SuperEkstraKonto
The Stuff (1985)

Cześć! Dziś przygotowałem dla was kolejny klasyk jakim jest „The Stuff” lub jak nazywa go nasz polski dystrybutor „Substancja”, czyli lekki komedio-horror będący komentarzem amerykańskiego konsumpcjonizmu. Zapraszam!

Pewnej zimowej nocy kilku pracowników kopalni odkrywa wydzielającą się z ziemi maź, która nie tylko jest jadalna, ale przy tym bardzo smaczna. Nasi dzielni górnicy wpadają więc na genialny pomysł wprowadzenia tej dziwnej substancji na rynek i zarobienia na niej pieniędzy. Co będzie dalej? Cóż, o tym (niestety) będziecie musieli przekonać się sami.

Reżyserem i scenarzystą tego dzieła jest Larry Cohen, człowiek znany fanom b-klasowego kina grozy lat 80. tych, za swój legendarny już film o morderczym noworodku - „It’s Alive”, czy chociażby za scenariusze między innymi do kultowego już „Maniac Cop” (którego już tutaj opisywałem) albo całkiem niezłego, choć dziś zapomnianego slashera - „Uncle Sam”. Co do warstwy audiowizualnej to, nie wyróżnia się niczym od innych horrorów z tamtego okresu. Na pochwałę jednak zasługują efekty specjalne, które choć nie robią już teraz większego wrażenia to swoim urokiem i kiczem jeszcze bardziej pozwalają nam się wczuć w klimat lat 80. tych.

Jeżeli chodzi o sam film to wypada on poprawnie. Jednak nie można odnieść wrażenia, że Cohen aż za bardzo zainspirował się tanimi monster movies z lat 50. tych, bo wszystko, od powolnie rozkręcającej się fabuły, przez tytułowy Stuff, aż po głównych bohaterów przywodzi na myśl dzieła z tamtych lat. Ogólnie nic do tego nie mam, jednak w tym przypadku nie wychodzi to jego dziełu na dobre. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to jakiś gniot, ale boli fakt, że taki pomysł nie został odpowiednio wykorzystany i zamiast ociekającego akcją horroru dostajemy rozwleczony, irracjonalny i nudny film, w którym główną atrakcją jest oglądanie jak biała maź przykleja się do ściany. Sytuacji nie poprawia aktorstwo, które zawodzi na całej linii. Jednak nikt nie wypada tak źle jak grający jedną z głównych postaci Scott Bloom. Jego mimika i ton w jakim wypowiada swoje kwestie pozwala sądzić, że jest on chyba jakimś krewnym tego robota z „Power Rangers”, wiecie tego z talerzem zamiast głowy.

Wspominałem wyżej, że film miał być swego rodzaju komentarzem amerykańskiego konsumpcjonizmu i choć nie jest to poziom „Dawn of the Dead”, to mimo wszystko twórcą należą się pochwały, że z tej nudnej 93 minutowej epopei możemy wynieść jakiś morał. Banalny, bo banalny, ale zawsze coś.

Podsumowując, czy polecam? Powiem tak, dla fanów kina klasy b jest to raczej pozycja obowiązkowa, jeśli jednak nimi nie jesteście albo oglądaliście to dzieło dosyć dawno na vhsie to najlepiej dla was jakbyście je sobie odpuścili i nie psuli sobie dobrych wspomnień.

Moja ocena: 4/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Substancja-1985-10913

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+12
SuperEkstraKonto
Sorority House Massacre (1986)

Siemka, dawno nie było żadnego wpisu, ale zaskoczę was i powiem, że nie było to podyktowane moim lenistwem, a jedynie złośliwością rzeczy martwych, dlatego dziś przygotowałem kolejny slasher, który chciałbym wam serdecznie polecić. Zapraszam na "Sorority House Massacre" albo jak ja wolę go nazywać "Halloween 2.0"!

Beth to świeżo upieczona studentka, która właśnie trafiła do bractwa(?) studenckiego. Od samego początku dziewczynę zaczynają męczyć niepokojące wizje. Widzi w nich młodego, ociekającego krwią, mężczyznę. Nie wie jeszcze, że wkrótce te przerażające sny staną się jawą, kiedy będzie zmuszona walczyć z nim o własne życie.

Tyle jeżeli chodzi na fabułę, która jak to na slasher przystało nie jest zbytnio skomplikowana i medal z kartofla dla tego kto nie zdoła się domyślić "niespodziewanego" twistu fabularnego w ciągu pierwszych piętnastu minut. Dobra, ale dlaczego nadałem temu filmowi tak wymyślny tytuł? Ponieważ film to kropka w kropkę "Halloween" i gdyby nie fakt, że zabójca nie nosi charakterystyczniej białej maski to możecie odnieść wrażenie, że oglądacie jakąś alternatywny sequel dzieła Johna Carpentera. Wszystko jest zerżnięte do granic możliwości. Od fabuły, przez podobne budowanie napięcia, zabójstwa i kilka innych scen, których nie chce wam teraz zdradzać, ale gdy je zobaczycie to przyznacie mi racje.

Reżyserem i jednocześnie scenarzystą tego dzieła był Carol Frank, który podobnie jak wielu innych twórców, których zdążyłem wam już tutaj przedstawić postanowił pewnego dnia, że nakręci jeden jedyny film i na tym zakończy swoją karierę w branży filmowej. Za muzykę odpowiadał Michael Wetherwax, który wykonał bardzo kiepską robotę i serio nie jestem jakoś super wymagający, ale jego praca mogłaby na prawdę pomóc wprowadzić nas w klimat filmu, sprawić, że będziemy się bać czy nawet zadziałać na naszą wyobraźnię, niestety nic takiego się nie dzieje i przez osiemdziesiąt sześć minut dostajemy jeden niezły kawałek (na samym początku) i jakieś dziwne plumkanie przez resztę filmu. Skoro już tu jestem to wspomnę jeszcze o dźwięku, bo przez pierwsze pięć minut nie słyszymy nic innego jak tupanie butów, więc znowu, medal z kartofla dla tego, kto zrozumie co przez ten czas mówią do siebie główne bohaterki. Co do zdjęć, to wypadają nieźle, a nawet jak na taki horror to wypada zaskakująco dobrze, Marc Reshovsky wykonał kawał dobrej roboty i genialnie buduje napięcie i po części wynagradza nam kieską warstwę audio. Co do aktorów, no to zdecydowanie Angela O'Neill (Beth) wypada z nich wszystkich najlepiej, chociaż też nie jest to jakaś wybitna rola.

Podsumowując, czy mi się podobało? Tak, nie jest to niby coś wyjątkowego i specjalnego, to bezpieczny slasher, który dostarczy tego co powinien dostarczyć, czyli dobrej zabawy. Ogólnie polecam go na jakiś nudny wieczór ze znajomymi, bo chyba wtedy "wejdzie" najlepiej.

Moja ocena: 5/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Masakra+w+domu+kobiet-1986-175622

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+16
SuperEkstraKonto
Halloween III: Season of the Witch (1982)

Serii "Halloween" chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, liczne sequele i remaki sprawiły, że przygody Michaela Myersa i jego charakterystyczna biała maska już na stałe zapisały się wielkimi literami w historii kina grozy. W pierwszej części John Carpenter zaserwował nam dzieło nowatorskie, rewolucyjne i oficjalnie stworzył nowy podgatunek nazywany dzisiaj slasherem, oczywiście wcześniej podwaliny pod niego dał Mario Bava w swoim "Reazione a catena", ale o tym kiedy indziej. Nic więc dziwnego, że kiedy "Halloween" trafiło do kin w 1978 roku ludzie oszaleli na jego punkcie. Bilety sprzedawały się jak świeże bułeczki, a sam film zarobił na całym świecie ponad 60 milionów, co stanowiło ponad 185 razy tyle ile wynosił jego budżet. Od razu zaczęto się brać za kręcenie kolejnej części, która miała raz na zawsze zakończyć wątek Myersa. W 1981 roku na ekrany kin wchodzi "Halloween II", z miejsca stając się hitem. Studio Universal miało w swoich rękach kurę znoszącą złote jaja, dlatego podjęto decyzje o nakręceniu kolejnej części cyklu. Carpenter (jako producent) przystał na ten pomysł, jednak jego wizja całej serii była inna niż myśleli fani. Nie chciał by jego "dziecko" było kojarzone tylko i wyłącznie z psychopatą w białej masce, ale żeby były to filmy, w których każda część opowiada inną, niepowiązaną ze sobą historię. Tak o to powstało "Halloween 3: Sezon czarownic", o którym chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć. Zapraszam!

Tydzień przed tytułowym Halloween w jednym z amerykańskich szpitali zostaje przywieziony lokalny sprzedawca masek. Mężczyzna majaczy, ciągle trzymając w ręku popularną obecnie maskę irlandzkiej firmy Silver Shamrock. Nad tajemniczym pacjentem dyżur pełni, niestroniący od alkoholu rozwodnik z dwójką dzieci, Dr Daniel Challis. Dan jest całą sytuacją lekko zmieszany, podaje starcowi środki uspokajające, a sam udaję się na spoczynek do swojego gabinetu. Niestety, w nocy pacjent zostaje brutalnie zamordowany, a jego oprawca oblewa się benzyną i podpala na szpitalnym parkingu. W tym samym czasie w telewizji trwa wesoła kampania reklamowa wspomnianej przeze mnie wyżej firmy, która nawołuje wszystkie dzieci, by trzydziestego pierwszego października zasiadły w maskach przed telewizorami i zobaczyły niespodziankę przygotowaną dla nich przez Silver Shamrock.

Jeśli chodzi o fabułę, to nie chcę zdradzać nic więcej, by nie zepsuć wam seansu. Jedyne co mogę powiedzieć to jeżeli spodziewacie się kolejnego slashera, to niestety będziecie bardzo zawiedzeni. "Halloween III" bowiem, to film całkowicie oderwany od całego uniwersum, taki jednostrzałowiec i gdyby nie tytuł i kilka "mrugnięć oka" od twórców nikt nie powiedziałby, że jest to kolejna część tego kultowego cyklu. Niestety widzowie, którzy poszli na niego do kina o tym nie wiedzieli i cóż, powiedzieć, że byli wkurzeni to tak jakby nic nie powiedzieć. Film okrył się złą sławą, fani czuli się oszukani i wykorzystani. Ludzie nie zostawili na nim suchej nitki, dzieło Wallace było niesamowicie krytykowane i wiele osób omija tą część szerokim łukiem i przyznam szczerze, że też unikałem go jak ognia. W zasadzie to udało mi się go zobaczyć kilka dni temu przez całkowity przypadek i ku mojemu zaskoczeniu bardzo dobrze się na nim bawiłem, bo nie zważając na tytuł "Halloween III" to kawał solidnego, trzymającego w napięciu, a miejscami nawet nowatorskiego kina grozy, który każdy powinien zobaczyć.

Jak wcześniej wspomniałem za reżyserię tego obrazu odpowiedzialny był debiutujący w tej roli Tommy Lee Wallace, (znany później chociażby z genialnego miniserialu "It" z 1990 roku, a także z kultowego "Baywatch") który również razem z Nigelem Knealem przygotowali scenariusz do filmu. Za muzykę odpowiadał duet John Carpenter i Alan Howarth, którzy wykonali kawał dobrej roboty, tworząc psychodeliczną, hipnotyzującą i przerażającą ścieżkę dźwiękową. Za kamerą stanął tutaj po raz trzeci Dean Cundey i jak zawsze stanął na wysokości zadania, no co tu dużo mówić, jego praca jest wprost genialna. Pod względem aktorskim to Tom Atkins w moim odczuciu wypada z całej obsady najlepiej, a z Stacey Nelkin tworzą ciekawą parę, widać pomiędzy nimi jakąś chemię, wiadomo nie są to jakieś wiekopomne role, ale jak na taki budżet wypadają nadzwyczaj dobrze.

Czy polecam? Tak, naprawdę warto go zobaczyć. To niezwykle niedoceniony horror, który starał się pchnąć w serię trochę świeżości, ale ówczesna widownia nie była na niego gotowa i wyszło jak wyszło. Przykro się patrzy jak takie cudowne dzieła ulegają zapomnieniu, dlatego gorąco zachęcam do sięgnięcia po to dzieło dzisiejszej nocy.

Moja ocena: 8/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Laleczka-2019-814760

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+15
SuperEkstraKonto
Child's Play (2019)

Dziś wpis wyjątkowy, bo nie dość, że po raz pierwszy przedstawiam wam film z naszego wieku, to będzie to nowiutkie i świeżutkie "Child's Play" czyli kontynuacja, a raczej generalny reboot serii o morderczej laleczce. Dlaczego tak nagle pojawia się tu nowość? No cóż, nie przyzwyczajajcie się, po prostu czuje się w obywatelskim obowiązku by polecić wam to cudo. Dlatego rozsiądźcie się wygodnie i zapraszam do czytania!

Andy Barclay to nieśmiały, młody chłopak, który wraz ze swoją matką Karen przeprowadzili się do nowego mieszkania. Mało jest nam wiadomo o przeszłości tej dwójki, co z jednej strony dodaje im troszkę tajemniczości i sprawia, że zaczynamy się nimi interesować, a momentami nawet zaprzyjaźniać. Karen pracuje w sklepie z zabawkami, w którym hitem sprzedaży jest obecnie lalka "Buddi", będąca taką Alexą albo Siri tylko na większą skalę, czyli no nie wiem włącz lodówkę, wyłącz telewizor i tak dalej. Pewnego dnia w ręce młodej matki trafia uszkodzona sztuka zabawki, a kobieta zabiera ją do domu. Nie wie jeszcze, że właśnie sprowadza na siebie i swojego syna wielkie niebezpieczeństwo.

Jak się to skończy? Tego już dowiecie się sami, ale mogę wam zagwarantować, że twórcy dołożyli wszelkich starań, aby zaskoczyć widza i im się to udaje. Nowe "Child's Play" bowiem to nie tylko świeży, zgrabnie napisany komedio-slasher, to również dzieło będące komentarzem na wszechobecną technologie i na ile zaczynamy jej pozwalać. Film Larsa Klevberga to hołd dla horrorów kina klasy b. Co rusz możemy się w nim natknąć na różne smaczki od chociażby stroju leprechauna dla Buddiego, przez seans "TCM II", po masę plakatów filmowych, w których moim ulubieńcem jest ten od "Morderczych klownów z kosmosu" (swoją drogą to dziwne, że jeszcze o nich nic nie napisałem, ale to może następnym razem).

Jak już wcześniej wspomniałem za reżyserię tego dzieła odpowiedzialny był Lars Klevberg, twórca tego nowego "Polaroida" i krótkometrażówki o tym samym tytule. Scenariusz napisał Tyler Burton Smith, któremu muszę pogratulować, bo rzadko się zdarza, żeby ktoś tak genialnie połączył horror z czarną komedią, a temu panu to sie udało. Także ekipie od efektów specjalnych należą się gratulacje, bo wykonali kawał, dobrej roboty. Film jest krwawy i brutalny nawet mojej różowej zdarzało się odwracać głowę w trakcie seansu, a to jest już wyczyn. Jeżeli chodzi o aktorów, to również dali radę, w szczególności Mark Hamill wcielający się w Chuckiego. Jego głos jest po prostu świetny, a lalka momentami brzmi jak Joker z animowanych filmów o Batmanie, co rusz rzucając jakimiś sucharami. Na pochwałę zasługuję także wcielający się w główną rolę Gabriel Bateman, który, o zgrozo, jak na postać dziecięcą nie jest irytujący, a jego postać da się polubić. Także Aubrey Plaza wypada całkiem nieźle, co prawda nie jest to poziom tamtej dwójki, ale daje radę.

Co do seansu, to w moim odczuciu jest lepiej niż w oryginalnym "Child's Play". Twórcy doskonale przenieśli klimat pierwszej części w bardziej odpowiadające jej realia. Nie zaznamy tutaj żadnych okultystycznych obrządków, sekt i innych szatanów. Głównym przeciwnikiem jest technologia, tak jak to powinno wyglądać od samego początku. Czy polecam? Oczywiście, że tak! Dobra zabawa i masa śmiechu gwarantowane, a dla fanów Chuckiego jak i horrorów w ogóle to pozycja obowiązkowa!

Moja ocena: 7/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Laleczka-2019-814760

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+17
SuperEkstraKonto
Blood Rage (1987)

Cześć, za oknem gorąco, a ja siedzę i oglądam te horrory. Dzisiaj, mam dla was kolejną zapomnianą perełkę kina klasy B, czyli "Blood Rage". Także zapraszam do czytania!

Todd i Terry to z pozoru dwaj niczym nie odróżniający się od swoich rówieśników bracia bliźniacy. Pewnej nocy matka chłopców Maddy zabiera ich na swoją randkę do kina samochodowego. Podczas, gdy ta migdali się z absztyfikantem, bracia wymykają się tylnymi drzwiami. Todd kradnie z pickupa siekierę i brutalnie morduję jakiegoś chłopka, który serduszkuje się (#pdk) ze swoją dziewczyną. Następnie całą winą obarcza Terry'ego, który zostaje wysłany do szpitala psychiatrycznego. Tutaj przenosimy się o kilkanaście lat. Todd prowadzi normalne życie. Ma dziewczynę, znajomych, dobrze radzi sobie w szkolę, jednak wciąż, w tym z pozoru normalnym chłopaku mieszkają mordercze instynkty, które czekają na odpowiedni moment, by znowu się ujawnić.

"Blood Rage" to przykładowy slasher ze złotej ery lat 80. tych. Film został wyreżyserowany przez Johna Grissmera, a scenariusz przygotował Bruce Rubin. Obaj panowie nie mają jakiejś rozbudowanej filmografii, co zresztą widać, ale udało im się stworzyć całkiem ciekawy horrorek. Za efekty specjalne odpowiedzialny był Ed French, który wykonał na prawdę kawał dobrej roboty. Krew, flaki, odcięte głowy i ręce są tutaj na porządku dziennym, więc dla fana gore jest to pozycja wręcz obowiązkowa.

Jak to się ogląda? Ogólnie nie jest źle, film ma fajny klimat, a sceny morderstw cieszą oko. Nie ma też tutaj żadnych przestojów, to znaczy, że akcja jest non stop. Także kill count jest zaskakująco wysoki do końca filmu mamy z 11 ofiar. Fabularnie też nie jest źle, historia wciąga i angażuje widza. Jedynym minusem jest aktorstwo, które wypada nijako, z jednej strony mamy Marka Sopera, który daje z siebie wszystko grając dwie postacie, a z drugiej Louise Lasser, która swoimi zachowaniami i lamentami irytuje niemiłosiernie. Czy polecam? Oczywiście zarówno fanom gatunku, a także zwykłym widzom.

Moja ocena: 8/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Blood+Rage-1987-164704

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+21
SuperEkstraKonto
The Dorm That Dripped Blood (1982)

Cześć! Dziś piątek piąteczek, piątunio, więc pasuje zacząć weekend o jakiegoś horroru i tu wchodzę ja, cały na biało. Dzisiaj po dość długiej nieobecności wracam do (moim zdaniem) najlepszego podgatunku horrorów czyli slasherów. Dlatego rozsiądźcie się wygodnie, przeczytajcie, a może znajdziecie seans na dzisiejszy wieczór. Zapraszam!

Czworo przyjaciół (Joanne, Patty, Craig i Brian) trafia do domu, który w najbliższym czasie ma zostać przeznaczony do rozbiórki. Z tego co ogarnąłem to mają oni w jakimś sensie ten dom ogarnąć/zabrać rzeczy, no przyznaje się, że nie wiem po co oni tam są xd. Na filmwebie jest napisane, że mają z niego zabrać wszystkie nadające się do użytku rzeczy, więc przyjmijmy to za pewnik, ale mocno bym z tym polemizował. W każdym razie są w tym domku, sprzątają sobie, a tu nagle pojawia się jakiś menel. No i ten typek w zasadzie łazi sobie po lesie, grzebie w śmieciach i patrzy się przez szybę w trakcie burzy. Ci przyjaciele no są zestresowani i wkurzeni, bo w końcu no jakiś menel im łazi po posesji, jednak nie wiedzą jeszcze, że to nie jest ich największy problem...

Za reżyserię tego dzieła odpowiadają Jeffrey Obrow i sam Carpenter, Stephen Carpenter xd, panowie najwidoczniej są dobrymi kumplami, bo "The Dorm..." był ich debiutanckim filmem, a sami oprócz niego wyreżyserowali kilka innych hiciorów pokroju "The Kindred". Za scenariusz oprócz wymienionych wyżej panów zaangażowana była również Stacey Giachino, dla której była to pierwsza i ostatnia przygoda w świecie kina (jeśli chodzi o bycie scenarzystą). Zdjęcia jak pewnie się domyślacie też śą zrobione przez Carpentera i to akurat widać. W filmie jest okropnie ciemno i rozumiem ten zabieg, bo dzięki temu nie trzeba wydawać za dużo na efekty, ostrzegam bo niektórych może to zirytować, ale plusem takich ujęć jest fakt, że dodają takiego przyjemnego klimatu.

No dobra, jak to się ogląda? Początek jest obiecujący, potem jak zwykle przy slasherach klasy B trzeba przedrzeć się przez 15 do 20 minut nudy, a potem wszystko się zaczyna. Krew się leje, ludzie krzyczą, są odcinane kończyny ugotowane zwłoki i inne rzeczy, o których to wy musicie się już przekonać. Duży plus za końcówkę, która odcina się od typowych dla ówczesnych horrorów zakończeń i serwuje nam coś nowego, świeżego. Serio na prawdę warto zobaczyć ten film tylko dla niej. Ogólnie nie jest źle, ot taki klasyczny slasher dla fanów gatunku.

Moja ocena: 5/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Sypialnie+ociekaj%C4%85ce+krwi%C4%85-1982-214602

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+10
SuperEkstraKonto
The Suckling (1990)

Dzień dobry w ten piękny środowy poranek! Kolejny wpis i kolejny film, ale tym razem będzie o zmutowanym płodzie i klinice aborcyjnej w burdelu. Także bez zbędnego gadania, zapraszam!

Jest sobie pewna parka nastolatków, sorry ale są tak charakterystyczni, że już zapomniałem jak się nazywają, no i po owocnym przytulaniu i unoszeniu wysoko miednicy (#pdk) spodziewają się bombelka. Oczywiście chłopak dziewczyny jak na prawdziwego faceta przystaje zawozi dziewczynę do burdelu. Tam poznają oni burdel mamę, nazwaną tutaj bardzo oryginalnie BIGMOMMA, która jednocześnie oprócz dorabiania na młodych dziewczynach hobbistycznie prowadzi też klinikę aborcyjną. Oczywiście dziewczyna tego chłopaka myśli, że to tylko "konsultacje", w sumie nic dziwnego konsultacje w burdelu xd. W każdym razie BIGMOMMA zabiera tą dziewczynę do pokoju, ogłusza ją czymś i robi tą aborcje, a płód spłukuje w kiblu. Stamtąd trafia do ścieków, w których jakimś cudem są "tajemnicze środki" i ten płód zaczyna sobie mutować. Co się dalej stanie, to już musicie dowiedzieć się sami.

Reżyserem jak i scenarzystą tego dzieła był Francis Teri, człowiek, który nakręcił w swoim życiu tylko jeden film, więc mogę dumnie powiedzieć, że jestem zaznajomiony z jego całą filmografią. Często jest tak, że stare monster movies mają to do siebie, że monstra bawią zamiast budzić grozę i strach, dlatego chciałbym zrobić teraz coś, co rzadko robię, czyli pochwalić pana od efektów specjalnych potwora, czyli Ralph Cordero, który odwalił kawał dobrej roboty. Z tego co wyczytałem wykonanie kostiumu kosztowało około dziesięciu tysięcy dolarów, co widać, bo na prawdę jest solidnie zrobiony, a kogoś z małymi nerwami może nawet i wystraszyć. Co do muzyki to również muszę zaznaczyć, że wypada całkiem nieźle, jeśłi ktoś lubi takie psychodeliczne klimaty to na prawdę polecam.

No dobra, ale jak to się ogląda? Ciężko, znaczy nie chodzi mi o akcję, efekty czy fabułę, po prostu film ma taki ciężki, lekko surrealistyczny klimat i w zasadzie przez cały seans czułem dość duży niepokój. Jest też kilka momentów, w których spytacie się siebie: "Co ja właściwie oglądam?!", ale w ogólnym rozrachunku wypada zaskakująco nieźle. Czy polecam? Oczywiście, że tak, moim zdaniem to właśnie jedna z tych zapomnianych perełek złotej ery VHS i pozycja wręcz obowiązkowa dla wszystkich fanów gatunku.

Moja ocena: 6/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Zemsta+embriona-1990-245011

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+17
SuperEkstraKonto
The Grapes of Death (1978)

Siema, to ja! Dawno nie było wpisu, ale życie prywatne, studia i praca spowodowały, że nie miałem dużo czasu na oglądanie filmów, a jak już coś udało mi się obejrzeć to albo nie był to horror tylko jakiś mainstreamowy hicior, albo po prostu nie nadawał się bym o nim tutaj pisał. Ogólnie ten też nie jest wyjątkiem, bo "Mordercze Winogrona" nie są dobrym filmem grozy, a bardziej bekowym crapem do obejrzenia na rozluźnienie po stresującym dniu. Ale już bez zbędnego rozpisywania się, zapraszam do czytania!

Élisabeth to młoda kobieta, która wraz ze swoją przyjaciółką jadą sobie na wakacje pociągiem. Od razu mówie, że nie są to jakiś lamerski wyjazd na Karaiby czy inne Malediwy, ale wczasy w malowniczej wiosce, w której nic się nie dzieje a czas zatrzymał się w latach 20. XX wieku. Élisabeth zamierza odwiedzić tam swojego chłopaka, który pracuje/ jest właścicielem ( sory, ale to taka ważna informacja, że zapomniałem) w każdym razie tam jest i to się liczy. Nagle przyjaciółce naszej protagonistki chce się chyba srać, nie wiem, ale idzie sobie do kibla. Oczywiście zostaje tam szybko brutalnie zamordowana przez jakiś wieśniaków. Élisabeth widząc to ucieka szukać pomocy. Nie wie jednak, że cała wiocha została skażona przez zatrute eksperymentalnymi pestycydami winogrona.

Zanim na dobre się rozkręcę chce zaznaczyć, że nigdy nie byłem i w zasadzie nie jestem zwolennikiem francuskich horrorów. W swoim życiu może z dwa, ale na pewno postaram się zgłębić ten gatunek, szczególnie, że moja misja z video nasty zawiera kilka "smaczków" z tego kraju. Wracając do filmu, jak widzicie fabuła nie jest wymagająca, można wręcz powiedzieć, że właśnie opowiedziałem wam 2/3 filmu, ogólnie jest tu dużo biegania, krzyczenia i dziwnych decyzji głównych bohaterów. Podobno jest to pierwszy zombie movie z Francji i to widać, ale na rozmowę na temat charakteryzacji jeszcze przyjdzie czas. Za reżyserię tego cuda odpowiedzialny był Jean Rollin czyli reżyser dość popularny w środowisku fanów filmów grozy. Twórca takich hiciorów jak chociażby "Martwa żyjąca dziewczyna", swoją drogą może kiedyś o tym filmie tutaj napiszę, jeśli go dokończę xd. Jeśli chodzi o zdjęcia to odpowiadał za nie Claude Bécognée i w zasadzie niczego mu nie można zarzucić. Dużo statycznych zdjęć, takie ojeju hmm, no jak ktoś oglądał pierwszy lepszy zombie movie z lata 70-89 to wie o co chodzi.

No dobra, ale jak to się ogląda. Ogólnie muszę przyznać, że dość znośnie, szczególnie, że miałem to szczęście posiadania wersji z napisami, których autorami, bądź też autorem był jakiś śmieszek. Jak wspomniałem wyżej to takie typowe kino do pośmiania. Zombie to jakieś wieśniaki z musztardą na czole i ranami wyglądającymi jakby ktoś rzucił w nich gównem. Bohaterowie również nie grzeszą intelektem czego efektem jest pozbawiona sensu końcówka. Tak btw to w środku filmu jest taki moment, że twórca za późno zorientował się, że fabuły starcza mu na godzinę horroru, więc kolejne 30 minut dograli na szybko.

Ogólnie polecam, nie jest to może świetny i zapomniany horror klasy B, ale no przynajmniej można się pośmiać i troszkę rozluźnić.

Moja ocena: 9/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Winogrona+%C5%9Bmierci-1978-173737

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+14
SuperEkstraKonto
Kot w Mózgu (1990)

Nie wiem czy pamiętacie jak kiedyś miałem tutaj taką mini "serię", w której pisałem o trzech, moim zdaniem genialnych, włoskich reżyserach kina grozy i przedstawiałem kolejne dzieła, które według mnie są warte zobaczenia. Wspominałem wtedy również, że jeśli jeszcze coś "doglądne" i mi się spodoba to wrzucę o tym wpis. Dlatego dzisiaj nasz ulubiony Lucio Fulci. Zapraszam!

Lucio Fulci to genialny reżyser kina grozy, którego co raz częściej nawiedzają go mroczne wizje często przedstawiające sceny i bohaterów jego filmów. Na przykład: gość tnie sobie drewienko piłą mechaniczną a tu urwane głowy, ręce, nogi no i ogólnie wszystko. Spytacie: co dalej? Ano Lucio ponieważ nie może sobie poradzić ze swoimi problemami idzie z nimi do psychiatry (żeby było śmieszniej jest też seryjnym zabójcą). Ten próbuje wykorzystać stan reżysera i obarczyć go winą za swoje zbrodnie.

Jeśli chodzi o fabułę to by było na tyle. Film został nakręcony w 1990 roku, a więc było to jedno z ostatnich dzieł Fulciego (dokładnie czwarte od końca), ale wbrew temu co powszechnie sądzi się o takich filmach powstających u schyłku kariery danego reżysera, to ten wypada całkiem nieźle, co prawda nie jest to coś na poziomie "Zombi 2" (https://www.wykop.pl/wpis/31299367/zombi-2-1979-slowem-wstepu-przepraszam-ze-ostatnio/), ale bardziej "Domu przy cmentarzu" (https://www.wykop.pl/wpis/32012385/the-house-by-the-cemetery-1981-w-dzisiejszym-wpisi/), także jest bardzo dobrze. Za muzykę odpowiedzialny byl Fabio Frizzi (tak, ten od genialnego: https://youtu.be/ZrrwonL5UVU), a zdjęcia wykonał Alessandro Grossi, dla którego był to debiut (później będzie jeszcze współpracował z Fulcim przy "Głosach z zaświatów" (ale ich nie widziałem jeszcze więc się nie wypowiem)).

No dobra, ale jak to się ogląda? Ogólnie to cały Fulci w pigułce krew leje się często i gęsto. Faktem jest to, że większość scen gore jest zaczerpnięta z jego innych dzieł, w tym przypadku króluje tutaj "Dotyk śmierci" z 1988 roku (okropnie nudny film z genialnymi efektami, więc nawet nie radzę go oglądać, bo tutaj je znowu zobaczycie https://www.wykop.pl/wpis/32051951/touch-of-death-1988-nadszedl-czas-by-skonczyc-z-mi/), ale jest logiczne idąc tokiem rozumowania fabuły i kompletnie mi to nie przeszkadzało. Nie popełniajcie mojego błędu i nie oglądajcie go w nocnym autobusie, bo gość obok którego siedziałem pewnie wziął mnie za jakiegoś psychopatę, w sensie spodziewałem się, że będzie gore, ale to co zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Tu noga, tam ręka, nagle urywanie głowy struną od fortepianu (czy tam pianina nie znam się na tym xd), no jest grubo dlatego ostrzegam wrażliwych widzów. Postać killera to śmiech na sali, znaczy tak miało być chyba z założenia biorąc pod uwagę, że to czarna komedia, ale jednak xd psychiatra biegający w płaszczu przeciwdeszczowym z miną jakby zaraz miał się zesrać nie uczyni z niego przerażającego mordercy.

Ogólnie bardzo mi się podobało, dobra zabawa gwarantowana, jeśli ktoś lubi porządne gore.

Moja ocena: 9/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Kot+w+m%C3%B3zgu-1990-110710

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+20
SuperEkstraKonto
The Fly (1958)

"Muchy" Davida Cronenberga chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Film, który do dnia dzisiejszego zdążył zapisać się dużymi literami nie tylko w historii horroru, ale kina w ogóle. Dlatego pewnie większość z was zdziwi się słysząc, a w zasadzie czytając, że legendarne dzieło Cronenberga nie jest jego oryginalnym pomysłem, a adaptacją opowiadania Georga Langelaana o tym samym tytule. Dlaczego od tego zaczynam? Ponieważ zanim w 1986 roku na ekranach kin Jeff Goldblum mutował się w człowieka muchę to ponad 28 lat wcześniej Kurt Neumann postanowił przedstawić światu swoją wersje kultowego dzieła Francuza i to właśnie na nim postaram się dzisiaj skupić.

Spokojna noc w fabryce François Delambre (w tej roli legenda horroru, człowiek, który w zasadzie zasługuje na oddzielny wpis na temat swojej osoby i wkładu jaki włożył w rozwinięcie tego wspaniałego gatunku czyli Vincent Price) zostaje przerwana makabrycznym znaleziskiem. Oto brat François, Andre leży zgnieciony ogromną prasą hydrauliczną bez głowy i ramienia. Zastanawiacie się kto mógłby popełnić tak okrutny czyn? Jest to oczywiście (niczym w W11) żona ofiary Helen, która od razu zaczyna opowiadać o swojej okrutnej zbrodni. François nie wierzy w jej zeznania i postanawia sam dowiedzieć się prawdy...

To by było na tyle fabuły, bo resztę zobaczycie sami. Jak już wcześniej wspomniałem za reżyserię tego dzieła odpowiedzialny był Kurt Neumann, który nigdy nie słynął z kręcenia horrorów. Scenariusz napisał James Clavell, a za warstwę audiowizualną zabrali się Karl Struss i Paul Sawtell. Ten pierwszy dostał nawet Oskara w 1929 roku za najlepsze zdjęcia za film "Sunrise: A Song of Two Humans", a także brał udział w kręceniu "The Great Dictator" czy "Dr. Jekyll and Mr. Hyde" zarówno z 1920 roku, jak i tego z 1931 (nawiasem mówiąc bardzo fajne filmy, klasyka, także polecam). Paul Sawtell natomiast oprócz "The Fly" pracował między innymi przy wspominanym przeze mnie kiedyś "It! The Terror from Beyond Space" (https://www.wykop.pl/wpis/34241441/it-the-terror-from-beyond-space-1958-zanim-alien-s/), a także przy absolutnym klasyku jakim jest, był i będzie "The Last Man on Earth".

Teraz czas, żebym powiedział coś o samym filmie. Neumann genialnie łączy ze sobą wątki romantyczne jak i te z kina grozy i tworzy prawdziwe arcydzieło (coś jak w "The Mummy" z 1932 roku). Historia jest świetnie napisana, przez co film ani na moment się nie dłuży, a fabuła niesamowicie wciąga. Pod względem technicznym wyprzedza swoje czasy o dekady sprawiając, że końcówka cały czas siedzi mi w głowie. Aktorstwo, co tu dużo mówić, Vincent Price jest po prostu genialny i chociażby z tego powodu warto to dzieło zobaczyć.

Gorąco polecam, bo nie ma sensu, żebym się rozpisywał jaki ten film jest zajebisty po prostu go obejrzyjcie.

Moja ocena: 10/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Mucha-1958-119669

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod mój autorski tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+16
SuperEkstraKonto
Zombi Holocaust (1980)

Cześć! Wiecie kogo dawno nie było? Mnie, ale obecnie przygotowuje się do #sesja, więc mój czas jest bardzo ograniczony, dlatego też nie pisałem tutaj od prawie trzech tygodni. Czy coś się zmieniło przez ten czas? Cóż, chyba tylko tyle, że mój tag zyskał "miano" autorskiego, a no i nadrobiłem kilka starych horrorów, które już od kilku lat były na mojej liście "do obejrzenia" i właśnie o jednym z nich chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć. Zapraszam!

W jednym z Nowojorskich szpitali coraz częściej zdarzają się przypadki bezczeszczenia zwłok. Jakiś zwyrodnialec po prostu obcina dłonie i zjada serca martwych pacjentów. No i co z tym fantem zrobić? Może jakaś policja, dochodzenie? No jak, po co, nasi lekarze jakoś sobie z tym poradzą i faktycznie udaje im się schwytać pielęgniarza-kanibala, ale nie na długo, bo przyciśnięty do ściany wyskakuje przez okno w iście matrix'owym stylu. Powiecie: no ok, ale co to tyle? No nie, ponieważ okazuje się, że ów pracownik należał do plemiona Kito (kanibale, wyspy, itd.). Dlatego z jakiegoś absurdalnego powodu (już zdążyłem zapomnieć jakiego) nasza grupa lekarzy i podróżników postanawia się do nich wybrać. Jak to się skończy? Tego to już musicie dowiedzieć się sami.

No cóż, jak widzicie fabuła jest przemyślana i świeża. Ogólnie podczas seansu odnosiłem wrażenie jakbym oglądał połączenie "Zombi 2", "Cannibal Holocaust" i "La Montagna del dio cannibale" (o tym ostatnim jeszcze kiedyś tutaj napiszę). Czyli mówiąc w skrócie, jest grubo, znaczy nie ma tutaj ciał nabijanych na pale, zombie walczących z rekinami i radioaktywnych jaskiń, ale za to możemy zobaczyć wynik pojedynku trupa z silnikiem spalinowym (w sensie taki na motorówkę, nie wiem czy dobrze napisałem, ale sama scena robi wrażenie).

Za reżyserię tego dzieła odpowiada Marino Girolami, dla którego "Zombi Holocaust" był jednym z ostatnich filmów, i szczerze powiem, że koleś odwalił kawał dobrej roboty. Stworzył coś tak absurdalnie głupiego, z jednej strony pozbawionego kompletnie sensu, no bo kanibale, zombie, szamani, szaleni naukowcy i jakieś boginie z nadprzyrodzonymi mocami, a z drugiej tak cholernie hipnotyzującego. Dla potwierdzenia moich słów film oglądałem dwa razy pod rząd, bo tak dobrze się na nim bawiłem. Jednak od razu ostrzegam, że to raczej dzieło przeznaczone dla fanów włoskich horrorów, więc nie wszystkim przypadnie do gustu. Co do aktorów i reszty ekipy nie mam zastrzeżeń, robili tyle na ile pozwalał budżet i ogólnie wypadło to całkiem dobrze.

Podsumowując, czy polecam? Oczywiście, to bardzo przyjemny horror, który dostarczy sporo śmiechu, dobrej zabawy i obrzydzenia, dlatego nie czekajcie i od razu zabierajcie się do oglądania!

Moja ocena: 8/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Wyspa+ostatnich+zombie-1980-128729

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+14
SuperEkstraKonto
Chopping Mall (1986)

Święta, święta i po świętach, a więc wracam z kolejną dawką beznadziejnych, kiczowatych i głupich jak but horrorów. Planowałem napisać coś w świątecznym klimacie i zapodać "Silent Night, Deadly Night", ale osobiście (uwaga niepopularna opinia) nie trawię tego filmu i nie mógłbym wam go z czystym sumieniem polecić. Tak więc wpadłem na pomysł, że skoro święta, no to prezenty, a prezenty kupujemy gdzie? No w centrum handlowym, dlatego dzisiaj będzie "Chopping Mall", znane również pod naszą swojską nazwą "Roboty śmierci". Zapraszam!

W nowym centrum handlowym Park Plaza Mall, opinii publicznej zostają zaprezentowane trzy nowoczesne roboty (wyglądem przypominające połączenie tych z "Doctora Who" i tego z talerzem zamiast głowy z pierwszych "Power Rangers"), które od tej pory będą czuwać nad bezpieczeństwem całej galerii. Z początku wszystko wydaje się być pod kontrolą, niestety pewnej nocy w wyniku burzy (xd) dochodzi do przeprogramowania naszych metalowych kolegów i zmiany ich nastawiania z łagodnych ochroniarzy na strzelające laserami i materiałami wybuchowymi maszyny do zabijania. Pech sprawia, że w tym samym czasie w centrum znajduję się kilkoro nastolatków, którzy postanowili urządzić sobie małą imprezę w jednym z zamkniętych sklepów...

Jak widzicie fabuła jest bardzo ambitna, dlatego od razu ostrzegam, że ci z was, którzy szukają strasznego i mrożącego krew w żyłach horroru mogą już przestać czytać, bo "Roboty śmierci" to podręcznikowy przykład jak stworzyć film tak zły, że aż cholernie dobry. Zacznijmy od samej historii, która od samego początku nawet nie ukrywa, że jest tylko marnym i naciąganym pretekstem do zabijania niewinnych nastolatków, no bo pokażcie mi centrum handlowe, które do ochrony swoich klientów potrzebuje drzwi, których nie można otworzyć po zamknięciu sklepu, a także robotów uzbrojonych w najnowocześniejszą technologię wojskową (od laserów po jakieś wybuchające mazie). Jednak jeżeli przymkniemy na to wszystko oko to czeka nas masa niesamowitej, przepełnionej kiczem i absurdami zabawy. No dobra, spytacie, ale czy jest tutaj jakieś gore? Oczywiście, w sensie nie jest to może ilość, która zadowoliłaby każdego z nas, ale dla sceny wybuchającej głowy na prawdę warto zobaczyć to cudo.

Za reżyserię tego wspaniałego dzieła odpowiedzialny był Jim Wynorski, twórca takich hitów jak: "Piraniokonda", "Dinokrokodyl kontra supergator", "Super rekiny kontra więźniarki" czy chociażby "Miasto ponętnych żon", dla którego "Chopping Mall" dopiero drugim dziełem w jego bogatej filmografii. Co do muzyki, zdjęć i scenariusza to nie mam żadnych zastrzeżeń, bo spełniły swoją rolę w 111% i to się chwali.

Czy polecam? Oczywiście, że tak "Roboty śmierci" to książkowy przykład genialnego filmu klasy B, przy którym nie tylko kilka razy wybuchniesz śmiechem, nacieszysz swoje oko ciekawymi efektami, ale przede wszystkim się nie zanudzisz. Dlatego jeśli lubisz tego typu kino albo po prostu chcesz się troszkę odmóżdżyć to bardzo, ale to bardzo go polecam!

Moja ocena: 9/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Roboty+%C5%9Bmierci-1986-104231

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+20
SuperEkstraKonto
A ja zrobiłem sobie taki prezent na święta, więc spodziewajcie się nowych wpisów (chociaż i tak jak się okazało większość z wymienionych filmów już widziałem, to i tak bardzo polecam to kompendium wiedzy, ale raczej dla początkujących, bo wielu slasherów, które miałem okazję zobaczyć tutaj nie ma). #chwalesie #nwjaktonazwac #horror #film #ksiazki +3
SuperEkstraKonto
Nightmare City (1980)

Poniedziałek. Z tej okazji przygotowałem dla was film, który może wam umilić dzisiejszą podróż do pracy/szkoły. Dla odmiany tym razem będzie o zombie, ale nie o takich normalnych, tylko trochę innych. Zapraszam!

Reporter Dean Miller właśnie oczekuje na przybycie naukowca, z którym zamierza przeprowadzić wywiad na temat plotki o prawdopodobnym skażeniu radioaktywnym gdzieś tam (nie jest to jakoś super ważne). W tym celu nasz dzielny bohater przybywa na lotnisko, by towarzyszyć profesorowi w podróży. Chwile mijają, aż w końcu na niebie ukazuje się samolot, nie odpowiada on jednak na wezwania z wieży, tylko ląduje na pasie startowym. Od razu zjawia się wojsko, oczywiście nasz reporter może być zaraz obok nich jako jedyny cywil, nie wiem na jakiej zasadzie to działa, ale ok xd. No i tak sobie czekają i czekają, aż tu nagle drzwi maszyny się otwierają a ze środka wybiegają zombie, znaczy nie takie prawdziwe, wyglądają trochę jakby im ktoś nasrał na mordę xd. Oczywiście zombie, jak to zombie zaczynają strzelać do wojskowych z karabinów maszynowych i dźgać ich nożami. Dean ucieka ratować swoją żonę, a zaraza zaczyna się rozprzestrzeniać.

Pewnie po przeczytani zastanawiacie się kto mógłby wyreżyserować takie cudo, otóż nie kto inny niż Umberto Lenzi. Włoch, którego nieliczna część z was może kojarzyć za sprawą słynnego "Cannibal Ferox", o którym kiedyś też tutaj napisze, ale nie ubiegajmy historii, bo zanim powstali odcinający penisy kanibale było to "cudo". Zombie u Lenziego to "inteligentne" bestie, potrafiące posługiwać się każdą bronią: od noży, po karabiny maszynowe. Tak swoją drogą to dalej nie wiem na jakiej zasadzie ta cała "zaraza" się rozszerza, bo ani tam nie ma żadnych bakterii, gryźć gryzą, ale tylko babki i tylko w cycki, co bardziej wygląda jakby lizały im suty, no nie wiem, najwidoczniej taka była wizja. Bohaterowie jak to bohaterowie, biegają po mieście bez celu, wchodzą w ciemne pomieszczenia bez żadnego światła, wysadzają stacje benzynową i samochód na pustkowiu, bo nie mogą sobie poradzić z kilkoma typkami z gównem na czole. Jednak to nie wszystko, bo gdy myśleliśmy, że widzieliśmy wszystko Lenzi serwuje nam największy trolling w historii kina, czyli końcówkę, która w moim przypadku sprawiła, że lekko się uśmiechnąłem.

Za warstwę audiowizualną odpowiadali panowie Stelvio Cipriani i Hans Burman, do których nie mogą się za bardzo przyczepić. Zdjęcia są znośne, a muzyczka momentami wpada w ucho i dodaje takiego przyjemnego klimatu. Gore jakieś tam jest, jak to przystało na włoski horror, więc można zobaczyć. Ogólnie podobało mi się, film nie nudzi, a co rusz rzuca kolejnymi kuriozalnymi scenami, które aż zachęcają by sprawdzić co jeszcze bardziej głupiego wymyślili scenarzyści.

Podsumowując: polecam. Bardzo przyjemne kino, z masą świetnej, kiczowatej i głupiej zabawy, w sam raz na ten smutny poniedziałkowy poranek. Także trzymajcie się, miłego dnia i zabierajcie się do oglądania, bo nie ma co tracić czas na czytanie. ;D

Moja ocena: 6/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Incubo+sulla+citt%C3%A0+contaminata-1980-175886

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+14
SuperEkstraKonto
Eyes of a Stranger (1981)

Cześć. Jak tam, co tam u was w ten piękny piątkowy wieczór, bo ja przybywam z kolejnym ciekawym horrorem. Dzisiaj będzie coś dla każdego, od miłośników slasherów, przez twórczość Hitchcocka i klasykę włoskiego kina grozy, do tych, którzy szukają solidnego filmu na dzisiejszy wieczór. Zapraszam!

Jane Harris to prezenterka lokalnej telewizji. Jej życie prywatne, oprócz tego, że ma głuchoniemą i niewidomą siostrę, jest całkiem normalne, udana praca, narzeczony, no nie ma do czego się przyczepić. Tymczasem w mieście zaczyna grasować seryjny morderca, skupiający swoją uwagę na młodych kobietach, które wpierw gwałci, a później zabija w brutalny sposób. Nasza bohaterka z dnia, na dzień co raz bardziej angażuje się w swoje prywatne śledztwo, nie wie jednak, że wkrótce to ona stanie się kolejnym celem psychopaty.

"Eyes of a Stranger" to slasher nietuzinkowy, posiadający przemyślaną i starannie zbudowaną fabułę, która nie tylko trzyma w napięciu, ale również hipnotyzuje widza, sprawiając, że nie można się od niego oderwać. Za reżyserię tego dzieła odpowiedzialny był Ken Wiederhorn, który później stworzy takie hity jak chociażby serial "21 Jump Street", czy drugą część klasycznego już komedio-horroru: "Powrót żywych trupów". Za efekty specjalne odpowiedzialny był Tom MODERFUCKING Savini (o którym mówiłem nie raz), więc jest grubo. Z tego też powodu film został masowo pocięty w Stanach Zjednoczonych, bo był zbyt brutalny dla normalnych widzów. Czy tak rzeczywiście jest? Oczywiście, że tak Savini jak dla mnie jest gwarantem tego, że efekty specjalne będą na najwyższym poziomie. Czego tu nie ma: od poderżniętych gardeł po strzały w głowę z bliskiej odległości. Także nawet jeżeli fabuła wam nie przypadnie do gustu, to chociaż gore przytrzyma was przy ekranie.

Skoro już o fabule wspomniałem, nie da się odnieść wrażenia dużą inspiracja filmami Hitchcocka, a przede wszystkim na włoskim giallo. Morderca jest tajemniczy, nosi czarne rękawiczki, ale jego tożsamość poznajemy na samym początku. Nie przeszkadza to jednak w oglądaniu, a wręcz przeciwnie, dodaje dodatkowych emocji. Jeżeli miałbym wymienić coś co nie przypadło mi za bardzo do gustu to końcówka, film za szybko się skończył. Według mnie powinien był trwać te 30 minut dłużej co pozwoliłoby na rozwinięcie głównego wątku jeszcze bardziej.

Podsumowując, czy polecam? Oczywiście! "Eyes of a Stranger" to świetny film, który w moim odczuciu jest bardzo niedoceniony i mało znany, a szkoda, bo to serio solidny, dostarczający sporo dobrej zabawy horror. Także jeżeli nie wiecie co robić dziś wieczorem, to lećcie go oglądać.

Moja ocena: 9/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Eyes+of+a+Stranger-1981-5495

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu (no i w pewnym sensie #giallo)
+7
SuperEkstraKonto
Niebieska małpa (1987)

Dzisiaj żeby w końcu odpocząć od slasherów, zombie i innych wirusów to przygotowałem dla was prawdziwy monster movie. Zapraszam do czytania!

Podczas pewnego pięknego poranka w jednej ze szklarni dochodzi do "wypadku" (facet dotknął rośliny i przeciął sobie rękę, ot i cały wypadek), w wyniku którego ranny zostaje miejscowy staruch. Stan owego mężczyzny z minuty na minutę staję się co raz gorszy, dlatego zostaje niezwłocznie przetransportowany do szpitala, gdzie dowiadujemy się, że jego ciało zaatakował tajemniczy pasożyt, który teraz próbuje opuścić swoją ofiarę. Cały budynek zostaje poddany kwarantannie, a tajemniczy robal zaczyna terroryzować odizolowanych od świata pacjentów i personel placówki.

Jeżeli ten opis nie zachęcił was do sięgnięcia po to dzieło, to nie wiem co to zrobi. Teraz macie prawo być skołowani, no bo tu mówię coś o jakimś pasożycie, a tytuł "Niebieska małpa", gdzie sens, gdzie logika, otóż już wam to wyjaśniam: nie wiem co za geniusz wpadł na taką nazwę filmu, ale to tak jakby "Człowieka z Blizną" nazwać "Basen", bo jeden z bohaterów w którejś minucie wspomina coś o basenie. W każdym razie nie mamy tutaj żadnej niebieskiej małpy, co najwyżej to przerośniętą mrówkę.

Jak mi się podobało? Cóż z początku zapowiadało się całkiem dobrze i rzeczywiście przez większość filmu było nieźle, mógłbym powiedzieć, że nawet dobrze, ale pod sam koniec to wszystko zaczyna troszkę męczyć. Znaczy nie jakoś strasznie, ale wydaje mi się, że jakby tak skrócić go o jakieś 15 minut, to nic byśmy nie stracili. Także na prawdę nie jest źle, potwór jest bardzo ładnie wykonany, aktorzy też dają radę. Co do efektów to żadnego gore tutaj nie uświadczymy, pomijają może jedną scenę. Za reżyserię tego filmu odpowiedzialny był pan William Fruet (który był też jednym z reżyserów mojego ulubionego serialu z dzieciństwa czyli "Gęsiej Skórki" (hehe #gimbynieznajo)).

Czy polecam? Myślę, że można zobaczyć, ale zdecydowanie jest to film dla fanów gatunku, a nie dla, sory za sformułowanie, zwykłych widzów (ale też możecie zobaczyć, nie że zabraniam czy coś xd). Także jeżeli nie macie pomysłu co chcecie teraz zobaczyć to nawet się długo nie zastanawiajcie tylko zabierajcie się do oglądania. Pozdrawiam!

Moja ocena: 6/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Niebieska+ma%C5%82pa-1987-138716

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+9
SuperEkstraKonto
The Video Dead (1987)

Dzisiejszy wpis dedykuje wszystkim osobom, które podobnie jak ja lubują się w tandetnych i kiczowatych filmach o zombie oraz tym, usilnie próbującym zdobyć jakiś kiepski film na jakąś domówkę z znajomymi. Zapraszam!

Henry Jordan to stereotypowy pisarz, spędzający całe dnie na piciu i użalaniu się nad sobą. Pewnego dnia w jego ręce trafia tajemnicza przesyłka skrywająca stary telewizor. Jako, że nasz bohater nie przepada za nową technologią rzuca nową zabawkę w kąt i idzie spać. Jednak zapomniałem wspomnieć, że nie jest to zwyczajny telewizor, oj nie, ten w kółko odtwarza ten sam film pod tytułem: "Zombie Blood Nightmare", przy okazji umożliwiając owym trupą na przedostanie się do naszego świata przez ekran.

Jak widzicie sama koncepcja filmu jest maksymalnie absurdalna, ale to dopiero początek, bo to co się dzieje później przerasta najśmielsze oczekiwania, dlatego wolę nie spojlerować. Zdaję sobie sprawę, że pewnie macie już dość filmów o zombie, bo każde są takie same; trupy ożywają, zabijają i zarażają, jednak w tym przypadku jest zupełnie inaczej. Ten film to taki pseudo zombie-slasher, wiem jak to brzmi, ale tak jest. Spytacie: "Jak to?! Przecież tam są zombie, a nie dryblas z maczetą!", no trupy są, to fakt, tylko te zamiast gryźć i drapać, duszą i zabijają piłą mechaniczną, bojąc się przy okazji swoich własnych odbić + są niezniszczalne.

Dobrze, skoro ten szczegół mamy wyjaśniony, to opowiem wam jak mi się to oglądało. Całkiem sympatycznie, oprócz tego, że ludzie w tramwaju patrzyli na mnie jak na debila, ale klimat jest, kiczowaty zombie z żelazkiem wbitym w głowę jest i słabe aktorstwo też jest, więc mamy porządnie kiepski horror. Za reżyserię tego dzieła, odpowiedzialny był pan Robert Scott, z którego filmografią jestem zaznajomiony w 100%, bo nakręcił tylko jeden film. Na pochwałę zasługuję natomiast charakteryzacja, bardzo solidnie wykonana, widać, że ktoś się na tym znał. Gore nie jest tu co prawda dużo, ale jak już się pojawia, to warto zobaczyć. Co do aktorstwa, ehhh, no masakra jednym słowem, wszyscy bohaterowie grają jakby mieli wielkiego kija w dupie, co rusz rzucając jakimiś żenującymi tekstami i wykazując się wyjątkowym brakiem logicznego myślenia.

Czy polecam? Tak, swoją drogą inaczej bym o nim tutaj nie pisał. Bardzo przyjemny horrorek klasy B, który powinien każdemu przypaść do gustu, a przynajmniej poprawić humor. To na tyle z mojej strony, dobrej zabawy i pozdrawiam.

Moja ocena: 5/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/The+Video+Dead-1987-173893

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+18
SuperEkstraKonto
Sleepaway Camp II: Unhappy Campers (1988)

Od razu ostrzegam, że jeżeli nie widziałeś/aś pierwszej części tego cuda to polecam się z nim szybko zapoznać, a później przeczytać tą recenzje, bo zawiera spore spojlery dotyczące jedynki, o której kiedyś tutaj napisałem o tutaj --> https://www.wykop.pl/wpis/33570433/sleepaway-camp-1983-zgodnie-z-tym-co-wczoraj-napis/. Ok, skoro to mamy z głowy to zapraszam do czytania.

W 1983 roku na ekrany kin trafia pierwsza część "Uśpionego obozu". Debiutancki film Roberta Hiltzika z miejsca staje się hitem i już na zawsze wpisuje się w klasykę horroru. Nic więc dziwnego, że opowieść o młodym transwestycie mordującym obozowych kolegów często w brutalny, a zarazem bardzo oryginalny sposób musiała doczekać się sequela i właśnie o nich chciałbym dzisiaj wam opowiedzieć.

Akcja filmu rozpoczyna się kilka lat po wydarzeniach z pierwszej części. Angela Baker przeszła pomyślnie terapie psychiatryczną i przy pomocy lekarzy w końcu stała się kobietą. Znana pod swoją nową tożsamością - Angela Johnson, zdobywa prace jako jedna z opiekunek na nowo powstałym obozie Rolling Hills. Jej stosunek do uczestników, jest nieco staroświecki. Kobieta uparcie dąży do stworzenia idealnego obozu, dlatego każde złe zachowanie zostanie odpowiednio ukarane.

Za reżyserie tej części odpowiedzialny był Michael A. Simpson, a scenariusz przygotował Fritz Gordon, którym muszę oddać, że oprócz masy klisz, stworzyli coś nowego, świeżego w tym podgatunku. Chodzi mi o to, że nie mamy tutaj do czynienia z kolejnym liniowym slasherem, tym razem bowiem oprócz podążania za zdemoralizowanymi i przerysowanymi do bólu nastolatkami, to cała akcje obserwujemy "oczami" Angeli (dlatego też od początku wiemy kto jest mordercą). Skoro już przy niej jesteśmy, to chciałbym pochwalić panią Pamele Springsteen, której udało się wykreować ciekawą, przerażającą, ale też niesamowicie charyzmatyczną postać, co nie należało do najłatwiejszych zadań. Angele da się polubić, przez co cały czas kibicujemy jej w eksterminacji głupich nastolatków.

Jeżeli chodzi o warstwę audiowizualną to za zdjęcia odpowiadał Bill Mills, którego praca nie odbiega niczym od ówczesnego stylu kręcenia slasherów, więc bez szału, ale nie jest źle. Muzyka, jak to muzyka, coś tam gra w tle, ale nie jest to nic nadzwyczajnego i godnego uwagi. Jeśli chodzi o efekty, to fani gore nie mają tu czego szukać, bo chodź charakteryzacja wypada nieźle, to sceny morderstw są bardzo sugestywne, dlatego nic wiele nie będzie nam dane przy nich zobaczyć.

Podsumowując czy polecam? Oczywiście! "Uśpiony obóz 2: smutni obozowicze" to przepełniony masą czarnego humoru i dobrej zabawy slasher, który każdemu powinien przypaść do gustu, dlatego nawet się nie zastanawiajcie tylko zabierajcie się do oglądania

Moja ocena: 8/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/U%C5%9Bpiony+ob%C3%B3z+2%3A+Smutni+obozowicze-1988-116949

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+8
SuperEkstraKonto
The Crazies (1973)

Cześć, dzisiaj dalej zostajemy przy twórczości Romero, dlatego mam coś dla miłośników filmów o różnorakich katastrofach biologicznych, zombie, czy innych wirusach (wow, ale nowość). Rozsiądźcie się wygodnie w swoich fotelach i zapraszam do czytania!

Evans City to mała miejscowość w Pennsylvanii, gdzie czas płynie powoli, a ludzie prowadzą normalne życie. W międzyczasie amerykański rząd prowadzi badania nad nową bronią biologiczną, która powoduje, w najlepszych przypadkach, obłąkanie, a nawet śmierć. Niestety jak to w wojsku bywa nie wszystko idzie po myśli naukowców i substancja dostaje się do wodociągów miasteczka. Ludzie zaczynają wariować i mordować się nawzajem, władze nie pozostają obojętne i postanawiają poddać miasto kwarantannie. Tutaj poznajemy naszego głównego bohatera, Davida, który wraz ze swoją narzeczoną, najlepszym przyjacielem i napotkanymi po drodze ojcem z córką próbują się wydostać z ogarniętej anarchią strefy.

To by było na tyle z fabuły. Za reżyserie tego cuda odpowiedzialny był George A. Romero, o którym bardziej wypowiedziałem się w moim poprzednim wpisie. W każdym razie film nawet po tylu latach bardzo przyjemnie się ogląda, historia jest solidna, miejscami szokuje i na prawdę zasługiwała na to, żeby ktoś z większym budżetem się za nią zabrał (i tak też się stało, bo w 2010 wyszedł remake, pod tym samym tytułem, w Polsce przetłumaczony na "Opętani"). Jednak niech mój opis was nie zmyli, "The Crazies" bowiem to dzieło z mojej ulubionej kategorii: "tak złe, że aż dobre" i tutaj możecie uwierzyć mi na słowo, bo choć scenariusz był dobry, to wykonanie i budżet pozostawia wiele do życzenia; tak na przykład mamy wywołujące salwy śmiechu walki grupy "wyszkolonych" wojskowych z ludźmi uzbrojonymi w miotły, włóczki i jedną szczelbę, czy ucieczka głównych bohaterów z konwoju przewożącego ich do miejsca zbiórki. Pod względem klimatu i muzyki, nie mam nic do zarzucenia. Podczas oglądnie możemy przenieść się z powrotem do złotej ery VHS i powspominać dawne lata.

Ogólnie bardzo polecam, jeśli oczekujecie od filmu dobrej zabawy i chcecie poprawić sobie humor po ciężkim dniu pracy, czy tam czegoś czym się na co dzień zajmujecie.

Moja ocena: 7/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Szale%C5%84cy-1973-37644

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac .
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+7
SuperEkstraKonto
Night of the Living Dead (1968)

Jako, że Halloween zbliża się wielkimi krokami, a ja jak to ostatnio bywa nie będę miał czasu wtedy napisać czegokolwiek; to dzisiaj specjalne wydanie, w którym nie będzie dwóch, trzech czy też czterech filmów, będzie ich aż jeden! Także przygotujcie sobie herbatkę, czy tam inne napoje wyskokowe i serdecznie zapraszam do lektury.

Zaczynamy z przytupem, bo od jednego z moich ulubionych horrorów. “Nocy żywych trupów” chyba nikomu z was nie muszę przedstawiać. Debiutancki film George A. Romero okrzyknięty jest przez wielu mianem legendy kinematografii i jednym z najważniejszych "kamieni milowych" w historii horroru. Jak do tego doszło, że film posiadający budżet w wysokości 114 tysięcy dolarów stał się ikoną popkultury? Zanim jednak poznamy odpowiedź na to oraz kilka innych pytań chciałbym wam lekko zarysować fabułę tego dzieła.

Akcja filmu rozpoczyna się, gdy dwójka rodzeństwa: Barbra i Johnny (w tych rolach genialna Judith O'Dea oraz Russell Streiner) przyjeżdżają na cmentarz w celu odwiedzenia grobu ich niedawno zmarłej matki. Niestety nasi bohaterowie zostają zaatakowani przez dziwnie wyglądającego mężczyznę. Barbrzę udaje się uciec, jednak jej brat nie ma tyle szczęścia. Zszokowana kobieta znajduję schronienie w opuszczonym domu obok cmentarza, gdzie spotyka czarnoskórego Bena (Duane Jones), małżeństwo z dzieckiem i parę zakochanych. Od tej pory wszyscy będą zmuszeni walczyć o swoje życie z hordą zombiaków.

Jak już zdążyłem wcześniej wspomnieć film wyreżyserował George A. Romero, który w tamtym czasie dopiero zaczynał swoją przygodę w świecie kina. Wydawać by się mogło, że prosty z pozoru obraz, ze względu na mały budżet będzie murowaną klapą, jednak los chciał inaczej. Romero złamał wszystkie dotychczasowe kanwy horroru, między innymi poprzez zakończenie, czy obsadzenie w głównej roli czarnoskórego aktora. Jednak, co ciekawe nie był to wcale pierwszy film o zombie w historii kina, to miano należy się mało znanemu “White Zombie” z 1932 roku stworzonego przez Victora Halperina.

Powiecie pewnie teraz: “no dobra, ale nie jesteśmy tutaj, żebyś nam wtrącał jakieś historyjki o starych filmach, powiedz jak to się ogląda!”. Cóż, przyznam szczerze, jak dla mnie ten film to arcydzieło, nigdy nie powstanie tak samo dobry horror o zombie i raczej nigdy tego zdania nie zmienię. Wszystko tutaj zagrało od muzyki po genialne zdjęcia, które Romero był zmuszony wykonać w odchodzącą wtedy do przysłowiowego “lamusa” techniką czarno-biało, jednak wyszło to filmowi na dobrę, a przy okazji obraz mógł być jeszcze bardziej brutalniejszy (krew to tak naprawdę syrop czekoladowy, który był tańszy od sztucznej krwi, czy innych kepuczy). A skoro już o brutalności mowa, to jak na tamte lata, kiedy kino gore stawiało swoje pierwsze kroki w takich dziełach jak na przykład “Blood Feast” (o którym za niedługo tutaj napiszę, w ramach podsumowania wszystkich horrorów z listy video nasty), to film Romero był jednym najkrwawszych obrazów tamtych lat. Ludzi szokowała lejąca się hektolitrami posoka oraz wszechobecny kanibalizm, co również przyczyniło się do jego sukcesu finansowego. Co do aktorów, to zagrali całkiem nieźle, na tle całej grupy na pewno wyróżnia się Duane Jones, który wykrzesał z siebie maksimum swoich umiejętności i sprawił, że każdy z nas mógł się z nim utożsamić. Z takich ciekawostek to statyści wcielający się w rolę zombiaków otrzymali symbolicznego 1$ za udział w zdjęciach oraz koszulkę.

“Noc żywych trupów” to film ponadczasowy, będący nie tylko cholernie dobrym horrorem, ale także krytyką ówczesnego amerykańskiego społeczeństwa i jego problemów. Czy polecam? To chyba oczywiste, że tak. Nie każdemu może się spodobać, jednych może zachwycić, a u innych co najwyżej wzbudzić uśmiech politowania; jednak trzeba mu oddać, że wywarł on duży wpływa na sposób kręcenia horrorów, jak i filmów w ogóle.

Moja ocena: 10/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/Noc.Zywych.Trupow

BTW: Jeśli zastanawiacie się, dlaczego serio nie ma tak często wpisów to po prostu ostatnio trafiają mi się same gówna, więc jeżeli chcecie to mogę od czasu do czasu napisać o jakimś filmie, który stanowczo odradzam albo który mi się po prostu nie spodobał.

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac .
#horror #film #filmweb #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu #halloween
+11
SuperEkstraKonto
Beyond the Darkness (1979)

Cześć! Przepraszam, że tak długo nic nie pisałem, ale zaczęła się #studbaza, więc wszystko trzeba ogarnąć, czasu mało, więc skupiłem się bardziej na oglądaniu filmów, a nie ich polecaniu. Tyle o mnie, teraz czas na tak zwany "gwóźdź programu" czyli kolejny chory horror. Dzisiaj "Beyond the Darkness", które jest lepiej znane pod swoją oryginalną, włoską nazwą: "Buio Omega". Zapraszam!

Cała historia rozpoczyna się, gdy dziewczyna Francesco (bogatego młodzieńca, który w wolnych chwilach zajmuje się wypychaniem martwych zwierząt), Anna umiera. Mężczyzna jest tym faktem na tyle poruszony, że postanawia zatrzymać ją przy sobie na wieczność, w tym celu tuż po jej pogrzebie zakrada się na cmentarz, po czym wykopuje i wykrada jej ciało...

Na tym się zatrzymamy, bo nie chciałbym wam opowiedzieć za dużo i popsuć wam cały seans. Wracając do filmu. Został on wyreżyserowany oraz nakręcony przez naszego dobrego znajomego Joe D'Amato, o którym miałem szanse już się wypowiedzieć przy okazji mojej "recenzji" "Antropophagusa" (https://www.wykop.pl/wpis/34017973/antropophagus-1980-lubicie-filmy-o-kanibalach-no-t/). Za muzykę odpowiadał między innymi zespół "Goblin", więc chociaż dla nich zobaczcie to dzieło.

Ogólnie po zobaczeniu z jakim reżyserem mam do czynienia i mając w głowie jego filmografie nie nastawiałem się jakoś super pozytywnie, lecz D'Amato, po raz kolejny udowodnił mi, że oprócz kiepskich porno-horrorów potrafi też stworzyć na prawdę bardzo dobre kino grozy. Spytacie pewnie jak tam z efektami gore, czy są lepsze od tych w "Antropophagusie", czy gorsze, a może takie same? Odpowiem: według mnie tutaj D'Amato wybił się na szczyt swoich możliwości, sprawiając, że sceny, które z obiektywnego punktu widzenia nie są jakieś super obrzydliwe, to w połączeniu z genialnymi zdjęciami, muzyką i odpowiednim klimatem robią duże wrażenie, co wcale nie jest takie proste. Podsumowując, film bardzo mi się podobał, idealny na podróże i późną noc, gdy nie macie co ze sobą zrobić, a koniecznie chcecie oglądnąć jakiś mało wymagający horror.

Moja ocena: 8/10
Link do filmweba: https://www.filmweb.pl/film/Mroczny+instynkt-1979-127977/cast/crew#music

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+15
SuperEkstraKonto
Torture Train (1975)

Wracam z filmem, po obejrzeniu którego wszystkie #rozowepaski znienawidzą jazdę pociągiem. Dzisiaj bowiem coś z jakże kiedyś popularnego, a obecnie niestety zapomnianego już podgatunku: rape and revenge. Także rozsiądźcie się wygodnie w swoich fotelach, napijcie się herbatki, czy co tam macie pod ręką i zapraszam do czytania!

Margaret i Lisa to uczennice jednej z niemieckich szkół, a zarazem dwie najlepsze przyjaciółki. Pewnego dnia, tuż przed świętami Bożego Narodzenia dziewczęta postanawiają wybrać się do rodziców Lisy do Włoch, by spędzić ten radosny czas w większym gronie. Pech sprawia, że do pociągu, którym podróżują nasze młode bohaterki trafia dwóch drobnych złodziejaszków: Blackie i Curly. Dziewczęta z początku są oczarowane zachowaniem młodych mężczyzn. Panowie kokietują je, częstują papierosem (albo one ich, sory nie pamiętam dokładnie), żartują, wiecie tacy podrywacze. Tymczasem do innego przedziału dosiada się tajemnicza kobieta, elegancka, inteligentna, a jednak skrywająca pewien sekret. Co się stanie, gdy drogi tych pięciu osób się ze sobą skrzyżują? Czy nasi bohaterowie przetrwają tą podróż? O tym przekonacie się sami.

"Torture Train" został wyreżyserowany przez Aldo Lado, który na fali popularności kultowego już "The Last House on the Left" (którego, jak już wiecie szczerze nienawidzę) postanowił stworzyć włoską odpowiedź na to amerykańskie barachło (chociaż doceniam wkład "The Last House..." w historie horroru i cały czas uważam, że każdy szanujący się człowiek powinien to dzieło zobaczyć). Czy mu się tu udało? Oczywiście! Lado stworzył obraz ponadczasowy, trzymający w napięciu i niestety ciągle aktualny. Opowiedział prostą z pozoru historię i sprawił, że jej prawdziwego przesłania należy szukać między wierszami. Jak dla mnie arcydzieło w swoim gatunku.

Spytacie pewnie teraz o warstwę audiowizualną, cóż zdjęcia są cudne, ale trzeba przyznać, że film jest cholernie realistyczny, także jeżeli ktoś z was ma słabe nerwy to nie polecam, muzyka jakaś tam gra, ale nie jest warta zapamiętania. Klimat jest wprost cudowny, takich filmów już się nie robi. Aktorsko wypada świetnie, podobnie jak dialogi, których mamy tutaj okazje usłyszeć masę, zważywszy na to, że większość dzieła pana Lado "przesiadujemy" w przedziale pociągowym. Co mi się nie podobało? Końcówka. Tak wiem jak to brzmi, ale dla mnie film powinien się skończyć z chwilą dotarcia pociągu do Włoch. Poza tym do niczego nie jestem w stanie się doczepić. Polecam zobaczyć, szczególnie w nocy, albo w czasie podróży. Emocje gwarantowane!

Moja ocena: 8/10
Link do filmweb'a: https://www.filmweb.pl/film/Poci%C4%85g+tortur-1975-6969

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+12
SuperEkstraKonto
Der Todesking (1990)

Na wstępie chciałbym przeprosić, że nic ostatnio nie pisałem, a jednocześnie ostrzec, że prawdopodobnie przez najbliższe 2-3 tygodnie nic nowego się tutaj nie pojawi. Dlatego, skoro mamy się nie widzieć przez tak długi czas to przygotowałem dla was film, który jednych wstrząśnie, zdołuje i zgniecie jak kartkę papieru, a innych zanudzi, obrzydzi i sprawi, że na jego koniec powiedzą "co ja właśnie zobaczyłem/am". Także zapraszam! Zapomniałbym, film jest od twórcy wiekopomnej serii "Nekromantik" (o dwójce kiedyś jeszcze napisze, a to mój wpis o pierwszej części możecie znaleźć tutaj -> https://www.wykop.pl/wpis/30431327/nekromantik-1987-dzis-polecam-wam-film-ktory-dla-f/), także będzie grubo.

W tym miejscu zazwyczaj zaczynam omawiać fabułę, przedstawiać jakiś zarys, opis czy coś, ale tutaj jest inaczej. "Der Todesking" bowiem, to dzieło, które zostało podzielone na 7 odrębnych historii, z których każda zatytułowana jest nazwą kolejnych dni tygodnia czyli zaczynamy od "poniedziałku" i kończymy na "niedzieli", jakby ktoś nie zrozumiał. Wszystkie te opowieści łączy jedna rzecz. Mianowicie dotyczą one samobójstwa. Tak więc, jest przedawkowanie środków nasennych, strzały w głowę z pistoletu i tak dalej. Oczywiście w przerwach pomiędzy tymi historyjkami, twórcy zaserwowali nam sceny, w których pokazują przyśpieszony rozkład ludzkiego ciała (swoją drogą jestem na prawdę ciekaw jak udało im się osiągnąć taki efekt), no bo przecież nie ma nic lepszego. To by było na tyle jeżeli chodzi o fabułę.

Zanim jednak o moich odczuciach, troszkę opowiem o twórcy. Otóż za reżyserie "Der Todesking" odpowiedzialny był znany i lubiany w świecie horroru pan Jörg Buttgereit, dla jednych wariat, dla innych niespełniony artysta, wizjoner, tworzący mądre i zmuszające do refleksji dzieła. Może to was bawić albo nie, ale powiem wam teraz szczerze, że jak zawsze śmiałem się z tych opinii o jego "ambitnych" dziełach, to tym razem rzeczywiście coś mu się udało. Nie mówię, że jest to znowu jakiś bardzo odkrywczy film, o ludzkiej naturze, życiu i jego ulotności, ale też nie możemy nazwać jego dzieła głupim, bez wyrazu i nieposiadającym żadnego sensu. Jest to bowiem dzieło trudne i przede wszystkim cholernie ciężkie. Fakt, są momenty, kiedy można zanudzić się na śmierć i pośmiać, ale są też takie, które rzeczywiście wywołują w widzu jakieś emocje i na prawdę zmuszają do zastanowienia. Muszę przyznać, że nigdy żaden film, aż tak mnie nie zdołował i nie zniszczył mi humoru jak właśnie "Der Todesking", dlatego jeżeli macie dzisiaj dobry dzień i chcecie go sobie popsuć to gorąco polecam.

Moja ocena: 6/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+9
SuperEkstraKonto
The Plumber (1979)

Dobra, przyznam szczerze miało być dzisiaj coś innego, ale oglądnąłem rano ten film i po prostu nie mogę się powstrzymać, żeby wam o nim opowiedzieć. Jest wiele zawodów, które budzą przerażenie i na samą ich nazwę nasze ciała przechodzi dreszcz. Mówię tu na przykład o dentystach, lekarzach czy chociażby operatorach koparek, ale jeden z nich wybija się ponad wszelką skalę i nie mówię tutaj o tych uroczych i miłych klaunach, których mój #rozowypasek panicznie się boi, a o najstraszniejszych z nich wszystkich: hydraulikach. No bo nikt mi nie wmówi, że nie miał nigdy koszmaru, w którym jego łazienkę zalał hydraulik-patałach. Takim właśnie snem na jawie jest właśnie "The Plumber". Zapraszam!

Jill i Brian Cowper, to szczęśliwe małżeństwo dwójki naukowców. Pewnego dnia, kiedy mąż kobiety wyjeżdża do pracy w ich mieszkaniu zjawia się hydraulik Max. Jill jak przystało na każdego normalnego człowieka jest tym faktem bardzo zdziwiona, w końcu łazienka jest sprawna, krany działają, toaleta też, ale mężczyzna jest tak przekonywujący, że ostatecznie zostaje wpuszczony do mieszkania. Tutaj zaczyna się nasza przygoda, Max informuje Jill o usterce i jak prawdziwy fachowiec bierze prysznic w jej mieszkaniu. Przez kilka kolejnych dni mężczyzna zaczyna pozwalać sobie na co raz więcej, demoluje łazienkę, stawia w niej ogromne rusztowanie, robi sobie sam kanapki, rzuca żarcikami na lewo i prawo czy udając Boba Dylan'a siedzi w łazience i gra sobie na gitarce. Jill co raz bardziej nie może znieść mężczyzny, ale jej mąż i najlepsza koleżanka Meg, nie widzą w jego zachowaniu niczego dziwnego...

Od razu pragnę zaznaczyć, że chociaż film określany jest jako horror-komedia, to nie ma z tymi gatunkami za wiele wspólnego. To po prostu bardzo dobry thriller, w którym sami nie wiemy kto tak naprawdę jest tym złym. Czy jest nią Jill, czy może ekscentryczny, ale za to niesamowicie charyzmatyczny Max. Reżyser nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, a zakończenie, jak i cały film możemy zinterpretować sobie sami. Praca kamery jest poprawna, biorąc pod uwagę, że większość czasu spędzimy w małym mieszkaniu państwa Cowper'ów. Co do aktorów to zdecydowanie są najlepszym elementem filmu. Ivar Kants w tytułowej roli Hydraulika daję sobie radę, naprawdę można go polubić albo znienawidzić (jak kto woli), Judy Morris za to czasami irytuje swoją mimiką, ale z biegiem czasu co raz bardziej ją rozumiemy i możemy się z nią łatwo utożsamić.

Czy polecam? Raczej tak, nie jest to może najlepszy thriller, jaki dane mi było zobaczyć, bo na przykład do takiego "Funny Games" czy "House on the Edge of the Park" do pięt nie dorasta, ale na pewno nie zawiedziecie się, bo przede wszystkim film nie nuży i niesamowicie wciąga, nie będąc przy tym jakoś specjalnie długim (godzina i szesnaście minut). Także zachęcam i pozdrawiam!

Moja ocena: 7/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu #thriller
+6
SuperEkstraKonto
Antropophagus (1980)

Lubicie filmy o kanibalach? No to raczej wiadomo, kto ich nie lubi, pewnie tylko jacyś zwyrodnialcy albo weganie, a co gdybym powiedział wam, że jest coś lepszego? Na przykład taki slasher z ludożercą i to nie pierwszym lepszym zjadaczem ludzkiego mięsa, a brutalnym, pozbawionym skrupułów i innych ludzkich odruchów kanibalem? Pewnie już nie możecie się doczekać cóż to za film dla was dzisiaj przygotowałem, znaczy, wiecie jaki, bo tytuł jest na górze... Dobra zaczynajmy już, bo się troszkę rozgadałem.

Grupa młodych ludzi pragnie spędzić niesamowite, egzotyczne wakacje, a gdzie najlepiej to zrobić? Oczywiście, że na jednej z greckich wysp. Nasi bohaterowie nie przewidzieli jednak, że miejsce gdzie się wybrali jest całkowicie opuszczone. Wiecie no strzelające okiennice, wszędzie pajęczyny, no OPUSZCZONE i koniec. Pewnie pomyślicie teraz: no spoko SuperEkstaKonto, ale co w tym dziwnego, może oni też są na wakacjach albo grasuje tam banda morderców-kanibali. Odpowiem: NIE, nie grasuje tam banda morderców-kanibali, tylko jeden kanibal (swoją drogą, jak tak sobie teraz myślę jedna osoba jest odpowiedzialna za wymordowanie całego miasteczka, no grubo), który już ostrzy sobie ząbki na swoje nowo przybyłe ofiary.

Jak widzicie po opisie nasz antagonista już teraz ma lepszy body count niż taki Freddy Krueger czy Michael Myers. Dobra nie wyprzedzając faktów, "Antropophagus" został stworzony przez Joe D'Amato, osobę znaną przez fanów włoskiego kina grozy oraz porno, twórca takich znamienitych tytułów jak chociażby "Buio Omega" ("Mroczny instynkt") czy na przykład dzieła "Porno Holocaust". Dzisiaj jednak skupiamy się na (uważanym przez wiele osób) jego najlepszym filmie i trudno się tutaj nie zgodzić, bo choć miejscami nuży on niesamowicie (chociaż no sam tego nie odczuwałem to wiem, że większość osób widzi w tym największy minus filmu, więc po prostu was ostrzegam) to sceny morderstw są wykonane bardzo dobrze, dużo krwi, flaków i jedzenia nienarodzonych płodów. Co do aktorstwa, no to nie jest w cale takie złe, znaczy no mogło być gorzej, ale jest znośnie. Zdjęcia nie wybijają się ponad przeciętną, są dobrze wykonane, bez żadnych rewelacji i fajerwerków.

Podsumowując czy polecam? Jeśli lubicie niskobudżetowe, chore filmy i nie przeszkadzają wam momenty, w których będziecie się niemiłosiernie nudzić, to tak.

Moja ocena: 8/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+16
SuperEkstraKonto
The Prey (1984)

Wracam po tygodniowej przerwie i od razu zaczynam ten piękny deszczowy dzień kolejnym slasherem dla was. Zapraszam na "The Prey", który równie dobrze mógłby być dobrym prequelem dla "Piątku trzynastego". Zapraszam!

Jest rok 1946, a w lesie Keen Wild w Northpoint wybucha ogromny pożar, który trawi dziesiątki osób. Wszędzie słychać krzyki, płacz i wołanie o pomoc. Wtedy akcja filmu przenosi nas 35 lat później, gdzie grupka przyjaciół zamierza urządzić sobie w owym lesie biwak. Nie wiedzą jednak, że są obserwowani przez tajemniczą istotę, która za niedługo przemieni ten beztroski wypad w prawdziwy koszmar.

Jeśli chodzi o całą fabułę to by było na tyle, ale na dobrą sprawę kto przejmuje się fabułą w slasherze. Za reżyserie tego cuda odpowiedzialny był Edwin Brown, który oprócz "The Prey" może się pochwalić erotycznym kryminałem "Sexual Outlaws", czyli jak widzimy profesjonalista pełną gębą. Budżet filmu też nie jest za wysoki więc raczej spodziewajcie się czegoś w rodzaju "FleshEater" albo "I Drink Your Blood", bo na nic więcej nie ma co liczyć. Aktorsko wypada wyjątkowo słabo, jeszcze wszystko ujdzie jak sobie ta grupa coś tam łazi, zwiedza, ale gdy do akcji wkracza szeryf czy kim on tam jest, to już nic nie idzie zrozumieć, koleś coś mruczy pod nosem, sepleni, no ogólnie masakra. Potem jednak niemało się zaskoczyłem. Okazało się, że mam w pokoju plakat z tym typem, bo grał tytułową postać w "The Kid" pana Chaplin'a no i w zasadzie rola w "The Prey" to była jego ostatnia gdziekolwiek, taka ciekawostka. Co do efektów, to jest tam niby jakaś siekiera w głowie, ale oprócz tego to nic wiele nie znajdziecie. Zdjęcia, ehhh już dawno praca kamery mnie aż tak nie denerwowała. Żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli, gdzie znajdują się nasi bohaterowie kamerzysta co 5 minut łaskawie pokazuje nam jakieś zwierzęta, żeby uświadomić widzowi, że nasza wesoła grupka jest w LESIE, a nie kurwa w sklepie z choinkami. Postać mordercy to też dobry temat do obgadania, gość żyje sobie w lesie przez 35 lat, ma z 2 metry, mordę zdeformowaną, ale to nie przeszkadza mu chodzić w schludnych i idealnie pasujących do niego ubraniach, że o jego "zwinności" i "szybkości" nie wspomnę.

Czy polecam? Raczej tak, większości z was może się nie spodobać, ale dla fanów filmów klasy B jest to moim zdaniem pozycja obowiązkowa. Także ostrzegam i pozdrawiam!

Moja Ocena: 5/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+5
SuperEkstraKonto
Sleepaway Camp (1983)

Zgodnie z tym co wczoraj napisałem (przy okazji wołam @Whoresbane) dzisiaj kolejny zapomniany klasyk czyli "Sleepaway Camp". Zapraszam!

Film zaczyna się dosyć niewinnie, ojciec z dwójką dzieci doskonale spędzają czas na wspólnej zabawie w jeziorze. Nic nie zapowiada niczego dziwnego, taki no normalny dzionek, słońce świeci, aż tu nagle JEB i ojca przejeżdża motorówka. Kilka lat później w pobliżu miejsca owej tragedii organizowany jest letni obóz dla dzieci, w którym zaczyna dochodzić do dziwnych wydarzeń, w których giną ludzie...

"Sleepaway Camp" to film kultowy, łączący w sobie zarówno cechy filmu młodzieżowego, czyli wiecie obozowe gry i zabawy, jakieś tam zauroczenia, żarciki, z typowym slasherem. Jedną z rzeczy, która podobała mi się w filmie, oczywiście oprócz końcowego twistu ( ͡° ͜ʖ ͡°), są oryginalne sceny zabójstw, wzorowane na takie typowe żarciki, na przykład wrzucenie bani os czy tam pszczół do kibla, także tutaj plusik. Ostrzegam, przed "aktorstwem", które do najlepszych nie należy. Sądzę, że jakby tak zebrać wszystkie postacie w jedno miejsce, to stara brudna decha miałaby od nich więcej charyzmy i jakiegoś tam wigoru, no ale nie ma też czego oczekiwać od dzieciaków, szczególnie z takim budżetem. Jeśli szukacie gore, krew, flaki, ból przemijania, no to szukajcie dalej, bo to co tutaj jest to raczej was nie zaspokoi.

Polecam, szczególnie jak chcecie się popisać przed znajomymi, że znacie taki fajny, super, ekstra slasher, po którym będziecie się zastanawiać co ten Robert Hiltzik brał, że wymyślił taki film.

Moja ocena: 8/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+5
SuperEkstraKonto
My Bloody Valentine (1981)

Wczoraj było coś dla stomatologów, to dzisiaj opowiem wam o filmie, którym zachwycą się wszyscy zjadacze węgla w Polsce, czyli Ślązacy. Zapraszam!

W małym kanadyjskim miasteczku Valentine Bluffs (swoją drogą naprawdę oryginalna nazwa) trwają przygotowania do nadchodzących walentynek. Miejscowa ludność jest jednak z ów powodu bardzo podzielona, dla jednych jest to dzień pełen miłości i czegoś tam jeszcze ( ͡° ͜ʖ ͡°), dla innych zaś to kolejna rocznica serii krwawych morderstw popełnionych tu przed laty przez ocalałego z wypadku w kopalni górnika. Niestety morderca znów powraca...

"My Bloody Valentine" to slasher z początku lat osiemdziesiątych, o którym śmiało mogę powiedzieć, że jest jednym z lepszych w swoim gatunku (oczywiście moim zdaniem). Co więc czyni ten film tak dobrym? Kilka rzeczy, po pierwsze to, że choć fabuła jest z pozoru banalna to film się nie dłuży, cały czas coś się dzieje więc na nudę nikt tu nie będzie narzekał. Następnie postać mordercy, w masce gazowej i metodami eksterminacji ludności, których nie powstydziłby się sam Jason. Aktorzy wypadają wyjątkowo nieźle, pewnie raz czy dwa można się zaśmiać z nieudolnych tekstów, ale no całościowo jest ok. Spytacie pewnie "no ale co z krwią, gdzie krew?! HURR DURR", ano jest i to dość dużo, więc fani takowych filmów na pewno się nie zawiodą.

Czy polecam? Pewnie, jak dla mnie pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów horroru, ale też dla ludzi niekoniecznie zagłębiających się w ten gatunek.

Moja ocena: 8/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+9
SuperEkstraKonto
The Dentist (1996)

W historii horrorów było wiele morderców: Michael Myers, Jason Voorhees, Leatherface czy Freddy Krueger. Wszyscy z nich posiadali w swoim wymyślnym arsenale niesamowite bronie: od noży i maczet po złotą piłę mechaniczną, jednak czy kiedykolwiek zdarzyło wam się oglądać slasher, w którym głównym narzędziem zadawania cierpienia i bólu jest fotel dentystyczny? No nie sądzę, pomyślicie pewnei teraz "kurde chciał(a)bym oglądnąć taki horror", spokojnie już służę pomocą, rozsiądźcie się wygodnie w swoim fotelu i zapraszam na dzisiejszy wpis.

Doktor Alan Feinstone to powszechnie szanowany i ceniony dentysta w Beverly Hills, mężczyzna ma wszystko o czym każdy przeciętny zjadacz chleba może tylko pomarzyć: willa z basenem, młoda żona, że o górze kasy nie wspomnę. Wydawać by się mogło, że nic nie jest w stanie zburzyć tej sielanki, niestety pewnego dnia Alan odkrywa romans swojej drugiej połówki. Lekarz postanawia się na niej zemścić...

Zanim jednak zaczniecie się zachwycać tą ambitną fabułą pragnę zaznaczyć, że film zalicza się do kategorii "taki zły, że aż dobry" czyli należy go oglądać ze znajomymi, najlepiej po kilku piwach, bo jeżeli oczekujecie od niego czegoś więcej niż pseudo komedii to się trochę rozczarujecie. Dlatego nie będę się tutaj specjalnie rozpisywał nad zdjęciami i efektami, bo nie ma to najmniejszego sensu. Z takich ciekawostek to zagrali w nim między innymi Ken Foree (czyli ten murzyn ze "Świtu żywych trupów" (zarówno oryginału, jak i remake'u) i "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną 3"), a no i Mark Ruffalo (czyli Hulk albo jak kto woli Inspektor Dave Toschi z "Zodiaka" (btw: spoko film)).

Polecam, jeśli chcecie się pośmiać ze znajomymi z mało rozgarniętych twórców tego "dzieła", nieudolnych postaci i dziurawej fabuły.

Moja ocena: 3/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+11
SuperEkstraKonto
Rituals (1977)

Pewnie teraz większość z was pomyśli, że coś pokręciłem i chodziło mi o "The Ritual" tamtego roku (nawiasem mówiąc @sejsmita napisał o tym dziele całkiem ciekawy wpis --> https://www.wykop.pl/wpis/29945563/pojawil-sie-pierwszy-film-z-mojej-listy-interesuja/ ), otóż nie, bo dokładnie 30 lat wcześniej powstał inny film również ze słowem "rytuał" w nazwie. Zapraszam was na "Rituals", czyli jeden z moich ulubionych horrorów.

Akcja filmu przenosi nas do kanadyjskiego lasu, gdzie grupa lekarzy-przyjaciół postanowiła spędzić męski weekend w odcięciu od wszechobecnej cywilizacji. Z początku wszystko zapowiada się dobrze. Panowie rozbijają namiot, rozpalają ognicho, łowią rybki, ogólnie wszystko super ekstra, aż tu nagle ktoś kradnie im buty (tak, wiem jak to brzmi). Nasi lekarze nie wiedzą jeszcze, że to nie jedyny problem z jakim będą zmuszeni się zmierzyć.

"Rituals" to horror, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Dlaczego? Po pierwsze: fabuła, która z pozoru banalna potrafi wciągnąć widza i sprawić, że będziemy wyczekiwać z otwartą mordą co się stanie dalej. Kolejną rzeczą jest klimat i nie mówię tutaj o jakimś tam klimacie, ale klimacie przez duże "K", atmosfera panująca w filmie jest niesamowita, widz cały czas czuje zagrożenie, a także strach przed otaczającą nas ze wszystkich stron kanadyjską puszczą. Po trzecie: aktorzy, a dokładnie Hal Holbrook, który daję tutaj popis sowich możliwości sprawiając, że jego postaci nie da się nie polubić. No i na koniec zdjęcia, piękne ujęcia lasów, gór, no po prostu cudo.

Gorąco polecam wszystkim, którzy chcą się trochę przestraszyć albo po prostu obejrzeć jakiś dobry film.

Moja ocena: 8/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+8
SuperEkstraKonto
Maniac Cop (1988)

Po mistrzach włoskiego horroru nadszedł czas by wrócić do starej formuły, dlatego dzisiaj przygotowałem dla was film tak absurdalnie głupi, że momentami dobry. Zapraszam!

Dzieło pana Williama Lustig'a przenosi nas do Nowego Jorku, gdzie psychopata w stroju policjanta terroryzuje miejscową ludność. Opinia publiczna żąda schwytania sprawcy, więc stróże prawa w wyniku niesamowitego zbiegu okoliczności kierują swoje podejrzenia na Jacka Forrest'a (w tej roli Bruce Campbell), którego żona, była ostatnią ofiarą maniaka. W jego winę nie wierzą jednak Detektyw Frank McCrae (Tom Atkins) i przyjaciółka Jack'a, Theresa Mallory (Laurene Landon), którzy postanawiają odnaleźć prawdziwego morderce.

"Maniac Cop" to typowy slasher klasy B, który na przestrzeni zdążył urosnąć do miana kultowego, a postać mordercy (nie będę mówił kto nim jest, bo może ktoś chce się zdziwić, czy coś) stawiana jest na równi z Jasonem Voorhees'em, czy Michaelem Mayers'em. Wracając do filmu, fani gore raczej nie znajdą nic dla siebie oprócz może kilku scen, ale na pewno na nic poza krwią nie mogą liczyć. Fabuła, jak to fabuła w shlasherach mało ważna, ale przynajmniej bodycount jest całkiem niezły. Aktorsko nie jest źle, Bruce Campbell, jak zawsze genialny, a Tom Atkins w roli detektywa sprawdza się wyjątkowo dobrze, przez co jego postać da się polubić. Laurene Landon natomiast, no cóż mogłoby jej nawet nie być i nikt by tego nie zauważył. Co do postaci mordercy to wykreowana jest całkiem dobrze, małomówna, kuloodporna, taki trochę Jason w mundurze policyjnym. W temacie zdjęć to wydaje mi się, że reżyser chyba bardzo lubi bawić się światłem, bo przez cały film jest ciemno, ponuro, ale w żadnym wypadku nie jest to jakiś minus, wręcz przeciwnie, dodaje to takiego fajnego klimatu. Jeśli chodzi o muzykę, to coś tam burczy w tle, ale no nie zachęca, nie odrzuca, jest ok.

Podsumowując podobało mi się, pośmiałem się, popatrzyłem na wymyślne sposoby eksterminacji Nowojorskiej ludności i to by było na tyle. Polecam, jeśli nie wiecie jaki tani horrorek sobie dzisiaj obejrzeć, czy po prostu chcecie się pośmiać z absurdalnej głupoty bohaterów.

Moja ocena: 6/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+11
SuperEkstraKonto
Blood and Black Lace (1964)

W moim dzisiejszym wpisie zapraszam was na ostatni film od Bavy, jaki u mnie (na dzień dzisiejszy) zobaczycie, bo nie zamierzam się rozpisywać o marnym "Reazione a catena" (czy jak tam wolicie "Krwawym obozie", chociaż nie zaprzeczam, że jest on dość ważnym filmem i polecam się z nim zapoznać jeśli interesujecie się horrorem, ale ostrzegam jest źle). Tym razem jednak zajmiemy się "Blood and Black Lace", czyli po włoskemu "Sei donne per l'assassino". Zapraszam!

Akcja filmu rozpoczyna się, gdy w jednym z włoskich salonów mody, prowadzonym przez Cristinę Como i jej kochanka Maxa Mariana, dochodzi do brutalnego zabójstwa pracującej tam modelki. W toku śledztwa wychodzi na jaw, że dziewczyna prowadziła dziennik, który może mieć coś wspólnego z jej śmiercią. Prowadzący dochodzenie Inspektor Silvester podejrzewa, że mordercą jest jeden z pracowników salonu.

"Sei donne per l'assassino" jest filmem niesamowitym z dwóch powodów: po pierwsze wyznaczyło on giallo żelazne zasady i dał on podwaliny amerykańskim slasherom, a po drugie jest to kawał dobrego włoskiego kina, które każdy powinien zobaczyć. Bava eksperymentuje i przenosi gotyk w czasy (sobie) współczesne, tworzy świetny klimat oraz oczywiście serwuje nam końcowy twist fabularny, który zaskoczy wiele osób. Oczywiście nie zabrakło tutaj krwi, masy dobrych zdjęć i genialnej muzyki. Audiowizualne cudo, które zahipnotyzuje, a następnie rozkocha w sobie widza.
Moim zdaniem naprawdę warto zobaczyć i mam nadzieje, że chociaż jedna osoba z was sięgnie dzisiaj po to dzieło włoskiej kinematografii.

Moja ocena: 9/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #giallo #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+8
SuperEkstraKonto
Black Sabbath (1963)

Dzisiaj kolejny film od Bavy, tym razem jednak będzie troszkę więcej czytania, bo "Black Sabbath", czy jak kto woli po polskiemu "Czarne święto" jest mieszaniną moich dwóch ulubionych gatunków: horroru i noweli filmowej. Zapraszam!

1) "The Telephone"

Nowelka opowiada o prostytutce Rosy, która po dniu ciężkiej pracy wraca wieczorem do swojego mieszkania. Tam dziewczyna otrzymuje serie dziwnych telefonów...

Szczerze powiedziawszy moim zdaniem jest to najsłabsza historia w całym filmie, co wcale nie oznacza, że jest zła, wręcz przeciwnie. Mamy tu bowiem do czynienia z prawdziwym krótkometrażowym giallo, czyli fani czarnych rękawiczek znajdą tutaj coś dla siebie. Bava nie mógł sobie również odmówić genialnego twistu fabularnego, o którym z przyczyn oczywistych wam nie opowiem. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Moja ocena: 7/10

2) "The Wurdalak"

Tym razem przenosimy się do XIX-wiecznej Rosji. Tam poznajemy Vladimira d'Urfe, młodego szlachcica, który podczas swojej podróży natyka się na pozbawione głowy zwłoki z nożem wbitym w serce. Mężczyzna zabiera ostrze i postanawia poszukać schronienia w przydrożnej chacie...

Chyba najlepsza historia, z całego dzieła pana Bavy, a w zasadzie jego wariacja na temat wampirów i mitycznych potworów. Klimat jest idealny, panuje tu atmosfera tajemniczości i grozy, a jeśli dodamy do tego świetną scenografie, no można się zakochać nie powiem. Przysłowiową "wisienką na torcie" jest oczywiście Boris Karloff (a.k.a. Monstrum Frankenstein'a), który swoim aktorstwem przyćmiewa resztę ekipy.

Moja ocena: 8/10

3) "The Drop of Water"

Ostatnia już historia opowiada o pielęgniarce, która ma przygotować ciało zmarłej kobiety do pogrzebu. Korzystając z okazji dziewczyna wykrada truposzce pierścień...

No trzeba tutaj oddać charakteryzatorom, ze wykonali kawał dobrej roboty i jeżeli mi nie wierzycie, to odpalcie sobie tą historyjkę o 3 w nocy i gwarantuje, że już nie zaśniecie. Co do samej historii to po giallo i wampirach Bava postanowił teraz zająć się duchami i złymi mocami. Ogólnie jest całkiem spoko, momentami rzeczywiście to wszystko wydaje się takie przydługawe, ale efekt końcowy robi swoje.

Moja ocena: 7/10

To by było na tyle, gorąco polecam, bo po tylu latach film dalej daje rade, nie nudzi, a historie w nim przedstawione potrafią zaangażować widza i momentami przestraszyć.

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #giallo #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #gruparatowaniapoziomu
+8
SuperEkstraKonto
Mask of the Demon (1960)

Ostatnio, to znaczy miesiąc temu o ile mnie pamięć nie myli skończyliśmy Fulci'ego, wiec dziś zaczynamy Mario Bave. Nie będę tutaj ukrywał, że najwięcej zaległości mam właśnie u niego. Zobaczyłem 4 tytuły, ale pewnie napisze o trzech, także powinno pójść stosunkowo szybko (ale ja to ja, więc pewnie się przedłuży ;D), a potem wracam do poprzedniej formuły pisania. Dzisiaj natomiast "Mask of the Demon", czy jak kto woli "Black Sunday", zapraszam.

W XVII-wiecznej Mołdawii księżniczka Asa zostaje skazana na śmierć za uprawianie czarnej magii. Dwieście lat później doktor Kruvajan niechcący przywraca ją do życia (zarys fabuły z filmweb'a, bo w zasadzie nic dodać, nic ująć).

Jak widzicie historia nie jest jakaś specjalna i z czystym sumieniem można powiedzieć, że jest to kolejne dzieło o szatanie, złych duchach i demonach, których w tamtych czasach powstawało tyle co filmów o zombie dzisiaj, czyli lekko mówiąc dużo. Co więc odróżnia go na tle innych horrorów? Po pierwsze zdjęcia i scenografia, które nie dość, że są wykonane w sposób mistrzowski, to wprowadzają w filmie nastrój tajemniczości i grozy. Następnym plusem jest oczywiście Barbara Steele, która swoimi umiejętnościami i wdziękiem hipnotyzuje widza nie pozwalając mu oderwać oczu od ekranu. Muzyka również zasługuje tutaj na duże uznanie, nie jest to co prawda poziom zespołu Goblin, ale jeśli chodzi o muzykę filmową to im już chyba nikt nigdy nie dorówna, w każdym razie warto się z nią zapoznać. Dla większości osób niegustujących w filmach poniżej 1970 roku, "Maska..." może wydać się momentami nużąca, ale pociesze was, że jak na tamte lata to nie jest najgorzej. Podsumowując polecam wszystkim, a w szczególności tym, którzy szukają filmu na dzisiejszy wieczór. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

PS: Tak sobie pomyślałem, że jak skończę Bave, to mógłbym napisać trochę o horrorach od Universal Studio, jak chcecie to dajcie znać, czy coś ;D

Moja ocena: 9/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor (no i pierwszy raz taguje #gruparatowaniapoziomu to mnie tam nie zabijcie)
+7
SuperEkstraKonto
Touch of Death (1988)

Nadszedł czas, by skończyć z mistrzem włoskiego horroru, bo "Dotyk śmierci" to ostatni film Fulci'ego, który chciałbym nielicznemu gronu z was serdecznie polecić (znaczy jeśli chcecie mogę opowiedzieć jeszcze o "Zombi 3", ale ostrzegam, że jest to obraz wybitnie zły, no i Fulci nakręcił kilka scen).

Lester Parson to z pozoru zwykły samotny mężczyzna, żigolak, którego hobby to uwodzenie kobiet w podeszłym wieku, mordowanie ich, a następnie konsumowanie części ich ciał.

Zanim jednak zacznę tutaj omawiać to "cudo", chce zaznaczyć, że fabuła praktycznie w nim nie istnieje. Dlaczego więc polecam wam ten film? Przede wszystkim za względu na cholernie dobre gore, do którego Fulci zdążył nas już przyzwyczaić. Kiedyś spotkałem się również z opinią iż "Dotyk śmierci", jest obrazem "Obrzydliwym, brudnym i niesmacznym" i trudno się z tym nie zgodzić, bo te trzy wyrazy idealnie go podsumowują. Ogólnie film trwa półtorej godziny, ale jestem w stanie przyznać medal z papieru temu, kto wytrwa od początku do końca. Zapomniałbym dodać, że jest to czarna komedia, a raczej komedia absurdu, bo kto jest mi w stanie wyjaśnić sytuacje, w której kobieta okładana po głowie brudną, starą dechą jest w stanie wstać i biegać po domu jak Benny Hill w jednym ze swoich skeczy.
No i czas na tak zwaną wisienkę na torcie, creme de la creme mojego dzisiejszego wpisu, czyli aktorstwo. Brett Halsey w głównej roli pokazuje jak nie powinno się grać seryjnego mordercy, a co do reszty to wydaje mi się, że żule spod monopolowego daliby radę to lepiej zagrać. Ogólnie jednak polecam, jeśli chcecie się pośmiać i zobaczyć litry posoki i mielenie ludzkiego mięsa.

Moja ocena: 4/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+4
SuperEkstraKonto
The Beyond (1981)

Dziś "The Beyond", czy jak wolicie "Hotel siedmiu bram", przez wielu uważany za najlepszy film Fulci'ego (nie według mnie, ale dlaczego to tłumaczyłem kilka wpisów temu).

Jest rok 1927, w ciemną deszczową noc z pokoju 36 grupa ludzi wynosi człowieka, którego miejscowa ludność posądza o uprawianie magii. Tłum zanosi go do piwnicy, gdzie po torturach zostaje ukrzyżowany. Jego śmierć sprawia, że w piwnicy hotelu otwarta zostaje jedna z siedmiu bram piekła wymienionych w Księdze Eibonu. Teraz akcja filmu przenosi nas kilkadziesiąt lat później, a dokładnie do roku 1981, gdzie Liza Merril dziedziczy tytułowy hotel. Podczas jego remontu hydraulik Joe uwalnia drzemiącą w nim (hotelu, nie hydrauliku) złe siły. Od teraz Liza i miejscowy doktor John McCabe staną do walki z hordą żywych trupów...

Jak sami możecie zauważyć opis filmu zapowiada kolejne Zombie Movie, nic bardziej mylnego, bo zombiaków jest tu tyle co kot napłakał (w sensie są tam, ale nie jakieś jedzenie mięsa i wyrywanie gardeł), a centrum uwagi skupione jest na elementy okultystyczne (co z resztą specjalnie nie dziwi). Za muzykę odpowiadał Fabio Frizzi, więc soundtrack jest wprost niesamowity. Pragnę tu jeszcze zaznaczyć, że nie jest to film dla każdego i przeciętny widz raczej co najwyżej uśmiechnie się z politowaniem, dlatego odradzam zaczynania przygody z włoszczyzną (mój #rozowypasek twierdzi, że to warzywa, ale ja tam się nie znam) od tego dzieła, a resztę pasjonatów tego rodzaju kina szczerze zachęcam do obejrzenia, jeśli jeszcze go nie widzieliście!
BTW: trzymajcie jutro kciuki, bo #matura ustna, a no i @sejsmita pomyliłem się wczoraj i scena z gwoździem to tutaj.

Moja ocena: 8/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+7
SuperEkstraKonto
The House by the Cemetery (1981)

W dzisiejszym wpisie "Dom przy cmentarzu", czyli (według mnie) drugi najlepszy film Fulci'ego (oczywiście najlepszy z tych które dane mi było zobaczyć ;D). Zapraszam!

Profesor Norman Boyle wraz z żoną i synkiem przeprowadza się z Nowego Jorku do starego domu w New Whitby pod Bostonem. Ma on wznowić badania naukowe jego poprzednika, który zginął w tajemniczych okolicznościach. Od początku ich pobytu w posiadłości zaczynają dziać się dziwne rzeczy...

Jak dla mnie "Dom przy cmentarzu" to dzieło, które w doskonały sposób odzwierciedla całokształt twórczości Fulci'ego, no bo czego tutaj nie ma? Jest genialny klimat, budowany od pierwszych sekund filmu, gore (chociaż nie ma go tu za dużo), efekty, charakteryzacja, muzyka i oczywiście drewniane aktorstwo (i nie, nie mam tu na myśli, że jest słabe, jest dziesięć razy gorsze niż słabe). Mógłbym o tym filmie mówić godzinami, ale wydaje mi się, że lepiej byłoby gdybyście sami go zobaczyli.

Moja ocena: 9/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+9
SuperEkstraKonto
Paura nella città dei morti viventi (1980)

Siema, to ja. Po dłuższej przerwie wracam z kolejną dawką Fulci'ego. Dziś pierwsza część legendarnej trylogii, na które oprócz wspomnianego wyżej "Miasta żywej śmierci", składają się kolejno "Hotel siedmiu bram", a także "Dom przy cmentarzu". Jednak czas przestać się tu rozwijać i coś powiedzieć o tym filmie.

W mieście Dunwitch samobójcza śmierć proboszcza tamtejszej parafii sprawia, że bramy piekieł otwierają się. Umarli wstają ze swoich grobów i zaczynają zabijać miejscową ludność. Jedyną nadzieją na powstrzymanie armagedonu jest znalezienie grobowca księdza Thomasa i zniszczenie jego ciała...

Jak sami możecie zauważyć Fulci w tańcu się nie pierdoli i zaczyna swoją trylogie z grubej rury, a tak raczej może się wydawać po przeczytaniu powyższego wstępu. Po części mogę się z tym zgodzić, bo rzeczywiście film nie narzeka na brak hektolitrów posoki i wymyślnych sposobów na pozbywanie się bohaterów. Jest jednak jedno "ale": otóż w pewnych momentach fabuła zamiast nabierać tempa to po prostu zwalnia do tego stopnia, że jak to się mówi "ciągnie się jak krew z nosa" (chyba tak się mówi). Do reszty nie mam zbytnio zastrzeżeń, za muzykę odpowiadał Fabio Frizzi, no i co tu dużo mówić, gość jest po prostu żywym geniuszem muzyki filmowej, więc jeśli nie zapoznaliście się z żadnym filmem, przy którego muzyce maczał on swoje palce to żałujcie i biegnijcie nadrobić to co straciliście. Efekty gore jak to u Fulci'ego jest na czym oko zawiesić (dosłownie i w przenośni). Także jeżeli nie macie dziś nic pożytecznego w planach to polecam wam zasiąść w waszych fotelach i zapoznać się z tym obrazem.

Moja ocena: 6/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+5
SuperEkstraKonto
Zombi 2 (1979)

Słowem wstępu, przepraszam, że ostatnio nic się nie odzywam, ale #matura i inne sprawy więc sami rozumiecie. Dziś kolejne dzieło od Fulci'ego, a zarazem klasyk i przykład jak powinno się robić prawdziwe Zombie Movie. Zapraszam!

Pewnego dnia w Zatoce Hudson grupa ratowników znajduje samotnie dryfujący jacht należący do zaginionego w tajemniczych okolicznościach naukowca. Wewnątrz statku ekipa odnajduję prawdziwego żywego trupa, który rzuca się na jednego ze stróży wodnego prawa ( ͡° ͜ʖ ͡°). Wiadomość o tym incydencie wstrząsa całą Ameryką, a córka zaginionego naukowca, wraz z dziennikarzem Peterem, etnografem Brianem i Susan postanawiają odnaleźć ojca dziewczyny.

Ogólnie początkowo film miał być taką fanowską kontynuacją "Dawn of the Dead" reżyserowanego przez "ojca umarlaków" George A. Romero. Stąd też "2" w tytule (jakby ktoś się zastanawiał). Sam nie wiem co o tym filmie mógłbym teraz powiedzieć, żeby go wam polecić. Na pewno nie jest to dzieło dla osób którzy poszukują szybkiego kina pełnego akcji i humoru, fabuła rozwija się dość długo, ale warto poczekać. Jego mocą stroną na pewno jest soundtrack, który pamiętam i nucę do dziś, a na moim profilu na FW katuje nim każdego kto przegląda mój profil (znaczy katowałem, bo jak to na FW bywa, trzeba ponaprawiać to co dobre i działa). Efekty są niesamowite, a przykładem niech będzie podwodna walka Zombiaka z rekinem, tego nawet nie trzeba widzieć, żeby wyobrazić sobie jaka epicka jest ta scena. Podsumowując: bardzo polecam, szczególnie dla fanów wszelakich Zombie Movies.

Moja Ocena: 10/10

Szczęśliwego Piątku Trzynastego!
Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+3
SuperEkstraKonto
Sette note in nero (1977)

Kilka dni minęło od ostatniego wpisu, więc czas na kolejne giallo od Fulci'ego. Zapraszam!

Kobieta jasnowidz pod wpływem jednych ze swoich wizji niszczy ścianę w domu swojego męża i odkrywa schowane za nią ciało. Wraz ze swoim psychoterapeutą próbuje rozwiązać zagadkę do kogo należą owe zwłoki. Nie wie jednak, że za niedługo może podzielić ich los...

Fulci w swoim filmie nieco odchodzi od klasycznych założeń giallo (nie zobaczymy tutaj między innymi mordercy w czarnych rękawiczkach) i lekko manewruje między gatunkami. Fabuła potrafi niesamowicie wciągnąć, a sama końcówka to istny majstersztyk. Co do reszty nie mam najmniejszych zastrzeżeń, muzyka i zdjęcia są znakomite, aktorzy radzą sobie całkiem nieźle. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko go wam polecić.

Moja ocena: 8/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #giallo
+5
SuperEkstraKonto
Non si sevizia un paperino (1972)

Wczoraj nic nie wrzuciłem, to dzisiaj wracam do pisania. Tym razem Lucio Fulci i od razu powiem, że prawdopodobnie nie zobaczycie tutaj "Manhattan Baby" i "Lo Squartatore di New York", ponieważ nie miałem okazji ich jeszcze zobaczyć. Dobra to by było na tyle, zaczynajmy!

W małym miasteczku położonym na południu Włoch dochodzi do serii brutalnych morderstw na dzieciach. Lokalna ludność widząc nieudolne starania policji w schwytaniu sprawcy postanawia sama wymierzyć sprawiedliwość na domniemanych mordercach. W tym samym czasie młody reporter stara się rozwiązać zagadkę na własną rękę.

Fulci tworzy świetną historie, która moim zdanie nie wykorzystała swojego całkowitego potencjału. Jest krwawo i tajemniczo, a moment kulminacyjny potrafi zaskoczyć. Nie wynagradza to jednak kilku dłużyzn. Aktorsko jest na prawdę dobrze, muzyka wypada nieźle, oczywiście nie jest to co prawda poziom zespołu Goblin, ale i tak daję radę. Ogólnie polecam, nie jest to może jego najlepsze giallo, ale od czegoś w końcu trzeba zacząć. :D

Moja ocena: 7/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #giallo
+5
SuperEkstraKonto
Phenomena (1985)

Dziś już ostatni film od Argento (znaczy ostatni, który widziałem, nie wykluczam, że kiedyś się może coś od niego tutaj pojawi). Zapraszam!

Akcja filmu przenosi nas do Szwajcarii, gdzie do małego miasteczka, a właściwie do szkoły z internatem, wprowadza się Jennifer Corvino (w tej roli Jennifer Connelly, możecie ją znać tam z np. "Requiem for a Dream" czy "A Beautiful Mind", za którego jeśli się nie mylę dostała Oscara). Dziewczyna lunatykuje, co sprawia, że szybko staje się obiektem kpin i drwin ze strony rówieśników. Nie jest to jej jedyna przypadłość, nastolatka potrafi również porozumiewać się z owadami. W tym samym czasie w mieście dochodzi do serii tajemniczych morderstw. Jennifer wraz z zapoznanym ekologiem i jego szympansem (nie pytajcie) postanawiają odnaleźć prawdziwego mordercę.

Argento w swoim dziele zapożycza troszkę schematów z kina giallo, także możecie się spodziewać mordercy w czarnych rękawiczkach, którego poznamy w ostatnich sekundach filmu. Co do fabuły, jak dla mnie powinna być krótsza. Za dużo dłużyzn i nudy. Jednak całe to czekanie wynagradza końcowa scena, która kupiła mnie całkowicie. Czy polecam? Oczywiście!

Moja ocena: 7/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+5
SuperEkstraKonto
Tenebre (1982)

Właśnie zdałem sobie sprawę, że zostało mi tylko napisać o "Phenomenie" i w zasadzie kończymy już Argento, potem Fulci (prawdopodobnie). Dobra, dobra zaczynajmy!

Peter Neal to słynny autor powieści kryminalnych o seryjnych mordercach. Pewnego dnia wybiera się on do Włoch, by promować swoją nową książkę, tytułową "Tenebre". Niestety, na miejscu dowiaduje się o zabójstwie młodej kobiety. Morderca inspirując się twórczością Neal'a postanawia "przenieść ją" do rzeczywistości.

Ogólnie jestem świeżo po seansie i muszę przyznać, że bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Może fabuła nie jest najwyższych lotów (sztampa goni sztampę), to dużą rolę w filmie odgrywa muzyka (genialny zespół Goblin), praca kamery no i oczywiście hektolitry krwi. W kwestii aktorów i ich "gry" nie będę się wypowiadał, bo to trzeba samemu zobaczyć. Podsumowując: na prawdę polecam jeśli szukacie poprawnego giallo, z dużą ilością siekier wbitych w głowę.

Moja ocena: 7/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor #giallo
+5
SuperEkstraKonto
Inferno (1980)

Kolejny dzień, kolejny film. Dziś druga część "Trylogii Trzech Matek". Zapraszam!

Zazwyczaj w tym miejscu wrzuciłbym jakiś rozbudowany zarys fabuły, ale wszystko jest tutaj tak pokręcone, że zadowolicie się tym razem krótkim zdaniem prosto z filmweb'a: "Amerykański student w Rzymie i jego siostra w Nowym Yorku badają serię niewyjaśnionych morderstw" (dziękuję sobie, że to tam wrzuciłem, żeby później nie było jakiś pretensji o prawa autorskie XD).

Przejdźmy jednak do samego filmu. Jeżeli chodzi o zdjęcia i muzykę to na prawdę nie mogłem się do czegokolwiek przyczepić. Niestety tutaj kończą się zalety tego dzieła, a zaczynają jego największa wada: fabuła. Argento po "Suspirii" prawdopodobnie pomyślał sobie, że więcej surrealizmu = jeszcze większy sukces. Tym razem coś nie "pykło" i przez połowę filmu siedziałem wpatrzony w ekran i zastanawiałem się co ja właściwie oglądam. Może kiedyś zrobię "rewatch" to zmienię o nim zdanie. Jeśli mam być szczery to "Inferno" warto zobaczyć tylko dla kilku scen gore (których i tak za dużo nie ma), zdjęć i muzyki. Pozycja zdecydowanie tylko dla fanów twórczości Argento, żeby nie było, że nie ostrzegałem.

Moja ocena: 5/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+6
SuperEkstraKonto
Suspiria (1977)

Dziś zaczynamy kolejną trylogie Argento, której nie skończymy ( ͡° ͜ʖ ͡°). Dlaczego? Ponieważ "La Terza madre" nie jest filmem, który chciałbym w najbliższym czasie zobaczyć. Ale bez zbędnego gadania, zapraszam!

Susan Bannion to młoda, utalentowana tancerka, która pewnego dnia trafia do Wiednia, aby uczęszczać do najsławniejszej szkoły baletowej w mieście. Szybko jednak odkrywa, że dzieje się tam coś dziwnego. Młode dziewczyny zaczynają ginąć jedna po drugiej, a dyrektorka placówki nie widzi w tym żadnego zagrożenia.

"Suspiria" to moim zdaniem najlepszy obraz Dario Argento, a także jeden z najwspanialszych filmów jakie dane mi było zobaczyć. Reżyser tworzy niesamowity oniryczny klimat. Pod względem audiowizualnym to czysty majstersztyk, obraz hipnotyzuje widza i sprawia, że nie można się od niego oderwać. Argento stworzył dzieło ponadczasowe, które wielkimi literami zapisało się w historii horroru. Dla fanów gatunku jest to jak najbardziej pozycja obowiązkowa.

Moja ocena: 10/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+8
SuperEkstraKonto
Profondo rosso (1975)

Dziś film, który przez wiele osób uważany jest za najlepsze dzieło Argento. Zapraszam!

Helga to niemiecka telepatka, która podczas pokazu swoich umiejętności, wyczuwa na scenie obecność psychopatycznego mordercy. Kobieta wpada w panikę. Przedstawienie zostaje przerwane, a jeszcze tego samego wieczoru Helga zostaje brutalnie zamordowana. Marc Daly, świadek zdarzenia, postanawia rozpocząć niebezpieczne śledztwo na własną rękę i znaleźć zabójce telepatki.

Trzeba szczerze przyznać, iż jest to najkrwawsze dzieło Argento. Reżyser zafundował nam ciekawy zabieg i spostrzegawczy widzowie, będą w stanie rozwiązać zagadkę już w pierwszych minutach filmu, drudzy zaś będą musieli poczekać do jego końca. Zdjęcia są całkiem niezłe, a psychodeliczna muzyka tylko dodaję obrazowi uroku. Można powiedzieć, że wzorowe giallo, jednak jedna rzecz niestety odstaje od reszty i jest to fabuła (pokręcona i miejscami nudnawa). Pomimo tego bardzo polecam!

Moja ocena: 6/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+6
SuperEkstraKonto
4 mosche di velluto grigio (1971)

Uf, jestem. Na wstępie przepraszam, że dopiero dzisiaj zabrałem się do pisania, ale po prostu nie miałem wczoraj najmniejszej ochoty obejrzeć ostatniej godzinę filmu, więc dokończyłem "Ticks" z 1993 (polecam, kiedyś może tutaj o nim napisze). Ogólnie jestem świeżo po seansie, więc zapraszam na ostatnią część "zwierzęcej" trylogii Argento!

Roberto to perkusista w zespole rockowym, który od pewnego czasu dostaje dziwne telefony i jest śledzony przez tajemniczego mężczyznę. Pewnego dnia naszemu muzykowi udaję się dogonić prześladowcę. Spotkanie jednak nie przebiega zgodnie z planem. "Stalker" ginie, a Roberto ucieka z miejsca zdarzenia. Następnego dnia otrzymuję paszport swojej ofiary...

Powiem szczerze, że moim zdaniem jest to najgorszy film Argeno jaki miałem okazje zobaczyć. Fabuła nie ma najmniejszego sensu, jest podziurawiona, a zachowania głównych bohaterów wołają o pomstę do nieba. Oczywiście nie wszystko nie jest takie złe. Jest krew, jakiś tam klimat, przyjemna muzyczka, a niektóre sceny to prawdziwy kunszt montażu, ale niestety wszystko psuje wszechobecna nuda. Czy polecam? Sam nie wiem, jeżeli chcecie koniecznie skończyć trylogie to tak, lecz jeżeli szukacie jakiegoś porządnego giallo, no cóż... ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Moja ocena: 5/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+4
SuperEkstraKonto
Il gatto a nove code (1971)

Po "L'Uccello dalle piume di cristallo" przyszedł czas na kolejną część "zwierzęcej" trylogii Argento.

Franco Arno to niewidomy, ex-dziennikarz, który na co dzień mieszka razem ze swoją siostrzenicą i utrzymuje się z tworzenia krzyżówek. Pewnego dnia, podczas wieczornego spaceru, nasz bohater przypadkowo podsłuchuję rozmowę dwóch mężczyzn. Tej samej nocy ktoś włamuje się do miejscowego instytutu genetycznego, a następnego dnia jeden z wymienionej przeze mnie wyżej dwójki ginie w tajemniczym wypadku pod kołami pociągu. Od tej pory Franco, razem z zapoznanym dziennikarzem Carlo decydują się rozpocząć śledztwo na własną rękę.

Jeżeli chodzi o film, to chodź nie jest tak dobry jak jego poprzednik, to wciąż trzyma całkiem dobry poziom. Fabuła wciąga i do samego końca trzyma w napięciu. Jest brutalnie, krwawo, a aktorzy dają radę. Z innych rzeczy, to raczej do niczego nie mogę się przyczepić...

Moja ocena: 7/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+5
SuperEkstraKonto
L'Uccello dalle piume di cristallo (1970)

Dziś zaczynamy naszą przygodę z włoskim kinem grozy. Przed wami debiutanckie dzieło Dario Argento. Zapraszam!

Akcja filmu przenosi nas do Rzymu, gdzie w domu przeznaczonym do rozbiórki mieszka młody amerykański pisarz Sam i jego dziewczyna, Julia. Pech sprawia, że w przeddzień wyjazdu pary do USA mężczyzna staję się świadkiem próby zabójstwa młodej kobiety. Sprawcą okazuje się być nieuchwytny dotychczas seryjny morderca kobiet. Z tego powodu nasza dwójka zostaje "uziemiona" we Włoszech. Sam początkowy jest tym faktem poirytowany, jednak z biegiem czasu zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę. Nie wie jednak, że zabójca śledzi każdy jego krok.

Dario Argento w swoim debiucie tworzy giallo niemalże idealne. Fabuła jest ciekawa i do samego końca trzyma w napięciu. Reżyser daje nam możliwość prowadzenia śledztwa wraz z głównym bohaterem, jednocześnie nie ujawniając zbyt dużo co sprawia, że zakończenie zaskoczy prawie każdego. Co do gore, to nie jest to jego szczyt możliwości, ale po pierwszym filmie nie ma co oczekiwać krwawych fajerwerków. Ogólnie, jeżeli ktoś chciałby rozpocząć przygodę z włoskim kinem grozy, to polecam ten obraz.

Moja ocena: 9/10

PS: Od dziś będę tutaj umieszczał horrory i giallo od Argento warte zobaczenia, nie widziałem jedynie "4 mosche di velluto grigio" i "Tenebre", ale postaram się je nadrobić, później Fulci i Bava.

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+9
SuperEkstraKonto
Bad Taste (1987)

Peter Jackson jest bardzo cenionym reżyserem, w końcu to on stworzył filmowego "Władcę Pierścieni", za którego dostał kilka tych złotych statuetek. Ja jednak nigdy nie byłem fanem karłów (znaczy oprócz jednego, ale to może kiedyś o nim tutaj napiszę), gigantycznego starucha z wielkim kijem i czarnego rycerza rodem z pierwszego odcinka przygód Scooby-Doo (jak coś pomieszałem to przepraszam), więc skupiałem się na jego wcześniejszej twórczości. Niestety, Jackson został już poniekąd zaszufladkowany jako "MISTRZ KINA FANTASY" i przez to wiele osób nie zapozna się z jego innymi dziełami pokroju "Braindead" (który to wielkimi literami zapisał się w historii horroru i wyniósł gore na całkowicie inny poziom). Przepraszam za ten przydługi wstęp, dziś chciałbym polecić wam pierwszy pełnometrażowy film Petera. Oto "Bad Taste".

Na ziemię przybywają obcy poszukujący nowego dobrego mięsa do produkcji galaktycznych fast foodów. Lądują w małej nadmorskiej osadzie w Nowej Zelandii i wyrzynają całą miejscową 75-osobową populację. Teraz mogą spokojnie przystąpić do konsumpcji i testowania nowych dań. Nie wiedzą jednak, że z odsieczą do osady zostali wysłani tzw. "chłopaki", specjalna kilkuosobowa grupa Sił Powietrznych Nowej Zelandii i Ligi Obrony Kosmicznej, z którymi nie ma żartów! (Opis z Filmweb'a, bo nie chciałem nic pomieszać, także podziękowania dla użytkownika ManBehindThe_Sun)

Co do samego filmu, to na pewno się nie zawiedziecie. Jest się z czego pośmiać, krew, flaki, ból przemijania, więc decyzja należy już do was.

Moja ocena: 6/10

Jeśli chcecie więcej, to zapraszam pod tag #nwjaktonazwac.
#horror #film #ogladajzwykopem #filmnawieczor
+7
Pokaż następne