rio574
Kurwa, jaki dzban.
#slask #zbrodnia #kryminalne
+2
ramzes8811
Dziś 30 rocznica wstąpienia Marca Lepina do Valhalli Przegrywu.

#przegryw #spierdolenie #stulejacontent #kryminalne #p0lka #blackpill
+9
Raf_Alinski
Wskaźniki zabójstw kobiet w krajach UE, Islandii, Norwegii i Szwajcarii.

#przestepczosc #kryminalne #statystyka #ciekawostki #feminizm #rafalinski
+7
kjjbox
Nie wiem, czy było, a jeżeli nawet, to chyba i tak zasługuje na przypomnienie.
//
#policja #kryminalne #wydarzenia #ciekawostki #historia
+366
PatoSiwy
Jeden ze znajomych wysyła mi często śmieszne, zboczone filmiki które sam od kogoś dostaje. Ale dzisiaj to co co wysłał to mnie wjebało w ziemie.
Typ(jakiś latynos) siedzi na ziemi i grożą mu klamka. Następnie kopie sobie grób po czym leżąc w nim zostaje zabity maczetą. A na końcu zostaje odcieta mu głowa.
Najbardziej pojebana rzecz jaką widziałem. I kurwa tylu róznych refleksjii dawno nie miałem.
Sam pracowałem z typem który miał akcje z nożami(z resztą gdy powiedziałem szefowy żeby mi go nie dawał na robote zaczną mi wypisywać że połamie mi ręce) i teraz uświadamiam sobie jak ludzie mogą mieć najebane. W Berlinie jak mieszkałem nieraz słyszałem pojebane historie np: polak na dyskotece pokłocił się z 3 arabami, więc poprosił dwóch rodaków o pomoc a arabusy jak to oni zaraz ekipe 20 zebrali więc typy śpierdalali ale jeden dostał kose w plecy od tak, albo jak arabi lub murzynii nielegalnie przebywający nawet za400-500€ mogą odjebać kogoś za Ciebie.
Dla niektórych Twoje życie jest nic nie warte i bez wyrzutów sumienia może Cie odjebać bo źle się na niego spojrzałeś lub dla marnych pieniędzy.
Jebać ten świat jak to nawiną 2PAC #niewiemjaktootagowac #przestepczosc #kryminalne
+23
Klusetzka
#kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

#3 Zagadkowe zniknięcie kolonii Roanoke

Opis rozpocznę od przykrótkiego wstępu i tła historycznego:

W 1524 roku włoski żeglarz Giovanni de Verrazzano odkrył Outer Banks, przybrzeżne wyspy na terenie dzisiejszej Północnej Karoliny. Pomylił on zatokę oceanu Atlantyckiego z Pacyfikiem i uznał, że napotkane pasmo wysp jest przesmykiem. Swoje znalezisko przedstawił ówczesnemu królowi Francji oraz królowi Anglii jako potencjalny skrót do Chin, jednak żaden z nich nie zainteresował się tą sprawą. Dopiero w 1578 roku królowa Elżbieta I przyznała prawo Sir Humphrey’owi Gilbert do zbadania i skolonizowania terenów, do których żadne z chrześcijańskich królestw nie rościło sobie praw. Sir Gilbert zmarł w roku 1583, a przyznane mu prawo zostało rozdzielone na jego brata - Adriana Gilberta i przyrodniego brata - Waltera Raleigha. Adrian był odpowiedzialny za ziemię, którą dziś znamy jako Nową Fundlandię, a Walterowi przydzielono ziemię na południu. Angielski pisarz i kolonista, Richard Hakluyt, w międzyczasie bardzo zainteresował się “przesmykiem” Verrazzano i bardzo naciskał i skłaniał Anglię, by skorzystała z okazji, którą miało być to odkrycie.
Nadane Raleigh’owi prawo mówiło o tym, że musi założyć kolonię przed rokiem 1591, inaczej utraci prawa do kolonizacji. Oczekiwano od mężczyzny, że założy bazę z której wyruszą kapery, których celem miały być hiszpańskie floty skarbów. Mimo tego, Raleigh nie mógł opuścić królowej, więc postanowił zarządzać całą akcją z Londynu.

W lipcu 1584 roku wyruszyła pierwsza wyprawa odkrywcza. Finansowana przez Raleigha, wspierana przez królową, dowodzona była przez Philipa Amadasa i Arthura Barlowe’a. Ci dwaj panowie dotarli do pasma wysepek i zaczęli eksplorować teren. Ich uwaga padła na wyspę położoną poza łańcuchem, ale oddzieloną od lądu stałego - wyspę Roanoke. Panowie widzieli w niej bezpieczne i idealne miejsce na pierwszą kolonię w Ameryce. Jak można się domyślać, wyspa bezludną nie była i prędko napotkali Indian należących do plemienia Croatoan. Anglicy nawiązali z nimi dobre kontakty, co poskutkowało zabraniem dwóch Indian, Manteo i Wanchese, w podróż powrotną ekspedycji. Byli oni kuzynami miejscowych wodzów.

Panowie zostali przedstawieni Raleighowi, następnie przedstawieni dworowi, co w efekcie przyspieszyło zbieranie funduszy na założenie kolonii. Chyba można już powiedzieć, że przechodzimy do konkretnej historii, bo w kwietniu 1585 roku 7 statków, przewożących blisko 600 mężczyzn, wyruszyły w celu rozpoczęcia zalążka kolonii o nazwie Wirginia. Flotyllą dowodził kuzyn Raleigha.

Po dotarciu, osadnicy zarządzani przez gubernatora Lane’a rozpoczęli eksplorację okolicznych terenów, podczas której napotykali wiele rdzennych plemion. Europejczycy w efekcie napisali pracę na temat odkrytego miejsca i stworzyli dzieła ilustrujące nowych dla nich ludzi, zwierząt i roślin. Zostali również nauczeni przez tubylców sposobu, w jaki oni sposób polowali i łowili ryby.

Ktoś mógłby pomyśleć, że wszystko szło jak z płatka, po myśli, w kompletnym pokoju, jednak zaraz by sobie przypomniał, że przecież historia kolonializmu wyglądała inaczej. I to fakt, stosunki tych dwóch ludów zaczęły się psuć dość szybko. Indianie mieli dość polegania białych na pożywieniu ich plemion. Jeden Indianin ukradł srebrny kubek od osadników, w wyniku czego… Europejczycy spalili całą wioskę. Oczywiste było, że po tym zdarzeniu tubylcy zakończą swoje przyjazne stosunki, tak samo jak oczywisty był fakt, że kolidowało to z planami osadników. Liczyli na to, że Indianie wciąż będą zaopatrywać ich w pożywienie i by mieć co do tego pewność, wiosną 1586 roku gubernator wziął jednego z nich na zakładnika. W międzyczasie zmarło dwóch Indian, wódz jednego z plemion i jego syn, którzy stali na czele sojuszy z Europejczykami. Wódz Wingina stał się wrogi wobec przybyłych, a Wingina, jeden z mężczyzn, którzy odwiedzili Anglię stanął po jego stronie. Drugi z nich wciąż pozostawał zwolennikiem sojuszu.

W tak napiętej atmosferze zrodziła się plotka, jakoby Indianie planowali zaatakować osadników. Gubernator Lane wykorzystał to jako pretekst do ich własnego ataku, w wyniku którego zabito wodza Winginę, a Lane’owi przyniesiono jego odciętą głowę. Nabili ją na pal i wystawili na widok poza fortem. Dostawy jedzenia całkowicie ustały, w wobec czego kolonia została zmuszona do powrotu. Manteo wraz z innym Indianem wyruszyli z nimi. Przy okazji, sprowadzili do Anglii takie produkty jak tytoń, kukurydzę i ziemniaki.

Plan założenia kolonii wciąż był żywy i wierzono w jego powiedzenie się, w efekcie czego wiosną 1857 roku Europejczycy powrócili do Roanoke z dwoma Indianami, tym razem w liczbie blisko 150 osób, w której skład wchodziły kobiety i dzieci. W gruncie rzeczy przybysze chcieli założenia kolonii bardziej w głąb lądu, jednak dowodzący flotyllą nie zgodził się na wprowadzenie statków dalej niż Roanoke, w wyniku czego na nowo zasiedlili opuszczony fort. Nowym gubernatorem został John White.

Zetknięcie się z Indianami z plemienia Croatoan, którzy wciąż pamiętali ich zbrodnie, było w tamtych okolicznościach nieuniknione. Kiedy jeden z Anglików wybrał się, jak się okazało, zbyt daleko od osady, został zabity.

W sierpniu Manteo został nazwany Lordem Roanoke i wyznaczony na następcę Wanchese, wciąż wrogiego wobec białych ludzi. 18 sierpnia przyszło na świat pierwsze dziecko urodzone w Ameryce, dziewczynka Virginia Dare, której rodzicami był Ananias Dare i Eleanor White, co czyniło ją wnuczką White’a. Pod koniec tego miesiąca kolonialiści zorientowali się jak bardzo ubogie są ich zapasy, a wobec nadchodzącej zimy potrzebowali dostawy zapasów. Gubernator White wyruszył po pomoc do Anglii.

Kiedy informacja dotarła do Raleigha, mężczyzna natychmiast zorganizował pomoc. Miała ona wyruszyć w marcu 1588 roku, jednak w międzyczasie wybuchła wojna z Hiszpanią i nie można było przeprawić się przez Atlantyk. White próbował przemknąć się za ich plecami, jednak ładunek został zrabowany przez francuskich korsarzy. Następnie Wielka Armada, hiszpańska flota wojskowa dokonała inwazji, co opóźniło powrót jeszcze bardziej. Kiedy w końcu White mógł wyruszyć, było już lato 1590 roku.

Wypłynęli dwoma statkami. 15 sierpnia byli już prawie na miejscu - wieczorem zakotwiczyli na krańcu wyspy Hatteras, skąd załoga widziała smugi dymu unoszące się z wyspy Roanoke. Następnego ranka widzieli kolumnę dymu na południu Hatteras i spróbowali to zbadać, jednak nic nie znaleźli. 17 sierpnia dostrzegli płomień na północnym krańcu Roanoke. Ruszyli okręty w tamtym kierunku, jednak nim się tam dostali zapadła noc i postanowili, że nie będą ryzykować. Noc spędzili na zakotwiczonych statkach, śpiewając angielskie piosenki w nadziei, że osadnicy ich usłyszą.

Ostatecznie zeszli na ląd Roanoke 18 sierpnia, w dniu 3 urodzin wnuczki White’a, Virgini. Załoga znalazła świeże ślady w piasku, jednak w pobliżu nie było nikogo. Na jednym z drzew ktoś wyrył litery “CRO”. Na miejscu kolonii White’a zaskoczyła palisadowa fortyfikacja, której nie było kiedy opuszczał wyspę, a na jednym z pali wyryto słowo “CROATOAN”. White był pewien że jest to informacja o przeniesieniu się osady na wyspę Croatoan - w 1857 roku ustalili, że w razie zmiany miejsca pobytu zostawią gdzieś informację lub krzyż kawalerski - w przypadku, gdyby to takiej zmiany ktoś ich zmusił. W obrębie fortu grupa ponownie została zaskoczona - domy rozebrano, a wszystkie przedmioty, które można było unieść, zniknęły. Kilka dużych kufrów, w tym 3 należące do White’a, wykopano i opróżniono. Wzdłuż brzegu mężczyźni nie znaleźli żadnej łodzi.

Wieczorem grupa powróciła na statek i zaplanowała, że następnego dnia popłyną do Croatoan, jednak lina kotwicy jednego ze statków pękła. W takich okolicznościach ruszenie na wyspę niosło ze sobą ryzyko rozbicia się, więc zmuszeni byli zrezygnować z poszukiwań. Jeden ze statków, ze sprawną kotwicą, od razu wyruszył z powrotem do Anglii. Załoga drugiego z nich wraz z White’em ustaliła, że nadchodzącą zimę spędzą na Karaibach, a do Outer Banks powrócą wiosną 1591 roku. Wiatr jednak to uniemożliwił i statek powrócił do Anglii w październiku.

Raport, który złożył White sugerował, że osadnicy wciąż mogą żyć, jednak nie dało się tego udowodnić. Dla Releigh’a była to świetna informacja - oznaczała, że wciąż może rościć prawa do Wirginii.

W 1595 roku Releigh wyruszył na wyprawę. Oficjalnie twierdził, że jest ona w poszukiwaniu osadników, ale w prawdzie chciał dopłynąć do El Dorado. W drodze powrotnej, jak mówił, chciał dobić do Outer Banks, jednak pogoda to uniemożliwiła. Kiedy cena sasafrasu w Europie wzrosła, utrzymywał swój monopol na Wirginię.

W 1602 roku wyruszył na kolejną misję, którą ufundował jak i również z własnej kieszeni zapłacił żeglarzom z własnego majątku. Miała być ekspedycją w poszukiwaniu osadników i ponownie była kłamstwem - trasa wskazywała na to, że chciał zbierać sasafras daleko od Croatoan. Ponownie zła pogoda miała mu uniemożliwić dobicie do Outer Banks. W 1603 roku, w wyniku zdrady króla Jakuba, utracił swoje prawa do ziemi Wirginii.

W 1603 roku wyruszyła wyprawa, której celem była Zatoka Chesapeake. Pogoda zmusiła ich do zejścia części załogi na ląd w innym, ale nieokreślonym miejscu. Zostali zabici przez Indian, a reszta załogi powróciła.

W 1607 roku, po założeniu kolonii Jamestown, angielski badacz John Smith (tak, ten od Pocahontas) został schwytany przez wodza plemienia Powhatan, Wahunsenacawh. Opisali mu wtedy miejsce określane przez nich jako “Ocanahonan”, w którym mężczyźni nosili typowo europejskie ubrania i “Anone”, gdzie widzieli murowane domy. Kiedy John wrócił do Jamestown, umówił się z jednym wodzem na zbadanie “Panawicke”, miejsca, w którym mieli również być europejsko-ubrani ludzie. Stworzono wtedy mapę, której oryginał zaginął, ale przetrwała kopia:
Zdjęcie

Smith chciał zbadać Panawicke, ale wszedł w spór z plemieniem, z którym wcześniej to planował, więc do niczego nie doszło. Wysłał dwie grupy, które miały zbadać dwa kolejne miejsca, a wcześniej udzielił im instrukcji jak je znaleźć, jednak żadna z nich nie znalazła śladu po osadnikach z Roanoke, którzy mieliby być w okolicy.

W maju 1609 roku rozniosła się informacja, że osadnicy z 1587 roku zostali wymordowani pod dowództwem tego samego wodza, który później schwytał Smitha. Źródło tej informacji nie jest znane. Osadę Jamestown kazano przenieść w okolice “Ocanahonan”, jednak ludzi zastał kryzys głodowy (z ok. 500 ludzi przez okres zimy 1609-1610, tylko 60 doczekało wiosny). W efekcie do relokacji nie doszło. W miejsce, w które mieli się przenieść wysłano ekspedycję, jednak nic nie znalazła.

W 1612 podróżnik William Strachey, który powrócił z Jamestown, sugerował, że zaginieni osadnicy spędzili 20 lat poza terenem Powhatan. Wahunsenacawh, na żądanie kapłanów, miał ich zaatakować na krótko przed pojawieniem się osadników z Jamestown. Miało to przeżyć 4 mężczyzn, 2 chłopców i kobieta, których później chronił Indianin, a oni wydobywali dla niego miedź. Strachey wierzył, że religią Powhatan był satanizm.

W 1622 roku plemię Powhatan zaatakowało Jamestown, a angielscy pisarze zaczęli kwestionować człowieczeństwo Indian. Wobec tego, w 1625 roku pisarz Samuel Purchas napisał tekst, w którym mówił o tym, że Indianie przelewając krew utracili swoje prawo do ziemi. Twierdził, że plemię Powhatan przyznało się Smithowi do rzezi na kolonistach z Roanoke, a na dowód tego mieli różne rzeczy, należące do nich. Możliwe, że Purchas mógł to usłyszeć od Smitha, bo faktycznie ze sobą rozmawiali, jednak sam Smith nigdy o takim wyznaniu nie pisał.

Na początku XVIII wieku John Lawson eksplorował tereny Północnej Karoliny, podczas czego spotkał ludzi Hatteras. Mieli oni powiedzieć, że kilku ich przodków miało białą skórę i szare oczy. Lawson wysnuł wniosek, że osadnicy z Roanoke zasymilowali się z tubylcami po tym, jak stracili nadzieję na ponowny kontakt z Anglią.

Dawny fort ostatecznie stał się atrakcją turystyczną. W latach 60. XIX wieku prezydent Monroe nakazał rozkopanie terenu w celu znalezienia relikwii. W 1921 roku nagrano tam film o zaginionej kolonii, co razem z rozwojem dróg jeszcze bardziej zniszczyło okolicę. W 1950 roku teren przeszedł rekonstrukcję i przywrócono mu oryginalny rozmiar i kształt.
Zdjęcie

W latach 90. prace archeologiczne na wyspie Roanoke doprowadziły do odkrycia przedmiotów, które można powiązać z osadą z 1585 roku, ale nie kolonią z 1587.

Huragan Emily z 1995 roku doprowadził do odnalezienia wielu artefaktów rdzennych Amerykanów, między innymi pierścionka z XVI wieku, jednak nie można potwierdzić czy nie został sprowadzony do Ameryki w późniejszym czasie. Innym razem odnaleziono szczątki kobiety (od 1585 roku osadnikami byli wyłącznie mężczyźni) pochowane w sposób zgodny z religią chrześcijańską, które datowane są na czas przed 1650 rokiem, kiedy to zaczęli się przemieszczać, jednak w samych miejscach powiązanych ze sprawą kolonii Roanoke, nie mówiąc już o samym terenie kolonii, nie znaleziono zbyt wiele szczątków.

Możliwe, że mała liczba dowodów czy jakichkolwiek śladów osadników jest spowodowana erozją linii brzegu - brzeg wyspy Roanoke, gdzie były kolonie Lane’a, a następnie White’a, pomiędzy 1851, a 1970 rokiem stracił 283 m.

W czasach technologii, oczywiste jest, że próbowano tę sprawę rozwikłać poprzez badania DNA. W tym przypadku badanie autosomalnego DNA (wszystkie chromosomy) byłoby nierzetelne, gdyż nie zachowałoby się go zbyt wiele po 5-6 pokoleniach. Badanie pod względem chromosomów Y i mitochondrialnedo DNA dałoby dużo lepszy rezultat, gdyby tylko udało się uzyskać materiał porównawczy, a tego jak nie było, tak i nie ma.

#kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy #ciekawostkihistoryczne
+6
alkoholik000
#policja #usa #meksyk #kryminalne

Patrzcie, truck kartelu a blachy z Teksasu.
bayonetta112
Jeśli długi wyrok źle wpływa na jego samopoczucie, to musimy to uszanować. Przecież, jak go wypuścimy to nie weźmie noża I nie zacznie od razu dźgać ludzi.

#przemyslenia #kryminalne #sadowehistorie #wydarzenia #terroryzm #neuropa #4konserwy #anglia
+8
Klusetzka
#kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

#2 Zaginięcie Jareda Negrete

Historia zaczyna się w hrabstwie San Bernardino, stanie Kalifornia. To właśnie tu, we wrześniu 1978 roku, na świat przyszedł Jared Michael Negrete, Amerykanin o hiszpańskim pochodzeniu, syn Lindy i Felipe. Chłopiec miał czarne włosy i brązowe oczy, nosił okulary, a na prawym policzku miał niewielkie znamię. Wraz z rodziną mieszkał w El Monte. W wieku 12 lat miał ok. 157 cm wzrostu i ważył 68 kg. Jego wujek mówił, że Jared zawsze miał przy sobie jakieś smakołyki. W 1991 roku uczęszczał do ósmej klasy. Należał do oddziału harcerzy El Monte nr 538, która na dzień 19 lipca miała zaplanowaną nocną wycieczkę górską. Z informacji które znalazłam, typ jego oddziału zrzesza chłopców w wieku od 10,5 do 18 lat. Pastor miejscowego kościoła, który sponsorował jeden z oddziałów harcerzy El Monte, mówił o chłopcu, że “był nieśmiały, miał delikatną nadwagę i pozwalano mu pozostawać nieco w tyle za innymi”.

Szczyt, na który chcieli wejść, nosi nazwę San Gorgonio Mountain. Jest to najwyższy szczyt (3506 m.n.p.m.) zarówno pasma górskiego San Bernardino, grupy pasm górskich Tranverse Ranges i generalnie najwyższy szczyt w Południowej Kalifornii, znajdujący się w obrębie parku narodowego San Bernardino National Forest. Droga na szczyt zajmuje ok. 27,4 km. Gdyby ktoś był zainteresowany, tu można obejrzeć relację z wejścia na ten szczyt w sezonie letnim: (https://www.youtube.com/watch?v=VOcWOkLLe5k)[youtube.com]

19 lipca 1991 roku był piątkiem, w który grupa sześciu harcerzy (jedno źródło podaje liczbę czternastu, jednak w pozostałych miało być ich 6) miała odbyć nocną wycieczkę na szczyt. Dla Jareda Negrete miała to być pierwsza tego typu wyprawa. Prowadził ich i zarówno nadzorował tylko jeden dorosły, dowódca Dennis Knight, miał on być bardzo doświadczony we wspinaczce. Zarządzał oddziałem nr 538 od prawie 5 miesięcy, ale w harcerstwo był zaangażowany od 15 lat.

Chłopiec tego dnia ubrany był w zielone spodnie harcerskiego typu, taką samą brązową koszulkę i wysokie trampki. Oczywiście miał ze sobą plecak z jedzeniem, niebieski bidon i aparat fotograficzny. Nie wiadomo, czy tego dnia miał przy sobie mapę i kompas.

Grupa rozpoczęła wyprawę w obozie Tahquitz. (https://i.imgur.com/VhiF4Mc.png)[Zdjęcie]. Jared w trakcie wycieczki robił zdjęcia krajobrazu. Od pewnego momentu, chłopiec z powodu swojej wagi miał trudność by dotrzymywać kroku kolegom, być może pozostali chłopcy prześcigali się we wspinaczce. Na ok. 300 metrów od szczytu Jared był zbyt zmęczony by kontynuować drogę na górę. Około godziny 18 inna grupa turystów zauważyła Jareda, który był w tyle za swoją grupą. Na czele grupy widzieli dowódcę, Dennisa Knighta.

Zgodnie z większością źródeł, mężczyzna podjął decyzję, że każe chłopcu pozostać na trasie, ruszy dalej z pozostałymi harcerzami i po prostu zabiorą go ze sobą, gdy będą już schodzić. Od tego momentu, wydarzenia aż do zejścia grupy nie są znane.

Kiedy jego grupa wróciła do miejsca, w którym go pozostawili, Jareda już tam nie było. Knight zrozumiał, że chłopak musiał się zgubić. Odprowadził pozostałych 5 harcerzy do obozu, z którego wyruszyli i od razu wyruszył na 8-kilometrową wspinaczkę w ciemności, by wezwać pomoc.

Zastępcy szeryfa hrabstwa San Bernardino zarządzili poszukiwania chłopca, w których wzięli udział razem z ekipami poszukiwawczymi i ratunkowymi, przybyłymi nawet z Sierra Madre. (https://i.imgur.com/dAPsYXS.png)[Zdjęcie] Obszar poszukiwań Jareda obejmował około 210 km². Na wysokości 3 kilometrów znaleziono odciski butów pasujące do trampków chłopca. Z tego powodu, w poniedziałek obszar poszukiwań skupiał się już na 10 km². Tego dnia co najmniej 70 funkcjonariuszy poszukiwało chłopca i kolejnych śladów, również z powietrza i konno. Nie znaleziono jednak nic nowego, a więc o zmierzchu wstrzymano poszukiwania i postanowiono je wznowić o świcie następnego dnia. Temperatura w tamtym okresie i miejscu była niska, wynosiła ok. 10°C, a w wyniku niedawnych burz w górach można było znaleźć wodę. Na dzień 22 lipca, czyli opisywany poniedziałek, władze wierzyły, że Jared był w stanie przetrwać.

W środę ekipy poszukiwawcze wciąż odnajdywały nowe ślady chłopca, były one pozostawione około 5 km od miejsca, w którym ostatni raz go widziano. Część znalezionych śladów określono jako “The Switchback” - chłopiec zapewne pozostawił te odciski kiedy zawrócił.

Ludzie w szczególności skupili się na przeszukiwaniu gęstego terenu chaparralu (wikipedia: zimozielona formacja roślinna [...] przypominającą wyglądem makię; tworzą ją głównie twardolistne rośliny krzewiaste). (https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/93/Chaparral1.jpg/1024px-Chaparral1.jpg)[Zdjęcie] Teren z pewnością należał do trudnych - 27 amerykańskich marines, którzy przemierzali teren i tropili chłopca z dwoma psami, mieli trudności w przemierzaniu okolicy z powodu gęstej roślinności i niestabilnego, kamiennego podłoża. Łatwo było się ześlizgnąć. Pod koniec dnia obszar przeszukiwało 130 wolontariuszy.

Dennis Kight podał do oficjalnych władz zarządzających harcerstwem, że widział jak chłopiec zmaga się z dotrzymaniem tempa grupy i pozostaje coraz to bardziej w tyle. Uznał wtedy, że lepiej będzie, jeśli nie wróci się po Jareda, a poprowadzi pozostałych na szczyt tempem, którym już szli. Rodzice chłopaka, Linda i Felipe, od początku akcji poszukiwawczej mówili, że nie żywią urazy do Knighta. Nie winili go za to, co się stało, spotkali się z nim nawet w jego domu.

27 lipca, po tygodniu poszukiwań wiedziano już, że odciski butów nigdzie nie prowadzą. Akcja w dalszym ciągu trwała, a obszar obejmował 72,5 km², a przeczesywało go 150 wolontariuszy. Wciąż wierzono, że chłopak żyje. W tym czasie Linda Negrete miała chwile słabości, w których pytała się Boga, czy dalej powinna mieć nadzieję. Bardzo ciężko przeżywała tę sytuację, jednak uznała, że wierzy zarówno w Boga jak i w Jareda. Jego szkolni koledzy wspominali teraz jak kiedyś Jared czytał książkę o dwójce nastolatków, którzy zgubili się w górach. Rozmawiali z nim o tym co oni by zrobili, gdyby to spotkało ich. Pozostała rodzina Jareda, wujostwo i kuzynostwo, również udzielało się w rozmowach z dziennikarzami. Wujek chłopaka, Ramon, usłyszał od rodzica jednego z pozostałych harcerzy, że podczas wycieczki ktoś zaproponował wyścig na samą górę. Jego zdaniem to nie on odszedł, a po prostu go wystawili.

Okazało się, że Knight naruszył zasady panujące w harcerstwie. W wycieczce powinna wziąć udział dwójka dorosłych, czego nie dopilnował, oraz nie złożył do zarządu harcerstwa opisu zaplanowanej wyprawy. Panowała i panuje również zasada, że to najpowolniejsza osoba ustala tempo wycieczki, która również została zignorowana. Linda i Felipe wciąż wspierali Dennisa, mówili, że być może Jared musiał się zatrzymać, zawiązać sznurówkę i wtedy się oddzielił.

Ślady butów Jareda wskazywały na to, że zmierzał w dół po zboczu, przypuszczano że przemieszczał się w panice. W piątek jednak stracono trop.

Po ośmiu dniach poszukiwań, wolontariusze natrafili na nielegalną plantację marihuany o łącznej wartości ponad 100 tys. USD, w związku z którą natychmiast wezwali władze. W internecie można natrafić na teorie, że Jared natrafił na dealerów.

29 lipca ekipa poszukiwawcza natrafiła na jego aparat. Były tam również opakowania po cukierkach i beef jerky, przekąsce z suszonej wołowiny. Na rolce aparatu znajdowało się 12 zdjęć, większością z nich były wspomniane wcześniej krajobrazy, jednak ostatnie było zdjęciem samego Jareda. (https://i.imgur.com/ajT8Il7.png)[Zdjęcie] Było zrobione w ciemnościach, z użyciem lampy błyskowej. Obejmuje fragment twarzy chłopaka, co można wytłumaczyć jego tuszą - nie był w stanie trzymać aparatu dalej. Przypuszcza się, że zrobił to zdjęcie po swoim zaginięciu. Wujkowie chłopaka zakładali, że musiał stracić aparat zbiegając po zboczu do wody. Zdaniem starszego zastępcy szeryfa zgubił urządzenie pierwszego lub drugiego dnia zaginięcia. W poszukiwania wdrożono również kamery z czujnikiem, które zamontowano w miejscach w których podejrzewano, że Jared mógłby się przemieszczać. Uchwyciły one jedynie zwierzęta. Wiara w przeżycie chłopca malała.

Linda Negrete także chciała przyczynić się do poszukiwań, kilka razy wzięła udział w przelocie helikopterem nad obszarem poszukiwań (https://i.imgur.com/dwV5Jxd.png)[Zdjęcie]. Prosiła wtedy, by wyszedł z miejsca, w którym się ukrywa, a ci ludzie nie są obcymi, tylko osobami, które chcą mu pomóc i przyprowadzić do domu. Razem z mężem miała nadzieję, że ich syn nadal żyje, ale określili siebie jako realistów. Linda również spekulowała, że być może Jared by schronić się przed zimnem i upałem ukrył się w głębokim wąwozie, ale wówczas był zbyt przestraszony, żeby z niego wyjść.

Zarząd harcerstwa wszczął śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez Knighta, który od czasu do czasu brał udział w poszukiwaniach chłopaka. Świadek w sprawie zaginięcia zeznał władzom, że inna grupa wycieczkowiczów widziała Jareda i planowała zabrać go ze sobą w drodze na dół.

31 lipca deszcz utrudnił poszukiwania. Helikoptery nie były w stanie zabrać poszukiwaczy w skomplikowany obszar poszukiwań. Starszy zastępca szeryfa hrabstwa San Bernardino mówił, że niemalże już przeszukali cały obszar. Do poszukiwań dołączyło 100 marines.

1 sierpnia odnaleziono bidon chłopca. Szanse na przeżycie oceniano wtedy na “dużo mniej niż zero”. 4 sierpnia poszukiwacze stracili nadzieję i pojawiła się teoria, że Jared został zasypany przez lawinę. Biuro szeryfa wzięło pod uwagę, że mógł paść ofiarą przestępstwa, jednak nie było żadnych tropów wskazujących na to. Poszukiwania wstrzymano.

Łącznie w poszukiwaniach wzięło udział ponad 2000 ludzi, 44 z nich doznało kontuzji, między innymi udaru cieplnego, skręconych kostek i choroby wysokościowej. Jeden mężczyzna ześlizgnął się na koniu, w wyniku czego zwierzę straciło zęby i oko.

Rodzina w tym momencie była przekonana, że Jared dostał paranoi i dlatego ukrywa się przed ludźmi. Felipe skontaktował się nawet z prezydentem Georgem Bushem, by pomógł w poszukiwaniach ich syna. Chcieli wznowienia poszukiwań, a w listopadzie wynajęli prywatnego detektywa.

Rodzina Negrete wyprowadziła się z El Monte do Walnut i adoptowali dwójkę dzieci.

W 2001 roku, 10 lat po zaginięciu Jereda, w tym samym miejscu zaginął 16-letni William Parvern. Felipe Negrete bardzo zaangażował się w poszukiwanie chłopaka i wspieranie jego rodziny. Po 4 dniach, William trafił na drogę, na której spotkał kierowcę i został uratowany.

Źródła:
https://en.wikipedia.org/wiki/Disappearance_of_Jared_Negrete
http://www.micro-mono.com/docs/boyscout.pdf
https://www.strangeoutdoors.com/mysterious-stories-blog/2017/11/22/jared-negrete
https://pl.wikipedia.org/wiki/San_Gorgonio_Mountain
https://www.latimes.com/archives/la-xpm-1991-07-30-me-184-story.html
https://www.latimes.com/archives/la-xpm-2001-aug-09-me-32311-story.html
https://www.latimes.com/archives/la-xpm-2001-aug-10-mn-32709-story.html

#kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy
+15
bayonetta112
Nie powinno sie oskarzac o nic czarnoskorych oficerow policji, bo nie powinnismy umacniac szkodliwych stereotypow

#ciekawostki #przemyslenia #kryminalne #policja #rasizm #pedofilia
+8
popkulturysci
Kto zabił małego Gregory’ego? - recenzja kryminalnego serialu dokumentalnego Netflixa: Bieg historii w Kto zabił małego Gregory’ego? nadało bezsensowne morderstwo czterolatka na francuskiej prowincji. 5-odcinkowa produkcja Netflixa to wstrząsająca saga, w której znajdziecie prawie wszystko. Jest zazdrość, skłócona rodzina, zbrodnia, zemsta, samobójstwo, pieniądze i miłość. Są również żądne sensacji tabloidy oraz nieradzące sobie ze sprawą władze. Czytaj więcej>>

#netflix #filmydokumentalne #seriale #dokument #kryminalne
+1
Mr_Rampage
Dostałem zgodę od przyjaciół z koła naukowego na wykorzystanie ich grafik, a że ludzie lubią ciekawostki, to może i wam się spodoba. Jakby się spodobało, to mogę wrzucać kolejne. Możecie też zostawić im lajka, bo dopiero wbili na facebooka.
#gruparatowaniapoziomu #kryminalne #kryminalistyka #zbrodnia #prawo #poznan
+10
robert5502
Pokaźną kryjówkę z kradzionymi elementami pojazdów ujawnili wczoraj kryminalni z KWP w Lublinie z policjantami ryckiej jednostki. Zabezpieczono silniki, skrzynie biegów oraz elementy karoserii. Z policyjnych szacunków wynika, że wartość odzyskanych części wynosi około 170 tysięcy złotych. Zgodnie z kodeksem karnym za handel kradzionymi częściami grozi kara do 5 lat więzienia.
Kilka dni temu do ryckich policjantów dotarła informacja, że jedna z firm z terenu miasta Ryki oferuje do sprzedaży skradzione elementy samochodów. Firma ta od kilkunastu lat zajmuje się sprzedażą używanych części samochodowych.

Wczoraj kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie razem z funkcjonariuszami z ryckiej komendy weszli na teren jednej z firm w Rykach. Tam na placu oraz w pomieszczeniach magazynowych znalezione zostały podzespoły z różnych samochodów. Na miejscu funkcjonariusze weryfikowali numery elementów danych pojazdów i szczegółowo sprawdzali skąd pochodzą. Szybko ustalili, że zostały one skradzione na terenie państw Unii Europejskiej.

Zabezpieczono łącznie ponad 30 podzespołów takich jak silniki, skrzynie biegów i elementy karoserii.

Sprawa jest rozwojowa. Już teraz policjanci szacują, że wartość odzyskanych części oraz elementów samochodowych wynosi około 170 tysięcy złotych. Zgodnie z kodeksem karnym za handel kradzionymi częściami grozi kara do 5 lat więzienia.

http://lubelska.policja.gov.pl/lub/aktualnosci/97909,Ryki-Zabezpieczone-czesci-samochodowe.html

#motoryzacja #lublin #ryki #samochody #polska #kryminalne #ciekawostki
+5
Klusetzka
#kstzhistorie - tag do obserwowania/czarnolistowania

#1 Historia Mary Vincent

O dzieciństwie dziewczyny nie znalazłam zbyt wiele informacji - Mary Vincent przyszła na świat w Las Vegas w roku 1963. Jej rodzice pracowali w kasynach - ojciec zajmował się naprawą maszyn, a matka była krupierką, czyli prowadziła gry hazardowe.
Jako nastolatka, dziewczyna była opisywana jako osoba naiwna i buntownicza. Powodem tego był fakt, że omijała zajęcia w szkole, robiła sobie makijaż i zdarzało się jej uciekać z domu. Kiedy jednak pojawiała się w szkole, z nauką radziła sobie dobrze. Jej zamiłowaniem był taniec, do którego miała duży talent. Wtedy też małżeństwo jej rodziców zaczęło chylić się ku rozpadku.
Pewnego lata uciekła razem ze swoim chłopakiem. Lato to spędzili w Sausalito, Kalifornii, dopóki władze nie oskarżyły chłopaka o gwałt na nieletniej i zatrzymały.
Po tym wydarzeniu Mary wróciła do rodzinnego Las Vegas, jednak we wrześniu 1978 roku, w wieku 15 lat, postanowiła znów uciec Jej rodzice przechodzili wtedy rozwód.
Mary sypiała w aucie swojego chłopaka i przemieszczała autostopem, czasem zatrzymując się u swojego wujka w Soquel, Kalifornii. To właśnie on widział ją po raz ostatni przed dramatycznym zdarzeniem.
Według pewnych źródeł, dziewczyna chciała dostać się do Los Angeles - rozwód rodziców źle na nią wpływał i chciała odciąć się od tego, pobyć sama. Według innych, chciała pojechać do dziadka mieszkającego w Coronie.
29. września, Mary Vincent łapała autostopa na poboczu drogi w Berkeley razem z innymi ludźmi. Pierwszym, który się zatrzymał był kierowca niebieskiego vana. Mężczyzna zaoferował podwiezienie jedynie Mary, tłumacząc to brakiem miejsca dla wszystkich. Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie do dziewczyny i powiedział, że jego córka jest w jej wieku. Choć zmierzał w kierunku Reno, powiedział jej, że z chęcią zmieni kierunek na Los Angeles. Pozostali autostopowicze próbowali odwieść dziewczynę od podróży z nim, przemówić jej do rozsądku. Mieli co do tego złe przeczucie, tak jak i sama Mary, jednak nastolatka, jak twierdziła, była już zmęczona - zarówno fizycznie i psychicznie. Była również przekonana, że sama potrafi o siebie zadbać. Z tego powodu postanowiła zignorować swoje przeczucia i ostatecznie zaakceptowała ofertę.
Kierowcą vana był Lawrence Singleton, 51-letni mężczyzna urodzony w 1927 roku. Singleton w przeszłości był marynarzem na statku handlowym. Jego życie osobiste można określić jako chaotyczne - dwukrotnie ożeniony i dwukrotnie rozwiedziony, przy czym do drugiego rozwodu doszło na niedługo przed wydarzeniami. Miał jedno dziecko, nastoletnią córkę, z którą nie utrzymywał dobrych relacji - bez przerwy dochodziło między nimi do sprzeczek. Według osób które go znały miał ciężki charakter i był mizoginem (definicja sjp.pl: mężczyzna odczuwający wstręt do kobiet). Nadużywał alkoholu, a w przeszłości był także skazany za podanie go nieletniej.
Z wyglądu Singleton nie wzbudzał jednak żadnych podejrzeń - ludzie opisywali go jako mężczyznę o aparycji dziadka, z miłą twarzą i brzuchem, który żartobliwie określa się jako piwny.
Kiedy już jechali, Mary zapaliła papierosa i kichnęła. Singleton wyciągnął rękę i spróbował ją do siebie przyciągnąć (według innych źródeł złapać szyję), mówiąc, że chce jedynie sprawdzić, czy jest chora. Dziewczyna w reakcji odsunęła się w stronę drzwi, poza jego zasięgiem i kontynuowali jazdę. W pewnym momencie przystanęli przed jego domem w San Francisco. Mężczyzna chciał wziąć trochę prania, które dziewczyna pomogła mu wnieść do vana i ruszyli dalej. Singleton zaczął pić alkohol z kartonu po mleku. Ludzie znający go mówili, że jako trzeźwy był miłym człowiekiem, jednak po alkoholu przestawał być sobą.
Droga do Los Angeles wciąż była daleka. Być może to w połączeniu z jej zmęczeniem i brakiem podejrzeń co do kierowcy sprawiło, że Mary pozwoliła sobie zasnąć.
Nie wiadomo jak długo trwał jej sen, jednak po wybudzeniu dziewczyna zorientowała się, że nie jadą już w ustalonym kierunku, a z powrotem do Nevady. Przestraszona i zezłoszczona, złapała leżący obok, ostro zakończony kawałek drewna i kierując go w jego stronę zażądała, by zawrócił na trasę do Los Angeles. Singleton spokojnie przeprosił i powiedział, że przez przypadek musiał źle zjechać. Mary wierzyła, że mówi szczerze. Mężczyzna znalazł sposób, by zawrócić auto i kontynuowali jazdę. Singleton w pewnym momencie stwierdził, że musi się załatwić, jednak nie wytrzyma do następnej stacji benzynowej. Kiedy już auto stanęło, oboje wyszli z niego w celu rozprostowania nóg. Mary rozwiązała się sznurówka, a gdy schyliła się by ją zawiązać, Singleton zakradł się od tyłu i uderzył ją w głowę. Jedne źródła podają, że było to uderzenie młotkiem, inne, że uderzał jej głowę pięściami, aż nie upadła. Następnie zmusił ją do oralnego seksu. Miał wtedy wrzeszczeć “nie krzycz, albo inaczej cię zabiję”. Powlókł jej ciało na tyły auta i po wrzuceniu jej do środka związał ręce nastolatki. Mary została brutalnie zgwałcona, także analnie. Po zgwałceniu nastolatki, Singleton ponownie prowadził auto. Wjechał na drogę kanionu Del Puerto, zatrzymał się i uwolnił jej ręce. Rozkazał nastolatce wypić wspomniany wcześniej alkohol. Mary cały czas błagała, by przestał i ją uwolnił. Mężczyzna zgodził się na to pod warunkiem, że będzie robić to, co jej rozkaże. Znów zaczął gwałcić dziewczynę, co doprowadziło do utraty przytomności. Nie trwało to długo. Po przebudzeniu, Singleton nakazał Mary położyć się na poboczu. Miał wtedy powiedzieć: “Chcesz być wolna? Uwolnię cię”, po czym poszedł wyjąć coś z auta. Był to topór. Pomimo wszystkiego co wcześniej ją spotkało, nastolatka była w pełni świadoma co się dzieje w chwili, w której przycisnął ją krzyczącą do ziemi i odrąbał oba przedramiona. Zepchnął krwawiącą i zszokowaną dziewczynę z wysokości 10 metrów i powiedział: “Teraz jesteś wolna”. Singleton stwierdził, że dziewczyna teraz umrze i nikt nie odnajdzie jej ciała.
Kiedy dziewczyna doszła do siebie na tyle, na ile było to możliwe, wetknęła okaleczone, obficie krwawiące ramiona w piach, by pokrył on jej rany. Liczyła na to, że zmniejszy to utratę krwi. Podniosła się i zaczęła podążać za odgłosem niedalekiej autostrady, cały czas trzymając ramiona w górze, by, jak to zapisano w dokumentach, “nie wydostały się mięśnie i krew”. Kiedy Mary dotarła na górę, pewna dwójka ludzi jadąca drogą zauważyła ją idącą wzdłuż. Zaczęli zwalniać, ale kiedy dobrze dostrzegli ten dramatyczny obraz przyspieszyli i zignorowali dziewczynę, pozostawiając ją bez pomocy. Dopiero rankiem spotkała kolejnych ludzi. W zależności od źródła, były to dwie kobiety lub para w trakcie miesiąca miodowego. Fakt, że napotkali Mary był szczęśliwym przypadkiem - znajdowali się na tej drodze wyłącznie dlatego, że się zgubili. Pomimo stanu, do którego ją doprowadzono, jedyne co nastolatka im powiedziała to: “on mnie zgwałcił”. Dali jej ręczniki i pomogli wsiąść do auta, a następnie odwieźli na pobliskie lotnisko i wezwali karetkę.
Mary została poddana natychmiastowej pomocy. By uratować pozostałości jej ramion, lekarze musieli pozyskać części z jej nogi, w wyniku czego Mary już nigdy nie była zdolna do tańca. Kiedy była w stanie rozmawiać, podała rysopis sprawcy, Lawrence’a Singletona. Był on bardzo dokładny, ponieważ niedługo po tym sąsiad mężczyzny rozpoznał go i zgłosił to policji.
Kiedy doszło do zatrzymania sprawcy, Singleton zaczął kłamać i wymigiwać się z odpowiedzialności. Zeznał między innymi, że Mary była prostytutką (nazwał ją “$10-a-night-whore) i on nic jej nie zrobił, ale w jego aucie był jeszcze jeden pasażer, który dopuścił się tych zbrodni. Powiedział również, że nastolatka szantażowała go wezwaniem policji i oskarżeniem o gwałt, gdyby jej nie podwiózł.
Zanim Mary zaczęła zeznawać przed sądem, przygotowano dla niej protezy. Radzenie sobie z niepełnosprawnością było dla niej dużym wyzwaniem, do tego doszły problemy psychiczne takie jak trauma i zespół stresu pourazowego. W późniejszym czasie zmagać będzie się również z anoreksja.
Proces Singletona zakończył się w sposób, który z pewnością wszystkich zawiódł. Oskarżony o porwanie, spowodowanie kalectwa, usiłowanie morderstwa, gwałt, dostał on maksymalny wymiar kary, którym było… 14 lat więzienia. W trakcie procesu jedyny sposób w jaki Mary go nazywała to “mój oprawca”. Sam sędzia powiedział, że gdyby było to możliwe, skazałby go na dożywotnie więzienie. Już po zasądzeniu kary Singleton znów kłamał, jakoby wszystkiemu winien miał być inny autostopowicz. Sędzia nakazał, by mężczyzna zapłacił Mary ponad 2,5 mln dolarów. Był on jednak bezrobotny i jedyne oszczędności, które posiadał, to 200 dolarów. Było to wszystko, co dostała.
Singleton podczas odbywania wyroku został uznany za dobrze sprawującego się więźnia, dzięki czemu karę zakończył po 8 latach i 4 miesiącach.
W roku 1996 popełnił morderstwo prostytutki.

Źródła: panicamongus.com morbidology.com/ ranker.com latimes.com nytimes.com

#kryminalne #kryminalistyka #historia #kryminalnesprawy
+12
cieliczka
Jak narodziny dziecka wpływają na przestępczość rodziców - ciekawy przykład z USA

Pierwszy wykres dla matek obrazujący odsetek przestępstw przed i po urodzeniu pierwszego dziecka (po największym spadku w okolicach porodu po 3 latach od urodzenia dziecka liczba przestępstw popełnianych przez matki jest o połowę mniejsza)

Wykres dla ojców w komentarzu; (DUI - oznacza jazdę "pod wpływem")

Obserwuj #infog - ciekawe infografiki, mapy, wykresy (gospodarka, społeczeństwo, technologia, natura)

Źródło: publikacja ekonomistów z Uniwersytetu w Kalifornii (Berkeley) tutaj pdf

#ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #dzieci #madki #usa #prawo #przestepczosc #kryminalne #socjologia
+48
popkulturysci
Dublin Murders – recenzja irlandzkiego serialu kryminalnego: Dublin Murders to adaptacja kryminałów autorstwa Tany French. Pierwszy sezon przenosi na mały ekran dwie książki z serii Dublin Murder Squad – Zdążyć przed zmrokiem oraz Lustrzane odbicie – gdzie głównymi bohaterami są Rob Ryan oraz Cassie Maddox. Irlandzcy detektywi badają sprawę zamordowanej nastolatki, która została odnaleziona w leśnej dziczy. I poza typowym pytaniem o to, kto zabił, pojawia się kolejne – czy jej morderstwo może mieć coś wspólnego z zaginięciem dwójki nastolatków w latach 80.? Czytaj więcej>>

#serial #seriale #kryminalne
+2
bayonetta112
Co za głupek. Nie wiem, że w UK noże są zakazane?

#logikaniebieskichpaskow #anglia #ciekawostki #kryminalne #uk #noze #londyn
+5
bayonetta112
Co ci rodowici anglicy ¯\_(ツ)_/¯

#ciekawostki #wydarzenia #kryminalne #policja #anglia
+4
bayonetta112
Dziwne. Maczety i noze sa zabronione w UK ¯\_(ツ)_/¯

#uk #ciekawostki #bron #noze #anglia #wydarzenia #kryminalne
+22
Pepe_Roni
Bonnie i Clyde XXI wieku (Wersja Polska)
#patologiazewsi #bekazpodludzi #kryminalne
+6
Zwiadowca_Historii
Niemcy. Złodzieje okradli skarbiec polskiego króla, zniknęły kosztowności warte miliard euro! W Dreźnie doszło do największej kradzieży powojennych Niemiec! Złodzieje okradli słynną galerię sztuki „Zielone Sklepienie”, dysponowała ona jedną z największych kolekcji klejnotów w Europie. Więcej na:
https://www.zwiadowcahistorii.pl/niemcy-zlodzieje-okradli-skarbiec-polskiego-krola-zniknely-kosztownosci-warte-miliard-euro/

Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii - tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii lub zaplusuj ten komentarz, bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

#skarb #klejnoty #bizuteria #zloto #muzeum #niemcy #drezno #zlodzieje #kryminalne #policja #historia #ciekawostki #galeria
+18
lukasz-lux
Krzysztof K. pseudonim "Cukrzyk", skruszony mafiozo. W środowisku nie cieszył się specjalnym posłuchem ani szacunkiem.Wielu członków mafii podejrzewało go że regularnie na nich donosił policji. Po przesłuchaniu go w listopadzie 1998 roku zdecydowano się przyznać mu status świadka koronnego. Swoimi zeznaniami pogrążył nie tylko białostockich gangsterów ale także członków tzw. Grupy warmiańskiej, która luźno współpracowała z gangami na Podlasiu. „Cukrzyk” wystawił policji 40 osób, w tym samego Wojciecha Suchodolskiego ps. „Półmózg”. Świadek koronny zeznał, że otrzymał od „Półmózga” zlecenie wytropienia podlaskiego bossa Jarosława A. ps. „Wychodek”. Miała być to zemsta za upijanie brata „Półmózga” – Wiesława. Słynny gangster został zatrzymany przez antyterrorystów w maju 1999 roku, we własnym domu w Białymstoku. Proces Suchodolskiego w Białymstoku przeszedł do historii. Gangster regularnie obrażał sędziego i prokuratorów, pluł w stronę kamerzystów TVP i rzucał przedmiotami w dziennikarzy. Swoimi odpowiedziami niejednokrotnie zaskakiwał sędziego. Podczas jednej z rozpraw powiedział nagle:

„Takiego czegoś na pewno nie było”

Krzysztof K. pseudonim "Cukrzyk" oskarżył także „Półmózga” i jego ludzi, o to że został przez nich brutalnie pobity i zastraszony. Do zdarzenia doszło w marcu 1998 r. Na początku miesiąca “Cukrzyk” pojawił się w jednym z białostockich hoteli. Zażądał od właściciela sklepu obuwniczego, mieszczącego się w hotelowym holu, cysterne mleka za tzw. ochronę. Mężczyzna był jednak przygotowany na wizytę przestępcy i poprosił wcześniej o pomoc innego gangstera – „Wychodka”.

Kiedy “Cukrzyk” pojawił się w sklepie po odbiór pieniędzy – sklepikarz wyprowadził go na zewnątrz a tam czekało już kilku dobrze zbudowanych mężczyzn. Mieli być wśród nich Tomasz O. znany dziś aktor i poeta oraz Mariusz S. To oni według sądu wciągnęli "cukrzyka” do samochodu a następnie wywieźli za miasto i wraz z Wojciechem S. pobili i skopali.

„Półmózg” nie przyznał się do żadnego zarzutu. Swoją obronę opierał na tym że w czasie odsiadki dużo osób prowadziło interesy wykorzystując jego nazwisko i podszywając się pod jego ludzi.Wyraził również swój negatywny stosunek do narkotyków. Przed sądem powiedział na koniec:

– Przez pięć lat byłem za kratami jako “enka” , byłem w ciężkich więzieniach. Jak wyszedłem na wolność to ja marzyłem, żeby drzewa czy trawki dotknąć, a nie grupę przestępczą zakładać.

#mafia #grupabialostocka #kryminalne

pokaż spoiler #kononowicz ! #suchodolski
+118
pawelososo
Raz na jakiś #mk997 pojawi się w gorących i zawsze się wtedy zastanawiam - jak duża była skuteczność tego typu programów? Ktoś kiedyś próbował policzyć ile spraw udało się doprowadzić do końca? Wiadomo, że jest to mocno związane z oglądalnością. Domyślam się, że pod koniec lat 80 kiedy program 997 debiutował na antenie to oferta programowa polskiej telewizji była mocno ograniczona stąd cała Polska widziała każdy odcinek. Z resztą w latach 90. też obstawiam że mnóstwo ludzi wyczekiwało na program Fajbusiewicza (no i jeszcze przy okazji Telewizyjne Biuro Śledcze się pojawiło na Polsacie). Ale czy te programy realnie pomagały polskiej policji czy raczej były to kryminalne show cieszące się dużą popularnością i przy okazji dorwali jednego czy drugiego zbója? Wyprowadźcie mnie z błędu jeżeli się mylę, ale wydaje mi się że te odcinki 997 z XXI wieku (a może uściślając - z drugiej połowy pierwszej dekady) już nie robiły takiej furory pod względem wykrywalności spraw z pomocą widzów (w ogóle udało się rozwiązać jakąś sprawę przedstawioną w tych nowych odcinkach po powrocie?). Dużo tu znawców tego programu, więc oczekuję ciekawych odpowiedzi :) #csiwykop #90s #kryminalne #kryminalistyka +5
popkulturysci
David Tennant seryjnym mordercą – zagra Dennisa Nilsena w serialu Des: Zanim zobaczymy Davida Tennanta w Desie, aktor, który zagrał niedawno w Good Omens, pojawi się na małych ekranach w jeszcze innym widowisku kryminalnym, czyli Deadwater Fell. Czytaj więcej>>

#serial #seriale #davidtennant #des #kryminalne #dennisnilsen
+2
popkulturysci
Schody w wydaniu fabularnym: Najpewniejszym kandydatem do wcielenia się w oskarżonego o morderstwo Michaela Petersona jest obecnie Harrison Ford. Czytaj więcej>>

#seriale #serial #schody #kryminalne
+2
Zwiadowca_Historii
Broń, amunicja i granaty. Spora kolekcja zabezpieczona przez policję (GALERIA) Prośba o wykop:
https://www.wykop.pl/link/5221357/bron-amunicja-i-granaty-spora-kolekcja-zabezpieczona-przez-policje-galeria/

Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii - tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii lub zaplusuj ten komentarz, bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

#polska #policja #militaria #bron #iiwojnaswiatowa #kryminalne #militaryboners #2wojnaswiatowa #historia #ciekawostki
+23
PortalKatowice
77-latek na elektrycznej hulajnodze zderzył się z tramwajem:

https://www.wykop.pl/link/5220487/policja-poszukuje-swiadkow-zderzenia-hulajnogi-z-tramwajem/

Ze wstępnych ustaleń wynika, Ze wstępnych ustaleń wynika, że 77-letni mężczyzna jadąc na elektrycznej hulajnodze zderzył się z tramwajem. Na miejsce została skierowana katowicka policja, a także załoga karetki pogotowia. Senior w stanie ciężkim został przewieziony do szpitala. 55-letniego motorniczego przebadano na zawartość alkoholu w organizmie, był trzeźwy.

#technika #elektryka #elektrotechnika #ruchdrogowy #tramwaje #tramwajeslaskie #tramwajeboners #tesla #contentnadzis #policja #kryminalne #kryminalistyka #wypadek #mikroreklama
+3
MadelnPoIand
Jako że znów robię sobie powtórzenie jednego z lepszych polskich seriali jakim jest Pitbull Papryki Vege.
Lubię potem wyszukać jak to było na prawdę, bo większość ze zdarzeń w serialu opartych jest na faktach.

Pitbull Odc. 7

"Utopili Michałka w lodowatej Wiśle"

19 stycznia 2001 r. Około południa 22-letni Robert K. i jego kolega 19-letni Daniel S. przyszli do przedszkola na warszawskiej Woli. Przez domofon Robert K. powiedział, że chce odebrać Michałka z I grupy - najmłodszych dzieciaków. Chłopiec był dzieckiem konkubiny Roberta, 22-letniej Barbary S. Opiekunka grupy, w której przebywał Michałek, poznała po głosie mężczyznę, który od pół roku przychodził po południu z Barbarą S. po chłopca. W przedszkolu Michałka - tak jak w wielu innych tego typu placówkach - osoba zgłaszająca się po dziecko najczęściej mówiła przez domofon, że po nie przyszła i odbierając dziecko wcale nie musiała była widziana przez przedszkolanki. Tak było i tym razem. Gdy malec zobaczył "tatusia" bardzo się ucieszył i rzucił mu się na szyję. Potem cała trójka udała się na spacer...

Nazajutrz o świcie, wędkarz łowiący ryby w okolicach mostu Grota Roweckiego zauważył w Wiśle ciało dziecka. Zawiadomił policjantów. Kiedy wyciągnięto zwłoki na brzeg, okazało się, że ciało było tak zamarznięte w bryle lodu, że nie można było na miejscu przeprowadzić oględzin lekarskich. Wówczas nie wiadomo było jeszcze, czy dziecko zostało zamordowane czy też był to nieszczęśliwy wypadek. Policjanci szybko ustalili, że są to zwłoki zaginionego dzień wcześniej 4-letniego Michałka S. Kolejne dni śledztwa miały ujawnić szokującą prawdę o ostatnich momentach życia chłopca...

Matka zleciła zbrodnię?

19 stycznia 2001 r. W piątek popołudniu Barbara S. przyszła do przedszkola aby zabrać synka do domu. Towarzyszył jej partner Robert K. (nie przyznał się, że to on odebrał dziecko wcześniej). Kiedy Barbara S. dowiedziała się od przedszkolanek, że Michałka zabrał jakiś mężczyzna, zaczęła rozpaczać. Od razu zaznaczyła, że rano nie wspominała wychowawczyniom, że ktoś inny przyjdzie po dziecko. Niezwłocznie Barbara S. z Robertem K. udali się na komisariat policji aby zgłosić zaginięcie dziecka. Barbara płakała. Obydwoje z Robertem sprawiali wrażenie bardzo zdenerwowanych. Zgłaszając zniknięcie synka kobieta rzuciła podejrzenie na biologicznego ojca Michałka, z którym była rozwiedziona. Ojciec Michałka, Piotr S., mieszkał na wsi i rzadko utrzymywał kontakt z synem. Dlatego dla Michałka "tatusiem" był konkubent matki - Robert K. To jemu chłopiec ufał i to jemu pozwolił zabrać się z przedszkola na spacer...

Na drugi dzień, 20 stycznia, policja zatrzymała do wyjaśnienia Roberta K, a potem Daniela S. Według doniesień prasowych z tego okresu, w trakcie przesłuchań zatrzymani - Robert K. i Daniel S. kilkakrotnie zmieniali wersję zdarzeń, wyjaśniającą co stało się z Michałkiem po zabraniu go z przedszkola. Początkowo Robert K. twierdził że odebrał chłopca z przedszkola, ale potem miał go przekazać koledze. Z kolei Daniel S. utrzymywał, że w ogóle nie miał kontaktu z dzieckiem. Potem Robert K. zeznał, że chłopiec wpadł do wody podczas spaceru. W końcu w jego zeznaniach pojawił się wątek zabójstwa - chłopca miał wrzucić do wody Daniel S.

23 stycznia przed prokuratorem, Robert K. przyznał się, że do utopienia dziecka. Zbrodni miał dokonać z Danielem S. Później swój udział w mordzie potwierdził Daniel S. Gdy mężczyźni opisywali ostatnie chwile życia Michałka, funkcjonariusze byli zszokowani. Według zeznań Roberta K. makabryczną zbrodnię zleciła matka dziecka. Drastyczne szczegóły przebiegu akcji topienia malca miała przynieść wizja lokalna na miejscu zbrodni.

Zabili na "raz, dwa, trzy"

24 stycznia, cztery dni po wyłowieniu ciała chłopca, odbyła się wizja lokalna nad brzegiem Wisły z udziałem podejrzanych o zabójstwo czterolatka. Potem fragmenty nagrania wideo z wizji lokalnej pokazywano podczas konferencji prasowej, a później emitowano we wszystkich stacjach telewizyjnych. Okrucieństwo zadane chłopczykowi był przerażające. Robert K. i Daniel S. na wypełnionym piaskiem worku demonstrowali, jak wrzucili Michałka do wody. Do morderstwa doszło ok. 13, godzinę po odebraniu chłopca z przedszkola. Najpierw mężczyźni złapali wystraszonego Michałka za nogi i ręce i rozkołysali. Robert zaczął liczyć do trzech.

"A potem wrzucili dziecko do wody jak małego kotka" - mówił podczas konferencji prasowej prokurator Leszek Woźniak, szef prokuratury rejonowej Praga Północ w Warszawie. Mężczyźni podali w zeznaniach, że chłopiec nie od razu utonął. Miał na sobie kurtkę, która przez jakiś czas utrzymywała go na powierzchni wody. W ostatnich sekundach życia Michałek krzyczał z całych sił: "tatusiu, tatusiu, ratuj". Gdy dziecko tonęło mężczyźni odwrócili się i odeszli. Podczas wizji lokalnej mężczyźni wpadli w histerię, przerażeni własnymi czynami. Robert K. miał założony kamizelkę ratunkową bo groził, że popełni samobójstwo.

Z nieoficjalnych informacji które pozyskiwały media odnośnie tej bulwersującej sprawy, wynikało, że Robert K., zabił dziecko, bo przeszkadzało mu ułożyć sobie życie z jego matką. Z kolei Daniel S. na postawione mu pytanie, dlaczego dopuścił się zbrodni miał powiedzieć: - Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Robert powiedział, żebyśmy go wrzucili.

W trakcie konferencji prasowej, na której pokazywano rekonstrukcję tragicznych zdarzeń z 19 stycznia, prokuratura przedstawiła wstępne wyniki śledztwa. Pojawiły się podejrzenia o kierowniczą rolę matkę w zbrodni.

- Materiał dowodowy wskazuje, że matka 4-latka miała w pełni kontrolowany kontakt ze sprawcami - rozmawiała z nimi przez telefon komórkowy. W każdej chwili mogła przerwać to przestępstwo - mówił prokurator Leszek Woźniak. Dodał, że kobieta - według wstępnych ustaleń prokuratury - brała także udział w trwającym od listopada ubiegłego roku planowaniu zabójstwa dziecka. Jeszcze tego samego dnia Barbarze S. został przedstawiony zarzut współudziału w zabójstwie. 26 stycznia kobieta została aresztowana przez warszawski Sąd Rejonowy.

Bez litości

Sprawa morderstwa 4-letniego Michałka w styczniu 2001 r. wywołała ogromne poruszenie wśród opinii publicznej. Każdego za serce chwytały zdjęcia wyjątkowo uroczego chłopca pokazywane w telewizji, publikowane w gazetach. Przerażał drastyczny opis morderstwa dokonanego na niewinnym dziecku, które zaufało przyjacielowi matki i traktowało go jak ojca. Dawno już o żadnej zbrodni nie pisano i nie mówiono tak wiele. W telewizji, na łamach gazet o sprawie wypowiadali się znani politycy, prawnicy, psychologowie, filozofowie, socjologowie. Gazety publikowały zdjęcia Roberta K. i Daniela S., w telewizji przedstawiano fragmenty filmu zarejestrowanego w czasie wizji lokalnej nad Wisłą. Przez media przetoczyła się fala spekulacji, co do możliwych motywów, które kierowały sprawcami. Zastanawiano się jaką rolę w przestępstwie odegrała matka. Dyskusja objęła też inne tematy: czy zbrodni można było zapobiec? Co z przedszkolami, które nie kontrolują kto odbiera dzieci?

Później w mediach pojawiła się druga wstrząsająca hipoteza: zabójcy chcieli wyłudzić odszkodowanie z polisy na życie. Według niepotwierdzonych informacji kilka tygodni przed morderstwem Michałek miał zostać ubezpieczony. W razie jego śmierci matka miała ponoć liczyć na odszkodowanie w wysokości 100 tys. zł. Ostatecznie prokuratura nie przyjęła tej wersji.

Sprawa morderstwa 4-letniego chłopca zszokowała wszystkich skalą okrucieństwa zadanemu małemu chłopcu. Media piętnowały Barbarę S. nazywając ją "wyrodną matką", "dzieciobójczynią". Opinia publiczna domagała się surowego ukarania sprawców bestialskiego morderstwa dziecka. Na nowo rozgorzała dyskusja nad przywróceniem kary śmierci. O zasadności jej wprowadzenia, w kontekście wstrząsającego morderstwa, mówił m. in. ówczesny minister sprawiedliwości, Lech Kaczyński.

Przyznali się do winy pod presją policjantów?

6 września 2001 r. do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko Robertowi K., Danielowi S. i Barbarze S. Mężczyzn oskarżono o zabójstwo, kobietę o kierowanie zbrodnią. Dowodem na winę Barbary S., poza wyjaśnieniami współoskarżonych, miał być biling rozmów telefonicznych. Wynikał z niego, że matka Michałka kilkakrotnie telefonowała do bezpośrednich wykonawców zabójstwa. Na tej podstawie prokuratura przyjęła, że kobieta miała wpływ na przebieg zbrodni. Od samego początku śledztwa Barbara S. nie przyznawała się do winy.

5 grudnia ruszył proces w sprawie zabójstwa Michałka. Przed sądem mężczyźni nie przyznali się do winy. Robert K. twierdził, że był to nieszczęśliwy wypadek. - Poszliśmy z Michałkiem nad Wisłę (bez Daniela S.). Ja odszedłem na chwilę, żeby się załatwić. Gdy wróciłem, ujrzałem Michałka leżącego na krze. Musiał chyba się poślizgnąć. Kra się przechyliła i spadł do wody. Nie wiedziałem, co robić - mówił Robert K. - Byłem w szoku, zresztą wszystko trwało ułamki sekund. Oskarżony nie potrafił wyjaśnić, dlaczego nie zawiadomił policji ani nie powiedział matce dziecka o tragicznym zdarzeniu. W trakcie procesu biegły medyk sądowy stwierdził, że przyczyną śmierci chłopca było utonięcie i działanie lodowatej wody. Jak wyliczył biegły, Michałek umierał 240 sekund.

Zarówno Robert K. jak i Daniel S. twierdzili przed sądem, że złożone podczas śledztwa wyjaśnienia, w których przyznali się do winy wymusili na nich biciem policjanci. Robert K. wielokrotnie zmieniał wersje zdarzeń.

Dwa oblicza Barbary S.

W trakcie procesu oskarżona Barbara S. podtrzymywała, że jest niewinna. - Nigdy w życiu nie pozwoliłabym na coś takiego; przysięgam, że wolałabym sama umrzeć - mówiła płacząc przed sądem. Oskarżona przyznała, że Robert K. dobrze traktował Michałka. - Lubił go. Kupował mu prezenty - mówiła. - Nie mam pojęcia, dlaczego mnie obciążył. Gdy dowiedziałam się, że Robert K. jest oskarżony o zabójstwo Michałka, nie chciałam w to uwierzyć - powiedziała Barbara S. podczas śledztwa.

Robert K. twierdził w czasie śledztwa, że to Barbara S. namówiła go do morderstwa. - Od dawna mówiła, że chciałaby zrobić z nim porządek, żeby Michał jej nie zawadzał. Dla niej ważniejsza była zabawa niż dziecko. Chciała, bym wywiózł Michała do lasu i przywiązał go do drzewa - powiedział śledczym w czasie jednego z przesłuchań. Później Robert K. odwołał te zeznania.

W procesie obraz matki przedstawiany przez świadków, którzy znali oskarżoną, nie był jednoznaczny. Część z nich przyznało, że Barbara S. była kochającą matką i dbała o Michałka. Z kolei odmienne zdanie miała Zofia P. - kobieta, która przez długi czas wynajmowała pokój oskarżonej. Przed sądem Zofia P. zeznała, że Barbara S. była złą matką - nie chciała Michałka, a gdy już się urodził, źle się nim opiekowała. Ponadto Zofia P. twierdziła że Barbara S. nie przejęła się śmiercią dziecka.

Społeczeństwo wydało już wyrok

Jak donosiła ''Rzeczpospolita'' w relacjach z tego głośnego procesu, w mowie końcowej prokurator Adam Woźny nie krył wzburzenia. - Dopuścili się zbrodni, która nie ma precedensu. Sprawa ta napawa szczególnym obrzydzeniem, gdyż to matka zaplanowała zabójstwo swego syna, a jednym z wykonawców był człowiek, do którego Michał mówił: "tato" - mówił przed warszawskim Sądem Okręgowym. Według prokuratora podsądna planowała pozbycie się dziecka dużo wcześniej. Prokurator zwrócił uwagę, że według danych IMiGW w dniu morderstwa Michałka nie było lodu na Wiśle, co utrzymywał Robert K. przed sądem. Prokurator wnosił o wyroki dożywocia dla wszystkich trzech oskarżonych. Z kolei obrońcy wszystkich oskarżonych wnosili o uniewinnienie swoich klientów.

Nie ma ani jednego dowodu potwierdzającego winę mojej klientki - przekonywał mec. Grzegorz Lewański, adwokat Barbary S. w mowie końcowej przed warszawskim Sądem Okręgowym. Zdaniem obrońcy oskarżonej braki w materiale dowodowym prokurator usiłował nadrobić nagonką medialną. - Uruchomił vox populi, a potem sam stał się tego zakładnikiem, wbrew zasadom logicznego myślenia - mówił mec. Lewański. - To moja klientka jest pokrzywdzona. Społeczeństwo wydało na nią wyrok jeszcze przed procesem. Ten wyrok to śmierć - dodał adwokat.

"Nie wierzę w sprawiedliwość"

25 lutego 2002 r. zapadł pierwszy wyrok w tej bulwersującej sprawie. Wszyscy trzej oskarżeni zostali uznani winnymi zabójstwa Michałka. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Barbara S poleciła i kierowała zabójstwem swojego czteroletniego syna i skazał ją na 25 lat więzienia. Wykonawcom tej makabrycznej zbrodni - Robertowi K. i Danielowi S. wymierzono kary 25 i 15 lat pozbawienia wolności.

Bezpośrednim dowodem potwierdzającym winę mężczyzn były ich wyjaśnienia złożone w śledztwie, które później przed sądem oskarżeni odwołali twierdząc, że do wszystkiego zmusili ich biciem policjanci. Sąd uznał jednak te wyjaśnienia za prawdziwe. Matka ofiary, gdy usłyszała słowo "winna" padła na ziemię. - Boże, ja nie jestem niczemu winna - szeptała. W czasie gdy sędzia Irena Nowicka-Albin odczytywała uzasadnienie wyroku, Barbara S. leżała skulona za ławą oskarżonych. Zanosiła się płaczem. Potem zaczęła wykrzykiwać w stronę sądu: Jezu! Nie wierzę w sprawiedliwość. Sędzia nakazała wyprowadzenie jej z sali.

Sąd pierwszej instancji rozpatrujący głośną sprawę uznał, że matka zleciła zabójstwo Michałka, gdyż "przeszkadzał jej w ułożeniu sobie życia". Sąd ocenił, że na długo przed zbrodnią, Barbara S. namawiała swojego partnera, aby utopił dziecko lub pozostawił je gdzieś w lesie. W końcu on się zgodził. - Kochał Barbarę, a nawet można powiedzieć, że był od niej uzależniony - ocenił sąd. Przyjął, że tych dwoje działało z zamiarem bezpośrednim. Daniel S., kolega Roberta K., nie znał wcześniej planów tych dwojga.

Wyjaśnienia podsądnych potwierdzały ponadto - zdaniem sądu - zeznania świadków, zwłaszcza Zofii P., która w toku procesu przedstawiła Barbarę S. jako niedobrą matkę, która źle opiekowała się Michałkiem. Innym, ważnym świadkiem był Adrian K., który w areszcie zaprzyjaźnił się z Robertem K. Przed sądem Adrian K. zeznał, że Robert K. przyznał się przed nim do utopienia dziecka i radził się, jaką ma przyjąć linię obrony.

O kierowniczej roli Barbary S. przekonał sąd biling telefoniczny z tragicznego dnia. Zdaniem sądu udowodnił on, że kobieta telefonowała do Roberta K., a więc do ostatniego momentu mogła nakazać przerwanie zleconej zbrodni.

W odniesieniu do wysokości orzeczonych kar sędzia Irena Nowicka-Albin powiedziała: - Sąd wiele godzin zastanawiał się, jaka kara będzie odpowiednia. Relacje mediów rozhulały negatywne nastroje społeczne, ale sąd musiał się od tego odciąć. Nie możemy wymierzać kar na zamówienie społeczne - Z jednej strony jest ohydny charakter tego czynu, z drugiej zaś są ludzie, nad których cechami sąd też nie mógł przejść do porządku - dodała. - U wszystkich oskarżonych biegli dopatrzyli się nieprawidłowego rozwoju osobowości oraz niedojrzałości emocjonalnej i społecznej. Na wymiar kary wpływ miała też wcześniejsza niekaralność - zaznaczała sędzia Irena Nowicka-Albin. Wszyscy obrońcy zapowiedzieli apelacje od wyroku sądu pierwszej instancji.

- Uważam ten wyrok albo za sądową pomyłkę, albo za wynik oddziaływania mediów - mówił po wyjściu z sali sądowej mec. Grzegorz Lewański, adwokat Barbary S. - Jeśli chodzi o ustalenie winy, to jest to triumf sprawiedliwości - komentował na gorąco orzeczenie sądu prokurator Adam Woźny. Jednak w odczuciu opinii publicznej wyrok był zbyt łagodny.

Po 20 miesiącach aresztu wyszła na wolność

We wrześniu 2002 r. warszawski Sąd Apelacyjny uchylił wyrok skazujący Barbarę S. na 25 lat więzienia i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Sąd Apelacyjny postanowił także uchylić Barbarze S. areszt, zastępując go dozorem. Barbara S. opuściła mury zakładu karnego po 20 miesiącach pobytu za kratkami. W wyroku z 19 września 2002 r. Sąd Apelacyjny uznał, że w pierwszej instancji zbyt pobieżnie oceniono dowody świadczące o winie oskarżonej, a także nie uwzględniono okoliczności przemawiających na jej korzyść.

Sąd apelacyjny podkreślał, że nie zwrócono uwagi, iż w swych pierwszych wyjaśnieniach Robert K. nie mówił nic o udziale matki w zabójstwie, a dopiero w kolejnych o tym opowiadał. - Nagrania z tego przesłuchania przeczą przekonaniu sądu I instancji, że były to wyjaśnienia spontaniczne - uzasadniał Sąd Apelacyjny.

Sąd ustosunkował się też m. in. do zeznań Zofii P, która przez długi czas wynajmowała pokój Barbarze S. W czasie procesu przed warszawskim sądem okręgowym Zofia P. opisała Barbarę S. jako niedobrą matkę, źle opiekującą się Michałkiem. Zdaniem Sądu Apelacyjnego, sąd pierwszej instancji zbyt bezkrytycznie ocenił te zeznania, jako wiarygodne. - Nie wziął pod uwagę, że każde kolejne zeznania były wzbogacane o elementy przemawiające na niekorzyść oskarżonej - uzasadniła decyzję o uchyleniu orzeczenia sędzia Anna Prokopiuk. Oprócz tego sędzia zwróciła uwagę na pominięcie przez sąd pierwszej instancji wszystkich okoliczności przemawiających na korzyść oskarżonej, a także nieuwzględnienie opinii psychiatrycznej, która wskazywała na jej uległość w stosunku do innych osób. - Kierując sprawę do ponownego rozpoznania Sąd Apelacyjny nie przesądza o jej rozstrzygnięciu - zaznaczyła sędzia. Pozostałym oskarżonym Sąd Apelacyjny utrzymał wyroki.

Za uniewinnieniem wnioskował prokurator!

Bulwersująca zbrodnia, która zszokowała opinię publiczną w styczniu 2001 r. była analizowana przez kolejne składy sędziowskie, sprawa przeszła przez wszystkie instancje sądowe, rozstrzygał ją też Sąd Najwyższy. W przypadku Roberta K. łącznie odbyły się dwa procesy, w przypadku Barbary S. - trzy. Ostatecznie Robert K. został został skazany na 25 lat więzienia, jego pomocnik - Daniel S. na 15 lat. Po ośmiu latach od śmierci dziecka, w trzecim procesie, 16 stycznia 2009 r. warszawski Sąd Okręgowy ostatecznie uniewinnił Barbarę S., wcześniej oskarżaną o nakłanianie do zabójstwa dziecka i kierowanie nim (także w drugim procesie, w 2004 r. zapadł wyrok uniewinniający matkę Michałka). W trzecim procesie Barbary S., poza oskarżoną i jej obrońcą, o uniewinnienie wnioskował także - co zdarza się bardzo rzadko - prokurator.

Według prokurator Barbary Wierzbieniec, za uniewinnieniem Barbary S. przemawiał brak dowodów na to, by kobieta zaplanowała zbrodnię i kierowała nią. - Oskarżenie musi mieć dowody, które nie budzą żadnych wątpliwości. Ja te wątpliwości mam - mówiła prokurator Wierzbieniec na rozprawie.

Śmierć Michałka na pewno nie była w interesie Barbary S. - ocenił Sąd Okręgowy w uzasadnieniu ostatecznego wyroku uniewinniającego matkę dziecka. Jak zauważyła sędzia Anna Ptaszek, matka dbała o Michałka, a ponadto chęć przejęcia opieki nad chłopcem wyrażali: kobieta, u której S. wynajmowała mieszkanie, i biologiczny ojciec dziecka. Dlatego, w ocenie sądu, m. in. brak jest motywu, którym kierować miałaby się Barbara S., nakłaniając do zabójstwa dziecka. - Wokół sprawy narosło wiele emocji, które rzutowały na jej obraz w mediach i w oczach opinii publicznej - zaznaczyła sędzia Ptaszek.

W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreśliła także, że nie znalazły potwierdzenia wersje, iż matka kontaktowała się telefonicznie ze sprawcami w momencie popełniania zbrodni. Billingi, jak zaznaczył sąd, nie wskazywały, żeby Barbara S. rozmawiała z konkubentem. Z kolei Daniel S. w ogóle nie miał telefonu komórkowego.

Sąd zwrócił uwagę, że na Barbarę S. jako winną wskazywała tylko jedna z wielu wersji zbrodni, głoszona przez Roberta K. Tymczasem, na co wskazał sąd, z dokumentacji zakładu karnego, gdzie Robert K. odbywał karę, wynikało, że był on osobą skłonną do posługiwania się manipulacją i szantażem. Robert K. osiem razy zmieniał swoje wersje i poza Barbarą S., jako głównego sprawcę, wskazywał też na Daniela S.

100 tys. złotych odszkodowania

Po uprawomocnieniu się wyroku Barbara S. złożyła wniosek o odszkodowanie od Skarbu Państwa za okres, który spędziła w areszcie jako podejrzana i oskarżona o udział w zabójstwie dziecka. Żądała 400 tys. zł., głównie za doznane straty psychiczne w wyniku aresztu. 28 czerwca 2011 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił częściowo wniosek Barbary S. i przyznał jej 100 tys. zł odszkodowania za 20 miesięcy niesłusznego aresztu. Sąd ocenił, że na etapie śledztwa doszło do manipulacji materiałem dowodowym, w wyniku czego Barbara S. spędziła 20 miesięcy w areszcie. Sąd ocenił ten areszt jako "oczywiście niesłuszny".

"Dopóki wina nie zostanie udowodniona, osoba oskarżona jest niewinna"

Na kanwie przedstawionej sprawy warto przypomnieć kilka podstawowych zasad, jakie wyznaczają standardy prowadzenia postępowania w sprawach karnych - zauważa dr hab. Janusz Raglewski, pracownik naukowy Katedry Prawa Karnego UJ, adwokat. - Przede wszystkim należy pamiętać, że obowiązuje zasada domniemania niewinności i wymóg, aby pojawiające się przy rozpoznawaniu sprawy nie dające się usunąć wątpliwości były rozstrzygane na korzyść osoby oskarżonej o popełnienie przestępstwa. Dopóki wina nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem, osoba oskarżona nawet za najbardziej odrażający czyn przestępny, jest niewinna - wyjaśnia karnista. - Niestety, często o tym zapominamy. Nie do rzadkości należą sytuacje, w których uznaje się w oczach opinii publicznej osobę za sprawcę przestępstwa, zanim jeszcze rozpocznie się postępowanie sądowe, w którym dopiero ta kwestia będzie badana. Czyni się to bez znajomości realiów konkretnego stanu faktycznego, które znane są organom procesowym. Łatwość formułowania takich sądów jest bardzo duża. Wynika to zapewne także z obserwowanego w praktyce braku odpowiedzialności za ich nietrafność - dodaje ekspert.

Tymczasem trzeba mieć na uwadze, że każde postawienie osoby w stan oskarżenia, zastosowanie tymczasowego aresztowania, czy innego instrumentu prawa karnego oznacza poważne negatywne konsekwencje dla osoby poddanej takiej procedurze - uważa dr hab. Janusz Raglewski - Życie z piętnem oskarżonego, aresztowanego - nawet jeśli później, często po długotrwałym postępowaniu, dojdzie do oczyszczenia z zarzutów - wiąże się w doświadczaniem problemów w sferze społecznej, trudnościami ze znalezieniem pracy, itp. Ostracyzm, z jakim spotyka się taka osoba z całą pewnością utrudnia jej powrót do społeczeństwa. Sąd, który w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej wydaje wyrok ma świadomość znaczenia podejmowanego rozstrzygnięcia.

- Każda działalność człowieka obarczona jest ryzykiem błędu. W sprawach karnych z całą pewnością lepiej jednak kilka osób niesłusznie uniewinnić, niż skazać choć jedną niewinną osobę - mówi ekspert. W kontekście przedstawianej sprawy karnista zwraca uwagę, że przyznanie się do popełnienia przestępstwa nie jest "królową dowodów". - Pomimo to pokutuje w praktyce w szerokim zakresie przekonanie, że jest to rozstrzygające. Jak bowiem uniewinnić od zarzutu popełnienia przestępstwa osobę, która do jego popełnienia sama się przyznała? - zaznacza problem adwokat.

źródło: onet.pl
#seriale #kryminalne
+267
trobivik
Z ciekawości zacząłem sobie przeglądać ten portal informacyjny lm.pl i to jest jedna wielka kronika kryminalna miasta Konina.
Nie wiedziałem, że w Polsce mamy taki bronx xd Zapraszam do lektury xd

Dzisiaj po godzinie 15.00 w pobliżu mostu Toruńskiego w starym Koninie, z dwóch samochodów wybiegli mężczyźni (6 osób), którzy prawdopodobnie przy użyciu niebezpiecznych narzędzi zaatakowali innych, siedzących w czarnym VW Passacie. Rozpoczęła się gonitwa po bulwarze. W rezultacie krwawiącego mężczyznę przewieziono do szpitala. Nie wiadomo w jakim jest stanie i o co poszło. Źródło

Do mrożących krew w żyłach scen doszło w miniony weekend około godz. 4:20 w okolicy byłych domów towarowych „Centrum” w Koninie. 26-letni mieszkaniec Inowrocławia jak co rano przywiózł pieczywo do znajdującego się tam sklepu. Po rozładowaniu towaru musiał poczekać, aż przejdzie grupa młodych ludzi (trzech chłopców i dwie dziewczyny). Kiedy młodzież przechodziła obok z auta, jeden z nastolatków uderzył ręką w karoserię. Kierowca wysiadł z samochodu, żeby wyjaśnić sprawę. Jak informuje Marcin Jankowski, rzecznik komendanta miejskiego policji w Koninie, 26-latek miał przewagę fizyczną nad sprawcą uderzenia w auto. W pewnym momencie jeden z młodych mężczyzn wyciągnął pistolet pneumatyczny i wycelował w głowę mieszkańca Inowrocławia.
Padł strzał i wywiązała się szamotanina, podczas której sprawca postrzelenia uderzył 26-latka pistoletem w twarz, łamiąc mu nos. Pistolet wylądował na ziemi, a podniósł go kolejny z grupy młodych ludzi i oddał kolejne strzały w kierunku kierowcy busa – mówi Marcin Jankowski. Dostawca pieczywa został trzykrotnie postrzelony. Z poważnym urazem twarzy i głowy trafił do szpitala. Źródło

BMW z przyciemnionymi szybami zwróciło uwagę policjantów z Wydziału Kryminalnego na ul. Przemysłowej we wtorek kilkanaście minut po 14.00, więc zatrzymali pojazd do kontroli. Policjanci w samochodzie znaleźli ponad pół kilograma krystalicznej substancji. Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu, a zawartość trzech foliowych worków trafiła natychmiast do badań. Specjalista orzekł, że jest to substancja psychotropowa 3-CMC. Źródło

Zabrali autobus z okolic dworca PKP i pijani jeździli nim po Koninie. Dwaj nastolatkowie za nieodpowiedzialne zachowanie odpowiedzą przed sądem. Źródło

Do 10 lat pozbawienia wolności grozi 35-latce, którą zatrzymano z narkotykami. Kobieta jest nauczycielką w jednej ze szkół w powiecie konińskim. Kobieta miała około 20 gramów metamfetaminy i ponad 1 gram marihuany Źródło

W miniony wtorek około godz. 22.00 na ul. Poznańskiej uwagę policjantów z grupy realizacyjnej zwrócił opel, którym podróżowało czterech mężczyzn.Kiedy auto zatrzymało się na skraju lasu w Kraśnicy policjanci postanowili wylegitymować kierowcę, pasażerów i sprawdzić auto. Podczas zbliżania się do opla nie uszło ich uwadze dziwne zachowanie pasażera na tylnym siedzeniu, który gorączkowo chował coś do kieszeni. Okazał się nim 17-letni mieszkaniec Konina. Policjanci zażądali od niego wydania rzeczy, który posiadanie jest zabronione. Młody mężczyzna nie protestował i oddał osiem foliowych torebek, w których było w sumie ponad 6 gramów marihuany. Natychmiast został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Procedury przewidują w takim przypadku przeszukanie w domu, czy mieszkaniu. Śledczy pojawili się tam w środę rano. Znaleźli 132 foliowe woreczki, elektroniczną wagę oraz ponad 32 gramy marihuany. Źródło

Policjanci z Wydziału Kryminalnego konińskiej komendy zatrzymali pięć osób podejrzewanych o handel narkotykami. Kobieta i czterech mężczyzn (19 - 30 lat) to mieszkańcy Konina.
Pięcioro podejrzanych zostało zatrzymanych w swoich mieszkaniach. Policjanci przeszukiwali także ich mieszkania. Znaleźli w sumie 57 g metamfetaminy, 55 g marihuany i 42 tabletki extazy - informuje Marcin Jankowski, rzecznik konińskiej policji. - Cała piątka trafiła do policyjnego aresztu. Usłyszeli w sumie 163 zarzuty posiadania i handlu narkotykami. Czworo z nich przyznało się do popełnienia zarzucanych przestępstw i chcą dobrowolnie poddać się karze.
Dla czworga z zatrzymanych był to pierwszy konflikt z prawem, tylko jeden mężczyzna odpowiadał w przeszłości za uszkodzenie mienia Źródło

W stanie krytycznym do szpitala trafił 14-latek. Chłopak został pobity po turnieju piłkarskim w Gimnazjum nr 6 w Koninie.
Do bójki doszło w miniony poniedziałek po południu. Czternastoletni bramkarz kilka dni wcześniej brał udział w turnieju piłkarskim. W jego trakcie miał sfaulować piłkarkę, czym rozwścieczył trzech 15-latków. Postanowili dać mu nauczkę. Nastolatkowie napadli na 14-latka w szkolnej toalecie. Uderzali go pięściami po głowie. Tak mocno, że chłopak został w ciężkim stanie przewieziony do szpitala. Przeszedł dwie bardzo poważne operacje głowy i w śpiączce przebywa na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii. Źródło

Młoda koninianka odpowie za udostępnianie i posiadanie znacznej ilości narkotyków. Jej ojciec natomiast za zmuszanie policjantów do zaniechania czynności służbowych.
Kilka dni temu policjanci wydziału kryminalnego weszli do jednego z mieszkań w Koninie z prokuratorskim nakazem przeszukania. Znaleźli tam ponad 400 gramów narkotyków. Mundurowi zatrzymali w związku z tym 29-letnią kobietę. Jednak w trakcie wykonywania czynności służbowych, policjantom zaczął grozić ojciec 29-latki. Mężczyzna również został zatrzymany. Źródło

Rozwoziciel pizzy z narkotykami. Mężczyźnie może grozić nawet do 10 lat więzienia.
Do zatrzymania 19-letniego pracownika jednej z konińskich pizzerii doszło wczoraj popołudniu. Na ul. Przemysłowej mundurowi skontrolowali rozwożącego pizzę, który jak się okazało miał w samochodzie ponad 14 gramów marihuany. Młody mężczyzna miał też przy sobie ponad tysiąc złotych. Źródło

Konin. Po biesiadzie wciągnęli grilla do altany. Kobieta nie żyje. Do zdarzenia doszło na terenie ogródków działkowych przy ul. Staromorzysławskiej. 31-latka wspólnie z 27-letnim mężczyzną spędzała czas przy grillu. Kiedy para zakończyła biesiadę, nie do końca przygaszony grill, wciągnęli do altany i poszli spać. Rano rodzice kobiety zaniepokojeni brakiem informacji od córki pojechali na działkę. Niestety 31-latka już nie żyła. Źródło

Policjanci zatrzymali trzech mieszkańców Konina w wieku od 20 do 25 lat, którzy w sobotę 2 czerwca wtargnęli do mieszkania przy ul. Dworcowej i podczas szamotaniny wypchnęli przez okno 24-latka. Źródło

Policja poszukuje sprawcy napadu na jeden z kiosków przy ul. Wyszyńskiego w Koninie.
Nieustalony dotąd mężczyzna zaatakował ekspedientkę kiosku przedmiotem przypominającym broń. Grożąc kobiecie, zmusił ją do wydania biletów MZK.
Napastnik ukradł bilety o wartości 1100 zł. Sprzedawczyni nic się nie stało. Źródło

Policjant wracający z nocnej służby, zatrzymał się na stacji paliw w Starym Mieście. Tam zauważył będącego pod wpływem alkoholu 19-latka, który wsiadł do auta i odjechał. Mundurowy powiadomił dyżurnego i pojechał za nim. Kiedy samochód zatrzymał się przed jedną z posesji, policjant podbiegł do kierowcy i okazał legitymację służbową informując 19-latka o powodzie interwencji. Wtedy młody mężczyzna uderzył policjanta pięścią w twarz. Funkcjonariusz zdołał obezwładnić awanturnika, który został zabrany przez policyjny patrol do konińskiej komendy. Tam badanie wykazało ponad 2 promile alkoholu w organizmie kierowcy. Źródło

Na piątkowej dyskotece w remizie w podkonińskiej Honoratce bawiło się aż 300 osób. Nocny hałas na tyle był uciążliwy dla mieszkańców miejscowości, że postanowili wezwać policję. Okazało się, że organizator dyskoteki nie miał koniecznych zezwoleń i dokumentów. Odpowie on teraz za złamanie prawa autorskiego w związku z nielegalnie graną muzyką oraz za naruszenie przepisów karno-skarbowych, jeśli chodzi o sprzedaż alkoholu bez pozwolenia. Źródło

#konin #policja #ciekawostki #kryminalne
+128
MadelnPoIand
Bardzo zależy mi na tym odcinku 997.
Z tego co ustaliłem jest to odcinek nr. 406 emitowany dnia 24.11.2003r.
Jest szansa gdzieś go znaleźć?

#997 #csiwykop #kryminalne #kiciochpyta #mk997
+3
kotelnica
Chodzi o Petera Kürtena, którego aresztowano 6 mc później https://ciekawostkihistoryczne.pl/2014/06/02/upior-z-dusseldorfu-niemiecki-kuba-rozpruwacz-18/
Gazeta Poranna nr 9020, 13 listopada 1929 r.
#archiwalia #ciekawostki #niemcy #dusseldorf #zbrodnia #kryminalne
+2
kotelnica
Bandyci o wrażliwych uczuciach patriotycznych
Gazeta Poranna nr 9040, 13 listopada 1929 r.
#archiwalia #ciekawostki #lwow #kresy #kryminalne #patriotyzm
+1
kotelnica
OBŁAWA NA ZAJĄCA - 90 lat temu
Gazeta Lwowska nr 261, 13 listopada 1929 r.
#archiwalia #ciekawostki #lodzkie #syski #tuszyn #piotrkowtrybunalski #lodz #kryminalne #policja
+6
bayonetta112
Może i gwałciciel, jednak przede wszystkim to jest uchodźca.

#ciekawostki #kryminalne #anglia #wydarzenia #imigranci
+7
robert5502
To jest skaner do okradania kart?
#technologia #pytaniedoeksperta #kryminalne #hackingnews
+46
Tadumtsss
Pan Michał Fajbusiewicz tak naprawdę ma na imię Marian.
#ciekawostki #mk997 #pewniebylo #kryminalne
+6
Zwiadowca_Historii
Próbował na aukcji sprzedać elementy czołgu Sherman oraz samolotu PZL.23 Karaś – został zatrzymany przez policję Link do znaleziska: https://www.wykop.pl/link/5208691/probowal-na-aukcji-sprzedac-elementy-czolgu-sherman-oraz-samolotu-pzl-23-karas/

Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii - tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii lub zaplusuj ten komentarz, bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

#polska #policja #militaria #samoloty #iiwojnaswiatowa #czolgi #wojna #kryminalne #ciekawostki #lubelskie #lublin #lukow #poszukiwacze #wykrywaczmetalu
+9
Megasuper
Jak ktoś lubi podcasty w szczególności kriminał to polecam tą historię xD no kurwa siedzę i nie mogę w to uwierzyć xD w skrócie rodzice 4 adoptowanych dzieci znęcali się nad dziećmi. Wszystko wyszło na jaw bo jedno dziecko powiedziało nauczycielce że było bite tłuczkiem do schabowych. Rodzice skazani na 5 lat. Nie idą do więzienia bo sąd nie może znaleźć biegłych od 3 lat . Nagle okazuje się ojciec to były ksiądz a matka była adoptowana przez jakąś hitlerówe z Oświęcimia która biła ja biczem. XD ale to jeszcze nic.. a to wszystko w Polsce #kryminalne #kryminalistyka #podcast #reportaz https://audycje.tokfm.pl/podcast/82011,Sledztwo-Pisma-Dzien-w-ktorym-Damian-pekl-odcinek-1 +7
popkulturysci
Nasi chłopcy - recenzja izraelskiego serialu kryminalnego HBO: Nasi chłopcy to serial wstrząsający, boleśnie uczciwy, mocny, poruszający i relatywnie bezkompromisowy. Obok Czarnobyla jest nie tylko jedną z najlepszych tegorocznych nowości, ale jednym z najważniejszych seriali w ogóle. Czytaj więcej>>

#serial #seriale #hbo #hbogo #izrael #nasichlopcy #ourboys #kryminalne
+1
popkulturysci
A Confession - recenzja serialu kryminalnego: Kiedy dowiedziałem się, że Martin Sheen pojawi się w nowym serialu kryminalnym, byłem kupiony z miejsca. Jednak A Confession poza głośnym nazwiskiem i wstrząsającą historią opartą na faktach nie oferuje wiele. Po finale doszedłem do tego, że tanio sprzedałem skórę, ale przynajmniej dowiedziałem się czegoś interesującego. Czytaj więcej>>

#serial #seriale #kryminalne
+1
robert5502
Historia (prawie) upadku Wisły Kraków, klubu futbolowego, przejętego przez kiboli-bandytów, którzy bezwzględnie złupili klub. Dostajemy przy okazji portret kibolstwa gdzie rządzą ciemne interesy, przemoc i pieniądz, oraz środowiska futbolowego gdzie najważniejsza kasa. To w gruncie rzeczy bardzo smutna książka, ale ważna bo prawdziwie pokazująca sytuację w naszej piłce nożnej.

Zaczyna się książka Jadczaka od historii kiboli-bandytów z Krakowa, dosyć standardowej: rozboje, narkotyki, ścisła hierarchia w gangu, pięść i nóż jako główne narzędzia dyscypliny i rozwiązywania konfliktów, walki na śmierć i życie z kibolami z wrogich plemion. Także pieniądz jako podstawowy motyw działania: nie liczą się przyjaźnie czy inne wyższe wartości typu miłość do klubu piłkarskiego, ważna jedynie kasa. To są rzeczy znane i wielokrotnie opisywane. Co nowe w książce to dokładny opis przejęcia przez bandytów klubu piłkarskiego: w pewnym momencie gangsterzy zaczęli rządzić Wisłą Kraków. Ciekawie pokazuje Jadczak jak do tego doszło, oto doświadczeni działacze oddają klub w ręce bandytów, licząc na co? Trudno powiedzieć, bo pytani mocno mącą.

A klub piłkarski to małe przedsiębiorstwo, są wydatki i wpływy, zatrudnia się i zwalnia ludzi, trzeba mieć jasną politykę zarządzania i wizję rozwoju. I do takiej firmy przychodzą rządzić prymitywy, którym zależy tylko na szybkiej kasie, więc złupili Wisłę do szczętu i doprowadzili na skraj bankructwa. W czasie ich rządów w klubie było ciekawie: „Działacze i trenerzy zaczęli się bać przychodzić do klubu. „Dochodziło do sytuacji, gdy bandyci tłukli głowami działaczy o stół w sali konferencyjnej, a po ścianach lała się krew” – wspomina jeden z byłych pracowników klubu.”

Wiele tam smaczków, oto doświadczony biznesmen, Bogusław Cupiał sprzedał Wisłę Jakubowi M., notorycznemu oszustowi, raczej nałogowemu oszustowi: facetowi nie wystarczało naciąganie biznesmenów na setki tysięcy, skusił się też na dwa tysiące pożyczki z Providenta, której oczywiście nie spłacił. Wspólnikiem oszusta był Marek Citko, były piłkarz, którego rola w całej aferze jest co najmniej dwuznaczna, ale nie przeszkadza to dziennikarzom zapraszać gościa do programów o piłce jako eksperta, wszystko to brzydko pachnie. W ogóle całe futbolowe środowisko moralnie jest mało ciekawe, kasa tam rządzi a zwyczajna przyzwoitość mało ceniona.

A w centrum całej afery jest osławiony Misiek, czyli Paweł M., który za rzuceniem noża w głowę Dino Baggio spędził osiem lat za kratkami, a potem przejął rządy w klubie, z tym, że Jadczak pisze, iż Misiek jest może jedynym kibolem, któremu autentycznie zależało na klubie. A teraz znowu siedzi w ciupie i sypie byłych kumpli-kiboli, rzecz jest poważna, bo w grę wchodzą duże przestępstwa.

Jak to się stało, że bandyci przejęli klub i długo pozostawali bezkarni? Jadczak pisze, że ważna była tu specyfika Krakowa: „Niby duże miasto, ale klimat ma bardzo małomiasteczkowy. Wszyscy się znają albo mają chociaż wspólnych znajomych. Każdy wie wszystko o wszystkich, (...) Tu interesy się załatwia zakulisowo, półoficjalnie, a najlepiej nieoficjalnie. Ludzie z zewnątrz są niechętnie widziani, trudno przebić im się przez krakowską skorupę.”

To smutna książka, bo dotyczy nie tylko Krakowa i Wisły ale też polskiej piłki. Czy największym problemem naszego futbolu są kibole? Nie wiem, ale wiem, że poważnym. Daje mały promyk nadziei Jadczak na końcu: „Kibole to rak, który zjada polską piłkę od środka. Ale w XXI wieku raka da się wyleczyć.” mniej

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4892513/wisla-w-ogniu
#ksiazki #sport #pilkanozna #wislakrakow #krakow #kryminalne #neuropa #polska #ekstraklasa
+18
Pokaż następne