Toomoo
Polecam do poczytania wywiad z Ihorem Kołomojskim czyli Ukraińskim oligarchą stojącym za prezydentem Zełeńskim:

They’re stronger anyway. We have to improve our relations,” he said, comparing Russia’s power to that of Ukraine. “People want peace, a good life, they don’t want to be at war. And you” — America — “are forcing us to be at war, and not even giving us the money for it.”

“Russian tanks will be stationed near Krakow and Warsaw,” he said. “Your NATO will be soiling its pants and buying Pampers.”

“You all won’t take us” in the alliance, Mr. Kolomoisky said in the interview, in a conference room at his offices in Kiev. “There’s no use in wasting time on empty talk. Whereas Russia would love to bring us into a new Warsaw Pact.”

Instead, he said, the United States is simply using Ukraine to try to weaken its geopolitical rival. “War against Russia,” he said, “to the last Ukrainian.” Rebuilding ties with Russia has become necessary for Ukraine’s economic survival, Mr. Kolomoisky argued. He predicted that the trauma of war will pass.

itd.

https://www.nytimes.com/2019/11/13/world/europe/ukraine-ihor-kolomoisky-russia.html?fbclid=IwAR2QNf9zHQ2pkP6GevRL8JvdQpxeCc-sSyvyqqSvF0rb-AXyqxG9otl0Of8

#ukraina #rosja #geopolityka
+6
szurszur
Łukaszenka odbywa pierwsza od kilkunastu lat wizytę w UE (Austria).
Powiedział, że nie pojmuje tych zarzutów wobec Białorusi o łamanie praw człowieka. Przeciez Białorusini mają prawo do życia, prawo do pracy, a jak maja ochotę to prawo emigracji do Austrii lub Polski, więc o co chodzi?
Łukaszenka stwierdził też, że chciałby zobaczyć chociaż jeden kraj UE, który może pochwalić się darmową edukcją i ochroną zdrowia dla wszystkich obywateli.
Tu jest to troche bardziej skomplikowane w- na Białorusi jak ktoś skonczy studia i chce emigrowąc to musi zwracac kasiorkę państwu (nie wiem czy w każdym wypadku, ale takie relacje znam), a do tego po studiach miejsce pracy bywa mu przydzielane i musi odpracowac (to pisał m.innymi na wykopie chyba ktoś z Białorusi, ale nie wiem na ile to powszechne).

Łukaszenka twierdzi tez, że jeżeli chodzi o media to w Białorusi nie zabroniono internetu, wiec w czym problem. No pomija to, że niewygodne strony są blokowane na terenie Białorusi.
Zapraszał też dziennikarzy do Białorusi wraz z rodzinami, aby się przekonali jak otwarty to kraj.

Oprocz tego Łukaszenka mówił, że Białorusinów interesuje doświadczenie Austrii, które może być dla jego kraju przydatne. Wysoko ocenił tez działania Wiednia w kwestii budowania mostów między geopolitycznym icentrami promujacych zmniejszenia napięcia w Europie i świecie oraz poparcie dla białoruskich starań rozwoju stosunków z UE.
Łukaszenka zwracął uwage, że pomiedzy Białorusią a Austrią istnieje tradycja współpracy ekonomicznej. Wg niego chodzi o okres ZSRR. Chwalił takze inwestorów z Austrii obecnych w białoruskiej gospodarce.
Ocenił, że Białorus idzie w kierunku zniesienia kary śmierci no obecnie nie jest na ot gotowa.

Potem mówił o historii i to tym, że nazisci wymordowali w obozie w Białorusi 10 tys obywateli Austrii i kraj ten wspiera budowe kompleksu pamięci w tym miejscu.
Warto to zestawić z tym jak latami niszczono resztki obozów w Austrii w tym miejsca mordowania Polaków no i z ''polskimi obozami''

żródła po ros
klik 1
klik 2
klik 3

#bialorus #austria #neuropa #4konserwy #geopolityka
+35
Baron_Al_von_PuciPusia
Były szef Blackwater zainteresowany kupnem Motor Siczy <<< znalezisko
Erik Prince, dostawca prywatnych usług wojskowych i nieformalny doradca prezydenta Donalda Trumpa, prowadzi rozmowy na temat kupna ukraińskiego producenta silników lotniczych Motor Sicz. Prince i jeszcze jeden potencjalny nabywca z sektora prywatnego są zachęcani do kupna ukraińskiej fabryki osobiście przez prezydenta Trumpa. Taki ruch ma zapobiec wpadnięciu strategicznego przedsiębiorstwa w ręce Chińczyków.

#europa #ukraina #usa #chiny #lotnictwo #geopolityka #wojsko
+5
Baron_Al_von_PuciPusia
Duńska zgoda na budowę gazociągu Nord Stream 2 - OSW <<< znalezisko
Wybrana ostatecznie południowa trasa Nord Streamu 2 jest najbardziej korzystna z punktu widzenia interesów Kopenhagi ze względu zarówno na oddziaływanie na środowisko, jak i na mniejsze utrudnienia dla transportu morskiego. Stała się ona dostępna dzięki polsko-duńskiemu porozumieniu ws. delimitacji granicy morskiej z 2018 r.

W odniesieniu do gazociągów przebiegających przez WSE duński resort spraw zagranicznych nie miał (jak w przypadku pierwotnej trasy) podstaw prawnych do zastosowania procedury oceny projektu pod kątem zgodności z interesami Danii w polityce zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony. W konsekwencji obecna decyzja przedstawiana jest przez Kopenhagę jako mająca charakter administracyjny, a nie polityczny.

#polska #dania #rosja #nordstream2 #geopolityka #energetyka #gaz #ns2
+2
nobrainer
Anty sowiecki bojownik o pokój na świecie

#heheszki #geopolityka #bliskiwschod #terroryzm #usa #11wrzesnia
+4
Baron_Al_von_PuciPusia
Rosyjska ofensywa dyplomatyczna w Afryce <<< znalezisko
W dniach 24–25 października w Soczi odbył się pierwszy szczyt Rosja–Afryka. Zgromadził on przedstawicieli wszystkich 54 państw afrykańskich, z których 43 były reprezentowane na najwyższym szczeblu. Szczytowi towarzyszyło rosyjsko-afrykańskie forum ekonomiczne. Obecny na szczycie prezydent Rosji Władimir Putin odbył bilateralne spotkania z 16 przywódcami, spotkał się również z przedstawicielami afrykańskich organizacji regionalnych. Na szczycie powołano m.in. Forum Partnerstwa Rosja–Afryka, w ramach którego mają odbywać się co trzy lata spotkania na wysokim szczeblu oraz coroczne konsultacje ministrów spraw zagranicznych.

W deklaracji końcowej wyrażono zainteresowanie Rosji i państw afrykańskich zachowaniem własnej suwerenności i obroną przed próbami jej ograniczania ze strony państw zachodnich, sprzeciw wobec sankcji ekonomicznych nakładanych bez autoryzacji Rady Bezpieczeństwa oraz podkreślono potrzebę walki z przejawami hegemonii świata zachodniego.

#europa #rosja #afryka #gospodarka #geopolityka
+5
Toomoo
Ciekawa mapa - granice państw od 1000 do 2000 roku. Uwagę zwraca Francja - doskonałe położenie geograficzne, a na naszym lokalnym podwórku - granica na Bugu.

#geopolityka #mapporn #historia #ciekawostkihistoryczne
+82
septoleteminus
Nowe bingo bartosiak na 2019 rok ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#bartosiak #geopolityka
+23
przegryzam
Rodzi się największy blok handlowy na świecie.

'Deal of the century': Modi rides a tiger in Bangkok with hope China will help tame the beast.
Link [eng].

#geopolityka #gospodarka #chiny #indie #azja
+7
wjtk123
Atomowe okręty podwodne stanowią jeden z filarów militarnej potęgi każdego poważnego gracza na arenie międzynarodowej. Okręt z napędem atomowym posiada praktycznie niewyczerpane zasoby paliwa, teoretycznie może przebywać pod wodą bez limitu czasowego oraz jest w stanie zanurzać się na nieosiągalne dla innych jednostek głębokości. Atomowy okręt podwodny który wypłyną w rejs jest bardzo trudny do wykrycia, co jednocześnie czyni z niego najgroźniejszy nośnik dla broni nuklearnej - nawet jeśli przy uderzeniu prewencyjnym wyeliminuje się wrogi naziemny i lotniczy potencjał jądrowy, to zawsze gdzieś w głębinach oceanu będzie czaił się pojedynczy, niezlokalizowany okręt podwodny, który w ciągu kilku chwil jest w stanie wystrzelić salwę, która zabija kilkadziesiąt milionów obywateli napastnika.

Atomowe okręty podwodne dzielą się na dwa rodzaje: SSBN, tj. jednostki przenoszące pociski balistyczne z bronią jądrową oraz SSN, tj. okręty które przenoszą wyłącznie broń konwencjonalną. Poniższa lista wskazuje na liczbę atomowych okrętów podwodnych posiadanych przez poszczególne państwa:

USA:
SSBN: 14
SSN: 57
Razem: 71

Rosja:
SSBN: 11
SSN: 23
Razem: 34

Chiny:
SSBN: 7
SSN: 9
Razem: 16

UK:
SSBN: 4
SSN: 6
Razem: 10

Francja:
SSBN: 4
SSN: 5
Razem: 9

Indie:
SSBN: 1
SSN: 1
Razem: 2

W ciągu najbliższych lat możemy spodziewać wzrostu liczby tego rodzaju okrętów w chińskiej marynarce wojennej oraz spadku w marynarce rosyjskiej. Oczywiście największy odsetek okrętów najnowszych generacji posiadają marynarki USA, Francji oraz UK.

#okrety #marynarkawojenna #militaria #ciekawostki #geopolityka #wojna
+43
kRz222
Nic dodać, nic ująć ¯\_(ツ)_/¯
#geopolityka #geostrategia #bartosiak #cytatywielkichludzi
+11
Konflikty-na-swiecie
Rosjanie o taktyce Polski w NATO.
I strategii militarnej.

Artykul:
https://military.pravda.ru/amp/news/1448846-usa/?__twitter_impression=true

Tlumaczenie:
Stany Zjednoczone oczekują, że Polska będzie w stanie przejąć obwód kaliningradzki

26 października 2019 12:37 pravda.ru
Stany Zjednoczone oczekują, że Polska będzie w stanie przejąć obwód kaliningradzki
Fundacja Jamestown w Stanach Zjednoczonych opublikowała raport na temat „Jak chronić kraje bałtyckie przed rosyjską agresją”. W dokumencie analitycy funduszy twierdzą, że Moskwa ma nie tylko niezbędny potencjał do rozpoczęcia walki z byłymi republikami postsowieckimi, ale ma także prawdziwe intencje.

W przypadku „rosyjskiej agresji” na kraje bałtyckie Polacy powinni „poświęcić się” i pomóc Stanom Zjednoczonym w zdobyciu obwodu kaliningradzkiego. Raport mówi, że ta operacja powinna pomóc krajom bałtyckim odeprzeć „szybki atak Rosji”, ponieważ systemy S-400 i Bastion, a także pociski Iskander, są skoncentrowane w obwodzie kaliningradzkim.

Jeśli polskie i amerykańskie wojsko zdoła zniszczyć rosyjski sprzęt wojskowy w obwodzie kaliningradzkim, siły NATO będą w stanie „skutecznie działać w regionie” i wspierać obronę Estonii, Łotwy i Litwy.

Teraz juz wiecie jakie mamy zadanie w potencjalnej wojnie.
Mozna analizowac.

#wojna #rosja #nato #wojsko #wojskopolskie #militaria #usa #polska #geopolityka
+9
Konflikty-na-swiecie
Państwo Islamskie na świecie i ich nowe prowincje.
Tym razem w formie mapy.
Października 2019.

#wojna #isis #organizacja #swiat #infografika #geopolityka
+2
Konflikty-na-swiecie
Struktura organizacyjna Państwa Islamskiego na świecie.

Dodane wszystkie ich prowincje.
Października 2019.

Pełny format infografiki:
https://pbs.twimg.com/media/EH5oVR-X4AE7NfF?format=jpg&name=4096x4096

#wojna #isis #organizacja #swiat #infografika #geopolityka
+3
Toomoo
Kiedys oglądałem wszystkie wyklady #bartosiak , fajnie się słuchało, ale już za nim nie nadążam, doba u tego faceta trwa chyba 48 godzin , produkuje wykłady, chodzi na spotkania, wypowiada się w radiu, telewizji, pisze artykuły i książki.
#geopolityka
+16
oydamoydam
Ile lat dany obszar był pod rządami Królestwa Polskiego/Polski
#historia #geopolityka #polska #ukraina #bialorus #litwa #lotwa #niemcy #slowacja #czechy #rosja
+240
xaliemorph
Dzieło syryjskiego artysty zrealizowane z fragmentów domów w Aleppo.
Tytuł brzmi: "Tak wygląda wasza wolność”...

Jeśli było to można scrollować dalej
#syria #usa #trump #geopolityka (trochę na wyrost jako refleksja)
+535
dr_gorasul
#geopolityka #bartosiak
Czytał ktoś? Chcę te książkę sprezentować jednemu mecenasowi, który dopiero odkrył bingo Bartosiaka ( ͡° ͜ʖ ͡°) Gdzieś w opiniach czytałem, że jest to zbiór wykładów, esejów z ostatnich lat. Czy to będzie dobra pozycja na wprowadzenie do tematu?
+3
JanLaguna
Porozumienie Putin-Erdogan w sprawie Syrii, szczegóły.

Po ponad 3h negocjacji w Soczi wreszcie dobiegło końca spotkanie między Putinem i Erdoganem. Na konferencji prasowej obie strony ogłosiły, że doszły do porozumienia w sprawie Syrii. Minister Siegiej Ławrow przedstawił szczegóły zawartego paktu, oto one:

1. Turcja utrzyma kontrolę nad terenami już zajętymi podczas operacji "Źródło Pokoju".

2. Od 23 października rosyjska i syryjska policja zaczną usuwać siły YPG z 32-km strefy buforowej na całej szerokości granicy. Akcja ta potrwa 150h.

3. Już od dzisiaj Turcja i Rosja rozpoczną patrolowanie 10-km strefy buforowej wzdłuż syryjsko-tureckiej granicy - z wyjątkiem miasta Kamiszlo na wschodzie kraju.

4. Obie strony podejmą wspólne kroki na rzecz powrotu syryjskich uchodźców.

5. Zostanie stworzony wspólny mechanizm przestrzegania porozumienia z Soczi.

Postaram się wkrótce to jeszcze skomentować, ale z grubsza powiem, że to porozumienie to opcja win-win, tak jak pisałem z rana. Nawet wydaje się, że Erdogan dostał więcej niż mógł na to liczyć.

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

#bliskiwschod #geopolityka #syria #turcja #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent
+76
JanLaguna
Amerykanie zostaną w Syrii?
#60sekund

pokaż spoiler Małe podsumowanie tej syryjskiej karuzeli, która nadal kręci się w Waszyngtonie. W roli kręcącego tym razem Mark Esper - szef Departamentu Obrony. ( ͡° ͜ʖ ͡°)


W zeszłym tygodniu sytuacja w północno-wschodniej Syrii zmieniała się niemal z godziny na godzinę. Gdy wiceprezydent Mike Pence ogłosił amerykańsko-tureckie zawieszenie broni część osób uznała, że to już ostatni zwrot akcji. Jednak - wygląda na to - że nic bardziej mylnego! Przez ostatnie dwa tygodnie Pentagon niestrudzenie pracował nad przekonaniem prezydenta Trumpa do pozostawienia w Syrii kilkusetosobowego oddziału do ochrony pól naftowych położonych nad Eufratem i – coraz więcej źródeł sugeruje – że prezydent coraz przychylniej patrzy na pomysł Pentagonu.
———————————————–

Senator Graham ujawnia

W niedzielę rano gościem Fox News był republikański senator Lindsey Graham, który jeszcze do niedawna - w odpowiedzi na turecką inwazję - chciał nałożenia na Turcję ostrych sankcji przez Kongres. Jednak we wspomnianym wywiadzie Graham stwierdził, że w weekend rozmawiał z Trumpem (obaj panowie utrzymują bardzo bliskie stosunki) i zmienił swoje zdanie w sprawie Syrii. Zdaniem Grahama - jeśli Biały Dom dobrze rozegra swoje karty - to może osiągnąć historyczne zwycięstwo.Oto co w skrócie Trump przedstawił Grahamowi:

1. ustanowiona zostanie strefa zdemilitaryzowana między Kurdami a Turkami, strefa zostanie zabezpieczona przez siły międzynarodowe, nie będzie tam Amerykanów (ale zapewnią oni wsparcie powietrzne siłom rozjemczym);

2. Amerykanie i lokalna administracja kurdyjsko-arabska utworzą wspólną spółkę, która zajmie się wydobyciem ropy naftowej z pól położonych nad Eufratem (lwia część syryjskich zasobów naftowych znajduje się obecnie pod kontrolą SDF-u). Część pieniędzy z tego źródła zostanie przeznaczona na sfinansowanie małego amerykańskiego garnizonu (?) - w wypowiedzi Grahama pada określenie "small force".

———————————————–
Mike Esper potwierdza

W poniedziałek okazało się, że plan o którym mówił Graham jest autorstwa Pentagonu. Otóż podczas swojej podróży do Afganistanu, szef Departamentu Obrony Mark Esper, stwierdził, że Pentagon pracuje nad pozostawieniem w północnej Syrii ok. 200 żołnierzy, którzy zabezpieczyliby pola naftowe położone nad Eufratem przed dostaniem się w ręce Assada, Irańczyków czy IS. Esper zarzekał się, że plan nie został jeszcze przedstawiony Trumpowi, lecz ciężko nie odnieść wrażenia, że plan Espera i Trumpa (przedstawiony przez Grahama) są łudząco podobne.

Warto także odnotować, że zarówno NYT, jak i WSJ, były w stanie potwierdzić na różnych szczeblach amerykańskiej dyplomacji, że „plan Pentagonu” faktycznie jest konsultowany, a sam Trump ma podobno patrzeć na niego przychylnym okiem.

———————————————–
Mój komentarz

Nie powinno nas dziwić, że to właśnie Departament Obrony stanowi forpocztę zwolenników pozostania w Syrii. To właśnie osoby powiązane z DoD były największymi zwolennikami zacieśniania relacji z SDF-em i wykorzystywania tej formacji do blokowania ostatecznego zwycięstwa Assada i jego sojuszników (tj. ponownego przejęcia władzy nad całym krajem).

Sam pomysł Pentagonu jest ciekawy i ma pewną wartość strategiczną. Kompulsywny ruch Trumpa doprowadził do katastrofalnych skutków. Pentagon katastrofy nie cofnie, ale pozostawienie małego garnizonu w dolinie Eufratu mogłoby z pewnością być „małym sukcesem”:

1. USA mogłoby lepiej monitorować ruchy IS, co z pewnością ułatwiłoby zabezpieczenie syryjsko-irackiego pogranicza;

2. Assad zostałby odcięty od złóż ropy naftowej położonych na północ od Eufratu. Syryjskie zasoby naftowe są względnie małe (w porównaniu z innymi krajami arabskimi), ale Assadowi – przy odbudowie kraju – przyda się każdy grosz. Tym samym koszty odbudowy kraju przeszłyby jeszcze w większym stopniu na barki Rosjan i Irańczyków;

3. obecność Amerykanów w części Syrii mogłaby blokować rozmowy pokojowe w formacie astańskim, co teoretycznie mogłoby prowadzić do zgrzytów między Ankarą, Moskwą a Teheranem.

Koszty utrzymania takiego 200-osobowego garnizonu byłyby minimalne, a korzyści które mógłby przyjąć nieproporcjonalnie duże. Dodatkowym atutem tego planu jest fakt, że mieszkańcy doliny Eufratu (po stronie SDF-u) mają bardzo złe zdanie o rządzie w Damaszku. Pytanie jednak jak na plan Pentagonu zareaguje dowództwo SDF, z którym nadal trzeba się liczyć (zwłaszcza w dolinie Eufratu).

Jednocześnie sam sposób w jaki Pentagon próbuje przepchnąć swój plan jest moim zdaniem karygodny. Przedstawiciele Departamentu zbyt duży nacisk kładą na to, że USA „zabezpieczy ropę naftową”, co momentalnie wykorzystywane jest przez przeciwników USA jako pokazanie, że USA jest w regionie „tylko po ropę”. Rozumiem myśl, która stoi za zachowaniem Pentagonu (pokazanie Trumpowi, że pozostanie w Syrii jest ekonomicznie opłacalne), ale i tak uważam że można by to zrobić w dużo bardziej wysublimowany sposób.

Kolejna dziura w tym planie to kwestia kto miałby wejść do sił rozjemczych, które stanęłyby między Amerykanami a Turkami?Już rok temu Amerykanie próbowali zachęcić kraje arabskie do przejęcia kontroli nad fragmentem syryjsko-tureckiej granicy kontrolowanym przez SDF i nic z tego nie wyszło. Tym razem jest podobnie. Liga Państwa Arabskich ostro potępiła agresję Turcji, a Kair miał nawet zaprosić do siebie delegację SDF-u, jednak w praktyce nie dało to nic.

Plan Pentagonu z pewnością jest zgodny z amerykańskimi interesami na Bliskim Wschodzie, jednak nawet szczątkowe pozostanie w Syrii nie usunie skutków katastrofy, którą rozpoczął Trump wycofując się z tego kraju. Jak zapowiedział Esper, wycofywanie się Amerykanów z Syrii to kwestia tygodni a nie dni. Te kilka tygodni to „okno czasowe”, w którym Pentagon będzie próbował przepchnąć swój plan. Pytanie jednak jak zareaguje na niego lokalna ludność, która obecnie obrzuca amerykańskie konwoje kamieniami i pomidorami, oskarżając Waszyngton o zdradę. Pytanie także co na to wszystko Trump? Nawet jeśli zaakceptuje plan Espera, to czy znowu nie zmieni zdania?

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

#bliskiwschod #geopolityka #syria #turcja #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent
+53
arkan997
Niedawno świat obiegła informacja jakoby Wenezuelski władze zamierzały przekazać Rosneftowi pełną kontrolę nad koncernem PDVSA w zamian za umorzenie długów przez stronę rosyjską. Ale o jaki dług tak naprawdę chodzi?

W ciągu ostatniej dekady rosyjski koncern naftowy Rosnieft skredytował Wenezuelę na łączną kwotę 17 mld dol, a szef firmy Igor Sieczin, stał się głównym lobbystą na rzecz zbliżenia Moskwy i Caracas. Państwowy gigant naftowy postrzega bogate złoża ropy naftowej Wenezueli jako ważny obszar ekspansji firmy. W sierpniu 2017 roku Sieczin powiedział: "Nigdy stamtąd nie wyjedziemy. Nikt nie będzie w stanie nas stamtąd wyrzucić. Będziemy współpracować z Wenezuelą i zwiększymy zakres naszej współpracy.

Dwa lata później Rosnieft faktycznie nigdzie się nie ruszył, ale wenezuelska produkcja ropy nadal spada. Ucierpiały również wspólne przedsięwzięcia Rosnieftiu i wenezuelskiego państwowego koncernu naftowego PDVSA, w tym jednostki przerobu ropy Petromonagas, której znaczenia nie sposób przecenić: ciężka ropa wenezuelska jest mieszana z ropą lżejszą, a otrzymany produkt jest łatwiejszy w obsłudze i przetwarzaniu. Pomimo tych niepowodzeń, poparcie Rosniefti dla reżimu Maduro tylko wzrasta. Spółka zaczęła nawet dostarczać rosyjską benzynę do Caracas, która jest wykorzystywana jako rozpuszczalnik w procesie ulepszania ropy naftowej, i stała się jedynym importerem benzyny do Wenezueli.

Jednak prawie wszystkie inne rosyjsko-wenezuelskie wspólne przedsięwzięcia nie powiodły się w obliczu kryzysu gospodarczego i amerykańskich sankcji. W ten sposób rosyjski koncern naftowy Lukoil przestał dostarczać benzynę do Wenezueli. Obawy Lukoila spowodowały, że firma została objęta surowszymi sankcjami USA. VTB i Gazprombank pozbyły się swoich udziałów w Eurofinance Mosnarbank (49,9% kapitału banku należy do reżimu wenezuelskiego), przekazując go rosyjskiej agencji państwowej Rosimuschestvo. "Gazprombank stracił również około 1 mld dolarów z powodu nieudanych inwestycji w Petrozamorze. Nawet Rostec, jedyna duża rosyjska firma (oprócz Rosnefti), która nadal działa w Wenezueli, dostrzega istotne wyzwania, przed którymi stoi ten kraj.

Prezes Rostec Sergei Chemezov powiedział RBC 16 września, że plany korporacji do budowy dwóch długich zakładów budowlanych w kraju są stale w obliczu takich problemów, jak przerwy w dostawie prądu i brak części zamiennych. Rosnieft' nadal jednak wspiera PDVSA i reżim wenezuelski. Niektórzy (zarówno w Rosji, jak i na Zachodzie) nawet nazywają Sieczyna zbawcą Caracas. Wsparcie Rosniefti istnieje pomimo zaostrzenia amerykańskich sankcji i uporczywych plotek, że Waszyngton zamierza zwiększyć sankcje wobec samej firmy za wspieranie reżimu Maduro. Jednak na początku sierpnia specjalny wysłannik USA do Wenezueli Elliott Abrams powiedział, że Stany Zjednoczone nie planowały zaostrzenia sankcji wobec Rosnefti, a dwa tygodnie później powtórzył to oświadczenie.

Jednocześnie Abrams ostrzegł, że Waszyngton będzie musiał dokładniej przyjrzeć się działaniom Rosnieftu. Faktem jest, że obecna taktyka wenezuelskiego koncernu naftowego, omijającego sankcje USA, nie może trwać wiecznie. Spółka stwierdziła, że cała otrzymana przez nią ropa naftowa z Wenezueli została zakupiona na podstawie umów już zapłaconych, które zostały zawarte przed objęciem takich operacji sankcjami USA. Stwierdzenie to można potwierdzić, dokonując przeglądu sprawozdań finansowych Rosniefti. Według raportów kwartalnych, zadłużenie w ramach tych kontraktów dramatycznie spadło z 4,6 mld dolarów na koniec 2017 roku do 1,1 mld dolarów na koniec czerwca bieżącego roku.

Waszyngton wyraźnie zaznaczył, że każdy odbiór ropy naftowej z Wenezueli (z wyjątkiem poprzednich długów) będzie naruszeniem amerykańskiego reżimu sankcji. Jednak po spłacie pozostałego zadłużenia w wysokości 1,1 mld USD Rosnieftu może twierdzić, że dalsze dostawy ropy naftowej stanowią spłatę skumulowanych odsetek. "Rosneft nigdy nie ogłosił publicznie stóp procentowych pożyczek ani tego, czy płatności odsetkowe były terminowe, nawet po zawarciu umowy o refinansowanie długu z PDVSA w maju 2017 roku. Wcześniej mówiło się, że Rosnieft' narusza ducha sankcji, gdyby nie litera sankcji, ale taka strategia byłaby znacznie bardziej agresywna. Aktywa Rosnefti mogą rzeczywiście zawierać duże kwoty odsetek niespłaconych przez Caracas od pożyczek. Nie jest jednak jasne, czy Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych Departamentu Skarbu USA (OFAC, główny organ sankcji USA) zgodzi się z argumentem, że przyszłe dostawy ropy naftowej będą dokonywane jako spłata tych odsetek.

https://www.ridl.io/ru/indijskij-gambit-ili-kak-rosneft-pytaetsja-obojti-sankcii-ssha-protiv-venesujely/

#wenezuela #rosja #energetyka #geopolityka #rosjawstajezkolan #ekonomia
+21
Baron_Al_von_PuciPusia
Łatwo jest zdradzić Kurdów? USA nie robi tego po raz pierwszy <<< znalezisko
Amerykanie nie po raz pierwszy postanowili umyć ręce od sprawy kurdyjskiej. Podobnie było po I wojnie w zatoce, kiedy Kurdowie rozpoczęli powstanie przeciwko Saddamowi, a USA nie wywiązały się z obietnicy wsparcia, zostawiając powstańców własnemu losowi.

- Nadrzędną zasadą polityki zagranicznej Trumpa jest nieangażowanie się w nowe konflikty militarne. Jeśli nie pomagają sankcje, nie używa siły

- USA nie zdradza Kurdów po raz pierwszy. Po pierwszej wojnie w zatoce oraz podczas referendum niepodległościowego w 2017 r było podobnie.

- Odrodzenie się Państwa Islamskiego jest najgroźniejszą możliwą konsekwencją przedwczesnego wycofania amerykańskich żołnierzy z Syrii.

- Zdrada sojusznika wzbudza uzasadnione oburzenie moralne. Nie możemy jednak zapominać, że polityką zagraniczną rządzi twarda kalkulacja.

#swiat #syria #kurdowie #turcja #usa #wojna #geopolityka
+4
Konflikty-na-swiecie
Mapa zagrozenia ugrupowan dzihadystycznych w Afryce.
Pazdziernik 2019.

#wojna #isis #afryka #geopolityka #mapa #infigrafika #terroryzm #islam
+2
JanLaguna
Zawieszenie broni w Syrii - poznaj szczegóły
#60 sekund

———————————————–

Kilkanaście minut temu wiceprezydent Pence, po niemal 4 godzinach dyskusji z Turkami, powiedział, że USA i Turcja zgodziły się na zawieszenie broni. Oto szczegóły porozumienia:

- Turcja zawiesi swoje działania zbrojne w Syrii na 120h;
- w tym czasie YPG wycofa się z północno-wschodniej Syrii na odległość 32 km od granicy syryjsko-tureckiej;
- po wycofaniu się YPG w ciągu tych 120h, Turcja oficjalnie zakończy swoją operację wojskową;
- następnie na terenach opuszczonych przez YPG zostanie utworzona strefa bezpieczeństwa (nie będzie tu wojsk amerykańskich);
- jeśli Turcja będzie przestrzegać powyższych warunków, Trump cofnie sankcje nałożone na Turcję;
- USA ma gwarancje od YPG, że Kurdowie będą przestrzegać tego porozumienia.

———————————————–

Szczegóły porozumienia uzupełnił szef tureckiego MSZ-u Çavuşoğlu:
- amerykańsko-tureckie porozumienie nie obejmuje oczywiście miejsc, gdzie znajdują się Rosjanie i syryjska armia (np. Manbij, Kobane);
- Erdogan będzie rozmawiał z Putinem w Soczi 22 października na temat przejęcie kontroli nad miejscami zajętymi w ostatnich dniach przez Rosjan;
- jeśli porozumienie amerykańsko-tureckie będzie przestrzegane, Erdogan odwiedzi Biały Dom (otrzymał zaproszenie na początku miesiąca);
- Turcja nie wycofa swoich sił z północno-wschodniej Syrii (przynajmniej w ciągu najbliższych 120), armia ma monitorować przestrzeganie porozumienia.

Teraz ciekawe jak na porozumienia zareaguje YPG (czy faktycznie - tak jak mówił Pence - będą przestrzegać porozumienia), Damaszek i Moskwa.

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

#bliskiwschod #geopolityka #syria #turcja #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent
+123
dr_gorasul
#bartosiak #geopolityka
22.X spotkanie na Uniwersytecie Warszawskim
+6
bombastick
Czy zasadne jest już użycie poniższych memów w odniesieniu do pewnego polityka aspirującego do roli sułtana, czy jeszcze za wcześnie?
#syria #turcja #bliskiwschod #swiat #geopolityka
+8
kjjbox
Sankcje Trumpa mają objąć każdego, kto wspomaga akcję Turcji w Syrii.
//
#syria #usa #turcja #geopolityka #ekonomia #gospodarka #pieniadze #krynicapokoju
+11
JanLaguna
Porozumienie na linii Damaszek-Kurdowie

W niedzielę wieczorem konwoje syryjskiej armii rządowej – na zaproszenie kurdyjskich władz – zaczęły wjeżdżać na terytoria kontrolowane dotychczas przez SDF. Tymczasem Erdogan stwierdził, że „operacja syryjska” będzie nadal prowadzona. W kilka godzin później, wspierani przez Turcję, rebelianci rozpoczęli szturmowanie syryjsko-kurdyjskich pozycji pod Manbij. Czy wejście armii rządowej do gry o północno-wschodnią Syrię faktycznie coś zmienia w syryjskiej układance?

———————————————–

Tekst dostępny jest także na moim wordpressowym blogu i zachęcam do czytania właśnie tam (w tekst wstawione są mapy, bez których czytanie mija się z celem). Link do bloga.

———————————————–

Porozumienie pod osłoną nocy

Wczoraj po południu pojawiły się informacje mówiące o tym, że rząd w Damaszku i siły SDF osiągnęły porozumienie, na mocy którego granica syryjsko-turecka ma zostać zabezpieczona przez jednostki SAA (Syryjska Armia Arabska, wierna rządowi). Wkrótce wiadomość ta została potwierdzona przez rządową agencję prasową – SANA – a po internecie zaczęły krążyć pierwsze zdjęcia konwojów SAA wjeżdżających na terytoria kontrolowane przez SDF.

Przez całą noc sytuacja była jednak niepewna. Cały czas pojawiały się niesprawdzone informacje o pojawieniu się rosyjskich samolotów nad Kobane, czy zatrzymywaniu konwojów SAA przez resztki amerykańskiego kontyngentu. Dopiero nad ranem sytuacja zaczęła się klarować.

Jednostki SAA pod Ajn Isa, na wschodnim brzegu Eufratu, źródło: SANA

———————————————–

Damaszek wkracza do akcji

SAA wkroczyła m.in. do Tabki nad Eufratem, Manbij na zachodnim brzegu Eufratu oraz do Ayn Issa na wschodnim brzegu. Tym samym – poza dwoma wyjątkami – SAA nie weszła do 30-kilometrowych stref bezpieczeństwa, które Turcy chcą ustanowić wzdłuż swojej granicy z Syrią. Dwa wyjątki, o których wspomniałem to:

- Kamiszlo, leżące na granicy, które zostało opuszczone przez SDF. Kurdyjskie posterunki zostały natomiast momentalnie zajęte przez SAA, która od wielu lat wspólnie z SDF kontrolowała miasto;
- Manbij na zachodnim brzegu Eufratu, gdzie jeszcze w nocy wjechały pierwsze oddziały SAA.

Obecna sytuacja w północno-wschodniej Syrii, na pomarańczowo zaznaczono miejscowości przejęte wczoraj i dzisiaj przez SAA, źródło: @EmmanuelGMay, Twitter

———————————————–

Turcja odpowiada

O ile Turcy raczej nie byli zainteresowani samym Kamiszlo, to Manbij jest dla nich solą w oku. Miasto ma duże znaczenie strategiczne, bo prowadzi przez nie droga M4, a poza tym jest największym ośrodkiem miejskim między Aleppo a Eufratem. Miasto ma dla Turków także znaczenie symboliczne, bo – biorąc pod uwagę liczbę amerykańsko-tureckich umów dotyczących kontroli nad miastem – Manbij stało się symbolem rozdźwięku między Ankara a Waszyngtonem co do „kwestii kurdyjskiej”.

Nic też dziwnego, że Turcja zareagowała bardzo nerwowo na wieść o wjeździe SAA do Manbij. Jeszcze w nocy z niedzieli na poniedziałek, część oddziałów rebelianckiej NSA zostało przesunięte spod Tell Abyad i Ras al Ayn pod Manbij na zachodni brzeg Eufratu. Jedną z przesuniętych jednostek jest Ahrar al-Sharqiya, która jeszcze w sobotę operowała ok. 120 km od Manbij.

Dzisiaj natomiast, około południa, Erdogan skomentował ruchy SAA w następujący sposób: „Jesteśmy zdeterminowani, aby kontynuować naszą operację do końca, bez zwracania uwagi na groźby. Dokończymy pracę [inwazję], którą zaczęliśmy. Nasza walka będzie kontynuowana aż do ostatecznego zwycięstwa”.

Obecna sytuacja pod Manbij, źródło: suriyegundemiEN, Twitter

———————————————–

Nieustępliwa Turcja

Słowa Erdogana dobitnie podkreślają obecne stanowisko Turcji wobec północno-wschodniej Syrii. Wycofanie się Amerykanów znad granicy dało Turcji możliwość spacyfikowania syryjskich Kurdów i przeprowadzenia czystek etnicznych, które na wiele lat wygaszą „kurdyjski żywioł” po drugiej stronie granicy. Turcja nie zrezygnuje z tej możliwości tak łatwo, a już na pewno nie przestraszy się kilku oddziałów SAA wyposażonych w przestarzałe T-55 czy T-72. Widzimy to właśnie teraz – w poniedziałek wieczorem, NSA, z tureckim wsparciem ogniowym, rozpoczęła ofensywę na Manbij, bardzo szybko zdobywając kilka wiosek i dwa czołgi należące do SAA.

Dla Turcji bez znaczenia pozostaje także to, czy USA i UE obłożą ją sankcjami. Z punktu widzenia Ankary sankcje te są krótkoterminowe i obliczone na zagłaskanie anty-turecko nastawionej opinii publicznej. Tymczasem cele Turcji są długoterminowe – zmiana struktury etnicznej północno-wschodniej Syrii na pokolenia.

Rosjanie (zdając sobie sprawę z planów Turcji), jeszcze na kilka miesięcy przed inwazją, próbowali przekonać Ankarę, aby odnowiła z Damaszkiem układ z Adany (1998) o wzajemnym zwalczaniu PKK. Na jego podstawie SAA wróciłaby na syryjsko-turecką granicę. Temat ten jak bumerang wrócił 9 kwietnia, gdy Turcja rozpoczęła bombardowania Kurdów. Ankara wydaje się jednak uznawać układ z Adany za rozwiązanie pośrednie, które w pełni nie zaspokoi jej „pragnień”. Odnowienie obietnic z Adany co prawda zabezpieczyłoby granicę, ale nie dałoby Turcji żadnych długoterminowych korzyści, bo w pewnym momencie Bashar Assad – podobnie jak jego ojciec Hafez – mógłby zacząć wykorzystywać PKK do destabilizowania południowej Turcji.

———————————————–

Pro-tureccy po przejęciu czołgu należącego do SAA, okolice Manbij, źródło: op_shield, Twitter

———————————————–

Na kursie kolizyjnym

Podsumowując, turecka operacja w Syrii będzie prowadzona nadal. Turcja jest całkowicie zdeterminowana do tego, aby utworzyć w Syrii 30-kilometrowe strefy bezpieczeństwa – Turcja zdaje się niezainteresowana terenami położonymi dalej, gdyż są to w większości ziemie etnicznie arabskie, a ponadto znajduje się na nich wiele miejsc odosobnienia dla osób oskarżanych o współpracę z IS, którymi Turcja nie chce się zająć.

Jedyną siłą, która mogłaby teraz Turcji w tym przeszkodzić są Rosjanie, jednak oni – o ile zainteresowani zajęciem części terenów SDF, zwłaszcza tych bogatych w złoża surowców energetycznych – nie są chętni na konfrontację z Ankarą. Pojawiają się także różne pośrednie sygnały, że Moskwa zapewniła Turcję, że nie będzie próbować storpedować tureckiej ofensywy. Sygnalizował to dzisiaj Erdogan, gdy zapytany o stanowisko Rosji wobec „operacji Źródło Pokoju”, odpowiedział: „Obecnie jest wiele plotek na ten temat. Jednak szczególnie dzięki ambasadzie [rosyjskiej w Turcji?] i z pozytywnym podejściem Rosji w stosunku do Kobane, wydaje się że nie będzie żadnych problemów”.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest obecnie ten, w którym Turcja zajmie wszystkie tereny położone na północ od drogi M4 (być może z wyjątkiem Hasaki), natomiast Damaszkowi przypadnie reszta terenów – tak jak na mapie poniżej. Oczywiście jest to tylko jedna z opcji, bo konflikt syryjski potrafi zaskoczyć, ale moim zdaniem taki obrót sprawy jest najbardziej prawdopodobny.

Pytanie jednak jak takie jednostronne zachowania Turcji, które stanowią jednoznaczne pogwałcenie formatu astańskiego, wpłyną na przyszłość konfliktu syryjskiego. Już teraz były ogromne problemy przy wybieraniu członków Syryjskiego Komitetu Konstytucyjnego. Gdy Turcja nabierze wiatru w żagle może zwiększyć swoje żądania, a to w żadnym stopniu nie przyczyni się do wygaszenia konfliktu.

Planowana turecka strefa bezpieczeństwa w Syrii, źródło: suriyegundemi_, Twitter

———————————————–

W przyszłości będę prowadził takie krótkie podsumowania postępów tureckiej inwazji, jednak nie gwarantuję, że będą to codzienne sprawozdania.

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

#bliskiwschod #geopolityka #syria #turcja #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent
+131
Ten_od_Hanki
Ciekawostka:
Tymczasem w innej części Galaktyki, odległej od Syrii, trwa pokerowa zagrywka...
Źródło
#rosja #ukraina #donbas #geopolityka #bialorus
+2
Beckham
Mirki, którą książkę z geopolityki polecacie?

Chcę poszerzyć moją bardzo podstawową wiedzę z geopolityki. Którą książkę bardziej polecacie?

Tim Marshall - "Więźniowie geografii..."

Jacek Bartosiak - "Pacyfik i Eurazja. O wojnie"

#geopolityka #ksiazki
+1
JanLaguna
Operacja Źródło Pokoju D+3

W dniu dzisiejszym Turcy i ich sprzymierzeńcy z Narodowej Armii Syrii (NSA) poczynili znaczne postępy w walce z oddziałami SDF. Prawdopodobnie udało im się opanować miasto Ras al-Ajn i przeciąć autostradę M4. Jednocześnie jednak postępy pod Tell Abyad okazały się dużo powolniejsze niż początkowo zakładano. Zapraszam na podsumowanie czterech dni tureckiej inwazji na północno-wschodnią Syrię.

———————————————–

Tekst dostępny jest także na moim wordpressowym blogu i zachęcam do czytania właśnie tam (w tekst wstawione są mapy, bez których czytanie mija się z celem). Link do bloga.

* Stan aktualny na 12.10.2019, g. 19:00, ostudziłem częściowo swoje poprzednie, optymistyczne (dla Turków) "zapędy", po części po rozmowie z @Thorkill, aczkolwiek nadal uważam że Ras al Ayn jest najprawdopodobniej w rękach tureckich. ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

———————————————–

W dzisiejszym podsumowaniu skupię się na opisaniu sytuacji w czterech sektorach:

Ras al-Ajn (oznaczone jako pkt 1 na mapie poniżej);
okolice drogi M4 (pkt 2);
Tell Abyad (pkt 3);
Kobane (pkt 4)

Sytuacja w północnej Syrii, nazwy miejscowości zapisane w j. tureckim, źródło: suriyegundemi_, Twitter

———————————————–

Pętla się zaciska

Przez cały czwartek trwały zażarte walki o miasto Ras al-Ajn. Bojownicy NSA, wspierani przez tureckie lotnictwo i artylerię, zajmowali kolejne wioski w okolicy. Jednocześnie siły SDF próbowały opóźniać postępy przeciwnika przeprowadzając kontratak na wschodnim odcinku frontu, skoncentrowany w okolicy strefy przemysłowej, położonej tuż u bram miasta. Jednak ze względu na przewagę ogniową NSA, ten kontratak szybko się załamał.

W ten sposób w czwartek wieczorem pod kontrolą SDF pozostawał już tylko wąski 3-kilometrowy korytarz prowadzący do Ras al-Ajn, który z każdej strony był narażony na ataki ze strony NSA.

W piątek nad ranem NSA, w akompaniamencie tureckiego wsparcia ogniowego, przystąpiła do szturmowania miasta. Natarcie prowadzone było obu kierunków – z zachodu i wschodu. Około 10:00 bojownicy NSA opanowali południowo-zachodnią bramę miasta Ras al-Ajn. Wkrótce potem udało im się wedrzeć w głąb, położonej nieopodal, dzielnicy Alaht. Sytuacja SDF stawała się coraz gorsza – przeciwnik wbijał się w linie obronne coraz głębiej, a 3-kilometrowy korytarz był zbyt wąski, aby skutecznie wesprzeć obrońców miasta.

O 11:40 tureckie Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało o zajęciu miasta. Jednocześnie źródła powiązane z SDF twierdzą, że to nieprawda, a ich bojownicy nadal mają bronić centrum miasta.

Sytuacja jest niejasna. Osobiście jestem bardziej skłonny uwierzyć w wersję tureckiego MON-u niż SDF, przy czym nie wykluczam, że:

- SDF nadal kontroluje część miasta i wąski korytarz łączący ich z resztą sił SDF na południu, lub (co bardziej prawdopodobne )
- poszczególne oddziały SDF, którym nie udało się wycofać z miasta, znalazły się w potrzasku i nadal podejmują próby desperackiego oporu licząc na kontrofensywę swoich wojsk lub przedarcie się z okrążenia.
W każdym razie los miasta wydaje się przesądzony, jednak na wyklarowanie się sytuacji, poczekać będzie trzeba prawdopodobnie do jutra.

Cały czas pojawia się dużo zdjęć tak z okolic Ras al-Ajn, jak i z samego miasta, na których widać np. umocnienia obronne sił SDF – polecam rzucić okiem.

Sytuacja w okolicy Ras al-Ajn według źródeł pro-tureckich, źródło: źródło: suriyegundemi_, Twitter

———————————————–

Nocny rajd

Do bardzo ciekawego wydarzenia doszło w połowie drogi między Tell Abyad a Ras al-Ajn. W nocy z piątku na sobotę, siły NSA przekroczyły granicę w okolicy wioski Rajm Unwah i zaczęły szybko posuwać się na południe w głąb terytorium kontrolowanego przez SDF, nie napotykając przy tym niemal żadnego oporu. Szpicę natarcia stanowili tutaj rebelianci z Ahrar al-Sharqiya, wspierani najprawdopodobniej przez regularne oddziały TSK (tak przynajmniej zdają się sugerować niektóre zdjęcia).

Postępy NSA były tak szybkie, że już ok. 10 nad ranem zajęli oni odcinek drogi M4. Tym samym rebelianci wbili się klinem w pozycje SDF na głębokość ok. 30 km. Bojownicy NSA zaczęli zatrzymywać pojazdy poruszające się drogą M4 i aresztować, a w niektórych przypadkach rozstrzeliwać, podróżnych – ich ofiarą padła m.in. Hemrîn Xelef, sekretarz generalna Syryjskiej Partii Przyszłości.

Zajęcie fragmentu drogi M4 wywołało alarm w dowództwie SDF, gdyż droga ta, biegnąc wzdłuż granicy syryjsko-tureckiej, ma strategiczne znaczenie dla rozgrywającej się właśnie bitwy granicznej. Siły SDF miały zorganizować kontratak i [zepchnąć rebeliantów z M4 w kierunku granicy. Nawet jeśli Kurdowie odbili ten odcinek M4, to droga nadal nie jest zabezpieczona, bojownicy NSA cofnęli się bowiem zaledwie o kilka kilometrów i z okolicznych wiosek nadal mogą ostrzeliwać drogę, blokując tym samym ruch.

Nocny rajd NSA pokazał, że SDF nie przygotowało się w dostateczny sposób do kontrowania mobilnych grup NSA – i trudno się dziwić, bo ten nocny rajd jest faktycznie pierwszym tak imponującym wyczynem ze strony rebeliantów. Podczas walk o Afrin rebelianci i Turcy stronili od takiej taktyki, opierając się głownie na powolnych ruchach, które nie odsłoniłyby ich flanek. Skuteczność piątkowego rajdu może zmobilizować Turków do częstszego organizowania podobnych operacji, których celem byłoby przerywanie linii zaopatrzeniowych wroga.

Obecność NSA w okolicy M4 stanowi ogromne wyzwanie dla sił SDF, gdyż znacznie utrudnia szybkie przesuwanie sił między okolicami Kobane i Hasaki (zachód i wschód). W ciągu najbliższych dni SDF najpewniej będzie starało się zniszczyć korytarz prowadzący do M4, jednak może być to niezwykle trudne, bo rebelianci – znając jego znaczenie strategiczne – najpewniej szykują się nawet nie tyle do jego obrony, co do jego rozszerzenia i zabezpieczenia własnych linii zaopatrzenia w tym rejonie.

Obecna sytuacja w okolicy drogi M4 wg stronników Turków, źródło: JuhaymanH, Twitter

———————————————–

„Klincz” pod Tell Abyad

Mimo odnoszenia sporych sukcesów na innych odcinkach frontu, NSA ma ogromny problem z przełamaniem pozycji SDF w okolicach miasta Tell Abyad. Manewr oskrzydlający – póki co – zakończył się tutaj fiaskiem. Jeszcze w czwartek wieczorem siły rebelianckie wdarły się na przedpola wioski Mazraah na zachodniej flance pozycji SDF. Wioska ta stanowi idealne pozycje wyjściowe do ataku na miasteczko Ayn el Arus położone u południowego podejścia do Tell Abyad. Zajęcie Mazraah i Ayn el Arus oznaczałoby de facto okrążenie Tell Abyad.

Ostatecznie – ze względu na zażarty opór SDF – bojownicy NSA zostali wyparci z okolic Mazraah. Prawdopodobnie obrona w tym sektorze jest dużo lepiej zorganizowana niż pod Ras al-Ajn, gdyż w piątek i sobotę NSA nie prowadziło już prób zamknięcia oblężenia Tell Abyad, lecz zaczęło poszerzać wcześniej utworzone korytarze w kierunkach przeciwnych niż miasto. Jednocześnie Turcy prowadzą nieustanny ostrzał Tell Abyad, licząc że pozwoli on na skruszenie oporu SDF.

Sytuacja pod Tell Abyad, Mazraah i Ayn el Arus oznaczone niebieskimi kwadratami, źródło: suriyegundemi_, Twitter

Amerykanie pod ostrzałem

Wbrew zapewnieniom Pentagonu z początku tygodnia, Amerykanie nadal przebywają w niektórych miejscach, gdzie dochodzi do tureckich ataków. Jednym z takich miejsc jest wzgórze Mishtenur, położone obok Kobane. W nocy z piątku na sobotę pozycje SDF były bardzo intensywnie bombardowane przez Turków, a kilka pocisków artyleryjskich spaść miało także kilkaset metrów obok amerykańskiej bazy położonej na wzgórzu Mishtenur. Żadnemu z amerykańskich żołnierzy nic nie się jednak nie stało.

Żołnierze TSK i rebeliant NSA w Ras al-Ajn, źródło: @BarisKaynagi_sy, Twitter

———————————————–

Podsumowanie

Postępy NSA są duże – imponujący jest zwłaszcza rajd na drogę M4. Z drugiej strony mamy jednak niepewną sytuację w okolicach Ras al-Ajn i bardzo małe sukcesy pod Tall Abyad. Jednocześnie w USA cały czas rośnie opozycja wobec tureckiej operacji. TSK – chcąc ograniczyć straty własne – prowadzi operację tak jakby miała „cały czas świata” na jej przeprowadzenie – pytanie jednak czy nie jest to złudzenie. Amerykańscy żołnierze bowiem nadal przebywają w Syrii i nie wiadomo czy w pewnym momencie Trump – pod naciskiem Kongresu i opinii publicznej – nie zmieni swojego zdania i nie wyśle tych wojsk do rozdzielenia walczących stron – tak jak to zrobiono kilka lat temu pod Manbij.

———————————————–

Wiadomości około frontowe:

- w wielu miejscach trwa mobilizacja sił SDF – zarówno jednostek kurdyjskich, jak i arabskich;
- dochodzi do coraz większych rozruchów w obozie Al Haul, gdzie umieszczono osoby, które przebywały wcześniej w ostatniej enklawie kalifatu w Baghuz;
- wg danych Kurdyjskiego Czerwonego Krzyża, z powodu walk, już ok. 191 tys. mieszkańców północno-wschodniej Syrii opuściło swoje domy, uciekając przed turecką agresją.
———————————————–

W przyszłości będę prowadził takie krótkie podsumowania postępów tureckiej inwazji, jednak nie gwarantuję, że będą to codzienne sprawozdania.

Źródła:
https://twitter.com/cmoc_sdf/status/1182958353112293377

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

#bliskiwschod #geopolityka #syria #turcja #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent
+73
JanLaguna
Operacja Źródło Pokoju D+1

Turcja rozpoczęła 9 października operację „Źródło Pokoju”, czyli swoją kolejną inwazję na Syrię. Tym razem celem padła wschodnia część Eufratu kontrolowana przez siły SDF. Zapraszam na podsumowanie pierwszych dwóch dni walk.

———————————————–

Tekst dostępny jest także na moim wordpressowym blogu i zachęcam do czytania właśnie tam (w tekst wstawione są mapy, bez których czytanie mija się z celem). Link do bloga.

———————————————–

Przygotowania

Nad ranem 9 października rozpoczął się zmasowany ostrzał artyleryjski celów po stronie kurdyjskiej. Jednocześnie tureckie lotnictwo rozpoczęło bombardowania tyłów przeciwnika – atakując m.in. bazę 93. Brygady w mieście Ain Isa, oddalonym o ok. 30 km od granicy. Z duża intensywnością atakowano także cele znajdujące się wzdłuż drogi M4 łączącej Aleppo z Mosulem – z punktu widzenia kurdyjskiej obrony ta droga ma kluczowe znaczenie, gdyż biegnie równolegle do granicy syryjsko-tureckiej, pozwalając w ten sposób na szybkie przerzucanie sił do zagrożonych sektorów. Łącznie Turcy mieli zaatakować aż 181 wcześniej obranych celów po stronie kurdyjskiej.

Przygotowanie artyleryjskie trwało do późnych godzin wieczornych. Około 21:30 Turkowie poinformowali o rozpoczęciu ataku lądowego.

Siły NSA w wiosce Kashto Tahtani, źródło: NSA

———————————————–

Turcja atakuje

Przez całą noc ze środy na czwartek sytuacja była niejasna. Na wielu odcinkach trwała zażarta wymiana ognia i nie wiadomo, kto w tych bataliach był górą. Dopiero nad ranem sytuacja zaczęła się klarować.

Dzisiaj TSK (armia turecka) i NSA (Narodowa Syryjska Armia) skupiły się na atakach w dwóch sektorach: Ras al-Ajn oraz Tell Abyad. Wskazuje to – jak wspominałem – że działania Turków będą ostrożne i zachowawcze. Obydwie wymienione miejscowości są ufortyfikowane znacznie słabiej niż np. Kobane (symbol kurdyjskiego oporu przeciwko IS), czy np. Kamiszlo. Ponadto obydwa miasta nie są typowo kurdyjskie – w Tell Abyad większość mieszkańców stanowią Arabowie, a Ras al-Ajn to miejscowość „mieszana”, arabsko-kurdyjska, z mocną domieszką Asyryjczyków. Takie posunięcie może mieć jednak nie tylko znaczenie wojskowe, lecz także polityczne – Turcy chcą jak najszybciej zając jakieś duże miasto arabskie (np.Tell Abyad), aby ustanowić tam arabski samorząd i wezwać Arabów pozostających pod władzą NES (Autonomiczna Administracja Północnej i Wschodniej Syrii) do występowania przeciwko Kurdom.

Oprócz tych dwóch miast, pozostałe odcinki frontu są póki co względnie spokojne – Turcy ograniczają się do prowadzenia ostrzału artyleryjskiego i ataków lotnictwa.

Mapa Syrii sprzed ofensywy, Tell Abyad na zachodzie oraz Ras al-Ajn na wschodzie, Mapa „produkcji” własnej

———————————————–

Ostrożny jak Turek

Natarcie prowadzone jest głównie przez oddziały NSA (rebelianci). Zarówno pod Tell Abyad, jak i Ras al-Ajn, prowadzone są ataki oskrzydlające na zachód i wschód od tych miast. Turcy chcą w ten sposób wyizolować potencjalne punkty oporu. Taktyka ta z powodzeniem stosowana była w Afrin, gdzie Kurdowie – świadomi nieuchronności otoczenia – często podejmowali decyzję o odwrocie, poddając Turkom miasta bez walki (przedpola były oczywiście zażarcie bronione).

Postępy pod Ras al-Ajn były początkowo dość mizerne – w ręce rebeliantów wpadło co prawda kilka wiosek, ale nie byli oni w stanie zablokować drogi do miasta. Dopiero pod wieczór rebelianci wdarli się do strefy przemysłowej położonej na wschodnim podejściu do miasta Ras al-Ajn. Jednocześnie miała także paść wioska Bashur położona na północ od miasta. Jeśli Bashur padło, to Ras al-Ajn zostało już okrążone. Jeśli Bashur nadal jest pod kontrolą SDF, to i tak – zajmując strefę przemysłową – Turcy uzyskali kontrolę ogniową nad drogą prowadzącą do Ras al-Ajn.

Sytuacja pod Ras al-Ajn, Bashur położne jest u południowego podejścia do miasta, źródło: @JuhaymanH, Twitter

———————————————–

Tureccy skrzydłowi

Taka sama taktyka walki wprowadzona została w życie pod Tell Abyad. Jednak tutaj ataki oskrzydlające są prowadzone dużo głębiej. Ofensywa na tym odcinku od początku szła dobrze, a wieczorem rebelianci mieli dojść na zachodzie pod wioskę Mazraah.

Sytuacja pod Tell Abyad, źródło: suriyegundemi_, Twitter

———————————————–

Podsumowanie

Póki co atak turecki prowadzony jest bardzo spokojnie. Do ataku rzucane są przede wszystkim siły rebelianckie. TSK zajmuje się niemal wyłącznie atakami artyleryjskimi i koordynacją wsparcia z powietrza. Nie oznacza to jednak, że Turcy nie ponoszą strat. Dzisiaj miał zginąć sierżant sztabowy Ahmet Topku, a innych 3 żołnierzy tureckich miało zostać rannych – doszło do tego podczas walk o Ras al-Ajn, szczegóły nie są znane.

W kolejnych dniach, w dwóch wspomnianych sektorach, nadal będą prowadzone ataki oskrzydlające. Wątpię, żeby Turcy zdecydowali się na szturm Ras al-Ajn czy Tell Abyad przed ich całkowitym okrążeniem. Jednocześnie bardzo prawdopodobne, że wkrótce Turcy otworzą także inne fronty – w miejscach, które są teraz bombardowane np. al-Malikiyah pod granicą syryjsko-iracką czy Darbasiya.

Szerszy kontekst polityczny obecnej sytuacji w północno-wschodniej Syrii, poruszę w komentarzu dla Układu Sił, który pojawi się na ich stronie w ten weekend.

———————————————–

W przyszłości będę prowadził takie krótkie podsumowania postępów tureckiej inwazji, jednak nie gwarantuję, że będą to codzienne sprawozdania.

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

#bliskiwschod #geopolityka #syria #turcja #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent
+92
UberWygryw
Dziadziowi ostro odpoerdala ostatnio

#geopolityka #usa #trump
+2
JanLaguna
Groźba tureckiej inwazji

Wieczorem, niedzielę 6 października br., Biały Dom wydał oświadczenie, w którym poinformował że wkrótce w północno-wschodniej Syrii rozpocznie się turecka operacja wojskowa, a tamtejszy amerykański kontyngent nie będzie starał się jej w żaden sposób zablokować. Następnego dnia, nad rankiem, Amerykanie rozpoczęli odwrót znad granicy turecko-syryjskiej w głąb Syrii i dalej w kierunku Iraku. Jak wyglądają plany Turcji wobec syryjskiej inwazji i jak może wyglądać turecko-syryjski konflikt?

———————————————–

Tekst dostępny jest także na moim wordpressowym blogu i zachęcam do czytania właśnie tam (większa przejrzystość tekstu oraz graficzne przerywniki). Link do bloga. Polecam - ze względu na przedstawienie tła ostatnich wydarzeń - zwłaszcza nowo przybyłym syryjskim Mirkom a nie zatwardziałym Assado-Mirkom, którzy znają geografię Syrii lepiej od własnego kraju #pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°).

———————————————–

Krótka lekcja historii

Od momentu załamania się turecko-kurdyjskiego procesu pokojowego w 2015 r. i powstania nieformalnego sojuszu YPG-USA, Ankara z niepokojem przygląda się rozwojowi wydarzeń w Syrii. Ankara obawia się bowiem, że Kurdowie – nie mogąc porozumieć się z Damaszkiem w sprawie federalizacji Syrii – utworzą de facto odrębny twór polityczny, którego nietykalność gwarantować będzie Waszyngton. Zresztą nie chodzi tu nawet o odrębny twór, ale także np. o samą autonomię kurdyjską w Syrii, czy federalizację tego kraju, co – z perspektywy tureckiej – także byłoby niekorzystne.

Turcja obawia się, że kurdyjska administracja w Syrii będzie pomagała PKK, co jeszcze bardziej zdestabilizuje południowo-wschodnią Turcję. Dlatego też Ankara robi wszystko, aby osłabić Rożawę np. prowadząc narrację, że YPG to w rzeczywistości syryjska odnoga PKK, a SDF to w istocie PKK pod innym szyldem. Turcja – traktując działalność Kurdów po drugiej stronie granicy – jako zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa narodowego, nie cofnie się także przed użyciem siły zbrojnej – rozpoczęta w 2016 r. operacja „Tarcza Eufratu” wymierzona była właśnie przede wszystkim w Kurdów a nie w IS, mając na celu uniemożliwienie połączenia się kantonów Afrin i Rożawa.

Turcji udało się w dużym stopniu ograniczyć „kurdyjskie zagrożenie” – przeprowadzając wspomnianą „Tarczę Eufratu”, jak i późniejszą operację „Gałązka Oliwna” przeciwko Afrin. Jednak nadal Ankara nie była w stanie poradzić sobie z największym zagrożeniem płynącym dla niej z południa – siłami kurdyjskimi rozciągniętymi po niemal całej południowo-wschodniej Syrii, od Manbij na zachodzie po Hasakę na wschodzie. To własnie te oddziały kurdyjskie były bezpośrednio powiązane z Amerykanami i otrzymywały od nich regularne wsparcie.

Ankara wielokrotnie naciskała na Waszyngton, aby ten przestał wspierać Kurdów, jednak Amerykanie za każdym razem odmawiali – co w dużym stopniu przyczyniło się do kryzysu w stosunkach amerykańsko-tureckich i „romansu” Turcji z Rosją. Przełomem był jednak grudzień 2018 r., gdy – po rozmowie z prezydentem Erdoganem – Trump zapowiedział całkowite wycofanie się amerykańskich wojsk z Syrii. Wkrótce jednak współpracownicy prezydenta przekonali go do zmiany zdania, a „amerykańsko-turecka opera mydlana” zaczęła toczyć się swoim normalnym tempem.

Erdogan zaczął jednak wyrażać coraz większą frustrację z powodu amerykańskiego podejścia do kwestii kurdyjskiej. Frustracja ta była tym większą – że z powodu problemów gospodarczych i rosnącej w siłę opozycji wobec swoich rządów – Erdogan potrzebował dużego sukcesu na arenie międzynarodowej, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od krajowych problemów. Turcja rozpoczęła przeformowywanie wiernych sobie oddziałów rebelianckich i zaostrzyła wojenną retorykę.

Bojowe nastawienie Erdogana przyniosło korzyści na początku sierpnia 2019 r., gdy zawarto amerykańsko-tureckie porozumienie co do utworzenia tureckich stref bezpieczeństwa w północno-wschodniej Syrii. Jednak wkrótce okazało się, że obie strony nie mogą osiągnąć konsensusu co do szczegółów tego porozumienia – głębokości stref bezpieczeństwa, tego kto będzie je kontrolował itp. O skuteczności tego porozumienia najlepiej świadczy to, że do tej poru udało się przeprowadzić zaledwie 3 łączone amerykańsko-tureckie patrole na wybranych odcinkach przyszłych stref.

Niezadowolenie Ankary rosło dalej, zwłaszcza że – według raportów MIT (turecki wywiad) – Pentagon nadal dostarczał uzbrojenie kurdyjskim bojownikom, a na niektórych odcinkach granicy Kurdowie mieli wznosić umocnienia polowe.

Jeden z oddziałów pro-tureckiej Armii Narodowej

———————————————–

Historia przyspiesza

Ostatni weekend znacznie przyspieszył bieg wydarzeń. Najpierw, w sobotę, Erdogan stwierdził, że Amerykanie nie dają mu wyboru i turecka armia będzie musiała na „własną rękę” ustanowić strefy bezpieczeństwa. Tego samego dnia, doszło do dołączenia pro-tureckiego Narodowego Frontu Wyzwolenia (NFL), operującego w Idlib, do także pro-tureckiej Armii Narodowej operującej głownie w Afrin i na terenach „Tarczy Eufratu”.

W niedzielę natomiast odbyła się rozmowa telefoniczna Trump-Erdogan. Według tureckiej administracji Erdogan miał jeszcze raz przedstawić Trumpowi tureckie obawy względem Kurdów i stwierdzić, że Waszyngton musi wybrać, albo pomóc Turcji we wprowadzeniu stref bezpieczeństwa, albo „zejść jej z drogi”. Trump miał beznamiętnie podejść do rozmowy z Erdoganem, a sami Turcy zaczęli się obawiać że ich stanowisko nie zostało przedstawione dostatecznie jasno.

Jednak już kilka godzin później ukazało się oświadczenie Białego Domu, w którym zapowiedziano że już wkrótce rozpocznie się kolejna turecka operacja w Syrii, a jednocześnie zapewniono że amerykańska armia ani nie wesprze tych działań, ani nie będzie się starała im zapobiec. Przesłanie tego oświadczenia jest jasne – Amerykanie ostatecznie zwijają swoją obecność z Syrii i dają Turcji zielone światło na atak przeciwko Kurdom.

Oświadczenie Białego Domu z 6 października 2019 r.

———————————————–

Cele tureckiej inwazji

Turcy, przygotowując się do kolejnej inwazji, mają dwa cele, które są ze sobą nierozerwalnie związane. Przede wszystkim chcą raz na zawsze zlikwidować „kurdyjskie zagrożenie”. Pomóc w tym ma przeprowadzenie czystek etnicznych na terenach na wschód od Eufratu. Obecnie tereny te zamieszkuje ok. 850k ludzi, z czego 76% stanowią Kurdowie. Turcy chcą osiedlić tutaj jeszcze ok. 2-3 miliony syryjskich uchodźców przebywających obecnie w Turcji (głównie sunniccy arabowie). Po takiej masowej emigracji Kurdowie stanowiliby tutaj wyłącznie ok. 1/3 populacji i byliby otoczeni przez – często wrogo do siebie nastawioną – ludność arabską. W ten sposób turecko-syryjskie pogranicze zostałoby spacyfikowane na wiele lat. Drugi cel tureckiej inwazji to pozbycie się z Turcji syryjskich uchodźców (obecnie przebywa tam ok. 3,6 mln Syryjczyków) – i osiedlenie ich właśnie na wspomnianych terenach.

Problemem jest jednak kwestia, jak na takim terenie (w dużej mierze pustynnym) pomieścić aż 2-3 miliony osób. Według Erdogana do budowy potrzebnej infrastruktury powinna dołożyć się społeczność międzynarodowa. Wydaje się, że np. Europa ostatecznie niestety może zgodzić się na taki deal – zwłaszcza, że Erdogan mówi o przeniesieniu na tereny obecnie kontrolowane przez SDF nie tylko uchodźców przebywający obecnie w Turcji, ale także w Europie. Taki układ byłby korzystny także z punktu widzenia tureckiej gospodarki – sektor budowlany stanowi kolo zamachowe tureckiej ekonomii.

Oczywiście celów tych nie da się osiągnąć nie wygrywając bitwy granicznej z siłami SDF stacjonującymi po stronie syryjskiej. Opór jaki będą mogły stawić siły SDF pozostaje niewiadomą. Kurdowie otrzymali od Amerykanów dużo sprzętu wojskowego, a pomoc ta płynęła nawet gdy najbardziej intensywna walka z Kalifatem ustała. Niewątpliwie jednak Kurdom, w starciu z Turkami, będzie brakowało ciężkiego uzbrojenia i broni przeciwlotniczej, dlatego też ich szanse w starciu z turecko-rebelianckim sojuszem wydają się znikome.

Problemem dla SDF-u może okazać się także fakt, że jest to ugrupowanie wieloetniczne. Część oddziałów złożona jest niemal wyłącznie z Arabów. O ile nie spodziewałbym się masowej dezercji już na początku walk, to z czasem utrzymanie dyscypliny w tej formacji będzie niezwykle ciężkie. W momencie gdy zwycięstwo w bitwie granicznej zacznie przechylać się na stronę Turcji, Arabowie mogą uznać, że „nie jest to ich wojna”. Oznaczałoby to katastrofę dla Kurdów, gdyż tereny przygraniczne stanowią ich „matecznik”, a dalej na południe dominuje już ludność arabska. W ten sposób Kurdowie mogą zostać bardzo szybko pozbawieni zaplecza operacyjnego, a porażka w bitwie granicznej może od razu oznaczać porażkę w całej konfrontacji.

Erdogan prezentujący strefy buforowe podczas UNGA 2019, źródło: RTErdogan

———————————————–

Waszyngton wchodzi pod skorupę

Z perspektywy Waszyngtonu, ocena wycofania się amerykańskich wojsk z Syrii jest bardzo ciężka. Ostatecznie to Turcja jest amerykańskim sojusznikiem a nie Kurdowie. Teoretycznie wycofanie się z Syrii powinno przełożyć się także na polepszenie relacji na linii Ankara-Waszyngton. Jednak tyle teoria, bo w praktyce ciężko uznać, że nagle Erdogan zmieniłby swoje zachowanie i zaczął bliżej współpracować z Waszyngtonem i zrezygnował np. z zakupionych już systemów S-400.

W szerszej perspektywie, Ameryka wycofując się z Syrii, całkowicie niemal traci wpływ na powojenny kształt tego kraju, który i tak już obecnie dyskutowany „na poważnie” jest niemal wyłącznie w ramach tzw. formatu astańskiego. Po wycofaniu się z terenów kontrolowanych przez SDF, w amerykańskich rękach pozostanie już tylko malutka baza Al Tanf na skraju Syrii, Jordanii i Iraku.

Jeden z oddziałów Armii Narodowej

———————————————–

Moskwa się waha

Paradoksalnie, wycofanie się Amerykanów z Syrii wcale nie musi oznaczać sukcesu dla Rosji. Brak wsparcia dla SDF-u ze strony Waszyngtonu, utrudni Rosji manipulowanie stosunkami turecko-amerykańskimi.

Ponadto już od 2015 r. Rosja starała się o doprowadzenie do federalizacji Syrii, widząc w tym szanse na przeciągnięcie na swoją stronę Kurdów – okoniem wobec takiego pomysłu stawał jednak Assad. Jeśli południowo-wschodnia Turcja zostanie zajęta przez Turków, wtedy pomysły federalizacji kraju będzie można ostatecznie uznać za nieosiągalne.

Moskwa – w świetle groźby tureckiej inwazji – prawdopodobnie już podjęła kolejne próby mediacji między Kurdami a Damaszkiem. Ich rezultat wydaje się jednak z góry przesądzony. Ani Assad, ani Kurdowie, nie będą skorzy do ustępstw.

Amerykańsko-turecki patrol niepodal granicy, źródło: TSK

———————————————–

Podsumowanie

Obecnie turecka inwazja wydaje się być nieunikniona. TSK i pro-tureccy rebelianci koncentrują swoje siły na syryjsko-tureckiej granicy i w okolicy Manbij. Podobne ruchy zauważalne są po stronie kurdyjskiej. Tymczasem amerykańskie konwoje zmierzają w kierunku Iraku. Kurdowie staną teraz przed wyborem – podjąć zdaną na porażkę walkę z Turkami – czy może oddać się pod protekcję Damaszku (nie otrzymując prawdopodobnie nic w zamia).

Najprawdopodobniej wybiorą oni pierwszą opcję i podejmą się obrony turecko-syryjskiej granicy. Walka na tym odcinku może przeciągnąć się nawet do kilku tygodni, gdyż Turkowie – podobnie jak w przypadku Afrin – najprawdopodobniej będą angażować TSK do zajmowania wyłącznie kluczowych pozycji, a do reszty ataków wykorzystywać rebeliantów. Zresztą Turcja też nie ma co się spieszyć, gdyż akurat w tym przypadku czas gra na jej korzyść.

W momencie, gdy będzie jasne że bitwa graniczna została przegrana, najprawdopodobniej Arabowie porzucą sztandary SDF, a miasta takie jak Rakka czy Deir ez Zaur przejdą na stronę Damaszku. Miasto Manbij natomiast prawdopodobnie podzieli losy Tal Rifat, w którym stacjonują tak oddziały SAA, SDF, jak i małe rosyjskie pododdziały.

Kwestią otwartą pozostaje to kto zajmie się tysiącami osób podejrzanych o członkostwo w IS, które obecnie przebywają w kurdyjskich więzieniach. Erdogan dał już jasno do zrozumienia, że nie ma zamiaru się nimi zająć i powinni oni zostać osądzeni przez samych Syryjczyków lub zabrani do Europy – w przypadku zagranicznych dzihadystów. Jeśli osoby te wydostaną się z kurdyjskich więzień, to tak, Syria, jak i cały region, mogą wkrótce stanąć w ogniu z powodu fali zamachów. Jak krucha bywa stabilizacja najlepiej pokazuje przykład Iraku, przez który przetacza się właśnie fala antyrządowych protestów.

Na koniec dodam jeszcze, że turecka inwazja nie jest wcale przesądzona. Decyzja Trumpa o wycofaniu się z północnej Syrii, dała Turcji możliwośćprzeprowadzenia interwencji. Jednak możliwość ta nie będzie trwała wiecznie, wieku waszyngtońskich graczy (także republikanów – np. Lindsey Graham) pracuje nad tym, aby zablokować decyzję Trumpa. Poza tym nie wiadomo co oznaczają słowa Trumpa, który stwierdził, jeśli Turcja posunie się w Syrii za daleko to on zniszczy ją gospodarczo (niewykluczone, że był to tylko chwyt PR-owy). Dlatego też wydaje się, że Turcja będzie chciała rozpocząć inwazję jak najwcześniej – prawdopodobnie w ten weekend lub na początku przyszłego tygodnia.

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

#bliskiwschod #geopolityka #syria #turcja #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent
+110
babisuk
Chiny wycofują się z wartej 5 mld $ inwestycji gazowej w Iranie <- znalezisko do kopnięcia.

Jak poinformował irański minister ds. ropy naftowej, chińskie przedsiębiorstwo CNPC wycofało się z wartego 5 mld $ projektu gazowego na jednym z największych na świecie złóż gazu ziemnego. Złoże Fars na samodzielnie zagospodarować irański PetroPars. Wcześniej z projektu wycofał się francuski Total.

#iran #chiny #geopolityka #gospodarka #bliskiwschod
+6
Strzelec_Kurpiowski
"Hurr durr w Chinach jedzą olej ze ścieków i nie mają żadnych norm".

A tak serio, to przeciętny człowiek w Chinach po urodzeniu będzie żył dłużej w zdrowiu niż przeciętny mieszkaniec Ameryki, gdzie ostatnimi laty średnia długość życia w zdrowiu wręcz spada.

Szacuje się nawet, że Chiny wyprzedzą USA w ogólnej średniej długości życia w ciągu niecałej dekady, bo w 2027 roku.

https://www.quora.com/What-is-the-life-expectancy-of-people-in-China/answer/Godfree-Roberts?srid=uQTl&fbclid=IwAR36j0pD6_BU1mZDrZNkmrLbAqQK7CJTATFVWRlhXrKtGgur7QXPAMTY53Y

Czas chyba więc zweryfikować mity na temat ogromnego zacofania Chin, zwłaszcza że Chiny nas też już wyprzedzają i przeciętny Chińczyk dłużej będzie cieszył się dobrym zdrowiem niż przeciętny Polak.

Tu cała tabela.

https://apps.who.int/gho/data/view.main.SDG2016LEXv?lang=en

#ciekawostki #medycyna #chiny #usa #geopolityka
+8
JanLaguna
Sisi musi odejść, czyli protesty w Egipcie

W piątek, 20 września 2019 r., w Egipcie wybuchła fala antyprezydenckich protestów. Demonstracje miały miejsce nie tylko w Kairze, ale także w innych miastach, znacznie oddalonych od stolicy. Odpowiedź sił bezpieczeństwa była szybka i zdecydowana. Plac Tahrir oraz wiele innych centralnych miejsc w stolicy zostało zamkniętych. Na ulicach pojawiły się wzmożone patrole policji i wojska. Jednocześnie rozpoczęły się masowe aresztowania demonstrantów, opozycjonistów i, stających w ich obronie, prawników. W efekcie do egipskich więzień trafiło ok. 2000 osób. Kim jest mężczyzna który stoi za tymi protestami i jakie konsekwencje protesty mogą mieć dla przyszłości prezydenta Sisiego?

———————————————–

Tekst dostępny jest także na moim wordpressowym blogu i zachęcam do czytania właśnie tam (większa przejrzystość tekstu oraz graficzne przerywniki). Link do bloga.

———————————————–

Potentat budowlany… i aktor

Osobą, która stoi za protestami jest Mohamed Ali – egipski potentat budowlany, który przez ostatnie 15 lat miał realizować różne inwestycje na rzecz prezydenta Sisiego i innych, wysoko postawionych członków egipskiego korpusu oficerskiego np. generała Kamela al-Wazira (obecnego ministra transportu). Obecnie natomiast Ali przebywa na emigracji z Hiszpanii.

Na początku września 2019 r. Ali, zaczął wrzucać do sieci filmy, na których otwarcie mówił o skali korupcji jaka toczy egipski obóz władzy. Jego „zeznania” były tym bardziej ciekawe, że – jako dawny beneficjent skorumpowanego systemu – wplatał w swoje rewelacje wiele informacji, które dotychczas nie wychodziły poza wąskie grono obozu władzy. Marnotrawstwo środków publicznych, o którym mówił Ali było aż niewyobrażalne np. twierdził, że jeden z pałaców, przy budowie którego pracowała jego firma, powstał tylko dlatego, że żona Sisiego nie chciała wprowadzić się do pałacu, w którym uprzednio mieszkał Mubarak.

Nagrania Alego szybko obiegły internet i wywołały ogromne poruszenie wśród Egipcjan, z których aż 1/3 żyje poniżej granicy ubóstwa (tj. za mniej niż $1.40/dzień). Popularność Alego była tym większa, że jego nagrania były pełne emocji i charyzmy, na co pewnie pełen wpływ miało to, że zdarzało mu się grać małe role w egipskich produkcjach filmowych. Korzystając ze swojej popularności Ali wezwał swoich rodaków do zorganizowania w piątek, 20 września, „marszu miliona”.

Mohamed Ali, kadr wycięty z jednego z jego filmów

———————————————–

Marsz miliona

Siły bezpieczeństwa postanowiły prewencyjnie zamknąć plac Tahrir (tj. centralny punkt rewolucji 2011 r.), jak i prowadzące do niego drogi. Podobnie postąpiono w przypadku innych centralnych punktów Kairu np. otoczono meczet Al-Fateh, kolejny symbol rewolucji, która położyła kres dyktaturze Mubaraka. Mimo to Egipcjanie byli do tego stopnia zdeterminowani, że i tak licznie wyszli na ulice. Wśród okrzyków jakie wznosili protestujący dało się usłyszeć m.in. „Precz z Sisim”, czy „Precz z reżimem”. Niewątpliwe wiele osób w Kairze musiało poczuć się wtedy jakby miało deja vu, gdyż takie same hasła wykrzykiwane były gdy obalono Mubaraka.

Siły bezpieczeństwa postanowiły rozprawić się z protestującymi jeszcze zanim protesty nabrały na sile. Dlatego już pierwszego dnia protestów, w piątek, doszło do ostrej akcji pacyfikacyjnej, podczas której siły bezpieczeństwa użyć miały nie tylko pałek, armatek wodnych, gumowych kul, ale podobno w niektórych przypadkach także ostrej amunicji. Szacuje się, że tylko tego dnia zatrzymano ok. 750-1000 osób. Do więzień trafili nie tylko prostujący, ale także często przypadkowe osoby, które po prostu przechodziły obok demonstracji. W ręce sił bezpieczeństwa dostał się także np. turecki student czy obywatel Holandii.

Ostra rozprawa z demonstrantami nie zakończyła jednak protestów. Jeszcze do środy, 25 września, dochodziło do regularnych starć z protestującymi i masowych aresztowań. W rezultacie szacuje się, że w ciągu tych 6 dniu protestów,do egipskich więzień trafiło ok. 2000 osób (rząd przyznaje się do 1000 aresztowań). Od środy sytuacja zaczęła się stabilizować, jednak nadal dochodzi do pomniejszych demonstracji, a Sisi po powrocie z Nowego Jorku, gdzie brał udział w obradach ZO ONZ, zapowiedział, że jeśli protesty będą się przeciągać to może „skorzystać ze swojego mandatu społecznego” (tj. przeprowadzić zakrojoną na szeroką skalę akcję pacyfikacyjną).

Plac Tahrir podczas protestów w 2011 r., źródło: Hossam el-Hamalawy, flickr.com

———————————————–

Cenne doświadczenie

Wydarzenia ubiegłego tygodnia pokazały, że Sisi i jego ludzie wyciągnęli dobre wnioski z doświadczeń rewolucji 2011 i 2013 r. Centralne place i inne kluczowe punkty w mieście zostały niemal natychmiast zamknięte. Tym samym protestujący zostali pozbawieni możliwości konsolidacji wokół tych punktów. W efekcie siły bezpieczeństwa nie musiały mierzyć się – tak jak Mubarak – z protestami skupionymi na placu Tahrir, które niczym tocząca się kula śnieżna stale nabierały na sile. Po zamknięciu centralnych lokalizacji ludziom Sisiego pozostało już tylko rozbicie „izolowanych punktów oporu”, co było stosunkowo łatwe. W ten sposób siły bezpieczeństwa zniszczyły potencjalną rewoltę w zarodku. I to własnie ta prewencyjna strategia – „zniszczenie rewolty w zarodku” – przyświecała wszystkim działaniom sił bezpieczeństwa. Od razu starano się izolować wszelkie miejsca, w których protestujący mogli zacząć się gromadzić lub które mogły zacząć nawoływać do buntu np. wspomniany meczet Al-Fateh, który został otoczony przez liczne zastępy policji.

Warto także zwrócić uwagę, że obóz rządzący zwalczał protesty symultanicznie na wielu płaszczyznach. Kordony w policji to jedna rzecz. Druga to czasowe blokowanie niektórych stron internetowych np. Facebook’a czy BBC Arabic. Dodatkowo egipskie media, które de facto znajdują się pod kontrolą rządu, robiły wszystko, aby zniechęcić Egipcjan do protestów np. pokazując archiwalne nagrania spokojnych ulic (tych samych, na których wówczas odbywały się protesty), czy grożąc że plac Tahrir jest otoczony systemem monitoringu, a wszyscy którzy tam się wedrą zostaną aresztowani.

Drogi prowadzące do placu Tahrir zostały zamknięte, źródło: GoogleMaps, liveuamap.com

———————————————–

Nowa arabska wiosna

Zeszłotygodniowe protesty były pierwszą tak potężną manifestacją niezadowolenia Egipcjan z rządów Sisiego. W 2016 r. Egipt otrzymał od IMF pożyczkę wartą 12 mld dolarów, w zamian za co rząd miał przeprowadzić głębokie reformy gospodarcze. Sisi zapowiedział wtedy, że dzięki programowi reform sytuacja Egipcjan ulegnie znacznej poprawie. Jednak nic takiego nie nastąpiło – mimo, że dane które zaraz przytoczę zdawałyby się sugerować inaczej.

W wyniku reform faktycznie PKB Egiptu zaczęło rosnąć (w 2018 r. PKB wzrosło o 5,6%), a deficyt budżetowy na 2020 r. ma osiągnąć zaledwie 7,5%. Bezrobocie także spadło z ok. 12,6% w 2016 r. do ok. 7,5% w lipcu br. Jednak to jest tylko jedna strona medalu, bo patrząc na reformy Sisiego z drugiej strony okazuje się, że ciężar reform ponieśli przede wszystkim „szarzy” Egipcjanie np. deficyt likwidowano poprzez obcinanie subsydiów na paliwa i wprowadzanie sprzedaży paliw po cenach rynkowych a nie sztywnie ustalanych przez rząd jak dotychczas. Znaczny wzrost zanotowano także w cenach żywności (w 2017 r. wzrost o ok. 40%). Ponadto w związku z przeprowadzoną w 2016 r. denominacją eksport towarów z Egiptu miał stać się teoretycznie bardziej opłacalny, jednak faktycznie stało się na odwrót, gdyż okazało się że większość rzeczy produkowanych w Egipcie jest oparta na imporcie – odbiło się to mocno na krajowych przedsiębiorcach. W efekcie wiele nierentownych przedsiębiorstw zaczęło być przejmowanych przez wojsko, co w pewnym stopniu przypomina działania IRGC w Iranie. Proceder coraz częstszego angażowania się armii w egipską gospodarkę stał się tak powszechny, że powstał nawet żart, że w Egipcie są dwa rodzaje odnoszących sukcesy przedsiębiorstw: te kontrolowane przez armię oraz te, które wkrótce zostaną przez armię przejęte. Tym samym owoce reform gospodarczych zostały w dużym stopniu zawłaszczone przez obóz rządzący. Dla „szarych” Egipcjan zostały tylko reszty z tortu IMF – tak jak wspomniałem ok. 1/3 Egipcjan żyje poniżej granicy ubóstwa.

Nic zatem dziwnego, że w momencie gdy Mohamed Ali zaczął mówić o przepychu w jakim żyje Sisi i jego współpracownicy, wielu Egipcjan nie wytrzymało i postanowiły zademonstrować swoje niezadowolenie. Jednak warto zwrócić uwagę na przekrój wiekowy demonstrantów. Otóż okazuje się, że wśród zatrzymanych najwięcej było osób w wieku 17-21 lat (dane za MME). Są to osoby, które miały max. 15 lat w czasie gdy obalono Mursiego. Może to oznaczać, że o ile starsze pokolenia mogą nie przepadać za Sisim to jednak w pewnym stopniu szanują go za „stabilizację”, którą zaprowadził w państwie, które w latach 2011-2013 znajdowało się w chronicznym chaosie. Starsi mogą się bać tego, że obalenie Sisiego to powrót do stanu anarchii. Młodsze pokolenie, niepamiętające czasów Mubaraka czy Mursiego, zdaje się jednak być pozbawione tego kompleksu. W ten sposób w miarę upływu czasu i wchodzenia młodszych pokoleń na rynek pracy i do życia politycznego Sisiemu może być coraz trudniej utrzymać się u władzy. Problem może być tym większy, że rok w rok na rynek pracy wkracza ok. 800 tys. młodych Egipcjan. Jest to potężna siła, która może być zdolna, do przeprowadzenia kolejnej rewolucji, takiej jak ta z 2011 r.

Demonstracja egipskiej diaspory pod rezydencją brytyjskiego premiera na Downing Street 10, Londyn, źródło: Alisdare Hickson, flickr.com

———————————————–

Podsumowanie

Ostatnie protesty nie zagrożą władzy Sisiego – przynajmniej póki co. Jednak pokazały one, że napięcia w egipskim społeczeństwie nadal są obecne. Problemy, które legły u podstaw arabskiej wiosny nie zniknęły. One nadal istnieją, „przykryte” płaszczykiem represji ze strony sił bezpieczeństwa. Piłka jest teraz po stronie Sisiego. Jeśli będzie on w stanie zaspokoić nie tylko potrzeby swoich stronników w armii, ale także potrzeby szerokich mas społecznych, to może utrzymać się u władzy jeszcze przez długi czas. Jednak jeśli sytuacja szarych Egipcjan nie ulegnie poprawie, to za 10-15 lat Sisi, mimo ogromnych nakładów na siły bezpieczeństwa, może skończyć tak jak wcześniej Mubarak.

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

Źródła wykorzystane przy pisaniu tego tekstu zostały wskazane na blogu – link jak wyżej.

#bliskiwschod #geopolityka #egipt #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent #syriaspam - może kogoś z syryjskich Mirków ten temat zainteresuje ( ͡° ͜ʖ ͡°)
+103
SprzedawcaBiblii
achtung achtung!
na PolishSOURCE właśnie wjechały dwie świetne ksiązki Bartosiaka

#torrenty #bartosiak #geopolityka
+4
JanLaguna
Wszyscy ludzie prezydenta

Wydaje się, że atak na saudyjskie instalacje będzie momentem przełomowym. Iran, sprawdzając gdzie leży „czerwona linia” Waszyngtonu, zaatakował terytorium jednego z najważniejszych sojuszników USA w regionie. Odpowiedź Białego Domu była jednak niezwykle miękka, zbyt miękka i może tylko zachęcić Iran do dalszej eskalacji. Awersja Trumpa do wojny na Bliskim Wschodnie (a nawet do ograniczonego użycia siły) i nieumiejętność korzystania ze swoich „zasobów” w tym regionie świata, może koniec końców doprowadzić do sytuacji, w której będzie trzeba zadać sobie pytanie: Co Amerykanie robią w tym regionie świata, skoro nie są w stanie skontrować irańskiego zagrożenia i zapewnić swoim sojusznikom bezpieczeństwa?

Tekst dostępny jest także na moim wordpressowym blogu i zachęcam do czytania właśnie tam (większa przejrzystość tekstu oraz graficzne przerywniki). Link do bloga.

pokaż spoiler Znienawidzicie mnie za ten tekst, ale trudno, nie pierwszy i nie ostatni raz ktoś nazwał mnie agentem Izraela/Waszyngtonu/Teheranu ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°) W każdym razie czytając tekst pamiętajcie o jednym jego wycinku "Z rozmów, które odbywają się w kuluarach do świata zewnętrznego docierają tylko strzępy, z których staram się zawsze stworzyć spójną, logiczną i obiektywną całość, nie zawsze jednak musi się ona okazać prawdziwą wersją wydarzeń."


———————————————–

Kości zostały rzucone

Gdy 14 września saudyjskie instalacje naftowe stanęły w ogniu, a Saudyjczycy i Amerykanie oskarżyli o atak Teheran, świat zaczął zastanawiać się: co Iran mógłby ugrać na ataku wymierzonym w wahabickie Królestwo? Większość komentatorów odpowiedziała, że w ten sposób Iran chce wywrzeć presję na Amerykę, aby ta wróciła do JCPOA lub ewentualnie zmniejszyła swoje żądania, tak aby były one akceptowalne dla Teheranu. O ile zgadzam się z tym stanowiskiem, to jednak muszę podkreślić jedną rzecz – atak na saudyjskie instalacje był pierwszą tak dobitną próbą kontestacji roli USA jako protektora arabskich monarchii położonych nad Zatoką Perską.

Już wcześniej Iran, jak i grupy zbrojne będące pod jego wpływem, przeprowadzały różne „prowokacje” mające na celu podważenie autorytetu Waszyngtonu w regionie np. zestrzeliwując w czerwcu amerykańskiego drona, czy dokonując zajęcia brytyjskiego tankowca Stena Impero. Co jednak różni tamte prowokacje od ostrzelania saudyjskich instalacji to ich „waga”. Poprzednie operacje przeprowadzane były na wodach międzynarodowych lub na wodach terytorialnych Iranu, dzięki czemu Teheran mógł twierdzić, że jego działania były w pełni legalne. Ponadto wspomniane zajścia miały względnie mały wpływ na arabskich sojuszników USA i światową gospodarkę. Nawet zajęcie Stena Impero, które Amerykanie chcieli przedstawić jako „irańskie zagrożenie dla swobody światowej żeglugi”, zostało odebrane w Zatoce głównie jako sprawa brytyjsko-irańska – działania Teheranu widziano jako odpowiedź na zajęcie przez Royal Navy irańskiego tankowca Grace 1 u wybrzeży Gibraltaru. W przypadku ostatniego ataku sytuacja wygląda inaczej. Atak miał bowiem miejsce bezpośrednio na terytorium Królestwa Arabii Saudyjskiej, a skutki ostrzału wyraźnie odczuła światowa gospodarka.

Bardzo znaczący jest także moment, w którym doszło do ostatniego ataku. Bowiem jeszcze kilka tygodni wcześniej zdawało się, że – dzięki francuskim staraniom – uda się wypracować amerykańsko-irańskie porozumienie, które z pewnością nie rozwiązałoby obecnego konfliktu, jednak dałoby szansę na zmniejszenie napięć w regionie (nawet jeśli tylko chwilowo).

Tankowiec, źródło: GTraschuetz, pixabay.com

———————————————–

Odwilż czy cisza przed burzą?

Przypomnijmy zatem, 25 sierpnia, w Biarritz, gdzie właśnie odbywały się obrady szczytu G-7, niespodziewanie wylądował minister Zarif – na zaproszenie prezydenta Macrona. Irańczyk odbył z Jeanem-Yvesem Le Drianem (szef MSZ) kilkugodzinne spotkanie. Jeszcze przed wizytą Zarifa w Biarritz Francuzi prowadzili szeroką ofensywę dyplomatyczną, która miała doprowadzić do tego, aby Irańczycy i Amerykanie w końcu usiedli do stołu negocjacyjnego. Sami Irańczycy podchodzili do francuskiej inicjatywy dość sceptycznie, obawiając się, że obietnice Pałacu Elizejskiego mogą okazać się gołosłowne. Spotkanie w Biarritz, w którym przebywała przecież także amerykańska delegacja, miało być dla Irańczyków jasnym sygnałem, że Paryż działa za aprobatą Waszyngtonu – jeszcze dobitniej podkreślił to Trump, który przyznał że wiedział o tym, że Zarif pojawi się we Francji i nie sprzeciwił się jego obecności (mimo, że sam Zarif był już wówczas obłożony amerykańskimi sankcjami).

Wkrótce wydarzenia nabrały niezwykle szybkiego tempa. Już 2 września, podczas francusko-irańskiego spotkania w Paryżu, minister finansów Bruno Le Maire, zaproponował Irańczykom 15-miliardową linię kredytową na okres najbliższych 4-miesięcy oraz możliwość swobodnego eksportu ropy naftowej – w zamian za to Teheran miał ponownie implementować wszystkie postanowienia JCPOA. Następnego dnia, Le Maire poleciał do Waszyngtonu, gdzie odbył spotkanie z amerykańskim sekretarzem skarbu Steven Mnuchinem, któremu miał przedstawić szczegóły porozumienia z Iranem i przekonywać go do poparcia francuskiej inicjatywy. Po komentarzach Trumpa, które pojawiły się w kolejnych dniach, wydawało się, że misja Le Maire’a zakończyła się sukcesem. Trump mówił nie tylko o możliwości poparcia francusko-irańskiego porozumienia, ale nawet wyraził chęć spotkania z Rouhanim podczas zbliżającej się debaty generalnej 74. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

Przez moment podobne rozprężenie można było odczuć także w Teheranie. Rzecznik irańskiego rządu, Ali Rabiee, 4 września stwierdził, że o ile rozmowy z Francuzami są dość trudne, to udało się już uzgodnić większość kwestii objętych negocjacjami i zasugerował, że Teheran czeka już tylko za zatwierdzenie umowy przez Waszyngton. Stanowisko Rouhaniego także wskazywało, że poprze on ewentualną umowę z Francuzami. Prezydent zdawał się nawet sugerować chęć spotkania z Trumpem mówiąc: „If I knew that going to a meeting and visiting a person would help my country’s development and resolve the problems of the people, I would not miss it, (…) Even if the odds of success are not 90% but are 20% or 10%, we must move ahead with it. We should not miss opportunities.”

Wkrótce jednak do głosu doszły wewnętrzne napięcia, które od kilku miesięcy stają się w Iranie coraz bardziej dostrzegalne. Pod presją konserwatystów i powiązanych z nimi mediów, Rouhani stwierdził, że jego słowa zostały wyjęte z kontekstu i nie rozważa on spotkania z Trumpem. Później było już tylko ciekawiej. 4 września agencja prasowa Fars opublikowała następującą wypowiedź Abbasa Araghchiego: „Our return to the full implementation of the nuclear accord is subject to the receipt of $15bn over a four-month period, otherwise the process of reducing Iran’s commitments will continue”. Jednak już kilka godzin później irańska PressTV poinformowała, że rząd w Teheranie „oficjalnie” odrzucił francuską propozycję dot. 15 miliardowej linii kredytowej.

Tym samym prowadzone przez Francuzów mediacje znalazły się w martwym punkcie. Mimo tego, że prawdopodobnie Paryżowi udało się uzyskać „błogosławieństwo” Waszyngtonu, to wydaje się że dobrej woli zabrakło po stronie Iranu – i to nie rządu, lecz osób blisko powiązanych z Chameneim. Nie można jednak wykluczyć, że sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Być może rozmowy nigdy nie były bliskie sukcesu? Być może tylko chcieliśmy wierzyć, że sukces francuskich mediacji był możliwy, w sytuacji gdy od początku były one zdane na porażkę? Być może to nie Teheran, lecz Waszyngton stanął w tej sprawie okoniem? Z rozmów, które odbywają się w kuluarach do świata zewnętrznego docierają tylko strzępy, z których staram się zawsze stworzyć spójną, logiczną i obiektywną całość, nie zawsze jednak musi się ona okazać prawdziwą wersją wydarzeń.

Ministrowie Zarif oraz Fabius, podczas negocjacji w sprawie JCPOA, źródło: Tasnim News Agency

———————————————–

Rottweiler Białego Domu

Obraz wydarzeń z „gorącego września” nie byłby jednak kompletny, gdyby jeszcze nie jedno wydarzenie – 10 września John Bolton został zwolniony ze stanowiska doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego. O ile same motywy jakie stały za decyzją o zwolnieniu Boltona, jak i to czy Bolton został zwolniony czy sam złożył rezygnację, pozostają niewyjaśnione, to jedno jest jasne –

wiele osób w Teheranie uznało odsunięcie Boltona od władzy za „porażkę polityki maksymalnego nacisku” (tak określił to właśnie Hesameddin Ashena, doradca prezydenta Rouhaniego).

Trzeba bowiem być świadomym, że największym „jastrzębiem” w amerykańskiej administracji był właśnie Bolton. Był on także w zasadzie jedyną osobą w otoczeniu amerykańskiego prezydenta, który optował za pełnoskalową wojną z Iranem. Gdy Pompeo chciał budować szerokie koalicje mające na celu kontrowanie irańskiego zagrożenia, recepta Boltona na bolączki administracji była prosta – uderzenie na Iran. Bolton był rottweilerem obecnej administracji. Nie bez powodu Trump mówił o Boltonie: „On chce wywołać trzy wojny jednego dnia, ale ja mam go na smyczy”.

Wiele osób na Zachodzie traktowało Boltona jako „starego jastrzębia z bujnym wąsem”, kolejną ciekawą personę, która przewinęła się przez Biały Dom w czasach rządów Trumpa. Inaczej jednak Bolton był postrzegany w samym Iranie. Wiele wskazuje, że w swoich kalkulacjach Teheran zawsze uwzględniał obecność w amerykańskiej administracji Boltona, jedynego radykała, który niemal za każdym razem miał dla prezydenta tę samą radę – „odpowiedzieć siłą”. O ile sama obecność Boltona w administracji nie wywoływała bezpośrednio żadnych negatywnych konsekwencji dla Teheranu, to jednak istniało ryzyko, że w pewnym momencie Bolton nakłoni prezydenta do użycia siły. Ryzyko to było tym większe, że Iran sam grał na zwiększenie napięcia w regionie, aby pokazać do czego jest zdolny w sytuacji gdy ktoś próbuje mu zagrozić.

Nic też dziwnego, że osobą z kręgu współpracowników Trumpa, która była najzacieklej atakowana przez Teheran, był właśnie Bolton. W interesie Iranu leżało wyrzucenie Boltona z administracji. Nie bez przyczyny minister Zarif twierdził, że wojnę z Iranem chce wywołać tzw. „Drużyna B”, do której zaliczał Bibiego Netanyahu, Boltona, MBS’a i MBZ’a.

Nie szedłbym tak daleko, żeby twierdzić że decyzja o zwolnieniu Boltona była tym zdarzeniem, które bezpośrednio zachęciło Iran do ostrzelania saudyjskich instalacji. Jednocześnie jednak, moim zdaniem, z pewnością brak Boltona w administracji, spowodował że podjęcie decyzji o ataku na Królestwo przyszło Irańczykom dużo łatwiej. Obecność Boltona w administracji działała na Irańczyków jak „kij”, którego użycie było mało prawdopodobne, ale zawsze musiało być brane pod uwagę. W sytuacji, gdy Boltona zabrakło, Irańczycy powiedzieli „sprawdzamy” i nagle okazało się, że ten „kij” nie istnieje.

John Bolton, źródło: The White House

———————————————–

Waszyngton goli wąsy

Odsunięcie Boltona było błędem – zwłaszcza w tym momencie. Tak jak wspomniałem, kilka tygodni przed jego odsunięciem, Trump zdawał się popierać francuską inicjatywę i wyrażać chęć spotkania z Rouhanim. Zwolnienie Boltona było teoretycznie kolejnym krokiem do zmniejszenia napięcia z Iranem. Sam prezydent postrzegał te gesty najpewniej jako wyraz dobrej woli w kierunku Teheranu. Problem polega jednak na tym, że Irańczycy mogli odebrać te gesty w zupełnie inny sposób – jako wyraz słabości Waszyngtonu, porażkę polityki „maksymalnego nacisku” i chęć jak najszybszego osiągnięcia porozumienia.

Moim zdaniem były to błędne kalkulacje. Biały Dom jest niezwykle zadowolony z tego w jaki sposób sankcje wpłynęły na irański eksport ropy naftowej, która pozostaje „kołem zamachowym” irańskiej gospodarki – spadek z 2,5 mln baryłek/dzień (w okresie obowiązywania JCPOA) do 100k-350k baryłek/dzień obecnie, i to z uwzględnieniem „szarej strefy”. Trump wierzy, że ta strategia ostatecznie zmusi Irańczyków do tego, aby zasiedli do negocjacji – co wydaje się jednak mało prawdopodobne. Jednak fakt faktem, Amerykanie wyrażają ogromne samozadowolenie z polityki „maksymalnego nacisku”. Pompeo i Mnuchin w ostatnim czasie rzucają sankcjami „na lewo i prawo”, traktując sankcje jako „złoty środek” w walce z Iranem. Nic nie wskazuje na to, żeby Trump wycofał się z tej strategii – nawet mimo subtelnego „puszczani oczka” w kierunku Paryża, Rouhaniego i odsunięcia Boltona.

Zwolnienie Boltona spiętrzyło tylko problemy amerykańskiej administracji. Nie musząc uwzględniać Boltona w swoich kalkulacjach, Iran będzie teraz dużo bardziej skory do podejmowania coraz większego ryzyka i testowania, gdzie leży „czerwona linia” Waszyngtonu. W przyszłości możemy spodziewać się jeszcze większej liczby „prowokacji” ze strony Teheranu, podobnych do tej z 14 września. Sytuacja jest o tyle zła, że pro-irańskie siły są rozsiane niemal po całym Bliskim Wschodzie. Za ich pomocą Iran może dokonywać różnorodnych prowokacji, a później negować swój udział w tym podobnych akcjach.

Z drugiej strony szachownicy mamy natomiast „wszystkich ludzi prezydenta” Trumpa, którzy – z pewnymi wyjątkami – wykazują dość małe skłonności do agresywnego zwalczania Iranu i jego sił proxy., zamiast czego zwracają się w kierunku „economic warfare”. Co gorsza polityka prowadzona przez Trumpa doprowadziła do alienacji USA na arenie międzynarodowej. Większość społeczności międzynarodowej do tej pory popiera JCPOA i działania Ameryki postrzega nie jako odpowiedź na problem „irańskiego zagrożenia”, lecz przede wszystkim jako pogłębianie tego problemu. Co prawda może się to zmienić jeśli Rijad i Waszyngton przedstawią niebudzące wątpliwości dowody, że za ostatnim atakiem stoi Teheran. Jednak póki co ekipa Trumpa jest zdana niemal wyłącznie na siebie.

Prezydent Trump w Gabinecie Owalnym, źródło: The White House

———————————————–

Zmiana warty

Po odejściu Boltona, główną postacią w irańskiej układance nadal pozostaje sekretarz stanu Mike Pompeo. Czasami, gdy idzie o politykę wobec Teheranu, bywał on stawiany w jednym rzędzie z Boltonem, jednak było to dużym uproszczeniem. Pompeo, o ile jest zwolennikiem zaostrzenia kursu wobec Iranu, to jednocześnie za klucz do sukcesu uważa stałe zaostrzanie sankcji i prowadzenie anty-irańskiej ofensywy dyplomatycznej, tak wśród arabskich monarchii, jak i w innych częściach świata. Budowaniu takiej szerokiej antyirańskiej koalicji służyć miała np. warszawska konferencja bliskowschodnia. Póki co zabiegi Pompeo przynoszą dość mierne skutki. Wydaje się także, że zbyt dużą uwagę przywiązuje on do konwencjonalnych środków walki, nie uwzględniając że Waszyngton nie walczy wcale z konwencjonalnym przeciwnikiem.

Obok Pompeo, mamy „wschodzącą gwiazdę” anty-irańskiej polityki Waszyngtonu, czyli Stevena Mnuchina, sekretarza skarbu. Mnuchin, jeszcze przed zwolnieniem Boltona, zaczął ewidentnie odgrywać coraz większą rolę w kwestii Iranu. Wskazuje to, że polityka Trumpa zaczyna coraz bardziej przybierać jednowymiarowy wymiar „economic warfare”.

Teoretycznie silnym graczem powinien być jeszcze Mark Esper, czyli szef Departamentu Obrony. Jednak wykazuje on niemal zerową inicjatywę w sprawie Iranu i zasadniczo ogranicza się do wypełniania decyzji prezydenta, nie proponując autorskich rozwiązań.

Bardzo ciekawą postacią, której poświęca się bardzo mało czasu (moim zdaniem niesłusznie) jest Brian Hook, czyli specjalny wysłannik prezydenta do Iranu. Hook bywa zaliczany do grona „jastrzębi”, jednak jego poglądy są o tyle charakterystyczne, że optuje on za uzupełnieniem sankcji gospodarczych o zintensyfikowane działań wymierzonych w pro-irańskie grupy proxy działające w regionie. 9 września, na dzień przed zwolnieniem Boltona, w WSJ ukazał się bardzo ciekawy artykuł jego autorstwa, w którym pisał m.in. o potrzebie zwiększenia amerykańskiego zaangażowania w Jemenie, bez którego kraj ten czeka „libanizacja” (tj. zajęcie przez rebeliantów Houthi podobnego stanowiska, co Hezbollah w Libanie).

Osobiście miałem nadzieję, że to właśnie Hook zastąpi Boltona i zostanie nowym doradcą prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego. Hook zdaje się, najlepiej spośród bliskich współpracowników Trumpa, zdawać sobie sprawę z wielopłaszczyznowego zagrożenia jakie stanowi Iran oraz perfekcji jaką Iran osiągnął w wojnie asymetrycznej. Wybór padł jednak na Roberta O’Briena, dotychczasowego specjalnego wysłannika prezydenta ds. amerykańskich zakładników. Ciężko stwierdzić jaki wpływ O’Brien będzie miał na tę administrację, ale wydaje się że niewielki. Nowy doradca to zdecydowanie postać dużo mniejszego formatu niż Bolton, i przez to potencjalnie może szybko zostać zdominowany przez prezydenta. Zresztą wydaje się, że decyzja o zwolnieniu Boltona miała w sobie coś z przygotowań do kampanii wyborczej, a Trump nie chciał wybrać możliwie najlepszego kandydata, lecz raczej osobę nieuważaną za „warmongera” (w przeciwieństwie do Boltona), co miałoby polepszyć jego pozycję przed wyborami.

Brian Hook podczas jednej z konferencji, źródło: U.S. Department of State, flickr.com

———————————————–

Waszyngton na rozdrożu

Spór amerykańsko-irański osiągnął stan, który na pierwszy rzut oka może wydawać się impasem. Amerykańskie sankcje stanowią znaczne wyzwanie dla irańskiej gospodarki, wyzwanie któremu Irańczycy nie są w stanie podołać. Z drugiej jednak strony Irańczycy są na tyle zdeterminowani, że wątpliwe, aby same amerykańskie sankcje zmusiły ich, aby zasiedli do negocjacji. Jednocześnie jednak Irańczycy postawili na dużo agresywniejszą niż dotychczas politykę wobec USA i ich sojuszników w regionie np. atakując właśnie saudyjskie instalacje naftowe. Amerykanie zdają się nie chcieć kontrować tych działań Iranu, zrzucając ciężar walki zbrojnej (także ograniczonych uderzeń) na swoich sojuszników. Jednak wydaje się to drogą do znikąd. Irańczycy są mistrzami wojny asymetrycznej, w której doświadczenie zdobywali od dekad. Waszyngton nie może ograniczać się wyłącznie do ogłaszania z Białego Domu kolejnych aktów swojego „economic warfare” – tj. nakładania na Irańczyków coraz to kolejnych sankcji. To jest zdecydowanie zbyt mało, aby rzucić Irańczyków na kolana. Czasami trzeba nieco ubrudzić sobie ręce (tj. użyć siły). Waszyngton jednak wydaje się być niezwykle sceptycznie nastawiony do chociażby pomysłu ograniczonych uderzeń na sojuszników Iranu w regionie. Jest do droga donikąd. Sankcje gospodarcze mogą doprowadzić nawet do zapaści gospodarczej w Iranie, ale jeśli Trump do swojego worka z napisem „polityka maksymalnego nacisku” nie wrzuci bardziej asertywnych działań niż te dotychczas podejmowane, to może pewnego dnia obudzić się w rzeczywistości, gdy Iran – mimo że wyniszczony gospodarczo – doprowadzi do sytuacji, gdy nikt nie będzie brał Amerykanów jako gwarantów stabilności arabskich monarchii, a to de facto stanowiłoby koniec amerykańskiej hegemonii na Bliskim Wschodzie.

Prezydent Trump po wylądowaniu w Kalifornii, źródło: The White House

———————————————–

* autor nie uważa wcale, że prezydent Trump powinien iść na wojną z Iranem. Autor jest zwolennikiem JCPOA i uważa, że USA nie powinny nigdy z tej umowy wystąpić. Tylko pełnia implementacja nuklearnego dealu była w stanie ujawnić patologie toczące irańską gospodarkę. Największe protesty od czasów zielonej rewolucji miały miejsce na przełomie 2017 i 2018 r., czyli jeszcze przed odstąpieniem USA od JCPOA. Irańczycy, po upływie dwóch lat od implementacji porozumienia żyli nadal w tej samej „nędzy” co przed jego zawarciem. Doprowadziło to do wrzenia w kraju. Gdyby Amerykanie w pół roku później nie wypowiedzieli JCPOA, być może społeczeństwo wkrótce ponownie obróciłoby się przeciwko establishemntowi. Obecnie nie ma już na to szans, amerykańskie sankcje doprowadziły do zjednoczenia się Irańczyków wobec państwowych instytucji. To już jednak temat na zupełnie inną dyskusję.

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

#bliskiwschod #geopolityka #usa #trump #iran #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent
+84
cerastes
Iran właśnie zaprezentował swój najnowszy nabytek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Lockheed Martin RQ-170 Sentinel – amerykański bezzałogowy aparat latający o obniżonej skutecznej powierzchni odbicia radiolokacyjnego

#ciekawostki #militaria #samoloty #geopolityka
+23
Baron_Al_von_PuciPusia
Saudyjczycy wybudują w Bułgarii tranzytową rurę Gazpromu omijającą Ukrainę <<< znalezisko
W Bułgarii podpisano kontrakt na przedłużenie do Serbii rosyjskiego gazociągu Turkish Stream. Budową zajmie się saudyjskie konsorcjum Arkad, korzystając z rur z Rosji. Umożliwi to przesył rosyjskiego gazu trasą omijającą Ukrainę do Serbii, a stąd na Węgry i dalej do Słowacji oraz Austrii.

(...) – Zaczęła się budowa Bałkańskiego Potoku, a w uczciwym i otwartym postępowaniu wykonawcą została państwowa firma z Arabii Saudyjskiej. Niektórzy pytali nas o stosunki z sąsiadami, z Rosją, z Arabią Saudyjską. A gdy dziś podpisano kontrakt, do Bułgarii dostarczono już 90 proc. rur z Rosji i jutro zacznie się ich rozwożenie po trasie [przyszłego gazociągu] – powiedział szef bułgarskiego rządu, cytowany przez agencję Tass.

Zadowolenia nie krył też rosyjski minister. – Przyjęliśmy wszystkie warunki, jakie przywódcy Bułgarii postawili w stosunku do gazociągu. Rosyjska strona dostarcza rury i uczestniczymy w tym projekcie swoją produkcją – stwierdził minister Manturow. Dodał, że podoba się nazwa Bałkański Potok, zaproponowana przez premiera Bułgarii.

#europa #bulgaria #rosja #geopolityka #energetyka #ukraina #ciekawostki
+3
Baron_Al_von_PuciPusia
Austria: ponadpartyjna koalicja przeciw umowie handlowej UE-Mercosur <<< znalezisko
Podkomisja ds. Unii Europejskiej w izbie niższej austriackiego parlamentu niemal jednogłośnie rekomendowała rządowi Austrii zawetowanie na poziomie unijnym umowy o utworzeniu strefy wolnego handlu z państwami Wspólnego Rynku Południa (Mercosur), czyli z Argentyną, Brazylią, Urugwajem i Paragwajem.

(...) Ostatecznie w austriackich parlamencie zawiązała się ponadpartyjna koalicja przeciwników umowy z Mercosur. Za jej odrzuceniem zagłosowali w podkomisji ds. UE zarówno posłowie Socjaldemokratycznej Partii Austri (SPÖ) jak i liberalnej partii NEOS, którzy już wcześniej byli krytyczni wobec porozumienia z krajami Ameryki Południowej, jak i posłowie konserwatywnej Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP), którzy wcześniej umowę popierali.

Sporym zaskoczeniem było też to, że ostatecznie przeciw umowie zagłosowali też posłowie nacjonalistycznej Austriackiej Partii Wolności (FPÖ). Partia ta dotąd popierała rozwiązania korzystne dla przemysłu i dużego biznesu. Ale nowy lider tego ugrupowania Norbert Hofer stwierdził, że „politycy nie powinni się kłaniać przed przemysłowcami”.

#europa #austria #mercosur #geopolityka #gospodarka #ekonomia
+1
JanLaguna
Atak na saudyjskie instalacje naftowe

W sobotę, 14 września 2019 r., saudyjskie instalacje naftowe w Abqaiq i Khurais zostały zaatakowane z powietrza. W ten sposób, w ciągu zaledwie kilku minut, wydobycie ropy naftowej w KSA spadło o 5,7 mln baryłek/dzień (tj. o około 5% światowego wydobycia). Rynki zadrżały, a ryzyko otwartego konfliktu na Bliskim Wschodzie wzrosło. Kto stoi za ostatnim atakiem (a w zasadzie terytorium, którego kraju Iran wykorzystał ( ͡° ͜ʖ ͡°)) oraz jakie konsekwencje może mieć on dla tego regionu świata?

Tekst dostępny jest także na moim wordpressowym blogu i zachęcam do czytania właśnie tam (większa przejrzystość tekstu oraz graficzne przerywniki). Link do bloga.

———————————————–

Cel

W zeszłą sobotę rakiety spadły na dwie saudyjskie rafinerie, które mają kluczowe znaczenie nie tylko dla saudyjskiego sektora naftowego, ale także dla światowej gospodarki.

Pierwszym celem była rafineria w Abqaiq, która zajmuje się przetwarzaniem ropy z największego na świecie pola naftowego – Ghawar. Otrzymane tutaj „produkty” wysyłane są następnie zarówno do położonych nad Zatoką Perską terminali Ras Tanura i Juaymah, jak i do terminalu w Yanbu nad Morzem Czerwonym. Drugim celem były natomiast, położone 200 na zachód, instalacje na polu naftowym Khurais, które jest drugim, po Ghawarze, największym polem naftowym w KSA.

Oba ataki zmniejszyły dzienne wydobycie saudyjskiej ropy naftowej niemal o połowę – tj. o ok. 5,7 mln baryłek/dzień. Szybko odbiło się to na globalnych cenach ropy naftowej. Gdy w poniedziałek otworzono giełdy cena tego surowca wystrzeliła o ok. 20%. Dopiero, gdy USA zapowiedziały że są w stanie „uruchomić” własne rezerwy, a saudyjski minister energetyki książę Abdulaziz bin Salman zapowiedział, że instalacje zostaną naprawione w ciągu 2-3 tygodni, ceny ropy zaczęły stopniowo spadać.

Saudyjska infrastruktura naftowa, źródło: EIA

———————————————–

Sprawca

Wkrótce po ataku, rebelianci Houthi wydali oświadczenie, w którym przyznali się, że to oni stali za atakami na instalacje w Abqaiq i Khurais. Jednak niemal nikt im nie uwierzył. Dlaczego?

Prawdą jest, że Houthi od początku 2018 r. dokonują regularnych ataków na cele w Arabii Saudyjskiej. Swoją „kampanią powietrzną” objęli także krytyczną dla saudyjskiej gospodarki infrastrukturę naftową należącą do Saudi Aramco. Jemeńczycy prowadzili tę kampanię głównie przy pomocy dronów i pocisków balistycznych, które były szmuglowane do Jemenu przez irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Mimo dużego sukcesu propagandowego, realne możliwości rebeliantów Houthi w starciu z saudyjską obroną przeciwlotniczą były stosunkowo małe. Wielokrotnie jemeńskie rakiety w ogóle nie dolatywały do celu, mijały go nieznacznie lub – nawet gdy trafiały w cel – to nie były w stanie wyrządzić żądnych istotnych szkód.

Dotychczas Saudowie – mimo że dość nieporadnie – to radzili sobie z „powietrznym” zagrożeniem ze strony Houthich, a światowe rynki ropy naftowej nie reagowały na wystrzeliwanie kolejnych rakiet przez buntowników z Saany.

Sobotni atak był jednak inny – był bardzo dobrze zorganizowany i objął dwie, znacznie od siebie oddalone, rafinerie. Poza tym do jego przeprowadzenia użyto nie tylko dronów, ale także najprawdopodobniej pocisków manewrujących – typuje się, że były to irańskie Soumary. Tym samym atak ten znacznie różnił się od tych, które dotychczas przeprowadzali Houthi – ich poprzednie ataki były dużo gorzej skoordynowane i miały znacznie mniejszą skalę (często było to odpalenie tylko jednej rakiety balistycznej), a także nie słynęły z precyzji. Dlatego też zarówno Pentagon, jak i pro-saudyjska kolacji walcząca w Jemenie, zgodnie uznali, że Houthi kłamią, a sprawcy ataku wcale nie wystrzelili rakiet z Jemenu. Jeśli jednak nie z Jemenu, to skąd nadleciały rakiety?

Zdaniem Amerykanów rakiety wystrzelono z terytorium samego Iranu. Według źródeł saudyjskich, Waszyngton miał przedstawić Rijadowi nawet pewne dowody na tę okoliczność, jednak Saudyjczycy mieli uznać je za „nieprzekonujące”. I trudno im się dziwić. Irańczycy słyną ze swoistego „outsourcingu” swojej „wojny” z Saudami i Ameryką, poprzez zrzucanie je na barki swoich grup proxy (np. Houthi czy Hezbollahu) – sam Teheran ogranicza się natomiast głównie do wsparcia materiałowego i pomocy doradców z IRGC. Wątpliwe jest, aby Irańczycy nagle zrezygnowali z tej strategii i zaczęli odgrywać rolę „bezpośredniego agresora”.

Inną możliwą opcją jest ta, że naloty na instalacje w Abqaiq i Khurais zostały przeprowadzone z terytorium Iraku. Od wielu miesięcy z tego kraju docierają informacje mówiące o tym, że Teheran przerzuca do Iraku swoje rakiety balistyczne i pociski manewrujące. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w czerwcu 2019 r., według informacji WSJ, amerykański wywiad miał dojść do wniosku, że majowy atak na dwie instalacje saudyjskiego ropociągu Wschód-Zachód został przeprowadzony właśnie z terytorium Iraku – co Bagdad zanegował. Podobnie sprawa wygląda także teraz. Iracki premier Adil Abd al-Mahdi zaprzeczył jakoby sobotni atak został przeprowadzony z terytorium jego kraju. Jednocześnie jednak powołał specjalną komisję, która ma zbadać ewentualne irackie zaangażowanie w ataki. Ponadto, tego samego dnia gdy doszło do ataków, nad Kuwejtem miano widzieć niezidentyfikowane drony lecące na południe, w kierunku KSA.

W poniedziałek sekretarz stanu Mike Pompeo odbył rozmowę telefoniczną z Mahdim, podczas której miał zapewnić premiera, że ataki nie zostały przeprowadzone z terytorium Iraku – tak przynajmniej twierdzą sami Irakijczycy. Pompeo natomiast nie odniósł się do treści tej rozmowy.

Moim zdaniem najbardziej prawdopodobną opcją jest ta, zgodnie z którą ataki zostały przeprowadzone z terytorium Iraku. Możliwości Houthich są ograniczone, a ich dotychczasowe ataki na cele w Królestwie miały diametralnie inny charakter niż sobotnie zajście. Tymczasem Irak nie tylko znajduje się bliżej miejsca ataku, ale także pełen jest osób o pro-irańskich sympatiach pełniących wysokie funkcje w różnych instytucjach państwowych.

Pomijając jednak miejsce, z którego atak przeprowadzono, to jedno jest pewne – za atakiem stoi Iran. Nie ma tutaj zbyt dużego znaczenia czy przy jego przeprowadzaniu posłużono się rebeliantami Houthi czy irackim PMU czy też czy rakiety wystrzelono z samego Iranu.

Rebelianci Houthi wystrzeliwujący jedną ze swoich rakiet

———————————————–

Rijad pod ostrzałem

Największe konsekwencje sobotnie ataki będą miały oczywiście dla ofiary zajścia – Królestwa Arabii Saudyjskiej. Przede wszystkim pojawia się pytanie o kondycję saudyjskiej obrony przeciwlotniczej. O ile Saudowie dotychczas dość sprawnie dawali sobie radę z zagrożeniem ze strony Houthich, o tyle ostatni atak zupełnie ich zaskoczył. Wiele wskazuje na to, że saudyjska armia nie wykryła nadlatujących rakiet i dronów, a alarm podniosła dopiero gdy instalacje naftowe zostały zaatakowane. Całość zajścia zostanie najpewniej szczegółowo zbadana podczas śledztwa zapowiedzianego już przez rząd. Jedno już teraz nie ulega wątpliwości, że saudyjska armia, podobnie jak inne armie świata, ma duże problemy przy zwalczaniu ataków prowadzonych przy pomocy łączonych grup dronów i rakiet. O ile małe ataki ze strony Houthich były dość sprawnie neutralizowane, o tyle zmasowane ataki (tak jak ten w sobotę) stanowią dla Saudów ogromne wyzwanie.

Moskwa zareagowała na saudyjskie problemy w ekspresowym tempie, a prezydent Putin zapowiedział już, że jest gotów dostarczyć KSA rosyjskie systemy obrony przeciwlotniczej. Pytanie jednak czy zakup rosyjskiego sprzętu podniósłby jakość saudyjskiej obrony? Jest to wątpliwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę rosyjskie doświadczenia z Syrii. Otóż rosyjska baza lotnicza w Humajmim była wielokrotnie atakowana przez syryjskich rebeliantów przy pomocy zmasowanych ataków dronowo-rakietowych. Mimo, że rosyjskiej obronie p-lot udawało się strącić wiele celów, to jednak część przedzierała się i trafiała w pas startowy lotniska czy poszczególne samoloty. Ostatecznie Rosjanie dali za wygraną i wybudowali potężne hangary, w których od teraz przechowywane są samoloty RuAF (wcześniej stały one „pod chmurką”).

Sobotni atak jeszcze bardziej utrudni MBS-owi realizację jego ambitnego planu modernizacji kraju – Saudi Vision 2030. Biorąc pod uwagę, że przez najbliższe 2-3 tygodnie saudyjskie wydobycie będzie odbywało się na poziomie zmniejszonym o połowę, a cena ropy nie pójdzie znacząco w górę, to saudyjski budżet może zanotować w 2019 r. dochody dużo niższe niż zakładano. To natomiast przełoży się na mniejszą kwotę jaką będzie można wpompować w Saudi Vision 2030. Ponadto atak na saudyjskie rafinerie oddali także moment wejścia Saudi Aramco na giełdę, co – w planach MBS-a – ma być jednym z najważniejszych źródeł finansowania modernizacji Królestwa. Z punktu widzenia gospodarczego, na atakach dużo stracą także kraje azjatyckie, do których trafia blisko 80% saudyjskiego eksportu.

Tym razem nawet Putin nie może pomóc MBS-owi ;), źródło: C-SPAN

———————————————–

Smok dostaje rykoszetem

Sobotni atak ma jednak znaczenie nie tylko dla samego Królestwa, ale także dla geopolitycznej układanki tak w regionie, jak i na świecie. Rakiety spadające na saudyjskie rafinerie były zaledwie demonstracją tego co czekałoby świat, gdyby doszło do otwartej amerykańsko-irańskiej konfrontacji. Pierwszym celem Irańczyków byłyby właśnie instalacje naftowe sojuszników Waszyngtonu – Saudów, Emiratów i Bahrajnu. Momentalnie doprowadziłoby to do skoku ceny ropy naftowej. Jednak najwięcej na tym nie straciłyby wcale Stany Zjednoczone, lecz Chiny i inne kraje azjatyckie – to właśnie na rynek azjatycki trafia ok. 80% saudyjskiej ropy naftowej.

Nic też dziwnego, że Chiny – które zwykle nie stają po żadnej stronie „bliskowschodnich rozgrywek” – tym razem otwarcie potępiły atak na saudyjskie instalacje (nie wskazując jednak sprawców).

———————————————–

Znak zapytania nad Bagdadem

Jeśli okazałoby się, że sobotni atak przeprowadzono z terytorium Iraku, to sytuacja wewnętrzna w tym kraju mogłaby ulec jeszcze dalszej destabilizacji. Premier Mahdi już teraz napotyka na coraz większe problemy. Hikmah utworzyła już gabinet cieni. Sadr był ostatnio w Iranie i miał prosić Chameneiego o pomoc w wymuszeniu na Mahdim dymisji, a jakby tego było mało, to znowu rośnie napięcie na linii Bagdad-Irbil m.in. z powodu nadchodzącego cenzusu narodowościowego, czy nierozwiązania sprawy udziału KRG w irackim budżecie.

———————————————–

Waszyngtoński dylemat

Atak na saudyjskie instalacje jest, tak jak pisze Steven A. Cook w swoim ostatnim artykule dla Foreign Policy, przełomowym momentem w historii relacji USA z Bliskim Wschodem. Od końca II wojny światowej Ameryka dbała, aby surowce energetyczne wydobywane w tym regionie świata mogły swobodnie trafiać na światowy rynek. Jeśli ktoś podważał ten stan rzeczy, to automatycznie rzucał rękawicę amerykańskiej potędze, rękawicę którą Waszyngton dotychczas zawsze podejmował, czego najlepszym przykładem była operacja Pustynna Burza.

Jednak obecnie, wraz ze wzrostem krajowego wydobycia gazu i ropy oraz przeniesieniem się globalnej rywalizacji na Pacyfik, Amerykanie staja się coraz mniej chętni do jakichkolwiek militarnych operacji w regionie Bliskiego Wschodu, które od 2001 r. kończą się – lekko mówiąc – co najmniej nie po myśli Waszyngtonu.

Swoimi ostatnimi działaniami Irańczycy, podobnie jak Husajn w latach 90., rzucają amerykańskiej potędze rękawicę. Czy Amerykanie są gotowi ją podjąć także tym razem? Więcej na ten temat w kolejnym tekście pt. „Wszyscy ludzie prezydenta”.

Od lewej: Bolton, Pompeo, Trump, Pence. Brakuje tu jeszcze dwóch Panów i mielibyśmy „wszystkich ludzi prezydenta”, źródło: U.S. Department of State, flickr.com

———————————————–
Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
- archiwum
- obserwowania tagu #lagunacontent
- polubienia strony na facebooku.

Źródła wykorzystane przy pisaniu tego tekstu zostały wskazane na blogu – link jak wyżej.

#bliskiwschod #geopolityka #arabiasaudyjska #usa #trump #iran #irak #gruparatowaniapoziomu #lagunacontent
+293
Strzelec_Kurpiowski
Radziecki plakat z lat osiemdziesiątych.

"Kagda targujut, nie wojujut" czyli "Kiedy handlują, nie wojują".

Coś wam to przypomina? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

#ciekawostki #geopolityka #rosja #niemcy #historia
+48
karmelowykot-desantowy
Hunter S. Thompson o #911 #wtc zaraz po ataku. Wcześniej tego nie widziałem ale mega celny tekst napisany zaraz po atakach

#huntersthompson #geopolityka
+6
Pokaż następne