•  

    Co ciekawe, strona wspomniana w artykule, Ayaadvisors, naprawdę istnieje. :) Fajny bajer.

    Raz w roku grupa żyjących w Meksyku Indian Wixáritari wyrusza w liczącą 600 km pielgrzymkę, której ważnym punktem jest zażywanie kaktusa halucynogennego – pejotlu. Wixáritari udają się do miejsc, które podczas pierwszej mitologicznej pielgrzymki odwiedzili ich przodkowie. Według legendy zamieniali się oni w poszczególne elementy przyrody: skały, źródła, rzeki. Na koniec Wixáritari udają się na pustynię Wirikuta, gdzie rośnie pejotl. Jest to święte miejsce, ponieważ w kaktusa zamieniło się jedno z bóstw, zwane niebieskim jeleniem. Następnie mieszkańcy wioski wyruszają na Cerro del Quemado, czyli do miejsca, gdzie według ich wierzeń po raz pierwszy wzeszło słońce. Wierzą, że jeśli nie będą odtwarzać drogi swoich przodków, świat przestanie istnieć.

    Pejotlu szukają na pustyniach Meksyku nie tylko Indianie. W kraju tym kwitnie turystyka psychodeliczna, nazywana również szamańską, polegająca na łączeniu wyjazdów w egzotyczne miejsca z zażywaniem substancji psychoaktywnych zawartych w niektórych roślinach. O jej popularności wśród Polaków oraz o związanych z nią zagrożeniach, opowiada Ola Synowiec, autorka książki „Dzieci Szóstego Słońca”, w której pisze m.in. o psychodelicznych turystach.

    "Kim są turyści psychodeliczni?

    To osoby, dla których celem nie jest po prostu „bycie na haju”, lecz poszukiwanie duchowej ścieżki oraz udział w ceremoniach prowadzonych przez szamanów. Wierzą w to, że rośliny zażywane podczas takich wydarzeń mają ogromną moc. Turysta psychodeliczny nie postrzega zawartych w nich substancji jako narkotyku. „Święta roślina” jest dla niego nauczycielem, lekarstwem, a nawet sakramentem. Substancje psychoaktywne uważane w pewnych kulturach za święte mają pomóc zrozumieć zarówno siebie i świat, jak i lokalną społeczność oraz tradycję. Zdaniem turystów szamańskich „święte rośliny” mają zapewnić przyspieszony kurs życia, „przeżycie-instant”, ekspresową terapię, momentalne uzdrowienie i być panaceum na bolączki i rozczarowania zachodniego świata.

    O jakich roślinach mówimy?

    Głównie o rosnącej w Amazonii ayahuasce, meksykańskim kaktusie halucynogennym – pejotlu oraz grzybach halucynogennych. Najpopularniejsza z nich jest ostatnio właśnie ayahuasca. Moda na jej zażywanie jest zjawiskiem stosunkowo świeżym, zwłaszcza w Polsce. Jednak chętnych jest coraz więcej. Sprzyja temu doskonała infrastruktura: w peruwiańskiej, ekwadorskiej i kolumbijskiej części Amazonii znajduje się ponad sto ośrodków, w których organizowane są ceremonie zażywania tej substancji. Jest nawet strona internetowa, Ayaadvisors, wzorowana na popularnych serwisach dla turystów, na której można wyszukać odpowiadający nam ośrodek."

    - z artykułu Newsweeka dostępnego także na głównej hajpa -> klik

    #ciekawostki #narkotyki #narkotykizawszespoko #ayahuasca #dmt #szamanizm
    pokaż całość

  •  

    Uczestniczyłem w zeszły weekend w podcaście z moimi przyjaciółmi z @TeraInoTera, w którym opowiedziałem o swoim doświadczeniu z #ayahuasca.

    Jeżeli macie koło dwóch godzin na posłuchanie tego co mam do powiedzenia na temat życia, które jest jak #sen. Korzyściach płynących z #joga i #medytacja oraz tego w jaki sposób wytwarzają one połączenie na linii umysł-ciało. Jeżeli zawsze zastanawialiście się dokąd #psychodeliki mogą was zabrać, czym te doświadczenie różni się od #psychoterapia. Jak moje doświadczenie #smierc'i ma się do tego co myślę teraz o #filozofia oraz #psychologia. Jak zrozumiałem balans swojego ciała na #glodowka. Oraz tego czy na #lsd albo #mdma projektujemy rzeczywistość i czy to znaczy, że wszyscy jesteśmy #bog'iem to zapraszam do posłuchania! (:

    W komentarzach wołam plusujących mój przeszły wpis. Nigdy was już więcej nie zawołam, przyrzekam (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    O jeju jeju. Jak dostanę urlop to w czerwcu czeka mnie dwudniowa terapia z #ayahuasca. Cieszę się jak głupi! #psychodeliki

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #ayahuasca
    Na początku szamani błogosławią przygotowany wcześniej napój i modlą się do ayahuasci oraz Pachamamy, matki ziemi. Uczestnicy w tym czasie modlą się. Następnie szamani podają miskę z wodą i miskę z ziemią, które bierzesz na dłonie, rozcierasz i nakładasz sobie na głowę jako błogosławieństwo. Potem szaman pryska dłonie uczestników kwietnymi perfumami które przygotował i uczestnicy wcierają je sobie w twarz i ubranie - jest to bardzo pomocne po zwymiotowaniu, kiedy każdy zapach ayahuasci przyprawia o mdłości, perfumy pomagają odciąć się od tego zapachu. Ostatnie jest pobłogosławienie/oczyszczenie dymem z tytoniu. Następnie każdy dostaje porcję ayahuasci, w zależności ile kto chce. Na pierwszej ceremonii każdy dostał po jednym kubku, na kolejnych można było wziąć więcej. Pijesz i czekasz, do momentu aż zwymiotujesz. Po zwymiotowaniu trzeba pić dużo wody, żeby się nie odwodnić i położyć na boku na wypadek gdyby ktoś stracił przytomność, żeby się nie zadławił wymiocinami. Gdy ludzie zaczynają odczuwać efekt, szamani zaczynają śpiewać odpowiednio dobrane do nich pieśni. Cała ceremonia zaczynała się o 20:00 a kończyła o północy. Po przyjęciu ayahuasci gaszono światło i wszystko było po ciemku, jak ktoś potrzebował wyjść do ubikacji to koordynatorzy mu pomagali. Przed ceremonią i po ceremonii pielęgniarka mierzyła wszystkim temperaturę i puls, ze względów bezpieczeństwa. Była też obecna podczas całej ceremonii.
    Gdy ktoś wymiotował, koordynatorzy pomagali mu przyjąć odpowiednią pozycję, podawali wodę i papier toaletowy (do wytarcia się, wydmuchania nosa itd.), pomagali się ułożyć na posłaniu i jak ktoś miał ciężko machali takim wielkim piórem żeby rozproszyć negatywną energię.
    Przy pierwszej ceremonii zacząłem mieć efekty wizualne przy otwartych oczach, ale był to jedynie taki ziarnisty filtr na obraz i jakieś geometryczne wzory pływające w powietrzu. Podczas wymiotowania widziałem za to wyraźnie mapę swojego ciała, tak jakby renesansowy rysunek i mięśnie które się kurczyły podczas wymiotowania podświetlały się na czerwono.
    Podczas drugiej ceremonii nie miałem wizji, ale miałem jakby kierowany proces intelektualny. Tak jakby kawałek układanki wpadł na swoje miejsce. Widziałem pewne obrazy ale to nie była wizja, to był taki sposób widzenia jak na przykład przed snem z zamkniętymi oczyma coś sobie wyobrażasz. Sytuacja wyglądała tak, że wszyscy wokół już rzygnęli i zaczęli mieć naprawdę mocne wizje (śmiali się, krzyczeli, płakali), a ja nic, czułem się świetnie. Czułem się jakbym był w oku cyklonu i siedziałem oparty o ścianę patrząc lekko w górę. Mówiłem do ayahuasci "jestem sceptyczny, ale zapraszam cię" i tak czekałem sobie spokojnie. W końcu zacząłem sobie wyobrażać na niebie (nie celowo, ten obraz sam mi się narzucił) Awalokiteśwarę, bodhisattwę współczucia a pod nim jego mantrę - om mani padme hum. Promieniowała od niego wspaniała pogoda ducha, spokój i kojąca energia, która całkowicie mnie wypełniła. Poczułem że to jest właśnie moje miejsce w świecie, nie przechodzić przez burze ale być takim spokojnym punktem w chaosie. Zapragnąłem być dla innych jak chłodna, kojąca bryza i gdy tylko słyszałem że ktoś płacze albo ogólnie ma trudne chwile w wizji, wysyłałem w jego kierunku mantrę i modliłem się za niego. Całą resztę ceremonii spędziłem uśmiechnięty i pełen spokoju, modląc się za pozostałych aby bezpiecznie przeszli przez to czego doświadczają.

    Idąc do ayahuasci chciałem znaleźć argumenty za współczuciem, takie analityczne powody, a źródłem współczucia dla mnie okazała się inspiracja, wspaniały przykład Awalokiteświary, którego postawa jest tak inspirująca, że po prostu nie mogę za nią nie podążać.
    Po tym stwierdziłem że dostałem swoją odpowiedź i nie potrzebuję już trzeciej ceremonii. Gdy jednak nadszedł jej dzień im więcej o niej myślałem, tym bardziej czułem że powinienem i była to dobra decyzja, bo wizja którą miałem była bardzo silna i bardzo, bardzo znacząca dla mnie. Opiszę ją w osobnym komentarzu za jakiś czas, bo jest bardzo długa, a na razie muszę się zbierać z domu i jechać złapać pociąg. Jak już będę w drodze, połączę się z netem i będę kontynuował.
    Trzecia wizja była bardzo intensywna i niezwykle znacząca. Tym razem wziąłem dwa kubki ayahuasci i zwymiotowałem dość szybko, podobnie jak przy pierwszej ceremonii towarzyszyło temu uczucie gorąca. Gdy tylko skończyłem wymiotować, zaczęła się bardzo silna wizja. Oczy miałem cały czas zamknięty a gdy tylko próbowałem je otworzyć, zamykały mi się z powrotem i wracałem do wizji. Na początku zobaczyłem trójwymiarową przestrzeń złożoną z kolorowych linii w różnych, bardzo intensywnych kolorach. Trochę to wyglądało podobnie jak w matrixie Neo widział świat zrobiony ze strumieni cyfr, tak ja widziałem przestrzeń z linii. Linie falowały w rytm śpiewu szamana a między nimi pojawiały się oczy lub paszcze. W tym momencie spanikowałem bo zdałem sobie sprawę że nie mogę nic zrobić by powstrzymać tę wizję nawet jakbym chciał, przemknęła mi też myśl "a co jeśli uszkodził mi się mózg i już mi tak zostanie"? Na szczęście dość szybko się uspokoiłem. Następnie w tej przestrzeni zobaczyłem pełznącego czarnego węża, który wyglądał jak ostrzy kształt geometryczny, jak taki czarny zygzak, z białymi ostrymi zębami na przedzie i ten wąż wpełzł mi do ust. Gdy to się stało kolory wizji zmieniły się na bardziej łagodne i pastelowe, przeważały odcienie zieleni, wśród których było trochę róży, białego i żółci, jak kolory kwiatów. Z ścian przestrzeni wystawały dłonie na których znajdowało się lekarstwo, widziałem też posąg bogini, Pachamamy, stojący z wyprostowanymi poziomo przedramionami i dłońmi skierowanymi ku górze, tak jakby w geście otwartości, przyjmowania lub błogosławieństwa. W tym miejscu zaznaczę, że ta wizja nie była taka jak wyobrażenie, albo jak sen, tylko wszystko widziałem tak jak normalnie widzę świat z otwartymi oczami.
    Następnie zobaczyłem egipski sarkofag faraona płynący w dół rzeki pod niebieskim niebem. Nagle niebo zaczęło się robić szare i ciemne, i usłyszałem kościelne dzwony bijące ciężko na pogrzeb. Zrozumiałem że ten sarkofag to moje zwłoki i to co widzę to moja śmierć. Po chwili rzeka zmieniła się w wodospad i zacząłem spadać w dół w czarną otchłań aż wpadłem do czerwonego, ognistego piekła. Wszystko jestem w stanie opisać jeśli chodzi o moją wizję, za wyjątkiem to jak potwornie przerażające było piekło. Wszystko było czarne, czerwone i żółte, a towarzyszyło temu wszechogarniające poczucie zaszczucia, zagrożenia i całkowitej porażki z utratą wszystkiego i bezradnością. Otaczały mnie płomienie i zobaczyłem krzyż obok którego była czerwona dłoń pokazująca "fuck you". W tym momencie się przestraszyłem, czy to jest wyraz tego, że ayahuasca jest demoniczna? Czy chodzi o to, że jestem potępiony bo porzuciłem chrześcijaństwo na rzecz buddyzmu? Próbowałem się modlić do Buddy, ale nie mogłem nic dłużej recytować i zobaczyłem czerwony obraz Buddy przesłonięty takim czerwonym kółkiem z ukośną linią, tak jak zakaz na różnego rodzaju znakach.

    Każda próba zrozumienia tego co się dzieje tylko pogarszała sprawę i intensyfikowała piekło, tak jakby śmiało mi w twarz "nic nie możesz zrobić, masz przejebane". Wszelka próba otwarcia oczu, spróbowania myślenia o czymś innym, tłumaczenia sobie że to tylko wyraz mojego lęku - to wszystko tylko intensyfikowało wizję piekła i okropne uczucie strachu które temu towarzyszyło. W końcu nie mogłem już nic zrobić, wyczerpały mi się wszelkie środki i zostało mi tylko mówienie "Boże, pomóż" (byłem wychowany na chrześcijanina) - to było jedyne co nie pogarszało sprawy. Zawołałem do siebie koordynatora, bo już nie wiedziałem jak mogę od tego uciec, a nie mogłem znieść tej wizji i powiedziałem że ayahuasca cały czas pokazuje mi piekło (nie wiem ile to trwało, przypuszczam że widziałem piekło non-stop przez co najmniej 15 minut) i że nie mogę się modlić do Buddy, że co to znaczy, czy to że widziałem krzyż znaczy że powinienem się nawrócić na chrześcijaństwo? Paco (tak miał na imię koordynator) odpowiedział, że nie, nie o to chodzi i że muszę zobaczyć co będzie dalej. Poszedł się spytać szamana o to i jak wrócił to powiedział, że szaman mówi, że ayahuasca chce mi pokazać prawdę. W tym momencie byłem już wyczerpany i spróbowałem po prostu nie próbować już tego zrozumieć, myśleć jak najmniej i tylko obserwować.
    To okazało się pomóc gdyż na górze zaczęła się pojawiać błękitna łuna. Szaman zmienił pieśń na bardziej spokojną (szamani dobierali pieśni do tego co przeżywają ludzie podczas wizji oraz do tego co chcą otrzymać od ayahuasci) i błękitna łuna zaczęła się powiększać aż zobaczyłem niebieską górę. Zacząłem się wspinać na tą górę, zobaczyłem na niej strzałki wskazujące do góry i wspinałem się coraz szybciej, coraz szybciej, aż w końcu dotarłem do niebios. Tam zobaczyłem piękne, spokojne niebo, w powietrzu unosiły się na lekkim wietrze płatki kwiatów wiśni a na tle nieba zobaczyłem ogromny, półprzeźroczysty posąg Buddy i wtedy poczułem przeogromną ulgę "uffffff! a jednak wybrałem dobrze" :) Obraz Buddy zaczął się klarować aż w końcu przybrał wyraźną postać Bhaisajyaguru, Buddy Medycyny, o niebieskiej skórze i w złotej mnisiej szacie. Pomyślałem o tym czemu widziałem krzyż i czemu mówienie "Boże pomóż" było pozytywne skoro w niebie jest Budda i zobaczyłem jak promień energii wychodzi z Buddy, przyjmuje postać Jezusa, a potem z białego krzyża wychodzi w górę energia i przyjmuje postać małego obrazu Buddy Medycyny. Następnie obok zobaczyłem symbole innych religii wychodzące z nieba i nad każdym z nich unosił się Budda Medycyny, co znaczyło że wszystkie te religie są lekarstwami na konkretne przypadłości, konkretne kondycje ludzi, ale po wypełnieniu ścieżki każdej z nich, dalszą duchową drogą jest Budda. Spojrzałem w dół za siebie na tę rękę co pokazywała fucka obok krzyża i zobaczyłem jak dłonie Buddy wyprostowują jej palce, aż przyjęła otwarty gest i zmieniła kolor na niebieski. Następnie zobaczyłem dharmapalów, gniewne bóstwa przyozdobione czaszkami, dzierżące miecze, otoczone ogniem itd. (wpiszcie w google "tibetan wrathful deities") stojących na granicy między piekłem i niebem. Na początku wydawali się groźni, ale potem wydali mi się silni i dzielni, gdyż powstrzymywali piekło. Poczułem wobec nich ogromną wdzięczność i wtedy na mojej głowie pojawiła się korona taka, jaką mają dharmapalowie, ale brakowało w niej czaszek (pięć czaszek oznacza zabicie przywiązania do pięciu zmysłów). Pokłoniłem się przed pierwszym dharmapalą, Vajrapanim i umieścił on w mojej koronie pierwszą czaszkę, w której był symbol ręki, odpowiadający dotykowi. Następnie pokłoniłem się przed Yamantaką, który dał mi czaszkę z symbolem powietrza (węchu). Po tym pokłoniłem się przed Yamą, od którego otrzymałem dwie czaszki, jedną z symbolem oka (wzrok), drugą z symbolem wody (smak). Na końcu pokłoniłem się przed Mahakalą, którzy miał trzy głowy ziejące ogniem (białą, czarną i czerwoną) i dał mi ostatnią czaszkę, z symbolem ognia (słuchu). Z kompletną koroną, pobłogosławiony przez Dharmapalów mogłem przejść dalej do mandali w której otrzymałem błogosławieństwa Buddów.
    W południowej części mandali zobaczyłem Bhaisajyaguru (Buddę Medycyny) o niebieskiej skórze, który na krośnie utkał ciepłą, złotą szatę i położył ją na moich ramionach. Zobaczyłem obraz Buddy Siakjamuniego (tego, który żył 2500 lat temu) medytującego jako strasznie wychudzony asceta (przed tym jak osiągnął oświecenie) z taką samą szatą na ramionach. Następnie w zachodniej części mandali zobaczyłem Amitabhę, czerwonego Buddę czczonego w tradycji Czystej Krainy (gdzie główną praktyką jest nenbutsu, wzywanie imienia tego Buddy - Namu Amida Butsu) i otrzymałem od niego malę (buddyjskie paciorki modlitewne). Zobaczyłem też człowieka który był nędzny pod każdym względem, był wychudzony jak szkielet, twarz miał jak w tym obrazie "krzyk", włosy miał brudne i potargane i ogólnie był wręcz szalony z nędzy. Ten człowiek modlił się nembutsu i odrodził się w Czystej Krainie Buddy Amitabhy, co oznaczało że choćbym nie wiem jak nisko upadł, mam praktykę która będzie dla mnie ratunkiem. Jako że Budda Amitabha ma czerwoną skórę, przypomniał mi się ten czerwony Budda z piekła, więc spojrzałem za siebie w dół na piekło i zobaczyłem jak pojawiają się w nim Buddowie i Bodhisattwowie, a tam gdzie się pojawili, ogień zmieniał się w kwiecistą łąkę a czerń w błękitne niebo. Zobaczyłem też dharmapalów stojących na granicy nieba, jak z ich ust wylatują strumienie wody które gasiły piekło i wkrótce całe piekło zostało całkowicie przetransformowane w raj, nie było już cierpienia. Po tym w północnej częsci mandali zobaczyłem Wajroczanę, rdzennego Buddę o białej skórze, który wyemanował we mnie swojego ducha pięcioma falami energii. Ostatniego zobaczyłem we wschodniej części mandali Buddę Siakjamuniego przed którym ujrzałem stertę skarbów, a pośród nich stół z czterema zawiniątkami z darami dla mnie. Zacząłem je po kolei odwijać i w pierwszym zawiniątku był biały miecz, jako obrona dla mnie. W drugim zawiniątku było jedzenie na podróż. W trzecim była kamienna statuetka bodhisattwy, abym mógł oddawać cześć. W czwartej zaś był taki malutki Budda, jakby embrion, w bursztynie z którego wychodziły we wszystkich kierunkach korzenie. Kilka z tych korzeni było połączonych ze mną i przepływała przez nie ode mnie energia, co oznaczało że mogę pomóc zmieniać świat tak, aby następny Budda mógł się w nim narodzić.

    Po tym zobaczyłem siebie jako takiego podróżnika/pielgrzyma, w złotej szacie na ramionach, z mieczem w prawej ręce, malą i kijem na którego końcu był tobołek z resztą rzeczy w lewej ręce i czułem się całkowicie przygotowany do każdej drogi jaka może być przede mną. Zobaczyłem przed sobą białą drogę wijącą się aż po horyzont i nad jej końcem ujrzałem dom oraz Buddę Maitreję, tego który ma przyjść po Siakjamunim Buddzie. Znaczenie tego było takie, że gdy moja droga dobiegnie końca, zobaczę znów swoich bliskich, a także będę miał zaszczyt i przywilej ujrzenia następnego Buddy. I w tym momencie ogarnęło mnie wspaniałe, silne uczucie "to wszystko jest po coś, moje życie ma głęboki sens". Nad tym obrazem zobaczyłem na niebie Buddę Medycyny pochylonego i trzymającego w dłoniach zwój który jednocześnie był mieczem (a więc miecz który otrzymałem to nauki Dharmy) i z tego zwoju litery nauk spadały na ziemię jak deszcz.

    W tym momencie wizja zaczęła juz powoli słabnąć, wiedziałem że wkrótce dobiegnie końca więc spytałem ayahuasci, czemu wtedy w piekle Budda mi nie pomógł choć się próbowałem modlić, mimo że w niebie byli Buddowie? Natychmiast dostałem odpowiedź, zobaczyłem znów tego czerwonego Buddę z wizji z piekła jak z jego głowy wychodzą takie trzy chmurki jak w komiksach jak ktoś myśli i w pierwszej chmurce była głowa Buddy z promienującymi z niej pierścieniami jakby energii, w drugiej była klepsydra, a w trzeciej samolot ze strzałką wskazującą w górę. Znaczenie było takie, że powinienem utrzymywać umysł Buddy, ale potrzeba było czasu aby spalić całą moją nagromadzoną negatywną karmę i dopiero wtedy mogłem pójść wyżej.
    Ostatnim co zobaczyłem byli prowadzący ceremonię: obaj szamani byli Buddami Medycyny, a Paco i pielęgniarka byli bodhisattwami :)

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: NowyJa
    pokaż całość

  •  

    #zdzislawintheworld #podroze #podrozujzwykopem #peru #ayahuasca

    Pod koniec roku miałem przyjemność przejść dwukrotnie ceremonię Ayahuasci. Czyli wypiłem te słynne narkotyki z Ameryki Południowej, co to pozwalają szamanom rozmawiać z duchami plemienia, poruszać się po innych wymiarach i leczyć choroby.

    Postanowiłem sprawdzić czy warto i odpowiedzieć na pytanie - czy jest to faktycznie zmieniające Twoją istotę duchowe przeżycie, czy jedynie ciężkie dragi na drugim końcu świata. Jeżeli ktoś chce wersję okrojoną to proszę - "Ayahuasca jest ciężkim i trudnym doświadczeniem, z którego wychodzi się innym, nie ryzykuję pisząc lepszym, człowiekiem. Tak naprawdę to nie życzył­bym nikomu żeby przez to prze­cho­dził, ale z dru­giej strony chciał­bym, żeby każdy to przeżył."

    Jeżeli ktoś jest gotów na przeczytanie 8500 słów szczegółowej relacji, to zapraszam na bloga - http://zdzislaw.in/ayahuasca/

    Jeżeli ktoś obserwuje mój tag, to chwilowo zostaje zawieszony, gdyż wróciłem do kraju, muszę szukać pracy i zająć się prozą życia, więc trochę czasu minie zanim znów będę podróżował. Jeżeli jednak komuś spodobało się moje pióro, czy chciałby poczytać moje wypociny na różne inne tematy, to polecam polajkować bloga - https://www.facebook.com/zdzislaw.in/

    wołam @dolandark @Refusek @L_u_k_as @Cooyon @Nabucho i @angeldelamuerte
    pokaż całość

    źródło: szaman.jpeg

  •  

    Mirki i Mirabelki to mój mały vlog z Peru z przeżyciami picia Ayahuasci w dżungli ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Mam nadzieję, że nie wyszedł rakcontent ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #peru #ayahuasca #bylemwperu #narkotykizawszespoko

    źródło: youtube.com

    +: LuckyLuq, u..............r +6 innych
  •  

    Dwa tygodnie bez seksu, alkoholu i mięsa- tak wygląda obowiązkowa dieta przed piciem Ayahuasci. Było ciężko.

    ''Świętą medycynę'' pije się w dżungli lub innym wyalienowanym miejscu i w dodatku w nocy co potęgowało mój strach. Naoglądałem się wiele filmu dokumentalnych z Ayahusacą i na każdym ludzie krzyczą, płaczą, śmieją się no po prostu odlatują. Aha i wymiotują bo Ayahuasca oczyszcza twój umysł ale także ciało.Ta myśl nie dawała mi spokoju, że jestem gdzieś daleko od cywilizacji, szpitala i gdyby coś dziwnego by mi się przytrafiło ... I ten fakt, że możesz zacząć płakać i opowiadać o swoich demonach z przeszłości przed kimś obcym. Niby to nic złego ale byłby jakiś wstyd...Szamani mówili,że o to właśnie chodzi, by się oczyścić, wyżalić, wyrzucić z siebie to co złe.

    Aya smakowała paskudnie, ciężko opisać no ale gorzki lek niby najlepiej leczy ( ͡° ͜ʖ ͡°) Po 10 minutach nic się nie działo, skupiałem się na oddechu gdy nagle zaczeło się. Nie miałem pojęcia czy stoję, leżę, siedzę. Nie czułem ciała. Miałem na głowie opaskę, która nagle zaczeła ważyć jakby 100kg i zaczeła dosłownie uginać mi głowę. Probowałem z tym walczyć, mówiłem sobie TO NIE MOŻLIWE, TA OPASKA NIE MOŻE TYLE WAŻYĆ. Poważnie, siłowałem się tak dobrą minute, głowa przy podłodze, chciałem ją podnieść...i nagle...kompletna ulga. Przezwycieżyłem to, podniosłem głowę, opaska już nic nie ważyła. A ja poczułem w sobie niesamowitą energie, czułem jak puchną mi mięśnie, jak rosnę. Dosłownie tak jak Songo zamieniał się w super wojownika. Wstałem i wyszedłem oglądać gwiazdy, w ogóle nie wymiotowałem. Błogi stan, miłość do świata i ta energia. Zacząłem robić pompki przy świetle gwiazd i akompaniamencie rzygająych kolegów ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #bylemwperu #peru #podrozujzwykopem #podroze #ayahuasca #narkotykizawszespoko
    pokaż całość

    źródło: pacia.jpg

  •  

    Mirki, w piątek będę wrzucał video o moich magicznych przeżyciach z piciem Ayahuasci w Peru.
    Może macie jakieś pytania na temat tego specyfiku na które odpowiedziałbym w filmie?

    #ayahuasca #bylemwperu #podrozujzwykopem #narkotykizawszespoko

    źródło: peru.jpg

    +: pptysiek, K....r +33 innych
  •  

    #zdzislawintheworld #podroze #podrozujzwykopem #peru #cusco

    Idealnie dopasowane kamienie

    Cusco jest jednym z najładniejszych miast jakie widziałem podczas podróży i co zadziwiające dużym. Prócz hiszpańskiego językiem urzędowym jest quechua, mają posągi starożytnych władców inków, mnóstwo lokalnych roślin wraz z ich tradycyjnymi zastosowaniami, a na ulicach można spotkać lamy i alpaki.

    Samo miasto zaś zostało zbudowane pomiędzy dwoma rzekami i pierwotnie miało kształt pumy. W ogóle puma to jest słowo z języka quechua podobnie jak czekolada. Teraz już znacznie się rozrosło i jedynie ścisłe centrum znajduje się w obrysie pumy. Jeżeli chodzi o oryginalne budowle inków, to również nie zachowało się zbyt wiele. Jak przybyli Hiszpanie to większość z nich zburzyli i pobudowali kościoły.

    Jednak kilka rzeczy się zachowało. Między innymi fragment muru, będący kiedyś ścianą pałacu. I właśnie na zdjęciu można zobaczyć fragment tego muru. Każdy z tych kamieni ma co najmniej kilkaset kilogramów, a są dopasowane tak ściśle, że się nie da wepchnąć pomiędzy nie nawet igły. W dolnej części kamieni można zobaczyć odstając uchwyty, które ułatwiały ich transport. Co bardziej imponujące inkowie nie dysponowali żelazem, więc dokonali tego wszystkiego za pomocą najprostrzych kamiennych narzędzi.

    W każdym razie Cusco jest jednym z najładniejszych i najciekawszych miejsc jakie widziałem podczas mojej, a przecież jeszcze nie byłem na Machu Picchu. Więcej informacji na ten temat na pewno znajdzie się na blogu, jednak na razie nie bardzo mam czas i możliwość żeby je stworzyć i tam umieścić. Choć można rzucić okiem na instagram.com/zdzislawin

    Szczególnie że kilka godzin po publikacji tych słów wyjeżdżam do dżungli. Spędzę tam prawie tydzień bez dostępu do udogodnień nowoczesnej technologii, dlatego apeluję do moich czytelników, znajomych i przyjaciół - nie martwcie się moją nieobecnością w internecie. I wyczekujcie końca tygodnia, bo wrócę z interesującymi materiałami.

    Być może niektórzy się już zorientowali, że chodzi o #ayahuasca ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    wołam @dolandark @Refusek @L_u_k_as @Cooyon @Nabucho i @angeldelamuerte
    pokaż całość

    źródło: DSC_5738.JPG

  •  

    Mirki i Mirabelki żałuję, że nie zostałem w Peru paść lam bo to jedyna rzecz, która w miarę by mi w życiu wychodziła
    ( i to nie do końca bo nawet u lam nie mogłem liczyć na atencję).
    Zapraszam do obserowania tagu #bylemwperu niedługo wrzucę film i opiszę moje doświadczenia z picia ayahuasci.

    ps: lama nie gryzła

    #pokazmorde #narkotykizawszespoko #peru #ayahuasca #podrozujzwykopem pokaż całość

  •  

    Jestem po spożyciu Ayahuasca, napoju który uważany jest za święty, uzdrawiający duszę i ciało, pomagający kontaktować się z wyższą świadomością. Przyrządziłem go sam i wszystko odbywało się w moim domu, bez obecności szamana, gdyż nie wyobrażam sobie przeżywania tak mocnych rzeczy w obecności obcych osób, na tak zwanych "ceremoniach Ayahuasca". Do tej substancji trzeba mieć ogromny szacunek i najlepiej przygotowywać się do tripa już dwa tygodnie przed: zmienić dietę, przestać spożywać cukier i odrzucić kilka niezdrowych produktów. Można medytować, myśleć nad intencją, nad tym co chcemy zmienić w swoim życiu na lepsze oraz poszerzać swoją wiedzę na temat dimethyltryptaminy - inaczej można zostać przez substancje ukaranym, co do tego jestem przekonany.

    To było moje najpotężniejsze dotychczas doświadczenie psychodeliczne, wizje były niesamowicie piękne, pełne życia, skomplikowane, niemożliwe do opisania słowami. Leżałem w ciemnym pomieszczeniu i po raz pierwszy podczas tripa czułem, że muzyka mogłaby tylko przeszkadzać, bałbym się chaosu, który mogłaby wprowadzić. Szczerze mówiąc nie czułem, aby nawet muzyka klasyczna była w stanie uspokoić lub uporządkować to co działo się w mojej głowie. Ayahuasca już sama w sobie, bez pomocy żadnych dźwięków prowadziła mój umysł pomiędzy siatką najbardziej skomplikowanych wzorów jakie widziałem w życiu. Nie do końca rozumiałem ich sens, zresztą wydaje mi się, że nie służyły one zrozumieniu, to była raczej ścieżka po której miałem podróżować w swoim umyśle. Mimo, że w pokoju było kompletnie ciemno, bo tak zalecali mi inni, doświadczeni użytkownicy tej substancji, to mój mózg widział pełnie kolorów, tworzył kolejne wzory i pomieszczenia po których byłem w stanie swobodnie się poruszać. Byłem obserwatorem czegoś, co można by nazwać powstaniem wszechświata, dosłownie widziałem jak na moich oczach powstaje obca forma życia i budowle stworzone przez tysiące kolorowych fraktali. Wszystko działo się przy zamkniętych oczach.
    Na chwilę wstałem i zapaliłem światło, pokój pulsował fontannami kolorowych barw spływających po ścianach, wszystko mieniło się i przeobrażało w inne formy - to było potężne, oślepiające wręcz więc zgasiłem światło by dalej wrócić do tego co dzieje się w moim umyśle, bo po zamknięciu oczu toczyła się jakaś dziwna historia, której nikt jeszcze nie napisał.
    Ktoś kiedyś opisał Ayahuasce tak: "IMAX 3d, double surround z wszechswiatem ktory czujesz, że ma z toba kontakt, czujesz jak cie coś prowadzi w wizjach i kontaktuje się z tobą, ma czas żeby z tobą popracować." i wiem, że było tam coś co próbowało w jakiś sposób oprowadzić mnie po tym niesamowitym świecie.
    Ostatnia rzecz jaką pamiętam to pomieszczenie do którego wszedłem rozbijając ogromne zwierciadło, które roztrzaskały się na tysiące trójkątnych kryształków, które zmieniły się w świetlisty wodospad.

    Szczerze mówiąc Ayahuasca to dla mnie nie do końca spełnione nadzieje, być może jest to kwestia tego, że nie byłem na to tak do końca przygotowany. Posiadam duże doświadczenie z substancjami zmieniającymi świadomość, więc do tego podszedłem odrobinę lekceważąco, na zasadzie "przecież nic nowego mnie tu nie spotka". A mimo to aya mnie przerosła swoją potęgą. Czułem się obezwładniony, prowadzony przez kolejne etapy wizji, ale nie do końca byłem w stanie je kontrolować. Póki co nie czuje się uzdrowiony ani oświecony, tak jak niektórzy to opisują. Napewno było to doświadczenie ciekawe i warte przeżycia, ale to jeszcze nie jest etap, w którym byłbym w stanie czerpać z niego coś więcej.
    Nie wrócę szybko do tej substancji, być może już nigdy nie będę jej potrzebował próbować, ale zostanie w moim umyśle na zawsze jako jedno z najbardziej wyjątkowych doświadczeń, które można uznać za przełomowe.

    #narkotykizawszespoko #ayahuasca
    pokaż całość

    źródło: aya.jpg

  •  

    #narkotykizawszespoko #ayahuasca #podrozzycia #oswiadczenie #depresja

    W nawiązaniu do wpisu link
    Chciałem Wam przedstawić swoją wizję, która była dla mnie najsilniejszym przeżyciem w moim życiu i która mogę już stwierdzić mocno mnie zmieniła. Byłem w tym samym ośrodku co @Niczyji i w dużej mierze jestem jemu wdzięczny za to, że wskazał mi to miejsce.

    Mam mnóstwo przemyśleń na temat tego co przeżylem i co sie wydarzyło, ale żeby nie pisać zbyt chaotycznie, skrócę historię i podzielę ja na 3 etapy: ja przed ceremonią, podróż, ceremonia. Z czego podróż to naprawdę osobna historia, którą opiszę kiedy indziej.

    1. ja przed ceremonią.
    Żebyście dobrze zrozumieli co się stało, musicie zrozumieć kim jest. Załóżmy, ze mam na imię Rafał, lat 30, już praktycznie po rozwodzie, z depresja i kilkoma wizytami u psychologa za sobą (nic mi nie dały te wizyty), wychowany w toksycznym domu, nadużywający alkoholu. Od pół roku tkwię w marazmie, najchętniej leżałbym w łóżku. Żeby zobrazować co sie działo w mojej głowie pokażę Wam jak wyglądał mój proces myślenia.

    Myśl: chciałbym zrobić swoja grę na komórki.
    Odpowiedz wewnętrzna: kretynie, nic o tym nie wiesz, masz 30 lat, zajmij sie czymś poważnym. O robieniu gry trzeba było myśleć jak miałeś 20 lat. Teraz już przegrałeś swoje życie.

    Myśl: poszedłbym na rower.
    Odpowiedz wewnętrzna: na rower, jest tyle roboty do zrobienia a ty chcesz na głupi rower. Mistrzem świata już nie będziesz, daj spokój.

    I tak właśnie szarpałem sie z życiem, dodatkowo jestem introwertykiem z mega napompowanym ego, który za każdym razem chce pokazać kto tu jest panem a kto debilem.
    No dobra, koniec rozdziału 1. Czas na ceremonię.

    3. Ceremonia.
    Wypiłem Aya i....jedyne co poczułem to spotęgowany lęk i cierpkość w ustach. Najpierw zacząłem się bać o swojego kolegę. Byłem pewny że albo się znajdzie w szpitalu (miał ciężką jazdę, cały czas krzyczał) albo nie przeżyje tej sesji. I albo przyjedzie policja i nas wszystkich zamknie albo trafię do więzienia jak on umrze. Generalnie czapa i wizja więzienia w Sztumie.

    Widziałem już jego rodzinę, która mnie obwinia za jego śmierć, widziałem swój proces w Polsce.
    Potem zobaczyłem swoją rodzinę i też się zacząłem bać o ich śmierć – o to że coś się z nimi stanie. To było straszne uczucie. Wiedziałem, ze wkrótce umrą, że moja siostra zostaje sama i też umiera.

    Następnie zaczął się lęk dotyczący pracy. Co mam jeszcze do zrobienia, ile już czasu minęło, etc.

    Kolejnym lękiem był lęk biedy światowej i głodu – widziałem umierającą Afrykę, te wszystkie wojny i złe rzeczy.

    Kolejnym lękiem był lęk czasu - nie mogłem osadzić siebie w czasie – wydawało mi się, że płyną godziny, że nasz samolot powrotny uciekł już dawno, że musimy zapłacić dużo dodatkowych pieniędzy i od nowa ogarnąć trasę. Że wszyscy już nas szukają, dzwonią, wysłali misję ratunkową i zawiadomili już dawno ambasadę.

    Czułem się bardzo źle, chciałem żeby to się już skończyło, ale to trwało. Byłem wtedy pewien, że zrobiłem najgorszą rzecz w swoim życiu a wykopka @niczyji zabiłbym tymi oto ręcami.

    Ale nagle obrazy zaczęły się mieszać z tym co lubię – z rowerem, z wybrzeżem, z wodą. Zaczęło być przyjemniej zaczęła do mnie docierać muzyka – uspokajająca, bardzo miła.

    Wtedy uwierzyłem, że mogę sterować swoją wizją. Zanurzałem się w oceanie, ale wciąż gdzieś z tyłu był lęk. Widziałem piękne wybrzeża i jaskinie.

    Nagle uwierzyłem, że jestem tutaj wyjątkową postacią. Mam jasne oczy a to jest niespotykane więc jestem najlepszy ze wszystkich w tej grupie. Poczułem się wybrańcem, kimś wyjątkowym. Osobą, która steruje swoją wizją i chyba w końcu zapanowała nad lękiem. Poczułem się Bogiem, mesjaszem.

    Wtedy poczułem się naprawdę źle i zwymiotowałem. Nagle zobaczyłem że coś czyści moje wnętrzności – moje EGO – wyglądało to jak usuwanie złogu z jelit.

    Nagle ustąpił cały lęk, ustąpiło ego i naprawdę poczułem prawdziwego siebie. To było piękne.

    I wtedy zaczęło się najlepsze – zobaczyłem tysiące gwiazd – malutką była ziemia – jak iskierka. Widziałem dokładnie to zdjęcie, które kiedyś było na wykopie, gdzie ziemia jest tylko malutką cząstką świata.

    Gdzieś tam była inna iskierka i to byłem ja – ja w postaci myśli a nie ciała. Przestałem bać się śmierci – uwierzyłem, że każdy z nas jest taką iskierką. Zacząłem być wdzięczny rodzicom że mnie stworzyli, ale też wiedziałem że w kolejnym życiu będę miał innych rodziców i będę nowym ciałem i nową osobą, jednak iskierka będzie trwać we mnie zawsze kimkolwiek nie będę i gdzie nie będę. Ta iskierka jest wieczna i to mi dało ogromną siłę.
    Poczułem spokój - poczułem że jestem tutaj tylko na moment, ale i tak powinienem wykorzystać ten moment jak najlepiej.

    Poczułem przyjemną pustkę w głowie. Czas płynął, było pięknie i czyścił się umysł. Stwierdziłem, że czas na moje pytania. Zacząłem pytać Ayę o samego siebie:
    Zacząłem od szczęścia. Czym jest szczęście? To brak strachu, to bliskość natury. To medytacja i czysty umysł - dostałem odpowiedź.

    Powinienem zacząć stawiać siebie na pierwszym miejscu i pytać czy jestem szczęśliwy i czy realizuję swój cel, który sprawia że jestem szczęśliwy.

    Zacząłem pytać o małe rzeczy: powinienem pójść sprawdzić co z moim kolegą.
    Aya: czy tego chcesz? I wtedy szczerze z głębi serca odpowiedziałem: nie, mam go gdzieś. Tu mi dobrze.
    Za chwilę: powinienem iść siku. Czy tego chcesz? I widzę tak jakby siebie od wewnątrz i pusty pęcherz. Nie, nie chcę siku. To nie idź, bo tego tak naprawdę nie chcesz.
    Powinienem pójść na świeże powietrze. Czy tego chcesz? Oj takkk…to idź. Za chwilę. To idź za chwilę.
    Pomyślałem, jakie to fajne, ale myślę sobie, sprawdzę cię kurna, trudniejszymi pytaniami, bo coś mi tu śmierdzi.

    Pytam: dobrze, czy mogę wrócić do Warszawy i jechać 150km/h po mieście, bo to sprawia mi przyjemność i jestem wtedy szczęśliwy?

    I w tym momencie mam bardzo silną wizję jak jadę przez Warszawę 150km/h i nagle z podporządkowanej wyjeżdża kobieta, uderzam w nią, ona ginie i widzę cierpienie jej rodziny.
    Aya mówi: masz prawo do szczęścia, ale tylko do tego momentu kiedy nie krzywdzisz innych. Możesz jechać 150km/h, ale wynajmij sobie tor lub jedź na pustą drogę. Nie będziesz szczęśliwy krzywdząc innych.

    Myślę sobie, wow to jest piękne. Rozsądek pyta: nie lubię tego materialnego świata a z drugiej strony ubieram się w markowe ciuchy. Mam się przebrać w worek (nie chcę)? Czy tkwić w tym zakłamaniu? (też nie chcę). Myślę sobie - szach mat, mam Cię.
    Aya: a co jest Twoim celem? Rozmowa z ludźmi. (nie myślałem nad odpowiedzią, wypłynęła ze mnie) i mam odpowiedź: ludzie bardziej ufają schludniej ubranym, zwracają na nich uwagę. To pomoże nawiązać Ci kontakt. To nie jest zakłamanie.
    Myślę sobie, Osz ty kurwa. No dobra: czas na finalne zagranie:

    Aya, w głębi serca wierzę w Boga, ale jak idę do kościoła i widzę obrazy i słucham księdza to mnie trzęsie z nerwów.
    Przyszła bardzo silna wizja: zobaczyłem twarz Jezusa na witrażu. Zacząłem pytać o Jezusa i religię – dlaczego tak bardzo nie lubię kościoła – zaczęła się jakby sesja pytań i odpowiedzi – dowiedziałem się że ludzie są dobrzy z natury , że Jezus też był taką postacią, która wiedziała o tym w co ja uwierzyłem – w życie wieczne, że nasza myśl trwa na zawsze i my trwamy na zawsze. Jezus tak to pokochał, że chciał o tym powiedzieć wszystkim. I widzę jak wszyscy przychodzą do Jezusa z problemami i Jezusowi jest ciężko panować nad tym wszystkim i zaczyna się tworzyć system: kościoł, przykazania, dokumenty, obrazy. A system to zło. Powinniśmy wszystko sprowadzić do jednostek. Rozmawiać jeden na jeden a nie przez system. Kupiłem tę wizję momentalnie, nic nie budziło mojego wątpienia w niej.

    Potem zacząłem pytać o siebie – okazało się, że jestem racjonalistą który przeżywa wszystko w umiarkowany sposób.

    To było takie piękne, rozmawiałem z samym sobą. Na każde pytanie miałem odpowiedź. Pytałem o Steve'a Jobsa, o pracę w korporacji. Na wszystko wypływały tak piękne odpowiedzi, z którymi się zgadzałem w 100%. Niczego nie kwestionowałem, bo nie miałem jak. Po każdej odpowiedzi pojawiał się błysk: no fakt, kurcze dokładnie tak jest!

    Faza zaczęła powoli mijać i zobaczyłem siebie jako dziecko siedzące w kinie jak na filmie Cinema Paradiso i wtedy usłyszałem głos lektora, który jest w reklamie Fiata 500:

    dziękuję za seans. To byłeś Ty, poznałeś sam siebie, prawdziwe ja.
    Wiem, że teraz czujesz się pewnie, ale nie wiesz co dalej. Nie bój się: nic nie zmieni się diametralnie, będziesz normalnie pracował w korpo, żył podobnie jak dawniej, ale zawsze w trudnych momentach będziesz pamiętał o tym, że jesteś iskrą świata i że jesteś tutaj tylko na chwilę i możesz wsystko. Pamiętaj, że żyjesz wiecznie. Pytaj zawsze siebie - co jest Twoim celem i co daje ci szczęście. Dziękuję.

    Zadałem jeszcze pytanie: czy mam coś teraz zmienić w swoim ciele? Aya (czyli de facto ja) powiedziała, że jeżeli chcę to mogę kiedyś zrobić sobie malutki, intymny tatuaż o którym będę wiedział tylko ja – gwiazdkę, bo wiem że jest to cząstka mnie, zasiana w środku w postaci iskry.

    Chcę ją widzieć codziennie rano podczas gdy będę brał prysznic.

    Wiem, że z czasem ta moc przygaśnie ale Ayahusca obiecała, że będzie się we mnie budzić tak, abym, był silny. W słabszych momentach kazała mi iść wieczorem nad wodę, gdzie będę mógł widzieć gwiazdy i siebie w postaci iskry.

    Koniecznie muszę sobie kupić dwa obrazy – obraz kosmosu gdzie ziemia jest tylko małym punkcikiem.
    I drugi obraz – obraz cyrkowca jadącego na rowerze z jednym kołem na linie, który cały czas balansuje pomiędzy swoim ego a budowaniem własnej osobowości.

    Gdybym miał podsumować:
    Odnajdziesz szczęście gdy wyzbędziesz się lęku i swojego złego ego. Wtedy przyjdzie prawdziwa odpowiedź – czego chcesz, bo poznasz swoje prawdziwe ja. Ja poznałem:)
    pokaż całość

  •  

    Ciekawa ankieta przeprowadzona na kilku tysiącach osób zażywających psychodeliki.

    Nigdy nie miałem bad-tripa:
    LSD - 53,4%
    Psylocybina - 54,2%
    DMT palone - 72,8%
    DMT spożywane z MAOi (ayahuasca) - 68,5%

    Każde doświadczenie było znaczącym, mistycznym, duchowym przeżyciem:
    LSD - 35,5%
    Psylocybina - 37,8%
    DMT palone - 52,9%
    Ayahuasca - 61,4%

    Więcej danych, pełne wyniki:
    http://www.neurosoup.com/lsd-psilocybin-and-dmt-frequency-of-bad-trips-and-spiritual-insights/

    #psychodeliki #narkotykizawszespoko #lsd #dmt #ayahuasca
    pokaż całość

    +: dokch, r........................a +16 innych
  •  

    #narkotykizawszespoko #ayahuasca
    Wycieczka dla mnie zaczęła się 30 kwietnia do Holandii na Ayahuasce rozmawiałem z kolegą
    z którym byłem umówiony byśmy razem pojechali jego samochodem.
    Jako, że on jest typowym polaczkiem, zaćpał się crackiem i błagał mnie bym to spotkanie przełożył.
    Termin tej niesamowitej podróży był na 1 maja, on dobrze o tym wiedział, jednak zrobił swoje.
    Ja, jako osoba bez samochodu byłem w przysłowiowej dupie.
    Nagle mnie coś olśniło i sprawdziłem niemiecki blablacar (mitfahrgelegenheit) o i wow,
    jest gościu jedzie do miasta obok, dzwonie do niego. Byłem niezmiernie zadowolony,
    bo za 10e podwiózł mnie jakieś 150km to jeszcze idealnie na miejsce zbiórki.
    Wyruszyłem samotnie, bo pierdole polegać na ludziach na których nigdy nie mogę polegać,
    mam już wyjebane na polaczków za granicą-.-
    Ceremonia miała się zacząć o 18, a ja przyjechałem w południe
    w nieznane mi miejsce, zastanawiałem się co mam robić.
    Zadzwoniłem powiedziałem, że jestem na miejscu i żeby wyszedł ktoś po mnie.
    Zobaczyłem organizatora- Rene, zaprosił mnie do mieszkania, gdzie była cała gromadka ludzi, którzy
    zostali by odpocząć po nocnym tripie. Jejjj, przynajmniej nie będę sam, pomyślałem.
    Mieszkanie było w małym holenderskim mieście, domki w NL były dla mnie zajebiste, wszystkie z takimi
    wielkimi oknami, jak to mi się bardzo podoba. Całe ulice wyglądały tak jak by wszystkie budynki
    do siebie pasowały.
    W środku mieszkania były pokój sypialny, ogromny salon ~8x5m, schowek oraz łazienka.
    Przywitała mnie druga organizatorka i zapoznawała z obecnymi już osobami. Dwie z nich miały wcześniej tripy:
    Loren z Południowej Afryki oraz Kevin z USA. Od razu po krótkim zapoznaniu, poprosiłem ich
    by mi przedstawili swoje ostatnie wycieczki z ayahuasca.
    Dla Kevina było to coś czego potrzebował, był to facet który ledwo uszedł z życiem po walce
    z rakiem, jego terapeuta polecił mu ten rodzaj terapii z ayą. Kevin stwierdził, że musi zmienić
    swoje życie, dla niego to była jak by ostatnia szansa.
    Loren jest wolontariuszką w Afryce, pomaga potrzebującym dzieciom. Jest najmilsza osoba
    jaką w życiu poznałem, całym sercem się poświęca tej pracy, gdy ją zobaczyłem pierwszy raz ona promieniowała
    energią, czuć było od niej taką baaaardzo pozytywną aurę. W końcu już jeden trip miała za sobą, to trudno
    żeby się u niej coś nie zmieniło. Było tam też parę innych ludzi, ale mniejsza.
    Cała tą gromadką czekaliśmy na resztę, która razem stanowiła grupę 9-osobową. W między czasie
    organizatorzy przygotowywali nas mentalnie do tej podróży, opisywali nam swoje przeżycia, lub wspomnienia innych osób
    po takich tripach, uświadamiali nas że będą ciągle obok nas, będą się nami opiekować, zrobią wszystko
    by nam pomoc w potrzebie. Głównie chodziło o naładowanie osób taką pozytywną energią, no i faktycznie
    czuć było w tym mieszkaniu coś pozytywnego.

    Mały przypis"A ciekawe jeszcze to było ze poznałem ludzi z różnych zakątków świata, Kevin z USA, gościu z UK,
    Loren z południowej Afryki, ludzie z Holandii, z Belgii, można było się wymienić z nimi Ciekawymi poglądami,
    wszyscy ludzie tu znajdujący się byli tacy openmind, obieżyświaty, zwiedzają kraje, mają super poglądy na różne sprawy uhh"

    Trip

    Dochodziła godzina 18, większość ludzi już przybyła, czekaliśmy zniecierpliwieni na jeszcze jednego gościa.
    Wszyscy obecni umyliśmy się i przebraliśmy się w luźne ubrania tak by nas nic nie uwierało w trakcie tego tripu,
    co jest bardzo ważną rzeczą. Dostaliśmy od organizatorów takie okulary które zakrywają całkowicie dostęp światła do oczu.
    One niesamowicie poprawiają trip, oczywiście jeżeli chcemy się skupić na własnych problemach lub przemyśleniach, a nie na tym
    co ma ayahuasca do pokazania z wizualnych rzeczy. Ja wybrałem to pierwsze.

    Godzina 19, wszyscy już przybyli, zaczynamy przygotowania.
    Zostały rozłożone materace na mięciutkim dywanie w kształcie półkola, zostały zapalone w różnych częsciach pokoju świeczki.
    Przy każdym posłaniu było wiaderko na wymioty, ręczniki papierowe, woda oraz obrane kawałki pomarańczy.
    Pierwszym krokiem zanim się odurzyliśmy była jak by grupowa spowiedź, opowiadaliśmy każdy z nas dlaczego się tu znaleźliśmy
    oraz jakiej chcemy doświadczyć pomocy od tej świętej rośliny. Każdy z nas mówił co go trapi, po wypowiedzianych słowach
    mogliśmy zapalić swoją świeczkę która miała czuwać nad nami gdy odejdziemy poza ciało. Organizatorzy w międzyczasie
    zaczęli przygotowywać "ayahuasca imao inhibitor" to iMAO służy do blokowania enzymu MAO, który powoduje rozpad wiązań
    chemicznych w organizmie. Bez niego niektóre środki (także DMT) nie są aktywne. Nieprzyjemne gorzkie w smaku, działa dopiero
    po 40 minutach. Zostaliśmy spryskani takim sprayem by oczyścić naszą aurę, każda osoba po trzy razy w koło głowy.

    Godzina 20, wszyscy już z niecierpliwością nie mogą się doczekać by dostać porcję DMT, w tym wolnym czasie mieliśmy
    się przygotować mentalnie na podróż. Po paru chwilach dostaliśmy pierwszą całą porcję pnącza duszy (aya), była obrzydliwa,
    gdyby nie zagryzanie pomarańczą to chyba bym zbełtał się od razu.
    Godzina 20:20, Wszyscy wyciągnęli się na swoich materacach, założyliśmy okulary, w końcu jest, jest, czuć że coś wiruje przed
    oczyma, zaczynają się pojawiać ciekawe wzorki, takie delikatne jak by przez rzęsy coś przechodziło, ale to nie było to.
    Zaczęły się pojawiać coraz bardziej złożone fraktale. Zaczęło się mienić różnymi kolorami, bardzo tęczowe kolory, przypominały mi
    lawirowania różnych wszechświatów, tylko bardziej pod pedalskie kolory, czułem również chemiczność tej okropnie obrzydliwej substancji
    jak ona wpływa na mnie, czułem co się dzieje w moim mózgu jak ta reakcja zachodziła w pewnym stopniu.

    Zamknąłem oczy i zacząłem się skupiać na swoich myślach, które łatwo było opanowywać i przywoływać.
    Bardzo się skupiłem na tym, by uzyskać od Mistrzowskiego Ziela jak najwięcej mi pomocnych informacji, czyli
    na przyszłości co mam dalej robić, na swoich problemach, na swoich znajomych, na ludziach których
    kocham. Zadawałem jej konkretne pytania i dostawałem odpowiedzi w postaci wizji. <taki tam przypis>

    Godzina 21 gdzieś, czas na tej bani leci bardzo długo, bo tyle się potrafi dziać przez zaledwie
    minutę realnego czasu. W pewnym momencie, z tych kolorowych fraktali zmieniło się w coś co z początku
    nie wiedziałem o co chodzi, po prostu wyszedłem poza swoje ciało, nie odczuwałem swojego ego, patrzyłem
    na wszystko z trzeciej osoby. Mogłem przewijać swoje wspomnienia bardzo łatwo, co mi się strasznie podobało.
    Wszystko w czasie tego OOBE było bardzo przejrzyste, bardzo tak potulne, bez żadnych podtekstów, bo w końcu
    nie jesteśmy w stanie siebie tam oszukać.
    Przypominały mi się w większości bardzo ważne dla mnie osoby, tam miałem trochę czasu by zapytać jak mogę im pomoc
    lub jak mogę sprawić by poczuli się lepiej. Na większość pytań dostałem odp, ale nie dostałem na dwa pytania odpowiedzi,
    które były dla mnie bardzo ważne, po prostu zapytałem, ale poprosiłem o odpowiedź później bo tak dobrze sie bawiłem :(
    Pewnie będę musiał przyjść następnym razem:)

    Godzina 22-23 gdzieś, gdy nagle przypadkiem wróciłem do swojego ciała, ta taka teraźniejszość mnie rozpierdoliła,
    poczułem wszystkie nerwy ze swojego ciała, że jednak jestem w sobie spowrotem, najgorsze było uczucie z brzucha,
    bo wirował strasznie i mi się zbierało na rzygi. Wtedy zastanawiałem się, czy uda mi się to przetrzymać, czy
    nie uda mi się tego przetrzymać, tak w kółko pare razy, w końcu mi się odbilo i musiałem wziąć wiaderko pod usta.
    Bełt nieziemski, pierwszy nie wytrzymałem i rzygałem, a po mnie nastąpił efekt domina,a każda osoba jak rzygała później,
    ja się hihrałem, bo spowodowałem lawinę rzygów =DDD

    Godzina 24 gdzieś, ktoś podszedł do mnie i mnie stuka po ramieniu, a ja WTF, ale mi jest zajebiście poza ciałem.
    Po co mnie sprowadzasz na ziemie pytam? Okazała to się to taka niewiasta, pyta się mnie, czy chcę drugą porcję xD
    Moja odpowiedź brzmiała OCZYWIŚCIE, ona w śmiech, bo fajnie byłoby ten stan poza ciałem wciąż zachować.
    Każda osoba która chciała drugą dawkę, dostała jej około 1/2 poprzedniej dawki, więc stosunkowo mało, więc
    drugą część tej bani skupiłem się na zabawie swoim umysłem i tak to trwało jakies tak myślę że 4 godziny, bo czasu
    się nie da ocenić na Ayahuascy, zaczęło mnie to nawet nudzić, bo bania była za słaba i nie był ten sam efekt co wcześniej.

    Godzina 4 gdzieś, bania zeszła, poszedłem spać

    Godzina 8 rano, jako jedyny zasnąłem na 4 godziny, ludzie nie potrafili nic zasnąć, dziwie się im, dla mnie byly idealne
    warunki by spać, oni tylko leżeli i odpoczywali.
    Po ogarnięciu się, mieliśmy wspólne śniadanie przy stole, oraz opowiadaliśmy sobie co się zmieniło po tej podróży.
    Ludzie mieli ciekawe przemiany, większość z nich promieniowała takim ciepłem, czuć było że są zauroczeni tym pnączem.
    Jeden gościu z UK, totalny borderline dostał zgona, nie mógł się zregenerować, musiał dospać, strasznie otępilo go to.
    Problem z nim był bo o 13 miał samolot, a koleś ledwo leżał -.-
    Dostaliśmy na pamiątkę trzy kamyczki w takim woreczku symbolizujące Triangle[http://i.imgur.com/DOQs7hc.jpg], po to
    byśmy trwali w tym co nam Aya przekazała. Powiedziała mi Ayahuasca by jechać do Hiszpanii na stopa w wakacje,
    tak też zrobię, na taką górę którą się pości i wchodzi przez 4 dni- Camino de Santiago tą chyba, może ktoś coś wie?

    Godzina 8-12 wszyscy się po kolei żegnali, a ja postanowiłem że zostanę jeszcze jeden dzień...

    Ad. 1 Opieka była przezajebista, polecam tych ludzi w chuj.
    pokaż całość

    +: D.............r, Etykieta +308 innych
  •  

    Ok, wróciłem do świata żywych po #ayahuasca, jutro napiszę trip misie:)
    Jednozdaniowy opis tego- Przeżyłem coś majestatycznego.
    #narkotykizawszespoko

  •  

    O 18 godzinie mam ceremonie w Holandii z #ayahuasca, życzcie powodzenia:3
    #narkotykizawszespoko

    +: D.............r, nom_om +19 innych
  •  

    Ayahuasca - zorganizowane ceremonie
    Szukam jakiegos kontaktu/strony www na takie ceremonie.
    Chciałbym odbyć taką podróż.
    Ktoś coś?
    #narkotykizawszespoko #ayahuasca #czechy

  •  
    i.......B

    +10

    Za miesiąc wybieram sie na podróż do szamanów zza sąsiedniej granicy. Wiem, że trzeba trzymać diete najlepiej 3 dni przed. Zastanawiam sie tylko czy robić sobię jakąś liste rzeczy, które chciałbym poprawić i żeby to sobie przeczytać przed tripem co by umocniło mnie w pewnych postanowieniach czy nic nie kombinować i poddać sie substancji ?
    #ayahuasca #narkotykizawszespoko #kiciochpyta pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów