•  

    Iracki t90

    First photos of #iraq's advance T90 tanks from #russia with urban warfare armor package installed. Shtora passive protection system is installed on Iraqi tanks to alert crew of anti-tank guided missiles and face the threat with return fire.

    #irak #bliskiwschod #aryoconcent

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Kilka dni temu wrzuciłem pierwszą część zaktualizowanego FAQ dotyczącego sytuacji w Syrii w 2018 roku, zawierającego zwięzłe i lakoniczne przedstawienie podstawowych informacji o obecnym stanie konfliktu w Syrii – kto z kim walczy, co się zmieniło przez ostatnie dwa lata i ewentualnie prognostyki na przyszłość.

    Poniżej druga część, tym razem mająca charakter pracy grupowej, zawierająca odpowiedź na najczęściej pojawiające się na tagu oraz pod poprzednim FAQ pytania. Obok pytania napisany jest autor odpowiedzi.

    Ponownie jak wcześniejszym razem, dążyliśmy do jak najprostszego wyjaśnienia zagadnień, w taki sposób, aby były one przyjazne dla osób nie zaznajomionych z tematem.

    Jeżeli odpowiedź na jakieś pytanie zadane w komentarzach nie została udzielona, to prawdopodobnie nie znalazł się nikt gotów udzielić w terminie na nie odpowiedzi, albo musimy jeszcze troszkę dany temat ogarnąć Prędzej czy później, ale raczej później pojawi się jakaś trzecia część.

    Ostatnia uwaga - większość nazw arabskich posiada kilka różnych transkrypcji na język polski. Na przykład na tagu zazwyczaj posługujemy się nazwą Wschodni Ghouta i Deir er Zor, natomiast polskie media często określają je jako Wschodnia Guta i Dajr az-Zaur. Obie formy są poprawne

    Pozwolę sobie zwołać wszystkich plusujących wcześniejszą część.

    SPIS TREŚCI
    1. Źródła, z których korzystamy czerpiąc wiedzę o konflikcie – autor: @pan_kleks8;

    2. Rebeliancki worek we Wschodniej Ghoucie – autor: @60groszyzawpis;
    3. Pozostałe rebelianckie worki – autor: @cocojumbo20
    4. Powstanie Państwa Islamskiego, krótki rys – autor: @papier96
    5. Użycie broni chemicznej w Syrii – autor: @Ungern
    6. Czy Assad zostanie u władzy? – autor: @pan_kleks8;
    7. Co w Syrii robią Amerykanie? Jaki jest ich cel? – autor: @pan_kleks8;
    8. Kto walczy po stronie Tureckiej? – autor: @pan_kleks8;
    9. Zaangażowanie Iranu w Syrii - autor: @60groszyzawpis
    10. Czy Kurdowie bez pleców amerykańskich poradzą sobie z zachowaniem niezależności? – autor: @bilas.
    11. Naloty Izraela na terytorium Syrii – autor: @Liesbaum;

    W pracach pomocne było wsparcie wielu Mirków, że tylko wspomnę o @2pacshakur czy @JanLaguna czy @ruskiagent1917. Za wszelką pomoc dzięki.

    1. Źródła, z których korzystamy czerpiąc wiedzę o konflikcie – autor: @pan_kleks8;

    Konflikt syryjski, jak również wojna z ISIS toczona w Iraku wprowadziły dziennikarstwo wojenne w nowy wymiar. Dzięki postępowi technologicznemu już we wcześniejszych konfliktach toczących się w XXI wieku mogliśmy otrzymywać informacje „na żywo” bezpośrednio z linii frontu – tyle, że w większości przekazywanych przez dziennikarzy tzw. „dużych mediów” lub oficjalnych organów prasowych sił zbrojnych. Pamiętam, jak w 2003 roku przeżywałem transmisję na żywo z czołgów Amerykańskich nacierających na Bagdad. Cóż, odbywała się ona w transmisji o jakości mniej więcej 144p - dla odmiany, początek Bitwy o Mosul był transmitowany… na żywo przez Kurdyjską telewizję w HD.

    Dzięki upowszechnieniu się dostępu do Internetu, jak również smartfonów najlepszym źródłem o tym, co aktualnie dzieje się w Syrii są osoby będące bezpośrednio na miejscu. Wolni strzelcy dziennikarze, sympatycy którejś ze stron czy żołnierze bezpośrednio na linii frontu. Oczywiście pojawia się tutaj podstawowy problem – czy są oni obiektywni? Czy ich działalność nie jest propagandą jednej ze stron? Otóż, żeby to ustalić potrzebna jest ich uważna obserwacja, analiza i porównywanie, dzięki temu wiemy, jakie źródło jest dobrze poinformowane, a jakie zajmuje się propagandą. Często sprowadza się to do wierzenia sympatykowi jednej ze stron na słowo – ale jeżeli wcześniej wielokrotnie podawał sprawdzone informacje, czemu by tego nie robić? Może się nawet okazać, że agencja prasowa Państwa Islamskiego jest dobrym źródłem informacji (tak, to nie pomyłka!). O tym niżej.

    Zanim przejdę do konkretów, przedstawię wam pewien hipotetyczny przykład pokazujący jak należy filtrować i segregować informacje. Czasami na kontach twitterowych osób popierających jedną ze stron pojawia się nawał informacji o ich ofensywie, odzyskaniu dużego obszaru terenu i zabiciu tysięcy żołnierzy wroga – ostatnio głównie u Rebeliantów, bo mocno brakuje im sukcesów. Tymczasem na kontach sympatyków drugiej strony (w naszym akademickim przykładzie – rządowych) panuje milczenie. Nikt nawet nie próbuje zaprzeczać lub zdementować, po prostu panuje cisza o domniemanej ofensywie drugiej strony. Najczęściej oznacza to, że taka ofensywa miała miejsce jedynie na twitterze, a rozmiar jakiejś zwykłej strzelaniny został rozdmuchany do niebotycznych rozmiarów. Innym razem jedni piszą, że zdobyli 5 wiosek, drudzy potwierdzają, że stracili jedynie 2 co najczęściej oznacza, że te dwie stracili a o trzy pozostałe toczą się walki. I tak się żyje w tej Syrii.

    Podkreślam to jeszcze raz – często będę polecał jakieś źródło, które jest na przykład wielkim miłośnikiem Putina, a w jego materiałach przebrzmiewa miłość do matuszki rassiji. Nie oznacza to, że podzielam jego poglądy. Trzeba odsiewać propagandę od informacji faktycznych o przebiegu konfliktu.

    Spróbujmy to troszeczkę usystematyzować:

    a) Oficjalne media – zarówno pro zachodnie (CNN, BBC itp.), jak i pro wschodnie (Sputnik, Russia Today) oraz takie w miarę stojące po środku (Rzeczpospolita w Polsce na przykład). Coż, do wszelkich informacji podawanych przez tzw. wielkie media należy podchodzić z ogromnym dystansem. Niestety, jak sami wiemy część z dziennikarzy ma pewne sympatie polityczne, i przez ich pryzmat stara się podawać informacje. Widać to w szczególności przy kolejnych doniesieniach o domniemanych atakach gazowych, kiedy raczej nieprzychylne Assadowi media masowo o tym piszą, rezygnując często z relacjonowania walk czy bardziej złożonej analizy sytuacji w kraju. Są również oczywiście artykuły dobrze przedstawiające sytuację, ale jak mówię – należy je traktować z dystansem i odpowiednią rezerwą.

    Jednakże, w moim subiektywnym odczuciu, mediom powiązanym z Kremlem (Sputnik) częściej zdarza się napisać coś co ma jakąś wartość merytoryczną, ale to tylko moje zdanie i nie stanowi ono przejawu sympatii do sąsiada ze wschodu ani jego polityki. Mam tu oczywiście na myśli informacje o przebiegu konfliktu, a nie propagandową sieczkę.

    Podam wam zresztą pewien przykład. W trakcie walk o Aleppo na linii frontu było trochę dziennikarzy rosyjskich, o tyle z mediów zachodnich było ich… 0. No chyba, że za takiego liczymy Bilal Abdul Kareema. Kim jest nasz kolega? Wygooglujcie jego zdjęcie i pewnie od razu zrozumienie. Radykalny sunnita, miłośnik państwa religijnego, wspierający opozycję islamską. Swojego czasu nawet miał trafić na amerykańską listę osób do skreślenia z tego świata, co również dużo o nim mówi.

    b) Wolni strzelcy na miejscu, żołnierze, sympatycy jednej ze stron.

    Informacje przekazywane głównie na kontach twitterowych przez w/w są najlepszym źródłem przebiegu konfliktu. Są to osoby które albo są na froncie, albo mają kontakt z żołnierzami na miejscu. Dzięki temu stanowią najlepsze źródło informacji. Chociaż jak pisałem wyżej – trzeba je trochę poobserwować, żeby wiedzieć kto dostarcza wiarygodnych informacji, a kto sieje propagandę.

    Jako przykład mogę podać konto twitterowe Ivana Sidorenko. Jest freelancerem nastawionym mocno pro-rządowo. Posiada bardzo dużo dojść i źródeł wśród żołnierzy w tym na linii frontu, dzięki czemu bardzo często dostarcza ciekawe informacje, które później się potwierdzają w innych źródłach, lub w rzeczywistości.

    Z drugiej strony można przedstawić przykład Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka. Jest to organizacja sympatyzująca z Rebeliantami. Podobnie jak Sidorenko, Ci również mają dużą liczbę informatorów – z tym, że wśród Rebeliantów. Stanowią więc ciekawe źródło o tym, co dzieje się po drugiej linii frontu.

    Gorąco dokumenty tworzone przez ANNA NEWS – reporterzy tej rosyjskiej (a dokładniej – abchaskiej) stacji przebywają bezpośrednio na linii frontu. Nagrali wiele świetnych dokumentów, w których znajdziemy oczywiście trochę propagandy (Państwo Islamskie, które jest zakazane w Rosji tudzież wspierani przez amerykańskich najemników Kurdowie), ale stanowią świetne źródło pokazujące co się dzieje bezpośrednio na froncie, oraz miastach zaraz po ich zdobyciu. Polecam w szczególności:

    3 dni do Deir er Zor – dokument o walkach bezpośrednio poprzedzających przełamanie oblężenia Deir Er Zor. Kamera stacji była wraz z żołnierzami, którzy pierwszy raz od 3 lat dotarli do odciętej bazy drogą lądową.
    Deir er zor – upadek Kalifatu – godzinny film z Deir er Zor.
    Mayadin – o operacji mającej na celu odbicie miasta.

    c) Oficjalnie źródła Rządu Syryjskiego, Armii Rosyjskiej, Rebeliantów, ISIS.
    Zazwyczaj podają informacje z pewnym opóźnieniem – gdy faktycznie zdobędą kontrolę nad jakimś obszarem lub go stracą a sytuacja robi się ustabilizowana. Najczęściej stanowi ostateczne potwierdzenie zdobycia bądź stracenia danego miasta/obszaru, co w praktyce następuje kilka dni wcześniej, ale zazwyczaj trzeba odeprzeć kontrataki.

    Swoistym ewenementem jest tutaj AMAQ – agencja prasowa Państwa Islamskiego. Otóż, gdy jeszcze Państwo Islamskie prowadziło działania zaczepne na szeroką skalę było to… jedno z najbardziej rzetelnych źródeł. Tak, to nie pomyłka. Oczywiście trzeba było odsiać konkretną informację od propagandy (Żołnierze wielkiego kalifatu w trakcie ataku na…) jak również odpowiednio wymiarkować podane przez nich straty ludzkie (Zabiliśmy 50 żołnierzy SAA, straciliśmy 2 zazwyczaj oznacza, że zabili 10, a stracili 3) ale jeżeli AMAQ podawał informację o zdobyciu jakiejś wioski, to najczęściej tak było. Informacja była zazwyczaj potwierdzona zdjęciem z geolokacją (czyli z jakimś charakterystycznym punktem, w Krakowie na przykład byłoby to zdjęcie na tle Wawelu). No ale od momentu kiedy Państwo Islamskie ponosi same klęski AMAQ nie ma za bardzo o czym informować.

    2. Rebeliancki worek we Wschodniej Ghoucie – autor: @60groszyzawpis;
    W momencie w którym większość Mirków czyta ten tekst, właśnie trwa rozpoczęty niedawno atak sił Rządowych na worek we Wschodniej Ghoucie. Świetne informacje o tym napisał kolega @60groszyzwpis, tak więc nie ma potrzebny ich powtórnego pisania, a jedynie odesłania do tekstu sporządzonego przez kolegę – klik

    3. Pozostałe rebelianckie worki – autor: @cocojumbo20

    Al Dumayr, Wschodnie Qalamoun

    Worek, znajdujący się w prowincji Damaszek, na północny wschód od stolicy. Worek składa się z dwóch części. Pierwsza część to miasteczko Al-Dumayr, które zamieszkuje około 20 tysięcy ludzi. Druga część to tzw. Wschodnie Qalamoun, pustynno-górzysty teren składający się z miast Ruhaybah i Jayrud oraz kilku wiosek, łącznie może tam przebywać od 30 do 35 tysięcy ludzi. Na obszarze worka operują ugrupowania Jaish Al Islam, Ahrar al Sham oraz kilka pomniejszych grup o marginalnym znaczeniu. Łączne siły rebeliantów na tym obszarze wynoszą od 3 do 5 tysięcy bojowników.

    Z całą pewnością można powiedzieć że worek Al Dumayr/Wschodnie Qalamoun to najspokojniejszy front w całej Syrii. Między miasteczkiem Al Dumayr a Wschodnim Qalamoun został utworzony korytarz dla rebeliantów, do tego dochodzi swobodny handel między mieszkańcami worka a tymi z terenów rządowych. W 2016 roku doszło do niebywałęj sytuacji. W czasie walk z ISIS rebelianci otrzymali wsparcie rządowego lotnictwa. Wszystko wskazuje na to że prędzej czy później dojdzie do pojednania z syryjskim rządem i nad tymi terenami znowu będą powiewać czerwono-biało-czarne flagi.

    Al-Rastan-Talbisah

    Worek znajdujący się w północnej części prowincji Homs, na mocno zaludnionym obszarze zajmującym strategiczną drogę (z Damaszku na północ kraju jechało się nią przed wojną) większe miasta wchodzące w jego skład to Al-Rastan, Talbisah, Taldou, Houla i Tall Dhahab. Worek ten zamieszkuje około 100 tysięcy ludzi. Organizacje dominujące w tym worku to Hayat Tahrir al Sham oraz Ahrar al Sham. Siły rebeliantów oceniane są od 5 do nawet 10 tysięcy.

    Od dłuższego czasu nie prowadzi się tam działań wojennych co wcale nie oznacza że relacje z rządowymi są dobre. Problemem jest dominacja islamistycznych ugrupowań, które nie chcą iść na żadne porozumienia z rządem co doprowadziło nawet do protestów ze strony mieszkańców worka (rozpędzonych przy użyciu broni). Całkiem możliwe że ten worek może być następnym celem SAA po zdobyciu Wschodniej Ghouty. Zanim oficjalnie potwierdziło się, że obecnym kierunkiem natarcia SAA będzie Ghouta, pojawiły się informacje o przedstawieniu rebeliantom znajdującym się w tym worku propozycji poddania się. Oczywiście nie została ona zaakceptowana.

    Al-Tanf

    Spory obszar na pustyni syryjskiej przy granicy z Irakiem oraz Jordanią. Jedyne zamieszkałe na jego terenie miejsca to spory obóz dla uchodźców oraz amerykańska baza wojskowa Al-Tanf. Właściwie ten worek już dawno przestałby istnieć gdyby nie wyżej wspomniana amerykańska baza i utworzona wokół niej strefa bezpieczeństwa, która właśnie pokrywa się z wielkością worka. Oprócz amerykańskich żołnierzy znajduje się tam też rebeliancka grupa New Syrian Army, która jest przez amerykanów szkolona oraz uzbrajana. Mimo tego ich zdolności militarne są zerowe, dochodzi do tego jej bardzo mała liczebność (różne szacunki podają od kilkudziesięciu do kilkuset bojowników).
    Ten worek będzie istniał tak długo, jak będzie działała amerykańska baza. Syryjska armia z łatwością poradziłaby sobie z NSA, dodając do tego niezadowolenie mieszkańców obozu dla uchodźców, jednak amerykanie skutecznie to uniemożliwiają co już pokazali w 2017, kiedy SAA próbowała się zbliżyć do Al Tanf i została mocno ostrzelana. A kiedy amerykanie opuszczą tamtą okolicę? Nie wiadomo, o ile wcześniej chodziło o blokadę szlaku Syria-Irak, tak po wyzwoleniu Al Bukamal ich obecność na pustyni jest co najmniej niezrozumiała.

    Południowy Damaszek

    Worek znajdujący się na południowych przedmieściach stolicy, podzielony mniej więcej po równo między rebeliantami a ISIS. Składa się z dzielnic: Qadam, Yalda, Hajar al-Aswad, Beit Sahem, Babbila oraz dzielnicy dla palestyńskich uchodźców Yarmouk Camp. W przeciwieństwie do drugiego worka w stolicy - Wschodniej Ghouty, nie stanowi on zbytnio zagrożenia dla rządowych. Wynika to z tego że jak już wcześniej wspomniałem, jest on podzielony między rebeliantami z Jaish Al Islam i Hayat Tahrir al Sham oraz ISIS co wiąże się ciągłymi walkami o dominację w worku. Niestety nie udało mi się znaleźć danych ilu bojowników każdej ze stron przebywa w tym worku to raczej nie są to jakieś potężne siły.
    Jak będzie przyszłość tego worka? Prędzej czy później rządowi będą musieli się za niego wziąć, chociażby z powodów propagandowych. Na pewno nie będzie mowy o pojednaniu, w końcu siedzą tam sami islamscy fanatycy.. Możliwe, że po zdobyciu Wschodniej Ghouty obecne w damaszku jednostki zostaną po prostu przerzucone do tej dzielnicy.

    4. Powstanie Państwa Islamskiego, krótki rys – autor: @papier96

    Dla wielu osób, które nie śledziły nigdy z wielką uwagą sytuacji na Bliskim Wschodzie, historia samozwańczego Państwa Islamskiego jest historią ostatnich czterech lat. W istocie jednak pierwsze podwaliny pod zinstytucjonalizowany ekstremizm islamski zostały położone już w 2003 roku. W poniższym tekście, krótko postaram się nakreślić czynniki, postaci oraz wydarzenia, które w rezultacie doprowadziły do restytucji kalifatu na terenach Syrii i Iraku w 2014 roku.

    9 kwietnia 2003 roku zakończona została II wojna w Zatoce Perskiej. Wojska Stanów Zjednoczonych wraz z sojusznikami zajęły Bagdad, a prezydent Bush ogłosił koniec wojny. Główna figura Iraku do tamtej pory, Saddam Husajn wypadł z szachownicy kilka miesięcy później lądując w celi więziennej. Łatwe zwycięstwo kampanii wojennej okazało się zaledwie preludium do problemów jakie świat zachodni napotkał nad Tygrysem i Eufratem. Amerykańska strategia na ułożenie nowej irackiej rzeczywistości była kalką tego co zrobiono na terenach Niemiec po II Wojnie Światowej. Wszystkie osoby powiązane z dawną administracją, a w szczególności z armią zostały usunięte i pozostawione same sobie. Efektem takich działań było powstawanie zbrojnych bojówek, złożonych z byłych żołnierzy i oficerów dawnej armii, które rozpoczęły walkę z nową władzą.

    Pośród takich ugrupowań powstała pod przywództwem Abu Musaby az-Zarkawiego w 2004 roku powstała Al Kaida w Iraku (AQI). Pośród walk w wojskami NATO, w tym także z polskimi żołnierzami, dochodzi do niesławnych bitew o Faludże, a az-Zarkawi staje się jednym z najbardziej poszukiwanych na świecie. Polowanie na dowódcę AQI kończy się w czerwcu 2006 roku, gdy bomby lotnicze spadają na jego kryjówkę. Jeszcze przed jego śmiercią Al Kaida wraz z innymi sunnickimi ugrupowaniami zbrojnymi powołuje Radę Mudżahedinów, która po śmierci pierwszego przywódcy wybrała jego następcę, Abu Ajub al.-Masri z Egiptu. Pod nowym kierownictwem powstało 15 grudnia 2006 roku Państwo Islamskie w Iraku. Samozwańczy twór w ciągu dwóch lat istnienia tworzy instrumenty, które w przyszłości na dużo większą skalę stworzą potęgę ISIS. Jednym z najważniejszych osiągnięć było stworzenie uporządkowanych struktur administracji oraz systemu ekonomicznego, który pozwalał na utrzymanie quasi-państwa. Koniec działalności ISI w 2010 roku nie oznaczał, że jego struktury zostały rozbite. Przygotowani na to sunnici zeszli do podziemia
    W tym miejscu warto wspomnieć o śmierci al Masira w 2010 roku. Wtedy to wybrany przez Radę Mudżahedinów zostaje Abu Bakra al Baghdadi, który do tej pory stoi na czele Państwa Islamskiego. Ciekawym faktem jest, że Abu Bakra od 2004 do 2009 roku przebywał w więzieniu, z którego został zwolniony.

    Na skutek wzmożenia aktywności wojsk USA, a także zwiększenia ich ilości organizacje ekstremistyczne z coraz większym powodzeniem były rozbijane, a sytuacja w 2008 roku zaczęła się stabilizować. Drugim czynnikiem była zmiana podejścia Amerykanów do ludności irackiej. Rozpoczęte zostały działania mające na celu wkupienie się w łaski ludności lokalnej. W niektórych administracja wojskowa wchodziła w sojusze z plemionami, które walczyły z ugrupowaniami powiązanymi z Al Kaidą. Pozorne ustabilizowanie sytuacji w Iraku pozwoliło Barackowi Obamie ogłosić w 2011 roku zakończenie misji stabilizacyjnej i powrót żołnierzy do domu. Tak też się stało z końcem 2011 roku.

    Arabska Wiosna, która wybuchła pod koniec 2010 roku w Afryce Północnej w 2011 roku dotarła do Syrii i gwałtownie przerodziła się w wojnę domową, która rozerwała Syrię na strzępy. Niestabilna sytuacja stworzyła idealną pożywkę dla organizacji Baghdadiego. Równolegle w Iraku, z którego wycofywali się żołnierze koalicji, coraz silniej uzewnętrzniały się konflikty polityczno-religijne. Szyicki premier Nuri al.-Maliki pozbawiony wsparcia potężnego sojusznika znalazł się w ogniu krytyki. Główne oskarżenia pochodziły ze strony środowisk sunnickich, które jako będące odepchnięte od władzy poczuły się zaszczute. Przeżarta korupcją administracja i wisząca w powietrzu rebelia sunnitów zostały wykorzystane przez ukryte Państwo Islamskie w Iraku do wznowienia swojej działalności. Rozpoczęła się droga do odbudowy kalifatu, większego, silniejszego i nieporównywalnie groźniejszego niż ten utworzony w 2006 roku.

    Wybuch wojny domowej w Syrii był okazją do nowego rozdania kart w świecie polityki. Państwa Zatoki Perskiej, a zwłaszcza Katar i Arabia Saudyjska, wraz ze Stanami Zjednoczonymi chciały wykorzystać wojnę domową do obalenia rządów Baszara al Assada i włączenia Syrii w swoją strefę wpływów. Głównym narzędziem, które miało pomóc w osiągnięciu zamierzonego celu była broń i pieniądze, które w znacznych ilościach były transferowane między innymi przez państwa byłej Jugosławii do rebelianckich organizacji, które walczyły przeciwko władzy w Damaszku. Środki przekazywane dla opozycji zaczęły także przepływać do bojowników powiązanych z organizacją Baghdadiego.

    Dozbrojona i dofinansowana organizacja wyszła z podziemia. Szybka ekspansja przez rozpaloną wojną Syrię i rozdarty problemami wewnętrznymi Irak sprawiła, że do tej pory uznawane za martwe państwo powróciło z siłą, która zatrwożyła cały świat. Szybka ekspansja w Iraku i zajęcie granicy z Turcją pozwoliło na utworzenie stałego źródła finansowania dla kampanii wojennej islamistów. Baghdadi oparł gospodarkę quasi państewka o nielegalny handel ropą. Do końca 2013 roku pozwoliło to na zgromadzenie budżetu szacowanego na prawie miliard dolarów. Kolejnym zastrzykiem gotówki było brawurowe zajęcie Mosulu (o samym upadku miasta poniżej), gdzie z banków zrabowano około 430 milionów dolarów.

    Wykorzystując swoją potęgę, przywódca Państwa Islamskiego w 2012 roku wyłożył swoją wizję budowy państwa muzułmańskiego opartego o prawo szariatu. Taka idea nie spodobała się części organizacji antyrządowych w Syrii, co doprowadziło do konfliktu, który z czasem przerodził się w wojnę rebeliantów z radykałami. Również radykalna an-Nusra wystąpiła przeciwko planom Baghdadiego. Przeciwko IS opowiedział się także przywódca Al Kaidy, Ajmana az Zawahiriego, następca Bin Ladena.

    Po sukcesach w 2013 i 2014 roku plan Baghdadiego ziszcza się. 29 czerwca 2014 roku ogłoszone zostaje powstanie Państwa Islamskiego. Sam przywódca przyjmuje imię Ibrahima i mianuje się kalifem, duchowym przywódcą wszystkich wyznawców Allaha. Deklaracje złożone przez nowego kalifa spotkały się z mieszanymi reakcjami. Hołd przywódcy złożyła część grup islamskich z Syrii i Libii, a także niektórzy członkowie Al Kaidy. Przyszłość pokaże także, że swoich zwolenników Państwo Islamskie znalazło także w południowo-wschodniej Azji i centralnej Afryce.

    Na końcu chciałbym wspomnieć o bitwie o Mosul, a właściwie o poddaniu Mosulu przez irackie wojska. Siły Zbrojne Iraku tworzone były środkami państw NATO, szkoleni przez zachodnich instruktorów żołnierze oraz bardzo nowoczesne uzbrojenie (czołgi Abrams, wielozadaniowe F-16). Zdawać by się mogło, że Irak dysponował siłą, która bez problemu powinna oprzeć się kilkuset terrorystom. Jednak pomimo treningów i sprzętu wśród żołnierzy irackich zabrakło ducha walki, a problemy polityczne dzielące Irackie społeczeństwo znalazły odbicie również wśród wojskowych. Podziały wewnątrz armii pogłębiły dodatkowo nominacje oficerskie, które zależne były od klucza politycznego oraz wszechobecna korupcja. Na to wszystko nałożyły się problemy etniczno-religijne gdzie szyiccy żołnierze nie chcieli walczyć o sunnickie miasto. Skutkiem tego świetnie wyekwipowana, ale fatalnie dowodzona i zdemoralizowana armia uciekła przed garstką fanatyków na przysłowiowych pick-upach. Skala problemu była tak duża, że bojownicy ISIS przez pewien czas zagrażali nawet stolicy Iraku- Bagdadowi. Dopiero interwencja państw zachodnich pozwoliła odzyskać kontrolę na postępami IS.

    5. Użycie broni chemicznej w Syrii – autor: @Ungern

    Syryjski program budowy arsenału broni chemicznej rozpoczął się już w latach ’70 ubiegłego wieku. W odpowiedzi na militarne zagrożenie ze strony Izraela Syria we współpracy z Egiptem oraz Związkiem Radzieckim rozpoczęła program gromadzenia śmiercionośnych gazów oraz szkolenia syryjskich chemików w zakresie jej użycia. W momencie wybuchu wojny domowej syryjski arsenał oceniany był na ponad 1000 ton chemikaliów takich jak sarin, gaz musztardowy czy gaz VX. Syria nie była również członkiem Konwencji o zakazie broni chemicznej. Budziło to uzasadnione podejrzenia, że wraz z rozpadem syryjskiej armii magazyny z bronią chemiczną mogą dostać się w niepowołane ręce. Istniało również zagrożenie, że w obliczu zbliżającej się porażki – a przypomnijmy że na początku wojny domowej momentum było zdecydowanie po stronie rebeliantów – rząd w Damaszku może posunąć się do użycia broni chemicznej w swojej obronie.

    Pierwszy poważny kryzys związany z bronią chemiczną nastąpił latem 2013 roku. Po domniemanym użyciu broni chemicznej przez rebeliantów w Chan al-Asal w wyniku którego zginęło 10 cywilów oraz 16 żołnierzy syryjskiej armii, obie strony konfliktu zaczęły wzajemnie oskarżać się o używanie zakazanej broni. W związku z tym rząd w Damaszku zgodził się na przybycie do kraju specjalnej misji Organizacji Narodów Zjednoczonych, która miałaby zbadać sprawę.

    Zaledwie kilka dni po przybyciu inspektorów ONZ doszło jednak do o wiele bardziej poważnego incydentu. W kontrolowanej przez rebeliantów dzielnicy Damaszku, wschodniej Ghoucie, użyto gazu bojowego na bezprecedensową w tej wojnie skalę. W wyniku ataku z użyciem sarinu zginąć miało od 250 do nawet 1700 cywilów. Rządy krajów zachodnich szybko wydały wyrok i uznając atak za przekroczenie czerwonej linii rozpoczęły przygotowania do interwencji przeciwko siłom rządowym. Wysiłki rosyjskiej dyplomacji a także brak woli politycznej w parlamentach krajów sojuszniczych Stanów Zjednoczonych doprowadziły do podpisania porozumienia, na mocy którego Syria zgodziła się na przystąpienie do Konwencji o zakazie broni chemicznej i zniszczenie swoich zapasów gazów bojowych we współpracy z międzynarodowymi obserwatorami. Zgodzono się również na zawieszenie broni celem przeprowadzenia śledztwa na miejscu ataku.

    Dochodzenie wykazało, że bez cienia wątpliwości we wschodniej Ghoucie doszło do użycia gazu bojowego, sarinu. Śledczy nie wskazali jednak winnego ataku. Sprawa do dzisiaj budzi kontrowersje a obie strony wypierają się odpowiedzialności. Wśród zwolenników rządu w Damaszku najczęściej używanym argumentem jest ten o strategicznym braku sensu użycia gazów w bojowych w momencie kiedy oczy całego świata zwrócone były na Syrię. Syryjskim żołnierzom przebywającym w okolicy ataku nie rozdano także środków ochrony przed bronią chemiczną, na odcinku na którym przebywali prowadzili również skuteczną ofensywę przeciwko rebeliantom, co czyniło użycie sarinu bezzasadnym również i z taktycznego punktu widzenia. Swego czasu popularną była również dosyć osobliwa teoria o ataku fałszywej flagi, którego dokonać miał turecki wywiad, celem sprowokowania międzynarodowej interwencji.

    Pewnym jest, że od momentu podpisania porozumienia i zniszczenia syryjskiej broni chemicznej ilość ataków z jej użyciem znacząco spadła a taki z użyciem sarinu przeszły do historii. Wciąż zdarzały się jednak przypadki bojowego użycia chloru i to przez prawie wszystkie walczące strony. Beczki z chlorem zrzucane miały być przez rządowe helikoptery na pozycje rebeliantów, rebelianci nie pozostawali dłużni, wystrzeliwując w kierunku rządowych umocnień butle wypełnione gazem. Organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka zwracały również uwagę na używanie przez rebeliantów gazów bojowych w kontrolowanej przez Kurdów dzielnicy Aleppo. Również i dżihadyści z organizacji Państwa Islamskiego stosować mieli gaz musztardowy.

    Do kolejnego kryzysu doszło w kwietniu 2017 roku, kiedy to położona w północno-zachodniej Syrii miejscowość Chan Szejchun miała zostać zaatakowana przy użyciu sarinu. W wyniku ataku zginęło co najmniej 74 cywilów. Prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, nie czekając na jakiekolwiek śledztwo obarczył rząd prezydenta Assada winą i już w trzy dni po ataku wydał rozkaz wystrzelenia 59 rakiet Tomahawk w kierunku lotniska, z którego startować miały samoloty odpowiedzialne za śmiercionośne bombardowania.

    Również i w tym wypadku nie obyło się bez pytań o zasadność takiego ataku. Chan Szejchun to miejscowość położona za linią frontu, w momencie ataku siły rządowe posiadały inicjatywę, atak więc musiałby mieć wyłącznie charakter ataku terrorystycznego, obliczonego na zastraszenie populacji zamieszkującej terytoria kontrolowane przez rebeliantów. Rosyjscy sojusznicy Damaszku sugerowali również, że śmierć cywilów była wynikiem zniszczenia przez rządowe samoloty magazynu rebeliantów, w którym składować mieli oni gazy bojowe. Zastanawiająca jest również dosyć pochopna i impulsywna decyzja prezydenta Trumpa.
    Podsumowując, użycie gazów bojowych jest stosunkowo stałym elementem syryjskiej wojny domowej i używają jej praktycznie wszystkie walczące strony. Kontrowersyjną pozostaje kwestia wykorzystywania jej do terroryzowania ludności cywilnej a także często wątpliwej wiarygodności doniesienia rebeliantów o atakach z użyciem gazów bojowych w momencie sukcesów rządowych ofensyw. Nie możemy jednak z góry zakładać tezy, że wszystko co robi autorytarna władza w Damaszku jest racjonalne i że nie popełnia ona błędów w ocenie sytuacji. W końcu gdyby tak było, prawdopodobnie do wojny domowej nigdy by nie doszło.

    6. Czy Assad zostanie u władzy? – autor: @pan_kleks8

    Rozpoczęta w 2015 roku interwencja Rosyjska po stronie rządu Syryjskiego miała jeden zasadniczy cel – utrzymanie rosyjskich wpływów w kraju. Wpływów a nie samego Bashara, chociaż co oczywiste cele te początkowo były ze sobą zbieżne.

    Niespełna trzy lata później możemy stwierdzić, że Rosjanie swój cel osiągnęli. Nie wiemy oczywiście jak będzie wyglądał ostateczny powojenny podział Syrii, ile kto otrzyma wykroi sobie z syryjskiego tortu, ale wpływy Rosyjskie w tym regionie zostaną zachowane.

    Czy więc rządząca od niespełna 50ciu lat rodzina alawickich Al-Assdów zachowa władzę w Syrii? Czy w Syrii jako jedno z niewielu państw Arabskich nie nastąpi zmiana władzy w wyniku Arabskiej Wiosny? Niekoniecznie. Jak wspomniałem na początku, celem Rosjan nie było utrzymanie Assada u władzy, a swoich wpływów w Syrii.

    Zdaniem części osób śledzących konflikt, w tym również piszącego ten tekst po zakończeniu konfliktu może się okazać, że Rosjanie postanowią kulturalnie wymienić Bashara na kogoś innego. Dlaczego? Abstrahując w tym momencie od walki o wpływy pomiędzy Rosją a Iranem, jednym z głównych powodów jest dbanie o tzw. „PR” przez Rosję. Nawet takie państwo jak imperium rządzone przez Władimira Władimirowicza musi dbać o jak najlepsze postrzeganie na świecie. Tymczasem Bashar ma fatalną opinię na zachodzie – tyrana, mordercy, gościa który zajmuje się głównie gazowaniem cywilów. Nie ma znaczenia, czy jest to prawdą czy jest to wymysł dziennikarzy – ma taką a nie inną opinię i nic jej zmieni.

    Może się więc okazać, że po zakończeniu konfliktu, Rosjanie spróbują podmienić go na kogoś innego. – oficjalnie informując na przykład, że stan zdrowia Bashara nie jest najlepszy, dlatego wyjeżdża na odpoczynek do sanatorium w Moskwie/Teheranie, a przez czas jego nieobecności zastąpi go ktoś inny. Oczywiście czas nieobecności przedłuży się w nieskończoność.

    Kto może go zastąpić? Naturalnym kandydatem wydaje się wspomniany już wcześniej Suheil al-Hassan, zwany Tygrysem, dowódca „Tiger Forces” czyli najlepszej jednostki sił rządowych walczących w konflikcie. Od dawna w jego otoczeniu pojawia się dużo Rosjan (m.in. jego osobista ochrona to Rosjanie), on sam otrzymuje od nich wysokie odznaczenia, uczestniczy też w spotkaniach z rosyjskimi politykami i wojskowymi, w tym z Putinem (co nie jest takie oczywiste, gdyż posiada stopień odpowiadający naszemu generałowi brygady, czyli najniższemu stopniowi generalskiemu). Dodatkowo, jest Alawitą – od lat najważniejsze stanowiska w administracji kraju piastują Alawici, tak więc taka zmiana nie tworzy niebezpieczeństwa konfliktu religijnego w strukturach władzy Syryjskiej.

    Czy Bashar Al-Assad utrzyma się u władzy (przynajmniej na tej części Syrii nad którą będzie miał władzę)? Czy zostanie podmieniony przez kogoś innego? Jaki wpływ na wynik tej rozgrywki będzie miała rywalizacja Rosyjsko – Irańska? Przekonamy się w przeciągu kilku lat.

    Na marginesie – Bashar nie był początkowo wyznaczony jako następca swojego ojca Hafiza. Do tej roli szykowany był najstarszy z rodzeństwa – Bassel. Był on człowiekiem znanym z zamiłowania do dynamicznego i wystawnego życia, takim trochę „playboyem” można byłoby powiedzieć. Zginął w 1994 roku w wypadku samochodowym, który sam spowodował swoją nieostrożną i zbyt szybką jazdą. Dopiero wtedy pałeczkę przejął Bashar, który zmuszony był przerwać podyplomowe studia lekarskie w Londynie. Wcześniej prawdopodobnie nawet nie był brany pod uwagę do pełnienia jakichkolwiek ważniejszych funkcji w kraju – świadczy o tym chociażby wybór drogi edukacyjnej.

    Bashar i Bassel mają jeszcze trzeciego, najmłodszego brata – Mahera. Na początku wojny pełnił on funkcję dowódcy Gwardii Republikańskiej. Później miał zostać ranny w zamachu, i od kilku lat nie pokazuje się publicznie. Również znany z porywczego charakteru, parokrotnie pojawiał się w doniesieniach medialnych o użyciu gazów bojowych w Syrii.

    7. Co w Syrii robią Amerykanie? Jaki jest ich cel? – autor: @pan_kleks8

    Obawiam się troszeczkę odpowiedzi na to i następne pytanie. Po pierwsze, że jest ona bardzo złożona. Po drugie, wchodzimy tu jednak na pewien poziom polemiki politycznej. Można powiedzieć, że dla osób popierających politykę USA ich obecność świadczy o podjęciu próby zaprowadzeniu demokracji w Syrii i obaleniu złego Assada. Miłośnicy Rosji powiedzą wprost odwrotnie, że Amerykanie wspierają Al-Kaidę. Prawda jest jak pewna część ciała której nazwa składa się z 4 liter – każdy ma swoją, i tak jest w tym przypadku. A fakty to kwestia subiektywnego podejścia. Spróbujmy odrzucić warstwę propagandy politycznej, i określić cel obecności Amerykanów w Syrii.

    Amerykanie, tak jak każde wielkie imperium (Chiny, Rosja) jak i pomniejsze (Francja, Wielka Brytania) zachowuje sobie prawo do rozszerzania swoich wpływów. Tak było, jest i będzie czy nam się to podoba czy nie. Amerykanie zrobili tak z Europą Wschodnią po 1989 roku, ostatnio z Ukrainą.

    Krótki rys historyczny – przed wojną stosunki pomiędzy Syrią a USA nie były najgorsze. Oczywiście jedni na drugich narzekali, ale Assad (najpierw ojciec potem syn) poparli obie wojny przeciwko Irakowi. Amerykanie oczywiście zarzucali Syryjczykom łamanie praw człowieka. Później Syria udostępnia swoje terytorium do przerzutu przez CIA więźniów. Nie wiemy, i nie dowiemy się przez najbliższe lata czy rewolucja w Syrii została przez Amerykanów zainspirowana, czy tylko przyłączyli się do nadarzającej się okazji.

    Faktem jest, że od początku Stany Zjednoczone udzieliły poparcia umiarkowanym rebeliantów. Cel był prosty – rozszerzenie swoich wpływów, wyparcie Rosjan z Syrii. Gdyby Rosjanie zostali wyparci z Syrii, straciliby swój ostatni przyczółek na Bliskim Wschodzie (po Libii). Wszystkie pozostałe państwa są albo pro amerykańskie, albo prowadzą neutralną politykę (a z takimi jest problem, bo trzeba je non stop czymś przekonywać do siebie). Amerykanie dostarczali umiarkowanym rebeliantom broń, głównie wyrzutnie przeciwpancernych pocisków kierowanych TOW.

    W pewnym momencie Amerykanie zorientowali się jednak, że to lekki przypał nadal udawać, że istnieje nadal umiarkowana opozycja, i przerzucili się na pełne wspieranie Kurdów. To wsparcie trwa do dzisiaj, i na jego podstawie Amerykanie chcą budować swoje wpływy w Syrii. Jak to się skończy? Jak na to zareaguje Turcja? Nie wiemy tego. Po prostu nie wiemy i jeszcze jakiś czas nie dowiemy się.

    Pozwolę sobie na pewne subiektywne wtrącenie. Otóż, jestem przekonany, że Obama dążyłby do zachowania wpływów Amerykańskich w Syrii, ale jednocześnie chciałby się dogadać z Assadem i Rosjanami. Jego polityka wobec Iranu i Kuby wskazuje, że był gotów na ustępstwa w zamian za dogadanie się. Natomiast działalność Trumpa jest prosta – leci on ostro i bez pardonu, więc stawiam, że będzie szedł swoją drogą i olewał wszystkich. No, ale jego kadencja skończy się za 4 lata i na pewno nie zostanie wybrany na drugą. Rozstrzygnięcia polityczne raczej będą zapadały już za nowego prezydenta.

    Podsumowując, celem Amerykanów jest rozszerzenie swoich wpływów na obszarze Syrii, wraz z jednoczesnym ograniczeniem wpływów Rosyjskich i w dużej mierze Irańskich. W ten sposób Amerykanie wspierają również Saudyjczyków

    Teraz kilka historyjek/faktów z działalności Amerykanów w Syrii. Pośrednio pokazują one jak bardzo jest tam skomplikowana sytuacja, oraz, że nawet takie Mocarstwo może się pomylić.
    W 2013 roku miał miejsce pierwszy głośny przypadek domniemanego ataku gazowego Assada na rebeliantów, we Wschodniej Ghoucie (o atakach gazowych szerzej w następnym punkcie). Prezydent Obama stwierdził wtedy, że tak nie może być i robimy interwencję lądową. Rebeliantom morale wystrzeliły w kosmos, a z wojsk rządowych rozpoczęły się dezercje, bo co jak co ale z Hamburgerami to tak średnio walczyć. Po kilku dniach okazało się, że wszyscy dotychczasowi sojusznicy Ameryki stwierdzili, że to głupi pomysł i oni nie będą wysyłać żołnierzy do Syrii po doświadczeniach z Irakiem i Afganem. No i się zrobi przypał, interwencję Obama odwołał, a trochę żołnierzy podezerterowało i za bardzo nie miało do czego wracać.

    Amerykanie postanowili również wesprzeć uzbrojeniem rebeliantów – głównie poprzez dostarczanie im przeciwpancernych pocisków kierowanych TOW. Cóż, broń miała trafiać do rąk umiarkowanych – i faktycznie w większości tam trafiła (bardziej radykalne ugrupowania przejęły jedynie niewielką ich część). Problem w tym, że wkrótce okazało się, że część z ugrupowań umiarkowanych udziela w walce wsparcia radykalnym ugrupowaniom, w tym za pomocą TOWów. Technicznie było więc wszystko w porządku – obdarowani używali uzbrojenia przeciwko Assadowi. W praktyce jednak wspierało ono nie umiarkowaną rewolucję, a radykalne ugrupowania. Dziękować Bogu, że nikt nie wpadł na genialny pomysł uzbrojenia ich w rakiety przeciwlotnicze.

    W momencie, gdy powoli stawało się jasne, że opozycja się zradykalizowała i to jednak średni pomysł, żeby wspierać organizacje która jest de facto Al-Kaidą Amerykanie stworzyli jednostkę zwaną 30 Dywizją Wolnej Armii Syrii, która miała stanowić zalążek nowych umiarkowanych sił rebeliantów. Na marginesie – w Syrii wszystko nazywa się dywizjami, korpusami, frontami, armiami a w praktyce rzadko tej jednostki osiągają wielkość batalionu (który liczy ok. 1000-1200 ludzi). Sama 30 dywizja liczyła trochę ponad stu członków. Co się stało, gdy przekroczyła granicę z Turcją? Większość z nich została wyłapana przez Front Nursa, część z nich dołączyła do organizacji. Pozostali rozpierzchli się po kraju, zasilając różne inne jednostki, nie tylko rebelianckie. Koniec końców, miało wyjść dobrze, a wyszło jak zwykle.

    W początkowym okresie protestów zdarzało się, że protestujący… zarzucali Assadowi współpracę z Amerykanami, co miało stanowić zdradę ich kraju. Jak widać, sympatie polityczne potrafią się szybko zmieniać.

    8. Kto walczy po stronie Tureckiej? – autor: @pan_kleks8;

    Myślę, że warto wytłumaczyć kilka kwestii dotyczących wojsk tureckich uczestniczących w interwencjach przeciwko Kurdom. Czasami na tagu przychodzi ktoś niespodziewanie z pytaniem „A czemu im idzie tak wolno?” „A czy naszym Leopardom też tak wieże latają”?
    W pierwszej części pisałem, że członków Rosyjskich Sił Zbrojnych jest w Syrii stosunkowo niewielu, większość to oficjalnie najemnicy a nie członkowie SZ Federacji Rosyjskiej. Podobnie wygląda sprawa jeśli chodzi o Turków uczestniczących w interwencji. O ile piloci, załogi czołgów, obsługa artylerii czy Siły Specjalne są Tureckie, o tyle większość zwykłych żołnierzy to członkowie tak zwanej Turkish Free Syrian Army.

    Kim są Ci panowie? To byli rebelianci, zarówno umiarkowani jak i religijni. Część z nich uciekła na terytorium Turcji, część została przez Turków kupiona. Chcieli dalej prowadzić walkę, a Turcja im to umożliwiła.

    Sęk w tym, że nazwa Turkish Free Syrian Army jest mocno myląca, chociaż oficjalna i pozostająca w powszechnym użytku. W praktyce jednak nie mają oni nic wspólnego z jakimikolwiek rebeliantami. To zwykli najemnicy, psy wojny, którzy nie umieją nic innego robić, a Turcja umożliwiła im walkę. Część to byli umiarkowani rebelianci, którzy szukali dla siebie miejsca a nie chcieli bądź nie mogli dogadać się z Assadem. Część to rebelianci religijni, którzy zwietrzyli możliwość uzyskania wsparcia. Koniec końców są jednak zwykłymi żołnierzami za pieniądze, a nie dla jakiejkolwiek

    Dlatego też ocenianie armii Tureckiej przez pryzmat działań w Syrii jest mocno mylące. Żołnierz-rebeliant, nawet najlepiej wyszkolony, nadal nie będzie dorównywał porządnie wyszkolonym żołnierzowi w klasycznej walce. W trakcie wcześniejszej operacji zdarzyło im się ponieść kilka wręcz hańbiących porażek. Słynna była w szczególności ta, gdy osłaniający czołgi Leopard 2 tureccy rebelianci uciekli przed Państwem Islamskim, co w konsekwencji zmusiło Tureckie załogi do porzucenia swoich czołgów. Co prawda nie trafiły one na długo w ręce Daesh, ponieważ wkrótce zniszczyło je Tureckie lotnictwo, ale sama ich utrata oraz sposób w jaki się to odbyło nie przyniosło Tureckim rebeliantom chluby.

    Z tego też powodu, często widoczna tendencja do wystawiania oceny całej armii Tureckiej przez pryzmat jej aktywności w Syrii jest daleko idąca i prowadzi do błędnych opinii. Jednocześnie, wcześniejsze doświadczenia spowodowały, że aktualnie Turcja prowadzi operację znacznie bardziej cierpliwie i powoli, starając się minimalizować straty. Stąd też, postępy jak na miesiąc walk mogą wydawać się niewielkie. Nie ulega jednak wątpliwości, że są stałe i jeżeli wkrótce nie nastąpi jakaś daleko idąca zmiana w sytuacji politycznej, Kurdowie z Afrin zostaną podbici.

    UWAGA W momencie pisania w/w pojawiało się coraz więcej informacji o zawarciu możliwego sojuszu pomiędzy Kurdami z Afrin a SAA który zmieniły sytuację w kantonie o 180 stopni. Zapraszamy do śledzenia sytuacji bezpośrednio na tag.

    9.Zaangażowanie Iranu w Syrii - autor: @60groszyzawpis

    Jeśli chodzi o bezpośrednie zaangażowanie w konflikt to początkowa rola Iranu w Syrii ograniczała się do obecności wojskowych doradców, pomagających w szkoleniu wojsk rządowych, oraz przy rozpoznaniu pola bitwy i gromadzeniu danych wywiadowczych. Rosnące wsparcie zewnętrzne dla rebeliantów i pogarszająca się sytuacja Assada z czasem zmusiła Iran do zwiększenia zaangażowania w konflikt syryjski. Jednym z bardziej znaczących wydarzeń było z pewnością „uruchomienie” wspieranego przez Iran Hezbollahu. To świetnie wyszkolone szyickie ugrupowanie z Libanu wielokrotnie pozwoliło przechylić szale zwycięstwa na korzyść syryjskich sił rządowych. Przykładem takiej sytuacji niech będzie wygrana bitwa o strategiczne miasto Al-Kusajr w 2013 r., gdzie mniej liczny od syryjskiej armii Hezbollah wziął na siebie praktycznie cały ciężar walk. W następnych latach Iran jeszcze wielokrotnie używał swoich wpływów w regionie do organizowania kolejnych bojówek gotowych do pomocy wojskom Assada - i tak też wkrótce, w Syrii pojawiły się szyickie milicje z Iraku, Afgańczycy czy też nawet Pakistańczycy.

    Irańskie wsparcie obejmowało też działania polityczne. W lipcu 2015 r. słynny dowódca irańskich sił Ghods, generał Kassem Solejmani odbył wizytę w Moskwie. Jesienią, ku zaskoczeniu wszystkich, Rosja ogłosiła rozpoczęcie interwencji militarnej w Syrii – miał to być efekt osiągniętego kilka miesięcy wcześniej w Moskwie, rosyjskiego – irańskiego porozumienia. Co prawda nikt nie wie czyja to była inicjatywa, jednak krążące plotki o tym, że Iran miał dużej mierze pokryć początkowe koszty rosyjskiej interwencji, każą się zastanowić, czy to aby nie Iran udał się do Moskwy by przedstawić plan wspólnej operacji, mającej przechylić szalę zwycięstwa na korzyść zaprzyjaźnionego z oboma państwa, syryjskiego rządu.

    Tego samego roku, wraz z pojawieniem się Rosjan, do Syrii zaczęły napływać masowo oddziały Irańskich Strażników Rewolucji (IRGC), którzy mieli wkrótce wziąć udział w wielkiej ofensywie w południowym Aleppo. Był to pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz kiedy regularne oddziały Iranu w takiej liczbie pojawiły się w Syrii. Wraz z IRGC do Aleppo ściągnięto też mnóstwo szyickich milicji zarówno z Iraku jak i Afganistanu. Celem Irańczyków miało być odblokowanie oblężonych przez rebeliantów, szyickich wiosek – Fuah i Kefraya. Po zakończonej umiarkowanym powodzeniem bitwie i pewnych perturbacjach na linii Iran – Rosja, wynikających z różnych wizji i priorytetów obu państw, większość regularnych żołnierzy IRGC wróciła do kraju. Głównymi wykonawcami irańskich planów w Syrii ponownie stały się milicje i bojówki szyickie - tym razem już jednak pod bezpośrednim dowództwem oficerów i generałów IRGC, których obecność w Syrii stawała się coraz bardziej zauważalna.

    Poza organizowaniem ochotników do walki, Iran swoim sojusznikom zapewniał też w miarę możliwości dostawy sprzętu militarnego. Oprócz strony rządowej, głównymi beneficjentami irańskich dostaw były przede wszystkim szyickie milicje - zarówno lokalne jak i te z regionu. Spośród sprzętu dostarczanego przez Iran warto wymienić, drony, wyrzutnie rakiet Toophan czy też pojazdy Safir. Oprócz tego zdarzały się też jednorazowe dostawy „ciekawszych” rzeczy: i tak podobno w 2014 r. Iran przekazał osłabionemu lotnictwu syryjskiemu część posiadanych po-Irackich samolotów Su-22. Inna taką sytuacją było pojawienie się czołgów T-90 w rękach pro-irańskich ugrupowań szyickich - wszystko wskazuje, że część T-90, które się pojawiły w Syrii wraz z przybyciem Rosjan, została opłacona przez Iran a następnie przekazana jego „podwładnym”.

    Poza wsparciem militarnym, warto też wspomnieć o irańskim zaangażowaniu we wsparcie humanitarne. Chodzi tu przede wszystkim o oblężoną przez rebeliantów w sercu Idlib, szyicką enklawę Fuah i Kefraya. Przez ostatnie kilka lat irańskie zrzuty zaopatrzenia, były jedyną szansą na przeżycie dla mieszkańców tych dwóch wiosek. Poza Fuah i Kefraya, irańskie samoloty transportowe, często pojawiały się też nad miastem Deir ez-Zor, które przez kilka lat znajdowało się w oblężeniu Państwa Islamskiego.

    Trudno powiedzieć jak wygląda kwestia strat w walkach w Syrii po stronie irańskiej. Większość danych podaje łącznie liczbę zabitych Irańczyków i walczących wraz nimi sojuszniczych, szyickich milicji. Generalnie szacuje się jednak, że w Syrii życie straciło co najmniej kilkuset Irańczyków, w tym kilkudziesięciu dowódców różnego szczebla. Największe straty przypadły na początek interwencji rosyjskiej, kiedy to zaangażowanie Iranu było największe. Na ten moment, pomimo redukcji liczby regularnych żołnierzy IRGC, obecność Irańczyków w Syrii wciąż pozostaje znacząca.

    10. Czy Kurdowie bez pleców amerykańskich poradzą sobie z zachowaniem niezależności?– autor: @bilas.

    Wiele wskazuje na to, że jak zwykle nie ma przyjaciół, są wyłącznie góry, i sojusz Kurdów Amerykanami był jedynie przelotnym romansem tych drugich. Przez ostatnie lata wsparcie USA wzmacniało pozycję bojówek Kurdyjskich, zarówno na szachownicy syryjskiej jak i w samej koalicji anyt-ISIS. Jednak wraz z upadkiem PI potrzeba wsparcia bojowników walczących z dżihadystami stała się mniejsza. Również międzynarodowa opinia publiczna zapomina stopniowo o „Obrońcach Kobane” co również zmniejsza ich rolę na arenie międzynarodowej.

    Operacja „Gałązką Oliwna” i atak Truków na Afrin osłabił relacje między USA a Kurdami. „Myślę, że nie jest jasne, dokąd rzeczy będą zmierzać. Dokładnie wszystkiemu się przyglądamy” – powiedział amerykański Sekretarz Stanu Rex Tillersona podczas wizyty w Ankarze. Tak wyglądała reakcja największego sojusznika Kurdów na Turecki atak na Afrin. Żadnych Tomahawków, żadnych “pięknych dzieci”... Upadek ISIS i zabezpieczenie wschodu kraju – faktycznie przedzielonego Eufratem, sprawiły, iż cele USA w Syrii, częściowo zostały osiągnięte, zaś upadek Assada jest coraz mniej prawdopodobny. Tym samym amerykanie nie muszą już tak bardzo grać kartą kurdyjską. A bez ich wsparcia, Kudowie mogą niewiele.

    Najlepszym przykładem aktualnych możliwości Kurdów, było niepodległościowe referendum w Iraku we wrześniu 2017 roku. Rząd Iraku sprzeciwił się organizacji referendum, nie zyskało ono również poparcia międzynarodowego. W efekcie referendum, 16 października wojska irackie oraz Siły Mobilizacji Ludowej, po krótkotrwałych starciach na przedpolu miasta, wkroczyły i praktycznie bez walki przejęły kontrolę nad Kirkukiem i jego okolicami, wypierając Kurdów. Orędownik referendum - Prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani ustąpił ze stanowisk 1 listopada 2017r. co zostało odczytane jednoznacznie jako porażkę ambicji kurdyjskich.

    „Gałązką Oliwna” czyli atak Turcji na Afrin, zbliżenie Turcji z Iranem oraz spory Kurdów z Irakiem i Syrią, sprawiły, że poza USA jedynym państwem, które wspiera Kurdów, jest Izrael. Należy jednak pamiętać, że nie wynika to z więzi pomiędzy tymi narodami, czy wspólnych celów, lecz chęci Tel-Awiwu do osłabienia krajów Arabskich. Izrael używa Kurdów, tak samo jak USA i nie należy mieć wątpliwości, że w momencie zmiany strategii Izrael pozostawi Kurdów.

    o ile północno wschodnia Syria może uzyskać jeszcze jakąś formę niezależności (jeśli Kurdowie będą w stanie współdziałać z SDF), o tyle zachód terenów kurdyjskich w Syrii staje się polem ekspansji Turcji – pod nadzorem (lub jego brakiem) mocarstw. Od początku „Gałązki Oliwnej” pojawiają się głosy, że Assad już wkrótce porozumie się z Kurdami aby bronić Afrin, Ci drudzy ciągle jednak temu zaprzeczają. W międzyczasie zaś, powoli ale konsekwentnie siły tureckie przejmują region To pokazuje główny problem, który sprawia, że możliwości Kurdów są ograniczone: brak wyczucia i płynności w polityce międzynarodowej, nadmierny romantyzm i wiara w swój heroizm oraz postawienie wszystkiego na Zachodniego Sojusznika (może właśnie to sprawia, iż Kurdowie cieszą się taką sympatią nad Wisłą).

    Kurdowie nie poradzą sobie bez pleców amerykańskich z zachowaniem niezależności, bowiem przez ostatnie lata właśnie wsparcie USA (i pewność siebie z tym związana wykazywana na około) sprawiły, iż ich relacje z wszystkimi sąsiadami uległy pogorszeniu a potencjalnych sojuszników nie pozyskiwano. Jedyne co może pomóc utrzymać Kurdom tereny w północnej Syrii to współpraca z SDF.

    UWAGA W momencie pisania w/w pojawiało się coraz więcej informacji o zawarciu możliwego sojuszu pomiędzy Kurdami z Afrin a SAA który zmieniły sytuację w kantonie o 180 stopni. Zapraszamy do śledzenia sytuacji bezpośrednio na tag.

    11. Naloty Izraela na terytorium Syrii - @liesbaum

    Wbrew pozorom Izraelskie lotnictwo nie jest tak częstym gościem na Syryjskim niebie jak mogłoby się wydawać, lecz gdy tam zagości zaznacza dość wyraźnie swoją obecność. Siły lotnicze Izraela(IAF) dokonały najprawdopodobniej mniej niż 30 ataków na cele na terytorium Syrii od początku trwania wojny domowej, liczba ta nie jest pewna, ponieważ Izrael nie przyznaje się do większości bombardowań. Celem nalotów są głównie rządowe magazyny i konwoje z bronią, często powiązywane z Iranem i Hezbollahem, lecz znane są też przypadki ataków na siły rebeliantów i Państwa Islamskiego. W dodatku część tych nalotów była prowadzona bez naruszania syryjskiej przestrzeni powietrznej.

    Syria przed wojną domową utrzymywała całkiem pokaźny arsenał obrony przeciwlotniczej (lecz jego większość nie należała do najnowocześniejszych), ponieważ jako główne zagrożenie uznawała Izrael i jego IAF. Wybuch wojny sprawił, że najpoważniejszym zagrożeniem dla syryjskiego rządu stał się wróg wewnątrz granic, nie posiadający lotnictwa przez co część oddziałów została relokowana z sił OPL do innych jednostek. Dodatkowo wiele systemów defensywnych, zarówno tych mobilnych jak i stacjonarnych zostało przejętych przez oddziały opozycji i zniszczonych. Podobny los spotkał siły lotnicze, przy czym nawet przed wojną stanowiło on mniejsze zagrożenie dla IAF niż syryjskie systemy rakiet ziemia-powietrze. Syryjskie media kilkukrotnie donosiły o sukcesach w obronie prze IAF w tym tak spektakularnych jak zestrzelenie F-16 czy nawet F-35, lecz dopiero w tym roku doczekaliśmy się, że informacja taka znalazła potwierdzenie w faktach.

    W ramach kontyngentu Rosji interweniującego w Syrii znalazły się również nowoczesne systemy obrony przeciwlotniczej, lecz nie posłużą one raczej obronie przeciw izraelskiemu lotnictwu, ponieważ oba państwa łączą pozytywne stosunki. Kolejnym przeciwwskazaniem dla takiego rozwoju wypadków jest to, że rosyjskie rakiety znajdują się głównie w północnej Syrii, a Izrael działa zazwyczaj na południu.

    Rosjanie nie mają jakiegokolwiek powodu, żeby strzelać do samolotów państwa, z których chcieliby utrzymać przyjazne stosunki. Dodatkowo, Izrael atakuje najczęściej siły Hezbollahu lub szyickich bojówek powiązanych Iranem. Natomiast jeżeli już atak nastąpi na Syryjczyków, Rosjanie mogą próbować im to po prostu wynagrodzić – mają w magazynach wystarczającą liczbę sprzętu do oddania.

    Podsumowując Izrael wcale nie lata w Syrii jak u siebie, a Syryjczycy nie czekają z rękami w kieszeniach, tylko nie są w stanie trafić nowoczesnego sprzętu agresora przy użyciu ograniczonych i starych systemów obronnych. Dopiero popełnienie błędu przez Żydowskich pilotów pozwoliło na sukces rządowych wojsk w tej nierównej walce. Często zdarza się też, że samoloty Izraela atakują znad Państwa Żydowskiego bądź Libanu, co tworzy dosyć skomplikowaną sytuację prawną. W szczególności próba zestrzelenia samolotu nad Izraelem mogłaby zostać uznana za próbę ataku na to państwo – wojna z Izraelem jest w tym momencie ostatnią rzeczą, jakiej potrzeba Syryjczykom.

    P O D S U M O W A N I E

    Mam nadzieję, że przynajmniej kilkoro z was skorzysta dzięki naszemu ”informatorowi” "FAQ". Specjalne podziękowania dla wszystkich, którzy uczestniczyli w jego tworzeniu jak również udzielali nam wsparcia. Dziękujemy za uwagę.

    #syria #syriafaq #bliskiwschod #kurdystan #turcja #wojna #geopolityka #izrael #iran #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: Syria.jpg

  •  

    Historia Nayirah, czyli rzecz o propagandzie wojennej

    Gian-Jacopo Trivulzio, marszałek króla Francji Ludwika XII powiedział kiedyś, że do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Czasami autorstwo tego stwierdzania przypisuje się również Napoleonowi Bonaparte. Abstrahując od ustalenia rzeczywistego autora – trudno odmówić temu stwierdzeniu racji. W obecnej, globalnej rzeczywistości sprawdzi się ono raczej głównie w odniesieniu do konfliktów o charakterze globalnym. Państwo, które chce odnieść sukces w konflikcie o charakterze regionalnym (a zarazem nie przestawiać swojego społeczeństwa na tory wojenne), powinno przede wszystkim zadbać o odpowiednie uzasadnienie swoich działań – innymi słowy o tak zwany „PR”. Przypomnijmy sobie historię kuwejckiej dziewczynki o imieniu Nayirah, której zeznania mocno wpłynęły na amerykańską opinię publiczną, a w konsekwencji wpłynęły na jej postawę wobec Amerykańskiej interwencji w Zatoce Perskiej na początku lat 90tych XX wieku, czyli de facto wybuchu pierwszej wojny amerykańsko-irackiej.

    Historia ta pojawiała się już wcześniej na wykopie, przy czym głównie w ramach urywków prasowych bądź kończąc się na wrzucie filmu. Spróbujmy opisać całą historę po kolei.

    Koniec końców, prawdę powiedział Amerykański polityk, działający na początku XX wieku - Hiram Johnson - na wojnie pierwszą ofiarą jest prawda.

    Przełom lat 80 i 90 XX wieku to okres wielkich przemian na arenie międzynarodowej. Upadek Muru Berlińskiego, polska „Solidarność”, jesień ludów Europy Wschodniej, koniec rosyjskiej interwencji w Afganistanie. Na Bliskim Wschodnie zakończyła się rozpoczęta w 1980 roku wojna pomiędzy Irakiem, a Islamską Republiką Iranu. Nie będzie przesadą, jeżeli powiemy, że dziesięcioletnie walki zakończyły się… niczym. Tysiące zmarłych na froncie (w tym również zagazowanych) straciło życie tylko po to, żeby granica pomiędzy państwami nie przesunęła się nawet o centymetr. W szczególności Irakowi nie udało się zdobyć irańskich pól naftowych, z których to chciał spłacić pożyczki wojenne. Obydwa kraje po wojnie były zrujnowane i w fatalnej sytuacji gospodarczej. Wszczynając wojnę rządzonemu przez Saddama Husajna Irakowi udało się osiągnąć swojego rodzaju sukces – uzyskanie poparcia zarówno państw zachodnich (w tym USA) jak i bloku wschodniego (ZSRR). Zadziałała tu trochę zasada „lepszy wróg znany, niż nieznany”. Nie chodziło tu o sympatie polityków wobec Saddama Husajna, a raczej strach przed tym co przyniesie szyicka rewolucja w Iranie, a w szczególności przed jej rozprzestrzenieniem się dalej. Na marginesie – Polska masowo dostarczała do Iraku produkowane w śląskim Bumarze czołgi. Wkrótce potem miały one stanowić łakomy kąsek dla Amerykańskiego lotnictwa.

    Gospodarka Iracka wyszła z wojny zniszczona. Co gorzej – jak wspomniałem – Husajnowi nie udało się zdobyć irańskich pól naftowych, tak więc nie miał z czego spłacić zaciągniętych pożyczek na prowadzenie wojny. Sytuacja wewnętrzna w kraju też była mocno napięta – ciągnący się od lat konflikt z Kurdami, napięcia pomiędzy Szyitami a Sunnitami. Zresztą - przegrana wojna zawsze podważa władzę. Stara zasada mówi, że panaceum na wewnętrzne bolączki państwa może stanowić wojna, która często jednoczy społeczeństwo i pozwala „zwolnić” się od spłaty zobowiązań w związku z prowadzonymi działaniami. Wspomnijmy chociażby o ogromnym zadłużeniu – wewnętrznym i zewnętrznym – III Rzeszy w przededniu II wojny światowej, których to zobowiązań, w związku z wybuchem wojny, Niemcy zaprzestali spłacać. A jeżeli wypowiesz wojnę państwu u którego jesteś zadłużony sprawa staje się jeszcze lepsza – dochodzi wtedy do swoistej kompensaty.

    Abstrahując od szczegółów – jednym z państw u których Irak był zadłużony był Kuwejt. Saddam grzecznie poinformował kuwejcką rodzinę królewską, że swojego zadłużenia nie zamierza spłacić, gdyż traktuje je jako bezzwrotną pożyczkę, poza tym ochraniał Kuwejt przed rewolucją szyicką, tak więc „należy mu się”. Nie muszę oczywiście dodawać, że takie postawienie sprawy było raczej nie po drodze dla Kuwejtu. Koniec końców, po dołożeniu kilku dodatkowych casus belli (związanych chociażby ze sporami granicznymi związanymi z polami naftowymi) 2 sierpnia 1990 roku wojska irackie przekroczyły granicę z Kuwejtem. Wojna była błyskawiczna, trwała w sumie jeden dzień. Kuwejt został w całości zajęty, i jako marionetkowa Republika Kuwejtu znalazł się pod kontrolą Bagdadu. Rodzina Królewska uciekła, i rozpoczęła działania mające na celu odzyskanie władzy w kraju.

    Jak świat zareagował na inwazję? Wśród ludności arabskiej Husajn stał się bohaterem i bardzo popularnym politykiem. Wyprzedając trochę wydarzenia – dodatkowej sympatii przysporzyło mu odpalanie w późniejszym czasie rakiet SCUD na terytorium Izraela. Nic nie jednoczy tak jak wspólny wróg – Arabowie są mocno podzieleni między sobą, ale nienawiść wobec Izraela jest u nich powszechna.

    Co innego politycy, zarówno Bliskiego Wschodu, jak i Europy czy Stanów Zjednoczonych. Inwazja spotkała się z ich masowym potępieniem. Największe na świecie złoża ropy naftowej, znajdujące się nad Zatoką Perską, znajdują się zasadniczo pod kontrolą trzech państw: Arabii Saudyjskiej, Iraku i Iranu (plus oczywiście kilka mniejszych państw, ale te trzy odgrywają główną rolę). Królestwo Arabii Saudyjskiej już wtedy utrzymywało kurs pro-amerykański. Iran był osamotniony na arenie międzynarodowej, aczkolwiek po „zremisowanej” wojnie z Irakiem było jasne, że rewolucja utrzyma się – przy najmniej na razie – u władzy (z punktu widzenia ówczesnych władz Iranu można byłoby powiedzieć, że wojna z Irakiem zakończyła się dla nich politycznym zwycięstwem – utrzymaniem u władzy). Irak starał się balansować pomiędzy obozem zachodnim i wschodnim, co zresztą czasowo udawało mu się.

    O ile sama agresja na Kuwejt mogłaby ujść Bagdadowi płazem, o tyle nikt nie mówił, że ekspansja państwa rządzonego przez Saddama Husajna na tym się zakończy. Irak był również zadłużony u Arabii Saudyjskiej, wobec której wysuwał podobne zarzuty – „nic nam nie pożyczaliście, to była darowizna na wojnę, poza tym ochroniliśmy was przed Iranem”. Zdobycie Arabii Saudyjskiej doprowadziłoby do sytuacji, w której 2/3 światowych złóż ropy kontrolowane byłoby przez jedno państwo. Chyba nie muszę mówić, jak łatwe narzędzie nacisku na zachód miałby w swoich rękach Husajn? Coś się nie podoba? No to cena ropy w górę. Coś się bardzo nie podoba? Embargo. Trzeba było działać. A główną rolę wzięły na siebie – jak to zwykle bywa – Stany Zjednoczone. Husajn mógł być tym troszkę zaskoczony. Niektóre z sygnałów które otrzymywał od Amerykanów przed wojną mogły dać mu podstawę by uważać, że jego działania nie spotkają się z ich negatywną reakcją. Jak widać, mylił się.

    Jeżeli ktoś zastanawia się – czy Irak wygrałby wojnę z Arabią Saudyjską – odsyłam do artykułu „Dlaczego Arabowie przegrywają wojny?”. Co prawda zarówno Irak jak i KSA są państwami arabskimi, ale wszystkie „zarzuty” podniesione w tym artykule dotyczą Arabii Saudyjskiej podwójnie, jeśli nie potrójnie. Nietypowa, lekko feudalna struktura społeczna powoduje, że państwo to – oprócz bogatych członków rodziny królewskiej czy elity z nią współpracujących – ma bardzo mało „zwykłych” obywateli których – mówiąc wprost – można byłoby wysłać w kamasze i liczyć, że będą w stanie walczyć przynajmniej z pewnym zaangażowaniem, chociażby chroniąc własne rodziny. W porównaniu do armii irackiej, ówczesne Siły Zbrojne Arabii Saudyjskiej wyglądały po prostu biednie. Wróćmy do pierwszego akapitu. Stany Zjednoczone, chcąc przeprowadzić inwazję na obcy kraj, muszą uzyskać poparcie wobec takich działań w społeczeństwie. Tym bardziej, że państwo nie miał zostać przestawiony na tryby wojenne, jak w przypadku konfliktu globalnego. Natomiast społeczeństwo musiało wyrażać poparcia dla wysiłku finansowego oraz wysłania jankeskich chłopców do dalekiego, nieznanego im kraju. Teoretycznie, korzystając jedynie ze swoich uprawnień George Bush Senior mógł wysłać trochę żołnierzy do ochrony Arabii Saudyjskiej – co zresztą uczynił. Atak na inny kraj to już inna para kaloszy. Oczywiście kongres mógł wyrazić zgodę na inwazję nawet bez poparcia społeczeństwa – ale w demokracji funkcjonuje coś takiego jak wybory, a politycy lubią być ponownie wybierani.

    Niestety dla polityków, konflikt nie wzbudził zbyt dużego zainteresowania w społeczeństwie, nie mówiąc już o poparciu amerykańskich matek dla wysłania ich synów na wojnę do dalekiego kraju. Właśnie kończyła się zimna wojna, zelżały napięcia wiszącego przez ostatnie 40 lat w powietrzu konfliktu nuklearnego. Nie można się więc dziwić, że społeczeństwo nie chciało pchać się w kolejną wojnę. Poparcie dla interwencji w Iraku trzeb było zbudować. Nie jest to miejsce, żeby opisywać wszystkie działania podejmowane przez polityków w tym celu. Skoncentrujmy się jedynie na świadectwie złożonym przez Nayirah.

    10 października 1990 roku dziewczynka o imieniu Nayirah, złożyła swoje zeznania przed Senacką Komisją Praw Człowieka. Przedstawiła się jako 15 latka z Kuwejtu, która uciekła ze swojej ojczyzny po inwazji irackiej. Miała być wolontariuszką w szpitalu, i świadkiem zachowania żołnierzy irackich w szpitalu w którym pracowała. Po wdarciu się do szpitala mieli oni bardzo brutalnie traktować znajdujące się w nim dzieci, a w szczególności wyrzucać noworodki inkubatorów, co oczywiście kończyło się ich śmiercią.

    Nikt nie zwrócił uwagi, ze kuwejcka dziewczyna mówi dobrym i płynnym angielskim.

    Jej zeznania obejrzały miliony amerykanów, wielokrotnie powoływali się na nie politycy, w tym George Bush senior. Początkowo potwierdziły je również międzynarodowe organizacje ochrony praw człowieka, w tym Amnesty International (któremu jednak trzeba oddać, że potem zweryfikował swoje stanowisko). To, plus inne informacje o zbrodniach irackich doprowadziły w końcu do zbudowania poparcia w społeczeństwie Amerykańskim wobec wypowiedzenia wojny Irakowi.

    17 stycznia 1991 roku rozpoczęła się operacja Pustynna Burza. Masowe naloty Amerykanów, oraz współpracujących z nimi państw, w szczególności Brytyjczyków rozbiły wojska irackie, zmiękczając ich morale. Sama kampania lądowa była która, nie spełniły się przewidywania Hussajna który chciał zatrzymać Amerykanów na granicy iracko-kuwejckiej i zadać im jak największe straty, w celu wywalczenia korzystnego rozejmu. George Bush zrezygnował jednak ze zdobywania Bagdadu. 12 lat później jego syn podjął taką decyzję, w mojej opinii fatalną. Ale to temat na inne opracowanie. 28 lutego 1991 roku operacja oficjalnie zakończyła się, Husajn przyjął warunki rozejmu. Rodzina Królewska powróciła do Kuwejtu, a sporne tereny przygraniczne zostały przyznane Kuwejtowi. Na Irak zostały nałożone dotkliwe sankcje.

    Wróćmy jednak do naszej Nayirah. Pozwolę sobie na subiektywne wtrącenie – w jej przypadku wykorzystano pewnego rodzaju cechę społeczeństw zachodnich, w których cierpienie dzieci i kobiet „sprzedaje się” lepiej. Widać to nawet na przykładzie konfliktu w Syrii, gdzie obie strony uwielbiają podkreślać, że w wyniku działań antagonistów zginęli cywile, w tym xx kobiet i dzieci – tak jakby cierpienie mężczyzn cywilów było mniejsze. Dziwię się również, że nie spróbowano wykorzystać motywu przemocy seksualnej – przy czym 30 lat temu trochę inaczej odnoszono się do pewnych tematów, co tworzyło swoiste niebezpieczeństwo, że gdyby ktoś zaczął zadawać Nayirah bardziej szczegółowe pytania mogłaby poplątać się w zeznaniach.

    Wojna zakończyła się, Kuwejt był wolny, a Arabia Saudyjska bezpieczna. Śledztwa dziennikarzy doprowadziły jednak do ujawnienia prawdziwej tożsamości dziewczynki Nayirh. Jej imię prawdopodobnie było prawdziwe, natomiast sama dziewczynka okazała się córką kuwejckiego ambasadora w Stanach Zjednoczonych - Saud NasseraAl-Saud Al-Sabaha. Jej zeznania stanowiły część zorganizowanej przez założoną przez Kuwejcką rodzinę królewską organizacji Citizens for a free Kuwait, mającej zbudować poparcie dla sprawy Kuwejckiej w Stanach Zjednoczonych. Zasadniczą rolę w operacji miała odegrać agencja P&R owa Hill+Knowlton z siedzibą w USA, która była głównym organizatorem całej akcji Citizens for a free Kuwait. Nazwa tej firmy pojawiła się następnie przy okazji wojny na Bałkanach – miała ona budować poparcie dla państw które chciały oddzielić się od Jugosławii a więc de facto od Serbii. Na pewno będę chciał zgłębić ten temat i kiedyś pewnie coś o nim napiszę. Nie zmienia to jednak faktu, że powszechna w opinii publicznej ocena konfliktu na Bałkanach, zgodnie z którą to głównie Serbowie popełniali masowe zbrodnie podczas tego konfliktu jest mocno przejaskrawiona. Wszystkie strony – i Serbowie, i Boszniacy, i Chorwaci prowadzili brutalną działalność, nie wyrzekając się przemocy w tym również polegającej na dokonywaniu czystek etnicznych bądź ludobójstwa.

    Czy jednak Nayirah kłamała? Czy złożone przez nią świadectwo było jedynie wytworem propagandy? Cóż, dowiemy się za kilkadziesiąt lat, gdy amerykańskie archiwa zostaną otworzone. Wydaje się jednak, że biorąc pod uwagę jej sytuację rodzinną (córka ambasadora Kuwejtu w Stanach) prawdopodobnie nie było jej w Kuwejcie w momencie inwazji, nie mogła być więc świadkiem sytuacji o których mówiła. Co prawda sama agencja Hill+Knowlton twierdził, że jedynie pomagała Nayirah złożyć zeznania, nie wpływając na ich treść, jednakże jej prawdomówność podważają dodatkowo ustalenia dziennikarzy i organizacji ochrony praw człowieka. Otóż, faktycznie sytuacja noworodków w Kuwejcie była dosyć nieciekawa. Nie ma jednak podstaw by sądzić, że ich śmierć była spowodowana przez żołnierzy irackich, a wynikała głównie z ucieczki personelu medycznego, który zostawił je na pewną śmierć.

    Nie zmieni to jednak faktu, że historia Nayirah jest przykładem kampanii prowadzonej przez rząd, której celem jest zdobycie poparcia w społeczeństwie wobec polityki, którą rządzący chcą prowadzić. I w której często uciekają się do nieczystych zagrywek, byleby osiągnąć swój cel. Na koniec pozwolę sobie na prywatną opinię – otóż uważam, że przeprowadzona przez Amerykanów operacja w celu wyzwolenia Kuwejtu i ukrócenia potencjału militarnego Iraku była słuszna. Abstrahując już od zbrodni, które w rzeczywistości zdarzało się Irakijczykom popełnić w Kuwejcie (nie twierdzę, pisząc ten artykuł, że wojsko irackie postępowało wyłącznie po rycersku), sytuacja w której 2/3 światowych zasobów ropy znalazłaby się w rękach jednego człowieka rodziłaby poważne niebezpieczeństwo eskalacji napięć i konfliktów. To co mówię brzmi - niestety - trochę jak usprawiedliwianie przemocy, ale interwencja pozwoliła zgasić dalej idące konflikty w zarodku. Można też powiedzieć, że tym razem Amerykańska interwencja faktycznie miała poważne podstawy.

    Nagranie z przełuchania Nayirah.
    Dorzucam też fotkę mającą przedstawiać Nayirah "w cywilu" wraz z rodziną, wrzucone na tej stronie. Nie jestem w stanie zweryfikować, czy zdjęcie to rzeczywiście ją przedstawia, dlatego należy do niego podchodzić z dystansem. Podobieństwo jest jednak uderzające

    Na zdjęciu Nayirh w trakcie przesłuchania przez Senacką Komisję Praw Człowieka, źródło: wikipedia.

    Mam nadzieję, że tekst się spodobał, i po jego przeczytaniu nie jest zły/zła na zmarnowane kilka minut czasu .Wrzuciłem go również na portal Steemit. Jeżeli masz tam konto, wiesz do czego ten serwis służy, a tekst Ci się spodobał – będę wdzięczny za pozytywną ocenę.

    #irak #kuwejt #syria #iran #usa #arabiasaudyjska #wojna #bliskiwschod #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    Kontrolowaną przez rebeliantów Idlib może czekać kolejna runda starć pomiędzy samymi rebeliantami. Ustanowienie posterunków obserwacyjnych tureckiej armii blokuje dalsze postępy Syryjskiej Armii Arabskiej (rządowej), w związku z czym tamtejsi rebelianci powracają do tego, co zawsze dzieje się po porażkach na froncie, czyli do konfliktów wewnętrznych.

    W czwartek wieczorem, na zachód od Aleppo, na checkpoincie obsadzonym przez islamistów z Ruchu Nureddina Zengiego (Harakat Nur Ad-Din Al-Zenki, Zinki) zamordowany wraz ze swoją małżonką został egipski dowódca Komitetu Wyzwolenia Lewantu (Hayat Tahrir al-Sham, HTS) Abu Ayman Al-Masri. Członek Rady Szury HTS szajch Abdullah Al-Muhajsini wezwał natychmiast do rozprawienia się z konkurencyjnymi islamistami.

    W odpowiedzi na oskarżenia członek numer dwa organizacji Zinkich, Hossem al-Atrash, odpowiedział, że atak był przypadkowy. Zgodził się również wstępnie na przeprowadzenie niezależnego śledztwa w tej sprawie. Z pojednawczym tonem jego wypowiedzi kontrastuje jednak odpowiedź na podważanie przez HTS sensu istnienia posterunków obsadzanych przez Zinkich.

    Al-Atrash oskarża bowiem HTS o tajne porozumienie z syryjskim rządem, na mocy którego do prowincji Idlib wywiezionych miałoby być zielonymi autobusami 5 tysięcy bojowników Państwa Islamskiego z prowincji Dajr-az-Zaur, którzy mieliby następnie dołączyć do HTS, zmieniając układ sił w Idlib.

    Oba ugrupowania w przeszłości pozostawały sojusznikami, obecnie jednak Zinki dryfują w kierunku obozu pro-tureckiego. Turcja obecnie taktycznie toleruje istnienie HTS-u, nie ulega jednak wątpliwości że w dłuższym rozrachunku Ankara dążyć będzie do usunięcia dżihadystów rękoma "swoich" rebeliantów. #syria #turcja #bliskiwschod
    pokaż całość

    źródło: nedaa-sy.com

  •  

    To tak jeszcze przy okazji od Szewki

    Nad Eufratem w ataku na SDF/US brało udział ok 500 żołnierzy, 100 zginęło ( wg inf USA). W tym ok 80 SAA/ milicji, ok 20 Wagnera (znane nazwiska 12-14). Potem „dobrze poinf źródła” podają, że: 100 z Wagnera, 200, dziś 300. Do końca lutego zbierze się na dywizję

    #szewko #syria #bliskiwschod #rosjawsyrii właściwie to i heheszki mógłbym dodać. pokaż całość

  •  

    W 2016 roku @2PacShakur napisał FAQ do wojny w Syrii. Skończyliśmy już swój dżihad na tagu (KMWTW, OKWD), a ja mam niestety dużo wolnego czasu, także postanowiłem zrobić pewną aktualizację powyższego wpisu, opisującego co działo się w ostatnich dwóch latach, i starając się przewidzieć jak to się wszystko skończy.

    FAQ WOJNY W SYRII - AKTUALIZACJA NA 2018 R.

    Początkowo chciałem zrobić wszystko na raz, ale tylko ten wstęp ma blisko 8 stron czcionką 11, także jutro/pojutrze będzie druga część. Pierwsze 5 punktów dotyczy ogólnego podsumowania sytuacji. W dalszej części znajdują się konkretne odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania na tagu, takie jak: co z tymi workami? Dlaczego nikt ich nie zlikwiduje? Dlaczego Izrael lata jak u siebie i nikt do niego nie strzela? Kto walczy po stronie Tureckiej? Coś szerzej o ugrupowaniach rebelianckich? Co tam robią amerykanie? Czy naprawdę Rosjanie nie mają co robić tylko bombardują szpitale?

    Masz pytanie? Pisz! Odpowiem lub ktoś odpowie Ci w komentarzu.

    I teraz konkrety. Jeżeli jesteś mirkiem spoza tagu lub niezorientowanym za bardzo, najpierw przeczytaj wrzucony powyżej wpis. Nie będę tu kopiował wyjaśnienia skrótów, a posługuję się nimi w treści tego FAQ.

    Jednocześnie wyjaśniam pewną rzecz – śledzę wojnę w Syrii od dwóch lat. Nie jestem jednak aż takim specjalistą jak kilku naszych kolegów z tagu, którzy o 3 w nocy są w stanie wymienić wszystkie bojówki szyickie które walczą po stronie rządowej wraz dowódcami i imionami ich kochanek. Pisałem to podsumowanie z zamiarem lapidarnego i jak najprostszego przedstawienia sytuacji dla osób które nie śledzą tego konfliktu lub śledzą pobieżnie. Mam nadzieję, że to się udało.

    Jeżeli jesteś Mirkiem niezorientowanym, wejdź sobie na liveuamap.com, wybierz Syrię i obserwuj mapę, w tym cofaj się w czasie (opcja po prawej).

    W pierwsze kolejności opisuję Rządowych, potem Kurdów, Rebeliantów, ISIS, Turków.

    1.Mapka

    W załączeniu do wpisu mapka. Ta na dole przedstawia stan na luty 2016 roku, czyli okres kiedy @2pacshakur pisał pierwotne FAQ. Powyżej obecna sytuacja. Legenda:
    Kolor czerwony – pod kontrolą wojsk rządowych.
    Kolor żółty – pod kontrolą szerokorozumianych Kurdów. Cyferka 1 to Kurdowie na wschodzie, mający plecy i wsparcie Amerykanów i państw zachodnich. 2 to Kurdowie z kantonu Afrin, zwanego też Rożawą.
    Kolor zielony – Turcja i ich rebelianci.
    Kolor czarny – ISIS
    Kolor zielony – Rebelianci, w tym cyferka 3 to prowincja Idlib, główny obszar przez nich kontrolowany, zdobyty w 2015 roku. 4 to Wschodnia Ghouta i obóz Yarmouk. 5 to front południowy. 6 to tzw. na potrzeby tego opracowania „inne worki” – wyjaśnienie w drugiej części. 7 To Al Tanf, obszar pod kontrolą USA

    2.Kto walczy? U kogo ma plecy?

    Rządowi – Syryjska Armia Arabska wraz z milicjami, w szczególności szyickimi i Irańskimi. Mają plecy u Rosjan i Iranu, a w mniejszym stopniu u Lepszej Korei, Iraku, Białorusi, Chin. Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, także należy pamiętać, że sojusz irańsko-rosyjski jest dosyć kruchy. Iran chciałby zwiększać swoje wpływy, tak więc zależy im na utrzymaniu jak największej władzy Assada nad terytorium Syryjskim. Rosji zależy na utrzymaniu swoich wpływów i baz, co w gruncie rzeczy już teraz sobie zapewnili.

    Tutaj trzeba wyjaśnić jedną rzecz. Na ten mądry pomysł wpadli już dawno temu Francuzi i Hiszpanie, zakładając swoje legie cudoziemskie. O korzyściach wynikających z takiego postępowania przekonali się Amerykanie i ich sojusznicy (w tym Polacy) w Iraku i Afganistanie. O co chodzi? Gdy wyślesz żołnierza na wojnę i on zginie walcząc w oficjalnych siłach zbrojnych to jest przypał. Nawet w średnio demokratycznym kraju jak Rosja zaraz to wyjdzie i trzeba się tłumaczyć. A notowania są jak kiełbasa, nie odrosną tak łatwo. Putin może sobie mieć obecnie i 90% poparcia, ale jak go straci to nie będzie mu łatwo utrzymać władzy. Jak rozwiązać ten problem? Najemnikami, którzy ostatnio popularnie zwani są kontraktorami. Zamiast wysyłać swoich żołnierzy, lepiej zlecić pełnienie niektórych funkcji PMC (Private Military Company). Jak taki najemnik zginie to cóż, przykro nam, ale to nie nasz żołnierz, wiedział na co się pisze podpisując kontrakt na służbę w Syrii. Dlaczego o tym wspominam?

    Członków Rosyjskich sił zbrojnych w Syrii jest stosunkowo niewiele. To głównie piloci, sztabowcy (wspomagający żołnierzy Syryjskich nawet na poziomie batalionu – według informacji, Rosjanie traktowali interwencję jako pole szkoleniowe, i jako wsparcie przez syryjskie sztaby przewinęły się setki oficerów), obsługa systemów pplot (dlaczego Rosjanie nie strzelają do samolotów Izraelskich? będzie w drugiej części) i Siły Specjalnie. Większość Rosjan w Syrii, bezpośrednio wspierających Rządowych to żołnierze PMC, głównie zakładanych w Ameryce Południowej. Zwani są popularnie Wagnerowcami, od pseudonimu ich dowódcy – pułkownika Wagnera. Oficjalnie więc Rosjan w Syrii nie jest tak dużo, a przecież za legalnie działających z upoważnienia rządu Syryjskiego najemnikach Putin nie może odpowiadać . Ot, nie mamy pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobi?

    Kurdowie – na potrzeby tego wpisu podzielmy ich na Kurdów wschodnich oraz Kurdów z Afrin. Zanim jakiś prawilny mirek z tagu dostanie zawału na określenie „Kurdowie ze wschodu” – YPG, YPJ, PKK niezorientowanym nic nie powie, a te organizacje się przenikają. Jeżeli popatrzycie na mapę sytuacyjną, na północy na zielono zaznaczony jest obszar kontrolowany przez Turków (o tym niżej). Kurdowie na wschód od tego obszaru to proxy Amerykanów i państw zachodnich. Mają ich oficjalnie wsparcie. Zazwyczaj używa się wobec nich określenia „Rożawa”, czasami pod tym terminem rozumie się wszystkich Kurdów syryjskich, w tym tych o których mowa w akapicie niżej. Cyferka 1 na mapie.

    Ci z zachodu to Kurdowie z kantonu Afrin. Aktualnie są atakowani przez Turków. I przegrywają. Z wielu powodów, przede wszystkim ze względu na brak realizmu politycznego. Nie mają oficjalnego wsparcia Amerykanów, ani nikogo innego. O jakim braku realizmu mowa? Otóż, zamieszkujący ten kanton Kurdowie próbowali uzyskać wsparcie Stanów Zjednoczonych. Nie udało im się to. Zgodnie z doniesieniami, już od drugiej połowy zeszłego roku Rosjanie i Syryjczycy informowali ich, że Turcja szykuje się do inwazji i lepiej byłoby gdyby wrócili pod skrzydła. Syria jest nadal uznanym międzynarodowo państwem z legalnym rządem, także atak na terytorium Syryjskie byłby znacznie bardziej donośny w skutkach niż atak na prowincję pod kontrolą nieuznawanych przez nikogo Kurdów. Taka propozycja została jednak odrzucona. No i koniec końców skończą pod Tureckim butem. Mogą co prawda uciec do swoich ziomków ze wschodu, ale raczej chyba nie o to im chodziło. Cyferka 2 na mapie.

    Rebelianci. Odsyłam do prawilnego wpisu Mireczka @Ungern który opisuje losy tej opozycji syryjskiej, która była rzeczywiście umiarkowana i pro-syryjska a nie pro-islamska. Mówiąc w skrócie – została wybita lub wchłonięta przez radykalnych rebeliantów. Obecne siły rebeliantów głównie wokół organizacji Hayat Tahir al Sham (wcześniej pod nazwą Front Al Nursa, jest to de facto syryjska Al Kaida). Inni to Ahrar al Sham (z wieloma ugrupowaniami współpracującymi), Jaysh al-Islam (Armia Islamu), Turkistan Islamic Party.

    Jednym z powodów dla którego obecnie sytuacja rebeliantów jest bardzo zła są tarcia pomiędzy rebeliantami. Poza sytuacjami kiedy bronią się przed Rządowymi zazwyczaj zajmują się wzajemnym wybijaniem się. Jak brzmi nasze przysłowie „Rebelianci razem, ale nie tym razem”. Wspominam o tym specjalnie. Gdyby nawet rebeliantom udało się wygrać wojnę, zaraz wybuchłaby kolejna wojna domowa pomiędzy nimi. Te tarcia w zasadzie uniemożliwiają jakiekolwiek porozumienie pomiędzy nimi i prowadzenie wspólnych operacji.

    Często pojawia się pytanie – czy Ci radykalni rebelianci mocno różnią się od ISIS jeśli chodzi o postępowanie czy ideologię? Część rebeliantów (większość) chce zbudować państwo religijne, ale jedynie Syryjskie. Niektóre ugrupowania, tak jak ISIS chciałby jednak zbudować wielki kalifat, przy czym różnią się metodami którymi miałyby to osiągnąć.

    Jeśli chodzi o postępowanie, to posłużę się przykładem z mającej miejsce na początku sierpnia 2014 roku bitwy o Arsal – miasteczko Libańskie. Już wtedy radyklani rebelianci Syryjscy z organizacji Front al Nursa) bardzo się nie lubili, jednak jak widać potrafili się dogadać i podjąć wspólne działania w Libanie. Ich szturm na miasto Arsal został odparty przez Armię Libańską i lotnictwo syryjskie. Wycofując się, dżihadyści wzięli ze sobą kilku jeńców. Jaki był ich los? Ci złapani przez Al – Nursę zostali rozstrzelani. Państwo Islamskie swoim obcięło na żywca głowy. Wiadomo, lepiej zostać rozstrzelanym niż mieć odciętą głowę bądź zostać spalonym żywcem, ale skutek jest ten sam.

    Jeśli chodzi o różnice pomiędzy samymi rebeliantami, jak również między rebeliantami a ISIS oddajmy głos koledze @Ungern:

    Umiarkowani rebelianci, opozycja, islamiści, Al-Kaida, ISIS - czym to się od siebie różni?

    "Umiarkowani rebelianci to nazwa używana przez kraje wspierające syryjską rebelię na określenie tych z rebeliantów, którzy nie są w bezpośredni sposób powiązani z organizacjami terrorystycznymi takimi jak Państwo Islamskie czy Al-Kaida. Początkowo trzon żołnierzy rebelii stanowili dezerterzy z syryjskiej armii, w większości ludzie o poglądach świeckich i nacjonalistycznych. Jednak wraz z generalną amnestią ogłoszoną przez prezydenta Assada z syryjskich więzień wypuszczono setki, jeśli nie tysiące, aktywistów o poglądach islamistycznych. W ten sposób powstało wiele niezależnych grup rebelianckich, takich jak chociażby Dżajsz al-Islam, które odrzucały przywództwo polityków syryjskiej opozycji. Pod koniec roku 2011 do walk przeciwko siłom rządowych dołączyła Al-Kaida, tym samym stawiło to państwa wyjątkowe w niezręcznej sytuacji. Aby uniknąć oskarżeń o wspieranie terrorystów ukuto więc termin "umiarkowani rebelianci". Chociaż moim zdaniem trafniejszą nazwą byliby rebelianci nacjonalistyczni.

    Opozycja zaś to politycy opozycjni, zgromadzeni w Syryjskiej Koalicji Narodowej na Rzecz Opozycji i Sił Rewolucyjcnych. Jest to swego rodzaju syryjski opozycjny rząd na uchodźtwie, który obecnie ulokowany jest w Stambule. Politycy w nim zasiadający mają w większości poglądy świeckie, nacjonalistyczne i konserwatywne. Ich wpływ na działania w Syrii jest jednak niewielki, bojownicy Wolnej Armii Syryjskiej uznają ich przywództwo tylko formalnie, natomiast islamiści odrzucają całkowicie ideę świeckiego rządu.

    Wspomniana wcześniej syryjska Al-Kaida obecnie występuje pod zmienioną nazwą i jako Hayyat Tahrir Al-Sham pozostaje w konflikcie z Państwem Islamskim. Do rozłamu doszło po ogłoszeniu przez PI restauracji kalifatu. Mimo zbieżnych celów, czyli ustanowienia państwa w którym władza opierałaby się na nauczaniach Koranu i prawie szariatu, Al-Kaida i ISIS różnią się jednak metodami jakimi miałyby te cele zostać osiągnięte. W dużym skrócie ISIS zakłada nadejście Kalifatu od góry - utworzenie państwa islamskiego, które byłoby awangardą i narzucałoby prawo szariatu na podbitych terytoriach. Al-Kaida zaś widzi nadejście państwa islamskiego od dołu, stąd wielki nacisk kładziony jest na przekonywanie ludności poprzez akcje "ewangelizacyjne", charytatywne a także zdecydowanie większa elastyczność jeśli chodzi o zawieranie sojuszu z siłami trzecimi.

    To pozostawia nam ostatnią z grup, czyli rebeliantów islamistycznych. Do tego szerokiego zbioru zaliczyć możemy organizacje takie jak wspomniana wyżej Dżajsz Al-Islam, Ahrar al-Szam, Harakat Nur Ad-Din Al-Zinki i wiele innych. Ich celem jest utworzenie w Syrii państwa opartego o prawo szariatu, lecz byłoby to państwo syryjskie. Najbliższym rzeczywistym ekwiwalentem takiego państwa byłby Egipt rządzony przez Bractwo Muzułmańskie po obaleniu prezydenta Mubaraka lub w wersji mniej demokratycznej Irak Saddama Husajna po roku 1991. Demokratyczność takiego państwa, na przykładzie programu Ahrar al-Sham, zakładałaby istnienie systemu politycznego opartego na prawie szariatu, w którym to systemie wyborcy wybieraliby swoich przedstawicieli, którzy ów szariat mieliby egzekwować. W przeciwieństwie do zwycięstwa terrorystów, po zwycięstwie islamistów Syria starałaby się utrzymywać zapewne poprawne relacje z resztą świata, gdyż ich celem nie jest utworzenie globalnego kalifatu."

    Niedobitki dawnej umiarkowanej opozycji znajdują się na południu, przy Wzgórzach Golan. Kilka organizacji działa w prowincji Idlib. Trudno jednak powiedzieć na ile faktycznie zachowali oni swój umiarkowany charakter, a na ile są już dawno przejęte przez radykałów, ale nadal działają pod starą nazwą – dla PRu. Co najważniejsze, nie mają one zbyt dużej siły i będą istniały tak długo, jak radykalni na to pozwolą.

    ISIS. Państwo Islamskie poniosło przez ostatnie dwa lata strategiczną klęskę. Nie istnieje już jako organizacja terytorialna z wyjątkiem trzech worków (dlaczego rządowi nie likwidują worków? Będzie w części drugiej). Obecnie działają tak jak Al-Kaida – opierają się na terrorze i zamachach. Zwiększają również swoją działalność w Afganistanie i na Filipinach. Na Filipinach udało im się również przejściowo opanować miasto Marawi.

    Turcja – Turcja wspiera część rebeliantów, w szczególności z ugrupowania Ahrar al Sham. Mogą dążyć do zachowania poprzez te ugrupowania kontroli nad częścią Syrii, żeby rozszerzyć swoje wpływy na obszarze bliskiego wschodu. Innymi słowy, po Cyprze Północnym będziemy mieli Syrię Północną. Czy tak się stanie? Tego nikt nie wie. Czy dogadają się z Assadem z którym kiedyś byli najlepszymi kumplami? Nikt tego nie wie.

    A ich stosunek do Kurdów? Przed przewrotem Ataturka Imperium Osmańskie było państwem w którym twoja pozycja w dużym stopniu zależała od wyznawania Islamu. Dlatego Kurdowie żyli w nim normalnie, mieli normalną pozycję. To oni byli jednymi z wykonawców rzezi Ormian. Nie piszę tego by ich o to obwiniać, lecz dać zarys sytuacji. Co prawda już wtedy w Imperium Osmańskim było coraz wyraźniej zarysowane działania sił pro-narodowych, ale technicznie Imperium jeszcze istniało.

    Po zmianie torów – z państwa religijnego na państwo narodowe, rozpoczął się konflikt turecko-kurdyjski. Przymusowa nauka języka, ograniczanie praw ludności nie-tureckiej. Konflikt ten ciągnie się do dzisiaj.

    Dochodząc do konkluzji. Nie wiemy co stanie się z Kurdami po wojnie – czy pozostaną neutralni, czy będą mieli własne państwo, czy dogadają się z rządowymi. Dlatego powstanie każdej niezależnej formy państwowości Kurdyjskiej jest dla Turcji ogromnym zagrożeniem, powodując wzrost napięcia i tendencji do przyłączenia się Kurdów tureckich do nowego państwa, a w konsekwencji oderwania blisko 1/3 terytorium Tureckiego od państwa. Skutkiem tego były dwie operacje przeprowadzone przez Tureckie wojsko, których celem jest ukrócenie niezależności Kurdów. Opisałem je niżej.

    3.Co się zmieniło?

    Wszystko. Wojna się wyklarowała i zmierza ku końcowi. Po pierwsze, w grudniu 2016 roku wojska rządowe ostatecznie odbiły Aleppo. Jaki był tego skutek? Zwolnienie tysięcy żołnierzy którzy mogli być przerzuceni na inne linie frontu. Przede wszystkim jednak – gdyby Rebelianci opanowali Aleppo, wojna musiałaby się zakończyć przynajmniej remisem na ich korzyść. Rządowi nie mieliby szansy na odbicie takiego miasta jak Aleppo, chyba, że Rosjanie przysłaliby im regularne wojska, czego jednak nie zrobią.

    Jeśli chodzi o odbicie Aleppo – odsyłam do wpisu @60groszyzawpis, który również umieścił tam linki do innych wpisów, w których wyczerpująco wyjaśniono przebieg bitwy o Aleppo, aż do zdobycia miasta przez wojska wierne rządowi.

    Zwolnione jednostki, w szczególności Tiger Forces ruszyły na ISIS na terenach na zachód od Eufratu, odbijając w te tereny w całości, a w szczególności przełamując 4 letnie oblężenie Deir er Zor. Dodatkowo, tutaj dużo informacji jeszcze sprzed przełamania, aktualnych również po nim]. Niestety, bohaterski generał Zaharedine dowodzący oblężonymi jednostkami wkrótce potem zginął. Na pierwszej linii, tak jak kochał żyć. Kilka lat życia na pierwszej linii w oblężonym mieście, by ponieść śmierć na minie. Niestety, nie doczekał wyzwolenia swojego ukochanego miasta, które ostatecznie zostało wyczyszczone z sił Państwa Islamskiego kilka tygodni później.

    Na marginesie – generał Zaharedin miał pewną zaletę w porównaniu do innych dowódców Syryjskich. Nie chodzi tylko o to, że oprócz Suheil al-Hassan (pseudonim „Tygrys”, od którego wzięła nazwę jednostka „Tiger Forces” – elita armii Syryjskiej, jedyny oddział który w miarę można nazwać wojskiem w rozumieniu Europejskim) był najlepszym dowódcą polowym. Otóż – nie można mu nic zarzucić. Walczył, wygrywał, przegrywał, ale nie można mu przypisać nawet teoretycznej odpowiedzialności za jakiekolwiek zbrodnie przeciwko cywilom.

    Na dzień dzisiejszy, obszary na zachód od Eufratu aż po wybrzeże Morza Śródziemnego, za wyjątkiem worków i prowincji Idlib i Afrin znajdują się pod kontrolą wojsk rządowych.

    Oczyszczono również kilka mniejszych worków, między innymi odzyskano kontrolę nad dostawami wody do Damaszku – wcześniej kontrolowanym przez rebeliantów z worka Wadi Barada. Przede wszystkim jednak, za wyjątkiem Wschodniej Ghouty i obozu Yarmouk zlikwidowano wszystkie malutkie worki wokół stolicy. Dzięki temu zwolniono tysiące żołnierzy które można było przesunąć na inne fronty, jak również zapewniono stosunkowy spokój stolicy. Podkreślić należy, że w tych małych workach wokół stolicy siedziały głównie oddziały starej opozycji. W większości zawarli oni porozumienie z Rządem – bardziej radykalny element wyjechał do prowincji Idlib, reszta… walczy w szeregach SAA. Tak, to dosyć częsty scenariusz dla dawnych umiarkowanych rebeliantów. Śmierć, dołączenie do radykalnych, bądź powrót pod rozkazy Damaszku.

    W wyniku ostatniej ofensywy zdobyto około 1/3 prowincji Idlib (3 na mapce) – głównego terytorium Rebeliantów, zdobytego po ofensywie w 2015 roku. Zabezpieczono również drogowe połączenie pomiędzy Libane-Syrią-Irakiem-Iranem. A to bardzo nie spodobało się Amerykanom, Saudyjczykom i Izraelowi. O tym w następnych częściach FAQ.

    Rebelianci od utraty Aleppo tylko raz spróbowali jeszcze podjąć ofensywę na większą skalę – w kwietniu 2017 roku w północnej Hamie/południowym Idlib. Zakończyła się ona ich całkowitą klęską. Rozmiary tego opracowania uniemożliwiają bardzo dokładne opisanie sytuacji militarnej każdego z ugrupowań Rebelianckich i przez pryzmat tego ocenę ich możliwości militarnych. W skrócie – jest chujowo, i wcale nie stabilnie. Rebelianci nie mają już sił na podejmowanie jakichkolwiek działań zaczepnych. Stracili większość sił pancernych, a to co mają stanowi łakomy kąsek dla lotnictwa. Właściwie poza wspomnianą wyżej ofensywą od upadku Aleppo nie są w stanie podjąć jakiejś większej ofensywy. To już nie czasy, gdy koalicja rebeliantów pod nazwą "Armia Podboju" była w stanie poważnie zagrozić Aleppo (więcej informacji o tym w zalinowanym powyżej wpisie). Ustawiczne tarcia pomiędzy nimi doprowadziły do sytuacji, którą można porównać z sytuacją która panowała w Europie we wrześniu 1944 roku. Wszyscy wiedzieli, że Niemcy przegrają, potrzeba na to było jednak jeszcze trochę czasu.

    Rebelianci są jednak w stanie w dalszym ciągu się bronić, i to w sposób bardzo skuteczny. Największy problem sprawia zdobywanie terenów miejskich, w których rebelianci stworzyli gęstą sieć okopów i innych punktów obrony.
    Państwo islamskie utraciło blisko 100% swojego terytorium a na pewno 100% terytorium o znaczeniu strategicznym, na którym możliwe byłoby utrzymanie jakiejkolwiek państwowości. Pozostały im trzy worki, które czekają na likwidację. Jeżeli spojrzycie na mapę z 2016 roku i porównacie ją z obecną sytuacją, widać jak wielką klęskę poniosło Daesh. Nie istnieje już jako organizacja terytorialna. Obecnie organizacja koncentruje się na zwiększeniu swoich wpływów w Afganistanie i na Filipinach, oraz prowadzeniu terroru i destabilizowaniu sytuacji w Syrii.

    Największą aktywność ISIS podejmuje na obszarze na wschodzie Eufratu, na granicy Iracko-Syryjskiej, skąd nie zostali jeszcze wyparci przez Kurdów. Dlaczego nie zostali? Otóż to zagadka na którą nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Jedną z możliwości jest wycofanie wsparcia lotniczego przez Amerykanów, bez którego Kurdowie tracą 75% swoich możliwości. Wspomnę o tym w następnych częściach.

    Turcja w Syrii. Wiem, że się powtarzam, ale opisanie całościowe polityki Tureckiej wobec Syrii i Kurdów to co najmniej praca na habilitację. Może jeden mirek, który pomagał mi w pisaniu tego FAQ wolnych chwilach pomiędzy drukowaniem faktury wziąłby się za to – zobaczymy

    Dla Turcji kwestią strategiczną, może nie życia i śmierci ale przynajmniej zdrowia jest niedopuszczenie do powstania jakiejkolwiek organizacji quasi państwowej Kurdów. Dlaczego? Kurdowie rozrzuceni są po trzech państwach – Turcja, Irak, Syria i w mniejszym stopniu Iran.

    Powstanie Kurdyjskiej organizacji quasi państwowej na obszarze któregoś z w/w państw skutkowałoby dążeniem Kurdów zamieszkujących Turcję do przyłączenia się do niej, a więc jeszcze dalej idącą wojną domową w Turcji. Warto przypomnieć, że Kurdowie zamieszkują około 1/3 terytorium Turcji. Nie muszę mówić, że żadne państwo nie odda bez walki takiego obszaru swojego terytorium.

    W celu zapobieżenia tym planom Turcja na przełomie 2016 oraz 2017 roku przeprowadziła operację Tarcza Eufratu. Dzięki niej zajeli tereny zaznaczone na mapce kolorem zielonym Jaki był tego skutek? Oficjalnie Turcja wystąpiła przeciwko Państwu Islamskiego, które zajmowało wtedy te tereny. W praktyce chodziło o uniemożliwienie połączenia się Kurdów ze wschody z tymi z kantonu Afrin. I to się udało.

    W związku z brakiem takiego połączenia, oraz na skutek klęski prowadzonej polityki i nie uzyskaniu „pleców” kogoś silniejszeg, Kurdowie z Afrin pozostali bez wsparcia jakiegokolwiek duże gracza na arenie międzynarodowej. Od dłuższego czasu Turcja szykowała się do inwazji na ten kanton. Ostatecznie operacja pod kryptonimem „Gałązka Oliwna” (mają tupet, co nie?). Idzie im na razie bardzo powoli, ale taka jest taktyka walki Turków – wykryć punkt oporu (a nawet wycofać się z zajętych pozycji), po czym wezwać wsparcie lotnicze i zrównać obszar z ziemią. W trakcie wcześniejszej operacji taka taktyka doprowadziła do ogromnych szkód materialnych i cywilnych. Weźmy chociażby jako przykład szpital w Al-Bab o którego toczyły się ciężkie walki który został totalnie zrujnowany. Jest to tym bardziej smutne, że kanton Afrin do tej pory nie zaznał wojny i zniszczeń.

    Nikt jednak nie ma wątpliwości, że Turkom uda się osiągnąć zakładane cele i w całości pokonać broniących tej prowincji Kurdów. Piękna w teorii, socjalistyczno-femisnistyczna rewolucja Kurdyjska w tym kantonie napotkała na poważną przeszkodę – rzeczywistość - i skończyła się nim na dobre zaczęła. Gorąco polecam artykuły Mireczka @JanLaguna na tagu #bitwaoafrin, który regularnie przedstawia przebieg walk w bardzo przystępny sposób.

    Jednocześnie Turcja przebąkuje, że po rozprawieniu się z Kurdami z Afrin ruszy na tych ze wschodu kraju. Czy to zrobi? Nie wiemy. Tamci mają plecy u Amerykanów. Z drugiej jednak Strony amerykanie nie zaryzykują konfliktu z Turcją bo jest dla nich nieskończenie ważniejsza niż Kurdowie. Erdogan oficjalnie stwierdził, że celem Turków jest stworzenie 20-30 kilometrowego buforu na granicy Turecko – Syryjskiej a pozostałe tereny wrócą do Syrii. Nie powiedział co prawda do której, bo równie dobrze może być to stworzona przez niego Syria Północna. Pojawiają się też doniesienia, że na zajęte tereny ma zamiar przesiedlić uchodźców z Syrii którzy schronili się w Turcji. Jaki byłby tego skutek? Otóż tereny te z terenów z większością Kurdyjską zmieniłyby się w tereny na których występuje po równo Arabów i Kurdów. A pamiętajcie – Arab zawsze wybierze Araba, a Kurd Kurda. Innymi słowy – zanim Kurdowie chcieliby podjąć jakiekolwiek działania polityczne na swoim obszarze, musieliby wcześniej dogadać się lub pokonać Arabów. A to nie takie proste.

    „No dobrze pan_kleks, ale jak to się skończy?” pomyślała pewnie część z was. Otóż spieszę wyjaśnić – nie wiemy. Nie wiemy jak zakończy się konflikt turecko-kurdyjski. Czy Erdogan weźmie Kurdów pod tureckiego buta? Czy stworzy quasi państwo rządzone przez niego marionetkowo? Czy dogada się z Syrią? Czy Kurdowie wspierani przez Amerykanów dogadają się z Syrią? Nikt z nas, nawet największy specjalista tego nie wie. Jest tutaj tyle zmiennych i nie wiadomych że jest to po prostu wróżenie z fusów.

    „A twoim zdaniem pan_kleks”? Moim zdaniem Turcja dostanie 30 km zdemilitaryzowany bufor na granicy. Mam nadzieję, że Kurdowie ze wschodu ogarną trochę realizmu politycznego, a Rosja pogrozi Assadowi, i Kurdowie się z Assadem dogadają, tworząc państwo federalne. To jedyna szansa na zachowanie jakichkolwiek praw i wolności dla Kurdów, bo takowych pod Tureckim butem nie ma. A wolnego Kurdystanu nie będzie.

    4.Kto z kim walczy?

    Rządowi walczą z Państwem Islamskim (chociaż teraz lepiej mówić, że z jego pozostałościami), Rebeliantami (przy czym z tymi mniej radykalnymi albo mają zawieszenia broni, albo często dogadują się i udzielają im amnestii i wcielają do swojej Armii). Z Kurdami jak na razie oficjalnie nie walczą, a ich stosunki można określić jako neutralno-w miarę przyjazne. Ale czy taka sytuacja się utrzyma? Czy wybuchnie wojna Kurdyjsko-Syryjska? Czas pokaże.

    Turcja walczy z Kurdami. Kiedyś walczyła z Państwem Islamski ale już go nie ma na północy kraju. Z rebeliantami w części współpracuje, co do pozostałych nie podejmuje działań zastępczych.

    Rebelianci – to zależy Ale zasadniczo walczą z rządowymi, Rebelianci Tureccy walczą z Kurdami, część Rebeliantów walczy z ISIS. Głównie jednak rebelianci zajmują się wybijaniem siebie nawzajem.

    Kurdowie – Ci z Afrin obecnie walczą z Turcją. Ci ze wschodu obecnie przez tereny rządowy dostarczają tamtym wsparcie. Oprócz tego, tym ze wchodu zostało do oczyszczenia jeszcze trochę pustyni po swojej stronie, czego z niezrozumiałych względów nie robią.

    ISIS walczy dla odmiany z każdym :)

    5.Podsumowanie.

    Wojska rządowe odniosły strategiczne zwycięstwo w ostatnich dwóch latach. Odbiły Aleppo, zniszczyły Państwo Islamskie na zachodnim brzegu Eufratu i obecnie kontrolują większość zachodniej części Kraju. Kurdowie wspierani przez Amerykanów zrobili to samo na większości wschodniego brzegu.. Obecnie nie ma wątpliwości, że Assad lub ktoś inny wspierany przez Rosjan utrzyma się u władzy (Rosja może chcieć PRowo wymienić Assada na kogoś innego, nadal im wiernego, ale lepiej się do tego nadającego. Chociażby na Tygrysa, bohatera z Aleppo i pogromy Państwa Islamskiego).

    Turcja dorzuciła swoje trzy grosze i prowadzi anty-kurdyjską politykę. Amerykanie mają swoje proxy w postaci Kurdów na wschodzie kraju.

    Rebelianci ponieśli klęskę, nie posiadają już zdolności ofensywnych, chociaż nadal są w stanie skutecznie się bronić i nikt nie mówi, że rozprawa znimi będzie szybka.

    Państwo Islamskie utraciło swoje terytorium i przechodzi do działań partyzanckich.

    Kiedy się to wszystko skończy? Teoretycznie mogłoby w tydzień. W praktyce – nie wcześniej niż w 2019 roku, a moim zdaniem w 2020 roku. A w jaki sposób? Jeżeli oczekiwałeś drogi Mirku lub Mirabelko na stanowczą odpowiedź, to niestety Ci jej nie udzielę. Assad lub ktoś kto zajmie jego miejsce utrzyma raczej władzę nad Damaszkiem. Turcja pewnie zabezpieczy się przed Kurdami. A Kurdowie, Turcja? Naprawdę trudno powiedzieć. Jest tu tyle zmiennych i sprzecznych interesów Państw, że naprawdę trudno zawyrokować.

    Moim zdaniem z części prowincji Idlib powstanie swoista „Syria Północna” gdzie będą rządzili rebelianci wspierani przez Turcję. Podobnie będzie z obszarem przy Wzgórzach Golan, ale tam pieczę nad rebeliantami będzie miał Izrael. Turcja utworzy sobie pas bezpieczeństwa od Kurdów. A sami Kurdowie jakoś dogadają się z rządem centralnym (w dużej mierze pod przymusem Rosji) i stworzą państwo federacyjne, z zastrzeżeniem, że kontrolę nad częścią pól naftowych będzie sprawować USA.

    Uff, opisałem się. Mam nadzieję, że mój wpis pomoże wam zrozumieć podstawy tego co dzieje się w Syrii obecnie. Na pewno rozwinę to FAQ, to co znajduje się powyżej to podstawa.

    I wiem, że powtarzam się po raz kolejny ale jeżeli oczekiwałeś/oczekiwałaś prostych i klarownych odpowiedzi jak skończy się ten konflikt, to niestety nie można takich udzielić. Dziesiątki zmiennych po prostu to uniemożliwiają. Najlepiej obserwować tag, wpisy mireczków wymienionych powyżej i wkrótce na pewno wyrobisz sobie swój pogląd

    Ogromne podziękowania dla @Ungern (kilka fragmentów jest pisana w mocnej współpracy z Mirkiem, a fragment o różnicach jest jego), @60groszyzawpis @CocoJumbo20 @2PacShakur @papier96 @ruskiagent1917 za pomoc. Jeżeli o kimś zapomniałem to od razu dodam! :) I przepraszam za wszystkie literówki.

    #syria #syriafaq #bliskiwschod #kurdystan #turcja #wojna #geopolityka
    pokaż całość

    •  

      @pan_kleks8: "Dyktatora może nie koniecznie, ale jakąś autorytarną władzę chyba niestety tak"
      Czemu niestety? Twierdzenie, że metodę demokratyczną można uznać za najlepszą w wyłanianiu reprezentacji politycznej jest bardzo dyskusyjne. Nie ma czegoś takiego jak państwo demokratyczne, nie ma takiej państwowości gdzie metoda większościowa zastępuje wszystkie instytucje. Najlepszym rozwiązaniem dla Syrii byłaby republika z autorytarnym, bardzo silnym ośrodkiem prezydenckim. Zresztą dla Polski również. pokaż całość

    • więcej komentarzy (76)

  •  

    Piotr Ryczek i kolejny film, tym razem o syryjskim Kurdystanie.

    #syria #kurdystan #bliskiwschod

    źródło: youtu.be

  •  

    Bojownik Huti nie zważając na ostrzał, ewakuuje z placu boju swojego rannego towarzysza, niosąc go na ramieniu.

    #jemen #bliskiwschod #huti

    źródło: youtube.com

  •  

    1. Bądź mną
    2. Pracuj na statku, stój w porcie w rejonach #bliskiwschod
    3. Miej łącze 128kbps na cały statek (prawie 30 chłopa)
    3,14. Już za mięsiac posiedzę tu tylko dwa miesiące
    4. Oprócz gorących (bez śmiesznych obrazków) i messengerów nic nie da się porobić
    5. Dostań wiadomość od kumpla "hehe anon żeby ci popsuć humor to powiem, że za kilka godzin są skoki"
    6. Przypomnij sobie jak w styczniu oczy szkliły ci się po wygraniu przez Stocha TCS
    7. Pełna mobilizacja, jest jakaś satelitarna tv. Nikt z niej nie korzysta ale spróbować warto.
    8. Odpalasz 69" tv i dekoder - 2000 kanałów, czujedobrzeczlowiek.aiff
    9. Przeglądnij wszystkie kanały, w tym kilkanaście sportowych, nic nie ma
    10. Oglądaj wielbłądy na pustyni zamiast olimpiady
    11. Brak profitu, picrel.
    #pjongczang2018 #przegryw
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  
    zmartwychwstalin

    +9

    #ciekawostki #budownictwo #wojna #bliskiwschod
    Współczesne zamki na pograniczu turecko-irackim. To samo przeznaczenie, taka sama forma.

  •  

    Od jakiegoś czasu czytam te brednie od #neuropa "jezus nie był biały he he" żeby zbić oburzenie o umiejscawianie murzynów w rolach historycznych postaci choćby w średniowieczu czy prezentując jak w serialu HBO "Brytania" legiony rzymskie w 50% czarne, gdzie starożytny Rzym w Afryce to podbił ale północną Afrykę w której nawet dziś murzynów jest jak na lekarstwo a i w legionach raczej jak byli to jako jednostki (O jakieś informacje na ten temat jakby to była jednak prawda proszę @IMPERIUMROMANUM ).

    Oczywiście ci pseudointeligenci nie widzieli w życiu Żyda a tym bardziej Aramejczyka. Tak więc pokazuję i objaśniam. Tak wyglądają Aramejczycy, tak są biali tak samo jak Grecy, Włosi, Gruzini, Rumuni czy Hiszpanie.

    #4konserwy #bekazlewactwa #bliskiwschod
    pokaż całość

    źródło: aramejczycy.jpg

  •  

    Islamskie banki mają zakaz pobierania odsetek. Tak stanowi Święta Księga Islamu, w której znajduje się zapis, stanowczo potępiający pobieranie odsetek od kapitału (arab. riba). Taka konstrukcja zakazów religijnych, utrudniała funkcjonowanie tradycyjnych banków, które były niemile widziane przez ortodoksyjnych muzułmanów.

    Receptę na pogodzenie reguł koranicznych z zasadami bankowości, znaleziono dopiero w połowie lat 70. minionego wieku.Cały artykuł znajdziecie tutaj, a oto fragment na temat jednego z mechanizmów, omijającego zakaz z Koranu.

    W przypadku opisywanego schematu kredytowania, klient najpierw wybiera sobie lokum i przekazuje ostateczną decyzję do banku. Islamscy bankowcy najpierw kupują wybraną nieruchomość, a później odsprzedają ją klientowi po wyższej cenie. Taka dodatkowa premia dla banku jest uzależniona m.in. od długości okresu kredytowania. Później docelowy nabywca lokum wpłaca swój wkład i staje się właścicielem mieszkania. Spłata pozostałego długu przebiega w regularnych ratach.

    Wykop: https://www.wykop.pl/link/4137171/islamskie-banki-pozyczaja-bez-odsetek-o-przenikaniu-sie-bankowosci-i-koranu/
    #prawo #ciekawostki #nieruchomosci #islam #koran #religia #finanse #pieniadze #kredyt #bliskiwschod #banki #przepisy #muzulmanie
    pokaż całość

  •  

    Potwierdzają się słowa wielu osób, które bliżej śledzą sytuację w Libanie i Izraelu - IDF powoli planuje atak na Liban, gdyż Hezbollah stał się zbyt silny.

    Rzecznik armii izraelskiej (IDF) gen Ronen Manelis zapowiada, że Izrael rozpocznie wojnę z Libanem jeśli w Libanie wzrośnie obecność Iranu.
    #syria #liban #bliskiwschod #szewko pokaż całość

  •  

    Widzieli niusa? Saudyjczycy wspierają sprzętem irańskich Kurdów ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Tehran, Jan 24, IRNA – Iranian intelligence forces discovered two shipments, including bomb and explosives, in eastern and western Iran.
    The explosives were transferred to Iran for performing terrorist attacks in public places.
    During the first operation, 23 remote-controlled bombs which were transferred through eastern borders by Saudi intelligence services to create insecurity inside the country were discovered.
    In the second operation, equipments required for making bombs, including TNT, C-4, explosive kits and 150 explosive boosters were confiscated in Marivan, western Iran.
    41grenades, 31 Kalashnikov magazines, 4 RPG bullets and some weapons were also discovered from the terrorist group in western Iran.


    http://www.irna.ir/en/News/82807244

    #iran #bliskiwschod #kurdystan
    pokaż całość

  •  

    Ostatni lot Abdullaha Ocalana

    Obecnie dużo mówi się o tureckiej inwazji w północnej Syrii. Kilka lat temu groźba podobnego zdarzenia doprowadziła do opuszczenia przez PKK tego kraju, więc postanowiłem napisać tekst o tym co się działo z Abdullahem Ocalanem po jego exodusie z Damaszku. Tekst jak zwykle długi, ale mam nadzieję że ciekawy. Oczywiście na końcu, w spoilerze, jak zwykle TL;DR dla tych którzy nie mają czasu czytać takiej ściany.

    Zamach stanu, który ustanowił władzę wojskowych w Turcji w 1980 miał poważne konsekwencje dla całej tureckiej sceny politycznej, w tym także lewicowej nacjonalistycznej organizacji, Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która od niedawna prowadziła zbrojną walkę o niepodległość kurdyjskiej mniejszości zamieszkującej południowy-wschód kraju. Przejęcie władzy przez turecką armię wymusiło reorganizację struktur Partii i przeniesienie jej kierownictwa do sąsiadującej, skonfliktowanej z Turcją, Syrii rządzonej przez prezydenta Hafiza al-Assada. Syryjczycy wykorzystywali PKK jako element nacisku na swojego północnego sąsiada, szkoląc kurdyjskich bojowników w obozach w Libanie czy dostarczając im niezbędne uzbrojenie. Najważniejszym z Kurdów przebywających w Syrii był zamieszkały w willi pod Aleppo sam przewodniczący PKK – Abdullah Ocalan, ps. Apo.

    Latem 1998 sytuacja wyglądała jednak zgoła inaczej. Pojmanie przez tureckie służby jednego z dowódców PKK, Semdina Sakika, było nie tylko propagandowym sukcesem rządu w Ankarze, ale pozwoliło również na zdobycie bezpośrednich dowodów na to, że Damaszek wspiera PKK dostawami uzbrojenia. Wiele wskazywało na to, że Turcja zacznie wywierać nacisk na Syryjczyków, w odpowiedzi na co prezydent Assad rozkazał zamknięcie libańskich obozów szkoleniowych PKK. W połowie września, w przemówieniu wygłoszonym w tureckiej bazie nieopodal syryjskiej granicy, dowódca wojsk lądowych Turcji, generał Attila Ates, oskarżył Syrię o „nadużywanie tureckiej dobrej woli”. Kilka dni później, szef sztabu, generał Huseyin Kirvikoglu mówił już wprost o „niewypowiedzianej wojnie” jaką Damaszek prowadzi przeciw Turcji, sugerując że ta posiada prawo do obrony. Zaostrzenie tureckiej retoryki szło w parze z rozmieszczeniem wzdłuż granicy 10 tysięcy dodatkowych żołnierzy.

    Do Damaszku pośpiesznie przyleciała delegacja Europejskiego Komitetu PKK (oficjalnie znanego jako Front ERNK), gdzie odbyła się pilna narada z udziałem samego Ocalana. Mimo powagi sytuacji i coraz częściej dochodzących głosów, że żaden arabski kraj nie jest zainteresowany obroną Syrii przed ewentualnym tureckim atakiem, Ocalan bagatelizował problem, stwierdzając że powtarza się z dawna utarty schemat – Turcy mobilizują się przy granicy, wydają groźnie brzmiące oświadczenia a następnie nie robią nic i sytuacja pozostaje bez zmian.

    W październiku przedstawiciele egipskiego wywiadu potwierdzili Syryjczykom swoje przypuszczenia, że tym razem tureckie plany interwencji zbrojnej są realne. W tym momencie stało się jasnym, że poświęcenie Ocalana będzie najbardziej rozsądnym krokiem. Damaszek dał kurdyjskiemu przywódcy jasno do zrozumienia, że „albo wybuchnie wojna między nami a Turkami albo samemu będziemy zmuszeni Cię aresztować i wydać Turcji”. 19 października Ocalan opuścił Syrię w taki sam sposób jak do niej przybył 18 lat wcześniej – po cichu i pod turecką presją. Potwierdzenie tego faktu zajęło Turkom dobrych kilka dni. Również bojownicy PKK, toczący w tym czasie walki przeciwko Peszmergom lojalnym wobec przywódcy irackiego Kurdystanu, Massuda Barzaniego, nie mieli zielonego pojęcia gdzie znajduje się ich lider.

    Jak się później okazało, Ocalan poleciał z Damaszku komercyjnym lotem prosto do stolicy Grecji, Aten. Grecja, od lat pozostająca w konflikcie z Turcją o Cypr i wyspy na morzu egejskim, wydawała się być naturalnym kierunkiem dla antytureckiego bojownika. Tymczasem – jak to we swoich wspomnieniach opisał sam Apo – Grecja „swoją prawdziwą twarz” i dała mu trzy godziny na opuszczenie kraju.

    Jeszcze tej samej nocy, dzięki wsparciu kontrowersyjnego rosyjskiego nacjonalistycznego polityka, Władimira Żyrinowskiego, udało mu się załatwić do lot do Moskwy. Jednak mimo silnego poparcia rosyjskiego parlamentu, który domagał się przyznania Ocalanowi azylu politycznego, rząd rosyjski był temu przeciwny. Turecki wywiad, MIT, miał w tym czasie zdobyć, przy pomocy Amerykanów, dowody na to, że Apo ukrywany jest w jednej z podmoskiewskich miejscowości. Rosjanie, uznając że nie warto dla niego ryzykować pogorszeniem relacji z Turcją, zdementowali wszelkie pogłoski o tym jakoby przebywał on na terenie Federacji Rosyjskiej, dając jednocześnie PKK do zrozumienia, że najlepiej byłoby gdyby ich przywódca znalazł sobie inną kryjówkę.

    Europejscy działacze PKK rozpoczęli gorączkowe poszukiwanie jakiekolwiek kraju chętnego do przyjęcia kurdyjskiego przywódcy. W końcu, dzięki pomocy sympatyzujących z kurdyjską sprawą lewicowych włoskich polityków, udało się znaleźć rozwiązanie. Przedstawiciele PKK rozmawiali z politykami Partii Odbudowy Komunistycznej, założonej przez byłych działaczy Włoskiej Partii Komunistycznej (PCI). Jej przewodniczący zasugerował Kurdom rozmowy z włoskim premierem, Massimo D’Alemą, swego czasu również działacza PCI. Jeden z kurdyjskich „negocjatorów” wspomina odbytą wtedy rozmowę telefoniczna, z której wyraźnie wyczytać można było, że D’Alema nie ma pojęcia kim jest Ocalan i jakie mogą być potencjalne reperkusje jego przybycia do Włoch. Mimo to, padła zgoda i dwa dni później, 12 listopada, Abdullah Ocalan wylądował w Rzymie i poprosił o azyl polityczny. Będąc pewnym aresztowania – Włosi zapewnili go tylko o tym, że zostanie wpuszczony do kraju, nie było mowy o pozostawieniu go na wolności – zaczął skarżyć się na bóle w klatce piersiowej, w związku z czym został umieszczony, pod silną strażą, w jednym z rzymskich szpitali.

    Wieść o przybyciu Apo do Europy szybko się rozniosła. Europejscy Kurdowie demonstrowali na ulicach poparcie, Turcy – wprost przeciwnie. Mimo że Włochy, jako część NATO i sojusznik Turcji, uznawały PKK za organizację terrorystyczną, nie były jednak zbyt chętne do wydania go Ankarze, spodziewając się że w Turcji zostanie on skazany na karę śmierci. Gdy stało się to jasnym, w Turcji wybuchły masowe anty-włoskie demonstracje. Rozpoczęto bojkot włoskich produktów, zagrożone stały się lukratywne kontrakty na dostawy uzbrojenia. Jedna z tureckich gazet sugerowała nawet, że Ocalan cieszy się protekcją włoskiej mafii. Inna stwierdzała, że gdyby tylko Europa dowiedziała się prawdy o tym dzieciobójcy (jak zazwyczaj był określany w tureckich mediach), natychmiast by go deportowała.

    Włosi podjęli jeszcze jedną próbę pozbycia się tego nieoczekiwanego problemu – poprzez deportowanie Ocalana do Niemiec, gdzie od 8 lat wisiał nad nim nakaz aresztowania. Niemcy, obawiając się jednak reakcji jaką może to wywołać wśród kilku milionów Kurdów i Turków zamieszkujących ten kraj, a także pomni tego jak liczna i rozbudowana jest siatka PKK nad Renem i Łabą, odmówili.

    Ocalan został przeniesiony do trzypiętrowej rezydencji wynajmowanej przez członków PKK. Dla swojej dyspozycji miał jedno piętro – pozostałe dwa zajęte były przez pilnującą go włoska policję. Mimo tych ograniczeń pozostawał jednak w praktyce wolnym człowiekiem – wciąż dowodził, za pomocą telefonu, oddziałami organizacji w Turcji i Iraku, miał też swobodny dostęp do mediów. Problem kurdyjski stał się jednym z bardziej dyskutowanych w Europie, rzucając światło na łamanie przez Turcję praw człowieka. Sam Ocalan cieszył się sympatią Włochów, którzy regularnie rozwieszali w pobliżu miejsca jego pobytu transparenty z hasłami „Zawsze będziesz mile widziany w naszym kraju”. Stał się on swego rodzaju gwiazdą, ludzie specjalnie przyjeżdżali by zrobić sobie z nim zdjęcie, rozdawał również mnóstwo autografów. Wszystko to wywołało frustracje w Turcji, gdzie podniosły się głody, że lepiej byłoby gdyby nigdy nie opuszczał Syrii.

    Paranoiczna natura Ocalana nie pozwoliła mu jednak na wykorzystanie tego sukcesu. Po pierwsze – przebywając za granicą, w obstawie włoskiej policji, ciągle obawiał się zamachu na swoje życie, głównie ze strony amerykańskiego, izraelskiego lub tureckiego wywiadu. Po drugie – masowe poparcie jakie uzyskał ze strony europejskich Kurdów wzbudziła w nim obawy, że powstanie jakieś ciało polityczne łączące wszystkie kurdyjskie frakcje, w którym rola PKK zostanie zmarginalizowana a on sam utraci monopol na bycie „ojcem Kurdów”. Kolejna obawą było, że samo PKK, widząc że Apo przebywa daleko poza Kurdystanem i nie jest w pełni wolnym człowiekiem, pozbawi go przewodnictwa w partii. W telefonicznych rozmowach nie szczędził swoim dowódcom krytycznych słów, obwiniając ich za zarówno porażki militarne jak i jego obecną sytuację.

    Zmieniając co chwilę zdanie (raz rezygnował z bycia przewodniczącym PKK, raz ogłaszał koniec walki zbrojnej, raz głosił że ucieka z Włoch, raz że zostaje i przekształca PKK w prawdziwy ruch polityczny) ostatecznie podjął decyzję o opuszczeniu Rzymu 16 stycznia 1999 i odleciał po raz kolejny do Moskwy. Podróż była jednak fatalnie zorganizowana – albo członkowie PKK rozmawiali z niewłaściwymi ludźmi, albo doszło do nieporozumienia, albo Rosjanie zmienili zdanie, albo – co również jest prawdopodobne – Kurdowie wyszli z założenia, że „jakoś to będzie”, ale Rosjanie kategorycznie oświadczyli że nie życzą sobie obecności Ocalana w Rosji i że jeśli będzie trzeba to siłą wywiozą go do Syrii. Po tygodniowym pobycie w Tadżykistanie, gdzie w międzyczasie został przeniesiony przez rosyjskie służby, Ocalan odleciał do Petersburga, gdzie z kolei emerytowany oficer greckiej marynarki wojennej, od wielu lat sympatyzujący z PKK, zaoferował mu lot prywatnym samolotem do Grecji.

    Na wieść o przybyciu Ocalana, grecki premier Costas Simitis, zemdlał w swoim gabinecie. Nieoczekiwany gość wywołał panikę w Atenach. Turecka Obrona Narodowa zagroziła, że każdy kraj który daje schronienie przywódcy terrorystów może liczyć się z tureckim atakiem. Grecja, pomna doświadczeń z konfrontacji z Turkami na Cyprze, potraktowała te groźby poważnie i po raz kolejny zażądała od Ocalana natychmiastowego opuszczenia kraju. By go do tego zachęcić, greccy dyplomaci zaaranżowali mu możliwość uzyskania azylu w Holandii. To wystarczyło, by przekonać go do powrotu na pokład samolotu. Ten odleciał do Mińska, na Białorusi. Niestety, pomimo czterech godzin oczekiwania na mrozie, samolot mający przewieźć Apo do Amsterdamu nigdy się nie pojawił i Ocalan powrócił do Aten. Grecy natychmiast przewieźli go na wyspę Korfu i rozpoczęli gorączkowe poszukiwania jakiegokolwiek kraju, który chętny byłby przyjąć niesfornego gościa. Padła propozycja by wywieźć go do Kenii, skąd będzie mógł starać się o azyl w jednym z afrykańskich krajów. Mimo, że głośno wykrzykiwał, że cały ten pomysł to jeden wielki spisek na jego życie, ostatecznie zgodził się na tę propozycję i 2 lutego odleciał na pokładzie greckiego samolotu do Nairobi.

    W Kenii został umieszczony w rezydencji greckiego ambasadora. Nie zachował jednak jakichkolwiek środków bezpieczeństwa. Otwarcie korzystał ze swojego telefonu komórkowego i jakby nigdy nic przechadzał się po ogrodzie przylegającym do rezydencji. Jedna z kenijskich gazet zrobiła mu kilka gazet a następnie opublikowała je w artykule zatytułowanym „Czy ktoś zna tego człowieka?”. Również tureckie służby, przy pomocy Amerykanów, których od dokonanego przez Al-Kaidę zamachu na amerykańską ambasadę było w kraju mnóstwo, szybko namierzyły miejsce w którym się on znajduje. 5 lutego grecki rząd przekazał swojej ambasadzie, że Ocalan musi zniknąć. 12 lutego rząd Kenii skontaktował się z Grekami, dając jasno do zrozumienia, że nie życzą sobie tutaj jego obecności. Grecy po raz kolejny próbowali przekonać Ocalana do znalezienia sobie innego kraju pobytu, znów sugerując Holandię. Apo, nie mając innego wyjścia, zgodził się i tym razem.

    15 lutego pod rezydencję ambasadora podjechała Toyota Land Cruiser z kenijskimi policjantami w środku. Gdy grecki ambasador zasugerował, że samemu może zawieźć Ocalana na lotnisko, Kenijczycy odpowiedzieli, że to niemożliwe i że to oni będą eskortować go do celu. Powiedziano mu za to, że będzie mógł na niego poczekać na lotnisku. Ambasador czekał tam kilka godzin. Samochód z Ocalanem nigdy nie dojechał na miejsce.

    Od samego początku auto znajdowało się pod kontrolą tureckich służb. Toyoto pojechała prosto do wydzielonego obszaru na lotnisku, gdzie na Ocalana czekał wynajęty od niczego niespodziewającego się tureckiego biznesmena samolot. Ocalan do samego końca nie zdawał sobie sprawy co się dzieje, będąc przekonanym że leci do Holandii. Jednak gdy tylko wszedł na pokład został skuty, przywiązany do siedzenia a na jego głowę założono worek, który jeden z porywaczy zdjął po kilku godzinach lotu. Ta część zostaje nagrana na wideo, które następnie przez kilka dni bez przerwy będzie odtwarzane w tureckich mediach. Jeden z porywaczy mówi do Apo:

    „Abdullahu Ocalanie, witamy w domu”.

    pokaż spoiler TL;DR - Ocalan zostaje zmuszony do ucieczki z Syrii przez groźbę tureckiej interwencji zbrojnej. Odlatuje do Grecji, gdzie go nie chcą. Próbuje szczęścia w Rosji, z poparciem Żyrinowskiego, ale tam z kolei rząd nie chce problemów z Turkami. Kontakty z włoskimi komunistami umożliwiają Kurdom załatwienie mu podróży do Włoch, gdzie trafia między innymi dlatego że włoski premier nie wie kim on jest. We Włoszech ujawnia się jako paranoiczna natura i postanawia je opuścić. Trafia ponownie do Rosji, ale Ruscy go nie chcą, wywożą go do Tadżykistanu, by ostatecznie trafił z powrotem do Grecji. Grecki premier mdleje na wieść o tym, Turcy grożą wojną, Grecy załatwiają mu azyl w Holandii. Apo leci do Białorusi ale samolot do Amsterdamu nigdy się nie pojawia, wraca do Grecji, zostaje wywieziony na Korfu a stamtąd do Kenii, gdzie z kolei aresztują go tureckie służby i wywożą do Turcji, uff.


    #bliskiwschod #syria #turcja #kurdowie #kurdystan #historia #ciekawostkihistoryczne #historia #gruparatowaniapoziomu #demokratycznykonfederalizm #konfederalizmdemokratyczny #ocalanizm #apoizm

    Inne moje teksty na Wykopie:
    1. Hezbollah a Wykop.pl Czy użytkownicy propagują terroryzm awatarami?
    2. Hezbollah, Demis Roussos i Chuck Norris – historia uprowadzenia samolotu TWA 847
    3. USA versus Syria i Hezbollah: Międzynarodowe Siły w Libanie i nie tylko
    4. Gdzie się podziali ci rebelianci? Dalsze losy oryginalnej Wolnej Armii Syryjskiej
    pokaż całość

    źródło: apo.jpg

  •  

    Erdogan powiedział że na wyzwolone przez Tureckie wojsko Tereny Północnej Syrii, zostanie przesiedlone 3 MLN Syryjskich uchodźców którzy są obecnie w obozach na terenie Turcji. Dzięki takiemu działaniu Kurdowie staną się mniejszością etniczną w Afrin innych regionach północnej Syrii.

    https://twitter.com/SkyNewsArabia_B/status/955058411854495745

    #syria #bitwaoafrin #bliskiwschod #turcja #kurdystan
    pokaż całość

  •  

    Mnie ciekawi jedno - jakie są granice tolerancji Iranu dla działań Turcji w regionie? Przecież Turcy wpieprzają się do Syrii i Iraku, aby odbudować swoją dawną strefę wpływów rzekomo tylko walcząc z Kurdami. Konflikt między tymi państwami jest nieunikniony zwłaszcza patrząc na historię konfliktów persko-tureckich w przeszłości.
    #syria #turcja #iran #bliskiwschod pokaż całość

  •  

    Ukradzione od Krzysztof Podgórski

    Prawdopodobnie, za kilka lub kilkadziesiąt godzin, zacznie się "rzeź" Kurdów w enklawie Afrin. A My sobie popatrzymy na to w internecie, może TV, a może wcale, bo kogo to obchodzi.

    Kurdowie w enklawie Afrin (YPG) postawili na USA, Sponsor ich zostawił. Pogrywali trochę z Rosją, Rosjanie wczoraj się dogadali z Turkami , dziś posterunki rosyjskiej żandarmerii (4) zwinęły się i wycofały. Damaszek protestuje, to jego terytorium, acz Kurdowie wcześniej zbrojnie lojalistów wygnali i wypowiedzieli posłuszeństwo Asadowi uznając się częścią "niezależnego Kurdystanu" - Rożawy.
    Turcy do pacyfikacji użyją masy sprzetu, czołgów dział, lotnictwa, a na ziemi sponsorowanych od lat dżihadystycznych rebeliantów.
    Afrin, z karabinami w rękach staje do walki, ze znikomą ilością sprzętu ciężkiego naród pechowy. Młodzież, kobiety, mężczyźni w całym przekroju wiekowym.
    Nie mają najmniejszych szans.
    Padną ofiarą złych politycznych kalkulacji.


    Na zdjęciach : Rosyjska żandarmeria wojskowa w odwrocie, kurdyjska samoobrona Afrin, tureckie wojska pancerne i "dzicz" - rebelianci dżihadystyczni z Syrii. "Bydło" wysadzające się w powietrze, podżynajace gardła dzieciom, rozstrzeliwujące jeńców wojennych. (tak walczyli w Aleppo, tak teraz walczą w Ildib z armia rządową i jej sojusznikami.

    Kurdowie to praktycznie jedyna demokratyczna siła w regionie.
    #syria #isis #kurdowie #kurdystan #demokracja #bliskiwschod #media #wojsko #militaria #polityka #swiat
    pokaż całość

  •  

    W tym roku na misjach zagranicznych będzie działało 1542 żołnierzy i cywilnych pracowników wojskowych

    - 350 w Afganistanie
    - 300 na Bałkanach (Kosowo, Macedonia, BiH)
    - 280 na Bliskim Wschodzie (Kuwejt, Irak, Katar, Jordania) + 10 w obwodzie
    - 250 w Rumunii
    - 200 na Łotwie
    - 2 w Republice Środkowoafrykańskiej

    #wojskopolskie #wojsko #ciekawostki #bliskiwschod #afganistan #irak #rumunia #lotwa #afryka #kosowo #macedonia #bosnia #bosniaihercegowina #balkany pokaż całość

  •  

    Afrin, czyli ból głowy Erdogana

    Wygląda na to, że przygotowania do bitwy o Afrin idą w najlepsze. Turecka telewizja pokazuje fotki i nagrania z mobilizacji tureckiej armii przy granicy z Afrin. Konta pro-rebelianckie przechwalają się, że za tydzień będą w Afrin(miasto) - powołując się na źródła w oddziałach pro-tureckich. Media tureckie wydają ulotki o tym jakie PKK jest złe. Erdogan zaostrzył retorykę i twierdzi nawet, że Amerykanie z kurdyjskimi emblematami są jego wrogami. Moim zdaniem to wygląda bardzo podobnie do tego co działo się przed Tarczą Eufratu. Czy atak nastąpi? Być może. Z drugiej strony może to być tylko pomachanie szabelką w stronę Amerykanów - według nieoficjalnych wiadomości Amerykanie chcą utworzyć z SDF regularną armię, która będzie liczyć 30k ludzi.

    Erdogan to #usa: "if you don't remove the signs of YPG on your uniforms, we will bury them with terrorists."

    Źródła:
    https://twitter.com/Acemal71/status/953290142172811264/video/1 - czołgi w prowincji Hatay("cypel" przy granicy z Afrin)
    https://pbs.twimg.com/media/DTqEPTqWsAArxEC.jpg:large - dlaczego Afrin musi być zniszczone
    https://pbs.twimg.com/media/DTqNkYLW4AAneXt.jpg - zdjęcie jednej z grup tureckich żołnierzy dowożonych do Hatay
    #syria #bitwaoafrin #bliskiwschod
    pokaż całość

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Takie tam z obozu szkoleniowego talibów w prowincji Farjab, widoczki to tam mają.

    #afganistan #taliban #bliskiwschod

  •  

    Oto i obiecane #jemenfaq ( ͡° ͜ʖ ͡°). W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim Mirkom, którzy poświęcili swój czas i przyczynili się do powstania poniższego tekstu. Może i nie udało się odpowiedzieć na wszystkie zadane pytania, ale to co się udało zebrać to naprawdę kawał dobrej roboty i myślę, że zdecydowanie powinien pomóc przybliżyć sytuację w Jemenie.

    -----------------------------------------------------------------------

    Geneza konfliktu w Jemenie, strony walczące

    Przyczyną wybuchu wojny domowej w Jemenie jest zjednoczenie się w 1990 roku Jemeńskiej Republiki Arabskiej – tereny północne z Ludowo-Demokratyczną Republiką Jemenu – tereny południowe kraju, a co za tym idzie w obrębie jednego państwa obok siebie mieszkali wyznawcy dwóch nawzajem zwalczających się odłamów Islamu szyici (JRA) oraz sunnici (LDRJ).

    Początek wojny domowej, którą dziś obserwujemy, datowany jest na rok 2015, kiedy to w styczniu rebelianci Huti osadzili dotychczasowego prezydenta Hadiego w areszcie domowym, z którego zbiegł miesiąc później do Arabii Saudyjskiej.

    Głównymi stronami konfliktu są rebelianci Huti (ruch powstał w 2004 roku pod przywództwem Husajn Badreddin al-Hutiego, który stanął na czele rebelii szyitów), oraz koalicja rządowa prezydenta Hadiego.

    Po stronie klanu Huti opowiada się, oraz ich wspiera szyicki Iran i oddziały byłego prezydenta Saliha. Należy odnotować fakt, że od 2004 rebelianci Huti oraz prezydent Salih zwalczali się nawzajem podczas rebelii szyitów i powstań w Jemenie, Salih oddał władze w ręce Hadiego podpisując w Arabii Saudyjskiej w listopadzie 2011 roku porozumienie o przekazaniu władzy. W skład koalicji wchodzą oddziały rządowe Hadiego, klanowe bojówki prorządowe, kraje sunnickie pod wodzą Arabii Saudyjskiej i USA.

    W przeciągu wielu lat walk, powstań, rebelii i wojny domowej przez terytorium Jemenu przewinęło się również kilka innych ugrupowań. Aktualnie do kontrolujących pewne obszary i biorących aktywny udział w wojnie należy zaliczyć Al-Ka’ide Półwyspu Arabskiego w skrócie AQAP oraz ISIS.

    by @raisond_etre
    -----------------------------------------------------------------------

    Arabska Wiosna, a konflikt w Jemenie

    Początkowe wystąpienia antyrządowe, w ramach wiosny arabskiej, zaczęły się w Tunezji 17.12.2010.

    Zaczęły się od samospalenia bezrobotnego sprzedawcy Mohameda Bouaziziego.
    Do Jemenu, niepokoje społeczne dotarły 27.01.11. Początkowo protesty były pokojowymi protestami mającymi na celu obalenie dotychczasowego prezydenta Aliego Abdullaha Saleha, który zanim został prezydentem zjednoczonego Jemenu, wcześniej piastował stanowisko prezydenta Jemenu Północnego. Najwieksza demonstracja miała miejsce w Sa’anie (stolicy) 27.01.11 i wzięło w niej udział ok 16k ludzi.

    W poszczególnych głównych Jemeńskich miastach, dochodziło do starć między protestującymi, wspieranymi w tym momencie przez Houtih (którzy w zeszłym roku podpisali porozumienie między nimi, a rządem) , a służbami porządkowymi, które używały ostrej amunicji o rozpędzania zgromadzeń, przez co potyczki kończy się krwawo.

    To spowodowało pewne ustępstwa ze strony Saleha, który zapowiedział że nie będzie się ubiegał o reelekcje w 2013 roku, oraz że nie zamierza, po swojej śmierci, przekazać władzy swojemu synowi. Pomimo tych zapewnień, protestujący nie uspokoili się, ponieważ rządali natychmiastowego ustąpienia Saleha z fotela prezydenckiego, na co on jednak nie chciał pozwolić. 10.04.11 we współpracy z Radą Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) , został przedstawiony plan pokojowy, który zakładał utworzenie rządu kierowanego przez opozycję, którym jednakże wciąż kierowałby Saleh. Ponadto, prezydent został zmuszony do ustąpienia ze stanowiska w ciągu 30 dni, na rzecz ówczesnego wiceprezydenta Mansura Hadiego. Hadi w ciągu 60 dni miał za zadanie zorganizować wybory prezydenckie, a co najważniejsze, miał zapewnić Salehowi immunitet, przez co nigdy nie został osądzony za zbrodnie za które był odpowiedzialny przed protestami, jak i podczas nich.

    Plan jednak nie wszedł w życie, pomimo przyjęcia go przez stronę rządową, został odrzucony przez opozycję. Po przeprowadzonych negocjacjach opozycja zminiła zdanie i zaakceptowała plan, jednak wtedy strona rządowa odmówiła podpisania. Po tych wydarzeniach Jemen opuścił GCC. W maju 2011 ponownie próbowano negocjować w Arabii Saudyjskiej, jednak opozycja nie przystała na warunki pokoju.

    Wobec niepowodzenia negocjacji, do próby ustabilizowania sytuacji przystąpiła UE, oraz USA. Wypracowany plan został podpisany 21.05 przez opozycję, jednak Saleh odmówił zaakceptowania plany pod pretekstem braku ceremoni pożegnalnej. W związku z tym, milicje plemienne Hashid, które do tej pory były po stronie rządowej, zmieniły stronę i dołączyły do protestujących. Mając takie wsparcie, opozycja, wraz z Hashidem zaczęły marsz na stolicę. 3.06 nastąpił atak rakietowy na pałac prezydencki, w którym Saleh został ranny. Został przewieziony na leczenie w Arabii Saudyjskiej, a obowiązki prezydenta przejął w-ce prezydent Hadi.

    Po tym ataku, gwałtowność protestów spadła, m.in dlatego że na południu kraju wojska rządowe zostały uwikłane w bitwę o Zindżabar, które zostało zajęte przez grupy radykalnych islamistów (AQ). W sieprniu, po początkowych sukcesach, wojska rządowe zaczęły przegrywać, dodatkowo tracąc kontrolę nad miastem Szukra

    Tymczasem, siły Saleha zaczęły tracić kontrolę nad kolejnymi regionami kraju. Oprócz regionu Abjanu i Szabwy (trzymanych przez AQ), w marcu Houti przejeli władzę administracyjną nad regionem Sady. W rękach plemiennych bojówek pozostawał region Zamzar, Al-Bajda oraz Al-Dżauf (który jeszcze w 2011 dostał się pod kontrolę Houtih, którzy zbrojnie wystąpili przeciw bojówkom).

    W połowie czerwca, w stolicy, Sa’nie, wystąpiło do gwałtownych rozruchów, brutalnie tłumionych przez siły bezpieczeństwa. Spowodowane to było pogłoskami o powrocie Saleha do kraju z AS. W ciągu tygodnia zginęło ok 100 osób. 23 września 2011 Salih powrócił do Sany, przejmując ponownie pełnię władzy. Ogłosił gotowość do oddania władzy w państwie, wyraził aprobatę się na rozpisanie wyborów, jednak nie zgodził się na rządy jego przeciwników politycznych.

    23 listopada 2011 Ali Abd Allah Salih podpisał w Rijadzie porozumienie pokojowe przygotowane przez Radę Współpracy Zatoki Perskiej (GCC), na mocy którego zrzekł się władzy, która przeszła w ręce wiceprezydenta Mansura Hadiego. 4 grudnia wiceprezydent ogłosił powołanie 14-osobowej Rady Wojskowej, na czele której stanął. Wcześniej powierzył Mohammedowi Basindawie misję tworzenia rządu. Basindawa ogłosił skład tymczasowego rządu 7 grudnia 2011, a trzy dni później nowy gabinet, w skład którego weszli zarówno opozycjoniści jak i byli współpracownicy prezydenta Saliha, został zaprzysiężony.

    Nagranie z protestów:
    http://www.dailymotion.com/video/xipk9f

    by @nom_om
    -----------------------------------------------------------------------

    Saleh - dlaczego poparł rebelie Houtih?

    Zacznijmy od rewolucji w Jemenie w 2011 roku. Huti brali udział w protestach przeciwko Salehowi, ówczesnemu prezydentowi. 3 czerwca 2011 roku Saleh przeżył próbę zamachu gdy w pałacu prezydenckim wybuchła bomba, jednak został on ranny na tyle ciężko, że musiał się udać na leczenie do Arabii Saudyjskiej.

    Jego obowiązki przejął wiceprezydent Abd Rabbu Mansur Hadi. Saleh wrócił do Jemenu dopiero 3 miesiące później, we wrześniu 2011. W kraju wciąż trwały protesty w których zginęło ponad 200 osób. W listopadzie Saleh wrócił do Arabii Saudyjskiej gdzie zgodził się na przekazanie władzy Hadiemu w ciągu następnych 30 dni. 21 lutego 2012 roku odbyły się wybory prezydenckie w których Hadi był jedynym kandydatem zdobywając tym samym 100% głosów. Huti zbojkotowali wybory, ale nie atakowali lokalów wyborczych.

    W roku 2014 rozpoczęły się protesty przeciwko rządowi Hadiego po tym gdy wstrzymał on dopłaty do paliwa czego efektem był znaczny wzrost jego cen. Rozpoczęły się walki między rebeliantami Huti a wojskami Hadiego o miasto Sanaa. Saleh miał nadzieję, że sojusz z rebeliantami Huti pozwoli mu na powrót do władzy. Po pięciu dniach walk wojska Hadiego straciły kontrolę nad miastem na rzecz rebeliantów Huti i wojsk Saleha. Hadi został zmuszony do wzięcia udziału w negocjacjach które zakończyły się rozwiązaniem jego rządu. W lutym 2015 roku Hadi uciekł z Sany do miasta Aden gdzie ogłosił, że wciąż jest prezydentem Jemenu a rząd Huti nie jest legalny. Rozpoczęła się pełnowymiarowa wojna między wojskami Hadiego wspieranymi przez saudyjską koalicję a wojskami Saleha i rebeliantami Huti wspieranymi przez Iran.

    by @2PacShakur
    -----------------------------------------------------------------------

    Zmiana stron przez Saleha. Walka Huti - Saleh

    Saleh porównał kiedyś rządzenie Jemenem do „tańcu na głowach węży”. Mężczyzna, który mówi takie słowa jest gotów na wszystko, żeby tylko utrzymać się przy władzy. Jednak to, że Saleh przeszedł na stronę Saudów było dla wielu zaskoczeniem.

    Dlaczego nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw? Przede wszystkim Saleh przez całe swoje życie walczył z Saudyjczykami. Gdy w latach .60 Jemen Północy pogrążył się w wojnie domowej między rojalistami (wspieranymi przez Saudów i UK) a republikanami, Saleh – wówczas młody oficer w siłach pancernych – stanął po stronie republikanów. Wiele lat później – już jako prezydent zjednoczonego Jemenu – Saleh poparł Saddama Husajna, gdy ten najechał na Kuwejt w 1990 r. Saudowie odebrali to jako osobistą zniewagę – Kuwejt był bardzo istotny dla saudyjskiej polityki bezpieczeństwa. W ramach rewanżu Saudowie deportowali ok. 1 mln Jemeńczyków pracujących w KSA. Ponadto, 4 lata później – w 1994 r. – Saudowie wsparli komunistów, którzy dążyli do secesji południowego Jemenu co doprowadziło do wojny domowej, która jednak po kilku miesiącach walk zakończyła się zwycięstwem Saleha. Jak widać Saleh miał bardzo negatywne doświadczenia, gdy chodzi o kontakty z Saudami. Jednak trzeba podkreślić, że to prawdziwy polityk, który nie żywi zbyt długo urazy i działa zgodnie ze słowami Churchilla, który po ataku III Rzeszy na ZSRR powiedział „gdyby Hitler najechał piekło, udzieliłbym w Izbie Gmin najlepszych rekomendacji Lucyferowi”.

    Saleh poparł Huthi tylko dlatego, bo liczył że razem z nimi odzyska władzę w Jemenie. Jednak wkrótce okazało się, że to niemożliwe. Wojna domowa w Jemenie weszła w fazę impasu i żadna ze stron nie potrafiła wyraźnie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Saleh nie chciał czekać z założonymi rękami na jakiś korzystny splot wydarzeń, postanowił wziąć swój los we własne ręce – tak jak zawsze to robił.

    Narzędziem w nowym planie Saleha został jego syn Ahmed, który często podróżuje między Jemenem a ZEA. Ahmed miał zostać emisariuszem i wynegocjować z koalicją zmianę stron przez swojego ojca. Saudowie podeszli do tych propozycji niechętnie, podejrzewając Saleha o podstęp. Jednak ostatecznie Saleh uzyskał posłuch u księcia ZEA Mohammed bin Zayed – ten natomiast wciągnął do planu Mohammeda bin Salman, księcia KSA. Tajne negocjacje trwały prawdopodobnie od połowy 2017 r. Ostatecznie prawdopodobnie wynegocjowano, że Saleh za przejście na stronę koalicji otrzyma wysokie stanowisko w powojennym Jemenie – być może miał otrzymać stanowisko już w rządzie tymczasowym przy prezydencie Hadim. Manewr zmiany stron przez Saleha mógł odegrać decydujące znaczenie w wojnie domowej i przechylić szalę zwycięstwa na rzecz koalicji, gdyż wojska wierne Salehowi kontrolowały kluczowe przełęcze prowadzące do stolicy – Sany – oraz przełęcze prowadzące do zachodnich portów Jemenu, gdzie przybijają irańskie statki z zaopatrzeniem dla Huthi.

    Jednak kontakty Saleha z koalicją nie były tak tajne, jak mogłoby się wydawać. W sierpniu 2017 r. Huthi prawdopodobnie dowiedzieli się o trwających rozmowach. W sierpniu pułkownik Khaled al-Rodai Hashemi,z sił wiernych Salehowi, został zamordowany. Jego śmierć nastąpiła w dość niejasnych okolicznościach. Tego samego dnia Huthi nałożyli na Saleha areszt domowy. Prawdopodobnie już wtedy Huthi wiedzieli, że Saleh coś planuje, pytanie tylko czy wiedzieli co dokładnie. Ostatecznie jednak wszystko rozeszło się po kościach a Saleh został zwolniony.

    28 listopada 2017 r. wybuchły pełnoskalowe walki między siłami Saleha a rebeliantami Huthi. Do najostrzejszych walk doszło w Sanie. Początkowo wszystko szło po myśli Saleha, Huthi dali się zaskoczyć a jego wojska wygrywały. Ponadto od razu do walk zaangażowało się lotnictwo koalicji, które atakowało wojska pro-Huthi w Sanie. Jednak wkrótce Huthi zaczęli ściągać do stolicy coraz liczniejsze posiłki. Okazało się także, że Saleh nie może ufać własnym ludziom – wiele plemion, które wcześniej było mu wiernych w obliczu walk zmieniło strony i przeszło na stronę Huthi. Ponadto naloty kolacji w gęsto zabudowanej Sanie okazały się nieskuteczne, gdyż linia frontu w mieście była bardzo elastyczna, a komunikacja między kolacją a wojskami Saleha i wspólne wybieranie celów prawie nie istniało. W związku z tym koalicja zorganizowała zrzuty sprzętu łącznościowego, jednak i one okazały się porażką, gdyż duża ich część wpadła w ręce Huthi. Ostatecznie 4 grudnia 2017 r. Huthi dopadli Saleha i zamordowali go, gdy ten próbował uciec na tereny kontrolowane przez koalicję. W tej sytuacji wojska mu wierne poddały się bojownikom Huthi lub przeszły na stronę koalicji.

    Zmiana stron, która miała położyć kres krwawej wojnie domowej domowej położyła ostatecznie kres planom Saleha na odzyskanie władzy. Zastanawiające jest to, że kolacja ograniczyła się tylko do wsparcia lotniczego, mimo że mogła skoordynować moment wybuchu walk z Salehem i rozpocząć wtedy marsz na Sanę, zwłaszcza, że przełęcze do niej prowadzące były opanowane przez wojska Saleha. Są tutaj dwie możliwości. Jedna to taka, że wojska, które kontrolowały te przełęcze przeszły na stronę Huthi lub Huthi przejęli te przełęcze siłą wiedząc o decyzji Saleha. Druga opcja to taka, że koalicja nigdy nie chciała zwycięstwa Saleha, gdyż wiedziała, że on, jako człowiek z wielkimi ambicjami, po wojnie znowu zajmie się polityką i będzie prowadził anty-saudyjską politykę. Samo wyeliminowane Saleha, bez wchłonięcia jego sił, dało już koalicji znaczną przewagę, gdyż Huthi stracili dużo na popularności w wielu regionach. Tymczasem kolacji radzi sobie zadziwiająco dobrze na południu Jemenu, gdzie na przełomie grudnia i stycznia opanowano wiele strategicznych lokacji. Wygląda na to, że wojenny impas został przełamany a ponadto jest o jedną głowę mniej, gdy chodzi o walkę o władzę w Jemenie.

    by @JanLaguna
    -----------------------------------------------------------------------

    Sytuacja humanitarna w Jemenie

    Według ONZ w trwających od marca 2015 r. nalotach saudyjskiej koalicji zginęło już ponad 8,5 tys. Jemeńczyków, w tym 60 proc. to cywile. Blisko 50 tys. kolejnych zostało rannych.
    W lutym 2017 r.UNICEF poinformował, że 3,3 mln mieszkańców Jemenu jest niedożywionych. Spośród tej grupy 2,1 mln stanowią dzieci, w tym 460 tys. poniżej piątego roku życia, których stan zdrowia zagraża życiu.

    W październiku 2016 roku, rozpoczęła się w Jemenie epidemia cholery. Liczba zachorowań zmniejszyła się ok. połowy marca 2017 roku, ale następnie wzrosła ponownie 27 kwietnia 2017 r. i epidemia trwa nadal (dane z lipca 2017). Według doniesień, nawrót epidemii wynikał częściowo z tego, że sieć kanalizacyjna w stolicy, Sanie, przestała funkcjonować po interwencji Arabii Saudyjskiej w jemeńskiej wojnie domowej. Wg danych z 16 lipca 2017 r. w wyniku epidemii zmarło 1784 osób.

    W zrujnowanym kraju brakuje jedzenia, leków i paliwa. Obrońcy praw człowieka alarmują, że nakładane przez dowodzoną przez Saudów koalicję blokady Jemenu powoli spychają ten kraj nad krawędź katastrofy humanitarnej. Sytuacje pogorszyła decyzja o obłożeniu Jemenu pełną blokadą lądową, morską i powietrzną zapadła w Rijadzie w listopadzie 2017 r. Powodem był pocisk wystrzelony w kierunku lotniska w Arabii Saudyjskiej z Jemenu. Niedługo po decyzji Saudów Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych zaapelowała do arabskiej koalicji pod przywództwem Arabii Saudyjskiej, by zrezygnowała z blokady jemeńskich lotnisk i portów. Otwarty dostęp do portów umożliwi dostarczenie na miejsce pomocy humanitarnej. W szpitalach oraz innych jednostkach opieki zdrowotnej brakuje miejsc, leków oraz wykwalifikowanej kadry medycznej. Problemem są również przerwy w dostawie prądu. Część placówek korzysta wówczas z generatorów prądu, dostarczonych m.in. przez Czerwony Krzyż. Często jednak brakuje również paliwa do generatorów prądotwórczych, przez co energii elektrycznej nie można wykorzystać wcale.

    UNHCR poinformował w sierpniu 2015 roku, że w sumie prawie 100 tysięcy osób uciekło z Jemenu, głównie do pobliskiej Arabii Saudyjskiej i Dżibuti. We wrześniu 2016 r. było 181 tysięcy uchodźców. Większość z nich uciekła do sąsiedniego Omanu (51 tys.), Arabii Saudyjskiej (40 tys.), Dżibuti (36 tys.), Somalii (34 tys.), Etiopii (13 tys.) oraz Sudanu (7 tys.). Konflikt wygenerował również 2,4 mln wewnętrznych uchodźców.

    Konflikt w Jemenie jest szczególnie brutalny dla dzieci. Według UNICEF, dzieci stanowią niemal połowę cywilnych ofiar wojny. Większość z nich zginęła od bombardowań z powietrza. Od początku kampanii zanotowano ponad 50 przypadków, gdy zrzucane przez wojska koalicji bomby spadały na szkoły. Sytuację pogarsza w dodatku epidemia niedożywienia, dotkliwa dla małych dzieci i zbierająca wśród najmłodszych śmiertelne żniwo.

    by @bilas
    -----------------------------------------------------------------------

    Jaką bronią dysponują poszczególne strony konfliktu i jąka stosują taktykę?

    Główne strony walczące w Jemenie - czyli bojowników Hutich i Koalicję Państw Zatoki, dzieli technologiczna i jakościowa przepaść jeśli chodzi o wykorzystywany przez nie sprzęt. Z jednej strony mamy Hutich korzystających głównie z lekkiej broni (do tego często pamiętającej czasy ZSRR), a z drugiej strony mamy koalicję Państw Zatoki wykorzystującą niejednokrotnie najlepszy ekwipunek jaki był dostępny na rynku. Zobaczymy, zarówno saudyjskie Abramsy, czy też czołgi Leclerc i BWP-3 Emiratów. To wszystko wspierane z powietrza przez m.in Apacze, F-15S, Eurofightery i wiele innych maszyn. Do tego dochodzi sporo starszego sprzętu pochodzenia rosyjskiego, który wykorzystują wchodzące w skład koalicji wojska Sudańskie i siły wierne Hadiemu. Mimo tej znaczącej dysproporcji w uzbrojeniu pomiędzy walczącymi stronami, wyniki starć potrafią niejednokrotnie zaskakiwać.

    Jak to jest możliwe, że biegający w sandałach Huti przez ponad 2 lata byli w stanie się skutecznie przeciwstawić regularnym wojskom interweniującej w Jemenie Koalicji Państw Zatoki? Prawdopodobnie wynika to z dwóch czynników. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że pierwszym z nich jest już stereotypowa "nieudolność" wojsk arabskich, która i w tym wypadku daje o znać o sobie. Ważniejszą jednak kwestią wydaje się być taktyka jaka obrali Huti by obronić kontrolowane przez siebie terytorium przed wojskami koalicji.

    Hutim w sposobie działania jest zdecydowanie bliżej do Hezbollahu z 2006 r w walce przeciw Izraelowi niż np. do syryjskich rebeliantów. Mamy tu więc przykład idealnego wykorzystania terenu (w szczególności górzystego) do zyskania przewagi i maksymalnego wykorzystania wysokiej mobilności lekkich wojsk do ciągłego nękania przeciwnika. Główną bronią Hutich są starannie zaplanowane zasadzki na wojska koalicji. W atakach takich wykorzystywane są zarówno ukryte przy drogach ładunki wybuchowe, jaki i przeciwpancerne pociski kierowane odpalane z ukrytych pozycji. Inną taktyką Hutich jest wykonywanie rajdów na słabo bronione posterunki i bazy państw koalicji. Tak jak w poprzednim przypadku, tak i tu główną rolę odgrywają zespoły PPK i snajperzy, którzy eliminują najważniejsze cele z bezpiecznej odległości.

    Oprócz klasycznej partyzantki, Huti zasłynęli też z wykorzystania broni znacznie większego kalibru w tym Toczek I SCUD-ów Pomimo tego, że składy rakiet balistycznych były pierwszym celem saudyjskich nalotów, to i tak okazuje się, że sporo z nich przetrwało uderzenie. Oprócz wspomnianych Toczek i SCUD-ów z dawnych jemeńskich zapasów, Huti dysponują też rakietami irańskiego pochodzenia, takimi jak Zelzal czy Burkan. Praktycznie od początku interwencji, Huti próbują się odgryzać Saudom przy pomocy owych rakiet. Każde takie odpalenie z reguły odbywa się w nocy, a publikowane nagrania dla bezpieczeństwa mają zamazane tło. Celami z reguły są Saudyjskie bazy wojskowe, jednak ostatnio zdarza się, że i cele cywilne - gdzie np ostatnio Burkan-2 o mały włos nie trafił w terminal lotniska w Rijadzie. Oczywiście wg strony saudyjskiej wszystkie rakiety zawsze mają być zestrzeliwane, jednak przykładowo, zdjęcia satelitarne lotniska w Rijadzie każą się zastanowić, czy te oficjalne informacje o Saudyjskich dowódcach umierających na „ataki serca” mające miejsce w tych samych dniach co ataki rakietowe, są aby na pewno prawdziwe. W każdym razie faktem jest, że niektóre z tych ataków, spowodowały znaczne spustoszenie po stronie koalicji - tak jak np. we wrześniu 2015 r, kiedy to trafienie Toczką miało zabić ponad 70 żołnierzy w jednej z baz wojskowych w Marib.

    Innym ciekawym elementem wojny w Jemenie jest wykorzystywanie przez Hutich rakiet przeciw-okrętowych, do atakowania statków koalicji. Podejrzewa się, że rakiety wykorzystywane przez Hutich to C-801 zdemontowane z jemeńskich kutrów rakietowych Typ-21 pochodzenia chińskiego. Najsłynniejszy chyba atak rakietowy miał miejsce w 2016 r. kiedy jedna z rakiet trafiła katamaran HSV-2 Swift, wypożyczony przez ZEA od USA. Jak się później okazało, w wyniku trafienia katamaran został ciężko uszkodzony, jednak nie zatonął. Drugi głośny atak odbył się początkiem 2017 r. kiedy to zaatakowano fregatę typu Madina. Ujawnione nagranie pokazywało, że okręt został rzeczywiście trafiony i uszkodzony, jednak nie jest jasne czy rzeczywiście atak przeprowadzono przy pomocy rakiety czy też z wykorzystaniem łódki wypełnionej materiałami wybuchowymi. Inną ciekawą sytuacją był atak na amerykański niszczyciel USS Mason. W kierunku okrętu miały zostać wystrzelone 2 rakiety. Jedna z nich prawdopodobnie nie doleciała do celu, a druga została przechwycona i zestrzelona przez systemy obronne niszczyciela.

    by @60groszyzawpis
    -----------------------------------------------------------------------

    ISIS w Jemenie

    13 listopada 2014 r. Państwo Islamskie ogłosiło utworzenie komórki w Jemenie pod nazwą Wilayah al-Yaman. Do grudnia tego samego roku ISIS zaczęła aktywnie działać w Jemenie, a jego rekrutacja doprowadziła do bezpośredniej konkurencji z AQAP. Pierwszy atak komórki miał miejsce w marcu 2015 r., kiedy przeprowadzono samobójcze zamachy bombowe na dwa szyickie meczety w stolicy Jemenu, Sanie. W następnych miesiącach również została przeprowadzona seria ataków skierowana głównie w cele cywilne oraz związane z Houthi.

    Po wybuchu wojny grupa była w stanie przyciągnąć rzeszę rekrutów, apelując przede wszystkim do sunnickich radykałów. Przeszło do niej też sporo uciekinierów z Al-Kaidy na Półwyspie Arabskim (AQAP), którzy zostali przyciągnięci przez pieniądze i zdolności grupy do przeprowadzania regularnych ataków na szyitów z Houthi. Ta sytuacja doprowadziła do nasilenia napięć z AQAP, chociaż obie strony uniknęły starć od końca 2015 r.

    W dniu 6 października 2015 r. bojownicy przeprowadzili kolejną serię zamachów samobójczych, tym razem w Aden, w których łącznie zabitych zostało 15 żołnierzy koalicji saudyjskiej. Zaatakowany został hotel al-Qasr, który był siedzibą urzędników prezydenta Hadiego, a także obiekty wojskowe. Komórka organizowało kolejne ataki przeciwko siłom pro-Hadi, w tym m.in. zabójstwo gubernatora prowincji Aden w grudniu 2015 r. Jednak jeszcze w tym samym miesiącu komórka doświadczyła poważnego rozłamu, kiedy dziesiątki jej członków, w tym dowódcy wojskowi i religijni, publicznie wypowiedzieli posłuszeństwo przywódcy wilajatu w Jemenie, w związku z naruszeniem przez niego zasad szariatu. Centralne dowództwo ISIS potępiło buntowników, oskarżając ich o naruszenie przysięgi wobec głównego szefa Państwa Islamskiego -Baghdadiego.

    AQAP ogłosiła na początku 2016 r., że około 30 członków ISIS przeszło na jej stronę, niezadowolonych z taktyki komórki i celowania w meczety oraz muzułmańską ludność cywilną. W dniu 15 maja 2016 r. bojownicy ISIS wzięli odpowiedzialność za zamach samobójczy, który zabił 25 policyjnych rekrutów w mieście Mukalla w południowym Jemenie. Działalność wilajatu przyciągnęła również uwagę USA, które przeprowadziło serię nalotów oraz akcji SOF na zgrupowania bojowników i obszary gdzie działali. W 2017 r. działalność grupy przycichła, głownie z powodu utraty wielu bojowników oraz sprzętu. W 2018 r. kontroluje ona kilka wiosek na południu Jemenu i prawdopodobnie całkowicie się rozpadnie na rzecz AQAP.

    by @CocoJumbo20
    -----------------------------------------------------------------------

    Al-Kaida w Jemenie

    AQAP - Al Qaida in Arabian Peninsula - Al Qaida Półwyspu Arabskiego - można by tak wymieniać jeszcze kilka minut ponieważ ta organizacja terrorystyczna korzysta z wielu nazw. Dokładnie 22 różnych nazw. Jest to spowodowane tym że AQAP tak naprawdę jest koalicją różnych grup islamistycznych/dżihadystycznych które postanowiły połączyć się w styczniu 2009 roku. Głównie jest to fuzja komórek Al-Qaidy z Arabii Saudyjskiej oraz Jemenu. AQAP jest też od 2009 roku filią Al-Qaidy na półwyspie arabskim kiedy to dowódcy AQAP złożyli bayyah Osamie bin Ladenowi a później Ajmanowi az Zawahiriemu.
    Sama Al-Qaida była już wcześniej bardzo aktywna w Jemenie jeszcze przed powołaniem regionalnej filii.

    12 października 2000 terroryści przeprowadzili w porcie w Adenie atak na amerykański okręt USS Cole, poważnie go uszkadzając i zabijając 17 amerykańskich marynarzy. Do stycznia 2009 AQ przeprowadziła sporo udanych zamachów terrorystycznych oraz dokonała porwania amerykańskiego obywatela Paula Marshalla Johnsona w 2004, a w 2008 zaatakowano ambasadę USA w Sanie. Po 2009 roku AQAP rozpoczął serię zamachów bombowych które regularnie przeprowadzane doprowadziły do śmierci setek osób.

    Przejdźmy teraz do omówienia dowódców AQAP. Szefem tej organizacji jako pierwszy był Anwar al-Awlaki - urodzony w 1971 roku w USA w stanie Nowy Meksyk. Syn Nassera al-Alwakiego, Jemeńczyka, który kształcił się w USA. Przed zamachami z 11 września 2001 rozpoczął prace nad swoim doktoratem, których nie udało mu się zakończyć. W czasie studiów pełnił funkcję wiceprzewodniczącego fundacji charytatywnej, której założycielem był jemeński szejk Abdul Madżid al-Zindani. Al-Zidani znał Osamę bin Laden przez co Anwar al Awlaki też uległ wpływom tego człowieka i sam stał się radykałem. Pełnił także funkcję imama w Centrum Islamskim Dar al-Hidżra w Falls Church w amerykańskim stanie Wirginia. Do 2002 mieszkał w USA, następnie na dwa lata przeprowadził się na Wyspy Brytyjskie. Od 2004 przebywał w Jemenie. W styczniu 2009 al-Awlaki wydał esej pt. 44 sposoby wspierania dżihadu. Jest to zbiór wskazówek sympatyzujących z ruchem dżihadu. Inspirator wielu ataków terrorystycznych na terenie USA. Organizator nieudanego ataku lotniczego z 25 grudnia 2009, w którym to Nigeryjczyk Omar Farouk Abdulmutallab miał się wysadzić w samolocie lecącym z Amsterdamu do Detroit. Anwar Al-Awlaki został zabity 30 września 2011 w wyniku nalotu amerykańskiego samolotu bezzałogowego MQ-1 Predator w jemeńskiej prowincji Marib. Terroryści z AQAP, śmierć Awlakiego potwierdzili oficjalnie 10 października 2011. Jego następcą został Nasir al-Wuhayshi urodzony w 1976 roku w Jemenie. Podobnie jak Awlaki był on radykałem który swoją postawą doprowadził do rozrostu wpływów AQAP w Jemenie. Zginął on 12 czerwca 2015 roku w miejscowości Mukalla podczas ataku amerykańskiego drona bojowego. Kolejnym szefem AQAP został Qasim al-Raymi urodzony w 1978 w Jemenie. Za informację dotyczącą miejsca jego pobytu organizacja Reward for Justice wyznaczyła kwotę 5 milionów dolarów. Warto też wspomnieć dlaczego aż taka kwota. Ponieważ dzięki jego przywództwie, organizacja rozrosła się do potężnej skali.

    AQAP w szczycie swojej potęgi kontrolowała 1/3 terytorium Jemenu. Jednak poprzez działania koalicji stworzonej przez Arabię Saudyjską oraz przez działania USA, dowództwo tej organizacji terrorystycznej kurczy się a dzięki staraniom sił Hadiego czyli rządu Jemenu, terytorium AQAP zmniejsza się i obecnie zajmuje tereny półpustynne oraz pustynne w południowej, południowo wschodniej oraz wschodniej części Jemenu. Obecnie liczba bojowników AQAP wynosi około 4000 ludzi. Jest to ogromny spadek mając na względzie to że w roku 2010 owa organizacja liczyła około 12000 bojowników.

    Teraz czas na omówienie kwestii finansowania ponieważ z czegoś każda organizacja musi się utrzymywać. Otóż AQAP otrzymuje pieniądze ze sprzedaży ropy oraz gazu ziemnego, podatków i opłat pobierany od cywilów mieszkających na terenach podbitych przez AQAP, przemyt oraz szmugiel, kradzieże, handel narkotykami oraz bronią, porwania dla okupu, napady na banki, nielegalna działalność polegająca na wyłudzaniu pieniędzy z kont bankowych oraz wsparcie ze strony bogatych sponsorów. Te wszystkie drogi zdobywania pieniędzy pozwalają na utrzymanie się organizacji oraz prowadzenie dalszej działalności terrorystycznej. Raporty mówią o tym że AQAP dzięki tym sposobom zarabia około 10 milionów dolarów rocznie.

    Teraz czas na omówienie działalności propagandowej AQAP. Otóż AQAP jest bardzo aktywne w internecie. Członkowie oraz sympatycy zakładają sporo stron internetowych poświęconych tej organizacji. Dodatkowo sam AQAP tworzy regularnie internetowe wydania pism dżihadystycznych w których zamieszcza swoje teksty o Islamie oraz poradniki które tłumaczą np. jak skonstruować bombę lub jak przeprowadzić zamach terrorystyczny. Dowódcy AQAP regularnie zamieszczają nagrania audio oraz wideo, w których wygłaszają swoje teksty na tematy związane z ich działalnością. Dodatkowo mocno rozwija się tzw. działalność muzyczna lecz pamiętajmy że radykalni salafici odrzucają muzykę graną na instrumentach dlatego rozwijają muzykę opartą wyłącznie na śpiewie który odpowiednio zmodulowany brzmi czasami lepiej niż pieśń z wykorzystaniem instrumentu muzycznego. Taka pieśń bez instrumentów muzycznych nazywa się nasheed i jest to pieśń religijna poświęcona np. męczennikom którzy zginęli podczas walk lub np. prorokom muzułmańskim. Dodatkowo AQAP regularnie umieszcza w internecie nagrania video z walk przeciwko siłom Hadiego oraz przeciwko siło Houthi. Na niektórych nagraniach przedstawione są bardzo brutalne sceny które mają wzbudzić w przeciwnikach strach i niechęć do dalszej walki. Materiały video oraz audio są tworzone w najwyższych rozdzielczościach oraz z wykorzystaniem najlepszych technik montażu i obróbki audio. Ma to wzbudzić w sympatykach oraz bojownikach dumę i poczucie tego że bierze się udział w czymś co ma odmienić świat. Jest to klasyczna taktyka propagandowa która wychwala nawet małe zwycięstwa a przemilcza nawet największe porażki organizacji.

    Ciężko przewidzieć jak dalej potoczą się losy AQAP w Jemenie. Wiemy tyle że ISIS nie było w stanie przejąć wpływów w Jemenie od AQAP i samo ISIS zostało zmarginalizowane w tamtym rejonie posiadając jedynie kilkuset bojowników. Mimo to los AQAP wydaje się być przesądzony ponieważ USA stale prowadzi polowanie na dowódców AQAP a Koalicja Arabii Saudyjskiej wraz z siłami Hadiego stale walczą przeciwko tej organizacji. Houthi też mają sporo sukcesów na tym polu i nie zapowiada się żeby ten trend miał się odwrócić w najbliższym czasie. AQAP prawdopodobnie w ciągu najbliższych kilku lat straci terytoria w Jemenie i przejdzie do partyzantki tak jak teraz ISIS uczyniło w Iraku. AQAP miało swoją szansę na stworzenie czegoś na wzór emiratu lecz liczba wrogów z którymi się musieli zmierzyć doprowadziła do tego stanu który mamy obecnie. Miejmy nadzieję że wraz z upadkiem AQAP nie pojawi się dużo gorsza organizacja która będzie jeszcze bardziej brutalna i bezwzględna wobec innych grup ale także i co najważniejsze wobec zwykłych cywilów.

    by @RuskiAgent1917
    -----------------------------------------------------------------------

    Huti w Syrii

    Pierwsze informacje o bojownikach Huti w Syrii walczących po stronie Assada sięgają nawet 2013 r., czyli na dobrą sprawę początkowego okresu wojny domowej. Plotki te pojawiały się jeszcze wielokrotnie na przestrzeni ostatnich lat, jednak warto zauważyć, że za ich rozprzestrzenianie odpowiadały głównie media pro-rebelianckie lub anty-irańskie, co każe podchodzić do nich z pewną dozą ostrożności. W publikowanych przez te media raportach przeczytać można było m.in. o tym, że Huti przechodzą w Syrii szkolenia wojskowe i zdobywają doświadczenie bojowe, walcząc wśród różnych pro-rządowych milicji. Ilość bojowników Huti w Syrii miała nie być jednak nigdy większa niż paruset ludzi jednocześnie. Cały proces szkolenia i ich pobytu w Syrii miał być nadzorowany przez Iran i Hezbollah.

    Warto jednak zaznaczyć, że pomimo licznych plotek na temat obecności Hutich w Syrii, nigdy jednoznacznie nie udało się potwierdzić tego wszystkiego o czym pisały pro-rebelianckie media. Przykładowo w trakcie walk w Aleppo w 2015 r. rebelianci twierdzili, że pojmali 3 bojowników Huti walczących dla wojsk Assada, jednak nie zostało to potwierdzone ani nagraniem ani zdjęciami. Inny, już lepiej udokumentowany i mniej ogólnikowy przypadek pochodzi z sierpnia 2017 r. kiedy to w mediach społecznościowych pojawiła się informacja o śmierci Mohammeda al Warafiego – jednego z dowódców Huti. Wg aktywistów miał on zginąć w okolicy Palmiry, gdzie wspólnie z Hezbollahem miał walczyć przeciwko ISIS. O ile sama śmierć Warafiego wydaje się faktem, to już jednak nie ma 100% pewności, czy zginął on rzeczywiście w Syrii...

    Z drugiej strony biorąc pod uwagę to, że Iran do walki w Syrii organizował już różnorakie milicje składające się czy to z Afgańczyków czy Pakistańczyków, to także i obecność wspieranych przez niego Hutich, nie byłaby specjalnie zaskakująca. Nie mniej, jeśli już, to można raczej mówić o obecności symbolicznej - mającej na celu bardziej zdobycie doświadczenia bojowego niż faktycznego, zauważalnego na froncie wsparcia dla strony rządowej.

    by @60groszyzawpis
    -----------------------------------------------------------------------

    Którzy to ci dobrzy i kogo popiera Mirko? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jak każdy konflikt tak i wojna domowa w Jemenie nie ma jednej nieskazitelnej strony. Wszyscy zarówno Huti, siły rządowe Hadiego, a nawet AQAP ( ͡° ͜ʖ ͡°) mają swoje za uszami i dopuszczali się naruszeń praw człowieka, więc nikogo nie można nazwać tymi dobrymi. Możemy jedynie wybierać kto jest dla nas mniejszym złem, ale jest to jedynie kwestia osobistych preferencji, a nie prawda oświecona.

    Co do poparcia stron na Mirko to większość albo nie ma pojęcia kto z kim walczy albo nie popiera nikogo. Z przeprowadzonej kiedyś ankiety (https://www.wykop.pl/wpis/28421977/w-zwiazku-z-ostatnimi-burzliwymi-dyskusjami-pod-ta/) wynika, że z aktywnie uczestniczących w konflikcie stron największym poparciem cieszą bojówki pro- Irańskie.

    by @Liesbaum
    -----------------------------------------------------------------------

    Jeśli ktoś chce to pod poniższym linkiem wersja FAQ do pobrania w formie PDFa
    http://www.mediafire.com/file/vu1g4pa6k32bksw/jemenfaq.pdf

    #jemen #jemenfaq #bliskiwschod #syria #syriaspam #huti
    pokaż całość

  •  

    Po ponad miesiącu walk o miasteczko Gharanij nad Eufratem, IS odzyskało pełną kontrolę na miejscowością i wyparło z niej SDF ( ͡° ͜ʖ ͡°) Siły kurdyjskie całkowicie sobie nie radzą z oczyszczeniem brzegu Eufratu, chyba pora by rządowi zrobili drugą przeprawowe w okolicach Abu-Kamal ( ͡° ͜ʖ ͡°) Brak sukcesów Kurdów w walce IS jest spowodowany podobno tym że USA całe wsparcie skierowało do obrony Pól naftowych.

    https://twitter.com/QASIOUN_NEWS/status/952123404236349440

    #syria #isis #usa #bliskiwschod #iran
    pokaż całość

  •  

    Jesteśmy świadkami rewolucji Panowie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Arabia Saudyjska pozwoli na przyjazdy turystek (powyżej 24 roku życia) bez legalnego opiekuna (mahram)
    #arabiasaudyjska #bliskiwschod #szewko #assadowskasekcjaprosalmanska

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Al-Qaida wzywa rebeliantów do obrony Idlibstanu. Sytuacja jak widać jest dla rebeliantów krytyczna. To dobrze. ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    Link:https://mobile.almasdarnews.com/article/al-qaeda-issues-statement-calling-militants-hold-syrias-idlib/

    W podobnym tonie wypowiada się także Abdullah al Muhaysini.

    Link:https://twitter.com/walid970721/status/950787054232899589

    #syria #bliskiwschod
    pokaż całość

  •  

    Jest już nagranie ze "starcia" saudyjskiego samolotu z rakietą Hutich. Jednak nie Tornado, a F-15. Niby leci dalej ale musiała mu ta eksplozja zaszkodzić bo ostatecznie się rozbił. Widać też dobre wyszkolenie saudyjskich pilotów - z jednej strony odpala flary a z drugiej włącza dopalacz ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #jemen #bliskiwschod #wojna #huti #arabiasaudyjska
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #bliskiwschod

0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,1:0,0:0,1:1,0:0,0:0

Archiwum tagów