•  

    No siemka zapachowe swiry, czas na moje #10fragsforlife, a właściwie 7 frags xD sorki że tyle to trwało ale obowiązki mnie przytłoczyły no i mam chwilowe wypalenie perfumowe, ale to nic. Kolejność nieprzypadkowa, u mnie od najważniejszych do tych mniej ważnych ale wciąż boskich:

    1. Olivier Durbano Pink Quartz
    To mój pierwszy, poważny romans z różą w zapachach. Otwiera się bardzo soczyście, cytrusami z dużą dawką przypraw. Później dochodzą dymne akcenty, róża bułgarska rodem z aromatyzowanych różańców, żywice i kamienny chłód- voila, mamy zapach który jako pierwszy wywołał u mnie ciarki i od razu poczułam że jest "mój". Po pół roku od otrzymania próbki zdołałam nazbierać horrendalną jak na nastolatkę kwotę 650zł na flakon. Mam go do dziś, teraz już podpisany przez mistrza Oliviera stoi w najciemniejszym kącie komody. Używam okazjonalnie, ale w zwykłe dni- i dzieje się magia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    2. Zoologist Hummingbird
    Opisywałam już go raz tutaj- jedyny zapach gourmand nieposiadający nut typowych dla gourmand. Tona kwiatów, owoców, trochę miodu, wszystko na bardzo szlachetnej, ciepłej podstawie złożonej z tonki, drewna i żywic. Nie do zdarcia, nie do zabicia, niestraszna mu kąpiel. Tak się złożyło że testowałam go już w ciepłych miesiącach i wtedy pachnie najpiękniej. Teraz gdy jest chłodniej to słabo go czuć, niestety. Kojarzę go z cudownym czasem w moim życiu, z pierwszym dniem gdy zamieszkałam z niebieskim i przestała nas dzielić duża odległość. Taki mój mały promyk szczęścia.

    3. Dior Pure Poison
    Gdybym miała go kupić w ciemno po nutach to nie dałabym mu cienia szansy. Białe kwiatki, schemat jaśmin + kwiat pomarańczy ma praktycznie każda marka w swoim portfolio, generalnie nic co mogłoby KOGOKOLWIEK porwać. Porywa! O nowej wersji nie będę się rozpisywać, bo jest cieniem samej siebie, zresztą tak jak większość zapachów z linii Poison obecnie, ale stara to takie małe arcydzieło. Dostałam od kogoś na fragrantice bardzo dawno temu flakon z roku 2005, było w nim dosłownie parę ml, ale wystarczyło żeby mnie rozkochać- zużyłam, jakoś tak zapomniałam, po drodze zachłysnęłam się niszą i nic innego się nie liczyło, dopóki nie zdobyłam wersji Elixir kilka miesięcy temu, i do kiedy ktoś średnio ogarnięty w temacie wystawił starą wersję z roku premiery(!) na jednej z grup twierdząc, że jakieś dziwne to Pure Poison, mocne i inne niż z Sephory xD. Mam, kocham! Pachnie jak suszone w ogrodzie pranie, jak letnia beztroska, a przy tym niezwykle uwodząco, posiada taką nutkę pary wodnej, napięcia, uniesienia.

    4. Perles de Lalique
    Macie takie dni że totalnie nie macie pomysłu na zapach? Ja mam. Dlatego Perły u mnie zawsze stoją gdzieś na wierzchu w pogotowiu. Damski odpowiednik Encre Noire, kochane i nienawidzone, mało bezpieczne, ale u mnie się sprawdzają. Pachną toną ISO e Super i kamforą, lekkim dymem, przyprawami, chłodem. Wiem, że jak ich użyje to zrobię dobre wrażenie i dostanę komplement. Zawsze. Pracuje praktycznie z samymi kobietami, dodatkowo w mocno pachnącym miejscu (kmwtw) i zawsze gdy nimi pachnę któraś z współpracownic wodzi za mną nosem.

    5. Dior Miss Dior EDT 2013
    Mój najlepszy przyjemniak na ciepłe dni. Bardzo trwały, elegancki, sprawdzi się do koszuli i do starego t-shirtu. Od rana do późnych godzin wieczornych pachnie tak samo, świeżym, rześkim neroli, cytrusami i pudrową, "diorowską" różą. Ma w sobie jakieś echo Coco Mademoiselle, które zresztą też lubię, ale nie jest aż tak ciężki i nie kojarzy się ze starą ciotką xD Usłyszałam kiedyś że bardzo do mnie pasuje.

    6. Guerlain Shalimar Parfum Initial
    Mam 3 Shalimary- klasyka EDP (który działa jak afrodyzjak, nie wiem czemu mój niebieski lubi takie dziady), Souffle i właśnie Parfum Initial. Zeby go stworzyć wzięto podstawę z klasycznego Shalimara, dołożono trochę karmelu, irysa i kakaowych klimatów rodem z Dior Homme Parfum i mamy zupełnie nowy, słodki, wpasowujący się w aktualne trendy zapach. Świetnie ewoluuje- od proszkowych, mrożących cytrusów, przez słodkie, jadalne akordy, po skórzano-piżmowe "przybrudzone" nuty bazy. Byłam świadkiem jak odchodził- pamiętam gdy kosztował 180zł/100ml, później szał gdy znikał powoli ze sklepów internetowych, pamiętam jak bezskutecznie szukałam go w Superpharmach, gotowa zapłacić za niego wiele. Nie ma, znikł bezpowrotnie. Na szczęście mam prawie pełną setkę za normalne pieniądze. Chętnie zlewałabym się nim codziennie, ale mi szkoda. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    7. Hermes Kelly Caleche
    Podobno zapach siodła, Dr Quinn, łąki, ziemii i wszystkiego co żyje- kolejny zapach z listy o którym słyszałam że do mnie pasuje. Skóra, a w zasadzie zapach wnętrza skórzanej torebki ekskluzywnej marki przeplata się z różą, fiołkiem i mimozą (。◕‿‿◕。) Pachniałam nimi na rozmowie rekrutacyjnej, dodają pewności siebie i takiej klasy, powagi. Pachną przez 10h, mają bardzo dobrą ale nienachalną projekcję. Genialny zapach, prawdopodobnie znika z rynku.

    #perfumy #zainteresowania
    pokaż całość

    •  

      @loginu_brak: mam jeszcze Heliotrope i Amethyst. Doceniam Black Tourmaline, Rock Crystal, Citrine, Chrysolithe i Jade.
      Polecam chociaż przetestować.
      @dradziak: postaram się trochę więcej pisać, dużo nowości u mnie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      @dr_love: Insolence jest boskie, nawet dziś chciałam klikać na promocji w Superpharm 1+1 edt w zestawie z edp, edp kiedyś miałam, mocne jak jakiś ekstrakt i pięknie pudrowe
      @ChissCake: Kelly to taki mój elegancki pewniak, tuż obok Bottegi.
      pokaż całość

    •  

      @pinkquartz oh piękne pure poison, rzeczywiście pachnie jak wysuszone na dworze pranie. Czuc ten, jak to moja mama mówi, "wiatr" :) i świetne neroli, nie wiem czy nie najlepiej podane na rynku.
      Testowałaś może boucheron braclet? To samo neroli ale z hiacyntem, niestety zbyt zielone dla mnie

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    Zawołany przez @makrel_gieldowy stanąłem przed wyzwaniem opisania moich #10fragsforlife !

    Dziesięć zapachów na całe życie… to trochę clickbaitowy tytuł, pokażcie mi perfumowego świra który do grobowej deski będzie wierny 10-ciu zapachom :P Wybór jest bardzo trudny, bo gusta rozwijają się razem z człowiekiem. W miarę upływu czasu niektóre zapachy podobają się nam dopiero po kilku czy kilkunastu testach (albo latach...) a z innymi romans kończy się po bardzo krótkim ale intensywnym zauroczeniu. Opakowania kończą się i zaczynają, butelki są opróżniane a ich cenna zawartość niestety przegrywa walkę z czasem.
    Chociaż lista jest prywatna to mam nadzieję nie zawieść oczekiwań @dr_love co do obecności na niej Lutensów jak i @makrel_gieldowy co do ich opisu :P

    Tak więc nie przedłużając, to będzie lista moich zapachów na życie…. doczesne :P

    1 - Battito d'Ali Profumum Roma -Zacznijmy od małej przygody ze słoneczną tuberozą, kokosem, wanilią, kwiatem pomarańczy, plażą, piaskiem, zabawą, zapomnieniem…. Po prostu wakacje na dzikiej plaży w butelce :D Żadnych tam kurortów wypoczynkowych, all inclusive, koktajli z palemką… złota plaża, turkusowa woda i żar z nieba. Tylko tyle i aż tyle. Zapach zaczyna się od wybuchu Ylanowego olejku, bardzo słodkiego i upojnego kwiatu który jednak zrównoważony jest nutami ziołowymi i kwaśnymi. Po chwili przenosimy się troszkę bardziej w kierunku plaży bo do kwiatów dołącza waniliowy benzoes. Ten drzewno-żywiczny ton bardzo mi się kojarzy z olejkami do opalania i rozgrzaną zarumienioną skórą.

    2 - Greyland Montale - Z gorącej plaży przechodzimy na szarą pustynię. Greyland to bardzo suche, czarne, mroczne pachnidło, zupełnie jak szara pustynia nocą. Ciężko opisać mi ten zapach poza tym że bardzo go lubię i rozumiem. Wyobrażam sobie przystojnego Araba w czarnej abie jadącego na czarnym koniu przez pustynię. Zapach jest jednocześnie bardzo mroczny i zimny ale też suchy, pylisty, jak opisywana pustynia nocą. Zaczyna się od nokałtującego uderzenia pieprzu i imbiru ale już po chwili dołączają suche drewna, cedr i wetyweria. Aż kręci w nosie! :D Ale pan arab po dalszym poznaniu nie jest taki zimny i oschły jak na początku bo finalnie kompozycję ociepla drewno sandałowe i kropelka brudnawego piżma. Jedna osoba z mojego otoczenia porównała zapach do mydła antybakteryjnego ale dla mnie to najbardziej seksowne perfumy jakie poznałem kiedykolwiek.

    3 - Ambre Sultan Serge Lutens - Orientu ciąg dalszy, tym razem w formie gęstego brązowego syropu. Są to też pierwsze niszowe perfumy jakie poznałem :) Bursztyn jest jednym z moich ulubionych tematów w perfumach a moimi ulubionymi perfumami w tym motywie jest właśnie ten zapach. Zapach zaczyna się ziołowo, lepki syrop zalewa liście laurowe, ziele angielskie i szałwię. Początek jest bardzo leniwy, po dłuższym czasie gotowania się na skórze wątki ziołowe coraz bardziej stapiają się z sercem kompozycji czyli z piękną ambrą! Gęste żywice zlepiają palce, spalone zioła unoszą kompozycję a wytrawna wanilia dosładza całą mieszankę i sprawia żę nie mogę oderwać nosa od ręki. Po wielu godzinach następuje finał kompozycji który jest bardzo gładki i zaskakująco kwiatowy. Niesamowite doznania :)

    4 - Serge Noir Serge Lutens - Pierwszy Lutens w tym zestawieniu, opisałem go już w moich wpisach. Wrażenia mam podobne co do Greyland, to kompozycja pełna przeciwności. Gorąco goździków i chłód pieprzu, ciężar drewna i eteryczne kadzidło. Przemijające czarne burzowe chmury i blask zachodu słońca. Zapach bardzo tajemniczy i jeden z tych który wziął mnie z zaskoczenia długo po pierwszym poznaniu i testach.

    5 - Clair de Musc Serge Lutens - kolejny Lutens i kolejny olfaktoryczny zwrot :) Dla mnie opis tego zapachu można skrócić do dwóch słów - mydełko bambino :) Ciepłe, ciężkie mydlane piżmo i białe kwiaty - esencja niewinności i czystości. Biała ciepła pościel w którą się zanurzamy po długiej kąpieli, bezpieczeństwo, beztroska. Piżmo w takim formacie pozbawione jest cielesności i erotyczności. Tylko kto chce pachnieć jak świeżo wykąpany bobasek? Ja!

    6 - Musc Tonkin Parfum d’Empire - Następne w kolejce również jest piżmo, ale w wydaniu zupełnie odwrotnym do tego poprzedniego. Bardzo figlarne, erotyczne, namiętne i gorące. Zapach praktycznie nie rozwija się na skórze, jest bardzo skomplikowany i ciężki do rozgryzienia. Czuć upojne białe kwiaty, jakieś zielone łodyżki, ogórki, trochę pudru, miękkie drewna…. Ale najważniejszą rolę gra tutaj piżmo! Jest bardzo zwierzęce, ciepłe i słone. Ma fakturę grubego futra które jest przyozdobione innymi składnikami. Wszytko sprawia wrażenie pięknego buduaru o czerwonym wystroju pełnego wyszukanych strojów, drogich mebli i ekskluzywnych kosmetyków. Oddaje atmosferę dusznego pokoju do którego ludzie wchodzą niekoniecznie po to żeby się ubrać ;)

    7 - Message in a Bottle Marka Buxtona - Absolutnie najpiękniejszy jaśmin jaki znam. Nie są to typowe białe kwiaty jakie czuć w Alien albo J’adore. Nie, ten jaśmin jest brudny! Sheeee’s dirty :P Wydaje mi się że zapach jest skonstruowany z minimalnej ilości składników a nawet wpisuje się w trend nowoczesnych, minimalistycznych perfum molekułowych. Ale co do samego zapachu, czuję tutaj tylko 3 rzeczy: jaśmin(ten zapach kiedy w nocy przejedzie się koło kwitnącego krzaka, niesamowite), lilie (o dziwo te białe z ogródka nie pachna wcela tak czysto i niewinnie :P ) i cywet. Wszystko w tym samym czasie, od początku do końca. Kompozycja jest bardzo upojna i brudna ale przy tym jest niesamowicie lekka i przejrzysta. Świetnie nadaje się na upały.

    8 - Paczulowy olejek eteryczny - To już chyba nisza w niszy :P Kupiłem pare lat temu olejek żeby dowiedzieć się jak pachnie ta cholerna paczula… I tego co poczułem nie spodziewałem się w ogóle. Pleśń? Jest. Piwnica? Jest. Stara beczka po alkoholu? Czekolada? Mokre drewienka? Bingo, cała masa! Dajcie mnie tego wincyj! Sama Paczula ma tak bardzo skomplikowany bukiet zapachowy że mogę jej spokojnie używać jako samodzielnych perfum. Dla mnie mimo piwnicznych skojarzeń to bardzo ciepły i otulający zapach, taki zimowy comfort scent do drapiącego swetra, gorącej herbaty w fotelu i trzaskającego drewna w kominku. Jak hipnotyzuje patrzenie w ów kominek tak samo hipnotyzuje zapach tego olejku :)

    9 - Połączenie Terracotta Guerlain i Orange Sanguine Atelier cologne - Wakacji ciąg dalszy. Ale teraz to już walimy driny z palemką :P Terracota to podobnie jak battito d’ali zapach plażowo olejkowy ale nie tak piękny jak ten od profvmvm roma. Powiedziałbym że nawet trochę plastikowy i przesłodzony. A co gdyby dodać do niego trochę soku pomarańczowego od atelier? Bum, mamy tropikalny drink :D Te dwa pachnidła świetnie się uzupełniają. Orange sanguine działa jak sok cytrynowy na śmietankowych lodach. Dodaje cytrusowej świeżości przytłaczającym białym kwiatom, wyciąga na wierzch kokosowe niuanse i owocową słodycz. Jeśli ktoś zna Curacao Bay od Jacques Fath i Still Life in Rio Olfactive Studio to naprawdę bardzo polecam tą mieszankę

    10 - Opus X Amouage - Róża i drewno to temat znany w tym kręgu, szczególnie w perfumach orientalnych, w tzw Arabach :P Która marka nie ma w swoim katalogu róży z oudem? No każda. A kto postanowił to drewno polakierować? Tylko Amouage! Lakier do drewna to nuta której nigdy wcześniej nie widziałem w perfumach. Ten rozpuszalnikowy aromat połączono tutaj z wściekle czerwoną, aż purpurową różą. Kwiat tak samo jak jego wersja “prosto z krzaka” zachował elementy goździkowe o czym chyba zapominają inne marki. Sprawia to że róża pachnie niesamowicie realistycznie, czuć też jej słodkie owocowe akcenty. Polakierowane drewno jest bardzo miękkie i plastyczne, zdaje sie że dopiero co wyszło spod rąk stolarza bo dalej czuć cały jego zakład. Cięte drewno, bejca, smar i olej do maszyn, wióry i wspomniany lakier. Amouage stworzyło Gotycką, strzelistą różę na teatralnym barokowym parkiecie

    I to juz koniec mojej grafomanii, z tymi zapachami właśnie na ten moment najbardziej się utożsamiam :) Zachęcam innych do zabawy, niestety już wszyscy znajomi coś napisali albo zostali nominowani :P
    pokaż całość

  •  

    #10fragsforlife

    Zostałam nominowana przez @makrel_gieldowy, a nominuję @loginu_brak, @pinkquarz, @asique, bo wiem że interesują się tematem perfum, oraz wszystkie #rozowepaski, bo przecież nie mam koleżanek na wypoku ¯\_(ツ)_/¯

    Słowem wstępu, nie nadaję się do pisania recenzji, profesjonalnych opinii na temat produktów, dlatego też unikam tego jak mogę. Nie jestem znawczynią (niestety), nie potrafię rozkładać perfum na "składniki pierwsze" (niestety), jest to po prostu jedno z (niestety) droższych hobby.

    Moje top 10 zapachów:

    1. Molinard – Habanita (EDT)

    Czy ktokolwiek o niej słyszał? Mało prawdopodobne i bardzo dobrze. Nie polecam. To zła kobieta w butelce, żadna szara myszka, prawdziwy demon i wiedźma. Albo po prostu stara pudernica. Dla mnie to najseksowniejszy zapach, ale zupełnie "nierandkowy". Mając na sobie Habanitę idę do łóżka tylko z nią, nikim innym.
    Zapach mocno vintage, z 1921 roku. Ciężko go opisać, dla mnie pachnie dusznym od tytoniu i ziółek pomieszczeniem w starym domku gdzieś pośród bagien.

    2. Gucci Pour Homme / Bentley For Men Absolute

    Najczęściej noszone przeze mnie perfumy – oczywiście chodzi o Bentley, bo Gucci PH nie jest już produkowany. Dla większości kobiet to szok i niedowierzenie, że noszę męskie perfumy. Mężczyźni podchodzą do tego raczej obojętnie. Według mnie zapachy nie mają płci, a podział na damskie/męskie to zabieg jedynie marketingowy, bo trzeba określić grupę docelową, nie? ("dla pewnego siebie mężczyzny", "dla zmysłowej kobiety", itp). Co do samego zapachu – żywiczno-kadzidlano-dymny, ale kadzidło nie takie dosłowne kościelne, tylko bardziej hmm... ciepłe? Czy to zasługa nuty skórzanej? Używam namiętnie w okresie wrzesień-listopad oraz kiedy jest szaro, smutno, deszczowo.

    3. Bvlgari – Black

    Marka Bvlgari ma świtne męskie zapachy i naprawę w dobrych cenach, a jakoś tak mało obecna wśród mirkowych zachwytów... Flakon Bvlgari Black nie bez powodu jest w kształcie opony samochodowej – zapach niektórym kojarzy się z gumą, asfaltem, warsztatem samochodowym. Ja może nie mam takich skojarzeń, ale jest w nim coś industrialnego, niepokojącego, zimnego, ale z mocno wyczuwalną wanilią. Dziwne, prawda?

    4. Burberry – The Beat (EDP)

    Zapach głównie do pracy (casual), nienachalny, crowd pleaser – wszystkim się podoba. Pasuje do każdej pogody, w biurze to i tak bez znaczenia. Czuję głównie herbatę i delikatne nuty owocowe z różowym pieprzem. Zapach nie jest za słodki i nie wysładza się, pozostaje lekki przez cały czas i dobrze, bo pojakimś czasie stałby się nie do zniesienia.

    5. L'Artisan Parfumeur – Bois Farine

    To nie była miłość od pierwszego powąchania. Potrzebował czasu, żebym oswoiła się z zapachem ;) A czemu? Pachnie jak drewniana stolnica oprószona mąką migdałową... Naprawdę. Ale udało mi się zostać skomplementowaną za zapach kilkakrotnie, co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem.

    6. L'Artisan Parfumeur – Caligna

    Zapachy z figą albo kocham, albo nie znoszę ;). Caligna jest moją fawortyką i w zasadzie żadnej innej figi nie potrzebuję. Bardzo subtelna, nienachalna, podobająca się otoczeniu. Zapach przywołuje na myśl ciepły wakacyjny dzień spędzony w cieniu drzewek iglastych.

    7. L'Artisan Parfumeur - L'Eau de L'Artisan

    Prawie idealny unisex na lato – niestety nietrwały i o praktycznie zerowej projekcji. Pachnie głównie werbeną z cytrusami, jest bardzo orzeźwiający, więc daje radę w upały. Ale ta trwałość... Nie powinien znajdować się na tej liście, aczkolwiek kojarzy mi się ze wspaniałymi wakacjami dwa lata temu i dlatego zawsze chcę go mieć i przypominać sobie wakacje.

    8. Jean Paul Gaultier - Classique Essence de Parfum

    Mój numer jeden wśród zapachów na wieczorne wyjścia. Mocny, z ogonem, ale nie męczący otoczenia. W sumie jedyny w mojej kolekcji, który obiektywnie można określić mianem seksownego i kobiecego ;) Dziwi mnie fakt (ale z drugiej strony też cieszy), że tak dobre mainstreamowe perfumy są niezbyt popularne. Warto poznać, tak jak całą rodzinę Classique.

    9. Balmain – Ambre Gris

    Niestety nie mam flakonu, ale musiałam ten zapach umieścić na liście, gdyż spokojnie mógłby być moim jesiennym signature scent. Oprócz kadzidła (Guci PH) kocham ciepłą, aromatyczną ambrę i z zapachów ambrowych to jest mój ideał. Odkryłam to dopiero jak zapach stał się trudno dostępny... Może jeszcze wróci, bo chyba nie jest wycofany. Czasem pojawiają się pojedyncze egzemplarze na straganikach lub na Allegro, ale ktoś mi sprząta sprzed nosa ;) Albo cena wygórowana, a ja nie lubię przepłacać ;). Pewnie skończy się na tym, że znajdę nową ambrową miłość, ale póki co...

    10. Hermes – Eau de Narcisse Bleu

    Hermes to moja ulubiona mainstreamowa marka – nie znam zapachu, który by mi się nie podobał. Obecnie mam bzika ma punkcie letnich wód kolońskich – chciałabym zebrać je wszystkie jak pokemony ;). Mam tylko Mandarine Ambree i Narcisse Bleu, ale w kolejce czekają Citron Noir, Rabarbar i Gentiane Blanche. Lato za krótkie, żeby to wszystko wypsikać.
    Co do Narcisse Bleu – unisex, tak jak wszystkie z tej serii, ale jakoś nie wyobrażam sobie w nich faceta. To po prostu zapach narcyza – i mimo, że ma tylko dwie nuty zapachowe, czuć że to zapach z wyższej półki. Jestem nimi oczarowana, szczególnie, że z zapachami kwiatowymi mi nie po drodze.

    #perfumy
    pokaż całość

    •  

      @ChissCake no nieźle, dużo L'artisana, a bois farine też lubię i mam :) a co do bvlgari Black, znasz może dzing! Od L'artisana? Jeśli nie to spróbuj, bardziej zrozumiesz Blacka, jest tam ta sama nuta skóry. I zgadzam się co do classique essence de parfum, o dziwo lepszy od klasycznej wersji czego bym nie powiedział o męskim wypuście.

    •  

      @Rootkins: nie znam niestety Dzing!, ale mam świadomość, że powinnam poznać :) Ogólnie za skórą w perfumach nie przepadam, chociaż zdarzają się wyjątki

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    Zostałem wywołany przez @Minishcap, więc głupio byłby odmówić i przerwać łańcuszek. Moja lista nie jest zbyt odkrywcza, wręcz banalna i opiera się na tym co noszę, lubię i dogłębnie poznałem, a wszystkie te pozycje były wielokrotnie wymieniane w tagu i szeroko znane w społeczności perfumaniaków. Zapewne z czasem może też ewoluować, gdyż nie ukrywam, że w porównaniu do @dr_love nie znam tyle oldschoolowych pozycji, ani jak @pinkquartz czy @rootkins, niszowych perfum. Przy tworzeniu jej utwierdziłem się też w przekonaniu się jakie style perfum preferuję. Miałem zamiar je wymienić, ale gdy zacząłem je wypisywać, stwierdziłem, że to nie ma sensu. Wypisać je wszystkie to jak nie powiedzieć nic. Lubię zapachy świeże, piżmowe, drzewne, lekko orientalne, żywiczne, kwiatowe, cytrusowe itd. Niemal każde istniejące perfumy zawierają którąś z tych kategorii, ale pozycje na mojej liście łączą je w sposób tak charakterystyczny i kilka z nich zyskało (lub zapewne zyska) miano klasyków. Skompletowanie listy 10 zapachów było dla mnie o tyle trudne, że mam wiele perfum, które lubię, ale trudno o te, o których powiedziałbym, że jest kocham. Żeby zmieścić się w tym zakresie musiałem usunąć kilka pozycji, które zawsze będą blisko mojego serduszka, ale z różnych powodów musiały ustąpić innym. Poza tym perfumy są dla mnie sztuką, jednakże utylitarną. Zapachy piękne, acz niestety szybko ulotne, nie znajdują u mnie miejsca na półce ani uwagi dłuższej niż ich trwanie. Zakładam, że powinny utrzymywać się kilka godzin aby były wyczuwalne przeze mnie i otoczenie, oraz były adekwatne do sytuacji, jak praca w biurze, wyjście na imprezę lub do baru itp. Już jakiś czas temu wyleczyłem się też z poszukiwania najbardziej atencyjnych cipkomagnesów, aczkolwiek nie sądzę, że moja lista zawiedzie w tej kategorii, wręcz przeciwnie, sądzę że większość wymienionych przeze mnie zapachów zdobędzie aprobatę otoczenia i płci przeciwnej.

    Tyle wstępu, pora na część właściwą ;) Zapachy nie mają rankingu, są wypisane alfabetycznie.
    Ograniczając wpis do 10 zapachów pozwolę sobie na wyróżnienie dwóch pozycji, które niestety musiały ustąpić lepszym:
    Davidoff Cool Water
    Hermes Terre d’Hermes EDT

    1. Pozycję pierwszą otwiera Jubilation XXV od Amouage. Jubilat, czyli zapach stworzony na dwudziestopięciolecie marki z Omanu przez Bertranda Duchaufoura. Zapach właściwie kompletny, jest tak bogaty w nuty, że trudno opisać go w całości. Miałem ochotę użyć stwierdzenia, że nie wiem od czego zacząć, ale tu sprawa jest jasna. Jeżyny! Tak, moje ulubione jagody otwierają tę piękną kompozycję. Tu za nimi dochodzi oud (żywica drzewa agarowego, najdroższy składnik perfum), miód i żywice, które komponują się w soczyste otwarcie, które w porównaniu do obecnego mainstreamu nie jest przytłacza słodkim ulepem. Serce to balsamiczna, przyprawowa mieszanka. Poprzez dobór składników zapach jest jednocześnie chłodny i ciepły, dzięki m.in. kadzidłu frankońskiemu (łac. Olibanum, to co ksiądz pali co tydzień, nie, nie maryśkę), liściom laurowym czy goździkom. Jak w każdej kompozycji Amouage w tle gra piżmo, nie jest ono ostre i syntetyczne, stanowi raczej wypełnienie i daje ciało zapachowi. Jubilat gra swoją kompozycję dobre kilka godzin, zostawiając na końcu po sobie wspomnienie w postaci dymu i popiołu z żywic, niczym dogorywające ognisko czy strój teatralny, który ma wrócić do magazynu. Kiedyś ta końcówka mi przeszkadzała, ale może taka ma być, zużyta i wypalona po udanej symfonii zapachów?

    2. Pozycję numer dwa zajmuje Lyric Man od Amouage, tak, kolejny Amłaż. Zastanawiałem się czy ja jestem ograniczony swoimi horyzontami, czy ta marka jest tak dobra, że przejęła moją listę, ale ja trzymam się tej drugiego wytłumaczenia. Warto dodać, że wymienione pozycje różnią się od siebie zupełnie i nie mają wiele wspólnego, chociaż Jubilat i Lyric zostały wypuszczone w tym samym czasie, A.D. 2008.
    Lyric Man to perfumy dla mężczyzn, w których pierwsze i właściwie jedyne skrzypce gra róża. Otóż tak, mężczyzna może nosić różany zapach i nie pachnieć jak stara baba lub jej zapachowe mydełka. Są to jednocześnie najlżejsze i najprzyjemniejsze perfumy o róży jakie znam. Róża, róża, róża, właściwie mało co się dzieje poza tym. Świeża róża z łodygą i liściami, która stoi we flakonie z wodą, tak pachnie Lyric. Są tam cytrusy, limonka i bergamotka (olejkiem z bergamotki jest aromatyzowany earl grey), jest troszkę kadzidła, jest oczywiście piżmo (zapach piżmowca, takiej sarny z kłami, obecnie pozyskiwany syntetycznie), da się wyczuć zieloność dzięgielu i to tyle co można powiedzieć o samym zapachu. Warto wspomnieć, że Lyric nie jest bliskoskórny i nie tworzy chmury zapachowej, a aurę, która promieniuje wokoło noszącego je. Ma potężne pole rażenia, więc lepiej używać go na bardziej otwartej przestrzeni aby dać mu projektować, w małych i na bliskich dystansach można go przedawkować, wtedy duża ilość olejku z róży daje o sobie znać. Perfumy dla tych troszkę odważniejszych, którzy nie boją się przełamać europejskiego przekonania, że róża i kwiaty w ogóle, to damska działka, oraz pokazać swoją liryczną naturę (żeby pachnieć Epic Man trzeba wybrać już inną pozycję z tej marki).

    3. Ostatni raz pojawia się Amouage w postaci Reflection Man. Były żywice i kadzidła, była róża, teraz pora na trzeciego muszkietera euro-arabskiego perfumiarstwa, jaśmin. Kolejny po róży, z pozoru mało męski składnik, wokół którego jest stworzona jest kompozycja. Drugą rolę gra neroli, czyli olejek z gorzkiej pomarańczy, oraz rozmaryn i irys (inaczej kosaciec, który daje pudrowy, szminkowy zapach), które dodają świeżą, mydlaną, lekko ostry charakter. Drzewo sandałowe jest tu jedynie drzewne, nie daje typowych dla sandałowca kwaśnych nut, które zmieniłyby kierunek, w którym skonstruowany jest zapach. Ostatnią i najbardziej unikalną nutą jest pimento, rodzaj papryki, która nadaje charakteru Reflection. Jaśmin i pimento to te nuty, które sprawiają, że perfumy są tak unikalne. Jest niewiele kompozycji, które zawierają te składniki, jedynie Gucci Pour Homme II utylizuje tak świetnie pimento, jednak żadne inne męskie perfumy nie mają tak wyrazistego jaśminu.

    4.

    Behold the King
    The King of Kings
    On your knees dog
    All hail

    Bow down to the King!

    Mogę tylko przypuszczać dlaczego tutaj trafiliście. Pewnie chcecie poznać tajemnicę jak być przystojnym, a wy drogie Panie, jak zmienić swojego chłopca w prawdziwego mężczyznę? Jestem zbyt skromny by mówić o sobie, zresztą trudno opisać ideał. Mogę jednak wspomnieć jedynie pokrótce zapach, który przez wielu nazywany jest Królem (z ó w środku, tytuł Krula był już dawno zajęty). Kolejna przebogata pozycja, dość uniwersalne, dla mnie raczej na co dzień i „dumb reach” niż specjalne okazje. Nuty ananasa, brzozy, czarnej porzeczki (która jeszcze pojawi się w tym wpisie), do tego znakomita piżmowo-ambrowo-drewniana baza, co sprawiło, że wypuszczając je w 2010 roku dom perfumeryjny Creedów zmienił współczesny rynek. Jedne z najpopularniejszych niszowych perfum, z niezliczoną ilością klonów i inspiracji. Co ciekawe zdobywały więcej atencji od męskiej części mojego otoczenia niż różowych pasków. Prawdziwym problemem Aventusa jest jednak powtarzalność partii, gdyż każda jest inna. Powstała nowa nauka o Aventusie, batchologia, która objaśnia jaki batch jest bardziej dymny (brozozwy) inny zaś jest bardziej owocowy i ananasowy. Obecne wypusty od Creeda należą raczej do tej drugiej kategorii, nie grzeszą parametrami, cenowo są ok o ile jest się w stanie załapać na rozbiórkę dekantowego flakonu (250/500ml). Alternatywą dla oryginału są klony, sam jakiś czas temu porzuciłem pierwowzór dla tańszego i mocniejszego Armafa, jednak palma pierwszeństwa należy się cały czas Creedowi.

    5. Dior Homme Parfum, otwiera część designerską listy, chociaż sam jest określany jako hi-end designer, czyli taka prawie-nisza. Ponoć wycofany z US, więc myślę, że warto zastanowić się nad dokupieniem flakonu.
    Do rzeczy: DHP to zapach, który w mojej opinii nie uderza mnogością nut i składników jak np. Jubilation, wręcz przeciwnie, irys, skóra, drewno, poza tym piżmo i para oud-róża. Nie trzeba więc bogatej palety nut aby stworzyć bogaty zapach, Bogactwo tyczy się również okazji do których się nadaje. Sam nie wyobrażam sobie ubrać go do innych okoliczności niż oficjalnych w garniturze, chociaż myślę, że czarna skóra również będzie znakomicie komponować się z DHP. Podałem nuty i okazje do noszenia, ale jak właściwie pachnie DHP? Według mnie jak szminka z powodu irysa, dzięki temu jest perfekcyjnie uniseksowy, podobnie jak Tuscan Leather i Black Orchid Toma Forda. DHP ma również znakomite parametry, co ciekawe, gdy użyłem ich pierwszy raz nie czułem nic poza bloterem, jak wiele mocnych perfum ich zapach pojawia się i znika. Mój nr 1 na oficjalne uroczystości.

    6. Kolejny na liście to Dunhill Icon, huncwot, któremu udało wyrzucić Terre d’Hermes z top10.
    Gdyby Td’H, Reflection i Platinum Egoiste (którego nie ma na tej liście), ze swojego zboczonego trójkąta mieliby dziecko, byłby to właśnie Icon. Flakon, który może służyć jako hantle, lub materiał do sztukowania gryfu. Serio, to najcięższy flakon jaki mam w swojej kolekcji, nowy waży jakieś 600 gramów. Sam zapach to znakomite połączenie wetywerii (FYI, taka egzotyczna trawa o drzewnym zapachu), neroli, pieprzu, lawendy, kardamonu i jałowca. Co ważne kardamon nie jest słodkim tonkowym ulepem, jak większość obecnych kompozycji, dokłada swój charakter do kompozycji (kardamon jest określany jako chłodna przyprawa, w przeciwieństwie do np. rozgrzewającego cynamonu). Wąchając teraz Icona przychodzi mi na myśl gin&tonic dzięki kompozycji cytrusów, ziół i jałowca. IMO znakomita kompozycja, która kosztuje nieduże pieniądzę, w zamian dostajemy bogatą, dojrzałą kompozycję znakomitą na większość okazji. Nie sprawdzi się dla nastolatków, w martwą zimę ani upał, ale do pracy, na co dzień przez większość czasu jak ulał. Warto zwrócić też uwagę na jego flankery, zwłaszcza Icon Elite.
    7. Jak nosić kadzidło na każdą okazję i na każdą porę roku żeby nikt nie powiedział ci, że pachniesz jak ksiądz? Wybierz Loewe 7 Natural (#teamnatural). Loewe 7 OG razem z Bentleyem Absolute to była para, dzięki którym polubiłem kadzidło, ale to L7N sprawił, że zacząłem je również nosić.
    Czym pachnie Natural? 7 nutami: yuzu (taki japoński cytrus, nie pytaj więcej, nie wiem), gorzką pomarańczą, kadzidłem, pieprzem, piżmem, drewnem cedrowym i wetywerią. Najbardziej linearne i najprostsze kompozycyjnie perfumy w tym zestawieniu, również z najdziwniejszym kolorem soku (błękitnym). Jeden z moich ulubieńców minionego lata, niezłe parametry, w tym dobra projekcja, które zawdzięcza w dużej mierze Iso E (taka molekuła o zapachu drewna, żywicy i ambry), którego zawiera zdrowe ilości.

    8. Drugi ulubieniec tego lata, czyli Mercedes-Benz Cologne. Porównywany do Dior Homme Cologne, według mnie o wiele lepszy. Jak pachnie MBC? Cytrusami: cytryna, grejpfrut, pomarańcza, werbena cytrynowa, imbir i piżmo. Ani werbena ani imbir co prawda nie są cytrusami, ale oba mają pachną cytrusowo. Werbena daje dodatkowo zielony (jak mięta) i lekko pudrowy zapach, natomiast show wygrywa wg mnie jednak soczysty imbir i to jest ta nuta za którą uwielbiam ten zapach. Jak na cytrusowy zapach bardzo dobre parametry, dzięki czemu możemy cieszyć siebie i otoczenie orzeźwiającym zapachem.

    9. Miałem napisać o Mercedesie, że jest śmiesznie tani, najtańszy w zestawieniu, ale zerknąłem na listę i przypomniałem sobie o nr 9, czyli Moschino UOMO? 125ml Tester tego włoskiego cudeńka to ledwie kilkadziesiąt złotych.
    Czym pachnie UOMO?? Tonami syntetycznego piżma, gdzie ta syntetyczność nie jest wcale zła, do tego cyklamen (taki kwiatek), kolendrą, aldehydami (kolejny syntetyk pachnący świeżością), a przede wszystkim kumkwatem. Zapach wg mnie bardzo uniwersalny, z dobrymi parametrami, wg innych dojrzały i trwający krótko. UOMO? należy zdecydowanie do tej grupy z mojej kolekcji, która poprawia mi nastrój i kolejnej kategorii pt. „dumb-reach”, gdy nie wiem co ubrać rano i jest to zawsze dobry wybór.
    Mam tester UOMO? więc mogę podać oficjalną piramidę zapachową:
    Top: new hedione/rosewood, transparent coriander, kum quat (chinese golden orange),
    Heart: cyclamen/cinnamon leaves, clary sage
    Bottom: cedar wood/artemisia, new amber wood, sunlight accord/musk
    Olfactive family: aromatic/floral/musk

    10. Last but not least Yves Saint Laurent Opium Pour Homme Eau de Toilette
    Miłość od pierwszego niucha. Kompozycja genialna, myślałem niedawno, że może być coś jeszcze lepszego, Arcyopium, wersja EdP, która nota bene jest świetna, jednak EdT to mnie mistrzostwo, któremu mało co może się równać. Porzeczka, anyż, wanilia i balsam tolu to nuty, które robią tutaj robotę. Jeśli komuś przeszkadza mocna i ostra porzeczka i anyż, a chce być sam na sam z wanilią i tolu lub lubi bardziej słodkie klimaty podobne do gumy balonowej, wtedy polecam wersję EdP. Opium to pozycja, która uzależnia, również płeć przeciwną. Jeśli jeszcze nie spróbowaliście Opium, to ja naprawdę nie wiem co robiliście przez całe swoje życie.

    Żeby zachęcić do większej aktywności na tagu #perfumy i #10fragsforlife nominuję @ChissCake, bo jestem ciekawy co lubi, trzeba też trochę rozruszać #rozowepaski i @Rootkins, bo się mało udziela, a ma dużą znajomość perfum, zwłaszcza niszowych i wiem, że jak mało kto potrafi opisywać zapachy.
    pokaż całość

    •  

      @makrel_gieldowy
      @dr_love o dzięki za nominacje, faktycznie nic nowego teraz nie dodaje, zawirowania życiowe mi skutecznie utrudniają skupienie się na perfumach. Ale ciekawy tag, znam go z YouTuba i musze powiedzieć że "for life" to dla mnie na pewno nie będzie a raczej "for the moment" :P
      I witam @ChissCake

      I trochę się dziwię @makrel_gieldowy że nazywa diora "prawie niszą", to jednak ekskluzywny producent ale jednak designer i nowe wypusty tylko to potwierdzają. A to że po drodze zdążyło im się kilka klasyków to cóż... Chyba mają nosa do mainstreamu :P
      pokaż całość

      +: dr_love
    •  

      @Rootkins: nie twierdze, ze caly Dior jest niszowy wypuszczajac Joy i Sauvage, ale La Collection Privée juz tak. Seria Homme to tez raczej mainstream, ale kompozycja DHP wybija sie ponad przecietnosc.

      Dla mnie to top10, ktore opisalem to zapachy, ktore bardzo lubie i nosilem ostatnio.

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Zawołany do tablicy nie mogę odmówić. Zabawa fajna. Pokaże co lubimy i może przywróci chęć na powrót do niektórych odrzuconych przez nas wypustów. Ja już tak mam z Guerlain L'Instant de Guerlain Pour Homme. Odrzucony z miejsca przeze mnie teraz wchodzi znowu na listę do zapoznania. Jedyny mankament mam czy sprawdzać EDP czy EDT więc sprawdzę oba.
    Mi się bardzo podoba fakt odkrywania nowych zapachów jaki ma miejsce w codziennych wpisach @dr_love W tym tagu chciałbym widzieć jak najmniej powtarzających się pozycji w topkach ale sam już ten fakt złamię na dobry początek ale co zrobić jak to świetny zapach?
    Trochę udzielam się na tagu ale rzadko opisuję zapachy w więcej niż dwóch zdaniach. Nie rozpisuję się jak Doktor w swoim „150” więc przyszła pora na troszkę więcej ale z umiarem ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Niestety lista top pięć nie wchodzi w grę i muszę się wyłamać tworząc listę top siedem. Piękna liczba więc zaczynamy. Miejsca są losowe. Nie mógłbym ustawić od najlepszego do najgorszego zapachu z mojego top 7. Wszystkie kocham po równo.
    Na dzień dzisiejszy posiadam grubo ponad 50 flakonów. Próbek i odlewek nie liczę. Mam zapachy kupowane po sporych podchodach ale i takie kupowane w ciemno. Lubię niespodzianki więc od jakiegoś czasu kupuję tylko w ciemno z adnotacją jeśli się nie spodoba to się odsprzeda(dzisiaj wpadł do koszyka Montale Black Aoud).
    Uprzedzam od razu, że nie siedzę jeszcze w niszy ale to się pewnie zmieni w ciągu najbliższych miesięcy.
    Będzie więc tylko mainstream.
    Nowych zapachów szukam po nutach. Mam swoje ulubione i się tego trzymam ale jestem bardzo otwarty na nowości. Większość nut kwiatowych wyniosłem z domu rodzinnego gdzie na stole zawsze były kwiaty(konwalia, róża, piwonia, czarny bez). Uwielbiam cytrusy. Co do innych nut? Zobaczycie poniżej

    1. Issey Miyake L'eau d'Issey Pour Homme

    Zapach, którego zużyłem w życiu ponad litr. Ulubiony zapach letni(Christian Dior Eau Sauvage Cologne miejsce drugie, Dior Homme Cologne miejsce trzecie). Flakon muszę mieć zawsze w szufladzie. Kiedy we flakonie są ostatnie mililitry to kupuję następny. Miałem chyba wszystkie pojemności flakonów.
    Co mnie takiego w nim urzekło? No oczywiście Yuzu. Cytrus. W pachnidłach ceniony za swoją grubą, pomarszczoną skórkę. W odbiorze połączenie gorzkiego z cierpkim. Można nawet wyłapać imbir.
    Niesamowite otwarcie, które na dzień dobry świdruje w nosie wspomnianym cytrusem. Zdarzyło się wam wstać niewyspanym? No to wystarczy chmura tego specyfiku i już jesteśmy pobudzeni i odświeżeni. Świetna trwałość jak i projekcja. Pięknie się rozwija po cytrusach w kwiaty(czuję moją ukochaną konwalię, serio) i przez cały czas swojego trwania czuć świeżość tej japońskiej kompozycji.
    Od pierwszego psiknięcia urzekła mnie ta nietypowość. W sumie nawet można podciągnąć to pod wulgarność. Niespotykana w cytrusowych letniakach. Zachwycam się nim tak samo jak za pierwszym psiknięciem.

    2. Kenzo Pour Homme

    Zapach plasujący się na drugim miejscu w zużytych przeze mnie flakonach. Bite pięć butelek miałem na sobie.
    Klasa sama w sobie.
    Według mnie uniwersalny całoroczniak ale jakbym musiał go gdzieś umieścić byłoby to lato wieczorową porą.
    Macie tak gdzie po psiknięciu pojawia się banan na ustach i musicie wziąć głęboki wdech nosem żeby jeszcze bardziej połechtać nozdrza? No to właśnie ja tak mam przy nim.
    Są to bardzo wyjątkowe perfumy. Jedne z moich pierwszych więc całą przygodę perfumiarską podążają ze mną. Mam w szufladzie wypust z 2010 roku. Zostało jeszcze może ze 20ml.
    Zakochałem się w nim od pierwszego razu. Zazwyczaj moje topki tak mają. Jeśli coś nie podejdzie to przy drugiej szansie muszą być wyżyny.
    Czym mnie urzekł i czym jest ten zapach? Wyobraźcie sobie, że siedzicie na plaży. Godzina 21. Słońce zachodzi w czerwieni. Lekki chłodek. Brzeg oceanu, fale uderzają o siebie, wiatr beztrosko hula.
    No i to jest właśnie całe Kenzo Pour Homme.
    Niesamowite połączenie nut morskich z drzewnymi.
    Jest to świeżak ale inny niż wszystkie świeżaki. Można nawet powiedzieć, że to król wszystkich świeżaków. Najbardziej dostojny ze wszystkich.
    Jedyna konkurencja jaka przyszłaby mi na myśl to kompozycja od Bvlgari. Mam na myśli klasyczne Pour Homme, które oczywiście uwielbiam wraz z flankerami Marine i Amara.
    Kenzo ma świetną trwałość jak i projekcję.
    Namawiam do wypróbowania bo rzadko się pojawia na tagu, a to zacne pachnidło.

    3. Guerlain Homme L'Eau Boisee

    Niespodzianka nawet dla samego siebie.
    Tutaj @pinkquartz zasługuje na więcej niż jednego całusa bo dzięki jej recenzji wpadł mi w ręce ten zapach.
    Wpadł i usadowił się, rozpychając się rękami w moje top zapachowe.
    Nie myślałem, że coś może mnie aż tak zaskoczyć jeśli chodzi o świeżaki ale stało się.
    Tylko czy to na pewno świeżak? Myślę, że to kolejny uniwersalny zapach. Świetnie odnajduje się teraz w jesiennej aurze. Fajny do biura. Nieprzytłaczający dla odbiorców.
    Jestem nim zachwycony. Niesamowicie je polubiłem. Najbardziej radosny zapach jaki poznałem.
    Co do samego zapachu to połączenie wetywerii, mięty, limonki oraz nut drzewnych. No i ta trawa. Dzięki niej czuć tę piękną zieleń. Wszystko współgra ze sobą. Jest to zapach bardzo stonowany. Czuć w nim lekkość i sami stajemy się tacy mając go na sobie. Uwielbiam go od początku do końca.
    Bardzo długo się na mnie utrzymuje. Bite 10 godzin.
    Wyczekuję na tester w największej flaszce i będę pewnie polował na flakon z drewnianym korkiem.
    Fenomen jeśli chodzi o ten rok.

    4. Escada Magnetism

    Miłość. Tak je pamiętam.
    Niestety ale zużyłem cały flakon i próbki. Nie czuć już nic z pozostałości.
    Z każdym rokiem obiecuję sobie, że kupię odlewkę ale znowu kolejny rok u kresu i nie spełniłem pokładanego celu. Został mi tylko rynek wtórny, a ceny z roku na rok coraz wyższe.
    Chciałbym go sobie przypomnieć bo mam go tylko we wspomnieniach. W pięknych wspomnieniach.
    Piękne orientalno-drzewne perfumy. Kojarzycie zapach Cherry Coke? No to tutaj to mamy na początku. Nawet taki likier wiśniowy.
    Niesamowity słodziak. Bardzo ciepły i otulający. Idealny randkowiec na wieczorowe pory. Bardzo seksowny. Żaden ulep! Idealny balans. Pięknie harmonijny.
    No i zadziałał tutaj ten magnes. Przyciągnął mnie i nie odpuścił.
    Jeszcze cię dorwę…

    5. Lalique Encre Noire

    Uwielbiam zapachy od Lalique. Nie zawiodłem się jeszcze na żadnym z nich, a poznałem ich sporo.
    Przewija się, oj przewija na tagu. Nie jest to dziwne bo to killer perfumiarski. Perfumy, które powinien poznać każdy. Jaką jednak opinie będzie miał po powąchaniu to już bez różnicy. Chodzi tylko o pokazanie jak inne i dziwne mogą być pomysły na zapach.
    Poznajesz go i już dostajesz strzał. Ja dostałem trafiony w samo serce.
    Wzmianki o nim pojawiają się codziennie więc
    Przepiękna jest teraz na niego aura. Przy każdym możliwym deszczu mam go na sobie. Przy prawie każdym wypadzie do lasu mam go na sobie. Nawet jak siedzę przy komputerze to też mam go na sobie. Uwielbiam.
    Dopytuję się nie raz jak odbieracie wersję 78%. To stary wypust ale do zdobycia. Z mojej strony trwałość jak i projekcja bardzo dobra ale trochę gorsza od 79%.
    78% jest bardziej mokry. Przypomina mi torfowiska. Taki bagienny. Ba! Nawet powiedziałbym, że pachnie spalonym lasem po deszczu. Dla mnie sporo lepsze ale 79% to nadal świetny zapach.
    Zachęcam też do zapoznania się z wersją Sport oraz Extreme(odbiega od starszego brata).

    6. Yves Saint Laurent M7

    Urzekł mnie od pierwszego psiknięcia. Przepiękna kompozycja. Geniusz.
    Nie znam żadnego podobnego zapachu. Jedyny w swoim rodzaju.
    Połączenie agaru, wetywerii, ambry. To tutaj czuję. Może jeszcze lekka ziołowatość na dzień dobry ale ona szybko gaśnie. Pojawia się za to co w nim pokochałem. Słodycz. Nie ulepowata oczywiście! Tylko wyrachowana, wysublimowana, stonowana. Pięknie trwa przez wiele godzin. Tak przez wiele bo to bardzo trwały zapach o świetnej projekcji.
    Pięknie otula i stwarza aurę ciepła. Mój ulubieniec.
    Nietuzinkowy zapach. Zmysłowy i męski.
    Idealna pozycja na takie dni jakie są teraz. Świetnie zaczyna współgrać z zimową aurą.
    Jako dopełnienie małej recenzji trzeba dodać, że M7 miał dość kontrowersyjną reklamę jaka miała promować ten zapach. Z ciekawości można poszerzyć horyzonty
    Klasyk nad Klasyki bez dwóch zdań.

    7. Rasasi La Yuqawam

    Kolejna prosta kompozycja. Połączenie maliny ze skórą. No i ta malina robi tutaj niesamowitą robotę.
    Od samego początku uderza nas z pełną mocą. Niesamowity zapach. Zawsze polecany z mojej strony jako typowy randkowiec z racji, że płeć przeciwna będzie ściągała majtki przez głowę jeśli je oczywiście posiada.
    Może trochę wulgarne porównanie ale od pierwszego psiknięcia wiadomo o co chodzi.
    Oczywiście nadaje się na inne okoliczności. Zima i jesień mu sprzyja. Typ wieczorowy.
    Malina trwa w tej kompozycji jakiś czas. Następnie trochę wygaszając się i dając pole do popisu skórze do której dołączają nuty drzewne. Piękna słodycz trochę więc zanika i zapach staje się dosyć surowszy w odbiorze. Nie jest to jednak wydźwięk negatywny!
    Killer jeśli chodzi o trwałość. Projekcja na poziomie paru godzin. Zostawia ogon ale nie przytłacza.
    Bardzo wysokiej klasy pachnidło.
    Dość trudno dostępne i cena nie taka jak kiedyś. Nadal jednak jest to zapach wart do zapoznania się bo konkurencja o wiele droższa.

    Nominacja i prośba o swoje top leci do @makrel_gieldowy
    #perfumy #10fragsforlife
    pokaż całość

    •  

      @Minishcap
      Super wpis, jako "ambasador" całej akcji, świecący swoim krzywym ryjem, bardzo mi się podoba.
      Jakie to życie jest ciekawe, na naszych listach można wyodrębnić kierunek w którym jest każdy zakochany :)
      Jedni lubią słodko, drudzy bardziej drzewno-przyprawowo, Ty świeżo..... (。◕‿‿◕。)

    •  

      @Minishcap szacun za Issey Miyake. W zasadzie to mój pierwszy poważny zapach, od którego wszystko się zaczęło, możnaby rzec.

      Uwielbiam te orzeźwiające otwarcie. Butelke 125 ml mam już prawie 3 lata (trochę żyd mode mi się włączyl po zużyciu połowy)

      Nie wiem czy to zmiana sposobu aplikacji, ale od pół roku odnoszę wrażenie, że moc cytrusów opadła na rzecz bardziej wyodrębnionych nut kwiatowych :/

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Na wstępnie zaznaczę, że lista ta może się nie spodobać doświadczonym nosom, ale ważne że mi się podoba xD
    Jakiś rok temu założyłem sobie, że stworzę jak najbardziej uniwersalną kolekcję 5 zapachów, oto wyniki mojej pracy.

    1. Dolce & Gabbana The One EDP

    Jesień we flakonie. W sumie to mój pierwszy świadomy zakup, po jakichś tam testach (wersji EDT, ale spodziewałem się że może być tylko lepiej i było). Przy jego zakupie bezpośrednim konkurentem był słynny La Nuit, ale The One dla mnie wygrał pod względem zapachu. Bałem się trochę parametrów, ale gdy gdzieś wychodzę, to czuję go wokół głowy dobre kilka godzin, a rano jeszcze na poduszce. Jak go opisać? Jeremy (jego też nie lubią doświadczone nosy, ale j.w.) kiedyś określił go mianem "awesome coctail of manliness" i muszę się z nim zgodzić, kardamon, tytoń i żywice, jedna z lepszych kompozycji jakie wąchałem. Flakon też jest piękny. Gdybym musiał wybrać jeden zapach do końca życia, to pewnie by był ten, chociaż to trochę głupie, bo moim zdaniem minimum to dwa zapachy - jeden świeży, drugi cięższy.

    2. Paco Rabanne Invictus

    Piękny świeżo - słodki zapach, idealny na wiosnę i lato, najlepiej dzień. Kompletnie nie widzę go wieczorem, ani przy okazji wyjścia do klubu. Piękne świeżo - słodkie owoce, głównie cytrusy na otwarciu przechodzące w popularną ostatnio ambrę, czy też może bardziej ambroxan, z liściem laurowym. Czuję też tą "plastikową/syntetyczną nutę" ale absolutnie nie widzę widzę w niej nic złego. Jestem świadomy, że jest to popularny zapach, ale gdy go czuję to po prostu uśmiech pojawia się na mojej twarzy ¯\_(ツ)_/¯ W lecie najchętniej nosiłbym go codziennie, ale mam świadomość, że niektóre sytuacje wymagają czegoś bardziej stonowanego, stąd kolejna propozycja - klasyczny świeżak.

    3. Versace pour Homme

    Tutaj nie będę się rozpisywał, jeden z niewielu świeżych (cytrusowych) zapachów które nie pachnie na mnie gorzką pomarańczą, a pachnie po prostu dobrze. Może nie czuję tutaj proszku do prania, jak wiele osób, ale uważam go za bardzo przyjemny cytrusowy zapach z lekko słodkim tłem. Jest bardzo uniwersalny, elegancki i casualowy zarazem. Parametry mógłby mieć lepsze, dlatego bardzo chciałbym, żeby wyszła jego wersja EDP/Intense/Hurricane, skoro nowy Eros to Flame ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    4. Coach Platinum

    Mam go od dzisiaj ( @dradziak ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), ale testowałem wielokrotnie, moim zdaniem zapach idealny na wiosnę, ale nada się także na jesień - przejściowe pory roku. Jak pachnie? W otwarciu jest podobny do Diora Sauvage, lecz potem zmierza w słodszą stronę - wanilii. Zwykły Coach pachnie po prostu jak żel pod prysznic, ale w Platinum można na szczęście wyczuć tło. Niby zwykły codzienny "niebieski" zapach, jakich wiele, a ja się w nim zakochałem, a w Sauvage jednak nie, uważam też że idealnie dopełnia moją kolekcję. Zastanawiałem się jeszcze przez jakiś czas nad Dylanem Blue, ale coś mi w nim nie pasuje, mimo tego że kilka razy próbowałem się do niego przekonać. Dodam jeszcze, że owocowe otwarcie (chyba ananas) można wyczuć przez cały czas trwania zapachu, co nie zdarza się często, gdy zapach nie jest liniowy (przynajmniej według mojej wiedzy).

    5. Versace Eros

    Dłuższy czas szukałem słodziaka, próbowałem wielu alternatyw, ale wyszło, że i tak kupiłem Erosa (podobnie było z Invictusem). Posiadam batch z 2018 roku i jestem zaskoczony parametrami, co opisałem tutaj, na sobie też czuję go dłuższy czas, tak jak The One EDP zostawia zapach na poduszce. Co do zapachu, to świeże jabłkowo - cytrynowo - miętowe otwarcie przechodzące w mix wanilii i tonki. Prawdopodobnie za rok wymienię go na Erosa Flame, jeśli to czego dowiedzieć się można z pierwszych recenzji to prawda. Bardzo fajnym zamiennikiem może być Ultra Male, stawiam je prawie na równi, jednak Eros jest trochę bardziej męski, a także wygrywa pod względem dostępności i ceny.

    Na koniec mogę dodać, że lista ta jest aktualna, ale za jakiś czas pewnie się zmieni, bo już po głowie chodzą mi takie zapachy jak Ideal EDP, czy Xeryus Rouge, ale to temat na następny rok. Wiem na pewno, że nie zamierzam iść w kierunku niszy, jestem fanem mainstreamu. :D

    Nominuję @SpasticInk jak wróci z banicji oraz @Mati_45 i @lukas9990, bo pamiętam że jeszcze na poprzednim koncie fajnie się dyskutowało. (nick był taki sam, tylko bez przerwy w środku, może pamietacie) :D

    Miało być zdjęcie kolekcji, ale jakoś nie mogę znaleźć fajnego miejsca na zdjęcie, jeśli ktoś będzie zainteresowany, to wstawię w komentarzu.

    #perfumy #10fragsforlife
    pokaż całość

  •  

    Ciekawy pomysł z tagiem i całkiem praktyczny, bo z założenia takie zestawienie powinno być w pewnym stopniu komplementarne i użyteczne.

    1. Atelier Cologne - Orange Sanguine
    Ktoś może zapytać: po co pachnieć sokiem z pomarańczy? Mimo wszystko jest to tak naturalny i radosny zapach, że nawet zimą potrafi poprawić humor. Nie ma tu miejsca na jakieś zielone dodatki. Z czasem robi się trochę słodko-kremowy. Minimalistycznie, ale jak pięknie.

    2. Creed - Aventus
    Wiadomo, że przehajpowane okrutnie, ale da się złapać w rozsądnej cenie. Ciekawy, przyjemny i bardzo uniwersalny zapach. Słodycz owoców i wanilii, trochę dymności. Doskonale zbalansowany. Chłodny letni dzień albo cieplejszy wiosenny - w taką aurę pasuje najlepiej.

    3. Serge Lutens - Chergui
    Powoli zaczyna się robić poważniej i wchodzi większy kaliber. Balsamiczne, upajające, dobre na randkę. Tytoń wymieszany z miodem, dość subtelne kadzidło, ogrzewająca ambra. Mdlący chyba jedynie w przypadku solidnego przedawkowania. Czasem przebija się też wyraźna nuta siana, która zdecydowanie dodaje uroku.

    4. Micallef - Gaiac
    Tutaj też całkiem smacznie, ale nieco odmiennie. Ciepły i słodki gwajak w miksie z goździkami, dosłodzony wanilią. Kremowe odczucie, trochę jak jakieś ciasto. Projekcja w dalszej fazie bez szału, ale nie musi to być minus, jeśli przyjąć jako wybór na randkę ze śniadaniem. ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

    5. Rasasi - La Yuqawam
    Bezkompromisowy mocarz. Interesująco podana, słodkawa i nieco zwierzęca, skóra. Również zamsz. Szkoda tylko, że ta malina nie trwa dużo dłużej. Dobry towarzysz do szkockiej i cygara albo po prostu dłuższego tournee po pubach w jakąś zimową noc.

    Taka piątka, to by chyba było wystarczająco. Chociaż chętnie dodałbym też dwa inne drzewno-szyprowe zapachy, względnie wymienił je za Aventusa.

    L'Artisan Parfumeur Timbuktu to przyprawowe otwarcie i potem niezwykły suchy akord papirusa i dymu, a czym dalej w las, tym bardziej do głosu dochodzi wetyweria.

    Guerlain Homme L'Eau Boisee to też wetyweria, ale kompozycja jest bardziej żywo-zielona, mniej wytrawna, a nuty drzewne i rumu podkreślają męski charakter - dość klasyczny klimat, ale całkiem oryginalne wykonanie.

    #perfumy #10fragsforlife
    pokaż całość

  •  

    Tag niby rzecze #10fragsforlife, ale złożę hołd natychmiast powstałej tradycji ograniczenia listy do pozycji pięciu – przede wszystkim dlatego, że jednak za mało jeszcze mój nos doświadczył, aby dycha była sensowna. Jak będzie dobrze ponad sto znanych, to będzie można poszerzać.

    W porządku, w kolejności (prawie) alfabetycznej, bez wartościowania wewnątrz.

    1. Gucci Pour Homme II

    Przez wiele lat miałem w domu fiołki, stąd i zapach liści tych kwiatków jest mi nieobcy. Wiele osób twierdzi, że w GPH II dominuje nuta herbaty, ale jak na moje jest ona rozpuszczalnikiem, w którym zanurzono dwa pierwszoplanowe akcenty: liścia fiołka właśnie i cynamonu. Błękitny płyn od Gucciego emituje zapach niezwykle uniwersalny, jednocześnie orzeźwiający i otulający. Ma tylko jeden problem jako produkt: parametry użytkowe. Zdecydowanie nie wystarczy test woni na bloterku, trzeba ponosić i sprawdzić na swojej skórze, do której grupy należymy: szczęśliwców, którzy nie odczuwają żadnych niedostatków czy pechowców, którzy mimo piękna kompozycji nie mogą się nią cieszyć w pełni z powodu efemeryczności. Ja należę chyba do obydwu grup jednocześnie, w zależności od dnia doświadczyłem zarówno jednego, jak i drugiego stanu. Ostatnio wszedłem w posiadanie bardzo bliskiego GPHII zapachu, mianowicie: Hanae Mori HiM (notabene opisywany na 150perfum) i jestem niezwykle zadowolony. Propozycja z Japonii cieplejsza niż ta z włoskiego domu mody, bardziej drzewna niż ozonowa, ale w centrum gra z pełną stanowczością ten sam duet, który wzbudza moje uwielbienie. Globalnie użyłem raz i na ten moment zdecydowanie nie podzielam wrażeń @dr_love co do projekcji, na mojej skórze zapach pulsuje wyraziście przez wiele godzin. Mimo tego wszystkiego obawiam się, że Gucia zastąpić będzie ciężko, więc to on znalazł się na mojej liście, był zresztą pierwszy.

    2. Guerlain L'Instant de Guerlain Pour Homme

    Pana Instanta opisywałem już tutaj. Cóż, technicznie nie jest to ten sam produkt, który pojawił się na liście od @dradziak (on opisywał EDP, ja wodę toaletową), ale wystąpienie tej samej nazwy mimo ledwie trzech wpisów pod tagiem nakazuje uznać hipotezę przypadkowości za mało wiarygodną. I rzeczywiście, Instant zdecydowanie zasługuje na uznanie. Perfumy wielowarstwowe, głębokie, eleganckie, apetyczne. Gorzkie kakao i kwaśne cytrusy podane w rozgrzewającym, aromatycznym sosie z nutką anyżu. Świetna trwałość i nigdy nie zanikająca, choć zupełnie nieagresywna projekcja. L’instant jest w dla ciała tym, czym dla domku w górach jest rozpalony kominek. Na zimniejsze dni po prostu majstersztyk.

    3. Guerlain L’eau Boisee

    Skoro jest coś na temperaturę niską, musi być też coś na gorąc. Gdybym miał zostać z jednym zapachem o takim przeznaczeniu, nie wahałbym się ani moment. L’eau Boisee niewątpliwie jest świeżakiem, ale o charakterze zgoła odmiennym od przeciętnej letniej pozycji, która, głosem stanowczym lub szeptem, ale konsekwentnie oznajmia: świeże pranie. L’eau Boisee nie mówi nic. L’eau Boisee jest generatorem mikroklimatu. Kilka chmurek wystarczy, żeby stała się rzecz niezwykła. Mimo tego, że technicznie idziecie przez miasto w trzydziestostopniowym upale, nie możecie odpędzić się od wrażenia, że właśnie jest szósta rano i usiedliście na środku leśnej polany, na pokrytej poranną rosą trawie, w ręku trzymając porządnie schłodzone mohito. Przepiękna, mrożąca zieloność. Dla osób, które w perfumach w ogóle tolerują wyłącznie świeże klimaty (chociaż raczej próżno ich szukać pod tym tagiem ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), L’eau Boisee na pewno sprawdzi się jako zapach uniwersalny. Klasy i jakości nie sposób mu odmówić, nie sposób również pachnieć nim źle nawet w grudniu.

    4. Terre d’Hermes

    Był taki okres, że od czasu do czasu odwiedzałem jakiegoś Douglasa lub Sephorę, w głowie mając kilka pozycji, z którymi chcę się wstępnie zapoznać, zazwyczaj z powodu zachwytów na perfuforum lub słupków na fragrantice ( ͡° ͜ʖ ͡°). Skutkiem takich wizyt było trochę skrzywień twarzy, dużo „meh”, cała masa „hmm, podoba mi się”. I był jeden strzał z armaty – Terre d’Hermes. Powąchałem raz i byłem pewien. Chcę. Ową żądzę zaspokoiłem naprędce zakupem 30 ml odlewki na perfuforum. Hermes proponuje niesamowitą ziemistą głębię, serwuje agresję korzennej świeżości przełamaną pomarańczowym aksamitem. Zapach potrafi jednocześnie rozgrzać nozdrza i zapewnić powiew gładkiej świeżości. Ucieleśnienie surowości, niezwykle uniwersalne, wielowarstwowe i zależne w swej postaci od temperatury, w której jest serwowane. Nada się na każdą porę roku, chociaż ani w upale, ani w mrozie nie pokaże właściwej sobie doskonałości. Za to jesienią i na wiosnę… Tylko aplikować. I czekać komplementów, a te pojawiają się często.

    5. Yves Saint Laurent Opium Pour Homme

    Opium Homme od YSL charakteryzują dwie rzeczy: flakon, który według mnie jest po prostu byle jaki i zupełnie nie przystaje do poziomu ukrytej wewnątrz mikstury i nazwa, która nie mogła być lepsza. Bo zapach z francuskiej stajni to prawdziwy olfaktoryczny narkotyk, od którego nie sposób się oderwać. Niejednokrotnie przy okazji sprawdzania różnych perfum psikałem sobie i Opium na papierek, zwyczajnie nie byłem w stanie się powstrzymać. Nie wiem, czy można właściwie opisać ten zapach, ale jestem zobligowany spróbować. Opium pour homme to majestatyczna, żywiczna intensywność. To głęboki balsam o anyżowo-porzeczkowym posmaku. To przeszywające mózg na wylot orientalne ostrze. W tłumie słodkich ulepów Opium jest prawdziwym księciem, któremu trzeba oddać pokłon. W „ostatnich 5 zapachach” musiała się znaleźć dedykowana pozycja wyjściowa (na kluby ( ͡° ͜ʖ ͡°)) i nie mógłbym z czystym sumieniem postawić czegoś ponad dzieło Yves Saint Laurent.

    Nie nominuję nikogo, bo nie lubię tego robić. Kto będzie chciał, napisze ; ) Miłego
    #perfumy
    pokaż całość

  •  

    No dobrze, z góry mówię, że nie mam najmniejszych szans nawet zbliżyć się do poziomu @dradziak jeśli chodzi o opisywanie zapachów :)

    W sumie rzucił mnie na głęboką wodę, gdyż w "świecie perfum" nie jestem zbyt długo ale udało mi się wybrać kilka zapachów "for life".
    Honorable Mentions :D
    -Burberry London for men - chyba za popularność jako zimowy zapach :)
    -Terre d'Hermès Eau Très Fraîche - Tej mandarynko-pomarańczy (odkrytej przeze mnie dopiero wczoraj) nie wymienie na nic. Zapach według mnie idealnie pasujący do światecznego stołu (wigilijnego oczywiscie ;p)
    -Kilka zapachów z Zary (nie będę wymieniał, zapraszam do wąchania)

    5. Versace Eros
    Wielu pewnie tutaj pokręci przez chwile głowami w niedowierzaniu (niestety jest to moja lista i nic wam do niej ;p). Jest to zapach, który moją przygodę ze światem perfum niejako zapoczątkował. Był to mój pierwszy zapach z "wyższej" półki. Wcześniej jak większość nastolatków nie psikałem sie wcale albo czymś z grupy Lacoste Challange lub inne Nike. Dodatkową ciekawostką niech będzie to, że po wielu próbach znalezienia pierwszego zapachu ten kupiłem w ciemno i zaskoczyło... Perfum opisywać w tym przypadku nie muszę. Każdy na pewno doświadczył nie raz i nie dwa jego miętowo-waniliowego zapachu.
    Co ciekawe, spotkałem sie nie jeden raz z opinia, że mięty nie czuć. Dziwni Ci ludzie :)
    Po głębszym zanurzeniu sie w świat perfum używam go już teraz tylko latem albo na wieczór po prysznicu (typowy netflix&chill).

    4.Prada L'homme
    No cóż... Fresh fabric softener with a luxury touch... Tutaj Jeremy jest wyjątkowo trafny. Chyba najbardziej rozpoznawalny irysowo szminkowy zapach na scenie designer'skich perfum. Nie jest to killer jeśli chodzi o parametry i projekcje ale chyba takie założenie przyświecało twórczyni (Daniela Andrier). Typowo biurowo-uczelniany nienachalny zapach.

    3.Versace Dylan Blue
    Kolejny Versace na liście... Ten z kolei o wiele bardziej uniwersalny. Caloroczny, ambroxanowy zapach przez wielu porównywany do Dior Sauvage lub Bleu de chanel. Tak jak porównanie do DS jestem w stanie zrozumieć tak przyrównywanie go do BDC jest co najmniej nie na miejscu. Jedyne co mają wspólnego to cytrusowe otwarcie według mnie. Jeśli o DS chodzi to w mojej skromnej opinii VDB jest lepszy i bezpieczniejszy w odbiorze przez otoczenie. O cenach tych trzech pozycji nie będę wspominał ale VDB wychodzi w tej bitwie zdecydowanie zwycięsko.

    2.Jean Paul Gaultier Ultra Male
    Czy trzeba opisywać ten zapach? Ktoś go w ogóle jeszcze nie czuł? Jedni go kochają, inni nienawidzą. Ja należe do tej pierwszej grupy (po liście może tego nie widać ale lubię słodkie zapachy). Strasznie słodka gruszka, okraszona daodatkowo cukrem i cynamonem. Przełamane to wszystko wanilią, miętą i chyba lawendą. Projekcja oraz intensywność ponad wszystko co miałem do tej pory przez co trzeba uważać ile się go aplikuje. No chyba, że nie lubicie ludzi ze swojego otoczenia wtedy można ich takil JPGUM bardzo udanie zemdlić :D

    1.Chanel Bleu de Chanel
    No i tutaj sprawa jest dziwna. Flakonu jeszcze nie miałem. Kilka odlewek i małych próbek. Cóż. Cytrusy, Imbir, Kadzidło, troszkę mięty i pieprzu i mamy idealnego drin... Perfumy :)
    Zapach dosyć biegunowo odbierany w perfumowym światku. Ja się w nim zakochałem. Czemu? Szczerze nie mam pojęcia. Czy jest to genialny zapach? Zdecydowanie są lepsze a BDC jest DOBRY. Może trwałość i projekcja nadrabiają? No właśnie tutaj też szału nie ma. Pytanie tylko czemu ten zapach jest tak uzależniający? :)
    Może dlatego, że BDC sa zapachem eleganckim, lekko szarmanckim, męskim ale nie ciężkim zarazem. Jakoś tak idealnie współgra on ze mna, z moim stylem bycia i ubiorem. Pasuje zarówno do skórzanej kurtki jak i do marynarki ubieranej na "sportowo". Na okazje bardziej formalne również się sprawdza!
    Są to takie perfumy, które nie są i chyba nigdy nie będą gloryfikowane na forach i opiniach właśnie z powodu osób, które go noszą. Nie wymądrzających się, nie krzykliwych, można by ich krotko opisać jako facetów z klasą. Jakby perfumy włożyc w świat samochodów to w świecie super głośnych sportowych aut których mamy wiele BDC jest takim równie mocnym jednak o wiele bardziej eleganckim Bentleyem.

    Tak wiem, że nie umiem pisać.
    Kogoś trzeba nominować tak więc losowo @IamHater @Minishcap oraz @pinkquartz (poznajmy też damską liste)

    #perfumy
    #10fragsforlife
    pokaż całość

  •  

    No to zaczynamy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Pewnie niektórzy z Was kojarzą zabawę jupiterów, która polega na wybraniu 10 zapachów, które by się trzymało przez całe życie.
    Oczywiście im więcej testujemy, możemy być bardziej podatni na pewne zmiany w naszych osobistych rankingach i preferencjach, jednakże z perfumami jest trochę jak z zakochaniem.
    Pamiętamy swoją pierwszą wielką miłość, pamiętamy swoje zauroczenia, pierwsze mocniejsze bicie serca na czyjś widok.
    O to moja lista zapachów, dzięki którym moje serce zabiło ciut szybciej niż zazwyczaj, bądź mają ważną pozycję na mojej zapachowej półce.

    1.Yves Saint Laurent - La Nuit de L'Homme

    Jest to jeden z tych zapachów, które są "oklepane i sztampowe", ale również jest to jeden z tych zapachów o którym najwięcej się mówi wśród perfumowych freaków i zwyczajnych użytkowników perfum.
    Nie bez przesady jest już ponad 50 stron na perfuforum, które próbują go opisać, prowadzić o nim wszelkie dywagacje (niestety w dużej mierze na temat reformulacji).
    W prosty sposób noszalny, ale także seksowny, odrobinę gormoundowy, ale także drzewny.
    Jeden z tych zapachów, gdzie nikt nie powie, że śmierdzi, czy jest ohydny.
    Zawsze znajdzie mniejszą, bądź większą aprobatę.
    Jedyny wypust, który bez zastanowienia kupiłem w pojemności 200ml i w którym się zakochałem od pierwszego powąchania.
    Co najśmieszniejsze posiadam Frozen Cologne, Day Y, czy Strolling Over Heaven, które są jego klonami, a samego oryginału nie posiadam.
    Na to akurat jest proste wytłumaczenie - bardzo słabe parametry, po reformulacjach.
    Jeszcze śmieszniejszą rzeczą jest to, że nie używam ich prawie w ogóle, natomiast używam Dolce & Gabbana - The One Collector's Edition, który dla mnie jest bratem La Nuit i trzyma na mojej skórze o wiele dłużej, a przyjemność z noszenia mam tylko trochę mniejszą.
    Moje alter ego dla Lalique - Encre Noire.
    Moja mała miłość platoniczna.

    2.Rasasi - Hawas

    Dziwnym jest to, że gdy przeszedłem do tej pozycji to bardzo głęboko wzdychnąłem.
    Hawasa nie uważam za szczyt kompozycyjnej finezji, ani za perfumy które potrafią zawładnąć wyobraźnią osoby, która w jakiś sposób mogła doświadczyć perfumy w totalnej skrajności co do Hawasa - pachnące zgniłą piwnicą, szaletem miejskim, czy prochem strzelniczym.
    Nie sposób mi znaleźć w głowię określenia, które miały by nad wyraz komplementować ten zapach, w opozycji do zapachów które posiadają swój unikalny charakter i są dość osobliwe.
    Hawas natomiast jest dla mnie kwintesencją nowoczesnego perfumiarstwa, które ma być przyjemne i dostępne dla prawie każdej osoby.
    Ma nie szokować, podobać się płci przeciwnej, zaznaczać się wśród tłumu.
    Zawsze dać radę i być jak skrzydłowy na imprezie, któremu puścisz oko i wiecie co dalej robić, a w tym wszystkim jest jakość (pstryczek w nos do Invictusa).
    Takie właśnie jest Rasasi - jak Toyota wśród samochód .
    Jak użyjesz go w lato, nawet jak użyjesz go w zimę, czy deszczową jesień i budzącą się do życia wiosne, to zawsze w mniej lub bardziej zgrabny sposób wygrzebie się z każdej sytuacji.
    Niby Toyota jest tak oklepana i popularna, ale powiedzcie szczerze.
    Kto nie chciałby mieć Toyoty w swoim garażu?
    Ja właśnie taką już posiadam.

    3.Guerlain L'Instant de Guerlain Pour Homme

    Jakie to życie potrafi być przewrotne i zaskakujące.
    Są takie zapachy, które gdzieś chodzą nam po głowię dłużej, czy krócej, ale chodzą i pomalutku odznaczają się w naszej świadomości.
    Mówiąc instant mam w głowię słowo natychmiast i tak się stało z tym zapachem - od razu zawładnął moim olfaktorycznym sercem (bo chyba tam jakieś perfumy płyną, a nie krew).
    Dość dawno temu poznałem ten zapach i spodobał mi się, ale nie na tyle by był pozycją must buy.
    Kilkukrotnie do niego wracałem, bo gdzieś tam krążył w orbicie moich zainteresowań, ale nigdy to nie była wersja EDP, tylko EDT.
    Sądziłem, że może jestem trochę za młody na ten zapach przez te drzewno-przyprawowe akordy i że potrzebuję czegoś może bardziej łatwego w odbiorze dla samego siebie i otoczenia.
    Chciałbym krzyknąć - jakże byłem w błędzie, ale tak się nie stanie.
    Potrzebowałem najwyraźniej trochę czasu, by sięgnąć po wersję EDP i wtedy to się stało.
    Moje wszelkie rozterki i wątpliwości znikły, gdy otulił mnie drzewny zapach, przemieszany z niesamowicie zbalansowanym kakao.
    Nic tutaj nie krzyczy mówiąc patrz na mnie, tutaj jestem, widzisz mnie?
    Po prostu jest i otula swoim ciepłem i faktycznie mogę z ręką na sercu powiedzieć, że nie widzę go dla młodszej osoby, ale dla kogoś kto patrząc w lustro widzi w swoich oczach wiele doświadczeń, które miały być bardziej ciężką nauką na przyszłość.
    Widzę w nich spokój, stabilizacje, ale także i radość.
    Dom, piękny dębowy dom w środku lasu, pośród głuszy drzew.
    Ciepło, które zostaję gdy zamkniemy oczy.

    4.Tom Ford - Ombré Leather

    Chyba każdy się ze mną zgodzi, że poziom kompozycji i jakość perfum brandowanych marką Tom Ford jest co najmniej dobra i nie ma tutaj pola do dyskusji.
    W każdym zapachu który do tej pory miałem przyjemność testować, była niesamowita solidność i dało się odczuć, że co jak co, ale jest to marka premium.
    Nadal sądzi się, że Dior, czy Chanel są wyznacznikami luksusu, ale moim zdaniem tak już nie jest za sprawą licznych reformulacji które jak woda drążąca skałę powoli niszczą reputacje tych znamienitych marek.
    Pierwszy zapach zza Oceanu, który zakręcił w mojej głowię nazywa się Black Orchidea i nadal uważam go za propozycję która ma niesamowitą moc przekazu i wyrazu w sobie i tylko wybrani będą mogli ją "ujarzmić".
    Jednak to Ombre Leather w końcu sprawiło, że posiadam swój balans między Tuscan Leather, a Yuqawam bez tego krzykliwego kadzidła, przebijających się malin, ale za to z najlepszą skórą jaką kiedykolwiek wąchałem.
    Wszystkiego dopełnia fakt, że wyczuwam tam również inklinacje wiśni która z kolei nawiązuje do perfum które także niezmiernie cenie - Guerlain - Ideal EDP.
    Moja garniturowa propozycja, gdzie wiem, że będę po prostu dobrze pachnieć i doda mi pewności siebie.
    W końcu to Tom Ford, a kto jak nie On zna się na dobrze skrojonym garniturze?

    5.Lalique - Encre Noire

    Gdybym miał wymienić jeden niszowy zapach, który osiągnął sukces wśród mainstreamowych propozycji, to będzie właśnie czarny atrament.
    W pewnym momencie miałem wrażenie, że pojawia się w każdej możliwej propozycji i trochę mnie to dziwiło, przecież nie jest to propozycja którą można polecać w ciemno i nie martwić się o pierwszą reakcję, gdy się go powącha, ale można polecać go w ciemno jeśli zależy Wam na flakonie.
    Gdy pierwszy raz zobaczyłem ten ciemny, minimalistyczny flakon, z białym, prostym napisem i drewnianym korkiem to od razu się zakochałem i wiedziałem, że jesteśmy dla siebie stworzeni.
    Nigdy później już tak nie miałem i wszystkiego dopełnia fakt, że gdy powąchałem go pierwszy raz, to miałem wrażenie, że właśnie tak sobie go wyobrażałem
    Moim pierwszym zakupem był Azzaro - Chrome, ale to własnie Lalique uważam, za swój pierwszy w pełni świadomy zakup, który był iskrą do olfaktorycznego zapłonu, który trwa do teraz.
    Jest to mój schron, gdy czuję się źle.
    Moje odludzie i mój horyzont zdarzeń.
    Gdy go przekroczysz, nie będzie już odwrotu i pochłonie Cię wieczną czernią które zawsze pochłania, ale nic nie oddaję.
    Są to perfumy które jako jedyne odzwierciedlają moją duszę, moją prawdziwość i nawet jeśli nie noszę go często, czekam aż będzie chłodna jesień i zima, a potem odstawiam go na półkę i cały rok wącham tylko z korka, to gdybym miał zostawić tylko jedne perfumy do końca życia, to właśnie byłoby to Encre Noire.
    A może coś się jeszcze zmieni....?

    O to moja lista zapachów na całe życie, ale jak dobrze wiecie ono ewoluuję, zmienia się i jest sinusoidą, dlatego nigdy nie wiadomo, czy może któraś z pozycji nie zostanie wyparta.
    Chciałem napisać pięć propozycji, bo czuję, że jest to odpowiednia liczba na ten moment.
    Mam nadzieję, że mój wpis w sposób godziwy na rozpoczęcie życia tego tagu.

    Mógłbym nominować do wyzwania pewne oczywiste osoby, ale chce, aby to wyzwanie nabrało trochę więcej kolorytu, a na tę osoby o których myślę przyjdzie z pewnością pora, więc nominuję do wyzwania @tymczasowy_wykopek (pokaż co potrafisz :P) i @celuch1920.
    Powodzenia chłopaki :D

    Ps. Ruszam ze swoim tagiem #scentlife, pod którym będę prawdopodobnie swoje wszystkie przemyślenia wrzucał :)

    #10fragsforlife #scentlife #perfumy
    pokaż całość

    źródło: encre noire.png

  •  

    Kojarzycie może 'akcje' od perfumeryjnych youtuberów pt. "Keep Only 10 Fragrances For Life"? Może zrobimy wykopową wersję?

    Pod tagiem #10fragsforlife każdy chętny wypisywałby do 10 swoich ulubionych perfum (zachęcam, żeby nie traktować tego limitu jako zasadę, bo po co na siłę coś wypisywać). Najlepiej oddzielnie designer'skie i niche'owe.

    Jako potencjalnych ambasadorów imprezy wołam naszych specjalistów: @dradziak i @dr_love.

    Z uwagi na niechęć do podobnych zapachów zapraszam @Saelvethil, jestem ciekawy co najbardziej ci się podoba.

    Jeśli chodzi o mnie to jestem dziwakiem i nie mam za dużej kolekcji. Większość zapachów testuje na papierku, bo nie podoba mi się wystarczająco, aby zaszczycić mojej skóry. Moje ostatnie kilka wypadów na 'łowy' w celu znalezienia kolejnego zakupu były nieowocne. Taka akcja może być zarówno dla mnie jak i dla innych pewną inspiracją w wybieraniu kolejnych zapachów do testowania/kupowania

    W związku z powyższym + niedużym doświadczeniem do swojej listy wybrańców mogę wytypować jedynie:
    - Vesrace Dylan Blue
    - D&G The One Parfum

    #perfumy
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #10fragsforlife

Archiwum tagów