Przeszkadza Ci #polityka na Wykopie?
Zarejestruj konto i sam decyduj jakie tematy chcesz wyświetlać!
  •  

    Czy można kupić ebook "Paranormalnych" - czyli mojej książki?
    A można, jak najbardziej.

    I sprzedaje się on na tyle dobrze, że trafił na TOP11 bestsellerów Woblink!

    https://woblink.com/ebook/paranormalne-prawdziwe-historie-nawiedze-n-michal-stonawski-189747u

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #wygryw #chwalesie #empik #ciekawostkihistoryczne #chwalesie
    pokaż całość

    źródło: eboooktop.PNG

  •  

    CZAS NA WYNIKI PARANORMALNEGO #rozdajo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ale najpierw chciałbym ogłosić, żejuż w ten czwartek zaplanowane jest spotkanie online ze mną - spotkanie organizuje mój wydawca, wyd. Znak ( ͡° ͜ʖ ͡°) - zapraszam Wykop serdecznie: https://www.facebook.com/events/625983054989998/

    Zastanawiam się też nad kolejnym rozdajo, ponieważ wpis z poprzednim miał ponad 3k plusów, co myślicie?

    A TERAZ ZWYCIĘZCA!

    @tomek_27 gratuluję ;) Screen z losowania przez #mirkolos (ponieważ #mirkorandom tradycyjnie ma buga) w pierwszym komentarzu. Tomek, wyślij mi dane do wysyłki pocztą na priv (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #wygryw #chwalesie #empik #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: ale fajneee.jpg

  •  

    Robię "Paranormalne" #rozdajo ! - obecnie książka jest towarem deficytowym, bo w wielu księgarniach wyprzedał się nakład i dopiero idą kolejne dostawy od wydawcy. Znajduje się też na liście bestsellerów empik :>

    Jeśli komuś nie chce się czekać:
    Można zamawiać na ---> https://rcl.ink/Hw2
    Ebook zaś dostępny jest na Woblink: https://woblink.com/ebook/paranormalne-prawdziwe-historie-nawiedzen-michal-stonawski-189747u

    Jutro o 19:19 za pomocą Mirkorandom wśród plusujących wyłonię osobę, której prześlę moją książkę, "Paranormalne" z podpisem i dedykacją!
    Tradycyjnie - zielonki udziału nie bioro ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #wygryw #chwalesie #empik #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: IMG_20200720_144218_1.jpg

  •  

    Docierają do mnie pierwsze wrażenia i recenzje "Paranormalnych" i... są one dobre :D

    Można zamawiać na ---> https://rcl.ink/Hw2

    "8/10
    "Paranormalne. Prawdziwe historie nawiedzeń." - Michał Stonawski (Wyd. Znak Horyzont)
    (...) Książka wzbudza wiele emocji, poprzez strach, lęk, przerażenie po niedowierzanie, że takie zdarzenia miały miejsce naprawdę. (Taka mała rada dla Was, abyście nie czytali jej po nocach).

    Cała recenzja---> https://www.instagram.com/p/CCiM7dphRUI/

    "Książka,jak dla mnie,fantastyczna.
    Nie tylko nie miałam pojęcia,że takie miejsca istnieją w naszym kraju,ale dodatkowo sposób w jaki autor opisał to wszystko-a zrobił to bardzo dokładnie i interesująco-sprawił,że sama miałabym ochotę na wycieczkę w takie miejsce,by samemu przekonać się,że coś takiego jest."

    Cała recenzja---> https://www.instagram.com/p/CCnd2RMBnn2/

    "Wcześniej również nakładem wydawnictwa Znak ukazała się książka o podobnej tematyce pt „Niewyjaśnione”. Jej lekturę mam już za sobą i śmiało mogę stwierdzić, że dzisiejsza premiera pana Michała spodobała mi się o wiele bardziej. Przede wszystkim dlatego, że napisana jest bardzo przystępnym językiem. Nie ma tutaj trudnych pojęć czy zawiłych terminów. Czytając tę pozycję ma się wrażenie, że autor siedzi tuż obok i na luzie przy kawie/piwie opowiada historię swojemu znajomemu."

    Cała recenzja--->
    https://www.instagram.com/p/CCqJXNBH1Rx/

    Podoba mi się styl autora. Bardzo przystępny, bez trudnych pojęć. Jest prosto i na temat, przez co czyta się lekko i szybko.
    Kolejnym plusem jest to, że autor pisze o naszych rodzimych miejscach grozy. Nie o tym co jest gdzieś na świecie, ale o tym co dzieje się na naszym własnym podwórku.

    Cała recenzja--->
    https://www.instagram.com/p/CCtpeciB0_Y/

    "(...) jakież było moje zdziwienie kiedy się okazało że autor podszedł do tematu bardzo racjonalnie. Bez niepotrzebnego nakręcania i podburzania atmosfery. Pisał rzeczowo z pewną nutką niepokoju, która pozostawia czytelnika w trybie rozkminy."

    Cała recenzja--->
    https://www.instagram.com/p/CCu-jgtJN9G/

    "Całościowo „Paranormalne” wypadają naprawdę dobrze. Popularyzatorska forma sprawdza się idealnie. Stonawski nie usiłuje przekonać nikogo do wiary w opisywane zjawiska, często sam zadaje pytania o zasadność ich kwalifikacji. Z jednej strony da się dostrzec jego przeświadczenie, że coś „po drugiej stronie” istnieje, jednak czy manifestuje się w każdym z analizowanych przypadków, to zupełnie inna sprawa."

    Cała recenzja---> Dzika Banda, Mariusz Orzeł Wojteczek https://www.facebook.com/dzikabandaPL/posts/3359066457490051?__tn__=K-R

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #wygryw #chwalesie #empik
    pokaż całość

    źródło: paraaaa.PNG

  •  

    ❗❗❗DZIŚ PREMIERA MOJEJ KSIĄŻKI "PARANORMALNE" ❗❗❗

    Można zamawiać na ---> https://rcl.ink/Hw2
    Proszę też o wykopy - https://www.wykop.pl/link/5605245/mireczki-dzis-premiera-mojej-debiutanckiej-ksiazki/ ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Opisuję w niej prawdziwe historie nawiedzeń, które badałem dwa ostatnie lata jeżdżąc po Polsce, rozmawiając ze świadkami i szperając w archiwach.
    W niektórych badaniach wspomagałem się dodatkowo opinią egzorcystów.
    Historie, które znajdziecie w środku:
    - Poltergeist z Turzy Wielkiej,
    - Zagadka lewitujących krzyży z domu opieki pod Warszawą,
    - Duch z ulicy Wilczej 2/4 w Warszawie,
    - Duch warszawskiej femme fatale z Nowogrodzkiej,
    - Nawiedzenia szpitala psychiatrycznego "Zofiówka",
    - Nawiedzenia wsi Przytoń, gdzie błąkać się mają duchy pomordowanych Niemców,
    - Zagadka nawiedzonego komisariatu policji w Konsnancinie-Jeziornym,
    - Historia nawiedzonego domu "trzech krzyży" w Myszkowie,
    - Historia nawiedzonego domu na Kosocickiej w Krakowie,
    - Opowieść o poltergeiście z Myszkowa,
    - Klątwa bloku na Herbsta 4 na Ursynowie,
    - Opowieść o bloku samobójców w Tarnowie i jego klątwie.

    Wszystko zawarte w sześciu tematycznych rozdziałach

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #wygryw #chwalesie #empik
    pokaż całość

    źródło: 106437211_6180098440477_8181498473064158505_n.jpg

  •  

    ❗❗❗❗❗ Moja książka właśnie "pokonała" Blankę Lipińską na liście bestsellerów Empiku!

    W ogóle - wszystkie Blanki pokonała ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    https://rcl.ink/Hw2 <---- tu zamówisz ze zniżką ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #wygryw #chwalesie #empik pokaż całość

    źródło: HA HA HA.PNG

  •  

    ❗❗❗❗❗
    Wchodzę sobie dzisiaj na listę bestsellerów Empiku*, a tu moja książka się wbija powoli do pierwszej 50

    https://rcl.ink/Hw2 <---- tu zamówisz ze zniżką ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    *Chciałem zobaczyć co tam u książki, patrzę - na stronie, którą odświeżałem, czyli drugiej stronie bestsellerów (od 60 do 100) - nic. Brak. Nie ma. Serducho zamarło i w myślach tylko - no ok, skończyło się, było fajnie, ale przecież to nie mogło trwać wiecznie... więc sobie wszedłem na pierwszą stronę bestsellerów, by zobaczyć co ciekawego mogę sobie poczytać a tam... "Paranormalne" mi krzyczą w twarz "elo mordo".

    #warszawa #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #wygryw #chwalesie #empik
    pokaż całość

    źródło: TOP50.PNG

  •  

    ❗❗❗ Jak to jest być autorem książki umieszczonej w TOP 100 bestsellerów empiku? ❗❗❗

    Do tej pory to pytanie było poza moimi granicami percepcji. A dzisiaj już wiem, jakie to jest uczucie.

    JEST OGIEŃ!

    https://rcl.ink/Hw2 <---- tu można zamawiać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #warszawa #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #wygryw #chwalesie pokaż całość

    źródło: aaaaaaaaaaaaaaaaaa.jpg

    •  

      @whycantitbe: Jakie ma mieć opinie, jeśli premiera jest dopiero za 12 dni?

      I na jakiej podstawie uznałeś, że chujowa? Może taka być - mam nadzieję, że nie jest, starałem się, by nie była, poświęciłem dwa lata pracy na to, by ją napisać i zbadać te miejsca. Na jakiej podstawie, nie czytając tej książki, mówisz mi, że jest chujowa, stary?

      Kup, przeczytaj. Jak uznasz, że jest chujowa, będziesz miał pewne prawo, by wyrazić swoją opinię i nie będę mógł Ci nic na ten temat powiedzieć. pokaż całość

      +: 1435
    •  

      @Cedrik: ale tagi to ty szanuj. btw 50 twarzy greya też się dobrze sprzedało. Czy to znaczy, że to dobra literatura?

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    MIRASY ALEŻ JA SIĘ CIESZĘ! #chwalesie

    Moja książka, "Paranormalne: prawdziwe historie nawiedzeń" idzie właśnie na czołowe zderzenie z Bondą w kategorii reportażu pod względem popularności! Nawet nie wiecie, jak dobrze dostać takie wieści w momencie, kiedy człowiek użera się z NFZ i chorobą a w perspektywie ma operację.

    Tylko dlatego czuję że żyję ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Jakby ktoś chciał, to można zamawiać przedpremierowo na ---> https://rcl.ink/Hw2

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #wygryw #przegryw
    pokaż całość

    źródło: 5 miejsc.png

  •  

    NAWIEDZENIA WE WSI PRZYTOŃ ("Paranormalne" zamówisz tutaj z przedpremierową zniżką---> http://rcl.ink/Hw2 )

    To chyba najbardziej niejednoznaczny przypadek, jaki badałem. Dlaczego? Bo dotyczy bardzo ciężkiego tematu - morderstw, jakie po II Wojnie Światowej dopuścili się... Polacy. Na Niemcach.

    Pracując nad tym wątkiem natknąłem się na książkę pani Marianne Weber (wdowy po Maksie Weberze), która poruszając temat powojennej przemocy, skupiła się na przypadkach gwałtów na niemieckich kobietach. W swojej książce pisała tak:

    "Zachowania Polaków i Rosjan na zajmowanych terenach wschodnich Niemiec byłyby zupełnie niepojęte, gdyby nie świadomość, że stanowiły one odwet za lata hitlerowskiego reżimu. Jak wiadomo, Hitler pragnął wyciąć w pień całą polską inteligencję, a Polaków uczynić narodem niewolników. Jest to więc wina za naszą winę."*

    No i, jak się pewnie domyślacie - ten temat nie był łatwy, nawet w kontekście duchów zamordowanych Niemców, które właśnie we wsi Przytoń miałyby się pojawiać.

    Podczas mojej podróży miałem okazję rozmawiać zarówno z osobami, które przedstawiały relacje świadczące o morderstwach, jak i z takimi, które im przeczyły. Najlepiej jednak pamiętam rozmowę z pewną starszą panią, jedyną mieszkanką wsi, która przeżyła przeniesienie na nowe tereny (a pochodziła z okolic Lwowa) i bardzo szczegółowo opowiedziała mi o nawiedzeniach, których we wsi Przytoń nie brakuje.

    *Marianne Weber, Kobiety wypędzone, Replika 2008.

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #chwalesie #urbex #ciekawostkihistoryczne
    pokaż całość

    źródło: tak to.PNG

  •  

    #chwalesie TOP 10 EMPIKU w kategorii reportaż pod względem popularności!

    Sprawdzałem to dzisiaj z 10 razy, zanim uwierzyłem.
    Dziękuję. Po prostu dziękuję.

    Można zamawiać przedpremierowo na ---> https://rcl.ink/Hw2

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #chwalesie #urbex #ciekawostkihistoryczne

    Zapraszam też na mój fanpage: https://www.facebook.com/mstonawski/
    pokaż całość

    źródło: 10 miejsce.png

  •  

    Nawiedzony blok na Ursynowie, Herbsta 4. Książkę zamówisz tutaj---> https://rcl.ink/Hw2

    Takie korytarze ciągną się przez cały budynek. Kiedy znalazłem się w tym miejscu, poraziło mnie uczucie klaustrofobii. Co tam się dzieje?
    Mówi się o cieku wodnym, który w tym właśnie miejscu znalazł ujście pionowo w dół. I o dwóch zbiegach z czasów II WŚ, którzy znaleźli w tym miejscu schronienie. Jeden z nich poszedł po żywność, ale nigdy nie wrócił. Drugi zdecydował się na samobójstwo.
    W "Paranormalnych" opisuję jeszcze inne historie, fakt jednak pozostaje faktem - na Herbsta 4 od czasu, kiedy budynek został postawiony, nigdy nie było normalnie. Już na samym początku mówiło się o tym bloku "dom wariatów". Dziwne zachowanie niektórych mieszkańców, tajemnicze zgony, czy wreszcie samobójstwa sprawiły, że coraz częściej zaczął się pojawiać temat klątwy.

    Co dokładnie dzieje się na Herbsta 4? O tym więcej w "Paranormalnych".

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze

    Zapraszam też na mój fanpage: https://www.facebook.com/mstonawski/
    pokaż całość

    źródło: ursyn.jpg

  •  

    DUCHY W TURZY WIELKIEJ(więcej o książce "Paranormalne" oraz możliwość jej zamówienia -> http://rcl.ink/Hw2)

    W 2017 roku tą sprawą żyła cała Polska. Pod Działdowem straszyło - w domu w Turzy Wielkiej działo się coś tak znaczącego, że to małe miasteczko było dosłownie oblegane przez reporterów. Telewizja, radio, gazety - czy w Turzy Wielkiej naprawdę dochodziło do wydarzeń paranormalnych?

    Dwa razy odwiedziłem małe, spokojne miasteczko, usiłując zdobyć jak najwięcej informacji i tamtych wydarzeniach. Rozmawiałem z sąsiadami, próbowałem kontaktować się z rodziną, która doświadczyła nawiedzenia. Dosyć szybko zorientowałem się, że coś jest nie tak. Że ludzie są znacznie bardziej podenerwowani i opryskliwi. Że rodzina, w której doszło do tajemniczych wydarzeń, nie była szczególnie lubiana. Jaką tajemnicę skrywała mała, wiejska społeczność?

    Nawiedzenia, do których doszło w Turzy Wielkiej były bardzo "filmowe" - latały przedmioty. Klucze, sztućce, naczynia. W końcu rodzina musiała uciekać z mieszkania. Tajemnicze wydarzenia koncentrowały się wokół dojrzewającej dziewczynki. To wszystko sugeruje, że za te zjawiska odpowiadał poltergeist.

    Długo badałem historie z Turzy Wielkiej. Było to niezwykle uciążliwe, bo kontakty do poszkodowanej rodziny, czy też księdza, który odprawiał w domu egzorcyzmy były ucinane. Sami zaś mieszkańcy niechętni do rozmowy - na moje pytania niejednokrotnie reagowali rozdrażnieniem, zniechęceniem, czy nawet agresją. W końcu, w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jestem obserwowany.

    Powody mogły być dwa - albo mieszkańcy zwyczajnie mieli dość zainteresowania ich społecznością, albo też coś ukrywali.

    Historia, którą opisałem w "Paranormalnych" jest właśnie opowieścią o tajemnicy, którą ukrywa spokojna, wydawałoby się, społeczność Turzy Wielkiej, oraz historią wielkiego gniewu.

    Na zdjęciu jeden z domów w Turzy. Nie jest to jednak "ten" nawiedzony dom. Po prostu szalenie mi się spodobał.

    -------

    A Wy, słyszeliście o nawiedzeniach z Turzy? Osobiście mam taką ambicję - wrócić tam jeszcze, kiedy zgromadzę odpowiednio dużo finansów, by posiedzieć tam dłużej, zebrać jeszcze więcej informacji. Dowiedziałem się najwięcej, jak tylko mogłem, biorąc pod uwagi warunki i mocne (nawet jak na to, jak ludzie potrafią zwykle reagować) emocje związane z tą sprawą. A jednak - tajemnica Turzy Wielkiej, chociaż opowiedziana, nie jest całkowicie rozwikłana. Potrzebowałbym tu jednak zrobić prawdziwą "ekspedycję" - małe miasteczko położone jest bowiem w takim miejscu, że trudno zaplanować całą logistykę przejazdów i mieszkania gdziekolwiek. Poza tym, tak szczerze, wolałbym też nie być w trakcie tej podróży sam. Jak wspomniałem - emocje i tajemnica, którą kryją między sobą mieszkańcy grają tu rolę.

    #paranormalne #horror #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze

    Zapraszam też na mój fanpage: https://www.facebook.com/mstonawski/
    pokaż całość

    źródło: Turza.PNG

    •  

      @Cedrik: nie bedziesz mial okazji, bo zostales zabity przez wydawcę

    •  

      @Cedrik: jebać wasze duchy, ja dzisiaj ide zakopać kota co go zdechłego sąsiadowi podrzuciłem bo mnie wczoraj w garażu wystraszył. Tak po ciemku ruszyłem głową z latarką po kole z odblaskiem że ki się wydało że kot przeleciał bo się mnie wystraszył, ruch głowy stworzył przez ułamek sekundy obraz który zinterpretowałem jako kota i od razu do tego kota z automatu powiedziłem kitku , zaraz po tym zorientowałem się że kota ze mną nie ma ale za to przeleciały mi zimne poty bo ten błąd poznawczy był w ujj prawdziwy w moim odczuciu, później za każdym razem gdy wchodziłem do tego pomieszczenia to ze strachem i ciarki wracały. A w tym pomieszczeniu gniazdowały muszy które nafaszerowałem trutką i te kitku prawdopodobnie upolował jedną i się otruł. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Mireczki, puchnę z dumy, co się dzieje w ogóle?!

    Moja książka, "Paranormalne" zbliża się właśnie do ścisłej czołówki pod względem najbardziej oczekiwanych zapowiedzi w Empiku (╯°□°)╯︵ ┻━┻

    (można zamawiać tutaj: https://rcl.ink/Hw2 )

    Pojebana akcja w ogóle, kim ja niby jestem? Żadne znane nazwisko, po prostu piszę :o

    (dla zainteresowanych: jak sprawdziłem, to to jest w tym momencie pierwsza 60-tka, ale z wydawnictwa mam info, że pierwsza 20, po prostu jeszcze się nie zaktualizowało)

    #ksiazki #czytajzwykopem #chwalesie #wygryw #paranormalne #cedrikpisze
    pokaż całość

    źródło: NawiedzeniaPara.jpg

  •  

    MIRECZKI ZROBIŁEM TO!

    Dzisiaj skończyłem prace nad książką i postawiłem ostatnią kropkę. Zajęło mi to dwa lata - nie samo pisanie, ale podróże po tych wszystkich miejscach w całej Polsce, znajdywanie historii, przesiew ich, research - szukanie po archiwach, gazetach - nierzadko dokumentach sprzed blisko 100 lat. Wszystko po to, by ta książka była jak najlepsza. Czy mi się to udało - mam taką nadzieję, póki co jestem usatysfakcjonowany - co się pewnie zmieni, kiedy siądę do poprawek...
    Ale tak - w te wakacje, w wydawnictwie Znak pojawi się książka o nawiedzonych miejscach i ich historiach. Można już zamawiać ;)

    https://rcl.ink/Hw2 - link do Empiku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #chwalesie #cedrikpisze #paranormalne #wygryw #czytajzwykopem #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: Stonawski_Paranormalne_500pcx.jpg

  •  

    Czuje dobrze człowiek #wygryw ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dzisiaj moje opowiadanie "Reguła Niczego" (w interpretacji Mateusza Kwietnia) ma premierę na serwisach audioteka.pl i Lecton.

    https://lectonapp.com/pl/audiobook/a08ebd79-d982-447c-b1a1-3dc6e46586bb?_lst

    Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że kupicie, posłuchacie i będziecie zadowoleni ʕ•ᴥ•ʔ

    A wszystkie opowiadania Słowiańskich Koszmarów znajdziecie tutaj:

    https://lectonapp.com/pl/p/slowianskie-koszmary

    #audiobook #cedrikpisze #slowianie #horror #czytajzwykopem #ksiazki #opowiadanie
    pokaż całość

    źródło: reguuu.PNG

  •  

    Gadam sobie z ludźmi. Lubię gadać. I oni się czasami pytają, co też napisałem, bądź piszę. I na 99,9% przypadków, ZAWSZE, jeśli ktoś jest tzw. "normalnym człowiekiem", a nie literackim pojebem (tzn. dalej czyta książki, więc taki zbyt normalny nie jest), pada jedno pytanie, rzucone tak po prostu, jako oczywisty fakt: A ILE ZAPŁACIŁEŚ ZA WYDANIE?

    I nie chodzi tu o krew, pot i łzy.

    Kompletnie tego nie kapuję. Czemu model Vanity uznawany jest tak po prostu za domyślny? Kiedy to się stało? Przede wszystkim: JAK to się stało, przecież to powinno być oczywiste, że jest zupełnie inaczej. To prawda - większość "zwyklaków" (nie obrażając), uważa, że pisanie to taka "zabawa", "hobby", forma aktywności pobocznej czyniona dla rozrywki, z powodów, bo ja wiem - estetycznych. I jak się chce nazywać to pracą - zwłaszcza ciężką i dosyć upierdliwą mimo wszystko, no to można zostać wyśmianym. Haha, praca? Jaka to by miała być praca, praca to ciężkie machanie łopatą, a nie, że sobie panicz poklepie na klawiaturze trochę i żąda, by nazywać to PRACĄ. Że niby mu się coś za to należy.

    Może - tak sobie teraz myślę - to jest powodem, dla którego tak wiele osób myśli sobie, no, że skoro to nie jest pracą, to za wydanie to autor płaci pieniędzmi, a wydawca to jest taka firma, co czyni usługi w zakresie wysyłkowej? Ewentualnie, jak ktoś ma więcej kasy - również promocyjnej.

    Nie wiem, tak to sobie tłumaczę, bo mi już witki opadają, jak ciągle muszę tłumaczyć, że jest inaczej. Że nie - pisanie to JEST cholernie ciężka praca, często bardzo żmudna i mało opłacalna, że autor nie czyni tego tylko ze względu na hobby, tylko dlatego, że musi, bo jakby nie wyjmował sobie tego z głowy, to by zwariował (przynajmniej tak jest w moim przypadku), że wydawca co prawda również płaci autorowi, ale sam też zarabia, że w ogóle rynek działa inaczej. Piszę jakieś artykuły o vanity ale i tak to jest mało. I tak żywy jest mit, że pisanie to nie praca, a za wydanie trzeba zapłacić.

    I tak to sobie trwa. Albo nie wiem, to ja mam takie dziwne odczucia tylko, a jest zupełnie inaczej? To by było niezłe.

    #pisanie #piszzwykopem #cedrikpisze #ksiazki #czytajzwykopem
    pokaż całość

  •  

    Oto i lista opowiadań, które wkrótce zostaną nagrane przez serwis audioteka.pl. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo się jaram faktem, że wśród autorów tychże, jest także i moje nazwisko, prawda?

    Ale mówię. Bo jaram się tak, że słońce to przy mnie mała iskierka. Tak się jaram. Jaram się straszecznie!

    REGUŁA NICZEGO - niebawem na audioteka.pl ;) A w samej liście znajdziecie parę ciekawych nazwisk, między innymi muzyków znanego choćby z #wiedzmin od #cdprojektred zespołu #percival ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Wróżda - Maciej Szymczak
    Szeptucha - Agnieszka Kwiatkowska
    W czasie dodanym - Marta Krajewska
    Cmentarzysko demonów - Piotr Ferens
    Svantevit - Katarzyna Bromirska i Mikołaj Rybacki
    Najwyższy czas, by naprawić swój błąd -Flora Woźnica
    Reguła niczego - Michał Stonawski
    Niezwykła kobieta -Dagmara Adwentowska
    Powrót pradawnych - Piotr Ferens
    Krew dla bogów - Maciej Szymczak
    Pośród drzew - Sylwia Błach
    Grad na was i burze -Dagmara Adwentowska
    Głowa - Radosław Jarosiński
    Na służbę bogu - Dagmara Adwentowska
    Złota Tarcza - Maciej Szymczak
    Rola przeznaczenia - Piotr Barej
    Zwierciadło - Krzysztof Kaczyński
    Cmentarnica - Piotr Ferens
    Stacja - Mariusz Orzeł Wojteczek
    Smętarz - Wojciech Mytnik
    Efekt ćmy - Daniel H. Jaśko
    Dziwożona - Wojciech Mytnik

    Opka możecie przeczytać również sami w antologiach "Krew Zapomnianych Bogów", "Słowiańskie Koszmary" (tutaj moje), czy "Słowiański horror".

    #audioteka #cedrikpisze #czytajzwykopem #audiobook #wygryw #chwalesie #slowianie #rodzimowierstwo #ksiazki
    pokaż całość

    źródło: audioteka.jpg

  •  

    Mirasy, #czujedobrzeczlowiek #audioteka mi wydaje opowiadanie! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Słowiański horror wziął szturmem rynek w naszym środowisku grozowym i idzie mocno dalej. audioteka.pl wyselekcjonowała opowiadania z ostatnich antologii i zostaną one udostępnione na tej platformie, co oznacza: profesjonalne wykonanie, lektor, muzyka - wiecie, znacie to.
    Miło mi donieść, że w gronie szczęśliwych tekstów znalazł się i mój, "Reguła niczego" już niebawem w wersji audio ;) Jako młody autor nie mogłem sobie wymarzyć lepiej tego roku. A że zaczyna się on taką niespodzianką, to jest, rzekłbym... ZNAK ;) Bo to wcale nie koniec :> Jestem szczęśliwy jak dziecko, które w dzień dziecka właśnie wchodzi do Disneylandu i dowiaduje się, że pierwszy przystanek to pizzeria :D

    #opowiadanie #cedrikpisze #audiobook #czytajzwykopem #sluchajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: audiotekaaaaaa.jpg

  •  

    Ludzkie kości. Co jakiś czas wyrzucane są na brzeg zbiornika w Goczałkowicach. Młody dziennikarz jedzie porozmawiać o nich z kierownikiem tegoż zbiornika. Jeszcze nie wie, że znajdzie o wiele więcej, niż kości...

    https://youtu.be/0PCfKpKoHMA

    To o ludzkich kościach bywa akurat prawdą. A cała reszta?
    Przypominam nagranie Tchnienie Grozy na podstawie mojego opowiadania "Cienie".

    Z miłym zaskoczeniem odkrywam, że nagranie osiągnęło już ponad 4600 wyświetleń.

    #audiobook #cedrikpisze #czytajzwykopem #horror
    pokaż całość

    źródło: PSAOGo.jpg

  •  

    PROBLEM Z KOŚCIOŁEM (kolejny wpis, którego prawie nikt nie przeczyta) #cedrikpisze

    Dzisiaj będzie bardziej osobiście.

    Czasami czytam wpisy moich facebookowych znajomych, w których piszą o Kościele, czy też o tym, jak bardzo tego Kościoła nienawidzą. "Czarna mafia", "Kler", "Pedofile", "Bandyci" - zło wcielone, normalnie. Organizacją, która pierze ludziom mózgi. Co więcej - Jak wierzysz, to od razu oznacza, że jesteś "członkiem mafii", sama zaś wiara w cokolwiek oznacza z automatu wiarę we wszystko, co mówi Kościół.

    Wyjaśnijmy sobie na początek jedną rzecz, OK? Wiara to nie jest religia. Wiara to głęboko intymna rzecz każdego człowieka. Nawet ateiści w coś wierzą, są wartości, w które przecież wierzy każdy normalny człowiek. Niestety, bardzo dużo ateistów słysząc słowo "wiara" ma na myśli również "religię". Tymczasem religia to w moim rozumieniu system wierzeń. Kiedy wiara wypływa ze środka człowieka, religia jest czymś, co przychodzi z zewnątrz. Zawsze wyobrażałem sobie dobrego chrześcijanina jako człowieka, który umie idealnie balansować wiarę i religię, być takim "mostem", gdzie te dwie koncepcje się spotykają.

    Wracając do tematu - nie uważam się za chrześcijanina. Uważam się za osobę wyrosłą w tej tradycji i kulturze. A kultura chrześcijańska - czy tego ktoś chce czy nie - jest ściśle powiązana z kulturą naszej cywilizacji. Mylą się ci, którzy mówią, że to - podobnie jak kultura Islamska - coś obcego, co nas podbiło. Jasne - kultura Słowian, z której powinniśmy być dumni, nie była kulturą chrześcijańską. Jednak nasza "cywilizacja zachodu" wzrosła i wykiełkowała na kulturze chrześcijańskiej, która wszystko połączyła razem. Zwalczanie jej jest moim zdaniem wyrazem zaślepienia i niezrozumienia tego faktu. Ale to, że taka kultura czy tradycje występują, nie oznacza też wyrazu poddaństwa Kościołowi, czy państwa kościelnego.

    Uważam się za teistę. Osobę wierzącą. Moje motywy wyjaśniałem już ostatnio, więc tutaj robił tego nie będę. Zaciekawiła mnie jednak i popchnęła do rozmyślań inna rzecz - to, że mam "problem z Kościołem" oznaczało dla wielu osób to, że Kościół jest w tej sytuacji winny. Że reaguję niechęcią na coś, co ten Kościół mi zrobił, lub robi i właśnie stąd wynika mój problem. Rozumiecie - postrzegam Kościół źle, sprzeciwiam się "mafii".

    Błąd.

    Rozumiem, z czego bierze się takie myślenie. Po niesamowitym wzlocie, jaki Kościół zaliczył na przełomie tysiącleci (głównie za sprawą pontyfikatu Jana Pawła II), nadszedł upadek i gorzkie refleksje, kiedy okazało się, jak bardzo Kościół jest zdegenerowany, podzielony, słaby. Jakimś znakiem była już rezygnacja Benedykta XVI. Instytucję tę drążą grzechy - pedofilia, brak umiaru, gwałty, cudzołóstwo, zachłanność. Jakakolwiek krytyka prowadzi do histerii i syndromu oblężonej twierdzy. Problem jest nawet w tym, by uderzyć się w pierś, co każdy chrześcijanin powinien przecież umieć jako rzecz podstawową. Zgnilizna i zepsucie.

    Pamiętam, jak bardzo wkurwiało mnie podejście, jakie wiele osób duchownych miało (i ma dalej) do Harry'ego Pottera. Do dziś pamiętam rozmowę z siostrą dyrektor mojego gimnazjum, która zagroziła mi, że jeśli będę czytał Pottera, to ona wyrzuci mnie ze szkoły, czy mszę (chyba u Św. Szczepana, jeśli dobrze pamiętam) na której ksiądz powiedział, że czytanie tych książek to grzech - upraszczając, bo tyrada anypotterowa i ogólnie - antyfantastyczna była długa. Nawet człowiek, który później został papieżem napisał o Potterze książkę (!), piętnując go jako siedlisko okultyzmu. Nie trzeba być ani pisarzem, ani czytelnikiem fantastyki, by wiedzieć, jak bardzo takie podejście jest pozbawione sensu i świadczące o ignorancji. Że nie wspomnę o niedawnym paleniu książek - w tym Pottera właśnie.

    Nie dziwię się więc temu, że na hasło "Problem z Kościołem" ludzie myślą, że po prostu dołączyłem do grupy wkurwionych na tą instytucję. Dziwię się natomiast tym (a są tacy i w mojej rodzinie), którzy uważają, że osoba mająca problem z systemem religijnym jest osobą niewierzącą. Dziwię się i tym, którzy uważają, że wszyscy księża to pedofile. Albo i tym, którzy raz za razem atakują Kościół, jakby nie mieli nic innego do roboty.

    Mój "Problem z Kościołem" wcale nie jest skierowany przeciwko Kościołowi. To JA mam problem. Albo nie tyle problem, co pewne przemyślenia. U podstaw - jasne - jest niechęć. Niechęć ta wywołana była przez zachowanie członków Kościoła, którzy chcieli wywierać na mnie presję, co mam czytać, a czego nie - a trzeba Wam wiedzieć, że jakiekolwiek próby wywarcia na mnie jakiejkolwiek presji kończą się, cóż, źle.
    Kolejną rzeczą była - znów - presja ze strony części rodziny, próbującej zawlec mnie do Kościoła siłą, czy też (po raz kolejny), presja ze strony szkoły, która chciała mnie w tym kościele trzymać.

    To było iskrą, która mnie i wielu innych młodych ludzi odepchnęła od Kościoła. Trudno mi jednak zrozumieć utrzymywanie tej iskry, ciągłe jej rozniecanie. To wszystko jest niemiłe - prawda, ale budowanie na tym sprzeciwu dla religii i niechęci jest moim zdaniem zwyczajnie głupie. To są zwyczajnie zbyt błahe rzeczy, nie mające znaczenia w ostatecznym rozrachunku. Powiem więcej - próba budowania całej skomplikowanej antykościelnej machiny na gniewie za jakieś krzywdy ze strony paru osób jest w moim odczuciu zwyczajnie dziecinna. To dzieci tupią nóżką i obrażają się na cały świat. Nawet nie dzieci - po prostu rozwydrzone bachory, reagujące fochem i płaczem, jeśli ktoś na nie krzywo spojrzy.

    W moim przypadku zrozumiałem, że chodząc do Kościoła, będąc aktywnym chrześcijaninem, byłbym zwyczajnym hipokrytą. Jeśli widzę stwórcę (o koncepcji stwórcy pisałem ostatnio - tu odsyłam do tamtego wpisu) w innych ludziach, w nauce, w świecie naokoło - wszędzie, ale nie w obrzędach religijnych, to uczestnictwo w tych obrzędach byłoby z mojej strony przejawem totalnej hipokryzji. Rozumiem ludzi, którym to pomaga. Obrzęd. Modlitwa. Różaniec. Ale ja nie jestem taką osobą. Mnie to przeszkadza - oddala od wszelkich rozmyślań, poczucia wspólnoty, można powiedzieć - od Boga (czymkolwiek ten jest). Dogmat, nakaz, presja i mechaniczny obrządek, z tymi wszystkimi śpiewami - to wszystko mnie mierzi, zniechęca.

    Mając jakieś 15 lat, złapałem się na tym, że dopiero wychodząc z Kościoła PO MSZY, zaczynam czuć wiarę. Wiarę, która nie miała zbyt wiele wspólnego z tym, co zostawiałem za plecami.
    Moja wiara to był zachwyt nad pięknem świata, nad mądrością drugiej osoby, nad kreatywnością, nad złożonością kosmosu w skali mikro i makro. Wszędzie tam - oraz w ludziach wokół - widziałem Boga. W kościele i jego obrządkach - tylko ludzi. A ludzie mnie po prostu wkurwiali.

    Kiedyś pewien dominikanin powiedział, że chrześcijanin powinien iść do kościoła kiedy mu się nie chce i kiedy tego nie rozumie, by coś ofiarować - swoje poświęcenie i swój smutek, niechęć, ale przemóc się - w ofierze. Jednym słowem - lekko się udręczyć. Dla Boga. To bardzo ładna i romantyczna myśl, ale kompletnie do mnie nie przemawia.

    W poprzednim wpisie przyrównywałem widmo śmierci, w którym cały czas żyjemy do terroru. Tu zaś mamy udręczanie się jako ofiarę. Robienie coś wbrew sobie i temu, co czujemy.I zastanawiam się - dlaczego właśnie takiego Boga, który trzyma mnie w szachu, terrorze i umartwianiu się w ofierze, miałbym czcić?

    I myślę, że wielu ateistów zadało sobie to samo pytanie, po czym stwierdziło, że nie wierzą w takiego Boga, odwróciło się od Kościoła i od wiary. I moim zdaniem to jest błąd.

    Wracam tu do początku moich rozważań - Kościół i Wiara to nie jest jedno. Jeśli Bóg, jako świadoma istota, istnieje, to kompas moralny, instynkt będzie tym, co jest w pewnym sensie jego głosem. Tym najbardziej pierwotnym, na poziomie... instynktu i emocji właśnie. Religia i Kościół to coś, co obrosło wokół tego głosu - przez tysiąclecia reformowane, zmieniane i dostosowywane przez ludzi dla ludzi - mim zdaniem tu leży cały problem, że ten "Głos Boga" gdzieś się w tym wszystkim zgubił i zniekształcił. Jak kaseta, którą zbyt wiele razy odtworzysz i w końcu piosenka na niej zaczyna się to rozciągać, to skracać, desynchronizować.

    Mój Bóg? Mój Bóg nie tkwi w obrządkach, umartwianiu się, robieniu czegoś wbrew sobie i swoim instynktom. Mojego "Boga" odnajduję w nauce, w skomplikowaniu świata, w wolnej myśli, miłości i pięknie ludzi naokoło. Znajduję go w swoim pisaniu, w pisaniu innych, w padającym śniegu za oknem, czy promieniach słońca, rozszczepianych przez pryzmat na kolory, które widzę i pasma, których dostrzec nie jestem w stanie. Tego Boga znajduję w przyjaciołach, z którymi rozmawiam i w znajomych, którzy się ze mną nie zgadzają, w żebraku, który siedzi na ulicy i jego komórkach i DNA w nich, mikrotubulach w jego mózgu, w których - być może - zachodzi świadomość. W jądrach słońc i wybuchach supernowych, w których tworzą się te same pierwiastki z których jestem zbudowany. W ogromie galaktyk i gwiazd, które widzę zadzierając głowę i tej maleńkiej niebieskiej kropce, na której wszyscy żyjemy. I w złożoności tego całego, rozciągającego się w nieskończoność mikro i makro świata, który działa na tych wszystkich płaszczyznach jak najdokładniejszy mechanizm, płynnie zamieniając miejscami chaos i spokój, przy czym jedno wynika z drugiego. TO jest mój Bóg. Nie obrzędy i mamrotanie formułek, nie zwlekanie się o siódmej rano do kościoła wbrew sobie, byleby się umęczyć i w ten sposób udowodnić swoje oddanie.

    Moja wiara rozkwita, ale nie ma to zbyt wiele wspólnego z religią i Kościołem, których jednak będę bronił - bo to, co dla mnie jest elementem nieprzystającym, dla innych jest czymś, co daje wytchnienie i radość. I każdy ma prawo (albo nawet obowiązek) właśnie tego w swoim życiu szukać.

    #religia #wiara #kosciol #katolicyzm #chrzescijanstwo #filozofia #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: krzyż.jpeg

    •  

      @Cedrik: Może u bym chętnie podyskutował ale postanowiłem jakiś czas temu nie zajmować się rzeczami jakie nie istnieją. Wierzysz w niewidzialnego przyjaciela? Spokojnie, są na to odpowiednie leki.
      Tak samo nie pcham się w gównodyskusje na temat, płaskiej ziemi, jednorożców, reptilian i UFO. Wszystkiego dobrego.
      Pozdrawiam

    •  

      @fuck_yeah: Hej. To zmuszanie do obrzędów też moim zdaniem nie jest dobre. Sam obrzęd w sobie nie ejst niczym złym. Nie ma nic nieczystego, dopóki sami tego takim nie uczynimy. Jeżeli chodzenie do budynku Kościoła i rzeczywiste poczucie wspólnoty buduje jakichś ludzi to dla nich jest to dobre. Osobiście mogę chodzić i mogę nie chodzić. Gdy idę i chce się w to zaangażować by szukać Boga, oddać mu w ten sposób cześć, nie czynie źle. Jeśli ktoś do tego zmusza to już inna sprawa, ale zakładam, że zmuszający myśli że robi dobrze, bo dla czyjegoś dobra. Chyba ważne żeby szukać cały czas.Myślę, że Kościół (oraz odpowiedniki w innych religiach) jest etapem, drogą i obrazem rzeczy prawdziwych. Myśle, że obrzędy i sakramenty są do przeżycia głębiej w życiu jako doświadczenie, a nie jako symbol i wtedy zrozumie się ich sens. Chrzest - zanurzenie w śmierci Chrystusa pokaż całość

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    PROBLEM Z KOŚCIOŁEM (kolejny wpis, którego prawie nikt nie przeczyta) #cedrikpisze

    Dzisiaj będzie bardziej osobiście.

    Czasami czytam wpisy moich facebookowych znajomych, w których piszą o Kościele, czy też o tym, jak bardzo tego Kościoła nienawidzą. "Czarna mafia", "Kler", "Pedofile", "Bandyci" - zło wcielone, normalnie. Organizacją, która pierze ludziom mózgi. Co więcej - Jak wierzysz, to od razu oznacza, że jesteś "członkiem mafii", sama zaś wiara w cokolwiek oznacza z automatu wiarę we wszystko, co mówi Kościół.

    Wyjaśnijmy sobie na początek jedną rzecz, OK? Wiara to nie jest religia. Wiara to głęboko intymna rzecz każdego człowieka. Nawet ateiści w coś wierzą, są wartości, w które przecież wierzy każdy normalny człowiek. Niestety, bardzo dużo ateistów słysząc słowo "wiara" ma na myśli również "religię". Tymczasem religia to w moim rozumieniu system wierzeń. Kiedy wiara wypływa ze środka człowieka, religia jest czymś, co przychodzi z zewnątrz. Zawsze wyobrażałem sobie dobrego chrześcijanina jako człowieka, który umie idealnie balansować wiarę i religię, być takim "mostem", gdzie te dwie koncepcje się spotykają.

    Wracając do tematu - nie uważam się za chrześcijanina. Uważam się za osobę wyrosłą w tej tradycji i kulturze. A kultura chrześcijańska - czy tego ktoś chce czy nie - jest ściśle powiązana z kulturą naszej cywilizacji. Mylą się ci, którzy mówią, że to - podobnie jak kultura Islamska - coś obcego, co nas podbiło. Jasne - kultura Słowian, z której powinniśmy być dumni, nie była kulturą chrześcijańską. Jednak nasza "cywilizacja zachodu" wzrosła i wykiełkowała na kulturze chrześcijańskiej, która wszystko połączyła razem. Zwalczanie jej jest moim zdaniem wyrazem zaślepienia i niezrozumienia tego faktu. Ale to, że taka kultura czy tradycje występują, nie oznacza też wyrazu poddaństwa Kościołowi, czy państwa kościelnego.

    Uważam się za teistę. Osobę wierzącą. Moje motywy wyjaśniałem już ostatnio, więc tutaj robił tego nie będę. Zaciekawiła mnie jednak i popchnęła do rozmyślań inna rzecz - to, że mam "problem z Kościołem" oznaczało dla wielu osób to, że Kościół jest w tej sytuacji winny. Że reaguję niechęcią na coś, co ten Kościół mi zrobił, lub robi i właśnie stąd wynika mój problem. Rozumiecie - postrzegam Kościół źle, sprzeciwiam się "mafii".

    Błąd.

    Rozumiem, z czego bierze się takie myślenie. Po niesamowitym wzlocie, jaki Kościół zaliczył na przełomie tysiącleci (głównie za sprawą pontyfikatu Jana Pawła II), nadszedł upadek i gorzkie refleksje, kiedy okazało się, jak bardzo Kościół jest zdegenerowany, podzielony, słaby. Jakimś znakiem była już rezygnacja Benedykta XVI. Instytucję tę drążą grzechy - pedofilia, brak umiaru, gwałty, cudzołóstwo, zachłanność. Jakakolwiek krytyka prowadzi do histerii i syndromu oblężonej twierdzy. Problem jest nawet w tym, by uderzyć się w pierś, co każdy chrześcijanin powinien przecież umieć jako rzecz podstawową. Zgnilizna i zepsucie.

    Pamiętam, jak bardzo wkurwiało mnie podejście, jakie wiele osób duchownych miało (i ma dalej) do Harry'ego Pottera. Do dziś pamiętam rozmowę z siostrą dyrektor mojego gimnazjum, która zagroziła mi, że jeśli będę czytał Pottera, to ona wyrzuci mnie ze szkoły, czy mszę (chyba u Św. Szczepana, jeśli dobrze pamiętam) na której ksiądz powiedział, że czytanie tych książek to grzech - upraszczając, bo tyrada anypotterowa i ogólnie - antyfantastyczna była długa. Nawet człowiek, który później został papieżem napisał o Potterze książkę (!), piętnując go jako siedlisko okultyzmu. Nie trzeba być ani pisarzem, ani czytelnikiem fantastyki, by wiedzieć, jak bardzo takie podejście jest pozbawione sensu i świadczące o ignorancji. Że nie wspomnę o niedawnym paleniu książek - w tym Pottera właśnie.

    Nie dziwię się więc temu, że na hasło "Problem z Kościołem" ludzie myślą, że po prostu dołączyłem do grupy wkurwionych na tą instytucję. Dziwię się natomiast tym (a są tacy i w mojej rodzinie), którzy uważają, że osoba mająca problem z systemem religijnym jest osobą niewierzącą. Dziwię się i tym, którzy uważają, że wszyscy księża to pedofile. Albo i tym, którzy raz za razem atakują Kościół, jakby nie mieli nic innego do roboty.

    Mój "Problem z Kościołem" wcale nie jest skierowany przeciwko Kościołowi. To JA mam problem. Albo nie tyle problem, co pewne przemyślenia. U podstaw - jasne - jest niechęć. Niechęć ta wywołana była przez zachowanie członków Kościoła, którzy chcieli wywierać na mnie presję, co mam czytać, a czego nie - a trzeba Wam wiedzieć, że jakiekolwiek próby wywarcia na mnie jakiejkolwiek presji kończą się, cóż, źle.
    Kolejną rzeczą była - znów - presja ze strony części rodziny, próbującej zawlec mnie do Kościoła siłą, czy też (po raz kolejny), presja ze strony szkoły, która chciała mnie w tym kościele trzymać.

    To było iskrą, która mnie i wielu innych młodych ludzi odepchnęła od Kościoła. Trudno mi jednak zrozumieć utrzymywanie tej iskry, ciągłe jej rozniecanie. To wszystko jest niemiłe - prawda, ale budowanie na tym sprzeciwu dla religii i niechęci jest moim zdaniem zwyczajnie głupie. To są zwyczajnie zbyt błahe rzeczy, nie mające znaczenia w ostatecznym rozrachunku. Powiem więcej - próba budowania całej skomplikowanej antykościelnej machiny na gniewie za jakieś krzywdy ze strony paru osób jest w moim odczuciu zwyczajnie dziecinna. To dzieci tupią nóżką i obrażają się na cały świat. Nawet nie dzieci - po prostu rozwydrzone bachory, reagujące fochem i płaczem, jeśli ktoś na nie krzywo spojrzy.

    W moim przypadku zrozumiałem, że chodząc do Kościoła, będąc aktywnym chrześcijaninem, byłbym zwyczajnym hipokrytą. Jeśli widzę stwórcę (o koncepcji stwórcy pisałem ostatnio - tu odsyłam do tamtego wpisu) w innych ludziach, w nauce, w świecie naokoło - wszędzie, ale nie w obrzędach religijnych, to uczestnictwo w tych obrzędach byłoby z mojej strony przejawem totalnej hipokryzji. Rozumiem ludzi, którym to pomaga. Obrzęd. Modlitwa. Różaniec. Ale ja nie jestem taką osobą. Mnie to przeszkadza - oddala od wszelkich rozmyślań, poczucia wspólnoty, można powiedzieć - od Boga (czymkolwiek ten jest). Dogmat, nakaz, presja i mechaniczny obrządek, z tymi wszystkimi śpiewami - to wszystko mnie mierzi, zniechęca.

    Mając jakieś 15 lat, złapałem się na tym, że dopiero wychodząc z Kościoła PO MSZY, zaczynam czuć wiarę. Wiarę, która nie miała zbyt wiele wspólnego z tym, co zostawiałem za plecami.
    Moja wiara to był zachwyt nad pięknem świata, nad mądrością drugiej osoby, nad kreatywnością, nad złożonością kosmosu w skali mikro i makro. Wszędzie tam - oraz w ludziach wokół - widziałem Boga. W kościele i jego obrządkach - tylko ludzi. A ludzie mnie po prostu wkurwiali.

    Kiedyś pewien dominikanin powiedział, że chrześcijanin powinien iść do kościoła kiedy mu się nie chce i kiedy tego nie rozumie, by coś ofiarować - swoje poświęcenie i swój smutek, niechęć, ale przemóc się - w ofierze. Jednym słowem - lekko się udręczyć. Dla Boga. To bardzo ładna i romantyczna myśl, ale kompletnie do mnie nie przemawia.

    W poprzednim wpisie przyrównywałem widmo śmierci, w którym cały czas żyjemy do terroru. Tu zaś mamy udręczanie się jako ofiarę. Robienie coś wbrew sobie i temu, co czujemy.I zastanawiam się - dlaczego właśnie takiego Boga, który trzyma mnie w szachu, terrorze i umartwianiu się w ofierze, miałbym czcić?

    I myślę, że wielu ateistów zadało sobie to samo pytanie, po czym stwierdziło, że nie wierzą w takiego Boga, odwróciło się od Kościoła i od wiary. I moim zdaniem to jest błąd.

    Wracam tu do początku moich rozważań - Kościół i Wiara to nie jest jedno. Jeśli Bóg, jako świadoma istota, istnieje, to kompas moralny, instynkt będzie tym, co jest w pewnym sensie jego głosem. Tym najbardziej pierwotnym, na poziomie... instynktu i emocji właśnie. Religia i Kościół to coś, co obrosło wokół tego głosu - przez tysiąclecia reformowane, zmieniane i dostosowywane przez ludzi dla ludzi - mim zdaniem tu leży cały problem, że ten "Głos Boga" gdzieś się w tym wszystkim zgubił i zniekształcił. Jak kaseta, którą zbyt wiele razy odtworzysz i w końcu piosenka na niej zaczyna się to rozciągać, to skracać, desynchronizować.

    Mój Bóg? Mój Bóg nie tkwi w obrządkach, umartwianiu się, robieniu czegoś wbrew sobie i swoim instynktom. Mojego "Boga" odnajduję w nauce, w skomplikowaniu świata, w wolnej myśli, miłości i pięknie ludzi naokoło. Znajduję go w swoim pisaniu, w pisaniu innych, w padającym śniegu za oknem, czy promieniach słońca, rozszczepianych przez pryzmat na kolory, które widzę i pasma, których dostrzec nie jestem w stanie. Tego Boga znajduję w przyjaciołach, z którymi rozmawiam i w znajomych, którzy się ze mną nie zgadzają, w żebraku, który siedzi na ulicy i jego komórkach i DNA w nich, mikrotubulach w jego mózgu, w których - być może - zachodzi świadomość. W jądrach słońc i wybuchach supernowych, w których tworzą się te same pierwiastki z których jestem zbudowany. W ogromie galaktyk i gwiazd, które widzę zadzierając głowę i tej maleńkiej niebieskiej kropce, na której wszyscy żyjemy. I w złożoności tego całego, rozciągającego się w nieskończoność mikro i makro świata, który działa na tych wszystkich płaszczyznach jak najdokładniejszy mechanizm, płynnie zamieniając miejscami chaos i spokój, przy czym jedno wynika z drugiego. TO jest mój Bóg. Nie obrzędy i mamrotanie formułek, nie zwlekanie się o siódmej rano do kościoła wbrew sobie, byleby się umęczyć i w ten sposób udowodnić swoje oddanie.

    Moja wiara rozkwita, ale nie ma to zbyt wiele wspólnego z religią i Kościołem, których jednak będę bronił - bo to, co dla mnie jest elementem nieprzystającym, dla innych jest czymś, co daje wytchnienie i radość. I każdy ma prawo (albo nawet obowiązek) właśnie tego w swoim życiu szukać.

    #religia #wiara #kosciol #katolicyzm #chrzescijanstwo #filozofia #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    •  

      @Cedrik: Ja odsunąłem się od Kościoła częściowo z tych samych powodów co Ty - za duży nacisk i presja - ale również dlatego, że wraz z rosnącym zainteresowaniem nauką i intensywniejszym "samodzielnym myśleniem" zacząłem dostrzegać, że te rytuały nie mają większego sensu. Pamiętam, że najbardziej uwierała mnie biblia - jakoś nie mogłem zaakceptować tego, że ktoś spisał ją 2000 lat temu i przetrwała do naszych czasów, przetłumaczona po drodze kilka razy - nie wierzę, że, jeśli to w ogóle prawda, sens tekstu został oddany bez błędów wynikających z tłumaczeń i zmian kulturowych związanych z czasem. Potem pojawiła się myśl, że to jest całkowicie kontrolowane przez Kościół, a Kościół ma władzę i pieniądze, które chce utrzymać - z kąd już krok do oczywistego wniosku, że bibla to po prostu manipulacja na ogromną skalę.

      Na początku byłem jakby nieco zły na ludzi, że tego nie dostrzegają i dalej ślepo wierzą i dają się manipulować. Potem trochę dorosłem i doszedłem do wniosku, że ludzie "prości" albo po przejściach potrzebują w coś wierzyć i odbieranie im tego jest nie na miejscu - zacząłem szanować cudzą wiarę (przynajmniej dopóki ktoś nie wykazał się brakiem szacunku do mojej).

      Sam natomiast zostałem agnostykiem - nie wiążę się z żadną z religii, ale też nie odcinam się zupełnie od chrześcijaństwa bo jednak jest to kultura, w której się wychowałem i w której żyję na codzień. Jednym z moich ulubionych zajęć jest uświadamianie "ateistom", że wcale nie są niewierzący, a nawet wręcz przeciwnie - również wykazują się wiarą. Bo przecież ateiści, w odróżnieniu od agnostyków, twierdzą, że żaden bóg nie istnieje - a dowodów na to mają dokładnie tyle samo co dowolna religia na to, że ich bóg istnieje - czyli zero. Jak więc inaczej to nazwać niż wiarą?

      Próbuję szukać boga w nauce, są konkretne przesłanki że to wszystko nie jest dziełem przypadku - ale dowodów oczywiście brak. Wierzę natomiast, że "jakaś" siła wyższa istnieje a nasze życie nie kończy się wraz ze śmiercią i czeka nas coś więcej. Często ludzie mówią mi wtedy, że jestem głupi, żadnego życia po śmierci nie ma i wiara w to jest bez sensu. Odpowiadam im, że też tak kiedyś uważałem, ale od tamtej pory nieco dorosłem i straciłem obojga rodziców - wtedy postrzeganie świata się zmienia i człowiek zaczyna desperacko chcieć wierzyć, że jeszcze ich kiedyś spotka, że oni ciągle są, obserwują i są dumni - bez tego ciężko jest sobie poradzić ze stratą.

      A jeśli nic po śmierci nie ma? No cóż, wyjdę na głupka - ale wtedy ani nie będzie już komu mnie oceniać, ani nie będzie mnie to obchodzić :)
      pokaż całość

    •  

      @Myzreal: dopiero dziś przeczytałem ale podpisuje się pod tym co napisałeś obiema rękami. Mam identyczne poglądy jak Ty, cieszę się że nie jestem sam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    CZY BÓG JEST TERRORYSTĄ? #cedrikpisze

    Od kiedy pamiętam, mam spory problem ze śmiercią i śmiertelnością. Innych i swoją. Nie wiem, czemu w wieku 3-4 lat zrozumiałem, że kiedyś umrę, ale tak się stało - zdałem sobie z tego sprawę z całą mocą. Od tego czasu ilekroć zasypiam, dzień w dzień, czy też noc w noc tuż przed zaśnięciem, jakiś głos mówi mi "umrzesz". I czuję wtedy taką zimną pustkę pod mostkiem, jakby coś tam mnie chciało wessać. Kiszki skręcają mi się ze strachu, z paniki - chciałbym gdzieś uciec, ale przed śmiercią nie ucieknę.

    To się kiedyś stanie - zjem ostatni posiłek, ostatni raz popatrzę na słońce. Więcej - to się stanie szybciej, niż przypuszczam. Zupełnie jak niechciany test w szkole - myślisz sobie, że masz czas, by się na niego nauczyć, przecież jeszcze tyle czasu, a tu nagle okazuje się, że to już jutro. I kiedyś tak będzie - umrę, przestanę istnieć. I Ty też.

    Dlatego zawsze wolałem wierzyć, że Bóg istnieje. O ile z Kościołem mi nie było po drodze, to możliwość tego, że moje istnienie nie zamknie się na parudziesięciu latach w całej 14 miliardowej historii kosmosu, była pocieszająca. Tyle, że nawet przy takim założeniu muszę zaakceptować i przemyśleć pewne rzeczy.

    No bo tak (zacznijmy od mniejszego kalibru) - jeśli coś ma ze mnie zostać, to co? Dusza? Nikt nie wie, czym taka dusza mogłaby być. Fizyka kwantowa za to dopuszcza możliwość, że świadomość jest zbudowana z mikrotubuli - konkretnie, że efekty kwantowe, jakie zachodzą w mikrotubulach naszego mózgu, pewne mniej lub bardziej randomowe procesy, stanowią w efekcie świadomość i ona - po śmierci ciała - może istnieć dalej. Pocieszające?
    No, nieszczególnie.

    Jeśli to wyjaśnienie jest prawdziwe, muszę przyjąć do wiadomości (i tak muszę, to fakt naukowy), że pamięć w moim mózgu definiowana jest przez specyficzne połączenia między neuronami. Wszystko więc czym jestem - cała ta suma doświadczeń - jest własnością ciała. Moje DNA - instrukcja, wedle której zostałem stworzony, również jest kwestią cielesną. Wspomnienia, DNA, co dalej? Wszystkie te doświadczenia "Bliskie śmierci" (NDE) można wywołać, jeśli wsadzi się pilota do wirówki (na przykład na testach lotniczych) i odpowiednio zwiększy prędkość, tak, że ciążenie sprawi, że krew odpłynie z mózgu. Jest to więc również efekt procesów mojego ciała. Co zostaje? Świadomość - bez wspomnień, bez jestestwa, możliwe, że bez ciała nawet nie będzie samoświadoma. Będzie zapisem informacji, które kiedyś tworzyły mnie - tyle teoretycznie zostałoby z człowieka po tym, jak zniknąłby za horyzontem zdarzeń czarnej dziury. Zbiór informacji. Można nazwać to świadomością, którą inne teoria fizyki kwantowej określa jako sygnał, który zasila odbiornik - ciało.

    W kwestii świadomego istnienia po śmierci mogę sobie to wsadzić tam, gdzie światło nie dociera.

    A sam Bóg? Do tej pory, czytając ten tekst, na pewno myślisz, że jestem chrześcijaninem z problemem z Kościołem - jakich wiele, albo coś w tym stylu. Ateiści najpewniej w ogóle tu nie dotarli, bo co im ktoś będzie gadał o BOGU?
    Tymczasem to przecież nie musi być (i najprawdopodobniej nie jest) staruszek na chmurce. Pozbądźmy się wszystkich tych religijnych nalotów. CO zostaje? Sam rdzeń: BÓG = stworzyciel świata. Ale to może być cokolwiek. Na poczekaniu mogę wymyślić parę koncepcji:

    - To, co nazywamy BOGIEM, nie jest bytem świadomym. To kosmos. Spełnia wszystkie warunki - stworzył nas, dzięki niemu egzystujemy, wszystko co istnieje jest nim. To po prostu wszystko, co istnieje - tyle.
    Lub:
    - Bóg to byt świadomy istniejący od "zawsze" (trudno to sobie wyobrazić, ale kiedy próbuję, czuję się jak bym patrzył w przepaść pełną luster), ale przed stworzeniem wszystkiego był tylko on - i jednocześnie go nie było, bo jako, że był wszystkim, nie miał punktu odniesienia, nie mógł stwierdzić, że istnieje. I - podobnie jak w fizyce kwantowej i koncepcjach filozoficznych kota Schrodingera - JEDNOCZEŚNIE istniał i nie istniał. Stworzenie świata i życia, to zwykłe podzielenie się boga na kawałki - w ten sposób powstaje przestrzeń, by COŚ mogło zaistnieć i CZAS, by miało kiedy zaistnieć, zlepiając się w czasoprzestrzeń. W tym rozumieniu, BOGIEM jest wszystko, co istnieje. A ludzkość - a także inne rasy, jeśli takie są - to boska schizofrenia, Bóg postrzega sam siebie, wierzy w sam siebie, czci sam siebie, NEGUJE sam siebie, jednocześnie umiera, rodzi się, przeżywa miliardy orgazmów i agonii. Tylko w ten sposób jest w stanie udowodnić przed sobą samym swoje istnienie - a kiedy umieramy, nie jesteśmy niczym więcej, jak kroplą w morzu. Każdy z nas okazuje się być tym "nadrzędnym" bytem, Bogiem, poznaje o tym prawdę i ją rozumie.
    Lub:
    - Bóg faktycznie JEST jakimś odrębnym bytem, ale poza stworzeniem niewiele go interesuje. Cały ten PLAN, całe cierpienie jest tak samo ważne dla niego, jak dla nas ważne są postaci w grze RTS, w symulacji. Chodzi właśnie o symulacje. W tym rozumieniu Bóg może być nawet jakimś naukowcem, który właśnie teraz siedzi przed olbrzymim superkomputerem kwantowym i analizuje dane naszego świata - zwykłej symulacji, która skończy się, kiedy wyciągnie wtyczkę. <--- tu akurat zawarte są dwa pomysły.

    Mogę tak jeszcze długo. Na pewno zdążyłem już obrazić masę osób, które poczuwają się jako osoby religijne i ich wiara jest niezłomna, tak samo zresztą jak obraziłem ateistów, bo oni na pewno wiedzą lepiej, w co nie wierzą.

    Ale moim zdaniem niewiara nie ma sensu - zarówno na skutek zakładu Pascala (kto nie wie, wygooglujcie sobie), jak i uznania dla nauki samej w sobie i mikro, jak i makrokosmosu. Im więcej o tym się dowiaduję, tym bardziej przeświadczony jestem, że nie można mówić o zupełnie randomowej kreacji. Zwłaszcza w kontekście mikrokosmosu, fal grawitacyjnych, czy teorii strun, albo splątania kwantowego cząstek.

    JEDNAK
    Nie jest to zupełnie pocieszenie w niczym. Jestem osobą, która nie jest w stanie poprzestać na wierze. MUSZĘ pytać i dowiadywać się, nawet, jeśli wiem, że odpowiedzi satysfakcjonującej nie znajdę. Ale... wiecie, co jest najbardziej w tym wszystkim niefajne? Koncepcja, że może być jednak tak, jak mówi wiara - Bóg, jako osobny stworzyciel uniwersum, patrzący się na nas, testujący, mający plan.

    I TU DOCIERAM DO SEDNA MOJEGO WPISU (dziękuję tym, którym się chce czytać).

    To, co teraz powiem, dla ślepo wierzących ludzi mocnej wiary (których podziwiam, poważam i również zazdroszczę w pewnym sensie), może być... obrazoburcze. Wyobrażam sobie tego Boga, który stwarza ludzkość i Ziemię i daje nam... ile, 70-80 lat życia na tej planecie (dajmy te 70)? Serio?
    Z czego 20 lat przeciętny człowiek przesypia. Zostaje 50. Z czego ostatnie 10-15 lat to coraz większa niewydolność organizmu - starość, podczas której zmienia się nasza psychika, przyzwyczajenia, wydolność fizyczna i zaczyna się ból. To daje nam jakieś 35-40 lat życia. Z CZEGO pierwszych 3-4-5 nie pamiętamy. A korzystać świadomie zaczynamy dopiero w okolicach 10. 25-30 lat życia.
    Z 14 MILIARDÓW lat istnienia kosmosu. Z 4,5 miliardów lat istnienia Ziemi. Z ostatnich 2 milionów lat istnienia Homo Sapiens.
    25, 30 lat efektywnego życia. A potem śmierć. Już na tym poziomie mam ochotę zgłosić reklamację. A przypomnę tylko, że sami sobie to wszystko utrudniamy skomplikowanymi systemami politycznymi, edukacyjnymi i ogólnie - trzymaniem siebie nawzajem pod butem.

    Dalej: W tym wszystkim jest również masa cierpienia, chorób. Co powiecie o tych dzieciakach z Downem (ok, one są wspaniałe, ale wiecie, o co mi chodzi), o chorobach psychicznych, na które nie mamy żadnego wpływu, o raku, o wodogłowiu, o stwardnieniu rozsianym i tych wszystkich innych chorobach, przez które ludzie cierpią całe życia. Także tych genetycznych. Jak taka osoba może w ogóle podziwiać piękno świata, jeśli jej życie to cierpienie?

    A co z tymi w śpiączce, którzy nigdy się nie obudzą? A co z tymi, którzy są warzywami - nie wiem, dostali zapalenia mózgu, a potem już jedyne, co mogą robić przez całe życie to ruszanie gałkami ocznymi? JAKI TO MA SENS?

    Większy plan? Coś, czego nie rozumiemy w naszych małych mózgach? No więc - jaki ma sens tworzenie systemu cierpienia, chorób, śmierci, jeśli istoty poddawane temu nie są w stanie tego nawet ogarnąć? Dla wiary? Dla udowodnienia, że mimo tego i tak się wierzy, a potem dostania za to nagrody? Innych to satysfakcjonuje, ale mnie nie.

    Bo wiecie co? Mimo wszystko, że ten świat jest chujowy, to ja nie chcę umierać. Chcę go doświadczać. Ale nie mogę, bo umrę, kropka.

    System śmierci? Kto to projektował? Po pierwsze - sorry, ale nawet jeśli przyjmę, że życie jest tylko kwestią procesu, rodzajem testu, po którym czeka nieskończoność, to tak mała liczba lat jest zwyczajnie niepoważna w kwestii narzuconego zadania.

    Po drugie, również to, że śmierć jest jedną wielką niewiadomą, jest zwyczajnym straszeniem ludzi. Wzbudzaniem niepokoju, rodzajem kija, a obietnica radości po niej rodzajem marchewki. Dla mnie trzymanie całego gatunku w niepewności, stawiając przed nim i poszczególnymi jego członkami wyzwania i żądania, jest po prostu terroryzmem. Jaka tkwi tu wolna wola, jeśli na końcu przygody czeka mnie nicość? Toć, oczywiste, że będę posłuszny - nie jestem głupi. Śmierć trzyma mnie w szachu.

    Po trzecie - co się wiąże z punktem drugim - niemożliwość porozumienia się - pogadania (zwyczajnego, NIE modlitwą, to nie jest dialog) ze stwórcą, czy z przodkami jest również tutaj bez sensu, służy temu, że wzmaga się strach, niepewność i w końcu ludzkość zmuszona jest do okazywania wiary.

    I tu - w tych moich rozważaniach - włączą się teraz ateiści, którzy powiedzą, że oni nie mają tego problemu - ot, powstałeś, umrzesz, przestaniesz istnieć, masz tylko tyle czasu ile masz, ciesz się nim. Wszystko gra. Z drugiej strony przyjdą osoby silnie wierzące, które... powiedzą coś podobnego: masz określony czas, nie tobie jest dane nim dysponować, ciesz się nim i rób dobro.
    Fajnie, świetnie, ale obiema tymi postawami jestem głęboko nieusatysfakcjonowany.

    Ale nie mogę nic więcej, prawda? Wszechświat, czy to bezrozumny stworzyciel, czy świadomy byt, sprowadza mnie do roli mrówki (nawet mniej, niż to), krążącej w kółko w niezadowoleniu, kiedy nikogo to nie obchodzi - ani innych mrówek, ani świata, a rzeczywistość i tak trzeba będzie zaakceptować, bo wstanie kolejny dzień i trzeba się nażreć i przeżyć.

    W tym kontekście całe moje rozważania, cały mój proces myślowy służą ostatecznie temu, że ja się wypiszę, a parę innych osób poczuje się urażonych, obrażonych, czy też zniesmaczonych. Albo po prostu ktoś mi napisze, że jestem idiotą, czy też jedna, lub dwie osoby z rodziny będą chciały poważnie pogadać (kiedy nie mam na to ochoty, bo wolę przelewać swoje myśli i wylewać je z siebie w literki), albo zostanę wyklęty jako zupełny odszczepieniec. Ewentualnie wszyscy machną ręką. Ale to tylko ci, którym się chciało tutaj dotrzeć.

    A niedługo - może za parędziesiąt lat, może jutro, albo za dwie minuty i tak umrę i w przeciągu paru pokoleń zostanę zapomniany.

    I Ty też.

    #religia #filozofia #ateizm #bog #kosciol #wiara #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

  •  

    Moja #ksiazka którą dałem na aukcję dla Kacpra właśnie jest licytowana na kwotę 500 zł!

    Mózg mi eksplodował.

    Aukcja trwa do dzisiaj do 00:00! LINK - https://www.facebook.com/photo.php?fbid=128562378151087&set=a.104631153877543&type=3&theater

    #ksiazki #czytajzwykopem #cedrikpisze #czujedobrzeczlowiek
    pokaż całość

    źródło: IMG_20181216_185944.jpg

  •  

    Mirasy, co tu się odjebało, to ja nie ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Dałem ostatnio mój ostatni, autorski egzemplarz #ksiazki na aukcję charytatywną i licytacja przebija wszelkie rekordy tego, co myślałem, że zostanie wylicytowane (ʘ‿ʘ)

    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=128562378151087&set=a.104631153877543&type=3&theater

    #czujedobrzeczlowiek #czytajzwykopem #cedrikpisze #pomagajzwykopem
    pokaż całość

    źródło: wooooo.PNG

    •  

      @Cedrik: Było mnóstwo aukcji na Fejsie, profil był aktywny, dodatkowo linkował do strony "Stawiamy Kacperka na nogi" gdzie były kolejne strony p. Tomka z chorym Kacprem, a teraz profil p. Tomka jest ukryty, profil "Stawiamy" także, chociaż jeszcze wczoraj na nie wchodziłem. Aukcje na Allegro są cały czas, owszem.

      Książka poszła za 580 PLN, więc trochę mi się to nie podoba ( ಠ_ಠ)

    •  

      @bori: Jeszcze dzisiaj rano chyba widziałem, że chwalili się 5 000 ponad ze wszystkich aukcji i się cieszyłem. Może facebookowi się coś przewidziało i zablokował konto za aukcje na pieniądze - na przykład?

    • więcej komentarzy (2)

  •  

    NAWIEDZONY FORT ''GRĘBAŁÓW"

    Jesień 1925 roku. Chłodną, październikową nocą fort „Grębałów” zostaje zaalarmowany pobliskimi strzałami. Krążą słuchy o grupie dywersantów chcących przejąć magazyn broni, koszary i stanowiska artyleryjskie ośrodka. Kiedy strzały milkną, dowódca warty, kapral Makarucha zarzeka się, iż wychodzące z ciemności postacie otworzyły do niego ogień. Sytuacja jest o tyle wiarygodna, iż w trakcie strzelaniny żołnierz zostaje ranny w rękę.
    Wkrótce jednak sytuacja mocno się komplikuje i odbywającego leczenie w krakowskim szpitalu kaprala odwiedzają śledczy. Patrole, wysłane zaraz po alarmie nie znalazły ani dywersantów, ani też ich śladów. Śledczy domagają się wyjaśnień, zaś młody Makarucha blednie. W końcu wyznaje przełożonym, iż tamtej nocy skłamał, by ochronić siebie i kolegów.
    Opowiada, jak przyszedł rozprowadzić warty i w wartowni na stole zobaczył pistolet. Jeden z żołnierzy – jak opowiadał kapral – miał wziąć broń i wywijać nią „dla zabawy”. Gdy Makarucha zbliżył się, by mu ją odebrać, niezabezpieczony pistolet wypalił, raniąc go w ramię. Chcąc uniknąć kary za pozostawienie broni niezabezpieczonej, namówił żołnierzy, by zaczęli strzelać, udając napad.
    Oczywiście, kapral został za swój czyn zdegradowany do zwykłego szeregowca, zaś współwinni ponieśli zasłużoną karę. Tu historia miałaby swój logiczny koniec, gdyby nie opowieść byłego podoficera, jaką przedstawił swoim przełożonym po wyjściu ze szpitala.
    W oknie warowni miała się ukazać biała postać z wytrzeszczonymi oczyma, do której przestraszony wypalił, zapominając o odbezpieczonym pistolecie. Co było do przewidzenia, żaden ze śledczych mu nie uwierzył, choć opowieść kolegi poparli także inni żołnierze, zarzekając się, iż również widzieli zjawę.
    Opowieść o duchu rozniosła się wśród żołnierzy lotem błyskawicy. Od tej pory nocne warty miały być uznawane za najgorszą dla tutejszego żołnierza rzecz. Białą zjawę zaczęto widzieć wszędzie. Nie pomogły nawet egzorcyzmy przeprowadzone przez kapelana.
    Historia szybko stałaby się kolejną żołnierską legendą opowiadaną w koszarach, gdyby nie przypadek. Jeszcze tej jesieni w trakcie robót ziemnych na terenie fortu odnaleziono zwłoki zawinięte w worek z dyndającym na szyi sznurem. Wkrótce medycy orzekli, iż trup musiał w ziemi spędzić kilka lat. Szybko powstała teoria, jakoby miał to być rosyjski szpieg, którego Austriacy wykryli, a następnie powiesili i w tym miejscu zakopali.
    Szczątki domniemanego szpiega zostały pochowane w poświęconej ziemi, zaś zjawa – czymkolwiek była – zniknęła. Dla Makaruchy historia skończyła się pochwałą za wzorcowe pełnienie służby i w następstwie przywróceniem do rangi kaprala.

    Zapraszam na funpage poświęcony duchom i nawiedzeniom: https://www.facebook.com/DuchyiNawiedzenia/

    #cedrikpisze

    #paranormalne #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #creepystory #horror #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: fort.PNG

    +: orkako, N....b +14 innych
  •  

    Skoro wydawca się chwali, to już nie ma po co milczeć - mój zbiór opowiadań wyjdzie nakładem Wydawnictwo WasPos, za okładkę będzie odpowiadał Dawid Blodek Boldys z Shred Perspectives Works, czyli wiecie - jak moje teksty będą złe, to przynajmniej okładka Dawida będzie warta kupienia ^^

    PS
    Ogłaszam konkurs na propozycje tytułu. #nieumiemwtytuly

    Link do mojego profilu: https://www.facebook.com/mstonawski/
    Link do grafika, który okładki robi takie, że... no, zaczepiste: https://www.facebook.com/ShredPerspectivesWorks/
    Link do wydawcy: https://www.facebook.com/wydawnictwoWasPos/

    #czujedobrzeczlowiek

    #czytajzwykopem #pisanie #ksiazki #cedrikpisze #grafika #grafika2d
    pokaż całość

    źródło: waspos.PNG

    +: b.........4, yeron +12 innych
  •  

    Ej, wiecie co? Dzisiaj podpisuję umowę na moją trzecią książkę! Drugą na papierze, drugą tylko pod moim nazwiskiem i pierwszą na papierze tylko pod moim nazwiskiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Co ciekawe, umowę na czwartą książkę mam już podpisaną od pewnego czasu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Nawet nie wiem, kiedy to wszystko się stało!
    Co ciekawe, żadna z tych książek nie będzie powieścią (ʘ‿ʘ) To mnie jeszcze czeka.

    #czujedobrzeczlowiek

    #czytajzwykopem #pisanie #ksiazki #cedrikpisze
    pokaż całość

  •  

    LEGENDA LASU WITKOWICE

    Jest końcówka Października 2001 roku. Grupa młodych ludzi zmierza w stronę lasu. Niosą ze sobą alkohol, jedzenie i sprzęt obozowy. W ciepły, jeszcze słoneczny weekend chcą uczcić rozpoczęcie kolejnego roku na studiach.
    Wkrótce znikają w gęstwinie. Jeszcze przez chwilę słychać śmiechy i nawoływania, potem i to cichnie. Wydawać się może, że las ich wchłonął, zaabsorbował jak odżywczą glebę wyciągając wszelkie życie z oplecionych korzeniami ciał.
    Ponad rok po wydarzeniach z października 2001 roku nadchodzi swoiste Crescendo, kiedy ujawniona zostaje wspomniana przez anonimowego przyjaciela...

    „Legenda Lasu Witkowice”.

    Wedle jej słów, Witkowice zbudowane zostały na szczątkach innej osady, założonej jeszcze w XII wieku, która blisko sześćset lat później ma spłonąć w tajemniczych okolicznościach razem z większością mieszkańców. Jednostki, które przetrwały tą tragedię, w myśl legendy, miały zaginąć. Jedyne świadectwo wydarzeń ma stanowić pamiętnik Ojca Witkacego, księdza i egzorcysty.
    Jeśli wierzyć słowom opowieści, pięć lat przed tragedią wieś miała nazywać się „Mirena”. Właśnie wtedy, na zaproszenie władców tych ziem do pobliskiego lasu, którego strzęp nazywamy dzisiaj „Parkiem Leśnym Witkowice” przybywa sekta pogan, nazywająca samych siebie „Strażnikami Quantara”. Goście szybko zadomowiają się w lesie, budując sobie osadę, obok kamienną świątynię i czyniąc magiczne posługi mieszkańcom wioski.
    Czy to na skutek rytuałów, czy złej aury, las reaguje na obecność nowych mieszkańców. Ptaki odlatują, dzikie zwierzęta często znajdowane są martwe na granicy wioski. Jej mieszkańcy boją się zapuszczać w głąb gęstwiny po zmroku.
    Na tym się jednak nie kończy. „Legenda” szybko przeradza się w opowieść o paru grzybiarzach, którym udało się zobaczyć krwawe rytuały odprawiane przez (zapewne zakapturzonych) członków sekty. Zauważeni, uciekli w głąb lasu, gdzie dopadła ich mgła rozmazująca całe otoczenie wokół, a także ich samych.
    W tej barwnej historii, dwóm mężczyznom udaje się uciec do domu, gdzie zostają osądzeni za domniemane zabójstwo kolegów.
    Tutaj urywa się tekst legendy, zaś opowieść prowadzona jest dalej w formie pamiętnika Ojca Witkacego, który bardzo dobrze operuje współczesnym słownictwem i miejskim slangiem jak na kapłana z XVIII wieku. Ponadto, jest na tyle skrupulatny, by zapisywać w swym pamiętniku dialogi, oraz na żywo opisywać ostatnie chwile miażdżonej przez las wioski oraz swoją własną śmierć.

    Zapraszam na funpage poświęcony duchom i nawiedzeniom: https://www.facebook.com/DuchyiNawiedzenia/

    #cedrikpisze

    #paranormalne #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #creepystory #horror
    pokaż całość

    źródło: lasw.jpeg

  •  

    OBECNOŚĆ - HISTORIA PRAWDZIWA

    Ed i Lorraine Warrenowie byli najbardziej znanymi badaczami zjawisk paranormalnych na terenie Ameryki. Przez całą swoją karierę, zajęli się ponad czterema tysiącami nawiedzeń i manifestacji demonów, ale to właśnie stara posiadłość Arnoldów, zakupiona przez rodzinę Perron zimą 1970 roku, okazała się najbardziej niepokojącym i najgroźniejszym miejscem, w jakim małżeństwo Warrenów kiedykolwiek postawiło stopę.

    Posiadłość, jaką kupili państwo Perron, była urokliwie piękna. Na liczącej dwieście akrów ziemi stanął w 1736 roku wspaniały, dziesięciopokojowy dom. Dużo przestrzeni do zabawy dla pięciorga dziewczynek i relaksu ich rodziców. Było aż nazbyt dobrze. Kto mógł podejrzewać, że aż osiem pokoleń różnych rodzin, zmarło w tragicznych okolicznościach na terenie posiadłości. Przez cały okres istnienia „uroczego” domku, ludzie ginęli popełniając samobójstwa, gwałceni, topieni w pobliskiej zatoczce, albo przez nagłe zamarznięcia. Znana jest też nierozwiązana sprawa morderstwa jedenastoletniej Prudence Arnold. O tym wszystkim jednak nowi lokatorzy nie mieli pojęcia.

    Początkowo duchy zostały ciepło przyjęte przez rodzinę Perron – same zjawy były bowiem przyjazne, pomagały w pracach porządkowych, czy bawiły z dziećmi, jak „Manny”, pojawiający się koło dzieci, wesoło się do nich uśmiechając. Przyjaźni z duchami nie popsuły nawet tak dziwne zjawiska, jak lewitujące łóżka, czy lewitujące przedmioty przemierzające korytarze.

    Wkrótce jednak sielanka miała się skończyć. W środku nocy dziewczynki budziły się, szarpane za nogi, albo włosy, zamykały i otwierały się drzwi i okna. Niektóre z bytów krzyczały, inne szeptały dziewczynkom o ciałach w ścianach. Niektóre miały być tak złe, że członkowie rodziny Perron opowiedzieli o nich dopiero po latach, albo też przemilczeli, zadowalając pytających jedynie insynuacjami. Jedynie Andrea Perron opisała cały horror, jaki przeżyła w książce „House od Darkness, House of Light”:

    „Powiedzmy, że w domu z pięcioma małymi dziewczynkami był zły duch mężczyzny” – powiedziała w jednym z wywiadów.

    Kiedy do domu zawitali Warrenowie, sytuacja była już tak zła, że sterroryzowana, bita i kaleczona rodzina zdawała się zaprzeczeniem jakiejkolwiek jedności i miłości, a nawet człowieczeństwa. W noc, w której doszło do egzorcyzmu, Carolyn Perron miała mówić głosami, zaś potężna siła rzucała jej ciałem na odległość około sześciu metrów. Inaczej, niż to zaprezentowano w filmie „Obecność”, Warrenowie nie przezwyciężyli demonów, a wręcz pogorszyli sprawę, ostatecznie zostając wygnani przez ojca rodziny.

    Środki finansowe uniemożliwiły rodzinie Perronów ucieczkę, zmuszając ich do znoszenia tortur przez dziesięć lat. W 1980 roku w końcu udało im się przeprowadzić do Georgii.

    Duchy zostały i po dziś dzień, na zmianę z natrętnymi turystami, dręczą obecnych właścicieli.

    Zapraszam na funpage poświęcony duchom i nawiedzeniom: https://www.facebook.com/DuchyiNawiedzenia/

    #cedrikpisze

    #duchy #ciekawostkihistoryczne #film #ciekawostki #historia I w sumie może dodam #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: obecność.jpg

  •  

    LŚNIENIE - HISTORIA PRAWDZIWA

    To, że hotel „Panorama” jest tylko wymysłem Stephena Kinga wie chyba każdy, kto choć trochę interesuje się tematem. Filmowe wnętrza adaptacji Kubricka wyprodukowano w studiach filmowych Elstree Studios. Fasadę hotel „Overlook” zawdzięcza hotelowi Timberline Lodge. Nie znaczy to jednak, że nawiedzony hotel wziął się „znikąd”. W roku 1974 król horroru spędził w pokoju 217 tylko jedną noc, która stała się inspiracją do napisania „Lśnienia”.

    Kiedy King i jego żona, Tabitha, zameldowali się w hotelu, od razu udali się do pokoju, zostawić bagaże. Potem wszyli na prawię godzinę. Kiedy wrócili, zastali swoje rzeczy rozpakowane. Przez całą noc słyszeli też małą dziewczynkę, która nieustannie nawoływała swoją nianię. Jak później dowiedział się pisarz, nie były to jedyne paranormalne wydarzenia, jakie dzieją się w tym hotelu.

    Czterogwiazdkowy „Stanley Hotel” ma obecnie sto trzydzieści osiem pokoi i od oddania go do użytku w 1909 roku gościł takie sławy, jak Theodor Roosevelt, cesarz i cesarzowa Japonii, Johna Philipa Sousa i wiele gwiazd i gwiazdeczek Hollywoodu. W tym gronie King był po prostu „jeszcze jednym sławnym człowiekiem”. Z tym, że miał nieszczęście (albo szczęście) nocować w jednym z najbardziej nawiedzonych hotelowych pokoi.

    Był czerwcowy wieczór 1911 roku, kiedy nagła burza wywołała przerwę w dostawie elektryczności. Szefowa pokojówek, Elisabeth Wilson, zapalała w pokojach lampy gazowe. W felernym pokoju 217 lampa wybuchła, dotkliwie raniąc kobietę, która po śmierci w 1950 roku ma nieustannie nawiedzać to miejsce, dbając o gości, podgrzewając im wodę, czy – tak jak w przypadku małżeństwa Kingów – rozpakowując im bagaże.

    Zresztą, nie tylko duchem pokojówki może się pochwalić hotel. W całym budynku widuje się dziwne zjawy, odczuwa nagłe zmiany temperatury, korytarzami zaś spaceruje sam założyciel – Freelan Stanley i jego żona Flora. Czasem na korytarzach rozlegają się kroki, czasem w okolicy pokoju 418 niewidzialne dzieci całe noce bawią się w berka, nie dając spać gościom. Widuje się też ducha dziecka, które woła swoją nianię – szczególnie w okolicach drugiego piętra. Co szczęśliwsi z gości mają zaś możliwość posłuchać bali, jakie duchy urządzają sobie w opustoszałych salach balowych.

    Sam hotel do dziś odwiedzany jest przez badaczy zjawisk paranormalnych, którzy często mają okazję cyknąć duchowi zdjęcie aparatem.

    Zapraszam na funpage poświęcony duchom i nawiedzeniom: https://www.facebook.com/DuchyiNawiedzenia/

    #cedrikpisze

    #duchy #ciekawostkihistoryczne #film #ciekawostki #historia I w sumie może dodam #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    źródło: lsnie.png

  •  

    "UDRĘCZENI" - HISTORIA PRAWDZIWA

    30 czerwca 1986 roku, rodzina Snedekerów wprowadza się do starej rezydencji nazywanej przez mieszkańców The old Hallahan Funeral Home położonej w Southington, w stanie Connecticut. Allen i Carmen mają sześcioro dzieci – po równo, trzech synów i trzy córki, z czego dwie najstarsze pochodzą z poprzedniego związku Carmen.

    Snedekerowie wprowadzają się tu z powodu najstarszego ich syna, Philipa, chorującego na ziarnice złośliwą. Stąd mają bliżej do kliniki, gdzie chłopiec odbywa długotrwałą i niepewną w skutkach kurację. To właśnie Philip, już parę dni po przyjeździe, opowiada im o duchach, które miał widywać nocami. Rodzice zwalają to na karby branych przez niego leków. Do czasu. Wydarzenia, które mają się tu rozegrać będą inspiracją do książki Raya Gartona (oraz współautorów) „In A Dark Place: The Story of a True Haunting”, później do filmu „Udręczeni” w reżyserii Petera Cronwella.

    Nie bez znaczenia zdaje się być fakt, iż posiadłość miała być wcześniej domem pogrzebowym (co sugeruje sama nazwa). Zarówno jednak Al, jak i Carmen Snedekerowie twierdzą, iż nic o tym fakcie nie wiedzieli.

    Philip Snedeker staje się najsilniej związanym z „drugą stroną” członkiem rodziny. Jest to o tyle logiczne, iż to on właśnie w młodym wieku doświadczył swojej śmiertelności, stając na brzegu własnego grobu. Niemniej jego stan fizyczny się polepsza, lecz równolegle pogarsza się stan jego psychiki – zaczyna ubierać się na czarno, wykazuje silne zainteresowanie bronią, wkrótce też włamuje się do sąsiada, by ją zdobyć. Za wszystko mają ponosić odpowiedzialność widziane przez niego postacie.

    Przez dwa lata zarówno on, jak i reszta domowników doświadcza na sobie działania demonicznych mocy, nierzadko o podłożu seksualnym. W końcu do Southington przybywa najsłynniejsze amerykańskie małżeństwo demonologów; Ed i Lorraine Warrenowie, by przez następne dziewięć tygodni badać tajemnice nawiedzenia domu pogrzebowego, czego wynikiem będzie książka napisana wraz z Rayem Gartonem.

    Tak, jak w historii domu z pobliskiej Long Island, tak i tu przy nagłośnieniu sprawy, wszystko rozbija się o pieniądze. Nie można oczywiście zweryfikować, co konkretnie działo się w domu w Southington, niemniej trudno zlekceważyć fakty, iż bardzo nadwątlony budżet Snedekerów został załatany, kiedy otrzymali jedną trzecią zysków ze sprzedaży książki, zaś po śmierci Eda Warrena, jego wspólnicy przyznali, iż w tej sprawie namawiał ich do mistyfikacji niektórych ze zjawisk, by jeszcze bardziej nakręcić plotkę. Sam Ray Garton, popularny autor horrorów, przyznał, iż cieszy się, że książka nie jest wznawiana:

    „Główni bohaterowie książki zmagali się z licznymi i poważnymi problemami, takimi jak uzależnienie od leków czy alkoholu – mówi. Nie potrafili utrzymać jednej wersji swej historii, byłem więc tym sfrustrowany. Bardzo trudno napisać książkę opowiadającą o prawdziwych wydarzeniach, jeśli ludzie o których opowiada za każdym razem opowiadają ci inną historię” – mówił.

    Zapraszam na funpage poświęcony duchom i nawiedzeniom: https://www.facebook.com/DuchyiNawiedzenia/

    #cedrikpisze

    #duchy #ciekawostkihistoryczne #film #ciekawostki #historia
    pokaż całość

    źródło: udręczeni.jpg

  •  

    Zapraszam do obserwowania tagu #cedrikpisze
    i na mój nowo powstały fanpage o duchach i nawiedzeniach: https://www.facebook.com/DuchyiNawiedzenia/

    HORROR AMITYVILLE - HISTORIA PRAWDZIWA

    13 listopada 1974 roku, około godziny 18:30 do baru w Amityville wpada zrozpaczony młody mężczyzna, wzywając pomocy.

    „Musicie mi pomóc, moja matka i ojciec chyba zostali postrzeleni!” – krzyczy. Kiedy goście baru docierają na miejsce, w starym domu znajdują zwłoki sześciu osób, w tym trojga dzieci w wieku od 9 do 13 lat. Jak ustala policyjne śledztwo, wszyscy zostali zabici karabinem 336C w okolicach godziny 3:00 w nocy. Ronald DeFeo Jr., zrozpaczony mężczyzna, zostaje przewieziony na posterunek i już następnego dnia przyznaje, iż to on odpowiada za wszystkie morderstwa.

    Ta straszna zbrodnia pozostałaby tylko straszną zbrodnią, gdyby nie zeznania, jakimi DeFeo i jego obrońca, Wiliam Weber, próbowali przekonać sąd w sprawie rzekomej niepoczytalności mordercy. To jakieś „głosy” miały go zmusić, by w okolicach 3:00 w nocy oddał po dwa strzały do swoich rodziców i po jednym do młodszego rodzeństwa. Te same „głosy” nakłoniły go, by później pozbył się zakrwawionego ubrania, ukrył karabin i udawał zrozpaczonego syna wzywającego pomocy.

    Do wniosku przychyla się jeden z psychiatrów. Drugi jednak stwierdza, iż nawet pomimo antyspołecznych zaburzeń świadomości, czy brania narkotyków, Ronald DeFeo Jr. był w pełni świadom popełnianych czynów. Sąd przychyla się do tej opinii i 21 listopada 1975 roku morderca zostaje skazany na sześciokrotne dożywocie. Obecnie przebywa w zakładzie karnym Green Haven. Wielokrotnie zmieniał zeznania, wedle niektórych z nich współwinni morderstwa mieli też być jego dwaj przyjaciele, oraz siostra Dawn. Zeznania te nie zostały jednak nigdy potwierdzone.

    Na tym jednak nie kończy się historia nawiedzonego domu. Po pewnym czasie do posiadłości przy 112 Ocean Avenue wprowadzić się miała rodzina Lutzów, ci jednak wytrzymali w nim niecały miesiąc – po tym czasie uciekli przerażeni szepczącymi do nich głosami. Pan domu, George Lutz, miał potem opowiadać, jakoby przez cały okres pobytu miały go dręczyć myśli o zabiciu żony i dzieci. Domu miał się też bać ksiądz, który przyszedł tam, by go poświęcić. Doniesienia o tajemniczych zjawiskach napływały nawet od stacjonującej w domu ekipy filmowej „The Amityville Horror”, nikt jednak nie wyklucza samonapędzającej się mistyfikacji, zarówno ze strony Georga Lutza, który na sprzedaży praw do swojej opowieści zarobił 900 000 dolarów, a także podgrzewającej atmosferę ekipy filmowej, dzięki czemu o filmie głośno było już na długo przed premierą.

    #historia #ciekawostkihistoryczne #ciekawostki #paranormalne #horror
    pokaż całość

    źródło: horror.jpg

  •  

    Z takich tam - dzisiaj zjeździłem pół Polski (dosłownie) badając nawiedzone miejsca. Pozdrawiam z pracy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #nawiedzone #cedrikpisze #horror #paranormalne i troszkę #pokazmorde

    źródło: wykopnawiedzone.PNG

    •  
      d......r

      0

      @Cedrik: bywają chwile, że twój spokój jest znacząco naruszony?

    •  

      @drlect3r: Powiem Ci tak - nie mogę być całkowicie pewien, czy to, co czuję czy też widzę nie jest wytworem mojej wyobraźni i autosugestii. Więc nawet, jeśli tak jest - potrafię sobie z tym radzić.

      Są ludzie, którzy zamiast uchylać pewne drzwi, otwierają je na oścież i wyrywają z zawiasów. A to kończy się naruszeniem równowagi psychicznej. Za dużo widziałem, by sobie na to pozwolić.

      I dalej - nie zależy to od tego, czy duchy są prawdziwe, czy nie. Ludzie wariują i bez tego.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    O Czarnej Damie z Podgórza i o Mapie Cieni - książce tak samo nawiedzonej i dzięki wydawnictwu Van Der Book tak samo ulotnej i prawie niemożliwej do dotknięcia jak duchy, rozmawiałem swego czasu z Adam Grzanka w programie "Dwie stolice" w TVP3 Kraków.

    A że program jest już w sieci, moje skromne, spocone z nerwów cameo można oglądać w okolicach 11:51, chociaż rzecz jasna polecam cały odcinek :)

    https://krakow.tvp.pl/39152323/dwie-stolice-09092018

    Wołam zainteresowanych: @rad_kop @xleph

    #telewizja #paranormalne #krakow #cedrikpisze i też #pokazmorde
    pokaż całość

    źródło: tak ten no.PNG

  •  

    Już jutro o 19:05 na TVP3 Kraków będzie można obejrzeć program z moim skromnym udziałem - skromnym, bo najpewniej będzie tam ode mnie tylko parę zdań, wyciętych z tego wszystkiego, co powiedziałem :)
    Ale zawsze może warto. Będzie o duchach i mojej książce "Mapa Cieni":

    #telewizja #paranormalne #krakow #cedrikpisze

    źródło: tvp.jpg

  •  

    Dzisiaj z ekipą TVP3 Kraków gadaliśmy o duchach i Mapie Cieni, która - chociaż wydawca trzyma sklep zamknięty a spotkać się z nim jest niemożliwe - ciągle jest na TOPie.

    Wyniki tego gadania - niebawem!

    #krakow #paranormalne #telewizja #cedrikpisze

    źródło: tvp.jpg

    +: A............a, xza +5 innych
  •  

    Byłem dzisiaj gościem Radio Kraków i w audycji "Przed hejnałem" rozmawiałem o duchach, nawiedzonych domach i grozie. W oparciu o moją książkę "Mapa Cieni".

    #cedrikpisze no i też #pokazmorde - spieczoną słońcem, co prawda, ale jednak ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    źródło: radio ja.jpg

  •  

    Dzień dobry. Osiem lat temu - równo - podpisywałem pierwszą umowę literacką, na opowiadanie "Wyrok" w antologii "Horyzonty Wyobraźni 2010" konkursu o tej samej nazwie. Statuetka nadal stoi w moim salonie :)

    W tym roku podpisałem umowę na coś naprawdę wielkiego, nad czym nieustannie i w pocie czoła pracuję. Ale podpisałem ją dokładnie tym samym piórem.

    A potem napiłem się earl greya ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #cedrikpisze i trochę #pokazmorde ale z #nostalgia - miałem wtedy 18-19 lat ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: osiem lat temu.jpg

  •  

    #chwalesie bo jestem w Dzienniku Polskim ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Mówię o pisaniu i grach komputerowych.

    http://www.dziennikpolski24.pl/aktualnosci/kultura/a/graficy-od-dawna-robia-kariery-w-branzy-gier-teraz-pora-na-pisarzy,13356378/

    #wygryw #cedrikpisze <------ polecam obserwować tag
    #gry #literatura #gamedev

    Daje #pokazkota dla atencji. Moja przyjaciółka nazywa się Lamia i strasznie lubi głaskać mnie łapką po głowie (。◕‿‿◕。)
    pokaż całość

    źródło: lamia.PNG

    +: Davean, p..................i +12 innych
  •  

    Ponieważ #ksiazki są bardziej atrakcyjne, niż moja morda na #pokazmorde to zapraszam do mojego salonu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    I trochę #chwalesie bo zbierałem te książki ostatnie 7 lat, wcześniej mając tylko mały (w porównaniu) regalik. Razem około 3 000 pozycji.

    Od lewej: płyty (gry i filmy), bajki i czasopisma, fantasy (w rogu), literatura piękna oraz kryminały i ezoteryka, potem regał z horrorami i ostatni (największy) z science fiction - głównie złote lata 70 i 80 :)

    A na regałach stoją klocki lego i moja nagroda literacka (zapraszam do obserwowania #cedrikpisze ) ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #literatura
    pokaż całość

    źródło: salon.jpg

  •  

    Hej ludzie z #poznan i okolice!

    W zeszłym roku wyszła moja książka o nawiedzonych miejscach Mapa Cieni - w tej chwili pracuję nad nową. Jednym z miejsc, o których chciałbym napisać są Owińska. Szukam osób, które mogłyby opowiedzieć o tym miejscu, świadków wydarzeń, osób, które mogą mi opowiedzieć o historii, czy też osób, które dysponują starymi zdjęciami/mapami. Jednym słowem - wszystko o tym miejscu :)
    Bardzo ważny dla mnie jest również kontakt historyczny.

    Będę wdzięczny za kontakt na priv, bądź na mstonawski@gmail.com

    #historia #paranormalne #3rzesza #2wojnaswiatowa i #cedrikpisze
    pokaż całość

    źródło: owińska.jpg

  •  

    Udało się! Mirki, pijcie ze mno kompot! - czyli opowieść #przegryw o #wygryw

    Dzisiaj podpisałem najprawdopodobniej najważniejszą umowę wydawniczą w całym moim życiu. Dlaczego tak myślę - bo to punkt zwrotny. Jeśli to wyjdzie, wszystko inne przestanie mieć znaczenie. Ale żeby zrozumieć, co to dla mnie znaczy, muszę to krótko wytłumaczyć.

    Nie umiem nic robić dobrze, poza pisaniem. W pisaniu nie jestem najlepszy, bo przecież nie jestem Kingiem, czy Bukowskim - ale jestem dobry. Wszystko, co udało mi się osiągnąć, zrobiłem dzięki pisaniu. Dzięki pisaniu nauczyłem się dobrego researchu. Nauczyłem się, jak pisać ciekawe artykuły. Nauczyłem się trochę marketingu i socjal media ninja. Dzięki pisaniu obecnie robię w #gamedev - i dzięki pisaniu i pasji, nie pomieszało mi się jeszcze w głowie (albo nie za bardzo).

    Wyobraźcie sobie taką rzecz - macie 8 lat, budujecie sobie światy z klocków LEGO. I po prostu uznajecie, że chcecie pisać. Budować światy takie, jak w książkach, które pożeracie. Nawet nie wiecie, ile czeka Was roboty. Piszecie - niezmordowanie. Jeszcze w wieku 15 lat robiłem tak dużo błędów gramatycznych i ortograficznych, że Word wyświetlał mi komunikat, że nie jest w stanie ich wyświetlić - i zamykał tą funkcję. Ale piszecie. Snujecie opowieść na blogasku, który notorycznie jest w TOP5 i TOP10 blogów na stronce o grach - gram.pl, w trakcie złotej ery forów i blogów właśnie. Dzięki swoim tekstom stajecie się kimś, kogo się kojarzy w społeczności. Co potem? Dzwoni do Was osoba, która kieruje tym serwisem i proponuje wydanie tekstu na stronie. Pewni swego zmierzacie na prawdziwe literackie forum, gdzie zostajecie zmieszani z błotem i pisarze typu Komuda mówią, że raczej nie powinniście się tym zajmować. Ale znajdują się i tacy, którzy udzielają wam porad - Pilipiuk, Wójtowicz, Zalewski, Kyrcz. Wysyłacie im teksty, a oni poświęcają wam swój czas.

    Liceum. Matura. Tłuczecie w literki. Jedna noc w tygodniu - środowa - oznacza noc bez snu, bo piszecie. W szkole później umieracie, ale piszecie. Gnoją was polonistki, bo wygadaliście się, że piszecie - a polonistki też kiedyś chciały, ale nie potrafiły. Notorycznie 1 i 2 z polskiego - szczególnie za to, że interpretacja lektur nie taka, jak w kluczu. Ale piszecie dalej. Zaciągacie kumpli, by dwa lata słuchali waszych tekstów - tydzień w tydzień - w małej herbaciarni. I zmuszacie, by komentowali, by mówili, co jest nie tak. W końcu wysyłacie swój tekst do ogólnopolskiego konkursu - bez większych nadziei.

    WTEM!

    Drugie miejsce w Polsce. Nagroda literacka. Docenieni przez pisarzy. Wręczenie dyplomu. Noc sławy.

    Minie parę miesięcy, nim się dowiecie, że to jednak nic nie znaczy. Ciągle jesteście nikim. Startujecie w zasadzie od zera - ale już po debiucie. Literackim. Papierowym. Po 10 latach pracy - i wyjściu z jakiejś dysgrafii, dysortografii i dysmózgu. I piszecie dalej.

    Dzieje się dużo. Wydajecie gdzie możecie. Nikt was nie zna, nikt o was nie wie. Mijają lata - różne aktywności. Ktoś już coś kojarzy. W końcu wpadacie na pomysł ambitnej książki - jeszcze takiej w Polsce nie było. Jest 2012 rok. Research, praca, łażenie po nawiedzonych miejscach. Mija ponad rok pracy. Szukacie wydawcy - zgłaszają się, ale wodzą was za nos. "Tak, tak, już wydamy, już, już" - odechciewa się żyć. W końcu, w 2015 roku podpisujecie umowę z jakimś wydawcą. Książka ukazuje się w 2017 roku. Mija prawie 10 lat od debiutu - nikt was nie zna, poza małym środowiskiem, w którym wszyscy się wzajemnie podkopują, a które pomagaliście budować - ale jednak wszyscy mają was w dupie. Środowisko fanowskie. W dodatku wielu nie podobają się wasze poglądy - nazywają was prawakiem i lewakiem - zależy, kto jest skąd.

    Ale nadchodzi rok 2018. 8 lat po debiucie i 18 po tym, jak postanowiłem, że będę pisarzem. Podpisuję umowę z jednym z największych wydawców w kraju, mam na koncie parędziesiąt udanych opowiadań - blisko setkę artykułów. Wiem tylko tyle, że jeśli to się uda - zostanę wyciągnięty z kłębowiska "niszy" i trafię na rynek.

    Mam 27 lat. Boję się, że ciągle nie jestem gotowy... ale chyba jestem.

    Czas ponapieprzać w literki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    - #cedrikpisze

    #pisanie #ksiazki #literatura #gry #coolstory
    pokaż całość

    źródło: zaa.jpg

    +: b.............l, zaklety25 +152 innych
  •  

    A kto to w przyszłym tygodniu będzie podpisywał umowę z jednym z największych polskich wydawców?

    pokaż spoiler no ja ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    #wygryw #czujedobrzeczlowiek #ksiazki #cedrikpisze

    PS
    Nic więcej powiedzieć nie mogę ( ͡° ʖ̯ ͡°)

  •  

    Komu dzisiaj #rozowypasek wyznała miłość?

    pokaż spoiler no mnie


    A kto dzisiaj jedzie do Brna na konferencje #gamedev ?

    pokaż spoiler no nie ja, bo mnie nie stać, ale jak tam będziecie, to spotkacie 2/4 osoby z ekipy i zagracie w grę!


    A kto jutro w Radio Kraków będzie opowiadał o duchach, upiorach i swojej książce?

    pokaż spoiler No ba, że ja - obserwujcie #cedrikpisze


    Dzisiaj jest dobry dzień :)

    #wygryw
    pokaż całość

    źródło: alll.jpg

  •  

    Moje ego urosło tak, że już nie mieści się w Krakowie, wypierając smog. Krakowianie - jesteście wolni! (przynajmniej na chwilę)

    "Antologię zamyka Michał Stonawski „Regułą niczego”, oryginalnym tekstem postapo, którego akcję osadza w krakowskim klasztorze. Bez dwóch zdań to jedno z lepszych opowiadań w całym zbiorze."

    Z recenzji na Dzikabanda.pl - http://dzikabanda.pl/recenzje/ksiazki/slowianskie-koszmary-tesknota-wiekow-naszej-ery-recenzja/

    #ksiazki #opowiadanie #czytajzwykopem i #wygryw ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #cedrikpisze <---- zapraszam do mnie :)
    pokaż całość

    źródło: 29496489_2250973548251027_5727064947611926528_n.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów