•  

    Mirki i Mirabelki!

    Na początku #rozdajo ! Spośród osób, które zaplusują ten post zostanie wylosowana pocztówka z Kolumbii! Losowanie jutro o godzinie 15!
    Cali znamy przede wszystkim z serialu Narcos i najbogatszej organizacji przestępczej w historii - kartelu z Cali.
    Ale jakie jest to miasto dziś? Czy miasto, które uchodzi za jedno z najniebezpieczniejszych na świecie rzeczywiście jest takie złe?
    Sprawdźcie nasz film z Cali! Na film zapraszamy razem z Jomarą, mieszkanką tego miasta.

    #zobaczymy #kolumbia #amerykapoludniowa #cali #narcos #podrozujzwykopem #zplecakiem #backpackers #podroze
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Jak ja lubię Davida Rodrigueza z Cali.

    Bystry, odważny, sympatyczny a przy tym skromny człowiek!

    #narcos #cali #seriale #netflix

    źródło: i.kinja-img.com

  •  

    #zdzislawintheworld #podroze #podrozujzwykopem #kolumbia #cali

    Kolumbijski MELANŻ

    Taka przygoda to mnie jeszcze nie spotkała i nie przypuszczałbym, że mnie spotka. No bo żebym ja i kluby, taniec, poznawanie miejscowych, a potem afterparty na ich kwadracie, no to nie pomyślałbym. Ale po kolei.

    Wszystko miało miejsce w Cali - mieście, które jest światową stolicą salsy. Wiedziałem o tym przed przyjazdem i pomyślałem sobie, że nawet warto byłoby wziąć kilka lekcji tańca, skoro już tam będę. Z pomocą przyszedł mi hostel Los Viajeros, który organizuje dziennie po godzince darmowych zajęć z salsy. Nie trzeba od razu się zobowiązywać na wiele godzin takich męczarni, a do tego jest na miejscu no i oczywiście za darmo. Poszedłem więc.

    I potańczyłem. Nie było tak źle, szczególnie że podczas swojego całkowicie nietanecznego życia udało mi się wykonać kilka ćwiczeń poprawiających rytmikę. Głównie chodzi mi tutaj o grę Dance Dance Revolution, takiej z matą ze strzałkami, co to mali Chińczycy w tym wymiatają no i przeszedłem wszystkie trzy części Pataponów - jedynej gry dla której warto kupić PSP.

    Nie było źle, ale dobrze również. Po prostu stwierdzam, że w przeciągu kilkunastu dni treningu byłbym w stanie się jako tako nauczyć, poderwać do tańca jakąś niewiastę, a może nawet tym tańcem jej zaimponować na tyle, że nie musiałbym się wysilać zbytnio na flirtowanie. W każdym razie było zdecydowanie za szybko, aby nabyte umiejętności prezentować przed kimkolwiek. W sam raz za to, aby popatrzeć jak inni tańczą. A tak się szczęśliwie złożyło, że w tym czasie odbywały się mistrzostwa świata w salsie, więc jedziemy.

    Taksóweczka, prócz nas dwie dziewczyny z hostelu i lecimy na zawody. Wbijamy na stadion, trybuny na otwartym powietrzu, pierwsze pary w tańcu. I okazało się, że wcale nie mam jeszcze wystarczająco pojęcia, żeby oglądać. To co tam się wyrabiało na scenie, było daleko ponad moje zrozumienie. Mnóstwo ewolucji, akrobatyki i konkurs najprawdopodobniej na najszybsze przebieranie nogami, nie spodziewałem się czegoś takiego.

    Nie spodziewałem się również, że poznamy miejscową dziewczynę, która będzie nas gorąco namawiać na wizytę w tradycyjnym klubie, gdzie tańczy się salsę. Takiej sytuacji nie wolno przegapić, nawet jeżeli odbierasz kluby jako przedsionek piekła. Niskie sufity, duszne pomieszczenia, pijani ludzie ocierający się o Ciebie i głośna muzyka, brakuje jedynie kotła ze smołą. Tak wyglądają wszystkie kluby i tak też wyglądało tym razem, z jedną drobną różnicą.

    Wszyscy tańczyli salsę. Wszyscy umieli to robić. A przekrój klubu zaczynał się od ledwie pełnoletnich (albo nawet i nie) ludzi, aż do takich w zaawansowanym wieku. Pomimo tego zatańczyłem sobie tam raz, w zupełności mi wystarczy. Całą resztę czasu, jak zazwyczaj, spędziłem przed klubem czekając aż ta męczarnia dobiegnie końca, dziwiąc się jak ludzie są w stanie wytrzymać w takich warunkach i zastanawiając czy "w poszukiwaniu utraconego czasu" Prousta okaże się gniotem.

    Byłem sobie przed budynkiem, gdzie również natężenie dźwięku było nieznośne, ale już do przeżycia miałem wiele czasu na kontemplację, oraz rozmowy z ludźmi, którzy wyszli na fajkę. Wśród nich znalazło się też ekipa miejscowych, która zaprosiła nas do siebie na after party. Ogólnie pomysł pójścia w środku nocy, z obcymi ludźmi, na drugim końcu świata do ich domu można uznać za niezbyt rozsądny. Jednak było nas kilka osób, do tego byliśmy dość trzeźwi, więc trzeba chwytać sroki za ogon, czy dzień.

    I okazało się to jednym z lepszych pomysłów podczas całej podróży. Fajna, spokojna, chilloutowa domóweczka, międzynarodowe grono, wszyscy siedzą sobie przed blokiem, nasi nowi znajomi zaopatrują nas jeszcze w browary, a wracając do hostelu jemy śniadanie, bo zasiedzieliśmy się do rana. Takie imprezy już bardzo lubię, a nie byłoby możliwe się na niej znaleźć, gdybym nie zaryzykował pójścia na taką, której nie lubię. Niestety nie ma stamtąd zbyt dobrych zdjęć, dlatego musicie uwierzyć na słowo, że druga plama od prawej to ja.

    wołam @dolandark @Refusek @L_u_k_as @Cooyon @Nabucho i @angeldelamuerte
    pokaż całość

    źródło: IMG_4059.JPG

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów