•  

    #150perfum #perfumy 150/150

    Mugler Alien (2005) EDP

    Wczoraj był Król perfum to dziś musi być Królowa. Chyba nikomu nie udało sie zgadnąć chociaż niektórzy byli blisko strzelając w damskie zapachy jak @rindo w Angela albo @ChissCake w Jicky od Guerlain.

    Pewnie teraz zadajecie sobie pytanie czemu na ostatnie perfumy wybrałem akurat kobiece, a co więcej takie, których nawet nie noszę, prawda? Powiem najkrócej jak się da. Nigdy nie wąchałem nic lepszego i nawet fakt, że są to perfumy w 100% kobiece tego nie zmienia. Szaleje za nimi, za jego flankerami, uwielbiam je na swojej dziewczynie, kocham je wąchać, chciałbym aby towarzyszyły mi już do końca świata, żeby zawsze w moim domu była buteleczka wody perfumowanej, którą będę mógł podziwiać tak jak podziwiam aromat soku znajdującego się w jej środku. Kompozycja doskonała.

    Alien to perfumy kwiatowe. Słodkie, jaśminowe, w których ten piękny kwiat przybiera formę pudrową. Piękna do całokształtu dopełniają drzewne akordy w postaci drzewa kaszmirowego i ambra. Zaledwie 3 składniki wystarczyły by powstał aromat doskonały od którego już nigdy nie będę mógł się uwolnić. Zapach idealny bo po prostu wszystko w nim mi się podoba. Pachnie słodko, uwodzicielsko i bardzo kobieco, do tego zostawia wspaniały ogon, a przy odpowiednio mocnej aplikacji jest w stanie nawet wypełnić pomieszczenie. Nie są to perfumy uniwersalne i nadają się według mnie głównie na wieczór, do tego na pewno nie są łatwe w noszeniu, a wręcz są mało bezpieczne. Wydaje mi się też, że nie do wszystkich będą pasowały. Chyba się nie pomylę mówiąc, że przed Alienem nie powstał zapach nawet w połowie do niego podobny, ale to już zostawiam do weryfikacji rózowym paskom z tagu #perfumy. Marzy mi się, że kiedyś poznam coś na wzór Aliena ale chociaż odrobinę bardziej męskiego abym mógł go z powodzeniem nosić bo niestety Alien Man z opisywanym dziś arcydziełem to prócz nazwy nie ma nic wspólnego.

    Parametry ma zajebiste, zresztą o projekcji mogę powiedzieć wiele bo to signature scent mojej dziewczyny od kilku lat. 4 strzały wystarczy by zostawił długi ogon, 6-8 to gwarancja wypełnienia pomieszczenia i w sumie może ze 3-4 moje zapachy miałyby do nich pozjazd + ze 2 kobiece z kolekcji kobitki doktorka, a na myśli mam Angela oraz Caleche Soie de Parfum Hermesa, które jako jedyne perfumy jakie znam mają niesamowitą moc zostawania w pomieszczeniu z 30 minut po opuszczeniu domu przez osobę, która ich użyła :)

    Alien też pomaga odróżnić kobiety od dziewczynek, bo te drugie nigdy się nie zainteresują takimi dziełami jak to, a będą podążały za tłumem i śmierdziały Black Opium, La Vie Est Belle czy ich klonami, uprzykrzając lato albo podróż komunikacją miejską innym ludziom. Wielka szkoda, że żyjemy w takich czasach gdzie nikt nie lubi się choćby odrobinę wyróżniać, nawet zapachem. Na ulicach co druga nastolatka ma taki sam make-up, co drugi gimb ma białą koszulke z napisem Levis albo Calvin Klein, wali od niego z kilometra Invictusem, a najpewniej jakimś jego bazarowym klonem. I nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko osobom, które świadomie dokonują takich wyborów i podoba im się plastikowy aromat takich perfum. Nie mogę jednak pojąć, ze taki osobnik nie czuje się źle z tym, że ubiera się czy pachnie tak samo jak wszyscy. Świat byłby przecież nudny jakby każdy wyglądał i pachniał tak samo.

    typ: floral-sweet
    zapach: 10/10
    trwałość: 10/10
    projekcja: 10/10
    cena: jakoś 60 ml za 200 zł
    podobne: wszystkie flankery Aliena.
    ----

    Dzięki, że byliście ze mną przez te 150 dni. Czasem jeszcze wrzucę jakiś opis ale na pewno nie codziennie. Zostało jeszcze tyle wspaniałych zapachów dla których nie znalazło sie miejsca jak np. dzieła z prywatnej kolekcji Ermenegildo Zegna'y, Tobacco Vanille Forda, którego poświeciłem w imię tańszego klona czy Virgin Island Water Creeda. Nie było też Invictusa, którego z największą przyjemnością zmieszałbym z błotem za to, że 80% jego użytkowników to ameby umysłowe i mając świadomość tego jak piekielnie mocnym zapachem jest używają go i w 40 stopniowe upały i na siłownie. Chciałem też napisać kilka ciepłych słów o 1 Million, kilka szorstkich o Boss Bottled, trochę zachwytów nad Angelem, Jicky, Shalimarami Guerlaina, Oud Fleur i Amber Absolute Forda, pare neutralnych o Joop Homme, Bleu de Chanel czy lekkiego dissa na Pure Malt. Lutensów też mam jeszcze kilka o których warto powiedzieć słówko. Czarnego Adidasa może i lepiej, że nie było bo pewnie za swoją recenzje dostawałbym pogróżki na pw. ;) Fanów Brutala przepraszam, że nie dałem recenzji, wiem, że powód mam błahy, ale nigdzie nie znalazłem testera do przetestowania!

    Dawałem te wpisy, żeby może bardziej zainteresować Was tematem perfum, że czasem wystarczy 50-100 zł żeby ładnie pachnieć i wiem, że niektórzy dzięki tej serii ładnie wciągneli się w temat perfum na co mam dowody w postaci pw ( ͡° ͜ʖ ͡°). Nie wszyscy jednak potrafili zrozumieć, że robiłem to czysto subiektywnie i często nie zgadzano się z moimi ocenami albo zarzucano mi, że Acqua di Gio nie może na mnie trzymać 10h bo na na większości trzyma 6, a Versace pour Homme nie mogło nigdy dobrze projektować bo przecież od paru lat ma słabe parametry. To tak samo indywidualna sprawa jak to, że Ferrari Bright Neroli oceniłem wyżej niż La Nuit de L'Homme bo po prostu bardziej mi się ten pierwszy podoba i fakt, że laski rozkładają nogi jak go czują tego nie zmienia bo w przeciwieństwie do niektórych nie przywiązuje do tego uwagi, a używanie zapachów tylko dlatego, że podobno dobrze reaguje na niego płeć przeciwna to głupota, która kończy się tym,ze co drugi Pan w garniturze, w przedziale wiekowym 30-40 lat pachnie Sauvage. Nie ukrywam też, że dalej nie mogę uwierzyć w to jaką popularność zdobył tutaj Adnan B. Ambre Noir. Uszczypnijcie mnie, a teraz elo, muszę trochę odpocząć od wykopu :)
    I pomyśleć że to i tak tylko moje drugie hobby, a najwięcej zaangażowania i czasu i tak wkładam w co innego ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 149/150

    Creed Aventus (2010)

    Aventus to perfumy przez wielu uznawane za arcydzieło, najbardziej doskonały z doskonałych. Aromat idealny. Pewnie spore znaczenie w kwestii popularności Avika miała reklama, wyszło bowiem na jaw, że Creed pimpował go ostro przekupując najbardziej aktywnych i zasłużonych userów Basenotes grubym hajsem, do czego się ci użytkownicy po czasie przyznali. Na życzenia Creeda, też za dolary, zrobione zostało specjalnie podforum tylko dla Aventusa. Beka. Tak też powstała legenda tych perfum. Dior kupił Deppa żeby ten przekupił zwykłego Kowalskiego i Smitha swoją mordą, Creed kupił perfumowych guru i recenzentów żeby ci tworzyli legendy na forach, które później miały być podłapane przez resztę co udało się chyba lepiej niż to mogli zakładać. Aventus mimo tego to naprawdę bardzo dobre perfumy, pierdyliard razy lepsze niż Sauvage, ale czy na pewno zasługują na aż taki fejm jaki osiągnęły?

    To co wyróżnia jest na wielki plus od reszty popularnych zapachów to jest fakt, że są kompozycją bardzo złożoną. To wspaniałe połączenie aromatów drzewnych, cytrusowo-świeżych i soczysto-owocowych z dodatkiem dymnych niuansów. Aż tyle dobrego w jednym zapachu. W otwarciu jest cytrusowo i owocowo. Da się wyczuć ananasa czy czarną porzeczkę, szczególnie ta porzeczka jest tutaj zniewalająca. Wąchając klony Aventusa można mieć wrażenie, że ci co go kopiowali zupełnie o niej zapomnieli, albo po prostu mój nos tak słabo odbiera tę nutę poza oryginałem. Później do głosu dochodzą aromaty drzewne w postaci brzozy, która jakby palona, nadaje taki lekko dymny i leśny charakter perfumom. Troszkę bardziej jest to ukazane w Armafie np. ale mi bardziej się jednak podoba to w wersji Aventusowej. O samym aromacie chyba tyle. Jak widać jest to zapach bardzo złożony, dający bardzo wiele różnych doznań i fani czy to świeżych, cytrusowych, drzewnych czy też dymnych zapachów z pewnością znajdą tu coś dla siebie.

    Z uniwersalnością to w sumie ciężko mi jest powiedzieć coś więcej. Aventus ma wielu entuzjastów do noszenia w lecie. Ja swoje testy czyniłem wielokrotnie jak na dworze było ciepło albo wręcz upalnie i była lipa. Nawet jeden shot na nadgarstek potrafił mnie wkurzać i dosłownie czułem się przyduszany, a nie ma chyba gorszego uczucia w letni dzień. O wiele lepiej wygląda to moim zdaniem zimą gdzie noszenie Aventusa w chłodny wieczór to sama przyjemność. Warto dodać, że mało który zapach mnie tak irytuje na kimś jak on. Od kiedy szef zmienił Prade L'Homme na Aventusa nie mogę go zdzierżyć i albo tak fatalnie się na nim układa albo po prostu czucie go na obcej osobie nie należy do najprzyjemniejszych doznań dla mojego nosa. To chyba jedne z tych perfum, które jednak preferuje nosić samemu niż czuć je na kimś. Mimo, że Król jest dość elegancki to jednak jest na tyle bezpieczny, że nie trzeba krawata aby go nosić. Sam zakładałem go nie raz do najzwyklejszego ubrania i czułem się w nim świetnie.

    Tak jak w przypadku La Nuit, krążą ploty, że kobiety same rozkładają nogi jak poczują go na kimś. No szczerze to nie wiem. Powiem tylko, że nigdy nie otrzymałem komplementu za niego. Mimo, że był okres, że nosiłem go do pracy przez tydzień, dzień w dzień mając 5 ml odlewkę, to ani razu żadna koleżanka nie powiedziała sama z siebie, że ładnie pachnę, dopiero musiałem podstawiać im nadgarstek pod nos albo po prostu zapytać żeby zaznać opinii. A jakie to były opinie? coś w stylu - "no fajny", albo "ostatnio miałeś lepsze", "może być". Takiego Kitona, Moschino Uomo albo innego Declaration d'Un Soir zarzucałem raz na 3 tygodnie i dziennie miałem po kilka komplementów ;) Ale tak to jest już, niektóre zapachy po prostu albo do kogoś pasują albo i nie.

    Parametry na mnie miał dobre, trwałość około 10 godzin, projekcja, szczególnie latem bywała przepotężna przez pierwszą godzinę, później niestety już tak fajnie nie było i zapach stawał się bliskoskórny. Generalnie, raz było tak a raz inaczej i to nawet z tej samej odlewki. Musicie też mieć na uwadze, że opieram się teraz na moich notatkach co do parametrów, które poczyniłem ze 2 lata temu, dlatego też wyżej napisałem w czasie przeszłym, że Aventus "miał" a nie "ma". Obecnie podobno nie ma mowy o 10 godzinach trwałości i mocnej projekcji co podkreśla wielu wykopowiczów, ba, niektórzy piszą do mnie nawet prywatne wiadomości z zapytaniami czy to możliwe, że Aventus jest tak słaby czy mają fejki z rozbiórek.

    Sprawy batchów mnie nie interesują bo jest tyle klonów, że i tak nie mam zamiaru kupować nigdy całej flachly. Podobno jest tak, że każdy batch sprawia, że Aventus pachnie inaczej, inne nuty ma bardziej weksponowane, czasem jest mniej dymny, a bardziej cytrusowy i na odwrót, czasem projektuje jak antyperspirant w kulce, a innym razem równie mocno jak Kouros vintage. Czy jest sens kupować go w tak niebotycznej cenie? według mnie nie, jest tyle klonów i alternatyw, że można wybierać do bólu, chociaż każdy kto się interesuje perfumami powinien go sprawdzić. @makrel_gieldowy pewnie wyśmieje to co powiem, ale po teście hand-to-hand najbliższym Avikowi zapachem jest dla mnie L'Aventure, jest jednak wyraźnie płytszy i bez głębi ale całościowo jednak wydaje się mu najbliższy. Armaf to prawdopodobnie najlepsza alternatywa, pachnie mi jednak nieco inaczej. Ostatnio miałem okazje strzelić sobie Rasasi Rumz Al Rasasi 9325 pour Lui czyli popularną "Zebrę" i powiem Wam, że mnie oczarował! Muszę go bardziej potestować. Smaczku dodaje fakt, że co raz więcej osób na tagu się nim zachwyca a niektórzy jak np. @Delus mówią, że Zebra pachnie bardziej bogato niż obecny Aventus.

    Tak krótko podsumowując to jest to bardzo dobry zapach, którego zaczynam z czasem bardziej szanować. Jeszcze nie tak dawno pisałem, że to przecenione perfumy, ale im więcej poznaje różnych zapachów, a co za tym idzie więcej szrotu (damn, nawet nie wiecie jak wiele gówna, którego nie da się nosić jest w niszy!) tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Aventus bije na głowę większość niszowych perfum. Mimo to, według mnie Creed ma przynajmniej dwie ciekawsze pozycje, pierwsza z nich to moim zdaniem absolutne dzieło sztuki perfumiarskiej czyli Virgin Island Water oraz zacny Silver Mountain Water, który sprawił, że pokochałem Al Wisam Day. Viking, który miał być Aventusem #2 i przejąć po nim pałeczke popularności to dla mnie najbardziej nudne perfumy w historii, tak marne, ze jakby mi ktoś je dał powąchać w ciemno i zapytał o markę to strzeliłbym pewnie w jakieś przeciętne Trussardi albo inne Azzaro czy Ferragamo za niecałe 100 zł z promocji w e-glamour. To sie nazywa dopiero przeceniony zapach.

    Jutro ostatni wpis, ide o zakład, że nikt nie spodziewa się tego jakie to będą perfumy. Jeśli jednak się uda to zrobię jakieś #rozdajo bo mam kilka plastikowych 5ml sampli z decant. Zapach jest znany i popularny, dla mnie bardzo wazny, także do dzieła.

    typ: fruity-fresh
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 7,0/10
    podobne: Al Haramain L'Aventure, Armaf Club de Nuit Intense Man, Reyane Tradition Insurrection Pure II, Rasasi Rumz Al Rasasi 9325 pour Lui, La Martina Tierra del Fuego
    cena: jakoś 900 zł za 100 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Creed/Aventus_Eau_de_Parfum
    https://www.fragrantica.com/perfume/Creed/Aventus-9828.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 148/150

    Alain Delon Iquitos (1987)

    Czas na perfumy, które określane są w społeczności jako największy dziwak w historii, albo przynajmniej jako jeden z największych. Jako fan aktorskich poczynań pana z mojego avatara od dawna chciałem mieć Iquitosa i dość szybko udało mi się go nabyć w UK, a w Polsce zrobiłem sobie już niezły backup w postaci miniaturek co starczy mi na lata. Iquitos to eksperyment, który wymknął się jakiemuś szalonemu naukowcowi spod kontroli. Perfumy klimatycznie zbliżone do Kourosa, ale bardziej szalone i odważne. Zapach fenomenalny i na pewno wcale nie aż tak dziwny jak się o nim mówi.

    Czytając w internecie recenzje porównujące go do perfum typowej starej baby, do tego ekstremalnie wysokie ceny, flakon imitujący głowę węża, nazwa odnosząca się do peruwiańskiego miasta nad Amazonką i znikoma dostępność, to wszystko nadawało aury tajemniczości temu zapachowi a dziś już wiem, że kupując Iquitosa strzeliłem w dziesiątkę bo dosłownie na tyle je oceniam ale o ocenach pogadamy na końcu.

    Nie są to na pewno perfumy naturalne, a zdecydowanie chemicznie, taki miszmasz oparty na aldehydach. To co jednak mi się w nich podoba najbardziej to pięknie ukazana róża, która jest głównym ich bohaterem i szczerze to nie znam z tamtego okresu nic co piękniej by ukazało ten kwiat, bo perfumy z różą w składzie były i owszem, ale nie jako główną nutą wokół, której cała kompozycja by się kręciła. To co je odróżnia od większości dziwaków z tamtego okresu, kiedy mocno eksperymentowano z perfumami, to jest to, że przynajmniej według mnie są zupełnie noszalne, o wiele bardziej niż większość arabskich śmierdziuchów kosztujących podobną cenę. Mimo, że są dość unisexowe to jednak dzisiaj na kobiecie by już nie pachniały za dobrze. Aldehydy i nuty animalne raczej nie są już w modzie, przynajmniej na kobietach delikatnie mówiąc ;) Co do zwierzęcości w Iquitosie to nie jest ona aż tak mocna jak w starszych Kourosach, raczej delikatnie podkreśla całość kompozycji nadając im jednak męskiego jak na dzisiejsze realia tonu. W żadnym wypadku nie jest to zapach ciężki i ciemny co da się wyczytać choćby na fragrantice, a kwiatowy, drzewny i świeży, pewnie dzięki obecności imbiru, wetywerii i cedru. Jedne z moich ulubionych perfum, które gdyby były dostępne normalnie mogłyby być używane przeze mnie na co dzień.

    Używałem ich wielokrotnie i na zwykłe wyjścia, do pracy czy na poważniejsze okazje. Komplementów też dostałem kilka, w tym raz w pracy od koleżanki, że pachnę zajebistym piżmem. Parametry nie są aż tak ikoniczne jak o nich się mówi bo nie mają ani monstrualnej trwałości ani wypełniającej pomieszczenia projekcji. O ile spotkałem się z opiniami, że perfumy stare i otwarte lata temu, szczególnie w wersji splash są narażone na utratę mocy w przeciągu lat, co ktoś kiedyś dokumentował na basenotes na przykładzie swojego Macassara, tak projekcja jest ciągle jednak na świetnym, choć nie killerowym poziomie i ogon Iquitos za sobą zostawia. Być może po prostu jego psychofani oceniali go pod względem mocy lepiej niż rzeczywiście powinni by jeszcze bardziej mitologizować ten zapach.

    Podsumowując krótko, zapach z tej samej ligi co Kouros, który tak jak Król idealnie trafia w mój gust. genialny flakon, aromat w bardzo złożony i bogaty, parametry na wystarczającym mi w zupełności poziomie.

    Do końca zostało dwóch ancymonów, ciekawe czy zgadniecie kto. Nie będą to takie wyszukane perfumy jak Iquitos i Background więc szansa, że strzelicie jest na pewno spora. ;)

    typ: spicy-woody
    zapach: 10/10
    trwałość: 7,5/10
    projekcja: 8,0/10
    podobne: Montana Parfum de Peau, zapach z przeznaczeniem dla kobiet, ale nie miałem okazji go nigdy spróbować.
    cena: myślę, że optymistycznie to 500 zł za 100 ml w wersji splash, za flakon z atomizerem trzeba będzie dopłacić.

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Alain_Delon/Iquitos_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Alain-Delon/Iquitos-5474.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 147/150

    Jil Sander Background (1993)

    Są takie perfumy, których dostanie graniczy z cudem i nawet nie chodzi tu o samą cenę ale i o dostępność danego zapachu. Szukając przed laty alternatywy dla białego kruka jakim niewątpliwie jest Davidoff Relax, często w recenzjach pojawiał się tajemniczy Jil Sander Background. Głupi byłem myśląc, że łatwiej mi będzie dostać bohatera dzisiejszego dnia niż Davidoffa. Na wizażu, już w archiwum z 2003 roku pojawiają się posty, że od lat jest wycofany z produkcji a co za tym idzie nigdzie niedostępny, więc jestem chyba wielkim szczęściarzem będąc w jego posiadaniu obecnie. Na dzień dzisiejszy Relax mam backupu tyle, że starczy mi na pół życia, Sandera zostało mi może z 15-20 mililitrów. Przez ostatni rok użyłem go może 2-3 razy, ale wszystko wskazuje na to, że będę po niego sięgał co raz częściej bo jeden z mirków okazał się tak dobroduszny, że postanowił mi pomóc ściągnąć nowiutką i nieużywaną 125 mililitrową flaszkę zza oceanu! Zanim ją będę miał u siebie pewnie minie trochę czasu, ale jak będą chętni na kilka ml to na pewno się odezwę. :) jesteś wielki @tomahs

    Pierwszy kontakt z Background i było od razu zaskoczenie, a chodzi o domniemane podobieństwo do Relax, na które bardzo liczyłem a okazało się one bliskie zeru. Jest za to coś czego nie spodziewałem się zupełnie, mianowicie ewidentne podobieństwo do młodszego o 10 lat Montblanc Individuel i klimat o wiele nowocześniejszy, bliższy takim zapachom jak Original Santal Creeda czy Joop! Homme. Da się poczuć też nawiązanie do innych perfum Jil Sander jak np. starszego o 4 lata Feeling Man. Różnią się one jednak przede wszystkim tym, że Feeling Man jest lżejszy i bardziej elegancki, w Background mamy mocno wyeksponowaną malinę, która jest głównym bohaterem całej kompozycji. Jak malina to i słodycz, a słodki charakter podkreślają lekko też wanilia, cynamon i ambra. Warto jednak nadmienić, że nie jest to taka syropowata malina a lekko słodka, bardziej jednak świeża, ziołowa i kwaskowata, no po prostu idealna. Wąchając te perfumy, pierwsze skojarzenia to jakieś orzeźwiające miętowo-malinowe napoje. Mimo, że ani mięty ani mentolu w składzie nie ma to jest anyż, który jest tu numerem dwa po malinie i to dzięki niemu można właśnie takie wrażenie odnieść. Bogactwo tego dzieła podkreślają też liczne kwiaty, bo mamy tu różę, jaśmin, heliotrop, geranium czy konwalię. W bazie, co mi się podoba, da się wyczuć też drzewo sandałowe, obecna jest także tonka, która nie jest jednak tak wyraźna jak to ma miejsce np. w Joop! Homme lub w wielu innych nowoczesnych perfumach. Nie umiem tak dobrze opisywać perfum, ale żeby jak najdokładniej zbliżyć Was do aromatu Jil Sander Background to w najprościej będzie powiedzieć, że to jakby esencja znana z Montblanc Individuel, taki Individuel Absolute z dodatkiem Joopa i Original Santal, ale o parę klas lepszy zapach od samego Montblanca, bardziej głęboki, bogaty, dojrzały i ciekawy. Aromat ma dla mnie perfekcyjny, nie ma nic co mi przeszkadza. Jest słodko, jest świeżo, dość naturalnie, zmysłowo, wszystko łączy się w idealną całość.

    Nosiłem je globalnie głównie jak było chłodniej, ale też raz w bardzo ciepły, letni dzień. Za każdym razem parametry miał na bardzo dobrym poziomie i nie zawiódł mnie ani razu, a jest to jeden z najdroższych zapachów jakie mam bo trzeba liczyć cenę ponad 7 zł za mililitr. Ani upał ani mróz mu nie straszne. Wielkim plusem jest też ich uniwersalność. Doskonałe na każdą okazję, pasujące do ludzi w każdym wieku. W porównaniu do np, opisywanego wczoraj Platinum Egoiste, który został wydany w tym samym roku, Background jest bardziej romantyczny i seksowny. Nie znam osoby, która by powiedziała, że Background pachnie nieatrakcyjnie i to według mnie jeden z najseksowniejszych zapachów ever.

    Jil Sander w 93 roku pokazała coś co stało się modne dobrą dekadę później i już nie pierwszy raz okazała się wizjonerką bo to samo było z jej Jil Sander Man Pure czy Feeling Manem. Wybitne dzieło i idę o zakład, że jakby dzisiaj któraś z marek wypuściła je na rynek to by się świetnie sprzedawało. Wąchając je w życiu bym nie powiedział, że mogą być z 1993 roku, pachną jakby były wydane obecnie. Najlepsze perfumy od niemieckiej projektant i zarazem jedne z najlepszych perfum w historii. Jedne z nielicznych za które byłbym w stanie zapłacić mega duże pieniądze. Na dziesiątki w końcowej ocenie wpływ ma też flakon, perfekcyjny w każdym calu. Polecam też rzucić okiem na reklamę tych perfum na youtubie, bardzo klimatyczna, gdzie Background jest przedstawiony jako zapach zorzy polarnej.

    typ: spicy-sweet
    zapach: 10/10
    trwałość: 9,0/10
    projekcja: 7,0/10
    podobne: Jil Sander Feeling Man, Montblanc Individuel
    cena: na Perfuforum sprzedana została 125tka niedawno za około 700 zł. Na amerykańskim ebayu można kupić nieużywany tester za 110$ i ja takiego będę wkrótce miał :)

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Jil_Sander/Background_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Jil-Sander/Background-623.html
    https://www.youtube.com/watch?v=4Y8-Zvt9A8Q
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 146/150

    Chanel Platinum Égoïste (1993)

    Sztuczny lub jak kto woli do bólu syntetyczny, do tego bardzo metaliczny, lekko plastikowy, chłodny, prosty, linearny zapach, który nie zmienia się na naszej skórze tylko jest identyczny od początku do końca. Nie pachnie ani bogato ani jakoś wyjątkowo, nie czuć też, że użyto tu składników za milion dolców. Jeśli miałbym go jakoś sklasyfikować to dla mnie będzie to zapach z tak popularnej tutaj ostatnio groupy fougere, ale nie taki typowy, bliżej mu do jakiegoś aquatic-fougere albo innej wariacji.

    Po powyższym opisie pewnie wielu z Was spodziewa się dissu, ale możecie odetchnąć z ulgą bo Platynowy Egoista to zajebiste perfumy, które ostatecznie jednak trafiają w mój gust. Do powyższego wstępu brakuje jeszcze kilku przymiotników typu elegancki, klasowy, męski, uniwersalny ale nie dałem ich celowo żeby wywołać trochę zamieszania na początku. Platynowy to przede wszystkim ziołowa kompozycja skupiona na ukazaniu świeżości dzięki kwiatom, przyprawom czy własnie ziołom. Początek może trochę drażnić bo jest bardzo ostry i wibrujący, a przesadna syntetyczność może odrzucać. Później jest już jednak ok i im dalej trzymamy nos od skóry tym dla nas lepiej bo Platinum Égoïste przynajmniej na mnie leży o wiele ciekawiej jak się go wącha z odległości. Na pewno są to perfumy typowo męskie przez co raczej podobają się kobietom co można wyczytać z recenzji lub opisów w necie, chociaż jak zapytałem wczoraj moją co o nich sądzi to powiedziała coś w stylu, że chyba żartuje jak one są ładne, pachną jak tanie perfumy z biedronki, taki typowy-facet albo jakiś dezodorant Adidasa i jakby mi je kupiła a nie nazywałyby się Chanel tylko Bi-es albo Brutal to kazałbym jej wypierdalać. Szczerze to rozumiem to trochę bo ten Chanel odkrywczo nie pachnie nic a nic a właśnie jak taka typowa woda toaletowa albo inny aftershave Gillette’a z lat 90. Taka jakby masówka, trochę taki Sauvage lat 90, który powstał po to by zaspokajać masy. Mi takie coś odpowiada i mógłbym tak pachnieć w przeciwieństwie do Sauvage, który zbytnio mnie drażni, ale nie mógłby to być jednak mój signature scent bo w porównaniu do takiego Rive Gauche, który jest klimatycznie trochę zbliżony, nie ma w nim żadnej głębi więc dość szybko by mi się znudził i szukałbym czegoś innego. Jest szorstko, ziołowo, męsko, jednocześnie casualowo ale i elegancko. Nie ma tego czegoś by chociaż lekko zaskakiwać. Sztuczność Platynowego mi nie przeszkadza bo dobry syntetyk też może być ciekawy co zawsze podkreślam przykładem Joopa Nightflighta.

    Co do parametrów to na pewno Platynowy przeszedł kilka reformulacji. Testowana wczoraj w Douglasie wersja wytrzymała na mnie dosłownie 7 godzin. Projektował delikatnie i mimo, że użyłem koło 6 shotów na okolice szyi i jeszcze ze 3 na nadgarstek to nie czułem go jakoś specjalnie wyraźnie. Przez godzinę był obecny ale trzymał się dość blisko. Egoista ten ma podobno świetnego klona a jest nim Eau de Passion Men od Francka Oliviera, który ma ponoć świetne parametry i niemal identyczny aromat. Must check.

    Podsumowując Chanel Platinum Égoïste to ikona lat 90. Zapach bardzo dobry, który ma wielu fanów, nie zestarzał się, mimo wyraźnego klimatu znanego z ostatniej dekady ubiegłego wieku i mógłby być doskonałym wyborem dla osób szukających tego jednego, który będzie odpowiedni na wszystkie okazje i pory roku. Jeden z królów uniwersalności.

    typ: fresh-spicy
    zapach: 7,5/10
    trwałość: 7,0/10
    projekcja: 6,0/10
    cena: około 300 zł za 100 ml
    podobne: Frack Olivier Eau de Passion Men

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Chanel/Platinum_Egoiste_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Chanel/Egoiste-Platinum-614.html

    Od jutra lecimy już z dziesiątkami, tym razem serio ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 145/150

    Ermenegildo Zegna Essenze: Javanese Patchouli (2012)

    Seria Essenze od Zegna’y należy do moich ulubionych ekskluzywnych kolekcji spośród mainstreamowych marek. Wszystkie zapachy, które poznałem są niesamowicie oryginalne i czuć od nich jakością na kilometr. Nie wiem czy akurat Jawajska Paczula jest numerem jeden czy będzie to któryś z irysów, Indonezyjski Oud czy Haitańska Wetyweria, wszystkie są bowiem piękne na swój sposób i nie sposób wybrać ten numer jeden.

    Używając Javanese Patchouli bez wątpienia będziemy mieli do czynienia z himalajami perfumiarstwa. Niesamowicie naturalnie perfumy, których głównym bohaterem jest tytułowa paczula. Na początku delikatna, trochę świeża za sprawą bergamotki, później jest już nieco gorzka, ziemista czy wręcz bagnista i na myśl przychodzą skojarzenia z wilgotnym tropikalnym lasem deszczowym. Tak naprawdę oprócz bergamotki mamy w składzie jeszcze tylko pieprz, tonkę i i cedr i jeśli mam być szczery to wyraźniej wyczuwam tylko pieprz a tonka może być odpowiedzialna za delikatną słodycz obecną w późniejszych fazach. Cedr dla mnie jest przykryty przez resztę i nieobecny. Perfumy trudne, nie dla każdego, nie na co dzień i niezbyt uniwersalne. Jest to raczej wyrafinowane pachnidło skierowane do odbiorcy szukającego zapachu eleganckiego i oryginalnego. Mimo swojego tropikalnego klimatu nie mam pojęcia jak sprawa ma się z nimi w lecie, czy podduszają czy nie przeszkadzają otoczeniu czy osobie je noszącej.

    Parametry ma bardzo dziwne i jest to trudne do sklasyfikowania. Trwałość to tak między 7 a 8 godzin a projekcja bardzo różna. Raz miałem wrażenie, że zimny wiatr unicestwił je po godzinie, innym razem wyczute zostały ode mnie po paru godzinach i to nie z najbliższej odległości. Spośród całej linii Essenze postawiłbym je na samym środku jeśli chodzi o parametry..

    Polecam przetestować tak jak i zresztą pozostałe zapachy z linii Essenze, a są Sephory w Polsce gdzie można to zrobić. Na pewno nie są to łatwe perfumy i nie trudno będzie o bardzo rozbieżne opinie. Dla mnie bomba, ale nie mogę doczekać się lata jak przetestuje je któregoś dusznego wieczoru i zobaczę jak zadziała na mnie przywołany przez nie tropikalny klimat lasów deszczowych.

    A dzisiaj ruszam do perfumerii przetestować wielkiego klasyka, którego wstyd się przyznać ale nie mam i kupno zawsze odkładałem na później. Chciałbym jednak zrobić jak najbardziej rzetelny opis zarówno aromatu jak i parametrów.

    typ: earthy-woody
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 7,5/10
    projekcja: 6,5/10
    cena: około 350 zl za 125 ml testera.

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Ermenegildo_Zegna/Essenze_Javanese_Patchouli
    https://www.fragrantica.com/perfume/Ermenegildo-Zegna/Javanese-Patchouli-16187.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 144/150

    Serge Lutens Five O'Clock au Gingembre (2008)

    Nie ma drugiej takiej marki, która robiłaby na mnie takie wrażenie jak Serge Lutens. Większość zapachów komponuje duet Christopher Sheldrake i Serge Lutens i tak to też wyglądało w przypadku Herbatki z imbirem. Przewaga jaką ma Lutens nad chociażby takim Tomem Fordem jest stosunek ceny do jakości jaką prezentują zapachy tej marki. Five O'Clock jest wart poznania ze względu na choćby tytułowy imbir, który nie należy do najczęściej wybieranych aktorów do ról pierwszoplanowych w perfumach.
    .
    Five O'Clock au Gingembre to najprościej mówić pefumy o zapachu herbaty pitej do ciasteczek z imbirem i cynamonem.Świetnie przyprawiony, aromatyczny eliksir, którego wspaniały aromat uzupełniają też pieprz, paczula, bergamotka i miód. Nawiązanie do ciasteczek imbirowych jedzonych przez Brytyjczyków do earl greya jest tu jak najbardziej naturalne. Naturalne jest też przyporządkowanie Five O'Clock do kategorii perfum orientalnych i korzennych. Imbir, czyli przyprawa, której aromat wydaje się być świeży ale jednocześnie pikantny ma też niesamowite właściwości rozgrzewające co sprawia, że tego Lutensa doskonale nosi się bez względu na porę roku czy pogodę, bowiem w lecie dam nam powiew upragnionej świeżości a zimą nas dobrze rozgrzeje. Podobne właściwości zaobserwowałem w przeładowanym czerwoną papryką pimento Xeryus Rouge od Givenchy. Jest to jeden z najbardziej uniwersalnych zapachów Serge’a po którego tak samo często sięgają faceci jak i kobiety.

    Parametry też są lepsze niż spodziewałem się po recenzjach. O ile trwałość na skórze nie zachwyca bo wynosi tak koło 6-7 godzin, tak projektuje całkiem dobrze przez 2 godziny, a później nadal jest wyczuwalny przez jakiś czas zanim przejdzie w stan skinscenta. Dla mnie takie parametry w zupełności wystarczają.

    Bardzo dobre perfumy, na typowym dla Lutensa wysokim poziomie. Spoilerując trochę były to ostatnie perfumy SL jakie tutaj opisuje, mimo, ze w planach były jeszcze chociażby L’Orpheline czy Un Bois Vanille. Trzeba dać szansę innym, a jeszcze kilka 10 trzeba dać :)

    typ: warm-spicy
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 7,0/10
    cena: od 190 zł za 50 ml, ale różnie to bywa.

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Serge_Lutens/Five_O_Clock_Au_Gingembre
    https://www.fragrantica.com/perfume/Serge-Lutens/Five-O-Clock-Au-Gingembre-2764.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 143/150

    Romeo Gigli per Uomo (1991)

    Nie ukrywam, że ocena 8,1 na parfumo.net i masa pozytywnych komentarzy na fragrantice i basenotes sprawiły, że z wielkim optymizmem podchodziłem do tej kompozycji. Swoje zrobiło też to, że perfumy te wymieniane są prawie zawsze w klasyfikacjach na najbardziej niedoceniony zapach w historii.

    Romeo Gigli per Uomo to kompozycja niesamowicie bogata, która została mi polecona przypadkiem przez jednego z użytkowników perfuforum jak opisywałem swoje zachwyty nad perfumami o apteczno-ziołowej słodyczy. Po pierwszych testach bardzo się zdziwiłem bo jednak klimatem zupełnie nie przypomina mi Bogner Deep Forest czy Davidoff Relax, które na mojej skórze są o wiele słodsze niż Gigli i podobieństwa specjalnego nie ma ani w otwarciu ani gdy te już rozwiną się dobrze na skórze. Perfumy te są przede wszystkim mniej uniwersalne i o wiele bardziej dojrzałe niż te dwa wymienione wcześniej. O ile oba poprzednie mogą być spokojnie używane na co dzień tak nie wyobrażam sobie używać Romeo Gigli per Uomo jako taki everyday scent. Słodycz jest obecna głównie w początkowych fazach i wydaje się ona bardziej miodowa anżeli ziołowa. Jest wymieszana w dobry sposób ze świeżością cytrusów w postaci cytryny, mandarynki i grejfruta, ziołami czy ostrością i wyrazistością przypraw typu imbir czy goździki, które wraz z ziołami z czasem przyjmuja rolę pierowszoplanową i dominują całą kompozycję spychając wszystkie owoce w cień. Do tego drzewno-mleczna i trochę waniliowa baza o aromacie cedru, drzewa sandałowego i piżma. Coś wspaniałego. Sam klimat perfum jest jednak bardzo suchy i świeży. Słodycz niedługo po otwarciu znika a role przejmują estragon i lawenda, które mogą sprawiać wrażenie, że perfumy te wydają się troche przydymione ale też mają lekko sportowy klimat.

    Przerażające bogactwo i elegancja a także ich niebywała zmienność w trakcie trwania na skórze sprawiają, że Romeo Gigli per Uomo są niestety trochę zbyt dojrzałe na mnie i nie widze zbyt wielu okazji do ich noszenia mimo, że jakbym starał się oceniać je obiektywnie patrząc na jakość składników i ich dobór to pewnie ocena byłaby bardzo wysoka. Casualowo nie wydają się najlepszym wyborem, do tego czuć w nich mocno klimat lat 80 co może przerazić osoby niezaznajomione z tamtym okresem. Kobietom, szczególnie tym młodszym też raczej do gustu nie przypadną i o ile staram się unikać nazywania perfum dziadkowymi, tak tutaj nie skłamię jak powiem, że czuć, że są z innej epoki. Dla gentlemana jest to jednak pozycja obowiązkowa do poznania.

    Jeśli chodzi o parametry to jest sporo opinii mowiących, że mamy do czynienia z killerem. Nic z tych rzeczy. Po raz kolejny jesteśmy świadkami albo mitologizacji i zawyżania ocen ze względu na kultowość kompozycji przez ich fanatyków, albo przez ludzi, którzy używali ich tak dawno, że nie pamiętają jak to faktycznie z tymi parametrami było ale chcą wierzyć, że to była bestia. W każdym razie, ja mam 6-7 godzin na skórze i 1-2h raczej dyskretnej projekcji więc wątpię żeby kiedykolwiek był to killer (chociaż pamiętacie jaką konsternacje wywołałem na wykopie oceniając trwałość Acqua di Gio 9/10?).

    Ważne info na koniec - uważać żeby nie pomylić z innymi zapachami tej marki czyli Romeo Gigli for Man i Di Romeo Gigli Per Uomo, które pachną zupełnie inaczej.

    typ:spicy-woody
    zapach: 7,0/10
    trwałość: 6,5/10
    projekcja: 5,5/10
    cena: 170 zł za 50 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Romeo_Gigli/Romeo_Gigli_per_Uomo_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Romeo-Gigli/Romeo-Gigli-per-Uomo-2181.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 142/150

    Xerjoff Casamorati Lira (2011)

    Xerjoff to ekskluzywna włoska marka, która jako jedna z nielicznych wyróżnia się tym, że większość jej zapachów do mnie trafia, bo z innymi niszowymi brandami już tak fajnie nie jest i zwykle wygląda to tak, że w porywach 2-3 zapachy mi się spodobają, a reszta jest totalnie nieciekawa albo do bólu przeciętna.

    Lira to chyba najciekawsze perfumy od Xerjoff, które poznałem. W dużym skrócie jest to zapach gourmandowy, bardzo unisexowy, powiedziałbym wręcz, że przechylony wyraźnie w damską stronę i nawet w sumie reklamują go jako damski. Ja nie mam jednak problemów by nosić na sobie takie zapachy. Pierwsze skojarzenie po powąchaniu Liry to olejek do ciast. Nie wiem do końca czy waniliowy czy migdałowy czy cytrynowy, więc najbezpieczniej będzie jak napisze, że Lira pachnie po prostu jak olejek do ciast :) Gdy obecne w otwarciu cytrusy trochę zejdą już z pierwszego planu to skojarzenia z ciastami dalej będą obecne, tylko, ze tym razem włączają się jakieś jeszcze świeże, ciepłe ciasteczka, przyprawione cynamonem o wyraźnym, waniliowym aromacie. Z nut gourmanodowych w składzie obecną są jeszcze lukrecja a także karmel. Świetny, słodki zapach, który leży na mnie o wiele lepiej niż inne, słynne gourmandowe perfumy jak np, Pure Malt, które są tak lepkie od słodyczy, że nie moge ich nosić, z Lirą takich problemów nie mam, Połączenie wanilii z cytrusami pokochałem w Habit Rouge więc pewnie dlatego tak mi się ta Lira spodobała. Chciałbym też kiedyś spróbować dawno wycofanych z produkcji perfum Lolita Lempickiej - L de Lolita Lempicka, na których podobno bardzo wzorowali się twórcy Casamorati. Być może któraś z mirabelek miała oba te zapachy, albo chociaż tę Lolitę i będzie mogła się wypowiedzieć o ich aromacie.

    Parametry na mnie bardzo dobre. Trwałość zajebista i na nadgarstku utrzymują się wieki, nawet prysznic do końca nie radzi sobie z nimi i nie chcą łatwo zejść ze skóry. Projekcja raczej wyważona z lekkim ogonem, ale myślę, że tak 2 godziny spokojnie dają o sobie znać.

    Niestety jeśli chodzi o Xerjoffa to jest też jeden poważny minus w postaci ceny. Najtaniej kupimy je za prawie 700 zł, chociaż to i tak tanio bo pamiętam, że jak je testowałęm pierwszy raz to ceny zaczynały się od grubo ponad 8 pak za 100 ml.

    Ogólnie polecam i jak komuś nie szkoda wywalić takiej kasiory w perfumy żeby się pozytywnie wyróżniać i mieć pewność, że nikt nie pachnie podobnie to polecam bo to świetny unisex, którego możemy używać na zmianę ze swoim partnerem.

    typ: sweet-gourmand
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 9,0/10
    projekcja: 7,0/10
    podobne: Lolita Lempicka L de Lolita Lempicka
    cena: 780 zł za 100 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Xerjoff/Lira
    https://www.fragrantica.com/perfume/Xerjoff/Lira-11801.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 141/150

    Frapin L'Humaniste (2009)

    L'Humaniste od Frapin to zapach bardzo zbliżony aromatem do cenionego nawet na Wykopie Allure Homme Edition Blanche. Nie jest to w żadnym wypadku klon ale tak jakby podrasowana, odrobinę lepiej zblendowana i mniej kremowa wersja dzieła Chanel. Coś jak Al Wisam Day i Silver Mountain Water gdzie o klonowaniu nie ma mowy ale podobieństwo jest zachowane. Cenowo wcale mocno nie odbiegający od Allure, bo za 400 z hakiem da się ukłuć 100 ml testera, więc różnica to + / - 50 zł, a dostaniemy w moim przekonaniu ciekawszą kompozycję.

    Cytrusy i gin to dwa główne składniki w dziele Frapina. Kompozycja ma ewidentnie musujący vibe ginu. Lekka, przyjemna ale trochę i zadziorna. z charakterem. Wąchając nadgarstek można faktycznie odnieść wrażenie, że wkładamy nos w butelke Tanqueraya albo Bombay Sapphire i zaciągamy się tym wspaniałym cierpkim aromatem. Nie zabrakło też tutaj jagód jałowca z których to robi się Gin, a które w perfumach pokochałem testując Juniper Sling od Penhaligon's, ale niestety ze względu na kompromitujące parametry nigdy nie nabyłem pełnej butelki. Mimo, ze patrząc na składniki to tylko kilka z nich pokrywa się z Chanel Allure Homme Edition Blanche to jednak podobieństwo jest zachowane, najbardziej w końcowych fazach gdy aromat już wysycha na skórze. Czy od L'Humaniste czuć niszową jakość i czy są warte tych pieniędzy? Nie są to żadne Himalaje perfumierstwa i Chanel pokazało to dobitnie robiąc flanera Allure kilka miesięcy przed tym jak Frapin wypuścił L'Humaniste, więc według mnie oba zapachy kosztują zbyt dużo mimo to, że są bardzo dobrymi kompozycjami.

    Parametry ma bardzo zbliżone do Chanel. Ciężko jest oceniać pod tym względem Allure bo na bodajże 3 globalne testy AHEB projektował inaczej, więc pewnie reformulacje są co rok. W każdym razie trwałość na skórze to około 6 godzin, projekcja przeciętna do bólu i dość szybko robi się skin-scent. Patrząc na cene zapachu to niestety mogłoby to nas mocno wkurwić jakbyśmy kupili flache za 400-500 zł. Sprawia to, że z końcowej oceny muszę zabrać pół gwiazdki.

    Na lato i wiosnę w sam raz, zarzucamy 10 psików, wsiadamy do cabrio, albo jak nie mamy to np. do zglebionego E46 tak jak ja i możemy sobie puścić z głośników - "(...) Rollin down the street, smokin indo, sippin on gin and juice(...)" i wożąc się po mieście z zimnym łokciem.

    typ: fresh-citrusy
    zapach: 7,5/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 5,0/10
    cena: 411 zł za 100 ml testera
    podobne: Chanel Allure Homme Édition Blanche

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Frapin/L_Humaniste
    https://www.fragrantica.com/perfume/Frapin/L-Humaniste-7015.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 140/150

    Mugler A*Men Pure Tonka (2016)

    Sprawdziło się to co kiedyś mówiłem o flankerach A*Mena testując je tylko w perfumriach na nadgarstku - najlepsze są te, które są najmniej doceniane. Pure Tonka to obok Ultra Zest najlepszy flanker Angela Mana i jeśli jest wśród Was ktoś lubi słodkie, jadalne wręcz zapachy to trafił idealnie. Może to być doskonały wybór na zimę.

    Gourmandami nazywamy zapachy, które są naturalnie słodkie i aromatem przypominają rzeczy, które możemy zjeść czy wypić. Pure Tonka właśnie jest idealnym tego przykładem. Największym ich plusem jest to, że mimo, iż są to perfumy piekielnie słodkie to jednak ta słodycz nie jest tak ulepowa i męcząca jak w Pure Malt gdzie niestety zbiera mnie na wymioty. Dla mnie jest to głównie jakieś mocno czekoladowe cappucino z dodatkiem orzechów mimo, że tych pewnie nawet nie ma na liście składników. Inne skojarzenia z produktami jadalnymi jakie można mieć nosząc Pure Tonka to oprócz cappucino też karmel, jak w każdym praktycznie A*Menie, kawa, gorąca czekolada czy pralinki. Plusem tych perfum jest też to, że nie czuje tam nic specjalnie sztucznego, a raczej jakbym stał nad kubkiem z czekoladą i go wąchał. Perfumy kojarzące się z zimą, z siedzeniem pod kocykiem z kubkiem wspomnianego gorącego napoju w ręku.

    Mimo, że projektuje wyraźnie to nie jest aż tak nachalny jak chociażby zwykły A*Men i przynajmniej dla mnie wydaje się też bardziej delikatny, mniej ziemisty i tym samym trochę też mniej męski. Trwałość osiąga bardzo dobrą.

    Komu się spodoba? na pewno wszystkim fanom Muglera, Dolce & Gabbana The One, Diora Homme czy Homme w wersji Intense, a co za tym idzie też i Valentino Uomo w obu wersjach. Fanom takich słodziaków jak Rochas Man czy Givenchy Pi, którzy ubolewają nad parodystycznymi parametrami tych perfum też przypadnie do gustu.

    Świetne, warte poznania perfumy, które niezasłużenie są w cieniu innych flankerów z Pure Malt na czele.

    typ: sweet-gourmand
    zapach: 7,5/10
    trwałość: 8,5/10
    projekcja: 7,5/10
    podobne: Bond no 9 New Haarlem
    cena:180 zł za 100 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Thierry_Mugler/AMen_Pure_Tonka
    https://www.fragrantica.com/perfume/Mugler/A-Men-Pure-Tonka-35590.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 139/150

    Rochas Macassar (1980)

    Dziś czas na jedne z najtrudniej dostępnych perfum na świecie. Jeśli pamiętacie jak pisałem o Chopard Heaven, Davidoff Relax czy Shiseido Basala to nawet nie mają one pod tym względem podejścia do Macassara. Prawdziwy biały kruk.

    Pewien youtuber powiedział, że są to perfumy wycofane nie dlatego, że pachną staro czy nie sprzedawałyby się dzisiaj, po prostu jest to zapach, który nie pasuje do dzisiejszych realiów. Jest tak bogaty, tak gęsty i pełny w swoim aromacie, że zawstydziłby większość dzisiejszych kompozycji. Składniki jakich użyto do stworzenia tych perfum wyglądają w teorii naprawdę niesamowicie, są to m.in absynt, kwiat tytoniu, goździki, mech dębowy, palo santo, castoreum, cedr, jaśmin, owoce, przyprawy typu imbir i wiele innych nut, czyli tak naprawdę mamy tu wszystko czego dusza zapragnie. Bawienie się w wyczuwanie pojedynczych składników jest tutaj trochę bez sensu i praktycznie tylko paczula, mech, skóra i piżmo wyróżniają się lekko na tle reszty. Cały klimat jest wyraźnie drzewny z ewidentnym tytoniowym akcentem, za który odpowiedzialny jest prawdopodobnie kwiat tytoniu, piszę prawdopodobnie bo niestety nie wiem jak kwiat tytoniu pachnie. Cały aromat jest niesamowici intensywny, słodki i lekko gorzki jednocześnie, co nadaje mu bardzo szykownego i eleganckiego wydźwięku, Osobiście jeszcze nigdy nie spotkałem perfum przypominających Macassar, ale jakbym miał jakoś nakierować na dalekie podobieństwa to ten charakterystyczny słodki, drzewno-skórzany styl jest trochę podobny do tego znanego z np. Bel Ami Hermesa, a na pewno jest tak samo elegancki. Ciemny, mocny, gęsty, definitywnie wieczorowy, nie dla każdego, Raczej skierowany do dojrzałego odbiorcy.

    Moc Macassar ma bardzo dużą. Przyznam, że podczas pierwszych testów myślałem, że będzie to killer bo wystarczyło kilka kropel ze splasha na nadgastek i zapach projektował lepiej niż La Nuit po 6 shotach, ale pierwszy global to lekko zweryfikował i o ile trwałość pozostała zniewalająca, tak projekcja beast-mode na pewno nie jest i do killera mu trochę brakuje. Ciągle jest to jednak mocarz, szczególnie jeśli porównamy go z perfumami jakie wychodzą obecnie, bo to takiego Kourosa podejścia nie ma.

    Ceny dziś są horrendalnie wysokie. O ile nową wersję można znaleźć jeszcze gdzieś w porywach do 100 funtów za 75 mililitrów, tak starsze wypusty z lat 80 to ceny zaczynające się od 10 zł za mililitr. Dostępność jest strasznie mała, do tego dochodzi fakt, że przez długi okres Rochas sprzedawał Macassar tylko w wersji splash, która miała bardzo miernej jakości korek, który dość łatwo przepuszczał powietrze do środka i zapach wielu ludziom posiadającym najstarsze flaszki albo trochę wyparował albo potracił nuty otwarcia. Klasyk, który bardzo mi się podoba, ale dziś, znając go doskonale, raczej nie zapłaciłbym nawet 1/3 ceny jaką za niego krzyczą i wolałbym w tej cenie z pierwszej formuły Kourosa.

    typ: spicy-woody
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 9,5/10
    projekcja: 8,0/10
    cena: 1300 zł za 100 ml
    podobne: podobno Parfum d' Empire Fougere Bengale, ja nie znam nic podobnego.
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Rochas/Macassar_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Rochas/Macassar-5148.html

    Zbliżamy się do końca, a z tego co pamiętam to jeszcze mam w planach przynajmniej 3 perfumy, które oceniam 10/10, także będzie ostro. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Ciekawe też czy ktoś zgadnie co będzie 150/150 ;) dla wielu będzie to pewnie szok bo na ostatni zapach zostawiłem sobie coś bardzo wyjątkowego.
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 138/150

    Tom Ford Neroli Portofino (2007)

    Jeden z najpiękniejszych świeżaków w klimacie wód kolońskich. Zapach niesamowicie świeży i naturalny, który po prostu nie może się nie podobać. Ma praktycznie wszystko czego oczekuje od perfum, śliczny aromat, dobre parametry, uniwersalność, wysoką jakość wykonania a nawet flakon, który dodaje temu wszystkiemu piękna. Gdyby nie zabójcza cena to stałaby pewnie u mnie na półce 250 ml flaszka, zużyta najpewniej w połowie bo gdybym mógł to bym nim pachniał codziennie.

    Jak chcecie wiedzieć jak pachnie Neroli Portofino a nie macie gdzie sprawdzić to może kojarzycie Echt Kolnich Wasser od 4711, stworzoną kilkaset lat temu? bardzo popularna woda kolońska. Albo chociaż Ferrari Bright Neroli? Są to dwa zapachy najbardziej zbliżone do Forda nie licząc Neroli Portofino Forte. W przeciwieństwie do Bright Neroli, Portofino pachnie dla mnie o wiele bardziej męsko. Nie wiem za sprawą, którego składnika, ale wąchając w ciemno oba myślę, że każdy oceniłby zapach Forda jako unisex skierowany w stronę męską, z Ferrari to już nie byłoby tak oczywiste. Neroli Portofino to dzieło oparte na neroli, kwiatach pomarańczy i mandarynce i bergamotce. W bazie jest też ambra z wanilią, które dopełniają piękna całej kompozycji. Wspaniały, świeży, bardzo soczysty, kwiatowo-owocowy, potrafiący wywoływać zachwyt u płci przeciwnej i przyciągający uwagę. Mimo, że wielokrotnie wydawało mi się, że go ledwo na sobie czuje to dostawałem komplementy. Czasem mam wrażenie, że perfumy, które z reguły nie powinny być mega trwałe, takie zwykłe (albo i niezwykłe właśnie) świeżaki jak właśnie NP, Crave
    od CK czy L'Eau Boisee Guerlaina leżą na mnie wyjątkowo zajebiście, lepiej niż wiele domniemanych killerów.

    Trwałość to około 8 godzin, projekcja wyraźnie dobra przez godzinę ale wyczuwalny był ode mnie paru godzinach. Przy odpowiedniej pogodzie jak nie jest mocno sucho i upalnie to nawet dłużej. Neroli Portofino to zapach banalny. Banalny w noszeniu i banalny w swojej kompozycji. To w sumie udoskonalona mocą, głębsza wersja wody kolońskiej 4711. Ta prostota sprawia, że właśnie je tak uwielbiam. Gdyby nie cena to mógłby być to mój sygnaturowy zapach na dzień.

    typ: fresh-citrusy
    zapach: 9,0/10
    trwałość: 7,0/10
    projekcja: 6,5/10
    podobne: 4711 Echt Kölnisch Wasser, Ferrari Bright Neroli, Tom Ford Neroli Portofino Forte
    cena: 580 zł za 100 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Tom_Ford/Neroli_Portofino_Eau_de_Parfum
    https://www.fragrantica.com/perfume/Tom-Ford/Neroli-Portofino-12192.html
    pokaż całość

    •  

      @dr_love: jakbyś porównał ostrość charakterystyczną dla typowo samczych (a nie unisex) wód kolonskich tego wyzej opisanego przez Ciebie TF Neroli Portofino z Acqua di parma colonia essenza, który jakiś czas temu tez opisywales? Próbkę tego drugiego zamowilem sobie po Twojej recenzji. Jest mega jesli chodzi o jakość składników, trwałość i typowo męska wodę kolońska (chyba przez ten jaśmin).
      Czy ten TF powyżej też ma tyle testosteronu czy jest bardziej delikatny?
      pokaż całość

    •  

      Trwałość to około 8 godzin

      @dr_love: Cholera nie wiem jak Ty to robisz. Jak dla mnie to numer 1 wśród zapachów ever, ale jego minusem jest właśnie trwałość, która jest średnia jak na tą klasę. O wiele lepiej sprawdza się Portofino Forte, które jest o niebo lepsze pod tym względem i jeszcze bardziej męskie, soczyste. No chyba, że 2007 nie miało tego problemu i dopiero w okolicach 2011 (przynajmniej od tego roku używam) coś się popsuło :) pokaż całość

      +: xz2580
    • więcej komentarzy (31)

  •  

    #150perfum #perfumy 137/150

    Serge Lutens Vitriol d'Œillet (2011)

    Dziś czas na perfumy wyjątkowe, które darze wielkim sentymentem. Jest to mój pierwszy zapach od Lutensa, którego kupiłem. Nieopisana elegancja i znakomite parametry są w przypadku VdO tym co je pozytywnie wyróżnia
    nie tylko od innych perfum, ale i od zapachów samego Lutensa.

    Vitriol d'Œillet to perfumy goździkowo-kwiatowe z dodatkiem innych, orientalnych przypraw. Goździk występuje tu i w postaci kwiatu i jako przyprawa. Do tego jest gałka muszkatołowa, różowy i czarny pieprz, papryka i kwiatki takie jak ylang-ylang, lilia czy tajemniczo brzmiącą roślina pszonak. Wszystkie te składniki dają bardzo ciepłą i elegancką
    kompozycję. Jest trochę słodka i taka pikantna w orientalnym stylu. W goździki robią tu mega robotę, świdrują nos niesamowite, a pieprz i papryka obecne w składzie jeszcze bardziej zwiększają ostrość przypraw. Końcówka i drydrown są dalej ciepłe, ale już można poczuć jakieś kremowe klimaty. Perfumy te są raczej linearne i zbytnio nie
    zmieniają się na skórze. Dopiero pod koniec, gdy nasycenie przyprawami zejdzie to można wyczuć zwiększoną kremowość tej kompozycji. Na pewno są to perfumy okazjonalne ale trzeba przyznać, że całkiem uniwersalne.

    Preferuje je głównie jesienią i zimą ze względu na brutalną moc przez pierwszą godzinę, ale używałem ich z powodzeniem w lecie. Były moim wyborem na wesele brata ciotecznego i wytrwały na mnie całą noc, projektując bardzo dobrze i prędko nie stały się skinscentem. Trzeba jednak uważać z aplikacją bo potrafią poddusić, szczególnie jak jest cieplej za oknem. Czytając komentarze na fragrantice jestem w szoku, że tak wiele osób pisze o tym, że są to perfumy bliskoskórne. Na jakieś 20+ zapachów Lutensa, które poznałem te są u mnie numerem 1 jeśli chodzi projekcje. Jeśli zakładam strój formalny ale mam akurat taki kaprys, że chce aby mnie było wyraźnie czuć to wtedy sięgam po nie. W ciemno odradzam jak większość niszowych perfum, dlatego najlepiej udać się do jakiegoś Douglasa i sprawdzić.

    typ: floral-spicy
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 8,5/10
    projekcja: 8,5/10
    cena: od 160 do 250 za 50 ml testera.

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Serge_Lutens/Vitriol_d_OEillet
    https://www.fragrantica.com/perfume/Serge-Lutens/Vitriol-d-illet-12537.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 136/150

    18.21 Man Made Sweet Tobacco Spirits (2015)

    Uwielbiam połączenie słodyczy i tytoniu, Tom Ford Tobacco Vanille, które według mnie jest zapachem doskonałym, idealnym pod każdym względem włącznie z parametrami, to taki mój punkt odniesienia, do którego często porównuje inne, słodko-tytoniowe zapachy. Sweet Tobacco Spirits to wspaniała kombinacja tytoniu z miodem. Najbardziej gourmandowa i realistyczna nuta miodu jaką kiedykolwiek wąchałem i Montale ze swoim Honey Aoud może się schować mimo, że to całkiem dobry zapach na tę markę.

    Jezu, ależ to jest ulep. Zapach tak słodki, że powinien wyznaczać chyba jakieś nowe granice słodyczy. W przeciwieństwie do innych ulepów takich jak np. Pure Malt, absolutnie mnie on nie męczy. Być, może, że słodycz u Man Made przełamuje jakieś bliżej nieokreślone nuty drzewne, do tego czuć wyraźnie szałwię i cytrynę. Samo podobieństwo do Tobacoo Vanille Forda jako takie jest, jednak jest to raczej uproszczenie, coś jak podobieństwo Balenciaga Pour Homme do Kourosa. Klimat podobny, jednak to inne nuty przejmują rolę pierwszoplanowe. TV ma o wiele mocniejsze "pierwsze pierdolnięcie" w otwarciu i zanim się uspokoi na skórze jest mocno agresywny. Sweet Tobacco Spirits jest bardzie zrównoważony i liniowy. Jest mega słodki od początku do końca. Ludzie piszą, że
    najbardziej podobnymi perfumami są Ambre Tabac Josiera, ale niestety nie miałem okazji ich sprawdzić. W składzie tych perfum podawane jest też wino, ale szczerze nic takiego tam nie wyczuwam, dużo bardziej wino kojarzy mi się np. z Noir de Noir Toma. Uniwersalny zapach to na pewno nie jest, ale unisexowy już tak. Trzeba mieć sporą odwagę aby nosić tak słodkie perfumy poza jakimiś okazjonalnymi wypadami na miasto.

    Mimo, że projekcja jest duża to nie tak agresywna jak w Tobacco Vanille, na pewno nie zwraca tak wielkiej uwagi otoczenia, ale ogon za sobą zostawia. Trwałość to między 10 a 12 godzin. Ostatni raz użyłem ich na sylwestra, chociaż w planach miałem Noir de Noir. Kiedy po nie sięgnę po raz kolejny? nie mam pojęcia. Na pewno nie będzie to zwykły dzień jak co dzień ;) . Polecam, mimo żałośnie wyglądającego flakonu to jest to bardzo udana, niszowa kompozycja. W Polsce niestety ciężko dostępny, ale czasem pojawia się na allegro czy perfuforum, skąd akurat je kupiłem, zupełnie w ciemno
    .
    typ: sweet-gourmand
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 8,0/10
    podobne: Daniel Josier Ambre Tabac jest niby podobne, ale nie wąchałem to nie wiem ile w tym prawdy. Do tego By Kilian Back to Black
    cena: około 300 zł za 100ml
    https://www.fragrantica.com/perfume/18-21-Man-Made/Sweet-Tobacco-Spirits-37691.html
    https://www.parfumo.net/Perfumes/1821_Man_Made/Sweet_Tobacco_Spirits
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 135/150

    Swiss Arabian Mutamayez

    Nie przepadam za arabskimi śmierdziuchami delikatnie mówiąc, ale tego kupiłem w ciemno z jednego powodu - miał on bardzo przypominać YSL M7. Rzeczywistość jednak zweryfikowała te internetowe rewelacje i prawda okazała się brutalna, czyli podobieństwo równe zeru. Na początku byłem rozczarowany samym zapachem ale to głównie chyba z tego powodu, że oczekiwałem zupełnie czego innego bo perfumy te wcale nie są złe, szczególnie na zimę.

    Paredziesiąt złoty za 100ml, do tego praktycznie same pozytywne komentarze, nadawanie statusu killera czy klona M7, jak miałem ich nie kupić? Oprócz ceny wszystko mija się z prawdą. Oud jest tu zupełnie inny niż w M7, nie ma tego syropkowatego klimatu, słodycz jest zupełnie inna i jest nawalone od cholery tego arabskiego dymu, który
    dusi i przytłacza szczególnie jak jest cieplej. Najbardziej wyczuwalną nutą jest tam ananas, który wbrew pozorom pachnie bardzo naturalnie, jest soczysty, odymiony kadzidłem i niesamowicie wyrazisty co bardzo mi sie podoba. Pierwsze skojarzenie to pieprzowy Serge Noire Lutensa z usuniętym ze składu ananasem właśnie. Muatamayez to nie są perfumy uniwersalne. Poza zimą są nienoszalne. Kupiłem je w lecie i od razu przetestowałem, wyszła tragedia. Uniwersalność żadna i z cieplejszą pogodą w ogóle im nie po drodze przez co nie nadają się absolutnie do kupienia w ciemno. Mimo niskiej cenie, gdybym przed zakupem je przetestował to na pewno nie zdecydowałbym się na ich kupno. Za taką kasę wolałbym dwie flaszki Coty Aspen, coś od Tesori d'Oriente, Bogarta, Ferrari, jakieś tanie Rasasi albo Jil Sander Sun.

    Parametry na dobrym poziomie. Nie jest to jednak żaden killer o czym pisano w co drugim poście na perfuforum gdy tylko Mutamayez zagościł w ofercie iperfum. Trwałość do 10 godzin, projekcja bardzo mocna przez pierwszą godzinę, później słabiej i dość szybko robi się bliskoskórnie.

    Podsumowując, niezłe perfumy z kilkoma zaletami jak np. fajnie przedstawionym odymionym ananasem, świetną ceną w stosunku do ich jakości czy ładnym, dobrze wykonanym flakonem. Nie są jednak dla każdego i mimo niskiej ceny nie polecam kupować w ciemno bo może to skończyć się tragicznie. Fanom orientu i arabskich perfum powinny przypaść do gustu.

    Jako, że już prawie koniec to zostały mi tak ze dwa zapachy poniżej 8/10, reszta to już będą same bardzo dobre i zajebiste, a ostatnie dni to będzie prawdziwy festiwal zajebistości bo zostawiłem sobie samych kozaków ;)

    typ: oriental-spicy
    zapach: 6,0/10
    trwałość: 7,5/10
    projekcja: 7,5,1/0
    cena: 55 zł za 100 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Swiss_Arabian/Mutamayez
    Fragrantika nie ma go w swojej bazie.
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 134/150

    Atelier Cologne Philtre Ceylan (2016)

    Sam jestem zaskoczony, że opisuje dzisiaj Philtre Ceylan bo w ogóle nie brałem go pod uwagę, a miejsca do 150 są już praktycznie wszystkie od dawna obsadzone. Zapach ten, jak wiele innych od Ateliera zrobił na mnie wrażenie już podczas testów w perfumerii, ale dopiero nabycie odlewki utwierdziło mnie w przekonaniu jak zajebistę są to perfumy. Najlepsze herbaciane pachnidełko jakie do tej pory poznałem.

    Cejlon to wyspa, której nazwa pewnie nie tylko mi kojarzy się jednoznacznie z herbatą. Philtre Ceylan to w wolnym tłumaczeniu cejloński eliksir miłości. Nazwa nieprzypadkowa bo perfumy te pachną głównie herbatą. Nie jest to gorzka herbata ani taka orientalna w stylu L'Artisana z dodatkiem wanilii, imbiru i miodu co trochę może przywoływać skojarzenia nawet do takiego Tobacco Vanille. Mamy tu za to herbatę bardzo świeżą i naturalną, z wyraźnym dodatkiem mięty, kardamonu i bergamotki. Wyczuć też można np. kmin, który nie należy do zbytnio popularnych składników, ale nadaje taki indyjski klimat tym perfumom. Atelier to marka ceniona głównie za naturalność i wiele z ich perfum pachnie tak prawdziwie, że bardziej sie już praktycznie nie da, niestety wiele z nich traci w moich oczach przez bardzo marne parametry. Świetnym przykładem niech będzie Orange Sanguine, który pachnie wspaniale ale
    nawet przy bardzo obfitej aplikacji nie będe już na sobie czuł po godzinie.

    To co odróżnia Philtre Ceylan od innych perfum Ateliera, ale też i od innych herbacianych zapachów to dobre parametry. Projektuje jak należy, na skórze też utrzymuje się długo, a otoczenie nie będzie miało żadnych problemów żeby go od nas poczuć. Uniwersalny, do używania cały rok na każdą pogodę. Latem niby nie testowałem ale ide o
    zakład, że sprawdzi się idealnie i nie wyschnie na skórze w godzinę skoro zima mu nie straszna.

    typ: spicy-green
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 7,5/10
    projekcja: 6,5/10
    cena: 300 zł za 100 ml. Ale testery na pewno da się dostać dużo taniej.
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Atelier_Cologne/Philtre_Ceylan
    https://www.fragrantica.com/perfume/Atelier-Cologne/Philtre-Ceylan-35378.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 133/150

    Yves Saint Laurent La Nuit de L'Homme (2009)

    Zapach kultowy, mimo, że mający zaledwie 10 lat, a kultem obrósł głównie dlatego, że jest uznawany za jeden z najbardziej seksownych męskich zapachów. Mocno pimpowany był też przez wielu znanych jutuberów z Jeremiaszem na czele co również miało niebagatelny wpływ na jego wielką popularność. La Nuit przeszedł kilka poważnych reformulacji i mimo, że bardzo chciałem opisywać dziś pierwszą wersję tych perfum to niestety muszę się tylko zadowolić jakąś nowszą formułą, którą odlał mi ze swojego flakonu @boa_dupczyciel

    Zanim jeszcze nabyłem odlewkę od naszego wypokowego kolegi to nie omieszkałem sobie stestować La Nuit na nadgarstku będąc z dziewczyną w którejś z drogerii. Zapytałem co sądzi o tym zapachu, a potem dopowiedziałem, że to niby największy pantydropper w historii i czy jej także się robi morko jak go czuje. I co? To nawet nie będzie parafraza a cytat, bo dokładne zapamiętałem te słowa - "eeeeee, może być, ale Ty masz dużo lepszych np, Uomo? (chodzi o Moschino)". Tyle w temacie. Wiem, że bardziej wiarygodnie byłoby zrobić test na kilku kobietach, ale mnie w sumie to aż tak nie obchodzi, chyba, że jako ciekawostka, bo nie kupuje perfum żeby robić na kimś wrażenie, a żeby się w nich dobrze czuć ;)

    Teraz przejdźmy do samego aromatu. Ma w sobie coś hipnotyzującego, że chce się go wąchać i jak raz się powącha nadgarstek to później ciężko jest oderwać od niego nos. Na pewno pachnie nowocześnie, trochę słodko i świeżo. Nie jest ani przesadnie słodki, ani intensywny, powiedziałbym, że to perfumy niesamowicie bezpieczne i bardzo randkowe. Według mnie idealnie do bardziej intymnych sytuacji czy własnie randek, a nie zbyt nadające się na jakiejś wyjścia ze względu na to, że są bardzo ciche, ale o tym później. Trzonem tego zapachu jest kardamon, choć pamiętam, że starsze wypusty były o wiele bardziej lawendowe. Jest też coś sztucznego i za cholerę nie wiem, który ze składników jest za to odpowiedzialny, mianowicie coś co pachnie jak guma, albo jakiś lateks. Cedr i wetyweria nie są tutaj mocno wyeksponowane i żadne z nich nie wychodzi przed szereg. Balans jest, ale z drugiej strony czy nie jest zbyt bezpiecznie?

    La Nuit to nie jest jakaś specjalnie odkrywcza kompozycja. W podobnym klimacie znajdziemy dziesiątki perfum, lepszych lub gorszych więc mamy w czym przebierać, szczególnie, że obecne wersje pod względem parametrów to naprawdę cień zapachu sprzed lat. Nie mam co prawda odlewki, nie miałem nigdy flaszki starego La Nuit ale pamiętam że zapach był głębszy a obecnie mamy jedynie rozwodnione coś, co kiedyś nazwalibyśmy perfumami z prawdziwego zdarzenia. Na skórze wytrzymuje 6-8h ale po godzinie jest to już dosłownie dogorywanie i z każdą
    upływającą minutą czuć je co raz słabiej. Projekcja bidna, w sensie jakaś tam jest i nie jest to skinscent od samego początku, ale będzie dawał o sobie znać maksymalnie godzinę i to bardzo lekko.

    Podsumowując są to niezłe perfumy i jestem w stanie uwierzyć w to, że to dobry pantydropper. Nowoczesny charakter perfum który łączy ze sobą świeżość i lekką słodycz może naprawdę podobać się otoczeniu. Sam może i sięgnąłbym po starszą wersję gdyby nie kosztowała tyle siana co obecnie. Nowszymi wypustami lepiej sobie nie zaprzątać głowy i lepiej sięgnąć po coś innego. Sam wole chyba flanker w postaci Le Parfum, który ma zbliżoną moc do opisywanego dzisiaj La Nuit.

    typ: sweet-spicy
    zapach: 6,5/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 5,5/10
    podobne: cała seria La Nuit de L'Homme czyli Frozen Cologne, L'Intense, Le Parfum.
    cena: 250 zł za 100 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Yves_Saint_Laurent/La_Nuit_de_L_Homme_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Yves-Saint-Laurent/La-Nuit-de-l-Homme-5521.html
    pokaż całość

    •  

      Całkiem przypadkiem wpadlem w posiadanie tego zapachu w wersji z 2010r. Muszę zrobić test ręka w rękę z nowymi wypustami, narazie testowałem tylko z klonem z Zary (strolling over heaven) i po różniących się otwarciach, po około 15 minutach zapachy są nie do odróżnienia. No i muszę jeszcze napisać, że z trwałością też nie ma szału, po około 5 godzinach trzeba szurac nosem po nadgarstku żeby go poczuć.

      +: dr_love
    •  

      @fruity: żebyś psiknął 10x razy zamiast 4x i poleciał szybciej po nową butlę ( ͡° ʖ̯ ͡°)

      +: Epson1
    • więcej komentarzy (58)

  •  

    #150perfum #perfumy 132/150

    Hugo Boss Boss Sport (1987)

    Wąchając obecne produkty Bossa można odnieść wrażenie, że ta niemiecka marka nie potrafi robić perfum. Praktycznie wszystko co wyszło od połowy lat 90 jako Hugo Boss jest według mnie haniebne i po prostu nie przystoi tak wielkiej firmie. Nic dziwnego, że wśród osób, które interesują się perfumami Hugo Boss już dawno stracił szacunek i znaczy mniej więcej tyle co La Rive, perfumy z Lidla, Lacoste, Mexx czy perfumy reklamowe w telewizji przez polskie aktorki serialowe - czyli tyle co nic. Mało kto wie, ale Boss potrafił zachwycać robiąc klasowe pachnidła. W czasach kiedy o klienta bito się jakością, klientów szukano poprzez tworzenie trendów , dawanie wyboru, różnorodność, a nie narzucanie bezczelnie stylu tak jak to wygląda obecnie gdzie połowa perfum to jedno i to samo tylko inaczej nazwane. Niemieckie marki takie jak Hugo Boss czy Jil Sander przecierały szlaki i tworzyły niezapomniane zapachy, na których wzorowano się przez lata. Dziś Boss to tylko podążanie za tłumem, tanizna i najniższej jakości syntetyki nie warte nawet sprawdzenia. Tyle słowem wprowadzenia, przejdźmy do samego zapachu.

    Sportowy Boss to jeden z najciekawszych zapachów jako ostatnio miałem przyjemność poznać. Jakość jaka bije od tych perfum jest nieprawdopodobna. Jest to zapach kwiatowo-zielony bazujący na legendarnym o 2 lata młodszym Boss no. 1. Dużo ziół, przypraw, aromatów drzewnych. Wąchając je czuje się jakbym był w jakiejś szklarni albo tunelu bo czuje tam coś podobnego do dojrzewających pomidorów. Kto wie jak pachną liście tych zacnych, dojrzewających warzyw ten będzie wiedział o co chodzi. Sport w nazwie mówi nam o tym, że są to pefumy lekkie, nie są trudne w noszeniu, nie mają nic wspólnego z powerhousami z lat 80tych, a do tego są lekko mydlane co sprawia, że podobają mi się jeszcze bardziej bo mają taki troszkę, barbershopowy urok. W otwarciu i jeszcze tak z godzinie po nim, czuć też wyraźną słodycz. Jest to coś co przypomina mi miód, ale w w składzie nic takiego nie ma, więc strzelam, że tak pachnie połączenie paczuli z którymś z kwiatków, być może z amsamitką. Czy pachną staro? na pewno nie. Komu się spodobają? na pewno nie każdemu. Jeśli nie lubisz perfum w stylu Platinum Egoiste czy Rive Gauche to raczej nie ma co podchodzić do nich bo nie są to pefumy jakie znajdziemy obecnie na półkach popularnych perfumerii. Nie mają one też nic wspólnego z zapachem Bottled Sport Bossa, który jest po prostu żenująco słaby.

    Parametry ma znośne. Trwałość jak przystało na zapach stworzony w latach 80 jest bardzo dobra i spokojnie wytrzymuje 10 godzin. Projekcja jest taka, że wyczuje się je od nas będąc z nami vis-a-vis, ale o ogonie zapomnijmy. Pamiętajmy, że jest to zapach sportowy z założenia, czyli stworzony z przeznaczeniem dla osób aktywnych. Na co dzień w latach 80 używało się troszkę mocniejszych perfum. Dzisiaj trudno dostępny bo został wycofany lata temu, ale jak się poszuka i uzbroi w cierpliwość to można i kupić w cenie 3 zł za ml. Niedługo i Wy będziecie mogli go spróbować bo jeden z "naszych" pare dni temu nabył w ciemno flaszkę z USA po mojej rekomendacji i pewnie pare ml rzuci na lade ;) Najbardziej pożądana przez kolekcjonerów jest wersja z czerwonym korkiem i napisem "sport" na
    butelce, która była podobno trochę głębsza. Pozostaje mi wierzyć na słowo, bo moja recenzja dotyczy tego z czarnym korkiem.

    typ: green-aromatic
    zapach: 8,5/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 6,0/10
    cena: około 500 zł za 125 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Hugo_Boss/Boss_Sport_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Hugo-Boss/Boss-Sport-9975.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 131/150

    Yves Saint Laurent Body Kouros (2000)

    Body Kouros to pierwsze perfumy, które świadomie chciałem mieć po wcześniejszym researchu w necie, ale jako, że nie stać mnie było na nie wtedy więc sięgnąłem ostatecznie po Moschino Uomo? (okazało się to chyba najlepszym blind-buyem w życiu). Zapach, którego znalazłem poprzez szukanie perfum z dominującą nutą eukaliptusa, którego ubóstwiam, a suszone liście tej rośliny uwielbiam sobie dodawać do zielonej herbaty. Taka ze mnie koala trochę.( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Body Kouros nie ma nic wspólnego z Królem Kourosem. Jest to zapach słodki, kamforowo-kadzidlany i jak nie lubie kadzidła tak tutaj pięknie podkreśla słodycz połączoną z mentolowym klimatem tych perfum. W Ameryce mówi się o nim, że to taki trochę "cotton candy scent" czyli zapach imitujący aromat waty cukrowej. W przeciwieństwie do Króla, który nie należy do dobrze odbieranych przez otoczenie zapachów, na Body Kourosa ludzie reagują bardzo pozytywnie. Obok słodyczy jaką emanują te perfumy nie da się przejść obojętnie i wielokrotnie otrzymałem za nie komplementy mając jeszcze tą nowszą wersję od L'Oreal, która nie jest tak intensywna jak ze starej formuły, którą ostatnio nabyłem i nawet podzieliłem się z paroma szczęśliwcami.

    Różnie ludzie piszą o różnicach w formulacjach, jedni, że są ogromne, inni zaś, że różnic tych wcale nie ma, a według mnie różnice są ale nie jakieś piekielnie duże. Przetestowałem obie wersje (2006 i 2009, a podobno była jeszcze trzecia reformulacja później gdy wprowadzono flakony takie jak teraz można ujrzeć w drogeriach) globalnie a także ręka w ręke bo posiadam obie flaszki i doszedłem do następujących wniosków: 2006 jest głębszy i lekko intensywniejszy w otwarciu, mam wrażenie też, że projektuje odrobinę mocniej. Na skórze wytrzymuje podobną ilość godzin, ale czuć go ewidentnie mocniej. Sam aromat nie różni się jakoś mocno między dwoma wersjami, ale mam wrażenie, że 2009 jest też słodszy. Jeśli dzisiaj bym wiedział, że różnice w obu formułach są tak mało istotne to nie szukałbym tak bardzo najstarszej wersji, mając i tak jedną ze starszych. Inne perfumy były kastrowane o wiele bardziej.

    Trwałość 8-10 godzin, znośna projekcja. Godny polecenia na zimę. Każdy kto lubi słodkie ale nienachalne otoczeniu perfumy musi koniecznie poznać BK. Każdy też kto lubi perfumy takie jak Le Male, B*Men Thierry'ego Muglera albo Au Masculin Lolity Lempickie to musi koniecznie po niego sięgnąć. Najbardziej zbliżonymi perfumami do mentolowego Króla są jednak Armand Basi Homme, które oddałem kiedyś bratu i które też gorąco polecam, mimo miernych parametrów i totalnie różnych od Body Kourosa składników.

    typ: sweet-oriental
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 7,5/10
    projekcja: 6,5/10
    cena: 177 zł za 100 ml
    podobne: Armand Basi Homme

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Yves_Saint_Laurent/Body_Kouros_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Yves-Saint-Laurent/Body-Kouros-736.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 130/150

    Tom Ford Oud Wood (2007)

    Mój pierwszy kontakt z perfumami Toma Forda był niesamowity i nie wiem który z zapachów wywarł na mnie największe wrażenie. Mógł to być Oud Wood, a mogło to być Neroli Portofino, Tobacco Vanille czy Amber Absolute. Pamiętam, że tym co mnie najbardziej urzekło w prywatnej kolekcji Toma była niesamowita jakość i dało się poczuć ogromną różnicę pomiędzy jego zapachami a innymi designerskimi pozycjami stojącymi półkę obok.

    Oud Wood to dla mnie zapach drzewno-przyprawowy. Oud w nazwie może mylnie sugerować, że to perfumy agarowe, lecz sam oud jest tu umiejętnie schowany, nie jest tak głośny jak u arabów, a po prostu sobie gdzieś tam w tle wibruje i nie czuć go bardziej od reszty składników. Bardziej wyczuwam tutaj raczej jakieś inne, suche drzewne nuty, kardamon i sandałowca czuje o wiele bardziej na pewno. Nawet tonka nie jest tu jakoś specjalnie wyeksponowana co też może się podobać. Trzeba przyznać, że balans w tej kompozycji jest świetnie zachowany. Na skórze Oud Wood układa się balsamicznie, trochę kremowo, słodko-gorzko, a może nawet lekko wytrwanie? Na pewno od początku do końca perfumy te nie zmieniają się zbytnio i pachną linearnie, co stało się już chyba domeną większości pozycji Forda. Zapach bardzo elegancki i klasowy to trzeba przyznać. Brak oudowej krzykliwości i kadzidlanych niuansów sprawia, że to perfumy bezpieczne, ale na pewno nie uniwersalne. Według mnie przekomicznie wyglądałyby do mało eleganckiego ubioru, chociaż kto co lubi ;) Z biegiem czasu, gdy zacząłem poznawać inne perfumy to Oud Wood już takiego wrażenia na mnie nie robi jak na początku gdy dopiero poznawałem świat perfum . Powiem więcej, nie wiem czy nie spodobał mi się bardziej porównywany do niego, kilka razy tańszy Versace Oud Noir, a Oud Wood Intense, który nie jest jak tylko jak nazwa wskazuje bardziej intensywną wersją OW, a zupełnie innym zapachem, zjadł go na śniadanie.

    Oud Wood ma jedną poważną wadę a są nią parametry. Pamiętam, że jak robiłem pierwszy test, kilka ładnych lat temu to miał na mojej skórze i świetną trwałość i projekcje. Jakoś w ubiegłym roku będąc w Lublinie miałem okazję sprawdzić go sobie ponownie by w 100% przekonać się już do zakupu i ..zonk. Udając się do galerii specjalnie nie zlewałem się perfumami w domu, tylko psiknąłem sobie po 1 shocie na oba nadgarstki bardzo lajtowego Antidote Viktora & Rolfa. Zrobiłem więc globala z minimum 10 shotów Oud Wood i co? Projekcja nikczemnie mizerna jak na taką cenę. Dziewczyna po parudziestu minutach nie czuła ode mnie nic, idąc obok, jedynie będąc bardzo blisko mnie, jak zapytałem o to czy projektuje to powiedziała, że coś tam czuje. Trwałość? po jakiejś godzinie zamiast Oud Wood czułem jak przebija mi z ręki Antidote, który do tuzów mocy nie należy. Reformulacja jak nic. Ostatnio nabyłem też odlewkę licząc, że jednak tamta przygoda w Lublinie to był tylko wypadek przy pracy, jakaś lewa partia, albo zepsuty sok. Nic z tych rzeczy. Parametry takie jak wtedy, chociaż projekcja może nie jest jakaś tragiczna, a przeciętna do bólu i taki opisywany wczoraj Cool Water lepiej pod tym względem już na mnie wypada. Dla mnie płacąc taką kasę za zapach jest to nieakceptowalne.

    Podsumowując, Oud Wood to dobra kompozycja, ale na pewno nie w cenie jaką za nią woła Ford. Do tego słabe parametry i mała uniwersalność sprawiają, że nie będę specjalnie nikogo zachęcał do kupna. Warto jednak sprawdzić i ocenić samemu. Jeśli kogoś stać płacić 4 paki za 30 ml i nosić, ze sobą odlewki żeby się dopsikiwać to warto go mieć w swojej kolekcji. Na jakąś kolację czy randkę będą fantastyczną opcją.
    Wołam @kyloe który chyba kiedyś pisał gdzieś o Oud Wood, albo coś pomieszałem.

    typ: spicy-woody
    zapach: 7,0/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 5,0/10
    cena: 400 zł za 30 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Tom_Ford/Oud_Wood_Eau_de_Parfum
    https://www.fragrantica.com/perfume/Tom-Ford/Oud-Wood-1826.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 129/150

    Davidoff Cool Water (1988)

    Jeden z największych klasyków w historii, zapach, którego aromat kojarzy chyba każdy kto choć trochę liznął perfum. Popularny nawet w Polsce w latach 90, w których życie do najłatwiejszych nie należało i tylko nieliczni mogli sobie pozwolić na perfumy inne niż tanie wody po goleniu.

    Cool Water to może i water, ale nie taka oceaniczna czy morska, a raczej z pralki, pełna proszku do prania. Zarówno Cool Water jak i wydane 3 lata wcześniej Creed Green Irish Tweed, którego Davidoff jest po prostu tanią alternatywą zrobioną przez tą samą osobę, to zapachy bardzo zbliżone. Główna różnica jest jednak między innymi taka, że u Creeda można jednak poczuć jakieś zielone niuanse, Cool Water to sama chemia i mówię to z pełną świadomością, jako posiadacz starej wersji Cool Watera, produkcji Lancaster, która powinna być niby mniej chemiczna. Nie mam nic przeciwko bardzo syntetycznym i sztucznym pachnidłom, ale jako wielki entuzjasta Joop! Nightflight z przykrością stwierdzam, że Davidoff nie daje mi takiego kopa świeżości jak niemiecki killer, gdzie dodatek owoców zdecydowanie robi w lecie różnicę na plus i daje mi mega orzeźwienie. Nightflight to mój świeżak ultymatywny, gdzie sztuczność wcale nie przeszkadza. Mimo masy nut w składzie Cool Watera z takimi ciekawymi pozycjami jak np. jaśmin, ambra, drzewo sandałowe czy neroli, nie jestem w stanie wychwycić z nich ani jednego składnika, wszystko jest jednakowe i łączy się w chemiczną całość.

    Żeby nikt mnie nie zrozumiał źle, Cool Water to nie jest zły zapach, to dobre perfumy, które zapoczątkowały trwającą do dziś modę na podobne zapachy. Znam jednak masę lepszych i ciekawszych zapachów osadzonych w tym samym klimacie jak np. właśnie wspominany wcześniej Nightflight czy ocierający się o geniusz Chopard Heaven. Broniąc jeszcze trochę Cool Watera dodam, że przeszedł od dziesiątki reformulacji, nawet wersje Lancaster z lat 90 różnią się między sobą diametralnie i podobno to wcale nie te najstarsze są najciekawsze, a te powstałe między 95 z 98 rokiem, które były najmniej chemiczne. Ja niestety nie posiadam kartonowego opakowania, które ze względu na dwa batche jest potrzebne do dokładnego oszacowania roku produkcji, więc tak naprawdę mam vintage, ale nie wiem z którego roku.

    Parametry moja wersja ma niezłe, lepsze niż formuły sprzed 3-4 lat, które znikały ze mnie zanim wyszedłem z perfumerii przez co dołączyłem wtedy nawet do grona hejterów Davidoffa i zacząłem aktywne poszukiwania starszej wersji. Znajomy, który kupił wtedy na promocji w Bootsie 40ml CW był tak zażenowany, że myślał, że sprzedano mu fejka. W mojej wersji projekcja lekka ale wyczuwalna tak z godzinę czy dwie, trwałość to już ponad 8 godzin czyli świetny wynik. Podobno najnowsze wypusty Cool Watera, które stoją obecnie na półkach sklepowych zapewniają jeszcze lepsze parametry niż większość vintagowych od Lancastera, ale nie udało mi się tego zweryfikować. Wychodzi więc na to, że to co sprzedawali parę lat temu to były mocno ubogie i rozwodnione rozlania, taki wypadek przy pracy.

    typ: fresh-aquatic
    zapach: 6,5/10
    trwałość: 7,5/10
    projekcja: 6,0/10
    podobne: Creed Green Irish Tweed
    cena: 100 zł za 125 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Davidoff/Cool_Water_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Davidoff/Cool-Water-507.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 128/150

    Giorgio Armani Eau Pour Homme (1984)

    Dzisiaj kontynuujemy podróż po woniach kolońskich. Eau Pour Homme Armaniego to bowiem klasyczny koloński zapach gentlemana, który dla fanów Eau Sauvage czy wód Acqua di Parma powinien być obowiązkową pozycją. W 2013 roku Giorgio Armani postanowił wydać odmłodzoną wersję Eau Pour Homme przenosząc jednocześnie opisywaną dzisiaj wersje do przeszłości. Mam obie i gdybym nie zakochał się w nowej testując ją w sklepie iperfum to na pewno bym nie kupił w ciemno obecnej. Różnice są , ale nie jakieś duże i na pewno reformulacja większej krzywdy im nie zrobiła, a może i nawet trochę pomogła o czym dowiecie się później. Jeśli więc po przeczytaniu tylko kilku słów niżej postanowicie sięgnąć po Eau Pour Homme to śmiało możecie testować nową, która jest łatwo dostępna.

    Eau Pour Homme jest często stawiany obok wielkiej ikony kolońskich perfum czyli Eau Sauvage Diora, jednak różnica między nimi jest głównie taka, że Armani ma wiele większe pierdolnięcie w otwarciu co może przytłoczyć i na pewno nie każdemu się to spodoba. Pierwsze sekundy potrafią powalić, zniechęcić wręcz swoją mocą, by po chwili gdy aromat się uspokoi to zaczyna pachnieć bardzo przyjemnie dla nosa. W otwarciu powalić próbuje nas kombo z cytrysów i ziół połączonych z przyprawami. Na pewno nie pachnie to zakładem fryzjerskim jak np. Azzaro pour Homme a przypomina mi prędzej jakiś gabinet dentystyczny i kojarzące mi się z nim jakieś środki używane przez lekarzy. Ciągle jest to zapach czystości ale nie we fryzjerskim stylu, lecz bardziej szpitalnym czy sterylnym. Specyficzny ma ten Armani aromat, taki zielono-cytrusowy z bardzo wyraźnym mchem, którego w tej postaci na pewno nie powąchacie już w nowej wersji bo jego używanie zostało zakazane. Zapach kojarzący na pewno się z latem ale nie wiem czy nie będzie na tę porę roku za mocny. Testuje go w zimie i powiem, że do używania w pomieszczeniu to średnio się nadaje i widzę go bardziej na jakieś wyjścia na dwór, czy na pole #pdk.

    Co ciekawe, mimo swojej potężnej mocy z otwarcia nie jest on jakoś wybitnie trwały. 6 godzin osiągnie z trudem, ale później jest już ledwo wyczuwalny co jest w sumie największym minusem tych perfum. Warto zaznaczyć, że nie występuje on w koncentracji wody kolońskiej tak jak opisywana wczoraj Colonia Essenza, a wody toaletowej, a mimo to ma wyraźnie gorszą trwałość. Projekcja jest mocna ale krótka. W tej materii bezdyskusyjnie wygrywa nowa wersja tych perfum, która jest i trwalsza i lepiej projektuje.

    Podsumowując, są to bardzo dobre perfumy, które kojarzą mi się z włoską elegancją i od których dosłownie bije klasą. Nie są na pewno dla każdego ale starodawnymi ich bym nie nazwał. W przeciwieństwie do perfum zaliczanych do grupy fougere (XD), Eau Pour Homme zebrał u mnie sporo komplementów i ewidentnie podoba się otoczeniu.

    typ: citrusy-fresh
    zapach: 7,0/10
    trwałość: 5,0/10
    projekcja: 6,0/10
    podobne: Giorgio Armani Eau Pour Homme (2013), Dior Eau Sauvage
    cena: wycofane, koło 250 zł za 100 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Giorgio_Armani/Eau_Pour_Homme_1984_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Giorgio-Armani/Armani-Eau-Pour-Homme-409.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 127/150

    Acqua di Parma Colonia Essenza (2010)

    Acqua di Parma to marka mająca swój oryginalny styl, który w moim przekonaniu opiera się na ukazywaniu starego, dobrego kolońskiego klimatu w nowoczesnym standardzie. Odpowiada za to pewnie dobór świetnej jakości, naturalnych składników. Wąchając praktycznie jakiekolwiek perfumy od Acqua di Parma czuje się po prostu klasę i najwyższą jakość wykonania. Colonia Essenza to tylko jeden z wielu świetnych produktów od Acqua di Parma, ale to na własnie jego zakup się zdecydowałem bo jak mało które perfumy kolońskie dają mi wszystko czego od takich zapachów oczekuję.

    Colonia Essenza to perfumy cytrusowo-kwiatowe. Limonka, bergamotka, pomarańcza, grejpfrut i mandarynka czyli cała plejada cytrusów. Do tego kwiaty takie jak jaśmin, konwalia, róża, typowo koloński rozmaryn, goździki i ambrowo-piżmowa baza. Klimat koloński zachowany w całości, ale powiedziałbym, że jest bardziej nowocześnie niż na przykład w takim Eau Sauvage i jeśli dla kogoś klimat Diora wydaje się trochę niemodny czy dziadkowy to Colonia Essenza takich skojarzeń nie powinna przywołać. Kolońskie zapachy lubię głównie z tego powodu, że ich piękno leży w prostocie i są bardzo uniwersalne przez co nosi się je niezwykle lekko. Można założyć je z powodzeniem i do białej koszuli i do niezobowiązującego wyjścia.

    Parametry jak na wodę kolońską ma naprawdę niezłe, lepsze niż niejedna woda toaletowa, więc tragedii na pewno nie ma jak w przypadku niektórych zapachów od tej włoskiej marki. Projekcja na lajtowym poziomie przez godzinę czy dwie, później robi się bliskoskórnie. Sporo też zależy od pogody bo wiosną na pewno lepiej będzie wypadać niż teraz. Jeśli szukacie eleganckich i nieinwazyjnych perfum ale pachnących bardzo elegancko to Colonia Essenza będzie dobrym wyborem.

    zapach: 7,5/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 6,0/10
    podobne: Acqua di Parma Colonia
    cena: 220 zł za 100 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Acqua_di_Parma/Colonia_Essenza_Eau_de_Cologne
    https://www.fragrantica.com/perfume/Acqua-di-Parma/Essenza-di-Colonia-9829.html
    pokaż całość

    •  

      @Ale_ojca_to_ty_szanuj: nie sa żadnym wyznacznikiem, wszystko rozchodzi się o to jakich składników użyto pewnie.
      @PrinsFrans: w Douglasach czasem sa stoiska z Acqua di Parma, a jak nie to w perfumeriach niszowych prawie zawsze coś się znajdzie.. W większym mieście nie powinno byc problemu.
      @Dine: Skłaniałbym się ku temu, że mocno osłabiono EDT. Mam malutką próbkę starej wersji i jak puszcze kilka kropel na nadgarstek to czuć na drugim końcu domu, nowsza wersje na nadgarstku znika barzo szybko i jest o wiele mniej intensywna. EDP nowego nie testowałem ale stara wersja też była piekielnie mocna. pokaż całość

    •  

      @Dine: Miałem EDP i oddałem szwagrowi. Namieszali w formule przy zmianie flakonów i to już nie to samo co kiedyś. Odradzam.

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    #150perfum #perfumy 126/150

    Bogner Man (1990)

    Bogner Man z 1990 to zupełnie nowa odsłona zapachu o tej samej nazwie wydanego 5 lat wcześniej, którego oprócz nazwy podobno nic więcej tak naprawdę nie łączy z pierwowzorem. Jako, że nie udało mi sie jeszcze poznać starszej wersji więc mogę jedynie opierać się na tym co piszą na niemieckim forum należącym do parfumo.net. Są to bardzo trudno dostępne perfumy, które niemieckiej marce udało się na chwilę w 2005 roku pod nazwą Bogner Man Classic, w zmienionej lekko oprawie graficznej. Sam zapach miał być bardzo podobny ale lekko odświeżony i unowocześniony i kosztował w Polsce śmieszne pieniądze bo można było go nabyć przez internet do 100 zł. Dziś ceny za Classica zaczynają się od 300 zł i szybują ku górze z każdym miesiącem.

    Bogner Man to perfumowy świeżak zrobiony w starym, dobrym stylu, trochę nowatorskim jak na rok w którym zostały wydane. Perfumy kwiatowe, których świeżość oparta jest na połączeniu kwiatów z cytrusami. Pierwsze skojarzenia jakie mam z nim to szampony z lat 90tych czy płyny do kąpieli, których używałem będąc dzieckiem. Bogner pachnie mydlanie, przypomina trochę mydełka od Prady czy Bleu de Chanel, ale nie jest tak cierpki jak dzieło Chanela czy wyrazisty i słodki jak Prada. Kwiaty jakie występują w składzie to cyklamen, frezja, jaśmin, do tego jest też neroli czyli olejek z kwiatu pomarańczy. Łączą się one z wyraźnymi w otwarciu cytrusami jak bergamotka i cytryna i piżmowo-ambrową bazą Standardowo jak w chyba każdych perfumach wydawanych w tym okresie mamy w Bognerze estragon, a producent podaje również goździki, które gdzieś tam sobie wibrują w tle. Taki typ świeżaka odpowiada mi o wiele bardziej niż taki jaki zaprezentował wydany dwa lata wcześniej Davidoff Cool Water, którego chemiczność aż bije po nosie. Bogner tego nie ma i pomimo, że jest syntetyczny to wydaje się delikatniejszy, bardziej naturalny i o wiele bardziej przyjazny dla mojego nosa. Nie ma też żadnego podobieństwa do stylu zaprezentowanego po raz pierwszy w Jil Sander Man Pure i później wielokrotnie kopiowanego przez chociażby Catalyst Halstona czy Otto Kern Cycle . Jak na perfumy wydane w 1990 roku pachniał bardzo nowocześnie i gdyby niemiecka marka bardziej przykładała się do reklamy to wcale nie trzeba byłoby wycofywać ich z produkcji.

    Parametry bez szału , typowe jak na zapachy w tym klimacie. Projekcja lekka, ale zanim perfumy staną się bliskoskórne to będą dawały nam o sobie znać przez godzinę albo dwie, zależy od pogody. Im chłodniej tym fajniej się je nosi, bo z każdym zawianiem wiatru będzie towarzyszyło nam uderzenie świeżości. Jak też przystało na zapach świeży są to perfumy niesamowicie uniwersalne i nadające się na każdą okazję, więc jeśli będę robił pod koniec jakiś ranking uniwersalności to Bogner będzie miał na pewno miejsce w czubie. Cena i dostępność? nie pytajcie. Jak dałem jakiś czas temu cynk mojemu dostawcy vintagy, wrzucił mi link do zakończonej aukcji z allegro, gdzie ktoś wylicytował je za 50 zł. Kupując na ebayu musimy liczyć się z tym, że albo ich obecnie nie będzie albo będą w cenie przekraczającej 100euro za 75 ml, także pozdro, uzbrajamy się w cierpliwość i czekamy na okazję.

    zapach: 7,5/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 6,0/10
    cena: od 400 zł za 75 ml
    podobne: Bogner Man Classic

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Bogner/Bogner_Man_1990
    Na fragrantice go nie ma.
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: uiimages.parfumo.de

  •  

    #150perfum #perfumy 125/150

    Amouage Epic Man (2009)

    Amouage to chyba jedyna marka, która potrafi sprawić, że odczucia do ich produktów mogą się u mnie tak zmieniać. Niektóre lubiłem i przestałem, inne na odwrót a jeszcze inne pachniały mi zupełnie inaczej za każdym razem jak je testowałem. Do Epica miałem stosunek ambiwalentny ale ostatecznie przekonał mnie na tyle, że nabyłem odlewkę, a teraz rozważam nawet zakup 20-30 ml we flakonie.

    Epic to ciekawy, drzewno-dymny twór, który mimo swojego arabskiego pochodzenia nie jest jednym z tych przytłaczających skurwieli w turbanie gdzie jedna nuta potrafi brutalnie przygnieść resztę kompozycji i tym samym
    sprawić, że cała reszta dobrej jakości składników nie będzie istniała będąc schowaną pod grubą warstwą oudu, kadzidła albo jakiegoś innego arabskiego smrodu. To chyba najbardziej zbalansowany zapach ze stajni Amouge, a na pewno najbardziej z tych, które testowałem bo z Opusami nie miałem jeszcze wszystkimi do czynienia. Jeśli ktoś chciałby się zapoznać z arabskim stylem to Epic byłby idealny ale oczywiście przez zapoznanie nie mam na myśli kupna w ciemno, a tylko zamówienie próbki o ile nie ma w okolicy żadnej perfumerii z ich zapachami.
    A jak pachnie? Kadzidłem, dymem, jakimiś nutami drzewnymi, przyprawami typowymi dla orientu z bardzo wyrazistą gałką muszkatołową i skórą gdzieś tam w tle. Czuje w nim taki trochę orzechowy vibe. Nie są to perfumy ani trochę słodkie przez co wątpię by przypasowały młodszym osobnikom. Są za to ewidentnie eleganckie i fantastycznie sprawdzą się do galowego stroju.

    Parametry ma na wysokim poziomie. Zanim jeszcze kupiłem odlewkę to spsikałem sobie nimi nadgarstek w sklepie, a jego aromat przeszedł na końcówkę rękawa od kurtki i wytrzymał na nim pare dni, przy czym zaznaczę, że zawsze bardzo uważam ażeby testując perfumy nie drasnąć niechcący materiału. Projekcja także na wysokim poziomie ale nie wydaje mi się, żeby był to zapach jakoś specjalnie nachalny. Projektuje długo ale raczej ma taki swój obszar poza który nie wychodzi i nikomu nie wadzi. Dla mnie wystarczający poziom. Podobno przeszedł kiedyś jakąś drastyczną reformulację,po której utracił głębię, ja tego nie potwierdzę bo znam go od może roku i mój pachnie identycznie jak testety stojące na sklepowych półkach w T&B czy Notino. Po Jubilacie jest to drugi najlepszy zapach z Sułtanatu Omanu z jakim miałem do czynienia.

    typ: spicy-woody
    zapach: 8,5/10
    trwałość: 9,5/10
    projekcja: 7,5/10
    cena: około 600 zł za 100 ml testera
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Amouage/Epic_Man
    https://www.fragrantica.com/perfume/Amouage/Amouage-Epic-Man-6537.html
    pokaż całość

    •  

      @dr_love: @SnoobDuog: ja mam ochotę przetestować Beach Hut głębiej, ale na pierwszy niuch to nie było nic szczególnie specjalnego

      @kyloe: @dr_love:

      coś w tym jest, stary Epic to było głównie kastoreum i oud/kadzidło, teraz czuć bardziej przyprawy gałkę muszkatołową i szafran. BTW zastanawiam się jakiego kadzidła używali, zdecydowanie nie pachnie jak czysta żywica liban czy syntetyki, raczej jak całe drewno kadzidłowca. pokaż całość

    •  

      @makrel_gieldowy: Nie wiem co to dokładnie było, ale na pewno nie żywica bosswelia sacra czyli frankincense / olibanum bo ona pachnie inaczej ( mam tę żywicę i palę sobie czasem na węgielkach trybularzowych ) Stosunkowo wiernym odwzorowaniem olibanum jest Rock Crystal Durbano albo Olibanum Profvmvm Roma. Co do Beach Hut to jestem na nie, parametry ma dobre ale dla mnie jest dość męczący.

      Generalnie Amouage postrzegam jako markę, która od czasów premiery Journey ( a to był 2014 rok czyli 5 lat temu ) osunęła się dość mocno jeżeli chodzi o jakość, nie wypuścili od tamtego czasu w zasadzie żadnej naprawdę konkretnej pozycji, może jeszcze Myths ale jemu też daleko do finezji Epica, Memoir czy Jubilation ( które notabene zostały po 2014 roku mocno zreformułowane )
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    #150perfum #perfumy 124/150

    Dior Homme (2005)

    Jakby ktoś nie wiedział to zapachy o nazwie Dior Homme powstały dwa. Pierwszy, który dziś opisuje to dzieło Oliviera Polge z 2005 roku. Drugi, w nowym już flakonie to reformulacja, którą popełnił Francois Demachy w 2011 roku. Perfumy bardziej tak naprawdę różnią się samym flakonem bo zapach jest bardzo podobny a obecnie niemal identyczny. Z tego co wyczytałem w internecie to tylko przejściowa wersja, czyli ta pierwsza w nowej flaszce różniła się brakiem kardamonu w składzie, ale niedługo potem nastąpiła już zmiana formuły i karadamon przywrócono o czym pisano nawet na oficjalnej stronie internetowej Diora. Parametry obu wersji są praktycznie takie same, ale stara formuła z 2005 może wydawać się bardziej głęboka a irys w niej bardziej wyeksponowany. Sam od niedawna mam obie wersje i na dobrą sprawę to różnicę dostrzegam głównie w otwarciu, ta nowsza wydaje się bardziej ostra i mniej pudrowo-słodka, ale w blind-teście wybrałbym tę starszą i to dlatego ją postanowiłem opisać.

    Wielki mam sentyment do tego zapachu bo to jedne z moich pierwszych perfum. Kupione nie do końca świadomie bo tak naprawdę interesował mnie tylko napis "Christian Dior", a Fahrenheit był wtedy dla mnie zbyt poważny. Opisując wcześniej Valentino Uomo, Dior Homme Intense i Valentino Uomo Intense muszę się teraz trochę powtarzać bo zapachy te mają wiele wspólnego. Wąchając swój nadgarstek mam wrażenie, że najbliżej mu jednak do Diora Homme w wersji Intense. Gdybym miał na drugiej ręce teraz jakiegoś starego batcha DHI powiedziałbym, że jest to cała esencja Dior Homme z podrasowanymi kilkukrotnie parametrami. Niestety porównując je z nowszymi wypustami DHI muszę z przykrością stwierdzić, że tak nie jest. Dior Homme z 2005 jest taki sam albo nawet i lepszy jeśli chodzi o parametry niż Dior Homme Intense z 2015 roku. Jest to skandal, ale nie jest to najgorsze bo idę o zakład, że obecne wypusty DHI są jeszcze dużo bardziej słabe. Dior Homme vintage, bo tak dzisiaj mówi się na srebrną wersję, która opisuje, na mojej skórze leży ponad 10 godzin a zbytniej różnicy w projekcji nie widzę w odniesieniu do mojego Intense.

    Dior Homme to zapach irysowo-pudrowy, który od Valentino czy Dior Homme Intense różni na pewno większa ilość kakao, bo o ile w DHI da się je wyczuć to tylko przez chwilę w otwarciu, później nie ma po nim śladu. Da się poczuć tu też karadamon, lawendę i nie ma aż tyle kawowo-czekoladowych niuansów znanych głównie z Valentino. Jest tez chyba mniej męski niż własny flanker i obie alternatywy od Valentino ale zapach jest tak zajebisty, że absolutnie mi to nie przeszkadza i czuje się w nim wyśmienicie. Powiem więcej, jest to jeden z najbardziej damskich zapachów przeznaczonych dla facetów. Można się pogubić w tym, bo niby DHI jest bardziej waniliowy niż Homme to już niekoniecznie słodszy. Kiedyś mając na myśli moc mógłbym polecić Dior Homme na dzień a Intense na wieczór, teraz wiedząc jaki kał sprzedają pod nazwą Dior Homme Intense nie ma to sensu bo zapachy dysponują zbliżoną mocą, więc takie akcje to nie z obecnymi wypustami.

    Świetny na perfumy używane na co dzień, uniwersalny na tyle, że sprawdzi się i do biura i na dwór, ale jednak bardziej przeznaczony na chłodniejszą pogodę jeśli już po niego sięgniemy. Kochany przez kobiety, często komplementowany, chociaż nie wiem czy tak bardzo jak DHI i VUI. Ostatnio zarzucając go przed pracą na siebie, dziewczyna ze 3 albo 4 razy skomentowała go w przeciągu 30 minut a były to same superlatywy. Nie są to perfumy łatwe, nie są dla każdego więc branie ich w ciemno może skończyć się tragedią.

    typ: powdery-sweet
    zapach: 8,5/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 6,0/10
    podobne: Dior Homme (2011), Dior Homme Intense, Valentino Uomo
    cena: około 400 zł za 100 ml

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Dior/Dior_Homme
    https://www.fragrantica.com/perfume/Christian-Dior/Dior-Homme-2005-230.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 123/150

    Joop! Wolfgang Joop (2008)

    Pewnie większość z Was myśli, że ktoś kto opisuje jakieś obskurne albo wycofane 20 lat temu zapachy z miejsca odrzuca tak popularnie pachnące pozycje. A no nie, zawsze daje szansę. Mimo, że faktycznie nie przepadam za większością tych najpopularniejszych jak Invictus, gdzie "nie przepadam" to w sumie mało powiedziane, Sauvage czy Boss Botled. Taki 1 Million jednak szanuje i bardzo doceniam chociaż sam nie potrafiłbym ich nosić. Pierwsze skojarzenie po powąchaniu próbki, którą dostałem w prezencie od @makrel_gieldowy to właśnie słynny ulep od Paco Rabanne i od tego zaczniemy.

    Wolfgang Joop to taki 1 Million tylko. że w garniturze. Perfumy mające klimat Paco ale pachnące z klasą, bardziej dostojnie i mniej słodko. Cynamon jest głównym bohaterem tego Joopa i to chyba właśnie on jest odpowiedzialny za ten kwaskowy typ słodyczy. Mimo, że w oficjalnym składzie nie ma żadnych owoców to mogą one pachnieć owocowo. Zamykając oczy można poczuć tam jakieś pomarańcze, jabłka itd. Obecna w formule lawenda nadaje też im trochę świeżości co też wyróżnia je pozytywnie od Paco i dla osób dla których Złota Sztaba jest zbyt przytłaczająca czy nachalna to taki 1 Million L'Eau w postaci Wolfganga Joopa może być idelnym zamiennikiem.

    Nie ma co się łudzić, nie są to perfumy naturalne, są sztuczne ale kogo to obchodzi? ich aromat fituje mi idealnie. Jest to zapach nowoczesny, słodki, podobający się kobietom i jednocześnie nienamolny dlatego też nie mam pojęcia dlaczego się nie sprzedawał i został wycofany. Być może przez marny marketing bo nie sądze żeby po prostu nie trafiał w gusta. Być może sygnowanie go pełnym nazwiskiem Wolfganga Joopa i takie trochę odcięcie od samego Joop! a kierowanie go do bardziej dojrzałego i wymagającego klienta też było błędem, nie wiem.

    Z parametrami to dziwna sprawa, bo nosiłem je globalnie bodaj 3 razy i za każdym razem było różnie. O ile projekcja była ok tak przez 2 godziny tak na nadgarstku układał się różnie. Raz znikał po 5 godzinach, innym razem "zaginoł na zawsze" po 10 #pdk . Loteria. Polecam, chociaż dostępność dziś bardzo marna.

    typ: fruity-sweet
    zapach: 7,0/10
    trwałość: 7,0/10
    projekcja: 6,0/10
    podobne: Paco Rabanne 1 Million
    cena: myślę, że 300 zł za 90 ml. Mi się udało kupić od prywatnego sprzedawcy na OLX całe 90ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Wolfgang_Joop/Wolfgang_Joop_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Joop-/Wolfgang-Joop-4076.html

    daje jeszcze raz bo tamten źle otagowałem.
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    #150perfum #perfumy 122/150

    Halston Catalyst for Men (1994)

    Na samym początku pragnę podziękować @dyniel który to wysłał mi resztki Catalysta zza granicy abym mógł je sprawdzić i ocenić. Aż się wzruszyłem, bo uwielbiam takie zapomniane zapachy :)

    Na dole jest link do parfumo.net gdzie możecie zobaczyć listę składników z ilu zrobiony jest Catalyst. Naliczyłem ich 38, masakra co nie? Tak do właśnie połowy lat 90 to wyglądało mniej więcej, nie pierdzielono się w tańcu jeśli chodzi o nuty i żeby osiągnąć cel mieszano czasem tyle ile się tylko da, a minimalizm zdecydowanie nie był tym na co stawiano. Pierwsze skojarzenie po powąchaniu tego Halstona to Jil Sander Man I zwany też Man Pure, którego opisywałem na święta i ostatecznie bardzo wysoko oceniłem. Halston ma aromat bardzo podobny jednak wydaje się bardziej delikatny i nie aż tak bezpośredni jak Sander. Aromat Catalysta jest ciężki do zdefiniowania bo to perfumy bardzo złożone podobnie jak Man Pure. Według mnie najbardziej wyczuwalne są tam zioła, przyprawy i kwiaty, ale by dostrzec poszczególne nuty to już ciężko i to raczej zadanie dla znawców do których ja się nie zaliczam. Wszystko w tych perfumach jest lekko słodkie i przyprawowo-ostre, taka pikanteria na bazie mydełka, w starym stylu znanym z lat 80. Dzisiaj już takich zapachów się nie robi, więc z pewnością nie każdemu by podpasowały, chociaż idę o zakład, że @boa_dupczyciel który lubi Jil Sander Man Pure byłby zadowolony.

    Eleganckie, pasujące do białej koszuli, chociaż całkiem uniwersalne i na co dzień też byłyby świetną opcja na czyjś signature scent gdyby tylko były łatwiej dostępne. Jeśli kogoś może przerażać moc Jila to męski Catalyst byłby dobrą alternatywą, ja w obu świetnie się czuje i mógłbym je nosić na zmianę, Parametry są więc bardzo w porządku. Obecne ceny, które są za niego wołane są z pewnością nieadekwatnie duże bo są już dawno temu wycofane ale kiedyś, tym za a co je bardzo ceniono była właśnie bardzo niska cena i jej stosunek do wysokiej jakości jaką nam prezentowały.

    typ:spicy-woody
    zapach: 7,0/10
    trwałość: 7,0/10
    projekcja: 6,0/10
    cena: 250 zł za 50 ml na ebayu. W Polsce praktycznie nie do dostania.
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Halston/Catalyst_for_Men_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Halston/Catalyst-for-Men-3691.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 121/150

    Guerlain Vetiver (1959)

    Dzisiaj klasyk, jedne z najbardziej uniwersalnych perfum w historii, nadające się do każdej absolutnie okazji, które dzięki umiejętnemu odmładzaniu przez markę Guerlain nie zestarzały się ani trochę. Vetiver to też jeden z największych męskich klasyków nie tylko w historii francuskiej marki Guerlain, ale zaraz obok Habit Rouge w
    całej historii perfum. Tak jak i HR, Vetiver także został stworzony przez samego Jean-Paula Guerlaina. Nawiązanie do Habit Rouge nie jest przypadkowe bo mimo, że to perfumy w innym klimacie i z trochę innym przeznaczeniem to mimo zaledwie dwóch wspólnych nut tj. cytryny i bergamotki, podobieństwo w otwarciu jest uderzające i wyczuwalne
    momentalnie. Niektóre źródła podają, że łączy je także mandarynka i skóra ale to już pozostawię do weryfikacji jakiemuś bardziej doświadczonemu nosowi.

    Vetiver to świeżak niezwykły, bo elegancki i z klasą, tak różny od tej całej, szarej masy nieoryginalnych i sztucznych do bólu morskich zapaszków stojących dumnie na półkach znanych perfumerii. Mimo wielu dekad, dziesiątek reformulacji, zmian trendów w świecie perfum itd. Vetiver podobno w dalszym ciągu bardzo przypomina oryginalną wersje stworzoną w 1959 roku a puszczoną w świat dwa lata później. Zaskakujące jest to, że moda się zmieniała a Vetiver przetrwał i cieszył dwa a może nawet trzy pokolenia Francuzów, Przetrwał bo tak jak mówiłem na początku to król zapachów uniwersalnych. Perfumy stojące wetywerią i cytrusami i tak też pachną, świeżo, zielono i rześko, nie
    wiem jak inaczej mógłbym opisać ich aromat. Mam je od niedawna, użyłem ich globalnie raz i kilka razy
    przetestowałem sobie na nadgarstku, mimo, że znam je od bardzo dawna i zamierzałem kupić już pare lat
    temu. Żadne z nowych perfum tez tak nie zadziałały na moją dziewczynę, która wręcz oszalała na ich punkcie i chyba wskakują do topu jej ulubionych.

    Parametry szalone nie są, to przede wszystkim zapach bezpieczny. Jeśli szukacie aromatu, który będzie za Wami zostawiał ogon to szukajcie gdzie indziej. Vetiver jest wyczuwalny ale z bliższej odległości. Nie jest to na pewno skin-scent, a taki najzwyklejszy przeciętniak, który zostanie jednak zauważony. Wersją, którą mam jest trochę starszą bo z 2006 roku i według wielu opinii różni się trochę od obecnych wypustów Guerlaina, ale z tego co pamiętam na pewno nie są to jakieś wielkie różnice, bo dostając je otrzymałem takie perfumy jakie pamiętam z testów w perfumeriach.

    typ: green-spicy
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 7,0/10
    projekcja: 6,0/10
    podobne: Guerlain Vetiver Extreme
    cena: czasem pojawiają się testery 100 ml nawet poniżej 100 zł. Stosunek ceny do jakości jest nieprawdopodobny.
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Guerlain/Vetiver
    https://www.fragrantica.com/perfume/Guerlain/Vetiver-69.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 120/150

    Serge Lutens Gris Clair (2006)

    Kolejny i na pewno nie ostatni Lutens w moim cyklu. Gris Clair to jeden z najbardziej oryginalnych zapachów jakie mam w kolekcji. Wszechobecne w sieci porównania aromatu tych perfum do rozgrzanego do czerwoności żelazka czy pary buchającej z niego wprost na materiał są zgodne w stu procentach z tym co czuje. Piękny, niebanalny i ciepły, do tego bardzo podobający się otoczeniu to właśnie Gris Clair.

    Był to pierwszy z Lutensów, którego testowałem w domu, poza perfumerią. Skład Gris Clair nie jest jakoś bardzo skomplikowany. Obok pierwszoplanowej lawendy mamy irysa, tonkę i ambrę czyli składniki obecne w wielu dzisiejszych mainstreamowych kompozycjach, do tego jakieś nuty drzewne i kadzidło. Lawenda, która przez wielu kojarzona jest z zapachem niemodnym, starodawnym czy po prostu tzw. "dziadem", wygląda tutaj niesamowicie
    nowocześnie. Jest słodka, pylista, tak jakby okurzona. Jest to pewnie spowodowane odpowiednim doborem kompanów i dzięki temu nikt wąchając Gris Clair nie wpadnie na to by powiedzieć nam, że pachniemy staro. Pomimo, że Gris Clair pachnie ciepło i słodko, to ma w sobie coś metalicznego i chłodnego co daje fajny nam kontrast. Od początku do końca pachnie raczej tak samo, nie zauważyłem większych zmian w czasie trwania na skórze.

    Parametry dobre, 8+ godzin na skórze z dobrą projekcją przez pierwsze dwie. Najlepiej ich używać jak jest trochę
    chłodniej, bo testy późną wiosną gdy było już 20+ stopni nie zdały u mnie egzaminu bo zapach mnie przydusił. Jesienią były to już zupełnie inne perfumy i nawet zgarnąłem kilka komplementów, co w sumie jest u mnie na porządku dziennym jeśli chodzi o zapachy robione przez Lutensa. Polecam, nietuzinkowy wynalazek, który może się podobać. Zapach prasowanych ubrań może świetnie łączyć się ze strojem formalnym, choć ja do tej pory ich używałem tylko casualowo, na jakieś wyjścia do kina czy coś.

    zapach: 8.0/10
    trwałość: 7,0/10
    projekcja: 7,0/10
    podobne: Ferrari Pure Lavender (daleki krewny)
    cena: około 200 zł za 50 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Serge_Lutens/Gris_Clair
    https://www.fragrantica.com/perfume/Serge-Lutens/Gris-Clair-593.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 119/150

    Chopard Noble Cedar (2011)

    Założona dawno temu w Genewie rodzinna jubilersko-zegarmistrzowska firma Chopard to marka nie uznająca kompromisów jeśli chodzi o perfumy. Jeśli robią jakiś zapach to albo staje się on instant classic jak Wish czy Casmir, klasykiem lub legendą jak Heaven, Mira-Bai, Madness, czy jest po prostu bardzo dobry jak Oud Malaki, Noble Vetiver czy właśnie Noble Cedar i pewnie dopiero jak je wycofają na dobre a dostępność będzie na poziomie Heaven i innych klasyków to to zaczną się płacze i ubolewania dlaczego nie zrobiło się zapasów za "życia" tych perfum. Oczywiście trochę nagiąłem fakty bo Chopard miał też i mniej udane kompozycje jak 1000 Miglia (podobno, bo nie wąchałem ale jest na wishliście), a Wish dla wielu rozowych paskow nie jest zadnym instant classic, ale prawdą jest jednak to, że na ilość perfum jakimi nas obdarowali, wiele z nich wyróżnia się bardzo pozytywnie jakością na tle całej tej designerksiej masy takich samych perfum, będąc robionym na jedno kopyto jak najmniejszym nakładem kosztów.

    Noble Cedar pachnie inaczej niż wszystko dookoła, dla mnie jest to zapach w bardziej niszowy jeśli chodzi o kompozycje, zupełnie niepasujący do obecnych trendów. Pisałem ze 100 wpisów temu o Sisley Eau d'Ikar jako o jednym z najbardziej oryginalnych świeżaków. Noble Cedar jest co prawda innym zapachem ale jest podobne w swej
    oryginalności. To taki jesienny Ikar. Nie ma tu cytrusów jak w Wodzie Ikara ale są drzewa, przyprawy i przede wszystkim kadzidło, które sprawia, że brzoza i cedr mają aromat palonego drewna przy jednoczesnym zachowaniu świeżości dzięki obecnej tam wetywerii. To taki trochę BMen Eau Fraiche albo Eau d'Ikar Absolu, tylko, że w BMenie zamiast brzozy mamy sekwoje. Banalne w składzie zapachy bardzo często okazują się paradoksalnie bardzo trudne i oryginalne, a oprócz Noble Cedar niech za przykład idzie takie Encre Noire. Chopard Noble Cedar pachnie w przeciwieństwie do Czarnego Atramentu bardziej niejednolicie i mimo swojej unikatowości zapewnia nam większą uniwersalność bo spokojnie pasować będzie do stroju formalnego i na zwykły everyday scent. Jeśli ktoś szuka całorocznego, bezpiecznego zapachu ale chce pozytywnie wyróżniać się z tłumu Sauvagy czy Terre d'Hermesów powinien koniecznie sprawdzić Noble Cedar.

    Parametry ma w sumie bez szału. Ok. 6-8 godzin na skórze i wyczuwalny nawet zimą bez szurania nosem po nadgarstku. Projekcja niezła ale wystarczająca. Jest tylko mały minus, perfumy te co raz trudniej są dostępne a jeszcze niedawno na kokai czy iperfumach można było nabyć 50 ml za 50 zł, a dopłacając 2 dychy mielibyśmy 80ml. Radze przyczaić się na smyka, bo ostatnio rzucił pare sztuk nigdzie niedostępnego już w Polsce Salvatore Ferragamo pour Homme, którego dzięki cynkowi od jednego mirasa nabyłem na zapas. Liczę, że teraz też będzie podobnie bo tego Choparda mam tylko odlewkę. Dla zainteresowanych na allegro wisi opakowanie 80 mililitrowych perfum za 99 zł. Ja poczekam.

    typ: spicy-woody
    zapach: 7,5/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 6,0/10
    podobne: Mugler B*Men
    cena: normanie było 50 za 50, 80 za 80. Obecnie trudniej dostępny ale jest jedna butelka za 99 zł.
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Chopard/Noble_Cedar
    https://www.fragrantica.com/perfume/Chopard/Noble-Cedar-13153.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 118/150

    Jean Paul Gaultier Le Mâle (1995)

    Są takie zapachy, których aromaty są na tyle popularne, ze znają je praktycznie wszyscy, ale nie każdy wie, że to akurat te a nie inne perfumy. Kto nie wie jak pachnie Acqua di Gio, Cool Water, 1 Million, Fahrenheit czy Le Mâle? Idę o zakład, że każdy czuł je, a raczej ich klony wielokrotnie na ulicy. Le Mâle to perfumy przełomowe bo wywróciły rynek perfum do góry nogami. Mimo, że słodkie zapachy pojawiały się już wcześniej to jednak do połowy lat 90tych tworzono perfumy bazujące jednak na składnikach znanych z lat 70tych i 80tych, nadużywano ziół i kwiatów przez co nie było zbyt słodko czy odważnie, a męsko i bezpiecznie. Kurkdjian dzięki Le Mâle pokazał jednak nową drogą poprzez utożsamienie mężczyzny ze słodkim aromatem i zapoczątkował tak naprawdę falę, która trwa do dziś i nie zanosi się aby coś w tej materii się zmieniło.
    Chociaż dla mnie Le Mâle nie jest jakiś ultra słodki i nawet przy własnych flankerach jak Ultra Male czy Essence wygląda blado w tej kwestii to jednak z której strony by nie patrzeć to jest to słodkie fougere (XD). Zapach skupia się tak naprawdę tylko na może 3 głównych nutach jak mięta, wanilia i lawenda i całą resztą schowaną głęboko w ich cieniu jak neroli, kardamon, cynamon, tonka itd. Le Mâle to też ewidentna wariacja na temat popularnych w latach 80tych fougere o których ostatnio tak głośno na wypoku. Mięta nie jest tutaj orzeźwiająca czy szorstka, raczej mocno dojrzała, do tego słodka wanilia i nie mniej osłodzona lawenda, która jest w tym przypadku totalnym przeciwieństwem tej znanej ze starszych zapachów jak np. Caron Pour Un Homme, a podobna np. do tej z Gris Clair, ale nie aż zakurzona jak u Lutensa. Wszystko to łączy się naprawdę w zajebistą całość, zresztą nie bez przyczyny Le Mâle jest od lat bestsellerem. Przed erą 1 Million to właśnie te perfumy Gaultiera były typowo clubbingowe ze względu właśnie na słodkie usposobienie i paraliżujące parametry. Co do parametrów to Le Mâle przeszedł mase reformulacji, nie wiem czy nie więcej niż starszy od niego o 7 lat Fahrenheit. Pierwsza była w 2002 roku do którego był podobno totalnym killerem, później były jakieś pomniejsze zmiany formuły nie wpływające raczej na moc perfum co jako posiadacz wersji z 2005 i 2009 roku mogę potwierdzić i obie mają niemal identyczną moc. Czytając basenotes i fragrantike to najbardziej poważna kastracja nastąpiła w 2012 roku gdzie Le Mâle miał zostać pozbawiony połowy projekcji. Następnie było już wykupienie Jean Paul Gaultier przez hiszpańską markę PUIG i w moim mniemaniu nastąpiło przywrócenie odrobiny dawnej mocy ale jednocześnie jakby rozwodnienie samego aromatu. Projekcja na pewno też nie jest aż tak wyraźna. Dosłownie 3 tygodnie temu wybrałem się do sklepu iperfum aby móc sprawdzić najnowsze wersje mając na nadgarstku swojego wintydża i osłupiałem. Le Mâle został pozbawiony swojego pięknego otwarcia i pachniał zupełnie jak nie on. Wydał się o wiele słodszy i waniliowy, ale też bardziej przypominał mi Cuba Gold niż starsze wersje i był równie prostolinijny co Cuba. Nie byłem w stanie zweryfikować wersji, którą przetestowałem w Notino bo tam flakony mają na spodzie wypisane listy składników ale na 100% był to jakiś nowszy PUIG, bo starsze wydawały się jednak intensywniejsze. Nie żałuje, że nie kupiłem testera w promocji świątecznej w Hebe, ani tego że wydałem ponad 2 krotność tej ceny za zafoliowaną wersje z 2005 roku, którą postanowiłem się podzielić z kilkoma mirkami. Parametry dla starszych wersji są zajebiste. Zapach jest ewidentnie słodki, ale nie ulepowy czy mdlący tak jak Ultra Male i powiem nawet, że nie wybrzmiewa zbyt syntetycznie co stawia go wysoko w rankingu na najlepsze klubowe pachnidło. Ja bym z nową wersją się nie pokochał tak bardzo jak z tymi z 2009 i 2005 roku, więc warto zakręcić się koło vintage ale trzeba poważnie uważać na fejki bo to chyba najczęściej podrabiane perfumy na świecie. Kopiowane też są na potęgę i nawet jakiś czas temu jak moja dziewczyna pracowała na siłowni i miała za zadanie kupić odświeżacz powietrza to w jednym ze sklepów (chyba to był Tekstil MarketTXM?) nabyła taki w butelce imitującej męski tors o mega podobnym do Gaultiera aromacie, ale o trwałości faktycznego odświeżacza. W każdym razie pamiętam jak opowiadała mi, że przychodzili ludzie na recepcje i normalnie pytali się co to za nowy, zajebisty odświeżacz :D Niestety Le Mâle przynajmniej według mnie jest trochę pokrzywdzony przez własną popularność. Nie dość, że sam nabyłem Cuba Gold (zajebisty klon swoją drogą) jeszcze w podstawówce, odkładając codziennie po 1 zł do skarbonki, to przed oczami do końca życia będę miał wizje jak na któreś święta gdy byłem jeszcze gówniakiem, przyjeżdża mój chrzestny i z każdym pójściem do kibla zabiera ze sobą flaszke Cuba Gold i wraca projektując na cały dom, że mało się przy tym stole nie podusiliśmy. W Krakowie tez kilka razy udało mi się je poczuć od osób, które delikatnie mówiąc, wyglądały jak pół dupy zza krzaka, ale tak to już jest z tymi najpopularniejszymi z popularnych ;) Co by jednak nie mówić o Le Mâle to jednak jest to zacna kompozycja, która nie bez powodu jest uznawana za klasyka. I o ile obecne wersje mogą faktycznie nie odstawać zbytnio jakościowo od własnych klonów tak te z 2009 czy 2005 to jednak klasa sama w sobie i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze poznać te starsze. Jak macie jakieś pytania co do rozszyfrowania roku produkcji waszych flaszek to walcie do mnie bo temat mam już w jednym palcu :)

    zapach: 9,0/10
    trwałość: 9,5/10
    projekcja: 9,0/10
    podobne: Cuba Gold
    cena: 162 zł za 125 ml

    Powyższe oceny są dla wersji z 2009 i 2005 roku, więc możecie się delikatnie rozczarować parametrami, nie znaczy to jednak, że będą one słabe bo będą dobre ale nie aż tak
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 117/150

    Shiseido Basala (1993)

    Basala to zapach, który miał być bardziej męską wersją wydanego rok wcześniej dla kobiet Féminité du Bois. Przez pierwszych kilka lat produkowany był jeszcze jako Basara, ale ze względu na podobieństwo w kwestii wyglądu flakonu i nazwy do Samsary Guerlaina, Shiseido musiało zmodyfikować lekko nazwę perfum. Basala to perfumy niezmiernie ciekawe, które zwróciły moją uwagę przede wszystkim niebotycznymi cenami które za niego chcą sprzedawcy w Polsce i za granicą. Faktem jest, że to perfumy wycofane w okolicach 2005 roku, ale wiem do końca czy wiąże się to z aż tak marną dostępnością tych perfum bo przeglądając archiwalne posty z np. takiego Wizazu, jeszcze w 2006 roku można było je nabyć w stacjonarnych perfumeriach a czytając posty na basenotes z 2005 roku były dostępne w każdej internetowej perfumerii. Ceny od 800 do 2000 zł za 100 ml to normalka, a nie chce mi się wierzyć, że nikt nie ma zachomikowanych flaszek albo flakonów z ubytkiem skoro są ludzie sprzedający o wiele taniej dużo wcześniej wycofane perfumy. Ciekawe jest też to, że Basala mimo tego, że stała sie zapachem kultowym to wcale nie ma jednoznacznie pozytywnych opinii. Może nie jest jak Kouros czy A*Men ale ma całkiem spore grono hejterów i na pewno nie są to hejty podyktowane obecnymi cenami ale samym zapachem bo opinie czy recenzje mają ponad 10 lat.
    Mało brakowało a dzisiejszego opisu by w ogóle nie było. Pierwszy raz jak kupiłem fakon z 90% ubytkiem to kurier inpostu postanowił sobie je przywłaszczyć i nawet nękanie go w nocy telefonami i groźby połamania kończyn nie pomogły mi ich odzyskać, a sam pracownik poczty postanowił ewakuować się z pracy na dobre. Nie chciało mi się już bawić w składanie zeznań na Policji i olałem temat. Ostatnio kupując odlewki od jednego z użytkowników nabyłem też przy okazji 3ml sampla, a z tydzień później wpisałem sobie Basala na allegro i ku mojemu zaskoczeniu za 30 zł była nieużywana oryginalna 5ml minaturka jeszcze w starej wersji jako Basara co możecie zobaczyć na zdjęciu niżej. Wziąłem i nie żałuje, żałuje, że to tylko 5 ml.
    Basala to perfumy magiczne, pierwsze psiknięcia na nadgarstek i dziewczyna momentalne zwróciła na nie swoją uwagę, mówiąc, że coś zajebiście pachnie. Jest ona zapachem zrobionym w moim ulubionym stylu czyli syropowym albo jak kto woli medycznym więc nie mogły mi się nie podobać. Pierwsze dwa skojarzenia które przyszły mi na myśl to coca-cola i M7. Otwarcie mimo, że mega słodkie to i jest dość mocne, jakby duszące i trochę szorstkie, dopiero po chwili robi się z tego słodki, ziołowy syropek. Później zapach przypomina mi Fille en Aiguilles Lutensa w wersji light i wcale nie zdziwiłbym się gdyby Szpilki były tworzone na bazie Basali bo Shiseido i Serge Lutens to tak naprawdę jedno i to samo, chociaż akurat do Basali Francuz się nie przyznaje. Później perfumy te zdają się tracić swoją moc i zostają świeże do samego końca a czuć głównie tytoń połączony z lawendą. O nutach nie ma się sensu specjalnie się rozpisywać bo w tych perfumach chyba jest tak naprawdę wszystko. Od skóry i cytrusów przez lawende, białe kwiaty po suszone owoce, piżmo, przyprawy czy sosnę. Basala pachnie przede wszystkim ziołowo, jest słodka, trochę korzenna, ale też całkiem świeża, balsamiczno ciepła i lekko kadzidlana. Zapach premium, którego niektórzy porównują do Xeryus Rouge chociaż ja tego podobieństwa nie czuje zupełnie i bardziej im jednak do Itasca od Lubina z którym też je się łączy. Całkiem unikatowa kompozycja i te moje porównania do M7 czy Szpilek to tylko zwykłe skojarzenia bo pachną one jednak zupełnie inaczej. Parametry Basali są dobre. Trwałość na skórze jest nieprawdopodobnie duża, projekcja już tak zacna nie jest, ale z pewnością są to wyczuwalne perfumy i to przez dłuższy czas, dlatego też przez czas projektowania daję 7 bo aura towarzyszy nam przez kilka dobrych godzin. Zapach wart poznania, na jesień czy zimę wręcz idelny i cieszę się, że mam go w swojej kolekcji. Jak pojawi się jeszcze kiedyś miniaturka w takiej cenie jak ostatnio to na pewno ją kupie, bo płacenie 1500 zł za 100 ml to jednak
    byłaby sroga beka a takie 30 ml, przy ilości perfum jakie posiadam na pewno by mi starczyło na lata. Mam jednak cichą nadzieję, że Serge Lutens wskrzesi kiedyś Basale tak jak to zrobił z innym, legendarnym zapachem Shiseido czyli Féminité du Bois, które dziś normalnie można nabyć w tych lepszych perfumeriach, nawet w Krakowie.

    typ: spicy-sweet / oriental-spicy
    zapach: 8,5/10
    trwałość: 9,0/10
    projekcja: 7,0/10
    cena: 1500 zł za 100 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Shiseido/Basala_Basara_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Shiseido/Basala-1862.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 116/150

    Valentino Very Valentino for Men (1999)

    Są takie zapachy nad którymi strasznie ubolewam, że nie są mocniejsze i nie chodzi mi już nawet o same parametry, ale o brak tego czegoś co mogłoby podkreślić całokształt kompozycji. Taki właśnie jest Very Valentino, który ma wiele żeby móc stać zapamiętany, ale jednocześnie, któremu czegoś brakuje by wynieść się ponad inne mainstreamowe wypusty. Dziś Very Valentino jest już dawno wycofany z produkcji, jego ceny powoli zaczynają rosnąc a mimo to fanów swoich ciągle ma, pewnie niektórzy z nich to dawni posiadacze Dolce & Gabbana By, które ponoć ten ma trochę przypominać.
    Perfumy te powstały w okresie kiedy na topie chwilowo były typowo włoskie, słodkie tytoniowe perfumy takie jak właśnie Dolce & Gabbana By, które jest już ikoną i za 100 ml, którego płaci się obecnie nawet i ponad 1000 zł! Lista składników obu perfum jest faktycznie łudząco podobna więc może coś być na rzeczy. Z mojej kolekcji, jedynym zapachem, który przypomina Very Valentino jest Trussardi L'Uomo a jego też łączy się z Zebrą od D&G. PięVery Valentino to przede wszystkim piękny, lekko słodki tytoń. Nie jest miodowy i duszący jak np. w Chergui bo ta słodycz jest bardzo subtelna, a sam zapach mimo tytoniowego brzmienia jest lekki i przyjemny z elementami żywicznymi i drzewnymi. Jest też wyraźnie świeży i delikatny. Lista składników jest bardzo bogata, są tam i ambra i i masa nut drzewnych, do tego nienachalna lawenda i ogromna ilość przypraw. Prawdziwe bogactwo. Zapach bardzo ciekawy ale posiadający niestety ubogie parametry przez co słabo nadaje się na wieczorne wyjścia, a szkoda, bo ma do tego aspiracje. Pozostaje go więc używać do bliskich, intymnych kontaktów, idealny na randki w domu czy przed samym bolcowaniem. Jak przystało na typowe włoskie pachnidło z lat 90tych jest świetnie odbierany przez kobiety, szkoda tylko, ze zauważalny będzie już z bardzo bliskiej odległości, chociaż mi udało się w biurze ze dwa razy dostać komplement co oznacza, że skinscent to jednak nie jest. Komu się spodoba? absolutnie każdemu kto gustuje we włoskich perfumach - Moschino Uomo?, D&G The One, D&G Masculine, D&G By Man, Trussardi L'Uomo itd. Na kobitkach też zrobi wrażenie bo to bardzo eleganckie i seksowne perfumy. Czasem trafi się na allegro w dobrej cenie, także warto sobie wklepać Very Valentino w obserwowaną frazę. Mi się go udało kupić calutką 30stke za śmieszne 7 albo 9funtów od nieświadomego sprzedawcy na brytyjskim ebayu :) Ciekawostką jest fakt, że mimo ciężkiej dostępności dostaje regularnie gratisowe próbki do zamówień od różnych sprzedawców i jakby je zliczyć to zebrałbym z 10-15 ml.

    typ: spicy-woody
    zapach: 7,5/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 5,0/10
    podobne: Trussardi L'Uomo, Dolce & Gabbana By Man
    cena: 400 zł za 100 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Valentino/Very_Valentino_for_Men_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Valentino/Very-Valentino-for-Men-2582.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 115/150

    Salvatore Ferragamo Tuscan Soul (2008)

    Niektórzy zarzucają mi, że perfumy, które opisuje mają dziwnie dużą trwałość i ciężko jest znaleźć coś ze słabymi ocenami. No to wyjaśniam. Z reguły, zapachy z bardzo miernymi parametrami, a w szczególności trwałością, nie są warte opisywania i staram się unikać kupowania takich perfum. Są jednak małe wyjątki i jednym z nich jest Tuscan Soul, który mimo żałosnej trwałości pachnie pięknie, ale ze względu na to, że musiałbym go dopsikiwać co 2 godziny nadaje się tylko na jakieś wyjście do sklepu czy i na siłownie, i dokładnie takie też ma u mnie zadania.
    Dziwnie jest tak zaczynać od parametrów i to nie od zachwalania, ale na pocieszenie powiem, że znam jeszcze gorsze przypadki jak np. słynna woda kolońska 4711, CK Free od producenta gaci, niektóre zapachy Bossa czy seria tych kolorowych gówienek od Lacoste wzorująca się na koszulkach polo, która niby ma podobną a może troszkę lepszą trwałość od Ferragamo tak projekcja jest u nich zerowa, z wyjątkiem tam chyba jednego zapachu. Dlaczego się więc nie pozbyłem Tuscan Soul? bo w porównaniu do tych przed chwilą wymienionych są to himalaje perfumiarstwa, jeśli można to tak nazwać. Zapach mimo, ze nietrwały to jest tak dobry na upały, że absolutnie w niczym mi nie przeszkadza 2-3 godzinna trwałość. Do tego tak jak pisałem używam ich tylko na siłownie, albo jak mam wyjść gdzieś do sklepu czy coś. Mimo krótkiej obecności na skórze, bo tak naprawdę po godzinie już trzeba mocno szurać nosem po nadgarstku żeby go poczuć, to projekcje przez ten czas ma całkiem ok. Sam zapach jest z tych kolońskich, bardzo świeży, cytrusowy-kwiatowy, lekko słodki, ale jednak bardziej cierpki, gorzki i trochę szorstki. 100% unisexowy. Nie jest to na pewno jakiś bardzo naturalny aromat, ale mocnym syntetykiem też nie jest i wąchając go da sie poczuć, że to jednak coś wyższej półki. Ta cała lekkość, krótka trwałość na skórze i odświeżająca moc nadają mu uroku i świetnie sprawdzałby się jako mgiełka zapachowa. Jakby był jednym z serii Aqua Allegoria to bym w to nawet uwierzył bo samą kompozycją bardzo przypomina dzieła Guerlaina. A na koniec najlepsze. Mam też do niego wielki sentyment bo jest moim rekordzistą. Kupiłem pełną, 40ml flaszkę na allegro za 10 zł! Nie wiem czy sprzedawca się pomylił i chciał wystawić na licytacje, ale kliknąłem, spodziewając się po chwili maila, że to błąd czy tam przypadek ale nic takiego się nie stało. Dziś na allegro ceny za niego wahają się od 147 zł za 40 ml po 249 zł za 125 ml.

    typ: citrusy-fresh
    zapach: 6,5/10
    trwałość: 3,0/10
    projekcja: 4,0/10
    cena: od 147 zł za 40 ml po 249 zł za 125 ml.
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Salvatore_Ferragamo/Tuscan_Soul
    https://www.fragrantica.com/perfume/Salvatore-Ferragamo/Tuscan-Soul-3591.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 114/150

    L'Artisan Parfumeur L'Eau d'Ambre Extrême (2001)

    Ambra to jedna z moich ulubionych nut w perfumach a Jean-Claude Ellena to jeden z ulubionych nosów, więc szanse, że zapach mi się nie spodoba były bardzo małe. Przy pierwszym kontakcie zapach mnie nie zachwycił, ale im dłużej go noszę tym bardziej mi się podoba. Ambra, która jest mocno ziołowa i mało słodka? to może się podobać. Nie powiem, gdyby jeszcze "odsłodzili" bardziej te perfumy byłoby idealnie.
    L'Eau d'Ambre Extreme to flanker perfum z 1978 roku, jednak nie miałem okazji ich poznać. Piżmo, do tego wanilia, która nie jest mdła, świdrujące nos kardamon z pieprzem, do tego trochę paczuli i wyraźny akord gałki muszkatołowej sprawiają, że mamy do czynienia z kompozycją bardzo oryginalną. Pierwsze moje spostrzeżenia to Ambre Sultan, ale gdy zapach robi się taki lekko, mentolowo-słodki (nie mam pojęcia za sprawą czego) to na myśl przychodzi mi bardziej Davidoff Relax a podobieństwo do Lutensa odchodzi w zapomnienie. Ambra w L'Eau d'Ambre Extrême jest wyjątkowo świeża, przypomina trochę cukierki na kaszel, ale nie z tych słodkich i mdłych Holinexów, a raczej Strepsilsy albo nawet Hallsy. Zapach, jak praktycznie to zawsze wygląda z ambrą, czyli ciepły, przytulny, świetnie nadający się na zimę, do tego jak na L'Artisan z wyjątkowo dobrymi parametrami. Unisex, może nawet bardziej damski. Mając na drugim nadgarstku Dior Homme, do nosa dociera wyłącznie dzieło Elleny a przecież vintage Oliviera Polge nie należy do wyjątkowo słabych perfum. Nie mam pojęcia czy wraz ze zmianą oprawy graficznej flakonów w 2016 roku poszły jakieś reformulacje ale moja wersja jest z tych starszych.

    typ: oriental-spicy
    zapach: 7,5/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 7,0/10
    podobne: Davidoff Relax, Serge Lutens Ambre Sultan, L'Artisan Parfumeur L'Eau d'Ambre
    cena: 250 zł za 100 ml
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 113/150

    Giorgio Armani Acqua di Giò pour Homme (1996)

    Acqua di Giò to obok Sauvage i Bleu de Chanel chyba najbardziej hejtowane perfumy w internecie. Niektórzy z Was mogą nie pamiętać pogardy wymierzanej właśnie w AdG czy BdC bo dzisiaj pałeczke przejął Sauvage, ale uwierzcie mi na słowo, że tak było jeszcze kilka lat temu. Mam wrażenie, że kiedyś każdy kto powąchał Aventusa albo coś podobnego z wyższej (droższej) półki to automatycznie chciał wychodzić na wielkiego znawce perfum i hejtował te popularniejsze zapachy chyba tylko ze względu na właśnie ich dużą popularność. Można nie lubić Acqua di Giò za syntetyczność, tę wielką popularność, domniemaną prostotę ale czy nam się to podoba czy nie to i tak ten zapach dał perfumowemu światu wystarczająco dużo by móc je dziś nazywać "klasykiem".
    Acqua di Giò to zapach bardzo bezpieczny, który dla mnie po prostu pachnie ładnie i wbrew temu co można przeczytać o nim w recenzjach sfrustrowanych, perfumowych neofitów, nie są to aż tak proste perfumy jakby mogło się wydawać i w tym przypadku dzielą je lata świetlne od 90% popularnych obecnie perfum z takim Sauvage na czele. Po pierwsze Acqua di Giò mimo, że jest syntetyczny to nie będzie nas drażnił w nos jak choćby Cool Water, Nightflight!, Coty Aspen czy Giorgio Beverly Hills Wings. Po drugie, nie jest to typowo cytrusowy, morski czy owocowy zapach jak wiele świeżaków, które są po prostu prostolinijne. Są to perfumy z bardzo bogatą bazą bo oprócz piżma czy ambry jest też tam na przykład cedr. Do tego w AdG są wyczuwalne te cierpkie cytrusy jak bergamotka czy cytryna, jakieś niezidentyfikowane bliżej nuty morskie, inne soczyste owoce takie jak mandarynka, brzoskwinia czy pomarańcza a nawet kwiaty, których według spisów mamy tu bardzo dużo, bo są i jaśmin i frezja i hiacynt, fiołek, róża i pewnie coś jeszcze. Nie ma więc mowy o tym by wąchając Armaniego przychodziły nam do głowy porównania do proszku do prania jak w przypadku Nightflighta, Sauvage EDP albo taniego żelu pod prysznic z marketu co często powtarzają nienawistnicy Bleu de Chanel. Plusem jest też to, że Acqua di Giò są wprost uwielbiane przez kobiety i choćbyśmy mieli w kolekcji najdroższe zapachy to i tak ubierając Acqua di Giò będziemy mieli gwarant komplementów od różowych. Słodkie, morskie, świeże, pachnące po prostu niesamowicie przyjemnie, kojarzące się z czasem beztroski, przywołujące wspomnienia wakacji, wypoczynku, słońca. Piekielnie uniwersalne i mające dobre parametry, wystarczające by zostać zauważonym przez otoczenie. Gamechanger, który pokazał, że designerskie marki mogą zrobić ciekawe i bogate perfumy na lato, nie pachnące sztucznie czy tanio. Zachęcam do brania udziału w forumowych rozbiórkach AdG, a jeszcze bardziej do kupienia całej flaszki.

    typ: fresh-aquatic
    zapach: 8,5/10
    trwałość: 9,0/10
    projekcja: 6,5/10
    podobne: Perry Ellis 360 Red for Men (nie polecam, chemiczna papka bez ładu i składu marnie naśladująca oryginał), Giorgio Armani Acqua di Giò Essenza (o wiele bardziej syntetyczne i nieadekwatnie drogie)
    cena: 170 zł zqa 100 ml. Kupując 200 ml możemy mieć 1 ml w cenie 1,5 zł. Steal
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 112/150

    Prada Amber pour Homme Intense (2011)

    Zarówno opisywane wcześniej Amber pour Homme jak i dzisiejsze Amber pour Homme Intense poznałem w tym samym czasie jednak to flankera nabyłem pierwszego co było po prostu wynikiem tego, że pojawiła się extra okazja cenowa na angielskim ebayu. Oba zapachy podczas testów zrobiły na mnie jednak równie ogromne wrażenie.
    Nazwa Intense w odniesieniu do oryginalnego Prada Amber nie ma tu żadnego znaczenia bo są to zapachy zupełnie różne i w odmiennych klimatach i nie ma mowy o podobieństwo rodem z L'Homme i L'Homme Intense. Intense w nazwie ok, ale na pewno nie Amber pour Homme. Mamy tu niby ambrę i pudrowość znaną z pierwowzoru ale już jednak trochę inną od oryginału przez co w tym miejscu z mojego punktu widzenia kończą się podobieństwa obu perfum. Wersja Intense nie jest mydlana a skupia się na nutach ciepłych i to najważniejsza różnica między tymi dwoma zapachami. Po świeżym, bergamotkowym otwarciu zostają już tylko mirra, paczula, ambra i wanilia czyli klasa i elegancja ale w wersji na noc. Są to perfumy, które pachną słodko, bardzo szykownie i to dzięki nim zakochałem się później w mirrze. Amber pour Homme Intense to taki zapach kontrastów bo korzenny i naturalnie gorzki aromat mirry doskonale łączy się ze słodyczą ambry i wanilii. Zapach przebogaty tak jak Amber pour Homme ale zdecydowanie cięższy od swojego poprzednika będąc jednocześnie dużo słabszym jeśli chodzi o siłe rażenia, taki trochę paradoks i kolejny dobry przykład, żeby nie sugerować się "intense", "sport" czy innym "absolute". Parametry to najsłabsze ogniwo tych perfum. Trwałość niby dobra ale projekcja bliskoskórna i mamy kolejne perfumy, którym brakuje choćby nawet lekkiego ogona aby stać się arcydziełem. Pomimo tego iż wiele razy ich używałem to tylko raz zostały skomplementowane same z siebie przez kogoś, a jest to niestety spowodowane tym, że przez marną moc nie były dostrzegane, bo jak już sam z siebie dawałem do powąchania koleżankom nadgarstek to zawsze było "wow" albo jakiś komplement. Dziwna sprawa, bo w internecie większość ludzi zachwala moc tego pachnidła. Może ktoś z Was ma i chciałby się wypowiedzieć? Prada jest obecnie według mnie jedną z najlepszych mainstreamowych marek jeśli chodzi o perfumy a Amber pour Homme Intense to jedno z najlepszych dzieci tego włoskiego domu mody. Mają swój niepodrabialny, elegancki styl, do którego Amber pour Homme Intense pasuje idealnie. Tradycyjnie plus też za piękny flakonik. Warto brać nawet w ciemno póki jeszcze jest dostępny w miare łatwo.

    typ: powdery-oriental
    zapach: 8,5/10
    trwałość: 7,0/10
    projekcja: 5,0/10
    cena: od 175 zł za 50 ml
    podobne: Tom Ford Noir
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Prada/Amber_Pour_Homme_Intense
    https://www.fragrantica.com/perfume/Prada/Prada-Amber-Pour-Homme-Intense-11240.html
    pokaż całość

  •  

    Po skończeniu #150perfum planuje zrobić wielkie Battle Royal aby wyłonić #1 najbardziej podobające się laskom #perfumy, Byłoby to u mnie w domu, plan zakłada wzięcie udziału 3 różowychpasków . Na dzień dzisiejszy byłoby to 207 perfum z mojej kolekcji, ale do końca cyklu jeszcze trochę czasu więc pewnie liczba wzrośnie ( ͡° ͜ʖ ͡°) może @makrel_gieldowy będzie chciał do mnie przyjść i przyniesie ze sobą coś czego nie mam hehe. Bede tylko musiał zaopatrzyć się w próbki z atomizerem tych popularniejszych za którymi nie przepadam typu Sauvage i będzie jazda. Co do zasad to nie wiem jeszcze jak ma to wyglądać, ale pewnie na początku totalna eliminacja czyli odpowiedź TAK/NIE od 3 dziewczyn, a później 1vs1 i tak do końca. Co sądzicie? pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 111/150

    Serge Lutens Santal Majuscule (2012)

    Mało jest marek, które potrafią mnie porwać tak jak Serge Lutens, że praktycznie większość przeze mnie poznanych zapachów sygnowanym tym nazwiskiem trafia prawie idealnie w mój gust. Santal Majuscule jest obok Ambre Sultan tym zapachem, który porwał mnie od pierwsze niucha i wiedziałem, że kiedyś go będę miał w kolekcji.
    Santal Majuscule to najpiękniej ukazane drzewo sandałowe jakie spotkałem w perfumach. To w okół sandałowca kręcą się te perfumy i to one są głównym bohaterem zapachu. Lutens podaje, że oprócz drzewa sandałowego w składzie jest tylko róża i kakao i to by się zgadzało bo to są trzy, wyczuwalne składniki tych perfum, szczególnie kakao, która jest mega naturalne i chowa za sobą aromat róży. Zapach ten jest może trochę korzenny, chociaż głównie balsamiczny, a wręcz przechodzi w klimat syropowy. Za sprawą mlecznego aromatu sandałowca jest trochę podobieństwa do owsianki z Jeux de Peau o której pisałem wcześniej, ale z dodanym kakaem do niej. Podobieństwo tych dwóch jest dla mnie na pewno mniejsze niż da się wyczytać w internecie i nie uważam wcale, że mając już jednego z nich nie warto sobie głowy zaprzątać drugim. Zapach jest po prostu czarujący. Głęboki, słodki w orientalnym stylu, intensywny na samym początku mimo raczej przeciętnych parametrów. Ciepły i raczej prostolinijny, ale to jest akurat dla Lutensa raczej normalne i nie przeszkadza mi ani trochę jeśli może być genialnie od samego początku do końca. Nie wiem czemu perfumy Serge'a nie cieszą się większą popularnością u nas w kraju, przecież jak na niszę to są wręcz tanie a praktycznie większość pachnie bogactwem i nie są to jakieś wynalazki w stylu sztuka dla sztuki a są normalnie noszalne. Fantastyczny na jesień, na zimę trochę za słaby, chyba, że indoor. Nie wiem jak sprawdzi się na paniach ale strzelam, że dobrze bo aromat ma typowo unisexowy. Ogólnie to jakby ktoś mnie spytał czy wole Ambre Sultan, Chergui, Santal Majsucule, Szpilki czy L'Orpheline to nie byłoby ciężko jednoznacznie odpowiedzieć, wszystkie ocierają się o geniusz a stawianie jednego z nich ponad resztę byłoby nie na miejscu. Wczoraj miałem iść na miasto w La Yuqawam, plany nagle się jednak zmieniły i poszliśmy do znajomych do domu więc padło na SM. Dziewczynie się bardzo spodobał i zasmuciła się, że mam tylko odlewkę. Spisał się bardzo dobrze.

    typ: balsamic
    zapach: 9,0/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 6,0/10
    cena: 200 za 50 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Serge_Lutens/Santal_Majuscule
    https://www.fragrantica.com/perfume/Serge-Lutens/Santal-Majuscule-15547.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 110/150

    Rasasi La Yuqawam pour Homme (2012)

    Absolutny top jeśli chodzi o moc. Kiedy mam ochotę iść do klubu albo innego lokalu a przed oczami mam wizje, że dookoła będzie unosił się aromat One Million, Invictusa, La Vie Est Belle, Black Opium albo innego killera to wystarczy, że sięgnę po La Yuqawam i wtedy wiem, że nawet po paru godzinach od aplikacji zmiotę wszystko w promieniu kilku metrów ode mnie.
    Pisałem na samym początku o Gucci Intense Oud, który wytrzymywał kilka prań na ubraniach, ale mam wrażenie, że La Yuqawam pour Homme jest jeszcze mocniejszy, chociaż boję się go aplikować na materiał i chyba jednak pozostanę przy skórze. Znaczy, pewnie Interlude od Amouage jest jeszcze mocniejszy bo jeden psik na nadgarstek wystarczy żeby zostawić ogon za sobą, ale co z tego skoro to niewyobrażalny smród, którego ciężko mi nazwać perfumami. Żeby nie było tylko, że same parametry są zaletą Rasasi. Sam aromat jest fenomenalny. Dla osób lubujących w skórzanych zapachach nie ma chyba lepszej opcji, no dobra, Tuscan Leather Toma Forda, którego klonem prawie, że 1:1 jest La Yuqawam, a tak poza tym to chyba tylko inne dzieło Forda, mianowicie Ombre Leather może się równać z naturalnością ukazania skóry. Skóra, kadzidło i malina, która według niektórych jest wyraźniejsza u Forda a według innych w Rasasi. Z tego co pamiętam to owocowy jest troszkę bardziej Rasasi, Tuscan Leather przez dłuższy okres trwania na skórze pokazuje nam dominującą całą resztę kompozycji skórę. Ten niuans sprawia, że wole La Yuqawam od pierwowzoru i cenię go odrobinę bardziej. Poza tym zapachy są takie same i żeby było śmieszniej to nawet parametry na mnie mają identycznie przeogromne. Z próbki 1,5 ml, a także podczas testów i Rasasi i Tuscan Leather stacjonarnie, moja dziewczyna za każdym razem mówiła, że to zapachy odrażające, koszmarne i podłe, kilka razy nawet użyła zdania, że po prostu "śmierdzą gównem" i absolutnie zakazały mi kupna mimo, że mówiłem, że i tak zdobędę się na zakup jednego z nich. Coś mnie podkusiło by jednak dać szansę LY i go kupić, mając jednak nadzieje, że nie będzie taki zły dla otoczenia. I tak o gównie nie ma już mowy a są same zachwyty. Pierwsze moje wyjście w nocy na miasto to była symfonia komplementów znajomych i dziewczyny, przez kilka godzin czułem go tak samo mocno jak w chwili aplikacji i nawet na sekundę nie doleciał mi do nosa jakiś inny aromat. Zostawia ogon na kilka metrów i wypełnia pomieszczenie, ale odradzam kupowanie w ciemno. Zapach piekielnie wyrazisty, skórzany z ewidentnymi elementami dymu, kadzidła i owoców co sprawia, że są to perfumy bardzo trudne i łatwo je znienawidzić czy przedawkować. Do tego uniwersalność bliska zeru i do ubierania tylko i wyłącznie na wyjścia na miasto, a nie do siedzenia w domu z dupą na kanapie przed telewizorem. Nie sprawdza się w małych, zamkniętych pomieszczeniach bo od razu wypełni je całe co nie każdemu może się spodobać.
    Jeśli chcecie by padały muchy niezależnie od tego jak dane perfumy pachną to brać w ciemno. Jeśli natomiast chcecie by padały muchy, ale jednocześnie samo noszenie sprawiało wam przyjemność to sprawdźcie je lepiej sobie wcześniej bo możecie się rozczarować tak gorzko jak La Yuqawam pachnie. O odlewkę nie trudno, sam nabyłem wczoraj w nocy od @Minishcap bo zostało mi już może ze 3-4 ml, a kupowanie całego flakonu mija się z celem bo te pachnidło należy do
    bardzo wydajnych i wystarczy 3-4 psiki żeby być porobionym.
    Gdyby Tom Ford Tuscan Leather nigdy nie powstał, albo inaczej, gdybym ja nigdy TL nie poznał i nie wiedział, że La Yuqawam pour Homme jest jego klonem to byłoby 10/10 i miałby komplet dyszek. Z szacunku do Forda i do tego, że zrobił zapach wspaniały, wielokrotnie naśladowany i odtwarzany z różnym skutkiem, nie miałbym serca dla genialnego, ale jednak klona, dać te 10. Dziś sobota, wieczorem wychodzę ze znajomymi na rynek pozwiedzać krakowskie lokale, zgadnijcie jakie perfumy będą mi umilały ten wieczór? :)

    typ: leathery-smoky
    zapach: 9,0/10
    trwałość: 10/10
    projekcja: 10/10
    podobne: Tom Ford Tuscan Leather, Parfums de Marly Godolphin, Pal Zileri Cuoio
    cena: 280 zł za 75 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Rasasi/La_Yuqawam_pour_Homme
    https://www.fragrantica.com/perfume/Rasasi/La-Yuqawam-Homme-19668.html
    pokaż całość

    •  

      @dr_love: Jeżeli była jakaś reformulacja to muszę mieć koszmarnego pecha. Zapach jest fenomenalny, ale parametry w takim wydaniu są niewybaczalne. No nic, chyba będę musiał przypolować u kogoś jakiś stary flakon, żeby zobaczyć czy to ja czy on. Albo z odlewekperfum porównam z TL, bo jakiegoś killera wolałbym mieć w zanadrzu.

    •  

      @ZnubionekFan: napisz do.ktoregos Mirka z tych którzy dali post wyżej to zrobią Ci taniej sampla/odkewke niż jakbyś miał tracić hajs na odlewkiperfum. Ja brałem niedawno odlewke u minishcapa ;)

    • więcej komentarzy (88)

  •  

    #150perfum #perfumy 109/150

    Escada pour Homme Light Silver Edition (1997)

    Poznałem je ze starej, używanej próbki 2ml przywiezionej przez mamę z Niemiec razem z innymi białymi krukami takimi jak Chopard Heaven czy Davidoff Good Life. Pierwszy kontakt z nimi był niesamowity i wywarł na mnie nawet większe wrażenie od tych dwóch i wiedziałem, że muszę je kiedyś mieć. W ogóle, śmieszna sprawa wyszła bo jak je testowałem to bylem przekonany na 100%, że jest to Escada pour Homme, czyli dzieło jeszcze ciężej dostępne, a po sprawdzeniu na allegro cen rzędu 800-1000 zł i praktycznie zerowej dostępności nawet na takim ebayu pogodziłem się z tym, że szanse na kupienie ich będą bliskie zeru. I tak żyłem w błędzie z dobry rok czasu i dopiero jak dobrze przyjrzałem się tej próbce to zobaczyłem ścierający się już ze starości napis "Light Silver" i wtedy bang! Szybko zrobiłem surfing po necie i okazało się, że mimo tego iż są dawno wycofane z produkcji i ciężko dostępne to nie są jakieś nieosiągalne. Dodałem sobie na spokojnie wyszukiwanie na allegro do obserwowanych i czekałem. Jakiś czas później ktoś wstawił aukcje za 149 zł, którą oczywiście wygrałem bo nikt ich nawet nie licytował i tak stałem się szczęśliwym posiadaczem Escada pour Homme Light Silver.
    Po pierwszym globalnym teście bardzo mi się spodobały, ale nie były już takie zachwycające jak podczas skraplania nadgarstka starą próbką. Otwarcie trochę alkoholowe i syntetyczne. Da się wyczuć mięte z jabłkiem, później wchodzą kwiaty i zapach zdaje się bardzo przypominać Rasasi Al Wisam Day. Gdyby wywalić z niego grejfruta z jabłkiem to byłby to następny klon Creed Silver Mountain Water. Kolejnym aspektem różniącym go od Rasasi jest jego "mydlaność", która jest pewnie powiązaną z mchowo-waniiliową bazą z dodatkiem kwiatów, taką jakby trochę w starym stylu fougere. Silver Light jest świeżakiem, ale z tych ciepłych bo świeżość z cytrusów jest przeniesiona na grejpfruta, mięte i jabłko. Nie ma tu mowy o naturalności, owoce nie są żywe a wybrzmiewają chemicznie. Mi to nie przeszkadza jakoś specjalnie ale dla fanów Creeda może to już być problem nie do przejścia. Świetny na wiosnę, w chłodniejsze dni projektuje niesamowicie, w upały może stawać się mdły i męczący. Fatalnie też wspóółgra z moim potem i przy mocnych upałach zbiera mnie na rzygi więc w mocno gorące dni wybieram jednak lżejsze perfumy. Plusik idzie natomiast za przepiękny cyjanowy kolor soku. Jak będziecie rozważać zakup flaszki to uważajcie własnie na ten aspekt bo na allegro wisiała bowiem jeszcze niedawno aukcja z bezbarwną cieczą, co może świadczyć, że perfumy skisły albo po prostu sprzedawany był ordynarny fejk. Komu się spodoba? Fanom zapachów takich jak Creed Silver Mountain Water, Rasasi Al Wisam Day czy Al Rehab Silver, jednak zwolennikom dzieła Creeda może przeszkadzać wyczuwalna, nadmierna syntetyczność tych perfum.

    typ: fresh-fruity
    zapach: 7,5/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 7,0/10
    cena: pewnie coś koło 300 zł za 75 ml
    podobne: Rasasi Al Wisam Day, Al Rehab Silver, Creed Silver Mountain Water
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Escada/Escada_pour_Homme_Light_Silver_Edition_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Escada/Escada-pour-Homme-Light-Silver-Edition-1363.html
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

    •  

      @Minishcap: tyle świetnych perfum czeka u mnie nawet nie otwartych jak Bogner Man z 1990, odlewka Guerlain Vetiver w wersji z 2006 roku (na razie tylko psik testowy i jest bomba!), wczoraj pierwszy mój ever test Shiseido Basala i od razu dokupiłem miniaturke bo jestem oczarowany. nieotwarte Valentino Vendetta, Acqua di Gio jakas starsza wersja sprawdzona tylko jednym psikiem (wytrzymał na ręcę 24h!), Davidoff Cool Water z 2000 roku i pewnie jeeeszcze kilka :/ pokaż całość

    •  

      Valentino Vendetta

      @dr_love: Uaa. No tego to i ja bym z chęcią spróbował. Chyba gdzieś już kiedyś testowałem ale ręki nie dam.
      W sumie to nie ma co się spieszyć bo można niefortunnie źle ocenić i pozbyć się z przeświadczeniem słabego wypustu. Wszystko na spokojnie. Nie skiśnie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      Ja to muszę poszukać pudełka z próbkami(2ml) bo tam mogę mieć coś fajnego. Bite 50 fiolek pewnie będzie ale dawno nie zaglądałem. pokaż całość

      +: dr_love
    • więcej komentarzy (12)

  •  

    #150perfum #perfumy 108/150

    Richard James Savile Row (2003)

    Perfumy te mimo, że są mało znane to mają znakomite opinie w społeczności, uważane są za jedną z najbardziej niedocenionych i unikatowych kompozycji oraz regularnie trafiają na listy przeoczanych perfumowych skarbów użytkowników. Z zamiarem ich kupienia zwlekałem z dobre dwa lata i ostatecznie ze względu na inne wydatki zdecydowałem się tylko na odlewkę, jak się okazało był to dobry ruch.
    Savile Row to perfumy z 2003 roku czyli z założenia jeszcze dość nowoczesne, stworzono je jednak w stylu klasycznym na bazie kwiatów. Pachną dla mnie bardzo męsko, co nie zawsze jest domeną kwiatowych kompozycji. Oprócz dominującej tu tuberozy, mamy w otwarciu owoca w postaci delikatnie wyczuwalnej mandarynki a także świeżość od bergamotki doprawioną aromatycznymi przyprawami takimi jak bazylia, rozmaryn, kolendra czy imbir. Wyraźna jest też herbata co nadaje im spokojniejszego tonu. Jak już osiądzie na skórze to zaczynamy czuć klimaty lekko skórzane i zamszowe. Klasycznego tonu dodaje im też lawenda w towarzystwie konwalii z tlącym się gdzieś w oddali, lekko wyczuwalnym aromatem fajki. Podobno jest też tam róża ale osobiście jej tam nie czuje. Jak się spojrzy na spis nut to można odnieść wrażenie, że są te perfumy nie z 2003 a z 1983 roku. Czy pachną staro? według mnie nie, ale nie ma się co oszukiwać bo według innych już tak mogą niestety wybrzmiewać. Pachną inaczej niż wszystko dookoła, w mojej opinii klasycznie w dobrym tego słowa znaczeniu. Niestety mojej dziewczynie nie przypadają do gustu i mimo, że nawet lubi klasyki, niektóre nawet z tych dziko zwierzęcych, to jej komentarz na Savile Row to "fuuu, stary dziad", co gorsze, identycznie podsumowała kilka dni wcześniej inne klasyczne pachnidło czyli Azzaro pour Homme i kazała go zmyć albo nie wracać do łózka. Moim oczekiwaniom do końca te perfumy nie sprostały bo spodziewałem się prawdziwej aromatycznej bomby, która rozłoży mnie na łopatki. Taki Rive Gauche, albo nawet jako lepszy przykład niech będzie Rochas Macassar, do którego podchodziłem z identycznym dystansem, mając praktycznie same pozytywne opinie okazał się faktycznie tak genialny jak się o nim mówi, a James już tylko dobry. Nie porwał mnie jakoś bardzo, nie sprawił, że będę wyczekiwał jakoś specjalnie dnia w którym go ubiorę po raz kolejny tak jak ma to miejsce z moim świętym graalem od Rochas. Wielki minus leci do niego też za parametry. Projekcja jest raczej dyskretna i nawet więcej niż dobra trwałość tego nie poprawi. Zapach dobrze zrobiony, ciekawy w swojej osobliwości i warto mieć go w swojej kolekcji jeśli lubi się klasyczne i kwiatowe kompozycje. Dla niektórych może to jednak być taki trochę dziadek w Air Maxach na nogach.

    typ: floral-spicy
    zapach: 7,0/10
    trwałość: 7,5/10
    projekcja: 5,0/10
    cena: 120 zł za 100 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Richard_James/Richard_James_Savile_Row
    https://www.fragrantica.com/perfume/Richard-James/Savile-Row-26153.html
    pokaż całość

    •  

      @niemalipy881: od jakiegoś czasu chodze na silownie po pracy bezpośrednio

    •  

      Właśnie niedawno nabyłem Savile Row i też czuję lekki, ale jednak, niedosyt... Spodziewałem się prawdziwej bomby, a tymczasem zapach okazał się bardzo stonowany. Nie czynię jednak z tego zarzutu, sam zapach jest bardzo ładnie zmieszany i z drugiej strony patrząc, może właśnie w tym stonowaniu tkwi jego dyskretny urok, bo uroku z pewnością odmówić mu nie można. Zważywszy na to, że za 100ml zapłaciłem nie aż tak wiele, bo 120zł oraz na to, że zapach robi się coraz trudniej dostępny, flaszka z pewnością ze mną zostaje :) pokaż całość

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    #150perfum #perfumy 107/150

    Chanel Allure Homme Sport (2004)

    Dziś będzie z lekkim offtopem na końcu, ale na razie skupmy się na samym zapachu.

    Na samym początku cyklu opisywałem popularną Meduzę czyli Versace pour Homme jako zapach bardzo podobny, jednak wtedy nie miałem już Allure bo dawno go wykończyłem i bazowałem tylko na swojej zapachowej pamięci. Teraz gdy już na całe szczęście Chanel zagościł z powrotem w mojej kolekcji, wszystko co wtedy pisałem mogę już z czystym sumieniem potwierdzić.

    Allure jest zapachem cytrusowym ale zdecydowanie bardziej kremowym od Versace i ma też piękną mandarynkową nutkę, której u Meduzy brakuje. Doskonale sprawdza się też na mnie w chłodniejsze dni gdzie potrafi świetnie projektować jak na typ zapachu jakim jest, choć muszę przyznać uczciwie, że parametry obu są zbliżone, przynajmniej do przedreformulacyjnej wersji Versace. Teraz podobno popularna Meduza ssie pałke co dało się wyczytać w postach mirków pod moją recenzją, nie wiem, dalej mam bowiem ostatnie krople wersji kupionej lata temu i jak czasem wpadam do rodzinnego domu to używam ich z powodzeniem nie narzekając na parametry, ale zbyt dużo tych postów się przewinęło żeby zignorować info o reformulacji VPH. Nie da się natomiast ukryć, że obecna formuła Allure Homme Sport jest słabsza niż ta sprzed paru lat. Nie mam zupełnie pojęcia z którego roku była 50tka której używałem w UK ale projektował na pewno dużo mocniej, co nie znaczy,ze obecne wypusty są jakieś dziadowskie. AHS jest też lepszy od swojego ojca czyli od Allure Homme jeśli chodzi o sam zapach, ale to już kwestia mocno indywidualna bo kompozycyjnie oba zapachy stoją bardzo wysoko. Faktem jest jednak to, że Allure Homme Sport przebił popularnością Allure Homme. Cytrusowo-kremowy świeżaczek, który bardzo podoba się otoczeniu i jest jednym z tych, które dają radość z noszenia, bo o ile lubię bardzo Versace tak miałem z nim ostre jazdy jak zbieranie się na wymioty czy ból głowy po przesadnej aplikacji. Świetne, uniwersalne perfumy, które sprawdzają się bez względu na okazję i podobają się kobietom co też jest wielką zaletą.

    Jedyna dość poważna wada Chanel Allure Homme Sport to cena, która jest jednak sporo zawyżona, bo płacenie prawie 4 stówek za setkę to przesada, skoro za trochę ponad stówkę mamy setkę bardzo podobnego Versace, a w wśród perfum innych ale o podobnych klimacie możemy wręcz przebierać. Nie jest to jakaś wysublimowana kompozycja i pewnie wielu z fanów niszowych pachnideł teraz się śmieje pod nosem czytając moje opinie o Allure Homme Sport, ale mi się te perfumy podobają. Proste w odbiorze i nie tak banalne jak większość opierających się na bergamotce i nutach morskich świeżaków. W tym tkwi własnie ich moc i dlatego mimo swojej niebotycznej ceny tak dobrze się sprzedają.

    Na koniec trochę offtopu o którym pisałem wcześniej, bo czytając dziś w nocy różne recenzje by przekonać się o tym jak do tego zapachu podchodzą inni ludzie i czy według nich to zapach bardziej elegancki czy sportowy i jakie ma parametry, niesamowicie się wkurwiłem. Po pierwsze, autor recenzji tych perfum na popularnym blogu nezdeluxe nazwał Chanel Allure Homme Sport prekursorem zapachów sportowych. Nie rozumiem zupełnie tej tezy bo czym tak naprawdę jeśli chodzi o klimat różni się on dla przykładu od takiego wydanego 8 lat wcześniej Acqua di Gio? Prekursorem to Chanel nawet nie będzie w dodawaniu słowa "sport" bowiem Hugo Boss już to zrobił w 1987 roku... O ile Boss to ze względu na swoją wiekowość już cięższa liga na kategoryzowanie ich w grupie perfum sportowych, tak przed AHS i tak była masa świeżaków, które dziś z powodzeniem nazwalibyśmy sportowymi i wcale nie mam tu na myśli Cool Watera i jemu podobnych. Kolejna sprawa to pisanie o niemal identycznym brzmieniu aromatu w bazie z będącym starszym Allure. WTF?
    Ale czego w sumie się spodziewać od kogoś kto jak sam mówi ocenia perfumy "obiektywnie" (da się w ogóle tak?)a jednocześnie zarzuca komuś totalny brak gustu bo ten śmiał napisać w komentarzu, że podoba mu się zapach oceniony w ultra obiektywnej recenzji na 2/10 (tak, słowo "obiektywnie" jest tam wielokrotnie podkreślane). Wyobraźcie sobie to w drugą stronę. Kompozycyjnie, zarówno dla zwykłych szaraków takich jak ja, jak i dla perfumowych guru, Kouros to dzieło sztuki. Absolutny top jeśli chodzi o fougere. Komuś się jednak nie podoba, czyli co, mogę teraz temu komuś zarzucić brak gustu i postulować o Sztum bo śmie napisać o Królu krytyczny komentarz? O nazywaniu przez jegomościa Gucci pour Homme i YSL M7 zapachami podobnymi miałem już nawet nie wspominać gdyż to najzwyklejszy policzek w twarze własnych czytelników. Radzę więc brać z przymrużeniem oka te wszystkie blogowe, poetycko-naukowe banialuki opisujące w wymyślny sposób poszczególne nuty, reakcje zachodzące w molekułach i inne pierdoły, bo kogo to obchodzi? Na pewno nie zwykłych ludzi lubiących dobrze pachnieć takich jak ja czy Wy, a jeśli sie mylę to mnie poprawcie a będę od dzisiaj zmyślał, że czuje nuty, które w rzeczywistości nie wiem jak pachną ;))) . Gorsze jest już tylko chyba czytanie fragrantiki albo innego wizażu gdzie użytkownicy robią zawody w pisaniu najbardziej popierdolonych skojarzeń. Wchodzisz, by zanim wyrzucisz 300 zł w błoto dowiedzieć się jak pachną dane perfumy, na jakie okazje się sprawdzą, jakie mają parametry czy są przyjazne dla otoczenia, a nie dowiadujesz się niczego... a nie sorry, dowiadujesz się, że Allure Homme Sport pachnie jak zroszona moczem ciężarnej samicy cietrzewia, sucha od słońca trawa na leśnej brzozowej polanie, gdzieś w zabitej dechami wiosce na południu Suwałk. Ewentualnie że mandarynka wcale nie jest mandarynką tylko połączeniem molekuł ambroxanu i olejku różanego, której aromat ma imitować zapach pożądanego składnika w wyniku jakiejś reakcji. Dochodzę to przykrego wniosku, że co raz częściej, więcej o danych perfumach powiedzą mi słupki czy wykresy na parfumo.net albo fragrantice niż recenzje i opisy większości osób ze społeczności. Sorry za ten offtop ale wkurzyłem się niesamowicie ;)

    typ: fresh-citrusy
    zapach: 8,0/10
    trwałość: 7,5/10
    projekcja: 6,5/10
    cena: od 360 zł za 100 ml
    podobne: Versace pour Homme
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Chanel/Allure_Homme_Sport_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Chanel/Allure-Homme-Sport-607.html
    pokaż całość

    źródło: dosztumu.png

    •  

      @gnidex

      Ja mam za słaby węch żeby czuć różnice między nimi. Nie potrafiłem odróżnić piwa pszenicznego od miodowego ani po węchu, ani zapachu

      Kopyr to tłumaczył kiedyś, że to nie kwestia specjalnego węchu, ale wiedzy i doświadczenia. Trudno się z tym nie zgodzić, dlatego warto próbować i testować ciągle nowe rzeczy, żeby poszerzać horyzonty. Na początku większość ludzi potrafi tylko powiedzieć - dobre czy nie, słodkie czy gorzkie i czy jasne czy ciemne. Bo skąd masz wiedzieć jaki aromat daje DMS czy diacetyl, jeśli o tym nie poczytasz i nie spróbujesz piw z tymi wadami.
      Mam wrażenie, że z perfumami jest dokładnie tak samo.
      pokaż całość

    •  

      @greyson: Ale czy słaby węch w tym czasem nie przeszkadza? Ja mam od dziecka słaby węch; nie czułem np. stęchlizny, gdy okazało się, że jezioro zostało zatrute.

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    #150perfum #perfumy 106/150

    Mugler A*Men Ultra Zest (2015)

    O ile mnie pamięć nie myli to przetestowałem wszystkie flankery AMena i jeśli spośród nich miałbym wybrać jeden, który wywarł na mnie najbardziej pozytywnie wrażenie to byłby to Ultra Zest. To co wyróżnia go spośród reszty AMenów to duża uniwersalność i względnie małe podobieństwo do oryginału. Ultra Zest to takie trochę połączenie AMena z Aqva Amara, a mówiąc bardziej obrazowo to Ultra Zest pachnie dla mnie jak mandarynkowa czekolada. Świeżość i soczystość mandarynki sprawia, że zapach ten nie męczy mnie tak szybko jak Pure Tonka czy w szczególności Pure Malt, które są niestety jednowymiarowe i oprócz słodyczy próżno tam szukać czegoś do kontrastu. Oprócz mandarynki mamy w Ultra Zest jeszcze jednego soczystego cytrusa a mianowicie czerwoną pomarańczę, która kompozycji nadaje już trochę bardziej gorzkiego wyrazu co znowu może się bardzo podobać. Do tego imbir, cynamon, mięta oraz tradycyjne AMenowe nuty w postaci kawy, paczuli, wanilii i tonki. Najbardziej zbliżonym zapachem do Ultra Zest jest Kryptomint, chociaż to też takie szukanie alternatywy na siłę do coraz ciężej już dostępnego Ultra Zest. Parametry ma bardzo dobre. Trwałość koło 10 godzin i bardzo wyraźna projekcja przez pierwsze kilka godzin. Nigdy nie przesadzałem z ilością psiknięć ale nie wiem czy jakbym przypadkiem nie zarzucił koło 10 to nie wypełniłby pomieszczenia. Przy ilości 5-6 shotów zostawimy lekki ogon, więcej do tej pory nie testowałem, ale daje sobie rękę uciąć, że przy zwiększonej aplikacji byłoby jeszcze lepiej. Uniwersalność, która wyróżnia Ultra Zest spośród A*Menów też daje swoje do ogólnej oceny i w przeciwieństwie do większości flankerów tego Muglera, Ultra Zest możemy z powodzeniem używać i latem i zimą. Polecam wszystkim i najlepiej nie zwlekać z kupnem i jak się tylko pojawi na allegro czy olx to brać bo szansa, że się spodoba nawet w ciemno jest dość duża, a jak nie to jeszcze będzie można na nim zarobić sprzedając go komuś.

    typ: sweet-fruity
    zapach: 8,5/10
    trwałość: 8,5/10
    projekcja: 8,0/10
    cena: 400 zł za 100 ml. Ale normalnie trafiają się za 200-250 zł
    podobne: Paco Rabanne Ultrared Man (tak piszo internety)

    https://www.parfumo.net/Perfumes/Thierry_Mugler/AMen_Ultra_Zest
    https://www.fragrantica.com/perfume/Mugler/A-Men-Ultra-Zest-29589.html
    pokaż całość

    źródło: am.jpg

  •  

    #150perfum #perfumy 105/150

    Montblanc Individuel (2003)

    Co prawda zawsze były to dość popularne perfumy, jednak chyba tak naprawdę dopiero słynny youtuber Jeremiasz rozsławił je po latach, przypinając im łatkę "pussy magnet" stawiając zaraz obok La Nuit czy The One w różnych zestawianiach powiązanych z komplementami od kobiet i jest pewnie w tym trochę racji bo Individuel to zapach mający tak naprawdę wszystko żeby się podobać, do tego jeszcze dość uniwersalny przez co jego notowania wśród panów lubiących dobrze pachnieć powinny jeszcze bardziej rosnąć.
    Nie są to perfumy jakoś piekielnie mocne przez co często są olewane przez ludzi chodzących po klubach albo po prostu w tych klubach niezauważane, będące w cieniu aromatów Invictusa, One Million, Le Male, Spicebombe Extreme czy Ultra Male, które w tej roli spisują się dużo lepiej. Individuel poleciłbym jednak mimo wszystko ludziom szukającym wrażeń na mieście, może nie koniecznie tym, którzy idą z zamiarem upolowania jakiejś lochy na wixie, ale na spotkanie przy piwie ze znajomymi w jakimś spokojniejszym miejscu się sprawdzą idealnie. Nie przytłoczą ani nas, ani osób dookoła, ale mimo to zostaną raczej zauważone z bliższej odległości. Pachną bardzo przyjemnie, podobają się praktycznie wszystkim. Zapach jakim nas raczą to połączenie klasycznej woni aromatów lat 90tych z nowoczesnością. Coś jakby trochę między Joop Homme połączonym z zapachami z serii La Nuit. Skład jest bardzo bogaty jednak tak naprawdę po za piękną maliną ciężko jest wyczuć cokolwiek bo to dość syntetyczne pachnidło. Najbliżej mu do stworzonego 2 lata później i kosztującego kilkukrotność Montblanca Creed Original Santal, ale według mnie źródła Invididuel leżą gdzie indziej. To wspomniany wcześniej Joop! Homme ale też dwa zapachy niemieckiej projektant Jil Sander, odpowiednio Background i jeszcze starszy Feeling Man i to tam właśnie szukałbym inspiracji dla Individuela. Zapach bardzo uniwersalny, z przeznaczeniem raczej na wieczór, ale zimą nadający się spokojnie do noszenia dziennego, lubiany przez otoczenie i chwalony przez kobiety. Do tego jeszcze niska cena i spokojnie można brać go w ciemno, bo nawet jak nam się nie spodoba to w kilka minut powinniśmy znaleźć kupca. Dochodzą mnie niestety słuchy, że Invididuel został już wycofany z produkcji. Po szybkim researchu nie zauważyłem jakiegoś diametralnego wzrostu cen, ale lepiej teraz zaopatrzyć się we flakonik nie raz już tak było, że dosłownie z dnia na dzień cena perfum wzrastała kilkukrotnie. (pozdro Fleur du Male i Gaultier2)

    typ: fruity-sweet
    zapach: 7,0/10
    trwałość: 6,5/10
    projekcja: 7,0/10
    podobne: Creed Original Santal, Joop! Homme, Jil Sander Background
    cena: 92 zł za 75 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Montblanc/Individuel_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Montblanc/Individuel-4193.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 104/150

    Davidoff Relax (1990)

    Przyznam się bez bicia, że zawsze chciałem go mieć z bardzo błahego powodu, otóż podobał mi się flakon i ten szmaragdowy kolor soku. A często mam właśnie tak, że jakieś perfumy właśnie poprzez flakon czy opakowanie przykuwają moją uwagę i jestem w stanie brać je w ciemno i tak też było z tym Davidoffem, którego dostępność maleje praktycznie z każdym miesiącem.
    Pierwszy mój kontakt z Relaxem nie należał do udanych. Pamiętam że akurat była zima, listonosz przyniósł mi pakę, strzeliłem kilka shotów na klatę i udałem się do apteki po leki. Wkurzyłem się bo bardzo słabo go czułem i miałem wrażenie, że nie projektował. Sam zapach ze względu na mocny katar też wydawał mi się inny niż w rzeczywistości przez co odpuściłem go sobie na kilka miesięcy i nawet wkurwiłem się trochę, że wydałem kupe pieniędzy na perfumy na których się totalnie zawiodłem. Przyszła wiosną i cieplejsze dni, dałem kolejne szanse Relaxow i.. aromat wydawał się zupełnie inny. Co raz bardziej zaczął mi się podobać i już wtedy podejrzewałem, że jeszcze pare wyjść i może zyskać w moich oczach wiele. Kolejnym razem zarzuciłem go latem na wyjście nad Wisłę, bardzo upalnego wieczoru i zostałem oszołomiony. Poskładał mnie totalnie. Parametry jakie pokazał były nie z tej ziemi. Fenomenalna projekcja, trwałość taka, że jak wróciłem w nocy, wziąłem prysznic to i tak rano obudził mnie jego zapach i trzymał się
    generalnie na nadgarstku jakieś 24 godziny. Killer. Od tamtej pory stał jednym z moich ulubieńców i krótko po tym uruchomiłem swoje kontakty i zrobiłem backupy flaszek tak żeby mi starczyło na długie lata :D Ciągle mam tak, że jak zobaczę, że gdzieś się pojawia to skupuje wszystko, miniatury, używki, nawet jakieś mini after shave mam :D
    Relax liste składników ma niesamowicie długą. Od nowoczesnej ambrowo-piżmowo-tonkowo-waniliowej bazy z dodatkiem paczuli, skóry i mchu, który robi tam niesamowitą robotę i jest najbardziej wyczuwalną nutą, przez kwiatowo-ziołowe serce z masą składników jak np. rozmaryn, vetiver, goździki, heliotrop, jaśmin (!) i inne kwiaty czy przyprawy aż po cytrusowo-lawendowo-miętowy top podrasowany ostrością tak popularnego wtedy estragonu i tajemniczym kwiatem aksamitki. Davidoff Relax to zapach słodki i apteczny. Ziołowa mieszanka przypominająca jakieś medykamenty czy syropy zażywane w dzieciństwie. Inne skojarzenia jakie mam z nim to po prostu absynt. Relax pachnie jak dobry czeski albo austriacki Absynt i nawet kolor flakonu i samej cieczy są bardzo podobne do tego piołunowego trunku. Jak robiłem kiedyś sampla to miałem ochotę wstrzyknąć go w żyłę albo wypić bo nie ma piękniejszego koloru w żadnych perfumach. Dużego podobieństwa do innych zapachów nie stwierdzam więc do czynienia mamy z bardzo unikatowym dziełem, chociaż ten sam typ medycznej słodyczy jest obecny w takich perfumach jak Bogner Deep Forest, czyli biały kruk, który jest jeszcze trudniej dostępny niż Relax), L'Artisan L'Eau d'Ambre Extreme, które kupiłem w ciemno i jest moim najnowszym okryciem nawiązującym do Davidoffa, czy Romeo Gigli per Uomo, który jest jednak bardziej elegancki i dojrzały. Relax jest piekielnie uniwersalny bo jest tak skonstruowany, że w zimie ma właściwości rozgrzewające a w lecie daje powiew ziołowej świeżości przez co ta medyczna słodycz nie jest ani trochę męcząca i można rozkoszować się nim do woli. Dla mnie jest to najlepszy ze wszystkich Davidoffów i wielka szkoda w tym samym czasie marka zaprzestała produkcji dwóch wybitnych zapachów czyli Good Life i opisywanego dzisiaj Relax.

    typ: fresh-aromatic
    zapach: 10/10
    trwałość: 10/10
    projekcja: 9,0/10
    cena: około 500 zł za 75 ml, 800 zł za 100 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Davidoff/Relax_Eau_de_Toilette
    https://www.fragrantica.com/perfume/Davidoff/Relax-1320.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 103/150

    Guerlain Homme L'Eau Boisée (2012)

    A dzisiaj jeden z najpiękniejszych zapachów na ciepłe dni. Niesamowicie oryginalny świeżak, którego noszenie sprawia mi wielką radość. Sprawdza się świetnie do każdej okazji i pasuje do ludzi w każdym wieku przez co jest też mega uniwersalny.
    L'Eau Boisee Guerlaina to jedne z tych perfum, których aromat jest bardzo ciężko opisać. W składzie są limonka, wetyweria, mięta, trawa cytrynowa, rum, róża, piżmo i nuty drzewne ale nie wiem czy pomoże mi jakoś to przybliżyć Wam jego zapach. Kojarzy mi się przede wszystkim z wiosną, poranną rosą czy nawet drinkiem mojito, którego skojarzenie pewnie wywiera obecność rumu i mięty w składzie kompozycji. Są to perfumy niesamowicie eleganckie ale tak jak pisałem nadające się do każdej okazji. Z powodzeniem używałem ich i do białej koszuli jak szedłem na rozmowę do obecnej pracy, ale także i do pracy fizycznej za czasów na magazynie w UK. Projekcja jaką ma na mnie ten świeżak jest przeogromna, jeżeli weźmiemy pod lupę typ zapachu jakim jest. Podczas opisywania Encre Noire napomknąłem nawet chyba, że tak jak i Czarny Atrament, te perfumy także zostały zauważone przez kumpla oddalonego kilka metrów dalej na kilka godzin po aplikacji. Inne ciekawe sytuacje z nim związane to porównywania do kamfory i ..maści końskiej przez moją koleżankę, być może ze względu na swój taki trochę mentolowy i orzeźwiający wydźwięk, nie wiem. Idealne na wiosnę, znakomite na lato, dające fajną rozgrzewającą aurę w zimie czy przypominający nam o wiośnie na jesień. Mimo kilku reformulacji i zmian flaszek obecne wypusty podobno sprawują się równie dobrze co moja wersja z drewnianą zatyczką, ale to trzeba sprawdzić. Perfumy ocierają się o arcydzieło. Thierry Wasser stworzył jak dla mnie chyba najbardziej doskonałe perfumy na lato i myślę, że nawet osoby siedzące głęboko w niszy nie powiedzą o nich, że to tylko kolejne z letnich perfum z mainstreamu.

    typ: fresh-aromatic
    zapach: 9.5/10
    trwałość: 8,0/10
    projekcja: 8,0/10
    podobne: Guerlain Homme L'Eau
    cena: 139 zł za 80 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Guerlain/Homme_L_Eau_Boisee
    https://www.fragrantica.com/perfume/Guerlain/Guerlain-Homme-L-Eau-Bois-e-14180.html
    pokaż całość

  •  

    #150perfum #perfumy 102/150

    Custo Barcelona Custo Man (2009)

    Po wycofaniu z produkcji Fleur du Male Gaultiera jego fani nie chcąc w przyszłości płacić niebotycznych cen za Białego Marynarza zaczęli bliżej przyglądać się zapachowi od Custo. Względnie niska cena i ten sam nos w postaci Francisa Kurkdjiana, który stworzył Fleur du Male sprawiły, że perfumy te przyciągnęły do siebie także osoby nie mające wcześniej do czynienia z dziełem Ormianina. Custo to perfumy zbliżone do FdM ale nazywanie ich klonem to gruba przesada bo wyraźnie różnią się w każdej z faz trwania na skórze. Podstawowa różnica między tymi dwoma zapachami jest taka, że Custo jest bardziej cytrusowy i słodki od swojego starszego brata. Owoce obecne są w każdej z faz podczas gdy przez większość czasu we Fleur du Male do czynienia mamy jednak z kwiatami. W składzie tych perfum możemy znaleźć m.in cytryne, jałowiec, neroli, werbene, kwiat pomarańczy, czarny pieprz, tonke czy piżmo co może robić wrażenie porównując go z Gaultierem składającym się może z 4 czy 5 nut. Custo jest też przynajmniej dla mnie zdecydowanie bardziej noszalny i o ile FdM uwielbiam to jednak są sytuacje do których mi ich nie przystoi używać. Z Custo Man tych problemów nie mam i szczerze, mógłby to być dla mnie nawet zapachem całorocznym. Mimo, że to tylko wariacja na temat innego zapachu to jednak bardzo oryginalna i zdecydowanie bardziej udana niż kolońska wersja Fleur du Male, która jest o wiele słabsza od oryginału (śmierdzące, fizjologiczne niuanse, blee). Parametry Custo są trochę ponad przeciętne. 6-8 godzinna trwałość o 2h projekcji na średnim poziomie co niestety trochę mnie smuci bo Fleur du Male jest na mnie killerem a jego obecność na mojej skórze jest regularnie zauważalna i komplementowane. Perfumy oryginalne i warte przetestowania, zdecydowanie na okres wiosenny ale spokojnie do noszenia cały rok. Regularnie pojawiają się w dobrej cenie na e-glamour/el nino ale trzeba sobie dodać je do obserwowanych bo wszystkie sztuki znikają w ciągu jednego dnia od pojawienia. Niekonwencjonalny świeżak w kwiatowo-owocowym klimacie, który może przypaść do gustu nie tylko fanom Fleur du Male ale także tym, którzy go nie znają albo mają jakieś obawy przed jego używaniem.

    typ: floral-green
    zapach: 7,0/10
    trwałość: 6,0/10
    projekcja: 6,0/10
    podobne: Jean Paul Gaultier Fleur du Male
    cena: od 90 zł za 100 ml
    https://www.parfumo.net/Perfumes/Custo_Barcelona/Custo_Man
    https://www.fragrantica.com/perfume/Custo-Barcelona/Custo-Man-6833.html
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #150perfum

Archiwum tagów