•  

    232548 - 67 - 254 - 24 = 232203

    W czwartek trochę się rozpogodziło więc wyskoczyłem na czwartkową rundę, rozgrzać łydy ( ͡° ͜ʖ ͡°) przed sobotnią wyrypką.
    W sobotę wraz z @Mortal84 oraz @atizylak wyruszyliśmy na Słowację do Terchovej zobaczyć pomnik Janosika. Mortal84 wyruszył z domu a ja wraz z Atizylak spotkaliśmy się w Tychach i pociągiem dojechaliśmy do Żywca gdzie w McD czekał już Mortal84. Trasa zakładała 200km i około 2600m w pionie ale strava trochę oszukała.
    Z Żywca wyruszyliśmy chwilę po 8 w kierunku granicy Polsko - Słowackiej. Chwila przerwy na fotki na granicy i ruszamy w dół do Zakamene i dalej kierujemy się zjazdem do Zazriva. Na zjeździe podziwiałem super widoki gór w oddali. Z Zazrivy do Terchowej to już jest rzut ciupagą więc chwilę po 12 meldujemy się pod pomnikiem zbója Janosika. Sam pomnik znajduje się na górce więc z rowerami "prawie" tam wjechaliśmy. Szybkie fotki z Janosikiem i jedziemy do Lidla na krótki popas i uzupełnienie bidonów. W tym momencie słońce grzało bardzo mocno a przed nami jeszcze kilka zjazdów. Z Słowacji kierujemy się ku granicy z Czechami do Czadcy i dalej do Jablunkova, Trzniec i Cieszyna po zdjęcie z piniondzym. W Cieszynie zaplanowany był obiad w kolarskiej restauracji McD. Około 17.20 ruszamy z maka trochę zmienioną trasą gdyż postanowiłem, że nie będę wracał z Bielska pociągiem do domu. Kilka hopek po drodze wpadło. Z każdym kilometrem jechało mi się ciężej z względu na kurcze, które mnie łapały (z tym sobie nie umiem poradzić). Po drodze zaliczamy jeszcze zbiornik wodny w Goczałkowicach i przez Pszczynę jedziemy do domów. W domu zmęczony ale zadowolony z dobrze spędzonej soboty w dobrym towarzystwie otwieram butelkę piwa i odpływam....

    Dzisiaj zrobiłem rozjazd - 24km z dziećmi ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    #rowerowyrownik #100km #200km (dopiero 4 w tym roku)
    pokaż całość

  •  

    234744 - 70 - 320 - 102 = 234252

    Piątek - Szybka rundka po turdefransie. Spotkałem znajomego, z którym pogadaliśmy o zepsutych trenażerach.

    Sobota - Trasa po zbóju! A właściwie do zbója. Konkretnie do Terchovej na Słowacji, gdzie znajduje się posąg Janosika.
    Pobudka o 4.00, kawa, śniadanie i chwilę po 5.00 wyjeżdżam. Najpierw kierunek na Bielsko, bo przy takich wyrypach dobrze zacząć od rozgrzewki w postaci Przegibka. W Tresnej i okolicach taka mgła, że ledwo zaporę było widać.

    W McD w Żywcu drugie śniadanie i tam też dołączają do mnie @Arczi-S i @atizylak, którzy podjechali sobie pociągiem. Na słowacką stronę przejeżdżamy w Glince (podjazd pod granicę okraszony oczywiście nowym PR-em). Od Oravskiej Leśnej bardzo fajny podjazd na ponad 1000 m n.p.m. Żeby jeszcze tylko trochę lepszy asfalt był. Zjazd do Zazrivy rewelacyjny, bardzo szybki ale ciut niebezpieczny, bo droga wąska i kilka samochodów się przewinęło. I dopiero dziś sobie uświadomiłem, że jechałem ten odcinek w zeszłym roku, tylko od drugiej strony. Było to przy okazji "Słowackiej wyrypy", podczas której @bynon urwał hak przerzutki...

    W samej Terchovej posąg Janosika znajduje się na małym pagórku, a ścieżka do niego wiodąca bynajmniej nie jest przeznaczona dla rowerów szosowych. Nie zraziło nas to jednak i jakoś je tam wtaszczyliśmy. Z zejściem było trochę trudniej, ale udało się nie spaść, mimo że bloki w butach nie ułatwiały sprawy. Potem jeszcze mała przerwa w Lidlu i ruszamy na przedostatni poważniejszy podjazd. Później 25 km zjazdu aż do Czadcy i ostatni poważny podjazd, tym razem do granicy z Czechami.

    Przez Czechy cały czas z górki aż do Cieszyna. W zamku robimy zdjęcie z 20-złotówką na tle Rotundy św. Mikołaja, bo chłopaki jeszcze tego nie mieli odhaczonego. Dalej wizyta w McD i ostatnia prosta w drodze powrotnej. Znaczy nie taka prosta, bo jeszcze parę małych górek przed Skoczowem wpadło. Arczi już na dużym zmęczeniu i ze skurczami w nogach, ale udało nam się dokulać przed zachodem słońca.

    Niedziela - Klasyczny rozjazd na zaporę do Tresnej i na świderka w Międzybrodziu.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km (nr 38) #200km #300km (nr 4)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Do zbója.jpg

    •  

      @Mortal84: Dzięki za jazdę. To była dobrze spędzona sobota. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @mestinerr Jeżdżę na szosie już drugi rok (wcześniej na aluminiowym Tribanie na kołach Mavica - przód ok, tył trochę pływał). Od ponad roku mam karbonową szosę i nic się z nią nie dzieje. Jedynie koła postanowiłem wymienić na składane. Z tyłu dałem 32 szprychy dartmoora do DH - koło jest pancerne a póki co waga komponentów w moim przypadku nie ma aż takiego znaczenia. 100kg to nie jest dużo dla szosy - liczą się mocne koła, ja wraz z całym szpejem na zdjęciu ważę około 117kg. Gdybym miał około 100 to bym jeździł już na Mavicach. W instrukcji do roweru zawsze jest informacja o dopuszczalnej "ładowności" danego roweru.
      @Mortal84: Dobry opis - jak zwykle. Dzięki za holowanie na końcu ale kurcze utrudniały mi jazde. Wypiłem około 8l płynów wczoraj a i tak się chyba odwodniłem mocno (stąd pewnie kurcze pod koniec) bo dzisiaj na wadze było -3kg - jeszcze mi się to nigdy nie zdarzyło po jakimkolwiek dłuższym tripie >100km.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    245887 - 94 - 76 - 103 - 7 - 341 = 245266

    Tygodniowe podsumowanie.
    Piątek - poładnych asfaltach i pagórkach. Deszcz mnie złapał to nie dokręciłem do setki https://www.strava.com/activities/1700011955
    Sobota - z cumplem, który wraca na rower po otwartym złamaniu nogi. Lasy i jeziorka https://www.strava.com/activities/1702399990
    Niedziela - grupowo https://www.strava.com/activities/1704056407
    Poniedziałek - deszcz i brak czasu ale znalazłem chwilę żeby zobaczyć ludzi stojących w korkach po zamknięciu głównej drogi na czas remontu https://www.strava.com/activities/1706129218
    Środa - rozruszać nogę i pojeździć po płaskim https://www.strava.com/activities/1711470195
    #wykoptribanclub

    W tym tygodniu to już 621km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    248597 - 84 - 57 - 57 - 49 - 227 = 248123

    Rejony z tygodnia plus niedzielna dwuseteczka. Bez specjalnej historii, po prostu kreślenie nowych kółek na mapie - tym razem okrążenie Flevopolderu na którym znajduje się Lelystad, Almere, Dronten, Zeewolde plus dojazd i powrót przez Houtribdijk. Okropnie gorąco i prawie bezwietrznie (oczywiście nie wliczając tamy gdzie zawsze piździ). Pierwszy chyba raz w tym roku widziałem całkowicie nieruchome wiatraki. Więcej foto - strava.

    W tym tygodniu to już 474km!
    #rowerowyrownik #100km #200km
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    250424 - 36 - 25 - 63 - 44 - 21 - 45 - 210 - 142 - 21 - 46 - 21 - 42 - 34 - 28 - 21 - 46 - 46 - 35 - 72 = 249426

    podsumowanie 5-15 lipca czyli wariacje na temat Gassów razy pierdyliard, pracodomy i tylko dwie dłuższe jazdy:(
    Z ciekawszych rzeczy to umiem już 3 sekundy jechać bez trzymanki i odwiedziłam w końcu szalony sen projektanta udogodnień dla rowerzystów i niepełnosprawnych czyli kładkę nad Kanałem Żerańskim (pic rel).

    W tym tygodniu to już 998km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: nieporet.jpg

  •  

    251165 - 30 - 19 - 106 - 50 - 40 - 8 - 331 = 250581

    Zbieranina z ostatnich dwóch tygodni i sobotnia trzysetka.
    Wycieczka po wielu miejscowościach plażowych od Międzyzdrojów aż do Mielna. Potem 175 km z Koszalina do Gdyni pokonane w 6 godzin. Polecam:)

    https://www.strava.com/activities/1702429222

    https://www.strava.com/activities/1693690397
    https://www.strava.com/activities/1689200727
    https://www.strava.com/activities/1682863010
    https://www.strava.com/activities/1682862672
    https://www.strava.com/activities/1680967033

    #rowerowetrojmiasto #szosa

    W tym tygodniu to już 584km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #100km #200km #300km
    pokaż całość

  •  

    252561 - 103 - 31 - 59 - 52 - 208 = 252108

    Poniedziałek - Rozjazdowa setka do Energylandii w Zatorze po zdjęcie z Hyperionem, najszybszym rollercoasterem w Europie.

    Środa - Z życzeniami urodzinowymi do siostry.

    Czwartek - Namiastka Czwartkowej Rundy. Całkiem mocny trening.

    Piątek - Na Klimont zamiast klasyka na zaporę.

    Niedziela - Początek z tyskimi Feniskami, którzy dosyć nietypowo jak na nich wybrali się na Przegibek. Podjazd okraszony świetnym PR-em, już drugim w tym roku. Wystarczy mieć na kole kogoś na swoim poziomie i od razu jest motywacja, żeby mocniej pocisnąć. Z tego czasu jestem bardziej dumny, niż z pozostałych dzisiejszych podjazdów, na których wpadały pucharki za top 10.
    Po krótkiej przerwie w Międzybrodziu Feniksy pojechały do domu, a ja w swoją stronę. W sumie nie miałem konkretnego planu, więc dopiero w McD w Żywcu przeglądając mapę zdecydowałem, że pojadę Koszarawę od Jeleśni, bo tego wariantu jeszcze nie podjeżdżałem.
    Ostatnie 40 km od Wadowic bardzo ciężkie, non stop z POTĘŻNYM wmordewindem. Dojechałem na oparach, ale udało się utrzymać średnią powyżej 30 km/h z całej trasy, więc wstydu nie ma.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km (nr 37) #200km (nr 19)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    260309 - 209 = 260100

    I cyk pierwsze #200km (ʘ‿ʘ) Szkoda tylko, że Triban zaczął trzeszczeć w korbie, ale to może z racji wieku - ma już przecież 3 miesiące ¯_(ツ)_/¯

    Opalony jestem. Zadowolony też. Staram się przede wszystkim. Cały czas do przodu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #wykoptribanclub

    W tym tygodniu to już 324km!
    #rowerowyrownik #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy Jest do wszystkiego więc... Jest dobry! Samo liczy, to chyba magia Skrypt się nie myli, to inni się mylą Będą z tego ładne wykresiki Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    261838 - 25 - 21 - 37 - 50 - 24 - 36 - 20 - 617 - 52 - 38 - 25 - 35 = 260858

    Zbierałam tyłek, żeby napisać o przejechanym Pierścieniu Tysiąca Jezior i w końcu wena ostatecznie mnie opuściła, więc dodaję starocie z nadzieją, że regulaminowa policja przymknie oko;)
    To lecimy z podsumowaniem od 26 czerwca do 4 lipca.
    Z ważniejszych:
    25 - 26 czerwca świętuję rok i jeden dzień od pierwszej jazdy na szosie,
    617 - przejeżdżam Pierścień Tysiąca Jezior, o którym mogłabym pisać i pisać, choć tak naprawdę przejechałam go w większości na jakimś autopilocie który kazał skupiać się na trasie do kolejnego punktu kontrolnego a myśli zajmować rozkminianiem dziwnych czy zabawnych nazw miejscowości;)

    W tym tygodniu to już 980km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: piers.png

  •  

    264989 - 63 - 76 - 241 = 264609
    63 - Mietków > Sobótka > Tąpadła > Sady > Tąpadła > Sobótka > Mietków. Avg 31. Zaczynam rozumieć, dlaczego warto zasuwać na zjazdach :D
    76 - Dystans w podobnej konwencji jak wyżej, tylko że przestraszyłem się chmury i z Sobótki wróciłem do Wrocławia. Jazda wieczorem ma jednak sporo uroku
    241 - Zgorzelec > Drezno > Zgorzelec wraz z @cherrycoke2l. Start ze stacji kolejowej po niemieckiej stronie koło 8:30. Od początku towarzyszy nam mocny wiatr zachodni, który będzie się utrzymywał przez cały dzień. Trasa wiedzie przez Reichenbach, Bautzen, Bischofwerdę i Radeberg. Po drodze mnóstwo hop i hopków, które są dość irytujące wobec niekorzystnego wiatru. Mimo to dzięki żwawym zmianom docieramy do przedmieść Drezna po nieco ponad 4h. Tam wyjeżdża po nas @niekompilka i wspólnie turlamy się wałami do centrum miasta. Tamże sklep, kilka fotek z zabytkowym centrum w tle i trzeba wracać. Powrót równie obfity w górki, dodatkowo przez brak mojej czujności nieco błądzimy po bogatym systemie niemieckich ścieżek rowerowym, który jest naprawdę wyborny (o ile się wie, dokąd się jedzie). Niestety wiatr nie staje aż tak pomocny, jak byśmy się spodziewali, przez co nieco cierpimy na każdym kolejnym podjeździe. Na 30km przed Zgorzelcem ratuję cherrego bidonami, by dojechać do celu z choćby minimalnym zapasem czasu na sklep. Ta sztuka nam się udaje, na stacji zjawiamy się koło 19. Wyszło 2100 metrów w pionie, mimo względnej różnicy wysokości na trasie wynoszącej ~200m xD Avg 26, niestety wiatr na początku i fotostopy nie pozwoliły na więcej. Trasa bardzo ładna, mały ruch na drogach, śladowe ilości kostki i płyt betonowych. Polecam.
    #rowerowyrownik #100km #200km (nr 5)
    pokaż całość

  •  

    267130 - 238 = 266892

    Z Kasią na grilla do Kini i Mariusza :)

    W tym tygodniu to już 238km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #impanaszosie

  •  

    267922 - 201 = 267721

    Green Velo D7 - Jezioro Białe i hmm

    Śniadanko, pani gospodyni sugeruje, jakie miejsca powinienem zobaczyć - trzeba przyznać, że bardzo dobrze zna przebieg Green Velo. Ogarniam jeszcze czujnik kadencji, żeby było więcej cyferek do oglądania w trakcie jazdy, ponieważ padła chińska bateria.

    Na początek przejeżdżam przez Sobibór. Niestety Muzeum Obozu Zagłady w remoncie od ponad roku, co więcej wg mnie kompletnie nic się tam nie dzieje, pytam ochroniarza kiedy będzie ukończone, odpowiada że może za 4 lata...

    Następnie zajeżdżam nad Jezioro Białe, nóg nie moczę bo odhaczone za czasów podstawówki. Dalej Włodawa i miejscowości z cerkwiami. W drodze do Terespola - większość nudna droga rowerowa wzdłuż drogi wojewódzkiej, skręcam do miejscowości Kostomłoty, gdzie znajduje się jedyna na świecie parafia neounicka. W Terespolu świetny obiad i zarezerwowanie kwatery tak niedaleko mojego domku. Miałem nadzieję na wyżywienie z powodu wzmianki na stronie, ale będę jedynym gościem, więc nie wychodzi.

    Po przerwie obiadowej, ruszam w stronę Janowa Podlaskiego. Odhaczam Pratulin. W Janowie jedynie przerwa na lody, gdzie nieomal zostawiam na stoliku około 50 zł, na szczęście mili chłopcy mnie o tym informują. Zresztą nawet jeśli bym zostawił, udałoby się przeżyć - większej ilości gotówki i dokumentów w ogóle nie wyjmuję w trakcie jazdy. Tak jak wspomniałem, celowo omijam stadninę koni i Zamek Biskupi - odwiedzone rok temu na szosie.

    Kawałek za Janowem odpuszczam Green Velo. Powód ten sam - nie ma sensu się powtarzać. Jadę dziurami do Sarnak, gdzie robię zakupy na kolację. W teorii zostaje tylko 5 km do leśniczówki, ale jak się okazuje muszę kawałkami prowadzić rower, bo ktoś zaorał piaszczystą drogę.

    Za 50 zł warunki zakwaterowania i miejscówka są świetne. Jest tylko pewien problem - makaron i brak kuchenki. Na szczęście gospodyni gotuje mi całość, pytając czy na pewno wszystko. Ja bym nie zjadł 400 g na kolację i śniadanie?

    W tym tygodniu to już 201km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: d7.jpg

    •  

      @fenter: skąd torba triglava? jakiś czas temu szukałem ją żeby nabyć i tragedia.. to idzie dostać tylko nielegalnie? (:

    •  

      @qlf00n: nieomal. Zamawiałem na Facebooku w styczniu. Po kilku przypomnieniach na Messengerze dostałem nareszcie w maju. Z kolei t-rolla dopiero niedawno po kolejnych wiadomościach. Teraz oni są strasznie zaganiani, chyba nie ma wielkiej nadziei dostać coś na ten sezon. Mimo tych przygód polecam bardzo, torby są świetne, szczególnie podsiodłowa samurai. W ogóle jej nie czuć jadąc na stojąca albo po dziurach w terenie. Z kolei uprząż z workiem (który trzeba dokupić) jest bardzo poręczna, aczkolwiek na rower z krótką główką ramy nieco trudno ją spasować, ale da się. pokaż całość

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    268438 - 200 = 268238

    https://www.strava.com/activities/1691388767

    W tym tygodniu to już 200km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    270985 - 200 = 270785

    Green Velo D6 - chrząszcz, Zamość, lody w Chełmie i dziura na dziurze

    Pobudka, standardowe, makaronowe śniadanie i pakowanie mokrych ciuchów. Mieszkałem w malutkim domku, w nocy padało, nic nie wyschło.

    Na dobry początek omijam GV i jadę kawałek dziurawą powiatówką do Zwierzyńca. Zajeżdżam nad Stawy Echo w Roztoczańskim Parku Narodowym.

    Dalej do Szczebrzeszyna po zdjęcie z chrząszczem. Późnej do Zamościa z pięknym starym miastem. Wracam na Green Velo w okolicach zalewu w Nieliszu.

    Po dziurach dojeżdżam do Krasnegostawu, tam obiad i szukanie miejsca na nocleg. W Piotrusiu Panie kupuję jeszcze baterię do czujnika kadencji, wymieniam, niestety Garmin nie chce współpracować i nic nie wykrywa. Daje sobie spokój, nie chcąc tracić więcej czasu.

    Za Krasnymstawem kawałek dołków, dziur i kałuż, ale przynajmniej najadłem się porzeczek. Później w lesie spotykam rowerzystę, czy również podobnie nieciekawy odcinek muszę pokonać. Okazuje się, że tak więc do Chełma jadę, a jakże dziurawą wojewódzką.

    W Chełmie prócz solidnej i smacznej porcji lodów, nie było nic godnego uwagi. Za Chełmem zmierzam ku zarezerwowanej agroturystyce. Zauważam, że zabraknie mi kilku kilometrów do 200, więc zaliczam podjazd w Uhrusku. Na górze świetny widok, muszę w domu na spokojniej sprawdzić co widziałem - m.in. zidentyfikować dwa wybijające się obiekty.

    Po wspinaczce na okoliczną wieżę widokową - widok w stronę Bugu, fajny aczkolwiek poprzedni był dla mnie dużo lepszy, docieram na miejsce. Zostaję poczęstowany barszczem ukraińskim, co mnie nieco podbudowuje, ponieważ nie musiałem gotować makaronu i robić wyprawowej kolacji. A co spowodowało, że straciłem motywację? Na przykład zlewki wpadające do wiadra. Ale nie ma co narzekać - widać, że jest skromnie, nawet bardzo.

    W tym tygodniu to już 544km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: D6.jpg

  •  

    276338 - 52 - 4 - 250 = 276032

    Ostatni tydzień, właściwie to od środki bo mnie złapało jakieś przeziębienie. Wczorajszym dzień zamknięty rekordem 250 km na MTB :) Niestety zabrakło czasu na więcej a były jeszcze siły...

    Statystyki:

    Dystans: 52 km
    Wertykalnie: 925m(↑463m/↓462m)
    Czas: ◷03:12:17
    Średnie tempo: 3:43 min/km
    Średnia prędkość: 16,14 km/h
    Kalorie: 2020 kcal

    Dystans: 4 km
    Wertykalnie: 180m(↑98m/↓82m)
    Czas: ◷00:15:03
    Średnie tempo: 3:24 min/km
    Średnia prędkość: 17,61 km/h
    Kalorie: 173 kcal

    Dystans: 250 km
    Wertykalnie: 2517m(↑1223m/↓1294m)
    Czas: ◷11:49:48
    Średnie tempo: 2:50 min/km
    Średnia prędkość: 21,16 km/h
    Kalorie: 9812 kcal

    W tym tygodniu to już 306km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: rower250.jpg

  •  

    277081 - 40 - 63 - 62 - 52 - 206 = 276658

    Dystanse z tygodnia plus wczorajsze odkrywanie nowych rubieży, czyli kółko wokół kolejnego jeziora - IJsselmeer. Początek w prowincji Noord-Holland, potem przez tamę Afsluitdijk i już jestem w prowincji Friesland. Stamtąd w stronę Makkum, Koudum i Lemmer - i tak oto dojechałem do prowincji Flevoland, gdzie to zaraz wbiłem się na umocnienia przybrzeżne i tak wśród niezliczonych wiatraków w wodzie i na lądzie pognałem do Urk i dalej do Lelystad, gdzie czekała do zrobienia druga tama - Houtribdijk - oczywiście pod wiatr :D. Stamtąd już praktycznie w trybie awaryjnym do domu. Więcej na stravie.

    W tym tygodniu to już 755km!
    #rowerowyrownik #100km #200km
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    277703 - 5 - 234 - 5 = 277459

    Kolejny kraj zaliczony na rowerze – tym razem to Niemcy. Z @Dewastators pojechaliśmy rano pociągiem do Zgorzelca i stamtąd zrobiliśmy trasę do Drezna i z powrotem.

    110 km do Drezna ciągle pod wiatr – ale i tak mieliśmy lepiej niż pewien ptak, który wisiał w miejscu. Nam przynajmniej udało się toczyć. Okolica niesamowicie ładna – zabudowa taka sama jak na Dolnym czy Górnym Śląsku (wiadomo czemu), ale taka totalnie zadbana. Niesamowicie mi się tam podobało (。◕‿‿◕。)

    Reichenau:
    https://i.imgur.com/PfX7Igg.jpg

    W okolicach Budziszyna zaczęły się dwujęzyczne tablice. Nie wiedziałem, że mniejszość górnołużycka tak prężnie działa – załatwili sobie dwujęzyczne nazwy ulic, nawet takich malutkich, szutrowych.

    https://i.imgur.com/qF5oz31.jpg

    Drugie zdjęcie z Budziszyna przypięte do posta – tamto miejsce zrobiło na mnie największe wrażenie.

    Z Budziszyna trasa prowadziła przez Bischofswerdę, Radeberg i przez lasem zjechaliśmy do Drezna. Już w mieście złapał nas kolega Dewastatorsa i razem objechaliśmy bulwary, a potem do sklepu Rewe, gdzie niestety nie dostałem Coca-Coli Cherry z cukrem. Niemcy chyba też dali się zniewolić ( ͡° ʖ̯ ͡°) Za to posłuchałem niezbyt utalentowanej śpiewaczki ulicznej :/

    Tablica z nazwą miasta:
    https://i.imgur.com/rzBz9vW.jpg

    I panorama Drezna:
    https://i.imgur.com/TRliel6.jpg

    pokaż spoiler W ogóle moim zdaniem Drezno jest strasznie przereklamowane. Zgorzelec czy Budziszyn są zdecydowanie ładniejsze ;)


    Powrót już raczej wiatrem, ale planowaliśmy pojechać bardziej górzystym, południowym szlakiem, co też się częściowo udało, ale niestety byłem wyczerpany pierwszą częścią trasy, a i okazało się, że zostało już niewiele czasu do pociągu. Stąd ostatnie 80 km zrobiliśmy w ogromnym pośpiechu, na wielbłąda (picie się kończyło, na szczęście kolega poratował mnie swoim), a ja momentami dostawałem skurczy nóg jak nigdy w życiu. Zwolniliśmy dopiero pod Görlitz, zdobywszy trochę czasu na małe zakupy – Riter Sporta z Macadamią i Mezzo Mixa (z braku Cherry). Przelewając napój do bidonu, rozlałem sporo na rower, tak że trasę na dworzec i potem z dworca we Wrocławiu bardzo się kleił.

    Może nie była to moja najdłuższa wycieczka w życiu, ale zdecydowanie najtrudniejsza. Ostatni raz nogi tak bardzo odmawiały mi współpracy, jak robiłem swoje pierwsze 100 km na starym MTB. Wiatr, przewyższenia (2159 m), pośpiech i w końcu sam dystans swoje zrobiły.

    Ale niczego nie żałuję. Warto było dla tych widoków.

    2x 5 km to oczywiście dojazdy na dworzec/do domu.

    W tym tygodniu to już 244km!
    #rowerowyrownik #ruszwroclaw #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    288452 - 629 = 287823

    Pierścień Tysiąca Jezior 2018 - kategoria SOLO

    Dystans: 611km (przejechałem 628.77km)
    Czas łączny: 25:54:00 (czas jazdy: 22:39:11)
    Suma przewyższeń: 4,324m (faktycznie > 5000m)
    Pozycja GENERALNA: 37/158
    Pozycja SOLO: 18/39

    Wynik całkiem niezły, ale nie jestem zadowolony z pozycji jaką zająłem. Wszystko przez #garmin, który zdecydowanie ma jakieś problemy z pracą na długich dystansach. Już przed #augustow
    zaczął działać coraz wolniej. Odświeżenie pozycji na mapie zajmowało mu kilkanaście sekund i musiałem zatrzymywać się na skrzyżowaniach, żeby poczekać aż na ekranie pojawi się informacja, gdzie dalej jechać. Po postoju na PK6, sytuacja się na tyle pogorszyła, że musiałem zacząć korzystać z pomocy map papierowych lub kierować się za maratończykami jadącymi zasięgu wzroku. Z tego powodu traciłem czas na czytanie mapy i szukanie punktów kontrolnych, a i tak nie udało się uniknąć błędów i kręcić dodatkowych kilometrów w złym kierunku.
    W sumie zrobiłem prawie 20km więcej niż planował organizator i uciekła grubo ponad godzina czasu. Straciłem też motywację do walki o dobry czas i jechałem już bardziej lajtowo.

    Trasa maratonu, tak jak wszyscy zapowiadali, okazała się być bardzo wymagająca. Cały czas miałem wrażenie jazdy pod górę. Wjeżdżasz na hopkę i nie ma z górki, tylko jakieś biedne wypłaszczenie. W górach jak zakończysz wspinaczkę, to w nagrodę jest zjazd, a tu oszukują! Być może przyczyną takiego wrażenia był szalejący wiatr, który nie pozwalał rozpędzić się na zjazdach? Nie wiem. Wiem za to, że organizator przy planowaniu trasy kierował się jeną zasadą "może niech jadą tędy, będzie trudniej". Poważnie. Gdzieś nad ranem doszedłem do wniosku, że na tej trasie nie ma odcinka, żeby było lekko. Występowały trzy rodzaje trudności, w różnej kombinacji. Podjazdy, słaba nawierzchnia lub pod wiatr. Oczywiście były odcinki kumulacji i wszystkie te trudności występowały jednocześnie. Taki np. dwudziestokilometrowy odcinek był na trasie 513 Wozławki - Lidzbark Warmiński, zakończony na okrasę 12% podjazdem do PK. Gorszej drogi to chyba w życiu nie jechałem. Dla odmiany, ta sama trasa 513 od Lidzbarka do Ornety była najlepszym odcinkiem całego maratonom, wiodąc szerokim gładkim asfaltem po mazurskich pagórkach, pozwalała cieszyć się krajobrazami.

    Największym zaskoczeniem dla mnie jest brak jakiegokolwiek wyniszczenia organizmu. Dziś, po trzech dniach, mam tylko zmęczone nogi, nic więcej mi nie dokucza. Jedyny problem jaki
    miałem na trasie, pojawił się kiedy nad ranem pomyślałem, że jest ciepło i na PK9 (Reszel) zdjąłem ocieplane nogawki. Już po niedługim czasie zaczęły mnie boleć kolana, wszystko wskazuje na to, że od chłodu. W Lidzbarku z powrotem założyłem nogawki i ból zaczął ustępować.

    Nowością dla mnie było pojawienie się senności podczas jazdy. Miało to miejsce dwukrotnie. Pierwszy raz w nocy gdzieś około 2 nad ranem poczułem, że tracę kontrolę nad tym co robię, ale jakoś szybko mi przeszło. Później taki stan mnie dopadł przed samym Kętrzynem. Tu już było gorzej, miałem nawet obawy o swoje bezpieczeństwo, bo głowa kilka razy mi opadła. Na szczęście wypicie puszki coli na stacji paliw załatwiło problem.

    Z ciekawostek jakie zdarzyły się na trasie, to na 190km miało miejsce zderzenie czołowe dwóch aut. Droga została zablokowana i strażacy nikogo nie przepuszczali, ale mi udało się znaleźć przejście lasem, dzięki czemu wróciłem na trasę. Jak się później okazało, przyczyną zderzenia, było wyprzedzanie jednego z maratończyków na łuku drogi. Na szczęście sam maratończyk nie ucierpiał. Drugą ciekawą sytuacją była noc, a właściwie jej brak. Do PK6 czyli do godziny 22:18 jechałem w ciemnych okularach z małą migającą lampką z przodu i wszystko normalnie widziałem. Przez całą noc niebo nie straciło na horyzoncie pomarańczowej łuny, a po godzinie trzeciej było już jasno jak w dzień. Całej tej absurdalnej scenerii dopełniał księżyc, który pięknie rozświetlał tafle wody kolejnych mijanych jezior.

    Biorąc udział Pierścieniu Tysiąca Jezior ustanowiłem trzy nowe rekordy życiowe:
    najdłuższy dystans - 630km
    najdłuższy czas jazdy - 26h
    największa liczba przewyższeń - 4400m
    Teraz mam niecałe dwa miesiące na przeanalizowanie błędów jakie popełniłem i przygotowanie się do ostatniego wyzwania tego roku, ultramaratonu Bałtyk-Bieszczady Tour (1008km non stop).

    #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    W tym tygodniu to już 629km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: merge_from_ofoct.jpg

  •  

    289450 - 39 - 14 - 616 - 49 = 288732

    Tydzień po hasłem wyprawa po nową życiówkę.
    Piątek - jadę pod namiot, start rano więc dłużej będę mógł pospać.
    https://www.strava.com/activities/1669209113
    I do knajpki na obiad https://www.strava.com/activities/1669629718
    Sobota
    Nowa życiówka - Pierścień Tysiąca Jezior 2018. Start w 18 grupie o 9.25. W planach było ukończyć przed upływem 30h. Przy starcie w głowie miałem cały czas "tylko się nie podjaraj i nie goń jeśli grupa będzie szybka, spalisz się". Moja grupa nie okazała się szybka, okazała się nawet bardzo wolna. Zanudzili mnie już na 6km i pojechałem swoje ale już solo. Czytaj chyba jednak się podjarałem bo do177km czyli 3Pk wpadły mi na stravie same PR :) i znalazłem się na według mnie bardzo dobrym 21 miejscu w klasyfikacji. Od tego PK udało się znaleźć grupę, która jechała podobnym do mojego tempem więc było trochę raźniej, niestety tylko przez kolejne kilka km. Między Wydminami a Oleckiem dojechaliśmy do odcinka pieszego trasy a dokładnie na wypadek, który trzeba było obchodzić polem, a że ja lepiej jeżdżę niż chodzę to grupa mi tam uciekła. No i znów jazda solo, podziwianie widoków, śpiewanie piosenek z eremefką i walka z wiatrem na rant. Kilka km dalej dopada mnie pierwszy kryzys. Moim najwiekszym problemem jest zapominanie o jedzeniu. Pierwsze dwa PK to były batony, banany i bułki, które nadal wiozę ze sobą, trzeci pk był z zupką więc dopiero tam jadłem. Zwykle odcina mnie po 140-150km bez jedzenia a na liczniku było już ponad 200. Pakowanie w siebie batonów i izo za dużo nie daje bo już za późno, doczołguję się jakoś do PK4 gdzie czeka ciepły bufet w postaci rosołku i schabowego z ziemniaczkami, którego nie mogę sobie odmówić choć powinienem. Do następnego pk jadę sam i nic ciekawego po drodze nie ma, no może oprócz fantastycznej ddrki na wjeździe z Augustowa. Schabowy z ciepłego bufetu tradycyjnie zapchał kichy i powoli się trawi, energia z batonów i bananów czeka w kichach na swoją kolejkę więc tempo jazdy spada a wraz z nim miejsce w klasyfikacji. Na pk5 w Sejnach melduję się chwilę po jakiejś grupie. Jest to dokładnie półmetek maraton. Przy bufecie wszyscy jacyś odmienieni, uśmiechcnięci i nawet jakby cieplej się zrobiło :) Chwilę rozmawiam z nimi i czym prędzej się zwijam w trasę bo zaczyna się ściemniać a zapasowe baterie mam na nastepnym Punkcie. Po drodze podpina się jakieś 20m za mną koleś z kategorii solo, któremu przednia lampka wysiadła. Nie wiem jakim cudem przeżył on zjazdy do Rutki Tartak z prędkością 50-60km/h widząć tylko moją lampkę. Na przepaku ubieram na siebie wszystko co mam na chłodniejszą pogodę, zabieram akumulatorki i jadę dalej, postanowiłem nie spać. Od tego momentu na trasie mijam się już tylko z jedną grupą chyba z Wrocławia. Raz oni wyjadą wcześniej z PK raz ja. Po numerach startowych widzę, że mam nad nimi 30minut przewagi więc mi to pasuje. Dopiero na 480km łapie mnie konkretny kryzys. Wzrok słabo ostrzy, o zakrętach muszę myśleć sporo wcześniej żeby nie przestrzelić, zatrzymuję się na przystanku i przytulam czoło do siodełka. Przebudza mnie traktor 10 minut później, jest już lepiej, robię sobie szybki strzał z kofeiny z colą i lecę dalej. Udaje mnie się nawet znowu dojść tą samą grupę na kolejnym PK. Wyjechałem w swoje rejony więc prędkość trochę wzrasta i zaczynają znowu wpadać pucharki :) Chwilę po 12 wjeżdżam na swój rodzimy PK w Lidzbarku Warmińskim przy gromkich brawach obsługi z rowerowego stowarzyszenie. Za chwilę pojawiają się też 3 wozy strażackie na sygnałach

    pokaż spoiler Niestety nie do mnie, był alarm na termach warmińskich :)

    Do mety już tylko 50km, 560km w nogach, nie wiem skąd siły na ten ostatni odcinek ale cisnę z dobrą średnią powyżej 30. Meta o 15:04 po 29h39m, a więc w limicie, który sobie ustaliłem. Jem świniaka,wypijam pół piwa po którym dostaje drgawek i idę do namiotu odypiać. Na wszelki wypadek nastawiam budzik, żeby nie przegapić powrotu innych wykopków. Wspaniały to był wyjazd, pewnie pojadę go jeszcze raz :)
    Poniedziałek - powrót do domu https://www.strava.com/activities/1675625273

    W końcu udało się przejechać pierwsze ultra. Pomysł na dłuższe wyjazdy zrodził się w głowie po przeczytaniu wpisu @metaxy o przejechaniu 444km wokół komina. Później utwierdzały w nim i motywowały do pracy wpis z wyjazdów @hipek99,którego już chyba nie ma na wypoku, wyprawy @byczys a, @fixie - czemu już nie opisujesz tras? No i @mortal84 owe hasanie po górach i zaporach. Dzięki Mireczki za motywacje.
    #wykoptribanclub

    W tym tygodniu to już 718km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    290364 - 108 - 208 - 129 = 289 919
    Witaj nowa edycjo!
    108 - mało emocjonująca trasa z Mietkowa do Strzelina, inspirowana głównie potrzebą poprawienia PR na hopce w Przemiłowie i odwiedzeniu gminy Piława Górna (jakoś niechcący dołączyłem do #zaliczgmine ;D). Na samej końcówce pod Strzelinem moknę do suchej nitki.
    208 - z przygranicznego Görlitz wyruszyłem w głąb Niemiec w poszukiwaniu asfaltów i nowych terenów. Trasę inspirowana heatmapą oraz chęcią zrobienia 200km. Przed 9 ruszam w kierunku niemieckich wiosek, które w większości były dość wymarłe, niemniej asfalty co najmniej satysfakcjonujące. Po trzech godzinach dojeżdżam do czeskiego Varnsdorfu, a następnie kieruję się na niemieckie kurorty w Górach Żytawskich - Jonsdorf, Luckendorf, Oybin. Jeszcze raz skaczę na czeską stronę, by bocznymi drogami dojechać do Zittau (Żytawa). Stamtąd już blisko na trójstyk granic, który jest dość uroczym miejscem. Znów do Czech, za Hradkien n/Nisou odwiedzam restaurację i tankuję pół litra kofoli. Jadę jeszcze nieco wgłąb Czech, ale za Chrastavą odbijam w kierunku granicy by finalnie zjechać do Bogatyni. Tamże bufet w Biedronce. Ostatni odcinek to droga do Węglińca - DW352 to jedyna droga do Zgorzelca - jedzie się fatalnie, wmordewind + spory ruch samochodowy. Szczęśliwie bez strat dojeżdżam do Zgorzelca, odbijam na boczne drogi i bez pośpiechu toczę się na stację w Węglińcu. Wyszło 2200 w pionie, nieco dało mi to w kość. Wnioski: omijać drogi typu A ( ͡° ͜ʖ ͡°), B i S, najczęściej są one mocno obłożone i mimo wysokiej kultury jazdy źle się jedzie, mimo że na heatmapie wszystkie się na czerwono świecą.
    129 - pierwszy raz (dopiero ( ͡° ʖ̯ ͡°)) w Karkonoszach na szosie. Towarzyszy @cherrycoke2l. Trasa niby niezbyt górzysta, ale 2000m w pionie weszło. Ruszyliśmy z Sędzisławia, a następnie przez Kamienną Górę, Starą Białka ( ͡° ͜ʖ ͡°), Miszkowice na Rozdroże Kowarskie. Dalej kierunek Rudawy, podjazd w Rędzinach dał nam w kość. Przez Miedziankę (tą, o której Springer pisał), Trzcińsko dojeżdżamy do bufetu w Kowarach. Po dwóch pączkach zjeżdżamy do Podgórzyna, gdzie wspinamy się do Przesieki i Borowic. Miał być jeszcze Karpacz, ale zostawiamy go na kiedy indziej ;d Spokojnie zjeżdżamy do Jeleniej Góry, tamże jeszcze raz bufet i pociąg.

    I pękło 6000km w tym roku ^^
    #rowerowyrownik #100km (nr 29 i 30) #200km (nr 4)
    pokaż całość

  •  

    16 - 211 = -195

    Dzisiejsza przygoda w Dolinie Baryczy napędzana przez batony Mars i kabanosy :) Pierwsza wersja trasy zakładała że podjadę pociągiem ale stwierdziłem że nie po to kupiłem rower żeby go wozić :) Godne polecenia: odcinek Prusice-Żmigród oraz trasa dawnej kolejki wąskotorowej. Wracając podkusiło mnie żeby sprawdzić las między Goszczem a Twardogórą i... przez tyle piachu to jeszcze nie kręciłem :) momentami brakowało zębów w napędzie i prościej było pchać niż mielić. Moje pierwsze 200km wykręcone i oczywiście na przecinaku MTB :)

    W tym tygodniu to już 380km!
    #rowerowyrownik #ruszwroclaw #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    836 - 312 - 305 - 268 - 225 - 207 - 78 - 64 - 31 - 63 - 28 = -745

    Dystanse z wyprawy + jakieś śmieci, bo równik się kończy. Niestety po wyprawie, a przed Alpami mam praktycznie zero czasu. Jeszcze dziś jadę po nowy aparat, bo stary w zasadzie umarł, więc będzie dwieście i pewnie do soboty jak dojedziemy nad Gardę spokój. A wpisy z wyprawy po prostu wrzucę pod swój tag na spokojnie.

    Heh, miał się kończyć, a go skończyłem.

    #rowerowyrownik #100km #200km (nr 13, 14, 15) #300km (nr 8 i 9)
    pokaż całość

  •  

    13 503 - 401 - 4 = 13 098

    Przy okazji wyprawy @metaxy ego dookoła Polski napomknąłem @Mortal84, że planujemy wraz z #rowerowywroclaw pojechać do Warszawy trasę ~350km. Ten zasugerował, że nie zaszkodziłoby dokręcić do 400km. Przyznam, myślałem nad tym, ale bardzo mnie bolała myśl o wstawaniu o patologicznej godzinie. Niemniej postanowiłem dać sobie szansę i wstać wcześniej niż trzeba było.

    Budzik budzi mnie o 02:10, 40 minut później wsiadam na rower. Kieruję się na wylotówkę na Opole, gdzie łapię pierwsze kilometry, potem zmierzam w kierunku Gaju, gdzie o 03:50 zgarniam @kolkohyt. Razem lecimy na Psie Pole, by ostatecznie o 04:20 (#pdk) wraz z resztą reprezentatów #rowerowywroclaw - @cherrycoke2l i @krzysiekdw ruszyć na Oleśnicę, Syców. Drogi dość mokre, głównie dzięki chmurze, która przed nami uciekała. Mimo wczesnej pory pojawił się już jakże pożądany wiatr zachodni, który będzie nam towarzyszył do końca dnia. Niespecjalnie się starając trzymamy tempo 30-32km/h. Z rytmu wybudza nas mokra szyna w Bralinie, na której cherry i kolkohyt driftują, a Krzysiek szlifuje. Szczęśliwie bez strat, choć nadgarstek Krzyśkowi dokucza do końca trasy. W Lututowie pierwsza setka, pierwszy postój. Mały bufet i lecimy do Zduńskiej Woli na śniadanko w McD. Apetyty i zmęczenie okazuje się większe od przypuszczanych, wobec czego spędzamy tam ponad pół godziny. Kawałek za Łaskiem spotykamy @mosci_K, który niemal od razu rusza do przodu i nadaje dobre tempo. Żwawo przejeżdżamy przez aglomerację łódzką, by w Brzezinach spotkać pozostałych wysłanników #rowerowalodz - @sargento i @Zelazko_MPM. W ten sposób w 7 osób zmierzamy na Jeżów, Skierniewice, przed Kamionem przekroczyć granicę woj. łódzkiego i mazowieckiego. W lesie w okolicy Puszczy Mariańskiej mijamy atrakcje wątpliwej jakości i moralności ( ͡° ͜ʖ ͡°), pod Żyrardowej dość poważny wypadek, a w samym Żyrardowie wpadamy do McD na kolejny postój. Na liczniku ponad 300km, czuć nieco zmęczenie, ale grupa dzielnie jedzie. Potem na trasie czekają Grodzisk Mazowiecki i Nadarzyn. Czeka też @mmichal, ale czeka też pociąg o 19, wobec czego skupiam się na trasie, która nas wiedzie jakimiś dziwnymi rondami, przez co kolegi w ogóle nie zauważam (i on nas też ( ͡° ʖ̯ ͡°)). Za Nadarzynem do samej Warszawy już tylko drogi serwisowe. Za zgodą grupy odrywam się od niej, by jechać samemu mocniejszym tempem i gdzieś dozbierać brakujące kilometry, tak by również na pociąg o 19 zdążyć. Jednak popełniam błąd, szukając jakichś ładnych dróg na Okęciu do dokręcania, przez co na Centralnym stawiam się na 5 minut przed odjazdem, bez biletu i dwóch kilometrów (╥﹏╥) Zrezygnowany, kręcę się wokół Pałacu Kultury, placu Grzybowskiego, by w gdzieś w tamtej okolicy skończyć nagrywanie trasy, coby bateria nie zdechła. Na Centralnym w McD łapię Łodzian, którzy uzupełniali kalorie i poratowali mnie odrobiną prądu z powerbanka. Kupuję bilet powrotny i czekam na pociąg o 23. We Wro jestem o 5, przebitka przez puste miasto i spać.

    Podziękowania:
    Dla brygady #rowerowywroclaw - @krzysiekdw, @cherrycoke2l i @kolkohyt - która dzielnie mnie wspiera i znosi moje humory i pomysły na coraz dziwniejsze trasy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Dla brygady #rowerowalodz - @sargento, @Zelazko_MPM, @mosci_K - za przybycie, wsparcie psychiczne i fizyczne. Super się jechało w takiej atmosferze z taką grupą :D
    Dla @mmichal - za wyjazd i próbę znalezienia nas w Nadarzynie. Za rok (a może prędzej? :)) damy Ci drugą szansę ;D
    Dla @masash - za super (w mojej opinii) trasę wjazdu do centrum Warszawy. Drogi techniczne świetne, ale najbardziej mi się podobała jazda pustymi ulicami Wawy, bez konieczności zjeżdżania na ścieżki rowerowe.

    Dla osób, które to przeczytały - też podziękowania przysługują :D

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    #rowerowyrownik
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20180623_191325_HDR.jpg

  •  

    13730 - 227 = 13503

    Po wyprawie z @metaxy z Krk do Wawy planowałem znów pojechać sobie do stolicy Polski aż tu nagle pojawia się okazja. @Dewastators zaplanował wypad z Wrocka do Wawy przez okolice Łodzi. Tak sobie myślę czemu by nie skorzystać :)
    Dzień wyprawy zapowiadał się deszczowo co się potwierdziło po pierwszych 4km wyjechanych z Łodzi, a nawet porządnie się nie rozgrzałem ehh. Mimo temp. 14 stopni deszcz był strasznie zimy i siarczysty jakimś cudem wyschłem. Z nadzieją że już takich akcji w dzisiejszym dniu nie będzie śmigam dalej. Po zrobieniu 49km za miejscowością Łask spotykam ekipę z #rowerowywroclaw (@cherrycoke2l, @Dewastators, @kolkohyt i @krzysiekdw) i razem jedziemy po resztę @Zelazko_MPM i @sargento. Brzezinach spotykamy wykopków, objaśniamy szczegóły że trzymamy się średniej 31km/h ale że nogi dobrze podawały dodatkowo wiatr w plecy jakoś ciężko było tego dotrzymać ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    W Żyrardowie czas na żarełko po 30 min lecimy w dalszą drogę. W Nadarzewie widzę w pierwszy raz w życiu największe rodno które ma prawie 2km, niestety było ono tak wielkie że nie udało się spotkać @mmichal (dzięki za chęci).
    Przed Wawą szybka fota na panoramę i wbijamy na miasto. W stolicy jazda przebiegła pomyślnie bez żadnych problemów. #rowerowywroclaw w niepełnym składzie wbił do pociągu a my idziemy do maca na kawę gdzie spotykamy wycieńczonego @Dewastators który dobił do 400km. Na jego nieszczęście następny pociąg miał dopiero przed północą. My lecimy do swojego ŁKA i wracamy do Łodzi ;)

    Dzięki za wyprawę Panowie! ;)

    Statystyki:

    Dystans: 227 km
    Wertykalnie: 1717m(↑818m/↓899m)
    Czas: ◷08:08:43
    Średnie tempo: 2:09 min/km
    Średnia prędkość: 27,82 km/h
    Kalorie: 6850 kcal

    W tym tygodniu to już 328km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: DSC_0158.JPG

  •  

    14640 - 360 - 5 = 14275

    Życiówka do Warszawy połączonymi siłami #rowerowywroclaw – @Dewastators, @kolkohyt, @krzysiekdw oraz #rowerowalodz @mosci_k, @sargento i @Zelazko_MPM.

    Wczorajszy dzień był niemal idealny na taką wyprawę – długi (!), wiatr przeważająco zachodni ( ͡° ͜ʖ ͡°), temperatura rzędu kilkunastu stopni (dla mnie idealna) i prawie bez deszczu z chmur – był tylko taki spod kół, gdyż jechaliśmy za deszczem.

    Z domu wyjechałem o 3:30, szybki tranzyt po pustym Wrocławiu i DK98 na Psie Pole, gdzie się zebraliśmy i niesieni wiatrem pojechaliśmy przez Oleśnicę, Syców, Kępno. Po drodze znaleźliśmy portfel z dowodem osobisty, który przed chwilą oddałem na policję oraz nieciekawy przejazd kolejowy, gdzie część z nas „potańczyła” na torach, a część zaliczyła glebę. W Zduńskiej Woli zrobiliśmy przerwę na ofertę śniadaniową Maca, której wcale nie szkaluję, bo są w niej placki ziemniaczane, jajka i boczek. Same dobre rzeczy. Pod Łaskami dołączył do nas @mosci_k.

    Do Łodzi nie wjeżdżaliśmy, ale przejechaliśmy przez Pabianice, gdzie duże wrażenie zrobił na mnie kościół NMP Różańcowej. Bardzo ładny neogotyk, szkoda, że nie było czasu na zdjęcie. W ogóle w tym mieście jest ciekawa zabudowa.

    W Brzezinach dołączył do nas reszta #rowerowalodz i już wspólnie przekroczyliśmy granicę województwa (ósme, które zaliczyłem na rowerze).

    https://i.imgur.com/ILyRuXN.jpg

    Kolejna przerwa na maca w Żyrardowie, gdzie już powoli zdychałem i czekałem na śmieciarkę, ale na szczęście wróciły siły na ostatnie 60 km i cyk, jestem pierwszy raz w życiu w Warszawie.

    Mocne wrażenie robi panorama wieżowców:
    https://i.imgur.com/SdANIXo.jpg

    Niestety mimo że w końcu udało mi się dotrzeć do Warszawy, to poza Aleją Krakowską, dworcem i PKiN-em nie zobaczyłem absolutnie nic, bo do pociągu zostało tylko 20 minut. Stąd mój niedosyt, bo marzyłem o zdjęciu pod Kolumną Zygmunta. Trzeba będzie to poprawić ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    5 km to powrót z dworca PKP we Wrocławiu do domu.

    I jeszcze nostalgicznie. Z okazji tej wyprawy piję właśnie ostatnia #cherrycoke (z cukrem) z butelki :< Kiedyś zawsze po rowerowych eskapadach czekała na mnie taka zimna, pyszna, prosto z lodówki. Pisząc ten post doświadczam tego po raz ostatni.

    pokaż spoiler Na pocieszenie/inną okazję zostały jeszcze trzy puszki.


    W tym tygodniu to już 406km!
    #rowerowyrownik #ruszwroclaw #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Całkiem udany wypad. Katowice - Wrocław zaliczone. Gdyby nie koszmarny #wmordewind cała drogę to średnia na pewno byłaby fajniejsza (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    #rower #200km

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    16756 - 544 - 21 = 16191

    Maraton Podróżnika 2018

    Był to mój trzeci start w MP, a że jest to impreza która bardzo przypadła mi do gustu, to wziąłem udział, pomimo że w tym roku do bazy zawodów było daleko (prawie 600 km od domu) i zaplanowana trasa była generalnie płaska i bez gór. Z drugiej strony właśnie to, że maraton odbywa się zawsze w innej części Polski jest dla mnie dużym plusem - nie lubię jeździć tego samego :)

    Na miejsce jedziemy wraz z małżonką samochodem. Również po raz trzeci pomaga ona w organizacji, odprawiając zawodników na starcie i oczekując ich powrotu na mecie z medalami ;) Na miejscu jesteśmy dzień przed startem po południu, więc jest jeszcze czas na rozmowy ze znajomymi. Robię tez mały rekonesans okolicy na rowerze, przy okazji sprawdzając czy rower nie doznał jakiejś usterki podczas transportu samochodem. Asfalty w okolicy są kiepskie, ale to tylko przedsmak tego co nas będzie czekać.

    Pogoda zapowiada się dosyć dobra, choć zapowiadane temperatury są dla mnie trochę za wysokie. No ale najważniejsze, że ma nie padać.

    Startuję w przedostatniej grupie o godzinie 8:30. Dosyć szybko odłączam się od reszty i jadę sam. Już po około pół godzinie dogania mnie ostatnia, najmocniejsza grupa, która wystartowała 5 minut po nas. Podpinam się pod nią, ale po może 10 km odpuszczam, bo tempo jest tam bardzo wyżyłowane, pomimo naprawdę kiepskich nawierzchni. Lecą na urwanie karku i dodatkowo całość jest strasznie szarpana. Jadąc za kimś kilka razy wpadam w dziurę. To nie dla mnie ;)

    Po pewnym czasie dogania mnie Daniel Śmieja (organizator zamieszania o nazwie MRDP) i jedziemy wspólnie. Doganiamy sporo osób z startujących wcześniej, i powoli tworzy się nam nowa grupka, która jednak po podkręceniu tempa trochę się klaruje. Jedziemy z Danielem i jakimś kolegą, któremu towarzyszy kolega w samochodzie. Daniel informuje go, że taka pomoc jest zakazana regulaminem i żeby poinformował organizatorów o tym fakcie, bo będzie niesmak na mecie. Twierdzi, że nie jedzie dla medalu, tylko że chce pierwszy raz przejechać taki dystans.

    Po pewnym czasie doganiamy Maćka Skowronka i dłuższy czas jedziemy we trzech. Krajobrazy Pojezierza Zachodniopomorskiego cieszą oko, jest tu spokojnie i ruch samochodowy niewielki. No bo kto z własnej woli chciałby tłuc się po takich dziurach ;) Upał doskwiera już mocno, choć sytuację ratuję dość gęsto obsadzone drzewami drogi. Bidony wysychają szybko więc w Tychowie robimy kilkunastominutowy postój w sklepie. Po pewnym czasie Maciek zostaje trochę z tyłu, a na którymś z niewielkich podjazdów gubię też Daniela, jednak tuż przed Mielnem dogania mnie i odcinek nadmorski przejeżdżamy wspólnie. Nagle, pomimo że jest godzina 14 i pełne słońce, robi się... zimno. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. Temperatura była niższa spokojnie o 10-12 stopni.

    Niedługo po tym, jak droga trasa wywija się w kierunku południowym, wypadają mi z kieszonki okulary i Daniel mi odjeżdża. Doganiam go, a że idzie dobrze, to wyrywam do przodu. Ostatnie 30 km przed punktem żywnościowym jest ciężkie. Jest to najcieplejsza pora dnia, a teren jest odkryty, więc tempo gwałtownie leci w dół i jadę siłą woli ;) Ale jak widać nie tylko mi to daje w kość, bo nikt mnie w tym czasie nie dogania.

    Na punkcie w Polanowie jest kilka osób. Ekipa go obsługująca sprawnie podsuwają mi pod nos porcję makaronu z mięsem, który jednak początkowo odpycha mnie. To z pewnością ze względu na upał i wycieńczenie. Wyjadam sam makaron, ale pod koniec wciągam jednak całą resztę, bo robi się lepiej :) W międzyczasie dojeżdżają inni, m. in. Daniel, Maciek, Wilk i słony Emes ;). Daniel rusza w dalszą drogę dość szybko. Ja uzupełniam bidony i startuję razem z Wilkiem. Jedziemy dość spokojnie i dyskutujemy o North Cape 4000 w którym również bierze udział. W pewnym momencie luzuje mu się sztyca siodełka, więc zostaje trochę z tyłu. Przejeżdżam przez jeden z najgorszych odcinków trasy. Asfalty to dramat i to jest moment, gdzie dla mnie miarka się przebrała i jadę wkurzony, bo to nie są incydentalne odcinki, tylko po prostu większość dotychczasowej trasy wygląda źle.

    W Miastku postanawiam zahaczyć o Biedronkę, ale nie był to dobry pomysł, bo pani przy kasie przede mną z wielkimi, chyba zapomniała że nie ma pieniędzy na koncie. Postanawia szybko podejść do bankomatu, w czasie gdy my stoimy i czekamy. Wraca, stwierdzając że jednak nie ma pieniędzy ;) W tym czasie wyprzedza mnie Wilk. Po pewnym czasie, jadąc już po ciemku, rozpoznaję jego wysoko zawieszoną na plecaku lampkę, więc mam motywację by gonić. Udaje się i jedziemy znów wspólnie, a po chwili wyprzedza nas Daniel, który przed chwilą zrobił zakupy w Czarne i stwierdza że jedzie pozostałe do mety 200 km bez przerwy. Jedziemy w trójkę, jednak po pewnym czasie zaczyna mi doskwierać coraz bardziej ból pleców. Gdy dodatkowo robi się chłodniej, postanawiam się zatrzymać, założyć dodatkową warstwę i zrobić kilka skłonów.

    W Wałczu planuję postój na stacji, bo mam ochotę zjeść na szybko coś ciepłego. Po dotarciu na miejsce spotykam siedzącego na zewnątrz Wilka, który jednak informuje mnie, że nic na ciepło nie ma. Jestem trochę zawiedziony, ale postanawiam poszukać dalej. Znajduję stację BP, do której trzeb zjechać kilkaset metrów z trasy, ale to była dobra decyzja, bo mają wszystko czego potrzebuję :)

    Po posiłku i zakupu prowiantu na drogę, ruszam w noc, ale jako że jest 3 nad ranem, to zaczyna mnie mulić na spanie. Jazda mi nie idzie i tylko kombinuję gdzie się tu przyłożyć do snu. Próbuję nawet drzemki przy drodze, ale niewiele mi to daje i jedzie się kiepsko, bo dosłownie zasypiam na rowerze. Nagle niespodziewanie wyprzedza mnie Maciek Skowronek. Jestem zdziwiony, bo na poprzednim punkcie kontrolnym miałem nad nim prawie godzinę przewagi! Dodatkowo wyrywa do przodu i widzę jego coraz mniejszą postać, oddalającą się ku horyzontowi. To tylko mi uświadamia, jak bardzo nieefektywnie zacząłem jechać. Tak być nie może, więc postanawiam spiąć się jak tylko potrafię i zaatakować ;) Po dłuższym pościgu doganiam koleżkę, a senność trochę ustępuje. Znów jedziemy wspólnie i dyskutujemy. Do mety pozostaje około 80 km, więc postanawiam pociągnąć to do końca, bo już mnie ta jazda zwyczajnie nudziła ;) Po pewnym czasie mijamy Wilka, który chyba wymienia z kimś dętkę na poboczu. Maciek trochę słabnie i zostaje z tyłu. Ja podkręcam tempo jak tylko mocno potrafię, ale Maciek jednak nie próżnuje i cięgle mam go w zasięgu wzroku za plecami. Widzę że odżył, więc postanawiam na niego poczekać i na metę zajeżdżamy wspólnie. W końcu, mam nad niem 10 minut przewagi, bo startował w grupie 10 minut przede mną ;)

    Na mecie czeka Żonka, która wręcza mi medal :) Siedzę tu jeszcze dobrą godzinkę, w czasie której zjeżdża jeszcze kilka osób.

    Ostatecznie dystans 544 km udaje mi się pokonać w czasie 22 godzin 43 minut, co daje mi 17 miejsce na 68 osób startujących, z czego 11 osób nie ukończyło całości trasy. Kolega ze wsparciem w postaci samochodu dojechał na metę i poinformował o tym fakcie organizatorów, jak polecił mu Daniel. Mimo wszystko pamiątkowy medal dostał, choć na liście wyników ma wpisaną dyskwalifikację.

    Podsumowując, zadowolony jestem z wyniku, choć trasa mnie bardzo umęczyła. Przede wszystkim wspomniana jakość nawierzchni dała mi w kość. Pozostaje pewien niesmak, bo puszczać ludzi na rowerach szosowych w taką trasę to gruba przesada. Przede wszystkim szkoda sprzętów. Mój niestety ucierpiał, bo w przednim kole na prądnicy pojawiły się spore luzy, co mnie martwi w kontekście startu z nim w North Cape 4000. Na szczęście towarzystwo i ogólna organizacja nadrobiły i ogólne wrażenie jest pozytywne :)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1628518043

    #byczysnarowerze

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

  •  

    17627 - 62 - 29 - 192 - 80 - 10 - 12 - 41 - 239 = 16962

    Czwartek https://www.strava.com/activities/1638001980
    Piątek https://www.strava.com/activities/1639918175
    Sobota wyjazd bez śniadania i jazda do odcięcia https://www.strava.com/activities/1642311673
    Niedziela grupowo https://www.strava.com/activities/1644164882
    Poniedziałek https://www.strava.com/activities/1646522575
    Wtorek https://www.strava.com/activities/1648878419
    Środa https://www.strava.com/activities/1650346194
    Piątek wyjazd na mistrzostwa Polski w Kolarstwie Szosowym https://www.strava.com/activities/1655293225
    https://www.strava.com/activities/1655279862

    W tym tygodniu to już 665km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #100km #200km
    #wykoptribanclub
    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    18097 - 217 = 17880

    https://www.strava.com/activities/1655153192

    Do Pacanowa spotkać Koziołka Matołka ;)

    Pierwsze #100km z mocnym #wmordewind, myślałem nawet żeby zawrócić i pojechać na Przemyśl, ale nie chciało mi się wracać ciapongiem. Na miejscu klasyczne zdjęcie z Koziołkiem i już po jakichś 50 km czułem, że wiatr odebrał sporo sił, dlatego resztę trasy przejechałem głównymi drogami. Ostatecznie ponad #200km w bardzo średniej pogodzie, ale fajnie, że udało się wykorzystać wolny dzień :)

    W tym tygodniu to już 217km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dgtzuqphqg23d.cloudfront.net

  •  

    20915 - 50 - 111 - 208 = 20546

    Luźniejszy, powyprawowy tydzień. Zdjęcia z niedzielnej trasy na Salmopol.

    #rowerowyrownik #100km (nr 28) #200km (nr 18)

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Salmopol.jpg

  •  

    22306 - 218 = 22088

    W tym tygodniu to już 222km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    23857 - 249 - 40 - 17 - 84 - 70 = 23397

    Dojazd na coroczny zlot forum podrozerowerowe.info i kursy towarzyszące po Pogórzu Przemyskim.

    Moja planowana trasa do zlotowej bazy, która mieściła się w okolicach Przemyśla, miała przebiegać przede wszystkim górami, jednak prognozy pogody zwiastujące ciągłe opady sprawiły, że postanowiłem jechać mniej wymagającą trasą. Deszczowa aura była jednak dobrym pretekstem, by wypróbować ekwipunek skompletowany dotąd pod kątem startu w North Cape 4000.

    Pierwszego dnia faktycznie padało większość czasu. Planowałem przejechać około 300 km i uskutecznić mokry biwak w ramach zaprawy ;) Niestety około godziny 22, gdy miałem około 250 km na liczniku, rozerwało mi oponę i głośny huk zaniepokoił pewnie niejednego mieszkańca Ostrowa niedaleko Ropczyc, gdzie zakończyłem tego dnia jazdę ;)

    Udało mi się prowizorycznie załatać oponę za pomocą wycinków opon które woziłem ze sobą od czasu startu w MRDP. W końcu sie przydały! :) Namiot rozbijam niedaleko drogi na miedzy. Rano postanawiam dojechac na pociąg do Rzeszowa, gdzie spotykam się z małżonką, która też podążała na zlot :) Do przemyśla dojeżdżamy więc wspólnie, po czym ja pokonuje na rowerze ostatnich 17 km do miejsca zlotu.

    Na miejscu ognisko, rozmowy, śpiewy i generalnie bardzo przyjemnie. O poranku zbiera się kilka grupek na wycieczki po okolicy. Ja dołączam do grupki mającej za cel Arłamów. Tym sposobem w składzie Łatoś, Wilk, Rysiek i Podjazdy pokonujemy malowniczą pętlę po Pogórzu Przemyskim. Jest trochę szutrów, ale opona jakoś to jeszcze wytrzymuje ;) W Krasiczynie, już niedaleko Perły Sanu zatrzymujemy się na obiad. Ja jeszcze robię większe zakupy, więc do bazy zabieram się z inna napotkaną ekipą. Wieczorem powtórka z rozrywki, czyli ognisko i towarzystwo :)

    W niedzielę dojeżdżamy na dwa Awole z Krzyśkiem do Rzeszowa na pociąg. No i po zlocie ;) Było bardzo fajnie!

    Galeria zdjęć

    Strava dojazd i bum: https://www.strava.com/activities/1578785320
    Strava Rzeszów pociąg: https://www.strava.com/activities/1579452089
    Strava Arłamów forumowo: https://www.strava.com/activities/1582370332
    Strava Rzeszów pociąg do dom: https://www.strava.com/activities/1583917041

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km
    pokaż całość

  •  

    27823 - 250 = 27573

    Wyprawa, dzień XI, 10.06.2018

    Mimo iż chcieliśmy zebrać się i ruszyć nieco wcześniej, jak zwykle nie udaje się nam. Na początek drewniany, dziurawy most i nie 700 m, a prawie kilometr piachu, po którym wczoraj do tej nieszczęsnej dziury przyjechaliśmy.

    Już od samego rana jest ciepło, a to dopiero przedsmak upału, który ma być tego dnia. Jedziemy kawałek serwisówkami wzdłuż S7, a w Płońsku dołącza do nas @borsaj, który towarzyszył nam już 8. dnia pomiędzy Raciążem i Ciechanowem. Jako że gminy są najważniejsze, "czasami" trzeba przejechać po szutrze, żeby do nich dotrzeć. Albo po piachu. Takim sypkim, że Grand Prixy 25 mm wchodzą w niego jak w masło. Nie inaczej było i teraz. Na @borsaj'u i jego gravelu chyba nie robiło to większego wrażenia, a @metaxy jest w sumie tak zaprawiony w bojach, że dla niego to raczej formalność.

    W Wyszogrodzie chcieliśmy coś zjeść i uzupełnić bidony, ale po zjeżdżeniu połowy miasta trafiamy tylko na jakiś monopolowy. Dobrze, że była chociaż cola z lodówki...
    Jedziemy południową stroną Wisły, żar leje się z nieba, ale w trzech i na zmianach jakoś to jeszcze idzie. W końcu w Nowym Dworze Mazowieckim popas w McD. Zbawienie i nowe siły.

    W pierwotnej wersji planu na ten dzień zamierzałem pożegnać się z @metaxy'm w Nasielsku, ale z czasem staliśmy bardzo dobrze i ostatecznie padło na Pułtusk. Świetnie się złożyło, bo czekał tam na nas @SnikerS89. Przybiliśmy przysłowiową piątkę, zjedliśmy po lodzie i pojechałem w kierunku Warszawy.

    Lecę na południe DK61, ruch umiarkowany, nie jest źle. Do czasu aż droga przechodzi w dwupasmówkę i pojawiają się znaki zakazu dla rowerów. Ale pobocza szerokie i nikt na mnie nie trąbi, więc jadę. Przed Legionowem szczęśliwie spotykam @theDOG, który został przez @metaxy'ego "oddelegowany" do poprowadzenia mnie na Centralny. W ogóle niewiele zabrakło i byśmy się minęli...

    Od razu mi lepiej w towarzystwie lokalnego przewodnika, bo już zaczynałem czuć się niepewnie i w myślach czarno widziałem mój dojazd na dworzec, na który przybywamy z lekko ponadgodzinnym zapasem. Jeszcze tylko formalności, czyli zdjęcie z Pałacem Kultury, McD i można nieśpiesznie udawać się na peron. Pociąg do Katowic oczywiście spóźniony 15 minut. Wieszam rower na haku, zasiadam na swoim miejscu i w sumie na tym moja wyprawa się kończy.

    Podziękowania dla chamskiego i prostackiego kierownika wyprawy - @metaxy'ego, z którym po raz drugi mogłem zwiedzić rejony naszego pięknego kraju, w które sam z własnej, nieprzymuszonej woli raczej nigdy bym się nie zapuścił.

    Podziękowania dla @isiowa, która dbała, żebyśmy mieli gdzie spać w "dni niewykopowe" i wiedzieli gdzie jechać następnego dnia.

    Podziękowania dla @rdza, @Zara-tu-s_t_ra, @nunu85 i @guziec za gościnę.

    Podziękowania dla wszystkich, którzy towarzyszyli nam na trasie i dla tych, którzy kibicowali na mirko.

    Wspaniała to była wyprawa, nie zapomnę jej nigdy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 17)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dzien11.jpg

  •  

    29079 - 402 = 28677

    W końcu zebrałem się i pobiłem swój stary rekord wynoszący 337 km w 24h, ustanowiony chyba z 10 lat temu. Na starej kolarce, bez specjalnej formy wraz z kumplem wybraliśmy się z Łańcuta w Bieszczady (Smerek) i z powrotem. Tym razem postanowiłem przekroczyć magiczną barierę 400km. Wyruszyłem o 12.22 z okolic Łańcuta. Najpierw etap "górski" w stronę Dynowa, tu odbiłem na Domaradz i przez Czarnorzeki zjechałem do Krosna. Tu stuknela pierwsza setka. Przed Jasłem obiadokolacja, później w stronę Pilzna po lewej stronie Wisłoki. Zrobiło się już ciemno, w Mielcu koło 1 w nocy drugą setkę miałem za sobą. Przed Mielcem na przystanku zostawiam bidon - zorientowałem się kilkanaście km dalej, więc już po niego nie wracałem. Chwila przerwy w mieście, i dalej jazda w stronę Leżajska przez Kolbuszowa i Sokołów. Na tym etapie zacząłem czuć mięśnie u nóg, przez jakieś 50km i chyba się przyzwyczaiłem :) w Leżajsku na Orlenie jestem po 6 rano, jem kanapki i pije herbatkę, bo w brzuchu już mi się przewalało od dwóch godzin. W okolicy Ożanny jest 300 km i 7 rano. Mam dylemat, bo już stąd wracam do domu i rekord pobity. Psychika siada i zmęczonym coraz bardziej. Miałem jechać na Tarnogród i stamtąd w stronę Łańcuta, ale stwierdziłem że pojeżdżę po znanej okolicy i tak spróbuje dobić do 400. Mam 5 godzin, stówę do zrobienia i najchętniej to bym się kimnął pod drzewkiem w lesie. No ale jadę, spokojnie, staram się trzymać średnią 20km/h - powoli bez zatrzymania się. Tak dojechałem do okolic Jarosławia - tutaj złapałem wiatr w plecy i kręcąc się jeszcze po okolicy dojechałem do domu, gdzie byłem o 12.10 z wynikiem niemal 403km.

    W tym tygodniu to już 402km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #300km #400km #rower #podkarpacie
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: s6.ifotos.pl

  •  

    32772 - 247 = 32525

    Wyjazd do Kędzierzyna-Koźla.
    Miasto bardzo, bardzo mi się spodobało. Zwłaszcza ta stara część, choć widać niestety że taka trochę... Ruina.
    W mieście są niezłe ścieżki rowerowe (asfalt, prawie na każdej którą jechałem) więc przez miasto można bardzo wygodnie przejechać.

    W tym tygodniu to już 614km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: IMG_1570.JPG

  •  

    34957 - 220 = 34737

    https://www.strava.com/activities/1644920458

    W tym tygodniu to już 482km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    40266 - 243 = 40023

    Pierwszy taki dystans w życiu. Bardzo zachowawczo bo jak się okazało od rana trzymały mnie objawy przeziębienia, zatkany nos, zimne poty, ból gardła. Po #100km ustapiło a noga dalej fajnie podawała.

    #rowerowalodz #200km

    Statystyki:

    Dystans: 243 km
    Wertykalnie: 3513m(↑1750m/↓1763m)
    Czas: ◷09:06:34
    Średnie tempo: 2:15 min/km
    Średnia prędkość: 26,66 km/h
    Kalorie: 6971 kcal

    W tym tygodniu to już 486km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: instagram.com

  •  

    42518 - 247 = 42271

    Pozaliczać gminy.

    Dosyć rześko dziś, ale o wiele lepiej niż wczoraj. Noga też podawała jako tako.
    Wjechałem na moment do województwa Łódzkiego i muszę przyznać że dupy nie urywa. Zadupie wręcz epickie:) Asfalt też dziś był taki sobie. Jutro chyba chwilkę odpocznę a w niedzielę Kędzierzyn Koźle;)

    W tym tygodniu to już 367km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    44515 - 271 - 173 = 44071

    Przejazd malowniczym odcinkiem górskiej końcówki Maratonu Północ – Południe 2017 plus bonusy ;)

    Trasa zeszłorocznej edycji MPP miała zmienioną górską końcówkę w stosunku do tej z 2016, a że nie mogłem wystartować (był to rok z MRDP), to zainspirowany przejazdem Wilka postanowiłem ją zaliczyć i przy okazji uskutecznić biwak w ciekawym widokowo miejscu.

    Start wcześnie rano, by na właściwa trasę wjechać w okolicy Olkusza wraz ze wschodem słońca. Trasa od razu zyskuje moja sympatię ;) Lubię takie lokalne dróżki z niewielkim ruchem. Dalej przejazd znanymi drogami przez Skałę, czyli mijam zamek w Pieskowej Skale, Maczugę Herkulesa itp. Do gór jeszcze kawałek, ale teren jest przyjemnie pofałdowany, więc nudy nie ma. Kraków mijam od wschodniej strony przez Niepołomice – jest to najmniej ciekawy odcinek trasy.

    Pierwsze poważne podjazdy pojawiają się po wjechaniu w Beskid Wyspowy. Trasa jest bardzo wymagająca, ale prowadzi bardzo malowniczo. O jej szczegółach nie będę się rozpisywać– Krzysiek już to zrobił wystarczająco dobrze: http://szlakiidrogi.pl/mpp2017gory/ Pozostaje mi tylko dodać, że polecam ten wariant z czystym sumieniem! :)

    Gdy zacząłem docierać w okolice Jeziora Czorsztyńskiego, postanowiłem że zanocuję w okolicach wsi Łapszanka, skąd rozpościera się piękna panorama Tatr. Musze się jednak spieszyć, by zdążyć zrobić zakupy w sklepie w Łapszach. Udaje się, po czym zdobywam ostatnią część podjazdu i mój cel osiągam tuż przed zachodem słońca z wielka już ulgą. Po zapadnięciu zmroku robi się chłodno, co potęguje hulający z lekka wiatr, wszak jestem przecież na około 1000 m wysokości. Rozbijam się na pobliskiej polance i obserwuję zarysy szczytów tonące coraz bardziej w ciemności.

    Poranek cudo! O to mi właśnie chodziło, więc wstaję spełniony ;) Aż ciężko się stąd zabrać mając takie widoczki. Żeby ustalić jakiś zarys dzisiejszego dnia, kontaktuję się z @makyo który ma się kręcić po Pieninach i oferował nawet, że może uda się wcisnąć mój rower w drogę powrotną do auta. Brzmi jak świetny plan, bo można pojeździć po pięknej okolicy do wieczora, zamiast jechać byle do domu po coraz mniej ciekawych terenach.

    Na trasę ich przejazdu planuję dołączyć gdzieś w rejonach Krościenka. Zjeżdżam więc na Słowacką stronę do malowniczej wsi Osturnia. By dostać się z powrotem do Polski, zaliczam kawałek szutru biegnący obok niewielkiego wodospadu. W Niedzicy wypatruję skrót. Który oznacza jednak napieprzanie po polnych kamienistych drogach i nieraz prowadzenie roweru. No tak – skróty w górskim terenie to rzadko dobra opcja ;) Do Krościenka postanawiam dostać się pięknym przełomem Dunajca, od słowackiego Czerwonego Klasztoru. Prowadząca wzdłuż rzeki droga jest szutrowa, jednak jadąc tu kilka lat temu wydawała mi się bardziej przyjazna dla szosowych opon (pewnie dlatego że jechałem na MTB). Teraz tłukę się tu niemiłosiernie, jednak te niewygody wynagradzają mi widoki. Im Bliżej Szczawnicy, tym więcej turystów, a w samym mieście już tłumy, bo odbywają się tutaj jakieś zawody biegowe. Uciekam jak najszybciej w kierunku Krościenka, gdzie zatrzymuję się na obiad. Po odpoczynku wyjeżdżam kolegom naprzeciw i spotykamy się przed Tylmanową, po czym kontynuuję z nimi jazdę wg ich pętli, wytyczonej po bardzo ciekawych drogach.

    W tej słowackiej części Pienin mam przyjemność być pierwszy raz. Na pewno tu jeszcze wrócę, tym bardziej że mam już wypatrzona miejscówkę pod namiot opodal tego miejsca ;) Po krótkiej sesji foto, zjeżdżamy do Haligovic, gdzie trafiamu do Piera, który to wie jak budować swoja osoba konkretna markę ;) Nawet puszki z piwem miał z własnym wizerunkiem!

    W dalszej części trasy mam okazję podjechać kilka hopek które pokonywałem wczoraj, jednak od drugiej strony. Też warto! Przed Limanową, gdzie zaparkowany jest samochód czekamy na zachód słońca, choć w sumie trochę starszy deszczem. Jeszcze tylko kolejne fotki i już w szarówce pakujemy rowery (choć nie jest to łatwe) i wracamy do Katowic. Dzięki za fajną trasę i transport!

    Cały wypad udany w 100%. Pogoda żyleta, biwak w pięknym miejscu, dużo gór i pięknych widoków. Jeszcze raz polecam!

    Cała galeria zdjęć

    Strava dzień 1: https://www.strava.com/activities/1567913650

    Strava dzień 2: https://www.strava.com/activities/1570189309

    #byczysnarowerze

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km
    pokaż całość

  •  

    44890 - 283 = 44607

    Wyprawa, dzień X, 9.06.2018

    Pobudka o 6.00, schodzę na dół, a @guziec już szykuje nam śniadanie. Gofry z miodem i truskawkami, jajecznica z kiełbaską, cappuccino z ekspresu, a na deser keks. No taki wypas, że żal było wyjeżdżać. Ale w końcu zebraliśmy się i przed 8.00 ruszamy.

    Razem z naszym gospodarzem kierujemy się najpierw do Nowogrodu (zaliczając po drodze sporo asfaltów "typu kongo"), gdzie ma być czołg i skansen. W pakiecie dostajemy gratis szuter i piach. Pierwszy i niestety nie ostatni tego dnia...
    Już od samego rana jest gorąco. Krążymy po wiochach zaliczając gminy i gdy staramy się ominąć dosyć długi piaszczysty odcinek, za chwilę wpadamy na kolejny. Po prostu nie ma opcji, żeby jechać tylko asfaltem.

    W Śniadowie urządzamy sobie drugie śniadanie pod drzewami na rynku. Tam też żegnamy się z @guziec, który mknie najkrótszą drogą do domu, a my z @metaxy'm dalej walczyć z upałem. I z szutrami, nie zapominajmy o szutrach! Chociaż po nich to jeszcze da się jechać, ale gdy któryś już raz trafiamy na sypki piach, nie pozostaje nic innego jak tylko zacząć się śmiać.

    Od Ostrowi Mazowieckiej lecimy DK60, wiatr w plecy, bajeczka. W Różanie mała przerwa przy czołgu, pogawędka z przypadkowymi rowerzystami i dalej do Makowa Mazowieckiego, gdzie na orlenowskim ruszcie obracają się już kiełbaski do naszych hot dogów.

    W Nowym Mieście robimy grubsze zakupy na kolację i śniadanie. W sklepie sporo Ukraińców, którzy później wszyscy zmieścili się do jednego auta. Kogoś tam nawet upychali w bagażniku...
    No to jedziemy obładowani prowiantem, ale jakby to tak, żeby bez szuterku na koniec dnia. A masz, 3 km i jeszcze piach do tego! Dojeżdżamy w końcu do Jońca, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg i widzimy tabliczkę z jego nazwą i strzałką 700 metrów. Kto zgadnie po czym trzeba było jechać? Oczywiście po piachu. Jeszcze jakiś drewniany mostek ze szczelinami pomiędzy deskami. Takimi w sam raz na szosowe opony, żeby tam wpaść i sobie głupi ryj rozwalić.

    Sama kwatera też nie powalała. Więcej rzeczy tam nie było niż było. Do tego całkowity brak zasięgu, więc mimo bliskości stolicy można się poczuć odciętym od świata. Dobrze, że chociaż WiFi jako tako działało.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 16)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dzienX.jpg

  •  

    45565 - 24 - 300 = 45241

    24, czyli wyjazd po @metaxy'ego. Początkowo chciałem się zebrać wcześniej, wyszłoby wtedy pewnie około 70 km, z czego połowę z metaxym, ale się nie udało. Napisałem, że wyjeżdżam, ubrałem się, wyglądam przez okno i przed oczami widzę nieciekawą chmurę wobec czego postanawiam zaczekać jeszcze kilkanaście minut. Okazuje się, że na dobre, bo leje jak z cebra ponad godzinę. Kiedy wreszcie ustaje, @metaxy jest już pod domem, więc czym prędzej wyjeżdżam i razem udaje się przejechać nieco ponad 10 km.

    300, czyli zaliczanie okolicznych gmin z @metaxy.

    Wstajemy o 6, jemy śniadanko i startujemy około 7:30. @metaxy zapowiada, że o suchym tyłku nie uda nam się przejechać, a ja mam tylko ultralighta, bo ochraniacze schowane gdzieś głęboko w szafie. Śmigamy sobie spokojnie uprawiając pogaduszki.

    W Jerazalu nakazuję się zatrzymać na szybkie zdjęcie przy ławeczce. Ruszamy bez zbędnej zwłoki, by dalej uciekać przed frontem. W okolicach Cegłowa łapie nas jednak pierwszy deszcz, ale już za Mińskiem udaje nam się wyjechać z chmur bez skorzystania z ultralightów. Czynimy celowo dłuższy popas w sklepie, żeby front się nieco od nas oddalił. Tradycyjnie napotykamy koniec asfaltu, ale odcinek jest stosunku krótki, a żwirówka ubita. Na jej końcu czeka na nas @gato, któremu uciekliśmy w Siennicy.

    Dalej śmigamy niezbyt szybko, żeby nie wjechać we front aż do McD w Sulejówku. Ponownie przydługi postój, aby deszcz się oddalił i mkniemy 17-stką aż do Garwolina na kole @metaxy'ego. Po drodze opuszcza nas @Gato. Mój pierwotny plan również zakładał opuszczenie @metaxy'ego w tej okolicy. Za Garwolinem czynimy postój na lody, gdzie zaczynam czuć że z moich brzuchem nie jest wszystko w porządku...

    Dalej jadę już tylko na kole, a potem byle dojechać do Żelechowa na stację. Tam staję się blady niczym śmierć, mówię żeby @metaxy nie czekał na mnie, a ja zadzwonię po wóz serwisowy. W tym momencie miałem najechane 215 km, więc życiówki niestety nie byłoby. Mimo wszystko spędzam trochę czasu na stacji i zaczynam czuć się lepiej. Żegnam się z @metaxy, zjadam jeszcze hotdoga i ruszam w drogę do domu. Na szczęście wóz serwisowy po mnie jeszcze nie wyjechał.

    Przejeżdżam kilka kilometrów i wszystkie dolegliwości mijają jak ręką odjął, więc w głowie układam trasę na dokrętkę do 300 km, coby nie robić pętel wokół domu. Wracam w całkiem niezłym tempie. Łapie mnie tak potężny głód, że zjadam wszystkie zapasy z kieszonek. W domu melduję się kilka minut po 21 z życiówką tak jak obiecał @metaxy, poprawioną o prawie 80 km.

    W domu pożyczam ślad GPX od Sulejówka do Żelechowa z endo @metaxy, bo Garmin postanowił namalować linię prostą...

    W tym tygodniu to już 324km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km #jechalemzmetaxy
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: jechalem-z-metaxy.jpg

  •  

    46638 - 252 = 46386

    Wyprawa "dookoła Polski": dzień XII (11.06.2018)

    Od metra piachu, od litra deszczu, od cholery bólu

    @DragDay7 chyba nie sięga pamięcią kiedy ostatni raz wstawał o 6 rano. Chciałem się sam wynieść po cichu, ale uparł się, że zrobi mi śniadanie. Bardzo miło z jego strony - jak już mnie pożegnał i zrobił fotkę na do widzenia poszedł mądrze spać dalej - zazdroszczę.

    Ja z Legionowa prosto na Nieporęt. W zasadzie już wtedy zaczyna mniej lub więcej padać. Tak naprawdę pierwszy raz podczas całej wyprawy. @Mortal84 miał fuksa gigantycznego, bo przez 11 dni udało mu się przejechać o suchym tyłku.

    W Wyszkowie czeka na mnie @SnikerS89. W Biedronce uzupełniam zapasy i kupuję śniadanie, ale akurat zrobili promocję na pieluchy i jakieś dantejskie sceny się działy plus ta promocja nie chciała wbić się na kasie ergo zmarnowałem z pół godziny...

    Raz mży, raz pada, a czasem po prostu leje, więc chowamy się i przeczekujemy. Po drodze pada mi bateria w liczniku, naprawiamy to bateriami od @SnikerS89, ale jakieś ruskie i nie haraszo. Bez samokontroli prędkości dziwnie i wolniej się jeździ. W międzyczasie odwiedziliśmy miniskansen w miejscowości Długosiodło. Przeprawiamy się przez budowę na 8-ce i kawałek dalej rozdzielamy. Kolega od #kapliczkiboners w jedną, ja w drugą.

    W mniejszym lub większym deszczu przez Brok jadę do Muzeum w Treblince. Ciekawe miejsce tylko prowadzą do niego betonowe, bardzo zniszczone płyty. Na jednej z nich coś pykło w kolanie i robi się niefajnie. Tak w ogóle to miało mnie tam nie być, bo pomyliłem Treblinkę z Sobiborem i myślałem, że już mam to zwiedzone. Na szczęście @SnikerS89 wyprowadził mnie z błędu. Do tego muzeum prowadzą dwie równoległe drogi i to dosłownie, bo zwykle oddziela je 50-100m. Jedna nówka z bajecznym asfaltem, druga ze starych, rozpadających się płyt betonowych. Obie mają kilkanaście kilometrów. Zgadnijcie na której jest cały czas zakaz dla rowerów? 3 razy próbowałem tym syfem i 3 razy wracałem na zakaz. W deszczu i z bolacym kolanem wolałem wykazać się obywatelskim nieposłuszeństwem i przyjąć ew. mandat niż katować siebie i rower.

    Niedaleko Sokołowa Podlaskiego jest wiocha Budy Kupientyńskie. Niechże przeklęte będą na wieki. Las, piach, mnóstwo piachu i oberwanie chmury, które miało dosłownie kilka km szerokości, więc trzeba mieć niesamowite szczęście, żeby te niesprzyjające okoliczności zgrały się w czasie. Dojechałem do jakiegoś sklepu, wyglądając jak potwór z bagien, czekam aż przestanie lać i akurat pisze do mnie @Rymbaba u którego nocowałem ostatnie dwie wyprawy i na tej też miałem, ale nie pykło.

    Patrzę na strave i widzę że w mojej okolicy wybrałeś hardcorowa trasę dla roweru szosowego z bud kupientynskich do kupientynskich :-D sam piach i doły.

    Gdyby tak napisał pół godziny wcześniej... Poza tym robi dobre piwerko, więc gdyby nie jego urlop...

    Mój dzisiejszy host czyli Pan @fenter miał wystartować po mnie po pracy, ale nie pykło i dobrze dla niego, bo zlałoby mu tyłek. Mnie złapalo zaraz za Liwem to w podskokach wróciłem do miasta pod dach sklepu.

    Spotkaliśmy się kilka km od domu. Umyli rowery, zjedli kolację, a kolega zapowiedział, że jutro bierze urlop i jedzie ze mną. Pięknie! Pobudka 6 rano zaprasza.

    Strava

    #100km #200km (nr 13) #metaxynarowerze #rowerowyrownik
    pokaż całość

    źródło: DSC_0094.JPG

  •  

    47528 - 248 = 47280

    Wyprawa "dookoła Polski": dzień XI (10.06.2018)

    "It's time to say goodbye"

    W związku z nieubłaganie zbliżającym się końcem udziału @Mortal84 w wyprawie postanowiliśmy spiąć tyłki i wyjechać o 7:00, co skończyło się i tak 7:30. Na start dziurawy most i kilometr piasku.

    Pod Płońskiem niespodziewanie (choć zapowiedzianie) pojawia się @Borsaj. Dla niego niespodziewanie od startu z nami pojawia się piach. Mazowieckie kurka...

    Dość spokojnie docieramy do Wyszogrodu, gdzie szukamy sklepu, bo wszak niedziela niehandlowa. Dziękuję bardzo za ten wspaniały wynalazek. Przy 33 stopniach zapowiadanych, a kilku więcej asfaltu i w pełnym słońcu, to wspaniała sprawa nie móc znaleźć miejsca, gdzie by można się zaopatrzyć. Udało się po kilkunastominutowym krążeniu po mieście znaleźć monopolowy prowadzony przez starszego gościa. W tym monopolu poza fajkami, piwem, wódą i paroma napojami nie było niczego. Ok, były jeszcze żule.

    Południową stroną Wisły dojeżdżamy do Nowego Dworu Mazowieckiego, a tam obowiązkowo McD, który tym bardziej jest zbawieniem w niehandlową niedzielę. Szybkie i pewne żarcie, a słodkiego człowiek ma dość - szczególnie w taki upał. Nadal we 3 lecimy na Nasielsk, gdzie @Mortal84 ma się odłączyć i jechać na Warszawę Centralną, coby pociągiem wrócić do Katowic. Czas mamy dobry, więc udaje się go przekonać do jazdy aż do Pułtuska.

    Po chwili znajdujemy tam @SnikerS89, lody, picie i w drogę w akompaniamencie śpiewów Alleluja jakiegoś marszu o życie. @Mortal84 odłącza się od nas i ciśnie prosto na pobrać. Dzięki Pan Mortal. To było wspaniałych 11 dni zapomnę je dopiero jak będę miał Alzheimera.

    Z kolegą robimy jakieś 30km. Do Serocka jadę sam. Odzywa się wtedy @theDOG, żeby się ze mną ustawić, ale decydujemy, że bardziej przyda się @Mortal84, żeby pomóc mu szybko trafić na dworzec. Przeciskanie się przez nieznane miasto to słaba sprawa. Tam trafiam na ścieżkę wzdłuż Narwi, która spokojnie mogłaby aspirować do miana singla. Stromo, piasek w lesie, góra dół. Ciekawe.

    W Zegrzu czeka na mnie @mmichal i razem robimy ostatnie km do Legionowa, gdzie nocuję u starego wyprawowego znajomego czyli @DragDay7. To ten gość, który na pierwszej wyprawie gonił mnie z kumplem samochodem, żeby zjeść ze mną obiad, a na drugiej wyprawie nocowałem u niego i niedużo brakło rozwaliłbym mu podczas zabawy Oculusa.

    Strava

    #100km #200km (nr 12) #metaxynarowerze #rowerowyrownik
    pokaż całość

  •  

    47830 - 266 = 47564

    Wyprawa, dzień IX, 8.06.2018

    Tego dnia wstajemy i wyjeżdżamy nieco później niż zwykle, pewnie po części dlatego, że nocleg mamy już zaklepany u pana @guziec. Odpadają więc wieczorne zakupy i strata czasu z tym związana.
    Wyprane ubrania przez noc nawet mi wyschły, bo trzymałem je w pokoju, gdzie spaliśmy. @metaxy swoje zostawił w kotłownio-łazience, więc musiał zakładać na dupę mocno wilgotne.

    Na start kilka atrakcji w Ciechanowie - jakaś zabytkowa brama, pomnik orła, rynek i zamek. Do południa w zasadzie nic ciekawego się nie dzieje, ot jedziemy sobie. Po lekkich podjazdach na północ od miasta, teren przechodzi w nieznośnie płaski i taki też utrzymuje się przez następne 200 km. Plusem niewątpliwie są znacznie lepsze jakościowo drogi, których spora część biegnie lasami.

    W Ostrołęce stołujemy się w McD i tam też czeka już na nas @RayColl_PL. Kolega podchodzi do jazdy na szosie bardzo casualowo: Triban ze stopką, dresowe spodnie i t-shirt. Po drodze uświadamialiśmy go, żeby ubrał się w obcisłe, bo to warto mieć styl, jak będzie sobie deptał ode wsi dode wsi. Myślę, że niedługo przejdzie na decathlonizm.

    Za Myszyńcem niespodziewanie natrafiamy na @Twierdziel'a, który towarzyszył nam przez dwa poprzednie dni. Tym razem podjechał autem zaraz po pracy i przekręcił z nami symbolicznych kilka km. Niedługo później spotykamy jadącego nam naprzeciw naszego gospodarza - @guziec. Z tym śmieszkiem znamy się już z poprzedniego roku, gdy jechaliśmy razem szóstego dnia wyprawy.

    Gadka szmatka, a tu nagle macha do nas sobowtór @RayColl_PL. Brat jak się okazuje i w dodatku też wykopek - @adi100_99. Przyjechał z dziewczyną, przywieźli nam lody i picie. Bardzo miły gest, doceniam. Z rzeczy mniej przyjemnych - właśnie w tym miejscu zgubiłem czujnik kadencji. Najpierw myślałem, że został w trawie, gdy rower leżał na poboczu. Po analizie wykresu okazał się, że odpadł jeszcze w czasie jazdy przed miejscem, gdzie staliśmy. Na drugi dzień @guziec pojechał tam nawet, żeby go poszukać, ale niestety bez rezultatu. Wspaniały to był czujnik, nie zapomnę go nigdy...

    @RayColl_PL odbija w swoją stronę, a my we trzech śmigamy do Kolna, gdzie @metaxy ma do odebrania paczkę z prawem jazdy. I ciasteczkami owsianymi na dokładkę. Co ta @isiowa, to ja nawet nie :) Już lekko pagórkowatym terenem i ze znacznie gorszymi asfaltami docieramy na nocleg u @guziec. Tam też na kolację schabowy z mizerią, ale jego historię już @metaxy opisał. Wpieprzaliśmy, aż nam się uszy trzęsły i nawet nie pomyśleliśmy, żeby zrobić zdjęcie temu wiekopomnemu daniu.

    Po kolacji prysznic w jakże cywilizowanych warunkach, ubrania do pralki, oporządzić rowery, a potem bardzo przyjemnie spędzony wieczór z rodziną naszego gospodarza. Dzięki za wszystko @guziec i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś do zobaczenia ;)

    pokaż spoiler A @metaxy jak się dorwał do guźcowego komputera, to siedział do 2.00. Twierdzi, że pisał relacje, ale kto go tam wie. Może kręcił jakąś gównoburzę na nocnej ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #wykoptribanclub #100km #200km (nr 15)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dzien9.jpg

  •  

    48947 - 286 = 48661

    Wyprawa "dookoła Polski": dzień X (09.06.2018)

    Saharyjskie temperatury, saharyjskie piaski, saharyjskie zadupie zwane mazowieckim

    Rano @guziec z żoną przygotowują nam śniadanko na wypasie. Gofry z miodem i truskawkami plus jajeczniczkę. Czyli mamy węgle na kręcenie i trochę białka. @guziec zgodnie z planem towarzyszy nam do Szumowa przy okazji zahaczając o coś za co lubimy Mazowieckie. Piasek, dużo piasku, piasek niespodziewany, grząski, kopny, do... niczego. Rzut beretem do stolicy, a taka padaka. Obowiązkowo zaliczamy też czołg i skansen w Nowogrodzie.

    Do Czyżewa wiatr przeszkadza dość mocno, gorąc, upał. W Biedronce popas i krajówką jedziemy aż do Różana. Cały czas trzymamy prędkość w okolicy 35km/h. Tam zdjęcie z czołgiem i rozmowa z lokalnymi rowerzystami, którzy wybieraj się do przejechać podkrakowskim WTR. Taka nasza droga rowerowa po wałach Wisły, która ma ponad 200km. O dziwo pod Różanem jest nawet jakiś podjazd. Może nie nazwałbym tego Col d'Różan, ale jednak pagóreczek wśród płaskiego jak stół Mazowsza.

    W Makowie Mazowieckim odwiedzamy kolejnego przyjaciela wyprawy czyli stację Orlen. Po dwa hot dogi i ruszamy dalej do Nowego Miasta. Tam w Dino spotykamy kilkunastu Ukraińców, którzy na pewno nie byli elitą intelektualną tego narodu. Bardziej stereotypowych Ukraińców-budowlańców nie widziałem chyba nigdy. No i wracali chyba w 12 Renault Scenic... W Nowym Mieście jest znak na Joniec, gdzie mamy nocleg. I my zamiast posłuchać Google i pojechać naokoło daliśmy się skusić temu znakowi właśnie. Pokarani zostaliśmy około 3km jazdy po piasku.

    Na nocleg prowadzi kilometr piaskowej drogi. Tam też nie ma zasięgu, jak dla mnie już brakło ciepłej wody. Ciekawie. Ale wypraliśmy szmaty, wzięli prysznic. Kolacja na partyzanta, bo nawet stołu nie było, a jedynie jedno krzesło. Ale było w miarę czysto, więc tak naprawdę reszta to pikuś.

    Strava

    #100km #200km (nr 11) #metaxynarowerze #rowerowyrownik
    pokaż całość

  •  

    49995 - 263 = 49732

    Wyprawa "dookoła Polski": dzień IX (08.06.2018)

    Dzień perfekcyjny w każdym calu

    Poranek wita nas niewyschniętymi ubraniami po wczorajszym praniu. Kotłownio-toaleta w "hostelu" pracowniczym okazuje się zbyt zimna na suszenie szmat. Jemy śniadanko i śmigamy - niby próbujemy szybko zebrać tyłki, ale nie udaje się za nic. I po raz pierwszy startujemy ciutkę po 8 rano zahaczając jeszcze o atrakcje Ciechanowa, czyli zamek, pomnik i rynek.

    W Ostrołęce w McD przerwa i czeka tam na nas @RayCall_PL. Co jedna wycieczka szkolna wyjdzie to zaraz pojawia się kolejna. Nie wiem gdzie te dzieciaki jeżdżą, że przystanek jest w Ostrołęce - do samej Ostrołęki na pewno nie, bo w tym mieście raczej nic ciekawego nie ma.

    Niemal cały dzień ze świetnym asfaltem, płaski teren, nogi wypoczywają, kolana nie bolą, dość ciepło, ale mimo wszystko nie morderczy upał. Cały czas śmigamy ponad 30km/h, głównie lasami. Bajka.

    Po przerwie w Myszyńcu lecimy na Rozogi i tam niespodziewanie spotykamy towarzysza z dwóch ostatnich dni, czyli @Twierdziel. Chłopak zrobił 140km, potem 230 z czego 160 z nami i jeszcze dziś po pracy dojechał samochodem z rowerem, żeby z nami zrobić przynajmniej te 20km. To się nazywa zaangażowanie.

    Kawałek dalej dołącza do nas kolega @guziec, z którym zarówno ja jak i @Mortal84 jechaliśmy kawałek na wyprawie rok wcześniej. Śmigamy we 4 i nagle ktoś do nas macha. Okazał się to być brat @RayCall_PL z dziewczyną (chyba?). Przywieźli nam na trasę lody i Oshee (product placement przypadkowy). Rewelacyjny gest. Nawet nie żebyśmy potrzebowali bardzo, ale "za darmo to i sól słodka". A tak na serio to po prostu bardzo miło z ich strony. Inicjator tej sytuacji zaraz urywa się od nas i jedzie do domu. Chłopak zrobił z nami ponad setkę i to nawet w spodenkach bez pieluchy... Jutro będzie bolało, ale szacunek za zawzięcie.

    Już w trójkę razem z @guziec wjeżdżamy do Kolna, gdzie w paczkomacie leży paczuszka wysłana przez @isiowa. Paczuszka z moim prawem jazdy (zapomniałem wziąć dokument do meldowania się w hostelach) oraz ciasteczkami owsianymi zrobionymi przez nią. No złote dziewczę.

    Nocleg u @guziec przywitał nas zapowiadanym jeszcze przed wyprawą schabowym z ziemniaczkami i mizerią. W tamtym roku to był obiad, na który czekałem, że zjem sobie w ramach nagrody w domu. Pan kolega zapamiętał i zapraszając do siebie na nocleg kusił rzeczonym żarełkiem. Rewelacyjna atmosfera, jakże miło po kilku dniach w hostelach przeprać rzeczy w pralce, a nie ręcznie. Jakże miło skorzystać z prysznica, którego grzyb nie chce zjeść człowiekowi połowy stopy. Bajka. Dzień perfekcyjny.

    Strava

    #100km #200km (nr 10) #metaxynarowerze #rowerowyrownik
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #200km

0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów