•  

    Mirki co się odjebalo to ja nie... Siedzę sobie wczoraj w agencji pracy ubrany kulturalnie w jakaś koszule, dżinsy i jakieś przyzwoite bucisze, czekam na swoją kolejkę i nagle słyszę jak ktoś wchodzi. Długo nie trzeba było czekać żeby kopara opadła mi do samego zola. Moim oczom ukazał się prawdziwy, prawilny sebiks w bluzie z RPK i spodniach dresowych firmy Prosto. Oczywiście przyodziany był również w kołczan prawilnosci, bo jakby inaczej. Z jego ust wydobyło się złożone zdanie "Dobry, ja tu przyszedłem roboty szukać, będzie coś dla mnie?". Babeczka obsługująca tego dżentelmena aż zaniemówiła i kazala mu czekać w kolejce.
    Ja rozumie, ze można nie mieć dużo kasy, ale przecież to kurwa tak jakby przyjść w piżamie. I pomyśleć ze tacy ludzie tez mogą głosować w wyborach...
    #bekazpodludzi #agencjapracy #cotusieodjebalo #gownowpis #sebix
    pokaż całość

  •  

    Oj tak mireczki szykują się niezłe #heheszki w zakładzie, w którym pracuje.

    Komu się nie chce czytać TL:DR na końcu.

    Otóż do fabryki wkładów do okien, zatrudnili takiego 30+ janusza (Polaka) chyba z chorobą psychiczną. Chciałbym wspomnieć że niestety przyszło mi go "bliżej" poznać jako pierwszemu. Z dobrego serca, jego pierwszego dnia pracy zadeklarowałem że go mogę podrzucić do domu za te 5 funtów. Mieszka na 2gim końcu miasta. Pieszo to jakieś 2 godziny drogi a w nocy to dość niebezpiecznie w moim mieście.
    W aucie spytałem go ile już jest w Anglii? On odparł z dumą że od 2006r lecz z przerwami. Spytałem czy to iście zarobkowo te wyjazdy miał. Odpowiedział że niestety nie. (Miał dobrą pracę w Polsce a chciał spróbować czegoś nowego) I że jak siedzi dłużej w Anglii niż 6 miesięcy to mu się odechciewa żyć. Że jak czasem wieczorem w domu siada sobie przy oknie i patrzy w gwiazdy to na niebie widzi Polskę i swoich znajomych. A jak włączyłem Polską muzykę w aucie to się cieszył jak małe dziecko z zabawy w "AKUKU", krzyczał jeeee i klaskał jak dla Rubika czy Rydzyka. (Spoko pracownik #agencjapracy ty kurwo!!). Pierwszego dnia nie przyniósł nic do jedzenia. Drugiego zaś tyle ile ja jadam w tydzień, ale wiecie co jest najśmieszniejsze? Przyniósł sobie orzeszki ziemne. Wiecie jak je jadł? Widelcem kurwa a zagryzał suchą bagietą.

    Drugiego dnia kolega do niego podszedł tak o zagadać.

    K: Jak tam Janusz podoba się robota?
    J: Chujowo jest bo muszę dużo jeść.
    K: Ale dlaczego?
    J: Takie duże szyby muszę targać sam więc dużo muszę jeść aby mieć siły.
    K: Łeee to jeszcze nic. Poczekaj pare dni "bizi" się zaczyna, dopiero zobaczysz tam duże szyby.
    J: O k***a to ile ja jedzenia będę musiał przynosić.

    Chciałbym wspomnieć że Janusz czyści już gotowe wkłady i rozstawia na stelażach. Ja do tej pory największe wkłady jakie nosił miały chyba tylko 25kg. Niestety kolega ze względu na jego słabą wytrzymałość na dawki śmiechu musiał uciec do nas na linię aby wywołać swoją salwę śmiechu. Opowiedział nam o tym i podczas rozmowy wyskoczył z tekstem że niedługo to do naszego szefa będzie chodził po bony na mleko. Ja od razu zareagowałem bardzo błyskotliwym pomysłem. Zrobić vouchery na jedzenie. dać każdemu (po czym lądują one w śmietniku, niestety jego nie) i wysłać go do szefa aby podbił mu każdy z nich.

    Wiecie co?

    pokaż spoiler PLAN WCHODZI W ŻYCIE!!!


    Będą heheszki niesamowite. Mamy zamiar to jakoś nakręcić.

    Załączam wstępny projekt voucherów.

    TL:DR

    pokaż spoiler Zatrudniono janusza Polaka do zakładu, w którym pracuje. Prawdopodobnie jest chory psychicznie albo ćpie klej. Musi dużo jeść bo czyści i nosi duże szyby. Stwierdziliśmy że zrobimy i wydrukujemy mu talony na jedzenie i wyślemy do szefa.


    #heheszki #polakicebulaki #januszepracy #uk #peterborough #pracazagranica #pracbaza
    pokaż całość

    źródło: voucher.jpg

    •  

      @szancik: Mało tego.
      Pracowałem przez chwilę w bardzo przyjemnej wytwórni kiełbasek.
      Właścicielem był mieszkający od nastu lat w Wielkiej Brytanii Niemiec, głównym księgowym Murzyn, majstrem Irlandczyk (miał młodszego pomocnika, też Irlandczyka). Personel to głównie Polacy i Chinki.
      Atmosfera w pracy doskonała. Czasem księgowy pozwalał sobie na rasistowskie żarty pod adresem Polaków i Chinek, ale szybko gasili go Irlandczycy. Czasem też pracujące Polki pozwalały sobie na kąśliwe i niesmaczne uwagi pod adresem Chinek. A ja z Chinkami miałem pełną sztamę, bo drugiego dnia na przerwie zaproponowałem "wymianę" jedzenia na spróbowanie. Okazało się, że Polacy nigdy wcześniej nie zrobili takiego gestu, bo przecież "Żółci to psy jedzą". A ja nie mogłem przepuścić okazji spróbowania domowego, oryginalnego chińskiego jedzenia. Było pyszne, a Chinki też z aprobatą próbowały kanapek z kiełbasą, serem i pomidorem na pieczywie na zakwasie (cudem znalezionym w ówczesnym Londynie).
      Wszystko było cudnie do momentu, aż z dwumiesięcznego urlopu nie wrócił jakiś polski ćwok.
      Okazało się, że poczuł się zagrożony moją obecnością. Był tak upierdliwy, że nawet szef pytał mnie przy wypłacie czy się znamy i czy gościowi panny nie dymam. Wyjaśniłem temu Niemcowi, o co może z grubsza chodzić.
      Aż pewnego dnia gość sprowokował bójkę, ja się oczywiście dałem sprowokować, obiłem go i natychmiast udałem się do szefa przeprosić i oznajmić, ze odchodzę nie biorąc ostatniej tygodniówki (był koniec tygodnia).
      Irlandczycy stanęli za mną murem, ale uważałem, że nie ma sensu zostawać i podsycać konfliktu.
      Po dwóch miesiącach dowiedziałem się, że gościa zwolnili dyscyplinarnie za tę niechęć do nowych pracowników. A dowiedziałem się tego od Murzyna księgowego, który zadzwonił zapytać czy nie chciałbym wrócić do pracy.
      Nota bene odchodząc dostałem tygodniówkę i premię na nową drogę życia :)
      A przy okazji Irlandczyków. Pierwszą wypłatę, którą ze względu na tymczasowy brak konta, wypłacał mi majster do ręki, usłyszałem pytanie, na co ją wydam. No to mówię bez zająknięcia (prawie cytując Wieniawę-Długoszowskiego): "Większość na kobiety i alkohol, a to co zostanie zwyczajnie roztrwonię". I tym tekstem zdobyłem sobie sympatię tych gości, którzy, jak się okazało, znaleźli się w Londynie uciekając z Ulsteru przed konsekwencjami za przynależność do wiadomej organizacji. Dowiedziałem się o tym, jak na moją wzmiankę o pobycie w Wojsku Polskim, usłyszałem pytanie, czy zastrzeliłem jakiegoś człowieka. Pytanie chlapnął młodszy z Irlandczyków, starszy (majster) dał mu w ucho i opowiedział ich historię.
      pokaż całość

    •  

      @Blazus: i jak sie sprawa skonczyła ? :D

    • więcej komentarzy (9)

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów