•  

    "Bodhisattwa to właśnie Ty" - mistrz Joeng Hye SSN - kilka słów o trudnym czasie pandemii:

    "W czasach kryzysu, jaki dany jest nam aktualnie przeżywać, wielka sprawa życia i śmierci nabiera szczególnego znaczenia i realności. Ogarnia nas uczucie zagubienia, bezradności i zagrożenia. To, co się dzieje dookoła, tak mocno zachwiało naszym życiem i wszystkim, co do tej pory wydawało się jego stabilnym fundamentem i wiarygodnym systemem odniesienia, że dominacja lęku w nas często osiąga skalę, z którą trudno sobie poradzić. Czujemy, jakby brało nas w objęcia coś, co trudno przyjąć, ale również niemożliwym jest odrzucić. Zupełnie jak w klasycznym konganie:

    “Jeśli cały wszechświat płonie, jakiego rodzaju samadhi użyjesz, by uniknąć spłonięcia?”

    Wydawałoby się, że to pytanie stawia przed nami zadanie niemożliwe do przejścia. Jak możesz uniknąć spłonięcia, skoro wszystko jest ogniem? Czy jest coś, co nie może spłonąć? Z podpowiedzią przychodzi mistrz zen Man Gong mówiąc: “Nawet jeśli ten świat eksploduje, każdy posiada tę jedną jasną i czystą rzecz, która nigdy nie zniknie. Ta rzecz czasem śni, czasem czuwa. Czym ona jest?”

    Budda nie próbował nikogo pocieszać w konwencjonalny sposób. Gdy odchodził z tego świata, zostawił swoim uczniom bardzo prostą, ale bezkompromisową instrukcję: “Wszystko jest nietrwałe, mocno się starajcie”. I tutaj pojawia się jasna perspektywa: chociaż wszystko przemija, warto się starać. Dharma, jaką się z nami podzielił, jest wyzwaniem rzuconym życiu i śmierci. Zdecydowanie nie jest jeszcze jednym gadżetem złożonym na ołtarzu małego, ograniczonego ja, którego siłą napędową jest konsumpcja i kruche, jak widzimy, poczucie bezpieczeństwa. Aktualny kryzys pokazuje, że wystarczy zabrać nam nasze zabawki i w niemiły sposób przerwać imprezę, by wpędzić nas w panikę i podkopać poczucie sensu wszystkiego.

    Lęk ostatecznie nie jest ani dobry ani zły i często potrafi być sprzymierzeńcem, budząc naszą uważność w sytuacjach zagrażających zdrowiu lub życiu naszemu lub innych. Jednak gdy wymyka się spod kontroli i bezwarunkowo determinuje nasze relacje ze światem, łatwo z gościa zamienia się w złodzieja, zawłaszczając wolną i nielgnącą do niczego przestrzeń pierwotnego umysłu. Jest on właściwie stałym komponentem naszego uwarunkowanego umysłu i wraz z wieloma innymi powoduje, że ten właśnie umysł, pełen emocjonalno - mentalnych, mieszających się ze sobą nurtów, bardzo łatwo staje się przeszkodą i niszczy pierwotną niedualność, oddzielając nas od rzeczywistości naszej prawdziwej natury i zasłaniając tę jedną rzecz, na którą wskazuje Man Gong i której całe swoje życie poświęcił Budda.

    Jeden z najważniejszych tekstów wspierających praktykę zen, “Sutra Serca”, zawiera bardzo ciekawy i krzepiący przekaz:

    “Dla bodhisattwy zagłębionego w pradżnia paramicie umysł nie jest przeszkodą. Gdy nie ma przeszkód, żaden lęk nie istnieje”
    W zen mówimy: “umysł jest buddą” i jako taki z pewnością nie jest przeszkodą, lecz nauczycielem i przewodnikiem. Musimy jednak przypominać mu o tym, budząc go do przypominającej lustro czystej natury pradżni, wolnej od lęku i wszelkich przeszkód.

    Cóż więc możemy zrobić? Moja rada jest prosta: ukryjmy się pod ścieżką, odwiedzajmy tak często, jak to możliwe, swoją poduszkę medytacyjną, kultywujmy związek ze swoją prawdziwą naturą, używając budzika - formalnych środków treningu. Jeśli z oddaniem i determinacją wglądamy w swój umysł pytając “co to jest?”, złudne zasłony rozstępują się ukazując przenikającą nas żywą i świetlistą ciszę, gdzie życie i śmierć, zysk i strata, zdrowie i choroba to tylko chwilowi goście w naszym pierwotnym domu. To źródło naszej prawdziwej duchowej siły.

    Użyjmy jej, żeby zatroszczyć się o innych. Szczególnie w dzisiejszych czasach zapotrzebowanie na aktywne współczucie jest nieograniczone i pracy nie brakuje dla nikogo. Praktykowanie dobra zawsze w równym stopniu uszczęśliwia obie strony. Ponieważ wszystkie rzeczy są naszymi nauczycielami, koronawirus nie jest wyjątkiem. To trudny i niebezpieczny nauczyciel, ale być może przez to najlepszy. Wszystko jest nietrwałe, więc on również nie jest wyjątkiem i interview, jakie zafundował ludzkości, pewnego dnia dobiegnie końca. To, co z niego zrozumiemy i jacy wyjdziemy z tej konfrontacji, zależy jednak od nas. Czy powrócimy do naszych snów, czy obudzeni do szpiku naszej istoty stworzymy świat miłości, mądrości i współczucia?

    Nasze schronienie: Budda, Dharma, Sangha to nie są puste słowa, ale żywa pomoc, która nieustannie wyciąga do nas swoją dłoń. Jeśli wyciągniesz swoją, dostaniesz jej potężne wsparcie, i odkryjesz, że zagłębiony w pradżnia paramicie(mądrość powstająca z doświadczenia wglądu i zrozumienia. Jest jedną z sześciu paramit), wolny od lęku bodhisattwa to właśnie TY!"

    #buddyzm #zen #medytacja #filozofia
    pokaż całość

    źródło: cdn.theatlantic.com

    •  

      Budda, Dharma, Sangha to nie są puste słowa, ale żywa pomoc, która nieustannie wyciąga do nas swoją dłoń.

      @tomosano: istnieje prawda na poziomie absolutnym i na poziomie względnym. Na co dzień doświadczamy tej drugiej. Problem jest z wyciągnięciem własnej dłoni w 'tamtym kierunku' , bo zwykle jest ona do bólu zaciśnięta naszym lękiem i nawykiem ściskania tego 'co znamy' , czy też 'nie puszczania' .... to tylko słowa ;)

      Musimy jednak przypominać mu o tym, budząc go do przypominającej lustro czystej natury pradżni, wolnej od lęku i wszelkich przeszkód
      Wszelki przymus prowadzi do napięcia co pogarsza sprawę, dlatego jestem zwolennikiem koreańskiego podejścia do praktyki , w skrócie : rozluźnij się , nie przejmuj się 'tak bardzo' , usiądź - oddychaj - obserwój a może 'coś' się odpuści i z obaczysz inny kawałek rzeczywistości ;)
      pokaż całość

  •  

    Wow, wczoraj na początku sesji #medytacja zrobiłem sobie 4 rundy oddychania z metody #wimhof. Dawno nie miałem tak intensywnej pod względem skupienia i spokoju medytacji. Same oddechy działają dość mocno i człowiek czuje się prawie jakby kreskę wciągnął, natomiast po nich niesamowity spokój i znacznie zwiększona uważność całego ciała oraz bodźców. Działa to tak dobrze i mocno, że trochę obawiam się, że w przyszłości mogę się uzależnić od tego i nie móc skupić umysłu bez takiej sesji oddechów, no ale spróbowałem dopiero raz i może był to po prostu efekt świeżości i nowej techniki. Będę testował i raportował co jakiś czas. #buddyzm pokaż całość

  •  

    Spędzam wspaniały czas. Cały maj wolny po odejściu z jednej pracy i w oczekiwaniu na kolejną, którą zaczynam 01.06.
    Nie myślę, że maj się kończy, cieszę się, że te kilka dni jeszcze przede mną, a potem nowe wyzwania.

    Dziś zastanawialem się dlaczego w tym miłym okresie czas tak szybko pędzi. Mimo, że wstaje o 7, miewam sporo zajęć, to popołudnie nadchodzi tak szybko, podobnie jak biegnie tydzień za tygodniem. Coś zupełnie odwrotnego w stosunku do tygodnia pracy, którego czasem każda godzina trwa wieczność. I przypomniały mi się słowa mojego Mistrza, człowieka o wielkiej, naturalnej mądrości, Ajahna Chah. To jest jak z naszymi stanami, naszymi emocjami. Te przyjamne, wesołe, spokojne puszczami łatwo, nawet nie widzimy jak przelewają nam się przez palce, zaś te mniej przyjemne, okraszone niepokojem, lękiem, gniewem, tych się trzymamy, te nadto zasilamy , bo tymi uwielba żywić się nasz pogubiony umysł. A dzieje się tak tylko dlatego, że nieprzyjemne stany umysłu chcemy jak najszybciej oddalić od siebie, co tylko je wzmacnia. Jedyne co powinniśmy, to podejść do nich z serdecznością, otwartością i miłością identyczną jak w stosunku do tego co określamy jako przyjemne. Bo przecież czas dobry i czas zły, też jak wszystko przeminie.

    Poniżej fragment słów Ajahna Chah

    Dlaczego tak się dzieje, że nieprzyjemne stany umysłu są trudne do zauważenia, podczas gdy te przyjemne widzimy z łatwością? Kiedy dowiadczam szczęścia lub przyjemności, widzę, że jest to coś nietrwałego, ale kiedy jestem nieszczęśliwy, trudniej jest mi to zauważyć (tą nietrwałość).
    Ajahan Chah: Myślisz w kategoriach tego, co ci się podoba i tego, co wzbudza twoją awersję i próbujesz to pojąć, ale tak naprawdę głównym rdzeniem jest złudzenie. Czujesz, że nieszczęście trudno jest zauważyć, podczas gdy szczęście zauważasz łatwo. To jest właśnie sposób, w jaki działa twoje cierpienie: trudno jest puścić awersję, prawda? To silne uczucie. Szczęście łatwo jest puścić. Chociaż, tak naprawdę, to nie jest proste: chodzi raczej o to, że nie jest ono tak przytłaczające. Przyjemność i szczęście są rzeczami, które ludzie lubią i czują się z nimi dobrze – niełatwo jest je puścić. Awersja jest bolesna, ale ludzie nie wiedzą, jak ją puścić. A prawda jest taka, że są one równe. Kiedy będziesz głęboko kontemplować i dotrzesz do sedna, szybko zobaczysz, że są one równe. Jeśli miałbyś skalę, żeby je zważyć, ich waga byłaby taka sama. Ale my skłaniamy się ku przyjemnemu.
    Tak więc, mówisz, że jest ci łatwo puścić szczęście, podczas gdy nieszczęście trudno jest puścić? I myślisz, że łatwo jest porzucić rzeczy, które lubimy, ale zastanawiasz się, dlaczego trudno jest porzucić te, których nie lubimy – ale skoro nie są one dobre, dlaczego trudno jest je porzucić?
    AC: To nie tak. Pomyśl w nowy sposób – one są całkowicie równe. Chodzi zwyczajnie o to, że nie skłaniamy się ku nim w równym stopniu. Kiedy pojawia się nieszczęście, jesteśmy zaniepokojeni i chcemy, żeby sobie szybko poszło, tak więc czujemy, że trudno jest się tego pozbyć. Szczęście zazwyczaj nas nie niepokoi, tak więc przyjaźnimy się z nim i czujemy, że łatwo jest je puścić. To nie tak; ono nie dręczy i nie ściska naszego serca, to wszystko. Nieszczęście nas dręczy. Myślimy, że jedno z nich ma większą wartość i wagę niż inne, ale tak naprawdę są one równe. To tak jak z ciepłem i zimnem. Możemy umrzeć w płomieniach. Możemy też umrzeć z zimna, ale tak czy inaczej - umrzemy. Żaden z tych stanów nie jest lepszy od drugiego. Szczęście i cierpienie są tak samo różne, ale w naszym umyśle nadajemy im inną wartość.
    Albo weźmy pochwałę i krytykę. Czy czujesz, że łatwo jest puścić pochwałę, a krytykę trudno? One naprawdę są równe. Ale kiedy jesteśmy chwaleni, nie czujemy się niespokojni; jesteśmy zadowoleni, ale nie jest to ostre uczucie. Krytyka jest bolesna, a więc czujemy, że trudno jest ją puścić. Bycie zadowolonym też trudno jest puścić, ale jesteśmy w stosunku do tego niesprawiedliwi, tak więc nie pragniemy w tym samym stopniu, aby szybko się tego pozbyć. Zachwyt jaki czerpiemy z bycia chwalonym i ukłucie, które czujemy w czasie krytyki, są równe. Są takie same. Ale kiedy nasz umysł napotyka te rzeczy, reagujemy na nie w sposób nierównomierny. Nie mamy nic przeciwko byciu blisko niektórych z nich.
    Zrozum to, proszę. W swojej medytacji będziemy napotykać wszelkiego rodzaju mentalne doświadczenia. Właściwym poglądem na to będzie gotowość puszczenia tego wszystkiego, czy jest to przyjemne, czy bolesne. Pomimo tego, że szczęście jest czymś, czego pragniemy, a cierpienie czymś, czego nie pragniemy, widzimy, że mają one równą wartość. Są to rzeczy, których ciągle doświadczamy.
    Szczęście jest czymś, czego pragną ludzie na świecie. Nie pragną cierpienia. Nibbana jest czymś ponad pragnieniem i nie pragnieniem. Rozumiesz? W nibbanie nie ma żadnego pragnienia. Chęć osiągnięcia szczęścia, chęć bycia wolnym od cierpienia, chęć bycia ponad szczęściem i cierpieniem – nie ma tam nic z tych rzeczy. To jest prawdziwy spokój.

    #buddyzm #medytacja #pracbaza #psychologia
    pokaż całość

    źródło: Ajahn_Chah_013_w500.jpg

  •  

    Krótka publikacja naukowa o tym, jak błąd w rozumieniu pierwotnych definicji mindfulness z sutr kanonu Pali spowodował, że cały revival medytacji w Birmie, a co za tym idzie jej przeszczepu na zachód, prawdopodobnie całkowicie inaczej rozumie pojęcie medytacji mindfulness / sati / uważności od tego, jak rozumiano ten termin we wczesnym buddyzmie.

    Independent of whether this is an error or an intentional
    reinterpretation, the net result is an understanding of mindfulness that differs considerably from the early Buddhist discourse passages surveyed earlier. Instead of being a receptive
    monitoring quality that does not interfere, mindfulness comes
    to be seen as much more active, to the extent of Bplunging^
    into its object. The resultant understanding of mindfulness in
    turn had considerable impact on insight meditation as taught
    in the contemporary Theravāda tradition.


    Mnie powaliło ( ͡° ͜ʖ ͡°) Chociaż współcześnie spotkałem się także z tą "właściwą" definicją u nauczycieli, czasami są one jednak wymieszane / używane zamiennie. @ImperiumCienia @Dreampilot

    #buddyzm #medytacja #nauka #religioznawstwo
    pokaż całość

    •  

      @CarlGustavJung: Czytałem artykuł i wydaje mi się że oprócz innej interpretacji zawartej w Abhidharmie ma też znaczenie fakt że inaczej będzie rozumiała i definiowała mindfulness osoba która osiągnąła Śamathę a inaczej ktoś kto powiedzmy nie ukończył 10 stadiów medytacji (tradycyjnie 9).U osoby która nie osiągnęła Śamathy mindfulness będzie wymagała "a strong focus and considerable effort" i "you must put out energy".Wiadomo iż wczesny buddyzm mocno podkreślał jhany i trening medytacji podczas gdy ruch Vipassany nie idzie w tym kierunku.To taka refleksja z punktu widzenia medytacji, nie wiem czy słuszna.

      Wiadomo że Abhidharma jest scholastyczną próbą filozoficznej interpretacji nauk zawartych w sutrach (dużo młodszą i rosnącą przez wieki) pisaną nie przez medytatorów czy zawierającą doświadczenia medytacyjne ale przez buddyjskich doktorów.Przy definiowaniu terminów z sutr bez odpowiedniego doświadczenia łatwo było o inną interpretację czy nieporozumienia semantyczne.

      Ten drugi artykuł który linkowałem dużo mi wyjaśnił.Ponieważ mój kontakt z nowoczesną Theravadą ogranicza się tylko do TMI i czytania odpowiedniego forum zupełnie nie wiedziałem że zaprzestano praktyk medytacyjnych w Theravadzie.Myślałem że linie przekazu sięgają zamierzchłych czasów jak to ma miejsce np. w buddyzmie tybetańskim.Rekonstruowanie czy wzorowanie systemu medytacji na myśli filozoficznej? No nie wiem -- będę chyba musiał w to głębiej wejść ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    Drugi artykuł z serii "nie-mistycznego podejścia do medytacji wglądu i trzech charakterystyk", tym razem skupiający się na opisie taṇhā (pragnienie, lgnięcie) i dukkha (cierpienie, niesatysfakcjonowlaność (?)) językiem teorii predykcyjnego przetwarzania.

    #buddyzm #medytacja
    pokaż całość

  •  

    Nie-mistyczne opracowanie doktryny braku Self (jednej z trzech charakterystyk).

    Absolutna perełka. Artykuł ten według mnie przedstawia podejście, którym nauka powinna podążać w kierunku badania tradycji kontemplacyjnych oraz jakiegoś sensownego ujęcia przebudzenia. Wstęp do naprawdę poważnego zajęcia się przez zachodnią tradycję naukowo-filozoficzną najgłębszymi zagadnieniami nauk buddyjskich. Zmiany w fizjologicznych wskaźnikach lub prostych psychologicznych zmiennych u osób, które medytują 30 min dziennie przez kilka tygodni to zdecydowanie za mało i nie mówi nam nic o tym, w jaki sposób poważna praktyka wpływa na człowieka, a niestety 95% badań o medytacji mniej więcej tak wygląda. Autor zapowiedział całą serię, to pierwszy z postów. Polecam także zapoznać się ze wstępem, który linkuje na początku tego artykułu. #buddyzm #medytacja #nauka #filozofia #religa pokaż całość

  •  

    Krótkie wideo w którym B Alan Wallace wyjaśnia czym jest śamatha (techniki rozwijające ciągłość uwagi i jej przejrzystość oraz meta-kognitywną świadomość).Dla tych którzy bardziej w #buddyzm ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #medytacja #mindfulness

    źródło: youtube.com

  •  

    Dasz Wiarę? Odc. 59 który może być o buddyzmie, ale nikt nie jest do końca pewny.

    Dzisiaj zacznę nietypowo- od inspiracji do powstania tekstu. Mianowicie- rozmawiałem sobie z colegą na temat stoicyzmu i buddyzmu. Colega stwierdził, że przez “obcość” buddyzmu człowiek Zachodu będzie miał problem z jego zrozumieniem i powinien wybrać stoicyzm. Buddyzm wszak wyłonił się ze starożytnej śramany i rozwijał na Dalekim Wschodzie. Współcześni, zachodni buddyści posługują się często terminologią ukształtowaną w Azji. Ponadto- patrzy się na nich nieufnie i często podnoszona jest krytyka, że “to nieprawdziwy buddyzm”. No cóż, chyba faktycznie jest to inherentnie obca tradycja, a my możemy się rozejść...

    Tak się jednak składa, że nowsze prace poświęcone Pyrronowi z Elis stawiają sprawę w innym świetle. Zacznijmy od podstaw. IV wiek p.n.e był okresem ekspansji szeroko pojętego świata greckiego. Aleksander Macedoński rozbił Achemenidów i dotarł aż do zachodnich Indii. Według spisującego żywoty filozofów Laertiosa, armii Macedończyka towarzyszyli greccy uczeni- w tym Pyrron. Po powrocie z wyprawy zasłynął on jako filozof i nauczyciel, prekursor pyrronizmu. Niestety, nie zostawił po sobie pism. Nasza wiedza bazuje na dziełach m.in. ucznia Tymona z Fliuntu i późniejszego spadkobiercy, Sekstusa Empiryka.

    XVI wieczne wyobrażenie Pyrrona

    Zdaniem Laertiosa Pyrron, pod wpływem perskich magów* i indyjskich gimnosofistów*, przyjął “najszlachetniejszą filozofię”. Streszcza ją jako powstrzymanie się od osądów i uznanie, że nie da się rozstrzygnąć tego co jest tak naprawdę właściwe a co nie jest. Pyrron miał też uważać, że ludzkim postępowaniem kierują nieuświadomione zwyczaje i konwencje. Tymon tak podsumował poglądy swojego mistrza (za Arystotelesem):

    Ktokolwiek chce osiągnąć eudajmonię [stan pełnego, racjonalnego zadowolenia z życia] musi rozważyć te trzy pytania. Po pierwsze: jaka jest prawdziwa natura pragmata [kwestie dotyczące sensu, moralności i etyki]? Po drugie: jak powinniśmy do nich podchodzić? Po trzecie: Jaki będzie wynik takiego podejścia?

    Jeśli chodzi o wszystkie pragmata, to są one adiaphora [niedefiniowalne, pozbawione tożsamości], astathmeta [zmienne, niestabilne] i anepikirita [niemożliwe do rozstrzygnięcia]. Z tego powodu ani nasze zmysły ani nasze doxai [poglądy, wierzenia] nie mogą powiedzieć pełnej prawdy ani całkowicie oszukać nas w kwestii pragmata. Nie możemy więc na nich polegać. Powinniśmy być adoxastous [wolni od poglądów], aklineis [wolni od inklinacji] oraz akradantous [niezachwiani] w decyzji o zrezygnowaniu z rozstrzygania na temat pragmata.

    Konkludując, o każdej pragmata możemy powiedzieć (tę formułę Pyrron radził powtarzać swoim uczniom gdy stykają się z rozważaniami na temat pragmata):

    Nie jest to niczym ponad to, czym nie jest, lub też zarówno jest jak i nie jest, bądź też z kolei ani jest ani nie jest.

    Innymi słowy- pytania o słuszność i niesłuszność, sens i bezsens, sprawiedliwość i niesprawiedliwość nigdy nie doczekają się ostatecznego rozstrzygnięcia. Aby to unaocznić, pyrroniści poddawali argumenty za i przeciw kolejnym dogmatom (jak określali osądy roszczące sobie prawo do orzekania co jest właściwe, a co nie). Zaniechanie osadów i rozstrzygnięć w kwestii pragmata nie było jednak sztuką dla sztuki. Zdaniem Pyrrona i jego zwolenników prowadziło do stanu który nazwali apatheia [wolność od pasji, rozumianych tu jako cierpienie] i ataraxia [niezmącony spokój].

    Tymon z Filuntu, rycina z XVII wieku

    Historycznie pyrronistów zakwalifikowano jako sceptyków, nurt negujący dogmaty a nawet samą możliwość poznania. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to kontrowersyjne. Przecież Pyrron wprost twierdził, że pragmata są niemożliwe do rozstrzygnięcia. Ba! Sekstus, najsłynniejszy pyrronista, sam mówił o swojej szkole jako sceptykach. Część współczesnych badaczy twierdzi jednak, że przypisywanie pyrronistów do starożytnego sceptycyzmu jest po prostu błędem. Utożsamiali się oni wprawdzie ze sceptycyzmem, ale rozumieli go inaczej niż myśliciele i szkoły, które późniejsi badacze ochrzcili tym mianem.

    Co więcej- byli oni świadomi różnic i swojej odrębności. Sekstus Empiryk pisał tak:

    [...] w przypadku filozoficznych dociekań, niektórzy mówią, że odkryli prawdę, inni, że nie może być ona odkryta a jeszcze inni cały czas dociekają.

    Tych pierwszych określał mianem dogmatyków i jako przykład podawał szkołę Arystotelesa, epikurejczyków czy stoików. Tych drugich określał mianem akademików i za przykład podawał zwolenników Klitomachusa czy Karneadesa. Trzecią opcję określał mianem sceptyków i utożsamiał ją ze swoją szkołą, czyli pyrronistami. Tymczasem późniejsi badacze mianem sceptyków ochrzcili “bramkę numer dwa”. W ten sposób wrzucono do jednego wora dwa różne nurty. Różnice najprościej będzie wytłumaczyć na przykładzie:

    Wyobrażenie przedstawiające Sekstusa Empiryka

    Wyobraźmy sobie, że grupa antycznych filozofów patrzy na nocne niebo. Jedna z podgrup obwieszcza, że liczba gwiazd jest parzysta. Za chwilę kolejna grupa mówi, że to nieprawda, bo jest nieparzysta. Wtem trzecia grupa twierdzi, że tak naprawdę nie wiemy i nie będziemy wiedzieć- nawet jeśli policzymy wszystkie gwiazdy to i tak padniemy ofiarą zawodnych zmysłów i rozumowania. Czwarta, grupa twierdzi zaś, że wprawdzie teraz nie wiemy (bo nie policzyliśmy), ale jeśli kiedyś to zrobimy, to poznamy odpowiedź. Pierwsza i druga grupa to sekstusowi dogmatycy. Trzecia- akademicy, a czwarta to właśnie sceptycy- pyrroniści. Nie negowali oni możliwości zmysłowego i rozumowego poznania wszystkich rzeczy- ufali temu co wynikało z bezpośredniego doświadczenia.

    Zdaniem rewizjonistów pyrronizm z jego nieufnością do rozstrzygnięć co do pragmata, zawieszaniu osądu (ale nie odrzucający możliwości poznania) i celem jakim było osiągnięcie stanu apathei i ataraxi był czymś unikalnym w Grecji. Odmienność tłumaczy się indyjskimi wpływami, konkretnie śramaną. Był to, w dużym skrócie, zbiór filozofii i praktyk istniejących równolegle do wierzeń wedyjskich (w uproszczeniu- hinduizm), ale oddzielnych. Do naszych czasów przetrwały buddyzm i dżinizm. Teorie o indyjskich wpływach na Zachodzie są co jakiś czas podnoszone, ale zazwyczaj brak dowodów i przekonujących poszlak. W przypadku Pyrrona wiemy zaś, że był on w Indiach i miał bezpośredni kontakt z tamtejszymi myślicielami.

    Średniowieczne wyobrażenie spotkania Aleksandra z gimnosofistami

    Myślę, że czytelnicy zauważyli już podobieństwa. Warto zacząć od podkreślenia ważności powstrzymywania się od osądów- bardzo często pojawiało się to u Buddy i u Pyrrona. Ataraxia jest unikatem w greckiej myśli. Inne szkoły utożsamiały osiągnięcie stanu docelowego z posiadaniem i praktykowaniem właściwych przekonań i poglądów. Ataraxia oznacza zaś stan w którym człowiek uwalnia się od poglądów, od konieczności rozstrzygania pragmata. Zdaniem rewizjonistów jest to po prostu buddyjska nirwana. Sam motyw “uwolnienia się” jest centralny zarówno w buddyzmie jak i pyrronizmie.

    Pamiętacie trzy pytania i odpowiedzi z początku tekstu? Porównajmy je z buddyjską Trilaksaną, w której Budda mówi o naturze wszystkich dharm (termin mający wiele znaczeń, m.in kwestie dotyczące prawdziwej natury zjawisk, zdaniem rewizjonistów indyjski odpowiednik pragmata):

    Wszystkie dharmy są anitya [niestałe, niestabilne] …, wszystkie dharmy są duhkha [niesatysfakcjonujące, niedostateczne] i wszystkie dharmy są anatman [bez przyrodzonej tożsamości].

    Nietrudno zauważyć podobieństwa między trzema charakterystykami dharm i trzema charakterystykami pragmat. Są one rdzeniem odpowiednio buddyzmu i pyrronizmu a nauczanie o konieczności, odpowiednio, pozostawienia za sobą przywiązania i wstrzymania się od osądów wynikają właśnie z nich. Wspólny jest też cel- nirwana/ apatheia i ataraxia, oznaczające stan spokoju, wolny od cierpienia i przywiązań.

    Statua przedstawiająca Nagardżunę, twórcę buddyjskiej szkoły znanej jako Madhjamaka., uważanej za najbardziej podobną do pyrronizmu

    Kolejnym podobieństwem jest praktyka dyskutowania na temat przekonań, stawiania argumentów i kontr- oraz łuskania sprzeczności w doktrynach. Miało to na celu uświadomić dyskusyjność wszystkich wierzeń. Podobny jest również styl życia jaki przypisuje się Pyrronowi a o jakim donosi się w przypadku mędrców śramany. Słowo to oznacza “poszukującego, ascetę, tego który żyje surowo”. Pyrron nie był pierwszym greckim filozofem, który prowadził żywot podobny do pustelniczego, na uboczu (wystarczy choćby wspomnieć słynnego Diogenesa), ale rewizjoniści wskazują, że miał on udział w jego popularyzowaniu.

    No właśnie- część historyków zgadza się, że pyrroniści różnili się od reszty sceptyków, ale wskazują, że różnice można wytłumaczyć rozwinięciem greckich tradycji, bez odwoływania się do Buddy i innych nurtów śramany. Historycy tacy jak Bett minimalizują wpływ pobytu w Indiach, wskazując np. na trudności językowe. Jego zdaniem uniemożliwiło to Pyrronowi dobre zaznajomienie się z indyjskimi mędrcami i wpływy, jeśli były, to raczej marginalne. Spotyka się to z kontrą rewizjonistów wskazującą, że język faktycznie mógł być problemem, ale rdzeń tego nauczania jest w zasadzie prostą praktyką i nie trzeba tutaj mieć sanskrytu na C2 żeby zrozumieć podstawy.

    Herkules jako obrońca Buddy, rzeźba z Gandahary

    Z drugiej strony, niektórzy, np. Beckwith posuwają się wręcz do stwierdzenia, że pyrronizm to nie tyle filozofia inspirowana śramaną, ale po prostu buddyzm. Jego zdaniem pyrronizm jest nawet bardziej buddyjski od obecnego buddyzmu, bez odwołań do wierzeń religijnych/ parareligijnych w postaci na przykład karmy, duchowych istot, latających mnichów czy cyklów ponownych narodzin. Dyskusja na ten temat ma się dobrze, strony przerzucają się argumentami i spór jest daleki od zakończenia. Budda i Pyrron radzili by zapewne powstrzymanie się od rozstrzygnięć i dążenie do wyzwolenia się ze zbędnych przekonań.

    #daszwiare #buddyzm #religia #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #zainteresowania
    pokaż całość

  •  

    Pisałem ostatnio pod #stoicyzm (polecam do przejrzenia wstecz, obserwowania i rozwijania) trochę o stoicyzmie i etyce cnót z punktu widzenia nieco teoretycznego, a jeszcze wcześniej omawiałem tam trochę książek, ale to może zbyt gruba rura dla początkujących - czas zatem na kilka podcastów.

    - Stoic Meditations - bardzo krótkie (2-3 minuty, z czego góra 2 treści), codzienne rozważania nad jakąś stoicką myślą od jednego z czołowych akademików od stoicyzmu współczesnego, prof. Massimo Pigliucciego.

    - Daily Stoic Podcast - codzienne medytacje podobne do powyższych + dłuższe weekendowe/bonusowe epizody.

    - nasz polski Piotr Stankiewicz też bywa to tu to tam (1, 2, 3).

    - oczywiście jest tego - jeśli poszukać - sporo więcej, tu jeden z katalogów. Z tego co wiem nie ma jeszcze nic po polsku, aczkolwiek jak zwykle dużo da się znaleźć pod tagiem na Tok FM. Tok FM jest chwilowo za darmo.

    - jak ktoś lubi wideo, to na youtube też jest sporo tego kontentu (choć bardzo często - to bolączka stoicyzmu - w za bardzo popowej/cytatowej wersji. Ja z tej szerokiej kategorii bardziej rozwodnionego stoicyzmu toleruję np. tego pana.

    PS: Pigliucci napisał kiedyś zdanie które chyba najlepiej ujmuje, dlaczego czerpię z zachodniej #filozofia, a nie np. #buddyzm

    I actually tried to study Buddhism for a bit, but the parts I managed to get exposed to felt too alien, couched in cultural, linguistic, and conceptual terms that did not resonate with me. By contrast, when I picked up Epictetus, or Marcus, or Seneca, I immediately felt at home.

    PPS: Zrobiłem też jakiś czas temu spory przegląd podcastów neuropejskich.

    #podcast #rozwojosobisty
    pokaż całość

    źródło: d3t3ozftmdmh3i.cloudfront.net

  •  

    Dawno nie pisałem ale obecna sytuacja trochę mnie pożarła. Praca w markecie i nauczanie zdalne z córką.
    Ok sytuacja trochę się stabilizuje i potrzebuje Waszej pomocy. Szukam 2 rzeczy.
    1. Dla osoby starszej prostego telefonu może być używany. Chodzi jedynie aby był z ta panią kontakt i żeby sama mogła zadzwonić jeśli czegoś potrzebuje. Czym prostszy tym lepszy.
    2. Pralka używana ale działająca od kogoś w okolicach sobotki. Pralka dla byłego więźnia który wyszedł na prostą.
    Dajcie znać jeśli możecie jakoś pomóc. Dzięki!
    #wiezienie #buddyzm #zen #pomocy #wolontariat
    pokaż całość

  •  

    Mingyur Rinpoche w prostych słowach naucza medytacji.Właściwy wykład zaczyna się 0:14

    #buddyzm #medytacja #mindfulness #mingyurrinpoche

    źródło: youtube.com

  •  

    1.Z pewnością stanę się stary. Nie mogę uniknąć starości.
    2. Z pewnością stanę się chory. Nie mogę uniknąć choroby.
    3. Z pewnością umrę. Nie mogę uniknąć śmierci.
    4. Z pewnością zostanę oddzielony od tego co jest mi drogie I sprawiające przyjemność.
    5. Jestem właścicielem moich działań, spadkobiercą moich działań, działania są łonem (z którego powstałem), jestem związany z moimi działaniami, moje działania mnie wspierają. Jakiekolwiek działania wykonam, dobre czy złe, stanę się spadkobiercą tych działań.
    #buddyzm #medytacja
    pokaż całość

  •  

    Daniel Goleman, jeden z pionierów badań naukowych nad medytacją, opowiada jak to się wszystko zaczęło.Mówi też pokrótce o tym co udało się do tej pory ustalić.

    #medytacja #mindfulness #buddyzm

    źródło: youtube.com

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Drodzy Wykopowicze z tagów #medytacja i #buddyzm, mam do Was ważne pytania - a w szczególności do osób, które zrobiły duże postępy, przechodząc z wysokiego poziomu subiektywnego cierpienia do wysokiego poziomu szczęścia niezależnego od okoliczności.

    1. Jestem z natury smutny i nerwowy, mam nieciekawą sytuację życiową, doświadczam chronicznego bólu, martwi mnie pandemia i wiele innych spraw - kolokwialnie mówiąc, przekichane. Pracuję oczywiście nad problemami w konwencjonalny sposób, ale nie ucieknę od tych i innych form ludzkiego cierpienia. Zastanawiam się nad jego obejściem poprzez próbę osiągnięcia stanu "oświecenia", w innym ujęciu określanego jako perceptual non-symbolic experience (PNSE). Interesuje mnie pragmatyczne podejście, które traktuje medytację jako świecki trening umysłu. Idealnym efektem końcowym byłoby oświecenie rozumiane jako trwała zmiana sposobu postrzegania rzeczywistości, za którą idzie pełna wolność od wszystkich form subiektywnie postrzeganego cierpienia, ale to ponoć skrajnie nieprawdopodobny cel. Z tego względu zadowolę się też częściowymi korzyściami.

    2. Znam trzy pragmatyczne szkoły, które wykraczają poza popularną, stosowaną głównie w celach relaksacyjnych "redukcję stresu opartą o uważność" (MBSR). To "Mastering The Core Teachings of Buddha" Daniela Ingrama (16 nanas, 4 paths?), "The Mind Illuminated" Culadasy (10 stages) oraz Unified Mindfulness Shinzena (concentration, clarity, equanimity). Używają one różnych pojęć i wydają się sprzeczne w wielu aspektach. Im więcej czytam, tym bardziej jestem pogubiony - to w końcu próba budowania skomplikowanych modeli na podstawie wglądu we własną psychikę, dużo bardziej zawodna niż najlepsze badania psychologiczne, które i tak cechuje kiepska jakość. Którą ze szkół polecacie? Czy można je jakoś zestawić, wyciągnąć z nich elementy wspólne albo stworzyć ujednolicony system?

    3. Czołowi nauczyciele niepokojąco często są niepoukładani, uwikłani w afery i wyglądają na smutnych. Co do pierwszych dwóch - rozumiem, że stany około-oświeceniowe nie wpływają bezpośrednio na etykę zachowań i popędy. Czy można być jednak bardzo szczęśliwym i w dużej mierze wolnym od cierpienia, jednocześnie nie manifestując tego życzliwym usposobieniem, wybierając prostytutki nad rozkosz stanów medytacyjnych (#pdk) i/lub wyglądając na przybitego? Skąd wiedzieć, czy oni wszyscy nie okłamują nas lub samych siebie?

    4. Mogę sumiennie medytować przez godzinę dziennie, pięć dni w tygodniu. Po jakim czasie (szacunkowo) mogę spodziewać się pierwszych znaczących efektów?

    5. W jakim stopniu muszę obawiać się doświadczenia i/lub utknięcia w "dark night of the soul", a także innych, przejściowych lub trwałych problemów psychicznych? Ingram dość mocno przed nimi przestrzega, Culadasa i Shinzen wydają się mieć bardziej optymistyczne stanowiska. Pytam, ponieważ jestem podatny na obniżenie nastroju i reakcje nerwicowe, a teraz jest absolutnie najgorszy możliwy czas na pogorszenie stanu psychiki.

    6. W praktyce medytacyjnej oczekiwałbym jak najwięcej konkretów - zestawu konkretnych technik i narzędzi do wypróbowania, jednoznacznych metryk postępu, korekt bez ciągłego odpływania myślami (czy robię to poprawnie?). Wyobrażam sobie, że taka obiektywizacja praktyki może zadecydować o różnicy pomiędzy kilkoma latami chodzenia w kółko i kolosalnymi postępami. Czy naprawdę nie da się tego choć trochę zobiektywizować?

    7. Czy jesteście w stanie wzbudzić w sobie na życzenie i dłużej utrzymać "przedoświeceniowe" stany fantastycznego samopoczucia? Znam dwie kategorie: 8 jhan i metta. Czy są jeszcze jakieś inne? Ile czasu zajęła Wam praktyka, zanim nabyliście umiejętność ich wzbudzania w sobie? Czy są one faktycznie lepsze niż najlepsze standardowe doświadczenia (zwycięstwa, orgazmy, podróże i koncerty życia)? Czy ich doświadczanie może wymagać ich późniejszego "odchorowania" np. przez okres gorszego nastroju?

    8. Czy moglibyście udzielić mi jeszcze jakichś szczególnie interesujących informacji? Być może jesteście w stanie polecić cenne źródła dla osób z moimi priorytetami - albo projekty, którym warto się przyglądać?

    Z góry ogromne dzięki! @CarlGustavJung @Dreampilot @stowaryszenie_przebudzeni @KrolWlosowzNosa

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    W końcu, po miesiącach czytania skończyłem "Mastering the Core Teachings of the Buddha: An Unusually Hardcore Dharma Book" Daniela Ingrama (wydanie drugie uzupełnione). Zapraszam do recenzji.

    Podtytuł tej książki "An Unusually Hardcore Dharma Book" nie jest w żadnym przypadku przesadą. Opasłe tomisko, które spłodził Daniel Ingram, z wyjątkowo drobną na dodatek czcionką, jest niezwykłe i hardkorowe pod wieloma względami. Jest to z pewnością najbardziej ciekawa, nowoczesna, intrygująca i kontrowersyjna książka o Buddhadhammie jaką dane mi było przeczytać.

    Warto napisać parę słów o autorze, bo treść książki jest wysoce idiosynkratyczna i związana ze specyficznymi, można rzec reformatorskimi i w niektórych aspektach mocno kontrowersyjnymi poglądami autora (choć w dużej mierze zanurzonymi w różnych tradycjach buddyzmu, zwłaszcza Theravady) oraz jego nieco ekscentryczną postacią i osobowością. Daniel nie jest typowym nauczycielem Dharmy. Jest żonatym Amerykaninem, lekarzem pracującym na oddziale intensywnej terapii. Odbywał kilkanaście odosobnień zarówno w USA jak i Azji, sam także kilka prowadził, nigdy jednak nie był święcony na nauczyciela żadnej tradycji. Jako główne inspiracje wymienia Billa Hamiltona i Saydaw U Pandita, jr. u których pobierał nauki i praktykował.

    By zauważyć pierwszą i największą kontrowersję wokół Daniela, wystarczy spojrzeć na dół okładki recenzowanej pozycji. "The Arahant Daniel M. Ingram". Tak więc Daniel wprost, na okładce swojej książki, twierdzi że jest osobą przebudzoną, osobą, która doznała oświecenia w rozumieniu buddyjskim. Takie twierdzenia mówione wprost są wysoce kontrowersyjne w świecie buddyzmu, i (słusznie) zapalają u wielu ludzi czerwoną lampkę, przywodząc na myśl szereg szarlatanów, oszustów czy po prostu ludzi żyjących w ułudzie własnych osiągnięć duchowych. I ja osobiście zawsze byłem przeciwnikiem takich twierdzeń, a każdego, kto wprost deklarował przebudzenie skreślałem z listy zainteresowań. Daniel swoją argumentacją wyłożoną w książce, czy chociażby tutaj: https://www.integrateddaniel.info/talking-about-it zmienił moje podejście do komunikowania swoich osiągnięć. Zwrócił moją uwagę, że Przebudzenie jest niezwykle drażliwym tematem tabu, co jest zupełnie absurdalne i nieracjonalne. Skoro Budda i jego uczniowie mówili o tym wprost, skoro jest to coś, do czego wszyscy na ścieżce praktyki dążą, dlaczego udawać, że Przebudzeni gdzieś są, ale daleko, niedostępni, mityczni, ale ich nie wskazywać, dlaczego robić z tego taki problem? Oczywiście kwestia jest złożona i rozumiem w 100% argumenty za tym, by się takimi dokonaniami nie chwalić oraz by bardzo krytycznie i sceptycznie do nich podchodzić. I tak też uważa Daniel. Jednak nie należy dogmatycznie przekreślać każdego z tego typu stwierdzeń. Pamiętajmy, że bez "pochwalenia się" przebudzeniem przez Gautamę nigdy byśmy nie mogli poznać Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki.

    Stanowisko Ingrama jest zniuansowane, zupełnie racjonalne i nie wygląda na oszustwo. Nawet jeżeli nie jest on istotą Przebudzoną, kupuję jego argumentacje. Jednak należy podkreślić jeszcze jedną kwestię, która jest poruszana w sporym fragmencie książki. Ingram twierdząc, że jest przebudzony, jednocześnie w ogromnym stopniu wręcz brutalnie obdziera on koncept Przebudzenia z wielu idealistycznych przymiotów, które nadają tu w różnym stopniu właściwie wszystkie (ortodoksyjne, jak i modernistyczne) tradycje. Poświęca w książce cały ogromny rozdział o istniejących modelach Przebudzenia, nie szczędząc ostrej krytyki chociażby takim twierdzeniom jak to, że osoby Przebudzone są perfekcyjnie zbalansowani emocjonalnie, że są wolni od problemów psychologicznych, że mają niezrównane zdolności kognitywne czy są chodzącymi moralnymi ideałami. Krótko mówiąc - Ingram dekonstruuje w zasadzie każdy popularny mit o Przebudzeniu. Staje się ono w pewnym sensie mniej atrakcyjne, ale za to całkowicie osiągalne. Co zostaje u osoby Przebudzonej po tym całym obdarciu z idealistycznych przymiotów? Bezwysiłkowe, nieustanne i nieodwracalne postrzeganie Trzech Charakterystyk. Tylko tyle i aż tyle.

    Igram jest czołowym przedstawicielem dość młodego, choć płodnego i prężnie rozwijającego się w dzisiejszym zachodnim buddyzmie ruchu określanym jako "buddyzm pragmatyczny". Ludzie skupieni wokół społeczności internetowych (jak Dharma Overground założona przez Ingama czy subreddity r/streamentry i r/themindilluminated) podchodzą do Dharmy w, jak sama nazwa wskazuje, sposób pragmatyczny. Wieżą w skuteczność nauk i praktyk, wieżą więc w sukces i realne działanie i efekty tychże. Wieżą, że w dzisiejszym świecie nauczyciela Dharmy może zastąpić zwarta i krytyczna społeczność internetowa czy świeckich praktyków. Nastawieni są na praktykę i gotowi są odrzucić to co jest tradycyjne, lecz po prostu nie działa. Ontologiczne poglądy mają raczej zróżnicowane — są wśród nich sekularyzowani praktycy niewierzący w odrodzenie jak i osoby przyjmujące w pełni naukę o Karmie czy nadprzyrodzonych mocach.

    Duch pragmatyzmu, taki w stylu Jamesa, przenika myśl Ingrama i jest to coś, czym kupił mnie doszczętnie. Autor w dość dogłębny sposób przedstawia całość nauk Buddy, z mocnym naciskiem na praktyczną stronę ścieżki. Opisuje trzy treningi (moralny, koncentracji i wglądu), czynniki oświecenia, praktykę Kasiny, cztery szlachetne postawy, wspomniane trzy charaterystyki, pięć przeszkód i wiele innych. Opiera się na tradycyjnych tekstach takich jak Visuddhimagga, Abhidhamma czy oczywiście kanon Pali. Nie ma problemu jednak z czerpania garściami z tekstów Mahajany czy Wadżrajny, czy odniesienia się do tradycji sufickich lub mistyki chrześcijańskiej. Wszystko przeplatane jego niezaprzeczalnym ogromnym doświadczeniem w formalnej medytacji. Praktyka i praktyczne zastosowanie nauk to dominujący temat MTCB. Jednym z obszerniejszych fragmentów książki jest rozdział "progress of insight", gdzie Daniel opisuje niezwykle szczegółowo poszczególne etapy Wglądu, aż do ostatecznej realizacji. W każdym z etapów elaboruje on z niezwykłą dokładnością na temat fenomenologii poszczególnych wglądów, problemów pojawiających się w praktyce, wpływie medytującego, etc. Równie dokładnie i wyczerpująco traktuje rozdział o odmiennych stanach świadomości towarzyszących stanom wysokiej koncentracji znanych jako "jhany". Powracających w kilku momentach pozycji motywem jest etap "ciemnej nocy duszy", czyli krótko mówiąc, słabo zbadany, lecz występujący u intensywnych praktyków kontemplacji etap bardzo ciężkich przeżyć (ocierających się o zaburzenia psychiczne) związanych i/lub powodowanych praktyką. Nazwę tę Ingram zapożyczył od Św. Jana od Krzyża, który opisywał ów etap z perspektywy chrześcijańskiej mistyki, ale szeroko opisują go także teksty kanonu Pali. Kontruje on więc, sprzedawaną na zachodzie bajkę o wyłącznie pozytywnym wpływie medytacji i zerowych kosztach lub ryzyku z tym związanym.

    Mastering the Core Teachings of the Buddha to pozycja trudna w odbiorze, niezwykle gęsto napisana. Książka, pomimo ponad 800 stron drobnym drukiem, nie zawiera ani grama lania wody. Treść upakowana jest tutaj gęsto, jednocześnie przejrzyście i logicznie. Nawet jeżeli nie kupujemy przekonania Ingrama o swoim Przebudzeniu, uważam że to co ten człowiek spłodził jest warte przeczytania dla każdego, kto głębiej interesuje się buddyzmem i praktykami kontemplacyjnymi. Nie uświadczyłem jeszcze bardziej dogłębnej, kompleksowej pozycji z perspektywy człowieka Zachodu. Pozycja totalnie fascynująca i oferująca hardkową, trudną, bezkompromisową, lecz osiągalną i brzmiącą realistycznie ścieżkę do Przebudzenia. Czy podejmiesz wyzwanie?

    Ocena: 10/10

    Książkę za darmo można pobrać w formatach epub i mobi na stronie autora: https://www.integrateddaniel.info/book/

    #buddyzm #medytacja #recenzja #gruparatowaniapoziomu #ksiazki #religia
    pokaż całość

    źródło: 517lPE5zu9L._SX313_BO1,204,203,200_.jpg

    •  

      @Dreampilot: a to nie jest tak że vinaja była stworzona dość późno, a do tego czasu nie było specjalnie zasad? Zresztą z tego co wiem sutty opisują także świeckich arahatów i Budda zachęcał ludzi świeckich do praktyki

    •  

      @CarlGustavJung:
      Tradycja twierdzi że cały Kanon (i w tym Vinaja) już był ułożony na pierwszym soborze kilka tygodni po Parinirvanie Buddy ale jest to mało prawdopodobne i buddologia przyjmuje że ostatecznie był zredagowany dopiero na trzecim soborze w Pataliputrze za panowania Asioki w III w. przed Chr.Ostatecznie został spisany w pali na Cejlonie w I w. przed Chr. Istniała jeszcze całkiem niezależna Tripitaka w sanskrycie ale nie przetrwała w całości do naszych czasów chyba że weźmiemy pod uwagę tłumaczenia w kanonach tybetańskim i chińskim.
      Nie ulega wątpliwości że Budda ustalił pewne reguły i głosił nauki (przecież nauczał ponad 40 lat przemierzając dolinę Gangesu) i na wspomnianym pierwszym soborze w Radżagrysze archaci zebrali to co powiedział Mistrz na razie tylko w dwóch Koszach (Vinaja i Sutry, bez Abhidharmy).Wyglądało to w ten sposób że mnich Upali którego zadaniem było zapamiętywanie reguł ustanowionych przez Buddę wymieniał gdzie, komu i przy jakiej okazji dana reguła została powiedziana i cytował jej treść która została zapamiętana przez zgromadzonych.Podobnie Ananda recytował nauki (Sutry).

      Aby zrozumieć co nauczał Budda trzeba przyjrzeć się jego ścieżce duchowej.Po opuszczeniu pałacu studiuje samkyję przedklasyczną, u innego mistrza jogi zgłębia stany medytacyjne.Następnie zgodnie z duchem epoki praktykuje skrajną ascezę, jak mówi legenda, jedząc “ziarnko” ryżu dziennie.Będąc już bliski śmierci słyszy gdzieś w oddali jak mistrz mówi do ucznia że struna w sitarze powinna być nie za luźna ani nie za napięta.Wtedy przychodzi olśnienie -- pojął że kluczem do sukcesu jest Ścieżka środka.Czyli jak można wywnioskować z tego co do tej pory praktykował nie skrajne umartwienia ani nie życie pana domu z rodziną tylko stan mnicha.I w tym kierunku historyczny Budda wskazuje.

      Świeccy w czasach Buddy i długo po nim nie byli nauczani medytacji.Ta praktyka była tylko dla bhikkhu.Upasaka mógł wspomagać materialnie sanghę i przestrzegać reguł a nawet czcić lokalne bóstwa.Mógł przestrzegać jednej lub kilku reguł.Reguły nie były rozumiane jako wskazania jak współcześnie ale jako mocne śluby.Dla mnicha złamanie jednego z Czterech wielkich zakazów skutkowało usunięciem ze wspólnoty.Ponadto mnichów obowiązywała spowiedź publiczna raz w miesiącu.

      Świeccy wyznawcy uzyskali większą swobodę praktyk, w tym medytacji, dopiero w momencie nastania liberalnej Mahayany (I w. przed Chr.), a tym bardziej w chwili wyodrębnienia się Vajrayany (VII w.) ale już w tym okresie termin Arahat nie pojawia się gdyż jest on związany ze starym buddyzmem Theravady i hinayany i nastąpiła zmiana ideałów buddyjskich.Wielu świeckich medytowało i studiowało sutry i tantry.Wielu lamów w Tybecie w szkole Ningmapa jest osobami świeckimi z rodzinami a pomimo to niektórzy spędzili ¼ życia na odosobnieniach.

      Czy wczesny buddyzm i południowa tradycja Theravady w południowej Azji mówi w swoim kanonie palijskim o świeckich arhatach? Poniżej znajdziesz dyskusję, cytaty i odniesienia i pokrywa się to z tym co napisałem.

      https://discourse.suttacentral.net/t/lay-arahants-why-not/2696/14
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    W podcaście poniżej Culadasa, nauczyciel medytacji i autor "The Mind Illuminated", radzi jak radzić sobie z niepokojem, paniką, śmiercią i izolacją w czasach pandemii.

    0:55 - Guidance for those who are afraid or panicked,
    04:37 - Meditation strategies for working with fear, 09:24 - Guidance for those who are sick, 20:39 - Guidance for those who are dying,
    28:04 - Guidance for those in isolation,
    30:24 - Concluding comments.

    #buddyzm #medytacja #themindilluminated #mindfulness #koronawirus
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Medytowałem przez godzinę i doszło do mnie coś co kiedyś już pojąłem, ale przez zaniedbanie praktyki zgubiłem. Ciężko opisać takie doświadczenie słowami, ale gdy się to "widzi" ma się wrażenie że przypomniało się coś oczywistego i myśli się "jak ja mogłem zapomnieć".
    Chodzi o pojęcie tego czym się na prawdę jest. Wyciszenie, stan bez dążenia do czegokolwiek, poprostu bycie, znów pozwoliło mi zrozumieć że nie jestem ani ciałem, ani umysłem, lecz rzeczywistością (każdy jest) . Jakkolwiek brzmi to jakbym coś palił, to jest to najważniejsza rzecz, która każdy powinien doswiadczeniem pojąć.

    #medytacja #filozofia #yoga #buddyzm
    pokaż całość

    •  

      @Meanwhile: nie chodzi o to żeby skupiać się na oddychaniu tylko na obserwowaniu oddechu. Jak to działa, nie wiem, ale w jakiś sposób oddech jest połączony z myśleniem - gdy się uspokaja, uspokaja się umysł, a gdy go obserwujesz, to się uspokaja. Tak mówili już w starożytności w Indiach i z mojego doświadczenia jest to prawda, działa.

    •  

      @RandyBobandy: jest jeszcze druga kwestia: bez obserwatora nie jest możliwe żeby cokolwiek istniało. Potencjalny byt dopiero nabywa formy, jeśli coś może stwierdzić jego istnienie. W tym sensie nie ma wszechświata bez świadomości, która go obserwuje. Biorąc to pod uwagę i to co wyżej napisałem, każdy z nas jest wszechświatem który obserwuje siebie.

      źródło: youtube.com

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Szczypta buddyjskiego rozsądku i trzeźwego podejścia w tym zajobie #koronawirus

    #buddyzm

    źródło: youtube.com

  •  

    jaka ładna #sztuka
    trochę bez wstydu
    a trochę z

    #plaskorzezba #rzezba
    #buddyzm ?
    #orient

    źródło: piqsels.com-id-sunbr.jpg 18+

  •  

    "Żyjemy w świecie pełnym wyzwań. Codziennie obserwujemy zmieniający się świat. Czasami zmiany są trudne do zaakceptowania, a czasem przynoszą wiele korzyści. Budda powiedział, że musimy zaakceptować zmiany i warunki, jakie nas spotykają. Jeśli ktoś odrzuca zmiany i warunki, z pewnością napotka również cierpienie." - JongMae Kunsunim (patriarcha szkoły zen taego buddyzmu koreańskiego)
    #cytaty #buddyzm #zen
    pokaż całość

  •  

    Dezinfekcja świątynia koreańskiego buddyzmu w Japonii. Ograniczone ceremonie dla osób świeckich. Zdjęcie od zaprzyjaźnionego opata.
    #japonia #korea #koronawirus #koreapoludniowa #coronavirus #2019ncov #buddyzm #zen

    źródło: 1582708971272.jpg

  •  

    "Jeśli ja nie zejdę do piekieł to kto inny uratuje tkwiące tam czujące istoty?"

    Bodhisattwa Ksitigarbha to jedna z kluczowych postaci w buddyzmie. Jest znany m.in. ze złożenia slubowan, że nie osiągnie ostatecznego oświecenia (nie przerwie cyklu narodzin i smierci) do momentu aż wszystkie istoty nie będą wolne i pierwsze się nie przebudza. Slubowal odradzac się w pieklach aby móc otwierać umysły tamtejszych istot.
    Owy bodhisattwa jest autorytetem dla działań naszego stowarzyszenia możnaby powiedzieć że jest swego rodzaju patronem. Tak jak on starał się pamiętać o tych którzy mają najciezej i o tych o których wszyscy zapomnieli tak my wchodzimy do zakładów karnych aby pomóc wyjść na prosta osadzonym.
    #ciekawostki #buddyzm #zen #wiezienie #cytaty
    pokaż całość

    źródło: 1582483168822.jpg

  •  

    Fragment listu od więźnia (archiwum)
    TL/DR

    pokaż spoiler Znaczki pocztowe to waluta, podstawowe potrzeby to kawa a później Playstation, polityką nikt się nie interesuje chyba, że akurat jakiś Janusz robi sensację to oglądają TV i czytają gazety dla beki.


    (...) No cóż, zacznę od tego, że w moim aktualnym świecie (15 czerwca br. minie 3 rok mojego zamknięcia) większość osób jest skupiona na zaspokajaniu swoich podstawowych potrzeb, na które składają się: zdobycie dodatkowego jedzenia, papierosów oraz kawy i to niekoniecznie w tej kolejności jak wymieniłem powyżej. Myślę, że zupełnie nie zdaje sobie Pani sprawy, jak okropne rzeczy mogą robić ludzie, aby zdobyć np. parę papierosów czy też „zasypę kawy” (dwie do trzech łyżeczek kawy). Podam Pani krótki przykład: w zakładach karnych typu zamkniętego (to takie, gdzie 23 godziny na dobę spędza się w celi oprócz 1 godziny spaceru), przy apelu porannym jedna osoba podaje oddziałowemu wszystkie zebrane listy, prośby, wnioski itp. karteczki. Proszę sobie wyobrazić, że jedna z osób podających zazwyczaj nie podawała wszystkich listów, ukrywała 2 lub 3 listy prywatne, następnie odklejała z nich znaczki, które sprzedawała na spacerze po 2 papierosy za znaczek, a listy niszczyła i wyrzucała. Powiem pani, że nawet mnie ta sytuacja zaskoczyła mimo różnych sytuacji, które przeżyłem w trakcie mojego pobytu, ale cóż pomysłowość złodziei nie zna granic. Podałem ten przykład po to, aby pokazać Pani jakie są priorytety w więzieniu. Natomiast jeżeli ktoś jest zabezpieczony w te „podstawowe” artykuły, to zazwyczaj skupia się na kolejnych priorytetach, na które składają się: granie w playstation, siłowania lub inne ćwiczenia, następnie słuchanie rapu lub techno no i oczywiście seriale, wśród których liderem jest „Pierwsza miłość”. Czy zauważyła tu Pani oglądanie wiadomości, czytanie gazet czy książek? Nie, ponieważ to jest niepotrzebne w tym świecie. Istnieje jeszcze jedno zapotrzebowanie, teraz w trakcie terapii dowiaduję się o tym całkiem sporo- używki- alkohol (ale to mniej), ale dopalacze, psychotropy, trawka i wiele, wiele innych stanowią bardzo groźny i, wydaje mi się, narastający problem, z którym system penitencjarny nie daje sobie rady. Tak więc Pani Magdo, tu tak naprawdę nikogo nie interesuje polityka, no chyba, że ktoś jest tak zabawny i inny jak teraz Janusz Korwin-Mikke, a wcześniej Janusz Palikot (co z tymi Januszami :)). Oczywiście nie generalizuję, napotkałem parę osób, które były inne (nie źle), były normalne. Ale przez 3 lata policzę te osoby na palcach jednej ręki, no może dwóch. Zazwyczaj są to osoby, które podobnie jak ja nie „układają” sobie życia w więzieniu, nie przyklejają np. zdjęć osób najbliższych na ścianach, osoby, o których piszę, żyją życiem poza murami, a w związku z tym tutaj są inne, no i mają trudniej. Ale to jest mikroskopijny procent, nie mam na dziś pomysłu, co należy zrobić, aby resocjalizacja w naszym kraju zaczęła rzeczywiście działać. Wiem na pewno, że trzeba opracować jakiś system, jakieś procedury, które pomogą w odnalezieniu takich osób, o których wspomniałem powyżej, a u których następuje niestety coraz większa demoralizacja. Ale wróćmy do naszego tematu przewodniego, mój punkt widzenia jest taki, że problemy świata zewnętrznego większości tu nie interesują, no chyba, że dostaną parę papierosów lub kawę :).
    (...)

    #wiezienie #zen #buddyzm #wolontariat #ciekawostki #polityka #listy
    pokaż całość

  •  

    Jednym z elementów podczas treningu przed przyjęciem święceń przez mnicha buddyjskiego zen jest wykonanie 1000 pokłonów. Akolici idą powoli kamienistą ścieżka górska wykonując co każdy krok 1 pokłon do samej ziemi.
    Innym razem podczas recytacji przyjętych wskazań klęcza kilka godzin na placu, nie raz w największym słońcu.
    Podczas 4 tygodniowego treningu robią dodatkowo średnio 100-500 pokłonów dziennie.
    Jest to element dyscypliny ciala-umyslu.
    #buddyzm #zen #religia #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: 1582228396793.jpg

  •  

    @Niewiemja, wysyłam Ci Mette tak wielką jak droga górami z Bielska do Sanoka( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #buddyzm

    źródło: IMG_20200216_101833.jpg

  •  

    Kurwa #buddyzm @KrolWlosowzNosa @stowarzyszenie_przebudzeni jak sie od jakiegoś czasu czuje jak główny bohater dnia świra to co robić? Jestem waszym kuzynem w wierze stoikiem ale już mnie chuj strzela

    źródło: youtube.com

  •  

    Świątynia Stup w Korei. Cały teren zajmują pobudowane stupy. Konstrukcje to jedynie postawione na sobie kamienie, nie mają żadnej zaprawy ani kleju które utrzymywalyby je w jednej stabilnej formie.
    #ciekawostki #korea #buddyzm #zen

    źródło: 1581615360249.jpeg

  •  

    https://www.wykop.pl/link/5334419
    #japonia #zen #buddyzm #wojna #historia
    Bushido i opis nieskazitelnej postawy samurajów to mit. Znajoma poczyniła badania przedstawiające to zagadnienie. Wiele dokumentów o starożytnych samurajach było sfałszowanych a opowieści wymyślanie na potrzeby wywierania wrażenia na przeciwku podczas wojny w XIX w.
    Zapraszam do przeczytania artykułu oraz wykopania
    pokaż całość

    •  

      @KrolWlosowzNosa: Zgoda, dobre tłumaczenie jest potrzebne ale tłumacz musiałby być wysoko wykwalifikowany żeby to miało sens. Tymczasem np. facebookowa grupa "The Mind Illuminated Polska" ma zaledwie 13 członków.

      Od 1 wydania w 2015 chyba nie ukazało się żadne tłumaczenie a oprócz zwykłej papierowej książki są angielskie audiobooki i wersje elektroniczne. Nasuwa się przypuszczenie że autorzy nie chcą powieżać tej pracy byle komu. Książka ma najwyższe oceny na Amazonie w dziale buddyzm więc na pewno zainteresowanych jest wiele wydawnictw których przekłady bez problemu sprzedałyby się. Ale autorzy najwyraźniej mają inną wizję.

      Wydaje mi się że bariera językowa dla osoby zdeterminowanej nie powinna być przeszkodą. Pamiętam jak będąc nastolatkiem uczyłem się angielskiego tłumacząc książki o Kung Fu uskrzydlony entuzjazmem. Nie miałem angielskiego w szkole i zaczynałem prawie od zera. Każde słowo musiałem znaleść w grubym słowniku i próbowałem sklecić jedno zdanie. Wtedy nie było takich luksusów jak internetowe słowniki itp.
      pokaż całość

    •  

      @Dreampilot: nie wiem wiele o tłumaczeniu, ale wydaje mi się, że skoro mamy ludzi tłumaczących poezję, to i tu dlaibyśmy radę. Oczywiście niezbędna byłaby tu odpowiednią wiedza i dostateczna wrażliwość dla tematu.

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    #buddyzm
    „Wszystkie istoty ludzkie, którym dane było się urodzić na tej Ziemi, żywiły lub żywią równie błędne co powszechne przekonanie, że aby najszczęśliwiej przeżyć swe życie, należy starać się unikać bólu i zapewnić sobie wygodę i spokój. Tę samą prawidłowość da się zaobserwować w świecie zwierząt. Wszystkie istoty są pod tym względem podobne.
    Można jednak wybrać znacznie bardziej interesujące i współczujące, bogatsze i radośniejsze podejście: spróbujmy obudzić w sobie ciekawość, nie bacząc na to, czy przedmiot naszych dociekań jest przyjemny czy też nie. Przestańmy koncentrować się na rzeczach małych, porzućmy uprzedzenia, przestańmy kurczowo trzymać się myśli, że życie zawsze musi zawsze toczyć się z naszym planem. By żyć pełniejszym, bogatszym w doznania, ciekawszym życiem, musimy uświadomić sobie, że czaka nas wiele radości i bólu, których trzeba doznać, jeśli chcemy dowiedzieć się, kim jesteśmy i jaki jest ten świat, jak działa mechanizm naszego życia i mechanizm świata. I jak z tym wszystkim naprawdę jest. Jeżeli za wszelką cenę będziemy szukać tylko wygody i bezpieczeństwa, w momencie najmniejszego zagrożenia rzucimy się do ucieczki i nigdy nie dowiemy się , co naprawdę było po drugiej stronie tego muru, tej bariery – naszego strachu.
    Podejmując praktykę medytacji czy inną formę pracy nad swoją duchowością, ludzie często sądzą, że to ich zmieni, że w jakiś sposób staną się lepsi. Oznacza to pewnego rodzaju subtelną agresję skierowaną przeciw osobie, która naprawdę jesteśmy. To trochę jakby powiedzieć: Jeśli będę uprawiać jogging, stanę się lepszy”, albo „gdybym mógł mieć ładniejszy dom, byłbym lepszy”, lub „Gdybym mógł medytować, uspokoiłoby mnie to i stałbym się lepszy”. Scenariusz może też być następujący: szukamy winy w innych. Mówimy na przykład” „Gdyby nie mój mąż, miałabym bardzo udane małżeństwo”, lub „Praca, którą mam, byłaby wspaniała, ale mój szef i ja nie możemy się dogadać”, albo też: „Medytacja wychodziłaby mi wspaniale, gdyby nie stan mojego umysłu”…
    Miłująca życzliwość (maitri) – skierowana ku samemu sobie, nie oznacza wcale, że powinno się coś w sobie zanegować czy odrzucić. Maitri oznacza, że możemy zaakceptować swoje szaleństwo. Możemy zaakceptować swoją złość. Możemy zaakceptować swoje zahamowania, swoją zazdrość, poczucie niskiej wartości. Nie chodzi o to, by próbować na siłę siebie zmieniać. Praktyka medytacji nie polega na negowaniu siebie po to, by stać się kimś lepszym. Polega na zaprzyjaźnianiu się ze sobą, takim, jakim się jest. Podstawą praktyki jesteś ty – czy ja – kimkolwiek w tym momencie jesteś i dokładnie taki, jaki jesteś. To podstawa, to przedmiot naszych badań, temat, który zgłębiamy z niezmiernym zainteresowaniem i ciekawością.
    W kręgach buddystów termin „ego” nabiera niezmiernie pejoratywnego znaczenia, odbiegając od rozumienia tego pojęcia przez Freuda. Jako buddyści mówimy” „Mam mnóstwo problemów z moim ego”. Można by więc powiedzieć: „Cóż w takim razie wystarczy się go wyzbyć. To wszystko rozwiąże”. To jednak nie tak – rzecz nie w tym, by wyzbyć się ego, ale aby zacząć się interesować, by dociekać, by siebie drążyć.
    Ścieżka medytacji i ścieżka naszego życia to ciekawość, wieczne dociekanie. Podstawą jesteśmy my sami. Jesteśmy tu po to, by zgłębiać i poznawać siebie – i to własnie teraz, nie później. Często słyszę: „chciałem przyjść porozmawiać, chciałem napisać list, chciałem do ciebie zadzwonić, ale czekałem na moment, kiedy będę gotów”. Myślę wtedy: „No, jeśli jesteś do mnie choć trochę podobny, to możesz sobie tak czekać całą wieczność!”.
    Przyjdź niegotów! Sztuka polega na tym, by umieć się przebudzić, otworzyć na tę niegotowość. Jednym z ważniejszych rezultatów medytacji jest uświadomienie sobie, jak nieustannie uciekamy od tu i teraz, jak boimy się być – będąc zwyczajnie sobą. Ale problem nie tkwi w tym, ze tak jest. Problem w tym, żeby to zobaczyć”.

    Pema Cziedryn – MĄDROŚĆ NIEUCIEKANIA
    pokaż całość

  •  

    Jedna z pań, która opuściła jakiś czas temu zakład karny trochę słabo przędzie. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dopiero odnajduje się na wolności.
    Już w zakładzie karnym dostarczaliśmy jej mulinę i płótna pod nią do dziergania obrazów. Chcieliśmy ją wesprzeć na start i podarować jej jeszcze trochę muliny i płócien, żeby miała zajęcie, coś na wypełnienie czasu między pracą a obowiązkami domowymi.
    Jeśli chcielibyście nas wspomóc mulinę i płótna możecie przesyłać na nasz adres, a my to przekażemy dalej; bądź przesłać dowolną kwotę z tytułu "Darowizna".

    Stowarzyszenie "Przebudzeni"
    ul. Jelenia 38/29
    54-242 Wrocław

    Nr konta: 44 2490 0005 0000 4530 6011 8823

    #buddyzm #zen #medytacja #wolontariat #wiezienie #szycie #szydelkowanie
    pokaż całość

  •  

    Hej!
    Książka "Słowa ciszy" - zen w więzieniu; to zbiór wybranej korespondencji i wypowiedzi więźniów i wolontariuszy na przestrzeni 15 lat naszych działań.
    Niżej zamieszczam dla Was 2 linki; 1 to informacja w jaki sposób możecie zamówić książkę w wersji papierowej. Fajnie jeśli darowizna pokryje chociaż koszta produkcji tj. ok 14zł/szt + wysyłkę.
    Jeśli szkoda Wam kasy ale jesteście ciekawi ( ͡° ͜ʖ ͡°); szanujecie drzewa bądź po prostu wolicie ebooki również niżej link do darmowej wersji elektronicznej.
    Miłej lektury Mirki!
    Papierowa
    eBook
    #zen #buddyzm #wolontariat #medytacja #wiezienie
    pokaż całość

    źródło: okladka-724x1024.png

  •  

    Hej! Jestem mnichem buddyjskim zen i prowadzę Stowarzyszenie pomagające osobom wykluczonym w powrocie do społeczeństwa. Głównie są to osoby osadzone w zakładach karnych.
    Od czasu do czasu postaram sie wrzucic jakis ciekawy list albo historie ;)
    #wolontariat #zen #buddyzm #religia #wiezienie

  •  

    #buddyzm o nirwanie/samsarze damien keown

    źródło: 1580897967172.jpg

  •  

    Cztery szlachetne prawdy
    1) życie jest cierpieniem
    2) cierpienie jest wynikiem pragnienia
    3) można położyć kres cierpieniu
    4) istnieje droga która prowadzi do ustania cierpienia
    #buddyzm

  •  

    polski cmentarz wojenny w Bolonii

    #wojsko #historia #buddyzm

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Odkryłem istotę działania karmy, szczęścia oraz cierpienia i chcę się tym z Wami podzielić.

    Jak to jest z tym dobrem i złem?
    Otóż świat rzeczywisty jaki znamy posiada ważną cechę. Tą cechą jest swoista konceptualna dwojakość, naturalna dwoistość. Ta dwoistość jest wszędzie i można ją dostrzec już na pierwszy rzut oka. Mamy niebo i ziemię, jest prawo i lewo, noc i dzień, lato, zima itd. Ci, którzy potrafią między czernią i bielą widzieć odcienie szarości, są na ciut lepszej pozycji. Od tej dualności jest jednak mimo wszystko uzależnione całe nasze postrzeganie, myślenie i działanie. Rzecz w tym, znowu jednak, że owa dwoistość, pomimo tego jak dobitnie jest namacalna, u swojej postawy jest jedynie... pozorna. Od wewnątrz jest całkowicie rzeczywista, ale od zewnątrz okazuje się być czymś zupełnie innym. Bowiem, gdzie nie ma góry, tam nie ma doliny. Góra może być górą tylko względem doliny, tak dolina jest doliną tylko, gdy stoi przy niej góra. Jedno nie może istnieć bez drugiego i jedno drugie napędza. Gdy zatrzyma się któreś z dwóch, przestaną istnieć obydwa. Gdy zburzymy górę, dolina stanie się tylko równiną. A góra i dolina razem, są pięknym krajobrazem. Czy dobro nazwalibyśmy dobrem, gdyby nie było postawione w opozycji do zła? Taką dwoistością jest także szczęście i cierpienie. Karma to cykl narodziny-śmierć, ale mówiąc na nasze, to cykl szczęście-cierpienie.

    Jak działa karma?
    Każda istota żywa u swojej podstawy jest identyczna i odczuwa zarówno cierpienie, jak i szczęście w identyczny sposób. Dla każdej istoty szczęście, lub cierpienie może być czymś innym, bo każda istota jest inna, lecz finalnie cierpienie jest cierpieniem, a szczęście jest szczęściem. Nie będę wyrządzać krzywdy innym ludziom, bo wiem jakim cierpieniem jest zostać skrzywdzonym. Będę przyjacielem dla ludzi, bo wiem jakim szcześciem jest otrzymać przyjaźń. Myslę, że nikomu te pojęcia nie są obce.
    Każda istota przechodzi wielką podróż od zera, do poznania istoty rzeczy. Do poznania istoty rzeczy prowadzi mądrość wynikła z doświadczeń. Dla mnie pojęcia "istota rzeczy" i "mądrość" są sobie równe i tożsame, ale upraszczając nie mieszajmy ich ze sobą. Podczas tej wędrówki każdy zdobywa jakieś doświadczenie, które samoczynnie na tą mądrość się przekłada. Bezpośrednim skutkiem tej mądrości jest świadome zaprzestanie robienia rzeczy, których ta mądrość nakazuje nie robić, ponieważ są one przyczyną cierpienia. Istnieją dwa sposoby zdobycia mądrości. Pierwszym sposobem jest dążenie do niej z własnej inicjatywy i analizowanie świata w myśl bycia dobrym człowiekiem i dla dobra jego całości - włącznie z samym sobą, w tym rozwijanie się w tym kierunku. Drugim sposobem jest oberwanie od karmy po tyłku, czyli dostanie brutalnej lekcji od samego życia. Innymi słowy - jeśli sam się z własnej wolnej woli nie nauczysz, nauka sama przyjdzie do ciebie, w innej formie. Zostanie Ci zwrócone cierpienie, które wygenerowałeś swoimi czynami, a te są powodem tego, że nie posiadłeś mądrości i to cierpienie ma Cię jej nauczyć. Tak, mądrość w myśl dalszego istnienia musi dotrzeć. Jeśli mimo wszystko ona nie dociera, istnienie osuwa się w nieistnienie. Na tym polega wolna wola.* Dociekanie sprawiedliwości jest więc samo w sobie działaniem karmy, jej mechanizmem i działa on poprzez każego z nas pomimo tego, że nie jesteśmy tego świadomi. Z tej wiedzy wynika także współczucie i przebaczenie. Ta wiedza pozwala czytać karmę innych ludzi jak otwartą księgę. Gdy widzi się człowieka, który powoduje wiele cierpienia innym, jest wiadome jakie cierpienie musi doświadczyć, aby zostać nauczonym. Widać ile cierpienia ten człowiek powoduje w gruncie rzeczy samemu sobie, przez swoją niemądrość. Nie jest winnym ten, który nie miał możliwości wiedzieć, że popełnia zły czyn. Winny jest ten, kto popełnia czyn zły będąc świadomym jego konsekwencji. Tak rodzi się współczucie. Nikomu nie życzę cierpienia. Dlatego dzielenie się mądrością jest rzeczą niezwykle szlachetną, to dawanie innym możliwości uniknięcia cierpienia, jest moralnym dobrem. Zdobycie mądrości i zaprzestanie tworzenia cierpienia to opuszczenie kręgu karmy. Opuszczenie kręgu karmy to ustanie cierpienia. Szczęście, to brak cierpienia.

    *

    pokaż spoiler Mozna dywagować, czy wolna wola jest w istocie wolna, czy jest wolna jedynie z pozoru. W rzeczy samej jest to niestotne, bowiem wolna wola jednocześnie daje wolność wyboru jednego z dwóch kierunków - co też jest kolejną pozorną dwoistością, ale już na poziomie samego istnienia wszechrzeczy - jednak jednocześnie wydaje się być zdeterminowana poprzez karmę i ją urzeczywistniać. Tak oto powstaje sam z siebie nigdy niepoznany i chaotyczny "plan", który nie jest żadnym z góry ustalonym wcześniej planem.


    Jak postąpić, gdy nie wiadomo czy postępuje się słusznie? Co z ludźmi z wyboru złymi, lub tymi, którym nie da się przekazać mądrości?
    Pomiędzy dobrem i złem istnieje subtelna granica. Tą granicą jest moment, gdy nasze świadome czyny przestają wynikać z mądrości / istoty rzeczy, a zaczynają wynikać z ego, czyli z gniewu, smutku, także nadmiernej radości, emocji, ale też konceptualnego dwoistego myślenia, które bez odpowiedniego stosunku do zdobywania obiektywnej wiedzy może zaprowadzić na manowce. Każdy w swojej wędrówce ma swój osobisty punkt, etap, w którym się znajduje. Jeśli człowiek na względnie dalekim etapie spotka człowieka na względnie niskim, możliwe, że będą dziać się złe rzeczy. Jeden drugiego wykorzysta, drugi na pierwszego się wkurzy, obrazi, coś mu wytknie, albo go zruga, zadziała karma, będzie złość, smutek, płacz, gównoburza - przeciąganie cierpienia. Stąd, wyrozumiałe i dobre nauczanie, pełne współczucia dzielenie się mądrością w reakcji na zło, zamiast dociekania karmicznej sprawiedliwości, jest absolutną kwintesencją przebaczenia i jest ogromnym moralnym dobrem. Jeśli jednak pomimo starań nie możesz kogoś zmienić, to nie możesz kogoś zmienić - zmieni go ktoś inny, lub coś innego zgodnie z tym, co za jego uczynki wyznacza mu karma. Gdy zauważysz, że zrobiłeś wszystko co w twojej mocy, możesz odejść pozostawiając tą osobę jej własnemu biegowi wydarzeń. Możesz to zrobić z czystym sumieniem. Człowiek posiadający tą mądrość posiada wiecznie czyste sumienie.
    Ważne jest jednak podążanie drogą środka. Nie wolno być nadgorliwym. Nie wolno sprawiać cierpienia samemu sobie w imię naprawy kogoś. Nie wolno zaniedbywać własnego życia by walczyć z wiatrakami, ani obarczać się winą za niemożność zrobienia dobrego uczynku. Takie cierpienie kumuluje się podwójnie, tworzenie go jest bezpodstawne. Brak reakcji i ignorancja także nie są dobre. Przyzwalanie na zło jest postawieniem się po jego stronie. Tak więc należy robić to, co jest konieczne i wystarczające, ale jednocześnie jest maksimum. Wszystko ma swój konkretny cel. Człowieka z wyboru złego, lub niereformowalnego można poznać po tym, jak bardzo poprzez swoje czyny przekracza tą granicę, jak bardzo potrafi zadawać cierpienie innym w imię zaspokajania swoich** pragnień, które w zależności od etapu w wędrówce mogą być mniej, lub bardziej przyziemne.
    Należy się łączyć w tej mądrości i wspólnie ją realizować, wzbogacając i uzupełniając ją o kolejne jej części, wynikłe z doświadczenia innych ludzi. Należy współczuć i przebaczać. Należy przyjaźnie kochać świat, wszyscy nim jesteśmy. Należy dążyć do poznania mądrości, stać się jej naturalnym przykładem i przekazywać ją innym wymazując ich przewinienia i cierpienie, które może na nich czekać. Dobro wraca, zawsze.

    **

    pokaż spoiler swoich pragnień - pragnień swojego ego. Żądzy pieniądza, pragnienia posiadania majątku, ogromnej chawiry z basenem, żony o ciele modelki, ale też ultramądrego dziecka itp. Ojciec, który nadgorliwie pragnie mądrości dziecka, próbując mu ją na siłę wklepać sprawi mu jedynie krzywdę i cierpienie, ale także sobie, bowiem wróci ono do niego poprzez dziecko.


    Pozdrawiam i życzę pogodnej wędrówki!

    Troszkę tagów dla zasięgów ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #filozofia #swiat #socjologia #psychologia #ciekawostki #rozwojosobisty #rozwojosobistyznormikami #karma #buddyzm #przegryw #logikaniebieskichpaskow #niebieskiepaski #logikarozowychpaskow #rozowepaski

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania jak dla mnie karma to zwykle tlumaczenie sobie zjawisk tak jak kiedys ludzie tlumaczyli rozne zjawiska bogiem (np pioruny=zeus)

      Wiara w karme prowadzi do przerzutow sumienia i niczego wiecej. Nigdy nie jest tak ze cale zycie jest strasznie zle i nie ma w nim nic pozytywnego. Na odwrot tez nie ma, nie jest szczesliwe bez przerwy bo zawsze trafi sie gorszy moment. Wierzac w karme po prostu gdy przytrafi nam sie cos zlego po prostu szukamy winy w sobie, np zostalem pobity wracajac z pracy przez to ze smialem sie z kogostam, albo zgubilem portfel bo zdradzilem zone, karma wraca itp. Gdzie tak naprawde zadne z tych dzialan nie ma na siebie wplywu.

      Nie chce mi sie wiecej rospisywac to tak w skrocie zdanie moje wlasnie
      pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania karma jest dla frajerów i biedaków.

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Nie musisz podążać za rozdrabniającym się (niespokojnym) umysłem. Umysł porusza się po swoim własnym, zamkniętym torze, obraca się po kole. To samsara vatta – niekończący się cykl narodzin i śmierci. Otacza umysł całkowicie. Jeśli próbujesz swój umysł gonić, gdy tak się obraca, czy możesz go złapać? Czy możesz dotrzymać mu choćby kroku, skoro porusza się tak szybko? Spróbuj biec za nim i zobacz, co się stanie… To, co musisz zrobić, to znieruchomieć i pozwolić umysłowi krążyć „na własną rękę”. Wyobraź sobie, że umysł to mechaniczna zabawka, która może poruszać się po okręgu. Jeśli mogłaby poruszać się coraz szybciej, to ty nie byłbyś w stanie dotrzymać jej kroku. Ale tak naprawdę nie musiałbyś jej gonić. Mógłbyś po prostu zatrzymać się. Jeśli stanąłbyś nieruchomo w środku okręgu, widziałbyś ją za każdym razem, kiedy będzie cię mijała. Jeśli starałbyś się za nią biec, to im bardziej chciałbyś ją złapać, tym bardziej by ci umykała.

    Ajahn Chah

    #medytacja #buddyzm #psychologia
    pokaż całość

  •  

    Jestem sobie w Indiach, nie, i tak mnie zastanawia jedną rzecz. Byłem już w kilkunastu miastach - w tym świętych miastach, odwiedziłem też wiele świątyń: hinduistycznych, buddyjskich i innych. Naprawdę wiele młodych obcokrajowców jakich spotykam to ludzie którzy wydają się mieć poglądy lewicowe (przynajmniej światopoglądowo). Nie będę to używał popularnego na tym portalu słowa lewaki, bo nie moją intencją jest to obrażanie kogokolwiek. Oceniam to nie tylko po wyglądzie (typowo hipisowski styl bycia, dready, kolorowe koszulki, chodzenie na bosaka, wegetarianizm itd). Także po tym co mówią (oczywiście nie rozmawiałam że wszystkimi) np o prawach lgbt, prawach kobiet itd.

    No więc ci ludzie wydają się zafascynowani tymi religiami i elementami pokrewnymi jak medytacja czy joga (nie - joga to nie tylko ćwiczenia). Robią kursy, chodzą na jakieś rytuały w świątyniach itd. Podobnie było w Tybecie, Nepalu, czy Mongolii.

    Nie do końca to rozumiem, bo mam wrażenie, że środowiska lewicowe, przynajmniej w Polsce, walczą z religią - akurat u nas katolicka. Wyśmiewają zagorzałych katolików, modlące się kobiety nazywają dewotami i podkreślają potrzebę rozdziału religii od państwa. Jednocześnie w moim mniemaniu ci sami ludzie zachwycają się modlącymi mnichami w Tybecie czy podziwiają hinduistyczne rytuały nad Gangesem. A taki Tybet to przed wchłonięciem przez Chiny był teokracją. Indie też dążą do tego by być ściśle związanym z hinduizmem.

    Nie bardzo wiem skąd się bierze to rozdwojenie jaźni tych ludzi. Czy tylko katolicyzm/chrześcijaństwo im przeszkadza, a inne religie są okey. A przecież nie są - np wystarczy poczytać o Birmie jak tam buddyści traktują innych ludzi. Może ja czegoś nie rozumiem, ale wydaje mi się to co najmniej dziwne.

    Obrazek trochę przypadkowy - pozostała kapliczka w zburzonym budynku.

    #religia #indie #hinduizm #buddyzm żadnej beki nie będę tagował #jemprzeciez <- mój tag o Azji
    pokaż całość

    źródło: 1579364470705.jpg

  •  

    Wczoraj po medytacji w towarzystwie naszej małej, miejskiej sanghi, zostałem chwilę porozmawiać z naszym, hmm powiedzmy liderem.
    Facet medytuje 13 lat. Opowiedział jak w czasie praktyki stopniowo ściągał z umysłu osady iluzji. W skrócie chodzi o to, że całe życie, czy chcemy czy nie, zbieramy pewne doświadczenia, odbieramy bodźce, tworzymy schematy reakcji i zachowań. One wszystkie delikatnie, warstwa po warstwie okalają nasz umysł chowając jego naturalny, pierwotny, nieporuszony pierwiastek.

    Lider mówił jak czasy dzieciństwa, szkoły, pracy, związków, relacji z otoczeniem nakładały się na siebie, jak się przenikały i jakie historie tworzyły, dając nieprawdziwe poczucie jedynej realnej rzeczywistości, fałszywych ocen i etykiet.
    Mówił też jak pomału, oddech po oddechu, sesja po sesji, odosobnienie po odosobnieniu docierał do Prawdy. Jak udało mu się przedrzeć, zobaczyć gdzie są doświadczenia ze szkoły, gdzie z rodzinnego domu, gdzie ze studiów, gdzie rozczarowania, tragedie, depresje itd i każdy z nich rozkładał na kolejne pierwiastki. Tak długo, aż zboczył ich prawdziwą naturę. Istotę bez zniekształceń, doświadczenie, które było tylko doświadczeniem, bez jakiegokolwiek znaczenia.
    Potem mówiliśmy o słowach Ajachna Chach, o tym, że "nie jesteśmy nawet tym czym wydaje nam się, że jesteśmy", że jedyna droga to odpuścić wszystko, a zwłaszcza wyobrażenia o sobie. To niezwykle ważne, aby zobaczyć jak targa nami fałszywa iluzja. Jak nabyte w ciągu życia zanieczyszczania z czasem kreują jakieś JA, wydają się naszym charakterem, naszym umysłem, a to tylko sztuczka. Zlepek setek tysięcy doświadczeń i spostrzeżeń, które z czasem tworzą żyjącą własnym życiem kupę mułu.

    To niezwykle wyzwalająca wiedza.

    Myślałem o tym wczoraj cały wieczór. Rano usiadłem z tą myślą do medytacji. Zacząłem od końca i minuta po minucie wniknąłem w metry mułu jakie naniosły na mnie praca, stres i wiara, że ma to jakiś szczególny sens. Chwilę po tym uświadomiłem sobie, że pożądanie i myślenie z obawą o przyszłości, to sedno tego mułu, i że nie musi tak być, że mogę to zdmuchnąć, odpuścić, zostawić tam gdzie jest i już nie dotykać. Zobaczyłem jak wielką destrukcją jest GNIEW, nawet ten niewyrażony, czy nawet nieuświadomiony, Jakby kopnął mnie prąd, dreszcz na całym ciele. Zaraz po nim pojawił się bardzo mocny niepokój. Szybko go dostrzegłem, przywitałem i spytałem co mogę dla niego zrobić.. I wtedy przypomniały mi się słowa Eckharta Tolle o tym, że nasze ego, nasza iluzja JA w momencie 'wykrycia' robi się bardzo nieprzyjemna, wszystkimi sposobami stara się znowu wejść w strumień energii, ponieważ odcięcie oznacza jej koniec, a nam daje wolność i wyzwolenie.
    Bardzo ciekawe doświadczenie. Od rana czuję się trochę jak na dobrym proszku, na granicy euforii, ale w pełnej kontroli i nieprzebranym spokoju. Wiem, że i to przeminie, ale wiem też, że to mały, ale ważny krok na ścieżce.

    Miłego weekendu( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #medytacja #buddyzm #psychologia
    pokaż całość

    źródło: zsc.png

    •  

      @KrolWlosowzNosa: dokładnie jak osoby wyżej napisały. Wolność od znanego właściwie jest to książka o medytacji oczyszczona z nieistotnych rzeczy, takich jak mentorzy, czy mantry które przeczą samej idei odnalezienia SIEBIE i spokoju. Podręcznik medytacji.

      Ciężko jest to opisać. Sam autor robi dużo wygibasów żeby nie stawiać siebie w roli mentora, dlatego lepiej po prostu przeczytać.

    •  

      @Colos: @Hans_Trans: nie uprawiam mantr, nie mam też mistrzów, użyłem słowa lider, bo pisłem o człowieku, który założył i prowadzi nasza sanghe.
      Trudno chyba medytować i zgłębiać buddyzm nie uznając mądrości Buddów?
      To, że na ścieżce jest się samemu, jedynie z garścią wskazań i instrukcji, rozumiem i tego się trzymam.
      Książkę dziś zamówię ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (33)

  •  

    Groty Elura (Ellora Caves) - ciąg 34 jaskiń w pasie około 2 km, znajdujące się w stanie Maharastra w Indiach. Co ciekawe jaskinie reprezentują 3 różne religie praktykowane na tym terenie: buddyzm, hinduizm o dźinizm. Wszystkie zostały wykute w skale około VIII-X wieku naszej ery.

    Ta na zdjęciu to największa z nich - oznaczona numerem 16, to świątynia Kajlaś. Wykuta od góry w bazaltowej skale bardzo imponująca budowla.

    #indie #podroze #hinduizm #buddyzm #jemprzeciez <- mój tag o Azji
    pokaż całość

    źródło: 1578899400855.jpg

  •  

    Dasz Wiarę? Odc. 55. w którym oczyszczamy buddyzm ze zniekształceń i zwalczamy podziały kastowe w społeczeństwie.

    Wielu ludziom buddyzm kojarzy się przede wszystkim ze skupieniem na życiu wewnętrznym. W powszechnej opinii jest to religia polegająca przede wszystkim na samodoskonaleniu się za pomocą praktyk medytacyjnych uzupełnianych nauczaniem moralnym. Oczywiście co jakiś czas docierają do nas informacje o mnichach wywierających wpływ na rządy w swoich krajach, prowadzących agitację na rzecz jakiejś partii czy liderach politycznych powołujących się na buddyzm w swoich działaniach. Jest to często przedstawiane jako działalność poboczna, niekoniecznie zła, ale jednak odbiegająca od wzorca. Z opinią taką na pewno nie zgodziłby się Bhimrao Ramji Ambedkar dla którego zaangażowanie w sprawy polityczne i społeczne było rdzeniem i motywem przewodnim buddyzmu.

    Młody Ambedkar

    Ambedkar urodził się w kolonialnych Indiach pod koniec XIX wieku. Jego rodzina wywodziła się z kasty dalitów (“niedotykalnych”) i jako taka była pogardzana przez resztę społeczeństwa. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że ojciec Ambedkara był brytyjskim żołnierzem, dzięki czemu on i jego rodzeństwo mogli liczyć na edukację. W szkole byli jednak traktowani o gorzej niż dzieci z innych kast. Nie mogli na przykład siedzieć w obecności reszty klasy czy samemu nalać sobie wody (jako, że nikt nie kwapił się do obsługiwania dalitów, Ambedkar mógł pić tylko wtedy gdy w szkole był służący). Warunki życia też nie rozpieszczały- z trzynastu braci i sióstr Ambedkara przeżyła tylko czwórka. Był on jedynym z całej gromadki, który zdał testy końcowe i mógł kontynuować edukację w liceum. Warto dodać, że był on jedynym dalitem w całej szkole.

    Po ukończeniu szkoły średniej dostał się do college’u i, według niego samego, był on pierwszym dalitem z kasty Mahar, który osiągnął ten level edukacji. Zdanie przezeń egzaminów z angielskiego było tak wielkim wydarzeniem, że ludzie z jego otoczenia zorganizowali specjalny festyn. Jeden z gości obecnych na celebracji wręczył Ambedkarowi biografię Buddy. Dalsza kariera edukacyjna zabrała naszego bohatera na studia do USA, konkretniej na Columbia University. W 1915 obronił magistra z ekonomii na tej uczelni, biorąc wcześniej udział także w kursach z filozofii, socjologii, psychologii i antropologii. Rok później obronił kolejną magisterkę po czym powrócił do Indii gdzie próbował pracować jako nauczyciel, księgowy i doradca biznesowy- wszystkie te interesy kończyły się jednak gdy klienci odkrywali, że Ambedkar jest dalitem.

    Ambedkar w otoczeniu ziomków z London School of Economics

    W 1918 roku udało mu się zostać wykładowcą ekonomii politycznej w Bombaju. Był generalnie lubiany przez studentów, ale dalickie pochodzenie sprawiało, że inni nauczyciele nie traktowali go poważnie. Z powodu dyskryminacji i świadomości fatalnego położenia dalitów Ambedkar angażował się politycznie i społecznie. Mimo braku formalnego wykształcenia występował przed sądem jako prawnik dla osób z niższych kast. Pisywał również do gazet przeznaczonych dla dalitów i domagał się polityki wyrównywania szans i większych nakładów na edukację wśród biedoty. Od 1927 roku zaczął organizować masowe akcje polegające na marszach do ujęć wody (“niedotykalnym” nie wolno było dotykać pojemników na wodę jak i samej wody pitej przez inne kasty) czy wtargnięcia do świątyń (dalitom nie wolno było wchodzić do wielu hinduskich świątyń).

    Ambedkar uważał, że religia hinduska jest jednym z najważniejszych elementów niesprawiedliwego systemu społecznego, który skazuje część ludzi na marną egzystencję. Z tego tytułu zaczął przeciwko niej występować. W 1927 roku publicznie spalił kopię religijnego prawa zwanego Manusmryti, który sankcjonował podziały kastowe i dyskryminację. W 1930 roku zorganizował marsz 15k dalitów, którego celem była świątynia Kalaram, ważny ośrodek pielgrzymkowy, przechowujący cudowne wizerunki Ramy (jeden z ważniejszych bogów w wielu hinduskich religiach). Dalici, chcący po raz pierwszy w historii ujrzeć cudowne przedmioty nie zostali wpuszczeni przez kapłanów.

    Bóstwa których dalitom oglądać nie wolno

    Ambedkar zaczął postrzegać hinduizm jako niereformowalną podporę systemu kastowego i z tego powodu zaczął interesować się innymi religiami. Chrześcijaństwo czy islam były w Indiach postrzegane jako obce wiary, narzucane przez kolonizatorów- skreślało je to niejako na starcie. Przez pewien czas Ambedkar pozostawał w zażyłych stosunkach z sikhami i odbył nawet kilka spotkań z ichnimi liderami religijnymi. Zawarte w sikhizmie idee walki z niesprawiedliwością były dlań bardzo atrakcyjne. Po pewnym czasie uznał jednak, że sikhowie nie sympatyzują wcale ze sprawą dalitów i uważają ich za obywateli drugiej kategorii. Jego zainteresowania skupiły się wówczas na buddyzmie.

    W 1950 roku odbył on podróż na Sri Lankę gdzie wziął udział w Światowym Kongresie Buddyjskim. Nawiązał również kontakty z indyjskimi buddystami i w trakcie ceremonii otwarcia klasztoru w indyjskim Pune ogłosił, że jest w trakcie pisania książki o buddyzmie i wraz z jej wydaniem publicznie przyjmie nauki Buddy. W międzyczasie dwukrotnie odwiedził Birmę gdzie również wziął udział w Światowym Kongresie Buddyjskimi. W 1955 roku założył Indyjskie Towarzystwo Buddystów a rok później ukończył pracę nad wyżej wspomnianą książką. Dotrzymał słowa co do publicznej konwersji. W celu jej formalnego sfinalizowania zaprosił do Nagpuru niejakiego Hammalawę Saddhatissę, wykształconego na zachodnich uniwersytetach mnicha i misjonarza ze Sri Lanki.

    Hamm… ala.. no ten gość o trudnym do wymówienia imieniu

    Do Nagpuru przybył nie tylko Saddhatissa, ale także setki tysięcy dalitów, którzy widzieli w Ambedkarze nie tylko reprezentanta ich sprawy i lidera, ale kogoś na kształt superherosa. Ceremonia przyjęcia schronienia w Trzech Klejnotach i zaakceptowania Pięciu Wskazań* przez Ambedkara trwała dwa dni. Na buddyzm przeszedł bowiem nie tylko on i jego rodzina, ale prawie wszyscy zebrani tam dalici. Ich liczbę szacuje się na około 400- 500k. Datę tę powszechnie uważa się za początek tak zwanej nfawajany, czyli Nowego Wozu (inne tradycje buddyjskie to Mahajana- Wielki Wóz, Hinajana- Mały Wóz i, czasami wyrózniana jako odrębna, Wadżrajana- Diamentowy Wóz).

    W założeniu nawajana miała być powrotem do czystej nauki Buddy. Jej twórcą był sam Ambedkar, który uznał, że wszystkie inne “wozy” są tak naprawdę odejściem rdzenia przekazu buddy Siakjamuniego. I tak na przykład odrzucał twierdzenia, że Siddhartha Gautama zacząć swoje poszukiwania ponieważ chciał zrozumieć naturę cierpienia, któremu podlegają wszystkie żywe istoty. Ambedkar uznał, że początkiem drogi Buddy były starania na rzecz zaprowadzenia pokoju między grupami społecznymi i etnicznymi w państwie którym żył. Odrzucał także tradycyjną interpretację Czterech Szlachetnych Prawd. Uznał, że jej wydźwięk jest zbyt pesymistyczny i została ona włożona w usta Buddy przez umartwiających się mnichów. Sam monastycyzm uznał za absolutnie nie do przyjęcia.

    Ambedkar na uroczystości swojej (i nie tylko) konwersji

    Krytyce poddane zostały także takie koncepty jak anatta, karma i reinkarnacja. Anatta oznacza (w uproszczeniu ofc) brak rzeczywistego, indywidualnego “ja”. Zdaniem Ambedkara koncept ten stoi w sprzeczności z karmą i reinkarnacją- skoro nie ma jakiegoś “ja” to kto zbiera złą lub dobrą karmę i kto odradza się w kolejnych życiach? Ambedkar w ogóle odrzucał prawa karmiczne i reinkarnację uważając je za przesądy, fałszywe wierzenia mające powstrzymywać ludzi przed walką o swoje, bo przecież ich pozycja i znaczenie w tym życiu są efektem czynów z poprzednich wcieleń (więc jeśli będą grzeczni to kolejne wcielenie będzie lepsze).

    Podobne zastrzeżenia miał co do idei Nirwany, która jego zdaniem nie była żadnym stanem wewnętrznym, uwolnieniem od cierpienia i lęku przed śmiercią czy innym tam przerwaniem cyklu narodzin. Ambedkar uważał te wszystkie interpretacje za wypaczenia, bo jego zdaniem Nirwana była “królestwem Sprawiedliwości na Ziemi” w którym ludzie “zostają wyzwoleni od biedy i dyskryminacji i otrzymują wsparcie aby czynić swoje życie szczęśliwym”. W dużym skrócie Ambedkar uważał po prostu, że kolejne pokolenia buddystów poszły w eskapizm, ucieczkę od realnych problemów do świata wewnętrznych przeżyć podczas gdy Budda miał jakoby opowiadał się za działaniem i społecznym zaangażowaniem na rzecz sprawiedliwości i równości “tu i teraz”.

    Ludzie oddający hołd Ambedkar

    Ambedkar zmarł po kilku tygodniach od konwersji, ale ruch który zapoczątkował trwa nadal. Najważniejszym podsumowaniem nauczania nawajany jest wydana pośmiertnie praca jej założyciela- The Buddha and His Dhamma. Nie ma tam nauczania mówiącego o medytacji, karmie, reinkarnacji czy Szlachetnych prawdach (które są obecne w niemal wszystkich historycznych szkołach buddyzmu). Tekst prezentuje buddyzm jako swego rodzaju ruch społeczno- ekonomiczny, którego celem jest poprawienie sytuacji dyskryminowanych i ubogich. Sam Ambedkar jest prezentowany jako kolejny budda i utożsamiany z Maitreją. Dla większość wyznawców nawajany jest to jedyne źródło informacji o buddyzmie, stąd nie mają oni dysonansu przy lekturze.

    Wyznawcy nawajany na religijnym święcie

    Wielu badaczy zajmujących się buddyzmem twierdzi, że nawajany nie powinno traktować się jako buddyjskiego nurtu a raczej coś w rodzaju nowej religii w przebraniu starej. Proponują oni nawet nazwę ambedkaryzm. Sam założyciel i jego zwolennicy są natomiast zdania, że oni nic nie wymyślili ani nie dodali do nauk Siakjamuniego- po prostu oczyścili je z pesymizmu i eskapizmu, który był efektem władzy wspólnot monastycznych i strachu przed historyczną hierarchią społeczną. Niezależnie od opinii krytyków, dalitowie uważają się za buddystów i są jako tacy identyfikowani przez państwo Indyjskie. Według cenzusu z 2011 roku w Indiach żyje około 8.4 milionów buddystów. Aż 87% z nich (czyli jakieś 7.3 miliony) to zwolennicy nawajany.

    #daszwiare #religia #buddyzm #indie #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #gruparatowaniapoziomu #zainteresowania
    pokaż całość

    •  

      @Prekambr: nie wydaje mi się żeby to było możliwe. W sensie (na tyle ile wiem) ten "zachodni" buddyzm to też buddyzm. Nie jedyny ani nawet najliczniejszy (jak chcieliby niektórzy jego proponenci dla których większość/ duża część azjatyckiego buddyzmu to "wypaczenia"), ale jednak buddyzm.

      Istnieje on równolegle do bardziej/ skrajnie czarodziejskich nurtów, ale nie widzę (ja to pal sześć, ale wielu tradycyjnych liderów buddyjskich nie widzi) powodu dla którego to nie miał by być buddyzm. Warto mieć świadomość, że ten zachodni to (póki co przynajmniej) egzotyczna mniejszość, ale jak najbardziej poważana i uznawana przez resztę. Zresztą dyskusje co można uznać za co pozostawiałbym samym zainteresowanym- mają o wiele większą wiedzę i kompetencje niż internetowy hobbysta.

      Chyba, że w odczarowywaniy chodziło Ci o te bardziej historyczne, azjatyckie oblicza buddyzmu (czasem bardzo brzydkie)- to to jest jak najbardziej do zrobienia.
      pokaż całość

    •  

      Chyba, że w odczarowywaniy chodziło Ci o te bardziej historyczne, azjatyckie oblicza buddyzmu (czasem bardzo brzydkie)- to to jest jak najbardziej do zrobienia.

      @niedoszly_andrzej: O to to.

    • więcej komentarzy (4)

  •  
    s............0

    +87

    Biegnij dalej by spazmatycznie spełniać zachcianki wykreowane przez umysł.
    #buddyzm #filozofia #cytatrzymiannadzis

    źródło: Polish_20200106_012811360.jpg

  •  

    Poniższy tekst jest tłumaczeniem fragmentu artykułu opublikowanego w Outlook Magazine.

    Dlaczego chrześcijaństwo poniosło klęskę w Indiach?

    Jeśli w ciągu kilku ostatnich miesięcy śledziłeś indyjskie media lub serwisy społecznościowe zapewne nie uszedłeś przed narracją prawicowej Hindutvy [nacjonalistyczne nurty polityczne łączące “indyjskość” z hinduizmem]. Idzie ona mniej więcej tak:

    “chrześcijaństwo jest coraz większym zagrożeniem dla hinduizmu, bo w wyniku agresywnych akcji misjonarskich wielu hindusów przechodzi na tę właśnie religię. Akcje te są finansowane przez zachodnie organizacje, które postrzegają Indie jako miejsce gdzie można nałapać mnóstwo konwertytów. Jako, że hinduizm i wszystkie inne religie, które pochodzą z Indii nie są nastawione misyjnie, nasze rodzime wiary są w trudnym położeniu. Powoduje to kontrowersje i niepokoje społeczne, co często prowadzi do wybuchów przemocy”.

    Narracja ta składa się z czterech odrębnych twierdzeń. Pozwólcie zatem, że przyjrzymy się im po kolei i zestawimy je z danymi statystycznymi i historycznymi żeby sprawdzić czy faktycznie są one uzasadnione.

    Indyjscy chrześcijanie

    Chrześcijaństwo jest poważnym zagrożeniem dla hinduizmu

    Mówiąc wprost- to stwierdzenie byłoby śmieszne gdyby nie fakt, że ma ono tak destrukcyjne społecznie skutki. Fakty są bowiem takie, że historia działalności chrześcijańskiej w Indiach to, ujmując rzecz demograficznie, historia klęsk i niepowodzeń. Oczywiście żaden chrześcijanin nie będzie chciał się do tego przyznać, ale takie są fakty- Indie po prostu olały chrześcijaństwo- ciężko w ogóle wskazać drugi kraj, który byłby tak odporny na ewangelizacyjne dążenia [ja bym wskazał choćby Japonię].

    Ten stan rzeczy nie jest wcale efektem braku starań ze strony chrześcijan czy braku uwagi ze strony Indusów. Mało który kraj był historycznie tak tolerancyjny dla chrześcijan jak Indie i w mało którym podjęto tak olbrzymi wysiłek ewangelizacyjny przez tak długi czas - około 2 tysięcy lat żeby być precyzyjnym, czyli przez prawie połowę czasu istnienia samej indyjskiej cywilizacji.

    Zatem jakie są efekty wzmożonej działalności misyjnej na przestrzeni dwóch mileniów? Praktycznie żadne- odsetek chrześcijan oscyluje na granicy błędu statystycznego i waha się między 2 a 3% ogółu populacji. Co więcej- odsetek ten cały czas spada- spis w 1971 roku podawał 2.6% a ten w 2001 już 2.34%. Dane dla spisu z 2011 roku nie zostały jeszcze opublikowane, ale przecieki wskazują na kolejne spadki chrześcijańskiej populacji [w 2015 roku dane te zostały opublikowane i faktycznie, odsetek chrześcijan spadł na 2,30%]. Demograficzna porażka chrześcijaństwa wynika z tego, że indyjska cywilizacja nie prześladowała masowo innych religii ani nie widziała nic szczególnego w idei mesjasza.

    Nie takie te Indie chrześcijańskie

    Żeby mieć lepszą perspektywę proponuję zestawić sytuację chrześcijan w Indiach z sytuacją hindusów w Londynie. Pierwsi hindusi przybyli tam około 200 lat temu (nie 2k). Jaki odsetek ludności będą zatem stanowić? 0.5%? 1? 2? W rzeczywistości jest to około 5%. Ktoś może powiedzieć, że Londyn to tylko jedno miasto. Ok, biorąc całe UK mamy 1.3%. Jeśli doliczyć do tego sikhów (tak jak proponują zwolennicy Hindutvy, głoszący, że wszystkie indyjskie religie to jedno) to mamy już około 1.9%- co jest wielkością porównywalną z udziałem chrześcijan w populacji indyjskiej. Warto przy tym wspomnieć, że w przeciwieństwie do chrześcijan w Indiach, udział hindusów w populacji brytyjskiej stale rośnie. Wielka Brytania nie jest żadnym wyjątkiem, inne przykłady to Nowa Zelandia (2%), Kanada (1.6%), Australia (1.28%), Malezja (6.3%) czy Indonezja (1.69%). Nie wspomnę nawet o krajach takich jak Bhutan, Sri Lanka, Fidżi czy Mauritius gdzie procenty są zdecydowanie wyższe.

    Zamiast pytać czemu chrześcijaństwo rozwija się w Indiach należałoby raczej zastanowić się dlaczego się NIE rozwija. Pełna odpowiedź na to pytanie jest poza zakresem tego artykułu, ale jeśli miałbym wybrać jeden czynnik to powiedziałbym, że chrześcijaństwo w Indiach po raz pierwszy zetknęło się z filozofią i kulturą, które nie czuły potrzeby prześladowania nowej religii ani nie postrzegały jej nauk i mesjasza jako czegoś nadzwyczajnego i jedynego w swoim rodzaju. W wyniku mało kto widział potrzebę konwersji. Jakby nie patrzeć kościół rozwijał się najlepiej tam gdzie był prześladowany i nieprzypadkowo żyjący w II wieku Tertulian powiedział, że “krew męczenników jest zasiewem nowych chrześcijan”*.

    Myślę, że ciężko lepiej oddać tę sytuację od cytatu Monier Williamsa, uczonego specjalizującego się w sanskrycie i wielkiego orędownika chrystianizacji Indii, który w 1878 roku napisał: “Największą przeszkodą dla chrześcijaństwa wśród Indusów jest nie tylko duma jaką pokładają oni we własnej religii, ale sama natura tejże. Panteizm jest najsubtelniejszym, najsensowniejszym i najpojemniejszym systemem, który może bez problemu włączyć chrześcijańskie wierzenia jako jedno ze zjawisk wszechświata. Pewien uczony indyjski miał powiedzieć, że hindusi nie potrzebują chrztu bo już teraz są czymś więcej niż chrześcijaństwo”.

    Buddyjski mnich Nagasena debatuje z greckim królem Milindą

    To ostatnie zdanie, według Williamsa, najlepiej opisuje sytuację i co rusz widać jego aplikację w osobach kolejnych indyjskich intelektualistów którzy, choć interesowali się chrześcijańskim nauczaniem, to nie widzieli dobrego powodu aby nawracać się na tę religię. Sam Ghadni jest znakomitym przykładem. Przyznawał, że jezusowe Kazanie na Górze było jednym z najważniejszych czynników formujących jego poglądy, ale na próby prozelityzmu ze strony chrześcijan odpowiadał otwartym tekstem “Nie jestem zainteresowany odwodzeniem was od chrześcijaństwa i nie w smak mi wasze próby, jeśli je macie, aby nawrócić mnie. Kłóciłbym się także, że chrześcijaństwo jest JEDYNĄ prawdziwą religią”. Ciężko się zatem dziwić, że jedynymi grupami wśród których chrześcijanie znaleźli posłuch byli w Indiach ludzie żyjący poza mainstreamowym hinduizmem- głównie plemiona w centrum i na północnym- wschodzie.

    Żeby w pełni uświadomić sobie rozmiar klęski poniesionej przez chrześcijaństwo w Indiach wystarczy spojrzeć na inne azjatyckie kraje- a Azja sama w sobie jest trudnym misyjnie terenem dla chrześcijaństwa w przeciwieństwie do Czarnej Afryki i Ameryk. Garść statystyk z Azji- Indonezja- 9.8%; Korea Płd- 29.3%, Filipiny 85.5%, Sri Lanka 7.5%, Birma 7.9%. Nawet gigantyczne Chiny, gdzie chrześcijaństwo dotarło wieki później i było tłamszone przez komunistyczne rządy mają wyższy udział chrześcijan w populacji, szacowany na 4-5%, czyli dwa razy więcej niż w Indiach.

    Chrzest w Nagpurze

    A co jeśli rzucimy okiem na cały glob? Czy hinduizm naprawdę jest tak zagrożony? Nie. Hindusi stanowią dzisiaj 15% światowej populacji, buddyści 7.1%, muzułmanie 23.3% a chrześcijanie 31.5%. Procent hindusów cały czas rośnie- sto lat temu stanowili 14% [chrześcijanie 35%]. Innymi słowy- jeśli ktoś tutaj musi się martwić o przyszłość to chrześcijanie a nie hindusi.

    Coraz więcej chrześcijan w Europie i USA porzuca religię na rzecz ateizmu, agnostycyzmu i alternatywnych duchowości (pomyślcie o Deepaku Chopra, Harishi Maheshu Yogi, Swamim Dayananda). Już teraz w UK procent ludzi identyfikujących się z chrześcijaństwem wynosi zaledwie 59.3% [nowsze dane z 2015 podają już zaledwie 42%]. Kościoły w Europie są zamieniane na centra handlowe czy biura jako, że liczba praktykujących cały czas spada. Wobec braku powołań duchowni służący w Europie są coraz częściej brani ze społeczeństw azjatyckich i afrykańskich. Szybko kurczący się udział chrześcijan w populacji Stanów Zjednoczonych wynosi 77% [i znów- według nowszych danych z 2016 odsetek ten wynosii 73.7%]. Czyli USA i UK są dzisiaj mniej chrześcijańskie niż Indie hinduskie z 78.3%. Co ważniejsze- będą już tylko mniej i mniej chrześcijańskie.

    Jeśli następnym razem zobaczysz zwolennika Hindutvy straszącego dynamicznym rozwojem chrześcijaństwa, które zagraża hinduizmowi, możesz założyć dwa scenariusze. Albo osoba ta nie zadała sobie najmniejszego trudu żeby dowiedzieć się czegoś na ten temat albo, zna ona fakty, ale po prostu kłamie w celach prowadzenia kampanii nienawiści.

    [Resztę przetłumaczę później, jak coś jest w linku]

    *moim zdaniem to bzdura, tam gdzie mniej lub bardziej zwalczano chrześcijaństwo) albo nigdy nie stało się religią naprawdę
    masową (Persja, Chiny, Japonia) albo szybko się zwijało (ZSRR, Albania)]

    #bekazkatoli #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #zainteresowania #religia #rodzimowierstwo #chrzescijanstwo #katolicyzm #buddyzm #indie #ateizm [tagi dla zasięgu]
    pokaż całość

  •  

    Dasz Wiarę? Odc. 53 w którym uciekamy przed inkwizycją do Indii przez co niechcący przyczyniamy się do założenia inkwizycji także tam.

    Inkwizycja, nie wiedzieć czemu, zazwyczaj kojarzy się ludziom wyłącznie z Europą a jej ofiary identyfikowane są jako heretycy. Być może wynika to z tego, że “koszula bliższa ciału” i propagowaniem (a często przerysowywaniem) jej zbrodniczej historii zajmowali się głównie protestanccy autorzy. Ludzie ci, piszący od mniej więcej XVI wieku, skupiali się na współwyznawcach i ludziach, których uważali za prekursorów protestantyzmu. Niechrześcijańskie ofiary często ich po prostu nie obchodziły- w tamtych czasach chrześcijanie od prawa do lewa uważali, że inne religie to zło wcielone a ich wyznawcy zostaną na wieczność ukarani przez miłosiernego Boga. Z tego tytułu historia inkwizycji z Goa jest prawie całkowicie nieznana. Ale od czego mamy #daszwiare ?

    7 lipca 1497 roku, dwa tygodnie po wymuszonej konwersji portugalskich żydów na katolicyzm, Vasco da Gama wypłynął z Lizbony z zamiarem opłynięcia Przylądka Dobrej Nadziei i dotarcia do Indii. W 1498 roku flota dotarła do Goa, miasta na zachodnim wybrzeżu subkontynentu. Bogactwa jakie ze sobą przywieźli doprowadziły do podboju Goa i okolic oraz ustanowienia tam regularnej kolonii portugalskiej. Dążenia te popierało papiestwo. Już w 1454 roku papież Mikołaj V opublikował bullę Romanus Pontifex w której przyznawał portugalskiemu władcy wszystkie afrykańskie ziemie na południe od przylądka Bojador w Maroku (papież jako namiestnik Chrystusa ma prawo dzielić ziemie pogan między katolickich władców). Bulla zachęcała też do podboju ziem muzułmańskich i pogańskich a na zachętę, zezwalała na grabieże i zamienianie innowierców w niewolników*.

    Vasco da Gama

    Goa szybko stała się nie tylko gospodarczym, militarnym i politycznym centrum portugalskich kolonii w Azji, ale także misyjnym. Pojawił się jednak pewien problem- część Portugalczyków, zamiast radować się okazją do niesienia Dobrej Nowiny podbitym ludom upatrywała w Goa szansę na odcięcie się od zbawczej wiary. Mowa tutaj o tak zwanych Nowych Chrześcijanach- żydach i muzułmanach (oraz ich potomkach), których portugalskie władze przymusowo nawróciły na katolicyzm a którzy potajemnie praktykowali starą religię. W kontynentalnej Portugalii pilnowała ich inkwizycja i najmniejsze podejrzenie o trzymanie się starej religii kończyło się dochodzeniem, które mogło doprowadzić nawet do kary śmierci. W Goa tymczasem inkwizycji nie było.

    Stąd też przedsiębiorczy Nowi Chrześcijanie wykorzystali okazję aby dać dyla do Indii**. Duszpasterze ze zgrozą zauważyli, że wielu Nowych Chrześcijan dorabia się potężnych majątków na handlu z Azją oraz wykorzystuje nieobecność Świętego Oficjum (inna nazwa inkwizycji) i nie tylko przestaje praktykować katolicką wiarę, ale wręcz otwarcie wraca do religii przodków. Było to tym łatwiejsze, że w Indiach istniały sięgające korzeniami starożytności wspólnoty żydów. Rząd zauważył problem i w 1532 roku uchwalono prawo, które zabraniało Nowym Chrześcijanom migracji z Portugalii pod groźbą kary śmierci. Nie zatrzymało to jednak migracji oraz nie zlikwidowało wspólnot które już mieszkały w koloniach.

    Franciszek Ksawery, orędownik utworzenia inkwizycji w Goa, święty kościoła katolickiego

    Duchowni i administracja kolonialna radziły sobie póki co na własną rękę. W 1543 roku miał miejsce proces niejakiego Jeronimo Diasa. Był on lekarzem, potomkiem przymusowo nawróconych żydów. W trakcie rozmowy ze znajomymi wygłosił opinie sprzeczne z, jak donosi źródło, “naszą świętą wiarą”. Został aresztowany a na przesłuchaniu potwierdził twierdzenia “starego przymierza” (judaistyczne). Za ten występek, rada dostojników kościelnych i państwowych skazała go na śmierć przez spalenie na stosie. Nie można im jednak odmówić miłosierdzia- wyrok głosił bowiem, że “w wypadku gdybyś szukał przebaczenia i odpokutował i przyznał się do błędu i wyraził pragnienie odejścia jako Chrześcijanin, zostaniesz uduszony przed spaleniem, tak abyś nie cierpiał w płomieniach”.

    Grafika z epoki ukazująca egzekucję heretyków w Goa

    Nowi Chrześcijanie nie byli jedynym problemem. Indyjskie kolonie zamieszkiwały liczne grupy hindusów, muzułmanów i żydów. Wielu portugalskich osadników było ciekawych lokalnych wierzeń i zwyczajów, zwłaszcza rozlicznych grup hinduistycznych. Za namową kleru król Jan III wydał w 1546 roku zakaz praktykowania wszelkich form “tubylczej idolatrii” (czyli hinduizmu) we wszystkich portugalskich posiadłościach w Indiach. Nakazał także zniszczenie miejsc kultu, wygnanie kapłanów, karanie bałwochwalców i zabronił obchodzenia lokalnych świąt. Święty Franciszek Ksawery uważał, że to nie wystarczy. W 1546 roku napisał list do króla w którym stwierdził wprost:

    Drugą koniecznością dla chrześcijan jest to aby Wasza Wysokość utworzyła Świętą Inkwizycję gdyż jest wielu którzy żyją według żydowskiego prawa lub mahometańskiej sekty bez strachu przed Bogiem i bez wstydu przed światem. I jako, że są oni rozsiani po całej twierdzy potrzebujemy Świętej Inkwizycji i wielu kaznodziejów. Wasza Wysokość powinna zapewnić te niezbędne rzeczy waszym lojalnym i posłusznym poddanym w Indiach.

    Dwór długo opierał się podobnym żądaniom, ale w końcu uległ. Bezpośrednią przyczyną było śledztwo dotyczące Leonory Caldeiry. Pochodziła ona z rodziny przymusowo nawróconych żydów. Mieszkając w Kochinie weszła w kontakt z lokalną społecznością żydowską. Rzekomi świadkowie donieśli, że ona i miejscowi żydzi mają specjalny rytuał w trakcie którego krzyżują uprzednio przygotowane lalki przedstawiające Hamana. Po zdjęciu z krzyża lalki te są palone. Świadkowie zeznali, że lalki te są tak naprawdę przedstawieniem Jezusa a Haman oznacza diabeł po hebrajsku. Leonora i 19 innych Nowych Chrześcijan zostało przetransportowanych do Lizbony i tam postawiono ich przed trybunałem inkwizycyjnym. Rezultaty nie trudno przewidzieć- wszyscy zostali zabici.

    “Logo” inkwizycji z Goa

    Sprawa Leonory odbiła się szerokim echem i na Nowych Chrześcijan w portugalskich Indiach padł blady strach. Zebrali oni 570k reali i przekazali je papieżowi Pawłowi IV prosząc go o amnestię. Papież przyjął pieniądze, ale odmówił prośbie twierdząc, że decyzja należy do korony portugalskiej. Ta zaś ugięła się w końcu pod presją kleru i w 1560 roku zgodziła się na utworzenie Inkwizycji w swoich indyjskich posiadłościach. Według dekretu fundującego głównym celem inkwizycji miało być pilnowanie Nowych Chrześcijan i konwertytów z hinduizmu. Pod lupą znaleźć mogli się wszyscy mieszkańcy jako, że hinduizm był oficjalnie zakazany w portugalskich Indiach (chociaż nie przeprowadzono przymusowej chrystianizacji na masową skalę).

    Z czasem problem indyjskich konwertytów stał się bardzo poważny. Wielu miejscowych nawracało się na chrześcijaństwo z czysto ekonomicznych powodów- ułatwiało to zdobycie wykształcenia, pracy oraz otrzymywanie darów charytatywnych. Konwertyci często potajemnie praktykowali stare wierzenia. Aż 74% wszystkich, którzy zostali skazani przez inkwizycję w Goa było oskarżonych o potajemne wyznawanie hinduizmu. Elementem walki z lokalną religią było burzenie świątyń. Do 1566 liczbę zburzonych miejsc kultu szacuję się na 160. W wyniku późniejszych kampanii, do końca XVI wieku zburzono jeszcze około 600 świątyń. Zawierają się w niej także budynki sakralne buddystów i dżinistów, których Europejczycy często po prostu nie rozróżniali. Prawa z 1566 i 1577 roku zakazywały odbudowywania zniszczonych miejsc.

    Portugalski rysunek przedstawiający żydów z Malabaru

    Hindusi łamali prawo gdy odwodzili od konwersji na katolicyzm, próbowali propagować swoją religię lub pomagali ściganym przez inkwizycję. Nowe przepisy nakazywały chrzcić wszystkie sieroty i dzieci urodzone poza legalnymi małżeństwami i oddawać je do katolickich sierocińców. Do tego istniał obowiązek chrzczenia dzieci, których ojciec zmarł (nawet gdy rodzina nie była chrześcijańska). We wspomnianych sierocińcach obowiązywał surowy zakaz używania indyjskich języków oraz praktykowania lokalnych zwyczajów. Hindusi byli także dyskryminowani. Prawo spadkowe faworyzowało chrześcijańskich członków rodzin. Hindusi nie mogli także obejmować żadnych urzędów a lokalne wspólnoty mogły podejmować decyzję ignorując głosy swoich hinduskich członków. W sprawach sądowych ich zeznania miały mniejszą wiarygodność niż zeznania chrześcijan.

    W indyjskich posiadłościach Portugalczyków oprócz żydów, hindusów, muzułmanów, buddystów i dżinistów mieszkali także indyjscy chrześcijanie, zwani chrześcijanami Świętego Tomasza (znani także jako Nasrani). Ich historia sięgała pierwszych wieków chrześcijaństwa a organizacyjnie byli związani z “nestoriańskim” Kościołem Wschodu. Portugalczycy zmusili ich na synodzie w Diamper (1599) do dołączenia do kościoła katolickiego, a inkwizycja miała się upewnić, że te wspólnoty porzucą zwyczaje, księgi, nauczania i praktyki niezgodne z nauczaniem katolickim. Tych którzy nie chcieli porzucać swoich zwyczajów i wierzeń prześladowano. Co gorsza- spalono także bardzo dużo lokalnych dzieł chrześcijańskich przez co historia indyjskiego chrześcijaństwa sprzed przybycia Portugalczyków jest bardzo ciężka do zrekonstruowania.

    Szkic z XVIII wieku przedstawiający człowieka skazanego na śmierć przez inkwizycję

    Trudna do zrekonstruowania jest też dokładna działalność inkwizycji z Goa. Miała pod swoją jurysdykcją wszystkie terytoria portugalskie w Chinach, wschodniej Afryce, Indiach i Azji Południowo-Wschodniej. Niestety wiele z jej archiwów została spalona przez Portugalczyków po tym jak wycofano inkwizycję. Ponadto część dokumentów, które przetrwały są po dziś dzień niezbadane***. Stąd także ciężko dokładnie określić liczbę ofiar śmiertelnych (egzekucja lub śmierć w więzieniu), nie mówiąc już o wszystkich tych, których aresztowano, torturowano, pozbawiono pracy, majątku, wygnano, odebrano dzieci etc. Historycy są zatem zmuszeni podawać niepełne liczby, uzupełniane szacunkami. Dla wielu miejsc brak jakichkolwiek danych.

    Szacuję się, że do 1774 roku przez trybunały inkwizycyjne w samym Goa przewinęło się około 16 tysięcy 172 osób. Prawie ¾ z nich było lokalsami. Połowa była ochrzczona. Dla pierwszych stu lat działania inkwizycji podaję się liczbę 121 ofiar śmiertelnych i 4k 46 skazanych na więzienie, publiczne ośmieszenie, grzywny, przymusowe prace etc. Warto też pamiętać, że celem inkwizycji było przede wszystkim złamanie heretyka i zmuszenie go do powrotu do kościoła. Stąd ci którzy przyznali się do winy ( i była ona niewielka, na przykład kultywowanie pojedynczego, zabronionego zwyczaju) otrzymywali krótkie kary więzienia i musieli odbyć pokutę. Ostatecznie inkwizycję w Goa rozwiązano w 1820 roku, ale nie był to wcale koniec dyskryminacji innowierców w portugalskich koloniach.

    #daszwiare #katolicyzm #chrzescijanstwo #religia #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #zydzi #gruparatowaniapoziomu #buddyzm #indie #hinduizm #ateizm #bekazkatoli (dla zasięgu)
    pokaż całość

    •  

      @niedoszly_andrzej: Czyli ten autor relatywizował przewinienia katolickiego kleru (w tym Aloisa Hudala), zatem stosował w tej kwestii relatywizm moralny - który podobno Kościół potępia. A już na pewno katoliccy apologeci bardzo chętnie przypisują relatywizm moralny wrogom Kościoła - rzeczywistym i domniemanym.

      Spotkałem się kiedyś ze stwierdzeniem, że we wrogach najbardziej drażnią nas nasze własne wady - cóż, może to prawda.
      W ogóle to chrześcijańskie nakazy moralne jak najbardziej można nazwać relatywnymi - tyle że są takie w relacji do rozkazów Boga, a nie do natury człowieka. Według chrześcijan, określone rzeczy są złe (np. zabijanie i prześladowanie), chyba że nakazuje je Bóg. To wtedy są dobre, bo Bóg zawsze ma rację i z Bogiem się nie dyskutuje. No ale to problem praktycznie każdej religii monoteistycznej i henoteistycznej.

      Tak jak słynna kwestia: "czy bogowie lubią to, co zbożne, dlatego, że ono jest zbożne, czy też ono jest dlatego zbożne, że je bogowie lubią".
      pokaż całość

    •  

      @Trojden: ten problem o którym mówisz (Bóg raz każący mordować każdego kto wierzy inaczej, po to żeby za chwilę stwierdzić, że jednak trzeba kochać każdego) jest problemem dla samych chrześcijan. Historycznie istniało wiele (i były bardzo silne) odłamów, które wprost twierdziły, że JHWH nie jest tożsamy z Bogiem, który posłał Jezusa tylko jest szatanem udającym Boga. Co nieco o tym pisałem tutaj

      W sumie jak zacząłem czytać Biblię to nie mogłem oprzeć się wrażeniu (jeśli miałbym ją brać na poważnie), że faktycznie JHWH faktycznie jest jakimś pustynnym demonem, który zwodzi Żydów żeby oddawali mu boską cześć.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (57)

  •  

    Dla wszystkich beneficjentów wysokiej jakości treści z tagów #p0lka #madki #polityka #beka z tego czy tamtego, czy wszelkiej innej tematyki, w której złe emocje sięgają wyżej głowy, chciałem na te święta przytoczyć krótkie słowa Buddy:

    Gniew wypala nas zanim dotyka innych. Więc denerwowanie się na innych, to jak rzucanie w nich gorącym węglem, żeby ich zranić, przeważnie węgiel w nich nie trafia, a my oparzymy sobie dłonie.
    To ważne podobnie jak to, że gniew, jak wszystko, przychodzi i odchodzi, jest nietrwały i przemija. Dlatego też nie warto go zatrzymywać, wzmacniać, karmić, budować na nim iluzje i całe historie, jakie tylko zagniewany umysł potrafi tworzyć.
    Spokoju dla Was wszystkich, bo to najwyższe dobro!

    #buddyzm
    pokaż całość

  •  

    Chyba najlepszy wykład Ajahna Brahma. Koniecznie dla poprawy jakości w życiu.

    O radzeniu sobie z emocjami

    Wersja tekstowa:

    http://sasana.wikidot.com/o-radzeniu-sobie-z-emocjami

    #buddyzm #psychologia #medytacja #gruparatowaniapoziomu pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Cześć! Będąc w tym roku w Korei Południowej i Japonii, miałem okazję uczestniczyć w programie "templestay", który umożliwia spędzenie trochę czasu w buddyjskiej świątyni i zakosztowania świątynnego życia. Chciałbym się z Wami podzielić swoimi wrażeniami i przy okazji opowiedzieć jak to wszystko wyglądało na miejscu. Jeśli materiał Wam się spodoba – zachęcam do wykopania, dziękuję! :)

    https://www.wykop.pl/link/5257881/templestay-weekend-w-buddyjskiej-swiatyni/

    #podroze #korea #buddyzm #turystyka #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #buddyzm

0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:1,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1

Archiwum tagów