Historie dwójki ekspatów żyjących i pracujących w Tajlandii. Razem z żoną wyprowadziliśmy się do Azji niedługo po naszym ślubie. Najpierw przez dwa miesiące podróżowaliśmy po Tajlandii, Wietnamie i Kambodży, a teraz osiedliśmy w mieście, gdzie turysty się raczej nie spotka. W tagu będę opisywał anegdoty i przemyślenia związane z życiem tutaj. Prowadzimy też bloga chrapki.pl, a także profile na FB i Instagramie.

  •  

    Gdy w środku nocy nie da się złapać taksówki ani zamówić transportu z appki, żeby wrócić do swojego miasta, zawsze pozostaje jeszcze opcja łapania stopa :D

    Wracaliśmy z wczorajszej imprezy w pięć osób na pace. Tajowie, którzy nas wzięli, postawili sobie za cel pokazać nam ciekawe miejsca w okolicy, więc mieliśmy przystanki na robienie zdjęć, których wcale nie potrzebowaliśmy :D

    Do tego kierowca kilka razy nam powtarzał, że nie jest z mafii, ale że trzeba na nią uważać. Oczywiście, że nie był, rozumiemy. Przecież nie ma żadnej mafii #pdk

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #emigracja
    pokaż całość

  •  

    Po tajsku znamy tylko kilkanaście słów/zwrotów, ja trochę mniej, #rozowypasek więcej. Wiecie co jest największą przeszkodą w nauce języka? Nie, wcale nie chodzi o inny alfabet. Najtrudniejsze do ogarnięcia są tony.

    Język tajski ma pięć tonów: niski, neutralny, wysoki, rosnący i opadający. Do tego ma znaczenie, jak długo wypowiada się samogłoski. Taki wyraz jak „khao” w zależności od wymowy można przetłumaczyć na:
    1. Ryż
    2. Biały
    3. Wiadomości
    4. Kolano
    5. Wchodzić
    6. On, ona, ono (3. osoba liczby pojedynczej)

    No i jak to teraz ogarnąć :D Przykład z wczoraj. Byłem w sklepie, wziąłem parę rzeczy, chcę przy okazji doładować telefon. Mówię ekspedientce: „True move, sam roi baht”. Ona na mnie tylko patrzy zdziwiona. Powtarzam wolniej, tym razem dorzucam angielskie słówko, które zazwyczaj ogarniają: „True move top-up, sam roi baht”. Sprzedawczyni patrzy na mnie jak na kosmitę.

    Druga ekspedientka się wtrąca i mówi do niej: „True move, sam roi baht”. Ta zrobiła takie przeciągłe tajskie „aaaAAAAaaa” i doładowała mi telefon :D Niby powiedziałem to samo, ale pewnie z innym tonem i równie dobrze mógłbym do niej mówić po polsku :P A to wcześniej wspomniane „khao” nas prześladuje, bo często dopiero za 4-5 powtórzeniem w restauracji Tajowie ogarną, o co nam chodzi. Mogliby się w sumie domyśleć, że nie pytamy o kolana :D

    A zdjęcie z wczorajszego malowniczego zachodu słońca ;)

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #emigracja #naukajezykow
    pokaż całość

  •  

    Czołem Mirki!

    Czy bylibyście zainteresowani #ama z przejazdu skuterem przez Wietnam? Zrobiliśmy z #rozowypasek taką trasę w lutym zeszłego roku - kupiliśmy skuter w Hanoi, zrobiliśmy nim 2750 km i sprzedaliśmy go w Ho Chi Minh (Sajgonie). Było zajebiście, jest to zdecydowanie jedna z lepszych przygód, jakie zaliczyliśmy!

    Chcę jutro wrzucić na bloga wpis o tym wyjeździe, ale pewnie nie zamieszczę wszystkich informacji interesujących Mirków, stąd pomysł na AMA. Co o tym myślicie?

    Jako zachętę wrzucam klip z wyjazdu, świeżo zmontowany i wrzucony na YT ;)

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #wietnam #azja #ciekawostki #swieta #emigracja #ankieta
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    Chcesz AMA o wyprawie skuterem przez Wietnam?

    • 39 głosów (50.65%)
      Dawaj to AMA człowieku
    • 38 głosów (49.35%)
      Nie chcę
  •  

    W weekend w Tajlandii miała miejsce pierwsza od ponad 50 lat (albo 30, zależy czy tajfuny zaliczać do tej samej kategorii) burza tropikalna – Pabuk. Z góry zaznaczamy, że jesteśmy bezpieczni i do nas nie dotarła ;)

    Co jednak nas zdziwiło, to skala paniki w polskich (i pewnie nie tylko) mediach. Nagłówki mówią o odwołanych lotach, masowych ewakuacjach itp. Ogólnie wyłania się z tego obraz małej apokalipsy. W rzeczywistości wszystko było pod kontrolą.

    Tak, odwołano loty, ponadto ewakuowano turystów z niektórych wysp, zamknięto szkoły znajdujące się blisko wybrzeża. Wszystkie te kroki jednak poczyniono, żeby zminimalizować skutki przejścia Pabuka. Tajowie byli gotowi na jego nadejście, nie było w tym żadnej paniki czy chaosu. O Pabuku mówiło się dużo co najmniej od początku tygodnia. Dopóki ludzie trzymali się z dala od morza, to nic im nie groziło.

    W rezultacie w wyniku przejścia burzy zginęły tylko 3 osoby – utonęła starsza para oraz rybak, który mimo zakazów wyruszył na łowy. W podobnej sytuacji na początku lat 90. zginęło około 900 osób. Poza tym Pabuk nie był straszliwym huraganem, wiatr w szczytowym momencie dochodził do 90 km/h. Mimo to kilkaset domów zostało uszkodzonych. Na razie nie oszacowano pełnej skali zniszczeń.

    Choć burza uderzyła we wschodnie wybrzeże Tajlandii (które na mapie znajduje się na zachodzie, ot taki kształt kraju), to u nas na zachodnim wybrzeżu też dało się zaobserwować jej skutki. Wprawdzie w weekend nie padało, a nawet nie wiało jakoś bardziej niż zwykle, to dzisiaj zobaczyliśmy, że pewne okolice są zalane, czyli fala musiała dotrzeć aż do nas.

    Szkoła #rozowypasek jest w linii prostej 200-300 metrów od morza, a pomiędzy znajduje się las namorzynowy (taki, że chodzi się po kładkach, bo wszędzie jest wilgotno). No i okazało się, że w sobotę w nasze wybrzeże uderzyła mocna fala, przez co morze wdarło się w głąb lądu i jedna z dróg dojazdowych do szkoły była nieprzejezdna.

    Dzisiaj rano też jeszcze było ciężko przejechać w jednym miejscu, co widać na zdjęciach poniżej. Po południu już było prawie całkiem sucho, ale wspomniany las jest dalej zalany i pewnie trochę minie czasu, zanim wyschnie.

    No, to by było na tyle jeśli chodzi o klęski żywiołowe u nas, życzymy miłego tygodnia ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #burza #emigracja
    pokaż całość

  •  

    Utwór do słuchania w trakcie czytania w pierwszym komentarzu ;)

    Ale dzisiaj pokonaliśmy przepiękną trasę! Przejechaliśmy około 130 kilometrów z Chiang Mai do Pai, po drodze zbaczając i zwiedzając okoliczne atrakcje. Olbrzymi wodospad, nowobudowana świątynia, wszystko to to było nic przy samej DRODZE.

    Niby wiedzieliśmy, że ta trasa jest świetna, kilku znajomych ją pokonało i baaardzo zachwalało, ale po paru miesiącach poruszania się głównie po mieście nie byliśmy chyba gotowi na to, co zobaczymy.

    Sunęliśmy równiutką trasą (w większości), a krajobrazy zmieniały się powoli. Cała trasa prowadzi przez górzystą dżunglę. Setki zakrętów, a po bokach wysokie drzewa i zbocza kolejnych wzgórz. Jechaliśmy ciągłym, zielonym korytarzem, co chwilę przebijało słońce, a droga mieniła się kolorami, które nawet jako daltonista byłem w stanie w pełni docenić.

    Dawno mi się tak dobrze nie jechało skuterem. To jedna z najlepszych tras, jakie pokonaliśmy w życiu. Moglibyśmy tak jechać i jechać. Godziny mijały nam na podziwianiu widoków, rozmowach, szukaniu fajnych miejsc do zobaczenia. W głowie leciały mi różne utwory pasujące do sytuacji, od przyśpiewek góralskich po soundtrack ze Swiss Army Man.

    Pod koniec trasy, gdy w końcu wjechaliśmy na górę i zobaczyliśmy zielony krajobraz sięgający po horyzont, osiągnąłem już stan motocyklowego katharsis, czułem jedność z otaczającą nas dżunglą.

    Humoru nawet nie zepsuło nam to, że zostaliśmy przemoczeni do suchej nitki na ostatnim fragmencie trasy. Pai przywitało nas genialnym noclegiem w środku dżungli, świetnymi widoczkami i pysznym jedzeniem. Teraz już jest wieczór, siedzimy sobie na tarasie i słuchamy, jak wszystko wokół nas żyje. Dżungla nigdy nie śpi. Chyba zostaniemy tu dłużej niż planowaliśmy.

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #chillout #natura #emigracja #motocykle
    pokaż całość

  •  

    Wpis przedstawiający naszą wizytę na Polach Śmierci oraz w Więzieniu S-21 w Kambodży. Pol Pot jest odpowiedzialny za śmierć dwóch milionów rodaków - nawet jednej czwartej populacji kraju. Tortury, mordy, głodowanie - to wszystko było na porządku dziennym w celu zbudowania komunistycznej utopii.

    Dodałem znalezisko z moim wpisem na blogu. Wyjątkowo ciężki temat, ale myślę, że warto go przeczytać. Trzeba mieć świadomość, jacy zbrodniarze chodzili po świecie. Najgorsze jest to, że tak naprawdę nigdy nie zostali ukarani.

    Jeśli chcecie, to kopnijcie, zapraszam do czytania!

    https://www.wykop.pl/link/4564407/wizyta-na-polach-smierci-slady-krwawych-rzadow-pol-pota-w-kambodzy/

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #kambodza #azja #ciekawostkihistoryczne #historia #fotohistoria #gruparatowaniapoziomu #tworczoscwlasna
    pokaż całość

    źródło: IMG_5028.jpg

  •  

    W poniedziałek i środę musiałem jechać do Bangkoku poużerać się z biurokracją – przede wszystkim z nieudolną polską ambasadą. No ale nie o tym chcę pisać – trafiłem na najlepszych taksówkarzy ever, w życiu bym nie dotarł w takie rejony miasta, gdyby nie oni :D

    Wyszedłem wkurzony w poniedziałek z tajskiego ministerstwa, bo przez brak współpracy ze strony naszej ambasady nie mogłem oddać dokumentów niezbędnych do otrzymania rocznej wizy. Miałem już zamawiać motorkowego Graba (taki malezyjski Uber, tylko na tyle duży, że pół roku temu wykupił Ubera w tej części Azji), ale już tego dnia się trochę zraziłem do ich kierowców

    Do ministerstwa wiózł mnie największy nieogar. Najpierw odbierał mnie przez 15 minut, choć w aplikacji widziałem, że jest ledwo kilkaset metrów ode mnie. Potem jechałem z nim ponad godzinę, miał motor bez zawieszenia, podczas jazdy ciągle trzymał w jednej ręce telefon żeby ogarnąć gdzie jechać i przez to wpadał w prawie każdą dziurę. Dwa razy zawracał, bo się zgubił. Jak zakończył kurs, to z minutę rozprostowywałem nogi.

    Wychodząc z ministerstwa, zobaczyłem z boku na chodniku grupkę motorkowych taksówkarzy. Sprawdziłem, ile zapłacę w Grabie za kurs na dworzec autobusowy. 170 bahtów. Pytam ich, za ile mnie zawiozą. 200 bahtów. Spoko, możemy jechać. Co ciekawe, dwa tygodnie wcześniej jak Aga miała problemy z zamówieniem Graba z tego miejsca, to chcieli ją zawieźć za 500 :P

    Nie spodziewałem się, że tak da się jeździć. Gość zaraz na starcie musiał zmienić kierunek na kilkupasmowej ulicy. Nie czekał do miejsca na nawrotkę, tylko wbił na betonowy pas oddzielający jezdnię i odbił w przeciwnym kierunku. Chwilę potem zjechał z ulicy na wąski chodnik i wbił między płot a fundament wiaduktu. Mieścimy się na centymetry, kulę kolana, żeby o nic nie zahaczyć. Zaraz zjeżdżamy jakąś wydeptaną ścieżką prosto w slumsy – pełno chatek trzymających się na słowo honoru, biegają jakieś dzieci, obok płynie brudny kanał. Nagle skręca prosto w ten kanał i przejeżdża na drugą stronę po betonowych płytach. Zaraz jedziemy gdzieś pod górę, wbijamy w szparę między barierkami i nagle jesteśmy na autostradzie, a wokół znowu są wysokie apartamentowce :D Ciśniemy na pełnej, trzymam kask żeby mi nie spadł z głowy, po paru minutach zjeżdżamy i już jesteśmy na miejscu! Zero korków, ani jednych świateł po drodze, zupełnie inny Bangkok niż zawsze :D

    Dzisiaj w dobrym humorze wychodzę z ministerstwa, bo w końcu się udało załatwić papierkowe sprawy. Bez wahania idę do ziomeczków na motorkach. Kierowca z poniedziałku rozpoznaje mnie, mówi, że dzisiaj zawiezie mnie jego kolega. Upewniam się o cenę.

    - 180.
    - O, spoko.
    - Taniej, dzisiaj bez skrótu, deszcz napadał.

    Oho, czyli pewnie kanał nieczynny :D No nic, jedziemy. Wydawało się, że tym razem będzie bez jakichś ciekawych przygód. Minęliśmy punkt, gdzie w poniedziałek był „zjazd na austostradę”. Nawet stanęliśmy na jednych światłach na dobre pół minuty. Chwilę potem jednak kierowca odbił w jakąś boczną dróżkę jednokierunkową, przejechał kawałek pod prąd i wyjechaliśmy przy torach kolejowych. Ruszył drogą wzdłuż nich i tym razem znalazłem się w dzielnicy przemysłowej. Po bokach pełno fabryk, ciężkich maszyn i pojazdów. Chwilę potem znów odbijamy w jakąś boczną dróżkę i przejeżdżamy prosto przez plac budowy, chyba jakiegoś biurowca. Znów kilka bocznych dróżek, wyjazd na główną drogę biegnącą obok autostrady i już jesteśmy na miejscu. Niby trwało to trochę dłużej niż w poniedziałek, ale kierowca bez wahania też dostał 200 bahtow.

    Aż szkoda, że już prawdopodobnie nigdy nie będę miał okazji się z nimi przejechać :D

    A na zdjęciu jakiś losowy wieżowiec uchwycony dziś rano ;)

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #emigracja
    pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      @Blitzkrung: Nie, został przejęty przez Graba w całej Azji Południowo-Wschodniej. Ja i tak korzystałem tylko z Graba, bo można było gotówką płacić.
      Gdy wróciliśmy w marcu z tripa po Wietnamie i Kambodży, w Bangkoku miałem wrażenie, że ceny przewozów poszły nieco w górę. No i miałem rację, przez brak konkurencji Grab dosyć ostro podrożał :/ Jeden Polak z Singapuru mówił mi, że wcześniej płacił 5 USD za dojazd do pracy, a teraz 8. pokaż całość

  •  

    Każdy w Azji ma taką historię, że przydarzy się jakiś kompletnie nietrafiony posiłek. Nie tyle, ze coś jest po prostu niedobre, ale że całe doświadczenie jest po prostu kuriozalne lub nieprzyjemne. No i my chyba właśnie mieliśmy najgorszy obiad w Azji :D

    Naszła mnie ochota na żeberka. Ogólnie na mięcho, takie dobre, zrobione bardziej po europejsku niż po azjatycku. #rozowypasek przypomniał sobie, że widział na profilu Foodie Chonburi ostatnio coś w tym stylu. Szybki research - golonka z ziemniakami i ostrym sosem, do tego niemieckie piwo w menu, parę kilometrów od nas.

    Jedziemy! Co może się nie udać?

    Znaleźliśmy miejscówkę bez problemu. Duży, nowoczesny, ładny lokal. Kelner mówi po angielsku (na palcach jednej ręki zliczymy takich w Chonburi), zapowiada się świetnie. Bierzemy po ciemnym piwie, żona zamówiła jakieś kulki panierowane z kurczaka z ziemniakami i warzywami, a ja upragnione żeberka z ziemniakami. Idealnie :D

    Po paru minutach przyszło piwo. Ciemniutkie, z gęstą pianą, w kuflu z grubego szkła, bez lodu (tak, czasem potrafią podać piwo z lodem). W brzuchu burczy coraz mocniej, gadamy sobie i czekamy.

    Aga dostała swoje jedzenie, ja jeszcze czekam. W Tajlandii normalne jest, że porcje dostaje się od razu jak są gotowe, a nie podaje się ich wszystkim razem. No nic, na żeberka trzeba poczekać.

    Pierwsze zaskoczenie. Danie Agi to chrząstki z kurczaka w panierce :D Masakra, nie do przegryzienia, tak jakby ktoś resztki kurczaka obtoczył w panierce i to było całe danie :D Sprawdzamy w menu, rzeczywiście było napisane "chicken knuckles", pechowe przeoczenie. Zresztą co za chory umysł wymyślił takie danie?

    Aga już wie, że wyjdzie głodna, obgryza panierkę i zapycha ziemniakami i warzywami. Ja już wiem, że podzielę się żeberkami (w granicach rozsądku oczywiście) :P

    Ja dalej czekam na swoje danie. W telewizji zaczął się mecz Arsenalu, pewnie jakaś powtórka. Kiedy minęło pół godziny pierwszej połowy, zacząłem się niepokoić, głód doskwierał coraz mocniej, w międzyczasie zaczęło się na zewnątrz oberwanie chmury i nasz kelner (prawdopodobnie jedyny ogarniający angielski) z parasolem ogrodowym zbierał ludzi wysiadających na parkingu z samochodów.

    Kończy się pierwsza połowa, 1:0 dla Arsenalu. Co gorsza, kończy się piwo. Za to przestało nieco padać. Kelner wrócił do środka, pytam się go, ile jeszcze mam czekać na te żeberka.

    Jakie żeberka?

    Przecież zamawiałem zaraz po żonie żeberka, nachylał się Pan nad menu i przystawiał do nich palec, dobrałem do nich ziemniaki.

    No. I'm sorry.

    Głodni poprosiliśmy o rachunek, choć kelner proponował, że złoży zamówienie na te żeberka do kuchni, ale nie dalibyśmy rady czekać już dłużej.

    Wydaliśmy ponad 500 bahtów (ok. 60 zł) za dwa piwa, resztki kurczaka w panierce, kulkę ziemniaków i pokrojony pomidor z ogórkiem i cebulą. Na szczęście większość tej kwoty poszła na piwo, które było najlepsze, jakie piliśmy w Tajlandii, więc nie było tragedii :D

    Cóż, gorzej już chyba nie trafimy, przynajmniej taką mamy nadzieję :D W każdym razie poszukiwanie żeberek będzie jeszcze trwało :D

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #emigracja #heheszki #przegryw #piwo #jedzenie
    pokaż całość

  •  

    „Od 1964 do 1973 roku, część więzienia Hoa Lo wykorzystywano do przetrzymywania amerykańskich pilotów, z których większość była schwytana podczas bitwy o Dien Bien Phu. Wewnątrz murów „Hanoi Hilton” przebiegało codzienne życie amerykańskich pilotów. Już bez B-52 i nalotów dywanowych, jedynie spokojny czas na zastanowienie się przez Amerykanów nad tym, co się stało oraz kontemplację piękna życia w pokoju i ciepłej gościnności więzienia Hoa Lo.”

    Więzienie Hoa Lo powstało w czasach francuskiego kolonializmu, przetrzymywano tutaj w tragicznych warunkach wietnamskich więźniów politycznych. Po zdobyciu niepodległości przez komunistów szybko wróciło do dawnej roli. Więziono tutaj amerykańskich jeńców wojennych, trafił tutaj między innymi zmarły w weekend John McCain.

    Północny Wietnam podpisał Konwencję Genewską, jednak doniesienia z więzienia budziły grozę wśród wszystkich żołnierzy. Amerykanie i Wietnamczycy z Południa byli tam bardzo brutalnie przesłuchiwani. Wśród Amerykanów więzienie zyskało prześmiewczy przydomek „Hanoi Hilton” a wielu jeńców wolało popełnić samobójstwo niż tam trafić.

    Podwieszanie na rękach związanych z tyłu, przypalanie żelazkiem, podduszanie, bicie, trzymanie przez długi czas w izolatkach, głodzenie. To tylko niektóre z metod stosowanych w więzieniu Hoa Lo. Tortury były bardzo wymyślne, często nie miały na celu zdobycia informacji, a złamanie psychiczne więźniów. Uwolnieni piloci potrafili chwalić warunki tam panujące oraz „wspaniały Wietnam”, stawali się pacyfistami. Wielu z nich po powrocie do kraju popełniło samobójstwa.

    Podczas wizyty w Hanoi można wybrać się na zwiedzanie więzienia. Wiele nie zostało, głównie gołe mury. Muzeum skupia się przede wszystkim na okresie kolonializmu i krzywd wyrządzonych przez Francuzów. Czasy wojny wietnamskiej (lub jak ją nazywają sami Wietnamczycy – „wojny amerykańskiej”) zostały prawie całkowicie pominięte. Jedynie ostatnia część została poświęcona na ten konflikt.

    Niesamowicie widać tutaj propagandę komunistycznego Wietnamu. Więzienie zostało przedstawione jako miejsce do przemyśleń nad bezsensem wojny i przemocy, gdzie piloci mogli zastanowić się nad swoimi czynami. Całość opatrzona jednostronnym opisem wojny oraz statystykami dotyczącymi amerykańskich ataków. Można znaleźć też relacje kilku byłych więźniów, którzy postanowili przebaczyć dawnym oprawcom i zdecydowali się wrócić z wizytą do owianego złą sławą Hanoi Hilton. Wśród nich był między innymi zmarły senator John McCain.

    To w ostatniej części wystawy znajduje się tablica pokazana na zdjęciu.

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #wietnam #azja #ciekawostki #usa #historiajednejfotografii #wojna
    pokaż całość

    źródło: IMG_2716.JPG

  •  

    Dlaczego na wietnamskie sleeping busy mówi się "trumny"

    @sushippizza zainspirował mnie, żeby napisać trochę więcej o sleeping busach w Wietnamie i okolicznych krajach ;) Dobrej zabawy w Wietnamie! ;)

    Ogólnie to większość Wietnamu przejechaliśmy motocyklem (z Hanoi do Sajgonu, łącznie około 2750 km), jednak końcowy etap podróży, już po sprzedaży jednośladu, musieliśmy pokonać busami. Wietnamskie sleeping busy, wbrew swojej nazwie, jeżdżą przez całą dobę. W środku są trzy rzędy siedzeń, miejsca na nogi jest wystarczająco dla Azjatów. Z moim wzrostem prawie mężczyzny (179 cm) i koniecznością wrzucenia bagażu podręcznego w nogi (nie ma półek) było niewygodnie, ale jakoś dało się wytrzymać te kilka godzin jazdy. Minus jest taki, że niezależnie od ustawienia fotela nie ma opcji, żeby usiąść wyprostowanym, zawsze jest chociaż ta półleżąca pozycja.

    @twarz-pod-butem skwitował wietnamski sleeping bus:

    I pomysłowe. W trakcie czołówki kompresuje człowieka do pojemnika pod plecami innego pasażera. Ile to później mniej sprzątania i roboty.

    Nawet nie wiesz, ile masz racji :D Ogólnie na te siedzenia na angielskich forach dla ekspatów w Wietnamie utarła się nazwa „trumny”. W trakcie wypadku bardzo często dochodzi do zapłonu autobusów, a niefortunna budowa foteli sprawia, że pasażerowie się klinują i płoną żywcem. Jest to na forach uważane za bardziej niebezpieczny środek transportu niż motocykl (choć wydaje mi się, że to przesadzona informacja).

    Do tego dochodzą SZALENI kierowcy. Jak ja ich nienawidziłem podczas jazdy przez Wietnam! Zero poszanowania dla innych członków ruchu, zapieprzanie grubo powyżej limitów, wyprzedzanie na trzeciego, jazda z ciągle wciśniętym klaksonem. Byliśmy świadkami (a mogliśmy być ofiarami), jak kierowca sleeping busa wyprzedzał na wąskiej drodze dwa tiry (!), tuż przed zakrętem (!!!), jadąc stromą górą (!!!!!). Miałem farta, że przede mną jechała taksówka i kierowca autobusu musiał wyhamować, żeby uniknąć czołówki, bo nas prawdopodobnie by zignorował. Potem miał oczywiście problem, bo się przez to ustawił w poprzek drogi i go z dwóch stron zatarasowały samochody. W Wietnamie nie ogarniają, że jak kogoś zablokujesz i go potem strąbisz, to wcale mu nie ułatwiasz wyjazdu.

    Innym razem musiałem serio uciec na łąkę (jadąc ok. 60 km/h w dwie osoby z bagażem), bo typ wyjechał nam na czołówkę przy wyprzedzaniu i jedyne co robił, to trąbił i mrugał długimi. Ile razy na krajówce autobus zatrąbił mi prosto koło ucha przy wyprzedzaniu, kiedy miał wolne dwa pozostałe pasy, bo nic nie jechało. A te ich klaksony mają głośność syren okrętowych, więc codziennie z dwa razy byłem prawie doprowadzany do zawału. Ci goście potrafią tylko zapierdalać i trąbić, co jest tylko dopełnieniem sleeping-busowych „trumienek”. Parafrazując klasyka, jakby mnie dopuścili na długość ręki do kierowców sleeping busów w Wietnamie, to wziąłbym i zajebał :D Co ciekawe, znacznie lepsi są kierowcy tirów, tych ziomeczków w większości szanuję, byli bardzo ostrożni w stosunku do motocyklistów, zero #bekaztransa z mojej strony ;)

    W Kambodży za to sleeping bus wyglądał zupełnie inaczej. Nie mam zdjęć, widocznie przy pierwszej jeździe myślałem, że jeszcze kiedyś takim pojedziemy albo po prostu byliśmy zmęczeni i od razu poszliśmy spać, nie pamiętam. W każdym razie tam przez całą długość autobusu są po prostu rozstawione pełnowymiarowe łóżka piętrowe – dwuosobowe z lewej strony przejścia i jednoosobowe z prawej. Jest pościel, są poduszki. Miejsc w takim autobusie nie ma za wiele, bo łóżka dużo zajmują, jest ich na długość maksymalnie 5-6, nie pamiętam dokładnie. Co ciekawe, jeśli masz bilet na łóżko dwuosobowe, to może się okazać, że będziesz spać z obcą osobą, przed nami była taka „para”. Rozwiązanie dla #przegryw z Kambodży :D

    W Tajlandii nudy, bo sleeping busy, którymi jechaliśmy, to po prostu wygodne fotele, które można rozłożyć prawie do pozycji leżącej bez zbytniego przeszkadzania osobie za Tobą.

    #podroze #ciekawostki #wietnam #tajlandia #kambodza #motocykle #pokazrozowegopaska #chrapki
    pokaż całość

    •  

      @macfanboy: My nie dotarliśmy w ogóle do SaPa, zostaje nam na kiedyś ;) Niestety byliśmy w lutym, poza bluzą i ciepłymi dresami żadnych ciepłych ciuchów. W Hanoi było 13 stopni, brak ogrzewania w pokojach, było przejebanie zimno, a na skuterze to już w ogóle tragedia. Na północy temperatury w okolicach zera, musieliśmy odpuścić :D

      @iwannagethigh: Sprawdziłem na szybko - Honda Win. Wietnam i Tajlandia mocno się różnią. Większość rzeczy na minus w Wietnamie, ale nie sugeruj się, bo to przepiękny kraj.

      Wietnam na plus:
      - WIDOKI! Najpiękniejszy kraj, w jakim byliśmy!
      - Tania podróż motocyklem. W Tajlandii nie kupisz legalnie jednośladu jako turysta.
      - Lepsze drogi, szczególnie na północy kraju.
      - Pojebani, ale konsekwentni w tym pojebaniu kierowcy. Jak już się wczujesz, to w innych krajach będziesz czuł się dziwnie na przykład jak kierowca będzie chciał Cię przepuścić na pasach. Mieliśmy duży szok w Kambodży, gdzie była jakaś solidarność na ulicach. W Wietnamie kierowcy jeżdżą jak w jakiejś starej grze z mocno ograniczonym AI, mogą Cię zabić, ale przynajmniej są jakieś przewidywalne schematy :D
      - Pyszna kawa! Na o dzień nie piję kawy, a w Wietnamie miałem dni, kiedy nawet 3 wchodziły. Kawa po wietnamsku jest niesamowita, a w Hanoi polecam jeszcze spróbować egg coffee - kawę z jajkiem, przepyszna.Kubek kawy (bardziej filiżanka, bo są one nieduże, często tylko zaparza się pół kubka) jest za równowartość dolara. Piliśmy głównie białą kawę, ale ona jest z mlekiem zagęszczonym, bardzo słodka, nie wiem czy Ci podejdzie.

      Na minus:
      - Chujowe jedzenie. Po przyjeździe z Tajlandii to jakbym w mordę dostał. Jestem wszystkożerny, zjem byle gówno, więc jakoś przetrwałem. Żona przez pierwszy tydzień prawie nic nie jadła. Znajomi ostatnio skoczyli do Wietnamu na 3 tygodnie, to przez cały pobyt mieli problemy żołądkowe. Dobre mają za to pożyczone od Francuzów bagietki.
      - Smutni ludzie. Komunę najbardziej widać po ludziach. Poubierani w jakieś takie szarobrązowe ciuchy a'la Polska przełom lat 80. i 90., nie ma tej serdeczności jak w innych krajach.
      - Wyższa cena jedzenia. Nie dość, że chujowe, to trzeba płacić przeciętnie więcej niż w Tajlandii. Jest wprawdzie pho za dolara (na prowincji tylko to zjesz na śniadanie, nie ma co szukać nic innego), ale inne dania są już droższe.
      - Pojebani kierowcy. Dałem to w plusach, ale dopóki się nie przyzwyczaisz do tego ruchu drogowego, to będziesz miał wrażenie, że wszyscy chcą Cię zabić. Chodzenie pieszo to masakra, trzeba na siebie uważać bez przerwy, to nas ostatecznie przekonało do kupna motocykla.

      Jakbyś chciał coś więcej poczytać, to polecam wpis mojej żony na naszym blogu, ale to duża ściana tekstu :D
      http://chrapki.pl/2018/07/wietnam-ty-piekny-skurwysynie/
      pokaż całość

    •  

      @PeeJay: Fajny wpis - zarówno ten tutaj jak i na blogu. Czekam na więcej z Wietnamu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    W TAJLANDII UNIKAJCIE LODU!

    Taką radę można przeczytać w prawie każdym artykule dotyczącym wyjazdu do Tajlandii i do Azji Południowo-Wschodniej. O ile większość rad zawartych w takich artykułach może ma jakieś odzwierciedlenie w rzeczywistości (choć wiele zależy od subiektywnych doświadczeń), tak ta jest chyba najbardziej bezsensowna ze wszystkich.

    Nie ma chyba w Tajlandii pewniejszej rzeczy do zjedzenia/wypicia niż kostki lodu. Bez znaczenia, czy w dobrych restauracjach, barach, garkuchniach czy nawet od obwoźnego sprzedawcy przekąsek. Skala produkcji lodu jest tutaj tak olbrzymia, a jego cena jest tak niska, że żadnemu sprzedawcy nie opłacałoby się kombinować na własną rękę z robieniem domowych kostek. Dla przykładu, najtańsza woda mineralna 1,5l w 7-Eleven kosztuje 13 bahtów, a 1,6 kg worek lodu 8 bahtów. A mowa tu o cenach detalicznych, w hurcie jest znacznie taniej.

    Lód jest wykorzystywany wszędzie – do wody, do napojów, soków, do chłodzenia warzyw i owoców na wolnym powietrzu. Często w lokalnych restauracjach są baniaki wody, z której można za darmo korzystać, a w nich pływają wielkie bryły lodu. Tak właściwie to nie bardzo sobie mogę przypomnieć sytuację, gdzie dostaliśmy jakiś napój bez kostek lodu albo który nie był wcześniej nimi schładzany. Nawet zamawiając piwo w barze zazwyczaj dostaje się szklankę lodu i piwo w butelce – nie wiem skąd taki pomysł :D

    Po pół roku życia tutaj ani razu nie trafiliśmy na wyglądający podejrzanie lód. Kostki są zawsze w stu procentach przejrzyste – powodzenia z osiągnięciem tego efektu w domowych warunkach. Podobnie wygląda sytuacja w #wietnam i #kambodza, w pozostałych krajach regionu pewnie też. Zresztą mogłoby to potwierdzić dużo osób. Dlatego nie rozumiem, dlaczego na co drugim polskim blogu (na zagranicznych pewnie też) są ostrzeżenia o szkodliwości tutejszego lodu. Pewnie kiedyś było nieco gorzej w tej kwestii i tak już wszyscy powtarzają te same informacje, bez większego namysłu.

    LÓD JEST DOBRY! :D

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #emigracja
    pokaż całość

  •  

    Byliśmy w piekle i wróciliśmy!

    Na blogu znajduje się nowy wpis opisujący nasze wrażenia z przypadkowej wizyty w Wang Saen Suk Hell Garden, czyli największym w Tajlandii Piekielnym Ogrodzie.

    Park ten jest pełen rzeźb przedstawiających szczegółowo tortury i cierpienia, jakie za poszczególne występki będą ponosić buddyści w piekle. Spacer po ogrodzie był bardzo ciekawym i egzotycznym doświadczeniem.

    Dużo makabrycznych zdjęć, polecam serdecznie :D (parę podrzucę w komentarzach)

    Zapraszamy do lektury!

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #buddyzm #emigracja #smierc #fotografia
    pokaż całość

    źródło: IMG_6053.jpg

  •  

    Pół roku temu o 8 rano wylądowaliśmy w Bangkoku. Jesteśmy w Azji już sześć miesięcy!

    Dzisiaj postanowiliśmy pojechać na wycieczkę skuterem, razem ze znajomą ze szkoły – Chizelle. Nie mieliśmy za bardzo planu. Wszystkie oznaczone na mapie miejscówki w okolicy już widzieliśmy (mieszkamy w nieturystycznym Chonburi). Postanowiliśmy znaleźć wzgórze, na które dałoby się wjechać i z góry podziwiać widoki – stęskniliśmy się za taką miejscówką, jaką mieliśmy w Hua Hin.

    Pojechaliśmy na czuja w kierunku migoczących na horyzoncie gór. Nie była to łatwa trasa. Po drodze musieliśmy między innymi przeciąć dwie autostrady w kierunku Bangkoku (dzisiaj sobie uświadomiliśmy, że do stolicy prowadzą dwie równoległe autostrady oddalone od siebie ledwo o parę kilometrów!).

    W końcu trafiliśmy na przepiękną wiejską drogę (Country roads, Take me home!). Mijaliśmy małe jeziorka, pola, dżunglę. Niesamowita trasa! Z czasem droga była coraz węższa, dziur coraz więcej, natura coraz bardziej przytłaczająca. Dotarliśmy ostatecznie po lekkim zbłądzeniu (czy raczej eksploracji) do jeziora otoczonego wzgórzami, gdzie tajskie rodziny spędzały czas na piknikowaniu i dokarmianiu ryb. Były ich całe ławice (ryb, nie rodzin), pochłaniały kromki chleba właściwie w całości i to w ilościach hurtowych! Piękne miejsce na odpoczynek, ale nas skusiły wystające znad dżungli dachy świątyń.

    Ruszyliśmy w ich kierunku, trafiliśmy na teren klasztorny (chyba). Nie było tam nikogo poza nami, jedynie dżungla i małe bungalowy mnichów. Szliśmy w kompletnej ciszy i chłonęliśmy otaczającą nas przyrodę. W końcu dotarliśmy do świątyni, którą widać na zdjęciach. Piękna, bez żywej duszy, jakby wyrastająca prosto z serca dżungli. Choć nie imponowała rozmiarami, miała w sobie coś majestatycznego.

    W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w jednej świątyni, która przykuła naszą uwagę. Przyjazny mnich zaprosił nas do zwiedzenia muzeum (trochę na wyrost ta nazwa), a po wszystkim poczęstował pysznymi rożkami truskawkowymi ;)

    Jeszcze udało nam się trafić do kawiarni znajdującej się nad klifem, gdzie wypiliśmy pyszną lodową kawę. Idealna, aktywna niedziela! Ale to pół roku szybko zleciało! :D

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #emigracja #pokazmorde
    pokaż całość

    źródło: IMG_6293.JPG

    +: Bruno_, Ruzanka +8 innych
  •  

    Pod koniec lipca król Tajlandii ma urodziny, ale w kraju świętowanie w mniejszym stopniu trwa przez cały miesiąc. Wczoraj na przykład czekaliśmy w Bangkoku na nasz autobus do Laosu. Siedzieliśmy w strefie gastronomicznej. Gdy wybiła 18, na ekranach zaczął się pokaz slajdów z królem, z głośników puszczono hymn. Wszyscy odłożyli jedzenie, wstali, odsłuchali hymnu, po czym jakby nigdy nic wrócili do swoich zajęć. W sumie podobnie wygląda sytuacja w tajskich kinach, tam przed każdym filmem jest puszczany pokaz slajdów na cześć króla, a wszyscy widzowie stają na baczność.

    A tak ogólnie stacja autobusowa Mo Chit w Bangkoku jest chyba największa, jaką w życiu widzieliśmy. Nie mogę znaleźć dokładnych danych, ale w głównym budynku znajduje się 229 kas biletowych, w każdej kupuje się bilety tylko na określone trasy, a peronów jest co najmniej 500, można się nieźle pogubić :O

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #swieta #emigracja
    pokaż całość

  •  

    Wietnam

    Zjechaliśmy z #rozowypasek Wietnam z północy na południe na jednośladzie. Kupiliśmy skuter 125cc w Hanoi i po przejechaniu 2750 kilometrów sprzedaliśmy go w Sajgonie. Zajęło nam to cały miesiąc, wsiedliśmy na łódź na Mekongu i wypłynęliśmy do Kambodży w ostatni dzień ważności wizy. Wietnam jest przepiękny, to na razie najładniejszy kraj, jaki widzieliśmy, a podczas kilkuletniej znajomości odwiedziliśmy 20+ krajów! Z drugiej strony jest w nim wiele rzeczy, które potrafią wkurzyć.

    Moja żona w trakcie tej przygody ukuła powiedzenie: "Wietnam, Ty piękny skurwysynie!" Tekst pasował idealnie i na najbardziej epickie miejsca i na momenty wkurzenia i niemocy.

    W najnowszym wpisie na naszym blogu moja żona opisała pokrótce nasze wrażenia z Wietnamu. To pierwszy z serii wpisów dotyczących tego wspaniałego kraju, w którymś skupię się z pewnością na wrażeniach z jazdy skuterem po kraju bez zasad.

    Zapraszam do lektury! Na zachętę parę zdjęć w komentarzach.
    http://chrapki.pl/2018/07/wietnam-ty-piekny-skurwysynie/

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #wietnam #azja #ciekawostki #skutery
    pokaż całość

    •  

      @PeeJay: jaki koszt zakupu i sprzedaży? Dużo na tym straciliście? Jaki łączny koszt paliwa?

    •  

      @entaroadun
      @CyganskiKsiaze Jesteśmy teraz w drodze do Laosu po wizę, nie mam dostępu do pliku z wydatkami. Z tego co pamiętam, to łączny koszt skutera wyniósł 125 USD. Kupiliśmy go za 320 USD (wstępna cena 350, wart pewnie 250), sprzedaliśmy za 270. Reszta to koszt paliwa, parkingi i wymiana oleju. Jest to chyba najtańsza opcja na Wietnam, bardzo ciekawa, ale też trochę męcząca, parę godzin jazdy ostro prawie codziennie.

      Sprzedaliśmy go w Sajgonie w jeden dzień, musieliśmy się spieszyć ze względu na kończącą się wizę. Jakbyśmy mieli więcej czasu, to pewnie byłaby lepsza cena, może nawet te 320 USD znowu. Wystawiliśmy ofertę w dwóch grupach na fejsie z 2-3 dni wcześniej, było dużo chętnych, do tego spaliśmy w popularnym i dużym hostelu i tam też wywiesiliśmy ogłoszenie, prawie sprzedaliśmy skuter jedząc śniadanie, ale gość się scykał ostatecznie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Dokładnie trzy lata temu, w sobotni poranek 27 czerwca 2015 roku, pożegnaliśmy się z naszym mieszkaniem, zmieniliśmy status społeczny na „bezdomni”, założyliśmy plecaki i ruszyliśmy na wylotówkę z Krakowa.

    Cel: Bałkany!

    Spędziliśmy w podróży ponad miesiąc, pokonaliśmy autostopem 6000 km, objechaliśmy całe Bałkany i nie tylko. Większość czasu spaliśmy pod namiotem, w wolnych chwilach dorabialiśmy sobie – #rozowypasek grał na gitarze, a ja żonglowałem. Wspaniała przygoda, do czasu naszego aktualnego wyjazdu była to zdecydowanie „podróż życia”, ale jak widać, to pojęcie względne i zawsze można je przebić :)

    Jakiś czas po powrocie zmontowałem ten filmik, do dzisiaj napełnia nas pozytywną energią :D

    #podroze #balkany #autostop no i trochę #pokazmorde i #pokazrozowegopaska

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Trochę zaniedbuję tag #chrapki, nie mam ostatnio weny do opisywania bieżących obserwacji. Osiedliśmy teraz w mieście, w którym niewiele się dzieje. Nie ma w ogóle turystów, jedyni biali to nauczyciele pracujący w okolicznych szkołach. Na dniach będziemy mieli skuter, więc trochę poruszamy się po okolicy, bo na rowerze dotrzeć gdziekolwiek to katorga. Wszędzie daleko (choć mieszkamy blisko centrum), wilgotność powietrza taka, że ciężko jeździć, do tego ryzyko opadów. Pora deszczowa atakuje w pełni. Na szczęście jak już będziemy zmotoryzowani, to pojawią się na pewno nowe inspiracje do wpisów ;)

    W międzyczasie zapraszam do przeczytania nowego wpisu na blogu, tym razem o Ayutthayi. Jeśli kiedyś zwiedzaliście Tajlandię, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że odwiedziliście to miasto. Dawna stolica Tajlandii była przez prawdopodobnie przez jakiś czas największym miastem na świecie pod względem liczby mieszkańców. Na przełomie XVII-XVIII mieszkało ich wtedy tutaj blisko milion. Dla porównania w Warszawie mieszkało wtedy 40,000 osób.

    W komentarzach zamieszczę parę zdjęć z naszej wizyty w Ayutthayi, zachęcam do przeczytania wpisu i/lub wykopania znaleziska ;)

    https://www.wykop.pl/link/4363857/ayutthaya-jeden-dzien-w-stolicy-dawnego-imperium/

    http://chrapki.pl/2018/06/ayutthaya-jeden-dzien-w-stolicy-dawnego-imperium/

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #emigracja
    pokaż całość

    źródło: IMG_1451.jpg

  •  

    Patrzcie co przed chwilą uchwyciłem xD Urban jest mnichem w Tajlandii xD

    #heheszki #humorobrazkowy #tajlandia #podroze #chrapki #urban

  •  

    Znów jesteśmy w Bangkoku. A tak właściwie to w Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit, bo tak brzmi pełna nazwa tego miasta. Tłumaczy się na "Miasto aniołów, wielkie miasto [i] rezydencja świętego klejnotu Indry [Szmaragdowego Buddy], niezdobyte miasto Boga, wielka stolica świata, ozdobiona dziewięcioma bezcennymi kamieniami szlachetnymi, pełne ogromnych pałaców królewskich, równającym niebiańskiemu domowi odrodzonego Boga; miasto, podarowane przez Indrę i zbudowane przez Wiszwakarmana."

    Znacie jeszcze jakieś wyjątkowo długie nazwy miejscowości? Do głowy przychodzi mi tylko Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch w Wielkiej Brytanii :D

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #bangkok #emigracja
    pokaż całość

    źródło: IMG_1047.jpg

  •  

    Wrzuciłem znalezisko z wpisem z naszego bloga na temat kolei w Tajlandii. Gdyby kogoś interesowało, jak się podróżuje koleją po Kraju Uśmiechu, to zapraszam do czytania i wykopywania ;)

    https://www.wykop.pl/link/4311627/kolej-w-tajlandii-wsiasc-do-pociagu-byle-jakiego/

    #podroze #podrozujzwykopem #azja #tajlandia #chrapki #kolej #ciekawostki pokaż całość

    źródło: chrapki.pl

    +: Papasanbaba, KrzesloCzipindel +111 innych
    •  
      ortofosforan

      +1

      @PeeJay: o, to Ty kiedyś przyjąłeś moje wyzwanie i robiłeś pajacyki! Powodzenia!

      +: PeeJay
    •  

      Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, będę publikował ciekawostki i anegdoty dotyczące życia w Azji i naszych przygód

      @kotbehemoth: No my dwa razy takie szalone trasy w trzeciej klasie zrobiliśmy: Ayutthaya - Chiang Mai i Chiang Mai - Lop Buri, był hardkor :D
      @Papasanbaba: Dzięki za uwagi ;) Próbowałem to ogarnąć zaraz po założeniu bloga, ale możliwości edycji motywu są ograniczone. Wczoraj przycisnąłem różne wtyczki, ale co w jednym miejscu się naprawiło, to w innym mi spieprzyło. Odezwę się do kumpla ogarniającego PHP, poproszę go o pomoc w tej kwestii i powinno być lepiej ;)
      @klaun-szyderca: Myślałem, czy wspomnieć o pociągach w kontekście krótkiego urlopu. Doszedłem jednak do wniosku, że taką podróż można traktować jako dodatkową atrakcję, a nie środek transportu. My w sumie najdłuższe trasy robiliśmy ze szwagrem i jego żoną, którzy byli tu tylko dwa tygodnie i mimo zmęczenia chwaliliśmy sobie takie bliższe spotkanie z Tajlandią.
      W Indiach nie byłem, ale relacje znajomych potwierdzają to co piszesz. Pisałem o typowych wyobrażeniach o Azji, w Japonii też nie jest tak, ze są tylko pociągi jeżdżące 300 km/h ;)
      @gorush: No też się zdziwiłem, że nie ma, w weekend pojawiła się opcja przeprowadzki do Krabi i z Hua Hin to by była jakaś męczarnia. Jutro przeprowadzamy się do Chumphon, więc zrobimy drobny wycinek Twojej klasy ;)
      @wszystkiefajneloginysajuzzajete: Dzięki ;) Zaglądaj na bloga i do tagu, będzie więcej takich ;)
      @MasterSoundBlaster: No stary, brodę już od prawie 4 lat mam, dawno się nie widzieliśmy :D Jakbyśmy się spotkali, to pewnie znów bym powiedział, że wyglądasz inaczej :P
      @nikifor: Z tymi biletami to jest tu masakra, w zeszły weekend mało brakowało, a byśmy utknęli w Malezji przez to, kupiliśmy dwa ostatnie bilety :D
      @dan3k: Mi brakuje centymetra do bycia prawdziwym mężczyzną (#pdk), więc daję radę bez problemu. Gorzej było w Wietnamie w ich autobusach, tam to były takie trumienki, że po paru godzinach jazdy nogi mi już odpadały. Nie zmieściłbyś się tam ;)
      @ortofosforan: Historia starożytna :D No było, było, jeszcze mi czasem ktoś to wypomni :P Nawet pół roku temu na swoim kawalerskim jednym z zadań było zrobienie 223 pajacyków :D
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Wrzaski, policja na ulicach, dezorientacja. Kraj ogarnięty chaosem, stolica zmieniła się w największe pole bitwy. Zmotoryzowane plutony egzekucyjne atakują z zaskoczenia. Sklepy pozamykane, lokale w większości nieczynne. Broń do kupienia na każdym rogu. Nikt nie jest bezpieczny. Nie można nikomu zaufać. Strzelaj albo zostaniesz zastrzelony. Sąsiad przeciw sąsiadowi, żona przeciwko mężowi, dzieci przeciwko rodzicom. W tej wojnie nie ma zwycięzców.

    Tak obchodzi się Songkran - tajski Nowy Rok. Wspaniała impreza, dawno tak dobrze się nie bawiłem :D Mój #rozowypasek opisał na blogu, jak to dokładnie wyglądało, tam też znajdziecie więcej zdjęć.

    http://chrapki.pl/2018/04/songkran-czyli-tajski-smigus-dyngus/

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #swieta #emigracja
    pokaż całość

  •  

    Witamy w 2561 roku!

    Tajski Nowy Rok (Songkran) przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. To, co się działo na ulicach od piątku rano, to jest po prostu nie do opisania. Cały kraj zamienił się w regularną wodną wojnę. Taki Śmigus Dyngus, ale do sześcianu. No i 30 stopni w cieniu też sprzyjało laniu się wodą.

    Zaczęło się w czwartek wieczorem. Byliśmy jeszcze w Hua Hin, gdzie teraz mieszkamy. Już było czuć w powietrzu, że nadchodzi potężne świętowanie. Garstki ludzi goniły się po ulicach z wiadrami wody, gdzieś tam dostaliśmy małym strumieniem wody. Zabezpieczyliśmy się i jeszcze tego wieczora zaopatrzyliśmy się w broń. To była dobra decyzja :D

    W piątek rano na poboczach stały grupki mieszkańców oblewających każdego kto przejeżdżał. Około 12 zaczęła się regularna bitwa. Musiałem wydrukować bilety na busa, a prawie wszystko było pozamykane. Byłem na zewnątrz może 15 minut (ogarnąłem szybciej niż myślałem, nawet się z moim zbawcą rumu napiłem). Wróciłem cały przemoczony, do suchej nitki. Na poboczach co chwilę były jakieś grupy z wodą, pistolety i wiadra szły w ruch bez przerwy. Jeździły też pickupy z całymi rodzinami na pace i pełnymi basenami wody, więc leciał też atak z góry. Niesamowite :D

    Dojechaliśmy do Bangkoku, ogarnęliśmy się i poszliśmy na bifor do naszych znajomych z Krakowa, którzy przyjechali tu na sylwestra. Hua Hin było przewalone, ale to co działo się przez ten weekend w stolicy, to się już w pale nie mieści. Całe miasto było jak w amoku, można było dostać z każdej strony, nawet policja potrafiła dopalić :D Na Khao San mega impreza, pełno DJ-ów i napierdalanka co parę kroków. Każdy wymalowany biała farbą (kolejna tradycja). Impreza trwała tam chyba bez przerwy i z tego co wiem, jeszcze się nie skończyła, a już jest niedziela wieczór.

    W sobotę od rana powtórka z rozrywki, litry wody, gonienie się po ulicach, próba omijania gangów z wiadrami pełnymi lodowatej wody (pierwsze kilka wiader jest przyjemne, ale potem zaczynasz już czuć ciary na samą myśl o takim prysznicu). Ogarnialiśmy taktyki jak omijać takie grupy, czasem ktoś musiał się poświęcić, żeby reszta przebiegła, piękna sprawa :D
    Dopiero dziś rano było w miarę spokojnie, to znaczy o 9 dało się przejść jakąś boczną uliczką i nie oberwać ani razu.

    No muszę przyznać, że Tajowie wiedzą, jak się bawić w najważniejsze w kraju święto :D Zupełne przeciwieństwo stonowanego Nowego Roku w Wietnamie. Zdjęć więcej nie mam, w sumie to akurat zrobiła żona. Aparatu nie brałem żeby nie zamoczyć, a telefonem przez całą wizytę w Bangkoku zrobiłem jedno zdjęcie. Nawet do końca nie wiem co przedstawia :D W przyszłym tygodniu różowy będzie pisać dłuższy wpis na blogu, to podrzucę linka, będzie też trochę zdjęć, ale tu możecie przeczytać, jak to wyglądało w Wietnamie: Wietnamski Nowy Rok

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również do obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #swieta #emigracja #songkran #wietnam
    pokaż całość

    •  

      @PeeJay

      I to są święta, a u nas albo kościelne, albo smęty typu dzień zmarłych, dzień niepodleglosci, aby sebixy mogły się wyszaleć bądź jakieś pseudopodróby Halloween gdzie w morde można dostać za pytanie "cukierek albo psikus" - zazdroszcze przygody.

      +: PeeJay
    •  

      @Gasquet: No kontrast z polskimi świętami od razu przychodzi na myśl, ale nie chciałem narzekać :P Jestem ciekaw, jak by wyglądał u nas Śmigus Dyngus, gdyby Wielkanoc wypadała w wakacje. Energia w narodzie do takiej zabawy jest - vide świętowanie dużych sukcesów sportowych. Dla mnie od zawsze świętem roku był juwenaliowy korowód w Krakowie (pewnie w innych miastach zabawa jest podobna), bardzo podobny klimat, takiej szalonej radości na ulicach, no ale skala jest znacznie mniejsza i jednak tylko młodzież się bawi. pokaż całość

  •  

    W Tajlandii właśnie rozpoczął się Songkran, czyli obchody tajskiego Nowego Roku.

    Ludzie od rana ganiają się po ulicach i oblewają wodą. Taki Śmigus Dyngus do kwadratu :D Wyszedłem na szybkie śniadanie, wróciłem przemoczony do suchej nitki, dobrze, że byłem też uzbrojony w pistolet na wodę :D
    Dzisiaj jest impreza sylwestrowa, a główne obchody Songkranu potrwają jeszcze do niedzieli. Wyjeżdżamy na imprezę do Bangkoku, tam to się dopiero musi dziać miazga :D

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Warto również do obserwować profil na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    Nasz blog znajdziecie pod adresem chrapki.pl

    **Fanpage na fejsie**

    #podroze #tajlandia #azja #ciekawostki #swieta #emigracja
    pokaż całość

    źródło: songkran 2.jpg

  •  

    Jak obchodzić Wielkanoc w Tajlandii?

    Po tym, jak osiedliśmy w Hua Hin, wiedzieliśmy, że chcemy spędzić Wielkanoc w sposób jak najbardziej zbliżony do polskich obrzędów. Ja delikatnie mówiąc z kościołem mam nie po drodze, ale lubię tradycyjne obchody świąt.

    Całe szczęście mamy niedaleko mieszkania kościół katolicki. Zrobiliśmy zakupy świąteczne i udaliśmy się na mszę po angielsku. W kościele było dosyć dużo osób, głównie biali, ale trafiło się również całkiem sporo lokalsów (i to nie tylko młode żony białych emerytów). Oprawa była bardzo fajna, szczególnie chór (który na przykład w trakcie komunii śpiewał „Hallelujah” Leonarda Cohena). Cały rozkład mszy był do przeczytania na kartkach, więc można było łatwo się we wszystkim zorientować.

    Na koniec ksiądz rozdawał wszystkim wodę święconą i jajka, które były schowane w takich uszytych kurach, bardzo fajny gest. Na zewnątrz kościoła były ławki i stoliki, gdzie zrobiliśmy sobie mały piknik, taką namiastkę śniadania wielkanocnego. Mieliśmy jajka, chleb (niewielki bochenek w przeliczeniu za 8 zł, ale za to smakował bardzo w porządku), masło, wasabi jako odpowiednik chrzanu, kiełbasę (która okazała się niejadalna), parówki (te na szczęście były lepsze) i trochę słodyczy i owoców. Ogólnie obchodzenie świąt na miejscu okazało się znacznie łatwiejsze i pełniejsze, niż myśleliśmy.

    Zapraszam do obserwowania tagu #chrapki, gdzie co jakiś czas będę publikował posty związane z życiem w Azji, ciekawostki, zdjęcia, anegdoty.

    Zapraszam również do obserwowania profilu na #instagram, gdzie codziennie będziemy wrzucać zdjęcia z naszych podróży.

    #podroze #podrozujzwykopem #tajlandia #emigracja
    pokaż całość

  •  

    Czołem Mirki!

    W styczniu wyjechaliśmy z żoną w nieco przedłużony miesiąc miodowy. Wyprowadziliśmy się z #krakow, przez dwa miesiące podróżowaliśmy po Tajlandii, Wietnamie i Kambodży, a teraz osiedliśmy w Hua Hin w Tajlandii, gdzie mamy zamiar spędzić następny rok. Takie trochę #feuernaemigracji, ale w nieco innym stylu.

    Co dotychczas robiliśmy? Długo by wymieniać, ale oto parę najciekawszych przygód:
    - Wsiąknęliśmy w Bangkok (gdzie za dwa tygodnie znów się wybieramy, tym razem na tajski nowy rok)
    - Przejechaliśmy Tajlandię pociągiem w trzeciej klasie
    - Eksplorowaliśmy jaskinie
    - Jechaliśmy na stopa pick-upem
    - Mieliśmy bliskie spotkania z lokalną fauną – warany, węże, małpy
    - Skakałem z wodospadu do wody
    - Zwiedzaliśmy starożytne ruiny – Ayutthaya w Tajlandii, My Son w Wietnamie, Angkor w Kambodży
    - Kupiliśmy skuter w Hanoi, zjechaliśmy nim cały Wietnam z północy na południe i po blisko 3000 przejechanych kilometrów sprzedaliśmy go w Sajgonie
    - Odwiedziliśmy opuszczony park wodny i wspięliśmy się na dach opuszczonego hotelu
    - Piliśmy Kopi Luwak
    - Pływaliśmy łodzią po Mekongu, w taki też sposób wpłynęliśmy do Kambodży
    - Byliśmy na całonocnym rave w środku dżungli w Kambodży
    - Byliśmy „tam, gdzie pieprz rośnie”
    - Jedliśmy kraby świeżo wyłowione z morza
    - Znaleźliśmy tanie mieszkanie w Hua Hin, gdzie teraz mieszkamy

    Czy byłoby zainteresowanie wpisami dotyczącymi naszych podróży, przygód i życia w Tajlandii? Moglibyśmy opisać warunki życia, ceny, nastawienie lokalsów i wiele innych rzeczy.

    Całość byłaby dostępna pod tagiem #chrapki

    Na zdjęciu Tygrys - nasz towarzysz podróży przez Wietnam ;)

    #podroze #azja #tajlandia #emigracja
    pokaż całość

    Opisywać życie w Azji?

    • 138 głosów (65.09%)
      Opisuj
    • 74 głosy (34.91%)
      Nie opisuj
Ładuję kolejną stronę...

Archiwum tagów