•  

    Dostałem list z Urzędu Skarbowego, że mam dopłacić za PIT, bo mi dowalą komornika. Zdziwiłem się, bo składałem PITa przez oficjalną stronę i to ja miałem dostać zwrot xD Dzwonię do US, średnio miła pani na słuchawce, powiedziałem co i jak. Okazało się, że to ona jest tą referentką, która podpisała list i zjebała sprawę (╯°□°)╯︵ ┻━┻ „List wygenerował się automatycznie, ojojoj system coś pokręcił”. Nagle jaka miła się zrobiła…
    Dziś dostałem zwrot podatku.
    Urzędasy, psia mać.
    #coolstory #urzadskarbowy #podatki
    pokaż całość

  •  

    kiedyś na początku mojego konta jakiś różowy pasek zaplusował mój wpis, to ja z ciekawości wszedłem w jej profil, patrzę, a tam jest mail na o2.pl no to wkleiłem w google i wyszukało jakieś forum dla kobiet na którym podała tego maila, patrzę dalej- jest jakieś zdjęcie kota, a że było podpisane jak te facebookowe to wyciąłem ciąg liczb ze środka i znalazłem jej profil na facebooku, z ciekawości spojrzałem na ostatnio wrzucone zdjęcie i w komentarzach jakaś jej koleżanka zapytała się jej czy sprzedała już wszystkie młode koty(bo jej kot urodził), a ona jej na to, że nie i że ogłoszenie jeszcze wisi na tablicy no to z ciekawości wszedłem na tablicę, wybrałem jej miasto i w zakładce Zwierzęta były jakieś koty do oddania, imię zgadzało się z jej imieniem więc z ciekawości wziąłem numer telefonu z ogłoszenia, zadzwoniłem do niej i powiedziałem cześć tu Lookazz, to ty zaplusowałaś mój wpis?

    teraz jak tak o tym pomyślę to chyba może trochę #creepy, tym bardziej, że była 3 rano, a zadzwoniłem do niej jakieś 5 minut po zaplusowaniu
    #oswiadczenie #coolstory #heheszki

    pokaż spoiler #pasta
    pokaż całość

  •  

    Challenge autorski. Pokaż swój barek boży
    dodałem efekt zieleni dla klimatu zdjęcia, w sumie każdy może brać udział. A oto moje prześliczne gniazdko aniołków i Papieża
    #przegryw #2137 #coolstory

    źródło: aniolki i papiez.PNG

  •  

    Piszę ten post jako przestrogę. Uważajcie na spotkania z kobietami z Wałbrzycha. Na portalu randkowym poznałem ostatnio gąskę, z twarzy 7/10, z rozmowy bardzo miła, temat zszedł na spotkanie. Wstępnie kazała podjechać po siebie na Sobięcin, co już zapaliło mi w glacy lampkę ostrzegawczą, przecież wszyscy wiemy, że na wałbrzyskiej "Palestynie" mieszkają głównie zdeformowane niedobitki z wyprawy na mordor, które w przerwie od napadania na ludzi piją wodę z kałuży. Spotkanie miało mieć miejsce wieczorem, trochę się zacząłem cykać, że Żaneta (tak ją roboczo nazwijmy) ożeni mi kosę pod żebro zabierając portfel i dokumenty, ale rozum podpowiadał, że może po prostu woli podejść na wylotówkę do Kamiennej i nie chce mi ujawniać swojego miejsca zamieszkania, obawy odrzuciłem więc na bok, zatankowałem kilka litrów LPG, spakowałem kanapki na drogę i wyruszyłem.

    Podjechałem po nią o umówionej 22, bo akurat wtedy kończyła zmianę w markecie. Wieczór zapowiadał się cudownie, bo co prawda Żanetka miała delikatne braki w uzębieniu, które na zdjęciach sprytnie maskowała domkniętym ozorem, co skutkowało też tym, że podczas mówienia widziałem jak komety w postaci wiązek śliny mijają o centymetry moją twarz, to mimo wszystko rozmowa kleiła się doskonale. Może miała epizod z hulajnogą elektryczną podczas którego zahaczyła szczęką o wiadukt, nie mi to oceniać, liczyłem w duchu, że pewnie czeka w kolejce na nowego siekacza i sprawa zostanie niebawem rozwiązana, a wszystko przykryje to, że w duszy jest aniołem, którego szukałem przez całe swoje życie.
    Za cel podróży postawiliśmy sobie netflix & chill w moim skromnym apartamencie przy Katowickiej. W pełnym, domowym świetle czar zaczął pryskać, bo nie sposób ominąć faktu, ze Żanetka otwierając buzię wyglądała jakby lubowała się w obgryzaniu głazów pod Szybem Witold w Gorcach, z jednej strony nie chciałem mieć kobiety, której szczęka jest dziurawa jak ulica Towarowa po zimie, ale też wygląd nie jest najważniejszy, prawda? Rozłożyliśmy się wygodnie na kanapie i oddaliśmy seansowi. W połowie filmu Żaneta zaczęła się wiercić, ja natomiast poczułem dziwną woń, zacząłem zastanawiać się co tak ciągnie końskim farszem, a z minuty na minutę zapach coraz bardziej atakowal moje nozdrza.

    Poczatkowo zwaliłem to na fakt, że mieszkam przy rzece i po prostu ciągnie szlamem z Bobru po tym jak jakiś Józek postanowił wypiąć odwłok i zrzucić balast do wody, co miało miejsce notorycznie przed moimi oknami, ale po zamknięciu okna sytuacja tylko się pogorszyła. Ku mojemu zdziwieniu Żaneta coraz bardziej gięła się w pałąk, nie sposób było jej nawet przytulić. Chwilę później stanęła na baczność i piskliwym głosem zapytała gdzie w mojej posesji jest wychodek. Wskazałem palcem, wrzuciłem pauzę i sięgnąłem po telefon czekając na jej powrót. Zdążyłem obejrzeć pół poradnika o zakładaniu pasieki na YouTube a mojej podopiecznej nadal nie było. Drugim problemem było to, że fekalny smród nadal dobiegał z moich okolic. Podniosłem nogi żeby rozprostować się po pokoju, i w miejscu, gdzie jeszcze 15 minut temu siedziała niedoszła Księżniczka Daisy zobaczyłem wielką, okrągłą, brązową drachę, na której chwilę wcześniej trzymałem kolano. Rozchwiany adrenaliną pobiegłem do garderoby zrzucić spodnie, jednocześnie przykładając nos do plamy na joggerkach i modląc się w duchu aby to nie było to, co od kilku minut spowija moje myśli. To było to. Wróciłem do salonu potykając się o kawałek klocka, który musiał jej wylecieć nogawką przy wstawaniu, a którego nie dostrzegłem. Drugim aktem modłów była prośba do Boga, aby to wszystko było tylko sen, nie wierzyłem w to co się właśnie dzieje. Przebrałem spodnie i pobiegłem pod drzwi łazienkowe, stanałem i krzyknąłem -Żaneta, zesrałaś sie? Nikt nie odpowiedział. Szarpnałem za klamke, wbiegłem do łazienki, w środku zastałem jedynie przeciąg wpadający przez uchylone okienko, potężną woń stadniny, oraz balasa w muszli, który niewiele różnił się gabarytami od bożonarodzeniowego łańcucha choinkowego na kamiennogórskim rynku. Czaicie? Baba ożeniła mi kloca na rogówke, kawałek wypadł na dywan, resztę potężnego zaganiacza zostawiła w muszli, nawet nie próbując go spłukać, po czym opuliła przez okienko. Posprzatałem wszystko i odezwałem się do niej na fejsie (dorzucam zdjęcie), potwierdzając tylko pierwsze słowa pierwszego akapitu, nie umawiajcie się z kobietami z Wałbrzycha.

    #heheszki #coolstory #walbrzych #pasta #logikarozowychpaskow #bekazrozowychpaskow
    pokaż całość

    źródło: dd.jpg

  •  

    Mój stary nie jest fanatykiem niczego. W całym mieszkaniu dużo miejsca. Jesteśmy taką normalną rodziną, że nawet w szpitalu nigdy nie byłem, bo nie przydarzają mi się żadne wypadki.

    Mój ojciec nie czyta żadnych tygodników ani gazet. Nie interesuje go też internet, próbowałem pokazać mu ciekawe fora, ale zupełnie je zignorował.

    Jak jest ciepło to siedzi w domu i nic nie robi. Całe życie w każdą niedzielę jemy typowy polski obiad, a ojciec mówi o zaletach jedzenia normalnych posiłków.
    Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień mówił że to dzięki temu, że jemy proste polskie posiłki i dzięki temu jestem normalny.

    Kiedy przychodzi do nas jego kolega mirek, to nigdy nie hałasują i nikogo nie budzą w nocy. Przy jedzeniu ojciec nigdy nic nie mówi i w ogóle się nie denerwuje.
    Nie czyta też żadnych książek ani nie je bigosu na uspokojenie, bo zawsze jest oazą spokoju.

    W tym roku postanowił nie kupować sobie nic na święta, bo stwierdził, że niczego nie potrzebuje. Ubrał się w odświętny strój i siedział z całą rodziną w dużym pokoju.
    Obiad (karp) też w nim zjadł [cool][cześć]

    Gdyby mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ludzi w polsce to bym im nic nie zrobił.

    Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary kupił mi prezent, ale nie w drodze wyjątku, bo zawsze tak robi. To był super prezent.

    Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym nigdy nie robią niczego konkretnego. Kiedyś towarzyszem ojca był hehe Zbyszek.
    Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce bez napisów. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd.
    Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Pili wódkę i nic nie mówili.

    Mój stary nie ma żadnych arcywrogów. Najlepszym przyjacielem ojca jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem dobra i ojciec od wielu lat się z nim przyjaźni.
    Raz poszedł na jakieś zebranie wędkarskie gdzie występował Adam i stary wrócił do domu bardzo zadowolony, bo wszyscy go chwalili że tak kulturalnie się zachowywał.

    Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że chce sobie coś kupić, ale w końcu stwierdził że za drogo wyjdzie i nic nie kupił.

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory #twojstary
    pokaż całość

  •  

    W ostatnią zimę chodziłem po jakiejś sieciówce, nie pamiętam jakiej, ale to było coś w stylu Croppa czy innej Zary.
    Szukałem czapki na zimę, bo zimnowgłowę.jpg. Nie było żadnej ciekawej, ale chciałem się pytać, czy to są wszystkie, jakie mają w sklepie, może gdzieś są ukryte jakieś pieniężne.
    Podszedłem do paru studentek-magisterek z socjologii, pracownic sklepu i spytałem się:

    - Czy to są czapki? - Wskazując na czapki zimowe.

    Sekundy płynęły jak godzinę, czułem na sobie spojrzenia całego personelu, tyle przegrać xD

    Nigdy więcej nie pojawiłem się w tym centrum handlowym.

    #przegryw #ubierajsiezwykopem #takbylo #coolstory #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Polacy nie umieją robić gier tak samo jak nie umieją robić filmów.

    Zanim się tutaj rozpędzę z obroną tytułu tego tekstu, chciałbym sobie pozwolić na chwile wytłumaczenia dlaczego to napisałem.

    W przyszłym miesiącu kończę 29 lat i naszła mnie refleksja po ostatnich targach E3 oraz niedawno wydanym tytule jakim był Frostpunk.

    Otóż nie grałem w niego, ale nie ze względu na to, że gry poświęcone mikro zarządzaniem jednostek i budynków mnie kręcą, tylko dlatego, że uważam wszystko co ma w swojej nazwie „PUNK” jest turbo mega wieśniackie.

    Żeby zrozumieć to należy się cofnąć do czasów w których polacy nie mieli dostępu do normalnej telewizji albo nawet w dłuższym wyciągnięciu ręki – internetu.
    Ze względu na żelazną kurtynę Polacy byli skazani na spędzanie wieczorów czytając książki oraz magazyny poświęcone literaturze fikcyjnej. W czasach w których miałeś do wyboru albo dłubanie kijem w gównie na szarym osiedlu a możliwością czytania kobył pełnych literek, co mądrzejsi poświęcali swój wolny czas temu drugiemu. Generalnie czytanie fajna rzecz, pozwala nam na rozwijanie naszego mózgu, i jakiś tam dupereli z tym związanych, w tym wyobraźni.

    Jeżeli rzucimi okiem na co mieliśmy wtedy do dyspozycji to poza magazynem detektyw który był czegoś rodzajem millenialskich gówien z mediakrafta typu „TOP 10 TAJEMNICZYCH WZWODÓW PODCZAS ZGONU”, to mieliśmy dostęp do papierowego szmatławca jakim było czasopismo – FANTASTYKA.

    Dlaczego o tym piszę? Otóż jak wcześniej wspomniałem, twój starszy brat Paweł lub też twój stary w przerwach pomiędzy przegrywaniem bazarowych kaset metaliki a pokryjomym onanizmem do kart z gołymi babami wujka, musieli jakoś zapchać czas wieczorami.

    I tu pojawia się FANTASTYKA. Magazyn który był wypełniony ścianami tekstu o pokonywaniu smoków i fikcyjnych lotach w kosmos. Kiedy masz jakieś 16 lat i jedyna twoja styczność z czymś fajnym w twoim zajebiście szarym i nudnym życiu, były odwiedziny kuzyna który z NRD pozwala Ci przez 15 minut pograć na swoim gameboyu który stary kupił za miesiąc sprzedawania jeansów na bazarach.

    Lata mijały i pokolenie wychowane na chłopach z mieczami tłukących się z goblinami w końcu dostało dostęp do literatury i mediów zagranicznych, i zamiast jak normalny człowiek łaknący poznawania czegoś nowego taplali się dalej w tym swoim wyimaginowanym świecie wypełnionym wymyślonymi na potrzeby dzieła stworami i erotycznymi fantazjami starych tłustych dziadów z wąsem.

    W tym momencie jak grzyby po deszczu wyrosły sklepy z karciankami i grami planszowymi które poza asortymentem kart yu-gi-oh i pokemon posiadały magic the gathering oraz uwaga, PODRĘCZNIKI DND które dzięki swoim polskim wydaniom pozwoliły nie jednemu młodemu samcowi zamieszkującego akademiki na Krakowskiej lub też Warszawskiej polibudzie spełnić swoje marzenia o byciu niesamowicie bohaterskim barbarzyńcą.
    Po przeoraniu się przez kolejny oraz kolejny podręcznik do DND, nasi przyszli magistrowie technologii grillów stacjonarnych restauracji „pod łukami” zdecydowali, że czas sięgnąć po inne inne fantastyczne światy jakim były ich dystopijne krainy osadzone w przyszłosci wypełnione narkotykami których w życiu na oczy nie widzieli oraz cybernetycznymi prostytutkami. Kolejnym światem do którego mogli się przenieść były krainy które przypominały Polskę w jej czasach świetności wypełnioną machinami napędzanymi parą.

    Wydaje mi się, że chyba możemy tutaj zauważyć pewien powtarzający się schemat prawda?

    Bez względu na tematykę, problem przejawiający się tutaj jest taki sam – są to światy tak fikcyjnie oderwane od rzeczywistości, że mogą przyciągać do siebie również ludzi tak samo oderwanych od rzeczywistości, a co za tym idzie z jakimiś ułomnościami nie pozwalającymi im na wyjście poza kanwy kanonów literatury które czytali od srającego pod siebie nastolatka.

    W tym samym momencie co mądrzejsze Andrzeje postanowiły zarobić trochę groszy na tłustowłosych młodzieńcach.

    Jak grzyby po deszczu pojawiły się co nowsze wydawnictwa poświęcone publikacji twórczości młodych polaków wychowanych na Lemie i Sapkowskim. Mamy tutaj już kolejną falę pogłębiającą młodych ludzi w odrealnieniu. Dodając do tego łatwy dostęp do internetu, nowoczesny młody meżczyzna lub też dziewczyna byli narażeni na wpływy zagranicznych popularnych okołomediowych treści – kolejne płyty power-kuc metalów na kazie, obrazki z deviantarta które wyskakiwały po wpisaniu SMOKI w wyszukiwarce obrazków google oraz gry RPG które mogli cisnąć na swoich pentiumach w zaciszu pokoi swojej rozwiedzonej Matki.

    Jestem właśnie z tego pokolenia, pochodzę również z małej miejscowości w która była pod tym względem czymś gorszym niż PRL, była post-prl'owskim zadupiem na południu polski, gdzie jeszcze w 99' jedyny sposób na pozyskanie nowego GTA do pociśnięcia z kumplami na wagarach albo rekolekcjach, było danie koledze studentowi dwóch dych by Ci przywiózł w Krakowskiej giełdy komputerowej wypalonego CD'ka na Verbatimie.

    Możecie sobie tylko wyobrazić jakie to było dość zabawne wychowywanie się na dresiarskich osiedlach na których rycerze ortalionu w wolnych chwilach cisneli w tibie w lokalnych kafejkach internetowych albo po lokalnej sieci w Diablo. W dzisiejszych czasach może i to jest standard by Sebek z osiedla jarał się nowym herosem w hearthstonie, ale w latach wczesnych 00', było to nie do pomyślenia.

    Mniej więcej w liceum, czyli tak około roku 2008 moi koledzy zaczeli coraz bardziej zatracać się w rzeczywistości chodząc na wagarach już nie browarka nad rzeczkę, lecz do kumpla którego starzy wyjechali na urlop i jest wolny salon w którym mogą cisnąć w DND ze skeworwanych podręcznków które znajomy na studiach ogarnął.

    Jednym z głównych problemów z jakimi tutaj się borykami, jest bariera językowa oraz ograniczone wpływy prawdziwej kultury z zagranicy jaką przyszło nam oglądać przez maleńkie okienko ramówki seriali familijnych po sobotnim maratonie disney'a na jedynce, lub też w serialach dla dorosłych oraz blockbusterach puszczanych na Polsacie po 20'tej.

    Świat za morzem był bardzo kolorowy, wszystko było duże i zajebiste, ale też przy okazji ochroniony od żelaznej kurtyny związku radzieckiego i restrykcji związanych z socjalistyczną propagandą jedności i solidarności.

    Polacy pomimo mentalności buńczucznej i opozycyjnej do jakichkolwiek reżimów mają też mało wypracowany zmysł poznawczy i wdrażania w rzeczywistość napływów i inspiracji od innych nacji.

    To oznacza, że w kraju w którym dostęp do „fajnych” rzeczy jest dość ograniczony nie należy oczekiwać wdrażania kultury zepsutego zachodu.

    Niemcy co prawda mieli to szczęście, że Amerykańce u nich sobię trochę posiedzieli po wojnie, ale to sprawa inny tekst w kwestii gier oraz kultury masowej.

    Kolejną rzecz którą należy wziąć pod uwagę by zrozumieć dlaczego Polacy nie umieją robić dobrych gier jest fakt, że dostęp w naszym kraju do konsol był ograniczony ze względu na sytuacje finansową większości domów.

    Panu Tadeuszowi opłacało się bardziej zakupić komputer na raty dla syna na komunie pod pretekstem stacji multimedialnej nauki, a przy okazji w też maszyny do grania w gry dla jego synalka, niż wywalenie 900 złotych czy tam 1900 złotych (nie pamiętam bo srałem jeszcze w gacie jak grałem na pegazusie podczas gdy koledzy mojej siostry cisneli w na plejakach) która jedyne co mogła robić to odpalać gry, jakąś tam muzykę i to wszystko na świętym portalu do obserwowania świata oraz piłki nożnej ojca.

    Większość gier w jaką przyszło nam grać w tamtym okresie były to RPG, shootery i jakieś tam FPS'y w kosmosie lub też II'wojnie światowej (też ulubiona tematyka polaków, zaraz po średniowiczu i spuszczaniu się nad glorią wielkiej polski)

    Mając to na uwadze możemy wywnioskować w jakim kierunku mogły się kształtować gusta oraz preferencje wobec mediów młodych ludzi z drugiego pokolenia po wyzwoleniu Polski spod radzieckich macek.

    W tym samym okresie powstawały nowo powstałe studia gier dołączyły w szranki do jedno lub też paro osobowych micro-zespołów tworzących gry w Polsce.

    Pomijając takie infantylne tytuły jak zagadki Lwa Leona, przyszło nam zagrać na Gorky17, Sołtys albo teenAgent, a nawet wspaniałe Wacki kosmiczna rozgrywka. Mieliśmy do dyspozycji w większości gry koontynuujące tradycje niskolotnych gust wcześniej wspomnianych w tekście onanistów świata fantasy, średniowiecza albo futurystycznych światów gdzie spuszczamy srogi łomot obcym. Oczywiście rozstrzał gatunkowy tych produkcji zawężał się co najwyżej do trzech gatunków gier, które zresztą królowały w tamtej epoce – symulatory drzewek dialogowych (RPG), bycie wirtualnym Generałem na polu bitwy lub też panem Prezydentem (RTS), lub też po prostu bycie wojakiem z giwerą na zamkniętej arenie (FPS)

    Świat poszedł do przodu z rozwojem gatunków gier oraz tematyce światów poświęconych w grach, tylko nie my. Przez najbliższe 20 lat wypuszczaliśmy w kólko i to samo.
    Kolejna gra w której zarządzamy chłopkami na wsi, kolejna gra przygodowa albo turowa której nasz napakowany osiłek który jest przy okazji też magiem ratuje świat od złego smoka, aż po kolejną gre która w jakiś tam kryptyczny sposób próbuje pokazać, że Polacy to waleczny naród i nigdy nie zapomnimy o tym, że zły niemiec zabrał nam ziemie.

    Kiedy zagranicą był wydawany kolejny Ratchet and Clank od studia Insomniac, jedyne co my mogliśmy się połasić to zrobionie kolejnego shootera jakim był Painkiller.
    Gdy świat już był daleko za hajpem na gry o zombi ponieważ w końcu sobię uświadomiliśmy, że przesaturyzowanie tematyki jest beznadziejne, polacy się obudzili i wypuścili dead island.

    Wtedy wchodzi on, cały ubrany w srebrną zbroje z dwoma mieczami, nasze magnum opus, Wiesiek.
    Gra oparta na książkach starego chłopa który na starość oszalał i jest tak odrealniony od rzeczwistości, że aby mógł wyjąć swoją własną głowę z dupy, trzeba było sprzedać prawa do jego własności intelektualnej Netflixowi.

    Pisanie tutaj kim jest wiedźmin oraz czym są jego gry jest zbędne, ale biorąc pod uwagę co napisałem parenaście akapitów wcześniej można wywnioskować co uważam o Wiedźminie.

    Ale to nie jest do końca jedyny powód dlaczego uważam Wiedźmina za słabą grę, chociaż nazwanie Wiedźmina słabą grą to przegięcie. Jest on dobrą grą pod względem gamedesignu, ale gdybym był siurkiem to mógłbym się doczepić faktu, że Wiesiek w porównaniu do takich gier jak devil may cry albo Dark souls wychodzi biednie jeżeli chodzi o system walki.

    Problemy Wiedźminem są dwa;

    Pierwszy problem to jak napisałem na początku tego felietonu jest fakt, że Smoki i elfy to jest zajebiście już ograny temat do porzygu w tym kraju tak samo jak gatunek gier które właśnie są osadzone w owych światach.

    Drugi problem który mam z Wiedźminem, i to mnie niesamowicie wkurwia jest fakt, że Wiedźmin nie jest Polską grą pomimo tego co wam prasa chce wmówić oraz media.

    Wiedźmin w większości został stworzony przez najemników z zagranicy. Tak, dobrze przeczytałeś.
    Wiedźmin został zaprojektowany i napisany przez ludzi którzy są ze Stanów, Tailandii i Wielkiej Brytanii. Wiem to, bo piłem z tymi ludźmi wódke od 2013 roku kiedy zostali ściągnięci do Warszawy by tu orać w niewolniczych warunkach nad grą której blaski chwały zostały przypisane polskiemu studiu developerskiemu.

    I zgadnij co koleś czytający to, ten sam problem jest z Cyberpunk 2077

    Historia z 2077 jest taka sama jak z Wieśkiem – Ci którzy zostali w CDPR i nie uciekli do people can fly albo do Ubi, siedzą na kontrakcie i klepią kod do niego.
    Gość który napisał twoją ulubioną gre od paru lat, nie ma na imię Kowalski, tylko Morrison.

    A teraz żeby bardzo ładnie zamknąć ten tekst, akcentem dotyczącym pokazania cyberpunk 2077 na E3 tego roku, powiem to raz i dosadnie.

    Cyberpunk i całe neo-dystopijne światy są równie wieśniackie jak chłopy w kolczugach co latają po łąkach i biją gobliny po kaskach, żeby uratować cycate elfice.

    CP77 jest FPS'em, jest osadzony w wieśniackim uniwersum oraz nie jest robiony przez polaków.
    Polacy co najwyżej co przy tej grze robią to drygują mrówkami obcego pochodzenia i każą im realizować swoje post-PRL'owskie fantazje o lotach w kosmos albo cybernetycznych lafiryndach z holocycami.

    A ci najzdolniejsi którzy mieli chodź trochę do czynienia z kultura amerykańską i znają się na grach oraz mają innowacyjne pomysły smarują storyboardy margaryny w agencjach reklamowych albo robią gówniane freemium gry na komórki.

    To jest Wasza wina, że Polacy nie umieją w gry, mogliśmy się w końcu na E3 pochwalić jakąś odpowiedzią na Metal gear solid V a co najwyżej dostaniemy kolejną wariacje this war is mine w przeciągu tego roku.
    ~~pewien random.

    To jest autentyko post typa z pewnej grupki gdzie jest masa "starych" graczy

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory #gry #wiedzmin #cyberpunk2077
    pokaż całość

  •  

    - A możemy popatrzeć? - padło z ust jednej z dziewczynek, a 12 par małych, innuickich oczek wlepiało się we mnie z nadzieją, że będą mogły zostać na hali.

    Po przybyciu do Ilulissat znalazłem w tutejszej szkole małą ściankę wspinaczkową, a że lepsze to niż nic, udało mi się wynająć halę sportową na dwie godzinki w tygodniu. Wczoraj był pierwszy raz, gdy tam poszedłem, a przede mną zajęcia piłkarskie na hali miały miejscowe dziewczynki i widok dwóch białych twarzy, ze zdecydowanie nieduńską i niegrenlandzką urodą, wyposażonych w plecaki z liną wzbudził w nich zainteresowanie - bardzo chciały więc zostać i zobaczyć, jaki będę miał pomysł na zamontowanie liny na łańcuchu pod sufitem.

    Pomysł miałem tylko jeden, po prostu wejść tam bez asekuracji, bo innego wyjścia nie było, ale zadanie nie wydawało się trudne, na ścianie było mnóstwo dużych chwytów. Kiedy zacząłem iść do góry, moja nowa grenlandzka widownia wstrzymała oddech i zamarła, a po szczęśliwym zahaczeniu liny i bezpiecznym zejściu na dół halę wypełniły oklaski, jakich w życiu bym się nie spodziewał :)

    Dziewczynkom jednak było mało, żadna nie ruszyła się z miejsca, aż w końcu padło pytanie, na które czekałem od początku. Jedna z nich podniosła nieśmiało rękę, pytając:

    - A czy mogę spróbować?

    W ten sposób zamiast na treningu prawie dwie godziny zleciały mi na asekurowaniu grenlandzkich dwunastolatek, odpowiadaniu na pytania "gdzie jest Polska", czy pełne zdziwienia "a czemu przyjechaliście na Grenlandię" i nauce podstawowych grenlandzkich słówek, ale lepiej tego czasu chyba nie dało się spędzić! Wszystkie weszły i zjechały bezpiecznie, było sporo emocji, dużo trzęsących się nóg, ale przede wszystkim masa radości i uśmiechu :)

    Pierwsza integracja z lokalsami zaliczona!

    ig

    Małe #pokazmorde #zwtravel

    #coolstory #grenlandia #podroze #podrozujzwykopem
    pokaż całość

    źródło: IMG-5172.JPG

  •  

    Taka historia mi się przypomniała którą gdzieś zasłyszałem.
    Podobno w Łodzi jest jakaś fontanna (hui wi byłem tam tylko raz w gimnazjum xD), jeżeli dwoje kochanków przemyje sobie w niej twarze to zwiąże ich miłość na zawsze.
    No i koleś mówił, że wziął laskę na spacer, leci bajera o fontannie. Podchodzą do fontanny, a a tam menel myje sobie dupsko xDD
    Z oczywistych względów nie przemysłu sobie twarzy i po jakimś czasie się rozeszli xDD

    #lodz #heheszki #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Bądź mną lvl 17
    Żyj spokojnie w małej społeczności nad jeziorem
    Całymi dniami bawicie się nad brzegiem albo pływacie
    Ogólnie zabawa, relaks, 0 zmartwień
    Wszyscy nago, jesteście wyzwoleni
    Gdzie nie spojrzysz cycki.jpg na widoku hehe
    Ale fiut starego też więc nie do końca git
    Jest jeszcze jeden element społeczności – drewniana skrzynia
    Nikt nie wie o chuj z nią chodzi ani skąd się wzięła na plaży
    Generalnie wszyscy jej strzegą, jest dla was jak bóstwo
    Pojebane xD
    Ale nikt nie pyta, nikt nie podważa, więc nie wnikasz i robisz jak wszyscy
    Od zawsze podoba ci się jedna loszka, aktualnie 8/10
    Jesteś trochę przegryw i jeszcze nie zagadałeś
    Ale dziś jest ten dzień!
    „Hej mała, może popływamy razem?”
    „Jasne anon, czekałam aż zagadasz <3”
    TAK JEST!
    Jakbyś wiedział że to takie proste to zrobiłbyś to 3 lvl temu
    Cały dzień spędzacie razem
    Pływacie nago
    Biegacie po plaży trzymając się za ręce nago
    Generalnie wszystko robicie razem nago
    Pod koniec dnia kościej tak motzno, że aż ci wstyd
    Loszka to widzi i uśmiecha się delikatnie
    omg.gif
    Panika, co teraz, chcesz uciec
    „Spokojnie anon, wiem jak temu zaradzić”
    TAK JEST!!! x2
    Dziś jesteś królem świata
    Zbliżacie się do siebie
    Buzdygan napęczniał i zaraz go rozsadzi
    Już prawie prawie
    Czujesz że wystrzelisz jak tylko cię dotknie
    Jej oddech muska cię delikatnie
    Nie powstrzymasz już nabojów w swojej armacie
    JEB!

    To nie ty
    Co się odjebało
    Na plażę wpada siwy koleś na koniu
    Nie widziałeś nigdy takiego dziwoląga
    Totalny sado-maso
    Cały w obcisłych skórach, poobwieszany łańcuchami
    Wszyscy podchodzą do niego zaciekawieni
    Loszka też, zostawia cię samego
    Twój pytong mięknie i po tym co się właśnie odjebało czujesz że permanentnie przechodzi na emeryturę.
    Dziwoląg na koniu zaczyna machać rękami jak debil
    Pijany lub niespełna rozumu
    Macha dalej, wszyscy patrzą w napięciu
    JEB! X2
    Stary, matka, wuj Stach, Andżelika i kilku innych wypierdalają martwi na kilka metrów
    Cosiedzieje cosiedzieje cosiedzieje
    Dziwoląg zaczyna swoje wymachy dałna od nowa
    JEB! x3
    Reszta pada martwa
    Zostajesz tylko ty i loszka
    Wszystko dzieje się tak szybko, że stoicie jak wryci
    Upośledzony sado-maso podchodzi do twojej panny i wymachuje
    Turbokozak mode ON
    Zaczynasz biec w jego stronę, bo już wiesz czym grożą te wymachy paralityka
    JEB! x4
    Nie zdążyłeś
    Panna skwierczy w płomieniach
    „Tego już za wiele skurwysynu”
    Rzucasz się jak oszalały na mordercę
    Siwy skurwiel zaczyna się turlać
    Na każdy twój cios przypadają jego 3 fikołki
    No debil, no
    Napierdalasz bez opamiętania
    Koleś powinien być martwy jakieś 50 ciosów temu
    Ale albo się turla albo żre
    3 przewroty – kurczak do mordy, 3 przewroty – chleb do mordy, 3 przewroty – łyk z flaszeczki
    Nie wytrzymujesz i skaczesz w amoku na tego zjeba
    Fikołek
    Nie trafiłeś
    Shieeet
    Czujesz że to koniec
    Siwy dałn wyciąga miecz z dupy, odcina ci rękę i nogę
    Leżysz w kałuży krwi, kończyny walają się gdzieś obok
    Bezlitosny morderca podchodzi do bóstwa-skrzyni
    Otwiera ją, wyciąga jakieś rzeczy, po czym wyrzuca na plażę jak gdyby nigdy nic
    Powoli tracisz świadomość
    Ostatnie spojrzenie: loszka nadal skwierczy, rodzina nadal martwa, kończyny nadal odcięte, a bóstwo zgwałcone
    „Nie wybaczę ci tego. Dopadnę cię siwy skurwysynu”
    Nadchodzi ciemność
    Odpływasz
    Resztką świadomości słyszysz głos siwego
    „Przeklęte utopce”

    #takbylo #coolstory #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Mówicie żeby szanować wędrownego handlarza
    Ale sama gra daje nam milion powodów by go nie szanować

    Zacznijmy od porównania go do wieśniaka

    Można tu się silić na milion porównań
    To jak różnica pomiędzy sympatycznym filozofem na uczelni albo księdzem na parafii który jest ostoją lokalnej społeczności i lubi go nawet lokalny antyteista
    A stereotypem Jehowego

    Albo pomiędzy sympatycznym chłopakiem z tindera którego sam/a szukałaś/eś który ma ciekawą propozycję , uczy się na błędach i dostosowuje w ramach rozwoju waszej relacji ale ma też swój honor i nie da się bezkarnie obrażać
    A incelem/ femcelką który się uczepił ci do nogi, nie rozumie że mu dajesz kosza i ciągle jest tym samym nudnym człowiekiem

    Zacznijmy od podstawowej rzeczy : do wieśniaka się idzie.
    Ma swoją godność i nie będzie za tobą łaził by sprzedać ci 20 marchewek albo kupić 12 pszenic. Czasem dotarcie do wioski to coś z czego się cieszysz, bo to twoja jedyna szansa na pustyni albo przemierzyłeś specjalnie dla niej ocean.

    Jak wkroczysz do wioski to znowu : masz z tego profity . Masz łóżko, masz rzeczy w skrzyniach , masz żarcie.

    I teraz najważniejsze : wieśniak jest asertywny , empatyczny i angażuje się we wszystkie strony.
    On chce dokonać transakcji więc jak widzi że jesteś biedakiem to ci pozwoli coś sprzedać. Pszenica stojąca koło domu? Daj 20 to ci zapłacę. Nie masz szmaragdów? To sprzedaj mi węgiel, masz go 64 , chętnie wezmę.

    Ale to nie koniec, wieśniak się dostosowuje.
    Jak mu ocalisz dupę przed rozbójnikami to ci prezent da , tak jak normalny kumpel. Jak będziecie dużo handlowali to dostosuje ofertę i da nowe propozycje. Zaczynasz od głupiej sprzedaży papieru a kończysz na lądowych mapach eksploracyjnych. W ogóle, nie wiem gdzie o tym wspomnieć ale przedmioty jakie sprzedaje albo kupuje to rzecy które chcesz sprzedać i chcesz kupić.
    Wymaga również zaangażowania : nie możesz nawalać tej samej oferty bo mu się znudzi.

    Ma też swój honor.
    Uderzysz go ?
    Płać gorsze ceny gnoju.
    Zaatakowałeś dzieci?
    Halo, psiarskie? Przyślijcie mi żelaznego golema, przytrafił się incydent
    Jeżeli będziesz dla niego chujem to dosłownie może się to dla ciebie skończyć śmiercią.

    Nie jest też dla ciebie 24 na dobę i nie daje się traktować jak zwierzę. Śpi, rozmawia z innymi czy rozkoszuje się krystalicznym powietrzem wioski w tajdze.

    A jego zabicie? Pomijając kłopoty to daje ci 0. Nie dostaniesz nawet dirta i kuli doświadczenia śmieciu.

    No to teraz antyteza :
    durny domokrążca.

    Przychodzi ci drugiego dnia survivalu gdzie ty nawet nie masz domu i farmy i się obnosi z bogactwem.
    Popatrz goju, mam wdzianko i dwie zajebiste lamy a ty co, kamienny kilof i cieszysz się z łóżka? Ale z ciebie biedak, może jeszcze jesz zgniłe mięso i mieszkasz w domku z dirta?

    Ponieważ jest tępym, pazernym typem to zakłada, że ty masz już szmaragdy.
    Nie byłeś nigdy w wiosce?
    A co go to obchodzi.
    Nie byłeś nigdy na biomie górskim po szmaragdy a w statkach łupem były diamenty i podejrzana potrawka?
    Co z tego.

    On chce na tobie zarobić, a nie pomóc.
    Nie możesz mu sprzedać niczego, nawet po tak absurdalnych cenach jak diament za szmaragd, o nie.
    On musi zarobić i danie ci choćby cienia szansy na szmaragd rozpirza mu plan pięcioletni .

    No i rozpoczyna to swoje show z cenami z kosmosu.
    Pięć szmaragdów za sadzonkę akacji?
    Sześć szmaragdów za zamarzniętą wodę?
    Zdzierstwo. Mam nadzieję że wynajdą lodówkę i splajtuje ten jego obwoźny kram.

    Ale to nie koniec. Ten typ nie ma ani empatii ani poczucia własnej godności.
    Możesz mu 10 razy zrealizować ofertę a i tak będzie miał te same ceny z kosmosu.
    Jedyną różnicą będzie to: jak pani w PRLu powie " lodu już nie ma , wyszło". Rzucili lód to kupuj, lód wyszedł, to kupuj na zapas koralowiec, może się przyda.

    Ale to działa w też drugą stronę. Możesz zabić mu lamy, nasłać na nie creepera, a jemu samemu dać potem w twarz

    I cen nie zmieni . Napluj mu w twarz jak te jego lamy, zrób z niego worek treningowy , zniszcz majątek a ten nawet cen nie podniesie.

    A propos zabijania : przecież jego się opłaca zabijać.
    Sam nie daje doświadczenia, ale masz 8.5% szansy na mleko albo miksturę kurwa niewidzialności jeżeli spożywa.
    Przecież to zajebisty deal.
    Nie mówiąc już o tym że te jego lamy to źródło skór i smyczy.

    A , wisienka na torcie.
    Zombie jak wieśniaka zabije to go zmienia w zombie.
    Jak zabije handlarza to nic.
    Sama gra go nie traktuje widać do końca jak człowieka, tylko jak nędzna kreaturę której jedynym celem życiowym jest wyrabianie planu pięcioletniego i robienie z tego show

    .
    #minecraft #gry #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: ei_1651132975886.jpg

  •  

    ojciec wbija mi się do pokoju, puszcza bąka i krzyczy ŁAP PÓKI CIEPŁE
    w dzieciństwie, w niedzielę jak w wieczorynce był kaczor donald i pojawił się miki to tata mówił "znów ta uszata kurwa"
    tata wbija mi się do pokoju i mówi "jest poważna sprawa synek", ja się pytam jaka a on "ktoś podjebał ziarno świętego izydora"
    gdy kłócę się z ojcem to on "czoper, nie peniaj kolargola"
    dzwoń do ojca będącego w drugim pokoju na komórkę
    ojciec odbiera
    BAJO JAJO TATE
    tak 10 razy pod rząd
    ojciec się wkurwia i zaczyna cię ganiać po mieszkaniu
    krzycz uciekając: TUHAJBEJ SIĘ ROZSIERDZIŁ, TUHAJBEJ SIĘ ROZSIERDZIŁ, BRACIA KOZACY, ROZSIERDZIŁ SIĘ!

    .
    #gorzkiezale #takbylo #coolstory #pasta #heheszki #twojstary
    pokaż całość

  •  

    Mój ojciec załatwił mi pracę w dziale IT. Nie wiem za dużo o IT, poza grami.
    To moje opowieści z pracy.

    Dzień pierwszy
    ~ kobieta prosi mnie o zainstalowanie najnowszego adobe readera
    ~ spoko, mam to
    ~ ściągam program
    ~ "Wow, jesteś w tym ekspertem"
    ~ "No cóż..."
    ~ komputer prosi o wpisanie hasła admina
    ~ zapomniałem hasła admina
    ~ próbuje: hasło
    ~ nope.jpg
    ~ "ehh... emm... cholera, chyba coś jest z serwerem, zaraz wracam"
    ~ 3 miesiące później, ona wciąż nie ma adobe readera

    Dzień drugi
    ~ wkurwiony koleś do mnie dzwoni, pyta o coś w programie domowym
    ~ nie mam pojęcia co mówi
    ~ pauza
    ~ koleś czeka na odpowiedź
    ~ przypominam sobie "IT Crowd"
    ~ "Próbował pan wyłączyć go i włączyć na nowo?
    ~ Zresetować znaczy się?"
    ~ "Moment..."
    ~ zadziałało

    Dzień trzeci
    ~ laska ze sprzedaży przychodzi z laptopem, jakiś problem
    ~ kocica 9/10
    ~ flirtuje ze mną
    ~ mówi, że potrzebuje ściągnąć jakąś aktualizacje
    ~ jedyne co słyszę to jej cycki
    ~ jej laptop pachnie truskawkami
    ~ ściągam adobre reaera i oddaję jej laptopa

    Dzień czwarty
    ~ nauczyłem się wyłączać serwery
    ~ ludzie zaczynają prosić o pomoc, idę do serwerowni
    ~ wyłączam serwery
    ~ wychodzę zdezorientowany, zaczynam instalować adobe readera
    ~ w końcu ludzie zaczynają się drzeć
    ~ STRONA NIE DZIAŁA! STRONA NIE DZIAŁA!
    ~ "biore się za to!"
    ~ biegnę do serwerowni
    ~ gram w Hotline Miami przez kilka godzin
    ~ włączam serwery pod koniec dnia
    ~ wychodzę z serwerowni
    ~ wycieram pot z czoła
    ~ "dałem rade..."
    ~ ludzie chwalą mnie, mówią że uratowałem firmę
    ~ tak naprawdę to uratowałem swoją dziewczynę w HM

    Dzień piąty
    ~ spotykam kocicę przy ekspresie do kawy
    ~ zapytałem się co u niej, proste pytanie
    ~ zaczyna opowiadać o problemach z jej komputerem
    ~ nie widzi we mnie człowieka
    ~ widzi we mnie IT
    ~ mówię, żeby podrzuciła do mnie laptopa
    ~ robi to
    ~ upgrade'uję jej IE
    ~ instaluje adobe reareda
    ~ resetuje komputer
    ~ wszystko śmiga
    ~ zanoszę go jej
    ~ poprawiam fryzurę
    ~ sprawdzam oddech
    ~ zachowuje się jak bym ją ocalił
    ~ siedzi w swoim biurze, gada przez telefon
    ~ ręką pokazuje, żebym położył laptopa na biurko
    ~ robię to, i trochę się ociągam
    ~ "To wszystko skarbie?"
    ~ wychodzę
    ~ słyszę jak mówi "oh, to był tylko IT"
    ~ tylko IT
    ~ teraz jestem tylko tym

    Dzień szósty
    ~ cholernie się nudzę
    ~ postanowiłem ściągnąć emulator gameboya i pograć w pokemony
    ~ filtry go blokują, więc je wyłączam, nie dodaje emulatora do listy, po prostu wyłączam filtry
    ~ uruchomiłem stronę z emulatorem, ale muszę wyłączyć antywirusa
    ~ używam konta admina, bo w końcu znam hasło
    ~ wyłączyłem globalnie antywirusa na całym serwerze
    ~ ściągnąłem emulator i pokemony
    ~ gram sobie
    ~ koleś przychodzi do mojego biura
    ~ "chyba mam wirusa"
    ~ ja: "złap je wszystkie"
    ~ do czasu aż doszedłem do Misty, 4 osoby złapały wirusy

    Dzień siódmy
    ~ ten sam koleś który darł się na mnie drugiego dnia znowu się na mnie drze
    ~ nie może się zalogować, a ja właśnie wychodziłem do domu
    ~ "wyłącz i uruchom ponownie i oddzwoń"
    ~ idę do domu

    Dzień ósmy
    ~ koleś z siódmego dnia znowu dzwoni
    ~ jest wkurwiony
    ~ mówi mi, że przez moją głupotę stracił klienta
    ~ "zdarza się stary, ja przed chwilą przegrałem z zespołem r"
    ~ "o czym ty kurwa mówisz?"
    ~ click

    Dzień dziewiąty
    ~ jedna z drukarek zużyła cały toner
    ~ jakiś grubas każe mi go zmienić
    ~ "to tylko toner stary, nie umiesz go sam zmienić? pracuję teraz nad jednym sporym problemem z serwerem"
    ~ tak serio to ściągam steama
    ~ "to zajmie tylko sekunde... boże, mam dużo do zrobienia, od tego ty jesteś"
    ~ wzdycham i idę to zrobić
    ~ nie potrafię otworzyć pieprzonej drukarki żeby dostać się do tonera
    ~ zaczynam w nią walić jak w "zoolanderze"
    ~ mówię nieco opóźnionemu kolesiowi w biurze że mam dla niego specjalną misje
    ~ musi schować magiczne jajko w skrzyni Hewlett Packarda
    ~ wracam do sprawy z serwerem
    ~ pół godziny później grubas wchodzi do biura
    ~ "ćoś ty kurwa zrobił z drukarką?"
    ~ "zmieniłem tusz"
    ~ zaczyna kręcić głową i coś mówi pod nosem
    ~ idziemy do drukarki
    ~ opóźniony koleś wcisnął kardridż w złą stronę i go zaklinował, połowa wystaje
    ~ drukarka nawet się nie zamknie
    ~ są czarne ślady dłoni na całej drukarce
    ~ czuje że grubas mnie osądza, więc coś szybko wymyślam
    ~ "chyba jest coś nie tak z siecią"
    ~ drukarka nie działa przez miesiąc zanim się skapnąłem, że mamy numer do kolesia z serwisu HP

    Dzień dziesiąty
    ~ muszę zamotntować projektor w biurze do prezentacji
    ~ nie mogę znaleźć kable thunderbolt-hdmi, żeby go podpiąć, a nie chce mi się iść do sklepu
    ~ nie mam nawet karty firmowej
    ~ mówię kolesiowi który potrzebuje projektora, że jest problem kompatybilności z macbookiem
    ~ może użyć della kogoś innego
    ~ pliki z maca nie działają na dellu
    ~ zadzwonili do mnie w trakcie zebrania
    ~ wszyscy ci beznesmeni na mnie patrzą, jak losowo klikam i szybko ruszam myszką, wyglądając na profesjonalistę
    ~ ściągam adobe readera
    ~ otwieram plik
    ~ działa
    ~ "Dzięki Anon, ocaliłeś mnie"

    Dzień jedenasty
    ~ nowy pracownik w firmie
    ~ nikt mnie nie poinformował
    ~ opieprzyli mnie za to, że nie przygotowałem komputera dla nowej osoby
    ~ idę do magazynu zobaczyć czy mamy tam coś
    ~ jest kilka sztuk
    ~ ale jest jakiś naprawdę stary komputer, z początku lat 90tych
    ~ odpalam
    ~ działa
    ~ ustawiam go dla nowego kolesia
    ~ wszystko laguje
    ~ odpalasz adobe readera? masywny lag
    ~ odsyłam komputer
    ~ "sorry, ale tylko to udało mi się załatwić bez wcześniejszego powiadomienia"
    ~ koleś ciągle prosi mnie o pomoc
    ~ jest beznadziejny
    ~ po tygodniu odszedł z firmy, twierdząc, że nie może pracować w takich warunkach

    Dzień dwunasty
    ~ czyiś komputer się spieprzył
    ~ kurrrrr
    ~ ustawiam
    ~ przypominam sobie coś o profilach zapisywanych w wewnętrznej sieci
    ~ idę do serwerowni
    ~ patrzę się na serwery jak kompletny idiota, próbując się zorientować jak to działa
    ~ wracam i mówię kolesiowi, że nie mogę z tym nic zrobić
    ~ "a... ale mój projekt, muszę go pokazać zarządowi w piątek..."
    ~ "sorry stary, ale nic się nie da z tym zrobić"
    ~ gram sobie w sim theme park przez resztę dnia

    Dzień trzynasty
    ~ przychodzę do pracy godzinę spóźniony
    ~ całe biuro w chaosie
    ~ upadekrzymu.jpg
    ~ "JEST TUTAJ!"
    ~ odpalam komputer w swoim biurze, sprawdzam maila
    ~ dziesiątki mailu w stylu:
    ~ "coś jest nie tak z serwerem, nie mogę się zalogować do..."
    ~ "wiesz czemu strona nie działa?"
    ~ serwer faktycznie nie działa
    ~ adobe reader mnie teraz nie ocali
    ~ "po prostu idź tam i zrób to samo, co zrobiłeś ostatnio!"
    ~ wszyscy myślą, że to tak łatwo naprawić
    ~ roztrzęsiony wchodzę do serwerowni, bo nie wiem co mam robić
    ~ ucinam sobie drzemkę przez cały dzień
    ~ ludzie są wkurwieni, walą w drzwi do serwerowni
    ~ terminy minięte
    ~ wychodzę o 18:30
    ~ manager widzi mnie na parkingu
    ~ był na spotkaniu cały dzień, nie wie przez co przeszedłem
    ~ "wciąż tutaj? podoba mi się twoje podejście!"

    Dzień czternasty
    ~ serwery dalej nie działają
    ~ wszyscy wkurwieni
    ~ idę na wczesny lunch
    ~ słyszę jak ktoś w jadalni gada o kupnie nowego modemu do biura
    ~ dziekibogu.jpg
    ~ "Hej, sorry że przeszkadzam, ale czy któryś z was jest IT?"
    ~ zanim któryś z nich zareagował i pyta "jak śmię" mówię
    ~ "też jestem IT"
    ~ pokazuję im dłoń którą poobdzierałem kablami w serwerowni
    ~ obaj kiwają głową
    ~ "co byście zrobili, gdyby wasze serwery się całkowicie spieprzyły?"
    ~ "próbowałeś go zrestartować?"
    ~ wracam i restartuje serwer
    ~ kurwa, działa!

    Dzień piętnasty
    ~ kocica chodzi po biurze poddenerwowana
    ~ "Wszystko ok?"
    ~ "Nie mogę się zalogować na maila. Możesz mi pomóc? Proszę"
    ~ "Spoko"
    ~ biorę laptopa
    ~ reinstaluje office'a
    ~ outlook znowu działa
    ~ przeglądam maile, żeby upewnić się że działają
    ~ wysyłam testowego maila
    ~ czytam tytuły jej nowych maili
    ~ "Rozwód"
    ~ oddaje jej laptopa
    ~ "Wygląda na to, że działa"
    ~ "Dzięki..."
    ~ "Wszystko ok?"
    ~ "Cóż..."
    ~ tak! wypłacz mi się na ramieniu i się rozkręcimy!
    ~ "Mysz się chyba zepsuła, mogę dostać nową?"

    Dzień szesnasty
    ~ jeden z monitorów upośledzonego nie działa
    ~ wyświetla się całkowicie na zielono
    ~ na temat: dałem mu drugi monitor, bo myślałem że jak ktoś zasługuje na dwa, to właśnie ten biedak
    ~ jedyne co robi to przegląda tapety na msn
    ~ i używa jakiegoś programu fedexa
    ~ jest miły, więc faktycznie próbuję mu to naprawić
    ~ nic nie działa
    ~ to nie sterownik
    ~ to nie ustawienia
    ~ to chyba coś z samym montorem
    ~ cały czas ludzie do mnie przychodzą z prawdziwymi problemami, zbywam ich mówiąc "zaraz będę"
    ~ po dwóch godzinach koleś mówi
    ~ "może wtyczka jest zepsuta?"
    ~ zmieniłem kabel hdmi na nowy
    ~ zadziałało
    ~ oficjalnie jestem gorszy w swoim zawodzie niż opóźniony umysłowo koleś

    Dzień siedemnasty
    ~ miła staruszka narzeka, że jej się zepsuła klawiatura
    ~ jest najstarszą osobą w biurze
    ~ stara jak dinozaury
    ~ mówię, że coś dla niej mam
    ~ wracam do tyłu i odpakowywują nową klawiaturę dla programistów
    ~ zanoszę ją jej
    ~ "jesteś taki pomocny"
    ~ sięgam do tyłu żeby podpiąć nową klawiaturę
    ~ podnoszę się i otrzepuję spodnie
    ~ staruszka wygląda jakby miała zawał
    ~ patrze na ekran
    ~ czarny
    ~ wstając nacisnąłem przycisk power
    ~ straciła 3 godziny pracy
    ~ 3 godziny których nigdy nie odzyska

    Dzień osiemnasty
    ~ firmowe spotkanie
    ~ przekroczyliśmy budżet
    ~ było dużo wydatków
    ~ straciliśmy dużo pieniędzy przez prawie cały ostatni miesiąc
    ~ dzień 18
    ~ prawie cały miesiąc
    ~ wylecę na zbity pysk
    ~ budżet departamentu IT zostaje poruszony
    ~ są tylko dwa departamenty które nie przekroczyły budżetu
    ~ "Dobra robota Anon, słyszałem o problemach z serwerem. Jesteś dobrym człowiekiem na dobrym miejscu"
    ~ pod koniec spotkania kobieta, około 45 lat, podchodzi i pyta czy naprawiam komputery poza firmą
    ~ "Niezbyt..."
    ~ "Oh, bo mam jedną cholerną rzecz której nie mogę naprawić. Nie mógłbyś wpaść i tego naprawić?"
    ~ gówno prawda
    ~ dla jaj mówię "dobra, spoko, daj adres i podjadę po pracy"
    ~ nie wiem czy będzie seks
    ~ kupuje gumki
    ~ nie jest taka ładna 6/10 góra
    ~ nie będę kłamał
    ~ mocno średnia
    ~ podjeżdżam do jej domu
    ~ dzwonię do drzwi, staram się wyglądać słodko
    ~ mąż otwiera drzwi
    ~ pokazuje mi konputer
    ~ instaluje najnowszego adobe readera
    ~ zarabiam 20$
    ~ jadę do domu

    Dzień dziewiętnasty
    ~ jakiś koleś zepsuł program, więc muszę ustawić wszystko na nowo
    ~ sprawdzam ustawienia
    ~ po dwóch godzinach
    ~ "zepsułeś mój komputer... chcę żebyś naprawił mój cholerny komputer, ma być tak jak było, nie wiem co zrobiłeś, ale coś jest nie tak, moje usb bzyczy"
    ~ wtf
    ~ nie zrobiłem nic z kompem, tylko sprawdziłem program który odpalasz 20 razy dziennie
    ~ wkurwiony wracam do serwerowni i gram w Thomas Was Alone
    ~ pukanie do drzwi
    ~ to ten koleś
    ~ "hej, dzięki za naprawienie tego"
    ~ "czego?"
    ~ "mojego usb"
    ~ nic nie zrobiłem
    ~ "a, to... spoko"

    Dzień dwudziesty
    ~ spędziłem cąły dzień sprzątająć serwerownię
    ~ wygląda całkiem nieźle
    ~ odpiąłem kable sieciowe żeby je oznaczać kolorami
    ~ ludzie tracą swoje projekty
    ~ losowo są wywalani z serwera
    ~ mówię, że są problemy z isp
    ~ staram się mówić ISP, bo nauczyłem się, że jak używam skrótów to brzmię jak bym wiedział o czy mówię
    ~ pod koniec dnia serwerownia wygląda wręcz ślicznie
    ~ niestety nie oznaczyłem nic i niektórzy ludzie nie są podpięci
    ~ mówię im, że ISP naprawi to ASAP i wracam do domu

    Dzień dwudziesty pierwszy
    ~ teraz jak serwerownia jest uporządkowana, podpinam testowe jednostki
    ~ 8 komputerów podpiętych do jednej sieci
    ~ próbuję połączyć monitory ze sobą, jak to czasami na forach można zobaczyć
    ~ to są stare monitory i nie można tego zrobić
    ~ wpadłem na pomysł użycia tych komputerów do kopania bitcoinów
    ~ ustawiłem wszystko do południa
    ~ po lunchu zaczynam kopanie
    ~ okropnie powoli, ale zaczynam
    ~ ludzie narzekają na lagi serwera
    ~ obwiniam olimpiadę za lagi
    ~ mówię, że całe buro musi je streamować
    ~ banuję olimpiadę na filtrze systemowym
    ~ biuro jest podzielone, widzę ten podział na swoim mailu
    ~ ludzie wkurwieni, że nie mogą oglądać igrzysk
    ~ i pozostali, którzy twierdzą, że praca to nie zabawa
    ~ oficjalnie zyskałem władzę w firmie, ludzie wiedzą kto tu rządzi
    ~ "To jest koleś którego ta firma potrzebowała"

    Dzień dwudziesty drugi
    ~ dzień urodzin
    ~ całe biuro świętuje urodziny ludzi w danym miesiącu
    ~ biorę ciasto
    ~ podpinam n64 w jednym z biur
    ~ wyzywam ludzi na partyjkę w goldeneye
    ~ mówię "hej, mam 5 minut przerwy na ciasto... zagramy partyjkę?"
    ~ skopałem im wszystkim dupy
    ~ zdałem sobie sprawę, że cały dzień nie robiłem nic poza graniem i jedzeniem ciasta
    ~ nikt nie zauważył

    Dzień dwudziesty trzeci
    ~ kocica dzwoni z trasy
    ~ ma problemy dostać się do jednej z ważniejszych aplikacji dla klienta na jej ipadzie
    ~ mówi nazwę tej apki
    ~ nie mam pojęcia co to jest
    ~ staram się brzmieć jakbym rozumiał wszystko
    ~ pytam, czy używa WIFI czy 3G
    ~ "jak to sprawdzam?"
    ~ "nieważne, czekaj, sprawdzę nasz główny system"
    ~ googluję apke, ale nic się nie pojawia
    ~ pytam kogoś ze sprzedaży
    ~ "oh, to tylko infografika z naszej strony"
    ~ mówię kocicy, że musi się wrócić do biura bo muszę jej wgrać zmiany do ipada
    ~ jedzie 2 godziny do pracy tylko żebym mógł otworzyć Safari i dodać zakładkę do strony głównej

    Dzień dwudziesty czwarty
    ~ 45 latka wygadała się, że robię też poza pracą
    ~ teraz idioci proszą o naprawę ich komputerów w domu, telefonów komórkowych, wszystkiego co techniczne
    ~ mówię, że mogę to zrobić tylko po pracy, 20$ za małe rzeczy, 50$ za duże
    ~ większość to proste naprawy
    ~ aktualizowanie windowsa albo adobe readera wszystko naprawia
    ~ ale wtedy trafił mi się on
    ~ laptop z piekła rodem
    ~ gruby indianin daje mi swojego laptopa w plastikowej reklamówce, nie torbie na laptopa, reklamówce
    ~ "co z nim nie tak?"
    ~ "ty mi powiedz, geniuszu"
    ~ odpalam komputer, prosi o przywracanie systemu
    ~ klikam enter
    ~ naprawia to, ale prosi o uruchomienie chkdisk?
    ~ wydaje mi się, że to coś z napędem cd
    ~ otwieram napęd
    ~ jest tam gruba warstwa okruchów
    ~ przechylam laptopa na bok
    ~ pieprzone okruchy wysypują się z laptopa
    ~ resetuję laptopa
    ~ wczytuje się bez problemu
    ~ okazuje się, że koleś używał cd w swoim laptopie jako podkładki pod kanapki
    ~ pieprzone laptopy

    #pracbaza #praca #heheszki #humorinformatykow #pasta #takbylo #coolstory
    pokaż całość

  •  

    - Dawno dawno tymu, za siedmioma stanami, za siedmioma zekami, w okolicach Kalifornii mieszkał Elon Reeve Musk, jak ta galareta we głowie. Pewnego dnia Elon wysedł na launchpad i pomyśloł: Motherfucker dość! Ile mozna wysyłoć nasych ruskimi rakietami! Ani to dobre, ani rozwijające a jakie drogie jebane! No i katastrofa murowana, toć to gołymi łapami spawane. Zeby to jeszcze z porządnego metalu było; a weź tu łodróznij amelinium od plastiku. Stąd ten smród przy spalaniu. Tfu, łokropne. Co te astronauty w tym widzo. Podczas, gdy Musk zajmował się projektowaniem, smród tankowanego paliwa niósł się po łokolicy. Nawet pod wiater jebało tlenem hej! Bieliki nie wytsymały. Fetor przepłoszył je z terenów lęgowych. Ryby, w Yellowstone zdechły, a w Yosemite, zdechły. Wujek Sam łobudził się ze snu zimowego i łod razu poszedł pod prysznic. Lecz to nie tylko łod niego tak popierdalało. Niby po kąpieli smród demokracji i ropy ustąpił, ale przez to woń ciekłego tlenu stała się jeszcze bardziej nieznośna. Lecz specyficzny zapach łobudził nie tyko wuja, łobudził też ządze, łobrzydliwe kosmicne żądze. Agencja Kosmicno, przez niektórych nazywany też NASA, dostaje smergla, gdy pocuje woń Falcona Heavy. Tak się składo, że Falcon 9 pachnie tożsamo, koniec.

    - Dziadku Elonie, czemu legendę o Agencji Kosmicznej zawsze przerywasz w połowie hej?

    - Co mos na myśli hej?

    - Nie opisujes swojego spotkania z NASA hej

    - Son of… skąd wies ze ta historyjka jest o mnie?

    - Elon Reeve Musk, są niewielkie sanse żeby druga łosoba nazywała sie tak idiotycnie… dziadku, nie chcę powtazać plotek, ale…

    - GODEJ CO GODAJOM W WASYNGTONIE

    - Ehh… Agencja Kosmicno, przez niektórych nazywany też NASA, dostaje smergla, gdy pocuje woń Falcona Heavy. Tak się składo, że Falcon 9 pachnie tożsamo. Agencja normalnie zajmuje się badaniami, ale ciekły tlen budzi w niej zboczenie. Tamtej nocy zjechała z Waszyngtonu do Florydy wiedziona zapachem tankowania. Nieświadomy nicego Elon Musk końcył właśnie boostery orbitalne. Pierwsze razy posły w ISS hej! SATURN V NASY rozdupcył Dragona Muska. Potem Agencja założyła misję "Demo Crew" i wysłała ludzi rakietą Muska. Koszmar NASY trwał kilka godzin. Musk nie chciał łodpuścić. Donosił tylko Starlinki, od których NASIE robiły się wielkie łoczy. Agencja nie wytsymała, gdy Elon testował zbiornik. A gdy zbiornik pękł, a Elon zabronił wzywać techników, tylko kazał nagrywać dalej, NASA zwariowała. I projektuje własne rakiety po dziś dzień. A film ze zbiornikiem dostępny jest w sieci. KONIEC.

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory #kosmos #nasa #elonmusk
    pokaż całość

    źródło: ei_1650527930057.jpg

  •  

    Eksperymenty przeprowadza się na studentach, bo jest ich dużo i na szczurach, bo są inteligentne.

    Ja jako przedstawiciel tej pierwszej grupy byłem ofiarą pewnej szczególnej innowacji dydaktycznej, która w założeniu miała mnie przygotować do odważnego tworzenia nauki.
    Jestem studentem fizyki, lvl 20. Miałem dzisiaj egzamin ustny z mechaniki na pewnej renomowanej uczelni Rzeczpospolitej Polskiej.
    Wszedłem do sali nieśmiało trzymając w dłoniach indeks. Wykładowca powitał mnie, a następnie kazał mi ubrać białą perukę oraz przykleić sobie sztucznego wąsa.
    Sam zaś nałożył na głowę siedemnastowieczną perukę, po czym wyjebał mi gonga w ryj i krzyknął "ty chuju czas jest bezwzględny". W mig zrozumiałem, co mnie czeka.
    Moje przebranie miało mnie upodobnić do wielkiego fizyka Alberta Einsteina, zaś moim oponentem był sam Isaac Newton, który swoim szkalowaniem koncepcji względności czasu zatrzymał rozwój fizyki na 200 lat.
    Począłem wyprowadzać transformację Lorentza przy tablicy, podczas gdy profesor kopał mnie i próbował wyrwać mi kredę z dłoni.
    W momencie gdy chciał złapać mnie za wąsa zirytowałem się i krzyknąłem, że jego teoria grawitacji ssie, powaliłem go na ziemię i napisałem mu na czole równanie Einsteina.

    Profesor był pełny podziwu dla moich umiejętności bronienia prawd fizycznych i z radością wpisał mi 5+.

    Kiedy wychodziłem zerknąłem, jak idzie drugiemu studentowi, który miał minutę, żeby jako Galileusz uzasadnić model heliocentryczny jednocześnie uwalniając się z płonącego stosu.
    Dostał 4, bo chociaż poprawnie opisał całą teorię, to miał lekkie poparzenia trzeciego stopnia

    .
    #studia #egzamin #studbaza #takbylo #coolstory #pasta #fizyka #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Wielkanocna afera babeczkowa w moim domu. Jak u Kononowicza. Kto wyżarł babeczke do koszyczka? Oczywiście, że zjadłem.
    Myślałem że mama kupiła dwie i jedna położyła dla mnie w lodówce. Bo w drugim kącie stały króliczki, jajeczka... nie, była tylko jedna babeczka. Powiedziałem matuli żeby się nie przejmowała bo i tak nie była smaczna.
    Nie mam pojęcia jak przeżyje te dni z Żandarmami na głowie. Dzisiaj już mnie przebudzili wrzaskami, i dostałem dyrektywy sprzątania. Tak w ogóle to ani ojciec ani ja, nikt nie chce iść do kościoła tego święcić. Matka pójdzie, bo tylko ona jeszcze nie przestała chodzić do kościoła #przegryw #coolstory pokaż całość

    źródło: asddsa.PNG

  •  

    Babcia Iryna nadal u mnie, ogarniamy świąteczne porządki - babcia dzisiaj 3 godziny pucowała okna. Tak czystych szyb nigdy nie miałem. Dwa tygodnie temu dojechała jeszcze ośmioletnia wnuczka Katia (rodzice na froncie - matka policjantka, ojciec żołnierz). Mała chodzi do szkoły, tam usłyszała o naszych tradycjach i bardzo chce iść jutro ze święconką, no to zaraz będziemy montować jakiś koszyczek ( ͡° ͜ʖ ͡°). Dziadek okazuje się, że jest zapalonym działkowiczem, prawie codziennie chodzi na lokalne ogródki i łapie tam drobne zlecenia na jakieś bielenie drzewek, przekopanie ziemii itp.

    #wojna #rosja #ukraina #coolstory #uchodzcy
    pokaż całość

    źródło: Screenshot_2022-04-15-19-35-28-95_40deb401b9ffe8e1df2f1cc5ba480b12.jpg

  •  

    byliśmy ostatnio u doradcy kredytowego i na sugestię że wolelibysmy kredyt na stałej stopnie pan uśmiechnąl się i powiedział, że nooooo on to tam do niczego nie namawia, ale jego koledzy ekonomiści i analitycy to biorą na zmiennej, bo muwio, że jeszcze może do jesieni trochę urośnie stopa tak do jakichś 6% a potem będzie spadać i będziesz pan płacił większe raty

    ja łagodnie uśmiechnięty spytałem się po czym wnoszą, że tak będzie skoro na ten moment raczej nic na to nie wskazuje no to się zasłonił, że TAK MU MUWIO PRZECIEZ SIE ZNAJO WIEDZO CO ROBIO

    poczułem się trochę jak na pokazie garnków dla emerytów gdzie naganiacz zachęca do kupna szybko teraz zaraz zanim dotrze, że to jest bez sensu
    #nieruchomosci #kredythipoteczny #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Leć na loszkę 9/10 z pracy
    Zepsuł jej się samochód i przez jakiś czas popierdala do pracy rowerem
    Zauważ że ładnie się przy tym poci
    Pewnego dnia zaczekaj na nią nieopodal aż przyjedzie
    Zaparkowała rower i poszła
    Podejdź do roweru udając że tylko przechodzisz
    Uklęknij i powąchaj siodełko
    Nice
    Poliż
    Smakuje słono
    Drągal aktywowany
    Zacznij się smyrać przez spodnie
    Czuje dobrze
    Zauważ że loszka ciągle stoi w drzwiach i patrzy przerażona
    Kilku innych kumpli z pracy też łypie co się odpierdala
    Ucieknij i nie odbieraj telefonów
    Już drugi rok na bezrobociu

    #heheszki #humor #coolstory #truestory #pasta #byloaledobre
    pokaż całość

  •  

    Dzwonił do mnie dzisiaj ziomek z Legnicy / Wrocka i pochwalić się jaka inba w rodzinie, aż się muszę z Wami Mirki podzielić w ramach rozpisania żenady.

    Background jest taki: ziomek jest PMem w jednej z wrocławskich firm produkcyjnych, jego narzeczona(Ukrainka) jest w tej samej firmie inżynierem. Poznali się i jak on był inżynierem, ona na produkcji, była miłość od pierwszego włożenia czy jakoś tak. Enyłej - koleś jest ogarnięty, laska również ogarnięta i fajna z nich para.

    Koleś ma siostrę: prawdziwą matkę-polkę-narodową konfederatkę, która po zdobyciu magistra z politologii na uczelni imienia Bolka i Lolka w jednej z okolicznych miejscowości i krótkim epizodzie pracy zgodnej z kwalifikacjami (czyt. jakaś produkcja), stwierdziła że bombelek to jej powołanie. Bombelek ma już osiem lat a laska spędza produktywnie czas szerując gdzie się da ciekawostki spod znaku alternatywnej nauki o koronawirusie, 5G, międzynarodowych spisków, etc.

    Od paru lat kurwi na prawo i lewo na Ukraińców bo 'prace polakom zabierajom' - bo to oczywiście przez nich jest bezrobotna. Ostatnio na fejsbuku masturbowała się do video Grzegorza Brauna o tym jak chcą w Polsce populacją wymienić a chwilę wcześniej chciała z aresztu siłą wyciągnąć Jabłonowskiego. Ogólnie poziom zjebania umysłowego lvl over 9000 z bonusem.

    Sytuacja na Ukrainie wiadomo jaka jest, Ziomek z narzeczoną wynajęli kawalerkę gdzieś na obrzeżach Wro i ściągnęli matkę narzeczonej oraz jej młodszą siostrę zanim zaczął się cały rozpierdol (dosłownie 3-4 dni wcześniej). Obie ledwie znały podstawy polskiego ale honor wziął górę - po pesel wybrały się do urzędu na drugi dzień po przyjeździe - i obie już pracują - jedna gdzieś na kuchni a druga lata na mopie. Chuj, że dojazd do prawie 2h - za miesiąc sobie same wszystko opłacą.

    Ziomek miał jakieś spotkanie rodzinne, siostrzyczka ubolewa (z zamiarem przejścia do swojej anty-ukraińskiej mantry), że 'przez tą wojnę to teraz brat musi jeszcze matkę i siostrę swojej laski utrzymywać' (przez usta jej nie przejdzie 'narzeczonej').

    Koleś poinformował go zgodnie z prawdą, że za miesiąc-półtora będą wszystko same opłacać i zapytał, kiedy siostra dorzuci się mężowi do rachunków bo jak widać nawet nie trzeba znać polskiego żeby dostać jakąkolwiek pracę.

    Efekt? - kwik, ryk, "Odpierdol się, ty nie doceniasz jak ciężka jest praca matki", zwyzywanie od chujów, zabranie ośmiolatka i wyjście z rodzinnego spotkania zakończone sowitym jebnięciem drzwiami.

    #polska #p0lka #coolstory #cringe #ukraina
    pokaż całość

  •  

    Ostatnio wpadły do mnie dwie koleżanki. Popiliśmy jakieś piwo i one powiedziały, że chcą zagrać w grę. No to ja sobie myślę, że srał pies konsolę, czy komputer, pobawmy się w coś prawdziwego.
    Też trzeba się dziewczynom pokazać od jak najlepszej strony.
    No i tak sobie szybko przesuwam w głowie co tam na strychu mi zostało ze starych gier planszowych, tak żeby się z laseczkami trochę fajnie pobawić… warcaby, twister, zgadnij kto to, operacja, szachy, karty, euro-biznes, scrabble, magiczny miecz (ta podróbka magii i miecza, w sumie fajna gra, ale nie… bo to długo się gra i będzie zamuła).

    – Dobra dziewczyny. Macie do wyboru tak: Szachy, twistera i scrabble.
    – Hehe, w szachy to my nie umiemy, to odpadają z miejsca hihi. – ulga, bo ja też słabo – zagrajmy w Twistera, będzie super!

    No to hehe, idę na strych a tamte dwie już się cieszą. Idę po kolejnych schodach i z każdym stopniem czuję jak wygrywam życie.
    Wypinam klatę, uśmiecham się od ucha do ucha, marszczę brodę i czoło i sam przytakuję sobie z uznaniem. „Jesteś mistrzem, dziś wygrasz”.
    Wchodzę na strych, szperam chwilę w kufrach… gdzie to jest… mija kilka chwil.

    – Hej dziewczynyyyyy! Nie mogę znaleźć nigdzie tego Twistera to przyniosę scrabble!

    Coś tam odpowiedziały, ale nie słyszałem. W każdym razie biorę pudełko z grą i schodzę na dół.

    – No to co? Gramy? Będzie śmiesznie, mówię Wam. – i tutaj zaczyna się mój szczwany plan względem laseczek – umawiamy się, że można pisać wszystkie sprośne słowa.
    – Hihihi, jak tak to super, no to grajmy.

    Wiecie, no nie mogłem z nimi tak po prostu wygrać, to by było słabe. Początek rozgrywki był spokojny. Musiałem zrobić na nich dobre wrażenie, ale nie mogłem przesadzać.
    Wszystko szło jak po sznurku. Dziewczyny przerzuciły się na wino, wymieniały się literkami, a ja siedziałem skupiony i ogarniałem sytuację.
    Muszą w końcu poznać lepszą stronę mojej natury. Co miałem zrobić, miałem nad nimi przewagę i mógłbym im dać tak po prostu wygrać, ale to by było takie słabe.

    Na planszy było już kilka słów. Od początku PENIS krzyżował się ze słowem STULEJKA (ja układałem, wiadomo).
    Stulejka leżała przy DUPIE, itd… W sumie same mało punktowane i stawka była wyrównana, ale musiałem trochę majstrować przy punktacji, żeby nie wyjść za bardzo na prowadzenie.

    Dziewczyny się bawią, wino im smakuje a ja dalej analiza planszy. Zaczęły mi przychodzić polskie znaczki i układałem już sobie strategię z premiowanymi, żeby nie dowalić jakiejś maniany.

    Pewnie sobie myślą, że jestem fajny chłopak, gadka się klei, a cały czas mam planszę pod kontrolą. Szybka analiza, w woreczku zostało kilkanaście liter.
    Rzut oka na punktację, patrzę w swoje literki, wiem mniej więcej jakie im zostały i zaczynam jazdę.

    Teraz będą mnie podziwiać. Walę na środkowej górnej potrójnej słownej CHĘDOŻ. 18pkt x3 to jest 54pkt. Pełne skupienie.
    Jedna dokłada MI i robi DUPAMI, druga do CHUJ dokłada A, więc chujnia po całości, a ja wtedy dopierdalam im WYchędożYĆ i znowu potrójna słowna 28 x3 to jest kuźwa 84 punkciki na moje konto.
    JEB. Laski oniemiałe, kopary pod stołem a ja się dopiero rozkręcam.
    Grzmotnąłem kilka wysoko punktowanych słówek na premiach, a na sam koniec do mojej turbo analizy doszło trochę farta i klocki dobrze poszły, więc krzyczę do nich „ŻRYJCIE TO!” zajebałem na potrójną słowną ŁECHTACZ wypierdalając wszystkie 7 liter, Ł na potrójnej literowej więc 60pkt i dodatkowo premia 50 kurwa punktów za wysranie wszystkich klocków. FUCK YEAH!
    Literki się skończyły, więc odjąłem dziewczynom punkty za te, które im zostały.
    Laskom gały wyszły na wierzch, no już nic kurwa, nic nie mogły powiedzieć, zostały doszczętnie rozpierdolone, ponad kurwa 300 punktów w ostatnich 5 ruchach.
    Miałem w sumie 370, a każda z nich pożal się Boże 60 marnych gówno-punkcików. Rozniosłem je jak małe bure suki. ROZ-PIER-DO-LI-ŁEM totalnie!

    Siedziałem rozwalony na krześle. Z zadowoleniem zerkałem na punktację patrząc na dziewczyny jak się ubierają. Nawet mi ich nie żal, głupie cipy.
    „Idźcie poczytać jakieś słowniki, hehehe i wróćcie jutro” – rzucam im na wyjściu. Mistrz. Mówiłem, że dziś wygrywam. Hehehe. Laski zawsze przegrywają ze mną w scrabble. ZAWSZE. xDDD

    Spakowałem grę i triumfalnie pomaszerowałem odłożyć je na strych. Twister leżał na pierwszym regale z lewej. Na drugiej półce od dołu. Dokładnie tam gdzie go zostawiłem godzinę temu. xDDDDD

    .
    #wygryw #heheszki #takbylo #coolstory #pasta
    pokaż całość

  •  

    kurwa słuchajcie pracuje na budowie, w piątek gość przyniósł kanapki z kotletem schabowym, pracuje z nami taki chłopaczek z małej miejscowości, widziałem jak patrzył na te kanapki, pytał czy smaczny kotlet itd. Trochę się z niego pośmialiśmy, że nigdy nie jadł kotleta schabowego. Dzisiaj patrzę, a on przynosi kanapki również ze schaboszczakiem, śmiejemy się, że na bogato ciśnie. Widziałem jaki był dumny, później zobaczyłem, że w środku ma racuchy, kurwa, chciałem powiedzieć o tym wszystkim, wiem, że byłoby pieniężnie. Powstrzymałem się i smutłem, chyba mięknę z wiekiem

    #pracbaza #takbylo #coolstory #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    -anno domini 79
    -tak naprawdę to nie, bo nikt nie daje jebania o taką datację
    -no to rok DCCCXXXII od założenia Rzymu

    -Oktawian lv XIX here
    -twoi starzy to magnaci w Pompejach
    -handlują jakimś zbożem albo niewolnikami
    -coś pojebali we wniosku CEIDG-I i w sumie nikt nie wie czym się zajmują
    -ale sestercji od chuja

    -Pompeje super miasto
    -akwedukty
    -łaźnie
    -targi niewolników

    -i wyjebana arena lepsza jak Koloseum
    -ogólnie jebać Rzym bo to kurwy
    -ale nie o tym
    -ojciec Gajusz znalazł dla ciebie żonę
    -córka pierwszego pogromcy chrześcijan, jebany ma ponad 200 ukrzyżowań na koncie

    -podobno fajna dupa, taka Wenus tylko lepsza
    -bo prawdziwa, hehe
    -ale cicho bo stos albo lwy
    -ojciec przyniósł jej ryciny

    -więc wiesz czego się spodziewać
    -nie chcesz się zbytnio podjarać zanim przyjdą więc postanawiasz sobie zwalić
    -wolisz tak niż burdel, bo wierny z ciebie mąż
    -mimo że nie masz żony

    -kladziesz się w komnacie
    -zaczynasz polerować obsydian myśląc o niej
    -swojej przyszłej żonie

    -nagle słyszysz jak coś tak pierdolnęlo że aż się ziemia zatrzęsła
    -boisz się że to Hannibal ożył i rzuca w miasto sloniami
    -ale to jednak nie to

    -ludzie na trakcie krzyczą i płaczą
    -mame wbiega do komnaty
    -widzi jak gruszysz

    -po chwili milczenia mówi że wezuwiusz wybuch
    -kończysz patrząc jej w oczy
    -chuj cię wezuwiusz

    -po sekundzie okazało że nie chuj bo właśnie zalał was wyciek piroklastyczny
    -na zawsze zastygasz ze zwiędłą fujarą w ręce obok mame

    -prawie 2 tysiące lat później odkopuje was ekspedycja naukowa
    -naukowcy kisną z ciebie srogo
    -nieśmiertelny brak profitu

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

    źródło: ei_1648978161128.png

  •  

    U mnie było podobnie w gimnazjum, tylko my mieliśmy punkty i chodziliśmy pomagać woźnemu, np. nosząc jedno krzeseło we czterech. Nie dość, że się z godzin lekcyjnych urywaliśmy, to dostawaliśmy +20 punktów od woźnego. A za spożywanie alkoholu, lub palenie papierosów było - 50.

    Każdy startował z 100 punktów i na wzorowe trzeba było mieć 170 punktów, a naganne było poniżej 20 punktów.

    I tak byliśmy jebanym Gryffindorem z kolegami, bo kończyliśmy szkołę z wynikami po 400-500 punktów, dzięki chodom u woźnego i sprzątaczek XD

    #heheszki #humorobrazkowy #ciekawostki #szkola #coolstory #truestory
    pokaż całość

    źródło: g4ZBjAFRL1CWb5qlPpRGwtyzcnZMA3lY.jpg

  •  

    #heheszki #pech #coolstory
    Dron mi wpadł w gałęzie i chciałem go strącić kijem.

    pokaż spoiler Teraz muszę strącić także kij.


    XD

    źródło: IMG_20220327_101946.jpg

  •  

    Idź na zabieg usuwania zęba mądrości
    Jest to bardzo bolesne więc podają ci mocne znieczulenie tzw. "Głupiego jasia"
    Już po wszystkim
    Budzisz się
    Leżysz na krześle dentysty, zdezorientowany, próbujesz znowu zasnąć
    Przychodzi mame "No dobra Anon,wstawaj idziemy"
    Mame i pielęgniarka trzymają Cie za ramiona i próbują przenieść do wyjśćia
    Przechodzisz obok wiatraka
    Myślisz że to dźwięk śmigieł helikoptera
    Spytaj pielęgniarki "Czy z sierżantem wszystko w porządku?Nie widziałem go odkąd wpadliśmy w zasadzkę"
    Jej twarz mówi LE COTYDOMNIEKURWAPIERDOLISZ?, ale ona stoi cicho
    Trzymaj ją za policzki i krzycz "GDZIE JEST SIERŻANT KURWA?"
    Patrzy niekomfortowo na twoją mame i mówi "Sierżanta tu nie ma"
    Upadnij na kolana,zacznij płakać i wyć " KURWA! DOPADLI SIERŻANTA, JEBANE SKOŚNE SKURWYSYNY"
    Mama i pielęgniarka niosą wyjącego 17 latka przez gabinet dentystyczny podczas gdy jego męczą wspomnienia z wojny na której nigdy nie walczył o człowieku którego nigdy nie znał


    .
    #dentysta #dentystycznyhumor #takbylo #coolstory #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    JAK JESTEM W DOMU RODZINNYM I GDZIEŚ WYCHODZĘ TO MÓWIĘ
    - MAME WYCHODZĘ
    A MAME SIĘ ZAWSZE PYTA
    - A GDZIE IDZIESZ?
    A JA CZASEM WALNĘ ŻARTEM
    - A NA DZIEWCZYNY IDĘ HEHE
    I MAME I RESZTA OBECNYCH PRZY ROZMOWIE DOMOWNIKÓW/GOŚCI TEŻ SIĘ
    ŚMIEJE
    -HEHEHEHE
    I TAK ŚMIEJEMY SIĘ RAZEM A POTEM JA WYCHODZĘ I PŁACZĘ PO CICHU

    #przegryw #podrywajzwykopemzwykopem #pasta #heheszki #takbylo #coolstory pokaż całość

  •  

    Nazywam się Janusz. Kowalski Janusz.
    Piszę do internetu, żeby powiedzieć, że już mnie nosi.
    Nie mogę dłużej znieść tej ludzkiej zawiści, tej zazdrości, tego zaglądania sobie do kieszeni.
    A wszystko to przez samochód. Co ludzie mają do Passata? Dlaczego tak się śmieją z jego właścicieli? Niedawno sprawiłem sobie takie właśnie auto.
    Nie nowe. Na nowe, to wiadomo, tylko złodzieje mają, a ja jestem normalny człowiek, z pracy rąk żyję, nie to, co te letkusy przy komputerach i na jaki zarobiłem, taki mam.
    Złotówki kredytu na to nie wziąłem, to i teraz nie płaczę. Ale od jakiego czasu słyszę, że ludzie nie mogą przeżyć, że ja mam.Tak bardzo ich ten Passat uwiera. A zaczynało się tak dobrze...

    Żeby nie skłamać, muszę powiedzieć, że żyje nam się całkiem nieźle. Na wiosce jesteśmy jednymi z lepszych.
    Domek mamy ładny, z ogródkiem, niedawno ze szwagrem żem go ocieplił styropianem piąteczką, na dach się dało nową blachodachówkę, co ją jeden znajomy za flaszkę odkładał z tych odrzutów z trzeciego gatunku, polbruk się położyło z tych foremek, co żem je na giełdzie kupił, altana do grilla się robi, w domu plazma el dżi stoi, no można powiedzieć przepych.
    A to co się dzieje od kiedy zamieniłem Tico na Passata TDI to już w ogóle szaleństwo. Od razu zauważyłem takie jakby większe uważanie wśród ludzi. Niestety, pojawiła się i zazdrość.
    Zresztą nie ma się co dziwić, jak się widzi kogoś taką furą, to oko jednak trochę bieleje. Ja tam nikomu nie zazdroszczę, daj im tam Boże, po co to się denerwować.
    A co, mi ubędzie od tego, że sąsiad ma lepiej?

    Ale wracając do samochodu. Mój Passat to najlepszy wóz z najlepszym silnikiem pod słońcem, diesel 110-tka.
    Nie jakieś tam 90 koni dla pospólstwa, Danka, żonka, nawet chciała, bo widziała taniej, ale się uparłem i powiedziałem, że dziadować nie będę.
    Pamiętam jak dziś, jak pojechaliśmy z synem go oglądać do jednego handlarza. Miał na podwórku tych samochodów z pięć, ale albo jakaś francuszczyzna, albo włoskie badziewie, jakiś Ford wiadomo czego wort, he he, no i ten jeden jedyny Pasacik.
    Od razu widać klasę. Nadwozie karawan, kolor granat akryl, oryginalne kołpaki, tapicerka czarny welur i ten błyszczący znaczek VW na kierownicy. Słabo mi się zrobiło jak go zobaczyłem.
    Co prawda nigdy mi się kombi nie podobało, ale handlarz mówi, że to szczyt szpanu i za granicą nikt już sedana nie kupuje. Chłop kawał świata widział, to co się bedę z nim sprzeczał.
    Przebieg jedynie 152 tysiące. 100% oryginalny. Skąd wiem? Po pierwsze handlarz brał go dla siebie. Mówił, że nawet nie myślał o sprzedaży, bo jak jechał i go na trzech stacjach po drodze przy tankowaniu pytali czy nie sprzeda, to już wiedział, że trafił perełkę.
    Ale okazuje się, że jego znajomy akurat pozbywa się Audi A6 2.5 tdi kombi, interkuler, automat, no to skorzystał z okazji i przerzuca się na wyższą półkę. Audi A6...ech, może kiedyś. No więc dla siebie kręconego by nie brał.
    Poza tym przejechaliśmy się kawałek i jak przycisnął gaz do deski, to tylko czarno się za nami zrobiło, a mnie w welur wcisnęło.
    Pomyślałem: jakie odejście, jak ja tym będę jeździł? Sebek mówi:

    - Tata, ale pocisk.

    Nie ma to jednak jak 110-tka. Co prawda chłopak po przejażdżce przejrzał papiery i mówi, że tam w miejscu na moc jest wpisane 66 kW i to chyba jest 90 KM.
    Ale handlarz spojrzał na niego wrogo, potem z politowaniem pokiwał głową, wziął mnie za rękaw do tyłu samochodu i mówi:

    - Panie, wyglądasz pan na inteligentnego faceta, toć jakby to nie było 110 to to "I" w napisie TDI by było srebrne, tak? A jakie jest? Czerwone, panie, czerwone.
    To Niemiec by sobie malował literki na klapie? Toć pomyśl pan chwilę.

    I powiem że przekonał mnie tym argumentem. Co prawda jakaś pinda w okienku w rejestracji też mówiła, że to 90-tka, ale co ona tam wie.
    Zresztą, czy ja będę z bryfem na szybę naklejonym jeździł? Jest czerwone "I" na klapie i tyle w tym temacie.

    Jak już tak stałem z tyłu to chciałem zobaczyć jak wygląda bagażnik. Niestety nie chciał się otworzyć.
    Handlarz mówi, że Niemiec miał obcierkę parkingową i klapa się lekko zakleszczyła, ale da mi puszkę towotu, żebym sobie krawędzie przesmarował. To powinno pomóc. Swój chłop.

    No i najważniejsze - klima. Powiedziałem żonie, że co by to nie było, po Tikusiu klima musi być. I nie jakaś tam ręczna, bo to dla biedoty jest, ale full klimatronik.
    Więc pytam, czy jest, a handlarz:

    - Panie, no w takim aucie by nie było? - prowadzi mnie do środka i pokazuje rząd przycisków nad dziurą po radiu. - Klima jest do nabicia, bo Niemiec nie używał, kupił, ale
    wiecznie się przeziębiał i nie używał.

    Widać ten germański naród tak różny od nas nie jest. Ja tam też nie zamierzam używać.
    A co to za problem szybkę sobie trochę opuścić, żeby świeżego powietrza wpadło? A tak, włączę klimę i od razu ile więcej spali! Kogo stać na takie fanaberie!?

    Sporządziliśmy umowę, tzn. handlarz miał już gotową, wystarczyło podpisać. Nie bardzo ją rozumiałem, bo była po niemiecku, ale tam nad moim nazwiskiem było napisane Hans jakiś tam, czyli prawdę mówił ze od Niemca kupił.
    Później w wydziale komunikacji, jak się chwaliłem jaka to okazja mi się trafiła, pani się pytała gdzie byłem po to auto, to mówię, że tu i tu. A ona pyta, skąd je w Niemczech kupiłem, bo przecież osobiście musiałem być skoro jest umowa.
    Nie bardzo wiedziałem co powiedzieć, pani się tylko roześmiała, pokiwała głową i poszła robić swoje. Skrzywiłem się tak lekko w uśmiechu i powiem, że do dzisiaj nie łapię tego żartu z moim wyjazdem do Niemiec.

    Tego dnia jak wracaliśmy nowym nabytkiem do domu, to puchłem z dumy. Zajechaliśmy przed dom, Danka wyszła, fartuch otrzepała, złożyła ręce jak do modlitwy i mówi:

    - Jezu jaki piękny. Toć to limuzyna.

    Nie mieliśmy specjalnie większych potrzeb, bo to i mortadeli jeszcze zostało, i kaszanka nie ruszona, ale nie mogliśmy się powstrzymać i pojechaliśmy na zakupy do Biedronki.
    No radość nas rozpierała po prostu jak wysiadaliśmy na parkingu. Miałem wrażenie, że wszyscy patrzą tylko na nas. Dla takich chwil się żyje.
    Zrobiliśmy zakupy i po raz pierwszy przekonałem się o zaletach kombi. Bagażnik wielki jak piwnica.
    Co prawda tej klapy jeszcze nie posmarowałem i za cholerę nie chciała się otworzyć, ale od środka, przez tylne oparcie, dało się wszystko spokojnie wrzucić, bo nie było rolety. Tzn. podobno była, ale handlarz miał ją u kolegi w warsztacie, potem miał dosłać, ale mówił że pomylił adresy.
    Potem dzwoniłem jeszcze kilka razy, ale już nikt nie odbierał, a potem był tylko nagrany głos, że abonent ma wyłączony telefon. Pewnie pojechał za granicę. Głupio mi się zrobiło, że bym go na koszty romingu naciągnął i dałem sobie spokój. W sumie bez tej rolety jest dużo wygodniej, bo to i sięgnąć można swobodnie, i przez szybę widać jaki piękny kufer ma nasze autko.
    A jak będę wiózł bosza od szwagra to się wsunie pod siedzenie i też będzie dobrze.

    Niestety kilka dni później przeżyłem spore załamanie nerwowe, częściowo związane z moim nowym nabytkiem. Akurat wróciłem z roboty, z jedynki, wszedłem do przedpokoju, omiotłem wszystko wzrokiem dookoła i pomyślałem, że razem z cyklinowaniem klepki na podłodze to i boazerię trzeba będzie papierem przelecieć, bo to już 20 lat jak lakierowana była. Weźmie się wolne w przyszłym tygodniu, to się akurat zrobi.
    Ale słyszę, że Danka po kuchni się miota i jakaś taka podminowana, garnkami tłucze, szafkami trzaska, a mdf drogi, więc pytam się, co do cholery wyprawia?
    A ona że Jarzyńscy, sąsiedzi nasi, dwa domy dalej, kupili Woldzwagena.
    Nagle poczułem się jakby mi ktoś przyłożył obuchem w łeb, zachwiałem się na nogach, ale przytrzymałem futryny i usiadłem na krześle w kuchni. Dobrze że koraliki zdjęte bo bym pozrywał.

    - Kedy? - zapytałem z trudem łapiąc oddech.
    - Wczoraj.

    Wiedziałem. Nasze szczęście nie mogło trwać wiecznie, ale dlaczego tak krótko? Już mi Sebek, syncio znaczy, mówił, że w tych internetach ciągle ktoś się z Passata nabija, ale myślę sobie: to daleko, to nas nie dotyczy. A tu taki cios w plecy i to od znajomych. Co za ludzie. Co za zazdrośniki.
    Nie wytrzymali. Jak to ich cudze szczęście w oczy kole. Rzuciłem na stół piterek spod pachy, co w nim noszę dokumenty i przepustkę na bramę i wskoczyłem do samochodu.
    Przejechałem koło Jarzyńskich raz i drugi, ale nic nie zauważyłem. Wreszcie postanowiłem iść na całość, zajechałem na ich podwórko.

    - Jest Stasiek? - zapytałem wysiadając.
    - A kręci się tu gdzieś. - odpowiedziała jego żona.

    Po chwili zobaczyłem go, jak idzie w moją stronę. Co by tu powiedzieć?

    - Cześć Stasiu, słuchaj.... nie masz pożyczyć widiowej dziesiątki? Kobita mnie męczy, żeby jej coś tam przymocować - człowiek w stresie wpada na najlepsze pomysły.
    - No mam, chodź do garażu. Przy okazji coś ci pokażę. Samochód nowy kupiłem - uśmiechnął się Stasiek.
    - Taa? Ja nie wiem, ja zarobiony jestem. Mówię ci, roboty tyle, że nie przerobisz, ale nadgodziny wpadną to i wypłatę się ładną odbierze.
    - Woldzwagena kupiłem.

    I otwiera drzwi do garażu, własnoręcznie zrobionego z tej płyty po rozebranych kontenerach, cośmy ją pożyczyli kiedyś z budowy.Jest. Już widzę błyszczący znaczek VW na klapie, ciśnienie mi rośnie, oddech przyśpiesza.
    Stasiek otwiera drugą stronę drzwi i...Golf! Golf! Twarz mi nieco pojaśniała. Tylko Golf. I do tego czerwony. Czuję, że wraca mi oddech i jasność widzenia.

    - Jaki rocznik? A silnik? Benzyna!?
    - Benzyna
    - Czuję, że wracam do życia - aha, a klimę ma?
    - No jakby nie miał? Ma!
    - A daj zajrzeć.

    Patrzę, a tam zwykłe okrągłe pokrętła. Ręczna! Roześmiałem się już całkiem rozluźniony, wychodząc klepnąłem Staśka po ramieniu i mówię:

    - No Stasiu niezłe autko, pojeździsz sobie.
    Stasiu kiwnął głową i cicho powiedział:
    - Chciałem TDI.
    - Tak, Stasiu, ale widzisz, za TDI to trzeba kupę kasy zapłacić, Kuupę. Toć płaciłem, to wiem. Danka mi mówi: tyle kasy, tyle kasy, Jezu. Jak pojechalim podjąć pieniądze na niego, to torebkę z kopertą z banku tak ściskała przy sobie jak niemowlaka, aż jej ręce zbielały. Dobrze, Stasiu, pojeździsz sobie. A co to, benzynka zła?

    To mówiąc wziąłem z rąk Staśka wiertło, które mi wyszukał, odetchnąłem głęboko z wielką ulgą i z szerokim uśmiechem poszedłem do mojego Paska, który wydał mi się jeszcze lepszy niż wczoraj, jeśli to w ogóle możliwe.
    Wszedłem do domu, Danka właśnie nakładała obiad. Założyłem kapcie i włączyłem plazmę. Akurat leciały "Trudne sprawy". Lubię na to popatrzeć, nie powiem, bo to takie bardziej życiowe jest.
    Żona przyniosła mi talerz z zupą i postawiła na ławie, a ja jej mówię:

    - Danka, nie masz się co martwić, na wsi ciągle nikt nas nie przebił - i rozluźniony siorbnąłem pierwszą łyżkę krupniku.

    .
    #passat #motoryzacja #takaprawda #takbylo #coolstory #pasta #heheszki
    pokaż całość

    •  

      @Silmarils "ja ja ja..." rozumiem Twój solipsyzm, ale w większości przypadków tak właśnie jest że od najmłodszych lat dziewczynkę się wznosi na piedestał

      +: janjan2
    •  

      ale w większości przypadków

      @kRpt: W dupie, a nie w większości przypadków. "Ja ja ja" mogę ci również napisać, że znacznie częściej miałam do czynienia z sytuacją, w której to chłopiec w rodzinie był traktowany lepiej, dmuchano na niego i chuchano, robiono za niego wszystko, a dziewczynkę od najmłodszych lat uczono wręcz służalności i układano na osobę, na którą można zwalić wszystkie obowiązki, bo taka jej rola. Rzecz w tym, że nie przekładam swojego doświadczenia na otaczający mnie świat, bo zdaje sobie sprawę, że sytuacje są różne i ludzie dostają po tyłku losowo, niezależnie od płci. Nie chodzę sfrustrowana na cały świat z przeświadczeniem, że mężczyźni mają w życiu łatwiej, bo takie są moje doświadczenia życiowe. Dlatego jest mi zwyczajnie przykro, gdy po raz kolejny czytam, że właściwie wystarczy urodzić się kobietą i od razu gra się na easy mode. To jest dopiero życie w bańce, z której nie chce się wyjść. pokaż całość

    • więcej komentarzy (26)

  •  

    Ale przydarzyła mi się dzisiaj historia na siłowni. Ćwiczyłem sobie martwy ciąg bokiem do lustra, a że dzisiaj jest niedziela to na siłowni byłem tylko ja i jakiś. różowypasek. Salka jest spora, ale że lustro jedno, to owy różowy stanął jakiś metr przede mną i zaczął robić fronty z hantlem, wypinając przy tym najlepszy tyłek jaki widziałem w życiu. Dzięki nadludzkiej sile woli udało mi się trzymać wzrok zwrócony w podłogę, ale niestety podczas pozycji startowej do martwego, musiałem podnieść głowę, co sprawiło, że miałem widok tych pośladków przed samym nosem. Zdeprymowany, rzuciłem ciężarem na ziemie, bo tak nie dało się ćwiczyć i przeszedłem na drugą stronę sztangi, odwracając się do niej plecami. Znowu przyjąłem pozycję startową, szybki rzut oka na lustro i...wtedy nasze spojrzenia się zbiegły. Z jej rozbawionych oczu wywnioskowałem, że najwyraźniej zdawała sobie sprawę, co było powodem mojego zachowania, no i nawiązał się taki dialog:
    ja: wybacz, ale nie mogłem się skoncentrować.
    ona: mogłeś powiedzieć, że Cię rozpraszam, to stanęłabym przodem.
    ja (po chwili zawahania): myślę, że wtedy to już nie byłbym w stanie podnieść nawet samego gryfu.
    Tekst głupi, ale chyba zadziałał, bo zaśmiała się. Chwilę pogadaliśmy i tak od słowa do słowa wyszło, że jesteśmy umówieni dziś na lody na 17:00 (。◕‿‿◕。)

    Oczywiście, tylko w moich mokrych snach stulejarza. Tak naprawdę jak zobaczyłem, że się na mnie patrzy, to szybko odwróciłem wzrok, uciekłem na drugi kąt siłowni, a teraz staram się jej unikać.

    #silownia #mikrokoksy #takbylo #coolstory #podrywajzwykopem #pasta #przegryw
    pokaż całość

  •  

    Do dziś pamiętam mój „pierwszy raz” z kondomem - miałem szesnaście lat albo coś około. Poszedłem do sklepu kupić paczkę prezerwatyw. Za ladą stała przepiękna kobieta, która najprawdopodobniej wiedziała, że nie mam doświadczenia w „tych” kwestiach. Podała mi paczkę i zapytała, czy wiem, jak tego używać.
    Szczerze odparłem: nie. Tak więc otworzyła paczkę, wyjęła jednego i rozwinęła na kciuku, po czym poleciła sprawdzić, czy jest na miejscu i czy mocno się trzyma. Najprawdopodobniej musiałem wyglądać na osobę, która nie do końca zrozumiała to, co powiedziała, więc rozejrzała się po sklepie, podeszła do drzwi i zamknęła je. Chwyciła mnie za rękę i wciągnęła na zaplecze, gdzie zdjęła z siebie bluzkę. Po chwili zdjęła też stanik. Spojrzała na mnie I zapytała:
    - Czy to cię podnieca?
    No cóż, byłem tak zaskoczony tym wszystkim, że tylko kiwnąłem głową. Wtedy powiedziała, że czas nałożyć prezerwatywę. Kiedy ją nakładałem, ona zrzuciła spódniczkę, zdjęła majteczki i położyła się na stole.
    - No dawaj… - Powiedziała. - Nie mamy zbyt wiele czasu.
    Tak więc położyłem się na niej. To było cudowne - szkoda, że nie wytrzymałem zbyt długo… PUF - i było po sprawie…
    Spojrzała się na mnie przerażona:
    - Jesteś pewien, że nałożyłeś prezerwatywę?
    Odpowiedziałem tylko “no pewnie”, i podniosłem kciuk, by jej pokazać.

    .
    #takbylo #przegryw #heheszki #coolstory #pasta
    pokaż całość

  •  

    Aktualnie mam u siebie w domu rodzinkę z Ukrainy (babcia, dziadek, wnuk). Nie było mnie 4 godziny. Wracam a tu poodkurzane, podłogi umyte, pielmienie ulepione (ʘ‿ʘ).
    Jeszcze parę dni i sam zacznę mówić do pani Iryny "babciu" xD

    #wojna #rosja #ukraina #uchodzcy #coolstory

    źródło: IMG20220311125245.jpg

  •  

    Mój ojciec załatwił mi pracę w dziale IT. Nie wiem za dużo o IT, poza grami.
    To moje opowieści z pracy.

    Dzień pierwszy
    ~ kobieta prosi mnie o zainstalowanie najnowszego adobe readera
    ~ spoko, mam to
    ~ ściągam program
    ~ "Wow, jesteś w tym ekspertem"
    ~ "No cóż..."
    ~ komputer prosi o wpisanie hasła admina
    ~ zapomniałem hasła admina
    ~ próbuje: hasło
    ~ nope.jpg
    ~ "ehh... emm... cholera, chyba coś jest z serwerem, zaraz wracam"
    ~ 3 miesiące później, ona wciąż nie ma adobe readera

    Dzień drugi
    ~ wkurwiony koleś do mnie dzwoni, pyta o coś w programie domowym
    ~ nie mam pojęcia co mówi
    ~ pauza
    ~ koleś czeka na odpowiedź
    ~ przypominam sobie "IT Crowd"
    ~ "Próbował pan wyłączyć go i włączyć na nowo?
    ~ Zresetować znaczy się?"
    ~ "Moment..."
    ~ zadziałało

    Dzień trzeci
    ~ laska ze sprzedaży przychodzi z laptopem, jakiś problem
    ~ kocica 9/10
    ~ flirtuje ze mną
    ~ mówi, że potrzebuje ściągnąć jakąś aktualizacje
    ~ jedyne co słyszę to jej cycki
    ~ jej laptop pachnie truskawkami
    ~ ściągam adobre reaera i oddaję jej laptopa

    Dzień czwarty
    ~ nauczyłem się wyłączać serwery
    ~ ludzie zaczynają prosić o pomoc, idę do serwerowni
    ~ wyłączam serwery
    ~ wychodzę zdezorientowany, zaczynam instalować adobe readera
    ~ w końcu ludzie zaczynają się drzeć
    ~ STRONA NIE DZIAŁA! STRONA NIE DZIAŁA!
    ~ "biore się za to!"
    ~ biegnę do serwerowni
    ~ gram w Hotline Miami przez kilka godzin
    ~ włączam serwery pod koniec dnia
    ~ wychodzę z serwerowni
    ~ wycieram pot z czoła
    ~ "dałem rade..."
    ~ ludzie chwalą mnie, mówią że uratowałem firmę
    ~ tak naprawdę to uratowałem swoją dziewczynę w HM

    Dzień piąty
    ~ spotykam kocicę przy ekspresie do kawy
    ~ zapytałem się co u niej, proste pytanie
    ~ zaczyna opowiadać o problemach z jej komputerem
    ~ nie widzi we mnie człowieka
    ~ widzi we mnie IT
    ~ mówię, żeby podrzuciła do mnie laptopa
    ~ robi to
    ~ upgrade'uję jej IE
    ~ instaluje adobe reareda
    ~ resetuje komputer
    ~ wszystko śmiga
    ~ zanoszę go jej
    ~ poprawiam fryzurę
    ~ sprawdzam oddech
    ~ zachowuje się jak bym ją ocalił
    ~ siedzi w swoim biurze, gada przez telefon
    ~ ręką pokazuje, żebym położył laptopa na biurko
    ~ robię to, i trochę się ociągam
    ~ "To wszystko skarbie?"
    ~ wychodzę
    ~ słyszę jak mówi "oh, to był tylko IT"
    ~ tylko IT
    ~ teraz jestem tylko tym

    Dzień szósty
    ~ cholernie się nudzę
    ~ postanowiłem ściągnąć emulator gameboya i pograć w pokemony
    ~ filtry go blokują, więc je wyłączam, nie dodaje emulatora do listy, po prostu wyłączam filtry
    ~ uruchomiłem stronę z emulatorem, ale muszę wyłączyć antywirusa
    ~ używam konta admina, bo w końcu znam hasło
    ~ wyłączyłem globalnie antywirusa na całym serwerze
    ~ ściągnąłem emulator i pokemony
    ~ gram sobie
    ~ koleś przychodzi do mojego biura
    ~ "chyba mam wirusa"
    ~ ja: "złap je wszystkie"
    ~ do czasu aż doszedłem do Misty, 4 osoby złapały wirusy

    Dzień siódmy
    ~ ten sam koleś który darł się na mnie drugiego dnia znowu się na mnie drze
    ~ nie może się zalogować, a ja właśnie wychodziłem do domu
    ~ "wyłącz i uruchom ponownie i oddzwoń"
    ~ idę do domu

    Dzień ósmy
    ~ koleś z siódmego dnia znowu dzwoni
    ~ jest wkurwiony
    ~ mówi mi, że przez moją głupotę stracił klienta
    ~ "zdarza się stary, ja przed chwilą przegrałem z zespołem r"
    ~ "o czym ty kurwa mówisz?"
    ~ click

    Dzień dziewiąty
    ~ jedna z drukarek zużyła cały toner
    ~ jakiś grubas każe mi go zmienić
    ~ "to tylko toner stary, nie umiesz go sam zmienić? pracuję teraz nad jednym sporym problemem z serwerem"
    ~ tak serio to ściągam steama
    ~ "to zajmie tylko sekunde... boże, mam dużo do zrobienia, od tego ty jesteś"
    ~ wzdycham i idę to zrobić
    ~ nie potrafię otworzyć pieprzonej drukarki żeby dostać się do tonera
    ~ zaczynam w nią walić jak w "zoolanderze"
    ~ mówię nieco opóźnionemu kolesiowi w biurze że mam dla niego specjalną misje
    ~ musi schować magiczne jajko w skrzyni Hewlett Packarda
    ~ wracam do sprawy z serwerem
    ~ pół godziny później grubas wchodzi do biura
    ~ "ćoś ty kurwa zrobił z drukarką?"
    ~ "zmieniłem tusz"
    ~ zaczyna kręcić głową i coś mówi pod nosem
    ~ idziemy do drukarki
    ~ opóźniony koleś wcisnął kardridż w złą stronę i go zaklinował, połowa wystaje
    ~ drukarka nawet się nie zamknie
    ~ są czarne ślady dłoni na całej drukarce
    ~ czuje że grubas mnie osądza, więc coś szybko wymyślam
    ~ "chyba jest coś nie tak z siecią"
    ~ drukarka nie działa przez miesiąc zanim się skapnąłem, że mamy numer do kolesia z serwisu HP

    Dzień dziesiąty
    ~ muszę zamotntować projektor w biurze do prezentacji
    ~ nie mogę znaleźć kable thunderbolt-hdmi, żeby go podpiąć, a nie chce mi się iść do sklepu
    ~ nie mam nawet karty firmowej
    ~ mówię kolesiowi który potrzebuje projektora, że jest problem kompatybilności z macbookiem
    ~ może użyć della kogoś innego
    ~ pliki z maca nie działają na dellu
    ~ zadzwonili do mnie w trakcie zebrania
    ~ wszyscy ci beznesmeni na mnie patrzą, jak losowo klikam i szybko ruszam myszką, wyglądając na profesjonalistę
    ~ ściągam adobe readera
    ~ otwieram plik
    ~ działa
    ~ "Dzięki Anon, ocaliłeś mnie"

    Dzień jedenasty
    ~ nowy pracownik w firmie
    ~ nikt mnie nie poinformował
    ~ opieprzyli mnie za to, że nie przygotowałem komputera dla nowej osoby
    ~ idę do magazynu zobaczyć czy mamy tam coś
    ~ jest kilka sztuk
    ~ ale jest jakiś naprawdę stary komputer, z początku lat 90tych
    ~ odpalam
    ~ działa
    ~ ustawiam go dla nowego kolesia
    ~ wszystko laguje
    ~ odpalasz adobe readera? masywny lag
    ~ odsyłam komputer
    ~ "sorry, ale tylko to udało mi się załatwić bez wcześniejszego powiadomienia"
    ~ koleś ciągle prosi mnie o pomoc
    ~ jest beznadziejny
    ~ po tygodniu odszedł z firmy, twierdząc, że nie może pracować w takich warunkach

    Dzień dwunasty
    ~ czyiś komputer się spieprzył
    ~ kurrrrr
    ~ ustawiam
    ~ przypominam sobie coś o profilach zapisywanych w wewnętrznej sieci
    ~ idę do serwerowni
    ~ patrzę się na serwery jak kompletny idiota, próbując się zorientować jak to działa
    ~ wracam i mówię kolesiowi, że nie mogę z tym nic zrobić
    ~ "a... ale mój projekt, muszę go pokazać zarządowi w piątek..."
    ~ "sorry stary, ale nic się nie da z tym zrobić"
    ~ gram sobie w sim theme park przez resztę dnia

    Dzień trzynasty
    ~ przychodzę do pracy godzinę spóźniony
    ~ całe biuro w chaosie
    ~ upadekrzymu.jpg
    ~ "JEST TUTAJ!"
    ~ odpalam komputer w swoim biurze, sprawdzam maila
    ~ dziesiątki mailu w stylu:
    ~ "coś jest nie tak z serwerem, nie mogę się zalogować do..."
    ~ "wiesz czemu strona nie działa?"
    ~ serwer faktycznie nie działa
    ~ adobe reader mnie teraz nie ocali
    ~ "po prostu idź tam i zrób to samo, co zrobiłeś ostatnio!"
    ~ wszyscy myślą, że to tak łatwo naprawić
    ~ roztrzęsiony wchodzę do serwerowni, bo nie wiem co mam robić
    ~ ucinam sobie drzemkę przez cały dzień
    ~ ludzie są wkurwieni, walą w drzwi do serwerowni
    ~ terminy minięte
    ~ wychodzę o 18:30
    ~ manager widzi mnie na parkingu
    ~ był na spotkaniu cały dzień, nie wie przez co przeszedłem
    ~ "wciąż tutaj? podoba mi się twoje podejście!"

    Dzień czternasty
    ~ serwery dalej nie działają
    ~ wszyscy wkurwieni
    ~ idę na wczesny lunch
    ~ słyszę jak ktoś w jadalni gada o kupnie nowego modemu do biura
    ~ dziekibogu.jpg
    ~ "Hej, sorry że przeszkadzam, ale czy któryś z was jest IT?"
    ~ zanim któryś z nich zareagował i pyta "jak śmię" mówię
    ~ "też jestem IT"
    ~ pokazuję im dłoń którą poobdzierałem kablami w serwerowni
    ~ obaj kiwają głową
    ~ "co byście zrobili, gdyby wasze serwery się całkowicie spieprzyły?"
    ~ "próbowałeś go zrestartować?"
    ~ wracam i restartuje serwer
    ~ kurwa, działa!

    Dzień piętnasty
    ~ kocica chodzi po biurze poddenerwowana
    ~ "Wszystko ok?"
    ~ "Nie mogę się zalogować na maila. Możesz mi pomóc? Proszę"
    ~ "Spoko"
    ~ biorę laptopa
    ~ reinstaluje office'a
    ~ outlook znowu działa
    ~ przeglądam maile, żeby upewnić się że działają
    ~ wysyłam testowego maila
    ~ czytam tytuły jej nowych maili
    ~ "Rozwód"
    ~ oddaje jej laptopa
    ~ "Wygląda na to, że działa"
    ~ "Dzięki..."
    ~ "Wszystko ok?"
    ~ "Cóż..."
    ~ tak! wypłacz mi się na ramieniu i się rozkręcimy!
    ~ "Mysz się chyba zepsuła, mogę dostać nową?"

    Dzień szesnasty
    ~ jeden z monitorów upośledzonego nie działa
    ~ wyświetla się całkowicie na zielono
    ~ na temat: dałem mu drugi monitor, bo myślałem że jak ktoś zasługuje na dwa, to właśnie ten biedak
    ~ jedyne co robi to przegląda tapety na msn
    ~ i używa jakiegoś programu fedexa
    ~ jest miły, więc faktycznie próbuję mu to naprawić
    ~ nic nie działa
    ~ to nie sterownik
    ~ to nie ustawienia
    ~ to chyba coś z samym montorem
    ~ cały czas ludzie do mnie przychodzą z prawdziwymi problemami, zbywam ich mówiąc "zaraz będę"
    ~ po dwóch godzinach koleś mówi
    ~ "może wtyczka jest zepsuta?"
    ~ zmieniłem kabel hdmi na nowy
    ~ zadziałało
    ~ oficjalnie jestem gorszy w swoim zawodzie niż opóźniony umysłowo koleś

    Dzień siedemnasty
    ~ miła staruszka narzeka, że jej się zepsuła klawiatura
    ~ jest najstarszą osobą w biurze
    ~ stara jak dinozaury
    ~ mówię, że coś dla niej mam
    ~ wracam do tyłu i odpakowywują nową klawiaturę dla programistów
    ~ zanoszę ją jej
    ~ "jesteś taki pomocny"
    ~ sięgam do tyłu żeby podpiąć nową klawiaturę
    ~ podnoszę się i otrzepuję spodnie
    ~ staruszka wygląda jakby miała zawał
    ~ patrze na ekran
    ~ czarny
    ~ wstając nacisnąłem przycisk power
    ~ straciła 3 godziny pracy
    ~ 3 godziny których nigdy nie odzyska

    Dzień osiemnasty
    ~ firmowe spotkanie
    ~ przekroczyliśmy budżet
    ~ było dużo wydatków
    ~ straciliśmy dużo pieniędzy przez prawie cały ostatni miesiąc
    ~ dzień 18
    ~ prawie cały miesiąc
    ~ wylecę na zbity pysk
    ~ budżet departamentu IT zostaje poruszony
    ~ są tylko dwa departamenty które nie przekroczyły budżetu
    ~ "Dobra robota Anon, słyszałem o problemach z serwerem. Jesteś dobrym człowiekiem na dobrym miejscu"
    ~ pod koniec spotkania kobieta, około 45 lat, podchodzi i pyta czy naprawiam komputery poza firmą
    ~ "Niezbyt..."
    ~ "Oh, bo mam jedną cholerną rzecz której nie mogę naprawić. Nie mógłbyś wpaść i tego naprawić?"
    ~ gówno prawda
    ~ dla jaj mówię "dobra, spoko, daj adres i podjadę po pracy"
    ~ nie wiem czy będzie seks
    ~ kupuje gumki
    ~ nie jest taka ładna 6/10 góra
    ~ nie będę kłamał
    ~ mocno średnia
    ~ podjeżdżam do jej domu
    ~ dzwonię do drzwi, staram się wyglądać słodko
    ~ mąż otwiera drzwi
    ~ pokazuje mi konputer
    ~ instaluje najnowszego adobe readera
    ~ zarabiam 20$
    ~ jadę do domu

    Dzień dziewiętnasty
    ~ jakiś koleś zepsuł program, więc muszę ustawić wszystko na nowo
    ~ sprawdzam ustawienia
    ~ po dwóch godzinach
    ~ "zepsułeś mój komputer... chcę żebyś naprawił mój cholerny komputer, ma być tak jak było, nie wiem co zrobiłeś, ale coś jest nie tak, moje usb bzyczy"
    ~ wtf
    ~ nie zrobiłem nic z kompem, tylko sprawdziłem program który odpalasz 20 razy dziennie
    ~ wkurwiony wracam do serwerowni i gram w Thomas Was Alone
    ~ pukanie do drzwi
    ~ to ten koleś
    ~ "hej, dzięki za naprawienie tego"
    ~ "czego?"
    ~ "mojego usb"
    ~ nic nie zrobiłem
    ~ "a, to... spoko"

    Dzień dwudziesty
    ~ spędziłem cąły dzień sprzątająć serwerownię
    ~ wygląda całkiem nieźle
    ~ odpiąłem kable sieciowe żeby je oznaczać kolorami
    ~ ludzie tracą swoje projekty
    ~ losowo są wywalani z serwera
    ~ mówię, że są problemy z isp
    ~ staram się mówić ISP, bo nauczyłem się, że jak używam skrótów to brzmię jak bym wiedział o czy mówię
    ~ pod koniec dnia serwerownia wygląda wręcz ślicznie
    ~ niestety nie oznaczyłem nic i niektórzy ludzie nie są podpięci
    ~ mówię im, że ISP naprawi to ASAP i wracam do domu

    Dzień dwudziesty pierwszy
    ~ teraz jak serwerownia jest uporządkowana, podpinam testowe jednostki
    ~ 8 komputerów podpiętych do jednej sieci
    ~ próbuję połączyć monitory ze sobą, jak to czasami na forach można zobaczyć
    ~ to są stare monitory i nie można tego zrobić
    ~ wpadłem na pomysł użycia tych komputerów do kopania bitcoinów
    ~ ustawiłem wszystko do południa
    ~ po lunchu zaczynam kopanie
    ~ okropnie powoli, ale zaczynam
    ~ ludzie narzekają na lagi serwera
    ~ obwiniam olimpiadę za lagi
    ~ mówię, że całe buro musi je streamować
    ~ banuję olimpiadę na filtrze systemowym
    ~ biuro jest podzielone, widzę ten podział na swoim mailu
    ~ ludzie wkurwieni, że nie mogą oglądać igrzysk
    ~ i pozostali, którzy twierdzą, że praca to nie zabawa
    ~ oficjalnie zyskałem władzę w firmie, ludzie wiedzą kto tu rządzi
    ~ "To jest koleś którego ta firma potrzebowała"

    Dzień dwudziesty drugi
    ~ dzień urodzin
    ~ całe biuro świętuje urodziny ludzi w danym miesiącu
    ~ biorę ciasto
    ~ podpinam n64 w jednym z biur
    ~ wyzywam ludzi na partyjkę w goldeneye
    ~ mówię "hej, mam 5 minut przerwy na ciasto... zagramy partyjkę?"
    ~ skopałem im wszystkim dupy
    ~ zdałem sobie sprawę, że cały dzień nie robiłem nic poza graniem i jedzeniem ciasta
    ~ nikt nie zauważył

    Dzień dwudziesty trzeci
    ~ kocica dzwoni z trasy
    ~ ma problemy dostać się do jednej z ważniejszych aplikacji dla klienta na jej ipadzie
    ~ mówi nazwę tej apki
    ~ nie mam pojęcia co to jest
    ~ staram się brzmieć jakbym rozumiał wszystko
    ~ pytam, czy używa WIFI czy 3G
    ~ "jak to sprawdzam?"
    ~ "nieważne, czekaj, sprawdzę nasz główny system"
    ~ googluję apke, ale nic się nie pojawia
    ~ pytam kogoś ze sprzedaży
    ~ "oh, to tylko infografika z naszej strony"
    ~ mówię kocicy, że musi się wrócić do biura bo muszę jej wgrać zmiany do ipada
    ~ jedzie 2 godziny do pracy tylko żebym mógł otworzyć Safari i dodać zakładkę do strony głównej

    Dzień dwudziesty czwarty
    ~ 45 latka wygadała się, że robię też poza pracą
    ~ teraz idioci proszą o naprawę ich komputerów w domu, telefonów komórkowych, wszystkiego co techniczne
    ~ mówię, że mogę to zrobić tylko po pracy, 20$ za małe rzeczy, 50$ za duże
    ~ większość to proste naprawy
    ~ aktualizowanie windowsa albo adobe readera wszystko naprawia
    ~ ale wtedy trafił mi się on
    ~ laptop z piekła rodem
    ~ gruby indianin daje mi swojego laptopa w plastikowej reklamówce, nie torbie na laptopa, reklamówce
    ~ "co z nim nie tak?"
    ~ "ty mi powiedz, geniuszu"
    ~ odpalam komputer, prosi o przywracanie systemu
    ~ klikam enter
    ~ naprawia to, ale prosi o uruchomienie chkdisk?
    ~ wydaje mi się, że to coś z napędem cd
    ~ otwieram napęd
    ~ jest tam gruba warstwa okruchów
    ~ przechylam laptopa na bok
    ~ pieprzone okruchy wysypują się z laptopa
    ~ resetuję laptopa
    ~ wczytuje się bez problemu
    ~ okazuje się, że koleś używał cd w swoim laptopie jako podkładki pod kanapki
    ~ pieprzone laptopy

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory #humorinformatykow #programista15k
    pokaż całość

  •  

    Pamiętam jakby to było wczoraj..

    Lato 2006 (albo 2007?) miałem wtedy około 10 lat. Wakacje w Sopocie z mamą.

    Nie wiem jakim cudem udało mi się namówić mamę żeby mi to kupiła, tym bardziej, że w domu była bieda a kosztowało to dobre 20 zł (dzisiejsza stówa inflacyjna).

    Powrót do domu, odpalenie radia, posmyranie myszką o głośnik i.... gówno xD
    Na drugi dzień wleciałem tam na pełnej, mama leżała i opalała się na plaży a ja niszczyłem biznes lokalnego janusza XD
    Każdy kto podchodził i oglądał te 'skaczące myszki' albo zastanawiał się nad zakupem był odciągany przeze mnie na bok i szybko uświadamiany, że między radiem a torbą jest drgająca żyłka i wcale nie działają na jakieś magiczne fale. Chłop po 1 dniu był tak wkurzony, że ganiał mnie z patykiem DOSŁOWNIE XD. I tak przez 7 dni mojego wyjazdu do sopotu przez 6 stałem i moim ulubionym zajęciem było odstraszanie klientów scammerowi z lat dwutysięcznych. Oto moje wyznanie.

    #heheszki #truestory #coolstory #scam #sopot
    pokaż całość

    źródło: ciekawafizyka.files.wordpress.com

  •  

    Otwieram nitkę z najbardziej przypałowymi sytuacjami z #pracbaza

    Zaczynam

    Jakoś w 2008 roku pracowałem w jednym z największych banków jako podrzędny pracownik. Pewnego dnia ktoś zabrał mój kubek z kuchni, którego codziennie używałem. Ten dzień był również dniem premiery nowego Batmana w kinie, dlatego wystosowałem mejla o treści

    "Jeśli mój kubek nie znajdzie się w ciągu 15 minut, to nasyłam na Was Batmana" i poniżej wkleiłem śmieszny obrazek z tą postacią.

    Byłem dość nowym pracownikiem i nie znałem tych wszystkich skrótów stosowanych w grupach mejlowych, więc za namową mojego ówczesnego kolegi wpisałem to, co mi dyktował (że to niby jakieś działy na naszym piętrze). No i wcisnąłem -> wyślij.

    Okazało się, że mejl poszedł do wszystkich pracowników, przełożonych, dyrektorów, włącznie z samą górą kierownictwa banku. Dostałem taki opierdol od swojego przełożonego, że chciałem składać wypowiedzenie.

    Następnego dnia na szczęście zrobiłem dobrego deala w pracy i się rozeszło po kościach ( ͡º ͜ʖ͡º)

    #truestory #coolstory #pracbaza #ciekawostki
    pokaż całość

    źródło: dbdzm869oupei.cloudfront.net

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      Miałem wycinane znamię na plecach i przez to dzień wolnego. A że akurat wyszedł wiedźmin 3 to ostro nakurwialem ghule i patrzę smsa dostałem. Nie za bardzo się w niego wczytałem zobaczyłem tylko treść jak się czuje. Byłem przekonany że to moja ówczesna dziewczyna di mnie pisze to odpisałem coś w stylu, jest ok trochę boli, a ty jak tam kochanie. Odpowiedź ścielą z nóg bo się okazało że zamiast do dziewczyny wysłałem smsa do kierowniczki. Odpisała mi tylko ze dobrze ze lepiej się czuje ale tak w ogóle to wolałaby żebyśmy zostali po imieniu xd pokaż całość

    • więcej komentarzy (27)

  •  

    Siedziałem dzisiaj pół nocy na lotnisku.
    Jak zwykle, nie ważne gdzie, nie ważne po co - ważne, że siedziałem. Nad ranem przyszło pięciu takich Zbyszków.
    Widać, że wracają do ojczyzny z prac sezonowych czy innych na tych słynnych saksach. Widać też, że całą noc ten powrót do ziemi ojców oblewali.

    Teraz trochę przybliżę, kto to są Zbyszki, bo hehe Januszy każdy zna, Karyny każdy zna, ale Zbyszki to osobna podkategoria.
    Kiedyś ogólnie powiem o typach Polaków podróżujących poloaviator, żebyście sobie kurwa mogli rozróżnić, jak kiedyś gdzieś będziecie jechali i nie wiedzieli, z kim macie do czynienia.Ale od zbyszków zacznijmy.

    Zbyszki to trochę takie Janusze, tylko dotknięte emigracją, biedą, samotnością i upokorzeniem.
    Janusz jest w swoim środowisku polskim, więc jest pewny siebie i się do wszystkich rzuca i drze ryja na kasjerkę, jak mu na kasie w supermarkecie wyjdzie inna cena produktu przecenionego, niż była na półce podana.
    Zbyszek tymczasem ryja nie może drzeć, bo nie zna języka, więc cały ten gniew kumuluje w sobie. Fizycznie zbyszki też się mają gorzej, bo na januszy codziennie po robocie czekają w mieszkaniu grażynkowe mielone, gołąbki,
    czy co tam se lubią (a jak akurat nie lubią, to przynajmniej można wydrzeć ryja na grażkę, ale tutaj zbyszki mają ten sam problem, co w supermarkecie) a zbyszki żony pozostawiały w domu, więc wpierdalają mielonki, zupki chińskie i inne wiktuały przywiezione w torbie podróżnej z ojczyzny.
    Do tego zbyszkom dochodzi jeszcze stały stres, czy grażka komuś tam w Polsce nie daje, a z kolei seba nie bierze (odpalaczy), czy ich angol nie oszuka na wypłacie, albo czy ktoś do nich nie podejdzie i nie będzie o coś pytał po angielsku/niemiecku/holendersku czy gdzie tam akurat siedzą, bo wtedy jest stres największy.
    Zdrowie psychiczne zbyszki ratują więc wódą, pitą z innymi zbyszkami w pokojach zaludnianych przez nieprzepisową liczbę osób.
    Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze praca fizyczna 12-14h na dobę, żeby jak najszybciej tą elewację na dom położyć, dla karynki oszczędzić na weselicho i spierdalać do Polski.
    Koniec końców zbyszki wyglądają więc trochę jak żule, tylko bardziej spracowane, znerwicowane i wiozące w gaciach kilka tysięcy ojro.
    Trochę to wszystko śmieszne, ale trochę też nie, więc napiszę vP, czyli pół xD tak optycznie patrząc, no bo tak do końca to beka to nie jest.

    Pięciu Zbysiów wbiło mi o piątej rano na to moje lotnisko. Usiedli na kanapach niedaleko mnie.
    Pierwsza opcja to oczywiście MŁODY LEĆ JAKIEŚ BROWARY PRZYNIEŚ, bo w każdej grupie zbyszków zawsze jakiś Młody jest i sprawuje funkcję takiego szlugowo-alkoholowego ordynansa właśnie.
    Młody gania też, jak trzeba się kogoś o coś zapytać w języku obcym a zbyszki się wstydzą, ale jako, że on też języka nie zna, to zazwyczaj gdzieś idzie, pochodzi z 10 minut speszony dookoła np. stoiska informacyjnego, a potem wraca i mówi, że coś mówili ale dziwny akcent mieli i nie wie.

    Młody wraca z siatą piw
    A KIEPÓW TO NIE MIELI?
    MIELI, ALE PO 8 OJRO ZA RACE
    W tym momencie jeden zbyszek aż się czerwony zrobił z oburzenia i dumnie skwitował
    W KRYMINALE NAWET TYLE NIE PŁACIŁEM, TO TERAZ TEŻ NIE BĘDĘ, CHUJ IM W DUPĘ

    Usiedli przy tych browarach i zaczynają pomiędzy sobą podsumowywać wypad - gdzie który pracował, jak go oszukali albo jak kogo on oszukał, obowiązkowy pojazd po angolach/szwabach/rumunach/arabach/litwinach/murzynach i oczywiście przede wszystkim zdradzieckich rodakach, bo
    JAK TURASA BIJĄ TO ZARAZ 20 TURKÓW LECI GO RATOWAĆ, A JAK POLAKA BIJĄ TO INNI JESZCZE KIBICUJĄ ŻEBY MOCNIEJ, NO TAKA PRAWDA KOLEGO, SAM WIESZ NAJLEPIEJ JAK JEST

    Elementem każdej opowieści jest JUŻ OSTATNI RAZ BYŁEM, JUŻ WIĘCEJ NIE MA OPCJI, DOM ODREMONTOWANY, SAMOCHÓD KUPIŁEM, JUŻ DLA NIEMCA ROBIŁ NIE BĘDĘ

    Ale i tak potem jeżdżą, bo jak wiadomo życie w Polsce obfituje w niespodziewane wydatki, najczęściej związane z niskimi kompetencjami dzieci zbyszków w zakresie planowania rodziny.

    Jak zbyszki wypiły po 3-4 piwa to posnęły. O 7 rano z głośników płynie informacja, że ostatnie zbyszki lecące z saksów do polski proszone są o natychmiastowe udanie się do bramki numer 12, bo samolot spierdala.
    Zbyszki śpią jak ci legendarni rycerze uśpieni pod tatrami, tylko złożeni z mniejszej ilości rynsztunku, a większej ilości nerwicy i ojro pochowanych w gaciach.
    Szkoda mi się zrobiło, to podbijam, trącam ręką jednego i mówię, że panie, samolot wam spierdala.
    Ten taki otępiały był, ale jak zaraz do niego dotarła powaga sytuacji, to drze mordę do pozostałych, że eeee, kurwaaa, chłopaki, samolot nam spierdala!

    Zbyszki się zerwały w popłochu i zapierdalają. Z tym, że w panice każdy zapierdalał w inną stronę, a w dodatku żaden w dobrą xD
    Konkurencję wygrał typ, który najebany, obudzony dopiero i kompletnie niewiedzący gdzie biec, postanowił biec prosto do samolotu.
    Nie mam tu na myśli biegnięcia przez lotnisko do bramki, potem przez ten rękaw, a potem korytarzem samolotowym na swoje miejsce, tylko kurwa zobaczył przez te wielkie okna co są na lotniskach jakiś samolot co sobie stał, i pobiegł 'na azymut' czyli wpierdolił się na pełnej kurwie mordą w szybę xD
    Była ona najwidoczniej przyzwyczajona do takich zagrożeń, bo nic jej się nie stało, czego nie można powiedzieć o mordzie zbysia, która się rozjebała kompletnie, ze szczególnym uwzględnieniem łuku brwiowego xD

    Znacie takie opcje z filmów, że w Wietnamie jest żołnierz ranny i leży na ziemi, a zaraz będą napalm tam zrzucać, ale jego koledzy ryzykując życie po niego biegną i go wyciągają?
    No, to zbyszkowie też ten film oglądali, bo się jak jeden mąż z tych wszystkich kierunków cofnęli po niego, tylko nie krzyczeli ECHOŁ BRAWOŁ CZARLI DELTA OŁWER itd. tylko KURWAAA COŚ TY ODPIERDOLIŁ? ŻYJESZ KURWA ZBYSIU? ZBYSZEK KURWA POWIEDZ COŚ

    Dwóch go wzięło pod ramiona, dwóch pozbierało jego reklamówki i znowu biegną, już w dobrym kierunku nawet.
    Obsługa lotniska zobaczyła tą całą inbę i biegnie do zbyszków i krzyczy, że cośtam cośtam MEDIC.
    Tutaj już się miarka przebrała, bo nie dosyć, że ta jebana emigracja, alkohol, samolot spierdala a zbyszek ranny, to jeszcze najgorszy element stresowy, czyli po obcemu mówią - przy tym natężeniu bodźców jeden zbyszek co niósł reklamówki wyskoczył do obsługi i zaczął im napierdalać wiązankę (po polsku, żeby się jeszcze dodatkowo nie stresować) a jednemu typowi wyrwał krótkofalówkę i ją rozpierdolił o ziemię, po czym zaczął biec dalej xD
    Obsługa musiała mieć ładną inbę w głowie po tym co się wydarzyło, że nawet nie wzywała ochrony, tylko w niedowierzaniu patrzyła a to po sobie, a to na znikających w końcu hali odlotów zbyszków.

    Jeszcze 3 godziny czekania mam, to tam potem poszedłem, ale widocznie zdążyli na samolot, bo ich nie było.
    I w sumie dobrze, bo w końcu sobie podjedzą tych mielonych, pocieszą oko elewacją domu i nikt ich nie będzie wkurwiał mówiąc po angielsku.

    #emigracja #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

  •  

    O ja głupi chciałem się zapisać do siłowni, coby sobie przykabanić i zaimponować miejscowym Karynom muskulaturą, i się wybrałem do renomowanego fitness klubu. Nie zdawałem sobie sprawy co mnie tam może czekać, ale po kolei.

    Początkowo spoko luz, zwłaszcza, że darmowa wejściówka na próbę (można sobie zarezerwować na PESEL, na ich stronie i masz dzień otwarty w zasadzie). Pracownicy widzą, że potencjalny klient to mili i pomocni, pokazują jak co obsługiwać żeby sobie nie zrobić kuku, zachwalają saunę, opowiadają, że wypasiona solara za symboliczną złotówę, no i trenerzy do dyspozycji.

    Trochę się pomachało żelastwem, popróbowało maszynki, to z ciekawości spytałem jak to wyglada ten personal trainer. Okazuje się, że płatny dodatkowo sporo, ale za jakość trzeba płacić, a oni mają najlepszych trenerów w mieście. A zresztą dzisiaj gratis mogę się przekonać i zawołali go. Tą górę mięcha. "Panie Sławku, pan chce się dowiedzieć jak tam u nas z prywatnym treningiem" Usłyszałem głośne "FAAAAAAAAAAAAAAAAAK!" i dźwięk upuszczanych hantli. Podbiegł do nas światowej sławy strongmen Sławomir Toczek.

    Byłem zachwycony, bo taki kolos, strongmen miał mi dawać wskazówki. Toczek powiedział tylko "Cho!" i złapał za koszulkę i pociągnął w stronę drążka do podciągania się na drążku. Chłopak, który się podciągał jak tylko zobaczył Toczka, to odskoczył od drążka jak Jasiu Mela od transformatora. Toczek mówi do mnie "Wskakuj i się podciągnij 20 razy." na co ja w śmiech i mu mówię, że jak 4 razy się podciągnę to będę zaskoczony. Jemu do śmiechu nie było. Wydarł się na mnie "FAAAAK! Wskakuj na drążek!" Podciągnąłem się z 5 razy i już nie miałem sił, a ten krzyczy "Podciągnij się! Jeszcze trochę. Jeszcze 2 razy i dostaniesz mordoklejkę!" Nie dałem rady to ten zwyrol wziął jakąś miotłę i mnie kłuje w odbyt, że niby na motywację. No w sumie zadziałało, bo nie chciałem mieć kija od szczotki w dupie. Podciągnąłem się jeszcze 2 razy a Toczek zadowolony "FAAAAAAAAAAK! No i to je motywancja! Tak wygląda personal trening, motywancja żeby przełamywać bariery." Po czym odkleił z papierka mordoklejkę i wsadził mi ją do gęby.

    Długo sobie nie odpocząłem, bo Toczek zaczął ciągnąć mnie na ławeczkę. Chciałem powiedzieć, żeby poczekał bo jestem jeszcze wyczerpany tym podciąganiem, ale miałem sklejoną mordę mordoklejką. Wszystkie ławeczki były zajęte, więc pan Sławek podszedł do pierwszego z brzegu kafara i uprzejmie go przeprosił mówiąc "Wypi****alaj! FAAAAAK!" Pokaźnie umięśniony facet odłożył ciężar i posłusznie wyp****erdolił. Toczek nawet nie zmniejszył ciężaru, tylko kazał mi siadać i wyciskać, a on będzie mnie asekurować. Jak to złapałem, to mnie pryszpiliło do ławeczki. Toczek na to "weź wyciśnij z 3 razy to dostaniesz mordoklejkę." Ja na to wysapałem, że w dupie mam jego mordoklejkę, jak tego nie uniosę. On zdziwiony zapytał "CO KU---A?" To mu odpowiedziałem, że się zaraz zesram z wysiłku, i do dupy z jego mordoklejką. A ten wyciąga z ryja na wpół przerzutą mordoklejkę i zaczyna ściągać mi pory. Ja do niego krzyczę co on odp---la, a on "FAAAAK! No sam mówisz żebym ci zapchał dupę bo się zesrasz." Wydukałem już że spoko, i jakoś podniosłem to żelastwo 3 razy, nie wiem jak, chyba siłą woli. Zadowolony Toczek odwinął nową mordoklejkę i wsadził mi ją do ust.

    Powiedział, że idzie się wyszczać, a ja mam iść do rowerków, to mi pokaże co to jest motywancja do szybkiego pedałowania. Wiedziałem, że muszę uciec. Zwlokłem się z ławeczki i doczłapałem do szatni. Nie mogłem podnieść ramion. Przebranie się zajęło mi zbyt długo. Usłyszałem jego ryk zza drzwi "FAAAAAAAAAAK! Gdzie ty jesteś?" Wiedziałem, że to tylko moment zanim się zorientuje, że jestem w szatni. Wrzuciłem pierwszą z brzegu monetę do solarki i wskoczyłem do środka. Kilka sekund później Toczek wparował do pomieszczenia. Słyszałem jak chodzi po szatni, i zastanawia się gdzie jestem. Tak jak się spodziewałem, zapukał do kabiny solarium i się pyta "FAAAAAAAAAAAAK! Jesteś tam?" na co odpowiedziałem najniższym możliwym dla siebie, nienaturalnym basem "Zajęte, ziom." Dał się nabrać. Wyszedł, podejrzewam do recepcji żeby się spytać czy nie wyszedłem z klubu.

    Postanowiłem, że poczekam z 10 minut w solarce, co powinno mi starczyć na odzyskanie wystarczająco sił, żeby dać szybko dzidę z klubu, na wypadek gdyby Toczek mnie przyuważył. Po 5 minutach Toczek wlazł z powrotem do szatni i zaczął mnie szukać, tym razem po szafkach. Chwilę potem do szatni wszedł jakiś chłopak na co Toczek wykrzyknął "FAAAAAAAAAAK! gotowy na trening?" Chłopaczynacoś tam zaczął dukać, i najwyraźniej nawet nie zdążył się przebrać. To był kolejny nowy w klubie, który miał darmową wejściówkę, który jak ja padł ofiarą Toczka. Ten kazał mu zrobić 300 pompek w szatni, to dostanie mordoklejkę. Zastrzegł, że nie wypuści go na salę dopóki nie zrobi porządnej rozgrzewki, czyli tych pompek.

    Minęła z godzina, ale biedak zrobił te 300 pompek, z przerwami, ale Toczka to zadowoliło i wziął swoją nową ofiarę na salę. Mogłem wyjść z solary. Skóra mnie piekła, o mały włos bo wrzuciłem piątraka i starczyło jeszcze tylko na kilkanaście minut opalania. Wyszedłem z klubu. Po drodze ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. W domu okazało się, że po godzinie w solarium wyglądam jak brązowa mordoklejka Toczka. Nie polecam treningów personalnych.

    #pasta #silownia #heheszki #mordoklejki #coolstory #dawnoniebylo
    pokaż całość

    źródło: obraz_2022-02-18_130922.png

  •  

    W Berlinie tuż po zakończeniu drugiej wojny światowej pieniędzy było mało, zapasy były na wyczerpaniu, wyglądało na to, że miastu grozi klęska głodu.
    W tym czasie ludzie opowiadali o młodej kobiecie, która spotkała w tłumie na ulicy niewidomego. Zaczęli rozmawiać.
    Niewidomy mężczyzna poprosił ją o przysługę - czy mogłaby dostarczyć list na adres zapisany na kopercie? Było jej po drodze, więc się zgodziła.

    Kiedy odeszła parę kroków, postanowiła spytać, czy mogłaby jeszcze jakoś pomóc mężczyźnie, ale spostrzegła go biegnącego przez tłum bez białej laski czy ciemnych okularów.
    Było to mocno podejrzane, więc poszła to zgłosić na policję.

    Kiedy policja odnalazła dom, którego adres widniał na kopercie, dokonała makabrycznego odkrycia. Trzech rzeźników ćwiartowało ludzkie mięso i sprzedawało je głodującym ludziom.
    Co było w kopercie, którą rzekomy niewidomy dał kobiecie? Kartka, na której było napisane "To ostatnia, jaką wam dzisiaj przysyłam".

    .
    #pasta #creepy #creepypasta #takbylo #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Mam dla was #coolstory #truestory z dzisiaj związane z #wykrywaczmetalu #detektorysci
    Otóż znalazłem dziś mini figurkę prawdopodobnie z ołowiu (foto1i2)
    Wysłałem fotkę żonie żeby się pochwalić a ona mi pisze, że to św Antoni i że jej mama ma taki w portfelu chyba od zawsze.
    No i faktycznie mi taki pokazała tylko ten od teściowej ma jeszcze taką mini metalową skrzyneczkę.
    U teściowej jest już ponad 50 lat a dostała go od prababci.
    Na foto 3 ten w lepszym stanie to ten który dziś wykopałem.
    pokaż całość

    źródło: rSaved6290036427264053234.0

  •  

    Smurfy są kreskówką przedstawiającą marksistowski punkt widzenia na rzeczywistość w swoim skrajnym, stalinowskim wydaniu.
    Propaganda komunistyczna przedstawiona w tej bajce jest skupiona wokół centralnej postaci papy smurfa - odpowiednika józefa stalina.
    To on, będąc pierwszym spośród społeczeństwa, jest mędrcem do którego zwraca się z problemami, a które rozpatruje on z perspektywy swojego starszeństwa, o czym świadczy jego broda, która ma być upodobnieniem zarostu marksa.
    Jego strój, w przeciwieństwie do innych smurfów, jest czerwony.
    Takie podkreślenie roli przewodniczącego społeczności jest popularne wśród historycznych ruchów marksistowskich, a w tym przypadku oddające teoretyczną strukturę społeczną ZSRR w skali 1:1

    Egalitaryzm smurfów silnie rzuca się w oczy. Zgodnie z ekonomią marksistowską, każdy ma przypisany sobie zawód, który wykonuje.
    Nie ma tutaj miejsca na "adama" i "ewę", za to znajdziemy "marudę" i "smerfetkę". Działanie to przypomina reset historii poczyniony przez pół pota i ponumerowaniu obywateli.
    Kambodżańska komunistyczna strategia polegała na wycofaniu z obrotu imion i nazwisk, a w miejsce tych ponumerowniu obywateli, co miało mieć egalitarny wydźwięk, jako zrzucenie jarzma ewentualnych klanów rodowych, czy też konotacji kolonialnych.

    Postać gargamela uosabia faszystowską reakcję, której celem jest zniszczenie pokoju i rozwoju społecznego osady smurfów.
    By tego dokonać wykorzystuje najróżniejsze sztuczki magiczne, które są symbolem rozwoju technologicznego znanego w kapitaliźmie, a który za każdym razem zaskakuje społeczność komunistyczną smurfów.
    Wbrew strategii stalinowskiej, smurfy skupiają się na przeciwdziałaniu gargamelowi, jako wrogowi klasowemu - burżujowi chcącemu rozbić egalitaryzm społeczności, by zamienić smurfy w złoto.
    Chciwy kapitalista zrobi wszystko dla pieniędzy, dlatego smurfy muszą przeciwstawić się karłowi reakcji.

    W wiosce smurfów nie istnieją pieniądze, trudno mówić także o własności prywatnej. Jedyne atrybuty personalizujące postacie są narzędziami ich pracy.
    Nigdzie w smurfach nie pojawia się potwierdzenie tego, że konkretny smurf posiada coś na własność, dlatego można przypuszczać, że jest to jedynie czasowy atrybut użytkowany zgodnie z zasadą "fabryki w ręce robotników",
    co oznacza scedowanie środków produkcji w ręce kolektywu "wynajmującego" dany środek produkcji konkretnemu smurfowi, który będzie go czasowo używać, póki pracuje w konkretnym zawodzie na rzecz społeczności

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory #takaprawda
    pokaż całość

  •  

    Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą naukową dyskusję? Ja miałem okazję wczoraj w jednej uczestniczyć. Przygotowałem prezentację o metylacji DNA (trudne zagadnienie), produkowałem się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:
    - Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?
    Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Karwiński:
    - Z całym szacunkiem, panie Anonimski, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA...
    Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia
    - ...mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia metylację DNA od metylacji histonów?
    - Panie docencie... ja... ja... - dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.
    Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.
    - Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz lubi ssać męskie penisy?
    Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.
    - Panie profesorze - oburzył się Karwiński - Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? A „męski penis” to masło maślane, zna pan jakieś "żeńskie penisy"? Pan obraża naukową dyskusję!
    - Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. W kwestii „męskich penisów” to tak, znam jednego właściciela „żeńskiego penisa” – pana, docencie, bo pan pizda jesteś. Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu kutasa i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.
    Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:
    - Brawo profesor Bujewicz!
    - Kto wpuścił tego debila na salę? Wypierdolić Karwińskiego!
    - Wypierdolić!
    Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:
    - Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-bezchujewicz! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?
    Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.
    - Chyba pana stary, docencie. Panie magistrze, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwińskiemu. - zwrócił się do mnie.
    Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami. Karwiński był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.
    - Pytał się pan, docencie Kurwiński, co wiem o metylacji. Wiem, kurwa, wszystko. I chuj pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o metylacji DNA się panu nie podobały, to może mnie pan w dupę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!
    Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.
    - Panie Anonichuimski! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?
    - Co? - odparłem odruchowo. Błąd.
    - Chujów sto!
    Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.
    - W pana dupę, docencie Kurwiński! Tak, jak pan lubi!
    Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.
    - Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!
    - Chuj ci na imię! Kurwiński, chuj ci na imię! Chuj ci na imię! - skandowali.
    Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.
    - Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?
    - Tak - podjął jeden z kolegów na sali - czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?
    Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą. Profesor Bujewicz dopalił cygaro i pokiwał głową z uznaniem

    #studbaza #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #coolstory

0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0

Archiwum tagów