•  

    Krzyż w Żywcu. Nie rozumiem co to ma sobą prezentować ale XD
    Jeśli macie podobne perełki to zapraszam to wrzucania w komentarzach
    #rakcontent #krzyz #chrzescijanstwo

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Zgodnie z obietnicą w dzisiejszym odcinku będzie Jezus, tylko Jezus i jeszcze więcej Jezusa. Kim była owa tajemnicza postać, która na dobre zmieniła losy świata i we wszystkich rankingach najbardziej wpływowych ludzi w dziejach ląduje na pierwszym miejscu? Czy był romantycznym buntownikiem przeciwko obowiązującemu porządkowi? Szaleńcem? Świętym? Prorokiem? Bojownikiem o prawa kobiet? Protoekologiem walczącym o poszanowanie dla natury? Wszystkim po trochu? Niestety, ale muszę was rozczarować. Jedyna szczera odpowiedź na to pytanie musi brzmieć: nie wiemy i raczej nigdy się nie dowiemy. Dlaczego? Nie jest to efekt watykańskiego spisku, po prostu historia, jako nauką bazująca na krytyce źródłowej, jedyne co może, to rozłożyć ręce bo w przypadku Jezusa... brakuje źródeł.

    Jezus nigdy nie napisał żadnego tekstu na temat swoich nauk czy życia (ba! nie napisał żadnego tekstu, przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo). Problem jest tym poważniejszy, że żadne źródło opisujące dzieje Jezusa, nie zostało spisane przez naocznego świadka wydarzeń ani nie powstało w czasach jego działalności. Na to nakłada się fakt, że poza Ewangeliami, jedynie dwa, mniej więcej współczesne mu źródła, wspominają o jego życiu (Tacyt i Józef Flawiusz), a na domiar złego, nie poświęcają mu zbyt wiele miejsca. Ot, odnotowują istnienie, piszą co nieco o cudach jakich miał dokonać, zwolennikach jakich wokół siebie zebrał oraz o tragicznym końcu jaki stał się jego udziałem.

    Chcąc nie chcąc, zostajemy zatem z Ewangeliami. Tyle, że tutaj także pojawia się problem, bo Ewangelie są tekstami religijnymi i mimo, iż zawierają nieco materiału historycznego, to nie chodzi w nich o wydarzenia i ich szczegóły, tylko o ich teologiczne znaczenie. Rozróżnienie tego co jest historycznym wydarzeniem a co dodatkiem mającym podkreślić sens nauczania Jezusa, stanowi nie lada wyzwanie. Warto nadmienić, że jest to w zasadzie nierozwiązywalna zagadka. Ponadto wiele wydarzeń zostaje pominiętych lub zniekształconych, tak aby uzyskać pożądany wydźwięk tekstu. Z tego też powodu, brak w nich krytyki źródłowej, której zaczątki widać w pisanych w mniej więcej, tym samym czasie, pracach greckich czy rzymskich.

    Jakby tego było mało, to z około dwudziestu spisanych Ewangelii, do naszych czasów zachowały się tylko cztery. Reszta zaginęła lub została umyślnie zniszczona. Owe cztery Ewangelie przypisywane są apostołom Markowi, Mateuszowi, Łukaszowi i Janowi. Szczęście w nieszczęściu- są to najstarsze Ewangelie, spisane w przedziale czasowym około 30 do 70 lat po śmierci Chrystusa. Kanoniczne Ewangelie zostały spisane przez wyedukowanych hellenistycznych żydów, raczej na pewno żyjących w diasporze, którzy nie mieli większego pojęcia o Judei. Wydaje się, że autorzy opierali się na opowieściach, które naoczni świadkowie wydarzeń, opowiedzieli swoim współwyznawcom.

    Wspomniane „pozostałe” Ewangelie budzą dużo niezdrowych emocji, spekulacji i spiskowych teorii dziejów. Wiele z nich jest raczej na pewno mało warta jako źródło do szukania historycznego Jezusa, gdyż powstały bardzo późno i z tego powodu ich wiarygodność jest niska. Na uwagę zasługuje na pewno tzw. Ewangelia wg. Piotra, która powstała w pierwszej połowie II wieku. Zachowane fragmenty w dużej mierze pokrywają się z czterema kanonicznymi Ewangeliami, ale jest także kilka opisów które występują tylko u Piotra. Czas spisania tej Ewangelii sprawia, iż istnieje cień szansy na to, że jest ona odbiciem faktycznie istniejących tradycji, opartych być może na prawdziwych wydarzeniach a nie wymysłach autora, szukającego uzasadnienia dla swoich poglądów teologicznych. Nieco mniej wiarygodna, ale również zasługująca na uwagę jest Ewangelia wg. Tomasza (a raczej to co z niej zostało).

    Następnym problemem dotyczącym Ewangelii jest fakt, iż zostały one spisane po grecku, podczas gdy Jezus, jego otoczenie i uczniowie, posługiwali się na co dzień językiem aramejskim. Aramejski był lingua franca obszaru położonego na wschód od syryjskiego i palestyńskiego wybrzeża Morza Śródziemnego, aż do Mezopotamii. Część źródeł dotyczących życia i nauczania Jezusa powstała także w tym języku, niestety nie zachowały się one do naszych czasów i nic nie wskazuje na to, żeby korzystano z nich przy pisaniu Ewangelii. Greka i aramejski są zupełnie różnymi, niespokrewnionymi ze sobą językami. Autorzy, jak już wspominaliśmy, nie byli raczej mieszkańcami Judei, tylko ludźmi z zewnątrz a ich pierwszym językiem była greka. Wśród tych którzy szli za Jezusem było raczej mało greckojęzycznych, gdyż jego zwolennicy rekrutowali się głównie z prowincjonalnych regionów Galilei, gdzie język ten był w zasadzie nieobecny. Ile przeinaczeń, strat, błędnych tłumaczeń i interpretacji przyniósł proces tłumaczenia opowieści po aramejsku na grecki tekst, nie dowiemy się nigdy.

    Wspominałem już o czasie spisania Ewangelii, ale teraz głębiej wejdziemy w temat. Najstarsza jest ta przypisywana Markowi, badacze wskazują, że została ona spisana około 65 roku n.e, czyli ponad trzydzieści lat po ukrzyżowaniu Jezusa. Niektórzy twierdzą, że istnieje spora szansa na to, że autor mógł zebrać materiał od naocznych świadków wydarzeń. Problem w tym, że nawet jeśli tak było to, jest prawie pewne, że po trzech dekadach, ich wspomnienia były mocno zniekształcone. Badań działania ludzkiej pamięci jest sporo i wszystkie z nich wskazują na to, że upływ czasu może skutkować pojawieniem się sporych przeinaczeń. Jest raczej mało prawdopodobne aby któryś ze świadków życia Jezusa dożył spisania pozostałych Ewangelii, aczkolwiek nie można tego wykluczyć. Tym niemniej, autorzy nie spisywali „na świeżo”, tylko po upływie kilku dekad, co sprawia, że do treści ich prac musimy podejść z jeszcze większą ostrożnością i sceptycyzmem.

    Poza Ewangeliami (a raczej w nich) mamy jeszcze jedno źródło dotyczące Jezusa. Mowa tutaj o tak zwanym Q, od niemieckiego „Quelle”, źródło. O istnieniu Q wiemy z analizy trzech synoptycznych (czyli, z greki, „patrzących wspólnie”) Ewangelii: Marka, Mateusza i Łukasza. Mateusz i Łukasz mocno bazowali na wcześniejszym Marku, ale zawierają również treści, które nie pojawiają się u Marka. Jako, że treści te pokrywają się ze sobą, wiemy, że autorzy korzystali z jeszcze innego źródła, prawdopodobnie starszego niż Marek- i tak dochodzimy do Q. Około 220 wersów z Mateusza i Łukasza jest opartych na Q.
    Z analizy tych wersów wiemy, że Q składało się głównie z zapisanych wypowiedzi Jezusa. Q zostało prawdopodobnie spisane po grecku, wśród greckojęzycznych żydów-chrześcijan (mowa tutaj o czasach gdy podział ten jeszcze nie zaistniał, a zwolennicy Jezusa modlili się w Świątyni i synagogach) żyjących w Jerozolimie. Z rekonstrukcji tego źródła wyłania się obraz Jezusa który przedstawia się jako posłaniec Boga, mający przynieść moralną odnowę narodu wybranego. Nie wiemy czy Q wspominało o ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu, także nie możemy określić czy była to jakaś wczesna forma Ewangelii.

    Nie wygląda to wszystko obiecująco, prawda? Wielu badaczy uważa, że poznanie historycznego Jezusa jest totalnie niemożliwe i jesteśmy skazani na życie wyobrażeniami albo braniem ich na wiarę. Na ten temat wciąż pojawia się sporo, mniej lub bardziej poważnych, publikacji, debata trwa a spekulacje i fantazja mają się świetnie. Celnie ujął to Georg Tyrell, mówiąc, iż szukanie prawdy historycznej w Piśmie przypomina zaglądanie do głębokiej studni a to co zobaczymy w cieniu, to, to tak naprawdę nasze odbicie (dla niekumatych- odczytamy je tak jak chcielibyśmy żeby było odczytywane) . Tym tropem poszli uczeni którzy w 1985 roku uformowali tzw. Jesus Seminar.

    Grupa ta była swojego czasu bardzo głośna, chociaż nie w naszym kraju. Jej założeniem było poddanie bardzo rygorystycznej krytyce wypowiedzi przypisywanych Jezusowi w Ewangeliach. Krytycy grupy twierdzili, że nie potrafiła ona właściwie osadzić wypowiedzi Jezusa w kontekście. Tak czy inaczej efekty jej pracy były dosyć rozczarowujące- zaledwie 16 procent wypowiedzi Jezusa zostało uznane za wiarygodne. Grupa lubowała się w medialnym raportowaniu swoich prac. Stąd sensacyjne nagłówki w stylu „uczeni ustalili, że modlitwa Ojcze nasz nie pochodzi od Jezusa”, co, wielu innym uczonym, dało asumpt do twierdzenia, iż grupa ta po prostu szukała sensacji na siłę i w jej działaniu chodziło o demistyfikację dla przyjemności samej demistyfikacji. Coś jak "odbrązawianie mitów narodowych". Pożyteczne i potrzebne, ale często kończy się wyścigiem na to, kto w najmniej korzystnym świetle przedstawi swoją narodową historię.

    To, że zrekonstruowanie całej historii, ze szczegółami, jest niemożliwe, nie oznacza jednak, że nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic. Wiemy, że Ewangelie zawierają liczne zniekształcenia i przeinaczenia oraz, że są skupione na religijnym, a nie faktograficznym, aspekcie życia i działalności Jezusa. Z tego powodu obraz jaki uzyskamy będzie fragmentaryczny i niepełny, ale coś wiedzieć będziemy. Może być to rozczarowujące dla ludzi, którzy w osobie Jezusa szukają uzasadnienia dla wyznawanych przez siebie ideologii, ale jeśli interesują nas fakty i chcemy być uczciwi, nie mamy innego wyjścia.

    Co zatem wiemy na pewno albo prawie na pewno (na tyle na ile pozwalają nam ograniczenia nauki zwanej historią)? Materiał którym dysponujemy pozwala nam stwierdzić, że Jezus, nieco paradoksalnie, narodził się około 4 roku przed narodzeniem Chrystusa, mniej więcej w czasie gdy zmarł Herod Wielki. O jego pochodzeniu możemy powiedzieć tylko tyle, że był synem Maryi. Nie jesteśmy także pewni gdzie się narodził, wielu uczonych, z uwagi na dziwaczną chronologię wypadków w opisie Łukasza, poddaje w wątpliwość wersję o Betlejem. Raczej na pewno wychowywał się w Nazarecie, w rodzinie posiadające kilkoro dzieci.

    Galilea w czasach dzieciństwa i młodości Jezusa była częścią królestwa Heroda Antypasa. Jego państwo miało gęstą sieć osadniczą i było tętniącym życiem ośrodkiem handlu i rolnictwa. Oprócz tego wielu mieszkańców utrzymywało się z połowu ryb. Galilejczycy byli żydami, chociaż nieco różnili się od swoich współwyznawców z Jerozolimy i okolic. Posługiwali się innym akcentem a ich wierzenia nieco odbiegały od standardu ustalonego przez kapłanów Świątyni.

    Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, Galilea czasów Jezusa przeżywała poważne problemy społeczne. Klika skupiona wokół Heroda Antypasa i jego stronników szybko doszła do bogactwa i zażyłości z Rzymianami (np. stolica państwa mieściła się w Tyberiadzie, nazwanej tak na część panującego cesarza). Elita rządząca zaczęła dystansować się od swoich biedniejszych poddanych, co więcej bogaci rekwirowali ziemie należącą do indywidualnych rolników. W dzisiejszym świecie fakt istnienia różnic społecznych i sprzecznych interesów klasowych może nie brzmi strasznie, ale dla Galilejczyków, przyzwyczajonych do tego, że wszyscy żyją na mniej więcej tym samym poziomie i w związku z tym mają mniej więcej te same cele i sposób życia, było to bardzo niepokojące zjawisko. Klimat rosnącego napięcia społecznego i nawoływania do powrotu do starych porządków odcisnęły piętno na Jezusie.

    Opowieść o wyprawie do Jerozolimy i naukach jakie Jezus miał wygłosić do wiernych jako dziecko, jest raczej późniejszym dopowiedzeniem, wynikającym z próby ukazania Jezusa jako prawowiernego członka społeczności żydowskiej (obowiązkowa pielgrzymka do Świątyni) i zapowiedź jego misji (nauczanie). O wiele prawdopodobniejszy wydaje się fragment o chrzcie Jezusa przeprowadzonym przez Jana Chrzciciela. Chrzest nie jest wynalazkiem chrześcijaństwa, tylko o wiele starszym rytuałem, zazwyczaj związanym z oczyszczaniem. Od tego momentu zaczyna się publiczna działalność Jezusa. Dobiera on sobie uczniów i razem z nimi odwiedza miasta i wsie Galilei, głosząc swoje nauki.

    Ważną częścią tychże nauk, była zapowiedź bliskiego nadejścia Królestwa Bożego, ucieleśniającego marzenia rozdartej konfliktami społecznymi Galilei, o równości, wzajemnym szacunku i przedkładaniu dobra ogółu nad swoje własne. Jezus był najprawdopodobniej bardzo charyzmatyczny i umiał porwać ze sobą tłumy. Widać również, że dysponował, rzadką jak na tamte czasy, umiejętnością wyjaśniania kompleksowych problemów za pomocą anegdoty i metafory. Prawdopodobnie to decydowało o jego popularności, gdyż sposób w jaki Faryzeusze i kapłani interpretowali pismo, był ciężki do zrozumienia dla przeciętnego Żyda.

    Jezus przywiązywał dużą wagę do ubogich, kobiet, celników i innych grup znajdujących się na marginesie ówczesnego społeczeństwa (co nie znaczy, że były to mniejszości). Można to odczytywać, jako próbę znalezienia odpowiedzi na problemy trapiące ówczesne społeczeństwo i fakt ten mocno osadza Jezusa w kontekście społecznym. Wydaje się, że Jezus nigdy się nie ożenił, co było absolutnie niespotykane wśród ówczesnych Żydów. Z tego powodu był z pewnością traktowany jako dziwak i to nie tylko przez obcych. Marek donosi o bliżej niesprecyzowanych tarciach w obrębie jego najbliższej rodziny.

    Mimo często nieortodoksyjnego prowadzenia się (tzn. brak żony, przestawanie z kobietami i celnikami) ciężko w nauczaniu Jezusa znaleźć coś co mogłoby poważnie obrazić religijnego Żyda. Wydaje się to wysoce nieprawdopodobne, zwłaszcza, że jak już wspominaliśmy, zwolennicy Jezusa rekrutowali się z niedużych miast, miasteczek i wsi, środowisk najbardziej konserwatywnych ze swojej natury. Jezus wydaje się być generalnie oddany Prawu i nigdy nie nawoływał do robienia rzeczy które stały w otwartej sprzeczności z jego nakazami.

    Częste dyskusje z kapłanami, faryzeuszami czy szeregowymi wiernymi nie wynikały, jak moglibyśmy sądzić, z kontrowersyjności nauczania Jezusa a raczej z faktu, iż podobne dyskusje na temat interpretacji Prawa czy innych tekstów religijnych były czymś absolutnie normalnym i powszechnym. To, że Jezus wzbudzał obawy elit nie wynikało z „heretyckości” jego nauczania religijnego a raczej tego, że kanalizował uczucia religijne poza oficjalnym systemem i tym, że głosił głębokie przemiany społeczne, mogące potencjalnie zagrozić warstwie rządzącej. We wszystkim co robił, ciężko jednak znaleźć coś, co w sposób rażący wykraczało poza tradycję żydowską.

    Jest raczej pewne, że Jezus znakomicie znał Pismo. Jako Żyd uczęszczał przecież do synagogi, gdzie było ono czytane przynajmniej raz w tygodniu. Ponadto z przekazu ewangelicznego wiemy, że zwracano się do niego per „Rabbi”, co sugeruje, iż był uważany za uczonego w Piśmie. Wskazuje na to także fakt, iż często cytował proroków, fragmenty Księgi Powtórzonego Prawa i Psalmy, co było normalną praktyką wśród ówczesnych nauczycieli religijnych.

    No dobra, powie ktoś, ale jak to możliwe, że niby ortodoksyjny Żyd podaje się za Pana, Mesjasza i Syna Bożego? Wywyższenie człowieka do statusu Boga jest czymś absolutnie obcym tradycji żydowskiej. Oczywiście, tradycja żydowska odnotowywała ludzi którzy zostali wywyższeni do poziomu osobistego kontaktu z Bogiem, lub też uzyskali dary takiej jak uzdrawianie czy wypędzanie demonów, ale żeby człowiek Bogiem? No jak to tak? Zdaniem wielu uczonych, takich jak choćby Geza Vermes, pogląd, iż Jezus przedstawiał się jako Bóg to późniejsza innowacja a nasze postrzeganie jest wypaczone, głównie przez błędne odczytywanie przypisywanych mu tytułów.

    Jak to? Problem deifikacji Jezusa przez niego samego lub jego zwolenników na razie pominiemy (tym zajmiemy się kiedy indziej) i omówimy kwestię tych nieszczęsnych tytułów. Problem z nimi to, zdaniem Vermes’a klasyczny przykład anachronizmu, niehistorycznego rozumowania. To znaczy odczytujemy tytuły jakie przypisywano Chrystusowi, albo takie których on sam używał, jako sugerującego boski status, bo jesteśmy osadzeni w innej tradycji niż Chrystus i jemu współcześni. Coś jak demokracja ateńska i współczesna demokracja liberalna albo królowa Elżbieta II i król Wilhelm Zdobywca.

    I tak tytuł Syna Człowieczego, który pojawia się w Biblii tak często, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że używał go sam Jezus, w tradycji żydowskiej służył do podkreślenia nędznego statusu człowieka wobec potęgi jaką jest Bóg. Tytuł „Pana”, mógł oznaczać Boga, ale także po prostu kogoś, do kogo zwracamy się z szacunkiem, podobnie jak w języku polskim, angielskim czy hiszpańskim. Syn Boży w tradycji żydowskiej jest tytułem który również nie nosi znamion boskości- synami Boga byli po prostu wszyscy Żydzi, wszak Bóg stworzył ludzi na swój obraz i podobieństwo. Metafora ludzi jako „dzieci Boga” była więc jak najbardziej uzasadniona i czytelna. Mesjasz, to inaczej namaszczony, wybrany przez Boga. Jakkolwiek jest to tyłu zaszczytny i w tradycji żydowskiej przysługiwał królom i wodzom, nie oznaczał on wcale że osoba nosząca go była w jakiś sposób boska.

    Co więcej, mamy poważne przesłanki aby sądzić, że Jezus nie podawał się za Mesjasza. Słowo Mesjasz nie pada ani razu w zrekonstruowanym Q, a pierwsze wzmianki o „Christosie” (namaszczony po grecku) pochodzą ze społeczności helleńskich Żydów z Antiochii, nie Jerozolimy. W tradycji żydowskiej osoba mesjasza była utożsamiana z jakimś sukcesem politycznym i/lub militarnym a nie z działalnością stricte religijną. Jezus tymczasem dystansował się od takich konotacji a panowanie Królestwa, które zapowiadał, miało być efektem bezpośredniej interwencji Boga a nie ziemskiego podboju.

    Kwestia boskości Jezusa i ewentualnego sposobu jej postrzegania, jest bardzo kontrowersyjna i oczywiście jej pełne rozstrzygnięcie jest niemożliwe. Istnieją jednak dobre przesłanki żeby twierdzić, iż Jezus nie przedstawiał się publicznie jako Bóg. Jak już wspominałem, Żydzi chlubili się wierzeniem, iż są narodem wybranym przez jednego, prawdziwego Boga i zazdrośnie strzegli najwyższego statusu Jahwe. Osobnik który otwartym tekstem podawał by się za Boga... no wiadomo co by się stało. Na pewno nie zgromadziłby tylu zwolenników i nie byłby witany i fetowany przez tłumy. Istnieje natomiast możliwość, że Jezus nauczał tak w zamkniętym gronie swoich najbardziej zaufanych zwolenników i oni przekazali później tę wiedzę następnym pokoleniom, z różnych powodów, bardziej otwartym na tego rodzaju innowacje. Hipoteza świetna, tyle, że nie ma jej jak zweryfikować.

    Wróćmy zatem do nauczania Jezusa. Oprócz nawoływania do miłości, szacunku, życia podług prawa i troski o najsłabszych, widać w nim wątki apokaliptyczne, mianowicie zapowiedź nadejścia Królestwa Bożego. Jako, że był to czas transformacji tradycyjnego społeczeństwa żydowskiego, pojawienia się dużych nierówności społecznych, ucisku ze strony butnych Rzymian etc., zapowiedzi apokalipsy były czymś powszechnym. Jak to, co ma piernik do końca świata? I tutaj znowu wchodzimy na grunt różnic między tradycjami i pojęciami jakie w nich funkcjonują. My rozumiem apokalipsę jako dni ostateczne, bo najsłynniejsza, znana nam Apokalipsa o tym traktuje, tymczasem słowo to oznacza wyjawienie rzeczy sekretnych, dotyczących końca lub wielkich zmian.

    W tym kontekście apokalipsa powinna być rozumiana jako zapowiedź wielkich zmian, potężnej transformacji, która zmieni stan obecny. Królestwo, które zapowiadał Jezus, miało być ucieleśnieniem głoszonych przez niego cnót- nastaniem pokoju, sprawiedliwości i miłosierdzia. Ci którzy cierpieli mieli radować się, ci którzy byli głodni mieli zostać nakarmieni, spragnieni mieli otrzymać wodę etc. Jego nadejście było rdzeniem nauk Chrystusa i przysporzyło mu sporo popularności bo było to coś, czego wielu Żydów z utęsknieniem wyglądało. Jest bardzo prawdopodobne, że pierwsi zwolennicy Jezusa wierzyli, że królestwo nadejdzie jeszcze za ich życia, ale wraz z biegiem czasu, wierzenie to ewoluowało do bardziej wysublimowanych form, na przykład utożsamiono je z rajem, do którego po śmierci trafią sprawiedliwi.

    Sukces Jezusa wynikał także z pewności i otwartości z jaką występował mimo, iż za krytykowanie istniejącego porządku politycznego i społecznego mogły go czekać srogie kary. Zdaniem badaczy, to właśnie ta pewność, odwaga i nieomal triumfalizm były czymś, co wyróżniało Jezusa na tle innych religijnych nauczycieli. Jego zwolennicy szli za nim bo widzieli w nim kogoś kto wie co mówić i czemu tak a nie inaczej, kogoś kto ma autentyczny kontakt z Bogiem. Widzieli w nim „proroka, jak jednego z dawnych proroków”. I z jego osobą wiązali swoje nadzieje i pragnienie zmiany świata na bardziej sprawiedliwy i lepszy dla dobrego, bogobojnego Żyda.

    Kolejną rzeczą którą wiemy na pewno jest fakt, że Jezus udał się do Jerozolimy, aby tak kontynuować swoją misję. Po co to zrobił i dlaczego Jerozolima? Tutaj nie mamy innego wyjścia jak spekulować. Może faktycznie był Synem Bożym (w znaczeniu wziętym z tradycji chrześcijańskiej) i wiedział co musi zrobić żeby wypełnić swoje ziemskie posłannictwo. Może był prorokiem, ale w swojej pewności siebie nie zauważył, że głoszone przez niego poglądy godzą w rządzącą elitę społeczną, albo przeszacował swoje poparcie. Może był szaleńcem. Może kimś jeszcze innym. Tak czy inaczej dalszą część historii i jej uwarunkowania już znamy. To o czym jeszcze nie wspominaliśmy, a co wynika z poprzedniego akapitu- śmierć Jezusa była czymś niesamowicie wstrząsająca i traumatycznym dla tych którzy za nim szli.

    Rozczarowani? Ja też. Chciałbym opisać wam bogatą i pełną szczegółów historię Jezusa, najlepiej taką która mocno różni się od oficjalnych, jest mocna i obrazoburcza. Taką, żeby każdy gimboateusz mógł zagiąć katechetkę albo księdza przy okazji kolędy (zamiast chować się w toalecie albo symulować chorobę) :). Tyle, że wtedy nie byłoby to w żaden sposób uczciwe, a seria zamiast Historia Wczesnego Chrześcijaństwa musiałaby się nazywać Fantazje na temat Wczesnego Chrześcijaństwa. To co napisałem w tym odcinku jest w zasadzie zebraniem wszystkiego co historia, jako nauka, może nam opowiedzieć. To jednak nie koniec, bo ci którzy poszli za Jezusem, nie mieli takiego problemu jak my i byli święcie przekonani, że rola ich mistrza nie kończy się wraz z ukrzyżowaniem.

    PS. Tradycyjnie proszę o wytykanie błędów, przyda się jak będę wrzucał na stronę którą prędzej czy później zrobię.

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa

    Graffiti przedstawiające Jezusa jako rewolucjonistę
    pokaż całość

  •  

    Byłem dziś w #kosciol na mszy. Msza była dla dzieci, więc i ksiądz miał dla nich kazanie, chociaż tutaj mam poważne wątpliwości.

    Ogólnie kazanie był nt. szukania Boga, ksiądz nie był wielkim kaznodzieją, a juz na pewno jego podejście z historiami do dzieci było hmm... co najmniej dziwne. Jedna z historii brzmiała tak:
    Był sobie Krzysiu, lat pięć, no i przychodzi do niego Jezus, a Krzysiu do niego "Nie mam czasu, mam klocki LEGO i inne zabawki".
    Jezus przychodzi drugi raz w podstawówce, a Krzyś "eee, mam trening, prace domowe, nie mam czasu". Jezus postanawia przyjść w liceum "Jezu, mam randkę z najpiękniejszą dziewczyną w szkole, nie dziś". Jezus przychodzi, gdy Krzysztof ma już żonę, dzieci "Jezu, mam tyle spraw, nie mam czasu".
    Finalnie Jezus przychodzi do schorowanego, starego wdowca Krzysztofa, ale ten - i tutaj puenta inspirowana chyba #czlowiekskurwiel - byl chory na raka krtani i nie mógł odpowiedzieć Jezusow xD WTF!?

    Poza tym, dzieci w wieku 2-6 lat usłyszały historię o ministrancie, który wykradał hostie dla satanistów, którzy ją profanowali. Pewnego dnia przyniósł im zwyklu opłatek, za co został ciężko pobity i leżał na OIOMie.

    Dawno nie byłem tak zażenowany...

    #truestory #tldr #katolicyzm #chrzescijanstwo
    pokaż całość

    •  

      @pan-audytor: o, u nas też dzisiaj o satanistach było.
      Ta pierwsza historia fajnie się zaczynała. W sumie - jakby Pan Jezus do tego Krzysztofa schorowanego przyszedł tuż przed śmiercią, to mogłaby być podobna historia do tej z dzisiejszej Ewangelii: że pracowali krótko, a mimo to, dostali taką samą zapłatę (Krzysztof by tym razem pewnie nie zbywał Jezusa). Tylko nie wiem co by dzieci z tego zrozumiały (jaki morał?).

      +: Trevize
    •  

      Komentarz usunięty przez autora

  •  

    Jeśli Boga nie ma, to kto gasi światło w lodówce po zamknięciu drzwi?
    Szach mat ateiści (╭☞σ ͜ʖσ)╭☞
    #ateizm #wiara #religia #chrzescijanstwo

  •  

    Czy są tutaj na wykopie chrześcijanie mieszkający w Poznaniu?
    Napiszcie proszę PW, chciałabym pogadać i mam kilka pytań.

    #poznan #protestantyzm #chrzescijanstwo #biblia #wiara #religia

  •  

    Dlaczego jestem ateistą.
    Prosta odpowiedź, iż dlatego, że nie znalazłem Boga, może zabrzmieć nieco dwuznacznie i wyglądać na kpinę zgoła, że gdzieś musieliśmy się minąć. Porzuciłem szukanie Boga jako nastolatek na rzecz stwierdzenia, że ta hipoteza nie jest mi potrzebna. Nie jest potrzebna dla wyjaśnienia praw fizyki, ani kosmologii, ani tajemnicy życia i zjawisk przyrodniczych. W czasach przednaukowych idea Boga okazała się hipotezą zwodniczą, hamującą rozwój nauki, rozwój krytycznego myślenia, ideą wzmacniającą skłonność do zabobonów i teorii spiskowych. Jesteśmy ignorantami, ale religia dostarcza błędnych odpowiedzi o naturze świata, zmieniając naszą ignorancję z czynnika stymulującego, skłaniającego do szukania odpowiedzi, w umysłowe lenistwo i zadawalanie się wyjaśnieniami, które przy bliższym oglądzie okazują się nieodmiennie fałszywe.

    W krajach rozwiniętych rzadko spotykamy dziś ludzi wierzących, dających wiarę w religijne opisy stworzenia świata, porzucono teorię geocentryczną, Bóg przestał ciskać piorunami, karać za grzechy suszami, powodziami, zarazami i trzęsieniami ziemi, ale jego słudzy nie przestali straszyć i nadal są znakomitymi producentami nerwic.

    Jestem ignorantem, ale ta ignorancja jest motorem ciekawości, skłania do stawiania pytań i szukania odpowiedzi. Nie boję się już odpowiedzi „nie wiem” i odmawiam doszukiwania się przyczyn złych i dobrych zdarzeń w tajemniczych mocach.

    Jestem ateistą, bo żaden Bóg nie jest mi potrzebny do rozumienia świata. Podobno religia nadaje życiu jakiś sens, ale ten sens życia prezentowany przez ludzi religijnych pozostaje dla mnie niezrozumiały. Jeden (zapewne główny) filar tego religijnego sensu życia to nadzieja na życie wieczne, obietnica, że wraz z śmiercią nie zakończy się nasza świadomość. Być może cierpię na jakąś dziwną przypadłość, ale nie odczuwam lęku śmierci, chociaż spotykam i czytam o ateistach dręczących się perspektywą, że pewnego dnia umrą. Ateizm nie leczy lęku przed śmiercią. Religia również tego lęku nie eliminuje, obiecuje zaledwie środek łagodzący o wątpliwej skuteczności. Jeśli będę posłuszny nakazom mojej religii, religia obiecuje mi, że śmierć będzie bramą do życia w znacznie lepszym wydaniu. Ludzie religijni zazwyczaj dodają w tym miejscu, że gdyby życie miało się kończyć wraz ze śmiercią, to nie miało by ono sensu. Ponieważ nie mam łaski wiary, więc nie rozumiem tej koncepcji sensu życia czerpanej z wiary w życie pozagrobowe. Mogę jednak dostać informację, jak można na to życie pozagrobowe zasłużyć.

    Tu docieramy do punktu, który wielu ludzi inteligentnych i rozsądnych powstrzymuje przed porzuceniem religii – religia jest źródłem moralności. Obietnica zbawienia związana jest z życiem zgodnym z normami mojej religii. Dobro jest boskim wynalazkiem, jest opatentowane i człowiek dobry to wyznawca tego, a nie innego Boga.

    Twierdzi się, że dobro pochodzi od Boga, a jeśli idzie o zło, to tu pojawiają się pokrętne wyjaśnienia w postaci już to boskiej kary, już to wrednego szatana, a na bardziej wysublimowanych poziomach dopuszcza się nawet koncepcję, że złe rzeczy po prostu się zdarzają, a wtedy Bóg płacze razem z nami.

    Związek religii z moralnością jest jednak równie wątpliwy jak wyjaśnienia o nadnaturalnym stworzeniu świata. Niektóre normy moralne tworzone przez różne religie wydają się być uniwersalne, inne wydają się mieć charakter lokalny. (Zakaz jedzenia wieprzowiny w jednym miejscu, zakaz spożywania wołowiny w innym.) Uniwersalne normy wydają się być związane ze współczuciem i wezwaniami do uczciwości. Nie zabijaj, nie kradnij, nie kłam, nie oszukuj. Te normy mogły wyewoluować z naszych biologicznych instynktów takich jak instynkt rodzicielski i instynkt stadny. Zwierzęta mające duże mózgi przetwarzają informację, są zdolne do współczucia i przyjaźni, udzielania pomocy. Kultura mogła te skłonności wzmacniać, osłabiać, kierować na pewne grupy i wyłączać ze współczucia inne.

    Religia jest częścią kultury służącą do manipulowania zachowaniami w stadzie. Ateista nie może powiedzieć, że jest człowiekiem bardziej moralnym niż chrześcijanin, muzułmanin, buddysta czy hindus. Może być równie wredny lub równie dobry, nie może również powiedzieć, że ateizm nadaje sens jego życiu, ateizm tylko uwalnia od religii i pozwala na szukanie sensu życia w czymś innym niż nadzieja na życie pozagrobowe. Gdzie szukać tego sensu? Pewną podpowiedzią są owe wartości uniwersalne (obecne również w religiach), które każą czerpać przyjemność z życzliwości wobec innych. Religie formułują to inaczej, nakazują (okazjonalną) życzliwość wobec innych na polecenie jakieś istoty wyższej. W zasadzie efekt końcowy może być podobny, poważne traktowanie owych wartości uniwersalnych prowadzi do stwierdzenia, że warto być przyzwoitym, a to nie wymaga wiary w istotę wyższą. Możemy uzyskać kawałek sensu życia bez tej wiary (co nie znaczy, że ateista nie może się uczyć, jak być przyzwoitym, również od pięknie wierzących).

    calość jest tu-> http://www.listyznaszegosadu.pl/dlaczego-jestem-ateista
    #ateizm #religia #islam #chrzescijanstwo #filozofia
    pokaż całość

  •  

    #malarstwo #sztuka #religia #chrzescijanstwo
    "Madonna z różańcem" 150 x 100 cm olej
    Obraz mojego znajomego, ukończony wczoraj. Wg mnie bardzo dobre dzieło.

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 21751847_1559377264121772_2718129147467629018_n.jpg

  •  

    Jak odróżnić #ateizm od #gimboateizm ? Bo wydaje mi się że każde wytknięcie głupoty religijnej odpierane jest równie głupio. Gdybym wszędzie ogłaszał że wierzę w nieograniczoną miłość mojego latającego potwora spaghetti albo pustej butelki po jeżyku z żabki nikt by mnie poważnie nie traktował a nawet wyśmiewał, a jak ktoś napisze że te pierdoly Jezuska nie są do końca zgodne z prawdą to nagle wielkie oburzenie i wyzywanie od gimbusów. No kurwens (╥﹏╥) A prawda jest taka, że jakby naprawdę katolicy zgłębili pismo święte i logicznie przeanalizowali te niekonsekwentne i naciągane pierdy mentalne na portalach dla religijnych oszołomów to by nikt nie wierzył. Tak samo ten argument że nie da się udowodnić że Boga nie ma xD Da się (i to zrobiono!) udowodnić naukowo, że modlitwa nie działa, pozdrawiam.

    #religia #chrzescijanstwo
    pokaż całość

    •  

      Da się (i to zrobiono!) udowodnić naukowo, że modlitwa nie działa

      @tajemniczygosc: Ale trzeba by najpierw zdefiniować, co to znaczy "działa".
      Bo jeżeli np. ktoś w cięzkiej sytuacji życiowej się modli i dzięki temu czuje, że ma jakieś wsparcie w tej trudnej sytuacji, że nie jest sam, że "ktoś" się nim opiekuje, to modlitwa zadziałała :). Oczywiście przynajmniej dla mnie jest jasne, że to on sam dał sobie to wsparcie i opiekę, że modląc się zwrócił się w ten sposób do ukrytych pokładów "mocy" w sobie, na których się oparł, a do których byc może w inny sposób nie umiałby dotrzeć. Ale faktem jest, ze tę opiekę i wsparcie dostał, i jest przekonany, że dał mu to Bóg. No to modlitwa zadziałała czy nie? :) pokaż całość

    •  

      Chętnie porozmawiam o bogu, którego nie znamy, o rzeczach których nie możemy wyjaśnić (a takie przecież są), ale religia? Serio?

      @tajemniczygosc: Poczytaj sobie książkę Brada Warnera "Bóg nie istnieje i jest zawsze z tobą".
      Może ci się spodobać :)

    • więcej komentarzy (20)

  •  

    W poprzednim, wprowadzającym odcinku, nieco po macoszemu potraktowaliśmy jednego z głównych bohaterów naszej historii i skupiliśmy się raczej na tle i opisie wydarzeń poprzedzających ukrzyżowanie. Tymczasem wypadałoby chociaż mniej więcej zapoznać się z Jezusem. Jezusem, który, jakby nie patrzeć, jest centralną postacią chrześcijaństwa. Kim w ogóle był, skąd się wziął, co mogło wpłynąć na jego formację, co robił i co sprawiło, że robił to co robił? W tym odcinku skupimy się na kulturze i historii które go ukształtowały.

    Mimo, że Jezus jest postacią centralną dla chrześcijaństwa i kultur na które ma/ miało ono wpływ, tak naprawdę nie wiele o nim wiemy. I to pomimo upływy lat i pojawienia się setek mniej lub bardziej poważnych prób opracowania tematu. Baaa! Można śmiało powiedzieć, że jesteśmy bardzo daleko od konsensusu. Jezus bywał już przedstawiany jako wywrotowiec nawołujący do obalenia obowiązującego porządku, szaleniec zapowiadający apokalipsę, protomarksista dążący do rewolucji ekonomicznej i społecznej, protofeminista dążący do podniesienia statusu kobiet, świątobliwy mąż- cudotwórca czy nawet jako reprezentant greckiego cynizmu. Kim więc był Jezus? Zwłaszcza, że role które wymieniliśmy to tylko wierzchołek góry lodowej?

    Przede wszystkim: Jezus był Żydem. Banalne stwierdzenie? Niekoniecznie. Przez wiele, wiele lat, fakt ten był marginalizowany albo wręcz pomijany i to przez mainstreamowych badaczy, a także prominentnych chrześcijan. Ten unik ma bardzo długą tradycję, której początków badacze dopatrują się w działalności apostoła Pawła. Jej zarodki widać także w piśmiennictwie wczesnych wspólnot chrześcijańskich. W rozdziale 8 Ewangelii Jana, napisanej jakieś 60 lat po śmierci Chrystusa, przedstawiona jest scena sprzeczki Jezusa z grupą Żydów. Historia ta była często interpretowana jako przykład dystansowania się Jezusa od żydowskiej tradycji. W II wieku Melito, biskup Sardis, pisał o Żydach którzy „odrzucili Chrystusa” podczas gdy „goje i nieobrzezani obdarzyli go uwielbieniem”. Rozjazd postaci Jezusa z tradycją żydowską stał się w świadomości wielu chrześcijan tak znaczący, że Renan, autor słynnego „Życia Jezusa”, nazwał Chrystusa „niszczycielem judaizmu”.

    Chrystus był Żydem. Co to jednak znaczy być Żydem? Żeby to choć nieco zrozumieć, musimy przybliżyć sobie dzieje żydowskie. Żydzi uważali się za potomków Abrahama, którzy pod przywództwem Mojżesza opuścili Egipt, Dom Niewoli i dotarli do Ziemi Obiecanej, czyli czegoś, co dzisiaj nazywamy Palestyną. Tutaj, pod przywództwem Dawida, stworzyli królestwo Izraela, jednoczące dwanaście plemion, które za pośrednictwem swoich patriarchów, zawarły przymierze z Bogiem. Stolicą Izraela była Jerozolima, w której Saul, ojciec Dawida, zbudował Świątynię.

    W dziesiątym wieku przed Chrystusem doszło do podziału Izraela na dwie części. Południowa, nazwana Judą, zachowała Jerozolimę i ziemię w okół niej. Północna, zatrzymała nazwę Izraela. Na południu mieszkały dwa plemiona, północ jednoczyła pozostałe dziesięć. Przez dwa wieki państwa te współistniały obok siebie, aż do zniszczenia północy przez ekspansywnych Asyryjczyków. Juda przetrwała do 587 roku p.n.Ch, kiedy to została najechana przez Babilończyków, którzy zdobyli Jerozolimę. Upadek Judy oznaczał koniec okresu tak zwanej Pierwszej Świątyni. Znaczna część Żydów, zwłaszcza wywodzących się z elit, została przymusowo przesiedlona przez zdobywców wgłąb ich państwa, do Mezopotamii.

    Niewola babilońska (bo tak ten okres jest nazywany) była czasem wielkiego ożywienia intelektualnego. Wynikało ono najprawdopodobniej z faktu utraty dominującej pozycji (bo Żydzi nie byli już samorządnym etnosem z własnym państwem) i otoczenia przez ludy o odmiennej kulturze i religii. Żeby przetrwać, nie rozpłynąć się w masie grup etnicznych zamieszkujących państwo babilońskie, Żydzi musieli zdefiniować swoją tożsamość, zrewidować kulturę, prawa i zwyczaje. Najważniejszym procesem jaki zaszedł podczas tego okresu jest ukształtowanie się prawa żydowskiego, Tory. Tora była swoistą odpowiedzią na pytanie trapiące wygnańców, stykających się na co dzień z obcymi wpływami, kulturami i wierzeniami. Mianowicie: co to znaczy być Żydem? Od tamtego momentu nie trzeba było łamać sobie nad tym głowy. Być Żydem, to znaczy, postępować zgodnie z przepisami zawartymi w Torze. Okres „niewoli” kończy się w latach 30. VI wieku p.n.Ch, kiedy to Król Królów, Cyrus, podbija państwo babilońskie i zezwala Żydom na powrót do Palestyny.

    I tak zaczyna się okres tzw. Drugiej Świątyni. Żydzi nie tworzą niezależnego państwa, ale nowi władcy Bliskiego Wschodu, Persowie, nie ingerują zbytnio w sprawy wewnętrzne swoich poddanych i podchodzą do ich zwyczajów i religii z dużym szacunkiem i tolerancją, przynajmniej dopóki podatki płacone są na czas. Żydzi nie narzekają. Prorok Izajasz posuwa się wręcz do nazwania Cyrusa „posłańcem Boga” i utożsamia jego zwycięstwo ze zwycięstwem Żydów. Nic co dobre nie trwa jednak wiecznie. W IV wieku p.n.Ch państwo Achemenidów (którzy nie byli Achemenidami, ale to temat na inną historię) upada pod ciosami Aleksandra Macedońskiego, a po jego śmierci, Palestyna dostaje się w ręce Diadochów. Grecy nie są tak mili jak Persowie, uważają się za najbardziej rozwinięty etnos i prowadzą politykę, którą dzisiaj nazwalibyśmy imperializmem kulturowym.

    Żydzi stawiają opór. W końcu znajduje on ujście w rewolcie machabejskiej, która wybucha w 141 roku p.n.Ch. Państwo Seleucydów nie było już taką potęgą jak w dwa wieku temu i ostatecznie rebelia kończy się sukcesem, utworzeniem niepodległego państwa żydowskiego pod egidą dynastii Hasmodeuszy (z której to wywodził się, znany i lubiany, Herod). Machabeusze na trwałe wchodzą do kultury i religii żydowskiej, stając się symbolem męczeństwa za sprawę i dowodem na to, że Żydzi są w stanie stawić czoła każdemu. Okazuje się jednak, że nie do końca każdemu bo, jak już wiemy, w 63 roku p.n.Ch Pompejusz narzuca rzymską władzę Judei. Rzymianie niby są tolerancyjni, ale... w oczach żydowskich, nieokrzesani. Ich lekceważenie żydowskich zwyczajów i tabu, doprowadza podporządkowanych Żydów do wrzenia.

    Od czasów niewoli babilońskiej, a może nawet wcześniej, Żydzi zaczęli migrować z Palestyny i osiedlać się na innych terenach. Głównym celem ich migracji były znaczące miasta wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Największe społeczności żydowskie zamieszkiwały Aleksandrię i Antiochię. Szczególnie ciekawy był właśnie przypadek stolicy Egiptu. Mimo powtarzających się co jakiś czas napięć etnicznych, Żydzi stali się nierozerwalnie związani z miastem. Jako, że był to słynny ośrodek naukowy świata starożytnego, zainspirował on niektórych Żydów do wzmożonych wysiłków intelektualnych. Najsłynniejszym przykładem jest chyba filozof Filo, który podjął próbę zharmonizowania wierzeń żydowskich z filozofią grecką. Mimo, iż religia żydowska nie cieszyła się zbyt dużym zrozumieniem ze strony Rzymian i Greków, to była szanowana z uwagi na starożytne pochodzenie. Istniały nawet grupy tzw. bogobojnych, tzn. gojów zainteresowanych judaizmem i w różnym stopniu udzielających się we wspólnotach żydowskich.

    Mimo oporów ze strony Żydów, kultura hellenistyczna wywarła pewien wpływ na judaizm. Było to nieuniknione choćby z uwagi na fakt, że wielu Żydów żyjących w diasporze, nie posługiwało się językiem hebrajskim tylko greką. Odbierali również edukację wg. modelu greckiego i oprócz Tory znali też Homera czy Sofoklesa. Żydzi ci utrzymywali kontakt z Jerozolimą, którą odwiedzali w czasie wielkich świąt religijnych. Proces ten pogłębiany był przez kontakty handlowe i fakt, że wielu nieżydowskich kupców odwiedzało Jerozolimę. Ponadto Żydzi nie byli jedynymi mieszkańcami Judei, a część jej semickich ludów uległa daleko idącej hellenizacji. Nie wszystkie rejony miały jednak duży kontakt z kulturą helleńską, np. prowincjonalna Galilea z której pochodził Chrystus.

    Jest jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz o której nie wspomniałem. Mianowicie: Żydzi nie byli jakimś tam etnosem z własnymi wierzeniami i kulturą, jakich milion pałętało się po tym łez padole. Żydzi byli narodem wybranym przez najpotężniejszego Boga i złączonego z nim specjalnym przymierzem. Skoro Bóg, i to, podkreślam, Bóg, a nie jakiś tam bóg, z nami, to któż przeciwko nam? Ok, ale skąd zatem klęski, rzezie i przesiedlenia? Otóż, przymierze to było bardzo kruche, a Bóg był wrażliwy i czuły na swoim punkcie niczym rasowa primabalerina (przynajmniej tak sprawę widzieli Żydzi). Jedyną drogą żeby rzucił łaskawszym okiem na lud Izraela była pobożność, skrucha i pokuta.

    Tak długo jak Żydzi czczą swojego Pana i żałują zniewag którymi go obrazili, tak długo Przymierze, a wraz z nim naród, mogły istnieć. Żydzi żyli więc w permanentnym strachu, że któregoś dnia obrażą Boga na dobre i zerwie on pakt, a wtedy... no cóż, nie będzie więcej domu Izraela. Stąd też skupienie się na posłuszeństwie boskim nakazom i przestrzeganiu religijnego prawa. Obecnie nie brzmi to oryginalnie, ale była to dosyć niespotykana cecha jak na tamte czasy. Większość wierzeń pogańskich zasadzała się przede wszystkim na wypełnianiu nakazanych czynności kultowych, a nie na trosce o właściwe prowadzenie się. Koncepcja grzechu była znaaaaacznie bardziej rozwinięta w judaizmie niż w innych, współczesnych mu, systemach wierzeń.

    Nie znaczy to jednak, że kult schodził na dalszy plan. Jego centrum była świątynia w Jerozolimie, którą bogobojny Żyd powinien odwiedzać przynajmniej 3 razy do roku- podczas Paschy, Pięćdziesiątnicy (Szawout) i Święta Namiotów. Na co dzień życie religijne (a wraz z nim społeczne, bo podział na sprawy religijne i świeckie wtedy nie istniał) koncentrowało się w synagogach, w których modlono się i czytano pisma, stąd też niemal wszyscy Żydzi, nawet ci niepiśmienni, wiedzieli o co w całej zabawie chodzi. Podstawą dla Żydów była znajomość Tory, która, wbrew powszechnym wyobrażeniom, nie jest tylko zbiorem bezdusznych zakazów i nakazów, ale także kompleksowym wykładem na temat miłości Boga do wszelkiego stworzenia (w tym do gojów). Stąd na przykład obowiązek pomagania ubogim, który nie istniał w większości ówczesnych wierzeń.

    Dbanie o powszechną znajomość zasad i zwyczajów było znakomitym mechanizmem konserwującym. Pogaństwo, a raczej pogaństwa, były luźnymi zbiorami wierzeń, do których nieustannie coś dodawano, usuwano, asymilowano etc.. Judaizm natomiast (a co za tym idzie, Żydzi jako etnos), był w o wiele większej mierze zuniformizowany i z tego też powodu, mniej podatny na rozpłynięcie się w innych wierzeniach. Było to o tyle ważne, że znakomitą część swojej historii Żydzi spędzili jako lud poddany władzy zewnętrznych ośrodków.

    Inną cechą która odróżniała Żydów od innych nacji było obrzezanie, zwyczaj którego Rzymianie i Grecy nie potrafili zrozumieć. Obrzezanie było niejako symbolem włączenia do wspólnoty narodu wybranego, potwierdzeniem przymierza z Bogiem. Kolejną, dziwną dla obcych, cechą żydowskich wierzeń był bezwzględny nakaz odpoczywania w Szabas. Zakaz pracy był czasem posunięty do tego stopnia, że ziemia uprawna nie była zasiewana raz na siedem lat, bo też musiała odpoczywać.

    To, że judaizm był daleko bardziej zdefiniowany na tle wierzeń pogańskich, nie jest tożsame z tym, że był jednorodny. Istniało w nim kilka, mniej lub bardziej sformalizowanych nurtów, do tego dochodzili „święci mężowie”, dokonujący cudów i głoszący swoje nauki, ale nie mający większej grupy stałych zwolenników. Ton mainstreamowemu judaizmowi, skupionemu wokół Świątyni (co nie oznacza jednak, że inne grupy marginalizowały jej znaczenie), nadawała arystokracja kapłańska, której przedstawiciele mogli poszczycić się pochodzeniem od starożytnych rodów. W jej obrębie działali tak zwani Saduceusze, którzy wykształcili nieco odmienne od reszty wierzenia. Na przykład- całkowicie odrzucali możliwość zmartwychwstania ciała. Wpływy Saduceuszy zostały nieco ograniczone przez Rzymian, ale nadal mieli oni najwięcej do powiedzenia w społeczności żydowskiej, choćby z tego powodu, że to z ich grona rekrutowali się członkowie Sanhedrynu.

    Bogactwo elit kapłańskich i często wystawny styl życia jaki prowadzili, doprowadziły do pojawienia się wiele głosów krytyki ze strony mniej zamożnej części społeczności żydowskiej. Częścią tej opozycji byli, tak zwani, Faryzeusze. Wydaje się że początki tej formacji są związane z opozycją żydowską przeciwko próbom hellenizacji. Faryzeusze, pochodzący głównie z uboższych warstw społeczeństwa, działali przede wszystkim w lokalnych synagogach na terenie Judei i Galilei. W trakcie powstania Machabeuszy, stanęli po stronie rewolty. Zła sława jaką cieszą się przez biblijne opisy jest trochę niezasłużona. Byli bowiem bardziej otwarci na dysputy i cechowali się większą elastycznością w interpretowaniu prawa niż sugerują to Ewangelie. Ich nauczanie i podejście nie różniło się jakoś drastycznie od tego które przypisywane jest Jezusowi (po za poglądami na rozwody).

    Oprócz bardziej formalnych ugrupowań, istnieli także „wolni strzelcy”: nauczyciele religijny, święci mężowie i prorocy. Największym prestiżem cieszyli się prorocy, bo, jak wierzono, mieli oni bezpośredni kontakt z Bogiem. Dzięki temu mogli nawet modyfikować Prawo. Żeby nie było za miło- zostanie prorokiem nie było łatwe. To znaczy, poza osiągnięciem bezpośredniego kontaktu z Bogiem, należało jeszcze przekonać innych, że się taki kontakt posiada. Większości się to nie udawało i uznawano ich za fałszywych proroków, a więc bluźnierców i jako tacy, kończyli pod stosem kamieni. Świetnie ilustruje to przypadek Świętego Szczepana, który zapytał tłum "Czy był kiedyś prorok którego nie prześladowaliście?", po czym sam został ukamienowany.

    Poza prorokami byli jeszcze Hasidim. Granica między byciem prorokiem a Hasidim była dosyć płynna. Otóż jedyna różnica polegała na tym że prorok rozmawiał bezpośrednio z Bogiem a Hasidi nie. Poza tym jednak, w zasadzie robili to samo- uzdrawiali, wypędzali demony, nauczali, interpretowali prawo. Często w sposób odmienny niż tradycyjnie. Z tego właśnie powodu, zarówno wannabe prorocy jak i Hasidim, traktowani byli z dużą podejrzliwością przez kapłanów. Ich nauczenie, jako godzące w „odwieczny porządek rzeczy”, potencjalnie zagrażało tradycyjnym elitom.

    W pierwszej połowie I wieku n.e Palestyna, z racji napięć społecznych i niezadowolenia wywołanego obcym panowaniem, przeżywała wysyp różnego rodzaju świętych mężów, którzy ze swoimi naukami próbowali znaleźć rozwiązania problemów trapiących społeczeństwo żydowskie a na które odpowiedzi nie udzielały już tradycyjne nurty judaizmu. To jedna z przyczyn dla których pojawienie się i życie Jezusa nie jest odnotowana w zbyt dużej ilości źródeł z epoki. Jak to, zapyta ktoś, pojawia się cudotwórca- egzorcysta i nie budzi to większego odzewu? No nie, bo podobnych mu cudotwórców, nauczycieli i proroków było wówczas setki i na nikim nie robiło to większego wrażenia. Zwłaszcza, że mowa tutaj o społeczeństwie dla którego magia, demony i cuda były integralną częścią rzeczywistości.

    Ciekawym zjawiskiem w żydowskiej religijności były także grupy które decydowały się na działalność „do wewnątrz”. To znaczy ich odpowiedzią na zmieniające się warunki i nowe problemy było wycofanie się z życia społecznego i utworzenie czegoś na kształt wspólnot monastycznych. Sztandarowym przykładem takiego właśnie rozwiązania są Esseńczycy. Wspólnota z Qumran, znana z sensacyjnego odkrycia tzw. Zwojów znad Morza Martwego, była najprawdopodobniej częścią tego ruchu.

    Odnalezione pisma jasno pokazują zmieniającą się rzeczywistość religijną Judei. Nawoływanie do żarliwszej wiary, szukania kontaktu z Bogiem i odnowy moralnej zamiast pustych rytuałów. Nauki jakie płyną ze zwojów są bardzo podobne do głoszonych przez Pawła i tych przypisywanych Jezusowi, dlatego odkrycie to jest uważane za ważne w kontekście zrozumienia chrześcijaństwa. Widać także rosnącą popularność mesjanizmu. Trapiona problemami społeczność żydowska z utęsknieniem wyglądała kogoś kto uporządkuje chaos, odnowi Przymierze i da początek nowemu, złotemu wiekowi.

    Charakter misji mesjasza różnił się zależnie od grupy wiernych. Niektórzy wierzyli że mesjasz będzie, politycznym liderem Żydów, kimś w rodzaju króla, który pokona nieprzyjaciół Izraela i przywróci mu dawną potęgę. Stąd też bardzo modny pogląd że mesjasz będzie wywodził się z rodu Dawida. Inni widzieli go raczej jako kapłana, który położy kres moralnemu zepsuciu, co zaowocuje tym, że Żydzi zyskają przychylność Boga i odnowią z nim Przymierze. Istniała również tradycja mówiąca o tym, że mesjasz będzie cierpiał za swój lud, ale nie łączyła ona jego osoby ze zbawieniem. To była już późniejsza, chrześcijańska interpretacja.

    Jak widzimy (mam nadzieję, bo po to właśnie się produkowałem przez te 5 stron A4) judaizm i społeczeństwo żydowskie w I wieku n.e przechodziło transformacje, oczekiwano zmian, nieraz daleko idących. Ludzie szukali nowych form wyrazu dla swojej religijności, kwestionowali tradycyjne przywództwo i hierarchię, pojawiały się nowe poglądy i idee. Święci i prorocy przemierzali Judeę i nawoływali do oddania się Bogu, część z nich głosiła wręcz zbliżający się kres czasów. Do tego dochodziły napięcia społeczne i atmosfera oczekiwania na mesjasza, mającego dać sygnał do walki przeciwko Rzymianom. Gleba pod nowe ruchy religijne była bardzo żyzna, trzeba było ją tylko zasiać.

    Mam nadzieję, że nie będzie miliarda błędów, jakby co to proszę o info (w przyszłości zrobię jakiegoś bloga czy stronę i tam będę wrzucał upgrade'owane wersje).

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia

    Zdjęcie przedstawia grotę w której żyli członkowie wspólnoty z Qumran.
    pokaż całość

  •  
    R039 via iOS

    +232

    to uczucie kiedy myślę o Bogu i czuję miłość, i ciepło jakie przechodzi przez moje serce i umysł. (。◕‿‿◕。)

    #chrzescijanstwo

    •  

      @M_Szopen_TM: a argument "nie ma dowodu na to, że Bóg istnieje" jest merytoryczny?

    •  

      @kwiati jest merytoryczny, ale z kolei nieprawdziwy. Nie ma bezpośrednich dowodów że istnieje Bóg lub jakikolwiek wyższy byt, trzeba jednak chyba być ślepym, żeby podciągać wszystkie opętania pod choroby psychiczne, wszystkie cuda pod zbiegi okoliczności albo wszystkie objawienia pod przewidywanie oczywistych rzeczy. Albo najprościej przykleić etykietkę "kłamstwa" do każdej z tych rzeczy, z nauką Kościoła włącznie. Pewnie, rozumiem że dla osoby od urodzenia niewierzącej chodzenie do jakiejś świątyni i chwalenie dziadka na chmurce jest absurdalne, ale jak to mówią "jeśli coś wygląda głupio ale działa, to głupie już nie jest". pokaż całość

    • więcej komentarzy (74)

  •  

    #ciekawoski #religia #morderstwo #chrzescijanstwo #wiara #katolcyzm #egzorcyzmy #mirkomodlitwa

    Anneliese Michel (1952-1976) była niemiecką katoliczką, która przez 7 lat była torturowana przez księży i swoich rodziców, zanim te tortury doprowadziły do śmierci dziewczyny. Choroba Anneliese zaczęła się w 1968 roku od drgawek epileptycznych, dziewczyna miała wtedy zaledwie 17 lat. Neurolog w klinice psychiatrycznej w Würzburgu zdiagnozował u niej napady grand mal (toniczno-kloniczne). Wkrótce pojawiły się u niej również objawy psychiczne. Annelise zaczęła doświadczać halucynacji podczas modlitwy i zaczęła się dziwnie zachowywać. Pewnego razu zlizała swój własny mocz z podłogi, zaczęła jeść pająki, muchy, a nawet węgiel. Innym razem odgryzła głowę martwego ptaka. Któregoś razu weszła pod stół i siedziała pod nim przez dwa dni szczekając. Często było słychać krzyki przez wiele godzin. Egzorcyści z pobliskiego miasta zbadali Anneliese i doszli do wniosku, że była opętana demonicznie. Wmówiono dziewczynie, że jest opętana przez sześć lub więcej demonów, w tym Lucyfera, Judasza, Nerona, Kaina i Hitlera [sic!]. W 1975 roku rodzice Anneliese całkowicie zrezygnowali z lekarzy psychiatrów i zdecydowali się polegać wyłącznie na egzorcyzmach i kościele mających uzdrowić ich córkę. Anneliese przetrwał 67 rytuałów egzorcyzmu w ciągu 10 miesięcy. Dziewczyna podczas każdej sesji egzorcyzmów klękała nawet po 600 razy co doprowadziło do tego, że pękły jej więzadła w kolanach. Według autopsji z 1 lipca 1976 roku Anneliese Michel uległa skutkom poważnego odwodnienia i niedożywienia. W chwili jej śmierci ważyła zaledwie 30.84 kg. Wynikało to z prawie roku głodówek wynikających z przeprowadzanych egzorcyzmów. Miała również zapalenie płuc i wysoką gorączkę. Została pochowana obok jej nieślubnej siostry Marthy na zewnątrz cmentarza. Obszar ten jest zwykle zarezerwowany dla nieślubnych dzieci i samobójstw. Podczas procesu w 1978 roku było czterech oskarżonych. Byli to ojciec Arnold Renz, pastor Ernst Alt i rodzice Anneliese Michel, Josef i Anna. Cała czwórka została uznana za winnych nieumyślnego zabójstwa i skazani na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu z trzyletnim okresem próbnym.

    Na zdjęciu widać skrajnie niedożywioną i odwodnioną dziewczynę.
    Dwa filmy, Egzorcyzmy Emily Rose i Requiem są luźno oparte na historii Anneliese.

    źródło: http://www.rmf.fm/magazyn/news,11007,do-sieci-trafilo-nagranie-z-egzorcyzow-na-anneliese-michel-jest-przerazajace[18].html
    pokaż całość

  •  

    Dziś przypada rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej. Podobno w Rzymie w każdą rocznicę tej bitwy śpiewano hymn "Te Ioannes laudamus" ułożony na melodię i wzór Te Deum:

    Ciebie Jana chwa­limy – Ciebie mężnym wyznawamy. – Tobie, walecznemu rycerzowi – Cały Kościół cześć oddawa. – To­bie wszyscy wierni Chrystusowi – Tobie Wenecjanie i Italskie mocarstwa – Tobie Papież i Cesarz – Nie­ustającym głosem śpiewają: – „Dzielny, dzielny, dziel­ny – Król Polski! – Pełne są niebiosa i ziemia – Wielkości męstwa twojego”.

    Na zdjęciu msza pontyfikalna odprawiana z okazji rocznicy Odsieczy, po prawej na krześle prezydent Mościcki.
    Źródło
    #daszwiare #religia #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #islam #chrzescijanstwo #neuropa #4konserwy

    pokaż spoiler Na fb podlinkowanej strony pojawił się komentarz, że gdyby Sobieski się "spóźnił", to mógłby dogadać się z Turkami i wcielić Czechy i Śląsk. Pytanie do historyków - czy byłoby to w ogóle możliwe (pomijając, że byłoby to niechrześcijańskie)?
    pokaż całość

  •  

    Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, to największy na świecie krzyż zobaczyć można w... Dubaju. O poniższe ujęcie trudno gdyż władze zakazują fotografowana Burj al Arab od strony morza.
    #ciekawostki #swiat #religia #chrzescijanstwo

  •  

    Berlin, dwóch nieznanych mężczyzn zapytalo na ulicy 23 letniego Afganczyka dlaczego nosi krzyż i dlaczego został chrześcijaninem po chwili jeden z napastników zerwał łańcuszek z krzyżem i zaczęli go bić ,gdy leżał na ziemi jeden z napastników trzymał ofiarę a drugi zadał mu cios nożem. Ofiara trafiła do szpitala.

    #ciekawostkizniemiec mój tag o Niemczech

    https://www.morgenpost.de/berlin/polizeibericht/article211894111/Weil-er-ein-Kreuz-trug-Unbekannte-verletzten-23-Jaehrigen.html

    #religia #chrzescijanstwo #neuropa #4konserwy #afganistan #berlin
    pokaż całość

  •  

    #muzykaklasyczna Miałem zamiar znowu być tubą propagandową Rachmaninowa, ale od kilku dni siedzę przy tym i nie mogę się nasłuchać. Niesamowite.

    pokaż spoiler Kyrie Eleison - nie wiem kto to napisał, chociaż jest duża możliwość, że ktoś z otoczenia Chóru Moskiewskiego Monasteru Spotkania Włodzimierskiej Ikony Matki Bożej.
    #prawoslawie #religia #chrzescijanstwo #wiara
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Jakieś 6 miesięcy temu, może mniej, może więcej, zobowiązałem się publicznie do zrobienia serii traktującej o początkach chrześcijaństwa. Dodałem jakiś tam wpis, komuś się spodobał, ktoś chyba zapytał (czy to ja sam zaproponowałem, nie wiem, ginie to w pomroce dziejów), że może warto było by dalej temat pociągnąć, na co ja, że owszem, jasne. Od tamtej pory nie zrobiłem w tym kierunku nic. No nie do końca nic, bo jednak rozmyślałem trochę nad tematem a to zawsze coś. Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że byłem mocno zajęty, bo dużo się działo w moim życiu prywatnym. W sumie kogo to obchodzi. Nie jest jednak tak, że zapomniałem i mam mocne postanowienie zająć się tym jak tylko będę miał trochę czasu. No i właśnie mam, więc się zajmuję.
    6 miesięcy to jednak dużo czasu na rozmyślania i w międzyczasie pomysł przeszedł kilka modyfikacji. To znaczy, stwierdziłem, że po co ograniczać się do samego chrześcijaństwa, skoro jest mnóstwo ciekawych pozycji, które przechodzą bez żadnego echa. A jeśli nawet ktoś tam o nich mówi to i tak nie są w stanie na dłużej zaistnieć w debacie publicznej albo chociaż internetowej. Obydwie stoją na żenująco niskim poziomie i polegają na biciu piany na tematy setki razy przerabiane a przy tym nawet nie oferują, choćby nawet, nowego spojrzenia na stare problemy. Czas to zmienić. Czy się uda? Pewnie nie, ale próbować warto.

    Do czego zmierzam? Jako, że czytam całkiem sporo ciekawych rzeczy (przynajmniej w moim mniemaniu), myślę, że warto było by się nimi podzielić z innymi. Na początku miałem pomysł na bloga z omówieniem interesujących mnie książek, prezentacją zawartych w nich idei, tez, wyników oraz sposobów w jakie autorzy doszli do takich, a nie innych rozwiązań. Ewentualnie, w jaki sposób odpierają krytykę. Tutaj pojawia się problem- w pracy siedzę 8 godzin przed komputerem i jak mam później spędzać kolejne godziny przed monitorem tylko, że w domu to... No, nie ukrywam, że średnio mam na to ochotę.

    Potem pojawił się pomysł żeby robić podcasty. Skoro Anglosasi mogą mieć setki swoich na tematy wszelakie, to czemu nie my? Podcast jest w sumie lepszy, bo można go słuchać niejako przy okazji, np. ścierając kurze czy wieszając pranie (pozdrawiam fanów pewnego Kanadyjczyka którego imię zaczyna się na J). Czytanie takiego luksusu nie zapewnia. Niestety, odkryłem, że mój głos brzmi jak wokal rosłego Seby z bramy. Potem stwierdziłem, że w sumie można by połączyć obydwa i pisać tekst oraz nagrywać do niego podcast, w końcu nie każdy ma czas żeby spędzać godziny przed monitorem, a nawet jak ma to niekoniecznie chce. W drugą stronę- nie każdy ma ochotę na słuchanie Seby produkującego się na temat nierówności społecznych czy marginalizacji białej klasy pracującej w krajach anglosaskich.

    Czym chce się zająć? Głównie tematami z pogranicza historii, socjologii i nauk o polityce bo w tych dziedzinach jako tako się odnajduję. Ostatnio zajarałem się psychologią ewolucyjną i, nazwijmy to, tematami z pogranicza filozofii, ale przyznaję bez bicia, że póki co jestem na to za cienki w uszach. To znaczy takie tematy też się pojawią, ale będę do nich podchodził o wiele ostrożniej. Może to i lepiej? Tym niemniej jednak zacznę, zgodnie z obietnicą, o serii poświęconej historii początków chrześcijaństwa.

    Będę bazował głównie (powiedzmy że w 90%) na pracy Charlesa Freeman’a, pod tytułem "A New History of Early Christianity". Rzeczona książka jest o tyle dobrą pozycją, że jej autor szuka racjonalnych wyjaśnień także tam, gdzie inni spuszczają zasłonę milczenia. Nie jest przy tym przegięty w żadną stronę- nie jest ani hiperkrytykiem (tzn. „stronnictwo” które nieomal całkowicie odrzuca Biblię jako źródło historyczne) ani... nazwijmy to „kościelnym historykiem”.

    Ok, zanim zaczniemy na pełnej, wypadałoby odpowiedzieć sobie na pytanie, po co w ogóle zajmować się tym tematem? Nie znam dobrej odpowiedzi, tzn. takiej która mogłaby satysfakcjonować każdego, ale moim zdanie warto, bo znajomość historii chrześcijaństwa pozwala zrozumieć to zjawisko.

    Zjawisko, które, moim zdaniem, jest jednym z najbardziej zadziwiających w historii ludzkości. Oto bowiem cieśla z Nazaretu, razem z kilkoma rybakami, kobietami o wątpliwej reputacji i celnikami (którzy to celnicy byli w powszechnej pogardzie, bo nie dość, że ściągali podatki to na dodatek robili to na rzecz rzymskich okupantów) daje początek ruchowi, który nie dość, że przetrwał około 2 000 lat, to jeszcze zrzesza, w ten czy w inny sposób, około 33 procent obecnej populacji planety Ziemi. Jako, że Ziemia jest jedyną, znaną nam planetą, w całym wszechświecie na której istnieje życie, to możemy bez przesady powiedzieć, że jakieś 33% ludzi we wszechświecie jest chrześcijanami.

    Wyobrażacie sobie coś takiego dzisiaj? Tzn. pana Heńka z Tesco, który zbiera pracowników McDonalda, kilka dziewczyn z Roksy i niskich szczeblem pracowników Skarbówki i tworzy ruch, który po 400 latach od jego męczeńskiej śmierci (tzn. śmierci pana Heńka naturalnie) staje się nagle oficjalną ideologią Unii Europejskiej (czy co tam będzie istniało w przyszłości)? I to nie na drodze podboju ale powolnego i mozolnego marszu z dołów na górę (w przeciwieństwie do islamu). No i jak? Dla mnie to brzmi absurdalnie. A jednak coś takiego się stało. Jeśli to nie jest niesamowite, to nie wiem co jest niesamowite.

    Po za tym chrześcijaństwo wywarło olbrzymi wpływ na historię i kulturę Europy, Bliskiego Wschodu, obydwu Ameryk i znacznej części Afryki (a ostatnio mocno wchodzi do Azji). Nie da się zrozumieć współczesnego świata bez choćby pobieżnego zrozumienia chrześcijaństwa. Co więcej? Uniwersalizm i zdolności adaptacyjne tej religii. Przez około 20 wieków swojego istnienia potrafiła ona dostosowywać się do ciągle zmieniających się warunków, naginać do kultur nowo przyjmujących ją ludów i nieustannie się rozwijać. Jeśli jeszcze was nie przekonałem, to już chyba mi się to nie uda. Tych co przekonałem, zapraszam w podróż.

    Zaczniemy może (no dobra, nie może, tylko na pewno) od wydarzeń które doprowadziły do powstania chrześcijaństwa, a raczej jego zaczątków. To znaczy- do procesu i ukrzyżowania niejakiego Jezusa z Nazaretu. Żeby mniej więcej zrozumieć co się stało i dlaczego stało się tak a nie inaczej, musimy także nieco naświetlić sobie sytuację jaka panowała wówczas w Judei.

    Od 63 roku przed naszą erą albo przed narodzeniem Chrystusa (też głupio brzmi, bo wg. współczesnych historyków Chrystus urodził się w między 8 a 2 rokiem p.n.e albo przed narodzeniem Chrystusa) Judea znalazła się na dobre w orbicie wpływów rzymskich. Nie był to jednak efekt jakiegoś starannie planowanego podboju, a raczej skutek uboczny kampanii Pompejusza przeciwko piratom, którzy zagrażali rzymskiemu handlowi we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Początek relacji rzymsko- żydowskich nie był zbyt udany- rzeczony Pompejusz wszedł bowiem do Świątyni Jerozolimskiej w pełnym rynsztunku, co wywołało olbrzymie oburzenie wśród Żydów.

    W 40 roku przed narodzeniem Chrystusa, rzymskie wpływy w Judei zostały zakwestionowane przez Partów, władających państwem leżącym na wschód od rzymskich posiadłości na Bliskim Wschodzie. Wojska partyjskie dotarły aż do Jerozolimy, ale ostatecznie zostały odparte. Judea nie znajdowała się wysoko na liście rzymskich priorytetów. Graniczyła z o wiele bogatszym Egiptem, który był niejako spichlerzem wschodu, głównym producentem żywności w tej części cesarstwa. Od północy Judea graniczyła z Syrią, przez którą biegło kilka ważnych szlaków handlowych, a jej znaczenie strategiczne dla całej wschodniej części Imperium było nie do przecenienia. Dość powiedzieć, że w okresie który nas interesuje w Syrii stacjonowały 4 pełne legiony a w Judei... zero.

    Judea interesowała Rzym tylko jako zabezpieczenie dla Syrii i Egiptu. Dlatego też po wyparciu Partów, zapadła decyzja o nie włączaniu tego regionu pod bezpośrednią władzę rzymską. Zamiast tego zdecydowano się na utworzenie królestwa klienckiego, którego władca miał mieć szeroką autonomię w zamian za ochranianie interesów Rzymu. Wybór, niespodziewanie dla każdego łącznie z samym nominatem, padł na niejakiego Heroda.

    Rzeczony Herod, mimo iż był żydem, nie był Hebrajczykiem. Jego ród wywodził się z Idumei i nie miał za wiele wspólnego z tradycyjnymi, kapłańskimi elitami społeczeństwa żydowskiego. Te postrzegały go jako parweniusza i nie do końca żyda. No niby wyznawał judaizm, ale Idumea została podbita przez Hebrajczyków dopiero w II wieku p.n.Ch, czyli w świecie gdzie rządziła tradycja- bardzo niedawno. Konwersja lokalsów na judaizm była konsekwencją tego właśnie podboju. Wielu żydów poddawało w wątpliwość prawowierność potomków konwertytów, a spory na temat tego czy Idumejczycy są objęci przymierzem z Jahwe (który wszak zawarł je z Hebrajczykami) czy nie, miały się bardzo dobrze.

    Nie był to jedyny powód dla którego Herod miał na pieńku z elitami żydowskimi. Nie będzie przesadą jeśli powiem że był on okrutny, nie znosił sprzeciwu, a jego ulubioną metodą rozwiązywania konfliktów było morderstwo. Łatwość w zabijaniu ludzi, także członków własnej rodziny, dały wielu historykom asumpt do twierdzenia, że Herod był po prostu chory psychicznie. Próba głośnego sprzeciwu wobec przedsięwzięć władcy, kończyła się tragicznie dla sprzeciwiającego się. Herodowi w relacjach z żydowskimi poddanymi nie pomagał fakt, że miał on także nieżydowskich poddanych.

    To znaczy, to może nie byłby wielki problem gdyby nie fakt, że Herod finansowo wspierał ośrodki propagujące kulturę helleńską (dla ówczesnych, bogobojnych żydów, było to coś jak ta osławiona Cywilizacja Śmierci dzisiaj), a nawet dorzucał się do budowy pogańskich świątyń. Wielu żydów, przekonanych o wyjątkowości swojego etnosu i religii (raczej razem niż osobno, taki podział wówczas nie istniał i wszyscy Żydzi byli też żydami), burzyło się przeciwko takiemu stanowi rzeczy. To jeszcze bardziej napędzało mordercze skłonności Heroda. Co ciekawe, wydarzenie, które stało się synonimem jego okrucieństwa, czyli słynna Rzeź Niewiniątek, najprawdopodobniej nie miało miejsca. Wspomina o niej tylko Ewangelia wg. Świętego Mateusza, nie potwierdzają jej ani inne Ewangelie, ani żadne pisma z epoki, nawet te bardzo krytyczne wobec Heroda (jak na przykład Starożytności Żydowskie Józefa Flawiusza). Po co autor tej Ewangelii wymyślił Rzeź Niewiniątek (albo wymyślił ją ktoś inny za kim autor tę wersję powtórzył)? Może miał to być symbol krwiożerczości i bezwzględności Heroda, niejako uosobienie jego potwornej natury. Spory na ten temat pominiemy, bo nie dotyczą za bardzo treści naszej historii.

    Tradycyjnie, ocena panowania Heroda była bardzo negatywna i nieprzychylna temu władcy (historycy bazowali głównie na źródłach pisanych, a te były dziełem jego przeciwników), ale ostatnie lata to zmieniły. To znaczy nikt nie kwestionuje jego okrucieństwa, ale ocena jest bardziej zbilansowana, ponieważ nie da się nie zauważyć, że za panowania Heroda, Judea stała się integralną częścią śródziemnomorskiego świata wymiany handlowej. Ponadto Herod zainicjował, zakrojony na szeroką skalę program budowy, a wiele z ufundowanych przez niego konstrukcji przetrwało, niechby nawet w szczątkowej formie, ale jednak, do dzisiaj. Ken Sapiro, rabin i historyk, nazwał nawet Heroda „największym budowniczym w dziejach Żydów”.

    Został też po części zrehabilitowany w kontekście religijnym. Współcześni historycy żydowscy zauważyli, że doniesienia o Herodzie, rzekomo romansującym z pogaństwem, są przesadzone, bo na terenach jego królestwa, zamieszkanych przez Żydów, prawo żydowskie było restrykcyjnie przestrzeganie i np. w obiegu nie funkcjonowały monety przedstawiające ludzkie podobizny (które znajdowały się w obrocie w tych częściach państwa, gdzie Żydów nie było). Herod spełniał również wszystkie czynności kultowe przewidziane przez prawo.

    Jaki był, taki był, ale gdy zmarł w 4 roku przed narodzeniem Chrystusa, w Judei rozpętało się prawdziwe piekło. Wszystkie partykularyzmy, dotychczas bezwzględnie tłumione, wyszły na światło dzienne. Wzajemnie zwalczające się stronnictwa doprowadziły do czegoś na kształt wojny domowej. Sprawa była na tyle poważna, że Rzymianie zdecydowali się na bezpośrednią interwencję. Wojska rzymskie wkroczyły do Judei i zaprowadziły porządek (co jest eufemizmem dla „ukrzyżowano każdego kto był podejrzany o wprowadzanie nieporządku”, albo, bardziej współcześnie „sianie fermentu”).

    Po zaprowadzeniu porządku i zakończeniu egzekucji, Rzymianie podjęli decyzję o podziale królestwa Heroda na trzy części, między jego synów. Rozwiązanie to okazało się nie być najszczęśliwsze, gdyż bardzo szybko, do Rzymu zaczęły docierać skargi na Archelausa, rządzącego środkową częścią Judei. Archelaus okazał się, zdaniem niektórych, jeszcze okrutniejszy niż nieboszczyk-tatuś. Rzymianie zadecydowali wówczas o zdjęciu Archelausa z tronu i objęciu jego państewka bezpośrednią kontrolą rzymską. Żydzi, z jednej strony uwalniali się od na pół-obcego okrutnika, z drugiej wpadali w ręce nie mniejszych okrutników (aczkolwiek racjonalniej dozujących okrucieństwo) i do tego zupełnie im obcych. Judea, po za byciem Radomiem Cesarstwa Rzymskiego (czyli głęboką peryferią), stała się też beczką prochu, gotową w każdej chwili eksplodować i potencjalnie zdestabilizować ład na granicach z jednymi z największych rywali Rzymu, czyli Partami.

    Rzymianie zdawali sobie sprawę z sytuacji i nastrojów w Judei, dlatego, mimo że była to prowincja cesarstwa, zdecydowali się na nieco inny system. Mianowicie- rzymski prefekt rezydował w Cezearei a interior, z Jerozolimą na czele, był na co dzień rządzony przez Żydów. To znaczy przez Sanhedryn i arcykapłana. Rzeczony Sanhedryn był czymś na kształt rady starszych, najważniejszą instytucją społeczności żydowskiej w Judei. Zajmował się ustalaniem prawa i jego egzekwowaniem. Ponadto był odpowiedzialny za administrację oraz był najwyższym sądem. W skład Sanhedrynu wchodził crème de la crème elit żydowskich- najbardziej wpływowi i znaczący ich przedstawiciele. Mediatorem między Sanhedrynem (czyli jakby żydowskim samorządem) a prefektem (namiestnikiem reprezentującym władzę Rzymu) był arcykapłan.

    Bycie arcykapłanem było bardzo ciężkim kawałkiem chleba. Oczywiście, wiązało się z ogromnym prestiżem i wpływami, ale sprawowanie tego urzędu miało również swoje minusy. Otóż- arcykapłan nieustannie znajdował się między młotem a kowadłem. Dlaczego? Z jednej strony miał być głową społeczności żydowskiej- to wymagało posłuchu wśród Sanhedrynu i reszty elity. Z drugiej strony, był mianowany przez namiestnika i jako taki, był odpowiedzialny za przestrzeganie rozkazów wydawanych przez Rzymian. Wspominałem już, że Żydzi nie byli zbyt entuzjastycznie nastawieni do rzymskiej okupacji i nieustannie kombinowali jakby tu wybić się na niepodległość?

    Utrzymanie się na stanowisku arcykapłana było arcytrudne. Arcykapłan musiał realizować wolę cesarstwa i jednocześnie przekonać Żydów, że broni i reprezentuje ich interesy. Podejrzenie, że arcykapłan jest rzymskim sługusem (którym de facto był), mogło skończyć się dla niego tragicznie. Podobnie jak cień podejrzenia ze strony Rzymian, że arcykapłan prowadzi swoją grę, obliczoną na interesy Żydów (co de facto robił). Nie brzmi to raczej jak opis pracy marzeń, prawda? Dość powiedzieć, że trzy lata między AD 15 a AD 18, były świadkami rządów 3 arcykapłanów. Jeden na rok nie brzmi imponująco? Przypominam, że mówimy o bardzo tradycyjnych społeczeństwach i dużych odległościach między ośrodkami władzy, co nie sprzyjało szybkim zmianom, zwłaszcza na szczytach.

    Niemożliwe bywa jednak możliwe. Mianowany w AD 18 Kajfasz, utrzymał się na tym stanowisku 18 lat. Był arcykapłanem dłużej niż Piłat namiestnikiem Judei. Jak to się stało? Zdaje się, że Kajfasz do perfekcji opanował sztukę stwarzania pozorów. Co mam na myśli? Otóż, jeśli arcykapłanowi udało się przekonać Żydów, że tak naprawdę reprezentuje właśnie ich (co nie musiało być takie trudne), mogło to prowadzić do rozochocenia elementu, nazwijmy to, niepodległościowego (bardzo znacznego). Skoro arcykapłan z nami, to któż przeciwko nam?! Rozochocony element rzucał się w rzymskie oczy, a rzymski mózg natychmiast myślał, że coś musi być nie tak z arcykapłanem. Jak tego uniknąć, skoro już przekonaliśmy Żydów, że jesteśmy po ich stronie?

    Na szczęście rzymskie oczy są w Jerozolimie baaaardzo rzadko, w zasadzie tylko w czasie Paschy. Jeśli święto Paschy przebiegnie bez większych sensacji, to, przy odrobinie talentu krasomówczego, Rzymianie utwierdzą się w przekonaniu, że wszystko jest ok i wrócą do Cezarei zostawiając arcykapłana w spokoju. Brzmi prosto? Tylko tak brzmi, ponieważ na świętowanie Paschy do Jerozolimy zjeżdżały setki tysięcy Żydów ze wszystkich możliwych stron świata. Utrzymanie tak wielkich tłumów pod kontrolą było niesamowicie trudne. Tym trudniejsze, że tłumy te były nastawione antyrzymsko i wystarczyła najmniejsza iskierka aby wybuchł pożar.

    Dlaczego tak bardzo się nad tym rozwodzę? Mianowicie dlatego, że proces Jezusa, jeśli Ewangelista Jan ma rację (a wydaje się, że ma), odbył się dokładnie na dzień przed Paschą. Dokładnie tę Paschą, w czasie której arcykapłan musiał pokazać Prefektowi, że sytuacja jest pod kontrolą. Jezus był potencjalnym zagrożeniem dla kapłańskiego estabilishmentu i porządku. Gdy wjeżdżał do Jerozolimy (pochodził bowiem z Galilei i to tam spędził większą część swojego życia), witały go tłumy. Nie byłoby to takie straszne gdyby nie fakt, iż jego zwolennicy nazywali go mesjaszem. Postać mesjasza była obecna w żydowskich wierzeniach od dawna, ale panowanie rzymskie doprowadziło do jej reinterpretacji i mesjanizm stał się bardzo popularny. Dla wielu mesjasz miał być tym, który przegoni okupantów i odbuduje królestwo Izraela.

    Obawy podsyciło zachowanie Jezusa w Świątyni, gdzie sprowokował tumult, wyrzucając kupców sprzedających zwierzęta na ofiarę. Niektóre, z głoszonych przez niego nauk, budziły wątpliwości co do zgodności z tradycją. Skoro ktoś przeciwstawia się panującym porządkom, prawdopodobnie bluźni i jest nazywany przez swoich zwolenników mesjaszem, to nie trudno sobie wyobrazić, że Sanhedryn uważał go za zagrożenie. Zapewne największe obawy powodował fakt, iż zbliżała się Pascha, a wraz z nią do Jerozolimy przybywali Żydzi, wzmagał się religijny ferwor- dla nauczycieli religijnych, takich jak Jezus, mógł to być okres „złotych żniw”. Nadchodził również Herod, który na pewno nie będzie szczęśliwy, jeśli dowie się, że po ulicach Jerozolimy kręcą się jacyś wywrotowcy.
    W tej sytuacji zapadła decyzja o aresztowaniu Jezusa. Według Ewangelii, został on pojmany przez oddziały kapłanów wsparte przez Rzymian. Na początku był więźniem Sanhedrynu i został postawiony przed obliczem Annasza. Później zaprowadzono go do Kajfasza. Prawdopodobnie starsi żydowscy chcieli zapoznać się z treścią jego nauczań i poglądami bezpośrednio od ich autora, nie z drugiej ręki. To, co usłyszeli widocznie się im nie spodobało, bo Jezus został postawiony przed Piłatem, a elity świątynne zażądały kary śmierci.

    Piłat najprawdopodobniej niewiele z tej sprawy rozumiał i postrzegał ją jako wewnętrzną rozgrywkę Żydów. Niestety jedynym źródłem dotyczącym procesu Jezusa są Ewangelie, a więc teksty religijne, a nie tylko narracyjne. To znaczy, że opisywane w nich wydarzenia niekoniecznie miały miejsce, a ich wymyślenie mogło być jakąś metaforą, służącą celom religijnym. Wydaje się, że Piłat nie chciał orzekać w tej sprawie, gdyż dotyczyła ona religii i jako taka powinna być rozpatrywana przez samych Żydów. Wówczas Sanhedryn oskarżył Jezusa o uzurpowanie sobie tytułu króla Żydów. Jezus, przynajmniej według Ewangelii, nie zaprzeczył, co czyniło tę sprawę polityczną.

    W międzyczasie pod rezydencją Piłata w Jerozolimie (swoją drogą, została wybudowana jako pałac Heroda), zebrał się tłum Żydów. Nigdy nie dowiemy się, czy było to spontaniczne zebranie, czy też zostało zorganizowane przez żydowską starszyznę (pytanie z pewnością zasadne, nawet, jeśli nie jest się politykiem PiS-u). Rzeczony tłum głośno i wyraźnie domagał się skazania Jezusa na śmierć. Według Ewangelii, Piłat odwołał się wówczas do zwyczaju uwalniania więźnia z okazji Paschy. Problem polega na tym, że jedynymi źródłami, które donoszą o takim zwyczaju, są właśnie Ewangelie, jest więc on raczej wątpliwy. Jeśli jednak istniał, to na niewiele się zdał, ponieważ tłum zażądał uwolnienia niejakiego Barabasza i nadal domagał się kary śmierci dla Jezusa.

    Według relacji ewangelicznej, Piłat pozostawał nieprzekonany i wahał się z wyrokiem dopóki zebrani Żydzi nie zagrozili mu, że jeśli nie skaże Jezusa na śmierć, to doniosą cesarzowi, że jego namiestnik nie radzi sobie z przeciwnikami cesarstwa. Prefekt wydał wyrok i został on wykonany tego samego dnia. Oprócz Jezusa, śmierć poniosło 2 przestępców. Brzmi jak koniec? To dopiero początek naszej historii.

    PS. Taguje #gruparatowaniapoziomu ,#4konserwy i #neuropa mam nadzieję że nikt się nie obrazi (w końcu to na poziomie, o polityce i społeczeństwie, więc pasuje)

    #chrzescijanstwo #historia #niedoszlahistoria (to będzie autorski tag) #katolicyzm
    PS2. Jak są jakieś błędy dawajcie znać, jestem upośledzony jeśli chodzi o pisanie.
    PS3. Wołam @urs6, @flamel i @shadowboxer bo, jeśli mnie pamięć nie myli, to właśnie im obiecałem, że z tym ruszę.
    pokaż całość

    źródło: 1vmshd.jpg

  •  

    Dlaczego tak cicho jest o tym, że ks. Adam Szustak pobił rekord na Patronite? Właśnie przez przypadek to odkryłem
    https://patronite.pl/langustanapalmie

    #polskiyoutube #chrzescijanstwo

  •  

    Już wiem na co idzie cały hajs z jałmużny, a to nie są tanie rzeczy ( ͡€ ͜ʖ ͡€)

    #heheszki #chrzescijanstwo #lozaszydercow

  •  

    Ateiści wierzą w śmieszna teorię Darwina. W to że świat powstał z niczego a życie z materi nie ożywionej, następnie magiczny plankton zmienił się w rybę, ryba wylazła z wody urosły jej nogi i płuca, następnie dna wyeulowało z tej ryby i powstała świadomość oraz inteligencja. Tak drogie dzieci, tak było. Także jak idziecie po drodze szutrowej nie deptajcie kamieni, w końcu to czyjaś prababcia

    #religia #ateizm #chrzescijanstwo #bekazprawakow #dyskusja #grzech #polska #przemyslenia #oswiadczenie #niepopularnaopinia #4konserwy #prawica #bog #darwin #wszechswiat #ciemnota #
    pokaż całość

  •  

    U naszych południowych sąsiadów trwa Grecki Tydzień w Lidlu. I oczywiście, taka zwykła sprawa, w dzisiejszych czasach nie może się obyć bez walki z chrześcijaństwem w imię poprawności politycznej i walki o uczucia religijne wyznawców Islamu.
    Sprawa dotyczy produktów firmy Eridanous, która na opakowaniach swoich produktów zakłamuje rzeczywistość. Na zdjęciach umieszczonych na ich wyrobach, widoczny budynek to kościół w Santorini a
    Lidl bezczelnie usunął z budynku krzyż.
    W komentarzu dorzucam grafikę pokazującą ulotkę z Greckiego Tygodnia w czeskim Lidlu z przed trzech lat.

    #neuropa #4konserwy #polityka #lidl #islam #chrzescijanstwo
    pokaż całość

    źródło: lidl.png

    •  

      @Luka_Wars: I wierzysz w to że Lidl nie ingeruje w zmiany wizerunku produktu? Ta firma która produkuje te sery dla Lidla to mały robak pod wielkim butem, bo to Lidl w tym układzie rządzi, Lidl zamawia produkt. A dostać taki kontrakt na dystrybucję produktu w tylu krajach i w takiej ilości jaką są wstanie zaoferować to nie jest coś z czego da się zrezygnować. Nawet cocacola w Niemczech sprzedaje nietypowe butelki 1,25 litra w Lidlu :) pokaż całość

    •  

      I wierzysz w to że Lidl nie ingeruje w zmiany wizerunku produktu?

      @sodomek: Co nazywasz tym wizerunkiem Lidla? Katolicki krzyż? xD

    • więcej komentarzy (26)

  •  

    Kosciol katolicki i jego cuda- na kiju
    Proces kanonizacyjny wymaga przedstawienia cudów sprawionych przez kandydata lub kandydatkę na świętego. Fakt posiadania na stanie blisko dziesięciu tysięcy świętych oznacza, że Kościół zaaprobował z okazji ich kanonizacji około 20 tysięcy cudów!

    Matka Teresa zdała egzamin na świętą, kiedy spełniono warunek dwóch cudów, a to wymagało, aby Kościół wyprodukował „cuda” w jej imieniu.

    Jeden z nich wyglądał tak. Pewna kobieta o nazwisku Monica Besra miała raka macicy. Położyła wizerunek Matki Teresy na brzuchu i modliła się. No i stał się cud. Guz magicznie zniknął. Watykan uznał tę opowieść za cud i bramy nieba otworzyły się dla świętej.

    Czy jednak rzeczywiście rak macicy Moniki Besry został wyleczony przez nadnaturalne moce wizerunku Matki Teresy umieszczonego na jej brzuchu? Misjonarki z jej zgromadzenia twierdzą, że tak. A Watykan przybił oficjalną pieczęć.

    Ten cud nie mógłby się obronić w żadnym sądzie. Świadkowie przysięgli trzymać gęby na kłódkę i nie mówić rzeczy wzajemnie sprzecznych. Ich świadectwa są anonimowe, a dowody sfabrykowane. A na domiar wszystkiego świadek koronny zniknął.

    Wyleczona przez położenie na brzuchu obrazka Monica Besra według dokumentacji szpitalnej miała normalną medyczną kurację, która uratowała jej życie. „Jak można w XXI wieku mówić o uleczeniu przez cud?” zastanawia się minister zdrowia Zachodniego Bengalu, doktor Suyrya Kanta Mishra. Według dokumentacji cudu wielu lekarzy potwierdziło, że wyleczenie było “naukowo niewytłumaczalne”, ale nie zdołano dotrzeć ani do jednego z tych „wielu” lekarzy. Były minister zdrowia Zachodniego Bengalu, Partho De, ujawnił, że skontaktował się z nim przedstawiciel Watykanu, prosząc go o wskazanie lekarza, który mógłby poświadczyć, że uleczenie Moniki Besry było cudem. Po zażądaniu dokumentacji medycznej w tej sprawie i przejrzeniu jej w lutym 2000 roku, był przekonany, że nie było niczego nadzwyczajnego w zaniknięciu guza po długim leczeniu.

    Haftując mozolnie obraz świętej, watykańscy specjaliści od cudów pod przewodem głównego śledczego, Briana Kolodiejchuka, zidentyfikowali kilkaset cudownych zdarzeń zawdzięczanych cudownym zdolnościom Matki Teresy. Pięknie uporządkowane i udokumentowane trafiły do dossiêr liczącego ponad 34 tysiące stron. Na tej podstawie jej kanonizacja była już czystą formalnością i urodzona w Albanii zakonnica mogła wejść w szeregi świętych w jednym z najkrótszych procesów kanonizacyjnych w historii Kościoła katolickiego.

    Najważniejszym wśród opisanych zdarzeń paranormalnych był właśnie ów cud rzekomo popełniony w pierwszą rocznicę śmierci Matki Teresy. Wśród dowodów powinien być przynajmniej jeden cud wykonany pośmiertnie. W tym celu operatorzy procesu kanonizacyjnego przedstawili “uzdrowienie Moniki Besry”, Watykan to uznał, jednak niespodziewanie zaczęły wypływać niewygodne fakty.

    Dr Manju Murshed, dyrektor rządowego szpitala w Balurghat, poinformował, że Monica Besra została przyjęta do szpitala z powodu silnego bólu brzucha. Badanie USG pokazały zmiany nowotworowe macicy. Jej leczenie prowadził doktor Tarun Kumar Biwas oraz ginekolog doktor Ranjan Mustafi. Po wypuszczeniu ze szpitala była nadal leczona w przychodni Medical College w Północnym Bengalu i leczenie zostało skutecznie zakończone w marcu 1999 roku. Końcowe badania pokazały, że guz się cofnął.

    Głównym dowodem tego, że cud się stał, jest oświadczenie samej Moniki Besry, które ujawniła prasa. W tym oświadczeniu Besra opisuje, że cierpiała z powodu straszliwego bólu, spowodowanego gigantycznym guzem w brzuchu. Pożegnała już wszelką nadzieję. Porzuciła rodzinę szukając pomocy w zgromadzeniu Misjonarek Miłości w Kalkucie. Piątego października 1998 roku, w pierwszą rocznicę śmierci Matki Teresy modliła się do niej, a dwie zakonnice, siostra Bartholomea oraz siostra Ann Sevika, zdjęły srebrny medalion z wizerunkiem Matki Teresy ze ściany i położyły go na Monice z czarną wstążka bezpośrednio nad guzem. Ból zniknął tej nocy i nigdy nie wrócił. Jej brzuch malał i o świcie poczuła, że guz zniknął. Została cudownie uleczona!

    Monica Besra pochodzi z wioski w Dulidnapur. Nie potrafi czytać ani pisać, mówi tylko w języku swojego plemienia i kilka słów w bengali. Do niedawna nie była chrześcijanką. Jej oświadczenie napisane jest w poprawnym angielskim języku i wskazuje na dobrą znajomość katolickiej wiary. Jest mało prawdopodobne, aby ten tekst był napisany lub podyktowany przez nią osobiście. Nie można jej o to zapytać, Monica Besra zniknęła, nie widziano jej od czasu, kiedy jej nazwisko przedostało się do mediów.

    http://www.listyznaszegosadu.pl/nowy-ateizm-i-krytyka-religii/kosciall-katolicki-i-jego-cuda
    #ateizm #chrzescijanstwo #bekazkatoli #religia #cudanakiju #rozrywka
    pokaż całość

    •  

      @robert5502: > Fakt posiadania na stanie blisko dziesięciu tysięcy świętych oznacza, że Kościół zaaprobował z okazji ich kanonizacji około 20 tysięcy cudów
      Nie. W starożytnym Kościele miejscowi biskupi decydowali o kanonizacji. Odniosłeś się tylko do najnowszych zasad.

    •  

      @lordus2: Nie ja jestem autorem. Jezeli masz jakies uwagi napisz w komentarzach pod artukulem. Link nasz na dole znaleziska.

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Szczęść Bożę!

    Proszę o wsparcie w modlitwie! Moje życie się sypie. Wszystko się psuje: związek, praca, studia, otaczają mnie ludzie, którzy mnie ranią. Wszystko na raz!

    Proszę o modlitwę o siłę aby przetrwał tą próbę. Po woli tracę zmysły. Muszę to wszystko jakoś przeczekać i rozwiązać te problemy. Nie mam już siły, nie wiem jak sobie z tym poradzić.

    Zwierzam swoje życie Bogu! W Nim Wiara, Nadzieja i Miłość.

    Dziękuję Wam! Bóg zapłać!

    #wiara #katolicyzm #kosciol #religia #chrzescijanstwo #pomocy #anonimowemirkowyznania
    pokaż całość

  •  

    Według stanu na 2007 rok, badania pokazują, że typowy ateista, to osoba mniej autorytarna i słabiej ulegająca sugestii, częściej w związku małżeńskim, bardziej tolerancyjna wobec innych, przestrzegająca prawa, mniej dogmatyczna, mniej uprzedzona, współczująca, sumienna, dobrze wykształcona i o wysokiej inteligencji

    Zmieniło się coś? ( ͡° ͜ʖ ͡°) #gimboateizm #ateizm #chrzescijanstwo #katolicyzm #bekazkatoli pokaż całość

  •  

    Hans Egede, nazywany apostołem Grenlandii dotarł tamże w 1721r. i rozpoczął swoją działalność misyjną. Jednak nie nauczał zamieszkałych tam Norsów, którzy rzekomo mieli tam mieszkać, jako potomkowie przybyłych tam pod koniec Xw. Wikingów. Egede napotkał Inuitów i to na nich skupił swoje zainteresowanie. Przełożył na tubylczy język(inuicki) teksty chrześcijańskie. Jednak musiał dokonać pewnych koniecznych zabiegów w swoich tłumaczeniach. Mianowicie, Inuici nie znają chleba, nie mają o nim żadnego wyobrażenia.
    Z tego powodu w tekście modlitwy Ojcze nasz, fragment chleba naszego powszedniego... przełożył na daj nam naszą codzienną fokę...
    #grenlandia #religia #chrzescijanstwo #antropologia #inuici
    pokaż całość

    •  

      @nicky_santoro: Ależ to słabe, banalne przełożenie skomplikowanej symboliki. Nie pytam, jak to wyglądało przy wyjaśnianiu innych zagadnień. Z drugiej strony "krzewiciele prawdy" zazwyczaj nie odnotowywali interpretacji ich własnych wyjaśnień, przyjmując wszystko na dobrą monetę. Po prostu niektórzy nie są dysponowani do przekładów międzykulturowych.

  •  

    "Nie ma piękniejszej rzeczy na Ziemi od miłowania Boga całym swoim sercem. W chwili śmierci największy wyrzut sumienia stanowić będzie fakt, że nie staliśmy się święci. Minuta po minucie stawajcie się świętymi i czyńcie wszystko dla miłości."

    #wiara #katolicyzm #chrzescijanstwo #cytaty

  •  

    #religia #chrzescijanstwo
    Czy Bóg wiedział, że teraz napiszę ten wpis i wkleję tu lennyfejsa w okularach?
    (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

  •  

    Kilka tygodni po tym, jak Malta wprowadziła małżeństwa homoseksualne i kilka miesięcy po tym, jak jej biskupi uznali, że cudzołóstwo nie jest - w istocie grzechem - a osoby rozwiedzione w ponownych związkach mogą przystępować do Komunii świętej - w tajemniczy sposób doszło do zawalenia się dachu jednego z najstarszych Kościołów na Malcie.

    Kościół franciszkanów pod wezwaniem Matki Jezusa został ukończony w 1500 roku i jest jednym z najstarszych na wyspie. W środę rano, gdy franciszkanie otworzyli go, by odprawić mszę świętą okazało się, że na ołtarz spadł dach. W ubiegłym roku kościół był remontowany, i nikt nie wie, co takiego się stało, że dach spadł na ołtarz.

    Zdaniem jednak części obserwatorów odpowiedź jest prosta. - W dawniejszych czasach taka sytuacja byłaby odczytywana jako znak - napisano na stronach Lepanto Istitute. Ten rozpad kościoła to znak, symbol sytuacji Kościoła na Malcie. Jego biskupi od dawna nie tylko nie protestują przeciwko rozpadowi chrześcijańskiej moralności (jedną z liderek ruchu na rzecz zmiany prawa, tak by wprowadzić do niego tzw. „małżeństwa homoseksualne) była aktywistka katolicka, której biskupi nigdy nie przywołali do porządku), ale sami się do niej przyczyniają, choćby przez dopuszczenie do Komunii świętej osób rozwiedzionych w ponownych związkach i próbę teologicznego uzasadniania takiej sytuacji.

    Trzeba mieć też świadomość, że… Bóg, aby ostrzegać ludzi, dawać im znaki może wykorzystywać także zjawiska naturalne lub takie właśnie wydarzenia. Warto o tym pamiętać i czytać znaki, jakie są nam dawane.

    pokaż spoiler źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1858096050887259&set=a.116700778360137.13803.100000606459200&type=3

    #4konserwy #wiara #chrzescijanstwo #katolicyzm #kosciol #ciekawostki
    pokaż całość

    •  

      @abcde:
      "Szkoda, że będąc najpotężniejszą istniejącą siłą woli pozostać bierny na realną i masową krzywdę ludzką jak chociażby holokaust a reaguje na penisa jednego faceta w dupie drugiego."

      Wszedłem tu tylko poczytać ogólny hejt, ale muszę przyznac że to co piszesz tak bardzo wieje pseudo gimnazjalno-intelektualna argumentacja że aż musiałem skomentować :p

      Brawo! Należy ci się medal z ziemniaka :D
      pokaż całość

    •  

      @Lotczyk: dzięki bracie :)

    • więcej komentarzy (39)

  •  

    Mireczki powiedzcie mi jak to jest, że osoby, które popierają bicie dzieci są zarówno katolikami. Jak pójdzie taka osoba w niedziele do kościoła, wyspowiada się, wraca do domu i bije dziecko to nie jest grzech? A co takie dziecko ma robić w tej sytuacji, sprzeciwić się temu czy nadstawić drugi policzek i znosić napierdalanie tak jak Jezus powiedział? Ma być później wdzięczne rodzicom bo czcij ojca swego i matkę swoją czy może czuć urazę do nich?

    Spotkałem się na wykopie nawet ze stwierdzeniem, że dzieci są bite dla ich dobra. To np, żonę też można bić dla jej dobra? W końcu jest słabsza od mężczyzny, więc taki cwaniak nie musi się obawiać, że odda. Albo niepełnosprawnych, też mają problemy ze zrozumieniem niektórych rzeczy, to po co im tłumaczyć jak można napierdalać? Dobrze was zrozumiałem wykopki?

    Od razu mówię, że powołuję się na katolików bo mieszkam w Polsce. Chciałbym poznać wasze zdanie na ten temat.

    #logikarozowychpaskow #logikarozowychpaskow #katolicyzm #mirkomodlitwa #chrzescijanstwo #wiara #religia #prawo
    pokaż całość

    źródło: m.ocdn.eu

    •  

      @Philopolemus_Fronius:

      1. Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go - w porę go karci. (Prz 13,24)

      2. W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi ją stamtąd. (Prz 22,15)

      3. Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz - nie umrze. Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę. (Prz 23,13-14)

    •  

      @dendrofag: ty to masz kurwa na wszystko cytacik :D co ty na to: Nikt, kto ma zgniecione jądra lub odcięty członek, nie wejdzie do zgromadzenia Pana. twój buk nie kocha kastratow?

    • więcej komentarzy (28)

  •  

    albo to jak postrzegany jest Bóg! To jest intrygujące nie? (zawsze chciałem zacząć posta od połowy)

    Źle, że wrzuciłem to zdjęcie poglądowe bo zostaliście nakierowani ale jestem pewien, że gdyby was spytać - wierzących i niewierzących o to jaki obraz kreuje im się w wyobraźni gdy myślą o Bogu byłoby to co jak na załączonym obrazku. Siwobrody mędrzec odziany OBOWIĄZKOWO w jakąś togę (najlepiej śnieżno białą!). Nawet jeśli akurat nie siedzi na chmurze - co też jest częścią jego wizerunku to mniej więcej wygląda właśnie tak.

    Nie wydaje wam się, że pora zaktualizować nasze postrzeganie Boskości? Obrazy Boga były bardzo aktualne w czasach gdy powstawały. Bóg ubrany był jak mędrzec z tamtych lat. Niestety w taki sposób dziś go dalej widzimy. Ale to nie jest najlepsze! Wiecie co jest lepsze?

    To co widzimy myśląc o stworzeniu świata. Ot mamy przed oczami siwobrodego starca, który ... no właśnie który co? Większość zapytanych przeze mnie znajomych mówi, że nie myślało nigdy o tym no ale jest to coś w stylu "macha ręką i tworzy świat". xD Dobre nie? Wiecie jak to brzmi? Jak efekt procesu myślowego filozofa czasów starożytnych. Bo jak taki gość i kolejni mędrcy jeszcze setki lat po nim mieli sobie wytłumaczyć stworzenie świata? Tylko jako coś kompletnie niepojętego. Więc mamy przed oczami starca, który macha dłonią jak czarodziejską różdżką i PUFF tworzy świat.

    Ale przecież... Musimy brać pod uwagę jedną szalenie istotną rzecz. Bóg jest BOSKI. I jego wiedza jest niewyobrażalnie potężniejsza od naszej. I trwamy w momencie w którym cieszymy się nowinkami technicznymi, gadżetami, spacexem i wirtualną rzeczywistością jednocześnie widząc Boga jako sędziwego staruszka na chmurce. Przecież on w tej swojej todze wygląda jak by nie ogarniał pojazdów napędzanych ropą a co dopiero nano technologii. I tu następuje moja rozkmina. Przecież Bóg musi być SZALENIE dalej zaawansowany od nas technologicznie. Wiem, że to dziwnie brzmi ale dla niego nasza wiedza jest ziarnkiem piasku na pustyni. Czaicie? Bóg nie stworzył świata machnięciem ręki. Kurwa niczego nie da się stworzyć machnięciem ręki! Dlaczego do chuja ciągle wierzmy w to, że Bóg użył jakiejś magii do tworzenia.. Przecież tworzy się technologią. Bóg nas zaprojektował i stworzył zajebiście zaawansowanym programem. I wcale nie siedzi w todze na chmurce i nie wygląda jak Sokrates. Hmm... Myślę, że takie podejście do sprawy byłoby przełomowym momentem, który połączyłby dwa światy - religii i nauki.

    Jak to widzicie wierzące Mirki? Nie myślicie czasem o takich sprawach? Wołam do dyskusji wierzących i niewierzących, myślicieli, filozofów i umysły ścisłe ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #wiara #religia #ateizm #chrzescijanstwo #technologia #nauka #filozofia #przemyslenia #przemysleniazdupy
    pokaż całość

    źródło: wf1.xcdn.pl

  •  

    Papież Leon X - handel odpustami

    Po objęciu urzędu papieża w 1513 roku, Leon X stał się mecenasem sztuki i zajął się renowacją kaplicy Sykstyńskiej. Zatrudniał Michała Anioła, Rafaela i innych słynnych artystów, którym płacił pokaźne sumy. Niestety, skarbiec szybko opustoszał, więc papież wpadł na pomysł sprzedawania odpustów i urzędów kościelnych. Jeśli ktoś miał kasę, mógł sobie kupić odkupienie wszystkich grzechów albo urząd biskupa. Mimo tego po jego śmierci skarbiec papieski świecił pustkami.

    #historiajednejfotografii #historia #chrzescijanstwo #ciekawostki
    pokaż całość

  •  

    #bekazkatoli #katolicyzm #ateizm #religia #chrzescijanstwo

    Jeżeli katolicy nie modlą się do obrazów, to dlaczego specjalnie dla jednego obrazu organizowane jest święto za setki tysięcy (może miliony?) złotych- święto, gdy zwykły namalowany przez człowieka obraz zaczęto obsypywać klejnotami, których ani obraz jako przedmiot ani Maryja w ogóle nie potrzebują?

    Mówię o jutrzejszych obchodach 300-lecia koronacji obrazu MB Częstochowskiej na Jasnej Górze. Wystarczy spojrzeć na codzienne apele jasnogórskie by się przekonać, że coś tutaj jest nie tak- obraz otoczony złotem ze specjalną zasłoną, która podnosi się przy akompaniamencie trąb jakby ludzie przychodzili na audiencję do monarchy, ale monarchy nie ma- jest obraz, który ani nie przemawia ludzkim głosem ani nie gestykuluje, ani nie wydaje rozkazów, a gdy został koronowany to nasz kraj był już głęboko w dupie i niedługo potem zniknął z map Europy.
    Po za tym- gdyby to było święto Maryi to nie byłoby to święto jednego obrazu, a wszystkich jej obrazów w całej Polsce, a może i świecie. Tymczasem setki tysięcy pielgrzymów będą oddawać cześć lokalnemu złotemu cielcowi. Bo nie wiem, czy wiecie, ale Maryja o ile jest, to jest tylko jedna, a nie tysiące.
    Kogo katolicy chcą oszukać?? Jakby nie byli bałwochwalcami to by setkami tysięcy nie zapieprzali przez cały kraj do jednego obrazu, bo Maryja to nie sieć komórkowa i jeśli jest, to jest wszędzie.

    Warto jeszcze dodać, że biskupi spotykając się na uroczystościach będą gadać o tym jak skuteczniej dojebać Polakom zakaz handlu w niedzielę, także żyjemy w pięknym kraju. Ciekawe, czy Maryi, Matce Boga, spodobałoby się, gdyby im pokazać, że ich przedstawiciele niczym komuchy narzucają wolnym ludziom z wolną wolą takie zakazy.

    PS. Macie jeszcze tag #gimboateizm bo się zesracie.
    pokaż całość

    •  

      @RezuNN: Inne tłumaczenie, wg Biblii tysiąclecia - "i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko." Według mnie tutaj już jest napisane, że nie miał. No ale wiadomo, tu literówka, tu złe tłumaczenie i wszystko już inaczej wychodzi jak sam napisałeś.

      I to z tym katechizmem miałeś akurat rację, bo "Wtedy Jan powiedział do niego: Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto w twoim imieniu wypędzał demony, a nie chodzi z nami. Zabranialiśmy mu więc, bo nie chodzi z nami. 39 Ale Jezus powiedział: Nie zabraniajcie mu. Nie ma bowiem nikogo, kto czyniłby cuda w moim imieniu i mógł tak łatwo źle o mnie mówić." Marka 9:38-39. Według mnie z tego cytatu wynika, że nie trzeba należeć do jednego słusznego kościoła i robić wszystko pod dyktando, wystarczy służyć Bogu i Jezusowi. Jeśli by trzeba było być posłusznym jednemu kościołowi, to Jezus by powiedział do uczniów "no ok, dobrze zrobiliście". Tak mi się wydaje przynajmniej ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      I raczej w piekle się nie płonie. Raczej piekłem jest nazywane oddalanie się od Boga poprzez odrzucanie go, a więc i oddalanie się od doskonałości i ideału, co jest wystarczającym piekłem i tragedią.
      pokaż całość

    •  

      Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał, i nie będziesz im służył, gdyż ja Pan, Bóg twój, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a okazuje łaskę do tysiącznego pokolenia tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.
      2 Mojż. 20:4-6 (por. Wj 20,4-6 BT)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (32)

  •  

    Potrzebuję drobnej pomocy.

    Od pewnego czasu nagrywam filmy na temat Biblii i aktualnie przygotowuję się do nagrania odcinka Q&A z pytaniami zebranymi z netu.

    Postanowiłem zebrać trochę pytań tutaj, na mikroblogu.

    Jeśli jest w Biblii coś, co bardzo Cię interesuje/szokuje/dziwi/denerwuje/zastanawia, to zadaj proszę pytanie, a ja postaram się na nie odpowiedzieć w najbliższym odcinku.
    Postaram się odpowiedzieć na wszystkie sensowne (takie na które da się znaleźć odpowiedź) pytania - można pytać także o #ciekawostki ( ͡º ͜ʖ͡º)

    Mam prośbę, aby pytania miały max 2-3 zdania per pytanie - muszę je odczytać podczas filmu i nie chciałbym odczytywać całej kartki A4 z jednym pytaniem ;)

    pokaż spoiler zajmuje się tematem BIBLII od strony naukowej - nie tematem kościoła katolickiego, jego historii i nie tematem wiary, jej sensu itp. Na tych tematach się nie znam.


    pokaż spoiler ejj... ale wiecie, że ja nie jestem wszechwiedzący i czasami odpowiedź może brzmieć "nie mam zielonego pojęcia" (po uprzednim wertowaniu Biblii przez N dni)?


    #biblia #chrzescijanstwo #ateizm #wiara #nauka #pismoswiete #kosciol #pytanie #katolicyzm #religia
    pokaż całość

    •  

      @imlmpe:
      Skąd na świecie wzięli się ludzie o innym kolorze skóry skoro Adam i Ewa byli biali?

      Skąd na świecie wzięli się ludzie skoro według biblii Adam i Ewa mieli samych synów?

    •  

      @imlmpe: nie wiem czy jeszcze można pytać, ale sam mam dwie zagwozdki:
      1. Jak Biblia odnosi się do ludzi, którzy nie zostali ochrzczeni, nigdy nie mieli okazji poznać chrześcijaństwa, ale w swoim życiu nie popełnili poważnych grzechów lub praktykowali inną religię swoich przodków, czy mają szansę trafić do raju?
      2. Jak Biblia odnosi się do teorii ewolucji?

    • więcej komentarzy (15)

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #chrzescijanstwo

0:0,1:0,1:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0