•  

    Sao Thome das Letras - brazylijski hippyland cz. 2.
    - waytoeldorado.pl

    Na razie przy opisie Sao Thome skupiłem się właściwie tylko na ludziach, a prawda jest taka, że gdyby na tym kończyły się zalety tego miejsca pewnie nawet bym o nim tutaj nie wspominał.

    To, co sprawia, że miasteczko jest tak ciekawym dla mnie odkryciem jest mieszanka bezproblemowych, przyjaznych ludzi, naprawdę pięknej natury i energii, którą emanuje to miejsce. Chodząc po kamiennych uliczkach Sao Thome człowiek ma wrażenie, że nagle spośród betonowych chaotycznie zabudowanych ulic, często obklejonych ciasno dookoła favelami znalazł się w samym środku baśni. Przy tym wszystkim cały czas ma się uczucie że mimo dużej ilości hotelików, pousad i pokoi do wynajęcia całe to miejsce żyje spokojnie swoim życiem nie ekscytując się za bardzo turystami. Wygląda to tak jakby turyści byli tu tylko dodatkiem, który pozwala mieszkańcom żyć po swojemu. Przyjechałem tutaj poza sezonem i po kilku dniach czułem się jakbym był częścią tego miejsca, każde wyjście z pousady oznaczało spotykanie znajomych twarzy, które po jakimś czasie witały mnie jak starego sąsiada. Wrażenie zupełnie odwrotne do tego czego doświadczamy zwykle w typowych miastach turystycznych jak nasze polskie Zakopane, gdzie człowiek czuje się jak ranna antylopa próbująca schować się przed stadem sępów i gdzie jasno widać podział MY i ONI, czyli my klienci, próbujący nie dać się naciągnąć i oni - górale próbujący wydymać nas na byle oscypku.

    Całe to uczucie baśniowości wzmaga się jeszcze bardziej po opuszczeniu murów miasta i wejściu, na którąkolwiek z tras wyjazdowych.

    Chociaż trasy wyjazdowe to chyba złe określenie, tak naprawdę jest jedna trasa wylana betonem prowadząca do miasta oddalonego o ok. 40 kilometrów, która biegnie wśród wzgórz będących też źródłem kamieni - surowca, z którego powstaje większość okolicznych budynków. Z drugiej strony miasteczka mamy zwyczajną wsiową drogę wyglądającą jak udeptana glina, która prowadzi do kilku pięknych wodospadów rozmieszczonych w promieniu kilkunastu kilometrów, kilku jaskiń, malutkiej wioseczki i sporej ilości campingów o dwuznacznych nazwach typu “grzybki” (miasteczko znane jest jak już wspominałem z luźnego podejścia do miękkich narkotyków, marihuany czy właśnie grzybków, do których nawiązania można znaleźć dosłownie wszędzie). Ciężko to wyjaśnić słowami, ale samo wyruszenie tą glinianą trasą na kilkugodzinny spacer ma w sobie coś co uspokaja. Może to fakt, że w ciągu prawie całego dnia spotkałem na trasie ledwie kilkoro ludzi, a może chodzi o dziwną przyjemność jaką daje oglądanie tak nasyconego różnymi kolorami krajobrazu (od czerwonej, glinianej drogi biegnącej często wzdłóż intensywnie zielonej, wylewającej się nad trasę dżungli do jasnozielonych pastwisk ulokowanych na wzgórzach poznaczonych wielkimi głazami czy w końcu po dojściu odpowiednio daleko – widoku dolin, które wyglądają bardziej jak kamienista sawanna). W każdym razie trzeba przyznać jedno – Sao Thome i okolice mają klimat.

    Wspominałem o wodospadach.

    Jest ich tutaj w okolicy kilkanaście, w różnej odległości, do niektórych dojście jest proste, do części trzeba zasięgać języka, kluczyć po pastwiskach albo wspinać się po skałach. Te drugie są najczęściej dużo ciekawsze i na nich spotykałem ludzi sporadycznie.

    Jeden z mniejszych wodospadów mieści się na odludziu, koło przyczepy lokalnego rzemieślnika tworzącego rzeczy z kamienia. Chcę o tym człowieku wspomnieć, bo wydaje mi się, że tryb życia jaki prowadzi jest mokrym snem każdego introwertyka lubiącego naturę. Jak już wspomniałem mieszka kilka kilometrów od reszty zabudowań małej wioseczki Sobradinho. Jakieś 30 metrów od wodospadu postawił małą kamienną chatkę a obok niej przyczepę, która jest jego pracownią. Cały dzień obrabia kamienie i tworzy z nich zarówno pamiątki dla turystów jak i całą gamę rzeczy, z których się tutaj po prostu korzysta jak np. kamienne podkłady do pieczenia pizzy lub steków używane przez tutejsze restauracje, kamienny grill czy kubki. Kiedy raz na jakiś czas na horyzoncie pojawią się turyści oglądający wodospad, w razie potrzeby zamienia się w barmana we własnym mini barku doklejonym do pracowni. Jego jedynymi kompanami na stałe są pies i cross, który jeśli trzeba zapewnia mu szybką komunikację z resztą świata. Jego jedynym zobowiązaniem – potrzeba zarobienia na proste życie, które prowadzi.

    Takich właśnie ludzi ciągnie do Sao Thome, prostych, ceniących sobie życie bez stresów wielkiego miasta.

    Chciałbym napisać coś więcej o przyrodzie w Sao Thome, ale chyba nie ma to sensu. Żaden opis przyrody nigdy nie będzie na tyle ciekawy, żeby naprawdę zainteresować, zwłaszcza w dobie internetu kiedy każdy może odpalić sobie google grafika i znaleźć na drugim końcu świata zdjęcia jeszcze ciekawszych miejsc niż opisywane. Człowiek tak naprawdę docenia naturę dopiero kiedy ma szansę ją poczuć na żywo. Wtedy nawet mazurskie jezioro o zachodzie słońca wpływa na nas dużo mocniej niż najlepsze zdjęcie norweskich fiordów, dlatego zamiast opisu zostawię kilka zdjęć i przejdę do ostatniego o czym chciałbym opowiedzieć odnośnie Sao Thome.

    Magia.

    Nie wiem skąd się to tutaj wzięło, ale ludzie w Sao Thome... Wierzą w gnomy, wiedźmy i ufo. Ciężko ucieć od łączenia tego faktu z ich zamiłowaniem do narkotyków, ale podobno często tutaj widują dziwne rzeczy. W sklepach z pamiątkami, na ulicach czy w nazwach obiektów co chwila widać nawiązania do zjawisk paranomalnych. Trochę to śmieszne ale Sao Thome nawet wykształciło swoją własną modę łącząc motywy bajkowych istot z motywami typowo hipisowskimi i indiańskimi i tak można tutaj znaleźć koszulki upstrzone jaskrawymi kolorami i narysowanymi skrzatami, albo gnomy chodzące po łące i zbierające magiczne grzybki. O dziwo mieszkańcom naprawdę zdarza się chodzić w podobnych rzeczach.

    Jeśli chciałbyś obejrzeć więcej zdjęć z Sao Thome zapraszam TUTAJ.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Na Twitterze pojawił się ciekawy post ze zdjęciem na temat Daniego Alvesa.
    Betonowe łóżko, odrapane ściany. Zresztą na jego oficjalnej stronie internetowej też jest zdjęcie tego pokoju. Tam mieszkał zanim zaczął zawodowo grać w piłkę. Pomimo tego, że jakoś za nim nigdy nie przepadłem to mam do niego spory szacunek, że udało mu się przebić tak wysoko nie mając kompletnie nic na starcie.

    „Nie potrzebuję pieniędzy ani aplauzu, tylko zdrowie, dobre łóżko, porządny materac i dużo entuzjazmu.” Dani Alves

    #pilkanozna #brazylia #juventus #seriea
    pokaż całość

  •  

    Sao Thome das Letras - część 1 - http://waytoeldorado.pl/

    Przyznam szczerze, że nie chciałem robić z mojego bloga przewodnika turystycznego. Dużo ciekawszymi rzeczami do opisywania są sami brazylijczycy i histore, które serwuje mi co jakiś czas ten dziki kraj, jednak zdarza mi się trafiać w tak ciekawe miejsca, które jednak nie generują ciekawych opowieści, że mimo wszystko mam ochotę to przedstawić chociaż w małym stopniu.

    Tym bardziej, że najczęściej w internecie (nigdy nie sprawdzałem przewodników papierowych) nie mogę znaleźć nawet wzmianki o części z tych miejsc. Ja się o nich dowiaduję od brazylijczyków podróżujących po kraju, więc wątpię, że jakiś turysta z Polski przyjeżdzający tutaj na dwa tygodnie trafi do nich sam.

    Jednym z takich miejsc jest właśnie Sao Thome das Letras. Małe miasteczko w stanie Minas Gerais, mniej więcej w połowie drogi między Sao Paulo a Rio de Janeiro. Wikipedia mówi o nim tylko gdzie leży i ile osób tam mieszka i jeżeli miałbym planować wycieczkę po Brazylii, w życiu nie zwróciłbym uwagi na tę mieścinkę pośrodku niczego. Samo to, że się tam znalazłem było przypadkiem. Pojechałem trochę w ciemno mając w głowie plan spędzenia jednej, maksymalnie dwóch nocy i powrotu do Sao. Ostatecznie zostałem ponad tydzień i przed wyjazdem zbierałem numery do ludzi oferujących wynajem domów i pokoi, a na liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią pojawiła mi się nowa pozycja – conajmniej miesięczna ucieczka od życia w Sao Thome.

    Dobra, ale co tam naprawdę tam jest i dlaczego uważam to miejsce za ewenement w skali Brazylii ?

    Trzy rzeczy – Ludzie, natura, magia.

    Już od samego przyjazdu o 6 rano kiedy jeszcze słońce nie zdążyło wstać, rzuciło mi się w oczy, że okolice terminalu autokarowego różnią się od reszty miejsc, które odwiedziłem w Brazylii. Wszystko zbudowane z kamienia, domy, ulice, sklepy. Na początku nie zwróciłem na to uwagi, bo wszędzie trafi się bardziej zadbana czy wystylizowana uliczka, ale idąc cały czas w głąb w poszukiwaniu jakiegoś noclegu, krajobraz się w ogóle nie zmieniał. Cały czas szedłem ulicami wyłożonymi kamieniami i mijałem domy też ułożone z kamieni. Okazało się, że okolice Sao Thome są miejscem wydobycia jakiegoś dziwnego rodzaju kamieni nadającego się idealnie jako budulec. Są one tutaj tak tanie, że służą jako główny materiał pod budowę.

    Sam ten fakt nadaje miastu unikalny wygląd, którego się w Brazylii nie spodziewałem a najlepsze jest to, że to dopiero początek.

    Ludzie.

    Wchodzę do padarii, małego brazylijskiego sklepo-barku, w którym można wypić kawę i zjeść proste śniadanie przy okazji zaopatrując się w podstawowe produkty spożywcze. Jestem jedynym klientem, mojego wejścia od strony ulicy ciężko nie zarejestrować, a mimo to kobieta za ladą nie kłopocze się jakimkolwiek ruchem. Siedzi jak siedziała i ogląda telewizję. Możnaby pomyśleć, że wszedłem do polskiego urzędu i zaraz zostanę obrzucony obrażonym spojrzeniem księżniczki ale nie. Moje podejście do lady i powitanie sprawia, że pracownica padarii obraca się co prawda bardzo powoli, ale uśmiechnięta tym naturalnym uśmiechem człowieka, który ma na wszystko w życiu czas. Zagaduję ją i chwilę rozmawiamy, po czym pytam się o jakiś produkt. Ona na chwilę wpada w zamyślenie, prosi mnie żebym poczekał i… Wychodzi na zaplecze (cały czas bardzo wolno) zostawiając na ladzie w zasięgu mojej ręki swój telefon i jakieś klucze. Wraca po kilku minutach podając z uśmiechem to o co prosiłem.

    Jedna ze specjalności miasteczka Sao Thome są słodkie, smakowe nalewki w pełnym przekroju smaków. Można znaleźć tutaj wszystkie kombinacje owocowe (marakuja, banan, truskawka, arbuz i wiele innych) ale i różne inne wymysły typu “nalewka wiedźmy”,”nalewka ET” lub na bazie chilli.

    Idę jedną z głównych uliczek i zauważam banner reklamowy “pinga no bambu 3 reais”, postanawiam wpaść i spróbować tych wymysłów podawanych w ciętym kawałku bambusa. Już za bramą dostrzegam kilku mężczyzn w trakcie rozpijania jednej z flaszek, rozmawiają o niczym lekko podniesionym głosem, w którym czuć oznaki podpicia. W Polsce właśnie teraz wchodziliby w fazę obserwacji, kto się na nich spojrzy w zły sposób. Widzę, że mnie zauważyli więc narzucam sobie gotowość do zareagowania w razie spięcia. Podchodzę do lady i zatrzymuje się myśląc, którą wybrać, jednocześnie cały czas widzę, że zerkają na mnie z boku co jakiś czas. W końcu jeden z nich coś do mnie mówi. Odwracam się i widzę rękę z wyciągnięta butelką.

    – Stary weź sobie figówkę, jest naprawdę zajebista i dziś w promocji !

    Po czym nie pytając bierze swój kawałek bambusa, polewa szczodrze i wciska mi w rękę. Pogadaliśmy chwilę o tym że nie jestem stąd, zamówiłem i poszedłem w swoją stronę. Sao Thome jest jednak naprawdę małym miasteczkiem i potem kilka razy spotykałem ich w różnych miejscach, za każdym razem z daleka machali pytając:

    – Cześć gringo, wszystko w porządku ?



    Następnego dnia wracam do miejsca z nalewkami próbować innych smaków. Zamawiam pingę w bambusie za 3 reale i wyciągam banknot 50. Właściciel zerka obojętnie i rzuca, że nie ma wydać. Kiedy zaczynam szukać po kieszeniach drobnych mówi tylko:

    – Doooobra, zapłacisz przy okazji.



    Trzeciego dnia po przyjeździe przychodzi do mnie właściciel pousady, w której się zatrzymałem.

    – Jak ci się tutaj mieszka ?

    – Dobrze, jest naprawdę spoko.

    – Bo wiesz, nie ma teraz ruchu w ogóle, bo jest poza sezonem i pomyślałem sobie, że jeśli wolisz zamiast tego pokoju to możesz zajać domek tu obok. Tam miałbyś swoją kuchnię i więcej miejsca. Daj znać jakbyś miał ochotę.

    – A po ile ten domek ?

    – Zapłacisz tyle na ile się umówiliśmy na wstępie.

    Od następnego dnia mieszkałem w domku z dwoma pokojami, kuchnią, łazienką i salonem. Po cenie, którą ustaliliśmy po przyjeździe czyli z doliczoną od początku zniżką (miałem spać w innym miejscu, które okazało się zamknięte więc dostałem taką samą cenę jaką miałem zapłacić tam).



    Tacy są prawie wszyscy w Sao Thome. Leniwi, ale bezproblemowi, mili, pomocni i przyjacielscy. Tutaj nikomu nie spieszy się z niczym, zawsze jest czas. Zachowują się jakby byli upaleni co w wielu przypadkach jest prawdą, bo miasteczko znane jest z luźnego podejścia do marihuany i magicznych grzybków. W całym mieście roi się od hipisów i naprawdę dziwnych typów jak mężczyzna, który chodzi bez butów i całymi dniami przesiaduje w miejskim parku koło kamiennego budynku zwanego piramidą, gdzie sprzedaje komponowaną przez siebie muzykę i przedstawia się jako “filozof ziemii”.

    Jeśli chciałbyś obejrzeć więcej zdjęć z Sao Thome zapraszam TUTAJ.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    #gif #brazylia #heheszki
    tymczasem w brazylijskim supermarkecie

    GFY

    źródło: gfycat.com

  •  

    Mirki I mirabelki pozdrawiam z Brazylii. Zima tutaj ale cieplo. Piekny kraj ale niebezpieczny. Zlodziejaszki czyhaja na ulicy by wyrwac cos ci z rąk I uciec. Prawie tak stracilem aparat.
    Chcialbym cos tu kupic I zrobic #rozdajo. Co lepiej? Pamiatki,dobra kawe? Bec

    #brazylia #pokazmorde

  •  

    Część 6 i ostatnia mojej podróży z Buenos Aires do Sao Paulo po tym jak nie wpuszczono mnie za granicę Brazylii na lotnisku.
    ...

    Po kilku dniach spędzonych na szukaniu sposobu żeby wydostać się z miasteczka będącego granicą między Paragwajem a Brazylią (a także głównym miejscem przemytu broni i narkotyków między tymi krajami), w końcu udaje mi się znaleźć sposób aby się stamtąd wyrwać.

    Tekst można znaleźć TUTAJ.

    Jeśli ktoś ominął poprzednie części, linki z krótkim opisem poniżej:

    Część pierwsza - Ku mojemu zdziwieniu nie zostaję wypuszczony z lotniska i szczęściem udaje mi się uniknąć aresztu dla nielegalnych imigrantów.
    Część druga - Znajduję sposób aby nie zostać deportowanym i kupuję bilet do Buenos Aires.
    Część trzecia - Przejeżdzam Argentynę i Paragwaj, przemykam się do Brazylii bez wizy po czym nie mogę wydostać się z przygranicznego miasteczka słynącego z przemytu i ciemnych interesów.
    Część czwarta - Próbuję wyjechać z miasteczka ale wszystkie sposoby zawodzą.
    Część piąta - Oswajam się z sytuacją i zaczynam doceniać emocje, które daje mi ta przygoda.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel

    P.S. dziś znowu łapię busa do Foz, żeby uporządkować sprawy wizowe więc pewnie wjedzie jakaś relacja na zaniedbywany dotąd fanpage ;)
    pokaż całość

  •  

    Część 5 mojej podróży do Sao Paulo.

    Już po przejechaniu nielegalnie przez granicę brazylijską, dalej bez pomysłu na wydostanie się z przygranicznego miasteczka słynącego z przemytu broni i narkotyków. Kończą mi się jakiekolwiek pieniądze ale pojawia szansa na wyjazd.

    Zapraszam tutaj

    Poprzednie części można znaleźć tutaj - 1,2,3,4

    A i tym razem zachęcam zamiast do obserwowania mnie tutaj na wykopie to do lajkowania fanpage'a, teraz go zaniedbuję ale jak już wrzucę całą historię z dojazdu do Sao Paulo zamierzam tam zacząć wrzucać trochę inne rzeczy niż na samego bloga.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Dziś 4 część mojej podróży do Sao Paulo, tym razem niespodziewany zwrot akcji.

    Post można znaleźć tutaj

    Część poprzednia tutaj.

    Zapraszam na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o Brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Udało mi się uwinąć z redagowaniem 3 odcinka mojej podróży z Buenos Aires do Brazylii - w tej części nielegalne forsowanie granicy paragwajsko-brazylijskiej :)

    wpis można znaleźć TUTAJ.

    jeśli nie widziałeś części poprzedniej, możesz ją znaleźć TUTAJ.

    Zapraszam też na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o Brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Dziś druga część mojej przygody, czyli jak uniknąłem brazylijskiego aresztu dla nielegalnych imigrantów po tym jak policja nie wpuścila mnie za granicę Brazylijską.

    Wpis można znaleźć TUTAJ.

    Jeśli nie widziałeś części pierwszej, możesz ją znaleźć TUTAJ.

    Zapraszam też na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o Brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

    •  

      @Lemink: turystyczne kontroluja dopiero przy przekraczaniu granicy ciudad/foz. miejskie czasem przelatuja bez kontroli, ale tez mi sie zdarzylo raz naciac na przeswietlanie plecaka przy przejezdzie. generalnie w tym kraju wszystko to wielki spontan i przypadek ;)

    •  

      @miguel1726: mi sie udało w obie strony przejechać bez dokumentów. Nie specjalnie, of kors - zapomniałem z kwatery w Foz. Jednak wątpie by się szczypali w przypadku złapania.

    • więcej komentarzy (15)

  •  

    Dokładnie 8 miesięcy temu stworzyłem to konto zamieszczając pierwszy wpis na mikroblogu. Wpis dodałem siedząc na lotnisku pod Sao i czekając na samolot, po tym jak policja federalna nie wpuściła mnie poza granicę Brazylii.

    Wpis można zobaczyć tutaj

    Droga, którą wtedy przeszedłem okazała się dużo dłuższa i ciekawsza niż myślałem. Po powrocie do domu usiadłem więc i spisałem wszystko co mnie tam spotkało. Nie publikowałem tego dotychczas nigdzie, zostawiłem te kilkanaście stron dla siebie, ale myślę, że nadszedł dobry czas żeby się historią podzielić z większym gronem.

    Chciałbym aby jedynym miejscem, gdzie można znaleźć to opowiadanie był mój blog, więc tutaj jedynie zamieszczam link.

    Część pierwsza - TUTAJ

    Zapraszam na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o Brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Jak znaleźć mieszkanie w Brazylii - www.waytoeldorado.pl

    Od kiedy publikuję tutaj posty zdarza mi się dostawać mejle i prywatne wiadomości od ludzi zainteresowanych odwiedzeniem Brazylii.

    Najczęściej przewijają się tam pytania odnośnie rzeczy, które trzeba sprawdzić przed przyjazdem jak na przykład ceny życia, pytania o bezpieczeństwo czy trudność załatwienia wizy. Pomyślałem sobie, że skoro ktoś jest tematem zainteresowany – wyjdę naprzeciw zapotrzebowaniu i zacznę serię postów z poradami dla ludzi, którzy rozważają podróż do Brazylii, obojętnie czy na tydzień, miesiąc czy całe życie.

    Dziś zajmę się najważniejsza sprawą dla każdego imigranta i turysty – dachem nad głową, czyli...

    Gdzie najlepiej znaleźć mieszkanie lub pokój dla siebie.

    Kilka słów wstępu.

    Jak zawsze przypominam, że Brazylia to wielki kraj. Tak duży, że mówiąc o czymkolwiek w jego kontekście, nie warto uogólniać. To samo tyczy się cen jedzenia, życia czy wynajmu. Z reguły mówi się, że najdroższym regionem jest stan Sao Paulo i miasto Rio de Janeiro i na tych dwóch miejscach skupie się najmocniej w dzisiejszym poście.

    4 sposoby

    Dobrnąłeś tutaj czyli masz motywację do odwiedzenia Brazylii, teraz kwestia kluczowa – na ile czasu chcesz tu przyjechać i ile masz do wydania na ten cel.

    Jeśli nie masz tutaj znajomych, wiesz że twój pobyt nie przedłuży się ponad trzy miesiące i nie masz zbytniej ochoty łykać tysięcy kilometrów podróżując po kraju –

    najlepszym wyjściem będzie airbnb.

    Po pierwsze kontakt z wynajmującym mieszkanie/pokój czyli z kimś kto tutaj mieszka i zna brazylijskie realia będzie dla ciebie na wagę złota. Jeśli do tego nie operujesz brazylijską odmianą portugalskiego – bez komunikatywnego tubylca będziesz błądził niczym dziecko we mgle próbując załatwić najprostsze sprawy jak kupienie karty sim (musi ją kupić Brazylijczyk podając swój numer CPF) czy złapanie dobrego autobusu.

    Po drugie - cenowo (licząc ze zniżkami za dłuższy pobyt) airbnb potrafi wyjść przyzwoicie jak na tutejsze standardy, tym bardziej jeśli nie jedziemy sami i koszty wynajmu możemy rozłożyć na kilka osób. Najtańszą opcję w Sao Paulo znalazłem za ok 600 złotych, górnej granicy nie ma, ale sporo sensownych ofert zamyka się w pułapie 1500 zł.

    Airbnb to chyba najwygodniejsza, najprostsza i najmniej wiążąca ręce opcja.

    Ale nie najtańsza.

    Jeśli warunki naszej podróży są podobne do tych opisanych na przykładzie powyżej ale do tego chcemy wydać jak najmniej pieniędzy i lubimy, kosztem prywatności, być bardziej mobilni i spontaniczni – możemy poszukać hostelu.

    Plusami hostelów jest obsługa, która już zna odpowiedzi na pytania, które będziemy chcieli zadać, najczęściej śniadanie w cenie noclegu (co kiedy liczymy się z każdym wydanym realem może mieć znaczenie), wifi i kilka innych udogodnień oraz...

    Towarzystwo.

    Z tym bywa różnie, ale jest szansa, że trafiając w dobre miejsce nasza podróż nabierze kolorów. Nie mam z hostelami zbyt dużego doświadczenia ale zauważyłem, że omijając te najpopularniejsze wśród zagranicznych turystów, najbardziej nowocześnie zorganizowane i wybierając mniejsze, bardziej kameralne w magiczny dostajemy dostęp do wielu nowych możliwości. Nagle nie jest kłopotem znalezienie towarzystwa do wyjścia na imprezę, ogarnięcie blantów czy poznanie damskiej części znajomych mieszkających z tobą w hostelu (Brazylijczycy spoza danego miasta czasem traktują hostele jak akademik – mieszkając w nich dłuższy czas).

    Cenowo wychodzi bardzo różnie, najtańsze można znaleźć od 20 reali (ok. 25 złotych).

    Problemem w hostelach jest brak prywatności i tutaj nie trzeba dodawać nic więcej. Nie każdemu to pasuje i tyle.

    Kolejnym sposobem na znalezienie czterech ścian i łóżka jest sposób bardzo popularny wśród studentów czyli...

    Wynajęcie miejsca w nieoficjalnym „akademiku”.

    Często tutaj spotkać można oferty wynajmu łóżka we współdzielonym pokoju w mieszkaniu przystosowanym pod większą ilość osób. Takie „akademiki” nazywają się tu republicami i zwykle dzielą się na męskie i żeńskie. Ogłoszenia, które dotyczą republik najczęściej znaleźć można na zamkniętych grupach na facebooku (np. Republicas de Sao Paulo) a ich cena to śrrdnio od ok. 300 do 700 reali za miesiąc (ok. 370 – 860 złotych).

    Największym plusem jest cena, minusem to, że nie wiadomo z kim będziemy dzielić pokój, brak prywatności i podział obowiązków domowych. Jest to całkiem dobry sposób, żeby zahaczyć się tutaj za małe pieniądze ale wymaga albo wielkiej determinacji albo obycia się z Brazylijczykami.

    Ostatnim ze sposobów jest zwyczajny wynajem mieszkań i pokoi, ale to wraz z cenami dla różnych dzielnic i części Brazylii w następnym poście.

    Zapraszam na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    AMA - życie w Brazylii

    Na wstępie przepraszam tych, którzy mnie tutaj śledzą, za ostatnie przestoje w nowych tekstach. Od ponad tygodnia mam kłopoty techniczne z internetem, a do pisania używam telefonu bo czekam na naprawę laptopa.

    Do rzeczy. Dostawałem od jakiegoś czasu prośby o zrobienie AMA na temat życia w Brazylii, dzisiaj mając dzień wolny planuje takie wrzucić jako znalezisko około godziny 20 czasu polskiego.

    Oczywiście otaguje je jako #waytoeldorado ale myślę, że wrzucenie tutaj informacji i zawołanie pod znaleziskiem każego, który zaplusuje ten wpis będzie dobrym dopełnieniem. Także jeśli ktoś nie chce przegapić - zachęcam do plusowania.

    Zapraszam na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

    źródło: DSC_0879.jpg

  •  

    Kolejna porcja rzeczy, których nie wiedziałeś o Brazylii - www.waytoeldorado.pl

    Ostatnio przy opisie ciekawych rzeczy odnośnie życia w Brazylii, skupiłem się na małych codziennych zachowaniach, które turystę z Europy mogą mocno zdziwić.

    Dzisiejszy tekst poświęcę rzeczom bardziej praktycznym z punktu widzenia odwiedzającego ten kraj, czyli cenom.

    Nie będzie to jednak ani obiektywna lista najpotrzebniejszych do życia rzeczy, ani ceny produktów, z którymi każdy przyjezdny się tutaj zetknie. Jedynym kryterium jakie wziąłem pod uwagę przy doborze było zaskoczenie, które wywołała u mnie informacja o tym co za chwile opiszę.

    Jeżeli interesuje cię temat, a ominąłeś poprzedni tekst – możesz nadrobić wchodząc tutaj.

    Do rzeczy.

    Ceny narkotyków.

    Tematem narkotyków w Brazylii jeszcze się zajmę więc tutaj tylko kilka słów tła zanim przejdę do właściwej informacji. Każdy kojarzy, że klimat Brazylii różni się znacznie od Europejskiego. Wpływ ma to na wiele rzeczy i jedną z nich są oczywiście rośliny. Uprawa roślin w Brazylii spokojnie może trwać cały rok, a hodowcy (czy tam rolnicy) nie muszą się martwić o przymrozki niszczące plony. Po prostu idealne miejsce do uprawy wielu gatunków roślin – także tych, które po odpowiednim potraktowaniu mogą stać się narkotykami czyli marihuany i koki. Stąd też cena, która w Brazylii różni znacznie od ceny w naszym umiarkowanym klimacie. Dla porównania – w Polsce cena grama marihuany to ok 40-50 złotych, tutaj jest to średnio 5 reali (zaokrąglijmy do jakichś 6 złotych). Różnica spora ale chyba bardziej zaskakuje cena brazylijskiej kokainy. U nas za gram kokainy, który w drodze do Europy traci bardzo na czystości ludzie płacą około 300 złotych, tutaj w Brazylii cena, z którą się zetknąłem to 30-50 reali (40-60 złotych). W hurcie jeszcze taniej co skłania domorosłych przemytników do prób przewozu kokainy do Europy na różne kreatywne sposoby.

    Cło i ceny importowanej elektroniki.

    Brazylia jest naprawdę wielkim krajem. Na tyle dużym, że może pozwolić sobie na próbę bycia niezależną od innych w jak największym stopniu. Nie interesuje się polityką i nie jestem ekspertem w temacie ale wierzę, to właśnie ta próba ochrony własnego rynku skłoniła rząd do wprowadzenia bardzo wysokich ceł importowych (nawet 60%) na niektóre produkty. I tak na przykład cena nowego iphona 7, wersja z 32 gb wynosi tutaj około 4000 złotych, u nas w Polsce – 2600 złotych. Podobna zasada tyczy się wielu elektronicznych rzeczy firmowanych logami zagranicznych firm, więc jeśli na przykład przed wyjazdem do Brazylii zepsuje ci się aparat i myślisz, że dobrym wyjściem będzie kupienie nowego tutaj na miejscu – zapomnij.

    Nutella

    Może to wydać się dziwne, ale ten umiarkowanie popularny w Polsce krem orzechowy tutaj w Brazylii robi prawdziwą karierę. Stoiska dedykowane jednemu z flagowych produktów Ferrero, znaleźć można w galeriach handlowych, a sama Nutella ma w Brazylii status luksusowej słodyczy co odbija się też na cenie. Słoik zawierający 650 gram kremu tutaj w sklepie kosztuje 38 reali (jakieś 48 złotych), w Polsce – około 15 złotych.

    Warto o tym pamiętać i jeśli jedziemy do Brazylii mając już tu jakichś znajomych, wziąć ze sobą kilka słoików Nutelli na prezenty. Brazylijczycy kochają słodkie rzeczy jak nic innego i na pewno docenią ten gest.

    Zapraszam na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Dlaczego w Brazylii potrzebujesz portugalskiego - www.waytoeldorado.pl

    Zanim w mojej głowie pojawiła się realna wizja wyjazdu do Brazylii byłem pewien, że brazylijczycy używają języka hiszpańskiego.

    Wyjeżdżając w żadnym wypadku nie ratowało to mojej sytuacji, bo hiszpański znałem w takim samym stopniu co portugalski – w zerowym, ale o hiszpańskim słyszałem chociaż, że jest dosyć prosty do nauki.

    Kiedy już postawiłem swoje stopy na brazylijskiej ziemi i naokoło nagle znaleźli się sami dziwnie szeleszczący ludzie zrozumiałem dopiero, że nauka nawet podstaw języka nie będzie tak prosta jak sobie to wyobrażałem. Sytuację pogarszał fakt, że prawie nikt tutaj nie gada po angielsku. W sklepach, w urzędach, nawet na policji federalnej (zajmującej się sprawami imigracyjnymi) naprawdę ciężko jest znaleźć kogoś kto w jakimkolwiek stopniu ogarnia jakiś język poza portugalskim i ewentualnie hiszpańskim.

    No cóż, przyjechałem z zamysłem powrotu do Polski po dwóch miesiącach, więc na początku wizja przesiedzenia tych kilkudziesięciu dni bez bliższych kontaktów z tubylcami mnie nie przerażała.

    Tym bardziej, że miałem tu kilka osób, z którymi byłem się w stanie porozumiewać w języku angielskim czy nawet polskim. Poza tym nie oszukujmy się – w cywilizowanym świecie da się przeżyć nie znając nawet języka danego kraju, wystarczy trzymać się tego co znamy, umieć czytać symbole i mniej więcej logicznie myśleć. Nic trudnego.

    Nie wziąłem pod uwagę jednej rzeczy – Brazylia ma tyle wspólnego z cywilizowanym światem co afrykańscy watażkowie z pokojową nagrodą nobla.
    Od chwili kiedy fartem znalazłem tutaj swój pierwszy dom na faveli z brazylijską rodziną, która jedyny kontakt z angielskim miała oglądając spiracone amerykańskie filmy z portugalskimi napisami, a z którą porozumiewałem się używając tłumacza google kiedy akurat przypadkiem internet nie szwankował, zrozumiałem, że teraz będzie tylko pod górkę.

    I kolejny raz miałem rację.

    Brazylia jest miejscem gdzie zanika logika a zasady są płynne i często wynikają z uczucia potrzeby wprowadzenia jakichkolwiek. Logika w działaniu tutaj nie jest potrzebna z jednego prostego powodu – latynosi czerpią energię z kontaktów z innymi ludźmi.

    Dlatego brazylijski przystanek autobusowy na przedmieściach wygląda często jak drewniany słupek bez ŻADNEJ informacji, a czasem nie wygląda w ogóle, bo go po prostu nie ma, mimo że komunikacja miejska tam staje. Nie wiesz gdzie zatrzymuje się autobus ? Zapytaj się kogoś, co za problem. Wsiadłeś już do autobusu i nie ma rozkładu, a ty nie masz pojęcia jak wygląda punkt, w którym miałeś wysiąść ? Zapytaj kierowcy, co za problem. Stoisz na przystanku i nie wiesz kiedy przyjedzie twój autobus bo nie ma żadnej informacji ? Nie, tutaj akurat nie musisz pytać bo tego nikt nie wie, po prostu poczekaj – będzie jak przyjedzie. We wszystkich innych przypadkach brazylijczycy wychodzą z założenia, że zawsze jak nie są czegoś pewni, można popytać ludzi wokół.

    Tyczy się to nie tylko komunikacji miejskiej, ten kraj opiera się na plotkowaniu, rozmawianiu i budowaniu relacji z innymi.

    Dlatego jeśli przyjeżdżasz tu pooglądać budynki, poopalać się na plaży, pozwiedzać ciekawą okolicę czy zabawić się na karnawale – poczujesz może dziesięć procent potencjału Brazylii. Prawdziwym skarbem tej spalonej słońcem ziemi są ludzie, którzy tu mieszkają i emocje, które mogą dostarczyć kontakty z nimi, a do tego potrzeba chociaż podstaw języka portugalskiego.

    Jasne, jak się dobrze poszuka można znaleźć brazylijczyków, którzy gadają po angielsku ale z moich obserwacji (i nie tylko moich) wynika, że większość tych operujących językami obcymi jest... Jakaś taka mniej brazylijska.

    Zwykle tubylcy podkreślają, jak fajnym miejscem dla nich jest ich własny kraj i jak bardzo go kochają mimo niełatwego życia. Gdy nawiązujemy kontakt z brazylijczykiem znającym angielski często ma się wrażenie, że przez krajowe kompleksy stara się nam pokazać, że on jest inny niż reszta stąd i w sumie to do Brazylii nie pasuje. Dlatego nie polecam budować opinii o tym kraju na tym co mówią brazylijczycy, którzy stąd wyjechali, lub których poznaliście przez internet i gadacie z nimi po angielsku.

    Niestety jedyną opcją poznania tego kraju i poczucia prawdziwego ducha ameryki łacińskiej i jej, jest przyjazd tutaj i rozmawianie z nimi w ich własnym języku.

    Zapraszam na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Uliczne jedzenie w Brazylii cz.2 - www.waytoeldorado.pl

    Ostatnim razem kiedy poruszałem temat brazylijskiego streefoodu opisałem najpopularniejsze danie, które spotkać można na tutejszych ulicach – coxinhię. Dziś czas na odbicie w inną stronę bukietu smakowego i wspomnienie o czymś, czego w Polsce nie spotkałem.

    Jeśli interesuje cię ten temat i ominąłeś poprzedni tekst, możesz nadrobić wchodząc tutaj.

    Dobra, do rzeczy, czas na...

    Tapiokę.

    Czyli skrobię z manioku w formie mąki albo małych granulek. Spokojnie, przed zagłębieniem się w temat aby go tutaj lepiej przedstawić wyraz maniok też mi się z niczym nie kojarzył, mimo że kilka gdzieś go już słyszałem. Gdyby ktoś położył przede mną zdjęcia kilku warzyw i kazał wskazać maniok, nie bardzo wiedziałbym, które wybrać jako faworyta. Sama nazwa brzmi dosyć zastanawiająco i kiedy już poszukamy informacji o nim, możemy czuć lekki zawód, że ta tajemnicza, typowo brazylijska roślina jadalna wygląda po prostu jak zwykły korzeń. Nie jestem jednak ani botanikiem ani kucharzem więc nie będę zagłębiał się w techniczne szczegóły odnośnie manioku i przejdę do sedna, czyli do tego co brazylijczycy robią z tapioką.

    Jak już wspomniałem tapioka ma formę mąki lub małych granulek I mimo że sama w sobie nie jest potrawą to stanowi bazę lub dodatek do naprawdę wielu brazyłijskich przysmaków. Dodawana może być do zup, ciast, deserów, makaronów, chleba i wszędzie tam, gdzie potrzeba jakiegoś neutralnego w smaku zagęszczacza nadającemu charakterystyczną lekko gumowatą konsystencję.

    Dobra, tapioka to dodatek do różnych dań ale w jaki sposób łączy się to ze streetfoodem ?

    Ta magiczna mąka ma jeszcze jedną ciekawą właściwość. Podgrzana na suchej patelni skleja się w ładny biały placek i z racji neutralnego smaku pasuje do całego przekroju najróżniejszych rzeczy, które można włożyć do środka i złożyć niczym taco. Na ulicach Brazylii można kupić tapiokę z czekoladą, owocami, mlekiem skondensowanym i wiórkami kokosowymi ale też z kurczakiem, serem, jajkami, szynką i wszystkim co akurat przyjdzie kucharzowi do głowy. Właściwie wszystkie dania, których bazą jest placek z tapioki to bardzo szybkie, łatwe i niewymagające dużego nakładu pracy ani specjalnego miejsca przekąski. Dlatego też tapioka to częsty asortyment wózkarzy przygotowujących ich najprostszą formę z jednym lub dwoma składnikami, ale też spotkać ją można w barach, gdzie serwowana jest z większą ilością dodatków.

    Im głębiej zagłębimy się w temat tapioki, tym robi się ciekawiej. Jakiś rok temu trafiłem przypadkiem na coś w rodzaju festiwalu ulicznego jedzenia, gdzie na stoisku z tapioką widziałem placki z dodatkiem mmsów czy nutelii. Tapioka to rzecz z dużym potencjałem do eksperymentowania, jako ciekawostkę powiem, że jeśli zdarzyło ci się pić bubble tea to wiedz, że te dziwne żelowe kulki w różnych smakach to właśnie wygotowana w syropie tapioka.

    Na koniec jeszcze dwa słowa o smaku.

    Jak już wspomniałem sama tapioka właściwie nie ma smaku, za to jej plusem jest ciekawa konsystencja. Dobrze przygotowana powinna mieć gumowatą, dosyć miękką oraz nie wysuszoną formę. Sam ten fakt sprawia, że w człowieku wzrasta ciekawość jak tapioka swoją konsystencją wzbogaci znane mu już smaki. Jeśli będziecie mieli okazję kupić gdzieś w Polsce tapiokę – warto spróbować. Tym bardziej, że to naprawdę zdrowe, pozbawione glutenu i nieuczulające źródło węglowodanów.

    Zapraszam na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Górnicy i garimpeiros podczas gorączki złota w kopalni Serra Pelada w Brazylii.
    1980 r.

    W szczycie pracowało w niej około 100 tysięcy górników i garimpeiros. W skandalicznych warunkach, w których kwitła przemoc, śmierć i prostytucja.
    Na dole kamieniołomu napełniano worki o wadze od 30 do 60 kilogramów, a następnie worki te wynosiło się na wysokość około 400 metrów na drewnianych drabinkach, gdzie urobek był przemywany.
    Średnio pracownicy dostawali 20 centów za każdy worek, jeśli złoto się w nim znajdowało.
    Tysiące nieletnich dziewcząt sprzedających swoje wdzięki za kilka ziaren złota, oraz 60-80 morderstw co miesiąc, to nieodłączny obraz towarzyszący gorączce złota.

    Foto 1
    Foto 2
    Foto 3
    Foto 4

    #historia #fotohistoria #brazylia #goraczkazlota #niemoje
    pokaż całość

  •  

    3 rezczy, których nie wiedziałeś o Brazylii - www.waytoeldorado.pl

    Chyba każdy orientuje się, że Brazylia leży na tyle daleko od Polski, że i mentalność ludzi musi być trochę inna.
    Wraz z mentalnością zmienia się sposób życia czy nawet sposób załatwiania najprostszych codziennych pierdół, tak pospolitych, że wykonując je nawet nie zwracamy uwagi jak to robimy. Im bardziej nie zwracamy uwagi na te małe codzienne rzeczy – tym bardziej potem zdziwieni jesteśmy, że gdzieś na drugim końcu świata ludzie robią je o 180 stopni inaczej. Dziś porcja właśnie takich rzeczy, o których ja przed przyjazdem nie miałem pojęcia, a które zdziwiły mnie na tyle, że pomyślałem o nich, jako o wartych opisania.

    1. Przechodzenie na czerwonym świetle.

    Nie jestem pewien czy to obowiązuje w całej Ameryce Łacińskiej ale wiem, że tyczy się części jej krajów, a na pewno Brazylii - nikt tutaj nie czeka z przejściem przez ulicę na zielone światło. Niecierpliwi z natury latynosi nie lubią po prostu stać i patrzeć na jakieś głupie światełka ustawione przy pasach, zwykle zgodnie z wrodzonym charakterem wolą zaryzykować slalom między jadącymi i trąbiącymi autami.

    Czasem mam wrażenie, że brazylijczycy starają się z każdej prostej, codziennej czynności uczynić grę, w której chcą dojść do perfekcji dla samych siebie, czerpiąc szczerą radość z tego, że tym razem wyszło. Tyczy się to tak samo prowadzenia autobusu, biegu do metra aby wyprzedzić zamykane drzwi jak i właśnie przechodzenia między rozpędzonymi samochodami. Z moich obserwacji wynika, że wypracowali oni dwa sposoby dostawania się na drugą stronę ulicy, które sprawdzają się najlepiej. Pierwszy to sposób na froggera, czyli wypatrzenie największej przerwy między samochodami i bieg do pierwszej bazy – na środek jezdni oddzielający pasy w innych kierunkach, a potem powtórzenie manewru już aż do końca. Drugi sposób to sposób na przyjemniaczka, czyli jedną nogą wchodzimy na ulicę i staramy się łapać kontakt wzrokowy z kierowcami aut. Jeśli wyczujemy słabą jednostkę, która nie udaje, że nas nie widzi – podnosimy kciuk w górę i pewnie wchodzimy przed maskę z uśmiechem jakby to było oczywiste, że on nas i tak chciał puścić.

    2. Gwizdanie na ludzi

    Kiedy zaraz po przyjeździe do Brazylii siedziałem w barze i pierwszy raz gwizdnął na mnie ktoś z obsługi, byłem zdziwiony jego chamstwem. Dopiero potem zorientowałem się, że tutaj – w zatłoczonym, pełnym latynoskiego gwaru i chaosu mieście, gwizdanie i syczenie to najlepszy sposób na zwrócenie na siebie uwagi.

    Nie jest to w żaden sposób obraźliwe, chociaż jest raczej domeną prostszej części społeczeństwa.

    3. Brazylijczycy po 60 roku życia podróżują po kraju autokarami za darmo

    Bardzo miły gest ze strony rządu dla mieszkańców. Powiedział mi o tym niedawno starszy brazylijczyk jadący tym samym autokarem do miasta oddalonego od Sao Paulo o 13 godzin jazdy. Najpierw podszedłem do informacji z niedowierzaniem, bo wiem, że brazylijczycy często mówią różne rzeczy, które okazują się nie do końca tak różowe jak oni chcieliby je widzieć. Po dojechaniu jednak sprawdziłem w internecie i okazało się, że to prawda. Każdy autokar podróżujący po kraju ma przewidziane dwa miejsca darmowe dla osób powyżej 60 roku życia, jeśli te są zajęte, istnieje dla nich możliwość wykupienia normalnego miejsca za pół ceny.

    Może na pierwszy rzut oka nie robi to wrażenia, ale kiedy zdamy sobie sprawę z tego jak wielka jest brazylia i z faktu, że na przykład kurs z Sao Paulo do Manaus (ok. 3900 km) kosztuje powyżej 600 reali, a sam przejazd trwa prawie trzy dni możemy się zdziwić. Do tego w tak dalekich kursach zawsze w autokarze jest dostęp do wody, a i czasem można trafić jedzenie – na upartego możnaby zamieszkać w autokarach.

    Zapraszam na blog, gdzie można znaleźć resztę tekstów o brazylii - www.waytoeldorado.pl

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Brazylijski streetfood - www.waytoeldorado.pl

    Od przyjazdu tutaj siłą rzeczy kilku brazylijskich potraw spróbowałem i mam jedno ale za to dosyć ważne przemyślenie.

    Poza świetnymi stekami brazylia zawodzi w temacie jedzenia. Najlepsze rzeczy, które tutaj jadłem nie pochodziły z kuchni brazylijskiej, flagowe potrawy brazylijczyków jak np. feijoada (gulasz z fasoli z dodatkiem mięsa) są niezłe, ale to wszystko co dobrego można o nich powiedzieć. Generalnie da się tutaj wyżywić bez kręcenia nosem ale na kulinarne orgazmy nie ma się co nastawiać.

    Jeść jednak trzeba codziennie, więc i mi przy opisywaniu życia w brazylii wypadałoby nie pomijać tej ważnej części dnia.

    Z drugiej strony nie spróbowałem tu jeszcze wszystkiego i nie czułbym, że jestem w tym temacie bardzo kompetentny, wymyśliłem więc inne rozwiązanie. Na razie tradycyjną kuchnię brazylijską zostawię w spokoju (może kiedyś do tego wrócę) i skupię się na tym, przy opisie czego nie trzeba specjalnie szukać, bo stoi właściwie na każdym rogu.

    Na brazylijskim streetfodzie.

    Gotowe do spożycia jedzenie sprzedawane w małych barkach, padariach (baro-sklepach) lub wprost z ulicy to w Brazylii bardzo popularna rzecz. Duża część brazylijczyków, którym nie chce się gotować lub nie mają na to czasu zastępuje swoje śniadanie kupionym za kilka reali w drodze do pracy zestawem sycących salgados.
    Salgados czyli słone przekąski to bardzo szeroka kategoria jedzenia. Często zaliczane są do niej nie tylko wytwory kuchni brazylijskiej ale także chipsy i właściwie wszystko to, co nie jest słodkie, co można wziąć w rękę i zjeść poza domem. Pomijam wiedzę brazylijczyków o żywieniu i popularny tutaj pomysł, aby zastępować normalny posiłek śmieciowym żarciem typu chipsy (czy nawet co widziałem kilka razy, rozkruszonym makaronem z zupki chińskiej), nie chcę tego komentować. Dla większej przejrzystości przyjmijmy, że mówiąc salgados mam na myśli jedynie tradycyjne brazylijskie przekąski serwowane w barach, padariach czy z wózków na ulicy, a których niekwestionowaną królową jest…

    Coxinha (koszinia)

    Czyli rozdrobnione kawałki kurczaka (czasem z dodatkami) w cieście, usmażone na głębokim oleju. Zanim powiem więcej o samej coxinhii dwa słowa o wspomnianych kawałkach kurczaka. Ciekawe jest, że tutaj mięso z kurczaka występuje w dwóch formach, zawsze jest to albo cały kurczak (ew. Jakaś jego część), albo rozdrobnione kawałki wyglądem przypominające poszarpane włókna. Tą drugą formę można znaleźć tutaj we wszystkim, tak w coxinhach jak i w pizzy więc nie zdziw się jeśli zamawiając w brazylii pizze z kurczakiem, nie będziesz mógł go tam zidentyfikować.

    Dobra, wracając do coxinhii.

    Kształtem najczęściej przypomina krople wody, jest sycąca i naprawdę tłusta. Jak smakuje coxinha ? Prosto, jak kurczak w cieście smażony na głębokim oleju, żadnej filozofii. Jest całkiem dobra, ale podczas jedzenia można wychwycić pewną prawidłowość. Kiedy jesteś w połowie pierwszej, myślisz już nad zamówieniem dwóch kolejnych. Podczas jedzenia drugiej zastanawiasz się nad tym czy zmieścisz trzecią, ale kiedy tylko zaczynasz jeść trzecią zaczynasz wzrokiem szukać śmietnika albo bezdomnego, żeby oddać mu to tłuste ścierwo. Cenowo stoi różnie, od jednego reala w zaprzyjaźnionym punkcie niedaleko miejsca gdzie mieszkam, przez około trzy reale na dworcach lub na ulicy, do jakichś 5 na punktach postojowych linii autokarowych.

    Uwaga, ruszyłem dziś z własnym blogiem pod adresem www.waytoeldorado.pl
    Będę publikował na mirko i na blogu, zapraszam jednak pod mój adres, bo tam mam dużo większe możliwości edycji, dodawania zdjęć itp. Odświeżyłem także większość starszych tekstów wprowadzając poprawki, lepsze zdjęcia, podłączając instagrama oraz wtyczkę z soundcloud z brazylijską playlistą, którą będę powiększał z czasem. Jeśli doceniasz moją pracę - polajkuj profil na fb !

    P.s. zapraszam też do tekstu odnośnie cen w brazylii, który współtworzyłem -
    http://www.wykop.pl/link/3696323/ceny-w-brazylii-kraju-pilki-noznej-i-faveli/

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Brazylijski dom cz. 2

    Wybaczcie mały przestój – byłem w innym mieście odcięty od komputera.

    W poprzednim tekście wspominałem m.in. o brazylijskich rozwiązaniach jeśli chodzi o łazienkę więc czas powiedzieć o czymś bez czego w ogóle nie byłoby łazienki – o wodzie.

    Od jakiegoś czasu w Sao Paulo kłopoty z wodą w kranie pojawiają się rzadko, ale kilka lat temu przerwy w jej dostawie były tak oczywiste jak radykalizacja muzułmanów w Europie wraz ze wzrostem ich ilości. Ciężko jest żyć bez wody, a jeszcze ciężej jest żyć bez niej w kraju, gdzie upały występują przez większą część roku.

    Wyobraź sobie, że wracając po 8 godzinach pracy w 35 stopniach celcjusza nie możesz nawet wziąć zimnego prysznica. No właśnie, brazylijczycy też sobie tego nie wyobrażali więc wymyślili system, który chociaż w małym stopniu uniezależnił ich od problemów z dostawami wody do ich domów – położyli na dachu kilkusetlitrową beczkę, która podłączona jest do sieci wodociągowej, a z której dopiero potem każdy kran w domu ściąga wodę. Jest to z jednej strony wygodne ale z drugiej pojawiają się jakieś obawy o czystość wody, która stoi w beczce. Nigdy nie widziałem jej badań (kto by tutaj cokolwiek badał) więc ciężko mi powiedzieć czy to może w jakiś sposób szkodzić, ale na pewno psuje walory smakowe nadając wodzie posmak plastiku. W każdym razie fakt umieszczania tych plastikowych, niebieskich zbiorników na dachach można łatwo wyłapać na każdym zdjęciu, gdzie w oddaleniu możemy zobaczyć panoramę przedmieść miast.

    Pisałem już, że domy tutaj stoją bardzo blisko siebie – najczęściej są wręcz do siebie przyklejone ściana w ścianę. Z powodu ograniczonej ilości miejsca oraz dużej ilości osób mieszkających na przedmieściach budowane tutaj domy są raczej wąskie i zaprojektowane tak, aby nie zmarnował się niepotrzebnie żaden cenymetr wolnej przestrzeni. Dlatego też w wystrój brazylijskiego domu już na stałe zapisały się metalowe, strome schody na planie koła prowadzące na wyższe piętro lub piętra.

    Właśnie, piętra to kolejna rzecz, o której można powiedzieć, że ma ją tutaj prawie każdy dom. Brazylijczycy najczęściej mieszkają ze swoimi dużymi rodzinami – tam gdzie się da, budowane są po prostu oddzielone ścianą od siebie budynki (trochę jak polskie bliźniaki, ale z zewnątrz wyglądające jak jedna bryła), tam gdzie miejsce na to nie pozwala – dom zaczyna piąć się w górę. Z tego powodu najczęściej jedno piętro to mus, kolejne - miły dodatek.

    Jest jeszcze jedna rzecz, którą brazylijczycy uwielbiają i starają się wcisnąć gdzie tylko się da – duże tarasy. Najczęściej umieszczane są na dachu domu i pozwalają zagospodarować trochę miejsca na imprezy czy po prostu leżenie w hamaku i prawdę mówiąc nie dziwie się ich popularności bo są miejscem, gdzie leżąc w hamaku z panoramą pobudowanych chaotycznie przedmieść miasta w tle i obserwując falujące na wietrze palmy poczujemy ducha brazylii najmocniej.

    Na zdjęciu - tarasy i "beczki" na wodę, o których pisałem.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

  •  

    Brazylijska telewizja

    Przy okazji tekstu o brazylijskich kobietach pisałem, że brazylijczycy są bardzo emocjonalni. Jednym z dowodów na to są opery mydlane, których tutaj jest naprawdę pełno w tv. Zawsze pełne romansów, zdrad, miłości, nienawiści, kłótni i wszystkiego co tak naprawdę wiąże się z relacjami między ludźmi tylko wręcz przegiętego o kilka razy. Kiedyś będąc dzieckiem zdarzało mi się obejrzeć jakiś brazylijski tasiemiec i pamiętam, że nie do końca rozumiałem czemu to co widzę na ekranie, nie pokrywa się z tym co obserwuje zwykle poza telewizorem i przez to wyrobiłem sobie opinie o nich, jako o czymś nie do końca na serio. Przecież ludzie nie kłócą się z taką częstotliwością, nie zakochują się tak łatwo i nie porzucają rodzin ot tak sobie pod wpływem emocji... W Polsce, brazylijczycy żyją dokładnie tak jak pokazują to ich opery mydlane.
    To niesamowite jak ci ludzie potrafią oddać kontrolę nad swoim zachowaniem impulsom. Zostawmy nawet te nieszczęsne seriale, cała tutejsza telewizja bazuje właściwie tylko na pokazywaniu emocji !

    Gdy oglądamy europejską edycję wiadomości, która podaje nam informacje o morderstwie jakiejś dziewczyny, którego dokonał jej chłopak zostają nam przedstawione głównie suche fakty, motyw, miejsce zdarzenia, jakieś jej jedno neutralne zdjęcie i tyle, następuje przejście do kolejnego tematu. W brazylii ta sama informacja zacznie się od ich wspólnych zdjęć z wakacji podebranych z fejsbuka, potem cała uwaga skupiona zostanie na tle ich konfliktu (najczęściej zdrada), potem wywiady pełne łez z matką poszkodowanej, kolejna seria zdjęć z dodaną muzyką w tle i dopiero przejście dalej. Zwykłe wiadomości wyglądają tutaj jak podrasowana sprawa dla reportera. Zresztą morderstwo to skrajny przypadek, bo głównym tematem brazylijskich wiadomości są naprawdę nieistotne pierdoły typu pokazywanie filmików z youtube, które akurat w tym tygodniu zebrały najwięcej wyświetleń. Tańczące dzieci, pieski i kotki albo wiadomość o tym, że jakaś studentka przyszła na zajęcia bez majtek w naprawdę krótkiej spódniczce, po czym została zaproszona do czegoś na wzór teleturnieju to tutaj standard.

    Właśnie – teleturnieje. One chyba najbardziej pokazują prawdziwą naturę brazylijczyków. W polsce teleturnieje bazują na pokazywaniu czynności wykonywanych przez jakieś osoby. Widzimy konkurencję, kilka sztucznych uśmiechów i spiętych ludzi skupionych na pracy, którą mają wykonać. Tutaj teleturnieje to wolna amerykanka, w tle widać piękne kobiety ubrane w obcisłe sukienki, a na głównym planie... Emocje. Tutaj w każdym teleturnieju ktoś płacze! Kobiety i mężczyźni po równo, z żalu i szczęścia. Wszystko tutaj jest dograne w taki sposób, żeby wyciągnąc i pokazać całą gamę emocji uczestników, tak mocną, że kiedy już się wszystko dobrze skończy to i widz sam się uśmiecha do ekranu.

    Jakiś czas temu widziałem program, do którego zaproszono parę, która była wielkimi fanami dwóch tutejszych piosenkarzy. Najpierw zawiązano im oczy i w sali pełnej publiczności spotkali się z... Imitacjami swoich idoli, którzy też wykonywali ich piosenki. Kiedy zdjęto naszej parze opaski z głów, ucieszyli się i wysłuchali małego pokazu, który dla nich przygotował gospodarz programu, jednocześnie tłumacząc się, że zaprosił tych prawdziwych ale nie mogli akurat przyjść. Po czym weszli oryginalni. Nasza para, a głównie mężczyzna dosłownie rzucił się na nich i zaczął całować po rękach, twarzy, policzkach. Obłapiał ich trzymając za ręce, kamera pokazywała zbliżenia jego trzęsących się dłoni i czerwonej, mokrej od łez twarzy. Trwało to jakieś 5 minut zanim facet się naprawdę uspokoił, a i tak ich dłonie puścił dopiero kiedy jego prawdziwi idole zaczęli wykonywać mini koncert przed publicznością zebraną w studio. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że jego idole może byli troszkę speszeni taką dawką emocji, ale je odzwajemniali ! Dawali mu się całować po policzkach, przytulać i nawet sami to robili.

    To są właśnie brazyliskie show, mało sensu i wartości merytorycznej, ale i po co to komu jeśli sednem życia naprawdę są emocje, a nie umiejętność wrzucenia piłeczki pingpongowej do kubka z 5 metrów lub prześciganie się w ilości zbędnych informacji, które nigdy nie będą miały wpływu na nasze życie.

    Niestety zdjęcie jest bardzo kiepskiej jakości bo to screenshot z filmiku, który wysłałem na fb do znajomego (dokładnie tego show, o którym napisałem).

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

    •  

      Nie uwazam, zeby to ci pisze sie ze soba klocilo, ale rozumiem twoj punkt widzenia, bo podchodzisz do tego po polsku. w typowym polskim zwiazku jest 50/50 i jesli juz - to raczej mezczyzna nadskakuje kobiecie, tutaj one daja od siebie duzo wiecej na codzien niz mezczyzni i w zamian oczekuja tylko co jakis czas odbicia pileczki jakims gestem, ktory dostarczy im emocji. przyklady, ktore podales tez sa typowo polskie, bo to raczej polka bedzie oczekiwala podrozy na motorze lub skuterze wodnym, tutaj one szczerze uciesza sie jesli zabierzesz je do zwyklego kina, a na rocznice zamiast drogiego prezentu ustaw swieczki, zrob nastroj i ugotuj cos ladnego i brazylijka ucieszy sie jak dziecko. tutaj jest tak, ze to ty jestes przywodca w zwiazku a ona naprawde ci sie oddaje, wiec jesli w zamian nie pokazesz jej, ze to doceniasz latwo bedzie komus innemu przebic cie dostarczajac jej jakies emocje. nie powiedzialem slowa o ucieczce do kogos innego, kiedy mezczyzna ma gorszy okres. wrecz przeciwnie - jesli zawsze byles na niej dobrym mezczyzna to ona przejmie na swoje barki jeszcze wiecej pracy zeby cie odciazyc. pokaż całość

    •  

      @miguel1726: W czym niby sa lepsze od Polek?

    • więcej komentarzy (57)

  •  

    Najpierw kilka słów wstępu zanim przejdę do części merytorycznej.

    Z racji sporej popularności jaką zaczęły zdobywać moje wpisy odnośnie życia w brazylii, miłych prywatnych wiadomości, które od was dostaję oraz ilości osób, które zaczęły mnie obserwować, pomyślałem sobie, że najlepszym wyjściem będzie przejście na własny serwer. Dla was oznaczać to będzie większą przejrzystość i bardziej dopracowaną formę wpisów, więcej zdjęć przy każdym z nich, ograniczenie burdelu w komentarzach wywołanego wołaniem, możliwość subskrybcji na facebooku oraz większe możliwości w dodawaniu mediów jak np. filmy czy muzyka, dla mnie - większą motywację w wyszukiwaniu ciekawych tematów. Od dwóch dni pracuję nad postawieniem bloga opartego o wordpress i myślę, że w przeciągu dwóch następnych tygodni wszystko będzie dograne i pojawi się w internecie – wtedy też wkleję tutaj adres i wyjdę z AMA, gdzie przy okazji do rozlosowania będę miał kilka typowo brazylijskich fantów (np. Hamak, havaianasy, flagę brazylii do powieszenia na ścianie - zobaczymy). Do tego czasu proszę każdego, kogo naprawdę moje wpisy interesują o trochę cierpliwości, postaram się dalej tutaj publikować, ale ciężko będzie mi zachować dotychczasowy odstęp czasowy między postami.

    Jak wygląda typowy brazylijski dom – część 1

    Jak zawsze podkreślam, wyraz „TYPOWY” w Brazylii nie obowiązuje. Ten kraj jest tak zróżnicowany, że każdy może mieć z nim swoje unikalne doświadczenia. Tutaj ludzie naprawdę rzadko patrzą na to, co powiedzą inni i robią to na co mają ochotę (jakkolwiek głupie i nielogiczne czasem by to było), dlatego nieraz te same rzeczy różnią się od siebie wszystkim i zasada ta, nie omija domów. Mimo wszystko jest kilka wspólnych punktów, które łączą nawet brazylijski pałac z chatką z surowych cegieł na faveli, a które wynikają ze specyfiki kraju i mentalności brazylijczyków i na nich dziś się skupię.

    Po pierwsze – Brazylia to kraj, gdzie większość żyje w biedzie. Tam gdzie bieda, tam zwykle i wysoka przestępczość czyli statystycznie spora ilość włamań. Wymusza to na tych uczciwszych mieszkańcach dostosowanie się do sytuacji i zapobieganie utraty majątku w każdy możliwy sposób i tutaj dochodzimy do sedna, brazylijski dom zawsze jest zaprojektowany tak, aby potencjalni włamywacze mieli do niego utrudniony dostęp. Powiecie, że to oczywiste i truizm ten przełożyć można na każdy dom w każdej części świata, ale tutaj wygląda to tak jakby brazylijczycy mieli świra na punkcie bezpieczeństwa... Albo jakby było tu naprawdę niebiezpiecznie.

    Idąc ulicą na przedmieściach (i nie tylko), najczęściej jedyne co widzi przechodzień, to ciasno do siebie przylegające wysokie mury z wmurowanym na górze tłuczonym szkłem, mocno obudowane garażowe bramy, solidne kraty w oknach i często drzwi obite solidną blachą. Maszerując wzdłuż takiej ulicy ma się wrażenie, jakby szło się wzdłuż jednej wielkiej ściany, która co kilka metrów zmienia kolor i fakturę.

    Kiedy już jakimś cudem przebijemy się z ulicy do ogrodu, wcale nie jest dużo lepiej. Kraty w niższych oknach i zasuwane blaszane płyty z wywietrznikami to standard. Nikt tutaj nie śpi przy otwartych oknach kiedy istnieje najmniejsza szansa, że ktoś z ulicy mógłby dostać się na teren podwórka.

    Wspomniałem o blaszanych płytach w oknach – to tutaj bardzo częsta rzecz. W ogóle brazylijskie okna w żadnym stopniu nie przypominają tych z Polski. Te tutejsze, wyglądają jak zasuwane szklane płyty oprawione w metal. Do tego najczęściej dochodzą wspomniane już blachy (zasuwane na noc) mające zestaw wywietrzników, których najczęściej nawet nie da się zakryć. W lato bywa przez to parno, w zimie (w miejscach gdzie temperatura spada do ok. 10 stopni jak np. Sao Paulo) – naprawdę chłodno. Żeby było przyjemniej – brazylijskie domy baaardzo rzadko są ogrzewane, także bluzy i długie spodnie to tutaj mus.

    Zostawmy okna i przejdźmy do czegoś bardzo brazylijskiego, czyli łazienki. Napisałem „bardzo brazylijskiego” bo to właśnie w łazience spotkamy kilka rozwiązań, po których od razu się pozna, że jesteśmy w tej konkretnej części świata, a najbardziej charakterystyczna to... Prysznic. Brazylijski prysznic (bo wanny jeszcze tutaj nie spotkałem) wygląda jak przestrzeń oddzielona od reszty łazienki szybą z plastiku lub szkła, a przy samej słuchawce, z której leci woda wisi uroczy zestaw kabli. Po co te kable ? Pamietajcie, tutaj w domach nie ma ogrzewania, nie ma też czegoś takiego jak ciepła bieżąca woda więc aby ją ogrzać brazylijczycy wymyślili, że będą przepuszczać przez nią prąd. Przez pierwsze pół roku nie miałem do tych konstrukcji zaufania, ale ani mnie nigdy nic nie kopnęło, ani nie słyszałem o podobnym przypadku mimo tego, że często te kable niedbale wiszą w zasięgu ręki, więc może nie jest to takie głupie.

    Kolejną łazienkowo-brazylijską atrakcją jest coś co znają polacy jeżdzący na wakację do Grecji, czyli zakaz wrzucania papieru toaletowego do sedesu. W zamian mamy dostęp do stojącego obok kosza i tutaj chyba nie wymaga to dalszego rozwodzenia się nad tematem.
    ----
    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki
    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

    •  

      @miguel1726 mam zdjęcia hotelu to może wrzucę przy okazji. Z drugiej strony nawet jak był kibel i obok niego stał śmietnik to i tak bym się nie domyślił, kartek żadnych nie było ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      Jak można się domyślić woda opływająca gołe grzałki nie jest zbyt bezpiecznym pomysłem.

      @mieciej: W Polsce od lat stosowane jest takie rozwiązanie i nawet w swojej kuchni kiedyś na jakiś czas zamontowałem przepływowy ogrzewacz wody Dafi.
      Stosowany jest często np. w łazienkach/kanciapach dla pracowników warsztatów samochodowych.

      Takie urządzenia są bezpieczne, o ile uziemienie jest prawidłowo podłączone.
      Wszelkie zagrożenia są wynikiem niestosowania się do instrukcji montażu czy użytkowania.

      A te beczki na dachach służą także do ochrony grzałek w ogrzewaczach. Uruchomienie takiego prysznica "na sucho" gwarantuje przepalenie grzałki. Membrana załączająca zasilanie może uruchomić się zanim woda zaleje grzałki, które mają kilka kW mocy.
      pokaż całość

      źródło: Dafi.jpg

    • więcej komentarzy (61)

  •  

    5 rzeczy, które kochają nosić brazylijczycy

    Pisząc każdy kolejny tekst o brazylii i ludziach tutaj mieszkających przyświeca mi jeden cel – oddać prawdziwego ducha tego kraju. Często nie jest łatwo, bo Brazylia jest tak zróżnicowanym miejscem, że nie da się prosto podsumować mentalności tylu milionów osób, które potrafią być od siebie BARDZO różne. Na szczęście jest kilka rzeczy, które łączą brazylijczyków z każdego miejsca w tym spieczonym słońcem kraju i dziś zajmę się jedną z nich, tą, która rzuca się w oczy właściwie od pierwszych minut po wyjściu z samolotu – sposobem ubierania się brazylijczyków.
    Oto 5 rzeczy, które na pewno zobaczysz na tutejszych ulicach,

    1. Japonki. Jest duża szansa, że znasz markę Havaianas. Jeśli nie – przedstawię ją w kilku słowach. Havaianas to brazylijska BARDZO popularna tutaj (ich produkty są w prawie każdym sklepie, często nawet w niezbyt dużych marketach) firma produkująca japonki. Sukces na rynku odnieśli dzięki reagowaniu na szybko zmieniające się trendy (np. kiedy brazylię pochłania boom na star wars, po wejściu nowej części do kin – havaianas wypuszcza kolekcję star wars). Oferują naprawdę duży przekrój grafik i co najważniejsze – są tanie. Może nie w polsce, gdzie poniżej 100 złotych ciężko jest dorwać parę, ale tutaj w brazylii ich cena zaczyna się od 10 reali i w podstawowych modelach havaianasów chodzą nawet bezdomni. Zresztą używają ich tu wszyscy – łącznie ze mną, od prawie dwóch lat miałem na nogach buty może ze 4 razy.

    2. Dzwony. Przed przyjazdem do brazylii dzwony widziałem głównie na zdjęciach z epoki PRL. Okazało się, że tutaj to naprawdę popularny kształ damskich formalnych spodni (męskich na szczęście nie widziałem). Wysyp dzwonów na ulice miasta można zaobserwować głównie z rana i po południu, kiedy brazylijki idą do pracy, a potem z niej wracają. Najpierw widok ten wywoływał we mnie mieszane uczucia, ale teraz przyznam, że niektóre nawet fajnie podkreślają kształty.

    3. Koszulki piłkarskie. Nie widziałem nigdy przedtem tylu osób ubranych w koszulki piłkarskie. Najdziwniejsze jest, że nie zawsze te koszulki kojarzą się z jakąś konkretną drużyną, często są za to pełne logówek banków, firm motoryzacyjnych itp. Można powiedzieć, że to ich strój narodowy. Widać je głównie na biedniejszych dzielnicach.

    4. Koszulki z nadrukami sublimacyjnymi. Brazylijczycy uwielbiają pokazywać innym co lubią lub w czym uczestniczą. Dlatego z każdego ważnego dla nich wydarzenia muszą przynieść jakąś pierdołę i często są to właśnie robione w ograniczonym nakładzie koszulki z nadrukami sublimacyjnymi, na których może być dosłownie wszystko. Kubuś puchatek reklamujący karnawał ? Norma. Joker z Batmana, mówiący z jakiej dokładnie dzielnicy jest mijany akurat chłopak ? Częsty widok. Ten rodzaj ciuchów potrafi być tak różnorodny i niecodzienny, że trzeba po prostu tutaj przyjechać i zobaczyć, żeby zrozumieć o co chodzi.

    5. Wycięcia w różnych dziwnych miejscach. Tylko tutaj spotkałem się z taką manią wycinania w ciuchach dziur. Głównie mam tu na myśli damskie bluzki, które często wyglądają jakby producenci prześcigali się w próbach odsłonięcia jak największej ilości ciała, jednocześnie próbując przyciągnąć uwagę wzorem i komplikacją wycięcia. Ciężko to ładnie przedstawić bez zdjęć, ale wyobraźcie sobie bluzkę gdzie całe plecy zajmuje „utkany” z kilku sznurków koliber. Zresztą dużą część kobiecej garderoby dotyka podobny trend, łącznie z bielizną, która naprawdę potrafi tutaj działać na wyobraźnię (do tego jeszcze wrócę).

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki

    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

    •  

      @rider3031: @miguel1726: Łącząc tematy bezpieczeństwa i japonek to jedyna "nieprzyjemna" sytuacja jaka mnie spotkała podczas pobytu w Brazylii to kradzież moich japonek ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zostawiłem je na chwilę na plaży i odszedłem, kiedy sobie o nich przypomniałem i wróciłem po nie - już ich nie było. RIP Quicksilver. Co ciekawe skradziono mi je nie na jakiejś dużej czy turystycznej plaży, gdzie cały czas jest się obserwowanym a w miejscowości gdzie bogaci lokalsi jeżdżą sobie na dacze ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    •  

      @Gibbon: quicksilvery tutaj maja wziecie ! Ta i inne firmy kojarzone jako "surferskie" sa tutaj bardzo modne i zwykle drogie.

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    Przedsiębiorczość i lenistwo brazylijczyków

    Wspominałem już o tym, ale warto powidzieć jeszcze raz - brazylijczycy są narodem leniwym. Jeśli potrzebujemy tutaj załatwić coś na jutro, powinniśmy zacząć nad tym pracować tydzień temu, a leżący na chodnikach i odpoczywający pracownicy służby oczyszcznia miasta są widokiem standardowym. Nawet godziny otwarcia mniejszych sklepów często są wyznaczane przez właścicieli rzutem monetą.

    Naprawdę ciężko czesem znaleźć jakąkolwiek prawidłowość w działaniu brazylijczyków. Życie tutaj to jeden wielki spontan i trzeba o tym pamiętać, jeśli się chce w brazylii funkcjonować i nie chodzić wściekły z niemocy. Autobus nie przyjechał ? Trudno, czekaj na następny. Załatwiając jakąś urzędową sprawę, okazało się, że potrzebujesz innych dokumentów niż podane na stronie internetowej ? Standard. Chcesz w placówce banku B wpłacić pieniądze na konto w banku A ? Nie da rady, bo nie. Tak często wygląda brazylia i brazylijski pozbawiony logiki sposób załatwiania spraw.

    Większość tego typu rzeczy wynika z chaosu i leniwstwa mieszkańców brazylii i wszystko to byłoby naprawdę łatwe do podsumowania i wytknięcia, gdyby nie jedna zasadnicza rzecz. Brazylijczycy mają to do siebie, że zaskakują. Zawsze kiedy ma się wrażenie, że znalazło się szufladę, w którą można włożyć większość z nich, nagle okazuje się, że oni w żadnym wypadku się w niej nie mieszczą. Tutaj też, pisząc o tych ludziach „leniwi” z jednej będzie to racja, bo naprawdę jeśli brazylijczyk nie ma ochoty pracować – końmi się go nie zapędzi do roboty. Z drugiej jednak strony, jeśli już coś go zmotywuje do pracy, można się zdziwić jakie pokłady przedsiębiorczości i energii tkwią w tych ludziach.

    Mieszkając tutaj od około dwóch lat w oczy rzuciła mi się jedna rzecz – ilość różnych mikrobiznesów jakie tutaj powstają. Idąc favelą dosłownie co kilka metrów można zobaczyć wypisane na drzwiach lub tabliczkach wiszących na bramach teksty mówiące o tym, że w tym miejscu można kupić domowej roboty lody, obok – naleśniki, dalej – piwo, a jeszcze kawałek dalej ktoś oferuje usługi krawieckie. I tak cały czas, czasem mam wrażenie, że każdy tutaj ma swój mikrobiznes, często założony we własnym garażu. Co na to policja i służby ? Nic, nie wiem jak ma się sprawa pod względem prawnym, ale nikt tutaj nie robi nikomu kłopotu z takich rzeczy.

    Troche wyższą szkołą jazdy niż „mikrobiznes” jest posiadanie swojego „mikrobaru”. Takich lokali tutaj jest pełno, gdybym musiał strzelać to powiedziałbym, że można je spotkać co około 100 metrów. Mikrobar wygląda jak oddzielona od reszty, otwarta na ulicę część domu, przerobiona na małą salkę z ladą, stołem (najczęściej jednym), krzesłami i grającą głośno muzyką. Co do reszty wystroju to naprawdę ciężko cokolwiek powiedzieć – taki tutaj jest rozstrzał, że jeden bar potrafi mieć ściany z nagich cegieł, podczas gdy inny – normalny wygląd lokalu. W miejscu takim asortyment, który widać nad ladą to najczęściej kilka-kilkanaście butelek różnych tanich alkoholi i jakieś ciastka. Przechodząc obok podobnych miejsc zauważyłem jedną prawidłowość – dzień w dzień, siedzi w nich ta sama ekipa składająca się ze znajomych właściciela. Często przychodzi mi na myśl, że taki bar to raczej sposób spędzenia wolnego czasu niż zarobienia pieniędzy, bo poza tymi kilkoma ludźmi nikt tam nie przychodzi. Zresztą nawet obok mojego domu mieści się zakład fryzjerski (połączony z domem), gdzie widuje klienta może raz na tydzień. Pozostały czas fryzjer – sąsiad siedzi sobie na murku przed zakładem i patrzy na ulicę.

    Co jeśli nie można otworzyć swojego baru, a nie ma się ochoty iść do normalnej pracy ? Brazylijczycy ładują wtedy do torby czekoladki, cukierki, wodę w butelkach lub różne małe gadżety elektroniczne (cały przekrój rzeczy za dolara z aliexpress jak kabel-port usb do telefonu, karta pamięci, słuchawki lub ostatnio modna soczewka podczepiana do telefonu tworząca efekt rybiego oka) i idą sprzedawać do metra lub autobusów. W metrze sprawa jest prostsza (bo wystarczy przejść się po wagonach pełnych ludzi), ale obarczona lekkim ryzykiem ponieważ ochrona metra stara się łapać obnośnych sprzedawców (chociaż często przymykają na to oko, nawet gdy kogoś złapią jest raczej puszczany). Kiedy jedziecie metrem w brazylii i nagle usłyszycie gwizd i czyjś poniesiony głos mówiący „Ola pessoal” po czym widzicie człowieka machającego wam przed nosem słuchawkami albo czekoladkami, nie przerywając swojego monologu – to właśnie jest obnośny sprzedawca. Zawsze są mili i nigdy nie robią problemów, za to czasem ich nagabywanie ociera się wręcz o wymiar artystyczny, bo zdarza im się układać rymowanki lub odgrywać scenki (O nie, w tamtym wagonie obok jest ochrona metra, muszę pozbyć się towaru zanim zarekwirują, więc sprzedam wam dziś za pół ceny !) rzucając przy tym dowcipami.

    W trochę gorszej sytuacji są sprzedawcy używający autobusów. Mimo, że taki sprzedawca nie ponosi ryzyka wpadki, bo nie ma kto go łapać, a i często są wpuszczani przez bileterów lub kierowców bez płacenia tylnymi drzwiami (w brazylii wchodzi się z przodu autobusu po czym przechodzi obok biletera, który sprzedaje nam przejazd i wpuszcza do tylnej części odgrodzonej bramką), to z moich obserwacji wynika, że nie jest to zbyt efektywna metoda zarabiania. W metrze spotkać można dużo więcej potencjalnych klientów.

    Metro i busy to nie jedyne miejsce, gdzie brazylijczycy decydują się zostać rekinami obwoźnego biznesu. Każdy kto był w brazylii na jakiejś ulicznej imprezie (np. W czasie karnawału lub nawet zwykłego weekendu) widział na pewno dużo ludzi wyposażonych w wózki, na których stoją styropianowe skrzynie wypełnione lodem i różnymi alkoholami. To tutaj standard, i nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek zgromadzenia gdzie zakbrałoby charakterystycznych styropianowych skrzyń. Najciekawsze jest to, że sprzedawcy stojący przy skrzyniach zawsze mają czytniki kart płatniczych. To w ogóle tutaj warte odnotowania, prawie wszędzie się da zapłacić kartą, nawet w największej melinie i często kupując coś od człowieka stojącego wprost na ulicy.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki #ladnapani

    Dla tych co mają insta - @1726miguel
    pokaż całość

    •  

      @miguel1726 Mirku, spytam nieco spoza tematu: orientujesz się jak wygląda temat sprowadzenia samochodu z Brazylii do Polski? Poza tym, że są droższe niż u nas.

    •  

      @peacemaker23: powiem ci szczerze, ze nie mam zielonego pojecia jak tutaj wyglada temat sprowadzania aut, ale znajac tutejsze ceny i brazylijskie podejscie do spraw importu/eksportu moze to byc NAPRAWDE nieoplacalne. jesli zalezy ci na tym temacie wyslij mi prywatna wiadomosc i zobaczymy co da sie z tego tematu wyciagnac.

    • więcej komentarzy (43)

  •  

    Dziś ciekawy temat na szybko – brazylijski wielki tyłek, mit czy prawda ?

    Zanim przyjechałem do brazylii, słyszałem wiele o latynoskim ideale kobiecego piękna – czyli duży tyłek i ogólnie rzecz biorąc kobiece kszałty (co nie znaczy nadwaga). Zawsze zastanawiałem się ile w tym wszystkim jest prawdy i czy brazylijczycy na serio różnią się budową ciała od reszty populacji w tym względzie.

    No cóż, po dwóch latach spędzonych tutaj, mogę śmiało powiedzieć, że brazylijki NAPRAWDĘ mają większe tyłki. Oczywiście nie każda tutaj wygląda jak chodząca pszczoła, ale uśredniony rozmiar jest sporo większy niż w europie. Żeby było ciekawiej, naprawdę w większości przypadków nie są one zalane tłuszczem i bezkształtne. Ciężko to sobie wyobrazić komuś kto nigdy nie opuścił Europy, powiem wam tylko, że mieszkając w polsce i nawet podróżując trochę po europie NIGDY nie spotkałem kształtów, które można czasem tutaj zobaczyć.

    Dobra, skoro wyjaśniliśmy jedną kwestię i wiemy, że to nie mit, czas zapytać się skąd się to wzięło.

    Myślałem nad tym sporo czasu i mam kilka ciekawych wniosków. Po pierwsze – nie jest to zasługa operacji plastycznych. Oczywiście, jakiś odsetek kobiet może i operacje powiększania pośladków przeszła ale jest to margines, głównie kobiety zarabiające na życie swoim wyglądem.

    Nie są to też ćwiczenia. Jasne, można w pogoni za ideałem urody popracować nad kształtem tego i owego na siłowni, co tutaj próbuje robić naprawdę wielu ludzi (nie tylko kobiety), ale szczerze mówiąc same ćwiczenia nie mają szans zrobić z rozmiaru europejskiego – rozmiaru xxl. Do tego kszałty wypracowane, zawsze będzie łatwo odróżnić na przykład przez wyrzeźbione uda. Jest to fajne, ale to dalej nie jest to ORYGINALNY brazylijski kształt.

    No więc co było czynnikiem, który sprawił, że ten zalany słońcem kraj zasłynął jako kraina wielkich tyłków ?

    Geny. Szukałem jakichś źródeł naukowych na ten temat, ale szczerze mówiąc nie ma nic poza jednym, nie do końca wyjaśnionym śladem. Śladem tym jest hasło – STEATOPYGIA, czyli jak mówi wikipedia: „Cecha charakterystyczna niektórych afrykańskich ludów (...) polegająca na znacznym odkładaniu się tłuszczu na pośladkach. Zjawisko to szczególnie widoczne jest u kobiet.”. Jeśli wchodzimy w temat dalej, możemy dowiedzieć się, że często występująca przy steatopygii jest mocno zaznaczona lordoza i to jest ślad, który daje mi najbardziej do myślenia, ponieważ jednym z moich pierwszych spostrzeżeń po przyjeździe tutaj, było zauważenie dziwnie mocno wypchniętych brzuchów u sporej ilości kobiet. Dalej możemy prezczytać, że steatopygia łączy się też z inną budową miednicy, powodującą trudności w poruszaniu się i po raz kolejny, czasem zauważyć tutaj można ludzi idących w dziwny sposób, trochę jak kaczki (najczęsciej są to właśnie hojnie obdarzone przez naturę kobiety).

    Pamiętajmy w tym wszystkim, że to właśnie w ameryce łacinskiej i na karaibach był największy odsetek czarnych niewolników, czyli potencjalnych nosicieli genu wielkiej dupy. Niestety znaleźć jakiekolwiek dokładniejsze informacje o tych sprawach jest ciężko, ale obiecuje, że gdybym tylko dostał kiedyś dofinansowanie z unii na odpowiednie badania, poświeciłbym się i ku chwale ludzkości, przebadał je wszystkie, a potem napisał wam swoje wnioski ;)

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki #ladnapani

    Dla tych co mają insta - @1726miguel

    P.S. zdjęcie tym razem z brazylijskiego klipu
    pokaż całość

  •  

    Bezdomni w Brazylii

    Gdy słyszy się w mediach o brazylii, najczęściej mowa jest o nierównościach społecznych i biedzie. Nie ma w tym nic dziwnego, bo naprawdę bieda jest czymś, co rzuca się tutaj w oczy od pierwszego wyjścia na ulicę. Nie trzeba nawet szukać faveli, żeby podejrzeć na własne oczy bezdomnych brazylijczyków, wręcz powiedziałbym, że na favelach jest biednie, ale bezdomnych nie prawie w ogóle. Większość z nich jako swój „dom” wybiera sobie zwykle... Największe, reprezentacyjne ulice miasta, skwery przy jakichś ciekawych obiektach (jak np. Katedra Se w Sao Paulo) czy po prostu parki. Tak naprawdę wszystkie miejsca gdzie kręci się dużo ludzi i jest co robić.

    Właśnie – tam, gdzie jest co robić. Bo brazylijscy bezdomni nie do końca przypominają tych z polski. Po pierwsze jak już wspominałem, brazylijczycy to ludzie prości a do tego bardzo stadni. Rzadko spotyka się pojedynczych bezdomnych na ulicach (chociaż też się zdarza). Najczęściej tworzą oni całe „osiedla” czy „campingi”, nie jest tutaj rzeczą niezwykłą iść najbardziej reprezentacyjna ulicą Sao Paulo – Paulistą (taki warszawski nowy świat) i natykać się co chwila na rozstawione na chodnikach namioty czy całe budowle z kartonów. Żeby było ciekawiej najczęściej nie jest to namiot ustawiony gdzieś tak, aby się nie rzucał w oczy, w większości przypadków namiot zagradza połowę chodnika, a naokolo niego rozrzucone są jakieś rzeczy, pies bawi się rozrywając poduszkę wywleczoną z materaca, obok wisi niedbale zawieszone pranie a właściciel leży sobie wygodnie na materacu gdzieś obok przyglądając się ludziom i rozmawiając z kolegami, przechodnie muszą wręcz czasem zrobić duży krok nad jego legowiskiem. I nikt nie się oburza. Policja nikogo nie przegania, bezdomni moze czasem bywają nachalni ale nie agresywni. Rzadko też raczej bywają pijani, za to często czuć obok ich „campingów” woń marihuany oraz słychać muzykę. Nie dziwne zresztą, cena za ok. gram (nikt tutaj tego serio nie waży) tutaj zaczyna się od 5 zł
    .
    Najdziwniejsze jest podejście zwyczajnych brazylijczyków do bezdomnych. Nieraz widziałem nawet ubranych w garnitur ludzi gadających z tymi biedakami prawie jak równy z równym. Kilka godzin temu będąc na mieście byłem świadkiem sceny kiedy chłopak wyglądający na studenta, podszedł do zajętej akurat przez bezdomnego maszyny z wodą (taki kranik strzelający strumieniem wody w górę), poczekał grzecznie aż ten skończy napełniać swój kubek po czym zamienił z nim kilka słów i napił się po nim. W polsce nie do pomyślenia jest dotknąć coś czego dotykał wcześniej bezdomny. Nawet, o dziwo, policja nigdy nie przegania biednych ludzi z tych kartonow-namiotowych konglomeracji. Kolejną kwestia jest to, że tak naprawdę bycie bezdomnym w brazylii to wybór. Zwyczajny wybór dyktowany lenistwem i nieprzystosowaniem do normalego życia (bo i po co pracować jak zawsze ktoś nakarmi albo da jakieś pieniądze). Jakiś czas temu dowiedziałem się, że jest tutaj specjalny numer gdzie bezdomni mogą zadzwonić i przyjedzie po nich auto (!), które odwozi ich do przytułku, ale mało kto z tego korzysta, bo brazylijczycy cenią sobie wolność jak nic innego.

    Na zdjeciu camping rozbity dosłownie pod muzeum sztuki umieszczonym na najbardziej reprezentacyjnej ulicy w mieście. Więcej zdjęć w komentarzach.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki

    Dla tych co mają insta - @1726miguel ;)
    pokaż całość

    •  

      @miguel1726: a propo watku klimatu, ktory napotoczylem. jest tam ogolnie cieplo caly rok czy jednak zdarzaja sie zimniejsze sezony i nie ma takiego haj lajfu przy plazy caly rok? :P

    •  

      @Dead_Inside: powiem ci ze w stanie sao paulo w czasie zimy temperatura potrafi spasc ponizej 10 stopni, na dodatek brazylijskie okna nie sa szczelne i maja duzo szpar, a wiekszosc domow nie ma ogrzewania. Czasem w zime strach wyjsc spod koldry !
      Troche inaczej to wyglada na polnocy, bahia jest zawsze ciepla, obszary przy amazonii tez.

    • więcej komentarzy (34)

  •  

    Na wstępie przepraszam za poślizg w publikowaniu tego posta, ale musiałem pojechać szybko do paragwaju i kilka dni byłem bez dostępu do jakiegokolwiek komputera.

    Brazylijki cz. 3

    Było trochę o emocjonalności i charakterze, a teraz opowiem jak w praktyce wygląda związek z brazylijką.

    Jak już wspominałem, brazylijczycy są dużo bardziej naturalni niż my i bazują często na instynktach. Widać to też w przypadku ich kobiet, najlepiej na przykładzie brazylijek z dziećmi. Często zauważyć tutaj w brazylii można młode dziewczyny z dziećmi, co jednak dziwi to to jak one są nimi pochłonięte oraz jakie budzą w nich emocje. Na twarzach matek zajmujących się dziećmi naprawdę widać szczęście i spełnienie, czego nie spotkałem jeszcze nigdzie na taką skalę. Nie przypominam sobie nawet, abym widział tutaj dużo dziecięcych wózków, najczęściej dzieci noszone są w nosidełkach lub po prostu na rękach, cały czas przytulone do matki. Akurat przy tym argumencie można doszukiwać się powodów w cenie wózków, naprawdę kiepskim stanie chodników oraz zatłoczeniu miasta (co da się odczuć w komunikacji miejskiej), ale co by nie mówić – na pewno stały kontakt z matką wpływa na wytworzenie mocniejszej relacji między nimi i to czuć w powietrzu.

    W ogóle mam wrażenie, że brazylijki czują silną potrzebę opiekowania się kimś lub czymś, co często przenosi się też na ich faceta. Są to bardzo opiekuńcze istoty, dla których prowadzenie domu i gotowanie mężczyźnie nie jest przykrym obowiązkiem ani upokorzeniem, jest za to naturalnym sposobem na okazanie troski (tak jak dla nas naturalne powinno być wyręczanie kobiet w pracach, które dla nich z racji płci są ciężkie).

    Kolejną ciekawą rzeczą jest to jak te dziewczyny potrafią zmienić swoje życie będąc w związku. Każda z nich lubi imprezować i ma naprawdę rozbudowane życie towarzystkie, kiedy jednak zaczynają być w związku, w centrum ich uwagi nagle znajduje się mężczyzna. Naturalnie, bez zmuszania się brazylijka najczęściej dostosowuje się do stylu życia swojego mężczyzny (bo mężczyzna w związku jest stroną silniejszą czyli też swego rodzaju przywódcą). Znajomi dalej gdzieś tam są, ale nie są już aż tak ważni, zawsze na pierwszym miejscu będzie facet. W zamian za umieszczenie swojego mężczyzny w centrum uwagi oczekują one jednego – odbicia im chociaż części tej uwagi, którą one same dają. Dlatego bardzo ważne dla każdej brazylijki są rzeczy, z naszego punktu widzenia nieistote jak obchodzenie „miesięcznic”, wspólne zdjęcia na facebooku, pamiętanie o urodzinach i pełno innych nawet najmniejszych gestów, które świadczą o tym, że facet też wkłada w związek energię. Prezenty są bardzo mile widziane, ale zamiast nowych kolczyków prawdziwa brazylijka będzie wolała dostać ręcznie wyklejany album ze wspólnymi zdjęciami, bo to świadczy o tym, że poświęciłeś specjalnie dla niej pracę, czas, energię i swoje myśli. One kochają gesty i ludzi, nie przedmioty.

    Czy bycie gringo daje jakieś plusy w brazylii ? I tak, i nie. Na etapie podrywania dziewczyny w brazylii, bycie spoza brazylii to plus. Nie dlatego, że biały im się kojarzy z kasą (chociaż jakiemuś odsetkowi na pewno też), nie dlatego, że bialy znaczy przystojniejszy (chociaż w jakimś stopniu tutaj jest to tak widziane, wszędzie w mediach widać raczej białe osoby z niebieskimi oczami, na reklamach sklepów okulistycznych – niebieskie oczy, nawet lalki dla dzieci to w 90 procentach blondyni/blondynki o niebieskich oczach i europejskich rysach – a przypominam, że 95% brazylijczyków ma kruczoczarne, mocne włosy i brązowe oczy). Dlaczego więc jest to plus ?

    Bo gringo znaczy ktoś obcy, który po coś tutaj przyjechał czyli po pierwsze człowiek z jakąś ciekawą historią, po drugie ktoś pewny siebie (bo na drugi koniec świata, okryty do tego złą sławą raczej nie jadą osoby strachliwe), a po trzecie nowy w tym miejscu, a nowe rzeczy i osoby zawsze wzbudzają w nas na początku więcej emocji. Właśnie o to się rozchodzi, o emocje. Gringo równa się więcej emocji na początku znajomości. Będąc tutaj na wakacjach i chodząc po imprezach łatwo wyrwać dziewczyny na jedną noc, bo ludzie tutaj są bardziej otwarci i jest ich tyle, że zawsze się znajdzie ktoś, kto nie oczekuje rozwinięcia znajomości tylko dobrej zabawy. Jeśli jednak myślimy o związku z brazylijką, bycie gringo okazuje się mieć z czasem coraz więcej minusów w oczach brazylijskich kobiet.

    Duża część informacji, które one mają o Europie pochodzi z filmów, które mitologizują niektóre rzeczy. Dlatego kiedy my słyszymy słowo Paryż – w głowie mamy najazd ciapackich imigrantów, ale one widzą wieżę eiffla, bagietki i romantyzm. Kiedy okazuje się, że Francja nie wygląda jak na romantycznych komediach, a gringo pod względem emocji ustępują brazylijczykom – przewaga z bycia spoza brazylii znika. Dlatego też stosunkowo niewiele osób stąd naprawdę odnajduje się w życiu poza brazylią, na przykład w europie. Jakaś część się odnajdzie, ale większości nigdy do końca nie będzie pasował dystans z jakim my biali podchodzimy do innych, nasza interesowność oraz nienaturalność w kontaktach międzyludzkich. Podejrzewam, że gorącokrwiści brazylijczycy odczuliby dłuższy pobyt w Europie dużo gorzej niż nawet my – polacy, wyjazd do zimnej, smutnej i szarej anglii (takie odczucia przynajmniej mam ja, po niedługim pobycie tam), która przecież jest nam w jakiś sposób bliska kulturowo.

    Szczerze mówiąc (co już pisałem wcześniej, w którymś z komentarzy pod moimi postami), po dwuletnim pobycie tutaj nie wyobrażam sobie związku z kobietą inną niż latynoska. Przy wszystkich swoich minusach, często występującym braku logiki, dużą dozą zazdrości, czasem zbyt dużej emocjonalności prowadzącej do wielu kłótni (które kończą się tak samo szybko jak powstają) i całej reszcie rzeczy, które irytują – są to najlepsze kobiety jakie poznałem w życiu. Są bezinteresowne, opiekuńcze, naturalne, bardzo kobiece i piękne, a mimo to nie zachowują się jak księżniczki. Jeśli trzeba są pracowite, chociaż każda z nich w głębi marzy o tym by w spokoju móc zająć się swoją rodziną, mężem i dziećmi, bo to coś co naprawdę je spełnia i uszczęśliwia. Do tego, potrafią być inteligentne i bardzo się rozwinąć przy odpowiednim mężczyźnie.

    W każdym razie ja po dwóch latach spędzonych tutaj mam o nich takie zdanie i prawdę mówiąc wiele razy zastanawiałem się czy nie gloryfikuje brazylijskich kobiet w swojej głowie. Myślałem nad tym do czasu, aż spotkałem polaka, który spędził tutaj ostatnie 37 lat (do brazylii wyjechał pod przymusem, nie będąc z tego na początku zbyt zadowolony). Zapytany wprost o kobiety powiedział: najlepsza polka nie może się równać z najgorszą brazylijką.

    Oczywiście wszystko to spore generalizowanie, bo wierzę, że znajdą się tak samo zajebiste polki jak i brazylijki będące kiepskim materiałem na związek, ale patrząc na procent tych i tych, pod tym względem brazylia wydaje się w porównaniu z resztą świata niczym niebo a ziemia.

    #waytoeldorado #podrozujzwykopem #podroze #brazylia #ciekawostki #ladnapani
    pokaż całość

  •  

    Jestem przekonany, że wielu Wam dobrze znany jest film Miasto Boga. Sam przy okazji mundialu, zasięgnąłem tutaj opinii na jego temat i m.in. skłoniony rekomendacjami wykopków dane było mi zobaczyć film, który bez cienia wątpliwości mogę określić jako jeden z lepszych jakie w życiu widziałem. Teraz starając się niejako spłacić "dług wdzięczności", chciałbym polecić Wam inne dzieło brazylijskiej kinematografii o podobnej tematyce. Pixote opowiada opartą na faktach historię chłopca wychowującego się na pełnych nierządu i bezprawia ulicach Sao Paulo. To co zdecydowanie odróżnia tę produkcję od wcześniej wspomnianego Miasta Boga jest surowość i brutalność, którą Pixote operuje dużo śmielej. To naprawdę ohydny i niesamowicie realistyczny film. Jeżeli wcześniej w podobny sposób myśleliście o Mieście, to po seansie Pixote powinniście zrewidować swój pogląd w tej kwestii.

    Co ciekawe, podobnie jak w Cidade de Deus do produkcji zaproszono naturszczyków. Fernando Ramos Da Silva wcielający się w tytułową rolę, po zakończeniu pracy nad filmem wrócił na ulicę. Kilka lat później, zginął w policyjnej strzelaninie.

    #film #filmnawieczor #brazylia trochę #ciekawostkifilmowe
    pokaż całość

    źródło: assets.mubi.com

  •  

    Libańska armia dostała z Brazylii nowiutkie transportery opancerzone.
    #syria #liban #bliskiwschod #militaria #militaryboners #brazylia

    źródło: planobrazil.com

  •  

    Uwielbiam tego śmieszka (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)
    #mma #brazylia #heheszki #ufc

    źródło: youtube.com

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #brazylia

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,1:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1