•  

    Długi weekend pod znakiem łódzkiego gminobrania i świętowania rocznicy odzyskania niepodległości.

    Jakoś na początku zeszłego tygodnia napisałem do @radoslaw-szalkowski, że jeśli prognozy sprawdzą się, to w sobotę jadę do Łodzi (to już miała być trasa na przyszły rok, ale taka pogoda... :)) i czy by po mnie kawałek nie wyjechał. A on tak się wczuł w rolę, że zebrał całą ekipę powitalną :D

    Wyjeżdżam w sobotę o 4.00 nad ranem przy potężnej mgle i temperaturze spadającej miejscami nawet do zera stopni. Na szczęście zaraz po wjeździe na Jurę mgły ustąpiły i zaczęła klarować się zapowiadana, ładna pogoda. Po stu km robię przerwę śniadaniową i ruszam dalej na północ z wiatrem w plecy.

    Po wjeździe do łódzkiego zaczyna się gminne wężykowanie, więc już nie wieje mi tak korzystnie. Do punktu wspólnego naszych tras w Kleszczowie docieram pierwszy. Robię zdjęcie na tarasie widokowym i wracam na Orlen, gdzie czekam na resztę towarzystwa. Tyle co kupiłem hot doga i zasiadłem sobie na krawężniku przed stacją, a tu jadą: @rdza, @edicsson, @radoslaw-szalkowski, @sim_co i @fenter. Świetna ekipa. Takiej frekwencji się nie spodziewałem ;)

    Posileni orlenowskimi spacjałami, ruszamy przez najbogatszą polską gminę. Szerokie drogi z szerokimi poboczami, a obok jeszcze ścieżka rowerowa. Wygląda to wręcz nienaturalnie, tak w ogóle nie po polsku, ale kto bogatemu zabroni. Szkoda, że to wszystko tylko w granicach gminy Kleszczów, a po jej przekroczeniu sytuacja wraca do normy.

    I tak sobie jedziemy - najpierw do Bełchatowa, gdzie mała przerwa w McD, a później z wiatrem w plecy do Łasku. Zaczyna robić się chłodno i ciemno. Przebijanie się przez aglomerację łódzką idzie dosyć sprawnie i mamy jeszcze czas, żeby przed pociągiem zjeść kolejnego maczka. Muszę przyznać, że końcówkę przez miasto też już jechałem na rezerwie...

    Dzięki wszystkim za rewelacyjną wycieczkę i do zobaczenia przy okazji kolejnej trasy, ale to już pewnie w przyszłym roku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    A gdy już wracałem pociągiem do Katowic, pisze do mnie @Arczi-S czy w niedzielę nie zrobimy jakiejś luźnej setki na zaporę. Jeszcze nie sprawdzał Stravy, więc nie wiedział, że byłem w Łodzi, ale zapora zawsze spoko i nie mogłem odmówić :)
    Uczciliśmy więc setką setną rocznicę odzyskania niepodległości, a na dokładkę w poniedziałek pojechaliśmy kolejną, ale tym razem na słynne już w okolicy zapiekanki w Bolęcinie.

    Strava:
    - Łódzkie gminobranie #2 - 311 km
    - Zapora - 125 km
    - Zapiekanki - 120 km

    #mortalszosuje

    #rower #szosa #wykopcanyonclub #100km (nr 71 i 72) #200km #300km (nr 10)

    Tak, jak pewnie zauważyliście nie dodałem do tagów rowerowego równika. Na razie wstrzymam się z odjęciem tych dystansów w oczekiwaniu na decyzję co do nowej, pełnoprawnej edycji.
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: łódź.jpg

    •  

      @Mortal84: tez nie odejmuje bo nie ma sensu (:

    •  

      czy by po mnie kawałek nie wyjechał. A on tak się wczuł w rolę, że zebrał całą ekipę powitalną :D

      @Mortal84 sam byłem zaskoczony, ale jak widać poziom szaleństwa rowerowego rośnie na wykopie, chociaż równik zdycha :(

      Świetna ekipa.

      mało powiedziane :) niezła ekipa nam się wykrystalizowała, aż się boję co będzie w przyszłym roku ;)

      końcówkę przez miasto też już jechałem na rezerwie...

      nie wierzę, że Tobie się kończą siły :D tym tekstem niszczysz pewien mit :(

      Dzięki wszystkim za rewelacyjną wycieczkę i do zobaczenia przy okazji kolejnej trasy

      również dziękuję i zapraszam ponownie do Łodzi - jak tylko będę mógł wyjadę, pomogę, coś zorganizuje, bo podobno dobrze mi to wychodzi ;)

      ale to już pewnie w przyszłym roku

      po dzisiejszej przygodzie zdecydowanie do przyszłego roku
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    6967 - 304 = 6663

    Od jakiś 2 tygodni chodził za mną pomysł pojechania gdzieś dalej w ten weekend, ale czekałem do ostatniej chwili z wyborem celu na prognozę pogody. Jako, że miało nie padać i wiać z południowego-wschodu padło na Wilkowyje z serialu Ranczo.

    Wyjazd w sobotę o 2.40, temperatura w mieście około 5 stopni. Niestety gdy wyjechałem z Łodzi temperatura spada do 2 stopni i dodatkowo wiatr daje o sobie znać. Ale bez problemów udaje się dotrzeć do Rawy Mazowieckiej. Niestety dalej miałem w planie zaliczenie paru gmin do #zaliczgmine, więc wyznaczona droga zaczyna kluczyć. Droga poprowadzona na czuja, bo rzadko w tamtych rejonach bywa samochód Googla, okazuje się asfaltami o gorszej i jeszcze gorszej jakości. Niektóre fragmenty bywały tak dziurawe, że jechanie nawet 20 km/h nie było zbyt bezpieczne. Na szczęście obyło się bez zaliczenia większej dziury. Okolice Grójca witają mnie wschodem słońca i zaczyna jechać się znacznie przyjemniej, szczególnie, że wiatr trochę ustaje. W Górze Kalwarii dołącza @edicsson, która mimo nie najlepszej pogody postanowiła oprowadzić mnie po okolicy. I tak bocznymi drogami docieramy do serialowego Jeruzal. Krótka przerwa, fotka na ławeczce i ruszamy do kolejnej okolicznej atrakcji - pomniku złotego ułana w Kałuszynie. Od tego miejsca jedziemy już zdecydowanie pod wiatr, który bardzo mocno utrudnia jazdę. Docieramy do Mińska Mazowieckiego, gdzie robimy przerwę w McDonaldzie. Niestety @edicsson nie jedzie już dalej, więc dalej już samotnie do Warszawy. Jadę ścieżką rowerową średniej jakości, ale wydaje mi się to rozsądniejszym rozwiązaniem niż jechanie DK2, na której panuje bardzo duży ruch. Później trochę błądzenia po Warszawie i udaje się dojechać do Wilanowa, gdzie odbiera mnie żona, która akurat była tego dnia samochodem w Warszawie.

    Myślałem, że wyprawa na Koniec Świata będzie ostatnim większym wyjazdem w tym roku, dlatego ten wyjazd cieszy jeszcze bardziej. Ale trzeba szczerze przyznać, że już jest słaby okres na takie wypady - dzień bardzo krótki, a w nocy bardzo zimno. Ale przecież już prawie listopad - nie raz o tej porze roku leżał już śnieg.

    Wielkie dzięki @edicsson za towarzystwo - gdybym jechał sam pewnie gdzieś za Jeruzal wsiadłbym do pociągu.
    I do zobaczenia następnym razem, ale teraz już chyba rzeczywiście w następnym roku ;)

    #300km numer 2
    #zaliczgmine +23 (obecnie 331)

    W tym tygodniu to już 356km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #wykoptribanclub #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    18445 - 540 - 211 = 17694

    Wyprawa do Zielonej Góry na pizzę, której ostatecznie nie zjedliśmy i o której wszystko już zostało napisane, więc nie będę się powtarzał. Udział wzięli: @rdza, @edicsson, @metaxy, @theDOG i @radoslaw-szalkowski, oraz symbolicznie @sim_co, @Zelazko_MPM i @cherrycoke2l.

    W niedzielę małe gminobranie pomiędzy ZG a Wrocławiem, skąd miałem pociąg do domu. Trudy powrotu i zmagania się z potężnym wiatrem umilali mi @dablju_ i @Dewastators.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km (nr 26) #300km #400km #500km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    19777 - 35 - 37 - 36 - 127 - 9 - 529 - 11 - 25 = 18968

    Podsumowanie od 8. do 15. października czyli pracodomy, stówka z koleżanką i 500 na pizzę do Zielonej Góry:)
    Z tą Zieloną Górą to było tak, że jakaś pizzeria napisałą, że da 10procentowy rabat każdemu kto przyjedzie na rowerze, a ponieważ #cebula motzno, zapytałam, czy dla przyjezdnych ze stolicy rabat może być nieco większy;) I tu szczególne podziękowania należą się @theDOG'owi, który nawet jeśli w pierwszym odruchu reaguje na moje szalone pomysły śmiechem, to w drugim zastanawia się jak sprawić, żeby wykonanie planu jak najmniej bolało;)
    O samej wyprawie napisali już @metaxy, @radoslaw-szalkowski, @edicsson, @Zelazko_MPM, @dablju_ i @cherrycoke2l (czekam na relacje @sim_co i @Mortal84) więc nie bedę się powtarzać;) Mogę tylko dodać, że czekam na wiosnę i pierogi w Szczecinie;)

    W tym tygodniu to już 809km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #100km #200km #300km #400km #500km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: IMG-6384.jpg

  •  

    32387 - 401 = 31986

    No to teraz moja kolej na mały opis z wyprawy.
    Dostałem informacje od @metaxy że śmigają do Gdańska a że będą przejeżdżać obok Łodzi to czemu by nie skorzystać? a że jeszcze na weekend nie miałem planów to podjąłem decyzje że jedziem z koksem!
    Umówiłem się na spotkanie przed Łodzią w małej wsi zwanej Wola Rakowa aby sobie trochę km nabić przed podróżą. 10 minut przed wyjazdem zerknąłem jeszcze raz na endomondo, a ekipa z Krk już prawie są na miejscu spotkania. Ja totalnie szokowany że tak szybko się przemieścili z Piotrkowa Trybunalskiego od razu zmieniłem miejsce na Andrespol, finalnie i tak czekali za mną 3km od miejsca spotkania.
    Po dojechaniu spotkałem ekipe składającą się z @Cymerek @metaxy @Mortal84 i kolegę Adriana. Pierwszy km szybko i przyjemnie mijają przy zachodzie słońca. Niestety gdy słońce zachodzi, temperatura szybko spadła, także jak dojechaliśmy do Łęczycy pod Orlen niezwłocznie zmieniliśmy na cieplejsze ciuszki :d
    Noc przebiegła bez żadnych poważniejszych usterek nie liczę gwoździa w oponie u @Cymerek (dzięki że z przodu jechałeś xD)
    Prze Toruniem spotykamy @Rivgen z jego babeczkami (dzięki ;d) a chwilę potem @tym11. Odprowadzają nas szybko po atrakcjach Toruńskich i wpadamy do McD na małe co nie co. Po posiłkowaniu się wyjeżdżamy z Torunia w dalszą podróż. Droga się dłuży, spać się chce, pierwsze kryzysy się pojawiają, ale po przejęciu prowadzeniu peletonu szybko się wybudzam i można śmigać dalej.
    Ok 30km przed Gdańskiem wbija do nas pierwszy przewodnik @Qurdius chwilę później kolejny @WuERA razem wbijamy do Gdańska z kierunkiem na Westerplatte. @Cymerek gubi się po drodze, i wjeżdża do nas od strony drogi krajowej 89. Razem wbijamy na Westerplatte, szybkie fotki i na plaże. Tam wspólna fotka na tle morza i wracamy do centrum. W centrum zaczęło padać, zatrzymaliśmy się na burgerku. Tam krótkie pogaduchy, chwila relaksu w tulonej poduszce :D i można śmigać na pkp.
    W pociągu obyło się bez żadnych uszkodzeń rowerowych. Po 5h dojechałem na do Łodzi, zmęczony ale również zadowolony z małego wypadu ;)
    Dzięki Panowie! :D jeśli kogoś pominąłem to sorki :)

    pokaż spoiler PS. Najgorsze z wyprawy było rozgrzewanie się po postoju, brr jak trzepotało xD


    Statystyki:

    Dystans: 401 km
    Wertykalnie: 2030m(↑935m/↓1095m)
    Czas: ◷14:47:38
    Średnie tempo: 2:12 min/km
    Średnia prędkość: 27,10 km/h
    Kalorie: 12070 kcal

    W tym tygodniu to już 401km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km #300km #400km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0439.JPG

  •  

    33064 - 658 = 32406

    Nad tę większą wodę, czyli o tym jak to pojechaliśmy nad morze "na raz".

    W sumie to nie liczyłem już w tym roku na nic dłuższego niż trzy przejechane czterysetki, a tym bardziej na poprawę życiówki. No ale w końcu mamy dopiero październik i pogoda jeszcze całkiem, całkiem.

    Dwa tygodnie temu @metaxy zaproponował zwieńczenie sezonu jakąś konkretną trasą. Wstępnie przystałem na ten plan. Im bliżej terminu, tym lepsze były prognozy. I to zarówno jeśli chodzi o temperaturę, jak i o wiatr. Bo co może być lepszego, niż jazda nad morze z wiatrem w plecy.

    Sobota, godzina 5.00 rano. Pobudka, kawa, śniadanie i o wpół do siódmej wyjeżdżam. Miał jechać ze mną kolega, ale zaspał. Później okazało się, że wyjechał z godzinnym opóźnieniem i jadąc naszym śladem, zrobił 500 km do Torunia. Też nieźle.
    Z Krakowa wyruszają @metaxy, @Cymerek i Adrian. Miejsce spotkania niedaleko Sędziszowa. Coś jednak poszło nie tak, bo okazało się, że zamiast 15 km różnicy w naszych trasach, jest 25 km. Dodatkowo krakusy skrócili drogę, żebym ewentualnie nie musiał na nich czekać. W efekcie to ja musiałem ich gonić przez 30 km...

    Na szczęście w miarę szybko udało się połączyć siły. Choć z samego rana temperatura spadała nawet do 2 st C, to zapowiadany południowy wiatr robił robotę. Było ciepło i pchało w plecki aż miło. Pierwszy postój zarządzamy sobie w jakimś wioskowym sklepie, ale kupujemy w zasadzie tylko picie, bo każdy z nas ma ze sobą pojemnik z makaronem. Świetna sprawa takie domowe jedzenie w trasie, a nie tylko opychanie się słodkościami.

    Kilometry wpadają jakby od niechcenia. Można wręcz powiedzieć, że jedzie się samo. Na postoju koło Andrespola dołącza do nas @mosci_K, który jechał już z nami dwa pierwsze dni tegorocznej wyprawy. W Łęczycy stołujemy się na Orlenie, przywdziewamy nocne ciuszki i wskakujemy na DK91, którą zamierzamy jechać do Torunia. Taki wariant trasy polecił nam @radoslaw-szalkowski z uwagi na mały ruch (wzdłuż krajówki biegnie autostrada A1) i szerokie pobocze. Idealna droga do jazdy nocą, polecam.

    Przed Toruniem spotykamy @Rivgen'a (z piernikami przyjechał, taki gość!), a już w samym mieście dołącza @tym11. Chłopaki oprowadzili nas na szybko po największych atrakcjach turystycznych, czyli panorama miasta, pomnik Kopernika i McD. Odpowiednio posileni ruszamy dalej naszą ulubioną krajówką. Pierwotna trasa zakładała od tego miejsca jazdę bocznymi drogami, ale nie wiedząc czego możemy się tam spodziewać, szczególnie w środku nocy, wybieramy bezpieczny wariant szerokiego pobocza i gładkiego asfaltu. Po kilkunastu km @tym11 skręca do siebie, ale @Rivgen ciśnie z nami do samego Gdańska.

    Noc mija spokojnie. Tu jakiś Orlen, tam McD i tak się jedzie nad to morze. Pomiędzy 4.00 a 6.00 rano tak mnie łamie, że oczy same się zamykają. Na szczęście, gdy tylko zaczęło robić się jasno, ponownie odżyłem. Za Tczewem dołącza do nas @Qardius (ten koleżka jechał już z nami i fotografował się nad morzem 6. dnia wyprawy), a przed Pruszczem Gdańskim łapiemy @WuERA. Dobrze mieć na podorędziu takich lokalsów, co to przeprowadzą przez miasto.

    A w samym już Gdańsku obowiązkowe zdjęcia na Westerplatte i na plaży. Nóg w wodzie niestety nie zamoczyliśmy, ale za to nasypało nam się piasku do butów. Gdy już zbieraliśmy się po sesji foto, przybył kolejny wykopek - @Wyrewolwerowanyrewolwer. Podczas powrotu do centrum łapie nas mżawka, która pod Fontanną Neptuna zamienia się w regularny deszcz. Schronienie szybko znajdujemy w Surf Burgerze, gdzie dołączają do nas jeszcze @piteerowsky i do niedawna krakus, a teraz gdańszczanin @louise_attack.

    Fajnie się siedzi w takim towarzystwie (albo śpi przy stoliku, jeśli ktoś woli), ale trzeba się zbierać na pociąg powrotny. Mój był przed 14.00, więc wychodzę jako pierwszy. @piteerowsky i @Qardius pomagają mi jeszcze dokręcić brakujące kilka km, a na dworcu melduję się kwadrans przed odjazdem.
    Pierwszy raz jechałem Pendolino. I zapewne ostatni. Dwie stówy za bilet to jednak nie jest cena na moją kieszeń. Ale fakt, że można w 5 godzin dostać się z Gdańska do Katowic jest niezaprzeczalnym plusem. Oprócz tego, że przez większość czasu byłem odcięty od sieci (jak żyć, gdy nie można na bieżąco odpisywać na komentarze na Stravie, ani wrzucić zdjęć do aktywności...), to nie spotkały mnie żadne z pociągowych nieprzyjemności, których doświadczyli @metaxy i @Cymerek.

    pokaż spoiler Pani od wózka cateringowego była tak ładna, że gdyby mi porysowała rower, to pewnie bym jej jeszcze podziękował.

    Punkt 19.00 melduję się na dworcu w Katowicach i nareszcie mogę odetchnąć normalnym, śląskim powietrzem.

    Życiówka poprawiona o ledwo 4 km, więc niedosyt pozostał. Brakuje mi tej siódemki z przodu, ale co się odwlecze, to będzie lepiej smakowało ;)

    Dzięki wszystkim zaangażowanym w to przedsięwzięcie i do zobaczenia przy okazji jakiejś kolejnej trasy.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #rower #szosa #wykopcanyonclub #rowerowykrakow #zaliczgmine (+31) #100km #200km #300km #400km #500km #600km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    51206 - 59 - 47 - 55 - 134 - 25 - 22 - 139 - 4 - 229 - 30 - 45 - 20 - 68 - 13 - 381 - 5 - 31 - 12 = 49887

    Podsumowanie od 12 do 25 września (nie wiem jakim cudem już dwa tygodnie nie uzupelniałam).
    Z ciekawszych jazd:
    139 - czyli Rapha Women's 100 spędzone w tym roku w Krakowie w towarzystwie @wspodnicynamtb i kilku innych dziewczyn. Warto było pozbierać się na pociąg o 5. żeby pzejechać tą stówę z taką ekipą:)
    381 - "Lubię, że czasem zmuszasz mnie do robienia głupot" powiedział mi @theDOG gdy wraz z kolegą dojechaliśmy z Warszawy do Gdańska:) Piękna to była wyprawa, i nawet to, że w Gdańsku (76 kilometrów do celu) dopadła nas ulewa i za pociąg z Gdańska do Gdyni zapłacić po 20 PLN plus zeta za rower nie popsuło nam humoru. Zwłaszcza, że po odejściu nieubłaganego konduktora (leje, my po takiej trasie, i musimy zdążyć na skm) jakaś kobieta dała nam 100 złotych:)
    5 - SKMką dojechaliśmy do Władysławowa. Stamtad jeszcze 5 kilometrów brukową drogą do Jastrzębiej Góry.
    31 - W niedzielę rano wsiadamy do pociągu Władysławowo - Gdynia, żeby zdążyć na pociąg do Wawy. W pociągu tłok, Pani konduktor przekonana, że mamy bilety, zaczyna rozstawiać towarzystwo siedzące pod wieszakami rowerowymi, bo przepisy są takie, że rowery mają wisieć. Starsze panie oburzone, lokalni twardziele ironizują, że powiniśmy zdjąć opony i jechać torami, a my, jak przystało na stołecznych pedalarzy nie pozostajemy dłużni;) W połowie drogi stwierdzamy, że skoro do celu już tylko 25 kilometrów, mamy 1,5 godziny do drugiego pociągu, a
    pani konduktor jeszcze nie wróciła żeby sprawdzić bilety (które dopiero planowaliśmy kupić) to rzeczywiście pojedziemy rowerami:)
    Na pociąg jakims cudem docieramy ledwo na czas, tracąc dużo przez jazdę leśnymi drogami a potem odbijając nie w tę stronę co trzeba. Nie ma nawet chwili, żeby kupić sobie czegoś do picia czy jedzenia. I tu znów z pomocą przychodzi współpasażerka która wychodząc, dała nam przepyszną drożdżówkę.

    W tym tygodniu to już 1319km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #100km #100km #200km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: pieklo.jpg

  •  

    57409 - 330 - 34 - 53 - 208 - 107 - 101 - 174 - 101 - 116 = 56185

    Podsumowanie z półtora tygodnia, bo jakoś mi się nie chciało wrzucać, a i sam równik, jak nietrudno zauważyć, umiera śmiercią naturalną.

    330 km - Trasa na Lysą horę do Czech. Raz do roku trzeba pojechać. Powrót przez przełęcz Pustevny, która będzie też w przyszłym roku na Tour de Silesia, więc postanowiłem sprawdzić, żeby później nie było zaskoczenia. Piękny, leśny podjazd o stabilnym nachyleniu 7-8%, równiutki asfalt, zero ruchu samochodowego. Po prostu django/django.

    208 km - Rajd Wokół Tatr w tym roku się nie udał przez fatalną pogodę, ale postanowiłem, że Tatry i tak objadę. Rower do auta i pojechałem do Chochołowa, skąd zrobiłem pętelkę zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Dodatkowo podjechałem też nad Popradzkie Jezioro, bo jeszcze tam nie byłem, a przy okazji w schronisku zjadłem obiad.
    Gdybym miał porównać, to jednak bardziej podoba mi się wersja z jazdą przeciwnie do wskazówek zegara, bo tutaj sporo ciekawych widoków zostaje za plecami. I dodatkowo 40 km zjazdu od Styrbskiego Plesa ciągnie się niemiłosiernie.

    174 km - Kolejny wypad samochodowy. Tym razem z kolegą Marcinem w czeskie Jeseniki. Główne atrakcje to oczywiście Pradziad i 12-kilometrowy podjazd do zbiornika górnego elektrowni szczytowo-pompowej Dlouhe Strane. Część trasy była dla mnie zupełną nowością, a część znałem z wypadu sprzed 2 lat z @bynon'em i @byczys'em oraz z tegorocznego Tour de Silesia. Cała pętelką jest mistrzowska i koniecznie do objechania ponownie w przyszłym roku.

    W piątek potowarzyszyłem chwilę @metaxy'emu w jego trasie przez Śląsk, a dziś ustawka z tyskimi Feniksami. Frekwencja taka sobie, ludzie chyba wystraszyli się jesieni. Był @atizylak.

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km (nr 59, 60, 61, 62, 63) #200km (nr 24) #300km (nr 9)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Clipboard.jpg

  •  

    67322 - 301 = 67021

    A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady

    https://www.strava.com/activities/1845814818

    Udało się ustanowić nową życiówkę. Trasa to przejazd Wielką Pętlą Bieszczadzką.
    Start o 5:06. Mgła i temperatura spadająca do 5 stopni nie zapowiadała nic dobrego, jednak później trudy porannej jazdy zostały wynagrodzone wspaniałymi widokami.

    W tym tygodniu to już 301km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km #bieszczady

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    75344 - 335 = 75009

    Z #rowerowalodz do #rowerowetrojmiasto. Troche sie przeliczyłem i myślałem ze będzie łatwiej, szczególnie pod koniec, ale udało się.

    Statystyki:

    Dystans: 335 km
    Wertykalnie: 2857m(↑1316m/↓1541m)
    Czas: ◷12:41:09
    Średnie tempo: 2:16 min/km
    Średnia prędkość: 26,39 km/h
    Kalorie: 9595 kcal

    W tym tygodniu to już 335km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: preview.ibb.co

  •  

    79318 - 307 - 16 = 78995

    Sobotni wyjazd Bytom - Warszawa. Im dłużej jechałem tym więcej siły miałem :o Stolica przywitała mnie ścianą deszczu i szkłem w oponie/dętce podczas prowadzenia roweru po chodniku. Ale pierwsze 300km zrobione.

    Statystyki:

    Dystans: 307 km
    Wertykalnie: 2551m(↑1222m/↓1329m)
    Czas: ◷13:20:25
    Średnie tempo: 2:36 min/km
    Średnia prędkość: 23,00 km/h
    Kalorie: 8615 kcal

    Dystans: 16 km
    Wertykalnie: 345m(↑148m/↓197m)
    Czas: ◷00:43:00
    Średnie tempo: 2:39 min/km
    Średnia prędkość: 22,62 km/h
    Kalorie: 471 kcal

    W tym tygodniu to już 323km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    98787 - 33 - 14 - 47 - 31 - 35 - 127 - 8 - 18 - 16 - 21 - 27 - 48 - 15 - 300 - 141 = 97906

    Podsumowanie od 22. sierpnia do 2. września czyli jak zwykle mnóstwo pracodomów i kilka razy Gassy.
    I najważniejsza jazda, to samodzielne 300 km w sobotę, czyli "Halyna, potrzymaj mi izo" gdy usłyszałam, że dziewczyna nie da rady przejechać sama takiego dystansu i to jeszcze przy takim wietrze;)
    Kardynalny błąd jaki popełniłam, to planowanie trasy na szybko i niesprawdzenie kierunku wiatru, więc kilka razy zdarzyło się, że musiałam się przedzierać przez remonty drogowe (objazdy są dla słabych;)) i generalnie prawie całą drogę miałam albo #wmordewind albo i tak przeszkadzający lekko boczny wiatr. Dobrym posunięciem było zabranie powerbanka i linki do roweru (choć i tak zastanawiałam się, czy rower jeszcze będzie stał przed sklepem jak skończę zakupy;)). Najfajniejszy w tej wyprawie był całkowity luz, więc nawet gdy zboczyłam z trasy a nawigacja poprowadziła mnie spowrotem do trasy okrężną drogą, potraktowałam to po prostu jako przygodę. No i wpadł nowy przystanek dla tych spod tagu #przystankiboners ;)
    Do domu wróciłam zmęczona raczej jazdą nocą niż wysiłkiem, więc w niedzielę już z @theDOG'iem i jeszcze jednym kumplem zrobiliśmy 140km;)

    W tym tygodniu to już 881km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #100km #200km #300km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    440319 - 1031 = 440319

    tl;dr

    pokaż spoiler zrobiłem na rowerze 1031km w 49 godzin biorąc udział w ultramaratonie Bałtyk Bieszczady Tour 2018


    Ultramaraton Bałtyk Bieszczady Tour 2018, był ostatnim punktem planu na ten rok. A plan był dosyć prosty. Zrobić kwalifikację do BBT, wziąć w nim udział i ukończyć, łamiąc w ten sposób barierę 1000km na rowerze. Udało się wszystko w 100%. Już na maratonie "Piękny Wschód" udało się zrobić kwalifikację w kategorii solo. "Pierścień Tysiąca Jezior", uznawany za najtrudniejszy z tych które zaliczyłem, przejechałem żeby przetestować sprzęt i organizm. Teraz przyszedł czas na prawdziwy dystans ultra i coś mi zupełnie nieznanego.

    W tym roku wprowadzona została możliwość startu w piątek wieczorem. Jak dla mnie idealnie, bo lubię jeździć kiedy inni śpią, więc zarejestrowałem się do tej grupy. Wszystko byłoby spoko, gdybym inaczej zaplanował przyjazd do Świnoujścia. Ja wybrałem pociąg jadący w piątek rano i musiałem wstać niewiele po godzinie piątej, żeby na niego zdążyć. Liczyłem na to, że w pociągu prześpię większą część podróży i mimo wczesnej pobudki, będę dobrze wypoczęty. Ale nie udało się. Emocje w głowie mocno narastały i nawet na minutę nie zmrużyłem oka. Czas od przyjazdu do Świnoujścia do startu ciągnął się niemiłosiernie. Zarejestrowałem się, wziąłem udział w odprawie i przygotowałem do startu rower. Później odbyła się runda honorowa po mieście i został czas wolny. Dużo czasu, bo start miałem zaplanowany na 22:45 w niemal ostatniej grupie startowej. Około pięć godzin nie za bardzo miałem co z sobą zrobić. Z wielkim plecakiem kręciłem się trochę po mieście, zjadłem obiad i zrobiłem zakupy, a później udałem się na miejsce startu. Zmęczenie kumulowało się. Wiedziałem, że przyniesie to swoje negatywne konsekwencje w trakcie jazdy, tylko nic nie mogłem na to poradzić. W końcu doczekałem się. Syreną z promu, właściwie to bez niej, bo była już cisza nocna, zostaliśmy wypuszczeni na trasę.

    Nastawienie miałem jak zawsze bojowe. W planach czas przejazdu krótszy niż 48 godzin z marzeniem o okolicach godzin 40. Zaraz po starcie fiksuję się na stałe obciążenie i jadę swoje. Po kilkunastu minutach chłopaki z mojej grupy zostają gdzieś daleko za plecami. Jedzie się fajnie, jest ciepła noc, księżyc w pełni, asfalty są gładkie, bo trasa prowadzi głównie drogami krajowymi. PK1 (78km) i PK2 (130km) załatwiam szybko, wykonując standardową procedurę uzupełniania bidonów oraz zabierając przekąski i banany w kieszenie. Niebo powoli jaśnieje, jest dosyć mocno zachmurzone i w okolicach Drawska nawet na chwilę pojawiają się niegroźne opady deszczu. W Pile na PK3 jestem o świcie. Do jedzenia jest makaron, więc konsumuję, bo już ponad 230km w nogach na przekąskach. Ruszam dalej. Cały czas doganiam i wyprzedzam kolejnych zawodników, było ich już naprawdę wielu. Przede mną wystartowało prawie dwustu, więc jest kogo dochodzić. Czasami z kimś zagadam parę chwil, innych wyprzedzam tylko pozdrawiając. Kilometry lecą szybko.

    W Nakle na PK4 (290km) oferują dwudaniowy obiad i daję się złapać w pułapkę, bo kolejny punkt to DPK i też ma serwować ciepły posiłek o czym przypomina mi kolega Marcin. Żeby nie tracić za dużo czasu, zjadam tylko zupę którą już wziąłem, a nie chciałem wyrzucać jedzenia. Kiedy ja zbieram się do wyjścia, na punkt dojeżdżają chłopaki z Łowicza. Wymieniamy kilka zdań, z Bogumiłem robimy selfie i znikam. W prawej nodze zaczyna się odzywać ścięgno Achillesa. Delikatnie daje znać, że jest mu ciężko. Rower też zaczął piszczeć, jakby z napędu. Niestety nie mam żadnego smaru, żeby coś zaradzić, trzeba będzie szukać pomocy u innych maratończyków. Pomoc znajduję wjeździe na PK5 (340km) w Solcu Kujawskim. Stoi tu samochód techniczny Bartka, więc podbijam do nich. Kilka minut później łańcuch jest nasmarowany, a ja udaję się na bufet. Zjadam przepyszny makaron i dokupuję colę. Zestaw idealny, stawiający na nogi. Robię dodatkową chwilę odpoczynku na kawę i ciastka. Na wyjściu z PK, ostatni raz mijam się z chłopakami z Łowicza. Po raz kolejny wymieniamy uprzejmości.
    Teraz trasa prowadzi drogą krajową, gdzieś brzegiem Torunia i jedzie się bardzo słabo. Na trasie ruch samochodowy robi się uciążliwy. Do tego światła, jakieś roboty drogowe. O dziwo kierowcy są tolerancyjni, nie trąbią i nie spychają na pobocze. Docieram do PK6 (400km) gdzie oferują zestawy śniadaniowe, naleśniki lub jajecznicę. Oczywiście nie odmawiam sobie jedzenia i wybieram zestaw nr 2. Spotykam znajome twarze z poprzednich maratonów, Macieja i Marcina. Coś tam sobie śmieszkujemy przy jedzeniu, ale już “moment” później siedzimy na rowerach, bo czas jednak się nie zatrzymuje. Marcinowi wystartowanie z PK zajęło trochę więcej czasu i go nie widzę. Maćka po kilku kilometrach dopada bomba i zostaje gdzieś za plecami, ledwo się tocząc. Niewiele lepiej dzieje się u mnie. W jednej chwili odcina mi prąd i łapie mnie senność. Powieki opadają, ja się bujam na rowerze prawie stojąc w miescu. Sytuacja jest ciężka i niebezpieczna. Próbuję się rozbudzić i zmotywować, ale nic nie działa. Mijam znak, że za 4km będzie stacja paliw i jakoś to mnie motywuje do mocniejszej pracy. Wpadam na Orlen i kupuję dwa RedBulle. Jednego od razu wypijam, to musi mnie obudzić. Drugiego biorę w drogę, bo może jednak ten pierwszy nie obudzi, ale obudził. Wracam do gry. Wracam do normalnej jazdy.

    Na PK7 (483km) w Gąbinie zatrzymuję się tylko na kilka minut. Słodzę sobie życie pysznymi wafelkami z kajmakiem i uciekam do Łowicza. Tu jest DPK (525km), ma przyjechać Eliza i mam w planie zdrzemnąć się przed nocną jazdą. W bramie wita mnie para młodych ludzi w tradycyjnych łowickich strojach i sam burmistrz. Za chwilę pojawia się Łukasz, który otacza mnie opieką. Czuję się jak w domu. Jest bardzo miło. Kilka chwil później, zgodnie z zapowiedzią, przyjeżdża Eliza i dzieciaki. Jest jeszcze bardziej miło. Można by nawet wpaść na pomysł, żeby może przerwać ten męczący festiwal pedałowania, ale to nie ja. Cel jest jasny, meta. Wyganiam rodzinę do domu, a sam udaję się na półgodzinną drzemkę. Po przebudzeniu widzę, że jest świeżość. Przebieram się i ruszam w drogę. Jest sobotnia noc. Mijam kolejne domy weselne i kręcących się w ich obrębie weselników. Słychać muzykę i hałas zabawy. Droga zaczyna się fałdować, górek jest coraz więcej i są coraz dłuższe. Docieram do Nowego Miasta i w ciemnym parku znajduję PK9 (610km). Tu też jest możliwość spania. Po chwili zastanowienia, podejmuje decyzję, że skorzystam z tej okazji. Ustawiam budzik na 15 minut i kładę się. Wstaję pół godziny później, nie usłyszałem dzwonka. Trudno, dobrze że nie wstałem o świcie. Ruszam w dalszą drogę. Mam przed sobą jakiegoś zawodnika, który całkiem żwawo jedzie, więc trzymam się za nim w regulaminowej odległości. Długo to "holowanie" nie trwa, bo zjeżdża on na przystanek, a ja zostaję sam. Staram się trzymać dobre tempo, chociaż diametralnie zmienia się jakość nawierzchni i teraz pozostawia wiele do życzenia. Trzeba mocno uważać, żeby w ciemnościach nie wjechać w jakąś dziurę czy potłuczone szkła. Tak właściwie, to całą noc trzeba mocno uważać, bo na drodze jest sporo rozjechanych jeży i innych zwierząt, przez które można się rozbić. Kilkanaście kilometrów przed Starachowicami łapie mnie deszcz. Na tyle mocny, że zakładam lekką kurtkę. Nie trwa on długo i muszę się z powrotem rozbierać, ale teraz już bez zatrzymania. W momencie kiedy słońce znajduje kilka szpar między chmurami i pokazuje się na chwilę pomarańczową tarczą, docieram na PK10 (700km) Starachowice. Tu w końcu są wydawane obiady w porcjach odpowiednich do wysiłku jaki podejmujemy. Nie daję rady zjeść całego drugiego dania, jestem full.

    Od tego miejsca płasko będzie coraz rzadziej, czas więc przygotować się na góry. Odchudzam rower ile się da. Demontuję lemondkę, większość rzeczy z torby zostawiam na przepaku. Zabieram bezpieczne minimum rzeczy i ruszam w dalszą drogę, przez Góry Świętokrzyskie. Zaczynają się strome podjazdy i zjazdy okraszone pięknymi widokami. I zaczyna też padać deszcz, który jak się później okaże, będzie mi towarzyszył do samej mety. Ubieram się w normalną kurtkę przeciwdeszczową. Na PK11 (755km) Opatów deszcz leje mocno. Ciężko podpisać się na liście, kiedy woda się ze mnie leje. Zjadam ciepły żurek, bo ciepło się przyda i wracam na trasę. W wyjściu spotkam Michała z grupą innych zawodników. Startował w sobotę rano i już mnie dogonił. Witam się i ruszam. Teraz mam motywację, żeby zasuwać i nie dać się szybko złapać. Góry zmieniają się pagórki. Wiatr mocno pcha i jedzie się bardzo szybko. Niektóre podjazdy udaje się zrobić z prędkością powyżej 40km/h. Przejeżdżam most na Wiśle i mijam bokiem Tarnów. Michał z chłopakami doganiają mnie kilka kilometrów przed PK12 (814km) Majdan Królewski, do którego dojeżdżamy razem. Tu prowadzą obsługę osoby rowerowe, więc jest profesjonalnie. Zupka, ciasto, batony własnej roboty, banany. Wszystko przemyślane i bardzo miło. Chłopaki zbierają się, a ja kilka minut po nich. Za Kolbuszową zjeżdżam z trasy nr 9 i tu już jest fajny, niewielki ruch samochodowy. Przed PK13 (860km) Sędziszów wyprzedzają mnie zwycięzcy i rekordziści tej edycji BBT, Bogdan i Kosma. Punkt jest tylko namiotem, więc szybko podpisuję listę, biorę jakieś jedzenie i jadę dalej. Na chwilę robi się jakby bardziej sucho. Nie żeby przestało padać, ale jest tylko mżawka. Na tym odcinku pojawia się podjazd w Bystrzycy, który wg mojej oceny, był najtrudniejszym na całej trasie. Wspinam się z prędkością nie większą niż 10km/h przez jakieś 15 minut. Dalsza droga do PK14 (907) jest górzysta, ale nie jakoś ciężko. Wystarcza to jednak, żeby ścięgno Achillesa, które boli mnie od okolic trzysetnego kilometra, zaczęło protestować przeciwko dalszemu zmuszaniu go do pracy. Teraz coraz częściej mocniejsze depnięcie w korbę prawą nogą, kończy się przeszywającym bólem. Na domiar złego, zaczyna robić się chłodno. Czyli mamy już mokro, chłodno, kontuzję i ponad 100km do mety. W punkcie kontrolnym w Brzozowie, do którego mają niezwykły sentyment zawodnicy którzy już wcześniej jechali BBT, zjadam kolejny żurek. Piję herbatkę żeby się trochę rozgrzać. Zjadam kilka kawałków ciasta. Na punkcie, opatulony w kocu, siedzi zawodnik z grupy Michała. Jechał on dosyć cienko ubrany i już w momencie kiedy mnie wyprzedzali, zastanawiałem się, co on taki gorący. Żeby dojechać do mety, pod ubraniami owija się folią NRC i wyrusza w drogę. Pomyślałem, że czemu by też nie owinąć sobie nóg, będzie cieplej. Niestety tak się nie da, już po kilku minutach, muszę wywalić folię, bo nogi się gotują i spada moc. Wcześniej, w samym Brzozowie, coś dzieje się z napędem. Blokuje się przerzutka, nie mogę zmieniać biegów. Oglądam na szybko o co chodzi i wygląda to tak, jakby pękła linka. Myślę sobie, pal licho, mam dwa biegi z przodu, jakoś dojadę. Kilkanaście metrów dalej, na zjeździe, blokuje mi się tylne koło i korba. Szczęśliwie udaje mi się zatrzymać bez wywrotki. Trochę załamany próbuję ustalić co się popsuło. Szarpię korba w tył i przód. Coś przeskakuje. Koło kręci się z powrotem, a biegi chodzą jak należy. Nie analizuję co tam się wyprawia, wsiadam i gonię za Marcinem, który ma plan wyrobić się w 48 godzin. Ostro zasuwam, nie bacząc na ból Achillesa, deszcz i zmęczenie. Cisnę ile sił, ale nie mogę go dojść. Na zjazdach prędkości dochodzą do 65km/h. Trzeba być uważnym, bo jest mokro i duży ruch samochodowy. Tu kierowcy nie mają litości i spychają na wąskie pobocze. Wyprzedzam innych zawodników, ale Marcina nie widać. Za Sanokiem jest sporo mocnych podjazdów, przez co kilometry do Ustrzyk Dolnych ubywają strasznie wolno. Tracę nadzieję na wyrobienie się w dwie doby. Trzeba zaliczyć jeszcze PK15 i długi podjazd na metę. Trochę spada mi tempo. Do tego wypadają mi okulary na poboczu, które musiałem zdjąć, bo w półmroku nic nie widać przez zachlapane wodą szkiełka i muszę po nie zawrócić. Wyprzedza mnie Agata Wójcikiewicz, którą chwilę wcześniej wyprzedzałem ja. Szukam w sobie ostatnich iskier i udaje się zmotywować ciało do mocniejszej pracy.

    Dojeżdżam Ustrzyk i mijam Marcina, który złapał kapcia kilkaset metrów przed PK15 (955km) Ustrzyki. Tu oczekuje mnie Eliza, która przyjechała w Bieszczady jako mój transport powrotny do domu. Miałem zamiar tylko szybko coś zjeść i jechać dalej, ale jestem mocno zmęczony i zziębnięty. W łazienkach są suszarki do rąk, których używam do wysuszenia rękawiczek i bluzy. Schodzi mi trochę czasu, ale jaka to przyjemność mieć chociaż przez chwilę suche ręce. Wyruszam na ostatnie 45km, ponoć dosyć trudnego podjazdu, jak mówili inni, bardziej doświadczeni zawodnicy. Jadę "lewą noga", bo prawej już wolę nie używać, żeby nie zadawać sobie bólu. Droga wznosi się i opada. Ja nieśpiesznie sobie podróżuję. Wyprzedza mnie kilku zawodników. Ja jadę i czekam na te mocne podjazdy o których słyszałem. Nic wielkiego się nie dzieje i nagle przy drodze widzę flagę "Meta 4km". No to myślę sobie, pewnie teraz się zacznie ten podjazd. Kolejne mety mijają, ale nic spektakularnego się nie następuje. Dojeżdżam do flagi "Meta 1km". Hola! Nie patrząc na ból, cisnę dużo ile wlezie. Nie znam takiego kilometra, którego bym nie podjechał, nawet z bólem Achillesa, więc nie boję się że zabraknie prądu. Ale żadnego mocnego podjazdu już nie ma, a z zza zakrętu widzę rozświetloną metę. W sumie jestem zaskoczony, że ostatnie 45km było tak łatwe, ale cieszę się, że to już koniec.

    Wita mnie dzwon i brawa pod Caryńską. Odpowiadam głębokim ukłonem, to witają mnie ludzie, którzy byli prekursorami BBT. Dziś już wiem jaki to wysiłek. Teraz rozumiem jakie to ciężkie wyzwanie. Szacunek dla tych Panów, oni zrobili to po wielokroć.

    Ile to szczęścia osiągnąć metę. Schodzi z człowieka cały ten stres czy się uda. Czy nagle nie opuszczą cię wszystkie siły i ochota. Można się poddać, bo argumentów nie brakuje, tym bardziej na górzystej końcówce i rozpoczynając trzecią noc w siodełku. Mój umysł nie potrafi przyjąć do świadomości czego właśnie dokonałem. 1031km. Cała Polska. Dwa dni. Przez ostatnich 65 godzin spałem jedną. Nie potrafię w to uwierzyć. Przez całą drogę bez chwili zawahania, bez chwili wątpliwości w swoje możliwości. Zrobiłem coś niewyobrażalnego. Co chwilę w rozmowie z chłopakami z mety czy z Elizą, łapię się że przez ostatnie 48 godzin byłem wszędzie i tylko na rowerze. I jeszcze to uczucie, że już zrobiłem wszystko, że od teraz nic nie muszę, bo jakaś wewnętrzna potrzeba została zaspokojona. Nie ma planu na 2000km, 5000km. To już koniec. Mogę iść spać, spokojnie spać, ale najpierw jeszcze piwo z Marcinem.

    #rower #kolarstwo #ultramaraton #bbt #klubludzipozytywniezakreconych
    #100km #200km #300km #400km #500km #600km #700km #800km #900km #1000km

    W tym tygodniu to już 0km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    125308 - 546 = 124762

    Zdobyć jeden z moich ulubionych podjazdów i porobić parę fotek :)

    3 odcinki brukowane w każdą stronę i zerwany asfalt na kilku km. Zaskoczenie? Upał pod 40 stopni który ładnie mnie "sieknął"

    Posiłki 3x mascarpone 3x orzechy laskowe prażone 1x kabanosy 3x kawa

    W tym tygodniu to już 546km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km #impanaszosie pokaż całość

  •  

    128610 - 33 - 14 - 203 - 23 - 13 - 144 - 301 - 23 - 1 = 127855

    Podsumowanie od 13. do 21. sierpnia czyli zsumowane pracodomy i:
    14 - po lesie bo w końcu odkurzyłam crossa;)
    203 - @theDOG zabrał mnie na Mazury, gdzie przejechaliśmy piękną trasę, zjedliśmy świetne naleśniki i prawie zlalo nam tyłki;)
    144 - sobotnia poranna i samotna szlajanina a potem rozpusta z wyżej wspomnianym theDogiem czyli festiwal food trucków i jeszcze lody w Sulejówku ( @SnikerS89, jeszcze raz dzięki, że nas tam zabrałeś;))
    301 - kolega wracał z Augustowa, więc stwierdziliśmy, że po niego wyjedziemy;)

    W tym tygodniu to już 755km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #100km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: theDOG.jpg

  •  

    129728 - 507 = 129221

    Pięćsetka z Wrocławia do Gdyni
    https://www.strava.com/activities/1781576361

    Start o 23:55, koniec po 24h 35m. Jechało się spoko, za Wrocławiem gdzieś w lasach droga się mocno podziurawiła, więc pomyślałem sobie, że dobrze że jeszcze dętki całe. A po chwili słyszę wybuch z tyłu... Dętkę zmieniałem gdzieś już na wsi, psy szczekają, ludzie zapalają światła. Straciłem 40m. Po kolejnych 30 km zaczęła się jazda. Do 120 km jechało się w miarę szybko. Potem zaczęło się pod wiatr. I tak przez kolejne prawie 300 km. Ostatnie 130 km miałem wrażenie że cisnąłem szybko, ale Strava pokazała, że dużej różnicy nie było:) Wszystko przez to że w nocy wszystko wydaje się szybsze.
    Byłoby szybciej, ale jazda pod wiatr i przebita dętka zabrały mi ze 2h.

    #rowerowetrojmiasto

    W tym tygodniu to już 759km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

  •  

    136965 - 60 - 165 - 81 - 130 - 343 = 136186

    Troche pojeździłem

    Statystyki:

    Dystans: 60 km
    Wertykalnie: 170m(↑84m/↓86m)
    Czas: ◷02:18:48
    Średnie tempo: 2:18 min/km
    Średnia prędkość: 26,05 km/h
    Kalorie: 1095 kcal

    Dystans: 165 km
    Wertykalnie: 565m(↑283m/↓282m)
    Czas: ◷06:21:05
    Średnie tempo: 2:18 min/km
    Średnia prędkość: 25,96 km/h
    Kalorie: 3013 kcal

    Dystans: 81 km
    Wertykalnie: 245m(↑121m/↓124m)
    Czas: ◷02:55:46
    Średnie tempo: 2:10 min/km
    Średnia prędkość: 27,65 km/h
    Kalorie: 1516 kcal

    Dystans: 130 km
    Wertykalnie: 274m(↑134m/↓140m)
    Czas: ◷04:44:53
    Średnie tempo: 2:11 min/km
    Średnia prędkość: 27,33 km/h
    Kalorie: 2352 kcal

    Dystans: 343 km
    Wertykalnie: 1764m(↑894m/↓870m)
    Czas: ◷13:02:33
    Średnie tempo: 2:17 min/km
    Średnia prędkość: 26,27 km/h
    Kalorie: 5423 kcal

    W tym tygodniu to już 779km!
    #rowerowyrownik #ruszkrakow #100km #100km #100km #200km #300km
    pokaż całość

  •  

    147351 - 512 = 146839

    Rowerowa inauguracja urlopu

    czyli życiówka:)

    czyli wycieczka na stare śmieci, do wioski rodzinnej.

    Z Jaworzna wyruszam w środę o godzinie 17:20. Kieruję się na Bukowno, Później Olkusz i moją ulubioną Białą Drogę, która o zachodzie słońca wygląda obłędnie.
    Szybka fotka, minuta na podziwianie widoków i ruszam dalej żeby nie marnować czasu.

    W Proszowicach zaczyna się już robić mocno ciemno i mocno chłodno. Powoli zaczynam żałować że nie wziąłem grubszej bluzy i nogawek (i będę żałował aż do późnego poranka, ale nie uprzedzajmy faktów).

    Z Proszowic, przez Koszyce kieruję się na Żabno. Na sporych fragmentach trasy nie ma żadnego oświetlenia ulicznego, żadnych dużych miast w pobliżu. Jadę więc dosyć powoli żeby zdążyć zobaczyć przeszkody na drodze. Kilka razy też zatrzymuję się tylko po to żeby pogapić się w niebo, na którym wyraźnie rysuje się Droga Mleczna. Widok absolutnie przepiękny:)
    W Żabnie melduję się chwilę po północy. Krótka przerwa na rynku i jadę dalej. Od Żabna aż do Nowej Jastrząbki jadę przez 90% czasu w zupełnych ciemnościach, rozświetlanych niemrawo przez lampkę roweru. Jest tak ciemno że na skrzyżowaniach skręcam bardziej posiłkując się tym, jak na Stravie jest wyrysowana trasa niż tym co faktycznie widzę. Same skrzyżowania widzę zwykle wtedy, kiedy przez nie przejeżdżam (a pozwalam sobie jechać środkiem drogi bo ruch zerowy i większa szansa że nie zaliczę jakiejś dziury na poboczu).
    W takich warunkach dojeżdżam do Dębicy. Tam robię kolejną krótką przerwę na rynku. Zjadam co nieco i obieram kierunek na Stasiówkę (ode teraz kolejne 200km to górki, górki i górki...) Co to za miejsce! Jest tak ciemno że nie wiem czy mijam jakieś domy, czy jadę przez las... Niby od czasu do czasu na tle nieba zamajaczy jakiś dach, jakaś latarnia, ale poza moimi lampami w rowerze nie ma żadnych innych źródeł światła. Dlatego każdy zjazd robię na hamulcach, wypatrując pilnie dziur w drodze (a asfalt do gładkich nie należy)
    Podczas zjazdu w kierunku wsi Polska coś zaczyna na mnie warczeć z (chyba) lasu po lewej. Odpuszczam hamulce i lecę w dół mając nadzieję że żaden podkarpacki Czupakabra nie zrobi sobie ze mnie obiadu:) Oczywiście mylę trasę i omyłkowo zaczynam zjeżdżać w kierunku Berdechu i Małej. Zawracam, znopwu przejeżdżam obok warczącego czegoś i nieco już mniej ostrożnie, jadę w kierunku Niedźwiady.

    Przed Wielopolem Skrzyńskim są doliny. A o tej porze (jakoś około 4 nad ranem) w tych dolinkach utrzymuję gruby całun mgły. To tutaj najbardziej żałuję że zamiast ultralighta nie zabrałem grubszej bluzy i nogawek. Temperatura w tej nieszczęsnej mgle spada momentami do ok. 10 stopni, szczękam zębami, jest zimno, nic to, przecież się stąd nie wrócę:)

    W Wielopolu jestem około 5 rano. Robię najdłuższą przerwę żeby nieco się zagrzać. Pamiętałem że jest tam dworzec autobusowy... W środku pali się ciepłe światło, drzwi zamknięte... Siedzę więc na rynku, jem i marznę:)

    KIlkanaście minut później ruszam w kierunku rodzinnej wioski. Zaczyna wschodzić słońce, robi się o wiele raźniej. Po chwili zaczyna też rosnąć temperatura. Objeżdżam powoli miejscówki w których nie byłem od przeszło 20 lat. Stara szkoła, stary dom rodzinny, domek w którym była biblioteka, kilka dróg po których jeździłem na rowerze jak miałem 5 lat...:)Na wzgórzach zatrzymuję się kilka razy żeby podziwiać widoki (mgła leniwie snująca się w dolionach, wszędzie absolutna cisza i spokój:)) Podjeżdżam też na cmentarz (wielka nekropolia na wzgórzu do której prowadzi żelazna, łukowata brama. Jak z gorroru:))

    Z Brzezin kieruję się na Zawadkę Brzostecką. Ze wzgórz podziwiam mgłę zasłaniającą doliny, robi się ciepło i przyjemnie, głównie dzięki temu że jest sporo górek pod które trzeba się wpedałować:))

    Do Tuchowa dojeżdżam chwilę po 8 rano. Uzupełniam zapasy, co nieco zjadam, przez chwilę siedzę na rynku i kieruję się na południe do Parku Krajobrazowego Pasma Brzanki oraz później na Ciężkowicko-Rożnowski Park Krajobrazowy. Bardzo, bardzo malownicze miejsca. I Malowniczo położone podjazdy kończące się szybkimi zjazdami by zaraz znów przejść w górkę o takiej wysokości i nachyleniu że chyba szybciej bym tam wszedł prowadząc rower niż wjeżdżając... Ale to by się nie liczyło:)

    Podczas planowania trasy, po wyjeździe z Gromnika przestałem zwracać uwagę na przewyższenia, więc aż do samej Skawiny trasa prowadzi po, momentami, sporych górkach. Zagryzam zęby i coraz wolniej, ale jednak, pedałuję po tych cholernych pagórkach... Które definitywnie mijam w Skawinie. Odtąd mam niemal cały czas płasko:)

    Jadę drogami wzdłuż Wisły aż do Jankowic gdzie łapię kapcia. Chwila na wymianę dętki, zaglądam jeszcze do sklepu żeby uzupełnić wodę i bez kolejnych przerw dojeżdżam do Jaworzna, do domu:)

    Przejechany dystans to 512,.48 kilometra. Czas jazdy netto to 23 godziny i 18 minut, a brutto nieco ponad 26 godzin. Niemal 10000 spalonych kalorii... Powtórka dopiero w przyszłym roku:)

    W tym tygodniu to już 512km!
    #rower #szosa #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: i.imgur.com

  •  

    155710 - 3489 = 152221

    3489

    W tym tygodniu to już 3489km!
    #rowerowyrownik #ruszgdansk #100km #200km #300km #400km #500km #600km #700km #800km #900km #1000km #1100km #1200km #1300km #1400km #1500km #1600km #1700km #1800km #1900km #2000km #2100km #2200km #2300km #2400km #2500km #2600km #2700km #2800km #2900km #3000km #3100km #3200km #3300km #3400km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    160453 - 350 = 160103

    Niedzielna wyrypa nad Jezioro Czorsztyńskie.

    Start chwilę przed 6.00. Pomimo porannych mgieł było dosyć ciepło i szybko musiałem zdejmować Ultralighta. Jak to zwykle u mnie bywa przy okazji takich tras, lubię zacząć od Przegibka. Na zaporze w Tresnej mała przerwa na naleśnika z serem. Druga na Orlenie w Stryszawie, bo dwa następne podjazdy, czyli Przysłop i Krowiarki chciałem zrobić bez żadnych postojów.

    Przysłop od zeszłego roku ma nowy asfalt po obu stronach, więc podjeżdża się rewelacyjnie, a zjeżdża wręcz bajecznie. Wcześniej trzeba było tam bardzo uważać, bo ilością dziur mógł z tą drogą konkurować jedynie ser szwajcarski.
    Bardzo miło zaskoczyły Krowiarki, które również dostały nową nawierzchnię na długości ok. 5 km, aż do samej przełęczy. Będę musiał sobie tam kiedyś przyjechać tylko po to, żeby zjechać w stronę Zawoi.

    W Jabłonce popas na Orlenie i głównie bocznymi drogami jadę w kierunku Niedzicy. Teren wokół Jez. Czorsztyńskiego dosyć mocno pofałdowany, co trochę mnie zaskoczyło, bo mając Krowiarki na profilu przewyższeń wszystko inne wygląda, jak zmarszczki.
    No to jestem na zaporze w Niedzicy. Oczywiście tłum ludzi, więc tylko parę fotek i jadę do Czorsztyna. Zamek tamże okazuje się jednak sporym rozczarowaniem. Ot, ruiny.

    Już bez żadnego zwiedzania kieruję się do McD w Nowym Targu, co by podładować baterie na resztę trasy powrotnej. A wracało się więcej niż dobrze, bo wiaterek w plecy i mimo że było jeszcze kilka mniejszych górek, to trasa generalnie cały czas z tendencją w dół. W Jordanowie wjeżdżam na DK28 i lecę nią aż do Wadowic. Spodziewałem się większego ruchu, ale nie było tak źle.

    W mieście papieża jeszcze tankowanie do bidonu na stacji. Przy okazji wypiłem kawę i zjadłem coś słodkiego. Tak na wszelki wypadek, żeby nie zabrakło sił na ostatniej prostej. Musiałem zdążyć przed nocą, bo urwała mi się gumka do mocowania latarki, a nie chciało mi się jej wieźć w ręce.

    Udało się wrócić kwadrans przed 21.00. Przy samym domu dokręciłem kilkanaście metrów do brakujących 4 tysięcy w górę, bo nie dawałoby mi spokoju, gdybym to zostawił ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km #200km #300km (nr 8)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Czorsztyn.jpg

  •  

    163320 - 300 = 163020

    Długo za mną ten dystans chodził, nadszedł w końcu urlop, ale coś nie mogłem się zebrać w tym tygodniu. W końcu definitywnie postanowiłem, że w niedzielę ruszam. Za cel obrałem sobie dojazd do Kotliny Jeleniogórskiej, później Przesieka i wjazd na Przełęcz Karkonoską (co może pójść nie tak?). Start 6:10, z rana dość zimno bo 14 stopni ale zachęcony prognozą, że ok. 8:00 ma już być 20 nie zakładam nic poza standardowym okryciem. Wszystko szło dobrze do ok 100km, gdzie okazuje się, że jest jakiś objazd i kieruję się bardziej w lewo przez co po dojechaniu do DK3 okazuje się, że mam dobre 30km do nadrobienia. Na dzień dobry wbiłem się na jakiś morderczy podjazd, by później lecieć przez kilka km w dół. Doganiam jakąś panią na bicyklu (miała konkret łydę), przeganiam i jadę dalej. Niestety mylę trasę i znów nadrabiam kilometry. Po paru chwilach wspomniana pani znów jest przede mną. Okazuje się, że tutejsza i poleciła najszybszą trasę do celu. Przejeżdżam przez Myślenice, Łomnicę i Sosnówkę, gdzie miałem później zamiar tradycyjnie wpaść na pstrąga prosto ze stawu. Sprawdzam nawigację, mapy kierują mnie najszybszą drogą. Jadę asfaltem by po chwili spotkać się ze ścianą, 15-20% spokojnie. Zastanawiam się czy jest sens, jak za chwilę pewnie będzie zjazd. Szukam alternatywnej trasy, która jest tuż obok. Okazuje się, że to szuter, piach, żwir a po wyjeździe z lasu łąka - super. Tribanek jednak dał radę i po chwili jestem już w Podgórzynie. Do Przesieki zostaje jakieś 2-3km. Cały czas pod górę, nie wiem niestety gdzie zaczyna się segment więc jadę na czuja. Po sprawdzeniu nawi okazuje się, że mam już 160km, 1800m w górę, na zegarze 13:00 a jeszcze przydałoby się coś przekąsić. W dodatku robi się mocno stromo i brakuje sił. Postanawiam zawrócić, szybki przejazd przez wspomniane mieściny, dojazd o Cieplic, przejazd przez DK3 i kieruję się na Goduszyn. Zastanawiam się czemu nikt tu nie jeździ skoro taka fajna i prosta trasa. Za chwilę już wiem - 250m w górę na 7km. Niby nie aż tak dużo, ale trochę męczące. Po przejechaniu mordęgi w końcu mam z górki - i to dobre kilka kilometrów. Zajeżdżam w końcu do sklepu na jakieś papu i uzupełnienie bidonów. Po drodze czekają mnie jeszcze dwa niespodziewane podjazdy by w końcu się wypłaszczyło - dalej trasa, którą już znam. Kryzys przyszedł ok. 250km, niby nogi nie bolą, kolana przestały, ale męczy mnie same kręcenie. Już przed samym domem, kiedy pokonuję ostatni pojazd odzyskuję siły i docieram do domu. Ufff! Ale to było dobre. Jak sobie teraz myślę, jechać 150km żeby robić najcięższy podjazd w Polsce to trochę porwałem się z motyką na słońce, niemniej dystans cieszy. Prawdopodobnie ostatni tak długi w tym roku, ale na pewno nie jedyny w ogóle.

    Statystyki:

    Dystans: 300 km
    Wertykalnie: 6865m(↑3414m/↓3451m)
    Czas: ◷12:22:20
    Średnie tempo: 2:28 min/km
    Średnia prędkość: 24,29 km/h
    Kalorie: 8125 kcal
    Średni puls: ❤127.218bpm
    Maksymalny puls: ❤169bpm

    W tym tygodniu to już 485km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km
    pokaż całość

  •  

    178362 - 302 - 318 - 323 = 177419

    Trzydniowa miniwyprawa po zdjęcie z przystankiem.

    Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, to już tłumaczę. Jako pierwszy zdjęcie z rzeczonym wrzucił w swoim wpisie @scratcher (tutaj), później @SnikerS89 (tutaj), @fenter (tutaj) i @edicsson (tutaj), a w zeszłym tygodniu jeszcze @rdza (tutaj).
    Tak się złożyło, że pod wpisem @edicsson o lokalizację tej mazowieckiej atrakcji zapytał @radoslaw-szalkowski. Od słowa do słowa i wyszedł nam mały mirkozlot ;)

    Sobota- Trasa do Lodzi, a przy okazji małe gminobranie. Wyjazd o 5.30 z kolegą Piotrkiem, który wcześniej jechał też z nami w Boże Ciało do Warszawy. Najpierw kierujemy się w stronę Olkusza, a później dobrze znanymi drogami na północ przez Jurę Krakowsko-Częstochowską.
    Przed Koniecpolem odbijamy na płn-zach, bo tam też zaczynają mi się pierwsze, białe plamy na gminnej mapie Polski. W Radomsku hot-dog na Orlenie, tankowanie bidonów i można jechać dalej. A jedziemy głównie pod wiatr, ale że we dwóch to zawsze łatwiej, więc idzie nam całkiem sprawnie.

    Po drodze jeszcze jakieś krótkie przystanki na lody, a w Wadlewie spotykamy delegację #rowerowalodz w składzie @radoslaw-szalkowski, @sargento i @Zelazko_MPM. Już w samym mieście chłopaki oprowadzają nas po co ważniejszych atrakcjach z ul. Piotrkowską i dworcem Łódź Fabryczna na czele.
    Kolegę Piotrka odstawiamy na dworze w Widzewie, ale okazuje się on jakiś niezdecydowany i ostatecznie wybiera powrót do domu również na rowerze. Wyszło mu w sumie 580 km, więc szacun za taką trasę.

    Nocleg mam u @radoslaw-szalkowski. Na kolację pizza, piwko, coś tam jeszcze pogadaliśmy i do spania, bo pobudka bladym świtem.

    Niedziela- Wstajemy o 4.30. Śniadanie o tak nieludzkiej godzinie wchodzi dosyć kiepsko, ale przed dłuższą trasą coś jednak zjeść trzeba. Godzinę później wyjeżdżamy i na dworcu spotykamy się z @Zelazko_MPM.
    Od płn-zach nadciągają ciemne chmury i widać, że będzie to coś poważniejszego. Jeszcze w mieście zaczyna lekko kropić, by bardzo szybko przejść w regularny deszcz. Burzę przeczekujemy w jakiejś blaszanej budzie, która w zamyśle miała być przystankiem autobusowym. Schodzi nam tam pół godziny, ale warunki się nie poprawiają, więc decydujemy się jechać.

    30 km w deszczu, ale nawet nie było najgorzej. Przed Skierniewicami zaczyna się przejaśniać i wychodzi słońce. W McD drugie śniadanie i tam też żegnamy się z @Zelazko_MPM, który znając swoją formę postanawia wrócić do domu pociągiem.
    A więc już tylko z @radoslaw-szalkowski jedziemy przez Mszczonów i Tarczyn w kierunku Warszawy. Na Kabatach łączymy siły z @rdza i @theDOG, a po drugiej stronie Wisły, za mostem Siekierkowskim spotykamy @edicsson, @SnikerS89 i @compadre.
    Mamy już niezłe opóźnienie względem pierwotnych planów, postanawiamy więc jechać na przystanek koło Nadziei najkrótszą drogą. W Sulejówku przerwa na lody (co tam opóźnienie... ( ͡° ͜ʖ ͡°)), a kawałek za Stanisławowem dołącza do nas @fenter.

    Już w pełnym składzie dojeżdżamy do miejsca docelowego - przystanku koło Nadziei. Pamiątkowe zdjęcia, gadu gadu, ale czas nagli i niestety nie możemy wracać przez Mińsk Mazowiecki, gdzie @edicsson zarezerwowała nam już stolik w pizzerii... Żegnamy się więc, @edicsson, @SnikerS89, @compadre i @fenter w swoją stronę, a reszta ekipy z powrotem do Warszawy tą samą drogą, żeby zdążyć odstawić @radoslaw-szalkowski na pociąg do Łodzi.

    Mimo szczerych chęci i szybkiej jazdy i tak nie zdążylibyśmy na 20.00 na Centralny. Na szczęście @theDOG zaproponował rozwiązanie z SKM-ką z Rembertowa, co uratowało Radkowi powrót do domu. Później już na spokojnie przez miasto z małą dokrętką za Konstancin, bo czemu nie.

    Nocleg u @rdza. Po kolacji opowieści z Pierścienia Tysiąca Jezior i sporo tematów okołoszosowych, więc spać poszliśmy już grubo po północy.

    pokaż spoiler Zastawiam się teraz dlaczego na naszym zlocie na przystanku zabrakło @scratcher'a. Czyżby nikt go nie poinformował?


    Poniedziałek- Pobudka o 6.00, śniadanko i można wyruszać w drogę powrotną. Wyrysowałem sobie taką w miarę najkrótszą, głównie drogami wojewódzkimi. Do Grójca spory ruch, ale im dalej, tym jechało się spokojniej. Niestety przez większość dnia mocny, boczny wiatr. Na szczęście temperatura znacznie spadła w porównaniu do poprzednich dni, więc nieco wyrównywało to moje szanse.

    Po drodze kilka małych przerw na lody, colę itp, a większy popas zrobiłem dopiero w Szczekocinach na ok. 100 km przed końcem. Od tego miejsca wiatr zaczął słabnąć i zmienił się nawet na pomagający. Odczułem to wyraźnie, bo pomimo wjazdu na Jurę i kilkunastu górek, które miałem przed sobą, jeszcze udało mi się poprawić średnią prędkość.
    W domu melduję się kilka minut przed 21, więc idealnie w limicie, który sobie wyznaczyłem.

    Wspaniały to był weekend. Dzięki za gościnę i towarzystwo na trasie. Ciekawe czy uda się jeszcze kiedyś zorganizować coś równie spontanicznego ;)

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #rower #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 5, 6 i 7)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: przystanek.jpg

  •  

    179212 - 703 = 178509

    Kiedyś nie do pomyślenia a teraz jazda jak każda inna :)

    W tym tygodniu to już 703km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km #600km #700km #impanaszosie pokaż całość

  •  

    182138 - 113 - 283 = 181742

    W poprzedni poniedziałek pytając się o lokalizację zniszczonego przystanku w tym wpisie wywołałem spontaniczne zorganizowanie niedzielnej wycieczki do tego "słynnego" przystanku.

    SOBOTA
    Koło południa organizujemy z chłopakami z #rowerowalodz @sargento i @Zelazko_MPM odbiór @Mortal84, który postanowił przyjechać aż ze Śląska by zrobić sobie zdjęcie przy tym magicznym przystanku. Spotykamy się w Konstantynowie i wyruszymy do Wadlewa, gdzie czekamy na @Mortal84 i kolegę Piotrka. Następnie ruszamy zygzakami w kierunku Łodzi zbierając okoliczne gminy do #zaliczgmine.
    Kolega Piotrek miał wracać do domu pociągiem, a jako, że dobrze staliśmy z czasem to zrobiliśmy jeszcze małą wycieczkę po Łodzi w drodze na dworzec. W Biedronce niedaleko dworca kolega robi zakupy oraz oświadcza, że jednak wróci do domu na kołach. Więc rozstajemy się i wracamy w kierunku centrum, gdzie się rozstajemy, a ja z @Mortal84 kręcimy się w kółko po centrum, by @Mortal84 dokręcił do #300km. Ostatnie kilometry dokręca robiąc 10 kółeczek po parkingu Lidla w czasie gdy robię małe zakupy. Jest #300km więc można udać się do domu coś zjeść, wypić po piwku, ogarnąć się i iść spać by rano wstać.

    NIEDZIELA
    Pobudka o 4.30 i po szybkim śniadaniu zbieramy się na dworzec Łódź Fabryczna gdzie czeka na nas już @Zelazko_MPM. Ruszamy o 5.40 w delikatnym deszczu - niestety burza dawała o sobie znać, na szczęście jeszcze w oddali. Wyjeżdżamy z Łodzi bocznymi drogami zahaczając po drodze na szybkie zdjęcie przy wodospadzie. Niestety kawałek za Brzezinami deszcze zaczyna padać coraz mocniej, więc postanawiamy zatrzymać się na przystanku. Na nasze nieszczęście dogoniła nas burza. Odczekaliśmy ponad pół godziny jak przestanie się błyskać i grzmieć i ruszamy mimo dość intensywnego deszczu, który towarzyszy nam jeszcze przez dobre 20 km. Dojeżdżamy do Skierniewic i robimy postój w McDonaldzie. Pierwszy raz w życiu żałowałem, że w tej ulubionej restauracji kolarzy tak dobrze działa klimatyzacja. Podczas jedzenia @Zelazko_MPM postanawia zakończyć podróż i wrócić do domu pociągiem.

    Więc dalej ruszamy we dwójkę. Wyjeżdżamy ze Skierniewic i @Mortal84 narzuca zabójcze dla mnie tempo, więc tylko łapię się jego koła i jadę za nim. Później jeszcze krótki postój w Mszczonowie na uzupełnienie zapasów, w Tarczynie by zgadać się z @rdza i w Łosiu by zrobić zdjęcie z łosiem. Do Warszawy docieramy z około 30 minutowym opóźnieniem. Po drodze łapie nas @rdza z @theDOG, którzy odprowadzają nas na miejsce zbiórki z pozostałymi miłośnikami zniszczonego przystanku: @edicsson, @SnikerS89, @compadre. I takim 7 osobowym składem ruszamy ku Nadziei. Po drodze jeszcze postój u marszałka Piłsudskiego w Sulejówku i na lody. Po drodze dołącza jeszcze @fenter. I taka zacna ekipa dociera do przystanku, gdzie robimy wspólne zdjęcie. Chwilka na pogadanie i pośmianie się i trzeba się zbierać, bo zostaje mało czasu by zdążyć na pociąg. Rozdzielamy się i wracam wraz z @rdza, @theDOG oraz @Mortal84 do Warszawy. Już mocno opadłem z sił, ale na szczęście chłopaki mimo jazdy z #wmordewind nadawali dobre tempo i zdążyłem na pociąg - dzięki. Pożegnanie na stacji w Rembertowie i niestety nadchodzi koniec tego szalonego weekendu.
    Do domu docieram przed 22.

    Dzięki wszystkim za wspólną jazdę, w szczególności dla @Mortal84, bo może i ja zapoczątkowałem tą śnieżną kulę, ale myślę, że w dużej mierze on ją popchnął do przodu. Miło było poznać wszystkich, których znało się tylko z nicku na wykopie. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja do spotkania się.

    #100km (numer 15)
    #200km (numer 2)
    #zaliczgmine +11

    W tym tygodniu to już 396km!
    #rowerowyrownik #rowerowalodz #szosowawarszawa #wykoptribanclub

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    186548 - 519 = 186029

    Stało sie... 500km zaliczone.
    Wczoraj uczestniczyłem w Kórnickim maratonie rowerowym, szkoda że tak późno startowaliśmy (o 7:15) bo upał popołudniu był dosłownie straszny. Z początku jechaliśmy w 8 na pierwszej lepszej górce odpadło dwóch kolarzy następnie przejąłem stery w prowadzeniu peletonu i tak w magiczny sposób zostało nas dzielnych 3 osobników. Na 108km szybki przystanek na Orlenie aby uzupełnić zapasy wody. Z początku świetnie nam się jechało aż do pierwszego kryzysu który nastąpił na 180km, szybki obiadek i ruszamy w dalszą drogę. Niestety coś obiadek się nie chciał nieco ułożyć dlatego robimy przystanek na 230km. Pełni sił ruszamy dalej, jest coraz ciężej. Na 303km robimy kolejny postój na obiad. Człowiek chciałby już skończyć a tu jeszcze prawie 200km do zrobienia :D Po obiadu jeden uczestnik z naszego peletonu stwierdza że sobie trochę dłużej posiedzi i odpocznie, no ok. We dwóch ruszamy dalej, po 30km dojeżdżamy do kolejnego uczestnika który do nas dołącza, w taki sposób znów jedziemy we trzech. Coraz ciemniej i zimniej, nogi nie podawają już tak samo i na 450km stało się, pierwszy szlif na asfalcie, mordka trochę poturbowana, ale nic się poważnego nie stało. Szybkie ogarnięcie, poprawienie przedniego hamulca i jazda dalej. Burza coraz bliżej a my tak mamy mało do mety, podkręcamy jeszcze większe tempo żeby zdążyć przed deszczem. Niestety 5km przed metą nas nieźle zmoczyło... i tak mokrzy dojechaliśmy do mety gdzie oddaliśmy gps i się pożegnaliśmy.

    Statystyki:

    Dystans: 519 km
    Wertykalnie: 2870m(↑1437m/↓1433m)
    Czas: ◷16:56:00
    Średnie tempo: 1:57 min/km
    Średnia prędkość: 30,63 km/h
    Kalorie: 16390 kcal

    W tym tygodniu to już 689km!
    #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km #300km #400km #500km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0281.JPG

  •  

    205512 - 438 = 205074

    Firma wysłała mnie na delegację do Kielc. Szef od razu mówił, ze szykuje się wycieczka rowerowa, wiedział, że pojadę na rowerze (: Tak się złożyło, że kolega był w Zwierzyńcu w odwiedzinach u teściów to zaprosił na seteczkę po Roztoczu. No to cyk, jedziemy we dwóch z Rzeszowa o 4:00, najkrótszą trasą na Zwierzyniec. Trzeci oprowadza Nas po Roztoczu a później każdy się rozjeżdża w swoją stronę. Ja na Kielce, kumpel z Rzeszowa wraca do domu a Przewodnik do teściów. Ja mimo, że miałem wytyczoną trasę, postanowiłem ją skrócić, no i nie obyło się bez błądzenia. Do Hotelu dojeżdżam o 00:11.

    Więcej zdjęć na Stravie.

    W tym tygodniu to już 600km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #300km #400km
    pokaż całość

  •  

    226998 - 409 = 226589

    I cyk nowa życiówka, ponad 100km więcej niż w poprzednim roku oraz 30kg mniej

    W tym tygodniu to już 409km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km #400km #rower #dieta

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    234744 - 70 - 320 - 102 = 234252

    Piątek - Szybka rundka po turdefransie. Spotkałem znajomego, z którym pogadaliśmy o zepsutych trenażerach.

    Sobota - Trasa po zbóju! A właściwie do zbója. Konkretnie do Terchovej na Słowacji, gdzie znajduje się posąg Janosika.
    Pobudka o 4.00, kawa, śniadanie i chwilę po 5.00 wyjeżdżam. Najpierw kierunek na Bielsko, bo przy takich wyrypach dobrze zacząć od rozgrzewki w postaci Przegibka. W Tresnej i okolicach taka mgła, że ledwo zaporę było widać.

    W McD w Żywcu drugie śniadanie i tam też dołączają do mnie @Arczi-S i @atizylak, którzy podjechali sobie pociągiem. Na słowacką stronę przejeżdżamy w Glince (podjazd pod granicę okraszony oczywiście nowym PR-em). Od Oravskiej Leśnej bardzo fajny podjazd na ponad 1000 m n.p.m. Żeby jeszcze tylko trochę lepszy asfalt był. Zjazd do Zazrivy rewelacyjny, bardzo szybki ale ciut niebezpieczny, bo droga wąska i kilka samochodów się przewinęło. I dopiero dziś sobie uświadomiłem, że jechałem ten odcinek w zeszłym roku, tylko od drugiej strony. Było to przy okazji "Słowackiej wyrypy", podczas której @bynon urwał hak przerzutki...

    W samej Terchovej posąg Janosika znajduje się na małym pagórku, a ścieżka do niego wiodąca bynajmniej nie jest przeznaczona dla rowerów szosowych. Nie zraziło nas to jednak i jakoś je tam wtaszczyliśmy. Z zejściem było trochę trudniej, ale udało się nie spaść, mimo że bloki w butach nie ułatwiały sprawy. Potem jeszcze mała przerwa w Lidlu i ruszamy na przedostatni poważniejszy podjazd. Później 25 km zjazdu aż do Czadcy i ostatni poważny podjazd, tym razem do granicy z Czechami.

    Przez Czechy cały czas z górki aż do Cieszyna. W zamku robimy zdjęcie z 20-złotówką na tle Rotundy św. Mikołaja, bo chłopaki jeszcze tego nie mieli odhaczonego. Dalej wizyta w McD i ostatnia prosta w drodze powrotnej. Znaczy nie taka prosta, bo jeszcze parę małych górek przed Skoczowem wpadło. Arczi już na dużym zmęczeniu i ze skurczami w nogach, ale udało nam się dokulać przed zachodem słońca.

    Niedziela - Klasyczny rozjazd na zaporę do Tresnej i na świderka w Międzybrodziu.

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #przegibekzawszespoko #100km (nr 38) #200km #300km (nr 4)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Do zbója.jpg

  •  

    245887 - 94 - 76 - 103 - 7 - 341 = 245266

    Tygodniowe podsumowanie.
    Piątek - poładnych asfaltach i pagórkach. Deszcz mnie złapał to nie dokręciłem do setki https://www.strava.com/activities/1700011955
    Sobota - z cumplem, który wraca na rower po otwartym złamaniu nogi. Lasy i jeziorka https://www.strava.com/activities/1702399990
    Niedziela - grupowo https://www.strava.com/activities/1704056407
    Poniedziałek - deszcz i brak czasu ale znalazłem chwilę żeby zobaczyć ludzi stojących w korkach po zamknięciu głównej drogi na czas remontu https://www.strava.com/activities/1706129218
    Środa - rozruszać nogę i pojeździć po płaskim https://www.strava.com/activities/1711470195
    #wykoptribanclub

    W tym tygodniu to już 621km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    261838 - 25 - 21 - 37 - 50 - 24 - 36 - 20 - 617 - 52 - 38 - 25 - 35 = 260858

    Zbierałam tyłek, żeby napisać o przejechanym Pierścieniu Tysiąca Jezior i w końcu wena ostatecznie mnie opuściła, więc dodaję starocie z nadzieją, że regulaminowa policja przymknie oko;)
    To lecimy z podsumowaniem od 26 czerwca do 4 lipca.
    Z ważniejszych:
    25 - 26 czerwca świętuję rok i jeden dzień od pierwszej jazdy na szosie,
    617 - przejeżdżam Pierścień Tysiąca Jezior, o którym mogłabym pisać i pisać, choć tak naprawdę przejechałam go w większości na jakimś autopilocie który kazał skupiać się na trasie do kolejnego punktu kontrolnego a myśli zajmować rozkminianiem dziwnych czy zabawnych nazw miejscowości;)

    W tym tygodniu to już 980km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: piers.png

  •  

    288452 - 629 = 287823

    Pierścień Tysiąca Jezior 2018 - kategoria SOLO

    Dystans: 611km (przejechałem 628.77km)
    Czas łączny: 25:54:00 (czas jazdy: 22:39:11)
    Suma przewyższeń: 4,324m (faktycznie > 5000m)
    Pozycja GENERALNA: 37/158
    Pozycja SOLO: 18/39

    Wynik całkiem niezły, ale nie jestem zadowolony z pozycji jaką zająłem. Wszystko przez #garmin, który zdecydowanie ma jakieś problemy z pracą na długich dystansach. Już przed #augustow
    zaczął działać coraz wolniej. Odświeżenie pozycji na mapie zajmowało mu kilkanaście sekund i musiałem zatrzymywać się na skrzyżowaniach, żeby poczekać aż na ekranie pojawi się informacja, gdzie dalej jechać. Po postoju na PK6, sytuacja się na tyle pogorszyła, że musiałem zacząć korzystać z pomocy map papierowych lub kierować się za maratończykami jadącymi zasięgu wzroku. Z tego powodu traciłem czas na czytanie mapy i szukanie punktów kontrolnych, a i tak nie udało się uniknąć błędów i kręcić dodatkowych kilometrów w złym kierunku.
    W sumie zrobiłem prawie 20km więcej niż planował organizator i uciekła grubo ponad godzina czasu. Straciłem też motywację do walki o dobry czas i jechałem już bardziej lajtowo.

    Trasa maratonu, tak jak wszyscy zapowiadali, okazała się być bardzo wymagająca. Cały czas miałem wrażenie jazdy pod górę. Wjeżdżasz na hopkę i nie ma z górki, tylko jakieś biedne wypłaszczenie. W górach jak zakończysz wspinaczkę, to w nagrodę jest zjazd, a tu oszukują! Być może przyczyną takiego wrażenia był szalejący wiatr, który nie pozwalał rozpędzić się na zjazdach? Nie wiem. Wiem za to, że organizator przy planowaniu trasy kierował się jeną zasadą "może niech jadą tędy, będzie trudniej". Poważnie. Gdzieś nad ranem doszedłem do wniosku, że na tej trasie nie ma odcinka, żeby było lekko. Występowały trzy rodzaje trudności, w różnej kombinacji. Podjazdy, słaba nawierzchnia lub pod wiatr. Oczywiście były odcinki kumulacji i wszystkie te trudności występowały jednocześnie. Taki np. dwudziestokilometrowy odcinek był na trasie 513 Wozławki - Lidzbark Warmiński, zakończony na okrasę 12% podjazdem do PK. Gorszej drogi to chyba w życiu nie jechałem. Dla odmiany, ta sama trasa 513 od Lidzbarka do Ornety była najlepszym odcinkiem całego maratonom, wiodąc szerokim gładkim asfaltem po mazurskich pagórkach, pozwalała cieszyć się krajobrazami.

    Największym zaskoczeniem dla mnie jest brak jakiegokolwiek wyniszczenia organizmu. Dziś, po trzech dniach, mam tylko zmęczone nogi, nic więcej mi nie dokucza. Jedyny problem jaki
    miałem na trasie, pojawił się kiedy nad ranem pomyślałem, że jest ciepło i na PK9 (Reszel) zdjąłem ocieplane nogawki. Już po niedługim czasie zaczęły mnie boleć kolana, wszystko wskazuje na to, że od chłodu. W Lidzbarku z powrotem założyłem nogawki i ból zaczął ustępować.

    Nowością dla mnie było pojawienie się senności podczas jazdy. Miało to miejsce dwukrotnie. Pierwszy raz w nocy gdzieś około 2 nad ranem poczułem, że tracę kontrolę nad tym co robię, ale jakoś szybko mi przeszło. Później taki stan mnie dopadł przed samym Kętrzynem. Tu już było gorzej, miałem nawet obawy o swoje bezpieczeństwo, bo głowa kilka razy mi opadła. Na szczęście wypicie puszki coli na stacji paliw załatwiło problem.

    Z ciekawostek jakie zdarzyły się na trasie, to na 190km miało miejsce zderzenie czołowe dwóch aut. Droga została zablokowana i strażacy nikogo nie przepuszczali, ale mi udało się znaleźć przejście lasem, dzięki czemu wróciłem na trasę. Jak się później okazało, przyczyną zderzenia, było wyprzedzanie jednego z maratończyków na łuku drogi. Na szczęście sam maratończyk nie ucierpiał. Drugą ciekawą sytuacją była noc, a właściwie jej brak. Do PK6 czyli do godziny 22:18 jechałem w ciemnych okularach z małą migającą lampką z przodu i wszystko normalnie widziałem. Przez całą noc niebo nie straciło na horyzoncie pomarańczowej łuny, a po godzinie trzeciej było już jasno jak w dzień. Całej tej absurdalnej scenerii dopełniał księżyc, który pięknie rozświetlał tafle wody kolejnych mijanych jezior.

    Biorąc udział Pierścieniu Tysiąca Jezior ustanowiłem trzy nowe rekordy życiowe:
    najdłuższy dystans - 630km
    najdłuższy czas jazdy - 26h
    największa liczba przewyższeń - 4400m
    Teraz mam niecałe dwa miesiące na przeanalizowanie błędów jakie popełniłem i przygotowanie się do ostatniego wyzwania tego roku, ultramaratonu Bałtyk-Bieszczady Tour (1008km non stop).

    #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    W tym tygodniu to już 629km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: merge_from_ofoct.jpg

  •  

    289450 - 39 - 14 - 616 - 49 = 288732

    Tydzień po hasłem wyprawa po nową życiówkę.
    Piątek - jadę pod namiot, start rano więc dłużej będę mógł pospać.
    https://www.strava.com/activities/1669209113
    I do knajpki na obiad https://www.strava.com/activities/1669629718
    Sobota
    Nowa życiówka - Pierścień Tysiąca Jezior 2018. Start w 18 grupie o 9.25. W planach było ukończyć przed upływem 30h. Przy starcie w głowie miałem cały czas "tylko się nie podjaraj i nie goń jeśli grupa będzie szybka, spalisz się". Moja grupa nie okazała się szybka, okazała się nawet bardzo wolna. Zanudzili mnie już na 6km i pojechałem swoje ale już solo. Czytaj chyba jednak się podjarałem bo do177km czyli 3Pk wpadły mi na stravie same PR :) i znalazłem się na według mnie bardzo dobrym 21 miejscu w klasyfikacji. Od tego PK udało się znaleźć grupę, która jechała podobnym do mojego tempem więc było trochę raźniej, niestety tylko przez kolejne kilka km. Między Wydminami a Oleckiem dojechaliśmy do odcinka pieszego trasy a dokładnie na wypadek, który trzeba było obchodzić polem, a że ja lepiej jeżdżę niż chodzę to grupa mi tam uciekła. No i znów jazda solo, podziwianie widoków, śpiewanie piosenek z eremefką i walka z wiatrem na rant. Kilka km dalej dopada mnie pierwszy kryzys. Moim najwiekszym problemem jest zapominanie o jedzeniu. Pierwsze dwa PK to były batony, banany i bułki, które nadal wiozę ze sobą, trzeci pk był z zupką więc dopiero tam jadłem. Zwykle odcina mnie po 140-150km bez jedzenia a na liczniku było już ponad 200. Pakowanie w siebie batonów i izo za dużo nie daje bo już za późno, doczołguję się jakoś do PK4 gdzie czeka ciepły bufet w postaci rosołku i schabowego z ziemniaczkami, którego nie mogę sobie odmówić choć powinienem. Do następnego pk jadę sam i nic ciekawego po drodze nie ma, no może oprócz fantastycznej ddrki na wjeździe z Augustowa. Schabowy z ciepłego bufetu tradycyjnie zapchał kichy i powoli się trawi, energia z batonów i bananów czeka w kichach na swoją kolejkę więc tempo jazdy spada a wraz z nim miejsce w klasyfikacji. Na pk5 w Sejnach melduję się chwilę po jakiejś grupie. Jest to dokładnie półmetek maraton. Przy bufecie wszyscy jacyś odmienieni, uśmiechcnięci i nawet jakby cieplej się zrobiło :) Chwilę rozmawiam z nimi i czym prędzej się zwijam w trasę bo zaczyna się ściemniać a zapasowe baterie mam na nastepnym Punkcie. Po drodze podpina się jakieś 20m za mną koleś z kategorii solo, któremu przednia lampka wysiadła. Nie wiem jakim cudem przeżył on zjazdy do Rutki Tartak z prędkością 50-60km/h widząć tylko moją lampkę. Na przepaku ubieram na siebie wszystko co mam na chłodniejszą pogodę, zabieram akumulatorki i jadę dalej, postanowiłem nie spać. Od tego momentu na trasie mijam się już tylko z jedną grupą chyba z Wrocławia. Raz oni wyjadą wcześniej z PK raz ja. Po numerach startowych widzę, że mam nad nimi 30minut przewagi więc mi to pasuje. Dopiero na 480km łapie mnie konkretny kryzys. Wzrok słabo ostrzy, o zakrętach muszę myśleć sporo wcześniej żeby nie przestrzelić, zatrzymuję się na przystanku i przytulam czoło do siodełka. Przebudza mnie traktor 10 minut później, jest już lepiej, robię sobie szybki strzał z kofeiny z colą i lecę dalej. Udaje mnie się nawet znowu dojść tą samą grupę na kolejnym PK. Wyjechałem w swoje rejony więc prędkość trochę wzrasta i zaczynają znowu wpadać pucharki :) Chwilę po 12 wjeżdżam na swój rodzimy PK w Lidzbarku Warmińskim przy gromkich brawach obsługi z rowerowego stowarzyszenie. Za chwilę pojawiają się też 3 wozy strażackie na sygnałach

    pokaż spoiler Niestety nie do mnie, był alarm na termach warmińskich :)

    Do mety już tylko 50km, 560km w nogach, nie wiem skąd siły na ten ostatni odcinek ale cisnę z dobrą średnią powyżej 30. Meta o 15:04 po 29h39m, a więc w limicie, który sobie ustaliłem. Jem świniaka,wypijam pół piwa po którym dostaje drgawek i idę do namiotu odypiać. Na wszelki wypadek nastawiam budzik, żeby nie przegapić powrotu innych wykopków. Wspaniały to był wyjazd, pewnie pojadę go jeszcze raz :)
    Poniedziałek - powrót do domu https://www.strava.com/activities/1675625273

    W końcu udało się przejechać pierwsze ultra. Pomysł na dłuższe wyjazdy zrodził się w głowie po przeczytaniu wpisu @metaxy o przejechaniu 444km wokół komina. Później utwierdzały w nim i motywowały do pracy wpis z wyjazdów @hipek99,którego już chyba nie ma na wypoku, wyprawy @byczys a, @fixie - czemu już nie opisujesz tras? No i @mortal84 owe hasanie po górach i zaporach. Dzięki Mireczki za motywacje.
    #wykoptribanclub

    W tym tygodniu to już 718km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    836 - 312 - 305 - 268 - 225 - 207 - 78 - 64 - 31 - 63 - 28 = -745

    Dystanse z wyprawy + jakieś śmieci, bo równik się kończy. Niestety po wyprawie, a przed Alpami mam praktycznie zero czasu. Jeszcze dziś jadę po nowy aparat, bo stary w zasadzie umarł, więc będzie dwieście i pewnie do soboty jak dojedziemy nad Gardę spokój. A wpisy z wyprawy po prostu wrzucę pod swój tag na spokojnie.

    Heh, miał się kończyć, a go skończyłem.

    #rowerowyrownik #100km #200km (nr 13, 14, 15) #300km (nr 8 i 9)
    pokaż całość

  •  

    13 503 - 401 - 4 = 13 098

    Przy okazji wyprawy @metaxy ego dookoła Polski napomknąłem @Mortal84, że planujemy wraz z #rowerowywroclaw pojechać do Warszawy trasę ~350km. Ten zasugerował, że nie zaszkodziłoby dokręcić do 400km. Przyznam, myślałem nad tym, ale bardzo mnie bolała myśl o wstawaniu o patologicznej godzinie. Niemniej postanowiłem dać sobie szansę i wstać wcześniej niż trzeba było.

    Budzik budzi mnie o 02:10, 40 minut później wsiadam na rower. Kieruję się na wylotówkę na Opole, gdzie łapię pierwsze kilometry, potem zmierzam w kierunku Gaju, gdzie o 03:50 zgarniam @kolkohyt. Razem lecimy na Psie Pole, by ostatecznie o 04:20 (#pdk) wraz z resztą reprezentatów #rowerowywroclaw - @cherrycoke2l i @krzysiekdw ruszyć na Oleśnicę, Syców. Drogi dość mokre, głównie dzięki chmurze, która przed nami uciekała. Mimo wczesnej pory pojawił się już jakże pożądany wiatr zachodni, który będzie nam towarzyszył do końca dnia. Niespecjalnie się starając trzymamy tempo 30-32km/h. Z rytmu wybudza nas mokra szyna w Bralinie, na której cherry i kolkohyt driftują, a Krzysiek szlifuje. Szczęśliwie bez strat, choć nadgarstek Krzyśkowi dokucza do końca trasy. W Lututowie pierwsza setka, pierwszy postój. Mały bufet i lecimy do Zduńskiej Woli na śniadanko w McD. Apetyty i zmęczenie okazuje się większe od przypuszczanych, wobec czego spędzamy tam ponad pół godziny. Kawałek za Łaskiem spotykamy @mosci_K, który niemal od razu rusza do przodu i nadaje dobre tempo. Żwawo przejeżdżamy przez aglomerację łódzką, by w Brzezinach spotkać pozostałych wysłanników #rowerowalodz - @sargento i @Zelazko_MPM. W ten sposób w 7 osób zmierzamy na Jeżów, Skierniewice, przed Kamionem przekroczyć granicę woj. łódzkiego i mazowieckiego. W lesie w okolicy Puszczy Mariańskiej mijamy atrakcje wątpliwej jakości i moralności ( ͡° ͜ʖ ͡°), pod Żyrardowej dość poważny wypadek, a w samym Żyrardowie wpadamy do McD na kolejny postój. Na liczniku ponad 300km, czuć nieco zmęczenie, ale grupa dzielnie jedzie. Potem na trasie czekają Grodzisk Mazowiecki i Nadarzyn. Czeka też @mmichal, ale czeka też pociąg o 19, wobec czego skupiam się na trasie, która nas wiedzie jakimiś dziwnymi rondami, przez co kolegi w ogóle nie zauważam (i on nas też ( ͡° ʖ̯ ͡°)). Za Nadarzynem do samej Warszawy już tylko drogi serwisowe. Za zgodą grupy odrywam się od niej, by jechać samemu mocniejszym tempem i gdzieś dozbierać brakujące kilometry, tak by również na pociąg o 19 zdążyć. Jednak popełniam błąd, szukając jakichś ładnych dróg na Okęciu do dokręcania, przez co na Centralnym stawiam się na 5 minut przed odjazdem, bez biletu i dwóch kilometrów (╥﹏╥) Zrezygnowany, kręcę się wokół Pałacu Kultury, placu Grzybowskiego, by w gdzieś w tamtej okolicy skończyć nagrywanie trasy, coby bateria nie zdechła. Na Centralnym w McD łapię Łodzian, którzy uzupełniali kalorie i poratowali mnie odrobiną prądu z powerbanka. Kupuję bilet powrotny i czekam na pociąg o 23. We Wro jestem o 5, przebitka przez puste miasto i spać.

    Podziękowania:
    Dla brygady #rowerowywroclaw - @krzysiekdw, @cherrycoke2l i @kolkohyt - która dzielnie mnie wspiera i znosi moje humory i pomysły na coraz dziwniejsze trasy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Dla brygady #rowerowalodz - @sargento, @Zelazko_MPM, @mosci_K - za przybycie, wsparcie psychiczne i fizyczne. Super się jechało w takiej atmosferze z taką grupą :D
    Dla @mmichal - za wyjazd i próbę znalezienia nas w Nadarzynie. Za rok (a może prędzej? :)) damy Ci drugą szansę ;D
    Dla @masash - za super (w mojej opinii) trasę wjazdu do centrum Warszawy. Drogi techniczne świetne, ale najbardziej mi się podobała jazda pustymi ulicami Wawy, bez konieczności zjeżdżania na ścieżki rowerowe.

    Dla osób, które to przeczytały - też podziękowania przysługują :D

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    #rowerowyrownik
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20180623_191325_HDR.jpg

  •  

    14640 - 360 - 5 = 14275

    Życiówka do Warszawy połączonymi siłami #rowerowywroclaw – @Dewastators, @kolkohyt, @krzysiekdw oraz #rowerowalodz @mosci_k, @sargento i @Zelazko_MPM.

    Wczorajszy dzień był niemal idealny na taką wyprawę – długi (!), wiatr przeważająco zachodni ( ͡° ͜ʖ ͡°), temperatura rzędu kilkunastu stopni (dla mnie idealna) i prawie bez deszczu z chmur – był tylko taki spod kół, gdyż jechaliśmy za deszczem.

    Z domu wyjechałem o 3:30, szybki tranzyt po pustym Wrocławiu i DK98 na Psie Pole, gdzie się zebraliśmy i niesieni wiatrem pojechaliśmy przez Oleśnicę, Syców, Kępno. Po drodze znaleźliśmy portfel z dowodem osobisty, który przed chwilą oddałem na policję oraz nieciekawy przejazd kolejowy, gdzie część z nas „potańczyła” na torach, a część zaliczyła glebę. W Zduńskiej Woli zrobiliśmy przerwę na ofertę śniadaniową Maca, której wcale nie szkaluję, bo są w niej placki ziemniaczane, jajka i boczek. Same dobre rzeczy. Pod Łaskami dołączył do nas @mosci_k.

    Do Łodzi nie wjeżdżaliśmy, ale przejechaliśmy przez Pabianice, gdzie duże wrażenie zrobił na mnie kościół NMP Różańcowej. Bardzo ładny neogotyk, szkoda, że nie było czasu na zdjęcie. W ogóle w tym mieście jest ciekawa zabudowa.

    W Brzezinach dołączył do nas reszta #rowerowalodz i już wspólnie przekroczyliśmy granicę województwa (ósme, które zaliczyłem na rowerze).

    https://i.imgur.com/ILyRuXN.jpg

    Kolejna przerwa na maca w Żyrardowie, gdzie już powoli zdychałem i czekałem na śmieciarkę, ale na szczęście wróciły siły na ostatnie 60 km i cyk, jestem pierwszy raz w życiu w Warszawie.

    Mocne wrażenie robi panorama wieżowców:
    https://i.imgur.com/SdANIXo.jpg

    Niestety mimo że w końcu udało mi się dotrzeć do Warszawy, to poza Aleją Krakowską, dworcem i PKiN-em nie zobaczyłem absolutnie nic, bo do pociągu zostało tylko 20 minut. Stąd mój niedosyt, bo marzyłem o zdjęciu pod Kolumną Zygmunta. Trzeba będzie to poprawić ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    5 km to powrót z dworca PKP we Wrocławiu do domu.

    I jeszcze nostalgicznie. Z okazji tej wyprawy piję właśnie ostatnia #cherrycoke (z cukrem) z butelki :< Kiedyś zawsze po rowerowych eskapadach czekała na mnie taka zimna, pyszna, prosto z lodówki. Pisząc ten post doświadczam tego po raz ostatni.

    pokaż spoiler Na pocieszenie/inną okazję zostały jeszcze trzy puszki.


    W tym tygodniu to już 406km!
    #rowerowyrownik #ruszwroclaw #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    16756 - 544 - 21 = 16191

    Maraton Podróżnika 2018

    Był to mój trzeci start w MP, a że jest to impreza która bardzo przypadła mi do gustu, to wziąłem udział, pomimo że w tym roku do bazy zawodów było daleko (prawie 600 km od domu) i zaplanowana trasa była generalnie płaska i bez gór. Z drugiej strony właśnie to, że maraton odbywa się zawsze w innej części Polski jest dla mnie dużym plusem - nie lubię jeździć tego samego :)

    Na miejsce jedziemy wraz z małżonką samochodem. Również po raz trzeci pomaga ona w organizacji, odprawiając zawodników na starcie i oczekując ich powrotu na mecie z medalami ;) Na miejscu jesteśmy dzień przed startem po południu, więc jest jeszcze czas na rozmowy ze znajomymi. Robię tez mały rekonesans okolicy na rowerze, przy okazji sprawdzając czy rower nie doznał jakiejś usterki podczas transportu samochodem. Asfalty w okolicy są kiepskie, ale to tylko przedsmak tego co nas będzie czekać.

    Pogoda zapowiada się dosyć dobra, choć zapowiadane temperatury są dla mnie trochę za wysokie. No ale najważniejsze, że ma nie padać.

    Startuję w przedostatniej grupie o godzinie 8:30. Dosyć szybko odłączam się od reszty i jadę sam. Już po około pół godzinie dogania mnie ostatnia, najmocniejsza grupa, która wystartowała 5 minut po nas. Podpinam się pod nią, ale po może 10 km odpuszczam, bo tempo jest tam bardzo wyżyłowane, pomimo naprawdę kiepskich nawierzchni. Lecą na urwanie karku i dodatkowo całość jest strasznie szarpana. Jadąc za kimś kilka razy wpadam w dziurę. To nie dla mnie ;)

    Po pewnym czasie dogania mnie Daniel Śmieja (organizator zamieszania o nazwie MRDP) i jedziemy wspólnie. Doganiamy sporo osób z startujących wcześniej, i powoli tworzy się nam nowa grupka, która jednak po podkręceniu tempa trochę się klaruje. Jedziemy z Danielem i jakimś kolegą, któremu towarzyszy kolega w samochodzie. Daniel informuje go, że taka pomoc jest zakazana regulaminem i żeby poinformował organizatorów o tym fakcie, bo będzie niesmak na mecie. Twierdzi, że nie jedzie dla medalu, tylko że chce pierwszy raz przejechać taki dystans.

    Po pewnym czasie doganiamy Maćka Skowronka i dłuższy czas jedziemy we trzech. Krajobrazy Pojezierza Zachodniopomorskiego cieszą oko, jest tu spokojnie i ruch samochodowy niewielki. No bo kto z własnej woli chciałby tłuc się po takich dziurach ;) Upał doskwiera już mocno, choć sytuację ratuję dość gęsto obsadzone drzewami drogi. Bidony wysychają szybko więc w Tychowie robimy kilkunastominutowy postój w sklepie. Po pewnym czasie Maciek zostaje trochę z tyłu, a na którymś z niewielkich podjazdów gubię też Daniela, jednak tuż przed Mielnem dogania mnie i odcinek nadmorski przejeżdżamy wspólnie. Nagle, pomimo że jest godzina 14 i pełne słońce, robi się... zimno. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. Temperatura była niższa spokojnie o 10-12 stopni.

    Niedługo po tym, jak droga trasa wywija się w kierunku południowym, wypadają mi z kieszonki okulary i Daniel mi odjeżdża. Doganiam go, a że idzie dobrze, to wyrywam do przodu. Ostatnie 30 km przed punktem żywnościowym jest ciężkie. Jest to najcieplejsza pora dnia, a teren jest odkryty, więc tempo gwałtownie leci w dół i jadę siłą woli ;) Ale jak widać nie tylko mi to daje w kość, bo nikt mnie w tym czasie nie dogania.

    Na punkcie w Polanowie jest kilka osób. Ekipa go obsługująca sprawnie podsuwają mi pod nos porcję makaronu z mięsem, który jednak początkowo odpycha mnie. To z pewnością ze względu na upał i wycieńczenie. Wyjadam sam makaron, ale pod koniec wciągam jednak całą resztę, bo robi się lepiej :) W międzyczasie dojeżdżają inni, m. in. Daniel, Maciek, Wilk i słony Emes ;). Daniel rusza w dalszą drogę dość szybko. Ja uzupełniam bidony i startuję razem z Wilkiem. Jedziemy dość spokojnie i dyskutujemy o North Cape 4000 w którym również bierze udział. W pewnym momencie luzuje mu się sztyca siodełka, więc zostaje trochę z tyłu. Przejeżdżam przez jeden z najgorszych odcinków trasy. Asfalty to dramat i to jest moment, gdzie dla mnie miarka się przebrała i jadę wkurzony, bo to nie są incydentalne odcinki, tylko po prostu większość dotychczasowej trasy wygląda źle.

    W Miastku postanawiam zahaczyć o Biedronkę, ale nie był to dobry pomysł, bo pani przy kasie przede mną z wielkimi, chyba zapomniała że nie ma pieniędzy na koncie. Postanawia szybko podejść do bankomatu, w czasie gdy my stoimy i czekamy. Wraca, stwierdzając że jednak nie ma pieniędzy ;) W tym czasie wyprzedza mnie Wilk. Po pewnym czasie, jadąc już po ciemku, rozpoznaję jego wysoko zawieszoną na plecaku lampkę, więc mam motywację by gonić. Udaje się i jedziemy znów wspólnie, a po chwili wyprzedza nas Daniel, który przed chwilą zrobił zakupy w Czarne i stwierdza że jedzie pozostałe do mety 200 km bez przerwy. Jedziemy w trójkę, jednak po pewnym czasie zaczyna mi doskwierać coraz bardziej ból pleców. Gdy dodatkowo robi się chłodniej, postanawiam się zatrzymać, założyć dodatkową warstwę i zrobić kilka skłonów.

    W Wałczu planuję postój na stacji, bo mam ochotę zjeść na szybko coś ciepłego. Po dotarciu na miejsce spotykam siedzącego na zewnątrz Wilka, który jednak informuje mnie, że nic na ciepło nie ma. Jestem trochę zawiedziony, ale postanawiam poszukać dalej. Znajduję stację BP, do której trzeb zjechać kilkaset metrów z trasy, ale to była dobra decyzja, bo mają wszystko czego potrzebuję :)

    Po posiłku i zakupu prowiantu na drogę, ruszam w noc, ale jako że jest 3 nad ranem, to zaczyna mnie mulić na spanie. Jazda mi nie idzie i tylko kombinuję gdzie się tu przyłożyć do snu. Próbuję nawet drzemki przy drodze, ale niewiele mi to daje i jedzie się kiepsko, bo dosłownie zasypiam na rowerze. Nagle niespodziewanie wyprzedza mnie Maciek Skowronek. Jestem zdziwiony, bo na poprzednim punkcie kontrolnym miałem nad nim prawie godzinę przewagi! Dodatkowo wyrywa do przodu i widzę jego coraz mniejszą postać, oddalającą się ku horyzontowi. To tylko mi uświadamia, jak bardzo nieefektywnie zacząłem jechać. Tak być nie może, więc postanawiam spiąć się jak tylko potrafię i zaatakować ;) Po dłuższym pościgu doganiam koleżkę, a senność trochę ustępuje. Znów jedziemy wspólnie i dyskutujemy. Do mety pozostaje około 80 km, więc postanawiam pociągnąć to do końca, bo już mnie ta jazda zwyczajnie nudziła ;) Po pewnym czasie mijamy Wilka, który chyba wymienia z kimś dętkę na poboczu. Maciek trochę słabnie i zostaje z tyłu. Ja podkręcam tempo jak tylko mocno potrafię, ale Maciek jednak nie próżnuje i cięgle mam go w zasięgu wzroku za plecami. Widzę że odżył, więc postanawiam na niego poczekać i na metę zajeżdżamy wspólnie. W końcu, mam nad niem 10 minut przewagi, bo startował w grupie 10 minut przede mną ;)

    Na mecie czeka Żonka, która wręcza mi medal :) Siedzę tu jeszcze dobrą godzinkę, w czasie której zjeżdża jeszcze kilka osób.

    Ostatecznie dystans 544 km udaje mi się pokonać w czasie 22 godzin 43 minut, co daje mi 17 miejsce na 68 osób startujących, z czego 11 osób nie ukończyło całości trasy. Kolega ze wsparciem w postaci samochodu dojechał na metę i poinformował o tym fakcie organizatorów, jak polecił mu Daniel. Mimo wszystko pamiątkowy medal dostał, choć na liście wyników ma wpisaną dyskwalifikację.

    Podsumowując, zadowolony jestem z wyniku, choć trasa mnie bardzo umęczyła. Przede wszystkim wspomniana jakość nawierzchni dała mi w kość. Pozostaje pewien niesmak, bo puszczać ludzi na rowerach szosowych w taką trasę to gruba przesada. Przede wszystkim szkoda sprzętów. Mój niestety ucierpiał, bo w przednim kole na prądnicy pojawiły się spore luzy, co mnie martwi w kontekście startu z nim w North Cape 4000. Na szczęście towarzystwo i ogólna organizacja nadrobiły i ogólne wrażenie jest pozytywne :)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1628518043

    #byczysnarowerze

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

  •  

    29079 - 402 = 28677

    W końcu zebrałem się i pobiłem swój stary rekord wynoszący 337 km w 24h, ustanowiony chyba z 10 lat temu. Na starej kolarce, bez specjalnej formy wraz z kumplem wybraliśmy się z Łańcuta w Bieszczady (Smerek) i z powrotem. Tym razem postanowiłem przekroczyć magiczną barierę 400km. Wyruszyłem o 12.22 z okolic Łańcuta. Najpierw etap "górski" w stronę Dynowa, tu odbiłem na Domaradz i przez Czarnorzeki zjechałem do Krosna. Tu stuknela pierwsza setka. Przed Jasłem obiadokolacja, później w stronę Pilzna po lewej stronie Wisłoki. Zrobiło się już ciemno, w Mielcu koło 1 w nocy drugą setkę miałem za sobą. Przed Mielcem na przystanku zostawiam bidon - zorientowałem się kilkanaście km dalej, więc już po niego nie wracałem. Chwila przerwy w mieście, i dalej jazda w stronę Leżajska przez Kolbuszowa i Sokołów. Na tym etapie zacząłem czuć mięśnie u nóg, przez jakieś 50km i chyba się przyzwyczaiłem :) w Leżajsku na Orlenie jestem po 6 rano, jem kanapki i pije herbatkę, bo w brzuchu już mi się przewalało od dwóch godzin. W okolicy Ożanny jest 300 km i 7 rano. Mam dylemat, bo już stąd wracam do domu i rekord pobity. Psychika siada i zmęczonym coraz bardziej. Miałem jechać na Tarnogród i stamtąd w stronę Łańcuta, ale stwierdziłem że pojeżdżę po znanej okolicy i tak spróbuje dobić do 400. Mam 5 godzin, stówę do zrobienia i najchętniej to bym się kimnął pod drzewkiem w lesie. No ale jadę, spokojnie, staram się trzymać średnią 20km/h - powoli bez zatrzymania się. Tak dojechałem do okolic Jarosławia - tutaj złapałem wiatr w plecy i kręcąc się jeszcze po okolicy dojechałem do domu, gdzie byłem o 12.10 z wynikiem niemal 403km.

    W tym tygodniu to już 402km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #300km #400km #rower #podkarpacie
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: s6.ifotos.pl

  •  

    45565 - 24 - 300 = 45241

    24, czyli wyjazd po @metaxy'ego. Początkowo chciałem się zebrać wcześniej, wyszłoby wtedy pewnie około 70 km, z czego połowę z metaxym, ale się nie udało. Napisałem, że wyjeżdżam, ubrałem się, wyglądam przez okno i przed oczami widzę nieciekawą chmurę wobec czego postanawiam zaczekać jeszcze kilkanaście minut. Okazuje się, że na dobre, bo leje jak z cebra ponad godzinę. Kiedy wreszcie ustaje, @metaxy jest już pod domem, więc czym prędzej wyjeżdżam i razem udaje się przejechać nieco ponad 10 km.

    300, czyli zaliczanie okolicznych gmin z @metaxy.

    Wstajemy o 6, jemy śniadanko i startujemy około 7:30. @metaxy zapowiada, że o suchym tyłku nie uda nam się przejechać, a ja mam tylko ultralighta, bo ochraniacze schowane gdzieś głęboko w szafie. Śmigamy sobie spokojnie uprawiając pogaduszki.

    W Jerazalu nakazuję się zatrzymać na szybkie zdjęcie przy ławeczce. Ruszamy bez zbędnej zwłoki, by dalej uciekać przed frontem. W okolicach Cegłowa łapie nas jednak pierwszy deszcz, ale już za Mińskiem udaje nam się wyjechać z chmur bez skorzystania z ultralightów. Czynimy celowo dłuższy popas w sklepie, żeby front się nieco od nas oddalił. Tradycyjnie napotykamy koniec asfaltu, ale odcinek jest stosunku krótki, a żwirówka ubita. Na jej końcu czeka na nas @gato, któremu uciekliśmy w Siennicy.

    Dalej śmigamy niezbyt szybko, żeby nie wjechać we front aż do McD w Sulejówku. Ponownie przydługi postój, aby deszcz się oddalił i mkniemy 17-stką aż do Garwolina na kole @metaxy'ego. Po drodze opuszcza nas @Gato. Mój pierwotny plan również zakładał opuszczenie @metaxy'ego w tej okolicy. Za Garwolinem czynimy postój na lody, gdzie zaczynam czuć że z moich brzuchem nie jest wszystko w porządku...

    Dalej jadę już tylko na kole, a potem byle dojechać do Żelechowa na stację. Tam staję się blady niczym śmierć, mówię żeby @metaxy nie czekał na mnie, a ja zadzwonię po wóz serwisowy. W tym momencie miałem najechane 215 km, więc życiówki niestety nie byłoby. Mimo wszystko spędzam trochę czasu na stacji i zaczynam czuć się lepiej. Żegnam się z @metaxy, zjadam jeszcze hotdoga i ruszam w drogę do domu. Na szczęście wóz serwisowy po mnie jeszcze nie wyjechał.

    Przejeżdżam kilka kilometrów i wszystkie dolegliwości mijają jak ręką odjął, więc w głowie układam trasę na dokrętkę do 300 km, coby nie robić pętel wokół domu. Wracam w całkiem niezłym tempie. Łapie mnie tak potężny głód, że zjadam wszystkie zapasy z kieszonek. W domu melduję się kilka minut po 21 z życiówką tak jak obiecał @metaxy, poprawioną o prawie 80 km.

    W domu pożyczam ślad GPX od Sulejówka do Żelechowa z endo @metaxy, bo Garmin postanowił namalować linię prostą...

    W tym tygodniu to już 324km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km #jechalemzmetaxy
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: jechalem-z-metaxy.jpg

  •  

    66988 - 380 = 66608

    Pacan w Pacanowie

    "Długości i szerokości"

    Ktoś pewien mi tak pożyczył przed wyjazdem, a że długości wszelkiego rodzaju lubię, to wybrałem drugą, nieco dłuższą wersję trasy.

    Pobudka o 24 w piątek/sobotę, niespieszna kawa, lekkie śniadanie żeby żołądka nazbyt nie obciążać i chwilę po pierwszej w nocy ruszam.
    Do Olkusza trochę ciemno, trochę straszno ale gnam niestrudzony. W Srebrnym Mieście przywitał mnie dosyć niespodziewany, momentami mocny ale szczęśliwie tylko chwilowy deszcz. Wkładam kurtkę przeciwdeszczową, pod drzewem na drodze krajowej (obok, drzewa zwykle nie rosną na drogach:)) przegryzam batonika i jadę dalej. W Sułoszowej już względnie sucho. Zjeżdżam na Białą Drogę bo trzeba jak się tamtędy jedzie. Chwilka na zdjęcie pod Joshua Tree (które nie wyszło) i gnam dalej.

    Słońce niemrawo wychyla się ponad horyzont już w Świętokrzyskim. Spada też dość mocno temperatura.Jadę sobie bocznymi drogami, podziwiam malowniczy wschód i staram się sobie przypomnieć na którym kilometrze mam Pacanów (na 168, dla jasności:)). Tam też spotykam starszego jegomościa, Krakusa podobno, na wywczasach, na bardzo wiekowym rowerze. Zamieniamy kilka słów w drodze do Pacanowa i na rynku (choć bardziej to park jest, ale nie bądźmy drobiazgowi) się rozstajemy. Szybkie zdjęcie Koziołka Matołka (bo taki też był cel podróży, a grunt to wyznaczyć sobie punkt na mapie i tam dojechać) i jadę dalej, na południe. W Szczucinie grzeje już dosyć mocno więc ściągam od razu dwie warstwy ubrań i jadę dalej. Znajomy podpowiedział żeby na dwusetnym kilometrze odbić do Zalipia (czy Podlipia, mniejsza z tym) pooglądać malowane domki bo ładne. Cóż, domki są, malowane nawet, ale ze sztuki ludowej zdecydowanie wolę jakąś, powiedzmy, Zuzannę która w stroju krakowskim (może być niepełny)... ubija masło albo co... :)

    Tamte tereny mają to do siebie że są płaskie jak... No, równe są więc można solidnie przycisnąć. Cisnę więc ile wlezie, ale prawdziwa zabawa zaczyna się kiedy zaczynają się skromne, upstrzone zbożem i innymi alkoroślinami fałdki. Fałdki lubię bo zawsze to jakaś odskocznia od płaskiego horyzontu, więc gnam. Im bardziej zbliżam się do stolicy (Kraków) tym fałdki większe, zjazdy też przyjemne. Przyznaję że pomimo ustalonej trasy, za Krakowem, w pobliżu Krzeszowic trasę dobierałem już tak żeby zrobić ze trzy duże ale łagodne podjazdy bo z nogami coraz ciężej się współpracuje. Upał też daje się we znaki i łapię się na tym że nie do końca pamiętam fragmenty trasy. Poza tym momentami jadę jak zombie. W Rudnie robię najdłuższą przerwę, uzupełniam wodę, polewam się wodą, zjadam coś na szybko i stamtąd jadę już bez pauz do samego Jaworzna.

    Gmin trochę weszło, ale jeszcze nie policzyłem. Ponad 15 godzin w siodle. Jest moc:)

    W tym tygodniu to już 442km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    77098 - 41 - 24 - 19 - 53 - 222 - 107 - 73 - 304 - 24 = 76231

    Podsumowanie od 29. maja do 4. czerwca
    41, 19, 24 - zsumowane pracodomy
    23 - przedpracowa szlajanina
    53 - babska ustawka
    222 - z #szosowawarszawa po #rowerowykrakow gdzie kilkukrotnie się gubię i odnajduję;)
    107 - Odprowadzić @metaxy'ego, @Mortal84'a i @Cymerek'a żeby móc znów napisać że #jechalemzmetaxym i bo to fajne chłopaki;)
    73 - szlajanina z @theDOG'iem czyli na gofry i pooglądać chłopaków i dziewczyny grających w bike polo.
    304 - na 287. kilometrze chojraczę na betonowych płytach i zaliczam porządną glebę ale ostatecznie robię życiówkę w towarzystwie @theDOG'a, który pozwolił mi jechać moim tempem (średnia 27km/h) i udowodnić sobie, że mogę nie umierać po takim dystansie jeśli tylko nie gonię;)

    W tym tygodniu to już 867km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #100km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: trzysta.jpg

  •  

    80510 - 442 = 80068

    Wyprawa "dookoła" Polski: dzień I (31.05.2018)

    Czyli 20+ Krakowiaków i 10+ Warszawiaków

    Wspaniała była to jazda nie zapomnę jej nigdy. Tłusta czterysetka na początek wyprawy z #krakow do #warszawa.

    Nie będę się rozwodził jak sprawa wyglądała, bo wielu już relację napisało, więc mieliście okazję poczytać u innych kto gdzie i kiedy.

    Cieszy mnie niezmiernie, że udało się zmobilizować ponad 20 osób z Krakowa i "okolic" oraz około 10 z Warszawy do wspólnej jazdy. Cieszy, że zdecydowana większość trasę tę ukończyła w całości. Większość nawet w dobrym zdrowiu i stylu.

    Ja sam przez ponad 200km walczyłem z mdłościami na konkretnym poziomie, więc wspomnienia z drugiej połowy orbitują głównie wokół starań żeby komuś nie zrobić nowego wzoru na plecach w kształcie mocno nieregularnym. Na Centralnym w Warszawie o mało nie dołączyłem do żuli rzygających to rabatek. Obyło się bez większego faux pas, choć wymagało to kolosalnej ilości silnej woli. Poza tym jechało się rewelacyjnie. Mnóstwo rozmów, śmiechów i wszystkim należą się podziękowania, że chciało im się mi towarzyszyć. Szczególnie chłopakom, którzy dojechali z Tarnowa, Rzeszowa, Kielc i ogólnie daleko od Krk czy Wawy. Oraz @rdza i @theDOG za gościnę dla mnie i @Mortal84.

    Za rok "tradycyjny" wypad do Warszawy będzie miał 500km, cobyście mogli poprawić swoje życiówki. A większość obecnych poprawiła też swoje w tym wypadzie.

    Dla kronikarskiego obowiązku próba wpisania wszystkich obecnych Wykopków. Dzięki Wam i gratulacje wyników. Do zobaczenia za rok na 500km lub wcześniej jeżeli życie pozwoli.
    @Cymerek @wspodnicynamtb @mihal34 @pe__pe @banan77 @kiwacz @libejro @Wilier @zukikiziu @Baczy @mosci_K @Mortal84, @makyo, @MordimerMadderdin @radoslaw-szalkowski @masash, @mikkeler, @oskar1100, @theDOG i @tytyrytek @negrobella @sosna119 @rdza @edicsson.

    Jeżeli kogoś pominąłem to nie bijcie. Lub tylko trochę.

    Strava

    #100km #200km #300km #400km (nr 2) #metaxynarowerze #rowerowyrownik
    pokaż całość

  •  

    84279 - 370 - 233 - 103 = 83573

    Czwartek
    Start wyprawy @metaxy "dookoła" Polski jak zawsze zaczyna się do Warszawy. W tamtym roku towarzyszyłem i w tym roku też postanowiłem, chociaż @metaxy nie ułatwił zadania, bo wyznaczona trasa przebiegała dalej od Łodzi niż w roku ubiegłym. A więc wyjazd o 3 rano z Łodzi by samotnie przejechać ponad 150 kilometrów, przez Tomaszów Mazowiecki, Opoczno i Końskie, w okolice Skarżyska Kamiennej. Na szczęście wszystko szło bez problemów i do Suchedniowa, gdzie planowany był postój w najlepszej restauracji dla kolarzy, czyli McDonaldzie, dotarłem przed ekipą z Krakowa, więc mogłem się powoli toczyć w ich kierunków obserwując tracking na #endomondo. Oczywiście spotkania z @metaxy na trasie nie zaczynają się od cześć, a od sprintu powyżej 40 km/h - tak było w tamtym roku i tak było teraz.
    Docieramy do McDonalda gdzie w końcu można się przywitać i poznać nowe osoby - a peleton w tym roku okazała się naprawdę okazały - było ponad 20 osób. Gdy wszyscy się posilili ruszyliśmy dalej z krótkimi przerwami na stacjach w celach uzupełnienia bidonów. Za Radomiem podczas jednego z takich postojów dojeżdża #szosowawarszawa w składzie @masash, @mikkeler, @oskar1100, @theDOG i @tytyrytek. Ruszamy dalej do Warki gdzie czeka @rdza - po krótkim postoju lecimy już bez postojów do Warszawy by zdążyć na pociągi. Po drodze w okolicach Gassów dołącza jeszcze @negrobella - szczerze powiedziawszy nie wiem o co chodzi z tymi zachwytami z Gassami. Szybki przejazd ulicami przez Warszawę i docieramy pod Pałac Kultury. Udało się bez problemów zdążyć na pociągi.
    Pozdrawiam wszystkich z #rowerowykrakow @metaxy, @Cymerek, @wspodnicynamtb, @banan77 @mihal34 @Wilier @pe__pe @Mortal84 oraz @baczy i @mosci_K - na pewno wszystkich nie wymieniłem za co przepraszam pominiętych.
    Powrót pociągiem i około 22 melduję się w domu.
    Rekord życiowy poprawiony o ponad 80 kilometrów, a przy okazji rekordy życiowe w czasie przejazdu dla 50km, 50mil, 100km i 100mil.

    Piątek
    Start po 7 na dworzec Łódź Widzew by odebrać @Dewastators, który przyjechał pociągiem z Wrocławia, by potowarzyszyć chłopakom podczas ich wyprawy. Ruszamy przed 8 i planujemy przechwycić ekipę w Skierniewicach - czasu mamy dużo a @Dewastators chce zobaczyć trochę okolic, więc jedziemy bocznymi drogami po pagórkach zahaczając między innymi o kolejkę wąskotorową w Rogowie. W Skierniewicach mały postój na jedzenie i uzupełnienie zapasów i jako że mamy zapas czasu postanawiamy ruszyć do Bolimowa, gdzie czekamy na @metaxy. W sześcioosobowym składzie @metaxy @Mortal84 @Cymerek @mosci_K @Dewastators i ja ruszamy dalej fotografując po drodze parowóz i czołg w Skierniewicach, czołgi i samolot w Lipcach Reymontowskich i dalej przez Głowno, Stryków i Zgierz do Aleksandrowy, gdzie czekają pozostali z ekipy #rowerowalodz: @Zelazko_MPM @sargento i @sim_co. I takim 9 osobowym peletonem docieramy do Konstantynowa, gdzie chłopaki mają nocleg. @sim_co odprowadza @Dewastators na pociąg do Pabianic, @Zelazko_MPM towarzyszy @mosci_K do Lutomierska w jego drodze do domu, a ja z @sargento wracamy do Łodzi.

    Niedziela
    Wyjazd pociągiem o 5.21 do Kutna, by odprowadzić kawałek @Cymerek, który kończył wyprawę i wracał pociągiem z Warszawy do domu. Po 7.30 żegnam się z @metaxy i @Mortal84 i z @Cymerek ruszamy w kierunku Łowicza. Jechaliśmy spokojnym tempem +30km/h gadając i obserwując burzowe chmury po lewej strony. Jeszcze szybki postój w Maurzycach na zdjęcie z pierwszym na świecie spawanym moście stalowym i docieramy na Orlen w Łowiczu, gdzie łapie nas burza. Ponad godzinę musieliśmy przeczekać na stacji jak przestanie grzmieć i błyskać. Jako że czas naglił postanowiłem jechać już w kierunku domu pomimo deszczu, więc żegnam się z @Cymerek i ruszamy w swoje strony.
    I zaczął się koszmar - po zmianie kierunku wiatr który pomagał wcześniej zmienił się na #wmordewind, dodatkowo przez pierwsze 15 km padało, czasami też grad. Gdy przestało padać i udało się złapać jakiś rytm jechania złapałem kapcia przed samym Strykowem. Do wszystkich zainteresowanych - teraz opona jest założona zgodnie z kierunkiem ;) Później już tylko pagóreczki i melduję się zgodnie z zakładanym planem o 13.30 w domu na obiad.

    Jeszcze raz dzięki wszystkim za mój najlepszy rowerowy weekend w życiu - i liczę, że uda się chociaż z niektórymi spotkać w najbliższej przyszłości.

    P.S. chyba mogę dodać #jechalemzmetaxy

    600km w 2 dni

    #300km - numer 1
    #200km - numer 1
    #100km - numer 10

    #zaliczgmine - wpadło 31 nowych gmin

    W tym tygodniu to już 706km!
    #wykoptribanclub #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km #300km #100km #200km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: YDXJ0245-01.jpeg

  •  

    91374 - 437 = 90937

    Wyprawa, dzień I, 31.05.2018

    Tradycyjna, coroczna trasa do Warszawy połączona ze startem wyprawy @metaxy'ego "dookoła" Polski. 

    Pobudka o północy, po niecałych trzech godzinach snu. Kawa, pokaźna porcja makaronu i o 1.00 można ruszać. Punkt wspólny mamy wyznaczony w Olkuszu. Po drodze zgarniam nowego kolegę ze Stravy, a kawałek dalej @makyo i Stefana.

    Na stacji na obwodnicy Olkusza meldujemy się po nieco ponad półtorej godziny, a kilka minut później zjawia się #rowerowykrakow w ok. 20-osobowym peletonie. Byli @metaxy, @Cymerek, @wspodnicynamtb, @mihal34, @pe__pe, @banan77. Z Jaworzna wcześniej przejechał @MordimerMadderdin. Niektórzy nawet dojechali pociągami do Krk, żeby z nami pojechać: @zukikiziu, @Baczy i @mosci_K. Reszty osób nie znam.

    Noc jest bardzo ciepła i bezwietrzna, jedzie się rewelacyjnie. Niektóre osoby odłączają się po drodze, bo robią krótsze dystanse. Czas szybko mija i po ok 200 km jesteśmy już w McD w Suchedniowie na drugie śniadanie. Dosłownie kilometr wcześniej spotykamy @radoslaw-szalkowski, który przyjechał z Łodzi. 

    Kilkadziesiąt km za Radomiem, podczas postoju na stacji spotykamy #szosowawarszawa, którzy wyjechali nam naprzeciw. Byli: @masash, @mikkeler, @oskar1100, @theDOG i @tytyrytek.

    Niekiedy jedziemy takimi zadupiami, że asfalt tam jest tylko z nazwy. Mazowieckie, ku@#&...

    Na postoju w Warcie dołącza @rdza, u której później będziemy nocować, a gdzieś w okolicy słynnych Gassów @negrobella.

    Już w samej Warszawie jedziemy prosto pod dworzec centralny, bo ludzie uciekają na swoje pociągi, a i tradycyjne zdjęcie z Pałacem Kultury i Nauki trzeba zrobić. Tam też spotkamy @edicsson, która zachęcona w poprzednim wpisie, przyjechała przybić z nami piątkę ;-)

    Od połowy trasy @metaxy był jakiś osłabiony problemami żołądkowymi, ale końcówkę to już ledwo żył. Zbieramy się więc czym prędzej i @masash prowadzi nas do @rdza. I dosłownie na trzysta metrów od jej mieszania przytrafia mi się gleba... Jakaś kobieta szła DDR-ką i chciałem ją ominąć z lewej strony. Niestety okazało się, że biała linia oddzielająca DDR od chodnika tak naprawdę jest kilkucentymetrowym krawężnikiem. Zdarte kolano, trochę ryj, obita dłoń, pęknięte okulary. W pierwszej chwili @masash myślał, że straciłem zęby, a to tylko kawałek białej oprawki poleciał na trawnik. Z rowerem na szczęście ok. Ze strat trwałych jedynie obdarty tylny zacisk.

    U naszej gospodyni jak zwykle wypas. Na starcie arbuz i piwo, żeby się nawodnić, a potem porządna kolacja. Dzięki Ci po stokroć! Myślę, że będę musiał jeszcze kiedyś przejechać, bo ciągle nie widziałem tego kota spod wanny :-D

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1608633243

    #mortalszosuje - mój tag z relacjami z dłuższych tras.

    #rower #szosa #wykopcanyonclub #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 3)
    pokaż całość

  •  

    92737 - 420 - 314 = 92003

    I cyk rekordzik a nawet dwa :)
    Pierwszy - 420km
    Drugi - 734km w 46h

    Takiego peletonu z #rowerowykrakow długo nie zapomnę! Jesteście fajną, zgraną ekipą, bardzo przyjemnie się z wami śmigało po szosie :) Żeby nie faworyzować peletonu z Krakowa podziękuję również #rowerowawarszawa która wyjechała pomóc w dojechaniu do stolicy, dzięki! :) jak i również #rowerowalodz dodawaniu otuchy w chwilach kryzysu ;)

    Wszystkich Mirabelek i Mirków nie znam którzy uczestniczyli w peletonie ale:
    @metaxy @mortal84 @radoslaw-szalkowski @cymerek @dewastators @Baczy @zukikiziu @theDOG @rdza @wspodnicynamtb @sargento Dzięki za świetną jazdę :)

    Wspominając klasyka "Ja chcę jeszcze raz!"

    Statystyki:

    Dystans: 420 km
    Wertykalnie: 4126m(↑2019m/↓2107m)
    Czas: ◷14:30:09
    Średnie tempo: 2:04 min/km
    Średnia prędkość: 28,93 km/h
    Kalorie: 12866 kcal

    Dystans: 314 km
    Wertykalnie: 2101m(↑1052m/↓1049m)
    Czas: ◷11:54:28
    Średnie tempo: 2:16 min/km
    Średnia prędkość: 26,39 km/h
    Kalorie: 9380 kcal

    W tym tygodniu to już 734km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0109.JPG

  •  

    96229 - 301 = 95928

    Pierwsze #300 , miało być więcej kilometrów jednak słońce niszczyło mnie strasznie, chwilami kiedy asfalt po którym akurat jechałem był z tych ciemnych licznik pokazywał mi 41 stopni a przez 80km ani razu nie spadło poniżej 36. Jechałem sam i bałem się, że w końcu mnie odetnie. W dodatku logistycznie dałem dupy strasznie, nie sprawdziłem na street view całej trasy i 20km musiałem cofać bo trasa prowadziła ponad 18km przez las po piachu :(

    czas jazdy 12:40:45 , średnia 23.7km/h
    Temp minimalna 9 stopni (ruszałem o 3), max 41, średnia 25

    Dystans: 301 km
    Wertykalnie: 784m(↑390.4m/↓393.6m)
    Kalorie: 12179 kcal

    W tym tygodniu to już 301km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: 300km.jpg

  •  

    96722 - 370 = 96352

    Do Kielc!

    Wyjazd wraz z #rowerowyrownik i #rowerowykrakow

    Start przypadł przed trzecią z Olkusza gdzie umówiłem się z Mortalem i mięliśmy zaczekać na resztę. Ale że zacząłem dosyć mocno marznąć to postanowiłem kawałek wyjechać co by rozgrzać się conieco. Ekipę jadącą z Krakowa pod czujnym przewodnictwem @metaxy złapałem na wyjeździe z Kosmolowa (najpierw szum, później mrowie świetlików lamp rowerowych i cały peleton minął mnie nawet nie zauważając:D). Pojechałem za nimi na miejsce zbiórki gdzie czekał już @Mortal84 z kilkoma osobami.
    Prędko żeśmy się zebrali i pojechaliśmy. Przez Wolbrom po zachodniej stronie straszyła nas burza ale poszła bokiem.
    Wschód słońca na bezkresnych równinach Świętokrzyskiego wygląda absolutnie pięknie. Języki mgieł snujące się przy gruncie, czerwono-różowe chmury z majaczącą na horyzoncie czerwoną kulką słońca, sarny w polach... Wschody słońca są najpiękniejsze:)
    Przyznam że tempo było niezłe ale jakoś w grupie nie czuć tego zmęczenia, jedzie się zdecydowanie przyjemniej:) Zwłaszcza że grupa liczyła ponad 20 osób, za co wielki szacun i Wam wszystkim że jechaliście i wojownikom (Mortal i Metaxy) którzy całą tą ekipę zebrali...Panowie (i Pani @wspodnicynamtb) koondukt zacny. A ja się tak turlałem za nimi, to tu, to tam :) W Kielcach pojechałem już z powrotem do #jaworzno, zrobić życiówkę:)
    Nie sposób zliczyć wszystkich i zawołać po nickach, także nie czynię tego:)
    Panowie Mortal i Metaxy, szerokości na drodze i udanej wyprawy:)

    W tym tygodniu to już 370km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: 1.JPG

  •  

    97445 - 416 = 97029

    Po dwóch latach w końcu sięudało z #rowerowykrakow wyruszyć na stolicę.

    o 21:44 pociąg z Kielc. Na dworcu już czekają na mnie @zukikiziu oraz @mosci_K . Szybka wizyta na jedzenie w KFC chyba to było, już nawet nie pamiętam i w drogę na miejsce zbiórki.

    Łącznie było ok 20 osób - jeśli ktoś wie ile dokładnie proszę o potwierdzanie.

    Jazda niesamowita. Tempo było mocne, na granicy tego abym dał radę. Prawdziwa jazda zaczęła się na ostatnich 200km. Było tak płasko, że grupa mknęła praktycznie non stop grubo ponad +30 km/h.

    Zdjęć nie mam, bo nawet nie było podczas jazdy kiedy zrobić, plecak na plecach sprawił, że wyciągnięcie telefonu na postoju było cudem, a co dopiero w trakcie jazdy.

    Udało się zdążyć na pociąg o 20:40 bo miał 10 min opóźnia, na mieszkaniu byłem o 24 także ponad doba bez snu i dało już się to odczuć.

    Na sam koniec, standardowo zdjęcie pod PKiN.

    @metaxy i @Mortal84 powodzenia w dalszej części trasy! Nie wiem z czego jesteście ulepieni, że dzisiaj kolejne takie dni przed wami i dacie radę. Podziwiam ;)

    Wszystkim obecnym dzięki za wspólną jazdę, krakusy to bardzo spoko ludzie!!!

    pokaż spoiler Jeśli ktoś ma zdjęcia to prosił bym bardzo za podrzucenie mi na PW (。◕‿‿◕。)


    Statystyki:

    Dystans: 416 km
    Wertykalnie: 2660.18m(↑1320.74m/↓1339.44m)
    Czas: ◷14:02:04
    Średnie tempo: 2:01 min/km
    Średnia prędkość: 29,63 km/h
    Kalorie: 8277 kcal

    W tym tygodniu to już 455km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    97938 - 411 - 4 - 17 - 11 = 97495

    Kraków-Warszawa vol. 4
    Coraz dłuższa, coraz liczniejsza, coraz szybsza coroczna wycieczka do Warszawy. 15 godzin samego kręcenia korbą, kilka godzin postojów na jedzenie i dolewkę do bidonów, dużo rozmów, doborowe towarzystwo, trochę bólu, spalona skóra, upał (ale nie aż tak tragiczny jakby się wydawało;)), jedna okropna droga w Budach Augustowskich, zaskakująco mocno drętwiejąca dłoń, dwa kryzysy, Kotwica-Rodzynka klub, a finalnie dużo satysfakcji z życiówki! (ale też mały niedosyt, który może się uda "nasycić" jeszcze w tym roku)

    Jechaliśmy naprawdę pokaźnym peletonem #rowerowykrakow i goście:) @Cymerek @metaxy @banan77 @mihal34 @Wilier @pe__pe @Mortal84 @Baczy @mosci_K @radoslaw-szalkowski @zukikiziu i także tradycyjnie rowerowawarszawa @masash @Mikkeler @theDOG @rdza
    pewnie wszystkich nie wymieniłam bo było jeszcze z 15 osób, część usunęła konta, części nicków nie znam, ale dzięki wszystkim za towarzystwo!

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km #szosa
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: KrkWawvol4.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów