•  

    #anime #animedyskusja

    Niby szerszeń, niby feniks...

    pokaż spoiler a wszędzie ssaki morskie


    Ocena bajki : Fire Sisters, usiądźcie mi na mordzie/10 wsiadłem do tej kolejki i przykułem się kajdankami, już mnie nie wyciągniecie. Panie motorniczy, proszę do następnej stacji.

    źródło: coub.com

  •  

    Jak wrażenia z dzisiejszego odcinka? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    @Monialka Chainsawman dopiero się zaczyna :P
    #anime #animedyskusja #chainsawman
    TK from Ling Tosite Sigure - FIRST DEATH

    źródło: youtube.com

  •  

    #anime #animedyskusja

    Krab, Ślimak, Małpa, Wąż, Kot.

    pokaż spoiler A tak naprawdę to chodzi o to co zawsze. O walenie ( ͡° ͜ʖ ͡°).

    źródło: youtube.com

  •  

    #anime #animedyskusja #koneserslabychbajek

    https://myanimelist.net/anime/40752/Bishounen_Tanteidan

    Pretty Boy Detective Club

    Postanowiłem wyjść ze swojej strefy komfortu. Jeszcze nigdy nie spierdalałem do niej w podskokach tak szybko z powrotem.

    pokaż spoiler Niewyobrażalnie pretensjonalny, pozbawiony fabuły tytuł o crossdresingu skupiający się na abstrakcyjnych dialogach i eksperymentalnej oprawie graficznej. Może to i ładne, ale dla mnie za mocne, prawdopodobnie jestem zbyt hetero.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Jak oglądam animce od X lat, lecę ze wszystkim, ilość serii można liczyć w setkach, tak ostatnie animu którego nie mogę wyrzucić z pamięci to Yofukashi no Uta, to to anime które przypomniało mi jak można sie tym jara, bez kitu.
    #animedyskusja

  •  

    O ile Bocchi the Rock! jest u swoich fundamentów komedią (i to cholernie dobrą), to rozwój głównej bohaterki też mocno doceniam. W tym odcinku, jak była tą proaktywną osobą, która utrzymała w kupie ich występ - aż mi się cieplutko na sercu zrobiło.

    Ogólnie to chyba najlepsze sceny z występów rockowych w anime, jakie widziałem od czasu BECK (tyle lat, a nadal boli, że reszta mangi nie doczekała się adaptacji...)

    #animedyskusja #anime
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #animedyskusja #animedyskusja #koneserslabychbajek

    https://myanimelist.net/anime/66/Azumanga_Daiou_The_Animation

    Azumanga Daioh: The Animation

    Azumanga to zbiór migawek z życia grupy dziewcząt od pierwszego do ostatniego dnia liceum. Tylko tyle i aż tyle.

    O ile sam rodzaj humoru abstrakcyjnego to nihili novi, sposób jego podania może zdumiewać. Tam gdzie zazwyczaj mamy szybkie strzały mające na celu zaskoczenie widza, tutaj jest powoli, nieśpiesznie i wręcz melancholijnie. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, ta kombinacja jednak działa, a nawet rzekłbym, że działa zajebiście. Przyczyn tego zjawiska doszukiwałbym się w podejściu holistycznym - jako całokształt sprawuje się fantastycznie, choć równie dobrze, moglibyśmy być od krok od katastrofy. To mogło by się nie udać, gdyby nie fantastyczne postacie, z których aż kipi osobowość. Te postacie nie byłyby tak fantastyczne, gdyby nie fenomenalna praca aktorek głosowych. Ale to by i tak nic nie dało gdyby nie reżyseria dowodząca, że w odmęty absurdu można kroczyć krokiem miarowym, choć nieśpiesznym. No i tak człowiek odhacza kolejne punkty, wyłomu zrobić nie ma gdzie.

    Warto nadmienić klimat jaki panuje w tej serii. Choć dziewczęta potrafią być robić sobie różne psikusy, to nigdy nie idzie za tym żadna złośliwość. Nawet gdy członkinie "Klasowej Trójki Debili" odpierdalają jakiś szajs, to nikt nie ma im tego za złe. Od Azumangii wręcz bije ciepełko i pogoda ducha. Bardziej pozytywnie już chyba być nie może. Tworzy to mieszankę o niezwykły właściwościach, dająca pożywkę do niezliczonej ilości memów i shitpostów, a nawet takiego cuda jak Osaka Simulator.

    Jest to fantastyczny tytuł od A do Z, z tymże, że po Z warto by jeszcze raz skoczyć na chwilę do A. Ta seria ewidentnie stoi postaciami, takimi jak wychowawczyni Yukari, która powinna mieć zasądzony zakaz zbliżania się do placówek edukacyjnych czy najcudowniejsza na świecie gapa o ksywie "Osaka". Odbiór pierwszych odcinków, zanim jeszcze zdążyliśmy poznać bohaterów jest zupełnie inny od tego, gdy już się z nim widz zżył. To żaden wstyd wylizać do końca słoik kawioru. I raczej nie grozi tutaj żadna niestrawność - choć tytuł ma już 20 lat, to jest tak świeży jak w dniu, w którym wyszedł z fabryki.
    pokaż całość

    źródło: coub.com

  •  

    50/52 --> #anime52
    The Fable (recenzja mangi)

    MAL: https://myanimelist.net/manga/87844/The_Fable
    Kitsu: https://kitsu.io/manga/the-fable
    AniList: https://anilist.co/manga/94490/The-Fable/

    Manga o płatnym mordercy oraz jego kierowcy, którzy przeprowadzają się na wieś i mają przez kolejny rok wieść spokojne życie i nie mogą nikogo przez ten rok zabić. Brzmi jak slice of life i komedia, jednak szybko okazuje się, że w nowym miejscu natychmiast napotykają problemy i muszą porzucić swoje spokojne życie.

    Fabuła:
    Fable to płatny zabójca, a dokładnie to para złożona z największego koksa w swoim fachu oraz kobiety, która jest jego kierowcą. A jeszcze dokładniej to nazwa całej organizacji składającej się z wielu takich par oraz pojedynczych zabójców, która oficjalnie nie posiada własnej nazwy, a jej członkowie nie wiedzą nic o swoim wzajemnym istnieniu.

    Po dotarciu na wieś, bohaterowie dostają 2 domy od lokalnej yakuzy, która wisi im przysługę i mieszkają tam jako rodzeństwo. Chłop idzie do pracy do mini-januszexu za pensję poniżej minimalnej, a baba chleje na umór każdego dnia. Właściwa fabuła składa się z kilku arców. Każdy z nich to osobne problemy ze świata zbirów. Na początku mamy zatargi z zaprzyjaźnioną yakuzą, potem drobny stalking, potem zbir który wyszedł z więzienia się panoszy, ale głównym motywem, który zaczyna się ok. 100. chapteru i trwa do samego końca jest wielowątkowa potyczka z głównym złym i jego koksami. Ale po kolei.

    Fabuła - historie poboczne:
    Manga ma kilka historii pobocznych, dzięki którym możemy lepiej poznać bohaterów. Protagonista to typ sawanta, który jest świetny w swoim fachu, ale posiada nisko rozwinięte umiejętności społeczne i nie obchodzą go zbytnio konwenanse. Dostajemy sporo, haha, żartów o tym, że je całą rybę z kośćmi, że nie wie co to walentynki, że rysuje jak pięciolatek i że brakuje mu fundamentalnej wiedzy o życiu w społeczeństwie. Żart powtarzany jest do porzygu - z jednej strony nie boli AŻ TAK, ale z drugiej ten żart nigdy nie jest śmieszny i niczemu nie służy, bo już po 1. razie zrozumiałem, że chłopak jest nieco autystyczny.
    Mamy też wątek z przydupasem z yakuzy, dla którego sławny asasyn jest idolem i który niczym deus ex machina pojawia się jak potrzebne są ręce do pracy (podobnie jak wiele członków castu). Jest też fajny wątek o biwaku w lesie, gdzie starają się przetrwać mając tylko nóż i walcząc z naturą, ale jest to typowy zapychacz.

    Druga osoba w tej patrze to pani kierowca, która uwielbia pić alkohol i na tym kończy się jej charakter. Haha, baba ma mocny łeb i upiła chłopa. Boki zrywać. Również ten żart jest powtarzany 2 albo 3 razy i to niemalże w tej samej formie, tak na wszelki wypadek jakbyście nie załapali od razu. Niemal cały czas jest pijana, żaden wieczór nie może być trzeźwy. No i chłopy jak z nią piją to rzygają. A więc jak mówiłem - kupa śmiechu. W drugiej połowie dostaje swoją historię zemsty, okazuje się, że jest świetnie wyszkolonym asasynem i w zasadzie jest całkiem złożoną postacią. Szkoda, że początkowe zakreślenie postaci przerosło autora.

    Fabuła - historia/e główna/e:
    Jak mówiłem, zaczyna się niewinnie - od sprzeczki z kolegami z yakuzy. Jest to trochę wprowadzenie do tego mrocznego świata - są strzelaniny, trochę negocjacji, każdy stara się rozwiązać sprawy polubownie jak się da zamiast do siebie strzelać, trochę kontaktów i przysług, które trzeba będzie spłacić. Te początkowe arci były bardzo dobre. Myślałem, że forma mangi będzie się skupiać na 20-30 rozdziałowych wątkach opowiadających osobne historie, dzięki czemu zobaczymy różne aspekty tego mrocznego świata, ale niestety poszło to w inną stronę.
    Jeszcze większą chętkę zrobił mi wątek zmuszania do prostytucji, porachunków z gangusem, który wyszedł z więzienia i działa na własną rękę na cudzym terenie, stalking, a to wszystko w idealnym połączeniu i to zaledwie w kilkudziesięciu rozdziałach. Przede wszystkim był to ciekawy miks różnych aspektów świata kryminalnego, umiejętne wykorzystanie zarysowanych już postaci, pokazanie w jaki sposób działa mafia i dobrze poprowadzona fabuła.

    W tym momencie trzeba postawić grubą kreskę, bo na scenę wchodzi główny zły, który jest zły, bo nie czuje strachu i dlatego postanawia zabijać ludzi powiązanych ze swoją organizacją i czekać na śmierć z ich ręki. Pomijając motywację, która była tragiczna i bohatera grającego przerysowanego wręcz komiksowego złola, to 140 chapterów poświęcone w większości na jeden i to dość przeciętny wątek to była znaczna przesada. Oczywiście, jest on bardzo złożony, mamy wiele postaci, pojawiają się różni zabójcy, wiele ciekawych walk, negocjacji, sposobów na zabójstwa, powiązanych z głównym wątkiem osób i tak dalej. Jestem zawiedziony, że to nie była podbudowa do czegoś epickiego, tylko zaliczanie kolejnych zabójców i kolejnych pojedynków, tylko po to, żeby zakończyć to takim samym, dość przeciętnym pojedynkiem z głównym złym, który ma coś nie tak z głową.
    Kontynuując formułę krótkich arców przedstawiających różne zbrodnie i świat gangów, manga spokojnie dostałaby 7/10. Ze względu na nudnawy i ciągnący się główny arc, muszę zejść oczko w dół.

    Walki:
    Na pewno jest tutaj trochę kreatywności. Wykorzystanie broni, granatów i otoczenia w kreatywny sposób zależny od miejsca i okoliczności był ciekawy. Często odpowiedni plan przed wykonaniem zadania był kluczowym elementem. Pojawiły się wątki z użyciem trucizny, min przeciwpiechotny, walka wręcz - z tego aspektu jestem zadowolony.

    Średnio wypada to, że super skrytobójca jest takim giga koksem, że mając ASG jest w stanie rozwalić trzech profesjonalistów z prawdziwą bronią. Ot, dostajemy sceny rodem z kina akcji, gdzie bohaterów nie imają się kule i samodzielnie rozwalają cały zespół wrogów.
    Więc jak mówiłem - pod względem technicznym i pomysłów na walkę jest spoko, ale czasami powerlevel protagonisty za bardzo wywalało do góry i realizm strasznie umykał.

    Postacie:
    Króciutko - o głównym rodzeństwie już powiedziałem. Siostra z czasem jest ciekawsza, brat jest uber chłodny cały czas, ale nie w cool stylu jak Ayanokoji z CotE tylko dosłownie jest autystyczny i jedną z niewielu rzeczy w których się sprawdza jest zabijanie.

    Lepiej wypadają postacie drugoplanowe, a przede wszystkim historie, które stoją za ich tragediami. Stalkowana kobieta z długiem, która pracuje na kilka etatów, ale mimo wszystko stara się z tego wyjść. Kobieta na wózku inwalidzkim utrzymywana przez mafię, która służy wyłącznie do zabaw erotycznych ich szefa. Płatni zabójcy, którzy od małego byli szkoleni do swojej pracy i widzieli jak wiele ich kolegów umierało w czasie szkolenia. I wiele innych pomniejszych historii. To właśnie te postacie w tle kształtują ten brudny, zepsuty i brutalny świat, który przedstawia manga i w większości przypadków ten zabieg jest udany, a same historie wciągające i dobrze poprowadzone.

    Kreska:
    Twarze z jednej strony wyglądają realistycznie, z drugiej jest to w pewnym sensie uproszczony styl - twarze są głównie białe i są tylko bardzo lekko maźnięte prostymi kreskami. Niby można wyczytać emocje z mimiki postaci, ale jednak jakoś średnio to wygląda. Bohaterowie często mają statyczny wyraz twarzy. Do tego istnieją postacie, które mają niesamowicie zbliżone designy i zdarzało mi się pomylić dwie pary postaci.
    Walki nie są złe. Ale zwykle sprowadzają się do machnięcia kilka razy rękami i nogami w przypadku walki wręcz. Strzelaniny to unikanie kul rodem z Matrixa tylko po to, żeby zakończyć wszystko jednym celnym strzałem.

    Ot, jest to przeciętna kreska. W żadnym momencie nie otwarłem z wrażenia ust ani nie czułem, że warstwa wizualna jest rzeczą dzięki której dobrze bawię się przy czytaniu.

    Podsumowanie:
    Jeśli lubicie historie o płatnych zabójcach, gangi i inne nielegalne biznesy, które są skrywane przed zwykłymi ludźmi to Fable na pewno Wam podejdzie. Trzeba się jednak nastawić na to, że wątki opowiadające o półświatku kończą się w połowie mangi i historia skupia się wówczas głównie na asasynach, którzy będą toczyć ze sobą co jakiś czas pojedynki.

    =================
    #animedyskusja #anime #manga
    pokaż całość

    źródło: Fable.png

    •  

      @young_fifi: Bo to format zaczerpnięty z kina lat 80-90-tych. Zabójcza Broń i te sprawy.

      Jedna rzecz moim zdaniem jest bardziej realistyczna w dużej części mang: przedstawienie yakuzy. W końcu nie są to puchate nieszkodliwe misie czy mistrzowie zbrodni w garniturach, tylko zwyczajne gangusy, tylko że z Japonii.

      Osobiście myślałem, że The Fable jest tytułem niszowym (i tylko przez przypadek Netflix zrobił na jego podstawie dwa filmy... tia...). Okazuje się, że sprzedaż jest na poziomie powyżej 500k. pokaż całość

    •  

      @Niosek: Widziałem właśnie, że od ponad roku wychodzi kolejna część, ale nie zagłębiałem się, bo jest dość mało przetłumaczonych chapterów jeszcze. I szczerze powiedziawszy - spoko się bawiłem przy Fable, szczególnie w pierwszej połowie, ale chyba nie mam ochoty na więcej ze względu na niższy poziom drugiej połowy.

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    Spodziewalem sie bajki pokroju stateczków ( #kantaicollection , bo #azurlane to syf jak cholera) ale sie pozytywnie zaskoczylem xD
    Brak niepotrzebnego pierdolenia od rzeczy (w wieksozci), brak niepotrzebnego wtykania slice of life, brak budowania historii na cringowych sytuacjach, sympatyczne postacie (choc Miho i to takie npcostwo, brak stanowczosci mnie na pocatku odpychalo), bardzo dobra strefa audiowizualna no i samo mięso, czyli latajace, driftujace i wybuchajace czolgi xD Ogladalo sie lepiej niz przyjemnie, ciesze sei ze ta bajke nadrobilem ᶘᵒᴥᵒᶅ
    #girlsundpanzer #animedyskusja #anime
    pokaż całość

    źródło: konachan.com

  •  

    Vice się znowu dopieprza do anime i mangi #animedyskusja #anime #manga #vice

    źródło: youtube.com

    •  

      @bastek66: Obejrzałem i czułem się jakby to sama Drzyzga zrobiła reportaż dla TVN. Materiał pełen naciąganych teorii i socjotechnicznego montażu.

    •  

      Reportaż jest o pedofilskiej części anime która zawiera w sobie bardzo niesmaczne gatunki typu gwałcenie 10 latek itp, a to wszystko w pełni legalne.

      @Greensy: Ogólnie reportaż był o mangach a nie pedfilskim anime ¯\_(ツ)_/¯
      Ogólnie nic nowego nie przedstawili, na całym świecie jest problem z pedofilią, a dodatkowo w Japonii prace rysunkowe związane z tą tematyką są prawnie chronione, więc dopóki fizycznie kogoś nie dotykają to mogą rysować co chcą i dopóki tego nie zmienią prawnie to będzie to powstawać.
      imho pierwsza scena totalnie niepotrzebna bo naprowadza nieznających tematu na to że całe anime to zuo, a to medium ma tak szerokie spektrum gatunków i podgatunków że materiał to dosłownie kropla w morzu całego anime/manga.
      Zresztą jak już ktoś wcześniej wspomniał ten kraj ma gorsze problemy niż rysunki na papierze, zresztą jak każdy kraj.
      Ale cóż anime/manga strasznie popularne to i łatwo się zbiera oglądalność na takich materiałach ¯\_(ツ)_/¯
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (22)

  •  

    Reakcja osób nie czytających mangi po obejrzeniu dzisiejszego odcinka Bleacha.
    #bleach #animedyskusja

    źródło: wykop.pl

  •  

    Słodki jeżu, ale to jest dobre xD Najlepsze anime sezonu. Różne style animacji i jej dopracowanie, żarty, dialogi, a nawet cringe wszystko jest idealnie spasowane w Bocchi the Rock
    #animedyskusja #anime

    źródło: image.jpg

  •  

    49/52 --> #anime52
    Homunculus (recenzja mangi)

    MAL: https://myanimelist.net/manga/936/Homunculus
    Kitsu: https://kitsu.io/manga/homunculus
    AniList: https://anilist.co/manga/30936/Homunculus/

    Historia mężczyzny, która zaczął widzieć ludzi jako potwory przybierające kształt kompleksów, wad i głęboko skrywanych problemów każdego z nich. Wbrew pozorom nie jest to pretensjonalna lub patetyczna historia, przynajmniej przez większość czasu.

    Fabuła - wstęp:
    Mężczyzna będący niegdyś na szczycie, mający kobiety, pieniądze i pławiący się w luksusach, stracił wszystko i żyje obecnie jako bezdomny w starym samochodzie. Jest rozdarty między dwoma światami - z jednej strony jest park, w którym mieszkają bezdomni, a po drugiej stronie ulicy stoi 5-gwiazdkowy hotel, którego był stałym bywalcem. On sam nie potrafi się zdecydować czy spróbować ponownie swoich sił w sektorze finansów gdzie osiągał sukcesy i wrócić do społeczeństwa czy poddać się i dołączyć do bezdomnych w parku.

    Intryga rozpoczyna się od tego, że młody student medycyny proponuje bohaterowi pieniądze w zamian za udział w eksperymencie medycznym - trepanacji czaszki. Według jego badań, zrobienie dziury w czaszce ma to odblokować 6. zmysł, który tracimy jako dzieci, gdy nasze czaszki twardnieją. Z racji tego, że bohater nie ma pieniędzy i żyje z dnia na dzień w swoim samochodzie zgadza się na eksperyment i od tej pory zaczynają dziać się czary.

    Potwory w naszej głowie:
    Po dokonanym zabiegu, gdy bohater zasłania jedno oko, widzi ludzi jako ich głęboko skrywane lęki. Jedni ludzie są spłaszczeni i wyglądają jak zrobieni z papieru co symbolizuje ich brak osobowości, inni ludzie mają zdeformowane części ciała ze względu na traumę z przeszłości. Każda osoba jest unikalna i przekrój problemów, lęków i podświadomych problemów jest ogromny.

    Właściwa fabuła skupia się na próbie rozwiązania problemów kilku mniej lub bardziej przypadkowych osób. Przy czym nie ma to formuły “terapia psychologiczna of the week”, ale przez kilkanaście rozdziałów autor pochyla się nad konkretną postacią i konkretnym problemem i wraz z protagiem dogłębnie analizujemy co jest przyczyną ich lęków.
    To nie jest głębokie, naukowe czy też filozoficzne podejście do problemów natury ludzkiej. Autor stara się robić to na poważnie, jednak czuć w tym wszystkich lekkość i po prostu chęć opowiedzenia historii konkretnych ludzi.

    A co jeśli ja jestem potworem?
    Protagonista też jest potworem, a mianowicie za każdym razem gdy komuś pomaga, cząstka tej osoby przechodzi na niego. Nie jest to jednak self-insert protagonista - sam bohater jest ciekawy, posiada skomplikowaną przeszłość i jak wspomniałem na początku - jest rozdarty między dwoma światami. Śledzenie losów głównego bohatera, który próbuje odnaleźć siebie jest ciekawe i fabuła końcowych tomów skupia się właśnie na nim i jego przyszłości. Osobiście uważam, że robi się trochę przydługawo i nieco pretensjonalnie, ale nie ma tragedii. Przez większość czasu jest to naprawdę interesująca postać.

    Kreska:
    Kreska jest z jednej strony realistyczna, z drugiej strony twarze bohaterów bywają nieco pokraczne. Całość wypada całkiem ładnie, natomiast najważniejsze w tym wszystkim jest ukazanie potworów i symbolika, bo to ona stanowi trzon mangi i pokazuje kunszt mangaki. Ciężko mówić o kresce wybitnej, jednak wspomniane potwory/homunkulusy mają zróżnicowane designy i wyglądają dobrze. Jak coś ma być z piasku, wody lub innego materiału to faktycznie wygląda tak jak dany materiał. W przypadku potworów jest pozytywnie zaskoczony.

    Podsumowanie:
    Polecam każdemu kto w jakikolwiek interesuje się psychologią, ludzkim umysłem lub po prostu lubi słuchać historii ludzi, którzy przeżyli jakiegoś rodzaju traumy lub mają problem z własnym życiem. Manga na pewno ciekawa, styl również. Troszkę podupada z czasem i to 7/10 troszeczkę naciągane, jednak mimo to serdecznie polecam.

    =================
    #animedyskusja #anime #manga
    pokaż całość

    źródło: Homunculus.png

  •  

    #anime #animedyskusja

    Arslan Senki OVA (1991-1995), na ludzkie tłumaczone raczej złudnie jako Heroic Legend of Arslan, to ta starsza adaptacja książek o Arslanie, dzisiaj znanych już raczej głównie jako materiał źródłowy mangi aut. p. Arakawy (autorki również Fullmetal Alchemista, co rzuca się w oczy natychmiast). Robiona sto lat temu, ma w sobie mnóstwo niezborności z okresu i, prawdę powiedziawszy, wcale nie jest dziełem przesadnie udanym. Fascynuje jednak z koneserskiego punktu widzenia.

    Odbębnijmy chociaż rodowód tej hecy - Arslan Senki to seria książek, podobno przygodowych, nt. fantastycznego świata bazowanego luźno na perskiej mitologii, a konkretnie - o przygodach księcia pers- parskiego, Arslana, którego kraj najechała podła Luzytania, coby zniszczyć królestwo i wprowadzić tu rząd dusz jedynej słusznej religii, dobrze zgadujecie, wiary w boga Yaldabaotha. Książę umyka pogromowi, zbiera grupkę wiernych towarzyszy, zbiera armię na pohybel wrogom, i szykuje się do odbicia Pers- Parsji.

    Arslan Senki nie jest, ani w założeniach, ani w istocie, "heroiczną legendą," tylko raczej mało pasjonującym anime o wielkich ruchach wojsk, przy czym wcale nie o wojskowości jako takiej, bowiem o strategii się tu po prostu nie rozmawia. To mało zajmująca fantastyka, przy czym szlachetności dodaje jej bardzo ograniczony obraz magii i tajemniczych stworów. Mnóstwo jest natomiast wręcz okropnych sztuk fantasy oręża, a już do szewskiej pasji doprowadzają te kamizelki w typie sajańskim, wprost z Dragon Balla.

    Perski setting stanowi raczej luźny window dressing, i nie radzę spodziewać się takich popisów etnograficznych, co w toczącym się przecież w tym samym miejscu Otoyomegatari. Nieśmiało wprowadza się coraz więcej architektury i wzornictwa, jednak bez przesady. Co ciekawe, muzyka staje się bardziej bliskowschodnia już pod koniec seansu, w ostatnich dwóch odcinkach tej OVA. I to nie jest jedyny aspekt, w którym pokaz ewoluuje.

    Metryka nie kłamie - tworzono Arslan Senki przez ładnych kilka lat, i pierwszy odcinek nie ma nic wspólnego z ostatnim pod względem reżyserii. Pierwszy odcinek wygląda raczej leciwie, sceny akcji potrafi ukrywać na drugi planie, zaś uparcie eksponuje twarze bohaterów, niemal co do jednego ikemenów, którzy bawią się włosami. Ta gejoza opuszcza nas dopiero po wprowadzeniu dwóch postaci kobiecych. Pierwsze dwa odcinki są również dłuższe, trwają po godzinie.

    Ostatnie dwa mają z kolei znacznie odważniejsze kadrowanie i lepszą grę muzyką, ale wciąż - zarówno pierwszy, jak i ostatni, są po prostu przegadane. No już bodaj pieprzyli ciągle o strategii, jak to ma miejsce w LOGH, nawet bym nie narzekał. Nie dzieje się to, tutaj mamy raczej mętne mamrotanie nt. niewolnictwa, nt. właściwego rodowodu Arslana, jak i przynudnawy slice of life, gdy w tle toczy się wojna. Nie warto w ogóle opisywać bohaterów, bo to banda nudziarzy.

    Jednego jednak nie jestem w stanie odebrać tej OVA - bardzo zgrabnie zamyka historię kończąc jeden rozległy arc fabularny, i zapowiadając kolejny, o ironio, na pierwszy rzut oka jednoznacznie przygodowy. I tak oko kończy się heroiczna legenda Arslana, na której ciąg dalszy widzowie musieli czekać aż do adaptacji p. Arakawy. Ja osobiście jej nie oglądałem, i jakoś niespecjalnie mam ochotę.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @tobaccotobacco:

      Perski setting stanowi raczej luźny window dressing, i nie radzę spodziewać się takich popisów etnograficznych, co w toczącym się przecież w tym samym miejscu Otoyomegatari.
      Ło ja... narzekanie na Yoshitakę Amano. Designy są robione przede wszystkim pod ówczesne trendy japońskiej fantasy, a nie na odniesienia historyczne.

      zapowiadając kolejny, o ironio, na pierwszy rzut oka jednoznacznie przygodowy.
      takiego wała, jest więcej tego samego.

      na której ciąg dalszy widzowie musieli czekać aż do adaptacji p. Arakawy.
      Anime kończy się standardowym: read the fucking manga.

      Swoją drogą od paru wydań, czytanie mangi faktycznie porusza nowe wątki, jak ktoś jest zainteresowany. W adaptacji Arakawy jest więcej humoru, ale za to główny bohater wydaje się być szalenie niekompetentny (tj. zbyt dobroduszny).
      pokaż całość

    •  

      @vries: mój problem z Amano ma podłoże czysto komercyjne - jego stylem, a ostatnio stylem jego naśladowców, Square Enix usiłuje przekonywać rynek do nabywania kolejnych kaszaniastych gierek, bo przecież amano-lite na pudełku wróży wspaniałą zabawę dla pięknoduchów

    • więcej komentarzy (1)

  •  

    DOBRA UWAGA PANIE PANOWIE I OSOBY Z INNYMI ZAIMKAMI OTO CO OGŁASZAM

    robie sobie czelendż

    daje sobie czas do czwartku (soft termin bo wsm mam sporo rzeczy do niezrobienia) na opracowanie historii i narysowanie pierwszego czapteru mojej mangi specjalnie dla tagów #raicontent i #mangowpis wobec tego ogłaszam konkurs na aktorów i aktorki albo wgle nwm możecie mi podawać pomysły na postacie/ploty, itp itd pod tym wpisem, możecie sami siebie zainsertować w mojej historii lub powiedzieć mi jaką historię z moich wymyślonych na #raicontent chcielibyście zobaczyć lub sami jakąś stworzyć i tu opisać, defaultowo jest to mój pomysł z demonem uzależnionym od kawy

    wsm nie wiem ile to będzie miało czapterów ale mam nadzieje że z 20-30 no i pamiętajcie że nie umiem za bardzo rysować więc to będzie takie w uj średnie ale liczy się kątent no i może zrobie więcej i inne historie jak mi się spodoba i trochę podrysuje ćwiczenie i mam nadzieję że się będzie pojawiał nowy czapter jakoś co tydzień/pół tygodnia nie wiem zobacze ile mi się uda

    no i najlepiej żebyście narysowali (może być paint) albo chociaż opisali swoją postać, podali imię (najlepiej nie swój nik z wykopu, albo chociaż imię jakoś wykopowo-japońskie z nazwiskiem), cechy charakteru które chcielibyście zobaczyć w swojej postaci no i wgle co robi i jak by się wpasowywała w całość, jak nie będzie chętnych to zwyczajnie dopełnie swoimi postaciami
    zastrzegam sobie prawo do zmian waszej postaci lub zwyczajnie odrzucenia waszego podania/postaci/prośby itp itd.

    ZAPRASZAM, RAJSEJ-CIAN, WIELKA WIESZCZKA

    pokaż spoiler jak się spóźnie z terminem to walcie drzwiami i oknami


    #anime #animedyskusja #manga
    pokaż całość

    źródło: 8ab2d70fe6b995e955df59a3dd3ab457.jpg

  •  

    Bocchi the Rock! nadal dostarcza xD

    Scena z początku, jak myśli Bocchi zmieniają się w coś rodem z demosceny komputerów 8-bitowych, to złoto xD

    #anime #animedyskusja

  •  

    #anime #animedyskusja

    Mahoutsukai Tai!
    https://myanimelist.net/anime/629/Mahoutsukai_Tai
    https://myanimelist.net/anime/630/Mahoutsukai_Tai_TV

    Nie ukrywam, ostatnio ktoś wrzucił na wypok klip i postanowiłem sprawdzić, co to je. Nie oglądałem wcześniej, bo często gęsto oceniam książkę po okładce. W tym anime okładką będzie banda bohaterów w idiotycznych strojach rodem z haloweenowych przebieranek i nieszczególnie dobrze się zapowiadająca historyjka o szkolnym klubie magii walczącym z obcymi. No i na takich debilnych fundamentach oparte jest całkiem przyzwoite anime.

    Trochę o bohaterach.
    Sawanoguchi Sae - klubowy debil i niezdara, ale jednocześnie całkiem sympatyczna młoda panienka, która się stara...
    Takakura Takeo - nieśmiały przewodniczący, który wypowiada wojnę kosmitom chcąc się popisać przed koleżankami nie mając żadnych możliwości powodzenia. Zakochany w Sae, ale nie pogardzi dosłownie kimkolwiek płci żeńskiej.
    Nakatomi Nanaka - głos rozsądku i całkiem sympatyczna dziewczynka. Podkochuje się w Ayanojou, ale wie dobrze, że nic z tego nie będzie
    Aburatsubo Ayanojou - kolejny głos rozsądku, ale nie do końca, bo to napalony tęczowy pasek. Jego uczucie do Takeo jest zupełnie nieodwzajemnione.
    Nakatomi Nanaka - w klubie jest z powodu swoich umiejętności. Z drugiej strony zupełnie olewa klubowe obowiązki zajmując się modelkowaniem i chodzeniem na randki (gdzie zmienia partnerów jak rękawiczki).

    Bohaterowie są trochę kliszowi, ale to dobrze, bo interakcje pomiędzy nimi przynajmniej nie są nudne. Sama walka z obcymi nie jest to jakieś zorganizowane działanie, ale raczej coś, co wychodzi przy okazji normalnej aktywności klubu. Zresztą motyw obcych używających metalicznych tentacli (based!) jest tylko w serii OVA, a seria TV to kontynuacja z innymi motywami. Innymi słowy konstrukcja anime to komedia z elementami SoL i niewielkim dodatkiem akcji. Przypomina mi trochę mniej wysublimowane bardziej zorientowane na slapstick Natsu no Arashi.

    Dobrze. Parę słów o wykonaniu. Seria OVA jest ładna. Co prawda stroje są kiczowate, ale projekty postaci są nie najgorsze (osbiście jestem fanem projektów z lat 80-90) i animacja jest bardzo dobra. Aktorzy głosowi robią bardzo dobrą robotę. Dźwiękowo nie ma rewelacji, ale też nie ma wtopy. Seria TV z 99-go roku to niestety inna para kaloszy. Tu warstwa graficzna jest gorsza o parę poziomów i odczuwalne jest to nie tylko na poziomie estetycznym, ale także poprzez gorsze ilustrowanie gagów. Człowiek się co prawda przyzwyczaja do spadku formy, ale jest to bardzo zauważalny minus.

    Podobno na przełomie wieków była to seria bardzo popularna. Osobiście jakoś nie zauważyłem. Z drugiej strony mogę sobie wyobrazić, dlaczego seria była dobrze odebrana. Nie jest to rewelacyjne anime, ani szczególnie pomysłowe, ale jest mi jakoś trudno zarzucić mu jakieś szczególne istotne wady (o ile oczywiście humor przypadnie do gustu, bo nie zawsze tak jest). Solidna seria. Polecam.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    fetyszysta deszczu (i stópek) popełnił reklame McDonalda

    #mcdonalds #animedyskusja #anime #reklama

    źródło: youtube.com

  •  

    48/52 --> #anime52
    My Dearest Self With Malice Aforethought (recenzja mangi)

    MAL: https://myanimelist.net/manga/115746/Shinai_naru_Boku_e_Satsui_wo_Komete
    Kitsu: https://kitsu.io/manga/shinai-naru-boku-e-satsui-wo-komete
    AniList: https://anilist.co/manga/106867/Shinai-naru-Boku-e-Satsui-wo-Komete/

    Niedawno pisałem o “Bokutachi ga Yarimashita”, kilka wpisów niżej o “Bastard”, a dużo wcześniej o “Boku no Namae Wa »Shounen A«”. Znowu mam mangę w podobnym stylu - fabularnie najbardziej zbliżona jest do “Shounen A”, ale klimatem przypomina mi jednak “Shounen no Abyss”. Przynajmniej w pierwszej połowie, która jest bardzo dobra, choć w miarę rozwoju, manga lekko podupada.

    Fabuła - wstęp:
    Główny bohater jest studentem, którego ojciec był seryjnym mordercą, przez co miał trudne dzieciństwo. Manga rozpoczyna się od tego, że protagonista dowiaduje się, że posiada dwie osobowości i żadna z nich nie posiada wspomnień tej drugiej. Osobowość, która pojawiła się nagle, okazuje się posiadać własne cele i motywacje o czym chłopak przekonuje się gdy znajduje 30 milionów jenów w swoim pokoju (obecnie ok. 200 tys. USD). Pojawiają się wówczas wątki światka przestępczego, zabójstw, sutenerstwa i tym podobnych.

    Rdzeń fabuły stanowi zabójstwo młodej prostytutki, która była wykorzystywana przez wspomnianą organizację, z którą utrzymywała kontakt druga persona głównego bohatera. Pojawia się wówczas pytanie - kto ją zabił, dlaczego, a z czasem pojawiają się również wątpliwości czy to faktycznie ojciec głównego bohatera, legendarny seryjny zabójca LL, faktycznie dokonał tych zbrodni, czy został w nie wrobiony.

    Fabuła - historia detektywniczna/mystery:
    Manga szybko przeradza się w historię starającą się odpowiedzieć na powyższe pytania. W tym wszystkim mają znaczenie trzy postacie - protag, jego dziewczyna (jej rodzina padła ofiarą LL) oraz dziwna koleżanka ze studiów, która z jakiegoś powodu mu ufa i chce się przyczynić do rozwiązania zagadki przeszłości związanej z LL.

    Niesamowicie wciągnęło mnie pierwsze 30 rozdziałów. Chłopak, które nagle posiada dwie osobowości - mamy super tajemnicę, którą chciałem razem z bohaterem odkrywać. Nagle dostaję na twarz informację, że jego druga persona współpracuje z gangiem - robię “wow” i czytam z jeszcze większymi wypiekami na twarzy. Jest sporo akcji, ale z czasem rozwijany jest też wątek choroby protagonisty oraz jego przeszłość. Super zabawa dla osoby, która lubuje się w mrocznych klimatach, a dodatkowym atutem jest idealny balans pomiędzy mroczną atmosferą tajemnicy, a thrillerem i akcyjniakiem.
    Manga zaczęła kłuć mnie w momencie, gdy zaczynają pojawiać się plot twisty. W zasadzie już pierwszy z nich mnie nieco zdenerwował i w tym momencie czułem się jakbym znowu czytał “Shounen no Abyss”. Z czasem tych twistów jest coraz więcej, ludzie wokół głównego bohatera okazuje się bardzo źli, a historia tylko cały czas dosypuje nam nowe postacie i wydarzenia, których nie byliśmy świadomi.

    Jak mówiłem - do 30. rozdziału (co stanowi 1/3 mangi), a może nieco dłużej, jest niemal perfekcyjnie. Natomiast im dalej w las tym ciężej mi powiedzieć, że manga nosi choćby znamiona gatunku detektywistycznego. Problemem jest to, że jako czytelnik nie jestem w stanie się wielu rzeczy domyślić, bo autor wyciąga nowe istotne fakty z powietrza. Doceniam, że faktycznie pojawiają się elementy, które w jakiś sposób mogą wskazywać na sprawcę, ale są tak drobne, że niemal niemożliwym jest się tego domyślić.

    Zalety/wady - fabuła i postacie:
    Nie chcę żebyście się zniechęcali, bo w tym wypadku rozumiem wysoką ocenę na MALu. Klimat, początkowe rozdziały i ciekawa fabuła zasługują na oklaski. Niedomaga natomiast prowadzenie fabuły i technicznie nie jest to dobra seria z gatunku “mystery”, ponieważ w pewnym momencie ulatuje ten klimat tajemniczości. Serią detektywistyczną ciężko tą mangę nazwać ze względu na zasypywanie nas nowymi, nieznanymi dotąd, faktami.

    Niedomaga również to, że autor miesza linie czasowe i w pewnym momencie przeskakujemy między różnymi datami i pomimo tego, że jest to zabieg, który jest przydatny fabularnie, to uważam że jest to zabieg męczący.
    Mamy też wspomniane plot twisty, które moim zdaniem robią się z czasem nieco przesadzone. Wisienką na torcie jest wspomniana koleżanka ze studiów, która wielokrotnie mu pomaga w rozwiązywaniu zagadki oraz ratowaniu głównego bohatera z opałów. Po pierwsze - ma za dużo wolnego czasu. Po drugie - jest to chodząca deus ex machina i rozwiązanie większości problemów protagonisty.

    Ocena postaci jest ciężka - jest to charakteryzacja co najmniej specyficzna, ponieważ każdy z bohaterów jest skrzywiony psychicznie, zepsuty do cna lub posiada traumy, które stara się zatuszować lub odpokutować mieszając się do sprawy LL oraz jego syna tzn. głównego bohatera.

    Kreska:
    Character designy są w porządku, postacie się między sobą różnią, mamy styl idący w stronę realizmu. Twarze są białe, natomiast mocne cieniowanie jest skupione wokół obszaru ust, oczu, czoła i nosa, dzięki czemu dostajemy bardzo dobre odwzorowanie emocji. Gniew, strach, pogarda, szaleństwo - wszystko możemy wyczytać dzięki temu z oczu i twarzy postaci, dzięki czemu jest kilka bardzo ładnych paneli, a sama manga prezentuje dobry poziom graficzny.
    Tła i elementy otoczenia są raczej standardowe. Pełnią rolę drugorzędną i są tylko sceną dla postaci, które grają pierwsze skrzypce.

    Podsumowanie:
    Ciekawa seria o synu seryjnego zabójcy. W przeciwieństwie do “Shounen A” nie skupia się tak mocno na odrzuceniu społecznym. Manga opowiada o próbie rozwikłania serii zabójstw sprzed 15 lat w sposób ciekawy, jest bardzo klimatyczna, postacie są mroczne i zepsute, co kreuje specyficzny klimat przypominający mi “Shounen no Abyss”.
    Serie polecam fanom kryminałów, serii z gatunku “mystery” oraz “psychological”. Fani serii detektywistycznych mogą mieć problem z dużą ilością plot twistów oraz dodawaniem nowych postaci i faktów w nieco chaotyczny sposób.

    =================
    #animedyskusja #anime #manga
    pokaż całość

    źródło: MyDearestSelf.png

  •  

    Wygląda na to że pokemonowe anime kończy się za 4 odcinki czyli 9 grudnia, odcinkiem pt. "Pokemon, I'm glad I chose you!"
    #pokemon #anime #animedyskusja
    JN132 - The Finals IV: Buddy
    Screenplay 冨岡淳広 (Atsuhiro Tomioka)
    Storyboard Artist 冨安大貴 (Daiki Tomiyasu)
    Assistant/Episode Director 大賞まこと (Makoto Ohga)
    Assistant/Episode Director 森山愛弓 (Ayumi Moriyama)
    Animation Director 安田周平 (Shūhei Yasuda)

    JN133 - Project Mew
    Screenplay 米村正二 (Shōji Yonemura)
    Storyboard Artist 齋藤徳明 (Noriaki Saitō)
    Assistant/Episode Director 牧野友映 (Tomoe Makino)
    Animation Director 大川義史 (Yoshifumi Ōkawa)

    JN134 - The Future I Grasp!
    Screenplay 米村正二 (Shōji Yonemura)
    Storyboard Artist 尼野浩正 (Hiromasa Amano)
    Assistant/Episode Director 太田彬彦 (Akihiko Ōta)
    Animation Director 大西雅也 (Masaya Ōnishi)
    Animation Director 大山愛子 (Aiko Ōyama)
    Animation Director 中村季実代 (Kimiyo Nakamura)

    JN135 - Pokémon! I Am Glad To Have Met You!
    Screenplay 米村正二 (Shōji Yonemura)
    Storyboard Artist 浅田裕二 (Yūji Asada)
    Assistant/Episode Director 浅田裕二 (Yūji Asada)
    Animation Director 岩根雅明 (Masaaki Iwane)
    Animation Director 志村泉 (Izumi Shimura)
    pokaż całość

    źródło: 1667940456672055.jpg

  •  

    #recenzjezkebabem

    Otonari ni Ginga

    Autor: Gido Amagakure
    Liczba tomów: 5+ (20+ chapterów)

    Demografia: Seinen
    Gatunek: Komedia, Romans, Slice of Life,

    Baka
    MAL
    AniList

    Kuga Ichirou to młody mangaka, który po śmierci rodziców postanawia zaopiekować się dwójką swojego młodszego rodzeństwa. Ogrom obowiązków i odejścia z pracy jego asystentów powodują, że przestaje nadążać z rysowaniem i musi poszukać kogoś do pomocy. Do pracy przy jego mandze zostaje przydzielona Shiori Goshiki - młoda dziewczyna, która sprawia wrażenie jakby do tej pory żyła w innym świecie niż wszyscy. W wyniku przypadku Ichirou i Shiori ... zostają narzeczonymi.

    Fabuła: Nie ma. Cała historia skupia się na różnych stereotypowych wątkach związku dziewczyny i chłopaka, którzy jeszcze nigdy nie mieli bliższego kontaktu z płcią przeciwną. Oczywiście wszystko zgodnie z popularnym ostatnio motywem: asertywna dziewczyna wyciąga spierdoksa z jego jaskini. Jako dodatek można potraktować wątek „zabawy w rodzinę”, bo z wychowywaniem dzieci to nie ma zbyt dużo wspólnego.

    Checklistę sobie daruję, ale zapewniam, że są tam wszystkie typowe motywy - włącznie z rodzicami, którzy myślą, że ich dorosła córka została zmanipulowana przez mistrza podrywu.

    Jedyny trochę odmienny wątek to kolec wystający z d... znaczy się w sumie nie wiadomo skąd, ale Shiori ma takie wystające coś na swojej tylnej części ciała. Po zarwaniu nocki przy rysowaniu główny bohater zauważa, że coś jej wystaje i postanawia za to złapać przez co dźga się w palec. To wydarzenie powoduje, że zawiązany zostaje pakt między nim, a dziewczyną. Ten magiczny kontrakt to ciekawa sprawa, bo jego zadaniem jest ochrona Shiroi przez co gdy Ichirou będzie za daleko od niej albo zepsuje jej humor to ten pakt np. zsyła na niego choroby xD Potem oboje postanawiają pozbyć się łączącego ich kontraktu, co oczywiście jest powodem do małej dramy i chyba nie muszę mówić jak to się skończy.

    To co mnie najbardziej irytuje w tego typu seriach to gdy bohaterowie robią krok do przodu w swojej relacji np. pierwsze trzymanie za ręce/pocałunek, a w następnym rozdziale wracają do stanu jakby nic takiego się nie wydarzyło. Dla przykładu: już się całowaliśmy, ale jak następnym razem się zbliżysz to spanikuję. Ta manga ma z tym bardzo duży problem i ciężko się ją czyta, bo za wszelką cenę autor chce utrzymać dwójkę głównych bohaterów jako "niewinnych i czystych". No chyba, że autor ma zanik pamięci krótkotrwałej i po prostu nie pamięta co narysował w ostatnim rozdziale.

    Postacie: Shiori to jest Marin Kitagawa tylko w 100% wholesome, bo zupełnie pozbawiona baitów na napalonych weebów. Poza tym chyba jest kosmitką ... W sumie to nie jestem pewien, bo trochę pogubiłem się w tym wątku, ale ogólnie to jest jakimś "gwiezdnym dzieckiem" i księżniczką z pewnej wysypy, która bardziej przypomina sektę niż pozaziemską cywilizację. Charakterystyczne dla niej jest to, że jej zachowanie dzieli się na 2 części: bardzo dobrze rozumie relacje między nią, a Ichirou. Natomiast w prawie każdej innej sytuacji zachowuje się jakby nie miała żadnego kontaktu z cywilizacją, ewentualnie jakby miała IQ na poziomie 70.

    Ichirou to natomiast taki typowy piwniczak. Cały czas siedzi w domu, ma pracę, ale niezbyt ogarnia coś poza tym, a i samo rysowanie idzie mu średnio. Raz ja jakiś czas zbiera się w sobie i podejmie jakieś działanie, ale przez resztę czasu zachowuje się jak introwertyk z depresją. Do pewnego momentu brak mu pewności siebie do tego stopnia, że chyba najchętniej oddałby Shiori komuś innemu, bo uważa siebie za bezwartościowego śmiecia, który nie będzie potrafił jej uszczęśliwić. I to mimo deklaracji Shiori, że ona go kocha i jest z nim szczęśliwa.

    Najbardziej rozgarnięci bohaterowie w tej mandze to dużo młodsze rodzeństwo głównego bohatera.

    Kreska: Postacie poprawne/dobre, ale za to sporo różnych strojów. Tła jeśli już są to w większości przypadków robione na odpierdol. Czasami wygląda to tak źle, że lepiej jakby ich nie było. Ogólnie słabo i współczuję pracownikom Asahi, którzy będą musieli to zanimować.

    Podsumowanie: Nie będę ukrywał, że zabrałem się za ten tytuł z powodu nadchodzącej adaptacji anime i dostałem po łapach za wyjście przed szereg. Otonari ni Ginga to takie Sono Bisque tylko bez fanserwisu i jeszcze nudniejsze. Bez wątpienia duża szansa na zostanie okrzykniętym jako anime sezonu na malu, a jeśli nie to przynajmniej mocny materiał na waifu sezonu. Jak wiadomo marzeniem każdego weeba jest by kiedyś do ich domu wpadła piękna, młoda dziewczyna, która wyciągnie ich ze spierdolenia i na koniec jeszcze im się oświadczy.

    Możecie spać spokojnie zapewniam, że do was nikt nie przyjdzie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ocena: 3,5/10 Nie czytać, nie oglądać – no chyba, że ktoś lubi ciepłe kluchy, odgrzewane kotlety i romansowe tasiemce na 30 tomów.

    P.S. W jednym z rozdziałów była jeszcze szansa na uratowanie tej mangi, ale to była tylko zmyłka od autora - dowód nr 1 i nr 2 ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    #manga #animedyskusja #otonariniginga
    pokaż całość

    źródło: 81MOJ4OrkIL.jpg

  •  

    I znów nowe ED
    ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler Denji zalicza reality check


    pokaż spoiler a potem zawał xD

    w takim tempie to może do połowy mangi dojdziemy, dziś ch12 do początku ch15/ch99
    adaptacja 10/10
    więc
    season 2 when?
    #anime #animedyskusja #chainsawman
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      "̶K̶a̶t̶a̶g̶i̶r̶i̶ ̶2̶-̶o̶k̶u̶ ̶c̶e̶n̶t̶i̶m̶e̶t̶e̶r̶"̶ ̶b̶y̶ ̶M̶A̶X̶I̶M̶U̶M̶ ̶T̶H̶E̶ ̶H̶O̶R̶M̶O̶N̶E̶
      ̶"̶I̶n̶ ̶t̶h̶e̶ ̶B̶a̶c̶k̶ ̶R̶o̶o̶m̶"̶ ̶b̶y̶ ̶s̶y̶u̶d̶o̶u̶
      ̶"̶T̶i̶m̶e̶ ̶L̶e̶f̶t̶"̶ ̶b̶y̶ ̶Z̶U̶T̶O̶M̶A̶Y̶O̶ ̶
      "̶T̶a̶b̶l̶e̶t̶"̶ ̶b̶y̶ ̶T̶O̶O̶B̶O̶E̶ ̶
      "̶C̶H̶A̶I̶N̶S̶A̶W̶ ̶B̶L̶O̶O̶D̶"̶ ̶b̶y̶ ̶V̶a̶u̶n̶d̶y̶
      "ALL KINDS OF KISSES" by ano
      "Fight Song" by eve
      "Deep Down" by Aimer
      "Rendezvous" by Kanaria
      "Violence" by QUEEN BEE
      "First death" by TK from Ling tosite sigure
      "DOGLAND" by PEOPLE 1
      No to czekanko na kolejne ED ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    •  

      w takim tempie to może do połowy mangi dojdziemy, dziś ch12 do początku ch15/ch99

      @Devcio: No czyli standardowe tempo, 50 rozdziałów/5 tomów na cour.

      @JustKebab No z CSM nie pamiętam za wiele, więc anime enjoyuje nie pamiętają prawie nic. Ale Fire Punch to faktycznie zacna manga ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Żart z tamą w najnowszym odcinku Bocchi the Rock! to jeden z najzabawniejszych wizualnie momentów, jakie widziałem w tym roku xD

    Ryknąłem śmiechem

    #anime
    #animedyskusja

  •  

    One Piece RED - film to praktycznie wirtualny koncert Ado z fabułą gdzieś w tle xD

    Ale bawiłem się dobrze, choć drugi akt ciągnął się strasznie i gdyby wyciąć tak 30 minut, to tempo produkcji by się poprawiło.

    Plusy:
    - muzyka (duh)
    - animacja + efekty robią wrażenie
    - finał bardzo na plus
    - sama Uta na plus

    Minusy:
    - fabuły tutaj prawie nie ma
    - za dużo fanserwisu miejscami (nie chodzi o ecchi, ale postaci i odniesie wrzucanych żeby tylko były)
    - za mało Shanksa
    - polska kopia filmu ma spartolony dźwięk, jest za głośny i miejscami wręcz zahacza o przestery psując seans

    Najbardziej mnie zaskoczyła frekwencja, bo miałem pełną salę ludzi. Czuję dobrze animeczłowiek.

    #animedyskusja #anime #onepiece
    pokaż całość

    źródło: one-piece-film-red_7vaz.jpg

  •  

    mmm... ale bym sobie obejrzał taki kolejny sezon #noragami

    #animedyskusja
    eh.

    źródło: youtube.com

  •  

    47/52 --> #anime52
    Bokutachi ga Yarimashita (recenzja mangi)

    MAL: https://myanimelist.net/manga/94919/Bokutachi_ga_Yarimashita
    Kitsu: https://kitsu.io/manga/bokutachi-ga-yarimashita
    AniList: https://anilist.co/manga/96518/Bokutachi-ga-Yarimashita/

    Nie ukrywam, że lubię mroczne anime o dorastaniu w stylu Aku no Hana, Onanie Master Kurosawa, Bastard czy Oyasumi Punpun. Nie kryję, że zanim upłynie mój czas i dobiję do 52. recenzji to zdarzy mi się napisać o podobnym dziele bo trochę mam ochotę na takie czytadła.
    Dzisiaj natomiast bierzemy na celownik japońską “Zbrodnię i Karę”. Mamy grupkę chłopaków, którzy przypadkowo popełniają zbrodnię i którzy uciekają przed wymiarem sprawiedliwości, jednak cały czas gryzie ich sumienie.

    O przegrywach słów kilka:
    Zanim przejdę do meritum, krótko o postaciach, kresce i stylu. Manga przedstawia 3 przyjaciół w liceum, którzy gryzą podwaliny szkolnej hierarchii. Przynajmniej dwóch z nich, bo trzeci jest całkiem przystojny, miał wiele dziewczyn i w sumie nie wiem czemu się z nimi zadaje. Z grupką szlaja się absolwent szkoły, który ma ogromne ilości pieniędzy od rodziców i tak spędzają czas na robieniu głupot.

    Kreska oraz sposób opowiadania historii jest trochę dziwny. Twarze postaci są z jednej strony realistyczne, z drugiej strony są bardzo nieprzyjemnie powykrzywiane. Jeśli czytaliście “Oyasumi Punpun” to będziecie wiedzieć o czym mówię. Sam “humor”, bohaterowie i ich zachowanie jest czasami bardzo skrajne, przejaskrawione, groteskowe (to jest dobre słowo). Osobiście nie jestem zwolennikiem tego stylu. Zaznaczam to natomiast zanim przejdziemy dalej, bo wiele wydarzeń w mandze jest wynoszone do granic absurdu ze względu na sposób prowadzenia historii.

    Fabuła - “Zbrodnia i Kara”:
    Przegrywy dostały wciry od łobuzów ze szkoły naprzeciwko, więc postanawiają się zemścić. Podkładają ładunki wybuchowe (sic!) w ich szkole, po czym wysadzają je w środku dnia czy tam pod koniec dnia, to akurat nieistotne. Ważne jest natomiast to, że wybuch okazuje się o wiele większy niż się spodziewali ze względu na pobliskie butle z gazem, co skutkuje śmiercią 10 uczniów. I w tym momencie jest pierwszy absurd, o którym mówiłem na początku. “Hehe, ale se podłożymy bomby w szkole, będzie beka, będzie zemsta za to że nas pobili”. Jeśli stoicie twardo na ziemi i uważacie się za osoby rozsądne, które nie są w stanie przełknąć tego typu historii to możecie się już zatrzymać, bo będzie tylko gorzej.
    Jeśli lubicie absurdy to zapinajcie pasy i lecimy!

    Dalej dzieje się wszystko i nic. W skrócie - policja trafia na trop ich senpaia - wspomnianego absolwenta liceum, który się z nimi zadaje. Wówczas chłopcy uciekają z kasą, którą na wszelki wypadek dostali od bogatego kolegi, wydają ją w głupi sposób i gdy sprawa się rozwiązuje - wracają do starego życia, choć nadal męczy ich poczucie winy. To jak ostatecznie kończy się ta historia musicie sprawdzić sami. Osobiście uważam, że jest to o wiele bardziej rozrywka niż filozoficzna dywagacja o moralności człowieka. Górnolotne rozważania zostawmy jednak w rękach Dostojewskiego.

    Fabuła - poproszę divę oraz bilet do bezdomności:
    Zdradzę Wam natomiast to co stanowi lwią część rozdziałów. Gdy licealiści chowają się przed policją bojąc się aresztowania, wydają swoje pieniądze w głupi sposób. Jeden daje się okraść, drugi zalicza burdele i staje się bankrutem, a trzeci… w sumie też daje się okraść. Natomiast przy okazji braku środków robią wiele “ciekawych” rzeczy. Zostają chociażby bezdomni i bardziej doświadczona osoba-bez-dachu-nad-głową im pomaga, a następnie domaga się “otwarcia tylnej bramy” (niemal dosłowny cytat) w ramach rekompensaty. Jedzenie ze śmietnika, przygodny seks, propozycja trójkąta z kolegą, próba samobójcza, zemsta przegrywa na przegrywie, sutenerzy, gangi i inne rozrywki. Jest tego dużo, a absurd goni absurd, ale tak długo jak jesteście na czytelniczym haju i jesteście w stanie to przełknąć to zabawa jest przednia.

    Nie będę lał wody, bo szkoda czasu. Pitch jest zawarty we wstępie - “Zbrodnia i kara” Japan, a powyższe przykłady mogą Was tylko zachęcić lub zniechęcić do czytania i to wystarczy.

    Fabuła - ocena:
    Moje zarzuty nie sięgają dalej niż sięga “gatunek” tudzież specyficzny rodzaj tej mangi. Problemy nastolatków są o wiele poważniejsze niż w prawdziwym życiu, wszystko jest bardziej dramatyczne, wiele postaci przechodzi kompletną metamorfozę wskutek trudnych wydarzeń, koledzy z klasy oferują trójkąty ze swoimi dziewczynami, a licealiści “ze złej szkoły” na porządku dziennym porywają sobie przegrywów i nikt z tym nic nie robi.

    Absurd jest dobry, przynajmniej ja lubię go spożywać w odpowiednich ilościach. I odnosząc się do dzieł, które znam - zwykle albo balansują absurd aby iść w bardziej poważną stronę, albo w którymś momencie go ucinają przechodząc w poważniejszy/spokojniejszy arc, lub po prostu są na tyle krótkie, że idzie to przełknąć. Dla niewprawionego czytelnika, “Bokutachi ga Yarimashita” może okazać się za dużą dawką, dla mnie skończyło się w idealnym momencie, aby nie przedawkować.

    Chciałem zrobić osobny punkt o postaciach, ale nie jest to na tyle rozwinięty temat, żeby dało się o tym dużo powiedzieć. Jak mówiłem, mamy grupkę przyjaciół. Jest przegryw-protag, które jest typowym self-insert przeciętniakiem, który staje się z czasem odważny i “cool”. Mamy totalnego przegrywa, który do końca zostaje totalnym przegrywem, cwaniaczkiem, krętaczem i dziwne jest, że ta grupka go toleruje. No i oczywiście przystojnego ruchacza, który z jakiegoś powodu utrzymuje kontakt z tą grupką.
    Wisienką na torcie jest 20-letni przegryw-absolwent-bezrobotny, który ma ogromne ilości pieniędzy od ojca i dzieli się nią ze wspomnianą grupką przegrywów. No i jest przegrywem. To jego cały charakter, to cały charakter tej grupki. Padające słowo “przegryw” nie jest nawet moim wymysłem, ponieważ sami bohaterowie często się tak identyfikują i sami rozumieją swoją pozycję społeczną.
    Postacie poboczne są w miarę ok, choć część z nich nadal popada w absurdy. Jedyna postać, która trzyma się kupy to chłopak, który przez wspomniany wybuch stracił wszystko, każdy się od niego odwrócił bo był tyranem i ludzie się go bali, a nikt go naprawdę nie lubił.

    Kreska:
    Pomieszanie realistycznego stylu z powykrzywianymi, wręcz obrzydliwymi grymasami twarzy. Kreska prosta, bez mocnego cieniowania, natomiast postacie są na tyle charakterystyczne, że ciężko pomylić tą mangę z jakimkolwiek innym tytułem.

    Jest parę scen akcji, ale nie robią większego wrażenia. Graficznie manga trzyma cały czas “ok” poziom i po prostu stabilnie dostarcza fabułę.

    Podsumowanie:
    Jak lubicie tego typu mroczno-smutne historie o trudnej młodzieży, popełnianiu błędów młodości, transformacji wskutek traumatycznych wydarzeń - idealna manga dla Was. Jak jesteście w stanie zdzierżyć do tego całkiem solidną dawkę absurdu - zarówno w przypadku postaci, jak i wydarzeń, które są niejednokrotnie przesadzone, to myślę że będziecie się dobrze bawić.
    Nie uważam tej mangi za “mondrom”, górnolotną i jakkolwiek filozoficzno-rozwijającą. Ot przyjemna manga do przeczytania, bardzo wciągająca i dająca się zamknąć w zdaniu “japońska »Zbrodnia i Kara« z grupką przegrywów-licealistów”.

    =================
    #animedyskusja #anime #manga
    pokaż całość

    źródło: BokutachiGaYarimashita.png

  •  

    #animedyskusja #anime #film #kino #onepiece

    https://myanimelist.net/anime/50410/One_Piece_Film__Red

    One Piece Film: Red (bez spoilerów)

    Na film warto iść z dwóch powodów - jest to jeden z nielicznych filmów anime dostępnych w Europie/Polsce i dobre wyniki mogą przyciągnąć więcej wydawców kinowych. Drugi powód to 7[?] piosenek Ado, które można usłyszeć w kinie.

    Przed seansem nie trzeba wiedzieć nic o serii One Piece - wszystko jest łatwo do wydedukowania lub wytłumaczone w trakcie filmu. Anime jest kolorowe, walki są spoko, OST to ofc top tier. Jedyne zastrzeżenie to, że chciałbym jeszcze więcej Ado oraz końcowa walka się nieco dłuży. To zdecydowanie nie musiał być format 120 min i mogli pójść w 90-100 min i film nic by nie stracił.
    Serio nie mam więcej przemyśleń - biją się, jest kolorowo, jest Ado. Nie jest to top tier zbawienie ludzkości, ale całkiem spoko film.

    P.S. Pierwszy raz byłem w IMAX, ale szczerze to nie słyszałem zbytniej różnicy w dźwięku. Z drugiej strony rzadko chodzę do kina, więc może nie mam dobrego porównania.
    pokaż całość

    źródło: one_piece_red.jpg

    •  

      Na film warto iść z dwóch powodów - jest to jeden z nielicznych filmów anime dostępnych w Europie/Polsce i dobre wyniki mogą przyciągnąć więcej wydawców kinowych.

      @young_fifi: Pójście na jakiegoś gniota albo film który ma się w dupie tylko dlatego że może być więcej anime w kinach to akurat słaby powód

    •  

      W mojej glowie bylo jednak "dziecko wez sie uspokoj przeciez nic sie tam nie dzieje".

      @Gnieznianin: Zależy od punktu widzenia. Jedna z obecnie najbardziej hot internetowych piosenkarek robi po raz pierwszy muzykę do anime i to do kinówki. Jak dla mnie to jest duże wydarzenie.

      A co do reszty punktów to się zgadzam. Fabularnie to było meh, ale to jest film na który idzie się dla muzyki, a nie fabuły. Jak ktoś idzie na niego ze względu na One Piece'a albo fabułę to się srogo zawiedzie. Jak ktoś chce posłuchać fajnej muzyki i popatrzeć jak się biją to będzie się raczej dobrze bawił, ale no pomiędzy momentami gdzie się coś dzieje to jest spanko albo przerwa na toaletę. pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    #anime #animedyskusja

    Nie ma co, ostro mnie zdenerwowało Angolmois: Genkou Kassenki (2018). Na papierze, jest to niby pozycja historyczna, a konkretnie zapis pierwszej mongolskiej rejzy przez morze na Japonię w roku 1274, jeszcze konkretniej - Mongołów lądowanie na Cuszimie i kompletne rozgromienie śladowej ilości obrońców. Zapewne nieco udrapowane w heroizm i niewzruszoną potęgę japońskiego ducha, jak to się zwykło w chińskich bajkach takie rzeczy opisywać, ale, w gruncie rzeczy - nie jest to materiał na drugie 300 Spartan.

    W istocie, na to się nawet nie zapowiada. Grupka skazańców porywa łódkę przewożącą ich do ciupy i ląduje na Cuszimie, gdzie prośbą i groźbą zostają zagonieni do obrony wyspy. Można było przecież zrobić tu wcale sprawną kalkę z filmu Siedmiu samurajów, wszak początek fabuły szczuje na grupkę oryginałów, każdego z własnym plot armorem. Niestety, seria szybko porzuca jakiekolwiek zainteresowanie którymkolwiek z nich, poza wyłącznie Jinzaburou, zhańbionym generałem. Jinzaburou jest poza tym mistrzem nieomal magicznego stylu walki, jego niezwykła przenikliwość podpowiada mu najlepsze strategie, niczym równy z równym pozwala sobie na pyskowanie wielmożom Cuszimy, a gdy śpi, to miejscowa księżniczka wręcz próbuje go zgwałcić, oczarowana jego samurajskim kutasem, taki z niego chwat.

    Byłoby nawet możliwe znieść wszechzajebistość głównego bohatera, gdyby miał jakiekolwiek poczucie humoru, albo chociaż widoczne wady, ale nic z tego, jest to po prostu przemądrzały, nadęty pajac. Jego wspaniałe strategie i doprowadzające do szału kretynizmem przemowy w końcu jednak nie są w stanie odeprzeć mongolskiej nawały, i Cuszima powinna w całości paść. Już dajmy spokój tym głupawym death flagom, zwiastującym śmierć postaci drugoplanowych dosłownie w ciągu kilku minut - bohaterowie tej opowiastki nie mieli szczęścia. Kuchii Jinzaburou uznał za stosowne zawładnąć całkowicie czasem antenowym, a więc jakikolwiek character development nie spotyka tu absolutnie nikogo. Giną więc komicznie, i może to i lepiej.

    W chwilach wolnych od geniuszu i waleczności głównego bohatera, obserwujemy leniwie zrobione, gadające głowy, najgorszy typ anime szrotu na rynku. W domyśle artyzmu miał nadawać tej produkcji utrzymywany stale filtr na ekranie, przypominający nieco pogniecioną kartkę, a który to... Czym właściwie jest? Pogniecioną stronicą z annałów historii? Być może raczej kawałkiem papieru toaletowego, którym sobie jaśnie scenarzyści podtarli dupy? Nuda na ekranie idzie w parze z nudą w głośnikach, serial ożywa wyłącznie podczas tych trzech na krzyż scen, w których dowódca oddziału Dżurdżenów, grany przez p. Koyasu dokładnie jak DIO, kogoś tam znowu morduje.

    No cóż, pewnie chociaż z godnością tę historię udało się twórcom spointować. Mongołowie wszak wzięli Cuszimę szybko, a potem ruszyli już w kierunku Kiusiu, i byliby może nawet je zhołdowali, gdyby sztorm nie rozbił im okrętów. Niechaj to anime będzie pomnikiem bohaterstwa poległ... A nie, czekajcie no chwileczkę. Kuchii Jinzaburou bohaterstwo przeżywa całą tę drakę, po czym odchodzi w dal. Trzymcie mnie ludzie, bo sfiksuję.
    pokaż całość

    źródło: hejto-media.s3.eu-central-1.amazonaws.com

  •  

    #anime #animedyskusja #koneserslabychbajek

    https://myanimelist.net/anime/39792/Eizouken_ni_wa_Te_wo_Dasu_na

    Keep Your Hands Off Eizouken!

    Ciężki temat z tym Yuasą. Raz go chce człowiek pochwalić, raz wepchnąć pod autobus. Po wręcz tragicznym Lu Over the Wall i wprost obelżywie złym kasztanie zwanym Japan Sinks 2020, zasiadając do Eizouken nie spodziewałem się nic. A doprecyzowując : nic dobrego, pewnie znowu jakaś mierna bajka pełna bezsensownych udziwnień, które nie stanowią żadnej wartości dodatniej tylko wprowadzają widza w konsternację. Ah, jak przyjemnie się od czasu do czasu tak solidnie pomylić.

    Bohaterkami serii jest trójką licealistek. Dwie z nich mają marzenia i talenty by je spełnić - chcą tworzyć anime oraz piękne animacje. Trzecia pociera intensywnie ręce szukając sposób w jaki sposób tę dwójkę zmonetyzować. Choć na pierwszy rzut oka, bajka może sprawiać wrażenie pokracznej i wręcz głupawej, jest to tylko i wyłącznie zmyślny kamuflaż - Eizouken to niezwykle poważne i realistyczne podejście do produkcji chińskich bajek. Jest to meta anime, o postaciach z anime, które robią anime.

    Niewiele rzeczy jest w tej bajce takie jak się na samym początku wydaje. Weźmy na przykład bohaterki - to są zwyczajne placeholdery prawdziwych postaci się za nimi skrywających - kolejno reżysera, producenta i animatora z kilkunastoletnim stażem. Każda z nich na różnych etapach produkcji rzeczowo i krytycznie podchodzi do swojej pracy, wyciąga wnioski, nanosi poprawki oraz adaptowywuje się do zmieniających warunków. Wszystko oczywiście jest przeskalowane do warunków licealnych, ale sprawia wrażenie bardzo autentycznego.

    Fajne jest to, że autorzy dzielą się różnymi sztuczkami, które stosują przy tworzeniu anime. Np. co zrobić żeby obciąć koszt i czas produkcji danej sceny ale jednocześnie uniknąć straty jakości. Ktoś kto jest totalnym laikiem i nigdy nie studiował chińskobajszczyzny stosowanej, tylko konsumował jak leci, może wyciągnąć z tej serii bardzo wiele i zwrócić uwagę na różne ciekawostki w swoich kolejnych seansach. Wisienką na torcie jest fakt, że triki, o których mowa są bez problemu do zaobserwowania w samym Eizoukenie.

    Gorąco polecam. To jest taki tytuł, że jak na niego pierwszy raz spojrzysz, to sobie myślisz, że po obejrzeniu umrze Ci parę szarych komórek, a tak naprawdę to jednak będziesz mądrzejszy.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #anime #animedyskusja #koneserslabychbajek

    https://myanimelist.net/anime/14355/Yama_no_Susume

    Encouragement of Climb

    Seria o małych dziewczynkach łażących po górach. Jest to iyashikei, który wyewoluował z trzyminutowych szortów do rozmiaru pełnej serii, a obecnie mamy emitowany czwarty sezon. Albo właściwie to remake, w sumie to nie wiem. Zerknąłem do pierwszych odcinków i są to recapy, seria dopiero wychodzi, więc ciężko powiedzieć co będzie dalej.

    Tematyka bardzo zbliżona do Yuru Camp, content w znacznej części się pokrywa, a różnice są naprawdę niewielkie. Tutaj bohaterki są młodsze, co przekłada się na bardziej infantylny seans oraz mamy większy nacisk na aspekt komediowy, ze średnimi sukcesami. Czasami jest całkiem śmiesznie, czasami żarty są bardzo słabe i wręcz przynudzają. Czasami są też takie bardziej sytuacjne, w stylu starszy brat wozi dziewczynki samochodem jeżdżąc 40km/h, słuchając eurobeatu na cały regulator.

    Jak tak sobie teraz pomyślę, to realizacji tego hobby na ekranie nie ma aż tak dużo. Każdy wypad na szlak mniejszy lub większy jest poprzedzony potężną dawką moeshitowego CGDCT. Dużo, bardzo dużo gadania, a przygotowań i rozkminek o łażeniu po górach jest zdecydowanie więcej niż jego samego. Dygresji od głównego tematu mamy mnóstwo. Ale gdy anime już się za to zabiera, to się nawet przykłada. Są pokazane takie pierdółki jak paczka czipsów zmieniająca objętość pod wpływem różnicy ciśnień czy pokazanie choroby wysokościowej, a odwiedzane przez bohaterki miejsca to wiernie odwzorowane realne lokalizacje.

    Nie było to specjalnie porywające, anime momentami mocno mi się dłużyło przy odhaczaniu jak to w tych tytułach bywa, kolejnych obowiązkowych scenek CGDCT z mocno klasycznego wachlarza aktywności. Trzeci sezon jest wyczuwalnie lepszy, ale szczerze mówiąc nie jestem do końca przekonany, czy warto tak się w ten tytuł angażować. A takie Yuru Camp ma wszystko na miejscu od samego początku. Zatwardziały iyashikei enjoyer może się skusi.
    pokaż całość

    źródło: coub.com

  •  

    Straciłem już nadzieję, ale w końcu anony przetłumaczyły 2 ostanie rozdziały Ijimeru Aitsu ga Waruinoka, Ijimerareta Boku ga Waruinoka. Krótka historia, moim zdaniem, najlepszej revange story w anime i o tym jak przerażające jest dręczenie. 30 rozdziałów, można pochłonąć w jeden wieczór.

    #animedyskusja #manga

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    nie ogarniam tego fenomenu my hero academia, 90% postaci tam to postacie typu:

    zdolność: długa szyja
    supermoc: wygląda jak pajac

    szonen jakich w pizdu na tym świecie, bohaterowie obdarzeni cechami charakteru takimi jak "nigdy się nie poddaje" albo "moc przyjaźni, ale tak naprawdę to oni tylko stoją i się patrzą a ja sprzątam wszystko", cechy przeruchane do nieskończoności, postacie poboczne celowo robione nudne i chujowe żeby kontrastowały z głównym bohaterem i "cool" postaciami, ze zdolnościami takimi jak:

    o kurwa jest większy, o kurwa lepi się do wszystkiego, o kurwa jest większy i wygląda jak pajac o kurwa szybko biega, o a ten tylko wygląda jak pajac

    nawet zdolność głownego bohatera to super siła, potem nawet dostaje inne zdolności które są tak samo nudne i chujowe jak super siła i ich jedyne zadanie to poprawianie tej zdolności super siły xD

    zero zaskakujących i szokujących zwrotów akcji, wszystko przewidywalne i zwyczajnie kurwa głupie nie chce mi się nawet pocić przy złomowaniu tego gówna, dosłownie jak jakiś losowy szonen z MAL z oceną 6.0 tylko postacie wyglądają jak idioci i ludzie oglądają to tylko dlatego że inni ludzie to oglądają i tak takie chujstwo dostaje co rok nowy sezon xD

    ocena: gówno/10, nie zapraszam do dyskusji bo nie ma o czym, wszyscy wiedzą że moja opinia jest najważniejsza w internecie

    #mangowpis #anime #animedyskusja
    pokaż całość

    źródło: i.kym-cdn.com

  •  

    #anime #animedyskusja

    Szukam anime z gatunku, tematycznych, hobbistycznych. W sensie takim, że jakiś totalny laik mógłby cokolwiek z nich wynieść, czegoś się dowiedzieć. Np. Thermae Romae Novae miało wstawki o funkcjonowaniu japońskich łaźni, Yuru Camp robił prezentacje sprzętu do biwakowania, Place Further Than the Univers pokazało jak wygląda baza na Antarktydzie, Blue Literature to adaptacja klasycznych książek, Silver Spon pokazuje rolnictwo, Gaikotsu Shotenin Honda-san ukazywało prace księgarni, Comical Psychosomatic Medicine przedstawiało różne choroby psychiczne, etc. Raczej nie interesują mnie tytuły historyczne typu Hyouge Mono czy Hetalia.

    Wynotowałem sobie parę pozycji, których nie widziałem, a potencjalnie mogą należeć do tej kategorii i prosiłbym o potwierdzenie, wyprowadzenie z błędu, ewentualnie zarzucenie jakimiś tytułami.

    Cells at Work
    How Heavy Are the Dumbbells You Lift?
    Dagashi Kashi (nie wiem czy to w końcu o cyckach, czy słodyczach)
    Super Cub
    Heaven’s Design Team
    Dr. Stone
    Shirobako
    pokaż całość

    •  

      @kinasato: Tak w obronie Blue Period. Jedyne co można wyciągnąć z anime to szkicowanie, a raczej jakie efekty można uzyskać poprzez zastosowanie różnych ołówków o różnej twardości, o sztuczkach z rozmazywaniem itp. Ale są to podstawy podstaw, a zresztą sama ich nauczycielka mówiła, że są to tylko techniki, i to od nich zależy jak je umiejętnie wykorzystają (coś w ten deseń).
      O innych aspektach malowania nie wspomniano, ale i też historia na to nie pozwalała, a nie wiadomo, czy drugi sezon kiedykolwiek się pojawi.
      pokaż całość

    •  

      @kinasato Ty mi nieraz coś polecałeś jak zaczynałem oglądać inne anime niż shouneny, więc trochę się odwdzięczę teraz.

      Koisuru asteroid - klimat yuru camp. Można się dowiedzieć trochę o gwiazdach, kosmosie, skałach, minerałach

    • więcej komentarzy (24)

  •  

    Wracamy z hiatusu. Wiadomo jak to jest - październik zaskoczył studenta równie bardzo jak śnieg drogowców w grudniu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    pokaż spoiler Poza tym obiecuję, że już nigdy nie będę się śmiał z pana Togashiego - 3 tygodnie bólu pleców to była sprawiedliwa kara dla mnie - Pjotera gnębiciela miłośników Dragon Questa. Jest jeszcze opcja, że ból pleców pojawił się, bo czytałem sporo siedząc rozjebany na krześle jak ork za kierownicą BTRa po spotkaniu z zachodnią wyrzutnią pocisków.


    #recenzjezkebabem

    Vitamin

    Autor: Keiko Suenobu
    Liczba tomów: 1 (3 chaptery)

    Demografia: Shoujo
    Gatunek: Dramat, Psychologiczny, Okruchy życia

    Baka
    MAL
    AniList

    Fabuła: Sawako Yarimizu wiedzie życie przeciętnej 15-latki. Całe dnie spędza na uczeniu się do egzaminów do liceum, a w wolnym czasie spotyka się z Koutą - chłopakiem, którego zazdroszczą jej wszystkie koleżanki. Pewnego dnia po zajęciach Kouta zaczyna dobierać się do Sawako w jednej ze szkolnych sal i zostają przyłapani przez innego ucznia. Oboje mają nadzieję, że sprawa rozejdzie się po kościach i nikt inny się nie dowie o tym co zaszło między nimi w klasie. Następnego dnia wszystko wydaje się być w normie, ale po wejściu do klasy dziewczyna zauważa wielki napis na tablicy - „Sawako Yarimizu ty dupodajna szmato”.

    Postacie: Sawako na początku historii to taka typowa nastolatka w stylu słodkiej idiotki, ale posiada 2 poważne wady. Po pierwsze jest ponadprzeciętne naiwna, a po drugie wcale nie potrafi odmawiać. Właśnie z powodu połączenia tych dwóch cech wpada w kłopoty. Później jej bierna postawa skutkuje tym, że jest wciągana coraz głębiej w ten koszmar, a mimo to ciągle wierzy, że któregoś dnia się "obudzi" i wszystko wróci do normalności. W pewnym momencie zaczyna dostrzegać, że jeśli sama czegoś nie zrobi to nic się nie zmieni. Jednak czy nie jest jeszcze za późno, żeby wrócić do swojego starego życia?

    Na uwagę zasługuje bezimienny do pewnego momentu prześladowca, bo chyba taki był zamysł autorki - traktować grupę znęcającą się nad Sawako jako jedną, wielką, bezkształtną masę. Tak przedstawieni mają znacznie większy wydźwięk dla historii. Silni razem, bo złapali samotną, bezbronną ofiarę. Nikt się im nie sprzeciwia, bo nie chce dostać rykoszetem, a ta bierność ich napędza. Ich poczucie bezkarności jest potęgowane przez dorosłych, a w szczególności nauczycieli, którzy nie reagują - pewnie częściowo obwiniając ofiarę za to co się dzieje albo udając, że nic się nie widzi i niczego się nie wie. Jednocześnie każdy z grupy prześladowców jest tak samo winny jak równie mocno uważa siebie za niewinnego, bo był tylko częścią całego zjawiska i nie zrobił nic złego - przecież on/ona tylko podążała za innymi.

    Poza tym do pakietu bohaterów dostajemy standardowy zestaw mcShojki: chłopaka Sawako, który jednak nie jest taki super jaki się wydawał i rodziców, którzy nie rozumieją i niekoniecznie starają się zrozumieć problemy bohaterki.

    Kreska: W tamtym roku minęło 20 lat od premiery i to widać. Kreska typowa dla starszych shojek - osobiście nie przepadam za tym charakterystycznym sposobem designu postaci. Reszta poprawna. Może nawet taka momentami „surowa” kreska wzmacnia przekaz i emocje zawarte w tej mandze.

    Podsumowanie: Moim zdaniem w przypadku tej mangi mamy prawie bez zarzutu przedstawioną sytuację, o której w Polsce słyszy się kilka razy do roku w mediach, a która kończy się wejściem do akcji prokuratora. Manga świetnie oddaje to czego doświadcza ofiara prześladowania w szkole – przerażenie, bezradność, cierpienie psychiczne i strach, który paraliżuje oraz odbiera władzę nad własnym ciałem. Autorka zwraca też uwagę na nieudolność instytucji państwowych w takich przypadkach i to jak ważne dla prześladowanego jest wsparcie rodziny. 9 tysięcy kilometrów odległości między naszymi krajami, manga ma ponad 20 lat, a historia jest bardzo nieprzyjemnie znajoma. Wyjątkowo kompletna opowieść jak na tak krótką historię. Zakończenie pewnie nie każdemu nie przypadnie do gustu, ale musiało być takie z uwagi na długość mangi i wiadomość jaką chciała przekazać autorka.

    Ocena: 8/10

    Wczoraj wylaliśmy wiadro pomyj na typowe shojki - absolutnie słusznie, bo to co przeważnie jest w nich przedstawiane zasługuje tylko na pogardę i ostracyzm społeczny wobec ich autorów. Jednak nie zapominajmy, że pośród tej góry toksycznego ścierwa nadal można znaleźć coś wartościowego. W planach mam przeczytanie kolejnej shojki od tej autorki i mam nadzieję, że znów się nie zawiodę.

    pokaż spoiler Kolejny wpis się robi - jestem w trakcie czytania pewnej ciekawej mangi - aktualnie 6/13 tomów.


    #manga #vitamin #animedyskusja
    pokaż całość

    źródło: vitamin.jpg

    •  

      Wczoraj wylaliśmy wiadro pomyj na typowe shojki - absolutnie słusznie, bo to co przeważnie jest w nich przedstawiane zasługuje tylko na pogardę i ostracyzm społeczny wobec ich autorów. Jednak nie zapominajmy, że pośród tej góry toksycznego ścierwa nadal można znaleźć coś wartościowego.

      @JustKebab: Ehh... Czuję się przywołany do tablicy. Dodaję do PtR. Brzmi w sumie jak coś co może mi się podobać, bo enjoyowałem np. "Shounen A" i takie smutno-mroczne szkolne dramaty mi zwykle dobrze siadają. pokaż całość

  •  

    #anime #animedyskusja #koneserslabychbajek

    https://myanimelist.net/anime/39710/Yesterday_wo_Utatte

    Sing "Yesterday" for Me

    Historia typa, który utknął w marazmie życia, jego marzenia zdechły jak bezdomny pies, a on sam wegetuje ledwo wiążąc koniec z końcem dzięki pracy na pół etatu w spożywczaku. Ze stagnacji wyrywa go pojawienie się dwóch postaci - dziewczyny, w której kochał się kiedyś na studiach oraz młodej wyszczekanej siksy z wielkim czarnym ptakiem na ramieniu.

    Pierwsze odczucia są bardzo dobre - fajna kreska, spoko klimacik, dorośli bohaterowie i postać Haru, która sprawia wrażenie, że mogła by pociągnąć nie tylko ten tytuł, ale jeszcze ze dwa inne. Niestety, szybko pojawiają się rysy na szkle, a gdzieś koło 4 albo 5 epa czar zupełnie pryska.

    Dwie rzeczy dla tego anime są katastrofalne. Pierwsza to MC, którego dorosłym można nazwać tylko z tego, że pali papierosy i pracuje w Żabce. Poza tym, to gnój z klinicznie stwierdzonym zanikiem ośrodka decyzyjnego w mózgu. Drugi problem zdecydowanie poważniejszy i dosłownie rozpierdalający tę serię, to jego love interest, która go sfriendzonowała. Mogę tę postać scharakteryzować jednym zdaniem - potrzebująca pilnej konsultacji psychiatrycznej. Gdzieś tam w tle kręci się dziewczyna, która dla głównego bohatera jest jak wygrana szóstki w totka, ale on nie jest zainteresowany i traktuje ją jak wycieraczkę.

    Sing "Yesterday" for Me to nie jeden, a wiele trójkątów miłosnych, sklejonych razem w dziwaczną bryłę, w której jednym z kątów nawet są zwłoki. Obraca się ta figura wokół własnej osi trzeszcząc niemiłosiernie, a widz tylko patrzy i czeka, aż to wszystko gruchnie. Jako romans ten tytuł nie funkcjonuje w ogóle. Wszystkim postaciom jakiś chochlik przykleił buty do podłogi, związał razem sznurówki albo przybił gwoździem klapki do podłogi. Nikt nie jest w stanie ruszyć się z miejsca i wszyscy miotają się żałośnie w miejscu... I tu dochodzimy do drugiego punktu, spojrzenia troszkę innego...

    Bo to w sumie jest to anime... doomerskie. Wszystkie postacie ugrzęzły w bezradności, które same sobie zgotowały. Każdy ma jakieś tam swoje Yesterday, swój problem z przeszłości, który go przytłacza i uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Jako potwierdzenie tej tezy widzę niektóre postacie poboczne takie jak Chika Yuzuhara czy Minato Kouichi - każdy kto choć trochę przegryzł się przez swój problem, czy doszedł do jakichś konkluzji dostaje magicznego odklejenia butów i znika z tego anime bezpowrotnie. Trud jej/jego ukończon. No i jest czarny kruk. Co może być bardziej doomerskiego niż czarny kruk?

    Czy w takim razie Yesterday wo Utatte, jest lepszym melancholijnym spojrzeniem na ludzkie porażki niż romansem? Zdecydowanie. Czy w takim razie jest dobrym tytułem? Po przeogniskowaniu na nową kategorię studium ludzi problematycznych, oglądało się to znacznie lepiej, przynajmniej do dwóch ostatnich odcinków. Ciąg fabularny się dosłownie rozjechał, ale to i tak nic przy grande finale, który nastąpił. Główny bohater udowodnił, że jest N I E W Y O B R A Ż A L N Y M wręcz dupkiem, za co dostał nagrodę, zamiast wielce zasłużonego splunięcia zieloną melą na ryj. Po pierwszych bardzo pozytywnych wrażeniach chciał człowiek tytuł jakoś "uratować", ale ten uparł się by się wykoleić za wszelką cenę.
    pokaż całość

    źródło: coub.com

  •  

    #animedyskusja #anime #manga

    https://myanimelist.net/manga/24294/Ao_Haru_Ride

    Ao Haru Ride / Ścieżki Młodości

    Najbardziej popularna manga w demografii "Shoujo" na portalu MyAnimeList i jednocześnie straszny chłam, który pcha do głowy małym dziewczynkom totalne brednie.

    Ao Haru Ride zaczyna się od tego, że główna bohaterka zakochuje się ze wzajemnością w chłopaku w gimnazjum. Wszystko spoko, mają się spotkać w dniu lokalnego festiwalu, ale on ją wystawia i zmienia szkołę. Po latach się spotykają w liceum, ona na początku go nie poznaje i mangaka przedłuża niepotrzebnie ten nieśmieszny twór, który można z politowaniem nazwać ekspozycją.

    Na przystawkę mamy stary (nie)dobry motyw - ona go lubi, on jej nie lubi. Jest bucem, mówi jej że nie jest dziewczęca i ma się nigdy nie zmieniać, że kobiece ubrania jej nie pasują, że on jej nie lubi i generalnie jest totalnym chamem patusem. Więc co robi ta dziewczynka? Jeszcze bardziej chce go zdobyć...
    Danie główne to chory wielokąt w postaci - on lubi inną koleżankę z dzieciństwa, ale jednak nie lubi bo jest z nią z litości. A ta koleżanka nie potrafi sobie bez niego poradzić. I wtedy główna bohaterka jest zgarniana przez cwaniaczka klasowego, który jest dla niej miły, ale patus rzuca tą koleżankę, z którą był z litości i chce odbić protażkę. Ale wtedy ona nie chce bo ma chłopaka, ale są jednak motylki w brzuszku do patusa i to jest dosłownie cała fabuła. Oczywiście, w tym wszystkim jest tak ogromna ilość zawirowań... Fabuła jest banalnie prosta, ale sztuczne przedłużanie tego wszystkiego było męczące. 13 długich tomów, a ja czytałem to tylko po to, żeby publicznie odradzić każdej myślącej istocie ten chłam.
    No dobra, ale mamy jeszcze deser. W tle mamy oschłą czarnowłosą dziewczynkę, do której przystawia się klasowy błazen, ale ona go spławia, bo jak się okazuje kocha się w nauczycielu, który ma więcej niż 5 IQ i stwierdza, że szkoda ryzykować. Błazen dalej koło niej skacze, a reszty możecie się domyślić. W tle tła jest wątek jeszcze głupiutkiej dziewczynki, która kończy w udanym związku i służy chyba wyłącznie do zapchania kartek.

    Szczerze to tu nawet żadna ocena lub głębsza recenzja nie jest potrzebna. Przeraża mnie, że dosłownie harlekin dla nastoletnich dziewczynek okupuje topki popularności (i ocen, bo 8.15 to dobry wynik) MALa. Kładzenie dzieciom do głów, że patus kocha najmocniej, zdrady, czworokąty miłosne, bycie poniewieranym przez patusa i wracanie do niego i inne rzeczy, które nie są dobrymi wzorcami dla nikogo. Jak ktoś dał radę z zadowoleniem przeczytać mangę do końca to stawiam kasztany przeciw orzechom, że albo ma 13-15 lat, albo jest 30-letnią kobietą, która nie wyrosła z głupich romansideł.
    pokaż całość

    źródło: ao_haru_ride.jpg

  •  

    #anime #animedyskusja #koneserslabychbajek

    https://myanimelist.net/anime/30276/One_Punch_Man

    One Punch Man

    Jak to możliwe, typ prawie tysiąc bajek obejrzał, a OPM nie widział? Genezy problemu należałoby szukać we wczesnym dzieciństwie, kiedy to zostałem w sposób brutalny straumatyzowany Dragon Ballem i jego dwudziestoodcinkowymi walkami, co wywołało u mnie podświadome unikanie wszelkich tasiemcowych, młodzieżowych szoenów bitewnych. Z racji ograniczonej ilości odcinków, tytuł wydał się w miarę bezpieczny, więc wleciał na patelnie. Pewnie wszyscy już widzieli, no ale trzeba utrzymać formę przekazu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Saitama to typek, który jest amatorskim herosem lubiącym sobie w wolnym czasie bohatyrnąć, a dokładniej pomóc bohatrynąć potworom i innym antagonistom, albowiem spotkanie z nim to pewna śmierć. Skubany tak ciężko trenował, że aż przesadził i teraz jest totalnie OP, co w konsekwencji przekłada się na to, że ma wszystkich na jednego strzała.

    Wydawało mi się, że dla fabuły to właściwie samobójstwo - co może być nudniejszego niż bohater z niezniszczalnym plot armorem likwidujący przeciwników wkładając w to 0% wysiłku? Bo to jest dokładnie cała treść tego anime. Całe szczęście, seria jest też pełna wypełniaczy, dająca widzowi co nieco do obejrzenia pomiędzy kolejnymi potyczkami z antagonistami o z góry znanym przebiegu, będącymi de facto egzekucjami. Mamy plejadę kilkudziesięciu bohaterów, a dla każdego znalazła się mniejsza lub większa, ciekawsza lub mniej ciekawa, rólka. Choć i tak wiadomo, że na końcu będzie "Wielkie Pierdolnięcie" to całkiem przyjemnie ogląda się zmagania bohaterów pobocznych w ich mniej znaczących bojach.

    Same walki są, całe szczęście, szybkie i krótkie, bardzo często trwają minutę, dwie lub trzy, a w jednym odcinku nie raz jesteśmy w stanie zobaczyć mordoklepankę całego kalejdoskopu postaci, bez długaśnych tyrad. A jeżeli takowe nawet i występują, to bardzo często są szybko brutalnie ucinane przez przeciwnika. Dobrze wiedzieć, że nie tylko mnie wkurwiają takie rzeczy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Co do powszechnie szkalowanego drugiego sezonu w wykonaniu J.C Staff - pierwsze odcinki rzeczywiście cierpią na niespecjalnie ładne CGI, zwłaszcza przy animacji postaci Genosa. Z czasem jednak problem znika i w dalszej części nie zauważyłem jakiegoś drastycznego spadku jakości. Jest po prostu trochę inaczej.

    Bardzo przyjemna, zabawna bajeczka.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @kinasato: W sumie to dokładnie to co @vries chciałem napisać. Mob Psycho to poziom wyżej niż OPM i warto obejrzeć.

      A co do "Yesterday wo Utatte"... O ile początek był spoko to te końcowe odcinki były takim chłamem. Ostatecznie ta bajka skończyła u mnie z 3/10. Niby "seinen" a pod koniec wleciała strasznie sztampowa młodzieżowa drama, jacyś bohaterowie którzy się raz pojawiają i nic nie wnoszą. W sumie to jest jak jest. Była sezonówka, nie ma sezonówki. Może manga lepsza, bo albo zekranizowali połowę albo original ending - manga ma 11 tomów, a anime to 1 cour. pokaż całość

    •  

      @kinasato: Raz przeczytałem taki komentarz, taki krótki opis tego anime.

      Parodia shounen, która jest shounenem.
      Wg mnie ten opis oddaje całego ducha tego tytułu. Jedyne o czym można jeszcze napisać, to jakość wykonania anime, bo jednak drugi sezon, jeśli chodzi o animację, był o wiele gorszy od pierwszego.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #anime #animedyskusja

    Umi ga Kikoeru (1993), u nas wydany jako Szum Morza, to nieco ponad godzinny drobiazg od studio Ghibli, przy czym - także eksperyment produkcyjny, bowiem pracowała nad nim tylko studyjna młodzież w wieku lat 20-30. Miał być zrobiony szybko i po taniości, i z całą pewnością tak wygląda - z perspektywy swojej epoki jest zaledwie higieniczny, a więc bardzo ładny na dzisiejsze warunki. Wszystkie te klasyczne cechy filmów Ghibli są na miejscu, a przy tym film jest wolny od osobistych obsesji p. Miyazakiego, stąd powinien być bardzo świeży, przynajmniej na papierze.

    Mamy do czynienia z ciasno rozpisaną obyczajówką, skupioną de facto wyłącznie na osobie przybyłej ze stolycy na głęboką prowincję Rikako, która to dołącza w połowie drugiej liceum do ogólniaka naszego narratora, Morisakiego. Trafia na zadupie za sprawą brzydkiego rozwodu swojej matki, i przychodzi jej gnić tu wbrew woli, obrażonej na cały świat. Raczej nie spodziewajcie się zbytniej słodyczy, dziewucha to straszna arogantka, histeryczka, a i manipuluje wprost zarówno zadurzającym się w niej z wolna Morisakim, jak i jego koleżką, Matsuno. Nie będzie raczej wielkich dramatów i bolesnego trójkąta - dziewczyna nie wchodzi klinem między kolegów, tylko raczej nie zważa nijak na ich, przyznajmy szczerze, bardzo pobieżną relację. Rzekłby kto, bardzo to naturalny obrazek licealnej toksyny, i wcale nie śmiem zaprzeczać.

    Historia kończy się, jak dla mnie, nieco zbyt wygodnie, ale nie ja pierwszy lekce sobie ważę Szum Morza - to żadna ponadczasowa klasyka, tylko film z tych mniejszych z pomniejszych. Niekoniecznie warto, najprawdopodobniej ja sam zapomnę wcale niedługo, że przyszło mi go w ogóle obejrzeć.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Nie widziałem, by ktoś pisał - wyszedł soundtrack drugiego sezonu Made In Abyss.
    Jeszcze całości nie przesłuchałem, ale zapowiada się, że dołączy do mojej kolekcji ulubionych soundtracków obok Nier i Outer Wilds.
    #muzyka #madeinabyss #animedyskusja #soundtrack

    źródło: youtube.com

  •  

    Dzisiaj czwartek, jutro piątek, potem poniedziałek, a potem znowu wolne. I tak to leci.
    Kolejne podsumowanie miesiąca, czyli bajki które oglądałem i wydały mi się ciekawe, ale nie były na tyle dobre, aby dołączyć na mój tag polecajkowy # anime52. Podsumowanie poprzedniego miesiąca (wrzesień)

    Blue Heaven (manga) - statek wycieczkowy znajduje mężczyznę na dryfującym statku/kutrze. Zabierają go na pokład, jednak szybko okazuje się, że mężczyzna jest niebezpieczny i zaczyna mordować załogę statku oraz niewinnych ludzi.
    Manga ma spoko pomysł i początkowo ma w sobie pewną pociągającą aurę tajemniczości. Z czasem komiks przeradza się w ordynarną sieczkę, a protagonista okazuje się zwykłym psychopatą, którego motywacje próbują zostać wyjaśnione jego historią życia, ale moim zdaniem jest to nieudolne, przez co ulatuje cały początkowy klimat. Pomysł był dobry, wykonanie niekoniecznie. Jak macie ochotę poczytać o psychopacie, który próbuje wymordować pół statku bez żadnego powodu i jarają Was takie klimaty to spoko. Moim zdaniem manga przeciętna lub nieco powyżej przeciętnej.

    Miru Tights (anime, 12 x 4min) - mam nadzieję, że fetysz stóp jest uleczalny. Raczej nie jest zaraźliwy, bo nie przeszedłem na ciemną stronę mocy przez to anime. Anime opowiada o trzech bohaterkach w formie krótkich skeczy, podczas gdy przez większość czasu na głównym planie widoczne są nogi dziewcząt ubrane w czarne rajstopy. Ecchi bardzo niskich lotów. Jeśli ktoś chce obejrzeć dziewczynki w rajstopach, zakolanówkach, bieliźnie erotycznej lub czymkolwiek innym okalającym nogi, może bez problemu znaleźć ogromną ilość doujinów lub po prostu ilustracji. Nie wiem w jakim celu powstało to anime, choć nie jestem do niego wrogo nastawiony.

    Kuro (manga, 3 tomy / 22 rozdziały) - manga autora “Shadows House”. Podobny styl, większość stron jest kolorowa (choć w Shadows House wszystkie są w kolorze), a dodatkowo niektóre ubrania są identyczne co w “Shadows House”.
    Manga opowiada o dziewczynce, która mieszka samotnie ze swoim kotkiem “Kuro” (z jap. “Czarny”). Pewnego dnia znika i na jego miejsce pojawia się stworzenie, które bardzo przypomina go wyglądem, ale zdecydowanie nie jest już kotem, a czymś w rodzaju potwora. Jej to nie przeszkadza i żyje sobie w nim spokoju.
    Z czasem dowiadujemy się, że istnieją w tym świecie potwory i jak nie będziesz zbaczał z wyznaczonej ścieżki to nic Ci nie zrobią (XD).

    Manga ma tajemniczy vibe podobny do Shadows House, ale ze względu na ograniczoną długość (3 tomy) nie ma czasu się rozwinąć i cała historia jest stosunkowo prosta. Ogranicza się tak naprawdę do codziennego życia dziewczynki oraz jej kota, a także przedstawienia wspomnianych potworów, życia miasta i historii pojedynczych mieszkańców okolicy.
    Moim zdaniem ten krótki format został źle wykorzystany na gadanie o pierdołach zamiast skupić się na rozwijaniu tajemnicy, rozwijaniu świata lub o czymkolwiek co obchodzi czytelnika. Myślę, że historię można było albo upchnąć w jednotomówce, albo skupić się na innych wątkach jeśli rozmiar pozostałby bez zmian. Dla mnie 5/10 i jestem bardziej na “nie” niż na “tak”. Zamiast czytać Kuro, lepiej sięgnąć po nowsze dzieło autora - Shadows House.

    ===
    Oprócz tego jakieś nieznaczące OVA jak Baja no Studio, Road to You i inne. Męczę Hero Mask, ale jest to walka raczej przegrana. Dropnąłem też 7 Seeds w połowie (6/12 ep) - pomysł okej, ale ta seria nie ma chyba zbytnio pomysłu na siebie. Fabularnie da się przeżyć, ale reżyseria i warstwa audiowizualna jest bardzo meh.

    #animedyskusja #anime #manga
    pokaż całość

    źródło: padziernik_fifiego.png

  •  

    #anime #animedyskusja #koneserslabychbajek

    https://myanimelist.net/anime/48753/Jahy-sama_wa_Kujikenai

    The Great Jahy Will Not Be Defeated!

    Królestwo Demonów zostało zaatakowane! Bezdusza Maho Sodżo napadła na Wielką Fortecę Zła i zniszczyła Bardzo Wielki Czerwony Kryształ Many. W konsekwencji Królestwo Demonów rozpada się, a jego mieszkańcy, łączne z Jahy, drugą po Lordzie Demonów, zostają wrzuceni do świata śmiertelników. Biednej Jahy zostaje niewielki cudem uratowany fragment kryształu, dzięki któremu może utrzymywać swoją prawdziwą formę tylko przez kilka godzin dziennie. Resztę czasu musi spędzać w ciele małego dziecka.

    Jest to właściwie 1:1 klon Hataraku Maou-Sama! Też mamy problemy natury fiskalnej głównej bohaterki, identyczny cel, podobne perypetie, ba nawet relacja z arch nemesis jest zadziwiająco podobna. Cała różnica polega na tym, że tu mamy rozwydrzoną loli bohaterkę, na której garbie autor/autorka próbuje przepchnąć całą tę historię. Niestety, Jahy nie ma szans na udźwignięcie takiego ciężaru i większość czasu oglądamy jak mota się w agonii z przetrąconym kręgosłupem.

    Powiedzieć, że żarty się powtarzają, to nic nie powiedzieć. Gagi są zajeżdżane jak stara kobyła zaprzęgnięta do wozu, smagana batem przez chciwego górala w drodze na Morskie Oko. W ostatnich odcinkach to mnie już dosłownie trzęsło gdy seria bez żadnego zażenowania po raz dziesiąty czy dwudziesty serwowała mi ten sam żart. Ba, gdyby on był klepnięty, a my lecimy dalej, to nie było by tak źle. Niestety, anime lubuje się w NIEMIŁOSIERNYM ich przeciąganiu. Nie muszę chyba mówić jaka to katastrofa gdy po pierwszych sekundach już wiem jak on będzie wyglądał i jak się skończy? Pod koniec wręcz przewijałem niektóre gagi bo były zwyczajnie już męczące. Co prawda, seria ma kilka śmiesznych momentów, ale dosłownie giną w zalewie tego samego. Gdyby chociaż ta bajka miała 12 odcinków, jakoś bym to przełknął, ale przy 20? O nie.

    Powyższa katastrofa wynika wprost z beznadziejności wszystkich postaci w tej serii. Są jak tylko się da jednowymiarowe, zdefiniowane przez tę jedną cechę funkcyjną jako im przypisano i ich reakcja na wszystko zawsze będzie identyczna. Slapstick, gdzie żart zamiast być szybki i dynamiczny jest przeciągany w nieskończoność, a w dodatku jego puenta jest z góry znana? To nie miało prawa się udać.

    Generalnie nie polecam, ale też mam jedną uwagę - dokładnie na takie same przypadłości cierpi Jashin-Chan Dropkick. Więc jeżeli z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu podobała się wam tamta seria, to możecie spróbować Jahy-sama.
    pokaż całość

    źródło: jahy.png

    •  

      Generalnie nie polecam, ale też mam jedną uwagę - dokładnie na takie same przypadłości cierpi Jashin-Chan Dropkick. Więc jeżeli z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu podobała się wam tamta seria, to możecie spróbować Jahy-sama.

      @kinasato: pudło, Jashin to wspaniała inteligentna seria dla wspaniałych inteligentnych oglądaczy anime takich jak ja, Jahy było meh.

      tak to jest jak się ogląda serie, które dostają nowy odcinek co tydzień, jednym ciągiem. Możliwe że przy takim oglądaniu bym tego nie zniósł. A gdy taki tytuł przeplata się z wieloma innymi to ujdzie w tłoku.

      @tamagotchi: też pudło, oglądałem co tydzień do 6 epa i wymiękłem. Potem postanowiłem dokończyć w jako takim jednym ciągu i dalej nie do końca mi się podobało. Po prostu dosłownie cała popularność serii stoi na wizualnym designie bohaterek i tym że autor mangi ładnie rysuje ale pod względem np. humoru jest słabo.
      pokaż całość

    •  

      @kinasato: Powtarzające się gagi, to ulubiona technika m.in. Josepha Hellera, która jeśli dobrze zrobiona, potrafi bawić i zaskakiwać niczym hiszpańska inkwizycja.
      Mimo wszystko seria o Jahy, meh.

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Best. ED. Ever
    Szczególnie pierwsza połowa

    pokaż spoiler Idealnie pasuje do tego co się dzieje później w mandze xD

    #chainsawman #animedyskusja #muzykapojebana

    źródło: youtube.com

  •  

    #anime #animedyskusja

    Yofukashi no Uta to drobiazg z zeszłego sezonu, lato 2022, mnie osobiście mało porywającego w trakcie emisji. Odkryty już po fakcie, wydaje się jak najbardziej godny polecenia. Jest to wszak, było nie było, prawdopodobnie druga najlepsza szaftoza, odkąd właściwe studio Shaft wzięło było się przekręciło, na pudle zaraz po Kaguya-sama: Love Is War. Mamy tu przecież bardzo udany przegląd tego stylu, znanego doskonale z klasycznych produkcji p. Shinbo, a który to uczył reżysera Yofukashi no Uta, p. Itamurę.

    Ba, styl szaftowski jest tak dalece przyswojony, że mamy nawet takie duperele, jak świat niemal całkowicie wyzuty z postaci tła, chociaż to też kwestia zakotwiczonego po zmroku settingu. Head tilty przyjmowałbym jeszcze jako ironiczne puszczanie oczka do gówniarskich lat reżysera, ale powtarzają się tak często, jakby chciał p. Itamura zeżreć truchło p. Shinbo w całości. Brak mu do tego chyba tylko filtru z perforowanego papieru, pacynek, i witraży. Co jest w Yofukashi no Uta całkowicie oryginalne, to - ta prześwietlona kolorystyka, rodem z jakiegoś Miami Vice, pełna neoniastych różów w szczególności.

    No fajnie, bajka jest naprawdę ładna, a reżyseria dalece bardziej świadoma swojego medium, niż jest to w standardzie. A jak się ma do historyjki na ekranie? Nieletni główny bohater szwenda się po nocy po pustym mieście, aż tu napotyka wampirzycę, z którą odtąd buja się wspólnie. Historię można by było w sumie skwitować frazą "alternatywko, zrujnuj mi życie," bo wampiryzm stanowi tu przez lwią część czasu raczej silną przenośnię dla wprost stylu życia wyzwolonej latawicy, której latka lecą, wobec tego fajnie jej zmienić rutynę z nieletnim bolcem u boku. I tak oglądamy nocne wygłupy gówniaka uczącego się życia i jego dalece bardziej doświadczonej partnerki, która uwielbia świńskie żarty, ale nie znosi mówić o miłości. No, byłoby tak, gdyby nie wjechało na pełnej już bardzo dosłownie wampiryczne pierdolamento.

    Seans jest, w znacznej mierze, doskonale wolny od tego nieznośnego posmaku urban fantasy, gdy to bohaterom różnych serialków zdarza się marnować czas antenowy na wprost nużące wykłady nt. swojej urban fantastyki, jak gdyby robili streszczenie karty postaci głównego nieludzia. Albo nastąpiła jakaś interwencja edytorska, albo autor adaptowanej tu mangi wystrzelał się z polotu, bo właśnie te męczące pseudo-folklorystyczne kasztany zaczynają się w końcu wkradać do fabuły. Przyznam wprost - bardzo nie spodobało mi się wprowadzenie do tej historii większej liczby wampirów. Wolałem, gdy główna bohaterka pozostawała absolutnym unikatem, a zatem i chodzącą alegorią.

    Wchodzi cała wampiryczna społeczność, wchodzi pod sam koniec nawet przegadana koncepcja wampiryzmu, wchodzi wampirów zwalczanie - i po co to komu było? Po co były te scenki akcji, pasujące tu jak pięść do nosa? Już zdecydowanie lepiej byłoby pozostawić tę serię jako przenośnię, w której to na starej piczy młody anime protagonista się ćwiczy, anime w typie straszaka na widzów hipnotyzowanych sezon po sezonie nierealnymi babami, a które to baby nierealne, muszę przyznać, mimo wszystko uosabiają kolejne wampirki. Ba, wprowadza się tu w pewnym momencie postać koleżanki w wieku głównego bohatera, której jakoś nikt nie zamierza mordować, mimo że sama zna ten straszliwy sekret wampirów w wielkim mieście.

    Raczej liczyłem na to, że bohater w finale rzuci ten nocny interes dla dziewuszki z klasy, a swoją podstarzałą alternatywkę będzie wspominał jako junacką przygodę. Seria kończy się jednak gorzej, a w dodatku bezczelnie szczuje na zakup mangi, stanowiącej ciąg dalszy, w sposób strasznie podobny do niedawnego adaptowanego Dorohedoro. Warto obejrzeć Yofukashi no Uta, no ale bez przesady - są w tej cenie lepsze baje.
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #animedyskusja

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:1,0:0,0:0

Archiwum tagów