•  

    #999 #sor #ratownictwomedyczne
    SOR- Szpitalny Oddział Ratunkowy.
    "....
    Każdy zna, każdy wie, każdy TEORETYCZNIE powinien wiedzieć co to za miejsce i kiedy się tam udać. W praktyce, z okazji iż Polska jest krajem wódki i cebuli płynącym- tu ludzie nie wiedzą, kurwa od czego jest SOR.
    Wchodząc na SOR czuć w powietrzu zapach cebuli od wszyskich roszczeniowych mord, ludzi, których w ogóle nie powinno tam być.
    Ludzie myślą, że SOR to taka przychodnia, tylko wieczorna, że jak se kurwa Bożęka opuszek paluszka przetnie, robiąc wieczorem kanapki z paprykarzem i cebulą Januszowi, to sobie tam idzie i jej opatrunek zrobią, a i kroplóweczka by się przydała, bo Stefek imieniny miał, zaczęliśmy w piątek, skończyliśmy w niedziele tylko tydzień później. No rozciągło się Pani kochana, jak gacie teściowej.
    A w ogóle, to najlepiej po karetkę zadzwonić, po chuj będzie kobita piechtobusem kopytkować, albo cebuliony taksówkarzom złodziejom płacić, jak przecież „hehe od tego te nieroby so, żeby mnie tam zawieźć i tak tylko dupy worzo całe dnie, po Makdonaldach się rozbijajo”. To nic, że w tym czasie ktoś naprawdę potrzebuje pomocy. Bożęka, Janusz i ich skaleczony palec wymagają natychmiastowego transportu. A weź no zwróć uwagę, że KARETKA TO NIE TAKSÓWKA, to Ci tętnice przegryzie i jad cebulianowy wpuści.
    Ostatnio czytałam artykuł, jak ludzie z wieżowca utrudniali dojazd Ratownikom medycznym na 10 piętro, po kolei wciskając inne numerki.
    Łamałabym palce i patrzyła czy aby na pewno wszystkie kostki wystarczająco dobrze popękane. Jak można być takim głąbem? Dlaczego nikt nie pomyśli, że ktoś może tez tak utrudniać dojazd, gdy On bądź ktoś z Jego bliskich będzie potrzebował pomocy?
    Ludzie sobie nie zdają sprawy z tego, że dla Nas to jest kurwa pare sekund może minut, nic nas to nie zbawi, ale dla nich każda sekunda jest na wagę złota.
    A wiecie co jest potem najchujowsze?
    Że Ci sami co często utrudniają karetce/ratownikom medycznym dostać się do potrzebujących najgłośniej drą się dodając posty na fejsa „ILE TO MOŻNA CZEKAĆ NA KARETKĘ, KURWY JEBANE ZYJO ZA MOJE PINIONSZKI, A JA Z WRASTAJĄCYM PAZNOKCIEM MUSIAŁEM NA NICH CZEKAĆ GODZINĘ, MADKO I CURKO CO TO ZA KONOWAŁY i jeszcze nie pomogli, kazali do rodzinnego iść, JAK MAM IŚĆ JAK MNIE PALEC BOLI”.
    Już nie wspomnę, że w większości ludzie traktują ratowników/lekarzy/pielęgniarki jak śmieci. „BO ONI ZA TO PŁACO IM SIĘ NALERZY.” Należy to się każdemu chamowi ostrzegawczy strzał na ten roszczeniowy pysk.
    Korytarz życia? Ktoś słyszał? Ktoś wie? No niby tak, ale w praktyce to Janusze w swych passatach nichuja karetce drogi nie ustąpią, Pany Szos zasrane, on jedzie jemu się na schabowego spieszy. Gorsi od tych, którzy nie zjeżdżają są Ci, którzy wykorzystują korytarz życia i jadą za albo przed karetką, BO MOGĄ. Skoro już zrobili ładny przejazd to sobie Sebek swoim Ortalionbusem szybciej do domu dojedzie. Ludzie to dzbany, serio.
    Wracając do SORu. Ludzie traktują te miejsce jak kawiarnie, narzekają, jęczą, kawy nie ma, herbaty nie ma, za gorąco, za zimno, cebula w oczy szczypie, a ten Pan Żul śmierdzi, a tamta się za głośno śmieje, A DLACZEGO TAK DŁUGO, NO CO IDĄ MOJE SKŁADKI LENIUCHY?!, a dlaczego Pani z okienka siku idzie? Mogła się w domu wysikać! Niekończący się festiwal narzekania.
    Gdyby ktoś mógł mi wytłumaczyć co kieruje ludźmi, którzy z przeziębieniem/skaleczeniem/wrastającym paznokciem czy inną błahostką tam idą? Ba kurwa! Idą, i z wielkimi pretensjami jęczą, że oni „TU MUSZO DWIE GODZINY Z GORONCZKO SIEDZIEĆ, A TEN Z URWANO RENKO TO OD RAZU POSZEDŁ.”
    No, kurwa przepraszam bardzo, proszę wybaczyć, już tego bez ręki wyrzucamy za drzwi, a Pana zapraszamy na kozetkę, osłuchamy i damy antybiotyk. Jebać tamtego, co to tam urwana ręka, kto to widział się przejmować, czej rzucimy mu nitkę i igłe niech se zszyje, albo w ogóle to niech idzie w pizdu, kto mu kazał łapę pchać tam gdzie nie trzeba?
    Ktoś z wypadku? Spokojnie, poczeka sobie, zapraszamy pana z tym paznokciem, wytniemy, posmarujemy paluszka maścią, pogłaskamy po główce, co się Pan będzie męczył.
    Słucham? Ten tam co pod jego łóżkiem jest kałuża krwi? A to spoko, to jakiś debil z wypadku, jechał jak szalony, wyjebał jak dzik w sosnę, to sam jest sobie winien. Najpierw ten pan z paznokciem.
    Ktoś z zawałem? Wylewem? Przykro Nam, najpierw wszyscy Ci niezadowoleni z poczekalni, co to im się w domu nudziło to przyszli na SOR ludzi powkurwiać.
    MY MAMY KUPĘ CZASU NA TAKIE RZECZY. Właściwie, to całe dnie pijemy kawkę i w między czasie kogoś tam czasem przyjmiemy.
    Udajemy, że coś robimy, specjalnie, żeby ludzie w poczekalni się na nas wkurwiali kiedy my se pykamy kolejną partyjkę brydża, popijając łysky z kolo.

    Ludzie do chuja miłego co z Wami? Serio, jeśli waszemu życiu nic nie zagraża to na chuj idziecie na ten SOR, dzwonicie po karetkę? Dociera do Was, że tym samym odbieracie komuś szanse na życie/zdrowie?
    Wasze przeziębienie czy wrastający paznokieć, ból palca, ręki czy nogi często może poczekać do rana, czyjś wylew/ zawał/ wypadek- nie poczeka.
    Narzekacie na karetki, na SORy, na lekarzy, a nie widzicie, że to pacjenci często są sobie winni, przez swoją roszczeniowość i egoizm. "
    pokaż całość

    •  

      Już nie wspomnę, że w większości ludzie traktują ratowników/lekarzy/pielęgniarki jak śmieci.
      @algorytm7007: Heh, zabawne. Gdy byłem ostatni raz na SOR-ze, byłem traktowany jak śmieć. Przyjechałem ze złamanym (jak się potem okazało, na 4 elementy) obojczykiem ze stoku narciarskiego. Wiesz, kalesony, ciepłe spodnie, bielizna termiczna, bluza, kurtka narciarska, rękawice... Przez GOPR-owców zostałem zawinięty strechem, żeby usztywnienie ręki się trzymało. W poczekalni gorąco. Od razu przy rejestracji (czekałem parę minut, aż kobiecina skończy rozmawiać z inną o dupie Maryny) poprosiłem, żeby ktoś pomógł mi się rozebrać. Nie byłem samodzielnie w stanie zdjąć rękawiczki, nie mówiąc o czymkolwiek więcej. "Tak, za chwilę ktoś podejdzie". Minęły 2 godziny, mimo kolejnych próśb nikt nie pomógł. Innych czekających bałem się prosić bo cholera wie, gdzie i przy czym by szarpnęli. Finalnie po rzeczonych 2 godzinach trafiłem na rozpoznanie. Oczywistym jest, że byłem mokry jak cholera i wszystkie warstwy ubrań się do mnie przykleiły. Samo złamanie było niczym w porównaniu ze ściąganiem kurtki jeśli chodzi o ból. Ale to nie koniec. RTG było wykonywane w innej części szpitala. Trzeba było spory kawałek przejść. Co na sobie miałem? No od pasa w górę nic, bo jedną ręką nie byłem w stanie ogarnąć własnych ciuchów. I tak popierdalałem sobie z nagim torsem. Wtedy już cieszyłem się, że w poczekalni jest gorąc jak skurwysyn. Koniec końców wizyta na SOR-ze była dopiero początkiem bycia traktowanym jak szmata przez lekarzy i pielęgniarki. Cały długi elaborat by z tego można zrobić.
      Nie wątpię, że mnóstwo pacjentów na SOR-ze to osoby, które nie powinny tam trafić. Mimo to, z mojej perspektywy Twój opis jest przesadzony.
      pokaż całość

    •  

      @Precypitat: chyba mamy tego samego znajomego ( ̄෴ ̄)

    • więcej komentarzy (36)

  •  

    Witam wszystkich.

    Od czasu mojego ostatniego wpisu, wydarzyło się więcej niż mogliśmy się spodziewać. Opuściliśmy szpital z Wojtkiem we środę, zdążyliśmy dotrzeć do domu, po może 15 minutach, podczas karmienia, Wojtek przestał oddychać, zrobił się bezwładny, telefon na 112, przystąpiłem do reanimacji - 15 uciśnięć na 2 wdechy, (według sugestii dyspozytora) gdzieś po 3 seriach Wojtek zaczął dawać znaki życia, pierwsze pojedyncze kaszlnięcia, by po chwili płakać na całego, w tym momencie podjechała karetka.

