Wszyscy miłośnicy kotów i nie tylko mile widziani...no może prócz Alfa ;)

  •  

    84/100 Choć nasze mruczki będą się bardzo starać, to jedyne co z siebie wydobędą to miauki i mruki. Dlaczego koty domowe nie potrafią ryczeć?

    Między domowymi a dzikimi kotami istnieje wiele podobieństw – cechy anatomiczne i zachowania. Niektórzy nawet mówią o swoich pupilach, że są to mini-wersje wielkich kotów. Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego domowe koty nie potrafią ryczeć, kiedy to ich większy kuzyn, taki jak np. lew, jest wręcz stworzony do tego, by wydawać głośne i przerażające dźwięki?

    Rodzina kotów jest podzielona na większe koty, które potrafią ryczeć i mniejsze – mruczące. Zwierzęta z przedstawicieli podrodziny Panthera – lew, tygrys, jaguar, irbis i lampart potrafią wydawać dźwięki budzące postrach. Z czego wynika ta umiejętność? Wszystko sprowadza się do kości gnykowej, która nie jest w pełni skostniała ani stwardniała. Epihyoideum (jedno z części kośi) zostało w toku ewolucji zastąpione cienkim więzadłem, łączącym luźno język i krtań z podstawą czaszki.pozwala im wydobywać głęboki, ryczący dźwięk.

    Kolejna różnica występuje w sposobie zwijania się strun głosowych. U kotów, które potrafią ryczeć, są one płaskie i kwadratowe. Ten kształt, w połączeniu z mniejszym ciśnieniem w płucach, pozwala im wydać głośniejszy dźwięk. Stojąc niedaleko ryczącego lwa czy tygrysa, człowiek jest narażony na niezwykle głośny odgłos o natężeniu 114 decybeli. Koty te za nie mogą mruczeć, odzywają się rycząc albo porykując, a ich źrenica jest okrągła.

    Nasze koty domowe należą do podrodziny Felinae. Co ciekawe, do przedstawicieli tej rodziny zaliczamy także pumę. U tych kotów nie usłyszymy przeraźliwego ryku. Zamiast tego wydają one mruczący dźwięk, który tak wielu opiekunów uważa za niezwykle kojący i pocieszający. Mruczenie powstaje wskutek połączenia całkowicie skostniałej kości gnykowej i specjalnych fałdów głosowych – taka kombinacja umożliwia wibracje powietrza, które powstają podczas wdechu i wydechu. W przeciwieństwie do lwów, koty domowe mruczą w natężeniu ok. 25 decybeli.

    A czy wiecie, że nasze domowe mruczki „opracowały” też inną wersję miauczenia, którego częstotliwość jest niewiele mniejsza od płaczu niemowlęcia? Jest to dźwięk, który nazywany jest kocim płaczem i żaden właściciel nie pozostanie na niego obojętny. Zresztą już wcześniej o nim pisałem.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: bi.gazeta.pl

  •  

    83/100 Przy moich ciekawostkach, ale nie tylko, w zasadzie przy każdym wpisie dotyczącym kotów od razu pojawiają się też hejterzy. Dlaczego tak nienawidzą tych futrzastych kulek miłości? Rzucają na stół różne powody, dla których nie lubią mruczków, ale większość z nich to jednak wyssane z palca bzdury. .

    Ci, którzy nie darzą sympatią kotów i kategorycznie to deklarują, okazuje się, że wolą zazwyczaj psy. Jeśli szukasz pupila, dla którego będziesz „panem”, to faktycznie kot nie jest dla ciebie. Koty nie dają się kontrolować, nie pozwalają się tresować. To raczej inni muszą się do nich dostosowywać. Jest to niezwykła cecha świadcząca o tym, że koty mają inspirującą naturę. Ale nie dla antykociarzy.

    Hejterzy naczęściej twierdzą, że koty są wredne i fałszywe. Ten argument pada chyba najczęściej. A tak naprawdę nic za nim nie stoi. Odczytywanie kociego zachowania jako wrednego i fałszywego wynika całkowicie z niezrozumienia charakteru tego zwierzęcia. Kot nie załatwia się poza kuwetą, by zrobić nam na złość – jest to jego komunikat, że cierpi, lub np. tęskni, że coś jest nie tak. Kot nie drapie i nie gryzie dla przyjemności, tylko dlatego, że naruszamy granice jego przestrzeni osobistej. Zanim jednak użyje pazurków, wysyła sygnały niezadowolenia, by nas ostrzec. Kota trudniej kontrolować, nie da się go sobie podporządkować, ani wytresować. Mruczki są bardzo niezależne i to właśnie je wyróżnia.

    Kolejną bzdurą jest twierdzenie, że koty nie przywiązują się do człowieka. Każdy, kto ma kota, jest w stanie bez problemu obalić tę pseudo-tezę. Koty mają bardzo różne charaktery. Jedne są bardziej czułe i wylewne, inne mniej. Niektóre okazują miłość swojemu opiekunowi na każdym kroku, inne tylko od czasu do czasu. Jednak związek, który powstaje pomiędzy kotem a człowiekiem jest silny i prawdziwy, ponieważ zwierzęta te mają bardzo bogate życie emocjonalne, lecz po prostu nie eksponują go zbyt nadgorliwie.

    Ludzie nie lubią kotów, bo powodują alergię. Alergicy uważają, że koty są dla nich zagrożeniem i unikają ich jak ognia! Zazwyczaj, jeśli chcą mieć jakiegoś zwierzaka w domu, to wybierają psa, gdyż te uczulają mniej. Jak wiemy, istnieją kocie rasy, które uczulają w bardzo małym stopniu albo wcale. Strach przed alergią to nie powód, aby dyskryminować mruczki! Nierzadko jej objawy są nieznaczne i znikają już po kilku dniach wspólnego życia z kotem, a często nigdy nie mają miejsca.

    Innym znów nie podoba się koci zapach. Koty to bardzo czyste zwierzęta. Z niezwykłą dbałością potrafią zajmować się czyszczeniem swojego futerka. Kocia sierść pachnie niczym pluszowy miś. Jedyne, co może nieładnie pachnieć z kociego otoczenia to brudna kuweta i mocz kocura. Ale to już obowiązek opiekuna, aby pilnować higieny kociej toalety i wykastrować kota, gdy ten osiągnie dojrzałość płciową. Kot za pomocą moczu znakuje terytorium, po zabiegu ten instynkt zanika.

    Przeciwnicy kotów twierdzą też, że kot przynosi pecha. Ta paskudna łatka przyczepiła się głównie do czarnego kota. Niestety, tak głęboko zakorzeniła się w ludzkiej świadomości, że ciężko ją odkleić. Czarny kot według innej tradycji potrafi też przynieść szczęście, na przykład w Szkocji. A z drugiej strony takiego samego pecha w innych krajach „zapewnia” kot biały, czy trójkolorowy. Nam wydaje się, że wielu ludzi po prostu lubi zrzucać winę za swoje nieszczęścia na wszystkich i wszystko dookoła, a tajemnicza natura mruczków sprzyjała temu, że przez wieki otaczano je negatywnymi legendami.

    Koty niszczą meble - to kolejny argument przeciwników kotów i... to niestety prawda. Lecz bynajmniej nie dokonują zniszczeń z powodu złośliwości. Robią to, ponieważ mają głęboko zakorzeniony instynkt znaczenia terytorium. Drapanie pozwala im na pozostawienie po sobie dwóch rodzajów znaków: wizualne (powyciągane nitki z sofy, obskrobane drzwi, zerwana tapeta) oraz zapachowe (gruczoły znajdujące się pomiędzy opuszkami palców, wydzielają substancje zapachowe), a jak wiemy, koty duży nacisk kładą na komunikację opartą na wrażeniach węchowych. Dlatego konieczne będzie ustawienie w domu drapaka, a może nawet kilku. Przekonanie mruczka, by drapał tylko to, na co my mu pozwolimy może nie być najprostszym zadaniem, ale jest wykonalne!

    Zamiast z góry oskarżać koty o fałszywe intencje, na dobry początek lepiej przestać kierować się w swojej ocenie mitami i półprawdami. Kocia miłość istnieje i jest niezastąpiona, a co więcej przynosi wymierne korzyści dla naszego zdrowia, co jest udowodnione naukowo. Jest inna niż psia, inna niż ludzka. Jest po prostu kocia – magiczna i specyficzna. Wątpię, bym przekonał antykociowników do zaprzestania hejtu na tych niesamowitych stworzeniach, ale może choć trochę dam im tym wpisem do myślenia, a przynajmniej nie wygłaszania banałów i kłamstw. W moim sercu jest miejsce na koty, ale i na psy :) liczę, że inni też dostrzegą, że ten świat zwierząt nie jest czarno-biały i można lubić bardzo różnie okazujących nam miłość i szacunek pupilów.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: cat.jpg

  •  

    82/100 Czym jest kocia miłość?

    Miłość jest wtedy, kiedy kot miauczy do Ciebie – to sposób na komunikację z ludźmi i oznaka bliskości. Nie potrafią mówić ludzkimi słowami, ale gdy do nich często mówisz, uczą się odmiaukiwać Ci w różnych tonacjach i dźwiękach.

    Miłość jest wtedy, kiedy kot wylizuje Ci włosy i brodę. Wzajemne wylizywanie się dotyczy tylko kotów blisko ze sobą związanych, tak robi kocia mama względem swoich dzieci oraz koty zaprzyjaźnione. Gdy mruczek liże Cię po dłoniach lub wylizuje Ci włosy – to kolejny koci sposób na zacieśnianie wzajemnych więzi.

    Miłość jest wtedy, kiedy kot ociera się o Twoje nogi, to oznaka atencji i uczucia. A także naznaczanie człowieka jako należącego do danego kota.

    Miłość jest wtedy, kiedy kot przynosi Ci prezenty. Oczywiście są to prezenty na miarę kota: upolowane myszy, ptaszki a czasem skarpetki skradzione sąsiadom. Kochany mruczek dba o to, byś nie cierpiał głodu i biedy.

    Miłość jest wtedy, kiedy kot przewraca się na plecy, pokazując Ci swój brzuszek. I choć to nie zaproszenie do miętolenia kociego brzucha, to jest to koci sposób na okazanie Ci najwyższego zaufania. Brzuch u wielu zwierząt to jedna z delikatniejszych części ciała i najlepiej chronionych, a zatem najrzadziej wystawianych „na widok publiczny”. Pokazuję Ci mój brzuch – wierzę, że mnie nie zranisz.

    Miłość jest wtedy, kiedy kot zasypia zwinięty w kłębek na Twoich kolanach. Koty potrafią spać w przeróżnych miejscach, ale na dłuższe drzemki wybierają miejsca, które uznają za bezpieczny azyl. Jeśli kot zasypia na Twoich kolanach, możesz otrzeć łezkę wzruszenia – Twój koci bóg właśnie uznał Cię za swojego bodyguarda.

    Miłość jest wtedy, kiedy kot wita Cię w drzwiach. Kot doskonale rozpoznaje Twoje kroki już na schodach. Gdy klatką schodową spaceruje ktoś obcy albo sąsiad – totalnie ignorują go, nie ruszając nawet uchem w kierunku drzwi. Niektórzy twierdzą, że koty wyczuwają swoich Panów już jak ci wychodzą z pracy i czają się przy drzwiach czekając na nich :)

    Miłość jest wtedy, kiedy kot chodzi za Tobą jak piesek. Są takie koty, psio-koty, które potrzebują obecności człowieka jak powietrza. Taki kot nie opuści Cię nawet, gdy idziesz brać prysznic, a już zwłaszcza w toalecie. Towarzyszy Ci we wszystkich domowych czynnościach, dopilnuje dziecka i kotletów na patelni. Chce Cię mieć zawsze w zasięgu wzroku.

    Miłość jest wtedy, kiedy kot patrzy na Ciebie, mrużąc od czasu do czasu oczy. Utrzymywanie kontaktu wzrokowego z okresowym powolnym przymykaniem oczu to kolejny sposób zdalnej komunikacji między zaprzyjaźnionymi osobnikami kocimi, a także ludźmi.

    Miłość jest wtedy, kiedy kot jak baranek puca ciebie głową. Kot robi czółko tylko z tymi ludźmi, których bardzo, bardzo lubi.

    Miłość jest wtedy, kiedy kot udeptuje ciebie łapkami. To musi być kocia miłość, gdyż kotek wtedy stara się powiedzieć: kocham Cię tak, jak własną mamę.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: kociu (40).jpg

  •  

    81/100 Koty można spotkać nie tylko na dachach, ulicach czy w mieszkaniach... Także na kartach bajek lub filmach.

    Filemon i Bonifacy to chyba najbardziej znana w Polsce kocia para. Bajka na ekranach telewizorów pojawiła się w 1979 roku w Studiu Małych Form Filmowych Se-ma-for. Ciekawski, mały, biały kociak o imieniu Filemon wiecznie pakuje się w kłopoty. Duży czarny Bonifacy jest dostojny i mądry – zawsze służył Filemonowi radą i dobrym słowem. Obaj mieszkają w wiejskiej chacie z „Dziadkiem” i „Babcią”.

    Kot z Cheshire to jeden z bohaterów „Alicji w krainie czarów” Lewisa Carrolla. Słynie ze swojej niezależności i przemądrzałego sposobu bycia. Choć pojawia się w niej zaledwie trzy razy, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych postaci w całej książce . W filmie Disneya głosu użyczył Sterling Holloway a po jego śmierci Jim Cummings. W filmie Tima Burtona kot mówi głosem Stephena Frya, w polskiej wersji Jana Peszka. Kot jako jedyna postać w całej powieści nigdy nie strofuje Alicji za jej nielogiczne wypowiedzi, nie karci jej, nie chwyta za słówka ani nie obraża. Zawsze rozmawia z nią grzecznie i kulturalnie. Kot jest postacią całkowicie niezależną od wszystkich innych istot zarówno ludzkich, jak i nie ludzkich. Posiada moc, która pozwala mu znikać, jak i pojawiać się w dowolnym miejscu i czasie. Zwykle, gdy znika zaczyna to robić od końca ogona, a kończy na uśmiechu. Podobnie również robi podczas pojawiania się – zaczyna od uśmiechu, a kończy na koniuszku ogona, choć potrafi też zakończyć pojawienie się na samej głowie. Jego cechą charakterystyczną jest to, iż ciągle się uśmiecha.

    Tom to jeden z tytułowych bohaterów kreskówki „Tom i Jerry”. Jego utrapieniem jest mała szara myszka o imieniu Jerry, która ciągle gra mu na nerwach. Większość odcinków przedstawia próby schwytania Jerry’ego przez Toma. Czasami jednoczy siły z Jerrym, gdy im obu grozi niebezpieczeństwo. Czasami również – w wyniku wyrzutów sumienia – stara się go wyciągnąć z kłopotów. Z wyjątkiem ciągłych gonitw za Jerrym lubi spać, jeść i podrywać ładne kotki. Perypetie Toma i Jerrego bawią nie tylko najmłodszą widownię, ale i tę starszą.

    Garfield jest bohaterem komiksu Jima Davisa, kreskówki i pełnometrażowego filmu. Gafrield to gruby, leniwy lubiący jedzenie(szczególnie lasagne) i spanie kot. Jego współtowarzyszami są: niezbyt rozgarnięty pies Odie oraz ich ułomny pod względem towarzyskim właściciel Jon Arbuckle. Kocur odziedziczył imię po dziadku Jima Davisa, który z kolei był tak nazwany dla upamiętnienia prezydenta Stanów Zjednoczonych Jamesa Garfielda. Nałogowo pije kawę, nie cierpi psów, listonosza, poniedziałków, poranków, pająków i wielu innych rzeczy. Postać ta mimo swojego „wszystkiego nielubienia” i ogólnej niechęci jest bardzo lubiana przez telewidzów.

    Wierny kompan czarnoksiężnika Gargamela z popularnej kreskówki „Smerfy” - Klakier to rudy kot, który często przez swoją niezdarność psuje swojemu panu niecne plany złapania małych niebieskich Smerfów. Jego oryginalne imię (Azrael) odnosi się do anioła śmierci(w jednej wersji z Biblii, w innej z tradycji islamskiej). W polskiej wersji Smerfów Klakierowi głosu użyczyli: Joanna Sokołowska oraz Artur Kaczmarski.

    Kot w butach - bohater baśni Charlesa Perraulta o trzech synach młynarza.(Jego wersja jest najbardziej znana, pochodzi z 1697 roku, najstarsza znana wersja tej baśni została zapisana i wydana w XVI wieku przez Giovanni Francesco Straparolę) Ojciec dzieląc swój majątek, pomiędzy synów najmłodszemu zostawia tylko kota. Syn niezadowolony z decyzji ojca głośno narzeka i grozi kotu. Ten przemawia ludzkim głosem i obiecuje bogactwo w zamian za darowanie życia. Kot wyrusza w podróż… Kłamstwami i pochlebstwami namawia złego ogra, by ten popisywał się przed nim swoimi magicznymi zdolnościami. Gdy w pewnym momencie ogr zamienia się w mysz, Kot rzuca się na niego i zjada. Historia oczywiście kończy się szczęśliwie – syn młynarza poślubia królewnę – dzięki mruczkowi.

    Różowa pantera - dziwi was pantera w tym zestawieniu? To wciąż przedstawicielka rodziny kotowatych. Bohaterka filmu animowanego pod tym samym tytułem. W towarzystwie inspektora Clouseau, dzięki swojemu sprytowi i przebiegłości potrafi wybrnąć ze wszystkich tarapatów. Jest sprytna, inteligentna, potrafi zadziwić i rozśmieszyć. Zawsze wpada w jakieś kłopoty, lecz nigdy jeszcze nie została złapana.

    Tak samo zresztą jak członkiem bogatej rodziny kotowatych jest Tygrysek. Uroczy i sympatyczny mieszkaniec Stumilowego Lasu, bohater „Kubusia Puchata”. Ulubionym zajęciem Tygryska jest brykanie. Jest bardzo energicznym, wesołym i towarzyskim zwierzakiem. Rozbawia swoją oryginalnością i czasem głupimi pomysłami. Jego najlepszym przyjacielem jest kangurek o imieniu Maleństwo. Uwielbia Królika, ale bez wzajemności, bo lekkomyślnie robi mu w domu i ogrodzie bałagan. W oryginale jego imię brzmiało Tigger, co odpowiada angielskiemu słowu tiger (tygrys) z pisownią zmienioną przez dodanie jednej litery, co upodobniło stworzony wyraz do imienia własnego. W filmach o Puchatku w polskim dubbingu głosu tej postaci użyczyli Jacek Czyż i Grzegorz Pawlak, a w oryginalnej – Paul Winchell i Jim Cummings.

    Kot Sylwester to bohater słynnej kreskówki – zrealizowano ponad 90 odcinków. We wszystkich ugania się, z marnym skutkiem, za żółtym ptaszkiem Tweetym oraz myszką o imieniu Speedy Gonzales. Sylwester mimo wielu niepowodzeń nigdy się nie poddaje. Imię "Sylwester" (ang. Sylvester) pochodzi od łacińskiej nazwy gatunkowej żbika (silvestris, łac. las). Jego postać jest oparta na Kojocie Wilusiu, przy czym Sylwester poluje na myszy lub drobne ptaki (obie postacie spotkały się w jednym z odcinków, w którym wspólnie polowały na biorących udział w wyścigu Strusia Pędziwiatra i Speedy’ego Gonzalesa). Czasem zdarzało się, że jego postać ukazywana była od innej strony, m.in. gdy wraz z Porkym przebywał w nawiedzonych miejscach (odgrywał wtedy rolę przerażonego kota). Charakterystyczną cechą Sylwestra jest jego wada wymowy. Jego głos był wzorowany na głosie Kaczora Daffy’ego (który miał być z kolei zainspirowany przez głos producenta Leona Schlesingera). Dubbingujący kota Mel Blanc twierdził, iż głos Sylwestra jest podobny do jego własnego. Później dubbingował go Joe Alaskey, a w polskiej wersji dubbingowej głosu użycza mu Włodzimierz Press.

    W naszym zestawieniu nie może zabraknąć kota, który jednym spojrzeniem łamie wiele ludzkich serc. To oczywiście Puszek Okruszek – filmowy towarzysz tytułowego Shreka. Choć oficjalnie to także jest kot w butach, to historia jego postaci trochę różni się od pierwowzoru. Puszek, znany też jako Wiesław K. pseudonim Kicur początkowo był postacią drugoplanową, jednak widzowie pokochali go tak bardzo, że stał się bohaterem własnych produkcji. Kot w butach posiada cechy zwierzęce (np. ciało kota, niektóre kocie zachowania i odruchy) oraz ludzkie (np. wyprostowana postawa, możliwość mówienia). Ma hiszpański akcent i jest bardzo honorowy. Luźno nawiązuje do postaci Zorro – do walki używa szpady i pazurów. Głosowi kotu w butach w oryginalnej wersji udzielił Antonio Banderas a w polskiej Wojtek Malajkat, jeden z moich ulubionych aktorów teatralnych.

    Inne koty warte choćby krótkiej wzmianki tutaj to Krzywołap, zwierzęcy towarzysz Hermiony Granger. Silnie znienawidzony przez Rona i Parszywka okazuje się być całkiem mądrym zwierzęciem, które od początku próbowało ostrzec bohaterów o prawdziwej tożsamości szczura. W serii o Harrym Potterze znamienną kocią postacią jest też Pani Norris, kota woźnego Filcha. Jest też kot Jinx, czyli ten, który biegał za Pixie i Dixie w kreskówce wyprodukowanej w latach 50-tych i 60-tych w studiu Hanna-Barbera. Kocia para z mangi "Czarodziejka z Księżyca" stworzonej przez Naoko Takeuchi to biały** Artemis** i czarna Luna, dwa magiczne gadające koty, pomocnicy głównej bohaterki - Usagi Tsukino. Kocia ferajna, dawniej Kot Tip-Top to amerykański serial animowany wyprodukowany przez wytwórnię Hanna-Barbera. Opowiada o przygodach 6 kotów z zaułka, które za wszelką cenę starają się zarobić pieniądze. Niestety nie mają zawsze szczęścia, bo na ich drodze stoi Posterunkowy Dybek. No i oczywiście Hello Kitty, postać wymyślona przez japońską firmę Sanrio w 1974 roku. Biała kotka z kokardką jest bohaterką serialu, gier komputerowych i całej masy gadżetów. A ja nie byłbym sobą, jakbym nie wspomniał gadającego kota Salema z Sabriny i drugiego gaduły, Meowtha, z Pokemonów, serii, którą obecnie do bólu katuje moja córka, a więc i ja z nią :)

    A wy macie swojego ulubionego bajkowego kota? Może brakuje wam Kota w kapeluszu, Karina z DB, szefa kotów z brygady RR czy też innego sierściucha? Uzupełnijcie moją krótką listę swoimi ulubionymi futrzakami :)

    #100kocichciekawostek #ciekawostki #bajki #koty
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn0.gstatic.com

  •  

    80/100 Analizy DNA dowodzą, że wszystkie koty domowe wywodzą się od jednego z podgatunków Felis silvestris, który żył na Bliskim Wschodzie. Ustalenie pochodzenia kota domowego okazało się trudniejsze niż zazwyczaj, a to dlatego, że oswojone koty często uciekają i krzyżują się z dzikimi kuzynami. Dopiero w 2007 roku opublikowano wyniki zakrojonego na szeroką skalę badania, w którym porównano DNA niemal tysiąca okazów Felis catus i Felis silvestris z całego świata.

    A zatem koty pochodzą z pustyni. Nawet współcześnie u wielu z nich można zaobserwować naturalny kamuflaż: są piaskowoszare i mają pręgi na grzbiecie. Tradycyjnie za miejsce udomowienia kota uważa się Egipt, gdzie był on powszechnie trzymany i hodowany oraz uznawany za zwierzę święte. Potwierdzają to liczne odkrycia archeologiczne w postaci figurek, fresków lub mumii. W latach 40. XX wieku odkryto liczące niemal cztery tysiące lat malowidło ścienne przedstawiające kota zaczajonego na szczura. Zdobiło ono grobowiec pewnego zarządcy, niejakiego Baketa III. Wiadomo, iż poza wylegiwaniem się na ołtarzach i reprezentowaniem na Ziemi bogini Bast, której był poświęcony, kot pełnił w Starożytnym Egipcie bardziej prozaiczną funkcje łapacza szkodników. Kapłani rozpoczęli hodowlę kotów na masową skalę. Każdy, kto złożył wizytę w świątyni, mógł zapłacić za śmierć i mumifikację kota, który następnie był składany w ofierze bogom. Pod świątyniami wykuwano korytarze, wzdłuż których ciągnęły się małe nisze z wotywnymi mumiami tych zwierząt. Wykopaliska prowadzone w świątyni w Bubastis ujawniły tysiące kocich mumii.

    Jedno wydaje się pewne, a mianowicie, że koty nie zostały udomowione zanim człowiek zaczął uprawiać rolę. Wynika to z celu, w jakim nasze futrzaki zostały udomowione: miały zabijać myszy, szczury i inne gryzonie, które niszczyły zapasy ziarna i inne zbiory. Gdy kocie i ludzkie ścieżki zaczęły się ze sobą splatać, nikt nie myślał o trzymaniu sierściuchów dla towarzystwa.

    Można sobie wyobrazić, jak to wyglądało. Prawdopodobnie ktoś kiedyś zauważył, że w pobliżu spichlerza kręcą się dzikie koty i polują na myszy. Przyszedł mu do głowy pomysł – a może by celowo je tam zwabić? Kotom pewnie wydawało się, że trafiły do raju. Nie musiały już godzinami czatować przed mysią norką, gdyż w okolicy spichrzy czekała je uczta jak nigdy w życiu! Tłuste, wykarmione ziarnem gryzonie same pchały się im w pazury. Raz zachęcone koty nietrudno było utrzymać w tak ważnych dla ludzi obiektach, toteż wkrótce zaczęły się rozmnażać ku obopólnemu pożytkowi.

    Są też historie z innych krajów dotyczące udomowienia kota np według Indian z Arizony pewien chłopczyk złapał pod skałą dziwne zwierzątko i zaniósł pokazać ojcu. Ten rozpoznał w nim w kota, ponieważ widywał zwierzę na wolności, jak łowiło myszy i króliki. Chłopczyk niewiele myśląc, sporządził prowizoryczną klatkę, zamknął w niej kota i wyruszył na króliki. Dokarmiał nimi kota tak długo, aż ten po wypuszczeniu z klatki nie chciał już uciekać. Od tamtej pory w osadach Indian nigdy nie zabrakło kotów, a myszy i szczury przestały nękać ludzi i niszczyć zbiory.

    Za to według legendy z okolic Asamu w pradawnych czasach kot żył w przyjaźni ze swym bratem tygrysem. Pewnego razu tygrys zachorował, dostał dreszczy i trząsł się z zimna. Kot niewiele myśląc wyruszył na poszukiwanie ognia, by ogrzać nim przyjaciela. Podkradł się do pobliskiej wioski z zamiarem wykradzenia węgli z ogniska. W chacie nie było żywego ducha, a na podłodze koło pieca leżała smakowicie pachnąca ryba. Kot nie mógł się powstrzymać. Zjadł rybę i już, już miał się zdrzemnąć w pobliżu ciepłego paleniska, gdy przypomniał sobie o bracie tygrysie. Wierny przyjaźni, chwycił w zęby tlącą się głownię i czym prędzej pobiegł do brata. Gdy chory poczuł się lepiej, kot oznajmił mu, że odchodzi do człowieka, ponieważ jest tam zawsze ciepło i nie brakuje dobrego jedzenia.

    Koty cieszyły się również szacunkiem u Arabów i Hindusów. Mahomet – ojciec kotów, podobno nauczył je spadać z wysokości na cztery łapy. W Europie w średniowieczu, ale też czasach nowożytnych, o czym pisałem wcześniej koty nie miały takiej estymy, podejrzewano je o konszachty z czarownicami. Na szczęście trochę inaczej postępowano z kotami w Polsce. U nas w kraju były szanowane i lubiane. Szybko zajęły miejsce oswojonych łasiczek i stały się domowymi ulubieńcami. Co ciekawe, swoich obrońców koty znalazły w… marynarzach. Średniowieczni żeglarze bardzo je szanowali i poważali. Wierzyli, że przynoszą im szczęście i dobrą pogodę. Na każdym statku znajdował się przynajmniej jeden kot. Chronił on również zapasy żeglarzy przed gryzoniami. Sytuacja „Mruczków” i w Europie uległa jednak poprawie w XVII-XVIII wieku koty stały się… modne. Zaczęli je trzymać w swoich rezydencjach i domach arystokraci, pisarze, ludzie sztuki i kultury. W Anglii i Francji modne stało się posiadanie kotów rasowych, zwłaszcza długowłosych.

    Niektórzy jednak zadają sobie inne pytanie. Nie czy i kiedy ludzie udomowili koty, a kiedy koty udomowiły ludzi :)

    #100kocichciekawostek #ciekawostki #koty
    pokaż całość

    źródło: static.boredpanda.com

  •  

    79/100 Podczas I Wojny Światowej koty były częstym widokiem w okopach i na statkach. Łapały myszy, ale nie tylko dlatego je ceniono. Poza oficjalnym zatrudnieniem jako łapacze myszy i szczurów koty były też maskotkami żołnierzy, przypominając o domu.

    Szacuje się, iż ok. 500 tysięcy kotów było wysłanych do okopów I Wojny Światowej. Łapały gryzonie, umilały czas żołnierzom, ale też służyły jako żywe detektory gazów bojowych. Szczególnie cenione były na okrętach. Chroniły zapasy żywności oraz olinowanie, hamowały rozprzestrzenianie się chorób przenoszonych przez gryzonie. Co bardziej przesądni marynarze wierzyli, że kot na statku przynosi szczęście, a gdy go opuszcza, zwiastuje katastrofę. Choć historia kota Oskara powinna temu przeczyć.

    Oscar służył jako maskotka na niemieckim pancerniku Bismarck. Przesądni marynarze pewnie nigdy nie wzięliby go na pokład, gdyby choć podejrzewali, że Oscar może przynosić pecha jego opiekunom. Zatopienie „Bismarcka” można by potraktować jako przypadek, gdyby nie fakt, że w krótkim czasie zatonęły jeszcze dwie jednostki, na których znajdował się zwierzak. Dziwnym trafem za każdym razem wychodził z katastrofy bez szwanku.
    Pancernik „Bismarck” był prawdziwą chlubą niemieckiej marynarki wojennej Kriegsmarine. Zwodowany w lutym 1939 roku okręt określano jako jeden z najnowocześniejszych w swojej klasie. Dowódcy niemieckiej marynarki chuchali i dmuchali na pancernik. W maju 1941 roku wreszcie wyruszył w pierwszy rejs. Adolf Hitler chciał wzmocnić siły na Atlantyku przed spodziewaną inwazją na Związek Radziecki. „Bismarck” grał kluczową rolę w planach niemieckiego dyktatora. O wyjściu pancernika w morze dowiedział się jednak aliancki wywiad, który natychmiast przekazał informację Admiralicji. Brytyjczycy doskonale wykorzystali nadarzającą się okazję. 18 maja 1941 roku rozpoczęli świetnie skoordynowaną operację, która umożliwiła zatopienie „Bismarcka” już dziewięć dni później po serii starć i potyczek. Chluba Kriegsmarine poszła na dno wraz z ponad dwoma tysiącami marynarzy. Hitler wpadł we wściekłość i na długo zapamiętał srogą lekcję taktyki wojennej, której udzielili mu alianci. A może to nie alianci odgrywali główną rolę w operacji przechwycenia „Bismarcka”? Może marynarzom i dowódcy pancernika, kmdr. Ernstowi Lindemannowi zwyczajnie nie sprzyjało szczęście? Kot Oscar, gdyby oczywiście umiał mówić, miałby sporo do opowiedzenia w kwestii szczęścia i pecha.

    Zwierzęta jako maskotki okrętowe stosunkowo często stawały się częścią załóg okrętów wojennych. Ich obecność miała dwojaki wydźwięk. Z jednej strony były dla marynarzy odskocznią od codziennych trudów służby, nierzadko w fatalnych warunkach, przy nieustannym zagrożeniu życia i nerwowym oczekiwaniu na kolejne starcia z przeciwnikiem. Posiadanie zwierzaka, o którego można się było troszczyć, rozładowywało przynajmniej część napięć. Drugi powód był bardziej prozaiczny. Maskotkę okrętową po prostu wypadało mieć. Ot, swego rodzaju tradycja.

    Posiadanie kota było uzasadnione także z logistycznego punktu widzenia. Jeśli był łowny, skutecznie bronił dostępu do zapasów. Obecność gryzoni na pokładach wielkich statków nie była niczym szczególnym. Być może dlatego na pokładzie „Bismarcka” pojawił się niewielki kot o czarnym umaszczeniu, którego oryginalnego imienia nie udało się poznać. W tym miejscu pojawiają się pewne rozbieżności. Przepytywani po latach ocaleli z katastrofy „Bismarcka” niemieccy marynarze nie mogli sobie przypomnieć zwierzaka na okręcie. Można by zatem stwierdzić, że historia Oskara była malowniczym „historical fiction”. Tyle tylko, że po zatopieniu pancernika rejon starcia przeczesywała aliancka marynarka wojenna. Członkowie załogi niszczyciela HMS „Cossack” dostrzegli dryfującego na desce czarnego kota. Skąd, u licha, kot na środku Atlantyku, jeśli nie z „Bismarcka”? Zwierzaka podjęto na pokład niszczyciela i przyjęto jak swojego. Ten szczególny jeniec wojenny stał się odtąd maskotką „Cossacka”, a marynarze nadali mu imię Oscar. Gdyby tylko wiedzieli, że za kilka miesięcy spotka ich los podobny do załogi „Bismarcka”...
    W lutym 1940 roku jednostka zasłynęła przechwyceniem niemieckiego statku „Altmark”. Brytyjczycy pod dowództwem kmdr. Philipa Viana dokonali regularnego abordażu i odbili blisko 300 jeńców wojennych znajdujących się na pokładzie zaopatrzeniowca. Incydent doprowadził do polityczno-prawnego skandalu. Krótko po tym załoga niszczyciela brała udział w bitwie morskiej pod Narvikiem. Mimo poważnego uszkodzenia „Cossack” szybko wrócił do służby. Pełnił patrole na Atlantyku aż do dnia znalezienia dryfującego Oscara. Następnie niszczyciel służył na Morzu Śródziemnym, uczestnicząc w misjach zaopatrzeniowych dla Malty. W trakcie jednej z operacji, 23 października 1941 roku, „Cossack” został storpedowany przez niemiecki okręt podwodny „U-563”. Mimo prób ratowania i holowania okrętu niszczyciel zatonął 27 października. W trakcie feralnej operacji zginęło 159 członków załogi. Jakież było zdziwienie alianckich marynarzy, którzy próbowali ratować rozbitków z „Cossacka”, gdy na unoszącej się na wodzie desce znaleziono czarnego kota...

    I wtedy nikt nie mógł podejrzewać, że Oscar okaże się czarnym kotem, który rzeczywiście przynosi pecha. Zwierzaka zaadoptowali marynarze z lotniskowca „Ark Royal”. Wybudowany w latach trzydziestych okręt był prawdziwym weteranem II wojny światowej. Na atlantyckich szlakach służył od września 1939 roku i często znajdował się w miejscach szczególnego natężenia walk. Nie ominęły go pociski wroga. Samoloty z „Ark Royal” wielokrotnie startowały do ataków na okręty i bazy morskie wroga. W drugiej połowie 1941 roku lotniskowiec wykonywał głównie misje na Morzu Śródziemnym. Podobnie jak „Cossack” brał udział w zaopatrywaniu Malty.. Oscarowi nie przyszło długo cieszyć się nowym domem. Przy okazji załapał się także na zmianę imienia. Marynarze z dużym poczuciem humoru oceniali wojenne przygody kota, mianując go tytułem „Unsinkable Sam” („Niezatapialny Sam”), co odnosiło się do wyjątkowej żywotności zwierzaka. Zakrawa to na szczególną ironię w kontekście dalszych losów Oscara i „Ark Royal”. 10 listopada 1941 roku lotniskowiec wracał po kolejnej misji dostarczenia samolotów dla broniącego się rozpaczliwie garnizonu Malty. Trzy dni później okręt został zaatakowany przez niemieckiego U-Boota „U-81”. Torpeda uderzyła w prawą burtę, co doprowadziło do eksplozji. Lotniskowiec szybko nabrał przechyłu. Rozpoczęto pospieszną ewakuację załogi. Rankiem 14 listopada „Ark Royal” zatonął. Wśród ocalałych znalazł się, a jakże, czarny kot. Teraz nikomu nie było już do śmiechu. „Ark Royal” cieszył się bowiem reputacją niezwykle szczęśliwego okrętu. Wielokrotnie wychodził z opresji, unikając śmiertelnego trafienia. Gdy na jego pokładzie znalazł się Oscar, wystarczyły niecałe trzy tygodnie...

    Ktoś chyba wreszcie skojarzył trzy zatopienia okrętów z obecnością Oscara, bowiem kot dostał zakaz wstępu na kolejne jednostki. Zwierzaka uziemiono – dostał wikt i opierunek u gubernatora Gibraltaru. Przez lata zajmował się łowieniem myszy, stroniąc od morza. Zresztą, przy takiej reputacji nie mógł liczyć na angaż wśród alianckiej załogi. Oscara zakwalifikowano jako kota przynoszącego pecha. Brakuje jednak relacji potwierdzających jego właściwości na lądzie. Być może tam Oscar nie miał już takiej mocy sprawczej. Ostatecznie kota przeniesiono do Wielkiej Brytanii, gdzie podobno zmarł w 1955 roku, służąc w Domu Marynarza w Belfaście. Ostatecznie obecność Oscara została odnotowana nie tylko w „morskich opowieściach”, ale i kulturze. Georgina Shaw-Baker namalowała obraz czarno-białego kociaka z „Bismarcka” (o mało oryginalnym tytule „Oscar, kot z Bismarcka”). Portret trafił do National Maritime Museum w Greenwich. Był prawdziwy czy nie, stał się źródłem legendy o niezatapialnym kocie, który wysyłał na dno największe okręty II wojny światowej. Czarny kot? Na wszelki wypadek niech zostanie na lądzie.

    Ciekawa jest historia kota Pitouchi, przytoczona w książce „Żołnierze w futrach i piórach” Susan Bulanda. Kociak urodził się w okopach. Jego matkę zabił pocisk, on przeżył. Maleństwem zajął się porucznik Lekeux z armii belgijskiej. Pielęgnował, leczył, karmił. Stali się nierozłączni. Dokądkolwiek udał się oficer, Pitouchi podążał za nim. I pewnego dnia uratował życie Lekeux. A było to tak.

    Oddział Lekeux dotarł do miejsca w pobliżu pierwszej linii niemieckiej. Zauważono, iż Niemcy kopią nowe rowy. Lekeux postanowił zaczaić się w pobliżu i naszkicować prace wroga. Był tak pochłonięty rysowaniem, że nie zauważył niemieckiego patrolu. Za to patrol zauważył coś. Nieodłączony Pitouchi, gdy usłyszał niemiecką mowę, zerwał się z dziury, w której był wraz z Lekeux, i wylądował na kawałku drewna na powierzchni ziemi. Niemiec, nie mniej zaskoczony niż kot, oddał dwa strzały. Na szczęście chybione. Pitouchi zeskoczył na powrót do dziury, do swojego przyjaciela. Niemieccy żołnierze odeszli, śmiejąc się i żartując, jak to wzięli kota za człowieka. Lekeux dokończył swoje szkice i wrócił do oddziału z kotem mruczącym w ramionach.

    Również podczas II wojny światowej koty służyły jako przyjaciele i tropiciele. Jednym z przykładów jest kot Simon. Simon był kotem statku, który służył w slupie HMS Amethyst Royal Navy. W 1949 r., Podczas incydentu w Jangcy, otrzymał Medal Dickin PDSA po przetrwaniu obrażeń od pocisku armatniego, podniesieniu morale i zabiciu inwazji szczurów podczas jego służby.

    Simon został znaleziony wędrując po stoczniach w Hongkongu w marcu 1948 roku przez 17-letniego George'a Hickinbottoma, członka załogi brytyjskiej fregaty HMS Amethyst stacjonującej w mieście pod koniec lat czterdziestych. Na tym etapie uważa się, że Simon miał około roku, był bardzo niedożywiony i źle się czuł. Hickinbottom przemycił kota na pokładzie statku, a Simon wkrótce wkradł się do załogi i oficerów, zwłaszcza że był biegły w łapaniu i zabijaniu szczurów na niższych pokładach. Simon szybko zyskał reputację bezczelności, zostawiając prezenty na martwych szczurach w łóżkach marynarzy i śpiąc w czapce kapitana.

    Załoga postrzegała Szymona jako szczęśliwą maskotkę, a gdy dowódca statku zmienił się w 1948 r., Wychodzący Ian Griffiths zostawił kota dla swojego następcy, komandora porucznika Bernarda Skinnera, który natychmiast polubił przyjazne zwierzę. Jednak pierwszą misją Skinnera w dowodzeniu Ametystem była podróż w górę rzeki Jangcy do Nanjing w celu zastąpienia statku służbowego HMS Consort. W połowie rzeki statek został uwikłany w incydent Amethyst, kiedy chińskie baterie komunistyczne otworzyły ogień do fregaty. Jedna z pierwszych rund przeszła przez kabinę kapitana, poważnie raniąc Simona. Komandor porucznik Skinner zmarł z powodu ran wkrótce po ataku.

    Źle ranny kot czołgał się na pokładzie i został przewieziony do zatoki medycznej, gdzie ocalały personel medyczny oczyścił oparzenia i usunął cztery kawałki szrapnela, ale nie spodziewano się, że przetrwa noc. Udało mu się jednak przeżyć i po okresie odżywienia powrócił do swoich dawnych obowiązków pomimo obojętności, jakiej doznał od nowego kapitana komandora porucznika Johna Keransa. Zakotwiczony w rzece, statek został opanowany przez szczury, a Simon podjął się zadania usunięcia ich z wigorem, a także podniesienia morale marynarzy.

    Po ucieczce statku z Jangcy, Simon stał się natychmiastową celebrytą, chwalony w wiadomościach brytyjskich i światowych oraz prezentowany z „Animal Victoria Cross”, medalem Dickina; do 2018 r. Simon był jedynym kotem, który wygrał taką nagrodę. Został także odznaczony medalem Blue Cross, medalem kampanii Amethyst oraz fantazyjną rangą „Able Seacat” po pozbyciu się osławionego szczura znanego jako „Mao Tse-tung” ( ͡° ͜ʖ ͡°). Podczas kwarantanny Simon zaraził się wirusem i pomimo uwagi personelu medycznego i tysięcy życzliwych osób zmarł 28 listopada 1949 roku z powodu komplikacji infekcji wirusowej spowodowanej przez jego rany wojenne. Setki, w tym cała załoga HMS Amethyst, uczestniczyły w jego pogrzebie na Cmentarzu Zwierząt PDSA Ilford we wschodnim Londynie.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: resources.stuff.co.nz

  •  

    78/100 Śmierć kota to niezwykle przykre wydarzenie w życiu każdego opiekuna. Głęboki smutek po odejściu kota związany jest z tym, że zwierzę to bardzo zżywa się z rodziną, stając się przez lata jej pełnoprawnym członkiem. Nierzadko jest też przyjacielem i rodzeństwem dla dzieci, pocieszycielem (kiedy przychodzi się połasić do płaczącej pani) i powiernikiem (kiedy opowiadamy mu swoje największe sekrety). Sprawia wrażenie, że rozumie ludzką mowę, odpowiada i reaguje, a czasem i czyta w myślach. Więź z kotem potrafi być bardzo głęboka, dlatego żałoba związana ze stratą zwierzaka może być bliska tej po stracie kogoś z rodziny. Funkcjonuje teoria, że gdy kot czuje, że umiera, opuszcza swój dom.

    Teoria, że koty umierają z dala od swojego domu, nie jest udowodniona naukowo. Potwierdzają je jednak opowieści opiekunów, którzy doświadczyli takiego zjawiska. Oczywiście nie każdy kot ma taką możliwość, aby opuścić dom, czy mieszkanie. No i w przypadku kotów żadna teoria nie sprawdza się w 100 procentach. No, może z wyjątkiem tych, że koty dużo śpią i uwielbiają od czasu do czasu coś podrapać. A więc chociaż nie do końca wiadomo, dlaczego niektóre koty oddalają się, by umrzeć, to jest praktycznie pewne, że gdy nasz pupil się zestarzeje, to czuje się gorzej. Zazwyczaj woli być wtedy sam i odpoczywać w zacisznym miejscu. Są jednak wyjątki. Niektóre mruczki zachowują się dokładnie odwrotnie. Gdy jest im źle, za wszelką cenę pragną zwrócić na siebie uwagę opiekuna. Podobnie jest z kocim porodem. Jedne kotki schowają się w spokojnym kącie, inne będą chodzić za swoim człowiekiem krok w krok i nawoływać go do swojego gniazda.

    Koty mają zakodowane głęboko w genach, by nie ujawniać oznak choroby ani osłabienia. Czynią je one bowiem totalnie bezbronnymi wobec innych drapieżników. Słabe osobniki w naturze są w dużo większej mierze narażone na ich atak, dlatego też za wszelką ceną starają się nie pokazywać swoich słabości. Innym powodem oddalania się od stada w krytycznym momencie życia jest to, że zwierzę nie chce stanowić dla rodziny obciążenia i przyciągać do swojego gniazda wrogów.
    To właśnie z tych powodów może wynikać tendencja do ukrywania się kota w momencie umierania. Choć mruczki mogą nie wiedzieć, co oznacza śmierć, to z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że wiedzą, że to, co czują, nie jest dobre. To jego naturalna potrzeba, aby znajdować się w bezpiecznym (według niego) miejscu w momencie najgorszego samopoczucia. To nie zawsze będą twoje kolana. I to nie dlatego, że nie łączyła go z tobą silna więź – po prostu w kocie wciąż drzemią instynkty, które są zdecydowanie silniejsze od łączącej go z tobą przyjaźni.

    Ja częściowo mogę potwierdzić tę teorię, gdyż mój kot rzeczywiście starał się ukryć przed śmiercią i nie było łatwo go później znaleźć, udało się tylko dlatego, że martwiliśmy się i zrobiliśmy szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą, by niestety odkryć, że po 18 latach Pieszczoch już więcej nie zamiauczy na mój widok. Tak więc na pewno niektóre koty to robią, na pewno nie wszystkie. Czy wy też mieliście jakieś doświadczenia w tym względzie? Mowa o moim kotku, który mieszkał na wsi, w mieście jest jednak troszkę inaczej, bardziej chyba ograniczone pole manewru dla kotów.

    #100kocichciekawostek #ciekawostki #koty
    pokaż całość

    źródło: goodfullness.com

  •  

    77/100 Instynkt nakazuje kotom bycie ciekawymi świata drapieżnikami. Większość z nich całe swoje kocie życie jest więc łowcami żądnymi przygód i nowych doznań. To dotyczy także naszych pogodnych kanapowców. Kotom przebywającym głównie w domu ciężko jest samym zorganizować wystarczająco dużo potrzebnej im rozrywki, zwłaszcza, jeśli są kocimi jedynakami. Jeśli nie dostarczamy kotom wystarczających bodźców stają się one smutne, większość dnia spędzają przesypiając, często zapadają na depresję.

    Jak więc pomóc naszym pupilom zaspakajać ich naturalne instynkty i pomóc być szczęśliwymi? Baw się z kotem każdego dnia! Wymyślaj nowe zabawy, twórz, nie ograniczaj się do kupnych zabawek – to co ucieszy Twojego małego tygryska to element zaskoczenia, a codzienna zabawa pozwoli Wam zacieśnić więzi. Ale jeżeli chodzi o zabawki, co można zaproponować naszemu pupilowi?

    Niektóre zabawki są zupełnie nowe i odjechane np.plastikowy tunel z migającymi piłeczkami i możliwością rozbudowy o kolejne elementy. Pobudza trzy kocie zmysły: wzrok, słuch i dotyk. Dzięki przezroczystej obudowie zwierzę ma możliwość śledzenia ruchu piłeczki, co dodatkowo zachęca go do „polowania” na nią. Albo sprytne połączenie maty do drapania z piłeczką, zabawką na sprężynce i kocimiętką. Jest też FLIK, interaktywna zabawka firmy FroliCat, która posiada automatyczny system rotacyjny, który wysuwa i chowa sznurek, pobudzając kota do zabawy niczym całe stado szalonych myszek. Są też lasery, najlepsza odmiana znanego i uwielbianego przez koty wskaźnika laserowego jest w wydaniu bezpieczniejszego światła ledowego. Światełko ma kolor niebiesko-fioletowy i kształt rybki.

    Jeśli zaś twój kot przedkłada szaleńczą pogoń za ofiarą nad żmudne skradanie się, masz w domu małego geparda. Najlepszym wyborem będą wszelkiego rodzaju wędki z przyczepionymi na końcu piórkami, futerkami, pomponami, piłeczkami. Bawiąc się wędką z kotem, pobudzamy jego instynkt polowania i dajemy możliwość pogoni. Pamiętajmy, by od czasu do czasu pozwolić zwierzęciu upolować nieznośne piórka, by za chwilę znów naśladować wędką ruch motyli, ptaków czy węży.

    Kocie zabawki nie muszą pochodzić koniecznie ze sklepu zoologicznego. Zwykła piłeczka pingpongowa to jedna z najwspanialszych kocich zabawek - jest lekka, robi dużo hałasu i łatwo ją poruszać. Długie godziny zabawy w skromnym opakowaniu. Kolejnym miłym sposobem spędzania czasu jest zabawa papierową - nie plastikową - torbą na zakupy. Połóż otwartą torbę na boku i zacznij szeleścić jej dnem. Doskonałym początkiem zabawy będzie wtoczenie do środka piłeczki.

    Koci fort, kocie łóżko, kocia grzęda - karton jest z punktu widzenia kota przedmiotem wielofunkcyjnym. Spróbuj przewrócić pudło do góry nogami i wyciąć w nim drzwiczki, przez które kot będzie mógł wejść do środka. Albo wytnij dwa okienka i przeciągnij przez nie zabawkę na sznurku. Może wzbudzi zainteresowanie kota. Możesz wreszcie wyciąć bardzo dużo drzwiczek do wtaczania i wytaczania piłeczek pingpongowych. Lekka jak piórko, poruszająca się w ciekawy sposób, łatwa do zahaczenia wyciągniętym pazurem, kulka z alufolii zapewniła wielu kotom wiele godzin rozrywki. Pamiętaj, kot ma się bawić kulką, a nie ją zjadać.

    Korek to wspaniała zabawa - aż się prosi, by na niego polować, jest dość miękki, by kot mógł zatopić w nim zęby albo pazury i dość lekki, by dało się go toczyć po podłodze. Jeśli twój pupil należy do nielicznego grona amatorów rozrywania
    wszystkiego na strzępy, nadzoruj go podczas zabawy korkiem. Prawdopodobieństwo, że odgryzie duży kawałek i połknie go,
    jest minimalne, mimo to nie warto ryzykować. Większość kotów ma jednak mnóstwo radości
    z tej zabawy.

    Zwiń skarpetkę, ewentualnie włóż do środka odrobinę kocimiętki, jeśli twój kot ją lubi, i potocz kulkę po podłodze. Będzie to ukochana zabawka kota, który lubi szarpać, gryźć i nosić w zębach zdobycz.. Zabawka jest na tyle duża, że kot może
    ją chwytać przednimi łapami i odpychać tylnymi. Dobre dla kociego zabijaki.

    Od setek lat miliony kotów zabawiano kawałkiem sznurka ciągniętym prowokacyjnie po podłodze. Odbywające się pod nadzorem właściciela polowanie na sznurek jest dla kota znakomitą gimnastyką i co tu dużo gadać, pyszną zabawą. Ale... pamiętaj, nie zostawiaj kota sam na sam ze sznurkiem albo włóczką. Jeśli odgryzie i połknie choćby kawałek, sznurek
    może zapętlić się w jego wnętrznościach i spowodować śmierć.

    A jakie wy macie fajne propozycje dla kotów, lub jakie wasi milusińscy zabawki lubią najbardziej?

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: wallpaperup.com

  •  

    76/100 Ciekawość zabiła kota - to stare angielskie porzekadło wciąż się sprawdza w odniesieniu do naszych kocich przyjaciół. Koty są w stanie wpakować się w każdą kabałę i wleźć w każdą szkodliwą substancję, o ile nie przedsięwzięliśmy odpowiednich środków zaradczych. Na szczęście przy odrobinie przezorności dom może stać się bezpiecznym miejscem dla naszego pupila.

    Koty uwielbiają ciepłe i przytulne zakamarki, gdzie mogą się zwinąć w kłębek i uciąć sobie drzemkę. Takim ciepłym, przytulnym zakamarkiem może być suszarka. Drzwiczki od suszarki powinny być zamknięte. Zanim ją włączysz, zawsze sprawdź, co jest w środku: niejeden rozkosznie drzemiący kot zginął tragiczną śmiercią w uruchomionej suszarce. Równie wiele ofiar pochłonęły zmywarki do naczyń i pralki automatyczne. Zawsze, ale to zawsze sprawdzaj je przed włączeniem.

    Zachowaj ostrożność w doborze środków czyszczących. Koty są szczególnie podatne na zatrucia chemikaliami, ponieważ dokładnie się myją. Przechodzą po mokrej podłodze, po czym czyszczą poduszki łap, zlizując przy tym substancję, którą przed chwilą tę podłogę umyłeś. Płyn do chłodnic jest śmiertelną trucizną, tym bardziej niebezpieczną, że podobno słodką. Nawet spożycie niewielkiej ilości może się okazać fatalne w skutkach dla kota. Jeśli masz jakiekolwiek podejrzenia, że kot się napił tego środka - biegiem do weterynarza. Odświeżacze do toalety zawieszane wewnątrz muszli klozetowej są bardzo niebezpieczne dla zwierząt. Pokrywę od sedesu trzymamy opuszczoną. Następnie kulki przeciwko molom. Ileż z nimi radości! Toczą się, wydają wspaniałe dźwięki turlając się po podłodze. Świetnie mieszczą się w pysku. Czy znajdzie się kot, który zdoła się im oprzeć? No właśnie - w tym sęk. Kulki są trujące. Należy je trzymać z dala od kotów.

    Kiedy kot ląduje po skoku na brzegu półki albo stołu, oddziałuje na powierzchnię przedmiotu z zaskakująco dużą siłą. Jeśli mebel nie jest stabilny, kot wpadnie w tarapaty. Sprawdź meble w mieszkaniu. Przyciśnij mocno krawędzie; jeśli meble się chwieją, umocuj je. Do innych niestabilnych, a przez to stwarzających zagrożenie przedmiotów należą książki i czasopisma wystające poza brzeg stołu. Kot, sądząc, że ma do czynienia ze sztywną powierzchnią, skacze na krawędź i razem z całym majdanem wali się na podłogę. Trudno mu też utrzymać równowagę na sekretarzyku z powysuwanymi szufladami. Jeśli wyląduje na szufladzie, może wywrócić cały mebel. Niby śmieszne, ale ostatnio moja przyjaciółka kupiła dla kota dość wysoki stojak. Położyła swojego grubaska na nim, a kiedy ten próbował zeskoczył, złamał łapkę. Ludzie przeważnie sądzą, że koty mają niezawodny, wrodzony zmysł oceny wysokości, skoro spadają na cztery łapy. Nieprawda! Co roku tysiące kotów skaczą z otwartych okien i balkonów, a ich upadek kończy się śmiercią bądź ciężkim kalectwem. Owszem, lądują na czterech łapach, ale w skoku z osiemnastego piętra nie ma to większego znaczenia. Nawet wąska nie zabezpieczona szczelina może stanowić zagrożenie dla ciekawskiego i zdeterminowanego kota. Instynkt łowiecki weźmie górę nad lękiem wysokości. Niejeden kot nie wytrzyma pokusy i skoczy za motylem albo ptaszkiem - skutki będą opłakane. Pilnowanie niewiele pomaga; do wypadku może dojść w mgnieniu oka. Udostępnij mu lepiej bezpieczny wewnętrzny parapet.

    Jeśli sprawisz sobie nowego kota albo kociaka, niezbędna okaże się solidna osłona paleniska kominka - i to z kilku powodów. Po pierwsze, kot pod wpływem szczególnych bodźców, zwłaszcza spanikowany, może się wspiąć w górę przewodu kominowego. Prawo Murphy'ego pozwala sądzić, że będzie to biały kot i/albo (niepotrzebne skreślić) w pobliżu będzie stała biała kanapa, na którą zwierzak wskoczy natychmiast po wyjściu z kominka. Po drugie, popiół może idealnie zastąpić kuwetę. Dostarczy ci to zupełnie nowych doznań zmysłowych, kiedy będziesz następnym razem rozpalać ogień. Po trzecie, kupka gorącego popiołu jest z pozoru wspaniałym miejscem do drzemki. W najlepszym razie kończy się to poparzeniem łap. Po czwarte i ostatnie, płomienie są dla niejednego kota fascynującym zjawiskiem. Zabezpieczenie otwartego ognia jest więc absolutną koniecznością.

    Koty liżą i zjadają przedmioty, które im smakują. Jeśli zostawisz na blacie nóż, którym przed chwilą kroiłeś pieczeń, twój kot może polizać ostrze, a w konsekwencji poważnie zranić się w język. To samo dotyczy ostrzy robota kuchennego. Jeśli zostawiłeś w zlewie druciany zmywak, którym szorowałeś patelnię, nie zdziw się, kiedy wyjmiesz go stamtąd na wpół zjedzony. Pociągany za koniec sznurek jest wspaniałą zabawką, jego połknięcie może jednak być bardzo niebezpieczne w skutkach. Tym bardziej, jeśli na drugim końcu zjedzonej przez kota nici była igła. Mniejsza zresztą o igłę; kawałek sznurka, włóczki albo nici może zapętlić się w kocich wnętrznościach, powodując bóle, uszkodzenia tkanki, a nawet śmierć. Kończąc robótkę, posprzątaj po sobie. Koty uwielbiają polować na różne przedmioty. Pinezki, zwłaszcza te o plastikowych główkach, idealnie nadają się do zabawy w kotka i myszkę, przynajmniej z punktu widzenia kota. Ryzyko jest oczywiste. Trzymaj pinezki i szpilki z dala od kota. Jest jeszcze tysiące rzeczy, którymi można zranić kota, a to zamykając wersalkę nie patrząc czy kot jest w pobliżu, a to nie patrząc czy się gdzieś nie zostawiło leków otwartych, a nawet gdy kot zje trującą dla niego roślinę. Co jest w tym wszystkim najbardziej istotne? Zdrowy rozsądek i mały porządek :)

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #babciasinusikradzi
    pokaż całość

    źródło: static.boredpanda.com

    •  

      @sinusik: żałuję że tak późno otworzyłem ten wpis. Prawdziwe porzekadło nie brzmi "Ciekawość zabiła kota". Całość to "Curiosity killed the cat, but satisfaction brought it back", czyli "Ciekawość zabiła kota, ale satysfakcja przywróciła go do życia".

      źródło: i.imgur.com

    •  

      @Bielecki: Ta replika nie jest oryginałem, tylko odpowiedzią na to porzekadło. Powstała później.

      The frequent rejoinder to 'curiosity killed the cat' is 'satisfaction brought it back'. I've not been able to trace the source of this odd reply. The first citation of it that I've found in print is from an Iowan college magazine The Coe College Cosmos, in February 1933.

    • więcej komentarzy (32)

  •  

    75/100 Taka raczej mniej ciekawostka, a bardziej wyjaśnienie, bo często tak jest, że ludzie robią z kotów ciut nie czworonożnych ludzi, nawet przy moich wpisach uczłowieczają koty, nadają im cechy ludzkie. A myślę, że powinno się patrzeć na nie troszkę inaczej i rozumiem, że wielu się ze mną nie zgodzi i też mogą mieć rację:)

    Koty po prostu są. I dlatego je kochamy. W ich umysłach nie zachodzą typowe dla gatunku ludzkiego procesy poznawcze. Nie dysponują one również wiedzą na temat tego, jak powinny się zachowywać. Po prostu obserwują i bezmyślnie (automatycznie) działają. Na to, co my nazywamy miłością i uczuciem, a co one odczuwają jako dobrą energię i przyjemny dotyk, reagują pilnością i przewidywalnością. Na szczodrość, wyrażającą się zapewnianiem pożywienia, odpowiadają nie wdzięcznością, ale ulgą, że są syte i wolne od lęku, iż grozi im głód. Na wszystkie nasze czyny reagują tak, jak uwarunkowała to natura, na otoczenie – w sposób, który na wolności zapewniłby im przetrwanie. Nie ma w tym nic dobrego ani złego. Przez większość czasu uwielbiamy ich naturalną reakcję: dawanie i otrzymywanie ciepła, mruczenie, zabawy i przyjemny odpoczynek.

    Czasami jednak ich reakcje nie są miłe. Ale dzieje się tak często dlatego, że w jakiejś mierze postąpiliśmy wbrew ich naturze. Istnieje wiele powodów, dla których koty przestają używać kuwety, ale jeśli już uda ci się wykluczyć problemy zdrowotne, to niemal zawsze zachowanie wywołane jest błędem właściciela (i to jest dobra wiadomość). Co innego oczekiwać, że kot wejdzie do sprzecznej z naturą struktury i będzie wydalać do plastikowego pojemnika ze sztucznym lub przetworzonym piaskiem, a co innego, że będzie korzystać z kuwety mimo brudu lub czającego się w pobliżu strasznego brzdąca albo agresywnego kota. Lubimy koty, które bawią się łagodnie, nie podoba nam się, gdy podążają za swoją naturą i gryzą albo drapią zbyt mocno. Koty nie mają poczucia etyki czy moralności, nie planują, biorąc pod uwagę twoje uczucia. Nie przypisuj im skomplikowanych celów. Pamiętaj, że ich postępowanie nie wynika z krnąbrnego charakteru albo chęci odpłacenia się tobie (na przykład za to, że nie kupiłeś mu smartfonu). Koty nie traktują niczego osobiście i nie czują obrazy. To domena homo sapiens.

    Koty są towarzyszami człowieka, ale jednak wciąż nie do końca udomowionymi. Jak wskazuje Stephen Budiansky w The Character of Cats, „koty nie doświadczały ewolucyjnych problemów w środowisku naturalnym; nie musiały zawierzać swojego losu człowiekowi, aby przetrwać; nie przechodziły szybkiej i automatycznej transformacji genetycznej przełamującej bariery między dzikimi i oswojonymi w przypadku innych dzikich zwierząt, które stały się uległe i przychylnie usposobione do człowieka. Człowiekowi prymitywnemu udało się oswoić przodków psów, bydła, owiec i innych prawdziwie udomowionych w dużej mierze dlatego, że te gatunki miały wrodzony potencjał genetyczny do oswajania w czasie, kiedy ludzie pojawili się w ich otoczeniu” A przodkowie kotów domowych? Nie chcieli się w to bawić. Ze wszystkich czworonożnych przyjaciół człowieka, nasze mruczki są, jak Budiansky to ujął, „najmniej oswojone i najbardziej udane”. Dodaje, że „koty rozprzestrzeniły się na całym świecie w towarzystwie człowieka szybciej niż sam człowiek kiedykolwiek, stojąc cały czas jedną łapą w dżungli”.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: enviadoespecial.es

    •  

      @sinusik moja Zofia jednego roku nie chciała wychodzic ma balkon, bardzo się zmartwilam czy się czegoś boi (mieszkam na 10,jest siatka, Zofia ma 12 lat i zawsze wychodziła na balkon) aż w końcu w piękny słoneczny dzień wyszła, wieczorem nie moglam zlokalizować smrodu kupy. Okazało się że zasadzilam lawende a ona mi się w nią zesrała :) Nie wychodziła na balkon bo chyba drażnil ja jej zapach :)

    •  

      @sinusik to samo można powiedzieć o ludziach (aka behawioryzm), bo nikt nie ma bezpośredniego dostępu do psychiki innych istot poza sobą samym. Niektóre zachowania niektórych zwierząt (w tym kotów) daje się zgrabniej opisać przypisując im cechy ludzkie, a mówiąc ścislej twierdząc o danych cechach że są wspólne ludziom i zwierzętom (kotom).

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Źle się dodało, to dodaje jeszcze raz, przepraszam i dzięki @mala_kropka :)

    74/100 Kotom od wieków przypisywało się wiele mitów. Również dziś kilka z nich ma się całkiem dobrze. Przesądy o tym, że koty widzą duchy czy że czarne mruczki przynoszą pecha, zdają się wciąż świetnie funkcjonować w naszym nowoczesnym społeczeństwie. Opowieści o tym, że zwierzęta te są niebezpieczne dla dzieci czy dla kobiet w ciąży stawiają je w złym świetle. Większość z tych wyssanych z palca informacji jest dla kotów po prostu krzywdząca i nieprawdziwa. A jak to jest z ich wieloma żywotami?

    Powszechnie wiadomo, że kot ma twarde życie — trudno go zabić. Na tej podstawie wyciągnięto wniosek, że musi on mieć więcej niż jedno życie. Ale dlaczego właśnie dziewięć? Tak przede wszystkim sądzi się w krajach anglosaskich. W dawnych czasach dziewiątka uważana była za liczbę magiczną, przynoszącą szczęście. A dlatego dziewiątka, że stanowiła trzykrotność trójki, kojarzyła się więc z Trójcą Świętą do kwadratu. Kot obdarzony przez naturę więcej niż jednym życiem musiał mieć wyjątkowe szczęście, toteż pasowała do niego taka super szczęśliwa liczba. Również w starożytnym Egipcie liczba 9 była szczególna, a koty były obiektem czci. Egipcjanie wierzyli w ich bliskie związki z bogami, w szczególności z Atum-Ra. Ten zaś przyjmował postać kota, wizytując świat podziemny i miał – jak sądzono – dziewięć wcieleń. Symbolizowała go właśnie cyfra 9 .Cyfra 9 jest również wyjątkowa dla świata magii. W systemach tradycyjnej magii wyróżniano dziewięć sfer magicznych, wzajemnie na siebie wpływających i działających na zasadzie cyklu. Z tego powodu kot, łączony bezpośrednio ze światem magii, siłą rzeczy przejmował magiczne atrybuty. (Często można usłyszeć, że koty mają siedem żyć. To liczba magiczna w numerologii chrześcijańskiej. Siedem oznacza doskonałość i przynosi szczęście. Choć trudno w to uwierzyć to siódemka cieszyła się poważaniem i otaczana była szczególnym kultem już w czasach prehistorycznych! Czcili ją też Sumerowie, Starożytni Egipcjanie, Grecy, Rzymianie i Hetyci. Szczególną rolę zajmuje w judaizmie, chrześcijaństwie, islamie i hinduizmie. )

    Zdolności kotów do ucieczki z niebezpiecznych sytuacji zawsze imponowały człowiekowi. Doskonale rozwinięte zmysły wzroku, słuchu i powonienia ostrzegają je przed zagrożeniami. Zwinne i umięśnione ciało pozwala na efektywne polowanie i szybką ucieczkę. Zręczność i niebywała umiejętność zachowania równowagi pomagają w lądowaniu na czterech łapach, nawet przy upadku z dużych wysokości. Jednak przekonanie, że dzieje się tak zawsze, również jest mitem. W opinii publicznej wciąż funkcjonuje przekonanie, że kot sam jest w stanie wyleczyć się z wszelkich chorób czy urazów. „Jakoś się wyliże” – mówi wielu ludzi. Jednak najczęściej to tak nie działa. Wprawdzie kot potrafi czasowo przynieść sobie ulgę i instynktownie ukrywać złe samopoczucie (chory i osłabiony kot staje się łatwym łupem dla innych drapieżników, musi zatem udawać, że jest silny i zdrowy). Tymczasem uraz wcale nie leczy się samoistnie, a choroba nie mija, lecz prawdopodobnie rozwija się po cichu. Z kolei człowiek, widząc zdrowo zachowującego się kota, który teoretycznie taki być nie powinien, stwierdza, że jest to zwierzę o niezniszczalnym organizmie. Prawda jest jednak taka, że koty są podatne na urazy i różnego typu choroby. I to nawet bardziej niż inne zwierzęta domowe. I bardzo rzadko są w stanie same się z nich wyleczyć.

    Natura obdarzyła koty wieloma atrybutami, które nierzadko pomagają im wyjść cało z nawet ciężkich opresji. Jednak nie dała im więcej niż jednego życia...

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #mity
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @nieskonczonosc: Ale na 100% zaatakował, czy może przebiegł lub przeszedł i akurat nadepnął tak niefortunnie?

      Koty śpią przy mnie, przy moim dziecku i jedyne co się dzieje, to czasem bawią się włosami, bo mamy długie.

      Jedna z kotek codziennie ok. 5-6 rano budzi mnie na karmienie. Pobudka wygląda w ten sposób, że kotka siada przy głowie i zaczyna pukać mnie łapką po twarzy, na początek delikatnie, a jak nie ma efektu to wysuwa pazurki i puka tak, abym je poczuła. Potrafi jednak robić to tak delikatnie, że przez 5 lat jedynie raz miałam na twarzy płytkie draśnięcie, długości 0,5cm. pokaż całość

    •  

      Ale na 100% zaatakował, czy może przebiegł lub przeszedł i akurat nadepnął tak niefortunnie?

      @fruziazuzia: W tej historii ciocia zastała kota zaciskającego szczęki na grdyce wujka. ¯\_(ツ)_/¯

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    73/100 Nawet jeśli koty mają świadomość własnej urody, ich reakcje na lustrzane odbicie bywają różne. Niektóre koty całkowicie je ignorują, inne są zaciekawione lub... agresywne.

    Pierwsze spotkanie kota z lustrem może być różne. Zazwyczaj kocia reakcja doprowadza nas do śmiechu. Niektóre mruczki mogą jednak wykazywać zachowania lękliwe i się stroszyć, inne będą chodzić na palcach, a jeszcze inne mogą próbować atakować własne odbicie. Są też i takie, które je ignorują i ze stoickim spokojem przechodzą do swoich codziennych obowiązków. Większość opiekunów zastanawia się, czy mruczek w ogóle ma świadomość, że w lustrze znajduje się nikt inny, tylko on sam.

    Samoświadomość, czyli test lustra to metoda badania samoświadomości (rozpoznawania siebie w lustrze) zarówno u ludzi, jak i zwierząt, z której korzysta wielu naukowców. Eksperyment z lustrem wymyślono w 1970 roku na University of Albany. Badacze wprowadzają niezwykły element w wyglądzie zwierząt, ale w miejscu, które można dostrzec tylko w lustrze (np. naklejają im czerwoną kropkę na gardle). Następnie sprawdzają, czy - widząc anomalię w lustrze - zwierzęta zaczną jej szukać na swoim ciele. Jeśli tak, oznacza to, że są samoświadome i rozpoznają się w odbiciu. Jak dotąd ustalono, że test pozytywnie przeszły słonie, delfiny i sroki. No i wszystkie małpy człekokształtne. Świnie go nie zdały, ale udowodniły, że mogą wykorzystać swoje odbicie do zlokalizowania żywności, która znajduje się za nimi. Test lustrzany ma jednak swoje wady. Koty i inne zwierzęta, do identyfikacji wykorzystują różne inne zmysły poza zmysłem węchu. Zatem wzrok nie jest dla nich najważniejszy. Jeśli chodzi o zwierzęta, które reagują na swoje odbicie w lustrze najbardziej gwałtownie, to najczęściej wymieniane są właśnie koty. W internecie jest mnóstwo filmików ukazujących różne reakcje naszych domowych tygrysków. Nie są jednak jedynymi zwierzętami, które reagują na własne odbicie, próbując się z nim bawić lub je atakować. Do takich zwierząt możemy zaliczyć m.in. psy, ptaki, a nawet gady, np. jaszczurki.

    Wielu opiekunów zastanawia, dlaczego koty szaleją na widok swojego odbicia w lustrze. Prawda jest taka, że mruczki nie rozpoznają swojego odbicia w lustrze. Myślą, że widzą innego kota. To zaś może je zdezorientować. Ponadto koty są zwierzętami terytorialnymi, dlatego mogą agresywnie zareagować na swoje odbicie, próbując bronić terytorium przed nowym „intruzem”. Zatem dlaczego koty ostatecznie się poddają i przestają atakować własne odbicie? Nie możemy zapominać o tym, że dla domowych tygrysków najważniejszy jest zmysł węchu. To właśnie na nim polegają najbardziej, kiedy identyfikują nowe miejsca, inne koty czy zwierzęta. Dlatego, kiedy przyprowadzisz do domu swojego mruczka prosto z lecznicy weterynaryjnej, drugi pupil może go nie rozpoznać. Podobnie jest z odbiciem lustrzanym. Kot – jako zwierzę inteligentne – w końcu zda sobie sprawę, że odbicie, które tak zawzięcie atakował, nie ma żadnego zapachu. Zatem nie stanowi żadnego zagrożenia i można je po prostu zignorować. Z pewnością jednak koty nie zdają sobie sprawy z tego, że widzą w lustrze własne odbicie.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: pomijane.pl

  •  

    72/100 Jeszcze trochę o spaniu, ostatnio i mi się udziela, więc... :) Kot, odwrotnie niż zdrowy człowiek, zapada często w krótkotrwałą drzemkę. Można powiedzieć, że koty i ludzie mają zupełnie inne wzorce spania. Dorośli ludzie raczej nie zasypiają co chwila, chyba że mają za sobą nie przespaną noc, są chorzy lub bardzo starzy. Dobową normę snu dla człowieka stanowi średnio osiem godzin przespanych bez przerwy. Gdyby natomiast podsumować wszystkie krótkie kocie drzemki, łącznie dałoby to około szesnastu godzin w ciągu doby. Wynika z tego, że kot potrzebuje dwa razy więcej snu niż człowiek. Zatem kot, który przeżył dziesięć lat, w ciągu całego swojego życia nie spał tylko przez trzy lata.

    Żadne inne ssaki, nawet drapieżne, nie mają takich upodobań. Świadczą one o tym, że kot jest sprawnym łowcą i szybko zdobywa wysokokaloryczny pokarm, a potem ma dość czasu, aby się wyspać; może nawet śnić o czymś przyjemnym... Inne drapieżniki, na przykład psowate czy ichneumony, tracą masę czasu na uganianie się za zdobyczą, podczas gdy kot w zasadzce czeka, aż sama mu wpadnie w pazury. Kiedy się naje, może uciąć sobie drzemkę — w porównaniu z innymi zwierzętami bardzo szybko i łatwo zasypia.

    U kotów Wyróżniamy trzy fazy snu: krótkotrwałą drzemkę, dłuższy, lecz czujny sen oraz sen głęboki — przy czym fazy lekkiego i głębokiego snu występują na przemian. Kiedy kot układa się do snu, przez pierwsze pół godziny śpi czujnym snem, który potem przechodzi w sześcio-, siedmiominutową fazę snu głębokiego. Mięśnie zwierzęcia są rozluźnione, to dlatego możemy delikatnie podnieść bezwładne kocie łapy czy ogon bez wybudzenia zwierzęcia. Po nim następuje znów około półgodzinny lekki sen, a następnie kot się wybudza. W fazie snu głębokiego odpręża się do tego stopnia, że przewraca się na bok. Prawdopodobnie na tym etapie występują senne marzenia, co można poznać po drganiach uszu, łapek i ogona. Pyszczek w tym czasie wykonuje bezwiednie ruchy ssania. Kot przez sen może też wydawać różne pomruki i powarkiwania. Podczas tej fazy stwierdzono również gwałtowne ruchy gałek ocznych, ale tułów pozostawał nieruchomy. Kot wtedy najlepiej odpoczywa.

    Młode kocięta w pierwszym miesiącu życia śpią wyłącznie snem głębokim, około dwunastu godzin na dobę. Po upływie miesiąca małe kotki od razu przejmują model snu osobników dorosłych. Koty dostosowują się też do zwyczajów ludzi. Gdy opiekuna nie ma w domu, kot będzie najprawdopodobniej spać, by uaktywnić się, gdy ten wróci z pracy. Jeśli domownicy są sowami i długo w noc nie kładą się do łóżek, koty też dłużej będą aktywne. Koty mają też swoje ulubione pozycje do spania, jak sfinks, jak precel czy z nosem w poduszce. A jak śpi wasz kot? :)

    #100kocichciekawostek #ciekawostki #koty
    pokaż całość

    źródło: koty.pl

  •  

    71/100 Właściciele kotów na ogół nawet nie zauważają, kiedy ich pupile osiągają zaawansowany wiek. Zewnętrzne oznaki starości są u kotów mało widoczne. Do późnych lat zachowują one dobry apetyt i młodzieńczą żywość.

    Pierwszym ostrzegawczym objawem starzenia się kota jest narastająca sztywność stawów. Ruchy stają się wolniejsze,
    utrudnione jest mycie się i wykonywanie skoków. Skok na ulubiony fotel może już być problemem, czasem właściciel musi kotu pomóc. Także mycie mniej dostępnych okolic ciała może sprawiać trudność, gdyż kotu brak już elastyczności
    charakterystycznej dla młodego wieku. Dlatego gdzieniegdzie sierść może już być zmierzwiona, chyba że właściciel szczotką i grzebieniem pomoże mu uporządkować futro. W starszym wieku taka pomoc jest mile widziana — nawet jeśli wcześniej nie był zbyt często szczotkowany.

    Na starość przyzwyczajenia kota stają się równie skostniałe jak jego stawy. Kot zaczyna ściśle przestrzegać ustalonego rozkładu dnia, a wszelkie nowości, niegdyś wzbudzające zainteresowanie, teraz już tylko stresują. Pomysł dokooptowania do wspólnoty rodzinnej młodego kotka, aby rozruszał staruszka, absolutnie nie zdaje egzaminu. Denerwuje to tylko starego kota, bo zakłóca jego ustalony rytm dobowy. Jeszcze większym stresem jest przeprowadzka. Jeśli to możliwe, należy zachować jak najwięcej zwyczajów i metod postępowania, do których przywykł w poprzednim mieszkaniu. Musimy pomóc kotu w adaptacji do nowych warunków. Poza domem na starego kota stale czyhają niebezpieczeństwa. Na tym etapie życia walki o dominację z młodszymi rywalami są skazane na porażkę. Powinniśmy więc mieć naszego staruszka na oku, aby nie stała mu się krzywda.

    Na szczęście zmiany starcze występują dopiero w bardzo późnym okresie życia kota. W przeciwieństwie do człowieka, u którego ostatnia, schyłkowa faza stopniowego zaniku sprawności trwa aż trzecią część życia, u kotów na tę fazę przypada tylko dziesiąta część ich cyklu życiowego. Średnią długość życia kota szacuje się na mniej więcej dwanaście lat. Na długość życia kota duży wpływ mają warunki bytowe. Na ogół uważa się, że kot domowy powinien żyć od ośmiu
    do osiemnastu lat, z czego mniej więcej rok, dwa przypada na biologiczną starość. Rekordy długowieczności kota też są różne — w zależności od źródeł. Niektóre podają niewiarygodne dane: czterdzieści trzy lata! Wiarygodne i sprawdzone źródła wymieniają kota o imieniu Puss, który żył w latach 1903—1939, a więc trzydzieści sześć lat! ( obecnie rekord jako najdłużej żyjący kot w historii dzierży Creame Puff i przeżył ze swoim właścicielem aż 38 lat! Kot zmarł w roku 2005). Oczywiście to są wyjątki. Próbowano kiedyś w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych zaewidencjonować koty żyjące powyżej dwudziestu lat. Znaleziono zaledwie pojedyncze sztuki. Na długowieczne koty trudno się natknąć, gdyż bardziej szczegółowymi badaniami objęte są zwykle osobniki rasowe. Tymczasem one żyją zazwyczaj krócej, gdyż krzyżówki w bliskim pokrewieństwie obniża ich zdrowotność. Dachowce są zdrowsze i silniejsze dzięki efektowi heterozji, czyli bujności mieszańców. Ponieważ jednak przeważnie nikt o nie nie dba, giną w pojedynkach, wypadkach bądź z niedożywienia. Dlatego największe prawdopodobieństwo dożycia bardzo zaawansowanego wieku ma kot wielorasowy, ale zadbany i kochany przez swoich właścicieli. Taki osobnik ma szansę dożycia nawet piętnastu czy dwudziestu lat.

    Co ciekawsze, rekordy długowieczności kotów są wyższe niż te osiągane przez psy. Za rekordzistę uważa się psa,
    który żył dwadzieścia dziewięć lat, a więc o siedem lat krócej niż najbardziej długowieczny kot. Teoretycznie powinno być odwrotnie, bo większe zwierzęta zazwyczaj żyją dłużej niż mniejsze, koty osiągają więc nadspodziewanie dobre wyniki. Wykastrowane kocury może pocieszy wiadomość, że żyją przeciętnie o trzy lata dłużej niż kocury nie poddane temu zabiegowi. Może jest tak dlatego, że kastraty prowadzą spokojniejszy tryb życia, nie wdają się w bójki z innymi kocurami o względy kotki. Z nie wyjaśnionych przyczyn kastraty są też odporniejsze na wszelkie zakażenia.

    #100kocichciekawostek #ciekawostki #koty
    pokaż całość

    źródło: shinyhappypets.net

  •  

    70/100 Kończąc temat kocich figli...kiedy kot podczas zbliżenia trzyma kotkę łapą za kark, niektórzy myślą: ten kocur jest jak troglodyta, który ciągnie swoją partnerkę za włosy do jaskini. Tymczasem podobieństwo jest tu mylące, bo akurat w sprawach seksu stroną dominującą jest samica. Kocury walczą zaciekle o jej względy, a ten, któremu uda się dostąpić zaszczytu wejścia z nią w intymny kontakt, nie zachowuje się wcale jak brutal. To ona poniewiera swoich partnerów i wali ich łapą po pysku, kiedy chce! Chwyt za kark może wyglądać groźnie, ale ze strony kota nie jest aktem agresji, raczej odruchem obronnym przed przemocą fizyczną ze strony kotki. Oczywiście nie chodzi tu o zwykłe przytrzymywanie jej, aby nie mogła się
    odwrócić i zaatakować kocura. Kotka jest na tyle silna, że i tak zdołałaby to zrobić. Jest to raczej chwyt psychologiczny.

    Koty płci obojga reagują w specyficzny sposób na chwytanie za skórę na karku. Przypomina im to czasy, kiedy były małymi kociętami, a matka przenosiła je w ten sposób w bezpieczne miejsce. Kocięta nigdy nie bronią się przed tym, gdyż od tego zależy nieraz ich życie. Nie mija im to z wiekiem, o czym można się przekonać, podnosząc za skórę na karku dorosłego kota. Natychmiast znieruchomieje i przez chwilę będzie zwisał bezwładnie, a zacznie się niepokoić dopiero wtedy, gdy potrwa to dłużej lub gdy zostanie złapany za jakąś inną część ciała. Kocurom ten chwyt psychologiczny jest bardzo potrzebny, gdyż kotki potrafią robić użytek ze swoich pazurów. Natomiast trzymane za kark stają się od razu bezradne jak małe kocięta przenoszone przez matkę. Bez tego zabezpieczenia kocurom po każdym okresie godowym przybywałoby blizn.

    Kiedy kocur pokryje kotkę — co trwa zaledwie kilka sekund — jego partnerka odwraca się i z rozdzierającym wrzaskiem atakuje go pazurami. Toteż kocur, gdy tylko wciągnie prącie i zejdzie z kotki, musi szybko uciekać, gdyż mogłaby zrobić mu krzywdę. Tak gwałtowna negatywna reakcja kotki dziwi nas, dopóki nie obejrzymy prącia kocura w powiększeniu. U większości ssaków narząd kopulacyjny ma gładką powierzchnię, natomiast u kota jest pokryty krótkimi ostrymi łuseczkami, odchylającymi się w kierunku od żołędzi na zewnątrz. Oznacza to, że prącie można wprowadzić gładko, natomiast przy wycofywaniu stawia opór, urażając ścianki pochwy kotki. Sprawia jej to ostry ból, na który reaguje atakiem wrzaskliwej furii, czemu się zresztą trudno dziwić. Kocur jest tu bez winy, bo choćby chciał, nie może schować ostrych łusek — ich ustawienie
    jest niezależne od niego. Mało tego, im bardziej seksowny jest kot, tym te łuski są większe, czyli sprawiają partnerce więcej bólu.

    Może to wywoływać wrażenie, że życie płciowe kotów nacechowane jest sadomasochizmem. Biologiczne podstawy tego zjawiska są inne. Kobiety, które nie są w ciąży, nawet dziewice, jajeczkują regularnie bez względu na to, czy odbywają w tym czasie stosunki płciowe czy nie. U kotów natomiast jest inaczej. Występuje u nich zjawisko owulacji prowokowanej. Oznacza to, że dochodzi do niej dopiero podczas aktu krycia — toteż kotki-dziewice żyjące w celibacie nie jajeczkowałyby nigdy.
    Owulacja u kotki zachodzi około dwudziestu pięciu — trzydziestu godzin po wystąpieniu objawów rui. Szczytowa faza okresu gotowości płciowej trwa przynajmniej trzy dni, a więc moment jajeczkowania przypada na czas maksymalnej aktywności kotki. Głównym bodźcem stymulującym owulację jest szok bólowy, który kotka przeżywa podczas wycofywania prącia z pochwy. Ten szok pobudza do pracy jej układ rozrodczy.

    Nawiasem mówiąc, chyba rzeczywiście każda kotka ma w sobie coś z masochistki. Mimo bólu przeżytego przy pierwszym stosunku po jakiejś półgodzinie gotowa jest już do następnego pokrycia. Po nim znów piszczy, drapie i odgania partnera, aby niebawem znowu go zachęcić. Dowodzi to jasno przewagi instynktu płciowego zwierzęcia nad odruchem unikania bólu.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: i1.wp.com

  •  

    69/100 Rozbudowana sfera życia płciowego kotów, ich przedłużające się zaloty i bogata „otoczka" aktu kopulacji wyrobiły tym zwierzętom opinię rozpustnych i lubieżnych. Nie chodzi przy tym o wyjątkową długotrwałość lub wyuzdanie samego aktu płciowego, który rzadko trwa dłużej niż dziesięć sekund, a zwykle nawet krócej. Posądzaniu kotów o szczególne rozpasanie seksualne sprzyja raczej zewnętrzne podobieństwo kocich spotkań miłosnych do orgii satanistów. Występuje tam samica, która najpierw prycha, warczy i odgania samców, a za chwilę już rozkłada się na ziemi. Otacza ją krąg kocurów wykonujących „kocią muzykę" i walczących o to, który pierwszy ją posiądzie w akcie zbiorowego gwałtu.

    Pozory jednak mylą, prawda jest trochę inna. Rzeczywiście gra miłosna kotów trwa całe godziny, a nawet dnie, ale inicjuje ją kotka i to ona nadaje ton. Sezon aktywności płciowej kotów zaczyna się, gdy kotka wchodzi w okres rui. Zawiadamia o tym kocury charakterystycznym, jękliwym miauczeniem i atrakcyjnym zapachem. Przyciąga to kocury zewsząd, ale w uprzywilejowanej sytuacji jest ten, na którego terytorium kotka zaczyna nęcić płeć przeciwną. Kocury z sąsiedztwa czują się niepewnie wchodząc na obcy teren, ale obecność grzejącej się kotki jest dla nich bodźcem silniejszym niż wszelkie obawy. W tym tkwi przyczyna przeraźliwych kocich wrzasków, które na tym etapie nie mają tła seksualnego, lecz wyrażają czystą agresję skierowaną przeciw intruzom. Ponieważ jednak w centrum zainteresowania jest kotka — spory szybko wygasają, a kocury kołem otaczają roznamiętnioną samicę.

    Kotka urządza przed nimi całe przedstawienie — zmysłowo miauczy, tarza się i wije tak seksownie, że zafascynowane kocury nie spuszczają z niej oka. Wreszcie któryś pierwszy odważa się do niej zbliżyć — zwykle ten, na którego terytorium odbywa się cały seans. Ona jednak wita go prychaniem, warczeniem i ciosami łap z wysuniętymi pazurami, aż pechowy zalotnik czym prędzej rejteruje. Kotka panuje nad sytuacją, więc odrzuca tak wszystkie zakochane kocury, dopóki nie wybierze któregoś z nich. Nie musi to być wcale osobnik dominujący, tylko ten, który przypadnie jej do gustu. Niektóre kocury stosują pewien podstęp. Podkradają się do kotki w momencie, kiedy patrzy akurat w inną stronę. Gdy się odwraca — kocur zastyga nieruchomo w miejscu. Tak dzieci bawią się w figury. Rzecz w tym, że kotka atakuje kocura tylko wtedy, kiedy widzi go w trakcie podchodów. Kocur, który stoi w miejscu, nie wyzwala w niej odruchu agresji. Tym sposobem, stosując taktykę małych kroczków, któryś kocur znajdzie się tuż przy niej. Wydaje wtedy charakterystyczny piskliwy dźwięk i jeśli kotka nie zareaguje na to prychaniem ani syczeniem — ryzykuje nawiązanie z nią kontaktu dotykowego. Najpierw łapie ją zębami za fałd skóry na karku, a potem ostrożnie wspina się na nią. Jeżeli kotka jest już w stanie gotowości płciowej — przypada do ziemi przednią partią ciała, natomiast tylną podnosi jak najwyżej i odgina ogon na bok. Kręgosłup jest wtedy wygięty do tyłu jak w schorzeniu zwanym lordozą. Postawa taka jest dla kocura sygnałem zapraszającym do odbycia kopulacji.

    Kiedy do tego dojdzie, orgia zmienia swój charakter. Kocury, które osiągnęły już satysfakcję, zwracają mniejszą uwagę na kotkę. W niej z kolei wzrasta pożądanie. Wydawałoby się, że zaliczanie jednego kocura po drugim usatysfakcjonowało także ją, tymczasem nic podobnego. Dopiero teraz, kiedy ruja osiąga szczytowe nasilenie, kotka chce kopulować, ale kocury trzeba już do tego zachęcać. Kotka nie może dłużej udawać twierdzy nie do zdobycia, musi starać się zwrócić na siebie uwagę kocurów. Mruczy więc zachęcająco, tarza się i wije lubieżnie po ziemi. Kocury siedzą wokoło i przyglądają się, najwyżej od czasu do czasu któryś zdobędzie się, aby ją pokryć. Kiedy burza hormonalna ucichnie, prawdopodobieństwo, że kotka nie została zapłodniona, jest znikome.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: s14.flog.pl

  •  

    68/100 Sterylizacja i kastracja są jednymi z najpopularniejszych i bezpieczniejszych zabiegów chirurgicznych. Coraz więcej właścicieli kotów decyduje się na poddanie swojego podopiecznego temu zabiegowi nie tylko z troski o zdrowie swojego pupila, ale także z uwagi na dużą liczbę niechcianych, porzucanych corocznie kociąt. Kotki są bardzo płodnymi zwierzętami i mogą urodzić rocznie kilkanaście kociaków, zdarzają się mioty liczące po 7 kociąt, a kotka może być w ciąży kilka razy w ciągu roku. Bardzo trudno jest znaleźć nowe domy tak dużej liczbie maluchów, dlatego często trafiają one do schronisk, gdzie nie mają większych szans na przeżycie. Niestety, nadal niektórzy ludzie nie są przychylni kastracji i sterylizacji, równocześnie często nie widzą nic złego w topieniu, duszeniu,czy porzucaniu na pewną śmierć kociąt. Niektórzy myślą, czy wręcz twierdza, że sterylizacja to okaleczanie kotów. Takie przeświadczenie jest zazwyczaj charakterystyczne dla tych osób, które przeprowadzają daleko posunięta personifikację zwierzęcia i przypisują mu własne cechy oraz potrzeby emocjonalne.

    Sterylizacja jest zabiegiem przeprowadzanym u kotek, który polega na wycięciu jajników oraz macicy, dokonuje się go w narkozie. Kastrację natomiast przeprowadzamy u kocurków i polega ona na usunięciu jąder, ten zabieg również przeprowadzany jest w narkozie. Jeśli spojrzymy na tę kwestię od strony nomenklatury medycznej, sprawa nieco się komplikuje. Okazuje się bowiem, że zarówno sterylizacje jak i kastracje można przeprowadzać u obu płci, natomiast różni je zakres samego zabiegu. Efektem zabiegu jest całkowita i nieodwracalna bezpłodność do końca życia zwierzęcia. Kastracja jest z reguły wykonywana około 6-7 miesiąca życia kocurka,a dobrym czasem na sterylizację jest wiek od 6 do 12 miesiąca życia.

    Bardzo silnie jest jeszcze zakorzeniony pogląd, że kotka powinna mieć jeden miot kociąt przed sterylizacją. Nie wiadomo skąd wziął się ten przesąd, wiadomo natomiast że jest on zupełnie nieprawdziwy. Sterylizując kotkę nie zaburza się jej psychiki, nie jest także konieczne, aby miała przedtem kocięta. Kotka kieruje się instynktem, nie ma świadomości tego, że może mieć kocięta, nie planuje też tego. Dopiero po urodzeniu kociąt instynkt karze jej zająć się nimi i odchować najsilniejsze i najzdrowsze kociaki z miotu.

    Wpis na specjalne życzenie pewnego "gościa", po tryptyku dotyczącym rodzenia :)

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: karmimypsiaki.pl

  •  

    67/100 Ciąża u kotki trwa dziewięć tygodni. Pod koniec tego okresu samica robi się niespokojna i zaczyna szukać miejsca na odbycie porodu. Najbardziej odpowiadałoby jej miejsce suche, ciche i odosobnione.
    W domu dają się wtedy słyszeć dziwne odgłosy dochodzące z ciemnych zakamarków, takich jak na przykład kredens — to kotka wypróbowuje kolejno różne schowki. Mimo że ostatnio wykazywała nadzwyczajny apetyt — nagle w ogóle przestaje interesować się jedzeniem. Oznacza to, że termin rozwiązania już się zbliża — może ono nastąpić w ciągu kilku godzin. Zwykle kotka znika wtedy w wybranej przez siebie kryjówce i przygotowuje się do ciężkiej pracy przy wydawaniu na świat kociąt. Niektóre kotki nie znoszą, kiedy ktoś im w tym przeszkadza lub nawet tylko jest obecny przy porodzie. Innym zaś, zwykle tym, które nie mają w swoim domu zbyt wielu miejsc odosobnienia, wszystko jedno, czy ktoś przy tym jest, czy nie. Kotki o zgodnym charakterze, chętne do współpracy z człowiekiem, posłusznie wchodzą do przygotowanej przez opiekuna skrzynki porodowej, miękko wysłanej i łatwo dostępnej w razie konieczności pomocy. Jednak wiele kotek ignoruje troskliwie przygotowane skrzynki i uparcie szuka bardziej zacisznych miejsc, jak na przykład szafka na buty.

    Poród kotki trwa zwykle dosyć długo. Urodzenie średniego miotu, składającego się z pięciu kociąt, trwa ponad dwie godziny, toteż jest to męczące i dla matki, i dla dzieci. Niektóre kotki rodzą bardzo szybko: co minuta jedno kocię. Inne bardzo wolno — przerwa między kociakami wynosi około godziny. Obie skrajności są nietypowe i niepożądane — odstęp między kolejnymi urodzeniami powinien wynosić pół godziny. Tyle czasu zajmują matce wstępne zabiegi pielęgnacyjne wokół jednego kociaka. Pielęgnacja noworodka dzieli się na trzy zasadnicze etapy. Najpierw kotka przegryza błony płodowe, w których rodzi się kocię. Następnie starannie oczyszcza ze śluzu jego nosek i pyszczek, żeby maleństwo mogło wziąć pierwszy oddech. Mając to za sobą, kotka przegryza pępowinę w odległości około dwóch centymetrów od brzuszka kociątka. Pozostawiony kikut zwykle zasycha i sam odpada. Potem matka zjada łożysko i błony płodowe, czerpiąc z nich wartościowe substancje odżywcze, tak potrzebne jej w obliczu czekających ją ciężkich obowiązków macierzyńskich. Wreszcie wylizuje dokładnie kociaka i odpoczywa przed wydaniem na świat następnego. Przy następnym wszystkie czynności trzeba powtarzać od nowa. Czasem, gdy w miocie jest wyjątkowo dużo kociąt, ostatnie mogą być już skazane na śmierć, gdyż kotka jest zbyt zmęczona, by się nimi zająć. Na ogół jednak kotki dobrze sobie radzą z przyjmowaniem swoich małych bez pomocy człowieka.

    Kiedy kocięta okrzepną już po szoku, jakim było dla nich przyjście na świat, zaczynają kręcić się niespokojnie w poszukiwaniu sutków matki. Pierwszy pobrany przez nie pokarm, siara, ma fundamentalne znaczenie dla ich dalszego życia i zdrowia, gdyż zawiera przeciwciała, które dają im bierną odporność na choroby wieku dziecięcego. Wysokobiałkowa i bogata w biopierwiastki siara wytwarza się przez kilka dni, po czym zastępuje ją normalne mleko.

    W pierwszych dniach po narodzeniu kocię przyzwyczaja się do jednego sutka, z którego pije mleko. Wybiera go sobie i rozpoznaje potem po zapachu, nie zmieniając na inny. Kiedy umyjemy matce brzuch, pozbawiając go naturalnego zapachu, kocięta są zdezorientowane. Nie mogą znaleźć swoich stałych miejsc i wtedy zaczynają się między nimi bójki.
    Wydawałoby się, że świat doznań zmysłowych małego, kilkudniowego zaledwie kociaka jest prosty i nieskomplikowany. Tymczasem potrafi on wyczuwać nieznaczne różnice między zapachami z taką precyzją, że trafia do swojego sutka jak dziecko do swojej szafki w szatni. Dzięki temu podczas posiłków kociąt panuje porządek.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: koty.pl

  •  

    66/100 Nieraz widzi się kota, który bierze do pyszczka długie źdźbło trawy, gryzie je i żuje. Koty trzymane w mieszkaniach, nie wychodzące na dwór, zamiast trawy podgryzają czasem rośliny doniczkowe. Jeśli przypadkiem trafią na rośliny o trujących właściwościach, mogą nawet przy tym ucierpieć.

    Wielu doświadczonych hodowców szczerze przyznaje, że nie zna przyczyny takiego zachowania kotów. Inni podają mniej lub bardziej prawdopodobne wyjaśnienia. Przez całe lata panowało przeświadczenie, że trawa jest środkiem przeczyszczającym, zażywanym, by pozbyć się kul zbitej sierści zalegających w przewodzie pokarmowym. Niektórzy uważają, że jedzenie trawy ma prowokować u kota wymioty, również w celu pozbycia się kul zlizanej sierści. Wprawdzie kot wymiotuje po zjedzeniu trawy, ale może miał mdłości już wcześniej, zanim zaczął się paść? Rzadziej słyszy się opinię, że trawa łagodzi stany zapalne gardła bądź żołądka. Czasem mówi się, że kotu chodzi tylko o dodatek błonnika do diety składającej się głównie z mięsa.

    Tak naprawdę żadna z tych opinii nie jest pewna w 100%. Objętość substancji roślinnej zjadanej w tej formie jest zbyt mała, aby wnieść do diety znaczący udział błonnika. Gdybyśmy dokładniej przyjrzeli się kotom żującym źdźbła trawy, zauważylibyśmy, że wysysają one z nich głównie sok, wypluwając części stałe. Najnowsze i najbardziej wiarygodne badania wykazują, że koty żują trawę głównie po to, aby pozyskać śladowe ilości niezbędnej substancji, której nie zawiera mięso. Jest to witamina zwana kwasem foliowym, która w organizmie zwierząt gra ważną rolę w syntezie hemoglobiny. Niedobór kwasu foliowego powoduje u kotów zahamowanie wzrostu i anemię. Trawa zawiera też śladowe ilości witamin A i D, oraz niacynę. To dlatego mieszkańcy miejskich bloków, nie mający ogródka, sieją dla swych kotów trawę w doniczkach.

    Trzeba tu podkreślić z całą mocą, że niezależnie od zapotrzebowania na niewielki dodatek substancji roślinnej koty są przede wszystkim mięsożercami. Zwracam na to uwagę, ponieważ w ostatnich latach szerzy się moda na wegetarianizm, którego zwolennicy próbują przestawić także koty na dietę jarską. Otóż postępowanie takie jest nieświadomym okrucieństwem, gdyż koty pozbawione mięsa zaczynają chorować i w krótkim czasie giną. Nie wolno więc ulegać propagandzie wegetariańskiego żywienia kotów — byłoby to zwykłe znęcanie się nad zwierzętami.

    pokaż spoiler Powyższa opinia pochodzi od Desmonda Morrisa, brytyjskiego zoologa i populatyzatora nauki, autora wielu książek przyrodniczych

    #100kocichciekawostek #zwierzaczki #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: i2.wp.com

    •  

      Mój kot wariuje jak czuje szczypiorek.

    •  

      @cluer: to mu go nie dawaj czasem bo bardzo im podobno szkodzi

      pokaż spoiler Cebula i inne z rodziny czosnkowych

      Wszystkie rośliny z rodziny Allium – cebula, szczypiorek, czosnek, szalotka czy por – zawierają substancję o nazwie N-propylo dwusiarczek, która niszczy czerwone krwinki u kota i może powodować śmiertelną w skutkach niedokrwistość. Niektóre gotowe dania dla niemowląt zawierają cebulę. Pamiętajmy o tym, jeśli chcemy karmić naszego kota posiłkami dla dzieci w słoiczkach (np. w okresie rekonwalescencji) – upewnijmy się, że nie zawierają cebuli w żadnej postaci (także sproszkowanej). Uważaj także wysiewając szczypiorek w doniczce lub przydomowym ogródku. pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    65/100 Po uśmierceniu ofiary kot wypełnia następny charakterystyczny dla swego gatunku że jest głodny, musi kilka razy przejść się tam i z powrotem — może dla rozładowania napięcia związanego z polowaniem?
    Dopiero kiedy zadośćuczyni tej potrzebie, siada i zabiera się do konsumpcji. Spacerek sprawia również, że poziom adrenaliny wraca do normy, co ma wpływ na przebieg procesu trawienia. Czasem może się jednak zdarzyć, że ofiara tylko udawała nieżywą i skorzysta z nieuwagi kota, aby ratować się ucieczką. Bywa, że jej się to udaje, a wtedy kot musi się obejść smakiem.

    W końcu kot powraca do swej zdobyczy. Chciałby się do niej dobrać, ale nie zawsze jest to łatwe. Ze zjadaniem małych gryzoni nie ma kłopotu — koty zwykle zaczynają je pożerać od głowy, połykając również skórki, które potem zwracają. Niektóre koty pozostawiają nie zjedzony pęcherzyk żółciowy i jelita, ale jeśli są głodne — zjadają wszystko. Pewien kłopot — ze względu na upierzenie — sprawiają ptaki. Małe ptaszki można zjeść w całości, pozostawiając tylko lotki ze skrzydeł i sterówki ogonowe. Ale już ptaki wielkości drozda czy kosa trzeba choć z grubsza oskubać.

    Kiedy kot napocznie ptaka, oczyszcza z piór jego kawałek, zjada, nadgryza dalej, oskubuje znowu kawałek — i tak aż do końca. Większe ptaki muszą być dokładnie oczyszczone z piór, dlatego kot, któremu udało się upolować gołębia czy nawet coś większego, musi solidnie się napracować. Aby oskubać gołębia, kot przyciska jego ciało przednią łapą do ziemi, bierze między zęby pęczek piór, zaciska szczęki i podnosi głowę w górę. Potem otwiera pysk i potrząsa głową na boki, aby pozbyć się piór. Pluje przy tym i wylizuje pysk, próbując go oczyścić z przylepionego pierza. Potem wylizuje sobie sierść na boku — nie po to, aby ją oczyścić, ale by wytrzeć język. Tak usuwa ostatnie resztki i znowu zabiera się do skubania.

    Wydaje się, że instynkt odzierania z piór upolowanego większego ptaka jest wrodzony. Kiedyś autor książki o kotach, Morris Desmond ofiarował martwego gołębia dzikiemu kotu trzymanemu w zoo. Dotychczas dostawał on do jedzenia tylko kawałki mięsa, kiedy więc zobaczył w swojej klatce ptaka w pełnym upierzeniu — wpadł w euforię. Z zapałem zabrał się do wyskubywania piór, a kiedy ptak był już całkiem nagi — wyrywał jeszcze rosnące wokół źdźbła trawy. Robił to w taki sam charakterystyczny sposób, w jaki wydzierał pióra. Dopiero kiedy poczuł się usatysfakcjonowany, wbił zęby w gołębia i zaczął go jeść. Najwyraźniej jeśli instynkt skubania zabitego ptaka (jak wiele innych instynktów) nie jest zaspokojony w warunkach niewoli, wywołuje frustrację.

    Co ciekawe, wszystkie gatunki kotów Starego Świata dokonują „rytualnego" skubania w nieco inny sposób niż koty Nowego Świata. Pierwsze wyciągają pióra, potrząsając przy tym głową na boki. Natomiast koty amerykańskie wyrywają pióra prostym, pionowym szarpnięciem głowy w górę. Na tej podstawie można stwierdzić, że mimo powierzchownego podobieństwa gatunki kotowate z obu stron Atlantyku należą do dwóch różnych grup.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: media.treehugger.com

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      65/100 Po uśmierceniu ofiary kot wypełnia następny charakterystyczny dla swego gatunku że jest głodny, musi kilka razy przejść się tam i z powrotem — może dla rozładowania napięcia związanego z polowaniem?

      @sinusik: Może to być zespół rytualnych zachowań dodatkowych <?> (z ang. Ritualistic Adjunctive Behaviour).
      To widoczne u wszystkich ssaków kompulsywne zachowania występujące, gdy tzw pole brzuszne nakrywki (główny element tzw. układu nagrody)
      jest szczególnie aktywny, jednak nie istnieje żadne możliwe zachowanie, która należałoby wykonać (w tym wypadku zachowaniem takim było upolowanie).
      Organizm wykonuje wtedy zachowania zastępcze, które rzeczywiście, tak jak napisałeś, mają zredukować napięcie.
      Jako ciekawostka, u ludzi AB wiąże się z zachowania regilijno-rytualnymi. Przykładem jest np. taniec szamana wzywającego deszcz albo modlenie się do boga podczas sytuacji stresowej.

      btw, fajne teksty, trafiłem przypadkiem, ale przyjemnie się czyta.
      pokaż całość

      +: sinusik
    • więcej komentarzy (13)

  •  

    64/100 Właściciele kotów nieraz ze zgrozą obserwują, jak ich pupil znęca się nad upolowaną myszą czy małym ptaszkiem. Na pierwszy rzut oka wydaje się dziwne, dlaczego tak sprawny łowca, umiejący błyskawicznie zabijać, wyżywa się w okrutnej zabawie. To uwalnia zwierzątko, to znów je chwyta, uderza łapami, gryzie, pozwala odbiec i ponownie ściga, zamiast zadać śmiertelny cios. Bywa i tak, że przerażona ofiara zdycha ze strachu, zanim doczeka się ostatecznego ciosu. Dlaczego kot nie zabija od razu?

    Zabawiają się tak głównie dobrze odżywione koty domowe, nie mające innych możliwości wyładowania wrodzonych instynktów łowieckich. Stworzyliśmy im obecnie zbyt higieniczne warunki życia, gdyż firmy zajmujące się deratyzacją skutecznie wytępiły gryzonie, nawet na przedmieściach i wsiach. Dla takiego kota złapanie od czasu do czasu małej myszki lub ptaszka jest wielkim świętem, toteż stara się przedłużyć jak najbardziej te radosne chwile. Potrzeba polowania u kotów nie ma nic wspólnego z głodem — w chwilę po spożyciu puszki whiskas lub kitekat kot może już zaczajać się w trawie na ptaki.
    Brak dostępu do pożywienia potęguje głód — tak samo brak zwierzyny wzmaga żądzę mordu. U kota, który nie może jej zaspokoić, naturalne reakcje wyzwalają się w karykaturalnie przerysowanym stopniu: taki kot skazuje swą ofiarę na powolną śmierć.
    Wydawałoby się więc, że koty żyjące dziko bądź trzymane dla tępienia myszy i szczurów w gospodarstwach nie powinny przejawiać opisanych wyżej skłonności. Tymczasem zaobserwowano, że wiejskie kotki nieraz uprawiają takie zabawy. Robią to jednak z innych powodów. Kiedy kotka ma małe, przynosi im jeszcze żywą zdobycz, aby nauczyć je sztuki zabijania. U kotki świadomość tej potrzeby jest silniejsza niż jej własny instynkt łowiecki, dlatego maltretuje swoją ofiarę, choćby wcale nie miała ochoty na taką zabawę.

    Pozornie sadystyczne zachowanie kota może mieć jeszcze inną przyczynę. Kot, który atakuje szczura, trochę się go boi, bo wie, że szczur potrafi zaciekle się bronić i zadać dość poważne rany. Zanim więc można będzie wymierzyć szczurowi ostateczny cios, trzeba go najpierw skutecznie unieszkodliwić. W tym celu kot bez opamiętania wali szczura łapą z wysuniętymi pazurami. Dopiero kiedy ofiara jest już oszołomiona i zmęczona upływem krwi, kot decyduje się na bezpośrednią konfrontację. Postępuje tak kot, który nie czuje się pewnie. Doświadczony łowca nie będzie tracił na to czasu, ale rozleniwiony domowy pieszczoch nie jest już pewien swej kondycji i refleksu, toteż woli się zabezpieczyć.

    Zaobserwowano, że kot, jeżeli jest zdecydowany schwytać szybko ofiarę, stosuje specjalny chwyt szczękami, zabijający ofiarę niemal natychmiast. Ma to duże znaczenie, bo schwytana zwierzyna — nawet ta najłagodniejsza — może przed śmiercią zaciekle się bronić: dziób ptaka lub zęby gryzonia mogą jeszcze kota dotkliwie poranić. Toteż musi zgruchotać zębami kark ofiary, dopóki jest ona unieruchomiona w pazurach jego przednich łap. Kłami stara się utrafić w rdzeń kręgowy upolowanego zwierzęcia i przerwać go, co od razu je obezwładnia. Kot obserwujący smakowitego ptaszka przez szybę nie może więc się powstrzymać, aby nie wykonywać tego morderczego chwytu.

    Wskazówką dla kota, gdzie ma zadać ofierze śmiertelny cios, jest wcięcie między głową a tułowiem, jakie mają zarówno ptaki, jak i gryzonie. Niektóre małe zwierzątka wypracowały więc taktykę obronną: kiedy kot je schwyta, kulą się tak, że to wcięcie nie jest wyczuwalne. Czasem kot da się na to nabrać i gryzie swoją zdobycz w jakieś inne, mniej żywotne miejsce — raniąc ją, lecz nie zabijając. Jeśli niedoszła ofiara ma szczęście, może się uratować, kiedy kot, sądząc, że zadał już śmiertelny cios, pozwoli sobie na chwilę odpoczynku.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: foyel.com

  •  

    63/100 W środowisku naturalnym koty rzadko walczą ze sobą, gdyż mają wystarczająco dużo miejsca, aby nie wchodzić
    sobie w drogę. Gorzej przedstawia się sytuacja w miastach i na przedmieściach, gdyż tam terytoria poszczególnych kotów są mocno ograniczone i często zachodzą na siebie.

    Duże zagęszczenie stwarza częstszą okazję do drobnych utarczek i gwałtownych pojedynków — zwłaszcza między rywalizującymi kocurami. Kot atakujący rywala próbuje zadać śmiertelny cios zębami w okolice karku — tak samo na polowaniu chwyta zwierzynę. Rzadko jednak mu się to udaje, gdyż przeciwnik jest zwykle podobnej masy i siły, no i zaciekle się broni. Zresztą nawet najbardziej bojowy kocur boi się ewentualnej reakcji na atak. Wiadomo przecież, że również słabszy przeciwnik, kiedy zostanie przyparty do muru, będzie walczył do upadłego i ostrymi pazurami może zadać poważne obrażenia, które postawią pod znakiem zapytania przyszłe sukcesy łowieckie napastnika, a co za tym idzie — przeżycie. Dlatego kocur, nawet całkowicie zdecydowany na atak, przeżywa mieszane uczucia: agresji i strachu.

    Zwykle wygląda to tak: osobnik dominujący spotyka rywala, podchodzi do niego w charakterystyczny sposób, na wyprostowanych nogach, aby wydać się większy, niż jest. W tym celu jeży sierść, a linię grzbietu wznosi w kierunku ogona. Zupełnie inną pozycję przyjmuje przeciwnik, który czuje się słabszy. Przypada do ziemi, przy czym tylne partie jego ciała znajdują się najniżej. Napastnik posuwa się wolnym krokiem; nastawiając do przodu tylną stronę uszu i wydając groźne pomruki, warcząc i wyjąc, czeka na ruch przeciwnika. Dźwięki te są wybitnie odstręczające i trudno dociec, jak ktoś mógł je nazwać pieśnią miłosną kocura. Ciekawe, jak wygląda życie osobiste kogoś, kto tak wyobraża sobie miłość! Oczywiście nie ma to nic wspólnego z prawdziwymi kocimi zalotami.

    Kiedy kot atakujący zbliża się do przeciwnika, ten przybiera charakterystyczną, choć na pozór niezrozumiałą pozycję. Gdy napastnik jest już w odległości około metra — zagrożony kot podnosi głowę i przechyla ją wyraźnie w jedną stronę, nie spuszczając przy tym wzroku z agresora. Ten z kolei robi krok naprzód i przechyla głowę w stronę przeciwną. Wymiana takich gestów może powtarzać się kilkakrotnie i prawdopodobnie jest markowaniem morderczego chwytu za kark. Jest to groźba: „Popatrz, co ci zrobię!" Te gesty nazywa się „ruchami intencyjnymi"; markują one atak typowy dla gatunku. Taka patowa sytuacja może trwać wiele minut, podczas których kocury obrzucają się tylko przeraźliwymi wrzaskami i pomrukami, ale żaden nie ma zamiaru ustąpić.

    Może się zdarzyć, że do walki nie dojdzie i przeciwnicy rozejdą się każdy w swoją stronę, ale muszą zrobić to bardzo powoli i prawie niezauważalnie. Szybki obrót byłby poczytany za oznakę słabości, co sprowokowałoby natychmiastowy atak drugiego kota. Dla „zachowania twarzy" rywale muszą wycofać się bardzo dyskretnie. Natomiast jeśli pogróżki mają przerodzić się w prawdziwą walkę, jeden z antagonistów rzuca się naprzód, usiłując złapać przeciwnika za kark. Ten natychmiast wykonuje obrót w miejscu — i napastnik natrafia na szczęki z ostrymi kłami. Równocześnie zadaje ciosy przednimi łapami, wczepia się pazurami w atakującego, a tylnymi wymierza mu serię kopniaków. W tym momencie dosłownie sierść fruwa w powietrzu, oba kocury przeraźliwie miauczą, warczą i piszczą, kłębią się i tarzają po ziemi, gryząc, drapiąc i kopiąc się nawzajem. Ta faza walki ma przebieg zbyt gwałtowny, aby mogła trwać długo. Koty po chwili odskakują od siebie i powtarzają serię gróźb, piorunując się wzrokiem i głucho warcząc. Potem znów następuje atak.

    Sekwencja ta może się powtórzyć kilka razy, aż któryś z rywali uzna się za pokonanego i położy się na ziemi, całkiem przypłaszczając uszy. Zwycięzca wykonuje wtedy charakterystyczny dla gatunku rytuał. Podchodzi do przegranego pod kątem prostym i zaczyna skrupulatnie obwąchiwać ziemię wokół niego. Czyni to z takim skupieniem, jakby wyczuwał tam wyjątkowy przyjemny zapach. Gdyby nie należało to do typowych zachowań towarzyszących każdej walce, można by pomyśleć, że kot rutynowo sprawdza natężenie pozostawionych znaków zapachowych. W tym wypadku jednak jest to demonstracja zwycięstwa, która daje zwyciężonemu do zrozumienia, że jego kapitulacja została przyjęta i walka jest skończona. Po ceremonii obwąchania pola bitwy zwycięzca wolnym krokiem odchodzi. Pokonany kot dopiero po chwili chyłkiem wycofuje się w bezpieczne miejsce.
    Nie wszystkie konflikty wśród kotów przybierają aż tak poważną postać. Drobne utarczki kończą się zwykle wymierzeniem sobie nawzajem policzków przednią łapą o wysuniętych pazurach. Czasem kocury dadzą sobie tylko po pysku i scysja nie przeradza się w prawdziwą walkę z całym towarzyszącym jej rytuałem.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: koty.pl

  •  

    62/100 W naszych domach koty najbardziej nie znoszą drzwi. Ewolucja gatunku nie które utrudnia kotom zarówno rutynowe obchody ich terytorium, jak i bezpieczne powroty do stałego miejsca pobytu. Ludzie na ogół nie rozumieją, że kot chce tylko zrobić małą rundkę, aby zebrać ważne informacje o tym, co porabiają koty z sąsiedztwa. Nie ma to być długa wyprawa, tylko seria częstych, krótkich wypadów z małymi przerwami, chyba że wśród miejscowych kotów wydarzyło się coś nadzwyczajnego.
    Obserwatorowi może się wydawać, że kot sam nie wie, czego chce — wyjść, kiedy jest w domu, a wrócić kiedy jest na zewnątrz! Jeżeli właściciel nie wytnie w tylnych drzwiach domu otworu z uchylną klapką, pozwalającą kotu wchodzić i wychodzić, kiedy zechce — będzie musiał wpuszczać go i wypuszczać na każde żądanie. Zegar wewnętrzny kota wyznacza bowiem stałe pory odczytywania i pozostawiania znaków zapachowych. Kot ociera się o słupek graniczny lub oblewa go moczem, by pozostawić zapach. Lecz z upływem czasu zapach słabnie. Kot, który powącha ten ślad, jest w stanie poznać, jak dawno go pozostawiono. Stąd bierze się potrzeba regularnego odwiedzania tych samych miejsc, aby odnawiać na nich ulatniające się wizytówki. Kiedy kot już to zrobi, pragnie powrócić do swojego ciepłego i wygodnego mieszkania, toteż żałośnie spogląda w okno i prosi o wpuszczenie do środka.

    Dlaczego koty wkładają łapki pod drzwi – zwłaszcza te, które prowadzą do łazienki? Kocia łapka pod drzwiami może być popularnym widokiem, jeśli masz szczególnie czułego mruczka lub masz z nim bliski kontakt. No cóż, twój pupil chce być blisko ciebie, nawet podczas najbardziej prywatnych chwil – oczywiście mowa tu o towarzyszeniu w łazienkowych rozmyślaniach nad sensem życia.

    Prawda jest taka, że w kocim domu zwykle raczej nie ma zamykanych pomieszczeń. Wyjątkiem są drzwi od łazienki, które najczęściej jako jedyne sprawiają, że coś znajduje się poza zasięgiem kotów. Zamknięte drzwi są dla kota przeszkodą, która może wywołać u zwierzęcia zmartwienie i niepokój. Zwłaszcza, kiedy twój mruczek nie ma wyznaczonych granic i może poruszać się po całym mieszkaniu, a nagle napotyka na przestrzeń uniemożliwiającą mu dotarcie do jakiegoś miejsca.Koty, prócz nosa i wibrysów, używają swoich łapek, by lepiej zrozumieć otaczający je świat. Jeśli twój pupil nie może zobaczyć, co znajduje się po drugiej stronie drzwi, jedyne, co może począć, to spróbować sprawdzić to właśnie za pomocą tych części ciała. Większość kotów uwielbia spędzać czas w łazience ze względu na wannę czy zlew, w którym można uciąć sobie drzemkę. Ponadto papier toaletowy idealnie się rozwija i doskonale nadaje się do zabawy. Są też i mruczki, które fascynuje woda – zwłaszcza z kapiącego kranu.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: whycatwhy.com

    •  

      @ernix: no niezbyt, chciał przeskoczyć na sąsiedni dach, poślizgnął się na pazurkach i obróbce blacharskiej.

    •  

      @sinusik: Moje sierście mają wodopój w łazience, bo poza tym, że właśnie tam stoi ich miska z wodą, to jeszcze domagają się puszczenia wody z kranu, kiedy tylko ktoś tam jest (i z niego piją). Tym samym drzwi do łazienki są prawie zawsze otwarte. Ja już prawie w ogóle ich nie zamykam, czy to w trakcie prysznica, czy kąpieli, czy po prostu codziennej zadumy. ¯\_(ツ)_/¯
      Mają też kocyk na pralce, oraz dywaniki podłogowe i bardzo chętnie tam leżą. :D
      pokaż całość

      +: sinusik
    • więcej komentarzy (15)

  •  

    61/100 Na ogół uważa się, że kot jest urodzonym samotnikiem, który chodzi własnymi drogami, a inne koty interesują go tylko jako rywale bądź partnerzy seksualni. Opinia ta jest słuszna w stosunku do kotów żyjących dziko i dysponujących rozległym rewirem łowieckim. W warunkach większego zagęszczenia styl życia kotów musiał ulec zmianie. Kiedy przeniosły się do miast i ludzkich domów — raptem okazało się, że są całkiem towarzyskimi zwierzętami.
    Kto nie wierzy, niech sobie uświadomi, że w oczach naszego domowego kotka my też jesteśmy kotami, tylko bardzo dużymi. Już to, że bytują z nami pod wspólnym dachem, świadczy o ich możliwościach przystosowawczych. Ale nie tylko to dowodzi ich tolerancji, zdolności do współpracy i wzajemnej pomocy.
    Także instynkt terytorialny kotów może w określonych sytuacjach ulegać pewnemu ograniczeniu. Koty starają się nie wchodzić sobie nawzajem w drogę, a dla uniknięcia konfliktu mogą korzystać z tego samego terenu o różnych porach. Koty są po prostu oportunistami — mogą żyć w grupie, ale mogą też świetnie obywać się bez niej. Psy natomiast nie potrafią żyć bez stada bądź jego namiastki. Samotny pies jest głęboko nieszczęśliwy — samotny kot po prostu ma spokój.
    Jak wytłumaczyć tę zmianę stylu życia? Po prostu nasze koty są takimi przerośniętymi kociakami. Przez to, że karmimy je i opiekujemy się nimi — przedłużamy im młodość. Fizycznie rozwijają się normalnie, ale w środku pozostają wiecznymi
    dziećmi, jak Piotruś Pan. A małe kocięta chętnie bawią się z matką i ze sobą, toteż są przystosowane do życia w grupie.
    Jeżeli w starszym wieku nie zatracą tej cechy, nie będą już samotnikami traktującymi inne osobniki jak rywali. Poza tym koty w mieście, nawet te dzikie, przyzwyczajają się do życia w większym zagęszczeniu, bo po prostu nie mają wyboru.
    Pewne gatunki zwierząt bytują w ściśle zorganizowanych hierarchicznie społecznościach, a inne są przystosowane do
    życia w pojedynkę. To, że kot jest w stanie zaakceptować oba modele życia, pozwoliło łatwo go udomowić i szybko zdobyć mu popularność w nowej roli.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: israel21c.org

  •  

    60/100 Naszym kotom najwięcej kłopotów w obcowaniu z człowiekiem sprawia to, że człowiek jest taki duży. Jego głos dochodzi do nich z dużej wysokości i nie bardzo wiedzą, jak przeprowadzać ceremonie powitalne z takim olbrzymem. Przecież koty na powitanie trącają się pyszczkami! Zastępczo ocierają się więc o nasze nogi lub opuszczoną dłoń, ale to nie to samo — w kociej naturze leży raczej dążenie do kontaktu „twarzą w twarz". Robią więc, co mogą, by przynajmniej zamarkować próbę przybliżenia się do naszej twarzy. W tym celu odrywają od ziemi przednie łapy i podskakują jak najwyżej na sztywno wyprostowanych tylnych. Zaraz potem opadają znów na cztery łapy, ale zamiar nawiązania kontaktu z właścicielem na poziomie jego głowy został zasygnalizowany. Zachowanie to jest pozostałością z dzieciństwa: małe kocięta witały w ten sposób matkę powracającą do gniazda. Kiedy już ich tylne łapki wzmocnią się na tyle, że wykonanie skoku nie stanowi problemu, kocięta poprzestają na markowaniu powitalnego gestu, wyciągając główki w kierunku matki. Dosięgnąć do niej nie jest im trudno, zresztą matka dla ułatwienia opuszcza głowę. We wczesnym dzieciństwie jednak powitalny podskok jest wyraźnie akcentowany.

    Podobnie jak przy ocieraniu się o nasze nogi, także tu chodzi o wymianę zapachów. Jeżeli chodzi o nogi, na początku zwykle przyciska do naszych nóg czubek głowy lub policzek, potem ociera się bokiem, a następnie owija ogon wokół naszych nóg. Powtarza to kilkakrotnie, spoglądając przy tym w górę, jakby badając naszą reakcję. Jeśli schylimy się, aby go pogłaskać, on ociera się jeszcze mocniej, trącając naszą rękę bokiem pyszczka lub czubkiem głowy. W końcu uznaje powitanie za zakończone, odchodzi na bok i starannie wylizuje swoje futro. W tym kocim rytuale powitalnym każda czynność ma swoje znaczenie. Chodzi tu głównie o wymianę zapachów między kotem a jego panem. Kot posiada bowiem gruczoły wonne zlokalizowane na skroniach, w kącikach pyszczka i u nasady ogona. Ocierając się o nas tymi częściami ciała, kot zostawia na naszym ciele swój zapach. Jest on niewyczuwalny dla naszego powonienia, ale wśród kotów odgrywa ważną rolę. Dzięki temu bowiem członkowie rodziny ludzkiej mają bardziej swojską woń.

    Aby znaleźć się bliżej naszej twarzy, bardziej pomysłowe koty potrafią skoczyć na jakiś mebel stojący w pobliżu nas. Większość kotów uwielbia głaskanie w rejonach pyszczka. Pomaga im to w uwalnianiu endorfin. Im bardziej twój kot ociera się o ciebie, tym bardziej mówi ci, że cię kocha. Gdy zamiast ocierania się, mruczek stuka cię swoim czołem, oznacza to mniej więcej to samo. Tam także znajdują się feromony, którymi koty zaznaczają miejsca przyjazne, w których czują się dobrze i bezpiecznie, strefy bezpieczeństwa i komfortu. Czasami taki „baranek” jest dość silny! Pamiętaj jednak, żeby nigdy go nie unikać, a najlepiej odwzajemnić się tym samym. Rytuał ocierania się jest dla kota naturalny i bardzo ważny.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: koty.pl

  •  

    59/100 Na samym końcu Florydy, wśród wielu urokliwych i typowych dla tego miejsca domów znajduje się ten jeden, wyjątkowy. I to nie dlatego, że to dom człowieka, który napisał m.in. bestsellerowe opowiadanie “Stary Człowiek i morze”, za które otrzymał Pulitzera. To jedyny dom w tej części globu, którego właścicielami są… koty.

    To wyjątkowe miejsce znajduje się w sercu Key West. W 1927 roku Ernest Hemingway ożenił się z redaktorką Vogue i Vanity Fair – Pauline Pfeiffer. Cztery lata później wujek Pauline kupił im właśnie w Key West, dom z powozownią, której piętro zostało zaadaptowane na pracownię pisarza.

    Wraz z pojawiłem się w tym miejscu Hemingwaya pojawiły się i koty, na punkcie, których pisarz miał kompletnego świra. A zaczęło się od Snowballa – pierwszego kota Hemingwaya, z polidaktylią – rzadką genetyczną chorobą, która objawiała się dodatkowym szóstym palcem na przednich łapkach.

    Klimat karaibski bardzo mu pasował co sprawiło, że doczekał się licznego potomstwa i przekazał swoją genetyczną przypadłość następcom. Hemingway miał aż 40 kotów a najbardziej ukochane jadały z nim wspólnie na stole i otrzymywały najbardziej smakowite kąski. Hemingway kochał koty i żeby sprawić im przyjemność hodował specjalnie dla nich krowę, żeby codziennie miały świeże mleko. Obecnie specjaliści chwycili by się za głowę ponieważ koty nie tolerują mleka. Detale tego szczególnego przywiązania wyszły na jaw całkiem niedawno, za sprawą listów do przyjaciela – Gianfranco Ivancicha.

    Ernest Hemingway żył i pracował w domu na Key West do 1939 roku. Zatroszczył się jednak by po śmierci koty miały zapewniony byt, dlatego… zapisał im dom. Potomkowie Snowballa żyją w nim do dziś. Mogą wylegiwać się chociażby w czystej pościeli. Siedem lat po śmierci Hemingwaya w jego domu utworzono muzeum, które jest utrzymywane m.in. z pieniędzy pochodzących z biletów wstępu. Koszt biletu to 14 dolarów. Kotami, których liczba jest ni mniej ni więcej taka jak za czasów Hemingwaya opiekują się weterynarze i pracownicy muzeum. Zwierzaki nazywają się imiona sławnych osób z czasów życia pisarza jak chociażby Marylin Monroe, Charlie Chaplin, Pablo Picasso czy Sophia Loren. Za domem znajduje się koci cmentarz a plotka głosi, że odwiedzali go agenci wytwórni filmowych w poszukiwaniu słynnych pseudonimów z Hollywood.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #hemingway #szalonewalizki
    pokaż całość

    źródło: szalonewalizki.pl

  •  

    58/100 Koty były cichymi towarzyszami człowieka od czasów starożytnych i ich wizerunki przewijają się także w malarstwie, choć nie tak często jak psy. Jako strażnicy domu i spichlerzy przed gryzoniami portretowane są w scenerii domowej lub wiejskiej symbolizując ciepło domowe. W starożytnym Egipcie ich talenty łowiecki zaskarbiły im cześć boską. Zaś na dworach arystokratycznych portretowane są jako towarzysze dzieci. Mruczące i przymilne koty były w sztuce często symbolami erotycznymi. Kot czyhający na ptaszka kojarzył się z uwodzicielem nastającym na cześć niewieścią.
    Chyba dopiero sztuka współczesna odkryła ich piękno. W związku z tym chciałbym sprezentować pięć malowideł w zupełnie różny sposób przedstawiających kota.

    Eiaha Ohipa, Paul Gauguin - Cloistonistyczny obraz Paula Gauguina z tahitańskiej serii przedstawia codzienne życie egzotycznych mieszkańców Tahiti. Nawet w dalekiej Polinezji koty pełniły rolę towarzyszy ludzi. Skulony w nogach rdzennych Tahitańczyków biały kot jest całkowicie zrelaksowany, śpi spokojnie i zdaje się nie zwracać uwagi na fakt, uwieczniania tej sceny przez malarza. Słowo „ohipa” znajdujące się w tytule dzieła znaczy tyle, ile „bezczynność”, choć lepiej tu pasuje „słodkie nic nie robienie”, którego idealnym odzwierciedleniem jest śpiący kocur.

    Julie Manet z kotem, Pierre-August Renoir - Julie Manet była jedyną córką francuskiej malarki Berthe Morisot i brata Edourda Maneta, także wielkiego malarza – Eugene. Dziewczyna osierocona w wieku 16 lat przez obojga rodziców, została pod opieką dwóch przyjaciół rodziny – Stéphane’a Mallarmégo poety i teoretyka literatury oraz impresjonisty Renoira. Ten ostatni namalował słynny portret małej Julie, w której ramionach wyleguje się kociak. Po zadowolonym wyrazie jego pyszczka widać, że jest mu przyjemnie ciepło i w najbliższym czasie nie planuje zmieniać miejsca sjesty. Można stwierdzić, że obraz ten idealnie wpisuje się w estetykę charakterystyczną dla Renoira. Malował on zwykle ludzi z zaskoczenia, bez wcześniejszych przygotowań. Na tym obrazie zdecydowanie uchwycił wyjątkowy moment w historii kociego istnienia.

    Kot w oknie, Hiroshige Utagawa - Wybitny pisarz Natsume Soseki w powieści "Wagahai wa neko de aru", czyli w polskim tłumaczeniu "Jestem kotem", przedstawił panoramę japońskiego społeczeństwa początku wieku z punktu widzenia małego, futrzanego bohatera. Nic w tym dziwnego, koty w Japonii od niepamiętnych czasów zajmują szczególną pozycję. Jeżeli można mówić o narodowych preferencjach – Japończycy to zadeklarowani kociarze. Pojawiają się w literaturze pięknej, malarstwie tuszowym, drzeworytach, były też wykorzystywane do przedstawień satyrycznych. Na barwnym ukiyo-e wykonanym przez mistrza Hiroshige widać wyglądającego przez okno białego kota. W tle zauważa się świętą górę Fuji, więc można przypuszczać, że kot był rdzennym tokijczykiem. Nie ma on ogona, co według wierzeń, ma symbolizować szczęście i pomyślność. Jedno jest pewne, koty czy to londyńskie, czy tokijskie, uwielbiają spokojnie obserwować otaczający ich świat.

    Kot i krab na plaży, Pablo Picasso - Pablo Picasso należał do miłośników kotów (cenił również towarzystwo innych zwierząt, m.in. gołębi oraz psów. Uważał, że są to jednak stworzenia nie pozbawione nikczemnego, typowo zwierzęcego pierwiastka, co w sposób dobitny zilustrował Kotem pożerającym ptaka oraz Kotem i zranionym ptakiem. Inaczej jest w przypadku dzieła Kot i krab na plaży, kompozycją i kolorystyką nawiązującego do portretu kochanki Picassa Dora Maar z kotem. Kot sprawia tu wrażenie niesfornego towarzysza zabaw, jakby nieświadomego niebezpieczeństwa w postaci szczypiec kraba. Malarz ukazuje tu dwoistość kociej natury.

    Pan i pani Clark oraz Percy, David Hockney – jest to typowy portret rodzinny, na którym artysta uwiecznił swoich przyjaciół. Na kolanach Ossiego Clarka siedzi piękny biały kot, w rzeczywistości o imieniu Blanche, który stał się głównym motywem dzieła. Kot jako jedyny nie jest bowiem zainteresowany tym, co robi malarz, nie pozuje, ale uważnie przysłuchuje się dźwiękom dobiegającym zza okna. To czytelny symbol niezależnej kociej natury.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #sztuka
    pokaż całość

    źródło: obrazy kot.jpg

  •  

    57/100 Pierwszy znaczek pocztowy, Penny Black, został wydany w Wielkiej Brytanii w 1840 roku. Wiele osób zakupiło z ciekawości ten znaczek i przechowywało go. Same koperty po doręczeniu również były zachowywane.

    Przed drugą wojną tylko jeden kot domowy widniał na znaczku, pochodził z Hiszpanii i był częścią kolekcji o sławnych lotnikach z 1930 roku. Pokazany został w rogu znaczku Lindbergha - Spirit of St Louis. Była to czarna kotka pilota, zwana Patsy.

    Następnie dopiero w 1952 w Holandii ukazał się znaczek brzdąca bawiącego się z kotkiem. Od lat 60 koty zaczęły się częściej pojawiać na znaczkach. Za to w latach 90 nastąpiła eksplozja kocich znaczków. W UK koty oficjalnie zostały wydane w 1995, dużo później niż np psy(1979).

    Polska wydaje się przy tym pionierem użycia znaczków z wizerunkiem kota. Po raz pierwszy w historii polskiej filatelistyki koty upamiętniono na znaczkach pocztowych w roku 1964, dzięki projektowi Janusza Grabiańskiego. Artysta stworzył dziesięć dużych, wyraźnych kocich portretów. Ukazał kolejno: syjama, trzy razy persa i aż sześciokrotnie rozmaite odmiany kota europejskiego.
    Szczególnie rozbrajający wygląd nadał Grabiański sportretowanym kociętom: otwarty pyszczek i kreseczki oczu kotka z waloru filatelistycznego za 40 gr, przyczajona poza i uważne spojrzenie kociego malucha ze znaczka o nominale 1,55 zł od razu wzbudzają ciepłe uczucia. Nie oznacza to bynajmniej, że pozostałe, dorosłe koty, nie zachwyca ją odbiorców – wręcz przeciwnie, sympatię wzbudzają wszystkie z nich, a w szczególności czarny kot o żółtych oczach oraz smukły syjam.
    Dzięki wykorzystaniu ciepłych, stonowanych barw Grabiański zdołał ukazać zwierzęta takimi, jakie są w rzeczywistości. Nawiasem mówiąc, artysta miał już wprawę w portretowaniu zwierząt domowych – zaledwie dwa lata wcześniej do obiegu pocztowego trafiła utrzymana w podobnej tonacji kolorystycznej seria poświęcona psom.

    Widniejące na znaczkach „ceny” stanowią jedynie ich wartość nominalną, która różni się od tej rzeczywistej, rynkowej. Dla przykładu, za znaczek o nominale 1,35 zł przedstawiający kota perskiego trzeba obecnie zapłacić złotówkę (za znaczek niekasowany) i 30 gr w przypadku znaczka kasowanego, którego wartość rynkowa jest niższa.
    Wyemitowaniu „Kotów” autorstwa Grabiańskiego towarzyszyło wydrukowanie kopert pierwszego dnia obiegu. Na pochwałę zasługuje pomysł wykorzystania pieczęci w kształcie kociej głowy. Widzimy także, że autor projektu FDC miał duże poczucie humoru: z lewej strony widnieją bowiem groteskowe, różnokolorowe kocie sylwetki.

    Od momentu wydrukowania serii Grabiańskiego musiało upłynąć ponad czterdzieści lat, aby filateliści i miłośnicy kotów mogli umieścić w klaserze kolejną „kocią” emisję. W roku 2010 światło dzienne ujrzał projekt autorstwa Andrzeja Gosika. Seria „Koty” została wpisana w tzw. blok – obramowaną ozdobnymi marginesami filatelistyczną formę wydawniczą.

    Andrzej Gosik sportretował następujące rasy:kota tajskiego, brytyjskiego krótkowłosego, maine coona, kota somalijskiego, persa i kota egzotycznego krótkowłosego. Artysta zdecydował się podkreślić detale kociej urody, dzięki czemu widzimy wyraźnie zaznaczony pinch Maine coona, szeroko rozstawione i okrągłe, o nieco naiwnym spojrzeniu oczy kota egzotycznego i wreszcie jedwabistą okrywę włosową persa. Dostrzec możemy także potężną, mocno zbudowaną głowę kota brytyjskiego krótkowłosego wraz z charakterystycznymi wystającymi policzkami oraz intensywnie zielone oczy somalijczyka.

    Wartości rynkowe znaczków katalog „Fischer” z 2011 roku. Fragment o polskich znaczkach J.Jęcz, Kocie sprawy.

    #100kocichciekawostek #ciekawostki #koty #znaczki
    pokaż całość

    źródło: 1.bp.blogspot.com

  •  

    56/100 Koty mają reputację odludków - niektórzy sugerują, że trzymają się tylko swoich właścicieli ze względu na łatwe posiłki. Mówi się, że koty są aroganckie i chadzają własnymi drogami. Wiele osób denerwuje samodzielność kotów, którą mylnie odczytują jako pychę. Tymczasem są to zwierzęta bardzo skromne, zwłaszcza jeśli zachowują czystość. Kot uczy się, obserwuje i czuje, ucząc się pożycia z właścicielem.

    Naukowcy z Oregon State University oraz Monmouth University odkryli, że tak naprawdę koty mogą polubić swoich właścicieli bardziej niż sugeruje ich reputacja. Podkreślają, że koty mogą być po prostu źle zrozumiane, wskazując, że ostatnie badania wykazały, że koty mają złożone umiejętności socjologiczno-poznawcze. Sugerują ponadto, że powszechne przekonanie, że koty są mniej reaktywne wobec bodźców społecznych, może wynikać z braku wiedzy na temat rzeczy, które koty faktycznie uważają za stymulujące.

    Aby ocenić stopień, w jakim koty lubią pewne rzeczy, naukowcy testowali reakcje dwóch grup po 19 kotów - tych żyjących z ludźmi i mieszkających w schronisku. Koty były trzymane w sekrecie przez dwie i pół godziny, pozbawiono ich jednego z czterech rodzajów kategorii: żywności, zapachów, zabawek i interakcji człowieka. Następnie obserwowali, czego brakowało im najbardziej. Naukowcy pomieszali bodźce dla różnych kotów, aby uzyskać lepszy wynik, która z tych rzeczy okazała się najbardziej stymulująca. Stopień preferencji dla jednego bodźca oceniano za pomocą tego, który bodziec był pierwszy i jak oraz na jak długo kot z nim przebywał i oddziałowywał.

    Ponad połowa z badanych zwierząt po długim czasie rozłąki pobiegła od razu do swoich właścicieli. To właśnie bliskość z człowiekiem okazała się ważniejsza niż jedzenie czy inne uciechy. Znacznie mniejszy procent kotów wybrał półmisek z ulubioną przekąską. To, jak sugerują naukowcy, pokazuje, że koty naprawdę lubią przebywać w pobliżu swoich ludzkich właścicieli, pomimo tego, jak mogą się wokół nich zachowywać.  Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie „Behavioural Processes".

    A jakie zalety ma kot? Ostatnio na tagu pojawiło się sporo antyfanów kotów, więc dorzucę kilka atutów posiadania kota, prócz ostatniego zdrowotnego wpisu :)

    - Kot lubi jeść tak samo, jak człowiek i będzie jadł o każdej porze dnia i nocy, jeśli tylko najdzie go ochota. Ale kot nigdy nie wypomni ci twojej wagi. Gdy masz w nocy ochotę na małe co nieco, nie spojrzy wymownie na twoje biodra i brzuch, ale ochoczo podrepcze za tobą do kuchni i będzie wcinał razem z tobą.

    - Kot ma miękkie futro i jest zawsze ciepły. Nic i nikt tak cię nie ogrzeje zimą, jak mrucząca istota.

    - Kot jest najlepszym słuchaczem. Cierpliwym i bezgranicznie wyrozumiałym. Możesz mu powiedzieć wszystko bez obaw, że zdradzi twoje sekrety.

    - Kot ochroni cię przed zaspaniem do pracy. W końcu pora kociego śniadania jest święta. Zaoszczędzisz też na bateriach do budzika.( ͡° ͜ʖ ͡°)

    - Kotu jest wszystko jedno, jak wyglądasz.

    - Kot nigdy cię nie obgada. Jest szczery i niczego nie udaje.

    pokaż spoiler Kristyn R. Vitale Shreve et al, Social interaction, food, scent or toys? A formal assessment of domestic pet and shelter cat ( Felis silvestris catus ) preferences, Behavioural Processes (2017)


    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    55/100 Kot terapeutą?

    Od dawna wiadomo, że kontakt z kotem działa uspokajająco, zmniejsza stres. Głaskanie zwierzęcia oraz jego monotonne, głębokie mruczenie wpływają kojąco na osoby nerwowe. Wpływa to na obniżenie ciśnienia, cholesterolu i trójglicerydów we krwi, a co za tym idzie - redukuje ryzyko chorób układu krwionośnego.

    Koty mogą pomóc w uśmierzaniu bólu, gdyż wyczuwają bolesne miejsca na ciele i układają się na nich. Ma to związek z tym, że sierść kota jest najonizowana ujemnie, a chore miejsca dodatnio. Kładąc się na bolących miejscach, kot neutralizuje szkodliwe jony.

    Ale koty pełnią również rolę pełnoprawnych terapeutów, jak psy, odwiedzając rozmaite placówki, a w nich – potencjalnych pacjentów. W wielu państwach stworzono profesjonalne programy felinoterapii, wspomagające leczenie osób starszych, chorych psychicznie, dzieci autystycznych, a nawet – resocjalizację więźniów.

    Kot znakomicie sprawdza się jako towarzysz życia człowieka starego. Nie wymaga zbyt wielu zabiegów, motywuje do aktywności w postaci opieki nad zwierzakiem, osłabia poczucie osamotnienia. Oprócz niezwykle istotnej więzi emocjonalnej, dostarcza też człowiekowi dobrodziejstw zdrowotnych. Na starość dotykają nas zaburzenia ukrwienia, co często łączy się z uczuciem zimna w dłoniach i stopach. Kot, którego naturalna temperatura wynosi ok. 38 stopni, działa podczas głaskania jak grzałka. Dodatkowo, ta czynność, tak na ogół przez koty lubiana, to dla dotkniętych reumatyzmem czy usztywnieniem stawów dłoni bardzo dobra gimnastyka. Są kraje, np. Wielka Brytania czy kraje skandynawskie, gdzie w domach starców lub szpitalach psychiatrycznych wprowadza się koty jako stałych mieszkańców, by pensjonariuszom zapewnić do nich stały dostęp.

    W świat dziecka chorego na autyzm człowiekowi jest niezwykle trudno wniknąć. Naukowcy zaobserwowali, że często udaje się to kotu. Dziecko nawiązuje z nim kontakt, co powoduje uspokojenie się i otwarcie. Bywa, że felinoterapia w przypadku dzieci autystycznych jest znacznie bardziej skuteczna niż dogoterapia. Bezpośredniość i hałaśliwość psa bywa dla tych dzieci zbyt silnym i w efekcie negatywnym doznaniem. Jego delikatność i nienarzucający się sposób bycia często bardziej odpowiadają osobom o wrażliwej i zaburzonej psychice.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: img-aws.ehowcdn.com

  •  

    54/100 Mecze są, to może nikt nie zauważy historii pierwszego oficjalnego kota naukowca( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Amerykański fizyk i matematyk Jack H. Hetherington, pracujący na Michigan State University, postanowił w 1975 r. opublikować wyniki swoich badań na temat fizyki niskich temperatur w czasopiśmie naukowym Physical Review Letters. Jego kolega, któremu przekazał kopię pracy, zwrócił uwagę, że Hetherington napisał tekst w pierwszej osobie liczby mnogiej. Ponieważ Physical Review Letters dopuszczała taką formę tylko wtedy, gdy praca została napisana przez co najmniej dwóch autorów, naukowiec znalazł sposób, aby uniknąć korekty rozprawy w pierwszej osobie liczby pojedynczej lub poszukiwania współautora. W czasach kiedy komputerowe procesory tekstu nie były jeszcze w użyciu, korekta pracy oznaczała przepisanie jej całej na maszynie, na co Hetherington nie miał ochoty.

    Hetherington miał kota syjamskiego wabiącego się Chester, którego ojcem był Willard. Obawiając się, aby znajomi nie rozpoznali imienia jego zwierzęcia, uznał że lepszym rozwiązaniem będzie posłużenie się inicjałami. Ponadto naukowiec zdawał sobie sprawę z tego, że Amerykanie posiadają co najmniej dwa imiona, dlatego wykorzystał nazwę gatunkową kota domowego. W ten sposób utworzył nazwisko F.D.C. Willard, F.D. to skrót od Felis domesticus, a jego kot stał się pierwszym kotem naukowcem z własną pracą naukową :)
    Pierwsza praca, której „współautorem” był F.D.C. Willard, nosiła tytuł Two-, Three-, and Four-Atom Exchange Effects in bcc ³He i ukazała się w numerze 35. Physical Review Letters (listopad 1975). Dotyczyła ona właściwości izotopu helu ³He będącego w stanie stałym o układzie krystalograficznym regularnym przestrzennie centrowanym.

    Sprawa się wydała, gdy niezapowiedziany gość na uniwersytecie, nie zastawszy profesora Hetheringtona, zapytał, czy mógłby rozmawiać z współautorem tekstu, Willardem. Otrzymawszy następnie od wydawnictwa kopię artykułu, główny autor zanurzył łapę Chestera w atramencie i przycisnął ją do kartki ze stroną tytułową i tamże złożył swój podpis. Następnie ok. dziesięciu takich kopii artykułu, „podpisanych” przez obu autorów, rozesłał do przyjaciół. To sprawiło, że sprawa stała się głośna. Ponadto stało się też wiadome, że żona Hetheringtona sypiała z obydwoma autorami.

    #ciekawostki #100kocichciekawostek #koty
    pokaż całość

    źródło: todayifoundout.com

  •  

    53/100 Koty to bardzo wrażliwe zwierzęta. Tak bardzo, że stres może wywołać u nich chorobę czy problemy z zachowaniem, takie jak agresja. Gdy kota spotyka jakieś niespodziewane „zdarzenie zewnętrzne” takie jak zmiana godziny podawania posiłku lub pieszczot, zdrowy pupil może wykazywać reakcje chorobliwe. Niektóre koty mogą źle znosić nawet przemeblowanie pokoju. Są to bowiem zwierzęta, które oczekują, aby ich właściciele zapewnili im otoczenie, które jest stabilne i bezpieczne.

    Koty posiadają repertuar zachowań i gestów zmniejszających dystans (afiliacyjnych) oraz wchodzą w związki z ulubionymi ludźmi i zwierzętami. Wybierają również ulubionych towarzyszy do spania, wypoczywania, zabawy, dzielenia się jedzeniem, pielęgnacji czy ocierania się. Koty same inicjują kontakt społeczny z innymi zwierzętami lub opiekunami, a większość z nich śpi z jednym, wybranym członkiem rodziny. Często opiekunowie nie zdają sobie sprawy, że sytuacje w których znalazł się ich kot mogą wywołać u niego stres. Do takich sytuacji możemy zaliczyć: remont, przeprowadzkę, pojawienie się nowego członka rodziny, ale także wakacyjny wyjazd czy nawet imprezę w domu.

    Koty uwielbiają obserwować wszystko z wysokości. Dlatego warto w pokoju wstawić wysokie drapaki, po których kot będzie się wspinać, zamontować półki dla kota, z których będzie mógł w bezpieczny dla siebie sposób obserwować, co się dzieje. Można do tego wykorzystać szafę i umożliwić kotu wskoczenie na szczyt. Można również położyć tam transporter albo legowisko, aby kot mógł na górze odpoczywać i spać. Można też kupić syntetyczne kocie feromony – produkty te zwiększają w kotach poczucie bezpieczeństwa i wpływają pozytywnie na ich nastrój. Wnętrze można skropić walerianą czy kocimiętką. Są to zapachy, które koty lubią i chętnie przebywają w ich otoczeniu.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: royalcanin.pl

    •  

      @jagoslau: Wiem, że zabrzmi to jak spuszczanie się kociarza nad swoim zwierzęciem, ale mój na przykład jak usłyszy chodzące drzwi do garażu to zawsze przychodzi się przywitać. Co prawda nie obskakuje jak pies, ale zawsze sprawdzi kto to. Ogólnie świetny kot, ostatnio nauczyłem go podawać łapę, potem drugą, przybijać piąteczkę, poprosić. Weterynarz mówił, że tak spokojnego i ufnego kota to nigdy nie widział - termometr w dupę, igła w kark czy w policzek przy wysysaniu ropy nie robiła na nim żadnego wrażenia i nawet nie syknął.

      Wydaje mi się, że kluczem jest po prostu 'partnerstwo' między kotem a człowiekiem i wzajemne szanowanie swoich granic. Kot nie przekracza moich, ja nie przekraczam jego (chociaż nie jestem pewien czy jakiekolwiek ma, bo pozwala na praktycznie wszystko).
      pokaż całość

    •  

      @klamkaodokna: U nas w ciągu pięciu lat kot raz wlazł na stół (nie blat!) w kuchni. To był pierwszy i ostatni raz bo dostał reprymendę i NIE próbuje łazić.

    • więcej komentarzy (36)

  •  

    52/100 17 luty światowy dzień kota... obchodzony jest tego dnia głównie w Europie :)

    Koty towarzyszą nam dniami i nocami, czasami jednak odwiedzają nas także w snach. Ludziom koty towarzyszą od tysięcy lat, a w przeszłości były zarówno obiektem kultu i uwielbienia, jak i stworzeniem kojarzonym z przebiegłością, nieszczęściem oraz zakazaną magią czarownic. Ale jak już śnimy kota, lepiej by był to biały kot, wtedy ten sen oznacza czułą miłość, nadchodzące szczęście lub beztroską radość, satysfakcję intelektualną.

    A więc dziś - białe koty, krótko, bo już o nich pisałem:) Odnajdziemy je w wielu w światowych produkcjach jak: „Żyje się tylko dwa razy”, „Stuart Malutki”, „Cats&Dogs”, czy „La Dolce Vita”. W słynnej książce „Dzieci z Bullerbyn” – w Zagrodzie Północnej mieszkał kot Puszek, który wiernie towarzyszył dziewczynkom – bohaterkom opowieści. Białych bohaterów spotkamy także w kreskówkach. Biała Sonja to towarzyszka Łebskiego Harrego z francusko-amerykańskiego serialu animowanego. Ci, którzy oglądają „Dragon Ball” znają z pewnością Kocura Karina – który mieszka na szczycie Świętej Wieży i posiada zdolności telepatyczne, a miłośnicy „Czarodziejek z księżyca” wspomną Artemisa – białego kota, doradcę królowej Serenity. Jednak najsłynniejszym białym kotem jest zdecydowanie „Hello Kitty”. Odnajdziemy ja dziś wszędzie: na ubraniach, gadżetach, produktach żywnościowych, telefonach. W Polsce mamy za to swojego Kota Filemona.

    Biel to nie kolor – biel, to brak koloru. W sierści tych kotów nie znajdziemy żadnego barwnika i jest to kwestia genów. Prawdziwy kolor białych kotów jest po prostu ukryty. Odpowiedzialny za to niezwykłe zjawisko jest tajemniczy gen: dominant white, który maskuje działanie innych genów. To za jego sprawką po świecie chodzą białe łapki.

    Funkcjonuje mit, który mówi o tym, że biała barwa futra nierozerwalnie wiąże się z głuchotą. Gen odpowiedzialny za biały kolor futra może nieść ze sobą takie powikłania, ale nie musi. Wrodzona głuchota odbiorcza występuje u niektórych kotów domowych o białym umaszczeniu. Jest spowodowana degeneracją ucha wewnętrznego. Głuchota może wystąpić u białych kotów z żółtymi, zielonymi lub niebieskimi tęczówkami, chociaż najczęściej występuje u białych kotów o niebieskich tęczówkach. U białych kotów o oczach koloru mieszanego stwierdzono, że głuchota jest bardziej prawdopodobna w przypadku ucha po niebieskookiej stronie. Białe koty mogą mieć różnokolorowe oczy w kolorze niebieskim, złotym, zielonym lub miedzianym. Nie oznacza to jednak, że wszystkie białe koty są głuche. Ponadto wydaje się, że głuchota u białych kotów występuje częściej u kotów długowłosych niż u krótkowłosych.

    Głuchota jest znacznie częstsza u białych kotów niż u tych, które mają inne kolory. Według poradnika ASPCA, 17 do 22 procent białych kotów o oczach w innym kolorze niż niebieski jest głuchych, 40 procent białych kotów z jednym niebieskim okiem jest głuchych, a 65 do 85 procent niebieskookich białych kotów jest głuchych. Badania przeprowadził Cornell University College of Veterinary Medicine.

    Wniosek? Nie wszystkie białe koty są terrorystami, natomiast większość głuchych kotów jest biała. :)

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: koty.pl

  •  

    Syczenie u kota to zachowanie typowo obronne, mające na celu zastraszenie przeciwnika. Koty syczą, gdy są zdenerwowane, rozzłoszczone lub przestraszone. Mruczkom zdarza się syczeć zarówno na ludzi, jak i na inne zwierzęta, nie tylko na przedstawicieli własnego gatunku. Tym groźnym dźwiękiem chcą wystraszyć, spłoszyć lub onieśmielić ewentualnego przeciwnika. Gdyby umiały mówić, zamiast syczenia usłyszelibyśmy: spadaj :)

    Koty syczą na siebie, gdy chcą uniknąć starcia. Syczeniu może towarzyszyć charakterystyczna, grożąca postawa ciała: sztywne łapy, uniesione ciało, grzbiet wygięty w łuk i zjeżona sierść, tyłów ustawiony bokiem do przeciwnika. Wszystko to ma za zadanie demonstrację siły i wielkości ciała. W wielu przypadkach samo syczenie wystarcza, by zakończyć konflikt bez rozlewu krwi. Jeśli syk nie podziała, przeciwnik nie odejdzie, a kot poczuje się przyparty do muru, jako kolejne pojawi się warczenie, a jeśli i ono nie pomoże, możemy spodziewać się bezpośredniego ataku.

    Według brytyjskiego zoologa Desmonda Morrisa kocie syczenie jest rodzajem mimikry – naśladownictwa. W wielu zwierzętach istnieje silnie zakodowany lęk przed wężami. To zachowanie wrodzone, instynktowne. Kot syczy dokładnie tak samo jak wąż, sugerując wrogowi, że jest równie groźny i plujący jadem jak syczący gad. Faktycznie, wiele kotów nie ogranicza się do syczenia – także pluje śliną i parska. Strategia „na węża” jest też bardzo przydatna w kontaktach z obcymi psami. Gdy na drodze kota stanie pies (lub odwrotnie), tylko wystarczająco odważny kot ma szansę wygrać to starcie. Ucieczka jest złym wyjściem, gdyż obudzi w psie instynkt łowiecki. Kot ma większe szanse, jeśli zmusi psa do odejścia.

    Jeśli kot zapędzony w ślepy zaułek potrafi wzbudzić w atakującym go psie lęk przypominający instynktowny strach przed wężem – zyskuje nad nim przewagę – mówi Desmond Morris. I dodaje: Już w XIX wieku uważano, że desenie na sierści pręgowanego kota nie są same w sobie kamuflażem, lecz imitują barwy ochronne węża. Istotnie, kiedy taki drapieżnik jak na przykład orzeł z wysoka dojrzy śpiącego kota, dwa razy pomyśli, zanim go zaatakuje.

    #koty #zwierzaczki #ciekawostki #100kocichciekawostek
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn0.gstatic.com

  •  

    50/100 Jako, że to okrągła liczba, to tym razem przedstawię wam kilka moich ulubionych cytatów i przysłów o kotach :) Może niektóre sprowokują was do dyskusji :)

    Ludzie, którzy nie lubią kotów, widocznie jeszcze nie spotkali tego właściwego.
    Deborah A. Edwards

    Panu Bogu nic się nie udało, z wyjątkiem kotów.
    Wisława Szymborska

    Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los.
    Oscar Wilde

    Prawdziwe koty są surwiwalistami. Doprowadziły tę umiejętność do rangi sztuki. Jakie inne zwierzę może liczyć na karmienie nie dlatego, że jest pożyteczne, że pilnuje domu albo śpiewa, ale dlatego, że kiedy się je karmi, to wygląda na zadowolone? I mruczy. Mruczenie jest bardzo ważne. Mruczenie wygrywa za każdym razem. (...) Mruczenie oznacza: Postaraj się, żebym był zadowolony, to i ja się postaram, żebyś ty był zadowolony. Pratchett

    – Chciałem powiedzieć (...) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
    Śmierć zastanowił się przez chwilę.
    KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE. Pratchett

    Człowiek jest cywilizowany na tyle , na ile potrafi zrozumieć kota.
    Jean Cocteau
    Kocham koty, ponieważ lubię swój dom, a one stają się z wolna jego widzialną duszą.
    Jean Cocteau

    Kot nauczył mnie, że najlepsze, co można ofiarować bliskim, to swój czas.
    Joanne Liu

    Pies to jest ustrój totalitarny, kot to jest seks partnerski.
    Jerzy Pilch

    Wiecie, jaka jest różnica między kotem a psem? Pies myśli: Mam dach nad głową, karmią mnie, bawią się ze mną, są moimi bogami. Kot myśli: mam dach nad głową, karmią mnie, zabawiają mnie, jestem ich bogiem.
    Krystyna Sienkiewicz

    Strzeż się ludzi, którzy nie lubią kotów. - przysłowie irlandzkie

    Nie ciągnij kota za ogon, to cię nie zadrapie - polskie

    Starego kocura nie trzeba uczyć myszy chytać - polskie

    Posłusznie melduję, panie oberlejtnant, że wszystko jest w porządku, tylko kot jest gałgan i zeżarł kanarka. - Przygody dobrego wojaka Szwejka

    #100kocichciekawostek #zwierzaczki #koty #ciekawostki #cytaty
    pokaż całość

    źródło: shutterfly.com

  •  

    49/100 Według Terry’ego Pratchetta biało-czarne koty pochodzą z baśni.

    Biało-czarnego kota o przewadze czarnego umaszczenia nazywamy kotem we fraku albo pingwinkiem, w krajach zachodnich zwie się go tuxedo. Inaczej mówiąc, chodzi o czarnego kota z białymi znaczeniami – na łapach, gorsie, pyszczku, przy czym czerń łączy się, tworząc jednolitą nieregularną plamę. Badania dowodzą, iż pingwinki są bardziej inteligentne od inaczej umaszczonych kotów. I to aż o 200 procent w stosunku do grupy kontrolnej. Także samo przebywanie innych kotów w towarzystwie czarno-białego mruczka zwiększa ich inteligencję o 5 do 10 procent.

    Takiego kota o imieniu Socks posiadał Bill Clinton. Ostatnim, przed Clintonem, prezydentem USA, który trzymał w Białym Domu kota, był Jimmy Carter. Sławne koty z bajek jak Kot w Kapeluszu czy Sylwester to pingwinki, czyli zwane w USA pieszczotliwie tuxies :)

    Mówi się, że są najlepszymi pływakami, ale od wody trzymają się raczej z daleka :) Są uważane za magiczne, zwłaszcza popularny jest mit, że potrafią stać się niewidzialne podczas równonocy wiosennej i jesiennej.

    #100kocichciekawostek #zwierzaczki #ciekawostki #koty
    pokaż całość

    źródło: i.pinimg.com

  •  

    47/100 Dawno nie było wpisu, a pominąłem jedną liczbę, to teraz dodaję :)

    Najmniejszym kotem świata jest kot singapurski/singapura. W 1991 r. rząd Singapuru uznał te koty za żyjący skarb narodowy.Jego druga nazwa to KUCINTA, czyli kot miłości.

    Między kocurami a kotkami nie ma dużej różnicy w wielkości: samce ważą około 2,7-3,6 kg a samice około 2,2-2,7 kg (wg TICA). Koty tej rasy rozwijają się do drugiego roku życia. Singapury występują tylko w jednym kolorze: bogaty, ciepły, brązowy ticking na tle koloru starej kości słoniowej, często w żółtym odcieniu, zanikając ku spodowi ciała. I ten genialny, głęboki kolor oczu w odcieniach od zielonego do orzechowego.

    Za rok powstania rasy kot singapurski uznaje się 1975 r., kiedy Tommy Meadow zabrał ze sobą 3 kocięta z Singapuru do Stanów Zjednoczonych. Koty te stały się bazą hodowlaną dla nowej rasy. Ich nazwa pochodzi od nazwy miasta Singapur w języku malajskim (Singapura), która oznacza Miasto Lwa. Według legendy kot singapurski jest oryginalną rasą kota południowo-wschodnioazjatyckiego, którego w obecnej postaci spotkać można na ulicach Singapuru. Najpierw był znany w Stanach Zjednoczonych, gdzie go rozpowszechnił Tommy Meadow, jednak eksperci od kotów abisyńskich, dr Brigitte Leonhardt i Harald Fuchs, którzy odbyli wiele podróży studyjnych na Daleki Wschód, nie mieli okazji zobaczyć ani jednego dziko żyjącego kota tego typu. W końcu tajemnicę odkrył nowozelandzki genetyk i hodowca kotów Terry Lomax. Koty singapurskie powstały podczas programu hodowlanego z kotami burmańskimi i abisyńskimi, przy niewątpliwym udziale kotów syjamskich tabby, które wniosły do rasy element srebrzystości.

    #100kocichciekawostek #ciekawostki #koty #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: encrypted-tbn0.gstatic.com

  •  

    48/100 Pierwszym krajem, w którym zaczęto hodować koty i tworzyć ich nowe rasy była Anglia. Istnieje ponad 100 kocich ras, choć niektóre źródła liczą nawet 250! Każda z nich posiada cechy charakteru i wyglądu, wyróżniające ją na tle innych.

    Co ciekawe, ceny takich kotów rasowych potrafią się bardzo różnić w obrębie tej samej rasy. Zależą od wielu czynników: pochodzenie, czystość krwi, częstotliwość występowania, nasilenie występowania pożądanych cech – to tylko niektóre z kryteriów, które determinują kwotę. Najdroższe koty świata potrafią kosztować tyle, co kilka aut lub nawet mieszkanie! Najdroższe kocie rasy to: kot bengalski, Savannah i Ashera.

    Za to najpopularniejsze koty rasowe, wg rankingu cfa z roku 2017 to:
    5. Maine Coon
    4. Perski
    3. Brytyjski Krótkowłosy
    2. Ragdoll
    1. Kot Egzotyczny

    Rasa kotów egzotycznych to teraz trend wśród wykwalifikowanych hodowców kotów. Tą rasę uzyskano poprzez zmieszanie silnych, krzepkich i bystrych kotów amerykańskich krótkowłosych oraz nieco bardziej leniwych, preferujących wypoczynek i pieszczoty z właścicielem persów. Ta niezwykła mieszanka dała efekt w wyglądzie kota egzotycznego- ma on charakterystyczny pyszczek persa, jednakże ma krótką sierść, jak koty amerykańskie. Są to koty typowo domowe, nieco leniwe oraz niepotrzebujące dużo ruchu ani wielkich przestrzeni, ceniące sobie kontakt z właścicielem, bardzo towarzyskie.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: sepis.pl

  •  

    46/100 Często w bajkach czy filmach widzi się koty, które utkwiły na drzewie. Jak to możliwe, skoro kot wydaje się wejść wszędzie. Rzeczywiście, koty uwielbiają wspinaczkę: w domu wspinają się po meblach, zasłonach, drzwiach i domowych roślinach. Poza domem wspinają się między innymi na drzewa, dachy a bywa, że i na drewniane słupy. Koty nie boją się wysokości, biegają po konarach i grubszych gałęziach drzew, spacerują po dachach. Problem zaczyna się wtedy, gdy kot ma zamiar wrócić z drzewa na ziemię.

    Zejście z drzewa uniemożliwia kotom budowa pazura a także lęk. Koci pazur przy wspinaczce służy podobnie, jak alpiniście hak ale zejście utrudnia kotu budowa pazura: pazury kota zagięte są do środka łapy czyli odgięte ku tyłowi.

    Aby kot mógł zejść w dół używając pazurów, jak haków musiałby tak, jak alpinista schodzić cofając się, czyli głową do góry ale koty zdecydowanie wolą poruszać się do przodu widząc to, co jest przed nimi. Kot nie wiedząc, jak zejść po prostu tak, jak człowiek w podobnej sytuacji, boi się. Zdarza się, że zamiast zejść wspina się ze strachu jeszcze wyżej. Wtedy do akcji wkracza człowiek :)

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: koty24.pl

  •  

    45/100 Według hebrajskiej legendy podczas potopu Noe modlił się do Jahwe (Boga) aby ten ochronił zgromadzoną na arce żywność przed myszami i szczurami. Po wielu dniach modlitw Noego nagle woda wokół arki mocno się wzburzyła, na niebie pokazały się błyskawice a znajdujący się na arce lew głośno ryknął a następnie kichnął i coś wypluł. Noe zauważył na pokładzie miniaturowego lwa a Jahwe powiedział: „ to jest kot, twój przyjaciel i pomocnik, który rozwiąże twój problem dziś i będzie to robił zawsze”. Kot, szybko rozprawił się z gryzoniami wyjadającymi żywność zgromadzaną na arce a następnie wylegiwał się na workach z ziarnem i bardzo chętnie wpijał kozie mleko, którym częstował go Noe.

    Stosunek do kotów zależy w dużej mierze od religii. Koty nie są koszerne, ale prawo żydowskie nie zakazuje trzymania zwierząt domowych. Rzeczywiście, wielu Żydów ma psy, koty lub innych ulubieńców.
    Chasydzi, ortodoksi, członkowie społeczności reformowanych i osoby niereligijne w tej materii przejawiają różne poglądy.
    – Chasydzi starają się nie trzymać w swoim otoczeniu zwierząt niekoszernych – mówi rabin Szalom Dow Ber Stambler z warszawskiego ośrodka Chabad Lubawicz – Nie znam chasyda, który miałby kota.

    Koty można spotkać w… Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Kotka Fifi „przechadza” się po galerii „Na żydowskiej ulicy”. Dwa inne koty zdobią zrekonstruowany dach synagogi z Gwoźdźca.

    – Nasz kot mówi: „Choćbyś wzniósł się jak orzeł, i choćbyś nawet między gwiazdami założył swoje gniazdo, stamtąd ja strącę Ciebie, Wyrocznia Pana” – objaśnia kuratorka Ewa Małkowska-Bieniek.

    #100kocichciekawostek #zwierzaczki #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    +: drWind, s....y +124 innych
  •  

    44/100 Ta historia ma już swoje lata - pochodzi z 1964 roku - ale dość dobrze obrazuje to, jak wygląda rosyjskie podejście do świata. Pewnego razu pracowników holenderskiej ambasady w Moskwie zaniepokoiło dziwne zachowanie dwóch kotów, które koniecznie chciały wejść w niedostępne miejsce. Ponieważ kocie szaleństwo nie ustępowało, postanowiono sprawdzić, co tak wzbudziło zainteresowanie zwierząt. Okazało się, że wcale nie mysz, a… zainstalowane przez Rosjan mikrofony składające się na całkiem wszechstronny podsłuch.

    Pamiętacie przecież z poprzednich ciekawostek, że koty są drapieżnikami polującymi w nocy i mają w związku z tym doskonały słuch, być może najlepszy spośród wszystkich ssaków. Słyszą niezwykle szerokie spektrum dźwięków - od 55 Hz do 79 kHz. To znacznie więcej od ludzi (31 Hz - 18 kHz) i psów (67 Hz - 44 kHz). Zdolność do słyszenia ultradźwięków może być pomocna w polowaniu, gdyż wiele gryzoni wydaje ultradźwiękowe piski. A jak widać pomaga też przy wykrywaniu podsłuchów.

    Źródło

    #100kocichciekawostek #zwierzaczki #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: cache.desktopnexus.com

  •  

    43/100 Podobno najwięcej bezdomnych kotów znajduje się w Rzymie. Nie do końca mi się chce w to wierzyć, ale koty mają nawet swoje rzymskie sanktuarium na placu Largo di Torre Argentina. W Polsce bezdomne koty nie są na ulicach i osiedlach powszechnie widziane. Inaczej jest np. w Grecji i Turcji, a nawet we Włoszech. Bywalcy greckich i tureckich kurortów dobrze znają liczne gromady kotów, pojawiających się w porach posiłków i żebrzących o odpadki.

    Natomiast Stambuł nazywany jest „stolicą kotów”. Koty - zarówno domowe jak i bezpańskie - są tam wszędzie - na ulicach, w kawiarnianych ogródkach, na parapetach domów. Wynika to m. in. ze znanego mitu o kocie, który obronił Mahometa przed atakiem jadowitego węża. Od tej pory prorok tak pokochał koty, że wolał odciąć kawał swojej szaty, niż obudzić śpiącą na niej kotkę. Niemniej także i tu na ulicach nader często widać zwierzaki wychudzone, często z objawami choroby, rozmnażające się w sposób całkowicie niekontrolowany. Zarówno w Grecji, jak i w Turcji kastracje kotów są niemal nieznane, a powszechne akcje w tej dziedzinie - które w Polsce prowadzą organizacje i gminy - to coś, o czym mieszkańcy tych krajów w ogóle nie mają pojęcia.

    W Rumunii i w Bułgarii zwierzaki także są codziennym widokiem, ale nastawienie ludzi do nich jest często wręcz wrogie. W czasach komunistycznych, na polecenie władz, wybijano tam domowe zwierzęta pod pretekstem roznoszenia przez nie chorób. Takie podejście zakodowało się w umysłach mieszkańców i powracające pomysły na masową eksterminację psów i kotów znajduje społeczne poparcie. Na Białorusi i Ukrainie nie brak za to wygłodzonych i wynędzniałych kotów.

    Szwecja szczyci się wzorowym przestrzeganiem praw zwierząt. Są znane jednak historie o tym, że Szwedzi chętnie strzelają do wałęsających się, bezpańskich kotów. W Norwegi natomiast władze przymierzały się do wielkiej akcji usypiania bezpańskich kotów, co wywołało ogromny protest.

    pokaż spoiler Nie wiem czy nie ostatnia ciekawostka póki co, skoro ostatnio tak gorąco było, ale przynajmniej komentarzy dużo :)


    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki #dziennikzachodni #bookofuselessinformation
    pokaż całość

    źródło: favrify.com

  •  

    42/100 Koty mogą pić słoną wodę W odróżnieniu od ludzi, koty posiadają nerki, które mogą odfiltrowywać sól zawartą w wodzie morskiej. Warto też odsunąć miskę z wodą od miski z jedzeniem, koty nie lubią zazwyczaj, gdy woda jest czymś zabrudzona, lub jak długo stoi. Mleko teoretycznie mogą, ale też wiele kotów ma później problemy jelitowe ze strawieniem takiego przysmaku.

    Kot na szczęście lubi powybrzydzać i zazwyczaj nie je tego, co mu szkodzi, w przeciwieństwie do psów i np czekolady. Zdarzają się jednak koty, które uwielbiają czosnek. Takiemu zwierzęciu absolutnie nie można pozwolić na jego jedzenie, bo już jeden ząbek czosnku może doprowadzić do śmierci kota. W czekoladzie za to trująca dla kotów czy psów jest teobromina, w czosnku, cebuli, szczypiorku czy porze to są dwusiarczki, które uwalniają się w jelicie i uszkadzają czerwone krwinki.
    Szkodzą również winogrona i rodzynki, ale tu jeszcze nie odkryto substancji, która działa toksycznie. Wiadomo jednak, że coś zwierzakom w tych owocach szkodzi.

    Koty nie trawią zbytnio również skrobi, więc zapomnijmy o ziemniakach. To samo kofeina czy za dużo ilość soli, ich nadmiar będzie niebezpiecznie wpływał na kocie nerki i serce, więc żadnych resztek z obiadu, kości i ości czy podrobów, ani surowego mięsa. Kot nie powinien też jeść roślin zawierających szczawiooctany – np. szczaw, szpinak, czy rabarbar, bo mogą powodować wytrącanie kamieni moczowych.

    No i wiem, że czasem kusi, ale alkoholu też naszym pupilom nie podajemy( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jeszcze jedna sprawa, chyba największym problemem pod tym względem są rośliny, które trzymamy w domu, bo akurat je kot lubi przegryźć nawet jak nie powinien. W ten sposób oczyszczają sobie przewód pokarmowy. Niektóre koty robią to bardzo rzadko, inne szaleją na widok nowego zielonego nabytku w doniczce. Z takich najpopularniejszych trujących dla kocurka to żonkil, jemioła, wilczomlecz i chryzentema z dekoracyjnych, a doniczkowych to aloes, azalia, dracena, fikusy wszelakie, monstera, filodendron, tytoń ozdobny czy oleander. A jeżeli zwierzak wychodzi do ogrodu, to uważamy na bukszpan, tojad, jagode, fiołek, czarny bez, jaskier, rabarbar i mnóstwo innych. Po prostu kupcie mu coś zielonego, co może zeżreć i po problemie :)

    #100kocichciekawostek #zwierzaczki #koty #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: zwierzdobry.pl

    •  

      Długie i ostre elementy łatwo mogą się zaklinować w gardle lub żołądku kota. Jeżeli chodzi o surowe mięso to nie ma problemów z zatruciem, ale bardziej kwestie bakterii i wirusów, często np mięso wieprzowe może być siedliskiem wirionów choroby Aujeszkiego. Mięso takie nie jest badane na obecność wirusów tej choroby, ponieważ nie są one groźne dla ludzi, a u kotów atakuje przede wszystkim układ nerwowy powodując paraliż, drgawki, niedowłady oraz najbardziej charakterystyczny objaw – potworny świąd, który prowadzi do poważnych samookaleczeń zwierząt. To tylko jakby pod tym względem dodałem surowe mięso, w sensie nieprzebadane ;) i to w sumie wieprzowina :)

      @sinusik ale teraz dojebałeś człowieku.
      Obecne prawo żywnościowe w Polsce i Europie niemal całkowicie eliminuje z rynku mięso zwierząt chorych. Każda świnia przeznaczona na mięso jest badana na wielu etapach, przed wyjazdem z hodowli, przy przyjeździe do rzezni, przed ubojem, po uboju.. Także i hodowcy zależy, żeby mieć zdrowe stado. A jego prawnym obowiązkiem jest zgłosić występowanie chorób zakaźnych (w tym Aujeszkiego) do powiatowego lekarza weterynarii.
      Dalej: zgodnie z prawem europejskim właściwie każda choroba zwierząt wyklucza mięso z możliwości spożycia przez ludzi i zwierzęta. Zwierzęta też, w myśl filozofii one health.

      Także totalnie niemożliwe jest, aby surowe mięso stanowiło jakiekolwiek zagrożenie dla kota.
      Mowa tu też o pasożytach. Wszelkie pasożyty wykluczają mięso z przetwórstwa.

      Chociaż to racja, że mięso nieprzebadane może stanowić pewne zagrożenia dla zdrowia, ale to sa jakies szemrane interesy i szara strefa wśród rolniczej patologii. Świnie chore na choroby typu aujeszkiego zgodnie z prawem zgłasza się do PIWu i to oni decydują co z tym robić (utylizować) a nie przerabia się na kiełbasę dla kota.

      Oczywiście mowa tu mięsie świeżym, bo jak zostawisz na słońcu na 3 dni to wiadomo, że takie mięso będzie niebezpieczne. Nie tylko dla kota.
      pokaż całość

    •  

      @sinusik a ja wychodzącemu podaje surowe nerki z masarni ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    • więcej komentarzy (118)

  •  

    41/100 Dla odmiany coś lżejszego, po gorącym jak się okazało temacie :) Niektórzy mają wrażenie, że kot swoje życie poświęca głównie spaniu i higienie. I coś w tym jest, jedną trzecią czasu, gdy kot nie śpi, a śpi dużo, kot poświęca myciu :) czyli nawet łącznie 2 godziny dziennie. Kot myjąc się używa zarówno języka, zębów, łapek jak i pazurków.
    W przeważającej części do mycia wykorzystuje język. O języku już pisałem wcześniej :) Do naprawdę uciążliwych zabrudzeń jak na przykład zbite kawałki błota, kołtuny nie wystarczy szorstki języczek. Takie zabrudzenia kot wygryza swoimi drobniutkimi siekaczami. Do mycia głowy koty używają łapek przednich. Zaś zabrudzenia do których nie mogą dotrzeć ani języczkiem ani łapkami przednimi (np. na karku) "wywabiają" z futerka przy pomocy pazurków tylnych łapek.

    Mycie futerka to nie tylko dbanie o to aby było piękne. Futerko to warstwa ochronna przed warunkami atmosferycznymi. Zwichrzony włos zimą dopuszcza do ciała zimno, zaś latem gorąco. W interesie kota leży więc aby sierść była idealnie ułożona. Chroni go to przed wahaniami temperatury które mogą mieć poważne następstwa - do przegrzania i śmierci włącznie.

    Pamiętajmy, że koty nie posiadają gruczołów potowych. Aby więc schłodzić ciało kot wylizuje futerko na całej jego powierzchni. Parująca ślina zabiera ze sobą nadmiar ciepła z ciała przez co chłodzi zwierzę. Kot traci przy tym bardzo dużą ilość wody z organizmu i dlatego więcej pije. Jeśli nie będzie miał stałego dostępu do wody zaprzestanie się myć aby oszczędzić płyny.

    Mycie się jest zabiegiem odstresowującym dla kota. Kiedy kot się czymś zdenerwował, czuje się zdezorientowany zaczyna się bardzo intensywnie myć. Tak jakby chciał "zmyć" z siebie negatywne emocje. Możesz zaobserwować takie zachowanie, gdy na przykład kot skądś spadnie, po źle wykonanym skoku, albo podczas gdy śpiąc, zsunie się z jakiejś powierzchni. To tak, jakby chciał powiedzieć: „Nic się nie stało, tak miało być”. Kot szybko myjąc się, będzie się przy okazji rozglądał i choć wyglądać to może na sprawdzanie, czy ktoś widział tę niezręczną sytuację, to tak naprawdę chodzi o ustalenie swojego położenia. Obserwując go zauważymy jak podczas mycia się powoli się rozluźnia, oddech wyrównuje się, ogon przestaje falować... Mycie w tym przypadku to forma kociej medytacji. Kot myje się też po kontakcie z człowiekiem, musi zniwelować zapach człowieka, w końcu jest drapieżnikiem :)

    Przez wyrostki na języku kot jest zmuszony połykać nie tylko sierść ale i zabrudzenia. W skutek tego pojawiają się problemy z niestrawnością. Zbite kulki włosów to tak zwane bezoary, możemy pamiętać nazwę z Harrego Pottera :) Małych kul włosowych- popularnie zwanych "kłaczkami" kot pozbywa się w trakcie wymiotów. Zapobiegawczo można podawać kotu przysmaki, karmę lub pastę rozpuszczającą włosy w żołądku. No i należy wyczesywać regularnie kocie futerko, zwłaszcza w okresie linienia.

    pokaż spoiler Co może wydawać się zabawne, mam alergię na koty :) ale nie przeszkadzało mi to w swoim życiu mieć kilku, uczucie zwycięża choróbsko ;)


    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      @sinusik: ale właśnie cały myk polega na tym, ze w domu nie mamy wcale widocznych ilości tej sierści :D Kot tez nie wymiotuje, a jak już to ze dwa razy leciutko trawą, którą siejemy raz na jakieś dwa miesiące. Dostaje czasem snaczki odklaczające. I to tyle. Przejazd mokrą ręką i 2 minutowe szczotkowanie +/- raz na miesiąc.

      I jak głaszczę inne koty to widać różnicę między tymi szczotkowanymi i #gustaw. Może tez kwestia rodzaju i jakości jedzenia. Nie wiem, nie chce się mądrzyć ;)

      Kończąc, czy jeśli wydaje się być wszystko ok i kot od prawie 3 lat żyje sobie w najlepsze to przez tak rzadkie szczotkowanie coś mu może dolegać? Jak myślisz?

      W załączeniu #gustaw (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
      pokaż całość

      źródło: embed.jpg

    •  

      @olesiu: Nie, dużo własnie też zależy od karmy i tego, czy kot wychodzi na zewnątrz itp. A tym krótkowłosym wiele nie trzeba, choć warto dbać, bo właśnie Kubuś powyżej miał problemy przez te kłaczki i musiał leki przyjmować. :)

      Poza tym bardzo ładny kotek :)

      +: olesiu
    • więcej komentarzy (16)

  •  

    40/100 W przypadku kotów kary nie działają wcale, za to nagrodą można osiągnąć wiele, przy czym nagrodą może być zarówno przysmak, jak i sesja zabawy z opiekunem. Kot na ogół nie potrafi połączyć kary z tym, za co została wymierzona. Dla jednego kota może to oznaczać atak bez żadnej konkretnej przyczyny, dla innego zaproszenie do zabawy. Konsekwencją takiego naszego zachowania może być unikanie przez kota naszej osoby lub nieustające ataki. Dzieje się tak, gdyż jedyną rzeczą jaka kojarzy się kotu z karą, jesteśmy właśnie my.

    Dopuszczalną formą karania jest używanie spryskiwacza do kwiatów (wystarczy psiknąć na kota dokładnie w momencie, gdy robi coś, czego nie chcemy, by robił), aby było to skuteczne działanie, należy tak postępować konsekwentnie, zawsze gdy dane zachowanie się powtórzy .Albo zachowanie podpatrzone u kotów – gdy kot zapędzi się w zabawie i za mocno nas ugryzie, syknąć niczym kot, powinno zadziałać.

    Koty mają bardzo rozbudowane życie emocjonalne. Mogą doświadczać wielu emocji bliskich ludzkim, choć nie rozróżniają dobra i zła, nie potrafią być złośliwe czy zawistne. Mogą za to przeżywać żałobę, a nawet zapadać na depresję. U kotów stwierdzono istnieje takich chorób jak nerwice natręctw i fobie.

    pokaż spoiler Fajnie, że tyle osób się zainteresowało, ale jaki to stres teraz :) ale bardzo mnie cieszy, że mnie poprawiacie i sami się dzielicie przeżyciami ze swoimi sierściuchami, dzięki wam za to ;)


    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: scontent-frx5-1.xx.fbcdn.net

    +: S......p, czemu_nie +951 innych
  •  

    39/100 Koty mają dobrą pamięć. Przechowują nowe informacje przez 16 godzin. (test WAIS) Ich pamięć krótkotrwała obejmuje 30 sekund. Wiele wskazuje na to, że mogą pamiętać informacje ze swojego życia sięgające nawet 10 lat wstecz. Koty zapamiętują wydarzenia ze swojej przeszłości, są świadome strat, jakie poniosły, pamiętają przykre wydarzenia jak i te pozytywne.

    Koty mają świadomość istnienia obiektów, których w danej chwili nie widzą. Ich zdolność zapamiętywania jest najlepsza w młodym wieku, ale odpowiednio ćwicząc pamięć, można utrzymać ja na wysokim poziomie także u mocno starszych kotów.
    W badaniu opisanym w magazynie „Behavioural Processes” wzięło udział 49 kotów domowych. Wykazano, że mruczące czworonogi są w stanie przywołać wspomnienia o przyjemnych doświadczeniach, np. o jedzeniu ulubionego przysmaku. Jest to określane jako pamięć epizodyczna. Saho Takagi, psycholog z Kyoto University, uważa, że koty, podobnie jak psy, wykorzystują wspomnienia o pojedynczych doświadczeniach, co może wskazywać na to, że dysponują pamięcią epizodyczną podobną do ludzkiej.

    Badania opublikowane w 2009 roku w piśmie Journal of Ethology dowodzą, że koty rozróżniają znaki graficzne – widzą różnicę między jedną kropką a dwiema. Z kolei badania Johna Paula Scotta z Laboratorium Zachowań Zwierząt w Bar Harbor pokazują, że zwierzęta te rozróżniają i reagują na swoje imiona. Rozumieją też i pamiętają znaczenie ponad 160 słów. Koty reagują na komendy głosowe, tembr głosu i akcent, a także na ludzkie gesty.

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: scontent-frx5-1.xx.fbcdn.net

  •  

    38/100 Mózg kota domowego swoją budową bardzo przypomina mózg człowieka. Szczególnie jest to widoczne w korze mózgowej, która u obu gatunków jest silnie pofałdowana i składa się z podobnych płatów. Koci mózg bardziej przypomina mózg ludzki niż psi. Obszary odpowiedzialne za emocje mieszczą się w tych samych miejscach zarówno u kotów, jak i u ludzi. Te podobieństwa sprawiły, że koty wykorzystywano w badaniach nad chorobami ośrodkowego układu nerwowego trapiącymi ludzi, m.in. w badaniach nad chorobą Alzheimera i Parkinsona.

    Mózg przeciętnego kota ma około 5 cm długości i waży 25-30 g. Stanowi 0,91% całkowitej masy ciała.
    W proporcji do wagi ciała koci mózg jest równie duży jak mózgi naczelnych i delfinów.
    W mózgu kota na jedną komórkę przypada aż dziesięć tysięcy połączeń nerwowych.
    Szybkość przenoszenia przez informacji przez komórki nerwowe w kocim mózgu wynosi prawie 390 km/h.
    Mózg kota jest niezwykle plastyczny i posiada dużą zdolność regeneracji.
    Prawdopodobnie kot myśli za pomocą wrażeń, obrazów, wspomnień zapachów i dźwięków – podobnie jak ludzie cierpiący na autyzm.

    John Bradshaw z brytyjskiego Bristol University, który od 30 lat prowadzi badania nad kotami, w najnowszej książce „Cat Sense” przekonuje, że koty zostały obdarzone nieco inną niż psy inteligencją. – Uważa się, że psy mają inteligencją społeczną – mówi dr Kaszyński, weterynarz i konsultant medyczny w firmie Bayer. Dzięki niej łatwo dogadują się z innymi zwierzętami w stadzie czy z człowiekiem, którego traktują jak członka stada. Są więc w stanie bez większych trudności zrozumieć jego intencje i zamiary. Koty zaś obdarzone są inteligencją intrapersonalną, co oznacza, że są kreatywne, ale zrobią tylko to, co zechcą. Nie będą więc wykonywać wszystkich poleceń człowieka. Dlatego, w odróżnieniu od psów, koty nie bardzo dają się tresować. Nauczą się korzystania z kuwety, bo lubią życie w czystości. Ale będą niechętne nauce chodzenia na smyczy. I jeśli nawet któryś z nich opanuje tę sztukę, to spacer będzie wyglądać tak, jakby to kot prowadził człowieka.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: data.whicdn.com

    +: M......u, cruc +159 innych
  •  

    Wrzucam jeszcze raz, bo pomyliłem tag :) przepraszam za ten mały chaos ;)

    35/100 To jeszcze tytułem uzupełnienia poprzedniej ciekawostki; w większości krajów wierzy się, że pecha przynosi kot czarny, prócz tego jego bezszelestny chód, nocny tryb życia, widzenie w ciemności, świecące oczy - istny zwierzęcy demon :)

    W XV wieku wydarzyła się historia, która zaczęła żyć własnym życiem i która stała się jednym z najważniejszych powodów powstania legend o czarnych kotach. Wydarzyła się ona w Anglii, w hrabstwie Lincolnshire. Podczas bezksiężycowej nocy pewien ojciec podróżował wraz z synem. W pewnym momencie ich drogę przeciął czarny kot. Obaj zaczęli rzucać kamieniami w bezbronne zwierzę, które znalazło ratunek i schronienie w domu kobiety, która była w tym samym czasie oskarżana o bycie wiedźmą. Następnego dnia ojciec wraz z synem natknęli się na tę samą kobietę. Miała ona siniaki i kulała. Ich zdaniem, to nie był przypadek! Od tamtej pamiętnej nocy, w hrabstwie Lincolnshire wierzyło się, że czarownice mogą w nocy przemieniać się w czarne koty.

    Biały kot jest rzadziej spotykany niż czarny. Może właśnie dlatego dotyczy go mniej przesądów. Kilka jednak istnieje. Na Podkarpaciu brano kiedyś śnieżnobiałe koty za zbłąkane dusze. A na przykład w Wielkiej Brytanii biały kot przynosi tego samego pecha, co u nas czarny. Tak samo jest też w Japonii, biały kot to pech, a czarny szczęście. . W Kraju Wschodzącego Słońca uważa się kota za talizman, a zwłaszcza gdy ma on umaszczenie „szylkretowe”, z przewagą rudego i czarnego. Japończycy darzą koty uwielbieniem, a liczni artyści, na przykład Utagawa Hiroshige czy Utagawa Kuniyoshi uwiecznili je w wielu swoich pracach – często był to właśnie kot czarny.

    I ostatnia makabryczna ciekawostka: Określenie kocia muzyka nie wzięło się wcale od hałasów harcujących swobodnie dachowców, lecz wiązało się z grą na tzw. kocich organach. Zamykano powiedzmy dwadzieścia kotów w drewnianych pudełkach, z których wystawały tylko ogony.
    Do ogonów tych przywiązywano sznurki i ciągnięto za nie za pomocą specjalnych klawiszy, co wywoływało przeraźliwe miauczenie męczonych zwierząt. Taki „koncert” urządzono np. w Brukseli w 1547 roku na cześć samego cesarza Karola V Habsburga (1500–1558). Bywało też, że sznurki zastępowano kolcami wbijającymi się w ciała kotów.
    A to dopiero początek. W Burgundii nie trudzono się konstruowaniem „organów” i po prostu ręcznie wyrywano kotom futro. Działo się tak w pełnych kakofonii karnawałowych pochodach, które służyły wykpiwaniu zdradzanych mężów. Koty miały tego pecha, że oprócz czarów kojarzyły się ludziom również z seksem…

    #100kocichciekawostek #koty #ciekawostki #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    37/100 Najstarszy opisany kot przypominający cywetę, odkryty w Europie, który pojawił się w oligocenie ok. 25 milionów lat temu nazywał się Proailurus - od greckiego "pierwszy kot". Od późniejszych kotowatych różni się wyraźnie częściowo stopochodnymi łapami tylnymi, dłuższym pyskiem i większą ilością zębów policzkowych. Ważył około 9 kg. Jego potomkiem był Pseudaelurus, żyjący w miocenie ok. 20 milionów lat temu, przypominający już niektóre dzisiejsze gatunki kotów.

    Koty zostały udomowione około 9500 lat temu i są obecnie najpopularniejszymi zwierzętami domowymi na świecie. Gatunek prawdopodobnie pochodzi od kota nubijskiego, przy czym w Europie krzyżował się ze żbikiem, według poglądów większości współczesnych naukowców różnice pomiędzy kotem domowym i nubijskim są tak niewielkie, że należą one do tego samego podgatunku. Już ok. 2000 r. p.n.e. kot był pospolicie hodowany w starożytnym Egipcie, gdzie był zwierzęciem świętym, utożsamianym z boginią Bastet, a zwłoki kotów mumifikowano. Również Germanie kojarzyli go ze swoją boginią płodności Freją, która jeździła powozem zaprzężonym w te zwierzęta. Później zaczęto wykorzystywać go do tępienia gryzoni. Od momentu swego udomowienia kot stał się bohaterem licznych baśni i mitów.

    W chrześcijańskiej, średniowiecznej Europie koty były tępione jako zwierzęta kojarzone z czarownicami (zob. chowaniec), ślad tych przesądów pozostał do dzisiaj w powiedzeniu o pechu przynoszonym przez czarnego kota. Również w Japonii uważano je za wcielenie demonów (zob. bakeneko). Nie oznacza to jednak, że koty nie towarzyszyły człowiekowi: odkryto między innymi chorwacki manuskrypt z XV wieku z widocznymi, odbitymi kocimi łapami. Charakterystyczną duńską tradycją związaną z irlandzkim świętem Fastelavn jest „zabawa w kota w beczce” – ostatni przypadek wykorzystania żywego zwierzęcia zanotowano około 1880 roku w Reersø. O wiele lepiej traktowano koty w kulturze islamu. Nawet prorok Mahomet miał kota o imieniu Muezza. Również w świątyniach buddyjskich (np. w Birmie) niekiedy hodowano te zwierzęta.

    Przemycanie kotów poza Egipt było karane śmiercią. Jednak Fenicjanie szmuglowali koty, sprzedając je bogatym Ateńczykom i mieszkańcom innych wielkich miast Morza Śródziemnego.

    #100kocichciekawostek #koty #zwierzaczki #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: doodlecats.com

  •  

    36/100 Dziś troszkę o nazewnictwie. Całą grupę tygrysów, żbików czy innych rysiów nazywamy Felidae, czyli kotowate, do nich należą dwie podrodziny: Felinae – koty oraz Pantherinae – pantery. Stąd w angielskim mamy słówko feline - koci, od łacińskiego słówka feles, oznaczającego jednak u Rzymian dzikie koty. Koty domowe bowiem określano mianem feles catus - gdzie catus, oznaczało sprytny, chytry i inteligentny, a przyjęło się w Europie jako miano kota w różnych formach: Cat, Kot, Gato, Chat, Katze itp.
    No i jest jeszcze określenie puss, prawdopodobnie z dawnego niemieckiego, mniej więcej od 16 wieku oznaczające kota, pochodzące od nawoływania kota. Oznacza ono kota w niektórych europejskich a nawet azjatyckich językach np rumuńskie pisica, albo litewskie puž, czy połączone szwedzkie katte-puss. Od 17 wieku oznaczało też młodą damę, później damskie genitalia, pussy jako soft, warm, furry thing :) czyli jak kot :) nawet francuskie słowo chat oznacza i kota i damską waginę.

    pokaż spoiler W każdym razie szukając obrazka do słowa pussy nie zauważyłem żadnego kiciusia :)


    #100kocichciekawostek #ciekawostki #koty #zwierzaczki
    pokaż całość

    źródło: images.carsondellosa.com

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów