•  

    Jim to emeryta, całe życie pracował w hucie stali. Nigdy nie był rasistą, uważał że niewolnictwo i wyzysk to była zbrodnia.
    Ciężko odkładał pieniądze, wziął kredyt - żeby jego córka mogła iść na studia, i żyć lepiej od niego.
    Dzisiaj płonie mu samochód, bo jest białym tyranem i uprzywilejowanym bydlakiem.
    Córka mówi że wstydzi się być biała, i przeprasza afroamerykanów - że jest biała.
    Jim chciałby powiedzieć sąsiadom że okradanie sklepów, podpalenia aut i domów i pobicia białych - to przestępstwo.
    Nie powie tego. Boi się. Social-media i korporacje stwierdzają że to nic takiego, i to nie jest przestępstwem

    #usa #protest #logikarozowychpaskow #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Bądź mną
    W korpopracy
    Rano mocno
    Spać mi się chce jak chuj
    Wypij szybko 3 kawusie
    Nagle poczuj jakbyś miał w brzuchu małego aliena, który próbuje Ci zrobić z żołądka balonikowe zwierzątko
    Kiszki są opętane przez szatana
    Gówno naciera na zwieracze jak demon pragnący wolności po tysiącach lat niewoli w mojej ciasnej dupie
    Zapierdalaj do łazienki najszybciej jak potrafisz
    Niezbyt szybko się idzie z demonem w dupie
    Docierając do drzwi bądź już cały spocony i stękaj głośno
    Wejdź do najbliższego sracza
    Zauważ, że ktoś jest w kabinie obok
    Masz wątpliwości
    Trudno, dupa za moment eksploduje
    Ściągnij gacie i z ulgą ląduj dupą na zimnym kiblu
    Niestety poślady są tak spocone, że dupa się ześlizguje
    Ręka wpada do kibla
    Dupa ląduje idealnie pod ścianką oddzielającą kabiny
    KABOOM!
    Gówno rozpryskuje sie po całej sąsiedniej kabinie
    Słysze przeraźliwy krzyk znajdującego się w niej nieszczęśnika
    Krzycz również, bo to jedyne co możesz zrobić
    Z ręką utkniętą w sraczu i erupcją dupy na podłodze
    Koleś wypada z kabiny nadal wrzeszcząc z opuszczonymi gaciami
    Poślizguje się na moim gównie parę razy zanim dociera do drzwi wyjściowych i znika, panicznie drąc jape
    Chyba na szczęście nikt znajomy
    Leż tak parę minut, próbując sie pozbierać
    Ktoś wchodzi ale szybko zmienia zdanie
    Trzeba stąd spierdalać
    Podcieraj sie resztkami papieru tak szybko jak umiesz
    Dupa cała obesrana, ręka w sumie też
    Zerknij na kabinę zaatakowaną przez mojego demona
    Wszystko jest dosłownie ujebane w gównie
    Daje sie zobaczyć kawałek obrysu kolesia tak jak tu siedział w momencie eksplozji
    Prawie jak w Hiroshimie
    Ewakuuj się ze sracza i udawaj, że nie wiesz co się stało
    Przetrwaj najdłuższy dzień w pracy ever

    #pasta #heheszki #coolstory #korposwiat #pracbaza
    pokaż całość

  •  

    1. Rok 2035
    2. Korea Północna jest w posiadaniu rakiety z głowicą nuklearną o zasięgu 40 000 km.
    3. 'Generale Ping Pong, cel nowy jork'
    4. czerwonyguzik.gif
    5. Umierający z niedożywienia naukowiec źle podłączył klona ardiuno.
    6. Rakieta leci w drugą stronę.
    7. Cel: Łódź Bałuty.
    8. USA dalej nie dało tarczy.
    9. Rakieta w zasięgu radarów.
    10. Trzeba ostrzec mieszkańców.
    11. syrena.wav
    12. 'GRAZYNA WYŁONCZ FAMILJADE JAKIEŚ ŚWIENTO JEST STÓJ NA BACZNOŚĆ MINUTA CISZY'
    13. mielone.jpg
    14. Straty oszacowano na 32zł

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Zhakowałem dzisiaj system w maku, czytajcie jak XD

    Teoretycznie nie da się zamówić jedzenia z odbiorem na miejscu przy ladzie jak kiedyś, trzeba wziąć numerek i czekać na kelnera który przyniesie do stołu.

    Teoretycznie.

    "Kiosk" wyświetlił standardowy ekran żeby wprowadzić numer lokalizatora, no i zwykle na dole po prawej jest zielone pole że odbieram sam, ale go nie było. Lokalizatorów też nie było, a jedyne pole - czerwone: "Anuluj" - cofało do poprzedniego kroku. Więc co zrobiłem ja? Kliknąłem w to puste pole w miejscu tego zielonego XD i przeszło xD

    Później numerek mojego zamówienia na chwilę pojawił się na ekranie do odbioru, ale szybko znikł. Pytam babki co z moim zamówieniem, a ona, że nie ma takiego zamówienia
    "Nie mamy pańskiego zamówienia i co nam pan zrobi?" i mi tłumaczy że na miejscu tylko z obsługą kelnerską i nie mogłem zamówić inaczej XDDD

    Znalazła w końcu jakiś swój papierek i po kolejnych długich minutach (łącznie 38 jebanych minut czekania na fastfood) dostałem jedzenie.

    #mcdonalds #jedzenie #fastfood #coolstory #truestory #hackerman #2jednostkowe0integracyjnych #testowanieoprogramowania #userexperience
    pokaż całość

  •  

    Pierwszą postacią jaką robię w Simsach jest zawsze Goblin Malarz - zielonoskóry, obleśnie
    tłusty artysta-samotnik z fobią społeczną.
    Urządzam mu w piwnicy mały przytulny kącik ze sztalugą, kibelkiem, lodówką, łóżkiem, prysznicem i koszem na śmieci, po czym zamykam go tam i usuwam jedyne schody na górę.
    Jego jedynym zajęciem jest malowanie obrazów. Całymi dniami tylko maluje i maluje i staje się w tym
    coraz lepszy, aż w końcu jego obrazy są warte kupę kasy. Zaglądam do niego co kilka minut żeby
    sprzedać to co zdążył namalować, po czym wracam do normalnej gry.
    Pozostałe simsy cieszą się bogactwem niewiadomego pochodzenia i nigdy nie dowiedzą się prawdy o
    plugawej istocie żyjącej tuż pod ich stopami…

    .
    #simsy #heheszki #takbylo #coolstory #gry #pasta
    pokaż całość

    •  

      @XXUnthinkableXX: masz mnóstwo screenów na hasztagu poszukaj sobie, wystarczy rozsądnie interpretować co lewica wypisuje na twiterze itd

    •  

      @XXUnthinkableXX: mnie rozczuliły te „rozsądne argumenty setek osób”, co to nagle się ożywiają akurat gdy można się przychrzanić do czarnych, ale jednocześnie wypierają się stronniczości i rasizmu ;> a potem zaskoczenie, że ludzie traktowani w ten sposób od dekad we własnej ojczyźnie są drażliwi. mylenie przez kolegę popierania (czyt. „dobrze robią”) ze zwykłym uzasadnieniem (czyt. „nie dziwię się, że do tego doszło”) już z litości pominę, bo niuanse wyraźnie nie są jego mocną stroną. pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    dla wszystkich bombelków na wykopie (。◕‿‿◕。)

    #oswiadczenie #coolstory #polskiedomy

    źródło: BOMBELKI.PNG

  •  

    Pewnie 90 % co piszę pochodzi z dobrych domów w miastach wojewódzkich, ich rodzice ( 99 % biały mężczyzna) musiał mocno kombinować albo pracować żeby zasłużyć na ten stan w którym żyją. Rasizm i dyskryminacje znają z Netflixa
    a 100 % afroamerykanów jest szlachetnych jak w filmie Czarna Pantera
    xDD
    #kolorowaagitacja #usa #protest #coolstory #bekazlewactwa pokaż całość

    źródło: twitterowe xd.PNG

    •  

      @Mescuda: kwintesencja porażki wychowawczej

    •  

      @Mescuda: jest nawet takie pojęcie jak "progresywny neoliberalizm" – sprowadzenie lewicowej ochrony słabszych do kwestii symbolicznych (np. żeńskie końcówki czy zaimki; "różnorodność" jako pojedynczy przedstawiciele widocznych mniejszości w tokenowych rolach na wysokich stanowiskach;) a pominięcie wszelkich kwestii potencjalnie niewygodnych dla wielkiego biznesu (słabe płace i warunki pracy; koszmarne zaniedbanie prowincji; wycofywanie się państwa z wielu obszarów typu szkolnictwo czy transport, najczęściej zastępowanego przez wielkie nic czy wreszcie szybujące nierówności ekonomiczne i upadek klasy średniej). Cały wątek pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Pamiętacie moje słowa? Ja to chyba wszystko przewidziałem. Dobra, nieważne.
    Dochodzimy do takiego poziomu niezadowolenia w Polsce, i kompleksów na tle innych narodów że zaczynamy już zazdrościć ich problemów
    profity, zalety są dla nas kosmosem, więc chociaż problemy I świata uda nam się podłapać

    #przegryw #polska #coolstory #kolorowaagitacja pokaż całość

    źródło: comment_1590973556rMYOGSKWMtv6ZrWNmuzR1b.jpg

  •  

    Jezu, ale dzisiaj zaliczyłam faux-pas przy mężu, to by nawet nie było co zbierać.

    Wybraliśmy się w góry. Po kilku chwilach intensywnej wspinaczki postanowiliśmy odpocząć i przycupnąć na kamieniu. Rozmawiamy, uzupełniamy witaminy kanapkami z pasztetową, gdy nagle naszym oczom ukazuje się facet mniej więcej w okolicach trzydziestki z trudem wnoszący pod górę rower. Bidulek zatrzymuje się co kilka metrów, ociera pot z czoła i ciśnie dalej. Gdy zbliżył się do nas, postanowiłam zagadać i umilić mu wysiłek miłą pogawędką.

    - Dzień dobry. Będą jutro boleć nogi, oj będą – wypowiedziałam się niczym rasowy trener fitnessu, zdobywca ośmiotysięczników, dietetyk i Chodakowska w jednym.
    - Dzień dobry. Może i będą, ale ból fizyczny to nic. Są gorsze rodzaje bólu. Wczoraj zerwała ze mną narzeczona i muszę jakkolwiek odreagować – odpowiedział, a w jego oczach pojawiły się łzy.

    Przykro mi się zrobiło. Bardzo chciałam go jakoś pocieszyć.

    - Niech się pan nie przejmuje. Czasami lepiej zerwać późno, niż wcale – odpowiedziałam bez namysłu i spojrzałam odruchowo na męża.

    Chyba nie muszę Wam mówić, że o szczytowaniu w najbliższych dniach mogę zapomnieć?

    #truestory #coolstory #zwiazki #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Co za zbieg okoliczności. Wcale nie jest to akcja marketingowa i kampanijna
    Bardzo uczciwy i pomocny człowiek z tego Rafała

    #coolstory #truestory #bekazlewactwa #polityka

    źródło: opona nie z tej ziemi.PNG

  •  

    rok 2137
    V wojna światowa właśnie się kończy
    nie ważne o co wybuchła i kto wygrał
    ważne że przejebaliśmy
    znowu
    Warszawa, Sosnowiec i Białystok zostały całkowicie zniszczone w plazmowym bombardowaniu z orbity ale na tym kończą się dobre wieści
    bądź mną
    syn górnika który przy pierwszej lepszej okazji spierdolił z domu, żeby zaciągnąć się do wojska
    długo nie powalczyłeś bo całe siły zbrojne zostały rozjebane szybciej niż budżet w 2017 roku
    teraz pozostała garstka Polaków
    garstka Polaków to dzisiaj 70 tysięcy osób
    może 80
    Polska znowu została podzielona- zachód biorą Zjednoczone Emiraty Niemieckie, wschód Imperium Białoruskie
    tylko Podkarpacia nikt nie chciał
    mieszkasz w Krakowie, ostatnim jako tako funkcjonującym mieście
    rozkminiasz jak załatwić sobie zmywak w Emiratach kiedy nagle w mieście włączają się wszystkie cyber-ekrany z orędziem Naczelnika
    Ogółem "Polska została oszukana, rozebrana i zgwałcona odcinek 1939", nic szczególnego
    słyszysz strach i niepewność w głosie Naczelnika, czuć że już po ptokach
    aż nagle ten pojeb ogłasza że pokażą swój sprzeciw wobec usunięcia Polski z mapy. Powstaniem.
    zajebisty pomysł kurwo, nikt jeszcze na to nie wpadł
    o dziwo wszyscy się cieszą
    gotowi są napierdalać ludzi ze wschodu i zachodu szlakiem wyklętych
    jedynie ty i dziewczyna która sprzedaje pomarańcze nie okazujecie entuzjazmu
    masz przed oczami nieziemską masakrę jaka odjebie się na tych 70 tysiącach Polaków
    może 80
    załamujesz się bo kraj znowu wchodzi na ścieżkę spierdolenia
    w sumie nigdy z niej nie wyszedł
    ludziom zawsze wystarczyło pomachać flagą przed twarzą żeby rzucali się jak Papież na kremówki
    tej siły już nie zatrzymacie
    żałujesz że nie zaliczyłeś przez III aksjomat
    odwracasz wzrok i widzisz jak loszka pokazuje jakimś dzieciakom pomarańczę, żeby potem nagle ją zabrać
    "nie dla psa"- słyszysz
    nagle następuje oświecenie
    zdajesz sobie sprawę że jedyna przeszkoda jaka stoi na drodze odbudowy Polski jako mocarstwa to Polacy
    naród trzeba zniszczyć a potem odbudować
    opracowujesz w głowie cały plan w najdrobniejszych szczegółach
    zapierdalasz na Wawel
    strażnik pyta gdzie twoja przepustka
    "Żołnierze Wyklęci"- odpowiadasz
    strażnik ze łzami w oczach salutuje Ci i Cię przepuszcza
    #czujedobrzeczłowiek
    wchodzisz do gabinetu dowództwa
    same wystraszone pizdy bez wykształcenia
    w sumie nic dziwnego, całą inteligencję nam wybito już przy II wojnie światowej :/
    pytają co tutaj robisz
    zapodaj im najlepszą przemowę jaką kiedykolwiek słyszeli
    w sumie co drugie słowo to naród i honor no i nikt z nich Cię nie rozumie
    niemniej wszyscy przyznają Ci racje
    właściwie od razu obwołują Cię Wodzem
    idzie lepiej niż się spodziewałeś, nie spierdol tego
    "co mamy robić?"- pyta jeden
    "Żołnierze Wyklęci wyjebaliby w szwabów wszystkim co mają"- odpowiadasz
    chuj że Niemcy są gatunkiem bardziej zagrożonym niż rozprawiczeni anarchokapitaliści
    wszyscy ze wzruszeniem oddają się pod twoją komendę
    jeden nawet szlakiem wilka wypierdolił przez okno
    powstrzymujesz całą resztę przed powtórzeniem wyczynu tego Magika
    w każdym razie póki co
    w końcu nadchodzi ten dzień
    wszyscy są na twoje rozkazy
    gotowi zapierdalać na pole bitwy w kapciach
    dajesz kolejna turę tego pseudoromantycznego pierdolenia, nawet się już nie starasz
    kupują to bo w sumie czemu nie
    nadchodzi bitwa
    kończy się szybko bo przeciwnicy mają do dyspozycji pancerze wspomagane i karabiny plazmowe a twój naród napierdala z gównem na patyku
    wszyscy giną
    masz ochotę płakać, ale wiesz że to dla większego dobra
    wychodzisz na opustoszały Kraków, po raz pierwszy bez opancerzenia przeciw maczetom
    oprócz ciebie pozostała jeszcze tylko jedna żywa Polka
    dziewczyna od pomarańczy
    przychodzisz do niej i bierzesz jedną
    chociaż jesteś ostatnim Polakiem na świecie, ona wciąż nie jest tobą zainteresowana
    być może wybicie resztek narodu jakoś ją negatywnie do ciebie nastawiło, nie znasz się na laskach bo III aksjo
    mówisz jej że twój plan się wypełnił
    patrzy na ciebie z nutką zainteresowania
    objaśniasz jej tajniki swojej strategii tak jak przed laty Klejnot Nilu objawiał prawdy życiowe
    Polacy uniemożliwiają Polsce bycie wielką
    Polska była największa kiedy była zamieszkiwana też przez Litwinów, Białorusinów, Ukraińców.
    niby Żydów też ale nie pasuje do twojej tezy
    tak czy siak, naród doznał takiego spierdolenia, że nie można go było ocalić
    wszystkie kraje na świecie ruchały Polskę w dupę
    naraz
    naród trzeba było zniszczyć a potem odbudować
    ale nie od razu, niech wszyscy sądzą że Polski już nie ma
    może być tylko dwóch Polaków w tym samym czasie
    jeden który będzie posiadał pomarańczę i jeden który będzie jej pragnął
    gdy pomarańcza zostanie w końcu przekazana to jeden z Polaków będzie pewnie leżał na autostradzie, podczas gdy drugi będzie go tycał patykiem
    i tak przez wieki, aż uda się odtworzyć Rzeczpospolitą Obojga Narodów
    i chociaż od teraz do końca życia będziesz znany jako Abdul-Ma Kebabi, to tak naprawdę skrycie będziesz Januszem
    twórcą Zasady Dwóch Polaków
    dziewczyna patrzy na ciebie z oczami pełnymi zrozumienia
    wyciąga dłoń po pomarańcze
    odsuwasz rękę
    "Nie dla psa! Dla Pana to!"
    ona rozumie i wie, że jej sprzeciw byłby niczym letni wietrzyk wobec huraganu twojej woli
    mianujesz ją Grażyną (przypominasz sobie przy okazji że nie wiesz jak ma na imię XD)
    po kilku godzinach do Krakowa przybywają siły Zjednoczonych Emiratów Niemieckich
    wciskasz im jakiś kit o prześladowaniach ze strony polskich nacjonolo
    zawsze działa XD
    machina poszła w ruch
    tysiące lat po twojej śmierci w końcu uda się odbudować imperium
    ale to już inna historia
    Jesteś istotą doskonałą, geniuszem który przywróci potęgę Polski
    Jesteś Janusz, twórca Zasady Dwóch Polaków


    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

  •  

    w CV do kołchozu sobie wpiszę że poprawnie trzymałem staremu latarke przy samochodzie

    #pracbaza #coolstory

  •  

    Wynająć polaka na miesiąc do roboty - 2 tysiące brutto
    Kawalerka w mieście wojewódzkim - 2 tysiące złotych/ miesiąc


    #dziendobry #coolstory #gorzkiezale #truestory

  •  

    Trzaskowski to jest koszmar PIS. Kidawa-Błońska to była wygodna opozycja, poprostu słaby materiał na rywala.
    Dużo błędów, bez charyzmy i jej wizerunek był mocno hamowany przez wiele czynników. Mogli sobie zrobić smażalnie w TVP, bo poprostu nie miała sposobności się bronić.
    Trzaskowski już raz wygrał z Patrykiem Jaki w walce o Warszawe. Mimo że tamten pijarowo wytoczył ciężkie działa.
    Było głośno, teoretycznie zdetronizował Trzaskowskiego - a tu pech. Przegrał
    Można lubić albo nie kandydata z PO ale trzeba przyznać że pokazuję bezradność PIS. Z Kidawą to mieli bajkę - wpadki, przejęzyczenia, słaba merytorycznie.
    Teraz wiecie czemu tak dużo jej pokazywali w Wiadomościach, mimo że była z opozycji.
    Z Trzaskiem to mają problem. Jestem pewny że będą coraz więcej robić tylko i wyłacznie roastów np. CZŁOWIEK-USTERKA
    KANDYDAT-DUBLER czy wypominać jego wypowiedzi PO FRANCUSKU

    #tvpis #polityka #bekazpisu #truestory #coolstory
    pokaż całość

    źródło: rafał T bo rodo.PNG

    •  

      Komentarz usunięty przez autora

    •  

      Trzaskowski to jest koszmar PIS. Kidawa-Błońska to była wygodna opozycja, poprostu słaby materiał na rywala.
      Dużo błędów, bez charyzmy i jej wizerunek był mocno hamowany przez wiele czynników. Mogli sobie zrobić smażalnie w TVP, bo poprostu nie miała sposobności się bronić.
      Można lubić albo nie kandydata z PO ale trzeba przyznać że pokazuję bezradność PIS. Z Kidawą to mieli bajkę - wpadki, przejęzyczenia, słaba merytorycznie.
      Teraz wiecie czemu tak dużo jej pokazywali w Wiadomościach, mimo że była z opozycji.
      Z Trzaskiem to mają problem. Jestem pewny że będą coraz więcej robić tylko i wyłacznie roastów np. CZŁOWIEK-USTERKA


      @Mescuda: Nie śledzę lokalnej polityki - jako prezydent miasta też był taki dobry w wystąpieniach? Orał wtedy bolszewików, czy teraz dostał super doradców?
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (31)

  •  

    Dzisiaj jest dosyć szczególny dzień, zaraz wyjaśnię dlaczego.
    Miałem takiego dobrego ziomeczka, który miał na imię JONASZ. Chujowe imię, wiadomo, a nosił je dlatego, że jego matka była opór religijna. Religijna była do tego stopnia, że dostała bana na parafii, bo łaziła za proboszczem z biblią i mu wkręcała, że źle interpretuje i nie uznaje jakichś tam przepowiedni, a za to uznaje, że ludzie pochodzą od małpy itd. Jak ją zbanowali na parafii to zaczęła chodzić do Świadków Jehowy i Zielonoświątkowców i w ogóle każdego, kto chciał jej teorii przez chwilę posłuchać, jednak wkręcała tak ciężkie opcje, że nawet Świadkowie Jehowy się bali w końcu do jej klatki przychodzić z dobrą nowiną xD
    Na Jonasza miało to oczywiście ciężki wpływ, wystarczy wspomnieć, że do jakiegoś 14-go roku życia był on przekonany, że do nieba trafi tylko 10000 osób, a cała reszta do piekła. Na granie w gała na podwórku i rzucanie się kamieniami matka Jonasza też nigdy nie puszczała. Zapomniałem dodać, że Jonasz mieszkał tylko z tą matką, bo jego ojciec wydupcył gdzieś za granicę i już nie wrócił, więc Jonasz całymi dniami siedział w mieszkaniu i słuchał jak matka się modli albo przewija mu swoje wkręty o niebie i piekle.
    Życie Jonasza odmieniło się w trzeciej klasie gimbazy, gdy przed hehe testami gimnazjalnymi nam zrobili wyjazd na 3 dni do Częstochowy na Jasno Górę, co zresztą było jedynym powodem, dla którego matka Jonasza go puściła. Wychowawczyni wsadziła go do pokoju z trzema największymi sebami BO TAKI GRZECZNY CHŁOPAK, BĘDZIE MIAŁ DOBRY WPŁYW NA TYCH ŁOBUZÓW. Wyszło trochę inaczej, bo siłą wiary Jonasza przegrała z siłą sebostwa sebów i już pierwszej nocy przeszedł on przy płynących z bumboxa dźwiękach PEJA swoją inicjację z alkoholem i hehehuaną. Po trzech dniach sebowej indoktrynacji Jonasz wrócił z Jasnej Góry zupełnie nawrócony, jednak w innym kierunku, niż ma to pod obrazem Czarnej Madonny miejsce zazwyczaj xD
    Jonasz został wkrótce przodownikiem melanżowania, ku czemu miał z dwóch powodów dobre warunki jak na nastolatka. Po pierwsze, jego matka tylko się modliła i zupełnie nie ogarniała rzeczywistości, więc mógł on wracać do domu w dowolnym stanie, trzymać bongosy na biurku w pokoju itd. a po drugie gdy miał 16 lat to jego zagraniczny ojciec stwierdził, że matka jest jebnięta i nie będzie już wysyłał hajsu z tej zagranicy jej, tylko Jonaszowi właśnie, więc chłopak dostawał co miesiąc z 300-400 ojro, za co można spokojnie balować codziennie jak się ma te 16 czy 17 lat.
    Jonasz o ile melanżował twardo, to w dwóch kwestiach pozostawał nietypowy. Jeden - miał turbo wkrętę w historię drugiej wojny światowej i potrafił nawąchany fetą przez 3 godziny przewijać ci, dlaczego tak wielkim błędem było rozciągnięcie szlaków logistycznych Wehrmachtu podczas operacji Barbarossa. Dwa - miał dosyć mocną fobię społeczną, więc melanżował głównie w małym gronie ziomków, nie chodził do klubów itd. Obydwa te fakty, jak i wielka religijność jego matki będą w tej historii ważne - zwykłych historii melanżowych Jonasza można by opowiadać wiele, ale trzy związane z tymi kwestiami są najmocniejsze.
    Pierwsza, to jak spotkałem kiedyś Jonasza mocno porobionego w centrum i namówił mnie, żebym wszedł z nim na chwilę na wystawę modelarską, bo idzie się powymieniać spostrzeżeniami z januszami-modelarzami drugowojennymi, to potem postawi nam obydwu melanż. Na tej wystawie panowała dosyć nerdowska atmosfera, więc Jonasz pod wpływem wódy i mefedronu, ubrany w ciuchy PROSTO i DIIL GANG tam trochę nie pasował, ale nadrabiał wiedzą xD Wszystko szło dobrze aż nie podszedł do modelu jakiegoś niemieckiego statku i nie zaczął dyskutować z mirkiem-wykonawcą, z którym zaraz zaczął kłócić się, że na takich statkach to były zupełnie inne szalupy ratunkowe, więc ten model jest do chuja niepodobny. Mirek dostał bólu dupy, powyciągał jakieś książki i zaczął Jonaszowi udowadniać, że szalupy były dokładnie takie i on ma informacje sprzed 1941, a to jest model po rekonstrukcji w 1944. Jonasz ripostował wspierając się odpalonymi na telefonie forami historycznymi i wikipedią xD W pewnym momencie puściły mu nerwy i postanowił dać wyraz swojemu sprzeciwowi wobec fałszowania historii marynarki III Rzeszy poprzez wypierdolenie w model statku "z karata", czyli jak mnisi szaolin rozbijają cegły na pół xD Jonasz nie był tak silni jak ci mnisi, ale statek też nie był tak wytrzymał jak cegła, a w dodatku wsparty w dwóch miejscach na takiej podstawce jak na pic rel, więc pękł na pół. Na wystawie rozpętało się prawdziwe piekło i jakiś kolega tego mirka od statku zajebał Jonaszowi w głowę sklejanym samolotem (lub Mustangiem P51 jak sprecyzował mi to potem Jonasz), który też się rozsypał i zaczęła się prawdziwa, a nie rekonstruowana bitwa, którą zakończyła dopiero ochrona. Jak Jonasza wynosili w kajdankach z sali to jeszcze krzyczał do mirka-modelarza, że omasztowanie okrętu też spierdolił i powinien sobie sklejać figurki Warhammera a nie się brać z Kriegsmarine xD
    Jonasz miał potem przez to ciężkie bagiety, bo podczas walki powpadał z mirkami w jakieś stoiska modelarskie i rozjebało się tyle modeli, że modelarze wyliczyli straty na coś koło 10k, a Jonasz został uznany za jedynego winnego całego zajścia, więc potem ojciec wysyłał mu hajs w kopercie pocztą, bo na koncie miał komornika xD
    Druga opcja była taka, że na studiach prowadzący jakiegoś przedmiotu powiedział Jonaszowi, że ma zrobić prezentację przed całą grupą bo opuścił dużo zajęć, a jak nie to go ujebie, co w tym przypadku oznaczałoby wyrzucenie ze studiów. Jonasz jak wspominałem miał fobię społeczną, więc taki występ publiczny na trzeźwo na pewno by u niego nie przeszedł, więc najadł się wcześniej klonazepamu czy innego benzo dla kurażu. Zadziałało dobrze, zaliczył prezentację i postanowił to uczcić hehe jednym piwkiem. Alko pomieszane z benzo sprawiło, że Jonaszowi urwał się film. Pozwolę sobie przytoczyć teraz cytat
    KUUUURWA, CZŁOWIEKUUUU, OSTATNIE CO PAMIĘTAM, TO JAK W TYM PUBIE ZA UCZELNIĄ ZAMAWIAM ŻYWCA, POTEM CIEMNO, A POTEM NAGLE JESTEM W JAKIEJŚ KANCIAPIE I JAKAŚ BABA I DZIADEK-OCHRONIARZ NA MNIE DRĄ RYJA PO CZESKU I MI Z KIESZENI WYCIĄGAJĄ SŁONE PALUSZKI
    Jak Jonaszowi urwał się film, to świadomość powróciła do niego kilkanaście godzin później. Jakimś cudem trafił w tym czasie do Czeskich kurwa Budziejowic xD Poszedł do jakiegoś spożywczak i zaczął kraść słone paluszki xD i to nie tak, że chował całe ich paczki do kieszeni, tylko je otwierał i wysypywał paluszki do butów, gaci, za kurtkę i gdzie się tylko dało xDDD Przegnali go z tego sklepu, okazało się, że nie ma żadnych pieniędzy, telefonu ani dokumentów, więc wracał do Warszawy pięcioma różnymi pociągami, bo go wyrzucali za brak biletu. Za każdym razem dostawał też opierdol, bo z różnych zakamarków jego ciała, odzieży i obuwia ciągle kruszyły się te jebane paluszki xD Mówił, że jak w Pradze się przesiadał do innego pociągu to na szlaku za nim pojawiała się kolejka gołębi, które zlatywały te paluszki zjadać xD
    Trzecia opcja natomiast polegała na tym, że Jonasz wrócił pewnego dnia na chwilę do domu po kilku dniach baletu, z zamiarem niedługiego na wspomniany balet powrotu. Samo w sobie nie było to niczym niezwykłym, natomiast podczas jego nieobecności zdarzyła się sytuacja nietypowa, mianowicie jego matka była na modłach w jakiejś wspólnocie religijnej, gdzie było spotkanie z byłym narkomanem co odnalazł Jezusa, który opowiadał jak poznać czy dziecko bierze narkotyki itd. Jak matka wróciła ze spotkania to po raz pierwszy w życiu ogarnęła, co to są te wszystkie fajeczki, torebeczki, blistry po lekach etc. zapełniające pokój Jonasza. Gdy syn wrócił więc do domu postanowiła zastosować się do hasła kampanii społecznej BLIŻEJ SIEBIE - DALEJ OD NARKOTYKÓW, wzięła od Jonasza klucze a następnie zamknęła drzwi mieszkania na klucz od środka, że nie dało się bez niego go otworzyć. Potem przystąpiła do wypędzania szatana ze swojej pociechy, czyli chodzeniu za Jonaszem po domu i modleniu się, polewaniu go wodą święconą itd. Szatan nie chciał Jonasza opuścić więc mu zamknąć się w pokoju i kazać matce się odpierdolić. Jonasz był nietrzeźwy i bardzo chciał wrócić na nadal trwający melanż, więc podjął decyzję, że wyjdzie sobie z mieszkania, z trzeciego piętra, po piorunochronie, który miał za oknem. Piorunochron okazał się być równie mało wytrzymały co model statku z nerdowskiej wystawy, więc Jonasz zjebał się na łeb na chodnik i umarł.
    Wspominam tę historię dlatego, że stało się to właśnie 26 maja, roku 2013.

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

  •  

    sasiad dobre gierki zostawil na klatce do oddania :DD w sumie to mam w co grac, ale jak do wieczora nikt gta2 nie wezmie to biore, bo fajny klasyg ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #pcmasterrace #coolstory

    źródło: IMG_20200526_074520.jpg

  •  

    10 najlepszych zawodów w 2020
    Lista chuj related:

    HR Generalist
    Product Manager
    Asset Manager
    Fit-out Coordinator
    Key Account Manager
    E-commerce Manager

    Czy ktoś mi może to kurwa wyjaśnić, czy ich popierdoliło konkretnie na tych jebanych serwisach? Jak można coś takiego kurwa opublikować?! Może mieszkam w Polsce B i pracuję w Januszexie, ale takiego bełkotu to dawno nie słyszałem. Po prostu tej Warszawce to się tak w dupach poprzewracało że chuj mnie strzela.
    Ja kurwa rozumiem - dekarz, ślusarz, hydraulik, ale to co kurwa tam wypisują to jakieś stanowiska na których sam pracujący nie wie co robi dokładnie, tylko typu:
    - Aaa, no zajmuję się riserczem i czelendżingiem przy brafingu i robimy mobbing i rimming dla dużych commerszial gimnazjumrejszyn w Junajted Stajtes.
    Tak jest, oby kurwa był jakiś jebany armagedon i to całe gówno z tych korpo wypierdoliło z roboty bo nikt nie będzie potrzebował assalut rimming key meneger of analing tylko jebanego glazurnika i montera.

    .
    .
    .
    .
    #pytanie #pytaniedoeksperta #ocochodzi #praca #korposwiat #heheszki #takbylo #coolstory #pasta
    pokaż całość

    +: S.............o, Xemioza +18 innych
  •  

    Ej ku@#* bo mam problem xD
    Tak w skrócie to piliśmy we 3 u mnie na chacie, jak się obudziłem to pół mieszkania zarzygane i rozjebane, w moim pokoju na podłodze śpi jakiś typ, drugi wali w kuchni z współlokatorem wódkę.
    No i wchodzę do łazienki A TAM W WANNIE JAKIEŚ KU#@* RYBY, jedna nawet jeszcze żyła, oni nie pamiętają skąd to wzięli.

    I tu pojawia się pytanie co mam zrobić ku@#* z sześcioma leszczami, nie mam miejsca w zamrażarce, a żaden sąsiad nie chce xD

    #coolstory #heheszki #melanz #ryby #kurwa @Alasthor trochę #pasta #truestory #wedkarstwo
    pokaż całość

    źródło: 1590306911287.facebook.orca.png

    •  

      @ryba_twojej_mieczty:
      Skąd ta pewność? Na tym zdjęciu ciężko rozpoznać kolor łusek, ale wydają mi się ciemniejsze. Druga sprawa, że leszcze tego kalibru to widziałem, ale z poszatkowaną gębą od haczyków bo to duży kaliber jak na leszcza. Sześć takich leszczy to tylko w hodowlanych można złapać, a kto hoduje leszcze skoro można smaczniejsze i droższe ryby?

    •  

      @Errad Jestem ichtiologiem. Ryby nigdy nie poznaje się po kolorze łusek, bo ten może się skrajnie różnić w poszczególnych zbiornikach. Spójrz na charakterystyczną, wydłużoną płetwę odbytową. Takim kształtem tej płetwy mogą się w Polsce pochwalić jedynie 4 ryby: sapa, siniec, krąp i leszcz. 3 pierwsze odpadają od razu ze względu na rozmiary, więc nie trzeba się bawić w szukanie dalszych cech diagnostycznych. Leszcze w naszych warunkach dorastają do 6-7 kg. Ryby w tej wannie są ładne, ale nie są wybitnej wielkości. Co do ostatniego się zgodzę, że leszczy się raczej nie hoduje, ale głowy nie dam, że ktoś gdzieś w Polsce tego nie robi. pokaż całość

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    No nie wytrzymam. Moim starym całkowicie odjebało. Całkowicie i do cna.
    Ojciec dostał w robocie bilety do kina na to gówno o Greyu, a że "heheh za darmo", to zapakował Grażynę - swoją żonę, a moją matkę - do autobusu i wywiózł do kina, jechali 30 kilometrów, bo do najbliższego miasta jest właśnie tyle.
    Matka podniecona, a ten jęczy całą drogę, że czemu na takie gówno, że mógł dostać na jakieś szczelanki czy komboje, a idą na romansidło, no ale jak za darmo, hehe, to dobre i to.
    Obejrzeli to arcydzieło, wrócili do chałupy, i się, kurwa zaczęło. Na początku niby nie, ale potem coraz częściej słyszałem, jak matka mówi do ojca "Januszu Szary" - myślałem, że go znowu wyzywa, jak wtedy, kiedy wyżarł ręką z gara całe nadzienie do pierogów po pijaku, ale jednak nie.
    To pieszczotliwy zwrot. No i mówi do niego, "ty mój Januszku", i się wdzięczy, się wypina jak kotka w rui, a mnie się zbiera na rzyganie i odwracam głowę. Nic z tego. Znalazłem w przedpokoju podarte rajstopy - myślę chuj, matka pewnie biegła obejrzeć serial i jej spadły z dupy z wrażenia, ale widzę, że powiązane w jakieś supły i węzły. Matka podbiegła do nich i zgarnęła je z podłogi jak Golum i z zawstydzoną miną zawlokła do sypialni.
    Usłyszałem tylko od ojca "Grażka, heheh, nie gub gadżetów bo będą słabe seksy, heheh".

    Po paru dniach zacząłem chodzić z wiadrem. Noszę ze sobą po domu, żeby od razu się porzygać na dźwięk: "Zwiążesz mnie dziś jak sopocką, Januszu?", "Chciałabym, żebyś mnie wziął na ostro w windzie" - i wtedy pukam się w łeb, bo na naszej wiosce jedyna winda to ta do nieba, jak się ktoś powiesi na suchej jabłonce.

    No i mamy w domu, kurwa, 50 twarzy Janusza. Wczoraj w nocy słyszałem znowu odgłos ubijanego masła, ale zanim zdążyłem wstać po wiadro, to dotarło do mnie, że dłużej już tego nie wytrzymam.
    Wparowałem do sypialni i krzyknąłem: "SKOŃCZCIE TEN KABARET, DO JASNEJ CHOLERY!" - i umarłem.

    Matka leżała na tapczanie, ręce przywiązane rajstopami do wezgłowia, a stary w skórzanych gaciach i z wywalonym bebechem wymachiwał jakimś pejczem skręconym z wikliny i mówił: "Ale mnie, Grażynka, podniecasz, ostatni raz byłem taki rozpalony jak mnie ZOMO goniło z pałami, a teraz ja cię poganiam z pałą, hehehehe".

    Poprzysiągłem sobie zemstę na reżyserach, dystrybutorach i producentach tego guwna. I na kimś, kto dał mojemu ojcu bilety.

    .
    .
    .
    .
    .
    #takbylo #coolstory #pasta #heheszki #janusze
    pokaż całość

  •  

    Mireczki, co te dzieci, to ja nawet nie. Na pasach zapaliły się pomarańczowe migające, sobie myślę, no tak, #warszawa, znów się coś zjebało. No i jadą samochody dość szybko i biegnie taka mała dziewczynka, z 5-6 lat pewnie, nie patrzy przed siebie, ani nic. No to ja ją łap za plecak i odciągam od pasów, w tym momencie przejechał zaraz obok dostawczak. Prawie by ją rozjechał. I taki dumny z siebie, że uratowałem dziecko od pewnej śmierci, pytam się, czy jest normalna i dlaczego nie patrzy na jezdnię, tak jak ją w szkole uczyli. A ona nic sobie z tego nie robiąc, uśmiechnęła się i powiedziała "nie ma czasu na pytania, lecimy w gorące" i uciekła do lasu.

    #coolstory #truestory #heheszki #takbylo
    pokaż całość

  •  

    Podchodzi manager, a ja po woli zbieram szajs bo 17 w chuj i czas do domu. Manager mówi, że ma dla Ciebie szybkie zadanie na środowisku u klienta. Wyczuwam pułapkę, więc szybko chwytam kurtkę i mówię, że biegnę srać. Żeby było autentyczniej puszczam tak mocnego bąka, że gacie zapłakały brązową łzą, ale manager czuje nosem podstęp, więc biegnie za mną . Wbijam do klopa i zastanawiam się co dalej. Manager dobiega do toalety i całuje zamkniętą klamkę, ale nie rezygnuje tylko staje na baczność, salutuje i rozpoczyna wartę pod drzwiami. Udaję dźwięki pierdów, żeby się nie poznał ale w międzyczasie opracowuje plan. Desperacja w chuj. Spoglądam na klopa i podejmuje decyzję, skaczę na główkę i zaczynam przeciskać się przez kibel. Manager słyszy podejrzane chlupnięcia i wywarza drzwi z kopyta. Widać już tylko koniuszek mojego buta z klopa, ale dla managera nurkowanie w gównie to codzienność. Nurkuje za mną. Szybko i elastycznie spływa rurami. Korzystając z doświadczenia zdobytego w korpo z rozpędu omija też mnie. Płynie coraz szybciej i pewniej. Adaptacja w chuj. Ostatecznie spływa aż do ścieku i już nigdy nie wraca. Myślisz że profit w chuj, ale po powrocie do pracy zauważasz że nic się nie zmieniło, a na jego miejsce jest już nowy taki sam gościu. Brak profitów, teraz szczury w kanałach też gonią deadline’y.

    .
    .
    .
    .
    #korposwiat #praca #heheszki #takbylo #coolstory #pasta
    pokaż całość

  •  

    Pożar samochodu to niebezpieczna sytuacja. Rozprzestrzenia się szybko i emituje bardzo toksyczne gazy. Parę lat temu przeżyliśmy taką sytuację.

    Sierpniowy wieczór. Gorące lato, tuż po żniwach. Starym Fiatem Uno w gazie wracaliśmy drogą przez las. Nagle zamigotały i zgasły światła i zaśmierdziało palonym plastikem. Z kolumny kierownicy zaczął unosić się niebieskawy dymek. Szybkie zatrzymanie auta na poboczu. Zgaszenie silnika i wysiadka. W środku, za kierownicą już było widać płomień. Szybko sięgneliśmy po gaśnicę, cała wystrzelona została we wszystkie dostępne szczeliny. Zero efektu - ogień coraz większy. Słabo... W bagażniku pełna butla gazowa, nie mamy już czym gasić. Pozostało dzwonić na straż pożarną i odejść na bezpieczną odległość. Dyspozytr stwierdził, że zanim dojadą to samochód na pewno się spali XD Fakt, w parę chwil paliła się już deska, podsufitka i fotel kierowcy. Cofaliśmy się jeszcze po nowiutkie okulary przeciwsłoneczne, które zostawiliśmy w schowku (na szczęście nie zdążyły się stopić). W środku było pełno czarnego i gęstego dymu a płomienie coraz większe, ostatecznie buchały na wysokość 5-6 metrów. Widok piękny i co chwilę coś strzelało.
    OSP przyjechało po 20 minutach, bo jaraliśmy się na odludziu. Auto spłonęło do gołej ramy, zabezpieczyli tylko butlę gazową i sprawdzilo czy nie ma trupa w bagazniku. Przczyczyna: zwarcie instalacji elektrycznej. Strażacy pośmieszowali sobie jeszcze, że chyba się nie udał wypad do lasu na seks. Tak oto stare Uno dokonało swego żywota. Przygoda bardzo cenna - skończyło się szczęśliwie a my jesteśmy bogatsi o parę doświadczeń radzenia sobie w kryzysowej sytuacji ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #pozar #strazpozarna #samochody #coolstory
    pokaż całość

    źródło: DSC06852.JPG

  •  

    tl;dr: dobry ziomek oje*ał mnie na desce xD To nie pasta
    #coolstory #januszebiznesu
    Każdy z nas słyszał o ludziach, którzy nie odzywają się przez dłuższy czas i już by się zdawało, że zapomnieli o twojej egzystencji. Nagle przypominają sobie o niej, żeby zaproponować produkt z Avonu albo przedstawić szybki i łatwy sposób na dorobienie się dużych pieniędzy. O mnie mój stary kumpel ze studiów przypomniał sobie wczoraj.
    Dawno nie gadaliśmy ze sobą, ale nie miałam żalu. Jak to bywa, nasz kontakt się rozluźnił, kiedy przestaliśmy razem studiować. Ucieszyłam się bardzo, kiedy zaproponował mi spotkanie przy piwie na jego działce, bo byłam spragniona kontaktu z ludźmi po tej całej kwarantannie, a poza tym kiedyś mieliśmy bardzo dobre relacje i często się spotykaliśmy.
    Wisiałam mu piwo za drobną przysługę, więc w Żabce za zakupy płaciłam ja (miał obiecane, więc inaczej być nie mogło).
    W drodze zaczął opowiadać mi o tym, że planuje otworzyć własną firmę, która miałaby wytwarzać różnego rodzaju pierdoły z europalet. Pokazał mi zdjęcie półki na wannę, którą sam zrobił. Jak to w takich sytuacjach, powiedziałam mu, że fajne, ładne, oby tak dalej. Dotarliśmy w końcu na ogródek. Wyciągnęłam browary z plecaka, a on nagle zaczął wyciągać jakieś dechy i przygotowywać narzędzia. Oznajmił, że zrobi mi taką półeczkę na wannę, żebym miała gdzie stawiać browara przy kąpieli. Nie protestowałam. Myślałam, że może chce się pochwalić umiejętnościami czy po prostu z nudów chce czymś zając ręce. Przyznał, że wszystkie materiały ma z odzysku. Przez to, że nie miał ani porządnej piły ani wkrętarki, dosyć długo mu to zajęło, więc nawet za bardzo ze sobą nie porozmawialiśmy. W międzyczasie pomyślałam, że fajnie by było coś zamówić do jedzenia, więc zaproponowałam, że ja zapłacę, skoro tak się męczy z tą półką. Spojrzał na mnie z ogromnym wyrzutem:
    - Czyli ta pizza miałaby być zapłatą?
    Poczułam się strasznie niezręcznie, atmosfera już całkiem się spieprzyła. Gwoździem do trumny było to, jak po odebraniu tej pizzy oddał mi 10 zł reszty po czym powiedział zgryźliwym tonem:
    - Dałem napiwek, jak chcesz, żebym to też ci oddał, to powiedz.
    No i wtedy już byłam całkiem zmieszana i powiedziałam, że niestety nie mam więcej pieniędzy i mnie zaskoczył z tą półką, ale żeby zatrzymał te 10 zł w ramach podziękowania.
    - Tak mało? 10zł mam od ciebie wziąć?
    Ostatecznie dał się przekonać i zabrał tę kasę. Podsumowując, totalnie się na tym nie znam, ale chyba też bym potrafiła zrobić taką półeczkę. Później tylko patrzył na zegarek i czekał, aż przyjedzie po mnie tata. Teraz jak o tym myślę, to mogłam zaprotestować, ale byłam bardzo zmieszana całą tą sytuacją i nie przyszłoby mi do głowy, że mój dobry ziomek chce ubić na mnie interes. Wtf xD
    pokaż całość

    źródło: deska.jpg

  •  

    Leć na loszkę 9/10 z pracy
    Zepsuł jej się samochód i przez jakiś czas popierdala do pracy rowerem
    Zauważ że ładnie się przy tym poci
    Pewnego dnia zaczekaj na nią nieopodal aż przyjedzie
    Zaparkowała rower i poszła
    Podejdź do roweru udając że tylko przechodzisz
    Uklęknij i powąchaj siodełko
    Nice
    Poliż
    Smakuje słono
    Drągal aktywowany
    Zacznij się smyrać przez spodnie
    Czuje dobrze
    Zauważ że loszka ciągle stoi w drzwiach i patrzy przerażona
    Kilku innych kumpli z pracy też łypie co się odpierdala
    Ucieknij i nie odbieraj telefonów
    Już drugi rok na bezrobociu

    #heheszki #humor #coolstory #truestory #pasta
    pokaż całość

  •  

    KIEDYŚ, KILKA LAT TEMU NA PEWNYCH ZAJĘCIACH Z ANATOMII GRZEBIĘ SOBIE W BEBESZKACH TRUPA.
    PRZY ODKRYWANIU SIECI UNACZYNIENIA TRZUSTKI SŁYSZĘ JAK JEDNA STUDENTKA MÓWI DO DRUGIEJ "A WIDZIAŁAŚ TEN OBRAZEK NA KWEJKU WCZORAJ? NIE? TO PATRZ"
    PO CZYM SŁYSZE TAKIE ODGŁOSY JAKBY HEHE I HIHI.

    NAGLE DOCHODZI DO MOICH USZU TAKIE SYCZĄCE "DO DIASKA" A NASTĘPNIE WIDZĘ JAK TRUP ZACZYNA SIĘ RUSZAĆ. ZDJĄŁ SZMATKĘ Z TWARZY I PODNIÓSŁ SIĘ DO POZYCJI SIEDZĄCEJ NA STOLE SEKCYJNYM.
    POPATRZYŁ MI W OCZY I POWIEDZIAŁ "PAN WYBACZY NA MINUTKĘ" PO CZYM WSTAŁ I ZACZĄŁ IŚĆ W STRONĘ NIC NIE SPODZIEWAJĄCYCH SIĘ DZIEWCZYN.
    JA ZAMUROWANY TYLKO PATRZĘ CO TU SIĘ WYPRAWIA.
    KADAWER STANĄŁ ZA NIMI, POPATRZYŁ PRZEZ RAMIĘ W TELEFON, ODSUNĄŁ SIĘ PO CZYM ZAJEBAŁ Z PÓŁOBOROTU W POTYLICE JEDNEJ Z NICH TAK MOCNO ŻE WYLĄDOWAŁA TWARZĄ W TACCE Z NERKAMI NA DRUGIM KOŃCU SALI.
    NASTĘPNIE SPOJRZAŁ PROSTO W TWARZ DRUGIEJ I POWIEDZIAŁ "TYM CHUJOWYM CONTENTEM SPROFANOWAŁYŚCIE ZWŁOKI" PO CZYM PIERDOLNĄŁ JEJ PIĘŚCIĄ MIĘDZY OCZY.

    PO CAŁEJ AKCJI DENAT CHŁODNYM KROKIEM WRÓCIŁ DO MNIE, USIADŁ NA STOLE SEKCYJNYM I POWIEDZIAŁ "W RAMACH REKOMPENSATY ZA NIEDOGODNOŚCI POKAŻĘ PANU JAK IDZIE U MNIE ŻYŁA WROTNA GDYŻ JEST TO EWENEMENT ANATOMICZNY".
    TYDZIEŃ PÓŹNIEJ ZDAŁEM KOLOKWIUM PRAKTYCZNE WŁAŚNIE DZIĘKI WSKAZANIU TEGO EWENEMENTU.
    DZIĘKUJE PAN TRUP ZA TO I ZA DBANIE O QUALITY CONTENT WŚRÓD MŁODYCH ADEPTÓW SZTUKI LEKARSKIEJ

    .
    .
    .
    .
    #takbylo #coolstory #wtf #heheszki #pasta
    pokaż całość

  •  

    Mój stary to fanatyk wędkarstwa. Pół mieszkania zajebane wędkami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w szpitalu bo mają zadziory na końcu. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu hak w nodze.
    Druga połowa mieszkania zajebana Wędkarzem Polskim, Światem Wędkarza, Super Karpiem xD itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie wędkarskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla wędkarzy i kręci gównoburze z innymi wędkarzami o najlepsze zanęty itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierdolić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkurwił to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu karasie jedzo guwno. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę SUM, za najebanie 10k postów."
    "Jak jest ciepło to co weekend zapierdala na ryby. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę jem rybę na obiad a ojciec pierdoli o zaletach jedzenia tego wodnego gówna. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pieolił że to dzięki temu, że jem dużo ryb bo zawierają fosfor i mózg mi lepiej pracuje.
    Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują pakując wędki, robiąc kanapki itd.
    Przy jedzeniu zawsze pierdoli o rybach i za każdym razem temat schodzi w końcu na Polski Związek Wędkarski, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr niedostatecznie zarybiajo tylko kradno hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać Wielką Encyklopedię Ryb Rzecznych żeby się uspokoić.
    W tym roku sam sobie kupił na święta ponton. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj go rozpakował i nadmuchał w dużym pokoju. Ubrał się w ten swój cały strój wędkarski i siedział cały dzień w tym pontonie na środku mieszkania. Obiad (karp) też w nim zjadł [cool][cześć]
    Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ryb w polsce to bym wziął i zapierdolił.
    Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na ryby w drodze wyjątku. Super prezent kurwo.
    Pojechaliśmy gdzieś wpizdu za miasto, dochodzimy nad jezioro a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył cały sprzęt i siedzimy nad woda i patrzymy na spławiki. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pierdolnął wędką po głowie, że ryby słyszą muzykę z moich słuchawek i się płoszą. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz 'krzyczał szeptem', żebym się nie wiercił bo szeleszczę i ryby z wody widzą jak się ruszam i uciekają. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć na wodę jak w jakimś jebanym Guantanamo. Urodziny mam w listopadzie więc jeszcze do tego było zimno jak sam skurwysyn. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów w las i się spierdział. Wytłumaczył mi, że trzeba w lesie pierdzieć bo inaczej ryby słyszą i czują.
    Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym jeździ na ryby. Kiedyś towarzyszem wypraw rybnych był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce BOMBER. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o wędkowaniu i rybach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepsze są szczupaki czy sumy.
    WEŹ MNIE NIE WKURWIAJ ZBYCHU, WIDZIAŁEŚ TY KIEDYŚ JAKIE SZCZUPAK MA ZĘBY? CHAPS I RĘKA UJEBANA!
    KURWA TADEK SUMY W POLSCE PO 80 KILO WAŻĄ, TWÓJ SZCZUPAK TO IM MOŻE NASKOCZYĆ
    CO TY MI O SUMACH PIERDOLISZ JAK LEDWO UKLEJĘ POTRAFISZ Z WODY WYCIĄGNĄĆ. SZCZUPAK TO JEST KRÓL WODY JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI
    No i aż się zaczeli nakurwiać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec
    I bardzo kurwa dobrze
    Tak go za tego suma znienawidził.
    Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli Polskim Związku Wędkarskim. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych skurwysynach z PZW powiedzieć. Gazety niewędkarskie też przestał czytać bo miał ból dupy, że o wędkarstwie polskim ani aferach w PZW nic się nie pisze.
    Szefem koła PZW w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim akwenom przez Związek i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie wędkarskie gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpierdalał.
    Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem PZW ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu PZW i Adama na forach lokalnych gazet. Napierdalał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.
    Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec kurwił na przekupne sądy, PZW, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pierdolenia wynikało, że PZW jak jacyś masoni rządzi całym krajem, pociąga za szurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na wędki, haczyki czy łódki i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. zanęty waniliowej za te 2k kupić (kilkaset kilo).
    Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć łódkę do połowów bo niby wypożyczanie za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać
    synek na wodzie to się prawdziwe okazy łapie! tam jest żywioł!
    ale nie było go stać ani nie miał jej gdzie trzymać a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za przechowywanie więc zgadał się z jakimiś wędkarzami okolicy, że kupią łódkę na spółkę, ona będzie stała u jakiegoś janusza, który ma dom a nie mieszkanie w bloku jak my, na podjeździe na przyczepie, którą ten janusz ma i się będą tą łódką dzielili albo będą jeździć łowić razem.
    Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi jechać i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że ryby biorą jak pojebane więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkurwienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni łowią bez niego bo przecież po równo się zrzucali na łódkę i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu.
    Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z przyczepą i łódką xD Pytam skąd on ją wziął a on mówi, że januszowi zajebał z podjazdu przed domem bo oni go oszukali i żeby łapał z nim łódkę i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście łódka nie zmieściła się w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on ją przed domem zostawi.
    Za pomocą jakichś łańcuchów co były na łódce i mojej kłódki od roweru przypiął ją do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego łódkę ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał a nie pływał w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu bo było blisko.
    Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:
    -Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się przyczepy i krzyczy, że nie odda
    -Janusze krzyczą, że ma oddawać
    -Jeden janusz ma rozjebany nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od łódki za nogę i dostał drugą nogą z kopa
    -Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka
    -We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi
    -Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił łódkę a policjantów żeby go nie aresztowali
    -Ja smutnazaba.psd
    W końcu policjanci oderwali starego od łodzi. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali łódkę, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do łódki żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na rybach nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pie
    olił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć.
    Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla wędkarzy bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta
    Szczepan54
    Liczba postów: 1
    Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika stary_anona od dawna i to bardzo porządny człowiek i wspaniały wędkarz! Chcą go oczernić bo zazdroszczą złowionych okazów!
    Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od łódki. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpie**alał na trollkoncie i np. pisał, ze ch*jowe ryby łapie i widać, że nie umie łowić xD
    Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał zdjęcia złapanych przez siebie ryb to sam sobie pisał
    Noooo gratuluję okazu! Widać, że doświadczony łowca!
    a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Moja historia z pozerstwem deskorolkowym zaczęła się w roku 2007 ale cofniemy się nieco wcześniej, bo do roku 2001 gdy zaczęła się moją fascynacja tym sportem.

    Kwieceń, anno domini 2001. Siedząc przy wielkanocnym stole i zajadając się jajkiem w majonezie niespodziewanie wpadła moja mama z niespodzianką dla mnie. Pełen entuzjazmu i z majonezem w kącikach ust otworzyłem tajemniczy pakunek. Moim oczom ukazała się deskorolka ‘ rybka ‘ w barwach flagi Stanów Zjednoczonych i hałaśliwymi plastikowymi kółkami. Przez następne parę miesięcy jeździłem po prostu po osiedlu, nie znając żadnych tricków. Pewnego dnia będąc na pobliskim bazarze, zobaczyłem u zaprzyjaźnionych Rosjan grę THPS3. Niezwłocznie udałem się do domu po zaskórniaki z wielkanocy w celu nabycia gry. Z wypiekami na twarzy zainstalowałem, lecz uśmiech spadł mi z twarzy gdy mój kompełe nie wyświetlał mi tekstur.
    Póki się z tym nie uporałem, grałem u kolegi z osiedla a w domu namiętnie oglądałem filmiki z gry nieudolnie naśladując skaterów na podwórku przez blokiem, i tak mijały następne miesiące. Z racji tego, że byłem klasową łamagą i gdy koledzy z klasy dzwonili do mnie na domofon pytając, dlaczego nie było mnie wcześniej z domu, odpowiadałem twierdząco że dopiero co z deski wróciłem, a ci reagowali gromkim śmiechem. Któregoś dnia deska nie wytrzymała, pękła i tak dałem sobie spokój aż do roku 2007.

    Do tego czasu ubierałem się jak przeciętny Seba. Narzekając na brak powodzenia u loszek, zwłaszcza takich w moim guście czyli skejciary. Wiecie, vansy, ramoneski, czapki kominy, tunele itp. Przez pewien czas obserwowałem pobliski skatepark, i podobne miejscówki gdzie można było spotkać deskarzy, bmxiarzy i rolkarzy. Ci goście mieli zazwyczaj gdzieś wszystkie siedzące tam licbusiary, byli zajęci nakurwianiem tricków. To otworzyło mi furtkę do świata skateloszek.
    Na samym poczatku zainwestowałem sobie w deskorolke typu pogo, z tego co przeczytałem to jest jakaś hardkorowa pankowa firma. oczywiście ja jako kompletna ofiara, wybierana zawsze na wf jako ostatnia wraz z otyłym śmierdzącym kolegą, nie miałem nawet zamiaru nauczyć się robić trików. Na loszki działał sam wygląd, posiadanie deskorolki i randomowe napierdalanie. Zapuściłem sobie przez ten czas dłuższe kłaki, jak noszą prawdziwi amerykańscy deskarze, lecz bez chłodnego dwudniowego zarościku, który ledwo mi rośnie. Podczas zapuszczania zbierałem kasę na ciuszki niezbędne do podrywu.
    Jeśli chodzi o garderobę to pomogła mi moja fz obeznana nieco w tych klimatach.
    Po paru godzinach spędzonych w galerii, w sklepach typu h&m, pull&bear i tego typu sklepach miałem praktycznie cały zestaw ciuchów, niezbędnych do wykreowania potrzebnej stylóweczki.
    Na głowie oczywiście czapka menelka, komin, parę czystych t-shirtów i pare z nazwami zespołów, o czym powiem później, obowiązkowo czarne rurki z h&m, dwie pary jeansowych na romantyczne randki, oczywiście bez paska, bo przecież prawdziwy skater z kalifornii nosi sznurówkę.
    Wyrzuciłem ze swojej szafy wszystkie sebowe bluzy z kapturem na rzecz koszul w kratkę i paru sweterków, na randki. Buty to był dla mnie najdroższy wydatek, ale absolutna podstawa jeśli chodzi o stylówę. Z moją fz kupiliśmy vansy authentic do bujania się po mieście, w necie zaś kupiłem już do ‘ jeżdżenia ‘ falleny. Po wyjęciu z pudełka poocierałem prawym butem o papier na desce, że niby zużyte od robienia tricków.
    Dodatkowo, siostra zrobiła mi kilka bransoletek z rzemyków. Będąc gotowy już na mój debiut na skateparku, zapomniałem jeszcze o jednej rzeczy, mianowicie muzyka. Od zawsze cierpiałem na brak gustu. Z racji tego, że kupiłem koszulkę Ramonesów, wrzuciłem kilkanaście losowych kawałków na odtwarzacz mp3. Do tego dorzuciłem jeszcze kilka utworów z filmów deskorolkowych, przyodziałem moje nowiutkie buty i udałem się na skatepark na łowy.
    Po dotarciu na miejsce, czułem się nieco wyobcowany. Na szczęście nie było nikogo z lokalnych kozaków i postanowiłem pojeździć trochę wokół skateparku, a gdy przychodziły jakieś loszki, od razu siadałem na murek i odpalałem szluga, że niby jestem wyczerpany jazdą.
    Tak mijały tygodnie, udało mi się poznać i umówić z różnymi loszkami, w końcu czułem się jak wygryw. Postanowiłem również dla odmiany zmienić środowisko, i bujałem się z deską pod pachą po centrach handlowych. Idąc pewnym krokiem lochy miały już mokro a bonusy patrzały na mnie spod byka. Gdy pewnego razu wychodziłem z galerii, grupka loszek zawołało do mnie dokąd jadę i czy ich nie przewiozę. Czułem się jak pan życia.

    Któregoś dnia, pomyślałem żeby zarejestrować się na wówczas popularnych serwisach społecznościowych myspace i nasza klasa. Strzeliłem sobie serie #selfie do lusterka w pełnej stylóweczce i kilka fotek na desce, gdy obracała się w losowych kierunkach. Powysyłałem również trochę zaproszeń do grona znajomych lokalnym skaterom i mój profil był gotowy do podrywu.
    Jakiś czas później dowiedziałem się o zawodach na lokalnym skateparku. Pomyślicie teraz, pozer nie potrafi żadnych tricków, a chce startować. Nie nie, w żadnym wypadku, liczy się obecność na takich eventach. W dniu zawodów kręciłem się sporo wśród znanych okolicznych deskarzy oraz fotografów co postanowiłem wykorzystać w podrywie. Zdjęcie grupowe i kilkanaście innych zostało opublikowane na Myspace. W tym samym czasie spotykałem się z pewną loszką niezwiązaną w jakikolwiek sposób z deskorolką. Pewnego dnia, gdy byłem u niej w domu, chciałem pokazać jaki jestem fajny zalogowałem się na swoim koncie i pokazałem jej kilka fotek w tym wcześniej wspominaną grupową. Dopiero później doszło do mnie, że zostałem otagowany na zdjęciu jako 'Seba ciota'. Panna udała, że nie widzi, ale pod wpływem żezuncji, po 20-30 minutach stwierdziłem, że muszę już iść i więcej razy się nie spotkaliśmy.
    Lokalni deskarze zaczęli mnie już kojarzyć, i z każdym kolejnym dniu spędzonym skateparku
    wychodziłem na coraz większego lamusa i przegrywa. Racja, czasami byłem przygnębiony tym faktem, lecz chęć spotykania się z fajnymi pannami była silniejsza. Dołował mnie fakt, że nawet gimbusiary co ledwo kupiły deskę nie bały się zjeżdżać z górki na skateparku a jedna z nich nawet 3 schodki skoczyła, gdy ja bałem się nawet do nich podjechać. W końcu pro skaterzy z parku wyśmiali mnie przy loszkach i na jakiś czas przestałem się tam pojawiać.

    Po dłuższej przerwie, postanowiłem pojawić się na skateparku, gdy ujrzałem grupkę lokalnych prosów kręcących jakiś materiał. Dosiadłem się do nich, gdy jeden z nich spojrzał na moje buty z taką ironiczną i zdziwioną miną, po czym rzekł czy nie chciałbym żeby mi nagrali jakiś trick. Oni doskonale zdawali sobie sprawę, że kompletnie nic nie umiem. Ja nie chcąc zbłaźnić się przed loszkami, próbowałem skoczyć schodki, pomyślałem a nuż się uda. Niestety strach był górą, i gdy tylko dojeżdżałem do schodków wyrzucałem deskę przed siebie a ja sam zostawałem na górze. W końcu stwierdziłem, że dziś nie mam weny bo miałem ciężki dzień na desce w obcym mieście i pożegnałem się. Okazało się, że chłopaki zmontowali z tego jakiś promo materiał a na sam koniec wrzucili moje faile. Pomimo tego, że od tamtych zdarzeń minęło pare lat, film wciąż jest dostępny na żydrurze.
    Kolejne dnie na skateparku nie różniły się zbytnio od wcześniejszych. Przeszkadzałem deskarzom w robieniu tricków tarasując im miejsce, lub siedząc na przeszkodach itp. Jest takie coś co nazywa się grą w SKATE. Otóż każdy z deskarzy na sam pierw gra w papier kamień nożyce. Kto wygra, ten zaczyna. Cała gra polega na tym, żeby powtórzyć trick kolegi, kto zjebie dostaję literkę. Gdy ktoś uzbiera całe słowo SKATE, przegrywa. Siedziałem sobie spokojnie na murku gdy nagle skater alfa zapytał swoich kumpli czy ktoś chcę z nim grać. Oni się zgodzili ale mnie się nie zapytał chociaż stałem obok. Więc mówię do niego , że też chcę grać, bo obok siedziały fajne loszki w vansach. Skater alfa zmierzył mnie wzrokiem i stwierdził, żebym spierdalał bo ja nawet kickflipa nie zrobię. Wszystkie oczy na skateparku były skierowane do mnie, a laski cichutko śmiały się pod nosem. Chyba wyobrażacie sobie jak się wtedy czułem. I tak miały kolejne dni, tygodnie. Przez ten czas poznałem pewną loszkę która również była pozerem i wrzuciła mnie do fz. Miało ją chyba już pół skateparku prócz mnie. Nie chciała ze mną się pokazywać wśród deskazy, tylko ciągała mnie po galeriach i opowiadała u którego ziomeczka była na noc.
    Wracając autobusem z licbazy, spotkałem pewnego skatera, swoją droga jednego z lepszych w okolicy. Przywitałem się z nim, nawet chwilę pogadaliśmy, po czym zapytał się ile już jeżdze. Ja odparłem, że rok, to się zaśmiał pod nosem.
    Gdy już wysiadał spytał się czy będę później na skateparku. Ja pełen entuzjazmu odparłem, że tak i byłem szczęśliwy, że będę miał w końcu jakieś znajomości. Wróciłem do domu, zjadłem w pośpiechu obiad i czym prędzej udałem się na skatepark, gdzie już siedział ziomek z autobusu z kumplami i jakimiś pannami. Udając się w ich kierunku, żaden z nich nie zwrócił na mnie uwagi, to udawałem, że chce po prostu przejść obok nich. Na twarzy malował mi się uśmiech lecz w środku czułem łzy i rozgoryczenie.
    Przychodziłem często do skateshopu, który oczywiście był prowadzony przez jednego bywalca skateparku. Zazwyczaj przesiadywali tam inni skaterzy, gadali, śmieszkowali ze sobą, wiadomo.
    Wiele razy tam przychodziłem, siadałem i pierdoliłem bzdury, widząc że gość ma już mnie dość, odpowiada lakonicznie i daje do zrozumienia, że mam sobie pójść.
    Również kupowałem tam deski i z racji tego, że nie potrafiłem nakleić papieru i przykręcić traków, robili to odpłatnie, tzn przychodziłem z zimnymi browarkami na skatepark.
    Podczas kolejnej wizyty celu nabycia nowej deski, w środku siedział właściciel, paru kolesi i loszka. Podpuścili mnie, że gdy zrobie tam w środku trick kickflip to dostane za to naklejki firm deskorolkowych i jakieś łożyska do kółek. Widząc, że nieudolnie nakurwiałem deską i prawie zdemolowałem im sklep, właściciel powiedział tylko dobra, dobra idź już, pośmieszkowali ze mnie, a ja z podkulonym ogonem kupowałem sprzęt już tylko online.
    Większość tych deskarzy, która serio coś potrafiła, raczej nie chodziła ubrana jak ze skate filmów, była stylówka, lecz złożona ze starszych ciuchów. Pamiętam ich spojrzenia gdy taki spierdoks który nic nie umiał, wchodził na skatepark w nowej koszulce za 80 zł z logiem firmy deskowej, rurkach i nowiuśkich butach. Był słoneczny czerwcowy dzień i postanowiłem wystylizować się na chłodnego skatera z Kalifornii. W tym celu zapuściłem dwudniowy chujowy zarost, przyodziałem tanktopa ( podkoszulek, jakby kto nie wiedział ) na moje wątłe ramiona, czarne rurki z czerwoną sznurówką zamiast paska, buty fallen chief, czapkę menelke condoma i czarne aviatory, ale to już bazarówki, bo na to było mi już szkoda kasy. Wybrałem się na skatepark jadąc po ulicy w chłodnym ficie z petem w ręku. schodziłem z deski tylko wtedy gdy napotykałem krawężnik, bo bałem się podskoczyć. Był to dzień powszedni, godzina przedpołudniowa. Wiadomo, że o takiej godzinie pro nie ma i dużo loszek się kręci na wagarach.
    Na miejscu oczywiście usiadłem, zapaliłem szluga, i w tym samym czasie na skateparku już siedziały jakieś loszki. Ze słuchawkami na uszach ale bez muzyki, miałem dość tych ryków, usłyszałem jak loszki do siebie powiedziały do siebie, że jakiś fajny ziomuś tu jest.
    Zrobiłem rundkę wokół parku. Było nieco ciężko ponieważ moje ciała jamiste napełniły się krwią. Loszki już mokro, gadka szmatka i jak spod ziemi wyszli ci miejscowi wymiatacze. Gdy zobaczyli mnie w tym stroju rykneli potężnym śmiechem. skorzystałem z zamieszania gdy loszki były w szoku i zwiałem do domu. Na jakiś czas zawiesiłem moją deskową działalność na rzecz randkowania.

    Parę miesięcy później, na przełomie jesieni i zimy, postanowiłem wrócić na deskę.
    Lokalni deskarze mieli skatepark własnej roboty, na zimę w opuszczonym obiekcie. Postanowiłem udać się tam i zaprowadziłem tam jedną loszkę w ramach randki. To było w czasie gdy chłopaki dopiero budowali przeszkody. Wiecie, jakieś murki, hopki rury itp. Wchodzę tam z loszką pewnym krokiem trzymając ją za rączkę, no i oczywiście wszyscy mieli mnie gdzieś. Jeden z nich popatrzał w moją stronę z pogardą, drugi coś majstrował przy paletach z wiertarką, inny jeszcze jeździł a jeszcze ktoś gadał. Ja udawałem, że tego nie widzę i stanąłem z założonymi rękoma podziwiając ciężką prace chłopaków. W pewnym momencie wyciągnąłem peta i usiadłem na jakiejś sklejce która się zarwała pode mną. Donośnym trzaskiem zwróciłem swoją uwagę i deskarze kazali mi wypierdalać. Szybko wziąłem loszkę za rękę i wyszliśmy stamtąd, na szczęście nie miała mi nic za złe.
    W tym samym skateparku, gdy już został skończony większość deskarzy nawet nie pozwoliła mi tknąć przeszkód, twierdząc że nie pomagałem budować/sprzątać to mam spierdalać. Na szczęście było paru innych kolesi, którzy nie kojarzyli mnie aż tak, i trzymali obok na stacji benzynowej u ciecia rurę do grindowania. Późnym wieczorem jak już szli już do domu, chciałem troszkę się popisać przed loszką powiedziałem, że ja ją odniosę później na miejsce. Później zostaliśmy tam sami i po nieudolnych próbach wskakiwaniu na rurę, zaczęliśmy się lizać. Ona później stwierdziła, że już musi spadać więc, poszedłem ją odprowadzić na śmierć zapominając o tej rurce. Kilka dni później dzwoni do mnie tel od jednego z deskarzy, gdzie jest ich własność. Ja stwierdziłem, że przecież zaniosłem do ciecia. typ mówi, że słaba opcja i się rozłączył. Jakiś czas później dostałem lepa z otwartej ręki, na szczęście nikt nie widział z płci przeciwnej. Czując się coraz bardziej upodlony zacząłem powoli sprzedawać sprzęt. Nie znając się kompletnie na częściach, deskarze robili mnie w bambuko i płacili o połowę taniej, niż prawdziwa wartość przedmiotu. Międzyczasie pokłóciłem się z moją fz, która pożyczyła ode mnie ciuchy na sylwestra u któregoś z deskarzy, oczywiście nie zostałem zaproszony. Tak jak wcześniej mówiłem, opowiadała mi biegle o tym, co robi z tymi deskarzami, nawet raz zapytała czy dobrze zrobiła, że nie poszła w ślinę na imprezie na tym zimowym skateparku, twierdząc, że pierwsze spotkanie to za wcześnie na pocałunki. Następną noc spędziła u niego. Po sylwestrze z łaską oddała mi moje rzeczy, które pewnie ściągał z niej skater alfa, prawdopodobnie ruchając się na nich. Będąc już totalną spierdoliną wśród deskarzy, bez szans na podryw, postanowiłem że zakończę moją historie. Deskę sprzedałem, stylówka została a loszki w vansach zawsze znajdą się w internetach.

    #przegryw #stulejacontent #rozowepaski #deskorolka #podrywajzwykopem #seks #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą naukową dyskusję? Ja miałem okazję wczoraj w jednej uczestniczyć.
    Przygotowałem prezentację o metylacji DNA (trudne zagadnienie), produkowałem się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:
    - Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?
    Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Karwiński:
    - Z całym szacunkiem, panie Anonimski, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA...
    Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę.
    Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia
    - ...mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia metylację DNA od metylacji histonów?
    - Panie docencie... ja... ja... - dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.
    Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.
    - Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz lubi ssać męskie penisy?
    Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.
    - Panie profesorze - oburzył się Karwiński - Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? A „męski penis” to masło maślane, zna pan jakieś "żeńskie penisy"? Pan obraża naukową dyskusję!
    - Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. W kwestii „męskich penisów” to tak, znam jednego właściciela „żeńskiego penisa” – pana, docencie, bo pan pizda jesteś.
    Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu kutasa i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.
    Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:
    - Brawo profesor Bujewicz!
    - Kto wpuścił tego debila na salę? Wypierdolić Karwińskiego!
    - Wypierdolić!
    Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:
    - Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-bezchujewicz! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?
    Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.
    - Chyba pana stary, docencie. Panie magistrze, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwińskiemu. - zwrócił się do mnie.
    Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami. Karwiński był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie.
    Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.
    - Pytał się pan, docencie Kurwiński, co wiem o metylacji. Wiem, kurwa, wszystko. I chuj pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi.
    Jeśli moje wywody o metylacji DNA się panu nie podobały, to może mnie pan w dupę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!
    Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.
    - Panie Anonichuimski! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?
    - Co? - odparłem odruchowo. Błąd.
    - Chujów sto!
    Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.
    - W pana dupę, docencie Kurwiński! Tak, jak pan lubi!
    Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.
    - Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!
    - Chuj ci na imię! Kurwiński, chuj ci na imię! Chuj ci na imię! - skandowali.
    Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.
    - Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?
    - Tak - podjął jeden z kolegów na sali - czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?
    Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą.
    Profesor Bujewicz dopalił cygaro i pokiwał głową z uznaniem

    .
    .
    .
    .
    .

    #studbaza #heheszki #takbylo #coolstory #pasta
    pokaż całość

  •  

    Lubię, jak wchodzę do pracbazowego kibla naporanne posiedzenie.
    Dwie kabiny zajęte.
    I taksiedzą po cichutku lokatorzy tych kabin.
    Wyczekują, kto pierwszy wyjdzie.
    Że oni niby tu tylko hehe nosawydmuchać.
    Wszechobecną ciszę narusza jedynie charakterystyczne tapanie palcy w ekrany telefonów.
    I tak wyczekują. W ciszy. Wtedy wchodzę ja, niczym komendant na posterunek.
    Zasiadam na tronie i w pełnej oprawie dźwiękowej robię to, po co tu przyszedłem.
    Wtem z otaczających mnie kabinzaczynają się wydobywać akompaniujące mi, podobne dźwięki.
    Okowy ciszy zostały zerwane.
    Orkiestra w końcu gra w harmonii.
    Zapach wolności unosi się w całym pomieszczeniu, a kompani wduchu dziękują mi za wybawienie.
    To ja, MistrzCeremonii. Kiblowy dyrygent, wyzwolicielstłamszonych

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Ale mam zajebistego starego xD od czasu kiedy kupił sobie pierwszego normalnego smartfona to jego życie i hobby się zmieniło. Pierwszym był wodoodporny Sony Xperia Z, który umarł po pierwszych nagrywkach w morzu. Potem było coś ciekawszego. Mowa o Lenovo Phab 2 Pro z tą wirtualna rzeczywistością od Google. 4 kamery miał chyba. Ileż ja się nasłuchałem o funkcjach, o możliwościach, obejrzałem na tym telefonie chyba wszystkie możliwe samochody co postawił przez aplikację w naszym garażu. Jak byliśmy kupować komodę pod telewizor to mierzył w sklepie krawędzie a potem w salonie sprawdzał czy aby na pewno się zmieści we wnękę. Telefon mówił że nie, ale mama metrowka zmierzyła i się okazalo, że jednak się zmieści. Stary powiedział że widocznie coś źle zmierzył. Potem wyjebał automape co ją ze 3 miesiące przed kupnem telefonu kupił. Stwierdził że mapy google lepsze i do tego darmowe. Potem zaczął grać, gra w jakąś gierkę na którą wydaje średnio 200 PLN miesięcznie, mają grupę swojej gildii na Whatsapp i stary jest tam jakąś osobą decyzyjną. Teraz zszedł trochę z wymagań, ale było jedno ważne. Najnowszy Android i sporo aktualizacji. No to poddałem mu pomysł, żeby zainteresował się Android One. Dwa wieczory czytał newsy o tym i porównywał różne telefony w różnych cenach. Kupił Motorolę One i chwali się teraz wszystkim po kolei kumplom jak jego android 10 działa płynnie i ma większą kontrolę nad androidem niż oni. Ma białą, z daleka to wygląda jak ten zeszłoroczny iPhone, osoba która się nie zna może po prostu pomylić te telefony. Zainstalował sobie nakładkę IOS, ekran blokady IOS i prankuje każdego ze ma iPhone XD Teraz weszła mu kolejna faza. Jest mega nakręcony na 5G. Telefon już zamówił, Samsung S20 ultra na raty w Mediaexpert (w miejscowym salonie pracuje syn jego przyjaciela, więc zamówił tak jakby od niego, żeby i on zarobił). Telefony do T-Mobile kiedy 5G u nas przeplata z telefonami do Orange, kiedy światłowód u nas. W domu już zamontował na dachu uchwyt na antenę, żeby dobrze łapało. W salonie T-Mobile się dogadał z chłopem, że jak tylko będzie możliwość instalacji 5G u nas to mają dzwonić, on jest chętny. Wczoraj jeszcze kombinował jakby tu zainstalować Google Home oraz czy podepnie roombe do Google Home. Ale dziś przeskoczył już wszystko. Taki krótki dialog.
    Tata: Ty, a Ty nie chcesz z tą swoją jechać ze mną i z matką do Barcelony? Za rok.
    Ja: No nie wiem a kiedy?
    T: Tak jakoś pod koniec lutego, samochodami pojedziemy.
    J: Dziwna data. Warsztatu nikt nie będzie pilnował.
    T: Wujek stwierdził, że popilnuje, komis się zamknie na parę dni.
    J: A czemu akurat tak?
    I tu coś czego mogłem się spodziewać, gdybym był zorientowany podobnie jak on
    T: No bo ja tam na te MWC chcę się załapać, te wiesz, z telefonami
    No kurde ja w szoku, obecnie konsultuję ten wyjazd z drugą osobą decyzyjną, ale jestem chętny jak nie wiem co, poza kocimi i samochodowymi nigdy nie byłem na żadnych. Teraz on twierdzi, że jedziemy na MWC 2021. Oby nie szykowała się powtórka z Warsaw motor Show, gdzie cały wyjazd skończył z mandatami. A w piątek jedziemy do Warszawy. Wiecie po co? Testować 5G od Plusa xD Smartfon już będzie miał więc jedziemy i będziemy testować, piątek wieczór szukajcie na bulwarach chłopaka z browarem i chłopa z telefonem, który robi zdjęcia choćby drzewom sprawdzając Google Lens, na 99% to będziemy my xD czekam aż zalegalizują autonomiczne samochody, coś czuję że na szyldzie warsztatu będą wpisane jako specjalizacja #truestory #coolstory #chwalesie
    pokaż całość

  •  

    -bądź mno
    -anon lvl 19
    -1 września 1939
    -mieszkasz w polsce b
    -dziura zabita dechami
    -z łóżka zrywa cię komunikat nadawany przez radio
    -łączysz wątki
    -wojna
    -gdy polska wzywa moim honorem jest walka
    -zakładasz onuce i biegniesz do drzwi
    -gdy już łapiesz za klamkę ojciec wymierza ci blachę w potylice
    -on: wykształcony człowiek,emerytowany oficer, weteran bitwy warszawskiej staje w drzwiach i zagradza ci drogę
    -ty: debil wyrzucony ze szkoły, zakała rodziny i jego jedyny syn patrzysz się na niego pytająco
    -zawsze zazdrościłeś mu fejmu jaki zdobył przy obronie stolicy
    -twoją matkę też wyrwał na swoje odznaczenia...
    -... a ta zmarła rodząc ciebie
    -nienawidzi cie za to
    -jak miałeś sześć lat kazał ci jeździć na koniu bez siodła licząc na to, że spadniesz i skręcisz sobie kark
    -kiedyś nawet kupił ci łyżwy i miał nadzieje, że utoniesz w jeziorze
    -ty na złość uparcie trzymałeś się życia
    -dziś gdy mógł cię posłać na śmierć postanowił, że zada ci o wiele bardziej bolesny cios
    -piętno tchórza, który przesiedział wojnę w piwnicy będzie się ciągnąć za tobą aż po grób
    -przez następne dni słuchałeś komunikatów radiowych o klęskach polskiego wojska
    -doszedłeś do wniosku, że fajnie byłoby jednak przeżyć tę wojnę
    -zacząłeś doszukiwać się pozytywów
    -jakby nie patrzeć zostałeś sam ze wszystkimi loszkami we wsi
    -ktoś musiał je przecież pocieszać kiedy ich wybrankowie byli na wojnie xD
    -zacząłeś zarywać do żydówki 9/10 mieszkającej po sąsiedzku
    -w tedy jednak twoje życie przypomniało ci znowu, że jesteś przegrywem
    -jej ojciec rebe lvl over 9000 z pejsami do ziemi, lokalny magnat powiedział, że prędzej rozda swoje szekle
    biednym niż odda swoją córkę jakiemuś polakowi robakowi żyjącemu z emerytury ojca
    -smutna_żaba.ww2
    -przez następne dni siedzisz w pokoju i ze łzami w oczach słuchasz radia
    -17 września 1939
    -do polski wkraczają wojska radzieckie
    -nic nie trzyma cię już w domu
    -dochodzisz do wniosku, że odechciało ci się żyć
    -to twoja ostatnia szansa by chociaż umrzeć godnie
    -LANCE DO BOJU, SZABLE W DŁOŃ
    -wykorzystując nieobecność starego wybiegasz z domu żeby zaciągnąć się jako ochotnik
    -w pośpiechu nadepnąłeś na leżące przed domem grabie
    -luj w czoło zwala cię z nóg
    -światło gaśnie
    -budzisz się w łóżku z bandażem na czole
    -nie wiesz ile dni tak leżałeś
    -słyszysz walenie w drzwi
    -w progu staje jakiś ruski gieroj i oznajmia staremu, że jako intelektualista wygrał wycieczkę do lasu
    -po chwili wynosi go dwóch śmierdzących pachołków
    -nawet nie myślisz o tym żeby nadstawiać za niego karku
    -do tej pory nie sądziłeś, że brak matury ci kiedyś pomoże xD
    -najbliższe miesiące spędzasz jedząc ostatki ziemniaków i cebuli z piwnicy
    -pewnego chłodnego popołudnia gdy siedzisz w przy kominku ktoś wbiega do twojego domu
    -twoim oczom ukazuje się jakiś kałmuk o nieprzeciętnie tępym wyrazie twarzy
    -twoja zapyziała chata zdaje się być dla niego jakimś niepojętym miejscem wyprzedającym cywilizacyjnie jego
    rodzinną jurtę o tysiąclecia
    -nie mogąc odnaleźć się w tym zagadkowym miejscu błądzi małymi skośnymi oczkami po kątach
    -nagle rzuca się na leżącą gdzieś na stoliku kostkę mydła i zaczyna szarpać ją zębami niczym kawał słoniny, po
    czym wybiega w popłochu
    -następnego dnia dowiadujesz się, że dostał takiej sraczki w czołgu, że oskarżono cię o sabotaż
    -decyzje o przydzieleniu cię do kompanii karnej przypieczętowało wiszące na ścianie w twoim domu zdjęcie starego z
    naszym kochanym marszałkiem
    -zemścił się chuj zza grobu
    -na czas gdy wojska znajdowały się w spoczynku zostałeś osadzony w obozie jenieckim
    -w miejscu gdzie nawet strażnicy wbijali z głodu zęby w ścianę, wszy na twojej głowie zdawały nie jedyną porcją
    białka na jaką mogłeś liczyć
    -swoją ciepłą kufajkę przegrałeś w karty ze znanym ci już kałmukiem
    -teoretycznie to wygrałeś jego buty ale to on miał karabin, a ty byłeś więźniem
    -wkrótce i on znalazł się po twojej stronie płotu
    -gdy wybrał się z oddziałem do pobliskiej wsi aby trochę się zabawić nażarł się znalezionych w ziemiance sfermentowanych jabłek
    -najebany zasnął z bronią w ręku i przypadkowo odstrzelił lewe jądro kaprala, który w tym czasie dzielnie
    przesiąkał miejscową kobietę ideą komunizmu
    -teraz musiałeś dzielić swoją pryczę z tym kretynem
    -po nocach nie możesz spać bo śmierdzi od niego jak z odbytu jaka
    -gdy już szczęśliwie zaśniesz on wyjada twoje wszy
    -w końcu nadchodzi nieuniknione
    -niemcy wypowiadają wojnę związkowi radzieckiemu
    -w obozie pełna mobilizacja
    -obaj zostajecie przydzieleni do oddziału saperów
    -ruszacie na front by zająć odcięte od zaopatrzenia niemieckie umocnienia
    -nie dostajecie broni, wasze zadanie polega na tym by przebiec przez pole minowe i je rozminować aby utorować
    drogę waszym oddziałom
    -czując na plecach lufy karabinów szykujecie się do szarży
    -stojący za waszymi plecami oddział mający za chwilę posłać was na śmierć zostaje trafiony pociskiem artyleryjskim
    -ogłuszony padasz na ziemię
    -czujesz, że ktoś cię podnosi
    -to twój skośny przyjaciel
    -ciągnie cię za sobą gdzieś w las i wręcza ci zdobycznego mosina
    -zmyślna to konstrukcja, gdy już skończy ci się amunicja (o ile ją kiedykolwiek miałeś) możesz rzucić nim jak
    włócznią
    -przejmujesz inicjatywę
    -po kilku dniach i nocach marszu po lasach i polach docieracie do twojego domu
    -o dziwo twój dobytek nie został rozgrabiony
    -we wsi następuje zmiana dekoracji
    -niemcy zaczynają wywozić twoich sąsiadów z pejsami
    -w odwecie za dawne krzywdy donosisz, że twój sąsiad ukrywa w piwnicy rodzinę tego rebe, którego córka ci nie dała
    -w dowód wdzięczności niemcy pozwalają zająć ci jego majątek
    -za szekle znalezione w salonie za obrazem jego matki kupujesz spirytus w mieście powiatowym i otwierasz bar
    -kałmuk przebrany w garnitur twojego ojca robi za kelnera
    -twój bar zostaje uznany za obiekt o wielkim znaczeniu strategicznym
    -w asyście żołnierzy przydzielonych ci jako ochronę porywasz wszystkie loszki we wsi, które dały ci kosza w
    gimnazjum i otwierasz burdel na poddaszu
    -twój przybytek jest odwiedzany przez cały stacjonujący nieopodal garnizon
    -zyskujesz aprobatę niemców
    -jesteś pierdolonym al capone na tym zadupiu
    -profit
    -sielanka trwa dosyć długo
    Was wollen wir trinken,
    sieben Tage lang.
    Was wollen wir trinken,
    so ein Durst.
    -niestety sytuacja na froncie zmienia się
    -oddalone o 30km na wschód miasto powiatowe zostaje zajęte bez walki
    -dostawy spirytusu ustają
    -bohaterska armia czerwona okupiła zdobycie miasta śmiercią zaledwie jednego żołnierza..
    -...był tak ucieszon z zajęcia znajdującej się w mieście gorzelni, że wpadł do kadzi ze spirytusem
    -stacjonujący niedaleko niemiecki garnizon szykował się do odwrotu
    -pewnego ranka w progu twojego lokalu stanął twój skośny przyjaciel ubrany w szary mundur
    -oznajmił, że zaciągnął się do wermachtu i w południe odjeżdża z niemcami
    -gdy wyciągnął ręce by uściskać cie na pożegnanie strącił przypadkiem stojącą na stoliku lampę naftową
    -wszystko momentalnie zajęło się ogniem
    -wybiegliście na zewnątrz
    -patrzyłeś jak dzieło twojego życia płonie
    -nie czułeś złości bo wiedziałeś, że z nadciągającymi nieprzeliczonymi dziećmi stalina, wszystko i tak by
    przepadło
    -pożegnałeś więc kałmuka i wróciłeś na stare śmieci
    -z okna ojcowizny patrzyłeś jak twój przybytek urządzony w domu starego rebe trawi ogień
    -dręczyło cię jednak dziwne uczucie
    -miałeś wrażenie, że o czymś zapomniałeś
    -wojska radzieckie wkroczyły do wsi
    -w kilka dni nastąpiła ponowna zmiana dekoracji w całej okolicy
    -obudził cię dźwięk wyważanych drzwi
    -w drzwiach stanął znany ci już ruski gieroj
    -wywlekli cię z domu i zaprowadzili do obozu, który wzorem niemców rozbili w pobliskiej szkole
    -gdy byłeś tu poprzednik razem byłeś pod wrażeniem przesadnej wręcz dbałości o porządek
    -dziś nie było tu drewnianych wychodków
    -każdy srał tam gdzie właśnie przebywał
    -sala gimnastyczna w której ulokowane było wojsko tak jebała gównem, że przetrzymywanie cię tam jawnie gwałciło
    konwencje genewską
    -kilka miesięcy spędziłeś w niewoli
    -w końcu podjęto decyzje w twojej sprawie
    -strażnik odprowadził cię do bydlęcego wagonu na pobliskiej stacji kolejowej
    -sybir
    -gułag
    -siedząc w zatłoczonym wagonie na drewnianej podłodze wyczekując ostatniej podróży w swoim życiu dostałeś nagłego olśnienia
    -znalazłeś odpowiedź na niedające ci spokoju pytanie
    -teraz jesteś już pewien
    -już wiesz, że o czymś zapomniałeś
    -loszki, które trzymałeś pod kluczem na poddaszu swego przybytku
    -zamyślony dostrzegłeś po przeciwnej stronie wagonu znajome spojrzenie
    -tej żółtej mordy nie pomylił byś z nikim innym
    -ale to już inna historia

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

    źródło: 1589283254030.jpg

  •  

    To było wczoraj. Jako że miałem z moją piękną dziewczyną drugą rocznicę związku, postanowiliśmy pójść do baru na piwo. Wchodzimy tam, pijemy, przytulamy i całujemy się. Po pewnym czasie oboje zgłodnieliśmy, więc postanowiłem że pójdę i kupię nam frytki w barze, w którym byliśmy.

    Czekaliśmy wtuleni w siebie dziesięć minut, po czym przyszła kelnerka z naszymi frytkami. Próbuję tych frytek, a one kurwa słone nieziemsko, no więc biorę je, idę do obsługi i mówię: „przepraszam panią, ale te frytki są tragiczne”.

    A ona do mnie: „tragiczny to jesteś ty”.

    Ja zszokowany mówię: „słucham?!”, a ta pierdolnąwszy mnie w twarz „obudź się, debilu”.

    I wiecie co? Miała rację, to był tylko sen, a słony smak wziął się z rzeki gorzkich słonych łez samotności spływających mi po policzkach niczym feel’upena falls…

    .

    #przegryw #sadstory #takbylo #zwiazki #pasta #heheszki #coolstory
    pokaż całość

  •  

    No kurła nie wierzę. W 2017 pobiłem klosz w łazience, ogólnie olałem sprawę i nie szukałem zamiennika(ów) łazienka była bez tego jednego klosza. Dziś poszedłem wyrzucić śmieci, a tam przy pojemniku na szkło leży pudełko, a w środku klosz, patrze, że bardzo podobny do tego pobitego, wziąłem, zakładam i kurwa pasuje na wymiar i na wygląd xD Na zdjęciu widać, że nie używany, ale w realu na pierwszy rzut oka już nie xD Co za pojebana akcja :D #coolstory pokaż całość

    źródło: xD.png

  •  

    -anno domini 79
    -tak naprawdę to nie, bo nikt nie daje jebania o taką datację
    -no to rok DCCCXXXII od założenia Rzymu
    -Oktawian lv XIX here
    -twoi starzy to magnaci w Pompejach
    -handlują jakimś zbożem albo niewolnikami
    -coś pojebali we wniosku CEIDG-I i w sumie nikt nie wie czym się zajmują
    -ale sestercji od chuja
    -Pompeje super miasto
    -akwedukty
    -łaźnie
    -targi niewolników
    -i wyjebana arena lepsza jak Koloseum
    -ogólnie jebać Rzym bo to kurwy
    -ale nie o tym
    -ojciec Gajusz znalazł dla ciebie żonę
    -córka pierwszego pogromcy chrześcijan, jebany ma ponad 200 ukrzyżowań na koncie
    -podobno fajna dupa, taka Wenus tylko lepsza
    -bo prawdziwa, hehe
    -ale cicho bo stos albo lwy
    -ojciec przyniósł jej ryciny
    -więc wiesz czego się spodziewać
    -nie chcesz się zbytnio podjarać zanim przyjdą więc postanawiasz sobie zwalić
    -wolisz tak niż burdel, bo wierny z ciebie mąż
    -mimo że nie masz żony
    -kladziesz się w komnacie
    -zaczynasz polerować obsydian myśląc o niej
    -swojej przyszłej żonie
    -nagle słyszysz jak coś tak pierdolnęlo że aż się ziemia zatrzęsła
    -boisz się że to Hannibal ożył i rzuca w miasto sloniami
    -ale to jednak nie to
    -ludzie na trakcie krzyczą i płaczą
    -mame wbiega do komnaty
    -widzi jak gruszysz
    -po chwili milczenia mówi że wezuwiusz wybuch
    -kończysz patrząc jej w oczy
    -chuj cię wezuwiusz
    -po sekundzie okazało że nie chuj bo właśnie zalał was wyciek piroklastyczny
    -na zawsze zastygasz ze zwiędłą fujarą w ręce obok mame
    -prawie 2 tysiące lat później odkopuje was ekspedycja naukowa
    -naukowcy kisną z ciebie srogo
    -nieśmiertelny brak profitu

    #pasta #heheszki #takbylo #coolstory
    pokaż całość

    źródło: 1588846180699.jpg

  •  

    Bądź mną
    Siedź w autobusie
    Jakaś dziewczyna siada na siedzeniu obok
    Widać że jest zmęczona
    Przysypia
    Jej głowa dotyka mojego ramienia
    Zacznij myśleć o waszej przyszłej wspólnej rodzinie

    Na razie frajerzy

    #wygryw #heheszki #takbylo #coolstory #pasta #podrywajzwykopem pokaż całość

  •  

    UMK rozporządzenie dwa dni temu: można przeprowadzić egzamin zdalnie za zgodą dziekana

    UMK rozporządzenie wczoraj: można przeprowadzić egzaminy zdalnie do 30 maja

    UMK rozporządzenie dzisiaj: nie można przeprowadzac egzaminów zdalnie, wszystkie odbędą się w formie tradycyjnej

    Trzymajcie się w tym #torun

    #umk #koronawirus #studia #studbaza #heheszki #sesja #cosieodjebalo #zalesie #coolstory pokaż całość

  •  

    Żona w zeszłą sobotę wyjechała na wczasy, a mnie dzisiaj na całą noc potrzebna była… dziewczyna. Obtelefonowałem wszystkie moje znajome, ale żadna z nich nie zdradzała ochoty.
    Co robić? Wybrałem się do najpopularniejszej kawiarni w mieście, gdzie wieczorami przesiadywały ładne dziewczyny.

    „Bajka” o tej porze była prawie pełna. Gwar młodzieńczych głosów zagłuszał nawet potężne decybele grającej szafy. Na parkiecie rockandrollowało kilka rozbawionych par.
    Rozejrzałem się, zaraz wpadła mi w oko samotnie siedząca dziewczyna, której wielkie, marzące oczy wzbudzały zaufanie, a krucze włosy wspaniale kontrastowały z czerwoną, gustownie skrojoną sukienką.

    – Czy mogę się dosiąść?

    Popatrzyła na mnie niechętnie, ale skinęła głową. Zgarnęła też zaraz parę drobiazgów do torebki, jakby dalszy jej pobyt w kawiarni nie miał większego sensu.
    Oj, chyba trudno z nią będzie! – pomyślałem nieco zdeprymowany, jako że pora była dość późna. Jeżeli mi z ta dziewczyna nie wyjdzie… to klops!
    Postanowiłem tedy bez zwłoki przystąpić do akcji:

    – Umówiłem się tutaj z kimś, ale nie przyszedł. A pani?

    – Co ja? – obrzuciła mnie niedbałym spojrzeniem.

    – Pani też czeka na kogoś?

    – Tylko na kelnerkę – odparła ironicznie. – Zaraz zapłacę i będzie miał pan cały stolik do dyspozycji.

    Zrobiło mi się nieprzyjemnie, tak nieprzyjemnie, że nawet ryk grającej szafy nie był w stanie zagłuszyć mego zmieszania.
    Nie od razu też zauważyłem, że od któregoś z sąsiednich stolików oderwał się nabuzowany wińskiem typ i bezceremonialnie zawisł nad naszym stolikiem.

    – Zatańczymy?

    Dostrzegłem w jej oczach najpierw zdumienie, a potem strach.

    – Pani jest ze mną – uniosłem się z krzesła – właśnie idziemy na parkiet.

    Ująłem ją delikatnie w łokciu i poprowadziłem w roztańczony tłumek. Nie protestowała, a nawet jakby się bardzo śpieszyła. Ogarnęła nas melodia cha-cha…

    – Proszę wybaczyć, że postąpiłem tak bezceremonialnie, ale nie było innego wyjścia.

    Spojrzała na mnie z wdzięcznością i dopiero teraz, w tańcu, zaczęła mi się bacznie przyglądać. Nie odsunęła się też, gdy zdobywając się na odwagę, objąłem ją mocniej ramieniem.

    – Pan jest bardzo miły – powiedziała. – To ja zachowałam się wobec pana opryskliwie, ale, istotnie, czekałam tu na kogoś, kto uczynił mi duży zawód.
    Teraz już mi przeszło… – uśmiechnęła się rozkosznie.

    W chwilę później, przy lampkach czerwonego wina, gwarzyliśmy jak para zakochanych.

    – Wiesz – powiedziała w pewnej chwili – ten podpity typ znowu nas obserwuje. Wyjdźmy stąd bez awantury…

    Udaliśmy się do szatni.

    – Mam myśl – zacząłem nieśmiało – ale, błagam, nie pomyśl sobie coś złego. Chciałbym cię zabrać do siebie na kolację…

    Dziewczyna jakby zesztywniała, a nawet odsunęła się ode mnie.

    – Oczywiście – ciągnąłem beztrosko – zrozumiem jeśli odmówisz. – Żadna sprawa. Gdybyś jednak znała moja płytotekę, to ho, ho!
    Mam całego Beethovena, Bacha, Pendereckiego, a nawet trio jazzowe Wallina…

    – Masz Wallina?

    – Mam! Nawet ostatnie nagrania: „Strange Brews”, „Easy Money”, „Strike Up The Band”…

    – Ale moi rodzice…

    – Masz tu telefon. Uprzedź, że wrócisz później.

    Zadzwoniła z szatni do domu, że uczy się z jakąś Jolką i wróci późno.

    – Wolisz, mamo, żebym zanocowała u Jolki? W porządku, jeśli, oczywiście, nie przerobimy całego materiału…

    Teraz ja zesztywniałem. Kłamała jak z nut.

    Popędziliśmy do mnie. Byłem szczęśliwy. I ręce mi drżały, kiedy przez dobrą chwilę mocowałem się z zamkiem u drzwi. Ledwie je otworzyłem i już na szyję rzucił mi się mój mały syn.

    – Tatusiu, tatusiu, dobrze, że jesteś, bo pani Genowefa musiała dzisiaj wyjść wcześniej…

    Dziewczyna stała jak wryta, rozchylając usta w bezmiernym zdumieniu.

    – Józiu – powiedziałem czule do syna – ta śliczna pani zgodziła się pozostać na całą noc w naszym mieszkaniu i już nie będziesz się niczego bał.

    Mały brzdąc obejrzał dziewczynę od stóp do głów, uśmiechnął się z aprobatą i pociągnął do swojego pokoju.
    Dała się prowadzić, raczej machinalnie, rzucając w moją stronę bardziej przerażone, aniżeli wściekłe spojrzenia.

    – W lodówce jest kolacja, a w moim pokoju cała płytoteka do dyspozycji – zawołałem już z klatki schodowej, po czym zaryglowałem drzwi na dwa spusty.
    Zadowolony, że znalazłem na dzisiejszą noc opiekunkę do dziecka, poleciałem jak na skrzydłach do kumpla, gdzie urządzaliśmy kawalerskie spotkanie z udziałem mrożonych buteleczek wyborowej.

    #pasta #heheszki #podryw #takbylo #coolstory
    pokaż całość

    •  

      @Badmadafakaa: Puenta tej historii przypomniała mi stary dowcip, w którym zapytano magistra, doktora i profesora psychologii, czy lepiej jest mieć żonę, czy kochankę.
      Magister odpowiedział, że kochankę, bo jest więcej okazji, by urozmaicić życie erotyczne, a seks w związku małżeńskim szybko nabiera rutyny.
      Doktor powiedział, że żonę, bo z wiekiem dla zdrowia psychicznego ważniejsza jest stabilność i stałość w emocjach.
      Profesor natomiast odrzekł, że najlepiej mieć żonę i kochankę. Żona myśli, że jesteś u kochanki, kochanka, że u żony, a ty tymczasem cyk i do biblioteki.
      pokaż całość

  •  

    Kurw co za pojebany sen miałem.
    Śniło mi się, że @Zwiadowca_Historii wygrał #rozdajo z testem na #koronawirus.
    No i ten test wyglądał jakoś tak, że w pudełku były dwie nitki na jedną z nici dawało się kropelkę krwi i druga nitka się odkształcała co świadczyło o wyniku dodatnim lub ujemnym xDD
    No i okazało się, że wyżej wspomniany Pan jest z #podlasie dzięki czemu zgadaliśmy się i wyciągnąłem ze śmietnika zużyty już test aby sprawdzić siebie.
    Plan był taki, że został kawałek sznurka bez krwi więc teoretycznie jeżeli na ten kawałek dałbym swoją krew to nitką też powinna się odkształcić. Niewiele myśląc tak zrobiłem i okazało się, że jestem zainfekowany. Szybki telefon do moich domowników żeby odizolowali od siebie psa bo jestem zarażony i jeszcze ich pies zarazi (wtf xDD).
    A ja sam zamknąłem się w swoim pokoju i tak miałem zamiar siedzieć 2 tygodnie aby przejść chorobę xDD

    Nie mam totalnie pomysły czemu zwiadowca_historii był w tym śnie, musiałem przed zaśnięciem jakiś jego post czytać xDD

    #sny #heheszki #truestory #coolstory prawie jak #pasta #humorobrazkowy
    pokaż całość

    źródło: 1588150861579.jpeg

  •  

    Opowiem Wam pewną historię, dla mnie rasowe #coolstory. To wspomnienie jest dla mnie świadectwem, że postęp technologiczny, nawet niewielki, w niektórych sytuacjach potrafi być niezwykle ekscytujący.

    Był rok 2005 lub 2006. Od 2 lat używałem telefonu Sony-Ericsson T230, który wszedł na rynek w sierpniu 2003 roku. Kolorowy ekran o rozdzielczości 101 x 80 px z 4k kolorów, dzwonki polifoniczne, obsługa tylko prymitywnych gier bez javy, 0,4 mb wbudowanej pamięci bez możliwości rozbudowy. Telefon miałem w mixie w Idei. Używałem go głównie do SMS-ów ze znajomymi, telefonowania z rodzicami. Za pośrednictwem prymitywnego WAP był dostęp do grupy darmowych multimediów Sony Ericssona - tapet, dzwonków, a nawet gier. Te ostatnie ograłem jednak błyskawicznie. Najbardziej w pamięć zapadł mi minigolf, naprawdę grywalnie zrobiony.

    Wiadomo jak to jest za dzieciaka - taki telefon to było podstawowe narzędzie życiowe i nawet jeśli było prymitywne, ciągle się w nim siedziało. Po prostu poznało się jego wszystkie zakamarki i możliwości systemu. No ale używałem go już wspomniane 2 lata, niedrogi telefon się już potężnie zestarzał i trochę zużył, zamortyzował - można było pomyśleć o czymś poważniejszym. Miałem odłożone kilka stówek.

    Była taka noc, że zostałem sam w domu. I całą tę noc siedziałem w internecie porównując telefony w najdrobniejszych szczegółach. Przewertowałem całe strony Orange, Telepolis z opisami modeli. Porównywałem, który ma największe możliwości i którego stosunek ceny do jakości jest najlepszy. Godziny szukania urządzenia, które na kolejne 2-3 lata miało stać się moim technologicznym podręcznym backupem.

    Wybór padł na Nokię 6020. Ostatecznie kupiłem ją w markecie ElectroWorld, które niewiele wcześniej otwierane były z wielką pompą. Bez abonamentu, bez mixa, bez simlocka. Zapłaciłem jako 14-latek 600 zł za telefon, który miał premierę w 2004 roku. Co oferował? 3 mb pamięci wewnętrznej nierozszerzalnej, aparat VGA 0,3 mpx robiący jako takie zdjęcia o rozdzielczości 640x480 px, nagrywał filmiki w gównoformacie 3gp o rozdzielczości 128x96, miał wyświetlacz kolorowy 64 tysiące kolorów i pełną obsługę gier java.

    Dało mi to trochę świeżości. Telefon był jednak... klocowaty. Był dla mnie dużym postępem technologicznym, ale to dopiero kupiony 2-3 lata później w mixie w Orange Sony Eriksson k750i za ok. 250 zł nazwałbym telefonem dobrym. To był już prawdziwy kombajn multimedialny. Robiący świetne zdjęcja aparat 2 mpix, lampa flash do zdjęć i jako latarka, pamięć rozszerzalna kartami pamięci, doskonały dużo większy ekran z 256 tysiącami kolorów, świetna aplikacja do notatek. Ogólnie czułem, że mam wszystko przez 2-3 lata.

    Może zamiast Nokii 6020 trzeba było wybrać jakiegoś Sony Ericssona? Nie widziałem wtedy jednak chyba rozsądnej alternatywy w niskim budżecie.

    #telefony #30plusclub #gimbynieznajo #nokia i troche #90s oraz podlacze sie pod #codziennienowydumbphone bo tresc podobna
    pokaż całość

    źródło: upload.wikimedia.org

    •  

      @Veyn: To były piękne czasy. Wsadzało się telefon w najmniejszą kieszonkę spodni i można było fikołki nawet na trawie robić. Dzisiaj wychodząć z ultracienkim smartphonem 6" jak wsadzisz go przypadkowo do tylniej kieszeni to przy pierwszej mołziwej okazji jest po telefonie.

    •  

      @Arkadian: i paradoksalnie pomimo naprawdę sporego zainteresowania w śród ludzi telefonami małymi, producenci nie chcą ich robić. A wystarczy zerknąć na fora, lub inne strony, nawet tutaj, gdzie dość często pojawia się pytanie o telefon który można obsłużyć jedną ręką. Takich obecnie brak :(

    • więcej komentarzy (8)

  •  

    Niedługo minie pięć lat od momentu, w którym wraz z nieznajomym człowiekiem z mirko ruszyłem w autostopową przygodę. Zaczęło się od tego, że miałem jechać z pewną dziewczyną z grupy na FB, ale sytuacja trochę się skomplikowała. O ile moi rodzicie - po początkowej salwie śmiechu - w końcu zrozumieli, że naprawdę zamierzam pojechać autostopem do Hiszpanii (nigdy wcześniej nie podróżując w taki sposób), tak jej byli, no cóż... mniej entuzjastyczni. A że powiedziała mi o tym jakieś 5 dni przed startem naszego wielkiego tripa, to musiałem na prędce opracować plan awaryjny. Wybór padł, a jakże by inaczej, na wykop.pl! Napisałem posta, nie mając większych nadziei na znalezienie kompana podróży akurat tutaj. Ale udało się i kilka dni po publikacji tamtego wpisu mieliśmy zacząć podbijać świat.

    Zamiast Hiszpanii wybraliśmy Bałkany, bo większość osób związanych z #autostop polecała właśnie ten kierunek dla niedoświadczonych podróżników. Ja, lat 19, wyniki matur miałem poznać podczas wyjazdu. Kolega, o ile dobrze pamiętam, rok starszy, ale po technikum, więc również jeszcze przed studiami. Nie ustalaliśmy zbyt wielu szczegółów: rodzice kupili mi śpiwór, Człowiek z Mirko miał namiot, a ja jakieś 150 zł i pozytywne nastawienie. Byliśmy z kompletnie różnych części Polski, więc musieliśmy liczyć na to, że wykopowa natura wystarczy, abyśmy nie pozabijali się w czasie utraty naszego autostopowego dziewictwa. Do Cieszyna, gdzie mieszkał mój przyszły kompan, dojechałem dzięki kombinacji pociągu i autobusu. Szybka kolacja, winko na lepszy sen (oczywiście pędzone przez Pana Dziadka, który nie wróżył naszej eskapadzie większego sukcesu ( ͡° ͜ʖ ͡°)) i następnego dnia mieliśmy ruszać. Plany planami, wydostanie się z Cieszyna w stronę Czech zajęło nam sporo dłużej niż przewidywaliśmy, a każdy przejeżdżający patrol policji powodował bicie serca porównywalne z tym, które występuje u ofiar zawałów.

    Jakimś cudem, pomimo braku doświadczenia i momentami sporych problemów (vide łapanie jakieś 6 godzin w Najgorszej Autostopowej Miejscowości Świata, czyli czeskim Brnie) po 26 godzinach moczyliśmy już stopy w wodach Adriatyku, zagryzając przy tym chleb z konserwą turystyczną. I wyczekując aż schłodzi się nasze 2-litrowe, chorwackie piwko, przechowywane oczywiście w plastikowej butelce. Bo to nie była wysokobudżetowa podróż ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wspomnień z tego wyjazdu było sporo, choć w porównaniu do kolejnych był on mimo wszystko dość spokojny. Nie obyło się jednak bez akcji, o których i tak nie opowiem rodzinie - już wystarczająco się o mnie martwią, nawet bez tej wiedzy. Jeśli jesteście zainteresowani, to mogę zrobić kolejny wpis, na temat tej podróży jak i kolejnych. A jak nie, to może przynajmniej na wpis natrafi mój wykopowy towarzysz. Poprzednie konto już dawno usunąłem, wiec nie pamiętam, jaki miałeś nick, a pewnie gdzieś tu krążysz, bo człowiek z mirko nigdy nie wychodzi.

    #podroze #coolstory
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #coolstory

0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:1,0:0,0:0

Archiwum tagów