•  

    245887 - 94 - 76 - 103 - 7 - 341 = 245266

    Tygodniowe podsumowanie.
    Piątek - poładnych asfaltach i pagórkach. Deszcz mnie złapał to nie dokręciłem do setki https://www.strava.com/activities/1700011955
    Sobota - z cumplem, który wraca na rower po otwartym złamaniu nogi. Lasy i jeziorka https://www.strava.com/activities/1702399990
    Niedziela - grupowo https://www.strava.com/activities/1704056407
    Poniedziałek - deszcz i brak czasu ale znalazłem chwilę żeby zobaczyć ludzi stojących w korkach po zamknięciu głównej drogi na czas remontu https://www.strava.com/activities/1706129218
    Środa - rozruszać nogę i pojeździć po płaskim https://www.strava.com/activities/1711470195
    #wykoptribanclub

    W tym tygodniu to już 621km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    251165 - 30 - 19 - 106 - 50 - 40 - 8 - 331 = 250581

    Zbieranina z ostatnich dwóch tygodni i sobotnia trzysetka.
    Wycieczka po wielu miejscowościach plażowych od Międzyzdrojów aż do Mielna. Potem 175 km z Koszalina do Gdyni pokonane w 6 godzin. Polecam:)

    https://www.strava.com/activities/1702429222

    https://www.strava.com/activities/1693690397
    https://www.strava.com/activities/1689200727
    https://www.strava.com/activities/1682863010
    https://www.strava.com/activities/1682862672
    https://www.strava.com/activities/1680967033

    #rowerowetrojmiasto #szosa

    W tym tygodniu to już 584km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #100km #200km #300km
    pokaż całość

  •  

    261838 - 25 - 21 - 37 - 50 - 24 - 36 - 20 - 617 - 52 - 38 - 25 - 35 = 260858

    Zbierałam tyłek, żeby napisać o przejechanym Pierścieniu Tysiąca Jezior i w końcu wena ostatecznie mnie opuściła, więc dodaję starocie z nadzieją, że regulaminowa policja przymknie oko;)
    To lecimy z podsumowaniem od 26 czerwca do 4 lipca.
    Z ważniejszych:
    25 - 26 czerwca świętuję rok i jeden dzień od pierwszej jazdy na szosie,
    617 - przejeżdżam Pierścień Tysiąca Jezior, o którym mogłabym pisać i pisać, choć tak naprawdę przejechałam go w większości na jakimś autopilocie który kazał skupiać się na trasie do kolejnego punktu kontrolnego a myśli zajmować rozkminianiem dziwnych czy zabawnych nazw miejscowości;)

    W tym tygodniu to już 980km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: piers.png

  •  

    288452 - 629 = 287823

    Pierścień Tysiąca Jezior 2018 - kategoria SOLO

    Dystans: 611km (przejechałem 628.77km)
    Czas łączny: 25:54:00 (czas jazdy: 22:39:11)
    Suma przewyższeń: 4,324m (faktycznie > 5000m)
    Pozycja GENERALNA: 37/158
    Pozycja SOLO: 18/39

    Wynik całkiem niezły, ale nie jestem zadowolony z pozycji jaką zająłem. Wszystko przez #garmin, który zdecydowanie ma jakieś problemy z pracą na długich dystansach. Już przed #augustow
    zaczął działać coraz wolniej. Odświeżenie pozycji na mapie zajmowało mu kilkanaście sekund i musiałem zatrzymywać się na skrzyżowaniach, żeby poczekać aż na ekranie pojawi się informacja, gdzie dalej jechać. Po postoju na PK6, sytuacja się na tyle pogorszyła, że musiałem zacząć korzystać z pomocy map papierowych lub kierować się za maratończykami jadącymi zasięgu wzroku. Z tego powodu traciłem czas na czytanie mapy i szukanie punktów kontrolnych, a i tak nie udało się uniknąć błędów i kręcić dodatkowych kilometrów w złym kierunku.
    W sumie zrobiłem prawie 20km więcej niż planował organizator i uciekła grubo ponad godzina czasu. Straciłem też motywację do walki o dobry czas i jechałem już bardziej lajtowo.

    Trasa maratonu, tak jak wszyscy zapowiadali, okazała się być bardzo wymagająca. Cały czas miałem wrażenie jazdy pod górę. Wjeżdżasz na hopkę i nie ma z górki, tylko jakieś biedne wypłaszczenie. W górach jak zakończysz wspinaczkę, to w nagrodę jest zjazd, a tu oszukują! Być może przyczyną takiego wrażenia był szalejący wiatr, który nie pozwalał rozpędzić się na zjazdach? Nie wiem. Wiem za to, że organizator przy planowaniu trasy kierował się jeną zasadą "może niech jadą tędy, będzie trudniej". Poważnie. Gdzieś nad ranem doszedłem do wniosku, że na tej trasie nie ma odcinka, żeby było lekko. Występowały trzy rodzaje trudności, w różnej kombinacji. Podjazdy, słaba nawierzchnia lub pod wiatr. Oczywiście były odcinki kumulacji i wszystkie te trudności występowały jednocześnie. Taki np. dwudziestokilometrowy odcinek był na trasie 513 Wozławki - Lidzbark Warmiński, zakończony na okrasę 12% podjazdem do PK. Gorszej drogi to chyba w życiu nie jechałem. Dla odmiany, ta sama trasa 513 od Lidzbarka do Ornety była najlepszym odcinkiem całego maratonom, wiodąc szerokim gładkim asfaltem po mazurskich pagórkach, pozwalała cieszyć się krajobrazami.

    Największym zaskoczeniem dla mnie jest brak jakiegokolwiek wyniszczenia organizmu. Dziś, po trzech dniach, mam tylko zmęczone nogi, nic więcej mi nie dokucza. Jedyny problem jaki
    miałem na trasie, pojawił się kiedy nad ranem pomyślałem, że jest ciepło i na PK9 (Reszel) zdjąłem ocieplane nogawki. Już po niedługim czasie zaczęły mnie boleć kolana, wszystko wskazuje na to, że od chłodu. W Lidzbarku z powrotem założyłem nogawki i ból zaczął ustępować.

    Nowością dla mnie było pojawienie się senności podczas jazdy. Miało to miejsce dwukrotnie. Pierwszy raz w nocy gdzieś około 2 nad ranem poczułem, że tracę kontrolę nad tym co robię, ale jakoś szybko mi przeszło. Później taki stan mnie dopadł przed samym Kętrzynem. Tu już było gorzej, miałem nawet obawy o swoje bezpieczeństwo, bo głowa kilka razy mi opadła. Na szczęście wypicie puszki coli na stacji paliw załatwiło problem.

    Z ciekawostek jakie zdarzyły się na trasie, to na 190km miało miejsce zderzenie czołowe dwóch aut. Droga została zablokowana i strażacy nikogo nie przepuszczali, ale mi udało się znaleźć przejście lasem, dzięki czemu wróciłem na trasę. Jak się później okazało, przyczyną zderzenia, było wyprzedzanie jednego z maratończyków na łuku drogi. Na szczęście sam maratończyk nie ucierpiał. Drugą ciekawą sytuacją była noc, a właściwie jej brak. Do PK6 czyli do godziny 22:18 jechałem w ciemnych okularach z małą migającą lampką z przodu i wszystko normalnie widziałem. Przez całą noc niebo nie straciło na horyzoncie pomarańczowej łuny, a po godzinie trzeciej było już jasno jak w dzień. Całej tej absurdalnej scenerii dopełniał księżyc, który pięknie rozświetlał tafle wody kolejnych mijanych jezior.

    Biorąc udział Pierścieniu Tysiąca Jezior ustanowiłem trzy nowe rekordy życiowe:
    najdłuższy dystans - 630km
    najdłuższy czas jazdy - 26h
    największa liczba przewyższeń - 4400m
    Teraz mam niecałe dwa miesiące na przeanalizowanie błędów jakie popełniłem i przygotowanie się do ostatniego wyzwania tego roku, ultramaratonu Bałtyk-Bieszczady Tour (1008km non stop).

    #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    W tym tygodniu to już 629km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: merge_from_ofoct.jpg

  •  

    289450 - 39 - 14 - 616 - 49 = 288732

    Tydzień po hasłem wyprawa po nową życiówkę.
    Piątek - jadę pod namiot, start rano więc dłużej będę mógł pospać.
    https://www.strava.com/activities/1669209113
    I do knajpki na obiad https://www.strava.com/activities/1669629718
    Sobota
    Nowa życiówka - Pierścień Tysiąca Jezior 2018. Start w 18 grupie o 9.25. W planach było ukończyć przed upływem 30h. Przy starcie w głowie miałem cały czas "tylko się nie podjaraj i nie goń jeśli grupa będzie szybka, spalisz się". Moja grupa nie okazała się szybka, okazała się nawet bardzo wolna. Zanudzili mnie już na 6km i pojechałem swoje ale już solo. Czytaj chyba jednak się podjarałem bo do177km czyli 3Pk wpadły mi na stravie same PR :) i znalazłem się na według mnie bardzo dobrym 21 miejscu w klasyfikacji. Od tego PK udało się znaleźć grupę, która jechała podobnym do mojego tempem więc było trochę raźniej, niestety tylko przez kolejne kilka km. Między Wydminami a Oleckiem dojechaliśmy do odcinka pieszego trasy a dokładnie na wypadek, który trzeba było obchodzić polem, a że ja lepiej jeżdżę niż chodzę to grupa mi tam uciekła. No i znów jazda solo, podziwianie widoków, śpiewanie piosenek z eremefką i walka z wiatrem na rant. Kilka km dalej dopada mnie pierwszy kryzys. Moim najwiekszym problemem jest zapominanie o jedzeniu. Pierwsze dwa PK to były batony, banany i bułki, które nadal wiozę ze sobą, trzeci pk był z zupką więc dopiero tam jadłem. Zwykle odcina mnie po 140-150km bez jedzenia a na liczniku było już ponad 200. Pakowanie w siebie batonów i izo za dużo nie daje bo już za późno, doczołguję się jakoś do PK4 gdzie czeka ciepły bufet w postaci rosołku i schabowego z ziemniaczkami, którego nie mogę sobie odmówić choć powinienem. Do następnego pk jadę sam i nic ciekawego po drodze nie ma, no może oprócz fantastycznej ddrki na wjeździe z Augustowa. Schabowy z ciepłego bufetu tradycyjnie zapchał kichy i powoli się trawi, energia z batonów i bananów czeka w kichach na swoją kolejkę więc tempo jazdy spada a wraz z nim miejsce w klasyfikacji. Na pk5 w Sejnach melduję się chwilę po jakiejś grupie. Jest to dokładnie półmetek maraton. Przy bufecie wszyscy jacyś odmienieni, uśmiechcnięci i nawet jakby cieplej się zrobiło :) Chwilę rozmawiam z nimi i czym prędzej się zwijam w trasę bo zaczyna się ściemniać a zapasowe baterie mam na nastepnym Punkcie. Po drodze podpina się jakieś 20m za mną koleś z kategorii solo, któremu przednia lampka wysiadła. Nie wiem jakim cudem przeżył on zjazdy do Rutki Tartak z prędkością 50-60km/h widząć tylko moją lampkę. Na przepaku ubieram na siebie wszystko co mam na chłodniejszą pogodę, zabieram akumulatorki i jadę dalej, postanowiłem nie spać. Od tego momentu na trasie mijam się już tylko z jedną grupą chyba z Wrocławia. Raz oni wyjadą wcześniej z PK raz ja. Po numerach startowych widzę, że mam nad nimi 30minut przewagi więc mi to pasuje. Dopiero na 480km łapie mnie konkretny kryzys. Wzrok słabo ostrzy, o zakrętach muszę myśleć sporo wcześniej żeby nie przestrzelić, zatrzymuję się na przystanku i przytulam czoło do siodełka. Przebudza mnie traktor 10 minut później, jest już lepiej, robię sobie szybki strzał z kofeiny z colą i lecę dalej. Udaje mnie się nawet znowu dojść tą samą grupę na kolejnym PK. Wyjechałem w swoje rejony więc prędkość trochę wzrasta i zaczynają znowu wpadać pucharki :) Chwilę po 12 wjeżdżam na swój rodzimy PK w Lidzbarku Warmińskim przy gromkich brawach obsługi z rowerowego stowarzyszenie. Za chwilę pojawiają się też 3 wozy strażackie na sygnałach

    pokaż spoiler Niestety nie do mnie, był alarm na termach warmińskich :)

    Do mety już tylko 50km, 560km w nogach, nie wiem skąd siły na ten ostatni odcinek ale cisnę z dobrą średnią powyżej 30. Meta o 15:04 po 29h39m, a więc w limicie, który sobie ustaliłem. Jem świniaka,wypijam pół piwa po którym dostaje drgawek i idę do namiotu odypiać. Na wszelki wypadek nastawiam budzik, żeby nie przegapić powrotu innych wykopków. Wspaniały to był wyjazd, pewnie pojadę go jeszcze raz :)
    Poniedziałek - powrót do domu https://www.strava.com/activities/1675625273

    W końcu udało się przejechać pierwsze ultra. Pomysł na dłuższe wyjazdy zrodził się w głowie po przeczytaniu wpisu @metaxy o przejechaniu 444km wokół komina. Później utwierdzały w nim i motywowały do pracy wpis z wyjazdów @hipek99,którego już chyba nie ma na wypoku, wyprawy @byczys a, @fixie - czemu już nie opisujesz tras? No i @mortal84 owe hasanie po górach i zaporach. Dzięki Mireczki za motywacje.
    #wykoptribanclub

    W tym tygodniu to już 718km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km #600km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    836 - 312 - 305 - 268 - 225 - 207 - 78 - 64 - 31 - 63 - 28 = -745

    Dystanse z wyprawy + jakieś śmieci, bo równik się kończy. Niestety po wyprawie, a przed Alpami mam praktycznie zero czasu. Jeszcze dziś jadę po nowy aparat, bo stary w zasadzie umarł, więc będzie dwieście i pewnie do soboty jak dojedziemy nad Gardę spokój. A wpisy z wyprawy po prostu wrzucę pod swój tag na spokojnie.

    Heh, miał się kończyć, a go skończyłem.

    #rowerowyrownik #100km #200km (nr 13, 14, 15) #300km (nr 8 i 9)
    pokaż całość

  •  

    13 503 - 401 - 4 = 13 098

    Przy okazji wyprawy @metaxy ego dookoła Polski napomknąłem @Mortal84, że planujemy wraz z #rowerowywroclaw pojechać do Warszawy trasę ~350km. Ten zasugerował, że nie zaszkodziłoby dokręcić do 400km. Przyznam, myślałem nad tym, ale bardzo mnie bolała myśl o wstawaniu o patologicznej godzinie. Niemniej postanowiłem dać sobie szansę i wstać wcześniej niż trzeba było.

    Budzik budzi mnie o 02:10, 40 minut później wsiadam na rower. Kieruję się na wylotówkę na Opole, gdzie łapię pierwsze kilometry, potem zmierzam w kierunku Gaju, gdzie o 03:50 zgarniam @kolkohyt. Razem lecimy na Psie Pole, by ostatecznie o 04:20 (#pdk) wraz z resztą reprezentatów #rowerowywroclaw - @cherrycoke2l i @krzysiekdw ruszyć na Oleśnicę, Syców. Drogi dość mokre, głównie dzięki chmurze, która przed nami uciekała. Mimo wczesnej pory pojawił się już jakże pożądany wiatr zachodni, który będzie nam towarzyszył do końca dnia. Niespecjalnie się starając trzymamy tempo 30-32km/h. Z rytmu wybudza nas mokra szyna w Bralinie, na której cherry i kolkohyt driftują, a Krzysiek szlifuje. Szczęśliwie bez strat, choć nadgarstek Krzyśkowi dokucza do końca trasy. W Lututowie pierwsza setka, pierwszy postój. Mały bufet i lecimy do Zduńskiej Woli na śniadanko w McD. Apetyty i zmęczenie okazuje się większe od przypuszczanych, wobec czego spędzamy tam ponad pół godziny. Kawałek za Łaskiem spotykamy @mosci_K, który niemal od razu rusza do przodu i nadaje dobre tempo. Żwawo przejeżdżamy przez aglomerację łódzką, by w Brzezinach spotkać pozostałych wysłanników #rowerowalodz - @sargento i @Zelazko_MPM. W ten sposób w 7 osób zmierzamy na Jeżów, Skierniewice, przed Kamionem przekroczyć granicę woj. łódzkiego i mazowieckiego. W lesie w okolicy Puszczy Mariańskiej mijamy atrakcje wątpliwej jakości i moralności ( ͡° ͜ʖ ͡°), pod Żyrardowej dość poważny wypadek, a w samym Żyrardowie wpadamy do McD na kolejny postój. Na liczniku ponad 300km, czuć nieco zmęczenie, ale grupa dzielnie jedzie. Potem na trasie czekają Grodzisk Mazowiecki i Nadarzyn. Czeka też @mmichal, ale czeka też pociąg o 19, wobec czego skupiam się na trasie, która nas wiedzie jakimiś dziwnymi rondami, przez co kolegi w ogóle nie zauważam (i on nas też ( ͡° ʖ̯ ͡°)). Za Nadarzynem do samej Warszawy już tylko drogi serwisowe. Za zgodą grupy odrywam się od niej, by jechać samemu mocniejszym tempem i gdzieś dozbierać brakujące kilometry, tak by również na pociąg o 19 zdążyć. Jednak popełniam błąd, szukając jakichś ładnych dróg na Okęciu do dokręcania, przez co na Centralnym stawiam się na 5 minut przed odjazdem, bez biletu i dwóch kilometrów (╥﹏╥) Zrezygnowany, kręcę się wokół Pałacu Kultury, placu Grzybowskiego, by w gdzieś w tamtej okolicy skończyć nagrywanie trasy, coby bateria nie zdechła. Na Centralnym w McD łapię Łodzian, którzy uzupełniali kalorie i poratowali mnie odrobiną prądu z powerbanka. Kupuję bilet powrotny i czekam na pociąg o 23. We Wro jestem o 5, przebitka przez puste miasto i spać.

    Podziękowania:
    Dla brygady #rowerowywroclaw - @krzysiekdw, @cherrycoke2l i @kolkohyt - która dzielnie mnie wspiera i znosi moje humory i pomysły na coraz dziwniejsze trasy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Dla brygady #rowerowalodz - @sargento, @Zelazko_MPM, @mosci_K - za przybycie, wsparcie psychiczne i fizyczne. Super się jechało w takiej atmosferze z taką grupą :D
    Dla @mmichal - za wyjazd i próbę znalezienia nas w Nadarzynie. Za rok (a może prędzej? :)) damy Ci drugą szansę ;D
    Dla @masash - za super (w mojej opinii) trasę wjazdu do centrum Warszawy. Drogi techniczne świetne, ale najbardziej mi się podobała jazda pustymi ulicami Wawy, bez konieczności zjeżdżania na ścieżki rowerowe.

    Dla osób, które to przeczytały - też podziękowania przysługują :D

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    #rowerowyrownik
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20180623_191325_HDR.jpg

  •  

    14640 - 360 - 5 = 14275

    Życiówka do Warszawy połączonymi siłami #rowerowywroclaw – @Dewastators, @kolkohyt, @krzysiekdw oraz #rowerowalodz @mosci_k, @sargento i @Zelazko_MPM.

    Wczorajszy dzień był niemal idealny na taką wyprawę – długi (!), wiatr przeważająco zachodni ( ͡° ͜ʖ ͡°), temperatura rzędu kilkunastu stopni (dla mnie idealna) i prawie bez deszczu z chmur – był tylko taki spod kół, gdyż jechaliśmy za deszczem.

    Z domu wyjechałem o 3:30, szybki tranzyt po pustym Wrocławiu i DK98 na Psie Pole, gdzie się zebraliśmy i niesieni wiatrem pojechaliśmy przez Oleśnicę, Syców, Kępno. Po drodze znaleźliśmy portfel z dowodem osobisty, który przed chwilą oddałem na policję oraz nieciekawy przejazd kolejowy, gdzie część z nas „potańczyła” na torach, a część zaliczyła glebę. W Zduńskiej Woli zrobiliśmy przerwę na ofertę śniadaniową Maca, której wcale nie szkaluję, bo są w niej placki ziemniaczane, jajka i boczek. Same dobre rzeczy. Pod Łaskami dołączył do nas @mosci_k.

    Do Łodzi nie wjeżdżaliśmy, ale przejechaliśmy przez Pabianice, gdzie duże wrażenie zrobił na mnie kościół NMP Różańcowej. Bardzo ładny neogotyk, szkoda, że nie było czasu na zdjęcie. W ogóle w tym mieście jest ciekawa zabudowa.

    W Brzezinach dołączył do nas reszta #rowerowalodz i już wspólnie przekroczyliśmy granicę województwa (ósme, które zaliczyłem na rowerze).

    https://i.imgur.com/ILyRuXN.jpg

    Kolejna przerwa na maca w Żyrardowie, gdzie już powoli zdychałem i czekałem na śmieciarkę, ale na szczęście wróciły siły na ostatnie 60 km i cyk, jestem pierwszy raz w życiu w Warszawie.

    Mocne wrażenie robi panorama wieżowców:
    https://i.imgur.com/SdANIXo.jpg

    Niestety mimo że w końcu udało mi się dotrzeć do Warszawy, to poza Aleją Krakowską, dworcem i PKiN-em nie zobaczyłem absolutnie nic, bo do pociągu zostało tylko 20 minut. Stąd mój niedosyt, bo marzyłem o zdjęciu pod Kolumną Zygmunta. Trzeba będzie to poprawić ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    5 km to powrót z dworca PKP we Wrocławiu do domu.

    I jeszcze nostalgicznie. Z okazji tej wyprawy piję właśnie ostatnia #cherrycoke (z cukrem) z butelki :< Kiedyś zawsze po rowerowych eskapadach czekała na mnie taka zimna, pyszna, prosto z lodówki. Pisząc ten post doświadczam tego po raz ostatni.

    pokaż spoiler Na pocieszenie/inną okazję zostały jeszcze trzy puszki.


    W tym tygodniu to już 406km!
    #rowerowyrownik #ruszwroclaw #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    16756 - 544 - 21 = 16191

    Maraton Podróżnika 2018

    Był to mój trzeci start w MP, a że jest to impreza która bardzo przypadła mi do gustu, to wziąłem udział, pomimo że w tym roku do bazy zawodów było daleko (prawie 600 km od domu) i zaplanowana trasa była generalnie płaska i bez gór. Z drugiej strony właśnie to, że maraton odbywa się zawsze w innej części Polski jest dla mnie dużym plusem - nie lubię jeździć tego samego :)

    Na miejsce jedziemy wraz z małżonką samochodem. Również po raz trzeci pomaga ona w organizacji, odprawiając zawodników na starcie i oczekując ich powrotu na mecie z medalami ;) Na miejscu jesteśmy dzień przed startem po południu, więc jest jeszcze czas na rozmowy ze znajomymi. Robię tez mały rekonesans okolicy na rowerze, przy okazji sprawdzając czy rower nie doznał jakiejś usterki podczas transportu samochodem. Asfalty w okolicy są kiepskie, ale to tylko przedsmak tego co nas będzie czekać.

    Pogoda zapowiada się dosyć dobra, choć zapowiadane temperatury są dla mnie trochę za wysokie. No ale najważniejsze, że ma nie padać.

    Startuję w przedostatniej grupie o godzinie 8:30. Dosyć szybko odłączam się od reszty i jadę sam. Już po około pół godzinie dogania mnie ostatnia, najmocniejsza grupa, która wystartowała 5 minut po nas. Podpinam się pod nią, ale po może 10 km odpuszczam, bo tempo jest tam bardzo wyżyłowane, pomimo naprawdę kiepskich nawierzchni. Lecą na urwanie karku i dodatkowo całość jest strasznie szarpana. Jadąc za kimś kilka razy wpadam w dziurę. To nie dla mnie ;)

    Po pewnym czasie dogania mnie Daniel Śmieja (organizator zamieszania o nazwie MRDP) i jedziemy wspólnie. Doganiamy sporo osób z startujących wcześniej, i powoli tworzy się nam nowa grupka, która jednak po podkręceniu tempa trochę się klaruje. Jedziemy z Danielem i jakimś kolegą, któremu towarzyszy kolega w samochodzie. Daniel informuje go, że taka pomoc jest zakazana regulaminem i żeby poinformował organizatorów o tym fakcie, bo będzie niesmak na mecie. Twierdzi, że nie jedzie dla medalu, tylko że chce pierwszy raz przejechać taki dystans.

    Po pewnym czasie doganiamy Maćka Skowronka i dłuższy czas jedziemy we trzech. Krajobrazy Pojezierza Zachodniopomorskiego cieszą oko, jest tu spokojnie i ruch samochodowy niewielki. No bo kto z własnej woli chciałby tłuc się po takich dziurach ;) Upał doskwiera już mocno, choć sytuację ratuję dość gęsto obsadzone drzewami drogi. Bidony wysychają szybko więc w Tychowie robimy kilkunastominutowy postój w sklepie. Po pewnym czasie Maciek zostaje trochę z tyłu, a na którymś z niewielkich podjazdów gubię też Daniela, jednak tuż przed Mielnem dogania mnie i odcinek nadmorski przejeżdżamy wspólnie. Nagle, pomimo że jest godzina 14 i pełne słońce, robi się... zimno. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. Temperatura była niższa spokojnie o 10-12 stopni.

    Niedługo po tym, jak droga trasa wywija się w kierunku południowym, wypadają mi z kieszonki okulary i Daniel mi odjeżdża. Doganiam go, a że idzie dobrze, to wyrywam do przodu. Ostatnie 30 km przed punktem żywnościowym jest ciężkie. Jest to najcieplejsza pora dnia, a teren jest odkryty, więc tempo gwałtownie leci w dół i jadę siłą woli ;) Ale jak widać nie tylko mi to daje w kość, bo nikt mnie w tym czasie nie dogania.

    Na punkcie w Polanowie jest kilka osób. Ekipa go obsługująca sprawnie podsuwają mi pod nos porcję makaronu z mięsem, który jednak początkowo odpycha mnie. To z pewnością ze względu na upał i wycieńczenie. Wyjadam sam makaron, ale pod koniec wciągam jednak całą resztę, bo robi się lepiej :) W międzyczasie dojeżdżają inni, m. in. Daniel, Maciek, Wilk i słony Emes ;). Daniel rusza w dalszą drogę dość szybko. Ja uzupełniam bidony i startuję razem z Wilkiem. Jedziemy dość spokojnie i dyskutujemy o North Cape 4000 w którym również bierze udział. W pewnym momencie luzuje mu się sztyca siodełka, więc zostaje trochę z tyłu. Przejeżdżam przez jeden z najgorszych odcinków trasy. Asfalty to dramat i to jest moment, gdzie dla mnie miarka się przebrała i jadę wkurzony, bo to nie są incydentalne odcinki, tylko po prostu większość dotychczasowej trasy wygląda źle.

    W Miastku postanawiam zahaczyć o Biedronkę, ale nie był to dobry pomysł, bo pani przy kasie przede mną z wielkimi, chyba zapomniała że nie ma pieniędzy na koncie. Postanawia szybko podejść do bankomatu, w czasie gdy my stoimy i czekamy. Wraca, stwierdzając że jednak nie ma pieniędzy ;) W tym czasie wyprzedza mnie Wilk. Po pewnym czasie, jadąc już po ciemku, rozpoznaję jego wysoko zawieszoną na plecaku lampkę, więc mam motywację by gonić. Udaje się i jedziemy znów wspólnie, a po chwili wyprzedza nas Daniel, który przed chwilą zrobił zakupy w Czarne i stwierdza że jedzie pozostałe do mety 200 km bez przerwy. Jedziemy w trójkę, jednak po pewnym czasie zaczyna mi doskwierać coraz bardziej ból pleców. Gdy dodatkowo robi się chłodniej, postanawiam się zatrzymać, założyć dodatkową warstwę i zrobić kilka skłonów.

    W Wałczu planuję postój na stacji, bo mam ochotę zjeść na szybko coś ciepłego. Po dotarciu na miejsce spotykam siedzącego na zewnątrz Wilka, który jednak informuje mnie, że nic na ciepło nie ma. Jestem trochę zawiedziony, ale postanawiam poszukać dalej. Znajduję stację BP, do której trzeb zjechać kilkaset metrów z trasy, ale to była dobra decyzja, bo mają wszystko czego potrzebuję :)

    Po posiłku i zakupu prowiantu na drogę, ruszam w noc, ale jako że jest 3 nad ranem, to zaczyna mnie mulić na spanie. Jazda mi nie idzie i tylko kombinuję gdzie się tu przyłożyć do snu. Próbuję nawet drzemki przy drodze, ale niewiele mi to daje i jedzie się kiepsko, bo dosłownie zasypiam na rowerze. Nagle niespodziewanie wyprzedza mnie Maciek Skowronek. Jestem zdziwiony, bo na poprzednim punkcie kontrolnym miałem nad nim prawie godzinę przewagi! Dodatkowo wyrywa do przodu i widzę jego coraz mniejszą postać, oddalającą się ku horyzontowi. To tylko mi uświadamia, jak bardzo nieefektywnie zacząłem jechać. Tak być nie może, więc postanawiam spiąć się jak tylko potrafię i zaatakować ;) Po dłuższym pościgu doganiam koleżkę, a senność trochę ustępuje. Znów jedziemy wspólnie i dyskutujemy. Do mety pozostaje około 80 km, więc postanawiam pociągnąć to do końca, bo już mnie ta jazda zwyczajnie nudziła ;) Po pewnym czasie mijamy Wilka, który chyba wymienia z kimś dętkę na poboczu. Maciek trochę słabnie i zostaje z tyłu. Ja podkręcam tempo jak tylko mocno potrafię, ale Maciek jednak nie próżnuje i cięgle mam go w zasięgu wzroku za plecami. Widzę że odżył, więc postanawiam na niego poczekać i na metę zajeżdżamy wspólnie. W końcu, mam nad niem 10 minut przewagi, bo startował w grupie 10 minut przede mną ;)

    Na mecie czeka Żonka, która wręcza mi medal :) Siedzę tu jeszcze dobrą godzinkę, w czasie której zjeżdża jeszcze kilka osób.

    Ostatecznie dystans 544 km udaje mi się pokonać w czasie 22 godzin 43 minut, co daje mi 17 miejsce na 68 osób startujących, z czego 11 osób nie ukończyło całości trasy. Kolega ze wsparciem w postaci samochodu dojechał na metę i poinformował o tym fakcie organizatorów, jak polecił mu Daniel. Mimo wszystko pamiątkowy medal dostał, choć na liście wyników ma wpisaną dyskwalifikację.

    Podsumowując, zadowolony jestem z wyniku, choć trasa mnie bardzo umęczyła. Przede wszystkim wspomniana jakość nawierzchni dała mi w kość. Pozostaje pewien niesmak, bo puszczać ludzi na rowerach szosowych w taką trasę to gruba przesada. Przede wszystkim szkoda sprzętów. Mój niestety ucierpiał, bo w przednim kole na prądnicy pojawiły się spore luzy, co mnie martwi w kontekście startu z nim w North Cape 4000. Na szczęście towarzystwo i ogólna organizacja nadrobiły i ogólne wrażenie jest pozytywne :)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1628518043

    #byczysnarowerze

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

  •  

    29079 - 402 = 28677

    W końcu zebrałem się i pobiłem swój stary rekord wynoszący 337 km w 24h, ustanowiony chyba z 10 lat temu. Na starej kolarce, bez specjalnej formy wraz z kumplem wybraliśmy się z Łańcuta w Bieszczady (Smerek) i z powrotem. Tym razem postanowiłem przekroczyć magiczną barierę 400km. Wyruszyłem o 12.22 z okolic Łańcuta. Najpierw etap "górski" w stronę Dynowa, tu odbiłem na Domaradz i przez Czarnorzeki zjechałem do Krosna. Tu stuknela pierwsza setka. Przed Jasłem obiadokolacja, później w stronę Pilzna po lewej stronie Wisłoki. Zrobiło się już ciemno, w Mielcu koło 1 w nocy drugą setkę miałem za sobą. Przed Mielcem na przystanku zostawiam bidon - zorientowałem się kilkanaście km dalej, więc już po niego nie wracałem. Chwila przerwy w mieście, i dalej jazda w stronę Leżajska przez Kolbuszowa i Sokołów. Na tym etapie zacząłem czuć mięśnie u nóg, przez jakieś 50km i chyba się przyzwyczaiłem :) w Leżajsku na Orlenie jestem po 6 rano, jem kanapki i pije herbatkę, bo w brzuchu już mi się przewalało od dwóch godzin. W okolicy Ożanny jest 300 km i 7 rano. Mam dylemat, bo już stąd wracam do domu i rekord pobity. Psychika siada i zmęczonym coraz bardziej. Miałem jechać na Tarnogród i stamtąd w stronę Łańcuta, ale stwierdziłem że pojeżdżę po znanej okolicy i tak spróbuje dobić do 400. Mam 5 godzin, stówę do zrobienia i najchętniej to bym się kimnął pod drzewkiem w lesie. No ale jadę, spokojnie, staram się trzymać średnią 20km/h - powoli bez zatrzymania się. Tak dojechałem do okolic Jarosławia - tutaj złapałem wiatr w plecy i kręcąc się jeszcze po okolicy dojechałem do domu, gdzie byłem o 12.10 z wynikiem niemal 403km.

    W tym tygodniu to już 402km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #300km #400km #rower #podkarpacie
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: s6.ifotos.pl

  •  

    45565 - 24 - 300 = 45241

    24, czyli wyjazd po @metaxy'ego. Początkowo chciałem się zebrać wcześniej, wyszłoby wtedy pewnie około 70 km, z czego połowę z metaxym, ale się nie udało. Napisałem, że wyjeżdżam, ubrałem się, wyglądam przez okno i przed oczami widzę nieciekawą chmurę wobec czego postanawiam zaczekać jeszcze kilkanaście minut. Okazuje się, że na dobre, bo leje jak z cebra ponad godzinę. Kiedy wreszcie ustaje, @metaxy jest już pod domem, więc czym prędzej wyjeżdżam i razem udaje się przejechać nieco ponad 10 km.

    300, czyli zaliczanie okolicznych gmin z @metaxy.

    Wstajemy o 6, jemy śniadanko i startujemy około 7:30. @metaxy zapowiada, że o suchym tyłku nie uda nam się przejechać, a ja mam tylko ultralighta, bo ochraniacze schowane gdzieś głęboko w szafie. Śmigamy sobie spokojnie uprawiając pogaduszki.

    W Jerazalu nakazuję się zatrzymać na szybkie zdjęcie przy ławeczce. Ruszamy bez zbędnej zwłoki, by dalej uciekać przed frontem. W okolicach Cegłowa łapie nas jednak pierwszy deszcz, ale już za Mińskiem udaje nam się wyjechać z chmur bez skorzystania z ultralightów. Czynimy celowo dłuższy popas w sklepie, żeby front się nieco od nas oddalił. Tradycyjnie napotykamy koniec asfaltu, ale odcinek jest stosunku krótki, a żwirówka ubita. Na jej końcu czeka na nas @gato, któremu uciekliśmy w Siennicy.

    Dalej śmigamy niezbyt szybko, żeby nie wjechać we front aż do McD w Sulejówku. Ponownie przydługi postój, aby deszcz się oddalił i mkniemy 17-stką aż do Garwolina na kole @metaxy'ego. Po drodze opuszcza nas @Gato. Mój pierwotny plan również zakładał opuszczenie @metaxy'ego w tej okolicy. Za Garwolinem czynimy postój na lody, gdzie zaczynam czuć że z moich brzuchem nie jest wszystko w porządku...

    Dalej jadę już tylko na kole, a potem byle dojechać do Żelechowa na stację. Tam staję się blady niczym śmierć, mówię żeby @metaxy nie czekał na mnie, a ja zadzwonię po wóz serwisowy. W tym momencie miałem najechane 215 km, więc życiówki niestety nie byłoby. Mimo wszystko spędzam trochę czasu na stacji i zaczynam czuć się lepiej. Żegnam się z @metaxy, zjadam jeszcze hotdoga i ruszam w drogę do domu. Na szczęście wóz serwisowy po mnie jeszcze nie wyjechał.

    Przejeżdżam kilka kilometrów i wszystkie dolegliwości mijają jak ręką odjął, więc w głowie układam trasę na dokrętkę do 300 km, coby nie robić pętel wokół domu. Wracam w całkiem niezłym tempie. Łapie mnie tak potężny głód, że zjadam wszystkie zapasy z kieszonek. W domu melduję się kilka minut po 21 z życiówką tak jak obiecał @metaxy, poprawioną o prawie 80 km.

    W domu pożyczam ślad GPX od Sulejówka do Żelechowa z endo @metaxy, bo Garmin postanowił namalować linię prostą...

    W tym tygodniu to już 324km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km #jechalemzmetaxy
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: jechalem-z-metaxy.jpg

  •  

    66988 - 380 = 66608

    Pacan w Pacanowie

    "Długości i szerokości"

    Ktoś pewien mi tak pożyczył przed wyjazdem, a że długości wszelkiego rodzaju lubię, to wybrałem drugą, nieco dłuższą wersję trasy.

    Pobudka o 24 w piątek/sobotę, niespieszna kawa, lekkie śniadanie żeby żołądka nazbyt nie obciążać i chwilę po pierwszej w nocy ruszam.
    Do Olkusza trochę ciemno, trochę straszno ale gnam niestrudzony. W Srebrnym Mieście przywitał mnie dosyć niespodziewany, momentami mocny ale szczęśliwie tylko chwilowy deszcz. Wkładam kurtkę przeciwdeszczową, pod drzewem na drodze krajowej (obok, drzewa zwykle nie rosną na drogach:)) przegryzam batonika i jadę dalej. W Sułoszowej już względnie sucho. Zjeżdżam na Białą Drogę bo trzeba jak się tamtędy jedzie. Chwilka na zdjęcie pod Joshua Tree (które nie wyszło) i gnam dalej.

    Słońce niemrawo wychyla się ponad horyzont już w Świętokrzyskim. Spada też dość mocno temperatura.Jadę sobie bocznymi drogami, podziwiam malowniczy wschód i staram się sobie przypomnieć na którym kilometrze mam Pacanów (na 168, dla jasności:)). Tam też spotykam starszego jegomościa, Krakusa podobno, na wywczasach, na bardzo wiekowym rowerze. Zamieniamy kilka słów w drodze do Pacanowa i na rynku (choć bardziej to park jest, ale nie bądźmy drobiazgowi) się rozstajemy. Szybkie zdjęcie Koziołka Matołka (bo taki też był cel podróży, a grunt to wyznaczyć sobie punkt na mapie i tam dojechać) i jadę dalej, na południe. W Szczucinie grzeje już dosyć mocno więc ściągam od razu dwie warstwy ubrań i jadę dalej. Znajomy podpowiedział żeby na dwusetnym kilometrze odbić do Zalipia (czy Podlipia, mniejsza z tym) pooglądać malowane domki bo ładne. Cóż, domki są, malowane nawet, ale ze sztuki ludowej zdecydowanie wolę jakąś, powiedzmy, Zuzannę która w stroju krakowskim (może być niepełny)... ubija masło albo co... :)

    Tamte tereny mają to do siebie że są płaskie jak... No, równe są więc można solidnie przycisnąć. Cisnę więc ile wlezie, ale prawdziwa zabawa zaczyna się kiedy zaczynają się skromne, upstrzone zbożem i innymi alkoroślinami fałdki. Fałdki lubię bo zawsze to jakaś odskocznia od płaskiego horyzontu, więc gnam. Im bardziej zbliżam się do stolicy (Kraków) tym fałdki większe, zjazdy też przyjemne. Przyznaję że pomimo ustalonej trasy, za Krakowem, w pobliżu Krzeszowic trasę dobierałem już tak żeby zrobić ze trzy duże ale łagodne podjazdy bo z nogami coraz ciężej się współpracuje. Upał też daje się we znaki i łapię się na tym że nie do końca pamiętam fragmenty trasy. Poza tym momentami jadę jak zombie. W Rudnie robię najdłuższą przerwę, uzupełniam wodę, polewam się wodą, zjadam coś na szybko i stamtąd jadę już bez pauz do samego Jaworzna.

    Gmin trochę weszło, ale jeszcze nie policzyłem. Ponad 15 godzin w siodle. Jest moc:)

    W tym tygodniu to już 442km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    77098 - 41 - 24 - 19 - 53 - 222 - 107 - 73 - 304 - 24 = 76231

    Podsumowanie od 29. maja do 4. czerwca
    41, 19, 24 - zsumowane pracodomy
    23 - przedpracowa szlajanina
    53 - babska ustawka
    222 - z #szosowawarszawa po #rowerowykrakow gdzie kilkukrotnie się gubię i odnajduję;)
    107 - Odprowadzić @metaxy'ego, @Mortal84'a i @Cymerek'a żeby móc znów napisać że #jechalemzmetaxym i bo to fajne chłopaki;)
    73 - szlajanina z @theDOG'iem czyli na gofry i pooglądać chłopaków i dziewczyny grających w bike polo.
    304 - na 287. kilometrze chojraczę na betonowych płytach i zaliczam porządną glebę ale ostatecznie robię życiówkę w towarzystwie @theDOG'a, który pozwolił mi jechać moim tempem (średnia 27km/h) i udowodnić sobie, że mogę nie umierać po takim dystansie jeśli tylko nie gonię;)

    W tym tygodniu to już 867km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #100km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: trzysta.jpg

  •  

    80510 - 442 = 80068

    Wyprawa "dookoła" Polski: dzień I (31.05.2018)

    Czyli 20+ Krakowiaków i 10+ Warszawiaków

    Wspaniała była to jazda nie zapomnę jej nigdy. Tłusta czterysetka na początek wyprawy z #krakow do #warszawa.

    Nie będę się rozwodził jak sprawa wyglądała, bo wielu już relację napisało, więc mieliście okazję poczytać u innych kto gdzie i kiedy.

    Cieszy mnie niezmiernie, że udało się zmobilizować ponad 20 osób z Krakowa i "okolic" oraz około 10 z Warszawy do wspólnej jazdy. Cieszy, że zdecydowana większość trasę tę ukończyła w całości. Większość nawet w dobrym zdrowiu i stylu.

    Ja sam przez ponad 200km walczyłem z mdłościami na konkretnym poziomie, więc wspomnienia z drugiej połowy orbitują głównie wokół starań żeby komuś nie zrobić nowego wzoru na plecach w kształcie mocno nieregularnym. Na Centralnym w Warszawie o mało nie dołączyłem do żuli rzygających to rabatek. Obyło się bez większego faux pas, choć wymagało to kolosalnej ilości silnej woli. Poza tym jechało się rewelacyjnie. Mnóstwo rozmów, śmiechów i wszystkim należą się podziękowania, że chciało im się mi towarzyszyć. Szczególnie chłopakom, którzy dojechali z Tarnowa, Rzeszowa, Kielc i ogólnie daleko od Krk czy Wawy. Oraz @rdza i @theDOG za gościnę dla mnie i @Mortal84.

    Za rok "tradycyjny" wypad do Warszawy będzie miał 500km, cobyście mogli poprawić swoje życiówki. A większość obecnych poprawiła też swoje w tym wypadzie.

    Dla kronikarskiego obowiązku próba wpisania wszystkich obecnych Wykopków. Dzięki Wam i gratulacje wyników. Do zobaczenia za rok na 500km lub wcześniej jeżeli życie pozwoli.
    @Cymerek @wspodnicynamtb @mihal34 @pe__pe @banan77 @kiwacz @libejro @Wilier @zukikiziu @Baczy @mosci_K @Mortal84, @makyo, @MordimerMadderdin @radoslaw-szalkowski @masash, @mikkeler, @oskar1100, @theDOG i @tytyrytek @negrobella @sosna119 @rdza @edicsson.

    Jeżeli kogoś pominąłem to nie bijcie. Lub tylko trochę.

    Strava

    #100km #200km #300km #400km (nr 2) #metaxynarowerze #rowerowyrownik
    pokaż całość

  •  

    84279 - 370 - 233 - 103 = 83573

    Czwartek
    Start wyprawy @metaxy "dookoła" Polski jak zawsze zaczyna się do Warszawy. W tamtym roku towarzyszyłem i w tym roku też postanowiłem, chociaż @metaxy nie ułatwił zadania, bo wyznaczona trasa przebiegała dalej od Łodzi niż w roku ubiegłym. A więc wyjazd o 3 rano z Łodzi by samotnie przejechać ponad 150 kilometrów, przez Tomaszów Mazowiecki, Opoczno i Końskie, w okolice Skarżyska Kamiennej. Na szczęście wszystko szło bez problemów i do Suchedniowa, gdzie planowany był postój w najlepszej restauracji dla kolarzy, czyli McDonaldzie, dotarłem przed ekipą z Krakowa, więc mogłem się powoli toczyć w ich kierunków obserwując tracking na #endomondo. Oczywiście spotkania z @metaxy na trasie nie zaczynają się od cześć, a od sprintu powyżej 40 km/h - tak było w tamtym roku i tak było teraz.
    Docieramy do McDonalda gdzie w końcu można się przywitać i poznać nowe osoby - a peleton w tym roku okazała się naprawdę okazały - było ponad 20 osób. Gdy wszyscy się posilili ruszyliśmy dalej z krótkimi przerwami na stacjach w celach uzupełnienia bidonów. Za Radomiem podczas jednego z takich postojów dojeżdża #szosowawarszawa w składzie @masash, @mikkeler, @oskar1100, @theDOG i @tytyrytek. Ruszamy dalej do Warki gdzie czeka @rdza - po krótkim postoju lecimy już bez postojów do Warszawy by zdążyć na pociągi. Po drodze w okolicach Gassów dołącza jeszcze @negrobella - szczerze powiedziawszy nie wiem o co chodzi z tymi zachwytami z Gassami. Szybki przejazd ulicami przez Warszawę i docieramy pod Pałac Kultury. Udało się bez problemów zdążyć na pociągi.
    Pozdrawiam wszystkich z #rowerowykrakow @metaxy, @Cymerek, @wspodnicynamtb, @banan77 @mihal34 @Wilier @pe__pe @Mortal84 oraz @baczy i @mosci_K - na pewno wszystkich nie wymieniłem za co przepraszam pominiętych.
    Powrót pociągiem i około 22 melduję się w domu.
    Rekord życiowy poprawiony o ponad 80 kilometrów, a przy okazji rekordy życiowe w czasie przejazdu dla 50km, 50mil, 100km i 100mil.

    Piątek
    Start po 7 na dworzec Łódź Widzew by odebrać @Dewastators, który przyjechał pociągiem z Wrocławia, by potowarzyszyć chłopakom podczas ich wyprawy. Ruszamy przed 8 i planujemy przechwycić ekipę w Skierniewicach - czasu mamy dużo a @Dewastators chce zobaczyć trochę okolic, więc jedziemy bocznymi drogami po pagórkach zahaczając między innymi o kolejkę wąskotorową w Rogowie. W Skierniewicach mały postój na jedzenie i uzupełnienie zapasów i jako że mamy zapas czasu postanawiamy ruszyć do Bolimowa, gdzie czekamy na @metaxy. W sześcioosobowym składzie @metaxy @Mortal84 @Cymerek @mosci_K @Dewastators i ja ruszamy dalej fotografując po drodze parowóz i czołg w Skierniewicach, czołgi i samolot w Lipcach Reymontowskich i dalej przez Głowno, Stryków i Zgierz do Aleksandrowy, gdzie czekają pozostali z ekipy #rowerowalodz: @Zelazko_MPM @sargento i @sim_co. I takim 9 osobowym peletonem docieramy do Konstantynowa, gdzie chłopaki mają nocleg. @sim_co odprowadza @Dewastators na pociąg do Pabianic, @Zelazko_MPM towarzyszy @mosci_K do Lutomierska w jego drodze do domu, a ja z @sargento wracamy do Łodzi.

    Niedziela
    Wyjazd pociągiem o 5.21 do Kutna, by odprowadzić kawałek @Cymerek, który kończył wyprawę i wracał pociągiem z Warszawy do domu. Po 7.30 żegnam się z @metaxy i @Mortal84 i z @Cymerek ruszamy w kierunku Łowicza. Jechaliśmy spokojnym tempem +30km/h gadając i obserwując burzowe chmury po lewej strony. Jeszcze szybki postój w Maurzycach na zdjęcie z pierwszym na świecie spawanym moście stalowym i docieramy na Orlen w Łowiczu, gdzie łapie nas burza. Ponad godzinę musieliśmy przeczekać na stacji jak przestanie grzmieć i błyskać. Jako że czas naglił postanowiłem jechać już w kierunku domu pomimo deszczu, więc żegnam się z @Cymerek i ruszamy w swoje strony.
    I zaczął się koszmar - po zmianie kierunku wiatr który pomagał wcześniej zmienił się na #wmordewind, dodatkowo przez pierwsze 15 km padało, czasami też grad. Gdy przestało padać i udało się złapać jakiś rytm jechania złapałem kapcia przed samym Strykowem. Do wszystkich zainteresowanych - teraz opona jest założona zgodnie z kierunkiem ;) Później już tylko pagóreczki i melduję się zgodnie z zakładanym planem o 13.30 w domu na obiad.

    Jeszcze raz dzięki wszystkim za mój najlepszy rowerowy weekend w życiu - i liczę, że uda się chociaż z niektórymi spotkać w najbliższej przyszłości.

    P.S. chyba mogę dodać #jechalemzmetaxy

    600km w 2 dni

    #300km - numer 1
    #200km - numer 1
    #100km - numer 10

    #zaliczgmine - wpadło 31 nowych gmin

    W tym tygodniu to już 706km!
    #wykoptribanclub #rowerowyrownik #ruszlodz #100km #200km #300km #100km #200km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: YDXJ0245-01.jpeg

  •  

    91374 - 437 = 90937

    Wyprawa, dzień I, 31.05.2018

    Tradycyjna, coroczna trasa do Warszawy połączona ze startem wyprawy @metaxy'ego "dookoła" Polski. 

    Pobudka o północy, po niecałych trzech godzinach snu. Kawa, pokaźna porcja makaronu i o 1.00 można ruszać. Punkt wspólny mamy wyznaczony w Olkuszu. Po drodze zgarniam nowego kolegę ze Stravy, a kawałek dalej @makyo i Stefana.

    Na stacji na obwodnicy Olkusza meldujemy się po nieco ponad półtorej godziny, a kilka minut później zjawia się #rowerowykrakow w ok. 20-osobowym peletonie. Byli @metaxy, @Cymerek, @wspodnicynamtb, @mihal34, @pe__pe, @banan77. Z Jaworzna wcześniej przejechał @MordimerMadderdin. Niektórzy nawet dojechali pociągami do Krk, żeby z nami pojechać: @zukikiziu, @Baczy i @mosci_K. Reszty osób nie znam.

    Noc jest bardzo ciepła i bezwietrzna, jedzie się rewelacyjnie. Niektóre osoby odłączają się po drodze, bo robią krótsze dystanse. Czas szybko mija i po ok 200 km jesteśmy już w McD w Suchedniowie na drugie śniadanie. Dosłownie kilometr wcześniej spotykamy @radoslaw-szalkowski, który przyjechał z Łodzi. 

    Kilkadziesiąt km za Radomiem, podczas postoju na stacji spotykamy #szosowawarszawa, którzy wyjechali nam naprzeciw. Byli: @masash, @mikkeler, @oskar1100, @theDOG i @tytyrytek.

    Niekiedy jedziemy takimi zadupiami, że asfalt tam jest tylko z nazwy. Mazowieckie, ku@#&...

    Na postoju w Warcie dołącza @rdza, u której później będziemy nocować, a gdzieś w okolicy słynnych Gassów @negrobella.

    Już w samej Warszawie jedziemy prosto pod dworzec centralny, bo ludzie uciekają na swoje pociągi, a i tradycyjne zdjęcie z Pałacem Kultury i Nauki trzeba zrobić. Tam też spotkamy @edicsson, która zachęcona w poprzednim wpisie, przyjechała przybić z nami piątkę ;-)

    Od połowy trasy @metaxy był jakiś osłabiony problemami żołądkowymi, ale końcówkę to już ledwo żył. Zbieramy się więc czym prędzej i @masash prowadzi nas do @rdza. I dosłownie na trzysta metrów od jej mieszania przytrafia mi się gleba... Jakaś kobieta szła DDR-ką i chciałem ją ominąć z lewej strony. Niestety okazało się, że biała linia oddzielająca DDR od chodnika tak naprawdę jest kilkucentymetrowym krawężnikiem. Zdarte kolano, trochę ryj, obita dłoń, pęknięte okulary. W pierwszej chwili @masash myślał, że straciłem zęby, a to tylko kawałek białej oprawki poleciał na trawnik. Z rowerem na szczęście ok. Ze strat trwałych jedynie obdarty tylny zacisk.

    U naszej gospodyni jak zwykle wypas. Na starcie arbuz i piwo, żeby się nawodnić, a potem porządna kolacja. Dzięki Ci po stokroć! Myślę, że będę musiał jeszcze kiedyś przejechać, bo ciągle nie widziałem tego kota spod wanny :-D

    Więcej zdjęć na Stravie - https://www.strava.com/activities/1608633243

    #mortalszosuje - mój tag z relacjami z dłuższych tras.

    #rower #szosa #wykopcanyonclub #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 3)
    pokaż całość

  •  

    92737 - 420 - 314 = 92003

    I cyk rekordzik a nawet dwa :)
    Pierwszy - 420km
    Drugi - 734km w 46h

    Takiego peletonu z #rowerowykrakow długo nie zapomnę! Jesteście fajną, zgraną ekipą, bardzo przyjemnie się z wami śmigało po szosie :) Żeby nie faworyzować peletonu z Krakowa podziękuję również #rowerowawarszawa która wyjechała pomóc w dojechaniu do stolicy, dzięki! :) jak i również #rowerowalodz dodawaniu otuchy w chwilach kryzysu ;)

    Wszystkich Mirabelek i Mirków nie znam którzy uczestniczyli w peletonie ale:
    @metaxy @mortal84 @radoslaw-szalkowski @cymerek @dewastators @Baczy @zukikiziu @theDOG @rdza @wspodnicynamtb @sargento Dzięki za świetną jazdę :)

    Wspominając klasyka "Ja chcę jeszcze raz!"

    Statystyki:

    Dystans: 420 km
    Wertykalnie: 4126m(↑2019m/↓2107m)
    Czas: ◷14:30:09
    Średnie tempo: 2:04 min/km
    Średnia prędkość: 28,93 km/h
    Kalorie: 12866 kcal

    Dystans: 314 km
    Wertykalnie: 2101m(↑1052m/↓1049m)
    Czas: ◷11:54:28
    Średnie tempo: 2:16 min/km
    Średnia prędkość: 26,39 km/h
    Kalorie: 9380 kcal

    W tym tygodniu to już 734km!
    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: DSC_0109.JPG

  •  

    96229 - 301 = 95928

    Pierwsze #300 , miało być więcej kilometrów jednak słońce niszczyło mnie strasznie, chwilami kiedy asfalt po którym akurat jechałem był z tych ciemnych licznik pokazywał mi 41 stopni a przez 80km ani razu nie spadło poniżej 36. Jechałem sam i bałem się, że w końcu mnie odetnie. W dodatku logistycznie dałem dupy strasznie, nie sprawdziłem na street view całej trasy i 20km musiałem cofać bo trasa prowadziła ponad 18km przez las po piachu :(

    czas jazdy 12:40:45 , średnia 23.7km/h
    Temp minimalna 9 stopni (ruszałem o 3), max 41, średnia 25

    Dystans: 301 km
    Wertykalnie: 784m(↑390.4m/↓393.6m)
    Kalorie: 12179 kcal

    W tym tygodniu to już 301km!
    #rowerowyrownik #ruszwarszawa #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: 300km.jpg

  •  

    96722 - 370 = 96352

    Do Kielc!

    Wyjazd wraz z #rowerowyrownik i #rowerowykrakow

    Start przypadł przed trzecią z Olkusza gdzie umówiłem się z Mortalem i mięliśmy zaczekać na resztę. Ale że zacząłem dosyć mocno marznąć to postanowiłem kawałek wyjechać co by rozgrzać się conieco. Ekipę jadącą z Krakowa pod czujnym przewodnictwem @metaxy złapałem na wyjeździe z Kosmolowa (najpierw szum, później mrowie świetlików lamp rowerowych i cały peleton minął mnie nawet nie zauważając:D). Pojechałem za nimi na miejsce zbiórki gdzie czekał już @Mortal84 z kilkoma osobami.
    Prędko żeśmy się zebrali i pojechaliśmy. Przez Wolbrom po zachodniej stronie straszyła nas burza ale poszła bokiem.
    Wschód słońca na bezkresnych równinach Świętokrzyskiego wygląda absolutnie pięknie. Języki mgieł snujące się przy gruncie, czerwono-różowe chmury z majaczącą na horyzoncie czerwoną kulką słońca, sarny w polach... Wschody słońca są najpiękniejsze:)
    Przyznam że tempo było niezłe ale jakoś w grupie nie czuć tego zmęczenia, jedzie się zdecydowanie przyjemniej:) Zwłaszcza że grupa liczyła ponad 20 osób, za co wielki szacun i Wam wszystkim że jechaliście i wojownikom (Mortal i Metaxy) którzy całą tą ekipę zebrali...Panowie (i Pani @wspodnicynamtb) koondukt zacny. A ja się tak turlałem za nimi, to tu, to tam :) W Kielcach pojechałem już z powrotem do #jaworzno, zrobić życiówkę:)
    Nie sposób zliczyć wszystkich i zawołać po nickach, także nie czynię tego:)
    Panowie Mortal i Metaxy, szerokości na drodze i udanej wyprawy:)

    W tym tygodniu to już 370km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

    źródło: 1.JPG

  •  

    97445 - 416 = 97029

    Po dwóch latach w końcu sięudało z #rowerowykrakow wyruszyć na stolicę.

    o 21:44 pociąg z Kielc. Na dworcu już czekają na mnie @zukikiziu oraz @mosci_K . Szybka wizyta na jedzenie w KFC chyba to było, już nawet nie pamiętam i w drogę na miejsce zbiórki.

    Łącznie było ok 20 osób - jeśli ktoś wie ile dokładnie proszę o potwierdzanie.

    Jazda niesamowita. Tempo było mocne, na granicy tego abym dał radę. Prawdziwa jazda zaczęła się na ostatnich 200km. Było tak płasko, że grupa mknęła praktycznie non stop grubo ponad +30 km/h.

    Zdjęć nie mam, bo nawet nie było podczas jazdy kiedy zrobić, plecak na plecach sprawił, że wyciągnięcie telefonu na postoju było cudem, a co dopiero w trakcie jazdy.

    Udało się zdążyć na pociąg o 20:40 bo miał 10 min opóźnia, na mieszkaniu byłem o 24 także ponad doba bez snu i dało już się to odczuć.

    Na sam koniec, standardowo zdjęcie pod PKiN.

    @metaxy i @Mortal84 powodzenia w dalszej części trasy! Nie wiem z czego jesteście ulepieni, że dzisiaj kolejne takie dni przed wami i dacie radę. Podziwiam ;)

    Wszystkim obecnym dzięki za wspólną jazdę, krakusy to bardzo spoko ludzie!!!

    pokaż spoiler Jeśli ktoś ma zdjęcia to prosił bym bardzo za podrzucenie mi na PW (。◕‿‿◕。)


    Statystyki:

    Dystans: 416 km
    Wertykalnie: 2660.18m(↑1320.74m/↓1339.44m)
    Czas: ◷14:02:04
    Średnie tempo: 2:01 min/km
    Średnia prędkość: 29,63 km/h
    Kalorie: 8277 kcal

    W tym tygodniu to już 455km!
    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    97938 - 411 - 4 - 17 - 11 = 97495

    Kraków-Warszawa vol. 4
    Coraz dłuższa, coraz liczniejsza, coraz szybsza coroczna wycieczka do Warszawy. 15 godzin samego kręcenia korbą, kilka godzin postojów na jedzenie i dolewkę do bidonów, dużo rozmów, doborowe towarzystwo, trochę bólu, spalona skóra, upał (ale nie aż tak tragiczny jakby się wydawało;)), jedna okropna droga w Budach Augustowskich, zaskakująco mocno drętwiejąca dłoń, dwa kryzysy, Kotwica-Rodzynka klub, a finalnie dużo satysfakcji z życiówki! (ale też mały niedosyt, który może się uda "nasycić" jeszcze w tym roku)

    Jechaliśmy naprawdę pokaźnym peletonem #rowerowykrakow i goście:) @Cymerek @metaxy @banan77 @mihal34 @Wilier @pe__pe @Mortal84 @Baczy @mosci_K @radoslaw-szalkowski @zukikiziu i także tradycyjnie rowerowawarszawa @masash @Mikkeler @theDOG @rdza
    pewnie wszystkich nie wymieniłam bo było jeszcze z 15 osób, część usunęła konta, części nicków nie znam, ale dzięki wszystkim za towarzystwo!

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km #szosa
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: KrkWawvol4.jpg

  •  

    10000126 - 606 = 9999520

    Maraton Tour de Silesia 600 km

    Była to druga edycja maratonu, a że ubiegłoroczną wspominałem bardzo dobrze, to postanowiłem wystartować i teraz. Bo przede wszystkim blisko i znajome twarze ;) Wtedy dystans liczył 540 km i do lekkich nie należał. Dodatkowo po pierwszych 300 km mieliśmy wtedy w grupie średnią 34,4 km/h! W tym roku postanowiłem się aż tak nie zarzynać i starać się jechać swoje, czyli raczej solo. Ale parametry nitki wyrysowanej przez Pawła i Sebastiana (CFC Fan & Gustav) nie pozostawiały złudzeń, że będzie to sielankowa wycieczka po górach. Na pokonanie 600 km i około 7000m przewyższeń przewidziano limit 36 godzin. Postanowiłem po prostu przejechać całość w wyznaczonym czasie, po drodze jednak szlifując trochę dyscyplinę jazdy i postojów, która często u mnie kuleje, a będzie miała kluczowe znaczenie podczas startu w NorthCape4000.

    Na miejsce startu dojeżdżamy samochodem dobre 2 godziny przed startem, razem z kolegą z czasów technikum, którego namówiłem na sprawdzenie się na krótszym dystansie 350 km. Pierwsze grupy już startują, a my idziemy odebrać numerki itp. Dostajemy też worki na przepak. Początkowo zastanawiam się po co mi to i nie zamierzam nic nadawać na punkt w Prudniku, ale po namyśle postanawiam zrobić małe zakupy, by zaoszczędzić czas który musiałbym stracić w sklepie gdzieś na trasie ;) Spotykam wykopowego kolegę @Mortal84 a jakiś czas później witam się jeszcze z @fixie. Trochę gawędzimy, ale koledzy po kolei ustawiają się do startu i w końcu zostaję sam. Zajadam wielką porcję swojej mikstury i obserwuję jak towarzystwo stopniowo się uszczupla. W końcu odbieram lokalizator GPS, który przypina mi do ramy Paweł i ustawiam się z przedostatnią grupą, której start jest przewidziany na godzinę 9:00. Za nami startują już tylko kompletni wyjadacze, którzy walczyć będą o pierwsze miejsca.

    Ruszamy nieśpiesznie. Po kilku kilometrach jeden z zawodników wyrywa do przodu. Dla mnie tempo też jest zdecydowanie za powolne, ale postanawiam potraktować to jako porządną rozgrzewkę, by organizm wkręcił się na właściwe obroty. Mimo wszystko po kolejnych kilku kilometrach zaczyna mnie to męczyć i ruszam do przodu by jechać swoje. Gdzieś przed granica z Czechami, na horyzoncie za moimi plecami zaczyna majaczyć zarys grupki kolarzy startujących po nas ;) Gdy mnie dogania, podpinam się pod nią i wspólnie jedziemy kilkadziesiąt kolejnych kilometrów, po drodze wyprzedając sporo wcześniej startujących zawodników. Grupa stopniowo się uszczupla, aż w końcu również ja postanawiam ją opuścić, bo utrzymanie się w niej kosztuje mnie coraz więcej wysiłku. Pogoda jest super, ale nasz pierwszy poważny cel jakim jest szczyt Pradziada tonie w chmurach. Gdy zbliżam się do podnóży, zaczyna siąpić deszcz. Jest jednak dosyć ciepło, więc postanawiam nie cudować z żadnym przebieraniem się, tylko traktuję to jako dobre orzeźwienie ;) Gdy zostaję sam, orientuję się, że moje ładowanie telefonu z dynama nie działa. Odkrywam pozrywane kabelki, ale postanawiam spróbować zająć się tym dopiero na którymś z postojów. Pierwszą okazją jest punkt zorganizowany na parkingu będącego początkiem właściwego podjazdu. Zjadam tu kołoczka, uzupełniam bidony i po podłączeniu kabelków ruszam bez zbędnej zwłoki w dalszą trasę. Na podjeździe mijam sporo osób w towarzystwie parującego asfaltu. W pewnym momencie rozpoznaję tez zjeżdżającego Mortala, ale nie słyszy moich nawoływań. Na ostatniej części podjazdu spory ruch turystów, pojawiają się też jakieś większe procenty. Już przed samym szczytem wyprzedzam Fixiego. Jest trochę zdziwiony moim widokiem i narzeka na jakieś skurcze. Cykam fotki bo widok ładny i po ubraniu kurtki mkniemy na dół, gdzie mamy jeszcze okazję zamienić kilka słów, po czym życząc sobie powodzenia rozjeżdżamy się każdy w swoim kierunku, bo trasy dla obu dystansów pokrywały się tylko do tego miejsca. Oczywiście Tomek straszy mnie jeszcze podjazdami wchodzącymi w skład jak to nazwał Korony Jeseników i wyraża współczucie w moim kierunku ;) Kontynuuję zjazd do Rymarova. Przede mną seria 4 trudnych następujących po sobie podjazdów. Doganiam tutaj Szafara i najtrudniejszy z nich pokonujemy wspólnie. Tempo i intensywność naszych oddechów rosną wraz z nachyleniem asfaltu, by ostatecznie przerwać nasze rozmowy ;) Jest ciężko, ale okolice są bardzo spokojne i urokliwe. Na zjeździe zostaję na fotkę nad zbiornikiem. Ruch samochodowy jest bardzo niewielki, jednak wyścigi urządzają sobie tutaj chmary motocyklistów, jeżdżących w tę i z powrotem. W pewnym momencie z naprzeciwka nadjeżdżają pojazdy na sygnale. Policja, karetki pogotowia, straże, służby leśne i inne… nie jadą bynajmniej na wezwanie. Wszystkie błyskają kogutami, ludzie w oknach do mnie machają, śmieją się i krzyczą. Jedna wielka feta. Nie wiem o co chodzi, ale całość trwa dobrych 10 minut, bo tych samochodów jest co najmniej setka. W każdym razie jest fajnie :D

    Granicę przekraczam chwilę po 19. Przypominam sobie słowa Fixiego, który przed startem straszył mnie, że dziś to nie ma szans żebym wjechał do Polski. Jestem prawie 5 godzin przed północą, więc chyba nie jest źle ;)

    Na punkcie żywieniowym w Prudniku (ok 270 km) dostajemy porcję makaronu. Są tutaj przepaki, więc uzupełniam prowiant, wrzucam na siebie cieplejszy ciuch do jazdy nocą i ruszam dalej, podczas gdy na miejsce akurat zajeżdża kolega Artur.

    Kolejny cel pośredni, to... baza maratonu w Godowie :) Dojazd na miejsce to 130 płaskich kilometrów, jednak ze sporo gorszymi asfaltami. Jedynym akcentem na trasie jest Góra Świętej Anny. Większość z nich pokonuję z poznanym dopiero kolegą z Katowic. Jedziemy głównie obok siebie, więc zysk z takiej jazdy czysto towarzyski ;) Na w wspomniany punkt (405km) zajeżdżamy wspólnie około 2 w nocy. Dostajemy obiad, jest też okazja by skorzystać z toalety i skusić się na butelkę coli. Na miejsce zjeżdżają uczestnicy dystansu 350 km, dla których jest to koniec zmagań. Dla trasy 600 km trzeba jednak jechać dalej, na pętlę poprowadzoną po Beskidzie Małym i Śląskim. Sporo osób z dłuższego dystansu rezygnuje w tym właśnie miejscu.

    Gdy kolega rusza, ja postanawiam jeszcze odpocząć z 10 minut i jechać sam. Dalsza droga prowadzi w kierunku Pszczyny. Strasznie łamie mnie tutaj senność. Ciągle myślę tylko gdzie się tu położyć ;) Po kilku kilometrach zamulania, zatrzymuję się gdzieś z boku i zamykam oczy na jakieś 2 minuty.

    Poranek jest bardzo ładny. W dajszej drodze ku Beskidowi Małemu mijam jednego z zawodników, który siada mi na koło. Chcę jednak jechać sam, więc podkręcam tempo i po kilku kilometrach, na jednym z podjazdów kolega zostaje z tyłu ;) W dalszej części doganiam grupę 3 osób. Do Porąbki trzymają się w pewnej odległości za mną, jednak pierwszy z beskidzkich podjazdów (Przegibek) robimy wspólnie. Nie ma rozmów. Każdy jest skupiony na sobie powoli kula się w górę. Jechałem tu kilkakrotnie, ale z 500 km w nogach nachylenie jest jakby większe ;)

    Przede mną ostatnich 100 km i 2 długie podjazdy. Jestem już nieźle wypruty, więc po oszacowaniu czasu postanawiam nastawić się na złamanie 30 godzin. A to oznacza, że śmiało mogę odbić z trasy 2,5 km i zahaczyć o McD w Bielsku :D Po prostu wiem, że bez normalnego posiłku będzie ciężko, bo zawartość kieszonek mnie już tylko brzydzi.

    Po zjedzeniu śniadaniowego zestawu ruszam ku długiemu podjazdowi pod Salmopol. Ciężko to nazwać jazdą. Wlekę się tu okropnie, a wyprzedzają mnie nawet ludzie na mtb :) Nic nie umiem z tym zrobić, po prostu jadę by nie stać. No lekko nie jest.

    Na Białym Krzyżu zaczepia mnie jakiś góral handlujące futrem i namawia żeby nie jechać do Wisły przez zameczek, bo przecież bezpośrednio jest bliżej! A jeśli już jestem przy zameczku, to muszę przyznać, że nie spodziewałem się tam takiej stromizny. Albo mi się wydawało? Muszę to sprawdzić raz jeszcze na świeżo ;)

    Zjazd do Ustronia przez Wisłę kiepski, szczegolnie przez duży ruch samochodowy nie lubię tej drogi. W jakiejś Żabce robię szybką colę i ruszam na ostatnią "prostą". Pamiętam te rejony z przejazdu podczas MRDP, więc liczne podjazdy nie zaskakują mnie. Jeszcze tylko drobny akcent przez Czechy i w końcu jest Godów! :) Na ostatnim kilometrze towarzyszy mi miejscowy kolarz, kolega Pawła.

    Są oklaski, medal, ulga i śląski obiad :) Czas całkowity to 28 godzin 11 minut, co daje mi 18 miejsce. Jest dobrze, bo powyżej oczekiwań! Zobaczyłem też kilka nowych miejsc, szczególnie w Jesenikach.

    Organizacyjnie też super. Chłopaki zrobili dobrą robotę i za to należą się podziękowania, bo przecież musieli poświęcić sporo swojego prywatnego czasu, byśmy my mogli porządnie się skatować ;)

    Jeśli chodzi o formę pod kątem startu w NorthCape 4000, to myślę że jest optymalnie. Oczywiście bolało, ale przy jednorazowym obciążeniu tego typu nie może być inaczej. Ból to nieodłączny kompan tej zabawy. Pozostaje dograć do końca ekwipunek i można lecieć do Włoch. Trasę organizatorzy wyrysowali na 4300 km. Pierwsze z nich już za 58 dni!

    Strava: https://www.strava.com/activities/1599760006

    Galeria zdjęć: https://photos.app.goo.gl/wuTkDimr8Wa9ZnKp2

    #byczysnarowerze

    W tym tygodniu to już 606km!
    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km #600km
    pokaż całość

    źródło: preview.ibb.co

  •  

    113542 - 415 = 113127

    Tour de Silesia 2018, dystans 350 km.

    Zgodnie z obietnicą z tego wpisu, trasa z dedykacją dla @mmichal i życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

    Trochę inaczej niż w zeszłym roku, kiedy to do trasy TdS dołożyłem dojazd i potem jeszcze powrót do domu. Tym razem z uwagi na znacznie większą trudność (i to na krótszym dystansie!) postanowiłem po maratonie jedynie wrócić o własnych siłach.
    Tak więc pobudka o 4:30, kawa, śniadanie itp, rower do samochodu i ojciec wiezie mnie do Godowa, gdzie na terenie ośrodka sportu znajduje się baza maratonu. Na miejscu melduję się przed 7.00 i od razu spotykam @byczys'a, który jedzie na dystansie 600 km. Odbieram pakiet startowy, który obejmuje worek na ziemniaki (tzn. na przepak), numerek na ramę i cztery trytytki. Na bogato!

    Do startu mojej grupy jeszcze godzina, więc zarządzam sobie drugie śniadanie w postaci naleśnika. Po chwili przysiada się do mnie @fixie, a potem też @byczys. Coś tam pogadaliśmy, ale trzeba się szykować. Odbieram nadajnik GPS i ruszam w 14. grupie o 8.05 z numerem startowym 118.

    W sumie na dystansie mini jedzie ok. 140 zawodników (na długim bodajże 69), a grupy liczą 8-9 osób. W mojej miałem tylko jednego gościa "na poziomie", reszta została z tyłu już po ledwie kilkuset metrach. Jedziemy więc sobie na zmianach, tempo 35-37 km/h. Po kilkunastu minutach zaczynamy wyprzedzać pojedyncze osoby z wcześniejszych grup. Czasami ktoś próbuje się podpiąć, ale szybko odpadają na pierwszej lepszej górce.

    Swojego towarzysza tracę kawałek za Opawą, gdy zaczynają się nieco poważniejsze podjazdy. Na zjeździe do Bruntala dołączam do kilkuosobowej grupki, jedziemy razem kilka km, ale i oni zostają w tyle, gdy tylko zaczyna się podjazd-dojazdówka do Pradziada. Ogólnie ten odcinek ma tragiczny asfalt, ale do góry to jeszcze tak nie przeszkadza.

    Na parkingu pod Pradziadem zlokalizowany jest punkt z wodą i drożdżówkami, i tam też łapie mnie deszcz. Powiedziałbym nawet, że ulewa. Straciłem ponad pół godziny, żeby to przeczekać. Ruszam do góry jeszcze w lekkiej mżawce, ale już po kilku minutach muszę zdejmować kurtkę, gdy wychodzi słońce, woda zaczyna parować i robi się nieznośnie duszno.

    Sam podjazd dla mnie osobiście bardzo przyjemny, trzyma stałe 7-8% (oprócz wypłaszczenia na parkingu przed szczytem). I przed parkingiem właśnie robi się nagle kompletnie sucho. Żadnego deszczu na górze nie było... Kilka fotek i trzeba się zbierać. Na zjeździe zauważam @fixie'go, ale @byczys gdzieś mi umknął. Na dole robię krótką pauzę na kołoczka i tankowanie bidonów.

    Następne dwa podjazdy są niczym zmarszczki w porównaniu do Pradziada. Wchodzą bezproblemowo. Później bardzo długi zjazd do Jesionika i kilka km po mokrym. Chwilę wcześniej musiała tu przejść ta ulewa. Ochraniacze i tak przemokły, ale same buty chociaż czyste.

    Podjazd pod Rejviz jest świetny, typowo przegibkowy. Uwielbiam takie. Dwa następne, czyli Horni Udoli i Petrove Boudy trzymają podobne nachylenie. Na każdym z nich wyprzedzam kolejnych zawodników. Nie żebym się chwalił, ale na całej trasie nikt nie wyprzedził mnie na żadnym podjeździe ( ͡° ͜ʖ ͡°) Kilka razy usłyszałem też wyrazy uznania, jak to dobrze idzie mi pod górę.

    W Prudniku, na 213. km zlokalizowany był punkt żywieniowy. Z tego co widziałem, dojechałem tam jako czternasty. Wciągnąłem półtorej porcji makaronu, wypiłem kawę, podładowałem Garmina i zabrałem się w odjazd z czterema innymi osobami. Mieliśmy również dwóch towarzyszy z Cyklofanu Opole, którzy przyjechali użyczyć koła maratończykom. Bardzo miło z ich strony. Odprowadzili nas chyba do Krapkowic.

    Ostatnia "przeszkoda" do mety, czyli Góra Św. Anny i jak to zwykle bywa, tylko rozpoczął się podjazd i już zostałem sam. Na górze mijam kilka osób, które zatrzymały się przy sklepie.
    Powoli zapada zmierzch i robi się chłodniej, gdy więc widzę znak z miejscowością Nędza, przypomina mi się od razu ten wpis i tam właśnie postanawiam zrobić krótką przerwę. Zakładam rękawki, zmieniam okulary na przezroczyste i ruszam na ostatnie 40 km.

    Jedzie się całkiem nieźle, w zasadzie bez wiatru, ale już nawet na małych pagórkach czuć zmęczenie Jesenikami. Na mecie melduję się o 22.22 i z czasem 14 godz. 17 min. i 47 sek. zajmuję w ostatecznym rozrachunku 8. miejsce. Not bad I guess.
    Gdyby kogoś interesowało, to z samego maratonu wyszło 353 km, 4060 metrów w górę i średnia 29,2 km/h.

    Tyle, co odebrałem pamiątkowy medal, na metę wpada grupa, którą mijałem na Annabergu, a wśród nich także mój towarzysz z początku trasy. Gratulujemy sobie i idę do knajpy naprzeciwko bazy maratonu, gdzie na każdego zawodnika czeka śląski obiad - rolada z kluskami i modro kapusta. Nawet załapałem się na końcowy gwizdek finału Ligi Mistrzów, wyświetlanego na telebimie w ogródku.

    No nic, zaplanowałem powrót rowerem, więc do dzieła. Wiedziałem, że będzie ciężko po takiej wyrypie i dodatkowo w środku nocy, ale nie, że aż tak. Każda najmniejsza górka to zrzucanie na prawie najmiększe przełożenie. Normalnie było mi wstyd przed samym sobą... W Pszczynie trochę odżyłem, ale tylko dlatego, że do domu mam już stamtąd całkiem po płaskim.
    Gdybym jechał dystans 600 km, to prawdopodobnie zrezygnowałbym w Godowie, gdzie wypadał im drugi punkt żywieniowy. Nie wyobrażam sobie jechania jeszcze 200 km, w dodatku przez Beskidy z takim gruzem w nogach. Wielki szacun dla @byczys'a za przejechanie tej trasy.

    I to chyba na tyle. Z tego co słyszałem, przyszłoroczna wersja maratonu ma być poprowadzona przez Lysą Horę, więc łatwiej na pewno nie będzie. Już nie mogę się doczekać :D

    Podziękowania dla @sargento i @demoos za prowadzenie na mirko relacji z maratonu :)

    Link do Stravy >>TUTAJ<<

    #mortalszosuje - mój tag z opisami dłuższych tras.

    #szosa #wykopcanyonclub #tourdesilesia #rower (normalnie nie taguję, żeby nie wołać do wpisu na równiku 2 tys.ludzi, ale uznałem, że taka relacja może kogoś zainteresować)

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: TdS2018.jpg

  •  

    116645 - 135 - 419 - 257 = 115834

    Wstawiam staty z mojego endomondo bo jednak wole sumarycznie wpierdzielić.
    Zdjęcie nie moje.
    Pozdro
    135 km marzec
    419 km kwiecien
    257 km maj

    W tym tygodniu to już 811km!
    #rowerowyrownik #ruszlublin #100km #100km #200km #300km #400km #100km #200km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    118404 - 78 - 354 = 117972

    78 - w tygodniu na kawę do Krapkowic
    354 - Tour de Silesia 2018. Mówili, że będzie ciężko, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Pierwszym 40 km to gonitwa razem z późniejszym miejscem 2 i 3 w generalce. Chłopaki jechali na wynik, bo całkowicie na lekko, ja byle dojechać, z torbą. Dłużej nie było sensu trzymać ich tempa, choć i za tych 40 km słono potem zapłaciłem. Do Bruntala minąłem kilkadziesiąt osób z wcześniejszych godzin startowych, niestety tuż za miastem pomyliłem drogę i straciłem kilka minut. Na podjeździe do Hvezdy pod Pradziadem trafiła się ulewa, najsilniejszy moment przeczekałem pod drzewami, przez co dogoniło mnie kilkanaście osób, trzeba było więc jechać. Szybkie wciągnięcie słodkiej bułki w punkcie żywieniowym na Hvezdzie (#drozdzowkarze mieli tego dnia liczną reprezentację ;) ) i sruuu do góry. 9 km koszmaru i płacenia za zbyt szybki początek. Skurcze w prawej nodze uniemożliwiały normalną jazdę, więc cała siła w obrót korbą szedł na lewą nogę. Jakimś cudem się wtoczyłem, po drodze minął mnie mknący w dół @Mortal84, a tuż przed szczytem wyprzedził @byczys (choć startował bodajże godzinę później!). Zjazd niezbyt szybki, bo droga wciąż była mokra, kolejna bułka i dalej w las, czyli na Videlski Krzyż. Skurcze wciąż dokuczały, ale wolno, bo wolno - jakoś szło. Przed Belą spotykam kumpla, który przez następnych kilkadziesiąt km będzie mi towarzyszył.
    Jako, że obiad został przewidziany bardzo późno, bo na 217 km w Prudniku, postanawiam zjeść po wdrapaniu się na Rejviz. Wpada gulasz z jelenia z knedlikiem i Kofola <3 Odżywam, kolejne dwa podjazdy na Horni Udoli i Petrove Boudy wchodzą znacznie łatwiej niż poprzednie, noga dokucza wyraźnie mniej. Dalej długi zjazd i przed Prudnikiem łapię Łukasza (start ponad godzinę przede mną), który będzie mi towarzyszył aż do mety. Na obiedzie jemy makaron, dopełniam piwem i lecimy w stronę Annaberg. Opolszczyzna jest płaska, więc idzie całkiem sprawnie. Ciemności łapią nas za Gogolinem, a na podjeździe pod Annaberg, łapie nas czołówka dystansu 600 km - szacunek! Ostatni postój robimy na stacji w Koźlu, hot dog i espresso muszą wystarczyć na ostatnich 60 km. Wystarczyły. Na metę wpadamy tuż przed 1 w nocy, czas brutto 16 godz. 43 min, netto równe 2 godziny mniej. Starczyło na 42 miejsce, na ok. 130 startujących. Biorąc pod uwagę trudność trasy, tego jak bardzo Jeseniki dawały w kość, każdy kto dojechał do mety zasługuje na olbrzymi szacunek. A ci z dystansu 600 km, na podwójną jego dawkę.

    Aha, dzięki mirki za wsparcie i kibicowanie (:

    Jeszcze trochę o sprzęcie:
    1) na plus rower - Kinesis Aithein choć ze sztywnego alu, o agresywnej geometrii - dał radę, dał komfort. Jednak tytan były tu lepszy (;
    2) na plus - torba w ramę, zamiast pod siodło/na kierownicę. Rozmiar w sam raz na taką wyrypę, dostęp w trakcie jazdy do ubrań, jedzenia, powerbanku znacząco ułatwia funkcjonowanie.
    3) na minus - Hammerhead Karoo. 5 razy się zawiesił, trzeba było resetować i startować jazdę od początku, przez co przez większość dystansu nie wiedziałem na którym jestem kilometrze, itd. Chyba przelała się czara goryczy i po początkowym zachwycie, nastąpi zwrot.

    #szosa #fixienaszosie #tourdesilesia

    W tym tygodniu to już 632km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km
    pokaż całość

  •  

    149031 - 351 = 148680

    O trzy dni przyśpieszona trasa urodzinowa.

    Pierwotnie planowana na środę 16 maja, ale raz, że @metaxy oddaje wtedy rower do serwisu przed wyprawą (a jechanie takiej trasy na starym BH z pękniętą rama raczej nie byłoby zbyt mądre), a dwa, że prognozy pogody na ten tydzień nie zapowiadają się optymistycznie. Plusem też niewątpliwie był skład, bo zamiast we dwóch, jechaliśmy w sześciu.

    Tak więc pobudka o 4.00 nad ranem, ale niespecjalnie mnie to ruszyło, bo i tak przez cały tydzień wstawałem o podobnej godzinie do pracy. Kawa, nieśpieszne śniadanie i o 5.30 wyjeżdżam. Aż do Skawiny lecę DK 44. Normalnie bym się na to nie zdecydował, ale o tej porze ruch jest znikomy. Ekipę #rowerowykrakow spotykam w Świątnikach Górnych, a jadą w składzie: @metaxy, @Cymerek, @38kemor, @ToroToro i Radek.

    @38kemor niestety dosyć szybko się z nami żegna, bo czas pozwala mu tylko na setkę. Przez kolejne 60 km jedziemy więc w pięciu. W Tymowej z kolei opuszcza nas Radek, który powrót zaplanował sobie północną stroną, a my rozpoczynamy bardzo fajny podjazd składający się z kilkunastu serpentyn. Na mapie wygląda niczym naciągnięta sprężynka.

    Zapora na jeziorze Rożnowskim była obowiązkowym punktem programy tej trasy. Robimy fotki i można ruszać na poszukiwania otwartego sklepu, bo w bidonach zaczyna już wysychać, a i jakaś cola z lodzikiem też by siadły.

    Jeszcze tylko jeden większy podjazd i już jesteśmy w Nowym Sączu, gdzie od razu kierujemy się do naszej ulubionej jadłodajni. Niedawno widziałem na głównej wysoko plusowany komentarz, że jedzenie z McD wcale nie jest gorszej jakości niż to z marketów, a może i nawet lepsze, bo używają najwyższej jakości składników. Uspokojony tym faktem zjadłem trzy cheeseburgery i dwie porcje frytek.

    Wyjeżdżając z miasta zahaczamy jeszcze o rynek, a przez następne 45 km mentalnie przygotowujemy się już na podjazd w Laskowej, uznawany za jeden z najtrudniejszych w Polsce i chyba najbardziej stromy. Niecałe 900 metrów ze średnim nachyleniem 19% mówi samo za siebie.
    @metaxy i @Cymerek byli tam w zeszłym roku, więc wiedzieli czego się spodziewać. Podjazd już w zasadzie od pierwszych metrów atakuje tak mocnymi procentami, że trzeba wręcz leżeć na kierownicy, żeby nie podniosło przedniego koła. Dzielnie walczyłem na przełożeniu 34x28, trzymając się zaraz za Rafałem, ale musiałem poddać ostatnie 200 metrów po tym jak kadencja spadła mi poniżej 40 obrotów i po prostu nie dałem rady już tego przepchnąć. A samo pchanie roweru pod taką górę też jest niezłym wyzwaniem i nawet nie było dużo wolniej niż jazda :D
    Zdecydowanie trzeba tam następnym razem pojechać zaopatrzonym w kasetę 32t i bardziej na świeżo, a nie z 220 km w nogach.

    Kawałek za Tymbarkiem zarządzamy sobie ostatnią przerwę na tankowanie i colę. Żegnamy się w Myślenicach. Krakusy na północ, a ja na zachód przez Lanckoronę (nowy asfalt na serpentynach!) i Wadowice. Choć nogi nie kręciły już tak ochoczo na podjazdach, to i tak wracało się nieźle z lekkim wiatrem w plecy.

    350 km i 4200 metrów przewyższeń, czyli w cyferkach trasa bardzo podobna do maratonu Tour de Silesia, w którym będę startował za 2 tygodnie. Jeśli uda się go przejechać w mniej więcej takim samym czasie, to będę bardzo zadowolony.

    #mortalszosuje - moje relacje z dłuższych przejazdów

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 3)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Rożnów.jpg

    •  

      @Mortal84: Gratulacje, świetna wyprawa.

      jesteśmy w Nowym Sączu, gdzie od razu kierujemy się do naszej ulubionej jadłodajni. Niedawno widziałem na głównej wysoko plusowany komentarz, że jedzenie z McD wcale nie jest gorszej jakości niż to z marketów, a może i nawet lepsze, bo używają najwyższej jakości składników. Uspokojony tym faktem zjadłem trzy cheeseburgery i dwie porcje frytek.

      Też poczułem się wtedy spokojny, McD powinien sponsorować kolarstwo amatorskie ;-)

      Ta torba na ramę nie rysuje/wyciera jej?
      pokaż całość

    •  

      Ta torba na ramę nie rysuje/wyciera jej?

      @Francuski_Mistrz: Z tą torebką Topeaka jechałem pierwszy raz, ale raczej nie ma opcji, żeby cokolwiek obtarło, bo jest bardzo stabilna i nic się nie rusza. Jest to też pewnie po części zasługa płaskiej górnej rury, do której dobrze przylega.

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    151852 - 301 - 140 - 174 = 151237

    Majóweczka

    Malowane domki - tradycyjny coroczny wyjazd do Zalipia. Wyjazd razem z @metaxy @dzangyl @wspodnicynamtb

    Chrum! Chrum! Przełęcz Knurowska - umieranie na górkach w drodze do domu. Początek trasy z @metaxy @louise_attack i @michal34

    Festival zabijačkovych špecialit - przez Slovensko do Krakowa razem z @metaxy @michal34 i @Mortal84

    #rowerowykrakow

    W tym tygodniu to już 615km!
    #rowerowyrownik #ruszkrakow #100km #200km #300km #100km #100km

    Wpis dodany za pomocą tego skryptu

    pokaż spoiler Najlepszy, bo darmowy
    Jest do wszystkiego więc... Jest dobry!
    Samo liczy, to chyba magia
    Skrypt się nie myli, to inni się mylą
    Będą z tego ładne wykresiki
    Powiedzcie mamie, powiedzcie babci, niech odejmują!
    pokaż całość

  •  

    167490 - 302 = 167188

    No to tauzen w tym tygodniu pęknął...

    Czyli ktoś musiał @Cymerek odebrać z domu rodzinnego, bo biedaczek wyznaczył sobie trasę naokoło przez Słowację i trzeba było mu pomóc, coby trafił do domu.

    Pobudka o 5 rano, żeby przed 6 zrobić jeszcze ze 20km, bo o 20:45 było Gran Derbi, więc wiedziałem, że nie będzie za bardzo czasu na dokręcanie. Wtedy jeszcze ubrałem kurtkę, którą używałem do jazdy w zimie... Powrót do domu, zostawienie tejże i na wały, gdzie czekał na mnie lokalny koń Mateusz Karkula i razem parę km dalej łapiemy kolegę @38kemor z #rowerowykrakow. W Wieliczce spotykamy podróżnika z Argentyny, 5 lat jazdy, 80 tys. km., 37 krajów. Dobry gość. Życzymy szczęścia i uciekamy dalej do Dobczyc w dobrym tempie. W Wiśniowej pożegnanie z Mateuszem i jadę sam.

    Świetna droga, którą serdecznie polecam, z Wiśniowej do Mszany Dolnej przez Kobielnik. Ten sam mniej więcej dystans, to samo przewyższenie, a nówka asfalt totalnie bez samochodów.

    W Rabce pod PKP czekam na @mihal34, który był na weselu niedaleko, to wziął rower i przyjechał się kawałek przejechać. Razem lecimy do Odrowąża odebrać pana Cymerka. U niego na włościach herbatka i kierujemy się we 3 na podjazd "Beskid" (pod Bukowinę) bardzo konkretny i fajny.

    W Jabłonce dramat, bo chcieliśmy wpaść do Biedronki, a tam remont... Tragedia naszych czasów. Opuszcza nas też @mihal84 Skończyło się w innym sklepie i jedzeniem 7Days, które są słabe na rower. Po przerwie uderzamy na Słowację, gdzie po pewnym czasie spotykamy wyczekiwanego pana @Mortal84, z którym jedziemy z powrotem do Polski.

    Bez większych historii docieramy do Lanckorony, choć sama Lanckorona już z pewną historią, bo jedziemy przez dobrą ściankę. @Mortal84 zrobił tam KOM, mnie wpadło 3 miejsce... Co jest o tyle ciekawe, ze jechaliśmy razem, a nawet szczyt przyatakowałem, a Strava i tak policzyła 4 sekundy wolniej. To pokazuje, że na krótkich segmentach niedokładność GPS + próbkowanie jest za słaba, żeby cokolwiek wiarygodnie policzyć. Tym niemniej dało nam to troszkę w dupę po 200km w nogach.

    Na górze w Arca Cafe kawka, ciastko, pierogi i rozdzielamy się. Ja z @Cymerek do domu, a @Mortal84 też do domu tylko pod Oświęcim. Reszta trasy już płaska, prosta, spokojna. I udało się 300 zrobić przed Grand Derbi.

    Wyprawa dookoła Polski już za niecałe 3 tygodnie.

    Strava

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 7) #metaxynarowerze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.05.06-full.JPG

  •  

    179222 - 314 = 178908

    Kolarstwo gastronomiczne

    Czyli jak co roku #rowerowykrakow pojechał do Zalipia zobaczyć malowane domki. Udział wzięli @Cymerek @wspodnicynamtb @dzangyl oraz @kiwacz na powrocie.

    Start ciut przed 7 rano, jadę na PC, gdzie zbieramy resztę towarzystwa i śmigamy poprzez Niepołomice i Puszczę na WTR. Z wiatrem w twarz, który towarzyszył aż do Tarnowa. Cały czas uciekając o włos od deszczu, który nas gonił. A w zaszłym roku mieliśmy takie szczęście, że całą trasę jechaliśmy w deszczu, mimo że reszta dookoła miała sucho. Taka mała chmurka towarzyszyła nam wtedy cały dzień i przemoczyła. Tym razem udało się bez kropli deszczu.

    W Zalipiu standardowo fotka z, w sumie jedynym sensownym, domkiem. Rundka po wsi i wracamy na WTR, żeby dojechać do jego końca w Szczucinie. Tam też popas w Biedronce oraz wizyta w Muzeum Drogownictwa gdzie stoi całkiem sporo walców, głównie parowych oraz innego sprzętu potrzebnego w budowaniu dróg.

    Traska do Tarnowa prowadziła przez minimum zmarszczek i pofałdowań w terenie, więc choć dzięki temu przewyższenie na 300km nie leżało bliżej zera. Tam wizyta w McD. Swoją drogą #tarnow uważam za jedno z najgorzej rowerowo przystosowanych miast. Kupę zakazów jazdy rowerem, DDR zrobione po jakichś starych chodnikach z płyt, które się rozeszły na boki, wąsko, wysokie krawężniki. Bleh.

    Powrót z Tarnowa już z wiatrem, szybko serwisówką A4. Potem jakieś kilka kilometrów po szutrze przez las, ale nawet się nam to podobało. Zaraz za tymże lasem spotykamy @kiwacz i ostatnie 50km jedziemy już razem z przerwą obowiązkową na Rynku w Niepołomicach. Wszyscy szczęśliwie wrócili do domu nawet nieprzesadnie zmęczeni.

    Strava

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 6) #metaxynarowerze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.05.02-full.JPG

  •  

    Po pierwszych zrobionych #200km i #300km na #szosa coś przeskakuje w głowie i nogach. Zaczyna się poszukiwanie nowych celów i tras ponad te granice. Nie mogę się skupić w robocie. Myślę gdzie tu śmignąć przy następnej okazji ヽ( ͠°෴ °)ノ

    #poniedzialek

  •  

    182353 - 22 - 4 - 4 - 50 - 11 - 6 - 7 - 102 - 305 - 101 - 25 - 69 = 181647

    Majówka elegancko zakończona przejechanymi 600 km, w tym pierwsze #300km w tym roku z ekipą #rowerowyrownik (@metaxy @Cymerek @dzangyl) - tradycyjnie majówkowo do Zalipia;)
    Poza tym złapało mnie jakieś gówno-przeziębienie i nadal się doleczam, więc wystartowałam z prawilną jazdą dopiero od poniedziałku. Tradycyjnie obskoczyłam trochę dolinek i terenów zachodnich, bo one zawsze spoko!

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #wspodnicynaszosie #majowka
    pokaż całość

    źródło: IMG-2727.jpg

  •  

    199918 - 311 = 199607

    "Rower is maj paszyn", czyli "Ach cóż to był za wpierdol 2.0". Przehyba z Twarożkami.

    Czyli wyjazd na najtrudniejszy podjazd w Polsce z kolegą #bynon z #rowerowykrakow i dwoma niewykopkami na wyrypę. W sumie najmocniejszą wyrypę w tym roku. 300km i 4500m w dobrym tempie. Więcej zdjęć w pierwszym komentarzu.

    6:15 z Bernatki i lecimy spokojnie, bo główne atrakcje dopiero przed nami. Przełęcz Słopnicka bardzo sympatyczna do podjechania, a następnie jedziemy na Wierchmłynne, gdzie podjazd jest zdecydowanie sztywniejszy, ma wąski asfalt, a auto jeździ za autem. Dziwne, bo to taka bardzo wąska leśna droga. Do Ochotnicy Dolnej potem mamy już prawie płasko, co jest dobrym przygotowaniem do Twarogów.

    Twarogi to podjazd o opinii najgorszego w Polsce i... Faktycznie tak jest. Konkuruje z nim jeszcze Laskowa, ale po przejechaniu obu stwierdzam, że... Oba są pojebane. Prawdziwą sztuką jest nie dać się zrzucić z szosy. I gdyby nie 2 "wypłaczenia" (czyli pewnie po 15%, a nie 25%), to byłoby nie do wyjechania, a procent z całych 1.7km absudrdalny. Gdy już człowiek myśli, że to koniec pojawia się nawrotka i ostatnia najabardziej stroma ściana, która sprawia wrażenie, że asfalt tam był równany walcem na linach, bo sam by zjechał i zrobił prostą drogę aż na sam dół masakrując wszystko na swojej drodze. Ale udało się, reszta kolegów potem też szczęśliwie wyskrobała się na górę. Na zdjęciu jest ten bardziej płaski kawałek. Temu trudnemu nie bardzo jest jak zdjęcie zrobić.

    Skoro Twarogi za nami to jedziemy na Przehybe oddaloną o jakieś 30km. Z @bynon poznaliśmy się niemal dokładnie dwa lata temu podczas innego wyjazdu na Przehybę i nawet nie wiedzieliśmy o swoim istnieniu na Wykopie. Toteż wypad prawie rocznicowy. Liczyłem, że postawi mi obiad, powie kilka miłych słów, może zaprosi na wieczór dodomu, ale już mu nie zależy... Odcinek od szlabanu na górę ma 6.5km i stabilne 8-9% więc jest bardzo przyjemny i można sobie pocisnąć. Na górze jemy obiadek. Kolega, który na Twarogach był za mną z 1-2min straty jako drugi na Przehybie był już ostatni ze stratą pół godziny. Jak Twarogi zapieką nogi, to potem jest straszna buba.

    Z rzeczonym kolegą rozstajemy się po zjechaniu na dół i w trójkę śmigamy do miejscowości Paszyn, bo jak wiadomo:

    Rower is maj paszyn.

    Skąd już kierujemy się na Kraków wzdłuż Jeziora Rożnowskiego z obowiązkową wizytą na zaporze, żeby @Mortal84 nie był smutny. Kawałek wcześniej kolega Radek pomylił trasę i już stwierdził, że pojedzie trochę prostszą wersję bez górek. Więc ostatnie 100km jechaliśmy z @bynon we dwóch. Parę pagórków jeszcze przed i za Nowym Wiśniczem i ostatnie 25km już płaskie przez Niepołomice. Na finiszu burgerek na Skwerku Judah, który smakował niczym najwykwintniejsze danie.

    Koło Jeziora Rożnowskiego można było w sklepie kupić ogórki kiszone. Kusiły nas, ale nie ma tego jak zabrać. No to w domu zjadłem cały słoik.... Warto było! Warto było też się tak zarypać jak podczas całej wycieczki. To procentuje.

    Do wyprawy dookoła Polski zostało 4 tygodnie...

    Strava

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 5) #metaxynarowerze #rower
    pokaż całość

  •  

    No to cyk. Pierwsze #200km i #300km na #szosa #rower
    Niestety troszke zabraklo do 400 ale aura juz nie pozwolila dokrecic ale na pewno okazja w tym roku jeszcze sie znajdzie.

    Link do stravy: https://www.strava.com/activities/1547955929

  •  

    207915 - 305 - 48 - 101 = 207461

    Na Roztocze!

    Na Roztoczu po raz 5 miało się odbyć spotkanie garstki osób z forum, czyli tzw. wyprawka roztoczańska. Dla mnie był to dobry pretekst, by wybrać się w rejony, które bardzo mi się spodobały podczas ubiegłorocznego wyjazdu.

    Tym razem bazą i zarazem moim celem była Karczma nad Szumem, w Górecku Kościelnym. Postanowiłem zabrać ze sobą mały namiot, który wrzuciłem do szafy po ubiegłorocznym tygodniowym wyjeździe do Serbii i Rumunii. Wtedy mi nie przypasował, ale postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansą - może przez ten rok stałem się mniej wymagający? :) Jest to też dobra okazja, by przetestować i lepiej poznać funkcje nowo nabytego Garmina Etrex 35t.

    Narysowałem trasę biegnącą z Katowic, omijającą główne drogi i wyszło 350 km do celu. Pomyślałem, że mogę jechać to na raz, ale też nic na siłę.

    Wyjeżdżam więc w piątek około 4 rano. Jest około 10 stopni, ale drogi są całe mokre i jest wilgotno. Już na pierwszym skrzyżowaniu odkrywam, że mój napęd praktycznie nie nadaje się do jazdy. Przeskakuje na prawie każdej konfiguracji, a jadąc na blacie, łańcuch spada. Kurde, wiedziałem że szału z nim nie ma, bo czasem mi przeskakiwał w ostatnich dniach, ale okazało się, że po wypłukaniu w benzynie i nasmarowaniu (co uczyniłem przed wyjazdem) zrobiła się już lipa straszna.

    No ale przecież nie zawrócę ;) Postanawiam jakoś delikatnie się kulać i nie deptać za mocno na pedały.
    Trasa początkowo przecina tereny Jury. Za Wolbromiem mam na liczniku pierwszą setkę i robię krótki postój. Jest zdecydowanie zimniej niż o 4 rano! W Szydłowie pstrykam fotkę pod muarami obronnymi. Postój obiadowy mam zaplanowany w Macu w Tarnobrzegu. Po około 230 km, gdy Garmin pokazuje mi już jakieś 2 km dzielące mnie od tej wykwintnej restauracji, niespodzianka - napotykam przeprawę promową przez Wisłę. Nie mam nawet pewności czy prom w ogóle kursuje, więc trochę się wkurzam, bo jestem wygłodniały i w myślach już coś wciągałem ;) Do samego brzegu prowadzi kilkaset metrów betonowych płyt, więc najpierw postanawiam się upewnić co do sensu zjeżdżania tam. Dziewczyna z wózkiem potwierdza że wszystko kursuje, więc jadę. Niestety jakiś dziadowski prom jest na drugim brzegu, a dziadek go obsługujący nie kwapi się po rowerzystę, nie mając "klienta" jadącego w moją stronę. W końcu się udaje przeprawić, ale tracę na tym wszystkim godzinę, w międzyczasie wpychając z niesmakiem słodkiego batona, by trochę udobruchać trzewia.

    Po drugiej stronie od razu wjeżdżam do centrum miasta, jednak po drodze dostrzegam bar mleczny, więc szybko zmieniam plany i stołuję się właśnie tam. Dalej moja nitka prowadzi w kierunku Stalowej Woli. Im bardziej na wschód, tym ruch na drogach mniejszy. Gdy na liczniku wybija 300 km, słońce akurat zaczyna stykać się za horyzontem. Postanawiam nie jechać na siłę po ciemku, bo przecież jestem już na ciekawych terenach i nie po to tu przyjechałem, by się tłuc nocą i nic nie zobaczyć. Za Sierakowem niedaleko Harasiuków, wjeżdżam więc w głąb lasu i rozkładam namiot na ściółce.

    Noc była chłodna, a nad ranem mój tropik jest pokryty szronem. Trochę mnie wypizgało, bo nie miałem w zasadzie żadnej izolacji od zmarzniętego podłoża. Pomimo że jest rześko, to zapowiada się ładny i słoneczny dzień. Po 50 km niespiesznej jazdy docieram na miejsce i czekam na towarzystwo, które to urządziło sobie poranną wycieczkę po okolicy. Nie jadłem porządnego śniadania, więc pomimo że jest dopiero przed 11, zamawiam od razu cały obiad ;) Po ogarnięciu się, robią sobie krótką rundę do Aleksandrowa w poszukiwaniu sklepu. Chcę już mieć prowiant na kolację i śniadanie, a dodatkowo wypatrzoną miejscówkę pod namiot w pobliskim lesie, żeby później nie szukać po ciemku.

    Gdy ekipa zjeżdża na miejsce robi się wesoło i spędzamy przyjemnie czas do wieczora w Karczmie. Gdy przychodzi moja godzina, postanawiam udać się na mój wypatrzony kawałek mchu ;) Niektórzy namawiają bym po prostu rozbił się na terenie ośrodka, ale ja tam wolę gdy budzi mnie zwierzyna, a nie poranni spacerowicze :)

    Po zdecydowanie cieplejszej i przyjemniejszej nocy, wracam do karczmy na śniadanie. Robimy pamiątkowe zdjęcie grupowe i każdy rozjeżdża się w swoja stronę. Ja postanawiam dojechać na pociąg do Przeworska. Forumowy Roch zapewnia mnie, że trasa jest w miarę płaska, więc z moim napędem powinienem się jakoś dokulać bez podprowadzania. Opcja najszybsza pokazuje 70 km, ale postanawiam wybrać wariant jak najbardziej bocznymi drogami i ostatecznie do celu mam około setki. Pogoda dopisuje, więc z wielką przyjemnością kręcę się po niewielkich i spokojnych miejscowościach. W Rzuchowie dwie niespodzianki – most na Sanie jest zamknięty, a przed nim stoi Ramzes i główkuje jak tu ominąć tę przeszkodę ;) Okazuje się że cel mamy ten sam, więc wspólnie znajdujemy objazd i już pod wiatr jedziemy na dworzec. W szynobusie do Rzeszowa rozpoznaję rower Rocha. Na miejscu mam 40 minut na przesiadkę, a że kolega miejscowy, to na szybko prowadzi mnie do McD, gdzie się żegnamy. W domu jestem chwilę przed północą.

    Galeria zdjęć

    Strava 1
    Strava 2
    Strava 3

    #byczysnarowerze

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km
    pokaż całość

    źródło: i.imgur.com

  •  

    208496 - 500 = 207996

    Zdobywać szczyty! i przybić piątkę z ekipą z Poznania :)

    Mistrz planowania ponownie w akcji xD ok 2h przed wyjazdem klikałem na stravie "Śrem" a cel "Karpacz" i tyle haha. Niestety wahoo oblało test navi.. już po ok 100km zostałem w czarnej dupie-probowalem nowy ślad synchronizować ale coś mi nie chciało zadziałać :/ z 30-45min na pewno straciłem koniec w końcu uruchomiłem google mapy. Muszę w domu na spokojnie ogarnąć tego wahoo i navi chyba :) Na całej trasie z 30km bezdroża, bruków i ściągniętego asfaltu lekko było aż się dziwię że rower przeżył :D

    trasa:
    https://www.strava.com/activities/1544178298

    W tym tygodniu to już 500km!

    #rowerowyrownik #ruszmiasto #100km #200km #300km #400km #500km #impanaszosie
    pokaż całość

  •  

    214887 - 336 = 214551

    Na piwo.
    Do Warszawy.
    Z Opola.

    W tym tygodniu to już 336km!
    #rowerowyrownik #ruszmirko #100km #200km #300km

  •  

    215854 - 512= 215342

    Piękny Wschód 2018 31/101 OPEN

    Pierwszy raz startuje na maratonie tego typu. Piękny Wschód to jedna z pierwszych możliwości uzyskania kwalifikacji do maratonu Bałtyk-Bieszczady Tour 1008 km. Wybrałem tą imprezę bo mam najbliżej i jest dość tania. Jest to trzecia edycja imprezy.
    Start mojej grupy jest o 8:30, pojawiam się na starcie odpowiednio wcześniej, chowam tracker w framebag i ustawiam się na starcie. Zaraz po starcie grupa traci jednego. Po kolejnych kilometrach tracimy trzech kolejnych. Dość cisnięte było mimo jazdy pod wiatr. Kolega z numerem 256 i ja ścigaliśmy grupy które wystartowały wcześniej. Mieliśmy kilka osób. Dogoniliśmy jedna mocna grupę z którą jechałem do 100km. Trafiła się górka i mi odjechali.
    PK1 Krasnystaw był na 108km, dojechałem do punktu i Ci się już zbierali. Tutaj orientuję się, że dalsza droga będzie solo, nie pomyliłem się :) Na PK podbijam książeczkę. Przydział jedzenia: żurek, cebularz, banan, baton, izotonik, woda 0,5l. Poprawiam siodełko, jest 2 mm za wysoko. Do PK2 Hrubieszów 172km jest dalej w niesprzyjającym wietrze. Wieje raz w czoło raz z prawej. Trafił się nawet odcinek z okropnie kiepskim asfaltem. Było tego pewnie z 10km, zaraz przed Hrubieszowem. Nie ułatwiało jazdy, łata łatała łatę która łatała innąłatę, pieknie to wygląda, okropnie się jedzie. Na PK ciepłe leczo, banan, żele, izotoniki i woda.
    Droga na PK3 to najgorszy odcinek. Nie żeby był kiepski asfalt, zaczęły się górki. Jakoś mi to poszło i pojawiam się na PK3 Józefów 258km. Przydział jedzenia: kanapka, baton, banan, izotonik, woda 0,5l. Na tym punkcie zrobiłem sobie z 30 minut przerwy. Po czasie stwierdzam, że to się przydało i procentowało później na trasie.
    Kolejny odcinek to droga do PK4 Janów Lubelski 336km. Moim zdaniem najgorszy odcinek z całej trasy. Odcinej w dużej mierze przez lasy i wsie. Ściemniało się, wsie zamierały, zostawłay jedynie skupiska pijących panów przy sklepach. w jednym miejscu nadziałem sie na dwa obudzone psy. Zaczęły mnie gonić, ja na wysokie obroty i krzyczę, nie odpuszczają. Po kilkunastu metrach musiały odpuścić, miałem juz ponad 45km/h, dobra ta adrenalina, nie trzeba łykać tabletek z kofeiną. Dobry też był odcinek przez Park Lasy Janowskie, zero oświetlenia ulicznego, tylko moja lampka. W oddali, ani z przodu, ani z tyłu żadnego światełka. Kompletna ciemność. Jade w nadziei, że żadne zwierze mi nie wybiegnie pod koła. Dojazd do PK4 to było wybawienie i zaczęła się juz dobra jazda. Na PK dostałem: filet z kurczaka kaszą pęczak i sałatką, baton, banan, izotoniki.
    Drogi do PK5 Żółkewka 404km nie pamiętam, jakoś za szybko przeleciało. Nie żebym jechał jakoś bardzo szybko, chyba dlatego, że było w miare płasko. Jedynie przed samym PK zaraz za rondem wyrósł podjazd 8%. Na PK spędziłem mało czasu, może z 10 minut. Złapałem banana, batona i izotonik. Napiłem się ciepłej herbaty i ruszyłem dalej. Pod koniec drogi na PK6 Dąbrowa 467km mylę trasę i kieruję się na Orlen w Łęcznej a nie kilka kilometrów dalej w Dąbrowej.
    Do PK6 dojechałem jako jeden z ostatnich. Zdobyłem pieczątke w książeczkę, złapałem banana i batona. Punkt stał przy budynku stacji paliw. Obsługa trzęsła się z zimna. Siedzieli przy może 5 stopniach. Było im chyba zimniej niż nam :) Widzę, że zbiera się do jazdy grupa czterech, może pięciu gości. Nie wiem co mnie tknęło żeby jechać z nimi, na PK stałem może 3 minuty. Nic jadę. I tutaj kolejna dziwna akcja z mojej strony. Nie wiem czemu, ale tempo grupy mi nie pasowało, chyba wolałem sam skończyć tej wyścig. No to dawaj, atakuję sam, 40km do mety, no debil. No i jak już się porwałem to chciałem to pojechać już do resztek sił. Starałem się cisnąć ile się dało. W pewnym miejscu grupa zaczęła mnie doganiać. To mi dawało większego powera. Dobrze ze było raczej z górki to jechało się super. Pod koniec mgły, zimno, brak wiatru, pieknie. Na PK Meta dojeżdzam o 5:37, czyli po 21 godzinach i 7 minutach. Po minucie dojeżdza pierwszy z grupy przed którą uciekałem, po kolejnych 5 dojechali pozostali.
    Wnioski i przemyślenia układam w głowie. Jedynie co warto zaznaczyć, to to, że najważniejsze było jedzenie, lekkostrawne, batony dało się zjeść, jedzenie podczas jazdy na rowerze w odpowiednich chwilach i dużo nawadniania. Trasa łatwa nie była ze względu na pofałdowanie, ale truda też nie. Moja forma mnie zaskoczyła, celowałem w 24h a wyszło znacznie lepiej. To tyle... Aha, no tak, mam kwalifikację na BBT 2018, w sumie po to się tak zmęczyłem.

    Więcej zdjęć na stravie.

    W tym tygodniu to już 512km!
    #rowerowyrownik #ruszrzeszow #100km #200km #300km #400km #500km #zaliczgmine +40
    pokaż całość

  •  

    217576 - 303 = 217273

    Nad jezioro Dobczyckie, bo jeszcze nie byłem.

    Tym razem nie udało mi się załatwić nikogo do towarzystwa, ruszam więc sam chwilę po 7.00 standardową trasą na Wadowice. Tam też pierwsza krótka przerwa na banana i bocznymi drogami (żeby nie pchać się DK52) zmierzam do Lanckorony. Wybieram podjazd w wersji "medium", bo początek standardowy, ale na pierwszym nawrocie można skręcić w ściankę 13%, która wiedzie do samego rynku.

    Na górze druga mała pauza na colę i loda, a później bardzo szybki zjazd do Sułkowic. Zdecydowanie trzeba kiedyś podjechać do Lancko właśnie z tamtej strony. Chwilę później jestem już w Myślenicach i zaczynam trasę wokół jeziora. Niestety widokowo jest fatalnie, bo jeziora w zasadzie nie widać. Było jedno fajne miejsce po południowej stronie, ale akurat na zjeździe, więc nawet się nie zatrzymywałem.

    W Dobczycach podjeżdżam pod zamek, robię zdjęcie z nim i zaporą w tle (trochę zawaliłem sprawę, bo na samą zaporę mogłem podjechać osobno), odpoczywam kilka minut w cieniu i ruszam w dalszą drogę. Będąc z powrotem w Myślenicach, robię postój na Orlenie na hot doga i uzupełnienie bidonów. Dalej drogą serwisową wzdłuż S7 kieruję się do Stróży, gdzie zaczyna się długi, 10-kilometrowy podjazd, a towarzyszy mi w nim mocny, boczny wiatr.

    Również na zjeździe wiatr daje się we znaki, bo trzeba dokręcać, żeby jechać z jakąś sensowną prędkością. Dojeżdżam do mojej ulubionej krajówki, czyli DK28, ale kawałek dalej odbijam na Tarnawę, gdzie kolejny podjazd, tym razem z wiatrem już bardziej od czoła... 20 km, które dzieli Ślemień od Żywca jest w zasadzie cały czas z górki, ale ponownie musiałem walczyć, żeby w ogóle jechać w dół.

    No i w końcu jest, upragniony McD. Tam już czekał na mnie @Arczi-S, z którym byłem wcześniej w kontakcie. Od wyjazdu z domu, aż do tego maka, czyli przez 195 km ani razu nie powiało mi w plecy. Byłem już tak potwornie zmasakrowany tym wiatrem, że miałem dość. Na szczęście jedzonko pomogło zregenerować siły, a od Żywca miało wiać już tylko z tyłu. Co za ulga.

    Klasycznie zatrzymujemy się z Arczim na zdjęcie na zaporze w Porąbce, a tu jedzie @bynon ze swoim bratem. Nie mogło być lepszego miejsca na takie spotkanie :D Chwilę żeśmy pogadali, a Adam poopowiadał o sobotniej wyrypie na Przehybę (zazdro!). Dalej już zwykłą drogą powrotną w kierunku domu, ale tak dobrze się jechało, że postanowiłem dokręcić te 35 km "do równego" ;)

    Przewyższeń jak na taką trasę niewiele, bo 2700 m, ale przez ten wiatr czuję, jakbym miał w nogach ze dwa razy więcej.
    Długiego majowego weekendu niestety nie mam, ale w te dwa dni ustawowo wolne coś tam się oczywiście pojeździ ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #mortalszosuje - relacje z dłuższych tras

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 2)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: Dobczyce.jpg

  •  

    231570 - 315 = 231255

    Ołomuniec przez czeską Łysą Górę

    Czyli dość uboga reprezentacja #rowerowykrakow, bo jechał ze mną tylko @bynon uderzyła na Czechy coby sobie Łysą Górę zaliczyć i nie tylko. Reprezentacja uboga, bo piątek 1 w nocy to nie jest najlepszy termin na zbieranie ludzi na 300km z dobrym podjazdem.

    Pobudka o północy po godzinie snu. Poprzednie dni z jakimś tam ściganiem się, więc brak snu plus to = gruz, dużo gruzu w nogach. O 1 pojechałem zawieźć rzeczy do @isiowa, która zabrała je rano samochodem. Dzięki czemu do Ołomuńca mogłem jechać na pusto, a już 1:30 na stacji benzynowej startujemy z @bynon w dalszą drogę.

    Jest dość zimno i wilgotno - szczególnie cierpią ręce, ale jakoś tam upychając dłonie w rękawy ultralighta dało się wytrzymać. Tempo dobre, bo przez pierwsze 100km jakieś 31km/h, więc przerwa na chwilę na Orlenie, coby Adam mógł wypić kawę, a my nie byliśmy zbyt wcześnie w Cieszynie, gdzie zaplanowany był popas w McD, a tenże otwierany dopiero o 6. Mimo tejże przerwy i tak kwitniemy parę minut przed zamkniętymi drzwiami, a pani, do której można mówić "kierowniku", otwiera podwoje punktualnie o 6:00. Mamy 140km, napełnione troszkę brzuszki i czas atakować Czechy.

    Pierwsze co w Czechach (i Słowacji też) uderza zawsze to wrażenie, że ten kraj wymarł. Oczywiście osobną kategorią jest Praga, która zawsze jest pełna głośnych zagranicznych turystów. Reszta kraju zawsze kojarzy mi się z pustymi drogami, pustymi miastami i bezkresnymi polami rozmieszonymi na mniejszych lub większych pagórkach. Już 25km od granicy zaczyna się pojazd pod Łysą Górę. Bardzo fajny, dobry asfalt, niemorderczy, a te 875m ciągiem trzeba się wspiąć do góry, więc ładnie dokłada do licznika przewyższeń. Ależ ja bym chciał mieć taką Łysą Górę pod domem... Docieram na szczyt, chwilę później również @bynon. Fotki, foteczki i idziemy do restauracji, gdzie w ofercie na tygodniu jest tylko zupa czosnkowa i knedliki. Jemy i zbieramy się w drogę.

    Byłoby zbyt pięknie, bo Adam zastaje swój rower z kapciem, więc trochę schodzi z wymianą, a ja mam czas poleżeć na słońcu. Zjazd na dół bardzo fajny, nawet niewiele miejsc gdzie na drodze jakiś piaseczek, igliwie czy gałęzie, więc można pocisnąć. Ciśniemy też na dół na wypłaszczeniu. Razem przez kilka podjazdów jedziemy do Frydlantu nad Ostrawicą, gdzie już niestety się rozdzielamy. Adamowi spiekło neurony, coś mu tam nie stykało w mózgu, więc wybrał trasę przez Słowację i parę mniejszych przełęczy z Salmopolem na czele. Bardzo ładnie. No i dojechał do Bielska-Białej szczęśliwie i wyrypany.

    Ja zaś sam przez Kraj morawsko-śląski cisnę na Ołomuniec. Widoki świetne, jakbyście co chwilę mijali tapety Windows XP. Do tego kwitną drzewka i ogólnie jest fajnie. Jedyny większy minus to ze 20km drogą z betonowych płyt już przy samym Ołomuńcu. Ale nie można mieć wszystkiego. Sam Ołomuniec fajny, ładne, spójne i spokojne miasto, choć, jak spora innych w Czechach, duża część centrum brukowa. W hotelu byłem przed 16, więc całkiem spoko - zostało jeszcze trochę dnia na zwiedzanie, kolacje, lody i piwerko.

    Więcej zdjęć w pierwszym komentarzu... Jak tam @a__s idzie dodawanie galerii do wpisów? Bo już przed zeszłoroczną wyprawą coś tam było mówione, że to prawie gotowe, a roczek minął i dalej trzeba robić klejenie...

    A propos wyprawy to startuje już za miesiąc... Ostatniego maja, w czwartek, w Boże Ciało.

    Strava

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 4) #metaxynarowerze #rower
    pokaż całość

  •  

    279076 - 301 = 278775

    Niedzielna wycieczka do Cieszyna po zdjęcie z "piniondzem", czyli z banknotem 20-złotowym i Rotundą św. Mikołaja, która widnieje na jego odwrocie.

    Żeby nie być poszkodowanym na kilometrach, bo ode mnie do Cieszyna jest przecież bliżej, wyjeżdżam o tej samej godzinie co #rowerowykrakow. Udaje mi się z nimi spotkać kawałek za Alwernią, a jadą w składzie @metaxy, @bynon, @Cymerek, @trace_error i cztery niewykopowe osoby, w tym Radek Krupa, który jechał z nami dwa tygodnie wcześniej do Warszawy. Po kilku minutach dołącza do nas Pan Kurier - @Hinol.

    Lecimy DW780, wiaterek w plecy, jest przyjemnie i już całkiem ciepło. W Libiążu @trace_error obiera swój kierunek na powrót WTR-em do Krakowa, ale już chwilę później dołącza do nas Marcin, mój znajomy z Czwartkowej Rundy. Jedziemy na Pszczynę, z jednym małym postojem, którego powodem była zgubiona część aparatu @bynon'a. Niestety nie znalazła się... Przed Pszczyną przygarniamy do peletonu @Marcin_od_Tribana i jego "koleżankę" 乁(♥ ʖ̯♥)ㄏ, którzy jadą do Karwiny, a już w mieście na rynku czeka na nas @emtei. Jego lewy pedał postanowił zacząć żyć własnym życiem, więc kilka minut zajmuje nam znalezienie go i nakłonienie do dalszej współpracy.

    Jedziemy w kierunku południowo-zachodnim i wiatr daje o sobie coraz mocniej znać, wiejąc prosto w twarz. Na rynku w Strumieniu spotykamy @pe__pe (w relacji @metaxy'ego jest błąd, gdzie tam jeszcze do Zebrzydowic), a chwilę później na Orlenie czeka na nas @pjib. Teren coraz mocniej pofałdowany, więc na górkach trzeba czekać na ludków ze słabszą nogą. Kilkunastoosobową grupą dojeżdżamy do czeskiej Karwiny. Fotki na rynku, @Marcin_od_Tribana i "koleżanka" zostają oglądać Czeszki, a parę km za miastem @pe__pe skręca do siebie.

    Odcinek pomiędzy Karwiną, a Czeskim Cieszynem, mimo iż płaski jak stół, był chyba jednym z najtrudniejszych w mojej szosowej karierze. Wiatr tak niesamowicie przybrał na sile, że wręcz zatrzymywał w miejscu. Na stacji przed miastem dołączają do nas tata i brat @bynon'a (brat jeździ na poziomym rowerze). Przejazd przez czeską stronę Cieszyna nie przysparza większych emocji, a zaraz za mostem wjeżdżamy na teren parku zamkowego, gdzie znajduje się główna atrakcja tego dnia. Zdjęcie z banknotem na tle rotundy może i oklepane, ale mieć go trzeba i basta.

    Przejazd przez miasto lekko komplikują nam przeprowadzane tam tego dnia zawody w miejskim downhillu. Jako że jesteśmy mniej więcej w połowie trasy, wypadałoby coś zjeść. Pomysł z wizytą w normalnej restauracji porzuciliśmy na rzecz sprawdzonej już wielokrotnie "wykwintnej jadłodajni" spod znaku McD. Odpowiednio posileni niezdrowym fastfoodem ruszamy w drogę, która biegnie przez Skoczów w stronę Bielska-Białej. Z racji bliskości Beskidów Śląskiego i Małego, teren znacznie już pagórkowaty i co jakiś czas robimy krótką pauzę, żeby cała grupa się zjechała.

    Nie będę się zbytnio rozpisywał o zakazie handlu w niedziele i jego wpływie na takie rowerowe, długodystansowe wycieczki jak nasza, bo musiałoby tutaj paść sporo niecenzuralnych słów. Jeśli na dystansie kilkudziesięciu kilometrów nie znajdujemy choćby jednego czynnego sklepu i trzeba prosić ludzi o wodę z kranu, to na usta cisną się słowa, że "w Polsce jak w lesie". Albo i ta druga część cytatu...

    Oznaki cywilizacji znajdujemy dopiero na stacji benzynowej niedaleko Energylandii w Zatorze. Gdyby nie ten postój, to miałem już w głowie nieśmiały plan porzucenia dokrętki do trzystu i wrócenia do domu najkrótszą drogą. Na szczęście jak się człowiek napije zimnej Coli i zje coś słodkiego, to głupie pomysły od razu znikają. Jadę więc z krakusami aż do Łączan, gdzie rozdzielamy się każdy w swoją stronę. Od tego momentu aż w zasadzie pod sam dom wieje mi już tylko w plecy. Cóż za cudowna odmiana po całym dniu niesprzyjających okoliczności wiatrowych. Trasę udało mi się wymierzyć idealnie i nie musiałem nic dokręcać, skoro trójka z przodu zagościła na liczniku.

    Wspaniała to była trasa, nie zapomnę jej nigdy. A czego sobie życzę w następnej? Tego samego co w tej. Zwiedziłem nowe miejsca, jeździłem ze znajomymi, których bardzo lubię i przyjemnie się zmęczyłem.

    #mortalszosuje - mój tag z opisami dłuższych przejazdów

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #100km #200km #300km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: piniondz.jpg

  •  

    283890 - 307 = 283583

    Ona czuje we mnie piniądz...

    Czyli #rowerowykrakow pojechał do Cieszyna zrobić sobie zdjęcie z 20zł i Rotundą p.w. św Mikołaja w Cieszynie. Zdjęcie sztampowe, ale takowego jeszcze na rozkładzie nie było.

    Pobudka 6 rano, za oknem już piękne słońce, temperatura na starcie godzinę później 7 stopni. A skoro piękne słońce, to szybko będzie lecieć do góry. Jadę na PC po @Cymerek, który gdzieś zgubił Ultralighta i mamy 10min obsuwy. Na szczęście #krakow w niedzielny poranek niemal wymarły i na Orlenie przy Moście Zwierzynieckim jesteśmy o czasie. Tam zbieramy @bynon i wraz z 4 niewykopkami - w tym jedną dziewczyną - lecimy wałami do Piekar, a tam czeka na nas @trace_error.

    Żeby trasa nie była taka sama na powrocie, żeby było 300km i skoro w niedzielę niemal nie ma zupełnie ruchu, to śmigamy DW780. Idealny asfalt, świetna droga, grupą jedzie się bez zarzutu. Naprzeciw z Bierunia wyjechał nam @Mortal84, bo też brak 300km by go bolał, a kawałek dalej @Hinol. @Hinol to nasz krakowski kurier, noga dobrze zrobiona, więc było z kim prowadzić przez większość dnia. Trzymamy stabilne 30-35km/h, ale wszyscy na kole trzymają się grupy i nie odpadają.

    Gdy koleżanka i @trace_error odłączają się na swoje trasy dołącza do nas jeden z kolegów @Mortal84, więc grupa nadal dość liczna. Niedaleko Pszczyny @bynon gubi część od aparatu, więc został jej szukać, a my mamy 15 min przerwy pod nieczynnym sklepem. Aczkolwiek nasza obecność pod nim wlała w ludzi nadzieję, że jest otwarty. Nic z tego. Zakaz handlu i w ogóle. Wyprzedzając chronologię... Super jest ten zakaz. Jak zaraz za Cieszynem znaleźliśmy otwarty sklep (po 170km w nogach i fuksem otwarty ostatnie 15min) to kolejnym otwartym przybytkiem na trasie była stacja benzynowa pod Zatorem. Jedyne ~100km dalej. Trzeba było po drodze stawać i prosić o wodę z kranu. Toteż polecam zakaz handlu - można oszczędzić pieniądze, wodę, czas, który zmarnowano by w sklepie...

    Południowy #wmordewind daje o sobie mocno znać, gdy w Pszczynie dołącza do nas @Marcin_od_Tribana wraz z dziewczyną i @emtei. @emtei to jest aparat. Jak robiłem Everesting kolega przyjechał specjalnie ponad 100km, żeby ze mną chwilę poodjeżdżać. W połowie pierwszego podjazdu złapał gumę. Dałem mu swoją dętkę, wymienił i musiał zawijać do domu, żeby się wyrobić. Tym razem czeka na nas. Witamy się, chcemy jechać dalej, a jemu odpadł pedał... Cuda panie, cuda! Poczekaliśmy na niego podziwiając pchli targ zajmujący cały rynek (akurat tego zakaz handlu nie dotyczył). Ale wkręcił i jedziemy dalej.

    Kawałek za Strumieniem zbieramy @pjib a w Zebrzydowicach @pe__pe. Zaczynają się też pagórki, co plus wiatr, już rozrywa mocno peleton, ale czekamy na szczytach. W ten sposób przekraczamy polsko-czeską granicę i trafiamy do Karwiny. W sumie więcej tam Polaków jak Czechów. Fotki, @Marcin_od_Tribana zostaje tam z dziewczyną, kawałeczek dalej @pe__pe odbija na Bohumin, a dla nas zaczyna się największa rzeźnia tego dnia, czyli trasa niemal płaska jak stół do Czeskiego Cieszyna. 15km, a przez wiatr mordęga niesamowita. Często słyszy narzekania na #wmordewind i jak to było trudno. Tamten wiatr był masakryczny, on nie przeszkadzał, on zatrzymywał w miejscu.

    Dojechaliśmy zgarniając po drodze brata @bynon na poziomce i jego tatę, chcieliśmy coś zjeść w Czeskim Cieszynie, ale nic ciekawego nie wpadło nam w oko, a przy okazji przygotowanie żarcia dla ~10 osób zajęłoby sporo czasu. Przejechaliśmy most graniczny i mamy przed sobą cel wyprawy, czyli wzgórze zamkowe ze wspomnianą wcześniej rotundą i wieżą. Po obowiązkowych fotach skończyliśmy jak zwykle w McD.

    Nażarci jedziemy pagórkowatą trasą, zaczynają się pierwsze poważniejsze odpadnięcia, bomby i "minizgony", ale szybsi czekają na górkach na resztę. Sucho, nie ma nic w bidonach, sklepy pozamykane to chłopaki napełniają bidony wodą z kranu. Teren powoli się wypłaszcza, jedziemy koło Energylandii w Zatorze, budowa najszybszego rollercoastera trwa w najlepsze, a kawałek dalej stacja benzynowa. Popas tam, zjedzenie i napicie się jak człowiek dobrze działa na wszystkich, bo ciśniemy bez problemu 35km/h mimo bocznego i w twarz wiatru. Choć pod wieczór nie był on już tak dokuczliwy.

    @Mortal84 odłącza się w Łączanach, a my tym razem rezygnujemy z WTR, bo 300km i tak będziemy mieć jadąc krótszą trasą. @Hinol też miał tam pojechać do domu, ale rzeczone 300 kusiło i dojechał z nami aż do Krk. W końcu i tak zrobił 290km... Moje wewnętrzne OCD płacze, ale jego wybór. Przed 21 już wszyscy w domkach - my z @Cymerek jeszcze skoczyliśmy kupić sobie zasłużone piwerko na wieczór.

    Ogólnie perfekcyjny wyjazd (z malutkim wyjątkiem wiatru) - łącznie udział w zabawie (na różnych etapach) wzięło 18 osób (jeżeli o kimś nie zapomniałem) - zacnie, szczególnie na takiej trasie. Było mocniej niż zakładaliśmy (300km ze średnią 29km/h), było cieplej, słoneczniej, ogólnie mega wyjazd - polecamy się na przyszłość i zapraszamy.

    Strava

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 3) #metaxynarowerze #rower
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.04.08-full.JPG

  •  

    297518 - 303 = 297215

    Świnta, świnta i po świntach.. Gminobranie.

    Czas było wrócić ze świąt do Krk, więc o 5 rano we wtorek pobudka. Brat podrzucił mnie samochodem do Rzeszowa i ciut po 7 śmigam w kierunku na Łańcut - krajówką, bo od czasu otwarcia A4 aż do Ukraińskiej granicy w zasadzie wszystko porusza się autostradą właśnie.

    Pierwszy dzień jako takiej słonecznej pogody, wiatr początkowo nawet sprzyjający. Chłodniej niż w Krk, bo maks było pewnie koło 12 stopni, ale nadal to już fajne wiosenne warunki.

    Z Łańcuta przez Leżajsk cisnę na Tarnobród i wracają wspomnienia z wszystkich dotychczasowych wypraw dookoła Polski. Lubelskie ma równie tragiczne drogi co Lubuskie czy Dolnośląskie, ale przynajmniej nie ma bruków. Niemniej jednak w drogach kratery, a i nie idzie rozpoznać gdzie jest łata, a gdzie właściwy asfalt. Pod Biłgorajem jadę ulicą Spokojną, od której podnosi mi się ciśnienie. Piasek zalany wodą, cegłówki, ogólnie syf.

    Niedaleko Zwierzyńca zaczynają się fajniejsze tereny i Roztoczański Park Narodowy - naprawdę fajne tereny i o dziwo nawet miejscami lepszy asfalt. Tam też wieje #wmordewind już prosto w ryjek, a wieje coraz mocniej jak to zwykle ciut popołudniu.

    W Józefowie idealny przykład polskiej szkoły budowania DDR, czyli kończenie tegoż na każdym skrzyżowaniu - nawet przy wyjeździe z bramy cmentarza, gdzie raz na tydzień przejedzie karawan...

    Cisnę dalej na południe w kierunku na Sieniawę i Przeworsk skąd mam pociąg. Po przekroczeniu granicy województwa i mam ochotę ucałować podkarpackie asfalty. W Przeworsku okazuje się, że jak zepnę tyłek to zdążę pojechać do Łańcuta i dzięki temu uda się przekroczyć #300km.

    No i udało się jakieś 10min przed odjazdem pociągu. Za podróż do Krk życzą sobie 33zł + 9.10zł za rower. A warunki? Jak na zdjęciu... 2.5h pod kiblem i na stacji w Rzeszowie już mam tam 3 towarzyszy. Cały pociąg jadący do Szczecina zapchany ludźmi i na korytarzu pełno od Rzeszowa. To musiała być wspaniała podróż dla tych jadących dalej.

    Strava

    O 23 w Krk, zebrałem 18 gmin do #zaliczgmine co daje 2175/2479. Ogólnie niezła forma. Początek kwietnia, a już jedna 400km i dwie 300km. W niedzielę szykuje się kolejna.

    W tym tygodniu wrzucę trasę na kolejną wyprawę cobyście mi podrzucili atrakcje, uwagi i jak zwykle rozpocznie się żebranko o nocleg.

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 2) #metaxynarowerze #rower
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.04.03-full.JPG

  •  

    305720 - 311 = 305409

    300 frajda
    Czyli mimo obiekcji niektórych, że jazda serwisówką wzłuż A4 to śmierć, zawał i rak płuc, było super i poszło na luzie. No i najważniejsze - pierwsze lody Anno Domini 2018!

    Start 7:00. Rower myty dzień wcześniej i po 3km już uświniony, bo w nocy i nad ranem lało. Kawałek dalej zabieram kolegę Jacka i jedziemy wałami do Puszczy Niepołomickiej, a potem przez kładkę w Mikluszowicach dalej w kierunku A4 właśnie. Ilość trąbiących Januszy w Passatach i Sebastianów w Audi była zadziwiająca... Przy A4 orientuję się, żem sobie włączył pauzę 50km temu i nie liczy. Na szczęście w domu od Jacka wziąłem jego GPX i wkleiłem w moją dziurę (jeszcze jedna zaleta jazdy z kimś).

    Znanymi fragmentami drogi serwisowej do Tarnowa jedziemy na luzie, a po przejechaniu rzeki Biała spotkaliśmy Adama. Teraz już w 3 jedziemy na Dębicę. Ale koledzy mówią, że jest niedaleko miejscowość Przeryty Wór - super - wszak lubię zbierać dziwne nazwy miejscowości. Niestety na miejscu okazuje się, że to Przeryty Bór, a ja jestem głuchy (czysty ubaw). Pod Dębicą dołącza do naz @zukikiziu, a Jacek zwija do domu.

    Od tego też miejsca parę razy trafiamy na ślepe fragmenty serwisówek. O ile wcześniej dało się kawałek szutrem, to teraz przecinają to czasem potoczki etc. i trzeba zawracać. Ogólnie nie ma tego wiele, a dodatkowe kilometry i tak tylko cieszą.

    Dotarliśmy do Rzeszowa, gdzie czeka na nas Radek - mój kolega z klasy z liceum. Popas pod sklepem Frac, a potem już bocznymi drogami przez parę mniejszych lub większych (170-180m przewyższenia) pagórków. Za to lubię moje okolice. Nie trzeba daleko jechać, żeby sobie 200m podjazdy znaleźć. Dla każdego coś dobrego. @zukikiziu urywa się przed Strzyżowem. W Strzyżowie prosimy dobrych ludzi o taśmę izolacyjną, bo Adam urwał uchwyt na lampkę. Kolejne pagóraski i we Frysztaku Adam skręca na Tarnów. Ten dokręcał do 250km i przez to zlało mu na koniec tyłek.

    Z Radkiem zahaczamy o mój dom, zostawiam manele, jadę go odwieźć do domu, wracam, 311km, wystarczy, bo ciemno, a białych okularów brak.

    Ogólnie polecam tę trasę jak ktoś ma ochotę przejechać się z kumplami w niemal zerowym ruchu samochodowym. Można pogadać, pośmiać się i całą droga Wasza.

    Strava

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km (nr 1) #metaxynarowerze #rower #szosa
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.03.30-full.JPG

  •  

    309449 - 420 = 309029

    Sezon wycieczek długodystansowych uważam za otwarty, czyli urodzinowa trasa @metaxy'ego.

    Miało być 300 km na 30. urodziny wspomnianego jegomościa, ale wszyscy dobrze wiemy, jak to jest. Trzeba po drodze pozaliczać gminy i nagle robi się 370 km. A tego już nie można tak zostawić, bo co to za liczba. Dołóżmy zatem do równego. Później po drodze jeszcze jakieś objazdy i inne atrakcje, i finalnie wychodzi to co wychodzi. Nie żebym narzekał z tego powodu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Pobudka o północy po całych dwóch godzinach "snu". Trzeba coś zjeść, ogarnąć się, wypić kawę i o 1.00 wyjeżdżam. Początkowo temperatura tylko nieznacznie poniżej zera, lekki wiaterek w plecy, więc jedzie się dobrze. W Trzebini Garmin pokazuje mi już jednak -5.5 st. i wiem, że noc na "ciepłą" się nie zapowiada.

    Miejsce spotkania mamy wyznaczone na tankszteli na obwodnicy Olkusza. Docieram tam jako pierwszy. Jestem już dobrze rozgrzany, bo po drodze było kilka podjazdów, a tu trzeba czekać na resztę ekipy. W ciągu 10 minut zjawiają się: @metaxy, @38kemor i krakowski nakurwiacz kilometrów Radek Krupa, a z Andrychowa przyjeżdża @Kuchasz.

    Ponowne doprowadzenie stóp i dłoni do pożądanej ciepłoty zajmuje pół godziny. Jednak dobre tempo i podjazdy wydatnie w tym pomagają. I tak sobie jedziemy, a temperatura spada momentami nawet do -7,5 st, jednak średnio utrzymuje się na -4 st. Pierwszy nieplanowany postój mamy w Sędziszowie, gdzie Strava chciała nas prowadzić na przełaj przez tory kolejowe, a dodatkowo @Kuchasz zauważa, że lekko schodzi mu powietrze z przedniego koła, więc tylko dopompowuje. To już jednak wystarczyło, żeby zabawa z rozgrzewaniem kończyn zaczęła się od nowa...

    Druga podobna sytuacja ma miejsce w Jędrzejowie. Trasa leci drogą S7, więc trzeba wyznaczyć objazd. @Kuchasz znowu pompuje, a mnie znowu marzną stopy i dłonie. Przed Chęcinami fajny podjazd pod zamek. Foto/siku/jedzenie (niepotrzebne skreślić) i ruszamy dalej. Przejazd przez Kielce w zasadzie bezproblemowy pomimo sporych porannych korków. A potem już tylko 30 km i upragnione śniadanie w wykwintnej restauracji McD w Suchedniowie. Schodzi nam tam znacznie dłużej niż byśmy chcieli. @Kuchasz dostaje pracę domową: ćwiczyć szybką wymianę dętek i kupić sobie takie bez wykręcanego zaworka.

    W okolicy Skarżyska-Kamiennej zaczyna się wężykowanie po #zaliczgmine (+24 dla mnie po tej trasie) i tam też opuszcza nas @38kemor, który obawiał się, że może nie podołać takiej czterysetce. Pojechał więc swoją skróconą wersję, a ostatecznie i tak niewiele mu zabrakło.
    W Szydłowcu przypadkowo rozdzielamy się z Radkiem i on też już dalej jedzie po swojemu. Za to w okolicy Radomia dołącza do nas Jacek, znajomek @metaxy'ego z Endomondo. Pojawiają się też atrakcje, z których podobno słynie Mazowsze - "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd". Brakowało tylko tego psa w czapce z mema "I tak się powoli żyje na tej wsi"...

    Gdzieś pomiędzy Białobrzegami a Warką dopada mnie mały kryzys. Zjadam słodycze, które jeszcze mi zostały, ale ogólnie nie jedzie mi się zbyt rewelacyjnie i tylko trzymam koło za chłopakami. Dodatkowo droga od Warki aż do Konstancina jest nuda jak flaki z olejem i ciągnie się bez końca.
    W Kawęczynie spotykamy @oskar1100, który wyjechał nam naprzeciw i później elegancko poprowadził już po samej Warszawie. Trochę dalej dołącza do nas też @piotreeek. Dzięki za fatygę, panowie!

    Jeszcze tylko obowiązkowe zdjęcie z Pałacem Kultury i Nauki, maczek na dworcu, kupić bilety powrotne i fajrant. Pociąg do Bielska-Białej, którym z @Kuchasz wracaliśmy, przyjechał spóźniony o 15 minut. Już nawet nie będę wspominał, że cały dzień jechaliśmy z myślą wracania pociągiem o 18.45, ale "piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd" skutecznie pokrzyżowały nasze plany.

    Dzięki wszystkim za wspólną jazdę, miłe towarzystwo i do następnego!

    #mortalszosuje

    #rowerowyrownik #szosa #wykopcanyonclub #rowerowykrakow #100km #200km #300km #400km (nr 1)
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: wawa.jpg

    •  

      @Mortal84 Musiał bym mieć większy rozmiar ochraniaczy. Same buty mam 1 rozmiar większe niż letnie, aby było miejsce na grube skarpetki bądź nawet 2 pary skarpetek w przypadku temperatur po -10.
      I ani razu mi stopy nie zmarły, chociaż w moich jazdach co pewien czas chodziłem, wiec stopy nie miały tak strasznie jak przy bezruchu.
      Ale te spece defroster to zdecydowanie jeden z najlepszych zakupów rowerowych od dawna. pokaż całość

    •  

      spece defroster to zdecydowanie jeden z najlepszych zakupów rowerowych od dawna

      @Hinol: Właśnie zastanawiam się czy do zimówki nie przełożyć pedałów MTB i kupić buty MTB czy jednak zostać przy szosie. Ale chyba jednak skuszę się na zmianę pedałów.

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    309943 - 424 = 309519

    Hmmm no miało być 300km na moje urodziny, było 424km... To fajnie i chyba nie ma się co więcej rozpisywać. Na końcu wpisu info o wyprawie dookoła Polski.

    No dobra, koniec gadania głupot. 26 marca @metaxy przyszedł na świat, co nie jest przesadnie korzystne, gdy chce się robić dystanse z okazji urodzin. Pogoda zwykle zimowa lub bardzo wczesnowiosenna, ale prognoza mówi, że w nocy 0, w dzień z 8 stopni, sucho to jedziemy. Niestety poniedziałek i wczesna część sezonu, więc łatwo zebrać tłumów nie było, ale na wypad z #rowerowykrakow zdecydowali się @38kemor @Mortal84 i @Kuchasz.

    Startujemy o 1 w nocy z @38kemor i zaraz zgarniamy pierwszego niewykopka czyli Radka Krupę. Taki nasz okoliczny nakurwiacz kilometrów - gość ma też i 500km na rozkładzie, więc wiadomo było, że da radę. Temperatura 2 stopnie na plusie - jest spoko. Spoko było tak przez pierwsze 10km, zaraz spadła do zera, a w Krakowskich Dolinkach już -5. Na brodzie lód, w bidonach zaczyna się robić kasza, stopy i dłonie trochę marzną. Ale humory dopisują, więc zasuwamy i gadamy o pierdołach.

    W Olkuszu na stacji benzynowej zgarniamy @Mortal84 i @Kuchasz - 5 min postoju i już wiemy, że łatwo nie będzie, bo zimno jak fiks. Temperatura spada do -7.5 stopnia i aż do 8 rano było -3.5. Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, to pewnie byśmy poddali wyjazd, a tak "ignorance is bliss". W bidonach formuje się już lód w całej objętości i pić nie bardzo się da.

    Sędziszów przywitał nas uciekającym powietrzem z koła @Kuchasz, ale na tyle powoli, że można dopompować i jechać chwilę dalej. Wolimy to niż czekać na zmianę dętki przy tym mrozie. Tempo cały czas sympatyczne w okolicy 30km/h. Tak dojeżdżamy do Jędrzejowa - kolejne pompowanie koła, zimno, zamarzamy, a jeszcze okazało się, że Strava puściła nas na S7 i musimy kombinować inną trasę i nadkładać km.

    Niedaleko Kielc pojawia się jakaś konkretniejsza góreczka i kurde zastanawiam się skąd to... A to podjazd pod zamek w Chęcinach, gdzie z #rowerowykrakow byliśmy niedawno na ostatniej dwusetce w 2017r. W kieleckim jak to w kieleckim "piździ" i śnieg leży... Przejazd przez Kielce raczej bezproblemowy i głodni jak psy wypatrujemy kiedy na liczniku pojawi się 200km, bo wtedy czas na popas w wykwintnej restauracji McDonald's w Suchedniowie. Miało być szybko, coby nie marnować czasu, ale koledze @Kuchasz zmiana dętki zajęła trochę czasu, więc wyjeżdżamy dopiero 10:35. No i wiemy, że z wyrobieniem się na planowany pociąg będzie krucho. Od tego też miejsca zaczyna się zabawa w #zaliczgmine, więc trasa zaczyna przypominać węża.

    Skarżysko-Kamienna ma fajne Muzeum Orła Białego, gdzie znajduje się najciekawszy dla mnie eksponat czyli kuter torpedowy proj. 664 ORP „Odważny”. Kawałek dalej oddziela się od na @38kemor, który stwierdził, że forma mu nie pozwala na robinie rzeczonych zygzaków, więc on do Warszawy jedzie krótszą trasą. Finalnie i tak wyszło mu 381km, więc grubo. Pod zamkiem w Szydłowcu czekamy na Radka Krupę, który został nieco z tyłu. Ten nas minął nie zauważywszy i pojechał dalej złą trasą. Próbowaliśmy się jeszcze połączyć, ale nie udało się, więc on też krócej pojechał na Grójec.

    Okolice Radomia witają nas tym co tygryski lubią najbardziej. Piach, urywające się drogi, błota, drogi, które istnieją wyłącznie na mapie, grzęzawiska itd. Takie bogate to Mazowieckie, a z doświadczenia wychodzi mi, że mają chyba najwięcej dróg gruntowych (a ziemia piaszczysta) w całej Polsce. No i na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć jedną z wielu takich przepraw. Tam też spotykamy Jacka Cendrowskiego. To ten sam kolega co spakował rower, wsiadł kiedyś w auto, żeby być o 3 rano we Wrocławiu i przejechać ze mną 300km (a potem znów powrót do Warszawy. Pozytywny człowiek. Przejechaliśmy razem wczoraj pewnie ze 100km i rozłączyliśmy w okolicach Warki. Niedaleko Góry Kalwarii z naprzeciwka nadjechał @oskar1100 i już mamy autochtona, dzięki któremu przejazd przez Warszawę i okolice stał się z nieprzyjemnego zacnym. Niewiele później kolejny reprezentant #szosowawarszawa czyli @piotreeek i tak w 5 jedziemy na Dworzec Centralny. Wspólna focia, śmieszki. Chłopaki do domu, my znów na szybko do McD przed pociągiem. Ja z @38kemor jednym pociągiem, @Mortal84 z @Kuchasz drugim i koniec wycieczki.

    Tak powinny wyglądać wszystkie urodziny!

    W ramach #metaxynarowerze poza info o tym wypadzie też inna informacja, która będzie Was pewnie bardziej (choć nadal niewiele) interesować. Start IV (ostatniej) wyprawy dookoła Polski w Boże Ciało 31.05.2018, czyli za 2 miesiące. Kierunek pierwszego dnia to Warszawa, żeby moje ludziki mogły sobie wrócić pociągiem. Trasę wrzucę na dniach, bo mam w miarę gotową.

    Strava

    #rowerowyrownik #100km #200km #300km #400km (nr 1) #metaxynarowerze
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2018.03.26-full.JPG

  •  

    366346 - 306 - 310 - 259 = 365471

    Wpisy z letniej wyprawy dookoła Polski - czytasz na własną odpowiedzialność.

    Wyprawa dookoła Polski: dzień XXI (14.07.2017)

    Żeby zawsze było tak jak dziś.
    Start rano nie boli tak bardzo, gdy wiesz, że czekają cię bardzo dobre, dobre lub chociaż znośnie asfalty Wielkopolskiego, a nie "drogi" północnej części Dolnośląskiego próbujące wytłuc mózg przez uszy.

    Jadę przez las i na drodze leży spora gałąź zajmując więcej niż pół jezdni. Przy mnie przejechało 6 samochodów i tylko omijają, żaden dupy nie ruszy. W nocy ktoś w to przywali i będzie płacz. No i ściągam takie gałęzie, wiadra, kołpaki. Ludzie to lenie.

    Stoję na przejedzie kolejowym w Bronowie i pierwszy raz w Polsce widzę pociąg z samochodami. Ze 30 wagonów z Toyotami i Lexusami. Na zachodzie dość częste.

    W Krzywosądowie spotykamy się z @mosci_K. Bardzo sympatycznie się nam gada, ale kolega po ostatnich 300km jeszcze nie doprowadził kolana do porządku, więc zrobiliśmy razem ze 30km tylko.

    Po drodze jestem w Panience, Murzynowie Kościelnym co mile uzupełnia kolekcje znaków miejscowości dziwnych i dziwniejszych.

    Na nocleg dojeżdżam już późną nocą, ale mogłem, bo u mojej wieloletniej koleżanki ze Ślesina. Tym milej było u niej nocować, że mogliśmy sobie pogadać po dłuższej przerwie.

    Strava i Endomondo

    Wyprawa dookoła Polski: dzień XXII (15.07.2017)

    Brukami, polami do Paryża, Rzymu i innych dziur.

    Żegnam się z koleżanką ze Ślesina i jadę po pierwszą połówkę "Złotego Gralla" znaków miejscowości dziwnych, czyli Tumidaj. Dalej trasa leci przez Powidzki Park Krajobrazowy i po raz kolejny Strava zrobiła mnie w wała i puszczając wzdłuż jeziora powidzkiego wepchnęła w piaszczystą drogę. Jak się okazało, po rozmowie z lokalsami, droga wokół tego jeziora jest cała taka, więc skończyło się nawracaniem, nadkładaniem kilometrów, ale dzięki temu wpadło ponad 300km tego dnia.

    Przez Małachowo Złych Miejsc (kto to kurde im wymyśla) jadę do Żydowa i już bezpośrednio do Gniezna. Trochę zdziwiony byłem, że poza katedrą nie znalazłem nic ciekawego do zobaczenia. Lednicki Park Krajobrazowy trochę złamał choć na chwilę krajobraz, ale potem znów Wielkopolska przypomina o sobie i raduje oko z jednej strony pszenżytem z drugiej kukurydzą przez 10km. Po 10km następuje zamiana i zboże zamienia się stronami z kukurydzą (tak wiem, kukurydza to też zboże).

    Płasko, monotonnie, na szczęście po drodze była dziura zabita dechami zwana Paryżem, która to nazwa zawsze pozwala się ponabijać troszkę z naszego naczelnego trolla @NadiaFrance. To już trzecia taka miejscowość w Polsce, którą udało mi się zwiedzić. Nawet porządna droga tam niestety nie prowadzi.

    Wyprzedzałem mocno terminarz, więc jechałem po terenach, których pierwotnie nie miałem w planie, ergo nie miałem wcześniej skombinowanych noclegów u Wykopków. Dlatego też nocleg udało się znaleźć dopiero w Mogilnie, do którego droga prowadziła przez Rzym. Jednego dnia być w Paryżu i Rzymie to naprawdę dobry wynik. Na nocleg dojechałem dopiero mocno po północy. Na szczęście był to 24h Hotel Mogilno przynależny do miejscowego ośrodka sportowego. Nie najtaniej, ale naprawdę dobry standard jak na hostele, w których nocuję zwykle na wyprawie i już dalej nie było sensu i sił jechać.

    Strava i Endomondo.

    Wyprawa dookoła Polski: dzień XXIII (16.07.2017)

    Jakby tak złamać sobie nogę, to bym się wyspał.
    Można wstać po 7, ale i tak człowiek jest już tak styrany, że zebranie się rano, zjedzenie śniadania, spakowanie zajmuje stanowczo za dużo czasu, więc wyjechałem chwilę przed 9. Dlatego też musiałem odpuścić Kruszwicę i Mysią Wieżę nad Jeziorem Gopło choć mijałem je o rzut beretem. Nocleg był już ugrany i wiedziałem, że muszę się śpieszyć, coby nie przyjechać do kolegi @szymonzo1002 o jakiejś pogańskiej godzinie.

    Mijam Janikowskie Zakłady Sodowe, całkiem pokaźny zakład przemysłowy i jadę do Inowrocławia. Najpierw zwiedzić tężnie solankowe, a potem obowiązkowa wizyta w McD, gdzie miałem przyjemność posłuchać planów restrukturyzacyjnych lokalnego rynku transportowego, bo jacyś panowie pozbierali byłych kierowców PKS i innych busów, żeby otworzyć własną firmę transportową. Ilość kurwowań na poprzednich pracodawców, rubasznego humoru etc. dobijała pod limit.

    Jadę na Aleksandrów Kujawski, żeby odbić na Szubin i kawałek przed Szubinem trafiam wybija 6000km tej wyprawy. To już liczba, którą wyprawa miała zakończyć się pierwotnie, ale skoro idzie dobrze, to szkoda trzeba korzystać, a trwać wyprawa ma miesiąc. Niedaleko Szubina, przedzierając się kilka kilometrów przez las, po piasku i w towarzystwie komarów, docieram do miejscowości Grzeczna Panna. Jak w lesie spytałem starszego pana, czy dobrze jadę, to był przezdziwiony, że ktokolwiek wie o tej miejscowości i niestety nie mógł mi potwierdzić, że jest tam znak, któremu można zrobić zdjęcie. Dojechałem, znak jest i tak właśnie skolekcjonowałem drugą połówkę "Złotego Gralla" znaków, czyli "Tumidaj Grzeczna Panno". Tak humor najwyższych lotów, ale na takiej wyprawie robi się wszystko, żeby stworzyć sobie jakiś cel i żeby było ciut mniej nudno. Wyjeżdżając z tej miejscowości okazało się, że była tam inna, znacznie lepsza droga, która nie wymagała prowadzenia roweru po piasku... Bywa, ale któż to mógł wiedzieć.

    Powoli robi się coraz ciemniej i pędzikiem lecę na Bydgoszcz. Po drodze mijam parę samolotów zaparkowanych pod Wojskowymi Zakładami Lotniczymi przy lotnisku i niedaleko zbiera mnie @szymonzo1002 na rowerku. Jedziemy prosto do niego do domu. Kąpiel, kolacja, rozmowa z rodzinką, trochę zajęło mi ogarnianie trasy na następny dzień i do spania. Kolejny dzień za nami.

    Strava i Endomondo.

    #100km #200km (nr 24) #300km (nr 5) #metaxynarowerze #rowerowyrownik
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2017.07.14-full.JPG

  •  

    367251 - 586 = 366665

    Przedsylwestrowy przejazd Katowice - Gdańsk

    Już tradycyjnie, w okresie między świętami a sylwestrem udało się zrealizować dłuższą trasę, tym samym zamykając rok 2017. Tym razem prognozy pogody sugerowały jazdę na północ, więc padło na przejazd do Gdańska. Pierwszy raz nie jechałem sam - kilka dni wcześniej odezwał się do mnie Paweł Pieczka, który znając już moją tradycję, zaproponował towarzystwo.

    Startujemy zaraz po świętach, 27 grudnia w okolicach 6 rano. Paweł jedzie od południa (spod czeskiej granicy), więc wyjeżdżam mu na przeciw. Dziwne uczucie, bo mamy jechać nad morze, a ja początkowo się oddalam jadąc na południe ;) Poranek mglisty i zimny. Spotykamy się gdzieś przed Żorami i odtąd jedziemy już wspólnie na północ. Niepokoi nas, że jeśli kolejna noc będzie podobna (zimno, mgliście i wilgotno), to może być z nami krucho, a przede wszystkim - zbyt niebezpiecznie. Bo przecież aktualnie mamy najdłuższe noce i czeka nas dobrych 15 godzin jazdy po ciemku.

    Przed Częstochową pierwszy krótki postój pod sklepem. Chwilę wcześniej jednak mały incydent - na środku naszego pasa stoi śmieciarka. Słońce już zaczęło podsuszać asfalty, co uśpiło czujność - gdy tylko naciskam hamulec, od razy podcina mi koła i zaliczam glebę. Akurat trafiłem na zacieniony kawałek asfaltu, na którym jest tak ślisko, że nawet ciężko mi się pozbierać. Na szczęście prędkość niewielka i skończyło się na zdartym łokciu i dziurawej kurtce.

    Większy postój planujemy zrobić w okolicach środka trasy. Zgodnie z założeniem, niedługo po zapadnięciu zmroku wjeżdżamy na DK91, by odtąd trzymać się sprawdzonego przeze mnie wariantu nad morze aż do końca. Przed Krośniewicami łapie gumę w tylnym kole. Wokół tylko pola i ciemność, więc nie uśmiecha się wymiana dętki w świetle latarki. Postanawiamy spróbować dopompować i jechać dalej, bo jakoś gwałtownie to nie zeszło. Udaje się przejechać 7 km, więc nie jest źle. Jeszcze jedna dobitka i po kolejnych 10 km lądujemy w Krośniewicach, gdzie ma być w końcu Orlen i dłuższy postój. Niestety jest kiepściutko - to jakaś lokalna stacja, zamykana o 22. Jeszcze jest czynne, ale na wypasy nie ma co liczyć. Brak miejsca do siedzenia, a całe menu to znienawidzone już przeze mnie hot dogi. Ale trudno - trzeba zjeść co jest i zrobić dętkę, którą udaje się załatać bez zdejmowania koła.

    Ledwie wracamy na główną drogę, a naszym oczom ukazuje się wielki i wypasiony Orlen z czerwonymi sofami i bogatym menu na pokładzie. Aż żal patrzeć, ale trzeba jechać dalej. Oczywiście przez kolejne godziny mijamy sporo takich wypasionych przybytków ;)

    Noc przemija dość spokojnie. Zgodnie z prognozami wiatr sprzyja, jednak pokazują one też coś niepokojącego, czyli nadchodzące opady deszczu.
    W okolicach Grudziądza zaczynają się pierwsze podjazdy, które towarzyszyć nam będą do końca trasy. Łamie mnie trochę senność, więc za miastem robimy szybki postój żeby wybić się monotonii jazdy. W okolicach 500 km, (tu pęka #festive500 ) zajeżdżamy do sprawdzonego i wyczekiwanego miejsca postoju na stacji BP w miejscowości Nowe. Tutaj w końcu ogromny wybór jedzenia. Podwójna jajecznica i inne rarytasy od razu stawiają mnie na nogi. Jednak to co widać za oknem nie napawa optymizmem - zgodnie z zapowiedziami pada deszcz, a temperatura oscyluje nieznacznie powyżej zera.

    Ostatnie godziny jazdy nie należą do przyjemnych. Deszcz i chłód skutecznie wysysają z nas energię potrzebna do jazdy. Dodatkowo mój rower ma taką przypadłość, że w takich warunkach momentalnie cały napęd pokrywa się błotem i zaczyna mocno rzęzić, a biegi przestają się słuchać. Sam tez jestem uwalony po czubek głowy (patrz zdjęcie w pierwszym komentarzu :D). Jest ciężko, ale że kolega Paweł tez nie jest z pierwszej łapanki (świetne drugie miejsce na tegorocznym #mrdp mówi samo za siebie), to nie odpuszczamy i już bez postojów docieramy do celu.

    Tym sposobem, po 31 godzinach i przebyciu niespełna 600 km wspólnie meldujemy się pod Neptunem ;) W moim zabłoconym stroju byłem chyba większą atrakcją niż on sam ;) Na ostatnich 100 km deszcz i grudniowy chłód dały nam ostro popalić, ale w towarzystwie łatwiej było przezwyciężyć te trudności. Dzięki za jazdę :)

    Pozostaje mi wstawić krótkie podsumowanie mojego roku 2017 na rowerze:

    - w sumie przejechanych okrągłe 15 000 km

    - przewyższeń (za Strava) 100 976 m

    - udało się "zamknąć" województwo opolskie, odwiedzając wszystkie gminy w jego granicach,

    - na tę chwilę zaliczonych gmin w Polsce 999 / 2478 (40%)

    - kilka wypadów z namiotem, w tym tygodniowy tour po kilku państwach PL-CZ-SK-HU-CRO-SRB-RO-HU-SK-PL

    - udało się ukończyć kilka ultramaratonów: Maraton Podróżnika, Maraton Tour de Silesia, Maraton Karpacki Hulaka

    - udało się przejechać całą trasę MRDP - wprawdzie spóźniłem się 4 godziny, ale mimo to ciesze się, że wziąłem udział i dojechałem do mety. Niezapomniana przygoda :)

    Na ten rok też się szykuje coś większego, ale to się ma wyklarować na dniach ;)

    Dzięki Wszystkim za wspólne równikowanie w 2017! :)

    Strava: https://www.strava.com/activities/1330418430

    #byczysnarowerze #zaliczgmine

    #rowerowyrownik #ruszkatowice #100km #200km #300km #400km #500km
    pokaż całość

    źródło: preview.ibb.co

    +: Ragnarokk, t.....m +96 innych
    •  

      @Mortal84

      Jasne że jednolita mapka wygląda lepiej. Moja jest jednak zalaminowana i maluję takimi permanentnymi olejowymi pisakami, bo chcę żeby to było trwałe.

      Kolega @metaxy będzie miał w tym roku zaliczoną całość, więc nie ma takich wymagań ;)
      U mnie to będą jeszcze długie lata i pod tym względem jest OK - nic nie blaknie, żółknie itp.

      Wszystko robiłem własnoręcznie (docinanie, ramki i tablica), więc mam też do niej pewien sentyment :) A ładną super ekstra, to można kiedyś zrobić w programie graficznym i wydrukować.
      pokaż całość

    •  

      Kolega @metaxy będzie miał w tym roku zaliczoną całość, więc nie ma takich wymagań ;)

      @byczys: Szanse są. A jak zaliczę całość to dołożę ramkę i pewnie szybkę, żeby dłużej wytrzymało. Też mam sentyment i takie ręcznie malowane sobie zostanie.

    • więcej komentarzy (17)

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów