•  

    Niektórzy aktorzy mają przyszyte łatki z pojedynczej roli. Jak bardzo nie staraliby się i nie wysilali na planach innych filmów to chuj świąt nie będzie. Szwagier jest dość istotną osobą na europejskim rynku produkcji filmowej, a idzie za tym to, że jeździ po masie festiwali filmowych i zna go sporo znanych ludzi. Któregoś razu, dostał zaproszenie na rozdanie Złotych Lwów w Trójmieście, no i za jego propozycją wybrałem się z nim. Dzień wcześniej odebraliśmy identyfikatory do swoistej loży vipów, czyli sektora dla ludzi związanych z branżą filmową.
    No i tu zaczynają się schody, bo żaden z nas za kołnierz nie wylewa i wyszło tak, że dzień przed rozdaniem zachlaliśmy pały przeokrutnie.

    Zgubiliśmy w pizdu identyfikatory.

    Problem w tym, że o tym nie wiedzieliśmy do czasu, gdy spóźnieni dotoczyliśmy się do wejścia dla aktorów. Pan ochroniarz strażnik bezpieczeństwa licencjonowany prosi o identyfikatory, my ich nie mamy, to chuj nie wejdziecie.
    -no weź pan bądź człowiekiem wpuść patrz na tego typa to znany producent filmowy eseista.
    -wypierdalać, śmierdzicie wódą i wyglądacie jak bezdomni.
    Powoli żegnaliśmy się z nadzieją, ale okazało się że sytuacji przysłuchiwał się nikt inny jak sam papież. Piotr Adamczyk we własnej osobie. Odtwórca roli wielkiego polaka znał szwagra (nie pamiętam skąd) i postanowił się za nami wstawić. Podszedł do ochrony i mówi
    -proszę pana ja znam tych panów i jestem pewny że powinni oni być w środku, proszę ich wpuścić.
    -ale panie Piotrze kiedy ja nie mogę - stęknął ochroniarz
    -no proszę panów ręczę za nich proszę ich wpuścić
    -no ale kiedy bez identyfikatorów albo chociaż zaproszeń ja nie mogę.
    -tak? (Tu już Adamczyk ostro się wkurwił) To ja proszę kurwa szefa ochrony
    Ochroniarz poleciał po szefa, a Karol Wojtyła gotował się w środku.

    W końcu zjawił się szef. Adamczyk wziął go na stronę, pogadali chwilie, szef kazał nas wpuścić i dać jakieś kartki z pieczątką żebyśmy mogli swobodnie się poruszać po festiwalu.
    Szef ochrony przechodząc obok swoich podwładnych rzucił tylko

    pokaż spoiler "no panowie żeby papież musiał...".


    Od tego czasu bardzo szanuję Pana Piotra Adamczyka i przestałem pić przed rozdaniami nagród.

    #coolstory #truestory #piotradamczyk #papiez
    pokaż całość

    źródło: i.iplsc.com

  •  

    Zrobiłam na kolację, tak jak mówiłeś @nalej_mi_zupy (ʘ‿ʘ) Niebo w gębie ziemia pod nogami
    Glodna sie robie po alkoholu

    #kuchnia #foodporn #jedzenie #oswiadczenie #coolstory #wygryw #gotujzwykopem

    źródło: wwwww.png

  •  

    Jak mam do 5-6 produktów to zawsze płacę gotówką odliczoną co do grosika, nie dość, że ćwiczę mózg, to jeszcze biedna kasjerka nie musi 5 minut wygrzebywać reszty, dzięki temu wszystko idzie płynnie. Nie uważam się za bohatera, ale wiem, że w jej oczach nim jestem. #oswiadczenie #coolstory

  •  

    Zajechalem w rodzinne strony na weekend i trafiłem w potężną inbę rodzinną.

    Kuzyn miał się żenić z pewną panną. Jeszcze nie ustalali takich rzeczy jak sala itp. ale już zaczęli szukać. W tej dosyć zaawansowanej sytuacji narzeczona kuzyna postanowiła mu nagle oświadczyć, że nie chce zmieniać nazwiska. Łączonego też nie chce, bo "nie".

    Te "nie" to zapewne podpowiedzi jej koleżaneczek i chęć podpisania się przed nimi, po panuje u nich jakaś dziwna moda na nie zmienianie nazwiska, ale mniejsza o to.

    Na argument o tym, że chciała pajacowania z klękaniem i pierscionkiem na zaręczyny i wtedy mówiła, że jest tradycjonalistką, powiedziała, że nie jest pełną tradycjonalistką i nie musi przestrzegać wszystkich tradycji.

    Kuzyn na takie coś odpowiedział, że dobrze, on to rozumie, ale też chce coś wyrzucić z tradycjonalizmu, dlatego nie chce mieć ślubu państwowego.

    Na krótkie Ale jak to?" narzeczonej powiedział, że skoro się kochają, to żadnej papier i urzędniczyna nie jest im potrzebny, wystarczy im przysięga przed Bogiem. Argument "Co ludzie powiedzą?" zbił tym, że ma ich w dupie, a poza tym i tak by gadali, skoro mieliby różne nazwiska.

    No i zaczęła się inba. Narzeczona w ryk, bo jak to tak bez formalności, przyszli teściowie i jego rodzice naskoczyli na niego, jakby nie wiedzieli, że jest uparty jak osioł i żadne krzyki jego zdania nie zmienią.

    W końcu po naskoczyli na tą narzeczoną, że problemy niepotrzebnie robi i tak dalej, więc powiedziała w końcu, że może jednak wziąć jego nazwisko. On powiedział, że wie iż ją zmusili, a on nie jest szantażystą i nie powiedział tego, żeby coś na niej wymusić i zdania nie zmienia, a ona może zachować nazwisko, bo on nie rości sobie do niego żadnych praw.

    Oczywistym jest, że w tej sytuacji narzeczona odeszła od niego z płaczem, a suszenie mu głowy zaczęło się od początku. To było kilka dni temu, a teraz trwa zimna wojna, oczywiście z zerwaniem łączności między stronami.

    Ciotki i babki obu stron powołały nawet sztab szybkiego reagowania kryzysowego i jutro po mszy mają być pierwsze obrady w tej sprawie, zapewne przy cieście i nalewce. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ech, odkąd przeprowadziłem się do miasta zapomniałem o tych wszystkich inbach i aferach, ale wystarczy jeden weekendowy przyjazd, żeby przypomnieć sobie jak to się spokojnie żyje na tej wsi XD

    #heheszki #truestory #coolstory #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #zwiazki #niebieskiepaski #rozowepaski #inba #polskiedomy
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

    •  

      A jak ktoś nie jest uczciwy i szczery to co robisz? Nadrabiasz że swojej strony udając, że nic się nie dzieje, gdy ktoś perfidnie chce cie oszukać?

      @Lawrence_z_Arabii: ciezko mi teoretyzowac, maz jest czlowiekiem na wskros uczciwym i oboje wyznajemy takie same zasady, a jest on pierwszym i jedynym facetem w moim zyciu.
      Natomiast w relacjach z innymi ludzmi po prostu kontakty ucinam lub ograniczam.

      Aczkolwiek brak checi zmiany nazwiska za chiny ludowe bym checia perfidneo oszukania nie nazwala, ale widac ludzie rozne priorytety maja :)
      pokaż całość

    •  

      Aczkolwiek brak checi zmiany nazwiska za chiny ludowe bym checia perfidneo oszukania nie nazwala,

      @agaja: czytałaś w ogóle co wyżej pisałem? To nie była zwykła chęć zostawienia nazwiska, tylko zmiana reguł panujących w związku gdy nam to wygodnie, bez informowania o tym partnera, aby osiągnąć korzyści.

      Gdyby ona na samym początku powiedziała, że tradycja jest dla niej mało ważna i można sobie z niej wybierać co wygodne, to nie byłoby żadnego problemu, ale ona najpierw robiła z siebie wielką tradycjonalistkę, aby zachowywał on się tak jak ona tego chce, a jak przyszło z jej strony ponieść koszty tradycjonalizmu, to jednak taki ważny nie jest.

      Natomiast w relacjach z innymi ludzmi po prostu kontakty ucinam lub ograniczam.

      Sam mu to dziś doradzałem po namyśle, argumentując to tym, że dziś może powiedzieć, że wierność jest dla niej bardzo ważna, a za rok powie, że jednak nie jest, a poza tym z nieznajomym to nie zdrada.

      Trochę go to ruszyło.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (307)

  •  

    Znałem ziomka co wbijał na wycieczkach w podstawówce do pokoju, ściągał koszulkę, polewał się wodą, krzyczał "operacja basen" po czym rzucał się na dywan i udawał że pływa

    #truestory #coolstory

  •  

    #coolstory #pasta #linijkarz

    Ja zawsze robię tak: podchodzę do dziewczyny w autobusie i wkładam jej do ręki linijkę - Trzymaj. - mówię. Wtedy rozdziawia buzię i bada mnie spojrzeniem jakby zastanawiała się, czy przypadkiem nie chcę zjeść jej ojca. A ja, oparty o szybę autobusu mówię, że Andrzej jestem. - O chuj tu chodzi? - pyta ona. - Ściśnij linijkę i odmierz 22 centymetry - z nonszalanckim uśmieszkiem pod nosem przenoszę wzrok z jej przestraszonej twarzy na migające za szybą sosny i mieniące się złotem pola pszenicy. Przez 7 sekund odpowiednio marszczę brwi, żeby wyglądać jak groźny amerykański aktor, po czym spoglądam jej głęboko w oczy. Zdążyła wszystko pojąć. Z nutką podniecenia i szczyptą żądzy pyta zaskoczona: - Tak długi jest twój penis?! A ja wtedy odpowiadam: - Nie, mała - robię krok w kierunku drzwi - Tak długa jest moja stopa. Po czym wychodzę, bo oczywiście zagadałem do niej 34 i pół sekundy przed przystankiem, jak zawsze. Schodzę wolno po schodkach nie oglądając się za siebie, wkładam ręce w kieszenie drogiego, pedalskiego płaszcza i odchodzę pogwizdując. Ona podbiega do okna aby spojrzeć raz jeszcze, wiem to. Tajemnicza sylwetka oddalającego się podróżnika przeszywa jej ciało spazmem pożądania. Homo viator, myśli. Nie wie, że za rogiem zrzucam pedalski płaszcz, którego kieszenie pełne są linijek. Po powrocie do domu dziewczyna masturbuje się jedną z nich, jedynym, co jej po mnie pozostało. Któregoś dnia świeci na linijkę ultrafioletem i znajduje tam numer, oczywiście napisany słownie po łacinie. Odszyfrowuje go i dzwoni, a to numer do znajomego pedofila, umawiają się i dziewczyna zostaje gwałcona. Znajomy pedofil przywozi jej poroże, które wieszam w piwnicy, wyciągam z kontenera następną linijkę i opuszczam pomieszczenie, rucham psa jak sra. czas rozpocząć polowanie, rucham psa jak sra. Tak, to ja, Linijkarz, jeden z ocalałych członków załogi greckiego tankowca Lotus. pokaż całość

  •  

    Miejsce akcji: Warszawa, Praga-Północ

    Czas: ok. Godz. 17:00 czasu srodkowoeuropejskiego, letniego.

    Stoję sobie na przystanku, czekając na autobus.

    Stoję, ponieważ ławka jest zajęta przez osranego i oszczanego żula, który rozmazał we śnie swoje fekalia na prawie całej ławce.

    Inni czekający są zdegustowani całą sytuacją, podobnie jak ja, ale nic nie da się zrobić, bo nawet po wywaleniu gentelmena w jego chwili słabości, ławka dalej będzie ujebana, a nikt jej mył nie będzie.

    Nagle zza roga wychodzi dwóch innych żuli, ciagnacych wózek ze złomem. Raczej trzeźwi, czyli mieli gdzieś poniżej trzech promili.

    Przechodząc koło ławki zatrzymali się i spojrzeli na swego konfratra. Jeden podszedł do niego i zaczął go szarpać. Tamten lekko otworzył jedno oko.

    Panowie uznali widocznie, że jest on świadomy, albo bardziej świadomy nie będzie, i zaczęli go opierdalać:

    (Transkrypcja wierna rzeczywistości, w miarę możliwości)

    - Kurwa! Co ty robisz?! Ludzie stoją, nie mają gdzie siedzieć, bo ty tu się uwaliłeś i srasz pod siebie. Wypierdalaj Stąd!!! Słyszysz?! Wstyd nam przynosisz!

    Nie słyszał, albo miał to w poważaniu.

    - Tak, kurwa? To zrobimy inaczej. Józek, bierzemy go.

    Wzięli go pod ręce i zaciągneli w krzaki nieopodal. Główny bohater nie protestował, albo, co bardziej prawdopodobne, wcale tego nie zauważył.

    Panowie żule wrócili do wózka, jeden wyciągnął z niego jakąś szmatę i zaczął ścierać ławkę z gówna i szczyn. Drugi w śmietniku znalazł niedopitą wodę gazowaną i polewał ławkę, znacząco ułatwiając jej mycie.

    Starli to nawet dobrze, gdybym nie wiedział, to nie domyśliłbym się co tam się działo jeszcze 10 minut temu.

    Panowie po skończonej robocie wyrzucili szmatę do kosza, a na odchodnym przeprosili za "tego jebanego chama" (cytat dosłowny).

    Nikt się nie odezwał. Trwała absolutna cisza, którą przerwał nadjeżdżający autobus.

    Od dziś będę inaczej patrzył na mijanych żuli.

    (zdjęcie nie ma nic wspólnego z całą akcją)

    #warszawa #truestory #coolstory #patologiazewsi #patologiazmiasta #heheszki
    pokaż całość

    źródło: i.ytimg.com

  •  

    Wiele lat temu w gimbazie mieliśmy taki przedmiot, coś zamiast "Plastyki" z podbazy, nie pamiętam jak się zwał. Generalnie jeden z tych odlewanych przedmiotów ale trafił nam się nauczyciel który niejako był nieco zdegradowany bo był dyrektorem w podstawówce która zlikwidowano. No i był u nas w klasie taki Bartek, typ buntownika co to nie będzie malował bo to zajęcie dla dziewczyn, bardzo podpadł rzeczonemu nauczycielowi do tego stopnia że na jednej z ostatnich w roku szkolnym lekcji zarobił od niego w karczycho i dostał taką burę że aż całą klasa była przestraszona przez kilka następnych dni. Nauczyciel swój monolog zakończył słowami:
    - Możesz mi kurwa wierzyć że jak dożyję to nie przejdziesz do następnej klasy!

    Minął tydzień, Bartek mocno się zląkł i postanowił nadrobić zaległości, wykonał wszystkie zaległe pracę i przyszedł wystraszony z wielką teczką na zajęcia. Tuż przed lekcją korytarz obiegła smutna wiadomość - nauczyciel zmarł w nocy na problemy z sercem, nastała cisza i zaduma którą przerwał Bartek ciskając z całej siły teczką o podłogę i wrzasnął wkurzony
    - No skurwieli wziął i umarł a ja się tak napracowałem!!!

    #truestory #coolstory #gimbaza #czlowiekskurwiel
    pokaż całość

  •  

    Kurde Mirki, jaką akcję miałem.

    Wczoraj zasnąłem dosyć wcześnie, bo zmęczony byłem jak ksiądz po kolędzie i to był błąd, bo w środku nocy przebudziłem się nagle i niespodziewanie. Pomimo prób odpłynięcia w krainę marzeń sennych moje starania okazały się daremne, a rzeczywistość trzymała się mnie jak opryszczka kurwy. W końcu znudzony staraniami wstałem, aby napić się chłodnej odświeżającej wody i pijąc tak ten pyszny napój stanąłem przy oknie z widokiem na sąsiedni blok. Cyferblat zegara wskazywał 3:27, więc wszystkie światła w bloku naprzeciwko były zgaszone, oprócz jednego. Środkowa klatka, drugie piętro, mieszkanie po lewej. Nie musiałem nawet liczyć. Wiedziałem, ponieważ mieszkał tam mój stary kumpel z dzieciństwa. Ostatnio rzadko się widywaliśmy zajęci swoimi rodzinami, pracą, całym tym dorosłym szajsem, który ni stąd ni zowąd wyrósł nam jak kurzajka na stopie bywalca łaźni miejskiej dla Cyganów.

    No i stoję, i patrzę w to okno i w pewnym momencie dostrzegam kartę naklejoną właśnie na nim, i z ciekawości biegnę po lornetkę, robię zoom x10, i odczytuję z pewnymi problemami ale z całą pewnością. „POMÓŻ MI”. O chuj, momentalnie oblewa mnie zimny pot. Cały się trzęsę z nerwów, ale zakładam na siebie spodnie dresowe i biegnę po schodach jak szalony, przecinam podwórko, to pole minowe z psich gówien ułożonych pewnie w jakiś tajemny psi szyfr i wbiegam na drugie piętro środkowej klatki i wchodzę do mieszkania po lewej odważniej niż babcie do tramwaju numer 10 na Biskupinie.

    O dziwo w mieszkaniu panuje kompletna cisza, cisza jakiej nigdy jeszcze nie doświadczyłem. Słyszę własne serce, bije jak oszalałe, jakby chciało mnie ostrzec i zatrzymać w pół kroku. Gdy zbliżam się do drzwi owego pokoju jestem już jebaną sumą wszystkich lęków, ale naciskam na klamkę i... okazuje się, że pokój jest pusty. Rozglądam się dookoła, ale wszystko wydaje się być na swoim miejscu, tylko ani Andrzeja, ani jego rodziny nie ma. Mieszkanie jest puste jak lista grzechów papieża.

    Wtedy przypadkiem zerkam na swoje okno przez okno Andrzeja i widzę zapalone światło i kartkę. Kartkę naklejoną na szybę. Kurwa to się nie dzieje, szybko więc przykładam do oczu lornetkę, której zapomniałem zdjąć z szyi w pośpiechu i odczytuję napis na kartce, który mówi „PRZEPRASZAM PRZYJACIELU, WYBACZ, ONI KAZALI MI TO ZROBIĆ”.

    Czuję, że ziemia się pode mną zapada, ale ja jak w transie, wybiegam z mieszkania kolegi, ponownie przecinam podwórko, wbiegam do swojego mieszkania i nagle czuję, że mdleję. Czy to ze strachu, czy z emocji? Nie wiem. Nie wiem też ile to moje omdlenie trwało, ale gdy odzyskuję świadomość to okazuje się, że jak gdyby nigdy nic leżę w łóżku obok mojej żony. Wstaję więc wyczerpany i idę po szklankę wody.

    Czy sen może być tak realistyczny?

    Nie miałem nawet sił, żeby o tym myśleć. Chciałem jedynie się napić i pijąc tak ten pyszny napój stanąłem przy oknie z widokiem na sąsiedni blok. Cyferblat zegara wskazywał 3:27, więc wszystkie światła w bloku naprzeciwko były zgaszone, oprócz jednego. Środkowa klatka, drugie piętro, mieszkanie po lewej.

    #coolstory #pasta #creepystory #feels #wroclaw
    pokaż całość

  •  

    Dzisiaj odwiedziała mnie koleżanka, którą bardzo lubię. Bardzo miła osoba generalnie. Zaprosiłem ją na spacer. W pobliżu mamy taki ładny park, gdzie rośnie duża ilość różnokolorowych kwiatów. Ubrałem się w ładną koszulę, nałożyłem spodnie do garnituru i sie spotkaliśmy o ustalonej porze. Było wspaniale, na koniec ja przytuliłem, a ta powiedziała z uśmiechem:

    Błażej, jesteś ostatnio taki mniej weselszy, może to Ci poprawi humor?

    Usmiech poszerzył się jej, a potem wręczyła mi zapakowaną sporą ilość czekolady. Podziękowałem i wróciłem do domu. Położyłem na stole i zapomniałem o czekoladzie. Pod wpływem promieni słonecznych po pewnym czasie stopiła się. Zaczął się ulatniać dziwny zapach i mi się przypomniało o deserze. W pierwszej chwili myślałem, że się w jakiś dziwny sposób zepsuło, ale uznałem to za niemozliwe, a ponadto zapach był coraz wyraźniejszy. Zakrywam dłoniami usta i powoli odwijam folie, a tam

    pokaż spoiler JEBANA SZTABA GOWNA TA KURWA ZAMIAST NORMALNIE MI ODMOWIC ZAPAKOWALA CIEKLY KAL W FOREMKE I NASTPNIE MI GO WRECZYLA NIE ZAPOMNE CI TEGO ANIA NIGDY KURWA ROZUMIESZ TO?


    #truestory #coolstory #zwiazki #rozowepaski #logikarozowychpaskow
    pokaż całość

  •  

    Odwieczna wojna miedzy uzytkownikami telefonow Samsung i iPhone zawsze mnie bawi, niech kazdy korzysta z produktu, ktory lubi jednak serwis Appla jest zajebisty o czym sam sie dzis przekonalem. W lutym kupilem juz kolejny telefon od Appla. Z wczesniejszymi nigdy nie mialem problemow. Najczesciej zanim zdazylem go zepsuc to albo gubilem albo ktos mi go kradl. Dzis rano budze sie jak zawsze, biore tel aby przejrzec #wykop jednak bateria kompletnie rozladowana i brak jakiejkolwiek reakcji na zastrzyk mocy od ladowarki. Szybka decyzja o tym aby wyskoczyc do salonu Apple zeby sprawdzili co sie dzieje. Myslalem ze wysla tel na serwis i za jakis czas dostane informacje co sie stalo, jednak wszystko wygladalo z lekka inaczej.

    Pojawialem sie w salonie (jeden z wiekszych w Londynie wiec i w cholere ludzi) wyjasniajac co sie stalo. Sympatyczna Pani powiedziala ze w takich sytuacjach najczesciej jest to spowodowane zalaniem telefonu lub uszkodzeniami mechanicznymi. Zadna z tych rzeczy nie miala miejsca jednak od razu pomyslalem ze bede musial slono zaplacic za naprawe bo i jak to udowodnie? Dodatkowo poinformowano mnie ze trzeba sie umowic na spotkanie aby obejrzeli tel lub moge poczekac i bedzie to tak zwana sytuacja awaryjna czyli ktos umawia sie na konkretna godzine ale nie przychodzi wiec moge wskoczyc na miejsce tej osoby. Ok skoro juz przyjechalem to poczekam. Pani zaproponowala ze wysla mi sms lub email jak tylko pojawi sie wolne 'okienko' jednak nie mialem z soba zadnego innego urzadzenia, na ktorym moglbym odebrac jakakolwiek wiadomosc. Wpisali mnie na liste i polecili zebym byl w zasiego wzroku lub zebym pojawial sie co 30 min. Po 20 minutach przychodzi do mnie serwisant pyta co sie dzieje, oglada telefon, podlaczyl go do laptopa i wykonuje testy. Sympatyczna atmosfera, gadka szmatka, caly czas cos klika i rozmawiamy. Po kilku minutach mowi, ze rzeczywiscie jest jakis problem na stykach i skoro nigdzie nie uderzylem telefonem ani go nie zalazlem to rzeczywiscie moze byc jakas wada fabryczna (po 7 miesiacach korzystania? ;) ale musialby go zabrac na dokladniejsze sprawdzenie. Wywiazuje sie rozmowa:

    Serwisant: Kiedy ostatni raz robiles backup?
    Ja: Jakis miesiac temu jednak dokladnie nie pamietam.
    Serwisant: W takim wypadku mam dwie opcje. Jezeli checesz to moge zabrac Twoj tel na kilka dni i sprobowac go naprawic. Tym sposobem nie stracisz danych, ktore nie zostaly zapisane. Oczywiscie na czas naprawy dam Ci telefon zastepczy. Chyba ze nie zalezy Ci az tak bardzo na informacjach, ktore wrzuciles na telefon od ostatniego backupu to przyniose Ci zaraz nowy telefon.
    Ja (troche mindfuck bo slyszalem ze maja konkretny serwis i w tancu sie nie pierdola ale nie spodziewalem sie ze az tak): Spoko nowy telefon moze byc.

    Facet wrocil po 2 minutach z pudelkiem, wyciagnal nowy telefon i mi go wreczyl przepraszajac ze zepsul mi sie ich produkt i ze musialem czekac.

    Zadnych kart gwarancyjnych, zadnych dokumentow, zadnego innego sprawdzania. Musialem jedynie zalogowac sie na moje konto na iCloud.

    Powrot do domu, podlaczenie tel do internetu, kilka aktualizacji i po 20 minutach wszystkie dane wrocily do praktycznie tego samego stanu jak wczoraj.

    #iphone #apple #uk #coolstory #dziekujepanjobs no i jeszcze #samsung tak wyglada porzadna obsluga klienta ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    pokaż całość

  •  

    Mireczki i Mirabelki, opowiem tam jak wygrać, nie będąc wylosowanym. ;) Ale po kolei...

    O jakiej loterii mówię? Pewien planszówkowy vloger zorganizował loterię, w której losował kogoś spośród swoich subskrybentów. A jako że ludzie subskrybują kanały a potem o nich zapominają, nie oglądają ich regularnie - jeśli zwycięzca nie zgłaszał się przez kilka dni, pula nagród rosła i przechodziła na inną wylosowaną osobę. Aż nastąpił moment, w którym w puli było już siedem gier, a ja przypadkowo trafiłem na ten konkurs. Sami zobaczcie odpowiedni fragment filmu.

    I tu narodziła się cwana idea. Gdybym był wylosowany i nie wiedział o tym... fajnie gdyby ktoś dał mi znać. Postanowiłem więc znaleźć zwycięzcę i pogratulować mu wygranej, zakładając, że o niej nie wie, jak jego poprzednicy, którzy nie zgłosili się i dzięki którym pula urosła do siedmiu pudeł. Misja nie była skomplikowana dzięki niepowtarzalnym danym - nie był to Jan Nowak ani Piotr Kowalski, nie była to też osoba wykluczona cyfrowo, szczycąca się brakiem fejsbuka. Mało tego, okazało się, że mamy nawet jakichś wspólnych znajomych.

    Zgodnie z założeniem - zwycięzca nie miał pojęcia, że został wylosowany, i pewnie gdyby nie mój szczwany pomysł, nagroda by mu przepadła, pula urosła i tak dalej. Napomknąłem przy okazji przekazywania informacji i gratulacji, że jeśli ma ochotę dżentelmeńsko podzielić się jednym pudłem, będę zaszczycony. Sam na jego miejscu tak bym zrobił, a jako że trafiłem na człeka równie honorowego, to dziś, gdy nagroda już do niego dotarła, dostałem do wyboru jedną z trzech, z siedmiu gier. Tak oto, wygrałem nie będąc wylosowanym, a wylosowany też wygrał i otrzymał nagrodę dzięki mnie, win-win i obydwaj możemy pić kompot. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #niewiemjaktootagowac
    #grybezpradu #gryplanszowe #coolstory
    pokaż całość

    •  

      @Niekumaty_ tak, gra to nie święty graal. Jest to przedmiot, który się używa(i zużywa) dla dobrej zabawy. Bez przesady z tym brakiem dystansu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    •  

      @polwac: A czy ja mówię, że Święty Grall? Na moje gry już nieraz wylało się piwo i jakoś nie płakałem wtedy 3 dni do poduszki. Zdarza się, trudno. Ale czym innym jest zużywanie się gry w czasie rozgrywki, a czym innym celowa dewastacja komponentów.

      +: Taiffun
    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Zbulwersowanie tym postem przypomniało mi, jak kiedyś udało mi się udupić dwóch Januszy Biznesu w białych rękawiczkach.

    #coolstory 1: Wiadomo, każdy student chce dorobić. Kumplowałem się z jednym pewnym facetem na roku, zanim zaczął studia spędził rok po technikum kładąc instalacje elektryczne i niskoprądowe i był niezły w te klocki, ja byłem dość zaawansowany z PLC. Zagadał kiedyś do nas trzeci kumpel, że jego sąsiad na wiosce chce sobie zrobić automatykę w szklarni, i to dość sporej - tak z 10x40m. Z gęby było widać, że wiejski kombinator, ale...co mi tam. Poszliśmy, zobaczyliśmy czego chce - tutaj zawór wody, tam siłownik do otwarcia okien w dachu etc, czujnik temperatury, światła etc. Ustaliliśmy, że kupuje materiały, płaci nam za instalację wszystkiego, ja w międzyczasie robię dla niego program wg. jego wytycznych (włącz wodę o tej godzinie na tyle i tyle czasu jeżeli wilgotność gleby jest poniżej pewnego poziomu i powietrza poniżej innego poziomu, otwórz klapy na dachu jeżeli jest za ciepło itd. etc.).

    Co ważne - na wypadek zaniku prądu, sterownik był wyposażony w tzw. real-time clock, czyli żeby na przykład nie otworzył klap w środku nocy zimą po przywróceniu zasilania itd. Zabudowaliśmy tam manualny override ale dość sprytny, bo i tak sygnał przechodził przez sterownik :)

    Z instalowaniem osprzętu i kablami uwinęliśmy się w parę weekendów, facet kupił materiały i sprzęt ale z kasą dla nas było trochę gorzej (umówiliśmy się na płatność za robotę). Miało być po 1500PLN na łebka za projekt i instalację + bonusowy tysiąc dla mnie za program (chłopaki do dzisiaj panicznie boją się programowania ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Wypłacił po 500PLN na koniec roboty bo 'wincyj tera nie mam, zapłacę za 2 tygodnie'. Myślę sobie - OK, mogę poczekać, z głodu nie umieram. Coś mnie tknęło i do ostatniej wersji softu wgrałem mały bonus, który uaktywniał się po miesiącu i kilku dniach od daty wgrania. Oczywiście wersja bez bonusu była również gotowa i w planach było jej wrzucenie jako 'znalazłem mały błąd, wgram panu poprawioną wersję'

    Minął miesiąc, pomimo telefonów co 2-3 dni facet miał na nas totalnie wyjebane - w końcu miał działającą instalację.
    Miesiąc i parę dni po deadline (jak było 'zaprogramowane' - w sobotę) budzi mnie telefon:
    -Ty gnoju zajebie cie ! - drze ryja Stefan (bo tak miał na imię)
    -Ale o co chodzi - ? Odpowiadam, śmiejąc się w duchu.
    -Kurwa, włączyło zawór wody i nie chce wyłączyć, w szklarni mam basen, uju.
    -Wie Pan, nie zapłacił Pan całej kwoty za za robote i program, jak Pan powinien, to i program nie działa jak powinien.
    -Ja Cię uju oskarzę ! Straciłem tysiące złotych !
    -A widzi Pan, trzeba było rozliczyć pozostałe cztery tysiące i odpowiadać na telefony. Poza tym nie mamy żadnej umowy więc może mnie Pan w pompkę cmoknąć jak już ochłonie. Teraz jakakolwiek robota przy systemie to zaległa kwota razy trzy.
    -Zajebię cię !

    Odłożyłem słuchawkę.

    Koniec końców wieczorem jak już ochłonął podjechaliśmy do niego, z drugim samochodem pełnym chłopaków (na wypadek gdyby chciał komuś wbić widły w plecy), odebraliśmy zaległą kasę x3 i wgrałem działający program. By nawet ode mnie pliki źródłowe dostał...

    #coolstory 2:
    Na studiach robiłem również IT po firmach. Nic specjalnego - postawic system, backupy, routery, kamery IP etc., pracowałem głównie z polecenia i na gębę.

    W jednej firmie problemem przy wykrawarkach CNC były klucze sprzętowe, które podpinało się pod port LPT (były to okolice 2006-2008 roku. Teoretycznie jeden powinien pracować na jednej maszynie, w praktyce stosowało się takie śmieszne switche LPT za 50PLN, które sprytnie przełączały się pomiędzy komputerami i trzech programistów mogło pracować używając tylko jednego klucza.

    Problem był w tym, że klucze do maszyn Amada współpracowały bez problemu z takim switchem a klucze do maszyn LVD już niekoniecznie i lubiły się wysypywać, zresztą designerzy woleli soft od Amady, był przyjemniejszy do pracy.

    Dla jednej firmy klepnąłem w Delphi program, który przerabiał lekko plik GCODE (zmiana referencji, numerów narzędzi i paru innych parametrów), dzięki czemu można było używać plików wygenerowanych w jednym sofcie na maszynie innego producenta. Żadna filozofia - otwórz plik tekstowy, zamień parę rzeczy, zapisz plik tekstowy.

    Pojawiłem się z polecenia w pewnej firmie zainstalować i skonfigurować dla nich NASa (miała byc to jedyna robota). Rzuciłem okiem, okazało się że mają podobną sytuację, co pierwsza firma, czyli wykrawarka Amady a obok stały LVD. Podrzuciłem temat, pokazałem co potrafi ten soft, zrobiłem parę korekt pod ich system ustawienia narzędzi i umawiając się 'na gębę' mieli potestować a następnie w ciągu 2 tygodni wystawić umowę-zlecenie i przelać mi kasę. Nauczony poprzednią sytuacją, również zostawiłem w sofcie małe kuku.

    Minął miesiąc, telefony co 2 dni, "umowa będzie pojutrze bo właściciela nie ma". W końcu mam telefon od szefa produkcji że im się 'wykrawarka zepsuła'. OK - jedziemy ;)

    Prychodzę rano, operatorzy płaczą ze śmiechu.

    Firma miała spore zamówienie, ponieważ detal miał tylko malutką zmianę nikt nie puścił prototypu tylko wrzucili na maszynę gotowy program i kazali jakiemuś młodemu wkładać i wyciągać blachy. Młody, chcąc się wykazać ile to on na zmianie nie zrobi tylko wkładał i wyciągał skończone arkusze, nie patrząc co maszyna na nich wykrawała....a wykrawała na blachach 1x1.5m gigantyczne penisy z napisem 'KONIEC LICENCJI'. Zanim ktoś się zorientował, poszło tego kilkanaście sztuk.

    Tutaj właściciel akurat docenił żart, dorzucił parę stówek za 'używanie programu bez licencji' i sprawa zakończyła się pomyślnie :-)

    #pracbaza #praca #coolstory #januszebiznesu
    pokaż całość

  •  

    Dobra Mirasy... Debil, który wymyślił Axe Anti-Hangover na kaca powinien się zdrowo pierdolnąć w głowę...

    Gęste, lepkie, o intensywnym zapachu kompletnie nie nadaje się do picia. Męczyłem pół szklanki, bo ciągle zbierało mi się na wymioty, ale myślę sobie "Bohater, przełknij, w końcu na kaca, teraz może i jest Ci nie dobrze, ale potem będzie jak ręką odjął"...

    I wicie co? Siedzę praktycznie przytulony do kibla już 3 godzinę, bo ciągle rzygam tym świństwem i wcale mi się nie poprawia...

    2/10 nie polecam...
    #kac #axe #truestory i wcale nie #coolstory #pasta
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Hej Mirasy,

    Pamiętacie mój wpis w którym kazałem mBankowi zapłacić stówę na dom dziecka za niechcianą ofertę marketingową? Stówę dostałem na swoje konto i sam musiałem przelać gdzie trzeba.

    W tym tygodniu znalazłem w skrzynce wielka kopertę, ze znaczkiem z pisanką ( ͡° ͜ʖ ͡°) jej zawartośc możecie zobaczyc poniżej. Już dawno nic mi tak nie poprawiło humoru.

    A ponieważ nie warto spoczywać na laurach, do ubezpieczyciela i jakiegoś sklepu internetowego już napisałem, że nie wyrażałem zgody na spam mailowy i każda następna oferta wysłana do mnie jest równoznaczna z chęcią wpłaty stówy na wybrany przeze mnie cel charytatywny.

    @LaudatorLibertatis może znalazłbyś chwilę, żeby przygotować wzór maila do takich spamerów, wtedy każdy Mirek mógłby się przyłączyć ᕦ(òóˇ)ᕤ

    #coolstory #feelsgoodman #banki #oszukujo #stozlotychodspamera
    pokaż całość

    źródło: dyplomik.jpg

  •  

    pokaż spoiler #pasta #coolstory #feels

    < bądź mną level 18
    < impreza na rozpoczęcie roku akademickiego
    < godzina już poranna
    < piosenka księżycowa
    < stoisz przy ścianie ona podchodzi
    < zatańczysz?
    < obejmuje Cię
    < jesteście blisko
    < "kiedyś wszystkie czarne dni obrócimy w dobry żart"
    < wychodzicie na zewnątrz już jasno
    < o mój boże jaka ona jest śliczna
    < drobna brunetka w turkusowej, zwiewnej sukience pod kolor oczu
    < odprowadzasz ją
    < spotykacie się
    < kochacie się szczerze
    < wzajemne wprowadzanie into seksy
    < miłość kwitnie
    < 3 levele później
    < wyjdziesz za mnie?
    < ... przyjmij tę obrączkę jako dowód...
    < jesteście najszczęśliwszymi ludźmi na świecie
    < zło tego świata was nie dotyka
    < miłość nadal kwitnie, uczucie się umacnia
    < level 25 i dwie kreski
    < córeczka imię Agnieszka
    < level 26 dziwne zachowanie ukochanej
    < bóle głowy, wymioty, gdzie ja jestem?
    < ona mdleje
    < szpital, badania
    < nowotwór: pozytywny, glejak
    < o ja pierdole
    < chemia
    < przerzuty
    < "zostało jej kilka tygodni"
    < odwiedzasz ukochaną Ci osobę z córką
    < "kim jesteś"
    < w samochodzie płaczesz
    < odeszła do lepszego świata
    < załamanie, depresja
    < level 28
    < straciłeś prace dobrą prace
    < zapierdalasz na budowie, nocami w piekarni
    < 15 października 2014
    < włączasz radio w kuchni
    < gotujesz kolacje dla gości
    < kaczka do piekarnika
    < piosenka księżycowa w radiu
    < siadasz na sofie
    < dotyk jej rąk na twoich barkach... policzka i włosów na torsie...
    < nostalgia
    < płaczesz
    < przychodzi mała
    < tatę czemu płaczesz?
    < taka podobna do matki...
    < pukanie do drzwi
    < mała otwiera
    < teściu z teściową
    < obejmują Cię i płaczą z Tobą
    < kaczka pyszna
    < zjedli w milczeniu
    < oglądanie zdjęć ze studiów
    < płaczecie
    < 15 października - wtedy odeszła
    < na zawsze zachowasz ją w pamięci
    < dodaj wpis na mirko
    pokaż całość

  •  

    Właśnie odkopałem ciekawą fotografię sprzed ładnych 4 lat.

    Mój brat (pozdrawiam z tego miejsca, bo ma tutaj konto) na swoje 18 urodziny dostał ode mnie, znajomych i (byłej) dziewczyny własnoręcznie wykonany czołg. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jak widać na załączonym zdjęciu - był przystosowany do poruszania się po drodze:

    - Miejsce dla jednego operatora, z możliwością oglądania wszechświata przez lufę zrobioną z rynny i ewentualnie włazu z kartonu,
    - Kółka skradzione z łóżka jednego z kumpli
    - Dużo kartonu i drewna
    - Siatka maskująca (nie było jej za wiele), na wypadek gdyby ktoś nas wykrył
    - Profesjonalnie wykonany kamuflaż
    - Numer rejestracyjny w postaci "pseudonimu" brata

    Tak przygotowanym pojazdem ruszyliśmy w świat, przejechaliśmy około kilometra prowadząc solenizanta chodnikiem. Zdjęcie pochodzi z postoju w Tesco, rzecz jasna jak prawdziwy pojazd przygotowany do jazdy - został zaparkowany na parkingu. Kontynuowaliśmy naszą podróż. Później zostawiliśmy ten czołg na całą noc z kartką "Jedziemy na sejm, czołg już mamy, zbieramy na amunicję", tymczasem świętując urodziny w mieszkaniu bez prądu.

    Edit: Jeśli dobrze pamiętam to z datków rzuconych przez przechodniów uzbieraliśmy na jeszcze jedno pół litra. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Reakcje ludzi były bezcenne, nikt nie robił problemów, wszyscy się śmiali, robili zdjęcia. Czołg stał jeszcze kilka dni, aż w końcu został przez kogoś rozebrany (prawdopodobnie na opał).

    pokaż spoiler To nie Kraków, Warszawa ani inne miejsce gdzie problemem są miejsca parkingowe. Mała mieścina co miała smoka Kicka.


    #truestory #coolstory #prezent #urodziny #suchabeskidzka #takbylo
    pokaż całość

  •  

    Znalazlem na silce w moim budynku dosyc duza monete w kolorze zlotym, z logo #bitcoin - nie znam sie na tym ale stwierdzilem, ze moze to miec jakas wartosc poza sentymentalna.

    Poszedlem do domu, napisalem kartke “jesli zgubiles 14 pazdziernika cos wartosciowego, napisz na +60xxxxxxx” (po angielsku oczywiscie).

    Wracam na silke przykleic kartke a tam ziomek biega z obledem w oczach. Pytam sie czy czegos szuka. On na to, ze tak. No to mowie mu zeby to opisal ( ͡º ͜ʖ͡º) Opisal te monete to mu ja oddalem. Malo sie nie zesral ze szczescia.

    Powiedzial ze jest warta $7000. Nie wiem ile w tym prawdy.

    pokaż spoiler Ani lodzika ani nic


    #coolstory #truestory #feuernaemigracji
    pokaż całość

  •  

    Trzeba prawilnie spędzić piątkowy wieczór, więc postanowiłam nauczyć kota komendy "siad".
    Oczywiście komenda, napieranie trochę, żeby usiadł i smakołyk. Nawet szybko załapał
    Teraz siedzi na środku pokoju z dupą i drze mordę czekając na nagrodę a ja zastanawiam się kto tu kogi tresuje ( ͡° ʖ̯ ͡°)
    #kot #smiesznykotek #coolstory #heheszki #piatekpiateczekpiatunio pokaż całość

  •  

    Pamiętam jak 15 lat temu poszedłem na swój pierwszy koncert metalowy. Ja to taki wtedy byłem dresik z #nowahuta nie żebym tam był agresywny do ludzi, czy przystanki rozpierdalał, ale jak trzeba było to w mordę mogłem dać, dać mogłem jak mnie ktoś zdenerwował ( ͡° ͜ʖ ͡°) No i miałem takiego kolegę w klasie co mi ciągle gadał o tym metalu i żebym z nim poszedł na koncert. No i mówię mu dnia pewnego "dobra no to chodźmy cwaniaczku". Czasami do niego wpadałem wcześniej to mi bombardował głowę puszczanymi co chwilę teledyskami #slipknot , gadał o wyższości napierdalania w perkusję nad wszystkim innym, że musiałem aż na fajkę wychodzić co 20 minut, bo nie mogłem wytrzymać wtedy tego wszystkiego i tego darcia mordy w tych teledyskach.

    I pojechaliśmy na krakowski rynek w końcu, ja oczywiście w dresach w 3 paski (autentyk), opierdolony na głowie na 2 mm i sobie u niego w domu pomalowałem kilka paznokci na czarno markerem, bo mi się śmiać chciało, że tak widziałem na teledysku. No i wchodzimy. Na wstępie jacyś podpici goście przed wejściem, no typowi słuchacze metalu, długie pióra etc. patrzą tak na mnie i mówią "Sorry, ale chyba.. yyy.. pomyliłeś knajpy stary, tutaj wiesz grają inną muzykę, serio serio". No, ale włazimy, bo oni przecież niewiedzą, że ja dobrze wiem, gdzie przyszedłem. No i zaczyna się jazda.

    Kurwa mać, jakieś pogo widzę pod sceną (nie widziałem wcześniej na żywo), trochę tak nieśmiało podszedłem na tyły, a znajomy już poleciał do przodu i zaczął się przepychać pod scenę. Wróciłem pod bar, sobie myślę strzelę z jednego browara, bo tak się trochę nieswojo czuję. Wszyscy mnie obcinają co chwilę i w ogóle różnię się od każdego w tej knajpie. Wypiłem to piwo na szybkości i wróciłem pod scenę. I tak mnie nagle porwały te rytmy, ta zadyma pod sceną, że wpadłem tam jak w amoku i zacząłem napierdalać pogo. Czułem jak spadało tempo, że mnie ludzie mocno obcinają wokół w stylu - co ten dresiarz tutaj robi i chyba jakiś naćpany, albo coś - a mnie serio wkręciło na ostro. Zacząłem się dobrze bawić, wsłuchiwać w muzykę, takty.

    Wyjebałem się nagle na plecy pośród ludzi, podczas tych kuksańców, przepychanek. Czuję, że zgubiłem buta i już w naturalnym osiedlowym odruchu przybrałem pozycję z gardą spodziewając się, że zaraz po mnie będzie ktoś skakał, kopał mnie, okładał w pijackim amoku nogą. A tu co? Łapią mnie za fraki ludzie stojący wokół młynu i stawiają do pionu, ktoś z boku podaje mi buta. O kurwa jaki ja wtedy przeżyłem szok. Jak ja się zajebiście wtedy poczułem wśród tych ludzi. To było jedno ze zdarzeń które do dziś wspominam z nutką nostalgii ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Piąteczek, piątunio, alkoholiczunio to mi się przypomniało takie zdarzenie którym chciałem się podzielić z Wami.

    #takbylo #wspomnienia #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Środek licbazy, okolice października
    Kumpel ze swoimi ziomkami łaził bez celu, spijając pysznego VIPa i przepalając go czerwonym Viceroyem.
    Po jakimś czasie spotkali swojego kumpla, który biegając między wrocławskimi kamienicami, bardzo dziwnie się zachowywał.
    Jak wcześniej pisałem były okolice października, więc szybko się zorientowali, że ich kumpel jest na

    niezłej grzybowej piździe xD No to podeszli do hehe ziomka i pytają co on odjebuje xD
    - Kurwa, chopy, krasnoluda mam w domu i nie wiem co robić xD
    - Dobra Pszemek, nie fazuj tak, naćpałeś się guwniakami i masz El Dorado w głowie.
    - Nie no, kurwa, chopy, pokażę wam, u mnie w mieszkaniu go schowałem żeby nie spierdolił!Jako że chopy nie miały co robić, poszli do mieszkania grzybiarza. Wchodzą, a tam
    rzeczywiście coś się odpierdala dziwnego xD Szafa stoi na środku pokoju, wszystkie meble zastawiają szafę, a ze środka wydobywa się jakiś jęk xD
    - Mówiłem, chopy, krasnoluda mam! - Mówił to na przemian z „ale mam pizdę” i „o kurwa, co to
    było” xDDD
    Chopy zdezorientowane w chuj, nie wiedzą co się dzieje, więc postanowili to sprawdzić. Dokopali się
    do szafy, otwierają, a tam dziecko z downem w niebieskiej czapeczce xDDD
    I teraz zaczyna się całe jebajło xD Grzybiarz Pszemek spierdala do kibla i się zamyka, down wymyka
    się spod kontroli i zaczyna biegać po całym domu i ślini co się da, chłopaki nie wiedzą czy śmiać się
    czy płakać, inba na całego xD Biegną do łazienki, napierdalają w drzwi i pytają skąd on downa wziął w
    połowie października xD On mówi że to nie down, tylko krasnal. Jak palił fajkę z Bilbo Bagginsem i
    oglądał fajerwerki to przybiegł Sam i mu zaczął nawijać o inwazji krasnali. Więc on jednego dla okupu
    zabrał xDDD
    A CO SIĘ OKAZAŁO?
    Grzybiarz Pszemek ukradł dziecko z downem, które wraz z pozostałymi downami z wycieczki
    zwiedzało Wrocław xDDD
    #pasta #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Czas na eksperyment, do którego natchnęło mnie pewne zdjęcie, które znalazłem na mirko. Każdy, kto choć kilka razy wsiadł na tę karuzelę śmiechu wie, jak często są tu różne dziwne historie, których autorów zasypuje się obrazkami z baitem. I nie wiem czy wy też tak macie ale zawsze zastanawiam się, co jeśli ci ludzie faktycznie mówią prawdę xD Opowiem wam historię tej fotografii i chętnie sprawdzę czy uznacie ją za bait ( ͡° ͜ʖ ͡°) Nie jest buk wie jaka porywająca, ot ciekawostka.

    tl;dr

    pokaż spoiler Zrobiłem tę fotkę w gimbazie na wycieczce a moi rodzice zarobili na niej ładnych kilka tysi


    Otóż zrobiłem tę fotkę, jak i kilka innych podobnych tego dnia będąc gówniakiem w gimbazie na wycieczce w naszej pięknej stolycy. Co śmieszniejsze to ja w ogóle nie wiedziałem kto to jest xD "Hej Anon, patrz Weronika Rosati hehehehe". Wut? A kto to kurwa jest Weronika Rosati? Miejscowi to pewnie już w dupie mają tego typu akcje ale przyjechała wycieczka z zadupia i już się wszyscy ślinią bo celebrytę ktoś zobaczył xD Jakoś mało mnie to obeszło ale pomyślałem, że Mame siedzi na tych całych pudelkach czy innych gównach a aparat na wyjazd pożyczyła no to pstryknę tę fotkę na pamiątkę ᶘᵒᴥᵒᶅ.

    Żeby było śmieszniej nikt nie ogarnął kim jest śmieszny grubas. Cała klasa jak jebnięta podbiła po autografy, któryś śmieszek podbił do Harveya ale usłyszał że "kolega" nie mówi po polsku. I temat się skończył, można się rozejść. Po powrocie do domu zgodnie z przewidywaniami Matka to aż musiała usiąść z wrażenia jak zobaczyła fotki. I tu zaczyna się ciekawsza część, a mianowicie sen o złotych górach ( ͡€ ͜ʖ ͡€). "Hej Anon, ja na taką stronę wchodzę, ty znasz, Pudelek. A sprzedajmy im te fotki xD". Hmm, no dobra, jak ma kasa z tego być... No i kompletnie zielona w temacie rodzicielka wysyła te fotki w pełnym rozmiarze itp. do tego szmatławca. I wiecie co? Oni to wrzucili na stronę już w trakcie ugadywania się z nami. I ktoś zidentyfikował grubego jako prezeza Miramaxu xD W międzyczasie Superexpress dał więcej kabony i kupił prawa do publikacji fotek w Polsce. A z tym Pudelkiem to prawie do procesu doszło bo nie chcieli zapłacić za publikację bez zgody. I fajnie wyszło bo kupilem sobie wtedy pierwsze Superstary, pamiętam do dziś (ʘ‿ʘ). Obraz pięknego biznesu i moich butów podkopał tylko fakt, że po latach Ojciec przyznał się, że sprzedali te fotki za granicą gdzie podjarali się bardziej bo Harvey Weinstein i jakaś tam polska gwiazdeczka XDD No i z jakiś 8000 zł za te fotki ja dostałem tylko parę adasiów ( ͡° ʖ̯ ͡°).

    A teraz po fakcie historia jest jeszcze śmieszniejsza jak wyszły na jaw te kwasy o Weinsteinie xD Jak będzie to możliwe to wstawię jakiś proof ale to może się nie udać bo od tego czasu wiele się zmieniło w mojej rodzinie a oryginałów może już nie być :C

    #coolstory #truestory #historiajednejfotografii
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    bądź mną
    wtedy lvl 14
    wróć po lekcjach z gimbazy
    ledwo wchodzisz do domu i mame na ciebie krzyczy
    "KIM JEST MIREK?!!?!?!?!?!?!?!?"
    "jaki mirek"
    "KIM JEST MIREK?!?!?!"
    "ale mame jaki mirek"
    "TEN CO DO CIEBIE LISTY PISZE!! NA STOLE W KUCHNI LIST LEŻY!!!!!"
    nie masz pojęcia o co chodzi
    idziesz do kuchni
    na stole koperta zaadresowana do ciebie
    zielony długopis, idealne pismo
    cotomabyć
    otwierasz koperte
    w środku list
    "Witaj Małgosiu! Chciałbym poznać Cię bliżej, lepiej... Jeśli cenisz przyjaźń, napisz do mnie. Misiek."
    cotomabyć2
    jest tam jeszcze zdjęcie
    zdjęcie zachodu słońca nad morzem
    na odwrocie wierszyk
    "Przyszłaś do mnie cicho, znienacka. Weszłaś w życie wolno, na palcach. Byłaś wówczas cała w skowronkach. Kwitłaś niczym wiosenna łąka. W oczach miałaś ciepły blask słońca. Byłaś wtedy Małgosiu taka gorąca. Twoje włosy piękne i lśniące, wirowały jak wiatr na łące. I urzekłaś mnie swoją pięknością. Przecież jesteś dziewczyną - wiosną."
    XD
    mirek kim jesteś
    mirek kiedy mnie widziałeś
    mirek skąd masz mój adres
    mirek czemu piszesz czternostolatce, że jest gorąca
    śmieszkuj z tego przez kilka dni
    nie odpisuj
    zapomnij
    mija kilka lat
    znajdujesz list w pudełku z rzeczami
    postanawiasz sprawdzić co to w sumie za adres i jak ten miras mieszka
    odpalasz googlemaps
    wpisujesz adres
    Zakład Karny w Raciborzu
    AHA
    #pasta #coolstory #heheszki #raciborz #
    pokaż całość

  •  

    Przypomniało mi się jak w ubiegłe wakacje spotkałem się z kumplem na piwie, który po drodze trafił na swoją kumpele. Laska miła i ładna ale trochę głupia xD Po kilku piwach zacząłem ją dla jaj bajerować xD
    "Wiesz co Magda.. Aktualnie jeżdżę Mercedesem, pół roku temu kupiony w salonie. Silnik V6, 190 koni turbo. Nieźle brzmi co? ;)"
    Zaświeciły jej się oczy, jeszcze jakieś głupoty gadałem, aż nagle zapytała czy mam zdjęcie auta xD Powiedziałem że mam i pokazałem jej picrel XDD Więcej już się nie widzieliśmy XDD
    #truestory #coolstory #bekazrozowychpaskow
    pokaż całość

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Mój ojciec załatwił mi pracę w dziale IT. Nie wiem za dużo o IT, poza grami.
    To moje opowieści z pracy.

    Dzień pierwszy
    ~ kobieta prosi mnie o zainstalowanie najnowszego adobe readera
    ~ spoko, mam to
    ~ ściągam program
    ~ "Wow, jesteś w tym ekspertem"
    ~ "No cóż..."
    ~ komputer prosi o wpisanie hasła admina
    ~ zapomniałem hasła admina
    ~ próbuje: hasło
    ~ nope.jpg
    ~ "ehh... emm... cholera, chyba coś jest z serwerem, zaraz wracam"
    ~ 3 miesiące później, ona wciąż nie ma adobe readera

    Dzień drugi
    ~ wkurwiony koleś do mnie dzwoni, pyta o coś w programie domowym
    ~ nie mam pojęcia co mówi
    ~ pauza
    ~ koleś czeka na odpowiedź
    ~ przypominam sobie "IT Crowd"
    ~ "Próbował pan wyłączyć go i włączyć na nowo?
    ~ Zresetować znaczy się?"
    ~ "Moment..."
    ~ zadziałało

    Dzień trzeci
    ~ laska ze sprzedaży przychodzi z laptopem, jakiś problem
    ~ kocica 9/10
    ~ flirtuje ze mną
    ~ mówi, że potrzebuje ściągnąć jakąś aktualizacje
    ~ jedyne co słyszę to jej cycki
    ~ jej laptop pachnie truskawkami
    ~ ściągam adobre reaera i oddaję jej laptopa

    Dzień czwarty
    ~ nauczyłem się wyłączać serwery
    ~ ludzie zaczynają prosić o pomoc, idę do serwerowni
    ~ wyłączam serwery
    ~ wychodzę zdezorientowany, zaczynam instalować adobe readera
    ~ w końcu ludzie zaczynają się drzeć
    ~ STRONA NIE DZIAŁA! STRONA NIE DZIAŁA!
    ~ "biore się za to!"
    ~ biegnę do serwerowni
    ~ gram w Hotline Miami przez kilka godzin
    ~ włączam serwery pod koniec dnia
    ~ wychodzę z serwerowni
    ~ wycieram pot z czoła
    ~ "dałem rade..."
    ~ ludzie chwalą mnie, mówią że uratowałem firmę
    ~ tak naprawdę to uratowałem swoją dziewczynę w HM

    Dzień piąty
    ~ spotykam kocicę przy ekspresie do kawy
    ~ zapytałem się co u niej, proste pytanie
    ~ zaczyna opowiadać o problemach z jej komputerem
    ~ nie widzi we mnie człowieka
    ~ widzi we mnie IT
    ~ mówię, żeby podrzuciła do mnie laptopa
    ~ robi to
    ~ upgrade'uję jej IE
    ~ instaluje adobe reareda
    ~ resetuje komputer
    ~ wszystko śmiga
    ~ zanoszę go jej
    ~ poprawiam fryzurę
    ~ sprawdzam oddech
    ~ zachowuje się jak bym ją ocalił
    ~ siedzi w swoim biurze, gada przez telefon
    ~ ręką pokazuje, żebym położył laptopa na biurko
    ~ robię to, i trochę się ociągam
    ~ "To wszystko skarbie?"
    ~ wychodzę
    ~ słyszę jak mówi "oh, to był tylko IT"
    ~ tylko IT
    ~ teraz jestem tylko tym

    Dzień szósty
    ~ cholernie się nudzę
    ~ postanowiłem ściągnąć emulator gameboya i pograć w pokemony
    ~ filtry go blokują, więc je wyłączam, nie dodaje emulatora do listy, po prostu wyłączam filtry
    ~ uruchomiłem stronę z emulatorem, ale muszę wyłączyć antywirusa
    ~ używam konta admina, bo w końcu znam hasło
    ~ wyłączyłem globalnie antywirusa na całym serwerze
    ~ ściągnąłem emulator i pokemony
    ~ gram sobie
    ~ koleś przychodzi do mojego biura
    ~ "chyba mam wirusa"
    ~ ja: "złap je wszystkie"
    ~ do czasu aż doszedłem do Misty, 4 osoby złapały wirusy

    Dzień siódmy
    ~ ten sam koleś który darł się na mnie drugiego dnia znowu się na mnie drze
    ~ nie może się zalogować, a ja właśnie wychodziłem do domu
    ~ "wyłącz i uruchom ponownie i oddzwoń"
    ~ idę do domu

    Dzień ósmy
    ~ koleś z siódmego dnia znowu dzwoni
    ~ jest wkurwiony
    ~ mówi mi, że przez moją głupotę stracił klienta
    ~ "zdarza się stary, ja przed chwilą przegrałem z zespołem r"
    ~ "o czym ty kurwa mówisz?"
    ~ click

    Dzień dziewiąty
    ~ jedna z drukarek zużyła cały toner
    ~ jakiś grubas każe mi go zmienić
    ~ "to tylko toner stary, nie umiesz go sam zmienić? pracuję teraz nad jednym sporym problemem z serwerem"
    ~ tak serio to ściągam steama
    ~ "to zajmie tylko sekunde... boże, mam dużo do zrobienia, od tego ty jesteś"
    ~ wzdycham i idę to zrobić
    ~ nie potrafię otworzyć pieprzonej drukarki żeby dostać się do tonera
    ~ zaczynam w nią walić jak w "zoolanderze"
    ~ mówię nieco opóźnionemu kolesiowi w biurze że mam dla niego specjalną misje
    ~ musi schować magiczne jajko w skrzyni Hewlett Packarda
    ~ wracam do sprawy z serwerem
    ~ pół godziny później grubas wchodzi do biura
    ~ "ćoś ty kurwa zrobił z drukarką?"
    ~ "zmieniłem tusz"
    ~ zaczyna kręcić głową i coś mówi pod nosem
    ~ idziemy do drukarki
    ~ opóźniony koleś wcisnął kardridż w złą stronę i go zaklinował, połowa wystaje
    ~ drukarka nawet się nie zamknie
    ~ są czarne ślady dłoni na całej drukarce
    ~ czuje że grubas mnie osądza, więc coś szybko wymyślam
    ~ "chyba jest coś nie tak z siecią"
    ~ drukarka nie działa przez miesiąc zanim się skapnąłem, że mamy numer do kolesia z serwisu HP

    Dzień dziesiąty
    ~ muszę zamotntować projektor w biurze do prezentacji
    ~ nie mogę znaleźć kable thunderbolt-hdmi, żeby go podpiąć, a nie chce mi się iść do sklepu
    ~ nie mam nawet karty firmowej
    ~ mówię kolesiowi który potrzebuje projektora, że jest problem kompatybilności z macbookiem
    ~ może użyć della kogoś innego
    ~ pliki z maca nie działają na dellu
    ~ zadzwonili do mnie w trakcie zebrania
    ~ wszyscy ci beznesmeni na mnie patrzą, jak losowo klikam i szybko ruszam myszką, wyglądając na profesjonalistę
    ~ ściągam adobe readera
    ~ otwieram plik
    ~ działa
    ~ "Dzięki Anon, ocaliłeś mnie"

    Dzień jedenasty
    ~ nowy pracownik w firmie
    ~ nikt mnie nie poinformował
    ~ opieprzyli mnie za to, że nie przygotowałem komputera dla nowej osoby
    ~ idę do magazynu zobaczyć czy mamy tam coś
    ~ jest kilka sztuk
    ~ ale jest jakiś naprawdę stary komputer, z początku lat 90tych
    ~ odpalam
    ~ działa
    ~ ustawiam go dla nowego kolesia
    ~ wszystko laguje
    ~ odpalasz adobe readera? masywny lag
    ~ odsyłam komputer
    ~ "sorry, ale tylko to udało mi się załatwić bez wcześniejszego powiadomienia"
    ~ koleś ciągle prosi mnie o pomoc
    ~ jest beznadziejny
    ~ po tygodniu odszedł z firmy, twierdząc, że nie może pracować w takich warunkach

    Dzień dwunasty
    ~ czyiś komputer się spieprzył
    ~ kurrrrr
    ~ ustawiam
    ~ przypominam sobie coś o profilach zapisywanych w wewnętrznej sieci
    ~ idę do serwerowni
    ~ patrzę się na serwery jak kompletny idiota, próbując się zorientować jak to działa
    ~ wracam i mówię kolesiowi, że nie mogę z tym nic zrobić
    ~ "a... ale mój projekt, muszę go pokazać zarządowi w piątek..."
    ~ "sorry stary, ale nic się nie da z tym zrobić"
    ~ gram sobie w sim theme park przez resztę dnia

    Dzień trzynasty
    ~ przychodzę do pracy godzinę spóźniony
    ~ całe biuro w chaosie
    ~ upadekrzymu.jpg
    ~ "JEST TUTAJ!"
    ~ odpalam komputer w swoim biurze, sprawdzam maila
    ~ dziesiątki mailu w stylu:
    ~ "coś jest nie tak z serwerem, nie mogę się zalogować do..."
    ~ "wiesz czemu strona nie działa?"
    ~ serwer faktycznie nie działa
    ~ adobe reader mnie teraz nie ocali
    ~ "po prostu idź tam i zrób to samo, co zrobiłeś ostatnio!"
    ~ wszyscy myślą, że to tak łatwo naprawić
    ~ roztrzęsiony wchodzę do serwerowni, bo nie wiem co mam robić
    ~ ucinam sobie drzemkę przez cały dzień
    ~ ludzie są wkurwieni, walą w drzwi do serwerowni
    ~ terminy minięte
    ~ wychodzę o 18:30
    ~ manager widzi mnie na parkingu
    ~ był na spotkaniu cały dzień, nie wie przez co przeszedłem
    ~ "wciąż tutaj? podoba mi się twoje podejście!"

    Dzień czternasty
    ~ serwery dalej nie działają
    ~ wszyscy wkurwieni
    ~ idę na wczesny lunch
    ~ słyszę jak ktoś w jadalni gada o kupnie nowego modemu do biura
    ~ dziekibogu.jpg
    ~ "Hej, sorry że przeszkadzam, ale czy któryś z was jest IT?"
    ~ zanim któryś z nich zareagował i pyta "jak śmię" mówię
    ~ "też jestem IT"
    ~ pokazuję im dłoń którą poobdzierałem kablami w serwerowni
    ~ obaj kiwają głową
    ~ "co byście zrobili, gdyby wasze serwery się całkowicie spieprzyły?"
    ~ "próbowałeś go zrestartować?"
    ~ wracam i restartuje serwer
    ~ kurwa, działa!

    Dzień piętnasty
    ~ kocica chodzi po biurze poddenerwowana
    ~ "Wszystko ok?"
    ~ "Nie mogę się zalogować na maila. Możesz mi pomóc? Proszę"
    ~ "Spoko"
    ~ biorę laptopa
    ~ reinstaluje office'a
    ~ outlook znowu działa
    ~ przeglądam maile, żeby upewnić się że działają
    ~ wysyłam testowego maila
    ~ czytam tytuły jej nowych maili
    ~ "Rozwód"
    ~ oddaje jej laptopa
    ~ "Wygląda na to, że działa"
    ~ "Dzięki..."
    ~ "Wszystko ok?"
    ~ "Cóż..."
    ~ tak! wypłacz mi się na ramieniu i się rozkręcimy!
    ~ "Mysz się chyba zepsuła, mogę dostać nową?"

    Dzień szesnasty
    ~ jeden z monitorów upośledzonego nie działa
    ~ wyświetla się całkowicie na zielono
    ~ na temat: dałem mu drugi monitor, bo myślałem że jak ktoś zasługuje na dwa, to właśnie ten biedak
    ~ jedyne co robi to przegląda tapety na msn
    ~ i używa jakiegoś programu fedexa
    ~ jest miły, więc faktycznie próbuję mu to naprawić
    ~ nic nie działa
    ~ to nie sterownik
    ~ to nie ustawienia
    ~ to chyba coś z samym montorem
    ~ cały czas ludzie do mnie przychodzą z prawdziwymi problemami, zbywam ich mówiąc "zaraz będę"
    ~ po dwóch godzinach koleś mówi
    ~ "może wtyczka jest zepsuta?"
    ~ zmieniłem kabel hdmi na nowy
    ~ zadziałało
    ~ oficjalnie jestem gorszy w swoim zawodzie niż opóźniony umysłowo koleś

    Dzień siedemnasty
    ~ miła staruszka narzeka, że jej się zepsuła klawiatura
    ~ jest najstarszą osobą w biurze
    ~ stara jak dinozaury
    ~ mówię, że coś dla niej mam
    ~ wracam do tyłu i odpakowywują nową klawiaturę dla programistów
    ~ zanoszę ją jej
    ~ "jesteś taki pomocny"
    ~ sięgam do tyłu żeby podpiąć nową klawiaturę
    ~ podnoszę się i otrzepuję spodnie
    ~ staruszka wygląda jakby miała zawał
    ~ patrze na ekran
    ~ czarny
    ~ wstając nacisnąłem przycisk power
    ~ straciła 3 godziny pracy
    ~ 3 godziny których nigdy nie odzyska

    Dzień osiemnasty
    ~ firmowe spotkanie
    ~ przekroczyliśmy budżet
    ~ było dużo wydatków
    ~ straciliśmy dużo pieniędzy przez prawie cały ostatni miesiąc
    ~ dzień 18
    ~ prawie cały miesiąc
    ~ wylecę na zbity pysk
    ~ budżet departamentu IT zostaje poruszony
    ~ są tylko dwa departamenty które nie przekroczyły budżetu
    ~ "Dobra robota Anon, słyszałem o problemach z serwerem. Jesteś dobrym człowiekiem na dobrym miejscu"
    ~ pod koniec spotkania kobieta, około 45 lat, podchodzi i pyta czy naprawiam komputery poza firmą
    ~ "Niezbyt..."
    ~ "Oh, bo mam jedną cholerną rzecz której nie mogę naprawić. Nie mógłbyś wpaść i tego naprawić?"
    ~ gówno prawda
    ~ dla jaj mówię "dobra, spoko, daj adres i podjadę po pracy"
    ~ nie wiem czy będzie seks
    ~ kupuje gumki
    ~ nie jest taka ładna 6/10 góra
    ~ nie będę kłamał
    ~ mocno średnia
    ~ podjeżdżam do jej domu
    ~ dzwonię do drzwi, staram się wyglądać słodko
    ~ mąż otwiera drzwi
    ~ pokazuje mi konputer
    ~ instaluje najnowszego adobe readera
    ~ zarabiam 20$
    ~ jadę do domu

    Dzień dziewiętnasty
    ~ jakiś koleś zepsuł program, więc muszę ustawić wszystko na nowo
    ~ sprawdzam ustawienia
    ~ po dwóch godzinach
    ~ "zepsułeś mój komputer... chcę żebyś naprawił mój cholerny komputer, ma być tak jak było, nie wiem co zrobiłeś, ale coś jest nie tak, moje usb bzyczy"
    ~ wtf
    ~ nie zrobiłem nic z kompem, tylko sprawdziłem program który odpalasz 20 razy dziennie
    ~ wkurwiony wracam do serwerowni i gram w Thomas Was Alone
    ~ pukanie do drzwi
    ~ to ten koleś
    ~ "hej, dzięki za naprawienie tego"
    ~ "czego?"
    ~ "mojego usb"
    ~ nic nie zrobiłem
    ~ "a, to... spoko"

    Dzień dwudziesty
    ~ spędziłem cąły dzień sprzątająć serwerownię
    ~ wygląda całkiem nieźle
    ~ odpiąłem kable sieciowe żeby je oznaczać kolorami
    ~ ludzie tracą swoje projekty
    ~ losowo są wywalani z serwera
    ~ mówię, że są problemy z isp
    ~ staram się mówić ISP, bo nauczyłem się, że jak używam skrótów to brzmię jak bym wiedział o czy mówię
    ~ pod koniec dnia serwerownia wygląda wręcz ślicznie
    ~ niestety nie oznaczyłem nic i niektórzy ludzie nie są podpięci
    ~ mówię im, że ISP naprawi to ASAP i wracam do domu

    Dzień dwudziesty pierwszy
    ~ teraz jak serwerownia jest uporządkowana, podpinam testowe jednostki
    ~ 8 komputerów podpiętych do jednej sieci
    ~ próbuję połączyć monitory ze sobą, jak to czasami na forach można zobaczyć
    ~ to są stare monitory i nie można tego zrobić
    ~ wpadłem na pomysł użycia tych komputerów do kopania bitcoinów
    ~ ustawiłem wszystko do południa
    ~ po lunchu zaczynam kopanie
    ~ okropnie powoli, ale zaczynam
    ~ ludzie narzekają na lagi serwera
    ~ obwiniam olimpiadę za lagi
    ~ mówię, że całe buro musi je streamować
    ~ banuję olimpiadę na filtrze systemowym
    ~ biuro jest podzielone, widzę ten podział na swoim mailu
    ~ ludzie wkurwieni, że nie mogą oglądać igrzysk
    ~ i pozostali, którzy twierdzą, że praca to nie zabawa
    ~ oficjalnie zyskałem władzę w firmie, ludzie wiedzą kto tu rządzi
    ~ "To jest koleś którego ta firma potrzebowała"

    Dzień dwudziesty drugi
    ~ dzień urodzin
    ~ całe biuro świętuje urodziny ludzi w danym miesiącu
    ~ biorę ciasto
    ~ podpinam n64 w jednym z biur
    ~ wyzywam ludzi na partyjkę w goldeneye
    ~ mówię "hej, mam 5 minut przerwy na ciasto... zagramy partyjkę?"
    ~ skopałem im wszystkim dupy
    ~ zdałem sobie sprawę, że cały dzień nie robiłem nic poza graniem i jedzeniem ciasta
    ~ nikt nie zauważył

    Dzień dwudziesty trzeci
    ~ kocica dzwoni z trasy
    ~ ma problemy dostać się do jednej z ważniejszych aplikacji dla klienta na jej ipadzie
    ~ mówi nazwę tej apki
    ~ nie mam pojęcia co to jest
    ~ staram się brzmieć jakbym rozumiał wszystko
    ~ pytam, czy używa WIFI czy 3G
    ~ "jak to sprawdzam?"
    ~ "nieważne, czekaj, sprawdzę nasz główny system"
    ~ googluję apke, ale nic się nie pojawia
    ~ pytam kogoś ze sprzedaży
    ~ "oh, to tylko infografika z naszej strony"
    ~ mówię kocicy, że musi się wrócić do biura bo muszę jej wgrać zmiany do ipada
    ~ jedzie 2 godziny do pracy tylko żebym mógł otworzyć Safari i dodać zakładkę do strony głównej

    Dzień dwudziesty czwarty
    ~ 45 latka wygadała się, że robię też poza pracą
    ~ teraz idioci proszą o naprawę ich komputerów w domu, telefonów komórkowych, wszystkiego co techniczne
    ~ mówię, że mogę to zrobić tylko po pracy, 20$ za małe rzeczy, 50$ za duże
    ~ większość to proste naprawy
    ~ aktualizowanie windowsa albo adobe readera wszystko naprawia
    ~ ale wtedy trafił mi się on
    ~ laptop z piekła rodem
    ~ gruby indianin daje mi swojego laptopa w plastikowej reklamówce, nie torbie na laptopa, reklamówce
    ~ "co z nim nie tak?"
    ~ "ty mi powiedz, geniuszu"
    ~ odpalam komputer, prosi o przywracanie systemu
    ~ klikam enter
    ~ naprawia to, ale prosi o uruchomienie chkdisk?
    ~ wydaje mi się, że to coś z napędem cd
    ~ otwieram napęd
    ~ jest tam gruba warstwa okruchów
    ~ przechylam laptopa na bok
    ~ pieprzone okruchy wysypują się z laptopa
    ~ resetuję laptopa
    ~ wczytuje się bez problemu
    ~ okazuje się, że koleś używał cd w swoim laptopie jako podkładki pod kanapki
    ~ pieprzone laptopy

    #pasta #coolstory
    pokaż całość

  •  

    #pracbaza #coolstory

    tl,dr

    Słuchajcie mam teraz chwilę, to napiszę co się u mnie wczoraj wydarzyło.

    Siedzę sobie w robocie, kończe super ważne zestawienie - 3 tabele przestawne + dane zaciągane live z bazy SQL z Hongkongu ;S Klikam i kombinuję już tak z 5h różnie mi to idzie, bo kolesie od IT – swoją drogą to niezłe pajace – ustawili połaczenie do bazy przez VPN i Zdalny kurwa Pulpit. TAK. Rozwiązanie roku. No ale nic, siedzę i klikam i co jakiś czas podchodzi do mojego pokoju taka Martyna. Taka młoda karynka lvl24, po stażu ją przyjęli i jest już u nas z 4 miechy. Ładna tak z 8/10, ale int. 6/10. Nie w moim typie generalnie, poza tym mam Żone i 2 dzieci : ) Zauważyłem już jakiś czas temu, ze ta Martynka chyba cos ode mnie chce, bo co i rusz a to przypadkiem mnie muśnie, jak się witamy to rekę dłużej przytrzma, zerka itp. Generalnie to myslę, że na Martynke leci większa częśc firmy, razem z #rozowepaski no a w szczególności lecą na nią chłopaki z IT (chociaż w sumie oni leca na wszytko co chodzi na 2 nogach i nie ma wąsów).
    No i dziś siedze i robię ten jebany arkusz, wszyscy wyszli jak pambuk przykazał o 17 a w firmie zostałem ja i Martyna. Coś tam mnie zapytała, ja ją odegnałem, bo musze dziergać, ona na to, ze idzie pod prysznic (tak! Mamy prysznic w fabryce, cykliści przekonali Prezesa, że lepiej się wykąpać niż śmierdzieć bejem cały dzień. Mieli rację w sumie).
    Chwilę temu miałem zagwozdkę nad arkuszem, siedze i kombinuję, słyszę, ze Martyna wychodzi. Patrzę, a ona w samym ręczniku, u mnie wpokoju przed biurkiem stoi. Ja na nią, na komputer, ona na mnie i zagaduje tak w sumie niedwuznacznie: Może mogę coś dla Ciebie zrobić?
    No i tak patrzę na nią, na ten mokry ręcznik, wilgotne ciało, bose stopy, tą ładną uśmiechniętą buzię i półprzymkniete oczy.
    Nie wytrzymałem. Zapytałem ją, ale ona nie wiedziała.
    I teraz do Was z tym przychodzę, bo ja nie wiem, Martyna nie wie, raport nie dokończony, a chciałem już wyjść:

    jaki jest skrót klawiszowy na skopiowanie formuły zaznaczonej komórki?

    miłego dnia :)
    pokaż całość

  •  

    Jechałem dziś taksówką w Singapurze. Taksiarz to taki starszy dziadek chińczyk (co z resztą jest właściwie normą w Singapurze). Jedziemy chwilę i zagaduje - napierw zwykła gadka szmatka, potem pyta skąd jestem. Mówię, że z Polski. No więc chwilę o tym, że daleko, że pewnie zimno - w sumie standard. W końcu mówi, że mamy dobego napastnika - Lewandowski. No to zaczynam mówić jak sytuacja wygląda, że w ostatnich 3 latach dużo się poprawiło i że właśnie awansowaliśmy do MŚ.
    A dziadek słucha z zaciekawieniem i mówi, że pamięta jak w 1974 mieliśmy dobrą drużynę. I że po świetnym meczu pokonaliśmy Brazylię. I że pamięta, że świetnie grali Lato i Deyna.
    Dopiero w tym momencie zauważyłem, że ma emblemant Manchaster United na masce. Dziadek generalnie masę rzeczy wiedział. Potem mu opowiedziałem jak Lato był w PZPN, ale zmienił go Boniek - jego oczywiście też pamięta - i jak to wyszło nam na plus.
    Okazło się, że w takim Singapurze lepiej znają piłkarzy Premiership niż w swojej drużynie narodowej. Oczywiście wiedział dużo więcej ode mnie (ja się tylko ogólnie orientuję). Kojarzy nie tylko Premiership, gadaliśmy o Milanie, Bundeslidze, lidze hiszpańskiej. Chociaż przyznał, że dla nich angielska liga najciekawsza - nawięcej się dzieje.

    Niedawno jakiś Mirek pisał, że w Tajlandii mecze oglądają. Azja (głównie Chiny, Malezja, Singapur, Indonezja) ma naprawdę wielu fanów europejskiego futbolu, którzy znają dobrze historię i śledzą na bieżąco rozgrywki.
    Niby nie pierwszy raz spotkałem się z tym, że Azjata wie wszystko o naszych piłkarzach, ale przyznam że za każdym razem mnie to zaskakuje. Zwłaszcza jak się usłyszy tyle od przypadkowego dziadka w taksówce.
    Nie zdziwiłbym się jakby znał także zwycięski skład Kaiserslautern z meczu z Bayernem w sezonie 97/98.

    #coolstory #azja #singapur #taxistory #pilkanozna
    pokaż całość

  •  

    #heheszki #fail #coolstory

    Taka oto historia z młodości:
    Miałem o liceum znajomego, którego przeniesionego z innej szkoły. Za to:
    Jego ziomek przyniósł do szkoły krowie wymię (ojciec miał masarnie). Ten mój kolega jedno wymię wsadził w spodnie, wysunął co trzeba przez rozporek i wyszedł z wc na korytarz.
    Prawie od razu wylukały go idące korytarzem nauczycielki. Jedna z nich zaczerwieniona zwróciła mu uwagę: chłopaku, chyba zapomniałeś czegoś schować?
    Koleś wyciągnął z tylnej kieszeni nożyczki i sru! uciął! Jedna nauczycielka padła jak długa, druga spierdoliła z krzykiem a jego karnie przeniesiono :)

    dobrego dnia Mircy :)

    na wszelki wypadek: #nadtag

    pokaż spoiler #cotusieodjebalo


    pokaż spoiler #pasta
    pokaż całość

  •  

    Mam znajomą, przyszłą lekarkę, teraz chyba rezydentkę. Na fejsie zmienione profilowe, popieram protest głodowy rezydentów, przyszłość dla lekarzy!!! Dziś wrzuciła zdjęcie z drogiej knajpy, polędwica wołowa na talerzu, winko, no ogólnie klasa średnia ( ͡° ͜ʖ ͡°) 5 lecie z lubym czy coś ( ͡° ͜ʖ ͡°) co tam głodówka, na chwilę można zapomnieć :p
    #logikarozowychpaskow #coolstory

  •  

    Pierwsza część pasty o zakupach

    Byłem wczoraj na zakupach w hipermarkecie Kaufland. Minęło parę miesięcy od mojej pamiętej klęski w bitwie pod Causan #pdk ( pozdro Nadia ) Pamiętacie jaka była cena mojej porażki, nabawiłem się przez to skrzywienia kręgosłupa bo jak długo można nosić pełne kieszenie drobnych. Na samym początku warunki kapitulacji wydawały się do przyjęcia ale z biegiem czasu zrozumiałem że stałem się niewolnikiem Superkasjerki. Codziennie szukałem drobnych żeby mieć zawsze wyliczoną gotówkę na zakupy. Żona zaczęła mi zakładać dodatkowe szwy w kieszeniach bo co chwilę sie przedzierały z nadmiaru bilonu. Zacząłem mieć obsesję na punkcie drobnych, doszło nawet do tego że okradałem własną rodzinę. Podbierałem dzieciom pieniądze ze skarbonki, wytrzepywałem ostatnią groszówkę tak jakbym wyciskał na pustyni ostatnią kroplę wody z butelki łapczywie wyłapując ją jezykiem. Dobrze że moje dzieci jeszcze płynnie nie mówią bo napewno poskarżyłyby się mamie. Doszło do tego że gdy wybierałem drobne trząsłem się jak galareta i śmiałem sie histerycznie jak narkoman na głodzie który znalazł jeszcze jedną działkę. Ostatnio jak kradłem zauważyły mnie dzieci, stały bidulki i patrzyły jak tatuś podpier..la im ich własne pieniadze. Nie wytrzymałem, wybiegłem z pokoju i zamknąłem się w łazience, siadłem koło muszli klozetowej i zacząłem płakać.
    Wstyd się przyznać ale to nie wszystko. Kiedyś byłem w sklepie (nie pamiętam nazwy) , zapłaciłem za zakupy, pani wydaje mi resztę 2 zł, zamyka kasę i oznajmia:
    - grosika będe dłużna
    po czym zaczyna kasować następnego klienta.
    Stałem tak chwilę w miejscu i patrzyłem się na podstawkę z moimi dwoma złotymi i paragonem 7.99 zł. Raz na paragon, raz na dwa złote, raz na paragon, raz na dwa złote. W głowie słyszałem tylko "grosika będe dłużna, grosika będe dłużna, grosika będe dłużna, grosika będe dłużna", coraz szybciej i głośniej. Wulkan eksplodował.
    - oddawaj kuhwo moje pieniądze, oddawaj je, oddawaj moją kasę.
    krzyczałem na cały sklep i zacząłem rzucać moimi zakupami we wszystkie strony, byłem cały siny ze złości. Ludzie w sklepie byli w szoku, a dzieci płakały wtulone w swoje matki. Zszokowana kasjerka oddała mi mojego grosza, poczułem jakby kamień spadł mi z serca i od razu poprawił mi się humor. Wyglądałem jak Gollum któremu udało się odzyskać pierścień.
    - do widzenia - rzuciłem krótko i wyszedłem.
    Trochę się rozpisałem, no ale wróćmy do początku. Byłem wczoraj w Kauflandzie, zrobiłem zakupy i udałem się do kasy z Superkasjerką. Pani kasuje towar, pik pik pik pik. Nagle zauważłem że skasowała majonez którego nie kupiłem.
    - przepraszam ale to już moje zakupy - oznajmiła kobieta za mną.
    Aż wypadła mi siatka z zakupami, a gdzieś z tyłu kolejki ktoś zemdlał ( zapewne inna ofiara szybkiej pani )
    Krople potu zaczęły się formować na czole Superkasjerki.
    - Renia podaj klucz, muszę wycofać towar.
    Zorientowałem się że coś tu nie gra, zakupy spakowane, ja gotowy do wyjścia, a jeszcze czekam żeby zapłacić. Nieświadomie wygrałem bitwę. Powoli zaczeło docierać do mnie że niepodległość jest w zasięgu ręki, wystarczy tylko zadać decydujący cios.
    - 55 zł 40 groszy - rzuciła niepewnie kasjerka
    Miałem w ręce wyliczone pieniądze i już miałem ugiąć kolano ale oczami wyobraźni zobaczyłem siebie: garbaty od noszenia drobnych, leżałem roztrzęsiony nad rozbitą skarbonką i liczyłem monety. Nie mogłem skazywać dzieci na taki widok. Postanowiłem wykorzystać potknięcie kasjerki i wyciągnąłem największy kaliber. Nowiutkie, niezmięte 500 zł.
    Superkasjerka zasłoniła się rękami gdy zobaczyła jak Jan III Sobieski naciera na nią z 500 husarzami w złotych zbrojach.
    - nie ma pan drobnych ? - rzekła z przerażeniem w głosie.
    - nie mam - odbąknąłem. Kieszenie rwały mi się w szwach od monet ale tym razem był to słodki ciężar zwycięstwa.
    Po szarży Jana, w kasie Superkasjerki nie zostało już prawie nic.
    Uderzyłem z taką siłą że szybka pani non stop latała po kasach koleżanek w poszukiwaniu banknotów do wydawania pozostałym klientom.
    Zobaczymy jak będzie się zachowywać przy następnym naszym spotkaniu, ale wiecie co ? Nie boje się. Wygrałem, odzyskałem swoją niepodległość to się liczy.
    Teraz czas naprawiać relację z dziećmi, trzymajcie kciuki i pamiętajcie, wykorzystujcie szanse jakie otrzymujecie od życia. Pozdro
    #coolstory #pasta #heheszki
    pokaż całość

  •  

    #truestory #coolstory #karma

    Jadę dziś do domku, jest takie miejsce gdzie po opadach zbiera się w chuj wody, jakby spływała z całej ulicy , nie ma odwodnienia. Zwykłe sobie zwolnię i przejadę, dziś sytuacja tego typu, jedzie z naprzeciwka kolo , szyba otwarta do połowy i jeb papierocha za okno, akat obaj dojeżdżaliśmy do kałuży. Tym razem zamiast zwolnić to przyspieszyłem , w lusterku zobaczyłem piękne chluśnięcie które wlało się do auta przez uchyloną szybę niczym tsunami do zatoki Honsiu. ( ͡º ͜ʖ͡º) , jestem chujem,ale jeszcze bardziej nie lubię pajacy co to fajeczki za okno wywalają. pokaż całość

  •  

    Przychodzi do mnie menel.
    - No kurczę wiesz no potrzebuję małej pożyczki, bo nie mam jak się dostać do domu, auto u mechanika a karty zapomniałem.
    Ja już wyczułem gościa. Wniósł swe opary do całego lokalu, jebie z każdej strony alko.
    - No to co ma pan pod zastaw ?
    - Noo wiesz masz telewizorek taki mały, i komórkę NOKIĘ taką fajną .
    - To prosiłbym pokazać ja sobie wycenię.
    Ja uśmiech na twarzy już wiem o co mu chodzi. Najprawdopodobniej mój zmiennik dał mu kiedyś 5zł bo jest naiwny. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    On do mnie mówi.
    - No ale wiesz nie mam tego, jutro Ci dowiozę jak do domu wrócę.
    - Proszę pana musi mieć pan coś pod zastaw żeby dostać pożyczkę.
    Nagle menel wkurwiony oszołomiony.
    - NIE DASZ ???

    - Nie dam.

    To chuj Ci w dupę.
    Wyszedł wkurwiony xDDDDDDD ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Jak by powiedział prawdę to bym mu dał ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    #perelkilombardu #coolstory #heheszki #patologiazmiasta #alkoholizm
    pokaż całość

    •  

      -Sąsiad daj piątaka na chleb!
      -Przecież na wino chcesz.
      -Nie, na chleb mi trzeba!
      -Kłamiesz bo na wino a jak byś prawdę powiedział to bym Ci dał.
      -No dobra masz mnie sąsiad, na wino.
      -A widzisz na wino to Ci nie dam, jak byś na jedzenie potrzebował to co innego.

    •  

      @gadatos: też pracuje w lombardzie u mnie takie akcje to są codziennie :D

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Udawałem zwolennika KOD-u i weganizmu aby zaruchać. Piękna dziewczyna z innego kierunku studiów oczarowała mnie swoim wyglądem, wdziękiem i poczuciem humoru. Gdy w chłodny lutowy poranek zobaczyłem ją pierwszy raz na zajęciach to przysiągłem sobie, że zrobię wszystko aby ją posiąść. Od razu tak się ustawiłem, żeby usiąść obok niej, a że dopisując się na nasze zajęcia nikogo nie znała, to byłem pewny że mnie o coś zapyta. I faktycznie, spytała o prowadzącego, jakieś zaliczenie wykładu, rozmowa potoczyła się zgrabnie i ładnie, dokładnie tak jak jej pupa. Jestem dość przystojny, pewny siebie i dowcipny, więc z miejsca zacząłem ją urabiać i widać było że mnie polubiła. Po zajęciach wpadam do domu i zapraszam ją do znajomych na facebooku. Zaakceptowała. Następne 3 godziny spędziłem na przescrollowaniu całej jej tablicy wstecz aż do 2010 roku oraz przejrzeniu wszystkich polubień. Gra o Tron, Kobiety Bez Serca, Beyonce, ciężko tu się było czegoś złapać aby znaleźć z nią wspólny język.. W końcu jest - Komitet Obrony Demokracji oraz kilka wegańskich fanpejdży. Oto moja szansa.

    Oczywiście sam jestem twardym kucem, no ale uznałem że w życiu towarzyskim zawsze się trochę oszukuje. Od lat szydziłem w internecie z wegan i uważam ich za groźną sektę, jednak i w tym przypadku trzeba było złamać swoje ideały. Przez następne dni przeczytałem kilka wypożyczonych książek i artykułów na temat weganizmu tak aby osiągnąć dostateczny poziom pozwalający nie tylko na swobodną rozmowę, ale także zarzucanie dziewczyny ciekawostkami o których nie słyszała. Zagłębiłem się również w struktury KOD-u, a nawet polubiłem ich fanpage. Dwóch znajomych kuców wyskoczyło do mnie z mordą, ale uspokoiłem ich że to tylko ironiczne polubienie aby infiltrować wroga. Ok, mogłem działać. Co tydzień siedziałem obok Magdy na zajęciach i rozmawialiśmy sobie o tym i owym. Na czwartych zajęciach gdy wyjmowała z torby zeszyt, zauważyłem że miała tam też małą plakietkę KOD-u, którą najwyraźniej chciała wziąć na sobotni marsz. Rzuciłem mimochodem 'o, widzę że też wspierasz KOD?' a ona od razu zrobiła wielkie oczy i uśmiechnęła się szeroko. To jest to. Po zajęciach siedzieliśmy sobie na korytarzu i równo obrzucaliśmy łajnem złowrogi reżim Kaczyńskiego, skandal z TK i antyludzką ustawę aborcyjną. Setki razy toczyłem dyskusje z lewakami na te tematy więc po prostu powtarzałem ich co rozsądniejsze argumenty, a Magda słuchała z wypiekami na twarzy. Po godzinie spytała czy pójdę z nią na marsz.

    Jasne, oczywiście, że tak. Magdzie wyraźnie ulżyło, otworzyła się i zaczęła mówić, że mało kto się tym interesuje, zwłaszcza wśród mężczyzn, którzy wolą jakichś radykałów typu Korwin (odkaslnąłem po cichu) i tak bardzo się cieszy bo jestem taki fajny. Zastanawiałem się czy od razu przyznać się jej że jestem też weganinem, ale uznałem, że trzeba dawkować emocje. Nazwałem Korwina starym idiotą i raz jeszcze posługując się argumentami lewicowców zbeształem go równo z świeżo skoszoną trawą w pobliskim parku do którego się wybraliśmy. Magda kiwała entuzjastycznie głową a ja modliłem się aby nigdy nie zobaczyła że mam polubione na facebooku wszystkie możliwe prawicowe fanpejdże i portale. Uznałem że to zbyt ryzykowne i jak tylko wsiadła w autobus do domu to ręcznie wszystkie odlajkowałem. Jednocześnie uznałem że jak wieczorem zobaczę ją online to polubię 'Weganizm Udomowiony'. I tak też uczyniłem jak tylko się zjawiła. Niestety, musiała to przeoczyć. Dwa dni później natknąłem się na nią na korytarzu, porozmawialiśmy chwilę, ustawialiśmy się już na marsz gdy nagle spytała czy pójdę z nią do centrum handlowego bo jej znajomi z KOD-u będą rozdawać tam ulotki i moglibyśmy pomóc. Bałem się, że zobaczy mnie ktoś znajomy, ale po chwili zgodziłem się wesoło. Niewidzialna ręka wolnego rynku ewidentnie mi sprzyjała, bo gdy doszliśmy na miejsce to okazało się, że rozdali już wszystkie ulotki i poszli do domu. Smutna Magda nie wiedziała co zrobić więc pomyślałem że zaproszę ją na obiad. I prawie popełniłbym błąd swojego życia.

    Chciałem zaproponować jakiś fast food bo niedaleko było KFC i McDonald's ale na szczęście w porę ugryzłem się w język. Chwila ciszy i mówię 'wiesz co, zgłodniałem przez te ulotki, zabrałbym cię do jakiejś knajpy, ale sam jestem weganinem i takie jedzenie może ci się nie spodobać..'. Szok. Niedowierzanie. Magda w ekstazie mówi piskliwym głosem że to niezwykłe że też jestem weganinem, że ona jest od dawna i znajomi ją wyśmiewają i tak się cieszy że taki jestem i w ogóle zna tutaj jedno miejsce gdzie dostaniemy sałatkę warzywną. Źrenice miała poszerzone, na ustach błogi uśmiech a ja zacząłem się zastanawiać czy penetracja jej pochwy będzie warta konsekwencji ewentualnego przystąpienia do sekty wegan. No nic, poszliśmy tam i zamówiliśmy dwie warzywne sałatki, 20 zł za sztukę. Jakieś liście sałaty i inne krzewy, istny dramat, jak ja to zjem.. Motywowały mnie maślane oczy Magdy więc nadludzkim wysiłkiem wyjadłem całą koniczynę i popiłem koktajlem z rukoli, jednocześnie myśląc o ulubionym kotlecie z kurczaka. Toczyliśmy bardzo ciekawą dyskusję na temat weganizmu i dziwiliśmy się jak ludzie mogą jeść mięso. Na pożegnanie dała mi buziaka w policzek i pomachała z uśmiechem. Penis od razu podniósł głowę, a ja zastanawiałem się czy to efekt Magdy czy spożycia pokrzywy. Na marszu KOD-u było zaskakująco fajnie, ludzie byli weseli, były rodziny z dziećmi, starsi ludzie, radosna atmosfera, wiele ładnych dziewczyn, a tuż obok mnie szedł sam Ryszard Petru. Dla Magdy to było niemal jak religijne przeżycie, widziałem jej łzy w oczach gdy Tomasz Lis i Mateusz Kijowski wykrzykiwali rewolucyjne hasła. W końcu stało się to na co czekałem od tak dawna - Magda spytała czy chcę przyjechać do niej do domu.

    Jasne, oczywiście, że tak. Wracając Magda mówiła, że jest przeciwna karze śmierci, ale Kaczyńskiego to wypadałoby jakoś usunąć bo to jest chore jak niszczy Polskę i dzieli Polaków. Gorliwie kiwałem głową i szydziłem z PiSu. Dojeżdżamy pod blok, wchodzimy do mieszkania, Magda mówi że jej współlokatorka wróci dopiero za 2 dni, zaprowadziła mnie do swojego pokoju a tam na ścianie plakat Kijowskiego. Zniesmaczyło mnie to bo pomyślałem sobie, że będzie mi robić loda a ja będę zmuszony wpatrywać się w oblicze starego alimenciarza. No nic. Zrobiliśmy prasówkę, przyniosła mi kilka owoców, porozmawialiśmy o innych sprawach, robiło się późno więc odpaliliśmy jakiś film i powoli zacząłem się do niej dobierać. W ogóle nie opierała się moim konserwatywnym palcom, a głaskanie szybko zmieniło się w macanie i po chwili połączyliśmy nasze usta w błogim demokratycznym tańcu. Pomyślałem, że jak teraz mi się odda to z wdzięczności spłacę alimenty Kijowskiego. Nic bardziej mylnego. Magda nagle wszystko przerwała i powiedziała, że to się dzieje za szybko, że ona musi mieć pewność, że jestem super i w ogóle ale chce zobaczyć czy zależy mi tylko na jednym i czy wytrwam choć jedną noc. Wkurwiłem się, ale oczywiście pokazując lewicową wrażliwość uznałem, że w porządku i po krótkim całowaniu poszliśmy spać.

    Na śniadanie kolejna sałatka warzywna, rozmowa, a potem Magda powiedziała że chętnie pożyczy ode mnie książkę o weganizmie o której tak wiele jej opowiadałem. Spoko. Pojechaliśmy do mnie do domu, rodzice byli wstrząśnięci że sprowadziłem tak piękną dziewczynę. Niestety, ta wizyta była fatalnym błędem. Siedzieliśmy w moim pokoju, ale dokładnie było słychać jak mój tata, twardy PiSowiec, oglądając TV wyklina od najgorszych uczestników marszu KOD-u. 'Banda idiotów', 'alimenciarz pierdolony', 'ten Lis jebany ma czelność coś mówić, powinno się go rozstrzelać', 'pedał Petru', '100 tysięcy debili', 'pieprzona żydówa Holland' to najmilsze epitety jakimi rzucał. Odciąłem się cicho od tych słów i miałem nadzieję, że Magda nie będzie mnie oceniać przez ten pryzmat. Uznałem, że trzeba brać tę książkę i wracać do niej do domu. Szybko idziemy do przedpokoju a tam tata woła do mnie 'hehe synu widziałeś tych debili? Twój Korwin dobrze mówił, na protestujących trzeba wysłać czołgi'. Gulp. Nerwowo przełknąłem ślinę, a tu po chwili drugi cios, bo mama pyta się czy zostaniemy na obiad, bo zrobiła mój ulubiony filet z kurczaka. Złapałem się za głowę, a Magda cicho szlochając wybiegła z domu. Oczywiście pobiegłem za nią, ale nie chciała ze mną rozmawiać, krzycząc że jestem oszustem. Miała rację. Oszukiwałem ją perfidnie, aby zaruchać. Taka była bolesna prawda. Mówiłem jej że olać ten KOD i rośliny, że mi na niej zależy ale odeszła dodatkowo usuwając mnie ze znajomych. Od tamtej pory na zajęciach siedzi w kącie i nawet na mnie nie patrzy. Jadłem rośliny i szedłem w marszu KOD-u by skończyć w szambie. Nie warto było.

    #pasta #tfwnogf #przegryw #oswiadczenie #logikarozowychpaskow #niebieskiepaski #rozowepaski #kod #weganizm #coolstory #truestory #wygryw #bekazrozowychpaskow
    pokaż całość

  •  

    Gdy miałem jakies 15-16 lat. Zawsze w wakacje szło się na zarobek (uroki zycia na wsi). Złapałem robotę przy ukladaniu kostki brukowej.
    Pojechaliśmy do inwestora który miał szklarnie no i w tej szklarni urządził nam stół, czajnik itd. Tam jedliśmy sniadania i obiady. Pomidorki obok. Elegancko.
    Po pierwszym dniu, dwójka z nas dostala srajdy. Wychodek caly czas okupowany. Następnego dnia kolejna osoba srajda. Potem ja miałem rakietę w dupie.
    Pomyślcie że zarliśmy pryskane pomidory?
    Pudło!

    pokaż spoiler Przez 5 dni tankowaliśmy do czajnika wodę z kaloryferów (╥﹏╥)

    #coolstory #pracbaza #heheszki
    pokaż całość

    •  

      @ippawel nie odczuwam tego a układ ma już kilka dobrych lat.
      Skąd rdza w rurach aluminiowych?
      No widać nie liczę, bo za cenę kilku dolewek tego środka, mogę wymienić rury xD

    •  

      @Shatter: na mosiądz i miedź korozyjność wody jest mała, ale na aluminium, stal czy przede wszystkim żeliwo korozja jest już dość znaczna. Poszukaj sobie badania wg. ASTM D1384, odnosi się do roztworów glikoli do instalacji, wody, czystej wody z glikolem, czyli najpopularniejszych roztworów do instalacji grzewczych i chłodniczych. Jak mówiłem - w gigantycznych instalacjach przemysłowych ma to duże znaczenie, w instalacjach c.o. nie jestem fanem dostępnych rozwiązań, ale zaczyna się to zmieniać, ostatnio znajomy z hurtowni mówił, że producentem środków do c.o. jest coraz więcej i coraz tańsze oferty dostaje. pokaż całość

    • więcej komentarzy (23)

  •  

    #truestory #coolstory ?

    tl;dr

    pokaż spoiler Historia o tym jak to zgłosiłem na #policja prawdopodobne porwanie w biały dzień, po czym miałem potwierdzić przy świadkach, że to ten samochód. Mieszkam w chujowej dzielnicy Wrocławia.


    Opiszę wam mirczaki moją historię z gatunku #gorzkiezale o dziwnych metodach polskiej policji, z nie tak dawnej przeszłości (jakieś 2 miesiące temu xD) jak to zadzwoniłem na bagiety widząc jak 3 Sebixów pakuje czwartego do bagażnika samochodu mówiąc przy tym "tylko nawet nie próbuj kurwo wstawać".

    Otóż wychodzę z mieszkania we #wroclaw i idę na wyspę Słodową napić się browarków, była jakoś 17-18. Przechodzę koło wyżej wspomnianych 3 szeleszczących, łysych obywateli wychwalających powstanie warszawskie, o którym chuja wiedzą, którzy stoją przy samochodzie i dziwnie się na mnie patrzą (tak jeszcze dziwniej niż typowy #seba). Stoją przy samochodzie, Ford Mondeo MK5 (dosyć istotne info - na wrocławskim Nadodrzu raczej rzadko spotykany widok, częściej dojebane golfy i audi po tuningu) i jeden z nich upycha nogą "coś" w bagażniku, to coś wydaje dźwięk "ała" i wtedy padają słowa Seby "tylko nawet nie próbuj kurwo wstawać". Przyśpieszam kroku, nie oglądam się za siebie, żeby zapamiętać blachy bo jeszcze mi ten głupi ryj rozwalą, albo zapakują do towarzystwa w bagażnik. Odchodzę kilkadziesiąt kroków zachowując pozory normalnego tempa i od razu wyciągam telefon i dzwonię na 997. Czekałem z 3 minuty aż ktoś odbierze.

    - Dzień dobry, tutaj pan policjant ze stopniem i nazwiskiem, co się dzieje?
    - Widziałem 3 mężczyzn ładujących czwartego do bagażnika samochodu, odszedłem stamtąd szybko i nie mam numerów rejestracyjnych, ale to był Ford z jakichś ostatnich 5-6 lat, prawdopodobnie Mondeo, sedan, jasnobrązowy metallic. Ulica YY, numer domu prawdopodobnie XX (na szybko oceniłem bo wiedziałem jakie były za i przed a ulica nie jest długa), od strony parku.
    - Dobrze, przyjąłem, rozłączam się i proszę poczekać na telefon z komisariatu.

    Nie mijają kolejne 2 minuty (tutaj jestem wielce zaskoczony) i dzwoni ktoś z lokalnego komisariatu, że wysłali patrol w tamto miejsce.

    Zadzwoniłem do #rozowypasek, z którą się umówiłem, że się spóźnię i opisałem pokrótce o co biega.

    - Jaja sobie robisz, powiedz normalnie, że jeszcze z domu nie wyszedłeś po prostu
    - Nie no, serio
    - Okeeej... To zadzwoń potem czy wszystko ok

    No ale chuj, ledwo się rozłączam i dzwoni znowu telefon, zaczyna się zabawa w dyskurs logiczno-filozoficzny XD

    - Czy mógłby pan podejść i potwierdzić, że o ten samochód chodziło
    - Znaleźliście sam samochód, czy zatrzymaliście kogoś?
    - Może pan podejść?
    - Mam podejść i przy świadkach potwierdzać, że zawiadomiłem policję, w dodatku w takiej dzielnicy, prawdopodobnie przy samych zainteresowanych, którzy mnie widzieli jak ich mijałem? Ja dobrze rozumiem?
    - Niech pan nie będzie śmieszny, proszę podejść, nic się nie stanie.
    <mimowolnie już idę w tamtym kierunku, myślę, że może z daleka zobaczę, potwierdzę przez telefon i elo>
    - Jestem w okolicy, gdzie mam iść?
    - W bramę na ulicy XY, numer YX

    Widzę z daleka o którą bramę chodzi, dookoła już zaaferowane dzieciaki biegają krzycząc "POLICJA PO SEBĘ (czy jakieś inne imię typowe dla rycerzy ortalionu) PRZYJECHAŁA!! JA PIERDOLE!!" Myślę sobie, no chuj no cześć. Mieszkam 300m stąd więc pewnie nieraz będę mijał ich mordy na ulicy jak idę gdziekolwiek. GłupiRyjRozwalony.exe, jestem konfiturą i może pamiętają mój ryj po tym jak ich mijałem jako jedyna osoba w tamtym momencie. A miałem już 2-3 nieprzyjemne sytuacje w okolicy, byłem świadkiem jeszcze większej ich ilości.

    J - Nie będę wchodził na to podwórko, nie ma takiej opcji.
    P - Funkcjonariusze są już przy pojeździe, wystarczy dyskretnie podejść i powiedzieć
    J - No jak kurwa dyskretnie mam podejść przez ciasną bramę rozmawiając przez telefon, jeśli dookoła jest masa dzieciaków i kilka innych osób? Mijałem ich mniej niż pół godziny temu więc na pewno skojarzą, że to ja zadzwoniłem i pewnie poznają, jeśli to ten samochód a oni są gdzieś w pobliżu. (byłem ubrany cały na czarno za wyjątkiem dosyć dużej białej grafiki na plecach bluzy, sam mam 1.87m i jestem słusznej budowy).
    P - Proszę się nie unosić, nie ułatwia pan sprawy. Nie ma co się martwić, to był tylko głupi żart i panowie się przyznali.
    J - I myśli pan, że zupełnie przypadkiem w ciągu 15 minut były w okolicy dwa jasnobrązowe Fordy Mondeo MK5 (sprawdziłem w necie co to był za model w międzyczasie w razie czego), do których trzech facetów pakowało czwartego do bagażnika?! Jeśli to ten model samochodu i jeszcze się przyznali, to do cholery po co mam tam iść.
    < w tym momencie policjant wydawał mi się po prostu kurwa groźny po tonie wypowiedzi >
    P - Proszę. Tam. Podejść. Powtarzam po raz ostatni, nic nikomu się nie stanie, to był głupi żart z ich strony i nikomu krzywda się nie stała.

    pokaż spoiler No i chuj, uległem presji policjanta bo nie wiem, jeszcze mi dojebią za utrudnianie im pracy czy cokolwiek, byłem już trochę zakłopotany sytuacją i zestresowany.


    Schowałem telefon do kieszeni, wszedłem w bramę niby zobaczyć co się dzieje zakładając kaptur na ten głupi łeb, skinąłem do policjanta i poszedłem. Potem jeszcze raz zadzwonił i podziękował za zgłoszenie, bo nawet jeśli 1 na 10 takich sytuacji będzie poważna to warto to zgłaszać.

    Przez kolejny miesiąc prewencyjnie nosiłem kurtkę z kapturem na łbie wracając pod wieczór do domu. Przeżyłem, jak widać.

    pokaż spoiler Tylko po jakiego chuja miałem podchodzić i potwierdzać tak jednoznaczną sytuację? eh (╯︵╰,)
    pokaż całość

    źródło: ocdn.eu

  •  

    bądź mno
    anon, lvl 19
    9/11 w skali przegrywu
    studiujesz informatykę na polibudzie
    wykład z profesorem Pietruszko
    jebany ma brodę do pasa
    mógłby się nią podcierać XD
    nagle na salę wbija spóźniona loszka
    jedyna na całym wydziale XD
    mocna 9/10
    usiadła obok Ciebie, bo to było jedyne wolne miejsce
    otwiera swój zeszyt
    ukradkiem zerkasz na pierwszą stronę jej notatek
    dostrzegasz jej podpis
    Sabina Ignatowicz
    po jakichś 15 minutach wykładu widzisz, że Sabina przestała słuchać i zaczęła się nudzić
    postanawiasz do niej zagadać:
    "a czemu to pani Sabina nie słucha i nie notuje? oj nie ładnie hehe"
    "skąd znasz moje imię?"
    "wyczytałem je z gwiazd"
    "co Ty gadasz, przecież jesteśmy w sali, tu nie ma gwiazd"
    "ależ są, i to miliony, w twoich oczach moja droga"
    słyszałeś ten tekst w pornolu XD
    chyba zrobiłeś na niej wrażenie
    "no to skoro tak świetnie umiesz czytać, to pokaż czy umiesz równie dobrze pisać hehe"
    podsuwa Ci swój zeszyt i każe zapisać imię i numer telefonu
    łohohohohoho
    co tu sie właśnie odpierdala
    loszka 9/10 chce od Ciebie numer
    boner.exe
    zapisujesz
    wykład się właśnie kończy
    Sabina zabiera swoje notatki i wychodzi
    następnego dnia dostajesz od niej smsa:
    "hej anon, może jakaś kawka dziś o 16:00?"
    O KOOOOORWAAAAAA
    z radości zaczynasz tańczyć
    motylki w brzuchu motzno
    cieszysz się jak dziecko
    odpisujesz:
    "JASNE, ŻE TAK, PRZYJDĘ JUŻ O 10:00 I BĘDĘ CZEKAŁ NA CIEBIE!"
    nie nie nie anon
    musisz udawać niedostępnego
    one na to lecą podobno
    kasujesz poprzedniego smsa i piszesz nowego:
    "hmmm... nie wiem czy dam radę o 16:00, może być 16:01?"
    odpisuje, że nie, bo nie da rady o 16:01
    zaczynasz płakać
    idziesz po sznur żeby się powiesić
    w międzyczasie drugi sms od Sabinki
    "nie no co Ty anon, głuptasie, jasne, że może być 16:01 :*"
    KOOOORWAAAAAA
    wysłała Ci buziaczka
    to musi być miłość
    już planujesz ile będziesz mieć z nią dzieci
    wybija godzina 15:00
    zaczynasz się szykować na swoją pierwszą w życiu randkę
    bierzesz kąpiel w kozim mleku
    układasz włosy na żel
    zakładasz najlepszą koszulę i spodnie
    wylewasz na siebie w 2 litry perfum
    idziesz do kawiarni
    widzisz ją jak akurat wchodzi do lokalu
    szybko podbiegasz
    otwierasz jej drzwi
    "o proszę anon, jaki Ty jesteś szarmancki!"
    mówiąc to przytula się na powitanie
    czujesz jej anielski zapach
    dotykasz jej pięknych blond włosów
    czujesz, że doszedłeś
    siadacie przy stoliku
    zaczynacie rozmawiać, śmieszkować
    okazuje się, że Sabina lubi czarny humor
    pierdolony ideał
    3 godziny w kawiarni z nią mijają Ci szybciej niż na grze w lola
    na dworze już zrobiło się ciemno
    Sabinka proponuje jakiś spacer i piwerko w plenerze
    zgadzasz się bez wahania
    idziecie do sklepu po piwa
    potem mówisz jej, że zabierzesz ją w zajebiste miejsce
    idziecie do parku nad staw
    rozkładasz swoją kurtkę na trawie i siadacie przy wodzie
    mówi Ci że jej zimno
    odrazu oddajesz jej bluzę
    siedzicie sobie we dwójkę
    romantyczny klimacik
    rozmawiacie wpatrując się w siebie
    jej przepiękne błękitne oczy Cię hipnotyzują
    sączycie już piąte piwo
    nagle zaczyna padać deszcz
    "co robimy? idziemy do domu?"
    "nie anon, tu mi z Tobą dobrze, nie chce nigdzie iść"
    przytulasz ją do siebie żeby nie zmokła za bardzo
    wtuleni w siebie obserwujecie w ciszy świetliki nad taflą wody
    feelsgoodman.bmp
    Sabina nagle podnosi głowę i mówi do Ciebie słodkim, lekko pijanym głosem:
    "anon, proszę Cię, zatańczmy"
    włączasz z telefonu jakiś romantyczny kawałek
    podnosisz się z ziemi
    klękasz przed Sabinką i wystawiasz do niej rękę
    "czy można panią prosić do tańca?"
    odrazu rzuca Ci się w objęcia i przykłada głowę do twojego ramienia
    strugi deszczu spływają po waszych twarzach
    kołyszecie się delikatnie przytuleni do rytmu piosenki
    no anon, teraz albo nigdy, powiedz jej co czujesz
    lekko łamiącym się ze stresu głosem mówisz:
    "muszę Ci coś wyznać"
    "bo ja, Cię chyba ko..."
    wtem Sabina kopie Cię nogą w kostkę
    to pewnie przez te 5 piw
    "no więc chyba Cię ko..."
    nagle Sabina staje Ci szpilkami na palcach
    zaciskasz zęby z bólu
    to pewnie przez to, że jest ciemno i nie zobaczyła twojej stopy
    po raz 3 próbujesz to wydusić:
    "Sabinko, bo ja Cię ko..."
    Sabina uderza Cię tym razem kolanem w krocze
    czujesz, że łzy napłynęły Ci do oczu
    to pewnie przez to, że taniec to nie jest jej mocna strona
    zbierasz się w sobie i podejmujesz kolejną próbę wyznania jej twoich uczuć
    "Sabina ja Cię ko..."
    Sabina drugi raz kopie Cię w kostkę
    "JA CIĘ KO...RWA ZARAZ ROZPIERDOLĘ JAK MNIE JESZCZE RAZ KOPNIESZ PODCZAS WYZNAWANIA CI MIŁOŚCI TY KURWA PIZDO JEBANA"
    patrzy się na Ciebie z szokiem w oczach
    wypierdalasz jej blachę w potylicę
    upada na ziemię
    spada jej peruka
    OKORWA.JPG
    Sabina to profesor Pietruszko
    ta jej broda od początku była podejrzana
    ściągasz mu bluzę, którą przedtem mu dałeś
    na jego rękach dostrzegasz wytatuowane wzory skróconego mnożenia
    zabierasz z ziemii swoją kurtkę
    wyłączasz piosenkę, bo już Cię wkurwia ten cypis
    biegniesz do domu
    zamykasz się w łazience
    płaczesz
    #pasta #heheszki #coolstory #takbylo #byloaledobre #truestory ( ͡º ͜ʖ͡º)
    pokaż całość

  •  

    Zadzwoniła do mnie jakaś kobieta i pełnym miodu głosem oświadczyła, że mi gratuluje. Że drugi etap to już wysokie progi i w ogóle, że teraz dobrze by było, żebym potwierdził świetne wrażenie z pierwszego etapu. Nie miałem pojęcia o co chodzi, ale jakoś tak odruchowo w to wszedłem i radośnie potwierdziłem chęć uczestnictwa w tymże. Po odłożeniu słuchawki przeskanowałem przestrzeń między uszami i coś sobie przypomniałem. Jakiś ponadroktemu wysłałem aplikację do Wielkiej Firmy na Bardzo Ważne Stanowisko czyli kreatywny kopik – trochę artysta a trochę rzeźbiarz. Taki od słów rzeźbiarz. Wtedy myślałem, że przyda się wsparcie przed skokiem na własną działalność i chętnie zmierzę się z wyzwaniem, jakie stawiają wielkie, poważne projekty ogromnego przedsiębiorstwa. Tyle, że to było wtedy. Teraz to nie było mi do niczego potrzebne. No ale od dawna chciałem pójść na rozmowę w sprawie pracy mając rzeczoną pracę w nosie. I na końcu wyjść jak na westernie. Tak dupą zarzucając śmiesznie. No to fru.

    Wbiłem, w jednorzędówce zapiętej na ostatni guzik, do szklanego wieżowca w centrum pięć minut przed czasem i przedefilowałem przez wszystkie bramki, zasieki, blokady, czytniki z łagodnym uśmiechem profesjonalisty, który wie co do czego służy i nie boi się burzy, bo jest już duży. Na tysiącosiemsetpięćdziesiątym piętrze rozpościerało się królestwo, którego bram – szklanych drzwi wielkości wrót od stodoły ze wsi potiomkinowskiej – strzegła ekstra dupa z profesjonalnym uśmiechem i plakietką na cyckach miseczka deplus.
    – Witam, Jolanta Rybak – wyciągnęła rękę na powitanie. – Pan Bartek, prawda?
    – Witam. Owszem – potwierdziłem ściskając jej rybią dłoń.
    – Dobrze, że pan już jest, zaraz przekażę szefowi haeru i będziecie mogli panowie porozmawiać. Napije się pan czegoś? – deplus profesjonalnie zafalowały.
    Zastanowiłem się przez moment na co miałbym ochotę. Tak najbardziej.
    – Może być herbata. – podjąłem po chwili. – Z owoców lychee. Z miodem. Dziękuję.
    – Yyyyy, dobrze, zaraz sprawdzę – wybrnęła Jolanta i wpuściwszy mnie do gabinetu za szkłem, pomknęła w swoich szpilkach z czerwoną podeszwą wgłąb biura.
    Gabinet był wielkości stadionu, z widokiem na panoramę miasta ze szczególnym uwzględnieniem centrum. Stanął mi.
    Po kilku chwilach do gabinetu wszedł pyzaty-ale-chudy okularnik we wszystkim za ciasnym. Portki, kamizelka, marynarka – wszystko to opięte i za małe. Trochę jakby się w Smyku ubierał. Do tego chyba nie oddychał.
    – Cześć, Andrzej Wrachło – przedstawił się konkretnie i zasiadł za biurkiem. Wyglądał jak Kraśko czy coś w tym stylu.
    Usiadłem naprzeciwko i zainteresowałem się widokiem za oknem, podczas gdy Andrzej Wrachło wnikliwie studiował moje si wi.
    – Taaaaak… – zagaił po dłuższej chwili. I tak brwiami do góry falę zrobił. Ekstra. Niezły trick. Przestałem się dziwić, skąd miał tę robotę.
    Wjechała herbata. Czarna. Bez miodu. Ej, no kurwa.
    – Masz widzę doświadczenie w budowaniu zespołów, tak? – haerowiec na bezdechu przeładował działo.
    Chwilowo moją uwagę pochłaniał brak łyżeczki, więc trochę Andrzej Wrachło zszedł na drugi plan. Rozejrzałem się po okolicy. Wszystko sterylne, płaskie, przezroczyste i nigdzie nie było łyżeczki.
    – O, a tu widzę, że w zainteresowaniach masz wpisane graffiti. Opowiesz coś więcej?
    Siorbnąłem. Bez miodu i bez łyżeczki to jednak słabo.
    – Latam nocami po bocznicach na bombingu, macham wrzut i spieprzam przed sokistami. – wyjaśniłem konkretnie. – Drabinkę w zeszłym tygodniu zgubiłem
    – Co?! Jak to?! – fala z brwi zrobiła rundę honorową.
    – Normalnie, rozkładaną taką, czasem nasyp nie wystarcza, musisz na czymś stanąć.
    – Ale jak to przed sokistami? – Andrzej dziwił się jak posłanka Hojarska pytaniom na maturze.
    – No jak złapią to przesrane, łomot albo sanie, to zależy.
    – Sanie?
    – Sankcje. Jak sprawę założą. Wiesz, mienie publiczne i te wszystkie rzeczy.
    Widząc okrągłe oczy szefa haeru postanowiłem sprytnie wykorzystać okazję.
    – Masz łyżeczkę?
    – Co? – Andrzej ciągle mentalnie siedział na bocznicy z sokistami.
    – Łyżeczkę. Nie zamieszało mi się – wskazałem brodą na herbatę.
    – Co się… Aaaaa, no tak, jasne – załapał, podniósł się zza biurka i wyjrzał na korytarz. Coś tam poszeptał i dziarsko wrócił za biurko.
    Chwilę się pokokosił wpasowywując w funkcję. Usłyszałem klik i Andrzej Wrachło zaskoczył na stanowisko.
    – Na czym to my… – podjął wątek. – A właśnie. Zainteresowania. Coś jeszcze, czego tu – postukał w si wi – nie ma?
    Zmarszczyłem czoło.
    – Ludki strugam. Z kory takie. – wykonałem nieokreślony gest rękami.
    – Co, przepraszam, robisz?
    – Kozikiem strugam ludki. Oczy, uszy, nos, no wiesz, twarz. – starałem się objaśnić możliwie najdokładniej – I dalej korpusik, nóżki, butki takie, podstawka. Różne – podsumowałem triumfująco.

    Deplus przymocowane do Jolanty przyprowadziły łyżeczkę. Elegancko. Zdjąłem marynarkę i spod niej wychylił się królik siedzący na sedesie, którego miałem na koszulce. Andrzej sapnął. Trochę go sytuacja zaczęła przerastać.
    Opanował się jednak dość szybko, sieknął łyka kawy z profesjonalnie niedbałym ruchem metką-do-mnie nad białym rozentalem i ruszył dalej. W sensie, że zasypał mnie pytaniami. A to, a śmo, a kiedy, a wtedy, w którym roku, skąd, którędy. W międzypytania Andrzej Wrachło wtykał ociekające złotem/kadzidłem/mirrą peany na cześć Wielkiej Firmy, które, w założeniu, miały mnie zmotywować do zaciekłej walki o oferowane stanowisko. Tymczasem ja na wszystkie pytania odpowiadałem z wdziękiem opóźnionego w rozwoju pracownika Centrali Rybnej w Opocznie po szesnastogodzinnym dyżurze. Raczej nie wiem, nie mam pojęcia, obawiam się, że nie doczytałem, wolałbym się nie wypowiadać bo nie było mnie wtedy w Polsce, brałem leki przeciwzakrzepowe i mocno po nich świrowałem i tak dalej w tym stylu. W pewnym momencie bieguny rozmowy niepostrzeżenie się odwróciły i zacząłem odnosić wrażenie, że Andrzej coraz bardziej usiłuje mnie przekonać do oferowanego stanowiska, a ja wyrażam wolę wręcz przeciwną, co chwila podkreślając swoją jaskrawą niekompetencję. W odpowiedzi na to szef haeru, czując, że mu się wymykam, dostał jakiegoś amoku i postanowił ze wszystkich sił mnie jednak posiąść. Czyli, że pomogą mi przy organizacji kredytu i w ogóle załatwią formalności w banku. Plus darmowa benzyna.
    Dobra, dość.
    – Andrzej – próbowałem mu wejść słowo.
    I dadzą mi specjalny pakiet socjalny. Albo kartę Benefitu. Albo to i to. Chyba, że już mam, no to wtedy to nie.
    – Andrzej! – ponowiłem próbę.
    I że będę mógł mieć małego drapieżnika. Takiego do dwóch kilo.
    – ANDRZEJ! – huknąłem.
    Jakbym zaciągnął ręczny. Andrzeja wyjebało na łuku. Urwał w pół zdania i spojrzał na mnie pytająco. Wreszcie złapaliśmy kontakt.
    – Masz za małe ciuchy – powiedziałem patrząc mu w oczy.
    – Słucham? – haerowski błysk konsternacji. Bezcenne.
    – Nie słuchasz. Nie ma lychee. I miodu nie ma. Masz za małe ciuchy. To biurko jest za duże. Te wszystkie bramki, czipy, czytniki, karty mnie wkurwiają, a Jolka, ta przy wejściu, ma rybi uścisk. Nigdzie nie ma zjeżdżalni. Spójrz na mnie. W moim świecie jest koszulka ze srającym królikiem, browarek przy trzepaku, czasem jakaś rozróba i brudne paznokcie. A ty masz manikiur, zegarek wart sześć pensji i tę filiżankę rozentala. Nie spina się, łapiesz? Pierdolnąłbym kwitami po miesiącu.
    Podniosłem się z krzesła i rozejrzałem dookoła.
    – Fajny gabinet – powiedziałem kierując się ku drzwiom i zarzucając dupą – No i ten widok… Czad

    #pasta #takbylo #coolstory #heheszki
    pokaż całość

  •  

    Ech, mircy. Mimo wyznawania xD nogi mnie już bolą od żeżuncjowego chodzenia.

    Byłem u fryzjera, szarpnąłem się na takiego lepszego, z polecenia, pięć dych zapłaciłem. Ale przynajmniej wyglądam zajebiście i chyba to przekonanie mnie zgubiło. W każdym razie dowiedziałem się, że włosy mam przesuszone, ale z potencjałem, tylko muszę odżywkę kupić i jakiś krem do włosów kręconych, nie kłaść się z mokrymi spać, bo to bardzo szkodzi na strukturę, czy coś tam, no to mówię spoko, była wypłata, zaszaleję.

    Poszedłem do drogerii w centrum handlowym, szukając przy okazji pasty do zębów postanowiłem mimo woli strącić ręką jakiś płyn do płukania mordy, co reakcją łańcuchową strąciło jeszcze kilka, a próbując podnieść zahaczyłem o coś jeszcze i tak pół alejki było zapierdolone płynami i pastami. Najgorzej. Zaczęła to zbierać jakaś pani pracująca w tym sklepie, ja przeprosiłem i powiedziałem, że dziękuję za pomoc, ale wstyd mi i się ulatniam. Znalazłem kosmetyki do włosów i zapytałem panią, która akurat układała towary, czy mi pomoże, bo ni cholery nie mam pojęcia na temat tych rzeczy. Tu akurat obyło się bez padaki, dostałem co chciałem i poleciałem do kasy.

    Kasy były dwie, przy jednej ja, przy drugiej jakaś panienka. Próbując wyłożyć moje produkty na ladę wysypały mi się z ręki i rozpierdoliły kasową ekspozycję. No cóż, przeprosiłem i ułożyłem z uśmiechem. Pani powiedziała, że hehe chyba będę musiał już to kupić. No śmiesznie, nie powiem. Płacąc już kartą za moje zakupy słyszę obok pytanie kasjerki do typiary, co robiła zakupy, czy ma kartę klienta. Ona mówi, że poda numer telefonu (widocznie można tak zrobić zamiast wachlować plastikiem).

    No i słyszę: sześć dziewięć cztery, coś tam cośtam, podała cały numer. W tym samym momencie ja wsadziłem ostatnie rzeczy do plecaka i już miałem odchodzić, ale stwierdziłem, że skoro wyglądam jak milion euro po wizycie u fryzjera za 50 złotych, to na pewno fajnie będzie zawadiacko zażartować w towarzystwie kobiet.

    Mówię zatem

    pokaż spoiler Dzięki za numer, zapamiętałem ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    W tym momencie zapanowała totalna cisza. Konsternacja. Wzrok wszystkich kobiet przy kasie powędrował na mnie. Każda milisekunda w tym momencie trwała jakieś pięć lat. Spodziewałem się przynajmniej uśmiechu, może jakiegoś dowcipnego "to hehe zadzwoń" ale nie. Była tylko cisza. Nie wytrzymałem, zarzuciłem plecak i szybkim krokiem ruszyłem przez alejkę do wyjścia. W głowie słyszałem tylko pustkę. Po wyjściu zarzuciłem kaptur i czerwony poszedłem do domu.

    Ech.

    #coolstory #takbylo a w sumie #przegryw #zalesie
    pokaż całość

  •  

    To uczucie, gdy do mojej siostry przyszedł chłopak i usiadł na jej kocie xD Kot tak bardzo rozjebany, a związek też tak bardzo rozjebany xD Żałuję trochę, bo spoko ziomeczek był z jej chłopaka, a kota rozjebał przypadkiem, bo był czarny jak fotel xD Śmiecham, bo siostra płacze, a ja wale konia za ścianą i przeglądam mirko, a rodzice ją pocieszają, a ja se siedzę za ścianą i kurwa jestem śmieszkiem poza kontrolą, pasożytem zawadiakom, maskotką domową i strażnikiem domowego ogniska. Siedzę za ścianą i kurwa jestem w innym świecie, problemy z kotem i chłopakiem są tam, a ja tu jestem i mam też skarpety góralskie zajebiście grube i nie mam koszulki i same majtki i się śmieje, w szafce mam czipsy i batony xD 

    pokaż spoiler #pasta #coolstory
    pokaż całość

  •  

    Też tak macie, że chce wam się srać tak, że nie możecie zasnąć, ale nie idziecie do kibla, bo boicie się, że ojciec wyrucha was na schodach? Kurwa, 7 lat od przeprowadzki, a ten uczuć nadal trwa. Żona kazała mi spać na sofie odkąd zesrałem się po raz 4 do wspólnego łóżka, sofę łatwiej wyczyścić plus jest dla gości. W nagrodę kupuję jej parówki Tarczyńskiego i kabanosy dojrzewające. Lubię też kiełbasę myśliwską #truestory #coolstory pokaż całość

  •  

    hejka

    ostatnio zaczalem prowadzic bardziej doglebna analize tego, co sie dzieje wokolo i zaczynam wyciagac niepokojace wnioski. wszedzie gdzie nie pojde na impreze, widze yebana szara mase studenciakow w KOSZULACH. skorwysyny, nie wiem czy w klubie na 200 studenciakow znajdzie sie chociaz 10 ktorzy nie sa ubrani w jakas koszule.

    czarna, biala, kolorowa, w paski, z dlugimi rekawami, z krotkimi, z bazaru czy z zary - wszystko jeden chooy. ma byc KOSZULA.
    KOSZULA = WYGRYW.

    no ja pyerdole. oczywiscie do ww koszuli trzeba byc SZCZUPLYM. gdzie tam koks w koszuli - taki to nie ma brania. ma byc minimum -10 kg w stosunku do wzrostu bo inaczej dupeczki cie zleja. co za zyebana moda. przyjdzie takie bydlo, zbita masa wygladajaca TAK SAMO i dra ryje. "hej hej nananana hej hej hej" wywijajac tymi przeszczepami w gorze a dupeczki maja mokro na ten widok. co sie koorwa dzieje z tym swiatem. ja pyerdole, stoje sobie pod barem i widze dobrze dotyranego kolesia, ktory cos tam probowal podzialac z dupeczka. niby potanczyli, ale ona jakos niechetnie potem z nim gadala i s*******ila gdzies. za 5 minut widze ze sie z kims slimaczy - z kim? juz wiadomo. az slina im pociekla po tej zyebanej koszuli, ja yebie.

    konkluzje sa proste - koksy moga isc na ryby. chcesz ruchac dupeczki, zaloz KOSZULE , schudnij pare kg i drzyj ryja hej hej nana hej

    a jak ktos raczej nie widuje tego zjawiska, zalacze pare dowodow

    tutaj mamy studenciaka z dupeczka, a za nim jakis kark. oczywiscie SAM, bo nie ma koszuli
    #pasta #coolstory #modameska
    pokaż całość

    źródło: clubazymut.pl

  •  

    Ja pierdole xD
    czytałem książkę w tramwaju opierając nogę o przednie siedzenie tak, że wisiała w powietrzu.
    Zaczytałem się i zauważyłem, że powinienem wysiąść jak już drzwi się otwierały, szybko się zerwałem i tu muszę przerwać..

    Znacie to uczucie mrowienia w nodze kiedy czujecie się jakbyście jej nie mieli?

    Tak. wyjebalem się na głupi ryj xD

    #japierdole #tramwaj #truestory #coolstory #heheszki
    pokaż całość

    źródło: embed.jpg

  •  

    Wczoraj w Tesco, 2 dresów obok półki z bułkami, ubiór od butów po koszulkę firmy Nike, łyse głowy, wyraz twarzy nie skażony myślą, chyba robili zakupy na grilla, w pewnej chwili jeden do drugiego:

    I gdzie te łapy pchasz kurwo, masz tu przecież rękawiczki foliowe!

    pełna kulturka Panie i Panowie, biorąc pieczywo w markecie nakładamy rękawiczki foliowe ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #coolstory #heheszki #sebix
    pokaż całość

  •  

    Mój penis był raz w Księdze Rekordów Guinessa. Od tamtej pory mam zakaz wstępu do biblioteki.
    #truestory #coolstory #dowcip #suchar #heheszki

  •  

    Z takich #coolstory ze #studbaza to w tamtym roku na uczelni był organizowany jakiś event. Na sali można było też wypożyczyć planszówki i pograć. No więc wzięliśmy ze znajomymi jakąś tam grę i zaczęliśmy grać. Ja w trakcie wyszedłem na chwilę bodajże coś do jedzenia kupić. Wracam a tam dosiadło się dwóch takich starszych gości bardzo porządnie ubranych. No cóż zdarzają się na uczelni starzej wyglądający studenci, którzy pewnie pracują już w trakcie stuidów więc pewnie stąd ten bardziej elegancki outfit. No to się z nimi witam normalnie cześć cześć, bo znajomy akurat bardzo dużo różnych kolegów miał, więc pewnie jacyś kolejni. No i tak na luziku sobie gramy, aż nowi znajomi mówią, że muszą lecieć na wykład. Kolega śmieszkuje, że przecież na wykłady to nie trzeba chodzić a jeden z nich odpowiada " No ale ja go prowadzę" xD
    I tak sobie w niewiedzy grałem na luziku jak ze znajomymi z dwójką wykładowców z uczelni. Szkoda, że z nimi akurat nie miałem zajęć xD
    pokaż całość

  •  

    Kurde, Murcy, czasami przecieram oczy ze zdumienia, jak ludzie są głupi
    TL;DR

    pokaż spoiler Jakiś debil proponował mojej koleżance spotkania za hajs z nim, jego żoną lub jego siostrą xD Rozmowa w komentach.


    Koleżanka dała ogłoszenie, że szuka pracy na weekendy. I napisał jakiś typek, który zaoferował zaskakująco spory hajs jak na pracę bez kwalifikacji i do tego w wymiarze jedynie weekendowym. Wywiązała się rozmowa, z której wynika, że chciał ją zaprosić na spotkania sponsorowane, a jak mu się nie udawało, bo robiła sobie z niego jaja, to zmienił strategię. Co tam się odjaniepawliło, to ja nie wiem. xDDD Wrzucę rozmowę w komentarzach.

    Myślicie, że warto byłoby poinformować jego siorkę albo żonkę o tym, że typ szuka "spotkań przy piwie" na boku i w dodatku je również wlicza do oferty?

    #januszebiznesu #logikaniebieskichpaskow #bekazpodludzi #truestory #coolstory
    pokaż całość

    źródło: 3.jpg

  •  

    miej córkę
    nazwij ją Nadzieja
    mijają lata
    zostajesz dziadkiem
    śmiej się z wnuków, że nadzieja jest matką głupich

    #pasta #coolstory #heheszki #humor

  •  

    Mirki, ciągle się żalicie na wykopie, że polskie dziewczyny takie niedostępne, że tylko czekają aż jakiś stulej wyjdzie ze swojej strefy komfortu i zagada, by bezczelnie go spławić, złamać mu serce i zniweczyć jego plany, że szukają jedynie atencji i nie wykazują własnej inicjatywy.

    No to bardzo się mylicie.

    Byłem dzisiaj w sklepie. Przechadzałem się po alejkach, ale nie mogłem się zbytnio skupić na zakupach, ponieważ non stop czułem na sobie wzrok takiej jednej loszki, ale nie byle jakiej, o nie, 6-7/10. Myślałem, że aż tak piękne to tylko Ukrainki.

    Chodziła za mną niemalże krok w krok, starałem się w tej plątaninie sklepowych dróg uciec, zgubić ją na zakręcie, uniknąć nieuniknionego, ale w końcu dopadła mnie jak grypa chorego na AIDS i bez zbędnych ceregieli, patrząc się prosto w moje oczy przywitała się i poprosiła o mój numer. Tak po prostu.

    Mówię Wam Mirki, kupowanie butów w tym nowym salonie obuwniczym na II piętrze w Pasażu Grunwaldzkim to czysta przyjemność! Polecam ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #truestory #coolstory #wroclaw #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #heheszki #humor #zwiazki nie #pasta
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #coolstory

0:0,0:0,0:0,0:1,0:1,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0