•  

    Ludzie wierzą, że Ewangelie spisał Marek, Mateusz, Łukasz i Jan - właśnie, "wierzą":

    Bart Ehrman: "Wiarygodność Ewangelii oraz Zmartwychwstanie Jezusa" - czyli o tym, dlaczego Ewangelie NIE są źródłem historycznym na temat zmartwychwstania.

    https://www.youtube.com/watch?v=4vpsrIVWunc

    Między innymi:
    - kiedy powstały Ewangelie?
    - kim byli autorzy Ewangelii?
    - jakie cechy powinno mieć dobre źródło historyczne?
    - jakie pojawiają się sprzeczności w Ewangeliach? (to raczej jako ciekawostka, bo po tylu latach takie różnice są czymś raczej normalnym)

    W filmie nie pojawia się ten temat, ale warto dodać informację o innych potencjalnych źródłach historycznych na temat Jezusa: nie chodzi o te kilka źródeł które podają ogólne informacje o Jezusie, ale o te które milczą:

    "Milczenie autorów, którzy zlekceważyli nie tylko takie rzekome cuda, jak rozdarcie zasłony czy zaćmienie Słońca, lecz nawet samą postać Jezusa, uprzytamnia nam pewne psychologiczne zjawisko: rozdźwięk między rzeczywistością historii a rojeniami żyjących w odosobnieniu pierwszych gmin chrześcijańskich, pozostających w kręgu swoich wierzeń, między obojętnym otoczeniem grecko-rzymskiego społeczeństwa a garstką wtajemniczonych sióstr i braci w Chrystusie, upojonych pięknem swoich nieziemskich zachwyceń i tęsknot." - Zenon Kosidowski

    Cykl wpisów: #dlaczegoateizm? - ateizm, religia, argumenty za / przeciw z pozycji ateisty - zapraszam do obserwowania ;)

    #historia #ateizm #religia #chrzescijanstwo
    pokaż całość

    źródło: img.youtube.com

    •  

      @Racjonalnie: Ja cały czas piszę o dociekaniu faktów a nie o domysłach. Jeżeli jakiś historyk w przyszłości odrzuci współczesne teksty tylko dlatego że raz będzie pisało że myszka to gryzoń a dalej że myszka to coś do komputera to będzie idiotą a nie historykiem. Podobnie jest z Paschą, bez dodatkowej wiedzy /nie domysłów/ historyk odrzucający tekst tylko dla tego że nie wnikną dalej jest idiotą. Wykorzystuje naiwność i niewiedzę innych dla własnych korzyści. pokaż całość

    •  

      @Handyman: o to dociekanie faktów chodzi :)
      Raczej wątpię, że taki ktoś o tak pominął sobie wszystkie kwestie związane z Paschą, aby wyszło "na jego" i nie wnikał dalej (nie mówię o tym krótkim filmiku, ale o całości jego twórczości).
      Wyjaśnienie z Paschą znam - aż ciekawość rośnie co Ehrman ma na swoją obronę, może się skuszę i kupię tę książkę ("Przeinaczanie Jezusa"), bo to dla mnie nowy teren, może się wciągnę... :) pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    Marcjon z Synopy: facet, który Stary Testament wyrzucił do kosza

    Choć termin „herezja” w popularnym obiegu kojarzy się raczej ze średniowieczem, to ich największy wysyp miał miejsce dużo wcześniej, w czasach gdy na Ziemi żyli jeszcze ludzie osobiście pamiętający cieślę z Nazaretu.

    W pierwszych trzech wiekach chrześcijaństwa, oparta na dosyć rachitycznych i świeżo spisanych podstawach, mocno rozdrobniona religia była szczególnie podatna na wpływy obce, które nadciągały z różnych stron. Stare religie Imperium Rzymskiego, nierzadko pociągające swoją tajemniczą aurą oraz popularna w nieodległej egipskiej Aleksandrii filozofia neoplatońska (której najdoskonalszym przedstawicielem był w późniejszym czasie Plotyn) kusiły, by je z nową wiarą połączyć.

    Co czyniono na różne, niekoniecznie ortodoksyjne sposoby

    Na samym początku największą sympatią „synkretyków” cieszył się gnostycyzm. Gnostycy byli starsi od chrześcijaństwa, jednak początkowo nie mieli oni w sobie wiele uroku i kryli się na marginesie religijnej sceny Cesarstwa. Zmieniło się to wraz z powstaniem chrześcijaństwa, którego zasadniczy element, odkupieńcza męka Chrystusa bardzo gnostykom przypasował.

    Gnostycy uważali, że istnieją dwa światy

    Jeden, materialny, jest kompletnie zły. Kompletnie! Wszystko co jest złożone z materii nie zawiera w sobie ani odrobiny dobra, nawet jeżeli wydaje się nam, że przynajmniej czasami jest inaczej. Z drugiej strony, świat duchowy jest światem całkowicie dobrym, nieskalanym żadnym złem. Naturalnie nie było to takie proste, u gnostyków istniało multum walczących ze sobą bytów pośrednich (zazwyczaj wszelkiego rodzaju bóstwa czczone gdzieś na wschodzie Cesarstwa, a nawet wąż, który namówił Ewę do zjedzenia słynnego owocu), jednak nie będziemy się tu tym zajmować. Istota jest prosta: świat materii – czyste zło, świat ducha – czyste dobro.

    Do istoty tej ograniczył się Marcjon z Synopy, działający w pierwszej połowie II wieku

    Uznał on nie tylko istnienie dwóch światów, lecz również dwóch Bogów. Bóg numer jeden, to Bóg Starego Testamentu – Jahwe czy też demiurg, stworzyciel tego świata. Nie jest on do końca zły, bardziej pasowałoby tu słowo „sprawiedliwy” lub „surowy”. Jahwe stworzył świat ułożony na prostej zasadzie: winy i kary. Marcjon wczytując się bardzo dosłownie w treść Starego Testamentu doszedł do wniosku, że osoba która wymaga tak rygorystycznego przestrzegania różnych pozornie głupich przepisów pod najwyższymi karami nie może być postacią dobrą i kochającą, a świat przez nią stworzony nie jest, delikatnie mówiąc, najprzyjemniejszym miejscem.

    Jednak obok „sprawiedliwego” i „surowego” istniał też drugi Bóg - Najwyższy, o którym, co ciekawe ani ludzie, ani nawet sam Jahwe nie mieli pojęcia. Bóg ten miał być Bogiem pełnego miłosierdzia i litości nad ludzkimi nieszczęśnikami żyjącymi pod despotyczną władzą Jahwe.

    Istnienie tego Boga wyszło na jaw, gdy zabity na krzyżu został Chrystus, będący jego posłańcem.

    Dzięki kaźni Chrystusa, którą miał, co ciekawe, zgotować nieświadomie Jahwe, ludzie dostąpili możliwości poznania (gr. gnosis, teraz nazwa tych sekt jest chyba jasna) Boga Najwyższego, która miała prowadzić do zbawienia duszy. Podstawą tego poznania było uznanie, że Jezus Chrystus nie jest „Mesjaszem” ze Starego Testamentu. „Mesjasz” miał być, podobnie jak wszyscy prorocy posłańcem „starego” Boga.

    Oczywiście Chrystus nie powiedział w Nowym Testamencie jasno, że jest posłańcem „tego drugiego Boga”

    Marcjon więc, po poważnej lekturze, uznał za konieczną zmianę kanonu chrześcijańskich pism. Jak napisałem już w tytule, do kosza poleciał cały Stary Testament, gdyż zawiera z założenia fałszywe nauki Jahwe. Jedyne natchnione pisma to „oczyszczona” Ewangelia Łukasza i większość listów apostolskich Pawła z Tarsu. Tego ostatniego zresztą uważał Marcjon za jednego z nielicznych oświeconych ludzi, którzy właściwie poznali naturę Chrystusa jako posłannika tego „dobrego” Boga.

    Dla tych, którym spodobał się pomysł odrzucenia starotestamentowych przepisów w całości nie mam dobrych informacji

    Marcjon promował bowiem totalną ascezę i wyrzeczenie się dóbr materialnego (czyli złego) świata. Najwyżej wtajemniczonym zabronione było nawet zawieranie małżeństw i płodzenie dzieci. Ale nie wszyscy tak uważali, istniały bowiem sekty gnostyckie, które uważały, że prawdziwe poznanie nastąpi po odrzuceniu podziału na dobro i zło, co kończyło się licznymi orgietkami...

    Marcjon nie był bynajmniej małym epizodem w historii religii

    W II i III wieku marcjoniści i gnostycy stanowili prężny ruch, który całkiem poważnie zagrażał Kościołowi. Co więcej, główna koncepcja gnostycka: dualizmu złego świata materii i dobrego świata ducha regularnie powracała przy okazji różnych herezji w świecie chrześcijańskim. Nawet dziś znajdziemy sekty do tej ideologii nawiązujące.

    Marcjon to jednak przede wszystkim ten, który Stary Testament po przyjściu Chrystusa uznał za nieaktualny

    Nawet współczesny katechizm Kościoła Katolickiego (podobnie jak i inne, główne wyznania chrześcijańskie) wprost go za to potępia. Warto o tym pamiętać, bo stałym elementem gimbodyskusji o religii jest podparta wyrwanymi z kontekstu cytatami z Biblii teza, że Chrystus Stary Testament zniósł.

    Nie znam się – może i zniósł. Szkoda, że większość chrześcijan o tym nie wie.

    Bibliografia:
    W. Tatarkiewicz – Historia filozofii Tom 1: Starożytność i średniowiecze
    M. Simon – Cywilizacja wczesnego chrześcijaństwa
    S. Runciman – Manicheizm średniowieczny

    Wpis się podobał? Polub mój profil na Facebooku (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    #filozofiadlajanuszy #filozofia #religia #chrzescijanstwo #historia #zainteresowania #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu
    pokaż całość

    •  

      @loginnawykoppl: W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że ta koncepcja (oprócz, oczywiście, zamiłowania do substancji psychoaktywnych :] ) mocno wywarła wpływ na życie i twórczość Philipa K. Dicka, co uwidacznia się chociażby w "Valisie" tegoż.

    •  

      @loginnawykoppl:
      Takim tytułem uzupełnienia. Ciekawostką nich będzie fakt, że idee zawarte w gnozie towarzyszą kulturze europejskiej od bardzo dawna. Pitagoras już był wyznawcą orfizmu, a orfizm to VII wieku p.n.e. Wspólnym mianownikiem tych wierzeń jest wiara w reinkarnację. Echa tych idei odnajdujemy w kabale żydowskiej, sabataizmie, frankizmie i chasydyzmie polskich Żydów, sufizmie islamskim, w druzimie, alawzimie, jezydyzmie. Wszędzie występuje wiara w reinkarnację.
      Pozwolę sobie na wklejenie definicji gnostycyzmu z PWN, która myślę jest dość ciekawa zważywszy na wątek XIX i XX wiecznych kontynuacji.

      gnostycyzm [gr. gnōstikós ‘poznawczy’], ogólna nazwa nurtów myślowych opartych na gnozie, rozwijających się II–III w. we wschodnich prowincjach cesarstwa rzymskiego.
      wątki myślowe zapowiadające właściwy gnostycyzm w sposób niewyraźny (tzw. pregnostycyzm, m.in. apokaliptyka żydowska z Kumran) oraz wyraźny (tzw. protognostycyzm: różne doktryny irańskie i indoirańskie, orfizm, pitagorejczycy, platonizm) pojawiły się w II w. n.e.; gnostycyzm klasyczny ukształtował się w II–III w. we wschodnich prowincjach cesarstwa rzymskiego, a jego twórcy (m.in. Bazylides, Walentyn, Marcjon z Synopy) łączyli wątki filozofii hellenistycznej z religijnymi wątkami judaizmu i chrześcijaństwa, dając początek pierwszym szkołom gnostyckim; zwalczany w imię ortodoksji chrześcijańskiej przez Ojców Kościoła, gnostycyzm wpłynął m.in. na manicheizm; w średniowieczu do gnostycyzmu nawiązywały rozmaite sekty chrześcijańskiej (m.in. bogomolcy, katarzy), muzułmańskie (isma’ilici) oraz żydowskie kabała; w okresie nowoż. gnostycyzm przejawił się w renesansowym hermetyzmie (np. M. Ficino), protest. teozofii (J. Böhme) oraz ideologii różokrzyżowców i purytanów; rzeczywiste odrodzenie gnostycyzmu nastąpiło w XIX w., wpływając na strukturę i treść wielu nurtów kultury; wśród przedstawicieli gnostycyzmu współczesnego wymienia się twórców XIX-wiecznego idealizmu niemieckiego (J.G. Fichte, F.W.J. Schelling, F. Schleiermacher, G.W.F. Hegel), mistycyzmu rosyjskiego (S. Bułgakow, P. Fłorenski) oraz twórców spirytyzmu (A. Kardec), teozofii (H. Bławatska, A. Besant), antropozofii (R. Steiner); główne wątki gnostyckie wystąpiły również w ideologii marksizmu i narodowego socjalizmu, w egzystencjalizmie (J.P. Sartre, M. Heidegger) i w koncepcjach twórców współczesnej psychologii (S. Freud, C.G. Jung, A.H. Maslow, C.R. Rogers); za formę gnostycyzmu można uznać ruch New Age, w ramach którego rozwija się m.in. tzw. neognoza, reprezentowana przez naukowców z amerykańskich uniwersytetów w Princeton i Pasadenie.


      To też ciekawe: Gilgul -https://pl.wikipedia.org/wiki/Gilgul
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (23)

  •  

    W dzisiejszym odcinku spróbujemy zrobić sobie małe podsumowanie i przybliżyć życie oraz kształt wczesnych wspólnot chrześcijańskich. Ich badanie nastręcza wiele problemów historykom. Jest to spowodowane przede wszystkim brakiem źródeł i wspominanym już faktem, że na tym etapie chrześcijaństwo było czymś bardzo płynnym i niejednorodnym. Problemy te próbuje się obejść studiując współczesne małe wspólnoty. Oczywiście uczeni zdają sobie sprawę z rozlicznych różnic. W końcu przedmioty badań dzieli jakieś 1900 lat. Nikt nie upiera się, że wyniki takich badań można przenieść w stosunku 1:1. Mogą nam one jednak dać jakieś wyobrażenie i wgląd w życie tamtych wspólnot. No i nie bardzo możemy wybrzydzać, bo za wiele asów w rękawie nie mamy.

    Freeman odwołuje się do badań Jamesa Aulta, studiującego baptystów w USA. Przeciętna badana przez niego kongregacja liczyła około 100 członków. Umiejętności organizacyjne i społeczne pastora były kluczowe dla przetrwania danej grupy zaraz obok atmosfery panującej wśród jej członków. Był to efekt ostrej rywalizacji między kongregacjami. Wierni lub poszukujący mieli duży wybór- w każdym miasteczku działało co najmniej kilka. Z tego też powodu kościoły opierały się głównie na strukturze, nazwijmy to, rodowej. Jedna rodzina stawała się członkiem kongregacji, po czym wciągała do niej innych członków rodu- kuzynów, wnuków, rodzeństwo etc.

    Aulta postawił tezę, że wspólnoty nie służyły tylko wyrażaniu takich czy innych poglądów religijnych, ale także (a może i przede wszystkim) wzmacnianiu więzi rodzinnych i sąsiedzkich między członkami kongregacji. Nawet te wspólnoty które twierdziły, że opierają się na literalnej interpretacji Biblii pomijały lub nie przywiązywały dużej wagi do niepasujących im fragmentów. Cechą wszystkich wspólnot było tworzenie własnych interpretacji chrześcijaństwa i każda wspólnota (mimo, że korzystały z tej samej wersji Biblii), skupiała swoją uwagę na innych tekstach.

    Wspólnoty rozpadały się jeśli dochodziły do takiej liczby wyznawców, że niemożliwym było aby liderzy mogli utrzymywać zażyłe kontakty z każdym z członków. Wzrost liczb sprzyjał również pojawianiu się sporów na tle doktryny, które niemal zawsze były odbiciem personalnych konfliktów i niesnasek. Innymi słowy gra między wspólnotą a wierzeniami była wzajemna- wierzenia kształtowały wspólnotę a wspólnota kształtowała wierzenia.

    Nietrudno odnieść to do czasów wczesnochrześcijańskich. Skoro baptyści, korzystający z tego samego zestawu tekstów, potrafili wyciągać krańcowo różne wioski, to co musiało się dziać gdy mówimy o wspólnotach które korzystały z różnych tekstów? Skoro wspólnoty rozpadały się co jakiś czas, rozsadzane konfliktami, pojawianiem się nowych kongregacji, liderów etc. to nie trudno skojarzyć ten fakt z panicznym strachem pierwszych chrześcijan przed “fałszywymi nauczycielami”. Dodajmy do tego fakt, że baptyści badani przez Aulta to przedstawiciele jednej kultury, posługujący się tym samym językiem. Pierwsze wspólnoty chrześcijańskie- dokładnie na odwrót.

    Że były to problemy palące potwierdza tak zwane Didache („Nauczanie Pana do narodów przekazane przez przez 12 Apostołów)”. Dzieło to powstało około 100 roku i było jedną z najwcześniejszych (zachowanych do naszych czasów) prób zdefiniowania wierzeń i sposobów postępowania akceptowalnych w ramach wspólnoty. Problem polega na tym, że inne wspólnoty również podejmowały tego typu próby, tylko, że niekoniecznie dochodziły do takich samych wniosków. To tylko potęgowało zamęt.

    Widać jednak pewne cechy wspólne, może nie dla wszystkich, ale dla znacznej części wspólnot. Przez większą cześć I wieku chrześcijaństwo było apokaliptyczną sektą, oczekującą na wypełnienie się zmian zapowiadanych przez Jezusa i podpieranych później nauczaniem liderów. Paruzja nie była czymś co leżało w odległej przyszłości, ale czymś co znajdowała się zaraz za horyzontem i nadchodziło wielkimi krokami. Życie wspólnot było zatem zaprogramowane pod Wielką Zmianę. Wszystko inne nie było istotne, bo zaraz i tak koniec, a słuchanie Jezusa i jego uczniów miało zapewnić znalezienie się w gronie uprzywilejowanych.

    Zapowiadany koniec jednak nie nadchodził a z biegiem czasu wspólnoty przestały go
    wyglądać. Trzeba było zatem zreformować ich życie, tak aby ich istnienie miało sens w świecie który miał jeszcze przed sobą jakąś przyszłość. Jezus przestał być postrzegany jako zwiastun rychłej Wielkiej
    Zmiany. Kim zatem był i po co zrobił to co zrobił? Tutaj górę zaczęło brać podejście Świętego Pawła. Nie wiemy tylko czy liderzy wspólnot o których mowa inspirowali się nim świadomie, czy kimś innym kto doszedł
    do podobnych wniosków czy też może sami dokonali tej reinterpretacji.

    Jezus stał się Chrystusem, mesjaszem, którego misja była wprawdzie inna niż ta przewidywana przez tradycyjny judaizm, ale nadal była misją zakończoną triumfem i sukcesem. Triumf polegał na odkupieniu
    grzechów, przezwyciężeniu śmierci i otworzeniu ludziom drogi do zbawienia. Kogo obchodzi zwycięstwo nad Rzymianami i odbudowa państwa Izrael skoro można dostąpić wiecznego życia? W tej interpretacji triumf Jezusa nie był zwycięstwem w skali ziemskiej, tylko kosmicznej, wywracał do góry nogami planszę na której do tej pory toczyła się gra.

    Koniec świata nadejdzie w swoim czasie, ale zanim do niego dojdzie wiele pokoleń będzie żyć i umierać. Nie trzeba jednak czekać na Dni Ostateczne, bo ofiara Chrystusa sprawia, że nagroda stała się dostępna dla każdego. Trzeba tylko przeżyć swoje życie postępując w określony sposób i unikając popełniania czegoś co Żydzi, a za nimi chrześcijanie, nazywali grzechem.

    Ta reinterpretacja miała swoje konsekwencje- bo żeby miała sens, należało uznać, że ludzi są grzeszni- inaczej bowiem czego odkupieniem była męczeńska śmierć Jezusa? Wiem, że nie brzmi to szczególnie rewolucyjnie, ale dla pogańskich kultur Rzymu i okolic, nie było to wcale tak oczywiste. Ich religia była bardziej skupiona na czynnościach kultowych i podtrzymywaniu Pax Deorum, stanu w którym bogowie byli przychylni ludziom. Oczywiście ludy te wierzyły, że pewne zachowania są mile widziane a inne nie, ale nie posiadały tak prostej i jasno sformułowanej wykładni jak Żydzi czy później chrześcijanie.

    Wyniesienie Chrystusa do roli zbawcy świata i ludzkości rozwiązywało problem braku apokalipsy i wynosiło wspólnoty chrześcijańskie na inny poziom- z żyjących w oczekiwaniu na ostateczny koniec na pogodzonych z koniecznością radzenia sobie z wyzwaniami życia. Ba! Dawało koncepty jak sobie z tymi wyzwaniami radzić. Podejście to jednak rodziło kolejne problemy. Kim zatem jest zbawiający świat Chrystus? I to było nowe zarzewie konfliktów i podziałów.

    Skoro Jezus nie był Jedynym Bogiem, to jak wyglądała jego z nim relacja? Był mu równy, podporządkowany czy może wręcz ważniejszy od niego? Podejście do tej kwestii było bardzo różne. Możemy jednak wyróżnić kilka głównych poglądów. Wielu widziało Jezusa jako człowieka, ale posiadającego specjalną relację z Bogiem, na zasadzie jakiegoś superproroka. Inny popularny pogląd mówił, że Jezus był odrębnym bytem, istniejącym na długo przed stworzeniem świata i został posłany jako logos, żeby zmienić świat podług woli Boga.

    Niektórzy, jak miejscami autor Jana, posuwali się nawet do twierdzenia, że Jezus jest równy Bogu. Początkowo idea ta wywoływała sprzeciw, szczególnie wśród chrześcijan o żydowskim rodowodzie. To ona
    jednak ostatecznie zatriumfowała i stała się częścią dogmatu o Trójcy, przyjętego w IV wieku. Do tego czas dominującym wśród chrześcijan poglądem był tzw. subordynazcjonizm. Występował on w różnych wersjach
    i niektóre uznawały boski status Jezusa, ale zawsze stawiały go niżej w stosunku do Ojca. Co ciekawe, do IV wieku, był to pogląd przeważający także w kręgach proto- ortodoksyjnych.

    Religijne życie wspólnot chrześcijańskich było skupione na Jezusie, aczkolwiek interpretacje jego roli i natury potrafiły być bardzo różne. Chrześcijanie ogólnie nie mieli łatwo. Oprócz podziałów wewnętrznych mieli także problemy zewnętrzne. Z jednej strony spotykali się z niechęcią ze strony Żydów, zwłaszcza tych o bardziej tradycjonalistycznym podejściu. Wiemy również o prześladowaniach ze strony państwa rzymskiego.

    I tak Tacyt donosi o działaniach Nerona z 64 roku i opisuje chrześcijan skazywanych na ukrzyżowanie, zamienianych w żywe pochodnie i wydawanych na żer dzikim zwierzętom. Niektórzy historycy twierdzą jednak, że Neron nie prześladował chrześcijan celowo. Jego zamysłem było po prostu zrzucenie winy za pożar miasta na „obcych”, w tym Żydów, a chrześcijanie oberwali niejako „odłamkiem”, bo Rzymianie brali ich za jakąś judaistyczną sektę. Brak bowiem przekonywujących dowodów na to, że Rzymianie w siódmej dekadzie I wieku odróżniali Żydów od chrześcijan.

    Mamy również doniesienia o prześladowaniach za czasów Domicjana w latach 90. I wieku, ale materiał źródłowy jest bardzo szczupły, a na jego podstawie wydaje się, że nie była to wielka, zakrojona na szeroką skalę akcja. Raczej uboczny skutek reform religijnych cesarza, który starał się w ten sposób nieco „odkurzyć” tradycyjną rzymską religię. Źródła chrześcijańskie wskazują raczej, że najważniejszym zmartwieniem wspólnot z tego okresu byli „fałszywi nauczyciele” i niekończące się spory, owocujące rozłamami.

    Didache jest dobrym przykładem na to jak wspólnoty próbowały definiować się i wprowadzać rozróżnienia na to co dozwolone i zakazane. Autor, ukazujący się jako uczeń apostołów, mocno opiera się na tradycji żydowskiej tyle, że nieco zmodyfikowanej. Na przykład pisze o konieczności zachowania postów, ale przy innych okazjach niż Żydzi. Większość nakazanych modlitw jest oparta na żydowskich, aczkolwiek prominentne miejsce zajmuje Ojcze Nasz. Podobieństw i zapożyczeń jest tak wiele, że niektórzy badacze twierdzą, że było to dzieło żydowskie, przepisane tak aby uwzględnić potrzeby chrześcijańskiej wspólnoty autora.

    I tak aby stać się członkiem wspólnoty konieczny jest chrzest. Ochrzczony ma prawo brać udział w eucharystiach, które są centralną częścią życia społeczności. Aby pozostać jej członkiem należy przestrzegać określonego kodu moralnego. Większość tego kodu, sądząc po liście grzechów, jest wywiedziona z zasad żydowskich. Dzieło podkreśla również, że członkowie wspólnoty powinni szanować jej duchowych przewodników, „kapłanów”. Wspólnoty z czasów napisania Didache jawią się jako o wiele bardziej stabilne i niejako „ustatkowane”, pogodzone ze światem zewnętrznym.

    Wiemy już, że oczekiwanie na rychłą apokalipsę wypaliło się. Oczywiście nie znaczy to, że w każdej wspólnocie i w takim samym stopniu, sekty apokaliptyczne istniały nadal i część z nich miała się dobrze. Nowym fundamentem zreformowanych ruchów chrześcijańskich było życie wspólnotowe. Stąd nacisk na miłość bliźniego, zwłaszcza w obrębie wspólnoty i stąd powstanie hierarchii i wysoka pozycja liderów religijnych.

    Żeby wspólnota mogła prawidłowo funkcjonować, jej podstawowa komórka, rodzina, musiała być na piedestale. Stąd właśnie nawoływania w listach i innych dziełach z przełomu wieków do niekwestionowania tradycyjnych hierarchii. Żony powinny być posłuszne mężom, dzieci rodzicom, niewolnicy swoim właścicielom. Odpowiedzią na konflikty mogące się pojawić w ramach istniejących hierarchii miały być miłość i szacunek do jakich zobowiązani byli wszyscy członkowie wspólnoty, niezależnie od statusu.

    Z tego też powodu szczególny nacisk kładziono na eucharystię. Była ona rytuałem zespalającym rodziny i jednostki we wspólnotę. Był to nie tylko wspólny posiłek, ale także okazja do wspólnego czytania Biblii (wtedy jeszcze tylko Stary Testament), ewangelii, listów apostolskich i innych tekstów uważanych za autorytatywne. Eucharystia nie tylko ugruntowywała wspólnotę, ale jednoczyła ją wokół idei religijnych. Z tego powodu szybko stała się centralnym rytuałem chrześcijaństwa. Branie w niej udziału było wskazane jeśli delikwent chciał umożliwić swojej nieśmiertelnej duszy dostąpienie zbawienia.

    Kolejnym dokumentem którzy rzuca nieco światła na życie wspólnot chrześcijańskich z przełomu wieków jest I List Klemensa. Jest datowany na 96 rok i jest dowodem na to, że wspólnoty końca I wieku nie tylko zaczęły się hierarchizować, ale także instytucjonalizować. List jest znany przede wszystkim jako źródło podań o męczeńskiej śmierci Piotra i Pawła w stolicy Cesarstwa. Tradycja katolicka uważa Klemensa za jednego z papieży, ale wiele wskazuje na to, że był on tylko jednym z kilku liderów wspólnot chrześcijańskich zamieszkujących Rzym.

    Według współczesnych badań wspólnoty te zachowywały swoją odrębność. Do ich wydzielenia się z judaizmu skupionego wokół synagogi doszło w okolicach 50 roku. Nie znamy szczegółów, ale wydaje się, że to właśnie wtedy miejscowi Żydzi zakazali judeochrześcijanom modlić się w swoich obejściach. Od tamtego momentu większość konwertytów pochodziła z rodzin pogańskich, ale styczność z judeochrześcijanami sprawiała, że orientowali się oni w wierzeniach żydowskich.

    W czasach Klemensa wspólnoty rzymskie były mocno zróżnicowane, a część ich członków rekrutowała się z wyższych warstw społecznych. Jakże różna sytuacja od tej z połowy I wieku, kiedy to część chrześcijan sprzedawała się w niewolę, aby za uzyskane w ten sposób pieniądze wesprzeć bardziej potrzebujących współwyznawców. No dobra, ale gdzie ten instytucjonalizm zapytacie? Oczywiście w czasach Klemensa nie było czegoś takiego jak Stolica Apostolska ani papiestwo, ale głównym celem listu było przywołanie do porządku chrześcijan z Koryntu.

    W Koryncie, jak wiemy z listu, powstała frakcja która sprzeciwiała się porządkom zaprowadzanym przez prezbiterów (z greckiego presbyteros- starszy). Klemens przedstawia się w liście jako osoba uprawniona do przywołania wspólnoty korynckiej do porządku. Na jakiej podstawie?
    Ano, list zaświadcza, że już w tych czasach pojawiły się zaczątki idei zwanej sukcesją apostolską. Sukcesja apostolska zasadzała się na przekonaniu, że niektórzy liderzy pochodzą z linii zapoczątkowanej przez apostołów, a zatem ich autorytet i prawa do rozstrzygania sporów są większe niż w przypadku ich „zwykłych” odpowiedników. Oraz, że ci „zwykli”, jeśli faktycznie mają być tym za kogo się podają, muszą być wyświęceni przez kogoś kto od wywodzi się od apostołów.

    List jest interpretowany jako wymowne świadectwo rodzącej się hierarchii i zaczątków kościoła jako instytucji. Wydaje się, że bardzo egalitarny duch pierwszych wspólnot, był powoli zastępowany tradycyjnym dla judaizmu podziałem na zwykłych wiernych, kler i elitę kapłańską. Po 100 roku, na szeroką skalę pojawiają się wzmianki o biskupach jako zwierzchnikach prezbiterów i diakonów. Świadectwem tego są na przykład listy Ignacego Antiocheńskiego. Przedstawiają one biskupa jako ważną osobistość dla członków wspólnot z którymi jest związany.

    U Ignacego widać także próby podejmowane przez biskupów w celu zwiększenia kontroli nad wspólnotami. Wspomina o swoich staraniach zmierzających do ewidencjonowania i sprawdzania kandydatów do chrztu, osób uprawnionych do organizowania uczt eucharystycznych, wiernych chcących wziąć ślub etc. Czy można sobie wyobrazić lepszą ochronę biskupiej owczarni przed „fałszywymi nauczycielami”? Wyłania się z tego obraz biskupa jako strażnika właściwych nauk i zasad postępowania. I ten obraz promował Ignacy nie tylko u siebie, ale także w czasie swojego pobytu w Italii, zakończonego męczeńską śmiercią.

    No dobrze, ale cały czas mówimy o wspólnotach, biskupach, zmianach, stabilizacji, ale ciągle nie poruszyliśmy najważniejszego tematu- kim byli członkowie tychże grup? Pytanie dobre, ale bardzo trudne, zwłaszcza, że chrześcijaństwo działało na bardzo rozległym terytorium i to, że w jednym miejscu przyciągało wiernych o określonym profilu, nie znaczy, że była to ogólna prawidłowość. Wiemy, że członkowie wspólnot pochodzili z bardzo zróżnicowanych środowisk. W początkowej fazie rekrutowali się oczywiście głównie spośród Żydów. Tradycje i pisma żydowskie grały zresztą dużą rolę w życiu religijnym wielu wspólnot, nawet mimo późniejszych konfliktów ze „starszymi braćmi w wierze”.

    Jeśli chodzi o konwertytów z pogaństwa, to przynajmniej na początku, większość z nich wywodziła się z tak zwanych „bogobojnych”. Bogobojni to zbiorcza nazwa ludzi którzy byli sympatykami judaizmu, ale albo nie chcieli przyjąć tej religii albo nie mogli tego zrobić- wśród Żydów popularny był wówczas pogląd, że Żydem nie można stać się przez konwersję, a przynależność do Narodu Wybranego jest dziedziczna. Dopiero później, z biegiem czasu, chrześcijaństwo zaczęło szerzyć się na coraz większą skalę wśród pogan, którzy nie mieli zbyt wiele wspólnego z judaizmem.

    Pozyskiwanie konwertytów z pogańskich społeczności było o tyle prostsze, że językiem wspólnot żyjących poza Judeą była greka (w samej Judei również nie brakowało greckojęzycznych kongregacji). Wyjaśnia to również fakt dlaczego chrześcijaństwo szerzyło się głównie na wschodzie Cesarstwa. Chrześcijaństwo z biegiem czasu zaczęło posługiwać się także językiem kultury greckiej- wspominaliśmy już reinterpretację roli Jezusa jako logosu. Dodajmy do tego narodziny z dziewicy, zmartwychwstanie czy deifikację, a obraz rozjaśni nam się jeszcze bardziej.

    Jeśli chodzi o podziały klasowe to do wspólnot chrześcijańskich należeli przedstawiciele wszystkich grup społecznych, za wyjątkiem ścisłej elity. Obiegowa opinia mówił o tym, że wcześni chrześcijanie rekrutowali się z niewykształconej biedoty i niewolników. Mit o biedocie wziął się najprawdopodobniej z uwagi jaką zwracali pisarze wczesnochrześcijańscy na pokusy związane z bogactwem. Skoro byli nieufni wobec bogactwa, to znaczy, że wywodzili się z biedoty, prawda? Tyle, że źródła mówią co innego. I to bardzo wczesne źródła.

    Już w okresie działalności Pawła mamy wzmianki o wpływowych osobistościach przyjmujących jego nauki-choćby o Sergiuszu Pawle, rzymskim zarządcy Cypru. Ponadto w listach apostoła występują takie osoby jak Lydia, zajmująca się barwieniem kosztownych tkanin czy miejski skarbnik Koryntu, Erastus. Patron autora Ewangelii Łukasza, Teofil, również wydaje się być osobą o wysokim statusie. Do tego dochodzi dużo wzmianek o kupcach i rzemieślnikach (ówczesna „klasa średnia”) z innych dzieł. Nie znaczy to oczywiście, że stanowili oni większość wspólnot- raczej, że były one przekrojem całego społeczeństwa.

    Jeśli chodzi o pozycję kobiet to jest to bardziej złożona kwestia. Wszystko wskazuje na to, że historyczny Jezus nie miał problemu z obracaniem się wśród pań. Nawet wśród takich, których reputacja nie była najlepsza. Był wprawdzie zatwardziałym przeciwnikiem rozwodów, ale nic nie wskazuje na to, że potępiał kwestie związane z cielesnością. Jest to późniejsza tendencja i uwidacznia się wśród niektórych liderów. Jej sztandarowym przykładem był Paweł. Pisał on wprawdzie, że w obliczu Chrystusa podział na płcie nie ma większego znaczenia, ale…. Ale w sumie to cielesność jest w jakiś sposób nieczysta i nie do końca miła Bogu. A co ciągnie do rozpusty? Kobiece wdzięki.

    Niektórzy doprowadzali ten pogląd do takiej skrajności, że uważali, iż celibat, a nie małżeństwo, powinno być docelowym stanem każdego człowieka. Z jakiegoś powodu część liderów chrześcijańskich zaczęła przypisywać wyższy status ludziom powstrzymującym się od seksu. Pojawiły się nawet ruchy dziewic konsekrowanych (co ciekawe instytucja taka istnieje w KRK do dzisiaj).
    Jest to o tyle dziwne, że stoi jawnej sprzeczności z tradycją żydowską z której chrześcijaństwo przecież wyrosło. Dla Żyda nie było nic ważniejszego niż założenie rodziny i spłodzenie potomstwa. Oczywiście powyższe nie znaczy, że chrześcijanie całkowicie odrzucili seks i prokreacje- ale wiele wspólnot zaczęło wynosić czystość i/lub daleko posuniętą wstrzemięźliwość seksualną na piedestał. Część nauk tego nurtu została później zaaprobowana przez rodzącą się ortodoksję.

    Kolejną kwestią jest obraz Boga. Z jednej bowiem strony Bóg jest przedstawiany jako miłosierny ojciec, a jego najważniejszym przykazaniem jest miłowanie i szacunek w stosunku do innych. Z drugiej jednak strony wielu ludzi nie mogło pojąć co miłosiernego jest w Bogu który wydaje na mękę i śmierć własnego syna. Chrześcijaństwo rozwinęło wprawdzie pogląd, że ofiara Chrystusa była dobrowolna, ale wielu pozostało nieprzekonanych. Przykazania miłości, pomocy innym i poświęcenia dla większego dobra kłóciły się też z wizerunkiem Boga zsyłającego klęski i śmierć na nieposłuszną ludzkość, jaki wyłaniał się z części tekstów. Problem ten nie był nowy i dotyczył także judaizmu z którego rodzące się chrześcijaństwo czerpało pełnymi garściami.

    No dobra ale czy w pierwszym wieku można w ogóle mówić o chrześcijaństwie jako o oddzielnym nurcie? Tradycyjne przedstawienie tych wspólnot jest takie, że miały one świadomość swojej odrębności i silne poczucie misji, a kościół był na najlepszej drodze do uformowania się jako instytucja, a co za tym idzie, zerwanie z judaizmem miał już za sobą.
    Źródła jednak przeczą temu obrazowi. Oczywiście, ruch chrześcijański już w I wieku wydzielił się z żydowskiego mainstream’u skupionego wokół Świątyni i synagogi. Tyle, że to o niczym nie przesądza bo ze studiów nad judaizmem w I wieku wiemy, że takich grup było znacznie więcej. Niektóre z nich także nie ograniczały się do etnicznych Żydów.

    Jak to więc było z tą odrębnością? Tutaj znowu musimy zwrócić uwagę na płynną naturę zjawiska. W I wieku były grupy akcentujące swoją odrębność od żydowskiej tradycji, ale nie brakowało też takich które były świadome tego, że są w niej osadzone, a swój konflikt z synagogą postrzegały zaś bardziej jako kłótnię wewnątrz rodziny. Oczywiście widać ewolucję wierzeń i rosnącą liczbę różnicę, formowanie się instytucji. Były to jednak procesy zajmujące kilka dekad i ciężko postawić ostateczną granicę między jednym a drugim.

    Podsumowując- coś co później nazwano chrześcijaństwem zaczęło jako ruch apokaliptyczny. Apokalipsa jednak nie nadeszła. Doprowadziło to do ewolucji nauczania i wykształcenia się nowych form wspólnoty. To z kolei zaowocowało pojawieniem się zaczątków hierarchii i instytucji. Jeśli chodzi o stosunki z judaizmem- protochrześcijaństwo zaczęło jako ruch żydowski. Ewolucja nauczania spowodowana skupieniem się na Chrystusie i zmiany postrzeganiu jego roli i osoby spowodowały jednak pojawiania się dalej idących różnic.

    W drugiej połowie I wieku główny nurt judaizmu zdał sobie sprawę, że nie może pogodzić swoich pryncypiów z tymi prezentowanymi przez nowy ruch. Grypy te zaczęły od siebie odbijać. Nie znaczy to jednak, że wszyscy żydzi i chrześcijanie byli tego świadomi. Konflikt był przez wielu traktowany w kategorii kłótni w rodzinie. Zaczął się on jednak zaogniać, a chrześcijanie coraz bardziej odbijali od żydowskiego mainstreamu, na co wpływ na pewno miały duże liczby greckojęzycznych konwertytów z pogaństwa.

    Wydaje się, że I wiek nie rozstrzygnął jednak sprawy definitywnie, a przynajmniej nie w przypadku wielu wspólnot. Różnice były już jednak zbyt duże aby na nowo zintegrować judaizm z jego odnogą, zainspirowaną przez Jezusa. Liczba różnic i rzeczy wyróżniających chrześcijaństwo jako coś nowego stale rosła. Co więcej, rosła także świadomość tych różnic. Nie znaczy to jednak, że działo się tak w przypadku każdej wspólnoty. I w ten oto sposób opuszczamy I wiek i wkraczamy w kolejny.
    PS. Mam nadzieję, że nie ma miliarda błędów. Tym razem zapomniałem wcześniej wysłać tekstu do sprawdzenia. Mam nadzieję @robson7 , że się nie obrazisz. Obiecuję poprawę ;).

    PS.2. Nie wołam już ludzi do wpisów bo za każdym razem plusuje ktoś inny i nie wiem czy sobie życzą spamu. Jak ktoś chce być na bieżąco to jest tag #niedoszlahistoria

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa
    pokaż całość

    źródło: jews.jpg

  •  

    Ksiądz Józef Tischner powiedział kiedyś: "Był taki czas, kiedy Europa, także Polska, były zagrożone przez terroryzm lewicowy. W tej chwili terroryzm lewicowy, czerwone brygady, odeszły w przeszłość, natomiast podnosi głowę, daje o sobie znać, terroryzm prawicowy. I uważam, że to jest jakieś niebezpieczeństwo. Bo ten prawicowy terroryzm ma bardzo często pełną gębę religii. On się legitymizuje szlachetnymi i pięknymi wartościami chrześcijańskimi. No i kusi Kościół. To jest wielka pokusa dla Kościoła. Ma bardzo piękne obietnice. Pech chce, że znam trochę historii, a zwłaszcza ten okres romansu Kościoła z hitleryzmem w Niemczech. Ostrzegam, ale nie po to, aby obrazić, tylko po to, żeby przemyśleć".
    (...)

    Idąc za tym, co przepowiadał ks. Tischner, a co staje się dzisiaj rzeczywistością, należy stwierdzić, że największe zagrożenie dla Polski to nie radykalizm lewicowy, ale terroryzm prawicowy, który uzurpuje sobie prawo do nazywania się chrześcijaństwem, ale z chrześcijaństwem i Bogiem chrześcijan nie ma nic wspólnego. Zaistniała sytuacja domaga się dookreślenia. Radykalizm lewicowy, czyli "żyj, jak chcesz, jeżeli chcesz, to grzesz", nie ma nic wspólnego z Ewangelią - tak samo jak terroryzm prawicowy, niosący potępienie i nienawiść. Terroryzm prawicowy, z którym mamy teraz do czynienia w Polsce, to fałszywa religia, nacjonalizm, rasizm i nienawiść, których źródło jest całkowicie obce Bogu.

    Poletzam: CAŁOŚĆ TUTAJ

    #4konserwy #neuropa #religia #chrzescijanstwo #katolicyzm #marszniepodleglosci #lewica #lewackalogika #lewactwo #prawica #prawackalogika #prawactwo
    pokaż całość

  •  

    Książka do religii do 3 klasy szkoły podstawowej(real pic.). Co za debil siedzi i układa pytania dla dzieci przygotowujących się do I komunii? Jak dziecko w mające 10 lat może napisać o pożądaniu żony bliźniego lub cudzołożeniu????
    #katolicyzm #bekazkatoli #afera #religia #chrzescijanstwo #polska pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 2017-11-16.jpg

    •  

      @FoxX21: Kto normalny dzieci na "religię" posyła? Przecież to jawna indoktrynacja i wciskanie gówien w mózg młodego człowieka.

    •  

      @robson7: Są dwa przykazania: "nie cudzołóż", oraz "nie pożądaj żony blizniego swego".
      Pierwsze dotyczy stricte zdrady małżeńskiej, drugie raczej odnosi się do prób "wkręcenia" się między istniejący już związek, albo samego myślenia o już zajętej kobiecie.

      Ze znanej wszystkim encyklopedii internetowej: "Cudzołóstwo lub zdrada małżeńska (łac. adulterium) – termin występujący w różnych kulturach, religiach i systemach prawnych oznaczający akt współżycia płciowego osób, z których przynajmniej jedna jest związana małżeństwem z inną osobą"

      I tutaj znów pojawia się motyw pt.: "dlaczego warto uświadamiać dzieci półśrodkami czym jest cudzołóstwo". Taki dzieciak w domu się nie dowie, więc sprawdzi w internecie, wyskoczy wikipedia, a tam znajdzie odnośnik do "współżycia płciowego" (który przenosi do artykułu o stosunku płciowym), kliknie bo tego pojęcia nie rozumie i bach. Dzieciak odkrywa pszczółki i kwiatki w encyklopedycznej wersji...
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (36)

  •  

    #braciawniewierze!

    Strzeżcie się uczonych w Piśmie, którzy z upodobaniem chodzą w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach.
    Objadają oni domy wdów i dla pozoru długo się modlą. Ci tym surowszy dostaną wyrok.


    Oto słowo boże

    Źródło: Łk 20, 46-47 i powtórzone praktycznie dosłownie Mk 12, 38-40

    #religia #katolicyzm #jezus #chrzescijanstwo

    pokaż spoiler wiem, że wyrwane z kontekstu - ale nawet w kontekście wygląda niezbyt dla katolików zabawnie (chociaż zapewne, jak zawsze, znaleźli już cudowny sposób na obrócenie kota ogonem) - niezaprzeczalnie jednak: Jezus w tej przemowie krytykuje tych, którzy z religii stworzyli sobie narzędzie do realizacji własnych egoistycznych celów. Wiele wskazuje na to, że pod tym względem chrześcijaństwo wróciło do punktu zerowego...o ile kiedykolwiek go opuściło.
    pokaż całość

  •  

    Dobra, tym razem bez rozczarowań. W tym odcinku, jak i być może kilku następnych, omówimy sobie pobieżnie apokryfy i wczesnochrześcijańskie herezje. Czemu pobieżnie? Bo to strasznie rozbudowany i szeroki temat w zasadzie wymagający odrębnej serii. Przyznam szczerze, że dla mnie osobiście jest on mega interesujący i bardzo możliwe, że czegoś takiego się podejmę. Nie chcę jednak rzucać słów na wiatr więc nie traktujcie tego jak ostatecznej deklaracji. Zacznijmy zatem.

    Na wstępie chciałem zaznaczyć, że przy pisaniu tego odcinka opierałem się przede wszystkim na książce Ehrmana „Lost Christianities” a nie na „A New History…” Freemana. Aaaa! No i będzie trochę powtórzeń na wypadek gdyby ktoś nie czytał poprzedniego odcinka, ale lepiej przeczytać. No dobra, ale do rzeczy.

    W Polsce może tego za bardzo nie widać, ale współczesne chrześcijaństwo jest bardzo dalekie od jednorodności i mieszczą się tam bardzo różne grupy. Mają one często krańcowo różne podejście do wiary, interpretacji Biblii, roli religii w życiu codziennym, stosunku do nauki, polityki i w zasadzie każdego innego aspektu ludzkiej działalności.

    W Polsce kojarzymy chrześcijaństwo głównie z kościołem rzymskokatolickim i to w naszym specyficznym, polskim wydaniu. Wiele osób mogło by zdziwić się, że w takim np. USA istnieje wiele kościołów nie tyle afirmujących LGBT, co przeznaczonych dla ludzi z tej społeczności (nie lubię tego słowa bo niejako sugeruje ono ich odrębną tożsamość, ale z braku laku…).

    Zresztą nie trzeba zaraz brać na tapetę jakichś egzotycznych wyznań. W obrębie samego katolicyzmu bywa bardzo różnie. I tak na przykład w Holandii, według badania z 2007 roku, zaledwie 27% zadeklarowanych katolików wierzyło w Boga. 55% określało się jako zwolennicy ietsyzmu lub deizmu agnostycznego a 17% jako ateiści i agnostycy. Przypominam, że mówimy tutaj o wierzeniach zadeklarowanych katolików, a nie ogółu populacji.

    Na tej podstawie bardzo zasadne jest pytanie czy w ogóle możemy mówić o chrześcijaństwie jako jakimś spójnym nurcie czy może raczej o chrześcijaństwach? Nie mam tutaj miejsca na wymienianie poszczególnych wyznań i różnic między nimi. Kto ciekawy niech sprawdzi hasło „List of Christian denominations” na angielskiej Wikipedii. Gwarantuję, że to i tak tylko wierzchołek góry lodowej. Czy może być coś bardziej zróżnicowanego niż współczesne chrześcijaństwo? Być może dobrą odpowiedzią na to pytanie jest… wczesne chrześcijaństwo.

    W pierwszych trzech wiekach istnienia chrześcijaństwa, poszczególne grupy używające tego miana były jeszcze bardziej zróżnicowane w sprawach wiary niż, powiedzmy, prawosławna cerkiew bułgarska w porównaniu z menonickim kościołem Kanady. Niestety znacząca cześć informacji o wczesnochrześcijańskich grupach nie przetrwała do naszych czasów i znamy je jedynie fragmentarycznie, na podstawie pism ich krytyków lub wręcz tylko z nazwy. Było zapewne wiele nurtów o których jedyne co wiemy, to to, że istniały. Jak na przykład „secesjoniści” z listów Jana. Zapewne było wiele takich o których istnieniu nic nie wiemy bo nie zostało ono w ogóle odnotowane, albo wzmianki nie zachowały się do naszych czasów.

    I tak w II i III wieku istniały grupy chrześcijan które wierzyły, że Bóg jest stwórcą świata. Inni twierdzili jednak, że jest to owoc pracy pomniejszego bóstwa. Jeszcze inni uważali świat za materialne więzienie dla czystej, duchowej energii. Byli chrześcijanie którzy uważali żydowską Biblię za napisaną pod boskim natchnieniem. Inne grupy twierdziły, że owszem, ale żydowski bóg to nie ten Jedyny, Prawdziwy Bóg. Nie brakowało też takich którzy twierdzili, że powstały one z podszeptu szatana. Byli chrześcijanie którzy wierzyli, że Jezus był jednocześnie Bogiem i człowiekiem/Bogiem/człowiekiem, ale adoptowanym i natchnionym przez Boga/ człowiekiem niejako opętanym przez bożą moc. I można by tak jeszcze długo, a lista i tak nie byłaby pełna.

    Jak to możliwe, że takie poglądy uchodziły za chrześcijańskie? Dlaczego ci ludzie uważali się chrześcijan? Przecież pobieżna nawet lektura Pisma mocno zawęża pole do interpretacji, prawda? Rzecz w tym, że w czasach o których mówimy nie istniał jeszcze kanon Nowego Testamentu. Grupy o których mowa dysponowały ustępami z obecnie nie uznawanych Ewangelii, Listów, Apokalips i Dziejów Apostolskich, które potwierdzały ich tezy i umacniały ich w wierzeniach.

    Większość z dzieł które nie zostały włączone do kanonu nie przetrwała do naszych czasów. Określa się je zbiorczą nazwą apokryfów. Ich pominięcie było efektem zwycięstwa frakcji którą badacza roboczo nazywają „proto- ortodoksyjną”. Co to znaczy? Mówimy tutaj o tradycji do której przyznawać się będą później ci chrześcijanie, których poglądy zostało zaadoptowane przez państwo i stały się oficjalną doktryną. Grupa ta, dzięki poparciu ze strony aparatu państwowego, była w stanie przeforsować swój kanon i jego interpretacje jako właściwe. I to od tej grupy wywodzi się praktycznie całe współczesne chrześcijaństwo z całym swoim bogactwem poglądów i zróżnicowaniem teologicznym.

    Wiem, że może to brzmieć jak jakieś foliarskie teorie spiskowe, przyrównujące ortodoksów do złej korporacji, bezlitośnie wycinającej konkurencję. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana i mieli oni często dobre powody żeby odrzucać inne interpretacje czy źródła . Na przykład: znamienita większość apokryficznych pism została napisana później niż „ortodoksyjne” Ewangelie co niejako z automatu czyni je mniej wiarygodnymi. Wiele z nich było też fałszerstwami. Ich autorzy podawali się za uczniów Jezusa, bądź osoby z otoczenia apostołów. O ile Ewangelie w Nowym Testamencie są anonimowe, a przypisanie im autorów to późniejsza inwencja, o tyle np. autor Ewangelii Piotra jasno i wyraźnie podaje się za apostoła. Praca ta została spisana w okolicach połowy II wieku, więc nie muszę chyba mówić, że to się kupy nie trzyma?

    Nie jest moim zamiarem całkowite deprecjonowanie apokryfów jako fałszywek, ani też oskarżanie zwycięskiej frakcji o celowe fałszowanie historii dla, jak to przedstawiają różnego rodzaju teorie spiskowe, doraźnych korzyści w stylu władzy, pieniędzy czy prestiżu. Przyjmowanie a priori, że autorzy apokryficznych prac byli w pełni świadomymi kłamcami, jest głupie i nieuzasadnione. Tradycja chrześcijańska po prostu nie była jednorodna i ewoluowała w różnych kierunkach, a jej odnogi ulegały innym wpływom. Oczywiście cześć apokryfów mogła zostać napisana przez ludzi którzy w pełni świadomie naginali wydarzenia czy ich interpretacje do swoich celów, ale równie dobrze mogą one być po prostu odbiciami alternatywnych tradycji.

    Że ich autorzy uciekali się do podpisywania swoich prac imionami uczniów Jezusa? To niekoniecznie świadczy o tym, że były całkowicie wyssane z palca. W świecie starożytnym był to bardzo powszechny zabieg, nieograniczony do chrześcijaństwa. Fałszerstwa były plagą w czasach starożytnych i był to szeroko stosowany zabieg, mający na celu podeprzeć głoszone poglądy autorytetem kogoś powszechnie szanowanego. Co ciekawe fałszerstwami były nawet niektóre dzieła krytykujące tego typu praktyki. Część Nowego Testamentu to też fałszerstwa (przypominam, że nie wartościuje w tej chwili przesłania tych pism, tylko ich autorstwo)- na przykład listy Pawła. Istniejący konsensus badaczy mówi, że 7 listów z 13 przypisywanych mu i znajdujących się w NT, to faktycznie jego dzieła. Pozostałe 6, no cóż, nie.

    Sprawa nie jest taka prosta, a ja nawet nie podejmuję się prób rozstrzygnięcia tego kto miał rację i jaka jest poprawna interpretacja i która wersja chrześcijaństwa jest prawdziwa. O ile coś takiego w ogóle można określić. Zamiast tego po prostu przybliżymy sobie nieco temat apokryfów, a później może i ruchów heretyckich. To jak kształtował się kanon uznany później za ortodoksyjny, pokrótce opisałem w poprzednim odcinku (pokrótce bo to tak zwany ciężki temat).

    Co z tymi apokryfami zatem? Było ich całe mnóstwo. Jak to ujął Orygenes- „kościół ma cztery Ewangelie, a heretycy mają wiele”. Wymienił kilka krążących w jego czasach: Egipcjan, 12 apostołów, Bazylidesa, Tomasza, Macieja. O 12 Apostołach i Bazylidesie nie wiemy prawie nic. Egipcjanie i Maciej coś wiemy, ich poglądy opisał pokrótce Klemens z Aleksandrii. Ewangelie Tomasza udało się odnaleźć w trakcie wykopalisk i omówimy ją tutaj. Orygenes nie był jedynym pisarzem który wspomniał o apokryfach. Wzmiankował o nich również Euzebiusz z Cezarei, pisząc o Hebrajczykach i Piotrze.

    I to właśnie Ewangelia Piotra będzie tą, którą się zajmiemy. Jest jedną z najwcześniejszych apokryficznych ewangelii, a zatem istnieje jakaś szansa, że powstała w oparciu o autentyczną tradycje, tyle, że trochę inną niż ortodoksyjna, a nie dlatego, że jej autor chciał na siłę uzasadnić swoje poglądy teologiczne. Jako się rzekło- ewangelia ta jest fałszerstwem. Autor przedstawia się wyraźnie jako Piotr, apostoł Jezusa, mimo, iż dzieło zostało napisane w połowie II wieku, więc Piotr musiałby mieć jakieś… 130 do 150 lat.

    Ciekawa jest nie tylko treść Ewangelii, ale także jej historia. Wiemy o niej z Historii kościelnej Euzebiusza z Cezarei, jednej z najważniejszych prac dotyczących pierwszych wieków chrześcijaństwa. Opowiada on historię o Serapionie, biskupie Antiochii z przełomu II i III wieku. Serapion opiekował się nie tylko wspólnotami miejskimi, ale także tymi żyjącymi w okolicach stolicy rzymskiej Syrii. W czasie jednej z wizyt trafił do Rosus, gdzie odkrył, że miejscowi chrześcijanie opierają się na ewangelii której autorem miał być Święty Piotr.

    Niczego nie podejrzewając i ufając w autorytet tak ważnego apostoła Serapion zezwolił na jej używanie i powrócił do Antiochii. Po pewnym czasie nabrał jednak wątpliwości i zapoznał się z tekstem ewangelii. Okazało się, że część narracji zdawała się sprzyjać poglądom doketystów. Jest to zbiorcza nazwa na poglądy, szybko uznane przez proto- ortodoksów za heretyckie, które podważały cierpienie i śmierć Chrystusa. W ramach doketyzmu istniało kilka nurtów.

    Jeden z nich głosił, że Chrystus miał tylko boską naturę w związku z czym nie posiadał materialnego ciała, było ono tylko iluzją. Nie cierpiał ani nie umarł na krzyżu, bo po prostu nie był śmiertelnikiem. Cała pasja i śmierć, wszystko to było tylko iluzją. Inna grupa głosiła, że Jezus był człowiekiem „opętanym” przez boskiego ducha Chrystusa. To dzięki niemu był w stanie czynić cuda i to od ducha pochodziły nauki które Jezus głosił. W ostatnich chwilach życia Jezusa duch boży po prostu go opuścił (stąd okrzyk ukrzyżowanego: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”), zatem to człowiek cierpiał na krzyżu, a nie Bóg.

    Nie muszę chyba mówić, że poglądy te były absolutnie nie do przyjęcia dla proto- ortodoksów? Co zatem ze zbawienną męką, śmiercią i zmartwychwstaniem? Jaki sens miała ofiara i cierpienie których nie było? Co to za Bóg, który bawi się ludzkim ciałem jak marionetką i porzuca człowieka w tarapatach? Serapion zareagował więc stanowczo i zabronił korzystania z tej ewangelii oraz napisał pamflet w którym ostro krytykował zawarte w niej poglądy. Co ciekawe, dostrzegł zgodność większości treści z przekazami z którymi się zgadzał, niepokoiły go tylko te ustępy które mogły być odczytane na korzyść doketyzmu. Euzebiusz niestety ich nie cytuje, więc nie wiemy co dokładnie miał na myśli.

    Niestety, bo od tamtej pory słuch o Ewangelii Piotra zaginął (chodzi o źródła). I było tak, aż do XIX stulecia. W trakcie wykopalisk prowadzonych przez Francuzów w latach 1886-87. Archeolodzy badali chrześcijańską część cmentarza w miasteczku Achmim. Tam zaś natrafili na grób mnicha datowany na VIII-XII wiek. Nie grób był jednak ciekawy, a jego zawartość. Rzeczony mnich został bowiem pochowany z manuskryptem z VII-VIII wieku. Zawierał on kilka tekstów religijnych, w tym apokryfów, w tym ewangelię i apokalipsę Piotra. Znalezisko to ma także wymiar symboliczny. W w manuskrypcie znajdowały się także dzieła żydowskie, a heretyckie przeplatały się z ortodoksyjnymi. Niezła ilustracja klimatu religijnego epoki.

    Niestety, manuskrypt zawiera tylko fragment ewangelii Piotra. Wiemy to, gdyż zaczyna się ona i kończy w pół zdania. Zawiera opis ostatnich dni Jezusa- proces, ukrzyżowanie, męka i zmartwychwstanie. Tego co zawierało całe dzieło nie dowiemy się nigdy. Nie przeszkadza to jednak w spekulacjach których paliwem jest fakt odnalezienia kilku pomniejszych fragmentów, zawierających rozmowy między Jezusem a Piotrem, prawdopodobnie pochodzących z tej właśnie Ewangelii. Nie możemy jednak być pewni co do całościowej wymowy dzieła.

    Tak czy inaczej, odnaleziony fragment zaczyna się od opis tego jak zebrani Żydzi, tumult, kapłani i Herod, odmówili umycia rąk. Wymowa sceny wydania wyroku na Jezusa jest tutaj zdecydowanie bardziej antyżydowska. We fragmencie to Herod, król żydowski, skazuje na śmierć a nie Piłat. Prawdopodobnie to efekt rosnących, antyżydowskich resentymentów, które były spowodowane licznymi konfliktami wspólnot chrześcijańskich ze „starszymi braćmi w wierze”. Generalnie, reszta narracji jest bardzo podobna do tej w ewangeliach kanonicznych. Są jednak pewne różnice, które mogą powadzić do interpretacji dalekich od ortodoksyjnych.

    I tak w trakcie męki Jezus milczy „jakby nie cierpiał”. Ustęp ten można odczytywać właśnie jako sprzyjający doketyzmowi. To jednak nie koniec. Umierający Jezus krzyczy „mocy, moja mocy, czemu mnie opuszczasz”, po czym autor stwierdza, że został zabrany, mimo, iż ciało pozostaje na krzyżu. Swobodnie można to odczytać w duchu doketyzmu jako moment opuszczenia śmiertelnego ciała Jezusa przez boskiego ducha, Chrystusa. Inaczej ma się również sprawa z łotrami. U Piotra tylko jeden z nich się odzywa, występując w obronie Jezusa. Żołnierze mszczą się i nie łamią mu nóg, tak aby dłużej konał.

    Potem następuje pogrzeb Jezusa, a narracja zaczyna być prowadzona w pierwszej osobie. Rzekomy Piotr pisze o zgrozie i żałobie jakie stają się udziałem apostołów. Opis straży trzymanej przy grobie Jezusa jest o wiele bardziej szczegółowy. To znaczy opisuje on sam proces zmartwychwstania, którego próżno szukać w oficjalnych ewangeliach. Według relacji wydarzenie to miało świadków, odbyło się na oczach kilku mieszkańców Jerozolimy i towarzyszyły mu znaki na niebie. Spanikowani kapłani udali się do Piłata prosząc go o powstrzymanie wieści rozchodzących się po mieście. Piłat odparł im, że przecież wzięli na siebie winę za wyrok na Jezusa. Następnego dnia Maria Magdalena wraz z towarzyszkami udają się do grobu, nieświadome tego co się stało. Przekonują się, że grób jest pusty. Nie całkiem pusty bo na odchodne spotykają anioła który obwiesza im radosną nowinę. Narracja urywa się w trakcie opisu przygotowań apostołów do połowu ryb.

    Nie wiemy czy autor ewangelii bazował na pracach innych ewangelistów. Historia przez niego przedstawiona, jest, jak już wiemy, bardzo podobna, różni się tylko szczegółami. Materiał nie wygląda jednak na zapożyczony z żadnej ze starszych, uznanych za kanoniczne ewangelie, w przeciwieństwie do np. synoptycznych. W ich przypadku jasno widać, że Mateusz i Łukasz wzorowali się na Marku. Jest bardziej prawdopodobne, że autor Piotra po prostu spisał tradycje krążące po wspólnocie w której żył, a podobieństwo wynika z podobieństwa między ustnymi przekazami. Czymś co wskazuje na to, że dzieło to powstało później niż kanoniczne, jest widoczny, negatywny stosunek do żydów. Był to efekt procesu trwającego kilka dekad, zauważalny w wielu wspólnotach chrześcijańskich II wieku, czyli wtedy kiedy drogi obydwu grup ostatecznie się rozeszły i zaczęły ze sobą rywalizować.

    Co ciekawe narracja Piotra i tak nie była kropką nad „i” w procesie podkreślanie winy Żydów. Tertulian np. donosi o legendzie, wg. której Piłat miał wysłać list do cesarza Tyberiusza, w którym donosił o sprawie Jezusa. Tyberiusz miał wówczas złożyć wniosek w senacie o uznanie Jezusa za boga. Senat okazał się wprawdzie niechętny, ale Tyberiusz osobiście uznał boski status Chrystusa. Według tego samego podania, Piłat przyjął chrzest po cudownym zmartwychwstaniu. Legenda ta to tylko jeden z przykładów bo w ramach literatury chrześcijańskiej rozwinął się cały gatunek na temat relacji między prokuratorem Judei a niesłusznie skazanym mesjaszem. Historie były tak odjechane, że niektóre ogłaszały Piłata świętym. Mało tego, kościół etiopski oficjalnie czci go jako świętego.

    No dobra, ostatnim pytanie jakie musimy sobie zadać brzmi: jak popularna była Ewangelia Piotra i jaki był jej zasięg oddziaływania? Tutaj jest trochę gorzej z odpowiedzią, w końcu gdyby nie czysty przypadek nie znalibyśmy nawet jednego fragmentu. Z drugiej jednak strony wiele wskazuje na to, że w pewnym okresie było to dosyć popularne dzieło. Kwestia powszechności pism chrześcijańskich w ogóle jest ciekawa bo mamy dobre powody żeby sądzić, że np. Marek nie był szeroko znany. Był traktowany raczej jako skrót z pozostałych ewangelii synoptycznych. Po co zatem czytać skrót gdy można zdobyć pełną wersję?

    Wyniki wykopalisk wskazują wręcz, że apokryficzne ewangelie mogły cieszyć się większą popularnością niż Marek. Mowa tu o Egipcie, bastionie wczesnego chrześcijaństwa, którego klimat (sucho i ciepło) był idealny dla konserwacji tekstów. Oczywiście nie jesteśmy pewni na ile wyniki wykopalisk egipskich można przenosić na inne tereny. Ponadto nie wiemy jaki procent istniejących tekstów przetrwał, mogło być przecież tak, że Ewangelia Marka istniała w 100 000 egzemplarzy a Piotra w jednym, ale jakimś cudem to piotrowa zachowała się do naszych czasów. Szanse na to są jednak bardzo małe, a wspomniane wykopaliska nie rozstrzygają definitywnie tej kwestii, ale dają nam jednak pewien ogląd sytuacji.

    Zresztą istnieją inne poszlaki. I tak na przykład na podstawie II listu Klemensa wielu uczonych sądzi, że rzeczony Klemens znał ewangelię Piotra i uważał ją za prawdziwą. Albo znalezione kawałek ceramiki, datowane na VI wiek, które określają Piotra mianem ewangelisty. Wydaje się wiec, że dla wielu chrześcijan ewangelia Piotra pozostawała ważna nawet po tym jak oficjalny kościół odrzucił ją i nie przypisał do kanonu. Samo znalezisko z Egiptu ukazuje, że 500 lat po tym jak Serapion z Antiochii zabronił jej używania, istnieli chrześcijanie którzy uważali ją za autentyczną. I, że nie było to izolowane zjawisko, bo znano ją nie tylko w Syrii, ale i w Egipcie.

    Mały bonus. Wspomniany manuskrypt, odkryty w grobie mnicha, zawierał nie tylko Ewangelię, ale także szereg innych prac, w tym tzw. Apokalipsę według Świętego Piotra. Moim zdaniem jest ona bardzo interesująca gdyż, w przeciwieństwie do Apokalipsy Jana traktującej o czasach ostatecznych, jej motywem przewodnim jest swoista „wycieczka” po piekle i niebiosach. Przewodnikiem jest sam Jezus, zwiedzającym zaś Piotr. Jak widzimy, Dante, ze swoją „Boską Komedią, nie był oryginalny. Narracja zaczyna się od Jezusa pouczającego apostołów odnośnie Końca Świata. Gdy pada pytanie o czas w jakim to się stanie, Jezus wskazuje na drzewo figowe i mówi, że koniec rozpocznie się gdy drzewo wyda pędy. Piotr zauważa wówczas, że jest to cykl który powtarza się naturalnie co jakiś czas i, że nie wie jak ma rozumieć porównanie.

    Okazuje się, że Jezus ma na myśli koniec świata, bardziej zbliżony do tego z Piosenki o Końcu Świata Miłosza (polecam swoją drogą). Koniec świata ma miejsce codziennie, w każdej chwili ktoś umiera, a wraz z tym kończy się przecież jego świat. Najwięcej miejsca Apokalipsa poświęca na opis katuszy jakie czekają potępionych. I tak bluźniercy zwisają na swoich językach nad ogniskami, kobiety które zaplatały włosy w warkocze aby zwodzić mężczyzn (no co, ja tego nie wymyślałem) wiszą, jak nie trudno się domyśleć, za włosy. Mężczyźni którzy dali się uwieść zwisają za genitalia. Ci którzy przywiązywali zbyt dużą wagę do dóbr doczesnych cierpią nabici na ogniste pale. Dzieci które nie były posłuszne rodzicom są rwane na strzępy przez dzikie ptaki. Niewolnicy sprzeciwiający się swoim panom spędzają wieczność gryząc swoje języki.

    Opisy pośmiertnego życia zbawionych nie są tak ciekawe. W końcu ciężko wymyślić sposoby na błogie spędzenie wieczności. Tak czy inaczej autor jasno pokazuje, że warto wytrwać w wierze i nie dać się przeciwnościom. W drugą stronę- absolutnie nie warto zadzierać z Bogiem- kończy się to bowiem zwisaniem za którąś z rozlicznych części ciała przez całą wieczność. Treść dzieła, podobnie jak innych apokalips, próbuje przekazać czytelnikowi myśl, że warto poświęcać chwilowe przyjemności w celu osiągnięcia czegoś później- w tym wypadku po śmierci.

    Na przykładzie jednego (no dobra, dwóch) tylko dzieł widać, że wczesne wspólnoty chrześcijańskie niekoniecznie były takie jakie wiele osób je sobie wyobraża. Niektóre nie znały na przykład tekstów które dzisiaj uważamy za kanoniczne. Zamiast tego odwoływały się do dzieł o których istnieniu i/lub treści większość współczesnych chrześcijan nie ma bladego pojęcia. I nie była to tylko cecha izolowanych, peryferyjnych wspólnot. Prace o których mówimy nie były też rzadkimi artefaktami- wskazują na to analizy dzieł pisarz wczesnochrześcijańskich, nawet tych uznawanych powszechnie za ortodoksyjnych. Że o fakcie występowania tych dzieł w kilku oddalonych od siebie miejscach nie wspomnę. Ba! Niektóre apokryfy mogły być nawet popularniejsze niż teksty ortodoksyjne. Wydaje się, że tak właśnie było z tekstami o Piłacie, które dotrwały do europejskiego średniowiecza i były pożywką dla ludowych opowieści.

    Niestety, większość tego materiału została stracona, wydaje się, że bezpowrotnie. W IV wieku ustalono kanon, a w następnych stuleciach był on wcielany w życie. To znaczy- oficjalne kościoły, założone przez zwycięskich proto- ortodoksów zwalczały wspólnoty które uważały za heretyckie. Dlaczego? Jednym z powodów tego stanu rzeczy był fakt uczynienia chrześcijaństwa religią państwową Cesarstwa Rzymskiego. To stworzyło konieczność ujednolicenia wierzeń, pism i sposobów postępowania, bo skoro według oficjalnej ideologii państwowej cesarz jest wybrańcem Boga który ma zaprowadzać boży ład na Ziemi, to jak może to robić skoro nie wie dokładnie czym ten ład jest i jak powinien wyglądać? Na to nałożyły się inne czynniki, na przykład przekonanie, że do zbawienia konieczna jest ortodoksyjna wiara. Jak to świadczyło o biskupie czy świeckim władcy, że toleruje nieprawdziwe wierzenia? Że za nic ma nieśmiertelne dusze swojej owczarni/ swoich poddanych?

    Posługując się tą logiką należało zatem zakazać pism które mogły być zarzewiem heretyckich, a więc skutkujących wiecznym potępieniem i podważaniem porządku państwowego, poglądów. Wiele dzieł zostało celowo zniszczonych, wiele ukrytych i zapomnianych. Bardzo nieliczne przetrwały do naszych czasów. Nie ma co jednak tracić nadziei, bo jak pokazuje przykład Ewangelii Piotra, możliwe, że wiele z nich czeka na ponowne odkrycie w gorących piaskach Egiptu lub Syropalestyny.

    I jak podobało się? Mnie samego ten temat mocno zainteresował, bo jest powiązany z moim byłym konikiem- herezjami chrześcijańskimi. Jeśli będą chętni to z przyjemnością przybliżę kilka innych tekstów apokryficznych, żebyśmy mieli nieco pełniejszy obraz kotłującego się świata wierzeń pierwszych chrześcijan.

    PS. Mam nadzieję, że nie ma miliarda błędów. Zwyczajowo pełniącemu rolę cenzora @robson7 (którego pozdrawiam) obowiązki nie pozwoliły rzucić okiem na tekst przed jego wrzuceniem na wykop. Tradycyjna prośba o wyłapywanie błędów.

    PS.2. Nie wołam już ludzi do wpisów bo za każdym razem plusuje ktoś inny i nie wiem czy sobie życzą spamu. Jak ktoś chce być na bieżąco to jest tag #niedoszlahistoria

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa

    Fragment manuskryptu zawierającego Ewangelię Piotra
    pokaż całość

    źródło: peter.jpg

  •  

    #chrzescijanstwo #nacjonalizm #neuropa #4konserwy
    Skoro chrześcijanie są braćmi (i siostrami) w Chrystusie, jakie mentalne szpagaty trzeba wykonać, by pogodzić chrześcijaństwo z nacjonalizmem?

    źródło: pbs.twimg.com

  •  

    Kochani nasi "chrześcijanie" i "katolicy" będący na tzw "Marszu Niepodległości" nie zauważyli i tego:

    A moze uważają, ze "chrześcijaństwo" i "katolicyzm" to rzucanie w uchodźców koktailami Mołotowa?

    #neuropa #chrzescijanstwo #islam #faszyzm #marszniepodleglosci2017 pokaż całość

    źródło: pikio.pl

    •  

      @Althorion: nie religii, a fanatyzmu i blednie pojmowanych zasad.

    •  

      @agaja: co w tym błędnego? Jak mowa o chrześcijaństwie, to to dłużej była w pełni oficjalna, zatwierdzona przez najwyższy autorytet religijny (papiestwo) wykładnia niż nie.

      To że teraz papiestwo uznaje, że lepiej grać milusich, to nijak nie oznacza, że jest to faktycznie integralna część tej religii, tym bardziej w oczach wiernych.

      A jak nie mówimy o chrześcijaństwie, to większość pozostałych sekt uznaje zasadę sola scriptura, a w Biblii nie trudno o przykłady, jak zwalczać inne religie ogniem i mieczem. pokaż całość

      +: Datura
    • więcej komentarzy (5)

  •  

    No dobra, muszę przyznać, że ostatnio nieco się zagalopowałem. To znaczy: na koniec ostatniego odcinka zapowiedziałem, że dokładniej omówimy sobie kształtowanie się kanonu pism chrześcijańskich oraz, że zajmiemy się także tak zwanymi apokryfami, które, z różnych powodów, zostały odrzucone. Problem polega jednak na tym, że o ile to drugie jest w miarę wykonalne, to to pierwsze, hmmm…, wręcz przeciwnie. Nie uprzedzajmy jednak faktów. Dzisiaj omówimy sobie pozostałe kanoniczne pisma, a tych trochę nam jeszcze zostało. Temat kształtowania się kanonu też poruszymy, ale raczej będzie trudniej niż łatwiej bo nie jest to tak proste jak się wydaje. O samych tekstach będzie sporo. Wszystko wyjaśnię w trakcie.

    Jedna z pierwszych wzmianek o czymś co dzisiaj nazywamy Nowym Testamentem pochodzi z listy Atanazego, biskupa Aleksandrii z 367 roku. Napisał on o zbiorze 27 dzieł, które uważał za wykładnie w sprawach wiary. W 397 roku synod kartagiński ujednolicił zbiory pism lokalnych kościołów afrykańskich, również przyjmując te 27 utworów za autorytatywne. Oczywiście ciężko ustalić kiedy dokładnie zaczął on obowiązywać w, przynajmniej, większości wspólnot, ale przyjmuje się, że Nowy Testament wykrystalizował się w IV wieku. Nie znaczy to jednak, że grupy chrześcijańskie nie podejmowały prób uporządkowania piśmiennictwa religijnego wcześniej. Idealnym przykładem może być, wspominany już w tej serii, Kanon Muratoriego, datowany na przełom II i III wieku. Nie był on jednak wówczas powszechnie aprobowany.

    W II stuleciu wśród wspólnot chrześcijański krążyło mnóstwo tekstów z których znamienita większość nie została włączona w ramy Nowego Testamentu. Dzieła piśmiennictwa były wówczas kosztowne, z tego też powodu większość wspólnot dysponowała tylko jednym lub dwoma i na nim opierała kształt swoich wierzeń. Podejrzewa się nawet, że niektóre z pism które zostały uznane za kanoniczne, nie została jeszcze napisana (np. Drugi List Piotra, datowany na 100-150). Z tego też powodu poszczególne wspólnoty mogły się między sobą znacznie różnić. Wczesne chrześcijaństwo było czymś bardzo płynnym i niejednorodnym. Obdarzony darem perswazji lider mógł mocno zmienić poglądy jakiejś wspólnoty, bo coś takiego jak ortodoksja po prostu nie istniało. Natrafienie na jakąś ewangelię, list apostolski czy apokalipsę również mogło zmienić wierzenia całej wspólnoty. Jakby tego było mało to wiele wspólnot było po prostu izolowanych i nie miały nawet szansy ustalić niczego z „współwyznawcami” z np. sąsiedniej prowincji.

    Był to poważny problem- bo nikt nie był do końca pewien co jest właściwe, a co nie, co dopuszczone, a co zakazane. Teksty krążące po wspólnotach były natomiast często sprzeczne ze sobą, co na pewno nie ułatwiało sprawy. Piszący pod koniec II wieku Ireneusz przyznawał, że większość wspólnot dysponowała tylko jedną ewangelią. Z tego tytułu często mówi się raczej o „chrześcijaństwach”, a nie o „chrześcijaństwie”. Było to zbyt różnorodne zjawiska aby sprowadzić je do wspólnego mianownika. W zasadzie jedyną rzeczą która łączyła różne grupy było przypisywanie jakiejś szczególnej roli Jezusowi. Co to była za rola, kim był Jezus, jak należy postępować, kto ma o tym decydować i na jakiej podstawie- to było dalekie od wyrycia w kamieniu. Co ciekawe, problem ten nie dotyczył tylko jakichś izolowanych wspólnot. Analizując pisma Ignacego Antiocheńskiego, wielu badaczy dochodzi do wniosku, że nie znał on tak fundamentalnych prac jak Ewangelia Jana czy Marka.

    Stąd też różne nurty we wczesnym chrześcijaństwie. I tak judeochrześcijańscy ebionici bazowali na Mateuszu, marcjonici mieli Łukasza, Marek krążył wśród doketystów a Jan był czytany przez chrześcijańskich gnostyków. Wspomnijmy tylko, że po za tymi czterema istniało całe mnóstwo innych ewangelii. Rosnąca grupa zwana proto- ortodoksyjną odrzucała je, ale wiele wspólnot nic sobie z tego nie robiło. I tak wiemy na przykład o ewangeliach Egipcjan, Tomasza, Macieja, Piotra, 12 Apostołów, Bazylidesa czy Judasza. Zapiski Orygenesa, żyjącego i tworzącego na przełomie II i III wieku, świadczą o tym, że 250 lat po śmierci Chrystusa debata na temat kanoniczności pism trwała w najlepsze i była daleka od rozstrzygnięcia. On sam mimo iż, był po stronie proto- ortodoksów, uważał, że nie należy cenzurować innych pism, tylko omawiać je i szukać w nich zarówno prawdy jak i fałszu. Historia Kościelna Euzebiusza z Cezarei poświadcza, że dyskusje te były żywe jeszcze w IV wieku.

    Ostateczna Lista Atanazego i tak nie została zaakceptowana przez wszystkich. I to nie tylko tych którzy zostali naznaczeni piętnem heretyków i, z biegiem czasu, wyeliminowani, ale także przez poważane kościoły. I tak na przykład kościół etiopski uznaje wszystkie 27 pism wymienionych przez Atanazego, ale ma jeszcze kilka dodatkowych. W kościołach syriackich używano NT bez Apokalipsy Jana i kilku listów, a za kanoniczny uznawano Trzeci List Pawła do Koryntian. Tak czy inaczej miażdżąca większość pism została odrzucona, a w wyniku późniejszych antyheretyckich kampanii, duża część została po prostu wymazana.

    Na jakiej podstawie? Cóż, zdecydowana większość z nich była po prostu późniejszymi fałszerstwami. Nie oceniam tutaj prawdziwości ich treści, a jedynie fakt, że ich autorzy podawali się za ludzi którymi nie byli- na przykład jakie są szanse żeby Ewangelia Piotra, napisana w okolicach połowy II wieku była faktycznie dziełem Piotra? Musiałby on mieć grubo ponad 100 lat. Co do samej treści- poza Piotrem i Tomaszem, większość apokryficznych Ewangelii powstała później niż 150 rok. Szanse na to, że są odbiciem faktycznie istniejących tradycji, a nie próbą usprawiedliwienia czyichś poglądów teologicznych są więc nikłe.

    Nie znaczy to jednak, że sprawę można przesądzić. Zwłaszcza, że część dzieł zebranych w Nowym Testamencie to także fałszywki, albo jak wolą je określać niektórzy badacze, pseudoepigrafy. O ile kanoniczne ewangelie są dziełami anonimowymi, a przypisywani im autorzy to tylko tradycja, to nie można tego samego powiedzieć na przykład o listach Pawła (poza 7 które badacze uznają za jego autentyczną twórczość). Dlaczego te Listy są zatem w kanonie? Bo pseudoepigrafy były czymś powszechnym w starożytności. Wiele dzieł o medycynie podpisywano mianem Hipokratesa, a twierdzenie Pitagorasa raczej na pewno nie jest jego. Tutaj jednak powraca pytanie- skoro apokryfy odrzucono bo są fałszywkami, to czemu w Nowym Testamencie znajdują się pseudoepigrafy?

    O niskiej wiarygodności większości apokryfów już wspomnieliśmy, ale najważniejszym czynnikiem były decyzje całych generacji biskupów, teologów i uczonych. Po prostu część pism, mimo fałszywego autorstwa, uznano za wpisujące się w prawdziwą doktrynę. Słaba odpowiedź na pytanie prawda? Efekt arbitralnych decyzji, popartych jakąś dozą prawdopodobieństwa. To zresztą temat bardziej z pogranicza teologii. Jeśli chodzi o historię to cztery pierwsze ewangelie i kilka wczesnych listów uznano za świadectwo autentycznych tradycji- i na tej podstawie stworzono zarys doktryny uznanej później za ortodoksyjną. To co do niej pasowało miało szansę na znalezienie się w kanonie, to co nie, było odrzucane jako nieważne lub nieprawdziwe. Usatysfakcjonowani? Ja też nie. No i dlatego też kanon wzbudzał, wzbudza i będzie wzbudzał kontrowersje. Na zawsze.

    No dobra, ale omówmy sobie pokrótce pozostałe, kanoniczne dzieła Nowego Testamentu. Zaczniemy od domniemanych listów Pawła, które, w myśl obowiązującego obecnie konsensusu, nie są jego listami a pseudoepigrafami. I tak list do Efezjan jest odczytywany jako świadectwo ewolucji wspólnot złożonych głównie z pogańskich konwertytów. Jawią się one jako stabilne, coraz liczniejsze i „docierające się”. Apokaliptyczne hasła o ponownym przyjściu i wielkich zmianach zostają zastąpione nawoływaniem do posłuszeństwa tradycyjnym hierarchiom. Podporządkowani powinni pozostać podporządkowanymi, ale ci o wyższym statusie powinni ich kochać, szanować i troszczyć się o ich dobro. Dotyczyło to nawet niewolników. Wbrew powszechnemu przekonaniu, znane nam dzieła z pierwszych trzech wieków chrześcijaństwa nie naskakują na instytucję niewolnictwa. Pierwsza znana nam chrześcijańska krytyka tej instytucji pochodzi dopiero z IV wieku.

    Mimo, iż autor nie jest Pawłem to jest zaznajomiony z jego naukami a rozwinięte przez niego koncepty uznaje za ważne. Widać to zwłaszcza na przykładzie odkupienia grzechów przez mękę i śmierć Chrystusa. Podkreśla także przewodnią rolę jedności i łaski bożej w zbawieniu. Przedstawia punkt widzenia według którego łaska jest darem bożym, a nie czymś co dostaje się w zamian za dobre postępowanie. Zauważa także, że Chrystus zniósł różnice między Żydami a gojami. Wspólnota do której pisze jest lepiej zorganizowana, co widać choćby po nacisku kładzionym na znaczenie liderów w jej gronie. Podstawą jej trwania nie jest oczekiwanie na Paruzję, ale codziennie życie w myśl nauk Chrystusa. Największym zagrożeniem, zdaniem autora, nie są Żydzi czy państwo rzymskie a nadnaturalne siły, które pchają ludzi do czynienia zła. Widać tutaj inspirację nauczaniem wspólnot takich jak ta z Qumran. Z tego też powodu list datuje się zazwyczaj na przełom I i II wieku.

    Obawę przed nadnaturalnymi siłami zła wyraża także list do Kolosan. Jest on zaadresowany do wspólnoty wywodzącej się przede wszystkim z pogańskich konwertytów. Język i styl w jakim został napisany jest znacznie bliższy listom uznawanym za dzieła Pawła i z tego powodu część badaczy uważa go za autentyk. Wspólnota do której się zwraca jawi się jednak jako daleko bardziej stabilna i ugruntowana. Po raz kolejny widać nawoływanie do posłuszeństwa tradycyjnym hierarchiom. Brakuje tu także, charakterystycznych dla Pawła, wzmianek o konflikcie z Żydami lub żydowskimi chrześcijanami. Problemem są teraz bliżej niesprecyzowani „fałszywi nauczyciele”, być może gnostycy. Poruszone tutaj problemy były raczej typowe dla wspólnot żyjących pod koniec I wieku, lub na przełomie stuleci.

    Drugi List do Tesaloniczan także pisze o zagrożeniu dla wspólnoty, z tymże, jest ono bardziej namacalne i zdefiniowane. Autor mówi o wrogu, który wręcz uważa się za boga i za takiego się podaje. Póki co jednak, jest on powstrzymywany, ale niech tylko ten który go powstrzymuje ustąpi miejsca, a świat będzie świadkiem dantejskich scen. Na szczęście jednak nieprzyjaciel zostanie ostatecznie zgładzony przez Chrystusa. Każdy kto poprzez nieprzyjaciela również zostanie ukarany. Jedyną drogą do ocalenia jest właściwe postępowanie i utrzymywanie wspólnoty. Występują tutaj nawiązania do spraw poruszonych w I liście, dlatego też przypuszcza się, że autor wywodził się z kręgów bliskich tradycji świętego Pawła. Nieprzyjaciel o którym mówi list bywa identyfikowany z cesarzem Domicjanem, a z tego powodu list datuje się na lata 80.- 90. I wieku.

    Oprócz tego mamy jeszcze trzy tzw. listy pasterskie, których autor twierdzi, że jest Pawłem. Dwa zaadresowane zostały do Tymoteusza a jeden do Tytusa. Ich przesłanie i problemy o jakich traktują są bardzo podobne. Ich motywami przewodnimi są kwestie przywództwa, właściwego postępowania i obawa przed „fałszywymi nauczycielami". Taka tematyka wskazuje, że zostały one napisane raczej w okresie późniejszym niż ten w którym działał święty Paweł. Co więcej teologia nie wygląda na pawłową. Rola Chrystusa jest przedstawiona jako zdecydowanie skromniejsza. Ogólny wydźwięk listu jest spokojniejszy, wspólnota którą opisuje autor wydaje się dobrze osadzona w swoich realiach (nawoływanie do posłuszeństwa wobec władzy) i jest pogodzona z ziemskim życiem (krytyka radykalnego ascetyzmu). Jest możliwe, że listy zostały napisane dopiero na początku II wieku. Kiedy Marcjon, zbierał dzieła apostoła w okolicach 140 roku, nie wspomniał on o tych trzech listach. Niektórym historykom daje to asumpt do twierdzenia, że zostały one napisane dopiero w połowie II wieku. Teoria ta, choć atrakcyjna, jest jednak odrzucana przez większość badaczy.

    Zdaniem Freemana, gdyby nie przypisanie tych listów do Pawła, to raczej nie znalazły by się one w kanonie. Zawarta w nich teologia jest mocno uproszczona i nie wnosi wiele. Mimo to znalazły się w Nowym Testamencie i odegrały duża rolę jako zbiór zasad dla wspólnot chrześcijańskich. Co ciekawe, są w tym celu wykorzystywane do dzisiaj przez wspólnoty ewangelikalne, przede wszystkim pentekostalne. Widać w nich jeszcze jedną ciekawą rzecz- nacisk na znaczenie Pisma. Wraz z odejściem pierwszych generacji nauczycieli, wywodzących się jeszcze z kręgów apostolskich, pojawiło się tak wielu pomniejszych liderów, że rozeznanie się w tym kto "ma rację" stało się bardzo ciężkie. Z tego też powodu należy konsultować nauczanie z tradycyjnymi pismami- w kontekście listów chodziło prawdopodobnie o żydowską Biblię, ale z czasem rolę tę przejął z wolna kształtujący się kanon chrześcijański.

    Idąc dalej mamy dwa listy które zostały przypisane Piotrowi. Ich autorstwo jest jednak sprawą kontrowersyjną. Z relacji Euzebiusza wiemy, że podobne wątpliwości miały już wspólnoty wczesnochrześcijańskie, zwłaszcza jeśli chodzi o II list, bo wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują, że został on napisany kilkadziesiąt lat później niż pierwszy. Wydaje się, że w przypadku I jest większa szansa na to, że jest autentyczny, ale są dobre powody aby w to wątpić. Przede wszystkim chodzi o poziom greki, problemy wspólnoty (charakterystyczne raczej dla późniejszych grup niż tych w czasach Piotra), teologię (nieco podobną do pawłowej) i brak odwołań do historycznego Jezusa. Niektórzy badacze widzą jednak pewne związki z apostołem.

    I List jest zaadresowany do diaspory w Azji Mniejszej. Z Dziejów wiemy, że Piotr wszedł w kontakty z judeochrześcijanami z tych regionów. Z tych samych Dziejów wiemy, że Paweł napotkał na opozycję w Galacji i odpuścił sobie wizytę w Bitynii. Na tej podstawie można doszukiwać się tam wspólnot chrześcijańskich które uznawały Piotra za swojego lidera. Nawet jeśli on sam nie napisał listu to istnieje szansa, że zrobił to ktoś z jego otoczenia, a podpisał się jako apostoł bo wiedział jak szanowaną figurą jest on wśród tych wspólnot. Wydaje się, że grupy te były w jakiś sposób zagrożone, a celem listów jest poprawienie ich morale i danie inspiracji.

    List jest ciekawym miksem teologii judeochrześcijańskiej i pawłowej. Z jednej strony jest mocno osadzony w żydowskiej Biblii, o czym świadczą takie określenia jak „królewskie kapłaństwo”. Misja Jezusa jest tutaj również ukazana jako zapowiedziana przez proroctwa. Z drugiej jednak strony widać także inspiracje Pawłem- na przykład przy opisie zmartwychwstania jako aktu duchowego a nie materialnego. Tematem przewodnim listu jest nawoływanie do przetrwania obecnych przeciwności i nadejście czasów ostatecznych. Wszystkie niedogodności i cierpienia z jakimi zetknęli się wierni zostaną wynagrodzone. W międzyczasie wierni powinni zachowywać tradycyjny ład społeczny, który jednak powinien być oparty na wzajemnej miłości i szacunku.

    Następny na naszej liście jest list przypisywany Jakubowi. Kwestia jego autorstwa jest dyskusyjna, a konsensusu wciąż brak. Część uczonych datuje zatem list na czwartą dekadę I wieku, inni na jego końcówkę. Głównym zarzutem krytyków jest greka, ich zdaniem zbyt wyszukana jak na prowincjusza. Ponadto autor przedstawia się tylko jako sługa boży. Czy Jakub, zwany bratem Jezusa, nie wspomniał by o swojej specjalnej relacji ze zbawicielem? I wymienił go tylko dwa razy w całym liście? Z drugiej jednak strony wiemy, że Jakub był przywódcą frakcji judeochrześcijan, a tekst jest tak zanurzony w judaizmie, że niektórzy sądzą, że w oryginale był to tekst żydowski a list jest jego chrześcijańską reinterpretacją. Co ciekawsze, wiemy, że list zawsze wzbudzał kontrowersje i nie znalazł się w kanonie Muratoriego a Orygenes i Euzebiusz wymieniali go jako niepewny. Został uznany za kanoniczny dopiero dzięki autorytetowi Atanazego Wielkiego i Augustyna z Hippony. Nawet jeśli nie jest autentycznym dziełem Jakuba to niezaprzeczalnie jest związany z jego otoczeniem albo wspólnotą.

    List jest pełny ekshortacji, tj. napomnień i nawoływań do poprawy. Większość z nich jest oparta na żydowskiej Biblii, ale część nosi znamiona wpływów jakiegoś dzieła zawierającego spisane słowa Jezusa, być może Q. Czy autor znał spisane Ewangelie? Nigdzie nie mówi tego wprost, na dodatek jego głównym celem nie jest przedstawienie Jezusa i jego roli, ale stworzenie wzorców postępowania opartych na jego naukach. Wspólnota będąca adresatem nie jest prześladowana, ale spotyka się z dyskryminacją zwłaszcza ze strony bogatych oponentów. Autor wzywa do pokładania nadziei w Bogu, nie przejmowaniu się ziemskimi bogactwami i oddaniu się pracy u podstaw. Uważa również, że sama wiara to za mało i musi być poparta postępowaniem, co stoi w sprzeczności z nauczeniem Pawła o niezasłużonej łasce. Nie wiadomo czy był to celowy zabieg mający zaprzeczyć poglądom Pawła (co pasowałoby do tego co wiemy o jego relacjach ze wspólnotami judeochrześcijańskimi) czy autor po prostu wyraził swój pogląd. Ciekawostka: z tego właśnie powodu Luter domagał się wyrzucenia tego listu z kanonu.

    Pozostaje nam jeszcze list Judy, napisany prawdopodobnie w okolicach 90 roku. Autor podaje się za Judę, brata Jakuba, ale brakuje nam podstaw aby uznać te twierdzenia za zasadne. Tematem przewodnim listu jest zagrożenie ze strony „onych”, którzy wkradli się do wspólnoty i zagrażają wierze. Wers po wersie mamy do czynienia z krytyką niecnych postępków rzeczonych „obcych”. Do tej pory nikomu nie udało się ułożyć przekonywującej teorii dotyczącej tego co miał na myśli Juda. Bardzo podobna tematyka zostaje poruszona w Drugim Liście Piotra, w którym kościół jawi się już jako w miarę zorganizowana instytucja, próbująca określić rdzeń swoich wierzeń i obronić się przed tymi którzy głoszą "fałszywe" nauki.

    No i last but not least, Apokalipsa Jana, dłuższa niż listy i wymagająca nieco więcej uwagi. Była ona chyba najbardziej kontrowersyjna ze wszystkich dzieł które zostały zaakceptowane w Nowym Testamencie. O ile Zachód był przychylniej nastawiony do Apokalipsy, o tyle na Wschodzie przez długi czas odmawiano jej znaczenia. Trzeba było autorytetu Atanazego żeby została ona zaakceptowana. Co jakiś czas dyskusja na jej temat powracała. W Europie miało to miejsce np. w trakcie reformacji. Wielu protestantów odrzucało ją lub umniejszało jej znaczeniu. Dopiero w czasach współczesnych zmieniło się generalne nastawienie do Apokalipsy, ale to raczej ze względu na rolę jaką odegrała w kulturze niż na zmianę podejścia co do samego tekstu.

    Na czym polega problem? Apokalipsa ma się do reszty kanonu jak pięść do nosa. O ile po reszcie prac, też nie pozbawionych sprzeczności, niejasności i niedopowiedzeń, widać proces ewolucji wspólnot chrześcijańskich, ich wierzeń, instytucji, sytuacji w szerszym kontekście o tyle… nie bardzo możemy dopatrzeć się tego w dziele Jana. Słowo apokalipsa oznacza ujawnienie/ odkrycie, zazwyczaj poprzez wizję. Apokalipsa nie musi oznaczać końca świata, ale zawsze jest zapowiedzią daleko idących zmian. Wizja jest zawsze pełna mistycznych symboli, odniesień, fantastycznych stworzeń i nieprawdopodobnych wydarzeń. Większość wątków przewijających się u Jana można znaleźć także w Starym Testamencie. Znamienny jest na przykład obraz Boga, ukazanego jako surowy sędzia, a nie współczujący Ojciec.

    Apokalipsa jest odczytywana jako ostateczne ukazanie Jezusa jako zapowiedzi końca świata i nadchodzącego sądu który obejmie wszystkich. Wnikliwe wczytywanie się w Apokalipsę i szukanie w niej sensu i ukrytych znaczeń jest jednak bardzo trudne, a w zasadzie niemożliwe. Większość autorów prędzej czy później grzęźnie w fantazjach, interpretacjach, reinterpretacjach i próbach znalezienia połączeń między tekstem a historią lub obecną rzeczywistością. Z tego powodu Freeman opowiada się za odczytywaniem jej tylko w kontekście epoki w której została napisana.

    Autorstwo pracy jest niepewne. Twórca podpisuje się jako Jan. Został on utożsamiony z apostołem o tym samym imieniu, ale w tekście nigdy nie pada podobne stwierdzenie. Należy przyznać, że niezależnie od tego kim autor faktycznie jest czasem nawiązuje do terminologii Ewangelii Jana. Z drugiej jednak strony już w III wieku pisarze chrześcijańscy zauważali, że stylistyka tych prac jest tak różna, że szanse na to, że wyszły spod jednego pióra są bardzo nikłe. Niektórzy przypisują Apokalipsę Janowi Starszemu, dość tajemniczej postaci opisanej przez Papiasza. Zwolennikiem takiej identyfikacji był sam Euzebiusz z Cezarei. Współcześni uczeni są raczej zdania, że chodziło o jakiegoś innego, bliżej nieznanego Jana.

    Autor twierdzi, że objawienia doznał na wyspie Patmos, leżącej koło Efezu. Okoliczne wyspy były tradycyjnie wykorzystywane jako miejsca zesłania dla sprawiających problemy. Uprawdopodabnia to wersję Jana o tym, że był prześladowany za wiarę. Dzieło jest adresowane do siedmiu wspólnot w Azji Mniejszej. Każda z nich otrzymuje wiadomość o nadchodzącym sądzie i zachętę do cnotliwego życia i/lub ostrzeżenie . Sąd u Jana jawi się jako coś bardzo bliskiego i nieuniknionego. Cała praca jest zasadniczo opisem tego co stanie się z tymi, którzy nie żyją tak jak oczekuje tego Bóg. Nacisk położono tutaj na czczenie fałszywych bogów, w tym cesarza. Możliwe, że autor znajdował się na zesłaniu właśnie z powodu odmowy oddania czci władcy.

    Apokalipsa jest pełna symboli i niejednoznacznych odwołań. Powtarza się liczba 7, postać Baranka, kobiety obleczonej w słońce i smoka, czyhającego na dziecko które ma urodzić. To ostatnie jest żywcem wyjęte z greckiego mitu o narodzinach Apolla, na którego ciężarną matkę Leto czyhał wężowaty potwór Pyton. Baranek jest utożsamiany z Jezusem, a wzięło się to z Paschy. W czasie plagi zabijającej pierworodnych w Egipcie, Żydzi mieli oznakować swoje domy krwią złożonego w ofierze baranka. Chrześcijanie podobnie postrzegali Jezusa- jako ofiarę za grzechy świata, ofiarę która ocali ludzi przed gniewem bożym. Siódemka ma tyle znaczeń, że nawet nie wiadomo od czego zacząć, dość powiedzieć, że była to liczba często zestawiana z Bogiem, na przykład siedem dni stworzenia.

    Dzieło opisuje bitwę między siłami Światła i Ciemności. Armia Szatana zostaje pokonana przez Michała Archanioła, ale wtedy pojawia się Bestia której symbolem jest 666, oznaczająca, według interpretacji, rzymskich cesarzy (można ją odczytać jako Nero Caesar). Następnie pojawia się zapowiedź upadku ich stolicy, chociaż autor używa nazwy Babilon, nie Rzym. W opisie pojawiają się ognie trawiące miasto, prawdopodobnie nawiązanie do pożaru z czasów Nerona, po którym miały wybuchnąć pierwsze instytucjonalne prześladowania chrześcijan. Potem pojawia się Jezus, przynoszący zbawienie tym którzy postawili się Bestii i zostali umęczeni. Następnie mija tysiąc lat w czasie których Szatan przegrupowuje swoje siły, a na Ziemie zstępuje Niebiańskie Jeruzalem. Dobra, stop.

    Ten opis to jakiś żart, który w żaden sposób nie oddaje bogactwa akcji i emocji zawartych w pracy Jana. Jego wizja jest niespokojna, zamazana, niepewna, często wręcz wewnętrznie sprzeczna. Nie można jej natomiast odmówić głębi i tego, że nie da się obok niej przejść obojętnie. Nie jest przypadkiem, że dzieło to wywarło tak olbrzymi wpływ na europejską sztukę i kulturę. Stąd mamy na przykład „nierządnicę babilońską” (co ciekawe epitet ten, jak i utożsamienie Rzymu z Babilonem, były często wykorzystywane w antykatolickiej propagandzie protestanckiej) czy czterech jeźdźców. Polecam samemu zapoznać się z treścią Apokalipsy. Jasne, ciężko wejść w to co poeta miał na myśli, ale warto, bo dobrze oddaje to niespokojnego ducha niektórych chrześcijan i ich wspólnot.

    Podsumowując i wracając do tematu kanonu. Prześledzenie całego procesu jego formowania się jest bardzo ciężkie, a wręcz niemożliwe i mocno wykracza poza założenia serii której celem jest tylko przybliżenie ogólnych dziejów chrześcijaństwa. Nie oznacza to jednak, że to już koniec tematu. Kontrowersji na temat kanonu i ortodoksji będzie jeszcze sporo i będziemy je omawiać na konkretnych przykładach.

    Czemu ogólna historia dziejów formowania się Nowego Testamentu jest trudna do uchwycenia? Bo wymagałoby to wejścia na grunt teologii- a na to nie pozwala mi uczciwość intelektualna- ciężko opowiadać innym o czymś o czym samemu ma się mgliste pojęcie. Jeśli chodzi o historyczną stronę tematu to jest to ciężki przypadek z uwagi na brak wystarczającej liczby źródeł. Na domiar złego miażdżąca większość z nich przedstawia tylko zdanie zwycięzców, to znaczy tych których propozycje zostały uznane za wiążące. Proces ustalania ortodoksji postępował powoli, a jego ostateczny efekt jest następstwem arbitralnych decyzji i narzucania poglądów słabszym przez silniejsze, zwycięskie frakcje. Czy miały rację? Tu wracamy do teologii, a ja mogę tylko rozłożyć ręce.

    Kanon nigdy nie został całkowicie zaakceptowany i przyjęty przez wszystkich. Tyle, że w IV wieku, kiedy kanon się wykrystalizował, zwycięska frakcja mogła liczyć na wsparcie ze strony rzymskiego aparatu państwowego. Cesarstwo zaś było już wtedy państwem oficjalnie chrześcijańskim. Dzięki temu, dominująca grupa miała teraz możliwość wyegzekwowania swoich decyzji. Ci którzy myśleli inaczej stali się obiektem dyskryminacji, a czasem nawet prześladowań. Wbrew obiegowej opinii, kara śmierci była bardzo rzadka, mówimy w końcu o obywatelach Cesarstwa w którym liczono się z porządkiem prawnym.

    Przyjęty kanon nie jest idealny i nie chodzi tu nawet o kwestię fałszerstw czy interpretacji, ale wewnętrznych sprzeczności. Na pewno łatwiej dostrzec związek między Markiem i Mateuszem, czy listami Judy i Piotra niż z apokryfami, ale nie oznacza to, że kanon zawiera koherentny wykład teologii chrześcijańskiej. Wspomniane sprzeczności były później źródłem niekończących się debat i podziałów w łonie zwycięskiej frakcji, które zaowocowały kolejnymi rozpadami i powstaniem oddzielnych kościołów. Podziały te zresztą nigdy nie zakończyły się na dobre i trwają do dzisiaj.

    Co do dalszych losów nieprawowiernych: ich koniec nie był wcale szybki. Ci którym nie podobały się rzymskie porządki chronili się albo w mało dostępnych regionach Cesarstwa albo migrowali do innych państw. Nie oznacza to jednak, że zostali na dobre zepchnięci do defensywy. Potrafili wykorzystywać sprzyjające okoliczności. Określani mianem heretyków, mimo wszystkich przeszkód, potrafili wywierać wpływ na ludność, a czasem nawet szczyty władzy. Rozłamów zresztą przybywało i nawet gdy starsze wspólnoty znikały, na ich miejsce pojawiały się nowe, wraz z niekończącymi się sporami na temat poprawnej interpretacji chrześcijaństwa.

    Ostateczny kres tych wspólnot nastąpił dopiero z wraz ze świtem ery islamu. Muzułmański podbój Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki, głównych ognisk herezji, na dobre zmienił religijny klimat tych terenów. Grupy heretyckich chrześcijan (ortodoksyjnych zresztą też) zaczęły z biegiem czasu przechodzić na islam. Nie oznacza to jednak, że heretycy nie przeszczepili swojego buntowniczego ducha na grunt nowej religii. Miało to miejsce i stąd późniejszy wysyp sekt muzułmańskich i ruchów sufickich, balansujących na granicy ortodoksji. Wiele z nich przetrwało zresztą do dzisiaj i jest pewnie nieświadoma faktu, że w jakiś sposób kontynuuje tradycje np. gnostyków. Apokryfy i heretycy czekają na nas w następnym odcinku.

    PS. Mam nadzieję, że nie ma miliarda błędów. Zwyczajowo pełniącemu rolę cenzora @robson7 (którego pozdrawiam) obowiązki nie pozwoliły rzucić okiem na tekst przed jego wrzuceniem na wykop. Tradycyjna prośba o wyłapywanie błędów.

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa

    Wizerunek Atanazego z Aleksandrii
    pokaż całość

    źródło: atha.jpg

  •  

    Nie sądzicie, że dziwaczna kolokacja "wierzący-niepraktykujący" używana przez wiele osób, to tak naprawdę oksymoron?

    Bo co to oznacza dokładnie, że wierzysz w Boga, ale nie żyjesz wg jego Prawa?
    Według mnie to właśnie taki pusty frazes, oznaczający że ktoś żyje w grzechu, ale na koniec dnia uspokaja sumienie myśląc, że "przecież wierzy w Boga..."

    Wiara i nawrócenie to praca nad sobą i swoimi słabościami, życie zgodnie z Bogiem codziennie, zawsze i nieustannie.
    Więc nie ma czegoś takiego, jak "wierzący-niepraktykujący"

    Takie mam przemyślenia po wieczornych rozmowach z niewierzącymi znajomymi( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #wiara #oswiadczenie #chrzescijanstwo #przemyslenia #4konserwy
    pokaż całość

  •  

    A moze tak na dobranoc male uwielbienie z Exodus? :)

    Duszo ma, Pana chwal, oddaj Bogu cześć
    Świętemu śpiewaj pieśń.
    Z mocą wywyższaj go, duszo ma
    Uwielbiam Boże Cię


    Nowy dzień wraz ze wschodem słońca,
    Znów nadszedł czas by Ci śpiewać pieśń
    Cokolwiek jest już za mną i to wszystko co przede mną
    Wiem będę śpiewać, gdy nadejdzie zmrok

    Duszo ma, Pana chwal, oddaj Bogu cześć
    Świętemu śpiewaj pieśń.

    Z mocą wywyższaj go, duszo ma
    Uwielbiam Boże Cię

    Bogaty w miłość gniew oddalasz,
    Panie Twe serce miłe, wielkie Imię Twe
    Ze względu na Twą dobroć będę śpiewać Tobie pieśni,

    Wiele powodów, by uwielbiać Cię

    Duszo ma, Pana chwal, oddaj Bogu cześć
    Świętemu śpiewaj pieśń
    Z mocą wywyższaj go, duszo ma
    Uwielbiam Boże Cię


    Przyjdzie dzień, gdy bez sił zostanę,
    Nadejdzie czas mego końca tu
    Dusza ma będzie już na zawsze Cię uwielbiać
    W wieczności z Tobą piękna zabrzmi pieśń

    Duszo ma, Pana chwal, oddaj Bogu cześć
    Świętemu śpiewaj pieśń
    Z mocą wywyższaj go, duszo ma
    Uwielbiam Boże Cię

    #wiara #mikromodlitwa #katolicyzm #chrzescijanstwo
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @agaja: A może Brewiarz i nieszpory?

      http://brewiarz.pl/xi_17/1111p/nieszpory.php3

      Ant. Roztropne dziewice, przygotujcie swe lampy, * Oblubieniec nadchodzi, / wyjdźcie Mu na spotkanie.

      Wielbi dusza moja Pana *
      i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim.
      Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy. *
      Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia.
      Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, *
      a Jego imię jest święte.
      Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie *
      nad tymi, którzy się Go boją.
      Okazał moc swego ramienia, *
      rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
      Strącił władców z tronu, *
      a wywyższył pokornych.
      Głodnych nasycił dobrami, *
      a bogatych z niczym odprawił.
      Ujął się za swoim sługą, Izraelem, *
      pomny na swe miłosierdzie,
      Jak obiecał naszym ojcom, *
      Abrahamowi i jego potomstwu na wieki.
      Chwała Ojcu i Synowi, *
      i Duchowi Świętemu.
      Jak była na początku, teraz i zawsze, *
      i na wieki wieków. Amen.


      Ant. Roztropne dziewice, przygotujcie swe lampy, / Oblubieniec nadchodzi, / wyjdźcie Mu na spotkanie.
      pokaż całość

    •  

      @Asgorus: ja mysle, ze starczy czasu i na jedno, i drugie :)

  •  

    o żesz w pizdę xD jak można być takim pajacem i gimboateistą xD argument że nie ma Boga - bo giną zwierzęta xD serio kurwa typie xD i jeszcze ten pretensjonalny głosik z manierą, jakby to był niesamowicie oczytany xD w Bibli sobie pozaznaczał fragmenty, jakoby że ją całą przeczytał i patrzcie jakim kurwa jestem cwaniakiem. Film powinien być z ograniczeniem wiekowym, ale dla max 15 lat.
    #gimboateizm #ateizm #polskiyoutube #bekazateistow #chrzescijanstwo pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      Pozwolę sobie zatem, spróbować na nie odpowiedzieć. Będę się w miarę możliwości posiłkował Biblią

      Odpowiedź na pytanie nr. 1:

      Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie. (Mk 12, 18-27)

      Myślę, że ten cytat z Ewangelii wg. św. Marka już sam w sobie daje odpowiedź na zadanie pytanie. Jezus mówi wyraźnie, że po śmierci nie będzie czegoś takiego jak związki międzyludzkie. Ludzie będą takimi bytami jak aniołowie.

      A zgodnie z katolicką nauką o aniołach:

      KKK 350 Aniołowie są stworzeniami duchowymi, które nieustannie wielbią Boga i służą Jego zbawczym zamysłom wobec innych stworzeń.

      Zatem pozwolę sobie przypuszczać, że Łukasz nie za bardzo wgłębił się w naturę tego w co chrześcijanie (a może raczej katolicy) wierzą, że dzieje się po śmierci. Ma chyba bardzo infantylne spojrzenie na kwestię jak wygląda wieczność.

      Odpowiedź na pytanie nr. 2:

      Tutaj pewni chrześcijanie rzeczywiście polegną. Sola Scriptura nie pozwala na odpowiedź na to pytanie. Pozwolę sobie zatem znów spojrzeć na to z katolickiego punktu widzenia. Albo raczej, niech katolicki (i chrześcijański) punkt widzenia powie sam za siebie:

      http://newadvent.org/cathen/08539a.htm
      https://www.catholic.com/qa/how-do-we-explain-the-conflicting-accounts-of-judas-death-in-matthew-and-acts
      http://www.patheos.com/blogs/religionqanda/2013/01/bible-scoffers-favorite-how-did-judas-die/

      I tak trochę z własnego punktu widzenia. Dla katolika, opis biblijny śmierci Judasza nie ma aż tak ogromnego znaczenia z pewnego powodu. Kościół opiera swoją doktrynę i wierzenia na Biblii i Tradycji Apostolskiej, która podaje że Judasz zdradził Pana Jezusa. I tyle. Opis jego śmierci mógłby zostać wycięty z Biblii i nic by to nie zmieniło.

      Odpowiedź na pytanie nr. 3:

      Idź, twoja wiara cię uzdrowiła (Łk 17, 11-19)

      Stwierdzenie, że Bóg nie przywraca kończyn nie jest w 100% pewne. Istnieją informacje o tzw. Cudzie z Calandy, gdzie odrosła cała kończyna:

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Cud_z_Calandy

      Odpowiedź na pytanie nr. 4 i 5:

      Widzę, że tu w głównej mierze rozchodzi się o interpretację Pisma Świętego.

      Tyle że, w tym fragmencie (z rydwanami) to Juda nie wyrzucił ich z doliny. A nie Bóg:

      19 A Pan był z Judą. Wziął potem Juda w posiadanie góry, natomiast nie usunął z posiadłości mieszkańców doliny, ponieważ mieli żelazne rydwany.

      Natomiast pytanie 5 jest naciągane jak gumka w majtkach. Fragment z kuszenia Jezusa, dowodzi płaskości Ziemi? Proszę, przecież to oczywiste że tu chodzi po prostu o dobra materialne.

      Odpowiedź na pytanie nr. 6:

      Tak wierzę.

      Poza tym, brak dowodu nie równa się nieistnieniu. A argument z "ciszy w innych źródłach" jest błędem logicznym:
      https://www.youtube.com/watch?v=pwTDuNFAHng&t=263s

      Odpowiedź na pytanie nr. 7:

      I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi! (Rdz 1:28)

      Także sorry Łukasz, ale dla Boga ludzie > zwierzęta ( ͡° ͜ʖ ͡°).

      Odpowiedź na pytanie nr. 8:

      Pytanie nie do chrześcijan jako ogółu, ale do kreacjonistów. Więc oddalam je ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Odpowiedź na pytanie nr. 9:

      Na to pytanie nie mam odpowiedzi.

      Odpowiedź na pytanie nr. 10:

      Co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy (Mt 7, 12).

      Na pewno nie fragmenty o tym, że Bóg kazał kogoś zabić. Zastanawiam się czemu zabójstwo i odebranie życia wydaje się ludziom niesprawiedliwe. Co jest niesprawiedliwego karze śmierci? Jak dla mnie, i wielu chrześcijan, jest ona uzasadniona.

      Odpowiedź na pytanie bonusowe:
      Na serio uważam, że wszechwiedzący, wszechdobry i wszechmocny Bóg wybrał najlepszy jego zdaniem sposób na odkupienie ludzkości. Właśnie dlatego, że jest wszechwiedząc, wszechdobry i wszechmocny ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Podsumowanie:

      Na 10 z 11 pytanie odpowiedziałem.

      Nie podoba mi się, w jakim kierunku poszedł Łukasz. Jego pierwsze filmy były bardzo miłą odskocznią i testem myślenia. Nie wiem czemu miał służyć ten filmik.
      pokaż całość

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    • więcej komentarzy (12)

  •  

    św. Paweł - Pierwszy list do Koryntian, znany szerzej jako hymn o miłości

    Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
    a miłości bym nie miał,
    stałbym się jak miedź brzęcząca
    albo cymbał brzmiący.

    Gdybym też miał dar prorokowania
    i znał wszystkie tajemnice,
    i posiadał wszelką wiedzę,
    i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
    a miłości bym nie miał,

    byłbym niczym.
    I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
    a ciało wystawił na spalenie,
    lecz miłości bym nie miał,
    nic bym nie zyskał.

    Miłość cierpliwa jest,
    łaskawa jest.
    Miłość nie zazdrości,
    nie szuka poklasku,
    nie unosi się pychą;
    nie dopuszcza się bezwstydu,
    nie szuka swego,
    nie unosi się gniewem,
    nie pamięta złego;
    nie cieszy się z niesprawiedliwości,
    lecz współweseli się z prawdą.

    Wszystko znosi,
    wszystkiemu wierzy,
    we wszystkim pokłada nadzieję,
    wszystko przetrzyma.
    Miłość nigdy nie ustaje,
    [nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
    albo jak dar języków, który zniknie,
    lub jak wiedza, której zabraknie.

    Po części bowiem tylko poznajemy,
    po części prorokujemy.
    Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
    zniknie to, co jest tylko częściowe.

    Gdy byłem dzieckiem,
    mówiłem jak dziecko,
    czułem jak dziecko,
    myślałem jak dziecko.
    Kiedy zaś stałem się mężem,
    wyzbyłem się tego, co dziecięce.
    Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
    wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
    Teraz poznaję po części,
    wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
    Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
    z nich zaś największa jest miłość.

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #poezja
    pokaż całość

  •  

    Ewangelia Jana jest nieco inna niż pozostałe trzy, a różnica nie polega tylko na stylu i stopniu wyrafinowania intelektualnego, które, w zgodnej opinii większości uczonych, stawiają ją ponad ewangelie synoptyczne. Różnice te oczywiście nie są diametralne, w przeciwnym bowiem wypadku nie znalazłaby się przecież w tym samym kanonie, ale występują. Przede wszystkim jej autor opierał się na innych źródłach i tradycjach, a losy wspólnoty dla której pisał, również odcisnęły na niej duże piętno i nadały jej nieco odmienny wyraz.

    Można o niej śmiało powiedzieć, że jest jerozolimo-centryczna, bo rola Jerozolimy wraz z przyległościami jest tutaj daleko ważniejsza niż w pozostałych. Większość akcji dzieje się w mieście, a Jezus jest przedstawiony jako osoba z nim związana i często je odwiedzająca. Część narracji jest również osadzona w wioskach i miasteczkach w okolicy Jerozolimy. Istnienie części z nich zostało potwierdzone dzięki badaniom archeologicznym. Co dziwniejsze, w dziele prawie w ogóle nie ma wzmianek o Galilei, miejscu z którego pochodził i Chrystus, i większość jego apostołów. Na tej podstawie wnioskujemy, że wspólnota dla której pisał Jan wywodziła się z tradycji jerozolimskich chrześcijan.

    Tradycja przypisuje autorstwo Janowi Apostołowi, synowi Zebedeusza, ale, klasycznie, nie mamy niczego poza podaniami żeby potwierdzić prawdziwość tej wersji. Wydaje się, że finalna wersja Ewangelii była efektem pracy kilku osób, które zebrały krążące po wspólnocie podania i spisały je w takiej formie. Stało się to już po wygnaniu wspólnoty z Jerozolimy. O tym, że to wygnanie miało miejsce świadczą ustępy w których Jan odrzuca Jerozolimę i pisze o nadejściu czasów gdy Boga nie będzie się czcić w Świątyni.

    Możemy się tylko domyślać przyczyn wygnania chrześcijan, ale wydaje się, że ewolucja wierzeń przypisujących Jezusowi jakąś formę boskości odegrała tu kluczową rolę. Jeśli tak, to ewangelia ta jako jedyna odnotowuje historyczny moment pierwszego, poważnego rozdziału między chrześcijaństwem a judaizmem. Chrześcijanie byli jednak na tyle dojrzali jako wspólnota, że potrafili oprzeć się presji grupy, z której wyszli i pozostać przy swoich przekonaniach. Tradycja mówi o migracji wspólnoty jerozolimskiej do Efezu i tam też miało dojść do spisania rdzenia Ewangelii.

    Rdzenia, bo mamy dobre powody by sądzić, że rozdział XXI został spisany i dodany później. Mniejszych modyfikacji nie możemy wykluczyć. Spisanie Ewangelii w jej finalnej wersji datuje się zazwyczaj na lata między 90 a 110 rokiem. Wskazuje na to większa dojrzałość i głębia intelektualna dzieła, będąca efektem kilku dekad ewolucji myśli religijnej. Potwierdzeniem jest również fakt pojawienie się większego nacisku na nadzwyczajność Jezusa, a więc jego boskość. Widać także mocniejsze zanurzenie autora w kulturze helleńskiej, na co wskazuje np. scena w której Maria Magdalena rozpoznaje Jezusa w ogrodzie, zdaniem wielu, żywcem wyjęta z literatury greckiej tamtego okresu.

    Jedną z największych zagadek Ewangelii jest tożsamość „umiłowanego ucznia”. Bywa on identyfikowany z apostołem Janem, ale wielu uczonych sądzi, że jego tożsamość nie została ujawniona celowo, że jest to zabieg mający pokazać równość apostołów. Takie ujęcie podważało przewodnią rolę świętego Piotra. Ewangelia zaczyna się prologiem w którym Słowo (logos) staje się ciałem. Nie jest to przypadek - Chrystus zostaje utożsamiony z logosem, a to znaczy, że istniał wcześniej, przed pojawieniem się na świecie. Ziemski żywot to tylko epizod w jego długiej historii. Autor jasno sugeruje, że Jezus jest kimś więcej niż prorokiem czy świętym mężem, że jest w nim jakaś cząstka boskości.

    Jeśli chodzi o teologię zawartą w Ewangelii to Jan zdaje się bazować przede wszystkim na tradycji żydowskiej, co potwierdzają odkrycia tak zwanych Zwojów Morza Martwego. Dosłowne cytaty nie występują, ale widać zapożyczenie konceptów oraz podobieństwo tonu w jakim utrzymane są teksty. Koncept logosu jest oczywiście zapożyczony od Filona z Aleksandrii. Jego interpretacja przedstawiająca logos jako pośrednika między Bogiem a ludźmi, idealnie odpowiadała chrześcijańskiej potrzebie wpasowania Chrystusa w relacje Bóg - człowiek. Prawdopodobnie dlatego też u Jana, Jezus pojawia się od razu jako w pełni uformowany, dorosły mężczyzna - w końcu logos istniał wcześniej niż świat.

    Co ciekawe, w opisie misji Jezusa, Jan kładzie większy nacisk na jego zbawczą rolę i unika przedstawiania go jako najwyższego sędziego na mającym niedługo nadejść Sądzie Ostatecznym. Opis jest tym bardziej złagodzony, że nie ma mowy o przynoszeniu miecza czy nienawiści. Owszem, grzeszników nadal czeka potępienie, ale opis jest dużo oszczędniejszy. Ciekawe jest także ukazanie relacji między Bogiem-Ojcem, a Jezusem. Narracja Jana jest niekonsekwentna. Na początku przedstawia Jezusa jako znajdującego się niżej w hierarchii i podporządkowanego Ojcu. Później jednak pojawiają się ustępy stawiającego Jezusa na równi. Będzie to mieć znaczenie w trakcie tzw. sporów chrystologicznych w IV wieku. Obydwa obozy będą w stanie znaleźć cytaty z Pisma na poparcie swoich tez.

    Rdzeń narracji Jana opiera się na serii sześciu cudownych znaków jakie miał uczynić Chrystus. Co dziwne, jednym z pierwszych wydarzeń jest tumult w Świątyni w czasie którego Jezus usunął z jej terenu kupców. W ewangeliach synoptycznych wydarzenie to jest umiejscowione na krótko przed Paschą i niejako poprzedza ukrzyżowanie Chrystusa. Chronologia Jana jest odczytywana jako celowy zabieg autora, mający pasować do koncepcji pasma cudów, które przedstawiają Chrystusa jako zbawcę i zapowiadają jego odkupicielską mękę. W sumie warto przy tej okazji przypomnieć - ewangelie nie są biografiami Jezusa ani kronikami wydarzeń, tylko próbą uchwycenia sensu i celu domniemanej misji Jezusa. Zwracał na to uwagę już Orygenes, żyjący i tworzący w III wieku.

    Ponownie wychodzą nam różnice między Janem a ewangeliami synoptycznymi. Marek na przykład, opisuje historię Jezusa jako niekończące się pasmo cudów, uzdrowień, wskrzeszeń i egzorcyzmów. Jan nie szafuje nimi tak mocno - jak już wspomniałem, życie Jezusa jest przedstawione jako szereg sześciu cudów. Cuda te nie są „sobie a muzom”, ale mają na celu uwydatnić pewne aspekty osoby i misji Jezusa. I tak cud zamiany wody w wino z Kanny Galilejskiej jest zapowiedzią dalszych wydarzeń i sprawia, że uczniowie zaczynają wierzyć, że ich nauczyciel jest kimś więcej niż tylko rabbim. Chwilę po tym wydarzeniu pojawia się wzmianka o dualizmie mrok-światło, materia-duch, prawdopodobnie oparte na nauczaniu wspólnot takich jak ta z Qumran. Pojawia się także wzmianka o Samarytanach, odczytywana jako rozrastanie się wspólnoty Jana poza etniczne ramy żydowskie.

    Rzeczą wartą uwagi jest ukazanie debaty co do natury Jezusa, jaka niechybnie musiała pojawić się wraz ze wzrostem jego popularności. Nie trudno sobie wyobrazić, że zwykli Żydzi, obcując z Jezusem, musieli zadawać sobie pytanie kim jest ten człowiek? Prorokiem? Mesjaszem? Nauczycielem religijnym? Siewcą fermentu (pdk)? Ukazuje też zderzenie tradycyjnego pojmowania wiary w Jahwe z nowym podejściem, którego centralną figurą był Chrystus. Co ciekawe, zderzenia te nie były ukazywane z chrześcijańskiej perspektywy tylko przedstawiały autentyczne dylematy przed jakimi stawali ludzie. Oliwy do ognia dolewa Jezus gdy mówi on o sobie „Ja Jestem”. Skąd kontrowersja? Zwrot ten w tradycji żydowskiej był zarezerwowany dla Boga.

    Przy okazji piątego cudu jesteśmy świadkami dyskusji o tym czy niedola w życiu doczesnym jest karą za grzechy. Jezus odpowiada, że to nie grzechy uczyniły ślepca ślepym, ale urodził się on z tym defektem po to aby uzdrowienie go mogło ukazać ludziom potęgę Boga. Przyznacie chyba, że to nieco dziwny i bardzo niepokojący koncept? Potem następuje rozmowa o źródłach mocy uzdrawiania, a Jezus mówi swoim uczniom, że dzieje się tak za sprawą wiary. Uzdrowienie ślepca służy również przedstawieniu Jezusa jako tego, kto niesie światło. Łukasz również pokazuje Chrystusa jako dobrego pasterza, co na stałe wpisuje się w tradycję chrześcijańską, a w czasach starożytnych było jednym z najczęstszych sposobów prezentacji Jezusa w sztuce.

    Zwieńczeniem sześciu cudów jest wskrzeszenie Łazarza, przy okazji którego Jezus mówi o sobie „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”, prezentując się tym samym ostatecznie jako zbawiciel. Wskrzeszenie Łazarza przysparza mu wielu zwolenników, ale i sprawia, że rośnie opozycja w stosunku do niego. Wieści o niepokojach i dziwnych zdarzeniach związanych z Jezusem trafiają do Sanhedrynu, który zaczyna bać się skutków poruszenia jakie wywołuje. Wówczas Kajfasz mówi o tym, że lepiej poświęcić jedno życie, niż ryzykować zagładę całego narodu. W międzyczasie Jezus i uczniowie spożywają Ostatnią Wieczerzę, chociaż nie jest ona tutaj ukazana jako posiłek z okazji Paschy. Ważność Eucharystii podkreśla nauka Jezusa o miłości bliźniego i swojej jedność z Bogiem Ojcem. Zapowiada również przyjście Ducha Świętego. Sposób w jaki Jan opisuje relacje Jezusa z Ojcem i Duchem, położył podwaliny pod IV wieczny dogmat o Trójcy Świętej.

    Jezus mówi swoim uczniom także o jego relacji z nimi i wynosi ich do rangi swoich przyjaciół, zaufanych, którzy znają jego nauki i przesłanie. Po raz kolejny pojawia się tutaj odniesienie do dualizmu znanego ze Zwojów Morza Martwego, gdy Jezus mówi uczniom, że nie należą już do tego świata. Rozdział kończy się modlitwą do Ojca z której wynika, że Jezus wypełnił swoją misję na Ziemi. Prosi Ojca o zachowanie Apostołów od „złego” i o zjednoczenie i zbawienie wszystkich, którzy zawierzyli jego słowom. Pada przy tym porównanie wiernych do relacji jaką Jezus ma z Ojcem. Łatwo można z tego wyczytać obietnicę zjednoczenia ludzi z Bogiem, najważniejsze chyba przesłanie rozdziału.

    Potem pojawia się opis wydarzeń prowadzących do skazania Jezusa i jego męki. Pasja jest tutaj przedstawiona nieco inaczej niż w synoptycznych ewangeliach. Ukrzyżowanie jest ukazane jako medium, przez której Jezus wraca na należne mu miejsce i zasiada obok Ojca. Cierpienie jest tylko intermedium zakończonym triumfem i chwałą. Potem następuje opis zmartwychwstania i poruszające sceny spotkania Jezusa z Marią Magdaleną oraz wątpiącym Tomaszem, który pada przed Jezusem i uznaje w nim swego Pana i Boga. Co ciekawe, jest to jeden z nielicznych przypadków w Nowym Testamencie, w którym pojęcia te są ze sobą połączone.

    Następny jest rozdział XXI, będący prawdopodobnie późniejszym dodatkiem. Jezus ukazuje się uczniom na Jeziorze Tyberiadzkim. Tutaj wychodzi kolejna różnica między Janem a pozostałymi ewangelistami - w jego narracji uczniowie opuścili Jerozolimę i powrócili do Galilei, gdzie wrócili do pracy jako rybacy. Apostołowie na początku nie poznają Chrystusa, ale, znowu nie wymieniony z imienia „umiłowany uczeń” dostrzega, że przybysz to Jezus. Chrystus zwraca się do Piotra z prośbą o zajęcie się wiernymi, mówiąc „Paś owce moje!”.

    Podsumowując: Ewangelia Jana jest najbardziej rozwiniętą i teologicznie zaawansowaną z całej czwórki. Przede wszystkim bardziej skupia się na ukazaniu relacji Jezusa z Bogiem i otwarcie przypisuje mu boski lub nieomal boski status. Poza tym jednak jest swego rodzaju dramatem z wartką akcją, a autor posuwa się nawet do refleksji nad prawdziwą naturą Jezusa i jego misji, zasiewając niejako ziarno zwątpienia. Inaczej przedstawia również nauczanie Jezusa, kładąc nacisk na zbawienie i nagrodę w życiu wiecznym, zamiast na nieuchronne nadejście Królestwa Bożego i jego panowanie na Ziemi. Jezus, jawiący się dotychczas raczej jako apokaliptyczny prorok, zostaje tutaj przedstawiony jako Zbawca Ludzkości, mający bezpośredni kontakt z Ojcem. Ewangelia odpowiada na niektóre pytania, ale tworzy także nowe - jaka dokładnie jest relacja Syna z Ojcem? czy znajdują się na tym samym poziomie? Jaka jest relacja między Jezusem człowiekiem a Jezusem bogiem?

    Jak już jesteśmy przy Ewangelii Jana, wypadałoby powiedzieć kilka słów na temat jego listów. Zwłaszcza, że odcinek, póki co, jawi się jako nieco przykrótki. Zdaniem większości uczonych listy zostały napisane mniej więcej w tym samym czasie co Ewangelia. Istnieje również teoria mówiąca, że listy pojawiły się między spisaniem rdzenia Ewangelii, a dopisaniem rozdziału XXI. Nie jest to jednak jakoś szczególnie istotne, bo wychodzi mniej więcej na to samo. Pierwszy list zaczyna się od napomnienia i wezwania wiernych aby w swym życiu naśladowali Chrystusa.

    Ostrzeżenie to jest o tyle zasadne, że wspólnota staje w obliczu nadejścia Antychrystów, co z kolei zapowiada nadejście czasów ostatecznych. Zabieg taki nie jest niczym wyjątkowym i był często stosowany przy okazji poważniejszych konfliktów, miał na celu zmobilizowanie wiernych do życia w zgodzie z zasadami. Oczywiście tymi, które pisarz danego apelu uważał za jedynie słuszne. Kim są rzeczeni Antychryści? To ludzie, którzy kiedyś wchodzili w skład wspólnoty, ale odbili od niej i teraz głoszą odmienne nauki. Ci, którzy pozostali są ich przeciwieństwem i dzięki życiu w zgodzie z ortodoksją już żyją w stanie łaski i są bliżej Boga. Prawdopodobnie jest to odbicie jakiejś schizmy, do której doszło w ramach grupy.

    Wiele miejsca zostaje poświęcone bożej miłości, która, choć niewidoczna, działa w ludziach gdy miłują swoich bliźnich. Jest ona opisana jako siła, która pozwala na czynienie dobra względem siebie i otoczenia. Aby jednak było to możliwe, wierny musi uznać Jezusa za Syna Bożego (już nie w żydowskim, a chrześcijańskim ujęciu). Ci, którzy tego nie robią są Antychrystami, nawet jeśli utrzymują, że przemawia przez nich Duch. Jedyna droga do poznania Jezusa wiedzie przez krew i wodę (nawiązanie do krwi i wody, które wg. ewangelicznej relacji wypłynęły z rany Chrystusa). Po raz kolejny Jezus zostaje przedstawiony jako pośrednik między Bogiem, a ludźmi.

    Drugi list Jana jest zaadresowany do „Pani”, której autor przypomina o znaczeniu przykazania miłości. Prawdopodobnie jest to zwrot do wspólnoty (której głową, być może, była kobieta) żyjącej w pewnym oddaleniu od wspólnoty autora. List ten również zawiera ostrzeżenie przed antychrystami głoszącymi fałszywe nauki. Ich cechą rozpoznawczą jest odrzucanie poglądu, iż Jezus przyszedł na świat w ciele ludzkim. Trzeci, krótki list jest adresowany do Gajusa i zawiera podziękowania za gościnę z jaką wspólnota adresata przyjęła misjonarzy wysłanych przez grupę autora. Ostrzega również przed niejakim Diotrefesem i jego wspólnotą.

    Między listami a Ewangelią jest tyle podobieństw jeśli chodzi o sformułowania, tematykę i styl, że uczeni przyjmują, iż powstały one w ramach jednej i tej samej wspólnoty. Różny jest tylko cel spisania tych dzieł. Ewangelia powstała najprawdopodobniej jako zbiór i ujednolicenie tradycyjnych podań w celu nadania im w miarę spójnego przesłania. Listy zaś zostały napisane w reakcji na kryzys i schizmę do jakiej doszło. Część członków tej grupy miało inną wizję Chrystusa i zasad, które powinny obowiązywać, w związku z czym odeszli od niedawnych towarzyszy i założyli niejako konkurencyjną/konkurencyjne kongregacje. Nacisk kładziony na miłość bliźniego, obecny w listach, jest odczytywany jako potępienie dla odstępców, którzy wyłamując się ze wspólnoty, porzucili swoich braci i siostry, a więc złamali to przykazanie.

    Listy nie mówią wiele o różnicach, które spowodowały rozłam w we wspólnocie autora. Pojęcia takie jak ortodoksja czy herezja wówczas jeszcze nie istniały, nie było ustalonych dogmatów, kanonu pism, katechizmów, jasnej i szeroko akceptowalnej hierarchii, autorytetów itp. Wczesne chrześcijaństwo, to zjawisko bardzo płynne, o czym często zapominamy. Chrześcijanami byli ci, którzy używali takiego miana, nawet jeśli prezentowali poglądy dziś absolutnie nie kojarzące się z tą religią. Oczywiście widać pewien ruch, nazywany przez badaczy „proto-ortodoksyjnym”, z którego wyrośnie to, co później określone zostanie mianem ortodoksji, ale nie miał on żadnej mocy sprawczej i nie mógł kontrolować wspólnot, których interpretacja Biblii i życia Jezusa była inna.

    Materiał którym dysponujemy pozwala nam przypuszczać, że „rozłamowcy” optowali za jakąś wersją doketyzmu. Doketyzm to zbiorcze określenie ruchów, które cechowała wiara w to, że Chrystus nie posiadał ziemskiego ciała, że było ono tylko złudzeniem. Nie było zatem męki ani śmierci, gdyż cierpienie było tylko iluzją. Doketyzm przybierał różne formy, a najpopularniejsze z nich omówimy przy okazji tzw. Ewangelii Piotra, a ta z kolei pojawi się już niedługo, może nawet w następnym odcinku. Domniemany doketyzm „rozłamowców” nie był jedynym problemem. Utrzymywali oni także, że swoją naukę otrzymali poprzez kontakt z Duchem Świętym, czyli dokładnie tak jak nauczał Chrystus w ewangelii wg. św. Jana.

    Był to problem poważniejszy niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka. Skoro objawienia dotyczące sposobów postępowania i prawd wiary pochodzą od Ducha, to co w przypadku gdy są one sprzeczne z wcześniejszymi naukami? I jak sprawdzić, czy ktoś rzeczywiście doznał objawienia, a nie zmyśla albo też jego objawienie nie jest fałszywe za sprawą kontaktów z „siłami nieczystymi?”. Zdaniem autora listów należy opierać się na wierzeniach wywodzących się z tradycji, z tego „co było na początku”. Ale jak ma się to do słów Jezusa o Pocieszycielu, czyli Duchu? Rozstrzyganie tego problemu, o ile w ogóle jest możliwe, wykracza daleko poza założenia tej serii. Chodziło mi tylko o zasygnalizowanie problemu.

    Ważność listów Jana nie polega na proponowanych tam rozwiązaniach, ale na zaświadczeniu o ożywionym i bardzo niejednorodnym w treści i formie życiu religijnym wczesnych wspólnot chrześcijańskich. Pokazuje także jak olbrzymim problemem było osiągniecie jedności co do interpretacji tradycji i pism, a nawet określenie tego, co można za tradycję i kanoniczne pisma uznać.

    Czy ktoś, kto zaczytywał się w pismach Marcjona, a nie Piotra mógł nazywać się chrześcijaninem? Która wizja apokalipsy była prawdziwa? Janowa czy Piotrowa? A jeśli już wybierzemy to na jakiej podstawie? Kto powinien decydować o tym co jest prawidłowe a co nie? Jeśli już ustalimy co, to czy zasadne jest narzucanie komuś poglądów i wierzeń? Jeśli tak, to jak? Jak pilnować żeby wspólnoty trzymały się ustaleń? Też widzicie więcej pytań niż odpowiedzi?

    Kurde, nawet to ostatnie zdanie było pytaniem. Podsumowując ponownie: w tym odcinku zobaczyliśmy, że poglądy teologiczne wspólnot chrześcijańskich zaczynają ewoluować i powoli przypominać to, co dzisiaj znamy pod pojęciem chrześcijaństwa. Poglądy te były formułowane coraz wyraźniej, co doprowadziło do zerwania z judaizmem i wyodrębnienia się chrześcijaństwa jako osobnego ruchu, nadal mocno opartego na tradycji żydowskiej, ale już wykraczającego poza jej ramy. Dowiadujemy się także o rodzących się różnych interpretacjach chrześcijaństwa i poważniejszych rozłamach. Czym one były i jak wyglądały dowiemy się w kilku następnych odcinkach, w których omówimy sobie nieco tak zwane apokryfy, fałszerstwa i proces kształtowania się czegoś, co dzisiaj nazywamy ortodoksją i kanonem.

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa

    PS. Tradycyjnie proszę o wypunktowanie znalezionych błędów (nie tylko ort. czy stylistycznych, jeśli widzisz coś co choćby wydaje Ci się błędem merytorycznym, też daj znać). Również tradycyjnie, wielkie dzięki dla @robson7 za szukanie i poprawianie błędów .

    Jan Ewangelista przedstawiony ze swoimi symbolami: orłem i piórem
    pokaż całość

  •  

    Papież chce debaty o zniesieniu celibatu księży. Powodem spadek powołań.

    https://www.wykop.pl/link/3999075/papiez-chce-debaty-o-zniesieniu-celibatu-ksiezy-powodem-spadek-powolan/

    Kontrowersyjny dla wielu wiernych krok papieża Franciszka jest podyktowany brakiem księży w wielu częściach świata, w tym w Brazylii. Z prośbą o możliwość święceń kapłańskich dla "viri probati", czyli "wypróbowanych mężów”, zwrócił się kardynał Claudio Hummes, przewodniczący Komisji Episkopatu Amazonii. Proponuje on, aby szeregi brazylijskiego duchowieństwa mogli zasilić żonaci mężczyźni.

    #swiat #polska #religia #chrzescijanstwo #katolicyzm #ciekawostki #papiez #zainteresowania #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: 1.jpg

  •  

    Na dziś może piękne Requiem Es-mollJózefa Kozłowskiego.

    pokaż spoiler Mam dziwne wrażenie, że kiedyś już tu było.


    No i nie byłabym sobą chyba gdybym nie zostawiła tu takiego małego, skromnego linku ;)

    https://po-klawiszach.blogspot.com/2017/11/wszystkich-swietych17.html

    #bojowkamuzykipolskiej #muzyka #muzykaklasyczna #muzykapowazna #chrzescijanstwo
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    #religia #chrzescijanstwo

    To już 500 lat jak ten pan wziął się i zbuntował Watykanowi (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Przybite, ogłoszone czy wysłane bardzo ciekawy artykuł dotyczący wydarzeń sprzed 500 lat i ich kulisów. Polecam lekturę przed jutrzejszym świętem
    #religia #wiara #daszwiare #katolicyzm #chrzescijanstwo #protestantyzm pokaż całość

  •  

    Druga połowa siódmej dekady I wieku n.e. była naznaczona niestabilnością w cały Cesarstwie Rzymskim. Pogłębiające się problemy Nerona sprawiły, że cesarz ten popełnił samobójstwo na wieść o buncie w 68 roku. Doszło wówczas do serii uzurpacji, zakończonych objęciem władzy przez Wespazjana. Dla Judei i jej mieszkańców był to tragiczny okres. Rzeczony Wespazjan był bowiem wodzem rzymskiej armii, wysłanej do Syropalestyny w celu stłumienia powstania żydowskiego.

    Kumulowane przez lata napięcia i konflikty wybuchły z mocą w 66 roku, znajdując ujście w czymś co historiografia nazywa Wielką Rewoltą. Okazało się, że obawy Rzymian co do Żydów były słuszne. Rewolta była tak gwałtowna, że Rzymianie w bardzo krótkim czasie utracili kontrolę nad znaczną częścią Judei. Jej prokurator i prorzymska arystokracja musiały się salwować ucieczką. Interwencja militarna legionów syryjskich zakończyła się katastrofą i masakrą w wyniku której zginęło 6 tysięcy rzymskich żołnierzy.

    Wespazjan został mianowany wodzem wojsk, które miały stłumić rebelię i w roku 67 wkroczył na Bliski Wschód. W toku kampanii odniósł kilka sukcesów i sprawił, że rebelia zaczęła chylić się ku upadkowi. W 70 roku ogłosił się jednak cesarzem i ruszył na Rzym, w Judei pozostawiając syna, Tytusa. Ostatecznie Rzymianie wdarli się do Jerozolimy, gdzie doszło do prawdziwej krwawej łaźni, bo zbuntowani Żydzi walczyli do ostatniego. Józef Flawiusz pisał o stosach trupów. Rzymskie wojska złupiły miasto nie oszczędzając Świątyni. W Rzymie do dzisiaj stoi poświęcony temu wydarzeniu Łuk Triumfalny Tytusa.

    Wieści o upadku Jerozolimy i krwawych walkach szybko obiegły społeczności żydowskie żyjące w Cesarstwie i jego bliskości. Wywołały szok, a dla wielu były jasnym sygnałem, że nadchodzi niebezpieczeństwo w obliczu którego należy zewrzeć szeregi. Nie trudno się domyśleć, że nie polepszyło to sytuacji w jakiej znajdowali się chrześcijanie. Wielu, bardziej tradycyjnie zorientowanych Żydów, już wcześniej patrzało z dużą podejrzliwością na ich działalność. Jakub, głowa jerozolimskiej wspólnoty, został ukamienowany przez tłum w 62 roku. Teraz napięcie tylko wzrosło, na przykład Sanhedryn zabronił chrześcijanom korzystania z synagog, niejako wykluczając ich z grona Żydów.

    Według tradycyjnego spojrzenia, to właśnie w tym okresie doszło do ostatecznego rozdziału między Żydami a Chrześcijanami, którzy mieli od tej pory tworzyć odrębne i wrogo nastawione do siebie obozy. Wiele nowszych prac kwestionuje ten pogląd twierdząc, iż to, że Sanhedryn i część wykształconych Żydów zdawało sobie sprawę z różnic, to nie znaczy, że tę świadomość posiadali przeciętni wierni, z jednej i drugiej strony. Tak czy inaczej, ten okres jest w historii wyodrębniania się chrześcijaństwa kluczowy ponieważ zaczęto w nim spisywać wspomnienia o Chrystusie, czyli Ewangelie. To zaś na pewno skonsolidowało chrześcijan jako grupę.

    Ciężko umiejscowić Ewangelie w kulturalnych nurtach epoki. Wydaje się, że była to odpowiedź na rosnące rozbieżności między różnymi tradycjami, a więc próba zdefiniowania wierzeń. Ewangelie nie były pracami historycznymi w takim znaczeniu jak współczesne im dzieła helleńskie. Ich autorzy mieli swoją krytykę źródłową i zalążki metodologii - autorzy ewangelii, nawet jeśli mieli, to ich nie stosowali. Prawdopodobnie jest to efekt powierzchownej tylko hellenizacji Żydów żyjących w diasporze. Mówili po grecku, ale nie byli dobrze zaznajomieni z kulturą i prądami myślowymi. Ich celem nie było spisanie historii i próba dotarcia do faktów, a uporządkowanie wierzeń i różnych tradycji.

    Ten cel zaowocował sposobem w jaki Ewangelie zostały napisane, mianowicie - do czytania ich na głos. Szacuje się, że tylko ok. 10 procent mieszkańców Cesarstwa potrafiło czytać, a wśród chrześcijan odsetek ten mógł być nawet niższy. Czytanie tekstów wszystkim członkom wspólnoty, tak aby nawet najgorzej wykształceni wiedzieli o co chodzi, było kontynuacją zwyczajów z judaizmu.

    Niestety, ale żaden z autorów nie podpisał się pod swoim dziełem, dlatego w tej materii jesteśmy skazani na domysły. Nie jesteśmy osamotnieni, bo ten sam problem mieli już chrześcijanie żyjący w II wieku. Pierwszą próbę uporządkowania materiału podjął Ireneusz z Lyonu w okolicach 185 roku. Wyselekcjonował cztery ewangelie spośród tych które przetrwały do jego czasów i dokopał się najgłębiej jak się dało, chcąc połączyć ewangelie z apostołami i ich otoczeniem. Przypisał on autorstwo apostołom Mateuszowi i Janowi oraz osobom z ich otoczenia, Markowi (rzekomy sekretarz Piotra) i Łukasz (rzekomy towarzysz Pawła). Żadnych dowodów jednak nie mamy i (to chyba powinno być motto tej serii) prawdy nie dowiemy się raczej nigdy.

    Idealnym zobrazowaniem tego problemu jest kwestia Ewangelii św. Marka. Marek był wówczas bardzo popularnym imieniem i stąd w samym Nowym Testamencie wymienionych jest kilku: Jan Marek, syn Marii, towarzysz Pawła i Barnaby; Marek, kuzyn Barabasza o którym Paweł wyraża się pochlebnie w liście do Kolosan; kolejny Marek, o którym Piotr pisze per „mój syn” pojawia się w I liście Piotra. Jest jednak równie prawdopodobne, że chodziło o Marka o którym wspominał Papiasz. Jego Marek miał być sekretarzem Piotra Apostoła. Według relacji Papiasza spisał on wspomnienia Piotra i był to bardzo długi i obfity materiał.

    Czy jednak Ireneusz i Papiasz mają na myśli tego samego Marka? I czy Ewangelia Marka to właśnie ten materiał (zakładając, że tradycja o Marku jest prawdziwa)? Mamy podstawy żeby w to wątpić. Przede wszystkim narracja Marka jest bardzo dobrze zorganizowana i skupiona raczej na wydarzeniach niż powiedzeniach, w przeciwieństwie do np. Q czy Ewangelii wg. Tomasza. Ponadto, obraz Piotra jaki się z niej wyłania jest niekoniecznie korzystny dla apostoła. Czy Piotr przekazałby swojemu sekretarzowi, że Jezus nazwał go „szatanem”? Czy sekretarz przekazałby tę informację dalej?

    Dobra, ale może mniej o tym czego nie wiemy, a więcej tego co wiemy. Pierwszym językiem autora Marka była greka. Nie znaczy to jednak, że miał duże pojęcie na temat greckiej kultury, filozofii i wierzeń, gdyż język jakim się posługiwał nie nosi znamion wysokiego stylu. O tym, że był Żydem świadczy fakt, iż bardzo dobrze orientował się w tradycji żydowskiej, widać u niego znajomość Starego Testamentu. O tym z kolei, że pochodził z diaspory świadczy fakt nikłej wiedzy geograficznej i topograficznej na temat Palestyny. Ewangelia została napisana między 65 a 75 rokiem, chociaż ustępy o Świątyni sugerują, że autor wiedział o jej zniszczeniu w 70 roku, więc najprawdopodobniej pisał po tym wydarzeniu.

    Co ciekawe, wydaje się, iż z relatywnie dużą precyzją możemy określić audytorium dla jakiego pisał autor Marka. Tekst jest skierowany do ludzi którzy byli obeznani z religią żydowską, ale autor wyjaśnia aramejskie słowa i niektóre żydowskie zwyczaje. Czasem używa także łacińskich słów, co sugeruje, że społeczność do której pisał była z nimi obeznana. Audytorium Marka stanowili najprawdopodobniej greckojęzyczni mieszkańcy wschodniej Syrii, w jakiś sposób zaznajomieni z judaizmem, ale nie będący żydami. Czemu wschodniej? Bo to tam stacjonowały legiony rzymskie, zatem tylko tam lokalna populacja mogła poznać łacińskie słowa.

    Ewangelia Marka przedstawia chronologiczny ciąg wydarzeń z życia Jezusa, ze szczególnym naciskiem na chrzest w Jordanie oraz wydarzenia towarzyszące pobytowi w Jerozolimie i ukrzyżowaniu. Wynika to prawdopodobnie z chęci wytłumaczenia wiernym czemu rytuał chrztu i eucharystia są tak ważne w społeczności chrześcijańskiej. Wydaje się, że głównym celem powstania było podtrzymanie wiary w społeczności, do której tekst był skierowany, a było to potrzebne z powodu prześladowań i dyskryminacji, w obliczu których stawali członkowie tejże grupy. Z tego wynika narracja przedstawiająca Jezusa jako kogoś, czyja droga do ostatecznego triumfu prowadzi przez cierpienie. Jakkolwiek ewangelia powstała dla zaspokojenia konkretnych potrzeb ludzi żyjących w I wieku, w Syropalestynie, oferuje także nieco bardziej uniwersalny przekaz o roli Jezusa.

    Dla Marka życie i śmierć Jezusa są otwarciem nowego rozdziału w historii ludzkości. Jezus jest przedstawiony jako osoba dynamiczna i w ciągłym ruchu. Tylko nieliczne fragmenty poświęcone są naukom Jezusa, Marek koncentruje się raczej na jego osobie, chcąc wytworzyć więź i emocjonalne przywiązanie czytelnika do Chrystusa. Jego przedstawienie jest również bardziej skupione na „ludzkiej” stronie Jezusa, który poza tym, że cieszył się specjalnymi łaskami Boga, dokonywał cudów i nie grzeszył, niczym nie różnił się od przeciętnego Żyda. Co ciekawe, przy opisie cudów jakich dokonał Jezus, niemal zawsze ukazana jest wiara osoby uzdrawianej/egzorcyzmowanej. Autor niejako stara się powiedzieć odbiorcom, że zasadne jest pokładanie wiary w Chrystusa.

    Pokazuje też, że odrzucenie przez innych jest niejako nieodłączną częścią pójścia za Jezusem. Nie należy mu jednak ulegać, gdyż nagrodą jest bycie wśród wybranych przez Boga. Podział na zbawionych i obdarzonych łaską i tych, którzy odrzucili nauki Jezusa, czym skazali się na potępienie, jest istotnym i widoczny motywem u Marka. Ta pierwsza grupa może przeżywać ciężkie chwile i zmagać się z problemami, a ta druga radować się bogactwem i pozycją, ale koniec końców to ci z pierwszej zatriumfują dzięki bożej łasce.

    Historia opowiedziana przez Marka kończy się ukrzyżowaniem i informacją o pustym grobie i Jezusie, który udał się do Galilei. W przeciwieństwie do innych ewangelistów, nie pisze on o widzeniach i spotkaniach uczniów z Jezusem. Zdaniem Freemana był to efekt zakorzenienia autora w tradycji żydowskiej, przez które nie mógł się on do końca pogodzić z cierpieniem i upokorzeniem Jezusa. Narracja o wydarzeniach po zmartwychwstaniu Jezusa, została dodana do dzieła Marka przez pisarza żyjącego w II wieku, prawdopodobnie w celu ujednolicenia jej z innymi ewangeliami.

    Relacja Marka cieszyła się dużym szacunkiem wśród wspólnot chrześcijańskich i była w ogólnym obiegu. W ciągu 15 lat od jej napisania powstały dwie pozostałe ewangelie synoptyczne („patrzące wspólnym okiem”), czyli Mateusza i Łukasza. Po ich zawartości widać, że autorzy korzystali z Marka w trakcie pisania. Prawie 80% treści u Mateusza bazuje na Marku, ale widać, że autor nieco zmienił wydźwięk tekstu, tak aby jeszcze bardziej wywyższyć Jezusa. Nieco inaczej interpretuje także niektóre wydarzenia a w efekcie końcowym, jego praca jest niemal o połowę dłuższa niż Marka.

    Kim zatem był rzeczony Mateusz? Tradycja identyfikuje autora Ewangelii z Mateuszem z Dziejów Apostolskich, który był celnikiem. Problem polega jednak na tym, że Ewangelia ta została spisana między 80 a 90 rokiem, zatem szanse, że autor i Mateusz z Nowego Testamentu to ta sama osoba, są bardzo małe. Papiasz również pisze o jakimś Mateuszu, który spisał ewangelię, tyle, że nie możemy go identyfikować ze znanym nam „Mateuszem”, gdyż jego ewangelia była zbiorem powiedzeń po aramejsku przetłumaczonych następnie na grekę, z dołączonymi wyjaśnieniami. Nie ma to wiele wspólnego z dziełem, które przetrwało do naszych czasów. Tradycyjnie - prawdziwa tożsamość autora pozostaje (i zapewne pozostanie) nieznana.

    Odbiorcy Mateusza mieli większą wiedzę na temat judaizmu niż ci od Marka, gdyż autor nie czuł potrzeby tłumaczenia tradycji żydowskiej. Jezus i jego ruch jawią się jako wywodzące się z judaizmu, ale widać także niechęć do faryzeuszy i żydów-tradycjonalistów. Wydaje się, że większość wspólnoty dla której pisał składała się z Żydów, którzy jednak mieli już jakąś świadomość swojej odrębności i nie bali się odrzucenia ze strony tradycyjnych współwyznawców. Byli wśród nich także konwertyci z pogaństwa, inaczej autor nie zawarłby nawoływania do głoszenia Dobrej Nowiny wszystkim ludom Ziemi. Wydaje się, że kongregacja żyła gdzieś na granicy światów, żydowskiego i pogańskiego i była targana konfliktami a Mateusz pisał po to by inspirować do przezwyciężania problemów. Posługiwał się lepszą greką niż autor Marka, być może był nawet skrybą z zawodu.

    Praca Mateusza jest bardziej skupiona na Jezusie i przypisuje mu wysoki status. Kłopotliwe ustępy, takie jak ten o konflikcie z rodziną czy sugerujące niepewne pochodzenie, zostają pominięte. Nieco inny jest również obraz apostołów. U Marka często nie rozumieją oni słów Jezusa, tutaj łapią wszystko w mig. Pojawia się tutaj słynny wers o Piotrze jako skale na której Chrystus zbuduje swój kościół - kluczowy cytat dla późniejszego wywyższenia roli papiestwa.

    Autor stawia sobie za cel osadzenie Jezusa w żydowskiej tradycji i wielokrotnie przedstawia wydarzenia z życia jako wypełnienie się starych proroctw. Jest wysoce prawdopodobne, że cześć tych wydarzeń nie miała miejsca albo ich narracja jest napisana „pod tezę”. Jest to o tyle bardziej podejrzane, że dotyczy głównie opisu wydarzeń z dzieciństwa Jezusa, gdy był on nikomu nie znany. Podaje również wersję o cudownym poczęciu, która spotka się później z dużym zrozumieniem ze strony nawracanych pogan, w których wierzeniach boskie pochodzenie wybitnych jednostek było czymś dobrze znanym.

    O ile Marek koncentrował się na wydarzeniach z życia Jezusa, Mateusz sporo miejsca poświęca jego nauczaniu. Około 1/3 całej Ewangelii jest poświęcona naukom Jezusa i wywiedzeniu od niego modlitw i zwyczajów kultowych wspólnot chrześcijańskich. Sugeruje to, że społeczność ta zaczęła coraz bardziej oddalać się od synagogi i wypracowywać własne formy kultu, jak i wzorce właściwego postępowania. Było to konieczne skoro Jezus wypełniał i znosił Prawo, ludzie musieli mieć jakiś inny kod właściwego postępowania. Modelowa wspólnota miała być samorządna a jej członkowie powinni załatwiać swoje problemy i bieżące sprawy, na tyle ile to możliwe, w jej obrębie, bez odwoływania się do władz świeckich.

    Sporo uwagi zostaje poświęcone wydarzeniom sprzed ukrzyżowania Jezusa. Opis został stworzony w taki sposób aby podkreślić prawdziwość nauczania Jezusa i obietnicę zbawienia dla tych którzy będą się nim kierować, oprą się pokusom świata zewnętrznego i nie ugną się przed odrzuceniem i prześladowaniem. U Mateusza, podobnie jak u Marka, tarcia między chrześcijanami a innymi grupami są przedstawione jako coś normalnego, jako nieodłączny element pójścia za Jezusem. Tyle, że jest to tymczasowa niedogodność, za którą nagrodą jest zbawienie i ostateczny triumf. Po raz kolejny widać, że chrześcijanie pogodzili się już z tym, że Paruzja nie nastąpi szybko i że nie należy szykować się na nieuchronną apokalipsę a raczej skupić się na życiu, tyle, że według zasad chrześcijańskich.

    Ewangelia Łukasza i następujące po niej Dzieje Apostolskie zostały najprawdopodobniej napisane w latach 80. I wieku. Autor wiedział o zdobyciu i zniszczeniu Jerozolimy, ale nie wykazuje żadnej wiedzy na temat listów Pawła, które zaczęły krążyć po wspólnotach w latach 90. Według tradycji autorem jest Łukasz, towarzysz misyjny Pawła z Tarsu. Oczywiście - nic pewnego powiedzieć nie możemy, ale jest to jedyny Łukasz jaki przewija się przez Nowy Testament, więc istnieje szansa, że to jedna i ta sama osoba. Nie wiadomo dlaczego narracja kończy się wraz z przybyciem Pawła do Rzymu, prawdopodobnie jest to symbol rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa po wszystkich zakątkach cesarstwa.

    Autor posługuje się bardzo dobrą greką, identyfikowaną często jako typowa dla „klasy średniej” (kupcy, wyspecjalizowani rzemieślnicy itd.). Wiele wskazuje na to, że wspólnota, dla której powstawała ta praca, składała się głównie z Greków, być może wchodzących w skład wspólnoty zapoczątkowanej przez Pawła, bowiem wiele miejsca zostało poświęcone właśnie jego działalności. Jest jednak możliwe, że dzieło powstało na prywatne zlecenie Teofila, któremu dedykowane jest na wstępie, może nawet u niego w domu, gdzie autor mógł pracować jako skryba (wskazuje na to styl używanego przezeń języka).

    Materiał spisany przez Łukasza stanowi aż ćwierć Nowego Testamentu. Około 35% treści oparte jest na Marku, 20 procent na Q a pozostała część to nowy materiał. Łukasz wspomina o tym, że spotkał świadków opisywanych zdarzeń i być może to na ich relacjach bazował. Możliwe jednak, że sam dopisał szczegóły do opisywanych przez siebie wydarzeń, luźno bazując na zasłyszanych tradycjach i wplatając w to zwyczaje zhellenizowanej ludności. Widać to choćby po podejściu do eucharystii - wspólny posiłek był, w świecie pogańskim, świetną okazją do pogadanki. Kolejność wydarzeń jest tutaj nieco inna niż u Marka, podobnie jak spojrzenie na apostołów, które bardziej przypomina spojrzenie Mateusza niż to zawarte w najstarszej ewangelii.

    Narrację Łukasza można odczytywać jako historię postępującego zbawienia, które bierze swój początek od ludu Izraela i zatacza coraz szersze kręgi. Z tego tytułu, mimo, iż jego chronologia wygląda na bardziej koherentną, nie można jej brać za historyczną. I tak na przykład dzieciństwo i pochodzenie Jezusa zostaje osadzone w bardzo żydowskim kontekście, później Jezus zapowiada nawracanie pogan, a narracja kończy się wraz z dotarciem Pawła do Rzymu. Autor, jako pisarz bardziej wprawiony niż poprzednicy, o wiele lepiej kreował oddziałujące na wyobraźnię sceny. Stworzył w ten sposób motywy, które będą się później powtarzały w sztuce, np. cud narodzin w Betlejem z odwiedzinami pasterzy, spotkanie na drodze do Emaus czy Zacheusz wspinający się na drzewo aby zobaczyć Jezusa.

    Mimo skupienia na Jezusie, jest on zawsze prezentowany jako stojący niżej w hierarchii niż Bóg. Świadczą o tym choćby ustępy o błagalnych modlitwach. Sporo miejsca poświęca również Duchowi Świętemu, który miał udział przy poczęciu i jest obecny od tamtego momentu, nawet po wniebowstąpieniu Jezusa. W przeciwieństwie do Marka, Łukasz śmiało używa tytułu mesjasza w odniesieniu do Chrystusa, co pokazuje, że w okresie w którym tworzył, chrześcijanie zintegrowali już żydowski ogląd mesjasza jako triumfatora, z cierpiącym Jezusem. Jego triumfem było przezwyciężenie śmierci i danie światu nauki, dzięki której ludzie mogli dostąpić zbawienia.

    Spora część materiału Łukasza sprawia wrażenie nieuporządkowanej, luźnej kolekcji opisów cudów, nauczania i metafor. Na domiar złego są one często wzajemnie sprzeczne i nie da się ich pogodzić bez wyszukanej, poszukującej ukrytych znaczeń, egzegezy. I tak na przykład mamy opowieść o Samarytaninie, w której jego postępowanie jest ukazane jako pożądane, a po chwili słyszymy „jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. Albo przypowieść o minach, tak lubiana przez chrześcijańskich liberałów ekonomicznych, rozumiana jako pochwała bogacenia się, jest poprzedzona nawoływaniem do rozdania swoich bogactw innym.

    Między trzema opisanymi tutaj ewangeliami jest jednak dość podobieństw aby stwierdzić, że patrzą one „wspólnym okiem” (a więc, są synoptyczne). Marek podłożył podwaliny pod model, który z pewnymi modyfikacjami, był kontynuowany przez wielu, także tych, których dzisiaj nie znamy. Mimo tego, a może właśnie dlatego, bardzo ciężko jest wyciągnąć z Ewangelii koherentny wykład teologiczny. Dlatego też późniejsze debaty i spory w obrębie chrześcijaństwa (jak na przykład spory chrystologiczne) były ciężkie do rozstrzygnięcia. Każda ze stron miała od groma cytatów na poparcie swojego stanowiska.

    Ciekawe jest również przedstawienie Jezusa jakie wyłania się z tych najwcześniejszych dzieł o nim. Można by go skrótowo określić jako postać środka, jest zawsze gdzieś pomiędzy - Żydami a gojami, człowiekiem a Bogiem, wniebowstąpieniem a paruzją, liderem sekty a uniwersalnym zbawicielem ludzkości. Jego obraz będzie jednak jeszcze ewoluował wraz z ewolucją wspólnot, którym dał początek.

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa

    PS. Tradycyjnie proszę o wypunktowanie znalezionych błędów i chciałbym z tego miejsca BARDZO podziękować @robson7 za szukanie i poprawianie tychże przed wrzuceniem na mirko.

    Witraż przedstawiający autorów Ewangelii synoptycznych wraz z ich symbolami.
    pokaż całość

    źródło: jimmyakin.com

    •  

      @Aironic: No przecież o to mi chodzi cały czas że trzeba uświadomic sobie że Jezus był postacią historyczną i tyle. Jak Budda, Mahomet czy Abraham albo Mojżesz. Byli, nauczali, założyli swoje kółka adoracji i tyle. Nie ma co przypisywać im boskich akcji. O to mi tylko chodzi. I ci kronikarze też to pisali.

    •  

      Jezus

      @RuskiAgent1917: A ja przecież cały czas zaznaczam, że kwestionuję istnienie Jezusa, jakiego wizerunek wciska ludziom biblia. Jak się zagłębisz w temat, to się okazuje, że mógł mieć brata, który był Jezusem nr 1 i w ogóle było ich kilku, którzy się złożyli na tą biblijną postać.

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Zmarwychwstanie Jezukrysta?
    Nie, dziękuję !

    Jak wszyscy wiemy zbliżją się dwa ohydne i niepolskie święta - Halloween i Zaduszki. Są to niepolskie zwyczaje i przestrzegam i apeluję do wszystkich prawdziwych Polaków przed jego obchodzeniem. Są to święta importowane z semickich pustyń i popkulturowy kicz. My jesteśmy dumnymi, prawdziwymi Polakami, z dziada pradziada i nie są nam potrzebne obce wierzenia i tradycje. PODKREŚLAM POLAKAMI.

    Nie bądźcie zaprzańcami rodzimej wiary i tradycji obchodźcie Dziady!

    Zamiast tej farsy proponuję polskie święto, dla prawdziwych Polaków - Dziady. Polecam także wyznawcom Jezukrysta, żeby wezwali duchy przodków i ukorzyli się przed nimi, by przodkowie pomogli przebłagać bogów, by wybaczyli zdradę i zaprzaństwo i oddanie się na zatracanie Jezukrystowi. W końcu nasi bogowie nam przebaczą i swą siłą wypędzą Jezukrysta z naszych ziem i przywrócą harmonię Ziemi, tej polskiej, umęczonej Ziemi!

    PAMIĘTAJ, ŻE MASZ POLSKIE KORZENIE
    PAMIĘTAJ: STÓJ DUMNY I WYPROSTOWANY, BY PRZODKOWIE SIĘ NIE WSTYDZILI - ZAMIAST SIĘ PŁASZCZYĆ NA KLĘCZKACH W KOŚCIELE

    Ludzie nie wiedzą iż czcząc Jezukrysta oddalają nas od polskich bogów. Jeżeli jesteś prawdziwym Polakiem, Słowianinem, Patriotą oraz prawym, dumnym i honorowym człowiekiem... udostępnij!

    #religia #chrzescijanstwo #halloween #ateizm #gimboateizm #katolicyzm #poganie #rodzimowierstwo
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: araaaaaZ.jpg

  •  

    1. Orygenes [185-254] – Nie uznaje, że Rdz podaje faktyczną historię powstania świata. Uznał, że Bóg ciągle stwarza nowe światy, a ten nie jest pierwszy
    2. Św. Augustyn z Hippony [354-430] – Również nie uznaje, że Rdz podaje faktyczna historię powstania świata. Uważa, że Bóg stworzył wszystko jednocześnie, ale nie wszystko pojawia się od razu, tylko gdy powstaną do tego dobre warunki. Niektórzy uznają to za zapowiedź pierwowzoru ewolucji.
    3. Św. Tomasz z Akwinu [1225- 1274] – Również nie uznaje, że Rdz podaje faktyczną historię powstania świata. Według niego jest możliwe, że świat jest wieczny i stworzony przez Boga.
    4. No trudno, ostatecznie Bóg: 20...wszystko urządził według miary i liczby, i wagi! [Mdr 11,20] Nauka kiedyś wyjaśni, jak Bóg stworzył świat
    5. Karol Darwin [1809 - 1882] napisał książkę ,,O powstawaniu gatunków". Super! Św. Augustyn był bardzo blisko.
    6. Wreszcie ks. Georgesa Lemaîtr [1894-1966] tworzy teorię wielkiego wybuchu i już wiesz, jak Bóg stworzył świat
    7. Niestety protestanci, których tradycja teologiczna kończy się przy każdej kolejnej schizmie, twierdzą, że Rdz trzeba czytać dosłownie. I odrzucają teorię wielkiego wybuchu i ewolucji
    8. Wszyscy się z nich śmieją.
    9. Niestety ateiści w ogóle nie znają historii powszechnej, nie mówiąc o historii katolickiej teologii przez co utożsamiają katolików z protestantami i też się z nich śmieją
    10. Zaczynają głosić, że wielki wybuch i ewolucja to dowód, że Boga nie ma, oraz, że nauka i religia się wykluczają
    11. Kolejni ateiści powtarzają to do dziś ;-;.
    12. 2000 Lat tradycji teologicznej i dorobku naukowego do piachu.
    13. ??????
    14. BRAK PROFITU
    [DXP]

    Ps Polecam: Michał Heller, Tadeusz Pabjan, Stworzenie i początek wszechświata.

    Autor: Sok z Ateizmu

    #katolicyzm #wiara #religia #chrzescijanstwo #4konserwy
    pokaż całość

    •  

      @Gigant_Reakcji: Co robi w obrazu Einstein, który uważał boga za metaforę. Wierzył konkretnie w boga spinozy.

      Bo tego żywego, konkretniej: gadającego przez podpalonego krzaka, zapładniającego samym sobą dziewice żeby się urodzić i dać zabić żeby ratować ludzkość przed samym sobą to uważał za dość śmiesznego.

      Przy czym teologia chrześcijańska to ubogie powtórzenie starożytności: najpierw barbarzyńskie skakanie po kulturze grecko-rzymskiej, następnie neoplatonizm Augustyna, potem Arystoteles Tomasza. Tyle dobrze, że mnisi wybiórczo kopiowali, chociaż i tak byli cholernie niedokładni, bo przekłady muzułmańskie są o niebo lepsze.

      Sama teologia ma sobie tyle sensu co studiowanie świata fantasy.
      pokaż całość

    •  

      Zaczynają głosić, że wielki wybuch i ewolucja to dowód, że Boga nie ma

      @Gigant_Reakcji:

      ale taguj #gimboteizm :)

      Wyobrażenia o ateistach na tym samym poziomie co gimboateistów o katolikach "wierzącego w dziadka w chmurkach". Jak już kogoś krytykujesz, to wskocz na wyższy poziom od niego :)

      +: neib1
    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Natemat pisze o narodowcach jako rasistach i ksenofobach, a jednocześnie potrafi przyznać, że widzą oni w kardynale z Gwinei przyszłego papieża. Jak to możliwe, że redaktorzy tego portalu nie widzą w tym sprzeczności?

    http://natemat.pl/221029,narodowcy-i-katoliccy-ortodoksi-widza-w-nim-przyszlego-papieza-kardynal-sarah-walczyl-z-ideologia-gender-w-senacie

    A to, że prefekt watykańskiej ds. Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ma w Polsce wielu sympatyków, którzy śledzą jego działalność i czytają jego książki, co było też widać np. w tym znalezisku bardzo cieszy i pokazuje, że wielu katolików jest zainteresowanych tym co dzieje się w Kościele oraz pragnie rozwijać swoją wiarę.

    #katolicyzm
    #chrzescijanstwo
    #religia
    #sarah #robertsarah
    #teamsarah
    #4konserwy #bosak
    pokaż całość

  •  

    #braciawniewierze!

    W wykopalisku pojawił się dziś artykuł o rzekomym udowodnieniu życia po śmierci.

    Sam artykuł tak naprawdę nie mówi nic konkretnego (a już na pewno niczego nie udowadnia). Niemniej jednak uważam, że Bracia (nie mówimy tu o tych spod znaku #gimboateizm, do który często się nas porównuje) powinni być otwarci na nowe fakty i dowody oraz wyciągać z nich wnioski. Jeżeli któregoś dnia okaże się, że życie po życiu istnieje, przyjmę to i odpowiednio przebuduję swój światopogląd. Póki co jest jedynie szereg poszlak, a do każdej z nich można postawić jakąś naukową hipotezę. Boga póki co mieszać w to nie trzeba.

    Zresztą, pamiętajmy: nawet gdyby istniało udowodnione ponad wszelką wątpliwość życie po śmierci, tunel, doświadczenia wyjścia z ciała, dowodzi to jedynie tego, że nasze życie się nie kończy, że jest jakiś ciąg dalszy naszego życia. Stąd już krok do ewentualnego istnienia Boga. Podkreślam jednak: NIC nie zostało jeszcze udowodnione. Nie jest nawet blisko tego.

    Jednak ci spod znaku #katolicyzm - przestrzegam przed bardzo często przez was popełnianym błędem logicznym: w żaden sposób to nie dowodzi tego, że Chrystus jest synem Boga, urodził się z dziewicy, wstąpił na ziemię, zmarł za nasze grzechy, zmartwychwstał, że Maryja została wniebowzięta, a kawałek wafelka jest święty dlatego, że kapłan go trzyma w dłoniach mówiąc odpowiednie słowa. NIC Z TYCH RZECZY.

    Zawsze powtarzam: od ateizmu do uznania istnienia Boga jest spora droga (rzekłbym: bardzo, bardzo daleka), ale od uznania istnienia Boga do dogmatów chrześcijańskich droga jest taka, jak co najmniej stąd do centrum mgławicy Andromedy.

    #ateizm #religia #zyciepozyciu #chrzescijanstwo
    pokaż całość

    •  

      @haes82: ten tytuł to mocny clickbait. Lepszy byłby "Życie istnieje 3 minuty dłużej niż myśleliśmy", czy coś w tym stylu.

      Nawet jeśli okaże się to prawdą, to nie ma to nadal niczego wspólnego z prawdziwością jakichkolwiek wierzeń religijnych. Po prostu byłby to kolejny krok nauki w zrozumieniu świata, tyle, aż tyle.

  •  

    Zgodnie z zapowiedzią dzisiejszy odcinek (a raczej mini- odcinek) jest poświęcony tak zwanemu Listowi do Hebrajczyków. Tak zwanemu, bo wcale nie jest pewne (rzekłbym nawet, że mocno wątpliwe), że był on adresowany do Hebrajczyków. Nie jesteśmy również pewni tego kto był autorem listu i w jakich okolicznościach powstał. Ciekawe są także koleje losu, w wyniku których list ten dostał się do kanonu Nowego Testamentu.

    Jedna z pierwszych wzmianek źródłowych o Liście, pochodzi z pism Klemensa I, biskupa Rzymu, który tworzył u schyłku I wieku. Kolejne wzmianki pojawiają się u Justyna Męczennika, piszącego w połowie II stulecia. Na koniec II stulecia, List był w powszechnym użyciu na terenach Północnej Afryki i Egiptu, a wierni określali go znanym nam współcześnie mianem. Już wtedy spierano się o autorstwo, a tworzący w III wieku Orygenes napisał, iż „tylko Bóg wie kto jest autorem”.

    Mimo, że list był w powszechnym użyciu, nie znalazł się on w pierwszym znanym nam zbiorze pism uznanych za kanoniczne, czyli tzw. Kanonie Muratoriego, datowanym najczęściej na okolice roku 200 (aczkolwiek cześć badaczy sugeruje, że powstał on w IV wieku). List znacznie zyskuje na znaczeniu w IV wieku, kiedy okazał się bardzo użyteczny dla obozu nicejskiego, czyli chrześcijan popierających wyznanie wiary ustalone w czasie I soboru w Nicei.

    Również w IV wieku Augustyn z Hippony ogłosił, że list został napisany przez Pawła. Autorytet ojca zachodniej teologii wystarczył, żeby sprawa autorstwa listu została uznana za zamkniętą na następne tysiąc lat. I to mimo, że nawet dla niezbyt wprawnego czytelnika jasne było istnienie dużych różnic między tym listem, a pozostałymi napisanymi przez Pawła. Np. autor mówi o czerpaniu swojej wiedzy od naocznych świadków, podczas gdy Paweł zawsze utrzymywał, że „żyje we mnie Chrystus” i, że swoją wiedzę czerpie z bezpośredniego obcowania z Bogiem. Ponadto przedstawienie Chrystusa jako Najwyższego Kapłana, nigdy nie pojawiło się w pismach Pawła. Przykłady można by mnożyć.

    Marcin Luter przypisywał autorstwo Apollosowi, z czym zgadza się wielu współczesnych badaczy. Wielu innych twierdzi jednak, że to Barnaba lub Silas byli autorami. Niestety, są to tylko mniej lub bardziej prawdopodobne przypuszczenia i niczego nie możemy być pewni. To, że Paweł nie jest autorem nie znaczy jednak, że nie miał on dużego wpływu na List. Ktoś kto go pisał znajdował się pod wyraźnym wpływem nauki Pawła, bowiem, podobnie jak apostoł, koncentrował się na symbolicznym znaczeniu śmierci i zmartwychwstania Jezusa.

    Niezależnie od tego kto jest autorem, List jest jednym z najlepszych i najbardziej koherentnych wykładów teologii chrześcijańskiej obecnych w Nowym Testamencie. Widać, że autor znał się na retoryce, a poziom greki jakiej używał świadczy o tym, że był wykształconym człowiekiem. Głównym wątkiem listu jest nauka o tym, że rola Jezusa w dziejach relacji ludzi z Bogiem, wykracza daleko poza ramy narzucane przez tradycyjne kapłaństwo i kult w jerozolimskiej Świątyni. Wzmianka o Świątyni daje nam wskazówkę co do daty powstania listu. Gdyby autor pisał po 70 roku n.e prawdopodobnie wspomniałby o jej zniszczeniu przez Rzymian. Jest więc wysoce możliwe, że tekst powstał przed tą datą.

    W liście nie ma również zbyt wielu odniesień do dziejów Jezusa, co sugeruje, że autor nie znał Ewangelii, a zatem- pisał zanim się one pojawiły. Oczywiście, w jakimś ograniczonym stopniu znał historię Jezusa (wspomina o wydarzeniach związanych z ukrzyżowaniem), ale skupiał się głównie na symbolice i roli jaką odegrał Chrystus. Jest więc wysoce prawdopodobne (co jednak nie znaczy, że pewne), że list został napisany w okolicach 64 roku.

    Jak już wspominałem, nie znamy adresatów listu. „Hebrajczycy” brzmi dosyć enigmatycznie, bo pojęcie to może oznaczać dużo różnych grup. Istnieje zatem kilka teorii. Freeman uważa, że list był adresowany do grupy hellenistycznych żydów- chrześcijan, mieszkających w Rzymie. Jego zdaniem, wskazuje na to wzmianka o „naszych italskich przyjaciołach” i jest prawdopodobne, że był on skierowany do tej samej wspólnoty do której Paweł zaadresował swój List do Rzymian. Popularna jest również teoria głosząca, że list jest głosem w dyskusji między „judaizującymi” chrześcijanami a nurtem głoszącym, że Jezus zniósł Prawo.

    Wróćmy na chwilę do kwestii autorstwa listu. Przez te kilka akapitów nic się nie zmieniło i dalej nie jesteśmy pewni kto mógłby pod nim złożyć podpis, ale najwięcej wskazuje na to, że mógł być to Apollos. Dlaczego? Bo list jest napisany przez kogoś bardzo wykształconego, językiem jakim nie operował żaden inny autor dzieł zebranych w Nowym Testamencie. To przypuszczenie pierwsze. Drugie, za nim idące, jest takie, że nasz Apollos, jako żyd pochodzący z Aleksandrii, mógł kształcić się u boku Filona, najwybitniejszego żydowskiego uczonego doby antyku.

    Wydaje się to prawdopodobne bo wielu żydów, mimo mieszkania w diasporze, nie było zainteresowanych wgłębianiem się w filozofię pogan, a Filon nie dość, że należał do tych właśnie wyjątków to jeszcze był najwybitniejszym z nich. Są przesłanki, że autor dyskutowanego przez nas listu, orientował się w greckiej myśli filozoficznej. Skoro żył mniej więcej w czasach działalności Filona, w Aleksandrii i mimo bycia Żydem, miał pojęcie o pogańskiej filozofii to… nasza misterna układanka zaczyna brzmieć sensownie, prawda?

    Oczywiście to tylko przypuszczenie, ale jest to dobry przykład żeby wyjaśnić sobie pewną kwestię. Poruszoną przez Lorda Stanisa w komentarzach pod poprzednim odcinkiem. Otóż- dlaczego jedne przypuszczenia/ spekulacje, są dopuszczalne a inne nie. Oczywiście mówiąc o dopuszczalności nie mam na myśli, że nie można ich robić, tylko, że są one odrzucane przez historię jako naukę. Historia jako nauka polega na krytycznej analizie tekstów źródłowych, a w wyniku tejże analizy, historycy ustalają fakty, które ułożone chronologiczne, tworzą narrację.

    Oczywiście, w ramach historii istnieją różne nurty, a niektóre z nich odrzucają tzw. „wielkie narracje” jako w dużej mierze nieprawdziwe, zbudowane na uogólnieniach i daleko idących uproszczeniach. To tylko przykład bo w zasadzie ilu historyków, tyle podejść do uprawiania historii, ale generalna definicja to ta podana w poprzednim akapicie. Oczywiście, w historii mamy wiele wydarzeń, postaci, zjawisk etc. na temat których brakuje informacji, albo są one sprzeczne, niejasne, dziwne (cokolwiek to znaczy) więc pełna rekonstrukcja tego co zaszło, albo dlaczego zaszło, jest niemożliwa. I tutaj pojawiają się nasze przypuszczenia.

    Nie mają one takiej wagi jak domniemane fakty (domniemane bo to, że uznajemy je za fakty, wcale nie znaczy, że nimi są), ale mają różne stopnie prawdopodobieństwa. Są uprawnione wtedy, kiedy istnieją podstawy do ich wysnuwania. Np. wiemy, że Apollos był wykształconym, aleksandryjskim, a więc helleńskim Żydem, chrześcijaninem, znajdującym się pod wpływem Pawła. List do Hebrajczyków nosi znamiona napisanego przez osobę świetnie znającą grekę, wykształconą, orientującą się w retoryce i choć trochę, w pogańskiej filozofii oraz wyznającą chrześcijaństwo oparte na ideach Pawła. Przypuszczenie, że Apollos jest autorem listu jest zatem zasadne. Oczywiście nikt nie twierdzi, że jest to fakt (dobra, może ktoś tak twierdzi, ale jest to nieuprawione).

    Dlaczego zatem przypuszczenie o szaleństwie/ diabolicznej rozgrywce Pawła jest mocno wątpliwe? Bo nie mamy dobrych argumentów na poparcie tej wersji. Nie ma żadnych wzmianek w źródłach o tym jakoby Paweł był szaleńcem. Nie ma relacji o tym jak wysmarował własnymi odchodami ściany synagogi albo w biegał nagi po mieście. Cokolwiek. Oczywiście, jego zachowanie, relacja o wizjach, głoszenie końca świata (ponowne przyjście Chrystusa), uczestnictwo w sekcie etc. mogą brzmieć dziwnie dla współczesnego człowieka, ale nie jest to nic co wykracza po za normy epoki.

    Jeśli dzisiaj przyśniesz w gorący dzień i przyśni Ci się coś niepokojącego, niechby nawet wyglądającego realnie, machniesz na to ręką i uznasz, że to efekt zmęczenia, nasłonecznienia czy tam jeszcze odwodnienia. 2000 lat temu, prawdopodobnie uznałbyś to za wizję. Co do ponownego przyjścia, to sekty apokaliptyczne były wówczas na fali wznoszącej, zwłaszcza w ramach tradycji żydowskiej. Niechrześcijańscy, tradycyjni Żydzi z niecierpliwością oczekiwali przyjścia mesjasza i odrodzenia Izraela. Esseńczycy pokutowali i umartwiali się aby być gotowymi na mającą nadejść zmianę świata. Skoro wszyscy dookoła mówią o nadchodzących Wielkich Wydarzeniach, nietrudno samemu uwierzyć w to, że do czegoś dojdzie.

    Trochę przypomina mi to dyskusję o istnieniu Chrystusa. Argumentem „wątpiących” jest szczupłość źródeł z czasów gdy Chrystus żył, przecież jak pojawia się taki cudotwórca, chodzący po wodzie, rozmnażający bochenki chleba, zamieniający wodę w wino i zmartwychwstający, to jakim cudem mało kto o nim pisze. Pomijając już fakt, że być może źródeł było więcej, tylko nie przetrwały do naszych czasów (w końcu to było 2k lat temu) i to, że Judea była Radomiem cesarstwa (tak jak dzisiaj, mimo ery informacyjnej, wiele rzeczy nam umyka, zwłaszcza gdy dzieją się na jakichś zadupiach, kto np. słyszał o prześladowaniu Karenów w Birmie i o wojnie domowej, do jakiej to doprowadziło?) to…, w tamtych czasach i otoczeniu nikogo to nie szokowało.

    Tradycja żydowska była pełna świętych mężów, cudotwórców, nauczycieli religijnych, proroków. Jezus nie był wcale jakimś unikatem, mniej więcej w tym samym czasie działał, też znany z Biblii, Jan Chrzciciel (co ciekawe, jest on jedną z centralnych postaci Mandeizmu, mniejszościowej religii na Bliskim Wschodzie). Nowy Testament jest zresztą pełen przestróg przed fałszywymi prorokami, dokonującymi cudów i twierdzącymi, że doznają objawień.

    Wracając jeszcze do domniemanego szaleństwa Pawła- w jego listach widać, że reagował on bardzo emocjonalnie na wszystko co się działo, a źródła rysują obraz człowieka niestrudzonego, podróżującego z miejsca na miejsce, oddanego sprawie. Bycie wrażliwym, przeżywanie wydarzeń z życia i emocjonalne podejście to raczej słaby argument na rzecz domniemanego szaleństwa. Podobnie jak wkręcenie się w ideologię/ religię/ jakąkolwiek inną rzecz i poświęcenie jej sporego kawałka swojego życia. Jeśli to świadczy o szaleństwie lub chorobie psychicznej… no dobra nie skomentuje.

    W (chyba) pierwszym odcinku serii, pojawił się tekst o prawdopodobnej chorobie psychicznej Heroda- i tutaj faktycznie mamy coś co przemawia za tym przypuszczeniem. Oczywiście stawianie diagnoz 2k lat wstecz jest tutaj tak samo nieuzasadnione jak i u Pawła, tyle, że w przypadku Heroda, faktycznie mamy dobre podstawy żeby chociaż czynić takie przypuszczenia. Herod był aż do przesady okrutny i mordował członków własnej rodziny, „trochę” inny kaliber niż przypadek Pawła.

    Co do diabolicznych zamiarów Pawła, czyli domniemania, że był rzymskim agentem infiltrującym nową sektę, bo przecież tak robią wszelkie reżimy… Problem w tym, że na tym etapie sami Żydzi i żydowscy chrześcijanie nie wiedzieli jeszcze, że są rozdzielnymi zbiorami. Chrześcijanie modlili się w synagogach, znaczna ich część przestrzegała Prawa etc. Dopiero działalność ludzi takich jak Paweł, nawracających pogan, zaczęła zmieniać sytuację. Byłoby naprawdę dziwne gdyby Rzymianie wiedzieli lepiej i wcześniej od samych zainteresowanych. Oczywiście Rzymianie (nie tylko oni zresztą) mieli szpiegów i agentów, bo to role stare jak, nie przymierzając, najstarszy zawód świata, ale to nie była jakaś scentralizowana, wszechwiedna machina przenikająca wszystkie sfery życia. Nawet dziś ciężko o coś takiego, a dopiero co 2k lat temu przy tak ograniczonych możliwościach komunikacji i idącej za tym decentralizacji. I znów- nie mamy nic po za czystą spekulacją, nie ma zeznań podpisanych przez „TW Szaweł z Tarsu”, nie ma nawet wzmianki, że „TW Sz. donosi, że…”.

    Dobra, to bez sensu, a poza tym, totalnie odbiliśmy od tematu. Mam nadzieję, że w miarę zrozumiale przekazałem to co przekazać chciałem, nawet nie odnośnie samego Pawła i bajań na jego temat, ale samej historii. I żeby było jasne- fakt, że odrzucamy pewne interpretacje czy spekulacje, nie oznacza, że są one nieprawdziwe. To po prostu wynika z ograniczeń nauki jako takiej. Nikt nie twierdzi, że historia wie NA PEWNO co i czemu wydarzyło się X lat temu. Historia mówi nam, co i dlaczego NAJPRAWDOPODOBNIEJ się wydarzyło. Co to znaczy najprawdopodobniej? To znaczy, to co w danej chwili, przy obecnej wiedzy, metodologii, stopniu rozwoju nauki etc. jest dla nas najlepszym i najbardziej przekonywującym wyjaśnieniem.

    I ta zasada odnosi się do większości dyscyplin naukowych jako takich, wbrew zdaniu gawiedzi, która stawia znak równości między prawdą a nauką. Dlatego istniej możliwość, że Mieszko I przyjął chrzest żeby zrobić na złość swojej cioci- żydówce. Tyle, że na gruncie historii nic o tym powiedzieć nie możemy, dlatego też w ogóle wyrzucamy to z rozważań. Na podobnej zasadzie nikt nie wie czy most (jakikolwiek) stoi dlatego, że spełnia prawa fizyki, czy dlatego, że taki kształt podoba się Zeusowi. O Zeusie i jego upodobaniach wiemy jednak tyle co nic, a wszystkie stojące mosty spełniają pewne reguły, dlatego też przyjmujemy, że stoją bo je spełniają. Czy to może mieć coś wspólnego z Zeusem? Jasne, tyle, że my nie jesteśmy w stanie nic o tym powiedzieć i dlatego w ogóle się tym nie zajmujemy.

    Uffff, uniosłem się, ale o czym to ja…? Aaaa, o Apollosie i Filnie. Wpływy Filona są zdaniem wielu uczonych, w tym Freemana, widoczne w liście do Hebrajczyków. Jego rola w kształtowaniu się chrześcijaństwa wykracza zresztą daleko poza to dzieło. Filon przyszedł na świat w Aleksandrii, w żydowskiej rodzinie, w okolicach 20 roku przed Chrystusem, a zmarł, prawdopodobnie około 40 roku n.e. Odebrał tradycyjne, żydowskie wychowanie i wykształcenie, oparte o żydowską Biblię. Poza tym jednak, bardzo interesował się myślą grecką i jako jeden z nielicznych Żydów faktycznie się nią zajął. Filon specjalizował się zwłaszcza w filozofii Platona, stoikach i myśli Pitagorasa, który, swoją drogą, był wówczas postrzegany raczej jako mistyk niż matematyk.

    Co jednak ciekawsze, Filon potrafił pogodzić swoją żydowską wiarę i tożsamość z filozofią grecką, w wyniku czego otrzymujemy oryginalny miks obydwu. Zaczął również korzystać z filozofii greckiej przy egzegezie biblijnej, czego owocem był rozwój teologii. Najważniejszą inspiracją Filona był Platon. Wszyscy chyba znamy alegorię jaskini? Jeśli nie, zachęcam do zapoznania się. W skrócie: Platon uważał, że świat materialny jest zaledwie odbiciem świata niematerialnego, marną imitacją ideału. Głosił także istnienie hierarchii bytów na której czele (ale także po za nią) znajdowała się mistyczna siła, którą określał jako Jedność.

    Filon dokonał utożsamienia Jedności z żydowskim Bogiem. Uważał, że prawdę o Jedności/Bogu odkryli dawno temu prorocy i Platon zaczerpnął wiedzę właśnie od nich. Przekonanie te podsumował krótkim: „kim jest Platon, jeśli nie Mojżeszem posługującym się greką?”. Takie podejście otwierało greckiej myśli drzwi do wierzeń żydowskich (a co za tym idzie, chrześcijańskich), co stwarzało szansę na swoisty „postęp intelektualny”. Bóg Filona nie był okrutnikiem skazującym na śmierć całe narody za to, że się mu sprzeciwiły. Jego Bóg był ucieleśnieniem wszystkiego co dobre i piękne, mistyczną siłą której nie da się pojąć i zrozumieć, ale sprzyja ona człowiekowi. Jasno widać tu możliwą inspirację dla chrześcijańskiej wizji Boga. Swoim podejściem do egzegezy Filon otworzyły później drzwi chrześcijańskiej teologii do grecko- rzymskiej filozofii co w konsekwencji umożliwiło narodziny i rozwój humanizmu.

    Z filozofią Filona wiąże się jeszcze jedna ważna nowinka. Otóż, podobnie jak Platon, Filon uważał, że idealny świat duchowy i będący jego wykrzywioną imitacją, materialny, są zupełnie inne i trwale oddzielone od siebie. Bóg (Jedność u Platona) miała jednak swoje sposoby na interweniowanie w świat materii . Jednym z tych sposobów był Logos, który zdaniem Filona, był najważniejszym pośrednikiem między Bogiem a śmiertelnikami. Logos to bardzo złożony termin i polskie tłumaczenie „Słowo”, nie oddaje nawet części jego znaczenia. Logos był przez Greków rozumiany jako właściwe rozumowanie, powszechna prawidłowość świata, esencja prawdy i logiki porządkujących świat, duszę i wszystko co tylko możemy sobie wyobrazić (przyznaję, część tej definicji zerżnąłem ze słownika).

    Ta definicja którą tutaj podaje, to i tak przysłowiowy czubek góry lodowej- pojęcie to żyło własnym życiem i ciągle ewoluowało. W rozumieniu Filona, logos był nie tylko czystą i prawdziwą myślą, ale także siłą, nieomal czy nawet całkowicie boską, zmieniającą rzeczywistość. Jeśli ktoś chociaż pobieżnie zna teologię chrześcijańską (jak, przyznaję bez bicia, ja) z łatwością dostrzeże jak potężny wpływ miały te idee na jej rozwój. Dość powiedzieć, że logos, szybko zaczął być utożsamiany z samym Chrystusem.

    Ok, autora, a raczej domniemanego autora, mamy już za sobą. Teraz zajmijmy się domniemanymi adresatami. Z listu możemy wysnuć kilka przypuszczeń na ich temat. Prawdopodobnie była to grupa zhellenizowanych Żydów zamieszkująca Rzym. W tekście pojawiają się wzmianki które świadczą o tym, że członkowie tejże grupy, przeszli przez okres prześladowań (być może chodzi tutaj o prześladowania rozpętane przez Nerona). Sytuacja uległa jednak pewnej poprawie chociaż członkowie wspólnoty nadal spotykali się z wrogością.

    W związku z tym i faktem, że mowa tutaj o drugim pokoleniu nawróconych, zaangażowanie i entuzjazm wielu wiernych zmniejszyły się. Widać, że celem autora listu jest umocnienie wspólnoty w wierze i nakłonienie ich do działania. W tym celu, opisuje jak wielkie zmiany przyniosło światu pojawienie się Chrystusa i jak wielką stratą byłoby utracenie tego. Styl retoryczny wskazuje, że tekst został oparty na wcześniejszym kazaniu, które zostało spisane i przerobione na list.

    Zasługującą na uwagę myślą jest ta o Bogu, który wcześniej przemawiał do ludzkości w sposób fragmentaryczny i niekompletny, co prowadziło do niekoherentnych interpretacji. Wraz z przyjściem Chrystusa ta sytuacja ulegała zmianie, teraz bowiem Bóg mówił bezpośrednio przez swojego syna. Warte odnotowania jest również stworzenie i wywyższenie Mądrości, prawdopodobne odniesienie do Księgi Przysłów i kolejny argument przemawiający za autorstwem Apollosa.

    Centralną postacią listu, jest, jakżeby inaczej, Jezus, który odegrał główną rolę w dziejach zbawienia ludzkości. Cierpiał on wprawdzie na Ziemi, ale teraz zasiada na Niebieskim Tronie i został wywyższony ponad wszystkich Aniołów. Autor kładzie nacisk na ludzką stronę natury Jezusa- jest on ukazany jako człowiek taki jak każdy, z wyjątkiem grzechu. Pojawia się także koncept Jezusa jako Najwyższego Kapłana, który wykracza poza ramy ustalone przez patriarchów żydowskich, nawet tak ważnych jak Mojżesz czy Melchizedek. Starzy liderzy musieli przebłagiwać Boga za pomocą ofiar składanych w Świątyni, Jezus samego siebie złożył w ofierze, czym odkupił wszystkie grzechy całej ludzkości.

    List pokazuję także ewolucję nauczania o Paruzji- zdaje się akceptować fakt, iż nie dojdzie do niej za życia wiernych i nie będzie ona polegała na ustanowieniu Królestwa Bożego na Ziemi. Rozwija bardziej wysublimowany koncept Królestwa jako nagrody w życiu pozagrobowym, jako raju do którego wchodzi się poprzez „zasłony” co, swoją drogą, jest sformułowaniem żywcem zaczerpniętym z prac Filona. Jest to możliwe, ponieważ ludzkość, dzięki męczeństwu Jezusa, zawarła nowe przymierze z Bogiem. Aby dostąpić zbawienia chrześcijanie powinni kierować się w swoim życiu miłością i cała wspólnota powinna być ukierunkowana na wzajemne wzmacnianie się w czynieniu dobra.

    Autor kładzie tutaj szczególny nacisk na wspólnotowość, zwraca uwagę na to, że jest ona podstawą dla zachowania zasad i życia w oparciu o nauki Jezusa. Następne są rozważania poświęcone wierze, która zdaniem autora nadaje sens ludzkim nadziejom i sprawia, że zaczynamy rozumieć rzeczy których nie widzimy. Po tym następuje lista przykładów w których wiara umożliwiła Żydom pokonanie przeciwności. Następnie autor jeszcze raz przypomina o konieczności życia w zgodzie z naukami Jezusa przy jednoczesnym zaakceptowaniu faktu, że chrześcijaństwo jest czymś co „nie należy do tego świata”.

    Kurdę, miał być mini-odcinek, a to już piąta strona A4. W sumie dobrze, że stało się tak jak się stało bo przynajmniej wytłumaczyliśmy sobie kilka niejasności. O Liście do Hebrajczyków chciałem napisać bo jest on o tyle ważny i ciekawy, że ukazuje stopniową ewolucję wierzeń chrześcijan i kładzie podstawy pod mającą narodzić się teologię chrześcijańską. Widać, że zaledwie 30 lat po śmierci Jezusa, religia żydowska zaczyna silnie mieszać się z wpływami helleńskimi, przez co zaczyna być ona bardziej wysublimowana. W wyniku tego zaś, stawała się bardziej pociągająca dla bardziej wymagających wiernych, co umożliwiło jej dotarcie na szczyty. Bez tego ciężko sobie wyobrazić konwersję helleńskich i łacińskich elit, a bez tego z kolei, historia naszej części świata potoczyłaby się inaczej.

    #gruparatowaniapoziomu #chrzescijanstwo #katolicyzm #niedoszlahistoria #historia #4konserwy #neuropa

    PS. Tradycyjnie proszę o wypunktowanie znalezionych błędów

    Wizerunek Filona
    pokaż całość

  •  

    Ten obraz odbiera mi mowę i w miły sposób mnie uspokaja i wycisza.

    #feels #sztuka #malarstwo #obrazy #chrzescijanstwo #religia

    źródło: unnamed.jpg

  •  

    "Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli."
    (Wyjścia 20, 2)

    #biblia #cytaty #chrzescijanstwo #religia #wiara

  •  

    #polityka #4konserwy #neuropa #katolicyzm #chrzescijanstwo #mirkomodlitwa @Watchdog_Polska

    Jakże to! Katolicka fundacja NIE PRZESTRZEGA prawa?! (ʘ‿ʘ)

    Proszę o modlitwę za tych grzeszników.

    Grzywna dla fundacji Ojca Rydzyka
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #chrzescijanstwo

0:0,0:2,0:0,0:1,0:1,0:1,1:0,0:0,0:0,0:1,0:1,0:0,0:0,0:0