżących współcześnie. Muszę przyznać, że te fragmenty mi się podobały, a miejscami nawet rozbawiły - porównałbym tę książkę pod tym względem do "Autstopem przez galaktykę", jednak dzieło Adamsa stoi moim zdaniem na dużo wyższym poziomie. Satyryczne nawiązania i liczne hiperbole są celne i dowcipne - zdecydowanie wskazałbym je jako najjaśniejsze punkty powieści, jednocześnie zwracając uwagę na to, że dziurawią fabułę jeszcze bardziej i pozostawiają ledwie kawałki faktycznej akcji.

    Jak przystało na science fiction, nie brakuje tu rozważań nad dylematami związanymi z rozwojem technologicznym. Czuć wyraźną inspirację twórczością Asimova (wprost cytowane są jego prawa robotyki), jednak i pod tym względem choćby książka "Ja, robot", napisana ponad 70 lat temu, robi lepsze wrażenie niż "QualityLandia", ponieważ wspomniane refleksje są tam głębsze i bardziej dojrzałe.

    Nie mogę nie wspomnieć o rzeczy, która irytowała mnie od początku lektury - nazwiska postaci pochodzą bezpośrednio od zawodów ich rodziców. Wspominanie co chwilę o Piotrze Bezrobotnym czy Aishy Lekarz, którzy faktycznie wykonują zupełnie inne zawody, niż są im "przypisywane" w tekście, było kolejnym elementem wybijającym z wątku fabularnego. Określanie na okładce autora "następcą Georga Orwella" jest nadużyciem, ale koniec końców sama książka zła nie jest.

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem #sciencefiction
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

    •  

      Są one przybliżane czytelnikowi w dialogach między postaciami jako wspomnienia lub rozwinięcia wątków dyskusji. Problem w tym, że ilość, a także stosunek wspomnianych historii do faktycznej treści rozmów powoduje, że cała fabuła wydaje się być tylko otoczką dodaną po łebkach.

      @zranoI: typowy problem sporej części fantastyki. Książki stają się opisem scenografii

      +: zranoI
  •  

    187 + 1 = 188

    Tytuł: Wielki Gatsby
    Autor: F. Scott Fitzgerald
    Gatunek: powieść
    Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆

    Nie będę ukrywał, że w okolicach połowy książki chciałem odpuścić sobie dalsze czytanie, mimo że całość ma raptem 235 stron (w posiadanym przeze mnie wydaniu). Przemogłem się jednak, poświęciłem dodatkowe dwie godziny i o ile ostatecznie powieść oceniam neutralnie (stąd taka, a nie inna liczba gwiazdek), to nikomu jej nie polecę.

    Narracja pierwszoosobowa powinna zbliżyć nas do wydarzeń, osadzić w ich centrum, co autor starał się dodatkowo zintensyfikować zarysowując osobę narratora w przydługich opisach. Miałkość tej, jak i innych postaci (może poza tytułową, choć też tylko do pewnego stopnia) sprawia, że dużą część treści określiłbym po prostu mianem daremnej. Gdyby okroić powieść o połowę, mogłaby moim zdaniem tylko zyskać, choć trudno wtedy byłoby to sprzedać jako samodzielną książkę.

    Zakończenie ratuje całość i sprawia, że lektura nie wydaje się kompletną stratą czasu. Niestety, moim zdaniem motywy przedstawione w Wielkim Gatsbym, inne powieści i dzieła kultury zdążyły już ukazać lepiej, pełniej i ciekawiej, a sam warsztat autora też nie zasługuje na pochwałę.

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

    +: Torak28, L..............4 +11 innych
    •  

      @zranoI: no popatrz pan, takie arcydzieło literatury światowej, a tylko 5 gwiazdek na 10 dostało na wykopie
      (。◕‿‿◕。)

      pokaż spoiler Też to kiedyś czytałem i nawet to samo kieszonkowe wydanie. Odbiór i subiektywna ocena książek zmienia się wraz z wiekiem czytelnika, jego doświadczeniem życiowym i oczytaniem. Coś co w młodości wydawało nam się nudną i płytką lekturą, po latach możemy odebrać jako głęboko wzruszającą piękną powieść. Odwrotnie też, coś co kiedyś nas pasjonowało, po latach może razić spłyceniami i ubogim językiem. To naturalna kolej rzeczy, dlatego są powieści do których warto wrócić po 20-30 latach, bo odbiór ich będzie inny. Wielki Gatsby to jedna z nich :)
      pokaż całość

  •  

    157 + 1 = 158

    Tytuł: Myszy i ludzie
    Autor: John Steinbeck
    Gatunek: literatura piękna
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    "Myszy i ludzie" to krótka nowela, którą w zasadzie można przeczytać w jeden wieczór. Forma nie przeszkodziła autorowi w zarysowaniu wyrazistych postaci i relacji między nimi. Nie ma tu porywającej historii czy wartkiej akcji, jednak powieść w żaden sposób nie nuży. Zarysowane losami bohaterów motywy marzeń w kontraście do prozy życia codziennego i nieuchronność losu pozwalają nawet na chwilę zadumy po lekturze. Wszystko to pozwala ocenić książkę pozytywnie i nabrać apetytu na inne dzieła Steinbecka.

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    133 + 1 = 134

    Tytuł: Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą.
    Autor: Hans Rosling
    Gatunek: literatura faktu
    Ocena: ★★★★★★★★☆☆

    Podchodziłem do tej książki z dwojakim nastawieniem. Z jednej stronie poleciło mi ją osobiście kilka osób, a oceny w Internecie sugerowały, że jest to porządna lektura. Wewnętrznie przeczuwałem jednak, że może być to coś z pogranicza coachingowych okrągłych słów i "kreatywnej statystyki".

    W zasadzie już po pierwszych kilku stronach zauważyłem, że się myliłem. Autor opiera swoje tezy na wieloletnim doświadczeniu i długich badaniach. Faktycznie pokazuje, że spojrzenie na świat przez przeciętnego człowieka (choć, jak się okazuje, ponadprzeciętnego również) jest oparte na stereotypach, zmanipulowane przez media i przestarzałe dane przekazywane w szkołach, dodatkowo zacementowane naturalnymi instynktami. W dziesięciu rozdziałach przedstawia różne zjawiska, zarówno w anegdotach, jak i danych odnoszących się do całego świata na przestrzeni lat. Pozwala to rzeczywiście spojrzeć z innej perspektywy, moim zdaniem tym bardziej wartościowej w czasach covidowych.

    Dzięki lekkiej i przystępnej formule, wplataniem anegdot i jednoczesnym popieraniu własnych słów badaniami, autor sprawia, że całość czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, a przy tym poszerza się własne horyzonty. Moim zdaniem książka warta przeczytania.

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: image.ceneostatic.pl

  •  

    68 + 1 = 69

    Tytuł: Nie mów nikomu
    Autor: Harlan Coben
    Gatunek: thriller
    Ocena: ★★★★★★★☆☆☆

    Moje pierwsze spotkanie z twórczością Cobena uważam za udane. Największym atutem powieści jest zdecydowanie lekkość pióra autora, która pozwala bez przeszkód pochłaniać kolejne strony i wciągnąć się w wir akcji. Z drugiej strony czułem się trochę tak, jakbym patrzył na szkic lub niedokończony obraz - bohaterowie nie są do końca zarysowani i autentyczni, a fabule przydałby się końcowy szlif.

    Na pewno odebrałbym tę książkę gorzej, gdybym miał jakieś oczekiwania przed lekturą. Stwierdzam, że bez nich był to niezły, lekki thriller z wątkiem kryminalnym. Z pewnością sięgnę po jakieś nowsze dzieło Cobena, bo wydaje mi się, że wspomniane niedociągnięcia mogą zostać zniwelowane wraz z polepszeniem warsztatu autora.

    Na koniec muszę dodać, że tłumaczenie nie pomagało w odbiorze książki. Dosłownie przekładanie angielskich zwrotów na język polski rzuca się w oczy i brzmi po prostu nienaturalnie, a czasami wręcz śmiesznie.

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #thriller #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    29 + 1 = 30

    Tytuł: Ja, robot
    Autor: Isaac Asimov
    Gatunek: science fiction
    Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆

    Patrząc przez pryzmat tego, że powieść została napisana ponad 70 lat temu - robi wrażenie spoglądaniem w przyszłość (jak na science fiction przystało) i celną analizą historyczno-społeczną (choć niestety dużo mniej obszerną niż w Fundacji).

    Pomijając jednak aspekt czasu powstawania książki, wydaje mi się ona skierowana raczej do młodszego odbiorcy - do mnie nie do końca przez to trafiła, choć wiem, że gdybym przeczytał ją w wieku 12-15 lat, to podobałaby mi się dużo bardziej. Wydaje mi się, że chodzi o sposób pisania i przedstawienia akcji oraz używane słownictwo.

    Warto wspomnieć o innym niż zwykle w literaturze science fiction spojrzeniu na roboty. Zostały one ukazane tutaj jako faktyczne rozwiązanie wielu problemów ludzkich, bez większych zagrożeń ze strony maszyn (o ile konstruktor przestrzega zasad robotyki przedstawionych w powieści). Obecnie podkreśla się raczej problemy wynikające z rosnącej robotyzacji - Asimov skupił się na drugiej stronie tego zjawiska, w moim odczuciu zbyt jednostronnie.

    Wpis dodano za pomocą strony: https://bookmeter.ct8.pl

    #bookmeter #sciencefiction #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: cdn-lubimyczytac.pl

  •  

    1. Wybierz się na biwak, noc spędzić w schronisku, namiocie, chatce.
    2. Zrób zupę grzybową lub chłodnik z warzyw sezonowych.
    3. Zarób 100 zł handlując sprzętem w internecie. Kup taniej, sprzedaj drożej.
    4. Oddaj honorowo krew.

    Zrobiłem zupę kurkową z tego przepisu, dodałem jeszcze pieprz cayenne i kolendrę. Nie przewidziałem tak dużej objętości całości, co widać na zdjęciu. Wyszła spoczko, ale kurki mogłyby się trochę bardziej przebijać. Całość ma niecałe 900 kcal.

    #mirkowyzwanie #grzyby #gotujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 1599675751668.jpg

  •  

    a) Zbuduj coś samodzielnie z drewna (np. mały stolik, ławeczkę, półkę, ramki do zdjęć)
    b) Znajdź zimę i wykorzystaj ją jak za dzieciaka np. lepiąc bałwana, robiąc aniołki lub jeżdżąc na sankach
    c) Upiecz tort bezowy

    #mirkowyzwanie (więcej zdjęć w komentarzach)

    Pierwszy raz piekłem coś innego niż ciasteczka i wydaje mi się, że nie było tak źle, aczkolwiek bezy wyszły trochę gumiaste, przez co krojenie to katorga. Dałem prawie dwa razy mniej cukru, niż sugerował przepis (Kwestia Smaku), a i tak zjedzenie więcej niż małego kawałka to nie lada zadanie xD Ogólnie wyzwanie na plus, cieszę się, że wziąłem udział.

    #pieczzwykopem
    pokaż całość

    źródło: 1580661076448.jpg

  •  

    Za każdym razem w Krakowie...
    #krakow #heheszki

    źródło: 1552757711301.jpg

  •  

    Kiedy największy kujon w klasie pozwoli ci przepisać pracę domową na przerwie.
    #heheszki #duda

    źródło: IMG_20180919_072759.jpg

  •  

    Mam do oddania Cities in Motion 2 na Steam (gift z Humble Bundle) - rozlosuję wśród plusujących o 22.
    #rozdajo #steam

  •  

    Oglądając nagrania z konferencji/JUGów spotkałem się z podejściem odchodzenia od tworzenia interfejsów dla komponentów springowych (np. IUserService + UserServiceImpl zamienione na UserService, bez interfejsu - w szczególności taka klasa jest publiczną fasadą do obsługi danej domeny). Co sądzicie o takim podejściu? Jakie stosujecie w swoich projektach i dlaczego?

    Wiem, że utworzenie interfejsu pozwala na tworzenie wielu jego implementacji, ale pytanie brzmi jak często interfejs ma więcej niż jedną implementację (tym bardziej, że implementacji testowych w czasach Mockito chyba się już nie tworzy?) i czy warto przez to tak nawarstwiać byty w projekcie?

    #java #spring
    pokaż całość

  •  

    Dostałem informację, że dodatek Mirkoukrywacz przestał działać po aktualizacji do nowej wersji Firefoksa. Dziś nareszcie miałem chwilę, żeby na to zerknąć i okazuje się, że problem jest bardzo przyziemny i łatwy do obejścia - nie leży on wcale w zmianach w Firefoksie, a w rozszerzeniu Greasemonkey. Wystarczy zainstalować rozszerzenie Tempermonkey i do niego doinstalować skrypt (z odnośnika przy Mirkoukrywaczu).
    Wołam zainteresowanych @Rajtuz @wilq69
    #dodatki #wykop #firefox
    pokaż całość

  •  

    Taguj to gówno - skrypt ukrywający wpisy, które nie zostały otagowane (wczoraj kilka osób o to prosiło, ale wpis został usunięty, więc nie wiem kogo wołać niestety).
    #nocnazmiana #tagujetogowno #dodatek #dodatki

    +: celtics, w.......a +2 innych
  •  

    Dość nocnej - dodatek do Wykopu ukrywający wpisy dodane między godziną 1:00 a 6:00 (wartości można zmienić).
    #nocnazmiana #dodatek #dodatki

    +: Kuciniak, w.......a +140 innych
  •  

    Czy uważasz, że mikroblog serwisu Wykop.pl powinien być zamykany w godzinach 1:00-6:00?
    #pytanie #ankieta #nocnazmiana #topodludzie

    +: V....C, Boruciak +787 innych

    Czy uważasz, że mikroblog serwisu Wykop.pl powinien być zamykany w godzinach 1:00-6:00?

    • 3602 głosy (73.44%)
      Tak / nie mam zdania / sprawdzam
    • 1303 głosy (26.56%)
      Nie
  •  

    Na podstawie tej pasty i plakatu z gorących powstał obrazek poniżej:

    Naprzeciwko mnie mieszka upośledzony ojciec, z synem Szymonem, tez upośledzony. Ich matka przestała jeździć na rowerze na stwardnienie rozsiane. Na pozór są grzeczni, ale czasami jak stary popije robio we dwóch inbe w domu. Ojciec sie drze 'Żymooon dawaj lokomołszyn' i puszczają loco-motion kylie minogue, odpierdalając jakieś dzikie tańce przy tym w pokoju. Zawsze mam beke bo wszystko widac przez ich okno, a drą się przy tym jak pokurwieni. Kiedyś nawet dresy z ławki wyłączyli prąd w całym pionie bo nie mogli ich już słuchać.

    #pasta #heheszki #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    źródło: lokomołszyn.png

    +: U.............0, szwejku +27 innych
  •  

    Stworzyłem nowy dodatek do Wykopu, Mirkoukrywacz: http://www.wykop.pl/dodatki/pokaz/867/
    Jest to skrypt dodający na Mikroblogu elementy pozwalające na ukrywanie wpisów.

    pokaż spoiler #dodatek #javascript #wykop #mirko #nowywykop2016 #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    •  

      @zranoI: korzystam z Mirkoukrywacza już naprawdę sporo czasu, super robota! Jedyny bug jaki zauważyłem, to że wtyczka lubi się "zapychać", tzn. w pewnym momencie pomimo kliknięcia na "ukryj wpis", wpisy po odświeżeniu strony pojawiają się z powrotem, podejrzewam, że ze wzgledu na jakiś limit. Lubię wchodzić w gorące 24 i przegladać 5-6 stron i ukrywać to co przeczytałem, wtedy w okolicach 5 lub 6 strony wtyczka tak jakby przestaje działać. Innych bugów nie zauważyłem ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

      +: zranoI
    •  

      @Killua: dzięki, bardzo miło mi to słyszeć :) Co do przepełniania się listy ukrytych wpisów, to niestety wynika prawdopodobnie z pojemności ciasteczka i niewiele mogę z tym zrobić ad hoc - zalecam czyszczenie ukrytych wpisów. Jak będę miał chwilę, to spróbuję dodać mechanizm zapobiegający temu - jakbym nie dał Ci znać do piątku, to przypomnij się proszę na PW.

    • więcej komentarzy (6)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika zranoI

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Osiągnięcia (7)