•  

    Pojebane, gdy idziesz po zmroku po lesie i tak z dupy przy szlaku stoi zapalony znicz. Trochę przerazające #gory #creepy

  •  

    Jeśli lubicie historie zjawisk niewytłumaczalnych, nadprzyrodzonych lub po prostu dziwnych to polecam do kawy poniższe angielskie wątki z forów:
    - forum survivalowe
    - forum militarne
    - forum offroadowe - Australia
    - forum offroadowe
    - forum medyczne
    - forum wędkarskie

    Wg mnie historie warte swojej ceny, gdyż są to fora dla wybranej grupy ludzi.

    #creepy #paranormalne #zainteresowania #dziendobry
    pokaż całość

  •  

    Chcecie bym stworzył biomechaniczny horror osadzony w dzisiejszych realiach? ( ͡º ͜ʖ͡º)
    To nie tylko będą koszmarne obrazki, ale też psychodrama rodem z #blackmirror ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    pokaż spoiler #cyberpunk #biopank #giger #sztuka #creepystory #creepy
    pokaż całość

  •  

    #ciekawostki #kryminalne #creepy
    Na zdjęciu widzicie Samanthe Koenig. Ofiarę porywacza, gwałciciela i seryjnego mordercy Israela Keyesa https://en.wikipedia.org/wiki/Israel_Keyes

    Samantha została uprowadzona w wieku 18 lat z kawiarni w której pracowała. Była tak mocno wystraszona, że nie włączyła alarmu choć taki w kawiarni był.
    https://www.youtube.com/watch?v=V26GhTKTlI4

    Isreal w swojej przydomowej komórce związał ją i zgwałcił, a potem udusił. Już w drodze do swojego miejsca zamieszkania pytał Samanthy o kartę kredytową. Ta odpowiedziała, że jest w samochodzie jej chłopaka z którym mieszkała , a także ze z swoimi rodzicami. Potem chciał jej telefon. Ten został w jej pracy. Po zbrodni schował ciało do szafy w komórce i pojechał po kartę i telefon. Jak włamywał się do samochodu chłopaka ten usłyszał hałas i wyszedł przed dom. Kilka dobrych sekund mierzyli się wzrokiem po czym jej chłopak wbiegł do domu zawołać ojca Samanthy. Kiedy wyszli Isreala już nie było. Po zbrodni Israel wyjechał z Alaski gdzie miały miejsce te wydarzenia. Jeździł po stanach i chciał dalej zabijać (przed Samanthą były inne porwania i morderstwa). Ułatwiać mu miały różnego rodzaju bronie, które dużo wcześniej po ukrywał po całym kraju. Jednak dowiedział się, że zostały zabrane społecznie pieniądze na poszukiwania Samanthy. 60 tyś. dolarów.
    Israel wrócił na Alaskę. Wyciągnął z szafy zamarznięte ciało Smamanthy. Posadził na krześle. Przyszył jej powieki, żeby miał otwarte oczy. Przystawił aktualną gazetę i zrobił zdjęcie, które miało mu pomóc w wyciągnięciu tych pieniędzy na okup. Pieniądze przelano na konto opisanej już karty. I to go zgubiło. Wypłacał małymi kwotami, ale zostawiał ślady i tak go złapali.
    pokaż całość

    źródło: S..jpg

  •  

    Relikwia św. Katarzyny ze Sieny (1347-1380) znajdująca się w bazylice św. Dominika w jej rodzinnym mieście.
    Katarzyna była dominikańska tercjarka. Znana z ekstremalnych form religijności. Praktykowała samobiczowanie, jadła i spała niewiele. Sama uważała, że objawiał się jej Jezus. Podczas jednego z objawień doszło do "mistycznych zaślubin" Katarzyny z Chrystusem. Zmarła wyczerpana w wieku 33 lat.

    #katolicyzm #kosciol #creepy #bekazkatoli #gimboateizm
    pokaż całość

  •  

    Relikwia św. Katarzyny z Bolonii (zmarłej w 1463 r.) znajdująca się w kaplicy przy kościele Bożego Ciała w jej rodzinnym mieście.
    2 razy w roku zwłoki są myte, a habit zmieniany.

    #creepy #katolicyzm #kosciol #gimboateizm #bekazkatoli

  •  

    Kiedy coś Cie goni lepiej uciekaj ( ͡° ͜ʖ ͡°) #heheszki #creepy #creepystory #humor #gif

    GFY

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: giant.gfycat.com

  •  

    Cholera, Mirki jest sprawa. Szefowa dzisiaj powiedziała, że muszę skończyć robotę do piątku, ja powiedziałem, że w czwartek będzie zrobione. Tak się podjarała, że powiedziała, że jak faktycznie skończę w czwartek to mnie weźmie na Indiańca. No i teraz nie wiem za bardzo jak to jest na Indiańca. Jakieś pomysły? Plusującym zdam raport w czwartek, bo korci strasznie, więc lecę z robotą!
    #pracbaza #praca #heheszki #zagranico #emigracja #creepy pokaż całość

  •  

    kiedyś na początku mojego konta jakiś różowy pasek zaplusował mój wpis, to ja z ciekawości wszedłem w jej profil,
    patrzę, a tam jest mail na o2.pl no to wkleiłem w google i wyszukało jakieś forum dla kobiet na którym podała tego maila, > patrzę dalej- jest jakieś zdjęcie kota, a że było podpisane jak te facebookowe to wyciąłem ciąg liczb ze środka i
    znalazłem jej profil na facebooku, z ciekawości spojrzałem na ostatnio wrzucone zdjęcie i w komentarzach jakaś jej
    koleżanka zapytała się jej czy sprzedała już wszystkie młode koty(bo jej kot urodził), a ona jej na to, że nie i że
    ogłoszenie jeszcze wisi na tablicy no to z ciekawości wszedłem na tablicę, wybrałem jej miasto i w zakładce Zwierzęta
    były jakieś koty do oddania, imię zgadzało się z jej imieniem więc z ciekawości wziąłem numer telefonu z ogłoszenia,
    zadzwoniłem do niej i powiedziałem cześć tu fasfsrheeahgdfhds2, to ty zaplusowałaś mój wpis?

    teraz jak tak o tym pomyślę to chyba może trochę #creepy, tym bardziej, że była 3 rano, a zadzwoniłem do niej jakieś 5
    minut po zaplusowaniu
    #oswiadczenie #coolstory

    pokaż spoiler #pasta
    pokaż całość

  •  

    Przyjaciele

    Pierwszego dnia szkoły podstawowej, moja mama zdecydowała, że mnie zawiezie – oboje byliśmy zestresowani. Trochę więcej czasu niż zwykle zajęło mi przygotowanie się rano do wyjścia, z powodu mojej złamanej ręki. Gips sięgał kilka centymetrów ponad łokieć, przez co musiałem pokryć całą rękę lateksowym ochraniaczem, kiedy się myłem. Zwykle zakładanie ochraniacza nie sprawiało mi problemów, ale tamtego dnia – zapewne z powodu zdenerwowania – zrobiłem to źle. Poczułem nagle, że woda dostała się pod ochraniacz i wyskoczyłem spod prysznica. Niestety sporo wody wchłonęło się w gips. Ponieważ nie da rady umyć ręki pod gipsem, martwy naskórek, który normalnie by odpadł, po prostu zostaje na swoim miejscu. Kiedy styka się z czymś płynnym, jak pot, wydziela smród, którego siła jest adekwatna do stopnia zwilżenia. Wkrótce po tym, jak zacząłem suszyć gips, uderzył mnie okropny smród rozkładu. Kiedy kontynuowałem wycieranie gipsu, ten zaczął się rozpadać. Byłem coraz bardziej zdenerwowany – tak bardzo chciałem, żeby mój pierwszy dzień w szkole poszedł dobrze. Poprzedniego dnia razem z mamą wybierałem, w co się ubiorę, długo nie mogłem się zdecydować na odpowiedni plecak i bardzo chciałem się pochwalić pudełkiem na drugie śniadanie, na którym widniały żółwie ninja. Od mamy nauczyłem się nazywać dzieci, których jeszcze nie poznałem – przyjaciółmi. Ale w miarę jak stan mojego gipsu się pogarszał, docierało do mnie, że zapewne nie poznam nikogo do końca dnia. Poddałem się i zawołałem mamę. Pół godziny trwało zanim udało nam się pozbyć całego płynu z gipsu, równocześnie staraliśmy się uratować gips. Aby pozbyć się smrodu, moja mama włożyła do niego kilka kawałków mydła, a zewnętrzną część nim nasmarowała. Kiedy dotarliśmy do szkoły, dzieci zajęte były już drugą zabawą, a ja zostałem wepchnięty do jednej z grup. Nie wyjaśniono mi zasad zbyt dobrze i już po kilku minutach je złamałem. Dzieci zaczęły skarżyć się nauczycielowi i pytać, dlaczego musiałem być w ich grupie. Przyniosłem do szkoły marker z nadzieją, że uda mi się zdobyć podpisy na gipsie. Nagle poczułem się głupio, że w ogóle o tym pomyślałem.

    Szkoła posiadała stołówkę, ale było w niej za mało stołów, więc nie musiałem siedzieć sam. Jakiś chłopiec usiadł naprzeciwko.
    - Podoba mi się twoje pudełko śniadaniowe – powiedział. Wiedziałem, że się ze mnie nabija, co bardzo mnie rozzłościło – to pudełko było dla mnie najlepszą rzeczą w całym dniu. Nie podniosłem wzroku na chłopaka, bo poczułem zbierające się łzy. Po chwili chciałem powiedzieć mu, żeby dał mi spokój, ale coś mnie powstrzymało. Miał takie samo pudełko.
    - Twoje pudełko też mi się podoba – zaśmiałem się. Chciałem powiedzieć mu jeszcze, że najbardziej lubiłem Raphaela, kiedy chłopiec przewrócił szklankę z mlekiem i cały się nim oblał. Z całej siły starałem się nie roześmiać, ponieważ go nie znałem. To on roześmiał się jako pierwszy. Nagle przestałem czuć się źle z powodu mojego gipsu i pomyślałem, że ta osoba nie zauważy nawet, że jest zniszczony. Postanowiłem spróbować:
    - Chcesz podpisać się na moim gipsie? Kiedy wyciągałem z kieszeni marker, zapytał mnie, w jaki sposób zniszczyłem gips. Odparłem, że spadłem z najwyższego drzewa na moim osiedlu. Obserwowałem, jak bazgroli swoje imię, a kiedy skończył, zapytałem, co napisał.
    - Josh – odparł. Josh i ja razem jedliśmy śniadanie każdego dnia i zawsze byliśmy partnerami w zadaniach na lekcjach. Pomagałem mu z pisaniem, a on przyjął na siebie winę, kiedy napisałem słowo „dupa” na ścianie. Poznałem też inne dzieciaki, ale już wtedy wiedziałem, że Josh będzie moim najlepszym przyjacielem.

    Spotykanie się poza szkołą jest trudne, kiedy ma się pięć lat. W dniu, kiedy wypuszczaliśmy balony, bawiliśmy się tak dobrze, że zapytałem go, czy chce przyjść do mnie do domu następnego dnia. Odpowiedział, że chce i że przyniesie kilka swoich zabawek. Kiedy wróciłem do domu, zapytałem mamę o wizytę Josha, a ona się zgodziła. Mój entuzjazm opadł, kiedy zdałem sobie sprawę, że nie mam jak skontaktować się z Joshem. Cały weekend spędziłem zamartwiając się, że nasza przyjaźń rozpadnie się do poniedziałku. W szkole dowiedziałem się, że Josh zamartwiał się o to samo i oboje się z tego śmieliśmy. Później w tym tygodniu wymieniliśmy się numerami telefonów, które nasze mamy zapisały dla nas na kartkach. Moja mama porozmawiała z ojcem Josha i zdecydowali, że moja mama odbierze nas oboje ze szkoły w piątek. Mieszkaliśmy blisko siebie, więc udawało nam się spotykać co weekend. Kiedy przeprowadziłem się na drugą stronę miasta pod koniec pierwszej klasy, byłem pewien, że nasza przyjaźń ma się ku końcowi – kiedy odjeżdżaliśmy od starego domu, w którym spędziłem całe swoje życie, czułem smutek nie tylko z powodu domu; czułem, że na zawsze żegnałem się z przyjacielem. Na szczęście Josh i ja dalej byliśmy ze sobą blisko. Pomimo faktu, że widywaliśmy się tylko w weekendy, byliśmy do siebie bardzo podobni. Śmialiśmy się z tych samych żartów, lubiliśmy te same rzeczy i nawet brzmieliśmy podobnie. Czasami żartowaliśmy, że można nas odróżnić tylko po włosach: Josh miał proste blond włosy jak jego siostra, a ja kręcone, brązowe, jak moja mama. Mówi się, że najlepszym sposobem na rozdzielenie młodych przyjaciół, są rzeczy niezależne od nich. Ja myślę, że nasz koniec zapoczątkowała sprawa z Boxes. Weekend po tym wydarzeniu, zaprosiłem Josha do siebie, ale powiedział, że nie ma na to ochoty. Coraz rzadziej się spotykaliśmy.

    Na moje dwunaste urodziny, mama wyprawiła dla mnie przyjęcie. Nie miałem zbyt wielu przyjaciół po przeprowadzce, więc nie było to przyjęcie-niespodzianka, bo moja mama nie wiedziała, kogo zaprosić. Podałem jej imiona kilku dzieciaków i zadzwoniłem do Josha. Powiedział, że raczej nie da rady się pojawić, ale dzień przed moimi urodzinami zadzwonił z informacją, że przyjdzie. Bardzo się ucieszyłem, bo nie widziałem go od kilku miesięcy. Przyjęcie wypadło świetnie. Moim największym zmartwieniem było to, czy Josh polubi się z moimi innymi kolegami, ale nie było z tym problemu. Josh był zadziwiająco cichy. Nie przyniósł dla mnie prezentu i przeprosił za to. Kazałem mu się nie przejmować – cieszyłem się, że w ogóle przyszedł. Próbowałem kilka razy z nim porozmawiać, ale każda rozmowa się urywała. Zapytałem go, co jest nie tak, bo nie rozumiałem, dlaczego się od siebie oddalamy. Wcześniej spotykaliśmy się co tydzień i rozmawialiśmy często przez telefon. Zapytałem, co się z nami stało. Spojrzał mi w oczy i powiedział:
    - Odszedłeś. Zaraz po tym, jak to powiedział, moja mama zawołała, że czas otworzyć prezenty. Zmusiłem się do uśmiechu i poszedłem do salonu, by usłyszeć śpiew „Sto lat”. Na stole leżało kilka zapakowanych pudełek i mnóstwo kartek z życzeniami od rodziny. Większość podarków była banalna, ale pamiętam, co podarował mi Brian. To była zabawka Mighty Max w kształcie węża, którą miałem jeszcze wiele lat. Mama nalegała, żebym otworzył wszystkie koperty i podziękował każdemu za to, co mi podarował, bo na ostatnie święta tak szybko otworzyłem pudełka, że nie dało rady później dojść do tego, co od kogo dostałem. Rozdzieliliśmy te wysłane pocztą od przyniesionych, żeby moi koledzy nie musieli czekać aż otworzę listy od rodziny. W większości kopert od kolegów było po kilka dolarów, a w tych od rodziny były większe pieniądze. Na jednej kopercie nie było mojego imienia, ale ją też otworzyłem. Na kartce widniały kwiaty i nadrukowany tekst: „kocham cię”. Ktokolwiek dał mi tę kartkę, nic na niej nie napisał, tylko zaznaczył nadrukowane słowa długopisem.
    - Rany, dzięki za wspaniałą kartkę, mamo – zaśmiałem się. Spojrzała na mnie pytająco i spojrzała na kartkę. Powiedziała, że to nie od niej i rozejrzała się po twarzach moich kolegów, by odgadnąć, kto robił sobie żarty. Żaden z dzieciaków nie wyglądał na winnego, więc mama powiedziała:
    - Nie martw się kochanie, przynajmniej wiesz, że co najmniej dwie osoby cię kochają. Po tych słowach pocałowała mnie w czoło, co wywołało gromki śmiech moich kolegów. Wszyscy się śmiali, ale najbardziej Mike. Chciałem raczej brać udział w śmiechu, a nie być jego powodem, więc powiedziałem do Mike’a:
    - Jeśli to ty dałeś mi tę kartkę, to nie myśl, że ciebie też pocałuję. Nastąpiła kolejna salwa śmiechu i zobaczyłem, że Josh też się uśmiecha.
    - Wygląda na to, że ten podarunek wygrał – powiedziała mama. – Ale jest jeszcze kilka, które musisz otworzyć. Otworzyłem pudełko, które mama położyła przede mną i uśmiech zniknął z mojej twarzy. To była para walkie talkie.
    - Pokaż wszystkim – powiedziała mama. Podniosłem walkie talkie do góry. Kiedy spojrzałem na Josha, zobaczyłem, że zrobił się blady jak ściana. Nasze spojrzenia się spotkały, po czym wyszedł do kuchni. Widziałem przez drzwi, jak używa telefonu, kiedy mama wyszeptała mi do ucha:
    - Wiem, że ty i Josh nie rozmawiacie za wiele, odkąd jego walkie talkie się zepsuło, więc myślałam, że spodoba ci się ten prezent. Byłem wdzięczny mamie, że tak o mnie dbała, ale przywołało to wspomnienia, o których chciałem zapomnieć. Kiedy wszyscy pałaszowali tort, zapytałem Josha do kogo dzwonił. Powiedział, że nie czuje się zbyt dobrze i zadzwonił po tatę, żeby po niego przyjechał. Rozumiałem, że chciał wyjść z przyjęcia, ale powiedziałem mu, że miałem nadzieję, że moglibyśmy się częściej spotykać. Podałem mu walkie talkie, ale nie chciał go.
    - Dzięki, że przyszedłeś – powiedziałem czując się zawiedziony. – Mam nadzieję, że zobaczymy się wcześniej niż na moje kolejne urodziny.
    - Przepraszam – odparł. – Postaram się częściej dzwonić. Naprawdę. W milczeniu czekaliśmy na przyjazd jego taty. Spojrzałem na twarz Josha. Wyglądał, jakby czuł się winny, że nie postarał się bardziej. Powiedział mi nagle, że wiedział, co chce dać mi na urodziny – to zajmie jakiś czas, ale myślę, że będę zadowolony. Wyglądał jakby polepszył mu się nastrój i przeprosił, że był taki posępny na moim przyjęciu. Wyznał, że był zmęczony, bo nie sypiał zbyt dobrze. Zapytałem go jeszcze, dlaczego.
    - Wydaje mi się, że lunatykuję – powiedział wychodząc. To był ostatni raz, kiedy widziałem mojego przyjaciela. Kilka miesięcy później zaginął.

    Przez ostatnie kilka tygodni, moje stosunki z mamą pogorszyły się z powodu mojego dociekania odnośnie przeszłości. Podejrzewam, że spędzimy resztę życia próbując naprawić to, co budowaliśmy całe wieki. Mama włożyła tyle energii, by mnie chronić, fizycznie i psychicznie, a ja dopiero niedawno zrozumiałem, że miało to też na celu utrzymanie mojej stabilności emocjonalnej. Ostatnim razem, kiedy rozmawialiśmy i tyle się dowiedziałem, słyszałem drżenie w jej głosie – prawdopodobnie efekt rozpadania się jej świata. Nie wyobrażam sobie, żebym jeszcze kiedykolwiek rozmawiał z mamą o moim dzieciństwie. Wciąż nie rozumiem kilku rzeczy, ale myślę, że wiem już wystarczająco.

    Po zniknięciu Josha, jego rodzice robili wszystko by go odnaleźć. Policja zasugerowała kontakt ze wszystkimi jego przyjaciółmi i ich rodzicami, aby upewnić się, że ma go u nich. Oczywiście to zrobili, ale nikt go nie widział i nie miał pojęcia, gdzie mógłby być. Policja nie była w stanie nic ustalić poza tym, że rodzice Josha otrzymali kilka anonimowych telefonów od kobiety, która nakłaniała ich do porównania tej sprawy do podobnej sprzed sześciu lat. Matka Josha kompletnie załamała się dopiero po śmierci Veronicy. Widziała wielu umierających w szpitalu, ale nic nie można porównać do odejścia własnego dziecka. Odwiedzała Veronicę dwa razy dziennie – raz przed zmianą w drugim szpitalu, a drugi raz po. W dniu kiedy Veronica umarła, jej matka później wychodziła z pracy i zanim dojechała do drugiego szpitala, jej córka już nie żyła. To było dla niej za dużo i balansowała na krawędzi szaleństwa – często wędrowała po osiedlu i krzyczała do Veronicy i Josha, aby wrócili do domu. Kilka razy jej mąż znalazł ją na moim starym osiedlu w środku nocy. Z powodu złego stanu psychicznego żony, ojciec Josha nie mógł kontynuować pracy w podróży i zaczął brać różne fuchy, które były mniej płatne, ale bliżej domu. Kiedy moje stare osiedle było rozbudowywane jakieś trzy miesiące po śmierci Veronicy, ojciec Josha dostał nową pracę. Był wykwalifikowany do budowy, ale przyjął inną pozycję. Pomagał budować fundamenty i wszystko, co było potrzebne. Brał się też za inne dorywcze prace, jak na przykład koszenie trawników, naprawianie płotów – wszystko, co pozwalało mu zostać na miejscu. Zaczęto też wycinać lasy w okolicy, aby zmienić je w miejsce pod budynki. Tato Josha był odpowiedzialny za wyrównanie terenu, co zapewniło mu kilka tygodni stałej pracy. Trzeciego dnia natrafił na miejsce, którego nie mógł wyrównać. Za każdy razem, kiedy przejeżdżał przez nie, zostawało nieco niżej ziemi wokół. Sfrustrowany wyszedł z maszyny. Kusiło go, żeby po prostu przysypać to miejsce piachem, ale wiedział, że to byłoby tylko tymczasowe rozwiązanie. Zdecydował się wykopać trochę ziemi z tego miejsca na wypadek, gdyby mógł sam naprawić problem bez użycia maszyn z innego placu budowy. Mama opisała mi, gdzie to było i zrozumiałem, że byłem w tym miejscu przed wykopaniem dziury i przed zasypaniem jej. Poczułem ścisk w żołądku. Ojciec Josha wykopał małą dziurę około trzech stóp wgłąb, zanim jego łopata natrafiła na coś twardego. Uderzył w to kilka razy, myśląc, że to pozostałe korzenie drzew, aż udało mu się pokonać przeszkodę. Wykopał jeszcze głębszy dół. Po około pół godzinie, dokopał się do kartonu przykrytego brązowym kocem o wielkości siedmiu stóp na cztery. Umysł człowieka działa tak, by uniknąć nieścisłości – jeśli wierzymy w coś bardzo mocno, nasz umysł będzie walczył, by odrzucić sprzeczne dowody. To wszystko by nie zachwiać naszego rozumienia świata. Mimo tego, że jego mała część już wiedziała, ten mężczyzna z całych sił wierzył – wiedział – że jego syn nadal żyje.

    Moja mama otrzymała telefon o szóstej wieczorem. Wiedziała kto dzwonił, ale nie rozumiała, co mówił. Ale to co zdołała zrozumieć, zmusiło ją do natychmiastowego wyjścia z domu:
    - Tu w dole... teraz... syn... Boże ratuj. Kiedy dotarła na miejsce, zastała ojca Josha siedzącego tyłem do dziury. Tak mocno ściskał łopatę, że miała wrażenie, że zaraz ją złamie. Patrzył się martwym wzrokiem. Nie odpowiadał na żadne jej słowa. Zareagował dopiero, kiedy chciała zabrać łopatę z jego rąk. Podniósł na nią wzrok i powiedział:
    - Nie rozumiem. Powtarzał te słowa, jakby zapomniał istnienia innych słów. Mama podeszła do dołu, by zajrzeć do środka. Powiedziała mi, że wolałaby stracić wzrok, niż kiedykolwiek to zobaczyć. Kazałem jej kontynuować zapewniając, że wiem co powie. Spojrzałem na jej twarz, która wyrażała wielką desperację. Zdałem sobie sprawę, że przez wszystkie te lata wiedziała o tym i miała nadzieję, że nigdy nie będzie musiała mi o tym opowiedzieć.

    Josh nie żył. Jego twarz była zapadnięta. Smród rozkładu wydobywał się z tego grobowca, a moja mama musiała zakryć nos, żeby nie zwymiotować. Skóra Josha była popękana jak skóra krokodyla, a krew pokrywała wszystko wokół. Jego oczy były skierowane ku górze, do połowy otwarte. Powiedziała, że nie wyglądał na martwego od bardzo dawna, na jego twarzy widoczne było wielkie przerażenie. Mama powiedziałam, że miała wrażenie, że patrzy prosto na nią, jego otwarte usta błagały o pomoc. Reszta jego ciała nie była widoczna. Ktoś inny ją zakrywał. Był to duży człowiek, leżał głową w dół na Joshu – mama po chwili zdała sobie sprawę, co oznaczała ich pozycja. Ten ktoś trzymał Josha. Kiedy słońce wzeszło trochę ponad czubki drzew, światło odbiło się od czegoś przyczepionego do koszulki Josha. Moja mama uklęknęła na jedno kolano, zakryła swoją bluzką nos. Kiedy zobaczyła, co to było, nogi odmówiły jej posłuszeństwa i prawie wpadła do dołu. To było zdjęcie... To było zdjęcie mnie, kiedy byłem małym dzieckiem. Cofnęła się cała roztrzęsiona i zderzyła się z ojcem Josha, który wciąż był obrócony tyłem. Zrozumiała, dlaczego po nią zadzwonił, ale nie mogła zdobyć się na powiedzenie mu tego, co ukrywała przed wszystkim przez lata. Rodzina Josha nie wiedziała o nocy, kiedy obudziłem się w lesie. Mama wiedziała, że powinna była im powiedzieć wcześniej – teraz to już nie mogło nikomu pomóc. Kiedy usiadła obok ojca Josha, ten powiedział:
    - Nie mogę powiedzieć mojej żonie. Nie mogę jej powiedzieć, że nasz mały chłopiec... – przerwał na chwilę zanosząc się płaczem. – Ona tego nie zniesie... Po chwili wstał i podszedł do dziury. Zaszlochał i wszedł do niej. Tato Josha był postawnym mężczyzną, ale nie dorównywał temu w dole. Złapał go za koszulę i pociągnął z całej siły. Koszula rozerwała się, a ciało człowieka opadło z powrotem na jego syna. - TY PIERDOLONY SKURWYSYNU! Złapał mężczyznę za ramiona i odsunął go od Josha. Spojrzał na swojego syna i cofnął się.
    - O Boże... O Boże, nie. Nie, nie, nie. Boże błagam, nie. Szybkim ruchem ściągnął mężczyznę całkowicie ze swojego syna i usłyszał szkło uderzające o ziemię. To była butelka. Podał ją mojej mamie. Eter.
    - Och, Josh – zapłakał. – Mój synek... mój mały chłopie. Dlaczego tu jest tyle krwi?! CO ON CI ZROBIŁ? Kiedy moja mama spojrzała na martwego mężczyznę, zdała sobie sprawę, że był to człowiek, który ciągnął się za naszym życiem cieniem. Wyobrażała go sobie wiele razy, zawsze jako złego i przerażającego, a płacz ojca Josha potwierdzał tylko jej największy strach. Jednak wyglądał jak normalny człowiek... Kiedy patrzyła na jego twarz, wydała jej się nawet pogodna. Kąciki jego ust były lekko uniesione, uśmiechał się. Nie jak psychopata ani jak demon, ale jak przyjaciel. To był uśmiech satysfakcji. Uśmiech miłości. Zauważyła też ogromną ranę na jego szyi, gdzie oderwana była skóra. Poczuła ulgę kiedy zrozumiała, że cała ta krew nie należała do Josha. Może nie cierpiał aż tak bardzo. Niestety była w błędzie. Podniosła rękę do ust, kiedy zrozumiała: „Oni żyli.” Josh musiał ugryźć tego człowieka podczas próby oswobodzenia się, ale kiedy ten umarł, Josh nie mógł się spod niego wydostać. Zacząłem płakać, kiedy pomyślałem o tym, ile czasu musiał tam leżeć. Mama przejrzała kieszenie mężczyzny w poszukiwaniu jakiegoś dokumentu, ale znalazła tylko skrawek papieru. Był na nim rysunek mężczyzny i małego chłopca trzymających się za ręce, a obok inicjały. Moje inicjały. Gdy ojciec Josha wyciągnął swojego syna z grobu, moja mama schowała kartkę do swojej kieszeni. On zaś mamrotał pod nosem, że włosy jego syna zostały pofarbowane. Widziała, że miał rację – były teraz brązowe. Zauważyła też, że był dziwnie ubrany – jego ubrania były za małe. Kiedy ojciec położył Josha na ziemi, zaczął obmacywać jego kieszenie. Wyciągnął z jednej z nich kartkę i od razu podał ją mojej mamie, która nie wiedziała co na niej jest. Zapytałem ją, co to było. Odpowiedziała, że mapa. Zamarłem. Josh próbował ukończyć naszą mapę – to musiał być jego pomysł na mój prezent urodzinowy.

    Mama usłyszała jakiś dźwięk za sobą i zobaczyła, że ojciec Josha wrzucił ciało mężczyzny z powrotem do dołu. Kiedy ruszył w stronę swojego pojazdu powiedział do mamy:
    - Powinnaś już iść.
    - Tak mi przykro..
    - To nie twoja wina. To moja wina.
    - Nie możesz tak myśleć. Nie zrobiłeś nic... Przerwał jej nagle.
    - Około miesiąc temu – zaczął. – podszedł do mnie mężczyzna, kiedy pracowałem na placu. Zapytał mnie, czy chcę zarobić dodatkowe pieniądze, a ja się zgodziłem. Powiedział mi, że jakieś dzieciaki wykopały kilka dziur na jego posesji i zaoferował mi sto dolarów za wypełnienie ich. Powiedział, że najpierw zrobi jeszcze kilka zdjęć dla agencji ubezpieczeniowej, ale mam przyjść po piątej po południu następnego dnia. Pomyślałem, że jest idiotą, bo ten teren i tak miał być równany za kilka dni, ale potrzebowałem pieniędzy, więc się zgodziłem. Pomyślałem też, że ten człowiek nie ma nawet stu dolarów, ale wcisnął mi banknot w rękę, a następnego dnia wykonałem tę robotę. Byłem później tak wyczerpany, że nie myślałem o tym więcej. Do czasu, kiedy tego samego człowieka ściągałem z mojego syna. Wskazał palcem na dziurę i rozpłakał się: - Zapłacił mi sto dolarów, żebym zakopał go z moim synem... Upadł na ziemię pogrążony w głośnym płaczu. Moja mama nie wiedziała, co powiedzieć, więc stała w ciszy. W końcu zapytała, co zrobi z Joshem.
    - Nie będzie spoczywaj tutaj z tym potworem – powiedział.

    Kiedy dotarła do swojego samochodu obróciła się i zobaczyła czarny dym na tle nieba. Miała wielką nadzieję, że rodzice Josha jakoś się pozbierają. Opuściłem dom mamy nie mówiąc za wiele. Powiedziałem jej tylko, że ją kocham i odezwę się wkrótce. Nie wiem tylko, co to „wkrótce” dla nas oznacza.

    Zrozumiałem, że wydarzenia z mojego dzieciństwa skończyły się wiele lat temu. Myślałem o Joshu. Uwielbiałem go wtedy i chyba nadal go uwielbiam. Bardziej za nim tęsknię teraz, kiedy wiem już, że nigdy więcej go nie zobaczę i żałuję, że nie przytuliłem go, kiedy widziałem go po raz ostatni. Myślałem też o jego rodzicach – jak wiele stracili w tak krótkim czasie. Nie wiedzą, że mam z tym wszystkim związek, ale nie mógłbym teraz spojrzeć im w oczy. Myślałem o Veronice. Myślę, że ją kochałem, mimo że znaliśmy się krótko. Pomyślałem też o mojej mamie. Tak bardzo starała się mnie chronić, była silniejsza niż ja kiedykolwiek będę. Ale najwięcej myślałem o Joshu. Czasami marzę o tym, że nigdy nie usiadł naprzeciw mnie tamtego dnia w szkole, że nigdy go nie poznałem. Czasami lubię wyobrażać sobie, że jest teraz w lepszym miejscu, ale nie wierzę w to do końca. Świat jest okrutny, a ludzie jeszcze gorsi. Nie będzie żadnej sprawiedliwości dla mojego przyjaciela, nie będzie ostatecznej zemsty. Tęsknię za tobą, Josh. Przepraszam, że mnie wybrałeś na swojego przyjaciela. Nigdy o tobie nie zapomnę. Byliśmy odkrywcami. Byliśmy towarzyszami. Byliśmy przyjaciółmi!

    #creepypasta #creepystory #creepy
    pokaż całość

  •  

    Ekrany

    Celowo ukryłem niektóre szczegóły w moich poprzednich historiach. Ale nie widzę już w tym sensu.

    Pod koniec lata pomiędzy szkołą podstawową, a kolejną szkołą, załapałem grypę żołądkową. Objawy pasowały do zwyczajnej grypy, ale wymiotowałem do wiadra, a nie do kibla, bo cały czas na nim siedziałem. Trwało to około dziesięciu dni, ale zanim całkiem wyzdrowiałem, załapałem coś, na wzór różowego oka. Moje powieki były tak mocno sklejone z rana, że pierwszy raz jak się obudziłem, myślałem, że oślepłem. Kiedy zacząłem pierwszą klasę, bolała mnie szyja, a oczy miałem spuchnięte i przekrwione. Josh należał do innej grupy, więc na przerwie siedziałem przy stole sam. Zacząłem nosić ze sobą do szkoły dodatkowe jedzenie w plecaku, które zjadałem w łazience, bo starsze dzieci zabierały mi lunch na stołówce, bo nikt się za mną nie wstawiał. Nie skończyło się to nawet kiedy całkiem wydobrzałem. Inne dzieci nie chciały zadawać się z osobą, która była ofiarą starszych osób w obawie, że też staną się ofiarami. Jedynym powodem, dla którego to się skończyło, było zachowanie dzieciaka o imieniu Alex. Alex chodził do trzeciej klasy i był większy od innych dzieciaków. Gdzieś tak w trzecim tygodniu szkoły, zaczął przysiadać się do mnie podczas lunchu i dzięki temu natychmiast przestano kraść mi jedzenie. Był dla mnie miły, ale wydawał się trochę opóźniony – nigdy tak naprawdę nie rozmawialiśmy. Do czasu, kiedy zapytałem go, dlaczego ze mną siada. Podkochiwał się w siostrze Josha – Veronice. Veronica była w czwartej klasie i była najprawdopodobniej najładniejszą dziewczyną w całej szkole. Nawet jako sześcioletni dzieciak, który myślał że wszystkie dziewczyny są obrzydliwe, wiedziałem, jaka była piękna. Kiedy chodziła jeszcze do trzeciej klasy, Josh powiedział mi, że dwóch chłopców pobiło się o nią. Jeden z nich uderzył drugiego w czoło rogiem książki tak mocno, że rana wymagała szycia. Alex nie był jednym z nich, ale chciał, żeby Veronica go lubiła, więc wyznał mi, że wiedział że ja i Josh jesteśmy przyjaciółmi – z tego co zrozumiałem, miał nadzieję, że przekażę Veronice, ile mi pomógł, a ona będzie poruszona jego altruizmem i zainteresuje się nim. Jeśli jej o tym powiem, Alex nadal będzie przysiadał się do mnie na lunchu. Ponieważ było to w czasie, kiedy to głównie Josh nocował u mnie i budowaliśmy tratwę, nie miałem szansy porozmawiać z Veronicą. Opowiedziałem o tym Joshowi i żartowaliśmy sobie z Alexa. Mimo to obiecał, że powie o tym swojej siostrze, jeśli tego chcę. Wątpiłem, że to zrobi. Josh zawsze irytował się dlatego, że tylu chłopców latało za Veronicą. Pamiętam, jak nazwał ją brzydką krową. Nigdy nie wspomniałem mu o tym, ale chciałem wtedy powiedzieć, że ona jest ładna, a pewnego dnia stanie się przepiękna. Miałem rację. Kiedy miałem piętnaście lat, oglądałem film w kinie ze znajomymi. W środku były przesuwane stoły i krzesła, więc kiedy kino było pełne, często brakowało miejsc, z którym można było zobaczyć cały ekran. Kino wciąż było otwarte. Myślę, że z trzech powodów: 1) było tanie, 2) dwa razy w miesiącu o północy puszczano tam kultowy film, 3) można tam było kupić piwo nawet jeśli nie było się pełnoletnim. Razem z kolegami siedzieliśmy na samym końcu. Chciałem usiąść bliżej by lepiej widzieć, ale to Ryan nas tam zawiózł, więc on decydował. Kilka minut przed rozpoczęciem filmu do sali weszła grupka dziewczyn. Wszystkie były ładne i atrakcyjne, ale ich urodę przyćmiewało piękno jednej z nich. Kiedy odwróciła się na chwilę w naszą stronę, rozpoznałem ją – to była Veronica. Nie widziałem jej od długiego czasu. Coraz rzadziej spotykałem się z Joshem po czasie, kiedy poszliśmy szukać kota w moim starym domu, a kiedy już go odwiedzałem, Veronica gdzieś wychodziła. Kiedy każdy wpatrywał się w ekran, ja gapiłem się na Veronicę – odrywałem od niej wzrok tylko wtedy, kiedy zaczynałem myśleć o sobie jak o idiocie. Ale to szybko mijało i znów na nią patrzyłem. Naprawdę była piękna. Kiedy na ekranie pojawiły się napisy, moi koledzy od razu wstali i ruszyli do wyjścia. Wyjście było tylko jedna, więc nie chcieli utknąć w tłumie. Zatraciłem się w nadziei, że Veronica zwróci na mnie uwagę. Kiedy mijała nas ze swoimi koleżankami, wykorzystałem okazję.
    - Cześć, Veronica – powiedziałem.
    - Tak? – odparła spoglądając na mnie z zaskoczeniem. Zrobiłem krok w jej stronę.
    - To ja. Przyjaciel Josha z dawnych czasów... Jak... Jak się masz?
    - O mój Boże! Cześć! To było tak dawno – gestem dała znać koleżankom, że zaraz do nich dołączy.
    - Tak, kilka lat! Co słychać u Josha?
    - Haha, pamiętam wasze zabawy. Nadal udajecie żółwie ninja? Zaśmiała się, a ja pokryłem się rumieńcem.
    - Nie, nie jestem już dzieckiem. Teraz gramy w X-mena – miałem nadzieję, że ją rozbawię. I udało mi się.
    - Haha, jesteś słodki. Często przychodzisz tutaj na filmy o północy? Wciąż myślałem o tym, co powiedziała. „Naprawdę myśli, że jestem słodki? Czy miała na myśli, że jestem zabawny? Uważa mnie za atrakcyjnego?” Nagle zdałem sobie sprawę, że zadała mi pytanie.
    - TAK – powiedziałem zdecydowanie zbyt głośno. – Przynajmniej się staram... a ty?
    - Przychodzę od czasu do czasu. Mój chłopak nie lubi takich filmów, ale właśnie się rozstaliśmy, więc zamierzam przychodzić częściej. Starałem się brzmieć spokojnie, ale mi nie wyszło:
    - O, to świetnie... nie że zerwaliście! Miałem na myśli, że będziesz mogła przychodzić częściej. Znowu się roześmiała.
    - Przyjdziesz za dwa tygodnie? – powiedziałem. – Będą nadawać „Dzień żywych trupów”. Jest świetny.
    - Jasne, będę tutaj. Uśmiechnęła się, a ja chciałem zaproponować żebyśmy wtedy usiedli obok siebie, ale w tym momencie Veronica objęła mnie.
    - Miło mi było cię zobaczyć – powiedziała. Zastanawiałem się, co odpowiedzieć kiedy zdałem sobie sprawę, że największym moim problemem w tej chwili było to, że w ogóle zapomniałem jak się mówi. Na szczęście Ryan podszedł do mnie wtedy.
    - Koleś – powiedział. – Wiesz, że film już się skończył, nie? Idziesz? Veronica przestała mnie przytulać i powiedziała, że zobaczymy się następnym razem. Odprowadziło ją stękanie Ryana. Byłem na niego wściekły, ale minęło mi kiedy usłyszałem za sobą śmiech Veronicy.

    Kiedy nadszedł dzień „Dnia żywych trupów”, rodzina Ryana wyjechała z miasta i nie miał kto zawieźć nas do kina. Kilka dni przed filmem poprosiłem mamę, żeby mnie zawiozła. Odmówiła natychmiast, ale ustąpiła, kiedy usłyszała desperację w moim głosie. Zapytała dlaczego tak mi na tym zależy skoro widziałem ten film już wiele razy. Zawahałem się, zanim wyznałem, że miałem nadzieję spotkać tam pewną dziewczynę. Mama uśmiechnęła się i zapytała, czy ją zna. Z ociąganiem powiedziałem jej o kogo chodzi. Uśmiech zniknął z jej twarzy i powiedziała krótko: „Nie.” Zdecydowałem się zadzwonić do Veronicy i zobaczyć, czy ona mogłaby mnie zabrać ze sobą. Nie miałem pojęcia, czy jeszcze będzie w domu, ale chciałem spróbować. Wtedy zdałem sobie sprawę, że Josh może odebrać telefon. Nie rozmawiałem z nim przez prawie trzy lata. Czułem się winny, że dzwonię by rozmawiać z Veronicą a nie z nim, ale później doszedłem do wniosku, że on też mógłby zadzwonić, gdyby chciał. Podniosłem słuchawkę i wykręciłem numer. Nie odebrał Josh. Poczułem równocześnie ulgę i zawód – zdałem sobie sprawę, że naprawdę za nim tęskniłem. Osoba po drugiej stronie telefonu powiedziała mi, że to pomyłka. Powtórzyłem jej numer, na jaki dzwoniłem, a ona potwierdziła. Powiedziała, że musieli zmienić numer. Przeprosiłem ją za kłopot i rozłączyłem się. Poczułem wszechogarniający smutek, bo teraz nie mogłem nawet skontaktować się z Joshem jeśli bym chciał. Poczułem się okropnie, że bałem się, żeby to on odebrał telefon. Był moim najlepszym przyjacielem. Zdałem sobie sprawę, że jedynym sposobem na odnowienie kontaktu, będzie rozmowa z Veronicą. Miałem kolejny powód, by się z nią zobaczyć.

    Dzień przed filmem powiedziałem mamie, że zrezygnowałem z kina i czy mogłaby podrzucić mnie do Chrisa. Planowałem pójść pieszo od jego domu, ponieważ mieszkał tylko pół mili od kina. Zawsze w niedzielę z samego rana chodzili do kościoła, więc wiedziałem, że jego rodzice pójdą spać wcześnie w sobotę. Chris nie chciał iść ze mną do kina, bo planował rozmowę z pewną dziewczyną przez internet. Powiedział mi, że powrót będzie dla mnie dużo gorszy, bo będę zawiedziony, jak Veronica mnie wyśmieje, jeśli spróbuję ją pocałować. Opuściłem jego dom o 23:15. Starałem się utrzymać stałe tempo, żeby dotrzeć do kina na krótko przed rozpoczęciem filmu. Szedłem sam i nie chciałem później stać pod budynkiem. Doszedłem do wniosku, że nie miałem co liczyć na to, że Veronica przyjedzie w tym samym czasie, co ja i zastanawiałem się, czy powinienem zaczekać na nią na zewnątrz, czy wejść do środka. Nagle zwróciłem uwagę, że nie mija mnie już wiele świateł samochodów. Widziałem tylko jedna światła, które nie mijały mnie. Droga nie była oświetlona, więc szedłem po trawie. Odwróciłem się, by zobaczyć co było za mną. Samochód zatrzymał się jakieś dziesięć stóp za mną. Jedyne, co widziałem to jasne światła auta. Pomyślałem, że mógł to być któryś z rodziców Chrisa; być może poszli do jego pokoju i zobaczyli, że mnie nie ma. Chris na pewno by mnie wydał. Zrobiłem jeden krok w stronę samochodu, kiedy ten znów ruszył powoli. Minął mnie i wtedy zobaczyłem, że nie należał do rodziców Chrisa. Próbowałem dostrzec kierowcę, ale było zbyt ciemno. Zauważyłem tylko, że tylna szyba była pęknięta. Niewiele o tym myślałem – niektórzy lubią straszyć innych. Sam często wyskakiwałem zza rogu z krzykiem, by przerazić moją mamę.

    Do kina dotarłem dziesięć minut przed czasem. Zdecydowałem się zaczekać na zewnątrz do 23:57, co zostawi mi chwilę czasu, by odnaleźć Veronicę w środku, jeśli już tam była. Kiedy zacząłem myśleć, że nie przyjdzie, zobaczyłem ją. Była sama i była piękna. Pomachałem do niej i podszedłem bliżej. Uśmiechnęła się i zapytała czy moi koledzy są już w środku. Wyjaśniłem, że przyszedłem sam i zdałem sobie sprawę, że musiała to odebrać jako próbę wyjścia z nią na randkę. Nie wyglądała na przejętą nawet wtedy, kiedy podałem jej bilet, który dla niej kupiłem. Spojrzała na mnie pytająco.
    - Nie martw się – powiedziałem do niej. – Jestem bogaty. Zaśmiała się beztrosko i weszliśmy do budynku. Kupiłem dla nas popcorn i dwa napoje. Większość filmu spędziłem zastanawiając się, czy powinienem spróbować sięgnąć po popcorn w tym samym momencie co ona, aby nasze dłonie się zetknęły. Wyglądało na to, że dobrze się bawiła i zanim się zorientowałem, film się skończył. Ponieważ było po północy, nie mogliśmy zostać w środku, więc wyszliśmy na zewnątrz. Parking przy kinie był duży, bo należał też do galerii handlowej po drugiej stronie ulicy. Nie chciałem, żeby ta noc już się skończyła, więc kontynuowałem rozmowę kierując się w stronę galerii. Kiedy dochodziliśmy do zakrętu obróciłem się za siebie. Samochód Victorii nie był jedynym pozostałym na parkingu. Drugi miał pękniętą szybę. Zdenerwowałem się, ale po chwili zrozumiałem. „To ma sens, ten samochód należy pewnie do jakiegoś pracownika kina.” Małe wprowadzenie horroru w życie wydawało się dla mnie – jako fana horroru – świetnym pomysłem. Spacerowaliśmy wokół galerii i rozmawialiśmy o filmie. Powiedziałem jej, że dla „Dzień żywych trupów” jest lepszy od poprzednika. Ona się ze mną nie zgadzała. Powiedziałem jej też, że dzwoniłem na jej stary numer i zastanawiałem się, kto odbierze telefon. Nie uważała tego za śmieszne jak ja, wzięła mój telefon komórkowy do ręki i zapisała w nim swój numer. Przy okazji stwierdziła, że mam najgorszy telefon, jaki kiedykolwiek widziała. Zaśmiałem się i powiedziałem, że nie mogę na nim nawet odebrać wiadomości obrazkowej. Zadzwoniłem na jej numer, żeby zapisała sobie mój. Veronica powiedziała mi, że kończyła właśnie szkołę, ale nie szło jej za dobrze i nie była pewna, czy dostanie się do college’u. Zaproponowałem, żeby do aplikacji dołączyła swoje zdjęcie, a jeszcze zapłacą jej za patrzenie na nią. Nie śmieszyło jej to i pomyślałem, że poczuła się urażona – mogła pomyśleć, że podoba mi się tylko jej uroda, a nie ona sama. Nerwowo zerknąłem na nią. Uśmiechała się i nawet w nocnym świetle zauważyłem, że się zaczerwieniła. Miałem ochotę złapać ją za rękę, ale nie zrobiłem tego. Kiedy szliśmy już w kierunku kina, zapytałem ją o Josha. Nie chciała o nim rozmawiać. Zapytałem, czy chociaż powie mi, czy wszystko u niego w porządku.
    - Nie wiem – odparła. Doszedłem do wniosku, że Josh zmienił się na gorsze i może często pakuje się w tarapaty. Czułem się źle. Czułem się winny. Dotarliśmy do parkingu. Samochodu z pękniętą szybą nie było. Victoria zapytała mnie, czy chcę by mnie gdzieś podwiozła. Nie chciałem, ale powiedziałem jej, że chcę. Wypiłem za dużo koli i naprawdę musiałem pójść za potrzebą. Wiedziałem, że wytrzymam aż dojedziemy do domu Chrisa, ale miałem w planach pocałować ją na pożegnanie. To byłby mój pierwszy pocałunek. Nie miałem zbyt dużego wyboru. Kino było zamknięte, więc powiedziałem jej, że skoczę tylko na tył budynku i wysikam się. Zaśmiała się. Po drodze obejrzałem się za siebie i zapytałem, czy Josh kiedykolwiek wspomniał jej o Alexie. Okazało się, że powiedział jej o tym. Josh był dobrym przyjacielem. Kiedy doszedłem do brzegu budynku, okazało się, że od niego w nieskończoność ciągnie się płot. W miejscu, w którym stałem nadal byłem widoczny, więc zdecydowałem się przeskoczyć na drugą stronę. Znalazłem się poza zasięgiem wzroku Victorii i załatwiłem, co trzeba. Przez chwilę jedynym dźwiękiem, jaki słyszałem, były pasikoniki w trawie, a potem uderzenie płynu o cement. Poza tym słyszałem dźwięk, który do dzisiaj słyszę gdy jest dostatecznie cicho. W pewnej odległości słyszałem pisk, po którym usłyszałem wibracje. Szybko zrozumiałem, co to było. Samochód. Warczenie silnika stało się głośniejsze. I wtedy pomyślałem: „Nie, nie głośniejsze. Bliższe.” Tak szybko, jak to zrozumiałem, ruszyłem z powrotem w stronę płotu, ale zanim cokolwiek zrobiłem, usłyszałem krótki krzyk i odgłos silnika, po którym usłyszałem łomot. Zacząłem biec, ale po kilku krokach potknąłem się o kamień i upadłem, uderzając w coś głową. Byłem zdezorientowany może przez 30 sekund. Adrenalina szybko jednak postawiła mnie na nogi. Martwiłem się, że ktokolwiek uderzył w coś autem, może zrobić krzywdę Veronice. Kiedy przeskoczyłem przez płot, zobaczyłem tylko jeden samochód na parkingu. Nie było żadnych śladów wypadku. Pomyślałem, że pomyliłem się co do miejsca, z którego doszły mnie tamte odgłosy. Kiedy podbiegłem bliżej, zrozumiałem w co uderzył samochód. Nogi prawie całkowicie odmówiły mi posłuszeństwa. Veronica. Oddzielał mnie od niej jej samochód, a kiedy podszedłem jeszcze bliżej, zobaczyłem ją w całej okazałości. Jej ciało było nienaturalnie wykręcone. Widziałem jej kość piszczelową, która przebiła się przez jeansy, a jej lewe ramię było zakręcone na jej szyi. Jej głowa była odchylona do tyłu, a usta miała otwarte w niemym krzyku. Było dużo krwi. Kiedy na nią patrzyłem, miałem trudności z oceną, czy leżała na plecach, czy na brzuchu. Zrobiło mi się niedobrze. Kiedy jesteś zmuszony stanąć oko w oko, z czym co wydaje się niemożliwe, twój umysł próbuje przekonać cię, że śnisz i wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie. Naprawdę czułem, jakbym miał się zaraz obudzić. Ale nie obudziłem się. Wyciągnąłem telefon z kieszeni, żeby zadzwonić po pomoc, ale brakowało zasięgu. Telefon Veronicy wystawał z kieszeni jej spodni. Nie miałem wyboru. Trzęsąc się wyciągnąłem rękę po niego i wtedy ona poruszyła się i gwałtownie łapała powietrze. Przeraziło mnie to tak bardzo, że cofnąłem się i upadłem. Z jej telefonem w dłoni. Próbowała przywrócić swoje ciało do naturalnej pozycji, ale z każdym jej ruchem rozbrzmiewał okropny dźwięk wydawany przez połamane kości. Bez zastanowienia podszedłem do niej i powiedziałem:
    - Veronica, nie ruszaj się. Nie ruszaj się, dobrze? Veronica, proszę, nie ruszaj się. Powtarzałem te słowa aż zacząłem płakać. Otworzyłem klapkę jej telefonu. Działał. Wciąż wyświetlał się na nim mój numer telefonu i poczułem, że zaraz pęknie mi serce. Zadzwoniłem pod 911. Czekałem z nią i powtarzałem, że wszystko będzie dobrze. Czułem się winny kłamiąc. Kiedy usłyszałem dźwięk syren, Veronica wydawała się bardziej przytomna. Już wcześniej była świadoma, ale teraz blask wracał do jej oczu. Jej mózg nadal chronił ją przed bólem, ale pozwolił jej już zrozumieć, że stało się coś strasznego. Spojrzała mi w oczy, jej usta się poruszyły. Zrozumiałem, co powiedziała: - ooooo... on.... zdjęcie... zrobił... mi. Nie wiedziałem, co ma na myśli.
    - Przepraszam – tylko tyle zdołałem powiedzieć. Jechałem razem z nią karetką, gdzie straciła przytomność. Czekałem na korytarzu, kiedy dotarliśmy do szpitala. Wciąż miałem jej telefon, więc włożyłem go do jej torebki, a do mamy zadzwoniłem ze szpitalnego telefonu. Było około czwartej nad ranem. Powiedziałem mamie, że ze mną wszystko w porządku, ale Veronica miała wypadek. Przeklęła do mnie i powiedziała, że za chwilę przyjedzie. Kazałem jej zostać w domu, bo nie zamierzałem zostawić Veronicy samej. Stwierdziła, że i tak przyjedzie.

    Nie rozmawiałem wiele z mamą. Przeprosiłem ją, że kłamałem. Myślę, że gdybyśmy wtedy więcej porozmawiali, powiedziałbym jej o Boxes i o nocy na tratwie – gdyby tylko ona wyznała mi, co wie. Wszystko mogłoby się zmienić. Ale siedzieliśmy w ciszy. Powiedziała mi tylko, że mnie kocha i że mogę zadzwonić do niej kiedy tylko będę jej potrzebował. Kiedy wychodziła, do szpitala wpadli rodzice Veronicy. Jej ojciec zamienił kilka słów z moją mamą, a jej matka rozmawiała z osobą za biurkiem. Jej matka była pielęgniarką, ale nie pracowała w tym szpitalu. Jestem pewien, że chciała przenieść swoją córkę, ale ta była w zbyt ciężkim stanie. Przyjechała policja i rozmawiała z każdym po kolei – opowiedziałem im, co się stało. Zrobili jakieś notatki, po czym wyszli. Veronica przeżyła operację, a jej ciało było pokryte gipsem w 90%. Miała wolne prawe ramię, ale reszta wyglądała jak w kokonie. Wciąż była nieprzytomna. Poprosiłem pielęgniarkę o marker, ale nie wiedziałem co napisać. Zasnąłem na krześle w rogu i wróciłem do domu następnego dnia.

    Przychodziłem do szpitala codziennie po południu przez kilka dni. Później w sali Veronicy znalazł się też inny pacjent i odgrodził się od niej parawanem. Veronica nie czuła się lepiej, ale częściej była świadoma. Niestety nawet wtedy niewiele rozmawialiśmy. Jej szczęka była złamana, więc nie mogła za bardzo otworzyć ust. Siedziałem z nią jakiś czas, ale nie wiedziałem, co miałbym powiedzieć. Wstałem i podszedłem do niej. Pocałowałem ją w czoło, a ona wyszeptała przez zaciśnięte zęby:
    - Josh... Zaskoczyły mnie te słowa.
    - Nie przyszedł cię odwiedzić? – zapytałem.
    - Nie... -Nawet jeśli Josh pakował się w tarapaty, powinien odwiedzić swoją siostrę, pomyślałem ze złością. Chciałem jej to powiedzieć, kiedy ona wyszeptała:
    - Nie... Josh... uciekł. Powinnam była ci powiedzieć. - Kiedy? Kiedy to się stało? – zapytałem.
    - Kiedy miał trzynaście lat.
    - Zostawił jakiś list?
    - Na jego poduszce... Zaczęła płakać, a ja zaraz po niej. Myślę, że płakaliśmy z innych powodów, nawet jeśli wtedy tego nie wiedziałem. W tamtej chwili nie pamiętałem wielu rzeczy z mojego dzieciństwa i nie łączyłem ich w całość. Powiedziałem jej, że muszę wyjść, ale zawsze może do mnie napisać.

    Następnego dnia otrzymałem od niej wiadomość, w której zabroniła mi do niej przychodzić. Zapytałem dlaczego, na co odparła, że nie chce żebym ją widział w takim stanie. Przystałem na to. Pisaliśmy do siebie każdego dnia, ale ukrywałem to przed mamą, bo nie lubiła kiedy rozmawiałem z Veronicą. Zwykle wiadomości od niej były krótkie i zwykle tylko odpowiadała na moje wiadomości. Raz próbowałem do niej zadzwonić, chciałem usłyszeć jej głos – odebrała, ale nie powiedziała ani słowa. Słyszałem jak ciężko oddycha. Po około tygodniu od mojej ostatniej wizyty u niej, napisała do mnie: „Kocham cię.” Wypełniło mnie wiele sprzecznych emocji, ale odpisałem to, co uznałem za słuszne: „Też cię kocham.” Odpisała, że chce być ze mną i że nie może się doczekać, kiedy znowu mnie zobaczy. Powiedziała też, że wypisano ją ze szpitala i dochodzi do siebie w domu. Pisaliśmy jeszcze przez kilka tygodni, a za każdym razem, kiedy chciałem ją odwiedzić, odpisywała „wkrótce”. Nalegałem i w kolejnym tygodniu napisała, że być może da radę pojawić się na filmie o północy. Nie mogłem w to uwierzyć, ale zapewniła mnie, że spróbuje. W dniu, kiedy miał być wyświetlany film, otrzymałem wiadomość: „Do zobaczenia dzisiaj.” Ryan podwiózł mnie do kina. Rodzice Chrisa nie chcieli, żebym pojawiał się w ich domu po tym, co się stało. Wytłumaczyłem Ryanowi, że Veronica może źle wyglądać i bardzo mi na niej zależy. Ryan powiedział, że rozumie. Veronica nie przyszła. Zająłem dla niej miejsce przy wyjściu, żeby łatwiej było jej je znaleźć, ale po dziesięciu minutach trwania filmu, usiadł na nim jakiś mężczyzna.
    - Przepraszam, to miejsce jest zajęte – szepnąłem do niego, ale on w ogóle nie zareagował – wpatrywał się tylko w ekran. Pamiętam, że chciałem się przesiąść, bo coś mi się nie podobało w sposobie, w jaki oddychał. Wyszedłem, kiedy zrozumiałem, że Veronica nie przyjdzie.

    Następnego dnia wysłałem jej wiadomość z pytaniem, czy wszystko w porządku i dlaczego się nie pojawiła poprzedniej nocy. Ostatnia wiadomość, jaką od niej otrzymałem, brzmiała:
    - Zobaczymy się znowu. Wkrótce. Martwiłem się o nią. Napisałem jej kilka wiadomości, ale przestała odpisywać. Byłem coraz bardziej zdenerwowany tą sytuacją. Nie mogłem zadzwonić do jej domu, bo nie znałem nowego numeru i nie byłem nawet pewien, gdzie teraz mieszka. Stawałem się coraz bardziej smutny, aż moja mama zapytała, czy dobrze się czuję. Ostatnio była dla mnie wyjątkowo miła. Powiedziałem jej, że Veronica przestała się odzywać.
    - Co masz na myśli? – mama spoważniała.
    - Miała się ze mną spotkać wczoraj na filmie. Wiem, że minęły dopiero trzy tygodnie od wypadku, ale napisała mi, że przyjdzie, a potem przestała się odzywać. Chyba mnie nienawidzi. Mama wyglądała na zdezorientowaną, a wyraz jej twarzy zdradzał, że zastanawiała się, czy oszalałem. Zaczęła nagle płakać i przytuliła mnie. Nie wiedziałem, jak to rozumieć. Wiedziałem, że moja mama niespecjalnie lubi Veronicę. Westchnęła po chwili, spojrzała mi w oczy i powiedziała coś, co do dzisiaj sprawia, że robi mi się ciemno przed oczami.
    - Veronica nie żyje, kochanie. O Boże, myślałam, że wiesz. Umarła ostatniego dnia, kiedy ją odwiedziłeś. Kochanie, ona umarła kilka tygodni temu. Mama zaczęła zanosić się płaczem, ale wiedziałem, że nie z powodu Veronicy. Wyrwałem się z jej objęć i odsunąłem się. To nie było możliwe. Przecież pisaliśmy do siebie wczoraj. Byłem w stanie zadać tylko jedno pytanie:
    - Więc dlaczego jej telefon nadal jest włączony? Mama nadal szlochała. Nie odpowiedziała.
    - DLACZEGO ZAJĘŁO IM TAK DŁUGO, BY WYŁĄCZYĆ TEN PIEPRZONY TELEFON?? – wybuchnąłem.
    - Zdjęcia... – wymamrotała mama. Dowiedziałem się, że rodzice Veronicy byli przekonani, że straciła telefon w wypadku. Ale przecież zostawiłem go w jej torebce. Kiedy przeszukali jej rzeczy, nie znaleźli telefonu. Zamierzali skontaktować się z firmą, która zapewniała im usługi telefoniczne i dowiedzieli się, że rachunek jest ogromny z powodu wysłania ogromnej ilości zdjęć. Zdjęć! Wszystkie te zdjęcia zostały wysłane do mnie. Zdjęcia, których nigdy nie otrzymałem, bo mój telefon ich nie obsługiwał. Wszystkie zostały wysłane po śmierci Veronicy. Starałem się nie myśleć o tym, co zawierały. Ale pamiętam, że zastanawiałem się, czy byłem na nich. Przeraziłem się, kiedy przypomniałem sobie o ostatnie wiadomości: „Zobaczymy się znowu. Wkrótce.”

    #creepypasta #creepystory #creepy
    pokaż całość

  •  

    Balony

    Kilka dni temu zamieściłem swoją historię, której nadałem tytuł "Kroki". Pojawiło się wiele pytań, które zrodziły we mnie ciekawość na temat szczegółów pewnych wydarzeń z mojego dzieciństwa, dlatego też poszedłem porozmawiać o nich z moją mamą. Rozdrażniona pytaniami rzuciła „Dlaczego po prostu nie opowiesz im o tych cholernych balonach, jeśli są tak bardzo zainteresowani?”. Kiedy tylko wypowiedziała te słowa, wróciły wspomnienia z dzieciństwa, które dawno uleciały z mojej pamięci. Ta historia nada szerszy kontekst poprzedniej, którą moim zdaniem powinniście przeczytać najpierw. Mimo, że kolejność nie jest bardzo ważna, zachowanie jej sprawi, że lepiej będziecie mogli je zrozumieć, jako że przypominałem sobie te historie w określonej kolejności. Jeżeli macie jakieś pytania, pytajcie. Postaram się odpowiedzieć. Ponadto obie historie są dość długie, to tak dla waszej wiadomości. Ufam, że uda mi się nie pominąć ważnych szczegółów.

    Kiedy miałem 5 lat uczęszczałem do podstawówki (przedszkola), w której w moim rozumieniu, kładziono ogromny nacisk na naukę poprzez aktywność. Była to część programu mającego na celu rozwój każdego dzieciaka w jego własny tempie, a aby to ułatwić dyrekcja zachęcała nauczycieli żeby sami wymyślali jakieś „odkrywcze” zajęcia. Każdy z nauczycieli miał swobodę tworzenia swoich własnych motywów, a następnie wszystkie lekcje – matematyka, czytanie itd., odbywały się zgodnie z tymi motywami. Motywy te nazwano „grupami”. Była „grupa” kosmiczna, morska, ziemska, oraz ta do której ja należałem – społeczna.

    W przedszkolach tego kraju nie uczą wiele ponadto jak zawiązać buty oraz jak się dzielić z innymi, więc większość raczej nie zapada w pamięć. Pamiętam wyraźnie tylko dwie rzeczy: byłem najlepszy w pisaniu własnego imienia bez błędów, oraz „Projekt Balony”, który był znakiem rozpoznawczym grupy Społecznej, gdyż był prostym i sprytnym sposobem pokazania jak działa wspólnota na naprawdę podstawowym poziomie. Być może słyszeliście o tym. Pewnego piątku (pamiętam dzień tygodnia, gdyż nie mogłem się doczekać tego projektu oraz weekendu) na początku roku, weszliśmy rankiem do sali, a naszym oczom ukazały się napompowane balony, przyczepione taśmą klejącą po jednym do każdej z naszych ławek. Na ławce leżały również: marker, długopis, kartka papieru i koperta. Zadanie polegało na napisaniu krótkiej notatki na papierze, zapakowaniu jej w kopertę i przyklejeniu do balona, na którym – jeśli byśmy chcieli – mogliśmy namalować obrazek. Większość dzieci zaczęła od walki o balony, gdyż były one różnych kolorów, ja natomiast rozpocząłem od notatki, na temat której sporo wcześniej myślałem.

    Notatki miały być napisane według określonych reguł, jednak pozwolono na nam na bycie kreatywnymi. Moja notka brzmiała mniej więcej tak: „Cześć! Mam na imię … i uczęszczam do szkoły podstawowej imienia …. Możesz zatrzymać balon, ale mam nadzieję, że mi odpiszesz! Lubię Mighty Max, eksplorację, budowanie fortów, pływanie i przyjaciół. Co Ty lubisz? Odpisz mi szybko. Załączam dolara na przesyłkę!”. Na dolarze napisałem „NA ZNACZKI” przez całą szerokość, co według mojej mamy było niepotrzebne, ale ja uznałem to za genialne, więc tak zrobiłem. Nauczyciel zrobił każdemu z nas zdjęcie polaroidem, które następnie należało włożyć do swojej koperty. Wychowawcy wkładali też do kopert jeszcze jeden list, który jak mniemam objaśniał założenia projektu, oraz zapraszał do odpowiedzi i przesyłania zdjęć swojego miasta i okolicy. O to chodziło – zbudowanie poczucia jedności bez konieczności opuszczania szkoły, oraz bezpiecznego ugruntowania kontaktów z nowymi ludźmi; wydawało się, że jest to świetny pomysł…

    W ciągu kolejnych kilku tygodniu zaczęły napływać listy. Większość przyszła z dołączonymi zdjęciami różnych widoków, a za każdym razem gdy zjawiał się nowy list, nauczyciel przypinał zdjęcie do wielkiej naściennej mapy, aby pokazać nam skąd przybyło i jaką drogę pokonał wcześniej balon. To był naprawdę mądry pomysły, ponieważ każdy chciał iść do szkoły, aby dowiedzieć się czy dotarła już odpowiedź na jego list. W ciągu roku, mieliśmy jeden dzień w tygodniu, kiedy mogliśmy pisać odpowiedź do naszego nowego znajomego, albo do znajomego innego ucznia, jeśli twój list jeszcze nie wrócił. Mój był jednym z ostatnich. Kiedy przyszedłem do szkoły po raz kolejny zobaczyłem pustą ławkę, ale gdy tylko usiadłem nauczycielka podeszła do mnie i wręczyła mi kopertę. Musiałem wyglądać na naprawdę podnieconego, ponieważ gdy tylko sięgnąłem po kawałek papieru, spojrzała na mnie i położyła dłoń na mojej dłoni, aby mnie zatrzymać i powiedziała „Proszę, nie smuć się.” Nie rozumiałem co miała na myśli – dlaczego niby miałbym się smucić z odpowiedzi? Pomyślałem, że może zajrzała już do koperty i wie co w niej jest, ale oczywistym było, że nauczyciele musieli przeglądać zawartość, zanim wręczyli je adresatom, aby upewnić się, że w kopertach nie ma żadnej obscenicznej zawartości, więc dlaczego miałbym być rozczarowany? Kiedy otworzyłem kopertę zrozumiałem.

    Nie było żadnego listu.

    Jedyną rzeczą w kopercie był polaroid, ale nie mogłem zrozumieć co przedstawia. Wyglądał jak pustynia, ale był zbyt rozmyty, żeby coś wyłapać. Wyglądało na to, że ktoś poruszał aparatem podczas robienia zdjęcia. Nie było adresu zwrotnego, więc nie mogłem nawet odpisać. Byłem załamany.

    Rok szkolny trwał, a listy przestały przychodzić niemal do wszystkich. Bo niby o czym możesz korespondować z przedszkolakami tak długo? Każdy, nawet ja, stracił zainteresowanie listami prawie całkowicie. I wtedy dostałem kolejną kopertę.

    Moje podniecie wróciło i rozkoszowałem się faktem, że ja dostałem list, mimo iż resztę już dawno porzucili ich „przyjaciele pióra”. Pojawienie się kolejnej przesyłki miało sens – w pierwszej było tylko rozmazane zdjęci i nic poza tym, więc może ta miała nadrobić. Jednakże znów nie było notki, tylko zdjęcie.

    To wydawało się bardziej rozpoznawalne, ale nadal nic nie rozumiałem. Fotografia była ustawiona pod kątem, łapiąc tylko górny kant budynku, a reszta była zniekształcona przez światło słoneczne wpadające w soczewkę.

    Ponieważ balony nie dotarły zbyt daleko i wszystkie wyruszyły tego samego dnia, tablica-mapa zaczęła robić się zaśmiecona, więc pozwolono uczniom zabrać zdjęcia do domu. Mój najlepszy kumpel – Josh – miał na koncie drugą największą ilość zdjęć zabraną do domu. Jego korespondencyjny przyjaciel był naprawdę kooperatywny i przysyłał zdjęcia z sąsiedniego miasta. Josh zabrał do domu, tak mi się wydaje, 4 fotki.

    Ja zabrałem 50.

    Wszystkie koperty były otwierane przez nauczyciela. Po czasie przestałem nawet oglądać zdjęcia, jednak zachowywałem je w mojej szufladzie, która była również domem dla kolekcji kamieni, kart baseballowych i komiksowych oraz miniaturowych kasków baseballowych, które wyciągałem z automatów. Wraz z zakończeniem roku szkolnego, moją uwagę przyciągały inne rzeczy.

    Mama kupiła mi na święta małą maszynkę do robienia rożków, która bardzo spodobała się Joshowi – tak bardzo, że dostał podobną, nieco lepszą na urodziny od rodziców po koniec roku szkolnego. Tego lata mieliśmy pomysł, aby otworzyć stanowisko z rożkami i zarobić trochę grosza. Mieliśmy nadzieję na zbicie fortuny sprzedając je po dolarze za sztukę. Josh mieszkał na innym osiedlu, ale uznaliśmy, że moje będzie lepsze ponieważ mieszkało na nim więcej ludzi dbających o swoje trawniki, które w mojej okolicy były troszkę większe. Robiliśmy to przez pięć weekendów z rzędu, aż moja mama kazała nam przestać, a ja dopiero niedawno zrozumiałem dlaczego.

    W piąty weekend liczyliśmy z Joshem pieniądze. Jako, że każdy miał swoją maszynkę, mieliśmy dwa stosy pieniędzy, które mieszaliśmy, a następnie rozdzielaliśmy sumę po równo. Zarobiliśmy tego dnia 16 dolarów. Kiedy Josh wręczył mi piątego dolara wypełniło mnie uczucie głębokiego zdziwienia.

    Na dolarze było napisane „NA ZNACZKI”.

    Josh zauważył mój szok i zapytał czy źle policzył. Powiedziałem mu o banknocie, a on odpowiedział „Fajnie, stary!”. Gdy o tym pomyślałem, uznałem, że ma rację. To, że dolar dotarł z powrotem do mnie podobało mi się. Pobiegłem do domu pochwalić się mamie, ale moje podniecenie stanęło w szranki z jej rozmową telefoniczną, więc odpowiedziała tylko „O, super”. Sfrustrowany wróciłem do Josha i powiedziałem, że chcę mu coś pokazać. Zacząłem od pierwszego zdjęcia, a przy około dziesiątym Josh stracił zainteresowanie i zapytał czy możemy iść pobawić się w okopie (rowie w ziemi, niedaleko mojego domu) zanim jego mama przyjdzie po niego. Poszliśmy tam.

    Przez chwilę bawiliśmy się w „kurzową wojnę”, ale kilka razy przerywał nam szelest w lesie nieopodal. Mieszkały tam szopy i dzikie koty, ale te dźwięki były nieco zbyt głośnie więc wymieniliśmy się pomysłami co mogło je powodować, tak aby jak najbardziej przestraszyć towarzysza. Mój ostatni strzał to mumia, ale pod koniec Josh nalegał na robota, ze względu na dźwięki jakie wydawał. Zanim poszliśmy zrobił się nieco bardziej poważny, spojrzał na mnie i zapytał „Słyszałeś, prawda? Brzmiało jak robot. Też to słyszałeś, nie?”. Słyszałem, a jako że brzmiało mechanicznie doszliśmy do wniosku, że to musiał być robot. Dopiero teraz wiem, co tak naprawdę słyszeliśmy.

    Kiedy wróciliśmy mama Josha czekała na niego przy stole wraz z moją mamą. Mój przyjaciel powiedział im o robocie, ale one tylko zaśmiały się, a chwilę później rodzina opuściła nasz dom. Zjadłem coś z moją mamą i poszedłem do łóżka.

    Nie zostałem w łóżku na długo. Wyczołgałem się i uznałem, że w obliczu dzisiejszych wydarzeń przyjrzę się jeszcze kopertom. Wyciągnąłem pierwszą, położyłem ją na podłodze, a na niej ułożyłem polaroida z rozmazaną pustynią. Kolejną umiejscowiłem obok, przykrytą zdjęciem zrobionym pod dziwnym kątem. Układałem kolejne, aż stworzyły wzór o wymiarach 5x10. Zawsze uczono mnie, żeby ostrożnie obchodzić się, ze wszystkim co kolekcjonuję.

    Zauważyłem, że kolejne zdjęcia były coraz łatwiejsze do rozczytania. Było tam drzewo, a nim ptak, znak z limitem prędkości, linia zasilająca, grupa ludzi wchodzących do budynku. Było też coś, co zdenerwowało mnie tak bardzo, że nawet teraz pisząc to, pamiętam jak zakręciło mi się w głowie, w której powtarzałem w kółko jedną myśl:

    „Co ja robię na tym zdjęciu?”

    Na fotografii z grupą ludzi wchodzących do budynku zauważyłem siebie, trzymającego rękę mamy na samym końcu tłoku. Byliśmy na samym brzegu zdjęcia, ale bez wątpienia to byliśmy właśnie my. Kiedy moje oczy pływały po morzu polaroidów na podłodze narastał we mnie niepokój. Było to dziwne uczucie. Nie strach, tylko uczucie, które masz gdy wiesz, że wpadłeś w kłopoty. Nie wiem dlaczego dosięgnęło mnie właśnie ono, ale siedziałem tak myśląc, że zrobiłem coś złego. Uczucie tylko nasiliło się, gdy przyjrzałem się reszcie fotografii po tej, która tak mną wstrząsnęła.

    Byłem na każdym zdjęciu.

    Nie były to bliskie ujęcia i na żadnym nie byłem sam. Mimo to, byłem na każdym z nich. Z boku, z tyłu, u dołu ramki. Jako, że i tak czułem się już, jakbym zrobił coś złego postanowiłem, że poczekam do następnego dnia.

    Nazajutrz mama miała wolne i większość dnia spędziła sprzątając dom. Ja oglądałem kreskówki i czekałem na odpowiedni moment, żeby pokazać jej polaroidy. Kiedy wyszła po pocztę wziąłem kilka zdjęć i położyłem je na stole przed sobą czekając aż wróci. Wracając otwierała już kolejne listy i wyrzucała reklamy, a ja zapytałem:
    - Mamo, możesz zerknąć na te zdjęcia?
    - Daj mi sekundkę, Kochanie. Muszę zaznaczyć coś w kalendarzu. Po kilku minutach podeszła i stanęła za mną pytając czego chciałem. Słyszałem jak nadal przegląda pocztę za moimi plecami, ale spojrzałem tylko na zdjęcia i powiedziałem jej o nich. Gdy zacząłem wyjaśniać i pokazywałem na konkretne zdjęcia jej częste „mhm” i „ok” ustawało, aż kompletnie zamilkła. Następny dźwięk jaki od niej usłyszałem brzmiał, jak próba złapania oddechu. Odzyskawszy go, upuściła resztę poczty i pobiegła do telefonu. - Mamo, przepraszam! Nie wiedziałem o tym! Nie bądź na mnie zła! Biegała tam i z powrotem z telefonem przyciśniętym do ucha. Nerwowo bawiłem się pocztą rzuconą obok moich zdjęć. Z górnej koperty wystawało coś, co bezmyślnie i niespokojnie wyciągnąłem.

    Kolejny polaroid.

    Zdezorientowany, pomyślałem że może jedna z moich fotografii wślizgnęła się do koperty, gdy mama upuściła pocztę, ale kiedy ją obróciłem zrozumiałem, że tej jeszcze nie widziałem. Ku mojemu przerażeniu, przedstawiała mnie, ale była zrobiona z bliższej odległości. Uśmiechałem się otoczony przez drzewa. Ale nie tylko ja byłem na niej. Josh też tam był. To było wczoraj. Zacząłem się drzeć do mamy, która wciąż krzyczała do słuchawki. Wrzeszczałem, aż wreszcie odpowiedziała
    - Co?! Jedyne o co mogłem zapytać to
    -Do kogo dzwonisz?
    - Rozmawiam z policją, Kochanie.
    - Ale czemu? Przepraszam. Nie chciałem nic zrobić…

    Odpowiedziała mi tak, że nigdy do końca nie rozumiałem jej odpowiedzi, dopóki nie zostałem poproszony o przypomnienie sobie wczesnych lat dzieciństwa. Złapała kopertę, a zdjęcie ze mną i Joshem wysunęło się, lądując obok innych polaroidów. Zbliżyła kopertę do moich oczu, ale jedyne co widziałem to jak jej twarz traciła kolor. Z oczami pełnymi łez powiedziała, że musiała zadzwonić na policję, ponieważ na kopercie nie było pieczątki.
    #creepypasta #creepystory #creepy
    pokaż całość

  •  

    Miałam przed chwilą najbardziej cringe’ową sytuację ever. Chodzę sobie po DM (drogeria ala Rossmannn) na #wegry i podchodzi do mnie ziomek lvl ok. 20 z okularami przeciwsłonecznymi w ręce. Zaczyna nawijać po węgiersku, na co ja mówie ze tak hehe srednio rozumiem. Przerzuca się na angielski, pyta, co tu robię, skąd jestem i czy pasują mu okulary, które przymierza. Pogadaliśmy, poszłam szukać dalej rzeczy, po które przyszłam.

    Za chwile podchodzi do mnie znowu i z lennyfacem na twarzy mówi:

    pokaż spoiler Słyszałem, ze można tu kupić wibratory dla kobiet ( ͡° ͜ʖ ͡°)


    Mówię, ze yyyyyyy no może, nie wiem, niech poszuka w dziale z kondomami albo zapyta ekspedientki xd

    pokaż spoiler Nieee, tak tylko chciałem sprawdzić, jak wyglądają, bo nigdy nie widziałem na żywo


    Cotusieodpierdala.jpeg powiedziałam, ze przepraszam, ale muszę iść, bo niebieski czeka na zewnątrz i uciekłam .__. Wyglada na to, ze #przegryw to nie tylko polska specjalność ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #heheszki #truestory #cotusieodpierdala #creepy #cringe
    pokaż całość

  •  

    Oglądałem ten film X razy. Wczoraj obejrzałem sobie ponownie. Bije z niego taka dziwna energia. Niby normalni ludzie a każdy jest dziwny. Większość dialogów jest tak dziwnie prowadzona, że aż dziw bierze, że człowiek tak może mówić.
    Gdy dowiedziałem się czym ten film tak naprawdę jest to przy kazdym seansie aż serce bije szybciej i ciężko złapać oddech. I ta muzyka...
    Aż szkoda, że wycięli aż 45 minut ( ͡° ʖ̯ ͡°) Ciekawe co tam było...
    Kubrick zmarł zaraz po premierze 666 dni po premierze innego jego dzieła - 2001 Odysei Kosmicznej.

    Polecam każdemu. I nie odbierajcie tego filmu jako film erotyczny bo nie o to w nim chodzi.

    #film #kubrick #teoriespiskowe #creepy
    pokaż całość

    źródło: youtu.be

  •  

    Ludzie jest akcja.
    Moi koledzy podchwycili jakąś legende o diable w pobliskim lesie. Chcą tam w piątek w pełnie Księzyca podjechać i zobaczyć czy coś sie bedzie działo.
    I właśnie chce trochę im dać atrakcji xD
    Piszcie propozycje co mógłbym zrobić, żeby ich przestraszyć. Do dyspozycji mam mały głośnik. Myślałem, żeby zgrać jakieś krzyki, piski, wycie na telefon.
    Mam zamiar tam pójść i póścić nagrania. Oczywiście oni nie wiedzieliby o mojej obecności.

    Podajcie jakieś propozycje co mógłbym jeszcze zrobić. Niestety na przygotowanie jakiegoś stroju czy maski nie ma czasu. Albo poczekać na następny raz i podejsć do tego bardziej profesjonalnie?
    Co o tym Mirki myślicie?( ͡° ͜ʖ ͡°)

    #creepy #creepystory #straszne #zart
    pokaż całość

    •  

      @dawid121213: O 23:00 byłem już w lesie z głośnikiem. Czekałem na skraju lasu bo nie wiedziałem w którą drogę wjadą. Bo to niby na takiej polanie w środku lasu straszy. Po północy przyjechała ekipa xD Nie wjechali w żadną leśną drogę tylko zaparkowali przy lesie. Tak do 00:40 nikt nie wchodził do lasu tylko stali koło samochodu. Z tego co mi kolega opowiadał to ponoć zastanawiali sie czy wchodzić bo sie bali xD W końcu 3 śmiałków weszło w las i szli leśną drogą. Huye tak sie bali że świecili latarkami we wszystkie strony świata. Szli wolno i tymi latarkami kręcili, że musiałem dystans od nich powiększyć zeby mnie nie zobaczyli. Z 2 razy patyka połamałem żeby myśleli że coś straszy xD. To wtedy stawali bez ruchu xD przeszli może ze 200 metrów gdy chyba zając się spłoszył i wyskoczył z krzaków. Chłopaki obsrali zbroje i zaczeli sie wracać. Po czym znowu stali z 30min przy samochodzie. Pojechali gdy póściłem wycie wilka xD
      Jak już pojechali to poszedłem na tą polane. Siedziałem z 10min. Nic ciekawego sie tam nie działo. Fakt, dużo było odgłosów zwierzat, nawet jakaś sowa sie odezwała, ale żeby coś niepokojącego było, czy tam straszyło to nic nie dostrzegłem.
      O godzinie 2:40 byłem już w domu.
      Akcja troche słabo wyszła. Nie myślałem, że nawet zając ich może przestraszyć. Nie dali mi duzego pola do popisu. Mam nadzieje, że nabiorą odwagi i pojdą na tą polane to może jakieś przebranie załatwie albo tą kukłe powiesze na drzewie.
      pokaż całość

      +: Shivaa
    • więcej komentarzy (21)

  •  

    Po tylu latach dopiero teraz zauważyłem, że grafika na Waflu Teatralnym to nie struktura polewy na nim tylko głowy ludzi ( ಠ_ಠ) #slodycze #mindfuck #creepy

    +: Emdap, Pani_Muszka +49 innych
  •  

    Mirki co za pojebana akcja, weszlismy z kumplami do opuszczonego budynku i takie cos znalezlismy, jak bedzie 300 plusow to wyjebujemy te drzwi

    pokaż spoiler spoiler #creepy #ciekawostki #danielmagical #gownowpis

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    #creepystory #creepy #paranormalne #mistycyzm #teoriespiskowe #strasznehistorie

    Autorski tag #alternatywneteorie

    Poprzedni wpis.

    Tym razem nie będzie teorii channelingowych. Postanowiłem urozmaicić tag i od czasu do czasu zamieścić #creepy historię w klimacie paranormalnym. Historie te rzekomo miały miejsce naprawdę. Zawierają nazwiska, daty, lokalizacje. Nie jestem autorem tekstu, jedynie przetłumaczyłem.

    Dzisiaj będzie o skrzydlatych istotach demonicznych widzianych przez wielu świadków w Zachodniej Wirginii (USA), w pobliżu podziemnych tuneli w których podczas II wojny światowej przechowywano ładunki wybuchowe. Co ciekawe, wśród Indian panują legendy o tych istotach. W komentarzu rysunki i zdjęcia.

    Wcześniej mówiliśmy o Draco, jako obcym gatunku który podobno napotkał admirał Richard E. Byrd, a także były szef bazy Dulce Thomas Edwin Castello. To co może było najbardziej znane ze wszystkich "straszności" z udziałym tych gadzich istot, według Johna Keela, dotyczyło "inwazji" pterodaktylo-humanoida "Mothmen" (Skrzydlaty Draco) oraz "Faceci w czerni".
    Stworzenia te zostały okreslone jako Mothmen, Skrzydlaci Drakonie, lub Skrzydlaci Serpentynowie, w zależności od źródła. Według Johna E. Keela, w połowie lat sześćdziesiątych podobno terroryzowali obszar w Zachodniej Wirgini. Keel jest przekonany że te wrogie istoty były zaangażowane w tragiczną katastrofę "srebrnego mostu" (Silver Bridge https://en.wikipedia.org/wiki/Silver_Bridge), w której zginęło kilku świadków UFO i dziesiątki miejscowych, co jest oparte na pewnych dziwnych okolicznościach związanych z tym wydarzeniem. W swojej książce "THE MOTHMEN PROPHECIES" Keel ujawnia:

    ... Zgodnie z jej historią, Connie (Carpenter), nieśmiała, wrażliwa osiemnastolatka, wracała do domu z kościoła o 10:30 rano w niedzielę, 27 listopada 1966 roku. Kiedy mijała opuszczone zielenie Mason County Golf Course poza New Haven w Zachodniej Wirginii nagle zobaczyła wielką szarą postać. Miała kształt mężczyzny - powiedziała - ale była znacznie większa. Postać miała co najmniej 7 stóp wzrostu, oraz była bardzo szeroka. To co najciekawsze, jej uwagi nie przyciągnął wzrost tej istoty, lecz oczy. Powiedziała, że istota miała duże, okrągłe, intensywnie świecące czerwone oczy skupione na niej z hipnotycznym efektem. "To cud że nie zjechałam z drogi i nie miałam wypadku" - skomentowała później.
    Kiedy zwolniła, jej oczy spoczęły na zjawie, para skrzydeł rozłożyła się z jej pleców. Wydawało się że miała rozpiętość około 10 stóp. Zdecydowanie nie był to zwykły ptak, lecz "czymś rozszerzonym". Istota podniosła się powoli z ziemi niczym helikopter, bezszelestnie, jej skrzydła nie skrzekotały w locie. Istota skierowała się w kierunku samochodu Connie wpatrując się w nią czerwonym wzrokiem, a następnie przeleciała nisko nad jej głową, gdy Connie wcisnęła pedał gazu w całkowitej histerii.

    PONAD 100 OSÓB WIDZIAŁO TĄ ISTOTĘ TAMTEJ ZIMY.

    Indianie Ameryki Północnej mają obszerne legendy o "Thunderbird", ogromnym ptaku który porywa dzieci i starców. Ptakom tym towarzyszy głośny hałas, szumy, brzęczenia, oraz dudnienie z poziomu infradźwiękowego i ultradźwiękowego.
    Znany jako PIASA (podobny do smoka) wśród Indian Dakoty, miał mieć przerażające czerwone oczy i długi ogon. Potworny demon ze skrzydłami nietoperza i ciałem ludzkim.

    Wiele z obserwacji "Mothmanów" miało miejsce w pobliżu starych betonowych kopuł i budynków, które prowadziły do kilku milowych tuneli (obecnie zaplombowanych) używanych w trakcie II wojny światowej do przechowywania materiałów wybuchowych. Znane jako obszar TNT (TNT Area https://www.atlasobscura.com/places/tnt-area). John Keel podaje, że w jednym miejscu czuł niemal fizyczne przerażenie, które minęło gdy wyszedł z tego miejsca. To przerażenie zostało zgłoszone przez wielu świadków, a co najmniej jedna pterodaktyloidalna istota uciekła do jednego z wejść do kopuły w obiekcie TNT po pościgu przez ciekawskich świadków. Przeszukano kopułę, ale nie znaleziono śladu tego stworzenia.

    O godzinie 7:15 rano, 25 listopada, młody sprzedawca butów Thomas Ury jechał wzdłuż Route 62 na północ od obszaru TNT, gdy zauważył wysoką, szarą, przypominającą człowieka postać stojącą na polu przy drodze. Nagle rozłożyła skrzydła - powiedział Thomas - i wystartowała prosto jak helikopter. "Przeleciała nad moim kabrioletem i zaczęła krążyć przy trzech wysokich słupach telefonicznych". Thomas wcisnął gaz gdy postać zleciała niżej nad jego samochód. "To leciało tuż nad moim samochodem, mimo że jechałem 75 mil na godzinę".
    Thomas popędził do Point Pleasant i poszedł prosto do biura szeryfa wpadając w panikę. "Nigdy czegoś takiego nie widziałem. To coś miało rozpiętość skrzydeł na 10 stóp. To mógł być ptak, ale na pewno nigdy takiego nie widziałem. Bałem się że mnie zaatakuje."
    Napotkał go stary, znajomy symptop - nieuzasadnione przerażenie. "Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiego uczucia, dziwny rodzaj strachu." - powiedział. "Ten strach ogarnął cię i sparaliżował. Najlepszym wyjaśnieniem tego byłoby stwierdzenie, że ta sprawa nie była w porządku (just wasn't right). Wiem, że to może nie mieć sensu, ale to jedyny sposób w jaki mogę wyrazić to co czułem."

    John Keel relacjonował jeszcze inne przypadki spotkań z tymi "pterodaktylami"...

    "Spójrzcie na tą szaloną postać, która zniknęła za tym samolotem!" - skomentował Eddie Adkins, który wraz z czterema innymi ludźmi stał na obszarze lotniska Gallipolis w Ohio, tuż za rzeką z Point Pleasant, 4 grudnia 1966r.
    Tego samego dnia, o godzinie 3 po południu, wzdłuż rzeki Ohio tuż za lotniskiem, przeleciała potężna skrzydlata forma. Później piloci oszacowali, że leciała na wysokości około 300 metrów, z prędkością około 70 mil na godzinę. Uświadomili sobie, że to nie był samolot, lecz było to coś w rodzaju ogromnego ptaka o niezwykle długiej szyi. Ptak wydawał się obracać głową z boku na bok jakby skanował krajobraz (przyp: naukowcy uważają, że pterodaktyle saurian-reptilian używali swoich głów jako steru podczas lotu, przesuwając je z boku na bok jako środek utrzymania lotu). Skrzydła nie trzepotały.
    "Mój Boże, to coś prehistorycznego!" - jeden z mężczyzn płakał.
    Everett Wedge złapał swój aparat i pobiegł do swojego małego samolotu, ale kiedy był w powietrzu, stworzenie zniknęło w dole rzeki.

    Źródło: http://www.reptilianagenda.com/exp/e112299a.shtml
    pokaż całość

  •  

    Relikwiarz ze szczęką i językiem świętego Antoniego z 1349r., który znajduje się w Bazylice św. Antoniego w Padwie w północnych Włoszech.

    pokaż spoiler Najbardziej szokująca jest jednak symbolika mikroblogowa w dolnej części relikwiarza... ( ͡° ͜ʖ ͡°) #heheszki


    #creepy #ciekawostki #swiat #wlochy i trochę w sumie #bekazkatoli pokaż całość

  •  

    Gabriel Pacheco to #illustrator między innymi do ksiązek Victora Hugo,
    Powieści "Moby Dick" Hermana Melville
    Czy "Pięknej i Bestii"
    #art
    #creepystory #sztuka
    Cz. 3
    Bajeczka w wersji #creepy

    źródło: xXfHEBY.jpg

  •  

    Ciekawe ile jest tu kont, których właściciele zostali zamordowani.
    #creepy

  •  

    Mircy, mam dziwną sprawę i za pewne po pierwszych zdaniach uznacie, że opowiadam bajki, ale trudno.

    Półtora roku temu zmarł mój dziadek. Tata postanowił, że da jego osobiste rzeczy do trumny, w tym telefon komórkowy dziadka. Tak, dobrze się domyślacie - mama miała połączenie z tego numeru pięć dni temu. Wróciliśmy wczoraj z Mazur, dzisiaj sprawdziła ten zostawiony telefon (ma dwa). Oddzwoniła i normalnie był sygnał, ale zero odpowiedzi. Tata zadzwonił też ze swojego, ale po dwóch sygnałach rozłączył się, bo w sumie obawiał się rezultatu.

    Moje pytanie brzmi: co tu się odkurwia. To był telefon na kartę, stary model niedotykowy, co by dziadek ogarniał. Podejrzewaliśmy więc, że numer po 1,5 roku nieużywania wrócił do puli numerów. Ale w takim razie skąd połączenie do mamy?
    Jest możliwość jakiegoś logicznego wytłumaczenia poza takim, że grabarz sobie skroił telefon i prank calla zrobił po półtora roku?

    #telefony #creepy
    pokaż całość

  •  

    To może i wam się przytrafić gdybyście jakimś cudem nie przykryli nóg kołdrą w nocy !( ಠ_ಠ)
    #creepy #heheszki

    źródło: adK4xKM_460s.jpg 18+

  •  

    Nigdy tak naprawdę nie interesowałem się historią mojej rodziny. Wiedziałem jakich mam wujków, ciocie, kuzynów, oczywiście znałem też najbliższą rodzinę, ale nic więcej. Kiedy babcia poprosiła mnie o duży obraz będący naszym drzewem genealogicznym, nie byłem zbytnio zapalony do projektu.

    No, ale cóż… Babcia, stara już kobieta, wydała sporo pieniędzy na ogromne płótno i farby olejne. Siedziałem więc u niej codziennie szkicując portrety to ze zdjęć, to z jej opowiadań, a musicie wiedzieć, że babcia była bardzo krytyczna i nieraz portret jakiegoś pra-pra-pra… przodka robiłem po dwa, trzy tygodnie, bo babunia stwierdziła, że nie wygląda jak powinien.

    Z dnia na dzień drzewo rosło coraz bardziej, a jego gałęzie rozprzestrzeniały się po całym świecie. Jedna z nich zadomowiła się w Niemczech.

    Był to mój pra-pra-pra-któryśtam z kolei dziadek od strony matki. Nazywał się Edmund Zamojski, a do Niemiec pojechał za interesami i tam osiedlił się w malowniczej Bawarii. Zajmował się handlem, na którym dorobił się dość sporej fortuny. Wyszedł za piękną kobietę z bogatego rodu, Franziske, która urodziła mu bliźniaków — Tobiasa i Michelle.

    Żyło im się jak w bajce, w wielkim domu pokrytym marmurami, wypełnionym służbą i egzotycznymi towarami, który to stał pośród pięknych ogrodów oraz szklarni.

    Edmund bardzo chciał, aby jego pociechy były wykształcone. Tak więc załatwiał im guwernantki, nauczycieli i sprowadzał uczonych z całego świata, którzy lali olej nauki do ich małych jeszcze główek. Kiedy Tobias zaczął oglądać się za rówieśniczkami, a wdzięki Michelle przyciągały adoratorów, Edmund postanowił zabrać całą rodzinę na wyprawę do Indii. Popłynęli tam statkiem, a dokładnie wynajętą galerą, na którą to wpakowali spory bagaż oraz kilku najbardziej zaufanych służących.

    Indie nie były bogatym krajem. To bardzo kuło w serce Franziski, która chodząc po biednych dzielnicach kupowała wiele lokalnych produktów, a następnie je rozdawała tylko po to, żeby chociaż odrobinę pomóc ludziom. Zrobiła też co mogła dla młodziutkiej panienki, córki ich przewodnika, półsieroty, która wdzięcznie nazywała się Ekanta — mianowicie zabrała ją ze sobą do Niemczech.

    Dziewczyna miała rękę do roślin. Sama zrobiła sobie w Indiach niewielki ogródek w starej skrzynce, który troskliwie pielęgnowała. Była wrażliwa na piękno i bardzo delikatna, a jej ojciec przychylał jedynej córce tyle nieba ile mógł. Nie był w stanie jednak zapewnić jej godnego życia, więc z ochotą zgodził się na taką poprawę jej statusu, ale pod warunkiem, że przynajmniej raz na trzy lata będzie mógł się z nią zobaczyć. To nie stanowiło problemu, bo Ekanta mogła podróżować statkami transportowymi wynajmowanymi przez Edmunda kiedy tylko miała ochotę.

    I tak oto hinduska znalazła się w Niemczech. Ze sobą zabrała tylko kilka sari oraz sadzonkę palmy kokosowej, której to mleczko, jak twierdziła, będzie leczyło wszystkie choroby.

    Lata mijały, dzieci rosły, a palma stawała się coraz większa. Kiedy bliźniaki założyły już swoje rodziny, a głowy Edmunda i Franziski zbielały, palma zaczęła wydawać pierwsze owoce. Wielkie orzechy w zielonej skórce, pod którą kryła się brązowa łupina, licznie obrastały drzewo, co jakiś czas z głośnym hukiem spadając na posadzkę w szklarni, w której ostatecznie widniała wielka dziura. Jednak ich niesamowicie kremowe mleczko rekompensowało każde zniszczenie.

    Kilka lat później państwo Zamojscy zorganizowali wielki bal zimowy. Pośród wirujących płatków śniegu zaroiło się od dorożek zaprzężonych w otoczone mgłą z własnego potu, koni. Balowe suknie szeleściły w wielkiej sali, grajkowie w najlepsze muzykowali, wino lało się strumieniami, a zastawa brzęczała co chwilę zmieniana przez elegancko wystrojoną służbę. Franziska co rusz zapraszana do innego grona i częstowana trunkiem dość szybko postanowiła się położyć, na kolację zjadając tylko kilka placuszków z ziemniaków.

    Bal skończył się kiedy słońce już dokładnie zalało świat swoim blaskiem. Niektórzy wyjechali, inni, mieszkający dalej, albo nie będący w stanie wrócić, zostali na noc, korzystając z gościnności gospodarzy. Edmund chciał zasnąć obok swojej małżonki, ale już z daleka wyczuł ostry zapach wymiotów, które pokrywały całą pościel. Rozkazał służbie umycie Franziski i wyczyszczenie łóżka, a sam zasnął w jednym z pokoi gościnnych.

    Kiedy późnym popołudniem zwlekł się z łóżka, Franziska wciąż czuła się źle. Na zmianę spała i wymiotowała teraz samą już żółcią. Edmund nie przejął się tym za bardzo twierdząc, że to tylko zwykły kac. Kazał poić ją mleczkiem z kokosów i karmić tłustymi potrawami, aż biedaczka nie poczuje się lepiej, a sam napisał do dzieci i Ekanty o tym, co właśnie się dzieje.

    Dzień mijał, a stan Franziski się nie poprawiał. Zwracała wszystko, co tylko przełknęła, czasem nawet jeszcze zanim to trafiło do żołądka. Wieczorem, kiedy wszyscy goście już wyjechali, Edmund zawołał po doktora. Ten po obejrzeniu kobiety przepisał tylko jakieś ziółka, które miała pić jak często się dało.

    Jednak jego lekarstwo nie pomogło i następnego ranka Franziska była już martwa. Jej skóra nie odznaczała się na tle prześcieradła, za wyjątkiem czerwonych plamek na twarzy, którymi były popękane od wymiotów żyłki. W pokoju wciąż unosił się fetor żółci.

    Posypały się kolejne listy: do rodziny, bliskich przyjaciół, do lekarzy z prośbą wyjaśnienia dlaczego Franziska zmarła. W jednym z listów Edmund napisał do Ekanty, dlaczego mleczko z orzecha kokosowego nie pomogło. Zanim jednak odpowiedź nadeszła takie same objawy wystąpiły u jednej ze służących. Ona też po kilku dniach wymiotów odeszła z tego świata. Co gorsza jego korespondencja zapełniła się listami obwieszczającymi o śmierci osób biorących udział w balu.

    Edmund zaczął obawiać się, że to jakaś zaraza. Spalił ciało służącej i swojej żony, a następnie zamknął swoją posiadłość i poddał ją kwarantannie. Po kilku dniach przyszła do jego pokoju kucharka. Mnąc fartuch wyjąkała, że wie dlaczego służąca zmarła. Opowiedziała o tym jak zawsze dzieliła się resztkami jedzenia, takimi, które szły na śmietnik, z innymi pracującymi w tym domu. Służąca, która zmarła wzięła ostatnie placuszki ziemniaczane i zdaniem kucharki były one zatrute. Oczywiście biedna kobieta była świadoma, że to na nią spadają podejrzenia. Edmund na szczęście nie był taki pochopny. Zebrał cały personel i zaczął wypytywać wszystkich razem i każdego z osobna o to, co działo się podczas przygotowywań do balu. Jednak niczego się nie dowiedział. Pozostało mu tylko spekulować kto, kogo i dlaczego chciał otruć.

    Kiedy przyjechała Ekanta, razem z Tobiasem i Michelle, dom funkcjonował już tak jak zawsze. Niedługo potem pojawili się pozostali zaproszeni. Pogrzeb pustej trumny był niezwykle skromny, ale mimo wszystko każdy jego aspekt był starannie zorganizowany. Po uroczystości Edmund zabrał Ekantę do swojego pokoju. Zapytał dlaczego nie odpisała w sprawie palmy. Ta spokojnie odpowiedziała, że sama nie znała odpowiedzi. Napisała więc do swojego ojca, który w długim liście przepraszał ją i błagał o wybaczenie pisząc, że nie była jego jedyną córką. Owa palma tak naprawdę niczym się nie wyróżnia. Mleczko jej kokosów zyskuje właściwości panaceum dopiero, gdy ta regularnie podlewana jest czystą krwią. Ona, Ekanta, jest jego pierwszą córką. Niedługo po porodzie matka Ekanty ciężko zachorowała. Ciągle gorączkowała, a jej skóra zaczęła gnić i odpadać od kości. Wtedy pewien znachor zaczął poić ją mleczkiem kokosowym z palmy podlewanej czystą krwią. Stan chorej od razu się poprawił, a rodzina sama zaczęła hodować taką palmę. Z początku krew pozyskiwali z niemowląt zostawionych na ulicach, jednak zaczęli wzbudzać podejrzenia. Tak więc matka Ekanty regularnie zachodziła w ciążę. A poczęte przez nią dzieci stawały się nawozem dla drzewa. Po kilkunastu latach kobieta nie wytrzymała psychicznie i powiesiła się.

    Edmund milczał patrząc na wręcz niepokojąco spokojną Ekantę. Wciąż bez słowa wyszedł z pokoju i zniknął na resztę dnia. O wschodzie słońca zwolnił całą służbę, a swoją posiadłość zaczął przeistaczać w sierociniec.

    Już po niespełna roku od jego ukończenia, placówka zapełniła się dziećmi w różnym wieku. Edmund całym sercem dbał o swoich podopiecznym dając im wszystko, co zapewni im dobry start w dorosłość. By jednak jeden wyjątek – niemowlęta. Do nich nie miał żadnych uczuć. Nie były dla niego niczym więcej niż nawozem w skórzanym pokrowcu.

    Każdego noworodka jaki trafił do jego sierocińca zanosił do szklarni, kładł pod palmą i podrzynał gardło. Z czasem doszedł do takiej wprawy, że nie marnował ani kropli krwi, a niemowlak w ciszy dokonywał żywota. Następnie jego ciałko po prostu spalał w piecu.

    Mleczko kokosowe kazał dodawać do potraw podawanym reszcie dzieci, które w rezultacie cieszyły się wspaniałym zdrowiem. Sam też codziennie pił cudowną miksturę, ciągle prowadząc interesy.

    Bez przerwy budował nowe szklarnie, sadził coraz więcej palm, zabijał coraz więcej już nie tylko noworodków, ale także starszych dzieci, tych przed okresem dojrzewania. Kiedy stał na skraju bankructwa zaczął sprzedawać swoje panaceum. Wieści szybko się rozeszły, a jego konto błyskawiczne wróciło do poprzedniego stanu, ba! Majątek ciągle się powiększał! Edmund zaczął sprowadzać dzieci z krajów trzeciego świata. Przypływały na statkach, a następnie przyjeżdżały razem z towarami wprost pod dom Zamojskiego. Większość nie przeżywała transportu, ale wieszane za nogi wciąż mogły podlewać palmy.

    Kika lat później Edmund Zamojski zmarł. Był już wiekowym człowiekiem, a jego serce po prostu się zatrzymało. Interes przejęła po nim, zgodnie z testamentem, Ekanta. Ta jednak, chociaż rękę do roślin miała, to nie potrafiła zajmować się interesami. Tak więc zmalała ilość produkowanego panaceum, sierociniec upadł, a ostatecznie dziewczyna sprzedała to, co zostało i przeprowadziła się do wioski, gdzie hodowała i sprzedawała kwiaty na lokalnym targu. Razem z nią umarłaby też tajemnicza receptura na lek doskonały, gdyby nie listy i notatki Edmunda, które pozostały w rodzinie. Przeleżały wiele lat zamknięte w skrzyni, dopóki ktoś nie zainteresował się nimi wiele pokoleń później.

    Zapytałem babcię czy to na pewno prawda. Ta w odpowiedzi pokazała mi zawartość owej skrzyni. Wszystko wygadało na autentyczne, chociaż nie jestem w tej sprawie specjalistą. Jednak z ciekawości wieczorami kopałem w papierach: stare księgi rachunkowe, listy, pamiętniki, luźne notatki… Wszystko potwierdzało słowa babci.

    Mimo wszystko dalej nie wierzyłem w jej opowieść. Była ona po prostu zbyt bajkowa i magiczna. Ciągle chodziła mi po głowie, ale miałem ważniejsze sprawy niż roztrząsanie tej historii.

    Jakiś czas później, kiedy drzewo genealogicznie wymagało już ostatnich poprawek, babcia zabrała mnie na wycieczkę. Pojechaliśmy najpierw autobusem, potem pociągiem, a ostateczne szliśmy piechotą pośród ogródków działkowych. Ciągle pytałem babcię gdzie idziemy i po co. Ona jednak nie powiedziała mi nic konkretnego. Byłem przekonany, że wybieramy się do jednej z jej znajomych na grilla.

    Weszliśmy w końcu na jakąś działkę. Była średnio zadbana: trawa wymagała koszenia, wszędzie plewiły się chwasty, a oczko wodne śmierdziało zdechliną i pływała tam utopiona wiewiórka, z której odchodziła skóra.

    Babcia jednak to zignorowała i zaprowadziła mnie do domku z kolektorami słonecznymi na dachu. W środku nie było niczego, czego można by się było spodziewać, żadnych mebli, nawet podłogi nie było, ale kiedy tam zajrzałem uderzyła mnie fala gorąca i wilgoci. Ściany domku były wbite w ziemię, bez fundamentów, a zdobiła je pokaźna kolekcja kaloryferów. Podłogę stanowiła goła ziemia przysypana kompostem i próchniejącym drewnem, zaś po środku, oświetlona różnymi lampami rosła palma.

    Od razu zauważyłem, że była ona regularnie przycinana do tego stopnia, że można było ją nazwać skarłowaciałą. Mimo to spod jej liści wyglądały małe, zielone kuleczki będące w przyszłości dorodnymi orzechami.

    Patrzyłem na babcię jak dureń nie rozumiejąc co widzę. Ona tyko uśmiechnęła się, podeszła do drzewka, a następnie podniosła z ziemi orzecha kokosowego. Wręczyła mi go mówiąc: „Czy pamiętasz abyś kiedykolwiek był chory?”

    #pasta #creepypasta #creepy #coolstory
    pokaż całość

  •  

    myślicie że znacie #youtube ?
    wiecie gdzie są rzeczy #creepy #psychodeliki itd?
    #krainagrzybow coś w tym guście?
    taki kij
    #narkotykizawszespoko są w filmikach "dla dzieci 0-6"

    źródło: youtu.be

    •  

      @ZalgoZalgo: Myślę że tak właśnie będzie wyglądało automatyczne generowanie treści w niedalekiej przyszłości. Automat weźmie charakterystyczne bodźce na które najsilniej reaguje określona grupa docelowa i będzie je mutować i optymalizować tak aby uzyskać największą ilość odsłon. Będzie to prowadziło do takich absurdów jak powyższy, gdzie scena zestawiona jest na siłę tak aby zawierała wszystkie najwyżej punktowane bodźce. A najbardziej absurdalne jest to że ludzie będą chcieli to oglądać bo taka treść będzie zoptymalizowana pod ich gusta. Nie będą mogli się oprzeć bodźcom nadnaturalnym. Właściwie to już się dzieje... powstaje coraz więcej filmów które nie mają własnej fabuły jako takiej a są parodiami wyśmiewającymi oklepane, filmowe banały - te filmy celują w uwielbienie widzów do sarkazmu ale powoli same stają się banalne i powtarzalne.

      @wytrzzeszcz: Namacalny przykład memetyki. Memy ewoluują i zwiększają swoją zdolność do zarażania kolejnych umysłów. Nie mogę się doczekać psychodelii produkowanej przez modele generatywne - czegoś jednocześnie znajomego, nostalgicznego ale absurdalnego i obcego.
      pokaż całość

    •  

      . Nie mogę się doczekać psychodelii produkowanej przez modele generatywne

      @AdireQ: Nie doczekasz, bo neuropki urażone...

      +: AdireQ
    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Gdzieś tam w Polsce stary dom kończy swój żywot.

    Całkiem klimatyczny obraz.

    #fotografia #wies #polskawies #creepy (?) #starydom

    źródło: fromapp.jpg

  •  

    Mam dość dobry bilans znalezionych osób. W większości, przypadkiem oddalają się od szlaku lub ześlizgują z małego klifu nie mogąc wrócić. Większość z nich słyszała o zasadzie „zostań tam gdzie jesteś” i nie idą dalej. Ale miałem dwa przypadki kiedy tak się nie stało. Oba dały mi dużo do myślenia i używam ich jako motywator by jeszcze lepiej wykonywać swoją pracę.

    Pierwszy był mały chłopiec, który wyszedł zbierać jagody ze swoimi rodzicami. On i jego siostra trzymali się razem, i oboje zniknęli mniej więcej w tym samym czasie. Rodzice stracili ich z oczu na kilka sekund i w tym czasie dzieci najwyraźniej oddaliły się. Kiedy rodzice nie mogli ich znaleźć, wezwali nas, a my przybyliśmy przeszukać teren. Córkę znaleźliśmy stosunkowo szybko, ale kiedy zapytaliśmy gdzie jest jej brat, odpowiedziała, że zabrał go „Człowiek Niedźwiedź”. Powiedziała, że dał jej jagody i powiedział żeby była cicho, bo on chce przez chwilę pobawić się z jej bratem. Ostatnio kiedy widziała swojego brata, ten siedział na barana u „Człowieka Niedźwiedzia” i wydawał się spokojny. Oczywiście naszym pierwszym skojarzeniem było porwanie, ale nigdy nie znaleźliśmy żadnego śladu innego człowieka w tej okolicy. Mała dziewczynka stanowczo twierdziła, że to nie był zwykły człowiek: był wysoki, pokryty włosami (jak niedźwiedź) i miał dziwną twarz. Teren przeszukiwaliśmy tygodniami. To było jedno z najdłuższych zgłoszeń w których brałem udział, ale nie znaleźliśmy żadnego śladu po zaginionym chłopcu.

    Druga była młoda dziewczyna, która poszła na wycieczkę ze swoją mamą i dziadkiem. Według matki, dziewczyna wspięła się na drzewo żeby lepiej widzieć las i nigdy z niego nie zeszła. Czekali u stóp drzewa godzinami wołając ją zanim zadzwonili po pomoc. I znowu – szukaliśmy wszędzie, ale nie natrafiliśmy na żaden ślad. Nie mam pojęcia gdzie mogła zniknąć ponieważ jej mama i dziadek nie widzieli żeby schodziła z drzewa.

    Kilka razy wyruszałem na poszukiwania jedynie z psem. Prowadził mnie on prosto do podnóża klifów. Nie wzgórz czy skał. Pionowe, surowe klify bez wsparcia dla rąk i nóg. Za każdym razem mnie to zastanawia, bo w takich wypadkach, przeważnie zaginioną osobę znajdujemy na górze klifu, lub całe mile od miejsca w które zaprowadził nas pies. Jestem pewien że jest jakieś wyjaśnienie, ale wydaje mi się to dziwne.

    Jedna szczególnie smutna sprawa dotyczyła podjęcia ciała. Dziewięcioletnia dziewczynka spadła z wału i nabiła się na pień martwego drzewa. To był strasznie dziwny wypadek. Nigdy nie zapomnę dźwięku jaki wydała jej matka kiedy powiedzieliśmy jej co się stało. Widziała jak pakowano worek na zwłoki do karetki. Wydała wtedy z siebie najbardziej przerażający, rozdzierający serce lament jaki kiedykolwiek słyszałem. To było jakby całe jej życie legło w gruzach, a część niej umarła razem z córką. Później słyszałem od innego funkcjonariusza SAR (Search and Rescue – w tym wypadku taki ichni GOPR), że popełniła samobójstwo kilka tygodni po tym wydarzeniu. Nie mogła dalej żyć ze stratą córki.

    Dołączył do mnie drugi oficer SAR-u, ponieważ mieliśmy informacje o niedźwiedziach w okolicy. Szukaliśmy gościa, który na czas nie wrócił do domu ze wspinaczki. Sami musieliśmy ostro się wspinać żeby dotrzeć do miejsca w którym myśleliśmy, że może on być. Znaleźliśmy go uwięzionego w małej szczelinie ze złamaną nogą. To nie był przyjemny widok. Był tam od dwóch dni i w ranę wdała się infekcja. Udało się nam go zapakować do śmigłowca. Od ratownika usłyszałem później, że gość w kółko opowiadał jak to dobrze sobie radził, ale kiedy dotarł na szczyt, ktoś już tam był. Powiedział, że ten ktoś nie miał żadnego sprzętu wspinaczkowego, ubrany był w parkę (rodzaj kurtki/płaszczu) i spodnie narciarskie. Wspinacz podszedł do tego faceta, ale gdy ten się obrócił, okazało się że nie miał twarzy. Po prostu jej nie było. Przestraszył się i chciał zejść ze szczytu jak najszybciej i dlatego spadł. Opowiadał, że później, przez całą noc słyszał jak gość bez twarzy schodził ze szczytu wydając z siebie stłumione krzyki. Ta historia poważnie mnie przestraszyła. Dobrze, że nie słyszałem jej osobiście.

    Jedna z najstraszniejszych historii jakie mi się przydarzyły dotyczy poszukiwań dziewczyny oddzieliła się od swojej grupy. Byliśmy na nogach do późnej nocy, ponieważ psy zwęszyły jej trop. Kiedy ją znaleźliśmy, leżała zwinięta pod spróchniałym pniem powalonego drzewa. Brakowało jej butów i plecaka, no i widać było że jest w szoku. Nie miała żadnych obrażeń, więc mogliśmy z nią iść na piechotę z powrotem do bazy. Po drodze, cały czas spoglądała do tyłu i pytała nas „Dlaczego ten mężczyzna o czarnych oczach idzie za nami?”. Nikogo nie widzieliśmy, więc uznaliśmy to za jakiś dziwny symptom szoku. Ale im bliżej bazy byliśmy, tym bardziej niespokojna była kobieta. Prosiła mnie, żebym powiedział mu żeby przestał ‘robić do niej miny’. W pewnym momencie zatrzymała się, obróciła i zaczęła krzyczeć w las żądając by mężczyzna zostawił ją w spokoju. „Ja z nim nie pójdę” mówiła, „A ich też nie dam”. W końcu zmusiliśmy ją do marszu, ale zaczęliśmy słyszeć jakieś dziwne dźwięki dookoła nas. To było trochę jak kaszel, ale bardziej rytmiczne, głębsze. Prawie jakby ten dźwięk wydawały owady. Nie bardzo umiem to lepiej opisać. Kiedy praktycznie dotarliśmy już do stacji, kobieta odwróciła się do mnie a jej oczy były tak szeroko otwarte, jak tylko można to sobie wyobrazić. Dotknęła mojego ramienia i powiedziała „Powiedział żebyś przyspieszył. Nie lubi patrzeć na bliznę na twoim karku”. Faktycznie mam bardzo małą bliznę na u podstawy szyi, ale jest schowana za kołnierzem. Nie mam pojęcia jak ona mogła ją zauważyć. Natychmiast po tym jak to powiedziała, znowu usłyszałem ten dziwny dźwięk, tym razem tuż przy moim uchu. O mało ze skóry nie wyskoczyłem. Pośpieszyłem z nią do bazy, starając się nie pokazywać jak bardzo byłem przestraszony, ale muszę przyznać, że bardzo cieszyłem się opuszczając las tej nocy.

    Ostatnia historia jest zarazem pewnie najdziwniejszą jaka mi się przydarzyła. Nie wiem, czy to przytrafia się w innych jednostka SAR, ale u nas jest to rzecz która przytrafia się regularnie, a o której się nie mówi. Możecie próbować pytać o to funkcjonariuszy SAR, ale pewnie nawet jak coś wiedzą, to i tak nie puszczą pary. Nasi przełożeniu poinstruowali nas żeby o tym nie mówić, a w tym momencie tak do tego przywykliśmy, że już przestało się nam to wydawać dziwne. Przy większości spraw, gdy ruszamy naprawdę daleko w dzicz (mówię tu o 30-40 milach), w pewnym momencie znajdujemy schody w środku lasu. To prawie tak, jakbyś wyciął schody ze swojego domu i umieścił w lesie. Zapytałem o to po tym jak widziałem je pierwszy raz, ale drugi ratownik powiedział mi żebym się nie martwił i że to jest normalne. Wszyscy których pytałem powiedzieli dokładnie to samo. Chciałem podejść i to zbadać, ale powiedziano mi bardzo dosadnie, że nigdy nie powinienem się do nich zbliżać. Obecnie właściwie je ignoruje, bo zdarza się to tak często.

    #pasta #creepy #creepystory #creepypasta
    pokaż całość

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #creepy

0:0,0:0,0:0,0:2,0:0,0:2,0:0,0:1,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0,0:0

Archiwum tagów