•  

    Kolejka w 20 punktach #2

    Za nami drugi weekend z angielską piłką na najwyższym poziomie. Tak, jak przed tygodniem, tak i teraz przyszło nam obejrzeć hitowe starcie ekip z Wielkiej Szóstki, niemrawe poczynania drużyn aspirujących do miana “best of the rest” oraz kolejne boje beniaminków. Kto po dwóch seriach gier może chodzić z uniesioną głową, a kto winien czym prędzej zapomnieć o swoich ostatnich występach?

    1. Ukontentowani są z pewnością piłkarze Liverpoolu, którzy mimo wycieńczającej potyczki z Chelsea w późny środowy wieczór, w sobotę ograli Southampton. The Reds kontynuują 11-meczową serię zwycięstw ligowych, która po raz ostatni przydarzyła im się w pamiętnej kampanii 2013/14. Oby tylko jej zakończenie było mniej bolesne niż ówczesny poślizg Gerrarda. Henderson, wiesz czego nie robić!

    2. Sześć oczek po dwóch pierwszych kolejkach sezonu - Arsenal nie był w równie komfortowej sytuacji od rozgrywek 2009/10. Po pokonaniu Newcastle Kanonierzy rozprawili się z Burnley, i choć styl nadal pozostawia nieco do życzenia, w tabeli liczą się punkty, nie ilość koronkowych akcji. Tych z każdym tygodniem pobytu Daniego Ceballosa w Anglii siłą rzeczy powinno tylko przybywać.

    3. Mimo wyraźnej dominacji, przewyższania rywala w niemal każdym aspekcie i kontrolowania prawie wszystkich boiskowych wydarzeń, Manchester City tylko zremisował z Tottenhamem. Wysiłki Kevina de Bruyne poszły na marne, na nic zdał się współczynnik expected goals na poziomie 3.0 (o 2.78 wyższy od Kogutów!). Nie jest to wprawdzie odpowiedni moment, by dywagować nad wpływem sobotniego rezultatu na batalię o tytuł mistrzowski, lecz podopieczni Guardioli nadspodziewanie wcześnie stracili punkty.

    4. Manchester United młodnieje z meczu na mecz (tym razem średnia wieku wyjściowej jedenastki wyniosła 24 lata i 173 dni), jest coraz żwawszy oraz pewniejszy w rozegraniu piłki. Gdyby jeszcze wykorzystywał więcej sytuacji strzeleckich… Niestety, na razie nieskuteczność Pogby, Martiala i Lingarda uniemożliwia Czerwonym Diabłom przetestowanie miękkości fotela lidera.

    5. Po raz pierwszy w historii swoich występów w Premier League Brighton nie zaznało goryczy porażki w żadnej z dwóch pierwszych kolejek sezonu. W sobotę Mewy podzieliły się oczkami z Młotami, a Potter dalej czaruje w najlepsze.

    6. Nie wiem, czy Mauricio Pochettino ma jakiekolwiek doświadczenie w ringu, ale skorzystanie z taktyki: podskocz, przypierdol, odskocz - stosowanej niekiedy przez pięściarzy - umożliwiło jego drużynie zremisowanie meczu z Manchesterem City. I to mimo oddania zaledwie trzech strzałów! Tak, jak w starciu z Aston Villą, tak i w rywalizacji z The Citizens, kluczowy dla Kogutów okazał się impuls z ławki rezerwowych, który tym razem dał Lucas Moura. Brazylijczyk ustalił wynik spotkania w pierwszym kontakcie z piłką, 19 sekund po wejściu na boisko.

    7. Harry Wilson dopiero co przybył do Bournemouth, a już błyszczy. Bramka w zwycięskim meczu z The Villans była dziesiątym trafieniem Walijczyka zza pola karnego od startu ubiegłego sezonu. Żaden zawodnik, spośród występujących na profesjonalnym poziomie w Anglii, nie może się z nim w tym względzie równać.

    8. Sheffield United w niezłym stylu uporało się Crystal Palace i wciąż pozostaje niezwyciężone. Wszystko to przy wielkim udziale piłkarzy urodzonych na Wyspach, wszak Chris Wilder jest pierwszym szkoleniowcem od 1995 roku, który w początkowych dwóch kolejkach zmagań wystawił do gry jedenastki złożone z samych Brytyjczyków oraz Irlandczyków. Poprzednio uczynił to Gary Megson.

    9. Uwzględniając końcówkę ubiegłego sezonu, Everton wygrał na własnym boisku pięć kolejnych meczów, a do tego zachował tam sześć czystych kont z rzędu. Graczom Marco Silvy nie pozostaje więc nic innego, jak tylko popracować nad regularnym punktowaniem na wyjeździe - tak, by porażki z drużynami na poziomie Fulham odeszły w niepamięć - i może ich europejskie ambicje przerodzą się wreszcie w stan faktyczny.

    10. Sean Dyche przegrał wszystkie dziewięć spotkań ligowych, w których jego Burnley mierzyło się z Arsenalem. Cóż, być może do dziesięciu razy sztuka…

    11. Norwich gładko rozprawiło się z Newcastle, a Teemu Pukki stał się pierwszym piłkarzem Kanarków od 1993 roku, który skompletował hat-tricka na poziomie angielskiej ekstraklasy. Fin nad wyraz dobrze odnalazł się w nowych realiach (ma już tyle samo potrójnych zdobyczy w angielskiej ekstraklasie, co Bergkamp i Ronaldo!), a różnica poziomów, dzieląca Championship oraz Premier League, nie robi na nim większego wrażenia.

    12. Choć Leicester nie może zaliczyć startu rozgrywek do szczególnie udanych, drużyna Rodgersa powoli nabiera rozpędu. Po oddaniu tylko jednego strzału w pierwszej połowie starcia z Chelsea, w drugiej Lisy zanotowały aż jedenaście prób. Ostatnim zespołem, który równie często niepokoił bramkarza gospodarzy na Stamford Bridge była… ekipa z King Power Stadium w 2016 roku.

    13. Mimo że Wolverhampton przegrywało na własnym obiekcie z Manchesterem United, zdołało odrobić straty i uzyskać niezwykle cenny remis. Wychodzenie z opresji w potyczkach z 20-krotnymi mistrzami kraju staje się powoli specjalnością Wilków, wszak podobna sztuka udała im się po raz trzeci z rzędu! Tym razem zbawcą okazał się Ruben Neves, który w trakcie przygody z angielską ekstraklasą zdobył więcej bramek (5) niż zaliczył kontaktów z piłką w polach karnych rywali (3).

    14. Trzeci raz w przeciągu czterech lat Crystal Palace nie jest w stanie wygrać żadnego z pierwszych dwóch spotkań sezonu. Ba, Orły nie potrafią nawet strzelić gola! Stare porzekadło mówi jednak, iż prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, a po tym, jak kończą. Niewykluczone więc, że i tym razem londyńczycy wybudzą się z marazmu w porę.

    15. Przełamania potrzebuje również Chelsea. Co z tego, że zespół ze Stamford Bridge wreszcie uniknął porażki, skoro ledwie zremisował z Leicester? Frank Lampard stał się natomiast pierwszym menedżerem The Blues od rozgrywek 2012/13, który nie wygrał żadnego z pierwszych trzech meczów od momentu zatrudnienia. Poprzedni nieszczęśnik pracuje obecnie w Chinach i prowadzi wojenki z władzami Newcastle.

    16. - Nie przegranie dzisiejszego spotkania było ważne, ponieważ graliśmy na wyjeździe, tydzień po doznaniu porażki. Dwie przegrane z rzędu byłyby powtórką z zeszłego sezonu i oznaczałyby trudny start - stwierdził po remisie z Brighton Manuel Pellegrini. Nie takiego progresu pragnięto jednak na London Stadium…

    17. Gol Douglasa Luiza znów był tylko łyżką miodu w beczce dziegciu, którą niosą na swoich barkach piłkarze Aston Villi. Zwycięska posucha na najwyższym szczeblu rozgrywkowym trwa w ich przypadku od lutego 2016 roku, a końca nie widać. Za tydzień łatwiej o przełamanie z pewnością nie będzie, wszak na Villa Park przyjeżdża rozochocony Everton.

    18. Steve Bruce stał się następnym, piątym z kolei menedżerem Newcastle, który przegrał pierwszy mecz wyjazdowy na ławce trenerskiej Srok. Wobec zerowej liczby oczek na koncie towarzystwo Alana Pardew, Johna Carvera, Steve’a McClarena oraz Rafy Beniteza stanowi marne pocieszenie.

    19. Święci nie zdołali wykorzystać słabszej dyspozycji Liverpoolu i nadal czekają na premierowe punkty w nowym sezonie. Jedynym pozytywem pozostaje więc gol Ingsa, który z ośmioma trafieniami jest najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu z St Mary’s Stadium od początku ubiegłych rozgrywek.

    20. Watford poległ w starciu z The Toffees, a Goodison Park pozostało dla niego niezdobytą twierdzą. Szerzenie nie wygrały żadnego z trzynastu spotkań w niebieskiej części Merseyside, co jest to o tyle intrygujące, że przy okazji ostatnich czterech wizyt aż trzykrotnie obejmowały prowadzenie w meczu.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #astonvilla #norwich #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Grafika: Goal.com
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-19 23-47-43.jpg

  •  

    Kolejka w 20 punktach #1

    Wróciła! Zjawiskowa, emocjonująca, rozpalająca zmysły i zaspokajająca pragnienia Premier League znowu cieszy nasze oczy. A skoro inauguracyjna seria gier już za nami, sprawdźmy co wydarzyło się na angielskich boiskach w miniony weekend. Przypominam, że kolejność drużyn odpowiada ich aktualnej pozycji w tabeli.

    1. Pierwszy mecz, pierwsze zwycięstwo i pierwszy rekord. Wygrana 5:0 z West Hamem stanowi najokazalsze wejście w sezon w historii występów Manchesteru City w najwyższej klasie rozgrywkowej. Sterling i spółka nie dali Młotom najmniejszych szans na pozytywne wspomnienia z sobotniego popołudnia i wygodnie rozsiedli się w fotelu lidera.

    2. Po piętach depczą im rywale zza miedzy, którzy w imponującym stylu rozprawili się z Chelsea. Ole Gunnar Solskjaer posłał do boju najmłodszy zespół premierowej kolejki (średnia wieku wyjściowej jedenastki wyniosła 24 lata i 277 dni), co znalazło odzwierciedlenie w energii oraz żywiołowości Czerwonych Diabłów. Na szczególne wyróżnienie zasłużył zdobywca dwóch bramek - Marcus Rashford. Jak na razie, no Lukaku, no problem.

    3. Cztery spotkania i piętnaście goli - bilans inauguracyjnych potyczek Liverpoolu pod wodzą Jurgena Kloppa robi wrażenie. Nie inaczej jest zresztą ze stylem, w jakim The Reds uporali się z beniaminkiem z Norwich: lekko, pewnie, z pełną kontrolą i swoistą rutyną. Salah miał strzelać, więc strzelił, Arnold miał asystować, więc asystował, Firmino miał kreować, więc kreował. I tylko łydka Alissona nadwyrężyła nieco humory na Anfield.

    4. Najmniejszych powodów do zmartwień nie mają natomiast w Burnley. The Clarets bardzo mocno weszli w sezon i po raz pierwszy od 1966 roku rozpoczęli zmagania ligowe od wygranej różnicą trzech trafień. Jeszcze nie pora na nawiązania do znakomitej kampanii 2017/18, niemniej start bieżących rozgrywek jest w wykonaniu Tarkowskiego i spółki cokolwiek obiecujący.

    5. Czy to Midas? A może MacGyver? Nie, to Potter, Graham Potter. Niech pierwszy napisze komentarz ten, kto spodziewał się, iż Brighton ogra Watford. I to 3:0! Jeśli tak mają prezentować się Mewy w nowym, lepszym wydaniu, skazujący ich na pożarcie prędko odszczekają swoje słowa. A ja razem z nimi.

    6. Pomimo przeciętnego występu - nie licząc ostatnich dwóch kwadransów - Tottenham pokonał Aston Villę. Jednak nie wynik a pozytywne przejście kolejnego testu charakteru zdaje się w tej sytuacji najważniejsze. Koguty nie zniechęciły się ani szybko straconym golem, ani sukcesywnym biciem głową w mur podtrzymywany z drugiej strony przez Mingsa oraz Heatona. Determinacja z domieszką kunsztu Kane’a przyniosły upragnione trzy punkty.

    7. Łatwej przeprawy nie miał również Arsenal. Być może było to pokłosiem braku Pepe oraz Lacazette’a w wyjściowym składzie lub docierania się poszczególnych elementów i schematów, niemniej na premierowe i zarazem jedyne trafienie w starciu z Newcastle przyszło Kanonierom czekać aż do 58. minuty. Autorem zwycięskiej bramki - a jakże - Pierre-Emerick Aubameyang. Od debiutu Gabończyka w angielskiej elicie tylko Mohamed Salah zdobył więcej bramek od niego (36 do 33).

    8. Prawdziwe wejście smoka do ekstraklasy zaliczył Billy Sharp. Za sprawą pierwszego strzału w historii swoich występów (całych trzech) na poziomie Premier League Anglik zdobył gola na wagę remisu Sheffield z Bournemouth. Oznacza to, iż The Blades są jedynym beniaminkiem, który w inauguracyjnej serii gier zasłużył na jakiekolwiek punkty.

    9. Choć podopieczni Eddiego Howe’a przegrali tylko jedno z ostatnich dwunastu starć z ligowymi nowicjuszami, rezultat meczu z ekipą Chrisa Wildera (1:1) nie mógł ich usatysfakcjonować. Z drugiej strony, oddawszy skromne trzy uderzenia w światło bramki Wisienki same napytały sobie biedy. Na razie bliżej im do robaczywek, aniżeli do dojrzałych owoców.

    10. Mimo że piłkarze Evertonu dobrze weszli w mecz z Crystal Palace i mieli swoje okazje do wyjścia na prowadzenie, ostatecznie nie udało im się udokumentować swojej przewagi. Z każdą upływającą minutą, z każdym kolejnym bezowocnym atakiem wzbierała w nich frustracja, która znalazła ujście w czerwonej kartce, jaką obejrzał Morgan Schneiderlin. W efekcie, zamiast zażartej walki do ostatniego gwizdka sędziego The Toffees starali się utrzymać bezbramkowy remis. Nie tak początek rozgrywek wyobrażał sobie Marco Silva…

    11. - Wraz z rozwojem spotkania szło nam coraz lepiej i jeśli któraś z drużyn miała odnieść zwycięstwo w drugiej połowie, byliśmy to my - stwierdził po starciu z Evertonem Roy Hodgson, któremu trudno nie przyznać racji. Im dłużej trwało widowisko, tym Orły były groźniejsze, a przede wszystkim porządniej zorganizowane. Może i bramki zdobyć się nie udało, ale punkt uzyskany z potyczki z kandydatem do występów na Starym Kontynencie należy uszanować.

    12. Osiemdziesiąt trzy minuty czekali kibice Leicester na pierwszy celny strzał ich ulubieńców w meczu z Wolverhampton. Nie oddał go ani Perez, ani Maddison, ani nawet Vardy, a młody Barnes, który niespełna kwadrans wcześniej pojawił się na murawie w miejsce Choudhury’ego. Choć rywal nie był przypadkową zbieraniną kopaczy, ofensywa aspirująca do gry w europejskich pucharach musi prezentować się znacznie lepiej.

    13. Bezbramkowy remis nie zadowala również Wilków, które za sprawą eliminacji do Ligi Europy mają w nogach już cztery oficjalne spotkania. Na plus zachowanie pierwszego czystego konta w ligowej potyczce wyjazdowej od października ubiegłego roku, na minus brak skuteczności w ataku. Kolejne tygodnie pokażą, czy była to kwestia poziomu przeciwnika, czy może przeciążenia organizmów kluczowych zawodników.

    14. Na rozpoczęcie pracy w nowym klubie Steve Bruce przegrał swój dwudziesty mecz - licząc jedynie karierę menedżerską - z Arsenalem. Choć jego piłkarze dzielnie stawiali opór Londyńczykom, długimi momentami byli zwyczajnie bezbarwni. Być może dostosowali się do atmosfery, jaka w niedzielne popołudnie panowała na St James’ Park…

    15. Fatalna passa Jacka Grealisha trwa w najlepsze. Angielski pomocnik poległ w dziewiętnastu (!) spotkaniach Premier League z rzędu i ustanowił tym samym niechlubny rekord. Z perspektywy jego doświadczeń trudno dziwić się, że po otwierającym wynik meczu z Tottenhamem golu McGinna był pierwszym, który tonował nastroje kolegów. Niestety na nic się to nie zdało.

    16. O ile po piątkowym wieczorze na Anfield piłkarze Norwich nie napiszą książki pod tytułem "Jak zainaugurować sezon po awansie do Premier League", o tyle popełnienie dzieła "Jak przegrać 1:4 i nie stracić godności" nie jest nieuzasadnione. Defensywa Kanarków nie była w stanie przeciwstawić się sile ofensywnej Liverpoolu - tak, jak nie zrobi tego znakomita większość rywali The Reds - lecz atak z Teemu Pukkim na czele zaprezentował się obiecująco (12 strzałów, z czego 5 w światło bramki, to na tle najlepszej obrony minionych rozgrywek nie w kij dmuchał). Dodając do tego fakt, iż klub z Carrow Road wygrał zaledwie jedno z ostatnich siedemnastu spotkań otwierających sezon, kibice żółto-zielonych mogą patrzeć w przyszłość z umiarkowaną, stonowaną nadzieją. W końcu nie co tydzień gra się z mistrzem kontynentu i wicemistrzem kraju.

    17. Pomimo udanych przygotowań, początek zmagań ligowych nie napawa fanów Southampton optymizmem. Pół biedy, że ich ulubieńcy nie zdobyli bramki - takie rzeczy zdarzają się każdemu. Zainkasowanie trzech ciosów na Turf Moor to natomiast spory wyczyn (poprzednio przytrafiło się to Bournemouth, blisko rok temu). Święci winni czym prędzej wymazać wątpliwej przyjemności wydarzenie z pamięci i rzucić się w wir pracy nad uszczelnieniem tyłów.

    18. - Musimy się poprawić. Być może to dobre przebudzenie w kontekście reszty sezonu - skomentował blamaż Watfordu Javi Gracia. Fakt, jeśli Szerszenie potrzebowały kubła zimnej wody, 0:3 z Brighton pasuje jak ulał. Pytanie, czy nie dało się otrzeźwieć bez straty punktów?

    19. Porażka 0:4 z Manchesterem United stanowi najdotkliwszą przegraną, jakiej Frank Lampard doświadczył na poziomie Premier League od 2000 roku. Anglik był wówczas pomocnikiem klubu z Upton Park, który poległ w starciu z Czerwonymi Diabłami 1:7. O ile wtedy legenda The Blues potrzebowała wsparcia menedżera, o tyle teraz sama musi podnieść swoich podopiecznych na duchu.

    20. West Ham nie wygrał czwartego z kolei spotkania inauguracyjnego i po raz kolejny liczy na złe miłego początki. Co z tego, że w potyczce z The Citizens niezwykle aktywny był Lanzini, a swoich szans niezmordowanie szukał Haller, skoro blok defensywny nadal przypomina szwajcarski ser z dużymi dziurami? Dopóki niniejszy stan rzeczy nie ulegnie zmianie, dopóty traktowanie piłkarzy Manuela Pellegriniego jako poważnych kandydatów do gry w europejskich pucharach będzie jedynie myśleniem życzeniowym.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #astonvilla #norwich #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Grafika: Bleacher Report Football
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-11 21-57-32.jpg

    •  

      @Snibu: Nie ma,że nie zasłużyli byli ewidentnie gorszym zespołem i tyle.

    •  

      @chim3ra: atak pozycyjny nie istniał właśnie przez wiek i właśnie przez wiek była gra kontrą, żywiołowość i energia objawiały się właśnie w samotnych rajdach, co ty chcesz w pozycyjnym energię i żywiołowość? Popatrz jak grają młodzieżówki a jak seniorzy i którzy są lepsi w ataku pozycyjnym. Trudno żeby 23 latek z 21 latkiem rozklepali kombinacyjnie obronę.

      Akcje po kontratakach umożliwiło również przygotowanie fizyczne. United zapierdalało po prostu 90 minut, Wan-Bissaka był wszędzie i zawsze na pełnym gazie nawet jeśli czasem łamał linię albo gubił krycie, Martial grał padakę bo jedyne czego próbował to rajdy i dryblingi, Pogba tracił bo chciał zagrać takie podanie jak to przy 3 bramce, tak więc tak, na pewno energia i żywiołowość była. Nie było spokojnego budowania akcji zgodnie ze schematami taktycznymi, ale energia i żywiołowość ma się do tego nijak.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Kolejka w 20 punktach #0

    Jeśli śledzicie moją twórczość od dłuższego czasu, kojarzycie zapewne cykl "Kolejka w 20 zdaniach". (Dla niewtajemniczonych - po każdej serii gier Premier League pisałem post, składający się z dwudziestu ponumerowanych zdań, opisujących poczynania drużyn w danej kolejce.) W zbliżającym się sezonie zamierzam kontynuować serię, lecz dojdzie do drobnej modyfikacji. Jako że poświęcanie poszczególnym zespołom tylko jednego zdania było mocno ograniczające i na dłuższą metę męczące, postanowiłem z tym zerwać. Od teraz na każdy klub przypadną trzy-cztery zwarte i konkretne sentencje, podsumowujące kolejkę w jego wykonaniu. Reszta pozostaje bez zmian, uszeregowanie ekip wciąż zależeć będzie od ich pozycji w tabeli (stąd odrestaurowana nazwa cyklu - “Kolejka w 20 punktach”), a ja nadal będę starał się urozmaicać opisy ciekawostkami oraz statystykami.

    Przechodząc od teorii do praktyki, zapraszam Was do zapoznania się z "zerowym" odcinkiem serii, w którym pokrótce zapowiadam zbliżające się rozgrywki z perspektywy każdej z drużyn. Tym razem wyjątkowo obowiązuje kolejność alfabetyczna.

    1. Po pobiciu własnego rekordu transferowego i sprowadzeniu Nicolasa Pepe, Arsenal ma w kadrze trzech napastników klasy światowej. Naiwnością byłoby jednak sądzić, iż siła ataku zniweluje wszelkie braki w defensywie, której jedynym przedstawicielem trzymającym fason pozostaje Sokratis. Ku rozczarowaniu fanów, niewiele wskazuje na to, by kolejna, trzecia z rzędu próba powrotu do Ligi Mistrzów zakończyła się innym rezultatem niż dwie poprzednie.

    2. Po trzech latach banicji Aston Villa wkracza do ekstraklasy z misją utrzymania się oraz… szatnią pełną świeżo sprowadzonych zawodników. I choć na pierwszy rzut oka sytuacja łudząco przypomina zeszłoroczne poczynania Fulham, zdaje się, że The Villans wyciągnęli wnioski z błędów poprzednika. Wzmocnienia są o wiele bardziej przemyślane, jakościowe i perspektywiczne. Dobrym omenem dla Grealisha i spółki jest również fakt, iż spośród sześciu ostatnich beniaminków, którzy przed powrotem do Premier League wydali na transfery ponad 50 milionów funtów, aż pięciu uniknęło spadku.

    3. O potencjalnych odejściach Wilsona, Kinga, Frasera czy Brooksa mówiło się w mediach od miesięcy, lecz żaden z liderów Bournemouth nie opuścił latem drużyny. Mimo to, trudno oczekiwać, by w zbliżających się rozgrywkach Wisienki rywalizowały o coś więcej niż bezstresowy byt w elicie. Następne dziesięć miesięcy powinny być dla Eddiego Howe’a równie spokojne, co dobiegające końca okno transferowe.

    4. Po bardzo słabym sezonie i dramatycznej walce o uniknięcie relegacji, władze Brighton doszły do wniosku, iż zespół potrzebuje impulsu oraz świeżego spojrzenia z ławki trenerskiej. Era Chrisa Hughtona dobiegła końca, miejsce architekta największych sukcesów w historii klubu zajął Graham Potter. Niestety, jeśli zbieżność nazwisk okaże się przypadkowa i przechwycony ze Swansea Anglik nie zna tajników magii, utrzymanie Mew w Premier League będzie zadaniem iście karkołomnym. Na tę chwilę ekipa z The Amex jest jednym z głównych kandydatów do spadku.

    5. Zeszłoroczny powrót do europejskich pucharów przyniósł Burnley nie tylko rozczarowanie, ale też sporą dawkę stresu na krajowym podwórku. Tym razem ma być zgoła inaczej - zespół Seana Dyche’a skupia się na rywalizacji ligowej, stawiając na stabilizację oraz sprawdzone metody radzenia sobie z rywalami. Powtórzenie sukcesu sprzed dwóch sezonów wydaje się niemożliwe, ale odzyskanie utraconego DNA powinno zapewnić The Clarets spokojne rozgrywki.

    6. Na Stamford Bridge nie ma już najważniejszego zawodnika Chelsea w ostatnich latach, Edena Hazarda, jest za to powracający w roli szkoleniowca Frank Lampard. Zatrudnienie Anglika było decyzją tyleż romantyczną, co ryzykowną, lecz na tę chwilę zdaje się on odpowiadać wszelkim potrzebom The Blues. Dość napisać, iż natychmiast poprawił atmosferę wokół klubu, podczas pracy w Derby County chętnie stawiał na młodzież, która wobec zakazu transferowego Londyńczyków może odegrać niepoślednią rolę w zbliżających się zmaganiach, a preferowany przez niego styl gry diametralnie odbiega od znienawidzonego przez kibiców Sarriball. Nie zdziwię się, jeśli w maju fani stwierdzą, że trofeów nie ma, ale też jest zajebiście.

    7. Johann Wolfgang von Goethe zauważył niegdyś, iż kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Zarząd Crystal Palace nic sobie jednak ze słów znamienitego poety nie robi, wszak po zainkasowaniu 45 milionów funtów za Wan-Bissake nie sprowadził na Selhurst Park żadnego gracza, który jakkolwiek podniósłby poziom kadry. Cała odpowiedzialność za wyniki Orłów znów spoczywać będzie na barkach Zahy oraz Milivojevicia, którzy wyżej dwunastego miejsca nie podskoczą, a i to w niniejszych okolicznościach byłoby rezultatem cokolwiek przyzwoitym.

    8. Znacznie wyżej mierzy Everton, który wreszcie zakontraktował perspektywicznego napastnika. Nie jest rzecz jasna przesądzone, że w osobie Moise Keana Livepoolczycy znajdą upragnionego następcę Romelu Lukaku, lecz Włoch słabszy od Cenka Tosuna i Dominica Calverta-Lewina z pewnością nie będzie. Z nowym snajperem szanse The Toffees na odzyskanie miana “best of the rest” diametralnie wzrosły.

    9. Chrapkę na europejskie puchary ma także Leicester, przystępujące do pierwszego pełnego sezonu pod wodzą Brendana Rodgersa. Irlandczyk z Północy dysponuje jednym z najbardziej ekscytujących i utalentowanych zespołów, łączących doświadczenie z młodością oraz rutynę z fantazją. Ba, nie ulega wątpliwości, iż dzisiejsze Lisy są o wiele silniejsze od mistrzowskiej ekipy z 2016 roku. I o ile Vardy i spółka nie mają większych szans na tytuł, o tyle powrót do zmagań na Starym Kontynencie jest celem z gatunku możliwych do spełnienia.

    10. Królowie Europy niezmiennie marzą natomiast o odzyskaniu korony na krajowym podwórku. W zeszłym roku podopieczni Kloppa zbliżyli się do perfekcji, lecz i to okazało się zbyt mało, by przechytrzyć Manchester City. Tym razem łatwiej nie będzie, gdyż przed Liverpoolem szereg dodatkowych spotkań: poza rozegranym już, przegranym przez The Reds starciem o Tarczę Wspólnoty, potyczka o Superpuchar Europy oraz Klubowe Mistrzostwa Świata. Nawet jeśli niemiecki szkoleniowiec będzie umiejętnie szafować siłami swoich piłkarzy, a ci unikną poważniejszych urazów, natłok obowiązków może skutecznie uniemożliwić klubowi z Anfield przerwanie 29-letniej posuchy mistrzowskiej.

    11. A skoro już o tytule mowa, głównym kandydatem do jego zdobycia znów jest ekipa z Etihad Stadium. The Citizens stoją przed szansą stania się pierwszą drużyną od 2009 roku, która obroni święty graal angielskiego futbolu dwa razy z rzędu. I choć wielu spodziewało się, iż aktualni czempioni skupią się na Lidze Mistrzów, Pep Guardiola zaznaczył, iż nieporównywalnie bardziej satysfakcjonuje go sukces na dystansie 38 aniżeli 7 (Katalończyk uważa, że wyjście z grupy jest dla klubu tego kalibru formalnością) meczów. Hegemonia nigdy się nie nudzi.

    12. Za miedzą już tak kolorowo nie jest, Ole Gunnar Solskjaer ma jasno wyznaczony cel - awansować do najbardziej prestiżowych rozgrywek europejskich i uczynić Manchester United znowu wielkim. W tym celu znacząco wzmocnił defensywę, zaordynował ciężkie treningi, a do tego nieustannie pracuje nad wszczepieniem podopiecznym mentalności prawdziwych Czerwonych Diabłów. Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że ciągłe wspominanie przeszłości i złotego okresu za rządów Sir Alexa Fergusona traci moc. Mimo perfekcyjnego okresu przygotowawczego (6 zwycięstw, 0 remisów, 0 porażek), przed drużyną z Old Trafford kolejny sezon przejściowy.

    13. Na St James’ Park niezmiennie panuje napięta atmosfera: Mike Ashley nie ustępuje, kibice protestują, a najlepszy menedżer ostatnich lat oraz gwiazdy odchodzą. Sytuacji nie poprawiło ani zatrudnienie Steve’a Bruce’a, ani wydanie sporych pieniędzy na nowych piłkarzy (pozyskanie Joelintona kosztowało 40 milionów funtów, Saint-Maxim przybył za 20). Wszystko to sprawia, iż Sroki są mocno nieprzewidywalne - z jednej strony klimat wokół klubu nie sprzyja osiąganiu dobrych wyników sportowych, z drugiej kadra zespołu wygląda całkiem przyzwoicie. Jeśli były szkoleniowiec Sheffield Wednesday będzie choć w połowie tak zaradny, jak Rafa Benitez, Newcastle wcale nie jest skazane na pożarcie.

    14. Aż 67% beniaminków, którzy od sezonu 1995/96 wkraczali do Premier League jako mistrzowie Championship, utrzymywało się w elicie w pierwszym roku po awansie. Czy w ich ślady pójdzie Norwich? Na papierze zespół nie robi większego wrażenia, lecz dokładnie tak samo było dwanaście miesięcy temu, kiedy Kanarki były rzekomo zbyt słabe, by myśleć o promocji do wyższej ligi. Gdzie dziś są, każdy widzi, pochopne wróżenie im spadku jest niewskazane.

    15. Ostatnim nowicjuszem w stawce jest Sheffield United, które wraca na salony po dwunastu latach przerwy. Kadra The Blades składa się niemal wyłącznie z Brytyjczyków - jedynym rodzynkiem pozostaje sprowadzony z Bournemouth Lys Mousset - i podobnie jak w przypadku Norwich, nie powala na kolana. Wprawdzie w bramce znowu stanie Dean Henderson, obronę doświadczeniem wspomoże Phil Jagielka, a w ataku rządzić będzie niezawodny Billy Sharp, lecz na większości pozycji może zwyczajnie zabraknąć jakości. Niewykluczone, że ekipa Chrisa Wildera będzie bić się o utrzymanie do ostatnich kolejek sezonu.

    16. Na St Mary’s Stadium nie gaśnie pragnienie wyjścia z marazmu, spowijającego klub od dwóch lat. W grudniu ubiegłego roku zatrudniono Ralpha Hasenhuttla, a latem zrewitalizowano nieco zmurszały skład - odeszli wiekowy Davies oraz wypalony Clasie, przyszli perspektywiczni Adams i Djenepo. Efekty widać jak na dłoni, z pięciu przedsezonowych sparingów Southampton wygrało cztery i jeden zremisowało. Zdaje się, iż drużyna powoli wraca na właściwe tory, toteż zbliżające się rozgrywki powinny być lepsze od poprzednich.

    17. W białej części Londynu liczą natomiast na to, że po bardzo obiecującym sezonie 2018/19, tak w lidze, jak i w pucharach, do gabloty trafi pierwsze trofeum od dwunastu lat. W osiągnięciu celu pomóc ma rzetelnie przepracowany okres przygotowawczy, w którym udział wzięli wszyscy najważniejsi piłkarze w układance Mauricio Pochettino - miła odmiana względem ubiegłego lata - pobicie klubowego rekordu transferowego przy okazji sprowadzenia Tanguya Ndombele oraz pozostanie w szeregach Kogutów kluczowych piłkarzy. Ostateczny sukces w dużej mierze zależeć będzie jednak od kondycji zdrowotno-sportowej liderów. Powtórzenie lub poprawienie rezultatów z minionych rozgrywek stanowi nie lada wyzwanie.

    18. Nieco podobnie, z zachowaniem odpowiednich proporcji, sprawy mają się w przypadku Watfordu. Dobre wyniki w Premier League w połączeniu z dotarciem do finału FA Cup rozbudziły apetyty wszystkich ludzi związanych z Szerszeniami, od piłkarzy po kibiców. Nikt nie myśli już wyłącznie o utrzymaniu się w elicie, od drużyny oczekuje się wejścia na wyższy poziom. Problem w tym, iż angielska klasa średnia - z Leicester, Evertonem oraz Wolverhampton na czele - rośnie w siłę w zastraszającym tempie i bardzo trudno będzie dotrzymać jej kroku. Choć Javi Gracia udowodnił, że potrafi wyciągać ze swoich podopiecznych maksimum możliwości, niewykluczone, iż w poprzednim sezonie ekipa z Vicarage Road musnęła szklany sufit, którego w najbliższych latach nie przebije.

    19. Wśród klubów, którym spokojny byt w ekstraklasie nie przynosi już większej satysfakcji, jest także West Ham. Młoty zaciekle pragną europejskich pucharów, co objawia się między innymi w poczynaniach zarządu na rynku transferowym - do stolicy Anglii przybyli Sebastian Haller, Pablo Fornals oraz Goncalo Cardoso. I to właśnie dwóch pierwszych ma stanowić o sile ofensywnej zespołu, a przynajmniej na to liczy Manuel Pellegrini. Jeśli obrona nie zniweczy całego wysiłku ataku, Londyńczycy powalczą o tytuł “best of the rest”.

    20. Obecnie dzierży go Wolverhampton, które według wszelkiego prawdopodobieństwa wystąpi w kolejnej edycji Ligi Europy. Oznacza to zwiększenie ilości rozgrywanych spotkań, co zgubiło w ostatnich latach niejednego średniaka. Wilki chcą jednak czym prędzej awansować w hierarchii ekstraklasowiczów i stać się jednym z potentatów, a radzenie sobie z grą na kilku frontach jest w tym przypadku nieodzowne. Przed Nuno Espirito Santo i jego podopiecznymi sezon prawdy. Pogodzenie zmagań na Starym Kontynencie z rywalizacją na krajowym podwórku może otworzyć im drzwi do restauracji, w której na razie biesiaduje wyłącznie Wielka Szóstka.

    P.S. Nie przejmujcie się nieco dłuższą formą niniejszego wpisu, natłok informacji zrobił swoje. Kolejne odcinki cyklu będą bardziej zwięzłe!

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Grafika: Football Whispers
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-08-06 21-23-15.jpg

  •  

    Indywidualności w 20 zdaniach

    Za nami niesamowity sezon angielskiej ekstraklasy, w którym nie zabrakło pięknych goli, fenomenalnych asyst, spektakularnych interwencji oraz widowiskowych dryblingów. Na uznanie zapracowały nie tylko drużyny jako kolektywne wspólnoty, ale też reprezentujące je indywidualności. Kto zasłużył na szczególne wyróżnienie w każdym z dwudziestu zespołów, występujących w Premier League w rozgrywkach 2018/19? (kolejność odpowiada miejscom w tabeli, które zajęły kluby wymienionych piłkarzy)

    1. David Silva dopisał do swojego dorobku nie tylko następny tytuł mistrzowski, ale również kolejne asysty przy trafieniach Sergio Aguero - Hiszpan ma ich na koncie 18, co oznacza, iż tylko trzech graczy w historii angielskiej ekstraklasy zanotowało więcej ostatnich podań do swoich ulubionych kompanów (Anderton do Sheringhama - 20, McManaman do Fowlera - 20 i Lampard do Drogby - 24).

    2. W Liverpoolu wiedzą, iż najskuteczniejszą obroną jest atak, co wyraża się w poczynaniach Trenta Alexandra-Arnolda, który w minionych rozgrywkach zaliczył aż 12 asyst, co jest najlepszym wynikiem defensora w dziejach ligi.

    3. Eden Hazard zgarnął nagrodę dla Playmakera Sezonu, a w zespole Chelsea sam był sobie sterem, żaglem i okrętem.

    4. Christian Eriksen po raz kolejny nadawał ton grze Tottenhamu, zdobywając przy okazji 10 bramek (biorąc pod uwagę wszystkie fronty, na których występowały Koguty) - Duńczyk robił to w pięciu z sześciu kampanii, w których przywdziewał barwy londyńskiego klubu.

    5. W swoim pierwszym pełnym sezonie w Premier League, Pierre-Emerick Aubameyang strzelił 22 gole i podzielił się Złotym Butem z Sadio Mane oraz Mohamedem Salahem - Gabończyk jest jednym z sześciu graczy, którzy w minionych czterech latach skompletowali sto trafień w pięciu najsilniejszych ligach Starego Kontynentu.

    6. Po wielu perypetiach i kontuzjach, Luke Shaw zaliczył solidny, równy rok w barwach Manchesteru United, za co uhonorowany został tytułem zawodnika rozgrywek zarówno według kibiców Czerwonych Diabłów, jak i kolegów z szatni.

    7. Conor Coady jest jedynym piłkarzem Premier League, który w ubiegłym sezonie rozegrał wszystkie mecze na wszystkich frontach w pełnym wymiarze czasowym.

    8. Kluczowym piłkarzem Evertonu jest natomiast Gylfi Sigurdsson, który w minionych dziesięciu miesiącach był najlepszym strzelcem (13 trafień ex aequo z Richarlisonem) oraz najlepszym asystentem (6 ostatnich podań) The Toffees w angielskiej ekstraklasie.

    9. James Maddison zanotował świetny debiut w elicie, stając się jej jedynym przedstawicielem, który wykreował 100 okazji do zdobycia bramek.

    10. Łukasz Fabiański dobrze odnalazł się po powrocie do Londynu, czego dowodem 148 udanych interwencji - żaden bramkarz nie zanotował ich więcej.

    11. Trzeci w tej klasyfikacji był za to Ben Foster, który niejednokrotnie ratował swoją drużynę z opresji, dzięki czemu zasłużył na miano Zawodnika Sezonu w Watfordzie.

    12. Luka Milivojević został najlepszym strzelcem Crystal Palace (drugi rok z rzędu), przy czym warto zaznaczyć, że aż 10 z jego 12 goli padło po rzutach karnych.

    13. Ayoze Perez stał się kluczową postacią w Newcastle, dla którego w minionych rozgrywkach zdobył 12 bramek, ustanawiając jednocześnie osobisty rekord.

    14. Ryan Fraser stworzył najwięcej stuprocentowych okazji do strzelenia goli (28) spośród wszystkich zawodników występujących w Premier League i zanotował dzięki temu 14 asyst.

    15. Ben Mee to jeden z trzech piłkarzy (nie licząc golkiperów), którzy w ubiegłym sezonie ligowym nie opuścili ani jednej minuty gry.

    16. Jan Bednarek zaliczył bardzo udane rozgrywki, podczas których stał się podstawowym obrońcą Southampton i zanotował najwięcej przechwytów w drużynie.

    17. Glenn Murray strzelił dla Brighton 13 goli, co oznacza, iż 36% bramek Mew w historii ich występów w elicie jest dziełem Anglika.

    18. Nathaniel Mendez-Laing - broniący barw Cardiff - zaliczył więcej trafień (2) na Old Trafford niż Alexis Sanchez.

    19. Ryan Sessegnon był jednym z najczęściej występujących nastolatków w Premier League, a do tego zanotował najwięcej ostatnich podań spośród graczy Fulham.

    20. Jonas Lossl może i stracił aż 54 gole, ale za to był najlepszym asystentem wśród bramkarzy (ex aequo z Edersonem).

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Grafika: Bleacher Report Football
    pokaż całość

    źródło: 57459344_333040250692271_8522365689757958144_n.jpg

  •  

    Liga pięciu prędkości

    Koniec i bomba, a kto nie oglądał, ten trąba! Parafraza zdania wieńczącego dzieło Witolda Gombrowicza pod tytułem “Ferdydurke” zdaje się znakomicie oddawać krajobraz Premier League po ostatnim gwizdku sędziego w sezonie 2018/19. Sezonie ze wszech miar wyjątkowym, trzymającym w napięciu od pierwszej do trzydziestej ósmej kolejki, pełnym emocji oraz wrażeń, wreszcie na tyle zjawiskowym i uzależniającym, że nie sposób wyobrazić sobie sytuacji, w której miłośnik futbolu w wydaniu angielskim byłby w stanie go przegapić. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy.

    Mimo smutku i żalu, jest również dobra strona zaistniałego stanu rzeczy. Znamy przecież wszelkie rozstrzygnięcia i odpowiedzi na pytania, które dręczyły nas przez minionych dziesięć miesięcy. Wiemy kto sięgnął po tytuł mistrzowski, kto zagra w kolejnej edycji europejskich pucharów, a także kto opuścił elitarne rozgrywki. Elitarne, lecz nie egalitarne, albowiem Premier League stała się ligą pięciu prędkości.

    Pierwszą tworzą naturalnie jej najlepsze, najrówniejsze i najskuteczniejsze drużyny, a więc Manchester City oraz Liverpool. Byli niczym James Hunt i Nicki Lauda, Muhammad Ali i Joe Frazier, Roger Federer i Rafael Nadal czy Magic Johnson i Larry Bird. Niedoścignieni, niezłomni, niestrudzeni wyniszczającym pojedynkiem o prym, bliscy ideału. Na przestrzeni całego sezonu zarówno jedni, jak i drudzy, wykazali się niebywałą determinacją, nienaruszalną wiarą w swoje umiejętności, siłą psychiczną oraz odpornością na presję wywieraną przez rywala. Kiedy podopieczni Pepa Guardioli podnosili poprzeczkę, piłkarze Jurgena Kloppa niezwłocznie przez nią przeskakiwali, natomiast kiedy The Reds przesuwali granicę, The Citizens natychmiast do niej docierali.

    Dzięki ich wzajemnemu napędzaniu się, mogliśmy być świadkami najbardziej spektakularnej walki o mistrzostwo Anglii w ostatnich latach. Stety lub niestety, zwycięzca może być tylko jeden, a o tym, że finalnie okazał się nim zespół z Etihad Stadium, zadecydowały detale, mikroskopijne szczegóły, a także... milimetry. To one zaważyły na tym, iż Liverpool nie wyszedł na prowadzenie w bezpośrednim starciu obu drużyn w styczniu bieżącego roku (świetna interwencja Stonesa), jak i na tym, że Manchester City pokonał w kwietniu Burnley (gol Sergio Aguero). Obie sytuacje nie tylko dodały całej rywalizacji dramaturgii, ale też spotęgowały wrażenie jej zaciętości.

    Oddając cesarzowi, co cesarskie - The Citizens obronili tytuł jako pierwsi od dekady - nie bójmy się wyrażać uznania dla wyczynu The Reds, którzy stali się najznamienitszymi wicemistrzami w historii i jako jedyni w stawce dotrzymywali tempa machinie Guardioli. Reszta ekstraklasowiczów została bowiem brutalnie zdystansowana, i o ile rywalizacja o prymat przy całej swojej “maratoniczności” miała cechy sprintu, o tyle walka o prawo do gry w kolejnej edycji Ligi Mistrzów przypominała - zwłaszcza u schyłku sezonu - wyścig żółwi z udziałem przedstawicieli drugiej prędkości Premier League.

    W jej skład wchodzą pozostali członkowie żelaznej Wielkiej Szóstki - Chelsea, Tottenham, Arsenal oraz Manchester United. Każdy z nich zmagał się ze swoimi problemami, każdego z nich dotknął bardziej lub mniej poważny kryzys, a efekt końcowy w dużej mierze zależy od tego, jak poradzono sobie z rzeczonymi turbulencjami.

    Tabela sugeruje, iż najlepiej wyszło to klubom z niebieskiej oraz białej części Londynu, gdyż osiągnęły one swój podstawowy cel - w następnym sezonie wystąpią w fazie grupowej najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek - a dodatkowo świetnie zaprezentowały się na Starym Kontynencie. W przypadku The Blues kluczowym czynnikiem okazała się cierpliwość zarządu, który w krytycznym momencie wytrzymał naciski mediów i kibiców, domagających się zwolnienia Maurizio Sarriego. Bez stabilizacji na stanowisku menedżerskim nawet forma Edena Hazarda mogłaby nie wystarczyć do sukcesu. Z kolei Kogutom niezbędny był upór i konsekwencja, które umożliwiły przezwyciężenie demonów w postaci braku wzmocnień niewystarczająco rozbudowanej kadry oraz przedłużającego się oczekiwania na otwarcie nowego stadionu. Sprawne omijanie rzucanych pod nogi kłód stało się specjalnością Mauricio Pochettino i jego podopiecznych, co może zaowocować również w przyszłości.

    Poprzez rozgrywki krajowe do Ligi Mistrzów nie dostał się Arsenal. Wyśmienita dyspozycja zespołu z jesieni ubiegłego roku, okraszona 22-meczową serią bez porażki, została przyćmiona przez brak koncentracji u schyłku kwietnia, kiedy Aubameyang i spółka przegrali trzy spotkania z niżej notowanymi rywalami. Wynik finału Ligi Europy zaważy więc na tym, czy w kolejnych tygodniach debatować będziemy o pozytywnej przemianie Kanonierów pod wodzą Unaia Emery’ego, czy może o zaprzepaszczonej przez nich szansie powrotu na salony.

    Podobnego dylematu nie ma w przypadku Manchesteru United, który minione rozgrywki musi spisać na straty. Od sierpnia ubiegłego roku nad Old Trafford kłębiły się ciemne chmury, które zrodziły burzę z piorunami w postaci zwolnienia Jose Mourinho. Rezultatem zatrudnienia Ole Gunnara Solskjaera było pojawienie się tęczy, lecz ni stąd, ni zowąd, spadł grad, a wraz z nim forma Czerwonych Diabłów. Sinusoidalne wahania ze skrajności w skrajność nigdy nie idą w parze z dobrymi wynikami sportowymi, więc nic dziwnego, że fani najbardziej utytułowanego angielskiego klubu chcieliby o ostatnich dziesięciu miesiącach jak najszybciej zapomnieć.

    Za sprawą rewelacji sezonu, Wolverhampton Wanderers, druga prędkość Premier League płynnie przechodzi w trzecią. Cechuje ją permanentny brak regularności i powtarzalności w dążeniu do celu, którym od startu rozgrywek było uzyskanie przepustki do Ligi Europy.

    Wspomniane wyżej Wilki - imponujące stylem gry, bazującym na dużej wymienności pozycji, szybkości oraz kreatywności zawodników - zaskakująco dobrze radziły sobie w starciach z przedstawicielami Wielkiej Szóstki, którym urwały aż szesnaście oczek, lecz gubiły punkty z teoretycznie słabszymi przeciwnikami pokroju Huddersfield, Cardiff czy Brighton. Everton notował serie trzech, a nawet pięciu spotkań bez wygranej, by następnie na przestrzeni siedmiu kolejek odnieść pięć zwycięstw. Z kolei marnujące potencjał za rządów Claude’a Puela Leicester rozkwitło po zakontraktowaniu Brendana Rodgersa, lecz na nadrobienie straconego czasu było już zbyt późno.

    Mimo perypetii, wszystkie trzy drużyny długo liczyły się w rywalizacji o miano “the best of the rest”, czego nie sposób napisać o zespołach reprezentujących czwartą prędkość angielskiej ekstraklasy. Jest to najliczniejsze grono spośród wyżej i niżej wyróżnionych, borykające się z piętnem bycia za słabym na włączenie się do walki o europejskie puchary, i jednocześnie za dobrym, by drżeć o utrzymanie.

    O czymś więcej niż tylko spokojny byt w elicie marzył między innymi West Ham, lecz fatalny początek zmagań w połączeniu z późniejszymi kryzysami - by nadmienić jedynie czteromeczowe maratony bez wiktorii - negatywnie zweryfikowały jego mrzonki. Traktując pierwszy sezon pod wodzą Manuela Pellegriniego jako okres przejściowy, konieczny w procesie dostosowania drużyny do filozofii szkoleniowca, należy przyznać, iż Młoty zaprezentowały się nieźle, lecz wciąż mają rezerwy.

    Tajemnicą Javiego Gracii pozostaje fakt, czy podobnie jest w przypadku Watfordu. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż Hiszpan wycisnął z podlegającej mu kadry wszystko, co najlepsze, przemieniając chaos i brak stabilizacji w porządek i względną równowagę. Mimo to, a raczej dzięki temu, trudno odbierać Szerszeniom szansę na zaliczenie kolejnego progresu, wszak mowa o drużynie, która z kandydata do spadku przerodziła się w finalistę Pucharu Anglii.

    Podczas gdy Crystal Palace wraz z Newcastle zaliczyły dość spokojne rozgrywki, w czym spora zasługa obdarzonych zaufaniem, doświadczonych menedżerów, Bournemouth zaprezentowało światu dwa zupełnie różne oblicza. Po pierwszych dziesięciu kolejkach Wisienki miały na koncie sześć zwycięstw, dzięki którym wdarły się do czołowej szóstki stawki, by następnie w dwudziestu ośmiu meczach ligowych wygrać zaledwie siedmiokrotnie i zakończyć zmagania w dolnej części tabeli. Z jednej strony przed tym, bądź co bądź, małym klubem kolejny rok w Premier League, z drugiej po obiecującym starcie pozostał spory niedosyt.

    Słynny “pocałunek śmierci” dosięgnął natomiast Burnley, które nie zdołało pogodzić występów wewnątrzkrajowych z międzynarodowymi, czego efektem przedwczesny brexit oraz początkowe trudności na własnym podwórku. Ostatecznie zespół odzyskał jednak swoją tożsamość, dzięki czemu angielska ekstraklasa nie uświadczy braku Mourinho. Rudego, bo rudego, ale zawsze.

    Święci z St Mary’s Stadium spędzili kolejny rok w czyśćcu, nie spoglądając nawet w kierunku utraconej aureoli. Choć pod wodzą Ralpha Hasenhuttla odżyli podobnie jak Lisy za sprawą Brendana Rodgersa, przed Southampton znacznie dłuższa droga do odbudowy, aniżeli przed Leicester.

    Piąta prędkość Premier League - przy czym słowo “prędkość” nie jest tu do końca adekwatne - to absolutni outsiderzy, drużyny niegodne miana ekstraklasowiczów, którego większość została skutecznie pozbawiona. Wyjątek od reguły stanowi Brighton, które utrzymało się w elicie tylko i wyłącznie dzięki byciu najlepszym z najgorszych. Koszmarna końcówka rozgrywek - brak wygranej w ostatnich siedmiu spotkaniach - zaowocowała utratą posady przez Chrisa Hughtona i wiele wskazuje na to, iż w kolejnym sezonie Mewy będą jednym z głównych kandydatów do spadku.

    Tym razem nie uniknęło go Cardiff, które nie było przygotowane do występów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, a gdyby tego było mało, los naznaczył je tragedią w postaci śmierci nowo zakontraktowanego zawodnika. Według Neila Warnocka, Emiliano Sala zdobyłby dla walijskiego klubu co najmniej dziesięć bramek, które zapewniłyby upragnione utrzymanie. Do tego jednak nie doszło, a The Bluebirds - zgodnie z oczekiwaniami - prędko wracają, skąd przybyli.

    Posłusznie robią to także piłkarze Fulham, które zawiodło na całej linii. Wydawało się, iż klub z Craven Cottage zaznaczy swoją obecność w Premier League, wnosząc do niej coś ciekawego, lecz latem zarząd przekombinował z transferami i wprowadził do drużyny zbyt wiele nowych jednostek, skazując się tym samym na niepowodzenie. Późniejsze zwolnienia szkoleniowców i próby ratowania sytuacji w zimowym mercato to klasyczny efekt domina, dopełniający obrazu nieszczęścia.

    W następnym sezonie Championship wystąpi również Huddersfield, które wygrało najmniej spotkań spośród wszystkich ekip w stawce, a do tego zdobyło najmniej bramek. Gwoździem do trumny Terierów było odejście Davida Wagnera, który stał za ostatnimi sukcesami klubu, a który doznał uczucia wypalenia. Zdawszy sobie sprawę z dotarcia do granicy możliwości podlegającej mu kadry, Niemiec zdecydował się opuścić tonący okręt, który wraz z bezradnym Janem Siewertem u steru powędrował na dno.

    Mimo że angielska ekstraklasa jest najbogatszą ligą piłkarską świata, obowiązuje w niej spore rozwarstwienie. Zacięta rywalizacja toczy się w obrębie kilku grup, których członkowie starają się zrealizować swoje cele i założenia kosztem pozostałych drużyn. Prawdziwie szczęśliwych jest niewielu, reszta musi zadowolić się półśrodkami i namiastkami sukcesu. Na pocieszenie - uczestników widowiska oraz nas, jego obserwatorów i adoratorów - pozostaje pamiętać, że w sierpniu wszystko zacznie się od nowa, każdy otrzyma czystą kartę, która zapełni się kolejnymi emocjami, wrażeniami i rozstrzygnięciami.

    Dwudziesty siódmy sezon Premier League to już przeszłość. Edycja numer dwadzieścia osiem już za rogiem!

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #zycienaokraglo #kolejkaw20

    Grafika: Bleacher Report Football
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-05-13 14-49-09.jpg

  •  

    Kolejka w 20 zdaniach

    Miło było, ale się skończyło. Ostatnia seria gier, jak i cały sezon angielskiej ekstraklasy, już za nami. Co wydarzyło się na boiskach Premier League w minioną niedzielę?

    1. Manchester City odniósł czternaste zwycięstwo ligowe z rzędu, dzięki czemu przypieczętował kolejny tytuł mistrzowski.

    2. Liverpool ograł Wolverhampton, a powiększając swój dorobek do 97 oczek stał się najlepiej punktującą drużyną w historii Premier League (w jej aktualnym formacie), która nie zakończyła rozgrywek na pierwszym miejscu w tabeli.

    3. Chelsea zanotowała czwarty bezbramkowy remis w tym sezonie i umocniła się na najniższym stopniu podium.

    4. Tottenham podzielił się punktami z Evertonem, co pozwoliło mu na czwarty finisz w pierwszej czwórce stawki z rzędu - to najlepsza seria Kogutów od 1964 roku.

    5. Po czterech kolejkach bez zwycięstwa, Arsenal wygrał z Burnley, a Pierre-Emerick Aubameyang dogonił Mohameda Salaha oraz Sadio Mane, z którymi stworzył trio najskuteczniejszych graczy minionych rozgrywek.

    6. Manchester United uległ kolejnemu spadkowiczowi - tym razem z Cardiff - i w zakończonym sezonie zachował jedynie dwa czyste konta na Old Trafford, co jest najgorszym wynikiem Czerwonych Diabłów na najwyższym poziomie od 56 lat.

    7. Wolverhampton poległo w starciu z Liverpoolem, lecz i tak może być z siebie dumne, bowiem stało się najlepszym beniaminkiem od kampanii 2000/01, w której Ipswich Town uplasowało się na piątym miejscu.

    8. W zakończonych rozgrywkach Everton stracił aż szesnaście bramek po stałych fragmentach gry (nie licząc rzutów karnych) - żaden zespół nie zainkasował ich więcej.

    9. Leicester zremisowało z Chelsea, a Brendan Rodgers przedłużył swoją serię bez wygranej z The Blues do 9 meczów.

    10. West Ham zdeklasował Watford, do czego dwubramkową zdobyczą przyczynił się Mark Noble - tylko Paolo di Canio (47) strzelił dla Młotów więcej goli w Premier League od Anglika (42).

    11. Pomimo porażki w ostatniej kolejce, Szerszenie zaliczyły najlepszy sezon w elicie od 1987 roku, kiedy uplasowały się na dziewiątym miejscu.

    12. Crystal Palace po raz trzeci w historii Premier League zdobyło pięć bramek w jednym meczu, a Roy Hodgson stał się najstarszym szkoleniowcem, który osiągnął barierę 100 wygranych spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej.

    13. Newcastle rozgromiło zdegradowane do Championship Fulham i wywiozło z Craven Cottage pierwsze trzy punkty od 2007 roku.

    14. Bournemouth uległo Crystal Palace 3:5, co świetnie oddaje cały sezon w wykonaniu Wisienek, które zdobyły 56 bramek, same tracąc przy okazji aż 70.

    15. Burnley przegrało z Arsenalem, lecz Ben Mee i tak ma powody do radości, bowiem stał się jednym z trzech piłkarzy, którzy nie stracili w minionych rozgrywkach ani jednej minuty gry.

    16. Na przestrzeni ostatnich dziesięciu miesięcy żadna drużyna nie skorzystała w lidze z większej liczby zawodników niż Southampton (30), a w dodatku żadna nie może pochwalić się tak pokaźną ilością zdobywców bramek (16).

    17. Brighton nie utrudniło Manchesterowi City obrony mistrzostwa kraju i utrzymało się w Premier League tylko dzięki byciu najlepszym z najgorszych.

    18. Cardiff wygrało wyjazdowy mecz ligowy z Manchesterem United po raz pierwszy od 1954 roku, co wystarczyło jedynie na otarcie łez po spadku do Championship.

    19. Fulham pożegnało się z elitą porażką 0:4 i w pełni zasłużyło na miano najgorzej broniącej drużyny w stawce.

    20. Huddersfield zremisowało z Southampton i stało się drugim zespołem w historii Premier League (w jej aktualnym formacie), który zakończył sezon z różnicą bramkową wynoszącą -50 (pierwszym było Derby County).

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #zycienaokraglo #kolejkaw20
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-05-13 00-14-24.jpg

  •  

    Kolejka w 20 zdaniach

    Za nami przedostatnia seria gier angielskiej ekstraklasy w rozgrywkach 2018/19. Co ciekawego wydarzyło się na boiskach Premier League w miniony weekend?

    1. Manchester City odniósł kolejne ważne zwycięstwo, a spektakularny gol, strzelony przez Vincenta Kompany’ego, był 100. trafieniem The Citizens na Etihad Stadium w tym sezonie.

    2. Liverpool w dramatycznych okolicznościach pokonał Newcastle, co nie udałoby się bez wsparcia z ławki rezerwowych w postaci Shaqiriego i Origiego - w kończących się rozgrywkach zmiennicy zdobyli dla The Reds aż 12 bramek, co stanowi najlepszy wynik w stawce.

    3. Eden Hazard zanotował swoją 15. asystę w tym sezonie Premier League (pod tym względem jest najlepszym graczem spośród występujących w pięciu najsilniejszych ligach Starego Kontynentu), a Chelsea ograła Watford i zapewniła sobie udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.

    4. Tottenham przegrał szóste spotkanie wyjazdowe w angielskiej ekstraklasie z rzędu, a Heung-Min Son stał się pierwszym Koreańczykiem z Południa, który otrzymał w niej czerwoną kartkę.

    5. Arsenal nie wygrał od czterech meczów ligowych, a na domiar złego, w drugim kolejnym sezonie stracił 50 bramek, co nie zdarzyło mu się od 1984 roku.

    6. Manchester United jest jedyną drużyną Premier League, która nie zwyciężyła żadnego z dwóch starć z Huddersfield na John Smith’s Stadium.

    7. Wolverhampton pokonało Fulham, a Matt Doherty wziął udział przy dziewiątym golu swojego zespołu w bieżących rozgrywkach - spośród obrońców, jedynie Andrew Robertson i Trent Alexander-Arnold mogą pochwalić się lepszym bilansem.

    8. Everton nie miał większych problemów z Burnley, co pozwoliło mu zachować piąte czyste konto na własnym boisku z rzędu - po raz ostatni udało mu się to w 2013 roku.

    9. Leicester stało się pierwszą drużyną w tym sezonie ligowym, która przez 60 minut spotkania na Etihad Stadium grała “na 0 z tyłu”, lecz ostatecznie poległo.

    10. Watford tracił bramki w każdym z poprzednich 40 starć z drużynami Wielkiej Szóstki, a tym razem przyjął trzy ciosy od Chelsea.

    11. Zdaje się, iż West Ham wreszcie zadomowił się na London Stadium, gdyż w tym sezonie zdobył na nim rekordowe dla siebie 31 punktów.

    12. Crystal Palace pokonało Cardiff, co oznacza, iż w kończących się rozgrywkach wywalczyło poza własnym obiektem aż 29 oczek - więcej uzyskali jedynie piłkarze Manchesteru City, Liverpoolu oraz Tottenhamu.

    13. Bournemouth ograło podopiecznych Mauricio Pochettino, a Nathan Ake ustrzelił swojego drugiego gola w doliczonym czasie gry w tym sezonie.

    14. Mimo dołożenia wszelkich starań, Newcastle uległo Liverpoolowi, lecz Salomon Rondon i tak ma powody do zadowolenia, gdyż po raz pierwszy w historii swoich występów w Premier League zdobył dwucyfrową liczbę bramek na przestrzeni jednych rozgrywek.

    15. Burnley strzeliło w tym sezonie więcej goli w meczach wyjazdowych, aniżeli w kampanii ubiegłej, lecz paradoksalnie zgromadziło dzięki nim mniej punktów.

    16. Southampton poległo w starciu z West Hamem i przedłużyło serię meczów bez wygranej do czterech.

    17. Brighton zremisowało z Arsenalem, co oznacza, że po raz pierwszy w historii swojej przygody z angielską ekstraklasą, Mewy uniknęły porażki na stadionie drużyny z Wielkiej Szóstki.

    18. Cardiff po raz drugi spada z Premier League po zaledwie jednym sezonie pobytu w elicie.

    19. Fulham przegrało 25. mecz w tych rozgrywkach, co stanowi najgorszy wynik beniaminka od 2008 roku i “wyczynu” Derby County.

    20. Huddersfield niespodziewanie zremisowało z Manchetserem United, a Jonas Lossl zanotował swoją drugą asystę w starciach z Czerwonymi Diabłami.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #zycienaokraglo #kolejkaw20
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-05-07 00-20-22.jpg

  •  

    Kolejka w 20 zdaniach

    Za nami 36. seria gier angielskiej ekstraklasy, meta już za rogiem. Co wiemy po wydarzeniach minionego weekendu?

    1. Manchester City nie miał łatwego zadania na Turf Moor, lecz dzięki trafieniu Sergio Aguero ostatecznie wygrał - Argentyńczyk stał się przy okazji drugim zawodnikiem w historii Premier League, który strzelał 20 goli w pięciu kolejnych rozgrywkach.

    2. Liverpool zmiażdżył Huddersfield i od 19 meczów na wszystkich frontach pozostaje niepokonany, a Mohamed Salah jako trzeci piłkarz w dziejach klubu zdobywał minimum 20 bramek w dwóch sezonach ligowych z rzędu.

    3. Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, w trwającej kampanii Tottenham przegrał 17 spotkań, co stanowi najgorszy wynik Kogutów od 10 lat.

    4. Chelsea po raz trzeci w tym sezonie nie zdołała pokonać Manchesteru United, co wcześniej przydarzyło jej się ponad półtorej dekady temu.

    5. Arsenal w trzeciej kolejce z rzędu nie dopisał do swojego dorobku ani jednego punktu i po raz trzeci stracił trzy gole - ostatnio taka sytuacja z udziałem Kanonierów miała miejsce w 1966 roku.

    6. Manchester United nie wygrał żadnego z ostatnich czterech meczów (najgorsza seria od ponad trzech lat), podczas których David de Gea popełnił trzy błędy, prowadzące do utraty gola.

    7. Wolverhampton pokonało Watford, do czego przyczynił się Raul Jimenez, który w tym sezonie miał udział przy 20 bramkach jego drużyny - to czwarty najlepszy wynik zawodnika spoza Wysp Brytyjskich, reprezentującego barwy beniaminka.

    8. Leicester ograło Arsenal, co oznacza, że od momentu zatrudnienia Brendana Rodgersa zdobyło już 16 punktów - w tym okresie więcej uzbierał jedynie Manchester City oraz Liverpool.

    9. Everton mimo oddania 22 strzałów zremisował bezbramkowo z Crystal Palace, czemu nie sposób się dziwić, biorąc pod uwagę, że z ostatnich 20 spotkań rozgrywanych w Londynie, The Toffees wygrali zaledwie 2.

    10. Przy okazji poprzednich dziewięciu meczów domowych Watford odniósł jedynie trzy zwycięstwa, a tym razem nie dał rady Wolverhampton.

    11. West Ham niespodziewanie pokonał Tottenham i po raz pierwszy od grudnia zachował czyste konto poza London Stadium.

    12. Crystal Palace ósmy raz w tym sezonie ligowym nie zdołało zdobyć bramki na własnym boisku - więcej razy ta “sztuka” udała się jedynie spadkowiczowi z Huddersfield (9).

    13. Newcastle zremisowało z Brighton i straciło 13. gola po uderzeniu piłki głową w trwających rozgrywkach - więcej zainkasował jedynie zespół Terierów (14).

    14. Bournemouth podzieliło się punktami z Southampton, a Callum Wilson po raz szósty w tym sezonie zdobył bramkę i zaliczył asystę podczas jednego występu - żaden inny piłkarz Premier League nie może pochwalić się takim bilansem.

    15. Burnley w starciu z Manchesterem City skupiło się na obronie do tego stopnia, że oddało tylko 2 strzały, co jest najgorszym wynikiem The Clarets w historii ich występów w angielskiej ekstraklasie.

    16. Southampton straciło aż 27 punktów z pozycji prowadzącego - to więcej niż jakakolwiek inna drużyna w tym sezonie.

    17. Mimo że Brighton nie wygrało od siedmiu kolejek, nadal utrzymuje miejsce poza strefą spadkową.

    18. Cardiff uległo Fulham, a Neil Warnock przedłużył swoją ekstraklasową serię bez wyjazdowego zwycięstwa w Londynie do 16 meczów.

    19. Fulham po raz pierwszy od 2012 roku wygrało trzy spotkania Premier League z rzędu.

    20. Huddersfield poniosło w tym sezonie ligowym 28 porażek, co jest wyrównaniem klubowego rekordu z rozgrywek 1887-88.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #zycienaokraglo #kolejkaw20
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-04-28 20-34-37.jpg

  •  

    Kolejka w 20 zdaniach

    Za nami 35. seria gier angielskiej ekstraklasy (dzisiaj i jutro kilka klubów nadrobi zaległości z poprzednich tygodni). Działo się w niej co niemiara, lecz zanim to, dodam, iż w nawiasach po numerkach, oznaczających pozycję danej drużyny w tabeli, znajduje się liczba rozegranych przez nią meczów.

    1. (35) Liverpool nie miał problemów z Cardiff, dzięki czemu przedłużył serię zwycięstw do dziewięciu spotkań, co po raz ostatni udało mu się w 2014 roku, za kadencji Brendana Rodgersa.

    2. (34) Manchester City wygrał na własnym boisku 25. mecz w tym sezonie, a Phil Foden stał się trzecim najmłodszym zdobywcą bramki w Premier League (młodsi od Anglika byli tylko Micah Richards i Daniel Sturridge).

    3. (34) Tottenham przegrał pięć wyjazdowych starć ligowych z rzędu, co nie zdarzyło mu się od 2004 roku.

    4. (35) Pierwszy raz od ośmiu lat Chelsea straciła w meczu Premier League dwie bramki po stałych fragmentach gry (nie licząc rzutów karnych) i tylko zremisowała z Burnley.

    5. (34) Żaden piłkarz nie strzelił w obecnych rozgrywkach więcej goli w derbach Londynu od Aubameyanga (7), lecz tym razem trafienie Gabończyka nie przełożyło się na zdobycz punktową Arsenalu.

    6. (34) Manchester United stracił w spotkaniu z Evertonem aż 4 bramki, co oznacza, iż w obecnym sezonie Premier League już 48 razy wyciągał piłkę z własnej siatki - to najgorszy wynik Czerwonych Diabłów od kiedy uformowała się angielska ekstraklasa.

    7. (35) Everton w domowych meczach z drużynami Wielkiej Szóstki uzbierał dziesięć punktów - tylko Manchester City (15), Liverpool (13) oraz Chelsea (11) mogą pochwalić się lepszym bilansem.

    8. (34) W trwających rozgrywkach ligowych Watford wygrał sześć spotkań poza własnym stadionem, co jest jego najlepszym wynikiem na najwyższym poziomie od sezonu 1983/84.

    9. (35) Leicester zremisowało z West Hamem, a Jamie Vardy trafił po raz siódmy w siódmym występie pod wodzą Brendana Rodgersa.

    10. (34) Wolverhampton nie zanotowało zwycięstwa od dwóch kolejek i straciło szansę na odskoczenie w tabeli od grupy rywalizującej o prawo gry w eliminacjach Ligi Europy.

    11. (35) West Ham radzi sobie jeszcze słabiej, gdyż nie wygrał od czterech meczów ligowych, co po raz ostatni przydarzyło mu się w 2017 roku.

    12. (35) Crystal Palace pokonało Arsenal, czemu przysłużył się Christian Benteke, który po blisko roku posuchy wreszcie zdobył bramkę w barwach klubowych.

    13. (35) W 2019 roku Newcastle odniosło aż sześć zwycięstw w domowych spotkaniach ligowych - jedynie Manchester City (8) oraz Arsenal (7) mogą pochwalić się lepszym bilansem.

    14. (35) Bournemouth poległo w 4 z 7 meczów Premier League na Dean Court z zespołami, które w dniu starcia znajdowały się w strefie spadkowej.

    15. (35) Pomimo wykonywania najmniejszej ilości rzutów rożnych w stawce (135), Burnley zdobyło dzięki nim 10 bramek, co jest drugim najlepszym wynikiem w lidze.

    16. (34) Southampton nie dało rady Newcastle, co oznacza, że przegrało 3 z poprzednich 4 meczów wyjazdowych.

    17. (34) Brighton nie zdobyło bramki w żadnej z ostatnich pięciu kolejek, lecz tym razem nie przeszkodziło to w dopisaniu do swojego dorobku jednego, jakże cennego w kontekście walki o utrzymanie punktu.

    18. (35) Cardiff czwarty raz z rzędu uległo Liverpoolowi w Premier League i oddaliło się od bezpiecznej pozycji w tabeli.

    19. (35) Fulham wygrało dwa kolejne spotkania w angielskiej ekstraklasie, co ostatnio udało mu się w 2014 roku.

    20. (35) Huddersfield powtórzyło “osiągnięcie” Sunderlandu i przegrało w tym sezonie ligowym 14 meczów na własnym boisku.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #zycienaokraglo #kolejkaw20
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-04-22 23-47-46.jpg

  •  

    Kolejka w 20 zdaniach

    Za nami 34. seria gier Premier League (wtorkowe starcie Brighton z Cardiff jest meczem zaległym)! Koniec sezonu tuż-tuż, a co za tym idzie, coraz więcej kwestii staje się jasnych. Co przyniósł miniony weekend?

    1. Liverpool po raz pierwszy od 7 lat pokonał Chelsea na własnym boisku, do czego przyczynił się fenomenalny gol Salaha - Egipcjanin trafił zza pola karnego po raz pierwszy od stycznia 2018 roku.

    2. Liderowi ani na krok nie ustępuje Manchester City (podopieczni Guardioli rozegrali jedno spotkanie mniej), który pokonując Crystal Palace zdobył swoją 150. bramkę w tym sezonie, czym nie może pochwalić się żadna inna drużyna spośród pięciu najlepszych lig Starego Kontynentu.

    3. Tottenham rozgromił Huddersfield, a Lucas Moura stał się pierwszym piłkarzem Kogutów od 2012 roku - nie licząc Harry’ego Kane’a - który skompletował hat-tricka w meczu ligowym (wcześniej dokonał tego Gareth Bale).

    4. Arsenal uporał się z Watfordem, notując przy okazji premierowe czyste konto poza Emirates Stadium w tym sezonie.

    5. Mimo że na tle kandydata do tytułu mistrzowskiego Chelsea zaprezentowała się przyzwoicie, to biorąc pod uwagę rozgrywki Premier League przegrała szóste spotkanie wyjazdowe z zespołem Wielkiej Szóstki z rzędu.

    6. Manchester United ograł West Ham, wyrównując przy okazji swój rekord, dotyczący ilości wykonywanych rzutów karnych w jednym sezonie - w tym Czerwone Diabły miały ich już 12.

    7. Leicester przegrało w bieżących rozgrywkach aż 8 meczów na King Power Stadium - to najwięcej, odkąd obiekt został oddany do użytku.

    8. Od 5 spotkań wyjazdowych Wolverhampton nie potrafi odnieść zwycięstwa, a w sobotę przegrało drugie spotkanie z rzędu, co w tym sezonie dotąd mu się nie przydarzyło.

    9. Everton funduje swoim sympatykom prawdziwy rollercoaster - po pokonaniu Chelsea oraz Arsenalu, pierwszy raz od 2016 roku uległ na wyjeździe beniaminkowi, którym w tym wypadku był spadkowicz z Fulham.

    10. Watford nie dał rady Arsenalowi, na co spory wpływ miało przedwczesne opuszczenie boiska przez Troya Deeneya - od powrotu Szerszeni do Premier League w sezonie 2015/16 żadna drużyna nie obejrzała więcej czerwonych kartek niż ekipa z Vicarage Road (15).

    11. West Ham oddał na Old Trafford aż 18 strzałów (najwięcej od 3 lat), lecz i tak przegrał czwarte spotkanie ligowe poza własnym stadionem z rzędu.

    12. Bournemouth zdemolowało Brighton, a Ryan Fraser zanotował swoją 12. asystę w tym sezonie ligowym (w meczach wyjazdowych uzbierał ich 8 i pod tym względem nikt nie może się z nim równać).

    13. Crystal Palace uległo Manchesterowi City, lecz Luka Milivojević ma powody do zadowolenia, albowiem jest jedynym zawodnikiem, który w trwających rozgrywkach pokonał Edersona zarówno na Etihad Stadium, jak i w spotkaniu domowym.

    14. Burnley wygrało trzy kolejne spotkania różnicą dwóch goli, co po raz ostatni na najwyższym szczeblu udało mu się w 1968 roku.

    15. Newcastle pokonało Leicester dzięki bramce Ayoze Pereza, który jest obecnie kluczowym zawodnikiem w układance Rafy Beniteza - pomocnik miał udział przy 4 z poprzednich 6 trafień Srok.

    16. Z 18 meczów pod wodzą Ralpha Hassenhuttla Southampton wygrało 8, czyli dokładnie tyle samo, ile na przestrzeni 52 gier z Mauricio Pellegrino oraz Markiem Hughesem u steru.

    17. Przegrana 0:5 z Bournemouth była dla Brighton najdotkliwszą porażką od 1973 roku, kiedy to Bristol Rovers Briana Clougha wbiło Mewom 8 goli.

    18. Cardiff poległo trzeci raz z rzędu i do bezpiecznej pozycji w tabeli wciąż traci pięć punktów.

    19. Pomimo braku szans na utrzymanie, Fulham chce pożegnać się z elitą w godnym stylu - w sobotę pokonało Everton i zanotowało pierwsze zwycięstwo od 10 kolejek.

    20. Huddersfield przegrało 26. spotkanie w tym sezonie ligowym, co jest wyrównaniem niechlubnego rekordu Sunderlandu z 2006 roku.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #zycienaokraglo #kolejkaw20
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2019-04-16 00-08-51.jpg

  •  

    Dwa oblicza Bournemouth

    Każdy kij ma dwa końce, każdy medal ma dwie strony, a każdy sezon ligowy składa się z dwóch części. Miejsce w tabeli, które ostatecznie zajmuje drużyna, zależy od jej dyspozycji na przestrzeni całych rozgrywek, co sprawia, że marząc o sukcesie nie może ona pozwolić sobie na dłuższe chwile słabości. Na nic zdadzą się bowiem dobre rezultaty osiągane na początku rywalizacji, jeśli ich następstwem będzie kryzys i utrata recepty na wygrywanie. Najświeższe poczynania Bournemouth są tego wręcz podręcznikowym przykładem.

    Przed rozpoczęciem zmagań w ramach 27. edycji Premier League, głównym zadaniem Wisienek było ugruntowanie pozycji w elicie, czemu miało przysłużyć się przejście przez sezon spokojnym krokiem, z chłodną głową i bez konieczności drżenia o utrzymanie. Cel niewygórowany, adekwatny do potencjału zespołu. Kapitalne wejście w rozgrywki kompletnie odmieniło jednak postrzeganie podopiecznych Eddiego Howe’a, a poprzeczka powędrowała w górę. Nagle, z brzydkiego kaczątka o przyziemnych aspiracjach, ekipa z Dean Court przemieniła się w łabędzia, kandydującego do gry w europejskich pucharach.

    Po dziesięciu kolejkach, Bournemouth z bilansem sześciu zwycięstw, dwóch remisów oraz dwóch porażek zajmowało szóste miejsce w tabeli, zostawiając w tyle między innymi Wolverhampton, Watford, Everton i Leicester, czyli drużyny, które mają obecnie największe szanse na uzyskanie tytułu “best of the rest”, a co za tym idzie, na występy w Lidze Europy. Ba, za plecami Wisienek był także Manchester United, walczący aktualnie o pozycję gwarantującą udział w Lidze Mistrzów. Forma zespołu z Dean Court, jak i prezentowany przezeń atrakcyjny dla oka styl gry, zwyczajnie musiały robić wrażenie.

    Nic więc dziwnego, że w pokonanym polu pozostali nie tylko beniaminkowie z Fulham i Cardiff, ale też West Ham, Crystal Palace oraz wspomniane wcześniej Lisy i Szerszenie. Nie są to wprawdzie ekipy ze ścisłej czołówki angielskiej ekstraklasy, ale o brak ambicji i umiejętności posądzić ich nie sposób. Do remisów z Evertonem i Southampton, Wisienki dołożyły porażkę z Chelsea, która była w tamtym momencie poza ich zasięgiem, a także niespodziewane niepowodzenie w starciu z Burnley. Mimo to, rozpoczęcie sezonu okazało się więcej niż zadowalające, w czym nie było ani krzty przypadku.

    W większości spotkań Bournemouth było bowiem stroną przeważającą - utrzymywało się przy piłce dłużej od przeciwników (średnie posiadanie futbolówki wynosiło 51,3% na mecz) i wymieniało więcej podań (przeciętnie 439,8 na każdy występ). Oddawało też sporo strzałów (w sumie aż 120), a dzięki ich skuteczności zdobywało statystycznie prawie dwie bramki na kolejkę. Naprawdę przyjemnie patrzyło się na współpracę Ryana Frasera z Callumem Wilsonem, którzy strzelili w sumie osiem goli, a przy kolejnych dziesięciu mieli udział w postaci asyst. Całkiem nieźle radziła sobie również defensywa, bo choć Asmir Begović 12-krotnie wyjmował futbolówkę z własnej siatki, to cztery razy zdołał zachować czyste konto.

    Szkoda, że sen o Europie potrwał zaledwie do listopada. Wtedy bowiem drużyna wpadła w dołek, z którego do dziś nie zdołała się wydostać. Być może zawodnicy źle znieśli presję otoczenia, czego poniekąd obawiał się Eddie Howe. - Mam nadzieję, że nie zacznie się o nas mówić zbyt dużo. Chcielibyśmy pozostać w cieniu, występować w roli underdoga - mówił Anglik po rozbiciu Watfordu. Forma jego podopiecznych nie mogła jednak pozostać bez echa, a medialny szum okazał się dla nich destrukcyjny.

    Cztery porażki z rzędu mogły być dla Wisienek sporym ciosem, lecz nie powinny być zaskoczeniem, wszak grono pogromców - poza Newcastle - składało się z zespołów znacznie silniejszych, majętniejszych oraz jakościowo lepszych. Mimo to, w spotkaniach z Manchesterem United, Arsenalem i Manchesterem City, ekipa z hrabstwa Dorset postawiła rywalom twarde warunki, dzięki czemu zminimalizowała rozmiary niepowodzeń. Zwycięstwo z Huddersfield było jednak tylko chwilowym przebudzeniem z letargu.

    Po nim nastąpił kolejny zjazd w postaci przegranych z Liverpoolem, a także Wolverhampton, okraszony odpadnięciem z Pucharu Ligi po batalii z Chelsea. W lidze Wisienki spadły na 11. miejsce w tabeli i definitywnie rozpoczęły okres wegetacji. Co z tego, że pokonały Brighton, skoro pożegnały się z rywalizacją o Puchar Anglii, zremisowały z Watfordem i uległy Tottenhamowi, Manchesterowi United oraz Evertonowi? Co im po ograniu West Hamu i Chelsea, skoro następnie zanotowały serię ośmiu meczów bez zwycięstwa, przerwaną jedynie kolejną wygraną z beznadziejnym Huddersfield?

    Efekty degrengolady przybrały zaskakująco duże rozmiary, a Bournemouth zaliczyło jeden z największych regresów w tym sezonie Premier League. Gdyby rozgrywki zaczęły się w 11. kolejce, podopieczni Howe’a byliby dziś w strefie spadkowej. Niebywałe, że drużyna, która w pierwszych 10 spotkaniach uzbierała 20 punktów, w kolejnych 23 zgromadziła zaledwie 18 oczek. Niewiarygodne, iż po obiecującym początku wygrała jedynie pięć starć, zaś aż piętnaście przegrała. Statystyki każą jednak sądzić, iż nie było w tym ani grama przypadku.

    Zespół z Dean Court przestał dyktować rywalom warunki i nie prowadził już gry - średnie posiadanie piłki spadło o ponad 6%, a przeciętna liczba podań wymienianych co mecz zmalała o 40. Mniej dobrego działo się ofensywie (Wisienki zdobywały statystycznie tylko 1,09 bramki na spotkanie, oddając przy tym niecałe 11 strzałów, spośród których niespełna 4 były celne), natomiast więcej złego w defensywie (aż 49 straconych bramek), na którą lekiem nie okazał się nawet Artur Boruc. Dyspozycji ogółu nie pomogły z pewnością wahania formy liderów w osobach Wilsona i Frasera, wobec których zadowalająca postawa Kinga i Brooksa zdała się na niewiele.

    Nie sądzę, że zawodnicy spoczęli na laurach i zadowolili się fenomenalnym startem. Nie wydaje mi się też, iż trud włożony w pierwsze kolejki wyssał z nich całą energię i pozbawił sił na dalszą część rozgrywek. Być może zwyczajnie nie byli oni gotowi na stanie się kandydatami do gry w europejskich pucharach, a wzrost oczekiwań środowiska źle wpłynął na ich psychikę. Nie jest to jednak usprawiedliwieniem dla nieustającego kryzysu.

    - Najbardziej boli mnie to, że w minionych tygodniach nie dostrzegłem w grze zespołu filozofii, którą staram się mu wpoić. (...) Musimy przeanalizować wszystko, co robimy. (...) Podczas mojej menedżerskiej kariery bardzo rzadko zdarzało się, że patrzyłem na drużynę i nie byłem w stanie dostrzec tego, nad czym pracowaliśmy - wyznał Howe. Anglik jest wyraźnie zawiedziony postawą swoich podopiecznych, czemu trudno się dziwić.

    Bournemouth zaprezentowało w tych rozgrywkach dwa zupełnie różne oblicza. Paradoks całej sytuacji polega na tym, że zrealizowało przy tym przedsezonowy cel, bowiem na pięć kolejek przed końcem rywalizacji nie grozi mu spadek. Mimo że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a poprzeczka z oczekiwaniami podnosi się z każdym kolejnym zwycięstwem, Wisienki zajmują adekwatną do swoich możliwości, 13. pozycję w tabeli. Początek zmagań nie powinien przesłonić brutalnego, lecz niepodważalnego faktu, że drużyny z Dean Court nie stać na nic więcej, poza spokojną egzystencją w Premier League. A przynajmniej nie w tym, słodko-gorzkim sezonie.

    W kolejnym łatwiej jednak nie będzie, albowiem latem kilka większych klubów wybiera się na południe Anglii i to bynajmniej nie w celach rekreacyjno-wypoczynkowych. Nie od dziś wiadomo przecież, że Fraser, Wilson oraz Brooks kuszą krajowych potentatów, którzy chętnie widzieliby ich w swoich szeregach i zapewne niebawem poczynią ku temu stanowcze kroki. Wszystko wskazuje więc na to, że z trzonu formacji ofensywnej Bournemouth wiele się nie ostanie, wobec czego trudno marzyć o czymś więcej niż utrzymanie w elicie. Cóż poradzić, taki los średniaka...

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #bournemouth #zycienaokraglo
    pokaż całość

    źródło: 20190408_125712.jpg

    +: anthoris, T....n +16 innych
    •  

      @Czyjatoja: Od sierpnia stawiam na City. Oprócz nich w czwórce widzę naturalnie Liverpool, Arsenal ze świetnym kalendarzem oraz... no właśnie, tu mam problem. Serce podpowiada United, rozum Tottenham. A Ty jak obstawiasz?

    •  

      Serce mówi że Liverpool na mistrza, a w top 4 poza City chyba będzie Spurs i Arsenal. Chelsea i United mają wyraźnie trudniejsze kalendarze, bo grają ze sobą oraz oboje z drużynami walczącymi o mistrza. Tutaj jednak wszystko się może zdarzyć przez kontuzje w Spurs oraz słabą formę Arsenalu na wyjazdach.

      +: StaXik
    • więcej komentarzy (4)

  •  

    Kolejka w 20 zdaniach

    Za nami 32. seria gier angielskiej ekstraklasy. Mimo że formalnie zaplanowano na nią aż 15 spotkań, potyczki wtorkowe i środowe dotyczą kolejek przeszłych lub przyszłych. Podsumujmy więc wydarzenia minionego weekendu, który w Premier League przeciągnął się do poniedziałku.

    1. Liverpool ograł Tottenham, dzięki czemu ustanowił swój nowy rekord punktów (79), uzyskanych na przestrzeni 32 meczów - poprzedni pochodził z sezonu 1987/88 i wynosił 76 oczek.

    2. Manchester City bez problemu uporał się z Fulham, a Bernardo Silva trafił w 3. występie z rzędu, co udało mu się po raz pierwszy odkąd przeprowadził się do Anglii.

    3. Arsenal pokonał Newcastle, do czego przyczynił się Aaron Ramsey, który otworzył wynik spotkania - Kanonierzy nie przegrali żadnej z 17 ligowych potyczek na Emirates Stadium, w których Walijczyk wpisywał się na listę strzelców.

    4. Koguty nie odniosły zwycięstwa od 5 kolejek i z kandydata na mistrza przeistoczyły się w ekipę drżącą o udział w następnej edycji Ligi Mistrzów.

    5. Manchester United wygrał z Watfordem, a bramki zdobyte przez Martiala i Rashforda oznaczają, że pierwszy raz od kampanii 1995/96 czterech zawodników Czerwonych Diabłów może pochwalić się dwucyfrowym wynikiem strzeleckim w rozgrywkach Premier League.

    6. Chelsea uzyskała w bieżącym sezonie 8 punktów z pozycji przegrywającego, aż 6 z nich kosztem Cardiff.

    7. Wolverhampton uległo Burnley i już od 12 spotkań wyjazdowych nie potrafi zachować czystego konta (w początkowych 4 uczyniło to 4-krotnie).

    8. Kolejne zwycięstwo Leicester, kolejny gol Wesa Morgana - Jamajczyk po raz pierwszy w swojej przygodzie z Premier League trafiał w dwóch występach z rzędu.

    9. Everton pokonał West Ham, a przy okazji każdego z trzech minionych spotkań wyjazdowych zdobywał minimum 2 bramki - po raz ostatni taka seria przydarzyła się mu w 2016 roku.

    10. Watford poległ w starciu z Manchesterem United, w czym nie ma niczego zaskakującego, gdyż poza własnym stadionem Szerszenie przegrały poprzednie 14 meczów z przedstawicielami Wielkiej Szóstki.

    11. Młoty nie dały rady The Toffees, przez co ich seria siedmiu ligowych spotkań na London Stadium bez porażki dobiegła końca.

    12. Ostatnie występy Bournemouth każą sądzić, że Wisienki zaliczą kolejny spokojny sezon - na awans do europejskich pucharów nie mają większych szans, lecz na spadek także się nie zapowiada.

    13. Crystal Palace pokonało Huddersfield i tym samym “spuściło” je do Championship - wcześniej Orły skróciły ekstraklasowy byt Hull oraz Stoke.

    14. Newcastle po raz 28. w historii swoich występów w Premier League musiało uznać wyższość Arsenalu - z żadną inną drużyną Srokom nie idzie równie słabo.

    15. Mimo oddania aż 15 strzałów, Brighton nie ukłuło Southampton i przegrało.

    16. Święci stali się dopiero drugą drużyną (po Derby County), która ograła Mewy na Amex Stadium dwa razy w jednym sezonie (Premier League + Carabao Cup).

    17. Burnley pokonało Wolves i godnie uczciło 300. mecz pod wodzą Seana Dyche’a.

    18. Mimo że Cardiff znajduje się w strefie spadkowej, Victor Camarasa może być z siebie dumny, gdyż w tym sezonie zdobywał bramki w spotkaniach przeciwko Arsenalowi, Manchesterowi United oraz Chelsea.

    19. Pierwszy raz od 2010 roku, Fulham nie zdołało oddać celnego strzału w meczu ligowym, rozgrywanym na Craven Cottage.

    20. Huddersfield powtórzyło “wyczyn” Derby County i na 6 kolejek przed końcem sezonu straciło szansę na utrzymanie się w ekstraklasie.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo i #kolejkaw20
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #arsenal #manchesterunited #united #liverpool #lfc #tottenham #manchestercity #chelsea #watford #leicester #newcastle #southampton #everton #westham #bournemouth #zycienaokraglo #kolejkaw20
    pokaż całość

    źródło: 55916146_398674830683434_8427266880372211712_n.jpg

  •  

    co tam się odwaliło xD
    Tottenham Hotspur [5]:0 Bournemouth - Heung-min Son x2
    #mecz #golgif #premierleague #premierleagueboners #tottenham #bournemouth

    źródło: streamable.com

  •  

    Tottenham Hotspur [4]:0 Bournemouth - Harry Kane
    asysta (。◕‿‿◕。)
    #mecz #golgif #premierleague #tottenham #bournemouth

    źródło: streamable.com

  •  

    Tottenham Hotspur [1]:0 Bournemouth - Christian Eriksen
    #mecz #golgif #premierleague #tottenham #bournemouth

    źródło: streamable.com

  •  

    Bournemouth 0:[4] Liverpool - Mohamed Salah, hattrick
    #mecz #golgif #premierleague #bournemouth #lfc

    źródło: streamable.com

  •  

    Bournemouth 0:[2] Liverpool - Mohamed Salah x2
    #mecz #golgif #premierleague #bournemouth #lfc

    źródło: streamable.com

  •  

    Co dwie Wisienki, to nie jedna

    Batman i Robin, Bolek i Lolek, Janek Kos i Szarik, Vincent Vega i Jules Winnfield, Scottie Pippen i Michael Jordan czy Dwight Yorke i Andy Cole. To tylko kilka z całej gamy duetów, które podbiły nasze serca. Co tam serca, w różnorakich dziedzinach podbiły cały świat! Co dwie głowy, to nie jedna, więc nic dziwnego, że w tandemie łatwiej o sukces także w sporcie, a co za tym idzie również w piłce nożnej. Wiedzą o tym w Bournemouth i nie muszą nawet dążyć do stworzenia świetnie rozumiejącej się pary, która weźmie na siebie odpowiedzialność za wyniki. Tak się składa, że już takową posiadają.

    Drużyna Eddiego Howe'a jest rewelacją rozgrywek ligowych i zajmuje obecnie 7. pozycję w tabeli. Mimo że wśród Wisienek próżno szukać gwiazd światowego formatu, dwie postacie wyraźnie się wyróżniają i mają niebagatelny wpływ na osiągnięcia swojego zespołu. Ofensywny, niezwykle skuteczny i kreatywny duet tworzą Callum Wilson oraz Ryan Fraser. Pierwszy jest rasowym snajperem i z 8 trafieniami na koncie znajduje się w ścisłej czołówce klasyfikacji strzelców Premier League. Drugi odpowiada za stwarzanie sytuacji dogodnych do zdobywania bramek, a 7 asyst jednoznacznie wskazuje na to, iż robi to dobrze.

    Uwadze nie może także ujść ich boiskowe zrozumienie. Napastnik zanotował dotąd 3 podania, które na gole zamienił szkocki pomocnik, który odwdzięczył się koledze dokładnie taką samą ilością finalnych dograń. W spotkaniu 15. kolejki Premier League Bournemouth pokonało Huddersfield 2:1, a bohaterowie niniejszego tekstu wypracowali sobie wzajemnie po 1 trafieniu.

    Skąd biorą się ich świetne liczby?

    Dwukrotne zerwanie więzadeł krzyżowych wymusiło trwającą 449 dni przerwę i zahamowało karierę Wilsona. Poprzedni sezon był więc jego pierwszym pełnym w Premier League. Jak wypadł pod względem statystyk? Poprawnie - 9 goli i 3 asysty to rezultat przyzwoity, lecz nie ponadprzeciętny. Co innego kampania 2018/19, która nie dobiła przecież jeszcze do półmetka.

    Jak zaznaczyłem wcześniej, Anglik ma na koncie 8 trafień, uderzając średnio 2,4 razy na spotkanie, z czego 1,1 w światło bramki rywala. W sumie oddał 36 strzałów przy 44% skuteczności. Nie jest jednak nastawiony wyłącznie na zdobywanie goli i lubi, a co ważniejsze potrafi, wypracować dogodną sytuację partnerom z zespołu. Przeciętnie posyła 1,4 kluczowego podania na każdy występ, co przerodziło się w 8 stuprocentowych okazji stworzonych kolegom, a w efekcie w 5 asyst. Na marginesie, sam zmarnował takowych aż 12, więc ewidentnie ma jeszcze rezerwy i aspekty, nad którymi wciąż musi pracować.

    Drugi człon duetu zdecydowanie lepiej radzi sobie podając niż strzelając. A przynajmniej tak wskazują jego statystyki. Fraser zdobył 4 bramki, oddając średnio 0,7 celnego uderzenia na każdy występ. Zanotował jednak aż 7 ostatnich passów - ustanawiając nowy rekord klubu - i jest pod tym względem najlepszy w angielskiej ekstraklasie. Jest to pokłosiem 2,5 kluczowych podań wykonywanych co mecz i wypracowania 15 stuprocentowych sytuacji. Szkot jest kolejnym przykładem na to, iż mały, a w zasadzie niski, też może! Jest bowiem drugim najniższym zawodnikiem Premier League (o 2 centymetry ustępuje Angelowi Gomesowi z Manchesteru United), a pierwszym biorąc pod uwagę regularnie występujących.

    Niejeden klub, także z grona tych większych i bogatszych, może pozazdrościć Bournemouth takiego tandemu. Niewykluczone więc, że oba jego elementy długo na południowym wybrzeżu nie zabawią. Na razie jednak są i godnie reprezentują barwy Wisienek, pozwalając kibicom marzyć o pięknej przygodzie, jaką niewątpliwie byłyby zmagania w europejskich pucharach. Do awansu do nich jeszcze daleko, to jasne. Nie zmienia to faktu, iż Wilson oraz Fraser to obecnie para, której obawiać powinna się każda defensywa. Nawet ta najlepsza, z którą akurat dzisiaj przyjdzie im się zmierzyć. Na Dean Court przyjeżdża bowiem Liverpool.

    Czy Anglik lub Szkot dorzucą coś do swojego dorobku? Miłośnicy Fantasy Premier League z pewnością głęboko w to wierzą i liczą na kolejne punkty wywalczone przez tych panów.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #fpl #bournemouth #zycienaokraglo
    pokaż całość

    źródło: IMG_20181205_014531.jpg

  •  

    Bournemouth 1:[2] Man United - Marcus Rashford
    #mecz #golgif #premierleague #bournemouth #united

    źródło: streamable.com

  •  

    Bournemouth [1]:0 Man United - Callum Wilson
    #mecz #golgif #premierleague #bournemouth #united

    źródło: streamable.com

    +: u.....n, ashmedai +27 innych
  •  

    Mały też może!

    Niekiedy zdarza się, że ktoś interesuje się piłką nożną, lecz nie ma ulubionej drużyny. Takiej, dla której układałby swój weekendowy plan, byleby zdołać obejrzeć jej mecz. Zwyczajnie lubi śledzić dany sport lub dane rozgrywki, a kibicowskie sympatie są mu obce. Zdarza się również, że o danym klubie mówi się, iż jest idealny dla neutralnych widzów. W Anglii często wymienia się choćby Newcastle, lecz osobiście mam innego kandydata.

    Zdrowa polityka transferowa, rozsądny i cierpliwy zarząd, długofalowa wizja, zdolny i odważny menedżer, a także zespół, z którym stosunkowo łatwo się utożsamić dzięki stylowi gry. Do tego łatka kopciuszka, który potrafi wykręcać wyniki ponad stan oraz kameralny, najmniejszy w lidze stadion, na którym panuje świetna atmosfera.

    Przyznacie, że opis ten zdaje się nie pasować do klubu radzącego sobie w brutalnych realiach futbolu na najwyższym poziomie. A jednak wszystko to znajduje się w małej mieścinie na południu Anglii - w Bournemouth.

    Ktoś niezainteresowany piłką kopaną skojarzyłby tę nazwę z ośrodkiem wypoczynkowym, siedliskiem kurortów, które często odwiedzają turyści. Co ciekawe, chętnie osiedlają się tam Polacy, którzy stanowią jedną z liczniejszych grup imigranckich. Wracając jednak do tematu, Bournemouth to siedziba klubu, który nie ma na swoim koncie wielkich sukcesów, nie może pochwalić się ogólnoświatową marką. Jest wyborem niszowym, lecz, moim zdaniem, słusznym.

    W swojej 119-letniej historii, w najwyższej klasie rozgrywkowej spędzili jedynie 3 z nich. To okres od roku 2015 do teraz, więc bez cienia wątpliwości można uznać, że przeżywają rozkwit i najlepszy czas. Do ich największych osiągnięć należy mistrzostwo ligi drugiej oraz pierwszej. Ważniejsze zdaje się być jednak konsekwentne utrzymywanie się w Premier League, czego jeszcze do niedawna nikt się nie spodziewał.

    W zespole nie ma i nie było gwiazd światowego formatu. W klubowej kasie nie ma biedy, ale kokosów, jak na angielskie realia, także nie. Jest za to osoba, która umiejętnie zarządza potencjałem ludzkim i dokładnie wie, czego chce. Nie bez powodu jest szkoleniowcem, który piastuje swoje stanowisko najdłużej w całej stawce. Eddie Howe to po prostu właściwy człowiek na właściwym miejscu. Zna Wisienki od podszewki, sam reprezentował te barwy jako zawodnik, nie boi się ryzyka i potrafi wycisnąć ze swoich podopiecznych maksimum potencjału, a nawet ich rozwinąć.

    Niejednokrotnie wyprowadzał drużynę z kryzysu, stawiał na nogi wątłego źrebaka. Między innymi dzięki temu zdaje się mieć bezgraniczne zaufanie zarządu, co skutkuje spokojnym realizowaniem założeń. Naprawdę niewielu może sobie na to pozwolić.

    Howe jest przede wszystkim perfekcjonistą. Analizuje wszystko krok po kroku, tłumaczy i edukuje, by następnie wymagać. Preferuje ofensywny styl gry, lecz nie zapomina przy tym o porządku taktycznym, co zdecydowanie może się podobać. Tym bardziej biorąc pod uwagę kadrę, którą dysponuje.

    Wirtuozów szukać w niej ze świecą, a najlepszym jej określeniem jest po prostu solidność. W defensywie nie brakuje doświadczenia, ani świeżości. Jest to w zasadzie jedyna formacja, w której regularnie występują gracze po trzydziestce, gdyż zarówno w pomocy, jak i w ataku króluje młodość. To także niezwykle mnie urzeka i imponuje. Bournemouth nie chodzi na skróty podczas okresów transferowych i nie szuka odgrzewanych kotletów. Wręcz przeciwnie, chętnie sięgają po mało znane jednostki, często z niższych lig.

    Tym sposobem w zespole znajdują się choćby Lewis Cook czy David Brooks. Prawdziwą furorę robi zaś obecnie Ryan Fraser, który w 2013 roku przychodził z Aberdeen, a teraz jest jednym z najbardziej wpływowych zawodników nie tylko w klubie, ale i w całej Premier League. To w kontekście zdrowej polityki transferowej, która opiera się na trafionych inwestycjach, które bez problemu się zwracają.

    Utarte schematy, zachowawczość, punktowanie za wszelką cenę - to nie dla ekipy z Dean Court. Podąża ona własną ścieżką, nie kłania się innym w pas, nie boi się wyzwań. Wszystko to sprawia, że jawią się jako idealny kandydat do skradnięcia serc fanów futbolu, a nawet co poniektórych romantyków. Moje powoli, acz skutecznie przejmują i szczerze wierzę, iż ten sezon będzie najlepszym w historii klubu.

    Są w końcu na najlepszej ku temu drodze: 16 punktów po 8 kolejkach i 6. pozycja w tabeli, to zdecydowanie nie przypadek. Bournemouth w europejskich pucharach? Lubiłbym to!

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo
    Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #bournemouth #zycienaokraglo
    pokaż całość

    źródło: Screenshot 2018-10-09 11-54-09.jpg

  •  

    Na wojnę z szabelką

    Utrzymanie. Dla jednych oczywistość, dla innych cel minimum, dla jeszcze kolejnych marzenie. To właśnie ostatnia z grup robi wszystko, by pozostać w stawce na kolejny sezon. Wszystko, co mogą, bo niekiedy mogą niewiele, szczególnie w kwestii wzmocnień. Należy więc postawić pytanie, czy da się sprostać realiom Premier League dysponując kadrą skrojoną pod Championship?

    Nie zrozummy się źle, zaplecze angielskiej ekstraklasy to już nie te same realia, co kilka lat wcześniej. To już nie tylko toporny futbol oparty na walce fizycznej i długim podaniu, choć te elementy wciąż są tam obecne (patrz Cardiff Warnocka lub Middlesbrough Pulisa). Poziom jest jednak znacznie wyższy, co sprawia, iż wielu mianuje Championship 6. najsilniejszą ligą na Starym Kontynencie. Premier League to jednak zupełnie inna para kaloszy.

    Intensywność może i jest podobna, lecz kultura gry oraz klasa poszczególnych drużyn jest nieporównywalnie wyższa od tej pierwszoligowej. Potrzeba więc jeszcze większych umiejętności, co mogą zagwarantować lepsi piłkarze. Nie da się jednak ot tak przemodelować zespołu tylko dlatego, że wywalczono awans. Z tego też powodu wielu beniaminkom jest bardzo trudno przetrwać pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej.

    Bardzo trudno nie oznacza niemożliwie. Wystarczy przywołać z pamięci poprzedni sezon, w którym utrzymanie zapewnił sobie komplet nowicjuszy. I o ile dla Newcastle był to obowiązek, o tyle Huddersfield i Brighton byli głównymi kandydatami do spadku. A jednak utrzymali się kosztem starych wyjadaczy.

    Przetrwać więc można i da się, lecz nie jest to sztuka łatwa i oczywista. Wystarczy dodać, iż obie ekipy ponownie drżeć będą o pozostanie w elicie i znów typowane są do pożegnania się z nią.

    Jest o wiele więcej przykładów pokazujących, że niemożliwe w futbolu nie istnieje. Z najbardziej jaskrawych, Leicester z kampanii mistrzowskiej. To nie była jednak kadra przywodząca na myśl Championship, a przynajmniej nie w takim stopniu. Lepiej więc spojrzeć w kierunku Bournemouth, które od lat z powodzeniem gra w Premier League pomimo naprawdę przeciętnego zestawu personalnego. Nie sposób nie wspomnieć też o Burnley, które wywalczyło prawo do gry w eliminacjach Ligi Europy bez wybitnych indywidualności.

    Niejednokrotnie, patrząc na skład którejś z wyżej wymienionych drużyn, na myśl przychodzi raczej zaplecze ekstraklasy, niż sama ekstraklasa. Nie twierdzę przy tym, że w obu ekipach nie ma piłkarzy dobrych lub nawet bardzo dobrych. Nie są to jednak gwiazdy ligi, a o ich sukcesie stanowi zgranie, inteligentne zarządzanie, cierpliwość oraz klarowny pomysł na grę. Mają swój określony styl i nie kombinują przesadnie ze zmianą czegoś, co zadowalająco funkcjonuje.

    Po raz kolejny więc, da się? Da się!

    Można jednak odwrócić perspektywę i dojrzeć, że czasem zestawienie lepszych graczy, z bogatą przeszłością i doświadczeniem, kończy się źle. Najświeższy przykład to, rzecz jasna, Stoke City. Co by o Garncarzach nie pisać, kadra najgorsza nie była. Butland, Shaqiri, do tego doświadczeni Crouch, Allen czy Fletcher, byłe talenciaki w osobach Jese, Bojana i Afellaya. Na papierze nie wygląda to marnie. Wybitnie także nie, ale nie było to zestawienie skazywane na walkę o utrzymanie.

    Można więc mieć wystarczające narzędzia, a sukcesu w postaci pozostania w Premier League nie osiągnąć. O ile byłby to sukces, biorąc pod uwagę ostatnie lata Stoke, które było naprawdę solidnym średniakiem z marzeniami o europejskich pucharach.

    Nie ukrywam, iż cały powyższy wywód zrodził się od rozmyślań nad ekipą z Cardiff. To chyba najbardziej championshipowa z drużyn występujących w Premier League. Gra oparta na posyłaniu długich piłek na napastników, mała liczba podań (w poprzednim sezonie średnio o 495 mniej niż Manchester City) i pragmatyzm. Dostrzec można zasadę: solidnie z tyłu, z przodu może coś wpadnie. Czym to skutkuje? 2 punktami po 4 kolejkach.

    W zespole Warnocka jest więcej przysłowiowych "drwali", aniżeli graczy przywołujących na myśl finezję. Sam menedżer także ma w DNA niższe ligi i jest specjalistą od awansów. Z karierą w Premier League już nieco gorzej.

    Wszystko to sprawia, że The Bluebirds to obok Huddersfield oraz Brighton najczęściej wymieniany kandydat do spadku. Nie oznacza to jednak, że któraś z tych ekip faktycznie wróci do Championship. Jak ukazują powyższe przykłady, wybieranie się z szabelką na wojnę, gdzie grasują czołgi, nie zawsze oznacza porażkę. Z kolei na sukces składa się bardzo wiele czynników, których elementem jest również szczęście. Nie da się jednak osiągnąć niczego bez determinacji i pomysłu, który można wcielić w życie, a to obowiązuje zarówno w Premier League, jak i na jej zapleczu.

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #championship #cardiff #bournemouth #brighton #huddersfield #zycienaokraglo
    pokaż całość

    źródło: premier_league_logo.jpg

  •  

    Wszyscy spodziewali się dobrego startu rozgrywek w wykonaniu Manchesteru City, Liverpoolu, bez problemu miał sobie także poradzić Manchester United oraz Tottenham. Kto stawiał jednak, że po dwóch kolejkach komplet punktów uzbiera Watford oraz Bournemouth?

    Takie są natomiast fakty. Zarówno Szerszenie, jak i Wisienki wygrały po 2 spotkania i to właśnie oni uzupełniają obecne TOP 6. Nie łudźmy się, iż taki stan rzeczy utrzyma się przesadnie długo, lecz warto pochwalić oba zespoły.

    Watford najpierw pewnie pokonał na własnym boisku Brighton, a następnie wywiózł komplet oczek z Burnley. Szczególnie drugie z osiągnięć może robić wrażenie, gdyż pamiętamy jak ekipa Dyche’a wyglądała w poprzednich rozgrywkach i jak mało traciła goli. W niedzielę Hart wyciągał piłkę z siatki aż 3-krotnie.

    Z kolei Bournemouth po ograniu beniaminka z Walii udało się do stolicy, by zmierzyć się z West Hamem. Zdołało w tym meczu odrobić jednobramkową stratę i zgarnąć kolejne 3 oczka. Coraz pewniejszym liderem staje się Wilson, a motorem napędowym należy obwieścić Frasera.

    Nie sądzę, iż któraś z tych drużyn ma szansę na zgarnięcie miejsca gwarantującego grę w europejskich pucharach, ale środek tabeli nie będzie złym wynikiem. Przede wszystkim jednak sprawiają dużo radości swoim fanom i ubarwiają rywalizację ligową. Oby wiodło im się jak najlepiej i jak najdłużej!

    Serdecznie zapraszam na mój fanpage, na którym codziennie publikuję moje opinie, spostrzeżenia oraz przemyślenia związane z piłkarskim światem.

    Jeśli spodobała Ci się wrzutka, zaobserwuj #zycienaokraglo Dzięki!

    #sport #mecz #pilkanozna #premierleague #watford #bournemouth #zycienaokraglo
    pokaż całość

    źródło: 39746463_266977550583530_4607774273883340800_n.jpg

  •  

    Patrzcie Mireczky, ojciec Madzi z sosnowca walczy teraz w klatkach w Bournemouth
    #uk #bournemouth #ciekawostki #mma

    źródło: embed.jpg

  •  

    Bournemouth have kept as many clean sheets in their last four home PL games (3), as in their previous 17 matches combined.
    #premierleague #bournemouth

    źródło: s.tvp.pl

    +: a........3, kielonek +10 innych
  •  
    W.......p via Android

    +8

    Uwielbiam te parki z trawka na ktorej mozna polezec
    #uk #bournemouth

    źródło: CAM00718.jpg

    •  

      @Wild_Derp: Ja nie mowie ze tu na polnocy nie jest ladnie bo jest (pic related), ale zazdroszcze temperatur, pogody, slonca piaszczystych plaz. U mnie chlodniej, duzo deszczu (a przez to zielono) i kamieniste plaze.

      źródło: hotelstayukblog.files.wordpress.com

    •  
      W.......p via Android

      0

      @dob3k: Akurat teraz odkad przyjechalem to jest calkiem w porzadku, ale z tego co slysze to i tak niewiele sie rozni od reszty wyspy z pogoda. Plaza to ogromny plus, ale dla osob ktore je lubia, a ja to jeszcze bede musial sie przekonywac do niej troche

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    #emigrujzwykopem #bournemouth #poole #emigracja pozdrawiam z Poole i Bournemouth. Jutro mam rozmowę kwalifikacyjna na prace na nocki. Jak ją dostanę do nie wiem co zrobię ze szczęścia. Nie wracam do Polski. Na obrazku zdjęcie morza.

    źródło: IMG_20150401_190058.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Powiązane z #bournemouth

Archiwum tagów