    Pulosksymetr pokazał saturację na poziomie 85%, kolejny odczyt to już 92% (można to uznać za normę z powodu dysplazji oskrzelowo-płucnej). Pani Doktor z załogi karetki zasugerowała zapalenie płuc. Zadecydowano o przewiezieniu na SOR w Krakowie - Prokocimu.

    Na SORze stan określono jako dobry, wykluczyli zapalenie płuc, zrobili prześwietlenie. Uznali, że w sumie mogli by go wypisać, ale jako, że w tym samym dniu był wypisany z Oddziału Leczenia Żywieniowego to przekażą go na ten oddział na "reklamację" i oni zdecydują co dalej.

    Wojtek został zatem przewieziony na OLŻ. Na oddziale pielęgniarka podsumowała nas, "że jesteśmy histerykami, że przecież mu nic nie ma i nie możliwe, żeby przestał oddychać"... Został zbadany przez doktorkę, która pełniła dyżur, powiedziała, że w płucach coś slychać, ale może to być związane z dysplazją. Ona nigdy wcześniej Wojtka nie badała i nie ma punktu odniesienia czy jest gorzej czy nie.
    Wczoraj był badany przez lekarzy z OLŻ, w sumie nie stwierdzili niczego, temperaturę miał 37,5*C potem spadła do 37,0*c. Zlecono dalsze badania. Możliwe, że w poniedziałek wypis.
    Dziś dowiedzieliśmy się, że to zapalenie oskrzeli, leczenie antybiotykami conajmniej tydzień.


    Wrzucam w załączniku infografikę odnośnie resuscytacji krążeniowo-oddechowej, nie jest może idealna, chociażby ze względu na zapis 5:30:2 (5 wdechów, 30 uciśnięć, 2 wdechy - 5 pierwszych wdechów jest oddechami wykonywanymi tylko raz na początku resuscytacji i nie są powtarzane później.) Ja wykonywałem 15-2 według zaleceń dyspozytora ze 112, z tego co czytałem to nie jest błąd a nawet często bardziej polecane właśnie u niemowląt i dzieci ze względu na to częstsze są problemy z oddychaniem niż z krążeniem.

    Może ktoś akurat coś z niej zapamięta, bo naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy może nam się ona przydać.

    Ważniejsze wydarzenia będę w miarę możliwości opisywał pod tagiem #leczymywojtusia, więc jeśli ktoś chce to może obserwować/czernolistować.

    #pomagajzwykopem #ratownictwo #999
    pokaż całość

  •  

    MotoAmbulans 17.09.18 CITO - Żwirki-RCKiK
    No i jest pierwsze nagranie po prawie roku przerwy.
    #motocykle #motoambulans #999 #cito

    źródło: youtube.com

  •  

    Drodzy koledzy i koleżanki: lekarze, studenci medycyny, ratownicy medyczni, pielęgniarki i pielęgniarze, diagności laboratoryjni etc.
    Wiem, że wielu z Was ma dobrą wolę i chęci aby poświęcić swój czas dla Mirków notorycznie zadających pytania na temat wyników laboratoryjnych i obrazowych, ale proszę Was: nie interpretujmy badań, nie analizujmy indywidualnych przypadków i nie udzielajmy porad lekarskich przez internet. Odpowiadajmy tylko na pytania ogólnomedyczne korzystając z naszej wiedzy i badań naukowych. Wspomóżmy kolegów w wyborze miejsca leczenia, lub doradzeniu placówki.
    Może mam błędne przekonania, ale jeżeli myślicie podobnie, zostawcie plusa.
    #lekarz #medycyna #ratownikmedyczny #999
    pokaż całość

  •  

    Wykop trafił na główną, wykopki już zhejtowały dyspozytora i ratowników. A jaka jest prawda?

    Policjant dzwonił do dyspozytora, ponieważ chciał się poradzić, co zrobić w związku z tym, że bardzo źle się czuje.

    Dziennikarz RMF FM usłyszał, że nie było mowy o tym, by przyjechała do niego karetka pogotowia. Do dyspozytora dzwonił >tylko raz.

    Czytaj więcej na https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-policjant-zmarl-w-przychodni-nie-bylo-odmowy-wyslania-karetk,nId,2627600#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

    https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-policjant-zmarl-w-przychodni-nie-bylo-odmowy-wyslania-karetk,nId,2627600

    #999 #ratownikmedyczny #wejsciesilowe #afera
    pokaż całość

  •  

    Krótki filmik na FB ( Link ) oraz materiał w TVN ( Link ) w sprawie #pracbaza moich kolegów z piętra wyżej!

    Wszyscy widzą na ulicach zespoły ratownictwa medycznego (ZRM), ale prawie nikt nie dostrzega roli dyspozytora medycznego w procesie ratowania ludzkiego życia i zdrowia. 22 osoby codziennie, w dzień, w nocy, w święta są gotowe do odbioru zgłoszeń kierowanych na numer 999 w województwie wielkopolskim [1] odbierają dziennie masę zgłoszeń, z czego ponad połowa to zgłoszenia, które w ogóle nie powinny mieć miejsca. 22 osoby są w ciągłej gotowości do zadysponowania jednego ze 118 ZRM na terenie województwa do stanu nagłego zagrożenia życia lub zdrowia.

    Dlatego ratownicy apelują, by nie dzwonić pod numer alarmowy, kiedy nasze życie lub zdrowie nie jest zagrożone. - Wystarczyłoby, żeby osoby, które dzwonią i proszą o pomoc po prostu mówiły prawdę. Jeżeli jest coś przewlekłego, to dajmy szansę tym, którzy potrzebują tej pomocy nagle i nie mają czasu czekać na pomoc - apeluje Anna Goździejewska.

    #zpamietnika112 #112 #999 #ratownictwo #ratownikmedyczny

    pokaż spoiler [1] - http://www.poznan.uw.gov.pl/wojewodzki-plan-dzialania-systemu-prm
    pokaż całość

  •  

    #medycyna #sor #999 #heheszki #gorzkiezale
    Ratownicy i pielęgniarki oraz lekarze w branży na pewno znają ten typ pacjenta. Typ "poproszę z kierownikiem!", ten gatunek jest do przeżycia o ile jest odzjadliwiony i zazwyczaj nie prowokowany. Niestety dane jest mi spotykać się z nim zazwyczaj ok 1-3 w nocy. Zazwyczaj taka osoba wzywa karetkę w nocy do pierdoły bądź mniej błahych dolegliwości, które trwają od wielu dni, a mogłyby załatwione w POZ.
    Ratownicy na miejscu denerwują się, że pacjentka nakłamała dyspozytorowi, żeby wysłał karetkę. W domu, choćby chcieli ją zostawić to wywiązuje się karczemna awantura, więc dla świętego spokoju przywożą do SOR.
    Przekazując chorą przepraszają, że przywieźli bez ewidentnej podstawy.
    Ona zadowolona bo "płacę i wymagam!" Na pytanie dlaczego nie zgłosiła się wcześniej do lekarza, stwierdza, że nie miała czasu i od tego są 999, żeby korzystać z takiej usługi i zrobić kompleksowe badania.
    Badam chorą, zlecam badania. Widzę, że oprócz refluksu i zgagi nic się nie dzieje.
    Więc zlecam kontrolne badania za 6h i informuję, że że względu na zmęczenie i możliwość przegapienia delikatnych aspektów tak skomplikowanego przypadku, pozostanie pani do rana, by mój zmiennik mógł spojrzeć świeżym okiem i rzetelnie postawić trafna diagnozę
    pokaż całość

    •  

      @Strahl ja wtedy biorę karteczkę, stempluje swoją pieczątka i piszę duży nr 8, mówiąc "proszę nie przekręcać nazwiska i się ustawić pod gabinetem p. Dyrektora w kolejce"

      +: Freakz
    •  

      @Aequitas87: Tak też zrobiłem, ale sam fakt, że weszła do pokoju z tabliczką "opisownia, wstęp wyłącznie dla personelu" był absurdalny. A że ja mam tendencję do robienia piwnicy z miejsca pracy (rolety w dół i chodzą tylko monitory) i nie poczuła się zmieszana i w żadnym stopniu zbita z tropu moim bladym licem w blasku świec też świadczył o determinacji. ;)

      +: Freakz
    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Miłego dnia mireczki. Dajcie ze dwa plusy żeby nie trzeba było ratować za dużo dzieci w pierwszy dzień szkoły (✌ ゚ ∀ ゚)☞
    #999 #ratownictwo #dziendobry #pokaznogi

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1535952660778.jpg

  •  

    tldr czy obecna pogoda nadaje się do nocowania na dworze dla starego dziadka?

    wracając z biedronki zobaczyłm jak jakiś gość pomaga jakiemuś dziadkowi podnieść się z trawnika
    spytał go kilka razy czy wszystko ok i czy sb poradzi i po potwierdzających odpowiedziach sb poszedł
    ja jednak chciałem się upewnić że dziadzio wróci z trawnika/krzaczorów na chodnik tak żeby w razie czego ktoś miał szansę go zauważyć i zacząłm go obserwować
    on jednak zamiast wejść na ten chodnik poszedł w drugą stronę głębiej pomiędzy ścianę bloku a gęste krzaczory ;/
    pomyślałem że może po prostu w mało rozsądny sposób skraca sb drogę ale tym bardziej chciałem mieć pewność że nic tam mu się nie stanie więc kontynuowałm obserwację aż zniknął za rogiem
    no więc podeszłm bliżej żeby widzieć jak wchodzi do bloku a jego gdzieś wcięło ;\\
    dopiero po chwili zauważyłm że skitrał się na materacu w takiej szczelinie prawie niewidocznej z zewnątrz tym bardziej w obecnych ciemnościach ;////

    i tu właśnie pojawia się problem bo dosyć zimno jest i martwię się o niego ;\
    czy coś mogłoby mu się stać gdyby spędził tam noc przy tych 10 stopniach czy ile tam będzie
    jeśli tak to czy mogę jakoś mu pomóc tzn wzywając jakieś służby czy coś
    ja wiem że chcącemu nie dzieje się krzywda ale martwię się no i nie chcę mieć go na sumieniu ;///

