•  

    5040 - 6 - 6 - 7 - 8 - 6 - 6 - 6 - 6 - 7 - 220 - 42 - 102 = 4618

    DPD z zeszłego tygodnia +

    Sobota
    Na początku tygodnia odezwał się do mnie @Mortal84, że prognoza pogoda na weekend jest optymistyczna i wybiera się na łódzkie gminobranie. Początkowo miałem po niego wyjechać tylko kawałek, ale okazało się, że do weekendu udało się zebrać całkiem niezłą ekipę, szczególnie jak na tą porę roku. Głównymi atrakcjami wycieczki był podjazd pod najwyższą górę łódzkiego i obejrzenie największego wykopu w Europie - wyrobiska Kopalni Węgla Brunatnego w Bełchatowie.
    Pogoda dopisała, trasa w większości bocznymi drogami wyszła nawet nie najgorsza - jednym słowem było super!
    Dzięki za towarzystwo: @edicsson @rdza @Mortal84 @fenter @sim_co @Zelazko_MPM i do zobaczenia!
    #zaliczgmine +1 (obecnie 332)
    #200km numer 5

    Poniedziałek
    W poniedziałek nie było czasu na dalszy wyjazd, więc postanowiłem nadrobić lokalne zaległości i odhaczyć znaleziony kiedyś na Google Maps parowóz. Przy okazji odkryłem bardzo fajne miejsce jakim jest bocznica kolejowa Łódź Olechów wraz z cmentarzyskiem lokomotyw. Polecam, bo miejsce ma swój klimat!
    #rowerowalodz

    Wtorek
    Dzisiejsza #100km do Zielonej Góry - co prawda nie tej przy zachodniej granicy, ale w tej też się nie udało zjeść pizzy #pdk. Wiało dzisiaj okrutnie, ale udało się zebrać wyjątkowo, jak na łódzkie warunki, dużo przewyższeń.
    #100km numer 22

    W tym tygodniu to już 422km!
    #rowerowyrownik #wykoptribanclub #100km #200km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: mix.jpg

  •  

    Długi weekend pod znakiem łódzkiego gminobrania i świętowania rocznicy odzyskania niepodległości.

    Jakoś na początku zeszłego tygodnia napisałem do @radoslaw-szalkowski, że jeśli prognozy sprawdzą się, to w sobotę jadę do Łodzi (to już miała być trasa na przyszły rok, ale taka pogoda... :)) i czy by po mnie kawałek nie wyjechał. A on tak się wczuł w rolę, że zebrał całą ekipę powitalną :D

    Wyjeżdżam w sobotę o 4.00 nad ranem przy potężnej mgle i temperaturze spadającej miejscami nawet do zera stopni. Na szczęście zaraz po wjeździe na Jurę mgły ustąpiły i zaczęła klarować się zapowiadana, ładna pogoda. Po stu km robię przerwę śniadaniową i ruszam dalej na północ z wiatrem w plecy.

    Po wjeździe do łódzkiego zaczyna się gminne wężykowanie, więc już nie wieje mi tak korzystnie. Do punktu wspólnego naszych tras w Kleszczowie docieram pierwszy. Robię zdjęcie na tarasie widokowym i wracam na Orlen, gdzie czekam na resztę towarzystwa. Tyle co kupiłem hot doga i zasiadłem sobie na krawężniku przed stacją, a tu jadą: @rdza, @edicsson, @radoslaw-szalkowski, @sim_co i @fenter. Świetna ekipa. Takiej frekwencji się nie spodziewałem ;)

    Posileni orlenowskimi spacjałami, ruszamy przez najbogatszą polską gminę. Szerokie drogi z szerokimi poboczami, a obok jeszcze ścieżka rowerowa. Wygląda to wręcz nienaturalnie, tak w ogóle nie po polsku, ale kto bogatemu zabroni. Szkoda, że to wszystko tylko w granicach gminy Kleszczów, a po jej przekroczeniu sytuacja wraca do normy.

    I tak sobie jedziemy - najpierw do Bełchatowa, gdzie mała przerwa w McD, a później z wiatrem w plecy do Łasku. Zaczyna robić się chłodno i ciemno. Przebijanie się przez aglomerację łódzką idzie dosyć sprawnie i mamy jeszcze czas, żeby przed pociągiem zjeść kolejnego maczka. Muszę przyznać, że końcówkę przez miasto też już jechałem na rezerwie...

    Dzięki wszystkim za rewelacyjną wycieczkę i do zobaczenia przy okazji kolejnej trasy, ale to już pewnie w przyszłym roku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    A gdy już wracałem pociągiem do Katowic, pisze do mnie @Arczi-S czy w niedzielę nie zrobimy jakiejś luźnej setki na zaporę. Jeszcze nie sprawdzał Stravy, więc nie wiedział, że byłem w Łodzi, ale zapora zawsze spoko i nie mogłem odmówić :)
    Uczciliśmy więc setką setną rocznicę odzyskania niepodległości, a na dokładkę w poniedziałek pojechaliśmy kolejną, ale tym razem na słynne już w okolicy zapiekanki w Bolęcinie.

    Strava:
    - Łódzkie gminobranie #2 - 311 km
    - Zapora - 125 km
    - Zapiekanki - 120 km

    #mortalszosuje

    #rower #szosa #wykopcanyonclub #100km (nr 71 i 72) #200km #300km (nr 10)

    Tak, jak pewnie zauważyliście nie dodałem do tagów rowerowego równika. Na razie wstrzymam się z odjęciem tych dystansów w oczekiwaniu na decyzję co do nowej, pełnoprawnej edycji.
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: łódź.jpg

    •  

      @Mortal84: tez nie odejmuje bo nie ma sensu (:

    •  

      czy by po mnie kawałek nie wyjechał. A on tak się wczuł w rolę, że zebrał całą ekipę powitalną :D

      @Mortal84 sam byłem zaskoczony, ale jak widać poziom szaleństwa rowerowego rośnie na wykopie, chociaż równik zdycha :(

      Świetna ekipa.

      mało powiedziane :) niezła ekipa nam się wykrystalizowała, aż się boję co będzie w przyszłym roku ;)

      końcówkę przez miasto też już jechałem na rezerwie...

      nie wierzę, że Tobie się kończą siły :D tym tekstem niszczysz pewien mit :(

      Dzięki wszystkim za rewelacyjną wycieczkę i do zobaczenia przy okazji kolejnej trasy

      również dziękuję i zapraszam ponownie do Łodzi - jak tylko będę mógł wyjadę, pomogę, coś zorganizuje, bo podobno dobrze mi to wychodzi ;)

      ale to już pewnie w przyszłym roku

      po dzisiejszej przygodzie zdecydowanie do przyszłego roku
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    5696 - 212 - 146 = 5 338

    212 - kiedy na początku tygodnia napisał do mnie @radoslaw-szalkowski, że w sobotę będzie wyjeżdżał z Łodzi po pana @Mortal84, nie trzeba było mnie długo namawiać. Właściwie to nie trzeba było mnie wcale namawiać ( ͡° ͜ʖ ͡°) od słowa do kupienia biletów i zebrania Ekipy z Warszawy w postaci @rdza nie minęło zbyt długo czasu. Tak został skreślony mój tydzień w pracy z powodu mentalnej radochy z nadchodzącej wycieczki we wspaniałym towarzystwie.

    W piątek wieczorem, tuż przed wyjazdem, odzywa się @fenter (później się okazuje, że to Mortal 2.0) z chęcią dołączenia. Ogarniamy szczegóły dojazdu pierwszą KM-ką do Warszawy i trzymamy kciuki, żeby 8 minut na przesiadkę wystarczyło.

    Pobudka o 3:00, ogarnięcie śniadania i w drogę. W Łodzi wita nas @radoslaw-szalkowski i czekamy chwilę na @sim_co oraz @Zelazko_MPM. Chwilę po 7:00 ruszamy w drogę. Tuż za Łodzią wita nas mgła i klimatyczny wschód słońca. Po kilkunastu górkach trochę się uodparniam i nie płaczę, przed każdym <hehe> podjazdem. W jeździe pod wiatr motywuje mnie tylko to, że na 80km będzie punkt kulminacyjny wyprawy - Góra Kamieńsk - moja najwyższa jak do tej pory wspinaczka. Pod samą górą wpadam na pomysł odczepienia torby podsiodłowej, zawsze to 3kg mniej. Oczywiście towarzystwo mi nie wierzyło, że zostawię ją tak o w krzakach, jeszcze mnie dobrze nie znają #pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°) sam podjazd mimo wszystko poszedł mi lepiej niż się spodziewałam. Zamykając stawkę, z kilkoma przerwami dojechałam na szczyt i się zgubiłam… Na jednej, jedynej drodze.

    W Kleszczowie, najbogatszej gminie w Polsce - czuć piniondz - spotykamy się z panem @Mortal84 i ruszamy oglądać Największy Wykop w Europie - podobno to tam pieką rogale na akcję #dzieciakichojraki. Odwiedzamy 2 punkty widokowe i kierujemy się w stronę wykwintnego obiadu w restauracji na M. Jadąc ze średnią około 30km/h na godzinę tak się zagaduję z @rdza, że dostaję kolki, która trzyma mnie aż do przerwy.

    Po McDonaldzie kierujemy się zaliczając gminy do Łodzi. Całkiem przyjemnie jedzie mi się po ciemku. W okolicach Łasku robię się bardzo głodna, wyciągam z kieszonki ciastko i nie łapiąc kęsa na jakiejś dziurze je gubię… Na szczęście docieramy w idealnym czasie na pociąg i jeszcze przed Widzewem udaje nam się zahaczyć o McDonalds.

    Dzięki wszystkim za cudowne towarzystwo, szczególnie pani @rdza za wspaniałe pogawędki. Jazda z wami to była ogromna przyjemność i czas minął niesamowicie szybko. Trudno nie wspomnieć o idealnie zaplanowanej trasie przez @radoslaw-szalkowski - absolutnie wszystko było dopięte na ostatni guzik.

    Do następnego!

    144 - kiedy zaliczanie gmin wchodzi za mocno i nie wynaleziono jeszcze na nie szczepionki pakuję się do Lubartowa i wracam z południowym wiatrem podziwiając lubelskie krajobrazy. I cyk do 10k zostało mi jakieś 900km.

    #rowerowyrownik #szosa #100km (nr 34) #200km (nr 4)
    pokaż całość

    źródło: IMG_3953.jpg

  •  

    6181 - 57 - 33 - 12 - 211 - 126 - 46 = 5696

    57, 33 - drobniaki z tygodnia.

    12 i 211 - obejrzeć największą dziurę w Europie i z tejże dziury górę.

    W tygodniu naszła mnie chęć, aby pojechać coś dłuższego w sobotę, w głowie była wycieczka do Ciechanowa, jednak w piątek popołudniu całkiem przypadkiem natrafiłem na plany odwiedzin Łodzi przez @Mortal84'a oraz wyjazdu po niego przez @radoslaw-szalkowski. Od namysłu do realizacji wiele czasu nie upłynęło, ponieważ przed 3:00 w nocy trzeba było wstać i podjechać rowerem na pociąg do Warszawy. Stamtąd w składzie @rdza i @edicsson dojeżdzamy do Łodzi. Na miejscu czekamy jeszcze kilka minut na resztę Łódzkiej ekipy - @Zelazko_MPM i @sim_co i ruszamy kilka minut po siódmej zaplanowaną trasą przez Radka.

    Początek jest zimny, w mgle i w zarosiałych okularach na kasku. Pierwsza atrakcja dzisiejszego dnia to Młynek w Tuszynie, czyli „teren polodowcowy ze wzgórzami morenowymi”. Robimy klimatycznie zdjęcia ze słońcem za mgłą i zbieramy się w dalszą drogę. Po dłuższym odcinku docieramy pod Górę Kamieńską, gdzie będziemy zdobywać największe wzgórze w okolicy. Żartów nie ma, niektórzy postanawiają odchudzić rowery i zostawić zbędny bagaż u podnóża wzgórza. Na szczęście udaje się wszystkim zaliczyć podjazd z nachyleniem sięgającym 11%. Na szczycie potencjalne widoki zasłaniają nam drzewa, ale główna atrakcja jeszcze przed nami.

    Ale zanim ona, spotykamy się z Mortalem na Orlenie z lekką obsuwą z naszej strony, posilamy i jedziemy na taras widokowy na KWB Bełchatów. A wszystko to na terenie najbogatszej gminy w Polsce - piękne asfalty i piękne asfaltowe drogi rowerowe. Za największą dziurą w Europie obieramy kierunek na północ i wreszcie czuć wiaterek smagający plecy.

    Przed przerwą na kolarski obiad w McD zaczynam opadać z sił, po też nie jest dużo lepiej i jakoś się telepię na końcu grupy do samej Łodzi. Korzystając z okazji, że zostaje nam trochę czasu do pociągu, Radek oprowadza nas po Łodzi, m.in. przez najdłuższą ulicę Piotrkowską. W domu melduję się po 22, zaliczając powrót dwoma pociągami.

    Podziękowania dla @radoslaw-szalkowski za świetną organizację, @Mortal84 jako inicjatora i wszystkim za wspaniałe towarzystwo. Do następnego :)

    126 - sto na sto i dobitka po sobocie.

    46 - lenistwo.

    W tym tygodniu to już 485km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km (nr 38) #200km (nr 5)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: kwb.jpg

  •  

    6967 - 304 = 6663

    Od jakiś 2 tygodni chodził za mną pomysł pojechania gdzieś dalej w ten weekend, ale czekałem do ostatniej chwili z wyborem celu na prognozę pogody. Jako, że miało nie padać i wiać z południowego-wschodu padło na Wilkowyje z serialu Ranczo.

    Wyjazd w sobotę o 2.40, temperatura w mieście około 5 stopni. Niestety gdy wyjechałem z Łodzi temperatura spada do 2 stopni i dodatkowo wiatr daje o sobie znać. Ale bez problemów udaje się dotrzeć do Rawy Mazowieckiej. Niestety dalej miałem w planie zaliczenie paru gmin do #zaliczgmine, więc wyznaczona droga zaczyna kluczyć. Droga poprowadzona na czuja, bo rzadko w tamtych rejonach bywa samochód Googla, okazuje się asfaltami o gorszej i jeszcze gorszej jakości. Niektóre fragmenty bywały tak dziurawe, że jechanie nawet 20 km/h nie było zbyt bezpieczne. Na szczęście obyło się bez zaliczenia większej dziury. Okolice Grójca witają mnie wschodem słońca i zaczyna jechać się znacznie przyjemniej, szczególnie, że wiatr trochę ustaje. W Górze Kalwarii dołącza @edicsson, która mimo nie najlepszej pogody postanowiła oprowadzić mnie po okolicy. I tak bocznymi drogami docieramy do serialowego Jeruzal. Krótka przerwa, fotka na ławeczce i ruszamy do kolejnej okolicznej atrakcji - pomniku złotego ułana w Kałuszynie. Od tego miejsca jedziemy już zdecydowanie pod wiatr, który bardzo mocno utrudnia jazdę. Docieramy do Mińska Mazowieckiego, gdzie robimy przerwę w McDonaldzie. Niestety @edicsson nie jedzie już dalej, więc dalej już samotnie do Warszawy. Jadę ścieżką rowerową średniej jakości, ale wydaje mi się to rozsądniejszym rozwiązaniem niż jechanie DK2, na której panuje bardzo duży ruch. Później trochę błądzenia po Warszawie i udaje się dojechać do Wilanowa, gdzie odbiera mnie żona, która akurat była tego dnia samochodem w Warszawie.

    Myślałem, że wyprawa na Koniec Świata będzie ostatnim większym wyjazdem w tym roku, dlatego ten wyjazd cieszy jeszcze bardziej. Ale trzeba szczerze przyznać, że już jest słaby okres na takie wypady - dzień bardzo krótki, a w nocy bardzo zimno. Ale przecież już prawie listopad - nie raz o tej porze roku leżał już śnieg.

    Wielkie dzięki @edicsson za towarzystwo - gdybym jechał sam pewnie gdzieś za Jeruzal wsiadłbym do pociągu.
    I do zobaczenia następnym razem, ale teraz już chyba rzeczywiście w następnym roku ;)

    #300km numer 2
    #zaliczgmine +23 (obecnie 331)

    W tym tygodniu to już 356km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    9555 - 207 = 9348

    W mega wietrze! i najważniejsze, kawa też była! :)

    W tym tygodniu to już 256km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #impanaszosie

  •  

    14694 - 249 = 14445

    Od rana epicka mgła i niesamowite widoki! A wieczorem kawa z Jackiem :)

    W tym tygodniu to już 691km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #impanaszosie

  •  

    18445 - 540 - 211 = 17694

    Wyprawa do Zielonej Góry na pizzę, której ostatecznie nie zjedliśmy i o której wszystko już zostało napisane, więc nie będę się powtarzał. Udział wzięli: @rdza, @edicsson, @metaxy, @theDOG i @radoslaw-szalkowski, oraz symbolicznie @sim_co, @Zelazko_MPM i @cherrycoke2l.

    W niedzielę małe gminobranie pomiędzy ZG a Wrocławiem, skąd miałem pociąg do domu. Trudy powrotu i zmagania się z potężnym wiatrem umilali mi @dablju_ i @Dewastators.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 26) #300km #400km #500km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    19777 - 35 - 37 - 36 - 127 - 9 - 529 - 11 - 25 = 18968

    Podsumowanie od 8. do 15. października czyli pracodomy, stówka z koleżanką i 500 na pizzę do Zielonej Góry:)
    Z tą Zieloną Górą to było tak, że jakaś pizzeria napisałą, że da 10procentowy rabat każdemu kto przyjedzie na rowerze, a ponieważ #cebula motzno, zapytałam, czy dla przyjezdnych ze stolicy rabat może być nieco większy;) I tu szczególne podziękowania należą się @theDOG'owi, który nawet jeśli w pierwszym odruchu reaguje na moje szalone pomysły śmiechem, to w drugim zastanawia się jak sprawić, żeby wykonanie planu jak najmniej bolało;)
    O samej wyprawie napisali już @metaxy, @radoslaw-szalkowski, @edicsson, @Zelazko_MPM, @dablju_ i @cherrycoke2l (czekam na relacje @sim_co i @Mortal84) więc nie bedę się powtarzać;) Mogę tylko dodać, że czekam na wiosnę i pierogi w Szczecinie;)

    W tym tygodniu to już 809km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #100km #200km #300km #400km #500km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: IMG-6384.jpg

  •  

    20201 - 37 - 212 = 19952

    Z zeszłego tygodnia:

    czwartek - 37 - "w koło komina"

    niedziela - 212 - Wyjazd w Beskid Sądecki, a więc obowiązkowo Przehyba i okoliczne górki, które na wykresie w zestawieniu z Przehybą wydają się pagórkami. Widoki o tej porze roku i w bezchmurną pogodę po prostu wspaniałe.
    Więcej zdjęć w linku do Stravy poniżej.

    https://www.strava.com/activities/1904993575

    W tym tygodniu to już 249km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: 20181014.jpeg

  •  

    21631 - 250 - 7 = 21374

    Kolejna szalona wykopowa wyprawa, tym razem do Zielonej Góry na pizzę za pół ceny. Ale po kolei.
    Pizzeria w Zielonej Górze źle stargetowała swoją reklamę i @rdza na facebooku dostała informację, że każdy kto przyjedzie na rowerze dostanie 10% zniżki. Pada pytanie ile będzie zniżki jak przyjedzie się z Warszawy, odpowiedź, że 50% i już jest pretekst do wyjazdu na drugi koniec Polski. Do pomysłu dołączają koleiny rowerowi wariaci z wykopu i w piątek rusza wyprawa na pizzę.

    O 22 z Warszawy staruje #szosowawarszawa w składzie @rdza, @theDOG i ich znajomy, z Krakowa rusza reprezentat #rowerowykrakow @metaxy, a ze Śląska @Mortal84 z kolegą Piotrkiem. Ze względu na to, że z Zielonej Góry nie da się wrócić w żaden rozsądny sposób w sobotę wieczorem, a muszę być w niedzielę rano w domu postanawiam dołączyć do warszawskiej ekipy pod Łodzią i towarzyszyć do okolic Rawicza by odbić później na Wrocław na pociąg. Podobną trasę chce zrobić @edicsson, która przyjeżdża do Łodzi w piątek.

    A więc staruję około 2 w nocy z domu - niestety nie udało się przespać ani chwili. Temperatura około 6-7 stopni, więc nie jest źle. Ruszam odebrać @edicsson i razem ruszamy przez całą Łódź na wschodnie obrzeża, gdzie mieliśmy przechwycić Warszawę. Po drodze okazuję się, że warszawska ekipa ma opóźnienie, więc finalnie spotykamy się z nimi na Orlenie w Brzezinach. Z powodu problemów z lampkami następuje zmiana trasy na bardziej oświetloną, czyli jedziemy przez Łódź. Ponownie przebijam się przez Łódź - tym razem ze wschodu na zachód. Później przez Konstantynów do Pabianic, gdzie robimy krótką przerwę na Statoilu.

    Do miejsca zbiórki mamy jeszcze około 50 km i niestety duże opóźnienie. W okolicach Łasku wita nas wschód słońca, który udało się dość ładnie uchwycić na zdjęciach. W Zduńskiej Woli dołączają do nas @Zelazko_MPM i @sim_co z #rowerowalodz, którzy nie mogli spać i stwierdzili, że pozwiedzają stacje benzynowe w Łasku i Zduńskiej Woli. I takim 7 osobowym składem docieramy do Sieradza do McDonalda gdzie spotykamy znudzonych czekaniem pozostałych członków wyprawy.

    Szybki posiłek i ruszamy dalej - niestety @Zelazko_MPM i @sim_co wracają do domu. Mieli ochotę pojechać jeszcze kawałek, ale z powodu opóźnienia musieli już wracać do domu. Lecimy wiejskimi drogami pomiędzy polami. Na granicy województwa łódzkiego krótka przerwa pośrodku niczego na przebranie się - robi się ciepło i wszyscy pozbywają się długich rękawów i nogawek. Fajne są miny osób w przejeżdżających samochodach.

    Kolejny przystanek to jeden z celów pośrednich tej wyprawy - Koniec Świata. Musi być to jedna z większych okolicznych atrakcji bo od ostatniej wizyty @metaxy na dużym fragmencie trasy położono asfalt. Krótka przerwa na sesje fotograficzną i ruszamy dalej bo czas nagli. Później w Brzezinach, kolejnych tego dnia, przerwa pod sklepem na posiłek. Już wtedy szansę na dojechanie na 18.30 na pociąg do Wrocławia są niewielkie, ale ruszamy dalej.

    Docieramy do Ostrowa, gdzie robimy przerwę na stacji benzynowej. Podejmujemy decyzję z @edicsson, że nie jedziemy dalej bo nie ma już szans na dojechanie na czas do Wrocławia. @edicsson nie była w Kaliszu to postanawiamy łapać tam pociąg. Początkowo jedziemy DK25, ale ruch duży i brak pobocza powoduje, że zmieniamy trasę na boczne drogi. Jedziemy w ciszy i spokoju docierając do Kalisza. Udaje się kupić bilety na wcześniejszy pociąg - zostają tylko 2 godziny czekania, więc jest jeszcze czas na McDonalda i wizytę w Biedronce. Pociąg dociera z 20 minutowym opóźnieniem, a do Łodzi dojeżdża przed 20. Zostaje jeszcze tylko dojazd do domu z Widzewa. W domu nachodzi mnie ochota na tą pizzę z tematu wyprawy, więc postanawiam jeszcze zamówić sobie pizzę na lepszy sen ;)

    Dzięki wszystkim za kolejny fajny rowerowy weekend i do zobaczenia chyba już w przyszłym roku. A może pierogi w Szczecinie w sobotę ;)?

    Jeszcze podziękowania dla ekipy z #rowerowywroclaw : @cherrycoke2l @Dewastators i @villemo69

    #200km numer 4 w tym roku
    #zaliczgmine +7 (obecnie 307)

    W tym tygodniu to już 257km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    22161 - 241 - 110 = 21810

    Życiówka na Koniec Świata we wspaniałym towarzystwie @radoslaw-szalkowski - dzięki za koło i mentalne wsparcie @rdza - następnym razem przygotuję sobie przypinkę jestem koleżanką rdzy i poproszę o autograf :D @theDOG @metaxy @Mortal84 - nie wiem, czy jesteście bardziej zajebiści czy nienormalni @Zelazko_MPM i @sim_co - dzięki za dołączenie przynajmniej na chwilę.

    Była to również moja najdłuższa nocna jazda. Wprawdzie po pierwszych 100km miałam już dosyć tempa i na każdym <hehe> podjeździe odpadałam i miałam ochotę dzwonić po śmieciarkę, ale dla tej drożdżówki w Brzezinach było warto.

    W tym tygodniu to już 351km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km (nr 28) #200km (nr 3) #100km (nr 29)
    pokaż całość

    źródło: IMG_3253.jpg

  •  

    30752 - 110 - 235 - 16 = 30391

    Małe zaleglaki sprzed wyprawy nad morze, bo zapomniało mi się wrzucić.
    Setka na kremówkę do Wadowic, a dwusetka po Beskidach. Chyba była to ostatnia tegoroczna wyrypa ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #rowerowyrownik #wykopcanyonclub #100km (nr 66) #200km (nr 25) pokaż całość

  •  

    31033 - 222 = 30811

    https://www.strava.com/activities/1896294018

    W tym tygodniu to już 222km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    32387 - 401 = 31986

    No to teraz moja kolej na mały opis z wyprawy.
    Dostałem informacje od @metaxy że śmigają do Gdańska a że będą przejeżdżać obok Łodzi to czemu by nie skorzystać? a że jeszcze na weekend nie miałem planów to podjąłem decyzje że jedziem z koksem!
    Umówiłem się na spotkanie przed Łodzią w małej wsi zwanej Wola Rakowa aby sobie trochę km nabić przed podróżą. 10 minut przed wyjazdem zerknąłem jeszcze raz na endomondo, a ekipa z Krk już prawie są na miejscu spotkania. Ja totalnie szokowany że tak szybko się przemieścili z Piotrkowa Trybunalskiego od razu zmieniłem miejsce na Andrespol, finalnie i tak czekali za mną 3km od miejsca spotkania.
    Po dojechaniu spotkałem ekipe składającą się z @Cymerek @metaxy @Mortal84 i kolegę Adriana. Pierwszy km szybko i przyjemnie mijają przy zachodzie słońca. Niestety gdy słońce zachodzi, temperatura szybko spadła, także jak dojechaliśmy do Łęczycy pod Orlen niezwłocznie zmieniliśmy na cieplejsze ciuszki :d
    Noc przebiegła bez żadnych poważniejszych usterek nie liczę gwoździa w oponie u @Cymerek (dzięki że z przodu jechałeś xD)
    Prze Toruniem spotykamy @Rivgen z jego babeczkami (dzięki ;d) a chwilę potem @tym11. Odprowadzają nas szybko po atrakcjach Toruńskich i wpadamy do McD na małe co nie co. Po posiłkowaniu się wyjeżdżamy z Torunia w dalszą podróż. Droga się dłuży, spać się chce, pierwsze kryzysy się pojawiają, ale po przejęciu prowadzeniu peletonu szybko się wybudzam i można śmigać dalej.
    Ok 30km przed Gdańskiem wbija do nas pierwszy przewodnik @Qurdius chwilę później kolejny @WuERA razem wbijamy do Gdańska z kierunkiem na Westerplatte. @Cymerek gubi się po drodze, i wjeżdża do nas od strony drogi krajowej 89. Razem wbijamy na Westerplatte, szybkie fotki i na plaże. Tam wspólna fotka na tle morza i wracamy do centrum. W centrum zaczęło padać, zatrzymaliśmy się na burgerku. Tam krótkie pogaduchy, chwila relaksu w tulonej poduszce :D i można śmigać na pkp.
    W pociągu obyło się bez żadnych uszkodzeń rowerowych. Po 5h dojechałem na do Łodzi, zmęczony ale również zadowolony z małego wypadu ;)
    Dzięki Panowie! :D jeśli kogoś pominąłem to sorki :)

    pokaż spoiler PS. Najgorsze z wyprawy było rozgrzewanie się po postoju, brr jak trzepotało xD


    Statystyki:

    Dystans: 401 km
    Wertykalnie: 2030m(↑935m/↓1095m)
    Czas: ◷14:47:38
    Średnie tempo: 2:12 min/km
    Średnia prędkość: 27,10 km/h
    Kalorie: 12070 kcal

    W tym tygodniu to już 401km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km #300km #400km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0439.JPG

  •  

    33064 - 658 = 32406

    Nad tę większą wodę, czyli o tym jak to pojechaliśmy nad morze "na raz".

    W sumie to nie liczyłem już w tym roku na nic dłuższego niż trzy przejechane czterysetki, a tym bardziej na poprawę życiówki. No ale w końcu mamy dopiero październik i pogoda jeszcze całkiem, całkiem.

    Dwa tygodnie temu @metaxy zaproponował zwieńczenie sezonu jakąś konkretną trasą. Wstępnie przystałem na ten plan. Im bliżej terminu, tym lepsze były prognozy. I to zarówno jeśli chodzi o temperaturę, jak i o wiatr. Bo co może być lepszego, niż jazda nad morze z wiatrem w plecy.

    Sobota, godzina 5.00 rano. Pobudka, kawa, śniadanie i o wpół do siódmej wyjeżdżam. Miał jechać ze mną kolega, ale zaspał. Później okazało się, że wyjechał z godzinnym opóźnieniem i jadąc naszym śladem, zrobił 500 km do Torunia. Też nieźle.
    Z Krakowa wyruszają @metaxy, @Cymerek i Adrian. Miejsce spotkania niedaleko Sędziszowa. Coś jednak poszło nie tak, bo okazało się, że zamiast 15 km różnicy w naszych trasach, jest 25 km. Dodatkowo krakusy skrócili drogę, żebym ewentualnie nie musiał na nich czekać. W efekcie to ja musiałem ich gonić przez 30 km...

    Na szczęście w miarę szybko udało się połączyć siły. Choć z samego rana temperatura spadała nawet do 2 st C, to zapowiadany południowy wiatr robił robotę. Było ciepło i pchało w plecki aż miło. Pierwszy postój zarządzamy sobie w jakimś wioskowym sklepie, ale kupujemy w zasadzie tylko picie, bo każdy z nas ma ze sobą pojemnik z makaronem. Świetna sprawa takie domowe jedzenie w trasie, a nie tylko opychanie się słodkościami.

    Kilometry wpadają jakby od niechcenia. Można wręcz powiedzieć, że jedzie się samo. Na postoju koło Andrespola dołącza do nas @mosci_K, który jechał już z nami dwa pierwsze dni tegorocznej wyprawy. W Łęczycy stołujemy się na Orlenie, przywdziewamy nocne ciuszki i wskakujemy na DK91, którą zamierzamy jechać do Torunia. Taki wariant trasy polecił nam @radoslaw-szalkowski z uwagi na mały ruch (wzdłuż krajówki biegnie autostrada A1) i szerokie pobocze. Idealna droga do jazdy nocą, polecam.

    Przed Toruniem spotykamy @Rivgen'a (z piernikami przyjechał, taki gość!), a już w samym mieście dołącza @tym11. Chłopaki oprowadzili nas na szybko po największych atrakcjach turystycznych, czyli panorama miasta, pomnik Kopernika i McD. Odpowiednio posileni ruszamy dalej naszą ulubioną krajówką. Pierwotna trasa zakładała od tego miejsca jazdę bocznymi drogami, ale nie wiedząc czego możemy się tam spodziewać, szczególnie w środku nocy, wybieramy bezpieczny wariant szerokiego pobocza i gładkiego asfaltu. Po kilkunastu km @tym11 skręca do siebie, ale @Rivgen ciśnie z nami do samego Gdańska.

    Noc mija spokojnie. Tu jakiś Orlen, tam McD i tak się jedzie nad to morze. Pomiędzy 4.00 a 6.00 rano tak mnie łamie, że oczy same się zamykają. Na szczęście, gdy tylko zaczęło robić się jasno, ponownie odżyłem. Za Tczewem dołącza do nas @Qardius (ten koleżka jechał już z nami i fotografował się nad morzem 6. dnia wyprawy), a przed Pruszczem Gdańskim łapiemy @WuERA. Dobrze mieć na podorędziu takich lokalsów, co to przeprowadzą przez miasto.

    A w samym już Gdańsku obowiązkowe zdjęcia na Westerplatte i na plaży. Nóg w wodzie niestety nie zamoczyliśmy, ale za to nasypało nam się piasku do butów. Gdy już zbieraliśmy się po sesji foto, przybył kolejny wykopek - @Wyrewolwerowanyrewolwer. Podczas powrotu do centrum łapie nas mżawka, która pod Fontanną Neptuna zamienia się w regularny deszcz. Schronienie szybko znajdujemy w Surf Burgerze, gdzie dołączają do nas jeszcze @piteerowsky i do niedawna krakus, a teraz gdańszczanin @louise_attack.

    Fajnie się siedzi w takim towarzystwie (albo śpi przy stoliku, jeśli ktoś woli), ale trzeba się zbierać na pociąg powrotny. Mój był przed 14.00, więc wychodzę jako pierwszy. @piteerowsky i @Qardius pomagają mi jeszcze dokręcić brakujące kilka km, a na dworcu melduję się kwadrans przed odjazdem.
    Pierwszy raz jechałem Pendolino. I zapewne ostatni. Dwie stówy za bilet to jednak nie jest cena na moją kieszeń. Ale fakt, że można w 5 godzin dostać się z Gdańska do Katowic jest niezaprzeczalnym plusem. Oprócz tego, że przez większość czasu byłem odcięty od sieci (jak żyć, gdy nie można na bieżąco odpisywać na komentarze na Stravie, ani wrzucić zdjęć do aktywności...), to nie spotkały mnie żadne z pociągowych nieprzyjemności, których doświadczyli @metaxy i @Cymerek.

    pokaż spoiler Pani od wózka cateringowego była tak ładna, że gdyby mi porysowała rower, to pewnie bym jej jeszcze podziękował.

    Punkt 19.00 melduję się na dworcu w Katowicach i nareszcie mogę odetchnąć normalnym, śląskim powietrzem.

    Życiówka poprawiona o ledwo 4 km, więc niedosyt pozostał. Brakuje mi tej siódemki z przodu, ale co się odwlecze, to będzie lepiej smakowało ;)

    Dzięki wszystkim zaangażowanym w to przedsięwzięcie i do zobaczenia przy okazji jakiejś kolejnej trasy.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykopcanyonclub #rowerowykrakow #zaliczgmine (+31) #100km #200km #300km #400km #500km #600km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    37941 - 30 - 53 - 49 - 204 = 37605

    Zaległości z tygodnia i dzisiejsze 204km, mój rekord :). Chciałem w nocy jechać naprzeciwko ekipie z Krk, ale nie udało mi się przełożyć porannego kierowniczenia i w nerwach wyszedłem stówkę zrobić, ale w trakcie zmieniłem zdanie - zrobię 200km :) Dobrze że rękawki do kieszeni wrzuciłem, a na kierownicę 'lepszą' lampkę założyłem (。◕‿‿◕。) Wiem że średnia słaba, ale raz że sam jechałem to dwa - nie byłem w żaden sposób przygotowany.

    W tym tygodniu to już 336km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    •  

      @Jerzu: dzięki :)
      @SnikerS89: dzięki ;) Trzeba było szosę kupować a nie gravela.
      A tak serio to pisz czy wszystko ok, bo w marcu-kwietniu biorę marina dla siebie (ʘ‿ʘ)

    •  

      @dymel: No to tych Marinów będzie pełno tutaj niedługo :) Fajnie! Ja jestem bardzo zadowolony, do takiej mojej eksploracyjnej jazdy spisuje się bardzo dobrze, największy minus to waga, więc będziesz musiał się trochę przestawić z tej szybkiej jazdy, na trochę powolniejsze toczenie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (4)

  •  

    40956 - 205 = 40751

    https://www.strava.com/activities/1881737704

    W tym tygodniu to już 503km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    43672 - 221 = 43451

    Miała być wielka wykopowa wyprawa do Poznania pod siedzibę wykopu - niestety wyszło jak zawsze, czyli o 7 ruszam z domu do Aleksandrowa, gdzie mieli dołączyć pozostali z #rowerowalodz. Temperatura 2 stopnie oraz szron na autach i łąkach nie napawa optymizmem. Pojawił się tylko niezawodny @Zelazko_MPM - mój najwierniejszy towarzysz wypraw rowerowych. Ruszamy o 7.40 w kierunku Uniejowa, gdzie robimy cafe stop na Orlenie wzbogacone o hot-doga.
    Długo zastanawiam się czy jechać samotnie dalej, ale ruszamy dalej i się rozdzielamy: @Zelazko_MPM do domu, ja na Poznań. Droga mija bez większych przygód - walka z zimnem i wiatrem, na szczęście w większości bocznym. Trasa dość monotonna i bez żadnych ciekawych rzeczy do obejrzenia. Za Pyzdrami, gdy wiem, że już dość dobrze stoję z czasem robię przerwę na Orlenie - i powtórka z Uniejowa, czyli kawa + hot dog w wersji mega. Przed Środą Wielkopolską nawiązuję kontakt z @kendi, który jest chętny na przeprowadzenie przez Poznań - chyba trochę jest zaskoczony, że jadę sam ;)
    O 17.15 mijam tabliczkę Poznań i udaję się w kierunku @kendi - czasu zbyt dużo nie ma do pociągu, więc szybki przejazd skrótami na dworzec. Później chwila rozmowy o pierdołach i zawiłościach dworca i czas udać się na peron. Pociąg wyjeżdża zgodnie z rozkładem, ale niestety po drodze łapie trochę opóźnienia i zaczynam się zastanawiać czy nie skorzystać z rad @Shishu i nie prosić obsługi o skomunikowanie przesiadki w Kutnie. Niestety nie doceniłem kolei - pociągi skomunikowały się same IC spóźnił się o 10 minut, a ŁKA o 5 minut :D
    Na Łódź Kaliską docieram po 23 i udaje się do domu zahaczając jeszcze o niedobitki Light Move Festival - w sumie to była dobra pora żeby zobaczyć wszystkie atrakcję bez tłumów.
    Niestety mój licznik po raz pierwszy nie zapisał mi trasy - może dlatego, że wie, że następca jest już w drodze.

    #200km po raz 3
    #zaliczgmine +10, aktualnie 300

    W tym tygodniu to już 221km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    46646 - 204 - 30 = 46412

    Pierwsza dwusetka zaliczona. Trasa z Gdańska za Iławę poszła gładko, m.in. dlatego, że na wyjeździe z Trójmiasta zgarnęła mnie bardzo sympatyczna ustawka "Babskie kręcenie". Prowadząca dziewczyna krzyknęła "-wsiadaj na koło!" i okazało się, że kolejne 60km do Malborka miałem podwózkę w 15-to osobowej grupie. Po obiedze w maku się rozstaliśmy i już solo wykonałem swój cel.
    #rowerowetrojmiasto #zaliczgmine +8

    W tym tygodniu to już 376km!
    #rowerowyrownik #100km #200km
    pokaż całość

  •  

    47676 - 203 = 47473

    Test nowych kół :)

    W tym tygodniu to już 506km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #impanaszosie

    źródło: photo 2.jpg

  •  

    51206 - 59 - 47 - 55 - 134 - 25 - 22 - 139 - 4 - 229 - 30 - 45 - 20 - 68 - 13 - 381 - 5 - 31 - 12 = 49887

    Podsumowanie od 12 do 25 września (nie wiem jakim cudem już dwa tygodnie nie uzupelniałam).
    Z ciekawszych jazd:
    139 - czyli Rapha Women's 100 spędzone w tym roku w Krakowie w towarzystwie @wspodnicynamtb i kilku innych dziewczyn. Warto było pozbierać się na pociąg o 5. żeby pzejechać tą stówę z taką ekipą:)
    381 - "Lubię, że czasem zmuszasz mnie do robienia głupot" powiedział mi @theDOG gdy wraz z kolegą dojechaliśmy z Warszawy do Gdańska:) Piękna to była wyprawa, i nawet to, że w Gdańsku (76 kilometrów do celu) dopadła nas ulewa i za pociąg z Gdańska do Gdyni zapłacić po 20 PLN plus zeta za rower nie popsuło nam humoru. Zwłaszcza, że po odejściu nieubłaganego konduktora (leje, my po takiej trasie, i musimy zdążyć na skm) jakaś kobieta dała nam 100 złotych:)
    5 - SKMką dojechaliśmy do Władysławowa. Stamtad jeszcze 5 kilometrów brukową drogą do Jastrzębiej Góry.
    31 - W niedzielę rano wsiadamy do pociągu Władysławowo - Gdynia, żeby zdążyć na pociąg do Wawy. W pociągu tłok, Pani konduktor przekonana, że mamy bilety, zaczyna rozstawiać towarzystwo siedzące pod wieszakami rowerowymi, bo przepisy są takie, że rowery mają wisieć. Starsze panie oburzone, lokalni twardziele ironizują, że powiniśmy zdjąć opony i jechać torami, a my, jak przystało na stołecznych pedalarzy nie pozostajemy dłużni;) W połowie drogi stwierdzamy, że skoro do celu już tylko 25 kilometrów, mamy 1,5 godziny do drugiego pociągu, a
    pani konduktor jeszcze nie wróciła żeby sprawdzić bilety (które dopiero planowaliśmy kupić) to rzeczywiście pojedziemy rowerami:)
    Na pociąg jakims cudem docieramy ledwo na czas, tracąc dużo przez jazdę leśnymi drogami a potem odbijając nie w tę stronę co trzeba. Nie ma nawet chwili, żeby kupić sobie czegoś do picia czy jedzenia. I tu znów z pomocą przychodzi współpasażerka która wychodząc, dała nam przepyszną drożdżówkę.

    W tym tygodniu to już 1319km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #100km #100km #200km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: pieklo.jpg

  •  

    54651 - 65 - 89 - 148 - 206 - 82 = 54061

    W koło komina i wypad w okolice Poznania ;)
    i jeden zaległy :/

    Statystyki:

    Dystans: 65 km
    Wertykalnie: 465m(↑233m/↓232m)
    Czas: ◷02:31:56
    Średnie tempo: 2:20 min/km
    Średnia prędkość: 25,63 km/h
    Kalorie: 1935 kcal

    Dystans: 89 km
    Wertykalnie: 901m(↑420m/↓481m)
    Czas: ◷03:26:22
    Średnie tempo: 2:19 min/km
    Średnia prędkość: 25,84 km/h
    Kalorie: 2653 kcal

    Dystans: 148 km
    Wertykalnie: 988m(↑467m/↓521m)
    Czas: ◷06:14:06
    Średnie tempo: 2:31 min/km
    Średnia prędkość: 23,72 km/h
    Kalorie: 4318 kcal

    Dystans: 206 km
    Wertykalnie: 977m(↑531m/↓446m)
    Czas: ◷07:39:39
    Średnie tempo: 2:14 min/km
    Średnia prędkość: 26,86 km/h
    Kalorie: 6186 kcal

    Dystans: 82 km
    Wertykalnie: 590m(↑263m/↓327m)
    Czas: ◷02:58:47
    Średnie tempo: 2:10 min/km
    Średnia prędkość: 27,56 km/h
    Kalorie: 2484 kcal

    W tym tygodniu to już 590km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    54968 - 112 - 205 = 54 651
    112 - eksploracja dróg technicznych przy S5 na wysokości Trzebnicy. Wyniki badań marne, większość dróg ślepa, kończąca się w polu.
    205 - zmiana pogody przyniosła mocny, zachodni wiatr, z którego żal było nie skorzystać. Stąd pomysł wycieczki do Częstochowy, jednak z dość zmodyfikowaną trasą w porównaniu do zeszłego roku. Za Jelczem pokierowałem się na Lubszę, a dalej na Kluczbork, przez Miejsce, Pokój, Paryż, Zawiść i Szum ( ͡° ͜ʖ ͡°) Przed samym Kluczborkiem odbiłem na Jasienie, a potem w stronę Olesna. Za Krzepicami zaczęło się robić dość ładnie, głównie za sprawą lasu nad Liswartą oraz niemal pustych leśnych dróg. W takiej scenerii dojechałem nad zbiornik w Ostrowach nad Okszą, skąd już była prosta droga do Częstochowy. W Częstochowie nieco wyklinania na ścieżki, przejazd pod Jasną Górą i finisz na stradomskim dworcu. I to by było na tyle, jeśli chodzi o lato.
    #rowerowyrownik #100km (nr 39) #200km (nr 7)
    pokaż całość

    źródło: cz18.jpg

  •  

    57409 - 330 - 34 - 53 - 208 - 107 - 101 - 174 - 101 - 116 = 56185

    Podsumowanie z półtora tygodnia, bo jakoś mi się nie chciało wrzucać, a i sam równik, jak nietrudno zauważyć, umiera śmiercią naturalną.

    330 km - Trasa na Lysą horę do Czech. Raz do roku trzeba pojechać. Powrót przez przełęcz Pustevny, która będzie też w przyszłym roku na Tour de Silesia, więc postanowiłem sprawdzić, żeby później nie było zaskoczenia. Piękny, leśny podjazd o stabilnym nachyleniu 7-8%, równiutki asfalt, zero ruchu samochodowego. Po prostu django/django.

    208 km - Rajd Wokół Tatr w tym roku się nie udał przez fatalną pogodę, ale postanowiłem, że Tatry i tak objadę. Rower do auta i pojechałem do Chochołowa, skąd zrobiłem pętelkę zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Dodatkowo podjechałem też nad Popradzkie Jezioro, bo jeszcze tam nie byłem, a przy okazji w schronisku zjadłem obiad.
    Gdybym miał porównać, to jednak bardziej podoba mi się wersja z jazdą przeciwnie do wskazówek zegara, bo tutaj sporo ciekawych widoków zostaje za plecami. I dodatkowo 40 km zjazdu od Styrbskiego Plesa ciągnie się niemiłosiernie.

    174 km - Kolejny wypad samochodowy. Tym razem z kolegą Marcinem w czeskie Jeseniki. Główne atrakcje to oczywiście Pradziad i 12-kilometrowy podjazd do zbiornika górnego elektrowni szczytowo-pompowej Dlouhe Strane. Część trasy była dla mnie zupełną nowością, a część znałem z wypadu sprzed 2 lat z @bynon'em i @byczys'em oraz z tegorocznego Tour de Silesia. Cała pętelką jest mistrzowska i koniecznie do objechania ponownie w przyszłym roku.

    W piątek potowarzyszyłem chwilę @metaxy'emu w jego trasie przez Śląsk, a dziś ustawka z tyskimi Feniksami. Frekwencja taka sobie, ludzie chyba wystraszyli się jesieni. Był @atizylak.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km (nr 59, 60, 61, 62, 63) #200km (nr 24) #300km (nr 9)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    67322 - 301 = 67021

    A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady

    https://www.strava.com/activities/1845814818

    Udało się ustanowić nową życiówkę. Trasa to przejazd Wielką Pętlą Bieszczadzką.
    Start o 5:06. Mgła i temperatura spadająca do 5 stopni nie zapowiadała nic dobrego, jednak później trudy porannej jazdy zostały wynagrodzone wspaniałymi widokami.

    W tym tygodniu to już 301km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km #bieszczady

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    75344 - 335 = 75009

    Z #rowerowalodz do #rowerowetrojmiasto. Troche sie przeliczyłem i myślałem ze będzie łatwiej, szczególnie pod koniec, ale udało się.

    Statystyki:

    Dystans: 335 km
    Wertykalnie: 2857m(↑1316m/↓1541m)
    Czas: ◷12:41:09
    Średnie tempo: 2:16 min/km
    Średnia prędkość: 26,39 km/h
    Kalorie: 9595 kcal

    W tym tygodniu to już 335km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: preview.ibb.co

  •  

    79318 - 307 - 16 = 78995

    Sobotni wyjazd Bytom - Warszawa. Im dłużej jechałem tym więcej siły miałem :o Stolica przywitała mnie ścianą deszczu i szkłem w oponie/dętce podczas prowadzenia roweru po chodniku. Ale pierwsze 300km zrobione.

    Statystyki:

    Dystans: 307 km
    Wertykalnie: 2551m(↑1222m/↓1329m)
    Czas: ◷13:20:25
    Średnie tempo: 2:36 min/km
    Średnia prędkość: 23,00 km/h
    Kalorie: 8615 kcal

    Dystans: 16 km
    Wertykalnie: 345m(↑148m/↓197m)
    Czas: ◷00:43:00
    Średnie tempo: 2:39 min/km
    Średnia prędkość: 22,62 km/h
    Kalorie: 471 kcal

    W tym tygodniu to już 323km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    91054 - 14 - 41 - 38 - 9 - 19 - 110 - 19 - 225 - 36 - 39 - 101 - 126 = 90277

    Z 2 ostatnich tygodni, bo zapomniałem dodać. 200 to pierścień rowerowy dookoła Poznania :)

    Statystyki:

    Dystans: 14 km
    Czas: ◷00:36:16
    Średnie tempo: 2:31 min/km
    Średnia prędkość: 23,77 km/h
    Kalorie: 391 kcal
    Średni puls: ❤131bpm
    Maksymalny puls: ❤158bpm

    Dystans: 41 km
    Czas: ◷01:23:23
    Średnie tempo: 2:02 min/km
    Średnia prędkość: 29,46 km/h
    Kalorie: 1188 kcal
    Średni puls: ❤154bpm
    Maksymalny puls: ❤182bpm

    Dystans: 38 km
    Czas: ◷02:01:03
    Średnie tempo: 3:12 min/km
    Średnia prędkość: 18,73 km/h
    Kalorie: 1341 kcal
    Średni puls: ❤133bpm
    Maksymalny puls: ❤189bpm

    Dystans: 9 km
    Czas: ◷00:22:06
    Średnie tempo: 2:22 min/km
    Średnia prędkość: 25,35 km/h
    Kalorie: 354 kcal
    Średni puls: ❤165bpm
    Maksymalny puls: ❤194bpm

    Dystans: 19 km
    Czas: ◷00:40:13
    Średnie tempo: 2:03 min/km
    Średnia prędkość: 29,09 km/h
    Kalorie: 650 kcal
    Średni puls: ❤166bpm
    Maksymalny puls: ❤181bpm

    Dystans: 110 km
    Czas: ◷03:09:46
    Średnie tempo: 1:43 min/km
    Średnia prędkość: 34,89 km/h
    Kalorie: 2807 kcal
    Średni puls: ❤157bpm
    Maksymalny puls: ❤189bpm

    Dystans: 19 km
    Czas: ◷00:53:03
    Średnie tempo: 2:44 min/km
    Średnia prędkość: 21,86 km/h
    Kalorie: 585 kcal
    Średni puls: ❤132bpm
    Maksymalny puls: ❤157bpm

    Dystans: 225 km
    Czas: ◷10:15:07
    Średnie tempo: 2:44 min/km
    Średnia prędkość: 21,93 km/h
    Kalorie: 7152 kcal
    Średni puls: ❤136bpm
    Maksymalny puls: ❤168bpm

    Dystans: 36 km
    Czas: ◷01:46:58
    Średnie tempo: 2:56 min/km
    Średnia prędkość: 20,39 km/h
    Kalorie: 1131 kcal
    Średni puls: ❤129bpm
    Maksymalny puls: ❤150bpm

    Dystans: 39 km
    Czas: ◷01:42:23
    Średnie tempo: 2:38 min/km
    Średnia prędkość: 22,65 km/h
    Kalorie: 1268 kcal
    Średni puls: ❤141bpm
    Maksymalny puls: ❤167bpm

    Dystans: 101 km
    Czas: ◷03:16:20
    Średnie tempo: 1:56 min/km
    Średnia prędkość: 30,85 km/h
    Kalorie: 2845 kcal
    Średni puls: ❤155bpm
    Maksymalny puls: ❤177bpm

    Dystans: 126 km
    Czas: ◷04:11:02
    Średnie tempo: 1:59 min/km
    Średnia prędkość: 30,23 km/h
    Kalorie: 3411 kcal
    Średni puls: ❤149bpm
    Maksymalny puls: ❤168bpm

    W tym tygodniu to już 777km!
    #rowerowyrownik #ruszpoznan #100km #100km #200km #100km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    94964 - 100 - 213 = 94 651
    100 - popołudniowy wypad nad odnowioną zaporę nad zalewem Sulistrowickim, przy Sulistrowiczkach. Słońce, lekki wiatr, przyjazny wieczór.

    213 - w piątek prognozy dawały spore szanse dobrej pogody na niedzielę, toteż ustalony został plan pojechania na Pradziada. Przez całą sobotę pogoda się systematycznie psuła, a w nocy zaczęło lać. Przez to jedynie @cherrycoke2l i ja zameldowaliśmy się o 6 rano następnego na stacji i ruszyliśmy pociągiem do Kamieńca Ząbkowickiego. Półtorej godziny później wyjechaliśmy na trasę. Nie padało, ale drogi były dość mokre, a wiszące ciężkie chmury nie dawały szans na rychłe rozpogodzenie. Niezrażeni tym faktem niespiesznie mijamy Paczków i kierujemy się w stronę przejścia granicznego. Po czeskiej stronie pogoda jest podobna, przez ponad 2 godziny jedziemy w delikatnej półmgle. Po 50km zjeżdżamy do Jesenika, gdzie chmury nieco się rozpraszają, a zaczyna wychodzić słońce. Przejeżdżamy przez Belę p. Pradziadem i kierujemy się na Vidly - pierwszy z trzech podjazdów prowadzących do szczytu Pradziada. Podjazd jest dość sztywny i stromy, ale dzięki małemu ruchowi pokonujemy go bezstresowo. Krótki zjazd do miejscowości i znów podjazd o podobnych parametrach jak poprzedni. Zjazd wiedzie do Karlovej Studanki, skąd jest już tylko 10km do szczytu. Wrzucamy najlżejsze przełożenia i delektujemy się świeżym powietrzem i widokami. Leśny odcinek nieco się dłuży, ale po wyjechaniu na Owczarnię nachylenie znacząco spada i wychodzi piękne słońce. Klucząc między pieszymi podjeżdżamy pod samą wieżę telewizyjną, co jakiś czas stając na fotki. Na szczycie również kilka pamiątkowych zdjęć i dzida w dół. Kwadrans później stajemy na parkingu przy głównej drodze (Hvezda) i zamawiamy po parku w horliku i Kofoli. Po bufecie wracamy do Polski tą samą trasą. W Beli stajemy raz jeszcze po jeszcze więcej Kofoli. Powrót mija dość szybko, jako że większość trasy jest już z górki. Przez Paczków dojeżdżamy do Kamieńca i odbijamy na Suszkę i Przyłęk, by dokręcić do 200km. Na kwadrans przed odjazdem pociągu meldujemy się na stacji. Oczywiście trasa nie byłaby kompletna, gdybyśmy nigdzie po bruku nie jechali - odpowiednie odcinki w Przyłęku i Braszowicach zostały zaliczone.

    Trasa bardzo przyjazna i spokojna - mały ruch na drogach, a dzięki umiarkowanemu tempu na podjazdach nie zmęczyliśmy się zbytnio. No i fart z pogodą, że akurat wokół samego szczytu zrobiło się przejaśnienie - czasem warto zaryzykować ;d
    Avg 24,7, w górę 2975m

    #rowerowyrownik #100km (nr 37) #200km (nr 6)
    pokaż całość

    źródło: praded.jpg

  •  

    97511 - 5 - 204 - 5 = 97297

    Wyprawa z @Dewastators na Pradziada. Rano pojechaliśmy pociągiem do Kamieńca Zakowickiego i stamtąd do Paczkowa (szanuję tamtejsze Odido otwarte w niedzielę tak wcześnie rano) – swoją drogą ładne miasto, ale rozkopane. Następnie w kierunku granicy z Czechami, dalej do Jesenika i dolinami aż pod Pradziada. Okolica była cała w mgle, ale im wyżej się jechało, tym lepsza stawała się widoczność.

    https://i.imgur.com/LpfFg3o.jpg

    Po drodze było kilka pomniejszych podjazdów i zjazdów, aż w końcu dotarliśmy do tego ostatniego. Łatwo nie było, szczególnie że miałem już ok. 80 km w nogach, ale nie każdego dnia ma się okazję przejechać segment HC ( ͡° ͜ʖ ͡°). Bliżej szczytu wróciło trochę sił, bo cel stał się widoczny. W końcu się udało 1492 m n.p.m. Nie wiedziałem, że ta góra jest taka wysoka. Chyba dobrze, że na tę wyprawę wybrałem się trochę na „pałę” i nie myślałem o tym, ile mam podjechać.

    https://i.imgur.com/06mxhCo.jpg
    https://i.imgur.com/tOFzTWy.jpg

    Powrót tą samą trasą, tak że raczej z górki, ale trochę podjazdów też było, jedzenie parka v rohliku (jak ja dawno tego pysznego gunwa nie jadłem), napełnienie bidonów Kofolą i dodatkowa pętla wokół Kamieńca, w celu osiągnięcia dystansu 200 km. Najgorsze jest to, że nie wyszło 3000 m przewyższeń w jednym treningu, a marne 2973 m :/ Do 3k dobiłem dojazdem na dworzec i z powrotem do domu, ale nie wiem, czy tak się liczy ;)

    Najważniejsze, że zaliczyłem jednocześnie swój pierwszy podjazd kategorii 1 i HC!

    W tym tygodniu to już 214km!
    #rowerowyrownik #ruszwroclaw #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    98787 - 33 - 14 - 47 - 31 - 35 - 127 - 8 - 18 - 16 - 21 - 27 - 48 - 15 - 300 - 141 = 97906

    Podsumowanie od 22. sierpnia do 2. września czyli jak zwykle mnóstwo pracodomów i kilka razy Gassy.
    I najważniejsza jazda, to samodzielne 300 km w sobotę, czyli "Halyna, potrzymaj mi izo" gdy usłyszałam, że dziewczyna nie da rady przejechać sama takiego dystansu i to jeszcze przy takim wietrze;)
    Kardynalny błąd jaki popełniłam, to planowanie trasy na szybko i niesprawdzenie kierunku wiatru, więc kilka razy zdarzyło się, że musiałam się przedzierać przez remonty drogowe (objazdy są dla słabych;)) i generalnie prawie całą drogę miałam albo #wmordewind albo i tak przeszkadzający lekko boczny wiatr. Dobrym posunięciem było zabranie powerbanka i linki do roweru (choć i tak zastanawiałam się, czy rower jeszcze będzie stał przed sklepem jak skończę zakupy;)). Najfajniejszy w tej wyprawie był całkowity luz, więc nawet gdy zboczyłam z trasy a nawigacja poprowadziła mnie spowrotem do trasy okrężną drogą, potraktowałam to po prostu jako przygodę. No i wpadł nowy przystanek dla tych spod tagu #przystankiboners ;)
    Do domu wróciłam zmęczona raczej jazdą nocą niż wysiłkiem, więc w niedzielę już z @theDOG'iem i jeszcze jednym kumplem zrobiliśmy 140km;)

    W tym tygodniu to już 881km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #100km #200km #300km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    100051 - 277 = 99774

    Gdybym miał żagiel to bym chyba odleciał na Madagaskar (:

    W tym tygodniu to już 678km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #impanaszosie

  •  

    100324 - 214 = 100110

    https://www.strava.com/activities/1814468064

    Wypad na Słowację.
    We trzech to zupełnie inna jazda.

    W tym tygodniu to już 245km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: 20180902.jpeg

  •  

    100767 - 46 - 33 - 224 - 105 = 100359

    Z początku tygodnia, do Ciechanowca i na pieroga.

    W tym tygodniu to już 749km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #200km (nr 4) #100km (nr 30)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: ciechanowiec.jpg

  •  

    440319 - 1031 = 440319

    tl;dr

    pokaż spoiler zrobiłem na rowerze 1031km w 49 godzin biorąc udział w ultramaratonie Bałtyk Bieszczady Tour 2018


    Ultramaraton Bałtyk Bieszczady Tour 2018, był ostatnim punktem planu na ten rok. A plan był dosyć prosty. Zrobić kwalifikację do BBT, wziąć w nim udział i ukończyć, łamiąc w ten sposób barierę 1000km na rowerze. Udało się wszystko w 100%. Już na maratonie "Piękny Wschód" udało się zrobić kwalifikację w kategorii solo. "Pierścień Tysiąca Jezior", uznawany za najtrudniejszy z tych które zaliczyłem, przejechałem żeby przetestować sprzęt i organizm. Teraz przyszedł czas na prawdziwy dystans ultra i coś mi zupełnie nieznanego.

    W tym roku wprowadzona została możliwość startu w piątek wieczorem. Jak dla mnie idealnie, bo lubię jeździć kiedy inni śpią, więc zarejestrowałem się do tej grupy. Wszystko byłoby spoko, gdybym inaczej zaplanował przyjazd do Świnoujścia. Ja wybrałem pociąg jadący w piątek rano i musiałem wstać niewiele po godzinie piątej, żeby na niego zdążyć. Liczyłem na to, że w pociągu prześpię większą część podróży i mimo wczesnej pobudki, będę dobrze wypoczęty. Ale nie udało się. Emocje w głowie mocno narastały i nawet na minutę nie zmrużyłem oka. Czas od przyjazdu do Świnoujścia do startu ciągnął się niemiłosiernie. Zarejestrowałem się, wziąłem udział w odprawie i przygotowałem do startu rower. Później odbyła się runda honorowa po mieście i został czas wolny. Dużo czasu, bo start miałem zaplanowany na 22:45 w niemal ostatniej grupie startowej. Około pięć godzin nie za bardzo miałem co z sobą zrobić. Z wielkim plecakiem kręciłem się trochę po mieście, zjadłem obiad i zrobiłem zakupy, a później udałem się na miejsce startu. Zmęczenie kumulowało się. Wiedziałem, że przyniesie to swoje negatywne konsekwencje w trakcie jazdy, tylko nic nie mogłem na to poradzić. W końcu doczekałem się. Syreną z promu, właściwie to bez niej, bo była już cisza nocna, zostaliśmy wypuszczeni na trasę.

    Nastawienie miałem jak zawsze bojowe. W planach czas przejazdu krótszy niż 48 godzin z marzeniem o okolicach godzin 40. Zaraz po starcie fiksuję się na stałe obciążenie i jadę swoje. Po kilkunastu minutach chłopaki z mojej grupy zostają gdzieś daleko za plecami. Jedzie się fajnie, jest ciepła noc, księżyc w pełni, asfalty są gładkie, bo trasa prowadzi głównie drogami krajowymi. PK1 (78km) i PK2 (130km) załatwiam szybko, wykonując standardową procedurę uzupełniania bidonów oraz zabierając przekąski i banany w kieszenie. Niebo powoli jaśnieje, jest dosyć mocno zachmurzone i w okolicach Drawska nawet na chwilę pojawiają się niegroźne opady deszczu. W Pile na PK3 jestem o świcie. Do jedzenia jest makaron, więc konsumuję, bo już ponad 230km w nogach na przekąskach. Ruszam dalej. Cały czas doganiam i wyprzedzam kolejnych zawodników, było ich już naprawdę wielu. Przede mną wystartowało prawie dwustu, więc jest kogo dochodzić. Czasami z kimś zagadam parę chwil, innych wyprzedzam tylko pozdrawiając. Kilometry lecą szybko.

    W Nakle na PK4 (290km) oferują dwudaniowy obiad i daję się złapać w pułapkę, bo kolejny punkt to DPK i też ma serwować ciepły posiłek o czym przypomina mi kolega Marcin. Żeby nie tracić za dużo czasu, zjadam tylko zupę którą już wziąłem, a nie chciałem wyrzucać jedzenia. Kiedy ja zbieram się do wyjścia, na punkt dojeżdżają chłopaki z Łowicza. Wymieniamy kilka zdań, z Bogumiłem robimy selfie i znikam. W prawej nodze zaczyna się odzywać ścięgno Achillesa. Delikatnie daje znać, że jest mu ciężko. Rower też zaczął piszczeć, jakby z napędu. Niestety nie mam żadnego smaru, żeby coś zaradzić, trzeba będzie szukać pomocy u innych maratończyków. Pomoc znajduję wjeździe na PK5 (340km) w Solcu Kujawskim. Stoi tu samochód techniczny Bartka, więc podbijam do nich. Kilka minut później łańcuch jest nasmarowany, a ja udaję się na bufet. Zjadam przepyszny makaron i dokupuję colę. Zestaw idealny, stawiający na nogi. Robię dodatkową chwilę odpoczynku na kawę i ciastka. Na wyjściu z PK, ostatni raz mijam się z chłopakami z Łowicza. Po raz kolejny wymieniamy uprzejmości.
    Teraz trasa prowadzi drogą krajową, gdzieś brzegiem Torunia i jedzie się bardzo słabo. Na trasie ruch samochodowy robi się uciążliwy. Do tego światła, jakieś roboty drogowe. O dziwo kierowcy są tolerancyjni, nie trąbią i nie spychają na pobocze. Docieram do PK6 (400km) gdzie oferują zestawy śniadaniowe, naleśniki lub jajecznicę. Oczywiście nie odmawiam sobie jedzenia i wybieram zestaw nr 2. Spotykam znajome twarze z poprzednich maratonów, Macieja i Marcina. Coś tam sobie śmieszkujemy przy jedzeniu, ale już “moment” później siedzimy na rowerach, bo czas jednak się nie zatrzymuje. Marcinowi wystartowanie z PK zajęło trochę więcej czasu i go nie widzę. Maćka po kilku kilometrach dopada bomba i zostaje gdzieś za plecami, ledwo się tocząc. Niewiele lepiej dzieje się u mnie. W jednej chwili odcina mi prąd i łapie mnie senność. Powieki opadają, ja się bujam na rowerze prawie stojąc w miescu. Sytuacja jest ciężka i niebezpieczna. Próbuję się rozbudzić i zmotywować, ale nic nie działa. Mijam znak, że za 4km będzie stacja paliw i jakoś to mnie motywuje do mocniejszej pracy. Wpadam na Orlen i kupuję dwa RedBulle. Jednego od razu wypijam, to musi mnie obudzić. Drugiego biorę w drogę, bo może jednak ten pierwszy nie obudzi, ale obudził. Wracam do gry. Wracam do normalnej jazdy.

    Na PK7 (483km) w Gąbinie zatrzymuję się tylko na kilka minut. Słodzę sobie życie pysznymi wafelkami z kajmakiem i uciekam do Łowicza. Tu jest DPK (525km), ma przyjechać Eliza i mam w planie zdrzemnąć się przed nocną jazdą. W bramie wita mnie para młodych ludzi w tradycyjnych łowickich strojach i sam burmistrz. Za chwilę pojawia się Łukasz, który otacza mnie opieką. Czuję się jak w domu. Jest bardzo miło. Kilka chwil później, zgodnie z zapowiedzią, przyjeżdża Eliza i dzieciaki. Jest jeszcze bardziej miło. Można by nawet wpaść na pomysł, żeby może przerwać ten męczący festiwal pedałowania, ale to nie ja. Cel jest jasny, meta. Wyganiam rodzinę do domu, a sam udaję się na półgodzinną drzemkę. Po przebudzeniu widzę, że jest świeżość. Przebieram się i ruszam w drogę. Jest sobotnia noc. Mijam kolejne domy weselne i kręcących się w ich obrębie weselników. Słychać muzykę i hałas zabawy. Droga zaczyna się fałdować, górek jest coraz więcej i są coraz dłuższe. Docieram do Nowego Miasta i w ciemnym parku znajduję PK9 (610km). Tu też jest możliwość spania. Po chwili zastanowienia, podejmuje decyzję, że skorzystam z tej okazji. Ustawiam budzik na 15 minut i kładę się. Wstaję pół godziny później, nie usłyszałem dzwonka. Trudno, dobrze że nie wstałem o świcie. Ruszam w dalszą drogę. Mam przed sobą jakiegoś zawodnika, który całkiem żwawo jedzie, więc trzymam się za nim w regulaminowej odległości. Długo to "holowanie" nie trwa, bo zjeżdża on na przystanek, a ja zostaję sam. Staram się trzymać dobre tempo, chociaż diametralnie zmienia się jakość nawierzchni i teraz pozostawia wiele do życzenia. Trzeba mocno uważać, żeby w ciemnościach nie wjechać w jakąś dziurę czy potłuczone szkła. Tak właściwie, to całą noc trzeba mocno uważać, bo na drodze jest sporo rozjechanych jeży i innych zwierząt, przez które można się rozbić. Kilkanaście kilometrów przed Starachowicami łapie mnie deszcz. Na tyle mocny, że zakładam lekką kurtkę. Nie trwa on długo i muszę się z powrotem rozbierać, ale teraz już bez zatrzymania. W momencie kiedy słońce znajduje kilka szpar między chmurami i pokazuje się na chwilę pomarańczową tarczą, docieram na PK10 (700km) Starachowice. Tu w końcu są wydawane obiady w porcjach odpowiednich do wysiłku jaki podejmujemy. Nie daję rady zjeść całego drugiego dania, jestem full.

    Od tego miejsca płasko będzie coraz rzadziej, czas więc przygotować się na góry. Odchudzam rower ile się da. Demontuję lemondkę, większość rzeczy z torby zostawiam na przepaku. Zabieram bezpieczne minimum rzeczy i ruszam w dalszą drogę, przez Góry Świętokrzyskie. Zaczynają się strome podjazdy i zjazdy okraszone pięknymi widokami. I zaczyna też padać deszcz, który jak się później okaże, będzie mi towarzyszył do samej mety. Ubieram się w normalną kurtkę przeciwdeszczową. Na PK11 (755km) Opatów deszcz leje mocno. Ciężko podpisać się na liście, kiedy woda się ze mnie leje. Zjadam ciepły żurek, bo ciepło się przyda i wracam na trasę. W wyjściu spotkam Michała z grupą innych zawodników. Startował w sobotę rano i już mnie dogonił. Witam się i ruszam. Teraz mam motywację, żeby zasuwać i nie dać się szybko złapać. Góry zmieniają się pagórki. Wiatr mocno pcha i jedzie się bardzo szybko. Niektóre podjazdy udaje się zrobić z prędkością powyżej 40km/h. Przejeżdżam most na Wiśle i mijam bokiem Tarnów. Michał z chłopakami doganiają mnie kilka kilometrów przed PK12 (814km) Majdan Królewski, do którego dojeżdżamy razem. Tu prowadzą obsługę osoby rowerowe, więc jest profesjonalnie. Zupka, ciasto, batony własnej roboty, banany. Wszystko przemyślane i bardzo miło. Chłopaki zbierają się, a ja kilka minut po nich. Za Kolbuszową zjeżdżam z trasy nr 9 i tu już jest fajny, niewielki ruch samochodowy. Przed PK13 (860km) Sędziszów wyprzedzają mnie zwycięzcy i rekordziści tej edycji BBT, Bogdan i Kosma. Punkt jest tylko namiotem, więc szybko podpisuję listę, biorę jakieś jedzenie i jadę dalej. Na chwilę robi się jakby bardziej sucho. Nie żeby przestało padać, ale jest tylko mżawka. Na tym odcinku pojawia się podjazd w Bystrzycy, który wg mojej oceny, był najtrudniejszym na całej trasie. Wspinam się z prędkością nie większą niż 10km/h przez jakieś 15 minut. Dalsza droga do PK14 (907) jest górzysta, ale nie jakoś ciężko. Wystarcza to jednak, żeby ścięgno Achillesa, które boli mnie od okolic trzysetnego kilometra, zaczęło protestować przeciwko dalszemu zmuszaniu go do pracy. Teraz coraz częściej mocniejsze depnięcie w korbę prawą nogą, kończy się przeszywającym bólem. Na domiar złego, zaczyna robić się chłodno. Czyli mamy już mokro, chłodno, kontuzję i ponad 100km do mety. W punkcie kontrolnym w Brzozowie, do którego mają niezwykły sentyment zawodnicy którzy już wcześniej jechali BBT, zjadam kolejny żurek. Piję herbatkę żeby się trochę rozgrzać. Zjadam kilka kawałków ciasta. Na punkcie, opatulony w kocu, siedzi zawodnik z grupy Michała. Jechał on dosyć cienko ubrany i już w momencie kiedy mnie wyprzedzali, zastanawiałem się, co on taki gorący. Żeby dojechać do mety, pod ubraniami owija się folią NRC i wyrusza w drogę. Pomyślałem, że czemu by też nie owinąć sobie nóg, będzie cieplej. Niestety tak się nie da, już po kilku minutach, muszę wywalić folię, bo nogi się gotują i spada moc. Wcześniej, w samym Brzozowie, coś dzieje się z napędem. Blokuje się przerzutka, nie mogę zmieniać biegów. Oglądam na szybko o co chodzi i wygląda to tak, jakby pękła linka. Myślę sobie, pal licho, mam dwa biegi z przodu, jakoś dojadę. Kilkanaście metrów dalej, na zjeździe, blokuje mi się tylne koło i korba. Szczęśliwie udaje mi się zatrzymać bez wywrotki. Trochę załamany próbuję ustalić co się popsuło. Szarpię korba w tył i przód. Coś przeskakuje. Koło kręci się z powrotem, a biegi chodzą jak należy. Nie analizuję co tam się wyprawia, wsiadam i gonię za Marcinem, który ma plan wyrobić się w 48 godzin. Ostro zasuwam, nie bacząc na ból Achillesa, deszcz i zmęczenie. Cisnę ile sił, ale nie mogę go dojść. Na zjazdach prędkości dochodzą do 65km/h. Trzeba być uważnym, bo jest mokro i duży ruch samochodowy. Tu kierowcy nie mają litości i spychają na wąskie pobocze. Wyprzedzam innych zawodników, ale Marcina nie widać. Za Sanokiem jest sporo mocnych podjazdów, przez co kilometry do Ustrzyk Dolnych ubywają strasznie wolno. Tracę nadzieję na wyrobienie się w dwie doby. Trzeba zaliczyć jeszcze PK15 i długi podjazd na metę. Trochę spada mi tempo. Do tego wypadają mi okulary na poboczu, które musiałem zdjąć, bo w półmroku nic nie widać przez zachlapane wodą szkiełka i muszę po nie zawrócić. Wyprzedza mnie Agata Wójcikiewicz, którą chwilę wcześniej wyprzedzałem ja. Szukam w sobie ostatnich iskier i udaje się zmotywować ciało do mocniejszej pracy.

    Dojeżdżam Ustrzyk i mijam Marcina, który złapał kapcia kilkaset metrów przed PK15 (955km) Ustrzyki. Tu oczekuje mnie Eliza, która przyjechała w Bieszczady jako mój transport powrotny do domu. Miałem zamiar tylko szybko coś zjeść i jechać dalej, ale jestem mocno zmęczony i zziębnięty. W łazienkach są suszarki do rąk, których używam do wysuszenia rękawiczek i bluzy. Schodzi mi trochę czasu, ale jaka to przyjemność mieć chociaż przez chwilę suche ręce. Wyruszam na ostatnie 45km, ponoć dosyć trudnego podjazdu, jak mówili inni, bardziej doświadczeni zawodnicy. Jadę "lewą noga", bo prawej już wolę nie używać, żeby nie zadawać sobie bólu. Droga wznosi się i opada. Ja nieśpiesznie sobie podróżuję. Wyprzedza mnie kilku zawodników. Ja jadę i czekam na te mocne podjazdy o których słyszałem. Nic wielkiego się nie dzieje i nagle przy drodze widzę flagę "Meta 4km". No to myślę sobie, pewnie teraz się zacznie ten podjazd. Kolejne mety mijają, ale nic spektakularnego się nie następuje. Dojeżdżam do flagi "Meta 1km". Hola! Nie patrząc na ból, cisnę dużo ile wlezie. Nie znam takiego kilometra, którego bym nie podjechał, nawet z bólem Achillesa, więc nie boję się że zabraknie prądu. Ale żadnego mocnego podjazdu już nie ma, a z zza zakrętu widzę rozświetloną metę. W sumie jestem zaskoczony, że ostatnie 45km było tak łatwe, ale cieszę się, że to już koniec.

    Wita mnie dzwon i brawa pod Caryńską. Odpowiadam głębokim ukłonem, to witają mnie ludzie, którzy byli prekursorami BBT. Dziś już wiem jaki to wysiłek. Teraz rozumiem jakie to ciężkie wyzwanie. Szacunek dla tych Panów, oni zrobili to po wielokroć.

    Ile to szczęścia osiągnąć metę. Schodzi z człowieka cały ten stres czy się uda. Czy nagle nie opuszczą cię wszystkie siły i ochota. Można się poddać, bo argumentów nie brakuje, tym bardziej na górzystej końcówce i rozpoczynając trzecią noc w siodełku. Mój umysł nie potrafi przyjąć do świadomości czego właśnie dokonałem. 1031km. Cała Polska. Dwa dni. Przez ostatnich 65 godzin spałem jedną. Nie potrafię w to uwierzyć. Przez całą drogę bez chwili zawahania, bez chwili wątpliwości w swoje możliwości. Zrobiłem coś niewyobrażalnego. Co chwilę w rozmowie z chłopakami z mety czy z Elizą, łapię się że przez ostatnie 48 godzin byłem wszędzie i tylko na rowerze. I jeszcze to uczucie, że już zrobiłem wszystko, że od teraz nic nie muszę, bo jakaś wewnętrzna potrzeba została zaspokojona. Nie ma planu na 2000km, 5000km. To już koniec. Mogę iść spać, spokojnie spać, ale najpierw jeszcze piwo z Marcinem.

    #rower #kolarstwo #ultramaraton #bbt #klubludzipozytywniezakreconych
    #100km #200km #300km #400km #500km #600km #700km #800km #900km #1000km

    W tym tygodniu to już 0km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    114666 - 200 - 5 - 60 - 65 = 114336

    Czołem kolarze amatorzy. Ostatnio coś się opuszczam z odliczaniem kilometrów od równika. W tym tygodniu wpadło parę ładnych dystansów w tym #rajdwokoltatr aka #rwt. Poniżej krótka relacja.

    Każdy kto był zapisany wie że lista startowa została zamknięta na początku maja. Chętnych było więcej niż limit który wynosił 350 osób. Załapałem się i ja. Z racji odległości wynająłem i opłaciłem sobie kwaterę i zaplanowałem urlop. W końcu nadszedł długo oczekiwany weekend. Trochę miałem wątpliwości czy nie zrezygnować ale ostatecznie zapakowałem sprzęt i ruszyłem do Nowego Targu. W drodze sprawdzam fejsa. Prognozy są złe. Organizator rozważa anulowanie rajdu. Docieram do Nowego targu w sobotę wieczorem szykuję sprzęt. Według meteo ma padać przez cały czas więc zakładam błotniki i szykuję cieplejsze ciuchy.

    Niedziela rano. Budzę się przed moim budzikiem. Szybki skan okna. Nie pada. Uff. Będzie dobrze. Szybka kawa i coś na ząb. Do miejsca startu mam 4km więc wsiadam na rower. Na miejscu zastaję mocno przerzedzony skład. Zamiast tłumów widzę góra 20osób. Zaczynam się stresować. Odbieram pakiet. Wychodzę na zewnątrz aby okleić rower zaczyna padać…

    Wybija godzina 7:00 rusza pierwsza grupa. Ja jeszcze czekam. Pojawia się @radoslaw-szalkowski: z całej grupy drożdżówkarzy tylko on i jeszcze jeden mirek nie zrezygnował. Ruszamy razem w drugiej grupie. Radek podkręca tempo aby się rozgrzać. Zostawiamy naszą grupę w tyle. Po paru kilometrach odpadam i ja. Nie chcę się zajechać już na starcie. Deszcz nie ustaje. Jednak siłą woli jadę dalej. Zaczyna się podjazd do Zdiar. Plan jest taki że jak będzie źle to zawracam na szczycie. Jeszcze przed podjazdem doganiam kilka osób z pierwszej grupy i razem wjeżdżamy na szczyt. Pomimo deszczu jest ok. Ochraniacze na buty, kurtka i błotniki zdają egzamin. W butach mam sucho i jest mi w miarę ciepło. To uczucie mija po pierwszych stu metrach zjazdu. Jest zimno. Nikt nie zawraca więc kręcę dalej.

    Na dole znów spotykam Radka mówi że chcieli zawrócić. Znów formuje się większa grupka i razem zaczynam 30 km podjazd do pierwszego bufetu. Pomimo deszczu i zerowej widoczności podjeżdża się super. Przynajmniej jest mi ciepło. Na około 70km kilometrze przestaje padać deszcz. W myślach pojawia się myśl że będzie dobrze. Znów dogania mnie Radek którego zostawiłem parę km wcześniej i razem wpadamy na pierwszy bufet. Uzupełniamy kalorie. Niestety znów zaczyna padać.
    Od pierwszego bufetu ruszam z nowo poznanym Michałem. Nasze tempo jest podobne. Razem docieramy do następnego bufetu na 130km. Po drodze ciągle pada i wieje. Jesteśmy zmarznięci ale ani na chwilę nie odpuszczamy aby się nie wychłodzić. Najgorzej jest na zjazdach. Na drugim bufecie jesteśmy jako 5ty i 6ty zawodnik. Przed nami jeden mirek i trzech anonów którzy opuścili bufet 10 minut wcześniej. Jest super obsługa. Bufety na wypasie. Ogrzewamy się przy herbacie. Dociera większa grupka więc opuszczamy z Michałem bufet za którym jest pierwszy poważny podjazd. Ponoć „Alpy dla ubogich”. Dziś podjazdy to moja ulubiona część. Niestety nie jestem dobrym wspinaczem więc Michał zostawia mnie w tyle. Docieram na szczyt i zaczynam zjazd. Jest zimno zegarek pokazuje 8 stopni. Nie wiem czy mam omamy ale chyba pada deszcze ze śniegiem. Nie rozpędzam się za bardzo aby się nie wychłodzić. Na dole znów doganiam Michała który stojąc na czerwonym ogrzewa się w spalinach stojącego przed nim busa. Razem znów docieramy na 3 bufet w Zubercu.

    Tu moje morale słabną. Wiem że dam radę dopedałować do mety, jednak zaczynam się już obawiać o swoje zdrowie. W sumie już tylko 50 km do mety. Popijając herbatkę z Michałem zauważam że mija nas duża grupa rowerzystów. Nie to nie z naszego rajdu. Ktoś krzyczy „Sakwiarze”. Jadą w tym samym kierunku co my. Kobiety i Starsi. Skoro oni dają radę i to jeszcze z sakwami to ja chyba też dam. Dopijam herbatkę i znów ruszam z Michałem na trasę. Szybko doganiamy i zostawiamy konkurencyjną karawanę. Choć co niektóre osobniki próbują usiąść na kole. Na podjeździe na Oravice Michał znów mnie zostawia. Deszcz ciągle pada jednak trochę się zagrzałem na podjeździe. Zjeżdżając do Suchej Hory doganiam i zostawiam w tyle Michała. Potem długo się zastanawiam na tym niecnym czynem. Powinienem dać mu koło.

    W końcu Polska. Przed granicą dogania mnie jeszcze dwóch anonów. Biorę żel i próbuję usiąść na kole ale nie daję rady. Samotnie pokonuję ostatnie kilometry. Mija mnie bus techniczny organizatora. Ktoś krzyczy przez okno „szacun”. Wracam myślami do 3 bufetu gdzie dowiedziałem się że z 350 znalazło się tylko 72 dwóch śmiałków. Pamiętam że pomyślałem sobie że nie jestem żadnym śmiałkiem a jedynie idiotą, który nie wie kiedy się wycofać. Zauważyłem że bus ma już pełny bagażnik na rowery. Jadę więc dalej bo i tak dla mnie nie ma już miejsca. Ostatnie km ciągną się w nieskończoność. Przed Nowym Targiem mylę jeszcze trasę na ścieżce rowerowej ale szybko się orientuję i wracam na właściwy szlak. Docieram na metę. Chwilę dochodzę do siebie. W szatni znów spotykam Radka mówi że odpuścił na 150km. Skurcze nie pozwoliły jechać dalej. Razem stwierdzamy że już nigdy więcej w taką pogodę. Dowiaduję się że z tych 72dwóch śmiałków 17osób zawróciło po przejechaniu kilku km. I dodatkowo śmieciarka zgarnęła kilka osób.

    Oczywiście nie żałuję ale drugi raz już tego bym nie zrobił. Mam nadzieję że nie zanudziłem. Organizacja na medal. Piwko na mecie smakowało super. Aha było to moje pierwsze w życiu 200km. Więc raczej tego nie zapomnę. Takiego wpi***olu od pogody nie dostałem nigdy.

    Strava

    pokaż spoiler Dzięki Radek, Michał i Romek za wspólną jazdę.


    W tym tygodniu to już 330km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #rower #szosa #wykoptribanclub
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: rowerr.JPG

  •  

    120608 - 220 = 120388

    https://www.strava.com/activities/1796253721

    Wyprawa na Humber

    W tym tygodniu to już 381km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    124070 - 22 - 205 - 90 - 42 - 91 - 68 - 33 - 30 - 36 = 123453

    W tym tygodniu to już 617km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km

    źródło: i.imgur.com

  •  

    124320 - 250 = 124070

    Wspaniała to była trasa, nie zapomne jej nigdy.
    Pomysł na wyjazd przyszedł spontanicznie o 21 a o 3 rano już wyjeżdżałem, gdzieś tak do 7 zamarzałem z zimnna przez co dopiero o 16 postanowiłem zdjąć bluze i długie spodnie. Trasa bardzo fajna, ale nie obeszło sie bez wspaniałej polskiej infrastruktury rowerowej, która jest pokazana na trzecim zdjęciu od końca, jadąc sobie ścieżką rowerową nagle jest koniec i zaczyna sie wąska ścieżka którą rowerzyści sami wyjeździli i wiedzie ona dosłownie przez pola, plus jest taki że jedzie sie kilka metrów od klifu dzięki czemu widoki sa wspaniałe xD No i dwa podjazdy których nie bylem w stanie pokonac bo miały chyba z 50 stopni nachylenia xD
    Jest pierwsza 200 jak i pobity poprzedni rekord o 100 kilometrów, za rok robie 300, do tej pory sądziłem że na moim rowerze nie da sie tyle zrobić ale teraz wiem że sie da, jedyne co sprawia problem to mocno boląca dupa, bo nogi nawet sie nie zmęczyły, obrałem sobie wolne 20km/h tempo. Do domu wróciłem o 19 a samej jazdy było 13h
    Jedyny minus to to że zgubuiłem bidon :(

    W tym tygodniu to już 250km!
    #rowerowyrownik #ruszgdansk #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: cdn.discordapp.com

  •  

    124762 - 204 = 124558

    Ostatni prawidłowy wpis @impa, przed spamem jakiegoś barana.

    Ależ to była jazda!
    Pierwsze 200 kilometrów na szosie nabite. Wyruszyłem skoro świt, czyli przed 8 i obrałem cel: Bytów. Jest tam zamek, trochę dużo przez las, będzie dobrze. Morale wysokie, jechałem trybem "eco", czyli zero szarpania, oszczędzanie sił.
    Ostatecznie wyszło 8h46min kręcenia. W samym Bytowie nie ma nic ciekawego. Zamek jest w sumie pusty, w środku są biblioteki. Na rynku akurat odbywał się podwójny pogrzeb. W sumie tyle "atrakcji".
    A ja mnie wkurwiają kaszuby pędzące swoimi passatami i innymi blachsmrodami na złamanie karku. Zostawi taki 20 centymetrów miejsca, bo ubzdurał sobie, że to tor wyścigowy. (-‸ლ)

    #rowerowyrownik #rowerowetrojmiasto #szosa #100km i pierwsze #200km
    pokaż całość

    źródło: Bytów(1).jpg

  •  

    125308 - 546 = 124762

    Zdobyć jeden z moich ulubionych podjazdów i porobić parę fotek :)

    3 odcinki brukowane w każdą stronę i zerwany asfalt na kilku km. Zaskoczenie? Upał pod 40 stopni który ładnie mnie "sieknął"

    Posiłki 3x mascarpone 3x orzechy laskowe prażone 1x kabanosy 3x kawa

    W tym tygodniu to już 546km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km #impanaszosie pokaż całość

  •  

    128610 - 33 - 14 - 203 - 23 - 13 - 144 - 301 - 23 - 1 = 127855

    Podsumowanie od 13. do 21. sierpnia czyli zsumowane pracodomy i:
    14 - po lesie bo w końcu odkurzyłam crossa;)
    203 - @theDOG zabrał mnie na Mazury, gdzie przejechaliśmy piękną trasę, zjedliśmy świetne naleśniki i prawie zlalo nam tyłki;)
    144 - sobotnia poranna i samotna szlajanina a potem rozpusta z wyżej wspomnianym theDogiem czyli festiwal food trucków i jeszcze lody w Sulejówku ( @SnikerS89, jeszcze raz dzięki, że nas tam zabrałeś;))
    301 - kolega wracał z Augustowa, więc stwierdziliśmy, że po niego wyjedziemy;)

    W tym tygodniu to już 755km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #100km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: theDOG.jpg

  •  

    129728 - 507 = 129221

    Pięćsetka z Wrocławia do Gdyni
    https://www.strava.com/activities/1781576361

    Start o 23:55, koniec po 24h 35m. Jechało się spoko, za Wrocławiem gdzieś w lasach droga się mocno podziurawiła, więc pomyślałem sobie, że dobrze że jeszcze dętki całe. A po chwili słyszę wybuch z tyłu... Dętkę zmieniałem gdzieś już na wsi, psy szczekają, ludzie zapalają światła. Straciłem 40m. Po kolejnych 30 km zaczęła się jazda. Do 120 km jechało się w miarę szybko. Potem zaczęło się pod wiatr. I tak przez kolejne prawie 300 km. Ostatnie 130 km miałem wrażenie że cisnąłem szybko, ale Strava pokazała, że dużej różnicy nie było:) Wszystko przez to że w nocy wszystko wydaje się szybsze.
    Byłoby szybciej, ale jazda pod wiatr i przebita dętka zabrały mi ze 2h.

    #rowerowetrojmiasto

    W tym tygodniu to już 759km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

  •  

    130492 - 227 = 130265

    Do Czech po zdjęcie z czołgiem:)

    W tym tygodniu to już 227km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: i.imgur.com

  •  

    132842 - 202 - 131 - 134 = 132375

    Tydzień 33, czyli słodkie zabawy na południu ze sztuką w tle.

    202 - Skarżysko-Kamienna i Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku z monumentalną rzeźbą Henry’ego Moore’a. Miłe zaskoczenie bardzo ciekawie zorganizowaną przestrzenią wokół pałacu, z pewnością jeszcze tam zawitam.

    131 - Radom i wystawa Wojciecha Fangora w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia, czyli malarstwo, które kocham chyba jeszcze mocniej niż rower. Niesamowita okazja, doświadczenia przekroju jego twórczości w świetnej przestrzeni.

    134 - Spokojny Modlin i wały.

    #sztukagownoburzy #sztuka

    W tym tygodniu to już 467km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km (nr 21) #200km (nr 2) #100km (nr 22) #100km (nr 23)
    pokaż całość

    źródło: IMG_0969.jpg

  •  

    133964 - 104 - 55 - 120 - 245 - 108 = 133332

    Wtorek - Do Międzybrodzia, a powrót trochę inną niż zwykle drogą.

    Środa - Byłem tak słaby i tak mi się nie chciało, że w Wilamowicach zawróciłem do domu. Wstyd, że nawet setka nie wpadła, ale czasami się zdarzy...

    Piątek - Przegibek z obu stron i na gofra.

    Sobota - Z @Arczi-S po zdjęcie z czołgiem do czeskich Darkovic. Bardzo przyjemne tereny zaraz za granicą. Następnym razem dobrze byłoby podjechać autem i poeksplorować dokładniej.

    Niedziela - Luźna setka z @Arczi-S. To byłoby na tyle, jeśli chodzi o tegoroczny urlop.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km (nr 46, 47 i 48) #200km (nr 23)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów