•  

    Spotkaliście się być może podczas oglądania amerykańskich polityków, komików albo wiadomości z pojęciem https://pl.wikipedia.org/wiki/Makkartyzm albo z powiedzeniem "At long last, have you left no sense of decency?" po polsku coś w stylu "Ile można? Czy nie zostało panu już nic z poczucia przyzwoitości?" Ostatnio np. odwoływał się do tego Stephen Colbert w The Late Show porównując Trumpa do McCarthy'ego.

    Związana jest z tym ciekawa historia - w latach 50 w USA panował częściowo uzasadniony strach przed sowieckimi szpiegami. Prowadził jednak do przesadnej reakcji i twarzą tej histerii był republikański senator McCarthy ("twardogłowy" Republikanin) - który zajmował się wyszukiwaniem "zdrajców". Rzucał oskarżenia na wielu wrogów politycznych i ludzi na wysokich urzędach - nie tylko polityków ale generałów, urzędników, dyrektorów szkół, naukowców, sportowców itp. Prześwietlał ich życiorysy pod kątem stosunkowo niewinnych szczegółów (np. ktoś był w związku zawodowym - czyli komunista czyli zdrajca :) ) i robił konferencje prasowe na których ogłaszał, że ten ktoś jest zdrajcą, a oskarżony musiał się publicznie tłumaczyć, że nie jest wielbłądem (i zwykle tracił pracę a czasem nawet był więziony i wiele lat trwonił w procesach sądowych).

    Trwało to 5 lat od 1950 do 1954, doprowadziło do tymczasowego uwięzienia setek ludzi i utraty pracy przez około 10-12 tysięcy oskarżonych, choć oczywiście większością ofiar nie zajmował się osobiście McCarthy - powstało do tego celu wiele instytucji.

    Ciekawostka - jednym z czynników który wystarczał do tego, żeby być uznanym za podejrzanego był np. homoseksualizm, więc FBI zajmowało się wyszukiwaniem homoseksualistów wśród urzędników, polityków itd. :) Co ciekawe po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny - w komunistycznej Polsce - służby bezpieczeństwa też wyszukiwały homoseksualistów, i szło im lepiej bo w znacznie mniej ludnej Polsce odnaleźli aż 11 tysięcy w trakcie https://pl.wikipedia.org/wiki/Akcja_%E2%80%9EHiacynt%E2%80%9D

    Wracając do senatora McCarthy'ego - wszystko zaczęło się 9 lutego 1950 roku, kiedy w przemowie do kobiecego republikańskiego stowarzyszenia w Zachodniej Wirginii McCarthy pokazał jakieś dokumenty i powiedział, że ma listę 205 nazwisk osób znanych Sekretarzowi Stanu, które są członkami partii komunistycznej, a mimo to pracują w Ministerstwie Stanu i wpływają na politykę. Dzięki tym oskarżeniom niewyróżniający się senator wkrótce stał się bardzo popularny, dawał wiele wywiadów, szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawanych polityków w USA, po zmianie prezydenta na republikańskiego stał się szefem SSIS (Senackiego Wewnętrznego Podkomitetu Bezpieczeństwa). Jako szef tego podkomitetu McCarthy m.in. zażądał listy ludzi wypożyczających "podejrzane" książki z bibliotek i oskarżał ich o zdradę :)

    Do przesilenia doszło, gdy w 1954 McCarthy zainteresował się wojskowym dentystą, który został majorem pomimo tego, że odmówił odpowiedzi na lojalnościowy kwestionariusz stosowany przez armię USA. McCarthy prowadził publicznie przesłuchania transmitowane w telewizji, w których rutynowo obrzucał podejrzanego majora obelgami. Armia USA wstawiła się za majorem i przesłuchania oraz kontr-przesłuchania trwały przez 36 dni (wszystkie transmitowane w TV). Nie doszło do oficjalnego oczyszczenia ani potwierdzenia zarzutów, ale po tym spektaklu senator stracił publiczne poparcie i został przez Senat zmuszony do rezygnacji ze swojej działalności "anty-szpiegowskiej", i do tej pory jego nazwisko jest synonimem paranoi i niszczenia przeciwników przy pomocy ciosów poniżej pasa.

    W trakcie tych przesłuchań doszło do bardzo znanej w USA i wciąż cytowanej wymiany zdań między senatorem McCarthy a prawnikiem zatrudnionym przez armię - https://en.wikipedia.org/wiki/Joseph_N._Welch ale zanim ją zacytuję trzeba opisać kontekst.

    W tym przesłuchaniu prawnik armii zażądał publikacji "przed zachodem słońca" 130 nazwisk wojskowych i ludzi związanych z bezpieczeństwem które jak McCarthy sugerował były szpiegami. McCarthy odpowiedział, że jeśli pan Welch tak się interesuje bezpieczeństwem to powinien przyjrzeć się swojemu podwładnemu Fredowi Fisherowi który pracował w jego bostońskim biurze.

    McCarthy zarzucił Fisherowi to, że w młodości był członkiem National Lawyers Guild (lewicowego związku prawników który m.in. jako pierwszy związek prawniczy w USA pozwalał na członkostwo mniejszości). Związek ten był przez Republikanów nazywany "prawniczym rzecznikiem partii komunistycznej w USA" :) Welch wcześniej dyskutował o tym z Fisherem i ustalili, że dla dobra przesłuchania Fisher nie będzie w nim uczestniczył. Welch uważał, że to był "błąd młodości" Fishera i nie miał mu tego za złe, ale klimat polityczny był jaki był.

    Kiedy McCarthy odniósł się do Fishera w transmitowanej publicznie debacie Welsh nie wytrzymał i wywiązała się następująca wymiana zdań:

    Welsh: Do tego momentu, Senatorze, nie doceniałem pańskiego okrucieństwa i śmiałości. Fred Fisher jest młodym człowiekiem, który ukończył Harvard i ma przed sobą błyskotliwą karierę. Nie wyobrażałem sobie, że może być Pan tak bezmyślny i tak okrutny, by publicznie zadawać komuś takie szkody. Jest prawdą, że jest on [Fisher] z Hale i Dorr [firmą prawniczą Welsha]. Jest prawdą, że będzie z nimi dalej. Muszę z przykrością przyznać, że będzie być może na zawsze nosił szramy na reputacji bezsensownie zadane przez pana. Gdyby było w mojej mocy wybaczenie panu jego bezmyślnego okrucieństwa - zrobiłbym to. Lubię myśleć, że jestem gentlemanem. Ale pańskie wybaczenie musi przyjść od kogoś innego niż mnie.

    McCarthy próbował ponowić atak, ale Welch mu przerwał.

    Welsh: Senatorze, czy nie możemy sobie tego darować? Wiemy, że należał do NLG, nie niszczmy mu reputacji do końca, panie Senatorze. Zrobił Pan dość. Czy nie ma pan poczucia przyzwoitości? Czyż nie zostału panu ani trochę poczucia przyzwoitości?

    McCarthy próbował zadać kolejne pytanie o Fishera, a Welsh znowu przerwał:

    Welsh: Panie McCarthy, nie będę o tym z panem dłużej dyskutował. Siedział pan 6 stóp ode mnie i mógł Pan pytać o Freda Fishera. Wolał pan go wywlekać przed telewizją. Na Boga w Niebie - ani Panu ani Pańskiej sprawie nic dobrego z tego nie przyjdzie. Nie będę dyskutował tego dłużej. Nie poproszę pana Cohn o żadnych nowych świadków. Pan, Panie prezesie może powołać kolejnego świadka.

    W tym momencie prawie cała sala zaczęła bić brawo, i jest to dziś uznawane za koniec Makkartyzmu w Ameryce.

    PS wszelkie podobieństwo do metod PIS a w szczególności do Macierewicza jest zupełnie przypadkowe ;). Niestety to nie lata 50 i "poczucie przyzwoitości" jako argument już do nikogo nie przemawia.

    #4konserwy #neuropa #polityka #etyka #historia #usa #mccarthy #amerykanskakultura
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów