•  

    572102 - 39 - 26 - 433 = 571604

    https://www.strava.com/activities/1137128899 - środa - test oświetlenia

    https://www.strava.com/activities/1139919539 - piątek - szybko po okolicy przed grillem

    https://www.strava.com/activities/1143854380 - Wrzesień zbliża się szybko i zaraz skończą się weekendowe zakazy jazdy dla TIR więc nadeszła pora na bicie życiówki. Plan minimum 380-400km na wschód, żeby nie było płaski. Tak się złożyło, że dzień wcześniej startowało MRDP i 300km wypadał im w mojej okolicy, także wyjeżdżałem z nadzieją na poznanie Byczysa :D

    Start 1:50 w nocy, w torbie zapas latarek, muzyka i kasa, resztę znajdzie się po drodze. Odcinek LW-Biskupiec mija szybko i spokojnie. Asfalt w miarę ok, droga przez lasy więc trzeba sobie śpiewać. Pierwszy błąd w planie pojawia się już na drugim odcinku Bisztynek-Korsze. Ostatni raz jechałem tam 3 lata temu i od tamtej pory z asfaltem zrobiło się jeszcze gorzej. Gdzie idzie ta kasa z unii :D
    Pierwszych kolarzy z MRDP spotykam tuż za Korszami, okazuje się, że w pierwszy dzień nikt chyba nie miał zamiaru spać i to jest końcówka "peletonu", a więc szanse na spotkanie spadają. Od Korsz aż do Gołdapi trasa układa się w 70% po asfaltowych odcinkach #greenvelo więc można bez obaw śmigać nawet nocą w dyskotekowy weekend. Żaden pijaczek raczej nie potrąci. Na tym odcinku mijam też kilku kolejnych przysypiających kolarzy.

    Pierwszy 5 minutowy postój w Gołdapi na fotkę: http://joxi.net/a2XENX8HylppnA.png
    i jazda dalej do jednego z dwóch głównych celów, mostów w Stańczykach. A tam jak lesie cytując klasyka. Żeby zrzucić się z mostu trzeba zapłacić 5zł.
    http://joxi.net/DrlRW0Yt4Gdnq2.png

    Rezygnuję więc, wcinam batonika i jazda dalej na Trójstyk
    http://joxi.net/5md59qbUvaJp42.png

    Żeby wyjazd nie należał do zbyt przyjemny tuż za granicą warmińsko-mazurskiego łapie mnie deszcz i pierwszy kryzys. Jednak na batonikach daleko nie da się zajechać. Chwytam więc w pierwszym lepszym sklepie drożdżówki, zaliczam brakujące okoliczne gminy i starać się uciekać od deszczu.
    Na Suwalszczyźnie naprawdę mieszkają inni ludzie. Mijałem dziewczynę na rowerze, ja w pełnych termikach, kurtce przeciwdeszczowej i jeszcze się trzęsę na zjazdach a ona z uśmiechem na ustach w stroju kąpielowym (づ•﹏•)づ

    Powrót z Suwalszczyzny bez większych przygód aż do zmroku. Wtedy okazało się, że muszę jednak zainwestować w nowe oświetlenie. Lampka używana od początku wyjazdu wyczerpała się, convoy znowu zaczął szaleć na wybojach i została mi tylko gównoświatełko którego używam do jazdy po mieście. Ostatnio 70km to był slalom między dziurami, które mogłem dostrzec z 2m i wesołe śpiewy dla leśnych zwierzaków.

    Plusy:
    - przetestowana noga - gdyby nie ograniczenie czasu to była szansa na więcej km
    - przetestowane Lezyne Super GPS - według producenta ma trzymać 20h u mnie po 21 godzinach z podpiętymi czujnikiem kadencji i prędkości na BT, Hr na BT i nawigacją zakończyłem trasę z 35% baterii.

    Minusy:
    - muszę kupić nowe światełka
    - nie złapałem byczysa, zabrało około 35km

    #wykoptribanclub

    Statystyki:

    Dystans: 39 km
    Czas: ◷01:41:02
    Średnie tempo: 2:34 min/km
    Średnia prędkość: 23,36 km/h
    Kalorie: 1699 kcal
    Średni puls: ❤133.7bpm
    Maksymalny puls: ❤160bpm

    Dystans: 26 km
    Czas: ◷00:59:07
    Średnie tempo: 2:18 min/km
    Średnia prędkość: 25,96 km/h
    Kalorie: 1307 kcal
    Średni puls: ❤135.8bpm
    Maksymalny puls: ❤168bpm

    Dystans: 433 km
    Wertykalnie: 2396m(↑1194m/↓1202m)
    Czas: ◷18:48:48
    Średnie tempo: 2:36 min/km
    Średnia prędkość: 23,00 km/h
    Kalorie: 14959 kcal
    Średni puls: ❤133.227bpm
    Maksymalny puls: ❤174bpm

    W tym tygodniu to już 498km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: joxi.net

  •  

    581983 - 310 = 581673

    16 sierpnia 2017
    Trzysta! Z Mazur przez Warmię do Gdyni

    https://www.strava.com/activities/1137165897

    Ostatni, najdłuższy etap wyprawy. Zaczęło się spokojnie, mazursko, rześko. Po wjeździe na Warmię zaczęły się podjazdy i gorsze drogi. Podjazdy zrobiły się konkretne, dłuższe. Temperatura również się wydłużyła:) Warmia od Wipsowa do Dobrego Miasta to bardzo ładne widoczki. W Elblągu zaczęło się wyczekiwanie na nieuchronny deszcz. Dopadł mnie za Malborkiem. Do Gdańska tylko padało, czasem mocniej. W Sopocie zrobiła się mega ulewa, która trwała praktycznie aż do domu. Ale przetrwałem, rower i bagaż też. Kolejna trzysetka zaliczona!

    Statystyki:

    Dystans: 310 km
    Czas: ◷12:39:13
    Średnie tempo: 2:27 min/km
    Średnia prędkość: 24,48 km/h
    Kalorie: 10755 kcal
    Średni puls: ❤131.3bpm
    Maksymalny puls: ❤162bpm

    W tym tygodniu to już 925km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km
    pokaż całość

    źródło: 6.jpg

  •  

    585859 - 331 = 585528

    Ten wpis. Bo dodałem, ale gdzieś tag #rowerowyrownik zginął i nie dodało się.

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 6)

  •  

    586831 - 302 = 586529

    Pierwsze trzysta w życiu i poprawa poprzedniego rekordu o 56 kilometrów :D

    Nauczka na przyszłość, nigdy nie jeść w domu podczas takiej jazdy bo się zasiedziałem i potem kadencja 60 to maks co mogłem osiągnąć przez ponad godzinę xD

    Statystyki:

    Dystans: 302 km
    Czas: ◷11:43:24
    Średnie tempo: 2:19 min/km
    Średnia prędkość: 25,73 km/h
    Kalorie: 14660 kcal
    Średni puls: ❤159.5bpm
    Maksymalny puls: ❤192bpm

    W tym tygodniu to już 358km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    Miało być #300km z Trójmiasta na Mazury ale kolano powiedziało po #100km stop, wracamy ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #szosa

  •  

    611577 - 410 - 280 = 610887

    Maraton Karpacki Hulaka 2017 ukończony!

    Ale tym razem nie zacznę od relacji, a chciałbym poprosić Was o pomoc w opracowaniu strategii, ale również o plusy, które pomogą mi dotrzeć do większego grona użytkowników, rozsianych przecież po całej Polsce.

    Już niebawem (19 sierpnia) startuję w Maratonie Rowerowym Dookoła Polski. W ciągu 10 dni trzeba pokonać w trybie samowystarczalnym 3142 km. Więcej szczegółów na stronie Maratonu

    Jeszcze rok temu nawet bym nie wpadł na to, by w czymś takim wystartować. Jednak gdy we wrześniu 2016 ukończyłem Maraton Północ – Południe i tym samym zdobyłem kwalifikację do startu w MRDP, zacząłem rozmyślać, czy może jednak stawić czoła wyzwaniu. Rozpocząłem zagłębianie tematu, kolejny raz przeczytałem relacje uczestników edycji z 2013 roku (maraton odbywa się raz na 4 lata) i końcem roku podjąłem decyzję – jadę. Od tamtej pory, czyli ostatnich 8 miesięcy, duża część mojego życia podporządkowana była przygotowaniom do tego startu. Drobne modyfikacje sprzętu, testowanie ekwipunku itp. Poznałem kilka nowych osób ze światka polskiego ultrakolarstwa, popodglądałem, powymieniałem doświadczenia i chłonąłem dobre rady.

    Aktualnie jestem własnie na etapie planowania strategii. Najłatwiejszym rozwiązaniem, byłoby podzielenie trasy na odcinki i wcześniejsza rezerwacja noclegów, a następnie sukcesywna jazda od punktu do punktu. Jednak kto czasem śledzi moje wpisy, to pewnie orientuje się, że to zdecydowanie nie mój styl jazdy ;) Wolę poddać się przygodzie i spontanicznie reagować na konkretne sytuacje / warunki.

    Początkowo rozważałem wieźć ze sobą namiot, ale ostatecznie zdecydowałem się na sam śpiwór oraz lekki dmuchany materac, bo i tak waga całego zestawu jest daleka od optymalnej. Szczególne znaczenie będzie to miało na górskim odcinku pomiędzy Przemyślem a Świeradowem, liczącym ponad 1100 km.
    Z grubsza licząc, każdej nocy mogę sobie pozwolić na 3, maksymalnie 4 godziny snu, na rzeczonym materacu i w śpiworze. W przypadku złych warunków, dużego zmęczenia itp. będę na bieżąco szukał bardziej cywilizowanych warunków.

    I tu przejdę do meritum – chciałbym z Wasza pomocą stworzyć sobie listę:

    - potencjalnych miejscówek, gdzie mógłbym w miarę spokojnie i bezpiecznie przenocować w takim zestawie. Mogą to być przydrożne wiaty, opuszczone budynki, pola biwakowe itp. Być może ktoś ma również sprawdzoną "noclegownię", gdzie mógłbym za niewielką opłatą skorzystać z kawałka podłogi i łazienki. Oczywiście jak najbliżej wytyczonej trasy ;)

    - znanych i polecanych lokali gastronomicznych. Jeśli ktoś zna i może polecić restaurację czy bar, leżący na trasie lub w jej pobliżu, to proszę o informację. Najbardziej pożądane są takie z domowym jedzeniem, gdzie oferuje się danie dnia itp. Chodzi o to żeby było szybko i smacznie, ale przede wszystkim bezpiecznie, bo zatrucie pokarmowe mogłoby oznaczać konieczność wycofania się z udziału.

    Bezpośredni link do trasy: https://ridewithgps.com/routes/23843164

    Jeśli ktoś chciałby podopingować, to chętnie zamienię słówko na trasie. Jednak w mojej kategorii dłuższa jazda z innymi kolarzami jest zabroniona, już nie wspominając o jeździe „na kole”. Ale jadąc obok siebie można będzie chwilę pogawędzić :) Te zasady są dla mnie priorytetem i na pewno będę się ich trzymał.

    Z kolei jeśli ktoś zechciałby śledzić poczynania uczestników sprzed komputera, nie opuszczając piwnicy, to też jest taka możliwość, bo każdy zawodnik będzie wyposażony w urządzenie przesyłające na żywo dane o lokalizacji.

    Mapa z położeniem będzie dostępna na stronie trackcourse.com (obecnie jeszcze nieaktywna).
    Maratończyków obowiązuje również relacja sms, za pomocą których trzeba będzie potwierdzić każdy z 41 punktów kontrolnych znajdujących się na trasie. Można też będzie wysyłać tam swoje aktualne, przemyślenia i odczucia ;) Będą pojawiać się pod profilem każdego z uczestników. Moje powinny być tutaj:

    http://mrdp.pl/zawodnik/marceli-byczek-2017

    Z kolei tutaj powinny pojawiać się po kolei wszystkie sms:

    http://mrdp.pl/relacja-online

    A tutaj będą mogli udzielać się kibice (obecnie są tam jeszcze wpisy z edycji 2013):

    http://mrdp.pl/komentarze

    Postaram się również czasem dodać swoje odczucia, sytuację i marudzenie pod swoim tagiem. Zainteresowanych zapraszam więc do obserwowania -> #byczysnarowerze

    Moja Strava: https://www.strava.com/athletes/7485043

    Tag jest ciągle żywy i raz na kilka tygodni wrzucam pod nim relacje z dłuższych wyjazdów i ultramaratonów.

    Jakie mam ambicje?

    Moim głównym i jedynym celem jest ukończenie trasy Maratonu w wymaganym limicie 10 dni. Jest to dla mnie olbrzymie wyzwanie i główną walkę będę toczył z samym sobą. Średnio na dobę trzeba będzie pokonać prawie 320 km. Niestety nie można sobie trasy podzielić na takie odcinki, bo jak wspominałem trasa wiedzie przez całe polskie góry, gdzie wyrobienie takiego dystansu przez 4 dni z rzędu, mając już ponad 1000 km za sobą jest arcytrudne i stać na to tylko garstkę wyjadaczy, którzy będą rywalizować między sobą o podium.

    Jak widać czas jest tak wyżyłowany, że w zasadzie wystarczy dłuższa chwila słabości i szanse na ukończenie gwałtownie maleją, a w raz z nimi morale. A poza przygotowaniem fizycznym to właśnie psychika będzie grać olbrzymią rolę. Dlatego każde dobre słowo jest mile widziane i może pomóc mi w osiągnięciu celu :)

    Z góry dzięki!

    #rower #kolarstwo #polska

    A poniżej relacja z Karpackiego Hulaki, czyli prawie 700 km wybitnie górskiej trasy bez wypłaszczeń ;)

    Karpacki Hulaka to nowy pomysł na imprezę w stylu ultra. Jej organizatorem jest Krzysiek Sobiecki. Formuła trochę odbiega od tych wg których jeździłem dotąd, jednak zdecydowanie przypadła mi do gustu ;)

    Zasady były dosyć proste: jazda solo, całkowita samowystarczalność i do przejechania 7 obowiązkowych segmentów, każdy w innej części Karpat:

    Beskid Mały
    Beskid Makowski
    Beskid Niski i Pogórza
    Beskid Śląski
    Beskid Wyspowy
    Pasmo Babiogórskie
    Podhale

    Trasę pomiędzy poszczególnymi segmentami, każdy sobie dobierał sam. Godzinę startu również każdy wybierał dowolnie, byle wraz z czasem finiszu zawrzeć się w trzech wyznaczonych dobach (pt-nd).

    Już dobre 2 tygodnie przed startem wyrysowałem sobie trasę, zapisałem w Garminie i zacząłem planować strategię. Wg śladu do przejechania miałem 660 km i prawie 9000 metrów w pionie. Pierwotnie planowałem start w sobotę wcześnie rano, jednak gdy zaczęły do mnie docierać powyższe cyfry, postanowiłem wyruszyć w piątek na noc - na wcześniej nie pozwalała mi praca.

    Początkowo chciałem jechać na lekko, jednak pomyślałem, że może być to świetna okazja do sprawdzenia ekwipunku jaki planuję zabrać na tegoroczny MRDP. Wiedziałem, że będzie to dodatkowy i w tym przypadku znaczący balast, bo trasa miała być wybitnie górska. Uświadomiłem sobie jednak, że w sierpni będę musiał z nim pokonać 5 razy tyle kilometrów, z których prawie 1/3 (ok 1100 km) będzie przebiegać po polskich górach.

    Tym sposobem uzbrojony w śpiwór, materac i wszystkie łachmany, około godziny 19 zajeżdżam na ulicę Staromostową w Krakowie, gdzie znajduje się lokal o nazwie "Punkt Docelowy" wyznaczający miejsce startu.

    Już na początek niespodzianka - gdy chcę napełnić bidon wodą z izotonikiem, orientuję się, że zgubiłem zakrętkę. Musiała być niedokręcona i na krakowskich brukach po prostu sobie uciekła. Postanowiłem wyruszyć na poszukiwania, więc przejeżdżam całą trasę do dworca jeszcze raz (a w zasadzie dwa razy). Niestety nie udało się znaleźć zguby, więc kupuję jakieś Oshee z dziubkiem, który przekładam do 1,5l butli z woda mineralną. Strasznie to nieporęczne, ale ostatecznie będzie mi służyć aż do mety.

    Ostatecznie lekko wkurzony startuję o godzinie 20 i ruszam w stronę Wieliczki, by na pierwszy rzut zaliczyć segment w Beskidzie Wyspowym. Ruch samochodowy spory. Co chwilę łapią mnie czerwone światła, co mnie dodatkowo denerwuje, bo nie mogę się rozkręcić. Myślę nawet czy ta cała akcja ma sens ;)

    W samej Wieliczce ślad ładuje mnie na jakiś stromy brukowy podjazd, czyli pierwszy ze skrótów na którym się tak naprawdę traci :) Za Dobczycami wjeżdżam na właściwy segment. Początek drogi zamknięty (przebudowa mostu), jednak można się przedostać dalej kładką dla pieszych. Od teraz muszę być czujny, bo przez nieuwagę przy planowaniu, mój ślad nie prowadził dokładnie po tym wymaganym. Zorientowałem się w dzień startu i nie miałem już możliwości wgrania właściwego. Dlatego już w pociągu przejrzałem na Street View właściwy wariant i teraz odtwarzam go z pamięci. W sumie mam aż 3 korekty, ostatnia przed Żegociną.

    Ostatni posiłek jadłem po południu w domu, więc już około północy zajeżdżam już na stację na Hot Doga i przyodziewam nogawki itp. Dotąd dało się spokojnie jechać na krótko. Za Uściem Gorlickim wita mnie świt, a także dzika zwierzyna przecinająca mi drogę.

    Jako cel na pierwszy dłuższy odpoczynek obieram sobie McD w Nowym Sączu. Jestem trochę za wcześnie, więc korzystając z chwili czasu rozbieram się znów na krótko, choć jest jeszcze dosyć rześko. Niedaleko mnie zbiera się grupa kibiców na wyjazd do Warszawy. Do śniadania słucham więc w kółko powtarzanej popularnej przyśpiewki o Legii ;)

    Za mną 2 segmenty, więc pora skierować się w kierunku Podhala. Oznacza to prawie 100 km wspinania się pod górę, z małym wyjątkiem w okolicy Jeziora Czorsztyńskiego. W Tylmanowej mijam się z jadącym z naprzeciwka Krzyśkiem, czyli wspomnianym organizatorem całego zamieszania, ale jednocześnie jednym z uczestników. Krzysiek startował w piątek rano, więc większą część trasy ma już za sobą. Chwila pogaduszek, wymiana wrażeń i żegnamy się. Tuz za Krościenkiem zatrzymuję się na szybki rosół i małą toaletę. Teraz zaczyna się już właściwy podjazd na kulminacyjny punk segmentu podhalańskiego, czyli przełęcz na Hali Głodówka. Rok temu była tu meta maratonu Północ – Południe w którym brałem udział, jednak tym razem trzeba jechać dalej ;) Teraz wybija mi tutaj równe 300 km, wtedy było to 990.
    Niestety jest sobota w pełni, więc ruch na drogach jest duży. W połączeniu ze słońcem i niedospaniem, ciągle wyprzedzające auta drażnią mnie podwójnie. Kończy mi się prowiant, więc na zjeździe do Poronina, w Murzasichle, robię postój. Jestem tak wygłodzony, że chciałbym kupić wszystko po kolei. Do picia biorę 3 różne napoje, w tym sok pomidorowy. Nie mogę się również oprzeć ogórkowi małosolnemu ;)

    Od Poronina zaczynam wymagający podjazd pod Ząb, czyli najwyżej położoną miejscowość w Polsce. Tutaj ruch już mniejszy, a widoki na tatrzańskie szczyty cieszą oko i duszę. Porządną kolację planuję zjeść w Czarnym Dunajcu, gdzie mam sprawdzony lokal z dobrymi obiadami. Gdy tak sobie jadę i już rozmyślam o menu, nagle uświadamiam sobie, że przecież zaraz wyjeżdżam z Podhala, a nie zaliczyłem jeszcze obowiązkowego odcinka pod Obidową! Zerkam na mapę i wszystko jasne – minąłem zjazd, a że była to tylko „odnoga”, to nadal byłem na właściwym kursie, co uśpiło moją czujność. Szybka kalkulacja i wychodzi 16 km gratis. Trudno, trzeba wracać.

    Gdy zaliczam szczyt podjazdu i zatrzymuję się pod Rdzawką, okazuje się że Czarny Dunajec to w zasadzie nie jest mi po drodze, więc postanawiam wejść do baru oferującego obiady. Jestem ostatnim obsłużonym klientem, więc decyzja słuszna, bo później mógłbym zostać skazany na hot-dogi, które mi się już mocno przejadły podczas poprzednich maratonów. Niestety ziemniaków brak, a na frytki nie mogę patrzeć, ale udaje mi się zamówić dużą porcję ryżu, grillowaną pierś z kurczaka i zestaw surówek, uprzednio rozgrzewając żołądek porządną michą pomidorowej. W końcu trochę „normalności” ;)

    Dobrze odżywiony ruszam z powrotem w kierunku Jabłonki. Teraz zacznę jazdę po znanych mi terenach – celowo tak ułożyłem kierunek trasy, by w jej drugiej części, gdy zmęczenie jest największe, czuć się jak u siebie ;)

    Zgodnie z przyjętą strategią, przed samym zachodem słońca planuję znaleźć jakiś kąt, gdzie mógłbym się przespać około 3 godzin w śpiworze. Od Zubrzycy rozpoczyna się długi podjazd na Przełęcz Krowiarki, więc okoliczności dobre – po wyjściu z ciepłego śpiwora będę mógł się od razu rozgrzać jadąc pod górkę. Po lewej mijam jakiś plac budowy. Chwilę się przyglądam, planuje nawet zagadać ochroniarza, ale zauważam kamery, więc jadę dalej. Zajeżdżam na tyły szkoły, gdzie ubieram się cieplej, obserwując przy tym okolicę. Obiekt również wyposażony jest w monitoring, ale nie mogę przecież jeździć z miejsca na miejsce bo szkoda czasu. Teraz 20 dmuchnięć w materac i już leżę pod zadaszonym wejściem do budynku. Budzik ustawiam na 3 godziny i w końcu nadszedł czas odpoczynku.

    Jeszcze dobrze nie zamknąłem oczu, gdy słyszę jakąś grupę młodzieży która rozsiada się na ławce 20 metrów ode mnie. Jest już ciemno więc nie zauważają mnie, jednak ich śmiechy i rozmowy nie pozwalają mi zasnąć. Słucham więc sobie i oceniam towarzystwo. Raczej niegroźne młodziki - przyszli napić się piwa i spalić jakieś chwasty – mam nadzieję że zrobią co mają do zrobienia i sobie pójdą, więc zatykam uszy i próbuję zasnąć. Po około godzinie jeden z nich dostrzega mój rower. Podchodzą we dwóch i świeca we mnie latarkami z telefonów. „Ty ktoś tu leży!” „Dobra, zostaw go, niech śpi”.

    Miałem nadzieję że po tym zbiorą się trochę szybciej, lub chociaż będą odrobinę ciszej. Niestety po powrocie do grupy stwierdzili tylko „ktoś tam śpi” i toczyli dyskusję dalej bez żadnych pohamowań ;)

    Na chwilę udaje mi się zasnąć, a gdy się budzę, to nikogo już nie ma. Patrzę na zegarek – spałem max godzinę, ale minęły prawie całe założone trzy. A pośpię jeszcze ze dwie, w końcu spokój… Zaraz, zaraz, halo - przecież nie o to w tym chodzi. Zwijam majdan i marznąc wsiadam na rower aby kontynuować podjazd u podnóży Babiej. Po chwili we wsi zaczynają wyć syreny. Jest pierwsza w nocy, ale nikogo to chyba nie interesuje. A wyją głośno i bardzo długo. Po pewnym czasie mija mnie jednostka straży pożarnej.

    Na parkingu pod Przełęczą Krowiarki sporo samochodów i turystów (jak na tę porę). No tak, jest weekend i ludzie przyjechali podejść na Babią na wschód słońca. Trochę mnie wkurzają, bo patrzą na mnie oślepiając mnie tymi swoimi czołówkami. Na szczycie popełniam błąd, bo przed tym długim i przecież znanym mi dobrze ponad 15 km zjazdem do Zawoi nie ubrałem kurtki. Wytelepało mnie nieźle. Na dziurawym podjeździe pod Stryszawę trochę się rozgrzewam i na szczycie przyodziewam się przed kolejnym zjazdem. Da dole jest czynna stacja, niestety samo okienko i ciepłej strawy brak. Zjadam 7 Days i ruszam dalej. Brak snu daje się we znaki. Postanawiam uciąć sobie jeszcze drzemkę przed samym wschodem. Na jednym z przystanków udaje się przespać jeszcze kilka minut, ale chłód szybko stawia mnie na nogi. Czuję się dużo lepiej więc jadę dalej.

    W okolicy Huciska ślad wprowadza mnie w jakieś szutrowe ścieżki. Nie chcę ryzykować i zawracam na główną i sprawdzoną drogę. Gdy docieram do Żywca jest już jasno. Świt wita mnie w tym samym miejscu co podczas niedanego Tour de Silesia. W Węgierskiej Górce klasycznie już postój na Hot Doga. Ogarniam toaletę i zaczynam kolejny raz w tym roku wspinaczkę pod Ochodzitą. Tym razem jednak, postanawiam sprawdzić wariant którym przyjdzie mi jechać podczas MRDP, czyli przejazd przez wieś Szare, ze „słynnymi” stromymi płytami na końcówce podjazdu.

    Za Koniakowem zaczyna się właściwy segment Beskidu Śląskiego. Jest zaledwie kilka minut po godzinie 8, a odczuwalna temperatura zdradza już, że pozostałe niespełna 200 km do mety nie będzie sielanką. Pod zameczek prezydencki docieram prze Stecówkę wąskimi i przyjemnymi asfaltami. Na jednym z podjazdów wypatruję nawet zabłąkane 10 zł ;)

    Podjazd pod Przełęcz Salmopolską bardzo mi się dłuży. Na jednym z zawijasów przebieram się na krótko. Zjazd do Szczyrku i dalej do Bielska idzie sprawnie. Tutaj dłuższa przerwa na posiłek, tankowanie i ruszam w kierunku Straconki, skąd zaczyna się obowiązkowy, ale dobrze mi znany podjazd na Przełęcz Przegibek w Beskidzie Małym. Drzewa dają sporo cienia, więc jeszcze jedzie się dosyć przyjemnie. Szybki zjazd do Międzybrodzia i przez zaporę zmierzam w kierunku Porąbki. Stąd jeszcze podjazd pod Wielką Puszczę ze stromą ścianką w pełnej lampie i rozpoczynam przerzut krajówkami przez Andrychów i Wadowice, w okolice Beskidu Makowskiego. Ciężki to odcinek – duży ruch samochodowy i jazda w pełnym słońcu, w godzinach gdy doskwiera ono najbardziej.

    Z niecierpliwością wyczekuję Makowa Podhalańskiego, skąd w końcu odbiję na dwa ostatnie, lecz bardzo wymagające podjazdy. Pierwszy prowadzi pod Makowską Górę. Jadę go w tym kierunku pierwszy raz, ale wchodzi jako tako, bo w większej części jest zacieniony. Od strony Jachówki jest bardziej wymagający. Na ostatnim podjeździe (tzw. „Hujówce”), z Bieńkówki do Batorówki piekarnik piękny. Przy mocnym nachyleniu toczę się kilka km/h w pełnym słońcu, więc nawet chłodzenie powietrzem nie funkcjonuje ;)

    Gdy w końcu docieram na szczyt, pozostaje zjazd i ostatnia prosta aż do Krakowa. Za Skawiną, pomimo że jest już po godzinie 18, termometry wskazują chore liczby.

    Na metę docieram chwile przed 19. Od startu upłynęło więc 46h48m. Licznik wskazuje 690 km, z przewyższeniem w okolicach 10000m. Zwycięzca, czyli Daniel Śmieja, potrzebował tych godzin zaledwie 34,5 – wielkie gratulacje. Czas dla mnie nieosiągalny, jednak nie on był dla mnie najważniejszy w tym starcie. Z pewnością mogłem z niego urwać sporo jadąc na lekko i przede wszystkim nie zarywając dwóch nocy. Udało mi się jednak sprawdzić ekwipunek i znów lepiej poznać reakcje swojego organizmu wystawionego na długotrwały wysiłek. Pozostaje mieć nadzieję, że zdobyte doświadczenie zaprocentuje podczas startu w MRDP :)

    Link do całego albumu

    Strava: https://www.strava.com/activities/1109949002

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km
    pokaż całość

    źródło: snag.gy

  •  

    615740 - 331 = 615409

    Małe chwalę się... Podczas wyprawy udało się wygrać Distance Challenge (dawniej MTS) na Stravie. Wygląda na to, że jako pierwszemu Polakowi. Tym milej. Na wyprawie było 8238km w miesiąc, ale nie był to miesiąc kalendarzowy. Na szczęście 7284km wystarczyło.

    "Podczas wyprawy" to nieścisły termin, bo 1-24 lipca zahaczało o wyprawę. 25-31 to już w połączeniu z pracą, weselem w weekend, więc najłatwiej nie było, ale udało się.

    Sama trzysetka w temperaturze 32-34 stopnie, ergo:

    Wskazania termometru przebijemy dziesięciokrotnie i to nie jest nasze ostatnie słowo!
    Start z domu rodzinnego, bo niedaleko w weekend miałem wesele kumpla. Najpierw 50km samemu czekając aż kolega z liceum będzie wolny, potem zabrałem go i zrobiliśmy razem kolejne 50km do Brzostka. On do domu, ja boczkiem na Tarnów. Tam dużo w te i na zad serwisówkami przy A4, bo czekałem na kolegę z Tarnowa, który wracał dopiero do domu z pracy. Razem ze 30km, rozdzielamy się i miał po mnie do Puszczy wyjechać @kiwacz, ale, ku mojej rozpaczy, nie zrobił tego za to spotkałem jakiegoś koleżkę ze Stravy to zrobiliśmy razem choć 10km.

    Z Puszczy jadę prosto do domu, zabieram lampki, przebieram się w czyste szmaty, bo po całym dniu w upale średnia przyjemność jeszcze dokręcać w nich w nocy. Na wałach spotykam grupkę, która zrobiła sobie night ride, więc z nimi kawałeczek i w domu na liczniku 331km. Jak się potem okazało 130km więcej niż było wymagane, aby wyprzedzić Kanadyjczyka, który jechał z zachodniego na wschodnie wybrzeże Kanady i też trzepał konkretne dystanse.

    Sierpień zapowiada się mało rowerowy. Pracować trzeba.

    Strava

    #100km #200km #300km (nr 6) #metaxynarowerze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: distance-challenge.jpg

  •  

    624071 - 406 = 623665

    Słowacka wyrypa z @bynon'em.

    Pobudka w sobotę o 3.00 w nocy, kawa, śniadanie itd. i parę minut po czwartej wyjeżdżam. @bynon rusza o tej samej porze, ale z Krakowa. Miejsce spotkania mamy ustalone w Makowie Podhalańskim. Bez zbytniego kombinowania jadę najprostszą trasą przez Wadowice.
    Zgrywamy się prawie idealnie, bo czekam na Adama tylko kilka minut, zajadając się w tym czasie naleśnikiem z serem. Postanawiamy ominąć Krowiarki i sprawdzić podjazd od strony Bystrej Podhalańskiej. Ostatni odcinek przez las bardzo fajny, z mocniejszą końcówką. Godna polecenia alternatywa dla "oklepanej" Zawoi i Krowiarek. W Chyżnem zarządzamy sobie przerwę na hot doga, uzupełnimy bidony i na wszelki wpadek kupujemy też po kilkanaście ojro.

    Będąc już na Słowacji, głównymi drogami kierujemy się do Zuberzeca, gdzie zaczyna się podjazd do atrakcji dnia, czyli Tatliakowego Jeziora. Cały ten odcinek jest mocno oblegany, głownie przez pieszych turystów. Niecały kilometr przed szczytem Adam miał awarię, ale ponieważ jechałem pierwszy, nie zauważyłem tego. Na górze myślałem, że może trochę osłabł i przyjedzie za kilka minut. Porobiłem zdjęcia nad jeziorkiem, ale jego nadal nie było. Zjechałem kawałek w dół i zastałem go na poboczu, gdy próbował wyciągnąć łańcuch spomiędzy kasety i szprych. Chwilę to zajęło, ale operacja się udała, chociaż nie mógł używać największej i najmniejszej zębatki.
    W pewnym miejscu podczas zjazdu odbiliśmy jeszcze na drugi mniejszy podjazd, ale niestety kończył się ślepo w lesie. Na pocieszenie zastaliśmy tam źródełko z pyszną, zimną wodą.

    Znaleźć w weekend otwarty sklep na Słowacji nie jest rzeczą łatwą. Udaje nam się to dopiero w miejscowości Dlha nad Oravą. Uzupełniamy bidony i utracone kalorie, i gdy już mamy się zbierać, Adam postanowił "poprawić" hak przerzutki. Pomysł ten miał niestety fatalne skutki, bo skończyło się owego haka złamaniem... A że zapasowego nie było, pozostało zadzwonić do domu po wóz techniczny. Żegnamy się więc i w dalszą drogę wyruszam sam.
    Najpierw główną drogą wzdłuż Oravy, a następnie przecinam wschodnią część Małej Fatry. Widokowo świetnie, ale niestety nie mam żadnych zdjęć z tego odcinka. Temperatura dobiła do 35 stopni, było cały czas pod górę, a telefon ostatnio wożę w woreczku strunowym, bo obiektyw paruje od potu i prostu nie chciało mi się go wyciągać.