    #pomocy #kiciochpyta #pytanie #pytaniedoeksperta #strazmiejska #policja #999 #pogotowie #niewiemjaktootagowac #warszawa
    pokaż całość

  •  

    To jest kość udowa 10-letniego chłopca z mięsakiem Ewinga.

    pokaż spoiler Mięsak Ewinga to drugi najczęściej występujący nowotwór kości u dzieci. Choroba atakuje głównie chłopców. Bardzo rzadko odnotowywane są przypadki zachorowań u dorosłych. W pierwszej kolejności guz pojawia się jamie szpikowej kości. Choroba zazwyczaj rozwija się szybko i wywołuje liczne przerzuty.
    Objawy mięsaka Ewinga to np. narastający ból, obrzęk, a także ograniczenie ruchomości w obszarze występowania guza. Często występują również objawy ogólne, takie jak gorączka oraz utrata wagi ciała.


    Aby ocalić kończynę kość została usunięta, potraktowana ciekłym azotem w celu zabicia pozostałych komórek nowotworowych, a następnie ponownie wszczepiona. Po chemioterapii wspomagającej pacjent odzyskuje zdrowie.
    #medycyna #999 #lekarz #ciekawostki #ciekawostkimedyczne #rak #nsfw
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com 18+

  •  

    Miałem dziś wielką nieprzyjemność wzywać pomoc przez 999. Wyrwany ze snu nie byłem w stanie do końca żłożyć zdania i pewnie mówiłem trochę jak pojebany, ale dyspozytor zamiast przyjąć moje "to bardzo ważna informacja i chcę wiedzieć że Pani rozumie, to bardzo bardzo ważna informacja" i powiedzieć np "ok, rozumiem, X jest ważne" to się na mnie darł że "X nie leczy". Super pomoc, przecież dzwoniący nie przeżywają stresu gdy są wyrwanie ze snu w środku nocy, powinni czytać z kartki czy coś. Potem to już się tak zestresowałem że przestały do mnie docierać pytania i zamiast imion podawałem np wiek.

    RAtownicy nie lepsi. Nastawienie od wyjścia mieli takie jakbym ich wezwał do kaszlu, mimo że wezwanie było do osoby z którą w zasadzie nie ma kontaktu. Pierwsze co to wchodzą i się bawią w diagnozowanie prawie że zgonu na podstawie wypisu ze szpitala mimo informacji że kilka godzin temu było w miare normalnie. Tutaj już nei chcę wchodzić w kompetencje ratowników bo się nie znam i nie wiem czy można zrobić to inaczej, ale mimo wiedzy że trzeba być ostrożnym, sprawdził kontakt poprzez szarpnięcie (mocne) co naturalnie wkurzyło innych bo było cholernie bolesne. Dobra, ja rozumiem z nie podobało mu się zarzucanie że nie wie co robi czy że jak coś jej zrobi to będzie w więzieniu, ale gościu postanowił unieść się dumą i najpeirw pouczał że wie co robi, potem udawał że wychodzi po rzuceniu tekstem "ok wychodzę" gdy ja go wręcz błagałem i starałem się załągodzić sytuację bo przez chwilę wierzyłem że serio może to zrobić. Znaczy no kurwa, ratownik powinien chyba mieć na uwadze najpierw dobro pacjenta który w zasadzie majaczy, a dopiero potem unosić się dumą czy stawiać diagnozę w tematach na których raczej nie zna się tak jak lekarz specjalista. Średnio mnie interesuje jego diagnoza (czy raczej opinia) na podstawie wypisu ze szpitala.

    Pytanie - czy to jest kurwa normalne zachowanie? Czy ludzi z ratownictwa szkolą w ogóle jak rozmawiać? Zero delikatności, unoszenie się dumą, przekrzykiwanie się, udawanie że się wychodzi... i to wszystko gdy nie wiadomo czego się spodziewać, a z wejścia ratownik wydaje wyrok i się w ogóle nie spieszy. On nie weźmie na SOR bo może mu umrzeć w karetce. No przecież potencjalnie umierających się nie wozi karetkami, nie? Jestem kurwa strasznie zawiedziony podejściem wszystkich po kolei, (nawet kierowcy), poza drugim ratownikiem, który chociaż nic nie mówił.

    #999

    @Korba112: wołąm bo wiem że jesteś z branży i może na trzeźwo ocenisz sytuację. Nie wiem, może ja zrobiłem coś źle? Starałem się zachować spokój i uspokoić sytuację.
    pokaż całość

    •  

      @na_rowerze_samochodem_360: @BotRekrutacyjny: @Korba112: @Dyktus:

      Wersja 2.0 po kilku godzinach i jako tako ogarniętym chaosie informacyjnym. Wołam żeby sobie przeczytał kto chce. TLDR wp ierwszym paragrafie. Do ratowników będę odnosił się per starszy oraz młodszy.

      Wersja TLDR: ten konkretny zespół to taborety i ich studia nic nie zmieniają. Na odpierdol zmierzyli temperaturę i wyszła im dobra, a na SOR się okazało że jednak ma i wystarczy ją zbić. Wieloletnie studia, a pomylili wysoką temperaturę ze zgonem i sytuacją w której nei da się pomóc. Przez kilkadziesiąt minut całej interwencji kierownik zespołu prawie cały czasy mówił że to już zgon i nic nie pomoże, że nie weźmie umeirającej do karetki i że generalnie nic nie może.

      Na wstepie podkreślę że ja przez cały czas zachowałem maksimum spokoju i logiki na ile byłem w stanie mimo absolutnie miękkich nóg i bardzo silnego strachu. Nie było we mnie żadnej agresji ani atakowania, bo wszystko co uznałem za "niepoprawne" starałem się zignorować żeby po prostu zajęli się pomaganiem.

      Zostałem wyrwany ze snu w środku nocy słowami "potrzebuję Twojej pomocy, dzwoń na pogotowie". Nie pytając o nic zrywam się, dzwonię i jednocześnie próbuję zebrać jakieś informacje. Mówię nieskładnie, bo jest chaos, obudziłem się kilkadziesiąt sekund wcześniej, a do tego przeżywam szok. Bardzo bliska mi osoba wygląda na nieprzytomną, ciężko oddycha wydając dziwne dźwięki, generalnie nie ma z nią kontaktu. Informacja jaką dostałem jest taka - mamy wysoką temperaturę.

      Co mowiłem dyspozytorce to nei jestem w stanie powtórzyć. W międzyczasie ogarnianai sytuacji (paragraf wyżej) podałem dokąd wzywam karetkę, co mniej więcej się dzieje. Informacja zwrotna - robić zimne okłady. W tym momencie próbuję przekazać cholernei ważną informację, która może być kluczowa - pani postanawia to zignorować zakrzykując mnie, zamiast po prostu powiedzieć że zrozumiała, przez co powtarzałem to zdanie z 3 razy. Nie wiem oczywiście czy jest kluczowa dla zespołu ratowniczego tak jak dla nas, ale dlatego właśnie ją podaję. Jej krzyk spowodował że zacząłem się gubić w tym co się dzieje, po prostu dołożyła do strachu, a na błędy reagowała dalszym podnoszeniem głosu - zamknięte koło wpędzania w strach i coraz gorszej komunikatywności. Po 2 pomyłkach z mojej strony (podanie wieku zamiast nazwiska i podanie nieswojego nazwiska) zostałem pożegnany rzuceniem słuchawki, na szczęście zi nformacją że wezwanie zostało przyjęte. Wszystko to robiłem najlepiej jak umiałem, a że zostałem wyrwany ze snu i wrzucony w skrajnie stresującą sytuację to pewnie nie umiałem najlepiej. Wydawało mi się że dyspozytor musi być przygotowany na rozmowę z osobą w szoku, stresie, nieporadnym dzieckiem itp. Wiem że nie powinienem, ale byłem bardzo wystraszony i zadzwoniłem drugi raz, gdzie innej osobie szybko przekazałem o które wezwanie mi chodzi i powtórzyłem tę informację - tym razem dyspozytorka powiedziała że rozumie i przekaże. Nie wiem czy przekazała bo to ona uznaje czy warto, ale takiego podejścia oczekuję. Od tej pory byłem pewien że dotarło i czekałem na ambulans.

      Przyjeżdża zespół, czekam na nich na ulicy. "Szef" wyczłapuje z samochodu z miną jakbym im przerwał dobry sen i w ogóle czego to ja chcę. No dobra, mina to kiepski dowód na cokolwiek, ale jak się okazało tutaj pokryło się to z nastawieniem. Młodszy ratownik (dosłownie i w hierarchii najwyraźniej też) targający cały sprzęt zabiera się do pracy, wyjmowania tego co trzeba i co tam jeszcze robił. Starszy od progu powiedział że "rana nie dożyje" - może technicznie to była jego opinia, ale założył to jeszcze zanim jakkolwiek zbadał pacjenta. Czytał wypis stojąc z dala od potrzebującej i wyrokował że nie przeżyje. Cały czas był przekonany że powrót do domu był na potrzeby spokojnej śmierci, a nie leczenia. Szybkie wprowadzenie bohaterów - 2 ratowników, ja, potrzebująca, jej mąż i jeszcze jedna osoba, która nie ma w tej całej historii w zasadzie żadnego znaczenia. Zanim "starszy ratownik cokolweik zrobił, to z kilka minut robił dosłownie tylko wyrokowanie powtarzając to samo w kółko, niby do siebie, niby do nas. Młodszy nic nie mówił. Problem w tym że nie jest lekarzem, a na wypisie jest informacja o leczeniu, a nie umieraniu. Co jak co, ale lekarze mają obowiązek informować o takich rzeczach więc byłoby wiadomo.

      W końcy pada pytanie czy temperatura była mierzona - nasz błąd bo nie, ale to było czuć bez termometru. Młodszy robi swoje, nie wiem co bo siedzi cicho, a starszy w tym czasie podchodzi i szarpie za ramię, po namawianiu go że może jednak coś zrobi. To niestety spowodowało interwencję męża chorej, nie był agresywny (przynajmniej w mojej opinii), po prostu doskoczył próbując zatrzymać rękę ratownika z pytaniem czy on wie co robi, czy wie w jakim stanie jest chora - to bardzo cholernie ważne dla nas, ale mówimy im bo nie wiemy jak bardzo ich to interesuje. Generalnie jest to coś co sami słyszymy od lekarzy prowadzących i wszystko obraca się wokół unikniecia uszkodzeń właśnie od szarpania. W tym momencie "starszy" mógły po prostu powiedizeć ze wie co robi, że rozumie co się dzieje i jakie mogą być konsewkencje pewnych rzeczy. Szarpnięcie było bardzo mocne - ja tam nei wiem jak mocno trzeba szarpać, dlatego siedzę cicho, ale kompletnie rozumiem reakcję. Niestety, znowu okazało się że ratownik ma zero podejścia do ludzi w stresie, do ludzi którym od kilku minut gada że to już zgon i czy jest pod opieką hospicjum (przez cały czas nie docierało że to nie jest przesądzona sytuacja). Od tego zaczęło się spięcie, bo "starszy" uniósł się dumą, a mąż pacjentki niestety zareagował teraz już agreywnie werbalnie mówiąc że będzie w pierdlu jak coś jej zrobi. Jasne, nie powinno tak być, ale w tym momencie wkraczam ja i zaczynam odciągać "agresora" żeby po prostu nie patrzył. A co robi starszy ratownik? Postanawia dalej dyskutować mimo moich próśb i starań. Udaje że wychodzi rzucając tekstem że jak go nie chcemy to sobie idzie - ja mało nie zszedłem na zawał, a naturalnie ta druga osoba tylko się bardziej wkurzyła. Dobra, sytuacja opanowana, od tej pory wszyscy są opanowani lub przynajmniej nie przeszkadzają i siedzą cicho.

      Teraz pan ratownik łaskawie daje się ubłagać po kilku kolejnych minutach że może jednak zadzwoni do przełożonego czy może zabrać pacjentkę. Dopiero teraz zaczęli cokolwiek załatwiać, a minęło już dużo czasu. Ograniczyli się do ZŁEGO pomairu temperatury, ciśnienai i założenai wenflonu. Po chwili wychodzę do starszego który faktycznie z kimś rozmawiał. Przepraszam go mimo że mam inne zdanie na temat jego profesjonalizmu, umawiam się z nim żeby nie mówił tak ostro i bezpośrednio, a ja to przekażę reszcie jak trzeba. Teraz dostaję chyba 10 minutowy wykład jak jest źle i tragicznei i jak on to wszystko wie.

      Kierowca przychodzi i zachowuje się... no bardziej jakby przyszedł zrywać truskawki niż przenosić ciężko chorą osobę. Starszy w końcu załapał powagę sytuacji i prosił go żeby się ogarnął. No dobra, trudno, brak ogłady i taka praca że nie mogą się za bardzo przejmować każdym pacjentem, jednak chyba odrobina szacunku choćby dla rodziny byłaby wskazana.

      Finał - wszyscy razem (4 osoby) niesiemy chorą do karetki. Starszy ratownik nawet nie zapytał albo nie zanotował kiedy pacjentka brała ostatni raz leki i pyta teraz (dobrze że w ogóle), więc biegnę jeszcze raz zapytać i upewnić się podczas gdy on idzie do karetki.

      Zgonu nie ma, wyroku póki co też nie. Na SOR mierzą temperaturę która jednak okazuje się być super wysoka i w ciągu dosłownei kilkunastu minut "stabilizują" stan pacjentki do takiego, jakiego każdy oczekiwał. W skrócie - ratownik wykazał się brakiem szacunku (opcjonalne ale mile widziane), brakiem profesjonalizmu (konieczne) i wychodzenie poza swoje kompetencje gdyz od progu zaczął bawić się w lekarza diagnozującego sytuację bez wyjścia, mimo że wypis nic takiego nie sugerował, a pacjentki nawet jeszcze nie dotknęli.

      Dzbany czy nie?
      pokaż całość

    •  

      @pyciak666 chuje nie dzbany ale co Pan im zrobisz nic nie zrobisz

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    - ratownictwo medyczne, słucham.
    - bolą mnie plecy i lekarz przepisał mi maść. Czy mógłby ktoś przyjechać i...

    pokaż spoiler posmarować mi plecy, bo mieszkam sam?


    #999 #ratownikmedyczny #heheszki

  •  

    Mirki, co się właśnie...

    Jestem własnie w Niemczech na delegacji, z racji weekendu snuję się po mieście i zabijam czas. W trakcie tegoż snucia się byłem świadkiem intrygującej akcji z tutejszym pogotowiem ratunkowym. Ano, zasłabło się starszej pani na spacerze. Przechodnie się panią zajęli, ktoś wezwał pogotowie, to przyjechało (mniej więcej od tego miejsca miałem okazję z przerwami obserwować akcję), pani została zbadana, zapakowana na nosze, w karetce widać jeszcze było, że podłączono jej kroplówkę. I co dalej? Nic, karetka stoi. Problemem było, jak się zdążyłem zorientować to, że pani była z pieskiem. Cały zespół karetki wraz z pacjentem na noszach stali więc i czekali, aż jakieś bliżej nieokreślone służby przyjadą i przejmą tego psa.
    I tu pierwsze moje zdumienie, aż zadzwoniłem do kolegi, wieloletniego już ratownika medycznego w PL z pytaniem, co się robi w takich przypadkach w Polsce, jakie są u nas procedury. Kolega odpowiedział krótko: nie ma żadnych. I tak naprawdę wszystko zależy od samego zespołu, czy chce im się kiwnąć palcem, organizować choćby kogoś ze schroniska (albo z rodziny pacjenta, jeśli z pacjentem jest kontakt), czy nie. Zwłaszcza, że sprawa wcale nie jest taka oczywista, że pieskiem trzeba się zająć. A co jeśli w czasie zajmowania się pieskiem pacjent się zatrzyma? kto potem uzna tłumaczenie "nie jechaliśmy jeszcze do szpitala, bo czekaliśmy aż sąsiadka psa zabierze"?
    Drugie moje zdumienie nastąpiło na widok gościa, który po tego psa przyjechał tutaj. To nie był telefonicznie ściągnięty sąsiad, jakiś gość ewidentnie zawodowo zajmujący się zwierzętami, bynajmniej nie przyjechał z lążą na kiju celem odłowienia psa i zapakowania do klatki. Nie, facet w jakimś lekkim umundurowaniu, z samochodu, którym podjechał wyjął koszyk taki typu "na zakupy", z tym koszykiem klęknął koło psa i z koszyka wyjął gumową kość i jakiegoś psiego smakołyka, po czym w najlepsze zaczął się z psem zapoznawać, zanim mu zapiął smycz (jeszcze założył mu jakieś dodatkowe szelki, nie mam pojęcia po co, pies miał obrożę) i odciągnął na bok. Ja rozumiem, że zapewne tu sytuacja była taka, że mogli sobie na to pozwolić i niekoniecznie musiało być tak różowo, ale... ale i tak jestem w szoku, że w ogóle mają takie podejście i że komuś się chce.

    #999 #ratownikmedyczny
    pokaż całość

    •  

      @Jarek_P Problem ze zwierzętami a z psami najbardziej jest taki, że czyniąc dobro poszkodowanym pies uważa, że chcemy skrzywdzić jego właściciela i potrafi dziabnąć. Z reguły czekamy na eko patrol a często jest osoba z bloku sąsiad, sąsiadka i przejmuje stworzenie bo przecież starsza osoba nie wychodzi na spacer z psem dalej niż podwórko, najbliższy sklep. To logiczne.

    •  

      @Jarek_P: w Polsce tradycyjnie jesteśmy ze wszystkim do tyłu więc "kultura" zwracania uwagi na zwierzęta na miejscu akcji ratowniczej się dopiero rodzi. Jeszcze 2-3 lata temu np zdjęcie ze strażakiem/ratownikiem, który udziela pierwszej pomocy psu, spotykało się z całą masą kpiąco-pogardliwych komentarzy ze strony kolegów po fachu. Bo kto by się tam jakimś psem zajmował, jesteśmy od ratowania życia ludzkiego itd. Jak gdzieś w mediach pojawił się pomysł "służby dla zwierząt" to śmiechom nie było końca. Ale to się już zmienia. Dzisiaj strażacy uczestniczą w szkoleniach, organizują sobie sprzęt do pierwszej pomocy u zwierząt mniejszych i większych (często wykonywany samodzielnie ze względu właśnie na brak wsparcia systemowego w tym zakresie), powstają prywatne organizacje interwencyjne, jest coraz więcej kontaktów które można wykorzystać w takich sytuacjach itd. Kwestią czasu jest myślę organizacja tego wszystkiego na poziomie krajowym. pokaż całość

      +: Jarek_P
    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Mircy, mam taki dobry humor, że nawet bezdomny mnie nie wkurza :)

    Miłego dnia ;D

    #999 #pokazmorde #pokazmenela #heheszki

  •  
    Wesoly_Kartofelek

    +11

    Jprdl, ja dziękuję za taką "pomoc"

    Pan Karol usłyszał, jak jeden z ratowników otwiera torbę, w której przechowywał wszystkie swoje oszczędności. Po śmierci żony odkładał miesięcznie po 700 złotych. W ten sposób uzbierał 78 tysięcy złotych oraz blisko tysiąc dolarów.

    Trzej ratownicy pogotowia są podejrzani o to, że okradali starsze osoby podczas udzielania im pomocy.

    https://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,wezwali-pogotowie-stracili-majatek,267650.html

    #999 #ratownictwo #ratownikmedyczny #pogotowie #patologiazewsi #zlodzieje
    pokaż całość

  •  

    Opowiem wam Mireczki historie, w ktorej problem etyczny zderza się z wytycznymi oraz ustawami. Pojechałem dziś do pacjenta, mniejsza o powód wezwania, Pan był bardzo stary i chory, od długiego czasu przykuty do łóżka, bez kontaktu logicznego. Na miejscu okazało się, że doszło do zatrzymania krążenia. Widząc jak Pan wygląda, zadałem rodzinie pytanie, czy życzą sobie
    abyśmy podejmowali akcje reanimacyjna, rodzina powiedziała, że tak spróbojmy uratować. Przystapilismy do rko, już w oczach widziałem jak bardzo będę miał przejebane na izbie przyjęć, a potem drugi raz u anastezjologa, jak będę pacjenta przekazywał na OIT. Dlaczego? Na oddziale intensywnej terapii taki pacjent ma tzw "uporczywa terapię" w Polsce nie ma eutanazji, pacjenta trzyma się przy życiu za wszelką cene, dopóki nie dojdzie do śmierci mózgowia i nie zbierze się konsylium o odłączeniu od respiratora. Ja jako szary ratownik mam tylko możliwość nie podejmować medycznych czynności ratunkowych w kilku przypadkach, ale nie zaglebiajmy się w ustawę i wytyczne. Wracając do mojej reanimacji, 12 minuta nzk, ocena rytmu jest PEA, badam tętno, a przy dłoni na której badam tętno rodzina wkłada w dłoń chorego świece gromnicza i Pani prosi mnie żeby przestać, niech pacjent zostanie z nimi, w tym momencie czuje tętno... No pierwszy raz się spotkałem z taką sytuacją, teoretycznie pacjent żyje serce podjęło pracę, ale rodzina chce ze odszedł w domu, doskonale to rozumiem i szczerze nie rozumiem ludzi co wypychaja starszych ludzi na siłę do szpitala. Żadna ustawa ani wytyczne nie wspominają o takiej sytuacji, oprócz dylematu etycznego dochodzi do problemu związanego z tym iż żadna ustawa mnie jako ratownika nie chroni przed ewentualnym zarzutem ze strony rodziny, gdyby po czasie chciała mnie pozwać, że jednak mogłem zawieść Pana do szpitala (były już takie sytuacje) mógłbym stracić pracę lub płacić spore odszkodowanie. Jestem w kropce, poprosiłem o pomoc do zniesnia cały sprzęt pacjent sami we 2 osoby nie damy rady, Pani pyta czy może zostać w domu pacjent, dyspozytor każe jechać do szpitala. Dupa blada... Po około 2-3 minutach, prawdopodobnie po tym jak przestała działać ostatnia dawka adrenaliny tętno zaczęło spadać, więc wiem, że zaraz będzie powtórka z rozrywki, mówię rodzinie, czy życzą sobie podjęcia kolejnej próby, sugerując że jednak Pan z pewnością wolałby odejść wśród najbliższych, a nie wśród obcych ludzi na OIT, zgadzają się i nie podejmujemy kolejnej Rko. Tak naprawdę, jakby znaleźli dobra papuge i zarzucili mi, że nie podjąłem Rko, na podstawie samej dokumentacji medycznej bym się nie wybronił, mimo tego wiem, że moja decyzja, która podjąłem sam w sobie oraz rodziny, była słuszna. #999 #ratownictwo #zycie #etyka #takbylo pokaż całość

    +: Hans_Olo, c...........a +25 innych
  •  

    #medycyna #sor #heheszki #lekarz #alkoholizm
    Na jednym z dyżurów zespół #999 przywiózł mi panią Aneczkę, znaną wszystkim atencyjną pijaczkę. Pani Aneczce dolegaly zawroty głowy przy nastawie 3,3promila
    A: Jezus Maria, umieram, pomóżcie, tak mi się w głowie kręci, zara odlecę!
    J: Kręci się bo jest pani pijana w sztok
    A: nie prawda tylko dwa piwa wypiłam rano! Nie wiem skąd ten wynik!
    J: może Polmos podłączył rury do kranu? Albo ratownicy lali na siłę do gardła? A może archanioł Bimbriel zrobił zwiastowanie?
    A: śmiejecie się a JA TU UMIERAM!! BOOOOZEEE!!! Umieram!! AAaaa!! (Szlochanie na caly SOR plus ostentacyjny backflip na wózku siedzącym zaasekurowany przez kolegę ratownika)
    Cała Izba zamiera, muzyka cichnie, światła padają na naszą balerinę, widownia w poczekalni wstrzymuje oddech, oczekujac zwrotu akcji...

    pokaż spoiler J: Niech Pani nie składa obietnic - bez pokrycia
    pokaż całość

    •  

      @Aequitas87 potem otwierasz nazwisko na stacji opisowej a tam 38 badań obrazowych(osiem CT głowy, zaniki korowo-podkorowe, contre-coupy, CT brzucha z pzt/ozt, reszta dopchana usg z ascitem w dekompensacji, klasycznie) przez ostatnie dwa i pół roku, a losowa babcia czeka cztery miesiące na ambulatoryjne CT z kontrastem. :P

  •  

    Nawet nie wiem jak to skomentować. Znam wiele idiotycznych wezwań np do naprawiającego motocykl faceta (leży pod motorem) czy gościa co wymieniał bezpiecznik w aucie (leży na kierownicy) ale to jakieś mega jaja:
    (reszta w komentarzu)
    #wejsciesilowe #999 #strazpozarna no i chyba #heheszki

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

    •  

      U mnie na wsi kiedyś samochód wpadł z "mostu do rzeki" taką informację przekazano straży pożarnej która zabrała nawet ze sobą łódź i ekipę nurków. Po przyjechaniu na miejsce zobaczyli nie most a mostek i nie rzekę a kanał nawadniający mniej więcej takiej szerokości że jakby zwodowali łódź to powstałaby kładka. Samochód właśnie wyciągali ciągnikiem...śmieszka nie szukali a powinni i karę jakąś dopierdolić też by się zdało ᶘᵒᴥᵒᶅ

    •  

      @Korba112 niby głupie, ale dobrze, że ktoś zareagował, a nuż faktycznie by ktoś tam garbatym wjechał do zalewu.

    • więcej komentarzy (37)

  •  

    Dajcie plusa bo rozj3balem reke w robocie i jade w karetce na szycie :/

    Pierwszy ra takie cos, jeszcze za granico

    #999

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Zainspirowany wpisem tym wpisem @markaina poszperałem w swojej kolekcji zdjęć ze zdarzeń i znalazłem taką oto fotografię. Młody chłopak 23 lata, również motocyklista, zawinął się wokół słupa. Nie pamiętam czy przeżył, ale nawet jeśli to nic specjalnego teraz z niego nie ma. Na zdjęciu oprócz oczywiście rozłupanego na 2 części kręgosłupa (piersiowy), na czerwono macie zaznaczone tez uszkodzenie mostka. Pewnie jest coś jeszcze, ale nie chcę zmyślać bo na radiologii się nie znam, ale jak jest jakiś radiolog tu jest to bardzo chętnie poczytam co tam jeszcze widać.

    #medycyna #ratownictwo
    #sport to #zdrowie
    #motocykle #radiologia
    #999
    pokaż całość

  •  

    - ratownictwo medyczne, słucham.
    - proszę do mnie przyjechać, jestem dziewicą.

    #999 #ratownikmedyczny no i #heheszki

  •  

    Pytanie mam do Was. Zostaliśmy po raz kolejny bezpodstawnie, a w zasadzie fałszywie wezwani przez jednego lumpa. Facet dzwoni co kilka dni i w pijanym widzie mówi, że boli go w kl. piersiowej. Potrafi wzywać kilka razy dziennie. Nie można mu nic zrobić, bo to subiektywne uczucie i za coś takiego nie można ukarać. Tym razem jednak wezwał, że jest pocięty nożem. Na miejscu okazało się, że nic takiego się nie stało, a sam "pacjent" twierdzi że nie dzwonił na #999 W międzyczasie przyjechała #policja ale wywiązała się bójka z bratem dzwoniącego, który najpierw zaczął wyzywać nas, a potem policjantów. Taki same dwa pijane lumpy. Brat został zatrzymany, a policjanci odmówili wystawienia mandatu, bo pan lump był tak pijany, że nie byłby w stanie podpisać bloczku. Rozumiem ich szczególnie, że byli świeżo po pacyfikacji agresywnego brata. No dobra, bo się rozpisałem: złożyć zawiadomienie na policji o fałszywym wezwaniu czy nie? Będę musiał na to poświęcić prywatny czas, a i do sądu pewnie trzeba będzie iść.

    #wejsciesilowe #ratownikmedyczny
    pokaż całość

  •  

    #krakow #japierdole #oswiadczenie #pierwszapomoc #bekazpodludzi #999
    Akcja na przystanku, leży gość częściowo na ścieżce rowerowej.
    Podchodzę ja, inna młoda dziewczyna i starsza pani. Widzimy że gość chyba pijany, ale trochę rozwalona głowa i łokieć, zakrwawione dłonie no to myk dziewczyna dzwoni na 112 bo co mamy zrobić.
    Z gościem jest kontakt jaki jest, w sensie bredzi najebany ale nie nam oceniać czy jest coś więcej więc go nawet nie ruszaliśmy bo nie miał problemów z oddychaniem.
    W międzyczasie parę osób pytało czy wszystko ok, jedna młoda dziewczyna też się zatrzymała.
    Czekamy na karetkę i się zaczyna, przychodzi dwóch turbo januszów.
    - TO JEST UBEK, POOWIEC, STARY KOMUCH I PIJAK MY GO ZNAMY. ON MA ZA DUŻĄ EMERYTURĘ DLATEGO TAK PIJE NA NIEGO TO NAWET NIE WARTO DZWONIĆ NIGDZIE NIECH GNIJE
    i dalej takie teksty.
    Pogadał ale kazaliśmy mu dać spokój i żeby sobie poszedł jeden z drugim. Za chwilę przyszli znowu i
    - UBEK JEBANY I TYLE
    i znowu kanonada.
    Przychodzi jakiś trzeci starszy gość i mówi im żeby przestali ludzi wyzywać od ubeków że to jest człowiek i trzeba go ratować a co zapytał jeden mały gruby wieśniak?
    - TO TY TEŻ PEWNIE JESTEŚ UBEK?

    JA PIERDOLE xD

    Gość się wkurwił i kazał im wypierdalać jak nie pomagają ani nic a Ci dalej o tych ubekach poowcach no to ten się w końcu wydarł "WYPIERDALAJ GNOJU" i gruby janusz zaczął się z nim przepychać i rzucił się na niego z łapami aż mu zegarek spadł. No ale jakoś odciągnęliśmy ich od siebie i sobie w końcu poszli.

    Czułem się jak w komedii.

    Na połowie ścieżki rowerowej leży pijany starszy gość, my czekamy na karetkę a obok nas przepycha się dwóch starszych typów. xD

    Pamiętaj, jeżeli pomagasz ludziom jesteś ubekiem, tak głosi księga Grubego Janusza Z Wąsem.
    pokaż całość

  •  

    Jak zostać kierownikiem Zespołu Ratownictwa Medycznego – instrukcja.

    Jako jedna z nielicznych rzemieślniczych grup zawodowych, co do której decyzje są podejmowane przez wszystkich, tylko nie przez nas samych, stanęliśmy (a właściwie część z nas stanęła) przed kolejnym problemem – padły odgórne ustalenia, komu słuchawki, pieczątki, stażystki i sława, a komu krew, garb i uzupełnianie sprzętu.

    Dlatego z myślą o nieco młodszych kolegach, których los skazał na miliony różowych venflonów, ekagów i pomiarów ciśnień, zamykając w mrocznej otchłani przedziału medycznego, w której nawet nie ma sensu krzyczeć (bo te chuje z przodu i tak udają że cię nie słyszą), stworzyłem listę czynności, które należy wykonać aby znowu móc zasiąść obok Zbycha-drajwera, jarać szlugi i ruszyć się dopiero jak temu „z tyłu” zabraknie rąk do wentylacji nowo narodzonych bliźniąt syjamskich.

    Zapraszam!

    1. Jeżeli jeździłeś już w pogotowiu, ale tylko trochę.

    Nie ma co się cackać. Świat idzie do przodu i o lewe kwity, niestety, coraz trudniej. Sam żałuję, że na początku tysiąclecia, zamiast kupić od ruskich „anestezjologa”, to uczciwie studiowałem polskie ratownictwo… Ale do rzeczy. To, co musisz zrobić, to przekonać lokalnego dyżurodawcę, że rzeczywiście swoje odsiedziałeś w karetce. Czyli malując CV, zaczynasz od zgodnych z prawdą dwóch miesiącach w lokalnym pogotowiu z którego cię wyjebali i miesiącu w sąsiednim, z którego też cię wyjebali. A dalej wymyślasz sobie kolejne pogotowia, aż pyknie pięć lat stażu. Jak wpiszesz kilkanaście miejsc pracy, to najprawdopodobniej sprawdzą tylko dwa pierwsze, w których rzeczywiście pracowałeś. A jeżeli nie, to zanieś CV do innego pogotowia. W końcu gdzieś przejdzie.

    2. Jeżeli nie jeździłeś w pogotowiu ani trochę.

    To też nie problem. Pięć lat stażu to ty wyrobiłeś dziesięć lat temu, kiedy każdy byzmesmen mógł startować w konkursie na ratownictwo, kupując kilka karetek, sprzęt i kanciapę klepniętą przez sanepid.

    Czyli: Henio-med, Wypizdów Dolny, lata 2000-2005.

    PS Lepiej żeby Henio już nie żył i na odchodne zostawił ci świadectwo pracy. Jak żyje, to zrób mu stronę internetową z numerem telefonu do siebie (zanim złożysz papiery).

    3. Jeżeli jesteś małolatem, ale masz starszych kolegów.

    W tej sytuacji musisz mieć nie tylko kolegę, który wywindował się z ratownictwa a kwalifikuje się na kiera, ale jeszcze musisz go przekonać, żeby wygrzebał dyplom z szuflady i złożył papiery w konkursie. To kosztuje dużo wódy. Ale to jeszcze nic w porównaniu z tym ile będziesz musiał zapłacić paniom z kadr, bo o ile łatwo oszukasz innych małolatów i ciągle wertujące się kierownictwo stacji, to one doskonale wiedzą, że ten gładki i kulturalny blondynek to ni chuja nie jest tamten Maniek, który w przerwie między dwustu godzinnymi zmianami wpadał złożyć rachunek i niemoralne propozycje, na realizację których i nigdy nie miał czasu. Tak więc, żeby ominąć problem z kadrami, proponuję wywieźć dyplom Mańka na drugi koniec Polski.

    Aha, jeszcze musisz przekonać Mańka, że nikogo na jego nazwisku nie zabijesz. To, już kosztuje tyle wódy, że bardziej się opyla siedzieć z tyłu jako noszowy… no chyba, że Maniek przekwalifikował się na kilera i potrzebuje mieć alibi co jakiś czas. Wtedy łatwo się dogadacie…

    4. Jeżeli jesteś małolatem i nie masz starszych kolegów…

    Będzie najtrudniej, ale ja ciągle wierzę, że ratownictwo medyczne nie jest dla lamusów.

    Na początek musisz mieć internet, kilkadziesiąt złotych na PKP i naprawdę lubić dojrzałe kobiety. A nawet bardzo dojrzałe. W sensie, w okolicach menopauzy, no, w najgorszym przypadku już po.

    Jeżeli nie masz takiego hmmm fetyszu, to wracaj do pkt. 3 i lepiej zakumpluj się z jakimś Mańkiem – np. z takim co z sentymentu wciąż przychodzi chlać na Ratownictwo po Godzinach.

    Więc jeżeli wolisz starsze kobiety od chlania z Mańkiem, to googlujesz sobie jakąś niedzielną szkołę-krzak, w której kiedyś produkowano masowo ratowników. Wsiadasz do PKP i sru w Polskę – zazwyczaj te szkoły istnieją dalej, ale zamiast ratowników produkują masażystki i kosmetyczki. Tutaj będzie czekać na ciebie pani Gienia, którą będziesz musiał poznać na tyle blisko, na ile pozwolą wasze sumienia i upodobania.

    Jak wszystko pójdzie dobrze, pani Gienia wręczy ci dyplom z twoją gębą i fikcyjnym numerem sprzed dziesięciu lat. Proste? Proste. W najgorszym przypadku raz na jakiś czas będziesz musiał wpaść „podbić legitymację”, no ale nie na darmo wspomniałem o upodobaniach.

    Niestety to dopiero połowa sukcesu, bo o ile uwierzą w twoje lewe CV i doświadczenie z Henio-medów, to w studiowanie ratownictwa będąc w gimnazjum już nie do końca.

    Zatem przed tobą druga część planu. Potrzebujesz kilkuset złotych – tym razem na podróż na Ukrainę (unikaj dużych miast), kilku tysięcy dolarów (odbijesz sobie na kierowniczym kontrakcie z dodatkiem za zespół dwuosobowy) i niezmiennych upodobań do pań zalegających całe życie w szkolnych sekretariatach.

    Tak, tak, przed tobą zwerbowanie pani Ludmiły i analogiczne postępowanie jak z panią Gienią. Efektem będzie świeżutka matura z roku 2000. Plus jest taki, że pani Ludmiła, w przeciwieństwie do Gieni, raczej da ci spokój jak już znikniesz.

    Wracasz do Polski, tłumaczysz świadectwo i cieszysz się, że wydymałeś system.

    #spowiedzratola #999
    pokaż całość

  •  

    Czytam cały wieczór tagi #ratownictwo #ratownikmedyczny #999 i tak myślę, że super szacunek za ratowanie ludzkiego życia itd i nagle przypomina mi się jedna z najsmutniejszych chwil w moim życiu, gdzie uważam, że jednak zawiedli... (a raczej dyspozytorka, która przyjmowała zgłoszenie).

    Mianowicie, moja babcia była w naprawdę dobrym stanie fizycznym, nie miała problemów z sercem i ogólnie mimo wieku było całkiem ok. Pewnego dnia strasznie źle się czuła, nie mogła wstać i twierdziła że boli ją brzuch, nie potrafiła za bardzo opisać gdzie. Było coraz gorzej więc mama zadzwoniła do lekarza rodzinnego z prośbą o wizytę domowa, powiedział żeby pić herbatkę i będzie lepiej. Nie było lepiej to mama zadzwoniła na pogotowie, pani powiedziała żeby dać babci nospe a nie dzwonić po karetkę, nie pomagały tłumaczenia że jest coraz gorzej i że na zatrucie to raczej nie wygląda. Mama mówiła jej też, ze mierzyła ciśnienie i było coraz niższe. Odpowiedź brzmiała "nie". Była chyba jeszcze jedna próba, kolejny raz nieudana. Babci stan drastycznie się pogorszył i wtedy mama zadzwoniła już z płaczem żeby przyjechali bo ona umiera. Wtedy łaskawie wysłała karetkę.

    Przyjechałam najszybciej jak to było możliwe, karetki jeszcze nie było, ale babcia już nie żyła... Przyjechali tylko stwierdzić zgon - prawdopodobnie zawał serca.

    Dzień wcześniej z nią rozmawiałam i wszystko było świetnie! Wróciłam następnego dnia ze szkoły i już jej nie było. Minęło już kilka lat, ale wciąż strasznie za nią tęsknię i mam taki żal, bo czuję, że dałoby się ją uratować jeśli pomoc zostałaby udzielona w odpowiednim czasie.

    #feels mocno (╯︵╰,)
    pokaż całość

  •  

    Siedzę wczoraj w pracy, udaję, że pracuję, czytaj oglądam twitcha ( ͡° ͜ʖ ͡°). Nagle dzwoni do mnie telefon. O, siostra. Odbieram i słyszę łamiący się i spanikowany głos po drugiej stronie słuchawki:
    - Famina, nie wiem co robić, karetka zaraz przyjedzie, ja nie wiem co robić.
    U mnie w głowie już 1500 myśli za sekundę, serce stanęło w miejscu, co się stało?
    - Adaś (6-letni synek) się zakrztusił popcornem, pomusz.
    - Spokojnie, będze dobrze, rób jak mówię. Zachęcaj małego do kaszlu, stań za nim, zegnij go w pół tak, żeby jego głowa była niżej niż biodra i posuwistymi posuwistymi uderzeniami klep go w plecy. Jak sytuacja będzie poważna i nie będzie mógł oddychać, to zaciśnij rękę w pięść, połóż ją tuż pod jego żebrami i uciśnij delikatnie. Gdzie jesteś?
    - Wejście główne do galerii.
    - Już jadę.

    Była zaledwie dwa skrzyżowania ode mnie. Odłożyłam słuchawkę i wyjebałam z pracy bez słowa jak pojebana. Wzięłam rower, wychodzę z budynku i patrzę a tam wodospad z nieba, napierdala deszczem i piorunami. Wskakuję na ten rower, po 15 sekundach jestem już doszczętnie mokra. Pedałuję jak szalona, kątem oka widzę ludzi chowających się pod daszkami i w bramach przed ulewą, a ja popierdalam na rowerze przemoknięta do suchej nitki. Po paru minutach już jestem na miejscu, widzę siostrę stojącą w deszczu z dwójką dzieci próbującą pomóc synkowi. Adrenalina lvl 15000, zeskakuję z roweru i pomagam jej odkrztusić dziecko, po 2 minutach prób popcorn wylatuje mu z gardła. Karteka przyjechała po 5 min, na wszelki wypadek zabrali go do szpitala, by się upewnić, że wszystko jest ok. Było ok.

    Przypinam rower i wracam do pracy z jej córką na rękach, obie całe zmoknięte. Szef takie wtf patrzy na mnie z milionem pytań wymalowanym na twarzy. Dostaję resztę dnia wolnego, biorę swoje rzeczy i taksówką do domu.

    Wieczorem już po wszystkim dostaję wiadomość od siostry

    Dziękuję za pomoc, to był najgorszy dzień w moim życiu. Jestem Ci bardzo wdzięczna. Przyjechałaś taka zmoknięta, ale w Twoich oczach widziałam: "działamy, wiem co robić". Zadzowniłam do Ciebie, bo wiedziałam, że zareagujesz natychmiast, wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć.

    Czy jakiś ninja kroi tu cebulę? (╥﹏╥)

    #999 #coolstory #truestory
    pokaż całość

  •  

    Mama karmiąca jednocześnie niemowlaki - bliźniaki. Ze zmęczenia zasnęła przy karmieniu. Po obudzeniu się - jedno dziecko jest sine i nie oddycha. Wzywa pomoc, zaczyna reanimować syna. Godzinna reanimacja, bez efektu. Dziecko nie żyje. Matka nigdy sobie tego już nie wybaczy.

    #wejsciesilowe #ratownikmedyczny #999 #ciemnastronamiasta pokaż całość

  •  

    Mirasy potrzebuję ultra szybkiego sposobu, żeby mi zszedł siniak.

    Mam ślub a wyrąbałam się na rowerze... :/

    UWAGA WAŻNE PYTANIE
    #pomocy #999

  •  

    Wezwanie: zatrzymanie krążenia, reanimują, w hotelu. Na szczęście mamy blisko, bo jesteśmy w trasie do bazy. Na miejscu jesteśmy maksymalnie po 5 minutach. Zdarzenie ma miejsce na poziomie -2, jakieś pralnie hotelowe. Lecimy po schodach, prowadzą nas pracownicy, w biegu dowiadujemy się, że jedna z pracownic padła na ziemię i inni ją reanimują. Wchodzimy do pomieszczenia, jakaś babka uciska jej klatkę piersiową, na nasz widok przestaje - szybka komenda - nie przestawaj, uciskaj! To daje nam kilkanaście sekund na rozłożenie sprzętu, bo nas jest dwóch. Podłączamy do monitora, migotanie komór, strzał, uciski, podłączamy Lucasa, intubacja, wkłucie, ocena rytmu. Jest kurwa! ma tętno, po minucie, dwóch łapie własne oddechy, tak, że wymaga farmakologicznego uśpienia. EKG - zawał jak skurwysyn. Ewakuacja do karetki, telekonsultacja z kardiologami i wio, prosto na stół na hemodynamice. W transporcie kolejne leki usypiające, bo babka z całym sprzętem na sobie siadała na noszach, pierwszy raz w życiu coś takiego widziałem. Zrobili jej zabieg, a my do karetki sprzątać cały burdel.

    pokaż spoiler wczoraj wyszła na własnych nogach do domu


    pokaż spoiler my zrobiliśmy swoje, ale to pracownicy hotelu odjebali kawał dobrej roboty, bez nich nie mielibyśmy co robić.


    #999 #ratownikmedyczny #wejsciesilowe #czujedobrzeczlowiek #medycyna
    pokaż całość

    •  

      @krystal_Tri_tapik: czy jak ktoś ma zawał, a raczej jego objawy - np. przy mnie łapie się za serce. To oprócz wezwania pomocy mogę mu jakoś pomóc? reanimuję tylko gdy nie oddycha rozumiem.

    •  

      @kocot: jedynie zapewnienie pewnego komfortu, zwłaszcza psychicznego. Zawałowi często towarzyszy strach i wysoki poziom stresu, więc warto z człowiekiem cały czas rozmawiać, informować go że pomoc już jedzie, uspokajać. Ale żadnych leków czy tym podobnych zabaw.

      Generalnie masz go tylko utrzymać przy życiu do przyjazdu karetki, więc najczęściej niewiele jest do zrobienia, jak długo gość oddycha i jest przytomny.

    • więcej komentarzy (90)

  •  

    Już jest! Dzisiaj premiera kolejnej książki Pawła Reszka.
    Mali Bogowie 2. Jak umierają Polacy.

    W poprzedniej, głośnej książce „Mali bogowie” (nominacja do nagrody Bestseller Empiku) autor zatrudnił się w szpitalu jako sanitariusz. Tym razem jeździł z pogotowiem do dramatycznych przypadków i brał udział w dyżurze na SOR. Po rozmowach z dziesiątkami lekarzy i ratowników medycznych nie można mieć wątpliwości: polski system opieki medycznej to katastrofa.
    #malibogwie #ksiazki #medycyna #999 #lekarz #ratownikmedyczny #ksiazka
    pokaż całość

  •  

    Mirki umieram. 39,5 stopni gorączki. Nie wiem z czego ta beka na wykopie, tak dawno nie miałem gorączki że zapomniałem jak to jest. Najlepsze że za 2 godziny muszę iść do kumpla zeskanować dokumenty. Odchodzu, żegnajciu. O dobiło do 40.

    #mirkomodlitwa #999 #niewiemjaktootagowac #umierajzwykopem

  •  

    Taka sytuacja, karetka leży na boku plac trzech krzyży #warszawa #wypadek #999

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Coo [*]
    22 lat i kolarz miał zawał serca na 100 kilometrze, pomimo natychmiastowej pomocy lekarzy zmarł.
    A jak mój tato poszedł w wieku 43lat prywatnie do lekarza (źle się czul) to on do niego co Pan, pan jest za młody na zawał. Miesiąc później miał, ale na szczęście wszyscy byli w domu, a pogotowie ratunkowe przyjechało strasznie szybko, więc obyło się bez zgonu.
    #zdrowie #999

  •  

    Ależ mnie denerwuje znieczulica ludzka.
    Przed chwilą jechałam z treningu. Główna ulica miasta, przede mną sznur samochodów. Widzę, że coś leży na pasach, ledwo ominęłam. Myślę sobie "pies" i przystanęłam chwilę dalej. Za mną jechały dwa auta i też przystanęły.
    Okazało się, że to człowiek. Zero kontaktu, nie mogliśmy go ściągnąć do chodnika. Wyglądał i na pijanego, i na potrąconego. Krzyczał tylko, że boli. Jeden chłopak zadzwonił po pogotowie i dyspozytorka nie chciała wysłać karetki. Na szczęście ratownicy przyjechali i go zabrali.
    Do czego dążę? To jest jedna z najbardziej obleganych ulic miasta. Ciągle ktoś spacerował, ciągle ktoś przejeżdżał. I to jest tragiczne, że tylko my będący w wieku ~20-22 lat się zatrzymaliśmy i zainteresowaliśmy, a starsi ludzie mieli to gdzieś.
    #999 #truestory
    pokaż całość

  •  

    rana boli i obficie krwawi, założyć bandaż samemu czy jechać do szpitala?
    #999 #koty

    źródło: embed.jpg

    +: p..........m, goodidea +210 innych
  •  

    Logika piątkowego pacjenta, ćpa twarde narkotyki, chleje wódę do 3 nad ranem szuka awantur na mieście, przyjeżdża na SOR z rozcieta warga i wita się słowami "bo mi kurwa trzeba ten wargę zszyc i ja stąd idę im wpierdolic" moja empatia się kończy z piątkowym dyżurem i zaczyna od poniedziałku. #999 #sor #ratownictwo oby mu tak wjebali że mu się odechce kurwa wszystkiego.

    •  

      @ZaplutyKarzelReakcji
      Obiecalem sie troche rozwinac, wczoraj nie mialem kiedy.
      Raczej nie chodze po lekarzach, ale o 6 rano obudzil mnie tak potworny bol brzucha i nerki, ze myslec nie moglem (+problem z oddaniem moczu, a jak juz to z lekka krwia). Na 112 powiedzieli zebym poczekal z 30min az lek przeciwbolowy co wzialem zacznie dzialac. Wiec pojechalem Taxi na sor. Taksiarz byl bardzo ok, bo prawie nie moglem chodzic z bolu, wysiadl ze mna, i poszedl do szpitala wejsciem glownym. Poprosil o wozek dla mnie zeby dojechac z 200m na sor. Oczywiscie polprzytomny musialem sie legitymowac, zostawic dowod osobisty w zastaw., mimo ze siedze i wlasciwie to wyje z bolu a wozek potrzebnu do konca korytarza xd. Dojechalem na sor i poprosilem o wejscie do toalety. W srodku slysze jak taksiarz mowi, ze on tylko taxi no i sie zmywa do roboty. A lekarz(czy tam piegniarka) "jak pan go przywiozl, to niech pan z nim teraz siedzi"(tonem oburzonej, jak by nowila o kupie gowna nie pacjencie). Tamtem oxzywosie w koncu poszedl bo byl w pracy. Wzieli mnie na badanie. Lekarka byla tak kurewsko opryskliwa i nieuprzejma, ze to przechodzi ludzkie pojecie, oczywscie nie ublizala mi czy nie mowila wprost nic, co moznaby zacytowac jako przyklad, no ale byla po prostu chamska, jal by obrazona ze jej o 7 rano zawracam dupe. Dali mi kroplowke i polozyli mnie na sorze. Po 2-3h wszystko mi przeszlo i czulem sie jak mlody bog. Leze i widze starszego goscia(kolo 70), siedzacego na wozku. Poprosil, zeby hp gdziez polozyli bo nie daje juz rady siedziec, na co lekarz "pan chcial wczesniej siedziec (koło 1h wczesniej) to prosze siedziec. Zadnwgo wolnego lozka nie bylo, wiec mowie ze ja juz ok, ze poczekam na krzesle a polozcie tego pana u mnie." HURR DURR ten pan chcial siedziec, to niech siedzi". I tak staruszek przez bite 2h nastepne sapal ze zmeczenia na tym krzesle, ale przeciez ja mu nie pomoge wstac, bo jeazcze cos sie stanie i dopiero bedzie.

      Po wszystkim podzielilem sie z personelem swoimi uwagami, to sir dziwili jak w ogole smiem sie cos odzywac w tej sprawie.

      Ogolnue to nie wydarzylo sie nic strasznego, ale na prawde poziom chamstwa i to ze sie w ogole z nim nie kryja jest zdumiewajacy. Juz nie wspomne o krzykach i obrazaniu na caly korytarz jakiegos.menela, ktorego musieli myc -chociaz rzeczywiscie byl sakramencko smierdzacy i ujebany. Ale lekarz powinien sobie takie cos odpuscic. Sory za chaos ale mialem chwile na telefobie akurat :)
      pokaż całość

      +: Brant
    •  

      @SanchezYZF: ależ bym takiemu lidokainki wstrzyknęła troszkę "za bardzo obok" (albo i w ogóle, kto wie jakie interakcje mogą być ze środkami jakie szanowny zażywał?) i szyła tak, by się odechciało mordą kłapać; wpierdol zagiętą igłą do szycia i szwy to też takie, no nie wiem czy z hemostatycznych... ;) stan do uznania za zagrażający własnemu życiu, niepoczytalny i w pasy, żeby Siostry miały spokój na toksy i niepotrzebnie diazepamu/halowpierdolu nie marnować, ampułki tak tanie nie są... pokaż całość

    • więcej komentarzy (43)

  •  

    Z życia historia, do karetki wziąłem pendrive z metalem, jakieś gorgorothy, windiry i inne carpatki. Mieliśmy wyluzowana babcie z nadciśnieniem co nie spada po lekach i ma bole w klatce piersiowej, śmiesznie z nią się rozmawiało no to zapytałem
    - czy słucha Pani metalu?
    - słucham?
    -no to bardzo fajnie

    Ogólnie babci podobał się nowy typ muzyki tylko za bardzo nie mogła zrozumieć o czym śpiewają.
    #pracbaza #pogotowie #999 #metal
    pokaż całość

  •  

    W jeden dzień wysłałem śmigłowiec do powieszonej 14-latki znalezionej przez matkę. I myślę sobie, że dobrze, że nie muszę tam być tylko ogarniam akcję zza pulpitu.
    Na drugi dzień pojechałem do 14-letniego chłopca, który prawdopodobnie przedobrzył z jakimiś używkami. Godzinna reanimacja, wbrew wytycznym, piśmiennictwie, doświadczeniu i logice. Zgon. Normalny dom, rodzice na poziomie, ponoć zgnębiony w szkole.

    #999 #wejsciesilowe #ratownikmedyczny
    pokaż całość

  •  

    Halo Mircy, #afera #nfz #999
    https://www.wykop.pl/link/4202961/sprzet-za-300-mln-zamiast-leczyc-ludzi-stoi-nieuzywany/

    Jeżeli udało się nagłośnić sprawę jakiegoś gónwo hotelu tak że trafiła do mediów, to może warto wyjaśnić poważniejsze tematy?

    Apel pracowników szpitala o nagłaśnianie totalnej ignorancji w stosunku do chorych na raka Polaków.

    Mamy w Polsce super zaawansowany sprzęt - akcelerator protonowy. Znajduje się w Krakowie-Bronowicach. Kosztował 300 (słownie: TRZYSTA) milionów złotych, umożliwia niszczenie komórek nowotworowych wewnątrz ciała praktycznie bez naruszania okolic guza, można nim napromieniać wnętrze mózgu, kręgosłupa, wrażliwych narządów. Ale co z tego... Krajowy konsultant zdrowia wskazał 5 (słownie PIĘĆ) typów nowotworów, które możemy nim naświetlać. I są to guzy tak egzotyczne jak struniak policzkowy - miała go 1 (słownie JEDNA) osoba w Polsce - już została wyleczona. Leczymy rocznie 80-90 osób (słownie OSIEMDZIESIĄT do DZIEWIĘĆDZIESIĄT). Mamy możliwość leczyć 400-600 osób (słownie CZTERYSTA do SZEŚĆSET) a być może więcej. Ale NIE MOŻEMY... Nie możemy, ponieważ NIE MA TYLU CHORYCH W POLSCE ZE WSKAZANIAMI KTÓRE REFUNDUJE NFZ. Nie możemy też leczyć odpłatnie tych, którzy chcieliby próbować ratować się za pieniądze - sprzęt jest z grantu, NIE MAMY NA TO ZGODY... Sprzęt za TRZYSTA milionów złotych jest wykorzystywany w 15-20% a ludzie umierają, dzieci umierają... Albo zbierają po dwieście tysięcy dolarów na zabiegi na tym samym sprzęcie w USA a w Polsce taka terapia kosztuje 80-90 tysięcy złotych (pełna terapia, 35 frakcji) mniejsze terapie są nawet tańsze. Życie kosztuje tyle, co używane auto ale nie można go ratować, po prostu nie ma na to zgody...W prywatnej klinice w Czechach można wykonać taki zabieg prywatnie - kosztuje ok. 210 tyś. zł, ludzie z Polski tam jeżdżą, ci których na to stać i o tym wiedzą... Czy to nie jest straszne???

    Centrum Cyklotronowe Bronowice - szukajcie pod tym hasłem. Jeżeli ktoś może coś z tym zrobić - zróbcie... Nawet profesor zarządzający tym ośrodkiem trafił na mur obojętności od którego się odbił... My tylko możemy obsłużyć najlepiej jak umiemy ludzi, którzy są tam skierowani, nic więcej...
    pokaż całość

  •  

    6 lat pracy. Etat 2400zł na ręke plus umowa zlecenie 6 dyzurow (72h) czyli 20zl na godzine. Jakies 17zl z hakiem na reke.

    3600zl czyli mieszcze sie w jakichstam zarobkach.

    Tylko ze. Praca w weekendy, swieta. Praca stresowa bez wsparcia kogokolwiek.

    Dziennie reanimacje wypadki, sytuacje gdzie wszyscy oczekuja twojego doswiadczenia, profesjonalizmu.

    Praca fizyczna i psychiczna.

    Ja wiem, inni maja ciezej. Ale na mirko sobie moge ponarzelac...

    A i pamietacie podwyzki dla ratownikow?
    Dostalismy 400zl. Z czego otrzymujemy brutto brutto i do lapy wpada 230 zl. Pierwsza podwyzka od 5 lat xD

    #ratownictwo #999 #ratownikmedyczny

    Taguje #heheszki bo ta robota to zart.
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów