•  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. "Śmierć w dyskotece"

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć moje pisanie, to zapraszam na Patronite.

    • • •

    Za czasów "Impulsu" to Wisznice były centrum weekendowej zabawy bialskopodlaskiej młodzieży. Na parkingu modnej w latach 90. dyskoteki stawało kilkaset samochodów z okolic i autokarów z sąsiednich województw. Bladym świtem sznur upojonych alkoholem młodych ludzi wracał do swoich domów, obwieszczając to głośno pogrążonym we śnie mieszkańcom okolic. Darek do swojego domu nie wrócił już nigdy.

    Autem z Łyniewa do "Impulsu" było kilka minut jazdy. Mimo sąsiedztwa modnej dyskoteki, Darek nie kwapił się do zabaw. Zaradny 25-latek prowadził duże gospodarstwo, obrabiał własne dwadzieścia hektarów, niemało też dzierżawił. Dopiero co na spółkę ze starszym bratem kupił kombajn i kopaczkę do ziemniaków. Matka nieco martwiła się o Darka, bo chociaż dobry chłopak i robotny, a do tego strażak w miejscowym OSP, to wciąż kawaler. Może w "Impulsie" by kogoś poznał.

    Granatowy Polonez Atu błyszczał w letnim słońcu. Darek skrupulatnie wypucował nowy nabytek i trochę nawet kręcił nosem, kiedy koledzy wsiedli do środka, wnosząc piach na świeżo wyprane dywaniki. Gdy znajomi z sąsiedztwa usadowili się wygodnie w fotelach, Darek przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył w stronę "Impulsu". Był sobotni wieczór 3 sierpnia 1997 roku, gdy dotarł na swoją pierwszą oraz ostatnią w życiu dyskotekę.

    . . .

    Sąsiedztwo popularnego lokalu nie było chlubą dla mieszkańców Wisznic. Mówiono, że jakby zebrać całą pozostawioną w okolicznych zaroślach bieliznę, to można by sklep z używaną odzieżą otworzyć. Miejscowych męczyły noce pełne krzyków i przekleństw oraz cotygodniowe interwencje policji. W weekendowe wieczory, gdy na peryferie wsi zjeżdżali się imprezowicze, nikt rozsądny nie kręcił się po okolicy. Często zdarzały się też bijatyki i praktycznie co weekend po zabawie ktoś leżał ranny. Ale oprócz pijanej gówniarzerii bili też ochroniarze.

    W pewną letnią noc z "Impulsu" wracały dwa małżeństwa. Pary szły spokojnie poboczem wesoło rozprawiając, gdy nagle obok zatrzymała się taksówka, z której wyskoczył obcy im człowiek głośno krzycząc: Jak wy k**** chodzicie, ja wam k**** pokażę! Mąż jednej z kobiet zauważywszy pistolet w dłoni agresora, rzucił się, by mu go odebrać. Podczas szarpaniny nadjechał policyjny radiowóz, który rozgoniwszy towarzystwo, pojechał dalej. Małżeństwa ruszyły w dalszą drogę, przyśpieszając już kroku. Po przejściu niecałego kilometra zostali ponownie zatrzymani przez taksówkę z widzianym przez nich wcześniej agresywnym mężczyzną, który tym razem czekał spokojnie w środku, gdy z auta wyskoczyło pięciu osiłków w charakterystycznych dla ochroniarzy "Impulsu" fosforyzujących kamizelkach z napisem "STRAŻ" na plecach. Kilku z nich zaczęło bić bezbronnych pieszych, nie oszczędzając nawet kobiet. Gdy ponownie nadjechał radiowóz, napastnicy wskoczyli do taksówki i uciekli. Do ofiar, w tym jednego pobitego do nieprzytomności, została wezwana karetka.

    . . .

    4 sierpnia 1997 roku o trzeciej nad ranem 18-letni Marek uznał, że dla niego to już koniec imprezy i czas wracać do domu. Do rodzinnej wsi pod Włodawą miał nieco ponad pół godziny drogi. Przeciskając się pomiędzy pijanym tłumem pod wielkim, murowanym hangarem wisznickiej dyskoteki, odnalazł w ciemnościach swojego fiata 125p. Ruszając z miejsca postoju, poczuł, że coś zaklinowało się pod podwoziem. Myśląc, że to kłoda lub krawężnik, dodał gazu i przez parę metrów usiłował zgubić zaczepiony przedmiot. Gdy samochód nie dawał rady jechać, zaczął cofać, aż w końcu wysiadł sprawdzić, co takiego przeszkadza mu w jeździe. Spod samochodu wyjął zakrwawionego człowieka. Gdy przyjechało pogotowie, Darek jeszcze żył.

    Rodzice 25-latka z Łyniewa zostali poinformowani o wypadku jeszcze tego samego poranka. Policjant przekazał im, że Darek ma tylko niewielką ranę ciętą głowy, a z parczewskiego pogotowia rodzina została odprawiona i uspokojona, że nic mu nie jest, niech wracają do domu i przyjadą dopiero, gdy chłopak przetrzeźwieje. Po kościele zadzwonili, że jest bardzo źle i przewiozą Darka do szpitala w Lublinie. Chłopak był sparaliżowany, przelewał się w ramionach rodziców, którzy w końcu zostali dopuszczeni do syna.

    W szpitalu przy Jaczewskiego w Lublinie Darek od razu trafił na stół operacyjny. Po pierwszej sześciogodzinnej operacji pacjent zaczął się dusić i we wtorek trzeba było go znów operować. Okazało się, że całe lewe płuco jest zalane krwią i treścią pokarmową żołądka, co potwierdziło postawioną wcześniej przez policjantów hipotezę, że 25-latek został przed przejechaniem przez samochód pobity.

    Dwa tygodnie po operacji pojawiła się szansa, że pacjent przeżyje. Rdzeń kręgowy pobudził się do pracy, dzięki czemu Darek odzyskał czucie w palcach. Dotarł do niego też straszliwy ból. Niestety, wkrótce przestały działać nerki i wątroba. Po trzech tygodniach heroicznej walki o życie, w skutek niedotlenienia mózgu, 25-latek zmarł.

    . . .

    Pogrzeb Darka stał się bezgłośnym manifestem przeciwko "Impulsowi". Za niesioną przez strażaków trumną kroczył liczny tłum mieszkańców Wisznic i sąsiednich wsi. Wszyscy domagali się zamknięcia głośnej dyskoteki i twierdzili, że Darka pobili i zostawili pod autem ochroniarze "Impulsu", czemu właściciel przybytku kategorycznie zaprzeczał. Mimo sprzeciwu lwiej części społeczności, dyskoteka wciąż działała i cieszyła się niemalejącą popularnością. Wciąż też dochodziło do bójek, a jeden z imprezowiczów otarł się o śmierć, tracąc nerkę wskutek pobicia.

    Akcja Katolicka Diecezji Siedleckiej z oddziałem parafialnym w Wisznicach zbierała podpisy pod petycją o wycofanie z "Impulsu" alkoholu, którego uznano za głównego winowajcę ciągłych bójek. Odbywały się także protesty, w których brały udział setki ludzi. Lokalne gazety pisały o "rozpijającym i demoralizującym" młodzież lokalu i o nieetycznym właścicielu, który nie chce zamknąć swojego biznesu, ten zaś podał redakcję "Słowa Podlasia" do sądu za naruszenie jego dóbr osobistych.

    W listopadzie 1997 roku, po otrzymaniu pisma od siedleckiej diecezji, pełnomocnik wojewody bialskopodlaskiego do spraw profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych zwrócił się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Białej Podlaskiej o cofnięcie koncesji na alkohol w klubie "Impuls". Akcja powołała się na ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Prawnicy SKO uznali, że wcześniejsza koncesja została wydana z rażącym naruszeniem prawa i jest nieważna. Zezwolenie na sprzedaż alkoholu zostało podpisane przez sekretarza gminy Wisznice uprawnionego do tego przez wójta, którym w obecnym czasie była żona właściciela "Impulsu", co wedle doktryny prawnej unieważniało wydany dokument. Oznaczało to, że przez dwa lata działania klubu, alkohol był tam sprzedawany nielegalnie. Z końcem lutego 1998 roku niedochodowy już dobytek został zamknięty. Właściciel tłumaczył swoją decyzję pomysłem na inny biznes w tym miejscu oraz naciskom ze strony prasy, głównie "Słowa Podlasia".

    Parczewska prokuratura postawiła zarzuty 18-latkowi, który nieumyślnie przejechał po Darku. Mimo wysiłków, policji nie udało się dowiedzieć, kto go pobił ani czy sam usiadł przy fiacie, czy został tam podłożony. Znalazło się wielu świadków, którzy widzieli Darka przed wypadkiem, jak siedzi oparty o koło. Rok później lubelski sąd uznał oskarżonego za winnego nieumyślnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym i przejechania po 25-latku, powodując "zwichnięcie kręgosłupa szyjnego z rozerwaniem dysku C 3-4 i uszkodzenie rdzenia kręgowego". Marek został ukarany wyrokiem dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata oraz dozorem kuratora sądowego. Prokurator uznał wyrok za zbyt łagodny i chciał odwołać się od niego, ale z braku poparcia apelacji przez rodziców zmarłego, wycofał się. Małżeństwo uznało, że młody kierowca nie jest winny śmierci ich syna, tylko nieznani sprawcy pobicia i porzucenia pobitego pod samochodem, czego dowodem miały być słowa wypowiedziane przez chłopaka w szpitalu: Jak mieli mnie tak zostawić, to lepiej zabiliby na miejscu...

    Po ponad dwudziestu trzech latach od śmierci Darka sprawcy pobicia wciąż nie zostali zidentyfikowani. Przed laty rodzice zmarłego mieli nadzieję, że potencjalni świadkowie wydarzeń z sierpniowego wieczoru 1997 roku przestaną się bać zemsty ze strony bandytów i zgłoszą się na policję, ale tak się nie stało. Ochroniarzom "Impulsu", którzy przez mieszkańców byli wskazywani jako winni śmierci 25-latka, nie zostali oskarżeni w tej sprawie. Za to jesienią 1998 roku piątka z nich została skazana wyrokami po dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz grzywnami po tysiąc złotych za pobicie wracających z dyskoteki małżeństw. Klubowi bramkarze zostali także zobowiązani do wpłaty na stowarzyszenia pomagającemu dzieciom, a jeden z nich otrzymał dozór kuratora.

    Jeżeli ktoś z Was posiada informacje na temat winnych pobicia Darka i przyczynienia się do jego śmierci, proszę o skontaktowanie się z najbliższym komisariatem policji.

    • • •

    Tekst powstał w oparciu o artykuły ze "Słowa Podlasia" wyd. 23-29 IX 1997 r., 4-7 XI 1997 r., 9-15 XII 1997 r., 29 IX - 5 X 1998 r., oraz artkułu "Śmierć i alkohol" z 1998 roku, niestety nie zapisałam dokładnej daty wydania. Korzystałam też z artykułu "Śmierć w rytmie disco-polo" z (nieistniejącego już) dziennika "Życie" wydanie z 1997 r. nr. 253.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa niezawodny @TerazMnieWidac!
    . . .

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #wisznice #bialapodlaska
    pokaż całość

    źródło: Darek.jpg

  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. "W sumie, to nie żyje" Proszę szybko czytać, bo jutro wrzucam następną!

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć moje pisanie, to zapraszam na Patronite.

    • • •

    Pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia 1996 roku skute lodem ścieżki między bialskopodlaskimi wsiami nie zachęcały do spacerów. Ślizgając się między zaspami, Stanisław wytrwale dreptał ku domostwu swego ojca w Musiejówce. Na miejscu trud wynagrodził mu zimny napitek, który jak co roku wypił z gospodarzem rodzinnego domu. Po opróżnieniu flaszki i czułych pożegnaniach z krewnymi, gość z powrotem ruszył w mróz. Do swojej chałupy z Kozłach nie dotarł, a co działo się dalej, nie pamięta już nikt.

    Pięćdziesięciolatek ocknął się na oddziale chirurgicznym szpitala w Białej Podlaskiej. Od pielęgniarki dowiedział się, że młodzi mieszkańcy gminy Rossosz znaleźli go leżącego pod płotem i zawiadomili karetkę. Oprócz poalkoholowego bólu głowy, Stanisław miał odmrożone dłonie i gdyby spędził choć godzinę dłużej na śniegu, lekarze zmuszeni byliby amputować mu obie kończyny. Na twarzy miał sińce i zadrapania, co mogło być skutkiem upadku na zamarzniętą glebę lub pobicia. Mimo że mężczyzna stanowczo zaprzeczył, jakoby brał udział w bójce, personel szpitala był zobowiązany zawiadomić policję. Podczas przesłuchania na komisariacie w Łomazach Stanisław odmówił składania zawiadomienia o pobiciu, był święcie przekonany, że nikt mu krzywdy nie zrobił, a całą sytuację tłumaczył swoim pijaństwem.

    . . .

    6 stycznia 1997 roku komendant Komisariatu w Łomazach Zbigniew N. uczestniczył w zebraniu sprawozdawczo-wyborczym Ochotniczej Straży Pożarnej w Rossoszu. Wraz z "Rambo", jak zwano 33-letniego komisarza, na bankiecie bawili się posłowie, wójt, komendanci straży pożarnej i inne "grube ryby" z okolic. Na suto zakrapianej zabawie ktoś poruszył temat wypadku Stanisława z Kozłów. Strażacy powtórzyli komendantowi miejscowe plotki, jakoby pijany mężczyzna miał zostać pobity przez dwóch 19-latków – Mariusza D. i Roberta J. Zarzucali też dowódcy łomaskiej policji słabą skuteczność w wykrywaniu przestępstw, co mocno ubodło dumnego "Rambo". Rozsierdzony przytykami kolegów, komisarz N. zatelefonował na komisariat i zlecił pełniącym tego dnia służbę funkcjonariuszom, by czym prędzej zatrzymali do wyjaśnień dwóch chłopców. Podwładni posłusznie zabrali się do wykonywania polecenia i po godzinie czternastej zajechali na podwórze rodziców Mariusza D. Z Kozłów przewieźli go do Łomaz, gdzie zaczęli kilkugodzinne przesłuchanie.

    19-latek opowiedział mundurowym, że wieczorem 25 grudnia 1996 roku spotkał się ze swoimi rówieśnikami Robertem i Grześkiem. Razem pojechali do Musiejówki, gdzie miał dołączyć do nich jeszcze jeden kolega, Mirek. W oczekiwaniu na kompana pili wódkę w aucie Grześka, aż kierowca postanowił się pożegnać, podwiózł kolegów do wyczekiwanego Mirka i odjechał załatwiać swoje sprawy. Chłopcy ogrzali się w domu przyjaciela, śpiewając kolędy z jego rodzicami, po czym udali się w drogę powrotną do Kozłów. Po przejściu kilku metrów zauważyli leżącego w śniegu, zakrwawionego Stanisława. Mariusz i Robert podnieśli skostniałego z zimna mężczyznę i zaczęli ciągnąć do najbliższego domu. Tam zastała ich ciemność, przeciągnęli więc nieprzytomnego do rodziców Mirka, którzy pokierowali ich do innego sąsiada. Bo jego synowa po szkołach – uzasadnił pan domu. Wywracając się na oblodzonej ścieżce, chłopcy dotaszczyli bezwładnego człowieka do mieszkającej obok pielęgniarki. Kobieta zajęła się poszkodowanym do przyjazdu karetki i razem z nastolatkami przyczyniła się do uratowania rąk oraz życia Stanisława.

    Policjanci zdawali się nie wierzyć w tłumaczenia nastolatka i za wszelką cenę usiłowali wymusić na Mariuszu przyznanie się do pobicia swojego sąsiada. Według relacji przesłuchiwanego, krzyczeli, bili go pięściami w brzuch, okładali gumową pałką, rzucili na podłogę i uderzali po gołych piętach. O osiemnastej, na rozkaz komendanta, który wciąż przebywał w remizie i wydawał rozkazy telefonicznie, funkcjonariusze pojechali po Roberta J. Z Karczówki zabrali go błyskawicznie, nie pozwolili nawet dokończyć kolacji, ale obiecali rodzinie odwieźć go za pół godziny. Rodzice domyślali się, w jakiej sprawie zabierano ich syna, od dawna słyszeli plotki o tym, że Robert ze swoim kolegą pobili Stanisława z Kozłów. Nastolatek tłumaczył rodzicom i sąsiadom, że to pomyłka, że ciągnęli nieprzytomnego mężczyznę, by mu pomóc, a nie bić. Zmęczony pomówieniami twierdził nawet, że sam zgłosi się na komisariat, by wszystko wytłumaczyć i uciąć wiejską gadaninę.

    Gdy przywieziono Roberta do Łomaz, przesłuchujący pozwolili Mariuszowi wyjść na korytarz i kazali czekać. Najpierw przesłuchiwali go policjanci, później sam komendant Zbigniew N., który prosto z imprezy w Rossoszu przyjechał na komisariat. Mariusz zza drzwi słyszał krzyki, a później huk. I ciszę. Ja nie chciałem, co ja narobiłem! – znów krzyk. I płacz.

    Pogotowie przyjechało po dwudziestu minutach od wystrzału z pistoletu komendanta. 19-letni Robert leżał z przestrzeloną nad prawą brwią głową, nie można było już mu pomóc. Zbigniew N. był w szoku, kazał dzwonić do żony i próbował uciekać. Doszło do szarpaniny, w której jeden z policjantów odebrał komendantowi broń. "Rambo" w kółko powtarzał, że tylko się bronił, że został przez J. napadnięty i to nie jego wina. Zbadany alkomatem miał 0,74 promila alkoholu w organizmie. Funkcjonariusze z łomaskiego komisariatu powiadomili o zdarzeniu swoich przełożonych z Białej Podlaskiej. Na miejscu pojawił się komendant rejonowy i wojewódzki, którzy rozpoczęli śledztwo.

    Po kilku godzinach od wystrzału, przewieziono przerażonego Mariusza do aresztu w Białej Podlaskiej, gdzie spędził noc. Rano został ponownie przesłuchany przez policjantów z Łomaz, którzy według nastolatka kazali zrzucić winę za pobicie Stanisława na nieżyjącego Roberta. Tym razem nie bili przesłuchiwanego, jedynie grozili więzieniem. Mając wciąż przed oczami martwe ciało kolegi, przestraszony chłopak podpisał protokół przesłuchania, który został mu podsunięty. Do domu został zwolniony następnego dnia.

    Rodzice Roberta J. zostali poinformowani o jego śmierci w nocy z 6 na 7 stycznia. Powiedziano im, że 19-latek miał wypadek. Na pytanie jaki wypadek?, policjanci odpowiedzieli: W sumie, to nie żyje. Rodzina o szczegółach zajścia dowiedziała się dopiero rano od bialskiej prokuratury.

    Komendant Zbigniew N. został przewieziony na oddział neurologiczny w Białej Podlaskiej, a stamtąd do Szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Lublinie. Przesłuchany został dopiero wieczorem 8 stycznia. Nie mówił wiele, powtarzał jedynie, że został przez 19-latka zaatakowany i duszony, a strzał padł w sposób niekontrolowany podczas szamotaniny, gdy próbował się bronić. Postawiono mu zarzut dokonania morderstwa i wydano nakaz tymczasowego aresztowania.

    11 stycznia w ostatniej drodze Robertowi towarzyszyła cała wieś i okolice. Zjawiła się także trzyosobowa delegacja z Komendy Wojewódzkiej, co wielu żałobnikom się nie spodobało. Mimo sprzeciwu kilku kolegów zastrzelonego chłopaka, funkcjonariusze złożyli na mogile wieniec, po czym szybko opuścili cmentarz.

    . . .

    Komendant główny policji Marek Papała skierował do Łomaz grupę oficerów z kilku miast Polski, którzy mieli zbadać na miejscu przebieg wydarzeń w nocy z 6 na 7 stycznia. Komenda Główna zdecydowała, że komisarz Zbigniew N. zostanie dyscyplinarnie zwolniony ze służby. Z czasem zawieszono także w czynnościach służbowych komendantów wojewódzkiego i rejonowego. Wszczęto wobec nich postępowanie dyscyplinarne, a w oficjalnym komunikacie decyzję uzasadniono tym, że "komendanci nie dopełnili ciążącego na nich obowiązku nadzoru nad podległymi sobie policjantami".

    Na szyi byłego komendanta Komisariatu Policji w Łomazach ujawniono zasinienie i otarcie naskórka, co mogło potwierdzać wersję Zbigniewa N., że przesłuchiwany nastolatek go zaatakował. Śledztwo wykazało, że komisarz przemocą usiłował zmusić Mariusza, by ten przyznał się do pobicia Stanisława z Kozłów. Robert J. w końcu nie wytrzymał i w odwecie rzucił się na komendanta. Szczupły chłopak nie miał wielkich szans z N., dlatego po jednym uderzeniu w głowę upadł na ziemię. W podnoszącego się z parkietu młodzieńca Zbigniew N. wycelował broń, przeładował i strzelił z około metrowej odległości. Kula przeszyła czoło i wyleciała przez kość potyliczną.

    Śledztwo wykazało też, że nastolatkowie byli przetrzymywani na komisariacie bez żadnych podstaw prawnych. Zarzuty przekroczenia uprawnień służbowych postawiono trzem funkcjonariuszom, którzy przebywali w tym czasie na posterunku w Łomazach. Ich proces toczył się przed Sądem Rejonowym w Białej Podlaskiej, gdzie jeden z nich został uniewinniony, a dwóch dostało kilkuletnie wyroki w zawieszeniu.

    Proces Zbigniewa N. rozpoczął się przed Sądem Wojewódzkim w Lublinie w 1998 roku. Podczas jego trwania przesłuchano ponad czterdziestu świadków. Były już policjant nie przyznał się do umyślnego zabójstwa i odmówił składania wyjaśnień. N. był dowożony na rozprawy z lubelskiego szpitala psychiatrycznego, gdzie był leczony na nerwicę depresyjną, której nabawił się na skutek traumy po zabiciu nastolatka.

    Mimo wnioskowania prokuratora o karę 25 lat pozbawienia wolności, 30 kwietnia 1998 roku lubelski Sąd Wojewódzki skazał Zbigniewa N. na karę 15 lat więzienia, 8 lat pozbawienia praw publicznych i 10 lat zakazu wykonywania zawodu policjanta. Obrońca oskarżonego odwołał się od wyroku, a w kwietniu 2000 roku Sąd Apelacyjny w Lublinie zmienił akt oskarżenia i Zbigniew N. zamiast za zabójstwo, był sądzony za nieumyślne spowodowanie śmierci. Wyrok został zmieniony na 4,5 roku więzienia, a jesienią tego samego roku uprawomocnił się. To świadczy o tym, że można przesłuchiwać ludzi w komisariacie, grożąc pistoletem, można ich nawet niechcący zastrzelić – powiedział po rozprawie w Sądzie Apelacyjnym oskarżyciel posiłkowy.

    20 marca 2001 roku Zbigniew N. otrzymał przedterminowe warunkowe zwolnienie z więzienia i po spędzeniu w celi oraz szpitalach psychiatrycznych czterech lat i niecałych trzech miesięcy wyszedł na wolność.

    Rodzice Roberta J. wystąpili do sądu o przyznanie im zadośćuczynienia po 400 tysięcy złotych oraz dożywotnich rent. Żądania uzasadniali pogorszeniem się warunków ich życia po śmierci syna oraz wiązanymi z nim nadziejami na poprawę swojego bytu. W 2003 roku Sąd Okręgowy w Lublinie zasądził dla nich po 40 tysięcy złotych odszkodowania, które w imieniu Skarbu Państwa miał zapłacić komendant miejski policji w Białej Podlaskiej. Sędzia ocenił zgłoszone przez rodziców zabitego chłopaka kwoty za wygórowane, a argumenty za mało przekonujące. W ocenie Sądu nieuzasadnione było wiązanie z synem nadziei na przyszłą poprawę sytuacji materialnej, ponieważ Robert nie uczył się dobrze, z zawodu był blacharzem, w związku z czym podano w wątpliwość możliwość pozyskania przez niego stałej pracy i utrzymywanie rodziców na stare lata.

    . . .

    Zdaniem Ryszarda Modelewskiego, byłego szefa sekcji kryminalnej policji w Białej Podlaskiej, w latach 90. Zbigniew N. nosił ze sobą pistolet bez względu na okoliczności. Miał go ze sobą, nawet gdy pił alkohol w łomaskiej remizie. Był posiadaczem służbowego P-64 oraz prywatnej tetetki. Oba nosił przy sobie: służbowy w kaburze, a swój w neseserku – pisał emerytowany policjant w swojej książce "Odwet gliny. W imię sprawiedliwości". P-64 miało być podrasowane: mechanizm spustowy był podpiłowany, dzięki czemu wystarczyło delikatnie go dotknąć, by pistolet wystrzelił. Miało to służyć łatwiejszemu i celniejszego oddawaniu strzałów. N. miał chwalić się swoimi strzeleckimi umiejętnościami podczas zakrapianych imprez z kolegami. Modelewski opisywał byłego już komendanta, jako mężczyznę lubiącego imponować wyglądem i zachowaniem. Zgrywanie twardziela było nierozłącznym elementem jego sposobu bycia. Przydomek "Rambo", jaki nadali mu miejscowi, nie był dziełem przypadku. Miał często powtarzać, że "trzeba będzie kiedyś dla przykładu z jednego odstrzelić i będziemy mieli spokój".

    Modelewski zwrócił też uwagę na to, jak wiele błędów zostało popełnionych podczas śledztwa w sprawie śmierci Roberta J. Jego zdaniem usiłowano zamieść sprawę pod dywan, czego wynikiem były niskie wyroki dla obecnych w feralną noc na komisariacie policjantów i komendanta. Czynności miały być wykonywane chaotycznie, a oględziny miejsca zbrodni niedokładnie. Kluczowy dowód, jakim była kula, która wyleciała z głowy nastolatka, została podniesiona z podłogi dopiero przez sanitariusza karetki pogotowia. W tym samym momencie jeden z obecnych naczelników wziął do ręki P-64, z którego N. zastrzelił J., i bez skrępowania zaczął go rozbierać na części – opowiadał były policjant.

    . . .

    Jeszcze długo po śmierci Roberta posterunek w Łomazach wzbudzał strach i brak zaufania. Obecnie budynek przy Placu Jagiellońskim wydaje się żyć innym życiem: w miejscu, gdzie ponad dwadzieścia lat temu leżał zastrzelony chłopak, dzisiaj dzieci stoją w kolejce po lody.

    • • •

    Zdjęcie fragmentu gazety, które wrzyuciłam poniżej, to "Słowa Podlasia" wyd. 2/97 (14-20 styczeń 1997 r.)

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd oraz z wydań 2/97 i 10/98 "Słowa Podlasia". Korzystałam też z książki Ryszarda Modelewskiego "Odwet gliny. W imię sprawiedliwości".

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa niezawodny @TerazMnieWidac. Tytuł też wymyślił. Wzmianki o książce Modelewskiego nie sprawdzał, także jak są jakieś błędy, to tylko moja wina. ¯\_(ツ)_/¯

    . . .

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #lomazy #bialapodlaska
    pokaż całość

    źródło: IMG_20201103_115407aaaaaaaaaaaaaaaa.jpg

    •  

      @kvoka: Ponad 20 lat temu zespół z Lublina o nazwie The Gits nagrał piosenkę "Anioły są niebieskie". I jest tam fragment:

      "Niedaleko mojego miasta, gdzieś na komisariacie,
      martwy, z kulą w głowie, niewinny nastolatek."

      20 lat nie wiedziałem o czym śpiewali a teraz mi czaszka pękła bo już wiem. Dziękuję Ci za to i za wszystkie Twoje wpisy. W tej piosence opisują jeszcze dwie sprawy:

      "Dwaj bracia z Sosnowca, jeden w szpitalu a drugi w kostnicy. I dzieciak ze Słupska zabity na ulicy."

      Dzieciak ze Słupska to Przemek Czaja. Kto wie może za następne 20 dowiem się kim byli bracia z Sosnowca. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam:)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (41)

  •  

    "Nie dla piekła kobiet!". Polacy wychodzą na ulice po decyzji TK ws. aborcji
    [LISTA 65 MIAST]


    W kilkudziesięciu polskich miastach w piątek odbywają się protesty Polek i Polaków przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego. W czwartek TK orzekł, że aborcja z powodu ciężkich, śmiertelnych wad płodu jest niezgodna z konstytucją. Poniżej przedstawiamy listę miast, w których odbywają się manifestacje.

    #bialapodlaska
    #bialystok
    #bielskobiala
    #brzeg
    #bydgoszcz
    #chelmno
    #ciechanow
    #cieszyn
    #czestochowa
    #dzialdowo
    #elblag
    #elk
    #gdansk
    #gdynia
    #gliwice
    #glogow
    #gniezno
    #gorzowwielkopolski
    #jeleniagora
    #kalisz
    #katowice
    #kielce
    #klobuck
    #klodzko
    #konin
    #koszalin
    #krakow
    #krosno
    #kutno
    #legnica
    #lublin
    #lomza
    #lodz
    #minskmazowiecki
    #nowydworgdanski
    #nowysacz
    #olsztyn
    #opole
    #ostroda
    #piotrkowtrybunalski
    #plock
    #pobiedziska
    #police
    #polkowice
    #poznan
    #radom
    #radomsk
    #rybnik
    #rzeszow
    #siedlce
    #sieradz
    #slupsk
    #stargard
    #swinoujscie
    #szczecin
    #tarnow
    #torun
    #warszawa
    #wejherowo
    #wloclawek
    #wroclaw
    #zabrze
    #zalewo
    #zgorzelec
    #zielonagora

    Lista wydarzeń na fb:
    https://www.facebook.com/ogolnopolskistrajkkobiet/posts/5273487512677204

    https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26428167,polacy-wychodza-na-ulice-po-decyzji-tk-ws-aborcji-protesty.html#s=BoxMMt1

    #protest #bekazpisu
    pokaż całość

    źródło: bi.im-g.pl

  •  

    Gdy mam na co dzień za dużo konkretu, idę do galerii oglądać abstrakcję. Wystawa Michała Jurkowskiego w galerii w Białej Podlaskiej.
    #sztuka #abstrakcja #grafika #bialapodlaska

    źródło: IMG_20201009_144016.jpg

  •  

    Zaczęło się. Pierwszy przypadek koronawirusa wśród uczniów Ekonomika. Cała klasa, ich rodziny, nauczyciele i ich rodziny są od dziś rana na kwarantannie. Najlepsze jest to, że dyrekcja chciała (i była przygotowana) przeprowadzać nauczanie zdalne, ale zjebany #sanepid nakazał nauczać standardowo.
    #bialapodlaska #koronawirus #kwarantanna

    +: s...........a, unmonitoredalias +5 innych
  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. "Morderca z poprawczaka"

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć moje pisanie, to zapraszam na Patronite. Jakaś aktualizacja by się tam przydała (-‸ლ).

    Rysunek poniżej jest mojego autorstwa. Swoje prace (rzadko ale jednak) wrzucam na fanpage Kvoka. Może jak się przestanę wstydzić, to będzie ich tam więcej.

    • • •

    Sąsiedzi bali się Stefana, nie mniej niż jego rodzina. Na wsi niedaleko Drelowa (woj. lubelskie), gdzie mieszkał z żoną i siedmiorgiem dzieci, mówiono, że agresywny, że pijak, że kawał drania. Ale robotny, co w latach 90. było jedną z najbardziej szanowanych cech i często przykrywało najgorsze wady. Mimo pobierania renty, mężczyzna najmował się do pracy, gdzie tylko się dało – a to obornik przerzucał, a to pomagał przy zbiorze buraków. Część pieniędzy przepijał, resztę łożył na rodzinę, która mimo jego wkładu i zasiłku z pomocy społecznej żyła w ubóstwie. Liczne potomstwo Stefana było niedożywione, a według przydzielonego im w późniejszych latach kuratora, w domu jadano głównie chleb ze smalcem i nazbierane w lesie grzyby. Przez całe lato dzieci zrywały zioła, jagody i wszystko inne, co nadawało się do zjedzenia lub na sprzedaż. Zarobione pieniądze pomagały spłacać zaciągnięte w miejscowym sklepie "kreski". Dzieci pracowały też przy domu, rąbały drewno, nosiły wodę ze studni. Ojciec trzymał ich krótko, nie znosił sprzeciwu i wymagał bezwzględnego posłuszeństwa, które egzekwował krzykiem i karami cielesnymi.

    Na wsi mówiono, że Stefan może i wulgarny, i nie do życia, ale byłby inny, gdyby nie żona.

    To przez nią on taki. Ani uprane, ani ugotowane, ani pocerowane, ani to, ani sio, tylko kawka i papierosek!

    – psioczyły sąsiadki.

    W 1995 roku prokuratura wszczęła postępowanie dotyczące znęcania się nad kobietą przez męża. Z czasem jednak poszkodowana wycofała oskarżenia, a sprawę umorzono.

    Przed wrzaskami i biciem dzieci Stefana często uciekały do babci. W białym, drewnianym domku w Wohyniu szczególnie często bywał najstarszy z rodzeństwa, Adrian. To jego upodobał sobie ojciec na kozła ofiarnego i główny cel swojej agresji. Bił go na przeróżne sposoby, często tak dotkliwie, że chłopiec nie mógł usiedzieć na sinych pośladkach. Rzucał w syna siekierą, zakładał na szyję stryczek i straszył, że powiesi go na brzozie. Gdy Adrian wagarował, Stefan nie pozwalał mu wracać do domu i kazał nocować w zbożu lub chlewiku, gdzie podgryzały chłopca szczury. Matka po kryjomu wyniosiła mu kurtkę, by nie zmarzł w nocy.

    . . .

    Jesienią 1994 roku 13-letni Adrian zapukał do drzwi znajomej swojej babci. 82-latka otworzyła znanemu z widzenia chłopcu, a ten wpadł do izby jak burza. Usiadł na krześle i skarżył się, że go pobito i boi się wyjść na zewnątrz. Poprosił staruszkę o szklankę wody, a gdy ta odwróciła się w stronę zlewu, chwycił za kuchenny nóż i z całej siły wbił go kobiecie w plecy, która krzyknęła przeraźliwie, a nastolatek wybiegł na podwórko. Słaniając się na nogach, widziała przez okno jak wraca z metalowym prętem w ręku. Ostatkiem sił doszła do drzwi i przekręciła klucz. Zaczął w nie uderzać i usiłował wyważyć, jednak bezskutecznie. Uciekł spłoszony przez kuzynkę 82-latki, która przyszła z wizytą.

    Ofiara niedoszłego mordercy spędziła tydzień w szpitalu, a on sam został zatrzymany. Chłopiec był już znany policjantom, bo zaledwie dwa tygodnie przed atakiem był wraz z jednym z młodszych braci przesłuchiwany jako podejrzany o kradzież z włamaniem. Tym razem Adrianowi zarzucono usiłowanie morderstwa. Podczas przesłuchań wyszło na jaw, że 13-latek i jego młodsze rodzeństwo są ofiarami przemocy ze strony ojca oraz żyją w tragicznych warunkach. Kuratorka, która wizytowała ich dom w tamtym czasie, opisała go słowami: Podłogi to gołe deski i klepisko. Łóżko do spania po dwoje, mały stoliczek, dwa krzesła, szafa i telewizor. Panuje brud. Na stole pełno piachu, przy chlebie koty, a bywało, że i kury, i psy. Zaduch. Dzieci nie mają minimalnych warunków do nauki. W raporcie znajduje się także informacja, że Stefan i jego żona, którzy permanentnie narzekają na brak pieniędzy, nie potrafią uszanować ubrań, które są im dostarczane z ośrodka charytatywnego. Po użyciu palą je lub wyrzucają na podwórze.

    Kuratorzy uznali zgodnie, że małżonkowie są niezaradni wychowawczo, mimo to sąd orzekł, że nie ma dostatecznych dowodów na ich winę, dlatego nie można odebrać im dzieci. Szóstka z nich została więc przy rodzicach, którym jedynie ograniczono prawa. Adrian z kolei został umieszczony w zakładzie poprawczym.

    . . .

    W niedzielę 7 września 1996 roku do małego, białego domku w Wohyniu zjechała się liczna rodzina. Na wyprawianych imieninach pojawił się też najstarszy wnuk solenizantki. Adrian co prawda z przepustki miał wrócić do Zakładu Poprawczego w Świeciu już trzy tygodnie temu, ale służby niezbyt interesowały się jego zniknięciem. Czuł się pewnie, bo i nie była to jego pierwsza ucieczka.

    Gdy goście rozjechali się do domów lub twardo spali po zakrapianej imprezie, Adrian leżał na tapczanie i przypomniał sobie dawno podsłuchaną rozmowę – mieszkające po drugiej stronie ulicy małżeństwo omawiało wyjazd za granicę. Wywnioskował, że w domu Stanisława i Marii musi być spora suma pieniędzy. Wstał więc z posłania, wziął kuchenny nóż i po cichu wykradł się z babcinego domu. Drzwi wejściowe sąsiadów były zamknięte, nastolatek zauważył jednak lekko uchylone okno na tyłach posesji. Wślizgnął się do kuchni i zaczął penetrować dom w poszukiwaniu gotówki. Hałas obudził gospodynię, która wyszła sprawdzić, co się dzieje. Zaskoczony włamywacz rzucił się na nią z nożem. Gdy po licznych ciosach 36-latka osunęła się na ziemię, ten wrócił do plądrowania pomieszczeń. Po chwili do kuchni weszła zbudzona odgłosami szamotaniny córka kobiety. 8-letnia Ewa, widząc zakrwawioną matkę na podłodze, nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Adrian od razu ją zaatakował. Dźgał dziewczynkę tak długo, aż przestała się ruszać. Po wszystkim przeniósł ciała do sąsiedniego pokoju i ułożył na tapczanie. Obnażył częściowo zwłoki Marii, by upozorować motyw seksualny i nakrył matkę i córkę kołdrą. Przed wyjściem zabrał 250 złotych, biżuterię i odtwarzacz wideo, który ukrył w reklamówce pod gałęziami w sadzie swojej babci. Po wszystkim wrócił cicho do białego domku i położył się spać.

    W poniedziałkowy wieczór Stanisław zastał swój dom w Wohyniu zamknięty, ciemny i dziwnie cichy. Zdziwił się, gdyż zwykle o tej porze żona i córka czekały na jego powrót z pracy. Gdy długo nie odpowiadały na pukanie, mężczyzna obszedł budynek. Widok otwartego na oścież okna jeszcze bardziej go zaniepokoił. Wdrapał się do środka i w nadziei, że rodzina śpi, cicho przeszedł przez kuchnię. Marię i Ewę znalazł tam, gdzie zostawił je minionej nocy włamywacz. Zrozpaczony i zszokowany mężczyzna wybiegł z domu prosić o pomoc sąsiadów, w tym mordercę.

    Piętnastolatek przez cały dzień zachowywał się spokojnie. Nawet po dziewiętnastej, gdy pod domem na drugiej stronie ulicy stał czarny parawan, zdawał się nie mieć żadnego związku z tamtejszą tragedią. Babcia nastolatka miała jednak złe przeczucia.

    Adrianku, powiedz, może ty coś zrobił

    – martwiła się.

    Chłopak stanowczo zaprzeczał, zdawał się wręcz zdziwiony obecnością policji pod domem sąsiadów.

    Babciu, błagam cię, nie męcz mnie. Jestem czysty. Ja nikogo się nie boję. Ja jestem czysty.

    Oględziny miejsca zbrodni trwały niemal całą noc. Mimo zarzekania się przed rodziną i zapewnianiu o swojej niewinności, Adrian został zatrzymany już we wtorek. Podczas przesłuchania w Sądzie Rejonowym w Radzyniu Podlaskim przyznał się do włamania i podwójnego morderstwa. Po złożeniu wyjaśnień podejrzanego nastolatka umieszczono w schronisku w Dominowie pod Lublinem, gdzie został poddany obserwacji psychiatrycznej.

    . . .

    Stefan prześladował wszystkie swoje dzieci, jednak gdy Adrian, nad którym znęcał się najbardziej, trafił do zakładu poprawczego, mężczyzna wybrał nowy ulubiony obiekt tortur. Jego drugi syn był mu bardzo poddany, bez zająknięcia wykonywał wszystkie rozkazy, zajmował się młodszym rodzeństwem i robił opłaty. Młodszy o rok Szczepan nie był już tak posłuszny, wybór wydawał się więc oczywisty.

    W październiku 1996 roku po nocy spędzonej w krzakach przy dworcu w Międzyrzecu Podlaskim, Szczepan zgłosił się na policję. 12-latek prosił o umieszczenie w domu dziecka, bał się wrócić się do rodzinnego domu.

    Nie chcę być już bity, aż do utraty przytomności

    – błagał. Skierowano go do lokalnego pogotowia opiekuńczego i skontaktowano się z jego rodzicami. Po chłopca zgłosił się ojciec, ale nie chciał go ze sobą zabrać, zabronił też robienia tego swojej żonie. W notatce kuratora można przeczytać, że Stefan przywiózł synowi trochę ubrań, stwierdzając, że nie jest tego i tak wart. Dodał jeszcze, że pozbędzie się Szczepana ze swojego domu, tak jak pozbył się Adriana.

    Podczas pobytu w placówce Szczepan opowiadał o szykanach ze strony ojca i brutalnych razach, które otrzymywał za nie wykonywanie prac fizycznych. Stefan miał wściekać się też, gdy jego najmłodsze dzieci zbyt głośno się bawiły. Okładał je wtedy wszystkim, co miał pod ręką. 12-latek uznał, że z rodzicem nie dało się porozmawiać, bo ten nie potrafił pohamować agresji. Chłopiec często chodził głodny, dlatego też do szkoły zamiast PKS-em wolał jeździć autostopem i prosić podwożących o jedzenie.

    W tym czasie sąd po raz czwarty wznowił postępowanie o pozbawienie Stefana i jego żony praw rodzicielskich. Szczepan nie miał dużych szans na umieszczenie go w domu dziecka, ponieważ w tym okresie w województwie bialskopodlaskim dysponowano tylko dwoma tego typu ośrodkami, do których kolejka była bardzo długa.

    Szczepan spędził w ośrodku dziesięć dni. Bardzo prosił o spotkanie z mamą i najmłodszą siostrą. Wiedział, że ojciec im na to nie pozwoli. Przed południem 17 października, w sadzie obok Państwowego Pogotowia Opiekuńczego w Międzyrzecu Podlaskim, znaleziono zwłoki 12-latka. Szczepan powiesił się na gałęzi za pomocą sznurka jutowego.

    W niedzielę przed mszą Stefan pożegnał się ze wszystkimi. Nikt nie wiedział dlaczego. Po pogrzebie syna powiesił się w starym sadzie.

    . . .

    Obecnie dzieci Stefana są już dorosłymi ludźmi i założyły własne rodziny. Przez prawie ćwierć wieku odwiedzali w więzieniu Adriana, który był sądzony jak dorosły i w 1997 roku otrzymał wyrok 25 lat pozbawienia wolności. To najwyższa kara za podwójne morderstwo dla nieletniego. Podczas widzeń osadzony zaprzyjaźnił się z młodą żoną najmłodszego ze swoich braci. Kobieta zaczęła samotnie odwiedzać szwagra, skarżąc się na problem alkoholowy męża i ciężką sytuację materialną. "U niego tylko kawa, papieros i telefon!" – żaliła się.

    W kwietniu 2019 roku 38-letni już Adrian opuścił areszt w ramach przedterminowego warunkowego zwolnienia. Jego bratowa wraz z małą córeczką opuściła męża i zamieszkała z mordercą. W grudniu mężczyzna trafił do aresztu w związku podejrzeniem przestępstwa narkotykowego, a kobieta w zaawansowanej ciąży wróciła w rodzinne strony, gdzie wkrótce urodziła syna.

    W marcu 2020 roku "Słowo Podlasia" donosiło o półtoramiesięcznym chłopcu, który z anemią i krwiakami na główce trafił do bialskiego szpitala. Noworodkowi przetoczono krew, podejrzewano także zespół dziecka potrząsanego, o którym mogły świadczyć jego zmiany w mózgu. Dziecko było zaniedbane, odwodnione, miało oparzenia i zbyt mały przyrost masy ciała. Zdaniem rodziny matki chłopca, to starsza siostrzyczka miała go uderzyć nocnikiem. Dzieci zostały odebrane matce i umieszczone w domu dziecka. Aktualnie prokuratura prowadzi postępowanie w tej sprawie.

    • • •

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd oraz z wydań 38/96 i 44/99 "Słowa Podlasia".

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa niezawodny @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #drelow #wohyn #bialapodlaska #miedzyrzecpodlaski #tworczoscwlasna #rysujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: mordercazpoprawczaka.png

  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. "Umierała za cicho"

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl, gdzie znajdziecie więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć moje pisanie, to zapraszam na Patronite.

    • • •

    Dni Konia Arabskiego w stadninie Janów Podlaski to doroczne święto miłośników wierzchowców czystej krwi. Na to słynne wydarzenie ciągną ludzie z całej Polski i najodleglejszych zakątków świata. By skorzystać z możliwości obejrzenia zwierząt jeszcze w stajniach, Małgorzata J. z rodzinnego Sandomierza wyruszyła dzień przed rozpoczęciem aukcji. 46-latka końmi pasjonowała się od wczesnych lat dziecięcych – jeździła wierzchem, regularnie zasiadała na widowniach zawodów konnych i bywała na prezentacjach najpiękniejszych ras czy właśnie na janowskich "dniach arabów". Przez pewien czas udawało jej się nawet łączyć swoje hobby z wyuczonym zawodem fizjoterapeuty, prowadząc zajęcia z hipoterapii – metody rehabilitacji z udziałem koni.

    W południe 6 sierpnia 2011 roku, po pokonaniu blisko czterogodzinnej trasy, Małgorzata dotarła na miejsce. Granatowy volkswagen pozostał na zaimprowizowanym na łące parkingu przy głównym wjeździe do stadniny, a kobieta ruszyła pieszo podziwiać ogiery i klacze. Spędziwszy wśród zwierząt całą sobotę, do auta wróciła wieczorem. Podczas krótkiej rozmowy telefonicznej z jednym ze swoich synów, oznajmiła, że zaraz kładzie się spać, by móc od rana korzystać z zorganizowanych przez pobliskie stajnie atrakcji. W trakcie kilkudniowych pokazów w okolicy trudno było znaleźć wolne miejsce w hotelach, a wynajęcie pokoju mogłoby znacznie nadszarpnąć budżet rodziny J. Małgorzata więc, nie zważając na niewygody, planowała spędzić noc na tylnych siedzeniach swojego samochodu. Nie było w tym nic niezwykłego, co roku robiło tak wielu gości stadniny. Jednak tej nocy auto Małgorzaty było jedynym na parkingu w promieniu 150 metrów, w oddali można było dostrzec jeszcze kilka białych namiotów. Kobieta nie bała się jednak. Mimo filigranowej postury niewiele rzeczy ją przerażało, wręcz kochała ryzyko, a samotna noc w aucie nie robiła na niej większego wrażenia. Pewności siebie dodawała jej też sprawność fizyczna, żywiołowe usposobienie i wygrana niedawno walka o życie – dwa lata wcześniej miała poważny wypadek i po czołowym zderzeniu z TIR-em cudem doszła do zdrowia.

    W niedzielę już od bladego świtu parking zapełniał się przyjezdnymi oraz krzątającymi się pracownikami stajni i pobliskich knajp. Szykowano się na ważnych gości – w licytacji polskich koni mieli wziąć udział bogaci biznesmeni, szejkowie z krajów arabskich czy perkusista The Rolling Stones z żoną. Od poprzedniego dnia Janów Podlaski gościł także ówczesnego prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego. W całym tym pośpiechu, przejęciu i porannej senności, niewielu zwróciło uwagę na otwarte na oścież drzwi od granatowego golfa. Poniżej, na krótko przystrzyżonej trawie, zawinięta w śpiwór leżała Małgorzata. Zdawało się, że twardo śpi. Dopiero z bliska jeden z koniuszych dostrzegł kałużę krwi. Kilka metrów dalej leżał zawinięty w foliowy worek myśliwski nóż.

    Po godzinie szóstej rano na miejscu pojawiła się grupa policjantów z ekipy dochodzeniowo-śledczej z Białej Podlaskiej. Śledczy pracowali pod nadzorem bialskiego prokuratora oraz w asyście ekspertów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Nie mieli najmniejszych wątpliwości, że do śmierci kobiety przyczyniły się osoby trzecie. Motyw zabójstwa był jednak niejasny. Nie było widać śladów walki, a w samochodzie wciąż leżał telefon komórkowy, aparat fotograficzny i biżuteria. Pod ciałem Małgorzaty znaleziono jej portfel. Dwie pary butów stały równo przed przednim siedzeniem, a sama ofiara była bosa, jakby chciała opuścić samochód tylko na chwilę. Oprócz niedopałka papierosa nie znaleziono żadnych śladów, które mógł pozostawić potencjalny zabójca.

    Mundurowi nie poświęcili zbyt wiele czasu na oględziny miejsca zbrodni i na prośbę Biura Ochrony Rządu szybko uprzątnęli wzbudzające coraz większe zainteresowanie gapiów czarne parawany. Tuż obok miał przejeżdżać bryczką prezydent. Przesłuchano zaledwie kilku pracowników stadniny, a z przebywającymi na miejscu turystami, pracownikami miejscowej restauracji czy hotelu w pobliżu parkingu, nie rozmawiał nikt.

    Ciało Małgorzaty przewiezione do bialskiego szpitala, gdzie zabezpieczono je w prosektorium. Sekcja zwłok wykazała osiem ran kłutych w okolicy szyi. Trzy z nich były śmiertelne. Kobieta konała przez kilka godzin, zmarła z wykrwawienia około trzeciej nad ranem. Nie odkryto śladów zgwałcenia ani tak zwanych obrażeń obronnych, które wskazywałyby na walkę z napastnikiem.

    . . .

    W kilka dni po odnalezieniu martwej Małgorzaty do pogrążonych w rozpaczy bliskich zapukali funkcjonariusze. Zabezpieczono komputer zmarłej oraz przesłuchano jej synów i męża. Zdaniem głowy rodziny policjanci traktowali go jak potencjalnego podejrzanego i mimo jego nieobecności w kraju w noc śmierci żony, sugerowali, że to on mógł być mordercą. Podobne odczucia miała siostra Małgorzaty, którą policjant zapytał wprost, czy to ona zabiła.

    Do rodziny zamordowanej pisało i dzwoniło wiele osób, które przebywały w okolicach janowskiej stadniny w feralną noc, ale nie zostały przesłuchane przez funkcjonariuszy. Opowiadali o mężczyźnie, który pod wpływem alkoholu lub narkotyków, głośno się w tym czasie awanturował. Miał mieć pretensje do jakiejś kobiety. Z kolei według relacji pracownicy pobliskiego baru, ta sama osoba zachowywała się agresywnie i zaczepiała gości, przez co została wyproszona z lokalu. Wiadomo było też, że podejrzany osobnik opuścił stadninę wyjściem przy Alei Krzyształowicza, a obok stał samochód zmarłej. Mieszkańcy Janowa Podlaskiego byli przekonani, że był to ktoś przyjezdny.

    Mówił, że musi kogoś zabić dzisiaj

    – twierdził jeden ze świadków.

    Jestem na 98 procent przekonany, że to był on.

    Rano, mężczyzna miał znów pojawić się w barze, a na wieść o odnalezieniu zwłok – zostawić niedopitą kawę i szybko wyjść.

    Blisko miesiąc po śmierci Małgorzaty policja opublikowała portret pamięciowy, który miał przedstawiać podejrzanego (dodałam dwa rysunki do tego postu). Jednak zdaniem jednej z pracownic baru, w którym był widziany, osoba z rysunku nie przypominała poszukiwanego. Według kobiety tamten miał wąsy i bardziej pociągłą twarz, niż ta przedstawiona przez policyjnego rysownika.

    Z zabezpieczonego w pobliżu zwłok niedopałka papierosa laboranci wyodrębnili profil DNA mężczyzny. Osoby z portretu jednak nikt nie rozpoznał i nie udało się ustalić, czy to właśnie on palił papierosa w pobliżu auta Małgorzaty.

    W maju 2012 roku prokurator umorzył śledztwo z powodu "braku znamion czynu zabronionego". Uznano, że Małgorzata nie padła ofiarą morderstwa, a popełniła samobójstwo. W uzasadnieniu czytamy, że decyzja prokuratora znajduje odzwierciedlenie w zebranym materiale dowodowym, który wskazuje na to, że 46-latka sama zadała sobie kilka ciosów nożem w szyję. Zdaniem biegłych, na samobójstwo wskazuje systematyczne umiejscowienie ran i brak obrażeń świadczących o tym, że kobieta się przed kimś broniła. Wzięto pod uwagę także to, że Małgorzata konała przez kilka godzin, w trakcie których miała nie wzywać pomocy. Zdaniem prokuratury, nikt nie słyszał jej wołań, przyjęto więc, że umierała w ciszy, by nikt nie próbował jej ratować.

    Prokuratura uznała, że powodem decyzji Małgorzaty miały być długi. Podczas śledztwa ustalono, że w 2005 roku kobieta zaciągnęła dwadzieścia cztery kredyty na różne kwoty. Ich łączna wartość opiewała na 98 000 zł. Rodzina kobiety nie wiedziała o pożyczkach, nie wiadomo było także, na co potrzebowała tak wielkiej sumy, a pieniądze dosłownie się rozpłynęły. W niedługim czasie przed śmiercią J. zawarła także umowy o ubezpieczenia na życie w aż pięciu różnych firmach. W przypadku samobójstwa odszkodowanie dla rodziny nie byłoby wypłacone, dlatego, zdaniem prokuratury Małgorzata upozorowała swoje morderstwo.

    Decyzja prokuratury zbulwersowała opinię publiczną oraz rodzinę zmarłej. Mimo licznych apelacji, śledztwo nie zostało wznowione.

    . . .

    Bliscy Małgorzaty do dziś nie zgadzają się z decyzją prokuratury i są przekonani, że osoba odpowiedzialna za śmierć ich ukochanej siostry, żony i matki wciąż chodzi wolno i jest niebezpieczna. Mają też żal do organizatorów Dni Konia Arabskiego, że nie zabezpieczyli terenu stadniny tak, by mogli czuć się tam bezpiecznie zwykli ludzie, nie tylko największe osobistości z Polski i zagranicy.

    Mężczyzny z portretu pamięciowego nie odnaleziono do dziś. Na stronie internetowej policji w archiwalnym artykule widnieją dwa opisy poszukiwanego. Zgodny w nich jest wiek pomiędzy 40 a 50 lat, wzrost od 170 do 179 cm, szczupła budowa ciała, ciemne krótkie włosy i ciemna koszulka w poziome paski. Mężczyzna ten mógł być ważnym świadkiem i posiadać istotne w śledztwie informacje, dlatego też apelujemy do osób, które mogą wiedzieć kim był, o kontakt z policją. Jeżeli posiadają Państwo jakiekolwiek informacje o tym, co stało się w nocy z 6 na 7 sierpnia 2011 roku w Janowie Podlaskim, również prosimy o kontakt z policją.

    W przypadku nowych informacji śledztwo mogłoby zostać wznowione, a rodzina Małgorzaty J. mogłaby albo otrzymać niepodważalny dowód, że wnioski prokuratury były słuszne i pogodzić się z decyzją swojej ukochanej matki, żony i siostry, albo móc spojrzeć w oczy mordercy, który po latach poniósłby karę za swoją zbrodnię.

    • • •

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #janowpodlaski #bialapodlaska #lublin #sandomierz #konie #dnikoniaarabskiego
    pokaż całość

    źródło: Bez nazwy-1.jpg

  •  

    Zapraszam na nową historię z serii #polskiepato pt. "Niedziela Męki Pańskiej"

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl, gdzie znajdziecie duuuuuuuuuuuuużo zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato.

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć moje pisanie, to zapraszam na Patronite.

    • • •

    Dlaczego nic nie publikowałam? (jeżeli Cię to nie obchodzi, zacznij czytać pod kwiatuszkami)

    pokaż spoiler Miałam dość walczenia z youtubowymi złodziejami, którzy nagrywają filmiki na podstawie moich tekstów i zdjęć. Trochę było mi przykro. Czasem zżynają wszystko (dosłownie, słowo w słowo), czasem część, czasem tylko korzystają jako główne źródło, ale i tak mnie nie podpisują. Irytowało mnie, że ja poświęcam na to mnóstwo czasu i serca, a oni przychodzą na gotowe. Stwierdziłam więc, że wrócę do publikowania, gdy powstanie mój podcast. Wraz z przemiłym panem lektorem zaczęliśmy prace nad tym, jednak publikacja niespodziewanie się przedłużyła. W przyszłości teksty na blogu, Mirko i podcasty, będą pojawiały się jednocześnie. Będą także tematy o niewyjaśnionych zbrodniach i właśnie dziś, przed wami premiera pierwszego z nich ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    ✿ ✿ ✿

    Nie zdążyła rozpocząć się jeszcze msza w Niedzielę Palmową, gdy zielony Tarpan wyruszył z podwórza gospodarstwa w Wisznicach-Kolonii (woj. lubelskie). Ciągnąc za sobą przyczepę bagażową, Mariola i Wiesław M. opuścili województwo bialskopodlaskie, do którego w tamtym czasie należały okolice przepływu rzeki Zielawy. Do Lublina dojechali wczesnym rankiem, kiedy giełda przy ulicy Zemborzyckiej była po brzegi wypełniona ludźmi i samochodami. Małżeństwo zjeździło inne targowiska na Lubelszczyźnie i w sąsiednich województwach, handlując głównie sprzętem AGD i odzieżą. Jednak tego kwietniowego dnia 1992 roku, chcieli spieniężyć przyczepę i służące im od roku auto, które wycenili na kwotę 45 milionów starych złotych. Przyczepka miała pójść za 5 milionów. Kupca znaleźli już tydzień wcześniej, ten jednak nie miał przy sobie wystarczającej sumy pieniędzy. Umówili się więc, że transakcji dokonają na ostatniej giełdzie przed świętami.

    Gdy M. nie wrócili wieczorem do domu, pani Maria nie przejęła się zbytnio. Pomyślała, że syn i synowa w drodze powrotnej zatrzymali się u rodziny pod Parczewem, gdzie świętują udaną sprzedaż. Obrządziła gospodarstwo i zajęła się opieką nad trzyletnią wnuczką. Dziesięcioletni syn Marioli z poprzedniego małżeństwa pomagał przybranej babci w obowiązkach i splataniu suchych gałązek trzciny na świąteczne palmy. W rozpoczynający Wielki Tydzień poniedziałek, pani Maria co chwilę wychodziła na zewnątrz i wypatrywała na drodze Marioli i Wiesława. Złe przeczucia nie dawały jej spokoju, a rozmowa telefoniczna ze "swachą"* spod Parczewa tylko utwierdziła ją w obawach. Matka Marioli powiedziała, że od dawna nie gościła u siebie małżeństwa M. i była równie zdziwiona ich zniknięciem. Wieczorem obie kobiety zgłosiły zaginięcie swoich dzieci na komisariacie w Wisznicach. Początkowo policja nie potraktowała sprawy poważnie. Spekulowali, że małżeństwo pewnie gdzieś zabalowało i na pewno wkrótce wróci. Tak się jednak nie stało, a rodzina zaginionych spędziła swoje pierwsze święta bez Marioli i Wiesława.

    . . .

    Zaginiona Mariola M. ma 28 lat, 155 centymetrów wzrostu, jest krępej budowy ciała, twarz owalna, włosy koloru ciemny blond do ramion...

    – brzmiał opublikowany w lokalnej prasie i telewizji rysopis zaginionej.

    Wiesława opisywano jako szczupłego 31-latka o wzroście 170 centymetrów. Miał widoczne braki w uzębieniu, śniadą cerę, krótkie, siwiejące włosy. Ubrany był w granatowy komplet dżinsowy – spodnie i katanę.

    Mimo ukazujących się w mediach komunikatów i nagłośnienia sprawy za pomocą programu telewizyjnego "997", policji nie udało się uzyskać żadnych istotnych informacji o losach młodego małżeństwa. Jeden z mieszkańców gminy Wisznice zeznał, że 12 kwietnia widział Mariolę i Wiesława na giełdzie, co potwierdziło, że dojechali do Lublina. Piętnaście dni po zaginięciu urzędnicy referatu komunikacji zgłosili mundurowym, że Tarpan M. został przerejestrowany. Jego nowym właścicielem okazał się Janusz W., właściciel fermy lisów z Lublina. 36-latek był dobrze znany lokalnym władzom – odsiadywał wyroki za kradzieże, włamania, znęcanie się nad domownikami i nielegalne posiadanie broni. Podejrzewano go także o posiadanie trotylu, którym miał chwalić się wśród znajomych. Policjantom tłumaczył, że była to kostka mydła, a on chciał sobie tylko zakpić z kolegów. Podczas składania wyjaśnień, mężczyzna przedstawił umowę zakupu auta od Wiesława M. Według relacji W., podszedł do małżeństwa na giełdzie i usiłował wytargować niższą cenę za ich Tarpana. Negocjacje stanęły na 42 milionach starych złotych, ale właściciel biznesu futrzarskiego miał przy sobie tylko 40. Sprzedający nie zgodzili się na taką kwotę, potencjalny kupiec udał się więc w poszukiwaniu innego dostawczego auta. Gdy nic równie godnego uwagi nie znalazł, wrócił do Marioli i Wiesława. Potencjalny nabywca, z którym M. umawiali się tydzień wcześniej, najwyraźniej się nie pojawił, postanowili więc przystać na proponowaną przez Janusza W. kwotę. Po udanej jeździe próbnej, cała trójka zatrzymała się na parkingu przy ulicy Diamentowej, niedaleko giełdy. Tam spisali umowę i odczepili przyczepkę, której kupnem W. nie był zainteresowany. Mężczyzna zeznał, że zapłacił M. 40 milionów, a po dopełnieniu formalności odjechał swoim nowym nabytkiem i był to ostatni raz, kiedy widział Mariolę i Wiesława.

    Przyczepka została odnaleziona w miejscu, które wskazał 36 latek. Nie doprowadziło to jednak policjantów do M., ani nie powiązało Janusza W. z ich zaginięciem. Mundurowi chcieli sprawdzić jeszcze jeden trop wskazany przez przesłuchiwanego i rozpoczęto poszukiwania świadków zdarzenia, które opisał: w dniu, w którym kupił Tarpana, na giełdzie miała miejsce głośna sprzeczka. Jakaś kobieta przegrała w "trzy karty" 40 milionów i awanturowała się z prowadzącym grę, że została oszukana. Odnaleziono mężczyznę, który widział całe zajście, jednak po okazaniu mu zdjęcia Marioli, nie był w stanie określić, czy to właśnie ona brała udział w kłótni z ulicznym hazardzistą. Nie pamiętał też, czy zdarzenia faktycznie miało miejsce 12 kwietnia, czy też innego dnia.

    2 lipca funkcjonariusze Komisariatu Policji w Wisznicach przekazali materiały ze śledztwa do lubelskiej prokuratury, która wszczęła swoje dochodzenie. Po dwóch latach bezowocnych poszukiwań akta wróciły do Wisznic. Policjantom nie udało się ustalić żadnych nowych wątków, mimo to wielu mieszkańców gminy miało swoje wersje wydarzeń. We wsi co rusz powstawały nowe plotki, niejednokrotnie krzywdzące rodzinę zaginionego małżeństwa. Mieszkańcy uważali, że pani Maria ukrywa miejsce pobytu swojego syna i synowej, dostaje od nich nawet regularnie listy z zagranicy. Spekulowano, że uciekli przed długami, albo że Mariola zabiła swojego męża i wyjechała sama.

    Małżeństwo faktycznie posiadało zadłużenia. Wiesław wziął na Tarpana kredyt, z którego spłatą miał problemy. Słabo radził sobie też z prowadzeniem gospodarstwa, które podupadło po śmierci jego ojca. Pani Maria podejrzewała, że M. chcieli sprzedać samochód, by kupić prosięta i spłacić dług, który wraz z odsetkami bardzo wzrósł. Jednak według zeznań Janusza W., Wiesław miał mu powiedzieć, że chce sprzedać Tarpana, by kupić Poloneza. Rozważał nawet wymianę.

    Kilka miesięcy po przesłuchaniu Janusza W., pani Maria z kilkoma członkami rodziny udała się do Lublina, by osobiście porozmawiać z właścicielem fermy lisów. Jak wynika z przekazów medialnych, mężczyzna podczas rozmowy miał być bardzo zdenerwowany, trzęsły mu się ręce, pytał też, ile dzieci zostawiło małżeństwo.

    Nie wiem jak policja, ale ja go podejrzewam

    – mówiła matka zaginionego.

    Był taki wystraszony, że aż mu żyły na szyi tak dziwnie drgały. Nie chciał bardzo mówić. A to co mówił mi się nie podobało. No bo jak tu uwierzyć, że on, człowiek lubelski, taki sam – bez brata, kolegi – pojechał kupić tego tarpana.

    Gdy poszukiwania wciąż nie przynosiły efektów, zdesperowana pani Maria zwracała się o pomoc do wróżek, radiestetów i różdżkarzy. Jeden z nich za pomocą wahadełka wskazał rzekome miejsce zakopania zwłok M. Ciał tam nie znaleziono, a zdania poszczególnych wróżbitów co do losów Marioli i Wiesława były podzielone. Pani Maria jednak nie miała zbyt wielu złudzeń, przeczuwała, że mogło stać się najgorsze. Mariola bardzo kochała swoje dzieci i dobrowolnie by ich nie porzuciła. Po zaginięciu, jej pociechami zajęła się babcia spod Parczewa. Kobieta sprzedała także ziemie rolne, które należały do zaginionych, by móc spłacić ich wciąż rosnące zadłużenie w wisznickim banku.

    . . .

    Wieczorem w Wielką Sobotę 1998 roku kilkanaścioro mieszkańców gminy Wisznice, którzy oglądali w swoich domach lubelską telewizję, dowiedziało się o makabrycznym odkryciu w okolicy Zalewu Zemborzyckiego. W "Panoramie" ogłoszono, że 10 kwietnia przypadkowy przechodzień odkrył w kompleksie leśnym Dąbrowa w Lublinie wystającą z ziemi ludzką kość w bucie i skarpecie. W okolice ulicy Osmolickiej został wezwany patrol, który potwierdził zgłoszenie mężczyzny. Późniejsze oględziny ujawniły dwa ludzkie szkielety, których zachowane resztki ubrań wskazywały na kobietę i mężczyznę. Następnego dnia jeden z mieszkańców Wisznic podzielił się tą informacją z panią Marią. Był to dzień szóstej już Wielkanocy bez Marioli i Wiesława, a zarazem kolejna rocznica ich zaginięcia.

    Odkryte zwłoki leżały jedne na drugich, przysypane były dziesięciocentymetrową warstwą białej substancji, która po przebadaniu okazała się palonym wapnem. Oszacowano, że mogły spoczywać w ziemi pięć lub sześć lat. W toku późniejszych szczegółowych badań w Zakładzie Medycyny Sądowej ówczesnej Akademii Medycznej w Lublinie potwierdzono, że szczątki należą do kobiety i mężczyzny, których wiek podczas zgonu określono na około 30 lat. Na podstawie analizy odzieży wywnioskowano, iż kobieta doznała sześć lub siedem ran kłutych lub kłuto-ciętych na plecach. Mimo dokładnego pokrycia ciał tlenkiem wapnia, który przyśpiesza proces gnicia i rozkładu, wewnątrz czaszki ofiary stwierdzono obecność resztek tkanki mózgowej. Z kolei mężczyzna otrzymał dziewięć ran w okolicach prawego uda, podbrzusza, klatki piersiowej i okolic lędźwiowych. Ciosy spadały na niego z różnych kierunków. Denat miał także uszkodzone obuwie, co mogło świadczyć o tym, że usiłował się bronić. Kopał napastnika, by wytrącić mu z ręki nóż, który miał długość nie mniejszą niż 11 cm.

    16 kwietnia 1998 roku w Prokuraturze Rejonowej dla Miasta Lublina wszczęto śledztwo w sprawie zabójstwa nieustalonego mężczyzny i nieustalonej kobiety. Założono kilka hipotez, jedną z nich było przyjęcie, że znalezione zwłoki należą do zaginionego małżeństwa M., za czym przemawiało wiele zbieżności, jak chociażby bliskość giełdy samochodowej od miejsca odkrycia ciał. Pani Marii i jej bliskim okazano ubrania i kilka przedmiotów, które odnaleziono przy zwłokach. Rodzina rozpoznała je wszystkie, w tym zegarek Marioli, którego wskazówki zatrzymały się na godzinie 7:26.

    W 1998 roku w Polsce badania genetyczne były wciąż nowatorską metodą, więc by potwierdzić tożsamość odnalezionych szczątek, prokuratura zasięgnęła opinii antropologicznej. Biegli z Zakładu Antropologii Historycznej Uniwersytetu metodą superprojekcji**, odtworzyli wygląd głów i twarzy denatów. Ustalono bezsprzecznie, że ciała z lubelskiego lasu Dąbrowa należą do Marioli i Wiesława M. 2 lipca odwołano ich poszukiwania.

    Latem 1998 roku rodzina Marioli i Wiesława M. mogła godnie ich pożegnać. Jako datę śmierci, która została wyryta na nagrobku, podano 12 kwietnia 1992 rok – Niedzielę Męki Pańskiej.

    Śledztwo nabrało tempa. Szczególną uwagę poświęcono ponownie Januszowi W., który był ostatnią znaną śledczym osobą, która widziała M. żywych. Fakt, że jako hodowca zwierząt futerkowych posiadał na swojej fermie spore ilości wapna palonego, które służy do dezynfekcji klatek, wzbudził w policjantach jeszcze większe podejrzenia. Nie znaleziono jednak żadnych dowodów, jakoby to on był winien śmierci małżeństwa z Wisznic-Kolonii.

    Według doniesień "Kuriera Lubelskiego", w trakcie zupełnie innego śledztwa jeden z przesłuchiwanych wtedy gangsterów opowiedział, że jego kolega spod celi, niejaki Dariusz G., mógł brać w udział w morderstwie małżeństwa M. Zdaniem informatora, G. po usłyszeniu, że w lesie Dąbrowa odkryto ciała, popadł w depresję i uzależnienie od leków psychotropowych ze względu na stres związany z lękiem, że okoliczności ich śmierci mogą zostać wyjaśnione. O sprawie miał widzieć także inny lubelski gangster, który zdaniem przesłuchiwanego płacił mu spore kwoty za opiekę w więzieniu nad Dariuszem G. Owa opieka miała polegać na pilnowaniu, by ten przestał mówić o sprawie i łykać duże ilości tabletek. Tych informacji nie udało się jednak policji potwierdzić.

    W rozwikłaniu zagadkowej śmierci Marioli i Wiesława nie pomógł także apel o pomoc w odnalezieniu sprawcy, który wyemitowano w programie "Telewizyjne Biuro Śledcze" w 1998 roku.

    We Wtorek Wielkanocny 1999 roku śledztwo w sprawie morderstwa M. zostało umorzone.

    . . .

    Pod koniec października 2019 roku został wyemitowany odcinek "Magazynu Kryminalnego 997", w którym przypomniano historię tajemniczej śmierci Marioli i Wiesława. W programie prof. Paweł Waszkiewicz z Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego stwierdził, że morderstwo małżeństwa zostało wcześniej zaplanowane i najprawdopodobniej nie brała w nim udział tylko jedna osoba. Specjalista odżegnywał się od obwiniania Janusza W., tłumacząc:

    Stwierdzanie, że jeżeli ktoś miał motyw lub wszedł wcześniej konflikt z prawem, to na pewno dopuścił się takiego czynu, jest całkowicie nieuprawnione.

    . . .

    W tym roku minęła 28 Wielkanoc bez Marioli i Wiesława. Ich dorosła już córka nie pamięta rodziców ani żadnych wspólnych świąt. Pani Maria kilka lat temu zmarła, nie dowiedziawszy się, kto zabił jej syna i synową. Na terenie niegdysiejszej lubelskiej giełdy samochodów stoją dziś bloki, a miejsce na rozstaju leśnych dróg, które przez sześć lat było grobem Marioli i Wiesława, zarosło gęstą roślinnością.

    Od 2008 roku poszukiwaniem sprawców morderstwa małżeństwa M. zajmuje się lubelski zespół do spraw niewykrytych zabójstw, znany powszechnie jako Archiwum X. Szanse na rozwiązanie tajemnicy tej zbrodni są coraz mniejsze, a jej przedawnienie nastąpi w kwietniu 2032 roku.

    Jeżeli posiadacie jakiekolwiek informacje, które mogą pomóc w schwytaniu sprawców morderstwa Marioli i Wiesława M. z Wisznic-Kolonii, proszę o kontakt z policją pod numerem telefonu 997 lub bezpośrednio z lubelskim zespołem Archiwum X na numer 735-918-963 lub 47 811-54-90, pisemnie na adres e-mail archiwumx@lu.policja.gov.pl lub drogą listowną: Komenda Miejska Policji w Lublinie, ul. Północna 3, 20-064 Lublin.

    . .

    *swacha – regionalne określenie na matkę synowej lub zięcia

    **metoda superprojekcji – metoda identyfikacji szczątków polegająca na jednoczesnym rzutowaniu na ekran obrazu czaszki niezidentyfikowanych zwłok na zdjęcie osoby zaginionej

    . . .

    W trakcie pisania powyższego tekstu korzystałam z 171 odcinka programu "Telewizyjne Biuro Śledcze", odcinka "Magazynu Kryminalnego 997" z dnia 31 października 2019 roku, artykułu "Jak nożem w serce" ukazanego w "Słowie Podlasia" w numerze 18 z 1998 roku oraz z informacji zawartych tu, tu oraz tu. O metodzie superprojekcji czytałam tutaj.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #wisznice #bialapodlaska #lublin
    pokaż całość

    źródło: m.png

  •  

    Statystki dla zachorowań COVID-19 według dawnych 49 województw na chwilę obecną.
    1. bialskopodlaskie - 201
    2. białostockie - 613
    3. bielskie - 3031
    4. bydgoskie - 358
    5. chełmskie - 66
    6. ciechanowskie - 87
    7. częstochowskie - 1272
    8. elbląskie - 142
    9. gdańskie - 759
    10. gorzowskie - 110
    11. jeleniogórskie - 663
    12. kaliskie - 1783
    13. katowickie - 13848
    14. kieleckie - 913
    15. konińskie - 1101
    16. koszalińskie - 486
    17. krakowskie - 1060
    18. krośnieńskie - 78
    19. legnickie - 429
    20. leszczyńskie - 331
    21. lubelskie - 394
    22. łomżyńskie - 297
    23. łódzkie - 1015
    24. nowosądeckie - 1436
    25. olsztyńskie - 186
    26. opolskie - 913
    27. ostrołęckie - 377
    28. pilskie - 147
    29. piotrkowskie - 954
    30. płockie - 409
    31. poznańskie - 541
    32. przemyskie - 859
    33. radomskie - 2379
    34. rzeszowskie - 258
    35. siedleckie - 411
    36. sieradzkie - 1152
    37. skierniewickie - 425
    38. słupskie - 100
    39. suwalskie - 181
    40. szczecińskie - 230
    41. tarnobrzeskie - 259
    42. tarnowskie - 646
    43. toruńskie - 394
    44. wałbrzyskie - 529
    45. warszawskie - 3418
    46. włocławskie - 97
    47. wrocławskie - 1456
    48. zamojskie - 168
    49. zielonogórskie - 241

    Na 1 mln mieszkańców:
    1. katowickie - 3555
    2. bielskie - 3268
    3. radomskie - 3117
    4. sieradzkie - 2800
    5. kaliskie - 2460
    6. konińskie - 2290
    7. przemyskie - 2067
    8. nowosądeckie - 1921
    9. częstochowskie - 1632
    10. piotrkowskie - 1486
    11. warszawskie - 1413
    12. wrocławskie - 1281
    13. jeleniogórskie - 1266
    14. skierniewickie - 1003
    15. łódzkie - 923
    16. tarnowskie - 922
    17. koszalińskie - 921
    18. ostrołęckie - 916
    19. opolskie - 892
    20. białostockie - 874
    21. krakowskie - 851
    22. łomżyńskie - 842
    23. leszczyńskie - 829
    24. legnickie - 816
    25. kieleckie - 807
    26. płockie - 785
    27. wałbrzyskie - 722
    28. bialskopodlaskie - 649
    29. siedleckie - 621
    30. toruńskie - 584
    31. gdańskie - 517
    32. tarnobrzeskie - 425
    33. rzeszowskie - 398
    34. poznańskie - 397
    35. lubelskie - 384
    36. suwalskie - 370
    37. zielonogórskie - 355
    38. zamojskie - 343
    39. bydgoskie - 315
    40. pilskie - 296
    41. elbląskie - 287
    42. chełmskie - 265
    43. olsztyńskie - 239
    44. słupskie - 233
    45. szczecińskie - 231
    46. włocławskie - 223
    47. gorzowskie - 214
    48. ciechanowskie - 199
    49. krośnieńskie - 153
    #koronawirus #bialapodlaska #bialystok #bielskobiala #bydgoszcz #chelm #ciechanow #czestochowa #elblag #gdansk #gorzowwielkopolski #jeleniagora #kalisz #katowice #kielce #konin #koszalin #krakow #krosno #legnica #leszno #lublin #lomza #lodz #nowysacz #olsztyn #opole #ostroleka #pila #piotrkowtrybunalski #plock #poznan #przemysl #radom #rzeszow #siedlce #sieradz #skierniewice #slupsk #suwalki #szczecin #tarnobrzeg #tarnow #torun #walbrzych #warszawa #wloclawek #wroclaw #zamosc #zielonagora
    pokaż całość

    +: 880825, T...............l +38 innych
  •  

    #wybory #bialapodlaska TVP info: Andrzej Duda wygrywa wybory. Inne stacje: wynik nierozstrzygnięty. Przypominam taką sytuację, w ostatnich wyborach samorządowych, Białej Podlaskiej kandydat na prezydenta miasta z PiS wieczorem wygrywał minimalnie, A następnego dnia okazało się że przegrał z kandydatem KO.

  •  

    "Jest super, nawet za komuny nie było tak dobrze, a Unia to zło.." ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    "Trzaskowski robi dobrze Niemcom!"

    "WHO niech sobie mówi, my wiemy swoje. Bóg ustanawia prawo!"

    Oni w niedzielę pójdą głosować, a Ty?

    Pozdrowienia dla mieszkańców #bialapodlaska

    #bekazpisu #bekazprawakow #duda #wybory #polska #bekazkatoli #4konserwy #neuropa #polityka
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    Wybierasz się na wybory czy oddajesz im swój głos?

    • 133 głosy (89.26%)
      Idę
    • 15 głosów (10.07%)
      Jadę na grilla
    • 1 głos (0.67%)
      Jeszcze nie wiem
  •  

    Polska jest piękna - zobaczcie jedno z nieoczywistych polskich miast. Położone tylko ok. 150 km od Warszawy. Rzadko odwiedzane, a oferujące ciekawą historię, legendy i wiele interesujących miejsc do zobaczenia. Przygotowaliśmy dla Was trasę spacerową po stolicy Południowego Podlasia. Pokażmy, że Polska jest atrakcyjna - pomóżcie wykopać ten tekst - https://www.wykop.pl/link/5594583/biala-podlaska-stolica-poludniowego-podlasia/

    #polska #bialapodlaska #podroze #turystyka #wakacje #podrozujzwykopem #lubelskie #lublin #warszawa #wykop #atrakcyjnapolska #polskajestpiekna #ciekawostki #zainteresowania
    pokaż całość

    źródło: Biala-Podlaska.jpg

  •  

    #wybory #polityka #polska

    Mirki, Mirabelki część z was na pewno słyszała o "ginących kartach do głosowania", błędnych protokołach, nieostemplowanych kartach i o doliczaniu głosów na Dudę np. w Krakowie.
    Nigdy nie mieliśmy od czasu obalenia komuny w 1989 tylu nieprawidłowości przy wyborach.

    https://oko.press/mowie-ze-jak-sie-te-karty-nie-znajda-dzwonie-na-policje-niepokojace-sygnaly-z-komisji-wyborczych/

    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/wybory-prezydenckie-2020-slask-czlonek-komisji-falszowal-karty-do-glosowania/0hsfvf8

    https://www.o2.pl/informacje/nieprawidlowosci-w-lokalu-w-zakopanem-glosy-beda-uznane-za-niewazne-6526328409049952a

    W związku z tym proszę każdego kto ma czas i możliwość o zgłaszanie się na stanowisko Męża Zaufania w nadchodzących wyborach.
    Można dokonać zgłoszenia https://trzaskowski2020.pl/mezowie-zaufania poprzez kontakt z odpowiednim dla danego województwa koordynatorem.
    Sam się zgłosiłem bo uważam że wybory może i mogą być przegrane ale mają być uczciwe.
    Jeśli to możliwe zgłaszajcie się wszędzie, nie ważne czy to miasto czy wieś, ważne żeby nikt nie czuł się bezkarny jeśli miałby fałszować wyniki wyborów.

    #katowice #krakow #pozan #warszawa #rzeszow #jaslo #lublin #zielonagora #szczecin #czestochowa #lodz #piotrkowtrybunalski #bydgoszcz #krosno #sanok #mielec #lubin #wroclaw #legnica #opole
    #strzelceopolskie #bialystok #olkusz #olsztyn #jeleniagora #szczyrk #krynicamorska #belchatow #gorlice #bytom #sosnowiec #trojmiasto #wladyslawowo #torun #police #gryfino #mikolow #rybnik #raciborz #rudaslaska #bochnia #tarnow #lancut #zgierz #nowysacz #nowytarg #zakopane #rabka #bielskobiala #zywiec #augustow #bartoszyce #bedzin #czeladz #bialapodlaska #bialobrzegi #bialogard #ustrzykidolne #brodnica #brzozow #buskozdroj #chelm #chojnice #cieszyn #debica #pilzno #drawskopomorskie #elk #elblag #garwolin #gizycko #gliwice #gniezno #glubczyce #glogow #stalowawola #gorzowwielkopolski #leszno #grodziskmazowiecki #grojec #gryfice #hajnowka #hrubieszow #zgorzelec #ilawa #inowroclaw #jaroslaw #jarocin
    #jedrzejow #kalisz #kielce #kamiennagora #kartuzy #kazimierzdolny #sandomierz #kedzierzynkozle #kepno #klodzko #przemysl
    #kolobrzeg #konskie #kolbuszowa #koscian #krapkowice #lowicz #krasnystaw #kutno #wloclawek #legionowo #lesko #lezajsk #lebork #lidzbarkwarminski #limanowa #luban #tarnobrzeg #wisla #uniejow #leczyca #leczna #piaseczno #lukow #miechow #malbork #miedzychod #mragowo #myszkow #zawiercie #myslenice #myslowice #chrzanow #oswiecim #namyslow #nisko
    #nowasol #nysa #olecko #olawa #opatow #opoczno #ostroleka #ostrowwielkopolski #ostrowiecswietokrzyski #otwock #pabianice #pila #pinczow #pisz #pleszew #plonsk #polkowice #pruszkow #przasnysz #przeworsk #pszczyna #proszowice
    #puck #pulawy #pultusk #ryki #rypin #slomczyn #sepolno #siedlce #sieradz #siemiatycze #sierpc #slawno #sochaczew #sokolowpodlaski #sopot #starachowice #stargard #swinoujscie #staszow #sulecin #strzelin #suchabeskidzka #suwalki #szamotuly #szczytno #sztum #szydlowiec #srodawielkopolska #srem #srodaslaska #swietochlowice #tarnowskiegory #tomaszowlubelski #tomaszowmazowiecki #tuchola #turek #wadowice #walbrzych #walcz #wejherowo #wagrowiec #wegorzewo #wegierskagorka #wielun #wieliczka #wieruszow #wlodawa #wloszczowa #wyszkow #zambrow #zamosc #zabkowiceslaskie #zlotoryja #zuromin #zary #znin

    i na samym końcu
    #wolomin ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
    pokaż całość

    źródło: pliki.portalsamorzadowy.pl

    •  

      @xedarr: hehe normalnie xD

      Komisje są teraz tylko trzyosobowe (minimum). Jak duże jest prawdopodobieństwo, że będą w takiej komisji osoby przychylne wyłącznie Pisowi? Zwłaszcza na terenach gdzie Duda zebrał ponad 50% w pierwszej turze? Co za problem żeby osoba z komisji dopisała drugi krzyżyk na karcie gdzie był zaznaczony Trzaskowski? xD

    •  

      @Sondokan: XD

      No tak, a potem 20% głosów nieważnych i trzeba się z tego tłumaczyć, w mojej OKW było 6 nieważnych z jakichś 700 głosów, obstawiam, że w całej Polsce procent głosów nieważnych był podobny.

    • więcej komentarzy (28)

  •  

    Jestem mieszkancem wojewodztwa dolnoslaskiego, ktore nalezy do pewnej "elity" wojewodztw w Polsce, ktore granicza z obcym panstwem, i co najwazniejsze - NIE TYLKO Z JEDNYM ! (graniczymy z Niemcami i Czechami)

    Tak sie sklada, ze wojewodztwa wschodniej Polski sa dokladnie w tej "elicie":

    - wojewodztwo podkarpackie - granica z Ukraina i Slowacja #podkarpacie
    - wojewodztwo lubelskie - granica z Ukraina i Bialorus #lubelskie
    - wojewodztwo podlaskie - granica z Bialorus i Litwa #podlasie

    Jak juz wspomnialem, my, dolnoslazacy mamy swoje doswiadczenia z zachodu Polski - od dziecka jezdzilem z rodzicami na narty do Czech, we Wroclawiu poznalem swoja partnerke, ktora pochodzi z Bogatynii, wiec bedac w jej miejscowosci, na rowerze w ciagu 2h mozna pojechac na piwo do Czech i potem do Niemiec i wrocic na kolacje do domu. Oczywiscie mamy tu latwiej, bo Czechy i Niemcy sa w Schengen, wiec granic fizycznie nie ma.

    Pytanie jednak do moich kolegow we wschodniej Polsce:

    Jak wygladaja wasze doswiadczenia z przekraczaniem granicy? Zakladam, ze "najgorzej" jest w wojewodztwie lubelskim, bo to 2 zewnetrzne granice UE. Pewnie nie jest latwo dostac sie na Bialorus i Ukraine... To jakie sa wasze doswiadczenia/? Wyjezdzaliscie od dziecka czy raczej temat wycieczek na wschod nie jest zbyt popularny? #chelm #bialapodlaska #lublin #zamosc

    Czy mieszkancy wojewodztwa podlaskiego jada w jakims celu na Litwe? Dla mnie to wrecz surrealistyczne (geograficznie), ze mozecie wsiasc sobie w auto i chwile pozniej byc w krajach baltyckich... #suwalki #augustow #lomza #bialystok

    I ostatnie pytanie do mieszkancow Podkarpacia - czy popularne sa wypady na Slowacje? Co ciekawsze, macie tez najblizej z Polski na Wegry! O ile wiem do miejscowosci przygranicznej Sátoraljaújhely z Krosna jest tylko 170km! A do slowackich Koszyc (drugie najwieksze miasto) tylko 140km! #krosno #rzeszow #debica no i #przemysl - na rowerze na Ukraine.

    ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #pytanie #polska #geografia #podroze
    pokaż całość

    źródło: bbb.png

  •  

    Żołnierze wyklęci koronawirusem zaklęci.

    #bialapodlaska #koronawirus #policja #heheszki

    źródło: 92830119_559555604938241_7660515493190565888_n.jpg

    +: M................z, Polasz +28 innych
  •  

    Ciąg dalszy statystyk według dawnych województw. Dane dotyczące województw już lepiej opracowane, lecz dalej są problemy z Górnym Śląskiem.
    1. bialskopodlaskie - 0
    2. białostockie - 19
    3. bielskie - 29
    4. bydgoskie - 45
    5. chełmskie - 25
    6. ciechanowskie - 5
    7. częstochowskie - 31
    8. elbląskie - 21
    9. gdańskie - 46
    10. gorzowskie - 4
    11. jeleniogórskie - 21
    12. kaliskie - 36
    13. katowickie - 159
    14. kieleckie - 35
    15. konińskie - 2
    16. koszalińskie - 21
    17. krakowskie - 75
    18. krośnieńskie - 8
    19. legnickie - 18
    20. leszczyńskie - 22
    21. lubelskie - 57
    22. łomżyńskie - 16
    23. łódzkie - 114
    24. nowosądeckie - 15
    25. olsztyńskie - 18
    26. opolskie - 51
    27. ostrołęckie - 10
    28. pilskie - 13
    29. piotrkowskie - 48
    30. płockie - 8
    31. poznańskie - 43
    32. przemyskie - 8
    33. radomskie - 196
    34. rzeszowskie - 40
    35. siedleckie - 17
    36. sieradzkie - 2
    37. skierniewickie - 27
    38. słupskie - 0
    39. suwalskie - 5
    40. szczecińskie - 36
    41. tarnobrzeskie - 31
    42. tarnowskie - 16
    43. toruńskie - 32
    44. wałbrzyskie - 15
    45. warszawskie - 253
    46. włocławskie - 8
    47. wrocławskie - 190
    48. zamojskie - 20
    49. zielonogórskie - 22
    Per capita:
    1. radomskie - 1/3894
    2. wrocławskie - 1/5983
    3. warszawskie - 1/9564
    4. łódzkie - 1/9646
    5. chełmskie - 1/9952
    6. piotrkowskie - 1/13379
    7. skierniewickie - 1/15693
    8. rzeszowskie - 1/16223
    9. krakowskie - 1/16600
    10. lubelskie - 1/18023
    11. leszczyńskie - 1/18159
    12. tarnobrzeskie - 1/19648
    13. opolskie - 1/20073
    14. kaliskie - 1/20133
    15. toruńskie - 1/21088
    16. łomżyńskie - 1/22056
    17. elbląskie - 1/23576
    18. zamojskie - 1/24465
    19. katowickie - 1/24496
    20. jeleniogórskie - 1/24938
    21. koszalińskie - 1/25124
    22. częstochowskie - 1/25148
    23. bydgoskie - 1/25264
    24. szczecińskie - 1/27644
    25. legnickie - 1/29200
    26. zielonogórskie - 1/30877
    27. poznańskie - 1/31712
    28. gdańskie - 1/31943
    29. bielskie - 1/31983
    30. kieleckie - 1/32334
    31. białostockie - 1/36916
    32. pilskie - 1/38223
    33. siedleckie - 1/38906
    34. ostrołęckie - 1/41160
    35. olsztyńskie - 1/43233
    36. tarnowskie - 1/43800
    37. wałbrzyskie - 1/48867
    38. nowosądeckie - 1/49833
    39. przemyskie - 1/51950
    40. włocławskie - 1/54338
    41. krośnieńskie - 1/63763
    42. płockie - 1/65113
    43. ciechanowskie - 1/87480
    44. suwalskie - 1/97840
    45. gorzowskie - 1/128575
    46. sieradzkie - 1/205750
    47. konińskie - 1/240400
    48. słupskie - 0
    49. bialskopodlaskie - 0
    Przy okazji pytanie: co wy w tym Słupsku i Białej Podlaskiej robicie, że jesteście dalej wolni? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #koronawirus #bialapodlaska #bialystok #bielskobiala #bydgoszcz #chelm #ciechanow #czestochowa #elblag #gdansk #gorzowwielkopolski #jeleniagora #kalisz #katowice #kielce #konin #koszalin #krakow #krosno #legnica #leszno #lublin #lomza #lodz #nowysacz #olsztyn #opole #ostroleka #pila #piotrkowtrybunalski #plock #poznan #przemysl #radom #rzeszow #siedlce #sieradz #skierniewice #slupsk #suwalki #szczecin #tarnobrzeg #tarnow #torun #walbrzych #warszawa #wloclawek #wroclaw #zamosc #zielonagora
    pokaż całość

  •  
    z.....e

    +25

    Zakażenia koronawirusem w powiatach województwa lubelskiego.
    Dane nieoficjalne i zebrane przeze mnie z lokalnych serwisów informacyjnych i doniesień z lokalnych sanepidów. Wliczyłem również jeszcze niepotwierdzone (ale bardzo wiarygodne) przez ministerstwo zakażenia.

    Ciężko znaleźć w gazetach rozróżnienie powiatu lubelskiego od Lublina, czasami piszą "mieszkaniec Lublina" mimo że chory mieszkał w jednej z okolicznych wiosek. Przypisałem Lublinowi 0, bo najwiarygodniejsze źródło podające powiaty twierdzi, że co najmniej do wczoraj nie było chorych pochodzących z Lublina - https://lublin.tvp.pl/47190496/nowe-potwierdzone-przypadki-koronawirusa-w-regionie
    a 3 nowe zachorowania nie były z Lublina. Z drugiej strony, gdy ministerstwo udostępniało mapę z powiatami to był tam zaznaczony Lublin, ale był już przypadek złego oznaczania przez nich powiatów (np. Rawa Mazowiecka) i wierzę że tutaj też olali sprawę i po prostu przypisywali chorych do Lublina zamiast do powiatu lubelskiego.
    #koronawirus #lubelskie #bilgoraj #zamosc #tomaszowlubelski #hrubieszow #krasnystaw #chelm #krasnik #lublin #leczna #opolelubelskie #pulawy #lubartow #wlodawa #parczew #ryki #lukow #radzynpodlaski #bialapodlaska
    pokaż całość

    źródło: koronawirus lubelskie.png

    +: S........s, skrytohash +23 innych
  •  

    Przed Wami potężna (109!), ułożona alfabetycznie miastami lista kin, w których obejrzycie nagrodzony 4 Oscarami film „Parasite” w reżyserii Bong Joon-ho.
    Lista obejmuje seanse w okresie 14-20 lutego

    Nie wszystkie kina grają film codziennie. Zachęcamy do sprawdzania repertuaru lokalnego kina:

    AUGUSTÓW
    Kino Iskra
    BARCIN
    Miejski Dom Kultury
    BĘDZIN
    Kino Nowość
    BIAŁA PODLASKA
    Kino Merkury
    BIAŁYSTOK
    Helios Galeria Biała
    BIELSKO-BIAŁA
    Cinema City
    BOCHNIA
    Kino Regis
    BUK
    Kino Wielkopolanin
    BYDGOSZCZ
    Cinema City
    BYTOM
    Cinema City
    CIESZYN
    Cinema City
    CZĘSTOCHOWA
    Cinema City Jurajska
    Cinema City Wolność
    ELBLĄG
    Kino Światowid
    GDAŃSK
    Kinoport
    Helios Alfa
    Helios Galeria Forum
    Multikino
    Kino Kameralne Cafe
    GDYNIA
    Gdyńskie Centum Filmowe
    GLIWICE
    Cinema City
    GÓRA KALWARIA
    Kino Uciecha
    JAROSŁAW
    Kino na Biegunach
    KALISZ
    Kino Centrum
    KATOWICE
    Kino Światowid
    Cinema City Punkt
    Cinema City Silesia
    Helios Libero
    Multikino
    KRAKÓW
    Kino Kijów
    Kino Paradox
    Kino Mikro
    Cinema City Bonarka
    Cinema City Galeria Kazimierz
    Cinema City Zakopianka
    Cinema City Plaza
    Multikino
    Kino Pod Baranami
    Kino Kika
    LUBLIN
    DKF 16
    Kino Bajka
    Cinema City Felicity
    Cinema City Plaza
    ŁÓDŹ
    Kino Bodo
    Kinematograf
    Kino Charlie
    Cinema City Manufaktura
    Helios Galeria Sukcesja
    NISKO
    Kino Sokół
    OLSZTYN
    Kino Studyjne Awangarda 2
    Helios Galeria Aura
    PABIANICE
    Kino Tomi
    POZNAŃ
    Kino Malta
    Kino Rialto
    Kino Bułgarska 19
    Cinema City Kinepolis
    Cinema City Plaza
    Helios Galeria Posnania
    Multikino Stary Browar
    Multikino Malta
    PRUSZKÓW
    Centrum Kultury i Sztuki
    RADOM
    Kino Elektrownia
    RUDA ŚLĄSKA
    Kino Patria
    Cinema City
    RYBNIK
    Cinema City
    RZESZÓW
    Kino Zorza
    SŁUPCA
    Dom Kultury
    SOPOT
    Multikino
    SOSNOWIEC
    Cinema City
    STALOWA WOLA
    Kino Wrzos
    STAROGARD
    Cinema City
    SUWAŁKI
    Cinema Lumiere
    SZCZECIN
    Kino Pionier
    Multikino
    TORUŃ
    Cinema City CD
    Cinema City Plaza
    USTKA
    Kino Delfin
    WAŁBRZYCH
    Cinema City
    WARSZAWA
    Bemowskie Centrum Kultury
    Kino U-jazdowski
    Kino Muranów
    Kino Elektronik
    Kino Luna
    Kino Amondo
    Kino Atlantic
    Wisła
    Kinoteka
    Kino Kultura
    Kino Praha (Mazowiecki Teatr Muzyczny)
    Cinema City Akadia
    Cinema City Mokotów
    Cinema City Promenada
    Cinema City Sadyba
    Cinema City Bemowo
    Cinema City Białołęka
    Cinema City Janki
    Helios Galeria Blue City
    Multikino Ursynów
    Multikino Młociny
    WROCŁAW
    Kino Nowe Horyzonty
    Dolnośląskie Centrum Filmowe
    Cinema City Wrocławia
    Cinema City Korona
    Helios Galeria Magnolia
    Multikino Pasaż
    WRONKI
    Kino Gwiazda
    ZAMOŚĆ
    Kino Stylowy
    ZIELONA GÓRA
    Cinema City
    (pozdrawiamy tych, którzy dotarli do końca listy ( ͡° ͜ʖ ͡°))

    #film #filmnawieczor #filmy #kino #kinoazjatyckie #oscary #cinemacity #multikino #helios #augustow #bedzin #bialapodlaska #bialystok #bielskobiala #bydgoszcz #bytom #cieszyn #czestochowa #elblag #gdansk #gdynia #gliwice #gorakalwaria #jaroslaw #kalisz #katowice #krakow #lublin #lodz #olsztyn #pabianice #poznan #pruszkow #radom #rudaslaska #rybnik #rzeszow #slupca #sopot #sosnowiec #stalowawola #starogard #suwalki #szczecin #torun #ustka #walbrzych #warszawa #wroclaw #wronki #zamosc #zielonagora
    pokaż całość

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Tekst możecie przeczytać tutaj lub na moim blogu polskiepato.pl. Tam wrzuciłam też więcej zdjęć.

    Powiadomienia o nowych wpisach pojawiają się zawsze na fejsbukowym fanpejdżu Polskie Pato. Ban od FB się skończył i mogę już publikować na swoich pejach. :)

    Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam na mój Patronite.

    • • •

    MARCIN Ł., rocznik '90

    Marcin Ł. przyszedł na świat w 1990 roku w Białej Podlaskiej. Do szkoły podstawowej uczęszczał w rodzinnych Horoszkach Małych, a po zlikwidowaniu miejscowej placówki rodzice przenieśli go do pobliskich Serpelic. Chłopiec ze względu na swoją potężną budowę ciała był wyśmiewany przez inne dzieci, przez co trzymał się na uboczu grupy rówieśniczej. Zdał maturę w Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Janowie Podlaskim. Już wtedy wiedział, że tak jak jeden z jego starszych braci, czuje się powołany do stanu duchownego. Dlatego też w 2010 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie.

    Sześć lat później, już jako ksiądz i magister, został wikariuszem w Parafii św. Andrzeja Apostoła w podlaskich Wyszkach i nauczycielem w tamtejszym Zespole Szkół. Prowadził lekcje religii oraz woził dzieci na konkursy i wolontariaty. W Internecie można znaleźć zdjęcia zrobione, gdy razem z grupą dziewczynek odwiedził należące do Caritasu Warsztaty Terapii Zajęciowej w Bielsku Podlaskim. Wikariusz cieszył się dobrą opinią, mieszkańcy wsi mu ufali, radzili się go, a jedna z parafianek tak opisywała młodego duchownego:

    Przyjemny, miły, po prostu ludzki.

    W 2017 roku miała się odbyć kolejna edycja Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej. Ksiądz Marcin usilnie zachęcał jedną ze swoich uczennic do wzięcia w nim udziału, na co ostatecznie 14-letnia Asia* przystała. W wyroku można przeczytać, że 27-letni duchowny podstępnie zwabił dziewczynkę na plebanię, zapewniając, że musi pomóc jej w przygotowaniach do konkursu. Gdy nieświadoma zamiarów nauczyciela weszła do przykościelnego budynku, Ł. zamknął drzwi na klucz, chwycił zdezorientowaną nastolatkę i zaniósł do swojej sypialni. Tam zdjął sutannę, a z niej spodnie i bieliznę. Mimo płaczu i oporów lizał jej narządy rodne. Tydzień później, gdy nie chciała się zgodzić, by znów zawiózł ją na plebanię pod pretekstem przygotowań do konkursu, ksiądz Ł. zamknął się z przestraszoną uczennicą w sali lekcyjnej. Nie otworzył drzwi nawet wtedy, gdy szkolny autobus odjechał, a dziewczynka nie miała jak wrócić do domu. Katecheta zaoferował, że ją odwiezie, jednak pokierował swoje auto w stronę przykościelnych zabudowań. Tam zamknął drzwi na klucz i siłą przytrzymał wyrywającą się dziewczynkę. Postawny mężczyzna unieruchomił ją i przeniósł do łóżka, gdzie rozebrał od pasa w dół, rozchylił nogi i pomimo jej łez i głośnych protestów, lizał jej narządy płciowe i wkładał palce do pochwy.

    Tydzień później, 8 czerwca nastał dzień konkursu. Ksiądz Marcin był odpowiedzialny za dowiezienie uczestników na miejsce. Po Asię przyjechał jeszcze przed początkiem lekcji w szkole. Podczas jazdy stwierdził jednak, że do rozpoczęcia testu jest jeszcze sporo czasu, w którym mogą powtórzyć materiał, ale wikariusz miał w planach inną powtórkę. Skręcił w drogę na plebanię, wprowadził dziewczynkę do środka i przekręcił klucz w zamku. Mocno przytrzymał wyrywającą się i odpychającą go od siebie 14-latkę i przeniósł ją do sypialni. Położył ją na łóżku i mimo głośnych protestów zdjął z niej dolną część galowego stroju. Przygniótł dziewczynkę swoim ciężarem i usiłował zgwałcić. Jednak udało mu się tylko częściowo wprowadzić członka, wycofał się ze względu na płacz dziewczynki i jej głośne skargi na ból.

    Nie znam okoliczności, w jakich rodzice 14-latki dowiedzieli się, czego dopuścił się wobec ich dziecka ksiądz Ł., jednak niedługo po Ogólnopolskim Konkursie Wiedzy Biblijnej duchowny zniknął z Wyszek – nie było go widać ani w kościele, ani w szkole. Po wsi zaczęły krążyć plotki, że poważnie się rozchorował i przebywa w szpitalu. Mieszkańców dziwił jednak fakt, że podczas mszy proboszcz nie modli się o zdrowie nieobecnego kolegi. Dopiero po czasie okazało się, że jeszcze w czerwcu rodzice pokrzywdzonej 14-latki zgłosili sprawę molestowania do Diecezji Drohiczyńskiej. Pełnomocnik prawny kurii, zawiadomił Prokuraturę Krajową o możliwości popełnienia przestępstwa z art. 200 kk., a decyzją biskupa młody ksiądz nie mógł wykonywać posługi kapłańskiej.

    We wsi zawrzało. Oprócz głosów oburzenia na zachowanie księdza oraz współczucia dla dziewczynki, pojawiły się też te negujące winę duchownego – "Bo jak to tak trzy razy do niego chodziła? Sama chciała!" czy "Teraz te małolaty takie rozgolaszone chodzą i kuszą facetów!". Ludziom trudno było uwierzyć w winę osoby z tak nieposzlakowaną opinią, dlatego część winy przerzucali na ofiarę gwałciciela, krzywdząc ją przy tym jeszcze bardziej.

    Podczas składania wyjaśnień w Prokuraturze Okręgowej w Ostrołęce, Marcin Ł. częściowo przyznał się do winy. Postawiono mu zarzut zgwałcenia małoletniej poniżej 15 roku życia (art. 197 § 3 pkt 2 kk) i użycia groźby lub podstępu, by doprowadzić do obcowania płciowego (art. 197 § 1 kk). Podejrzany do tymczasowego aresztu trafił dopiero w listopadzie 2017 roku. Z czasem Sąd w Ostrołęce zmienił areszt na poręczenie majątkowe i po wpłacie 20 tys. zł w połowie stycznia 2018 roku ksiądz opuścił mury więzienia. Biskup drohiczyński umieścił Ł. w klasztorze, gdzie ten oczekiwał do rozprawy. Sąd zakazał mu opuszczania kraju oraz zbliżania się do pokrzywdzonej dziewczynki, którą zajął się psycholog.

    Proces w Sądzie Okręgowym w Białymstoku rozpoczął się w marcu 2018 roku. Marcin Ł. odpowiadał w nim z wolnej stopy. Posiedzenia były w całości niejawne, odtajniono jedynie ogłoszenie wyroku, który zapadł już 30 maja. Marcin Ł. został skazany na 5 lat pozbawienia wolności, otrzymał 10-letni zakaz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzoną oraz 15-letni zakaz wykonywania zawodu związanego z opieką nad małoletnimi. Obrońca oskarżonego złożył apelację, jednak 30 października tego samego roku, Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał wyrok w mocy. Ksiądz do aresztu trafił dopiero po dwóch miesiącach od ogłoszenia wyroku przez SO. Przebywa tam do dziś.

    . . .

    *imię wymyśliłam na potrzeby tekstu

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Białymstoku oraz wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. Informacje z prasy i internetu, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego – @IgorK.

    • • •

    #kryminalne #kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #podlasie #bialapodlaska #janowpodlaski #drohiczyn #pedofiliawkosciele #bielskpodlaski
    pokaż całość

    źródło: dlamireczkuf.jpg

    +: G.....y, Wollier +641 innych
  •  

    Od 1 stycznia Riad Haidar nie będzie kierował oddziałem neonatologicznym w szpitalu w Białej Podlaskiej. Taką decyzję podjął dyrektor, który jest jednocześnie radnym PiS.
    Nieco ponad rok temu Dariusz Stefaniuk przegrał wybory i nie uzyskał reelekcji prezydenckiej w Białej Podlaskiej. W radzie miasta PiS też już nie rządzi. Zatem w ramach zemsty postanowiono odegrać się na pośle Koalicji Obywatelskiej, która obecnie rządzi miastem. Słabe to i małe. Tak jest już w Polsce. Żal pana Haidara, który jest szanowany w swoim środowisku. Niestety odmienne poglądy zdecydowały o tym, że jego trzydziestoletnie poświęcenie w zawodzie nie ma żadnego znaczenia. Oby tak dalej. Nie widzicie kto nami rządzi?
    Ciekawe co by było gdyby jakieś dziecko z rodziny dyrektora potrzebowało pilnie pomocy, ale pana Haidara już nie będzie.

    #polska #bekazpisu #bekazprawakow #polityka #neuropa #bialapodlaska #4konserwy #dobrazmiana #60groszyzawpis
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: IMG_20191230_104559.jpg

    +: J...r, chanelzeg +63 innych
    •  

      @Gilgamesz69: Adam Chodziński, radny PiS, jest dyrektorem tego szpitala w Białej Podlaskiej dopiero od listopada tego roku. A zwyczajem pisowców po objęciu sterów w jakiejś instytucji jest wymiana kadr na w pełni sobie podporządkowane. Ponieważ Haidar ma poglądy niezgodne z partyjną linią PiS-u, to postanowiono go zwolnić. Nawet jeśli formalnie wszystko wygląda na zgodne z procedurami takimi jak konkurs. Przecież jacyś konkretni ludzie decydują o wynikach konkursów. A w państwie PiS nietrudno się domyślić, jacy to ludzie. pokaż całość

    •  

      Widze, że czystki prowadzone są w całej Polsce. W moim mieście dwa szpitale tak skończyły.
      W powiatowym powołano nowego dyrektora z wiadomej partii. Ale starego nie zwolnili, jak głoszą publicznie. Mógł zostac jako lekarz 'ale nie skorzystał z okazji'.

      Drugi poleciał z ortopedycznego. 20 lat był dyrektorem, rozwinął szpital, miał plany rozwoju w stronę okulistycznego (rozbudowa). Niestety, cały misterny plan 'w pizdu' bo został 'zastąpiony' nowym pracownikiem. Ciekawe co się stanie z odłożonymi pieniędzmi. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Kierownik oddziału w szpitalu w Białej Podlaskiej zwolniony ze swojego stanowiska za odmienne poglądy.

    #bekazpisu #bialapodlaska #lubelskie #polska #dobrazmiana

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1577647045608.jpg

    •  

      Haidar jest teraz w sejmie, to pewnie wielki ból dla co niektórych, a do pisowskich poglądów mu daleko.

      @zrobmikanapke: to niech se siedzi w sejmie na cholere ma jeszcze szpitalowi dyrektorować? Albo siedzi w sejmie albo w szpitalu...

      Szpital straci lekarza, fachowca, osobę promującą szpital na zewnątrz. Bez niego zostają piękne budynki, błyszczące wnętrza, ale kto ma leczyć ludzi??

      @piotrek07: Sam Haidar wybrał pracę posła więc ciężko się dziwić szpitalowi że że nie chcą współpracować z człowiekiem który całkiem sporo czasu będzie spędzał w Warszawie a nie w szpitalu

      Co w tym wypadku ma polityka do leczenia wcześniaków.

      @zieloniutkazielonka: To że Haidar wybrał karierę polityka i powinien siedzieć w sejmie a nie szefować szpitalowi. Potem się wykopki oburzają że posłowie na głosowania nie chodzą...
      pokaż całość

    •  

      @zieloniutkazielonka: Nie masz pojęcia, jaka wiedzę ma ten człowiek. Mojego syna (wcześniaka) uratował nie kto inny jak on.

      Jaki to ma związek z moim wpisem?

    • więcej komentarzy (69)

  •  

    AKTUALIZACJA - PONAD 160 MIAST

    Dziś Sędziowie - jutro Ty!
    18.12.2019 (środa) , godz. 18.00 pod sądami w całym kraju.

    [PONAD 160 MIAST!] Poniżej lista protestów z danymi adresowanymi, organizowanych w środę w całym kraju. Kolejne zgłoszenia wciąż napływają.
    W środę 18 grudnia o godzinie 18:00 odbędą się w całej Polsce oraz pod Sejmem RP protesty wobec ustawy wniesionej przez posłów PiS (druk sejmowy nr 69) zapowiadającej represje wobec sędziów i prokuratorów działających zgodnie z polskim i europejskim prawem, a także nakazującej zaniechanie stosowania prawa europejskiego. Ustawa niesie zagrożenie dla podstawowej zasady funkcjonowania państwa prawa – trójpodziału władz, a wśród jej możliwych konsekwencji jest wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej.

    Lista miast:
    https://www.ruchkod.pl/dzis-sedziowie-jutro-ty/?fbclid=IwAR1IdQogmoLPZAjNzaHlouiDPNbtaKgE71fSgupxqWzB1yAWLwqL8BJysCE

    Mapa Google z miejscami wydarzeń:
    https://bit.ly/2S1qFPR

    FB:
    https://www.facebook.com/events/1443749049122039/permalink/1448191905344420/

    #tklive #prawo #polska #neuropa

    pokaż spoiler #warszawa #belchatow #berlin #bialapodlaska #bialystok #bielskobiala #boleslawiec #bruksela #bochnia #brzeg #brzesko #bydgoszcz #bytom #chicago #chojnice #chrzanow #ciechanow #czestochowa #czluchow #dabrowagornicza #debica #drawskopomorskie #dzierzoniow #elblag #elk #gdansk #gdynia #gizycko #gliwice #glogow #gorlice #gorzowwielkopolski #gostynin #grodziskmazowiecki #grodziskwielkopolski #grudziadz #gryfice #hrubieszow #ilawa #jarocin #jaroslaw #jeleniagora #jeziorany #jedrzejow #kalisz #katowice #kedzierzynkozle #ketrzyn #kety #kielce #kolonia #kolobrzeg #konin #konskie #koszalin #koscian #koscierzyna #kozienice #krakow #krosno #kwidzyn #legnica #leszno #lebork #londyn #lubaczow #luban #lubin #lublin #lancut #lodz #lomza #lowicz #mielec #minskmazowiecki #morag #mragowo #mysliborz #naklonadnotecia #nowasol #nowysacz #nowyjork #newyork #nowytarg #nysa #olecko #olkusz #olsztyn #olawa #opole #ostroleka #ostrowiecswietokrzyski #ostrowwielkopolski #oswiecim #otwock #piaseczno #piotrkowtrybunalski #pila #plock #plonsk #police #poznan #prudnik #przemysl #przeworsk #puck #pulawy #pszczyna #raciborz #radomsko #rybnik #rzeszow #sandomierz #sanok #skierniewice #slupsk #sopot #sosnowiec #starachowice #starogardszczecinski #suchabeskidzka #suwalki #szczecin #szczecinek #swidnik #swinoujscie #tarnobrzeg #tarnow #tczew #tomaszowmazowiecki #torun #trzebnica #turek #tychy #wadowice #walbrzych #wejherowo #wegorzewo #wieliczka #wloclawek #wodzislawslaski #wolomin #wroclaw #zakopane #zalewo #zamosc #zawiercie #zdunskawola #zgierz #zgorzelec #zielonagora #zary #znin #zory #zywiec
    pokaż całość

    źródło: scontent.frix7-1.fna.fbcdn.net

  •  

    Herbata w Kikitach w przerwie przelotu 300nm do CPL. Bardzo fajne miejsce. Gdyby tak jeszcze dało się zatankować... Rozmarzylem się. #lotnictwo #kikity #bialystok #bialapodlaska #atpl

    źródło: 1563886296426.jpg

  •  

    Hej, już niebawem wracamy z nową, jeszcze lepszą (dzięki mirkom i mirabelkom, którzy uważnie testowali serwis!) odsłoną Sprawdzamy, jak jest ! Jakiego problemu będzie dotyczyć nasza nowa kampania? Podpowiedź tutaj: https://www.dziennikwschodni.pl/biala-podlaska/miasto-kasuje-z-facebooka-niewygodne-komentarze-bo-wywoluja-chaos,n,1000220015.html

    Czy spotkaliście/spotkałyście się z tym w swojej gminie? Ktoś z Was dostał/a bana i został zablokowany na urzędowym fanpagu? Czy pani @hannazdanowska wrzuciła kogoś z Was na #czarnolista? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    A może na facebookowej stronie miasta, za pieniądze z Waszych podatków, publikowane są hmm... delikatnie mówiąc, zastanawiające treści?

    #sprawdzamyjakjest #prawo #prawodoinformacji #niebojsiepytania #ciagniemywladzezajezyk #watchdogpolska #prawodoinformacji #bialapodlaska
    pokaż całość

    +: zawodowi3c, D.......o +11 innych
  •  

    Chyba wiem przez kogo popsuła się dzisiaj pogoda ;)
    BMW i8 po lekkich modach.
    #gsautorsko - motoryzacja moim okiem
    FB | Flickr | Instagram
    #samochody #carboners #motoryzacja #bmw #carspotting #bmwboners #bmwi8 #mojezdjecie #bialapodlaska
    pokaż całość

    źródło: live.staticflickr.com

  •  

    Wiem, że szanse nikłe, ale koledze zawinęli auto. Jakiekolwiek informacje proszę bezpośrednio do zainteresowanego.
    LB 56664 Audi S6 C5
    Link do posta:
    https://www.wykop.pl/link/4818657/wykop-efekt-skradzione-auto-nagroda-5000pln-za-wskazanie-prosze-pomozcie/

    Nie musicie plusować, wykopcie znalezisko

    #kradziez #skradziono #samochody #motoryzacja #warszawa #bialapodlaska #audi #polskiedrogi
    pokaż całość

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Pisze w nawiązaniu do znaleziska https://www.wykop.pl/link/4737591/musiala-kleczec-i-przepraszac-tak-kolezanki-upokorzyly-15-letnia-ize/

    Znam sytuacje panującą w tej szkole, ale nie jestem w stanie za wiele zrobić z obawy o siebie i bliskich. Akcja dotyczy byłych i obecnych uczniów Szkoły Podstawowej nr 9 w Białej Podlaskiej. Dyrekcja i Pedagog szkolny od dawna wiedzą o problemie z uczniami, głównie Wiktorią wymieniona w artykule. Po pierwsze Wiktorii doskonale idzie robienie z siebie ofiary, bo jest z rozwiedzionej rodziny, nie zdała, a jest przecież taka dobra, bo co jakiś czas wrzuci na FB post, żeby wysyłać kasę na chore pieski (ciekawe, czy sama coś wysyła?). Po drugie, przez to że nie zdała, jest starsza od innych, co w jakiś sposób innym imponuje. Jest względnie ładna, więc manipuluje chłopakami, którzy starają się jej zaimponować (ma silny charakter a jej przydupasy robią sobie selfie z psimi uszkami na snapa, więc łatwo takimi sterować). Jej była wychowawczyni z SP9 po prostu się jej bała, a była to najmniej ogarnięta nauczycielka w historii szkoły, więc nie chciała mieć problemów. Dyrekcja woli żeby poruszać dobre tematy, a nie złe, więc zamiatali problemy z Wiktorią i jej kolegami pod dywan. Dzieciaki zazwyczaj po prostu słownie obrażały słabszych, wypisywały coś w necie, wiadomo, jak to dziś działa. W SP9 rodzice masowo zabierają dzieci do innych szkół, kiedyś szkoła cieszyła się powodzeniem i raczej chciało mieć tam dzieci, teraz panuje odpływ, który wynika głównie z problemem z gnębieniem uczniów przez innych i brakiem reakcji dyrekcji. W ostatnich latach w szkole były przypadki udanych prób samobójczych. Był też uczeń którego związano i zakneblowano i pozostawiono go na popołudnie w szatni - rodzice wszczęli poszukiwania, odnaleziono go w szkole. Wiktora, któa odpowiadała za to, chwaliła się tym osiągnięciem na całą szkołę, ale skoro dyrekcja nie reagowała, pedagog też, to i ja nie mogłam.
    No i tak się żyje w tych szkołach, gdzie dzieciaki mogą wszystko.
    #bialapodlaska #patologia #szkola #polskieszkoly

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    źródło: interwencja.polsatnews.pl

  •  

    #bialapodlaska #wybory

    22.54 – Procentowo: Michał Litwiniuk 52,58 %, Dariusz Stefaniuk 47,42%

    Lecz to wyniki nie ze wszystkich komisji.

    +: W.....0, sevenofnine +4 innych
  •  

    Mirasy idę liczyć Wasze głosy w #bialapodlaska
    oby szybko poszło
    #wybory

    +: NieBojeSieMinusow, t.........y +8 innych
  •  

    Pod tagiem #polskiepato więcej historii kryminalnych z Polski.

    • • •

    Proszę zaparzyć sobie dobrego czaju, usiąść wygodnie i zabierać się za czytanie - będzie długo! Ale warto. Jak dla mnie to "najlepsza" sprawa kryminalna ostatnich lat. Mogłabym z tego doktorat pisać. (。◕‿‿◕。)

    • • •

    Bezczelnie młoda, bezczelnie zdolna

    - pisała o sobie Zuzanna M. (foto) Jej znajomi zgodnie twierdzili, że jest osobą niezwykle inteligentną. Mogła wagarować miesiącami, ale zawsze zaliczała przedmioty. Oczytana, słuchała interesującej muzyki, była zawsze elokwentna i ostra w osądach. Na przemian przyciągająca i odpychająca.

    W szkole podstawowej i do połowy gimnazjum Zuzanna świetnie się uczyła. Gra w piłkę nożną dziewcząt (link), zdobyła nawet Złote Pióro prezydenta miasta. Ale w drugiej gimnazjalnej coś zaczyna się w jej życiorysie psuć. Zuza przestaje się uczyć i w cokolwiek angażować. Dzieci jej nie lubiły, dokuczały, wypisywały na ławkach i gdzie tylko się dało: "Jebać Zuzię". Matka postanowiła przenieść ją do innego gimnazjum.

    Na początku liceum znów jest z Zuzą wszystko dobrze. Dyrektor I LO w Białej Podlaskiej (woj. lubelskie), do którego uczęszczała mówi, że uczyła się dobrze i reprezentowała szkołę w zawodach sportowych. Musiała być lubiana, bo inni uczniowie wybrali ją na gospodynię klasy. Problemy zaczęły się pod koniec pierwszej klasy.

    Przeszkadzała w lekcjach i negowała wszystko, co mówią nauczyciele. Wychodziła z klasy trzaskając drzwiami i wyraźnie dawała pedagogom odczuć, że są najwyżej przeciętni w porównaniu z nią. W jej mniemaniu tylko ona była coś warta. Ewentualnie jej aktualne towarzystwo, które miała w zwyczaju często zmieniać.

    Pogardzam wszystkimi i mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam.

    - cytowała Witkiewicza.

    W szkole była uważana za osobę, przez którą idzie się na dno. Wagary, narkotyki, dziwne towarzystwo. Wielu imponowało, że zawsze mogła zorganizować coś do palenia na imprezkę. Owijała sobie ludzi w okół palca - najpierw coś oferowała, potem wymagała posłuszeństwa. Przyciągała innością, mówiła jak się ubierać, pokazywała muzykę (jej kanał na yt), której nie znali, filmy, literaturę. Jej idol to Ian Curtis z Joy Division - okładkę Unknown Pleasures miała wytatuowaną na przedramieniu. (zdjęcie) Mój kolega, który ją znał, mówił, że nie dbała o siebie, często miała przetłuszczone włosy i przepocone ubrania.

    Rodzice uczniów uznali, że jest niebezpiecznym towarzystwem i odcinali swoje pociechy od jej toksycznego wpływu. Zuzka sprawiała wrażenia jakby jej to nie obchodziło i nie przywiązywała się do kogokolwiek. Znikali jedni chłopcy, pojawiali się inni. Zawsze znajdowała kolejnych słabych, bogatych, z dobrych domów. Dzięki niej mogli zaistnieć, zaczynali być dostrzegani, stawali się jej odbiciem.

    Czasem przychodzili rodzice, mówili, że ich dzieci gdzieś tam chodzą z Zuzanną. Na przerwach wicedyrektor miała za zadanie śledzić na monitoringu, z kim Zuza rozmawia, by ewentualnie ostrzec kolejne osoby.

    - wspomina dyrektor szkoły.

    Nauczyciele w końcu wezwali matkę Zuzy, która stwierdziła, że jest z córką w bardzo dobrych relacjach, że są przyjaciółkami i że to nauczyciele są winni, bo nie potrafią rozpoznać inteligencji dziecka. Zuzanna stała w trakcie rozmowy skruszona, ze spuszczoną głową. Obiecywała poprawę. Zdaniem dyrektora potrafiła idealnie grać to, czego akurat od niej oczekiwano.

    Matka Zuzanny Katarzyna M. pracuje na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach i wykłada historię. Zuza była bardzo dumna z rodzicielki, a jak ta zrobiła habilitację, córka od razu pochwaliła się tym na swoim Facebooku. Kiedy ktoś z nauczycieli zwrócił jej uwagę, że powinna mówić panie profesorze, a nie proszę pana, Zuza odpowiada, że na tytuł profesora trzeba sobie zapracować. I że profesorem tytułuje się jej matkę, nauczycielkę na wyższej uczelni.

    Mimo podziwu, Zuza czuła do niej także niechęć i była opryskliwa. Zamknij się - mówi do niej przy swoich koleżankach.

    Zuzanna od dzieciństwa była wychowywana przez swoich dziadków, ponieważ matka studiowała i nie miała dla niej czasu. Zamieszkały razem dopiero, gdy dziewczynka była w szóstej klasie szkoły podstawowej.

    Zdaniem Katarzyny M. ma wspaniałą córkę i żadne uwagi nie są w stanie tego zmienić. Mimo wszystko zawsze stała murem za Zuzą. Nie tyle razem z nią, ile raczej obok, opodal, na boku. Rodzicielki często nie było w domu. Nastolatka wyjechała kiedyś do Torunia na tydzień, gdy wróciła, opowiadała, że matka nawet nie zauważyła jej nieobecności.

    Matka sublokatorka - powie później o niej córka.

    Zuza zaczęła pisać wiersze po śmierci swojego ojca, który nie brał udziału w jej wychowywaniu, i którego w rzeczywistości nigdy nie znała. W wywiadzie do lokalnego portalu powiedziała:

    Mój własny koniec świata był powodem, dla którego zaczęłam szukać jakiejś formy wyrażania siebie.

    (wywiad)

    Przybrała pseudonim Maria Goniewicz, a matka pomogła jej sfinansować swój pierwszy tomik o tytule "33".

    Jest to liczba mistrzowska, liczba idealna.

    . . .

    Konflikty w szkole narastały, a Zuza przekraczała kolejne granice. Uczniowie mieli jej już serdecznie dość, więc napisali petycję do do dyrekcji z prośba o usunięcie ze szkoły konfliktowej koleżanki.

    Dyrektor próbował przekonać matkę Zuzanny, by nawiązała kontakt z poradnią psychologiczno-pedagogiczną. Szkoła postawiła krnąbrnej uczennicy wymagania, dała szansę na zamianę zachowania i oczekiwała zastosowania się do ustalonych reguł. Jednak matka Zuzy wolała zmienić szkołę niż zachowanie córki. Do kontaktu z poradnią także nie doszło.

    Trzecią klasę Zuzanna rozpoczęła już w innym miejskim liceum. Znajomości trochę się wykruszyły, ale wciąż lojalny Zuźce został Kamil N. (foto)

    Chłopak pochodził z dobrego i kochającego domu - jego tata Jerzy to pułkownik Straży Granicznej, a mama Agnieszka bardzo lubiana nauczycielką języka rosyjskiego. Rodzina niedawno wyprowadziła się z blokowiska w Białej Podlaskiej do nowego, pięknego domu pod miastem - w Rakowiskach. Kamil to ukochany jedynak, oczko w głowie babci. Delikatny, miły, dobrze wychowany, bardzo zżyty z matką. Tak przynajmniej opisywali go przyjaciele i znajomi. Mówili, że był spokojnych chłopakiem. Nie wychylał się.

    Dopiero pod wpływem Zuzanny zaczął się zmieniać - w tej opinii byli zgodni zarówno rodzice, szkoła, jak i znajomi nastolatków. Kamil stał się arogancki i zaczął wagarować. Rodzice konsekwentnie wyrażali swój sprzeciw wobec tej relacji i za wszelką cenę usiłowali odseparować syna od toksycznej dziewczyny. Bez skutku. Kamil stawał się kopią Zuzanny, chodził zawsze dwa kroki za nią.

    Zuza i Kamil poznali się jeszcze w gimnazjum katolickim, ale wtedy nie utrzymywali bliskich kontaktów. W liceum trafili do jednej klasy, ale zakumplowali się dopiero po imprezie półmetkowej. Przed pierwszą i drugą klasą Kamil mówił, że Zuza pachnie potem i jest niedomyta. A on zawsze taki czyściutki, świeżutki, najlepiej ubrany w klasie, w życiu by jej nie dotknął. Niewysoka, krępa, biodrom i pupie daleko do smukłości. Okrągła twarz, już lekki naddatek tkanki tłuszczowej na podbródku. I nagle - iluminacja. Kamil odkrywa, że ta niedomyta Zuza jest ciekawa. Niezwykła.

    Nastolatkowie spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. Oglądają wiele filmów, szczególnie pociąga ich kino amerykańskie: Quentin Tarantino, David Lyncha czy American Psycho z Christianem Bale'em.

    Naprawdę źle zaczęło się dziać w kwietniu 2014 roku, kiedy Kamila i Zuzannę posądzono o ukrywanie niespełna 15-letniej dziewczyny, która uciekła z domu. Najprawdopodobniej przetrzymali ją dzień lub dwa w domu u Kamila. Dziewczynka była kiedyś parą z Zuzanną i to ona namówiła ją do ucieczki. Poznały się jeszcze w gimnazjum, a z początku niewinna przyjaźń przerodziła się w fascynację starsza koleżanką. Zuza uprawiała z nią seks, gdy ta nie miała skończonych 15-lat. Rodzice małoletniej wnieśli sprawę do sądu.

    W październiku 2014 roku do Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej wpłynął akt oskarżenia. Poza uprawianiem seksu z poznaną jeszcze w gimnazjum nastolatką, Zuzannie zarzucono też częstowanie kolegów, w tym także Kamila, marihuaną. Oskarżenie to, najprawdopodobniej wnieśli rodzice chłopaka.

    W ramach tego śledztwa Zuzanna przeszła badania psychiatryczne. Specjaliści ocenili, że ma skłonność do przedstawiania siebie w lepszym świetle niż w rzeczywistości, wybiela siebie, bagatelizując potknięcia, a w jej życiu zabrakło wzorców mężczyzny jako ojca i partnera matki. Mężczyzna jako taki ma dla niej mniejsze znaczenie. Musi zasłużyć na akceptację.

    . . .

    7 grudnia 2014 roku Zuzanna na swoim fanpage publikuje wiersz:

    Ty i kobieta, której
    kiedyś zdeptałam serce,
    mieszkacie obok siebie. To dziwne
    miejsce, w którym ostatnio
    podobno jest o mnie głośno. (...)
    Przy-
    gotowa-
    nie do końca
    nie naszego świata
    nie zawsze
    jednak idzie
    dobrze,
    ale
    już niedługo.


    (link do całości)

    . . .

    W piątek, 12 grudnia 2014 roku Zuzanna i Kamil wybrali się w podróż do Warszawy, z której docelowo mieli dostać się do Krakowa, gdzie w niedzielę Zuza miała mieć swój własny wieczorek poetycki. W stolicy umówili się z Marcinem S. i jego dziewczyną Lindą M. (tak, to jest imię (・へ・) ), którzy mieli ich zawieźć autem do Krakowa. Zuza obiecała kierowcy 10 tys. złotych za ową przysługę, a jako zabezpieczenie jej i Kamila iPady.

    Około 50 kilometrów przed Krakowem, Zuza powiedziała, że muszą wracać, ponieważ zapomniała wziąć laptopa, z którego miała czytać wiersze na wieczorku. Kierowca nie był z tego faktu zadowolony, ale Zuza przekonuje go jeszcze większą sumą pieniędzy.

    W tym czasie Kamil pisze SMS-a do matki:

    Już prawie dojeżdżamy do Krakowa

    Matka odpowiada:

    W poniedziałek będzie próbna matura. Pamiętaj o tym

    A Kamil:

    Wrócę w niedzielę, mamo

    Zawracają z drogi i kierują się w kierunku Rakowisk. Kamil i Linda drzemią, Zuza słucha muzyki. Na miejsce dotarli późną nocą. Kamil prosi, żeby nie parkować przed jego domem, bo mogliby się obudzić sąsiedzi, ale trochę dalej, przy lasku. Wezmą laptop i za chwilę wrócą.

    W krzakach przebierają się w płaszcze przeciwdeszczowe i żółte, lateksowe rękawiczki. Mają ze sobą dwa porządne myśliwskie noże, które Zuza zabrała wcześniej z pokoju swojego dziadka. Kamil wchodzi do domu jako pierwszy i wyprowadza do ogrodu psa. Zdejmują buty.

    Matka czasem zasypiała przy telewizji w salonie, ale tym razem śpi z mężem w sypialni. Nastolatkowie stają nad ich łóżkiem - Zuzanna nad ojcem, Kamil nad matką.

    Raz, dwa, trzy...

    - liczy cicho dziewczyna. Na trzy zaczęli uderzać ostrzami w dół krótkimi, szybkimi pchnięciami. Na oślep. Matka zerwała się i krzycząc, zaczęła biec do drzwi. Nagle zapaliło się górne światło, któreś z nich zawadziło o kontakt. Kamil dogonił matkę i uderzył nożem w plecy od tyłu. Dla pewności, żeby się nie męczyła (dosłownie, tak powiedział - żeby się nie męczyła), przejechał dwa razy nożem mocno po gardle.

    Ojciec, mimo wylewu wewnętrznego, wstał i rzucił się na Zuzę. Przewrócili się, ślizgając się we krwi. Wytrącił jej z ręki nóż i oboje chcieli go rękami dosięgnąć: popularna scena w filmach, gdzie dwie osoby walczą na śmierć i życie. Wtedy Zuza ugryzła go w lewe przedramię i włożyła palce do oka. Klęcząc, oparł się na rękach. Dziewczyna dźgała go w plecy. Przedtem bała się, że nie można go będzie zabić. Ale on teraz właśnie umierał. Kiedy przestał się ruszać, poczuła ulgę.

    Wszedł Kamil.

    Czy już?

    - spytał. Powiedział, że muszą iść do matki, bo ona leży przed drzwiami wejściowymi. Wciągnęli ją do środka.

    Wyszli z domu i przeskoczyli siatkę ogrodową.

    Zuza przypomniała sobie, że na ręce ojca został ślad po ugryzieniu. Trzeba było obciąć tę rękę albo obie i gdzieś wyrzucić.

    Kamil przeskoczył siatkę i wrócił do domu. W kuchni znalazł nóż. Nie udało się obciąć ręki, tylko zmacerować ślady po zębach. Spryskał ranę perfumami. Może one usuną DNA.

    Zabrali laptop ojca, żeby upozorować kradzież i by pokazać Marcinowi i Lindzie: to ten zapomniany. Po drodze przebierają się w czyste ubrania, a zakrwawione pakują do plecaka. Jednak na ustalonym miejscu nie ma ani samochodu, ani znajomych.

    Zabijanie trwało godzinę. Marcin i Linda nie chcieli dłużej czekać i postanowili jechać do domu, do Poznania. Zuza zadzwoniła, że mają natychmiast po nich wracać i, jak było umówione, jechać do Krakowa. A nie było ich tak długo, bo w domu kłócili się z rodzicami Kamila.

    Studenci wracają i cała czwórka rusza w dalszą drogę.

    Kamil w samochodzie się nie odzywał. Ale Zuzanna w końcu nie wytrzymała i zaczęła opowiadać kolegom co zrobili. Była bardzo rozemocjonowana. Zaproponowała im po 100 tys. zł za milczenie i pozbycie się dowodów zbrodni - w bagażniku ich citroena leżał plecak z narzędziami zbrodni, zakrwawionymi rękawiczkami oraz elementami ubioru sprawców. Marcin S. i Linda M. godzą się na taki układ.

    Kamil i Zuza zatrzymują się u koleżanki z Białej Podlaskiej, która akurat studiuje i wynajmuje stancję w Krakowie. Nastolatkowie mają na sobie jeszcze ślady krwi i błota. Wyjaśniają dziewczynie, że zostali napadnięci. Gospodyni wychodzi z domu, bo ma coś do załatwienia, a kiedy wraca, widzi, że coś prali w jej pralce.

    Zapadło mi w pamięć, że Zuza przyszła i zaczęła myć buty w moim mieszkaniu. A Kamil był bez skarpetek, choć to był grudzień

    - zeznawała później dziewczyna. Niczego jednak nie podejrzewała.

    . . .

    W sobotę o godz. 7.40 otwarte drzwi wejściowe do domu Państwa N. w Rakowiskach zauważa przechodzący obok sąsiad. Wzywa policję.

    Pamiętnej nocy słyszałem wołanie o pomoc. Usłyszałem krzyk - "O Jezu! Ratunku! O Jezu!"

    - zeznawał później w sądzie sąsiad zamordowanych

    Myślałem jednak, że ciągle śpię i to mi się śni. Gdy się obudziłem nadal słyszałem ten głos. Byłem przerażony, że sen trwa na jawie. Jednak usłyszałem też szczekanie psa. To mnie uspokoiło, bo pomyślałem, że to po prostu jakaś kobieta przestraszyła się w nocy psa

    - relacjonował.

    Gdy rano wstałem i zobaczyłem krwawe ślady na elewacji sąsiedniego domu, szybko połączyłem fakty i zadzwoniłem po policję

    - dodał. Jeden ze śledczych, którzy pierwsi pojawili się na miejscu zbrodni relacjonował:

    Dom spłynął we krwi. Czegoś takiego nie widziałem, odkąd pracuję, prawie 30 lat. Sceneria gorsza niż w horrorach

    (zdjęcia domu po zdarzeniu -> tu, tu i tu)

    . . .

    Do znajomej, u której zatrzymali się mordercy, napisał kolega z Białej z informacją, że rodzice Kamila nie żyją. Ale dalej przez myśl jej nie przeszło, że za zbrodnią mogą stać osoby, które gości w mieszkaniu. Wprost przeciwnie - poprosiła kolegę, z którym pisała w internecie, by wezwał policję, bo nie chciała sama przekazać Kamilowi, że jego rodzice zginęli w tak straszny sposób.

    Chciałam, żeby to jakiś psycholog przekazał informację, że w taki sposób zginęli jego rodzice. Ja nie byłam w stanie tego powiedzieć

    - mówiła przed sądem.

    Mundurowi przyjechali dopiero po kilku godzinach. Zatrzymują już Zuzę i Kamila jako podejrzanych. Nastolatkowie udaj zaskoczonych. (zdjęcie z zatrzymania)

    W śmietniku przed blokiem policja odnalazła plecak ze zniszczonym laptopem i telefonami komórkowymi małżeństwa N.

    Nastolatkowie trafiają do policyjnego aresztu.

    Na początku nie przyznają się do winy. Jedynym z dowodów, który przekonał ich do potwierdzenia podejrzeń policjantów były zapiski z logowań się ich telefonów komórkowych.

    . . .

    Marcin S. I Linda M., gdy tylko dowiedzieli się, że szukają ich policjanci, sami zgłosili się na komendę w Poznaniu, a potem złożyli obszerne wyjaśnienia.

    Według składanych przez Zuzannę M. I Kamila N. zeznań rodzice Kamila nie akceptowali ich związku, co było jednym z motywów tej zbrodni. Liczyli także na spadek po rodzicach Kamila, który obliczyli na około 2 mln. złotych. Chcieli za pierwszy milion się bawić, a drugi zainwestować. Byli przekonani, że policja ich nie złapie - przecież zdjęli buty i robili wszystko w skarpetkach, a Kamil pisał do matki SMS-y, jako dowód, że byli daleko od miejsca zbrodni. ! lol

    Pomysł zabicia małżonków N. miał się pojawić w trakcie oglądania przez 18-latków filmów przepełnionych - jak sami mówili - przemocą i agresją. Do zbrodni ubrali się jak bohater filmu American Psycho ( ಠ_ಠ)... Na początku tylko żartowali sobie, że mogliby zabić rodziców Kamila, ale z czasem uznali, że ten żart może przyjąć formę faktów i zaczęli planować to zabójstwo. Jak wyjaśniła Zuzanna M. zaplanowali je krok po kroku, kupili np. lateksowe rękawiczki, które znaleziono na miejscu zbrodni.

    Zarzut postawiony dla nastolatków to (oczywiście) zabójstwo kwalifikowane.

    Z kolei, dwójce 19-latków – Marcinowi S. i Lindzie M postawiono zarzuty tak zwanego poplecznictwa. Według śledczych para ta działając wspólnie i porozumieniu utrudniała postępowanie karne pomagając Kamilowi N. i Zuzannie M., sprawcom zabójstwa, uniknąć odpowiedzialności karnej i zacierać ślady przestępstwa.

    . . .

    Podczas sekcji zwłok Jerzego i Agnieszki N. medycy zwracają uwagę na twarze zmarłych. Pułkownika zastygła w wyrazie przerażenia. Agnieszki - niewyobrażalnego zdziwienia. Biegli określą zabójstwo, jako atak niefachowy ze strony szaleńca, który niektóre ciosy zadaje na oślep. Dodali także:

    Człowiek nie umiera szybko. To była prawdziwa walka o życie. Nie ma wątpliwości, że rodzice wiedzieli, kto ich morduje.

    . . .

    15 grudnia odbyła się wizja lokalna z udziałem młodych morderców. (zdjęcia) (filmik)

    Czułem się tak, jakbym stał obok i na wszystko tylko patrzył, a moim ciałem władał ktoś inny

    -mówił Kamil.

    . . .

    Odczytanie ustaleń prokuratury i policji na tym etapie śledztwa (trochę więcej szczegółów niż napisałam) -> filmik

    . . .

    18 grudnia odbył się pogrzeb 42-letniej Agnieszki i 48-letniego Jerzego N. z Rakowisk. (filmik)

    Kamil N. wiedział o pogrzebie swoich rodziców. Poinformowali go o tym funkcjonariusze aresztu śledczego w Lublinie, gdzie trafił. Oświadczył, że nie będzie w nim uczestniczył, nie złożył też formalnego wniosku o umożliwienie mu tego.

    . . .

    Zuza i Kamil zostali skierowani na obserwację psychiatryczną. Miało to pomóc w określeniu, czy w trakcie zabójstwa mieli zdolność rozpoznania swoich czynów i pokierowania swoim postępowaniem.

    Zuzanna spędziła na obserwacji miesiąc, a w przypadku Kamila potrwała ona dłużej, bo aż od 11 lutego do 7 kwietnia 2015 roku. Zespół biegłych psychiatrów i psychologów ze względu na trudności natury diagnostycznej poprosił o wydłużenie czasu obserwacji chłopaka i sąd się na to zgodził. Równolegle też przedłużył obojgu podejrzanym areszty.

    Według wydanej opinii u Zuzanny M. nie stwierdzono objawów choroby psychicznej ani cech upośledzenia umysłowego. Natomiast ma ona nieprawidłowo kształtującą się osobowość z wyraźnymi cechami narcystycznymi oraz dyssocjalnymi (agresywność, skłonność do przemocy, chłód emocjonalny).

    U Kamila N. biegli także nie stwierdzili objawów choroby psychicznej, cech upośledzenia umysłowego ani innego rodzaju zaburzeń psychicznych. Badania oraz analiza materiału dowodowego nie ujawniały u niego także obecności cech charakterystycznych dla osobowości zależnej czy antyspołecznej.

    A więcccc - w chwili zarzucanych im czynów byli poczytalny, co oznacza, że mieli pełną zdolność rozpoznania znaczenia tego czynu i pokierowania swoim postępowaniem.

    . . .

    Śledczy zamierzają pozbawić Kamila N. prawa do spadku po rodzicach.

    Zebraliśmy już dowody, przede wszystkim odnośnie do stanu majątku państwa N. jak i zeznania ich rodziny. Ze względów procesowych wniosek o pozbawienia prawa do dziedziczenia Kamila N. wniesiemy do sądu, dopiero po skierowaniu aktu oskarżenia

    - zaznaczał prokurator.

    W czerwcu Prokurator Okręgowy w Lublinie skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie pozew o uznanie Kamila N. za niegodnego dziedziczenia. Kamil w odpowiedzi na pozew złożył do sądu wniosek. Napisał w nim, że zgadza się z pozwem prokuratury, jednak tylko w części dotyczącej babci i wujka ze strony matki. Wynika z tego, że chłopak nie chciał by spadek po jego rodzicach przeszedł również na siostrę i brata jego zamordowanego ojca. Uważał, że babcia i wujek byli bardziej zżyci z jego rodzicami i to oni ponieśli największą tragedię w tej całej zbrodni, dlatego do nich powinien trafić spadek.

    . . .

    23 czerwca 2015 roku Marcin S. i Linda M. (zdjęcie), pomocnicy zabójców z Rakowisk zostali skazani przez lubelski sąd. Marcin usłyszał wyrok roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz 8 tys. zł grzywny, z kolei Linda została skazana na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 5 tys. zł grzywny.

    . . .

    12 sierpnia 2015 sąd uznał, że Zuzanna M. w 2013 r. kilkakrotnie doprowadziła dziewczynę poniżej 15. roku życia do obcowania płciowego i poddania się innym czynnościom seksualnym. Ponadto Zuzanna M. w styczniu 2014 r. dała dwóm małoletnim marihuanę. Została skazana na karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Sąd oddał ją na ten czas pod dozór kuratora i zakazał jej zbliżania się do pokrzywdzonej.

    pokaż spoiler (przecież i tak siedziała w pierdlu, to co za różnica (ಠ‸ಠ ))


    18 sierpnia 2015 ruszył wspólny proces Zuzy i Kamila, na który udało mi się wejść w charakterze publiczności (jakby ktoś nie wiedział - tak, można jeżeli sprawa jest jawna ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Zuzanna M. była w ciemnych okularach przeciwsłonecznych, miała grobową minę. Przytyła. A Kamil... Jego widok ścisnął mi serce. Nigdy w życiu nie widziałam takiej depresji na twarzy. Był załamany, a podczas czytania aktu oskarżenia płakał. Btw, strasznie ładny chłopiec. Wyprostowany jak struna. Kompletnie niepozorny, zlewający się z tłem.

    Czytanie aktu oskarżenia było przerażające. Te wszystkie szczegóły, w jaki sposób zginęli ci biedni ludzie było wręcz obrzydliwe i miałam wrażenie, że trwało w nieskończoność. Posłuchajcie sami -> link

    Obrońcy oskarżonych wystąpili o wyłączenie jawności procesu. Prokurator przychyla się do wniosku ze względu na dobro pokrzywdzonych (chodzi o dziadków Kamila N.), zostaliśmy wyproszeni z sali i trwała narada. Gdy zostaliśmy poproszeni z powrotem do środka, sąd oświadczył o swojej decyzji częściowego wyłączenia jawności procesu i musieliśmy już wyjść z sali na stałe.

    Następnego dnia odbył się drugi proces. Przesłuchanie Reginy O. - babci Kamila, Michała O. - jednego z członków jego rodziny i Katarzyny M. - matki Zuzanny, zajęło blisko 4 godziny. Ich zeznania były niejawne.

    Tutaj macie zeznania innych świadków, między innymi znajomych ze szkoły -> link

    . . .

    11 września rozpoczął się proces w sprawie spadku po rodzicach Kamila, a wyrok zapadł już na pierwszej rozprawie, na którą chłopak nie został doprowadzony z aresztu.

    pokaż spoiler (podejrzewam, że nie chciał)


    I jakżeby inaczej - Sąd Okręgowy w Lublinie uznał 18-latka za niegodnego dziedziczenia po swych rodzicach.

    . . .

    15 września odbyła się kolejna rozprawa w sprawie morderstwa w Rakowiskach, na której przesłuchano jedenaście osób: trzech świadków i ośmioro biegłych. (zeznania)

    W grudniu zapadł wyrok - po 25-lat z możliwością ubiegania się o przedterminowe wyjście po odbyciu dopiero 20-lat kary. (mowy końcowe Wyrok nie był prawomocny.

    Sprawa zabójców z Rakowisk trafia do Sądu Najwyższego po interwencji ministra sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro chciał dożywocia dla sprawców. Uznał, że wyrok 25 lat więzienia dla Kamila N. i Zuzanny M. jest zdecydowanie za niski.

    W kwietniu 2016 sąd apelacyjny utrzymał wyrok.

    . . .

    Zarówno Zuzanna M., jak i Kamil N. wyrazili skruchę, mówili, że żałują tego co zrobili.

    Kamil w celi poprawia błędy językowe innych więźniów. Uprawia ćwiczenia gimnastyczne, prosi o szachy. Postanowił studiować psychologię biznesu. Z Zuza zrywa. Piszą do siebie listy.

    Kamil wie, że rodzice mu wybaczyli. Śni mu się, że go przytulają. To potwierdzenie. Zawsze mu wybaczali, gdy żyli. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

    Rodzina Kamila odwróciła się od niego, nikt go nie odwiedza.

    Do Zuzy przychodzi mama. Babcia wciąż uważa, że jej wnuczka jest niewinna.

    Dziewczyna wygrywa w więzieniu konkurs literacki. (link)

    . . .

    Dom po rodzicach Kamila N. został wystawiony na sprzedaż. Z tego co widzę, ogłoszenie nie jest już dostępne, ale tutaj są jeszcze zdjęcia -> klik

    (screen ogłoszenia)

    . . .

    Jeżeli macie jakieś pytania na temat tej zbrodni - piszcie śmiało. Śledziłam sprawę do od początku do końca. Jeżeli coś jeszcze przypomni mi się na jej temat, dodam w komentarzach. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • • •

    Proszę o zapisywanie się tutaj by być wołanym/wołaną do następnych wpisów z hasztagu polskiepato. Ewentualnie zaplusować komentarz pod tym wpisem.

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #rakowiska #bialapodlaska #mariagoniewicz #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta
    pokaż całość

    źródło: net-14c18095.jpeg

  •  

    Nie musisz być najpiękniejsza, gdy jesteś najszybsza (。◕‿‿◕。)
    #gsautorsko
    Flickr Facebook
    #mazda #mx5 #jdmboners #carboners #motoryzacja #samochody #bialapodlaska pokaż całość

    źródło: farm2.staticflickr.com

    +: Spiszka, s..........r +14 innych
  •  

    Łapcie jeszcze taki wieczorny klimacik z wczorajszego spota w #bialapodlaska
    #gsautorsko - moje foto
    FB Flickr
    #mercedes #motoryzacja #samochody #klasykimotoryzacji pokaż całość

    źródło: farm2.staticflickr.com

    +: s..........r, Gniewek89 +9 innych
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów