•  

    Mapa przebiegu ludobójstwa Ormian i Asyryjczyków. Jest to ludobójstwo ludności ormiańskiej i asyryjskiej popełnione przez Otto Manów czyli Habsburgów, w latach 1915–1917. Ocenia się, że w jego wyniku zginąć mogło około 1,5 mln ludzi. Główny obóz zagłady Arian podobny do Auschwitz znajdował się w miejscowości Deir ez-Zor dzisiejsza Syria.

    #syria #bliskiwschod #armenia #mapy #historia #ciekawostkihistoryczne #genocide pokaż całość

  •  

    ISIS przyznało się do zamachu w irańskim Ahwaz, gdzie w trakcie parady wojskowej zginęło 25 osób.

    Śmiechy chichy jak to ISIS jak zwykle przyznaje się do wszystkiego, a tu proszę dzisiaj Amak opublikowało nagranie z 3 sprawcami zamachu, przed jego przeprowadzeniem.

    #iran #bliskiwschod #isis

    źródło: twitter.com

    +: Freakz, CocoJumbo20 +8 innych
  •  

    MINES AND IEDs EMPLOYED BY HOUTHI FORCES ON YEMENS WEST COAST

    klik

    inne publikacje

    ABW approved ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #jemen #spaer #bliskiwschod #syria pokaż całość

    źródło: niezalezna.pl

  •  

    #turcja #bliskiwschod

    zgnilem

    Erdogan kazał aresztować wszystkich strajkujących. 500 robotników za kratkami https://www.wykop.pl/link/4530745/erdogan-kazal-aresztowac-wszystkich-strajkujacych-robotnicy-za-kratkami/

    tl,dr:

    Prezydent Recep Tayyip Erdogan ma osobiście dokonać w październiku inauguracji tego lotniska.

    Strajkujący wznosili podczas piątkowej demonstracji okrzyki: „Nie jesteśmy niewolnikami” i domagali się wypłaty zaległych wynagrodzeń, polepszenia warunków, w jakich mieszkają na budowie, wydania ubrań roboczyc

    Gdy delegaci uczestników strajku nie zdołali przy stole rozmów osiągnąć porozumienia z przedstawicielami inwestorów, policja rozproszyła demonstrację z użyciem gazu łzawiącego.
    W nocy z piątku na czwartek przeprowadziła aresztowania.

    nie ma takiego strajkowania xD
    tylko #wolnyrynek ! tylko #korwin !
    #bekazlewactwa #bekazprawakow #polityka
    pokaż całość

  •  

    Wstawiam tu kolejny artykuł z Kresy.pl, jako ciekawą analizę do dyskusji na forum. Artykuł kopiuję odręcznie, bowiem stos okienek które tam wyskakuje oraz konieczność poklikania aby ukazał się cały artykuł jest dla zwykłego mirka nie do zdzierżenia.
    https://kresy.pl/publicystyka/impas-w-syrii-to-krok-w-kierunku-zmiany-rezimu-w-waszyngtonie/

    IMPAS W SYRII TO KROK W KIERUNKU ZMIANY REŻIMU W WASZYNGTONIE

    Celem jest usunięcie Iranu z Syrii, wyrządzenie Republice Islamskiej upokarzających szkód strategicznych, pogłębienie jej gospodarczej „głodówki”, wymuszenie politycznej transformacji, w wyniku której prezydent Asad zostanie usunięty, a przede wszystkim, usunięcie jakichkolwiek pozorów amerykańskiej strategicznej słabości. Przywództwo Rosji spodziewało się, że Stany Zjednoczone zamierzają wykoleić ostatnią poważną operację koalicji, mającą zakończyć konflikt w Syrii. Zostało to właśnie potwierdzone. Wysoki przedstawiciel Kremla, proszący o zachowanie anonimowości, powiedział w rozmowie z Al Monitor, że Amerykanie chcą odegrać rolę dewastatora na wielką skalę: „Są źli, że mamy przewagę w radzeniu sobie z tym kryzysem, a teraz chcą wepchnąć swój kij w szprychy każdego koła, które próbujemy uruchomić”. – podkreśla były brytyjski dyplomata, Alastair Crooke na łamach Strategic Culture.

    Administracja amerykańska przestała się wahać – napisał David Ignatius 30 sierpnia. Administracja twierdzi, że obecnie ma „trwałe interesy” w Syrii, które wykraczają poza zabijanie terrorystów z Państwa Islamskiego oraz „że nie planuje wycofania swoich sił specjalnych z północno-wschodniej Syrii w najbliższym czasie”. „W tej chwili”, powiedział jeden z urzędników administracji Ignatiusowi, „naszym zadaniem jest pomagać w przysparzaniu kłopotów [Rosji i reżimowi syryjskiemu], dopóki nie otrzymamy tego, czego chcemy”.

    Wygląda na to, że Stany Zjednoczone zmieniły politykę w połowie sierpnia (z dala od porozumień helsińskich z lipca, do których doszło między prezydentami Trumpem i Putinem), po to, by jakoś uzyskać maksymalny wpływ na ostateczne etapy syryjskiej wojny domowej. Jest to najwyraźniej ostatnia próba narzucenia amerykańskiej woli nad syryjskim teatrem wojny – poprzez wykorzystanie dżihadystów w Idlibie jako instrumentu skutecznego wywierania nacisku oraz, w podobny sposób, wykorzystując Kurdów w północno-wschodniej Syrii, jako instrumentu nacisku na Turcję i powstrzymywania Iranu.

    NIE ISTNIEJE DARMOWE DZIENNIKARSTWO. DARMOWA JEST JEDYNIE PROPAGANDA.
    PRZEKAŻ 50 ZŁ
    Zwalczaj propagandę.

    Rzeczywiście, widzimy zwrot o 180 stopni: nowy wysłannik Pompeo, James Jeffrey, dobitnie stwierdził: „Stany Zjednoczone nie będą tolerować ataku. Kropka” (odnosząc się do rychłej ofensywy w enklawie dżihadystów, w prowincji Idlib). „Każda ofensywa jest dla nas niepożądana jako lekkomyślna eskalacja” – powiedział. „Jeśli dodać do tego, użycie broni chemicznej lub powstanie fali uchodźców lub ataku na niewinnych cywilów (…) konsekwencje będą takie, że zmienimy nasze stanowisko”. Zapytany, czy potencjalny odwet USA za jakąkolwiek ofensywę w Idlibie, przy użyciu broni chemicznej lub bez, obejmie również naloty, Jeffrey powiedział: „Często prosiliśmy o pozwolenie na działanie” i „to byłby jeden sposób [na odwet]”.

    ZOBACZ RÓWNIEŻ: Czy Trump ulegnie neokonserwatystom w sprawie Syrii?

    Celem jest usunięcie Iranu z Syrii, wyrządzenie Republice Islamskiej upokarzających szkód strategicznych, pogłębienie jej gospodarczej „głodówki”, wymuszenie politycznej transformacji, w wyniku której prezydent Asad zostanie usunięty, a przede wszystkim, usunięcie jakichkolwiek pozorów amerykańskiej strategicznej słabości. Przywództwo Rosji spodziewało się, że Stany Zjednoczone zamierzają wykoleić ostatnią poważną operację koalicji, mającą zakończyć konflikt w Syrii. Zostało to właśnie potwierdzone. Wysoki przedstawiciel Kremla, proszący o zachowanie anonimowości, powiedział w rozmowie z Al Monitor, że Amerykanie chcą odegrać rolę dewastatora na wielką skalę: „Są źli, że mamy przewagę w radzeniu sobie z tym kryzysem, a teraz chcą wepchnąć swój kij w szprychy każdego koła, które próbujemy uruchomić”.

    To poważny „zwrot” wydarzeń. Nie wiemy, co mogło skłonić Trumpa, by tak zdecydowanie odwrócił się od helsińskich porozumień, pozawyjątkową presją polityczną i psychologiczną, a mianowicie: pogrzebową apoteozą McCaina, jako uosobienia „amerykańskich cnót”, artykułem na łamach „New York Times” wysokiego pracownika Białego Domu z „ruchu oporu”, który wyraźnie odniósł sukces w sabotowaniu polityki odprężenia Trumpa z Rosją, oraz ośmieszająca prezydenta książką Woodwarda. Do chóru przeciwników dołączył w ubiegły piątek Barack Obama, z oczywistą insynuacją, że Trumpizm w jakiś sposób karmi neonazizm.

    W tym tkwi sedno. „Koniec z wahaniami”, jak napisał Ignatius. Tak zwany „ruch oporu” idzie na całość, zarówno w celu zdyskredytowania Trumpa politycznie przed wyborami w listopadzie, jak i zdyskredytowania oraz demonizacji Rosji (jak zwykle przy pomocy Wielkiej Brytanii, która wspiera wysiłki oskarżając dwóch Rosjan w sprawa Skripala). Europa politycznie „weszła w grę” w wyniku wojen handlowych Trumpa, jego pogardy dla NATO i pogardy dla liberalnej, globalistycznej elity z UE. Samozwańczy „ruch oporu” jest gotowy, aby „pójść na całość” – nie tylko w kraju przeciwko Trumpowi, ale także przeciwko Rosji, aby zapewnić, że Europa i jej ogromny rynek konsumencki nie wymkną się w kierunku rosyjsko-chińskim. Rosja musi zostać oczerniana jako „wróg”, z którym jakikolwiek sojusz jest nie do wyobrażenia.

    Czy „ci ludzie” są naprawdę gotowi, by w dogryzaniu Rosji i Iranowi, posunąć się aż do działań militarnych? Wydaje się, że tak. James Jeffrey powiedział „Washington Post”: „Pod pewnymi względami, potencjalnie wchodzimy w nową fazę, w której siły różnych państw stoją na przeciw siebie, zamiast realizować swoje cele oddzielne”, powiedział, wymieniając Rosję, Stany Zjednoczone, Iran, Turcję i Izrael. Innymi słowy, „ruch oporu” będzie działał intensywnie, zarówno w kraju przeciwko Trumpowi, jak i na zewnątrz, próbując sprowokować Rosję do jakiegoś działania, które umożliwi przedstawienie Rosji jako „nowe wino w starej radzieckiej butelce”.

    Jeffrey ostrzega przed ofensywą na ostatnią enklawę dżihadystów. Ale ofensywa już się rozpoczęła. Co więc miało miejsce podczas piątkowego spotkania w Teheranie między Erdoganem, Putinem i Rouhanim? Komentatorzy mówią, że nie osiągnięto porozumienia w sprawie ofensywy na Idlib, że Stany Zjednoczone odniosły sukces: twarde stanowisko przeciwko atakowi na dżihadystów powstrzymało ofensywę. Ale w rzeczywistości kluczowe porozumienie zostało zawarte jeszcze przed szczytem – Turcja umieściła HTS (znany również jako Nusra lub Al-Kaida) na swojej liście terrorystów.

    Erdogan jest wytrawnym politykiem. Był patronem tych rebeliantów. Uważa się za przywódcę sunnitów, ottomańskiego „przewodnika” dla globalnego Bractwa Muzułmańskiego. Był niezwykle ważny w inicjowaniu powstania w Syrii. Lecz obecnie stała obecność dżihadystów w Idlibie jest nie do utrzymania (nawet dla Turcji), ale w jaki sposób mógłby politycznie zdyskredytować tych samych powstańców, których jeszcze niedawno Turcja tak starannie pielęgnowała? Jakie mogą być konsekwencje pod względem bezpieczeństwa (zamachy bombowe w Stambule?) spowodowane poparciem dla ich zniszczenia? Jaką szkodę mogłoby to wyrządzić jego starannie kultywowanemu wizerunkowi obrońcy sunnizmu?

    Potrzebna była platforma, na której polityk mógł pokazać, również przy pomocy telewizji, że dba o potrzeby różnych grup wyborców. I tak się stało. Erdogan wziął ich w obronę. Bronił swojego stanowiska jako reprezentant jednego potężnego państwa wobec innych potężnych państw, ciągle podkreślając swój polityczny interes. Tak, zachowywał się ostentacyjnie. Z jakich innych powodów Putin i Rouhani mieliby pozwolić na tak niechlujny występ głównych graczy sprzeczających się ze sobą i to przed kamerami, jeśli nie dlatego, że zrozumiano, iż Erdogan musi zachować twarz?

    Turcja już desygnowała Al-Nusrę jako terrorystów. Ofensywa będzie kontynuowana (i nieuchronnie pojawią się ofiary wśród ludności cywilnej, ponieważ dżihadyści wmieszają się w ludność cywilną Idlibu – tak jak to się stało, gdy Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja zbombardowały Rakkę, by wyprzeć ISIS w 2017 r., przy użyciu „większej liczby pocisków artyleryjskich wystrzelonych w Rakkę niż gdziekolwiek indziej od zakończenia wojny wietnamskiej”).

    NIE ISTNIEJE DARMOWE DZIENNIKARSTWO. DARMOWA JEST JEDYNIE PROPAGANDA.
    PRZEKAŻ 50 ZŁ
    Zwalczaj propagandę.

    Amerykanie zapewne również będą szukali poklasku, być może przy użyciu Tomahawków, by ukazać Rosję i Syrię jako „nieludzkie potwory”.

    Alastair Crooke
    #syria #usa #iran #geopolityka #wojna #bliskiwschod #polityka pokaż całość

    +: R............7, orro +11 innych
  •  

    Paragwaj, trzecie (po USA i Gwatemali) państwo które przeniosło swoją izraelską ambasadę z Tel-Avivu do Jerozolimy, odwróciło swoja decyzję. Decyzję o powrocie do poprzedniej lokalizacji podjął wybrany w tym roku nowy prezydent Mario Abdo Benítez; decyzję o przeniesieniu ambasady do Jerozolimy podjął ustępujący prezydent Horacio Cartes tuż przed końcem swojej kadencji (inauguracja nowej ambasady nastąpiła w maju, nowy prezydent objął biuro w sierpniu).

    Izrael odpowiedział zamknięciem swojej ambasady w Paragwaju.

    https://www.haaretz.com/world-news/paraguay-fm-we-will-move-israel-embassy-back-to-tel-aviv-from-j-lem-1.6455672

    https://www.al-monitor.com/pulse/originals/2018/09/palestine-paraguay-emabassy-jerusalem-tel-aviv.html

    #izrael #palestyna #bliskiwschod #paragwaj
    pokaż całość

  •  

    Abadi musi odejść!

    Protesty na południu Iraku, które rozpoczęły się w lipcu, nadal trwają i nabierają coraz bardziej na sile. Ataki na budynki rządowe stały się normą. Coraz częściej siły bezpieczeństwa odpowiadają ostrą amunicją. Tymczasem w Bagdadzie nadal trwa walka o to kto zostanie nowym premierem. Siły pro-irańskie podejmują coraz śmielsze działania, które mają na celu odsunięcie premiera Abadiego od władzy. Jednocześnie Muktada as-Sadr widząc, że Abadi nie radzi sobie z sytuacją, zaczyna szukać nowych sojuszników. Sojusz, który początkowo wydawał się niemożliwy, zdaje się coraz bardziej prawdopodobny.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Samowolka

    Podczas gdy oczy całego Iraku zwrócone były na protesty w Basrze, 12 sierpnia pojawiła się niespodziewana informacja. Jednostki – zdominowanej przez szyitów – PMU (Popular Mobilization Forces) zaczęły wycofywać się z, położonych na północy kraju, prowincji Salah al-Din, Niniwa i Al-Anbar, które są zamieszkałe w większości przez sunnitów. Ewakuacja PMU, rzekomo zarządzona przez premiera Abadiego, miała doprowadzić do zmniejszenia napięć na północy kraju między szyickimi milicjami a sunnicką ludnością. W ciagu zaledwie kilku dni PMU wycofała większość swoich jednostek z prowincji Salah al-Din i Niniwa. Na miejscu pozostały w zasadzie tylko oddziały PMU złożone z jazydów, chrześcijan i Turkmenów.

    Wkrótce okazało się, że relokacja sił PMU były samowolką ze strony jej dowództwa. Premier Abadi wcale nie wydał rozkazu do ewakuacji. Mało tego, premier nawet nie wiedział że taka ewakuacja ma zostać przeprowadzona i dowiedziała się o niej dopiero wtedy, gdy PMU opuściło swoje bazy w prowincji Salah al-Din i Niniwa.

    Abadi zaczął poszukiwać winnego całej sytuacji – o ile sytuacja w przedmiotowych prowincjach jest dość spokojna, to nagły odwrót PMU mógł doprowadzić do próżni w sektorze bezpieczeństwa, która szybko mogłaby zostać wykorzystana przez siły wrogie Bagdadowi, w tym bojowników IS, którzy stale infiltrują Irak z terytorium Syrii.

    Wkrótce okazało się, że rozkaz odwrotu został wydany przez Abu Mahdiego al-Muhandisa – wiceszefa PMU, a prywatnie bliskiego przyjaciela generała Ghasemem Solejmaniego (wysoko postawionego członka irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej). Wściekły Abadi 21 sierpnia anulował rozkazy Muhandisa i kazał PMU z powrotem obsadzić opuszczone posterunki – takie uprawnienie daje mu prawo przyjęte przez parlament w 2016 roku. Mało tego – według niepotwierdzonych raportów Abadi zawiesił Muhandisa i zaczął szukać jego następcy.

    O ile rozkaz Abadiego z 21 sierpnia zatrzymał odwrót sił PMU z prowincji Anbar to ciężko powiedzieć jak wpłynął na sytuację w prowincjach Salah ad Din i Niniwa. W tych ostatnich dwóch regionach dochodziło do sytuacji, w których, po odwrocie PMU, ich posterunki były obsadzane przez improwizowane sunnickie milicje. Wątpliwe, żeby te oddziały zgodziły się teraz na powrót PMU. Nadal, prawie dwa tygodnie od opisywanych wydarzeń, brakuje rzetelnych informacji czy oddziały PMU wróciły do Niniwy i Salah ad Din czy też nie.

    Bez wątpienia samowolka Muhandisa musiała zwiększyć czujność premiera Abadiego. Gdy 21 sierpnia rozkazał on PMU powrót do zajmowanych wcześniej baz, zdecydowanie musiał być z siebie dumny. Z jednej strony udało mu się stłumić „bunt” ze strony Muhandisa a z drugiej polepszyć swój wizerunek wśród „szarych” członków PMU, których przedstawił jako gwarantów bezpieczeństwa w północnym Iraku. Jednak, jak niedługo później się okazało, sprawa Muhandisa była zaledwie czubkiem góry lodowej.

    Spotkanie dowódców PMU z Irańczykami, na zdjęciu widoczni: Amiri (1), Solejmani (2) i Muhandis (3), źródło: PMU

    I ty, Brutusie, przeciw mnie?

    30 sierpnia premier Abadi zwolnił szefa PMU – Faliha Alfayyadha. Uzasadniając swoją decyzję, Abadi stwierdził, że Alfayyadh zaczął angażować się w sprawy polityczne czego nie da się pogodzić z zajmowaniem tak wysokiego stanowiska w strukturach bezpieczeństwa. Sprawa była o tyle ciekawa, że kilka miesięcy wcześniej, gdy podczas majowych wyborów Alfayyadh (wraz ze swoim „Ruchem Ataa”) startował w wyborach z list „partii” Nasr, na czele której stoi Abadi, to Premier nie dostrzegał żadnego konfliktu interesów.

    Teraz już sprawy potoczyły się szybko. Jeszcze tego samego dnia część członków bloku Nasr zaczęła nawoływać do mianowania Alfayyadha kandydatem na nowego premiera. Cała sytuacja jeszcze bardziej się zagmatwała, gdy członkowie pro-irańskiego Fatahu stwierdzili, że Alfayyadh przeszedł na ich stronę.

    Tym samym premier Abadi znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Przypomnijmy – 30 sierpnia Alfayyadh został zwolniony. Tego samego dnia część członków Nasr zaczęła popierać jego kandydaturę na nowego premiera. Tymczasem, zaledwie 4 dni później, 3 września, miało odbyć się pierwsze posiedzenie nowego parlamentu, podczas którego miano wybrać spikera i zdecydować komu zostanie powierzona misja stworzenia przyszłego rządu.

    Nie było czasu do stracenia. Premier od razu przystąpił do działania. W niedzielę Abadi spotkał się z Sadrem, Allawim, Hakimem i przedstawicielami 12 mniejszych ugrupowań. Tego samego dnia Panowie ogłosili zawarcie sojuszu, który miałby łącznie 177 parlamentarzystów i tym samym, jako największe ugrupowanie parlamentarne, miałby pierwszeństwo w tworzeniu nowego rządu – zgodnie z wyrokiem irackiego SN z 2010 roku pierwszeństwo w tworzeniu rządu ma ten blok wyborczy, który po wyborach skupi najwięcej mandatów parlamentarnych a nie ten kto wygra wybory.

    W kilka godzin później pro-irańska koalicja, na czele której stoją Maliki i Amiri, stwierdziła że to oni – a nie Abadi – posiadają największy blok parlamentarny. Dlaczego? Zdaniem pro-irańskiego duetu wkrótce będziemy świadkami zdrady w partii Nasr, której członkowie – podobnie jak wcześniej Alfayyadh – odwrócą się od Abadiego i przejdą na stronę pro-irańskiego sojuszu.

    Wkrótce pojawiła się także bardzo ciekawa informacja, która do tej pory nie została jednak potwierdzona. Według irackiej prasy Muhandis, rozkazując oddziałom PMU wycofać się z północy kraju, działał na polecenie Alfayyadha, który ruch ten miał uzgodnić z lokalnymi politykami. Zdaniem irackich dziennikarzy Alfayyadh zawarł z sunnickimi politykami z północy kraju sojusz – PMU wycofa się z 3 w/w prowincji a w zamian za to parlamentarzyści z tych prowincji poprą blok Malikiego i Amiriego.

    Premier Haider Al-Abadi, źródło: foreignoffice, flickr.com

    Jak wybrać speakera?

    W końcu, 3 września, odbyło się pierwsze posiedzenie nowego irackiego parlamentu. Tego dnia miały jednak miejsce tylko formalne uroczystości – głównie odebrano przysięgę od nowych parlamentarzystów. Dopiero następnego dnia, tj. 4 września, parlament rozpoczął pracę „merytoryczną”.

    Tutaj jednak pojawiły się problemy. Zgodnie z iracką konstytucją przed powierzeniem danemu blokowi misji utworzenia nowego rządu należy wcześniej wybrać speakera parlamentu. Co prawda zebrani parlamentarzyści przedstawili kilka kandydatur – w tym Alfayyadha. Jednak żaden z kandydatów nie miał najmniejszych szans na zdobycie tego stanowiska, i to z bardzo banalnego powodu – podczas wtorkowych obrad w parlamencie zjawiło się zaledwie 85 parlamentarzystów z wszystkich 329.

    W tej sytuacji zebrani rozeszli się do domów nie podejmując żadnej decyzji. Obrady Parlamentu zostały odroczone do 15 września.

    Sala obrad irackiego parlamentu , źródło: commons.wikimedia.org

    Basra w płomieniach

    Tymczasem nie tylko walka o fotel premiera osiągnęła moment kulminacyjny. Gorąco jest także w Basrze na południu kraju. Od lipca nieprzerwanie trwają tam protesty. W artykule z 23 lipca opisałem powody, dla których protestujący wyszli na ulice.

    Od mojego ostatniego artykułu na temat Basry sytuacja jeszcze się zaogniła. Protestujący nie chcą ustąpić ani na krok a siły bezpieczeństwa wyraźnie nie radzą sobie z całą sytuacją. Co prawda rządzący zapowiadają reformy, dzięki którym mieszkańcom Basry zapewniony zostanie dostęp do bieżącej wody czy podstawowych usług publicznych, lecz protestujący nie chcą już słuchać ani rządu w Bagdadzie ani lokalnych władz. Mieszkańcy chcą reform „tu” i „teraz”. Natomiast Abadi i jego rząd traktują Basrę jako problem, którym powinien zająć się przyszły rząd- natomiast oni („Abadi i spółka”) mogą co najwyżej próbować rozładować napięcie.

    Ten przedłużający się impas doprowadził ostatecznie do eskalacji. Przełomowym momentem był 4 września. Tego dnia protestujący wdarli się do jednego z rządowych budynków w Basrze. Według dość prawdopodobnej wersji wydarzeń na jednym z pięter zabarykadowało się kilku członków irackich sił bezpieczeństwa. Gdy protestujący obrzucili ich koktajlami Mołotowa i fajerwerkami ci otworzyli ogień – wbrew odgórnemu zakazowi. W rezultacie aż 6 osób miało ponieść śmierć. Szczegóły zajścia nie są znane. Premier Abadi zapowiedział stworzenie specjalnej komisji, która ma szczegółowo zbadać tę tragedię. Tego samego dnia w Basrze wprowadzono godzinę policyjną, co – przynajmniej w założeniu – miało zapobiec dalszej eskalacji.

    Jednak nikt z mieszkańców Basry nie chciał już słuchać zapewnień premiera. Rubikon został przekroczony. Po wydarzeniach z 4 września protestujący wpadli w szał i zaczęli niszczyć wszystko wokół. 6 września demonstranci podpalili siedzibę pro-irańskiej milicji Asaib Ahl al-Haq. Następnego dnia posunęli się jeszcze dalej i obrzucali butelkami z płynem zapalającym irański konsulat w Basrze. Odpowiedź Teheranu była natychmiastowa – jeszcze tego samego dnia zamknięto przejście graniczne w Shalamjah, które jest często wykorzystywane przez mieszkańców Basry z uwagi na niskie ceny żywności po irańskiej stronie granicy.

    Sytuacja w Basrze osiągnęła apogeum. Podczas piątkowych modlitw do sytuacji w mieście odniósł się ajatollah Sistani – duchowy przywódca irackich szyitów. Z jednej strony skrytykował rząd, który nie jest w stanie opanować sytuacji a z drugiej strony wezwał protestujących do rezygnacji z przemocy na rzecz pokojowych środków protestu.

    Prowincja Basra na tle mapy Iraku, źródło: Zirguezi, commons.wikimedia.org

    Nadzwyczajne posiedzenie parlamentu

    Eskalacja walk w Basrze nie uszła także uwadze Muktady as-Sadra, którego ugrupowanie wygrało majowe wybory. Sadr wezwał wszystkie ugrupowania parlamentarne do zebrania się na nadzwyczajnym posiedzeniu, które miało zostać poświęcone sytuacji w Basrze. Termin obrad wyznaczono na sobotę 8 września.

    Specjalne posiedzenie parlamentu odbyło się w bardzo napiętej atmosferze. Prawie każde ugrupowanie oskarżało Abadiego o niekompetencję i niezdolność do polepszenia sytuacji w Basrze. Premier nie odpowiedział w jaki sposób rząd chce położyć kres protestom – zamiast tego zarzucił parlamentarzystom, że wykorzystują dramat mieszkańców Basry dla własnych celów politycznych. Dyskusja trwała przez kilka godzin w bardzo ostrej atmosferze. Pod koniec spotkania nastąpiło to czego premier obawiał się najbardziej – Hassan Al-Aqouli, rzecznik partii Sairun, której przewodzi Sadr, wezwał Abadiego do złożenia rezygnacji.

    Słowa Al-Aqouliego były szokiem dla wielu obserwatorów – jak już wspomniano, to właśnie Sadr i Abadi mieli połączyć siły i stworzyć nowy rząd. Wzywając Abadiego do ustąpienia ze stanowiska Sadryści zerwali wcześniejsze porozumienia. Bardzo wątpliwe, aby sojusz Sairun-Nasr przetrwał bez Abadiego jako wspólnego kandydata na premiera – jest to tym mniej prawdopodobne, że – po wezwaniu premiera do ustąpienia – przed Sadrystami otworzyły się pewne nowe możliwości.

    [Muktada as-Sadr (po lewej) i Ali Taliqani – źródło: مالهوترا, commons.wikimedia.org](https://steemitimages.com/0x0/https://steemitimages.com/0x0/https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/19/سماحته_مع_سماحة_حجة_الاسلام_والمسلمين_السيد_القائد_مقتدى_الصدر%28دام_عزه%29_في_الحنانة.jpg)

    Iracki triumwirat?

    Sobotnie obrady parlamentu, a w szczególności słowa Al-Aqouliego, zdają się wskazywać, że Sadr szykuje się do zmiany stron. Wydarzenia ostatniego tygodnia wyraźnie pokazały, że Abadi nie jest w stanie poradzić sobie z zapewnieniem podstawowych usług mieszkańcom Basry. Wejście z takim politykiem w sojusz może wywołać ogromne komplikacje w przyszłości. Ponadto nie wiadomo czy Abadi nadal faktycznie posiada 42 mandaty parlamentarne – ostatnie zamieszkanie, które wywołał Alfayyadh wskazuje, że w partii Nasr doszło do „puczu” i, na obecnym etapie, nie można rozróżnić kto jest „człowiekiem Abadiego” a kto ukrytym stronnikiem duetu „Maliki-Amiri”.

    Dołączenie Sadra do stronnictwa pro-irańskiego i stworzenie triumwiratu Sadr-Maliki-Amiri nie jest wcale nieprawdopodobne. Już wcześniej, na początku czerwca 2018 roku, Sadr i Amiri ogłosili stworzenie koalicji, która miała utworzyć nowy rząd. Potem jednak drogi obu panów się rozeszły. Sadr stanął po stronie Abadiego a Amiri po stronie Malikiego.

    Sadr wielokrotnie zapowiadał, że dla dobra Iraku jest w stanie zgodzić się na współpracę z każdym ugrupowaniem. Pytanie tylko czy na pewno?

    Główną przeszkodą w utworzeniu wspomnianego triumwiratu może być Maliki, za którym Sadr nie przepada. W oczach Sadrystów to właśnie Maliki jest głównym winowajcą porażek irackiej armii z początkowego okresu walk z bojownikami IS. Ponadto Sadr ma także osobiste powody, aby nie lubić Malikiego – to właśnie Maliki, wówczas premier Iraku, doprowadził w 2008 roku do całkowitej likwidacji Armii Mahdiego, na czele której stał Sadr. Mimo, że od tamtych wydarzeń minęło już 10 lat, Sadr nadal żywi urazę do Malikiego – tak dużą, że już w czerwcu zapowiedział, że nie zgodzi się na wejście w sojusz z żadnym blokiem, w którym obecny będzie Maliki.

    Przeciągnięcie na swoją stronę Sadra byłoby bardzo korzystne dla Amiriego. Obecnie nie posiada on większości i musi liczyć, że kolejni członkowie Nasr podążą krokami Alfayyadha. Co prawda dużo w ostatnim czasie mówiło się o tym, że stronnictwu pro-irańskiemu uda się przeciągnąć na swoją stronę Kurdów i dzięki temu uzyskać większość – jednak wydaje się że ta opcja jest obecnie mało prawdopodobna.

    Dwie największe kurdyjskie partie – KDP i PUK – zapowiedziały, że dołączą tylko i wyłącznie do tego sojuszu, który spełni długą listę ich żądań. Bardzo istotnym punktem na tej liście jest uregulowanie statusu terytoriów spornych między Bagdadem a Irbilem (stolicą Kurdyjskiego Okręgu Autonomicznego) – w szczególności chodzi o wieloetniczny Kirkuk. Na takie żądanie nie mogą się zgodzić ani Abadi ani obóz pro-irański.

    W związku z tym Amari liczy prawdopodobnie, że uda mu się przeciągnąć na swoją stronę Sadra – to pozwoli mu natomiast zrezygnować z prób ułożenia się z Kurdami. Jednak mandaty Sadra nie wystarczą do otrzymania misji utworzenia nowego rządu. Sadrowi i Amiriemu potrzebne będą jeszcze głosy Malikiego. Jednak, jak już wcześniej wspomnieliśmy, Sadr nie jest skłonny do nawiązania jakiejkolwiek formy współpracy z Malikim. Zatem co teraz?
    Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie znajduje się w Teheranie. Władze irańskie utrzymują bardzo bliskie stosunki z przedstawicielami partii Fateh (Amiri) i Państwo Prawa (Maliki). Łącznikiem między obiema partiami a Iranem jest, wspomniany już, generał Solejmani. Teheran mógłby spróbować wpłynąć na Malikiego, aby ten poświęcił się na rzecz sojuszu Sadra ze stronnictwem pro-irańskim i złożył mandat. W tej sytuacji niemal pewne jest, że Sadr skusiłby się na ofertę współpracy z Amirim.

    Pytanie tylko czy Maliki byłby w stanie zrezygnować z osobistych ambicji na rzecz dobra Iraku? Ponadto otwartą kwestią pozostaje sprawa „puczu” w partii Nasr. Być może Alfayyadh nie jest jednym zdrajcą. W takim wypadku Amari i Maliki byliby w stanie uzyskać odpowiednią liczbę mandatów, aby objąć samodzielne rządy. Tym samym Sadr zostałby zepchnięty do opozycji. Jednak póki co nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na te pytania. Jedno jest jednak pewne – iracki spektakl pod tytułem „nowy rząd” wkroczył w swoją decydującą fazę. Najbliższe dni, a zwłaszcza 15 września (kolejne posiedzenie parlamentu), powinny wyklarować całą sytuację. Zachęcam do śledzenia „Pulsu Lewantu”, bo z pewnością będziemy relacjonować wydarzenia z Bagdadu na bieżąco.

    Hadi Al-Amiri, szef Fatahu, źródło: Farsnews.com

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #irak #iran #geopolityka #bliskiwschod #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

    +: Liesbaum, R............7 +53 innych
  •  

    Nagranie z wczorajszego irańskiego ataku rakietowego na bazę Demokratycznej Partii Irańskiego Kurdystanu w okolicy Irbli w Iraku.

    Trzeba przyznać, że całkiem niezła celność jak na rakiety balistyczne.

    #iran #irak #bliskiwschod

    źródło: youtube.com

  •  

    Sadryści żądają ustąpienia Abadiego z funkcji premiera - wiadomość z kategorii breaking, chociaż po wydarzeniach z kilku ostatnich dni można się było tego spodziewać. Basra płonie, demonstranci podpalają budynek za budynkiem. Siły bezpieczeństwa strzelają do protestujących. Abadi nie wie co robić. Jednocześnie część ludzi z Nasr (ugrupowanie Abadiego) ma przejść na podobno przejść na stronę Malikiego i Amiriego.

    pokaż spoiler Coś mi się wydaje, że niedługo może powstać taki rząd, którego nikt się nie spodziewał. I nie chodzi mi tu wcale o rząd duetu Maliki i Amiri. Więcej wkrótce, jutro z rana wstawię artykuł (miał pojawić się ok. 20, ale dzisiejsza nadzwyczajna sesja parlamentu wiele zmieniła), bo chwilowo jestem zajęty wysokoprocentowymi trunkami ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #irak #bliskiwschod #lagunacontent
    pokaż całość

  •  
    R............7

    +6

    Sadryści robią burdel w konsulacie Iranu w Basrze.

    #irak #bliskiwschod

    źródło: twitter.com

    •  

      nie zaatakowali konsulatu USA

      @RuskiAgent1917: to nie USA odcięło dostawy energii do Basry ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      siedziby Sairoon ani żadnych budyntów Sadra.

      Nikt nie ruszy Sadra. Gość jest legendą, zwłaszcza wśród biedoty, której w Basrze nie brakuje. Ponadto ma błogosławieństwo Sistaniego. Nawet stronnicy Malikiego i Amiriego darzą Sadra dużym respektem.

    •  
      R............7

      +1

      @JanLaguna: No i to się skończy dla Iraku tragedią bo ten kraj przez jego rządy podzieli się na 3 części w których i tak będą wojny domowe o wpływy. W Irackim Kurdystanie będą się mordowali, W Irackim Szyistanie będą się mordowali oraz w Irackim Sunnistanie będą się mordowali.

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    Na dzisiejszym szczycie w Teheranie, Rosja, Iran i Turcja uzgodniły wspólne stanowisko w sprawie Syrii.

    Tyle, że poza ogólnikami, dalej istnieją trzy różne wersje rozwiązania konfliktu:
    Turcja pragnie rozejmu w Idlib i zachowania statusu quo. Popiera natomiast eliminacje Al-Nusry i ISIS
    Rosja twierdzi, że obie grupy i tak nie wziełyby udziału w rozmowach pokojowych, a bez tego pokój w Idlib jest niemożliwy. Uważa również, że SAA, nie brało udziału w spotkaniu więc nie mogą składać deklaracji w ich imieniu.
    Iran natomiast podkreślał, że walki będą trwały tak długo, aż cały kraj nie znajdzie się pod kontrolą rządu w Damaszku.

    Podsumowując: Nic nie ustalono. Ofensywa na Idlib niedługo się zacznie a pytaniem jest, jak duża będzie jej skala.

    https://fakty.interia.pl/raporty/raport-wojna-w-syrii/aktualnosci/news-konflikt-w-syrii-rosja-iran-i-turcja-uzgodnily-wspolne-stano,nId,2628462#comments4-1

    #syria #bliskiwschod
    pokaż całość

    +: bart3k2198, R............7 +24 innych
  •  

    Tymczasem w Iraku ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #irak #bliskiwschod

    źródło: pbs.twimg.com

    +: R............7, lolingPL +4 innych
  •  

    W związku z nadchodzącą historyczną ofensywą, naszło mnie na trochę "obszerniejszy" wpis. Chciałbym też podziękować @JanLaguna za to, że umożliwił mi wystąpić gościnnie z poniższym tekstem, na łamach Pulsu Lewantu ( ͡° ͜ʖ ͡°). Zapraszam do czytania
    -------------------------------------------------------

    Świt nad Idlib

    W 2015 r. prowincja Idlib stała się teatrem tragicznego spektaklu. Wiosną syryjska armia poniosła tam serię porażek, które końcem marca zaowocowały utratą miasta Idlib na rzecz rebeliancko-dżihadystycznej Armii Podboju. Zaledwie miesiąc później padło drugie największe miasto prowincji, Dżisr asz-Szugur. Sytuacja była na tyle trudna, że w czerwcu po raz pierwszy odniósł się do niej w swoim przemówieniu sam Baszar al-Assad. Rozpaczliwe próby kontrataku nie przyniosły oczekiwanych rezultatów i zarówno Idlib jak i Dżisr asz-Szugur z każdym dniem oddalały się coraz bardziej od linii frontu. W trakcie desperackiej próby utrzymania pozycji na równinie Al-Ghab, życia mało nie stracił pułkownik Suheil al-Hasan, którego Tygrysom powierzono niemalże samobójczą misję poprowadzenia kontrofensywy. Ostatni akt tej tragedii rozegrał się we wrześniu, w Abu Duhur, gdzie garnizon oblężonej od 3 lat bazy lotniczej padł pod naporem dżihadystów z Frontu-al Nusra i Islamskiej Partii Turkiestanu...

    Od tych wydarzeń minęły 3 lata i przez ten czas bardzo wiele się zmieniło. Państwo Islamskie zostało rozbite, a rebelianci zredukowani do obszarów leżących na północnym-zachodzie Syrii. Siły rządowe przy wsparciu sojuszników, zdołały odzyskać kontrolę nad większością kraju i dzisiaj są gotowe by ponownie wrócić do Idlib - gdzie tym razem chcą walczyć na podyktowanych przez siebie warunkach. Operacja „Idlib Dawn”, bo taki kryptonim ma nosić ofensywa, jest obecnie w zaawansowanej fazie przygotowania. Do jej bezproblemowego rozpoczęcia wciąż jednak są wymagane pewne ustalenia pomiędzy najważniejszymi graczami regionu...

    W oczekiwaniu

    Gdyby kwestia ofensywy zależała tylko od Damaszku, prawdopodobnie już bylibyśmy świadkami ostatecznego starcia pomiędzy siłami rządowymi, a rebeliantami z Idlib. Na nieszczęście Assada, większość tamtejszych ugrupowań znajduje się w sferze wpływów tureckich, a sama prowincja na mocy postanowień z Astany, została otoczona kordonem 12 tureckich posterunków obserwacyjnych, które notabene ostatnimi czasy są wzmacniane dodatkowymi oddziałami. Tak więc by jakiekolwiek poważniejsze działania w Idlib mogły dojść do skutku, konieczne jest porozumienie Turcji z Rosją. O ile obie strony są zgodne co do konieczności rozprawienia się z tzw. „terrorystami” to wydają się różnić wizją realizacji tego przedsięwzięcia.

    Turcja jak na razie jest przeciwna jakimkolwiek akcjom zbrojnym wojsk syryjskich. Głównym powodem jest obawa przed falą uchodźców, która może ją zalać w przypadku rozpoczęcia walk. Obawy te wydają się być uzasadnione. Wg tureckich szacunków w prowincji Idlib obecnie ma się znajdować nawet od 2 do 3 mln ludzi. Duża część z nich to rodziny rebeliantów, które reprezentują skrajnie anty-rządowe nastawienie. Mała szansa, że osoby te zdecydują się dobrowolnie wrócić pod jurysdykcję Damaszku, w szczególności, że część z nich już raz przed nią uciekała korzystając z „zielonych autobusów”. Kolejnym problemem Turcji jest ryzyko utraty wizerunku i wpływów jakie zbudowała przez ostatnie lata w kontrolowanej przez rebeliantów, północnej-zachodniej części Syrii. Nie wiadomo jakie dokładnie Erdogan ma plany wobec tych terenów, jednak porzucenie idei ochrony zamieszkującej je ludności, z pewnością położyłoby im ostateczny kres.

    Rozwiązaniem, które prawdopodobnie pasowałoby Turcji najbardziej, byłoby wykorzystanie swoich wpływów, do całkowitego rozdzielenia przychylnych sobie rebeliantów od tzw. „terrorystów”, a następnie wykorzystanie swoich proksy do ich pokonania. Bardzo możliwe, że ten scenariusz zakładałby ograniczoną interwencje sił tureckich w celu udzielenia wsparcia swoim sojusznikom, jak w przypadku Al-Bab lub Afrin. Pozwoliłoby to turkom zachować wpływy w Idlib oraz wytrąciłoby argument Rosji oraz Damaszku, mówiący o konieczności rozprawienia się z ugrupowaniami „terrorystycznymi”. Jednak z tego samego powodu, należy uznać ten scenariusz za mało realny. Oczywiste bowiem jest, że Rosja ani tym bardziej Damaszek, tak łatwo nie zaakceptują całkowitego przejęcia Idlib przez Turcję.

    Rosjanie podkreślają, że „terroryści”, którzy w Idlib znajdują swoje schronienie, stanowią zagrożenie dla Damaszku i ten ma pełne prawo by się przed nimi bronić. Często się zdarzało, że Rosjanie przedkładali w Syrii własne cele ponad cele Damaszku. Skąd więc u nich taka determinacja do przeprowadzania ofensywy w Idlib, skoro może ona nadszarpnąć poprawiające się relacje z Turcją? Wszystko wskazuje, że Rosjanie nie są do końca zadowoleni z obecnego kształtu kontrolowanego przez rebeliantów terytorium. Idlib wciąż bowiem stanowi zagrożenie dla Aleppo i Hamy. Jeszcze ważniejsza może być jednak chęć zabezpieczenia bazy lotniczej Hmejmim, która od ostatnich kilku miesięcy jest celem ciągłych ataków z wykorzystaniem uzbrojonych dronów startujących z terytorium rebeliantów. Nic więc dziwnego, że dla Rosjan scenariusz gdzie gdzie jakoś udałoby się rozwiązać problem "terrorystycznych ugrupowań" przy braku zmian terytorialnych jest mało atrakcyjny.

    Z przebiegu dotychczasowych rozmów można wywnioskować, że pomimo różnicy zdań, zarówno Rosja jak i Turcja wydają się stawiać dobro wzajemnych stosunków na pierwszym miejscu. Nie powinno to być niespodzianką, w szczególności, że Rosjanie będą próbować wykorzystać kryzys w relacjach turecko-amerykańskich do głębszego wciągnięcia Turcji we własną sferę wpływów. W związku z tym należy spodziewać się rozwiązania, które nie nadszarpnie zbytnio relacji obu tych państw. Najbardziej realny scenariusz zakładać będzie więc konieczność przystania na pewne kompromisy przez obie strony. Prawdopodobnie operacja "Idlib Dawn" dojdzie do skutku, jednak będzie obejmować uzgodnioną wcześniej część prowincji, co pozwoli Rosji i siłom rządowym poszerzyć strefę buforową wokół newralgicznych lokacji. W tym czasie pro-Tureccy rebelianci powinni przejąć wpływy w pozostałej części Idlib. Rozwój wydarzeń będzie też w dużej mierze zależeć od tego co zrobi... Hayat Tharir al-Szam.

    „Padamy na kolana tylko przed Bogiem”

    Hayat Tahrir al-Szam (HTS) czyli dawny Front al-Nusra – niegdyś główna siła dzięki której udało się opanować Idlib, a dziś powód dla którego nad tą ostatnią, rebeliancką prowincję nadciągają kłopoty. To ich bowiem jednym głosem Turcy i Rosjanie nazywają „terrorystami”, z których Idlib musi zostać oczyszczone. Pod ich kontrolą znajduje się jakieś 60% prowincji i choć może już nie są najliczniejsi, to jednak dzięki swej bitności i fanatyzmowi wciąż mogą tytułować się mianem najsilniejszego z rebelianckich ugrupowań.

    Wydaje się, że czasy współpracy HTS-u z pozostałymi rebeliantami, która pozwoliła na osiągnięcie sukcesów pod sztandarem Armii Podboju, minęły bezpowrotnie. Większość ugrupowań skupiła się wokół Turcji i obecnie weszła w skład jej nowego projektu zwanego „Narodowym Frontem Wyzwolenia” (Dżabhat Watanijah lil-Tahrir). Przy HTS pozostało jedynie kilka ugrupowań satelickich, a także Ḥurras ad-Din czyli nowa filia al-Kaidy, oraz dżihadystyczna Islamska Partia Turkiestanu (TIP). Od pewnego czasu ścieżki obozu pro-Tureckiego i skupionego wokół HTS, rozeszły się na tyle, że praktycznie wszystkie nieporozumienia kończyły się rozlewem krwi. Dziś w obliczu nadchodzącego „Świtu”, rebelianci będą musieli ostatecznie zadecydować co zrobią i którą stronę wybiorą. Jak się zachowają rebelianci z Narodowego Frontu Wyzwolenia? Wydaje się, że pozostaną wierni rozkazom Turcji - oczywiście o ile ta jakimś cudem pod namową Rosji nie zdecyduje się pozostawić ich samym sobie. Jeśli chodzi natomiast o Hayat Tahrir al-Szam, to wydaje się, że nie powinno być zaskoczeń...

    W swojej najnowszej produkcji filmowej zatytułowanej: „Padamy na kolana tylko przed Bogiem”, HTS zapowiada, że nie będzie żadnego pojednania ani kapitulacji, jedynie walka do samego końca - jaki by on miał nie być. HTS gani pozostałe ugrupowania za brak woli walki i łatwość z jaką poddały Wschodnią Ghoute i południe kraju. Jednocześnie od własnej strony pokazuje trwającą mobilizację oraz przygotowania w celu odparcia ataku nieprzyjaciela i jego sojuszników. W wypuszczonym niedawno przemówieniu, lider HTS-u, Mohamed Julani, oprócz już wspomnianych rebeliantów, krytykuje także Turcję za mieszanie się w sprawy Idlib. Podkreśla też, że rozprawi się ze wszystkimi którzy będą próbować negocjować z wrogiem - i wygląda na to, że nie rzuca słów na wiatr. Od kilku dni pojawiają się doniesienia o aresztowaniach przez HTS wszystkich osób, które promują "pojednanie" z rządem.

    Czy HTS jest jednak rzeczywiście gotowe polec w walce do ostatniej kropli krwi, zgodnie
    z głoszonymi przez siebie ideałami? Jakiś czas temu pojawiły się plotki o możliwości samorozwiązania ugrupowania i "wmieszania się" bojowników HTS w Narodowy Front Wyzwolenia. Propozycja ta miała wyjść z inicjatywy tureckiej, jednak miała zostać odrzucona przez dowództwo HTS-u. W odpowiedzi na te plotki HTS wydało kilka dni temu oświadczenie gdzie określiło informacje o samorozwiązaniu jako fałszywe i potwierdziło wolę walki oraz gotowość do odparcia ataku "Nusajri" (czyt. rządowych). Co ciekawe, w oświadczeniu padła sugestia, że poszukują też rozwiązania, które pozwoliłoby uniknąć rozlewu krwi wśród ludności Idlib - nie zdradzono jednak więcej szczegółów, jak miałoby ono wyglądać.

    Gdy nastanie świt

    Od gruntu politycznego będzie zależeć skala i kształt ofensywy, jednak sam fakt nastąpienia jakiejś operacji militarnej wydaje się być przesądzony. Przygotowania do ofensywy trwają już od zakończenia działań w Darze. Obecnie od ponad miesiąca pojawiają się liczne nagrania pokazującymi konwoje czołgów, haubic, wyrzutni rakiet i transporterów opancerzonych zmierzających w okolice Idlib - co zdaje się potwierdzać, że skala operacji będzie przebijać wszystkie dotychczasowe ofensywy. Nie powinno to być też zaskoczeniem. Po zabezpieczeniu większości kraju, wojska rządowe dysponują ogromną ilością wolnych żołnierzy, którzy wcześniej musieli być zaangażowani do obsadzenia innych frontów. Oprócz tego rządowi, w trakcie operacji w Darze przejęli kilkadziesiąt czołgów i pojazdów opancerzonych od poddających się rebeliantów. To wszystko zrekompensuje straty poniesione w trakcie ostatnich miesięcy walk i zwiększy ich potencjał ofensywny w nadchodzącej bitwie. Jeśli chodzi o jednostki, które mają wziąć udział w walkach po stronie rządowej, to z potwierdzonych można wymienić: Oddziały Tygrysa, 4 Dywizję Pancerną, 1 Dywizję Pancerną, 5 Korpus, a także Gwardię Republikańską. Nieoficjalnie mówi się też o Hezbollahu i szyickich milicjach, które mają uderzyć spod Aleppo. Cała operacja ma się odbyć pod osłoną i ze wsparciem rosyjskiego lotnictwa.

    Już ostatnia ofensywa sił rządowych, której celem było zdobycie Abu Duhur obaliła mit, o tym jak trudne i kosztowne mogą być próby ataku na prowincje Idlib. Nietrudno zauważyć, jak bardzo ostatnie 3 lata wojny odcisnęły swoje piętno na rebeliantach z Idlib. Oprócz Państwa Islamskiego byli oni bowiem jedyną siłą, która przez ten czas brała na siebie ciężar walk z wojskami rządowym. Dwie kosztowne ofensywy na Aleppo i trzy próby zdobycia Hamy - każda z nich ostatecznie zakończona porażką. To wszystko pozostało nie bez wpływu na potencjał militarny rebeliantów. Już ostatnia ofensywa na Hamę z października 2017 r., pokazała, że rebeliantom brakuje czołgów i transporterów opancerzonych. Sytuacja z pewnością jest jeszcze trudniejsza u ugrupowań z obozu skupionego wokół Hayat Tahrir al-Szam, które nie mogły
    w przeciwieństwie do ugrupowań pro-Tureckich liczyć na dostawy sprzętu od Turcji. Z drugiej strony nie należy się też spodziewać, że atak na Idlib będzie dla Armii Syryjskiej spacerkiem. Rebelianci pomimo że podzieleni i osłabieni, to od dłuższego czasu przygotowują się na tą ostateczną konfrontacje. Do tego ugrupowania, w które ta ofensywa ma być przede wszystkim wymierzona, czyli HTS i jej sojusznicy, słyną z waleczności i fanatyzmu.

    Jeśli chodzi o przebieg ofensywy, to należy się raczej spodziewać uderzenia kierunkowego, na kilku obszarach, które wcześniej zostały uzgodnione pomiędzy Turcją a Rosją. Siłom rządowym będzie przede wszystkim zależeć na poszerzeniu strefy buforowej wokół miast Hama i Aleppo. To drugie obecnie jest w szczególności narażone na ataki rebeliantów - niektóre dzielnice, znajdują się bowiem tak blisko frontu, że są w zasięgu ognia moździerzowego. W dalszej perspektywie siły rządowe będą z pewnością chciały zabezpieczyć autostradę M5 prowadzącą z Hamy do Aleppo. Będzie to jednak trudne zadanie, z racji konieczności zdobycia kilku ważnych „twierdz” rebeliantów, jak Chan Szejkun, Ma’arrat an-Numan czy Sarakib. Jeśli chodzi o Rosjan, to ich priorytetem z pewnością będzie odsunięcie rebeliantów od bazy Hmiejmim na tyle, by raz na zawsze uniemożliwić im ataki rakietowe i ataki dronami. By to osiągnąć, konieczne będzie oczyszczenie gór Latakii, równiny al-Ghab i być może nawet miasta Dżisr asz-Szugur, które stało się bastionem Islamskiej Partii Turkiestanu. Gdyby rozpatrywać co dalej, to na obecnym etapie wizja ataku na samo miasto Idlib wydaje się być tak mglista i odległa, że trudno oceniać, czy dojdzie do skutku. Jeśli dojdzie do turecko – rosyjskiego porozumienia, które uwzględni tureckie obawy związane z możliwym kryzysem humanitarnym, to bezpośredni atak na stołeczne miasto prowincji wydaje się być mało prawdopodobny. Jeśli jednak dyplomacja zwiedzie, możemy być świadkami jednej z najkrwawszych bitew tej wojny. Nie będzie to wtedy jedynie walka przeciw HTS-owi i jego sojusznikom, ale przeciw wszystkim rebeliantom, którzy w obliczu wspólnego zagrożenia, mogą ponownie ramię w ramię stanąć do walki.

    Chmury nadciągające z zachodu

    W nadchodzącej ofensywie, Turcja nie jest jedynym zmartwieniem Rosjan i Asada. Państwa Zachodu wydają się być jeszcze bardziej przeciwne jakimkolwiek działaniom militarnym wobec rebeliantów z Idlib. 22 sierpnia administracja Trumpa, ustami Johna Boltona ostrzegła, że próby użycia broni chemicznej w Idlib przez wojska syryjskie, spotkają się ze zdecydowaną odpowiedzią. Amerykanom wtórowały zarówno Francja jak i Wielka Brytania. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że miało to być ostrzeżenie dla Asada i sojuszników by nie próbowali atakować Idlib. 3 września Trump osobiście, w charakterystyczny dla siebie hiperboliczny sposób, odniósł się do ofensywy, ostrzegając Syrię, Iran i Rosję przed lekkomyślnym atakiem na Idlib, który może skutkować śmiercią „setek tysięcy ludzi”. Rosjanie nie odpowiedzieli oficjalnie na to ostrzeżenie, jednak dziwnym zbiegiem okoliczności, po miesiącu przerwy postanowili wznowić naloty na pozycje rebeliantów z Idlib.

    W związku z możliwością wystąpienia kolejnego ataku chemicznego i groźbą zachodnich nalotów na Syrię, Rosjanie zawczasu próbują zgromadzić na Morzu Śródziemnym odpowiednio duże siły „odstraszające”. Ostatnim razem nie mieli tak naprawdę wystarczających argumentów siłowych na poparcie swojej dość ostrej retoryki, którą próbowali prowadzić. Tym razem, chcąc być z góry przygotowanym na każdą ewentualność, zgromadzili u wybrzeży Syrii bezprecedensową dotąd liczbę ponad 25 okrętów. Wzmocniono też kontyngent lotniczy m.in.
    o samoloty Tu-142 wyspecjalizowane w zwalczaniu okrętów podwodnych. Oficjalnie to wszystko
    w związku z odbywającymi się na Morzu Śródziemnym, właśnie akurat teraz, ćwiczeniami

    Kwestia potencjalnego ataku chemicznego jest trudnym tematem, bo dyskusja na jego temat coraz częściej podszyta jest pewnego rodzaju dogmatyzmem. Z jednej strony przeciwnicy Assada, twierdzą, że „krwawy dyktator” jest gotów bez wahania użyć broni chemicznej, bez względu na okoliczności i wbrew jakiejkolwiek logice. Same motywy użycia, są często tłumaczone jako przynoszące jego wojskom korzyści militarne i strategiczne. Przykładowo zbombardowanie okrążonej Dumy miało przyspieszyć jej kapitulację, a atak na Chan Szejkun miał odwieść rebeliantów od kontynuowania ofensywy na Hame. Z drugiej strony, zwolennicy teorii, że to nie wojska Assada stoją za atakami, często zadają pytanie: „Kto tak naprawdę odnosi większe korzyści z ataków chemicznych? Assad, który miałby użyć zakazanej borni, pomimo ostrzeżeń
    i konsekwencji do tego mając tak naprawdę zwycięstwo w kieszeni, czy może też rebelianci, którym na rękę jest sprowokowanie militarnej interwencji Zachodu”. Jedno jest pewne, o ile Assad ma swoje za uszami, to trudno mu zarzucić głupotę. Nawet jeśli by przyjąć, że wbrew zdrowemu rozsądkowi, jest gotów na każdy krok, to warto pamiętać, że w tej układance są jeszcze Rosjanie, którzy zbyt dużo zainwestowali w utrzymanie jego rządu, by ot tak pozwolić na działania, przez które musieliby później ryzykować konfrontacją z USA i zniweczeniem swoich wysiłków. Niestety, wszystko wskazuje, że tym razem, podobnie jak w Ghoucie, żadne śledztwa ani dyskusje nie będą potrzebne, bowiem z ostatnich wypowiedzi wynika, że Amerykanie już znaleźli winowajcę...

    Spotkanie w Teheranie

    Niełatwo jest dokładnie przewidzieć co wydarzy się w nadchodzących dniach. Jak wiadomo wojna w Syrii potrafiła nieraz już zaskoczyć obrotem wydarzeń, więc wszelakie spekulacje są trudne i ryzykowne. Niemniej, na ten moment jedno jest pewne: 7 września odbędzie się spotkanie przywódców Rosji, Iranu oraz Turcji w Teheranie, gdzie najprawdopodobniej zadecydują się dalsze losy prowincji Idlib. Przed tym terminem, nie należy spodziewać się jakichś decydujących rozstrzygnięć lub rozpoczęcia operacji „Idlib Dawn”.

    -------------------------------------------------------
    Źródła:

    https://www.aljazeera.com/news/2018/08/bolton-act-strongly-syria-chemical-arms-180822081216464.html
    https://www.rferl.org/a/western-powers-us-france-britain-warn-syria-assad-not-use-chemical-weapons-again-assault-idlib-province-last-remaining-rebel-stronghold/29446661.html
    https://www.middleeasteye.net/news/turkey-hopes-find-solution-syrias-idlib-russia-622086555
    https://www.al-monitor.com/pulse/originals/2018/08/turkey-syria-ankara-moves-to-form-joint-army-in-idlib.html
    https://www.middleeasteye.net/news/turkey-pushes-diplomacy-idlib-what-s-next-700219297
    http://ortadogudan.com/makaleler/149/idlib-in-kaderi-turkiye-ye-bagli/
    https://international-review.org/we-kneel-only-to-god-hts-chastises-rebel-allies-in-new-video/
    https://twitter.com/HoWaziri/status/1034574224139210752
    https://warisboring.com/a-russian-fleet-gathers-near-syria/
    https://twitter.com/realdonaldtrump/status/1036740691211284480
    https://twitter.com/samueloakford/status/1037082721263202304

    #syria #syriafaq #bitwaoidlib #rosjawsyrii #turcjawsyrii #gruparatowaniapoziomu #bliskiwschod
    pokaż całość

    źródło: Idlib.png

  •  

    zielone kółka - Huti, czerwone - przeciwnicy.

    #jemen
    #arabiasaudyjska
    #bliskiwschod

    źródło: youtube.com 18+

    +: DonBores, CocoJumbo20 +6 innych
    •  

      @matador74: na każdym filmiku wydaje mi się, że gada ciągle ten sam gość, no ale żeby robił rozpierduchę każdego dnia jak jakiś Rambo to chyba odpada, pewnie wina języka albo tego co se pod niego wkładają

  •  

    Poniżej skan dzisiejszego artykułu z Gazety Wyborczej nt. zbrodni i przestępstw tzw. arabskiej koalicji w Jemenie.

    Zabijanie cywilów, tortury w więzieniach, gwałt jako narządzie wojny i zmuszanie do walki dzieci – ONZ w szokującym raporcie wskazuje winnych największych bestialstw w Jemenie. To przede wszystkim koalicja Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, której wojska od dwóch lat bombardują kraj.

    #jemen #arabiasaudyjska #bliskiwschod
    pokaż całość

    źródło: image.ibb.co

  •  

    W skali od 1 do 10, jak bardzo samotna podróż różowego paska do Jordanii to głupi pomysł?
    #podroze #pytanie #kiciochpyta #podrozujzwykopem #bliskiwschod

  •  

    Izrael zapłaci wyższą cenę w negocjacjach z Palestyną aby skompensować uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela i przeniesienie ambasady do tego miasta.

    Israel would pay “a higher price” in peace talks with the Palestinians to compensate for Washington’s decision to recognize Jerusalem as Israel’s capital and relocate its embassy to the city.

    Jako negocjator oczekiwałby, że Palestyńczycy powiedzą: Super, wspaniale, nie dostaliśmy tego więc chcemy coś innego. Zobaczymy jak się sprawy potoczą.

    As a deal maker he would expect that the Palestinians would say, ‘Okay, great, we didn’t get that one, now we want something else.’ We’ll see how it goes,” he said.

    Jak widać Izrael może się zdziwić, że ich ostatnie sukcesy w USA mogą być skrupulatnie zaplanowane przez tychże. Mówiąc innymi słowy są pionkiem w grze Trumpa, a nie podmiotem jak myśli większość polskich obserwatorów walki informacyjnej.
    USA ma zasób, wykorzysta go w swoim celu bez skrupułów, mam nadzieję, że Polska nie da się w podobny sposób rozegrać. Korzyść ideologiczna, za ustępstwa strategiczne - według mnie wyszło bardzo tanio z punktu widzenia uwikłania Izraela w konflikt z arabami bez możliwości elastycznego podejścia i potencjału deeskalacyjnego.
    Słabnący hegemon jak widać lubi lekką ręką rozdawać informację, których wartość jest dyskusyjna z punktu widzenia aktualnych relacji w regionie.

    źródło: timesofisrael.com

    #izrael #usa #wojna #wojnainformacyjna #bliskiwschod #syria
    pokaż całość

    +: przegryzam, TX1683 +10 innych
  •  

    Postanowiłem popełnić poniższy wpis o jednej z ciekawszych postaci w historii współczesnego Izraela (lub raczej jego początków). Jeżeli wpis wzbudzi zainteresowanie i zbierze więcej jak trzy plusy na krzyż będzie to pierwszy z serii postów poruszających temat formowania się współczesnego bliskiego wschodu. Post jest zredagowanym tłumaczeniem artykułu z rozszerzonej Wiki. Miłej lektury.

    W pierwszym wpisie przyjrzymy się sylwetce twórcy słynnego „Gangu Sterna”

    Avraham ( "Yair ") Stern był początkowo zwolennikiem poglądów głoszonych przez ruch Syjonistycznych Rewizjonistów założony przez Ze'eva Jabotinsky-ego oraz członkiem Irgunu (Irgun Tsvai Leumi, Narodowej Organizacji Wojskowej). W czerwcu 1940, kiedy Irgun postanowił zawiesić podziemne działania zbrojne przeciwko Brytyjczykom na czas trwającej wojny, Stern opuścił szeregi organizacji, aby założył własną grupę, którą nazwał Irgun Tsvai Leumi B'Yisrael (Narodowa Organizacja Wojskowa w Izraelu).

    Stern zerwał poglądami głoszonymi przez swojego byłego mentora i przełożonego. Podczas gdy Jabotinsky miał nadzieję, że dyplomacja i współpraca z Brytyjczykami przetrwają dla dobra żydowskiej sprawy, Stern twierdził, że czas syjonistycznej dyplomacji  się skończył, a nadeszła pora na walkę zbrojną przeciwko Brytyjczykom. Jak sam twierdził: „(…) nie istnieje żadna różnica pomiędzy Hitlerem i Chamberlainem, pomiędzy Dachau, Buchenwald i uszczelnianiem bram Izraela (przez Brytyjczyków przeciwko masowej imigracji żydów dop.).”

    Stern wierzył, że ludność żydowska Palestyny powinna walczyć, a nie wspierać Brytyjczyków w wojnie. Był zajadłym przeciwnikiem białej księgi z 1939 (dokument zawierający opracowane urzędowo, koncepcyjne propozycje rządu JKM odnoszące się do kwestii mandatu), która gwałtownie zmniejszała zarówno żydowską imigrację, jak i zdolność żydów do kupowania ziemi w Palestynie. Wierzył, że imigracja do Palestyny powinna być dostępna dla żydowskich uchodźców uciekających z Europy, i że była to kwestia priorytetowa. Podejście do Brytyjczyków, poróżniło Sterna z jego długoletnim przyjacielem Davidem Razielem. Raziel wierzył, że Yishuv powinien pomóc Wielkiej Brytanii w walce z nazistowskimi Niemcami. Zginął w Iraku w 1941 podczas misji dla wojsk brytyjskich. Według Sterna umieranie za "zagranicznego okupanta", który utrudniał utworzenie państwa żydowskiego było głupotą. Rozróżnił przeciwników na "wrogów narodu żydowskiego" (np. Brytyjczycy) i "niewidzących żydów" (np. nazistów), wierząc, że ci pierwsi musza zostać pokonani, a ci drudzy zmanipulowani.

    W 1940, idea ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej była jeszcze "nie do pomyślenia" i Stern wierzył, że Hitler chciał oczyścić Niemcy z żydów poprzez emigrację, a nie eksterminacje. W grudniu 1940 nawiązał kontakt z nazistami w celu pozyskania pomocy w ustanowieniu państwa żydowskiego w Palestynie, otwartego dla żydowskich uchodźców. Zaproponował zwerbowanie około 40 000 Żydów z okupowanej Europy w celu przeprowadzenia inwazji na Palestynę oraz wypędzenia Brytyjczyków. Naziści nie potraktowali jego propozycji poważnie i plan upadł.

    W następnym wpisie przybliżę strukturę, cele i działania organizacji.

    #historia #bliskiwschod #ciekawostkihistoryczne #izrael
    pokaż całość

    +: RandomowyMetal, CocoJumbo20 +5 innych
  •  

    Kto obejmie stery władzy w Iraku? I dlaczego Kurdowie są irackim PSL-em? ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    W Iraku zachodzą właśnie bardzo ciekawe roszady. W maju 2018 roku odbyły się tam wybory parlamentarne. Ze względu na dużą liczbę naruszeń prawa wyborczego zadecydowano o ręcznym przeliczeniu części głosów. W efekcie dopiero 19 sierpnia (wczoraj) iracki Sąd Najwyższy zatwierdził majowe wyniki wyborów.

    Od razu poszczególne partie wyborcze przystąpiły do tworzenia jak największej koalicji - tutaj ciekawostka, partia która wygrała wybory w Iraku nie ma pierwszeństwa w tworzeniu rządu, zatem inaczej niż np. w Polsce. Zgodnie z wyrokiem irackiego SN z 2010 roku pierwszeństwo w tworzeniu rządu ma ten blok wyborczy, który po wyborach skupi najwięcej mandatów parlamentarnych.

    Wczoraj w bagdadzkim "Hotelu Babilon" odbyło się spotkanie przedstawicieli partii Sairoon (Muktada as-Sadr), Nasr (dotychczasowy premier Abadi), Hikma (Ammar al-Hakim) i Al-Wataniya (Allawi). Wieczorem, na konferencji prasowej, ogłoszono że partie te zgodziły się na stworzenie koalicyjnego bloku. Jednak blok ten posiada tylko 136 mandatów. Jest to za mało na utworzenie rządu. Do uzyskania parlamentarnej większości brakuje im 29 mandatów (iracki parlament liczy 329 parlamentarzystów).

    To jednak nie wszystko. Nie tylko Sadr znajduje się w natarciu. Z drugiej strony sceny politycznej dobiegają głosy o sojuszu partii Państwo Prawa (były premier Maliki) i Fatah (Amiri). Są to niepotwierdzone informacje, ale bardzo prawdopodobne. Sojusz Maliki-Amiri jest przewidywany co najmniej od majowych wyborów. Jeśli taka koalicja faktycznie powstałaby to posiadałaby łącznie 73 mandaty - także zbyt mało, aby objąć samodzielną władzę.

    W tej sytuacji decydujący głos będzie należał do kurdyjskich partii KDP (Barzani junior, 25 mandatów) i PUK (Rasul, 18 mandatów). Jeśli Sadr i Abadi chcą przejąć władzę to będą musieli się dogadać z Kurdami. Blok Maliki-Amiri, jeśli marzy o władzy, to także będzie musiał paktować z Kurdami. Jednocześnie jednak dla duetu Maliki-Amiri kurdyjskie poparcie to za mało - oprócz tego będą potrzebowali głosów sunnickiego Muttahidoon-u (al-Nujayfi). Jednak nawet w takim sojuszu Maliki i Amiri posiadaliby tylko 130 mandatów. W poszukiwaniu pozostałych 36 musieliby paktować z mniejszymi ugrupowaniami np. Turkmenami (3 mandaty) czy sunnitami z Anbaru (6 mandatów).

    W efekcie sojusz Maliki-Amiri musiałby pokonać ogromne trudności, aby odstawić Sadra i Abadiego na boczny tor oraz stworzyć własny rząd. Dlatego też rząd Maliki-Amiri jest mało prawdopodobny, lecz nie wykluczony. Iracka polityka jest nieobliczalna i jeszcze nie odegrała swojego ostatniego aktu. W końcu kto przed majowymi wyborami powiedziałby, że ugrupowania Sadra i Amiriego staną się dwiema największymi siłami politycznymi w kraju?

    Na koniec jeszcze mała ciekawostka: formalnie Abadi oraz Maliki są nadal członkami tej samej partii - "Zew Islamu". Jednak w wyborach startują jako dwa oddzielne ugrupowania - Abadi jako partyjne skrzydło pro-US i Maliki jako skrzydło pro-Iran. Aby zalegalizować ten proceder Irak specjalnie zmienił prawo wyborcze.

    Tymczasem protesty w Basrze, o których pisałem w zeszłym miesiącu, nadal trwają.

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #irak #bliskiwschod #lagunacontent #geopolityka #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: kurdystan.jpg

    +: denuke, R............7 +53 innych
  •  
    R............7

    +8

    Francuska firma Total wycofuje się z Iranu.

    #iran #francja #gospodarka #swiat #bliskiwschod

    źródło: twitter.com

  •  

    Parę dni temu w wyniku tureckiego nalotu w okolicy miejscowości Sinjar na północnym zachodzie Iraku zabity został wysoki dowódca PKK o pseudonimie Zaki Shingali. Turecki dron zbombardował konwój samochodów, którym zabity wracał z żałobnych ceremonii upamiętniających ludobójstwo Jazydów przez ISIS. Poza Shingali zabitych zostało również czterech członków lokalnej milicji jazydzkiej YBS (również uznawanej przez Turcję za organizację terrorystyczną jako odgałęzienie KCK).

    Miejsce ataku znajduje się ok. 100 km od Tureckiej granicy. Irak oficjalnie oprotestował atak i zaprzeczył pogłoskom o współpracy z Turcją. Międzynarodowa koalicja antyterrorystyczna z kolei wiedziała o akcji i nie zgłaszała sprzeciwu, choć miała nie znać dokładnego celu nalotu.

    Zaki Shingali to urodzony w Turcji İsmail Özden, w latach 90' wydalony w Niemczech za udział w anty-tureckiej działalności. Od 2014 jako dowódca PKK brał aktywny udział w walce z ISIS w północnym Iraku, przypisuje mu się ważną rolę w ratowaniu dziesiątek tysięcy Jazydów oblężonych w górach Sinjar. Był umieszczony na czerwonej liście terrorystów przez tureckie służby bezpieczeństwa, choć nie znalazłem informacji, o co dokładnie jest oskarżony (poza działalnością w PKK).

    Jazydzi są zbulwersowani i określają atak jako kontynuacje ludobójstwa ISIS.

    Z kolei NY Times napisał, że "Shingali był uważany za bohatera przez wielu irackich Jazydów", co wywołało ból dupy u Turków, którzy gwałtownie zaatakowali gazetę za to określenie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    https://www.al-monitor.com/pulse/originals/2018/08/turkey-airstrike-kills-pkk-leader-sinjar.html

    http://www.hurriyetdailynews.com/turkey-neutralizes-most-wanted-pkk-suspect-in-northern-iraq-135849

    www.rudaw.net/english/kurdistan/150820182

    http://www.rudaw.net/english/middleeast/17082018

    Nagranie z ataku:

    https://twitter.com/eha_news/status/1030161092142682112

    Na zdjęciu pozostałości białego pickupa, widocznego na nagraniu.

    #irak #bliskiwschod #turcja
    pokaż całość

    źródło: rudaw.net

  •  

    Bitwa o Idlib - ostatnie starcie syryjskiej wojny domowej

    Od dwóch tygodni trwają medialne spekulacje na temat nadchodzącej ofensywy syryjskiej armii na prowincję Idlib – „twierdzę” syryjskiej rebelii. Pro-rządowi aktywiści twierdzą, że będzie to największa operacja od czasów zajęcia Aleppo w 2016 roku. Niestety często artykuły poświęcone planowanemu atakowi na Idlib zupełnie pomijają skomplikowane podziały wewnętrzne istniejące wśród rebeliantów z Idlib, a także fakt że Idlib pozostaje tureckim protektoratem. Właśnie dlatego zdecydowałem się na publikację serii „Bitwa o Idlib - ostatnie starcie syryjskiej wojny domowe" (robocza nazwa "Idlibistan"), czyli trzech artykułów poświęconych rywalizacji wewnętrznej w obozie rebeliantów, roli Turków w Idlib i wpływie tych czynników na przyszłą ofensywę wojsk rządowych.

    Teksty pojawiały się wcześniej na #syria, ale myślę że warto pokazać je szerszemu gronu i wrzucić całą serię na wykopalisko - tym bardziej, że większość tekstów lądowała na wykopie w dziwnych godzinach np. o 1 nad ranem i dużo osób mogło je przeoczyć. Jeśli ktoś już przeczytał całość i spodobało mu się to poproszę o "wykop" - o tutaj KLIK a jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zapoznać się z tekstem to zapraszam w ekscytującą podróż po północnej Syrii.

    Teksty są uzupełnione o bardzo ciekawe źródła, dzięki czemu można na bieżąco weryfikować podawane przeze mnie informacje. Wołam @Martwiak, bo on szczególnie liczył na takie linkowanie.

    1. Al-Julani – ojciec chrzestny syryjskiej rebelii
    Pierwszy artykuł został poświęcony najważniejszemu rebelianckiemu ugrupowaniu - Hay'at Tahrir al-Sham. Próbuję odpowiedzieć w nim jak to się stało, że małe ugrupowanie powiązane z Al-Kaidą przejęło kontrolę na rebelią w północnej Syrii.

    2. Sen o Halep, czyli jak Turcja przejmuje kontrolę nad syryjską rebelią

    Obecnie Turcja jest jednym z najważniejszych graczy biorących udział w syryjskiej wojnie domowej. Każda operacja rebeliantów w północno-zachodniej Syrii, która ma mieć szanse powodzenia, najpierw musi zostać uzgodniona z Ankarą. Jednak nie zawsze tak było. Dzisiaj postaram się przybliżyć jak turecka polityka względem rebelii ewoluowała i jak to się stało, że Ankarze udało się zyskać tak duże poparcie ze strony rebelii. Zapraszam na „Sen o Halep, czyli o tym jak Turcja przejmuje kontrolę nad syryjską rebelią” - drugi artykuł z serii Idlibistan.

    3. Idlib, czyli ostatnia twierdza rebelii

    Syryjska armia mobilizuje swoje siły pod Hamą i Aleppo. Wszyscy z niecierpliwością czekają na nadchodzącą ofensywę lojalistów, którzy już wkrótce mają wedrzeć się do prowincji Idlib. Jednocześnie Turcja zastanawia się jak zatrzymać wojska rządowe. Moskwa wydaje się oferować Turkom pomocną dłoń, ale czy Ankara zdecyduje się ją przyjąć? Jak podziały wewnątrz rebelii i Damaszek szachują próby zawarcia rosyjsko-tureckiego porozumienia? Zapraszam na „Idlib, czyli ostatnią twierdzę rebelii” – trzeci artykuł z serii Idlibistan pełen ciekawych opisów i kontrowersyjnych tez.

    Dziękuję wszystkim Mireczkom za bardzo miłe komentarze, które pojawiały się pod każdym z tekstów. Wasze słowa są dają mi naprawdę dużo motywacji do dalszego rozwijania bloga. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    -----------------------------------------------
    Po więcej podobnych historii, zapraszam do:
    - archiwum
    - obserwowania tagu #lagunacontent
    - polubienia strony na facebooku.

    #syriafaq #syria #bliskiwschod #turcja #rosja #iran #lagunacontent #bitwaoidlib #gruparatowaniapoziomu #mikroreklama
    pokaż całość

    +: CocoJumbo20, bart3k2198 +226 innych
    •  

      Lepiej oddać te regiony Assadowi, pod warunkiem anty-kurdyjskich gwarancji i utrzymania dotychczasowej administracji tych ziem

      @JanLaguna: Mimo, iż Kurdowie nigdy nie byli specjalnie szanowani w Syrii to nie widzę pola dla takich gwarancji. Przecież Asad musi się zaraz dogadać z Kurdami. Tą turecką administrację utrzymałby może 5-10 lat, do czasu gdy kraj się trochę odbuduje.
      Nie widzę sensu w wychodzeniu Turków z Syrii. Zapewne sobie tym zaszkodzą, trzymając ten region w biedzie i robiąc z niego wylęgarnie terrorystów, ale czy w Turcji już teraz nie jest podobnie w wielu miejscach?

      A w całym tekście zabrakło mi szacunków jakie siły może zaangażować Asad w Idlib, i ile właściwie liczą te Irańskie szyickie milicje.

      Dla Asada najlepiej byłoby chyba w pierwszej kolejności wyeliminować NLF, a za terrorystami już nikt później nie będzie się upominał...
      pokaż całość

    •  

      Mimo, iż Kurdowie nigdy nie byli specjalnie szanowani w Syrii to nie widzę pola dla takich gwarancji. Przecież Asad musi się zaraz dogadać z Kurdami.

      @puszkapandory: Bardziej chodzi mi o gwarancje względem terytoriów, które Turcja miałaby opuścić a nie tych, które są teraz pod kontrolą Kurdów. Wydaje mi się, że Turcy - jako takową gwarancją - zadowolili by się nawet powieleniem przez Assada polityki Tito względem Kosowa.

      Mimo, iż Kurdowie nigdy nie byli specjalnie szanowani w Syrii
      Mało powiedziane, przecież część z nich do tej pory nie ma syryjskich obywatelstw

      jakie siły może zaangażować Asad w Idlib

      @puszkapandory: Póki co pojawiają się tylko nazwy jednostek SAA, żadnych konkretów. Część jednostek ma tylko ułamek swojej siły żywej sprzed wojny. Szacowanie ilu ludzi miałby rzucić Assad jest bardzo ryzykowne.

      i ile właściwie liczą te Irańskie szyickie milicje.

      @puszkapandory: One akurat pewnie by atakowały całym stanem osobowym. Same Brygady Fatymidzkie to ok. 10 tysięcy ludzi. Podobnie brygady Abu al-Fadhal al-Abbas - też 10k. Nujaba to ok. 5k. Na prośbę Teheranu Hezbollah też mógłby wysłać sporo ludzi - wg. szacunków z 2017 roku w Syrii było 8k bojowników Nasrallaha (teraz prawdopodobnie dużo mniej). Ogólnie to podejrzewam, że "szyickie milicje" mogą liczyć ok. 20-30k ludzi. Ciężko ustalić dokładną liczbę, bo opozycja zawyża dane dotyczące irańskiego zaangażowania, bo chce pokazać że rebelia walczy nie z Syryjczykami, lecz z Irańczykami.

      Dla Asada najlepiej byłoby chyba w pierwszej kolejności wyeliminować NLF, a za terrorystami już nikt później nie będzie się upominał...

      @puszkapandory: Teoretycznie tak, ale w praktyce nie do zrealizowania.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  
    R............7

    +6

    Fajnie że mam dostęp na satelicie do YemenTV bo mogę słuchać nowych nasheedów od Ansar Allah przed wrzuceniem ich na youtube ʕ•ᴥ•ʔ

    pokaż spoiler Cholera znowu obróciło, zara nie wytrzymie.


    #jemen #huti #bliskiwschod #ruskiagentcontent

  •  

    Turcja planuje otwarcie nowego przejścia granicznego z Irakiem. Ma mieścić się koło miejscowości Faysh Khabur - na czwórstyku Turcji, Syrii, Irackiego Kurdystanu i kontrolowanej przez rząd w Bagdadzie prowincji Niniwa. Przy czym status tej ostatniej jest na ten moment skomplikowany, ponieważ jej północ, zamieszkana przez Jazydów i leżąca bezpośrednio przy granicy tureckiej, została przejęta przez Kurdów w wyniku wyparcia Państwa Islamskiego i jeszcze nie powróciła pod pełną kontrolę rządu irackiego - niezgodnie z ustaleniami dotyczącymi granic Regionu Kurdyjskiego, choć Kurdowie uznają ją za część Kurdystanu. Niewątpliwie Turcja będzie naciskać na rząd w Bagdadzie, aby do tego doszło i ma do tego mocne narzędzia - w szczególności eksport energii elektrycznej (której brak wywołał niedawne zamieszki w Basrze) oraz wodę (z Tygrysu, z którego pochodzi ponad 50% wody dostępnej w Iraku).

    Nowe przejście ma znajdować się zaledwie 20 km na zachód od funkcjonującego obecnie przejścia granicznego Ibrahim Khalil, znajdującego się na terenie autonomii kurdyjskiej. Jest to więc wyłącznie kwestia bezpośredniego połączenia Turcji z Irakiem, z pominięciem Regionu Kurdyjskiego.

    Zyski dla Turcji potencjalnie są spore - szersze otwarcie granicy wspomoże turecki eksport do Iraku i ułatwi udział w odbudowie kraju. Ustanowienie nowego przejścia dodatkowo pomogło by w rozdzieleniu syryjskich i irackich terytoriów kurdyjskich. Rząd w Bagdadzie również jest tym zainteresowany, ponieważ na ten moment autonomia kurdyjska cła na przejściach pobiera niezależnie, zatrzymując zyski dla siebie (choć ma się to zmienić).

    Cała sytuacja jest dość specyficzna - w tym posunięciu Turcja de facto uznaje Iracki Kurdystan za niezależny od Bagdadu, oficjalnie sprzeciwiając się niepodległości tego rejonu.

    #bliskiwschod #irak #turcja

    https://www.iraqinews.com/features/iraqi-kurdistan-says-border-crossings-still-full-control/

    https://www.al-monitor.com/pulse/originals/2018/08/erdogan-abadi-talk-border-crossing-krg-turkey.html

    Czerwona kropka - obecne przejście graniczne, zielona - planowane.
    pokaż całość

    źródło: map.png

    +: Liesbaum, R............7 +13 innych
  •  

    Rozmowa z dr Wojciechem Szewko na temat Iranu w obliczu kryzysu gospodarczego i sankcji USA.
    https://youtu.be/KVOKA1gzSC8
    #geopolityka #szewko #iran #bliskiwschod Taguję też #syria bo może to zainteresować obserwujących ten tag.

  •  

    Idlib, czyli ostatnia twierdza rebelii

    Syryjska armia mobilizuje swoje siły pod Hamą i Aleppo. Wszyscy z niecierpliwością czekają na nadchodzącą ofensywę lojalistów, którzy już wkrótce mają wedrzeć się do prowincji Idlib. Jednocześnie Turcja zastanawia się jak zatrzymać wojska rządowe. Moskwa wydaje się oferować Turkom pomocną dłoń, ale czy Ankara zdecyduje się ją przyjąć? Jak podziały wewnątrz rebelii i Damaszek szachują próby zawarcia rosyjsko-tureckiego porozumienia? Zapraszam na „Idlib, czyli ostatnią twierdzę rebelii” – trzeci artykuł z serii Idlibistan pełnen ciekawych opisów i kontrowersyjnych tez.

    Tekst jest dostępny także na platformie steemit.
    -----------------------------------------------

    Przed zapoznaniem się z tym artykułem polecam przeczytanie dwóch wcześniejszych części "Idlibistanu":
    1. Al-Julani – ojciec chrzestny syryjskiej rebelii
    2. Sen o Halep, czyli jak Turcja przejmuje kontrolę nad syryjską rebelią

    Upadek Króla?

    HTS, mimo utraty swojej dawnej potęgi, nadal jest dominującym ugrupowaniem syryjskiej rebelii. W momencie swojego powstania, tj. w styczniu 2017 roku, grupa liczyła ok. 30 000 mudżahedinów – z czego 20 000 było członkami ex-Nusry. W lipcu 2017 roku Ruch Zenki, liczący ok. 7000 ludzi, odłączył się od HTS-u i wkrótce potem przeszedł na stronę Turcji. Zmiana stron przez Zenki była ogromnym ciosem dla Julaniego. Chcąc utrzymać dominującą rolę w prowincji, HTS rozpoczął, zakrojoną na szeroką skalę, akcję rekrutacyjną wśród lokalnej ludności. Jednocześnie szeregi ugrupowania były stale zasilane małymi grupami mudżahedinów napływających do Idlib dzięki rządowym ewakuacjom.

    Obecnie liczba członków HTS-u jest bardzo trudna do ustalenia, ale wydaje się że wynosi ok. 30-40 tysięcy. Jest to liczba dużo niższa niż szacunkowa liczebność pro-tureckiego NFL-u – ok. 50-60 tysięcy. Jednak potęga HTS-u nie leży w liczbie jego bojowników, lecz w ich świetnym wyszkoleniu, dyscyplinie i ekstremalnym fanatyzmie.

    Bojownicy Nusry/JFS, źródło: al-Manarah al-Bayda

    Ładunki wybuchowe, samobójcy i sabotaż

    Ludzie Julaniego powszechnie wykorzystują niekonwencjonalne sposoby walki np. SVBIEDy czy bojowników inghimasi. SVBIEDy to samochody wyładowane po brzegi ładunkami wybuchowymi, za kółkiem których siedzi samobójca. Samochody te są często mocno opancerzone, co ma ułatwić im dojechanie do linii frontu. SVBIEDy są wykorzystywane w Syrii bardzo często. Mają służyć jako element zaskoczenia i wprowadzać zamieszanie w szeregach wroga, co ma pozwalać na szybkie przełamywanie linii frontu. SVBIEDy to bardzo prymitywny rodzaj broni, ale zabójczo skuteczny. Rebeliantom, przy pomocy SVBIEDów, wielokrotnie udawało się przełamać linie obronne wojsk rządowych np. podczas bitwy o Aleppo to właśnie SVBIEDy umożliwiły rebeliantom przebicie się przez dzielnicę Ramouseh. Co ciekawe Ahrar, czyli główny przeciwnik HTS-u bardzo rzadko korzysta z SVBIEDów. Zamiast tego wykorzystują oni VBIEDy, czyli zdalnie sterowane auta.

    Natomiast inghimasi to samobójcze oddziały szturmowe. Są to małe grupy, które stanowią szpicę natarcia i najczęściej atakują zaraz po eksplozji SVBIEDa. Inghimasi mają wprowadzić jak największe zamieszanie w szeregach wroga. W momencie gdy zabraknie im amunicji, wysadzają się przy pomocy ładunków wybuchowych przytwierdzonych do ciała. Z zasady są to misje samobójcze, jednak czasami bywa i tak, że już sam atak inghimasi kończy się zdobyciem danej pozycji i grupa, zamiast do „dżanna”, wraca do bazy. Oddziały inghimasi są bardzo niebezpieczne i są w stanie wprowadzić ogromne zamieszanie w szeregach wroga – na własnej skórze przekonały się o tym rządowe garnizony broniące np. bazy lotniczej w Deir Ezzor czy bazy artylerii w Aleppo.

    Od marca 2018 roku taktyka walki HTS-u ulegała ogromnej zmianie. Julani uznał walki z początku 2018 roku za osobistą porażkę i nakazał reorganizację podległych mu wojsk – tak przynajmniej wynika z nieoficjalnych informacji docierających z Idlib. Mudżahedini HTS-u mają obecnie trenować w małych grupkach i szkolić się w akcjach sabotażowych i dywersyjnych. Grupy te mają służyć jako „Piąta Kolumna HTS-u” – w sytuacji gdy dojdzie do kolejnych walk ze „skrzydłem pro-tureckim” zaczną oni atakować posterunki, magazyny i kwatery wroga. Taka taktyka była stosowana przez HTS już wcześniej, jednak obecnie wygląda na to, że Julani chce ją zastosować na niespotykaną dotąd skalę. Jaki jest tego powód? Po powstaniu SLF-u, siły pro-tureckie są liczniejsze od HTS-u. Mimo, że HTS dysponuje lepszą taktyką i fanatyzmem (który na polu bitwy czyni ogromną różnicę), to jednak właśnie SLF dysponuje lepszym sprzętem, który może być na bieżąco uzupełniany z Turcji. W tej sytuacji odniesienie zwycięstwa przez HTS w otwartej walce jest mało prawdopodobne. Dlatego też Julani uznał, że za pomocą małych grup, będzie w stanie wprowadzić na tyłach wroga tak duże zamieszanie, że uda mu się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

    Atak SVBIEDa Nusry w Sheik Miskeen, Dara, źródło: al-Manarah al-Bayda

    Magazyny emiratu

    HTS wykorzystuje dużo nowoczesnego uzbrojenia przejętego od wojsk rządowych, jak i pro-tureckich bojówek. W lipcu 2017 roku, gdy Ahrar i HTS skoczyły sobie do gardeł, ludzie Julaniego niemal całkowicie rozbroili jednostki FSA stacjonujące pod Aleppo. W ten sposób dzihadyści przejęli tony nowoczesnego sprzętu, który wcześniej został dostarczony FSA przez Zachód. W ręce HTS-u wpadły m.in. znaczne ilości wyrzutni przeciwpancernych pocisków kierowanych TOW. Ponadto dzihadyści, w poszukiwaniu sprzętu wojskowego, często zapuszczają się na tereny kontrolowane przez wojska rządowe.

    W rezultacie HTS posiada dość duże zasoby broni lekkiej. Jednak w ich magazynach brakuje ciężkiego sprzętu, niezbędnego do przeprowadzania akcji ofensywnych. Od upadku Aleppo w 2016 roku, liczba czołgów i pojazdów opancerzonych HTS-u, systemie zmniejsza się. Moskwa oraz Damaszek regularnie bombardują obozy i magazyny ugrupowania. Obecnie HTS dysponuje prawie wyłącznie starymi modelami czołgów np. T-55 czy T-62, które i tak są w opłakanym stanie. Czasami uda im się przejąć nowszy sprzęt, lecz z powodu braku zaplecza technicznego, jest on następnie porzucany. Podobnie wygląda sytuacja z transporterami opancerzonymi.

    Zatem jeśli idzie o wyposażenie, to HTS wypada blado w porównaniu z pro-tureckimi bojówkami, które dysponują tonami nowego sprzętu dostarczonego przez Turcję np. wielozadaniowymi wozami bojowymi Otokar Cobra czy opancerzone transportowce Ejder Yalçın 4X4 . Ludzie Julaniego od czasu do czasu atakują magazyny pro-tureckich bojówek, ale póki co nie udało im się przejąć żadnych większych ilości nowoczesnego sprzętu.

    Bojownicy Nusry/JFS podczas ataku na południowe Aleppo, źródło: al-Manarah al-Bayda

    Strategiczne terytorium

    Jednocześnie jednak, mimo braków materiałowych, HTS jest nadal bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem. Obecnie to właśnie ludzie Julaniego kontrolują większość Idlib, w tym najważniejsze punkty na mapie prowincji:
    - Bab Al Hawa – przejście graniczne z Turcją, HTS pobiera tutaj opłaty celne, które mają bardzo duży udział w budżecie organizacji
    - miasto Saraqib – bardzo strategiczna lokacja położona obok autostrady M5, łączącej Aleppo z Hamą. Kontrola nad Saraqib pozwala szybko przerzucać siły między różnymi częściami prowincji. Za każdym razem, gdy wybuchają walki o Idlib, to okolice Saraqib są miejscem jednych z najkrwawszych starć
    - miasto Idlib – największe miasto regionu i strategiczny węzeł transportowy.

    Jednak kontrola nad strategicznymi pozycjami to nie wszystko. Julani ma jeszcze jednego asa w kieszeni – w przypadku ostatecznej konfrontacji z NLF-em może liczyć na pomoc ze strony bardzo „egzotycznego” ugrupowania.

    Tereny kontrolowane przez HTS w Idlib (kolor szary), źródło: Suriye Gündemi

    Mudżahedini made in China

    Jedną z najciekawszych rzeczy w Idlib jest fakt, że znajduje się tam wielu cudzoziemców, którzy przyjechali do Syrii, aby wziąć udział w „świętej wojnie” (dzihadzie). Część z nich dołączyła do już istniejących ugrupowań – głównie do Nusry i IS. Jednak z niektórych regionów przybyło tak dużo mudżahedinów, że zaczęli oni powoływać własne ugrupowania.

    Największą cudzoziemską formacją w Idlib jest Islamska Partia Turkiestanu (TIP). Jej członkowie są Ujgurami i wywodzą się z chińskiej prowincji Sinciang. TIP kontroluje miasto Dżisr al Szogur oraz Karkur w południowym Idlib. Nikt dokładnie nie wie co dzieje się na terenach kontrolowanych przez Ujgurów, gdyż jedyne informacje, które docierają stamtąd, pochodzą od Islam Avazi – mediów kontrolowanych przez samą TIP.

    Niekiedy tylko w sieci pojawiają się zapisy rozmów z uchodźcami z Dżisr al Szogur, którym udało się przedrzeć na tereny kontrolowane przez rząd. Według ich relacji, bojownicy TIP-u sprowadzili do Dzisr swoje rodziny i zamienili miasto w ujgurską kolonię. Te zeznania wydają się prawdziwe, gdyż na zdjęciach kolportowanych przez Islam Avazi często można dostrzec młodych chłopców, pozujących z bronią lub naszywkami TIP-u.

    Liczba bojowników TIP-u nie jest znana. Niektóre źródła mówią o ok. 2000 bojowników. Moim zdaniem ta liczba jest nieco zaniżona lub uwzględnia wyłącznie stan czynny TIP i pomija jej możliwości mobilizacyjne.

    Bojownicy TIP-u, źródło: Islam Avazi

    Alarm w Pekinie

    TIP odegrało dużą rolę w syryjskiej rebelii. Jej członkowie brali udział w walkach o Aleppo czy Hamę. Świetnie wyszkoleni, dobrze zorganizowani, fanatyczni, odważni – tak Ujgurzy są określani zarówno przez żołnierzy SAA, jak i rebeliantów. Bitna postawa TIP-u zyskała jej sławę nie tylko w Idlib, ale także wśród dzihadystów z całego świata. Aktywność TIP nie uszła także uwadze Pekinu. Chińczycy zaczęli się obawiać, że Ujgurzy zamienią Dżisr w bazę szkoleniową, gdzie zaczną przygotowywać plany ataków terrorystycznych na zagraniczne placówki Pekinu.

    Chińczycy postanowili działać. Pierwsi wojskowi z Państwa Środka pojawili się w Syrii prawdopodobnie w 2015/2016 roku, a przynajmniej wtedy ich obecność została uwieczniona na fotografiach. W 2016 roku prezydent Xi Jinping powołał do życia urząd Specjalnego Wysłannika Rządu Chińskiego ds. Syrii, którym został Xie Xiaoyan. Oficjalnie Xiaoyan miał zajmować się wyłącznie monitorowaniem lokalnych rozejmów i wspieraniem działalności humanitarnej. Jednak, według źródeł nieoficjalnych, jego misja wygląda zupełnie inaczej – Xie ma koordynować z Rosją i Iranem działania wymierzone w TIP.

    „Specjalny wysłannik” to nie jedyny dowód na obecności Kraju Środka w Syrii. Damaszek kupuje od Pekinu ogromne ilości sprzętu wojskowego, razem z którym do Syrii przypływają chińscy instruktorzy. Jednak to też tylko przykrywka dla zupełnie innej działalności. Część z tych instruktorów nie jest „zwykłymi wojskowymi”, lecz oficerami chińskiego wywiadu. Zajmują się oni przesłuchiwaniem ujgurskich jeńców pojmanych przez SAA, co ma pozwolić na rozpracowanie schematu organizacyjnego TIP-u, odkrycie ich kanałów komunikacyjnych z Sinciangiem i ustalenie przyszłych celów.

    Prowincja Sinciang zaznaczona na mapie Chin, źródło: Joowwww, wikipedia.org

    Czeczeni

    Kolejną bardzo ciekawą grupą jest Ajnad al Kawkaz. Jest to nieliczna grupa czeczeńskich mudżahedinów, licząca łącznie ok. 200-300 osób. Jej członkowie to w większości weterani wojen czeczeńskich. Po upadku Groznego i nasileniu represji ze strony Moskwy, postanowili oni uciekać m.in. do Syrii. Tutaj znaleźli oni względny spokój w górach Latakii, które – sami Czeczeni – nazywają „syryjskim Kaukazem”. Tajemnicą poliszynela pozostaje to, że samo GRU pomagało Czeczeńcom wyjeżdżać z Rosji.

    Ajnad al Kawkaz, podobnie jak TIP, jest uważane za jedną z najlepiej wyszkolonych grup zbrojnych w Idlib. Główny zrąb ugrupowania tworzą mudżahedini, którzy zdobywali swoje doświadczenie wojenne podczas walk z Rosjanami na Kaukazie. Jednocześnie Czeczeni, w odróżnieniu od Ujgurów, są grupą dużo mniej medialną. Po części wynika to z tego, że Ajnad al Kawkaz sam usunął się w cień, gdyż nie chciał przykładać ręki do wewnętrznych walk w Idlib.

    Na marginesie można dodać, że Ajnad al Kawkaz to nie jedyne ugrupowanie w Syrii, w którym można spotkać Czeczenów. Swojego czasu było ich sporo w Nusrze, a jeszcze więcej w IS np. Abu Umar asz-Sziszani, z pochodzenia Czeczen, był „numerem 2” w IS.

    Bojownicy Ajnad al-Kawkaz, źródło: AaK

    As w rękawie

    W przypadku gdy w Idlib dojdzie do ostatecznej konfrontacji między HTS-em a NFL-em, TIP oraz Ajnad al Kawkaz będą musiały opowiedzieć się po którejś ze stron. O ile Czeczeni pozostaną raczej neutralni, to TIP może sporo namieszać. Przez wiele lat ujgurscy dzihadyści utrzymywali przyjazne kontakty z Turcją. Ankara postrzegała ich przede wszystkim jako lud turecki, a dopiero potem jako organizację terrorystyczną. Według chińskiej prasy to właśnie Turcy mieli dostarczać Ujgurom paszporty, dzięki którym opuszczali oni Chiny i wyjeżdżali na dżihad. Dopiero w sierpniu 2017 roku, pod presją Pekinu, Ankara uznała TIP za organizację terrorystyczną – co jednak nie pociągnęło za sobą żadnych stanowczych posunięć.

    Póki co TIP prawie nie angażowała się w konflikty wewnętrzne w Idlib. Co prawda w niektórych okresach dochodziło do starć Ujgurów i pro-tureckich bojowników, lecz były to raczej lokalne starcia, które nigdy nie przybrały takiej skali jak walki HTS-u z Ahrarem. Wkrótce jednak TIP będzie musiała bardziej zaangażować się w walkę o wpływy w Idlib. Jeśli pro-tureckim bojówkom uda się opanować Idlib to – w najlepszym przypadku – Ankara zmusi Ujgurów do rozwiązania TIP-u i emigracji.

    TIP nie może się na to zgodzić. Idlib jest dla nich spokojną przystanią, gdzie mogą przygotowywać się do konfrontacji z Pekinem. Dlatego też w interesie Ujgurów leży, aby obecny status quo w prowincji utrzymać tak długo jak to możliwe. Jeśli HTS zacznie walczyć z NFL-em i szala zwycięstwa zacznie przechylać się na stronę Turków, to bardzo prawdopodobne, że TIP przyjdzie Julaniemu z pomocą. Biorąc pod uwagę strategiczne położenie Dżisr al Szogur oraz doświadczenie ujgurskich bojowników, TIP może stanowić bardzo potężnego sojusznika, który co prawda nie da Julaniemu zwycięstwa, ale z pewnością uchroni go przed porażką.

    Ujgurscy mudżahedini, źródło: Islam Avazi

    Götterdämmerung

    W ciągu ostatnich miesięcy wojska rządowe odniosły spektakularne sukcesy, najpierw opanowały wschodnią Gutę, a następnie – niczym walec – przetoczyły się przez południe kraju i zabezpieczyły granicę z Jordanią. Te sukcesy tylko zaostrzyły apetyt Assada. Zdaniem niemal wszystkich mediów kolejnym celem SAA będzie Idlib. Pro-rządowi aktywiści przechwalają się, że już za kilka tygodni lojaliści będą organizować parady zwycięstwa na głównych ulicach Idlib. Wiele osób uważa, że pomysł ofensywy na ostatnią twierdzę rebeliantów jest popierany przez Moskwę i Teheran. Cała sprawa jest jednak dużo bardziej skomplikowana.

    Assad chce zająć Idlib, gdyż położyłoby to kres długoletniej wojnie domowej. Nikt nie mógłby wówczas kwestionować jego legitymacji do rządzenia Syrią. Po upadku Idlib na drodze do zjednoczenia kraju staliby już tylko Kurdowie, z którymi i tak prowadzone są już dyskusje na temat pojednania. Co prawda pod kontrolą turecką pozostawałby jeszcze teren od Afrin po Jarabulus, ale zagrażałoby to wyłącznie syryjskiej integralności terytorialnej, ale nie samej władzy klanu Assadów.

    Jednak cele prestiżowe to nie wszystko. Pozycje SAA w okolicy Aleppo i Hamy są słabe i stale narażone na ataki ze strony rebeliantów. Aleppo nie ma żadnego buforu bezpieczeństwa, który chroniłby miasto przed ostrzałem rebelianckiej artylerii. W nieco lepszej sytuacji znajduje się Hama, która co prawda znajduje się poza zasięgiem wrogiej artylerii, ale nadal przed miastem brakuje barier naturalnych (poza górami Zayn al-Abdeen i Kafraa), o które mogłaby rozbić się ofensywa przeciwnika. Dlatego też przesuniecie frontu w głąb Idlib o kilkanaście kilometrów jest koniecznością, bez której garnizony Aleppo i Hamy nie będą mogły czuć się bezpiecznie.

    Ponadto zdobycie Idlib przez wojska rządowe podkopałoby podstawy tureckiej obecności w północnej Syrii. Prowincja Idlib jest powszechnie uważana za turecki protektorat – działają tutaj pro-tureckie ugrupowania, a nawet stacjonuje tu regularna turecka armia. Gdyby SAA zaatakowała Idlib i odniosła zwycięstwo, podczas gdy Turcy biernie przyglądaliby się pochodowi wojsk rządowych, to już wkrótce Damaszek zaatakowałby także Afrin i Al Bab, gdzie także stacjonują tureckie wojska okupacyjne.

    Członkowie pro-rządowego NDF-u, źródło: NDF

    Każda armia musi jeść

    Zdobycie Idlib jest ważne dla Damaszku nie tylko ze względów prestiżowych i wojskowych, lecz także ze względów gospodarczych. Syryjska gospodarka znajduje się w ruinie. Aleppo i Damaszek, które przed wojną stanowiły centra przemysłowe kraju, zostały w dużym stopniu zniszczone – zwłaszcza Aleppo. Jednocześnie ogromnym problemem jest stan syryjskiego rolnictwa. W wyniku działań wojennych wydajność upraw znacznie zmalała. Każda z walczących stron cierpi z powodu braku odpowiedniej ilości żywności. W szczególnie złej sytuacji znajduje się rząd w Damaszku. Mimo, że to na kontrolowanych przez niego terenach znajduje się najwięcej ludności, to kontroluje on bardzo mało terenów nadających się pod uprawę. Rządowe uprawy istnieją w zasadzie wyłącznie w okolicach Deir Hafer, Hamy, Homs, Damaszku i na południu kraju. Tereny te nie wystarczają, aby wyżywić wszystkich obywateli. Tymczasem „wielkie spichlerze” Syrii znajdują się na północy kraju i są kontrolowane przez Turków i Kurdów. Idlib jest jednym z tych spichlerzy. To właśnie tutaj znajduje się m.in. żyzna równina Al-Ghab czy ogrody oliwne pod Saraqib.

    Damaszek, mówiąc o Idlib, często twierdzi, że odzyskanie tej prowincji to kwestia honoru i konsekwentna realizacja polityki Assada, który w jednym z wywiadów powiedział, że „każdy cal syryjskiej ziemi wróci pod kontrolę władzy w Damaszku”. Jednak kwestia żywności jest dla rządu równie ważna, a być może nawet ważniejsza. Obecnie, gdy idzie o wyżywienie, Syria jest zdana na łaskę Rosji i Iranu oraz – w mniejszym stopniu – innych krajów, które przysyłają ją do Syrii w ramach pomocy humanitarnej. Jednak taki model, w perspektywie długoterminowej, jest nie do utrzymania. Ponadto stoi on w sprzeczności z polityką Assada, który chce zachować jak największą niezależność – zarówno od Moskwy, jak i Teheranu. Co prawda realizacja tej polityki nie zawsze się udaje, ale Damaszek wyraźnie stara się balansować i nie stawać jednoznacznie po żadnej ze stron.

    Tereny syryjskie nadające się pod uprawę, źródło: USDA Foreign Agriculture Service

    Niezdecydowany Teheran

    Ciężko określić jakie jest stanowisko Teheranu względem ofensywy na Idlib. Przez wiele lat Iran był zwolennikiem krwawego rozprawienia się zarówno z rebeliantami, jak i Kurdami. Jednak obecnie reżim Ajatollahów spuścił z tonu. Co prawda nie krytykują oni planów ataku na Idlib, ale także otwarcie ich nie popierają. Jest to w dużym stopniu spowodowane stanowiskiem Turcji względem amerykańskich sankcji, które w sierpniu mają z powrotem zostać nałożone na Iran. Ankara twierdzi, że nie będzie przestrzegać tych sankcji i nadal będzie handlować z Teheranem.

    Tymczasem Iran znajduje się w bardzo słabej sytuacji. Cena riala leci w dół, ceny żywności szybują w górę, coraz więcej ludzi protestuje przeciwko rządowi a amerykańska pętla zaciska się. Dlatego też Iran robi wszystko, aby utrzymać korzystne relacje z państwami, które – chociażby w najmniejszym stopniu – mogą zniwelować wpływ sankcji na irańską gospodarkę.

    Tymczasem powodzenie inwazji na Idlib zależy w dużym stopniu od błogosławieństwa Iranu. To właśnie pod kontrolą Teheranu pozostają liczne milicje szyickie stacjonujące w południowym Aleppo np. Liwa Fatemiyoun czy Harakat Hezbollah al-Nujaba. Co prawda milicje te nie są świetnie wyszkolone, ale mają na stanie bardzo nowoczesne uzbrojenie np. rosyjskie czołgi T-90. SAA wie, że atak na Idlib, które zostało zamienione w jeden wielki obóz wojskowy, wymaga dużych sił i próbuje przekonać Teheran, aby ten wspomógł Syryjczyków swoimi milicjami. Jednak pomoc Teheranu nie jest wcale taka oczywista. Irańczycy mają teraz na głowie dużo większe problemy niż syryjska rebelia. Ponadto Ankara niespodziewanie poparła Teheran w sporze z Waszyngtonem. Wydaje się, że Teheran ma trudny orzech do zgryzienia i póki co nadal nie zajął ostatecznego stanowiska w sprawie ofensywy.

    Bojownicy Liwa Fatemiyoun na T-90, źródło: LaF

    Niedźwiedź

    Moskwa podchodzi do sprawy z bardzo dużym dystansem. Z jednej strony najchętniej przesunęłaby rządowe linie o kilkanaście kilometrów w głąb Idlib i tym samym zabezpieczyła Hamę, Aleppo oraz własną bazę lotniczą w Hmejmim, która ostatnio jest nieustannie ostrzeliwana przez rebeliancką artylerię oraz uzbrojone drony – tylko w sierpniu br. baza była 16 razy atakowana z powietrza.

    Jednak z drugiej strony Rosja rozumie, że pełnoskalowa ofensywa na Idlib oznaczać będzie koniec „paktu przyjaźni” z Turcją. Relacje rosyjsko-tureckie są obecnie w najlepszej kondycji od wielu lat. Jeśli Rosja poprze ofensywę na Idlib to znowu może pchnąć Turcję w objęcia Zachodu. Dlatego bardzo mało prawdopodobne, aby Moskwa uznała, że kilka tysięcy km2 syryjskiej ziemi jest warte więcej niż przyjazne relacje rosyjsko-tureckie.

    Poparcie przez Moskwę ofensywy na Idlib jest tym mniej prawdopodobne, że Rosja wielokrotnie szła na ustępstwa wobec Turcji. Wiele wskazuje, że operacja „Gałązka Oliwna”, czyli turecki atak na Afrin, odbyła się za błogosławieństwem Rosji, która na kilka dni przed ofensywą wycofała swój kontyngent z kantonu.

    Prezydent Putin, źródło: kremlin.ru

    Smok

    Co ciekawe w sprawę Idlib zaangażowało się także Państwo Środka. Jak już wspomniano, Chiny przywiązują dużą wagę do zagrożenia ze strony TIP-u. O ile wcześniej Pekin ograniczał się do monitorowania działań Ujgurów i przejmowania pojmanych członków TIP, to obecnie postanowił podjąć aktywniejszą politykę. Widząc toczącą się dyskusję na temat przyszłości Idlib, Chiny zaczęły nakłaniać Rosję i Turcję do wspólnej operacji wojskowej przeciwko Ujgurom. Zarówno Moskwa, jak i Ankara powinny być zainteresowane tą propozycją. Rosji pozwoliłoby to zabezpieczyć północną Latakię, a Turcji pozbyć się „nieproszonych lokatorów”.

    Jakkolwiek, otwarta akcja Turków przeciwko TIP nie wchodzi w grę, gdyż byłoby to niezgodne z polityką panturkizmu promowaną przez Erdogana. Jednocześnie jednak bardzo prawdopodobne, że Ankara dałaby Rosjanom zielone światło na operację w regionie Dżisr Al-Szogur, gdzie stacjonuje TIP. W ten sposób Turcja, bez strat własnych, pozbyłaby się najpotężniejszego sojusznika HTS-u i jednocześnie nie zniszczyła swojego wizerunku obrońcy świata tureckiego.

    Prezydent Xi, źródło: kremlin.ru

    Damaszek odzyskuje podmiotowość?

    Balansowanie Damaszku między Moskwą i Teheranem jest kluczem do zrozumienia przyszłej ofensywy na Idlib. Póki co Damaszek kurczowo trzymał się rosyjskiego i irańskiego wsparcia. Jednak im więcej terenu odzyskuje syryjska armia, tym bardziej niezależną politykę próbuje prowadzić Assad. Jednocześnie rozdźwięk między Rosją a Iranem staje się coraz większy. Dla Assada jest to idealny moment do prowadzenia polityki balansu, która ostatecznie ma doprowadzić do odzyskania przez Syrię podmiotowości na arenie międzynarodowej.

    Damaszek świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że Moskwa nie zaryzykuje pogorszenia relacji rosyjsko-tureckich, które są najlepsze od wielu lat, i nie poprze operacji w Idlib dopóki nie zostanie ona uzgodniona z Ankarą. Jednocześnie jednak Damaszek liczy, że – jeśli nie Rosja – to Iran poprze ofensywę na Idlib. Co prawda Teheran raczej niechętnie pochodzi obecnie do operacji anty-tureckich. Z drugiej jednak strony, popierając Assada w sprawie Idlib, Teheran mógłby znacznie poprawić swoje stosunki z sojusznikiem z Damaszku – stosunki, które od kilku miesięcy przeżywają widoczny kryzys.
    Assad doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że atak na Idlib bez rosyjskiego i irańskiego wsparcia może zakończyć się katastrofą. Jednocześnie jednak gdyby SAA odniosła sukces, to wyraźnie pokazałaby, że Syria nie jest już tylko przedmiotem, lecz podmiotem stosunków międzynarodowych. Wydatnie poprawiłoby to wizerunek Syrii w regionie i mogłoby doprowadzić do nieoczekiwanych przetasowań. Wydaje się, że Assad jest gotów postawić wszystko na jedną kartę i spróbować ataku na Idlib, nawet jeśli jego armia miałaby ponieść tam ogromną klęskę.

    Prezydent Assad, źródło: kremlin.ru

    W mieście jest nowy szeryf

    Jednak to czy dojdzie w ogóle do ataku na prowincję Idlib w dużym stopniu zależy nie od Damaszku, co od Ankary. Erdogan, dzięki konsekwentnej polityce prowadzonej od początku 2017 roku, podkopał wpływy Julaniego. Pro-tureckie NFL coraz bardziej wybija się na rolę lidera rebelii. Według szacunków autora, NFL utrzymuje pod bronią ok. 50-60 tysięcy mudżahedinów, czekających na rozkaz Ankary do ataku na HTS. Ponadto w Idlib znajduje się 12 tureckich posterunków obsadzonych przez 1300 żołnierzy regularnej armii tureckiej. Jakby tego było mało, w Afrin stacjonują tureckie siły okupacyjne a NFL kontroluje przełęcze na granicy Afrin i Idlib, którymi Ankara może zaopatrywać swoje bojówki.

    [Prezydenci Rouhani, Putin, Erdogan, źródło: kremlin.ru](https://steemitimages.com/0x0/https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e2/Vladimir_Putin%2C_Hassan_Rouhani%2C_Recep_Tayyip_Erdoğan_02.jpg)

    Kulisy ataku na Afrin

    Warto w tym miejscu zastanowić się jakie motywy stały za wkroczeniem Turków do Afrin. Turecka propaganda państwowa twierdziła, że celem operacji „Gałązka Oliwna” było zniszczenie komórek PKK (kurdyjska organizacja terrorystyczna) przenikających z Afrin do południowej Turcji. Co prawda Kurdowie z Afrin sympatyzowali z bojownikami PKK i być może udzielali im jakiejś pomocy, ale nigdy nie stanowiło to realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Turcji. Siły kurdyjskie stacjonujące w Afrin były bardzo źle uzbrojone – lokalna YPG posiadała minimalne zapasy broni ciężkiej i zaledwie 3 czołgi. Bardzo wątpliwe, że Kurdowie z Afrin mogliby przekazywać PKK dostawy sprzętu, które w zauważalny sposób zmieniłyby oblicze wojny partyzanckiej w południowej Turcji. Ponadto, w styczniu 2018 roku, gdy Turcy wkraczali do Afrin, nie istniało już ryzyko stworzenia kurdyjskiego kordonu wzdłuż syryjsko-tureckiej granicy.

    Moim zdaniem Ankara zdecydowała się zaatakować Afrin nie po to, aby zlikwidować zagrożenie ze strony PKK, lecz po to aby zdobyć dogodne pozycje wyjściowe do ataku na Idlib. Od lipca 2017 roku niemal cała granica Idlib z Turcją znajduje się pod kontrolą HTS-u. Tylko kawałek granicy w północnej Latakii pozostaje pod kontrolą pro-tureckich bojówek. W rezultacie Turcy nie mogli jawnie przerzucać sprzętu dla swoich stronników przez granicę, gdyż szybko zostałby on przejęty przez HTS. Turcja musiała skupić się na szmuglowaniu, co jednak jest o tyle trudne, że uniemożliwia przerzut dużej ilości sprzętu. Ponadto na terenach „Tarczy Eufratu” utknęły tysiące pro-tureckich bojowników, którzy w żaden sposób nie mogli wrócić do Idlib.

    Zdobywając Afrin, Turcy znów uzyskali bezpośrednie połączenie ze swoimi bojówkami w Idlib. Od teraz tureckie zaopatrzenie może płynąć do Idlib szerokim strumieniem przez przełęcze na wysokości Darat Izza, które zostały przejęte przez NFL w czasie walk z HTS-em w marcu 2018 roku. Jednocześnie jednostki, które uczestniczyły w „Tarczy Eufratu” mogą teraz bezpiecznie dostać się do Idlib i tam dołączyć do oddziałów NFL-u.

    Turecka operacja „Gałązka Oliwna” źródło: MrPenguin20, OpenStreetMap contributors, openstreetmap.org

    Tureckie plany wobec Idlib

    Turcja nie chce odrywać kontrolowanych przez siebie terenów od Syrii i tworzyć z nich czegoś na miarę Cypru Północnego. Taki scenariusz byłby dla Ankary bardzo nieopłacalny. Obecnie w Turcji przebywa ok. 3,5 mln syryjskich uchodźców. Taka ilość ludzi generuje ogromne koszty, których Ankara nie jest w stanie pokryć sama – zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie bolączki tureckiej gospodarki. Co prawda Turcja otrzymuje pomoc międzynarodową, która ma iść na utrzymanie uchodźców, jednak kwoty te nie są na tyle duże, aby Ankara nie musiała wykładać pieniędzy z własnej sakiewki. To właśnie ze względu na ogromne koszty Turcja zdecydowała się zamknąć granicę przed emigrantami napływającymi z Syrii.

    Gdyby Ankara postanowiła przekształcić obszar od Idlib po Jarabulus w coś na kształt „Tureckiej Republiki Północnej Syrii”, to pod jej władzą znalazłyby się tereny niewyobrażalnie zniszczone wojną, zamieszkiwane przez ok. 3-3,5 mln osób – w tym duży odsetek radykalnych islamistów, o różnych niebezpiecznych powiązaniach.

    Wydaje się, że Ankara widzi sytuację z dużo szerszej perspektywy. Turcy prawdopodobne będą chcieli wykorzystać kontrolowane przez siebie tereny jako kartę przetargową podczas rozmów pokojowych w Astanie. Biorąc pod uwagę wypowiedzi tureckich oficjeli, Ankara jest zdecydowana zwrócić północną Syrię Damaszkowi, lecz nie za darmo. Ciężko jednak powiedzieć co Turcja będzie chciała w zamian. Z pewnością Erdogan zażąda od Damaszku anty-kurdyjskich gwarancji. Ponadto Turcja może także chcieć większej decentralizacji władzy, co wydatnie osłabiłoby rządy Assada.

    Flagi Turcji i FSA zawieszone na górze Basraya, źródło: Qasioun News Agency

    NFL,czyli dziadek do orzechów

    Jednak, zanim Turcy zaczną stawiać warunki w Astanie, najpierw muszą przejąć pełnię władzy w Idlib. Mimo teoretycznej przewagi NFL-u porażka HTS-u nie jest wcale taka pewna. Jeśli dojdzie do decydującej walki o Idlib to Julani rzucili do walki wszystko: bojowników inghimasi, SVBIEDy, grupy sabotażowe, Ujgurów. Ludzie Julaniego to fanatycy, a ci lubią być nieobliczalni. Dlatego obstawianie zwycięstwa NFL-u to bardzo ryzykowny zakład.

    Sytuacja jest o tyle niepewna, że ciężko przewidzieć czy – w sytuacji starć z HTS-em – Ankara zdecydowałaby się skierować do walki armię, która obsadza posterunki obserwacyjne w Idlib. Turcy konsekwentnie unikają angażowania dużych grup regularnej armii do walki ze swoimi przeciwnikami w Syrii. Zarówno w trakcie operacji „Tarcza Eufratu”, jak i „Gałązka Oliwna”, główny ciężar walki został zrzucony na barki rebeliantów. Armia zajmowała się głównie koordynowaniem całej operacji, a do bezpośredniej walki angażowała się tylko w miejscach o strategicznym znaczeniu, gdzie wcześniej rebelianci ponieśli sromotne porażki np. na górze Basraya.

    Użycie tureckiego wojska w Idlib byłoby ponadto o tyle trudne, że jest to obecnie jedna z najgęściej zaludnionych prowincji w kraju. Wejście Turków oznaczałoby potencjalnie duże straty wśród cywilów, co mogłoby negatywnie odbić się na wizerunku Turcji. Pod Al-Bab czy w Afrin sytuacja była o wiele łatwiejsza, gdyż albo były to tereny słabo zaludnione („Tarcza Eufratu”) albo Turcja nie musiała liczyć się stratami po stronie cywilów („Gałązka Oliwna”) – działania tureckie podczas inwazji na Afrin były nastawione na arabizację tych ziem.

    Ponadto pojawia się jeszcze kwestia propagandy. Dwie poprzednie operacje Turcji w Syrii spotkały się z bardzo dużym poparciem społeczeństwa, gdyż – w powszechnym mniemaniu Turków – zarówno IS, jak i YPG, są organizacjami terrorystycznymi. Bardzo wątpliwe, że atak regularnej armii na Idlib spotkałby się z tak ciepłym przyjęciem jak operacja „Gałązka Oliwna”. Tureckie media, co prawda uznają HTS za grupę powiązaną z Al-Kaidą, lecz nie piętnują jej tak jak media zachodnie. Gdyby armia wkroczyła do Idlib, to operacja ta spotkałaby się, co najmniej, z niezrozumieniem ze strony większości Turków. Ponadto turecka operacja mogłaby spowodować trudne do przewidzenia skutki – takie jak np. zamachy terrorystyczne HTS-u i TIP-u w Turcji.

    Bojownik NFL-u na pozycji, źródło: NFL

    cz. II w komentarzu - wykop nie ogarnia aż tak długich tekstów ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #syria #bitwaoidlib #geopolityka #turcja #rosja #iran #bliskiwschod #lagunacontent #gruparatowaniapoziomu #steemit
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #bliskiwschod

0:0,0:0,1:0,1:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0

Archiwum tagów