    Trochę się obawiałem co tam @bynon na tej trasie jeszcze zaplanował, ale nie było źle. Jedna poważniejsza, ale bardzo przyjemna ścianka na drodze z Zazrivy do Orawskiej Leśnej, a kawałek dalej bardzo szybki zjazd do Nowej Bystrzycy.
    Na odcinku pozostałym do granicy zrobiłem dwa krótkie postoje, w tym jeden w "Zmarzlinach u Huga", gdzie przydały się kupione rano eurasy. Na polską stronę przejeżdżam w Zwardoniu. Jedną z opcji dla tej trasy był powrót pociągiem, ale nie skorzystałem i postanowiłem dokręcić te sto kilometrów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Tak więc drogami serwisowymi wzdłuż S1 do Milówki i wizyta w pierwszym napotkanym sklepie, bo z piciem już było cienko. Spotkałem tam starsze małżeństwo z Katowic. Byli żywo zainteresowani różnymi aspektami tak długich tras: czy tyłek nie boli od całodziennego siedzenia, czy plecy nie bolą od leżenia na lemondce itp. I najważniejsze "Ile kosztuje taki rower?". Was też ludzie o to pytają? Bo mnie się zdarza dosyć często.
    Posiedzieli, pogadali ale trzeba jechać. Gdzie? Do McD w Żywcu oczywiście! Posilony zestawem mogłem już na spokojnie kręcić standardową trasą przez Międzybrodzie i Porąbkę. Nie zapomniałem też o zdjęciu na zaporze, żeby trasa się liczyła ;) W domu byłem kwadrans po dziesiątej, czyli wcześniej niż gdybym jechał pociągiem. Wiedziałem, że będzie się opłacało.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km #400km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wyrypa.jpg

  •  

    630737 - 110 - 321 = 630306

    Pierwszy dystans to przedpracowa runda, nic wartego wspomnienia bo runda objeżdżona do porzygu.
    Drugi dystans to już atak na personalny rekord długości (264km). Wyjechałem z domu o 9 więc trochę późno mając w perspektywie jazdę przez 12h + jakieś przerwy. Luźno licząc wychodzi, że jakieś 2h jazdy będzie po zmroku co powoduje dodatkowy dreszczyk emocji związany ze szwankującą na ostatnim najtrajdzie latarką.
    Wracając do początku. Prognozy były obiecujące, znikomy wiatr słabnący z biegiem czasu oraz popołudniowe opady. Nie powinno być źle. Kilkanaście kilometrów po starcie zdałem sobie sprawę, że nieuniknione będzie zajechanie do domu po power bank bo garmin mógłby nie wytrzymać, a wiadomo jak nie ma na #strava to się nie liczy.
    Pierwsze 130km to dobrze znana runda wokół jeziora Lough Neagh. Poszło całkiem sprawnie, nie zatrzymywałem się wcale plus dokręciłem do 150 i zameldowałem się w domu. Napełniłem bidony, zjadłem, spakowałem latarkę, ładowarkę i co wg mnie miało zbawienny wpływ na dalszy przebieg zrobiłem sobie automasaż na rollerze i porozciągałem się.
    Dalej kierowałem się na południe, gdzie trasa już coraz bardziej się fałdowała. W miejscowości Poyntzpass odkryłem ścieżkę z zadowalającą nawierzchnią wzdłuż kanału Canal Bank, którą dojechałem aż do Newry. 16km bez ruchu samochodowego pozwoliło się trochę wyluzować i napawać otaczającymi krajobrazami. Dalej nie było kolorowo, przebicie przez miasto i jazda dramatycznym pasem serwisowym to prawdziwa udręka, co zrobisz. Następnie kierowałem się już w góry z zamiarem po raz trzeci w krótkiej karierze "zdobyć" zaporę Spelga Dam. Podjazd ma 5km ze średnim nachyleniem 6% a długimi momentami jest 9% i więcej. Na razie to jest jedyne miejsce gdzie umarłem by po chwili zmartwychwstać na zjeździe. Zostało jeszcze kilka sztywnych aczkolwiek krótkich podjazdów i dostaje się na drogę A2 ciągnącą się wzdłuż Morza Irlandziekiego. Szybkie zakupy na stacji i w drogę do Newcastle, gdzie na plaży żegnam zachodzące słońce. 50km do miejsca zamieszkania upływa całkiem sprawnie. Koło domu mam 300km na liczniku i wtem pojawiła się myśl, żeby przebić rekord o jakaś równą liczbę i pada na 50km. Muszę dokręcić 15km co robię katując kilkakroć te same ulice. Koniec końców wyszło 320 bo czemu nie?

    Jedzenie i picie:
    - 4,5L izotoników,
    - 8 bananów,
    - 4 małe batoniki Mars.

    Statystyki:

    Dystans: 110 km
    Czas: ◷03:57:56
    Średnie tempo: 2:09 min/km
    Średnia prędkość: 27,85 km/h
    Kalorie: 5582 kcal
    Średni puls: ❤148.2bpm
    Maksymalny puls: ❤187bpm

    Dystans: 321 km
    Czas: ◷12:19:36
    Średnie tempo: 2:18 min/km
    Średnia prędkość: 26,02 km/h
    Kalorie: 14991 kcal
    Średni puls: ❤139.8bpm
    Maksymalny puls: ❤179bpm

    W tym tygodniu to już 634km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km [60] #100km #200km #300km #wykoptribanclub
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: zdjęcia.jpg

    •  

      @poratujPan: Gratuluję życiówki i coś czuję, że jeszcze czterysta padnie w tym roku ;)

      #300km

      @poratujPan: #300km (nr 1). Tyle jechać i zapomnieć sobie to później oznaczyć ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    •  

      @Mortal84 Dzięki :) O kurde widzisz, po edycji posta miałem uczucie, że o czymś zapomniałem. Tutaj się nie pogubię w obliczeniach :D. Celem na okres letni jest 1x 400km więc mam trochę czasu jeszcze :)

  •  

    647612 - 304 - 104 = 647204

    Urlop czas start!

    Prawie cały zeszły tydzień odpuściłem, żeby odpocząć przez zbliżającym się urlopem, bo jednak trochę jeżdżenia się szykuje ;) Na dobry początek góry. Ale czy ktoś spodziewał się czegoś innego?
    Zbiórka o 7.00 tradycyjnie u mnie na skrzyżowaniu. Stawili się: @Arczi-S, @Marcin_od_Tribana, @Limon2g oraz Vito i Adrian ze Stravy. Przed Brzeszczami dołącza do nas @Kuchasz, który wystartował o 5 rano z Krakowa.

    W takim składzie nie jedziemy jednak zbyt długo. W Straconce Arczi z kolegami odbijają na Przegibek (zawsze spoko), bo niestety nie mają całej soboty na jeżdżenie, a nasza czwórka kieruje się w stronę Szczyrku. Na podjeździe pod Salmopol Marcin narzucił mocne tempo, którego jednak nie wytrzymałem i wtoczyłem się na górę prawie 2 minuty później niż on i @Kuchasz. Mimo wszystko PR wpadł, ale podjeżdżało mi się raczej kiepsko.
    W karczmie robimy coffee brejka, a następnie zjeżdżamy w stronę Wisły. Pisałem to już kilka razy, ale napiszę jeszcze raz. Ten zjazd po nowym asfalcie to jest mistrzostwo świata! Żeby nas jeszcze ciężarówka po drodze nie przyblokowała, to już w ogóle byłaby rewelacja. A dziś jedzie tam Tour de Pologne. I my też tam będziemy ;)
    W Wiśle skręcamy nad jezioro Czerniańskie, foto na zaporze i jedziemy wzdłuż Czarnej Wisełki do Stecówki. Świetna turystyczna dróżka, polecam.

    Dalej przez Istebną w stronę granicy i mała pętelka po czeskiej stronie, żeby przejechać kapitalny leśny odcinek do wsi Herczawa. Przy okazji zaglądamy też na trójstyk granic, ale ta miejscówka ogólnie szału nie robi. Z Jaworzynki doliną Krężelki (oj, tu też jest pięknie) aż do drogi S1, później kilometrowa ścianka (10% już nie robi takiego wrażenia jak kiedyś) i bardzo fajny zjazd przez Nieledwię do Milówki. Tam też zarządzamy sobie przerwę w Biedronce i posileni ciśniemy z wiatrem do Żywca na maka.
    Było kilka wariantów dalszej trasy, ale ostatecznie wszyscy zgodzili się jechać z moim pierwotnym planem, który zakładał sprawdzenie podjazdu w Sopotni. Wyjeżdżając z Żywca niestety mamy mały wypadek. Przed przejściem dla pieszych @Kuchasz nie wyhamował i wpadł w @Limon2g. Wszystkie straty tj. zdarty łokieć, lekko rozcięta dłoń i potargana owijka po stronie @Kuchasz'a... Na szczęście twardy z niego zawodnik, więc tylko przemył rany wodą i kategorycznie stwierdził, że jedzie dalej.

    Później już bez żadnych przygód pokonujemy zaplanowane podjazdy i w Andrychowie żegnamy się. @Kuchasz dokręca do trzystu (jeszcze raz gratuluję życiówki), a my przez małopolskie wsie kierujemy się do domu. Odprowadziłem chłopaków, a mimo to i tak sam musiałem dokręcać. Co jak co, ale trójka z przodu wygląda znacznie lepiej ;)

    W niedzielę tylko popołudniowa setka dookoła jeziora Goczałkowickiego. Połowa w upale i pod wiatr, więc w sumie nie było takiego luzu, na jaki liczyłem.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykoptribanclub #100km (nr 41) #200km #300km (nr 5)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: czasstart.jpg

  •  

    Dotarłem po 23h z odpoczynkami. ;)
    #rower #300km #wygryw #chwalesie

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    656910 - 300 = 656610

    Zbombowany Mario, życiówka Kasi i mega ekipa :)

    W tym tygodniu to już 675km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #impanaszosie

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20170729_110857.jpg

  •  

    675710 - 303 = 675407

    Nie wiem, co ten jutup nie chce filmu ze Zdjęć wczytać... Niech będzie tak, a do wpisu siepnę jakąś mozaikę https://photos.app.goo.gl/dfysjkzU6ncF30MI3

    Od jakiegoś czasu chodziła mi myśl, żeby coś takiego zrobić. Choć to była początkowo abstrakcja, to utrzymywałem jako-taką formę i co jakiś czas dystanse > 100 km. Czerwcowe i lipcowe dnie są długie, więc też sprzyjały wyzwaniu. Pozostała kwestia pogody. W piątek padało, w niedzielę miało padać (faktycznie padało i ma padać:)), zaś w sobotę było "okienko". Choć trochę zastanawiały mnie prognozowane opady konwekcyjne, ale ostatecznie nie padało.
    Pobudka o 2, wyruszyłem o 2.45 (trochę długo się ogarniałem:)). Pierwsza część trasy - jakieś 145 km, to jazda we mgle. Początkowo robiło to wrażenie, zwłaszcza w nocy i przejazdy przez las, czy aleje. Później zaczęło to doskwierać, bo woda osadzała się na ubraniach, na ciele i okularach, które co chwilę trzeba było przecierać. W końcu urwał się nosek (tak się to nazywa?). No, ale jakoś dałem radę:)
    Celem był Czatolin, gdzie znajduje się pomnik upamiętniający zrzut cichociemnych - wśród nich był Jan Piwnik "Ponury". W okolicy mam sporo miejsc upamiętniających działania jego Zgrupowań Partyzanckich "Ponury". Powoli je odwiedzam i ogólnie poszukuję takich miejsc:) W sumie nie wiem dlaczego, ale w jakiś sposób mnie to fascynuje:)
    Powrót w spacerowym tempie. Zrobiło się upalnie, po jakimś czasie zaczął też doskwierać brak snu. 15 minut przerwy jednak pozwoliło na kontynuowanie jazdy.

    Ogólnie podróż bez większych przygód i niespodzianek. Cieszę się, że mogłem zobaczyć nowe miejsca. Z takich miejsc, które warto odnotować (a nie robiłem fotek) to kościoły we Wrzosie, Klwowie, Makowie
    pałace w Rylsku Dużym, Dębowej Górze.
    Od Nowego Kawęczyna do Skierniewic jest droga rowerowa (czy cpr) z jebaniutkej kostki brukowej. JPDLe:/ To chyba powstało niedawno... Na szczęście "tylko" 5 km po tym jechałem.

    Miałem też po trasie Lipce Reymontowskie i widziałem domek, gdzie mieszkał pisarz:) Jest tam też ciekawa, drewniana kaplica cmentarna i muzeum z MIG 17 i jakimiś działkami:)

    Na filmiku:
    0:00 - tak "wyglądały" początkowe godziny jazdy. Tu akurat po godzinie 4, przy Zalewie Domaniowskim
    0:02 - tajemnicza figura chyba w Rylsku Dużym (czy to św. Roch? Nie wiem:))
    0:04 - Czatolin, pomnik upamiętniający zrzut cichociemnych
    0:09 - rozległy gościniec prowadzący do Lipców Reymontowskich, na kolejnej fotce domek Reymonta i MIG 17
    0:15 - kolejka w Spale
    0:16 - dość popularny urbex w Inowłodzu (niestety już praktycznie nie ma co oglądać). Też nie było na to czasu. Zrobiłem tylko tę fotkę i ruszyłem dalej.
    0:18 - kapliczka słupowa w Drzewicy, prawdopodobnie przedpotopowa. Jeszcze 3 mi takie zostały do odwiedzenia w okolicy:) przy okazji #kapliczki #kapliczkiboners
    0:25 - zamek w Drzewicy
    0:29 - kapliczka słupowa w Skrzyńsku, trochę młodsza - (1699 rok:))

    W tym tygodniu to już 441km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    678591 - 303 - 37 - 30 = 678221

    Zaległe sprzed tygodnia gdzieś.
    303 km w czasie 13h czyli średnia ok. 23 km/h. Dla mnie całkiem ok., a było w tym troszkę zwiedzania i wolnej jazdy po centrum miasta.

    W tym tygodniu to już 370km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km

  •  

    681045 - 308 = 680737

    Ostatnio nic nie wrzucam, bo jeżdżę tyle co nic :(, ale dziś zdarzyła się okazja na większy wypad :).
    @impa szkoda, że Cię nie było!

    Statystyki:

    Dystans: 308 km
    Czas: ◷09:42:48
    Średnie tempo: 1:53 min/km
    Średnia prędkość: 31,73 km/h
    Kalorie: 6749 kcal
    Średni puls: ❤145.8bpm
    Maksymalny puls: ❤170bpm

    W tym tygodniu to już 308km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: dgtzuqphqg23d.cloudfront.net

  •  

    690711 - 430 = 690281

    Wyjazd wczoraj o 3 rano. Do Dębicy jechał ze mną Kona i nowy kolega Marcin. Dostawa paczki do Krakowa to tylko pretekst do jazdy... i pojechałem. Taka trasa to cenne doświadczenie, przyda się na przyszły rok.
    Trasę planowałem specjalnie po płaskim, bo przeczuwałem, co może się dziać na takim dystansie. Pogoda była na prawdę super. Z zapowiadanych upałów po 35 stopni było trochę mniej, może poniżej 30 :D Wiatru jakiegoś bardzo mocnego nie było. Bardzo się ucieszyłem z tego powodu. Jakoś na 250-270km zaczęło mnie boleć prawe kolano, pewnie po 50 km jakoś przeszło. Ale na około 350km powróciło razem z lewym, do tego chłód nadchodzącej nocy i brak nakolanników nie pomagał. Końcówkę przejechałem byle przejechać.

    W tym tygodniu to już 430km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #300km #400km #zaliczgmine +23
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: c1.staticflickr.com

  •  

    696217 - 79 - 50 - 20 - 306 = 695762

    czwartek - 79km - GK z wykopkami ( @masash, @ingvarr_zaag, @oskar1100 i ktoś jeszcze ale nie pamiętam :D), modliłem się żeby nie spaść z rowerka
    piątek - 50km - miała być delikatna jazda z @rdza, ale przyjechał @masash i @Mikkeler i plany się poszły ...
    sobota - 20km - jakiś tam rozjazd
    niedizela - 306 km - 3h snu i grupowa wycieczka na pizzę do Puław, pierwsze 300km w życiu, jechało się całkiem przyjemnie chociaż ból nogi odpuścił dopiero po 120 kilometrach.

    Statystyki:

    Dystans: 79 km
    Czas: ◷02:35:03
    Średnie tempo: 1:57 min/km
    Średnia prędkość: 30,64 km/h
    Kalorie: 4261 kcal

    Dystans: 50 km
    Czas: ◷01:37:27
    Średnie tempo: 1:57 min/km
    Średnia prędkość: 30,54 km/h
    Kalorie: 2686 kcal

    Dystans: 20 km
    Czas: ◷00:40:19
    Średnie tempo: 2:01 min/km
    Średnia prędkość: 29,55 km/h
    Kalorie: 2086 kcal

    Dystans: 306 km
    Czas: ◷09:48:17
    Średnie tempo: 1:55 min/km
    Średnia prędkość: 31,17 km/h
    Kalorie: 14990 kcal

    W tym tygodniu to już 455km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    701567 - 46 - 13 - 325 - 6 = 701177

    Drobnica plus życiówka z piątku - w sumie 338,5 km - razem z dojazdem na pociąg do Modlina.

    Już od jakiegoś czasu planowałem szarpnąć się na dystans 300+ km. Jako że lubię tereny północnej Polski, to pomyślałem o trasie do Gdańska. Na początku tygodnia przyszła mi torba Apidury i mogłem urzeczywistniać plany.

    Zacząłem pobudką o 2:30 (po 4 godzinach snu), żeby zdążyć na pierwszy pociąg z Centralnego do Modlina. Było bardzo zimno, ale trzymałem niezłe tempo po mieście i jakoś nie zmarzłem za bardzo, ale oczywiście na pierwszy pociąg się spóźniłem :) Kilka minut przed 5 rano dotarłem do Modlina i wystartowałem na północ.
    Całą trasę planowałem tak, żeby nie musieć nawigować i nie przejmować się czy aby na pewno trafię na asfaltową drogę - najchętniej wybierałem drogi wojewódzkie plus krajowe, ale tych ostatnich starałem się unikać ze względu na większy ruch. Dodatkowo całą trasę zaplanowałem tak, żeby mieć plan B - cały czas być względnie blisko do linii kolejowej, żeby wsiąść w pociąg w razie defektu. Fragment do Ciechanowa znałem już wcześniej, także już wiedziałem czego się spodziewać, dalej to widziałem tylko fragmenty na GSV.
    Pierwsze 60 km wpadło bardzo szybko - do Ciechanowa miałem lekko tylny lub boczny wiatr. Później było gorzej, bo już jechałem bardziej w kierunku północno-zachodnim, głównie pod wiatr. Krajobraz robił się ciekawszy wraz z kilometrami - pojawiło się więcej podjazdów i zjazdów, nie tak jak w mazowieckim, gdzie jest tylko płasko. Właściwie przez pierwsze 150 km zrobiłem w sumie 40 minut przerw - tylko i wyłącznie na jedzenie. Mniej więcej po tych 150 km pojawiły się pierwsze oznaki odcinania prądu - półgodzinna drzemka załatwiła sprawę i znowu mogłem jechać. Trafiłem na jednocześnie bardzo dobrą i złą pogodę - mimo że miałem cieplejsze ubrania, to od 5 do mniej więcej 12 marzłem, ale z drugiej strony nie było ostrego słońca, które mogłoby mnie wykończyć.
    Kolejną większą przerwę musiałem zrobić przed Sztumem - znowu organizm domagał się regeneracji - tym razem potrzebowałem już 45 minut drzemki. Dalej aż do Tczewa jechało mi się bardzo lekko. Problemy zaczęły się właśnie tam. W mieście były jakieś remonty i ciężko było trafić na DK 91, a sama jazda drogą krajową też nie należała do najprzyjemniejszych - na części było szerokie pobocze asfaltowe, ale dużo fragmentów to były ścieżki/chodniki i właściwie tak wyglądał dojazd do Gdańska. Gdybym miał robić tą trasę jeszcze raz, to poszukałbym jakiegoś alternatywnego wjazdu do Gdańska, ten nie należy do najszybszych, jeśli nie jedzie się cały czas jezdnią.
    Na koniec została mi "truskawka na torcie" czyli podjazdy w Gdańsku. Po 310 km, gdy było już ciemno i zimno wchodziły gorzej niż fatalnie. A jak potem spojrzałem na Stravę, to okazało się że to były największe podjazdy na trasie.

    Co do wrażeń, to spodziewałem się, że będę się fatalnie czuł jak dojadę, a następnego dnia nie będę w stanie chodzić. Rzeczywistość okazała się łaskawsza i właściwie nic mnie nie bolało, bez większych problemów następnego dnia wsiadłem na rower żeby dojechać na stację. Jeśli chodzi o trasę, to zastanowiłbym się nad zmienieniem fragmentu od Tczewa do Gdańska, bo tam straciłem bardzo dużo czasu.
    Oprócz tego mogę polecić torbę którą miałem. Zapakowałem w nią wszystko do roweru (nawet wziąłem zapasową oponę), rzeczy do spania i inne przydatne drobiazgi i jeszcze zostało miejsca. Dopóki nie wkłada się tam ciężkich rzeczy na koniec, to nie czuć jej w trakcie jazdy. Na jednym postoju przełożyłem na tył ciężkie zapięcie, żeby móc je szybko wyciągnąć, to na stojąco jak jechałem, to zaczęło mi trochę bujać tyłem, mimo że wszystko na sztywno przyczepiłem do roweru.

    Dodaję tag #rowerowetrojmiasto, bo w końcu udało mi się tam dojechać :)
    #wykoptribanclub

    https://www.strava.com/activities/1083533994

    Statystyki:

    Dystans: 46 km
    Czas: ◷01:38:10
    Średnie tempo: 2:07 min/km
    Średnia prędkość: 28,24 km/h
    Kalorie: 1988 kcal

    Dystans: 13 km
    Czas: ◷00:31:41
    Średnie tempo: 2:25 min/km
    Średnia prędkość: 24,74 km/h
    Kalorie: 723 kcal

    Dystans: 325 km
    Czas: ◷13:23:36
    Średnie tempo: 2:28 min/km
    Średnia prędkość: 24,30 km/h
    Kalorie: 15830 kcal

    Dystans: 6 km
    Czas: ◷00:13:17
    Średnie tempo: 2:21 min/km
    Średnia prędkość: 25,46 km/h
    Kalorie: 179 kcal

    W tym tygodniu to już 390km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: i.imgur.com

  •  

    702421 - 406 = 702015

    Tour de Silesia 377km

    Sobota, punkt 5 autem razem z @Arczi-S wyruszamy na maraton, po drodze spotykamy się jeszcze z znajomymi z stravy- Vitem i Adrianem. Na miejscu jesteśmy chwilę po 6, czyli mamy prawie 1h30min czasu na przygotowanie się, o 7 (nauczony już thriatlonowym doświadczeniem) dociera Mieszko - ostatni z planowanej ekipy. Startujemy chwilę przed ósmą, do pierwszego punktu nie jedziemy może jakimś zabójczym tempem, ale mijamy sporo osób, które dołączają się do nas, w tym momencie byłem pełen podziwu, bo niektórzy jechali na MTB. Grupa robiła się coraz większa, osobiście tego nie lubię chyba że jadę na przedzie, na szczęście trafił się zjazd, a prowadził Adrian z Arczim którzy postanowili podkręcić tempo do około 55km/h i takim sposobem z kilkunastoosobowej grupy zrobiła się gdzieś ośmioro, i w tym składzie dotarliśmy do PK1. Chwila przerwy i ruszamy dalej. Jest już nas tylko 6, dołączył do nas Paweł z Krakowa, tym składem jedziemy aż do mety. Droga do PK2 obyła się bez żadnych ekscesów, mijamy kilku maratończyków, możemy podziwiać skutki nawałnicy która przeszła dzień wcześniej przez Śląsk. Do PK2 docieramy z średnią 31km/h wydaje się nam że to sporo, ale jak się potem dowiemy to jednak jesteśmy leszcze ;D Po raz kolejny chwila przerwy i ruszamy- jako jedni z ostatnich. PK3 znajduje się dopiero za 100km, po drodze mijamy kilku maratończyków, a po jakichś 30km od PK2 łapiemy grupę około 20 osób, jedziemy za nimi +/- 10km. Przed przejazdem kolejowym zrobiło się jakoś dziwnie ciasno/niebezpiecznie (przynajmniej dla mnie) dlatego postanawiam podjechać na czoło peletonu, trochę mnie poniosło i kawałek odjechałem. Po chwili dołączył do mnie Adrian i powiedział żebym lekko zwolnił, bo przecież nie znam trasy, coś w tym było, bo jedyne co mam na kierownicy to licznik i latarkę ;D Na szczęście nie musiałem zwalniać, bo za Adrianem puściła się cała nasza grupa+ 2os z peletonu, reszta która została podobno trochę na nas klęła ;D Na szczęście, albo i nieszczęście łapią nas na światłach w Mikołowie, ale zaraz po wyjeździe z centrum Mikołowa peleton trochę się wydłużył bo zachciało nam się między sobą ścigać, jedni na podjeździe inni na zjazdach.

    pokaż spoiler Masz przed sobą jeszcze 280km? Pościgaj się trochę! Przecież to nie może być zły pomysł :D


    W Katowicach czeka na nas żona Mieszka z zapasami, więc odłączamy się od peletonu, którego już nigdy nie będzie nam dane dogonić. Po chwili przerwy ruszamy z powrotem. W tym momencie odbijamy od sugerowanej trasy i robimy ją zamiast w lini prostej to po łuku tak aby na koniec wyszło 400km. Do PK3 docieramy 15:43:34 CEST. Ruszamy 20min później, do kolejnego punktu(żywieniowego) jest zaledwie 20km, a to na tym odcinku najbardziej zmokliśmy... Na PŻ zostałem bardzo mile zaskoczony, całą drogę była mowa o makaronie, także za 30zł wyobrażałem sobie bardziej makaron z gara na jakimś parkingu ;D a tu kurczak z ryżem i surówkami (wszedł jak złoto) i to do tego w zajeździe rowerowym :D Godzina przerwy i dalej w trasę. Po chwili łapie nas deszcz/mżawka także morale trochę spadają. Po 40km w deszczu jakieś 5km przed punktem kontrolnym w Wieprzu trochę się rozpogadza jednak nie wystarcza to do całkowitego wyschnięcia. Kolejna "chwila" przerwy. Arczi pisze do @Mortal84 który jedzie dłuższy dystans i dostajemy informacje że te dziki po PK2 mają średnią ustawkową - 36km/h... My natomiast wsiadamy znowu na siodło. Za tym PK zaczynają się góry, My postanawiamy ominąć Kocierz przez Porąbkę na rzecz zdjęcia na zaporze :D Niestety Bóg chyba tego nie chciał, bo Mieszko złapał pana w szytce... próbowaliśmy naprawić ją taśmą szkota jednak nie przyniosło to jakichkolwiek pozytywnych rezultatów ( ͡° ʖ̯ ͡°) Szybka narada i wyszło na to że Mieszko dzwoni do żony po nowe koło, a my w piątkę jedziemy czekać do Maka w Żywcu. Po 2 godzinach dociera do nas Mieszko, szybkie jedzenie w Maku i ruszamy dalej. Jako że była już prawie północ żona Mieszka zaoferowała nam że może przez pare km jechać za nami i oświetlać trasę (ʘ‿ʘ)

    pokaż spoiler Jak ktoś zna miejsce gdzie szukać takiej żony to bardzo proszę o namiary.


    20 minut po północy jesteśmy na przedostatnim punkcie kontrolnym, teraz wchodzimy już tylko po pieczątkę i ruszamy od razu dalej, a i tak to było za wolno bo w nocy było chłodno i jak ruszyliśmy to było czuć mróz.
    Od Milówki zaczynają się jakieś odczuwalne podjazdy.

    Góry nocą to jest kompletnie inna bajka, raz że nie widać ile podjazdu jeszcze zostało, a dwa akurat była pełnia, w dolinach mgła, a cisza jak makiem zasiał, aż żal że nie dało się zrobić jakiegoś ładnego zdjęcia. Kto jeszcze nie był nocą w górach to serdecznie polecam :D Trochę inaczej jest z samą jazdą, podjazdy to jest przyjemność bo człowiek się męczy i jest ciepło, a na zjazdach to nie dość że temperatura jest niska to jest jeszcze zimniej z powodu zjazdu i do tego dziur za bardzo nie widać.

    Druga w nocy- zjeżdżamy z Istebnej do Wisły, droga jest nowa ale nie oświetlona, na szczęście convoy daje rade i zjeżdżamy bez większego problemu.
    Pod koniec zjazdu z Adrianem w kompletnych ciemnościach w oddali widzimy jakiś dwóch ładnie mówiąc idiotów którzy nie dość że są cali czarni to do tego bez oświetlenia... Dopiero po kilku sekundach zaczailiśmy że za nami z zza zakrętu wyjechało auto a ci idioci to nasze cienie...
    W Wiśle po 50km żona Mieszka wraca do domu, a my ruszamy w stronę Ustronia gdzie robimy kolejną "chwilową" przerwę na stacji gdzie były wygodne fotele i co najważniejsze było ciepło. Oko zaczęło już mi się trochę zamykać mimo wypitej dużej kawy.
    Po godzinnym odpoczynku o 4 rano ruszamy do Cieszyna, ruch praktycznie zerowy a jest już jasno także jedynie mróz przeszkadza, ale z nim musimy się męczyć już aż do mety. W Cieszynie tylko szybka pieczątka i "pędzimy" do mety z średnią 20km/h, ten odcinek był chyba najbardziej męczący, 50km w 2 i pół godziny.
    7:05 jesteśmy na mecie - można wyłączyć strave ;D

    Czas samej jazdy- 15h36min : Czas od startu do mety 23h

    Takim oto sposobem te chwilki przerwy dały nam 8godzin ;D

    Także podsumowując: Maraton bardzo mi się podobał mimo deszczu zimna i zmęczenia było warto! W przyszłym roku o ile będę w stanie wybieram się znowu, tyle że nie wiem jeszcze na jaki dystans, ale na to mam czas :D

    pokaż spoiler A, no i rekord pobity o 170km :D


    Statystyki:

    Dystans: 406 km
    Czas: ◷15:36:38
    Średnie tempo: 2:18 min/km
    Średnia prędkość: 26,00 km/h
    Kalorie: 20378 kcal

    W tym tygodniu to już 406km!
    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    715064 - 405 = 714659
    Maraton rowerowy „Tour de Silesia 2017” organizowany przez „Gustava” z Rybnika.
    Start i meta maratonu była w Świerklanach. Ruszaliśmy w 12 osobowych grupach, które i tak od razu się podzieliły według preferencji stylu jazdy.
    My startowaliśmy około 8. Od początku jechaliśmy w sześcioosobowej grupie z @Limon2g oraz znajomymi z Stravy i kolegą z Krakowa, który był z nami w grupie. Jedziemy dwójkami na zmiany. Pogoda super, lekki wiatr i słońce ale robi się duszno. Pierwsze dwa punkty kontrolne w Krzyżanowicach i Rudach zaliczamy bez zbędnych postojów.
    Po drodze możemy zobaczyć jakie szkody wyrządziła nocna wichura, mnóstwo powalonych i połamanych drzew.
    W Mikołowie, żona kolegi który z nami jechał organizuje pitstop przy Lidlu – uzupełniamy bidony, witaminy, chwilę odpoczywamy i jedziemy dalej. Nadciąga zmiana pogody i zapowiada się na deszcz. W połowie drogi do trzeciego punktu kontrolnego mam kryzys jak się okaże nie będzie to jedyny, tempo spada, koledzy odjeżdżają ale jakoś udaje mi się dojechać do Żurady. W drodze na pk3 w Żuradzie nadrabiamy drogi zmieniając trasę ale to nikogo nie obchodzi bo plan mamy na pokonanie #400km więc będzie mniej do dokręcania na końcu. Do Żurady docieram ostatni ale pomarańcze przygotowane przez kuzyna kolegi postawiły mnie na nogi – smakowały jak za bajtla kiedy nic nie było w sklepach. W Żuradzie zrobiliśmy 20min postój i ruszyliśmy na obiad do Zajazdu Rowerowego Nawsie w Bolęcinie gdzie był zorganizowany punkt żywieniowy. Kurczak z ryżem i sałatką to było coś czego mi było trzeba mógłbym nawet zjeść takie dwa! Niestety w okolicach Trzebini przechodził front burzowo deszczowy i tym samym do Bolęcina docieramy przemoczeni. Po godzinnej sjeście nie bardzo chce nam się ruszać dalej bo na niebie przechodzą burzowe chmury a my jeszcze nawet dobrze nie wyschliśmy. Do kolejnego punktu kontrolnego dojeżdżamy znowu przemoczeni. Chwila na ogarnięcie się, jest już chyba około 18, na szczęście już nie pada a drogi trochę przeschły. Postanawiamy nie jechać przez Kocierz tylko przez zaporę w Porąbce bo „bez zdjęcia na zaporze się nie liczy” . Ustalamy, że jedziemy do Żywca na McD ale po drodze kolega łapie kapcia w szytce. Więc on czeka na nowe koło a my jedziemy do McD i czekamy na niego. Jest już około północy kiedy wyruszamy do kolejnego punktu kontrolnego w Węgierskiej Górce. Nie planowaliśmy jechać przez gór w środku nocy ale tak wyszło więc jest ciekawiej. Z Węgierskiej Górki jest już tylko bardziej w górę. Górki pokonujemy pomiędzy pierwszą a trzecią w nocy. Może to i dobrze bo nie widziałem tych stromych podjazdów przed sobą, ale za to góry w nocy wyglądają magicznie – była pełnia księżyca, mgły, cisza bo wiatru prawie wcale, brakowało tylko wycia wilków i byśmy się pewnie pos…... a ja pewno dałbym się im zjeść bo chwyciłem kolejną zamułe. Podczas podjeżdżania nie zauważyliśmy jak zrobiło się zimno. Na zjeździe do Wisły bardzo zmarzliśmy. Zatrzymujemy się na pierwszej możliwej stacji w celu ogrzania. Jest około 3 nad ranem. Po 10min zjawia się kolejna grupka kolarzy i robią to co my. Bardzo nam się nie chciało opuszczać ciepłej stacji. Z Wisły kierujemy się na Cieszyn – do ostatniego punktu kontrolnego. Na stacji benzynowej podbijamy „obiegówkę” i bez zbędnego zatrzymywania jedziemy dalej do mety. Mamy możliwość podziwiania wschodu słońca, robi się coraz przyjemniej. Na metę docieramy każdy już w swoim tempie – mnie złapał kolejny kryzys. Ledwo jechałem, liczyłem każdy km do końca, nawet myśli o dokręcaniu do 400 już wyrzuciłem z głowy. Przed metą spotykamy się razem, kolega ratuje mnie ostatnim batonikiem i postanawiamy dokręcić 12km które nam zostało do równego rachunku #400km. Wtaczamy się na metę maratonu, jest prawie 7 rano. Cała trasa zajęła nam około 23h a sama jazda ponad 15,5h.
    Był to mój pierwszy maraton rowerowy, pierwszy raz pokonałem 400km. Na mecie prawie każdy otrzymał pamiątkowy medal – ja na swój muszę niestety poczekać bo mojego nie było :( i wyślą mi pocztą. Zaraz po maratonie miałem dość jeżdżenia dystansów ultra ale teraz pojechałbym gdzieś znowu....
    Więcej zdjęć na stravie: https://www.strava.com/activities/1074415815
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20170715_104407.jpg

    •  

      @Arczi-S: Jeszcze raz gratuluję pierwszej czterysetki. Brawo!
      A skoro już przymierzasz się do zakupu większej torby pod siodło, to kolejne to tylko formalność ;-)

    •  

      Jeszcze raz gratuluję pierwszej czterysetki. Brawo!
      A skoro już przymierzasz się do zakupu większej torby pod siodło, to kolejne to tylko formalność ;-)


      @Mortal84: Dzięki. Do Ciebie to mi jeszcze trochę brakuje ale.... spodobało mi się to i to wciąga :)

  •  

    716459 - 546 = 715913

    Pierwsza edycja Maratonu Tour de Silesia zaliczona!

    Trasa 540 km dookoła województwa śląskiego. Blisko, sporo znajomych nazwisk na liście startowej, więc nie mogłem odpuścić ;)

    Wraz z @Mortal84 i @bynon startujemy w piątej, ostatniej grupie. Tempo od razu jest wyżyłowane. Lecimy grupą około 10 osób po zmianach parami, a wskazanie prędkościomierza rzadko schodzi poniżej 40km/h. Szybko doganiamy resztę uczestników i wychodzimy na czoło całego maratonu. Na PK1 (37km) tylko podbicie pieczątek i w drogę. Na jednej ze zmian łapie mnie kolka, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło na rowerze. Wydaje mi się, że przyczyną jest zwiększona kadencja, jaką sobie przyjąłem jakiś czas temu, by oszczędzać stawy. Boli mocno, ale po kilku minutach udaje się to jakoś ogarnąć. A tempo ciągle jak na ustawkach szosowych, bo na drugim PK (106 km) średnia wskazuje ponad 36 km/h. Tutaj już kilka minut przerwy. Uzupełniamy bidony i kto gotowy rusza dalej. Nasza grupka liczy teraz 8 osób i w tym składzie przejedziemy kolejne 200 km, równo pracując na zmianach. Przed PK3 (170km) łapie nas zawierucha i deszcz. Wieje, leje, ale tempo maleje tylko nieznacznie. Ktoś proponuje przeczekać gdzieś największy deszcz, ale nie zyskuje aprobaty grupy ;) Na punkcie większość ubiera kurtki, choć w sumie już nie pada. Ja zostaję na krótko, z nadzieją że dzięki temu uda mi się lepiej przeschnąć przed nadejściem nocy. W Kłobucku, na 216 km trasy, mamy zorganizowany punkt żywieniowy. Smaczny obiad, trochę dłuższy odpoczynek, ale już słyszę jak grupa woła czy jadę dalej z nimi. Postanawiam jeszcze trochę pociągnąć z nimi, a gdy zaczną się większe pagórki, zacząć jechać już swoje.

    W dalszej części kilka razy jesteśmy filmowani przez drona. Fajna zabawka i pamiątka: https://www.youtube.com/watch?v=Q0qdS0DakdE&t=0s

    Zaraz za PK4 w Koniecpolu (280km), droga coraz bardziej zaczyna się piąć ku górze. Gdy na liczniku wybija 300 km, a średnia wskazuje 34,4 km/h stwierdzam że to już ten moment i na jednym z podjazdów po prostu odpuszczam. Dalsza próba trzymania tempa mogłaby się skończyć kontuzją, bo już lekko pobolewał mnie achilles. Szkoda było zaprzepaścić tak wypracowaną przewagę i zakończyć imprezę wycofką ;)

    Robi się ciemno, ale drogę doświetla piękny księżyc w pełni. Mniej więcej w tym samym czasie z mojej grupy odłączyły się jeszcze 2 uczestników. Jeden z nich zostaje z tyłu, a drugiego doganiam i sobie gawędzimy. Nie jedziemy po zmianach, a po prostu trzymamy się w miarę blisko siebie, bo tempo mamy podobne. W Olkuszu postanawiamy zatrzymać się na stacji benzynowej. Jemy hot-dogi i kolega rusza dalej, ale ja postanawiam jeszcze trochę odpocząć, bo doskwiera mi ból pleców.

    Wrzucam na siebie kurtkę, bo jest bardzo mgliście i ruszam dalej. Po chwili mijam jednego z uczestników, który coś kombinuje na przystanku. Pytam czy wszystko ok i gdy potwierdza, mknę dalej do przodu w kierunku punktu żywieniowego nr 2 w Bolęcinie (373 km). Tu zjadamy jakiegoś kuraka z ryżem i sałatką. Niestety jest to tak suche, że ledwo przechodzi mi przez gardło. Żuję i żuję, a kolega już się zbiera do odjazdu. Mi z tym żuciem schodzi jeszcze dobre 15 minut. Po prostu wmuszam to w siebie, bo szkoda mi tracić posiłku.

    Za cel stawiam sobie złapanie kolegi uciekiniera jeszcze przed górami. Cisnę więc i cisnę wśród mgieł i blasku księżyca, aż w końcu po dobrej godzinie zauważam czerwony migający punkt na horyzoncie. Chodź tu mój zajączku ;)

    Wyprzedam go, ale na PK5 w Wieprzu (403km) znów mnie dopada i rusza przede mną. Po chwili znów jestem z przodu i zaczynam pierwszy z większych podjazdów, czyli wspinaczka na Przełęcz Kocierską (718m). Robi się gorąco, ale nie ściągam jeszcze kurtki, bo wiem co mnie czeka podczas zjazdu. Zaczyna świtać, więc robi się rześko. W Węgierskiej Górce na PK6 (447km) postanawiam zjeść Hot-Doga, więc ponownie się spotykamy. Tym razem jednak wyruszam pierwszy. Góry witają mnie pięknym porankiem. Teraz czeka mnie długi, w zasadzie 30 km podjazd do Koniakowa. Możliwość oglądania takich widoków sprawia, że stwierdzam: "warto było się męczyć całą noc :)" Tym bardziej, że do mety już zaledwie setunia ;)

    Ostatni dłuższy podjazd pod Kubalonkę i zjazd do Wisły. W Ustroniu odbijam w lewo w kierunku Cieszyna, gdzie znajduje się ostatni, siódmy punkt kontrolny (507km). Ku mojemu zaskoczeniu spotykam tam 4 uczestników. Jeden leży na kafelkach, więc coś mi nie pasuje, bo przecież czołówka która była przede mną, by sobie nie robiła takiego popasu 35 km przed metą :) Okazuje się, że to chłopaki z dystansu 370 km. Trochę się z nimi zagaduję i zapominam o moim zajączku, który nagle wpada na stację, bije pieczątkę i od razu ucieka na ostatnią prostą. Szybko zeruję colę i udaję się w pościg. Po kilku km wyprzedam go i pozostaje tylko dociągnąć do mety. Dosyć szybko znika na horyzoncie, więc jeszcze pozwalam sobie na sik-stop. Analizuję godzinę i już wiem, że uda mi się zmieścić w czasie mniejszym niż 1 doba (a przed startem sobie takim przyjąłem jako ambitny cel).

    Na metę docieram z czasem 22 godziny 44 minuty, więc sporo poniżej oczekiwań. Ciepłe przywitanie przez żonę :) Zostajemy jeszcze na mecie dobre 2 godziny, dyskutujemy i witamy przybywających na metę. Próbuję sobie urządzić w namiocie drzemkę, ale jest za duszno, bo słońce już daje lampę. Udaje mi się trochę zdrzemnąć na hali gimnastycznej, po czym pakujemy majdan, żegnamy się i jedziemy do Rybnika na pociąg. Ufff... teraz trzeba trochę odespać, bo jutro powrót do rzeczywistości.

    Super organizacja i towarzystwo. Jeśli za rok trasa będzie poprowadzona inaczej (nie lubię jeździć tego samego), to będę obowiązkowo ;)

    Mój tag -> #byczysnarowerze

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    720 140 - 304 = 719 836

    Zwiedzanie gmin z @metaxy w Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku.

    W czasie trzeciego kółka dookoła Polski, @metaxy niepostrzeżenie zbliżał się do Wrocławia. Wobec sporej ilości wolnego czasu oraz braku innych zmartwień, zdecydowałem się dołączyć do kolegi na trasie i przejechać z nim jego jedną 'dniówkę'. Z samego rana wsiadłem do pociągu i podjechałem do Rawicza. Stamtąd z wiatrem pojechałem do Gostynia, mijając trzykrotnie suszących policmajstrów. W Gostyniu na metaxy'ego natrafiam pod sklepem, w towarzystwie dwóch kolarzy ze Śremu, którzy wkrótce wracają do siebie. W międzyczasie dojeżdża do nas jeszcze jedna osoba, także spod sklepu ruszamy w trójkę. Kierujemy się na południe, pod wiatr. W okolicach Pońca, kolega odjeżdża do siebie, a my we dwójkę zmierzamy w kierunku Góry. Tamże robimy sobie bufet i upewniamy się, że na sucho do Wrocławia nie dojedziemy. Następnie nieco z wiatrem turlamy się do Wąsocza (brzmi jak jakaś ryba), a potem lasami, dziurami i innymi zadupiami zbliżamy się do Rudnej. Po drodze wjeżdżamy w chmurę i mokniemy całkowicie, a metaxy wieszczy, że to jeszcze nie jest główny front. W Rudnej stajemy przy jakiejś wielkiej hałdzie ziemi z jeziorkiem w środku, ja nadaję sygnały dla #rowerowywroclaw, coby się po nas ruszyli. Zaraz za Rudną trafiamy na dwa odcinki specjalne z mokrej kostki brukowej - pierwszy około 2kilometromy, drugi kilometrowy. Stajemy w Ścinawie, by nieco wyschnąć i złapać czołg na podeście. Przy okazji przelatują chmury nad nami, tak że chwilami pokazuje się nawet słońce. Lecimy już dalej do Wołowa, potem do Brzegu Dolnego i obserwujemy idącą z południa chmurę. W Urazie zaczyna padać, dołączają do nas @cherrycoke2l oraz kolega z endomondo. Do Wrocławia dojeżdżamy w pełnym deszczu, woda z opon pryska na 2 metry i ogólnie jest fajnie. W mieście już tylko krótka przeprawa po ścieżkach rowerowych, odstawiamy metaxy'ego na nocleg i żegnamy się. Wracam do domu kompletnie mokry i usyfiony nieco okrężną drogą, żeby 300km wpadło. Chwilę po 22 wchodzę na klatkę schodową.

    Cyferki: https://www.strava.com/activities/1080485132
    #rowerowyrownik
    #100km #200km #300km (nr 2)
    pokaż całość

  •  

    724187 - 653 = 723534

    Maraton Tour de Silesia, dystans 540 km.

    Zapisując się na maraton wiedziałem, że będzie szansa poprawić swoją ubiegłoroczną życiówkę. Ale co to za poprawa o ledwo 10 km. To się nie opłaca jechać. Postanowiłem więc na miejsce startu dojechać rowerem i tak samo wrócić później do domu.

    Wyjeżdżam chwilę przed 8.00 w sobotę rano i po dwóch godzinach jestem już w Świerklanach, w bazie maratonu, która ulokowana jest na terenie ośrodka sportu przy lokalnej szkole podstawowej i gimnazjum. Zaczynają zjeżdżać się zawodnicy startujący na długim dystansie. Wersja mini licząca 370 km ruszała o 7.30, więc na trasie już od kilku godzin byli m. im. @Arczi-S i @Limon2g.
    Na drugie śniadanie zjadam makaron z kurczakiem, który miałem ze sobą i kręcąc się po terenie spotykam @bynon'a, a później @byczys'a (pozdrowienia dla żony!). Coś tam pogadaliśmy i trzeba powoli przygotowywać się do startu. Wszyscy trzej jesteśmy w ostatniej, piątej grupie, czyli planowo powinniśmy ruszać o 11.20. Jeszcze jakaś przedstartowa odprawa Gustava, który jest jednym z głównych organizatorów i wypuszczane są poszczególne grupy. Każda liczy ok. 13 osób, w sumie startuje 60-kilka.

    Spodziewałem się szybkiego początku, ale to przypominało raczej typową ustawkę w tygodniu niż maraton dookoła województwa. Po kilku km wyprzedzamy pierwsze, pojedyncze osoby z wcześniejszych grup. Po kilkunastu całą czwartą grupę. Część osób przyłącza się do nas. Pierwszy punkt kontrolny, w Krzyżanowicach, to tylko wejście do sklepu po pieczątkę i szybko jazda, żeby nie zgubić grupy. Pomiędzy Raciborzem a Rudami widać skutki nawałnicy, która przeszła tutaj w piątek. Na poboczach dróg mnóstwo połamanych gałęzi i przewróconych drzew.
    PK2 mieścił się na Orlenie w Pyskowicach. Był to zdaje się 103 km trasy i średnia z tego odcinka przekroczyła 36 km/h. To było dla mnie trochę za dużo. Postanowiłem zrobić o kilka minut dłuższą przerwę i dalej jechać sam albo z kimś napotkanym po drodze. @byczys i @bynon pognali z grupą.
    Ruszamy ze stacji w kilka osób, ale po pierwszym podjeździe zostaję tylko z gościem w stroju Bałtyk-Bieszczady Tour. Jedziemy po zmianach i byłoby bardzo przyjemnie, gdy nie silny boczny wiatr. Po wspólnych 50 km łapie nas deszcz. Postanawiam zatrzymać się na przystanku i założyć ochraniacze na buty. Tamten pojechał dalej. W sumie w deszczu jadę jakieś 20 minut. Jest ciepło, więc drogi szybko wysychają i już na PK3 koło Olesna zdejmuję ochraniacze i wiatrówkę.
    Na stacji spotykam parę osób, ale one właśnie się zbierają. Kupuję jakąś tortillę, bo o hot dogach zapomnij, jeśli przed chwilą przewinęło się tutaj kilkunastu ludzi...

    Prawie cała droga do punktu żywieniowego w Kłobucku mija szybko za sprawą wiatru w plecy. Gdy skręcam do restauracji, @byczys i @bynon z grupą właśnie wyjeżdżają. Oferta obiadowa jest całkiem bogata, wybieram kurczaka z ryżem i zestaw sałatek. Do tego w pakiecie 2 litry wody i dwie saszetki izotoniku. Robię niecałą godzinę postoju i w dalszą trasę zabieram się z dwójką, która przyjechała tam jakiś czas przede mną.
    Spokojnym tempem jedziemy na wschód do Koniecpola, gdzie zlokalizowany jest kolejny punkt kontrolny. Czas mija nam głównie na rozmowach na tematy okołorowerowe. Jarek, który na maraton przyjechał spod Wrocławia, traktuje go jako przygotowanie do pełnego Iron Mana, w którym będzie startował na początku września w Malborku. Z Bartkiem znamy się trochę z naszej lokalnej ustawki - Czwartkowej Rundy.
    W Koniecpolu pieczątka na stacji, chwila odpoczynku i skręcamy na południe. Jest już grubo po zmroku, a trasa z płaskiej przechodzi w jurajskie pofałdowanie. Jedna hopka za drugą. Tempo siłą rzeczy spada, ale przynajmniej nie jest nudno i nie chce się spać. W okolicach Pilicy Jarkowi kończy się picie, ale jako że nie napotykamy żadnej stacji ani otwartego sklepu, ratujemy go własnymi zapasami i jedziemy dalej. Czynną stację znajdujemy dopiero w Kluczach i tam też robimy przerwę na kawę itp. Tego było mi trzeba, bo oko już zaczynało się niebezpiecznie przymykać.

    Po ok. półtorej godziny, który to czas upływa na bezustannej jeździe góra-dół, meldujemy się na drugim punkcie żywieniowym zlokalizowanym w Bolęcinie. Tutaj już wyboru nie ma i każdy dostaje filet drobiowy z ryżem i sałatkę. W sumie zjadłbym dwie takie porcje, gdyby dawali. Kolejna godzina odpoczynku. Jarek nawet przekimał kwadrans na podłodze, bo kryzys snu miał spory. Gustav coś tam nagrywał, więc może znajdziecie nas później w jakimś filmiku na jego kanale.
    Na start dostajemy temperaturę poniżej 10 st., mgłę i podjazd do Płazy. Ale to nawet dobrze, bo od razu się człowiek rozgrzał. Kawałek przed Wieprzem, gdzie na Orlenie jest kolejny PK, spotykamy @Kuchasz'a. Wcześniej umówiliśmy się, że po mnie wyjedzie i nie zawiódł ;)
    Od Andrychowa zaczynają się góry. Na dobry początek Kocierz. Pomimo 470 km w nogach, podjazd wchodzi całkiem nieźle. Na górze ściągam nogawki i czekamy z Rafałem chwilę na pozostałych kompanów. Zjeżdżamy do Żywca i dalej kierunek na Węgierską Górkę, gdzie standardowo na Orlenie mieści się punkt kontrolny.
    Jarek i Bartek są już mocno zajechani i postanawiają zrobić dłuższą przerwę przed czekającymi ich jeszcze podjazdami. Wcinam więc tylko dwa hot dogi, zapijam kawą i ruszamy z @Kuchasz'em do Milówki. Stamtąd drogą serwisową wzdłuż S1 jedziemy do Koniakowa. Droga wojewódzka 943 na tym odcinku to jest jakieś nieporozumienie. Nie dość, że dziury, łaty i muldy, to jeszcze kilkaset metrów bruku. Od Istebnej na szczęście jest już normalnie.
    Podjazd na Kubalonkę całkiem w porządku, chociaż różnica w "świeżości nogi" pomiędzy mną a @Kuchasz'em jest widoczna gołym okiem. Przez Wisłę i Ustroń kierujemy się na Cieszyn. Przejazd przez ten ostatni mocno nadszarpuje moje siły. W zasadzie całe miasto to seria krótkich, sztywnych podjazdów. Pieczątka na Orlenie, cola, lody i jedziemy dalej, zgarniając ze sobą napotkanego na stacji maratończyka.

    Ostatnie 40 km dłuży mi się niemiłosiernie. W końcu o 12.45 docieramy do bazy maratonu, gdzie odbieram pamiątkowy medal i kończę udział w zabawie z czasem 25h 31m. Podobno dało mi to 15. czas wśród startujących na dystansie mega. Nawet spoko, bo spodziewałem się, że z czasem powyżej 25h będę jednak w ogonie stawki.
    Zjadam dwie miseczki bogracza, bo kiełbasy z grilla bym nie przełknął, a tylko takie dania są dostępne. Jeszcze chwila odpoczynku, żegnam się z Gustavem i obsługą maratonu i ruszam do domu, bo do przejechania jeszcze ponad 50 km.
    Zaraz po wyjeździe na główną drogę Garmin informuje mnie, że "Wygrałeś! Trening ukończony" i... wyłączył się. Włączam go, a tam nie ma możliwości kontynuowania trasy, ani nawet samej trasy zapisanej! Fuuuuuuuuuuuck! No ale co zrobię? Nic nie zrobię. Trzeba w domu podpiąć do komputera i zobaczymy.
    Jedziemy z @Kuchasz'em spokojnie, bo też moje nogi nie chcą pozwolić na nic więcej, a w dodatku ciągle myślę o niezapisanej trasie. By to jasny ch... Cała radość z przejechanego maratonu wyparowała niczym przebity balonik. Wkurw na maksa.
    W Pszczynie robimy przerwę na lody, żegnamy się i ostatnie kilometry do domu jadę już sam.

    Pierwsze co, to oczywiście Garmin do komputera i szukam trasy. Jest! Ale tylko 270 km... Załamka :( Szczęśliwie @Marcin_od_Tribana dobrze ogarnia takie tematy, podsunął parę pomysłów i udało się odzyskać ślad trasy. Humor od razu poprawiony :D Bo wiadomo, że jak czegoś nie ma na Stravie, to tak jakby tego w ogóle nie było.

    W imprezie tego typu startowałem pierwszy raz, więc nie będę podejmował się oceny organizacji, bo nie wiem jak to powinno wyglądać ani jak wygląda gdzieś indziej. Mogę tylko powiedzieć, że niesamowicie mi się podobało, atmosfera była bardzo przyjazna i z niecierpliwością czekam na przyszłoroczną edycję. A Gustav już zapowiedział, że łatwiej na pewno nie będzie.

    pokaż spoiler Jeszcze 2 tygodnie temu nie spodziewałem się, że Triban dostanie szansę przejechania czegoś więcej niż 100 km, a tu proszę. W pięknym stylu wrócił z emerytury. I po co te wszystkie karbony i elektroniczne przerzutki? ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykoptribanclub #100km #200km #300km #400km #500km #600km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: TdS.jpg

  •  

    726651 - 308 = 726343

    Zaległy wpis do X dnia wyprawy. Wpis był tylko zapomniałem tagu #rowerowyrownik

    W tym tygodniu to już 308km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km

  •  

    730992 - 542 = 730450

    Maraton Tour de Silesia!
    540km i 4000m przewyższenia w niecałe 21h
    https://www.strava.com/activities/1074847780

    Była to pierwsza edycja i generalnie zapowiadało się, że to bardziej rajd, ale nie:) Pierwsze kilometry dobitnie pokazały, że wyścig. Znalazłem się w grupie startowej z najmocniejszym składem w tym @Mortal84 i @byczys. Pierwsze 100km, średnia powyżej 35km/h, wyprzedamy wcześniej startujących. Nasza "ucieczka" ma długo kilkanaście osób, łapie nas porządna ulewa z wiatrem w mordę. Na szczęście przed zachodem słońca już podeschliśmy.
    W nocy przejeżdżamy Jurę, średnia cały czas powyżej 30, grupa kurczy się najpierw do 8, później do 6 osób. O 2 w nocy jesteśmy w Andrychowie, dopada mnie pierwszy kryzys snu, a najmocniejsza trójka odjeżdża na podjeździe na Kocierz. Na punkcie kontrolnym w Wegierskiej Górce jeszcze nasza 6stka się spotyka, jednak muszę walnąć kawę i hot doga, "podium" uzupełnia tylko płyny i batony i leci.
    Ostatnie 100km pokonuje już samotnie, po drodze góry o wschodzie słońca i walka z zasypianiem.
    Byłem pewny że na metę wjadę 4, jednak jeden weteran maratonów wyprzedził mnie jadąc trochę inną drogą.

    W tym tygodniu to już 693km!
    #rowerowyrownik #ruszkrakow #szosa #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: tds.jpg

  •  

    733226 - 254 - 130 - 121 - 189 - 43 - 58 - 304 = 732127

    Bike challenge 1000km in week by mosci_K
    Urlop się zaczął to trzeba zaszaleć :)
    1099/1000km
    254km - (poniedziałek) dzień się zapowiadał pozytywnie, szybkie śniadanko, obczajenie trasy i o 10 wypad na rower. Wiatr z początku raczej nie przeszkadzał, po 100km nawet trochę pomagał. W Namysłowie obiadek i kierunek Kalisz, zaliczyłem kilka gmin i o tak oto dotarłem do Kalisza z 11-stoma zaliczonymi gminami :) a przy okazji pobiłem swój rekord dystansu o 9km.
    130km - (wtorek) szczerze powiedziawszy chyba za bardzo dałem sobie w kość w poniedziałek, nogi odczuwały poprzedni wypad i ciężko było wygramolić sie z domu, ale nie! trzeba kręcić :D to był naprawdę straszy dzień, pierwsze 50km że średnią 21km/h nogi coś nie chciały współpracować a przy okazji wiatr wiał w mordeczkę... po tej ciężkim odcinku obrałem inny kierunek jazdy, wiatr w tym przypadku już trochę pomagał. Zaliczyłem 3 gminy i powrót do Kalisza bez żadnych problemów
    120km- (środa) dzień powrotu do domu rodzinnego. Na termometrze 15C no szlak... dobra trochę grubiej się ubiorę. Kilka razy złapał mnie deszcz ale ogólnie dobrze że wyjazd na plus. Nogi wciąż odczuwały wypad poniedziałkowy.
    0km - (czwartek) odpoczynek
    189km (piątek) nogi wypoczęte to mogą szaleć. Kierunek Koło i okolice. Z początku wiatr sprzyjał ale z powrotem już nie. Przecinki były dosłownie wszędzie... jak nie przecinki to później deszcz i słonce, deszcz i słonce i tak kilka razy. Zaliczyłem w ten dzień 10 gmin. Przy dotarciu do domu wylewałem z roweru wodę bo jakoś się dostała do środka xD
    52+48km (sobota) kłopoty z endo i luźne kręcenie po okolicach
    304km (dziś - wisienka na torcie) dzień zapowiadał się na słoneczny i pełen wrażeń... wyjazd o 8:30 po 50km pierwsza przystań kawa i ciacho. Na 80km moja prawa noga zaczęła szwankować, a dokładnie czuć było że nie smaruje wystarczająco (może to było spowodowane krótkim spaniem) no nic, pomagałem sobie lewą nogą :D także lewa dostawała podwójną dawkę wrażeń. Po pierwszym przystanku na 155km myślałem że trochę ból ustąpi ni chu, chu... nie ma tak dobrze. Na 240km wyczaiłem pozycję przy której nie czuć było bólu i tak dojechałem na miejsce pobijając tym samym rekord dystansu ;) Przejazdem zaliczyłem 10 gmin :)

    Statystyki:

    Dystans: 254 km
    Wertykalnie: 2181m(↑1075m/↓1106m)
    Czas: ◷09:34:04
    Średnie tempo: 2:15 min/km
    Średnia prędkość: 26,55 km/h
    Kalorie: 7719 kcal

    Dystans: 130 km
    Wertykalnie: 822m(↑407m/↓415m)
    Czas: ◷05:10:57
    Średnie tempo: 2:23 min/km
    Średnia prędkość: 25,16 km/h
    Kalorie: 3922 kcal

    Dystans: 121 km
    Wertykalnie: 816m(↑415m/↓401m)
    Czas: ◷04:23:46
    Średnie tempo: 2:10 min/km
    Średnia prędkość: 27,50 km/h
    Kalorie: 3699 kcal

    Dystans: 189 km
    Czas: ◷06:55:43
    Średnie tempo: 2:11 min/km
    Średnia prędkość: 27,34 km/h
    Kalorie: 5785 kcal

    Dystans: 43 km
    Czas: ◷01:50:05
    Średnie tempo: 2:33 min/km
    Średnia prędkość: 23,39 km/h
    Kalorie: 1235 kcal

    Dystans: 58 km
    Wertykalnie: 422m(↑214m/↓208m)
    Czas: ◷02:25:24
    Średnie tempo: 2:29 min/km
    Średnia prędkość: 24,00 km/h
    Kalorie: 1696 kcal

    Dystans: 304 km
    Wertykalnie: 1741m(↑867m/↓874m)
    Czas: ◷11:20:39
    Średnie tempo: 2:14 min/km
    Średnia prędkość: 26,80 km/h
    Kalorie: 9063 kcal

    W tym tygodniu to już 1099km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #100km #100km #100km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    739777 - 308 = 739469

    Wyprawa dookoła Polski: dzień X (03.07.2017)

    Po deszczu zawsze wychodzi słońce.

    Bo niby po burzy, ale burz nie było. Burzom było zbyt zimno, więc pojawił się tylko deszcz. Ale po kolei.

    Start rano od @jak_to_mozliwe i @Ilana zaplanowany na 7 rano, ale standardowo szmatki nie wyschły, toteż mała obsuwa. Pod Meczetem Abrahama jestem ustawiony z @Rysio2701. Jedziemy, wszystko fajnie, bo nie tak dawno jechał z Gustavem, to coś tam pogadamy i pewnie po 15-20km pęka mu szprycha... Przyrzekam, że nie dotknąłem jej nawet małym palcem! Nawet krzywo się nie popatrzyłem! Strat na wyprawie ciąg dalszy...

    Kolega mnie zostawia, a mnie zostaje weryfikowanie, że będzie fajny #wmordewind całą trasę. Jak to nad morzem, prawie zawsze wieje od Niemca. Bo jak widaomo wszystko co złe od Niemca leci! Zimno, do 12-13 temperatura nie przebiła 15 stopni. Wieje też coraz mocniej. Nuda Panie, nuda, nic się nie dzieje.

    Przejazd przez Bory Tucholskie trochę po łebkach, ale ogólnie polecam bardzo te rejony. Jest szalenie spokojnie, chyba z 10 samochodów mnie minęło. Bokiem idzie szutrowy (lecz dobrze ubity) DDR niemal na całej długości. Jest trochę zakrętów o 90 stopni, jest parę minusów, ale nawet szosą nie było tam strasznie. Do momentu jak zaczął padać deszcz i porobiły się błotne kałuże. Nie można mieć wszystkiego.

    Aż do okolic Murzynowa (cóż za nazwa!) niedaleko Człuchowa było znośnie. Tam po raz pierwszy dopada mnie rzęsty deszcz i nie mam się gdzie schować. Przemoczony jadę dalej i podobna sytuacja powtarza się jeszcze ze 4 razy. Trochę człowiek obeschnie i z miejsca dostaje dawkę wilgoci.

    Plusem całej tej pogody były jedne z intensywniejszych tęcz jakie w życiu widziałem. Nocleg u @Pyniewicz i jego dwóch braci. Szalenie pozytywne i zabawne chłopaki uprawiający mój ulubiony sport - piwkowanie. Takich ludzi potrzeba temu krajowi!

    Strava i Endomondo.

    #100km #200km #300km (nr 2) #metaxynarowerze #300km
    pokaż całość

  •  

    W osobtę wystartowałem w Pierścieniu Tysiąca Jezior, 610km na rowerze non-stop(zrobiłem 622 bo po 5cu kilometrach musiałem wrócić na start). Udało się ukończyć w mniej niż 30h co przy warunkach jakie panowały na trasie uważam za nienajgorszy wynik. Było zimno (nawet 10 stopni), mokro (deszcz padał przez jakieś 19h i te cholerne mazurski drogi. Łata na łacie. Jeszcze przez kilka dni pewnie będę miał zaniki czucia w dłoniach. Pagórki też zrobiły swoje - ok 4000m przewyższeń.
    Polecam wszystkim tę imprezę, świetny sposób na sprawdzenie się. Tym samym kwalifikacja na przyszłoroczny BBT zrobiona :)
    #rower #600km #500km #400km #300km #200km
    pokaż całość

  •  

    759388 - 309 - 81 = 758998

    Wypad do rodziny na Kujawy, czyli już klasyczna trasa do zaliczenia co roku. I pomyśleć, że gdy pierwszy raz tam jechałem 4 lata temu, to zajęło mi to 3 dni. Pierwszego dnia zrobiłem wtedy swoją życiówkę i przejechałem ponad 160 km, po czym spałem pierwszy raz w życiu samemu w namiocie na dziko,a każdy szelest trawy budził mój niepokój. Aż się łezka w oku kręci ;)

    Tym razem wyjazd o 3 rano i plan, by na miejsce dotrzeć na 16. Trasa płaska, wiatr sprzyja, więc na półmetku jestem ze średnią 31. W sprawdzon już zjeździe spotykam starszego szosowca z dużym plecakiem. Rozmawiamy i okazuje się, że jedzie w tym samym kierunku. Ruszamy wspólnie, jednak tempo mamy różne i zgodnie stwierdzamy, że nie ma się co ze sobą męczyć.

    Żegnam się i ruszam jechać swoje. Wiatr zmienia kierunek na zachodni, a ja odbijam bardziej na zachód, więc zaczyna przeszkadzać. Tempo maleje jeszcze bardziej po tym, gdy dopada mnie smak na maślankę ;) Zatrzymuję się przy sklepie, jednak mają tylko takie duże litrowe. Wlewamy w siebie całą, a skutki są łatwe do przewidzenia. Bóle brzucha, kolki i okupywanie stacji benzynowej w Kole.
    Duży błąd, ale tak miałem na nią ochotę..
    :)

    Po drodze jeszcze małe ucieczki przed deszczem i końcowy sprint w nadziei uniknięcia tegoż. Gdy dojeżdżam na miejsce, jest po 17 i akurat zaczyna padać.

    Drugiego dnia o poranku miałem zdecydować co robić dalej, zależnie od pogody. O 4 rano słychać opady, więc śpię dalej do 6. Postanawiam wykorzystać ten zachodni wiatr i uderzyć na pociąg do Kutna. Droga bardzo fajna, dmucha elegancko głównie w plecy, więc 80 km pokonuję bardzo szybko i sprawnie ze średnią ponad 34 km/h.
    Na miejscu jestem sporo przed czasem, więc jeszcze wizyta w pizzerii przy rynku i można iść na pociąg. Pierwszy z 4 tego dnia :) [Aktualnie jadę tym drugim;)]

    Strava:

    https://www.strava.com/activities/1062588669

    https://www.strava.com/activities/1063547401

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: image.ibb.co

  •  

    779601 - 338 = 779263

    Wyprawa, dzień II (25.06.2017)

    Pobudka kwadrans po 5.00, @rdza zrobiła nam śniadanie, trochę jeszcze pogadaliśmy i z półgodzinym opóźnieniem wyruszamy. Na Moście Siekierkowskim spotykamy się z @Cymerek i @mikkeler. Wschodnią stroną Wisły jedziemy na południe. Po drodze dołącza do nas @44zw - pół Krakus, pół Hiszpan. Przez jakiś czas jedziemy też z nami @gato, ale na crossie nadążyć za szosami łatwo nie jest, a niestety dłużej na kolegę czekać nie możemy.

    I tak sobie jedziemy jakimiś małymi zawijasami, bo zaliczanie gmin. W Dęblinie robimy drożdżówkarski postój w Biedronce i dołącza do nas @Bzdziuch. Chwilę po starcie zupełnie przypadkowo spotkamy wykopka @szczypawka. To jest grubsza historia, może @metaxy albo @Cymerek opiszą to u siebie.
    Kilka kilometrów później następuje "rozłam" grupy. @Cymerek niestety nie daje rady z formą tak jak by tego chciał i ucieka na pociąg do Radomia. @44zw i @mikkeler jadą kawałek z nim i dalej też w swoje strony.

    Jedziemy więc w trzech z @Bzdziuch aż do Solca nad Wisłą. Tam kolega skręca na Lublin. Kolejny mirek, @tazlubiczary miał czekać na nas na moście w Annopolu, ale spotykamy się kawałek wcześniej. Rekreacyjnym tempem zmierzamy wspólnie do Janowa Lubelskiego, gdzie mamy nocleg, a nasz nowy znajomy odbija na Tarnobrzeg.

    Nocujemy w hostelu Katrina poleconym przez @faramka. Wszystko fajnie, dobry standard.

    Więcej zdjęć na Stravie -https://www.strava.com/activities/1054176484

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km (nr 4)
    pokaż całość

  •  

    779934 - 341 = 779601

    Wyprawa dookoła Polski: dzień II (25.06.2017)

    Puste kilometry 

    Po wczorajszych czterystu czas na luz, czyli trzysta. Jedynym reprezentantem #szosowawarszawa, któremu chciało się wstać o 5 rano był @Mikkeler za co wielka chwała mu. Podjechał po @Cymerk pod Pekin i jadą na Siekierkowski, gdzie mają się spotkać ze mną i @Mortal84. Trochę nam się wszystko rozsuwa w czasie więc z mostu start dopiero o 7. 

    Jedziemy w 4 i dołącza do nas @gato na Unibike Viper, do którego mam sentyment, bo też taki rower posiadam i na nim robiłem pierwsze poważne dystanse. @gato na rower wygoniła @Aviendha za co oklaski. Niedaleko Góry Kalwarii dołącza do nas @44zw. Już w 6 jedziemy do Dęblina z przerwą na popas. Spotykamy tam @Bzdziuch oraz widzimy jeszcze jednego kolegę na Bianchi, ale z nim się nie zadajemy. Po kilku km dopadamy go na trasie i jedzie z nami. Był to @szczypawka. Nieznany człowiek okazuje się być Wykopkiem. 

    Rozdzielamy się. Ja z @Mortal84 dalej w trasę, z nami @Bzdziuch. @Mikkeler razem z @44zw odwożą @Cymerek na pociąg. Miał jechać z nami też III dnia, ale niestety... Organizm powiedział, że wystarczy. 

     Nie daj sobie wmówić, że osiągniesz sukces!

    Ale i tak gratuluję 600km w dwa dni. @Cymerek spotkał @szczypawka w pociągu... A to Ci przypadek. W Annopolu dołącza do nas @tazlubiczary i razem jedziemy aż pod Janów Lubelski, gdzie my na nocleg, a on jeszcze 70 km do domu. Licząc od 22. Kolega zrobił #200km. Chwała mu za dużo samozaparcia. 

    Nocleg w hostelu poleconym przez @faramka w Janowie Lubelskim. Był całkiem ok. I znów kilka godzin snu. Za mało. 

    Strava i Endomondo.

    #100km #200km #300km (nr 1) #metaxynarowerze #rowerowyrownik
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    780546 - 358 - 208 = 779980

    Varsovie #rowerowykrakow odprowadzający @metaxy w I dzień wyprawy. Coroczna wycieczka po bułki do Lidla

    A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam z Warszawy przez Dęblin na pociąg do Radomia. Plan był inny, ale dupa okazała się być zbyt miękka.

    W wycieczkach udział wzięli: @metaxy, @kiwacz, @wspodnicynamtb, @makyo, @mortal84, @bynon, @radoslaw-szalkowski, @masash, @oskar1100, @ingvarr_zaag, @mikkeler, @Shaybecki, @theDOG, @44zw, i dwóch mirków których nicków nie znam

    A także @idol89 jako kibic

    #rower #szosa #szosowawarszawa

    Statystyki:

    Dystans: 358 km
    Czas: ◷13:16:45
    Średnie tempo: 2:13 min/km
    Średnia prędkość: 26,99 km/h
    Kalorie: 0 kcal

    Dystans: 208 km
    Czas: ◷07:29:56
    Średnie tempo: 2:10 min/km
    Średnia prędkość: 27,68 km/h
    Kalorie: 0 kcal

    W tym tygodniu to już 566km!
    #rowerowyrownik #ruszkrakow #100km #200km #300km #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    781938 - 344 - 23 = 781571

    Tradycyjna już trasa do Warszawy z #rowerowykrakow.
    Wiedziałem, że zupełnie bez snu nie dam rady, dlatego zamaist z resztą o 2.00, ruszyłem o 3.45, ( i tak tylko 2h spałem). Żeby te ponad 1,5h cisnąłem w zasadzie w opór, doganiając ekipe po 75km, ze średnią 34km/h. Na tym odcinku były też jedyne na trasie górki, także chyba nieźle :)
    https://www.strava.com/activities/1052206317

    A niedziele przejażdżka z koleżanką na nieplanowany koncert fortepianowy w łazienkach :)

    Statystyki:

    Dystans: 344 km
    Czas: ◷11:22:32
    Średnie tempo: 1:59 min/km
    Średnia prędkość: 30,20 km/h
    Kalorie: 0 kcal
    Średni puls: ❤133.1bpm
    Maksymalny puls: ❤178bpm

    W tym tygodniu to już 367km!
    #rowerowyrownik #ruszkrakow #szosa #100km #200km #300km
    pokaż całość

  •  

    783225 - 88 - 32 - 78 - 356 = 782671

    W tym tygodniu to już 554km!
    #rowerowyrownik #ruszkrakow #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    784639 - 403 = 784236

    Wyprawa, dzień I (24.06.2017)

    Jak wiadomo, @metaxy wybrał się na wyprawę dookoła Polski. Już jakiś czas temu ustaliliśmy, że pojadę razem z nim przez pierwszych 9 dni.
    #rowerowykrakow tradycyjnie raz do roku jeździ do Warszawy. Była więc okazja połączyć start wyprawy i trzysetkę do stolicy.

    Z domu wyjechałem o 1:00 w nocy i po chwili spotykamy się z @makyo, który wyruszył od siebie godzinę wcześniej. Noc jest ciepła i bezwietrzna, jedzie się bardzo przyjemnie.
    W Wolbromiu mamy miejsce zbiórki z Krakusami, którzy przybywają w składzie @metaxy, @wspodnicynamtb, @Cymerek i @kiwacz. Jedziemy sobie wioskami na północ, gonią nas luźno puszczone na noc psy, a słońce powoli wyziera zza horyzontu. Krótko mówiąc, wstaje nowy dzień. Dopada mnie mały problem z łańcuchem, bo jedno ogniwo jest jakieś felerne i przeskakuje na dolnym kółeczku przerzutki. Na szczęście dr @metaxy postawił szybką diagnozę i zastosował wstępne leczenie. Już nie przeskakiwało, a tylko cykało, a po jakimś czasie samo przeszło zupełnie.

    Dogania nas @bynon, który chciał pospać kapkę dłużej i już pełnym składem podążamy we wiadomym kierunku. Robimy kilka drożdżówkarskich postojów, w tym ten najważniejszy w Biedronce.
    W miejscowości Przysucha dołącza do nas @radoslaw-szalkowski, który postanowił zrobić trasę Łódź - Warszawa i na pewno nie była to najkrótsza możliwa droga.
    W Goszczynie spotkamy się z delegacją #szosowawarszawa w składzie @masash, @oskar1100, @ingvarr_zaag, @mikkeler, @Shaybecki i @theDOG. Razem ruszamy do Grójca i wytęsknionego (ale pewnie nie przez wszystkich) McD. Wiadomo, że @metaxy to harpagan jakich mało i narzuca takie tempo, że część ekipy szybko odpada. Każdy jednak dojeżdża na miejsce i w miłej atmosferze konsumujemy swoje zestawy.

    Kierujemy się na Nadarzyn i dalej serwisówkami wzdłuż S8 aż do samej Warszawy. Osoby, które wracają pociągami do domu odstawiamy na dworzec centralny, robimy zdjęcia z Pałacem Kultury (stały punkt każdej wycieczki) i spotykamy tam też @tytyrytek. Żegnamy się i każdy udaje się w swoją stronę.
    Metaxego i mnie warszawiacy odprowadzają na Kabaty, gdzie mamy nocleg u @rdza. Nie obyło się też bez dokręcania do czterystu, bo głupio tak zostawić, jak brakuje tylko 10 km :-D

    U naszej gospodyni jemy kolację, poznajemy @Marjano oraz jej współlokatora, który częstuje nas dziwnymi piwami, różnymi trunkami, których nazw nie pamiętam, a także marynowanym rosyjskim arbuzem. Później jeszcze tylko szybkie zakupy w całodobowym Tesco i można iść spać. A spania niewiele, bo niecałe 5 godzin, ale to i tak lepiej niż poprzedniego dnia.

    Dzięki wszystkim za miłe towarzystwo, wspólną jazdę i do zobaczenia przy nastepnej okazji!

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1052262433

    Cdn.

    #mortalszosuje

    #szosa #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    pokaż całość

    •  

      @bb-8: Szkoda, że w ogóle cię nie kojarzę. Wiem, że kawałek z nami jechałeś, ale to tylko tyle, co inni mi opowiedzieli.

    •  

      @Mortal84: bo ja czekałem na was i akurat przejechaliście przez przybyszew jak do sklepu poszedłem więc jak was zauważyłem to od razu zacząłem was gonić. Dogoniłem was i potem mi uciekliście a potem to reszta z tyłu mnie dogoniła. Chwilę tam pogadałem z kimś i wróciłem do siebie, nie było opcji bym wam dotrzymał tempa.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    785039 - 400 = 784639

    Wyprawa dookoła Polski: dzień I (24.06.2017)

    I w pizdu i wystartował! 

    A w zasadzie wystartowali, bo po niecałych 2h (to już chyba doroczna tradycja) snu pojechałem na miejsce zbiórki, gdzie czekała już ekipa #rowerowykrakow @Cymerek @kiwacz @wspodnicynamtb oraz kibic @idol89. @bynon stwierdził, że chce pospać dłużej i dogoni nas na trasie. Udało mu się to pewnie koło 80km, bo @Mortal84, który dołączył z nami z @makyo, miał problemy z łańcuchem i serwis zajął dobre pół godziny. 

    Jazda na spokojnie, wyczekujemy spotkania z #szosowawarszawa i trasa wytyczona przez Strava poprowadziła nas po km fragmencie szutru, gdzie @radoslaw-szalkowski złapał kapcia. Kolega dołączył do nas chwilę wcześniej i... Do końca myślałem, że to @bb-8, który pisał do mnie, że dołączy i faktycznie dołączył, ale go nie zauważyłem, odpadł podobno szybko. Toteż kolego pardon, ale do końca dnia myślałem, że jadę z Tobą, a to był Radek. 

    Spotkanie z #szosowawarszawa @masash @Mikkeler @oskar1100 @ingvarr_zaag @Shaybecki @theDOG dało okazję do przepalenia nogi po 300km spokojnego pitu pitu i pogaduch. Bo kto pierwszy w McD w Grójcu ten nie musi czekać aż wyrobią się z zamówieniami całej reszty. Dojazd do tego McD jest kuriozalny. Przez szuter, koło cmentarza, przenoszenie roweru... Jak w tamtym roku robiłem Tauzena to dokładnie na tym szutrze zrobiłem kapcia. 

    Po obiedzie już spokojnie na Warszawę drogą serwisową i jedziemy na Centralny, spotykając @tytyrytek. Z dworca do domu wraca pociągiem @wspodnicynamtb i @kiwacz. Ja z @Mortal84 i kilkoma chłopakami z Wawy śmigamy na nocleg do @rdza. Niedaleko niej okazuje się, że niedużo brakuje nam do 400 to żal nie dokręcić. U @rdza nocowałem w tamtym roku ma wyprawie, więc znamy się i jest fajnie. Spotykamy tam też @Marianów. Kolacja, piwerko i tak jest dobrze po północy, a budzik na 5. Wyspanie się na wyprawie to niepotrzebny luksus. Ale fajnie jest! No i fajnie, bo @Mortal84 będzie ze mną jeszcze 8 dni.

    Strava i Endomondo.

    #100km #200km #300km #400km (nr 1) #metaxynarowerze #rowerowyrownik
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

    •  

      odpadł podobno szybko. Toteż kolego pardon, ale do końca dnia myślałem, że jadę z Tobą, a to był Radek.

      @metaxy: nie dałem rady wam tempa dotrzymać, brak kondycji i kac robią swoje xD

      Bo kto pierwszy w McD w Grójcu ten nie musi czekać aż wyrobią się z zamówieniami całej reszty. Dojazd do tego McD jest kuriozalny. Przez szuter, koło cmentarza, przenoszenie roweru... Jak w tamtym roku robiłem Tauzena to dokładnie na tym szutrze zrobiłem kapcia.

      @metaxy: worów a nie grójec, z s7 jest tylko dobry dojazd do tego maca ;)

      dało okazję do przepalenia nogi po 300km spokojnego pitu pitu i pogaduch

      @metaxy: ja myślałem, że wy sprint walicie u mnie na odcinku, przynajmniej na stravie tak chyba było napisane :D

      tak czy siak fajnie było się sprawdzić, dzięki i szerokiej ;)
      pokaż całość

    •  

      @metaxy: Kurde, nic nie mów o tym McDonaldzie. Kiedyś dało się z tego szutru za cmentarzem samochodem dojechać, a teraz muszę na trasę S7 wyskakiwać i trzepać 10 km by pojechać i wrócić. A widzę go z okna domu po drugiej stronie S7. Jakiś 900 metrów w linii prostej.

    • więcej komentarzy (33)

  •  

    793328 - 43 - 10 - 10 - 22 - 15 - 356 = 792872

    Jazdy z tygodnia i punkt kulminacyjny z wczoraj, czyli Kraków-Warszawa vol.3 z #rowerowykrakow oraz #szosowawarszawa
    Wschód słońca nas powitał po 50 km, wtedy też do ekipy @Cymerek @metaxy @kiwacz i mnie dojechali @Mortal84 oraz @makyo, a później też @bynon. (Na szczęście) słońce nam nie przygrzało w głowy, a pogoda była idealna na długie dystanse. Chyba w okolicy Przysuchy dołączył też do nas @radoslaw-szalkowski, a gdzieś przed Grójcem, dream-team z Warszawy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Wyprawa po raz kolejny się udała, życiówka symbolicznie pobita, wszyscy zdążyli na pociągi/noclegi/kolacje, a z @kiwacz byliśmy już przed północą z powrotem w Krakowie.

    Dzięki wszystkim za towarzystwo i za kolejne miłe odbieranie nas spod Warszawy:)

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #wspodnicynaszosie
    pokaż całość

  •  

    814859 - 370 - 8 = 814481

    Z Opola do Warszawy na długi weekend. Z tobołkami i na solo. Zadupiami strasznymi. Tereny po byłym zaborze rosyjskim to dno, bieda i tragedia. Mazowieckie poniżej Góry Kalwarii jest całkiem przyjemnie pofałdowane, zdziwiłem się, bo panuj opinia o wszechobecnej płaskości, ale też tłumaczy dlaczego większość zatrzymuje się na GK (; Kolejny dłuższy dystans, po którym mam przekonanie, że 1x11 jest przyszłością rowerów szosowych dla amatorów.

    Miało być też jeżdżenie przez 2 dni w Górach Świętokrzyskich, ale wolałem siedzieć w saunie, basenie i spa (dziękuję Magazynie Szosa :*).

    #szosa #fixienaszosie

    Statystyki:

    Dystans: 370 km
    Czas: ◷13:41:45
    Średnie tempo: 2:13 min/km
    Średnia prędkość: 27,01 km/h
    Kalorie: 13874 kcal

    W tym tygodniu to już 574km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km
    pokaż całość

  •  

    824222 - 370 = 823852

    Wyjazd nad morze ze zgrupką luboń :)

    W środę schodziłem z nocki w pracy,przespałem się od 11 do 15.W nocy na chwilę przed wyjazdem bo ok 24:00 godziny robiłem jeszcze przegląd roweru i w końcu doszedłem do tego co mi piszczało w rowerze a jest nim bębenek w piąście(kaseta pływała) No to szybka wymiana koła/opony i kasety i rower gotowy :) Wyjechałem z domu o 1:38 by po ok 5 km wracać się z powrotem bo zapomniałem haka przerzutki i spinki :)
    Coś koło 3:45 byłem w Poznaniu w miejscu spotkania a chwilę po 4 wyruszaliśmy w drogę. Na trasie 3 gumy w tym jedna podwójna-złapana jeszcze przed napompowaniem koła-nie wiem,nie pytajcie xD Z innych rzeczy jeszcze jeden plecacak rozsypał się ale wystarczyło związać tylko jakieś paski czy coś :)

    Jako ciekawostkę dodam jeszcze ze jedna z osoób jadąca z nami miała na sobie plecak ważący ok 30 kg-jedną ręką nie mogłem go podnieść! xD Zdjeła go dopiero na ok 150 km(nie pamiętam dokładnie) jak dojechało do nas auto asekuracyjne :)

    A zapomniałbym bym dodać-nie wziąłem rękawiczek z domu a że w nocy było zimno to czucie w dłoniach odzyskałem ok 7 godziny nad ranem :)

    Cały wyjazd udany,wszyscy dojechali a ja dopiero dziś poszedłem spać :)

    https://www.strava.com/activities/1038315056

    W tym tygodniu to już 633km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #impanaszosie
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 20170615_191210(0).jpg

  •  

    827212 - 340 = 826872

    Miała być Czwartkowa Runda, ale za wcześnie wyjechałem i tak jakoś wyszło ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Start 5:20 rano, temperaturowo bez szału. Nawet zastanawiałem się czy nie wrócić po długie rękawiczki, ale po pół godzinie już było znacznie cieplej. Na rozgrzewkę klasycznie przy takich trasach Przegibek od strony Bielska. Potem na Żywiec i do Rajczy. Tam odbijam na Ujsoły i Glinkę.
    Trochę ponad rok temu, zimą jechaliśmy tam z @byczys'em. Śniegu było po kostki i musiałem prowadzić rower. W końcu udało się wrócić i wyrównać rachunki z podjazdem pod granicę.
    Tam też, na nieczynnym przejściu granicznym urządzam sobie postój na kawę i naleśniki. Droga przez Słowację w zasadzie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Przez Namestovo kieruję się w stronę granicy.
    W Jabłonce skręcam w kierunku Babiej Góry. Podjazd na Krowiarki bardzo przyjemny, a na górze masa zaparkowanych samochodów i tłumy ludzi. Robię drugi postój naleśnikowy i zjeżdżam do Zawoi.
    Podjazd pomiędzy rzeczoną Zawoją a Stryszawą jest w tak fatalnym stanie (więcej dziur niż asfaltu), że zdecydowałem nadłożyć trochę drogi przez Maków Podhalański. Za Suchą Beskidzką odbijam w boczne, lokalne dróżki i tak dojeżdżam do Żywca. McZestaw był tym, czego potrzebowałem.
    Chwilę po wyruszeniu odzywa się @makyo, który z kolegą kręci się po okolicy. Spotykamy się pod Żarem i podjeżdżamy go sobie na spokojnie. Później jeszcze wspólnie Przegibek i w Straconce skręcam już "do siebie".

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km (nr 3)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Namestovo.jpg

    •  

      @Mortal84: zauważyłem, że używasz lemondki, przy jej zamontowaniu ustawiałeś siodło np. nieco wyżej niż zazwyczaj? Pochyliłeś je nieco do przodu (na zdjęciu nie widać dokładnie). Sam zamontowałem lemondkę do mojej szosy i niby jest ok, ale zastanawiam się czy mogę coś jeszcze poprawić ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @a5f5c1: Nic nie zmieniałem w ustawieniach siodełka. Używam jej przez max 20% trasy, więc myślę, że nie ma sensu zmieniać ustawień, bo w innych chwytach mogłoby się jechać mniej wygodnie.

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    837208 - 150 - 160 = 836898

    Pierwsze 150km w tym roku zrobione i to dwa dni pod rząd. W sobotę bez większych atrakcji i problemów wyjechaliśmy około godziny 10 i na spokojnie wróciliśmy około 18. Na drugi dzień kupiliśmy bilety na żużel. Wyjechaliśmy około 12 do Gorzowa zajechaliśmy o 15 i poszliśmy zająć miejsca na stadionie. Po meczu wybraliśmy się w końcu zjeść coś ciepłego i wyszło, że była już 20, a do domu daleko. Kierunek na DW151 i kręcimy do domu, powoli z zachodu zaczęły nadciągać chmury. Dojechaliśmy do Barlinka z dosyć dobrym tempem, ale powoli robił się już ciemno i padał deszcz. Na chwilę schowaliśmy się pod dachem, zabezpieczyliśmy co się dało przed deszczem i kierunek Choszczno. Na miejsce dojechaliśmy jakoś po 23, jazda w letnim deszczu o tej porze to sama przyjemność ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Statystyki:

    Dystans: 310km
    Czas: ◷ ~15:00:00
    Średnia prędkość: 20,66 km/h

    #100km #200km #300km
    #rowerowyrownik #zuzel
    pokaż całość

    źródło: kolaz.jpg

  •  

    837 606 - 319 - 3 = 837 284

    Wrocław > Opole > Kędzierzyn - Koźle > Knurów > Tychy > Chełmek > Alwernia > Kraków
    Czyli #rowerowywroclaw w składzie @krzysiekdw, @cherrycoke2l i ja pojechał w rewizytę do Krakowa :D

    Pobudka o 4, start ostry z Gaju o piątej. Rano niestety zimno, ale jadąc spokojnym tempem dk94 rozgrzewamy się wschodzącym słońcem. Po 120km zjeżdżamy z krajówki w kierunku Kędzierzyna, zaczynają się też małe górki przy GSA. Wkrótce przekraczamy granicę woj. śląskiego i kierujemy się na Knurów. Tamże robimy pierwszy dłuższy postój, po 6h jazdy. Następnie kierowani heatmapą ze stravy zmierzamy powoli do Tych. W międzyczasie robimy kilkanaście górek i zjazdów pozwalających się nieco rozerwać ( ͡° ͜ʖ ͡°) Przejeżdżamy przez Tychy krajówką obok browaru, a następnie wjeżdżamy na kolejną boczną drogę, która wiedzie nas pod Chełmek, już w woj. małopolskim. Przy tabliczce kilka fot i rozciąganie, no i turlamy się dalej DW780. Droga dość ruchliwa, ale asfalt dobry, więc nie ma na co narzekać. W Alwernii mały remoncik, więc jedziemy jakimś lokalnym objazdem. Jak się okazało, objazd zawierał taki ładny podjazd, który dość solidnie nas zmęczył. Kawałek dalej zjeżdżamy na Czernichów, a dwie wioski dalej łapie nas #rowerowykrakow - @Cymerek i @kiwacz. Panowie szybko przeprawiają się z nami promem, a następnie raźnie jedziemy już do samego Krakowa ścieżkami rowerowymi różnej maści. Na wałach dojeżdża do nas jeszcze @wspodnicynamtb. Meldujemy się przy smoku wawelskim i gnamy wdłuż Wisły na burgerka. Tłumy na rowerach/na rolkach/pieszych zrobiły na mnie wrażenie, nigdy nie widziałem i nie kluczyłem na rowerze między taką rzeszą ludzi :D Na koniec małe zwiedzanko i dzida na dworzec. Szybkie zakupy w biedrze i do pociągu. O północy we Wro, przejazd przez miasto o tej porze to sama przyjemność.

    Drogi #rowerowykrakow - dzięki wielkie za jazdę i zwiedzanie Krakowa - do zobaczenia, do następnego :D
    Cyferki:
    Czas: 12:07:46, przy czym 300km pękło po 10:59:37 jazdy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    W górę: 1933m, nieco dużo tych metrów wyszło.

    W roli fotografa @krzysiekdw.

    #100km #200km #300km
    #rowerowyrownik
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: DSC_0978.jpg

  •  

    838646 - 320 - 5 = 838321

    Pierwsze w życiu 300 km, rekord życiowy z kwietnia poprawiony o całe 105 km – czyli wycieczka z @krzysiekdw i @Dewastators do Krakowa.

    W piątek patrzyłem na prognozy pogody. Niedziela zapowiadała się bardzo pogodnie, a co najważniejsze miało wiać z zachodu – cóż więc lepszego niż wyjazd w jedną stronę na wschód, np. na Górny Śląsk? Śmieszkując napisałem więc do kolegów, że jedziemy do Krakowa. Niemniej towarzysze podróży podchwycili temat, więc rano koło 5:00 wyjechaliśmy z Wrocławia.

    Pierwsze kilka godzin to spokojna jazda DK94, z regularnymi zmianami tak, by oszczędzać siły. Następnie trochę podjazdów w okolicy Góry św. Anny, potem na granicy województwa opolskiego i śląskiego i przerwa w Knurowie. Szkoda, że te gminy pozaliczał dopiero teraz przy trasie aż z Wrocławia, mimo że z 25 lat mieszkałem ok. 40 km stamtąd. Dalsze przejazdy bez większych emocji – jakieś popierdółki zjazdy i podjazdy, wiatr sprzyjał, żyć nie umierać, piękne widoki na Beskidy, kolejna granica województw zaliczona.

    http://i.imgur.com/U4Mrwpp.jpg

    Przez Małopolskę znowu całkiem spokojnie, aż dojechaliśmy do Alwerni. Jako że most był zamknięty, pojechaliśmy objazdem, ale jak zobaczyłem tamtejszy serpentynowy podjazd (zamiast dzidy prost pod górkę) po 260 km zastosowałem #filozofiaxd – śmiechłem, że to 12% i ledwo co, z jedną pauzą wdrapałem się na szczyt.

    W okolicach Czernichowa złapali nas @Cymerek i @kiwacz, a następnie poprowadzili do Krakowa, włączając w to takie atrakcje jak przeprawa promem.

    http://i.imgur.com/z6KLmNo.jpg
    http://i.imgur.com/vrCgHKX.jpg

    wkrótce dołączyła do nas jeszcze @wspodnicynamtb i wspólnie dojechaliśmy do Krakowa, dokonaliśmy konsumpcji burgerów i innych rzeczy na Kazimierzu i przez rynek wróciliśmy na dworzec.

    Serdecznie dziękuję wspomnianym – @wspodnicynamtb, @cymerek, @kiwacz za bezpieczne przeprowadzenie przez Kraków oraz pilnowanie rowerów oraz, oczywiście, towarzyszom podróży @Dewastators i @krzysiekdw!

    Poza tym przekonałem się do jedzenia bananów w czasie jazdy, poletzam i pozdrawiam, 10/10. ELO

    5 km to powrót z dworca do domu. Wróciłem gdzieś przed pierwszą, a rano do pracy, więc ciężko było. Wrzucam wpis i idę spać :)

    Statystyki:

    Dystans: 320 km
    Czas: ◷11:54:15
    Średnie tempo: 2:14 min/km
    Średnia prędkość: 26,84 km/h
    Kalorie: 11 547 kcal

    W tym tygodniu to już 325km!
    #rowerowyrownik #ruszwroclaw #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    839485 - 301 = 839184

    Niedzielna trasa w opolskie rejony z @Marcin_od_Tribana, @Arczi-S i @atizylak.
    Cel: pałac w Mosznej i Góra Św. Anny. Początek z małymi problemami, bo złapana guma u Arcziego i dwie wymiany dętki. Ale później szło już gładko.
    Krajówkami i wojewódzkimi kierujemy się na Ujazd i dalej do Krapkowic. Tam też tradycyjny, drożdżówkarski postój w Biedrze. Odcinek miedzy Strzeleczkami a Moszną to jakieś nieporozumienie. Ile tam jest dziur, to głowa mała. Więcej machania rękami, jak samej jazdy.
    Pałac w Mosznej oczywiście robi wrażenie. Wejście na teren parku płatne 7 zł, ale skoro już taki kawał przejechaliśmy... ;)
    Powrót do Zdzieszowic tą samą drogą, a tam już odbijamy na Górę Św. Anny. Podjazd bardzo przyjemny, taki przegibkowy, ale przydałby się lepszy asfalt. Na górze trochę ponad godzina przerwy na obiad.
    Odcinek bocznymi drogami w stronę Ujazdu zaplanował nam @fixie. Szczególnie podobał mi się kawałek przez Porębę. Takie połączenie krakowskich dolinek i Wielkiej Puszczy. Było też obowiązkowe zdjęcie przy znaku w Zimnej Wódce. Betonowa droga do Ujazdu niczego sobie. W zasadzie jechało się jak po autostradzie.
    Dalej powrót już tą samą trasą, którą przyjechaliśmy. Koło domu miałem 275 km, więc nie zostawię tego tak. Zjadłem rosół, podładowałem Garmina (coś mi słabiej trzyma bateria ostatnio, nie wiem dlaczego...) i dokręciłem do trzystu.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #100km #200km #300km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: opolskie.jpg

  •  

    840785 - 50 - 2 - 39 - 25 - 118 - 41 - 57 - 305 = 840148

    Poniedziałek Późno wróciłem z pracy więc na krótko wyskoczyłem na #wtr.
    Wtorek wiatr był bardzo mocny więc stwierdziłem, że zrobię sobie krótki trening na hopce pod domem – podjechałem kilka razy dla sportu.
    Środa Testowa jazda w nowych blokach od majfriendów oraz torebki na ramę Topeak
    Czwartek powrót z pracy prosto na czwartkową rundę z kolegami z Stravy i Wykopu. Było szybko a nawet bardzo jak na mnie.
    Piątek i Sobota regeneracyjnie co by trochę odpocząć.
    Niedziela wyjazd z @Mortal84, @Marcin_od_Tribana oraz Adamem, który też jest na wykopie. Trasa zaplanowana przez Mortal84, którą można opisać jako płasko, zamek Moszna, płasko, Góra Świętej Anny, płasko #300km. Tak wpadła mi życiówka. Start dla mnie nie był udany bo przed Gliwicami złapałem gume na przodzie. Spoko co to dla mnie mam dwa zapasy (jeden też dziurawy) ale do końca wycieczki nic złego się nie przytrafiło. Zamek w Mosznej bardzo mi się podobał, kojarzył mi się z zamkiem Neuschwanstein (ten z kreskówek Disneya). Płasko tam więc na obiad wpadliśmy na Górę Św. Anny i powrót przez #zimnawodke do domu. Wpadła mi kolejna życiówka na rowerze – trzecia w tym roku.

    Statystyki:

    Dystans: 50 km
    Czas: ◷01:42:23
    Średnie tempo: 2:01 min/km
    Średnia prędkość: 29,52 km/h
    Kalorie: 2312 kcal
    Średni puls: ❤124.5bpm
    Maksymalny puls: ❤166bpm

    Dystans: 2 km
    Czas: ◷00:09:47
    Średnie tempo: 4:54 min/km
    Średnia prędkość: 12,21 km/h
    Kalorie: 47 kcal
    Średni puls: ❤86.5bpm
    Maksymalny puls: ❤103bpm

    Dystans: 39 km
    Czas: ◷01:38:56
    Średnie tempo: 2:32 min/km
    Średnia prędkość: 23,66 km/h
    Kalorie: 2402 kcal
    Średni puls: ❤123.9bpm
    Maksymalny puls: ❤168bpm

    Dystans: 25 km
    Czas: ◷00:50:28
    Średnie tempo: 2:00 min/km
    Średnia prędkość: 30,00 km/h
    Kalorie: 1176 kcal
    Średni puls: ❤126.2bpm
    Maksymalny puls: ❤151bpm

    Dystans: 118 km
    Czas: ◷03:43:08
    Średnie tempo: 1:53 min/km
    Średnia prędkość: 31,69 km/h
    Kalorie: 6394 kcal
    Średni puls: ❤135.7bpm
    Maksymalny puls: ❤172bpm

    Dystans: 41 km
    Czas: ◷01:28:24
    Średnie tempo: 2:09 min/km
    Średnia prędkość: 27,84 km/h
    Kalorie: 1766 kcal
    Średni puls: ❤115.4bpm
    Maksymalny puls: ❤159bpm

    Dystans: 57 km
    Czas: ◷02:09:55
    Średnie tempo: 2:16 min/km
    Średnia prędkość: 26,35 km/h
    Kalorie: 2979 kcal
    Średni puls: ❤127.6bpm
    Maksymalny puls: ❤164bpm

    Dystans: 305 km
    Czas: ◷10:34:18
    Średnie tempo: 2:04 min/km
    Średnia prędkość: 28,82 km/h
    Kalorie: 14437 kcal
    Średni puls: ❤125.4bpm
    Maksymalny puls: ❤176bpm

    W tym tygodniu to już 637km!
    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km (nr 25) #100km #200km #300km (nr 1)
    pokaż całość

  •  

    853448 - 500 = 852948

    Maraton Podróżnika 2017

    Czyli pętla 500 km spod Ślęży przez Sudety i Karkonosze. Dużo gór (ponad 6k przewyższeń), w tym podobno najtrudniejszy szosowy podjazd w Polsce, czyli Przełęcz Karkonoska. Udało się podjechać całość bez zatrzymania, choć po 130 km odcinku z szybkim tempem i w piekącym słońcu kosztowało mnie bardzo dużo. To nie nie był dobry pomysł, bo przede mną przecież było jeszcze 360 km.

    Trochę problemów z kolanem, ale ostateczkie udało się przejechać całość w czasie 24h15m :)
    Jestem zadowolony z rezultatu. Jak zwykle MP to świetne przygotowanie imprezy i super klimat jaki tworzą ludzie i organizatorzy.
    Niestety nie mam czasu na dłuższą relację, a już minął tydzień, więc wypadało dodać ten wpis.

    Strava:

    https://www.strava.com/activities/1020142722

    Galeria zdjęć:

    https://photos.google.com/share/AF1QipM65uT-SAzvyVrKLpBiEoSCT7rtGSNuUs7_PNg6GI8oHE_YpKj_Lab9RyyrhSs5jg?hl=pl&key=Mkp5S1c3dzY2dHpVOFBpNEVqVnRlMURDSU9JcGlB

    #byczysnarowerze

    W tym tygodniu to już 500km!
    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

  •  

    867757 - 38 - 386 = 867333

    Da się jakoś zedytować dane stravy? Za długo chyba jechałem i dziwne liczby powyskakiwały...
    https://www.strava.com/activities/1019700205
    Statystyki:

    Dystans: 38 km
    Czas: ◷01:28:35
    Średnie tempo: 2:21 min/km
    Średnia prędkość: 25,48 km/h
    Kalorie: 1598 kcal

    Dystans: 386 km
    Czas: ◷06:06:43
    Średnie tempo: 0:56 min/km
    Średnia prędkość: 63,19 km/h
    Kalorie: 7256 kcal

    W tym tygodniu to już 424km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km
    pokaż całość

  •  

    878101 - 473 = 877628

    Brevet 400 z dojazdem.
    Planowałem jeszcze powrót rowerem, co dałoby upragnione 500 km, ale niestety, źle się przygotowałem.

    #zaliczgmine: 21 nowych

    Statystyki:

    Dystans: 473 km
    Czas: ◷15:51:49
    Średnie tempo: 2:00 min/km
    Średnia prędkość: 29,80 km/h
    Kalorie: 17450 kcal
    Średni puls: ❤143.5bpm
    Maksymalny puls: ❤174bpm

    W tym tygodniu to już 607km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: mikolajki.JPG

  •  

    936467 - 87 - 92 - 38 - 106 - 316 - 85 = 935743

    Już dawno nie miałem tak intensywnego tygodnia.
    87km - poniedziałek. Przejecha na odstresowanie się po pracy.
    92km - wtorek. #szosowawarszawa z kolegami i przybłędą, który nie pokazał dziury. Wgięta obręcz i ucieczka przez 15km przed grupą bo gdzieś trzeba było rozładować negatywne emocje.
    38km - środa z Najmilszą.
    106km - czwartek. Tarczyn, kwitnące sady i przepiękny zachód słońca.
    0km - piątek. Odpoczynek przed tym co ma zdarzyć się w sobotę.
    316km - sobota. Wycieczka z kolegami do Środka Polski. Pogoda świetna, lampa przez cała trasę i lekki wiatr. Ostatnie 70km to niespodziewany przypływ energii i zasuwanie 38-40km/h na przedzie grupy. Wpadło 14 nowych gmin do #zaliczgmine.
    85km - niedziela. Ukoronowanie tygodnia. Zabrałem Najmilszą do Góry Kalwarii i zaraziłem ją drożdżówkarstwem.

    W tym tygodniu to już 724km!
    #rowerowyrownik #drozdzowkarze #100km #200km #300km
    pokaż całość

    źródło: SJCM0047.jpg

  •  

    944765 - 305 = 944460

    Dzisiaj oskar przez ostatnie 70 km holował nas 38-40 km/h.
    Na zdjęciu ja z oskarem. Lubię oskara, to fajny kolega.

    W tym tygodniu to już 447km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km

    źródło: i.imgur.com

Ładuję kolejną stronę...